IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Świetlisty Pokój

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 8, 9, 10, 11  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Bentham
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 266
  Liczba postów : 240
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4899-drake-bennett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4900-niezla-draka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4902-drastyczna-poczta




Gracz






PisanieTemat: Świetlisty Pokój   Wto 2 Kwi 2013 - 22:12

First topic message reminder :

Nie, nie jest to pomieszczenie wypełnione światłem - wręcz przeciwnie. Panuje tutaj idealny mrok, rozświetlany... świetlikami, które latają pod sufitem, dająć żółto-zielonkawe, punktowe oświetlenie. Zapewne stąd nazwa pokoju.
Podłoga nie jest z kamienia - położony na niej parkiet jest wymarzonym do tańczenia. Pod ścianami ustawione są sofy, a obok nich, na środku, stoi mały, drewniany stolik. W rogu znajduje się gramofon, który sam gra i w którym nie da się zmienić płyty. Puszcza on muzykę w zależności od charakteru i nastroju osób w nim przebywających.
Podsumowując - idealne miejsce na potańcówkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Dubaj, Zjednoczone Emiraty Arabskie
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 778
  Liczba postów : 309
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10569-ettore-halvorsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10573-zabiore-ci-budzik
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10572-ettore
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10571-ettore-halvorsen




Gracz






PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Nie 6 Gru 2015 - 12:33

Chyba jakiś czas temu coś zadziało się w jego głowie. To 'coś' sprawiło, że trochę poprzestawiało mu się w głowie i robił rzeczy których normalnie by nie zrobił. Biorąc to pod uwagę naprawdę nie ma co się dziwić, że się tu pojawił. Jednak ci którzy o tym nie wiedzieli na pewno zapytaliby się go co robi na imprezie andrzejkowej. Przecież nie znosił tych wszystkich wróżb, nie wierzył w nie, cóż nie przyszedł tu po żeby patrzeć się na kształt wosku, który niby coś znaczył. Liczył na coś, na zobaczenie tu kogoś konkretnego, wiedział, że tej osoby tu nie będzie, ale i tak tu był. Głupek, przecież sama powiedziała mu o wyjeździe, bez powrotu, powinien jechać za nią? Nie wiedział co robić, tak więc postanowił być tym jedynym gburem, który przypadał na każdą imprezę. No, nie licząc jego brata, ale on przynajmniej miał towarzystwo. Za to Ettore właśnie starał się przekonać, że woli być forever alone. Tak, zdecydowanie, dlatego też machnął im ręką na przywitanie nawet nie podchodząc. Podpieranie ściany, żeby się nie zawaliła to jego zadanie na dziś. Jego twarz nie zdradzała żadnych emocji, po prostu patrzył się na wszystkich zostawiając odczucia w sobie. Najpewniej zaraz stąd wyjdzie i on ma swoje limity, był wkurzony, bardzo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Lima, Peru
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 3052
  Liczba postów : 1065
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10538-enzo-corrado-halvorsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10540-klusownik-prosto-z-peru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10539-peruwianska-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10541-enzo-halvorsen




Gracz






PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Nie 6 Gru 2015 - 12:41

Enzo wydawał się być chyba zanadto zaaferowany używaniem jednocześnie świeczek i wody, żeby w ogóle zwrócić uwagę na instrukcję.
- Za słabe światło. - mruknął, machnąwszy ręką na karteczkę z rozpisanymi krokami, pozostawiając ją umyślnie w dłoniach Shenae. Kiedy ona robiła porządki, przestawiając miskę i klucze, on przyglądał się jej uważnie. Wyglądała trochę lepiej niż ostatnio. Nie potrafił jednak stwierdzić, jak wpływała na to jego obecność, wciąż najpewniej nie potrafiąc docenić swojego wpływu na tę nieprzewidywalną, uroczo złośliwą jednostkę. Uznał więc, że pewnie trening Quidditcha się udał, na co wskazywały też słowa Shenae względem jakiegoś kolesia i po prostu nie zawracał sobie tym dalej głowy, wyjątkowo zresztą skupiony na zapalaniu świecy.
- Lacarnum Inflamarae - mruknął, najwyraźniej uznając zwykłe incendio za zbyt mainstreamowe, a kiedy już jasny płomień rozbłysnął na końcu knota, Halvorsen odczekał chwilę, aż fragment wosku zacznie się topić, wtedy też przechylił lekko świecę, uważając na to, aby nic nie skapnęło na ciemnowłosą iii tak. To właśnie w tym momencie sam się poparzył. Syknął cicho, kiedy gorący wosk spłynął mu najpierw po palcach, ale nawet nie drgnął, chcąc, aby skapywał wprost przez klucz, skoro już zaczął. Trwało to chwilę zanim kształt na wodzie zaczął cokolwiek przypominać, a kiedy wreszcie Enzo zgasił i odłożył świecę, zeskrobując z palców fragmenty parafiny, wpatrzył się w to, w co ułożył się stopiony wosk na tafli wody.
- Nie mam pojęcia co to jest. - stwierdził, przekręcając głowę w kilku kierunkach, zanim dostrzegł coś na kształt buta. - To jakiś… kapeć?
W chwili, w której to powiedział, na ich stopach pojawiły się różowe, puchate bambosze. Chłopak nagle wybuchnął dzikim, niekontrolowanym śmiechem.
- Pasują Ci. - zaryzykował, spoglądając w stronę ubranej w mundurek D’Angelo i wyszczerzył zęby w uśmiechu, zanim zanalizował swoje wątpliwości. - Tylko co to oznacza?
Zapytał jeszcze, czekając aż go oświeci, a następnie wskazał ręką na zamieszanie przy stoisku z wiankami. Gdzieś w trakcie pozbył się też papuci, woląc już chyba spacerować bez butów.
- Rozdają tam coś za darmo? - zapytał, marszcząc brwi, gotowy sprawdzić o co chodzi chociażby tylko po to, aby zaspokoić ciekawość.

Lanie wosku: 2, więc razem z She mamy 3


Ostatnio zmieniony przez Enzo Halvorsen dnia Nie 6 Gru 2015 - 12:44, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Nowy Orlean
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 593
  Liczba postów : 248
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11832-freya-tulle
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11867-relacyjki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11870-bird-s
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11869-kuferek-frey-i




Gracz






PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Nie 6 Gru 2015 - 12:42

Odwróciła się ku zdziwieniu usłyszenia nieznanego jej głosu. Była to jakaś puchonka którą ledwo co kojarzyła. - Cześć, Freya. No widzę że jesteśmy na siebie skazane... Liczyłam na Cyrusa albo Cartera Westchnęła cicho, a włosie jednorożca splotły jej ręce z Sunny. Dopiero? Długo siebie szukay no więc gapy z nich były. Słysząc Daisy zwróciła się do niej. -Oczywiście, niebywałe co nie? Swatki są genialne. Z entuzjazlem rzekła puszczając oczko do niej, zaś powiedział do Sunny. -Co byś chciała robić? Spytała analizując, przypatrując się puchonce. Jaka ona jest i takie tam?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 20
Skąd : Lille (France)
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1570
Dodatkowo : ścigająca
  Liczba postów : 879
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8601-sunny-oriana-saltzman#242812
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8623-chcesz-ze-mna-relacji#243345
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8622-marudz-az-ci-sie-znudzi#243339
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8624-sunny-oriana-saltzman#243354




Gracz






PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Nie 6 Gru 2015 - 13:19

Zmierzyla Freye wzrokiem od gory do dolu. Slyszac jej slowa westchnela cichutko. Mogla sie spodziewac takiej reakcji..no bo przeciez kto by ja chcial za pare?
-Masz bardzo ladne imie.-powiedziala gdy jej partnerka sie przedstawila. Co chciala robic? Maze wianek? On jeszcze swojego nie miala wiec, czemu nie.
-Widze, ze masz juz swoj wianek. Moze powinnam zrobic swoj?-spytala zerkajac na Freye. Poslala jej przy tym delikatny usmiech. Freya wygladala slicznie w swim wianku. Dodawal jej uroku, delikatnosci I niewinnosci. Ciekawe czy on a tez bedzie ladnie wygladala w swim wianku. No w sumie jesli nie sprobuje to sie nie dowie. Powinna zrobic ten wianek I miec to z glowy a nie zadreczac sie tymi dziwnymi przemysleniam, ktore byly niepotrzebne.
-Zdecydowałam się! Chce swój wianek. Chodźmy.-powiedziała po czym złapała Freye za rękę i pociągnęła w stronę wianków. Po zrobieniu swojego wianka i spojrzeniu na niego stwierdzila ze za duzo brokatu, ale wygladal slicznie.

Literka: B


Ostatnio zmieniony przez Sunny O. Saltzman dnia Nie 13 Gru 2015 - 19:16, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Boston, Stany Zjednoczone Ameryki
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1100
  Liczba postów : 373
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8032-sheila-v-villadsen#224823
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8039-mmm-chodz-zaznac-odrobiny-przemocy#224850
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8041-napisz-a-obiecuje-ze-cie-nie-postrzele#224854
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8033-sheila-v-villadsen#224826




Moderator






PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Nie 6 Gru 2015 - 13:22

Sheila potrzebowała odpoczynku. Nigdy nie pomyślałaby, że bawienie się rękawiczką może nastręczać aż tylu trudności, zwłaszcza już w tak banalnej sprawie, jak po prostu trzymaniu jej na dłoni. Trzymanie, ale i poruszanie. Mrożenie czasu. Trochę przerażała ją ta przedziwna moc artefaktu, ale jednocześnie miała w sobie naprawdę spory kawałek przyjemnie fascynującej nowości, tak nieodwracalnie splątany z magią, że aż nie mogła się od niego oderwać. No i poza tym Sheila nadal pozostawała Sheilą. Bardzo chciała poznać bliżej swoją nową zabawkę, jak i rozwinąć jej moc, którą udało jej się poznać dopiero niedawno. Wcześniej nie spodziewała się, aby jakaś stara rękawica mogła być czymś naprawdę znaczącym, a zabranie jej ze sobą podczas ucieczki z Salem uznawała za wyjątkowo idiotyczny zbieg okoliczności, a teraz. Teraz była nieodłącznym towarzyszem jej podróży. Miała ją ze sobą nawet teraz, ukrytą w odmętach torebki i dobrze zabezpieczoną. Najwyraźniej już martwiła się o jej bezpieczeństwo… albo po prostu chciała ją mieć przy sobie z innego powodu. Kto wie co chodziło po głowie Villadsenównie! Ubrała się w różową kieckę, tuż przez samym wyjściem odcinając jej fragment, aby nie przekraczała kolan, wsuwając na stopy jakieś ciemne buty i pomalowała się nieznacznie, fryzując włosy w standardowy sposób znany też jako „twórczy nieład”. Nie mogła ominąć Andrzejek, więc jej pojawienie się na tej imprezie nie byłoby niczym niezwykłym, gdyby nie to, że w pierwszej chwili podbiła do… stanowiska z wiankami. Oj nie mogła się powstrzymać przed daniem upustu fantazji, wplatając też zręcznie kilka kamieni szlachetnych w swoje dzieło. Po drodze zgarnęła też kilka galeonów, a następnie wypatrzyła ofiarę, jaką miała zamiar dzisiaj pomęczyć, obstawiając, że Shane raczej się tutaj nie pojawi. Wyłoniła w tłumie posępnego chłopaka, więc zaszła go od tyłu, wspinając się na same czubki palców, aby tylko dosięgnąć jego głowy. Nieomal jęknęła mu prosto do ucha, nie mogąc poradzić sobie z dosięgnięciem, więc ostatecznie wrzuciła mu wianek na włosy.
- Ooo, ładnie na Tobie wygląda. - stwierdziła, przyglądając się @Ettore Halvorsen, jednocześnie lekko kiwając przy tym głową. Potem bezpardonowo chwyciła go za dłoń, nie zważając na jego marny nastrój i pociągnęła go w stronę stanowiska z wiankami. - Teraz Ty upleć jakiś dla mnie.
Wbrew pozorom nie zarządziła, a poprosiła go ładnie, uśmiechając się przy tym miło, kiedy podawała mu kwiaty, z których chciałaby mieć swoją ozdobę. Do boju dzielny Gryfonie! Wybaw damę z opresji.

Wianki: C!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Dubaj, Zjednoczone Emiraty Arabskie
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 778
  Liczba postów : 309
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10569-ettore-halvorsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10573-zabiore-ci-budzik
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10572-ettore
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10571-ettore-halvorsen




Gracz






PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Nie 6 Gru 2015 - 17:30

Właśnie w tej chwili jego wkurzenie osiągnęło maksymalny poziom, po co tu w ogóle przyszedł? Atmosfera tego spędu zdecydowanie mu nie pomagała, najlepiej gdyby wybrał się na noc do wieży astronomicznej, jak to miał w zwyczaju. Choć ta w tej chwili również nie do końca dobrze mu się kojarzyła. Chyba będzie musiał poczekać trochę czasu, aż ogarnie swoje myśli, a tak na teraz wybrać po prostu jakieś inne miejsce do obserwacji. Druga opcja również była zachęcająca, wrócenie do swojego świata mechanizmów, który opuścił jakiś czas temu. To zawsze zajmowało mu dużo czasy, którego znów miał w nadmiarze. Przynajmniej robiłby coś użytecznego, nie to co teraz, padaka. W jego rozumowaniu tracenie czasu na pierdoły, było czymś naprawdę złym. Posiadając firmę zrozumiał to chyba trochę przedwcześnie. Będąc jeszcze na studiach powinien spędzać go właśnie chodząc na imprezy, przynajmniej tak to bywało w większości przypadków.
Już chciał ruszyć w stronę wyjścia, kiedy usłyszał za sobą coś... dziwnego. Chwilę później poczuł, że ktoś umieścił wianek na jego głowie, aby się upewnić dotknął go ręką. Pierwszą myślą było zdjęcie go, nie miał nastroju na takie zabawy, jednak nie wiedząc czemu ten pozostał na swoim miejscu. Przez moment myślał, że może to być Cordelia, jednak po głosie od razu poznał, że jest to ktoś, kogo nie zna. Kiedy został złapany za rękę zupełnie go zamurowało, ten gest był ostatnio zarezerwowany tylko dla jednej osoby. Szczerze mówiąc trochę się zbulwersował, nie wyrwał jednak dłoni, zaciekawiła go. Widząc gdzie go ciągnie westchnął ze zrezygnowaniem, zupełnie nie nadawał się do plecenia czegokolwiek z kwiatów. Stojąc przy tym wszystkim spojrzał na nią zdziwiony, wskazując rękami na roślinki jakby pytając czy naprawdę wie o co go właśnie poprosiła. Widząc jej uśmiech cała złość przeszła mu od tak, poddał się. Na szczęście nie musiał zastanawiać się milion lat, które kwiatki wybrać, bo dostał odpowiednie od nieznajomej - Dzięki - odezwał się w końcu tuż przed zabraniem się za tworzenie. Nie miał żadnego pomysłu, na szczęście ktoś inny wspomógł go w tej ciężkiej chwili, wskazując odpowiednią 'drogę'. Co dziwne, w liściach znalazł piętnaście galeonów, podtrzymując tradycję z wyprawy po prostu je sobie zabrał.
- Proszę - wręczył, a raczej rewanżując się założył jej ukończony wianek na głowę - Nie mam talentu do takich rzeczy, ale mam nadzieję, że choć trochę się podoba.
Może i jemu pasował wygląd swojego tworu, ale wiadomo, dziewczyny to co innego, tak czy inaczej trochę się namęczył, tak więc liczył na to, że go nie odrzuci.
- Lubisz zaczepiać nieznajomych gburów na imprezach? - zapytał chcąc się dowiedzieć dlaczego wyciągnęła do zabawy właśnie jego. Nie wyglądał przecież na rozrywkowego, ani trochę.

wianek: H
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Guildford, Anglia.
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 427
  Liczba postów : 169
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11715-amalyn-vantarri#313527
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11721-amy-zaprasza
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11716-sowa-amalyn#313540
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11720-amalyn-vantarri#313550




Gracz






PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Nie 6 Gru 2015 - 18:19

Musiała wyjechać, nie było jej raptem kilka dni a miała wrażenie, że wróciła jako zupełnie inna osoba - cóż w końcu nie codziennie chowa się własnego ojca. Wróciła bo nie mogła spędzić w domu ani chwili dłużej, gdyby tak się stało zapewne by oszalała. Czy w świetle tych wydarzeń, chciała się tu znajdować? Z pewnością nie. Jednak @Joshua Mistaen na pewno tu był a ona naprawdę go potrzebowała. Ubrała więc długą, dwuczęściową sukienkę a do tego, obowiązkowo - obcasy. Oczywiście całość w kolorze czarnym. Nie zrobiła jakiegoś mocnego makijażu, raczej postawiła na delikatność. Włosom pozwoliła swobodnie opadać na ramiona, nie miała bowiem pomysłu a raczej głowy do wymyślania jakiejkolwiek fryzury. Ah no tak, ponieważ zapisała się na Andrzejki wcześniej, dostała od swatek przypinkę z symbolem kier, którą umieściła gdzieś po prawej stronie, nad biustem. Dziwny pomysł no ale cóż.
Weszła do sali nieco spóźniona, biorąc pod uwagę ilość osób i panujące tu zamieszanie, zabawa musiała już trochę trwać. Pomachała do Morticii i Scarlett po czym ruszyła w stronę napoi, jeśli jej ukochany mógł się gdzieś w tym tłumie znajdować, to tylko tam. Nie myliła się. Dźgnęła go palcem w bok, po czym złożyła na jego policzku delikatny pocałunek. - Cześć Kochanie. - Szepnęła w stronę jego ucha. Miała nadzieję, że zrobiła mu małą niespodziankę swoją obecnością. - Zanim zalejesz się procentami, chodź zrobimy sobie wianki. - Uśmiechnęła się do niego i chwytając go za rękę pociągnęła mężczyznę w stronę stołu z kwiatami. Po krótkiej instrukcji od praktykantki, wzięła się do pracy. - Dostaniesz różowy. - Zaśmiała się cicho, kątem oka zerkając na Joshuę. Przeplatała kolejne kwiaty i zioła, całkiem sprawnie jej to szło. Po chwili skończyła. Trzeba przyznać, że wyszło jej to całkiem zgrabnie. - Schyl się troszkę. - Ponagliła, lekko klepiąc go w ramię. Mimo, że miała obcasy, ciągle była od niego niższa. Delikatnie wsunęła wianek na jego blond czuprynę, upewniając się przy tym, że będzie się dobrze trzymał. - Wyglądasz pięknie. - Stwierdziła, ledwo powstrzymując chichot. 

Wianki: A
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 20
Skąd : Rosja, Syberia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 3036
  Liczba postów : 1805
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8036-zilya-nikolaevna-fyodorova
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8073-syberyjska-dzikuska#225025
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8071-syberyjska-sowka#225017
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8067-zilya-fyodorova




Administrator






PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Nie 6 Gru 2015 - 20:32

Prawdę powiedziawszy Fyodorova zaprzestała czytania ulotki, gdy tylko trafiła na wspomnienie o wróżbach. Uznawszy, że ta wiadomość jej wystarczy, dopisała swoje nazwisko, zakładając, że reszta informacji dotyczy tam jakichś nudnych spraw. Pewnie, rzuciło się jej w oczy, że było tam coś o parach, ale założyła, iż po prostu niektórzy będą przychodzić dwójkami. Nie sądził zaś, że Ci, którzy tego nie zrobią, będą na siłę z kimś wiązani.
- Zamknij się już Vyver, znam parę ładnych zaklęć prosto z Durmstrangu, którymi tak Ci przypieprzę, że w końcu stracisz ochotę na nazywanie mojego języka czy kraju, prymitywnym - o proszę, tak ją drażnił, że nawet sobie przypomniała to jego popaprane nazwisko z jakimiś dziwnymi wstępami, jakby samym królem tej afryki był - chociaż samych wstępów w dokładnej kolejności nie pamiętała.
Co za szkoda, że Fydorova nie mogła zrozumieć, że naprawdę uważał, iż ona ładnie wyglądała. Jakoś przywykła, że większość osób sceptycznie podchodziła do jej kreacji, oczywiście zupełnie inaczej wyglądało to w jej rodzinnych stronach, tam wszyscy spoglądali na nią z zazdrością, zwłaszcza, gdy zakładała jedne ze swoich najbajeczniejszych futer. Z resztą, gdziekolwiek by nie przebywała, zawsze w nich czuła się doskonale.
Przez sekundę myślała, że on mówi prawdę z tą wymianą znaków rozpoznawczych. Sekundę, nim przypomniała sobie, że wcale nie stoi tu z jakimś prawym gryfonem, tylko z Elliottem (który, jak sądziła, poza odwagą guzik pewnie miał wspólnego z czerwonymi).
- Następnym razem jak będziesz chciał być taki szarmancki, to możesz w ogóle sobie wziąć moją parę, ta wymiana nie będzie konieczna - odparła w jego kierunku, zatrzymując się przy wróżbach z oparami. Wyglądały one jakoś poważniej, niż te z laniem wosku. Tylko, że jak szybko się okazało, były one niesamowicie rozczarowujące. Z dymu zrobił się jej jakiś zwykły gnom ogrodowy, których swoją drogą, jej rosyjskie podwórko latem bywało pełne. Co więcej, wyskoczył i ugryzł ją w rękę, co niby zwiastować miało szczęście, czy inne pierdoły.
- Co za gówno - burknęła, próbując jeszcze kopnąć znikającego gnoma. Więc jeśli to tak miały wyglądać te wróżby, to już wiedziała, że może się obrócić na pięcie i wrócić do dormitorium. Spojrzała na swojego partnera ponurą miną, zastanawiając, co musiałaby zrobić, żeby się go pozbyć.
- Już ja wiem jakie będą te twoje wróżby. Jeszcze bardziej chujowe, niż te tutaj, złamanym groszem bym Ci nie zapłaciła - inna sprawa, że i tak nie miała czym, bo całe pieniądze wysyłała tatkowi. Kiedy Malakias jej wywróżył przyszłość, taką, która była prawdziwa, dała mu futro. Najładniejsze, jakie w tej chwili miała. Taką zapłatę w naturze to ona rozumiała.
- Zrób lepiej coś z tym zaklęciem, jak taki jesteś mądry, bo chcę się zwijać stąd - oparła próbując wyszarpać się z wyjątkowo mocnego zaklęcia, łączącego ich ręce. To chyba było sprytne zagranie ze strony organizatorów, skoro zaklęcie łączące w pary miało działać do końca imprezy, a nie do momentu, aż ktoś stąd wyjdzie. Inaczej niezadowoleni uciekaliby od razu w pierwszych minutach. Z Fyodorovą na czele, chociażby.

B.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2739
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Nie 6 Gru 2015 - 22:18

Była skupiona na trzymaniu klucza prosto, żeby czasem nikomu nie stało się kuku. Słysząc jednak syknięcie Enzo, uniosła spojrzenie do góry, na jego twarz, nie bardzo rozumiejąc skąd to nagłe syczenie na nią, bo zwyczajnie skoncentrowana była na czymś innym. Przegapiła moment, w którym się oparzył.
Czy ja Cię denerwuję, czy coś? — zmarszczyła brwi, interpretując to, jak i jego częste nastawienia do niej, kończące się na zaciskaniu warg, czy cichych dniach. Był bardzo skomplikowaną w odbiorze osobą. Nawet dla Shenae, która zwykle dość szybko odczytywała ludzi. Z nim miała problem. Dlatego pierwszym jej odruchem nie było wcale sprawdzenie stanu jego dłoni. To zrobiła dopiero później, kiedy raczej przypadkiem, przeciągnęła spojrzeniem po jego sylwetce. W przeciwieństwie do niego nie miała oporów żeby cofnąć klucz, odkładając go na bok. Na szczęście idealnie końcówką wlewania go do wody, co kompletnie zignorowała na rzecz Halvorsena.
W porządku? — dopytała nie wiedząc w końcu ostatecznie czy się przypiekł od ognia, czy tylko trochę poparzył woskiem. Dlatego dla pewności chwyciła jego dłoń w palce, przekręcając ją w swoim uścisku w taki sposób żeby mogła zerknąć na jego palce — Będziesz żył — rzuciła w końcu dość sarkastycznie, kiedy zorientowała się, że nic poważnego się nie stało. Podniosła tylko na chwilę jego dłoń do góry, ledwie muskając ją wargami, zanim spojrzała na kształt wspólnie wypracowany przez nich we wróżbie.
Kapeć? — zmarszczyła brwi nieprzekonana — … z której strony przypomina Ci to… — i urwała, przechylając akurat głowę pod odpowiednim kątem. Jednak musiała się z nim zgodzić. Najprędzej było to jednak coś na kształt buta. — Ponoć to dobra wróżba. Jakieś podróże i libacje — skwitowała bardzo nudny opis, nie rozumiejąc co pasjonującego widzieli w tym mugole. Oprócz tego, że łatwo było się oparzyć, co dodawało jedyną nutkę napięcia temu zajęciu.
Nie pozwalam ci nigdzie jechać — dorzuciła niby w żarcie, ale w sumie, jeśli wróżba miała się okazać zasadna, wolałaby żeby Enzo nie szukał wrażeń w innym miejscu. Pasowało jej, że był tutaj. Blisko. Tak blisko, że ich bambosze wręcz nałożyły się na siebie, kiedy zyskali dziwne papucie.
Eeee… mówiłeś coś o kapciach? — rzuciła mocno skonsternowana, nie podzielając jego rozbawienia. Zrzuciła te laczki tak samo szybko, jak i Enzo, nie komentując tego nawet.
Jest jeden sposób żeby to sprawdzić — popchała go sugestywnie w przód, ale nie nachalnie, w gruncie rzeczy dając mu wybór czy chciał tam iść, choć sama to zaproponowała, a on mógł zaspokoić swoją ciekawość. Idąc w sumie za nim, jego krokami, przez co trochę ściągała go za rękę do tyłu, zatrzymała się w końcu, poprawiając splot ich dłoni. Zerknęła z dołu na Halvorsena, sprawdzając jego reakcję na wiązanie wianków. Zanim zdążyłby się wycofać, siadła po turecku na ziemi, ciągnąc go za sobą. Skoro już tu przyszli i zmuszeni byli łazić boso to jednak chyba wolała przynajmniej ulokować tyłek w jednym miejscu i przynajmniej udawać, że coś robi. Podjęła się więc próby splecenia tego… zielska. A, że samo zielsko było dość nudne, nawaliła dużo tego, co nie wiedziała, jak się nazywa, ale świeciło się bardzo intrygująco. Kiedy więc ułożyła w końcu gotowy wianek na głowie Halvorsena, brokat jaki pokruszył się z jego głowy mógłby wręcz imitować brakujący śnieg na dworze.
Zemsta za twierdzenie o pięknych bamboszach? — zasugerowała, przyglądając się mu z niewielkiego, dzielącego ich dystansu, do jakiego przymuszał ich splot włosia jednorożca. — Teraz jesteś mi droższy niż kiedykolwiek… wiesz, złoto we włosach i te sprawy.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Boston, Stany Zjednoczone Ameryki
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1100
  Liczba postów : 373
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8032-sheila-v-villadsen#224823
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8039-mmm-chodz-zaznac-odrobiny-przemocy#224850
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8041-napisz-a-obiecuje-ze-cie-nie-postrzele#224854
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8033-sheila-v-villadsen#224826




Moderator






PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Nie 6 Gru 2015 - 22:41

Sheila nie zastanawiała się jakoś specjalnie nad powodem swojej dziwnej spontaniczności. Z nią już tak było. Raz była na tyle nieśmiała, że nie miała ochoty na wyściubianie nosa spoza dormitorium, a innym razem z kolei miała chęć na dzikie pląsy, na chwytanie wiatru we włosy i wypatrywanie okazji do spełniania się życiowo. No właśnie, w jej przypadku wystarczały do tego nawet wianki. Wianki i wróżby, tajemnicze opary i inne głupoty, które większość ludzi omijałaby szerokim łukiem. Nie oceniała tego, czy dobrym pomysłem byłoby zaczepiać teraz Ettore. Po prostu wyglądał tak ponuro, że nie mogła przejść obok niego obojętnie. Miała tylko nadzieję, że nie będzie miał jej tego za złe.
Obserwowała w ciszy jak jego palce się poruszają, układając delikatne łodyżki i splatając je w odpowiedni sposób. Nie poszło mu to tak szybko jak jej, ale Sheila miała czas i cierpliwość, aby się temu przyglądać. Może nawet trochę by ją to wyciszyło, gdyby nie to, że dziś zdecydowanie była mocno naładowana pozytywną energią. Wreszcie, kiedy skończył, pozwoliła sobie wsunąć wianek na głowę, poprawiając go jednym, stanowczym ruchem, aby stabilniej się nań trzymał, a następnie zmierzyła go ostrożnym spojrzeniem.
- Lubię poprawiać im humor. - przyznała się szczerze, jeszcze raz muskając palcami kwiaty, nim wstała od stolika, oczekując, że Halvorsen pójdzie w jej ślady. - Dziękuję.
Podziękowała mu też za wianek, dygając zabawnie w miejscu, nieznacznie unosząc przy tym sukienkę. Potem zachowała się już trochę mniej bezpośrednio, po prostu nadstawiając mu swoją dłoń. Mógł ją chwycić lub nie, to już była jego decyzja.
- Nie wiem co Cię trapi, ale spróbuj o tym zapomnieć na parę godzin. Widzisz te kociołki? - zapytała, wskazując palcem dziwaczne wyziewy w drugim końcu sali. - Podobno można z nich wróżyć. Interesujesz się wróżbiarstwem?
I… nie czekając na odpowiedź pomaszerowała w stronę kociołków, najwyraźniej chcąc zachęcić go do podążenia za nią. Zajrzała w wybrany przez siebie eliksir, niemalże od razu cofając głowę, kiedy włosy lekko się jej skręciły. Coś podrażniło ją też w nos i w ostatniej chwili powstrzymała kichnięcie, które zapewne wrzuciłoby ją wprost w eliksir.
- Pieprzowy? - zapytała towarzysza, czując jak oczy zaczynają jej łzawić. - Nie zaglądaj do środka.
Pouczyła go, nauczona swoim błędem, ale i wyraźnie nim rozbawiona. Wrzuciła do eliksiru kawałek swojego włosa i przyjrzała się oparom. Chwilę później ułożyły się w puszki pigmejskie, skaczące i tańczące wokół niej, a Sheila była nimi tak zaaferowana, że nawet nie zauważyła utraty kilku monet.
- Jakie urocze! - jęknęła, przerażona tym, że stworzonka zaraz ją opuszczą i świat ponownie stanie się taki… mało milusi.

Opary: D, jak złodziejskie puszki pigmejskie ;’)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Lima, Peru
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 3052
  Liczba postów : 1065
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10538-enzo-corrado-halvorsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10540-klusownik-prosto-z-peru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10539-peruwianska-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10541-enzo-halvorsen




Gracz






PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Nie 6 Gru 2015 - 23:10

Nie przejął się oparzeniem aż tak jak Shenae. Po prostu dzielnie dalej pozwalał wróżbie się tworzyć, dopóki dziewczyna nie cofnęła klucza. Dopiero wtedy wyprostował wreszcie tę przeklętą świeczkę, zostawiając ją na ziemi, aby walała się pod nogami i dalej powodowała zagrożenie… tylko tym razem może skręceniem kostki.
- Następnym razem, kiedy postanowię się oparzyć, uprzedzę Cię zawczasu, żebyś nie wzięła tego za jakiś afront. - mruknął, tonem względnie poirytowanym, ale minę miał raczej rozbawioną. - To nic takiego.
Stwierdził, chcąc zabrać dłoń, aby pozbyć się z niej przeźroczystej skorupki, ale nie zdążył. Skonfiskowała mu ją D’Angelo, a potem przytknęła do ust. On nie pozostał taki subtelny. Ten gest, tak opiekuńczy i znajomy, sprawił, że nie potrafił się powstrzymać. Nachylił się do niej i skradł jej krótki pocałunek, nim zaczęli analizować układ wosku na wodzie. To była jego odpowiedź. Miał nadzieję, że wystarczająca.
Nie wiedział o co chodzi z tymi butami, więc to, że już po chwili ktoś go oświecił, okazywało się naprawdę zbawienne dla jego cierpliwości. Gdyby tylko nie te…
- Libacje? - zapytał już po chwili, marszcząc nieco brwi. Akurat libacje go nie interesowały. Na małą podróż może nawet by się skusił. Przewrócił wymownie oczami po jej komentarzu.
- Ależ jesteś zaborcza. - szepnął, ponownie chcąc spleść ich dłonie. - Razem tworzyliśmy ten kapeć, więc pojedziemy razem. Pozwolę Ci wybrać miejsce.
Stwierdził, okazując jednocześnie swoją „łaskawość” i uśmiechnął się przy tym lekko, sugerując jej tym samym, że to udzielanie pozwolenia wcale nie jest jakąś wielką sprawą… no, a przynajmniej jeśli chodziło o jego pozwolenia.
Zawędrowali do wianków, bo Enzo jakoś wyjątkowo nie opierał się poznaniu kolejnej atrakcji, ale nim zdecydował się na wzięcie udziału, Shenae już zdążyła go uprzedzić. Zapomniał przez chwilę co powinien robić, obserwując jej pracę, nieco przerażony ilością brokatu, jaki wylądował na kwiatach.
- Teraz to wyglądam jak choinka. Brakuje tylko światełek. - stwierdził, czując jak świecące coś rozsypuje się już po jego szacie, nic nie mówiąc o włosach. Złoty chłopiec. Nagle machnął lekko głową, wykorzystując fakt, że siedzieli tak blisko siebie, aby trochę poznaczyć ją brokatem. Aż kręciło mu się od niego w nosie.
- I vice versa. - skwitował, również biorąc się za zaplatanie wianka. Nie sądził, że pójdzie mu to tak sprawnie. Bardzo szybko udało mu się upleść porządny wianek i nawet organizator zabawy pokiwał głową z uznaniem. Jednak Enzo tego wszystkiego nie widział. Wydawał się zupełnie pochłonięty przez swoją kompozycję i kiedy wreszcie ją ukończył, ułożył ją z dumą na głowie Krukonki.
- Mam nadzieję, że Ci się podoba. Nie czuję palców. - poskarżył się, niekoniecznie poważnie.

Wianek: F
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 20
Skąd : Texas
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 410
Dodatkowo : kapitan wygranej drużyny Q
  Liczba postów : 433
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11658-winona-hensley#311603
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11662-chodzcie-ziomki#311734
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11661-teksanska-masakra-sowa#311729
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11695-winona-hensley#312749




Gracz






PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Pon 7 Gru 2015 - 17:17

- Bez przesady, Cy – mówi Winnie, lekko rozbawiona perspektywą Ceres, która sypia z każdym przystojnym Salemczykiem. Jeśli jednak coś jest na rzeczy, może będziesz miał szczęście i to ciebie wybierze na następny bal – żartuje odrobinę udobruchana obecnością przyjaciela i jego zabawnego podejścia do sprawy, który charakteryzuje się nadmiarem spiskowych teorii. I z pewnością o nich nie rozsiewają plotek. A przynajmniej nie Ces, która jest zbyt zajęta swoimi patetycznymi rozmowami ze swoim pięknym rycerzem, który okazyjnie woli Azjatów. Swoją drogą też białowłosych, więc znamy już fetysz Quietusa.
Winnie ponownie śmieje się głośno z wróżby, którą teraz dostał jej przyjaciel. Wyraża jednak swoje lekkie obrzydzenie jakimś „bleh”, kiedy ten szaleje wokół nich. Na początku krzywi się, kiedy Cy podsuwa jej ugryzioną rękę, dlatego niezadowolona lekko całuje to miejsce, bo myśli, że to od niej chciał, a nie podmuchania. Skąd miała w sumie wiedzieć? Wyciera usta wolną ręką po tym buziaczku.
Wrzuca swój włos do kociołka i po chwili wypada stamtąd mnóstwo uroczych puszków. Winona chichocze i próbuje pogłaskać każdego z nich. Nie zauważa, że jakiś kradnie jej właśnie pieniądze i prawdopodobnie nigdy się tego nie dowie z jej podejściem do fortuny ojca. Uśmiecha się szeroko do Cyrusa, ale po chwili słyszy wróżbę, która płynie z tych niesamowicie słodkich stworzeń. Robi lekko oburzoną minę.
- Chyba im brzydszą rzecz dostaniesz tym lepiej – mówi do Cyrusa, który przed chwilą narzekał na swojego gnoma. – No cóż, bynajmniej wróżba mnie wcale nie zaskakuje – dodaje ze wzruszeniem ramion, bo przecież dobrze wie kto tu jest wobec niej nielojalny. Nie mówi jednak nic na ten temat, żeby ponownie nie utknąć przy temacie przyjaciółki. Szybko jednak całkiem żałuje, że tego nie zrobiła. Odległość między nią, a Cyrusem wydała jej się nagle niebezpiecznie bliska. A połączone ręce, irytującym spoiwem. Automatycznie trze nadgarstek na którym jest włos jednorożców.
- Hm? – odmrukuje tylko do Lynforda z dość niejaką miną i uniesionymi brwiami. W zasadzie nie wie co powiedzieć, swoim HM próbuje kupić sobie czas. Dopiero słysząc o "sukcesie" zaczyna się poważnie zastanawiać czy przypadkiem to mogło coś dla niego znaczyć. Założyła już wcześniej, że nie, bo przecież nie poruszał nigdy tego tematu. Właśnie. Skoro nic jej o tym nie mówił, to pewnie teraz po prostu się z nią droczy! Winona prycha jakimś nieswoim śmiechem.
- Ta… byliśmy trochę… zbyt szaleni… - mówi patrząc na niego czujnie i szukając jakiegoś potwierdzenia. Szybko jednak czuje się niekomfortowo i szuka czegoś innego do roboty. Na chwilę pochłonęła ją końcówka kremowego piwa.
- O patrz, wianki, tam jeszcze nie byliśmy – zmienia sprytnie temat Winnie i zaczyna ciągnąć Cyrusa w tamtą stronę.

opary: D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 118
  Liczba postów : 119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11891-christa-white#319542
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11894-christa-white#319731
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11895-theodor#320948
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11896-christa-white#319589




Gracz






PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Pon 7 Gru 2015 - 21:26

Nie miała pewności, że coś ją tak bardzo rozbawi jak OWA magiczna sztuczka. Kiedy zauważyła uszy Setha po prostu nie mogła się powstrzymać...
Roześmiała się tak, iż w ich stronę zaczęli spoglądać inni uczniowie. Kiedy to zauważyła szybko się przymknęła, ale uśmiech pozostał na jej wargach jeszcze przez dłuższą chwilę.
-Ciesz się, że to jednak uszy, a nie nos. Zostałbyś naszym nowym, hogwarckim Pinokiem.- stwierdziła wyobrażając sobie blondyna w troszkę zmienionej wersji. W sumie całkiem ciekawa opcja. Nie wiedziała czy zrozumiał, w końcu nie każdy Czarodziej kojarzył mugolskie postacie z książek, bajek etc, wiec byłoby to dość niezręczne. Zresztą, gdyby chciał to wszystko by mu z największymi szczegółami wyjaśniła.
Pociągnęła go zaraz w stronę kolejnych wróżb. Podeszli do kociołków z eliksirami.
-Chyba będziemy musieli poświecić swoje włosy.- poinformowała kolegę i szybko wyrwała jedną sztukę ze swojej głowy i wrzuciła do wywaru.
Pojawiło się więcej oparów. Dziewczyna próbowała wypatrzyć jaki kształt przybiorą. Był to smok... Czyżby miała w sobie troszkę ognia?
Zaśmiała się, gdy po chwili pojawił jej się ogon! Prawdziwy smoczy! Spojrzała na niego z niezłym zdziwieniem, chyba przez chwilę miała nawet za szeroko otwartą buźkę, ale...
OGON.
-Boję się, co tobie się trafi!- stwierdziła, gdy po chwili w stronę Setha poleciała strużka ognia z jej twarzy.
CZY TO SIĘ DZIEJE NAPRAWDĘ.
Spróbowała jeszcze raz, ale umiejętność minęła, tak samo jak znikł jej ogon. Opary się rozrzedziły... Chyba będą musieli iść się zaraz czegoś napić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 25
Skąd : Helsinki
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 779
  Liczba postów : 191
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11401-joshua-mitsaen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11405-wyznawcy-i-oprawcy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11409-jezusowe-listy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11417-joshua-mistaen#306305




Gracz






PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Wto 8 Gru 2015 - 0:16

Zapowiadał się dość samotny wieczór. Ostatecznie… Samotny, mimo tak dużej reprezentacji sił ludzkich. Nie napawało go to zbyt dużym optymizmem, trzeba o tym wspomnieć. Mimo tego, nastrajał się dość optymistycznie. Bo przecież, nie mógł mieć takiego złego i w ogóle „na nie” podejścia do świata. Co by sobie o nim jeszcze pomyślał jego potencjalny partner? W końcu nie był jednym z tych wielu gburów, jakich ostatecznie było w tym zamku od zajebania. Nie chciał też być dlatego z nimi kojarzony, no ale wiadomo – różnie bywa, co nie?  W każdym razie, jakoś na to wszystko nie zwrócił uwagi, bo był zbyt pochłonięty własnymi przemyśleniami. W ostatecznym rozrachunku miał kilka spraw na głowie – bezpieczeństwo i sytuacja Amy, projekt przebudowy Hogsa i jeszcze kilka innych projektów. Zapowiadało się więc ciekawie, nawet bardzo ciekawie! I tak właśnie, odpłynięty w swoich sprawach i sprawunkach, wrócił nagle na ziemię, czując przyjemne ciepło na swoim uchu i policzku. Mimowolnie odwrócił się, by dokonać chyba najlepszego odkrycia ostatnich dni! Amy wróciła! Tylko czemu? Jak było? Załatwiła wszystkie sprawy i tak dalej?! Cholera!
To nieważne! Grunt, że się spotkali! Że wróciła! – Amy?! Do cholery jasnej! Co Ty tutaj robisz? – spytał, starając się niejako ukryć swoją radość na jej widok! Zapewne, gdyby miał ku temu sposobność, przywitałby ją nieco inaczej, bardziej wylewnie. Póki co, jednak pozostał wyłącznie na uścisku. Dość mocnym uścisku i delikatnym pocałunku. W końcu ludzie patrzyli, no i to była dość poważna impreza, prawda? Nie wypadało ot tak się obściskiwać! Bądźmy poważni, prawda?
Wianki? No niech będzie. Skoro taka jej wola. Widocznie nie chciała o tym rozmawiać, w sumie może i lepiej? Nie widzieli się jakiś czas, na te rozmowy o tym co się tam podziało w domu i tak dalej jeszcze przyjdzie czas. Teraz… może faktycznie lepiej było cieszyć się sytuacją? Chwilą, ponownym spotkaniem i wspólnym pleceniem wianków..? – To skoro ja dostanę różowy… - podjął temat, samemu zbierając się do pracy. – To Ty dostaniesz taki zwyczajny.. – dodał, choć miał nieco inny pomysł, a w zasadzie to nie posiadał żadnego. #Sad. #Sosad. I wtedy, gdy kończył już swój wianek ktoś odstawił na stanowisko wytwórcze brokat. Hmmm….? W sumie? To czemu nie? – Dziękuje. – szybki uśmiech dość szeroki w kierunku ukochanej, po czym sam zabrał się za nakładanie jej swojego rękodzieła. Tak! Jest piękny! – ocenił ostatecznie. A t duża ilość brokatu… no cóż, nie można mieć wszystkiego, prawda? Prawda! A poza tym, piękno kosztuje, więc. Pocierpi a to akurat bardzo, bardzo mała cena! Chociaż jego ten katar mógłby zostawić w spokoju, prawdopodobnie nie byłoby jakieś większej tragedii. Ów kolorowe gówno dostaało isę do jego nosa, wywołując bezwarunkowy i częsty odruch kichania. No, mało to eleganckie, ale co poradzić? - Ja wyglądam pięknie...? Powinnaś.... zobaczyć się.... teraz... w jakimś... lustrze... - rzucił z uśmiechem. Znaczy w sumie to wydukał. W przerwie między kichnięciami. Może rzeczywiście przesadził?


B, jak Brokat..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1486
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 1356
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7531-katherine-nadia-russeau#211124
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7534-kat-russeau
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7533-poczta-kat-russeau#211125
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7535-katherine-nadia-russeau




Gracz






PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Wto 8 Gru 2015 - 9:58

Katherine uśmiechnęła się szeroko do swojego towarzystwa po czym okręciła się w miejscu tańcząc w rytm muzyki. Przy okazji obok pojawiła się Elizabeth więc Katherine mogła ją pocałować w policzek, a potem chwycić za rękę i obrócić wokół własnej osi.
-El wyglądasz ślicznie i tak wulgarnie- powiedziała oczywiście szczerze jak to Katherine. Miała szeroki uśmiech na twarzy dopóki nie usłyszała Aiko i nie zobaczyła jej gdzieś w oddali na sali. Jej mina diametralnie się zmieniła. Dziewczyny mogły zauważyć tę różnicą i jej oczy łowiące w otoczeniu co się dzieje i gdzie jest ofiara.
-Brandon, dziewczyny chodźmy zrobić wianki dopóki nie zabrali jeszcze wszystkich najlepszych kwiatków. Zobaczymy kto uplecie lepszy. Może spotkamy kolejnego samotnego singla- zaśmiała się zapominając o wrogach i ruszając niczym strzała w kierunku miejsca gdzie pleciono wianki.
Stanęła przy tych wszystkich kwiatach, jedne różowe inne białe, jeszcze inne niebieskie.
-Pomocy, dwoi mi się i troi z tymi kolorami, do licha, czemu nie ma srebrnych- powiedziała marudzącym wręcz tonem.
-Brandon przystojniaku, przydałbyś się tutaj na coś- powiedziała i pociągnęła go do wianków.
Z początku nie miała żadnego pomysłu, ale z pomocą Brandona jakoś dała sobie radę. Pracowicie dobierała kwiaty i widać wręcz było śmieszne skupienie na jej twarzy. Jej wianek wygląda w porządku ale niestety nie robił furory. Ale to ją nie obchodziło. Właśnie odgarniała liście od białych kwiatów, gdy dostrzegła 15 galeonów. Szybko schowała je do torebki, by nikt nie zauważył.
-Teraz wasza kolej- powiedziała wręcz wyzywająco, a swój wianek nałożyła na głowę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Skąd : Johannesburg, RPA
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 249
  Liczba postów : 133
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11534-elijot-van-der-vyver#309551
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11548-to-ja#309688
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11549-to-sowa#309689
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11541-elliott-van-der-vyver#309590




Gracz






PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Wto 8 Gru 2015 - 11:31

- Van der Vyver – poprawiam Zilę, no co za ignorancja, w Południowej Afryce za taką pomyłkę dostaje się po łapach. No ala wspaniałomyślnie jej wybaczam, bo wiem, że mam do czynienia z prostą zjadaczką chleba prosto z Syberii. – Nie mogę się doczekać, co to za zaklęcia, których podobno nie znają w innych częściach świata. – patrzę na nią trochę pobłażliwie, wiecie, tak z góry, bo chyba nie sięga mi nawet do ramion. Jakbym się postarał, to bym ją mógł pewnie podnieść jedną ręką (ciągle pracuję nad bickiem, fakt, iż jestem dłuższy niż szerszy nie oznaczał, że nie miałem pary!). Tylko musiałaby chyba wpierw zrzucić z siebie całą tą... bizuterię! Coś mi mówiło, że waży co najmniej połowę tego, co Zila.
Matematyka taka piękna.
- Ty, Dzikusko, nie zapominaj się, jesteś ze Slytherinu, Ślizgonkom altruizm nie pasuje do twarzy – trochę jej cisnę, bo mogę. Patrzę na tą wróżbę, co to Zila poczynia i śmieję się z tych głupot. Przecież nie od dziś wiadomo, że te andrzejki to chała na maksa, z resztą w zeszłym roku dopiero się dowiedziałem, że w ogóle istnieje coś takiego. W Afryce sobie nie wróżymy z oparów czy wosku, kto to w ogóle wymyślił? – Lol, nie znasz się. – jej cięty języczek doprowadza mnie do rozkoszy, więc pozwalam jej na więcej. – Widziałem szamanów, którzy w moich rejonach wróżyli z kości martwych zwierząt. Ich krwi i włosów. Takich rzeczy uczą nas w Drakensberg – wywracam oczami, ale o tym, że na zajęcia z wróżbiarstwa (któremu w mojej szkole faktycznie było bliżej do szamanizmu) nie chodziłem, już nie wspominam. – Wiesz Zila, mam hajsu jak lodu, więc twoje złamane grosze i tak nic by dla mnie nie znaczyły.
W ogóle niedomyślna była ta Zila, mnie by tam wystarczyło jakieś małe tête-à-tête w pustej klasie.
- Jakim zaklęciem? – udaję GREKA, a jestem AFRYKANEREM - To raczej twój konik, Dzikusko, bo jakbyś nie zauważyła, jesteśmy związani włosiem jednorożca – jadę po jej Ślizgońskiej ambicji. – Jak nic nie wykminisz, geniuszu, to musisz się cieszyć z mojego towarzystwa do końca imprezki. Chodź, zrobię ci Koronę Dzikuski na pocieszenie – nawet, jeśli się Zila mocno zapierała, to byłem jakieś milion razy większy i silniejszy, więc mogła mnie nawet gryźć, a pewnie bym się tylko cieszył. W sumie takie gryzienie musiałoby oznaczać, że totalnie na mnie leci.
Chociaż jedną rękę miałem uwięzioną, druga mogła dzierżyć różdżkę i dobrać zielska do kolorów jej kiecy. Normalnie dojebałem taki wieniec, że na ostatnie pożegnanie lepszych nie widzieli. Był tłusty i na wypasie, wszystko cacy, a na dodatek chyba był trzy razy większy, niż Zilowa głowa. Nawet nie wiedziałem, że mam taki talent.
- Masz – z typową dla siebie nonszalancją, siłą wciskam jej ten wianek na głowę, chociaż zakładam, że przy tej próbie Zila prawie mnie pobiła. 

Wianek:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : V
Wiek : 17
Skąd : Fochabers, Szkocja
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 64
  Liczba postów : 35
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11862-elizabeth-may#318968
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11873-elizabeth-morgana-may#319049
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11865-wynajeta-sowa-panny-may#318985
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11872-elizabeth-morgana-may-prywatny-kuferek#319047




Gracz






PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Wto 8 Gru 2015 - 17:22

Pocałunek w policzek od Kath był małym zaskoczeniem dla Elizabeth, pozwoliła sobie na lekkie zdumienie unosząc w górę jedną brew. Jednak chwilę potem świat zawirował wokół niej. Mało brakowało, a potknęła by się o własne nogi, jednakże w porę złapała równowagę wydając z siebie zduszony pisk.
Uwaga z ust Ślizgonki wywołała mały uśmieszek na twarzy panny May, jednak zszedł on w chwili, gdy towarzyszka rozejrzała się niczym puma na polowaniu - tak Elizabeth kojarzyła to spojrzenie Russeau, takie drapieżne. Sama również się rozejrzała w poszukiwaniu celu Katherine, ale nim dostrzegła go dziewczyna już była przy wiankach. Coś za szybko to się działo jak dla Elizabeth, albo po prostu nieprzyzwyczajona była do takich zwrotów akcji. Na balach, zabawach i tego typu innych imprezach wcześniej się raczej nie pokazywała, a jak już się zdarzyło, to gdzieś z boku stała i obserwowała tych wszystkich ludzi nie czując potrzeby konfrontacji. Tymczasem świat się zmienia, a raczej ona dorasta i priorytety się zmieniają, jak wszystko w koło. Tak więc nie dostrzegłszy nic specjalnego May wzruszyła tylko ramionami i podążyła do stołu z zielskiem.
To co tam zobaczyła nie zachwyciło jej. Nie dostrzegała nic specjalnego i wartego uwagi.
- Czarnych też nie ma... - dopowiedziała i z nieco skwaszoną miną zaczęła przebierać w kwiatach. Nim zdecydowała się na jakiś Kath miała już spleciony swój. Wyglądał... Całkiem nieźle.
- Nawet Ci pasuje. - skomentowała szczerze unosząc kąciki ust w górę - Nie mam zbytnio wprawy w pleceniu wianków. - powiedziała przerzucając kwiaty i ozdoby. Kompletnie nie maiła pojęcia od czego zacząć, jednak gdy praktykantka, która stała tu chyba za karę chciała poinstruować pannę May, ta posłała jej mroźne spojrzenie mówiące by się nawet nie zbliżała. W końcu jakoś da sobie sama radę, nie jest jakąś sierotką, co by potrzebowała pomocy przy wszystkim. W końcu wie, co robi! Jej wianek nie był ogromny, ale posiadał dopasowane kolory i gatunki kwiatów i chociaż robienie zajęło trochę czasu, efekt końcowy był wart zachodu. Prezentował się całkiem nieźle, a według panny May nawet perfekcyjnie. To się nazywa porządna robota.
Uniosła swój wianek na wysokość oczu podziwiając dzieło.
- Co sądzicie? - spytała dumnie i spojrzała na towarzyszy - Perfekcyjny, jak moja skromna osoba. - rzekła i włożyła wianek na głowę. Trochę gryzł się z toczkiem, jaki miała, ale cóż, nie zdejmie ani jednej, ani drugiej dekoracji.

Wianek:

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Skąd : LA, Kalifornia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 66
  Liczba postów : 111
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11277-oliver-denley#303756
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11279-lets-have-some-fun#303816
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11282-chochlik-mail#303826
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11281-oliver-denley#303824




Gracz






PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Wto 8 Gru 2015 - 18:21

Oczywiście, że mu wybaczyła. Gniewanie się na Chochlika przez dłuższy czas było czymś praktycznie niemożliwym. Przeważnie, żeby udobruchać kogoś to zabijał swoim firmowym uśmiechem, lub zasypywał aegyo, czy coś. Tak. Aegyo było jego tajną bronią, której nikt jeszcze nie miał okazji zobaczyć.  Jeszcze.
- Wiedziałem. - powiedział pewnym głosem, uśmiechając się przy tym zalotnie. Zaraz po tym jak wianek został nałożony na jego głowę, ten się szeroko uśmiechnął i go poprawił, jak już zostało powiedziane. Następnie sam zabrał się za tworzenie swojego wielkiego i cudownego dzieła, które za chwilę Daisy miała mieć na swojej ślicznej główce. - Nawet podobnie, no... ale wole jak mi mówią po imieniu. - uśmiechnął się delikatnie pod nosem.
Ten rzut na szyję był nieco niespodziewany i jednocześnie skrzywdził cenne ciało Denleya. Bo ręka gdzieś mu przy okazji uciekła, została wykręcona czy coś w ten deseń. Dlatego na początku tylko syknął czując ból barka, ale później tylko zacisnął mocno usta.
Uśmiechnął się tylko lekko, spoglądając w jej stronę i sam położył się na plecy, patrząc w sufit. - Tylko nie zepsuj wianka. - mruknął tonem grożącym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 20
Skąd : Rosja, Syberia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 3036
  Liczba postów : 1805
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8036-zilya-nikolaevna-fyodorova
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8073-syberyjska-dzikuska#225025
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8071-syberyjska-sowka#225017
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8067-zilya-fyodorova




Administrator






PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Wto 8 Gru 2015 - 18:50

- Jeden pies - rzuciła w niego wschodnim dialektem, zamaszyście przy tym machnęła wolną ręką, przedstawiając tak swoją reakcję na to jego poprawienie nazwiska.
Aż z niedowierzaniem spojrzała na niego, gdy tak lekceważąco podszedł do jej znajomości zaklęć. Swoją drogą, to aż mnie inspiruje do tego, by wyszczególnić odrębne zaklęcia znajome tylko dla uczniów innych szkół. Tak czy siak! Raczej większość zdawała sobie sprawę z tego, że taki Durmstrang bawił się w czaromagiczne zaklęcia znacznie w bardziej zaawansowany sposób, niż Hogwart. A Fyodorova parę lat jednak na nauce w Rosji spędziła, nim przyjechała do Anglii.
- Kurwa, wróżby mogą być inne na innym kontynencie, ale zaklęcia na pewno znasz wszystkie z całego świata? - Zapytała zastanawiając się, czy on w ogóle słyszy co mówi. Bo tak sądzi, jakby pozjadał wszystkie rozumy, a Zil bardzo chętnie mu uświadomi, że ten się myli. Najlepiej prezentując te zaklęcia mu na jego własnej skórze! Oczywiście spojrzała na niego bardzo podejrzliwie, gdy wspomniał o tym wróżeniu z kości i krwi. Malakias na pierwszy rzut oka, też nie wyglądał na jasnowidza, a jednak co nieco potrafił. Skąd miała mieć pewność, czy podobnie nie jest z tym Gryfonem?
- Dopóki nie zobaczę tego na własne oczy, nie uwierzę, że nauczyli Cię tam czegokolwiek więcej niż pierdolenia trzy po trzy - chociaż niezaprzeczalnie, chciałaby, by spróbował jej udowodnić co potrafi i być może aby wyszło na jaw, że posiada umiejętność wróżenia. Przydałaby się jej taka osoba.
- No tak, do tego jeszcze rozpieszczony, bogaty gówniarz - odparła mrukliwie na tą jego informacje na temat statusu finansowego. Nie była pewna ilu bogatych ludzi znała. Zdecydowana większość osób, wśród jakich się obracała, należała do podobnego grona co i ona. Lubiła tych, co ledwo wiązali koniec z końcem.
W końcu, gdy tak gadał trzy po trzy i tylko Fyodorovą denerwował, zatrzymała się gwałtownie, z całej siły, celowo zaciskając palce na tych jego, by poczuł dokładnie, jak bardzo lubi nosić dużą biżuterię.
- To ty jesteś większym, jebanym dzikusem, skoro nie wiesz, że włosy jednorożca same w sobie by nas tak nie związały i do tego trzeba na nie rzucić parę zaklęć. A niby taki obeznany jesteś, jak to można jednorożca sprzedać. Pewnie za chuja nigdy żadnego nie widziałeś - a zdenerwował ją trochę. Bo nie będzie ją tu pouczać jakiś tam rozpieszczony dzieciak, co nic o niczym nie wie, tylko próbuje jej wmówić, że nie jest w stanie rozpoznać włosa jednorożca. Pff! O zwierzętach wiedziała wszystko. Wszystko, co potrzebowała.
Kiedy robił jej ten cholerny wianek, ona do tego jego napakowała tyle błyszczących kamieni ile tylko znalazła. Tak, żeby nie dość był cholernie ciężki, to jeszcze pasował do jego super wysokiej klasy społecznej.
- Masz, wypchaj się cały tymi diamentami. Chociaż pewnie gardzisz błyszczącymi kamieniami, bo nie wiem, masz cholerną kopalnie diamentów pod domem - w sumie w Afryce to nie byłoby takie zaskakujące. Tak czy siak, dała mu te diamenty, nawet mu do korony pasowały, chociaż ostatnie na co w sumie miała ochotę teraz, to robić cokolwiek dla tego chłopaka. Przynajmniej na pocieszenie znalazła czterdzieści galeonów. Tyle dobrego z tego wieczoru.
No, i dostała czerwony wianek, co prawda, przypadkiem stanęła jego autorowi na nodze, gdy jej go ubierał, ale i tak go zabrała. A co tam będzie prezentami gardzić.

C

______________________

Can't stay at home, can't stay at school. Old folks say, you a poor little fool. Down the street I'm the girl next door.
I'm the fox you've been waiting for
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Santa Monica, USA
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 428
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 360
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10007-quietus-ettreval#279078
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10008-cisza-przed-burza
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10065-cichnacy-szept#280286
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10074-quietus-ettreval#280494




Gracz






PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Wto 8 Gru 2015 - 19:34

Quietus się roześmiał. Głośno, szczerze i jak najbardziej radośnie, gdy Ceśka powróciła do żywych i niemalże natychmiast zaczęła mu wytykać tchórzostwo. Tego wieczoru mogłaby go nawet przyrównać do pufka pigmejskiego, a i tak za żadne skarby świata, nie dodałby do podejrzanego wywaru żadnej części swojego ciała, czy też najmniejszej drobiny swego szaleńczego DNA.
A gdy wywar Cesi, malowniczo zabulgotał i zasyczał - Cichy przywlekł na swą twarz enigmatyczny uśmiech, jakby się spodziewał takiego obrotu sprawy. Tym razem to on się z wielce podejrzaną miną, ukrył za plecami jasnowłosej i tylko znad czubka jej głowy, obserwował jak z kotła zaczęło wystrzeliwać w jej stronę  kilkanaście kart do tarota. Zarejestrował, że jedna zdążyła pacnąć Ceres w policzek, toteż odruchowo uchwycił ją kościstymi palcami i opierając się wygodnie podbródkiem o jej ramię, zagwizdał przeciągle.
- Głód adrenalinowy, złe wiedźmy i klątwy, a teraz wybuchające mikstury. Rzeczywiście zostałaś przeklęta, Ceres! - jęknął z jawną drwiną, jak i z rozbawieniem, kręcąc przy tym z szerokim uśmiechem swą mądrą głową na wszystkie strony świata.
- Trzeba odkazić wtedy organizm, jakąś szkocką. Swoją drogą, w domu macie niezły rocznik. - przypomniał sobie i wzruszywszy ramieniem, ponownie zerknął na jej czubek głowy i nagle największą uwagę, zwróciły Quieta jej uszy, które nagle postanowiły nabrać nowego, kociego wymiaru. Nie mogąc powstrzymać swojego odruchu, trącił najmniejszym palcem jej nowy, futerkowy twór i zmarszczył lekko czoło. Łypnął podejrzliwie na eliksir, następnie przeniósł badawcze spojrzenie na resztę bawiących się i znienacka wyciągnął swoje długie łapsko po srebrną tacę, na której były poustawiane przeróżne przekąski. Bynajmniej nie z głodu! Jednym ruchem strząsnął wszelkie żelki i inne łakocie z patery i podstawił ją pod sam nos Ceśki, aby mogła na spokojnie się przejrzeć.
Quiet był diabelnie ciekawy jej reakcji. I chociaż był z nią połączony - to nie obawiał się tego drobnego faktu, iż może swoje zaskoczenie wyładować na nim - ponieważ miał plan awaryjny! Gdy tylko nieopodal nich pojawiły się różnej maści kwiecie - to automatycznie pociągnął jasnowłosą w stronę stoisk z wiankami. I chociaż Quiet mógł się pochwalić różnymi, ciekawymi umiejętnościami to nawet podczas plecenia zwykłych wianków, postanowił zaszaleć i pomiędzy łodyżki, wplótł dla Ceśki różnego rodzaju, kamienie szlachetne.  Cóż z tego, że po całej zabawie, ponownie dorwie Cesię w swoje łapska i zapewne obydwoje wykorzystają rzadkie minerały do jakiegoś wariackiego eliksiru. Już w kieszeni jego spodni, i tak spoczywała jedna fiołka otumaniającego wywaru, który nabrali wspólnymi siłami; dla własnego użytku, oczywiście. Wraz z ukończeniem wianka (a raczej wieńca?) wyciągnął różdżkę i obracając ją w palcach, spojrzał wprost na Ces i gdy łagodnie zakładał kwiecistą ozdobę na jej łepetynę, to niepostrzeżenie machnął różdżką w okolicach jej uszu, neutralizując ten przezabawny urok.
- A mogłem na ciebie do końca wieczoru (jak nie życia) wołać, kici-kici, O’Shea. - obwieścił szeptem swój idealny plan, którego się pozbył, wyłącznie na własne życzenie i obdarzył dziewczę ciut wariackim uśmiechem, gdy niczym prawdziwy magik nagle spomiędzy jego palców ukazała się karta tarota, która smagła jego towarzyszkę wieczoru, bardzo niefortunnie  w policzek. Obrócił ją bardzo leniwie w palcach i chociaż nie spuszczał spojrzenia z oczu Cereski, to wydawać by się mogło, że Cichy w jednej chwili spoważniał.
- Bądź boginią Cesia. Pech ciebie niech nie obowiązuje, a jeżeli się do ciebie przyplącze, to podaruję ci połowę kociołka szczęścia, który wesoło sobie bulgocze w mojej i Julka łazience. - oznajmił cicho i poprawiając jedną ręką jej wianek, zmierzwił jej jasne kudły. Dopiero po chwili zmrużył oczy, aby popodziwiać swój wspaniały efekt na Ceśce - i skinąwszy zadowolony łbem, bez przeszkód oparł się o blat stołu i zadarł brew do góry.
- Też cię nie znosiłem. - mruknął rozbrajająco i posyłając jej niewinne spojrzenie, wywrócił naraz oczami, jakby wspominając czasy wspólnego dzieciństwa. - Okropnie dużo się przez ciebie natłukłem swoich kryształowych fiolek, gdy wpadałaś jak burza do pokoju Julka! Nigdy takich strat nie poniosłem! A i parę razy moje eliksiry dziwnym trafem malowniczo wybuchały. I nie zamierzałem napoić twojego, durnego kota żadnym wywarem wtedy. Nie moja wina, że na mnie syczał jak opętany. - wypomniał jej niemal urażonym tonem głosu, sugerując tym samym, iż to zapewne sama Ceśka maczała palce we wrogim nastawianiu futrzaka wobec jego przemiłej i przesympatycznej osoby.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Oxford
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1107
  Liczba postów : 231
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11544-seth-azriel-xenos-quinn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11569-przyjacielski-dla-wszystkich
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11570-sowka-setha
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11571-seth-quinn




Gracz






PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Wto 8 Gru 2015 - 20:57

- Pinokio? - spytał, lekko ściągając brwi próbując przypomnieć sobie czy kiedykolwiek coś o wspomnianym Pinokiu obiło mu się o uszy. - Ten drewniany gosteczek z długaśnym nosem który miał być przestrogą dla mugolskich dzieci żeby nie kłamały? - chyba dobrze pamiętał opowieści i bajki dziadka. - Cóż, w naszym świecie byłoby to całkiem możliwe, tak mi się wydaje przynajmniej. Skoro kość w ręku może zniknąć za pomocą zaklęcia... Taki drewniany gosteczek mógłby sobie żyć i dla nas, czarodziejów zapewne byłoby to normalne.
Ale w sumie cholera, na co mu jakiś Pinokio, skoro jego uszy pokryły się czarnym futrem?! Westchnął, a wtedy poczuł pociągnięcie za rękę - to Christa postanowiła, że powróżą sobie z oparów unoszących się nad kociołkami. No dobra, nic przeciwko temu nie miał, ale gdy zauważył delikatną strużkę ognia wydobywającą się z ust dziewczyny aż podskoczył nieznacznie z wrażenia. No dobra, ogon swoją drogą ale żeby od razu mu ogniem partnerka ziała? Jacie.
- Robi wrażenie - odparł, uśmiechając się do Christy. - Jeśli o mnie chodzi to mam nadzieję, że nie dostanę dodatkowego futra, to na uszach w zupełności wystarczy.
Mówiąc to wyrwał sobie jeden z tych naturalnie jasnych kłaków by po chwili wrzucić go do jednego z kociołków. Opary unoszące się nad nim zaczęły się kłębić i nagle Seth ujrzał wiła. Bladego, jasnowłosego, niebieskookiego, smukłego wiła. Gorąco mu się w jednej chwili zrobiło i jak zahipnotyzowany wodził wzrokiem za tym cudownym chłopięciem, który w pewnej chwili zaczął sobie beztrosko tańczyć. Seth również to lubił, o tak, dlatego też ciągnąc za sobą młodszą Krukonkę wstał i... Zaczął tańczyć. Ale nie tak jak zawsze, z wyczuciem i odpowiednimi ruchami, nie był to typowy freestyle jakie dość często zdarzało mu się wykonywać. Teraz zupełnie nie panował nad swoim ciałem i ruchami i odnosił wrażenie, że ten dziwaczny taniec w jego wykonaniu szybko się nie skończy...

Kostka: E
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2739
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Wto 8 Gru 2015 - 23:10

W gruncie rzeczy nie do końca chciała uciekać przed jego krótkim pocałunkiem, ale rozsądek podpowiadał jej, że znajdowali się na środku magicznej Sali, przy stanowisku z kwiatami, gdzie zebrał się cały tłum ludzi, polujących na ostatnie sztuki zielska. Cofnęła się więc, zdecydowanie za późno, bo albo naprawdę zabrakło jej refleksu, albo jedynie udała, że go nie ma, niejawnie pozwalając mu na ten gest. Opierając się już na ręce za sobą, wpatrywała się w jego tęczówki oczu przez chwilę, zanim zajęli się interpretacją wróżby.
Poruszony tam temat pociągnęła dopiero przy składaniu wianka Enzo, odnajdując w tym oderwanie się od tego paskudnie nużącego zajęcia.
Nie jestem zaborcza — oburzyła się, może właśnie przez swoją irytację przesadzając z brokatem, kiedy z rozmachem (od serca przecież) nakładała go na roślinne pędy — to po prostu Ciebie należy pilnować. Jeszcze zgubisz się w jakimś lesie, czy coś, dzikusie — mruczała w sumie bardziej do siebie niż do niego, oszukując sama siebie, ze nie była jedną z tych zapobiegawczo-irytujących dziewczyn zazdrosnych o swojego chłopaka. Zresztą, nie przyzwyczaiła się do tego słowa na tyle, żeby móc mówić o tym głośno.
Ale skoro już o tym wspomniałeś… — wzruszyła ramionami, jakby nie czuła wcale przyjemnego ścisku w żołądku na myśl o wspólnym wyjeździe z Enzo — … tylko próbujesz być miły, czy zrzucić całą odpowiedzialność wyboru na mnie? — uniosła nieco złośliwie kącik ust, przypatrując się mu uważnie z tym, w sumie chyba dość nietwarzowym w tej ilości, brokatem. Podniosła się ze swojej pozycji siedzącej do klęczek, przysuwając się nieznacznie. Dłoń automatycznie odnalazła drogę w górę, kiedy przeciągnęła nią po włosach krukona, rozmierzwiając mu włosy. Na chwilę zdjęła wianek, prawie w tym samym momencie i… kichnęła w bok. Za dużo sypkiego pyłku, zdecydowanie. Wróciła więc na swoje miejsce, przecierając lekko nos knykciem, kiedy akurat zakładał jej wianek na głowę:
Nie wiem. Nie zdążyłam się dobrze przyjrzeć — mruknęła trochę złośliwie, nie chcąc się przyznać, że wyszło mu to znacznie lepiej od niej. Ostatnio zauważała, że wbrew opinii, jaką Enzo o sobie miał, jeśli się postarał, naprawdę dużo rzeczy wychodziło mu fenomenalnie.
Myślisz, że można się stąd jakoś urwać? — rzuciła w końcu propozycją, patrząc w jego piwne oczy, w tym momencie, przypominające niemalże płynne złoto, kiedy brokat w tym kolorze kruszył się cały czas wokół niego, odbijając się w jego tęczówkach. Ulegając pokusie starła go z jego policzka i chrząknęła coś tam niewyraźnie, szukając wzrokiem na sali jakiegoś bocznego wyjścia, które może niwelowałoby skutki wiążącego ich w tym miejscu zaklęcia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 386
  Liczba postów : 235
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10310-casey-marvell
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10316-dla-odwaznych
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10318-casey
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10317-casey-marvell




Gracz






PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Sro 9 Gru 2015 - 20:38

Casey i imprezy okolicznościowe nie do końca brzmiały jak realne połączenie. W końcu nawet jeśli zjawiłby się na przyjęciu, to na pewno nie z parą i prawdopodobnie ulotnił się z niego bardzo szybko, nie potrafiąc dojść jakim cudem niektórzy arystokraci zachowują się niczym banda popaprańców, gdy tylko w ich ręce trafi odpowiednia ilość taniego alkoholu. Szkolne zabawy nigdy nie były dla niego jakimś wyznacznikiem miło spędzonego popołudnia. Ot, Arterbury preferował raczej spędzenie go nad podręcznikiem do zaklęć, albo zakurzonym tomiskiem o czarnomagicznych eliksirach.
Dlaczego w takim razie wybrał się na Andrzejki, bez pary i większego zaangażowania?
Powodów, jako takich, nie musiał mieć wcale, a nawet jeśli jakieś były... Powiedzmy, że nie ma sensu zawracać sobie tym głowy. Rzeczywiście sam zainteresowany działał raczej pod wpływem impulsu, być może mając już dość bezczynnego siedzenia w samotności – nie, żeby kiedykolwiek mu takowa przeszkadzała. Ślizgon dotarł na miejsce imprezy z dość sporym spóźnieniem, które ktoś mógłby nawet nazwać modnym, oczywiście bez pary, ale za to ze względnie pozytywnym nastawieniem. Przynajmniej jak na Casowe standardy. Uśmiechnął się nawet i nie spróbował zamordować pierwszego dzieciaka, na którego wpadł tuż przy wejściu. Ba! Zupełnie go zignorował, zamiast tego usiłując dostrzec w tłumie twarzy kogoś znajomego. Na całe szczęście, duet złożony z @Katherine Russeau i @Elizabeth Morgana May ciężko było przeoczyć, szczególnie wtedy, gdy znajdowały się w samym centrum zabawy, a przynajmniej takie wrażenie odnosiło się na pierwszy rzut oka.
- Serio bawicie się kwiatkami, jak ostatnie smarkacze? - powitał obie dziewczyny w wyjątkowo wesołym tonie, wciskając się pomiędzy nie i zupełnie ignorując ich towarzysza. Nie kojarzył chłopaka nawet z imienia, więc nie mógł on by nikim istotnym... zresztą, jeśli zajdzie potrzeba, to wtedy mogą wymienić tradycyjne formułki. Oczywistym jest jednak, że inicjatywa nie wyjdzie ze strony Arterbury’ego.
Swoją drogą, prawdopodobnie nie robił zbyt dobrze kpiąc sobie z przyjaciółek. W końcu po czymś takim raczej mu nie odpuszczą i on też, znając życie, skończy z kolorowym ptasim gniazdem na łbie. Uroczo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : California i Alaska
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 464
  Liczba postów : 439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11628-cyrus-milos-lynford
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11637-troche-sporo-spie-ale-i-tak-chce-miec-ziomkow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11636-lisciki-i-inne-duperelki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11638-cyrus-milos-lynford




Gracz






PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Sro 9 Gru 2015 - 21:53

Nie wiem, czemu Winona mówi, że sypianie z Zoellem to przesada. Może nie zauważyłem i ten chłopak był jakiś trędowaty czy coś. Ich przypuszczalne romansy wydały mi się całkiem logiczne. Skoro wtedy z nim przyszła na bal, to mogła z nim kręcić, a teraz pewnie romansuje z innym. A jak kręcenie, to i sypianie, nie?
- No w sumie, to chyba nie byłoby takie złe - stwierdziłem z miną wielkiego myśliciela, tak się zastanawiając, czy bym jakkolwiek oponował, gdybym miał się stać trzecim z kolei facetem Ceres na jeden bal. Właściwie nie było w tym nic złego. Ogółem, same pozytywy, żadnych przeciwności. Okej, umówmy się, średnio przewidywałem, jakie działania mogą prowadzić do super niezręcznych i kłopotliwych sytuacji.
A potem już nie w głowie były mi bale z Ceres, bo Winona zamiast podmuchać, postanowiła pocałować mój obolały palec. Może odrobinę za ciepły dreszcz przebiegł mi po karku, gdy przypadkiem przypomniałem sobie, jak kiedyś, lata już temu, lubiłem, gdy Hensley całowała moje palce. Niegrzeczne skojarzenia.
Odkaszlnąłem cicho, zaraz wypijając kolejny gęsty łyk alkoholu, kiedy Winona wyraziła swoją opinię na temat poprzedniego balu. Machnąłem trochę zbyt zamaszyście ręką, całe szczęście nie rozlewając już piwa, bo nie było go w środku zbyt wiele.
- A no, daj spokój, po pijaku się nie liczy - sam nie wiedziałem, czy mówię to, bo przecież możemy to robić jeszcze miliony razy i zawsze będzie super, czy chodzi mi o to, żeby niczego nie próbowała tłumaczyć, a może się z nią po prostu zgadzam i bardzo jednak poszaleliśmy. A może chcę uciec od tego wątku, bo jest jeszcze bardziej niewygodny niż moje poprzednie skojarzenia. Czuję, że robi się tak gorąco i nieswojo, że trochę mam ochotę wylać na siebie to piwo, a nie po prostu je wypić. Całe szczęście, powstrzymuję się przed tym desperackim gestem. Wiedziałem, że ogarnianie się z byłą jest dziwnym pomysłem. Będę o tym pamiętać. Na pewno do momentu na minuty przed tym, jak znów po prostu zrobię coś takiego. Bo już sekundy przed, znów, gdzieś to zapomnę.
- O świetny pomysł - trochę zbyt ochoczo przystaję na propozycję kolejnej wróżby, bo mówię to tak, jakbym cały wieczór o niczym innym nie marzył, niż o pleceniu wianków. W gruncie rzeczy, ani trochę nie mam ochoty męczyć się z jakimiś krzaczorami, przycinać je, upinać i cholera wie, co jeszcze z nich robić. Ale ostatecznie jakiś, średnio piękny udaje mi się mniej więcej wykonać. Z resztą szybko od wianka bardziej interesuje mnie porzucony na ziemi bon towarowy. Jak się okazuje, do super dobrego sklepu. Z resztą, innego bym nie podniósł.
- Wiesz co, oni coś mają z tą wiosną. Nie ogarniają pór rok chyba. Przedtem kazali nam hasać po łące w tej wielkiej sali, a teraz praktycznie zimą robić wianki. Oni mają nie po kolei w głowach - komentuję jeszcze, zakładając ozdobę na włosy mojej dzisiejszej dziewczynie.

d
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Skąd : Johannesburg, RPA
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 249
  Liczba postów : 133
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11534-elijot-van-der-vyver#309551
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11548-to-ja#309688
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11549-to-sowa#309689
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11541-elliott-van-der-vyver#309590




Gracz






PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   Czw 10 Gru 2015 - 13:18

- Na gacie Merlina, Zila, czemu ty wszystko bierzesz tak poważnie? Wiesz, co to jest ironia? Weź zluzuj trochę, może chcesz trochę egipskich cukierków Sheuta? Pomogą – trochę mi się jej żal zrobiło, może ona miała bardzo stresujące życie czy coś, że taka pospinana chodziła bez przerwy? Albo nie wiem, okres? Ja tam na przykład siedemnaście lat na bezstresowym wychowaniu i widać, jaki fajny wyrosłem.
- To innym razem, tutaj nie ma... odpowiedniej aury – wyjaśniam enigmatycznie i staram się wyglądać przy tym absolutnie poważnie, a w głowie już mi się kroi jakiś szalony plan. Chyba trollowanie Zili będzie moim nowym ulubionym zajęciem. Bo to troche tak jak drażnienie lwa – tylko takiego z Syberii. Prawie jak w domu!
Jakby ktoś pytał to wcale nie mieliśmy w domu lwów przez jakiś czas!
A później dzieje się zła rzecz, bo Zila przegina ze swoimi osądsmi na tyle, by wywołać u mnie agresję. Taką jeszcze kontrolowaną, ale i tak cedzę do niej przez zęby:
- Chuja o mnie wiesz.
Nic mnie tak nie drażniło, jak szufladkowanie mnie w tak prymitywny sposób. Tym bardziej, że to tak jakby zarzucało moim rodzicom NIEWŁAŚCIWE WYCHOWANIE, podważając ich kompetencje. Nie było to co prawda hasło z serii twoja stara, ale brodziło gdzieś nieopodal. Wiedzcie jedno – dla mnie rodzina to była rzecz święta. Trzeba było trzymać się kupy, bo kupy nikt nie ruszy i takie tam. Mógłbym w sumie zrobić cały wywód na temat tego, jak bardzo Zila właśnie się pomyliła, ale zwyczajnie nie miałem ochoty na wdawanie się z nią w jakieś konwersacje, na które i tak nie zasługiwała.
I jeszcze wbiła mi te pierścionki w palce, co za sadystka!
- NAPRAWDĘ myślisz, że da się to zdjąć? – byłem coraz bardziej rozjuszony, więc zamiast dalej trollować Zilę, w końcu postanowiłem zakończyć tę zabawę, bo najwyraźniej nie skumała reguł. - Jakoś ja na pierwszy rzut oka widzę, że każda próba pozbycia się więzów tylko wzmocni ich działanie, więc masz do wyboru albo spędzić tak ze mną jeszcze kilka godzin, które, jeśli byś się trochę zluzowała, mogą ci upłynąć kurewsko szybko, albo spróbować to zdjąć i nie wiem, spędzić ze mną następny tydzień, włączając w to wspólne prysznice, więc sobie wybierz mądrze, co wolisz – już nawet nie mam sił się na nią denerwować, więc gadam od niechcenia. – Sama chuja wiesz, co widziałem. I tak byś nie uwierzyła, jakbym ci powiedział – wzruszam ramionami, chociaż mam parę niezłych historii.
A później dostaję jakiś wysadzany pseudbrylantami wianek i nawet mi trochę przechodzi złość po tym, co mówi Zila, bo o dziwo bawią mnie jej słowa.
- Jeśli próbowałaś mnie obrazić to ci nie wyszło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Świetlisty Pokój   

Powrót do góry Go down
 

Świetlisty Pokój

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 9 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 8, 9, 10, 11  Next

 Similar topics

-
» Świetlisty Pokój
» Pokój Snów
» Pokój Marzeń
» Pokój Czterech Pór Roku
» Pokój Śmiechu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Wielkie schody
 :: 
szóste pietro
-