IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Korytarz na VII piętrze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 5, 6, 7 ... 10, 11, 12  Next
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Londyn/Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 5162
  Liczba postów : 4469
http://czarodzieje.my-rpg.com/t58-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t649-bellcia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t243-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7785-bell-rodwick#216614




Administrator






PisanieTemat: Korytarz na VII piętrze   Pią 11 Cze - 18:30

First topic message reminder :

Korytarz na siódmym piętrze nie różni się od innych. Schody prowadzące na górę jak wszystkie inne mają wiele pułapek o którym uczniowie muszą pamiętać. Przez wielkie okna wpada dużo światła przez co w ciągu dnia jest dobrze oświetlony. Natomiast wieczorem zapalane są pochodnie które co kilka kroków można spotkać wiszące na ścianach. W środku korytarza wisi gobelin przedstawiający trolle, które Barnabasz Bzik próbował nauczyć kroków baletowych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 26
Skąd : Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 0
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 355




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VII piętrze   Wto 14 Cze - 19:53

No, czyli rozgromili wnykopieńki i uszli z tego całego zajścia z życiem, a to najważniejsze! Wprawdzie Stiwek i Court się coś wlekli, ale przecież Amerykanin to cwaniak i kozak, na pewno sobie poradzili, musieli. Tym czasem Dżoel z Lottką stali przed gabinetem dyrektora, zastanawiając się, co teraz mają zrobić. No, a kiedy tak myśleli, to przybiegła Effka z Boryskiem. Baaardzo dziwne, że była tu już trójka reprezentantów Turnieju, razem z jakimś kompanem, ale Francuz był chyba zbyt zaaferowany całą sytuacją, żeby logicznie scalić fakty i wydedukować, że to w ogóle może mieć cokolwiek wspólnego z trzecim zadaniem. Prędzej stawiałby, że na Hogwart rozpoczęła się inwazja kung-fu skrzatów śmierdzieli, naśladowców Miszcza, no i jakiegoś szalonego zielarza, który ciska w ludzi wnykopieńkami, jak Ash Ketchum z Alabastii Pokemonami. Anyway, z racji tego, że Joel nie ogarnął, to zamiast spytać Effkę, czy ona może wie, co się tu dzieje, tylko skinął jej głową, a zaraz potem wrócili z Lottosławą do gorączkowego myślenia, podczas którego owa Meksykańska dziewoja jak zwykle zabłysnęła genialnym pomysłem! Racja, będą musieli się rozdzielić, a to - zaprawdę powiadam Wam - wielce, ale to wielce niebezpieczne, no ale oj tam, oj tam. Trzeba znaleźć jakiegoś nauczyciela! Panna Ostberg poinstruowała go, gdzie miał iść, i całe szczęście! Pomimo faktu, że byli w Hogwarcie taki sam szmat (faktycznie, trochę im tu zleciało), to Joelosław i tak mniej ogarniał lokalizacje pomieszczeń w zamku, niż studentka.
- Dobra, dobra, ja idę sprowadzić pomoc, ale ty tu zostań i poczekaj na Stiwa, okej? - upewnił się. Wszakże on był tu menszczyznom i samcem alfa (i wcale nie lekko ciotowatym), więc musiał wykazać się odwagą i samemu sprawdzić teren, no i znaleźć jakiegoś nauczyciela. - No, chyba że... jeśli za pół godziny z nikim nie wrócę, spotkamy się w pokoju marzeń - zadecydował jeszcze, po czym szybko oddalił się spod gabinetu dyrektora.
Miał przeszukać korytarze, w końcu ktoś musi je patrolować, no nie? Zbiegł ze schodów prowadzących na siódme piętro, po czym zaczął przemierzać korytarz w poszukiwaniu jakiejś dorosłej osoby. Najlepiej takiej, która nie będzie śmierdzącostopym kung-fu karłem albo maniakiem Drętwoty. Z każdym krokiem, który odbijał się głośnym echem po tych kamiennych ścianach, student zaczął zdawać sobie sprawę, że, helooooł, coś tu jest nie tak! No bo ni stąd, ni zowąd przed nosem przeleciała mu miotła. A potem druga. Potem jeszcze jedna. I czwarta, piąta, szósta. A na siódmej z kolei siedział właśnie skrzat - śmierdziel, z lubieżnym uśmieszkiem grzebiący sobie w nochalu! Następnie na podłodze pojawiły się kociołki! Mnóstwo kociołków, kociołkowy labirynt! Kiedy podniósł głowę, zauważył, że nie latają nad nim tylko miotły, ale i hipogryfy, jednorożce, pegazy, a nawet sklątki tylnowybuchowe latały na swoich paskudnych, kościstych skrzydełkach! Jeżu, Dżudasie i Merlinie! Brakowało jeszcze Drużyny Aktimela, Asha z Alabastii z ekipą, no i może testrali! Chociaż nie! Te czarne paskudy pewnie też tu latały, ale nie było ich widać, ot, cały sekrecik! Dobra, Joelosław, to wcale nie jest dziwne, nie zatrzymuj się, idź dalej. No i poszedł, ale zrobił zaledwie dwa kroki, kiedy z sufitu (który okazał się różowym niebem z watą cukrową zamiast chmurek) spadła na niego lawina głazów! AAAAAAAAAA! Cud, że jeszcze go nie uszkodziły, tak szybko biegł. Gnał jak dziki, jak koń Rafał gnał, ale no musiał obejrzeć się za siebie! No i zupełnie niepotrzebnie, bo okazało się, że płynie za nim wielka fala lawy, zalewając po drodze kociołki, jednorożce, paskudne sklątki, no i kociołki. No ale kung-fu śmierdziel na miotle się uratował, skubany! No nieważne, nieważne, Dżoelosław przyśpieszył jeszcze bardziej, po drodze wrzeszcząc coś, żeby śmierdząco-stopy skrzat nie ratował jego, a pegazy! Biegł tak i biegł, a lawa zdawała się być coraz bliżej! A jakby tego było mało zza rogu wyskoczyło jakieś dzikie plemię Makczupikczu na rączych centaurach, wygrażając Dżoelowi swoimi maczugami i dzidami. No nie, nie, nie! Nie mogą go dziabnąć, bo Lottke też zaboli! No kurczę no! No ale miał taką kondychę, że nim się obejrzał, dopadł już schodów, zbiegając po nich tak szybko, że przeskakiwał niemal co szósty schodek! I dopiero tam - w morderczym biegu - odwrócił głowę do tyłu, żeby przekonać się, że żadnej lawy nie ma, ani gości z plemienia Makczupikczu, ani skrzatów na miotłach. Nie było nic, tylko pusty korytarz! Garsąą był jednak w takim szoku i tak scykany, że postanowił dalej nie szukać, tylko pobiec do pokoju marzeń i czekać tam na Lottkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Gryffindor
Wiek : 22
Galeony : 304
  Liczba postów : 799




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VII piętrze   Nie 6 Lis - 15:47

Cisza. Blade słońce wpadające przez okno. Chłód. I dziewczęca sylwetka, odziana w czarną sukienkę sięgającą ledwo za kościste kolana. Poruszała się smętnie; nostalgiczna i melancholijna melodia tworzona przez malutkie nutki skaczące po pięciolinii.
Leen już od dłuższego czasu nie robiła nic innego, jak tylko snuła się po zamku, strasząc wszystkich swoją twarzą - smutne, czarne oczy, oklapnięte loczki, blade policzki i usta wykrzywione w tak zwaną podkówkę. Próbowała sobie to tłumaczyć samobójczymi skłonnościami po dziadku bądź też oschłym charakteru matki, ale w głębi wiedziała, że to nie ma jakiegokolwiek sensu. Najzwyczajniej w świecie zmęczyła ją cała sytuacja związana z pobytem ojca w Mungu oraz chore i niemające sensu kłótnie z Andrzejem.
Jednak dzisiaj Kathleen Tally Jo twardo postanowiła, że nie będzie zaprzątała sobie głowy tym wszystkim i nareszcie wyjdzie z dormitorium, aby posiedzieć w miejscu, gdzie są jacyś ludzie. Żeby tylko wśród nich przebywać. Nic więcej. Wyruszyła więc na poszukiwania tłocznego miejsca, ale jak na złość, wszędzie było pusto. Znużona żmudnymi obserwacjami otoczenia, oklapła ciężko na zakurzonej ziemi, nie wiedząc nawet gdzie dokładniej jest. Korytarz na którym miejscu? Pierwszym, drugim, trzecim, szóstym? Nieważne.
Owieczki w końcu zawsze pozostają zagubione. A akurat ta, aby ukryć swą z góry narzuconą naturę, wpatrywała się wstydliwie w jagodowe trampki i czekała. Na noc, na dzień, na kogoś, na coś. Na co?

wątek umówiony :3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Tennessee
Galeony : 7
Dodatkowo : Animag (Orlica), teleportacja
  Liczba postów : 1104




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VII piętrze   Pon 14 Lis - 11:55

W przeciwieństwie do Kathleen, Hayley uciekała od towarzystwa. Tłum bezwiednie kojarzy się ze śmiechem, wygłupami i zabawami - tym, co w ostatnich dniach najbardziej doprowadzało ją do szału. Nie mogła słuchać śmiechów, radosnych pokrzykiwań, nawet zwykłych rozmów, jakie napierały z każdej strony w Pokoju Wspólnym. Na błoniach, w wielkiej sali, w salonie wspólnym... wszędzie było tak samo.
Cisza. Tego jej było trzeba.
Samotność. Ale mogła być też samotna z kimś, byle by ten ktoś nie występował w zbyt mnogiej liczbie.
Chciała uciec. Tak strasznie chciała uciec.
Źle się do tego zabrała, tak po prawdzie, bo wszakże tym, od czego odpoczynku potrzebowała, były jej własne myśli. Wybierając się w ciche, wolne od tłumów miejsce, dawała im jedynie wolną rękę.
Przecież w samotności myśli się tylko o tym, o czym nie chce się myśleć.
Ale Hayley nie wiedziała, od czego konkretnie ma zamiar się uwolnić. Chciała rozprostować nogi, odetchnąć lekkim powietrzem, a nie przebrzmiałym i takim... zużytym. Podążała więc pustym korytarzem, każdym krokiem bosej stopy oddalając się od gwaru. Otuliła się ciaśniej swetrem. Samotność jest taka chłodna... Szeroko otwarte oczy wodziły od gobelinu do gobelinu, od zbroi do zbroi, od okna do okna, chłonąc widok, który nawet nie docierał do świadomości dziewczyny. Dlatego też widząc bladą, ciemnowłosą postać nie od razu połączyła to z faktem, że ktoś siedzi na korytarzu. Dopiero po przejściu kilku następnych kroków zrozumiała, co to znaczy. I nawet poznała tę postać, chociaż z trudem - niewątpliwie nie wyglądała tak jak zwykle, a już zwłaszcza nie tak jak kiedyś, kiedy się znały.
Być może właśnie to było przyczyną tego, że nie przeszła obok, udając, że jej nie widzi. Bo wydała się tak strasznie do Hayley podobna, tak samo smutna, tak samo zmieniona.
Splend była już blisko niej, gdy zwolniła, uświadamiając sobie, że nie ma pojęcia, co może powiedzieć. Kiedyś znały się lepiej. Kiedy ostatnio rozmawiały? Nie mogła sobie nawet przypomnieć, kiedy ostatnio się po prostu przywitały. Nie była nawet pewna, czy w ogóle mijały się na korytarzach, zupełnie tego nie dostrzegała.
Może dlatego, że Kathleen należała do niewielkiego grona osób, które mogły pamiętać Tyrona. Które mogły o niego spytać. Które mogły przypomnieć.
Chociaż Hayley pamiętała każdego dnia, myślała bardzo często i nie zapomniała ani na moment. Mimo to pewne rzeczy wypowiedziane na głos bolą bardziej.
Dziewczyna zatrzymała się. Co powiedzieć? Zagryzła wargę i odetchnęła. Znów mocniej zacisnęła wokół siebie sweter, chociaż nie zrobiło się od tego ani trochę cieplej.
- O... - mruknęła głupio; nienaturalnie, bo stała już zbyt długo, a jej obecności nie dało się nie zauważyć, jednak nie wyobrażała sobie, że w takiej sytuacji można powiedzieć coś odpowiedniego. Chyba faktycznie się nie da. Ale nie widziała nawet, czy Kathleen ja pozna, skoro ona sama niekiedy prawie nie mogła uwierzyć, że wygląda jak wygląda, kiedy patrzyła w lustro. Przecież te wystające obojczyki i kości policzkowe były wręcz nie na miejscu, nie mówiąc już cieniach pod oczami i pustce w spojrzeniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Gryffindor
Wiek : 22
Galeony : 304
  Liczba postów : 799




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VII piętrze   Czw 17 Lis - 16:24

Próbowała wydobyć z własnych myśli tą jedną, najważniejszą - czego tak naprawdę szuka, czego chce, co tu robi. Najistotniejszym problemem było to, że nie potrafiła do końca się zrozumieć, rozszyfrować własnych czynów, które przecież mimo wszystko powinna była kontrolować. Tak bardzo chciała mieć władzę. Nad sobą. Umysłem. Czuła, dokładnie i niemal namacalnie czuła, że zbliża się ku końcowi. Meta. Była coraz bliżej nieba. Już prawie, bliziutko, mała chwilka i wszystko będzie wiadomo. Gdyby nie fakt, że ktoś właśnie przechodził przez korytarz i zagłuszył ten cichy szept wewnątrz, który chciał przekazać jej ważne informacje dotyczące egzystencji na ziemi. Z trudem powstrzymała się od zamknięcia ciężkich powiek i zaśnięcia. Tu i teraz, bez niczego, ot tak. Podniosła wzrok, spoglądając prosto na.. No właśnie, na kogo?
Postać znajoma, przewijająca się w zakurzonych wspomnieniach, zamknięta w skrzyneczce z napisem "dzieciństwo, nie otwierać, zbyt dużo szczęścia". Ale kim, kim, kim ty jesteś? Omiotła sylwetkę dziewczyny krótkim spojrzeniem i złapała się za głowę, aby odgonić ponure myśli. - O - powtórzyła, podkulając nogi i opierając brodę o kolana. - Zimno tu - dodała. Co miała powiedzieć? Nie pamiętała, nie chciała pamiętać, bolało. Potrzebowała jedynie ciepłego uśmiechu, który przegoniłby chłód i wieczną zimę z jej serca i duszy.
Kiwnęła i wskazała głową miejsce obok siebie. - Przypominasz mi kogoś ważnego, zamkniętego w złotej klatce zakazanych myśli - odparła cicho, nie chcąc mącić ciszy, która opanowała cały korytarz, jakby zawładnęła ustami wszystkich, posklejała je krówkami ciągutkami.
Krówki ciągutki.
To przecież z nią je jadła, z nią chodziła nad rzekę, z nią uciekała do ogrodu, gdy nie miała ochoty siedzieć przy stole i udawać poważne dziecko. Z nią... - Hayls - szepnęła zdziwiona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Tennessee
Galeony : 7
Dodatkowo : Animag (Orlica), teleportacja
  Liczba postów : 1104




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VII piętrze   Czw 17 Lis - 21:46

W spojrzeniu, jakim została obdarzona Hay, można było odczytać, że Kathleen faktycznie jej nie poznała. Splend nie była pewna, czy to źle, czy dobrze. A może nie uświadamiać jej? Może tak będzie lepiej, jeżeli zapoznają się od nowa? Może obie lepiej na tym wyjdą?
Zimno. Samotność jest chłodna. Bo chłód jest zawsze samotny.
- Faktycznie. - Hayley uśmiechnęła się lekko, przyjaźnie, ale w rzeczywistości był spęta i czuła pewien rodzaj strachu. Bała się, że przebywając za długo w towarzystwie Kath zbyt wiele sobie przypomni. Że coś nieodpowiedniego zostanie wspomniane. Jeżeli Hay zostanie rozpoznana - bo inna możliwość wydawała się do granic możliwości absurdalna, mimo że kusząca - padną pytania, których od dawien dawna nikt nie wypowiadał.
Oplatając się sztywnymi ramionami, powoli usidał, nie patrząc przy tym na Kathleen. Długo szukała wygodnej pozycji, żeby opóźnić moment, w którym zostanie rozpoznana.
Aż dziw, że jeszcze nie uciekła, że nadal tam była. Może jednak nie była na tyle silna, aby spalić wszystkie mosty między przeszłością i teraźniejszością? Może nawet potzrebowała jakiegoś kontaktu, przypomniania. Wspomnienia tego okresu z uśmiechem.
W końcu usadowiła się kawałek od dziewczyny, obrócona lekko w jej stronę, z ugiętymi nogami przyciągniętymi do klatki piersiowej. Oparła podbródek o kościste kolana, obejmując je przy tym ciasno rękoma. Zwinięta w taki kłębek zaczęła myśleć nad tym, co mogłaby powiedzieć, ale Kath uprzedziła ją.
Na dźwięk jej słów gwałtownie odwróciła głowę w jej stronę, zaciskając ramiona jeszcze mocniej. Wiedziała, że za chwilę zgadnie.
Dlaczego się tak bała? Czy chodziło tylko o pytania, na które odpowiedzi bała się udzielać? A może żal i poczucie winy za to, że już się nie znały?
Czuła się trochę winna, to prawda. Żałowała, że tak to wyszło, chociaż nikt nie był niczemu winien - tak wygląda życie.
Zrozumienie przemknęło przez jej twarz. Na jej szept Hayley była już przygotowana. Uśmiechnęła się nieśmiało, raczej smutno, trochę przepraszająco. W tym uśmiechu widać było wszystko, co w takiej sytuacji trzeba by było powiedzieć, ale na wyrażenie czego Hay nie potrafiła znaleźć odpowiednich słów.
- Cześć, Kath - powiedziała tylko. To tak głupio brzmiało.

/hyhs, nie ma jak patos
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Gryffindor
Wiek : 22
Galeony : 304
  Liczba postów : 799




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VII piętrze   Czw 24 Lis - 10:45

Wpatrywała się w blondynkę, próbując sobie wytłumaczyć co też je rozdzieliło. Dawniej były nierozłączne, uciekały razem z poważnych rodzinnych obiadów, a potem wspólnie pokutowały udając, że jest im niezmiernie przykro, sratata. Gdzie podziały się te wszystkie myśli, słowa, gesty, szepty i obietnice, że zrobią każdą rzecz razem, że będą w Hogwarcie pielęgnowały przyjaźń, że przecież będzie dobrze, bo jakby miało być inaczej, skoro mogą liczyć na wsparcie drugiej? Zniknęły, rozpłynęły się albo ukryły, zagłuszone przez ambicje, wewnętrzne metamorfozy.
Nie mogła uwierzyć, że nawet teraz nie mają sobie nic do powiedzenia, żadnych przeprosin, spojrzeń błagających o wybaczenie, uścisków. Ja ci oddam swoje ciepło, a ty mi uśmiech słów zapewniających, że tym razem już się uda. Ale po co? Obie zawaliły, nie udało się, dorosły, zmieniły się, myślą inaczej, zupełnie inne poglądy, różnice we wszystkim.
- Każda z nas ma teraz swoje słońce - odparła, jeszcze bardziej kurczowo ściskając materiał czarnego swetra. Choć siedziała skulona, Hayley bez problemu mogła zauważyć, że Kath jest cała spięta i sztywna.
- A więc dlaczego nadal nam zimno? - spytała, spuszczając wzrok na trampki. Nie mogła już dłużej wpatrywać się w bladą twarz Splend, tak smutną, znajomą i bliską, a zarazem obcą.
- Jagody smakują teraz inaczej - powiedziała z ledwo wyczuwalną melancholią. Wskazała palcem na swoje buty, które były w kolorze owoców, jakie zjadały na podwieczorek, dodatkowo udekorowane bitą śmietaną i cukrem.
Kiedy to było? Dawno. Dawno, dawno temu. Za górami, za lasami. Wtedy, gdy jeszcze życie było przepiękną bajką, a każda chwila emanowała pozytywną energią i przeogromnym szczęściem. Bomba optymizmu.
Teraz wojna w sercu, toczona z własnym ja.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Tennessee
Galeony : 7
Dodatkowo : Animag (Orlica), teleportacja
  Liczba postów : 1104




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VII piętrze   Sob 26 Lis - 10:46

Być może to jednak Hayley pierwsza zaczęła tracić tę przyjaźń, tak, jak od pamiętnego letniego popołudnia traciła po kolei wszystko. Być może nawet podświadomie dążyła do tego. Może specjalnie unikała, może specjalnie przestała wierzyć, przestała ufać, przestała wiązać cokolwiek z Kathleen. Przecież kiedy na nią patrzyła, w myślach miała tylko ich wspólne podkradanie rzeczy Tyrona z jego pokoju, kopanie go na przemian pod stołem przy obiedzie i udawanie, że żadna nie ma z tym nic wspólnego. Przecież obie słuchały jego opowieści o Hogwarcie i nauczycielach. Bo oni oboje, i Kath, i Tyron, byli symbolami jej dzieciństwa.
Pewnie prędzej czy później doszłoby do tego. Hay straciła brata, Gardner zyskała. To byłoby zbyt trudne dla Splend. Nie dałaby rady, tak czy siak.
Nie da rady nawet teraz, jeśli się o tym dowie. Bo przecież nie utrzymywały kontaktu, nie może mieć więc o tym pojęcia.
Zawsze się różniły. Ale kiedyś to je tylko spajało. Teraz działało to odwrotnie, poszerzało odległość, jaka je dzieliła, kiedy mosty już się spaliły.
- Bo teraz są mniejsze i niewiele im brakuje do zgaśnięcia - mruknęła blondynka, uporczywie wodząc wzrokiem po ścianie naprzeciwko i podłodze, w myślach licząc ich elementy. - Mojemu brakuje.
Czy ono na pewno nadal istnieje, Splned? Może zgasło już dawno? Może idziesz po omacku w ciemnościach, nawet nie zdając sobie z tego sprawy? Wzięłaś to pod uwagę, Splend?
- Chciałabym wrócić do tych czasów - szepnęła Hayley, zaskakując tym samą siebie. Niemożliwym byłoby, gdyby następstwem tych słów nie były łzy, które, mimo tego, że niechciane, powoli osnuwały oczy dziewczyny. Walczyła z nimi, oddychając głęboko i w końcu wygrała, bo chociaż wciąż zdradzały się połyskiem, nie potoczyły się po policzkach.
Ale mimo ich obecności, uśmiechnęła się lekko, drżąco i szczerze. Bo przecież dzieciństwo to szczęśliwy czas. Bo przecież było im tak dobrze, gdy spędzały razem całe dnie. Dlaczego nie można jeszcze raz, chociaż na moment, zatracić się w tym szczęściu, które chociaż dawne, wciąż pozostawiało żywe wspomnienia? Gdyby na kilka chwil spróbować żyć przeszłością? Na kilka minut, przecież nic się nie stanie, prawda? Nic jej nie ominie, nic się nie zmieni. A może ona się zmieni.
W gruncie rzeczy i tak żyła przeszłością. Nigdy nie pogodziła się ze swoją stratą, była już zbyt duża, gdy wszystko zaczęła się dziać. Ale może czas spojrzeć na to z uśmiechem, zamiast wciąż rozpaczać w duchu? Może czas zwrócić Tyronowi prawdziwą pamięć?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Gryffindor
Wiek : 22
Galeony : 304
  Liczba postów : 799




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VII piętrze   Nie 27 Lis - 13:22

Obie się bały. Chciały odnowić tę znajomość, ale tak cholernie się bały, że tym razem będzie jeszcze gorzej. Mogły zaryzykować, jednak po co, za dużo mają do stracenia. Albo i nie? Depresja wpisana jest w ich życie od momentu poczęcia, smutek, niezrozumienie, labirynt pełen uczuć. Przecież tyle razy prosiła bogów o odrobinę szczęścia. Wychwalała urodę Afrodyty i zapalała ogień ku czci Hery. Starała się, otwierała serce na płomień radości, ale jakaś złośliwa dusza znad Styksu otwarła również okno. Przeciąg. Wiatr zabrał całą radość. Nie mogła już dłużej wytrzymać. Ukryła twarz w trzęsących się dłoniach, a policzka zakryła oklapniętymi loczkami. Nie było rumieńca, błysk w czarnych węgielkach został spalony w kaflowym piecu.
- Potrzebuję osoby, która by je ożywiła - mruknęła cichutko. Może gdzieś podświadomie chciała, aby była to Hayley, jednak nie potrafiła wypowiedzieć tej prośby na głos. Krzyczała, stojąc gdzieś nad drugim brzegiem jeziora do blondynki o pomoc. Bo tylko ona wiedziała, jak wyglądało jej życie zanim wszystko się spieprzyło. Nim powstał mur, a na miejsce uśmiechu wprowadził się ocean łez.
Za to ona, Kathleen Tally Jo Gardner nie widziała, jak Splend walczy ze łzami i własną słabością. Ale to nic, to nawet lepiej, bo przecież i tak się domyślała, że nie jest dobrze, że obie tkwią w beznadziejnym położeniu tylko i wyłącznie przez siebie.
- Ale czy wtedy powrót do rzeczywistości nie byłby jeszcze bardziej bolesny? Już i tak nie chcę się budzić, bo to jest tak cholernie trudne. Och, Hayls - szepnęła i przysunęła się do Gryfonki, a następnie zupełnie nie panując nad ruchami, wtuliła nos w jej ramię. - Nie sądziłam, że się tak pogubię, że aż tak mi się wszystko pozmienia. Straciłam niemal każdego, nie mam nic, ani szczęścia w miłości, ani w przyjaźni, wiem, że to tak żałośnie brzmi, ale.. To trudne. Chaos, pustka, brak odzewu na pomoc. Coraz rzadziej krzyczę i błagam o dłoń, która wyciągnęłaby mnie z tej pięknej, złotej klatki utworzonej ze skrajności. Rozumiesz? - spytała, wpatrując się w nią z nadzieją.
Cichy szept, niemy krzyk, pulsujące sekundy.
Przełom.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Tennessee
Galeony : 7
Dodatkowo : Animag (Orlica), teleportacja
  Liczba postów : 1104




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VII piętrze   Czw 1 Gru - 19:01

Hayley chciała się otworzyć na szczęście. Być może byłoby trochę lepiej, gdyby się do tego zmusiła. Ale bała się i nie potrafiła tego zrobić.
Chciała powiedzieć, że też potrzebuje takiej osoby, ale miała zbyt ściśnięte gardło, by wydobyć z siebie jakikolwiek dźwięk. Łzy od nowa zaczęły walkę i tym razem jedna zwyciężyła trud dziewczyny i przedostała się przez rzęsy na twarz. Nie uszła daleko, bo Hayley wytała ją gwałtownym ruchem ręki; mimo tej ostatniej porażki ta łza osłabiła defensywę dziewczyny.
Oparła policzek o włosy Kath, któr teraz mogła poczuć, jak Hayley drży od powstrzymywanego płaczu.
- Rozumiem. - Jedno, ciche, cichuteńskie słowo wydostało się z jej ust. Rozumiała ją jak nikt inny, bo przeżywała to samo, mimo że okoliczności się róźniły. I chociaż Hayley nie rozumiała samej siebie, to wiedziała doskonale, jak czuje się Gardner, zawsze wiedziała i widać ta umiejętność nie przepadła, czas jej nie wyczarpał. - Rozumiem, chociaż ja boję się zasypiać. W nocy wszystko wraca, od sześciu lat prawie każdej nocy śnię ten sam koszmar. Czasami zmieniają się szczegóły, ale zawsze wszystko kończy się tak samo. - Dłuższa walka przerosła ją. Dwie duże łzy przedarły się przez obronę i spłynęły ukośnie po jej policzkach; jedna skapnęła gdzieś z czubka nosa, druga zniknęła we włosach Kathleen. - Mam wrażenie, że się tracę. Znikam. - Głos załamał się przy ostatnim słowie, ale nie dzielnie powstrzymała szloch, chociaż łzy pojedynczo podążały drogą wyznaczoną przez swoja poprzedniczki. - Już nawet nie wiem, kim jestem.
Wiedziała, że Kathleen wie, co ma na myśli. Ta świadomość pokrzepiała ją, sprawiała, że gdzieś pojawiło się ciepło, chociaż już prawie całkiem oziębła. Dzięki niemu nie przegra tak szybko, jak sądziła.
Zawsze żałowała, że wtedy, kiedy cała ich rodzina pojechała z powrotem do Włoch, by tam pochować Tyrona, nie starała się podzielić czymkolwiek z Kath. Że pozwoliła, by zapadła między nimi pełna napięcia cisza. Nie starała się przekonać rodziców, by wrócili do domu, do Anglii na ostatni rok przed jej nauką w Hogwarcie. Wydłała zaledwie dwa zdawkowe listy, jeden we wrześniu, drugi w październiku, nawet nie informując o tym, co się stało. Zobaczyły się dopiero trzy lata później, gdy i Kath znalazła się w Hogwarcie. Wtedy już się nie znały.
Kilka łez, które uroniła, pamiętało tylko to.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Gryffindor
Wiek : 22
Galeony : 304
  Liczba postów : 799




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VII piętrze   Sro 14 Gru - 11:11

Strach zawsze nas blokuje, mechanizmy obronne nie pozwalają się otworzyć na kogoś lub coś, co jest dla nas wbrew pozorom niezwykle ważne bądź niezbędne do normalnego funkcjonowania. Jak miała się zacząć uśmiechać, żyć jak każdy, skoro tak cholernie się bała, że znów wszystko pójdzie nie tak, będzie jeszcze gorzej, a cała ta sytuacja wzniesie się na poziom krytyczny i zniszczy ją zupełnie? Nigdy nie sądziła, że życie może być aż tak trudne i pełne wyborów mających wpływ na każdą drobnostkę czy też element przyszłości, zarówno tej dalekiej, jak i bliskiej.
- Sądzę, że największą głupotą, jaką mogłybyśmy zrobić, byłoby poddanie się. Przegrana zawsze boli najbardziej. Czasami sobie myślę, że to wszystko przez moje cholerne usposobienie, skłonności do rozpaczania nad własną beznadziejnością i pragnienie bycia idealną. To jest niepojęte, wiesz? Z każdej strony napierają na mnie inne głosiki, które mówią co chwila co innego. Tu nic nie ma, tylko śmierć i usychanie tkanek. Mogłabym, naprawdę bym mogła coś ze sobą zrobić, ale nie umiem. Brakuje mi motywacji do dalszej egzystencji. Chyba wybrałam nie tą drogę, co trzeba - wyznała cicho. Sama się sobie zdziwiła, że zdołała wypowiedzieć tyle słów naraz, zdradzić Hayley po tylu latach co ją gryzie. A mimo wszystko czuła się z tym lepiej, teraz i Splend dźwigała ciężar jej istnienia.
Rozpacz, że.. Nie kochasz mnie?
- Chodźmy do sklepu. Po farbki. Jak dawniej, namalujemy jakieś abstrakcyjne dzieło, zniszczymy własny obłęd i pokolorujemy swoje wnętrze. Dodatkowo poprosimy kogoś w Hogsmeade o nitki i igłę, zszyjemy dziury w duszy i utkamy przepiękny gobelin ze wspomnień. Hm? - uśmiechnęła się delikatnie, kąciki ust minimalnie ruszyły w górę, błyskawicznie opadając. Gryfonka mogła tego nie widzieć, zresztą, nie była to rzecz istotna. Zdecydowanie potrzebowała teraz wsparcia i choć wiedziała, że ma je w Bakłażanie i Farmerze, to jednak dałaby wszystko za kogoś, z kim spędziła dzieciństwo i kto znał ją sprzed stanów depresyjnych oraz efektów ubocznych miłości. Dałaby wszystko za zaufanie Hayls. Znów.
- Co takiego ci się śni, Hay? - spytała, zdając sobie sprawę, że tym pytaniem może całkowicie zburzyć pozorny spokój blondynki. Ale przecież.. mogła pomóc. Chciała, przede wszystkim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 22
Skąd : Wembley, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 49
  Liczba postów : 85




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VII piętrze   Czw 29 Mar - 16:27

Rozglądasz się czujnie. To było dla ciebie nie lada wyzwanie, by przytargać na siódme piętro dwie sklątki tylnowybuchowe nie zwracając na siebie uwagi uczniów i nauczycieli. Może dlatego, że wszyscy byli właśnie na kolacji? Nie ważne, prawda, Addie? Cieszysz się, że na nikogo się po drodze nie natknęłaś, tyle. Ale teraz problemem było coś innego - gdzie, do cholery, podziewała się Melanie? Te stworzenia rodem z piekła zaraz całkowicie spalą ci ubranie, a Thomason jak nie było, tak nie ma. Wredna małpa...
Przeklinasz siarczyście pod nosem. A potem nerwowo spoglądasz na zegarek. Gdyby to była zwyczajna akcja, nie denerwowałabyś się tak, jak teraz. Nigdy przecież nie potrzebowałaś żywych stworzeń, by uprzykrzyć życie jakiemuś nauczycielowi. Zawsze łajnobomby i inne wynalazki Zonka wystarczały.
Zamierasz, słysząc kroki. Rozglądasz się, gdzie mogłabyś ukryć sklątki, już prawie rzucasz na nie zaklęcie kameleona, gdy nagle kroki milkną. Oddalają się. Wydychasz powietrze z ulgą. I czekasz.

Rezerwacja.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 51
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 483
http://czarodzieje.my-rpg.com/-f46/melanie-thomason-t868.htm#21532
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6501-melanie-s-back-in-town-bitches#182432
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4045-melaska#120784




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VII piętrze   Czw 29 Mar - 19:10

Wieści, które przyniosła ze sobą pachnąca bzami ulotka, rozniosły Malanie na kawałki - na tyle, że była jeszcze bardziej zdeterminowana, by razem z Addie trochę namieszać. Miała ochotę coś zniszczyć lub z kimś się pokłócić, a wpuszczenie sklątek tylnowybuchowych do gabinetu nauczycielki mogły przynajmniej w małej części tę potrzebę zaspokoić. Już sama wizja była odrobinę kojąca.
Tylko dlatego Melanie nie spóźniła się jeszcze bardziej - chociaż w jej mniemaniu pojęcue "pora kolacji" było bardzo ogólnikowe i o spóźnieniu nie mogło być mowy. Tak czy inaczej, kiedy już dotarła na siódme piętro, dostrzegła Addie. Po sklątkach nie było śladu, a dziewczyna wydawała się być podenerwowana.
- Gdzie one są? - zapytała Thomason, gdy znalazła się w zasięgu słuchu Monroe, nie siląc się nawet na szept. Co tam, we wszystkim najlepsza była właśnie adrenalina, czyż nie? A jak nauczyciel ich przyłapie... to w sumie co?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 22
Skąd : Wembley, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 49
  Liczba postów : 85




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VII piętrze   Nie 1 Kwi - 18:56

Z ulgą przyjmujesz pojawienie się Melanie. Wyginasz wargi w lekkim uśmiechu, a gdy słyszysz pytanie, na twojej twarzy pojawia się złowroga mina.
- Tutaj - odpowiadasz. A potem kolejnym machnięciem różdżki sprawiasz, że zaklęcie kameleona znika ze sklątek. Unosisz je zaklęciem w górę, nie mając zamiaru ponownie się z nimi szarpać i kierujesz się w stronę gabinetu kochanej profesor Betty. Zatrzymujesz się pod drzwiami, oglądasz na Melanie, wołasz dziewczynę lekkim machnięciem głowy.
- Zaczynajmy - mówisz tylko i ostrożnie naciskasz na klamkę. Jak przypuszczałaś - zamknięte. Wyjmujesz z kieszeni magiczny scyzoryk otwierający każde drzwi i wsuwasz go między drewno a framugę. Przesuwasz kilka razy w górę i w dół, aż wreszcie "wrota do królestwa" nauczycielki otworzyły się przed wami z cichym skrzypnięciem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 51
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 483
http://czarodzieje.my-rpg.com/-f46/melanie-thomason-t868.htm#21532
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6501-melanie-s-back-in-town-bitches#182432
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4045-melaska#120784




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VII piętrze   Sro 4 Kwi - 19:16

Wyraz twarzy Adelaide sprawił, że Melanie odzyskała na chwilę utraconą(!) pewność co do tego, czy to faktycznie dobry pomysł. Gdy spojrzała na sklątki, po których widać było emanujące niezadowolenie, w oczach nawet pojawił się dawny figlarny błysk.
Gdy zamek w drzwiach puścił, Melanie pchnęła drzwi, wychylając się przed Addie i weszła do pomieszczenia, rozglądając się i przyglądając pozostawionym przedmiotom. Dziwnie było znajdować się w tym gabinecie, chociaż niby dziewczyna obejrzała już każdy trylion razy. Może była to kwestia punktu widzenia, który zmienił się znacznie w ostatnim czasie.
- Po prostu je tak zostawimy, żeby sobie pożerowały? - zapytała powoli, z zamyśleniem gładząc się po brodzie i rozglądając uważnie, po każdym meblu prześlizgując się wzrokiem bardzo powoli, jakby dokładnie studiowała jego budowę, w rzeczywistości prawie go nie dostrzegając.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Paryż/Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1616
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak
  Liczba postów : 2144
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2503-cornelia-somerhalder
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4052-nowe-powiazania-nowej-corin#120887
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4053-corin-somerhalder#120896




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VII piętrze   Sro 2 Maj - 21:40

Wystarczyło więc unieść ów kawałek nim cokolwiek zauważył i... CIACH. W rękach mu została spora ilość włosów, w drugą wbity był odłamek szkła i to dość głęboko, a ona z kosmykami opadającymi zaledwie do ramion wybiegła jak najszybciej na korytarz. Już kiedyś obcięła je sobie tylko po to, żeby uciec i wiedziała, że pewne eliksiry pomogą w ich odrośnięciu. Olała to, że nie ma różdżki. Zostawiła tam swoją jedyną broń i wybiegła. Dobrze, że wcześniej się ubrała, choć tyle szczęścia w nieszczęściu. Ale znając jej fart coś musiało się nie powieść. A co konkretnie? Się biedaczyna potknęła o własne nogi i przewróciła. Przez chwilę obraz się jej zaćmił, by kilka sekund później usiąść i spojrzeć, czy aby Daniel nie dobiegł już do niej. Właściwie, ona ma fatalną kondycję i strasznie wolno biega, więc to nie jest nic trudnego. Jej oczy się trzęsły, a jedyna reakcja, która przyszła jej do głowy to krótki krzyk odziany w jedno słowo. „FINN!”
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 25
Skąd : Londyn
Galeony : 109
  Liczba postów : 178




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VII piętrze   Sro 2 Maj - 21:58

Daniel wybiegł z Pokoju Życzeń i rozejrzał się szybko.
Zobaczył sylwetkę Corin potykającą się o coś tam. Upadła, a Daniel zrobił szyderczą minę.
-Wracaj tu suko!
Warknął w jej kierunku i ruszył biegiem, by ją dopaść. Ciekawe, dlaczego tu było tak cicho...
Dobiegł do Corin i chwycił mocno za kark dziewczyny. Podniósł ją i przyparł do ściany.
Chwycił za gardło i lekko ścisnął. W ten sposób dziewczyna mogła poczuć się trochę słabo, ale nie dusiła się. Jeszcze nie...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VI
Wiek : 22
Skąd : Japonia/Londyn
Galeony : 442
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 448




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VII piętrze   Sro 2 Maj - 22:18

Dziewczyna chodziła po Hogwarcie wpół przytomna. Obudziła się niedawno i wyruszyła na poszukiwania. Nie brała ze sobą nic, bo czuła się bezpieczna. Jednak nagle stało się coś dziwnego. Przed oczami dziewczyny zaczęły pojawiać się obrazy, przedziwne rzeczy związane, z jej przyjaciółką. Co się działo? Nie miała zielonego pojęcia. Znowu wyobraźnia płata jej figla? Może lepiej to sprawdzić? Ruszyła wolnym krokiem w stronę korytarza na siódmym piętrze. Każdy kolejny krok stawał się coraz szybszy, aż w końcu zamienił się w bieg. Usłyszała to, krzyk Cornelii, tak jak w wizji. Kiedy dobiegła dostrzegła Cornelię opierającą się o ścianę, była ona przygwożdżona przez chłopaka. Od razu wiedziała kto to jest. Dlaczego ona w takich momentach nie miała przy sobie różdżki? Zdenerwowana ruszyła biegiem na chłopaka. Nie wiedząc co ma zrobić po prostu rzuciła się na niego. Wykorzystała jeden chwyt, który znała doskonale, by powalić Daniela na ziemię. Już nie wisiał nad Corin, a ona? Pfff wolę nie mówić, to zderzenie było tak mocne, że próbowała wstać z ziemi oszołomiona. Teraz trzeba uciekać! Pierwszy raz w jej życiu najpierw robiła. Nie wymyśliła żadnego planu. Odruchowo zasłoniła Cornelię chcąc dać jej jakąkolwiek szansę na ucieczkę. Beznadziejne odruchy… będzie musiała się tego oduczyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Paryż/Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1616
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak
  Liczba postów : 2144
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2503-cornelia-somerhalder
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4052-nowe-powiazania-nowej-corin#120887
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4053-corin-somerhalder#120896




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VII piętrze   Sro 2 Maj - 22:26

Słysząc jego głos momentalnie się skuliła. To na pewno źle się skończy. Na sto procent tym razem ją zabije z tej wściekłości. I miała wrażenie, że myśląc tak w ogóle się nie myli, kiedy nagle poczuła, że przypiera ją do ściany, a wszystkie siły zaczynają z niej odchodzić. Nie dusiła się, ale mimo wszystko oddech miała dużo cięży i trudno łapała nowe powietrze. Zamknęła oczy starając się cokolwiek wymyślić, ale nie była w stanie. Chyba, że... Różdżka... On ją ma w kieszeni. Gdyby tylko dała radę dosięgnąć. Wystawiła lekko rękę i w tym momencie... Lilly?
Opadła na ziemię kaszląc i łapiąc usilnie powietrze do płuc. Co tu robi Gryffonka? Spojrzała na nią zszokowana. Przecież Lil nie mogła wiedzieć o niczym. Cor nie powiedziała jej, że to Daniel. Nie powiedziała jej gdzie będą. Nic... Czyżby krzyknęła aż tak głośno, że usłyszała ją będąc daleko? A może była blisko? W każdym razie nigdy nie pomyślałaby, że przeżyła wizję.
- Lil... - Szepnęła cicho. Pomagała jej narażając siebie...- Abunai... - Poprosiła siedząc nadal na ziemi i obserwując tę dwójkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 25
Skąd : Londyn
Galeony : 109
  Liczba postów : 178




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VII piętrze   Sro 2 Maj - 22:35

Hmm... Hmm... Hmm... Daniel z początku trzymał Corn przy ścianie, gdy nagle wleciała na niego jakaś skośnooka z impetem.
-Co do...
Warknął zdezorientowany.
Najwyraźniej ta mała za punkt honoru wzięła sobie obronę Corn.
Daniel chlasnął jej zewnętrzną stroną dłoni w twarz. Na nieszczęście Lill na tej dłoni miał sygnet ojca. Twarzyczka azjatki została przyozdobiona szramą z której na dodatek zaczęła lecieć krew.
Daniel wyciągnął różdżkę i skierował ją ku Lil.
-Levicorpus
Wymówił zaklęcie ze spokojem. Był od nich starszy o dwa lata, w przypadku Corn o 3 nawet. Bynajmniej celność miał lepszą, ale czy trafił to już niech zależy od autorki Lil, by było w miarę fair bez użycia kostek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VI
Wiek : 22
Skąd : Japonia/Londyn
Galeony : 442
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 448




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VII piętrze   Sro 2 Maj - 22:46

To uderzenie było niespodziewane, a zarazem takie przewidywalne. Kiedy mężczyzna – o ile można tak nazwać tego bydlaka – uderzył ją jej twarz ‘odleciała’ w bok. Poczuła silne pieczenie w okolicach prawego oka, dodatkowo czuła ciepłą ciecz spływającą po zdrowym już policzku. Ledwo wyleczyła swoje rany, to dostała nową. Nie otwierała swojego prawego oka. Wiedziała, że jak to zrobi, poczuje silny ból. Spojrzała więc na Ślizgona zasłaniając twarz. Kątem oka spojrzała w stronę Cornelii, a ta co?! Czeka na zaproszenie?! Co ona tam robi?! Mogłaby uciec teraz, a tak musi tu siedzieć. Corin dlaczego ty chociaż raz nie pomyślisz?
Sam fakt, że swoim aktualnie jedynym sprawnym okiem skupiła się na Corin mówił o tym, że nie będzie w stanie odeprzeć zaklęcia. Gdyby nie było tu Corin, może inaczej, by to wyglądało. Jednakże, ona za bardzo martwiła się o przyjaciółkę. Zawisła w powietrzu. Zaklęcie trzymało ją za kostkę, więc musiała wisieć do góry nogami. Czuła jak ciepła ciecz spływa jej po czole, a później skleja jej włosy.
- Puszczaj mnie dupku! – krzyknęła rozwścieczona – Zostaw Cornelię w świętym spokoju! – dodała nadal martwiąc się o przyjaciółkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Paryż/Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1616
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak
  Liczba postów : 2144
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2503-cornelia-somerhalder
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4052-nowe-powiazania-nowej-corin#120887
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4053-corin-somerhalder#120896




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VII piętrze   Sro 2 Maj - 22:50

Wszystko działo się tak szybko. Lada chwila i w Lil zostało wycelowane zaklęcie. Biedna dziewczyna popełniła błąd przychodząc tutaj, ale tak czy siak Cor była jej wdzięczna nawet, jeśli źle skończą. Cała się trzęsła, ale mimo to postanowiła w jakiś sposób pomóc przyjaciółce. Może byłoby łatwiej gdyby nie to, że tutaj była... Krew. Krew lejąca się z ciała Lilly, Daniela. Przed oczami miała tylko tą czerwoną ciecz, której tak się bała. Jednak... To nie był strach porównywalny z tym, jaki czuła na widok ślizgona oraz w momencie, kiedy wiedziała, że Lil grozi niebezpieczeństwo. W jakimś sensie podświadomie przysunęła się trochę do Daniela, by zabrać mu swoją różdżkę. Udało jej się to, ale bez najmniejszego problemu mógł poczuć jej dotyk. Odsunęła się ponownie do ściany przytulając magiczny patyk do siebie. Cholera, tylko jakie zaklęcie? Jakie zaklęcie?! Nie miała pomysłu, ani siły żadnego wykonywać. Niech ktoś tu przyjdzie... Finn. Obiecałeś, że już jej się nic nie stanie?! Obiecałeś, że będziesz ją chronić?! Więc gdzie ty do cholery jesteś, kiedy ona cię tak strasznie potrzebuje?!
Spoglądała na wiszącą pod sufitem przyjaciółkę. Przykro mi Lillyanne. Cornelia teraz nie jest w stanie trzeźwo myśleć. I podziwia cię, że ty potrafisz choć nigdy ci tego nie powie, szczególnie teraz. Przełknęła ślinę. Naprawdę nie była w stanie zrobić nic więcej niż jeszcze bardziej wtulić się w ścianę. Myślała tylko jedno. Przepraszam....
- Lil proszę cię... Nie rozjuszaj go... Nie powinnaś tu przyjść – Szepnęła cicho chcąc, żeby się uciszyła i nie sprowadzała na nie obie większych kłopotów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 25
Skąd : Londyn
Galeony : 109
  Liczba postów : 178




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VII piętrze   Sro 2 Maj - 23:18

Daniel uśmiechnął się szyderczo do Lil.
-Mówisz i masz...
Powiedział i przerwał zaklęcie. Nikt nie powiedział, że ma ją opuścić delikatnie na dół, więc wisiała pod sufitem i nagle nic ją już tam nie trzymało.
Spojrzał na Corin i wycelował różdżkę w jej stronę.
-Pertificus Totalus
Rzucił w jej kierunku zaklęciem. Dokładnie tym samym, które ona rzuciła nieudolnie w jego stronę w Pokoju Życzeń. Był opanowany. Sprawiał wrażenie jakby to wszystko przewidział i teraz czuł się w swoim żywiole.
Spojrzał w stronę Lil i wycelował w nią różdżkę. Czekał ze spokojem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VI
Wiek : 22
Skąd : Japonia/Londyn
Galeony : 442
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 448




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VII piętrze   Sro 2 Maj - 23:24

Dziewczyna spodziewała się jak to się skończy. Nie ma co, ale logicznie myślała nawet podczas takich walk. Zamknęła oczy kiedy zbliżyła się dostatecznie blisko do ziemi i… nie uderzyła w nią. Wyprostowała ręce i odbiła się na nich upadając na nogi. Proszę państwa! Nie zapominajmy, że dziewczyna ćwiczy sztuki walki! I dzięki temu takie omijanie obrażeń jest bardzo łatwe. Zresztą jakby spadła z takiej wysokości jak ja sobie to wyobrażam, to złamałaby kark! A tego to ja jeszcze nie chce! Znaczy się w ogóle nie chce! Lilly czuła bardzo silny ból w ramionach. Cały swój ciężar musiała na nie przenieść, więc zapewne przez kilka dni będzie ją bolało i to bardzo. Lillyanne spojrzała na Corin, zmienił swój obiekt zabawy ma teraz szansę. Pobiegła w stronę chłopaka, który nagle odwrócił się do niej. Złapała go za nadgarstek, ale zapewne nie zdążyła wyrwać różdżki. Na pewno nie dałaby rady wyrwać jej, zwłaszcza, jak wrócił do niej. Różdżka była teraz wykierowana prosto w jej klatkę piersiową… ups? Odskoczyła jak najszybciej mogła i w razie czego przygotowała się do uników. Do cholery jasnej! Czy nikt nie słyszy tego wszystkiego?!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Paryż/Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1616
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak
  Liczba postów : 2144
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2503-cornelia-somerhalder
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4052-nowe-powiazania-nowej-corin#120887
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4053-corin-somerhalder#120896




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VII piętrze   Sro 2 Maj - 23:26

Krzyknęła, kiedy Lillyanne upadła. Dziewczyna wiedziała, że tak się skończy zadzieranie z Danielem. Przecież obie nie znają się wcale tak doskonale na magi, były w klasie niżej. To wszystko składało się na jedno proste słowo: Porażka. Miała nadzieję, że Lil nie stała się zbyt duża krzywda, że sobie nic nie złamała, bo tego Cor nie mogłaby przeżyć. I tak już wystarczająco obwinia siebie o to wszystko.
Widząc, że różdżka jest kierowana i w jej stronę momentalnie przesunęła się i to w ostatniej sekundzie, kiedy to zaklęcie świsnęło obok jej ucha. Pisnęła, by po chwili skulić się i starać się za wszelką cenę pozostać tą grzeczna niezauważalną i mieć chociaż odrobinę szansy na to, żeby jej się nie stałą krzywda, a żeby mogła za pomocą tego jakoś pomóc onee-chan. Onee-chan, która w tej chwili zachowywała się jak idiotka z ADHD nie rozumiejąca co robi. Cor starała się jej przekazać wzrokiem, żeby się uspokoiła, ale bezskutecznie.
- Proszę cię.... Przestań... - Wydukała pod nosem wpatrując się ze ślizgona. Błagalny ton, który już wcześniej słyszał...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 25
Skąd : Londyn
Galeony : 109
  Liczba postów : 178




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VII piętrze   Sro 2 Maj - 23:32

Daniel oczywiście, że nie dał sobie wyrwać swojej ukochanej różdżki młodszej i w dodatku dziewczynie.
Wycelował szybko w Lil i wypowiedział zaklęcie.
-Orbis
W teorii powinien spętać świetlistymi promieniami, ale czy mu się udało to ja tam nie wiem. Nie wnikam w szczegóły.
Dan usłyszał ten błagalny głos Corn.
Spojrzał na nią i wycelował w nią różdżkę.
-Obscuro
Wymówił zaklęcie powodujące założenie czarnej opaski na oczy. Corn w ten sposób została pozbawiona widoków. Przynajmniej nie widziała co się dzieje. No i w ten sposób Dan ma przewagę. Chociaż... on i tak miał przewagę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Korytarz na VII piętrze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 12Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 5, 6, 7 ... 10, 11, 12  Next

 Similar topics

-
» Korytarz na II piętrze
» Korytarz na VII piętrze
» Korytarz na IV piętrze
» Korytarz na IV piętrze
» Tajemniczy korytarz

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Wielkie schody
 :: 
siodme pietro
-