IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Pokój Życzeń

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 20 ... 35, 36, 37
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Londyn/Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 5162
  Liczba postów : 4457
http://czarodzieje.my-rpg.com/t58-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t649-bellcia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t243-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7785-bell-rodwick#216614




Administrator






PisanieTemat: Pokój Życzeń   Pią Cze 11 2010, 18:28

First topic message reminder :


Pokój Życzeń

Chyba najfajniejsze pomieszczenie w całym Hogwarcie. Wystarczy coś sobie wymarzyć, a już to mamy. Niestety, nie można tam wyczarować jedzenia, ani picia, także jeśli chce się przygotować romantyczną kolację, posiłek trzeba przynieść samemu. Jedną z większych zalet jest, że gdy jesteś w środku osoba która nie wie czymś stał się dla ciebie ten pokój nie może dostać się do środka. Aby pojawiły się drzwi, przez które można wejść, należy przejść trzy razy wzdłuż ściany, myśląc o odpowiedniej rzeczy.

UWAGA: Aby wejść obowiązkowo należy rzucić kostką w pierwszym poście. Nieparzysta – udaje Ci się wejść, parzysta – niestety nie udaje Ci się wejść. Jeśli już raz odkryjesz lokację możesz odwiedzać ją bez ponownego rzucania kością. Zezwala się zdradzić lokalizację tematu dwóm osobom towarzyszącym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Hiszpania, Walencja
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1721
  Liczba postów : 908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12573-candida-feliciana-miramon#339796
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12577-cukierek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12578-lluvia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12581-candida-feliciana-miramon




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój Życzeń   Czw Lut 09 2017, 00:06

Mina Tony’ego była bezcenna, jakby sam nie rozumiał, czemu tak to się skończyło. Candy mu się nie dziwiła – nie dość, że jest już w dziewiątej klasie, to Hiszpanka zdążyła go poznać jako towarzyskiego człowieka, który potrafi wyciągnąć z rozmówcy wszystko. Gdyby nie to, że tak się pilnowało, i ona wygadałaby się ze swoich sekretów. Z jednej strony tę cechę charakteru można uznać za bardzo cenną i pozytywną, a z drugiej, tak jak Candy, uważać ją za najgorszą zmorę. Na szczęście nie sprawiało to, że przestawała Tony’ego lubić. Być może nie panował nad nadmierną ciekawością, a że sprawiał dobre wrażenie… Tylko mu pozazdrościć.
I co, poprosić o morze w zamku? – Gdy myślała o czymś ekstremalnym, przychodził jej na myśl czynny wulkan albo może szczyt góry… Jeżeli Krukon miał takie marzenia, chciałaby o nich usłyszeć. Po matce odziedziczyła chęć do podejmowania ryzyka i kiedy było zbyt łatwo i przyjemnie, nudziła się.  
Chłopak na szczęcie nie miał obiekcji co do budyniu, nawet zgodził się z nią, że jest o wiele lepszy niż jakiś tam kisiel (którego tak na marginesie nie trawiła, nie dość, że brzydko wyglądał, to jeszcze smak często był strasznie mdły, nieważne, w jaki sposób by go nie robiła), więc uśmiechnęła się do niego porozumiewawczo. Jak tu nie kochać takiego człowieka: brak jakiejkolwiek alergii, a do tego je wszystko, co mu się poda i nigdy nie narzeka!
Wymieszała wszystkie składniki i wreszcie mogła dodać wszystko do garnka. Podłączywszy wcześniej ogień, nie spuszczała już wzroku z zawartości. Mieszała bez przerwy, dokładnie i mocno, żeby nic nie przywarło do dna.
Z sokiem malinowym? – podpytała jeszcze. Rzecz jasna maliny i tak położy, ale mogła też wszystko polać sokiem ze słoiczka. Na szczęście mogła poszczycić się olbrzymią podzielnością uwagi w trakcie gotowania, bo inaczej Tony mógłby tylko stać i czekać, aż skończyłaby wszystko. Teraz pozostało jedynie poczekać, aż budyń zgęstnieje, co akurat było najszybszą rzeczą w tym wszystkim. – Co u ciebie słychać? – zagadała. – Ratujesz przed zagubieniem jakieś nowe Krukonki? – Właśnie wyłączała gaz. Podniosła garnuszek za uchwyt i, szturchnąwszy chłopaka, żeby się posunął, zbliżyła do salaterek, aby wypełnić je ciemną masą. Wyszły aż cztery, wypchane prawie po brzegi. Spojrzała z dumą na swoje danie, a potem na Krukona, żeby szybciej decydował, czy lepiej będzie z sokiem czy bez. Dwie porcje zdążyła już polać, te były na pewno jej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Nowy Jork, Stany Zjednoczone
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 127
  Liczba postów : 117
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14064-anthony-edison
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14068-anthony-edison
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14067-anthony-edison
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14066-anthony-edison




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój Życzeń   Czw Lut 09 2017, 17:07

-A nie chciałabyś? Przecież to by było takie cudowne. – odparłem niemalże natychmiast, śmiejąc się przy tym dosyć mocno rozbawiony. Jakie to by było wspaniałe mieć swoją własną plaże, kawałek morza, czy nawet nieograniczony dostęp do słońca o każdej porze roku. Zamiast spędzać ponure wieczory z nosem książce, pomiędzy czterema ścianami Hogwartu można było wylegiwać się na świeżym powietrzu, przy pięknej pogodzie.
Westchnąłem cicho pod nosem wyraźnie rozmarzony. Głowa pokiwałem, jakbym jej przytakiwał. Ten magiczny obrazek nie chciał wyjść mi z głowy. Po bokach ciągnący się aż po sam horyzont złocisty piasek. Nagrzany tak mocno, że parzył w gołe stopy, ale nie na tyle by nie dało się tego wytrzymać. Żadnych kamyków, żadnych skał. Promienie słońca odbijały się od błękitnej jak niebo tafli wody. Tylko ten mały szczegół je od siebie odróżniał. Czułem na swojej twarzy delikatną bryzę, wiejąca znad wody. Mewy skrzeczały mi gdzieś za plecami, a gdy się odwróciłem widziałem coś niemożliwego. Wielkie, potężne mury Hogwartu. Bajka dla każdego ucznia. Uśmiechnąłem się, gdy wracałem do rzeczywistości, chociaż z chęcią zostałbym tam na dłużej, uprzednio zabierając ze sobą Hiszpankę.
-Nie dziękuję. – przesunąłem się by zrobić jej więcej miejsca. Chyba jak zawsze tylko przeszkadzałem plącząc się pomiędzy nogami. Trochę głupia sprawa, mógłbym w końcu nauczyć się nieco więcej, niż zanosić talerze do stołu.
Zerknąłem na maliny i ukradkiem podkradłem jedną. Jak bardzo nie przepadałem za wyrobami z nich, tak same mogłem jeść całymi dniami. Nie wiem skąd to wszystko wynikało. Uwielbiałem te małe czerwone kuleczki w swojej oryginalnej postaci. W sokach i innych wyrobach traciły całą swoją magię i stawały się kolejnym zwykłym produktem.
-Dalej nie znalazłem ciekawej pracy i ledwo wiążę koniec z końcem.  – uśmiechnąłem się delikatnie, chociaż w głębi duszy było mi strasznie głupio. Nie wiem z czego wynikały te moje problemy. Nie szukałem jeszcze niczego na stałe. Mało tego nie do końca wiedziałem co chcę robić jak już skończę studia, a mimo to nie potrafiłem znaleźć sobie pracy by dorobić kilka groszy. Wszystko co przeglądałem, dla normalnego studenta pewnie byłoby okej, ale nie dla mnie. Potrzebowałem czegoś, co mnie nie zanudzi na śmierć, gdy już będę siedział za ladą w jakimś sklepie.
Gwałtownie spojrzałem na Candi, gdy spytała o inne dziewczyny. Byłem dosyć zaskoczony tym pytaniem i nie do końca wiedziałem jak na nie zareagować. Z początku poczułem się jak jakiś playboy, który podrywał wszystkie nowe dziewczyny w zamku. Chyba jednak nie to miała na myśli. W końcu to stwierdzenie nie pasowało zbyt do mnie.
-Nikogo nowego chyba jeszcze nie… Chociaż ostatnio miałem okazje poznać nową dziewczynę. – postawiłem zdecydowany akcent na jeszcze i uśmiechnąłem się delikatnie. Czułem się lekko zawstydzony więc, by uniknąć kontaktu wzrokowego, podszedłem do szuflady i wyjąłem z niej po jednej łyżce dla nas.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Hiszpania, Walencja
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1721
  Liczba postów : 908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12573-candida-feliciana-miramon#339796
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12577-cukierek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12578-lluvia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12581-candida-feliciana-miramon




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój Życzeń   Sob Lut 11 2017, 03:45

Nie zastanawiała się ani chwili nad odpowiedzią.
Właściwie to nie. – Nie zawahała się i nie zamierzała zmieniać odpowiedzi. – O wiele bardziej podoba mi się pomysł z wulkanem – rzuciła poważnie, chociaż żartowała. – Wiesz, życie na krawędzi, walka o przetrwanie i inne takie. To nie lepsze? Albo lot na miotle nad lawą? Te emocje! – Przesadzała, ale głosem świetnie oddawała charakter sytuacji. W odpowiednik momentach zmieniała ton z neutralnego na podekscytowany czy zaciekawiony. Podjudzała. Nie było to na poziomie zawodowego aktora, ale wciąż poza granicami nijakości. – Naprawdę wolisz zwykłą plaże od takich widoków? – Trochę nie dowierzała, że Tony jest tak… prosty. W morzu nie było niczego niesamowitego. Może gdyby to był środek oceanu… Ale czy takie rzeczy były możliwe? Nawet jeśli chodzi o taką szkołę magii jak Hogwart? Wprawdzie słyszała o potężnych zaklęciach zmieniających pogodę albo tworzących wodę z niczego, jednak Pokój Życzeń… W zasadzie to nie wiedziała, na jakich prawach on funkcjonuje, kto go stworzył i w jaki sposób, a przede wszystkim: jakich zaklęć użył. Była jednak pewna, że osoba ta musiała być bardzo potężna. Anthony najwyraźniej się zamyślił, bo pokiwał jej głową z głupim wyrazem twarzy. – Ej, ty – zaczęła, trącając go przy tym w bok – nie odpływaj. Pytałam, czy naprawdę aż tak lubisz morze – powtórzyła.
Budyń był gotowy, wystarczyło go przyozdobić, a że Tony nie chciał soku, Candy odstawiła go na szafkę i wyciągnęła ręce po maliny. Kątem oka zauważyła, że jedna z nich znika i trafia w palce Tony’ego. Nie skomentowała, uśmiechnęła się tylko pod nosem, a potem zaczęła układać owoce na ciemnej masie, póki jeszcze była ciepła. W jednej miseczce ułożyła je w uśmiech, w drugiej umieściła je tuz przy brzegach, aby zrobić okrąg. Obie porcje były dla Tony’ego, dlatego zaraz przesunęła je bliżej Krukona. Na swoim budyniu zrobiła tylko koła. Owoców zostało, dlatego z zawadiackim uśmiechem odwróciła się do Tony’ego i pomachała mu przed nosem miseczką.
Zjadłbyś, co? Zobacz, ile ich zostało… Ta jedna musiała być bardzo dobra, prawda? A czekaj, właściwie sama spróbuję. – I wzięła do ust jedną z większych malin. Rzeczywiście były pyszne. Słodkie i nie przejrzałe. Oblizała usta. – Miałeś rację.
Nie zamierzała przestać dokuczać chłopakowi. Owoce wciąż trzymała w odpowiedniej odległości, tak, żeby nie mógł ich złapać, ale zmieniła też temat, żeby dostosować się do rozmówcy.
Jesteś strasznie wybredny – stwierdziła. Sama zdążyła już zmienić pracę i teraz na zarobki nie narzekała. Wcześniej za to miała masę wolnego czasu. Jeżeli chłopak wciąż będzie się tak ociągał, wreszcie okaże się, że miejsca zostaną przy tych najgorszych, najbardziej męczących, a zarazem najmniej płatnych zawodach. – Ale zaraz, jak to ledwo wiążesz koniec z końcem? – zmartwiła się. Gotowa była Krukonowi pomóc, jednak… czego on tak naprawdę potrzebował? Na jedzenie skrzatów nikt jeszcze nie narzekał, a przecież wygód w Hogsmeade można się wyrzec. Nie sprawiało to, że ktoś umierał z głodu.
Wciąż czekała na odpowiedź, ale też włączyła się do rozmowy na kolejny temat. Najwyżej przypomni chłopakowi o pytaniach.
Jaką dziewczynę? – zainteresowała się. Już oczekiwała jakiejś ciekawej historii.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Nowy Jork, Stany Zjednoczone
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 127
  Liczba postów : 117
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14064-anthony-edison
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14068-anthony-edison
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14067-anthony-edison
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14066-anthony-edison




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój Życzeń   Sob Lut 11 2017, 13:56

Złapałem się jedną ręką za kark i przechyliłem nieco głowę na bok. Uśmiechnąłem się delikatnie, gdy czarnowłosa hiszpanka podłapała zabawę. Faktycznie jej wizja była równie niesamowita, ale czy takie wrażenia nie były lepsze na jednorazowe wakacje. Ludzie z czasem się do tego przyzwyczajają i przestają zwracać uwagę na to co było niezwykłe.
-Ciekawy obrazek, tylko gdzie później jechać na wakacje? – zaśmiałem się cicho, a lekki uśmieszek nie znikał z mojej twarzy. Uniosłem jedną brew do góry. Najwyraźniej wciąż nie wiele wiedziałem o dziewczynie. Była w drużynie quidditcha, ale nie sądziłem, że jest u niej takie zamiłowanie do miotły.
-Nie sądziłem, że tak Cię ciągnie do adrenaliny. – westchnąłem pod nosem. –W ogóle jak możesz to lubić, przecież to takie niewygodne, gdy kij wybija się między pośladki… - zaśmiałem się lekko i spojrzałem na dziewczynę, gdy zdałem sobie sprawę ze swoich słow. Odsunąłem się odrobinę, bojąc się trochę, że mogę za to oberwać. Naprawdę nie chciałem nic złego sugerować, to wyszło tak samo z siebie. Czasem niestety tak miałem, że zdarzało mi się gadać głupstwa. Powinna jednak doskonale o tym wiedzieć.
-To nie tak, że nie lubię pięknych widoków. Lubię je! Są wyjątkowe i zapadają w pamięć, ale gdy mamy ich pod dostatkiem tracą swój urok. To tak jak z chłopakiem. Najpierw jest piękny i przystojny, a gdy go już poznasz, traci wszystkie swoje walory. Bardziej pragniemy tego, co jest dla nas odległe. – nie wiem, czy przykład z chłopakiem był tutaj trafiony. Starałem się jednak zachować powagę, gdy o tym mówiłem, chociaż moja twarz wskazywała zdecydowanie na coś innego. Policzki mi delikatnie pulsowały, od uśmiechu, który nieudolnie starałem się tłumić.
Spojrzałem na dziewczynę nieco zakłopotany, gdy mnie uderzyła w bok. Właściwie to tylko lekko trąciła, ale przez to jak nieświadomie odpłynąłem, wydawało mi się jakbym porządnie oberwał. Skrzywiłem się delikatnie, okazując odrobinę sztucznego bólu.
-Co złego jest w morzu? Nie chciałabyś nad takim mieszkać? Budzisz się, wychodzisz na taras, a tam ciągnąca się na kilka kilometrów plaża, bezchmurne niebo z którego biją ciepłe promyki słońca. No i oczywiście to morze. Wielkie i bezkresne, a towarzyszyłby mu szum fal. – nie chciało mi się wierzyć, że ten piękny obrazek nie potrafił poruszyć serca dziewczyny. –Zimę zawsze można spędzać, w bardziej egzotycznych miejscach… - zerknąłem jak dziewczyna wykonuje ostatnie poprawki przy budyniu. Malinę przetrzymałem pomiędzy zębami, jakbym chciał się pochwalić – tak to ja Ci ją podkradłem i co mi zrobisz? Zjadłem ją zadowolony trochę jak małe dziecko. Zaśmiałem się cicho pod nosem, widząc uśmiech na twarzy Candy. W pewnym sensie cieszyło mnie to, że czuła się przy mnie dosyć swobodnie.
-Jak będziesz mnie tak dokarmiać, na pewno skończę gruby. – zerknąłem w dół na swój brzuch. Pod koszulką nie wyglądał źle, bez koszulki jeszcze lepiej. Przez częste dokarmianie musiałem, w miarę dbać o swoją linie. Ale to dobrze, przez to nie miałem kompleksów. –Zawsze mam! –odparłem z wyraźnym entuzjazmem w głosie. Czasem bywałem niezwykle skromny, ale na swój sposób miało to jakiś urok. Zdarzało się, że niektórych bawiłem tym, a już na pewno nikt nie narzekał.
Wyciągnąłem rękę po miskę, nieco zbliżając się do dziewczyny. Nie było opcji, bym dosięgał, bo miała równie długie ręce co ja. Zerknąłem na maliny, krzywiąc się przy tym delikatnie, a później spojrzałem w jej oczy z takim samym grymasem. Wzruszyłem delikatnie ramionami, niestety poddając się tym samym.
-Wcale nie! Po prostu szukam czegoś wyjątkowego. Nie moja wina, że ich wymagania nie pokrywają się z moimi kwalifikacjami. – ostatnie słowa wypowiedziałem z lekkim zawodem w głosie. Nie chciałem się brać za cokolwiek, chciałem robić coś co od początku da mi jakąś satysfakcję.
Wziąłem jedną miseczkę z budyniem do rąk. Tak się składa, że wpadła mi ta z uśmiechem. Zerknąłem kątem oka na kurkonkę i uśmiechnąłem do malin. Wyglądało to co najmniej dziwnie.
-Urocze. – mruknąłem dosyć cicho, ale na tyle by czarnowłosa wszystko usłyszała. Łyżkę zanurzyłem w brązowej masie i nabierają odrobinę z maliną na szczycie zjadłem zadowolony.
-Znaczy nie no, jest spoko. Tylko wiesz, jakieś drobne wydatki i mniej więcej ciągle jestem na zero. – zerknąłem na dziewczynę. Głową pokiwałem z góry na dół, a w ustach trzymałem łyżkę. –Pyszne. – mruknąłem, gdy nabierałem kolejną łyżkę.
Nie byłbym pewnie sobą, gdyby nie wspomniał o dziewczynach. Zrobiło mi się trochę głupio i tak też się zaśmiałem gdy Candy o nią zapytała. Odłożyłem miseczkę na blat i zmierzwiłem swoje włosy, kończąc skrzyżowanie dłoni na karku.
-Nie chcę jej robić złej opinii, bo wydaje się być bardzo interesująca. Ma po prostu małe problemy w kontaktach z ludźmi. Według mnie radzi sobie świetnie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Hiszpania, Walencja
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1721
  Liczba postów : 908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12573-candida-feliciana-miramon#339796
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12577-cukierek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12578-lluvia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12581-candida-feliciana-miramon




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój Życzeń   Sro Lut 15 2017, 02:07

Stwierdzenie, że Candidzie brakuje chęci do zabawy i poczucia humoru, było niezwykle krzywdzone. Chociaż na co dzień może i wydawała się poważna, dojrzała i myśląca o konsekwencja, to i ona potrzebowała chwili rozrywki, rozluźnienia. Potrzebowała jak wody momentów, w których mogłaby zapomnieć o wszystkim i pomyśleć nad nierealną przyszłością. O tak, to uwielbiała robić. Wymyślać, co mogłaby robić, gdyby była kimś innym, gdyby charakter jej na to pozwalał.
Na wakacje? Hm, pojechałabym do Nowej Zelandii – odparła, wytrącona z rozmyślań. Jeszcze tak nienormalna nie była, żeby planować podróż w głąb ziemi… Nie po to zajmowała się gotowaniem, żeby nagle podjąć decyzję o zmianie profesji i w ostatecznym rozrachunku umrzeć we wnętrzu wulkanu. Widowiskowo, a jakże, ale absolutnie nie w jej stylu. Zaraz pojęła swoją gafę i uśmiechnęła z zakłopotaniem. – Wiele jeszcze o mnie nie wiesz… – mruknęła z tajemniczym uśmieszkiem i mrugnęła porozumiewawczo do Krukonka. Gdyby spisała listę wszystkich swoich tajemnic, mogłaby zapisać cały mugolski zeszyt. A gdyby dopisała do tego ważniejsze szczegóły ze swojego życia, a o których mogła nie opowiedzieć, doszłoby kolejnych kilkanaście stron. – Nie lubię… – mruknęła. Sama nie rozumiała, co robi na tych wszystkich treningach. – Wiesz, to po prostu jakieś zajęcie, zresztą latanie nie jest takie złe! – rzuciła i wycelowała oskarżycielsko palcem w chłopaka, łapiąc się na tym, że prawie potwierdziła, ze Quiddich jest beznadziejny. A wcale tak nie uważała! Skłamałaby, gdyby kiedykolwiek powiedziała, że nie lubiła na niego patrzeć. Nie szalała za nim, to oczywiste, ale na szkolnych meczach starała się być. A po co, to już jej prywatna sprawa, prawda? Potrząsnęła głową, przecież nie o to @Anthony Edison pytał.
Jeszcze chwilę wyłamywała sobie palce. Do czasu, aż Tony zaczął odpowiadać na pytania. I mówił z takim zapałem, że Candy ponownie się rozluźniła. W jego słowach było sporo racji, jednak Hiszpanka nie mogła się do końca zgodzić. A co do chłopaka… Przygryzła tylko wargi. Nie mogła za wiele na ten temat powiedzieć, ona pragnęła Leo ciągle tak samo. Kiedy z nim była i kiedy przebywała w domu. Chyba że to była metafora zerwania, to wtedy po prostu musiałaby przytaknąć. Teraz myślała o Leo jak najgorzej. Widziała tylko jego wady.
Nie wiedziała kompletnie, jak odpowiedzieć na taką wypowiedź, dlatego zagryzła wargę i wyglądała, jakby powstrzymywała się przed nieodpowiednim komentarzem i śmiechem. Wolała zająć się deserem. Gdy szturchnęła Krukona, ten z przesadnym jęknięciem odsunął się.
Siniak? – zapytała ze zmartwieniem, które odbijało się na jej twarzy. Smutne spojrzenie, wygięte w dół usta… Czemu ona jeszcze nie próbowała swoich sił w jakimś teatrze? Wydawało jej się, że widziała ostatnio ogłoszenie o rekrutacji. – Nie ma nic złego – zapewniła pospiesznie. – Tony… ale ja mieszkam nad morzem – roześmiała się. – Jeśli nie wierzysz, kiedyś ci pokażę. Nie ma nic ciekawego w gapieniu się na opalające się tłumy. Chciałabym mieszkać w takiej cichej okolicy… Nie na totalnym odludziu – sprostowała szybko – ale wiesz, wąska dróżka, brak tłumów, tylko sąsiedzi. Nie podoba mi się, że spędziłam już pół życia w turystycznym mieście. – Powinna dodać, że nie potrafiła angielskiego, więc rzadko zdarzało jej się komukolwiek pomóc. – W ogóle nie lubisz zimy? – Ciężko jej było w to uwierzyć. Można za nią nie przepadać, ale żeby tak w ogóle unikać… Candy nie pogardziłaby wyprawą w góry. Mogłaby się wreszcie nauczyć jeździć na nartach czy snowboardzie. I, rozumiecie, wspinaczki po ośnieżonych szczytach, te przepiękne widoki, których nigdzie indziej się nie uświadczy! Od kiedy poznała magiczny świat, żałowała, że rodzice nigdy nie wyślą jej ruszających się zdjęć.
W tej chwili dziękowała swojemu wzrostowi, chociaż czasami nazywała go przekleństwem. Z przekąsem patrzyła na Tony’ego, który próbował sięgnąć po resztę malin.
Nie wiem, czy tak zawsze… – mruknęła. – Od malin na przykład gruby nie skończysz – stwierdziła. Wciąż jednak nie oddawała miski. Niech się chłopak troszeczkę postara, przecież jest duuużym chłopcem. Pokręciła zawiedziona głową. Może jednak Tony nie podda się tak łatwo.
Wyjątkowego? Wypłata 200 galeonów, praca raz w tygodniu, najlepiej zdalnie? – zgadywała rozbawiona. Wymagania wymaganiami, ale oni nie mogli za dużo wymagać od swojej pierwszej pracy. Niewiele było osób, którym od razu coś wpadłoby w oko i jeszcze by się tam dostali. Najpewniej to osoby, które zwlekały z podjęciem pracy. – No, to jak z tymi malinami? – dociekała. Nie chciała sobie psuć zabawy, ale z drugiej strony chętnie zajęłaby miejsce na kanapie i zajadała budyniem. O, zapomniała o musie waniliowym. Trudno, tym razem zostaną tylko maliny, następnym razem.
Zdążyła już opuścić bolącą rękę i postawić na blacie miskę z malinami. Wzięła kolejną do buzi.
Wiem – przytaknęła z uśmiechem. Starała się, żeby wyszło zadbanie, nie potrzebowała poważnych, eleganckich dekoracji. Nawet miseczki nie były odpowiednie, gdyby chciała podać budyń w restauracji. Jej nauczyciel z Calpiatto zapewne by ją za to zbeształ, ale – jak to się mówi – czego człowiek nie zobaczy, to go nie zaboli. Tony’emu w ogóle to nie przeszkadzało i zanim zdążyli zmienić miejsce, zabrał się za jedzenie. I przy tym mile połechtał ego Krukonki. – Dzięki – odparła lekko zawstydzona, mało osób tak naprawdę ją chwaliło.
Odwróciła spojrzenie. Chwilę patrzyła na kuchnię i się nie odzywała. Zapomniała nawet o swojej porcji i pozostałych malinach. Sięgnęła jednak po łyżeczkę i lekko uderzała w szklaną miseczkę. Jak małe dzieci, kiedy nie chcą jeść. Ożywiła się, gdy rozmowa zeszła na temat dziewczyny.
Jak to problemy w kontaktach z ludźmi? – Od razu pomyślała o Maggie, dziewczynie, którą poznała w święta i z którą spędziła czas w lodowym labiryncie. Tylko Krukonka niekoniecznie miała małe problemy, nawet zwykła rozmowa przychodziła jej z trudem. – Co zrobiła?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Nowy Jork, Stany Zjednoczone
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 127
  Liczba postów : 117
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14064-anthony-edison
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14068-anthony-edison
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14067-anthony-edison
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14066-anthony-edison




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój Życzeń   Sro Lut 15 2017, 22:40

-Jeśli nic mi nie wypadnie, to Cię tam zabiorę. – zaśmiałem się cicho. Była to dosyć poważna obietnica, ale chyba nic nie stało na przeszkodzie jej wypełnienia. No, oczywiście poza Hiszpanką. Przecież nikogo na siłę nie będę zmuszał. Nowa Zelandia brzmiał trochę strasznie. Głownie dlatego, że była na drugim końcu świata. Mogłaby to być niezapomniana przygoda. Dziwnie byłoby tylko pójść do ojca i powiedzieć mu o takim wyjeździe. Ciekawe jakby zareagował. Na szczęście byłem już dorosły i wszystkie decyzje, które podejmowałem były niezależne. W domu na wakacjach i tak zazwyczaj się nudziłem, a nawet jeśli było inaczej, to zaraz macocha komplikowała całą sytuację.
Wzruszyłem delikatnie ramionami. Na wszelki wypadek miałem warunek, którym mogłem ratować sobie skórę. Jeśli mi nic nie wypadnie. Była to dopiero wstępna propozycja. Do wakacji była jeszcze masa czasu i w tym czasie wszystko mogło się wydarzyć.
-Bo za mało mi o sobie mówisz… - skrzywiłem się nieco zrezygnowany. Niestety czarnowłosa miała tutaj jak najbardziej racje. Wiedziałem o niej bardzo mało, ale i chyba ze wzajemnością. Zabawne, bo spędzaliśmy razem dosyć sporo czasu. Nic w tym jednak dziwnego. Nie znam lepszego sposobu na wieczór, niż przy kuchni Hiszpanki. Żarty i dobre jedzenie, po prostu coś cudownego.
-To w końcu nie lubisz, czy nie jest złe? – spytałem lekko zakłopotany. Nie do końca rozumiałem Hiszpankę. Robiła to tylko dla zabicia czasu? Jak, po co, dlaczego? Wszystko to wydawało mi się dziwne i szczerze mówiąc niemożliwe. Nikt normalny nie skupiałby się na trenowaniu czegoś, co go nie interesuje. Inaczej to by była zwykła strata czasu. Byłem gotów zaryzykować stwierdzenia, że nie były to tylko dodatkowe zajęcia, a po prostu bała się przyznać do tego, że lubi latać.
-Przyznaj, że jednak kochasz latać i grę w drużynie. – zaśmiałem się cicho i spojrzałem na dziewczynę. Nie raz miałem okazję udać się na mecz. Widziałem jak tłumy ludzi świetnie się bawią na trybunach. Chociaż tego nie lubię, to muszę przyznać, że atmosfera na trybunach jest niesamowita. Nie zdziwiłbym się, gdyby udzielała się i zawodnikom.
-Wybacz. – mruknąłem, gdy zdałem sobie sprawę z tego co powiedziałem. Metafora z chłopakiem chyba nie przypadła do gustu Candi. Poczułem się trochę głupio, bo na początku wydała mi się dosyć trafna. Gdy zobaczyłem niewielki grymas na jej twarzy, od razu przypomniałem sobie o jej byłym chłopaku. Właśnie byłym. Coś nie wyszło i się rozstali. Czarnowłosa nigdy nie chciała o tym opowiadać, a ja nie miałem w zwyczaju wypytywać. Wiem tylko, że nie był to dla niej najlepszy okres.
Zaśmiałem się cicho na reakcję Krukonki. Chyba wyszło mi naprawdę dobrze, bo dziewczyna nabrała się na moje teatralne jęknięcie. Zmartwiła się, przez co z jednej strony było mi miło, a z drugiej miałem lekkie wyrzuty sumienia, za żartowanie z niej. Pokręciłem głową przecząco i wyszczerzyłem nieco zęby rozbawiony.
-Żartowałem. – odparłem z delikatnym uśmiechem.
-Ale ja nie mieszkam! – powiedziałem jakby z lekkimi wyrzutami w głosie. Było w tym nieco zazdrości, ale takiej dobrej. To co ona miała na co dzień, dla mnie było jednym z marzeń. Na tym właśnie polegała ta różnica. Dla Hiszpanki, widok plaży był pewnego rodzaju rutyną, na którą nie zwracała uwagi. Dla mnie to wszystko było nowe, ekscytujące i ciekawe.
-Trzymam za słowo. Nawet jeśli nie chce Ci się gapić na innych to chyba masz masę równie ciekawych zajęć. Spacer po zatłoczonym mieście, kąpiel w słońcu albo w wodzie. Czego tylko dusza zapragnie, a na odludziu… No dobra, na totalnym odludziu nie ma nic. Za to obrzeża miasta są straszne. To przerażające gdy wychodzisz na spacer i wszyscy sąsiedzi Cię znają. Patrzą na to co kupujesz w sklepie, a później szeptają miedzy sobą. O widzisz, ten nie potrafi gotować, z torebki kupuje… - im dłużej mówiłem, tym bardziej zmyślałem. Chciałem by wyszło w miarę zabawnie i chyba nawet się udało. Zaśmiałem się cicho pod nosem, zerkając na dziewczynę.
-Sam śnieg jest świetny… Ale zimno to jakiś koszmar. Człowiek chce zrobić cokolwiek, a strach nawet wyjść z domu bo na zewnątrz minus piętnaście. – westchnąłem nieco zrezygnowany. Poczułem jak ciarki przeszywają moje ciało. Chyba zbyt mocno sobie to wyobraziłem, bo zrobiło mi się nieco zimno. Czułem jakby delikatny powiew wiatru wpadał mi za koszulkę i tam drażnił delikatną skórę. To chyba była tylko moja wyobraźnia, ale czułem się jakby to pokój na mnie tak działał. –Jakby na zewnątrz nie wiało i było chociaż te plus pięć stopni, to nie miałbym przeciwko by wyjść i bawić się jak małe dziecko. – gdy byłem mały, zabawa z innymi dziećmi często umykała mi przed nosem, więc dlaczego by nie nadrobić tego teraz.
Odpuściłem zrezygnowany, gdy nie byłem w stanie sięgnąć malin. Chyba nieco bałem się zbyt zbliżyć do czarnowłosej. Spojrzałem na nią tylko porozumiewawczo. Nie mam pojęcia jak to wyglądało z jej perspektywy, ale w mojej wyobraźni bardzo poważne. Czułem się, jakby moja twarz wyraźnie mówiła. – i tak je dostanę.
-Jak możesz w to wątpić? – spytałem zerkają na nią katem oka. To okrutne. Łyżkę zanurzyłem w budyniu i na pocieszenie, spróbowałem czekoladowej masy. Była na tyle pyszna, że od razu się uśmiechnąłem i wybaczyłem Hiszpance brak wiary w moje możliwości.
-Od malin nie, ale budyniu już tak. – mimo to i tak nabrałem kolejną porcję na łyżkę i zatopiłem ją w swoich ustach, sprawiając tym samy radość dla podniebienia.
-Nie, nie o to mi chodzi. Po prostu chciałbym… Sam w sumie nie wiem. Nie chce jednak zaczynać w jakiś sklepach. Może po prostu skończę studia, po nich zrobię jakiś kurs i dopiero wtedy znajdę pracę. Teraz ostatni rok, ostatnie wakacje wykorzystam jeszcze na zabawę. Oddam się młodości. Co o tym sądzisz? – odparłem, trochę bez chęci do śmiechu. Wbrew pozorom była to dosyć poważna sprawa, a w takich umiałem zachować spokój i pokazać się z dobrej strony. Doskonale zdawałem sobie sprawę, że coś takiego jak powiedziała Candi, jest niemożliwe. Zresztą, bez wyższego wykształcenia, wiele ścieżek kariery i tak było przede mną zamknięte. Problem w tym, że nawet nie wiedziałem jaką chciałbym obrać.
-Prędzej czy później i tak je zjem. – a przynajmniej miałem taką nadzieję. Wszystko jednak zależało od tego, na co pozwoli mi brzuch, po dwóch miskach budyniu. Jakby się tak zastanowić, to było tego dosyć sporo.
-Chodźmy usiąść. – mruknąłem nabierając odrobinę budyniu na łyżkę. Jedzenie w kuchni mi nie przeszkadzało, ale na kanapie panował dużo lepszy klimat. Przyjemniejszy. No i oczywiście było tam wygodniej, niż opierając się o blat szafki kuchennej.
-Coś nie tak? – spytałem gdy czarnowłosa sprawiła wrażenie nieco zakłopotanej. Obserwowanie ludzi, było może nieco dziwnym, ale według mnie przyjemnym zajęciem. Szybko wyłapywałem zmiany w zachowaniu innych. Odwrócenie spojrzenia nie było czymś normalnym, co robi się tak po prostu. Zerknąłem na Hiszpankę dosyć zmartwiony, dopóki nie spytała o dziewczynę.
-Dopiero ją poznałem, więc nie wiem za wiele. Chyba bywa agresywna i łatwo pakuje się w kłopoty. – a przynajmniej tak wnioskowałem z tego co mówiła. Poznawanie przyjaciół, przez zapoznanie ich z własną pięścią nie było zbyt normalne. Jak tak teraz o tym pomyślę, to było to urocze i zabawne. Parsknąłem lekko śmiechem. -Na szczęście mi jeszcze nic. – mój wyjątkowy urok działał chyba na każdego i dosyć często skutecznie ratował mnie przed gniewem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Hiszpania, Walencja
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1721
  Liczba postów : 908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12573-candida-feliciana-miramon#339796
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12577-cukierek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12578-lluvia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12581-candida-feliciana-miramon




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój Życzeń   Czw Mar 09 2017, 23:26

Obiecujesz?! – ożywiła się, o ile to możliwe, jeszcze bardziej. Tony może i się śmiał i żartował z tego, ale dla nie było w tym nic zabawnego. Zamierzała się też postarać, żeby nic mu nie wypadło, przynajmniej na tydzień czy dwa, żeby mogli razem wybrać się na wakacje. Jeżeli Candy miała coś z matki, to przede wszystkim to, że zachwycały ją wszelkie piękne widoki i gdyby potrafiła, tak jak ojciec starałaby się utrwalić je na płótnie. Pod tym względem byłaby jak Monet, przychodziłaby w jedno miejsce o różnych porach dnia, żeby oddać cały urok okolicy. Pewnie nawet by próbowała, ale wiedziała, że jej zmysł artystyczny jest naprawdę beznadziejny i zepsułaby nawet drzewo. Nie mówiąc już o cieniowaniu czy wypełnianiu czegokolwiek kolorem.
Rozmowa trwała dłużej niż robienie budyniu, więc oboje kontynuowali ją na kanapie. Albo fotelach, w zależności, gdzie usiadł Tony. Candy zabrała swoje miseczki, z czego jedną postawiła na stoliku, a drugą ciągle trzymała w rękach, a potem opadła na miękka kanapę i rozsiadła wygodnie. Wsunęła się lekko, żeby nie siedzieć sztywno wyprostowaną. Zapomniała o poduszkach, które leżały przy podłokietnikach, ale i tak nie mogła narzekać. Nabrała budyniu i włożyła sobie pierwszą porcję do ust, które zaraz oblizała.
Albo ty za mało pytasz. – Odwróciła kota ogonem ciekawa, co na to chłopak odpowie. Stwierdziła jednak, że faktycznie powinni trochę więcej sobie mówić i rozmawiać na mniej błahe tematy. Inaczej ich znajomość zaginie wśród innych i jeżeli kiedykolwiek wyślą sobie sowę (lub smsa), to tylko wtedy, gdy będą czegoś potrzebować. – Chyba lubię… Na pewno nie jest tak, że go nienawidzę. Wiesz, gdybym tego nie lubiła, to już dawno bym zrezygnowała, a gram od zeszłego roku. Dopóki nikt nikogo nie zabija, jest ok – zawyrokowała wreszcie. Może nie zadowalała tą odpowiedzią Anthony’ego, ale nie potrafiła wyjaśnić swoich uczuć w inny sposób. Przecież sama ich nie rozumiała. – Z drużyny znam tylko jedną osobę – powiedziała ze śmiechem. Dodatkowo kojarzyła ich szukającą. I to tyle, chyba że coś się ostatnio zmieniło, bo jak wiadomo – ktoś mógł zostać kontuzjowany (albo zwyczajnie zrezygnować). Właściwie to dziwne, że kapitan jeszcze nie pozbył się niedoświadczonej Candy.
Thony przeprosił, a Candy cały temat zignorowała. Nie zdobyła się nawet na żadne nie szkodzi, które i tak wydało jej się nieodpowiednie. Zamiast tego z większym zapałem zaczęła jeść budyń i czekała na zmianę tematu, która nadeszła całkiem szybko.
Nie masz czego żałować – zapewniła, ale wiedziała, że to nie zadziała i chłopak wciąż będzie o tym myślał. Rzecz ludzka – marzyć o czymś, czego się nie, nawet jeżeli słyszy się o samych wadach. Candy pewnie zacznie narzekać, kiedy przeprowadzi się do cichej miejscowości, z której będzie wszędzie daleko. Zwłaszcza jeśli zdecyduje się żyć po mugolsku. – Z drugiej strony w takim miejscu wszystkich znasz i nic cię nie zaskoczy, a w wielkim mieście spotykasz osoby, które mogą być potencjalnymi bandytami. – Wzruszyła ramionami. Nie chodziła po Walencji z gazem pieprzowym, to jasne, ale miała świadomość, że ktoś z tłumu może okazać się psychopatą. – Ja tam widzę same uroki małej mieściny! – stwierdziła dobitnie. Nie brała tej rozmowy aż tak na poważnie, wiedziała, że Tony żartuje, jednak jeszcze chwilę wciąż myślała o Leo i nie mogła wykrzesać z siebie żadnego zabawnego tekstu. – Jak twoja sąsiadka będzie żyła na samym chlebie, to będę chociaż wiedziała, jaką dietę-cud stosuje – rzuciła jeszcze pierwsze, co jej się nasunęło na myśl, gdy Tony wspomniał o kupowaniu torebek.
Czasami nie zaszkodzi – powiedziała. Uwielbiała czasami wyjść i chociażby ulepić bałwana. Nie wiedziała, że niedługo będzie żałować swoich słów i na długi (a przynajmniej dłuższy) czas będzie miała dość zimy. – Istnieje zaklęcie rozgrzewające. – Teraz się mądrzyła, bo Lope jej o nim przypomniał i teraz często z niego korzystała.
Skoro już oddała chłopakowi maliny, nie musiała kontynuować rozmowy o byciu grubym. Teraz chyba stały gdzieś obok drugiej salaterki z budyniem, czyli na stoliku przed kanapą.
Ale wiesz, gdziekolwiek nie zaczniesz, to jakieś doświadczenie. Większa zaufanie będą do ciebie mieli, jeżeli cokolwiek zaczniesz robić – zauważyła jak zwykle rozsądnie. – Jakoś nie widzę, żebyś oddawał się młodości – zauważyła, może trochę złośliwie, oczywiście w celu zażartowania. Oblizała łyżeczkę i teraz złapała ją tak, że znajdowała się w mionie na wysokości jej twarzy, i pomachała nią w zamyśleniu.
Nie – roześmiała się. – Po prostu mało kto mnie tak naprawdę chwali – przyznała. To było tak miłe, że na chwile odjęło jej mowę. Na szczęście kolejny temat na powrót pociągnął rozmowę. – Agresywna? Zapytałabym, czy to stąd ten siniak, ale skoro żartowałeś… – Spojrzała na chłopaka podejrzliwie, ale czemu miałaby mu nie ufać? Zresztą zaraz Tony utwierdził ją w przekonaniu, że obyło się bez rękoczynów. – Opowiedz o niej coś więcej – poprosiła. – Myślisz, że ją znam?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Nowy Jork, Stany Zjednoczone
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 127
  Liczba postów : 117
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14064-anthony-edison
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14068-anthony-edison
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14067-anthony-edison
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14066-anthony-edison




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój Życzeń   Nie Mar 26 2017, 17:51

Uśmiechnąłem się szeroko widząc żywą reakcję Candy. Najwyraźniej bardzo jej zależało. Szczerze mówiąc to nieco poruszyła mnie tym. Czułem jak kąciku ust unoszą mi się jeszcze bardziej do góry, policzki lekko bolą od uśmiechu, a zęby wyszczerzałem jak głupi. Nie chciałem jej teraz zawieść. Mało tego, nie mogłem już tego zrobić. Pokręciłem lekko głową na boki przecząco.
-Nie, nie obiecuje. Na pewno to zrobię. – odparłem jak najbardziej poważnie, chociaż rozbawienie na twarzy mogło wskazywać na coś innego. To już nie była zwykła obietnica, a zdecydowanie coś więcej. Można powiedzieć, że nasze wspólne plany na najbliższe wakacje. Oczywiście, jeśli dalej będzie tego chciała. W najgorszym wypadku porwę ją siłą. Pozostawał tylko jeden mały, zabawny haczyk. Skąd na to wszystko wezmę pieniądze. Sama myśl o tym sprawiała, że miałem ochotę się roześmiać jak po usłyszeniu dobrego żartu. Trudno. To już była moja sprawa i sam musiałem się z tym uporać. Westchnąłem cichutko pod nosem. Dłonią poprawiłem lekko włosy, a później ułożyłem ją na karku i delikatnie pomasowałem. W końcu przyszła pora, by znaleźć jakąś pracę. Chcąc, nie chcąc byłem zmuszony by rozejrzeć się po tym, co oferuje okolica.
-Ja za mało pytam? – mruknąłem z lekkim, lecz bardzo aktorskim oburzeniem w głosie. Obróciłem się lekko na kanapie, tak by usiąść twarzą do czarnowłosej hiszpanki. Nabrałem odrobinę budyniu na łyżkę i zatopiłem ją na moment w ustach, by zgarnąć z niej cała zawartość. Pyszny, ciepły czekoladowy budyń, był zrobiony wręcz idealnie. Uśmiechnąłem się delikatnie w jej stronę. Ten wyraz twarzy wyraźnie nie wskazywał na nic dobrego. Za mało pytam, tak? Okej.
-W takim razie… - przewrócił oczyma, by zastanowić się chwilę. -Ulubiona pora dnia i roku? Chłopak z Hogwartu, który najbardziej Ci się obecnie podoba? Nauczyciel, którego nie znosisz? Największe marzenie? Plany na to, co chcesz robić po studiach? Ukochana książka? Najbardziej skryty sekret? – z uśmiechem na twarzy, zadałem kilka najbardziej oczywistych pytań. Chciałem zacząć od kompletnych podstaw, by później wypytywać o większe szczegóły. W głowie układałem już kolejne pytania. Była ich cała masa i chyba na każdy możliwy temat. Na szczęście miało to tylko dobre strony. Przede wszystkim Candy nie będzie mogła mi zarzucić, że nie pytam. Poza tym jest to idealna okazja, by  się znacznie lepiej poznać. Wbrew pozorom, hiszpanka była dla mnie bardzo bliską osobą. Zawsze chętna do spędzenia razem czasu. To już chyba pewnego rodzaju przyjaźń, a warto wiedzieć nieco o swoich przyjaciołach.
-Dziwne by było, gdybyście się zabijali na zwykłych, szkolnych meczach. Bezpieczeństwo uczniów chyba ponad wszystko. – otworzyłem nieco szerzej oczy. To wyznanie było dosyć dziwne. Nie wiem jak to wyglądało na treningach, ale większość oficjalnych meczy była… normalna? Chyba można tak powiedzieć. Jak w każdym sporcie zawodnicy wykazywali się chęcią rywalizacji. Jedni większą, inni mniejszą. Nikt jednak nie myślał o zabiciu przeciwnika. W głębi duszy wierzyłem, że nawet ślizgoni nie przejawiają takich chęci, wobec gryfonów.
-Jak to możliwe, że gracie wspólnie od roku, a Ty znasz tylko jedną osobę? – zamrugałem kilka razy i wplotłem palce pomiędzy swoje włosy. Zrozumiałbym, gdyby była w niej od tygodnia, ale nie od roku. Zazwyczaj ludzie uprawiający jakieś sporty, są bardzo otwarci. Dziwi mnie fakt, że nie zabrali jej gdzieś po prostu siłą. Przekręciłem głowę delikatnie na bok i wbiłem nieco podejrzliwe spojrzenie w czarnowłosą. –Nie masz przypadkiem jakiś problemów i zamknęłaś się na ludzi? Depresja czy coś? – spytałem nie odrywając nawet na sekundę od niej oczu. Chociaż na taką nie wyglądała, to nieco martwiłem się o krukonkę. Głupio by było, gdyby tuż obok siedziała dziewczyna o zachwianej osobowość. Nie byłbym sobą, gdybym nie spróbował jej pomóc w razie konieczności.
Skrzywiłem się delikatnie i sięgnąłem po kolejna łyżeczkę budyniu. Gdy człowiek skupia się na rozmowie, zawartość miseczki bardzo wolno ubywa.
-Nuda… Może i fanie przenieść się tam na starość, ale nie gdy jesteś wciąż młoda. Ustatkujesz się i będziesz robić za zwykłą kurę domową? Nie będziesz tęskniła czasem za tym, by się rozerwać? W takich wioskach, zazwyczaj nie ma wielu miejsc do zabawy. Największe imprezy są w kościołach. – zaśmiałem się cicho, chociaż ten żart był strasznie kiepski. Chyba nawet bardziej żałosny, niż zabawny. Im dłużej o nim myślałem, tym bardziej głupio się z tym czułem. Chyba nawet delikatnie się zarumieniłem ze wstydu.
-Teoretycznie, każdy może być bandytą. Założę się, że nawet w Hogwarcie znalazłby się jakiś potencjalny psychopata. Po prostu, większe prawdopodobieństwo jest tam, gdzie jest więcej ludzi. – uśmiechnąłem się delikatnie, zdając sobie sprawę, jak zabawny był to fakt. Ciekawe jak wiele było takich osób w zamku. Szczerze mówiąc to chciałem poznać taką osobę. Było to niebezpieczne i w ogóle, ale zarazem emocjonujące przeżycie. Nie często zdarza się spojrzeć w twarz osobie niezrównoważonej. To co zrobi zawsze jest ogromną zagadką.
-Wiec Twoja ocena nie jest obiektywna. – mruknąłem bardziej w żartobliwym kontekście, niż by podważać zdanie czarnowłosej. Nie miałem zamiaru kwestionować jej podejścia. Wręcz przeciwnie, szanowałem bardzo jej zdanie. Miałem tylko cicho nadzieję, że nie odbierze tego jakoś negatywnie.
-Kto powiedział, że sąsiadka będzie piękna. – zaśmiałem się lekko. Nie do końca rozumiałem, czy waśnie o to chodzi, ale tak to właśnie odebrałem. Spojrzałem na Candy i zmarszczyłem mocno brwi. Wyraźnie prześledziłem ją wzrokiem z góry do dołu. –I po co Ci dieta, gdy wyglądasz świetnie? – wyszczerzyłem szeroko zęby. Drobne komplementy, brzmiały chyba lepiej, gdy człowiek się wesoło uśmiechał. Chociaż nie wiem czy w moim przypadku to tak działało. Przy dobrej rozmowie, uśmiech z moich ust praktycznie nie znikał.
-Tak wiem, ale to takie przyzwyczajenie z dzieciństwa. Wiesz, gdy było zimno, to po prostu było zimno i nikt w to nie ingerował. – miało to i swój urok. Dzięki temu rozumiałem, dlaczego niemagowie chodzą w zimie w kurtkach, a nie w samych bluzach, by zachować tylko pozory, że odczuwają chłód. Poza tym dzięki temu, zima różniła się w jakiś sposób od lata. Nie tylko biały puch przykrywający ziemię, ale i dużo niższe temperatury.
-Wiem, wiem. Coś znajdę. Na pewno. Niedługo.  – westchnąłem cicho, zaciskając przy tym zęby na dolnej wardze. Problem w tym, że chciałem znaleźć już coś w swoim zawodzie. Nabyć jakiegoś doświadczenia, by później w miarę szybko wspiąć się nieco wyżej. Praca w sklepie, nie była czymś co chciał robić w przyszłości.
-Tak? Więc jak według Ciebie wygląda oddawanie się młodości? – odwróciłem się twarzą do hiszpanki. Jedną nogę zawinąłem pod siebie. Przechyliłem lekko głowę na bok i spojrzałem w jej oczy. Ciekawiło mnie, jak według niej wyglądało czerpanie radości z młodości. Co było złego w spędzaniu jej przy budyniu ze śliczną dziewczyna? Do ust wsadziłem sobie jedną z malinek, a później podebrałem odrobinę budyniu czarnowłosej, uśmiechając się do niej szeroko.
-Bo za mało mi gotujesz. – zaśmiał się i zjadając jeszcze jedną łyżkę budyniu.
-Nie wiem, możliwe. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że lepiej ode mnie. Młodsza kurkonka, Sydney. Nie wiem co tu dużo opowiadać, dopiero ją poznałem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Hiszpania, Walencja
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1721
  Liczba postów : 908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12573-candida-feliciana-miramon#339796
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12577-cukierek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12578-lluvia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12581-candida-feliciana-miramon




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój Życzeń   Nie Lip 09 2017, 18:24

Zapamięta to i będzie wypominała Tony’emu, dopóki ten nie spełni swojej obietnicy. A ona już się postara, żeby wycieczka doszła do skutku w te wakacje. W końcu po mroźnych feriach potrzebowali czegoś pięknego, niesamowitego, zapierającego dech w piersiach i chociaż trochę rozgrzewającego. Na pewno nigdy nie pojedzie w tak zimne regiony jak Grenlandia (Islandia biała zdecydowanie lepiej). Nie przejmowała się w tej chwili pieniędzmi. Zawsze mogli korzystać z teleportacji i nie musieli martwić się noclegiem czy wyżywieniem. Tak, za to kochała magię.
Za mało – uśmiechnęła się wrednie, ale nie spodziewała się, że Tony nagle zasypie ją gradem pytań. W pewnej chwili musiała go uciszać, a że miała tylko jedną rękę wolną, to przyłożyła mu palec wskazujący do ust i spojrzała na chłopaka groźnie. – Lato i wieczór – odparła i zabrała rękę, żeby nabrać budyniu na łyżkę. – Nie istnieje – stwierdziła pewnie w odpowiedzi na drugie pytanie. – Nauczyciel? Nie wiem, nie mam takiego. – Wzruszyła ramionami. – Marzeń się nie mówi! – zaoponowała gwałtownie. Oczywiście, że je miała. – Po studiach… założę własną restaurację. – Tak, tego była pewna. Nie wiedziała, jak ją utrzyma, ale nie zamierzała psuć swoich planów. – Wybrać jedna książkę, to jak wybrać jedno z dzieci. Nie powiem ci. O sekrecie też nawet nie myśl! – Pogroziła mu palcem.
Sama nie była dłuższa i zapytała Tony’ego dokładnie o to samo. O sekrety, marzenia, wybrankę serca. Niektóre odpowiedzi ją dziwiły, inne były podobne do jej, więc tylko szturchali się łokciami. Rozmowa toczyła się na różne, bardzo różne tematy, po chwili tak bardzo opłynęli, że zostawili za sobą Hogwartu, quiddich i studia, a zawędrowali w mugolski, dziki świat. Dlatego też rozmowa o przyszłości pasowała idealnie. Candy nie do końca zgadzała się z poglądami chłopaka, ale wiedziała, że czasami żartuje, więc wybaczyła mu niemal od razu komentarz o kurze domowej i imprezach w kościele. Tą całą rozmową chyba nawet udało jej się przekonać Tony’ego do znalezienia roboty (żeby nie narzekał, że jest biedny!) i jakiegoś porządnego mieszkania (czemu właściwie nie wynajmą razem?).
Musisz częściej zaglądać do kuchni. – Pokazała Tony’emu język.
Rozmowa toczyła się jeszcze chwile o Sydney, ale wreszcie oboje stwierdzili, że budyń był pyszne, ale się skończył i wypadałoby chociaż odrobić lekcje, zanim zasną na wygodnych fotelach. Candy sprzątnęła naczynia zaklęciem, a potem razem z Krukonem opuściła pokój.

[zt x2]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Pokój Życzeń

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 37 z 37Idź do strony : Previous  1 ... 20 ... 35, 36, 37

 Similar topics

-
» Pokój Życzeń
» Pokój Życzeń
» Pokój Życzeń
» Pokój Snów
» Pokój Marzeń

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Wielkie schody
 :: 
siodme pietro
-