IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Dębowa Polana

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next
AutorWiadomość




Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -2
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 524
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5106-dahlia-e-slater
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5109-czesc-jestem-dahlia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5108-sowka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7187-dahlia-e-slater




Gracz






PisanieTemat: Dębowa Polana   Wto Maj 21 2013, 17:18


Debowa Polana


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Milton Keynes
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 182
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 290
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5753-juno-kavanaugh
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5755-jp-jp-na-100
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5754-don-vito-poczta-juno
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7239-juno-primrose-kavanaugh




Gracz






PisanieTemat: Re: Dębowa Polana   Nie Cze 09 2013, 21:23

Słońce znikało między koronami drzew, a w trawie z każdą chwilą dawało się słyszeć coraz większe podniecenie małych stworzonek, które zamieszkiwały poziomy sięgające maksymalnie do połowy naszych łydek. Niebo było akurat bezchmurne, dlatego noc która miała nadejść będzie wprost idealna do oglądania gwiazd. Juno, może to właśnie przez wzgląd na jej imię, uwielbiała lipiec za to, że był miesiącem spadających gwiazd. Mimo, że do tego miesiąca jeszcze było sporo czasu, blondynka i tak wybrała się na dębową polanę, w nadziei na spokój i przy okazji może udałoby się jej wyhaczyć jakieś spadające gwiazdy. Kolejną rzeczą, którą ubóstwiała była astrologia i wszystko co dotyczyło ciał niebieskich. Od małego fascynowała się takimi rzeczami i uwielbiała wertować wszystkie książki o takiej tematyce jakie jej wpadły w łapki. Nie żeby była jakąś nudziarą, czy molem książkowym. Po prostu odrobina edukacji jeszcze nikomu nie zaszkodziła, a co jak co, ale wiedza na temat podstaw człowieczej anatomii również jej się przydała przy większości bójek z chłopakami, w jakie wdawała się jeszcze kiedy była mała. W późniejszych latach ta wiedza już jej się przydała w zupełnie innej od szkolnych bijatyk dziedzinie i chyba każdy wie nawet w jakiej, więc HALO czytanie książek jest KUL. No i wiecie teraz inteligencja coraz częściej jest elementem, który wzmaga dzikie żądze i płomienie podniecenia hehe.
Wieczorem zrobiło się trochę chłodno, więc dziękowała sobie za zabranie w drogę sweterka, który mogła teraz wykorzystać, zakładając na siebie. Niespiesznie wędrowała po błoniach, zmierzając już we wcześniej wyznaczonym sobie kierunku. Pod pachą miała gruby zeszyt, rozmiarów A4 i pióro. Wiem, wiem to okropnie mugolskie, ale co ona na to poradzi. Zeszyt był bardziej podręczny niż jakiś głupi pergamin, a ona wychowywała się przez większość życia wśród mugoli, więc wszystko było jak najbardziej wytłumaczalne. Służył jej za brudnopis, szkicownik, zeszyt do nut i w ogóle sto w jednym, taki ekstra był. W większość miejsc gdzie chodziła zabierała go ze sobą. Nie dlatego, że bała się że ktoś go odnajdzie. Owszem, nie rwała się do tego żeby go komuś pokazać, ale głównie towarzyszył jej z powodu nudów. Tak jak inni odstresowywali się poprzez bójki albo rozwalanie jakiś rzeczy, tak ona bójki traktowała jako zabawę, a rzeczy rozwalała przypadkiem, kiedy niefortunnie na nie wlazła. Z kolei stres zwalczała, zajmując się po prostu taką rzeczą jak rysowanie, wymyślanie jakiś piosenek, czy inne duperele. Nic nadzwyczajnego. Dzisiaj jakoś nie miała specjalnych powodów do pozbywania się nerwów, ale czemu by się nie zrelaksować. Ot tak po prostu, dlatego kiedy WRESZCIE doszła, usiadła sobie pod dębem i oparła się o niego plecami. Wyjęła spod pachy zeszyt i zaczeła go kartkować z nudów. Szybko jednak zdecydowała, że zacznie tym razem rysować o ten tamten rosnący mak, haber czy inny popierdółek, który kwiatkiem zwany był.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Cannes Francja/UK
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 88
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 127
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5763-frederick-champion
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5765-freddie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5764-puchacz-freddiego




Gracz






PisanieTemat: Re: Dębowa Polana   Nie Cze 09 2013, 23:13

Frederick jakoś niespecjalnie był fanem natury.
Zdecydowanie wolał miejskie otoczenie, bo i nie dało się tam nudzić. A to jacyś ludzie się znaleźli, czy biblioteka. Zawsze było coś, co można było uznać za rozrywkę.
Tylko, że miasto miało to do siebie, że wszędzie był hałas. Jakieś dźwięki, rozmowy, śmiechy, skrobanie piór po pergaminie czy szelest kartek.
I to mu przeszkadzało w nauce.
Natura pozbawiła go tej podstawowej cechy, którą mają Krukoni - pochłaniania wiedzy jak gąbki. Ślizgon musiał siedzieć nad książkami, żeby coś mu w tej głowie zostało. Zostawało, ale ile się musiał natrudzić. Aż tak tępy nie był. Nie mniej musiał się uczyć. Nie lubił tego, bo tracił czas, a w tym czasie mógłby zawrzeć jakieś inne ciekawe znajomości.
Nie narzekał jednak, bo miła tę świadomość, że bez wiedzy daleko nie zajdzie.
Tak więc szedł sobie, aby znaleźć miejsce, gdzie będzie mógł sobie w spokoju powtórzyć materiał, który opanował.
Systematyczne utrwalanie pozwało mu na osiągnięcie dobrych rezultatów.
Tak więc natura czasami na coś mu się przydaje.
Szczególnie jakieś drzewo może nadać się do jego celów. Dlatego też zawędrował do na polanę z dębem.
Niestety już tam ktoś się pojawił. Wraz ze zbliżaniem się do drzewa rozpoznał osobę, którą tam siedziała.
Juno Kavanaugh, Gryfonka. Czyli to, czego Frederick za bardzo nie lubił.
- Dzień dobry - przemówił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Milton Keynes
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 182
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 290
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5753-juno-kavanaugh
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5755-jp-jp-na-100
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5754-don-vito-poczta-juno
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7239-juno-primrose-kavanaugh




Gracz






PisanieTemat: Re: Dębowa Polana   Wto Cze 11 2013, 00:41

Czy znasz już przepis na szczęście w nieszczęściu? Nie? Juno mogłaby Ci kiedyś o tym opowiedzieć, ale nie teraz, nie dziś. To rozmowa przy dużej butli czegoś co nieźle klepie w łeb. Nie spocznij jednak na laurach. Takich butli na pewno przyda się więcej, więc idź już lepiej szukać, bo zegar tyka. Tik tak. Tak samo tykał przy jej narodzinach. Minuty ciągnęły się nieznośnie długo. Potem tykał do czasu kiedy wylądowała niewinna w psychiatryku. Człowieku to może zwichrować psychikę. Wiesz o tym? No dobrze. Czas stanął. Nie ma czasu. Jest teraz i tu. Co powie Ci dziewczyna, która spędziła dzieciństwo wśród prostaków, rok wśród obłąkanych , przyjaźń w domu dziecka, a dorosła wśród gejów? Odpowie, że w międzyczasie jeszcze odnalazła biologicznego tatusia. A czego się spodziewałeś.
June była twardym orzechem do zgryzienia, z charakterem z wierzchu przypominającym czekoladową muffinkę. Nie próbuj jej ugryźć, bo połamiesz sobie zęby. Myślisz sobie - dziewczyna z trudnym dzieciństwem, bidulka, dużo przeszła, cicha, zamknięta w sobie. Bzdury. Jej wszędzie jest pełno, z życia czerpie garściami, a cicho jest tylko dlatego żeby jej niewyparzona gęba nie powiedziała o jedno słowo za dużo. Miasto czy wieś, miała to gdzieś! Hehe. Kilka razy zdarzyło jej się nawet zasnąć na gałęzi drzewa i wierzcie, że to jest jak najbardziej możliwe, dlatego można przyznać, że umie sobie radzic w każdych warunkach. Osoby takie jak Freddie nie były jej obce, jednak starała się ich unikać, bo nie odpowiadała za siebie. Irytowało ją to w jaki sposób tacy ludzie odnosili się do innych i drażnił ją ich sposób bycia. Dla niej nie było równych i równiejszych. Każdy był inny i akceptowała tą odmienność. Oczywiście nie jest wcale takim aniołkiem, bo dosyć często zdarza jej się tą indywidualność złośliwie skomentować. Nikt przecież nie jest idealny nie? A żeby Juno została świętą, wszyscy musieliby popełnić zbiorowe samobójstwo. To by chyba dostatecznie oczyściło ją ze wszystkich grzechów jakich się w życiu dopuściła. Z kolei gdy już ją kanonizują wszystkie te odrażające duszyczki pokroju Championa zaprosi wprost do piekielnej czeluści. Sąd ostateczny musi nadejść, a ona nie ma nic przeciwko bycia sędzią. Kiedyś nawet to rozważała, ale wysłali jej list ze szkoły specjalnej i tak oto została sobie czarodziejką z różdżką i kociołkiem. Brakowało jej w tym wszystkim dużego, czarnego kapelusza, ale przecież nie można mieć wszystkiego.
Kora drzewa wbijała się jej w plecy i z minuty na minutę robiło się coraz mniej wygodnie. Próbowała się w jakiś sposób przekręcić, obkręcić, zakręcić, ale to wcale nic nie dawało. Tak, tak, przecież spała na gałęzi, ale nikt nie mówił że to było wygodne, nie? Z letargu jaki wywołało ciągłe wiercenie się wyrwał ją czyjś głos, który pojawił się nader niespodziewanie. A któż to, cóż to? Przecież to jej ULUBIENIEC Freddie Champion.
NOSZ KURWUNIA, CHYBA SOBIE ROBISZ JAJA!, przemknęło jej przez myśl, a na usta wypełzł niemiły uśmiech. Jeden z tych, które pojawiają się na twarzach seryjnych morderców chwilę przed zabójstwem.
- Freddie! Jak miło Cię widzieć - zaszczebiotała z najlepszym sztucznym uśmiechem na jaki było ją stać, a aktorka z niej była niebywała, więc panie Ślizgonie, nie ma się pan o co martwić. Panienka Kavanaugh przyjmie pana o chlebie i soli!
- Czyżbyś tak samo jak ja wybrał się na przechadzkę właśnie W TO miejsce? - kontynuowała nadal przesłodzonym tonem, a na potwierdzenie tego jaka to jest szczęśliwa z jego towarzystwa, zatrzepotała rozkosznie rzęsami. Zacisnęła mocniej zęby, próbując nie doprowadzić do szczękościsku, bo przecież wtedy by się wydało, że wcale W TYM MIEJSCU nie jest mile widziany. No cóż, nie można mieć wszystkiego. Czasami mi się wydaje, że duża namiastka w niej ślizgońskiej duszy. Krukońskiej właściwie też trochę by się znalazło, a i waleczna lwica z niej była. O dziwo koordynację miała w pełni sprawną, a puchońskich cech jeszcze w sobie póki co nie odkryła, ale uważaj Czempionie, bo możesz zadrzeć z niewłaściwą osobą!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Cannes Francja/UK
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 88
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 127
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5763-frederick-champion
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5765-freddie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5764-puchacz-freddiego




Gracz






PisanieTemat: Re: Dębowa Polana   Sro Cze 12 2013, 23:54

Frederick potrzebował spokoju i ciszy, żeby się uczyć. A w towarzystwie panny Kavanaugh takowych nie nie zazna.
Czyli wraca do zamku. Jednakże zanim tak postąpi musi dorzucić swoje trzy grosze. Nie doczekanie, żeby Gryfonka myślała, że ma odczynienia z jakimś potulnym Ślizgonem.
- Ciebie również Junie - nie wiedział, czy jakoś się zdrobnia jej imię więc dorzucił coś od siebie. A tak dla bycia sympatyczniejszym.
Nie potrafił jakoś strawić tejże persony. Dosłownie ciężko mu było zachowywać się normalnie. Jednakże nie zamierzał dać tej dziewczynie powodów do zadowolenia z tego, że jakiś sposób mu dopiekła. Co to to nie. Prędzej padnie trupem niż sobie na to powoli. Ale gdyby zrobił głęboki wdech, na uspokojenie na pewno nie uszło by to jej uwagi. Tak więc, Freddie pokaż na co się stać, jak zostaniesz postawiony pod ścianą.
- Tak wszyło, że miałem zamiar sobie odpocząć pod drzewem - zaczął. - Jednak widzę, że nie ma tam już miejsca. Wielka DUMA Gryfonów zajmuje to za dużo miejsca. Tak więc żegnam.
Odwrócił się na pięcie i odszedł w stronę zamku.
z/t
(przepraszam, że tak szybko i nagle kończę, ale po prostu nie nie mam czasu)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 277
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 381




Gracz






PisanieTemat: Re: Dębowa Polana   Sob Sie 17 2013, 23:02

Fakt, iż już nie jest w Japonii zupełnie do niej nie docierał. Kraj Kwitnącej Wiśni śnił się jej nocami. W zależności od rejonu, od lutego do maja drzewa wiśni zaczynają zakwitać i jako zapowiedź wiosny cieszą swoim widokiem wszystkich Japończyków.
Przemierzała leniwie błonia grzejąc się w popołudniowym słońcu, a w jej głowie panowała pustka. Ostatnimi czasy wszystkie czynności wykonywała mechanicznie, a w chwili, gdy się przebudziła, nie miała pojęcia w którym miejscu zgubiła dwa ostatnie miesiące swego życia. Zepsuty zegarek nadal odmierzał czas zupełnie nie licząc się ze swoją wadą.
Rzeczywistość zwolniła tylko w dwóch momentach.
Siedząc na polance wpatrywała się w ruiny murów po drugiej stronie jeziora. Jakże pięknie słońce odbijało się w wodzie! Jednak nie o tym marzyła, nie poświęciła dłuższej chwili na zachwyt nad pięknem dzisiejszego nieba, na którym nie było (o dziwo!) śladu ani jednej chmurki. Chciała leżeć w Jego ramionach, czuć ciepło Jego skóry, słuchać konkretnego cichego szeptu, czuć oddech na swej szyi, na policzku.
Jak wspaniale było wybrać się w kolejną podróż po krainie fantazji, gdzie czas stoi w miejscu. Była z Nim na dachu budynku w portowym miasteczku. Leżąc na posłaniu z kolorowych dywanów i poduszek, wpatrywali się w morze.
piję za rejs
Była też nad jeziorem. Przy blasku księżyca, przy odbiciu tarczy w wodnym zwierciadle machając do rytmu wiatru rękoma, wskazywała ognisko, ich wspólny, mały namiot.
nadal nie wiem, czego szukamy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Devon
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 292
Dodatkowo : Legilimencja i oklumencja, teleportacja
  Liczba postów : 674
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1383-luke-gringott
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1418-luke-gringott
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1419-luke-gringott




Gracz






PisanieTemat: Re: Dębowa Polana   Sob Sie 17 2013, 23:20

Jego bulwar utraconych marzeń zaczynał i kończył się na jednej osobie. Słońce irytowało, Japonia irytowała, ludzie irytowali, wszystkowszystkowszystko szło nie tak. Nie dopuszczał do siebie myśli, że to przez konkretnego osobnika płci pięknej.
Zostawił za sobą wszystko - pojebanych lokatorów, z którymi musiał spędzić miesiąc, dom, przyjaciół. Japonia nie była strzałem w dziesiątkę. Może wszystko przez to, że nienawidził wiśni. A może dlatego, że każda rzecz na tym dziwnym świecie była robiona przez skośnookich.
kochana, nie wszystko jest made in China!
Na szczęście było już po wakacjach. Wrócił do szkoły, gdzie mimo wszystko nadal czuł się bezpiecznie, nawet jeśli dookoła grasowały wilkołaki. Bezpieczniej niż w domu pełnym nienawiści, mrozu i śniegu.
Szukał. Naprawdę pierwszy raz w życiu kogoś szukał, nie mając do niego żadnej sprawy. Jego tęsknota nie pozwalała mu dłużej czekać i chociaż teoretycznie był pozbawiony wszelakich uczuć to w praktyce wyglądało tu zupełnie inaczej - nocą, przy szczelnie zasłoniętych oknach, umierał, gryzł ręce z miłości.

Podszedł do Niej cicho od tyłu. Przez kilka sekund zastanowił się co zrobić, jak postąpić, po tylu tygodniach obojętności i milczenia zapomniał jak to jest być kochanym i jednocześnie jak to jest okazywać swoje uczucia. Delikatnie złapał kosmyk Jej hebanowych włosów i przyłożył do nosa, wdychając ten ukochany zapach, rozkoszując się kilkusekundowym milczeniem. Po chwili usiadł obok Niej, przez moment lustrując dokładnie Jej twarz, doszukując się zmian. Głębokie cienie pod oczami, jedna pojedyncza zmarszczka na czole, zmarszczony nos, bledsze niż zwykle usta, zapadnięte policzka, zgaszony blask w źrenicach. Jednak dalej ten sam magiczny kolor tęczówek, który w popołudniowym słońcu wydawał się jeszcze piękniejszy.
tęskniłem za czernią z domieszką zieleni, śniłem każdej nocy.
- Znalazłem Cię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Kanada, Trois-Rivières
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1827
Dodatkowo : metamorfomagia, rezerwowy pałkarz
  Liczba postów : 707
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5525-madison-chloe-richelieu#160262
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5529-pancake-karma-is-coming-after-you#160278
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5528-madisonowa-sowa#160270
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7198-madison-richelieu




Gracz






PisanieTemat: Re: Dębowa Polana   Nie Sie 18 2013, 21:12

Co za okropny dzień, okropny tydzień, okropny miesiąc. Do dziewczyny chyba dalej nie do końca docierało, co naprawdę się stało. Wszystko wydawało się być nierzeczywiste, wydarzenia jakby obserwowane z boku przez mgłę, adrenalina hucząca w żyłach. Już nawet nie pamiętała, co dokładnie działo się w pociągu. Światła zgasły, rzuciła stekiem przekleństw i zaklęciami ochronnymi i ruszyła z resztą prefów na korytarz. Nie pamiętała już czy zaganiała płaczących uczniów z powrotem do przedziałów, zaglądała do tych zniszczonych, by pomagać rannym i rozdygotanym, starała się nie oberwać żadnym zaklęciem, gdyż w całym zamieszaniu wszyscy zabrali się za rzucanie ich na oślep czy tak jak niektórzy szukała sprawców zamieszania. Do Wielkiej Sali weszła zaledwie na chwilę i bardzo ja zdziwił widok dyrektora z Riverside! Nie miała jednak czasu, wystąpiła tylko do przodu, gdy została o to poproszona, bo już zaraz jakiś nauczyciel pociągnął ją za ramię i wysłał na Błonia, po których podobno kręcili się uczniowie, którzy w jakiś sposób przegapili całą tą sytuację ze stanem wyjątkowym. Szła energicznym krokiem, jeszcze szybciej niż zwykle, denerwując się i burczeć pod nosem, że w każdym krzaku może siedzieć wilkołak, a ona została wysłana w teren zupełnie sama. Namierzyła jednak szybko rozkoszną parkę i jeszcze bardziej przyspieszyła kroku.
- Nie mam pojęcia, co sobie myślicie, ale chyba na serio oszaleliście, że wychodzicie po zmroku z zamku, ignorując wszelkie zalecenia dyrekcji. Może ominęła was rozrywkowa podróż pociągiem i postanowiliście nie pojawić się na uczcie powitalnej, więc was poinformuję, że był następny atak, uczty nie było, został wprowadzony stan wyjątkowy i wszyscy bez wyjątku spędzają noc w Wielkiej Sali, więc zaproszę was teraz niezwłocznie, ale skoro tak wam tęskno do specjalnego traktowania, to najbliższą sobotę spędzicie sobie na szlabanie u profesora Morrisa, może następnym razem zastosujecie się do ogólnie przyjętych zasad. – oświadczyła twardym głosem, zakrywając się szczelniej swetrem i oświetlając sobie różdżką okolicę, jakby z pobliskiego krzaka miał wyskoczyć Lunarny.  

zt dla wszystkich
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 20
Skąd : Anglia!
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 58
  Liczba postów : 60
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6924-colin-blackwater-roux#197526
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6926-colin#197527
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6925-colin-roux#197525




Gracz






PisanieTemat: Re: Dębowa Polana   Nie Lis 24 2013, 19:55

Kroczyła pewnie z głową uniesioną do góry, ale co z tego skoro w środku gotowała się to na przemian ze złością i strachem. Mało osób wiedziało, ale miała piekielny lek wysokości, dostawała paniki gdy przestawała czuć grunt pod nogami... No ale zakład to zakład, zwłaszcza z tym chłopakiem. Nie mogła się poddać, chociaż nie było ustalonej nagrody. Czy nauczy ją latać(zwłaszcza, że nie wiedział o jej fobii)? Szczerze wątpiła i nawet bardziej by się ucieszyła gdyby miał przegrać... Jednak z drugiej strony jeśli mu się nie uda to wyjdzie, że jest totalnym nieudacznikiem, a przecież była 100% krwistym czarodziejem.
Skręciła przy potężnym drzewie i ruszyła na polanę, była chwile przed czasem, by jeszcze samej spróbować.
Co czuła?
Czuła zaciśnięte gardło, żołądek wielkości fistaszka oraz drżenie rąk. Zacisnęła mocniej i tak już bardzo zaciśnięte szczeki. Miotła uniosła się nad ziemią a dziewczyna usiadła okrakiem na wąskim patyku. Póki co było dobrze – bo dotykała stopami gruntu. Przetarła twarz, czując jak zalewa ja fala mdłości.
-Kurwa.
Delikatnie uniosła się nad ziemią, kilka centymetrów i po chwili opadła. Czuła, że porażka będzie przerażająca. Tragiczna wręcz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Melbourne, Australia
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 160
  Liczba postów : 265
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5493-riley-salinger#159681
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5497-ziomki-riley-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5498-rajlejowa-sowa#159715
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7192-riley-salinger#204396




Gracz






PisanieTemat: Re: Dębowa Polana   Nie Lis 24 2013, 20:15

Wyzwania są czymś, co takie osoby jak Riley lubią najbardziej. Nic więc dziwnego, że tak łatwo dał się sprowokować i wrobić w zakład, z którym musi radzić sobie teraz. Jednak bez obaw, wszystko wkrótce się okaże. Nie zakładał z góry wygranej, ale porażki również nie, zresztą niebawem na własnej skórze przekonają się, kto ma rację. Trochę szkoda, że nie wiedział o fobii dziewczyny, bo nienawidził kłamstwa, a zatajenie takiego faktu to prawie kłamstwo, prawda? Lepiej więc, aby nigdy się nie dowiedział, a to wymagać od ślizgonki będzie prawdziwego samoopanowania, ażeby przypadkiem w czasie lotu nie zapiszczeć chociażby, że ma lęk wysokości. No dobrze, ale już nie przewidujmy, bo oto Salinger kroczył dumnie ze swoją miotełką, zastanawiając się, jak bardzo zdeterminowany był, aby wygrać zakład, kiedy zgadzał się na naukę latania w taką pogodę. Padało, było chłodno i nie najprzyjemniej, właściwie to te komplikacje pogodowe tylko zniechęcały i sprawiały, że najlepszym wyjściem na spędzenie popołudnia czy wieczora, było pozostanie w zamku. Ewentualnie nie obraziłby się, gdyby miał wybrać się z kimś do Hogsmeade na ciepłą herbatę lub coś w ten deseń. Podchodził jednak do tego w ten sposób, że trzeba hartować ducha, bo w czasie meczu nikt im pogody nie zamówi, dlatego też stanął za Colin, która właśnie opadła na ziemię po wzbiciu się na zaledwie kilka metrów.
- Ładnie to tak przeklinać? - zapytał niezadowolonym tonem, po czym sam wsiadł na swoją miotłę i uniósł się na wysokość kilkunastu stóp. Obleciał polankę dookoła, czując jak chłodny wiatr mierzwi mu włosy, a krople deszczu boleśnie uderzają go w twarz. Nie zrazi się tym jednak, prawda? Może Roux specjalnie wybrała taki termin, żeby były cięższe warunki. Cwaniaczka.
Wylądował niedaleko miejsca, z którego startował i zszedł z miotły, opierając się o nią.
- Tak to się robi - rzucił tylko, bo cóż było łatwiejszego od latania? Szybko pójdzie, choć może okazać się, że Colin jest wyjątkowo niepojętną osóbką i wówczas odniesie sromotną porażkę. Najlepiej jednak teraz o tym nie myśleć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 20
Skąd : Anglia!
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 58
  Liczba postów : 60
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6924-colin-blackwater-roux#197526
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6926-colin#197527
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6925-colin-roux#197525




Gracz






PisanieTemat: Re: Dębowa Polana   Nie Lis 24 2013, 20:36

Podniosła wzrok na chłopaka jeszcze brzydziej klnąc w duchu. Jej źrenice zwęziły się... Oh! Jak mogła zakładać się z kimś kto był tak nisko jeśli chodzi o poziom krwi? Wyprostowała się na miotle, tak, nadal stała więc mogła sobie na coś takiego pozwolić.
Czemu nie powiedziała, to była szybka i kąśliwa wymiana zdań. Jedynymi osobami które wiedziały o tym leku, był nauczyciel których ich uczył latać, wuj i kuzynostwo które nie odpuściło jej prześmiewczych komentarzy.
-Będę wysławiała się tak jak mi się to podoba. Masz problem...- syknęła. Do poprzednich objawów doszło teraz łomotanie w klatce piersiowej. Tak głośne, że miała wrażenie, że Ril zaraz usłyszy. Tego bała się najbardziej, że chłopak zauważy spocone dłonie, strach w oczach. Dlatego nie mogła się zawahać. Ona się łatwo nie podda.
Wściekłym wzrokiem wiodła za czarodziejem, któremu najwyraźniej latanie było podobne do pływania dla ryb. - Kurwa. - znów warknęła pod nosem gdy tak płynnie bez wahania unosił się i opadał. Szlag by go trafił. W dodatku ta pogoda, ale Colin wychowała się w Anglii i taka pogoda była normalnością dla tego kraju. Wieczny wiatr, chmury i deszcz. Chociaż w mniejszym stopniu niż w Irlandii.
Dziewczyna zarzuciła czarny kaptur na łeb, miało to dwie funkcje. Jedna, by nie zmoknąć, druga... by nie widział jej twarzy.
-Jeśli tak ma wyglądać twoja nauka, to już przegrałeś, mugolu. - wyszczerzyła się w nieprzyjemnym grymasie do Rila. - Ale niech Ci będzie...
Znów uniosła się na te kilka centymetrów i zawirowała w miejscu. Nic dziwnego, bo jak miała opanować miotłę skoro nie potrafiła opanować emocji. Pochyliła się nad „patykiem”, opuściła bladą twarz. - Może, zaczniesz od jakiś pożytecznych rad a nie od popisów. - syknęła wymuszając na sobie podniesienie głosu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Moravská Třebová, Czechy
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 449
  Liczba postów : 412
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8128-leos-vladyslav-priborsky
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8142-czeska-chalwa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8171-krecik#226694
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8169-leos-priborsky#226690




Gracz






PisanieTemat: Re: Dębowa Polana   Pią Maj 02 2014, 10:52

Leoś był naprawdę zły. Kurde, przecież był dobry w opiekowaniu się zwierzętami. A ten gatunek, to już w ogóle, bułeczka z masełkiem normalnie. Ale nie! Musiało być to cholerne uzdrawianie. Chyba będzie musiał się z tego podszkolić. Chociaż uzdrawianie nie było jego najgorszą stroną. Najgorzej przy tym zadniu wyszło mu robienie jedzenia dla tego zwierza. Zabrakło mu jakiś składników, chyba za dużo dał go do leku. No nie ważne. Ważne jest to że spartolił. Ale nie zamierzał się poddać. Nad głową wisiał mu zakład, i ratowanie honoru. Dlatego poszedł na błonia aby poszukać go więcej.
Tym razem przezornie ubrał się cieplej aby tak nie zmarznąć. Przez ostatnie cztery dni, za każdym razem marzł jakby to była Syberia. Musiał być zdrowy aby nie zarazić zwierzątka. Zależało mu na tym aby pokonać Rosjankę. Chciał wygrać, no halo
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VI
Wiek : 20
Skąd : Göteborg, Szwecja
Galeony : 337
  Liczba postów : 170
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8037-astrid-wendy-audrey-aurelia-westerberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8046-masz-cos-w-oku
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8047-sowka-astki-gerda#224870
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8043-astrid-wendy-westerberg




Moderator






PisanieTemat: Re: Dębowa Polana   Pią Maj 02 2014, 11:11

Astrid zadanie miała już wykonane i teraz błądziła tylko, próbując znaleźć sobie jakieś zajęcie na błoniach. Akurat w tym momencie nie było żadnych lekcji, Sfinksów, ani niczego innego, więc mogła pomarnować czas na zewnątrz. Miała ogromną ochotę na czytanie, dlatego wzięła ze sobą swój stary, nieco już podarty, tomik "Aurelii w Dolinie Godryka" i niczym rasowa Aurelia, delikatnym i swobodnym krokiem (choć wiatr trochę psuł jej cały rytm, co chwila spychając gdzieś na bok, tak że musiała znów stawać na koniuszkach palców) wyszła z dziedzińca, kierując się w stronę wielkiego dębu, bo wyglądał wystarczająco spokojnie i dostojnie, żeby mogła przy nim poczytać. Nie mogła się powstrzymać i już po drodze czytała sobie na głos pojedyncze, losowe wersy z książki.
- Udzielam sobie po prostu dobrych rad - przeczytała, akurat zatrzymując się na polanie. Podniosła wzrok, bo poza szumem wiatru i kartek słyszała coś jeszcze.
- Wyglądasz jakbyś czegoś chciał - stwierdziła, wpatrując się w chłopaka, którego kojarzyła jedynie z nazwiska. Jego siostra miała przecudowne włosy, zupełnie jak skrzydełka jej elfa. Wyleczonego elfa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Moravská Třebová, Czechy
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 449
  Liczba postów : 412
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8128-leos-vladyslav-priborsky
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8142-czeska-chalwa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8171-krecik#226694
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8169-leos-priborsky#226690




Gracz






PisanieTemat: Re: Dębowa Polana   Pią Maj 02 2014, 11:27

Podskoczył, gdy usłyszał czyjś głos. Nie spodziewał się tu nikogo. A raczej był tak zajęty szukaniem tej rośliny, że nie pomyślał że ktoś też może uznać tą polanę za dobre miejsce do spaceru, leżenia, czytania. Whatever. Dziewczyna trochę go przestraszyła. Znał ją. Nie wiedział skąd, ale znał ją. Chyba nawet byli w tej samej grupie na Sfinksie. Tak! Jarka mu o niej opowiadała. Astrid? A może jakoś inaczej? No mało ważne. Uniósł głowę i schował ręce do kieszeni. Co miał zrobić?:
-Czegoś chciał? Od czterech dni nie mogę uporać się z moim zwierzakiem. I szukam teraz dla niego rośliny. Do lekarstwa. Tym razem zbiorę, jak już ją znajdę, cała ciężarówkę coby mi nie zabrakło- wywrócił oczami. Często to robił. Nie wiedział w sumie po co jej to mówi. No nie ważne. Wrócił do przeczesywania polany. Przecież gdzieś to musiało być.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VI
Wiek : 20
Skąd : Göteborg, Szwecja
Galeony : 337
  Liczba postów : 170
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8037-astrid-wendy-audrey-aurelia-westerberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8046-masz-cos-w-oku
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8047-sowka-astki-gerda#224870
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8043-astrid-wendy-westerberg




Moderator






PisanieTemat: Re: Dębowa Polana   Pią Maj 02 2014, 12:08

Astrid po ostatnim zadaniu przewertowała wiele książek. Zwycięstwo, albo przynajmniej sukces, jak zwał tak zwał, nie dało jej wystarczającej satysfakcji. Mimo wszystko potrzebowała pomocy, gdyby nie Nuka mogłaby dalej ślęczeć nad swoim zadaniem, poszukując czegoś, co wyleczyłoby elfa. Była więc wdzięczna i nie chciała spoczywać na laurach, wybierała się co jakiś czas do szkolnej biblioteki żeby poczytać o stworzeniach i roślinach. Oczywiście najbardziej zajęła się nadrabianiem - przeczytała dużo o elfach, lunaballach, a nawet gumochłonach, gdy dowiedziała się, że te również pojawiły się w zadaniu. Nie chciała zostać w tyle. Słowa chłopaka nieco ją pokrzepiły, głównie dlatego, że swoją robotę miała już zrobioną i wyglądało na to, że nie wypadła najgorzej.
- Księżycowa rosa może pomóc - stwierdziła, strzelając na ślepo. Pomagała w połowie przypadków stworzeń z zadania. - Nie wiem co masz i nie wiem co Nuka zrobiła ze swoją lunaballą, ale ona wyleczyła ją od razu. Może użyła księżycowej rosy. Teraz nie kwitnie, bo nie ma pełni, ale bez kwiatów i tak powinna zadziałać - dodała, zamykając delikatnie książkę i rozglądając się po polanie. Wyglądały jak stokrotki, więc wystarczyło znaleźć coś, co mogło przypominać ich łodyżki. Zajęło jej to chwilę, ale w końcu, po kilku minutach kucania i przeczesywania trawy, znalazła.
- O, tu są.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Moravská Třebová, Czechy
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 449
  Liczba postów : 412
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8128-leos-vladyslav-priborsky
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8142-czeska-chalwa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8171-krecik#226694
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8169-leos-priborsky#226690




Gracz






PisanieTemat: Re: Dębowa Polana   Pią Maj 02 2014, 12:25

Był pod wrażeniem. Nie spodziewał się pomocy. Ta dziewczyna wyglądała na wiecznie zamyśloną. Ale chłonął informacje które mu przekazał całym sobą. Na pewno kiedyś mu się to jeszcze przyda. Nigdy nie był fascynatem zielarstwa i uzdrawiania. Nigdy do jego czeskiej głowy nie przyszła myśl że do opieki nad zwierzętami także może się to przydać. Ale zdecydowanie był typem, który uczy się na błędach. Czekały go długie godziny spędzone nad książkami. No ale to dopiero jak uzdrowi swojego zwierzaka:
-Księżycowa Rosa? To to co wgląda jak stokrotki prawda?- ruszył za nią w celu przeszukania trawy. Ukucnął obok, obserwując jak jej drobne dłonie przeczesują trawę. Podziwiał. On prawie nie znał się na roślinach. Gdy wskazała mu je palcem, zdał sobie sprawę że przechodził obok nich z 4 razy. Brawo Příborský, naprawdę brawo! Zerwał trochę więcej i wstał. Spojrzał na swoją wybawicielkę i powiedział:
-Mam nadzieję że dostaniesz za tą pomoc jakieś dodatkowe punkty. Dzięki- posłał jej na coś wzór uśmiechu. Był naprawdę wdzięczny. Szukałby przecież tej rośliny do następnego dnia. Pożegnał się i energicznie ruszył w stronę zamku. Naładowany pozytywną energią.

/zt x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28898
  Liczba postów : 36511
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Dębowa Polana   Pią Cze 06 2014, 17:50

Quillan Lowell przemierzał szkolne błonia w poszukiwaniu... właściwie chyba sam nie wiedział, ale w przerwie pomiędzy burzami i deszczem postanowił urządzić sobie super piknik na błoniach (lub cokolwiek innego, niech sam swoje plany przedstawi!). Niestety wszyscy znajomi go wystawili, czy to dla nauki, czy czegokolwiek innego... Nieważne, szedł więc sam, zapewne trochę wkurzony na świat. Rozsiadł się wygodnie na trawie, ale długo spokoju nie zaznał, bo w tle usłyszał jakieś szumy, wyraźnie wskazujące na czyjąś obecność. To Laura Blaise skradała się, wyraźnie chcąc wyniuchać jakąś tajemnicę. Pewnie uznała, że Quillan będzie osobą, która posiada ich od groma. Ukryła się za drzewem, a biedny Gryfon nawet nie wpadł na to, że Ślizgonka może chować się właśnie za nim. Może miała jakieś dziwne sprzęty? Zabierała się do ataku? Liczyła na to, że przyłapie go na rozmawianiu ze sobą? Nie wiadomo, ale niech akcja płynie, dajmy Laurze się wykazać.

Zaczyna Laura, miłej gry I love you
może Mistrz zajrzy do Was później ;3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 887
  Liczba postów : 695
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7043-laura-blaise#200970
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7046-laura#200988
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7047-laurowe-listy#200989
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7166-laura-blaise#204304




Administrator






PisanieTemat: Re: Dębowa Polana   Pią Cze 06 2014, 18:29

Dzisiejszy dzień był idealny na pikniki. Ale Laury nikt na żaden nie zaprosił, a sama nie była taka, żeby coś organizować, albo siedzieć na błoniach i wyczekiwać na nie wiadomo co. Były też jednak rzeczy, które idealnie jej wychodziły i które lepiej było robić samemu niż w towarzystwie. PODGLĄDANIE, SEKRETY. TAK. Ulubione hobby Laury. Aż prosiło się, żeby poobserwować kogoś, poznać nowe sekreciki, które potem będzie można wysłać do obserwatora.
Założyła ciemno zieloną szatę, wydawała się dobra na kamuflaż, a przynajmniej sprawiała, że nie będzie od razu zwracała na siebie uwagi. Z daleka zobaczyła chłopka siedzącego samego na kocu. CIEKAWE. Skierowała swoje kroki w tamtym kierunku, idąc tak między drzewami i krzakami, żeby przypadkiem jej nie zauważył jakby się odwrócił. Udało się. Od ofiary dzieliło ją tylko to jedno drzewo za którym się schowała. Może uda jej się wejść na górę? Spojrzała na najniższe konary, które jak na złość wcale tak nisko nie były. Musiałaby chyba użyć jakiegoś zaklęcia. I tak miała sprzęt! Była to średniej wielości lornetka, zawieszona na szyi. Teraz bardziej potrzebna była jej lina. Jak dobrze, że znała zaklęcie, które mogło posłużyć w podobny sposób.
- Carpe Retractum - powiedziała szeptem, celując różdżką w jeden z niższych konarów drzewa. Magiczna siła pociągnęła ją do góry, uderzyła w pień, ale całe szczęście nie spadła. Skryły ją już liście w których dzięki kolorze szaty chyba całkiem nieźle mogła się ukryć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 11
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 90
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8605-quillan-lowell
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8607-solo-w-szatni
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8606-sowasowasowaquillana




Gracz






PisanieTemat: Re: Dębowa Polana   Nie Cze 15 2014, 12:39

Nie miał ochoty siedzieć dziś w szkole. Odkąd ojciec napisał mu list, że niedługo ma zabrać Willis'a do domu i mają pomóc w warsztacie, bo on sam ostatnio przychorował... To nic dziwnego, że Quillan nastroił się na to i nie mógł skupić się na żadnych zajęciach. Wiedział jednak, że nie może zniknąć od tak zrywając brata z codziennych życiowych zajęć, więc jedynie wpadł do kuchni, po trochę jedzenia i zabrał się na błonia. Nawet rozkminiał przez kilka dłuższych momentów czy nie mógłby się np. zgłosić na kapitana drużyny Quidditch'a. Potem jednak się przestraszył, że wyjście z taką inicjatywą będzie mogło sprawić, że jego brat wygryzie go z dziedziczenia warsztatu, więc wzruszając ramionami postanowił przemyśleć, a na razie to szedł hen hen przed siebie, by wreszcie wylądować na dębowej polanie. Krajobraz był spoko, ale i tak nie zamierzał się przyglądać. Otworzył bowiem plecak, w którym ukryta była między innymi kiść winogron. Zerwał kilka wspaniałomyślnie smakujących kuleczek i kolejno wrzucił do ust raz po raz uśmiechając się błogo i dziękując Bogu za to, że nie musi teraz siedzieć na zaklęciach, albo czymś równie "zajmującym".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 887
  Liczba postów : 695
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7043-laura-blaise#200970
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7046-laura#200988
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7047-laurowe-listy#200989
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7166-laura-blaise#204304




Administrator






PisanieTemat: Re: Dębowa Polana   Pon Cze 16 2014, 00:45

Spoglądała na chłopaka spomiędzy konarów i liści, ale niestety nic ciekawego nie wiedziała. Przystawiła lornetkę do oczu, ale to powiększenie nic nie dało, większy tył głowy i przybliżenie ruchów rąk, odrywających kolejne winogrona wcale nie wydały się bardziej interesujące. Czy to możliwe, że nic się tutaj nie działo? Może zaraz ktoś przyjdzie? A może robił COŚ czego z tej perspektywy nie widziała? Przecież nikt normalny nie mógł po prostu siedzieć i robić NIC. Wychyliła się jeszcze bardziej, i jeszcze, i jeszcze, żeby lepiej widzieć, ale wciąż twierdziła, że liści zbytnio przeszkadzają.
Aż w końcu chyba przesadziła, bo rozległ się dźwięk łamanej gałęzi i ŁUP, Laura znalazła się na ziemi, razem z listkami i gałązkami, całe szczęście, że nie było tak bardzo wysoko. I tak czuła się poobijana, wszystko bolało i jeszcze sznurek lornetki zaciskał się na szyi, jakby chciał Laurę udusić. Niech to szlak. Tyle wychodziło z podglądania na łonie natury, nie była osobą, która najlepiej radziła sobie z chodzeniem po drzewach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 11
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 90
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8605-quillan-lowell
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8607-solo-w-szatni
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8606-sowasowasowaquillana




Gracz






PisanieTemat: Re: Dębowa Polana   Czw Cze 19 2014, 00:26

Nudny obiekt sobie wybrała do obserwacji, bo akurat dzisiaj nie wziął ze sobą nawet paczki papierosów z czarnego rynku, co by mogła na niego na kablować komuś wyżej postawionego (w tym wypadku pewnie sobie). W każdym razie leżał sobie tak wygodnie pod tym drzewem rozłożony i rozmyślał o wszystkim, o czym mógł bez większego wgłębiania się w szczegóły, czyli o samochodach. Przypominał sobie najnowsze modele aut magicznych, ale i te które kiedyś zamierzał z mugolskich uczynić najlepszymi furami, które sprzedawałaby o czterokrotnie większej cenie, co pozwoliłoby mu powiększyć ojcowski warsztat. W każdym razie pewnie dalej by pogrążał się w tych dywagacjach, gdyby nie wielki huk. Upadek, który ktoś zaliczył z drzewa zapewne był bardzo bolesny, ale i na tyle szokujący, ze Quillan'owi aż winogrona wypadły z dłoni i poderwał się błyskawicznie z zajmowanego miejsca.
- Co do kurwy?! - Rzucił głośno w powietrze i zapewne to wyrażenie pewnie całkowicie potwierdziłoby fakt, że jest Willis'em, który klął jak szewc.
- O co chodzi? - Rzucił ciszej i zaczął iść w tamtym kierunku, gdzie zobaczył leżącą dziewczynę.
- Matka ptaszyca odkryłaś, że nie jesteś jej dzieckiem i Cię wypieprzyła z gniazdka? - Rzucił dość odważnym tonem, bo nie podobało mu się, że przez cały czas kiedy tu siedział ktoś tu był. A jeśli robiłby jakieś niemoralne rzeczy?
Nie. Nie pomoże jej wstać. Niech leży i czuje ból.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 887
  Liczba postów : 695
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7043-laura-blaise#200970
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7046-laura#200988
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7047-laurowe-listy#200989
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7166-laura-blaise#204304




Administrator






PisanieTemat: Re: Dębowa Polana   Nie Cze 22 2014, 01:40

Właśnie przez ten nudny obiekt padła z drzewa, miała więc chyba całkowite prawo zrzucić na niego winę za wypadek. A ten, bezczelny, zamiast zachować się jak na faceta przystało podszedł tylko do niej i gadał jakieś bezsensowne rzeczy. Gdyby nie była sobą, powiedziałaby mu coś niemiłego i brzydkiego, tak jak on się do nie odezwał, ale była Laura, a nie niewychowaną dziewczyną, dlatego potrafiła się zachować nawet gdy druga osoba tego nie umiała.
- Prawie zgadłeś - odpowiedziała z bardzo wymuszonym uśmiechem. Posiedziała jeszcze na ziemi przez chwilę, ale czuła się wyjątkowo głupio, a chłopak nie miał zamiaru nawet udawać dżentelmena i pomóc jej wstać czy coś. Pomogła więc sobie sama, otrzepała się i w ogóle. Chyba nie było tak źle, poza urażoną dumą. Mimo to uniosła głowę wysoko. Jego zachowanie pomagało jej nie być cichą i nieśmiałą, jak to zazwyczaj bywało. - Nie wiem za kogo ty się masz, żeby w ten sposób się do mnie odzywać.
Przymrużyła lekko powieki, nie, wcale się nie bała, że zaraz zgasi ją jakimś kolejnym niewybrednym komentarzem, wcale.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 11
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 90
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8605-quillan-lowell
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8607-solo-w-szatni
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8606-sowasowasowaquillana




Gracz






PisanieTemat: Re: Dębowa Polana   Nie Cze 22 2014, 14:18

Miał pełne prawo nie ogarniać. Choć w sumie może to on jest dziwny, a normalni faceci zawsze mają takie sprawy, że laska się spieprza z drzewa oni ją łapią i miłość życia? Jak drugi raz mu się to przytrafi, to pewnie tak zrobi. Ale że był niestety tylko Lowellem nie przyzwyczajonym do tego, ze ludzie tego od niego oczekują, to zawsze robił wszystko odwrotnie i tak oto wcale nie pomógł Laurze i biernie przyglądał się temu jak podnosi się ona z ziemi, otrzepuje się, a potem zagaduje głupkowato. Jak na jego rozum, to raczej powinna się wytłumaczyć, a nie. Ale im dłużej czekał na to w milczeniu, tym dłużej nic się nie wydarzało. Także to on podjął próbę zabrania głosu:
- Prawie? To mów jak jest. - Zażądał mrużąc oczy, bo rzeczywiście niespotykanym zjawiskiem było to, że jakaś dziewczyna spadła mu "z nieba". Może miała okazać się przyszłą jego żoną i matką dzieci? Trzeba byłoby zapytać, ale głupio tak temat teraz zaczynać.
- Ja przynajmniej nie wspinam się na drzewa, nie spadam z nich i nikogo nie straszę. A Ty po co tam siedziałaś? Magiczny tarzan kurwa mać? - Mówił niby już ciut spokojniejszym głosem, ale zdenerwowanie nadal było się w nim wyczuć, wszak nie po to zaciskał dłoń na różdżce, by teraz się z tego wycofywać. Może miała się okazać wariatką, to wtedy trzeba będzie się bronić!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 887
  Liczba postów : 695
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7043-laura-blaise#200970
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7046-laura#200988
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7047-laurowe-listy#200989
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7166-laura-blaise#204304




Administrator






PisanieTemat: Re: Dębowa Polana   Wto Cze 24 2014, 02:11

Nigdy nic nie wiadomo, może gdyby Quillan zrobił coś wspaniałego i odważnego, na przykład słysząc, że spada znalazł się szybko pod drzewem i ją złapał nim znalazła się na ziemi, to może coś by z tego wyszło. Miłość od pierwszego wrażenia czy coś. A tak to... wcale jej się ten chłopak nie podobał, nie mówię, że był zaraz brzydki, bo szerze mówiąc Laura była tak zła (na siebie), że zapomniała o patrzeniu w ten sposób w takiej sytuacji. Nie była z tych co o zakochują się w typach co ją traktują... no tak właśnie.  A ten był jeszcze zbyt ciekawski.
- Niby dlaczego mam ci coś mówić. - Jeszcze trochę brakowało i założyłaby ręce na piersi, w geście obrażenia, chyba zachowywała się trochę jak dzieciak odzywając się w ten sposób, ale serio, nie dało się inaczej. To było takie okropne. Udawała, że oglądała swoją lornetkę i sprawdza czy wszystko z nią okej, byle tylko nie patrzeć za długo na chłopaka. - Mógłbyś być tak miły i przestać przeklinać jak jakiś mugol? Nie mam ochoty tego słuchać... A jeśli chcesz wiedzieć czy nic mi się nie stało, to nie, wszystko w porządku. - Powiedziała, zerkając na niego i niby się uśmiechając.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 11
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 90
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8605-quillan-lowell
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8607-solo-w-szatni
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8606-sowasowasowaquillana




Gracz






PisanieTemat: Re: Dębowa Polana   Pią Cze 27 2014, 00:25

Jeżeli ktoś tu miał prawo być zdenerwowany i obrażony, to na bank nie była to Laura. Dobrze, że Quillan nie był świadom, że go śledziła i chciała jakieś informacje tajne wyciągnąć, bo teraz sytuacja pewnie inaczej by wyglądała, a w najlepszym wypadku brunetka siedziałabym przywiązana do drzewa z różdżką ukrytą w koronie drzew. I wtedy mogłaby być tu mowa o mugolach, ale Quillan przez lawirowanie w świecie niemagicznym i magiczny, dostrzegł że zarówno czarodzieje i mugole przeklinają tak samo, więc całkowicie nie na miejscu była uwaga tej przemądrzałej Ślizgonki.
- Bo Cię kurwa pytam, a jak pytam to odpowiadaj. To proste. - Teraz to nawet obruszył się nieco zdenerwowany, ale nadal nie zamierzał ruszać jej na pomoc. Przecież to była jej wina, że spadła z drzewa, do tego ta lornetka. Podejrzewał ją teraz o różne rzeczy, ale nadal nie oto, że mogłaby go podglądać. On może by i ją obejrzał sobie np. w łazience gdy brała prysznic, ale tutaj to już zupełnie inna sytuacja. Oboje byli w ubraniu!
- I nie przeklinam jak mugol. Wszyscy przeklinają tak samo. Poza tym sugerujesz mi że jestem mugolem ta? To mogę ci przynieść tutaj jebany akt urodzenia, żebyś zobaczyła że mam wysoki poziom czystej krwi. Ty pewnie jesteś jakąś Puchonką, która w ogóle nie ma w sobie nawet kropli czystej krwi i po prostu się czepiasz. Wy baby tak macie. W sensie zjebany system w głowach. - Nie sposób było nie podzielić się z nią tą myślą. Przecież na pewno się jej przyda w dorosłym życiu!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Dębowa Polana   

Powrót do góry Go down
 

Dębowa Polana

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 9Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

 Similar topics

-
» Polana w środku lasu
» Polana
» Polana
» Polana jednorożców
» Polana

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Tereny przy zamku
 :: 
blonia
 :: 
wielki dąb
-