IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Śnieżna Kraina za lasem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość




Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -2
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 524
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5106-dahlia-e-slater
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5109-czesc-jestem-dahlia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5108-sowka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7187-dahlia-e-slater




Gracz






PisanieTemat: Śnieżna Kraina za lasem   Wto Maj 21 2013, 18:27

First topic message reminder :


Śnieżna Kraina za lasem

Mało komu chce się zapuszczać w te tereny, jednak zdecydowanie warto! Piękne, wiecznie zimowe krajobrazy i... woda, która nigdy nie zamarza. Magia!


   
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Skąd : Manchester.
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 5
  Liczba postów : 834
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6883-coco-r-watson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6885-drink-up-with-me-now
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6886-wiem-ze-chcesz-do-mnie-napisac




Gracz






PisanieTemat: Re: Śnieżna Kraina za lasem   Sob Kwi 19 2014, 21:38

Coco nie mówiła za dużo w ostatnim czasie. Nic konkretnego, a już na pewno nic konkretnego co miało niby dotyczyć uczuć, wiecie jak to jest kiedy się jest po prostu spranym. Najchętniej by odeszła, ale szukała dla siebie szans. Chciała dostać bilet w jedną stronę i uciec z tego chujowego miejsca, bo to byłoby na ten moment najlepsze. Nawet planowała sięgnąć po Obliviate i nie liczyć się z tym, że ma córkę, nie widziała jej już dwa miesiące, a tęsknota coraz bardziej przeradzała się w pustkę. Była szansa, że ktokolwiek ją wypełni? Bardzo wątpliwa, ale niektórzy nadzieję tracili na końcu i to było cudowne. Z takim wyjątkiem, że jej nadzieja umarła. Nie miała siły już się starać o córkę, straciła ją i to było oczywistym faktem, w porządku. Widocznie tak miało być. Naprawdę już nie miała po co żyć, mogła się nawet tłumaczyć tym, że nie ma nic. Straciła dom. Młodzieńcze sny. Nie chciała już nawet panować na tym, żeby opanować łzy. Każdy kolejny dzień okazywał się przegranym, a co za tym szło na jej bladej twarzy nie było już widać cienia uśmiechu, który przecież kiedyś był do niej przyklejony. To takie przykre, że nie potrafiła się pozbierać, ale przecież zostawiła gdzieś za sobą wielką przyjaźń i miłość ponad śmierć. Oficjalnie już nie żyła, bo ją uśmiercono, dlaczego więc walczyła o życie, które zostało odebrane?
Widziała to jak na nią patrzył, zapewne gdyby była w jego skórze, to patrzyłaby na siebie z takim samym obrzydzeniem. Była głupia – miał rację. Była głupia, że nie układała sobie życia, wszak Summer już nie było. Mogła zacząć z kimś budować związek. Mogła oddać komuś resztki uczuć i emocji, ale nie czuła tego. Nie chciała nawet myśleć o tym czy chce, bo przecież mimo, że to absurdalne to w tej chwili sprawiłoby to nie mało bólu. On niech będzie szczęśliwy, ale od niej niech wszyscy się odpierdolą i skończą moralizować.
-Po prostu… Dobra, chuj… - Machnęła na to wszystko ręką. Nie chciała odpowiadać, bo wszystko co by zostało zawarte w kilku słowach obiłoby się po raz kolejny o to co powinno zostać zamknięte. Powinno zniknąć, rozmazać się, albo po prostu zostać uwięzione w szklanej kuli, i rozbite na miliard kawałeczków. To tak działa pamięć? Może gdyby ją odebrać… Może gdyby to zrobić… Kurwa, to takie genialne. Takie smutne. I tyle niewiadomych. Ale teraz idź… „Idź zagubiony książę, szukaj szczęścia ja wiem, że odnajdziesz je. I odzyskasz swe, zagubione sny, bo nie jesteś sam i nie jesteś zły.”
Gdy tylko ściągnął ją z miotły zmarszczył brwi, a po chwili chwyciła za rękę, zupełnie nieświadomie. Nie cofnęła się jednak, świdrowała chłopaka szarymi tęczówkami chcąc mu wyjawić każdy sekret, byleby miał świadomość jak to jest zjebanie być w jej skórze, kiedy wszyscy Cię nienawidzą. Nie wybieliła się – tę walkę przegrała.
-Zrobię to sama. I wiem, że dam radę. – Powiedziała bardziej do siebie niż do niego, i zanim zdążył wsiąść na miotłę ubiegła go, bo przecież musiała skoncentrować się teraz już na zupełnie czymś innym. Każda uwaga jaką wypowiedział w jej stronę, to wszystko było dla niej zagadką, czymś niesamowitym. Czymś do czego mogła wracać o każdej porze dnia i nocy. Wiatr we włosach? Raz się przecież żyje,
I tak usiadła na miotle, ignorując oczywiście uwagi o tym, że na niejednym kiju siedziała, kurwa na całych dwóch. W porządku. Nie ważne. W każdym razie teraz właśnie odbiła się od ziemi, i sprężając wszystkie mięśnie, nachyliła lekko do przodu, a miotła po prostu zaczęła się jej słuchać. I co dalej? Poleciała. Z dala od Sharkera, chwiejąc się na wszystkie możliwe strony, robiąc nawet „samolotową beczkę”. Jednak po chwili opanowała się i już była nad konarami drzew, co jakiś czas próbując zapamiętanych manewrów i wiecie o czym myślała przez moment? Żeby rzucić się z tej jebanej miotły i po prostu umrzeć, ale nie robiła tego. Nie tym razem. Może kiedyś. Postanowiła wrócić do Raszeda, wszak MISZCZ musi ją pochwalić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5653
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja, pałkarz, kapitan
  Liczba postów : 2597
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Śnieżna Kraina za lasem   Sob Kwi 19 2014, 22:40

Perfekcyjna dziwaczność. Naprawdę nie pojmował tego co właśnie się działo i fakt, że będzie to następnego dnia pamiętał, jakoś niezbyt mu odpowiadał. Miał niesamowitą pamięć fotograficzną, obraz rozlazłej galaretki na miotle utkwił w nim do końca życia. Nie pozbędzie się już go, nieważne jakby nie próbował, a różnicy nie robiło to czy się zaleje w trupa następnego dnia czy nie. Chociaż może powinien tak zrobić? Wziąć flaszkę, usiąść przy stole i najebać się jak ostatni dureń, byleby tylko nie myśleć i nie rozpamiętywać. Zamknąć się na emocje wrzące mu pod czaszką. Był jednak zbyt porywczy, nie potrafił tego nawet po najlepszej szkockiej whisky, bo to, akurat w Wielkiej Brytanii mu się podobało. Stały dostęp do zajebistego alkoholu. Mógł tego kupić tyle, na ile tylko starczyłoby mu oszczędności, a potem… potem wziąć i wychlać wszystko. Doprowadzić się do takiego stanu, w którym nie będzie czego po nim zbierać. Straszna wersja. Patologiczna i bardziej pasująca do starego żula, niż do nadzianego chłoptasia, ale co zrobisz. Był nieprzystosowany życiowo, nauczony tego, że wszystko jest jego, jeśli tylko kiwnie palcem. Kurwa, a teraz co on robił? Bił dziewczyny i rezygnował z tego, co samo pakowało mu się do łóżka, a czemu? Bał się zobowiązań? Heh, a może kiedyś chciał mieć dzieci? Może to właśnie widok Caspra, trzymającego malutką Summer mu coś uświadomił, przywrócił do lat wcześniejszych, kiedy był jedynie jednym z wielu dzieciaków. Czystokrwisty, młody, ustawiony na całe życie, z każdym dniem wypaczany przez swoją chorą rodzinę. Boże, jakie to było okrutne. Czemu nie mógł mieć normalnego dzieciństwa? Nauczyć się normalnie żyć, poznać smak pracy i wykształcić własny, odrębny od pragnień rodziców charakter? Życie jest niesprawiedliwe, a najlepsze w nim jest to, że zawsze chcemy tego, czego nie możemy mieć. On jedynie chciał być normalny. Mieć normalnych przyjaciół. Normalną rodzinę. Normalne usposobienie. Normalne życie. Chciał być tak standardowy, jak tylko można być, ale cóż znaczyły jego pragnienia w oczach Malcolma Sharkera? Wychował drugiego siebie, może nieco mniej zgorzkniałego, a dzięki temu i paru innym drobnostkom idealniejszego. To było smutne. Dał mu tyle, a nie potrafił podarować jednego miłego słowa. Zaszczepić w swym synu chociaż odrobinę szacunku do swojej osoby, takiego naturalnego, nie sztucznego, którym na co dzień obdarowywał, również, tych wszystkich bogatych interesantów, przekraczających raz po raz próg jego domu. Właśnie tak powstał jego Rasheed, miniaturka swojego ojca, który rozmyślał o przeszłości i rozlazłych galaretach. Nie powinno tak być. Powinien, przecież, nieustannie przeć naprzód, chwytać ten pieprzony dzień, a nie po raz kolejny tonąc po uszy w bagnie, które sam sobie rozlewał wokół stóp.
Prychnął cicho, pozwalając jej wsiąść na miotłę. Niechże robi co chce! Ani ona go nie prosiła o pomoc, ani i on się nie prosił o to, aby zaraz do niej lecieć i organizować trening dla totalnych amatorów. Nawet to stwierdzenie było niedopowiedzeniem w przypadku zdolności miotlarskich Coco, ale nie zagłębiajmy się już w niuanse. Obserwował ją wzrokiem pełnym chłodnej kalkulacji, tak oceniającym, jak jeszcze nigdy wcześniej i wsunąwszy dłonie do kieszeni wyłapywał błędy techniczne jakie popełniała. Dobrze się odbiła, ładnie pochyliła i nawet poleciała. Wymusiła na niej posłuszeństwo, ale mimo tego nadal chwiała się tak, jakby nawet nie miała okazji dosiąść roweru. Nie żeby Sharker wiedział co to za ustrojstwo, ale to porównanie mi pasowało. W każdym razie, szło jej TAK SOBIE, ale i tak był sukces, że w ogóle poleciała i nie spadła na ziemię, jak miało miejsce na początku. Beczkę pominął, co się miał wysilać, skoro wystarczyła jedna, prosta sentencja na określenie jej postępów.
- Teraz lepiej, Watson. Myślisz, że potrafisz zmusić swoją rudą główkę do lepszego skupienia się na tym, żeby sterować miotłą? Zupełnie bez sensu tracisz szybkość i nie utrzymujesz równowagi. Gdyby to była prawdziwa gra, to już byś była poza nią, najpewniej w skrzydle szpitalnym ze złamaną czaszką. - no dobra, to nie była prosta wypowiedź, krótka zresztą też… no, aż tak bardzo długa nie była, ale wiadomo o co się rozchodzi. Nie była nawet hejterska, więc dziesięć punktów dla Slytherinu, starał się chłopak. W dodatku w jego spojrzeniu pojawiło się coś dziwnego, jakby… uznanie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Skąd : Manchester.
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 5
  Liczba postów : 834
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6883-coco-r-watson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6885-drink-up-with-me-now
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6886-wiem-ze-chcesz-do-mnie-napisac




Gracz






PisanieTemat: Re: Śnieżna Kraina za lasem   Wto Kwi 22 2014, 12:54

Nie chciała tego treningu, bała się tego jak niczego innego, zwłaszcza, że to był Rasheed Sharker, a ona mała biedna dziewczynka, która nie potrafi siedzieć na kiju, o jakie to kurewsko zabawne, przecież na niejednym już siedziała. Dlaczego teraz w sumie spierdoliła? Żałosne. Umiała trzymać pion, ba nawet nieźle operowała biodrami. Kochała ten moment gdy cały przebieg spotkania z Nim kończył się właśnie w taki sposób, ale teraz tym kijem był kij od miotły, więc w sumie abstrakcyjność, że myślała o czymś tak pojebanym. A może powinna myśleć o niebieskich migdałach, czy coś? Na pewno by się skupiła! Oj, tak… Coco Rosie Watson taka skupiona na lataniu. Jakie to beznadziejne. Nie żeby coś, ale po prostu tak wyszło, a nie inaczej. Może to było dobre. Może i nie. A może jednak upadek z wysokości zakończyłby katorgi? To naprawdę komiczne, że ta durna dziwka próbowała latać na miotle. Ohoho zaraz będzie super pro wpis do obserwatora, że Coco zmieniła profesje z kurwy na ścigająca quidditcha. To by dopiero było. Taki tam hejcik z rana, bo emocjonalności było już dość, a że wiemy iż cierpię na poważną chorobę zwaną emocjonalną anoreksją, to muszę zmienić loty moich jakże wysublimowanych postów, które opiewają o chujowiznę jaką odwala Rosie.
Wbijała wzrok w Rasheed gdy już wylądowała na ziemi, ale nie wiedziała czy to wszystko jest dobre. Może to ich jedyne spotkanie, na którym rozmawiali ze sobą normalnie, o ile można tak to właśnie nazwać, bo jednak w niektórych miejscach chłopaczek podissował biedną Coco. Smutne. Ona nie potrafiła się już tak odgryzać. Biedactwo było takie zagubione, zastraszone, i coś jakby pozbawione własnego zdania? Uchu, dziwna akcja. Przecież gryffonka zawsze była wyszczekana, a tutaj taki psikus, że to dziewczę nie potrafi.
Potrafisz stanąć i walczyć? To potrafisz też przyjebać, szkoda że jej całkowicie opadły siły, a przede wszystkim te siły do życia.
-Dość. Nie mam już siły. Nie chcę. Nie potrafię. To bez sensu. Odpuśćmy. Chciałam tylko się nauczyć, żeby lecieć wpierdolić mojemu bratu, który jest chujwiegdzie, a ja? No daj spokój. Wyglądam jak połamana lalka z porcelany. Ten sport nie jest dla mnie. Poco to robisz? – Wbiła w niego spojrzenie szarych tęczówek, w którym było zawarte miliard pytań, i kompletny brak odpowiedzi. Już sama nie miała świadomości czy jest dobre, czy nie. Po co on ją chciał trenować? Czy nie widział, że się tylko wkurwia, bo ona jest niedorajdą życiową, która i tak się nie ogarnie, ani życiowo ani uczuciowo, ani jakkolwiek? No dajcie spokój. Niby taka Coco Rosie Watson, która zawsze da radę, ale wyłożyła się na quiditchu, który ją kompletnie nie interesował. Hehs. Smutałke. A może powinien? A no tak, przecież z niej będzie pro-elo-zajebisty ziomeczek, który ogarnia ten jakże dziwaczny magiczny sport, który niestety ale do Watsonowej rodzinki nie pasował, ale z drugiej strony żadnej rodzinki już nie było, więc w sumie... Jebać to.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5653
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja, pałkarz, kapitan
  Liczba postów : 2597
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Śnieżna Kraina za lasem   Wto Kwi 22 2014, 17:14

Widział, że jest z nią coś nie tak. Była zdecydowanie bardziej temperamentna, wtedy, w alei ze starymi drzewami, gdzie uderzyła go w twarz, żądając aby opanował swój jęzor, który papla co mu tylko ślina na niego przyniesie. Wtedy chciała walczyć, wydawało się przynajmniej, że tak jest, a teraz miał wrażenie, iż jest raczej pusta i niedostępna. Obiło mu się o uszy, że Watsonowie się gdzieś zapodziali, a to co mówiła Coco, zdecydowanie to potwierdzało. Czyżby po stracie Summer, aż tak za nimi zatęskniła? Zresztą, co on się w to mieszał, chociażby myślą. Nie wiedział jakie relacje ich łączą i zdecydowanie nie chciał nad tym rozważać, woląc skupić się na sobie, jak zwykle. Był egoistą, a to, że jej pomagał można było zrzucić na to, że miał kosmicznie wielkie wyrzuty sumienia, a powszechnie wiadomym faktem jest to, że często aby się ich pozbyć, ludzie potrafią zrobić naprawdę wiele.  On nie był wyjątkiem, chociaż akurat w tym przypadku sprawy miały się odrobinę inaczej. Nie zamierzał wprost jej ukazywać, że zrobiłby bardzo dużo, aby wynagrodzić jej te połamane żebra i inne uszczerbki, jakie spowodował, ale w gruncie rzeczy mógł się do tego przyznać. Już przywykł do tego, że zawsze dostawał w dupę, dlatego też to, że tym razem musiał przepraszać kogoś innego i walczyć z obrzydzeniem do samego siebie, nie robiła jakiegoś wielkiego wrażenia. Spoglądał na nią uważnie, krzyżując ramiona na piersi z lekko niezadowolonym wyrazem twarzy.
- Jak sobie chcesz - skwitował to jedynie, wzruszając ramionami. Jeśli nie chciała to nie, nie będzie się dopraszał o uwagę, no bez przesady. Zmrużył nieco drapieżnie oczy, gdy tak wpatrywał się w tą drobną dziewczynę z miotłą, którą przecież dopiero co posłał do szpitala.
- Chciałem Ci pomóc, ale jeśli nie chcesz to nie będę się trudził - powiedział tylko, ignorując skaczące wręcz wokół niej znaki zapytania i zapewne to, że jego postępowanie dzięki tej odpowiedzi wcale nie stało się łatwiejsze do zrozumienia.
- Jak zmienisz zdanie to wiesz gdzie mnie szukać… chociaż nie wiesz… trudno, kiedyś mnie znajdziesz - uśmiechnął się nieco złośliwie, po czym po prostu odwrócił się i poszedł.

[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 20
Skąd : Lille (France)
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1570
Dodatkowo : ścigająca
  Liczba postów : 881
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8601-sunny-oriana-saltzman#242812
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8623-chcesz-ze-mna-relacji#243345
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8622-marudz-az-ci-sie-znudzi#243339
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8624-sunny-oriana-saltzman#243354




Gracz






PisanieTemat: Re: Śnieżna Kraina za lasem   Sro Sie 20 2014, 02:54

Wakacje dobiegały końca, a rok szkolny zbliżał się wielkimi krokami. Sunny nie mogła uwierzyć, ze to już koniec odpoczywania od szkoły, od nauczycieli i od innych uczniów. Chciała jeszcze wakacje, chciała jeszcze się bawić! Pamiętała pierwszy dzień w Indiach, jak by to było wczoraj..
Weszła na swoją łódkę, na której miała zamieszkać. Najlepszą niespodzianką jaką dostała był Benji mieszkający na tej samej łodzi. Od razu do niej podszedł i zaprowadził ją do wspólnego pokoju.
W ogóle było tak fajnie! A tu już koniec.. Nie no tak nie może być, trzeba coś zrobić by przedłużyć wakacje. Może uczniowie powinni pozbierać podpisy pod petycją, zorganizować jakiś strajk? Cokolwiek?! Pff co ona sobie myślała, przecież nikt nie był na tyle odważny by zrobić coś takiego. No może gdyby SOS się postarała kilka osób by się znalazło, ale podkreślam może!
Po dość długiej chwili tych bezsensownych przemyśleń stanęła na środku Hogsmeade. Po co ona w ogóle tu przyszła?  Ah no tak, nie miała ochoty na zakupy na ulicy Pokątnej. A miała przecież tyle kupić.. Nowe szaty, pióra, pergaminy i podręczniki. Uhh i kolejny rok nauki. Znowu brak wolnego czasu, a masa zajęć i nauki. Chociaż jedna myśl ją pocieszała. Nauczy się więcej o uzdrawianiu, to był pozytyw. No ale jednak natłok zajęć ją przytłaczał.
Ok koniec tego. Stop! Konie tematu nauki, końca wakacji. Jest jeszcze kilka dni na odpoczynek więc trzeba ten czas wykorzystać
Hmm gdzie by tu pójść, żeby się zrelaksować? Ładne, ciche i spokojne miejsce? O już wiem!
SOS uśmiechnęła się do siebie zadowolona i od razu skierowała się na przechadzkę po Okolicach Hogsmeade. Kiedy ujrzała z oddali wybrane przez siebie miejsce odetchnęła z ulgą i z uśmiechem na twarzy ruszyła w jego stronę. Kiedy dotarła po długim czasie na miejsce aż zaparło jej dech w piersiach. Było tutaj tak ślicznie, to miejsc było po prostu magiczne. Nie dało się go opisać w żaden sposób. Słowo śliczne, magiczne i inne tego typu słowa to za mało. Szła powoli przed siebie napawając się tym cudownym widokiem. W końcu zatrzymała się usiadła na śniegu z cichym westchnieniem. Spojrzała na strumyk, który płynął obok niej, woda nie zamarła to było cudowne. Aż uśmiech sam pojawiał się na twarzy, powoli zaczęła sunąć paluszkami nad taflą wody.
Boże jak tu jest pięknie! To miejsce jest cudowne!
Powiedziała w myślach a raczej wykrzyczała. Przyglądała się uważnie rwącemu strumykowi, który mienił się w słońcu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Dortmund, Niemcy
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 127
  Liczba postów : 130
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8104-benjamin-soons
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11772-chodz-nie-gryze#315870
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8119-sowa-za-pare-lat-zegar-z-kukulka-benjamina
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8127-benjamin-soons




Gracz






PisanieTemat: Re: Śnieżna Kraina za lasem   Czw Sie 21 2014, 22:45

Chciał wyposażyć się w podręczniki na nadchodzący rok szkolny. Dodatkowo musiał zakupić szaty Hogwarckie, bo przecież to jakiś zwyczaj ważny i super mega tradycja, że wszyscy uczniowie i w ogóle musieli je przywdziewać. W sumie, całkiem fajnie, takie inicjatywy zawsze były na propsie, mimo to.. ten cały Hampson, czy jak tam nazywał się ich dyrektor, razem z reszta rady pedagogicznej mogliby pomyśleć, by jakoś zadbać o studentów z wymiany, nie? Ty, a może zrobili to, tylko Benji jak zwykle nie wiedział, że cokolwiek się szykuje? To w sumie też było prawdopodobne. Nawet bardzo, bardzo. Tak więc, przechadzał się teraz po Hogsmaede, coraz bardziej dumny z tego, że właśnie nabył jeden bardzo ciekawy i dość stary podręcznik do Transmutacji, wyglądający na odrobinę podstarzały. Podstarzały, toż to antyk. Inaczej pewnie nie kupiłby go za takie pieniądze, w dodatku w antykwariacie. No, ale wszystko miało swoje plusy, prawda? A ta księga zawierała akurat nieco odmienne od dzisiejszych sposoby na zmienianie niektórych, czy też wszystkich właściwości danych substancji. Tak! To była wygrana życia! No i właśnie tak włócząc się bez celu po zakupieniu wszystkiego, rozważał gdzie dalej podziać swoje życie, cztery litery i resztę ciała. Wtedy właśnie dostrzegł Sunshine. Gdzieś zmierzała. Wyglądała na nieco zmartwioną, zamyśloną, nieważne. W każdym razie, zawołał ją, jednak albo go nie usłyszała, albo tylko udawała. Tak, czy siak ruszył za nią. W międzyczasie nawoływał dalej swoją „bliską” (bo jak inaczej można nazwać osobę z którą widziało się nago i dzieliło pokój podczas wakacyjnego wyjazdu ku uciesze inszej współlokatorki?) koleżankę, bo jakoś niespecjalnie był w stanie ją dogonić, taki objuczony. Kompletnie oczywiście zapomniał o wspaniałej transmutacji i zaklęciach z cyklu „Pomniejsz/powiększ”, toteż jakoś tak to wszystko szło. No, a potem trafił do tego pięknego lasku, za nią. Był cudowny. Z resztą. JA PIERDOLE. ŚNIEG, W SIERPNIU! I TO NIE W SKANDYNAWII! Masakra. Mega mu się spodobało, przypomniał sobie rodzinne strony. Tak, zdecydowanie zbyt krótko był podczas wakacji w domu rodzinnym.. No, ale Sunny. Gdzie ona była, bo gdzieś była. Tak, znalazł ją. Gapiła się w jezioro, kompletnie jakby będąc wyłączoną i niepodatną na wszelkie bodźce zewnętrzne. Soons wykorzystał to, zakradając się do niej od tyłu oraz przytulając do siebie mocno, co by się nie wystraszyła i nie wpadła do wody, zapewne lodowatej. – No cześć! – rzekł, kiedy już wszystko z nią było w porzadku. – A długo to Cię trzeba wołać? – zapytał, równocześnie, rozluźniając uścisk.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 20
Skąd : Lille (France)
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1570
Dodatkowo : ścigająca
  Liczba postów : 881
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8601-sunny-oriana-saltzman#242812
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8623-chcesz-ze-mna-relacji#243345
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8622-marudz-az-ci-sie-znudzi#243339
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8624-sunny-oriana-saltzman#243354




Gracz






PisanieTemat: Re: Śnieżna Kraina za lasem   Pią Sie 22 2014, 01:25

Siedziała tak przy strumyku wpatrując się w jego idealnie przejrzystą tafle, która mieniła się w słońcu. Po głowie krążyło jej tyle myśli, tyle pytań, tyle.. Wszystkiego! To wszystko ją przytłaczało, ughh!
Gdy nagle poczuła jak ktoś ją obejmuje, od razu wiedziała kto to był. Po samym odczuciu bliskości, wiedziała że był to Benji! Odwróciła się w jego stronę, a na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
-Heej! -pisnęła uradowana i wtuliła się w niego najmocniej jak potrafiła. Westchnęła cichutko i przymknęła powieki. Gdy powiedział o tym, ze ją wołał zdziwiła się nieco gdyż nic nie słyszała. Odsunęła się od niego na kilka milimetrów i wbiła wzrok w jego oczka.
-Przepraszam, nie słyszałam. -powiedziała cichutko i westchnęła ponownie. Widocznie bardzo brakowało jej jego towarzystwa skoro tak zareagowała na jego bliskość. No dobrze, nie ważne. Spojrzała na niego i ponownie wtuliła się w jego ramiona.
-Co u Ciebie? Co tutaj robisz tak w ogóle? -spytała zaciekawiona nie odsuwając się od niego. Powoli zaciągała się zapachem jego perfum, tak bardzo lubiła ten zapach, był cudowny. Przymknęła powieki i siedziała wtulona w niego nie wykonując nawet najmniejszego ruchu. Gdy tak siedzieli wtuleni w siebie przypomniała sobie ich pierwsze spotkanie.
Ona, naga w wannie. On stoi zszokowany i wpatruje się w nią nie wiedząc co powiedzieć. Ona bez najmniejszych przeszkód zaprasza go do wanny, On nie opiera się i wchodzi. Wszystko jest super i w ogóle. Nagle wchodzi nauczycielka i wszystko szlag trafia. Gdyby nie ta nowa nauczycielka wszystko było by fajnie.
Po chwili milczenia otworzyła oczka i spojrzała na niego z uroczym uśmiechem na twarzy.
- Tęskniłam. -wyszeptała mu na uszko i westchnęła cichutko ponownie się w niego wtulając.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Dortmund, Niemcy
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 127
  Liczba postów : 130
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8104-benjamin-soons
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11772-chodz-nie-gryze#315870
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8119-sowa-za-pare-lat-zegar-z-kukulka-benjamina
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8127-benjamin-soons




Gracz






PisanieTemat: Re: Śnieżna Kraina za lasem   Sob Sie 23 2014, 01:37

Brakowało jej towarzystwa Benjiego? Ojj. Pewnie gdyby wiedział, byłby się chłopak zarumienił. Nie, chociaż nie! Nie zrobiłby tego, bo przecież po ostatniej takiej przygodzie postanowił sobie, że nigdy więcej nie okaże słabości przy kobiecie i nie zawaha się ani nawet na chwilę. W końcu nie można iść przez życie z facetem u boku, prawda? Prawda. No, a taka Sunny.. Była całkiem ładna i w ogóle.. No, ale pewnie takich jak on to miała na pęczki i mogła sobie ich wybierać. Jak nie ten, to następny. Nie musiała oczywiście z tego prawa korzystać, mimo wszystko sam fakt jego istnienia wydawał się dość mocno deprymujący. No, ale cóż. Nie zastanawiał się nad tym, nie myślał za dużo, po prostu ją przytulał. Trzeba było mu czegoś więcej do szczęścia? Obecnie chyba nie. Przynajmniej tak mu się zdawało. No, ale co on tam wiedział, prawda? W ogóle, boże. Ileż oni czasu się nie widzieli. No dobra, od wakacji, ale i tak.. Prawda, dzielili razem łódkę i wszystko i w ogóle pięknie, ładnie, ale w sumie w kajucie przebywali razem tylko wtedy kiedy akurat oboje spali. Co najgorsze, nie ze sobą. Cóż, może tak to miało wyjść? Może tak było lepiej? Trzeba jednak przyznać, iż Benjamin rozważał taką możliwość. Ba! Brał ją naprawdę na serio. A w nieco śmielszych fantazjach, myślał nawet o trójkącie z Cass.. No, to nie byłoby takie złe. Trzeba będzie zrobić jakąś większą i poważniejszą imprezę! Zdecydowanie! Nie było innej opcji. No, bo jak? Inaczej to w ogóle nie można było na nic liczyć. Oczywiście pod warunkiem, że jakoś odzyska kontakt z Cassy, bo tej to jeszcze podczas wyjazdu do Indii nie widział. – Nic nie szkodzi. – powiedział cicho, po czym ucałował ją w policzek. Oj, tak dawno tego nie robił. Zdecydowanie zbyt dawno. Aż zaczynał mieć wyrzuty sumienia, że to na obozie przybrało taki, a nie inny obrót. – Co tu robię? Nic takiego. Po prostu pomyślałem, że dawno Cię nie widziałem, dostałem cynk, ze tu będziesz, więc pomyślałem, czemu nie? – odpowiedział z uśmiechem na jej pytanie, po czym przytulił jeszcze mocniej. Lecz tym razem bez większego podtekstu, gdyż zrobił to tak, jak dziecko tuli swojego małego misia. Dopiero po chwili, kiedy usłyszał to jakże miłe i łechtające jego męskie ego słowo, pozwolił sobie na jakieś bardziej zdecydowane ruchy. – Ja też.. Sunny.. ja też.. – również wyszeptał jej do ucha, po czym ustami pociągnął trochę płatek. Następnie złożył całusa na jej policzku – Tak dawno się nie widzieliśmy. Zwłaszcza sami.. – rzekł, przenosząc wzrok na wodę. Tak, prawdopodobnie wszelkie większe zbiorniki H2O oglądane w obecności SOS będą przywodzić na myśl ten dzień. Dzień, który mógłby się zaiste tak przyjemnie skończyć..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 20
Skąd : Lille (France)
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1570
Dodatkowo : ścigająca
  Liczba postów : 881
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8601-sunny-oriana-saltzman#242812
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8623-chcesz-ze-mna-relacji#243345
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8622-marudz-az-ci-sie-znudzi#243339
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8624-sunny-oriana-saltzman#243354




Gracz






PisanieTemat: Re: Śnieżna Kraina za lasem   Sob Wrz 06 2014, 13:22

Kiedy Benji trzymał ją w swoich ramionach czuła się tak swobodna, taka szczęśliwa, taka beztroska. Dlaczego tak mało ze sobą przebywali? Trzeba to zmienić! Sunny tak bardzo pragnęła jego bliskości, nie wiedzieć czemu.
Powoli uniosła głowę delikatnie w górę i spojrzała w jego oczka z cichutkim westchnieniem. Na jej twarzy widniał delikatny acz bardzo uroczy uśmiech. Powolnym ruchem dłoni odgarnęła kasztanowe kosmyki z policzków i wetknęła je za uszy. Powoli zamknęła oczy i wtuliła się w chłopaka z cichutkim westchnieniem. Kiedy Benjamij wyjaśnił jej co tu robi zaśmiała się cichutko.
-Jasne, dostałeś cynk. -powiedziała rozbawiona i otworzyła oczka po czym zaczęła się w niego uważnie wpatrywać.
-Nie lubie jak ktoś kłamie.. -powiedziała groźnie kiwając paluszkiem. Ostrożnie dotknęła jego noska i zaśmiała się uroczo. Pocałowała go delikatnie w policzek i popatrzyła mu głęboko w oczka.
Tak bardzo za nim tęskniła, dopiero teraz zdała sobie z tego sprawę. Przymknęła powieki i wtuliła się w niego ponownie. Gdy Benji powiedział, że również za nią tęsknił uśmiechnęła się uroczo i bezgłośnie westchnęła. Siedziała tak dość długo w milczeniu z zamkniętymi oczkami wpatrując się w chłopaka. Niczego więcej nie potrzebowała do szczęścia, to jej w zupełności wystarczyło.
Po głowie chłodziło jej tylko jedno pytanie.
Dlaczego w Indiach tak mało ze sobą rozmawiali i przebywali? Przecież mieszkali na jednej łodzi, spali w łózkach na przeciwko siebie. Więc dlaczego? To wszystko było jakieś dziwne, skomplikowane. Skoro tak im siebie brakowało to dlaczego tak minęły wakacje? Ehh zresztą nie ważne, po co teraz o tym myśleć? Miała go tak blisko siebie a myślała o tym wszystkim.
Otworzyła powoli oczka i popatrzyła na niego uśmiechając się delikatnie.
-Jak minęły ci wakacje z rodzicami? -spytała zaciekawiona przyglądając mu się uważnie. Jej minęły tak sobie więc chyba nie warto było mówić o jej wakacjach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Lahti, Finlandia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 3372
Dodatkowo : hejter narodów, obrońca, animagia (tygrys)
  Liczba postów : 907
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7262-julia-heikkonen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7263-julia-heikkonen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7264-julia-heikkonen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7265-julia-heikkonen




Gracz






PisanieTemat: Re: Śnieżna Kraina za lasem   Wto Gru 09 2014, 15:15

Zaciesz milion. No dobra może po przegranym meczu nie powinna się cieszyć, ale przecież to nie była jej wina. Nie oddała przeciwnikowi żadnego punktu i w zasadzie szło im dobrze, a nawet lepiej niż Krukonom, cóż poradzić że wszystko zależało od szukającego, szczególnie w takim meczu. Tak jest chyba na większości z nich, niestety... co z tego że broni skoro za złapanie znicza dostaje się 150 punktów a rozgrywkę uznaje się za zakończoną. To nieco umniejsza jej role w tym wszystkim, co trochę demotywowało, w takich momentach jedynie co pocieszało to to że jest naprawdę dobra w tym co robi i to nie tylko jej opinia. Domyślała się co czuje Shenae po takiej porażce, była w odwrotnej sytuacji, wygrała mecz lecz poszło jej tragicznie. Fakt, miały okazję trenować razem przez co mogły wyłapać błędy które obie popełniają i przewidzieć zachowania, She najwyraźniej nie wyciągnęła z tego wystarczających wniosków. Tą sytuację można było wytłumaczyć na różne sposoby, to tylko jeden z możliwych scenariuszów. Jul nie zamierzała obijać się pomiędzy meczami, już wcześniej zaplanowała z Sharkerem serię treningów, nadszedł czas na drugi nieco inny niż wszystkie. Wybrała odpowiednie miejsce, które swoją drogą było jednym z jej ulubionych w okolicy. Przyszła nieco wcześniej niż się umówili aby móc nieco pobrykać na odludziu oczekując na Rekina i Victora (?).
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5653
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja, pałkarz, kapitan
  Liczba postów : 2597
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Śnieżna Kraina za lasem   Sro Gru 10 2014, 17:21

Rasheed nie podzielał entuzjazmu Julii, bo mecz uważał za swoistą porażkę. Z jednej strony wiedział, że jego drużyna byłą piekielnie dobra. Victor, robiący dziesiątki zamachów na pętle przeciwnika i te obrony Julii! Nawet Zasłona miała w tym wszystkim porządny udział, bo jej podania pomagały lepiej wyprowadzić kafla w pole bramkowe. Wiedział również, że wszystkie jego trafienia były celne, ale mimo wszystko czuł się jak przegrany. Szukający Krukonów niewątpliwie miał tego dnia więcej szczęścia, co nie znaczy, że trzeba od razu ciskać Cedrica. Zresztą, Sharker wcale nie uważał, że to była jego wina. Wszyscy tego dnia ponieśli porażkę, co nie oznaczało, że się poddadzą. Następny mecz mieli zamiar wygrać, więc lepiej, żeby Cezar zorganizował kilka super treningów, z których, dla odmiany, postarają się z Jul nie wylecieć. Fajnie byłoby porządnie poćwiczyć przed meczem.
Serię treningów, którą zaplanowali sobie z Heikkonen miał zamiar doprowadzić do końca, dlatego sumiennie zjawił się poza granicami Hogsmeade ze swoją Błyskawicą. W sumie nigdy wcześniej nie miał okazji, aby wziąć udział w wyścigach na miotłach, dlatego był nieco zestresowany, ale i jednocześnie nie mógł się doczekać. Przystanął przy porzuconym kiju, domyślając się, że należy do Julki, po czym nie odzywając się ani słowem obserwował jak tygrysek swawolnie biega sobie po okolicy. Mieszkańcy, gdyby to widzieli, jak nic zeszliby na zawał, a on był już po prostu przyzwyczajony. Postanowił jednak się przywitać, co by nie było, że tego nie zrobił i tylko się gapił.
- Yo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Lahti, Finlandia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 3372
Dodatkowo : hejter narodów, obrońca, animagia (tygrys)
  Liczba postów : 907
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7262-julia-heikkonen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7263-julia-heikkonen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7264-julia-heikkonen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7265-julia-heikkonen




Gracz






PisanieTemat: Re: Śnieżna Kraina za lasem   Pią Gru 12 2014, 15:45

Gdyby oboje wygłosili swoje zdanie na temat meczu najpewniej rozpoczęłaby się dość długa wymiana zdań. Wynik meczu był jaki był, w zasadzie według niej wygrana nie była konieczna, każdy pokazał, a przynajmniej starał się pokazać z jak najlepszej strony. Po tym wszystkim zdecydowanie miała bardziej indywidualne podejście do meczu niż drużynowe. Porażką było jedynie to że nie wygrali a nie ich poziom gry, faktycznie chodziło tu tylko o szczęście szukającego. Odkąd Weatherly został kapitanem zgranie i chęci do gry zdecydowanie się obniżyły, może dlatego miała właśnie takie myślenie. Powyższe aspekty i porozumienie działało jedynie w ich czteroosobowym mini składzie, w zasadzie tylko dlatego jeszcze grała dla Slythu. Gdyby zabrakło pozostałej trójki i ona by rezygnowała, uaktywniając się jedynie na mecze międzyszkolne i treningi ze znajomymi. Była w stanie z tego zrezygnować nawet jeśli w przyszłości chciała grać w reprezentacji. Poza tym miała też inne plany zapasowe, gdyby jednak coś nie wyszło.
Kwestia wylecenia lub nie z kolejnych treningów była niewiadomą, przynajmniej dla niej. Nie miała zamiaru siedzieć cicho jeśli coś by jej nie odpowiadało. Siedzenie z podkulonym ogonem zdecydowanie nie było w jej stylu. A jeśli już mowa o ogonach, gdy tylko zobaczyła Rekina podbiegła do niego przy okazji w ramach przywitania wydając z siebie pomruk. Rozejrzała się chcąc zarejestrować czy może w pobliżu jest już Victor, nic, może to i lepiej, w końcu on jeszcze nie wiedział o co z tym wszystkim chodzi. Podeszła do swojej miotły a chwilę później była już 'sobą', zgarnęła szybkim ruchem swojego Nimbusa i wróciła do przyjaciela.
- Czekamy na Victora czy zaczynamy bez niego?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 91
  Liczba postów : 138
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8254-victor-nathaniel-blaise
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8270-salon-arystokracji
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8271-uwaga-na-abaddona
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8257-victor-n-blaise




Gracz






PisanieTemat: Re: Śnieżna Kraina za lasem   Pią Gru 12 2014, 21:26

Może mecz został przez nich przegrany, ale było mega dużo frajdy z wnerwiania niebieskich i to Victorowi poprawiało humor. Nie spodziewał się, że będzie aż tak dobrze mu szło na pierwszym meczu tylko po jednym treningu. Więc teraz zostało tylko udoskonalić swoje nowo odkryte umiejętności przed następnym meczem i siać pogrom wśród przeciwników. I z tego powodu biegł właśnie w stronę Hogsmeade, poza granicami którego umówił się z Julką i Rashem na indywidualny trening. Pewnie byłby wcześniej, gdyby nie musiał biec do sowiarni wysłać list do siostry. A z wieży był całkiem spory kawałek po miotłę, którą na nieszczęście musiał pożyczyć. Niestety własnej jeszcze nie nabył, ale postanowił, że jak najszybciej postara się uzbierać odpowiednią sumę. Wybiegając poza bariery Hogwartu zatrzymał się na chwilę aby zaczerpnąć powietrza. Jak on się cieszył, że udało mu się zdać egzamin na aportację bez większego problemu. Teraz ta umiejętność na pewno się przyda, zwłaszcza, że trochę jest spóźniony na spotkanie. Skupiając się na miejscu do, którego chciał się przenieść przycisnął miotłę bardziej do siebie, aby jej gdzieś po drodze nie zgubić. Pstryk i już był w pobliżu miejsca docelowego jeszcze tylko kilka metrów i będzie mógł wzbić się w powietrze. Lekko zdyszany podszedł do znajomych.
- Cześć - przywitał się opierając ręce na kolanach - Miałem małą sprawę do załatwienia, ale już jestem. To co? Od czego zaczynamy?- Dokończył prostując się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5653
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja, pałkarz, kapitan
  Liczba postów : 2597
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Śnieżna Kraina za lasem   Nie Gru 14 2014, 10:11

Rasheed był nieco rozbawiony zachowaniem Julii. W zwierzęcej formie zdawała się być czasami o wiele przyjaźniejsza niż w normalnej wersji, co z kolei nie było regułą, jednak zdarzało się nierzadko. Wciąż do tej pory było to jednak ciekawe, dlatego Ślizgon poniekąd żałował, że tak szybko przemieniła się znowu w siebie. Miał ochotę podejść do niej i podrapać ją za uszami. W zasadzie to Sharker miał problemy z tolerancją tylko gdy chodziło o Diabła, kota Victora. Ten zwierzak był tak nieokiełznany, że łatwiej byłoby urwać mu głowę niż zmusić go do czegoś, a przynajmniej on nigdy nie opanował tej trudnej sztuki, bez wzywania na pomoc swojego ogromnego, wężowego pupila.
- Poczekajmy, zaraz będzie. - odpowiedział na jej pytanie i nie pomylił się. Kilka minut później nadbiegł zdyszany Blaise. - Zróbmy wyścig, ot taki… towarzyski. Mam ochotę zobaczyć czym niektórzy czarodzieje tak się podniecają.
Wyjaśnił przyjacielowi po czym przerzucił nogę przez Błyskawicę i spojrzał po zebranych.
- Lecimy dookoła tego wzniesienia, a potem robimy slalom wokół tamtych drzew. - poinstruował ich, wskazując odpowiednie rejony palcem wskazującym. - Potem zakręcamy wokół proporczyka i lecimy dalej. Ten, kto pierwszy skończy trzy okrążenia ten wygrywa.
Wyczarował czerwoną chorągiewkę i nakazał jej zawisnąć wysoko w powietrzu, po czym oderwał się stopami od ziemi, czekając, aż wszyscy zajmą miejsca na pozycji startowej.
- Gotowi? - spytał, po czym zaczął odliczanie, po którym rozpoczął się wyścig.
Wystrzelił przed siebie z taką prędkością, że ledwie udało mu się zakręcić wokół wzgórza. Gdzieś w tym całym zamieszaniu z zakrętami zdawało mu się nawet, że dostrzegł hipogryfa. Bezwiednie wyciągnął rękę, chwytając go za ogon co z kolei znowu odrobinę go przyspieszyło, ale i wpędziło wprost w rój memortków. Mając już serdecznie dosyć tych stworzonek wypluł ich pióra, zupełnie zapominając jakie są cenne i poszybował dalej.

Kostka: 2
Czyli ostatecznie pole 10 i nieparzysta kostka
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Lahti, Finlandia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 3372
Dodatkowo : hejter narodów, obrońca, animagia (tygrys)
  Liczba postów : 907
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7262-julia-heikkonen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7263-julia-heikkonen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7264-julia-heikkonen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7265-julia-heikkonen




Gracz






PisanieTemat: Re: Śnieżna Kraina za lasem   Wto Gru 16 2014, 21:14

To wszystko tylko wyglądało na przyjaźniejszą formę, w końcu będąc zwierzęciem miała ograniczone pole do okazywania irytacji, z wkurzeniem było już łatwiej ale tylko z skrajnych sytuacjach. Pomyślmy co mogłaby zrobić... uderzyć łapą, podrapać, ugryźć, wydać z siebie bojowy ryk, pokazać ząbki, finalnie rzucić się w morderczym szale. Żadnych złośliwych uśmieszków i komentarzy, przy pierwszym wyglądałaby co najmniej dziwnie, a drugie było niemożliwe. Jeśli chodziło o przyjazne zachowania to okazywała je w obu formach, chociaż może rzeczywiście jako tygrysek występowało to częściej. Przytaknęła mu kiedy stwierdził że poczekają jeszcze na Victora, już chciała skierować się w stronę wody kiedy go zauważyła.
- Hej - opowiedziała mu na przywitanie, a potem znów spojrzała na Sharkera który zaczął im tłumaczyć jak będzie wyglądała ich zabawa. Wiedziała że ma Błyskawicę a ona jedynie Nimbusa 2013 i Zmiatacza którego pozostawiła w domu, lecz raczej zignorowała ten fakt uznając iż i tak radzi sobie bez najlepszej miotły 'ever'. Jak to miała w zwyczaju spięła włosy w randomowy kok aby te nie postanowiły jej zamordować podczas lotu, przy okazji nieświadomie ukazując fragment tatuażu. Dołączyła do Rasheeda następnie dając mu okejkę na rozpoczęcie wyścigu. Wystartowała praktycznie tak samo szybko jak on jednak w chwili roztargnienia uderzyła w niego bokiem, co raczej nie przeszkodziło im w dalszym locie, na przeprosiny będzie czas później. Chyba nie szło jej aż tak źle? Przez chwilę rozmyślała jeszcze nad tym jak bardzo chciałaby wziąć udział w mugolskim rajdzie, to zdecydowanie było jednym z jej marzeń. Ona to ma momenty ma myślenie nie? Lećmy.

Kostka: 3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Paryż, Francja
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 458
  Liczba postów : 272
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10155-sonia-rossa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10172-sonia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10173-niezawodna-sowa-sonii
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10174-sonia-rossa




Gracz






PisanieTemat: Re: Śnieżna Kraina za lasem   Sob Mar 14 2015, 16:49

//przeniesione, bo się nam ktoś wciął się w wątek//

Można by się długo spierać w kwestii, tego kto tu jest inteligentny, a kto wprost przeciwnie. Trudno dojść do porozumienia, kiedy jedna i druga strona są równie uparte. Trzeba by poświęcić sporo czasu i użyć wielu argumentów, żeby pozwolili sobie coś wytłumaczyć lub zmienili swoje zdanie. Sonia mogłaby przytoczyć dużo sytuacji i argumentów udowadniających brak inteligencji Caseya, jednak nie miała zamiaru tego robić. To zajęłoby dużo czasu i nic nie nowego nie wniosło. Artebury ma po prostu za duże mniemanie o sobie, a ona ma lepsze zajęcia niż wyprowadzanie go z błędu.
- A co sobie myślałeś – powiedziała, błysnęła swoimi białymi, równymi ząbkami w szerokim uśmiechu i odwróciła się tyłem. Gdyby tego nie zrobiła, może zauważyłaby, że on również się do niej uśmiechnął, jednak niezbyt się tym przejęła. W końcu jego uśmiech był równie szczery, co jej… czyli wcale. Powoli ruszyła w stronę powrotną, cały czas myśląc o tym co może łączyć Caseya i Ethana. Zawsze była przekonana, że są co najwyżej znajomymi i mogłaby się założyć, że gdyby zapytała kogokolwiek w Hogwarcie powiedziałby jej dokładnie to samo. Żadni przyjaciele, zwykli znajomy, którzy czasem się razem pouczą, czy posiedzą w bibliotece. Nic wielkiego. Ale może się myliła? Może nawet bardzo się myliła? Może wszyscy się mylili? Trochę trudno, by było w to uwierzyć, bo w końcu ukrywać coś tak dokładnie, żeby nikt się nie domyślił to sztuka. Z drugiej strony wiadomo, że Ethan nie był zbyt rozmowny, a Casey… no cóż był Śligonem. Sprytnym i dwulicowym, Ślizgonem. Po wychowankach tego Domu można się wiele spodziewać. Nie lubiła nie wiedzieć o co chodzi, a w tej sytuacji nie wiedziała czegoś ważnego. Do tego jeszcze ta jego drwina w głosie.
- Fajnie… - powiedziała w zamyśleniu, wbijając wzrok gdzieś daleko. Nie zastanawiała się zbytnio, czy Ślizgon ruszył za nią, czy może został i gada sama do siebie. Miała ważniejsze tematy do rozważania. O czym oni tak właściwie mówią? O samopoczuciu jej chłopaka? Zupełnie nie widziała w tym sensu.
- Może go zapytaj – powiedziała. Normalnie pewnie zaczęłaby już na niego warczeć, ale nie tym razem. Najpierw musiała się czegoś ważnego dowiedzieć.
- Czy jest coś o czym powinnam wiedzieć? – zapytała. Sonia była z natury bezpośrednia i nie lubiła owijać w bawełnę. Zazwyczaj jeśli coś jej nie pasowało mówiła to otwarcie, nie przejmując czy może kogoś urazić. Tym razem też. Po prostu nie nadawała się do takich rzeczy. Jeśli chodzi o jej spryt, to było z tym trudno. W tym właśnie względzie było wyjątkowo mało ślizgońska, ale cóż… jeśli chodzi o jej Dom to sama nie wybierała. Tiara wiedziała lepiej.


Ostatnio zmieniony przez Sonia Rossa dnia Pon Mar 16 2015, 17:20, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 386
  Liczba postów : 235
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10310-casey-marvell
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10316-dla-odwaznych
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10318-casey
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10317-casey-marvell




Gracz






PisanieTemat: Re: Śnieżna Kraina za lasem   Nie Mar 15 2015, 14:55

- Ja? - zapytał, ewidentnie zdziwiony. Przynajmniej takie wrażenie mógł odnieść postronny obserwator, który nigdy nie miał ze Ślizgonem do czynienia i jeszcze nie przywykł do tej jego niezwykle wyraźnej powierzchowności. Przecież za każdym stwierdzeniem chłopaka mogły czaić się ze cztery inne. Jeśli nie więcej. Nikt nie mówi, że obcowanie z Casey'em było miłe, łatwe i przyjemne. Musiałby nie mieć za grosz rozumu, albo znajdować się w gronie tych nielicznych, którzy z potrafili znaleźć z nim wspólny język i dostrzec coś więcej, niż cechy widoczne na pierwszy rzut oka. - Ja nic, zawsze uważałem cię za taką - zapewnił, wzruszając ramionami, skoro dziewczyna i tak nie mogła go dostrzec. Całe szczęście, że ton też mówił sam za siebie i nie pozostawiał zbyt wiele dla imaginacji. Nie daj Merlinie, starsza odebrałaby jego słowa jako komplement!
Gdyby ktoś chciał zapytać Arterbury'ego o jego znajomość z tym konkretnym Krukonem, bez żadnych oporów i wątpliwości odpowiedziałby, że nie łączy ich nic, poza okazjonalnymi sesjami naukowymi w bibliotece i może jeszcze arystokratycznym powodzeniem. Mało tego, zrobiłby to tak przekonywująco, że nikt nie potrafiłby mu zarzucić kłamstwa. Chociaż, oczywiście, takowym by ono było. Jego relacja z Ethanem była pokręcona na wiele sposobów, ale przez ostatni rok nikt nie zbliżył się nawet o krok do rozwikłania całego problemu. Sporo zasługi mieli w tym oni sami - nikt nigdy jeszcze nie spotkał ich razem w odległości wystarczająco małej, by zacząć coś podejrzewać. Kolejne związki i jednego, i drugiego też bez problemów odciągały równowagę, a w gruncie rzeczy Casey chyba po raz pierwszy poruszył temat Dowesona w rozmowie z kimkolwiek i to robiąc to na tyle ostrożnie, żeby wzbudzić w Ślizgonce pewnego rodzaju niepokój, a jednocześnie nie uchylić nawet rąbka tajemnicy.
- Nie rozmawialiśmy od dłuższego czasu. - Przecież to nie tak, że spotykał się z nim w bibliotece codziennie i podczas tych wizyt plotkowali bez przerwy! Na potrzeby tajemnicy zwykle kończyło się na ukradkowych spojrzeniach i skinieniach głowy, a na korytarzach zdawali nawet siebie nie zauważać. Plan idealny. - Co mi przypomina, będziesz tak kochana i poprosisz go, żeby oddał mi moją książkę do eliksirów? Powinien wiedzieć, o którą chodzi. - Celowo użył tego określenia sprzed chwili. Najzupełniej w świecie kpił sobie ze starszej, bo równie dobrze mógłby wysłać do Ethana sowę, ale po co się fatygować? Zwłaszcza, że miał teraz Sonię pod ręką i mógł uczynić ten teatrzyk trochę bardziej ciekawym. Poza tym, należało odsunąć wszystkie podejrzenia, bo chociaż ciekawie było droczyć się z Rossą, pamiętał, że lepiej nie podsuwać jej zbyt wielu wskazówek. Inna sprawa, że spokojnie dało się wskazać kilka osób, w towarzystwie których wolał nawet słowem nie wspominać o Dowesonie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Paryż, Francja
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 458
  Liczba postów : 272
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10155-sonia-rossa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10172-sonia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10173-niezawodna-sowa-sonii
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10174-sonia-rossa




Gracz






PisanieTemat: Re: Śnieżna Kraina za lasem   Pon Mar 16 2015, 19:19

Przypadkowemu przechodniowi, który nie ma pojęcia o ich relacji, mogłoby się wydawać, że ich rozmowa jest całkiem zwyczajna. Coś o jakimś Ethanie, o tym dlaczego Casey tu jest. Zwykła gadka-szmatka, o niczym. Jednak oni doskonale wiedzieli, że to wcale nie jest zwykła rozmowa. Wszystko podszyte jadem, złośliwością i do tego Marvell musiał mieć jakiś ważny powód dla, którego zagadnął ją o Ethana.
- Wiem – warknęły krótko na jego durne stwierdzenie. Nie było się czego spodziewać, w końcu za jaką mógł ją uważać, jak nie za kochaną (no i oczywiście bardzo skromną). Przecież taka była… Przynajmniej w stosunku do niektórych ludzi i nie, nie chodzi mi tu o Caseya. Nie wyobrażała sobie jak ktoś może go znosić. Sonia nie mogłaby z nim przebywać w jednym pomieszczeniu, dłużej niż to było absolutnie konieczne, czyli w czasie trwania lekcji. Co dopiero rozmawiać jakoś normalnie, bez tych wiecznych złośliwości, dłużej niż parę minut. A szukanie jego towarzystwa na siłę, czy przyjaźń wydawało jej się pomysłem całkiem z kosmosu.
Fakt, że rozmowa zaszła na temat chłopaka Sonii, wprowadził ją w pewien rodzaju niepokój… No dobra, wprowadził ją w dość mocny niepokój. Jednocześnie, jednak nie odkryła nawet rąbka tej tajemnicy. To musi być dość zagmatwana sprawa. Bezpośrednio zapytała o to, jednak w głębi nie oczekiwała szczerej odpowiedzi. W końcu dlaczego miałaby taka być. Dalej stała do niego plecami i nie widziała jego wymyślnych grymasów, wzruszania ramionami, czy co on tam jeszcze robił. Ręką poprawiła sobie kosmyk, który niesfornie wpadł jej na oczy.
- Rozumiem – powiedziała. W końcu nie miała pojęcia z kim dokładnie spotyka się Ethan. Nie śledziła go przecież, ani nie sprawdzała go na każdym kroku. Nie jest wariatką. Prawdę mówiąc dawno się z nim nie widziała. Ostatnio stał się trochę bardziej mrukliwy i szorstki, nie żeby zazwyczaj taki nie był, ale ostatnio to już przechodzi samego siebie.
- Jasne – zapewniła go szybko. Oczywiście, nie miała najmniejszego zamiar tego robić. Mogłaby się założyć, że o żadną durną książkę mu nie chodziło, gdyby Casey naprawdę chciał ją odzyskać wysłałby mu sowę, jak każdy normalny człowiek. Zresztą ona nie jest, po to żeby mu załatwiać jakieś prywatne sprawy... Ona tu nie jest, żeby załatwiać jakiekolwiek sprawy.
O nie kochanie możesz sobie co najwyżej pomarzyć.

//chyba możemy już kończyć. Zrobisz to?//
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 386
  Liczba postów : 235
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10310-casey-marvell
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10316-dla-odwaznych
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10318-casey
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10317-casey-marvell




Gracz






PisanieTemat: Re: Śnieżna Kraina za lasem   Nie Mar 22 2015, 12:24

Fakt faktem, jeśli ten przechodzeń miałby jakieś minimalne pojęcie kim tak naprawdę był Casey i jaki miał stosunek do przeważającej części uczniów Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie (i ludzi w ogóle), nie miałby zbyt dużych trudności w tym, by domyślić się, że ta rozmowa brzmi zbyt miło i przyjaźnie, by jedną stanowić. Inna sprawa, że Arterbury zwykł przynajmniej do Ślizgonów odnosić się z odrobinę mniejszym dystansem i wyższością, a i wśród innych domów spokojnie można było wskazać kilka wyjątków. Wracając jednak do sprawy, przeciętny obcy nie mógł mieć nawet pojęcia, że ta parka uczęszcza do wspomnianej przed momentem placówki edukacyjnej i każde słowo z tej pozornie przyjaznej lub w najgorszym wypadku neutralnej rozmowy podszyte jest ogromną ilością jadu i zwykłej niechęci.
Z kolei to, dlaczego wspomniał Ethana, byłoby dość oczywiste, gdyby ktokolwiek w Hogwarcie zdawał sobie sprawę z tej pokręconej relacji Krukon - Ślizgon. Nikt nie miał pojęcia, a Casey... Powiedzmy, że on chciał się po prostu z Sonią podroczyć i ewentualnie dać jej do myślenia. Akurat ona była niegroźna i wspominanie o Dowesonie przy niej raczej nie rozwali całego sekretu. Chociaż jakieś wątpliwości czy podejrzenia zasiać musiał. Ot, ciekawie będzie obserwować, co też takiego Rosa zrobi z nimi dalej i mieć nadzieję, że jego partner zbrodni uzna sytuację za równie zabawną. Książka była tylko przykrywką, ale poniekąd również kolejną z rzędu wskazówką. Szkoda tylko, że Sonia, jak na skończoną idiotkę przystało nie próbowała dalej rozwinąć tematu. A z pewnością ułatwiłoby Arterbury'emu życie, gdyby zapytała Ethana o to wspomniane tomisko. Nie dlatego, że rzeczywiście Krukon miałby jej coś wylewnego do powiedzenia... powiedzmy, że ukryta część wiadomości była raczej ciężka do rozszyfrowania i wręcz niemożliwa, jeśli się nie było tym prawowitym odbiorcą. No nic. Wyminął Sonię, nie odzywając się już do niej nawet słowem i przyspieszył kroku w stronę Hogsmeade, skąd wypadałoby w końcu wrócić na teren szkoły.
    { z/t x 2 }
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28649
  Liczba postów : 32376
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Śnieżna Kraina za lasem   Pon Mar 14 2016, 12:43

Deszcz pojawiał się coraz częściej, a śnieg coraz rzadziej. To smutne szczególnie, że @Atria Ashworth zamarzyła, by właśnie dzisiaj zbudować wielkiego, pięknego bałwana! Zabrała więc ze sobą ciepły strój i wybrała się do Śnieżnej krainy. Tam było pewne, że znajdzie na tyle dużo śniegu, by mieć w co włożyć wielki, marchewkowy nos. Siedziała już tu kilka chwil gdy z oddali poczęła zbliżać się do niej widocznie zaniepokojona @Caroline Carrier. Przyjezdna zgubiła się podczas jednej ze swoich wizyt w Hogsmeade i to sprawiła, że trafiła w to tajemnicze miejsce, które zaczarowało ją swoim urokiem tak bardzo, że wpadła na Atrię. Razem przewróciły się na budowaną pieczołowicie śnieżną kulę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Oslo, Norwegia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 176
  Liczba postów : 313
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10512-atria-amelia-ashworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10536-animagiczny-anonimowy-alkoholik#289574
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10529-lisner
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10537-atria-amelia-ashworth#289575




Gracz






PisanieTemat: Re: Śnieżna Kraina za lasem   Sro Mar 16 2016, 09:22

Atria miała dziś dobry humor. Zazwyczaj taki miała, choć rzadko ktoś mógł coś takiego stwierdzić, z tego prostego powodu, że ogólnie ciężko było powiedzieć co myśli o czymkolwiek i w jakim humorze jest w danej chwili. Ale dziś było nawet lepiej niż normalnie. I co dziwne, miała zachcianki. Najpierw poszła do kuchni, na kakao z piankami. Nigdy, ale to nigdy się tak nie rozpieszczała. Coś zaczynało jej się w głowie przewracać. A potem, siedząc tak nad kakao i rozmyślając, doszła do wniosku, że chciałaby zbudować bałwana. Nigdy tego nie robiła, cały jej czas w Norwegi schodził na naukach i czytaniu, nie miała czasu na zabawę, zresztą, dostałaby niezłą naganę za takie marnotrawienie czasu. Ale nie była już w domu. Była w Hogwarcie. Ojciec przecież nie dowie się, że spędziła dzień lepiąc kule ze śniegu, prawda? Niby jak miałby to zrobić. Dlatego też, po skończeniu napoju, wyżebrała marchewkę i podkradła kilka węgli z kuchni, po czym pędem poleciała do swojego pokoju, w którym ubrała się odpowiednio i wyruszyła z zamku. Już po chwili była na miejscu, gdzie zabrała się do pieczołowitego lepienia kuli, po raz pierwszy w życiu odkrywając, że jest to całkiem ciekawe zajęcie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Nauczyciel
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Nowy Jork
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 933
  Liczba postów : 215
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12210-caroline-carrier
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12220-caroline#326545
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12221-sowa-caroline#326546
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12222-caroline-carrier#326548




Gracz






PisanieTemat: Re: Śnieżna Kraina za lasem   Czw Mar 24 2016, 17:54

[Wybacz, że tyle zwlekałam. Miałam urwanie głowy.]

Caroline nie była w najlepszym humorze. Była wściekła. Jej facet zachowywał się jak jakaś męska dziwka. Najbardziej dziwiło ją jednak to, że w ogóle się tym przejmowała. Nigdy dotąd czyjeś zachowanie tak na nią nie wpływało. Pewnie dawno już by to skończyła ale nie mogła kierować się jedynie emocjami, musiała też myśleć o swojej pozycji w bractwie i przyszłości. Nie wiele myśląc wybrała się do Hogsmeade na małe zakupy i stwierdziła, że mały spacer trochę otrzeźwi jej umysł. W sumie nigdy wcześniej nie szła tą drogą więc bardzo łatwo się zgubiła. To było oczywiste ale była tak roztrzęsiona, że w ogóle nie myślała logicznie. Fakt, że miejsce do którego zbłądziła miało niesamowity urok i nieco ją uspokoiło. W końcu mogła odetchnąć pełną piersią. Była tak zamyślona, że nawet nie zauważyła, że idzie na jakąś zajętą lepieniem dziewczynę. Chwilę potem straciła równowagę przez zderzenie i obie poleciały na wielką śnieżną kulę. To dopiero było orzeźwiające. Caro otrząsnęła się z wielkiego szoku i rozejrzała.
-Boże. Co się właśnie stało? - zrobiła wielkie oczy i popatrzyła na dziewczynę - Przepraszam, to zapewne moja wina.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Swansea, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 360
  Liczba postów : 478
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13567-padme-a-naberrie?nid=1#361355
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13571-zapraszam-dzielny-padawanie#361359
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13572-padme-a-naberrie#361360
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13573-padme-a-naberrie#361371




Gracz






PisanieTemat: Re: Śnieżna Kraina za lasem   Wto Lut 21 2017, 01:01

Na litość Boga, na wszystkich świętych, co ona robiła nad jeziorem tak późną, wieczorową porą? Bynajmniej nie miała zamiaru się dotleniać, co początkowo było powodem, dla którego wyszła z domu, ale kiedy tak szła przed siebie powoli zapominała gdzie chciała iść. W ostatnim czasie coraz częściej popalała magiczne ziółka a te zebrane w czasie niedawnej pełni były po prostu cudowne. I mocniejsze. W komplecie ze wszystkim miała ze sobą butelkę ognistej, skrytą w pojemnej kieszeni płaszcza, ale toczyła ze sobą ciężką walkę. Czy zapalić? Czy może najpierw się schlać? Nie była kulturalną księżniczką, miewała potrzeby absolutnego upodlenia się do granic możliwości. Czy może powinna zapalić i wypić jednocześnie?
W końcu dotarła do ścieżki prowadzącej wgłąb lasu i tam też się zatrzymała. Nie była przekonana do spacerów w taką pogodę po miejscu, którego nie zna, ale gdy zaryzykowała i przemaszerowała swoje, dotarła do najdziwniejszego miejsca jakie widziała. Zafascynowana magiczną krainą nawet nie spostrzegła, w którym momencie poślizgnęła się i upadła swoimi chudymi czterema literami na lód. Ale skoro już siedziała to otworzyła butelkę, zalewając alkoholem swoje smutki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1742
  Liczba postów : 301
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9541-sweeney-h-henley#265770
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9544-shh#265820
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9543-lancelot-bardzo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9554-sweeney-h-henley#266391




Gracz






PisanieTemat: Re: Śnieżna Kraina za lasem   Sro Lut 22 2017, 19:47

Nie od razu ją zauważył. Minęło trochę czasu zanim doszedł do wniosku, że jednak nie jest sam, a łapiąc się na takich myślach poczuł się jakby robił coś nieprzyzwoitego. Od kilku godzin zajmował drzewo nieopodal trasy Padme, Merlin jeden wiedząc po kiego grzyba w ogóle tutaj przesiadywał. Czasami tak miał. Czasami głupota i przyziemność otoczenia w jakim się obracał zmuszała go do odwrócenia się na pięcie i detoksu z dala od głupoty. Był byłym krukonem, a to całkiem nie w kij dmuchał pozycja społeczna, jeśli sprowadzać wszystko do tego co się sobą reprezentuje.
Sam prezentował się zdecydowanie lepiej niż Naberrie, nie ślizgając się po zmarzniętej ziemi i nie chichocząc jak hiena do samej siebie. Doprawdy obok księżniczki to ona chyba nawet nie stała, chociaż udało jej się tym sprawić, że przez jakiś czas nudny, poważny i zamyślony uśmiechnął się Sween pod nosem i parsknął rozbawiony. Lekko zeskoczył z gałęzi na której umocował swój tyłek miękko lądując na ugiętych kolanach. Ta rozhuśtała się nieco pozbawiona jego ciężaru, cichym skrzypieniem zagłuszając przekleństwo jakie wyrwało się mężczyźnie po tym, jak nieprzyjemny dreszcz przeszedł mu od stóp aż po lędźwie. Nie był typem sportowca, dlatego nie potrafił ustawić się tak żeby nie robić sobie krzywdy i chociaż nie łamał sobie nóg na prostej drodze to raczej nie miałby trudności z nabiciem sobie guza. Odnotować – nie skakać na nogi z wysokości większej niż metr. Tak na wszelki wypadek.
Nie wyglądała na porobioną, chociaż kto ją tam wie. Sweeney nie zrezygnował z okazji, nie wrócił do cywilizacji i nie zapomniał o śmiesznej dziewczynie z lasu. Nie zastanowił się nawet co młoda, ładna łania robiła w miejscu, które nie wyglądało na jej środowisko naturalne. Najzwyczajniej w świecie przysiadł się do niej i nie bawiąc w konwenanse wypalił:
- To moja miejscówa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Swansea, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 360
  Liczba postów : 478
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13567-padme-a-naberrie?nid=1#361355
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13571-zapraszam-dzielny-padawanie#361359
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13572-padme-a-naberrie#361360
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13573-padme-a-naberrie#361371




Gracz






PisanieTemat: Re: Śnieżna Kraina za lasem   Sro Lut 22 2017, 20:22

Młoda łania początkowo nawet nie zwróciła uwagi na dziwne szmery dobiegające gdzieś zza jej pleców, ale kiedy ich częstotliwość zwiększyła się i stały się głośniejsze, odwróciła się łaskawie w tamtą stronę. Była księżniczką, która przeważnie nie bała się niczego, chociaż przez ułamek sekundy przeszło jej przez głowę, że znajduje się na zadupiu, koło lasu a to było przecież idealne środowisko dla dzikich zwierząt. Kiedy dzikim zwierzęciem okazał się jakiś człowiek, skonsternowana zmarszczyła czoło. Najwidoczniej nie tylko ona miewała tak durne pomysły, jak nocny spacer po lesie a to był chyba dobry znak dla ich znajomości. Chyba.
- Kto tak powiedział? Ty? Zlituj się... - prawie postukała się po czole i jeśli myślał, że sobie stąd pójdzie to był w wielkim błędzie. Dobrze jej się siedziało, nawet gdy troszkę marzła. Poza tym dopiero sobie klapnęła i nie na darmo przeszła taki kawał drogi.
- Jesteś tą słynną czupakabrą z Hogsmeade, człowiekiem lasu czy seryjnym gwałcicielem? - spytała, przyklejając się do swojej butelki z winem. Każda z wymienionych przez nią ewentualności była - w jej mniemaniu - na swój sposób przyjemna. Mogłaby potem się pochwalić, że poznała człowieka-legendę a seks lubiła, to co jej było z gwałtu pod gwiazdami.
- Winka? - wysunęła w jego stronę butelkę z alkoholem, przy okazji przyglądając się Sweenowi. Nie miała bladego pojęcia kim jest, pomijając to, że jest w miarę przystojny. - A tak na poważnie, co robisz w lesie o tej porze? - spytała, nie odrywając od niego wzroku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Śnieżna Kraina za lasem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

 Similar topics

-
» Śnieżna Kraina za lasem
» Śnieżna Księżniczka
» Polana w środku lasu
» Łąka Marihuany
» Szafa Nieśmiałka - pub

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Okolice Hogsmeade
-