IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Polana nad jeziorem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next
AutorWiadomość



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28621
  Liczba postów : 31704
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Polana nad jeziorem   Sob Mar 16 2013, 01:14

First topic message reminder :


Polana nad jeziorem

Średniej wielkości polana z której bezpośrednio można dostać się do jeziora - w lecie może zastępować nawet swojego rodzaju plażę! Miłe miejsce pod lasem, w którym uczniowie lubią organizować pikniki, bądź po prostu przesiadywać w cieplejsze dni - nic zresztą dziwnego, miejsce nadaje się do tego idealnie, a widok rozciągającego się jeziora z pewnością sprawia, że chce się tutaj wrócić.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Wielka Brytania, Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 394
  Liczba postów : 280
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7892-leah-aristow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7896-leah-aristow#220816
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7895-leah-aristow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7894-leah-aristow




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Pon Wrz 01 2014, 18:29

Miał trochę racji. Jej akurat to nie nudziło, ale to chyba rzeczywiście jego duży atut. Robi coś ciekawego, a niestety nie każdy ma w takim kierunku talent. Ceni się ludzi z pasją, ale tacy, którzy potrafią jeszcze zajmować się nią porządnie to już coś.
- Byłaby, jeśli nie kłamiesz co do umiejętności przygotowania eliksiru wielosokowego. A może jednak jesteś tym uroczym Gryfiakiem? Zawsze mogę mieć taką nadzieję. Najwyżej jutro się już się nie obudzę. A może obudzę się w jakimś ciemnym pomieszczeniu? Lub lepiej w środku Zakazanego Lasu? Jak sądzisz? - On popłynął, a ona za nim. Tyle, że w jej przypadku książki mogły się sprawdzić jako powód nadmiernej ilości czarnych scenariuszy. U niego pewnie wystarczyła wyobraźnia rysownika, a raczej tak to wyglądało. Każdy chyba na pytanie kim jest z trudem odpowiada, bo z zasady każdy jest po prostu sobą.
- Nie! To kompletnie nie tak! Od początku wydawałeś się miły i z pewnością nie masz za co przepraszać. I chyba na ten haczyk nadziała się mała ryba. Nie zraża mnie to kompletnie. Sama... cóż, utrzymuję względny porządek, ale daleko mi do takiego prawdziwego. Ty na żywo wydajesz się po prostu bardziej niezwykły - Znowu różowa! Zapamiętać: nauczyć się przebywać w otoczeniu innych ludzi bez różu na policzkach. Eee... czy ona wcześniej nie starała się tego zakodować? Powinna się chyba wytłumaczyć, czy coś.
- Ja przepraszam Ciebie. Nie umiem zachować się zwyczajnie w towarzystwie. Cały czas sobie myślę, co możesz sądzić o mnie i jaką opinię sobie wyrobić. Zależy mi bardzo, by w tym roku... zachowywać się normalnie. Tyle, że to strasznie trudne, kiedy w całym swoim życiu trzymasz się z daleka. Na prawdę. To ja Cię przepraszam - można jej odmówić wielu rzeczy, ale szczerość to z zasady jej domena. Felix wydał się jej dobrym człowiekiem, raczej jej nie zje po tym, co powiedziała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Chelmsford, Anglia
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 1634
Dodatkowo : Prefekt Gryffindoru
  Liczba postów : 481
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9263-felix-lockwood
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9267-zapozujesz-mi-do-aktu
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9268-moze-cos-do-mnie-skrobniesz#259170
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9271-felix-lockwood#259263




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Sro Wrz 03 2014, 18:52

To jego ogromny atut, to rysowanie. Tak naprawdę w niczym innym nie był dobry, w niczym się nie wyróżniał, więc trzymał się tego, co miał. Nie to, że miałby coś przeciwko wtopieniu się w tłum, byciu takim, jak wszyscy inni, ale... To zawsze miłe, wiedzieć, że ma się asa w rękawie.
- Moja droga, ja nigdy nie kłamię - uśmiechnął się szeroko. - A już w kwestii zdolności na lekcjach na pewno. Przyznaję bez bicia, że z eliksirów daję rady z podstawami. Tak jak z większością przedmiotów. Niezbędne minimum, które pozwoliło mi się prześlizgnąć przez te wszystkie lata szkoły i być teraz tutaj z tobą. Jak widać, opłacało się przemęczyć - to powiedziawszy, skinął lekko głową, dotykając ronda nieistniejącego kapelusza.
Zastanowił się przez chwilę nad możliwościami porwania, o którym mówiła Leah. W końcu pokręcił głową.
- Nie, Zakazany Las albo mroczne pomieszczenie w lochach byłoby zbyt oklepane, jak na moją artystyczną fantazję. Bardziej... Zastanówmy się. Obudziłabyś się co najwyżej w pokoju pełnym kwiatów, na miękkim dywanie z trawy. Lubię kolory - dorzucił w ramach wyjaśnienia i uśmiechnął się rozbrajająco.
Dziewczyna znowu się zestresowała. Już pojęcia nie miał, jak ją uspokajać, jak wytłumaczyć, że nawet jeśli jest speszona, to jego to w żaden sposób nie odstraszało. Przytulił ją. Tak po prostu, mocno, bez zastanawiania się, jak to wygląda.
- Przestań się przejmować. Uwierz, wszystko jest w porządku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Skąd : Z dormitorium.
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 8
Dodatkowo : animagia (pies)
  Liczba postów : 475
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8915-flora-selene-lyons
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8916-ksiezycowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8917-sowa-ksiezycowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8919-flora-selene-lyons




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Pią Wrz 05 2014, 14:45

Nie żeby coś, ale trochę mi uciekł event, a co za tym szło... Gregers wybacz. Niemniej jednak Flo nie była zawiedziona tym, że... Jej partner okazał się ślizgonem. Jak już chyba wszyscy zauważyli, ma do nich słabość. Ciekawe dlaczego.
Uśmiechnęła się więc do chłopaka, gdy znalazł się tuż przy niej, a po chwili wbiła w niego spojrzenie dwukolorowych tęczówek. Nie miała zamiaru tłumaczyć się z tych delikatnych kłamstewek, bo przecież były bardzo niewinne, prawda? Otóż to! Zresztą, to Flora. Ona trochę inaczej podchodziła do tak poważnych spraw jak mijanie się z prawdą, przynajmniej się jej kłaniała, przy każdej możliwej okazji.
-Wiesz... Chciałam pożartować. Byłeś idealnym celem, ale nie gniewaj się... Jak widzisz, jestem bardzo nieszkodliwa. Całe metr pięćdziesiąt cztery i nigdy szpilek na stopach, więc jesteś względnie bezpieczny, gdybyś postanowił coś brzydkiego zrobić! - Szturchnęła Gregersa lekko w bok, a po chwili spojrzała na pozostałych. Chciała wiedzieć sporo na temat ślizgona, ale to nie był ani dobry czas, ani miejsce na to, by... No cóż... Rozmawiać na poważne tematy. Może kiedyś?
-Chodź... Przejdziemy się.

/zt x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Wielka Brytania, Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 394
  Liczba postów : 280
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7892-leah-aristow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7896-leah-aristow#220816
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7895-leah-aristow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7894-leah-aristow




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Pią Wrz 05 2014, 19:33

Każdy się jakość wyróżnia. Nie ma w końcu dwóch takich samych osób. Nie każdy musi mieć wybitne stopnie, by być kimś. Felix z pewnością nie zniknąłby w tłumie z takim charakterem. Leah tak sądzi, więc może nie jest to zbyt obiektywne, jak na to, że tak krótko się znają. Mimo to myślała taka. Ba! Była nawet pewna.
- Bardzo szlachetna cecha, ale i kłopotliwa. Zawsze tak szczerze odpowiadać. Nie możesz wiązać się więc z karierą mordercy, bo byś się przyznał. Co za pech, intrygę wzięło w łeb. Cieszę się, że uważasz, iż taki powód był wart męczarni na lekcjach - Kolejny raz na jego zachowanie uśmiechnęła się szeroko. Taki pozytywny człowiek dobrze robi dla społeczeństwa.
- Tak można zostawać porwanym. Nie miałabym nic przeciwko - zaśmiała się. Takie opcje rzeczywiście są niestandardowe i bardzo ciekawe.
Kiedy ją przytulił wtuliła się w niego. To było... miłe? Dziwne słowo jak dla niej, ale rzeczywiście dałoby się to w ten sposób określić. Otucha? Też.
- Skoro nigdy nie kłamiesz to... dziękuję za takie słowa - stwierdziła dalej nie odsuwając się. Bardzo chciała upewnić siebie samą, że te słowa są prawdziwe. Że nie wszyscy są bez serca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Chelmsford, Anglia
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 1634
Dodatkowo : Prefekt Gryffindoru
  Liczba postów : 481
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9263-felix-lockwood
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9267-zapozujesz-mi-do-aktu
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9268-moze-cos-do-mnie-skrobniesz#259170
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9271-felix-lockwood#259263




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Wto Wrz 09 2014, 23:35

Wbrew pozorom potrafił zniknąć w tłumie. To wcale nie było trudne. Jednocześnie jeśli chciał, to potrafił się wybić. I najczęściej chciał, bo to było o wiele ciekawsze, a on lubił ciekawe sytuacje. Lubił w jakiś sposób zaskakiwać. Miał wrażenie, że wiele jego rówieśników to lubiło, ale on chyba w inny sposób. Cóż, rodzice zawsze mu powtarzali, że jest dziwny. Chociaż to może było, że "inny". Czy też "oryginalny". Nieważne.
Wzruszył ramionami.
- A tam kłopotliwa. Nie wyobrażam sobie nieszczerości i bardzo nie lubię, kiedy inni nie są wobec mnie szczerzy. A że niektórzy mają problem z tym, że mówię wszystko wprost... Co zrobić. Nie wszyscy radzą sobie z moją wspaniałością - roześmiał się. Cieszył się, że miała o nim dobre zdanie, to zawsze było miłe. Uwielbiał taką pozytywną atmosferę, która wytworzyła się między nimi. Nie zawsze łatwo bylo ją osiągnąć, ale teraz pojawiła się sama. Podobało mu się to.
- Nie masz za co dziękować. Cała przyjemność po mojej stronie - stwierdził, głaszcząc ją lekko po głowie. Może to było na wyrost, ale czuł, że ona tego potrzebuje. Takiego przytulenia, poczucia się bezpiecznie. Praktycznie się nie znali, ale on nie widział nic złego w przytulaniu właściwie obcych osób. Może nie wszyscy podzielali jego zdanie, ale nie widział w tym nic niewłaściwego. Bo niby czemu? Był idealistą, chciał, żeby świat był miejscem szczęśliwym i bezpiecznym. I jeśli mógł się choć w minimalnym stopniu do tego przyczynić, poprawiając komuś humor choćby na jeden wieczór, to czemu nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Wielka Brytania, Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 394
  Liczba postów : 280
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7892-leah-aristow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7896-leah-aristow#220816
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7895-leah-aristow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7894-leah-aristow




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Czw Wrz 11 2014, 20:44

Zaskakiwanie, oryginalność, inność. Sporo słów i każdy interpretuję je trochę inaczej. Do chłopaka te określenia pasowały raczej w pozytywnym sensie. Może i jego rodzice mieli to właśnie w ten sposób na myśli? Prawie na 100%. Z wypowiedzi wynikało, że szczery, z obycia, że wychowany, a z twarzy, że uśmiechnięty i radosny. Ponad to zajmuję się rysunkiem, czyli sztuką, a to samo w sobie mówi trochę o człowieku. Leah lubiła mieć o Felix'ie dobre zdanie, bo i od tak pozytywnej strony się jej pokazał.
- Mam nadzieję, że ja sobie poradzę - odpowiedziała, również się śmiejąc. Może było to trochę humorystyczne, ale raczej prawdziwe. Wydawał się posiadać tyle zalet, że chwilowo nawet istota nastawiona na szukanie dziury w całym nie podołała. Co za pech, czas kogoś polubić.
Faktycznie, nie znali się, ale nie zmieniało to faktu, że ten świat zmienia się właśnie w takich chwilach, właśnie chociaż na jeden wieczór.
- Powiedz mi, skąd ty się wziąłeś i dlaczego wcześniej Cię nie spotkałam? - Wspaniałe pytanie. Skąd się biorą takie stworzenia, które potrafią się zachować? Znała ich bardzo niewiele, a i odnajdywanie nowszych było dosyć problematyczne, bo zakładała, że wie już o wszystkich, a reszta to reszta, nie należą do grona ułożonych i kropka. Tak bardzo się pomylić. Można? Można.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Bath, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 149
Dodatkowo : ścigająca
  Liczba postów : 187
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9869-sarah-neris
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9872-sarh-szuka-kolegow-i-kolezanek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9874-z-checia-popisze-d
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9871-sarah-neris




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Pią Lis 21 2014, 15:49

Sarah zdziwiła się, że zajęło jej to tak mało czasu. Poleciała tylko szybko do dormitorium, chwyciła miotłę, po namyśle wzięła jeszcze sweter (bo przecież mogła wrócić późno. Skąd u niej taka rozwaga?) i pobiegła nad jezioro, w to miejsce, w którym umówiły się z Vi.
Ponieważ przyjaciółki jeszcze nie było usiadła nad brzegiem jeziora i postanowiła poczekać, choć cała aż paliła się do lotu. Ale, umowa to umowa.
Nie czekała zdążyła nawet zmarznąć. Vi też poradziła sobie szybko i już po chwili szła w jej stronę ze starym zmiataczem w dłoni. Na jej widok, uśmiechnęła się i podniosła zdobycz do góry. Sarah odpowiedziała uśmiechem.
Gdy przyjaciółka zbliżyła się, Sarah powiedziała:
-To co, lecimy?
I przełożyła nogę przez miotłę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 47
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 61
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9875-viselessy-c-roosecolt
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9877-przyjmuje-kazdego-z-otwartymi-ramionami
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9894-sowa-vise#276110
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9878-vise-roosecolt




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Pią Lis 21 2014, 18:09

Vise, jak już doszła do polany spotkała Sar. Dziewczyna od razu wzbiła się w powietrze. Vi jednak zamyśliła się chwilę.
-Szkoda, że nie mamy piłki- mruknęła bardziej do siebie, ale Sarah i tak to usłyszała
Wzbiła się w powietrze i szybko zrównała się z nią. Mimo tego ,,krukowania" była dobra z mioteł. Pobawiły się trochę w kotka i myszkę- Sarah leciała szybko, ale Vise szybko nią doganiała, lub na odwrót. Sądziła, że są na tym samym poziomie, więc taka zabawa po czasie się nudziła. Zdyszane zsiadły z mioteł i ćwiczyły trochę quidditcha, szkoda, że nie ma tu nowego kapitana. Szybko nie wystartują, bo nie mają pełnego składu- nie mają pałkarza, a Ivy Haden musi koniecznie się tym zająć.
Cóż...
-To co robimy -spytała, gdy skończyły manewry, trochę się zmęczyła, ale miała nadzieję, że po lataniu będą ją bolały wszystkie kości.
-Brak pomysłów u mnie, przydała by się piłka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Bath, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 149
Dodatkowo : ścigająca
  Liczba postów : 187
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9869-sarah-neris
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9872-sarh-szuka-kolegow-i-kolezanek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9874-z-checia-popisze-d
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9871-sarah-neris




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Pon Lis 24 2014, 19:24

Piłka... No tak. Sarah wcześniej o tym nie pomyślała. Jasne, że przydałaby się piłka.
- Ej, Vi, nie znasz żadnego zaklątka na piłkę, nie? - Zaśmiała się.
Tymczasem trzeba było coś wymyślić. Usiadła obok przyjaciółki na ziemi. Eee, nie chciało jej się myśleć. Chciała robić! Cokolwiek.
- Wiesz co... siedząc tak nic nie zdziałamy. Trzeba albo iść po piłkę, albo wrócić do szkoły. Dziwię się, że to mówię, ale... Nie było nic zadane, nie?
Dobra, jak na nią to było bardzo dziwne. Szkoda, że mama tego nie słyszała! Ale by była dumna! A brat miałby ubaw.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Londyn/Tokio
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 491
Dodatkowo : Metamorfomagia
  Liczba postów : 492
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8580-elishia-brockway
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8582-dziabagi-elci
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8581-pusia-elci#242490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8583-elishia-brockway#242495




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Sob Gru 20 2014, 16:30

Elishia naprawdę nienawidziła zimy... Pisałam o tym już? No, mniej więcej jakieś dziesięć tysięcy razy – ostatnio kiedy przypadkiem spotkała gryffonkę latającą w śniegu, która wygłasza tyrady o nosie. Tym razem nie ma na ten temat nic nowego do powiedzenia. Więc dlaczego znowu wyszła na dwór? Bo kobieta, jak to kobieta, jest niezdecydowana i nie wie czego chce w życiu. Dlatego też ubierając na siebie swój elegancki płaszczyk kompletnie nie odpowiadający jej charakterowi (dostała do pod choinę od matki rok temu) i szalenie pasujące do tego rękawiczki z misiami wybrała się na polanę nad jeziorem. Po co? Musiała obczaić teren bowiem planowała dowiedzieć jak jak wielkie są tu możliwości jazdy na łyżwach. To było jedyne, co lubiła w zimie – z wyjątkiem świąt, powrotu do domu do taty... Raj na ziemi.
Miejsce to było puste. Nic dziwnego, dzisiaj tak bardzo wiało, że myślała, że jej głowę oderwie. Schowała się jak najbardziej za kołnierzem i zerknęła na zamrożoną taflę. No dobrze, co by tu najpierw obczaić...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Wielka Brytania, Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 394
  Liczba postów : 280
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7892-leah-aristow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7896-leah-aristow#220816
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7895-leah-aristow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7894-leah-aristow




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Nie Gru 21 2014, 19:11

Leah szła sobie. Byleby daleko przed siebie. Nie miała problemu z pogodą. W sumie już z niczym, a konkretniej starała się odpuścić. Nie myślała o wszystkim, co się dzieję. Trwała od pewnej chwili gdzieś pomiędzy dwoma wersjami siebie. Tą otwartą i zamkniętą, nie będąc żadną. Czekała na moment ujawnienia się któreś bardziej i powrotu do normalności. Przechadzka idealnie się nadaję do takich rzeczy. Usiadła wreszcie po pewnym odcinku swej trasy przy jeziorze, które zdążyło zacząć zamarzać. Ach! Jakie to piękne... Ciekawe tylko, co skrywa się obecnie tam w głęboko. Siedziała, pewnie zmarznie przez to porządnie, ale kogo to obchodzi. Ani jej ani innych, więc nie było problemu by sobie tak właśnie czyniła. W oddali zobaczyła kogoś. Świetnie. Nawet tutaj ludzie. Nie żeby ich nie lubiła, ale to był jedyny minus zamku. Nigdzie nie można być samemu. Wszędzie ktoś się pojawia, już jest, przychodzi i odchodzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Londyn, Anglia.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 339
  Liczba postów : 405
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10490-nathaniel-woods
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10492-woods-nie-gryzie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10493-sowa-natha
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10494-nathaniel-woods#288855




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Sob Kwi 04 2015, 23:49

Był nieźle wkurwiony. Właściwie dawno się tak nie czuł, miał ochotę coś rozwalić, ewentualnie kogoś. Ale mimo tych niezbyt ciekawych emocji, umówił się ze ‘sprawcą’. Musiał wszystko wyjaśnić, to co zrobiła Vittoria i to, że takie zdarzenie nigdy więcej nie może się powtórzyć. Właściwie co jej odbiło, że napadła niewinną Gryfonkę od tak?
Woods siedział na polance nad jeziorem, dobre pół dnia. W końcu dość długo się zastanawiał czy jest w stanie z nią rozmawiać, bez rzucania zaklęciami, albo innymi rzeczami. Jednak po tych trzech godzinach siedzenia w ciszy, stwierdził że da radę. Dlatego też umówił się z Vittorią w tym miejscu.
Każda minuta niemiłosiernie się dłużyła, chłopak położył się na miękkiej trawie nucąc jedną z napisanych piosenek.
Teraz zaczynały się komplikacje, Woods był kiepski jeśli chodziło o poważne rozmowy. Więc co miał zamiar powiedzieć Blanco. Mógł jej wyrzucić wszystko co siedziało w jego głowie, ale była jego przyjaciółką, więc mimo tego co zrobiła nadal był do niej przywiązany. Nawet kiedy był na nią zły, to i tak miał ochotę ją przytulić. Ale nie dziś! Przegięła, bardzo przegięła. Musiał z nią szczerze porozmawiać i powiedzieć co mu się nie podoba. Zamknął oczy i wsłuchiwał się w dźwięki natury, które tego dnia niesamowicie go denerwowały. Miał nadzieję, że Ślizgonka szybko się zjawi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Galeony : 583
  Liczba postów : 319
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10233-vittoria-blanco
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10245-relacje-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10243-wlasciwie-to-i-tak-pewnie-nawet-nie-przeczytam#283554
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10244-vittoria-blanco#283555




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Nie Kwi 05 2015, 09:42

Byłam spokojna. Domyślałam się, że ta głupia pipa przyleci do niego żeby się poskarżyć mimo wyraźnego ostrzeżenia. Dlatego miałam dużo czasu żeby przemyśleć co zrobię. Miałam dwie opcje – pierwszą było wyprzeć się i przedstawić mu jakąś inną wersje prawdy. Powiedzieć, że Marcelina kłamie i opowiedzieć mu jak było naprawdę. Że mnie sprowokowała, a nadal już samo poszło. Niestety, Nathaniel jest moim przyjacielem. I to, że tylko on jest dla mnie tak ważny przechyliło czarę goryczy na stronę prawdy. Wiedziałam, że będę musiała się przyznać. Może pominę kilka bardziej drastycznych szczegółów, które i tak raczej się nie wydadzą. O ile słodziutka do zrzygania gryfoneczka nie zaprezentowała mu już ich w pełnej klasie. Beksa... Przecież nic takiego nie zrobiłam. Ot szturchnięcie i krótkie, ale celne zaklęcie. Było mi oddać, powalczyłybyśmy, trafiłaby do szpitala... Przynajmniej byłoby wiadomo, że nie tylko ja maczałam palce w całej sytuacji. A tak? Mogłabym jedynie przytoczyć jej słowa. Ha! Wmawiać mi, że zakochałam się w Woodsie i jestem zdesperowana, bo on mnie nie chce? Ża-Łos-Ne! Jesteśmy jak rodzeństwo. Zawsze razem – na dobre i na złe. Poza tym przecież ja właśnie staram się w tajemnicy przed światem budować coś z Aureolką. Nie mam powodów, by opamiętywać się w jakimś zakochaniu właśnie teraz. Po prostu się o niego martwię i... I to nie była zazdrość. Okej, była. Ale... Przyjacielska.
Weszłam na polane owijając się szczelniej wiosennym płaszczykiem. Chyba trochę za licho się ubrałam jak na wizytę nad jeziorem. Jednak nie chciałam kazać mu czekać. Wyszłam z Hogwartu jak stałam, niemal od razu. Odesłałam jedynie moją Loki do pokoju. Nie będę w to plątać mojego najsłodszego skarba. Tam, gdzie bije się dwóch ślizgonów mało kiedy jest spokojnie.
Widziałam go już z daleka. Mimo to tym razem nie wołałam do niego przyjaźnie. Nie byłoby to najmądrzejszym zagraniem. Więc ostatecznie po prostu podeszłam powolnym, ociągającym się krokiem z przysłowiowym pokerowym wyrazem twarzy. I co teraz?
- Siema – Rzuciłam, bo to było jedyne co mi przyszło do głowy. Chyba warto jednak poczekać na to, aż on zacznie krzyczeć. Skończy mówić, zacznę się bronić, potulimy się i stąd pójdę. Taki mam plan na dziś. Choć widziałam, że jest strasznie wściekły. Nigdy jeszcze nie był taki zły. Tak otwarcie zły. Marceline musiała dla niego znaczyć więcej, niż myślałam. A to i we mnie budziło zdenerwowanie i... I smutek pomieszany z bólem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Londyn, Anglia.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 339
  Liczba postów : 405
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10490-nathaniel-woods
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10492-woods-nie-gryzie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10493-sowa-natha
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10494-nathaniel-woods#288855




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Nie Kwi 05 2015, 10:34

Vittoria Blanco. Dziewczyna, która była jak jego siostra. Będąca zawsze i wszędzie, kiedy tylko Nath jej potrzebował. Ktoś kto był i samym towarzystwem sprawiał, że chłopak czuł się lepiej i bezpieczniej. Mógł na nią liczyć w każdej chwili, w dodatku to zawsze ona musiała palnąć go czymś w głowę, kiedy tylko zaczęło mu odwalać. Taka była ich relacja. Niesamowita. Ale nie teraz, nie kiedy robiła takie rzeczy. Mógłby uciec, zaszyć się  gdzieś i siedzieć w ciszy, chociaż to pewnie pogorszyłoby sprawę. Musiał wziąć się w garść, powiedzieć jej co leżało mu na sercu, musiała zrozumieć, nie było innego wyjścia…. Nie mógłby żyć bez swojej przyjaciółki.
Głośno wypuścił powietrze na wyraz swojego niezadowolenia, a następnie usłyszał jej głos. Kurwa, nie dam rady, pomyślał i o mały włos nie powiedział tego na głos. Zawsze wszystkie plany w jego głowie doskonale się układały, do momentu kiedy musiał zacząć działać. Przełknął ślinę i podniósł i powoli z trawy, wytrzepując ubranie.
-Hey- cichy pomruk, który wydobył się z jego gardła, nawet jemu samemu nie przypomniał swojego głosu. Pełen wyrzutów i właściwie smutku. Nie można było napadać na ludzi, tylko dlatego że kręci się za blisko kogoś. Jeśli Blanco miała z tym problem mogła mu powiedzieć, postarałby się coś z tym zrobić. Ale ona wolała załatwić to po swojemu, gdyby to nie była Collins, a ktoś inny… Tak, pewnie Woods nie miałby nic przeciwko. Bo on też czasami musiał się wyładować. Znów sytuacja robiła się nie ciekawa, Vittoria go znała i wiedziała jaki jest, nie bronił każdej napotkanej dziewczyny, bronił tego na czym mu zależało. Oh, Nattie masz przerąbane.
-Chcesz mi coś powiedzieć?- zapytał jadowitym tonem nie spuszczając z niej wzroku, skrzyżował ręce na klatce piersiowej i czekał na wyjaśnienia. Musiał być twardy, znał Blanco i wiedział jak ona potrafi na niego wpływać. Jeden wzrok a Woods znów był słodkim szczeniakiem, na szczęście teraz zachował powagę. Miał nadzieję, że to o czym mówiła Marceline nie było prawdą, on i Blanco byli przyjaciółmi, ona go nie kochała… Prawda? Nie mógł do tego dopuścić, wiedzieli o sobie zbyt wiele, czyli jednym słowem byłaby to istna apokalipsa. Patrząc na swoją przyjaciółkę, która wydawała się cierpieć, co Nattie w pełni rozumiał, ale hey, musiała ponieść jakieś konsekwencje, miał ochotę ją przytulić i powiedzieć że jest głupia. Na tym poległa ich relacja. Niestety musiał ubrać ulubioną maskę dupka i działać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Galeony : 583
  Liczba postów : 319
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10233-vittoria-blanco
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10245-relacje-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10243-wlasciwie-to-i-tak-pewnie-nawet-nie-przeczytam#283554
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10244-vittoria-blanco#283555




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Nie Kwi 05 2015, 11:52

Muszę przyznać że to, w jaki sposób na mnie patrzył. W jaki sposób mi odpowiedział... Zdecydowanie mnie przeraziło. Nie chodzi oczywiście o strach taki, jaki się odczuwa w wypadku zagrożenia. Raczej strach, że tym razem faktycznie posunęło się za daleko. Że tym razem jednak w pełni się przesadziło. Jednak widok tej durnej małpy w mojej głowie momentalnie rozwiał te wszystkie uczucia. Zrobiłam to, co musiałam zrobić. Niestety efekt nie był taki o jakim bym marzyła, ale zawsze to jakiś początek w pozbywaniu się tej dziewczyny. Eh, może jednak powinnam zdecydować o kłamstwie? Teraz już za późno, by je perfekcyjnie zaplanować. Zbyt długie milczenie mogłoby wskazywać na to, że to właśnie robię. Tymczasem i tak się nie odzywałam. Spoglądałam na niego w ciszy. Nie chciałam, żeby się smucił. Czy to nie jest w pewien sposób odwet? To on cały czas sprawiał mi przykrość! Za każdym razem gdy widziałam ich razem... A nie powinno mnie to tak boleć. Nie powinno!
- Po co? Przecież ty już wszystko wiesz – Odpowiedziałam równie zgryźliwie, jednak ten ton widocznie był przeznaczony nie dla niego, a dla donosicielki. Żałosna dzidzia nie umie sobie sama poradzić z jedną, małą Titi. Oh jak mi przykro. A podobno Gryfoni są odważni, prawda? Najwyraźniej nie wszystkich to dotyczy.
- No czekam. Czekam na wykład. Jak ja śmiem krzywdzić twoich przyjaciół, dziwki czy inne tam osoby które próbują Ci wleźć do łóżka i tak dalej. Miejmy to już z głowy - Westchnęłam cicho i dopiero teraz odwróciłam od niego wzrok. Właściwie odwróciłam całą twarz w prawo. Jakoś nie mam ochotę teraz się w niego wpatrywać. Zbyt mocno przeszywał mnie tymi swoimi cudownymi, głębokimi oczami. Dzisiaj wyjątkowo nie chcę się w nich utopić. Nie kiedy mam świadomość, że nie tylko mnie na to pozwala.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Londyn, Anglia.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 339
  Liczba postów : 405
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10490-nathaniel-woods
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10492-woods-nie-gryzie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10493-sowa-natha
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10494-nathaniel-woods#288855




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Nie Kwi 05 2015, 12:10

Naprawdę nie chciał jej tego robić, była ważna i zawsze będzie, taka była zasada. Ale nie mógł tego odpuścić, tylko dlatego że ładnie na niego spojrzy i pośle mu śliczny uśmiech. Przeważnie trudno było mu zachować spokój i powagę, w końcu był strasznie nadpobudliwy. Teraz jedynie stał i się patrzył, zupełnie nic nie robiąc. O tak, to był bardzo zły znak. On zawsze coś robił, choć jak widać, chyba jednak nie. Rozumiał, że Blanco mogła bać się straty przyjaciela. Ale czemu od razu na nią napadła? Przecież nie wyznawał jej żadnej miłości, tylko spędzał z nią miło czas. Czyżby to co powiedziała Marcyś było prawdą?
-Właśnie, dlaczego dowiedziałem się tego nie od Ciebie?- zapytał jak najbardziej spokojnym tonem. Blanco, jeśli już miała zamiar robić takie rzeczy, powinna go o tym informować. W dodatku jeśli tyczyło się to jego znajomych, ale ona poszła, pogroziła i co najlepsze, miała zamiar udawać, że nic się nie stało. Stało się do jasnej cholery i to dużo, to w jaki sposób Marceline mówiła o tym zdarzeniu… Mhmm, właśnie. Po prostu czuł się winny. Wiedział że powodem tamtego spotkania był on, niezbyt ciekawe uczucie.
Kiedy dotarły do niego kolejne słowa, rzucone w jego kierunku. Znacznie się wyprostował, przechodząc kilka kroków do przodu, tak by dzieliły ich jedynie centymetry. Spojrzał na nią najbardziej morderczym wzrokiem (pewnie idiota będzie tego żałował) przekręcił głowę tak by Vittoria nie unikała jego wzroku i uniósł kąciki ust ku górze.
-Nie masz prawa nazywać jej dziwką, nie masz jebanego prawa stwierdzać, że chce mi się wcisnąć do łóżka, bo pewnie sama być nie pogardziła, prawda?- zapytał wręcz szaleńczo, z tym uśmiechem, którego można było się przestraszyć. Nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, jak zapewne zabolały ją te słowa. Praktycznie stwierdził, że to Ślizgonka pcha mu się do łóżka. Będzie tego żałował, naprawdę. Ale w tym momencie był zły- Więc tylko ją tkniesz, albo rzucisz złośliwym komentarzem, a będzie nie ciekawie- zapewnił ją brunet i odsunął się od dziewczyny. I wtedy jakby ktoś go uderzył, powiedział to. To czego bał się wyznać, ale jednak. Teraz zaczęły się wyrzuty sumienia, które obijały się w jego pustej główce. Co ja do jasnej cholery robię?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Galeony : 583
  Liczba postów : 319
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10233-vittoria-blanco
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10245-relacje-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10243-wlasciwie-to-i-tak-pewnie-nawet-nie-przeczytam#283554
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10244-vittoria-blanco#283555




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Nie Kwi 05 2015, 21:49

To chyba było oczywiste dlaczego sama mu o tym nie powiedziała. Mimo to zapytał, dlatego też nie mogłam powstrzymać cynicznego uśmieszku, który pojawił się na mojej buzi. Po raz kolejny miałam przed oczami tą żałosną lalę. Wyobrażałam sobie jak leci do niego cała zapłakana z hasłem:”Nathaniel! A wredna Titi mnie bije, powiedz jej coś!”. Jak byłam mała nie raz w domu dziecka widziałam kogoś, kto tak biegnie. Skarżypyty nigdy nie miały za ciekawego życia. A mimo to on martwił się nadal o tą pindę. Była taka piosenka... „Who's that girl, living my life”. Dlaczego o tym pomyślałam?
Tak naprawdę nie jestem idiotką. Doskonale wiem dlaczego. Nie potrafię się po prostu do tego przyznać. Jednak ten moment, gdy się nagle tak bardzo zbliżył... Rozjaśnił wszystko w mojej popieprzonej łepetynie. Momentalnie poczęły trząść się moje oczka. Wpatrywałam się w niego i z każdą sekundą zaczęłam się go coraz bardziej bać. To był jakiś obłęd. W tej całej sytuacji przestałam być jego najważniejszą księżniczką. Stałam się raczej wiedźmą. I widziałam, że tak właśnie teraz o mnie myśli. Kiedy mówił nadal nie odwróciłam wzroku. Jednak spojrzenie zaszkliło mi się i nawet z tym nie walczyłam. Będąc silną i może masochistyczną osobą nie cofnęłam się. I nie płakałam, choć widziałam wszystko jak za mgłą.
Wydawało mi się, że moje serce wali tak mocno, że on je słyszy. Jeśli Woods znienawidził mnie na rzecz jakiejś pustej panny którą ledwo zna, to nie mam co ratować. Nic już gorszego się nie stanie. I dlatego najzwyczajniej w świecie tym razem to ja się do niego zbliżyłam. To co budowaliśmy tyle lat straciło na wartości. W końcu jestem tylko kolejną ślizgonką, która pcha mu się do łóżka. Jak cała reszta. Dlatego nie miałam oporów by w tym momencie po prostu go pocałować. Nie było to agresywne, wręcz przeciwnie. Delikatne, całkiem do mnie nie podobne. I nie trwało długo. Bez słowa odwróciłam się i ruszyłam w stronę Hogwartu. Przystanęłam po kilku krokach.
- Nie musisz się bać. Twoja cizia jest bezpieczna... - Mruknęłam ponownie idąc i tym razem mocno przyspieszając kroku. Głupia dziwka miała rację. Dla mnie... Dla mnie to od dawna już było coś więcej. Tylko byłam głupia i nie mogłam tego zauważyć. Nie ważne. Doskonale wiedziałam, że dla niego do dzisiaj byłam siostrą. Teraz pewnie już nawet to mi nie zostało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Londyn, Anglia.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 339
  Liczba postów : 405
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10490-nathaniel-woods
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10492-woods-nie-gryzie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10493-sowa-natha
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10494-nathaniel-woods#288855




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Pią Kwi 17 2015, 19:41

I po cholerę Nattie pakowałeś się w to wszystko? W jakieś pojebane relacje z Gryfonką, która mogła nic dla Ciebie nie znaczyć, albo mogła. Ale jednak stało się, a biedny Woods wplątał się w coś w co nie powinien, w dodatku narażając swoją przyjaźń z Vittorią. Geniusz roku. Nie odwracał wzroku nawet na moment, dając jej jasno do zrozumienia, że to właśnie on tu rządzi. Musiała zrozumieć, że takich rzeczy się nie robi - nieważne jakim skarbem dla niego była, nie powinna napadać na Marceline pod takim pretekstem. Jego wyraz twarzy zmienił się kiedy zobaczył z jakim bólem patrzy na niego Vitt, która była jego przyjaciółką i nawet jeśli robiła idiotyczne rzeczy, nadal była dla niego ważna. Właśnie w tym momencie doszło do niego jak twarda była, on zarzucał jej to wszystko a ona mimo tego nadal patrzyła w jego oczy. Powstrzymał się żeby nie zrobić kolejnego kroku i przytulić przyjaciółki. Głęboki wdech, a sekundę później jego genialny plan, który układał sobie chwilę temu w głowie, trafił szlag. Vittoria bez żadnego oporu go pocałowała. Tak jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie. W tym momencie jego mózg eksplodował. Co prawda miło było znów poczuć jej usta na swoich, ale po pierwsze: była jego przyjaciółką. Przyjaciółek się nie tyka. A po drugiej: próbował być groźny i przetłumaczyć jej że jet niedojrzała, ale automatycznie zamilkł wpatrując się w miejsce, w którym stała przed chwilą. Bezgłośnie poruszył ustami, następnie cicho odchrząknął i zdezorientowany pobiegł w kierunku oddalającej się dziewczyny.
- Czekaj! - krzyknął doganiając przyjaciółkę, chwycił ją za ramię sprawnie obracając w swoją stronę. - Marceline jest kimś do kogo albo się przekonasz, albo się nie zbliżasz. Tyle w temacie. - powiedział totalnie rozkojarzony całą sytuacją. Cały Woods - wystarczy go utulić, pocałować albo pogłaskać i będzie przekupiony. Wiedział, że Gryfonka szybko się nie wyniesie z jego życia, dlatego chciał żeby Blanco przynajmniej trochę ją polubiła, jeśli w ogóle było to możliwe.
- Słuchaj, wiesz że nienawidzę tych rozmów, w które muszę mieszać uczucia ale zrobię wyjątek. Jesteś dla mnie jak siostra, zawsze się mną zajmowałaś kiedy ja albo bawiłem się w króla imprez, albo najzwyczajniej miałem wszystkiego dość. Byłaś, jesteś i będziesz dla mnie ważna, ale w moim skamieniałym sercu jest jeszcze miejsce dla innych... - powiedział biorąc głęboki wdech - przyjaciół - dokończył przytulając Vitt. Bo w końcu Marcyś miała być tylko przyjaciółką, prawda? Odsunął się od Ślizgonki i lekko się uśmiechnął. Miał nadzieję że wszystko dokładnie zrozumiała. Zastanawiał się jedynie dlaczego to zrobiła? Chyba nigdy nie zrozumie kobiet. Mógłby ją o to zapytać, ale znając życie nie chciałaby mu powiedzieć. Wsadził ręce do kieszeni starając się myśleć racjonalnie, ale jak miał to zrobić? W jego mózgu ciągle przewijało się jedno słowo, a raczej imię. Marceline.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Wiek : 24
Skąd : Waterford, Irlandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 34
  Liczba postów : 33
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11713-leo-spencer#313371
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11718-wszyscy-chca-troche-jake-a#313544
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11717-sow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11719-leo-spencer#313549




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Sro Paź 14 2015, 00:15

Słońce powoli chowało się za horyzontem. Wiatr delikatnie się wzmagał, ale ciągle podpisywał się pod "wietrzyk", jako że nie zdmuchiwał czapek z głów. Mimo wszystko było całkiem przyjemnie, temperatura była wystarczająca by wyjść w swetrze po za ciepły pokój.
Leo chcąc uciec od szkolnego zgiełku i zamieszania, które wyjątkowo przeszkadzało mu w czytaniu, postanowił wybrać się po za ograniczające mury. Wyjątkowo nie był ubrany w koszulę, ponieważ uplamił ją zbyt widocznie przy jedzeniu - nawet najlepszym się zdarza - zamiast tego włożył na siebie ciemno niebieski sweter. Może było to nawet mądrzejsze, w koszuli byłoby mu troche chłodno. Mężczyzna dokładnie sam nie wiedział dokąd się udać, żeby móc się wyciszyć i w spokoju kontynuuować lekturę.
Szedł po prostu przed siebie przez dłuższą chwilę. Orientował się mniej więcej gdzie jest jezioro, więc stawiał kroki mniej więcej w jego strone. Przy sobie jak zawsze miał swoją ulubioną harmonijkę, paczkę mugolskich papierosów i zapałki, a wszystko to skrzętnie upchane w kieszeniach spodni.
Niby wiatr, albo raczej wiaterek był nikły to włosy Leo wyjątkowo skończyły w nieładzie tuż po przekroczeniu murów. Zamiast klasycznej zaczeski, którą się właściwie wyróżniał, pozostała niesforna "masakra" na głowie. Każdy kosmyk był wywinięty w swoją stronę, a że Leo niezbyt dbał o to jak inni na nieo patrzą, zostawił takie jakie jest. No i standardowo twarz, która nie poznała nigdy brzytwy. Może nie była to broda, ale kilku dniowyzarost. Docierając przed jezioro, na polanę, która trochę przypominałą zarośniętą plaże, usadowił się pod drzewem.
Chwilę kontemplował nad tym czy nie lepiej by było usiąść na którymś konarze, żeby być niewidocznym dla innych przechodzących tędy. W Hogwarcie uczących się nie brakowało, więc nie trudno o towarzystwo w takim miejscu, szczególnie, że było to na pierwszy rzut oka magiczne miejsce dla par - pomijając fakt, że żadnej tu nie ma.
Leo oparł się o mało wygodny pień będąc skierowanym twarzą w stronę jeziora, po czym wyciągnął spod pachy grubą księgę. Tak, jest to czytany przez niego aktualnie podręcznik. Leo bardzo dużo czytał o eliksirach, pomimo, że był w nich juz całkiem całkiem to po prostu chce być najlepszy. Tak też, eliksiry zawsze i wszędzie... na ten moment.
Z jakiegoś powodu Leo miał problemy z koncentracją nawet w takim miejscu co nie często mu się zdarza. Nie mógł on się po prostu skupić, bo cały czas myślał o harmonijce. Pewnie lubił muzyke, ale żeby aż tak odczuwać jej brak.
Książka zostala zamknięta po przeczytaniu zaledwie dwóch stron. A wtem w dłoniach Leo pojawiła się harmonijka, którą natychmiast przyłożył do swoich ust. Nie był on jakimś wirtuozem, ale podobały mu się melodie, które potrafił wydobyć z harmonijki. Grał on cicho, a nawet bardzo cicho jak na gre na harmonijce. Już nawet nie myślał o tym, że ktoś przecież może tu być .
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2157
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1443
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-lloyd




Administrator






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Czw Paź 15 2015, 16:05

Wszyscy uparcie powtarzali, że to już ostatnie dni, gdy można liczyć na znośną pogodę i temperaturę powyżej zera, dlatego Voice znalazła chwilę, by posiedzieć na świeżym powietrzu. Powoli nudziło jej się londyńskie mieszkanie, a Hogwartu miała już dosyć i to nie od wczoraj. Monotonia... Nie chciała jej. Chciała każdego dnia żyć lepiej, ciekawiej. Codziennie doświadczać czegoś nowego, wyjątkowego, wartego zapamiętania. Szkoda tylko, że to nie było takie proste... Ale carpe diem!
Zamierzała spędzić spokojny, niezmącony niczym wieczór. Zamierzała się wyciszyć, zrelaksować, odpocząć, dlatego wzięła podręcznik od eliksirów, futerał ze skrzypcami i poszła szukać odpowiedniego miejsca, ubrana w prostą, szarą sukienkę i skórzaną kurtkę. Wybór padł na polanę nad jeziorem, na całe szczęście - pustą. Cheney ulokowała się gdzieś między drzewami, odpaliła różdżką papierosa (ulubione - feniksowe) i zajęła się książką, ale tylko na chwilę. Skrzypce kusiły, dlatego delikatnie, z należytym szacunkiem wyjęła je z futerału tylko po to, by delikatnie, palcami jednej dłoni głaskać struny. Dopalając papierosa zorientowała się, że ma skostniałe palce. Przydałoby się je rozgrzać, grając. Z tym, że ktoś mógł tu być... I był, o czym świadczyła cichutka muzyka. Harmonijka? Cheney zebrała manatki, starając się nie narobić hałasu, po czym ruszyła w stronę skraju lasu, bliżej polany.
Jednak nie jest głucha. Całe szczęście. Stojąc jeszcze przeszło metr za nim, ostrożnie położyła futerał i podręcznik na ziemi, po czym uniosła skrzypce, przyłożyła brodę do podbródka i, w rytmie wygrywanej przez mężczyznę melodii, zagrała kilka smętnych dźwięków, cichych, gdzieś wysoko w górze... Szybko jednak opuściła instrument, bo w końcu już zwróciła na siebie uwagę. Postąpiła kilka kroków do przodu i usiadła gdzieś obok niego, zachowując stosowny dystans, a smyczkiem wskazała leżący przy nim podręcznik, zapominając o tym, że jej własny leży... Gdzieś tam dalej.
- To eliksiry? - zaczepiła cicho, spokojnie, niezobowiązująco, chociaż patrzyła na niego uważnie. Nie chciała przeszkadzać, ale ciekawość to ludzka rzecz, prawda?

______________________


I just want to dance
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Wiek : 24
Skąd : Waterford, Irlandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 34
  Liczba postów : 33
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11713-leo-spencer#313371
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11718-wszyscy-chca-troche-jake-a#313544
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11717-sow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11719-leo-spencer#313549




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Czw Paź 15 2015, 20:09

Wydawać by się mogło, że będzie to jeden z tych wspaniałych dni, gdzie Leo nawet nie będzie musiał ignorować, a jednak...
Leo naprawdę bardzo rzadko zdarza się wypaść z rytmu kiedy gra. Jest on wtedy jak w transie, zamyka oczy i jest po prostu w swoim świecie, dopóki nie skończy. (Utwór)
Był to jego moment, w którym kompletnie mógł się wyciszyć, taka ucieczka od tego głośnego, dennego świata. Świata, w którym wszyscy ze sobą rywalizują i przekrzykiwują się nawzajem, świata w którym nie czuje się on komfortowo. Może też z tego powodu zaczął palić, właściwie to nigdy się nad tym zastanawiał - to przyszło tak samo. Raz się za to złapał i tak już mu zostało. W pewnym sensie też jest to dla niego pewna forma ucieczki, zapomnienia. Dym z papierosa zawsze otwiera mu umysł, wchodzi wtedy w taki stan wewnętrznej kontemplacji, co najmniej jak by medytował. Cóż, wracając do wypadnięcia z rytmu - zdarzyło się. Zdarzyło się przez pewną niewiastę, która raczyła odważnie zakłócić mu granie swoim jak to odebrał - rzępoleniem.
Trzeba przyznać, że słyszał wcześniej skrzypce, ale tylko w nagraniach, nigdy na żywo. Cóż - bolało. Widać było u niego wyraźne skrzywienie na twarzy przez utratę rytmu, aczkolwiek tak samo szybko jak udało się jej go zdenerwować, wrócił do grania utworu. Wszystko przez to, że nigdy nie przerywa w trakcie.
Gdzieś tam do ucha mu wleciało pytanie o Eliksiry, wtedy też właśnie mógł stwierdzić, że ma do czynienia z kobietą, cóż zapewne pytała o książkę, która leżała obok jego prawego pośladka.
Leo przytaknął tylko głową z nadzieją, że dziewczyna da mu po prostu święty spokój widząc, że jest zajęty. Do końca już nie daleko, ale krew w żyłach Leo zaczynała przelewać się co raz to szybciej.
Bardzo nie lubił towarzystwa i to nie tylko kobiet, wszystkich... po prostu nie lubi ludzi z ogółu, nie ufa im. Można by powiedzieć, że wręcz gardzi innymi. Uodpornił się na wszelkie nawiązania kontaktu przez te pare lat studiowania na Hogwarcie, w końcu jak przyszedł dopiero w V klasie był wręcz oblegany przez rówieśników, za czym szła fala pytań.
No i z czasem wybudował w sobie mur na ludzi.
A jedyne co mu przyszło na myśl podczas grania to "- No i nie można nawet sobie pograć w spokoju".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2157
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1443
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-lloyd




Administrator






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Czw Paź 15 2015, 21:47

Ale ta Cheney jest okropna, co? We wszystkim przeszkodzi, każdemu się wetnie, sama nie weźmie i nikomu nie da... Już to słyszeliśmy i podobno to wcale nie jest prawda. Ale ktoś zawsze będzie narzekał, jak chociażby Leo, któremu przeszkadzała nawet obecność całkiem uroczej siksy blondyneczki ze skrzypcami. Przykre.
Sama nie czuła się w tym świecie komfortowo, dlatego większość czasu spędzała w swoim mieszkaniu w Londynie. Cisza, spokój, przyjemny, słodkawy zapach, ciepło. Lubiła od czasu do czasu po prostu położyć się na podłodze w zawalonym książkami pokoju i głęboko zaciągać się wonią kurzu, pergaminu i drewna. Relaksowała się, odizolowana od najmniejszych szelestów. Ktoś inny oszalałby, słysząc tylko bicie własnego serca, ale nie Voice. Z resztą, całe życie tej dziewczyny przeczy wielu zasadom i regułom, jedna więcej nie robi różnicy. A równie przyjemna jak cisza jest tylko muzyka... I szept. Najlepiej muzyka skrzypcowa i jej własny szept. I to wcale nie znaczy, że chciałaby być na tym świecie samotna. Boi się samotności, a ona zwyczajnie jej doskwiera. Nie radzi sobie z tym, ale zapomina. W końcu ma papierosy, alkohol, a czasami trafi się trochę peruwiańskiego zioła. Może czytać, spać, grać. Brać długie kąpiele, ważyć eliksiry, oglądać zachody słońca. Zaczepiać przypadkowych ludzi... Lubi poznawać. Mężczyzn, kobiety, młodszych, starszych, ładnych, brzydkich, zdolnych, pewnych siebie, zagubionych. Wszystkich. To jej mała, maleńka pasja, której oddaje się dosyć rzadko, jakby nie patrzeć.
Trochę zdenerwował (a może zasmucił?) ją fakt, że Spencer wypadł z rytmu. Brak perfekcji, brak absolutnego skupienia... Ale co zrobisz? Trzeba jakoś żyć. Całe szczęście, że szybko wrócił do gry, bo Voice mogła chociaż posłuchać. Otrzymawszy zdawkową odpowiedź, w końcu zamilkła. Nie chciała przeszkadzać. Z resztą, podobała jej się ta melodia. Położyła skrzypce na trawie i odsunęła ręce kawałek za siebie, podpierając się na nich. Szybko jednak znalazła sobie dodatkową rozrywkę w postaci kolejnego papierosa. Podobał jej się ich zapach. Do szaleństwa. A że komuś mógł przeszkadzać... Cóż, Cheney swoje potrzeby i upodobania często stawiała ponad wymagania innych, raczej z przyzwyczajenia do schematu typowej Ślizgonki, niż z własnego wyboru.
Tak łatwo się jej nie pozbędzie.
Mogła czekać minutę, dwie, godzinę, cały dzień. Czasu miała pod dostatkiem, pytań z resztą też. W końcu codziennie nie spotyka się ludzi grających na harmonijce, prawda? A jeśli lubił eliksiry... Był godny zainteresowania. W oczach Cheney każdy jest godny zainteresowania, a jeśli gra, to nie rzępoli. Jak widać na załączonym obrazku, są też ludzie mniej uprzejmi.
A przecież to Ślizgoni słyną z wyszukanych manier, hej!

______________________


I just want to dance
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Wiek : 24
Skąd : Waterford, Irlandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 34
  Liczba postów : 33
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11713-leo-spencer#313371
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11718-wszyscy-chca-troche-jake-a#313544
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11717-sow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11719-leo-spencer#313549




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Pią Paź 16 2015, 21:16

Mężczyzna doznał nie małego szoku. Nie sądził, że kiedyś dożyje tej chwili, kiedy to kobieta po prostu odpuściła. Był to wręcz magiczny moment, jak by sobie to wyobrazić z perspektywy trzeciej osoby. Wyglądało to zupełnie jak by grał dla niej - Cóż, na szczęście tak nie było. Twisted Evil
Grał całkowicie dla siebie, jak zawsze z resztą. Jakoś trzeba zapomnieć o tym co nas otacza, ba nawet udało mu się na chwilę zapomnieć o dziewczynie obok kiedy kończył już melodię. Każdy utwór kiedyś się kończy to i ten kiedyś musiał, to był właśnie ten moment.
Leo przeciągnął ostatni dźwięk powoli go wyciszając. Gdy już oderwał swoje usta od harmonijki jak gdy by nigdy nic, schował ją do kieszeni u spodnie, a w tym czasie z drugiej wyciągnął wymiętoloną paczkę mugolskich papierosów, oj tak od razu było widać, że mugolskie, a może nawet i było je czuć. Na pewno było jak już takiego grubego fajka odpalił, standardowo, drewnem tzn. zapałkami, bo tylko to miał przy sobie.
Teraz nieprzyjemny zapach tytoniu naprawdę był wyczuwalny. Wiedział, że nie powinien się pokazywać z takimi papierosami, aczkolwiek co go to obchodziło. Tyle co wszystko, czyli nic.
Gęsty dym wypuszczany raz za razem przy tym delikatnym wietrze utrzymywał się wyjątkowo długo. Blado niebieskie ślepia skierowały się w końcu na dziewczynę - blondynka, całkiem zgrabna. Miło popatrzeć, chociaż oczy nacieszy, a co. Zastanawiało go to co tu robi, chociaż nie... bardziej interesowało go to dlaczego musiała go zaczepić, kobiety to zawsze mają ze sobą jakiś problem. Nigdy nie wysiedzą same. Przez dłuższą chwilę po prostu sie w nią wpatrywał, badał każdy centymetr jej ciała.
Można by śmiało powiedzieć, że się gapi. Bydle.
A żeby tego było mało, po wzięciu po raz kolejny papierosa do ust i zaciągnięciu się odpowiednio intensywnie, dmuchnął dymem prosto w twarz blondynki.
Ciekawiło go jak zareaguje, było to oczywiście chamskie i dobrze o tym wiedział. Mimo wszystko czuł się pewny siebie, jak zwykle. Na jego twarzy tuż po wypuszczeniu dymu pojawił się niewielki szyderczy uśmiech. Może to tłumaczy dlaczego jest takim samotnikiem, z nim po prostu nikt nie wytrzymuje. Uśmiech tak jak się pojawił tak samo szybko zniknął.
- Nie lubię towarzystwa
Szok, niedowierzanie. Leo postanowił się odezwać i to nawet do kobiety. Rzadko kiedy zdarzało mu się rozdziawić te usta, żeby wydobyć z siebie jakieś dźwięki. Był to wręcz zaszczyt, pomimo, że powiedział to całkowicie bez namiętnie, a jego twarz straciła jakikolwiek wyraz. Siedział teraz tylko taki przygarbiony w tym swoim granatowym sweterku, wpatrzony w nią. Raz za razem biorąc papierosa do ust, którego spalał wyjątkowo powoli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2157
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1443
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-lloyd




Administrator






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Nie Paź 18 2015, 00:44

Ach, kobiety. Nie rozumiałeś, nie rozumiesz i nie zrozumiesz. Podobno same siebie nie rozumieją. Dużo mówią, dużo wymagają, no i jeszcze ten stan napięcia przedmiesiączkowego... Twardy orzech. Leo miał dzisiaj szczęście, bo trafił na taką, która nie ma okresu przez trzydzieści jeden dni w miesiącu, a do tego potrafi się zamknąć i niczego nie oczekiwać. Historyczna chwila, historyczny dzień, miesiąc, rok, historyczne stulecie. Albo i nie, bo może, gdyby tylko Spencer poświęcał ludziom trochę więcej czasu, patrzyłby na wszystko z nieco innej perspektywy.
Tak więc Cheney spokojnie paliła swojego papierosa, wolną dłonią gładząc struny skrzypiec, a wzrokiem błądząc od mężczyzny aż po brzeg jeziora. Wciąż miała nadzieję, że tego wieczoru chociaż trochę odpocznie... I przez moment nawet odpoczywała, słuchając melodii, która skutecznie zapadła jej w pamięć. Skutecznie, czyli prawdopodobnie na najbliższe kilka godzin. Na dłużej, niż wiele imion i nazwisk, twarzy, słów. Lubiła zapominać. Spóźniłaś się. - Bo zapomniałam. Prawda jest inna. - Bo zapomniałam. Zraniłaś mnie. - Bo zapomniałam... Czy coś w tym stylu.
Nie zamierzała zaczynać rozmowy. Po co miała kogoś nią męczyć? Czuła przecież, że facet nie jest z tych mówiących o pogodzie, byleby tylko mówić. Obserwowała tylko, jak wyciągał papierosy, chyba mugolskie, ale nie przyglądała się specjalnie. Nie lubiła się gapić, chyba w przeciwieństwie do niego, bo już chwilę potem podążała wzrokiem za jego wzrokiem. Patrzył, oceniał, nie komentował. Typowy facet bez kilku przywar, za to z kilkoma innymi. Ale grał, a to zawsze dobrze rokuje. Zawsze.
Voice to Voice. Nie ma w zwyczaju rzucać się z pięściami za zniewagę, ale nie udaje też, że nic się nie stało. Niekoniecznie odpowiada na uśmiechy, nie szuka podtekstów, nie ocenia pochopnie... Dlatego po prostu zamknęła na chwilę oczy, gdy wydmuchał w jej stronę dym. Mugolskie fajki, na sto procent. Takie też zdarzało jej się popalać, ale rzadziej, niż magiczne, bo zapach miały mniej przyjemny. Przez jej całkiem uroczą twarzyczkę nie przemknęło nic. Żadna zmarszczka, żaden dreszcz zniesmaczenia czy irytacji. Zwyczajnie zaciągnęła się własnym papierosem, otwierając szaroniebieskie oczy, które wlepiła w jego tęczówki. Ludzie są bezczelni. To nie jest tak, że Leo Spencer jest bezczelny. Nam wszystkim w pewnym momencie brakuje wstydu lub szacunku. Brakuje cierpliwości.
- Och, wybacz. Z tej okazji powinnam sobie pójść? - kąciki jej ust poszybowały nieco w górę w kpiącym uśmiechu. Nie ma lekko. Jeśli szukasz chwili spokoju, to najpierw upewnij się, że Cheney ma zajęcie. To uczynne zwierzątko chętnie ci potowarzyszy, choćbyś twierdził, że nie masz ochoty, a w ogóle to zaraz masz randkę i bardzo ci się spieszy. Ktoś mówił, że będzie łatwo? Jeśli tak - kłamał. Albo po prostu nie poznał jeszcze Voice, a z nią przecież zawsze są jakieś problemy.

______________________


I just want to dance
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Wiek : 24
Skąd : Waterford, Irlandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 34
  Liczba postów : 33
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11713-leo-spencer#313371
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11718-wszyscy-chca-troche-jake-a#313544
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11717-sow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11719-leo-spencer#313549




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Nie Paź 18 2015, 11:49

Leo czuł, że będzie to ciężki dzień już po wstaniu z łóżka, ale nigdy nie sądził, że świat ześle mu takie ziółko. On już wiedział, że nie będzie z nią łatwo, wiedział, że to taki typ kobiety, która jak coś chce to, to dostaje. Może nie był zbyt dobry w relacjach z innymi, ale czytał trochę książek i mniej więcej rozumiał zachowania ludzi.
Jedynym plusem tej sytuacji było to, że blondynka była naprawdę urodziwa, przez co Leo mógł nacieszyć oczy tym swoim gapieniem się, a jej najwyraźniej to nie przeszkadzało. Co więcej, według Leo kobiety uwielbiają jak sie na nie patrzy, nie ważne w jaki sposób. One po prostu uwielbiają przyciągać czyjąś uwagę.
Cóż ta miała skrzypce, co było ogromnym plusem ze względu na to jak przywiązany jest on do muzyki. Swój wzrok przeniósł z jej oczu na skrzypce. Uważnie obserwował ruchy jej palców, którymi "smyrała" struny. Nigdy nie miał do czynienia z tym instrumentem na żywo.
Nie przepadał za nim co prawda, ponieważ wolał bardziej bluesowe brzmienia, ale w dalszym ciągu był to przedmiot, który tworzył muzykę i to powoduje, że jest magiczny. Zaciągnął się po raz kolejny papierosem i wrócił wzrokiem przemierzając przez całą jej sylwetkę na jej twarz. Usta, włosy, oczy, wszystko sobie analizował krok po kroku, można powiedzieć, że był bardzo wnikliwy, ale tylko wzrokowo. Nie zadawał za dużo pytań, ba, praktycznie nie zadawał ich wcale.
- Powinnaś, ale coś mi mówi, że tego nie zrobisz.
Odpowiedział dziewczynie, a jego lewy kącik ust delikatnie się uniósł, tworząc coś podobnego do jej kpiącego uśmiechu, aczkolwiek ten nie był kpiący. Był bardziej, hmm... wyzywający. Jak by chciał powiedzieć - zaskocz mnie, zainteresuj. I tak już była interesująca, nie narzucała się pomimo tego siedzenia, a nawet uprzejmie słuchała jego harmonijki, co właściwie uszanował. Chwilę po odpowiedzi zwrócił uwagę na jej papierosa, nie palił magicznych. Kiedyś o nich słyszał, ale nawet nigdy nie próbował. Jego chamstwo właśnie sięgało zenitu, a jako, że jej papieros powoli się wypalał, stwierdził, że po niego sięgnie. Chwycił go tuż przy jej ustach kiedy ta chciała się zaciągnąć i po prostu go sobie wziął. Podobał mu się jego zapach, był inny, ciekawy. Był ...właściwie fenomenalny, to czemu by nie spróbować.
Swojego papierosa chwycił w dwa palce i wtarł w podłoże i tak już go prawie nie było, a w jego miejsce wsadził papierosa od dziewczyny. Zaciągnął się mocno, przy czym prawie sie zakrztusił. Było to dla niego coś nowego. Dziwnie smakował, ale to może przez przyzwyczajenie do mugolskich.
Gęsty dym wypuścił tuż przed siebie, już nie tak bezczelnie w twarz Voice jak wcześniej, aczkolwiek delikatny wiatr powodował, że dym leciał w jej stronę.
- Masz dobry gust.
Powiedział spoglądając na nią. Nie oddał jej ciągle papierosa, przywiązał się do nigo, kto wie, może się na nie przerzuci, w końcu nie będzie musiał się kryć jak ze swoimi, a trzeba przyznać nie były takie złe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Polana nad jeziorem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 9 z 10Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next

 Similar topics

-
» Polana nad jeziorem
» Rozłożyste drzewo nad jeziorem
» Polana w środku lasu
» Chatka nad jeziorem
» Polana

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Tereny przy zamku
 :: 
blonia
 :: 
jezioro
-