IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Mieszkanie nr 4

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Londyn/Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 5162
  Liczba postów : 4472
http://czarodzieje.my-rpg.com/t58-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t649-bellcia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t243-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7785-bell-rodwick#216614




Administrator






PisanieTemat: Mieszkanie nr 4    Sob Mar 30 2013, 16:36


Mieszkanie Bell
Nieduże mieszkanie, utrzymane w jasnych barwach. Przy wejściu są wieszaki na ubrania i duża szafa, a dalej przechodzi się do kuchni połączonej z salonem. Całość przedstawia się w ten sposób.



Sypialnia


Pokój jest mały, bo Bell głównie tutaj śpi i czyta. Łóżko ma przy samym oknie w wnęce, gdzie na półkach stoją jej ulubione i najczęściej czytane książki. W pokoju jest jeszcze wygodny fotel z podnóżkiem i niewielki stoliczek. Pomieszczenie umieszczone jest tuż przy salonie, prowadzą do niego przeszklone drzwi.


Salon


Podobnie jak sypialnia Bell, taki i salon jest szary, niebieski i biały, jednak tutaj dominują szarości. Jest mnóstwo miejsca do siedzenia, poza kanapą i fotelem są też super wygodne pufy. Nie może oczywiście zabraknąć mnóstwa książek prawie na każdy temat (chociaż dominują powieści fantastyczne i historyczne). Jest też niewielki kominek, ale magiczny, więc kiedy trzeba może ogrzać całe mieszkanie.


Kuchnia


Odkąd Bell skończyła Hogwart, często próbuje coś sama gotować, magiczna lodówka więc jest więc pełna, a na półkach są książki na temat magicznego gotowania. Oczywiście, używa w większości zaklęć (często nawet do zrobienia kanapki), bo kiedy tyka się artykułów spożywczych rękami, przeważnie lądują nie tam gdzie trzeba. Jest tu raczej porządek, a na wysepce, która wyznacza granicę między salonem a kuchnią, zawsze stoi miska ze smacznymi owocami i cukierkami.


______________________


ocal swoje marzenia



Ostatnio zmieniony przez Bell Rodwick dnia Nie Sty 08 2017, 14:58, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 185
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 397
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7097-marguerite-reeve
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11490-margherita-margarita-margo#308815
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7099-lisciki-margaretki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7226-margaret-reeve#204672




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 4    Sro Mar 26 2014, 20:11

Siódma rano, pobudka! Margaret ledwo zwlokła się ze swojego łóżka w mieszkaniu jej i Blake'a. Nie spojrzała do kalendarza, nie sprawdziła w żadnym terminarzu co powinna dzisiejszego dnia zrobić. Ani kalendarza, ani terminarza nie miała, nie prowadziła żadnego dziennika czy też pamiętnika. Wszelkie wspomnienia miała w głowie, bezpieczne przed złudnymi słowami i ich nieudolnymi próbami określania uczuć, emocji, wydarzeń... wszystko na papierze przedstawiało się zupełnie inaczej niż w głowie. Traciło swój zwiewny, ulotny urok, przygwożdżone atramentem do pergaminu. Nie potrafiłaby prowadzić zapisków, bo to nie byłoby to samo. Dlatego też po prostu wstała i dopiero pijąc poranną kawę znalazła na stole list od matki, którego treść brzmiała bardzo jasno. Ona i Russel już nie są razem, a jego kochanka zamierza przejąć to mieszkanie, skoro Blake wyjechał, a Margo nie uznaje już za część swojej rodziny. To było podłe. Tak cholernie podłe, bo wierzyła, że wszystko się ułożyło i że będzie dobrze. Myślała, że będzie miała ojca. Przez piętnaście lat był nieobecny, ale potrafiła mu to wybaczyć. Teraz zaś... po prostu się od niej odciął. Nie wiedziała dlaczego, ale nie zamierzała pytać. Była na to zbyt dumna.
Założyła na siebie jakąś koszulkę z nadrukiem i jeansy, stopy wsunęła w masywne glany, spakowała szkolny mundurek do torby potraktowanej zaklęciem zmniejszająco-zwiększającym i wciąż senna, zła na siebie, że nie załatwiła sobie mieszkania, a przede wszystkim znużona i wyczerpana postanowiła się teleportować. Cel, wola namysł... a może to było jakoś inaczej? Naprowadzanie, celowanie, wymyślanie? Nie mogła sobie tego przypomnieć. To, że już opanowała teleportację nie znaczyło, że w chwilach totalnego zamroczenia też będzie pamiętać tą całą zasadę. W ogóle nie mogła się skupić. Dobra, spróbujmy jeszcze raz. Celowanie, wymyślanie, napierdalanie... obróciła się i chyba cudem uniknęła jakiegoś rozszczepienia, sądzę, że podświadomie znała te zasady a te bzdury co mruczała pod nosem nie miały większego znaczenia. No, prócz tego, że chyba trafiła do jakiegoś mieszkania, bo to co widziała wokół nie wyglądało na jakąkolwiek ulicę w Hogsmeade. Białe ściany, białe meble, niebieskie obrazy, kolorowe poduszki... coś tu nie grało. Chciała od razu poszukać drzwi wejściowych i po prostu uciec, ale ciekawość była silniejsza. Powoli przeszła się po mieszkaniu, oglądając je i zastanawiając się gdzie jest właściciel. A przede wszystkim, kto nim jest.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Londyn/Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 5162
  Liczba postów : 4472
http://czarodzieje.my-rpg.com/t58-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t649-bellcia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t243-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7785-bell-rodwick#216614




Administrator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 4    Pią Mar 28 2014, 12:22

Bell nie zawsze spała w swoim mieszkaniu, wciąż nie mogła się odzwyczaić od dormitorium. Tak dziwnie było być dorosłym! Ostatnio jednak, kiedy Marvel na dobre się wyprowadził (a w zasadzie nie dawał znaku życia od chyba ponad roku i Bell zdenerwowała się, że sama musi płacić za wszystko, dlatego stwierdziła, ze jak tak, to jest tylko jej mieszkanie) zrobiła małe przemeblowanie, między innymi odświeżając salon i swój pokój i sprzedając rzeczy z pokoju byłego współlokatora. Niech sobie nie myśli, że można tak ją olewać tyle czasu! Z powodu całego tego przemeblowania i nowego, ładnego, białego pokoju jakoś lepiej się tutaj spało. Więc spała.
Przebudziła się tak jakoś... bez powodu. Może to takie przeczucie było. Wciąż zaspana spojrzała na magiczny budzik stojący na szafce przy łóżku. Było dopiero piętnaście po ósmej, a jeśli dobrze pamiętała dzisiaj był piątek co oznaczało żadnych zajęć w szkole z samego rana. Mogła dalej spać. Zamknęła oczy i zakopała się nieco głębiej w cieplutką kołdrę i pewnie odpłynęłaby od razu, gdyby nie dźwięk który usłyszała. Kroki! Natychmiast otworzyła szeroko oczy, wsłuchując się w powolne, cichutkie kroki. Na pewno nie pochodziły z korytarza. Bell postarała się o to, żeby zbyt wiele dźwięków nie przedostawało się do mieszkania, podobnie jak i żeby sąsiedzi nie słyszeli, jeśli akurat w środku będzie nieco głośniej. Ktoś wiec musiał być tutaj. Złodziej! To była pierwsza myśl jaka przyszła krukonce do głowy. A może ktoś z tych lunarnych o których ostatnio pisali w Proroku? Nagle zaczęła się bać. Drzwi do sypialni były otwarte, a kroki jakby zbliżały się coraz bliżej. Bell najciszej jak mogła wygramoliła się z łóżka, bosymi nogami stanęła na puchatym dywanie. Jej kroków na pewno nie będzie tak słychać, może intruz nie zorientuje się od razu, że się obudziła. Sięgnęła po różdżkę, którą zawsze podczas snu trzymała pod poduszka i na palcach podeszła do drzwi. W szparze pomiędzy drzwiami a ścianą zobaczyła zbliżającą się dziewczynę. Nie wyglądała groźnie. Ale przecież pozory mogły myśli, wiadomo kogo w swoich szeregach mieli ci lunarni?
Była już blisko, kiedy Bell wyskoczyła zza drzwi z wyciągniętą różdżką.
- Nie waż się podchodzić bliżej! - krzyknęła, całkiem już rozbudzona. - Kim jesteś i co tu robisz?

______________________


ocal swoje marzenia

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 185
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 397
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7097-marguerite-reeve
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11490-margherita-margarita-margo#308815
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7099-lisciki-margaretki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7226-margaret-reeve#204672




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 4    Pon Mar 31 2014, 20:06

Dla Margaret własne mieszkanie (choć w sumie nie takie własne, skoro dzieliła je z przyrodnim bratem, który jej dogryzał na każdym kroku) było wielkim wybawieniem. Mogła bez przeszkód długo spać w weekendy i nie przeszkadzały jej małe Gryfoniątka (jej, jak to słodko brzmi!), które biegały, robiły psikusy i mnóstwo hałasu. A przede wszystkim mogła wracać o której tylko chciała, bez obawy, że zapomni hasła, Gruba Dama jej perfidnie nie wpuści albo że do późnej nocy będzie zmuszona słuchać plotek, przekazywanych sobie nawzajem przez BFF, które miały łóżka tuż obok siebie. Uwierzcie mi, to było naprawdę beznadziejne jak musiała słuchać jakiś bzdur o swoich znajomych i sobie samej, nie mogąc jednocześnie zaprzeczyć, bo potem byłyby hejty, ona nie mogłaby zasnąć, a poza tym... czasami ta wersja, którą znano z plotek była tą wersją bardziej poprawną i odpowiednią. Najgorsze z tego wszystkiego było to, że (normalnie jak jakaś męczennica) była zmuszona do wysłuchiwania różnych "sekrecików" i czasem naprawdę miała ochotę wybuchnąć śmiechem. Tak samo było przy zwierzeniach miłosnych. Żebyście mnie jednak dobrze zrozumieli - ona nie podsłuchiwała. Ona po prostu próbowała spać, ale te głośne szepty jej to uniemożliwiały. Niektórzy nie mogą spać przy świetle, a inni tak jak Margo nie mogli spać bez niczym niezmąconej ciszy.
No, to jak się tutaj znalazła już wiemy, pytanie, co tutaj robiła? Otóż, po obejrzeniu salonu, gdzie stwierdziła, że choć to nie jej styl, to jest całkiem ładnie i przyjemnie, zamierzała przejść do kuchni, która była parę kroków dalej. Nie przejmowała się tym, że ktoś ją usłyszy, bo chyba to dobrze, no nie? Nie była złodziejem, mordercą, Lunarnym, tylko po prostu ofiarą losu, która zapomniała, jak się teleportować.Tak więc, wręcz ucieszyłaby się widząc właścicielkę tego mieszkania. Nie wzięła jednak pod uwagę, że ktoś może jej nie znać i nie wiedzieć kim jest, a z tego powodu się nieźle przestraszyć.
- Na gacie Merlina! - wydała z siebie okrzyk przerażenia, podskakując jednocześnie. Nawet nie wiesz, jak ją nastraszyłaś, Bell! Biedaczka mało zawału nie dostała, bo tu tak spokojnie, pięknie, biało, i nagle taki wrzask. Spojrzała na Krukonkę i odetchnęła z ulgą. - Nawet nie wiesz, jak mnie przestraszyłaś. - chciała jeszcze dodać "masz głos jak syrena alarmowa" ale stwierdziła, że to byłoby zdecydowanie nie na miejscu, no a poza tym... nie miała zbytniej ochoty by zdenerwować koleżankę, która trzymała różdżkę. Taki patyk, nawet bez zaklęć może zrobić człowiekowi niemałą krzywdę. - Margaret. Z Gryffindoru. Pierwszy rok studiów. - porcjowała informacje, by przypadkiem nie wymówić ich wszystkich jednym tchem, jak to się jej zdarzało. Rzadko, ale jednak. Wyciągnęła rękę by się przywitać, jednocześnie spoglądając wymownie na prawą dłoń Bell, w której ta trzymała różdżkę. - Przypadkiem tu wpadłam. Nieudana teleportacja do Hogsmeade. - powiedziała, by wyjaśnić całe nieporozumienie. Nie wyszła jednak, nie przeprosiła. Stała i patrzyła na panią prefekt, czekając na jej reakcję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Londyn/Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 5162
  Liczba postów : 4472
http://czarodzieje.my-rpg.com/t58-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t649-bellcia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t243-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7785-bell-rodwick#216614




Administrator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 4    Sro Kwi 02 2014, 17:10

Krukonka nawet nie myślała czy nastraszy tego kogoś, wychodziła z założenia, że jak wkradł się do jej mieszkania to na pewno ze świadomością, że ktoś może tu być. Dlatego też wolała go zaskoczyć niż sama być zaskoczona, a dzięki wyciągniętej różdżce czuła się tak jakoś pewniej. Szczególnie, kiedy zobaczyła, że intruz tejże różdżki nie ma. Jednak "na gacie merlina" i "nawet nie wiesz, jak mnie wystraszyłaś", to na pewno nie było coś co spodziewała się usłyszeć. Od razu zaczęła mieć wątpliwości co do swoich przypuszczań, że dziewczyna jest złodziejem/lunarnym. No bo, rzeczywiście nie wyglądała groźnie. Ani jakby coś knuła. Bell dosyć łatwo ufała ludziom, przynajmniej dopóki nie dali jej powodu, żeby przestać, więc kiedy dowiedziała się, że oto stoi przed nią gryfonka Margaret, nie wahała się długo z opuszczeniem różdżki.
- Ahaaa... - zaczęła, trochę nie wiedząc co powiedzieć. Dziwna to była sytuacja. Rudowłosa stała jeszcze w piżamie (niebieskiej), z rozczochranymi włosami, nic więc dziwnego, że kiedy dowiedziała się, że nic jej nie grozi znowu zaczęła być jedną nogą w krainie snów. - Ja jestem Bell. A to moje mieszkanie - powiedziała w końcu. - Myślałam, że jesteś lunarnym, no wiesz, nieczęsto się zdarza, żeby ktoś mi tu tak wpadał - wyjaśniła również. Teraz czuła się okropnie głupio. Co robić, co robić? Zaproponować kawę?

______________________


ocal swoje marzenia

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 185
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 397
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7097-marguerite-reeve
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11490-margherita-margarita-margo#308815
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7099-lisciki-margaretki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7226-margaret-reeve#204672




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 4    Sob Kwi 05 2014, 18:08

No cóż, zdarzają się takie śmieszne sytuacje. Jedni spalają dom przy robieniu kanapki, inni teleportują się do czyjegoś mieszkania, podczas gdy punkt docelowy był zupełnie gdzie indziej. No nic. Przypadki chodzą po ludziach, czyż nie? I po mugolach, i po czarodziejach. W każdym razie, w tej sytuacji powinna chyba przeprosić za zamieszanie i wyjść. A potem na lekcje. Ale nie, bo Margo taka inna i o tym nie pomyślała. Zresztą... pierwsza była Historia Magii, ale to przecież niemożliwie nudny przedmiot, więc chyba nic się nie stanie jeśli się na nim nie pojawi? No i w sumie w ramach przeprosin mogłaby zrobić Bell śniadanie, bo taki z niej mistrz kucharzenia. Nie myślała o tym w kategoriach co wypada, a co nie, po prostu zastanawiała się, jak na to zareaguje dziewczyna, którą przecież dopiero poznała. Nie miała więc zbytniej pewności, co się stanie, ale do odważnych świat należy, no nie?
-Mi też nieczęsto się zdarza w ten sposób przerywać komuś sen.- wyszczerzyła ząbki w kształtnym uśmiechu. - Ale skoro już cię obudziłam, to może zrobić ci śniadanie, w ramach zadośćuczynienia?- zapytała, zaglądając do kuchni, zza ramienia Bell. To chyba dobry pomysł na przeprosiny, no nie? I nieważne, że Maggie nie ma ani jednego punkcika w kuferku z magicznego gotowania. Nie starczyło mi, niestety, ale o ile nie jest pod wpływem różnych używek to w kwestii jedzenia można jej zaufać. W końcu pracuje jako kelnerka, więc często ma okazję pooglądać przygotowywanie różnych smacznych potraw. No a śniadania powinny być lekkie, więc to też nie zajmie dużo czasu, a będą mogły sobie pogadać i Margaret uniknie jednej lekcji. Same plusy!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Londyn/Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 5162
  Liczba postów : 4472
http://czarodzieje.my-rpg.com/t58-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t649-bellcia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t243-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7785-bell-rodwick#216614




Administrator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 4    Sro Kwi 09 2014, 23:21

Całe szczęście nowo poznana koleżanka wydawała się bardziej ogarnięta od Bell i chyba wiedziała co robić i co mówić. Zrobić śniadanie! Jejku, to było tak dziwnie śmieszne. Krukonka uśmiechnęła się szeroko. W życiu nie wpadłaby na pomysł, żeby teleportować się do kogoś mieszkania a potem mu robić śniadanie.
- Pewnie, jeśli chcesz! - powiedziała wesoło i przesunęła się, pokazując gryfonce kuchnię w całej swej okazałości. Ona też nie była mistrzem gotowania, częściej jadła w Hogwarcie, korzystając jeszcze z wygód szkoły, sama przeważnie robiąc jedynie kanapki i inne takie przekąski. - Więc... tutaj jest kuchnia... - machnęła ręką. - Czuj się jak u siebie. A ja może skoczę się ubrać, dobra?
Bell już całkiem stwierdziła, że dziewczyna jest niegroźna, skoro tak ją zostawiała samej sobie. Kiedyś ta ufność ją może zgubi, ale jak na razie o tym nie myślała. Weszła na chwilę do swojego pokoju, porwała ubrania leżące na kanapie, a potem zamknęła się w łazience, żeby wziąć szybki prysznic. Po chwili słychać było szum wody.

______________________


ocal swoje marzenia

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 185
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 397
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7097-marguerite-reeve
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11490-margherita-margarita-margo#308815
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7099-lisciki-margaretki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7226-margaret-reeve#204672




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 4    Pią Kwi 11 2014, 20:21

Hahaha, uwierz, że Margo wcale nie była bardziej ogarnięta niż Bell. No może. Ale w innym aspekcie. Krukonka zapewne była przykładną uczennicą, a to u dziewczyny zdecydowanie kulało. Natomiast bardzo dobrze odnajdywała się w takich odrealnionych sytuacjach, takich jak ta, które wyglądają raczej na absurdalny sen niż rzeczywistość. No i nie miała problemów z ogarnięciem na imprezach. Więc... w sumie mogłyby sobie nawzajem pomóc. Gryfonka wciągnęłaby rudzielca w imprezową część Hogwartu, a ta pomagałaby jej przy lekcjach i takich tam. Nie, nie mam na myśli pisania za Margaret wypracowań! To potrafi sama. Chyba.
-Spoko.- odpowiedziała, rozglądając się po pomieszczeniu do którego została właśnie wprowadzona. Oh,oh. Nie jej styl, bo przecież Maggie by tu porozwieszała jakieś plakaty, bilety z koncertów itp. ale podobało jej się to miejsce. Było tak przytulnie i ciepło. No więc. Czas się zabrać do roboty. Zatarła ręce i zaczęła przeszukiwać szafki, by znaleźć składniki do takiej superowej, pysznej sałatki, bo przecież na zupy i jakieś większe dania było trochę za wcześnie, no nie? Więc. Znalazła pieczywo, olej z pykostrąku, imbir, jabłka, maliny kongijskie i lodową sałatę. Oczywiście zanim je skompletowała to dość długo miotała się po całej kuchni, od jednej szafki do drugiej, ale jest, w końcu jest! Tak więc pokruszyła sałatę, dodała maliny, i pocięła jabłka na plasterki, po czym polała to olejem i posypała imbirem. No, taka letnia sałatka, ale przecież na letnie sałatki zawsze jest czas! Szczególnie na tą. Obok położyła jeszcze dwa kawałki opiekanego pieczywa z dżemem truskawkowym. Ona sama by nie pogardziła takim śniadaniem, a ponieważ zapomniała uzupełnić szafki i takie tam, to musiała się zadowolić czymś na szybko i kawą. A właśnie, coś do picia! No to może... argh, co by tu wymyśleć... dobra, niech będzie sok jabłkowy, to się wszystko pięknie skomponuje. Albo może od rana lepiej herbatę malinową? Albo kawę? Poszła więc pod zamknięte drzwi, z których dobiegał szum wody.- Wolisz sok jabłkowy, herbatę malinową czy kawę?- zapytała dosyć głośno, bo musiała się przecież przebić przez ten chlupot wody. Oparła się o drzwi czekając na odpowiedź i zastanawiała, czy jej pomysł na śniadanie spodoba się Bell. Zawsze przecież mogła powiedzieć, że jej nie smakuje, albo że za zimne, że niedobre, że woli coś konkretniejszego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Londyn/Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 5162
  Liczba postów : 4472
http://czarodzieje.my-rpg.com/t58-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t649-bellcia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t243-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7785-bell-rodwick#216614




Administrator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 4    Sob Kwi 12 2014, 01:21

Prysznic był idealnym miejsce na myślenie o wszystkim i o niczym. Zamknięta za szybą szkła, z lecącą na głowę wodą, zagłuszającą wszelkie dźwięki, które mogłyby dostawać się z zewnątrz, czuła się odgrodzona od reszty świata. Ale teraz specjalnie nie rozmyślała, w głowie siedziała tylko jedna myśl - że w jej mieszkaniu jest jakaś Margaret, wyglądająca całkiem sympatycznie, która robi jej teraz śniadanie. Nie analizowała tego, nie zastanawiała się już co robić. Wszystko wydawało się być całkowicie normalne. W tym momencie usłyszała przytłumione pytanie gryfonki pod drzwiami łazienki, ledwo je zrozumiała.
- Herbatę! - wrzasnęła, żeby dźwięk miał szansę przebić się przez te wszystkie warstwy drzwi i dźwięków. Chwilę potem już się ubierała w zwyczajną, granatową szatę, poczochrała włosy ręcznikiem aż zrobiły się chociaż odrobinę bardziej suche, a potem wyszła i poszła do Margaret w kuchni.
To, co przygotowała wyglądało niezwykle zachęcająco. Bell zupełnie nieprzyzwyczajona, że je na śniadanie coś innego niż kanapki, już nabrała ochoty na to wyjątkowe śniadanie.
- Ooo... postarałaś się, nawet nie wiedziałam, że z tego co tu mam można takie cuda wymyślić. - Bardzo się ucieszyła. To było miłe. Ostatnią osobą, jaką robiła jej śniadanie była jej mama. I jeszcze czasem się to zdarzało, kiedy przyjeżdżała do domu na wakacje. Zabrała się za jedzenie, przegryzając pieczywo z truskawkami i wybierając owoce i warzywa z sałatki tak, żeby za każdym razem na widelcu było po jednym każdego. - Naprawdę... pycha! - powiedziała jeszcze z pełnymi ustami, maniera jaki ci niektórzy arystokraci to niestety jej czasem nieco brakowało. - Mogłabyś zostać moim kucharzem...
Jadła dalej, zerkając co jakiś czas na Margaret.
- Więc może... opowiedz mi coś o sobie. Tak tu wpadłaś - powiedziała, tym razem wcześniej przełykając. Uśmiechnęła się do koleżanki, a potem znowu ugryzła kanapkę.

______________________


ocal swoje marzenia

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 185
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 397
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7097-marguerite-reeve
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11490-margherita-margarita-margo#308815
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7099-lisciki-margaretki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7226-margaret-reeve#204672




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 4    Sob Kwi 12 2014, 21:06

Gdy tylko dostała odpowiedź, ruszyła w stronę kuchni. Herbata... o, tu jest. Wyjęła torebeczkę i włożyła do kubka, po czym wlała tam wodę, którą zaparzyła zaklęciem. Wszystko było pięknie, ładnie i ogólnie cudownie, gdyby nie fakt, że niosąc kubek na stół poparzyła się jego zawartością, wylewając niewielką ilość płynu na podłogę. - Szlag! - przeklęła, po czym wytarła kubek i podłogę, machając różdżką i mrucząc "Chłoszczyść". Au. Bolało. Ale no nic, co zrobić. Nie znała się na zaklęciach uzdrawiających ani na pierwszej pomocy. Włożyła tylko pod zimną wodę i odczekała chwilę. No, było już lepiej. Usiadła po drugiej stronie stołu, słysząc dźwięk otwieranych drzwi. Bębniąc paznokciami w stół czekała na Bell. Gdy przyszła, uśmiechnęła się szeroko.
-A no widzisz. W sumie nie spodziewałam się, że masz wszystkie składniki, gdyby ich nie było, to próbowałabym wykombinować coś innego.- powiedziała, spoglądając na zajadającą ze smakiem Krukonkę. Ten widok sprawił jej niemałą satysfakcję, bo to znaczyło, że osiągnęła swój cel. Gotowanie to była dla niej przyjemność, tak samo jak tworzenie eliksirów. Patrzenie jak kolejne składniki się mieszają i tworzą coś zupełnie nowego, było niesamowite. Taka jakby ewolucja, do której samemu się po trochu przyczyniasz. Tak więc jak każdy twórca cieszyła się, że ktoś docenia jej pomysł, jej pracę. Szczególnie jak Bell mówiła z pełnymi ustami. Uśmiechnęła się lekko. - To super. Cieszę się, że ci smakuje. - Dawno Margo nie była tak miła, ale najwyraźniej ta rudowłosa, lekko nieogarnięta dziewczyna tak na nią działała. I słusznie!
Najgorsze pytanie świata. "Opowiedz mi coś o sobie.". Zawsze gdy je słyszę, przypomina mi się ten pseudoanimator z Rejsu, który wyszedł na środek i jąkając się zaczął mówić, że urodził się tego i tego dnia, w miejscu tym i tym, a potem stwierdził, że to na tyle o sobie. Margo pewnie by też o tym pomyślała, tylko ona raczej nie oglądała Rejsu, niestety. W każdym razie to pytanie nie budziło zbyt dobrych skojarzeń. Trochę jak w jakimś klubie anonimowych alkoholików, czy coś. Nieważne. -Eh... nie lubię mówić o sobie. To takie trudne, bo jednocześnie chciałoby się mówić krótko, a przecież ludzie są tak skomplikowani, że nie można ich określić dwoma słowami. Więc... mam dwóch braci. Jeden gdzieś wyjechał, drugi baluje niewiadomo gdzie. Mój ojciec znowu zostawił moją matkę. Muszę oddać mieszkanie jego kochance.- opowiadała o swoich problemach, rysując palcem na stole różne wzory. - A ja... od czasu do czasu zjawię się na jakiejś lekcji. W sumie częściej pojawiam się na imprezach niż w salach lekcyjnych. Kocham muzykę rockową i metalową. I... jestem wybuchowa, mało zorganizowana, staram się uciekać od problemów. I nie wierzę w miłość. Mam kilku przyjaciół, ale są też moi wrogowie. Staram się dotrzymywać obietnic, choć nie zawsze mi się to udaje. To cała ja.- uśmiechnęła się blado, spoglądając na dziewczynę. Jej opis siebie nie brzmiał zbyt chwalebnie, wręcz przeciwnie. Aż jej było głupio, bo udało jej się zaprezentować z tej lepszej strony, a tu powymieniała wszystkie swoje wady. No ale cóż... nie zamierzała kłamać na swój temat. Była jaka była i tyle.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Londyn/Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 5162
  Liczba postów : 4472
http://czarodzieje.my-rpg.com/t58-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t649-bellcia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t243-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7785-bell-rodwick#216614




Administrator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 4    Sro Kwi 23 2014, 16:46

Tak to bywa kiedy nie wiadomo co powiedzieć, a Bell bardzo chciała przecież wyciągnąć z tej nieznajomej - nowej znajomej cokolwiek. No i mimo, że pytanie rzeczywiście było chyba jednym z tych najgorszych, to widać jednak na coś się zdało, bo oto krukonka mogła powiedzieć, że wie już co nieco o Margaret. Słuchała, cały czas jedząc. Bell chyba by tak nie umiała powiedzieć o sobie, na pewno przemilczałaby to co sądzi o swoim charakterze, tak samo jak problemy i nie problemy rodzinne. Wydawało się, że Margaret musiała być dość otwartą osobą, skoro tak łatwo przyszło jej powiedzenie o tym wszystkim. Gdyby usłyszała tylko o jej ojcu, matce i kochance, zapewne znowu nie wiedziałaby co robić, bo to w końcu takie kłopotliwie i weź tu pociesz drugiego człowiek, kiedy nie masz pojęcia jak to się robi! Ale kolejne zdanie przyniosło jej super pomysłową myśl.
- Więc teraz nie masz gdzie mieszkać? - domyśliła się, taka mądra, w końcu nie na darmo była krukonką. - Bo wieeesz... tak się składa, że ostatnio współlokator mnie wystawił i całkiem się zniknął w świecie, więc mam wolny pokój! - powiedziała radośnie. Czy nie cudownie byłoby mieć współlokatorkę? Bell lubiła kiedy blisko niej kręcili się ludzie, a Margo, przynajmniej z tego co mówiła, wydawała się być z osobą z którą całkiem dobrze będzie się żyło.

______________________


ocal swoje marzenia

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 185
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 397
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7097-marguerite-reeve
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11490-margherita-margarita-margo#308815
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7099-lisciki-margaretki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7226-margaret-reeve#204672




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 4    Czw Kwi 24 2014, 22:00

Najgorsze pytanie na świecie, które było tak często zadawane, od tak, z braku laku. Wtedy, gdy nie wie się co powiedzieć, ale czuje się, że cisza byłaby nie na miejscu. Co z kolei jest nieco ironiczne, bo to podobno słowa są ważne, a ludzie nimi miotają bez opamiętania, ciszy zaś nie potrafią znieść. Bo to cisza jest najważniejsza, najprawdziwsza a słowa tylko maskują wszystko, co ludzie chcą ukryć za ich powłoką. A mogą bardzo wiele. Słowami można manipulować, oszukiwać, z milczeniem tego nie zrobisz. Ono też ma swój charakter, ale tego nie zmienisz. No ale, bez dygresji. Wracając do tematu. Margo powiedziała o sobie wiele, może nawet zbyt wiele. Opowiedziała o sobie bez ogródek, bez zahamowań. Czemu? Bo chociaż raz chciała być prawdziwa, nie sztuczna, nie udawana, bez maski przyklejonej do twarzy. Ciągle grała, ciągle udawała. Zakładała kolejne kostiumy, a gdzieś tam w jej szafie kurzyło się przebranie za siebie samą. Czasem się gubiła. Nie potrafiła odgrywać tej naturalnej roli, ciążyło jej to. A teraz, przed Krukonką się po prostu odsłoniła. Sytuacja była tak abstrakcyjna, że aż zahaczała o nierzeczywistość, sen. Co więc jej tam groziło? Nic. Sny są tylko snami. Nie znała Bell zbyt dobrze i wtedy jeszcze nie sądziła, że będą współlokatorkami. Co więc stało na przeszkodzie, by po prostu się wygadać, wyrzucić z siebie wszystkie problemy i własną samoocenę? Nic. Choć myślę, że cokolwiek by o sobie nie powiedziała, Bell by nie postrzegała jej przez wypowiedziane słowa. Zjawiając się tu, Margo zaczęła kształtować rudzielcowi opinię o sobie, pierwsze wrażenie, które w większości przypadków jest bardzo silne. Równie dobrze mogłaby powiedzieć, że jest członkinią gangu. Co wtedy? Nie sądzę, żeby pani prefekt jej uwierzyła. Bądź co bądź, gangsterzy nie robią komuś tak pysznego śniadania. Więc... teraz możemy dojść do wniosku, że jej słowa się nie liczyły, bo nie miały żadnego wpływu na opinię Bell o Gryfonce. I pewnie ten wniosek był po części prawdą.
-Nooo... można tak powiedzieć.- odpowiedziała. - Ale zawsze mogę u kogoś przenocować, albo wynajmę gdzieś pokój... czekaj, co powiedziałaś? - zapytała zdziwionym głosem, bo nie spodziewała się oferty wspólnego mieszkania. W dodatku w tak ładnym miejscu! - O ile to nie byłby problem... to z wielką chęcią.- uśmiechnęła się, bo o to jeden z jej problemów został zażegnany. Spojrzała jednak na zegarek i od razu podskoczyła. - Na gacie Merlina, zaraz się spóźnię na eliksiry! Paaa! Później wpadnę z rzeczami!- krzyknęła do Krukonki, biegnąc do drzwi wejściowych, po czym zniknęła za nimi i popędziła do zamku.


ztx2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Nîmes
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 64
Dodatkowo : Martwy.
  Liczba postów : 346
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6838-antoine-bonnet
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6839-swiat-bonneta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6846-antek-bonnet-skrzynka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7836-antoine-bonnet#221361




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 4    Pon Kwi 28 2014, 02:36

Planował to przyjście od jakiegoś czasu, odkąd w zasadzie otrzymał od niej sowę z wiadomością, że niedawno się wprowadziła. Miło, całkiem miło mieć tak ładną sąsiadkę. I nie tylko ładną.. No, bo chyba nikt nie powie, że coś tu iskrzyło między nimi. Przynajmniej takie miał wrażenie. Szkoda tylko, że każde z nich tak w sumie bało się cokolwiek na ten temat powiedzieć, ale może tak właśnie miało być? Może miał się cieszyć z każdego razu, kiedy jego sowa przynosiła mu kopertę z pergaminem zapisanym tym charakterystycznym i znanym sobie charakterem pisma? Może miał się niecierpliwić, czekając na odpowiedź, a gdy ta w końcu nadchodziła kreślić i kreślić, bo przecież nie można było przed tą Gryfonką wyjść na idiotę. Chociaż.. Nie tyleż na idiotę, co na samego siebie, na chama, niewrażliwca, człowieka, który tak bardzo miał gdzieś innych. Człowieka, z którym po ostatnich wydarzeniach, tak bardzo chciał zakończyć znajomość..
Zapukał do drzwi. Miał nadzieję, że nie otworzy mu jej współlokatorka – nie chciał się tłumaczyć, że przyszedł tu do niej i w ogóle i w ogóle te rzeczy. Szczerze mówiąc, nie chciał aby w drzwiach stanął ktokolwiek poza panną Reeve. Była chyba najbardziej pożądaną osobą w tamtej chwili. Jakie chyba.. na pewno. Nie bardzo jeszcze wiedział, jak wyjaśnić swoje przybycie i tę korespondencyjną ciszę, spowodowaną ostatnimi wydarzeniami na froncie. Załamanym froncie. Pamiętał jednak o przysiędze, a raczej o mocy, która na niego w związku z nią spłynęła. Jakoś to będzie, jakoś z tego wybrnie. Jakoś..
- Cześć Margo! Sto lat Cię nie widziałem! – powiedział z uśmiechem, witając ją uśmiechem i porządnym uściskiem, a także całusem w policzek. – Przepraszam, że tak bez zapowiedzi. Umawialiśmy się na kawę, nie wiem czy pamiętasz, a skoro w całej kamienicy nie było już słychać odgłosów przeprowadzki, pomyślałem sobie, że może wpadnę, zapytam jak się urządziłaś? – rzucił z bardzo szerokim, jak na niego, wesołym uśmiechem. – Ach! Byłbym zapomniał. Prezent na nowe mieszkanie. – sięgnął do kieszeni , po czym wyciągnął z niej (jest zbyt późno bym mógł myśleć co mógłby z niej wyciągnąć, toteż napisz co to było, a ja to zgrabnie poprawie) i powiększył zaklęciem. - Z nadzieją odnalezienia spokoju ducha w tym miejscu i zagrzania tu miejsca na tak długi czas, jak długi będzie Ci potrzebny do rozpoczęcia kolejnego etapu w swoim życiu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 185
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 397
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7097-marguerite-reeve
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11490-margherita-margarita-margo#308815
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7099-lisciki-margaretki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7226-margaret-reeve#204672




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 4    Wto Kwi 29 2014, 19:14

Nie spodziewała się jego przyjścia. Serio. Ona ogólnie podchodziła do obietnic z dużą dozą powątpiewania. Słowa nie znaczyły zbyt wiele, te na papierze jeszcze mniej. Łatwo przecież mówić, trudniej potem potwierdzać słowa czynami. Zresztą... sama nieraz obiecywała gruszki na wierzbie. Może to właśnie w ten sposób działało, że oceniała ludzi własną miarą. Wątpiła, że ją odwiedzi w nowym mieszkaniu. Obiecanki-cacanki, mruknęła pod nosem czytając list. A jednak ta mniej przyziemna część jej psychiki chciała w to wierzyć, mieć nadzieję, że przyjdzie, że porozmawiają, że z tej znajomości wyniknie coś więcej. Chociaż ten ostatni fakt ukrywała nawet przed samą sobą, okłamywała siebie, powtarzając, że przecież jej na nim nie zależy, a jeśli nawet to nie aż tak bardzo. A jednak... zdarzało się, że jej się śnił. Ponoć sny są odzwierciedleniem pragnień, które kryjemy w podświadomości i których czasem nie jesteśmy nawet świadomi. Nie były to sny, takie jak wcześniej, gdzie albo szła z kimś do pubu, albo rozmawiała, albo się kłóciła. On zawsze był uśmiechnięty i wyciągał do niej dłoń. A gdy mu podawała, trzymał ją delikatnie, jakby się bał, że ją stłucze, jak porcelanę. To były miłe i delikatne sny. O wiele lepsze niż większość tych dziwnych sytuacji, które jej się śniły i wydawały całkiem na porządku dziennym, dopóki się nie obudziła.
Tego dnia nie robiła nic specjalnego, nie szła na zajęcia, a ten fakt upoważniał ją do długiego leniuchowania w pościeli. Bardzo długiego. W końcu jednak stwierdziła, że nie ma sensu tak dalej leżeć i powinna zrobić coś konstruktywnego. Dlatego też wstała i troszkę się ogarnęła, zjadła śniadanie, wypiła kawę, nakarmiła kota, i te de, i te pe. Nawet znalazła chwilkę by pograć na saksofonie. Bell nie było, bo miała jakieś zajęcia z astronomii, czy czegoś takiego. W każdym razie chodziło o gwiazdy, tyle zrozumiała Margo z tego, co jej współlokatorka dzień wcześniej mówiła przy śniadaniu. W ciągu tygodnia zazwyczaj jadły je wspólnie, natomiast w weekendy... jakoś tak się zdarzało, że się mijały. A to Maggie miała coś od rana, a to Bell i tak nie było okazji pogadać czy cokolwiek. Ale wracając do tematu, w momencie, gdy Antek pukał do drzwi, Margo siedziała z kotem na kolanach i słuchała Czochrającego Puszka na swoim muzogramie. Na szczęście akurat była to jedna z tych cichszych piosenek, więc zarejestrowała pukanie do drzwi. Od razu się zerwała i pobiegła otworzyć drzwi, co nie spodobało się Faraonowi, który ją nieźle podrapał, złażąc z jej nóg.
- Sto lat? No może... - zgodziła się z nim, bo jej również wydawało się, że to był bardzo długi okres. I smętny. No ogólnie strasznie się cieszyła, że go widzi. A jeszcze bardziej cieszyła ją forma powitania, to jak ją do siebie mocno przytulił i obdarował całusem. Na jej ustach pojawił się uśmiech, a w oczach zaiskrzyły małe ogniki. Ale... to chyba nie było aż tak widoczne, czyż nie? - Nie ma sprawy, oczywiście że pamiętam. No i bardzo słusznie pomyślałeś, wchodź. - odsunęła się delikatnie, by ułatwić mu wejście do mieszkania. -Ogólnie to nie było zbytnio czego urządzać, bo moja współlokatorka miała współlokatora o bardzo podobnym guście, więc nie zmieniałam zbyt wiele w wystroju. - tłumaczyła tak szybko, że można było dostać zawrotów głowy. - Oh, dziękuję! - wykrzyknęła widząc prezent i przytuliła się do Antka, rękoma obejmując jego szyję. Na Merlina, jak przyjemnie jest w jego ramionach. Gdy tylko ta myśl przemknęła jej przez głowę, puściła go i uśmiechnęła się z wdzięcznością, odbierając z jego rąk małe drzewko bonsai w doniczce. Było takie piękne! No i idealnie tu pasowało. Zdecydowanie wolała taką roślinkę, niż wazony, meble, bibeloty, bo dość często zdarzało się, że zupełnie nie pasowały do wystroju. - Dziękuję. - powtórzyła, po jego życzeniach, które zabrzmiały tak poważnie. - Wchodź, wchodź, czego się napijesz? - zapytała, prowadząc go do salonu, który z kuchnią był oddzielony jedynie wysepką, przy której często z Bell w pośpiechu jadły śniadanie. Jak dobrze było go widzieć. Nie wiadomo czemu, ale ten widok sprawiał jej ulgę i jakoś tak ciepło jej było na sercu, gdy wiedziała, że jest tutaj, że przyszedł dla niej, że nie jest to zwykłe przypadkowe spotkanie. Nie miała pojęcia o tajemnicach, o przysięgach, które tak nieznośnie mu ciążyły. Ale to dobrze. Może w swoim towarzystwie oboje oderwą się od swoich problemów chociaż na chwilę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Nîmes
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 64
Dodatkowo : Martwy.
  Liczba postów : 346
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6838-antoine-bonnet
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6839-swiat-bonneta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6846-antek-bonnet-skrzynka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7836-antoine-bonnet#221361




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 4    Czw Maj 01 2014, 00:08

No proszę! Ona się nie spodziewała, a on nie mógł się doczekać. Tylko wyczekiwał, aż przyjdzie i zobaczy się z Margo, tak aby nie przeszkadzać jej w tych wszystkich pierdołach, związanych z przeprowadzką i tak dalej. Szczerze mówiąc, rozważał nad przyjściem wcześniej, może by jakoś pomógł? Mógłby nawet wykładać książki, czy sprzątać, bez znaczenia – grunt, żeby Gryfonka widziała, że chciał dobrze, przyszedł, zaoferował bezinteresownie swoją pomoc no i pomyślała jaki to był wspaniały. Bo był, prawda? Nie, no oczywiście że był. Kwestia tylko, czy Reeve o tym wiedziała? No, ale nawet jeśli nie, miała trochę czasu aby się dowiedzieć, prawda? W sumie, nawet lepiej by miała ten czas, w końcu nie należy odkrywać wszystkich kart od razu. Obiecanki-cacanki.. Tak. Sądził podobnie. Pisząc ten list, już widział w głowie tą scenę. On puka, stoi pod drzwiami, ona otwiera. Witają się grzecznie, po czym każe mu spadać, bo coś tam. A raczej, ktoś tam.. O tak, zdecydowanie nie byłoby to miłe spotkanie. Nieważne kto by to był – ojciec, brat, mąż, kochanek, chłopak, kolega – skończyłby zapewne pod Cruciatusem. Bo sorry, ale skoro ten cały Logan mógł, to dlaczego on nie? No tak, nie mógł. Z dwóch powodów. Po pierwsze nie był zwierzęciem, a po drugie nie mógł jej przecież pokazać, że mu zależy. Zwłaszcza, że ona zapewne miała go gdzieś. Niemniej, gdzieś tam gdzieś w jego głowie cichutko bardzo odzywał się głosik, mówiący, że może nie wszystko stracone i ma jeszcze jakieś szanse?
Oj tak. Słodkie i błogie lenistwo. Jak bardzo Bonnet za tym tęsknił, sam do końca nie wiedział. Prawdopodobnie tak bardzo, jak bardzo za świadomością, że obok niego w łóżku leży ktoś jeszcze. I niekoniecznie są po jakieś burzliwej nocy, nie nie. Po prostu i zwyczajnie leży obok i śpi spokojnie. Dobra, jednak bardzo mu tego  brakowało. No, ale w sumie Margo.. NIE! BONNET! SKOŃCZ! SKOŃCZ, ZA NIM NA DOBRE ZACZNIESZ! Karcił się w myślach. Coś w tym było. W sensie.. no. Ta potrzeba bliskości. Dziwne, ale nawet u takich ludzi jak on występowała. Chociaż, czemu dziwne? Dlaczego mielibyśmy mu od razu odbierać człowieczeństwo? No, jak tak patrzę w kp to widzę kilka rzeczy. Wystarczy też odnieść się co nieco do wspomnień, dotyczących choćby pewnego terrorystycznego ugrupowania, do którego miał tę przyjemność należeć wraz z innymi członkami, no ale cóż. To już przeszłość. Przeszłość, o której chciał zapomnieć, lecz prawdopodobnie nie będzie to możliwe, tak długo, jak długo pozostanie w Hogwarcie. – No dobra, przesadzam. W każdym razie, o wiele, wiele, wiele, wiele, wiele za długo! – powiedział nadal trzymając dziewczynę w objęciach. No, a gdyby wiedział, że lubi jak się ją tak wita, zapewne zacząłby to praktykować już wcześniej. O wiele wcześniej i nie, uspokoję Cię – Antoine w sumie niczego nie zauważył. A szkoda, bo tak istotny szczegół nie powinien ujść jego uwadze..
No, ale idąc dalej z naszą historią, to słowa o wystroju mieszkania uważnie rejestrował, porozumiewawczo kiwając głową. Zasadniczo, miała trochę szczęścia, iż poprzednia osoba była do niej choć trochę podobna, w kwestii gustu. To znacznie ułatwia życie i przeprowadzkę. Wystarczają wówczas jakieś drobne zmiany kosmetyczne, by tak w pełni poczuć się jak u siebie. Antek doskonale pamiętał, jak sam wprowadzał się do swojego mieszkania. Istna tabula rasa, bowiem było pozbawione jakichkolwiek mebli. No, chociaż może ta tabula rasa to drobna przesada, bowiem ściany. Nie. Nie w tym kolorze. Podobnie było z podłogą. Jak można wszędzie kłaść jednakową? No serio?! Znaczy się, nie był jakimś ekspertem, czy coś, po prostu nie lubił przesadnej monotonii. To było straszne, zwłaszcza, że koszty na nowe lokum były nieco ograniczone i w zasadzie nie przewidywały zmiany ścian i podłoża. Niemniej, jakoś dał radę. Zaprosił znajomego, który zajmował się transmutacją i coś pokombinowali, a ściany to specjalnym zaklęciem, tak że małym kosztem, przy tak zwanym „studenckim budżecie”, to się mogło udać. – Nie ma za co, naprawdę – rzucił, widząc jej radość na prezent. Ucieszył się, bo w końcu o to chodziło. Żeby był trafiony i wywołał ten cudowny uśmiech, który tak uwielbiał. A kiedy go przytuliła, chłopak uśmiechnął się lekko. I nie pozwolił jej, niestety, tak szybko się wyrwać. – Gdzie? – powiedział tylko, przyjmując agresywny ton i przytulając ją mocniej. – Tak długo Cię nie widziałem, a teraz chcesz tak po prostu wyjść? – zapytał, po czym odstawił ją na miejsce. Oczywiście po krótkiej chwili, nie zważając zupełnie na próby jej oporu (zakładając, że takowe miały miejsce, bo tamten w ogóle odpłynął, jakby odurzony jej zapachem – swoistą mieszanką perfum, jej naturalnego i innych czynników). – Wiesz, co w sumie.. kawa byłaby idealna. – odpowiedział na jej pytanie, nie zostając na długo w salonie, bowiem podążył za nią do kuchennej części pomieszczenia, w której to oparł się spokojnie o blat i z uśmiechem patrzył na Margo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 185
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 397
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7097-marguerite-reeve
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11490-margherita-margarita-margo#308815
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7099-lisciki-margaretki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7226-margaret-reeve#204672




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 4    Pią Maj 02 2014, 18:01

To takie zabawne, że oboje nie chcieli ujawnić swoich uczuć. Bali się reakcji drugiej osoby i nie byli pewni swoich własnych uczuć. Czy to jest przyjaźń? czy to jest kochanie? Myślę, że gdyby znali twórczość Grechuty, to ta piosenka byłaby chyba najbardziej odpowiednią do opisania ich uczuć i rozmyślań. Tacy niepewni, tacy delikatni, by pewnymi dwoma słowami nie zniszczyć tego, co dotychczas zbudowali. W sumie nawet fajnie by było, gdyby przyszedł podczas przeprowadzki, ponosił meble, czy coś, chociaż od czego jest magia, no nie? Za pomocą zaklęć nie było żadnych problemów z zapakowaniem rzeczy i wniesieniem ich na piętro. Nie trwało to długo. Tak więc... pewnie by sobie wraz z nią powiększał zaklęciami meble, które zostały zmniejszone na czas transportu i doradzał w kwestii ustawienia ich w pokoju. A wbrew pozorom, ona bardzo się z jego zdaniem liczyła. Może to dzięki tym listom, które tak długo między sobą wymieniali, a  w których tak mądrze dyskutowali. Z pewnością tymi argumentami jej zaplusował, bo nie była plastikową lalą, która patrzy tylko na to czy facet ma kaloryfer, rurki i grzywkę na bok. Dla niej liczyło się też to, by potrafił ją pocieszyć, rozsądnie porozmawiać...
No właśnie. Ani jej, ani jemu nie chodziło o seks. Przynajmniej nie było to priorytetowe. Może to dziwne, bo przecież nie miała serca, nie wierzyła w miłość i takie tam, ale Margo naprawdę potrzebowała bliskości drugiej osoby. I tu już nie chodziło o przyjemność, ale o uczucia, bo na własnej skórze przekonała się, jak blady jest świat ich pozbawiony. Potrzebowała jakiejś stałej, jednego elementu w swoim życiu, który po prostu będzie, nie ważne czy świat będzie się walił, czy kosmici odwiedzą Ziemię, czy stanie się cokolwiek innego. Jejku, jak to poważnie zabrzmiało, normalnie jak oczekiwania przed ślubem, czy coś, a przecież nie byli nawet parą. Ale... Antek był dla niej taki inny niż wszyscy. Nieważne czy był członkiem Lunarnych, czy wilkołakiem, czy członkiem sekty... bo wobec niej nie zachowywał się w ten sposób. A prawdę mówiąc na porachunki Lunarnych i Argenów Maggie miała totalnie wyjebane, więc luz. Może trochę się ucieszyła, jak przeczytała, że ta pierwsza grupa została rozbita, bo przynajmniej nie będzie napadów wilkołaków.
- Hahahahah, na pewno. - zaśmiała się, jak zaczął powtarzać, że nie widzieli się za długo. I to nie tak, że Margaret lubi jak się ją tak wita. Jej się podobało to, że ON ją tak witał. Bo to był taki sygnał, że może nie jest mu obojętna, albo że czuje to samo co ona. Chociaż to byłoby już szczytem marzeń... choć czasem się spełniają, czyż nie? A co do jego mieszkania... nadal nie wiedziała, czy mieszka sam, czy ma współlokatora. Albo współlokatorkę. Chociaż nie bardzo jej się podobała ta ostatnia opcja, ciekawe czemu... - Jest. - wymruczała w odpowiedzi, już do niego przytulona. Gdy chciała go puścić i się odsunąć, a on tylko ją do siebie mocniej przytulił, mógł usłyszeć jej cichy, pełen radości śmiech blisko jego szyi. - Nie, że nie chcę, ale że powinnam. - odparła z lekkim uśmiechem, jak ją już puścił, spoglądając na niego swoimi zielonymi oczyma, po czym spuściła wzrok na podłogę, chowając je za długimi rzęsami. No proszę, kto by się spodziewał, że ta dorosła, oschła i wredna Margaret może być taka miła i... wstydliwa? I jeszcze martwić się konwenansami? Niesamowite. - No to zrobię ci kawę, a ja mam jeszcze herbatę. - zamachała mu dzbankiem z herbatą, który stał w rogu, tuż pod okapem. Tymczasem wsypała kawę do takiego oto superkubka i zalała gorącą wodą. Wtedy z łazienki zaczęły dochodzić do nich jakieś dziwne odgłosy, poskrzekiwania i piski. Oboje poszli sprawdzić co się dzieje, ale okazało się, że po prostu Faraon zamknął tam puchacza Maggie, a sam wymknął się pod drzwiami, gdzie była taka długa szpara, by para nie zatrzymywała się zbyt długo w pomieszczeniu. No właśnie. Wrócili do kuchni, a co się tam działo podczas ich nieobecności? Otóż Faraon sobie pięknie zaplanował zemstę na Margaret za to, że zrzuciła go z kolan. Zamknął Jeremiego w łazience, a sam uciekł i gdy Margo z Antkiem byli zajęci zastanawianiem się, co jest źródłem tych dźwięków, kot przeszedł sobie po półce otaczającej okap i łapką zsunął jedną z leżących tam fiolek do dzbanka z herbatą. Napój zamortyzował upadek, a korek zahaczył o krawędź i odpadł. No tak, dobrze poinformowany kotek wiedział, że są to robione przez Maggie eliksiry, a ten, który zrzucił to było veritaserum.
- Te zwierzaki ciągle się kłócą. - wyjaśniła Antkowi Margo, wyciągając kubek dla siebie i wlewając do niego herbatę z dzbanka. Zabrała oba kubki i postawiła na stole w salonie. Uśmiechnęła się do niego zapraszająco, po czym usiadła na kanapie trzymając w ręku swoją herbatkę. Tyle że to nie była zwykła herbatka...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Nîmes
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 64
Dodatkowo : Martwy.
  Liczba postów : 346
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6838-antoine-bonnet
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6839-swiat-bonneta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6846-antek-bonnet-skrzynka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7836-antoine-bonnet#221361




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 4    Sob Maj 03 2014, 23:01

Myślę, że gdyby oboje znali jego twórczość, to tylko bardziej by się zastanawiali nad tym. A to prawdopodobnie niczego dobrego by nie przyniosło, biorąc pod uwagę fakt, że jedno i drugie bało się odsłonić, uzewnętrznić swoich uczuć, powiedzieć o tym wprost. Niemniej, fakt – świetnie ten wiersz oddawał nastrój zarówno Margaret, jak i Antoine’a. Niepewni, delikatni, przekonani o platoniczności ich uczuć, chęci, żądz.. Tak bardzo strachliwi, bojaźliwi. Swoją drogą, to było cudowne. To znaczy, uczucia Bonneta, bo jak z Margo nie wiem. W każdym razie, on. Człowiek na ogół pyszny, dumny, chodzący z wysoko podniesioną głową, był  na każde zawołanie tej Gryfonki, na widok której jego serduszko zasadniczo biło nieco szybciej. Zatem, co go powstrzymywało przed powiedzeniem jej prawdy? Zwykły strach. Obawa, że nie tyleż powie mu „Sorry Bonnet, ale nic z tego nie będzie”, co odeśle go z wilczym biletem. Tego bał się najbardziej. Że ją straci, że zniknie z jego życia bezpowrotnie, na zawsze. Że podczas lekcji i w ogóle będzie tylko na nią patrzył z utęsknieniem, a witając ją, uśmiechając na dzień dobry, ona potraktuje go jak powietrze, zignoruje. Zostawi tak samego. Nie przeżyłby tego. Chociaż może.. w świetle ostatnich wydarzeń, tego jak radzi sobie z „lunarną” przeszłością, pomogłoby mu podjąć decyzję i przyjąć zaproszenie dziadków?
i nie, nie chodził o seks. Przynajmniej jemu. Przynajmniej od razu. Nie miał zamiaru spać z Margo. Perspektywa nocy z nią? Jak najbardziej. B., zawsze i wszędzie chętny. Natomiast, stosunku? Oj nie, nie. Czemu? Po co? Kim oni dla siebie byli? Nie, to zniszczyłoby całą ich relację. Bo gdyby tak nie było, gdyby zarówno jej, jak i jemu chodziło tylko i wyłącznie o tego kalibru przyjemności, to prawdopodobnie ich epistolarne rozmowy stałyby na zupełnie innym poziomie. Dotyczyły innych tematów, a co najważniejsze żadne z nich nie przedstawiłoby  tej strony.. Tej wrażliwej.. Którą oboje chcieli schować, ukryć przed całym światem..
Jej się podobało, to że ją tak witał. Że ON tak to robił, jemu z kolei smutno było iż ona nie robiła tego z tak dużym namaszczeniem. Uczuciem i w ogóle.. Po prawdzie, ta radość, emocje, towarzyszące fizycznemu kontaktowi z jej skórą, jej ciałem, osobą, były ogromne, niemniej.. wydawało mu się, że jest to dla niej zwykła forma serdeczności, coś naturalnego. Prawdopodobnie kiedyś jej powie. Kiedyś. Kiedy dojdzie do wniosku, że wszystko już stracone i można jej wszystko wyjawić.
Jakże dziwna była jego reakcja, po tym, kiedy ją odstawił. Ten wzrok, skierowany w dół i w ogóle. Delikatnie się uśmiechnął, kiedy uderzyła go taka niespodziewana fala ciepła. Czy ona była zawstydzona? Ona? ONA?! Przez niego? Nie, no. Serio? Po prawdzie, Antek wiedział, wręcz był przekonany o tym, że jest przystojny i w ogóle niczego sobie. Jednakże, to była tylko jego wizja swojej osoby, takie pozytywne myślenie. A tu proszę! Taka tam Margaret Reeve, osoba, o ktorej słyszał, iż jest najzimniejsza z zimnych, nieczuła z nieczułych i w ogóle teraz.. No. Nieważne. Postanowił więcej się nad tym nie zastanawiać, a zrobić to, co wychodziło mu najlepiej – obserwować i rejestrować reakcje. Zachowania, mimikę, w celu wyciągnięcia wniosków. Daj losie obiektywnych..
- Powinnaś? – powtórzył za nią, z nieco głupią miną, zapewne. No cóż. Zrobił to w sumie bardzo mechanicznie. Bardzo, bardzo mechanicznie. Jakoś tak. Nie rozumiał, co powiedziała? Czemu to powiedziała? Czyżby jednak miał racje? No cóż, nieważne. Mniejsza z tym. Chłopak czym prędzej powrócił do swojej poprzedniej postawy. I tak. Kawa będzie cholernie idealna. Może przywróci mu światłość umysłu? Miał nadzieję. Potem te dziwne dźwięki dochodzące z łazienki. Bardzo dziwne, no ale jak się okazało kot. Specyficzne stworzenia, naprawdę, specyficzne niemniej świetne. Takie indywidua z tych kotów, może dlatego tak bardzo je lubił? W końcu wrócili, a Bonnet wziął swój kubek w dłoń i popijając kawę począł przechadzać się po pomieszczeniu w celu zapoznania się z przestrzenią i tak dalej. Wtedy to właśnie zobaczył napis na tym oto superkubku. Uśmiechnął się delikatnie, pozwalając sobie na delikatną prowokacje. – Och.. A więc była jeszcze trzecia alternatywa? Dlaczego wcześniej mi o tym nie powiedziałaś? Wtedy nie chciałbym niczego poza... – przerwał,  po chwili krótkiej żałując całości swoich słów. W sumie, nie musiał zostać dobrze odebrany prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 185
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 397
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7097-marguerite-reeve
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11490-margherita-margarita-margo#308815
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7099-lisciki-margaretki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7226-margaret-reeve#204672




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 4    Wto Maj 06 2014, 10:55

No tak. Umartwianie się niczemu nie służy, tak samo jak ich subiektywne oceny zachowań. Bo gdy człowiek jest zakochany, to jakby miał klapki na oczach. Każdy gest tej drugiej osoby, czy to będzie całus w policzek, przytulenie czy maślane oczy, próbuje sobie racjonalnie wytłumaczyć, a to wdzięcznością, a to wrodzoną życzliwością, a to po prostu skupieniem. A już najgorszy jest taki pseudo głos rozsądku, który jakże często podpowiada: "On/ona cię nie kocha! Weź przestań żyć złudzeniami i daj sobie z tym spokój!". No i taki właśnie "głos rozsądku" męczył Margo przez ostatni czas. Myślała, zastanawiała się, czytała jego listy po kilka razy... czasem dochodziła do wniosku, że takie podchody nie mają sensu i o północy zaczynała pisać list... a potem budziła się nad ranem, czytała jego jakże ckliwą treść, darła na kawałki i wyrzucała do kosza. Jakoś tak to się stało, że złagodniała, stała się bardziej empatyczna. Jak to miłość zmienia człowieka... Nie wiedziała, jak mogłaby mu okazać swoje uczucia, nie łamiąc przy tym swoich przekonań. W jej świecie zawsze mężczyzna był inicjatorem wszelkich gestów. Wyznań miłości, pocałunków... wszystkiego. A gdyby teraz to ona przejęła stery, lub zrobiła coś, co wykraczałoby poza zwykłą uprzejmość, z pewnością nie czułaby się z tym dobrze. To był właśnie powód, dla którego się hamowała i w wyrazie wdzięczności go tylko przytuliła, chociaż jak na nią, to i tak było dość dużo. Mogła przecież po prostu uśmiechnąć się z wdzięcznością, co niektórym osobom w zupełności wystarczało. Ale między nimi było coś więcej, niż między nią a kimkolwiek innym, mylę się?  
- Zapewne. - odparła, znów na niego spoglądając. No i weź tu z taką rozmawiaj. Najpierw ci mówi, że chce, ale nie powinna, a potem to jeszcze podważa. No ale żeby nie przedłużać, przeszli do kuchni, zrobił się mały galimatias, a Maggie sobie usiadła ze swoją herbatką na kanapie. Właśnie miała wypić łyk ze swojego kubka, gdy usłyszała słowa Bonneta.
-Mną? - dokończyła pytająco, odkładając kubek na stolik i powoli do niego podchodząc. Patrzyła prosto w jego brązowe oczy. Zatrzymała się dopiero w momencie, gdy dzieliła ich naprawdę niewielka odległość. Zastanawiały ją jego słowa i może to był powód, dla którego teraz próbowała zajrzeć w zakamarki jego duszy, odkryć, jakie myśli się kryją w jego głowie. Bo przecież oczy są oknami duszy, czyż nie? -Wybór nie był ograniczony... równie dobrze mogłeś wybrać sok, albo jogurt pitny. - powiedziała, uśmiechając się lekko. - Ale nadal nie rozumiem, dlaczego wolałbyś mnie zamiast kawy. - zakończyła, cofając się na parę kroków i sięgając po kubek, z którego upiła łyk.

/sorki za jakość ;c
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Nîmes
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 64
Dodatkowo : Martwy.
  Liczba postów : 346
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6838-antoine-bonnet
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6839-swiat-bonneta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6846-antek-bonnet-skrzynka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7836-antoine-bonnet#221361




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 4    Pią Maj 09 2014, 00:16

Racja, to tłumaczenie było bardzo, bardzo, ale to bardzo męczące. Męczące i irytujące. Męcząco irytujące, rzekłbym. Szczególnie dla osób trzecich, związanych z zakochanymi. Jego bliscy akurat szczęśliwie nie mieli takich problemów – raczej mało osób do siebie dopuszczał, co przynosiło tylko jeszcze gorszy skutek. Czemu? Bo praktycznie ze wszystkim, WSZYSTKIM został sam. Ze swoimi stanami emocjonalnymi, wszelkimi radościami z jej listów, skreśleniami, wyrzuconymi pergaminami i inszymi oznakami jakiś uczuć w stronę Gryfonki. A co do jej przekonań.. Zabawne. Pewnie, gdyby wiedział, że Margo ma taki problem, już dawno coś by na to zaradził, a tak? Zwyczajnie myślał, że ma go gdzieś i w ogóle. No a ich rozmowy.. Przecież dotyczyły na ogół bardzo luźnych, związanych z życiem, ale niekoniecznie ich (znaczy się tak były pisane), więc nie można było niczego brać osobiście, prawda? Prawda. Swoją drogą, Bonnet często miał wrażenie, iż po prostu za dużo sobie wyobrażał. No, ale ostatnie wydarzenia w jego życiu osobistym, przekonały go do tego, że może jednak nie jest tak źle jak sądził, że jest. Może ona serio coś w jego kierunku.. Nie musiała to być miłość, o nie. Jemu wystarczyłby sam pociąg seksualny, choć jakoś nie mógłby z tym egzystować w spokoju, biorąc pod uwagę fakt uczuć, jakimi ją darzył. Tutaj jednak chodziło chyba o nieco ciekawsze i bardziej uczuciowe, emocjonalne sprawy, prawda? Bo przecież czuli do siebie coś więcej, nie  traktując siebie nawzajem, jakby byli sobie obcy, a wręcz przeciwnie. Bardzo bliscy. Nie mylisz się?
A co do jej pytania. Właśnie dlatego żałował pojęcia tego tematu. Żałował w momencie, gdy stała obok niego, niemalże na wyciągniecie ręki. Stała i wpatrywała się w jego oczy, jakby chciała tam coś znaleźć. Przykro mi Margo, ale to się raczej nie uda. Kto jak kto, ale Bonnet doskonale potrafił ukrywać przed wszystkimi swoje prawdziwe emocje. Tak było i tym razem. Maska zimnego, wyrachowanego i przede wszystkim dumnego Ślizgona została przywdziana. A i nie miał zamiaru się jej pozbywać. Nie teraz. Cholera jasna. No, nic tylko złapać, przyciągnąć do siebie i pocałować. Czemu tego nie robi? Czemu do jasnej cholery? Nie. Musiał od siebie odegnać te myśli, przynajmniej na czas, kiedy stała w niebezpiecznie małej odległości od niego. – Ależ oczywiście, że był. Był, bo nie przedstawiłaś wszystkich opcji. Nie wiedziałem nic o jogurcie, czy soku. I to nie moja wina, że nie spytałem, jako dobra gospodyni powinnaś była sama wyjść z propozycją. – powiedział tym swoim pogardliwym tonem, którym na ogół traktował Gryfonów, jednakże uśmiechając się przy tym, więc chyba tak źle nie było. Znaczy, takiego był zdania, bo i uśmiechnął się w sposób o dziwo, taki przyjazny i raczej nieodstraszający, zatem na bank coś w tym było. – Czemu..? A czemu chcesz wiedzieć? – skontrował jej pytanie, nie zmieniając pozycji. Po chwili ruszył w kierunku kanapy i zajął spokojnie miejsce. – Można tu palić? – spytał, bo to zawsze lepiej, poza tym, obyczaj nakazuje, zapytać, prawda? W ogóle to straszne. Wcześniej prawie w ogóle nie palił, ale po tej jeździe z Lunarnymi.. Nie potrafił tego nie robić. To było jakby silniejsze od  niego. Cóż.. Po takich przejściach, to chyba zrozumiałe.. – A odpowiadając na twoje pytanie, pobudzasz mocniej od kawy.. – rzucił mimochodem, tak o. Po prostu, żeby nie trzymać jej w niepewności, jakby było to coś oczywistego. Miał szczerą nadzieję, że tak właśnie potraktuje jego słowa – stwierdzi, że coś tam gada pod nosem i nie przywiąże do tego większej wagi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 185
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 397
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7097-marguerite-reeve
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11490-margherita-margarita-margo#308815
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7099-lisciki-margaretki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7226-margaret-reeve#204672




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 4    Nie Maj 11 2014, 14:26

Ona też nie była zbyt wylewna. Przed wszystkimi zawsze zgrywała taką porcelanową lalkę, nie zdolną do wyższych uczuć takich jak miłość. Uważała ją za niepotrzebny i całkowicie zbędny element życia. Nie było to zbyt trudne. A teraz... czasem ciężko było ukryć to, że się zmieniła. Często się zamyślała, nie słuchając drugiej osoby. I ani myślała komukolwiek się zwierzać ze swoich uczuć. Z jednej strony było jej trudniej sobie radzić bez jakiejkolwiek obiektywnej rady, ale z drugiej strony nie była też w ten sposób ograniczona. Nie musiała się borykać z opiniami typu "Nie bądź śmieszna. Pasujecie do siebie jak piernik do wiatraka". Chociaż takie słowa były mało prawdopodobne, bo jej przyjaciółki nie powiedziałyby czegoś takiego. Zresztą... czy naprawdę dla osób postronnych była między nimi taka różnica? Byli do siebie podobni. Nie mówię tu o zainteresowaniach. One nie są tak naprawdę ważne. Mieli podobne charaktery, a ich spojrzenia na świat idealnie się uzupełniały. A gdyby się okazało, że on nic do niej nie czuje... no cóż. Pewnie by bolało. Bardzo. I choć zawsze starała się nie okazywać słabości w towarzystwie, wtedy pewnie by po prostu zacisnęła zęby, ale nie mogła powstrzymać potoków łez. Co z kolei dla Antka pewnie byłoby sytuacją dosyć niezręczną. No a potem zapewne by go unikała jak mogła, może szukałaby zapomnienia w procentach, w narkotykach... no ale mam nadzieję, że takiej sytuacji nie będę musiała opisywać, a wszystko zakończy się jakimś cudownym happy endem.
Fakt, że nie znalazła w jego oczach żadnej odpowiedzi był trochę przygnębiający. Może to głupie i naiwne, ale miała nadzieję zobaczyć tam ten sam ogień który trawił ją od środka. Podchodząc, zastanawiała się, czy wykona w jej kierunku jakiś ruch, czy ją obejmie, czy delikatnie uchwyci kosmyk włosów, czy pocałuje... tak, ona o tym marzyła i taka myśl jej wtedy przyszła do głowy, chociaż odrzuciła ją niemal natychmiastowo. Jego pogardliwy ton, którym obdarzył słowa wyrażające... no właśnie co? Brzmiało to jak oskarżenie. I gdyby nie jego uśmiech z pewnością zaczęłaby odpowiadać równie oschle co on. -Oh, a więc miałam ci wymieniać zawartość mojej kuchni, żebyś miał w czym wybierać? Tak na powitanie? Dobrze, że mówisz, następnym razem to zrobię, zamiast się do ciebie przytulić czy coś. - powiedziała, unosząc nieco brew. Tak, to był mały szantaż, chociaż bardzo zawoalowany. No i po chwili również się uśmiechnęła, chociaż nie miało to na celu łagodzenia wypowiedzi. - Hmmm... powiedzmy, że po prostu jestem ciekawska. - odparła, siadając z powrotem na sofie. Po chwili usiadł obok niej, co sprawiło, że znów kąciki jej ust uniosły się nieco w górę. Tak było zdecydowanie lepiej. - Jasne. - odpowiedziała na jego kolejne pytanie. No cóż, nie sądziła, że pali, chociaż ona ostatnio również miała taki nawyk, jednak paliła tylko gdy była wytrącona z równowagi. No, zdarzało się, że nie tylko wtedy, ale to możemy pominąć. Oh. Jego słowa sprawiły, że serce jej zaczęło trochę szybciej bić, tracąc dotychczasowy rytm, a ona sama nie wiedziała co powinna teraz powiedzieć. Niestety, a może stety, nie traktowała jego słów jak czegoś oczywistego. Zastanawiała się, czy nie nadinterpretuje jego słów, bo dość dużo na to wskazywało. A przecież nie chciała wyjść na idiotkę, która każde słowo rozumie tak jak chciałaby je zrozumieć. -Pobudzam? - zapytała tylko, lekko zachrypniętym tonem, spoglądając na niego znowu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Nîmes
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 64
Dodatkowo : Martwy.
  Liczba postów : 346
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6838-antoine-bonnet
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6839-swiat-bonneta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6846-antek-bonnet-skrzynka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7836-antoine-bonnet#221361




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 4    Sro Maj 14 2014, 23:07

Jak dobrze, że Bonnet nie miał takich problemów. Nie, że jego zachowanie nie uległo zmianie. Po prostu.. ostatnimi czasy, jakoś wycofał się z życia towarzyskiego, ale po całej tej akcji z Lunarnymi to chyba poniekąd zrozumiałe. Musiał dojść do siebie, jakoś sobie to wszystko w głowie poukładać. Kto by przypuszczał, że tu z pomocą przyjdzie mu Margo. Ta Margo, która w jakiś sposób ustawiła jego system wartości. Priorytety i cele. Po prawdzie w ich listownej korespondencji niewiele zostało powiedziane, a to co najważniejsze przemilczane, albo raczej wykreślane, niemniej.. Antoine żył tymi własnie skreśleniami. W nich właśnie dopatrywał się jakiegoś ukrytego przekazu, słów które mogły go albo zranić, albo przynieść odwrotny skutek. No, ale skoro dalej odpisywała na jego listy, zapewne takowych nie było. Zabawny musiał być dla osób postronnych widok Ślizgona, cieszącego się na widok znajomej sowy dziewczyny, której chyba z żadną inną już nie pomyli..
Ale gdyby. Gdyby się nie udało. Nie wyszło, odrzuciłaby go, zraniła, cokolwiek, po prostu by nie wyszło. Nie schodziłby jej z drogi. Zrobiłby to zapewne raz na zawsze, zmieniając szkołę, przenosząc się w rodzinne strony, korzystając z zaproszenia dziadków. Ci już dawno zaproponowali mu przeprowadzkę do Francji, z dala od ojca i kontynuowanie nauki w Akademii Beaubatox. Może właśnie tak miała wyglądać jego przyszłość? Zabawne, że gdy już doszedł do ładu z samym sobą, podjął tę wiążącą decyzje, na scenę jego życia wkroczyła wspomniana panna Revee, po raz kolejny z resztą, z informacją o przeprowadzce. Jakże mógł nie wykorzystać takiej sytuacji? Byłby największym z głupców tego świata, nie robiąc nic zupełnie nic by ją zdobyć, albo.. zostać odtrąconym.
- Podobno przytulać nie powinnaś.. Sama tak powiedziałaś. – odparł słysząc jej tłumaczenia, nawiasem mówiąc bezsensowne. Pierwszy argument z brzegu nie zawsze jest tym najlepszym. Przemilczał jednak ową uwagę, zostawiając ją dla siebie. Z korzyścią dla wszystkich, jedynie ograniczając się do podtrzymania swego ślizgońskiego spojrzenia. – Zostawmy to, proszę..  – rzucił lekko, bagatelizując pytanie Gryffonki. Czemu tak bardzo chciała wiedzieć? Co gorsza, czemu on nie potrafił jej udzielić jakieś zgrabnej odpowiedzi? Aż tak z nim źle? Nie no. Dobra. Trzeba sprawę uciąć. Raz a porządnie wszystko wyjaśnić. – Tak.. pobudzasz. Wiesz.. Tak to już bywa, w życiu. Że na widok niektórych osób człowiekowi robi się gorąco, nie wspominając o..  – przerwał, ostentacyjnie muskając dłoń swojej rozmówczyni – No właśnie o tym. Miałaś tak kiedyś? – zapytał z wymownym uśmiechem, w środku jednak mając głęboką nadzieję na twierdzącą odpowiedź. Chyba to było oczywiste, w końcu jaka zakochana osoba nie chciałaby usłyszeć podobnego wyznania od swego obiektu zainteresowań?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 185
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 397
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7097-marguerite-reeve
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11490-margherita-margarita-margo#308815
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7099-lisciki-margaretki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7226-margaret-reeve#204672




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 4    Pon Maj 19 2014, 07:01

Trochę to zabawne, że Margo prostowała jego system wartości, podczas gdy jej własny nie prezentował się zbyt dobrze. A przynajmniej tak było, zanim ich kontakt się zawęził, o ile można to tak nazwać. Największą wartością była dla niej własna przyjemność i nie dbała o to, z czego ją czerpie, czy to były narkotyki, czy tylko dobry obiad. Szukała jej wszędzie, bo utożsamiała ją ze szczęściem, nie pojmując, że są to dwie różne rzeczy. Nie miała pojęcia, że szczęście ma o wiele głębszy wymiar i nie zostawia po sobie tego niedosytu, tak typowego dla krótkiej, nietrwałej przyjemności. Uczuć w ogóle nie było w jej hierarchii wartości. Nie kojarzyły jej się dobrze, raczej z gorzkim smakiem tęsknoty, bólu, zawodu. Bała się całkowicie ufać ludziom, bo każdy mógł zdradzić. A jednak grała tak dobrze. Uśmiechała się, wyglądała na szczerą. Jaka z niej wspaniała aktorka. I przypadkiem wpadła wtedy na niego na ulicy, gdy próbowała dać Loganowi do zrozumienia, że to koniec. On też nie miał poprawnego systemu wartości, a jednak, jak dotychczas, naprawiali siebie nawzajem, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Znając ich od podszewki można by pomyśleć, że ta relacja powinna być toksyczna, a jednak po tych listownych rozmowach oboje odżywali. Stawali się lepszymi wersjami siebie. A przynajmniej tak było z nią. On się chyba tak drastycznie nie zmienił.
Oh, to było takie dobijające, jak szybko potrafił wytrącić jej wszystkie argumenty z ręki. Miał jednak rację w tym co mówił, bo on logicznie myślał, natomiast jej słowa były strasznie niekonsekwentne. Przeważnie ciężko było to zauważyć, teraz jednak było to widoczne jak na dłoni. A może to jego obecność tak na nią wpływała, że nie potrafiła się sensownie odgryźć, nie zaprzeczając samej sobie? Zagryzła wargę, gdy usłyszała jego słowa. Szlag by to trafił.
- Nie wiedziałam, że tak lubisz łapać ludzi za słowa, Bonnet. - rzuciła sarkastycznie, nie mając pojęcia, co powinna powiedzieć. O tak, dobrze, że tą uwagę zachował dla siebie. Następną wypowiedź po prostu pominęła milczeniem. Zapadła chwila niezręcznej ciszy, po której Bonnet się znów odezwał, mówiąc to, czego się zupełnie nie spodziewała. Jak często wypowiadał słowa o podobnym znaczeniu w jej snach i marzeniach... Gdy musnął jej dłoń, drgnęła delikatnie a po jej ciele rozszedł się przyjemny dreszcz. Spojrzała mu głęboko w oczy. W brązowe tęczówki, które się do niej skrzyły i uśmiechały. - Teraz tak mam. - powiedziała, a raczej wyszeptała, na tyle głośno, że mógł ją usłyszeć, po czym nieśmiało podniosła rękę i delikatnie przesunęła palcami po jego policzku, jakby rysowała kontury jego twarzy. Serce jej biło bezczelnie szybko, jakby chciało wyrwać się z jej piersi i przytulić do niego, a na twarz Gryffonki po raz pierwszy od dobrych paru minut wyszedł uśmiech. Taki radosny uśmiech.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Kraków, Polska
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 220
Dodatkowo : ćwierć wila
  Liczba postów : 39
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10739-ruta-kaminska
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10741-poznaj-mnie-lepiej
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10768-poczta-ruty#295442




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 4    Sob Maj 23 2015, 12:47

Przechadzała się po Hogsmeade w poszukiwaniu jakiegoś zakątka, w którym mogłaby tanio i w miarę porządnie zamieszkać, kiedy natknęła się na ogłoszenie jakiejś studentki mniej więcej w tym samym wieku. Było napisane, że można wpadać kiedy się chce, dlatego nie zważając na nic, skierowała swoje ciche kroki na Aleję Amortencji. Nie szastała kasą - wręcz przeciwnie. Od chwili, w której zapewniła rodziców o swojej nauce w bezpłatnym internacie, jej kieszenie świeciły pustkami. Dobrze chociaż, że udało jej się zdobyć pracę w Rozing - może będzie miała na czynsz. W każdym razie, gdy zgubiła się i odnalazła dobre parę razy, stała pod drzwiami numer cztery kamienicy dwudziestej trzeciej. Co mi szkodzi obejrzeć to lokum? Wcale nie musiała się na nie decydować, jednak wizja ciągłego szlajania się po Anglii bez stałego domu... Nie wyglądała najlepiej. 
Podniosła rękę i zapukała do drzwi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Londyn/Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 5162
  Liczba postów : 4472
http://czarodzieje.my-rpg.com/t58-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t649-bellcia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t243-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7785-bell-rodwick#216614




Administrator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 4    Nie Maj 24 2015, 00:31

Minęły już chyba ze dwa miesiące odkąd dała ogłoszenie o poszukiwaniu współlokatora i szczerze mówiąc, już straciła nadzieję, że kiedykolwiek go znajdzie. Miała pecha. Jak już jakiegoś miała, zaraz się wyprowadzał. Czy to z nią było coś nie tak? Nie, żeby przychodziły jej takie absurdalne myśli do głowy! Przyjemnie było po prostu mieć kogoś obok. Bell nie chciała drugiej osoby, żeby zaoszczędzić, tylko dla towarzystwa. Mieszkanie z kimś wydawało jej się fajne.
Ostatnio nie bywała w mieszkaniu, nie ciągnęło ją specjalnie, żeby siedzieć tam samej. W zasadzie to już trochę zapomniała o swoich poszukiwaniach. Ruta miała więc całkiem sporo szczęścia, kiedy zamiast ciszy odpowiedział jej dźwięk otwieranych drzwi. Przez chwilę zastanowiła się czy ją zna. Ale nieee, nie miała pojęcia kim jest stojąca przed nią dziewczyna.
- Emmmm, cześć? Ty do mnie? - Uśmiechnęła się do blondynki na powitanie.

______________________


ocal swoje marzenia

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Kraków, Polska
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 220
Dodatkowo : ćwierć wila
  Liczba postów : 39
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10739-ruta-kaminska
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10741-poznaj-mnie-lepiej
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10768-poczta-ruty#295442




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 4    Nie Maj 24 2015, 11:50

Kamińska nigdy wcześniej nie dzieliła domu, czy mieszkania z kimś... obcym. Fakt, często wizytowały ją różne dziwne niańki i kobiety o podobnych zadaniach, ale do tej pory jedynymi współlokatorami dziewczyny byli jej rodzice. I pomimo tego, że nigdy nie byli bogaci, miała swój własny, mały pokoik, w którym mogła bez problemu zaszyć się pod kołdrą i czytać. Tak... Tego potrzebowała. Ale czy mieszkanie z kimś, kogo się w ogóle nie zna mogło jej to zapewnić? Trzeba było się przekonać.
Otworzyła jej rudowłosa dziewczyna mniej więcej tego samego wzrostu, najprawdopodobniej właścicielka mieszkania. Nie widziała jej nigdy wcześniej, ale to chyba nie przeszkadzało w zwiedzeniu jej posiadłości? Trochę śmiesznie to brzmiało, a jeszcze zabawniej było postrzegane przez Rutę, która od jakiegoś czasu chyba sama nie wiedziała, co robi.
- Hej, no... Tak, tak myślę - stwierdziła, a gdy ciemnooka przyjaźnie się uśmiechnęła, nieśmiało to odwzajemniła. Czuła się nieswojo, ale to była chyba jedyna szansa na znalezienie jakiegoś przyzwoitego miejsca do spania, prawda? Potrzebowała swojego zakątka... A co, jeśli to już nieaktualne? Przygładziła materiał długiej, białej spódnicy - Znaczy... Ja w sprawie tego ogłoszenia - znów zaczęła bawić się bransoletką. Westchnęła cicho, przenosząc wzrok z ryżej nieznajomej na ścianę i z powrotem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Mieszkanie nr 4

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next

 Similar topics

-
» Mieszkanie
» Mieszkanie 18 - Marceline Delacroix i Madison Richelieu
» Mały salon
» Mieszkanie Curtis Juvinall i Raphaela De Nevers
» Mieszkanie Emmy

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Aleja Amortencji
 :: 
Kamienica nr 23
-