IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Świetlisty Pokój

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 7, 8, 9, 10, 11  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Bentham
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 266
  Liczba postów : 240
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4899-drake-bennett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4900-niezla-draka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4902-drastyczna-poczta




Gracz






PisanieTemat: Świetlisty Pokój   Wto 2 Kwi 2013 - 22:12

First topic message reminder :

Nie, nie jest to pomieszczenie wypełnione światłem - wręcz przeciwnie. Panuje tutaj idealny mrok, rozświetlany... świetlikami, które latają pod sufitem, dająć żółto-zielonkawe, punktowe oświetlenie. Zapewne stąd nazwa pokoju.
Podłoga nie jest z kamienia - położony na niej parkiet jest wymarzonym do tańczenia. Pod ścianami ustawione są sofy, a obok nich, na środku, stoi mały, drewniany stolik. W rogu znajduje się gramofon, który sam gra i w którym nie da się zmienić płyty. Puszcza on muzykę w zależności od charakteru i nastroju osób w nim przebywających.
Podsumowując - idealne miejsce na potańcówkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Kalifornia, USA
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 426
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 446
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11002-ceres-o-shea
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11012-ultradelirium#299429
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11011-nie-mam-sowy#299428
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11010-ceres-o-shea#299427




Gracz






PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Sro 2 Gru 2015 - 22:52

- Quiet, wiesz, że twoje słowa działają jak płachta na byka? Poza tym nie zapominaj, że to ja sprzedałam ci tajniki oklumencji. Uczeń przerósł mistrza? – łypnęłaś na niego, choć tak naprawdę dobrze wiedziałaś, że wasze umiejętności zarówno warzenia eliksirów, jak i obrony umysłów, a także penetrowania ich, znajdowały się na porównywalnym poziomie. Mimowolnie znałaś wiele jego wspomnień – choć urywały się one w chwili, kiedy Cichy bez słowa postanowił umknąć za ocean, by uczestniczyć w projekcie Złotego Sfinksa. Nie zmieniało to jednak faktu, że jakaś część ciebie nadal rwała się do tego, by skonfrontować wasze zdolności. Nawet nie w celu ustalenia lepszego – ot, po prostu, był to sztandarowy przykład szaleństwa w najczystszej postaci.
Bycie s k a z a n ą na Ettrévala, rzecz jasna, wcale nie było ci niemiłe – zdawało się, iż znacie się od wieków, a swoje towarzystwo mogliście uznać za naturalny stan rzeczy. Był w końcu jedną z niewielu osób, które znały twoje największe sekrety, i choć może nie koniecznie darzyłaś go bezkresnym zaufaniem, to on właśnie miał niejednokrotnie okazję oglądać twoje prawdziwe oblicze. W pełnej krasie. Bez filtrów. A jednak – czego zapewne wiedzieć nie mógł – jego bliskość wprawiała twój umysł w nieopisanie chaotyczny stan, wzbudzając tak sprzeczne emocje, iż byłaś pozbawiona zdolności analitycznego myślenia, które tak bardzo sobie ceniłaś. Słowem - bycie p r z y w i ą z a n ą do Cichego brzmiało jak targnięcie się na własne życie.  Z drugiej strony nigdy nie mogłaś być pewną, jakie szaleństwo kroi się w jego głowie, co również nie stawiało ciebie w bezpiecznej sytuacji.
Przyznaj jednak, O’Shea. Potrzebowałaś tego. Prawdopodobnie jak nikt inny w tej szkole. Jakkolwiek nie zapierałabyś się rękami i nogami, jakkolwiek mocno nie zaprzeczała. Nie mogłaś wygrać z własną naturą. A Ettréval ze swoją – tak bliźniaczo podobną.
Zdawkowy uśmiech twojego brata zupełnie zbił cię z pantałyku, podobnie jak głos Cichego, który niebezpiecznie zabrzmiał tuż przy twoim uchu, wywołując dreszcz, który przebiegł wzdłuż linii twoich pleców, aż do karku.  
- Mój brat przepadł już dawno temu. Chyba powoli się przyzwyczajam – przyznałaś, choć w chwili, kiedy Ettréval opuścił mury Salem, twoich relacji z Megarą nie można było zaliczyć do najcieplejszych. Przyjazd do Hogwartu wiele zmienił, tutaj nierozważnym było pozwalanie sobie na nonszalancję. Ponadto Herondale była ci znana od dziecka. Zdaje się, iż musiałaś najzwyczajniej dorosnąć do momentu pojednania, godząc się z tym, że prędzej czy później Jules i tak nie byłby twoim bratem na wyłączność, choć gdzieś w głębi nadal odczuwałaś ukłucie zazdrości. Z drugiej strony... wiedziałaś, że trafi w dobre ręce. O ile sam nie postanowi po drodze zabłądzić – w te sprawy nie zamierzałaś jednak wtykać swojego nosa. Nigdy nie byłaś dobra w relacjach na płaszczyźnie damsko-męskiej. W zasadzie to... była to dziedzina, w której matka natura postanowiła pozbawić cię jakiegokolwiek talentu, pozostawiając w twojej głowie jedną, wielką, czarną dziurę.  
- Tego się właśnie obawiam. Chyba wolę, jak ukrywasz to pod niezmierzonymi pokładami ironii i uczczypliwości. – Sama nie byłaś lepsza, gdyby więc Cichy n a p r a w d ę postanowił być po prostu miły, chyba nie do końca wiedziałabyś, jak powinnaś się zachować. Zdawaliście się brać udział w nieustannym wyścigu, który rozpoczął się nie wiadomo kiedy, i którego chyba żadne z was nie zamierzało nigdy wygrać, napędzając siebie nawzajem do bardziej i więcej.
Manewry Cichego, w wyniku których znalazłaś się w jego objęciu, byłyby z pewnością łatwiejsze do strawienia, gdyby nie nagła obecność Wins i Cyrusa. W zasadzie to byłaś pewna, iż twoja kowbojska p r z y j a c i ó ł k a postanowi na podstawie tego widoku wysnuć własną tezę, której żaden głos rozsądku nie będzie w stanie zburzyć. Gorzej dla ciebie, jeśli po odejściu do stoisk z wróżbami, postanowiła obejrzeć się przez plecy – wtedy z pewnością nie umknąłby jej widok ciebie i Quietusa, znikających gdzieś w mrokach pokoju pod parasolem. Jednak to, co na postawie obserwacji postanowi bądź nie utkać Winona, było w tej chwili na tyle odległe, a być może i nierzeczywiste, iż nie zamierzałaś zaprzątać tym sobie głowy. Zwłaszcza, iż w tej chwili było ci wyjątkowo trudno zmusić swój umysł do logicznej pracy. Znajdując się w tak niekomfortowym dla siebie położeniu, w pierwszej chwili, oczywiście, miałaś w planach posłanie mu morderczego spojrzenia, a następnie zdzielenie jakimś felernym zaklęciem. Zamiast tego jedynie przyspieszył ci puls, a ty podniosłaś na niego swoje błękitne oczy. Gdyby Quiet próbowałby z nich cokolwiek odczytać, zagubiłby się w bezkresnym chaosie, zupełnie jak ty w tej chwili.
- Nic takiego – wzruszyłaś ramionami. - Pokłóciłam się z Winoną, dostałam od niej kilka nieprzyjemnych listów, więc jestem trochę przybita – wyjaśniłaś zupełnie obojętnym tonem dodając zupełnie machinalnie: – Przejdzie jej, możemy zająć się tymi głupimi wróżbami, to na pewno pomoże mi przestać o tym myśleć.
Na Merlina, gdyby faktycznie to był jedyny powód... Nie zamierzałaś jednak dzielić się pozostałymi z Ettrévalem. A raczej zwłaszcza z nim. Pozostawało ci więc jedynie liczyć na to, iż nie będzie drążył tego tematu, słuchając się ciebie i czym prędzej zabierając was z tego zbyt intymnego końca sali. Jakkolwiek by się nie starał i tak nie wyciągnąłby z ciebie niczego – chyba, że odważyłby się na wypowiedzenie zaklęcia legilimens - a to zdecydowanie nie było najlepszym pomysłem. Nie mogłaś chyba jednak liczyć na to, że tak łatwo uda ci się stąd umknąć. Tak samo, jak i Quietus mógł zapomnieć, że posłuchasz się jego po prostu wyrzuć to z siebie. Ktoś na górze miał niezaprzeczalne poczucie humoru i zaprogramował was tak, byście działali na przekór swoim sugestiom.  
Z drugiej strony... mogłabyś zostać tutaj na resztę wieczoru, prawda, O’Shea?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 25
Skąd : Helsinki
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 779
  Liczba postów : 191
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11401-joshua-mitsaen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11405-wyznawcy-i-oprawcy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11409-jezusowe-listy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11417-joshua-mistaen#306305




Gracz






PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Sro 2 Gru 2015 - 23:39

Zabawne, jak często w ostatnim czasie Joshua pojawiał się w Hogwarcie. Doprawdy, jeszcze rok temu ani mu się śniły takie zaproszenia i uroczystości, których jakoś dziwnie nie śmiał zaniedbywać. A może takowe dochodziły do jego skrzynki pocztowej, jednak on zwyczajnie zajęty całym zaćpanym bożym światem nie dostrzegał ich? Cóż, mogła to być jakaś interpretacja zdarzeń, zapewne nawet poprawna. Teraz jednak, z braku lepszej alternatywy na dzisiejszy wieczór, postanowił odwiedzić stare mury. Pewnie by tu w ogóle nie przyszedł, jednak okoliczności go do tego skłoniły. W Hogs bowiem nic się nie działo, toteż podjęto decyzję o jej wcześniejszym zamknięciu – przecież większość i tak będzie bawić się tutaj, co nie? Poza tym, Amy ostatnio musiała go opuścić na jakiś czas, względnie niedługi miał nadzieję, a perspektywa spędzenia samotnego weekendu nie napawała zbytnim optymizmem. Stąd właśnie jego obecność tutaj. Ale nie byle jaka obecność. Ubrał się bowiem dość ładnie, jak na dość mało przemyślaną stylizacje. Mimo tego zrobiła na nim tak duże wrażenie, że aż postanowił z niej skorzystać. Większy i zasadniczy problem pojawił się już przed samym wejściem do Świetlistego Pokoju. Swatki bowiem, wręczyły chłopakowi przypinkę z symbolem pik. Och, a więc z kimś tutaj będzie sparowany. No, no. Całkiem miło, nie można powiedzieć.
Cóż, przekroczył zatem drzwi przybytku. Teraz jedynie pozostawało czekać i rozglądając się za jakimś znajomym, skierował swoje kroki ku napojom. Chyba będzie potrzebował trochę alkoholu dzisiejszego wieczoru. JEDNAK.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1486
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 1356
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7531-katherine-nadia-russeau#211124
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7534-kat-russeau
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7533-poczta-kat-russeau#211125
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7535-katherine-nadia-russeau




Gracz






PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Czw 3 Gru 2015 - 0:34

-Też single? No proszę jak słodko- powiedziała siląc się na uśmiech. Whisky miała w innej butelce niż to było przewidziane więc teraz upiła jej łyk zupełnie na legalu. Bez strachu, że ktoś jej zabierze alkohol.
-Masz przystojnego kumpla wiewióreczko moja- powiedziała po czym dała przyjaciółce całusa w policzek, a Brandonowi posłała uśmiech. Gdyby on tylko wiedział, że tak naprawdę Katherine gardzi szlamami, a toleruje chłopaka tylko i wyłącznie dzisiaj. Slizgonka dziś miała świetny humor i widać było, że już jest wstawiona. Tańczyła i podskakiwała w miejscu niczym minionek. Radosna i szczęśliwa dziś mogła też popełnić mnóstwo głupstw, ale nie chciała spędzić tego wieczoru w nudny sposób, więc była praktycznie gotowa na wszystko, nawet na obściskiwanie się w damskiej toalecie ze swoją najlepszą przyjaciółką, przecież swoje ciała już znały więc nie byłoby to dla nich niczym szczególnym.
Jej wróżba była dziwna, z kotła pojawiła się jakaś dziwna morda gnoma, a potem to coś ukąsiło ją niby w palec. Syknęła z bólu o mało nie uderzając ręką Brandona, zatoczyła się jednak delikatnie praktycznie na niego wpadając.
-Przepraszam, Ben, nieeee Bruno, czekaj, przypomnij mi swoje imię przystojniaku- powiedziała stanowczym i poważnym tonem, a przynajmniej tak to brzmiało w jej mniemaniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Lima, Peru
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 3052
  Liczba postów : 1065
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10538-enzo-corrado-halvorsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10540-klusownik-prosto-z-peru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10539-peruwianska-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10541-enzo-halvorsen




Gracz






PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Czw 3 Gru 2015 - 0:57

Enzo, z sekundy na sekundę, czuł się coraz mniej komfortowo. Miał wrażenie, że większości albo w życiu na oczy nie widział, albo wszyscy w całej swojej złośliwości nie chcą pomóc mu z tą paskudną obręczą na ręce (obręcz z włosa, pozdrawiam), która już ciągnęła go dziwacznie w stronę tajemniczych kociołków. Nie lubił tak stać i wypatrywać cudów i być może spróbowałby się naprawdę posiłować z zaklęciem, uniemożliwiającym mu wyjście, gdyby nie pojawienie się pewnej Krukonki. Nie zdziwił się, kiedy zobaczył, że ma na sobie szkolny mundurek. Ten element jej garderoby był już dla niej, w jego oczach przynajmniej, tak charakterystyczny, że aż nieomal nieodłączny. Większym zaskoczeniem było to, że przypięła sobie do niego broszę, nic już nie mówiąc o tym jak się zachowała. W zasadzie spodziewałby się czegoś zgoła odmiennego, zwłaszcza, gdy mamy w pamięci to, jak obraziła się na niego na początku wypadu „na jednorożce”. Niemniej jednak, chociaż raz zareagował ze spodziewanym (chyba) entuzjazmem. Odciągnęła go na ubocze, a on nie protestował. Zmusił zdrętwiałe nogi do ruchu, dziękując sobie za wyzbycie się upartości, bo w nagrodę otrzymał muśnięcie wargami. Odpowiedział na nie swoim własnym, wywierając nań trochę większy nacisk niż ten, jakim z początku obdarowała go Shenae.
- Cześć. - odpowiedział, właściwie ignorując jej pytanie, a tuż po tym jak wyrzucił przypinki z symbolami karo, splótł palce ich dłoni, jednocześnie pozwalając zaklęciu na splecenie ich nadgarstków w uścisku włosia.
- Ładnie wyglądasz. - spróbował, mierząc spojrzeniem jej sylwetkę, zakutą jak zwykle w mundurek, doszukując się w swoich słowach naprawdę wiele prawdy, nawet jeśli z pozoru mogłoby się to wydać trochę ironiczne. Potem nagle jakby odzyskał rozum. Przypomniał sobie gdzie się znajduje, a ta myśl niekoniecznie napawała go optymizmem. Zacisnął usta, jakby w odruchu niepewności, a kiedy je rozluźnił, spłynęła z nich wątpliwość, która dręczyła go od chwili zapisania się na tę farsę.
- Powiedz mi… - zaczął, zastanawiając się nad sposobem, w jaki powinien ubrać swoje słowa. - co to są te Andrzejki?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 118
  Liczba postów : 119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11891-christa-white#319542
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11894-christa-white#319731
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11895-theodor#320948
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11896-christa-white#319589




Gracz






PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Czw 3 Gru 2015 - 11:04

Wzięła odważnie nowego kolegę za rękę i pociągnęła go w stronę wróżb. W końcu to byłą ta jedna z magicznych nocy, kiedy miała poznać swoją najbliższą przyszłość.
Czy wierzyła w to? Sama nie wiedziała, ale jeszcze kilka lat temu jej rodzina śmiała się z istnienia magii... Miała pewność, że w tym świecie wszystko jest możliwe.
-Zobaczmy co przyniesie nam los!- z wielkim entuzjazmem wzięła się za lanie woskiem. Nigdy nie była zbyt zdolna manualnie, dlatego miała duży problem z rozszyfrowaniem swojego małego dzieła.
Przyglądała mu się przez chwilę, w końcu wzięła go w dłonie i pokazała Sethowi z szerokim uśmiechem.
-W sumie przypomina mi to trochę kapelusz.- kiedy tylko wypowiedziała te słowa, na ich oczach woskowy twór zaczął rosnąć dziewczynie w rękach, po chwili już mogła cieszyć się nowym, eleganckim kapeluszem. Pamiątka na zawsze.
-Tutaj już chyba nic mnie nie zdziwili. Teraz twoja kolej.-zachęciła swojego towarzysza. Kiedy był zajęty laniem wosku mogła mu się dyskretnie przyjrzeć. Miał ciekawe rysy twarzy, wydawał się dzięki nim dość poważny i rozważny, jednak jak było w rzeczywistości? Pewna była, że kiedyś się przekona. Wszystko przecież przychodzi z czasem...Nie pozna człowieka w jeden wieczór, była jednak pewna, że zamierza się dzisiaj z nim świetnie bawić!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 160
  Liczba postów : 124
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11903-brandon-carter-filney
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11916-brandona
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11917-sowka-brandona
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11918-brandon-carter-filney#319921




Gracz






PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Czw 3 Gru 2015 - 15:20

- Co? Byłaś ze Ślizgonem? Chociaż w sumie Twoi rodzice byli z dwóch rożnych domów, nie? Eh... Morticia, może lepiej że teraz masz kogoś ode mnie, wiesz, u mnie są inteligentni czarodzieje. To znaczy oczywiście nie tak inteligentni jak ja ale krzywda Ci się na pewno u Krukona nie stanie. - Skomentował krótko życie miłosne swojej najlepszej przyjaciółki po tym jak pokazała mu swojego byłego, który de facto okazał się być Ślizgonem. Osobiście Brandon nie miał nic do Ślizgonów ale mogli sobie odpuścić już tą gadkę ze szlamami, bo jednak z czasem było to nie tyle nudne co nawet z lekka męczące. Ogółem tylko Krukoni wykazywali się chyba tutaj jakąkolwiek otwartością umysłu i starali się zrozumieć wszystko co ich otacza, tak samo chcieli rozumieć poglądy innych. To był jednak ten powód, który sprawiał, że częściej Krukoni wspierali Gryfonów w odwiecznej walce ze Slytherinem. Po prostu po przemyśleniu wielu spraw, każdy głupi dostrzegłby, że czystość krwi nie ma żadnego znaczenia. Najczęściej zresztą to właśnie czarodzieje półkrwi lub pochodzący od mugoli wykazywali większe zdolności magiczne.
- Brandon kochana, Brandon. - Odparł Kathriene i uśmiechnął się szeroko. Dopiero teraz dostrzegł te uszy u Ślizgonki.  - Ooo! Ty też powinnaś słuchać innych? Ej, ale Ty masz lepsze uszy! Mi tylko obrosły sierścią. - Chciał mieć takie kocie uszy. Były fajne. Ale może magia wróżb uznała, że powinien mieć takie uszy a nie inne? Niezbadane były wyroki tajemniczego losu, który kierował tym wszystkim. Cóż za przemyślenia!
Napił się ze swojej butelki Ognistej Whiskey i skrzywił się kiedy poczuł pieczenie w gardle. Po chwili poczuł się o wiele odważniejszy i bardziej otwarty.
- Gnomy są słodkie! Chciałbym je kiedyś hodować w ogródku! - Stwierdził i zjadł sobie kolejną czekoladową żabę. Uwielbiał jak mu się jeszcze ruszały w ustach i rozpływały.
Po chwili podeszła do nich jakaś Gryfonka, chłopak nie kojarzył jej za bardzo, może z widzenia. Ale widać było, że ta Gryfonka @Willow Smith zna jego przyjaciółkę!
- O! Jak fajnie! Im nas więcej tym lepiej!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2739
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Czw 3 Gru 2015 - 16:35

Shenae nie odczuła efektu zaklęcia z prostej przyczyny. Kiedy weszła do pomieszczenia, z własnej woli szukała w nim Enzo. Nie potrzebowała do tego żadnej magii. Nic więc dziwnego, ze kiedy coś oplotło ich nadgarstki, automatycznie spróbowała cofnąć rękę, nie wiedząc co miał znaczyć srebrzysty włos owijający się wokół ich przegubów. Byłaby się może z tym mocowała dłużej, gdyby sam Halvorsen, w zaistniałych okoliczności, nie splótł ich palców razem. Uniosła do niego spojrzenie, nie bardzo rozumiejąc czy to jego sprawka, czy magii w powietrzu. Dla pewności rozejrzała się po pomieszczeniu. Po sali krążyło już kilka osób przymocowanych magią zaklęcia do siebie nawzajem. Dlatego uznała, że nie zrobi to różnicy czy ona i Enzo będą kolejną parą, pozwalającą sobie na takie przywiązanie w miejscu całkiem publicznym, w który w każdym momencie mógł się zjawić nauczyciel na dyżurze.
W mundurku? — spytała, wpatrując się w tęczówki oczu chłopaka, bo nawet on wyglądał lepiej od niej, w wyjściowej szacie, nieźle w sumie wystrojony. Sięgnęła wolną ręką do jego kołnierzyka, poprawiając go krótkim, zdecydowanym ruchem — Nie wiedziałam, że to jakaś okazja, na którą trzeba się konkretnie wystroić — mruknęła niezadowolona, bo była chyba jedyną osobą, która przyszła tu w stroju szkolnym. Gdyby nie była sobą, może by ją to trochę skrępowało. Tymczasem przygładziła dumnie spódnicę, stwierdzając, że i tak wyglądała lepiej niż połowa wystrojonych jak pawie ludzi w pomieszczeniu — Andrzejki? — powtórzyła za Enzo — hmmm, nie jesteś czasem pół-krwi czarodziejem? — zdziwiła się, że czasami wiedziała nawet więcej od niego. Z drugiej strony, nie musiała się stresować, że zagnie ją w jakiejś innej dziedzinie wiedzy niż opieka nad magicznymi stworzeniami.  — Wydaje mi się, że to coś jak wróżbiarstwo, tylko, że mugolskie i bez magicznej kuli. — i wspinając się na palce, jako, że Enzo stał dokładnie w takim miejscu, że zasłaniał jej cały czarodziejski świat, spojrzała z nad jego ramienia na umieszczone w pomieszczeniu atrakcje. — Chcesz sobie powróżyć ze świeczek? — zasugerowała nienachlanie, nie chcąc się przyznawać głośno, że interesowało ją to całe niemagiczne wróżenie. Była ciekawa co z tymi świeczkami w ogóle można było zrobić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 20
Skąd : Rosja, Syberia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 3036
  Liczba postów : 1805
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8036-zilya-nikolaevna-fyodorova
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8073-syberyjska-dzikuska#225025
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8071-syberyjska-sowka#225017
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8067-zilya-fyodorova




Administrator






PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Czw 3 Gru 2015 - 20:13

Przed jej oczami widniały tylko licznie stoiska z wróżbami. Nerwowo przestępowała z nogi na nogę, gdy tłumnie zebrani uczniowie torowali jej drogę do prędkiego poznania przyszłości. A jako, że przekleństwa w rosyjskim języku zdawały się do nich nijako trafiać, to towarzyszyła jej odrobinę nerwowa atmosfera. Już dostrzegła światełko w tunelu, już poprawiła zloty pas, by bojowo ruszyć przed siebie, nokautując wszystkich wokół łokciami, gdy niespodziewanie niemalże na swych plecach poczuła czyjeś słowa. Serce jej do gardła podskoczyło, a jako, ze był to jakiś męski głos (na pewno bardzo wrogi) to Fyodorova niewiele myśląc, z łokcia postanowiła potraktować swego napastnika. Przestraszył ja! I jeśli tylko rzeczywiście mu przywaliła, to niewiele sprytne było to posuniecie. Otóż w chwili, gdy chciała go walnąć, jej ręka z tajemnicza silą została pociągnięta do tylu, tylu, tak by złączyć się z tą Elliottową. Aż na niego wpadła o te pól kroku - takie to było pociągnięcie.
- Co to za chujstwo - powiedziała szybo się odsuwając i szarpiąc swoja sklejoną rękę z Elliottem. Już chciała nakrzyczeć na niego by cofnął ten urok, kiedy zorientowała się ze tutaj na sali wszyscy tak mają. Popatrzyła na chłopaka z mieszaniną złości, a i zaskoczenia.
- I niby po jaka cholerę masz za mną wszędzie łazić? - zapytała z lekką wrogością do tego pomysłu, bo realnie nie rozumiała jego przesłania. Ona tu chciała posłuchać o swej przyszłości, o tym czy tatko będzie cały i zdrowy, tymczasem miała mieć Gryfona jako cień. Jeszcze cień, który ją straszy, czy co to on tam próbował zrobić.
- Chodź, muszę iść do tych stoisk - urwała temat i komplementy. Wolałaby brać, niż o mówić błyskotkach. A już na pewno nie gadać o tym, czy się wystroiła. Bo owszem, w swoim mniemaniu wyglądała bajecznie, zwłaszcza, gdy ciągnąć go za rękę, wbijała mu liczne pierścionki w palce. Nie miała słabych rąk, choć mniejsza była od niego o głowę. Pociągnęła go, dalej pchając się w tłum ludzi i starając się wymyślić co zrobić żeby on za bardzo nie nasłuchiwał jej wróżb - mogły znów być prawdziwe.
Swoją koronę wsunęła za pasek sukienki, tak by jej nie zgubić, wszakże mogła być warta parę groszy.
- Zajebałeś ją jakiejś pierwszorocznej? - Rzuciła, gdy posłała w jego kierunku sekundowe spojrzenie, przy okazji wyłapujące ów ozdobę głowy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : California i Alaska
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 464
  Liczba postów : 439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11628-cyrus-milos-lynford
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11637-troche-sporo-spie-ale-i-tak-chce-miec-ziomkow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11636-lisciki-i-inne-duperelki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11638-cyrus-milos-lynford




Gracz






PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Czw 3 Gru 2015 - 22:21

Dosłownie nie zdążyłem zareagować na odpowiedź Winnony. Posłałem jej tylko bardzo pytające spojrzenie i zamilkłem, bowiem znajdowaliśmy się już zbyt blisko naszych ziomków, by w tej chwili dyskutować o tej małej dramie. Gdyby chociaż parę kroków wcześniej powiedziała mi co jest grane, może spróbowałbym niepostrzeżenie skręcić, udając, że w tej chwili koniecznie muszę pogadać z naszymi innymi znajomymi. Na wszystkie te zabiegi było jednak za późno, bo oto stanęliśmy przed Ceres i Quietusem w jakiejś najbardziej niezręcznej sytuacji ever.
- Pewnie chcą żebyśmy chodzili parami do tych kabin, bo może mają niski przyrost naturalny. Swoją drogą, ciekawe, czy jakaś parka pójdzie dziś się ruchać po kątach i w połowie ogarną, że nie są w stanie zdjąć z siebie górnej części ubrania - przy okazji miałem nadzieję, że nie będzie mi za chwilę cholernie gorąco i to ja nie będę próbować zdjąć marynarki, która na zawsze zawiśnie na naszych rękach.
Parka, do której podeszliśmy, zdawała się nie tylko być w kiepskim nastroju do rozmów, ale i nie próbowała improwizować tak jak my. Było więc na tyle dziwnie, że na propozycję ruszenia w stronę budek momentalnie przystałem bez protestów. Z resztą, już mnie skręcało, by tylko wypytać o te niesamowite nowinki.
- No ok, idziemy ćwiczyć zaklęcie trzymające, ale rozpinającego nie znam, więc jednak będziesz mnie musiała wyręczyć - rzuciłem na odchodne. Zakładałem, że takie nie istniało, chociaż pewnie to tylko ja o takim nie słyszałem, po prostu wcale nie było potrzebne.
Kiedy odeszliśmy parę kroków od naszych Amerykańskich znajomych, a ja byłem pewien, że Ci nas już nie słyszą, zatrzymałem gwałtownie Wins, patrząc na nią wyczekująco.
- COOO? Kolosova? Jakoś, nie domyśliłbym się. Ale w sumie, dobrze byście razem wyglądały - pogrążyłem się na chwilę w wyobrażeniach tych dwóch dziewczyn, namiętnie do siebie przyklejonych. - Myślałem, że jak ktoś mówi takie rzeczy najlepszej przyjaciółce tej na którą leci, to właśnie po to, by ta jej kiedyś to powiedziała - stwierdziłem, odnosząc się do jakichś prehistorycznych czasów, gdy tak jeszcze robiłem. Już chciałem Wins pięknie objąć na pocieszenie, kiedy zauważyłem, że próbując to zrobić, ciągnę ją za jej własną rękę, wykręcając ją gdzieś na jej plecy. Szybko więc przestałem, wybierając kierunek budki.
- I co byś zrobiła z Kolosovą, gdyby nie O'Shea? Możemy jej tu jeszcze dziś poszukać. A skoro jesteśmy sklejeni przez Anglików, wygląda na to, że będę musiał uczestniczyć we wszystkim razem z wami - zapowiedziałem poważnie, przeczesując moje gęste włosy i święcąc srebrnym zegarkiem. Jednocześnie doskonale wiedziałem, że coś marne mam szanse na ten grzeszny plan. Bo w istocie, na pewno nie interesowało mnie przysłuchiwanie się ich pogawędkom, czy czemuś równie nudnemu.
Chwilę po tych pogawędkach, zaczęliśmy lać wosk. Musieliśmy sobie słodko w tym wzajemnie pomagać, czyli pewnie porządnie ubabraliśmy sobie ręce. Tak czy siak, moim proroctwem okazał się być motyl, który nagle się poderwał i zaczął latać mi nad głową. Ponoć symbolizował zmiany.
- Czekają mnie zmiany. Czyli może na kolejnym balu, nie dadzą mnie z Tobą w parze. Chyba na niego nie pójdę. - powiedziałem robiąc wielkie przerażone oczy. Jaktotak, bal i to para, którą nie jest jego ex, obecna przyjaciółka, z którą czasem tajniacko się całuje pod stołami?

lanie wosku: 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Santa Monica, USA
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 428
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 360
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10007-quietus-ettreval#279078
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10008-cisza-przed-burza
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10065-cichnacy-szept#280286
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10074-quietus-ettreval#280494




Gracz






PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Czw 3 Gru 2015 - 23:13

W towarzystwie Ceres, czuł się wyjątkowo dobrze. Wpierw godziny mijały na drobnych uszczypliwościach, aktach szaleństwa i chorej brawury; dopiero później nadchodził ten szczególny moment, aby sypnąć garścią kilku minut szczerości. Cały ten przebieg przypominał wyidealizowany schemat chaosu, wedle którego żyli od samych swoich początków. Za pomocą krzyku umieli się komunikować. Za pomocą ciszy umieli się uspokajać. Szaleństwo było jednym z gorących ogniw, które ich do siebie niebezpiecznie zbliżało na cienką krawędź ryzyka; jakby kusząc ich skokiem prosto w ciemną toń otchłani czegoś nieznanego. 
Był zaskoczony jej odpowiedzią. Zdziwienie sięgało więc zenitu, gdy jasnowłosa istota podniosła najpierw swoje jasne tęczówki na niego  i chociaż nie umiał nic wyczytać z jej spojrzenia, to odniósł dwojakie odczucie, że podzieliła się z nim wyłącznie słodko-gorzką półprawdą. Kłótnie z Winoną, zazwyczaj obnosiły się pewną specyfiką i Quiet dałby sobie rękę uciąć, że w ich aktualnym położeniu - obie musiały przeżywać wyjątkowo ciężko swoją próbę, jaką wystawiła im wieloletnia przyjaźń. Emocjonalne rozbicie Ceres, niezwykle mocno odbijało się na samym Quietusie. Chronieni przez jego tandetny parasol, który dawał im swoistą osłonę przed ciekawskimi spojrzeniami; Cichy mógł na wiele sposobów z powrotem postawić do pionu Cesię. Mógł dokonać włamu na jej chaotyczny umysł, mógł nawet wedrzeć się głęboko wbrew jej woli, do samej duszy.
Zmiękł jednak pod wpływem jej intensywnego i zarazem niewinnego spojrzenia.
Znał na pamięć każdą symbolikę, na to jak w jaki sposób niego spoglądała. Widywał w jej oczach iskierki przekory, nawałnice złości i ciskające piorunami, mordercze spojrzenia, którymi go częstowała średnio czterdzieści dziewięć razy dziennie. Z rzadka jednak widywał w jej jaśniutkich tęczówkach, ogrom tej całej chaotyczności, która gromadziła się w jej drobnym ciele. Niczym skumulowana energia, mimowolnie tknęła nią samego Quietusa. Jako, że zdobywał dalsze etapy sztuczek umysłowych, był szczególnie wyczulony na czyjeś emocje. Myśli, uczucia, zmienne nastroje.
Umysł Cesi był dla niego otchłanią wszystkiego. Odnosił nijakie wrażenie, że gdyby tylko próbował obrócić w nicość jej mury obronne, zatonąłby w jej wspomnieniach. Zbłądził w czystym szaleństwie i doznałby najprawdziwszych oznak wariactwa. Tego samego zaznałaby również O'Shea, gdyby próbowała wedrzeć się do jego umysłu.
Podtrzymując parasol, powoli zsunął swoją ciepłą dłoń z jej talii i nie wiedząc czemu, przesunął swoje kościste palce na jej kruchy nadgarstek do którego był przywiązany włosiem jednorożca. Nie bacząc na to, iż wystrzępione, magiczne więzy znaczyły czerwonawe ślady na jego skórze, zacisnął wokół jej nadgarstka, swe palce w parodii czułego uścisku. Ciemne ślepia Cichego ponownie wbiły się w te jaśniejsze i jakby chcąc jej dodać nieco otuchy - w dalszym ciągu skrywając się pod mrokiem parasola -  najzwyklejszym ludzkim odruchem, przyciągnął jasnowłosą do swojego ciała, aby móc ją całą uścisnąć. Sprawa wzajemnego związania, jedynie ułatwiła mu tą opcję, poprzez łagodne szarpnięcie dziewczęcia ku sobie. Zniżył także głowę, aby ułatwić ich komunikację i westchnąwszy przeciągle, przez krótką chwilę wyłącznie milczał. Mimochodem wysłuchiwał bicia ich serca, wyłapywał szmer rozmów wokół nich i starał się wymyślić jakieś sensowne słowa, aby móc rozwiać złe i ponure myśli, kłębiące się w głowie mistrzyni oklumencji. Ostatecznie zaś skrzywił się sam do siebie, i odchylając nieznacznie głowę do tyłu, łypnął z zadziwiającym spokojem w stronę sufitu i odrzekł:
- Wróżby w taką noc jak ta, zazwyczaj się sprawdzają. Dlatego nie będę wróżył, ale ciebie bardzo chętnie pchnę ku strasznemu przeznaczeniu. - wymamrotał pod nosem i wywracając oczami, obdarzył dziewczę imitacją swego złośliwego uśmiechu. Zgrabnym ruchem z powrotem zamknął swój rekwizyt, Ceresową zaś na nowo, zwinnie owinął wokół swojego ramienia - tym razem  w tenże sposób, aby ich słodkie zniewolenie rzucało się w oczy każdej napotkanej na imprezie, osobie. Prezentując swoje nienaganne maniery, podprowadził Cesię do stoiska z wróżbami i kłaniając się głęboko przed O'Sheą - wolną dłonią wskazał na pierwszą miejscówkę do lania wosku.
- Lanie wosku, typowo mugolska  zabawa polegająca w dużej mierze na kolekcjonowaniu poparzeń dziesięciu palców, stopnia nieco większego niż trzeciego. W misce wody, chwilę później musisz doszukiwać się dziwacznych kształtów, które z pewnością wstrząsną twoim życiem. Problem w tym, że twoje życie jest już przepełnioną adrenaliną. Jak zyskasz apetytu na jeszcze więcej, to zgłoś się do mnie. - skomentował z krzywym uśmiechem i kiwnąwszy teraz łbem w stronę swych ukochanych kotłów, mimowolnie zastukał swą parasolką w podłoże. Przez chwilę obserwował zmieniające się opary jakiejś prawdopodobnie uniwersalnej mikstury i zadarł do góry brew.
- Stawiam dwadzieścia galeonów, że te opary wywołują jakieś halucynogenne wizje. A halucynogenny są fajne. I wbrew pozorom, pioruńsko trudne do zdobycia.  Może uda nam się zakosić chociażby jedną fiolkę tegoż specyfiku? - spytał się mimowolnie swojej towarzyszki i powoli zbliżając się do jednego z kotłów, bezceremonialnie nachylił się nad nim, aby spróbować odgadnąć z jakich to składników, zmieszali taki niecodzienny wywar. I kto im dał zezwolenie na prawilne odurzanie studentów i uczniów? Wzruszywszy niedbale ramieniem, przekrzywił łeb w stronę Cesi i obdarzając ją ciut wyzywającym do ryzyka, uśmiechem; wskazał palcem to na kocioł, to na jej długie włosy, jednoznacznie jej sugerując, że oddaje dziewczynie swe pierwszeństwo.
- Tylko mnie nie wciągaj w tą całą durną, dziewczyńską zabawę. - jęknął cicho, wyraźnie dając jej do zrozumienia, że żadna siła ludzka ani magiczna, nie zmusi go do wrzucenia swego włosa - tym bardziej do jakiejś podejrzanej mikstury. Prawda, Ettréval?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 20
Skąd : Texas
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 410
Dodatkowo : kapitan wygranej drużyny Q
  Liczba postów : 433
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11658-winona-hensley#311603
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11662-chodzcie-ziomki#311734
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11661-teksanska-masakra-sowa#311729
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11695-winona-hensley#312749




Gracz






PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Pią 4 Gru 2015 - 2:44

Uśmiecha się do swojego partnera wesoło, kiedy ten zauważa kolejną błyskotliwą rzecz związaną ze złączonymi dłońmi. Są tacy mądrzy, może faktycznie ich dobrze dobrali.
- Trochę dziwne znaki nam dają. Z jednej strony musimy razem miotać się po kabinach, z drugiej tak naprawdę nie możemy się rozebrać – dodaje na koniec, tym razem tylko w stronę Cyrusa. Quietus i Ceres do, których podeszli gapili się na nich, jakby Wins i Cy byli zmutowanymi trollami, a na dodatek mówili w ich języku. Partner jej przyjaciółki najwyraźniej mocno manifestował fakt, że jest po stronie Ceski, bo nawet nie przywitał się z dwójką Amerykanów. Winona splunęła na ziemię i zrobiła do niego głupią minę, przy próbie zwrócenia na siebie jakiejkolwiek uwagę, choćby pełną dezaprobaty. Po chwili ucieka z Cyrusem od ludzi- zombie. Kiedy rzuca im niepokojące spojrzenie po tym jak się oddalili od nich, widzi jak znikają za parasolką. Jednym uchem słucha przyjaciela, ale tak naprawdę patrzy na ich dwójkę dobrych ziomków, którzy byli bardzo blisko siebie. Dopiero „Coooo” Cyrusa rozbudza Królową Teksasu.
- Patrz! Oni na pewno sypiają ze sobą odkąd zaczęli się tak dziwnie zachowywać! Ceres z pewnością i o tym nie pomyślała, żeby mi powiedzieć! – niemalże wykrzykuje Winona machając przy tym dziko rękami, czyli również dłonią Cyrusa. Tupie dziko kowbojką i zaczyna iść jeszcze szybszym krokiem do budki z woskiem. Nic nie mówi na jego komentarz, że ładnie by razem wyglądały, bo po pierwsze, jest zirytowana, po drugie, pewnie nie ma dziewczyny, z którą według Lynforda źle by wyglądała.
- Widzisz! Nawet ty wiesz takie rzeczy! – oddycha z ulgą kiedy jej wierny kompan przyznaje jej rację. Obdarza go w nagrodę spontanicznym pocałunkiem w policzek. Ten próbuje za to ją objąć, czy co tam do diabła zrobić, ale zamiast tego o mało nie wykręca jej ręki. Winnie syczy z bólu, parę razy karci go głośno, dopóki ten nie zaprzestaje tych marnych prób. Niestety oni nie mają nawet połowy nonszalancji ich dwójki przyjaciół, którzy zachowują się, jakby urodzili się z końskim ogonem na rękach.
Zastanawia się nad pytaniem Cyrusa i ponownie ignoruje jego podteksty zawierające ją i Kasię w intymnych stosunkach.
- Pewnie poszłabym z nią na randkę. Teraz już za późno – mówi Winnie i wzrusza ramionami.
Potem przechodzą do znacie przyjemniejszych rzeczy. Co prawda są cali ubabrani od wosku, ale przynajmniej jest zabawnie i chociaż na chwilę zapomina o problemach. Winona wybucha głośnym śmiechem na komentarz Cyrusa o jego wróżbie. Ta kwestia tak strasznie ją bawi, że chrumka niechcący ze dwa razy, chociaż uparcie zasłania buzię ich złączonymi dłońmi.
- Teraz ja! – krzyczy Winona i próbuje określić co to ma za wróżbę. W końcu wyjmuje wosk z wody, a ten zaczyna powiększać się do rozmiarów prawdziwego kapelusza. – Dokładnie tego potrzebowałam! – mówi poważnie Winnie i stara się nałożyć swój nowy nabytek na ten kowbojski. Nie wiedziała dlaczego Anglicy uparcie obdarowywali ją czapkami oraz Lynfordem.
- Sukces! Czy nie miałam już mieć sukcesu po ostatnim balu? – zastanawia się Winnie, lądując gdzieś w odmętach tamtego balu, ale średnio go może poskładać na kawałki.

5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Lima, Peru
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 3052
  Liczba postów : 1065
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10538-enzo-corrado-halvorsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10540-klusownik-prosto-z-peru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10539-peruwianska-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10541-enzo-halvorsen




Gracz






PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Pią 4 Gru 2015 - 10:59

Nagle jego spojrzenie jakby nieco się wyostrzyło.
- Tak. - odpowiedział, zadzierając przy tym nieznacznie brodę do góry. - Jak zwykle zresztą.
Uzupełnił, nawet nie patrząc w stronę tych wszystkich odstawionych dziewczyn. Poczuł się przez sekundę mało komfortowo, kiedy Shenae muskała palcami jego kołnierzyk. Wszystko dlatego, że niekoniecznie czuł się dobrze w takim stroju. Nie dość, że nie przepadał za strojeniem się, to w dodatku ta szata wcale nie była taka nowa i dopasowana jakby sobie tego życzył. Powinien wybrać się do jakiegoś sklepu z odzieżą i wreszcie zakupić nową. Teoretycznie powinno być go stać, skoro teraz pracował w menażerii.
- Nie mówili Ci, kiedy się zapisywałaś? - poddał w wątpliwość jej słowa, najwyraźniej podejrzewając ją o pewnego rodzaju gapiostwo. Zaraz jednak machnął wolną ręką, uznając to za bardzo nieważne i zmarszczył brwi.
- Wychowywała mnie czystokrwista czarownica, zapomniałaś? - przypomniał jej, przez chwilę zastanawiając się czy ta pewna niewiedza na różne tematy, jaką się odznaczał, naprawdę jest taka dziwna. - Nigdy nie obchodziliśmy mugolskich świąt.
No bo co Emelina mogłaby na ich temat wiedzieć? Może wtedy, kiedy żyła z ojcem… ale jego Enzo też nie wyobrażał sobie nad kompletem świec i kluczy. W związku z powyższym znowu poczuł się trochę zagubiony w tym wszystkim, ale starał się po sobie tego nie pokazywać.
- Niech będzie. - stwierdził, w sumie też zaciekawiony tym, po co komu świeczka do wróżenia. Zaprowadził dziewczynę do odpowiedniego stanowiska, bardzo zdziwiony tym, że musiał wybrać sobie miskę z wodą. Wziął jakąś, pierwszą lepszą, rozstawiając swoje zdobyczne na ziemi, biorąc też kilka świeczek i kluczy, bo chyba właśnie o to chodziło.
- I co teraz? - zapytał zdezorientowany, marszcząc brwi, kiedy skończyły mu się pomysły.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Skąd : Johannesburg, RPA
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 249
  Liczba postów : 133
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11534-elijot-van-der-vyver#309551
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11548-to-ja#309688
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11549-to-sowa#309689
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11541-elliott-van-der-vyver#309590




Gracz






PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Pią 4 Gru 2015 - 14:05

O dziwo, zamiast ataku na moją nieskazitelną facjatę tudzież inną szlachetną część ciała, jedynie błysnęło, trzasnęło i bang – byliśmy z Zilą związani na resztę wieczoru. Oby nie na resztę życia, bo jakoś nie widziało mi się konserwowanie mojej maszyny w jej obecności. Znaczy... mam na myśli mój motocykl! Swoją drogą ciekawe, czy ta Dzikuska z końca świata w ogóle wiedziała, co to motocykl. Puściłem wodze fantazji, wyobrażając sobie, jak zwiewa na ryk takiego ogromnego, żelaznego potwora, bo pewnie w tej jej niecywilizowanej Syberii to nawet maszyn nie znali. Tylko skóry i dzidy. A właśnie, dlaczego nikt nie wpadł na to, żeby zamiast tiar dać nam dzidy? ALBO CHOCIAŻ WYKAŁACZKI?
- Najwyraźniej jestem twoim wymarzonym partnerem, handluj z tym. Co to, głowa gorzej pracuje na mrozie, że się czytać nie nauczyłaś? A może jak coś nie jest zapisane w tych twoich prymitywnych szlaczkach to nie kumasz sensu? – NO PRZECIEŻ NAPISANE BYŁO W OGŁOSZENIU, LOL. Jak nie chciała, to się mogła nie wpisywać, dostałbym może jakąś fajniejszą sztunię (mimowolnie zacząłem rozglądać się w poszukiwaniu @Winnie Hensley, co nie okazało się trudnym zadaniem, bo niemalże od razu dostrzegłem dwa kowbojskie kapelusze – ktoś przydzielił jej jakiegoś fagasa z Salem, ale chała) ALE W GRUNCIE RZECZY nie mogłem narzekać, bo Zila najbrzydsza nie była. I tak się śmiesznie stawiała. I pyskowała. Serio, wiecie, jak to wyglądało? Kojarzycie te wszystkie małe, ujadające pieski, które przypominają raczej szczury, ujadające na niewzruszone olbrzymy, rzucające lolem i pogardą? No, to właśnie tak.
Jak się tak rozglądałem, to mój wzrok napotkał też @Shenae D'Angelo, na widok której prawie się poplułem. Elo, nawet ja wiedziałem, że jak jest imprezka, to trzeba się odstawić jak na otwarcie lasu. Ja! A ja byłem przecież Z AFRYKI.
Egzotyczna bomba.
Zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, wbiła mi swoje pierścionki w łapę, ciągnąc do tych WRÓT PRZYSZŁOŚCI. Wywróciłem jedynie oczami, stwierdzając, że im szybciej to będziemy mieć z głowy, tym wcześniej uda mi się ją zaciągnąć w jakieś bardziej ustronne miejsce, bo przecież to chyba było oczywiste, że ta wrogość i obojętność to tylko marna próba zamaskowania tego, jak batdzo na mnie leci. I CZY JA POWIEDZIAŁEM, ŻE ZILA WYGLĄDA NIEBAJECZNIE? No jak dla mnie to jej kreacja powalała wszystkie inne na głowę. Tam jakieś Amerykanki przylazły w soich POSH kiecach, Hensley oczywiście zarzuciła na siebie coś, jakby wróciła z dojenia krów (to, że najlepiej wyglądałaby nago, ustaliliśmy już dawno temu!), większość gąsek z Hogwartu wbiła się w jakieś nudne, mugolskie sukienki, a jedna Zila miała klasę (to pewnie przez te świecidełka). Chociaż tyle, że moja partnerka potrafiła się ubrać...
- Widzisz tamtą młodą? – wskazałem naszymi splecionymi dłońmi na @Amy Mitchel. – Powiem ci prawdę – zrobiłem teatralną pauzę. No wiadomix, że gdyby nagle zabrakło mi talentu magicznego, mógłbym zostać pięciogwiazdkowym aktorem. – Jak tylko zobaczyłem, że ta niewinna istota ma spędzić z tobą resztę wieczoru, postanowiłem ją wybawić od tak straszliwego losu, zamieniając jej tiarę na, eee... – z takiej odległości nie mogłem dojrzeć, co tam miały za znak rozpoznawczy, bo w wychowałem się w Afryce, ale jakoś nie urodziłem się ze zdolnościami afrykańskich zwierząt - no, zamieniając się. Wiesz, Gryffindor i te sprawy. Chociaż nie, ty pewnie nie wiesz – przyznałem, przypominając sobie, że jest Ślizgonką. – A co, ostrzysz sobie na nią pazury? Podoba ci się? Zapomnij, bym się zamienił, ta mi siedzi do stylówy. Chyba, że chcesz ja opchnąć. Mógłbym ewentualnie pójść na jakiś układ.
Najchętniej przyjąłbym zapłatę w naturze. I nie chodziło mi wcale o jakieś futra...
- Swoją droga, co ci się tak pali do tego wróżenia? - zapytałem, a w tej samej chwili do głowy przyszedł mi fajowski pomysł - Ja ci powróżę, Zila. Dobry w tym jestem, tylko wiesz, nie ma nic za darmo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2739
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Pią 4 Gru 2015 - 21:14

Czy mówili jej, jak powinna się ubrać? Może wspomnieli coś o tym, że wyjściowo. No to ubrała przecież wyjściowy mundurek i wyjściową szatę. Wszystko się zgadzało. Tymczasem oglądając się po innych, stwierdziła, że tylko ona potraktowała te zalecenia tak dosłownie. Odetchnęła w sumie nieprzejęta tym, jak wyglądała. Skoro Enzo się podobało i jej wcale nie przeszkadzało, to o co cała afera? Przynajmniej nie potykała się na swoich butach, jak większość obecnych tu panienek.
Skoro tak mówisz — skwitowała tylko w ten sposób kwestię stroju, obierając wraz z Krukonem kierunek na stoiska. Po drodze minęli się z @Zilya Fyodorova i @Elliott Van der Vyver, którzy chyba, przynajmniej z początku, zmierzali w tym samym kierunku. Nie mogła nie uśmiechnąć się do Gryfona wrednie:
A ty jeszcze masz energię imprezować? Wygląda na to, że na następnym treningu musimy Cię bardziej zmęczyć — mruknęła, zanim poczuła lekki napór na nadgarstku. Zwolniła tempa, pozostając w tyle, więc obróciła się jednak do przodu, wracając uwagą do Enzo i stoisk ze świeczkami. Sama nie miała pojęcia co dokładnie mieli zrobić z miską, świeczką i kluczem w ręku, ale bardzo błyskotliwie sięgnęła po wytłumaczenie wróżb, w którym znajdowała się również krótka notka dla czarodziei ze sposobem użycia tego jakże specjalistycznego sprzętu. Pomachała kartką przed nosem krukona, wyraźnie rozbawiona jego brakiem spostrzegawczości.
A czy ta czystokrwista czarownica nauczyła cię czytać? — zakpiła w typowy dla siebie sposób, choć nie mocno wycentrowany na bycie wrednym. Po prostu musiał się już przyzwyczaić do pewnego sposobu wypowiadania się D’Angelo, który uwzględniał częste używanie sarkazmu i kpiny. — Tutaj jest napisane, żeby to złapać —przysunęła sobie miskę Enzo, użyczając ją sobie od niego i uniosła klucz nad wodą, stwierdzając w tym momencie, że brakuje jej świeczki.
I teraz ty musisz przelać wosk ze świeczki przez dziurkę do klucza — czy jemu też brzmiało to tak samo bezsensownie jak jej? — tak tu jest napisane… — mruknęła nieprzekonana, dodając zarówno jemu, jak i sobie trochę pewności, zanim jeszcze dla rozwiania wątpliwości przeczytała ten tekst od nowa. — Znaczy, ja powinnam to zrobić, ale jakby trochę brakuje mi rąk. — poruszyła się w miejscu, siadając wygodniej na swoich nogach, ich dłonie kładąc sobie na udzie, kiedy skoncentrowana patrzyła na wręczoną mu świeczkę.
Byłabym niezmiernie wdzięczna, gdybyś spróbował mnie nie poparzyć... i możliwie, gdyby Ci się to udało.— rzuciła ni to prośbą ni nakazem i trąciła go lekko łokciem, bo trochę zaczynała jej drętwieć ręka od tej pozycji.

Kostka - lanie wosku: 1 tylko jedna, bo She współpracuje z Enzo, on dorzuci drugą na wspólną wróżbę
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Oxford
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1107
  Liczba postów : 231
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11544-seth-azriel-xenos-quinn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11569-przyjacielski-dla-wszystkich
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11570-sowka-setha
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11571-seth-quinn




Gracz






PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Pią 4 Gru 2015 - 21:58

W sumie zadowoliło go to, że Christa zgodziła się na wróżby, w końcu jakoś trzeba czerpać radość z andrzejkowego balu, tworzyć wspomnienia. Dziewczyna jako pierwsza lała wosk, kształt w który zasechł roztopiony wcześniej składnik świecy przypominał kapelusz. I niedługo potem wosk w kapelusz się zmienił.
- No proszę, całkiem gustowny - odparł, uśmiechając się do towarzyszki. - No dobra, zobaczmy co mnie czeka - rzucił, biorąc do ręki klucz i pojemniczek z płynnym woskiem.
Ostrożnie przelał zawartość pojemniczka przez dziurkę od klucza i cierpliwie poczekał, aż wosk całkiem zastygnie. Wyjął ulany kształt z wody i dokładnie mu się przyjrzał.
- Wygląda jak ucho, nie sądzisz? - rzucił.
Pewnie chodziło o to że czasami ludzie go nie słuchali, a to właśnie było przyczyną tego że zdarzało mu się czuć odrzucenie. Ciekawe czy ucho również przybierze realne rozmiary, pomyślał, a chwilę później poczuł jak w uszy robi mu się cieplej. Przytknął dłoń do jednego z nich i poczuł miękkość futra.
- Christa, chyba coś nie tak z moimi uszami... - zwrócił się do dziewczyny. - Nie wyglądam głupio? - zmartwił się.

Kostka: 8
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28895
  Liczba postów : 36453
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Pią 4 Gru 2015 - 22:17




Wianki


W kącie sali, na podłodze oraz na dwóch podłużnych stołach ułożono kwiaty i wszelkiego rodzaju ozdoby. Nad nimi stała jedna z praktykantek, instruując podchodzących do niej uczniów. Pragniesz stworzyć tą wyjątkową ozdobę i podarować ją swojej parze? Z pewnością udzieli Ci wskazówek! Do wyboru masz wiele materiałów, w głowie pewnie wiele pomysłów. Śpiesz się jednak! Plecenie wianków ściąga uwagę wielu, a roślin może nie wystarczyć dla wszystkich.

Rzuć literową kostką, aby dowiedzieć się, jak Ci poszło:
 

Dodatkowo każdy kto na czas zabawy "ubierze" avatar przedstawiający swoją postać z wiankiem (nie ważne, czy był już gotowy, czy doklejono wianek) otrzyma jeden dodatkowy punkt do kuferka z dowolnej dziedziny!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Kalifornia, USA
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 426
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 446
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11002-ceres-o-shea
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11012-ultradelirium#299429
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11011-nie-mam-sowy#299428
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11010-ceres-o-shea#299427




Gracz






PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Sob 5 Gru 2015 - 1:18

Gdyby odbyć podróż wgłąb twojej głowy – poprzez barierę lodowych pustkowi i głębi oceanów – możnaby ujrzeć jedenastoletnią Ceres rywalizującą z Quietusem o uwagę brata; dwunastoletnią, usilnie próbującą utrzeć nosa temu przemądrzałemu mugolakowi podczas lekcji eliksirów; trzynastoletnią, kręcącą nosem na jego towarzystwo podczas kolejnej, nielegalnej eskapady z Julsem i Megarą; czternastoletnią, ukrywającą się po kątach własnego domu na wieść o tym, że Ettréval spędzi w tych samych murach następne dwa tygodnie.
Dwa tygodnie.
To wspomnienie jest jednym z najpilniej strzeżonych, choć dla zwykłego śmiertelnika mogłoby się wydać błahe, nieistotne. Zwykłe. Czternastoletnia Ceres wymyka się z domu przed wschodem słońca. Bierze ze sobą trzymaną w sekrecie deskę i mknie na plażę, by oddać się w ręce boga oceanu. Nie wie, że ten przebrzydły pędrak ją śledzi. Czternastoletnia Ceres staje na brzegu i szacuje swoje szanse. Fale są wyjątkowo potężne i wysokie, czarne jak smoła. Nie wie, czy jest wystarczająco dobra, przecież pływa od niedawna, ale nie boi się ocenau. Nieznana siła ciągnie ją w stronę żywiołu. Czternastoletnia Ceres nie wie, co to strach i rzuca się w wir przygody. I zapewne gdyby nie wrodzona ciekawość Ettrévala, na zawsze pozostałaby już Czternastoletnią Ceres. Wątłą, bladą, pogrzebaną gdzieś na dnie oceanu.
Czternastoletnia Ceres otwiera oczy i pluje wodą. Czuje, że leży na piasku. Choć dzień się jeszcze na dobre nie zaczyna, obok siedzi Quietus. Dość beztrosko mówi, że deska roztrzaskała się na wióry. Wraz z nią zdawała roztrzaskać się cała twoja niechęć do tego osobnika. Może ta obupólna uszczypliwość była strzępkami ów wzajemnej antypatii, którą oboje napędzaliście, będąc jeszcze dziećmi? Jakakolwiek nie wyglądała geneza – w chwili, kiedy Cichy przyciągnął cię do siebie, zrobiło ci się po prostu... lepiej. Zwykle w takim położeniu czułaś się wybitnie niekomfortowo. Tym razem jednak chwilowe ukrycie się w jego objęciu wydawało się być czymś, czego po prostu potrzebowałaś. Zatrzymać się na chwilę w tym szaleńczym pościgu. Nie samej – wspólnie. I nic nie mówić. Poddać się ciszy. Może jednak Ettréval wkradł ci się niepostrzeżenie do głowy?
- Po prostu tchórzysz – wytykasz mu, wracając do typowej dla siebie zgryźliwości wobec Cichego. – Akurat wosk omijałabym szerokim łukiem z innego powodu – wyjaśniłaś, zauważając dwie postacie w kowbojskich kapeluszach. Zażenowania z powodu niezręcznej ciszy, jaka nastała w momencie spotkania waszej czwórki, zdawało ci się wystarczać na resztę wieczoru. – Uważaj ze swoją ofertą, Ettréval. Obawiam się, że w dzieciństwie zła wiedźma rzuciła na mnie klątwę straszliwego głodu adrenalinowego. To może się nigdy nie skończyć.
Unosisz głowę, spoglądając na swój kapelusz - nadal zdobiący czubek głowy Cichego - zdając sobie sprawę, iż najprawdopodobniej przepadł bezpowrotnie. Powoli podchodzicie do kociołków, bo cóż innego mogłoby interesować dwójkę mistrzów warzelnictwa? I chociaż przez większość wieczoru pozwalasz Ettrévalowi na najdziwniejsze manewry, tym razem poruszasz się już zupełnie swobodnie, ostatecznie godząc się ze zniewoleniem.
- Obawiam się, że ich fajność może kończyć się w momencie, kiedy ktoś postanawia pozbawić cię głowy – uśmiechnęłaś się zdawkowo, rozglądając po pokoju w poszukiwaniu bujnej czupryny Persii - Sprawdźmy twoją teorię – nie zastanawiając się wiele wyciągasz stokrotkę, którą wcześniej wetknęłaś w kapelusz, transmutując ją w niewielką fiolkę (cóż za niedopilnowanie, mistrzyni eliksirów bez fiolki przy sobie!) i wspólnie nabierając nieco mikstury (nawet nienajgorzej wam poszło). – Myślisz, że tyle wystarczy? – nawet, jeśli założenie Cichego mogło okazać się błędne, po prostu nie mogłabyś przepuścić okazji, by tego nie zweryfikować. Pozwoliłas mu zabrać fiolkę, nie do końca będąc pewną, czy była to najlepsza decyzja. Jakby nie patrzeć, bez względu na to, które z was by ją zabrało – i tak znajdowałaby się w nieodpowiednich rękach.
- Brzmisz jak ty sprzed jakiś pięciu lat – twoje kąciki ust wygięły się w delikatnym uśmiechu. – Ale cię wtedy nie znosiłam. W sumie niewiele się zmieniło – dodałaś z udawanym grymasem, wyrywając sobie jednego włosa. Wrzucając go do kociołka spojrzałaś Cichemu prosto w oczy, powoli i bezgłośnie wymawiając hasło t c h ó r z. Zdaje się, iż wróżenie rzeczywiście nieco poprawiło ci humor – choć nie na długo. Wywar zabulgotał, a w oparach zaczęły materializować się karty tarota (czyżby ten motyw prześladował cię dzisiejszego wieczoru?), mówiąc coś o szczęściu, aż w końcu jedna pacnęła cię prosto w policzek, na co podskoczyłaś lekko, mimowolnie wydając z siebie krótkie ‘ał’. Kiedy próbowałaś pozbyć się mgiełki z twarzy, zdałaś sobie sprawę, że karty stały się namacalne – schowałaś je więc do kieszeni skórzanego żakietu, czego dość szybko pożałowałaś. Ale o tym, że kocie uszy wyrosły na twojej głowie wiedzieć nie mogłaś – chyba, że Quietus postanowi cię o tym poinformować.
- Coś niesamowitego, ten kociołek chyba chce mi powiedzieć, że czeka mnie życie, jakaś sinusoida szczęścia czy inny badziew. Skoro twierdzisz, że się spełnia, wolałabym usłyszeć, że przeżyję starcie ze smokiem, albo nie wiem, zgubię się w jakimś grobowcu...
Mówisz beztrosko, bo ty jeszcze nie wiesz.

z kociołka mam H jak hipogryf!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Nowy Orlean
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 593
  Liczba postów : 248
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11832-freya-tulle
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11867-relacyjki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11870-bird-s
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11869-kuferek-frey-i




Gracz






PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Sob 5 Gru 2015 - 10:28

Niechcąc stać jak sztywniara wyczekując swoją parę, udała się do stoiska z plecieniem wianek. Może tam spotka swoją parę i przy okazji zrobi jej wianek? Dawno tego nie robiła, z jakieś dwa lata? Ostatnie robiła z okazji balu wiosennego w rodzinnym mieście. Z początku nie miała pomysłu, brak weny ją złapał. Jedna z asystentek zainspirowała ją co mogłaby zrobić. Wzięła tam kilka kwiatków i takie tam, zabierając świecące się galeony chowające się pod nimi. Gdy skończyła odeszła ze stoiska zakładając tymczasowo na siebie wianek. Skierowała się w stronę lania wosku, następnie przelała ostrożnie przez klucz wosk. Gdy ostygł wyjęła go przwobrażonego w maskę. Nagle na jej twarzy pojawiła się czarna maska nie do zdjęcia. Trudno, spróbowała jeszcze raz lejąc wosk. Teraz mogłoby być lepiej? Jej uszy pokryły się czarnym futrem. Przeklnęła pod nosem i udała się w stronę oparów eliksirów. Ucieła trochę swoich włosów i wrzuciła do kociołka. Odziwo eliksir zareagował wybuchowo, bulgotało i syczało. Nagle z wnętrza kociołka wyleciały karty do tarota! Stawały się aż tak namacalne że Freya mogla ich dotknąć i zabrać, i tak zrobiła. Lecz pod koniec efektem były kocie uszy, cóż nie było aż tak źle. Odeszla od oparów idąc do bufetu.


Wianek - H jak Harmonia
Lanie wosku - 1+6 i 5+3
Opary eliksiru - H jak karty do tarota.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 20
Skąd : Lille (France)
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1570
Dodatkowo : ścigająca
  Liczba postów : 879
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8601-sunny-oriana-saltzman#242812
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8623-chcesz-ze-mna-relacji#243345
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8622-marudz-az-ci-sie-znudzi#243339
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8624-sunny-oriana-saltzman#243354




Gracz






PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Sob 5 Gru 2015 - 12:50

Nie miala jakos ochoty czekać na swoja pare stojac i nic nie robiac. Nudzila sie i to bardzo. Odstawila swoj sok dyniowy i udala sie do stoiska gdzie lalo sie wosk. Westchnela cichutko i chcac nie chcac przelala ten wosk. Okazalo sie ze miala jednorozca, ktory zwiastowal szalony i namietny rok. N jej ciele wyrosl rog, ktory zniknal a ona ze zdziwienie odeszla od stoiska.
-No dobrze..to bylo dziwne.-wymamrotala pod nosem i poszla do miejsca gdzie wrozono z oparow z eliksirow. Usiadla na poduszce i czekala na swoja wrozbe. Dym ulozyl sie w stosik galeonow, ktore brzeczaly cichutko. Wyciagnela dlon izsunela sie z poduszki. Nagle pod poduszka zobaczyla cos błyszczącego. Wsunela dlon pod poduszke i wyjela 10 galeonow. Westchnela cichutko wstala i odeszla od stoiska. Powoli udala sie do stolika po cos do picia i ujrzala broszke w ksztalcie slonca. Miala ja jakas dziewczyna. Pospiesznie do niej podeszla.
-Czesc. Jestem Sunny. Chcesz zostac moja para na dzis? -powiedziala uśmiechając sie szeroko i pokazując jej swoja broszke, ktora byla identyczna jak jej.

Wosk: 3+1
Opary: C jak Centaur
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Filadelfia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1604
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 1610
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11001-daisy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11218-stokrotka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11249-listy-do-daisy#303189
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11219-daisy-manese




Administrator






PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Sob 5 Gru 2015 - 16:17

Jej andrzejkowy partner był jakiś mało rozmowny, więc Daisy postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Powiedziała coś do grupy znajomych, o ile jeszcze się nie rozeszli, i pociągnęła @Oliver Denley za sobą. Nie słuchała ewentualnych głosów protestów. No bo jak to tak, ona się go pyta czy chce powróżyć, a on milczy? Kiedy tak bardzo chciała spróbować tego wszystkiego! W dodatku nagle pojawiły się te wszystkie kwiatki i inne roślinki, no a część ludzi poszła je robić. W sumie to nie było tam jeszcze takich wielkich tłumów, tym bardziej chciała tam iść jak najszybciej, nim jej wszystkie najładniejsze kwiatki zabiorą!
- No chodź, Olek! - nazwała go chyba nie jego imieniem, ale co miała zrobić, skoro jej się nawet nie przedstawił? Była prawie pewna, że było to coś na O.
- Hej, Freya, czy to nie twoja partnerka? - Nachyliła się nad @Freya Tulle chichocząc cicho, kiedy dostrzegła dziewczynę z taką samą broszką jaką miała przyjaciółka. Na a potem zajęła się wiankiem. Pociągnęła Olka na dół, żeby usiał obok niej na poduszce. Wybrała te najbardziej róże i pachnące kwiatki, co chwila zerkając na swego partnera z uśmiechem. Trochę ciężko było ze związanymi rękami, dlatego co sięgała po kwiatek, ciągnęła go za sobą, a zaraz potem wybuchała śmiechem. Jeszcze trochę i będą leżeć na ziemi.
W końcu, swoje piękne i gotowe dzieło włożyła na głowę Olka.
- Zrobisz dla mnie czy muszę sama? Bo wiesz, oni tutaj chyba zakładają, że to taka zabawa w parach... - Wlepiła w niego spojrzenie, z nadzieją, że zechce się przyłączyć do wiankowania.

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Skąd : LA, Kalifornia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 66
  Liczba postów : 111
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11277-oliver-denley#303756
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11279-lets-have-some-fun#303816
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11282-chochlik-mail#303826
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11281-oliver-denley#303824




Gracz






PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Sob 5 Gru 2015 - 19:07

Był strasznie zamyślony i nie ogarnął faktu, że jego partnerka do niego mówiła. Uważał siebie w tym momencie za dupka, serio. Przyszedł, wszystko spoko, przywitał się a później jakby bujał w obłokach i tak dalej. Całe szczęście, że Daisy szybko wzięła sprawy w swoje ręce i zaczęła działać. Zerknął na nią zdezorientowany, ale zaraz uśmiechnął się pod nosem i poszedł za nią bez żadnych postestów.
- Przepraszam, zamyśliłem się na moment. Na wróżby też możemy pójść, jeśli tylko chcesz. - odparł zerkając na nią kątem oka i praktycznie splótł swoje palce z jej palcami chwytając ją za dłoń. Może to tylko andrzejki, ale jakby nie było to są parą na tej imprezie.
Gdy tylko podeszli do stanowiska w którym się robiło wianki usiadł obok niej i spoglądał na wianek który robiła. Swoją drogą, to powinien się przedstawić, bo biedactwo do końca będzie mówić na niego Olek. Nie żeby mu to nie odpowiadało, ale nie widział potrzeby w pozostawieniu dziewczyny w ten nieświadomości. Później gdy spotkają się w dormie, czy na korytarzu i Daisy zawoła do niego "Olek" - Denley może nie ogarnąć że to do niego i po prostu to olać, co będzie dla dziewczyny niekomfortowe, nie? - Nazywam się Oliver. - szepnął z uśmiechem gdy tylko jego partnerka skończyła kwiecistą koronę dla Chochlika, po czym poprawił ją lekko i kiwnął głową.
Miał dobre intencje, ale okazało się, że kwiatów zabrakło. Cholera, zaklął w myślach zagryzając dolną wargę. Co zrobić, co zrobić, myśl Oliver, rozejrzał się gorączkowo po czym widząc inne ozdoby leżące wokoło uśmiechnął się pod nosem. Wianek który zrobił był nie tyle co z kwiatów ale i z różnych innych, ciekawych ozdób. Włożył go na głowę Daisy i posłał jej swój firmowy uśmiech. - Masz bardzo oryginalny wianek. Podoba Ci się?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 13
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 25
  Liczba postów : 14
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11901-amy-mitchel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11908-amy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11909-poczta-amy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11910-amy-mitchel




Gracz






PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Sob 5 Gru 2015 - 19:40

Kiedy to impreza rozkręciła się na dobre, Amy zgubiła gdzieś swoją towarzyszkę. Może dziewczyna wolała swych rówieśników. Krukona wcale by się nie zdziwiła. Sama sobie potrafiła radzić. Podeszła do stołu ze słodyczami i chwyciła garść smakołyków. Schowała kilka do kieszeni sukienki, resztę skonsumowała i popiła sokiem dyniowym. Potem ruszyła do stanowiska z laniem wosku. Wzięła miskę z wodą, rozpoczynając w ten sposób wgląd do swojej przyszłości. Po chwili ukazał się jednorożec. Ciekawe... Jeszcze bardziej ciekawe okazało się, że kiedy spojrzała w odbicie wody ujrzała na swojej głowie róg. Przestraszyła się nieco i zmieszała. Mam nadzieje, że to zniknie z mojej głowy. Wstała od stanowiska i wyjęła z kieszeni cukierka. Nie ma to, jak słodyczę. Od razu poczuła się lepiej. Zerknęła w stronę magicznych oparów, które wydobywały się z eliksirów. Zdecydowanie nie będzie się już w to bawić. Postanowiła, że zrobi wianek. Kwiaty są przecież śliczne. Usiadła obok instruktorki, która poradziła jej, jak zacząć. Dziewczynka, więc wzięła się do pracy. Wciągnęła się w to, jak w eliksiry, które są jej pasją. Znalazła nawet kilka kamieni szlachetnych i dwadzieścia galeonów. Ale fart! Uśmiechnęła się zadowolona.

Wosk: 4
Wianek: C
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Filadelfia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1604
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 1610
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11001-daisy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11218-stokrotka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11249-listy-do-daisy#303189
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11219-daisy-manese




Administrator






PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Sob 5 Gru 2015 - 20:41

Tak naprawdę to wybaczyła mu kiedy tylko przeprosił, ale nic nie szkodziło, żeby trochę poudawać, że jest się obrażonym. Udało jej się to całe mnóstwo czasu, bo aż do momentu, kiedy usiedli przy wiankach.
- Nie gniewam się - oznajmiła wspaniałomyślnie, zabierając się za robienie wianka, które opisałam już w poprzednim poście. Dopiero wtedy zorientowała się, że przed chwilą mieli splecione palce. Uśmiechnęła się do lekko, kiedy po paru minutach włożyła mu ten różowy wianek na głowę.
- Och. Oliver. Całkiem podobnie - stwierdziła, śmiejąc się sama z siebie. Nie była z tych, którzy specjalnie przekręcali czyjeś imiona, bo tak im bardziej pasowało czy coś.
Pomogła Oliverowi w robieniu drugiego wianka, właściwie najbardziej to starając się, żeby jej jedna ręką była tam gdzie jego, co z każdą chwilą okazywało się trudniejsze. Nie wiedziała jakim cudem kwiatki nagle zniknęły (przed chwilą było ich jeszcze dla całego Hogwartu) ale bardzo podobało jej się to, co robił chłopak. Było takie... zupełnie niezwyczajne!
Ciężko było jej się przyjrzeć, żeby zobaczyć jak wygląda, zbliżyła się do Olivera, próbując zobaczyć swoje odbicie w jego oczach. Ale nic nie zobaczyła. Dotknęła niezwiązaną ręką wianka.
- Bardzo! - oznajmiła entuzjastycznie, bo w końcu widziała go jeszcze nim był na jej głowie. - Jest taki... jedyny w swoim rodzaju.
Chcąc uściskać Olivera - bo tak - zarzuciła mu ręce na szyję, ale przy tym tak im się jakoś dłonie poplątały, coś przeciążyło... że się przewrócili na bok. Daisy, chichocząc, przeturlała się na plecy. Teraz oboje tak leżeli, przynajmniej na poduszkach. Ktoś całkiem nieźle pomyślał, że tyle ich tutaj wyłożył.

______________________



Ostatnio zmieniony przez Daisy Manese dnia Pon 7 Gru 2015 - 0:12, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : V
Wiek : 17
Skąd : Fochabers, Szkocja
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 64
  Liczba postów : 35
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11862-elizabeth-may#318968
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11873-elizabeth-morgana-may#319049
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11865-wynajeta-sowa-panny-may#318985
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11872-elizabeth-morgana-may-prywatny-kuferek#319047




Gracz






PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Sob 5 Gru 2015 - 22:26

Panna May oczywiście nie lubiła przychodzić na początku jakiejkolwiek imprezy, a spóźnić się z gracją też nie było w jej stylu, więc gdy już zabawa trwała na całego dołączyła do reszty uczniów. Ubrana była w długą czarną suknię z gorsetem i toczkiem ozdobionym kwiatami. Raczej wyróżniała się z tłumu, przynajmniej tak jej się wydawało. Weszła do sali i rozejrzała się między obecnymi. Większość czarodziei kojarzyła z korytarza szkolnego. Mignęło jej przed oczami nawet kilka osób z domu Salazara. Jednak na widok jednej dziewczyny lekko uniosła kąciki czerwonych ust w górę. Jakoś sam widok owej dziewczyny wzbudzał sympatię w oczach młodej panny May. Ruszyła wolnym krokiem w jej kierunku lekko kołysząc biodrami. Muzyka grająca gdzieś w tle niespecjalnie przypadała Elizabeth do gustu, ale cóż, zawsze lepsze to niż cisza - w niej bardziej dokuczliwe byłoby słuchanie wszystkich rozmów tu zgromadzonych osobliwości. Dziewczyna, w kierunku której zmierzała Elka stała z jakimiś ludźmi. Dopiero po chwili, gdy podeszła bliżej w jednym z nich rozpoznała chłopaka, z którym rozmawiała na błoniach. Posłała lekki uśmiech do @Brandon C. Finley. Jednakże zaraz ten grymas zniknął z bladej twarzy dziewczyny.
- Cóż za uroczy wieczorek... - zagadnęła niezbyt zgrabnie. Co tu dużo mówić, panna May miała nienajlepsze doświadczenie w kontaktach z ludźmi, a to wszystko przez lata spędzone głównie w towarzystwie brata, jednakże cóż począć, jeśli on już skończył Hogwart i wybrał się na studia daleko od niej? Musi sobie jakoś radzić. W końcu nie może w nieskończoność omijać innych ludzi na korytarzu. Nawet w jej przypadku kontakt z innymi jest wskazany, to w końcu wymóg natury ludzkiej, na który nie posiada się wpływu. Spojrzenie swych jasno niebieskich oczu utkwiła w Ślizgonce @Katherine Russeau.
- Jak się bawisz? - spytała całkiem normalnie koleżankę ze Slytherinu.
Elizabeth gdzieś w podświadomości miała nadzieję, że wykorzysta okazję zabawy andrzejkowej na odgryzienie sobie tego, iż ostatnio była taka miła dla poznanego Krukona. Jeszcze nie miała szansy dać upustowi swojej frustracji z faktu obnażenia swojego ja, więc czemu nie dziś? Gdzieś w głębi duszy, gdzieś tam w samym czarnym końcu jej jestestwa, miała nadzieję niezwykle cichą, iż Kath wraz z nią podręczy niemagicznych obecnych tutaj.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : California i Alaska
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 464
  Liczba postów : 439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11628-cyrus-milos-lynford
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11637-troche-sporo-spie-ale-i-tak-chce-miec-ziomkow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11636-lisciki-i-inne-duperelki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11638-cyrus-milos-lynford




Gracz






PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Nie 6 Gru 2015 - 11:51

Ostatni raz obróciłem głowę, by spojrzeć na towarzyszy, których opuściliśmy, a którzy to rzeczywiście dziś byli jakimiś najgorszymi kompanami z najgorszych. To co powiedziała Wins na temat ich relacji zaciekawiło mnie bardziej niż powinno, cóż poradzić, w gruncie rzeczy bardzo lubiłem te wszystkie mniej i bardziej szokujące plotki. Sam całkiem niezłe tworzyłem!
- Taa? Myślałem, że ona sypia z Zoellem. Chyba, że raz z tym, a raz z tamtym - dodałem swoje trzy grosze, tak naprawdę nie mając zielonego pojęcia w jakich relacjach była cała ta trójka. Jedno było pewne, ostatnio na balu była ona z innym Salemczykiem! Swoją drogą, nie byłem pewien, czy na nasz temat nie rozsiewają podobnych plotek.
Słodki był buziak, który złożyła na moim policzku, choć nie do końca równoważył fakt, że najwyraźniej Wins nie zamierzała teraz poszukać zakochanej w niej koleżanki i na moich oczach robić z nią różne niegrzeczne rzeczy.
Później ruszyliśmy do magicznych oparów, które przyjmowały dziwne kształty, po tym jak wrzuciłem tam mojego pięknego włosa. Pewien byłem, że znów dostanę jakiegoś dziwnego motyla na zmiany, tymczasem jednak z mojego dymu wyłoniła się brzydka, pomarszczona gęba gnoma. To taka luźna interpretacja właściciela dorzuconego włosa?
- Lol, co niby ze mną wspólnego może mieć taki paskudny gnom? - Powiedziałem nic z tego nie rozumiejąc, jednak nim skończyłem, gnom ożył i zaczął szaleć. W pewnym momencie podskoczył i użarł mnie w palec. - Boże, zaraz mnie zarazi jakąś swoją chorobą i ta wróżba będzie oznaczać, że stanę się tak brzydki jak on - powiedziałem machając ręką i licząc w ten sposób, że rana przestanie mnie boleć. Ze smutną minką podsunąłem obolałe miejsce Winonie, żeby podmuchała. W międzyczasie ktoś wyjaśnił mi, że ta wróżba tak naprawdę ma przynosić szczęście. - Wolałbym, żeby takie cholerstwo mnie nie gryzło, niż to ich rzekome szczęście.
Kiedy Wins wspomniała o ostatnim balu, dotarło do mnie, że nigdy o nim nie pogadaliśmy. To znaczy, sam uznałem, że najlepiej będzie to olać, ale z jakiejś drugiej strony, trochę mnie to wszystko gryzło. Oczywiście w tym momencie, gdy na kolejnej imprezie byliśmy oboje tacy piękni i znów razem, totalnie nie interesowało mnie, co myślałem wcześniej, bądź co będzie później. Odgrzewanie zimnego kotleta? Wchodzenie dwa razy do tej samej rzeki? Wszystko to brzmiało jak najlepsze rzeczy na świecie, gdy tylko tak razem spacerowaliśmy sobie za rękę.
- Trochę sukcesu tam na tym balu było - rzuciłem więc sobie luźno, z rozbawieniem w oczach spoglądając na moją uroczą towarzyszkę. No niech tak będzie, określmy teraz, że to co tam się działo, mieściło się w rejonach słowa "sukces", a nie "głupota".

opary - b
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   

Powrót do góry Go down
 

Świetlisty Pokój

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 8 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 7, 8, 9, 10, 11  Next

 Similar topics

-
» Świetlisty Pokój
» Pokój Snów
» Pokój Marzeń
» Pokój Czterech Pór Roku
» Pokój Śmiechu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Wielkie schody
 :: 
szóste pietro
-