IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Polana nad jeziorem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next
AutorWiadomość



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28620
  Liczba postów : 31695
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Polana nad jeziorem   Sob Mar 16 2013, 01:14

First topic message reminder :


Polana nad jeziorem

Średniej wielkości polana z której bezpośrednio można dostać się do jeziora - w lecie może zastępować nawet swojego rodzaju plażę! Miłe miejsce pod lasem, w którym uczniowie lubią organizować pikniki, bądź po prostu przesiadywać w cieplejsze dni - nic zresztą dziwnego, miejsce nadaje się do tego idealnie, a widok rozciągającego się jeziora z pewnością sprawia, że chce się tutaj wrócić.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Toronto, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 244
  Liczba postów : 452
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5569-marceline-ava-delacroix
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5570-let-s-make-friends-with-marceline
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5573-poczta-marceline
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7266-marceline-delacroix




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Pon Maj 20 2013, 21:41

Coś ich chyba musi gwałtownie oświecić, żeby się zorientowali, że samo z siebie nic nie wyjdzie. Albo jeden zrobi ten znaczący krok, albo drugi. Pech jednak, że oboje raczej się do tego nie kwapili. To znaczy, Marcelinka by chciała, a jakże! Co jedno jednak chcieć, a co drugie to wykonać, bo zupełnie nie wiedziała w jaki sposób, gdzie i kiedy. Poza tym, na razie nie widziała w tym głębszego sensu, bo sama nie była pewna, czy takie działania miałyby jakkolwiek sens, zwłaszcza że żeby je podjąć, trzeba być pewnym swoich uczuć. A teraz zwyczajnie ich pewna nie była, tak jak wielu innych spraw w swoim życiu. Oczywiście, uwielbiała spędzać z nim czas, rozmawiać z nim i prawdopodobnie kipiałaby z zazdrości, jeśli zobaczyłaby go podczas flirtowania z jakąś inną dziewczyną, bądź co gorsza, jakby się z jakąś związał. Rzecz jasna, było to dla niej trochę niewytłumaczalne, ale zdawała sobie sprawę, że by tego nie opanowała. Nawet jeśli ich relacje byłyby definitywnie skończone, trudno jej by się to oglądało. No ale nie były, więc wszystko przed nami, proszę państwa! A może jednak były, tylko ona miała jakieś przywidzenia? Nie wiadomo! Jakkolwiek wszystko by się potoczyło, to wiadomo, że zostałby w jej pamięci na zawsze. Z tą całą swoją odmiennością i urokiem osobistym, jakim niewątpliwie był obdarzony. Zresztą, ją zawsze pociągało w ludziach coś, co odróżniało ich od reszty społeczeństwa. Kręciło ją to, że był Indianinem i nie zlewał się z resztą uczniów w jedną masę. Tak, to było naprawdę fajne! Czasami próbowała sobie przypomnieć, jak to się w ogóle wszystko z nim zaczęło. Z reguły nie była z tych dziewczyn, które oglądają się za co ładniejszym przedstawicielem płci przeciwnej i stawiają sobie jakieś dziwne cele, typu: "Musi być mój"! Chociaż no, dobrze pamięta, że Quayle podobał się jej już od jakiegoś czasu, choć nie była to jakaś miłość od pierwszego wejrzenia, bo w taką zwyczajnie nie wierzyła. Oczywiście, kiedy już się poznali, w miłość się to zmieniło, ale nie o tym teraz.
Czy ona czuła, że są oddani sobie na wieki wieków? Na pewno nie dosłownie, ale w jakiejś części na pewno. W końcu, gdyby byli sobie obojętni, to teraz wcale nie zależałoby jej tak, aby regularnie go widywać, nie interesowałaby się jego życiem i po prostu życzyła szczęścia w dalszym życiu BEZ NIEJ.
Zezłościła się, bo się przejmuje, panie Quayle! Ona zresztą zawsze, gdy była zła, zdenerwowana, albo zwyczajnie smutna, najczęściej wyładowywała się poprzez złość, czym potrafiła nie jednego doprowadzić do szewskiej pasji. Kurczę, przydałoby się to zmienić! Teraz wszystko się jednakże uspokajało, a ona zaczynała myśleć coraz bardziej sensownie.
- Ale ty nie zemdlałeś, tylko spadłeś z paru metrów w dół. To znacząca różnica, moim zdaniem. - powiedziała. Kiedy poczuła uścisk jego dłoni, lekko go odwzajemniła i powinien to raczej poczuć, chyba że trochę po tym upadku odleciał, co też było bardzo prawdopodobne. I jakoś cieplej jej się na sercu zrobiło, a co. Tym razem, w przeciwieństwie do poprzednich wydarzeń z kawiarni, które wydawało się jej, że działy się wieki temu, a nie zaledwie niecałą godzinę, nie krępowała się utrzymać z nim dłuższego kontaktu wzrokowego. W sumie miło było tak zanurzyć się w jego brązowych oczach, co zawsze nieco zbywało ją z tropu. Ach, so romantic!.
Słysząc jego kolejne słowo, trudno było jej się nie roześmiać. Tak, była już całkiem spokojna.
- Gdybym się chciała ciebie pozbyć, to bym tu teraz nie obok nie siedziała, tylko poleciała do zamku i świętowała, że z rezerwowej szukającej wskoczyłam do stałego składu drużyny, bo Quayle już by chyba nie wrócił. - odparła rozbawiona. Ależ ją kusiło, żeby odgarnąć z jego twarzy ciemny, niesforny kosmyk, ale zdawała sobie sprawę, że być może tego nie chciał. Haha, oni się cudownie rozumieli, nie ma co!
- To poleż sobie jeszcze chwilę. Może ci przejdzie, nie jest tu chyba tak niewygodnie, no nie? A jak dalej będzie cię boleć to pójdziemy do skrzydła szpitalnego czy jakiejś pielęgniarki, okej? Bo jeszcze się okaże, że coś ci poważnego jest i co wteeedy! - ona naprawdę się przejęła! Zwłaszcza, że też uczestniczyła w tych wyścigach i w ogóle. A jeśli już dowiedziałaby się, że to wszystko dla jej dobra, to ojoj! Jakiż bohaterski był nasz Jovenek, ona na pewno by to doceniła!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Hamilton, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 217
  Liczba postów : 257
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5474-joven-quayle
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5477-run-rabbit-run
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5476-moragg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7186-joven-quayle




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Sro Maj 22 2013, 20:28

No tak pewnie trzeba będzie zrobić. Albo oczekiwać na cud, że wydarzy się coś, co otworzy im oczy na siebie. Jednakże jak wiadomo, cuda mają to do siebie, że zdarzają się niebywale rzadko! A zatem DO BOJU, KOWBOJE. Najpierw wykmińcie, co was łączy i czy chcecie, aby połączyło was coś jeszcze - byle nie całymi latami! Podobno plastry trzeba zrywać szybko, żelazo kuć póki gorące, co masz zrobić jutro zrób dzisiaj i tak dalej, w końcu z jakiegoś powodu mugole wymyślili takie szalone powiedzonka. Pozostaje więc się jedynie do nich zastosować, bo to mądrość ludowa w nich płynie, a mądrości ludowej trzeba się słuchać. Tylko co z tego, skoro nasza parka Kanadyjczyków wiedziała swoje i zrobi co uważa za słuszne? Czyli będą się bawić w kotka i myszkę, aż któreś (prędzej Marceline) nie znajdzie sobie kogoś innego, bo będzie znudzone czekaniem na krok drugiej osoby, albo chorymi wątpliwościami, choć ten typ z chorymi wątpliwościami to ewidentnie Joven. Który obudzi się za późno i zapewne przed ostatecznym ratowaniem sytuacji uzna, że to bez sensu i że i tak mu nie wyjdzie, więc po co w ogóle próbować? No kompletnie niedorzeczne! Taki właśnie problem tkwił w tym człowieku. Może był ciekawym osobnikiem do jakichś badań lub obserwacji, być może ciekawie by się z nim rozmawiało, czasem, przelotnie, bez zobowiązań, ale czy to był odpowiedni typ, aby się za niego brać? Niezbyt. Chociaż kto wie, może akurat byłby dobrym materiałem do resocjalizacji? Pozostaje mieć nadzieję!
Oj tam, się martwić kobieta będzie. Jakby nie miała lepszych zajęć do roboty! Quayle to wytrzymały chłop! Może nie do końca psychicznie, ale fizycznie na pewno. Zdecydowanie miał obniżony próg bólu, zresztą jak chyba wszyscy gracze z Riverside. Są zahartowani i wytrzymali. A nasze indiańskie rodzeństwo ma jeszcze lepiej, bowiem uwarunkowania genetyczne, bytowe i tak dalej również sprawiły, że są bardziej mężni, o! Co w sumie było przekleństwem, bo może gdyby jojczył jak mu źle i jak go boli, to Marcelinka byłaby bardzo milusia, słodziusia i opatrywałaby go i uspokajała i och i ach? No ale nic, trzeba pokazać, że jest się męskim mężczyzną i takie tam upadki połączone z oberwaniem tłuczkiem w plecy to pikuś! Zresztą, zrobił to właśnie dla niej, dla Delacroix! Co prawda nie zamierzał o tym mówić, bo wcale nie zależało mu na oklaskach i aby dziewczyna była mu wdzięczna po wsze czasy. Będzie takim cichym bohaterem, heheh. Ale kto wie, może kiedyś jej o tym powie i razem się będą z tego wszystkiego śmiali? Who knowes!
- Oj, nie chodzi o przyrównanie, tylko o samą ideę działania - skomentował jakże frywolnie. I oczywiście poczuł, że Delacroix delikatnie odwzajemniła jego uścisk, co momentalnie spowodowało poszerzenie jego uśmiechu i tak sobie leżeli (no, on leżał, ona niekoniecznie HEHEH) i się na siebie patrzyli i och, ach, lepiej przerwijmy tę scenę. - Och, no niby tak, ale skąd mogę mieć pewność, że zaraz tego nie zrobisz? - odparł wojowniczo i gdyby nie to, że trochę się poturbował to pewnie założyłby ręce na piersi i takie tam oznaki foszkowania się, ale na razie jego niezbyt dobry talent aktorski musiał iść w odstawkę. Aczkolwiek udało mu się machnąć lekko ręką w geście lekceważenia. - A daj spokój, nic mi nie jest. Ziemia jest całkiem wygodna. Chcesz sprawdzić? - spytał, lecz zanim dziewczyna zdążyła zareagować, trochę ją pociągnął tak, że w sumie to na niego spadła! Chwilę zabolało, ale nie odczuł jakichś szczególnych niedogodności, ba! Nawet cieplej się zrobiło, odkąd Marc postanowiła GO DZIELNIE OKRYĆ, aby nie było mu zimno! Dobra, zarechotał teraz złowieszczo, przekraczając tym pewnie jakąś granicę. Ale czasem już taki to głupek z niego był.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Toronto, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 244
  Liczba postów : 452
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5569-marceline-ava-delacroix
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5570-let-s-make-friends-with-marceline
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5573-poczta-marceline
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7266-marceline-delacroix




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Czw Maj 23 2013, 20:57

Wiadomo, że ciągłe domysły mogą stać się męczące. W końcu, nie pewni niczego, całkowicie odpuszczą i ich relacja w żaden sposób nie będzie odnawialna. A jeśli tkwił w nich chociażby mały procent uczucia, jakim darzyli się nawzajem wcale nie tak dawno temu, co czemuż by tego nie rozbudzić? Hehe, polejmy temu, kto się za to zabierze! Zapewniam jednak, że gdy pierwsza zrobi to Marcelinka, to pewnie nie odpuści, bo z niej bardzo uparta osóbka jest. Jak cel jest wyznaczony to nie ma bata, trzeba go osiągnąć i już! Choć uznawanie drugiej osoby, a zwłaszcza Jovena, za jakikolwiek cel było trochę bezsensowne i takie... no nie w jej stylu. Kojarzyło się to jej raczej z uprzedmiotowieniem, a przecież szatynka tak Kanadyjczyka nigdy nie traktowała! Trzymajmy jednak kciuki za to ich ogarnięcie, bo potem może być ciężej!
Ogólnie rzecz biorąc, to gdyby tak Marceline widziała taką relację, jaka panowała obecnie pomiędzy tu obecnymi z perspektywy osoby trzeciej, pewnie nieźle by się naśmiała. W końcu nie było to zbyt dojrzałe jak na siedemnastolatkę i dwudziestolatka! Oczywiście o sobie tak nie myślała, bo jak to... Była święcie przekonana, że tylko ona ma takie chore myśli, podejrzenia i wątpliwości. Pomyślała, że byłoby o wiele łatwiej, gdyby mogli ze sobą porozmawiać nie wiedząc nawzajem kim są. W takiej tajnej korespondencji na przykład! Pewnie dużo by się dowiedziała, nie ma co. Była jednakże pewna, że osoba, z którą bierze udział w tej zabawie Jovenkiem nie jest. Chyba że się strasznie myliła, jednak szanse na to były niemalże zerowe. No cóż. Trzeba sobie radzić jakoś inaczej.
W męskość bruneta to ona na pewno nie wątpiła! W końcu, jakby sama tak spadła sobie z paru metrów, pewnie zbierałaby się do życia o wiele dłużej. Jak w ogóle byłoby co zbierać, ale whatever. Kurczę, głupio by jej się zrobiło, gdyby dowiedziała się, że to dzięki niemu to ona nie uległa tak fatalnemu wypadkowi. Co nie zmienia faktu, że byłaby mu wdzięczna. Jakby tak popatrzeć zresztą, to mogłaby mu być wdzięczna za wiele innych rzeczy. Może nawet większej wagi? Zdecydowanie związek z nim troszkę ją otworzył. W końcu, żeby z nią być, musiał ją akceptować i w pewnym stopniu zapewne mu się podobała, nie tylko z tej fizycznej strony. Wiedział o niej wiele, czego Marceline nie mogła odnieść w stosunku do niego. Dobrze zdawała sobie sprawę, że nie zna go tak w stu procentach i to raczej nigdy nie nastąpi. Choć ta jego tajemniczość była swoistym elementem składającym się na całość jakże interesującej osoby Indianina.
Wracając do wydarzeń z polany, to na marną miarę ich możliwości, zaczynało się robić ciekawiej, hehe! Nawet nie zdążyła mu odpowiedzieć, gdy jakimś cudem znalazła się... na nim. No proszę państwa, w takiej sytuacji to oni nawet nie często znajdowali się jeszcze podczas ich związku, a co dopiero teraz! Ale przecież Marcelinka nie będzie protestować, bo w gruncie rzeczy było jej całkiem miło. Co tam! W dupie wszystkie wnioski i rozmyślania, które teraz stały niestety na przegranej pozycji w porównaniu do jakże rozkosznego robienia za kołderkę Jovena! Uśmiechnęła się uroczo, słysząc jego pseudo złowieszczy rechot. I teraz jakoś tak machinalnie odgarnęła niesforny kosmyk z jego czoła, wiedząc, że to już jest zdecydowane przekroczenie granic, jakie umownie między nimi stały. No ale granice są po to, by je przekraczać, no nie?
- Zaczynam się ciebie bać. - stwierdziła, dalej z wymalowanym uśmiechem na ustach, który teraz nieco zelżał i nabrał bardziej zadziornego charakteru. Kurczę, biedny Quayle, który teraz pewnie uginał się pod ciężarem Kanadyjki! Choć w sumie, jeśli był MĘSKIM MĘŻCZYZNĄ to będzie skory do poświęceń, no nie?
- Idziesz na urodziny do Mads? - zapytała, trochę cichszym tonem niż normalnie, no bo po co ma się drzeć, jak dystans między nimi wynosi tak mało?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Hamilton, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 217
  Liczba postów : 257
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5474-joven-quayle
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5477-run-rabbit-run
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5476-moragg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7186-joven-quayle




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Sob Maj 25 2013, 13:38

Z jednej zaś strony, czy gdyby wszystko się wypaliło, to nie oznaczałoby to, że widocznie to nie było prawdziwe uczucie? Z drugiej zaś czy każde, nawet najbardziej płonne i z definicji trwałe uczucie, pozostawione samemu sobie w końcu się nie wypali? Jak ogień bez dostępu tlenu? Ciężko jest oceniać to obiektywnie, a subiektywnie łatwo o jakieś nadużycia. Z kolei Joven twierdziłby, że dobrze, że to uczucie musi zniknąć, bo on się przecież do tego nie nadaje. Nie był dobrym chłopakiem, choć czasem naprawdę się starał zmienić siebie i robić wszystko tak, jakby sobie tego wymarzyła jego dziewczyna. Szybko jednak zaczął się dusić, jak właśnie ten ogień, któremu zabrano tlen. Musiało się więc to w ten sposób skończyć. Czy teraz przecież byłoby inaczej? Czy gdyby zdecydował się na tak szalony krok, jak pocałowanie z miejsca Marceline, a ona teoretycznie by nie oponowała, to czy byłby w stanie ją teraz zapewnić, że wszystko tym razem się ułoży i będą żyć jak w bajce? Nie, nie miał w ogóle takiej pewności. Dlatego targany był sprzecznymi emocjami. Dlatego chciał i nie chciał jednocześnie. Ale nie umiał się odpowiednio do wszystkiego dopasować. Smutek. Ona zasługiwała na kogoś lepszego, tak. Nie chciał jej tego utrudniać, choć może swoim zachowaniem właśnie tego nie ułatwiał. Za bardzo to wszystko skomplikowane!
Tak, zachowywali się trochę jak dzieci, z tymi podchodami i nadziejami, że ON/ONA ZACZNIE PIERWSZY/A! Tak, tak, na pewno, good luck. Mogliby porozmawiać jak ludzie. Mógłby jej powiedzieć o swoich problemach. Bo w końcu kłopot nie tkwił w tym, że jej nie ufał, wręcz przeciwnie. Ale głupi bał się, że albo tego nie zrozumie i go odtrąci, albo że zacznie się zamartwiać, brać winę na siebie czy coś, a on tego tak bardzo nie chciał. Chciał tak bardzo jej szczęścia, że mimowolnie robił wszystko, aby się od niej odseparować. A potem mimowolnie robił wszystko, żeby się do niej zbliżyć, bo mu jej brakowało. I gdzie tu logika? Jak zwykle nie ma żadnej, a życie wtedy z pewnością byłoby łatwiejsze. I nie potrzeba byłoby żadnej tajnej korespondencji. Chociaż nie wiadomo, czy Quayle by się wygadał w liście jakiejś obcej osobie. Chyba miałby z tym problem.
On tak naprawdę sam siebie nie znał, więc co mieli powiedzieć inni, którzy stykają się z nim jedynie od czasu do czasu? Albo nawet River, z którym swego czasu widywał się codziennie? Niektórzy ludzie są po prostu zbyt dziwni i zbyt nieprzewidywalni, aby ich dokładnie poznać. Zresztą, czy warto? Bo chyba niezbyt. Podobno element tajemniczości podsyca atmosferę, eheheh.
Jemu też bardzo przyjemnie było! Taka ładna i milusia była ta kołderka! I naprawdę od razu zrobiło mu się cieplej. Może jednak powinien się zmienić, aby nakłonić Marc do bycia jego prywatnym grzejnikiem? Ech, teraz to chyba myślał zbyt egoistycznie i zbyt przedmiotowo! Jednakże nie powstrzymało go to przed tym, aby uśmiechnąć się do swoich głupich myśli. A zaraz potem i do samej Delacroix, która odgarnęła kosmyk z jego czoła. Chwilę obserwował to w zamyśleniu, milcząc zupełnie, a dopiero później dotarły do niego jej słowa.
- Aż tak strasznie wyglądam? - spytał rozbawiony. Oczywiście, że wiedział, że nie o to chodzi. Ale dziewczyna wprawiała go w tak dobry nastrój, że nie mógł się powstrzymać. - Idę. A ty? - spytał lekko, jednakże nieco pomniejszając uśmiech. Sam również ogarnął jej trochę włosów za ucho, bo za bardzo zasłaniały mu jej śliczną twarzyczkę!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Toronto, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 244
  Liczba postów : 452
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5569-marceline-ava-delacroix
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5570-let-s-make-friends-with-marceline
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5573-poczta-marceline
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7266-marceline-delacroix




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Sob Maj 25 2013, 20:19

Każde uczucie się kiedyś wypala. Oczywiście, jeśli jest pozostawione samemu sobie i nikt nie stara się, aby na nowo zapłonęło. Szczerze mówiąc, ich pewnie też to czekało, jeśli któreś, jak już wcześniej było wspomniane, wreszcie się nie ogarnie. Marceline nie wierzyła w bajeczki, że prawdziwa miłość jest wieczna, bla bla. Co za sens jest kogoś kochać, jeśli druga osoba tego nie odwzajemnia? A może po prostu ona zwyczajnie nie doświadczyła takiej miłości? Sama nie była pewna, jak to jest z Jovenem. Zwyczajnie nie miała porównania, bo "chodzenia" w młodszych klasach, chyba nie można zaliczać do jakiś romantycznych porywów, no nie? Czasami zastanawiało ją, czy gdyby teraz kogoś poznała i poczuła do owej osoby coś więcej niż zwykłą sympatię, a to byłoby odwzajemnione, potrafiłaby tak po prostu zapomnieć o Indianinie. Nie interesować się w zupełności jego życiem i uznać po prostu za skończony rozdział w życiu, do którego powrót byłby już niemożliwy. No bo teraz, wydaję mi się, tak nie było. I zdecydowanie była pewna, że przynajmniej wcześniej to, co do niego czuła, śmiało można było nazwać miłością. Pewnie jeśli dłużej trawiliby w takiej niepewności by umiała, choć jak na razie się na to nie zapowiadało. Nie potrafiła tak od progu się w kimś zakochać. Może zauroczyć już bardziej, ale to i tak zdarzało się rzadziej niż rzadko. Chociaż Hogwart, nowe otoczenie... Kto wie! Na razie jednak, jedynym osobnikiem płci męskiej, na którym jej jakkolwiek zależało (choć nie wiem, czy to słowo jest odpowiednie do tej ich popieprzonej relacji) był właśnie Joven.
Szczera rozmowa faktycznie byłaby rozwiązaniem ich wszystkich wątpliwości i rozmyślań. Trzeba się jednak liczyć z tym, że musieliby albo spędzać ze sobą o wiele więcej czasu, na co nie pozwalały wnioski, jakie wysnuł Kanadyjczyk, albo być pod wpływem alkoholu czy jakiś riverkowych ziółek. W ich sytuacji pewnie to drugie było o wiele bardziej możliwe!
W sumie to Quayle zaprzątał jej głowę zgodnie z harmonogramem, jaki sam wymyślił. Po ich spotkaniach, które zazwyczaj były całkowicie udane, zwykle rozmyślała nad całym ciągiem przyczynowo-skutkowym zawirowań w ich znajomości. Kiedy jednak mijał dłuższy czas od ich poprzedniego wspólnego wypadu, żyła po prostu swoim życiem i myśli o nim były coraz rzadsze. A potem wszystko powtarzało się znowu i znowu, do czego nawet zdążyła się przyzwyczaić. Trudno jednakże ukryć, że ucieszyła się na wieść, kiedy jakiś czas temu dowiedziała się, że wspólnie pojadą do Wielkiej Brytanii wraz z resztą kanadyjskiej drużyny.
Teraz jednak nie zaprzątała sobie głowy niczym innym niż tylko tym, że właśnie leży na swoim byłym chłopaku w środku lasu i prawdopodobnie z dala od jakiejkolwiek żywej duszy. Cała ta sytuacja była tak... absurdalna, że pewnie jak pomyśli o tym za parę dni, roześmieje się sama do siebie. Poza tym, ciekawe co by sobie ktoś pomyślał, widząc ich w tak... dwuznacznym położeniu, że się tak wyrażę.
- Nieeee. Wyglądasz całkiem... uroczo. - powiedziała rozbawiona, śmiejąc się cicho. I w sumie miała racje, bo taki leżący na ziemi Jovenek wydawał się o wiele bardziej bezbronny niż zwykle! Bo na co dzień to był oczywiście męski mężczyzna i w ogóle, a jakże. Kiedy podobnie jak ona sama odgarnął jej kosmyk z twarzy, uniosła delikatnie kąciki ust, równocześnie obdarzając go trochę poważnym spojrzeniem, które jednak po chwili znowu zmieniło się na całkiem wesołe, czyli takie jak wcześniej. Atmosfera żartu, jaka panowała teraz między nimi była całkiem odpowiednia. Na razie trudno było jej powiedzieć, jak by się zachowała, gdyby nagle stało się bardziej poważnie.
- Tak, też się wybieram. W końcu to urodziny Mads i w ogóle, powinno być fajnie. - stwierdziła, przypominając sobie w myślach wszystkie kanadyjskie imprezy. Mieli do tego talent, trzeba to stwierdzić. Ona może nie była stałą bywalczynią takiego typu wydarzeń, o czym obecny tu Indianim dobrze wiedział, ale nigdy nie opuściła jakiś urodzin, czy czegoś w tym stylu. I zwykle to nawet miała dobre wspomnienia. Jakieś gry w butelkę czy coś. Tylko nie za dużo alkoholu, bo zdecydowanie wtedy za szybko wszystko wymykało się spod jej kontroli!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Hamilton, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 217
  Liczba postów : 257
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5474-joven-quayle
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5477-run-rabbit-run
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5476-moragg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7186-joven-quayle




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Pon Maj 27 2013, 21:35

Nie mogliby zapomnieć o sobie nawet, gdyby byli w szczęśliwych związkach. Łączył ich sentyment i bądź co bądź trochę ze sobą przeżyli. To niby całkiem logiczne i normalne, ale co by było, gdyby okazało się, że tak naprawdę to za sobą tęsknią i w końcu rzuciliby się sobie w ramiona, sądząc, że to miłość aż po grób? Ach, można dywagować godzinami nad ich szaloną relacją, a i tak niczego sensownego nie wymyślić. W końcu Joven to Joven, on miał masę argumentów za, masę przeciw, mnóstwo chęci i niechęci razem wziętych. To samo w sobie już komplikowało znacząco sprawę.
No nic, kończąc te dywagacje, które w sumie do niczego nie prowadzą i tym samym skracając znacznie długość posta, sądzę, że powinni się po prostu zebrać na jakąś rozmowę. Dobrze im to zrobi. Może za jakiś czas nasz Indianin się przemoże i wszystko skończy się dobrze. A może nie. W każdym razie trzymajmy za nich kciuki! Bo on również się cieszył, że pojedzie z Delacroix na rozgrywki w quidditchu. Cenił ją jako osobę i jako gracza. Poza tym jakby coś się z nim złego stało ma świetne zastępstwo! Ale jednak jakieś obawy w nim były i trochę je za bardzo kisił w sobie. Jakby je z siebie wyrzucił to zapewne poczułby się lepiej. Albo chociaż tak znienacka pokazał jej blizny, eheheh. Co zapewne byłoby dla niej wielkim szokiem i w ogóle, no ale... właśnie, trzeba zrywać plastry na szybko. Poza tym nie wiadomo, czy takie rzeczy przeszłyby mu przez gardło. A lepiej jakiś progres niż żaden? Z drugiej strony - czy warto było? Bo nie wiadomo, czy on się zmieni. Może nie. A po co miałby ją wszystkim obarczać, by znów im nie wyszło? No i nie wiedział czy ona tego chce. O rany. Niech oni naprawdę się wreszcie ogarną.
Oj tam, bardzo miło im się chyba leżało, czyż nie? W końcu Joven był taki mięciutki! No dobra, nie do końca, bo był dosyć szczupły, ale na pewno był wygodniejszy niż ziemia! Poza tym, zaraz żadnej cywilizacji, żadnej duszy w pobliżu... na pewno by ich w końcu znaleźli. Po paru latach, ekhm. Nie no, żartuję! W każdym razie rzeczywiście sytuacja była dość... niecodzienna. Ale on wcale nie chciał stąd uciekać, wręcz przeciwnie. Dobrze mu tak było! Nawet za dobrze chyba, bo co jeśli zaproponuje Marcelince, aby zostali już tak na wieki? Chyba nie będzie zbyt zadowolona!
- Uroczo jak na kogoś, kto spadł z parunastu metrów, obijając się o drzewo? - spytał, wciąż będąc rozbawionym. Tak, atmosfera żartu im służyła. Naprawdę mogłoby się zaraz zrobić niezręcznie! Na szczęście chwilowo im to nie groziło, bo obydwoje się śmiali i żartowali. Chyba dawno nie było między nimi takiej swobody. To chyba dobrze.
- No tak. I Filip - potwierdził. - Obyśmy się dobrze bawili - dodał naprędce, jakby w obawie, że będzie nudno! Ale skoro miał wykombinować jakiś basen to... chyba będzie całkiem ciekawie, heh!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Toronto, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 244
  Liczba postów : 452
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5569-marceline-ava-delacroix
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5570-let-s-make-friends-with-marceline
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5573-poczta-marceline
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7266-marceline-delacroix




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Sro Maj 29 2013, 22:17

Takie sentymenty to zdecydowanie nie za dobra sprawa! Bo ani tu dać sobie spokój, ani nic. Totalny bezsens! No i faktycznie: Joven to Joven, a Marceline to Marceline i te wszystkie ich popieprzone przekonania i wnioski do niczego nie prowadziły, to pewne. Tylko liczyć na łut szczęścia, aby kiedyś nadarzyła im się okazja do jakieś poważniejszej rozmowy, co w świetle tego, że żadne z nich nie było jakoś specjalnie skore do zmiany tej ich całej śmiechowej otoczki na bardziej dojrzałą, może być trochę ciężkie! A ona to by tam chciała coś, ale oczywiście, gdyby Jovenek też chciał i to było takie dziwne, takie głupie i takie poplątane, że głowa mała!
Oczywiście, że miło się leżało. I to jeszcze jak! Hehe, a czy by ich ktoś w ogóle szukał? Choć pewnie tak, bo takie zniknięcie byłoby nadzwyczaj zastanawiające. Zwłaszcza tej dwójki. Oj tam, może by się nawet ucieszyła. Zostaliby dziećmi lasu, żywili się jagodami i codziennie wieczorem by na sobie leżeli, och ach. A moje myślenie jest dzisiaj wyjątkowo nienormalne, co nie. W sumie to było całkiem odprężające, tak sobie gawędzić ze swoim byłym chłopakiem, jakkolwiek nie byłoby to zastanawiające. Ta właśnie swoboda, która obecnie między nimi panowała moim zdaniem też świetnie im służyła!
- Nieeee, uroczo jak na... no jak na siebie. Ale no, nie żebyś nigdy nie był uroczy! - powiedziała ze śmiechem, zmniejszając odrobinę dystans, jaki panował między nimi. Szczerze mówiąc, jakoś nie przejmowała się tym, że być może jemu będzie niezręcznie czy coś, ale chyba nie było, no nie? Przecież to nic takiego, kto by się tam przejmował!
- Tego akurat jestem wręcz pewna. W sumie sami znajomi, dobrze będzie. Kanadyjskie imprezy z reguły nie są nudne, cooo niee? Jak jeszcze twój brat uraczy nas koncertem swojego zespołu, o którym mówiłeś, to już w ogóle epicki melanż! - nie żeby była ich jakąś stałą bywalczynią, ale coś tam wiedziała! Joven zresztą pewnie też, chociaż on raczej częściej się na nich pojawiał, tak przynajmniej myślę. Prezenty już miała gotowe, zarówno dla Filipa, Teddry i Madison, więc tylko się szykować! Zwłaszcza, że nawet jej się chciało tam iść.
Dopiero teraz zastanowiła się, ileż to już czasu minęło odkąd, kiedy przypadkiem spotkała go w kawiarni w Hogsmeade. W gruncie rzeczy, to zupełnie straciła poczucie czasu, ale to chyba znaczyło, że całkiem im się fajnie ten czas spędzało.
- Eejej, tak w ogóle to nie duszę cię przypadkiem? To byłoby strasznie głupie, jeśli po twoim cudownym ocaleniu po upadku bym się przyczyniła do jakiegoś kolejnego nieszczęścia. - stwierdziła, dalej uśmiechając się całkiem ładnie do Kanadyjczyka. Takie to już były te ich szalone przygody!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Hamilton, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 217
  Liczba postów : 257
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5474-joven-quayle
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5477-run-rabbit-run
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5476-moragg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7186-joven-quayle




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Czw Maj 30 2013, 22:53

Nie wiem, może trzeba iść z nimi na terapię? Jakąś wstrząsową najlepiej! I może wtedy by się opamiętali wreszcie i wskoczyli sobie nawzajem w ramiona, wyśpiewując wszystko jak na spowiedzi? Ach, fenomenalny plan, proponuję go jak najszybciej wcielić w życie! Może jakieś elektrowstrząsy, hm? To znaczy wiadomo, też bez przesady, bo w końcu nie chcemy ich zabić, ale może taki kop by w czymś pomógł! A już na pewno Jovenowi. Może rozjaśniłby mu się umysł i w ogóle przestawiłby się na właściwe tory? Nie myślałby za dużo, tylko po prostu działał? Wyznał wszystko Marceline, by potem wziąć ją w ramiona, namiętnie pocałować i uciec z nią w stronę zachodzącego słońca, by żyć gdzieś w jakimś pięknym miejscu po kres swych dni? Ach, jakże romantycznie! Może więc warto zaryzykować dla takich widoków na przyszłość? Tymczasem zaś musimy ich znosić, zachowujących się jak dzieci i wzbraniające się przed wykonaniem pierwszego kroku, o losie.
Mogli być buszmenami! W sensie dziećmi lasu. Kąpaliby się w jakimś uroczym jeziorku, a potem brali z niego wodę do picia (HEHEHEHE), jedliby właśnie jakieś jagódki i inne pyszności... zrobiliby sobie pro szałas, chodziliby nago... ach, wspaniała wizja! To znaczy, zakładając, że Delacroix będzie wiedzieć o bliznach, bo inaczej to niezbyt by się Quayle palił do tej wizji. To znaczy, ona by tam mogła latać jak ją stworzono, nie przeszkadzałoby mu to, absolutnie! Tylko ona pewnie by się nie zgodziła, co za smutek i rozczarowanie! Na razie im to jednak nie groziło, bo w sumie to mieli miotły, gdzieś tam trafią. Nawet jeżeli Kanadyjczyk nie był w stanie się ruszyć, to nasza Marc z pewnością by sobie poradziła! Tymczasem zaś fajniejsze zdawało się leżenie na sobie, a raczej to jej leżenie na nim, bo to jemu poświęcał całą swoją uwagę. No, dobra, tak konkretnie to wolił patrzeć właśnie na dziewczynę, niż rozkminiać, czy to dobrze, że są tacy swobodni i że ona tak na nim leży. Jak już wiemy, brak myślenia w jego przypadku działał na niego zdecydowanie korzystniej.
- Jasne - powiedział naburmuszony, ale zbyt długo to nie wytrzymał, bo zaczął się śmiać. To oczywiście było a propos tego, że wyglądał uroczo jak na siebie. - Ale to dobrze, że nie jestem uroczy, powinienem być męskim mężczyzną - dodał po chwili, jakże poważnym tonem. Naprawdę... miło mu teraz było. Poczuł nawet, że mógłby przeleżeć tak całą wieczność wieczności. Szczególnie przy tym zmniejszaniu się dystansu między nimi. Słowo daję, że aż miał ochotę się nachylić i ją pocałować. Na szczęście w porę się opamiętał, spojrzawszy jedynie na jej usta, ale zaraz potem się uśmiechnął i wpatrywał się w jej ciemne oczęta.
- No nie wiem, ja bym raczej obstawiał, że jego zespół doprowadzi nas do ataku paniki, w skutek którego znajdziemy się w skrzydle szpitalnym - odparł, aby podzielić się z nią swoimi spostrzeżeniami. Biedak, nie wiedział jeszcze, że szybciej się z tej imprezy zmyje, niż się na niej pojawi. No ale tak to bywa, niektórzy kompletnie nie nadają się do ludzi. I Joven na pewno się do nich zalicza.
On z kolei w ogóle się nie zastanawiał nad tym, ile minęło czasu. Po prostu dobrze mu z nią tutaj było, o. Czas mógł mijać, jego to nie obchodziło na chwilę obecną.
- Nie, ale skoro pytasz, to na pewno chcesz ode mnie uciec - rzucił, znów niby nadąsany, ale ostatecznie znów kąciki jego ust zadrżały z rozbawienia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Toronto, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 244
  Liczba postów : 452
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5569-marceline-ava-delacroix
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5570-let-s-make-friends-with-marceline
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5573-poczta-marceline
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7266-marceline-delacroix




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Pią Maj 31 2013, 23:20

Terapia zawsze spoko! Tak samo jak te wszystkie romantyczne wizje, którym w realnym świecie naprawdę daleko do spełnienia. Choć nie powiem, bo i na tej polanie zaczynało się robić całkiem ciekawie! Zwłaszcza, że z dalszym upływem jakże miło spędzanego czasu, procesy myślowe Marcelinki też uległy znacznemu uproszczeniu. No bo po cóż się zamartwiać na zapas i analizować wszystkie za i przeciw ich poczynań, jeśli mogło być tak fajnie, prawda? Ten brytyjski klimat na nich dobrze działa, zdecydowanie.
- OKEJ, to ewentualnie możemy uznać, że jesteś męskim mężczyzną, choć ja bym się dalej skłaniała ku wersji z uroczym chłopczykiem. - droczyła się z nim dalej, jednak jej umiejętności aktorskie były tak marne, że chwilę później wybuchnęła śmiechem. Szczerze mówiąc, od przyjazdu do Hogwartu z nikim nie rozmawiało jej się tak dobrze jak właśnie z Jovenem. A paradoksalnie, przed przybyciem, była przekonana, że ich i tak niezbyt okazałe kontakty, mogą ulec jeszcze większemu ochłodzeniu. Przecież to tak naprawdę był pierwszy ich tak bliski, przynajmniej fizycznie, kontakt od czasu, kiedy definitywnie zakończyli swój związek. Choć mogłabym się kłócić z określeniem "definitywnie"! Wiadomo - nowi ludzie, nowe środowisko, komu tam by się chciało przesiadywać z kimś, kogo znało się już dużo wcześniej. Ale właśnie, z czym do ludzi: zarówno Quayle, jak i Delacroix to nie były lwy towarzyskie, zdecydowanie. W sumie szkoda, że Indianin tak szybko zmył się z imprezy urodzinowej, lecz jeśli faktycznie nie miał nastroju na takie zabawy, to chyba nie ma sensu siedzieć tam dłużej, niż to było potrzebne. Powróćmy jednak do tego, co działo się konkretnie na polanie, a nie w bliżej nieokreślonej przyszłości.
- Ej, może nie mówmy o skrzydle szpitalnym. Jak ostatnio o tym gadaliśmy, to chwilę później spadłeś z miotły i skończyłeś właśnie tak. Ciekawe co by nas mogło spotkać teraz, naprawdę. - stwierdziła, przywołując w myślach to, co stało się moment przed tym, aż brunet uległ temu jakże nieszczęsnemu wypadkowi. Choć rzecz jasna, jeśli nie to niefortunne zdarzenie, teraz już zapewne dawno siedzieliby w swoich dormitoriach, zmęczeni po wyścigu na miotłach. Shit happens!
Spojrzała na niego całkiem poważnie, gdy właśnie zasugerował, że pewnie chciałaby zbiec od niego czym prędzej! Przecież gdyby chciała, to już by dawno to zrobiła, hehe. A tak to trwała przy nim dzielnie, a jak!
- Nie chcę uciec. - powiedziała tylko i jakoś tak odruchowo, całkiem automatycznie, odległość między nimi zmniejszyła się do tego stopnia, że mogli na sobie czuć swój ciepły oddech. A że dziewczyna nie miała tak wyśmienitego pohamowania jak Kanadyjczyk, przymykając lekko oczy i jakby na potwierdzenie odmowy swojej ucieczki, pocałowała go delikatnie, zupełnie tak, jak robiła to kiedyś. Naprawdę przepraszam, ale już totalnie nie mogła się powstrzymać, nasza biedna Marcelinka! Może była zbyt naiwna? Nie wiem, ale od razu poczuła, że zrobiła coś cholernie niewłaściwego. Coś, co nie powinno mieć miejsca w ogóle. Zwłaszcza, że wyjdzie na skończoną idiotkę, jeśli on teraz przykładowo ją przeprosi i sobie pójdzie, o! Jeśli był w stanie oczywiście. Albo jeszcze gorzej: będzie wracała z nim do zamku w ciszy i zażenowaniu, czy coś. Zbytnia emocjonalność nie popłaca i teraz była tego żywym przykładem. Tym bardziej, że w jej głowie pojawiały się same czarne scenariusze jego reakcji. A że była raczej pesymistką, wcale by się nie zdziwiła, choć oczywiście wolałaby tego uniknąć. Chyba że obróci to wszystko w żart? RATUJ SIĘ KTO MOŻE. Zagryzła dolną wargę i obróciła głowę gdzieś w bok, aby przypadkiem nie złapać z nim teraz kontaktu wzrokowego. Zwyczajnie bała się tego, co wyczytałaby w tym jego spojrzeniu brązowych tęczówek. Wypada coś powiedzieć? Hehe, normalnie jak trzynastolatka po pierwszym pocałunku. Pomijając fakt, że miała lat siedemnaście i nie był to ich pierwszy pocałunek.
- Przepraszam, no nie... Nie powinnam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Hamilton, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 217
  Liczba postów : 257
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5474-joven-quayle
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5477-run-rabbit-run
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5476-moragg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7186-joven-quayle




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Nie Cze 02 2013, 22:58

No pewnie! Nie warto myśleć, trzeba działać! Nie wiadomo, czy Joven by podchwycił ten slogan, nie mniej jednak prawda jest taka, że jego rozum się samoistnie wyłączał, kiedy było mu po prostu tak dobrze i miło. Niby nie robili nic konkretnego, tylko leżeli sobie na ziemi i gawędzili, ale czuł się zdecydowanie bardziej zrelaksowany. Pomimo, iż nie tak dawno temu zaliczył upadek z kilkunastu metrów i poobijał się trochę o gałęzie drzewa, kto by się takimi bzdetami przejmował. Chyba naprawdę zależało mu bardziej na Marcelince niż na sobie, chociaż w sumie nie było to niczym nowym czy dziwnym, szczególnie, że przecież bądź co bądź osłonił ją przed tym durnym tłuczkiem, ale oczywiście do takich zbrodni nie zamierza się przyznawać, co już w sumie ustaliliśmy wcześniej, świetnie. Może właśnie takie chwile powinny być dla nich terapią? A nie jakieś dziwne spotkania jak z klubu AA? Hm, warto się nad tym zastanowić!
- Oooo, tak?! - spytał zatem, oczywiście obrażony na śmierć i życie! I na dowód tego, chwycił dziewczynę pod boki, by tam ją ostatecznie łaskotać, a co! Niech cierpi! Ze śmiechu chyba co prawda, ale nieważne. Może to ją nauczy, aby mieć go za męskiego mężczyznę, a nie za uroczego chłopczyka, o. Choć tak naprawdę to on nie miał nic przeciwko temu. Tak na dobrą sprawę mogła go nazywać jak jej się tylko podobało, on zdecydowanie zgodziłby się na wszytko. Ale tylko dla niej. Żeby była jasność.
Właśnie, to było dziwne, ale on także miał wrażenie, że chyba dogaduje się z Delacroix lepiej tutaj, w Hogwarcie, aniżeli w Riverside. Może zmiana klimatu (choć ten się jakoś drastycznie od tego kanadyjskiego nie różnił, ale może to przemilczmy) dobrze im służyła? Bo nawet rzeczywiście odważyli się na większą poufałość w stosunku do siebie, także z tym aspektem fizycznym. Quayle się go bardzo obawiał, bo, nie ukrywajmy, wciąż był jednak facetem i naprawdę nie chciał, aby to zabrnęło za daleko. I tak, znów się rozchodzi o ten jego jakże mroczny sekret, choć oczywiście Marc po prostu także bardzo szanował i nie chciałby doprowadzać niczego do sytuacji, gdzie on by czegoś chciał, a ona nie i tak dalej. Co prawda to wybieganie mocno w przyszłość, nie mniej jednak tak się sprawa miała. A teraz o dziwo ich bliskość nie kojarzyła mu się z pożądaniem czy czymś podobnym. Raczej... raczej było coś romantycznego w tej sytuacji, ale cały czas starał się te myśli od siebie odganiać, nie chcąc doprowadzać do niezręcznej sytuacji. Lepiej im było w po prostu wesoło-dowcipnym klimacie. Tak.
- Hmmm - udawał, że się zastanawia, cóż takiego może im się przydarzyć. - Nie martw się, najwyżej nas zjedzą niedźwiedzie albo jakieś magiczne stworzonko, albo drzewo na nas runie... nic strasznego! - odparł w końcu, udając powagę. - Nie no, a tak serio, nie martw się, obronię cię własnym ciałem - dodał naprędce, jednakże w tym samym tonie. Ciekawe, czy się przerazi? Nieee, bez przesady, przecież to były bardzo milusie wizje!
Okej, ale zaraz po tym zrobiło się... naprawdę poważnie? Indianin patrzył cały czas uważnie na dziewczynę i kiedy wypowiedziała te konkretne słowa, to jeszcze niczego nie przeczuwał. Dopiero kiedy odległość między ich twarzami zmalała jeszcze bardziej, poczuł, jak serce mu przyspiesza w klatce piersiowej. Na chwilę wstrzymał oddech, jednocześnie myśląc, że Delacroix się po prostu zgrywa i zaraz się odsunie i będą się razem z tego śmiać, ale właśnie w tym momencie poczuł jej usta na swoich. Nie ogarnął, co się dzieje, dopiero kiedy Marcelinka się od niego odsunęła, zdał sobie sprawę z tego, co przed chwilą zaszło. Nie, on nie był zły, nie był rozczarowany. Było mu cholernie przyjemnie przez ten ułamek sekundy i najchętniej zrobiłby jak w jakichś romantycznych przedstawieniach, gdzie to samiec alfa przyciąga swą kobietę do siebie, a potem namiętnie całuje, sprawiając, że tamtej brakuje tchu. Nie mniej jednak nie mógł się do tego posunąć. Wciąż huczało mu w głowie, że nie powinien, że powinien się od niej odsunąć, aby ona wreszcie zaczęła swoje nowe, wspaniałe życie bez niego, bo on będzie tylko ciężarem z tym swoim zachowaniem i tajemniczością za dychę. Ale nie mógł z drugiej strony się od niej tak po prostu odciąć. Była dla niego zbyt cenna a i on lgnął do niej cholernie i nie potrafił sobie z tym poradzić. CO ROBIĆ, PANIE QUAYLE?
- Nic się nie stało - powiedział w końcu, uśmiechając się pokrzepiająco. - To nie twoja wina, to ja przesadziłem, przepraszam - dodał szybko, wciąż w tym samym tonie. Nie miał pojęcia, czy podjął właściwą decyzję, ale... teraz już za późno, słowo się rzekło, a on nie znalazł lepszego wyjścia z tej sytuacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Toronto, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 244
  Liczba postów : 452
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5569-marceline-ava-delacroix
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5570-let-s-make-friends-with-marceline
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5573-poczta-marceline
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7266-marceline-delacroix




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Wto Cze 04 2013, 22:37

Faktycznie to chyba zapomnieliśmy, że on przecież nie dawno spadł z paru metrów, a my taką sielankę im urządzamy, hehe! Ale co tam, miło było oczywiście. No i lepiej też, że nie wiedziała, że ten cały upadek był efektem jakże bohaterskiej postawy jej towarzysza, bo by się biedaczka obwiniała, że to z jej winy o mało nie zginął, naprawdę. A jej oczywiście zależało na jego życiu, bo był przecież taki fajny i milusi!
Zaśmiała się, kiedy zaczął ją łaskotać, równocześnie wyginając jakoś dziwnie, żeby temu przeciwdziałać. Nie było to jednak takie łatwe, bo niestety Joven przewyższał ją swoją siłą. Na szczęście nie był niczym Filip - drugim pseudo gwałcicielem z imprezy, więc szybko dał sobie spokój, pozwalając dalej korzystać Kanadyjce z siebie jako całkiem wygodnej kanapy. Racja, ciekawe jakby wyglądał, w sytuacji, w której szedł by sobie gdzieś spokojnie, a tu jakiś koleś nazywa go uroczym chłopczykiem! Pewnie nawet gdyby ta osoba miała całkiem pozytywny zamiar, to by się porządnie wkurzył. Ale oczywiście utrzymujmy, że Marcelinka cieszy się vipowskimi przywilejami i wcale nie musi uważać go za męskiego mężczyznę, choć w gruncie rzeczy tak było!
Jej również ich bliskość w tamtym momencie nie kojarzyła się z pożądaniem czy czymś takim. Wręcz przeciwnie, choć do czasu, za którego opisywanie zaraz się wezmę. Lecz wiadomo, była dziewczyną, w dodatku całkiem normalną, więc nie raz sobie myślała, co by to było, gdyby ich relacja w tym fizycznym aspekcie posunęła się nieco dalej. Choć szczerze mówiąc (kiedy byli razem), gdy już faktycznie się widzieli, jakoś się nad tym nie zastanawiała. Co się stać ma, to się stanie. A jak nie to nie, życie!
- Spoko, ale trzymam za słowo z tą obroną. Jak zaatakują nas jacyś wiesz, ludożercy czy coś, to pójdziesz pierwszy. - stwierdziła całkiem poważnym tonem. No bo jak już deklarował swoją ofiarność, to tak ma być! Chociaż w sumie i tak byli czarodziejami, więc jeśli ci kanibale byliby zwykłymi mugolami, mieliby nad nimi całkiem niezłą przewagę. Teraz tylko nic, tylko zbierać jakieś gałązki na ten pro szałas, bo nigdy nie wiadomo, kiedy do tego lasu się będą musieli przenieść, no nie? Ktoś mógłby im pomóc, ale to przecież miała być super tajna tajemnica!
I owszem, całkiem poważnie się zrobiło. Marceline wcale nie oczekiwała jakiegoś romantycznego zrywu Indianina, bo dobrze wiedziała, że życie to nie bajka bla bla. Byłaby w gruncie rzecz jeszcze bardziej zszokowana. Jak już wspomniałam, spodziewała się raczej scenariuszy najgorszych z możliwych, jakkolwiek niedorzeczne one były. Czuła się jak kompletna idiotka, uwierzcie. Taka naiwna, słodka dziewczynka, która za dużo sobie myślała. Było trochę racji w tym, że on też trochę przesadził, ale pff... Mogli pomyśleć od razu i nie używać siebie jako mebli wypoczynkowych, bo sami świetnie wiedzieli, że przecież nigdy zwykłymi przyjaciółmi czy kumplami nie będą. Gdyby leżała na Fiflaku na przykład, to by jej przez myśl nie przeszło wyczynianie takich akcji, ale to był Joven, więc sprawa przedstawiała się całkiem inaczej. W tamtym momencie była już pewna, że faktycznie nie ma szans na to, żeby stracili do siebie sentyment czy jak to się tam nazywa. Chemia była, na pewno, choć chyba źle ją oboje wykorzystywali. Wysiliła się na lekki uśmiech, a co z tego wyszło, to sama nie wiem. Nic tylko oszczędzać galeony na wehikuł czasu.
- Nie no spoko, głupia jestem. - jak wcześniej była zupełnie rozmowna, to teraz nie mogła sklecić nic konkretnego. - Lepiej no... puśćmy w niepamięć, o. - dodała, teraz już całkiem serio się uśmiechając. Chyba śmieszyła ją własna głupota. Choć w sumie... fajnie było, nie powiem. Zawsze jakiś tam powrót do bardzo przyjemnych chwil z przeszłości. Może Joven odbierał to podobnie, może całkiem inaczej. W głowie Delacroix nastał teraz czas usprawiedliwia: nie zrobiła przecież nic złego - nie zgwałciła go, nic nie wyznała. Inne dziewczyny co imprezę całowały się z innymi, a ona niby nie mogła z BARDZO DOBRYM KOLEGĄ! Jakkolwiek było to idiotyczne, to nawet pomagało.
- Chyba się będziemy powoli zbierać, hm?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Hamilton, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 217
  Liczba postów : 257
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5474-joven-quayle
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5477-run-rabbit-run
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5476-moragg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7186-joven-quayle




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Czw Cze 06 2013, 11:06

OJ TAM, zaraz zapomnieliśmy... ja cały czas pamiętałam, przy każdym jednym poście! I zapewniam, że Joven również o tym nie zapomniał. To byłoby nawet nie w jego stylu. Nie mniej jednak z pewnością udało mu się sprawić, aby Marcelinka nie panikowała tak bardzo, a po prostu się rozluźniła. Bo przecież nic mu nie było! Takie tam poturbowanie. Zresztą, potem miał wspaniały kocyk, który go ogrzewał, no żyć nie umierać! Zapewne on dodał mu mnóstwo siły.
Szybko przestał, bo dziewczyna wiła się niczym piskorz, a on przecież nie chciał, aby zleciała na twardą, zimną ziemię. No i on nie chciał się narażać na spadek temperatury z powodu zagubienia swego okrycia. A raczej jego upadek na podłoże. Ech, ale co się pośmiała i tak dalej to miała zasłużoną karę, a co. Będzie więc potem rozgłaszać nowinę, że Quayle jest męskim mężczyzną, a nie jakimś tam uroczym chłopczykiem, ot co.
Spojrzał na nią spode łba, kiedy tak mówiła o tych ludożercach. Tutaj? Nie wierzył w to! Wkręcała go ewidentnie! Miał aż ochotę znowu ją potraktować okrutną karą, jaką już wcześniej wymierzał i która była gorsza od samego cruciatusa, tak, właśnie tak, ale się powstrzymał i zamiast tego raczej ją poczochrał po główce. W sumie niektóre kobiety miały świra na punkcie swoich włosów i fryzury, ale Delacroix na pewno mu wybaczy.
- Dobrze, dam zjeść się pierwszy - odparł jednak mężnie i mogę przysiąść, że próbował wypiąć jakoś klatę, ale nie wyszło. Po pierwsze upadek, po drugie człowiek na jego torsie... to nie mogło się udać. Niby jego towarzyszka nie była ciężka, ale i tak by tego ze względu na swoją pozycję nie zauważyła, więc to to już zupełnie bez sensu. Oczywiście domyślał się, że jako czarodzieje mogliby się z nimi rozprawić, ale no, chciał sprawiać wrażenie bohaterskiego faceta, co to chroni swoją drugą kobietę, no rozumiecie.
Nie no, najgorszych scenariuszy? Przecież on nigdy nie krzyczał, a ironią czy tam złośliwościami rzucał tylko wtedy, kiedy był zirytowany. A tutaj nikt w nim nie wywoływał takich emocji, więc o czym my tu w ogóle rozmawiamy? Jedyne, co mogło się stać, to poczuć się niezręcznie i tak dalej. Ale to chyba żadna zbrodnia, Marc nie zacznie chyba uciekać z tego powodu jak najszybciej i jak najdalej, prawda? Więc spokojnie! Joven wykazywał się dużym taktem jeżeli chodzi o jej osobę, czasem w stosunku do innych objawiało się to inaczej, ale to tam... nieistotne szczegóły.
A zaraz potem zrobiło mu się trochę przykro. Z tego powodu, że nagle jakby poczuł, że wcale nie chciał tego puszczać w niepamięć. Ale ona tego chciała, więc nie miał prawa się przeciwstawiać. Tak samo jak nie chciał jeszcze wracać, ale nie mogli tu leżeć tak w nieskończoność. Chociaż znów poczuł, jakby mógł. Trudno, nie był sam, nie mógł podejmować decyzji za Delacroix, nie była ubezwłasnowolniona, a on na pewno nie był jej opiekunem i nadzorem. Dlatego... no dlatego musiał przystać na te wszystkie propozycje, ech. Bez słowa pomógł jej wstać, a potem bardzo powoli on się zebrał do pozycji stojącej. Poczuł, jak zaczyna mu się kręcić w głowie, ale zignorował to głupie uczucie.
- Nie jesteś głupia - powiedział nagle, trochę po czasie, ale to nic. W każdym razie podreptali powoli do zamku, bo Indianin niezbyt mógł teraz latać. Odprowadził ją pod samo dormitorium Gryffindoru. I było to chyba dosyć smutne pożegnanie.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 30
  Liczba postów : 30




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Wto Cze 11 2013, 15:03

/bilokacja, zapewne przed spotkaniem z Jiro.

Dzień był słoneczny i nawet najnormalniej w świecie nie chcialo się siedzieć na wykladach. Jednak, jako, ze Frans opuścił ostatnio sporo zajęc, na tych musiał być. Siedząc na lekcjach myślał, co mozna zrobic później. Wzięło go dośc szybko na wycieczke do miasteczka, także, niewiele mysląc, opuścił, po raz kolejny, ostatni wyklad i zmierzał w stronę drogi do Hogsmeade. Wydawał się to być jeden z lepszych pomyslow ostatnimi czasy, gdyż ileż mozna się uczyc bądź rozmawiać z tymi samy mi osobami? Człowiek czasem potrzebuje chwilę spokoju i samotności, dlatego droga w pojedynkę wydawała się słuszną decyzją.
Frans szedł powoli, pogrążony w rozmyslaniach, mogę na spokojnie stwierdzić, że dał rade czmychnąc przed przyjaciółmi, aby być samotnym. Przynajmniej chwilowo.
Nie miał większego celu, ani spraw do pozałatwiania w Hogsmeade, dlatego zapewne poszwęda się to tu, to tam i wróci.
Ale jednak po drodze trafił nad jezioro. Dobre miejsce do odsapnięcia po wykładach. Franci nawet usiadł na polance przy jeziorze i wsłuchał sie w szum wody.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Londyn, Anglia.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 104
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 101




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Wto Cze 11 2013, 15:15

/ bilokacja, przed spotkaniem z Adrien'em.

Jak zostało to wcześniej wspomnione pogoda naprawdę była świetna, wręcz idealna do nauki na świeżym powietrzu. Pernill miał wiele zaległości z eliksirów, nigdy tego przedmiotu nie lubił i zawsze dostawał marne oceny.Z każdym innym przedmiotem radził sobie bardzo dobrze, tylko te eliksiry psuły jego świadectwo na koniec roku.Obecnie Tugwood gotował 'wywar spokoju' którego zadaniem jest przynieść spokój i złagodzić obawy.Był on standardowym wywarem którego uczono na piątym roku. Niestety Pernill smykałki do eliksirów nie miał dlatego chłopaczyna utknął w połowie przepisu.
-Sproszkowany kamień księżycowy. - rzucił do siebie dodając jeden ze składników do kociołka. Tugwood siedział po turecku z nosem wlepionym w podręcznik.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 30
  Liczba postów : 30




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Wto Cze 11 2013, 15:48

Jako, że Frans naprawdę często się zamyslal i w tym momencie nie kontaktował, najczęściej wynikały z tego zabawne/miłe/nieprzyjemne sytuacje. Dlatego też tym razem Shadow zmierzał powoli w stronę jeziora i nawet nie wpadłby na to, że ktoś tutaj, w pobliskich krzakach, siedzi zmagając się z pokreconym przepisem. Gdyby wiedział, zapewne by pomógł, bo nie kryjmy, że eliksiry to to, co Franca lubi najbardziej. Chociaż... pomoglby, zależy komu i zależy jak. Bo na razie był w innym świecie i przez przypadek, tym razem naprawdę przez przypadek, zahaczył butem o kociołek, przewracajac go i wylewajac jego zawartość niemal na samego ucznia, który go przyrządzał. To wydarzenie sciagnelo Francisco z jego świata, jednak jeszcze dłuższą chwilę zajęło mu ogarnięcie się.
- Przepraszam, nic ci się nie sta... - Początkowo złapał chłopaka za ramie i uniósł kciukiem jego głowę, aby spojrzeć mu w oczy, ale jak zorientował się kto to jest, natychmiastowo zabrał ręce.
- Nie lepiej eliksiry robić na lekcji? - zapytał z delikatną kpiną w głosie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Londyn, Anglia.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 104
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 101




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Wto Cze 11 2013, 16:04

Po długim czasie główkowania Pernill najprawdopodobniej zrozumiał swój błąd i z uśmiechem na twarzy chwycił za ostatni, finałowy składnik.Zanim jednak włożył syrop z ciemiernika do kociołka coś a raczej ktoś zahaczył butem i wylał całą zawartość kotła na Tugwood'a.Chłopak nic nie mówił, w środku się gotował i miał za chwilę wybuchnąć.Kiedy zauważył przed sobą Fracisco, pękł. - Wiesz jak długo siedziałem nad tym wywarem? - wrzasnął wstając niechlujnie. Jego szata, nawet włosy ociekały wywarem który jeszcze nawet nie został skończony, a mógł być. - Mogłem się spodziewać, że to byłeś ty.Nigdy nie patrzyłeś pod nogi, charłaku. - syknął. Jeśli Shadow zaraz odburknie to Tugwood chyba eksploduje.Nie miał czasu ani ochoty na tego typu sprzeczki, ale teraz to i tak nie miał co do roboty bo eliksiru nie mógł ponownie zrobić wywaru. - Eliksiry na lekcji? W taką pogodę? Nie. - wycedził mierząc go z niesmakiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 30
  Liczba postów : 30




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Czw Cze 13 2013, 11:58

Dobra, sorki, że nie odpisalam wczoraj, ale nie miałam (i nie mam) weny na hejty. Więc ten post może być taki sobie, ale siedzę u fryzjera i nie mam co robić.
Frans już prawie rzucił się, aby chłopakowi pomóc, jednak... skoro to ON to chyba odpusci.
- Czas chyba zacząć uważać na lekcjach.- Zaczął, ale niezbyt ambitnie, bo nie miał dziś humoru na hejty. Spojrzał na wylana substancję i zaciągnął się zapachem. Mówiłam, że Francisco uwielbiał eliksiry ? Może dlatego, że był w tej dziedzinie dobry.
- To nie było specjalnie. - Wychrypial zły, bo nienawidził, jak ktoś z niego szydzil. Owszem, on często nie patrzył pod nogi, ale to a jakiejś części rozczulalo, taka bezradność i nieogarniecie. Na pewno rozczulalo też Pernilla, kiedy jeszcze byli razem.
- Jak ci bardzo zależy to zrobię to za ciebie, później, w Zamku.- Dlaczego to powiedział? Nie miał pojęcia, zapewne dlatego, że nadal czuł jakąś słabość do młodszego chłopaka. Tak, to na pewno to. Po chwili spojrzał na jezioro.
- Może masz rację, ciężko jest wysiedzieć na wykładach.- Przytaknal. Gdzie się podział mój Francisco Hejter ?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28620
  Liczba postów : 31695
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Nie Cze 23 2013, 00:21

Dobrze, że w Hogwarcie jest tak wiele miejsc, do których mogą się udać uczniowie, którzy chcą odpocząć od ciągłej nauki i innych dram, które zaprzątają umysł nie godzinami, ale tylko miesiącami! Między innymi takim miejscem na pewno jest polana nad jeziorem, gdzie latem panuje przyjemne ciepło, a promienie słońca chętnie otulają ciało. Tyle zalet, a ile już dziwnych sytuacji widziało to miejsce to też szkoda gadać, pisać, recytować. Ale w tym wszystkim trzeba wrócić do teraźniejszości i zwrócić uwagę na to, że przebywająca tu panna Delacroix została zaatakowana przez jakiegoś trzecioklasistę, który dzisiaj chyba sprawdził na ile pozwalają przyjezdni, bo oblał ją wodą i oczywiście po męsku zwiał. Wszakże jednak nie można powiedzieć, że Marcela siedziała tutaj sama! Całkiem niedaleko przecież znajduje się Matt Cunnigan co on zrobi w takiej sytuacji? Może zapyta koleżanki czy wszystko w porządku, albo i niekoniecznie, i przyłączy się do zabawy przy czym znów obleje ją wodą!

Matt Cunnigan - zaczyna
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Sacramento
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 0
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 389
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4913-matt-cunningan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4917-szach-i-matt
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4914-matt-cunningan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7893-matt-cunningan#220772




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Nie Cze 23 2013, 11:43

Jakże Matt uwielbiał miejscowych dowcipnisi. Większość była z tych, którzy udowadniali swoim znajomym jacy to nie potrafią być odważni. W sumie jak się nie ma charakteru i odpowiedniej osobowości to trzeba jakoś zdobywać szacunek w oczach innych. Znał wiele takich osób. Szkolni żartownisie, którzy uważali się za fajnych bo prześladowali innych. Ale cóż ma do tego Matt? W sumie nie odpowiada mu rola zbawiciela świata. Wiadome było, że większość rzeczy jest mu obojętna i nie kieruje się empatią, ani żadnym innym podobnym uczuciem. Można powiedzieć, że bym całkowicie apatyczny. Mimo wszystko zrobiło mu się szkoda tej dziewczyny. Jak to dobrze, że nikt nigdy jego tak nie próbował wkurzyć. Pewnie źle to by się skończyło. Mimo wszystko Ci żartownisie mieli szczęście, że nie wytypowali jego.

Mimo swojej niechęci co do dalszych działań, Matt podniósł się z miejsca, w którym wegetował przez ostatnią godzinę i powolnym krokiem ruszył przed siebie. Może na prawdę istnieje coś takiego ja karma i chociaż raz to dobro do niego wróci? Oh, może nie od razu dobro. Po prostu pomoże na tyle ile będzie sam w stanie. Zbliżając się powoli w kierunku dziewczyny zdał sobie sprawę, że nie wie nawet co ma zrobić. Zapytać "eeee, przebrać Cię?" ? Przecież to idiotyczne. Będąc już w takiej odległości, która pozwoliłaby jej usłyszeć głos Matta rzucił w jej kierunku trochę niemrawe zdanie. - Eeee, pomóc Ci? - na jego twarzy widać było zmieszanie. W sumie nie pomagał zazwyczaj innym ludziom i trochę dziwnie sięz tym czuł. Cóż. Ciężkie jest życie pomocnego czarodzieja.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Toronto, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 244
  Liczba postów : 452
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5569-marceline-ava-delacroix
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5570-let-s-make-friends-with-marceline
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5573-poczta-marceline
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7266-marceline-delacroix




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Nie Cze 23 2013, 13:40

Jedno z ostatnich popołudni w Hogwarcie miało przebiec bardzo spokojnie. Marceline, która nie miała nic ciekawego do roboty, postanowiła zająć swój czas jakąś książką, którą wypożyczyła ze szkolnej biblioteki. Początkowo chciała tam zostać, ale niedługo po zajęciu przez nią jednego ze stolików, zbiegł się tam tłum drugoklasistów, którzy zaczęli bawić się pomiędzy wielkimi regałami i tym samym wywołując krzyk zdenerwowanej bibliotekarki. Na błoniach wiele miejscówek było zajętych przez grupki znajomych, jakieś zakochane pary czy właśnie takie osoby jak Mar, które chciały po prostu na chwilę odetchnąć. Idąc tam, doszła wreszcie do niewielkiej polany przy brzegu jeziora. Hehe, to właśnie tutaj jakiś czas temu ścigała się z Jovenem. Ale no nic. Usiadła pod jednym z drzew i zajęła się przewracaniem stronic owej lektury, która okazała się, niestety, niezwykle nudna. W sumie to chciała się już zbierać, kiedy nagle... ktoś oblał ją wodą. NO CO TO MA BYĆ? Zdążyła tylko zauważyć uciekającego gówniarza, ale nie zmieniało to faktu, że wyglądała jak jakaś zmokła kura. Włosy skleiły się w jakieś strąki i w ogóle... szkoda gadać! Krzyknęła coś w stronę zbiegłego małolata, ale pewnie i tak jej nie usłyszał. Przeklęła pod nosem i wycisnęła z bluzki nadmiar wody. Zupełnie zaskoczył ją głos chłopaka, który jakby znikąd się tutaj pojawił. 
- Nie trzeba. Widzę, że poziom wychowania młodzieży w Hogwarcie jest BARDZO WYSOKI. - stwierdziła ironicznie. Bardzo rzadko była wkurzona tak jak teraz, uwierzcie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Sacramento
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 0
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 389
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4913-matt-cunningan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4917-szach-i-matt
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4914-matt-cunningan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7893-matt-cunningan#220772




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Nie Cze 23 2013, 14:29

No tak. Nie dość, że chciał pomóc tej dziewczynie, to jeszcze to jemu się dostało. To chyba jakiś znak od góry, że nie powinien się tak angażować w cudze sprawy. Zresztą to chyba nie ładnie, prawda?
Skoro już został zmieszany z błotem, a tak mu się wydawało, to nie musiał tak bardzo donosić się ze swoją chwilową zmianą podejścia do innych ludzi? Popatrzył na dziewczynę, która była cała mokra i się roześmiał. W sumie, jakby nie patrząc to było dosyć zabawne.
No i nie będzie się nudziła przez resztę dnia. W taką pogodę dobrze jej to zrobi. - Musisz mi wybaczyć, to pewnie moja wina. - powiedział do niej sarkastycznie z dziwnym uśmiechem na twarzy. Nie rozumiał nagłej agresji z jej strony. Okej, nie czuła się może komfortowo, no ale to chyba nie jego wina? Chociaż w sumie jakby nie wegetował w cieniu jak to zwykle robił, pewnie dostrzegłby kawalarzy, którzy ją oblali wodą. No ale co zrobić?
To nie jego wina, że jest jaki jest i sam się na pewno nie zmieni. Mimo wszystko i tak było mu jej trochę szkoda. Ale porażka jednych to wygrana innych, czyż nie? Ta dziewczyna chyba powinna nabrać więcej dystansu do świata. Poza tym, kidy jak nie teraz mogła sobie pozwolić na chwilę relaksu w cieple słonecznym? Co z tego, że to idiotyczne. Raz się żyje. Największą parodią jest to, że właśnie on, Matt Cunningan, nikt inny doznaje takich dziwnych przemyśleń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Toronto, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 244
  Liczba postów : 452
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5569-marceline-ava-delacroix
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5570-let-s-make-friends-with-marceline
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5573-poczta-marceline
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7266-marceline-delacroix




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Nie Cze 23 2013, 16:24

Oj, a przecież jej nie chodziło o atak na niego. Choć faktycznie, mógł to tak odebrać i w gruncie rzeczy właśnie tak to zabrzmiało, mimo że akurat nie chodziło jej o zwrócenie uwagi jemu. Cóż, a z tym dystansem to cała prawda. Marceline go nie miała, a jeśli już, to nie w takich sprawach. Zawsze brała wszystko do siebie, a już śmianie się z własnej osoby to musiałby być jakiś cud. To znaczy, nie była gburowata czy coś w tym stylu. Tak przynajmniej myślę. Po prostu niektóre rzeczy traktowała zbyt serio, co z reguły nie przynosiło nic dobrego. Ten chłopak z własnej woli podszedł do niej i zapytał czy nic się nie stało, a ona... no była trochę nie miła. Oj, nieładnie. Uśmiechnęła się przepraszająco, zagarniając włosy na prawe ramię. Powinny zaraz wyschnąć, przecież słońce świeciło w najlepsze.
- Nie, nie o to mi chodziło. - stwierdziła tylko, obrzucając go szybkim, ale uważnym spojrzeniem. Nie znała go, chociaż temu się wcale nie trzeba dziwić. Był od niej starszy, to pewne. No i wydał się taki trochę... na pewno nie pozytywny i emanujący energią. Racja była też w tym, że teraz przynajmniej nie dokuczał jej słoneczny żar, bo woda skutecznie i całkiem przyjemnie ochładzała całe ciało, ale sam fakt, że ktoś był na tyle bezczelny, aby to zrobić, był w ogóle nie do pomyślenia. Ale no nic. Chyba wypada coś powiedzieć.
- Po prostu się wkurzyłam. Z reguły nie jestem oblewana wodą tak na co dzień, więc no. - powiedziała trochę zmieszana. Nie należała do tych pewnych siebie dziewczyn, które od razu przechodziły do przedstawiania się, opowiadania o sobie czy coś w tym stylu. Zwłaszcza, że jego kompletnie nie znała, a już sama okoliczność, w której go spotkała, była odrobinę krępująca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Sacramento
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 0
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 389
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4913-matt-cunningan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4917-szach-i-matt
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4914-matt-cunningan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7893-matt-cunningan#220772




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Pon Cze 24 2013, 22:15

Więc pewnie uznała, że trzeba przełamać lody i w końcu się zrewanżować na kimś. A że niestety padło na najbliższą osobę, która była w otoczeniu i był nią on to cóż. Taki jest żywot zbawicieli wszechświata. Zawsze trafi się jakaś czarna owca jak on i będzie mieć pecha. Spojrzał na nią i powoli zaczął myśleć nad całą sytuacją.
W sumie sam pewnie zareagowałby tak samo. Po co miał ją winić? Na spokojnie analizując wszystko to była normalna reakcja. Niepotrzebnie uniósł się honorem. Chociaż trudno. Pokazał swoje naturalne oblicze i ostrzegł ją od razu jaki jest. Bywał szorstki, sarkastyczny, nieprzyjemny. Chociaż bywał też sympatyczny. Krążyła plotka, że ktoś w szkole go nawet lubił.
Po krótkiej chwili zamyślenia podszedł bliżej dziewczyny. Rozglądając się podjął najdziwniejszą decyzję ostatnich czasów. Przysiadł koło niej i odezwał się. - Jestem Matt. Po prostu. - powiedział i zrobił coś z twarzą na kształt ludzkiego uśmiechu. Rzadko to robił, więc nie można było od niego wymagać nie wiadomo czego. Nie wiedział czemu tak zrobił, ale czuł, że tak powinien. Karma. Może to dobro kiedyś do niego wróci? - Potrzebujesz chyba pomocy, co? - zapytał śmiejąc się z niej. Mimo wszystko dalej uważał to za zabawną sytuację. Przecież nie od razu Hogwart zbudowano, żeby od niego cudów w tym momencie wymagać, prawda? Krok po kroku, w końcu wykluje się rogogon, czy jak to mówiła jego babka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28620
  Liczba postów : 31695
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Sob Wrz 28 2013, 13:57

Bludger!

Ludzie nie zawsze wiedzieli na co się piszą podejmując rękawicę przy tych dość osobliwych pojedynkach. Dobrze, że zwycięzcy mieli choć trochę dobroci w sobie by zebrać z ziemi przegranego i odnieść go do Skrzydła Szpitalnego. Swoją drogą ciekawe jak tłumaczyli fakt, iż ich towarzysze są dość mocno poturbowani. Ale z pewnością wielkiego Mistrza Q, to wszystko nie obchodzi. Musi się znaleźć tylko najlepszy. Zatem czas na kolejny pojedynek...

Krótkie przypomnienie zasad

W związku z tym, że nie zaczynacie od razu się pojedynkować, a czekacie na posty "wejściowe" to zaczyna którekolwiek z was.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Gold Coast, Australia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 203
  Liczba postów : 182
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6659-binnie-d-ventura#188143
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6669-bum
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6684-binnie-d-ventura#188937
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7365-binnie-ventura




Gracz






PisanieTemat: Re: Polana nad jeziorem   Sob Wrz 28 2013, 18:23

Ależ ten list był tajemniczy! Kiedy sowa przyniosła jej powiadomienie o wyzwaniu, Binnie o mały włos nie pisnęła z radości. Tak strasznie nie mogła doczekać się zawodów w bludgera!
Liczyła tylko na to, że nigdzie po drodze nie spotka Oza, który przetrzepałby jej skórę równie skutecznie co tłuczek, gdyby dowiedział się, że jego młodsza siostra postanowiła iść w nocy nielegalnie naparzać się po gębach z kimś, kto mógł być od niej zdecydowanie starszy i silniejszy.
Hej! I tak wolałaby trafić na jakiegoś studenta dryblasa który mógłby jej samym machnięciem pałki odbić łepetynę przez którąś z pętli niż na jakąś wymizerowaną chudzinkę, która przez przypadek by wygrała. Dorotka chyba nie zniosłaby wstydu upokorzenia. Oby to był dryblas, oby to był dryblas.
No nic, o ustalonej porze, gdzieś kwadrans po godzinie siódmej wieczorem, Dorothy wymknęła się z dormitorium, odziana w ukradziony uprzednio strój swojego brata, dzierżąc w dłoni jego pałkę. Boże...to zabrzmiało strasznie nie tak!!! No nieważne, jakimś cudem udało jej się przemknąć przez zamek niepostrzeżenie, by kwadrans później zjawić się w wyznaczonym miejscu. Jej przeciwnika jeszcze nie było, toteż dziewczę rozsiadło się wygodnie, położyło swoją ukochaną miotłę i kij na kolanach i zapatrzyło się na jezioro, czekając. Trochę miała pietra, w końcu w drużynie była na pozycji ścigającej a nie pałkarza i odrobinę brakowało jej krzepy w łapach, a przed tłuczkiem zawsze bronił ją starszy brat bądź ktoś inny z drużyny, a tu nagle sama miała odbijać tę popieprzoną piłkę i to jeszcze nie byle gdzie, a konkretnie w swojego przeciwnika! Widziała, co tłuczek jest w stanie zrobić z twarzą i na samo wspomnienie dość drastycznych scen ze wszystkich meczów, które w swoim życiu rozegrała, dziewczę wzdrygnęło się i skrzywiło z niezadowoleniem. Oby tylko nie dostała w twarz, bo ciężko będzie to zwalić na upadek ze schodów, jeśli pojawi się skrzydle szpitalnym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Polana nad jeziorem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 10Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next

 Similar topics

-
» Polana nad jeziorem
» Rozłożyste drzewo nad jeziorem
» Polana w środku lasu
» Chatka nad jeziorem
» Polana

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Tereny przy zamku
 :: 
blonia
 :: 
jezioro
-