IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Ukryta ławeczka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość




Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -2
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 524
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5106-dahlia-e-slater
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5109-czesc-jestem-dahlia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5108-sowka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7187-dahlia-e-slater




Gracz






PisanieTemat: Ukryta ławeczka   Wto Maj 21 2013, 19:33


Ukryta ławeczka

Spacerując po centrum parku, możesz natknąć się na ukrytą w gęstwinie żywopłotu ławeczkę - idealne miejsce do chowania się, szczególnie przed palącym słońcem.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28649
  Liczba postów : 32459
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Pią Cze 20 2014, 17:09

Jako, że słońce ostatnimi czasy wychodziło zza chmur częściej niż poprzednio, uczniowie z większą ochotą wybierali się na wycieczki do Hogsmeade. Właśnie dlatego na ukrytej ławeczce, uważając ją za idealne schronienie, siedziała sobie Sunny Oriana Saltzman. Potrafiła ona ślicznie rysować i swój dzisiejszy wolny czas przeznaczyła właśnie na to zajęcie. Nie spodziewała się, że ktokolwiek oprócz niej zechce usiąść właśnie na tej ławce, która była idealnym punktem, z którego mogła obserwować otoczenie i nie obawiać się, że zostanie przez kogoś zauważona. Obok niej pojawił się Fabiano Martello. Całe szczęście, że tam był, ponieważ w pobliżu bawiły się małe, sprytne i złośliwe gryfoniątka, które nie wiadomo skąd miały w swoim posiadaniu żądlibąka. Pech chciał, że nie udało im się nad nim zapanować. Podleciał on prosto na nos panny Sunny i zanim zdążyła się zorientować, wbił w nią swoje żądło. Na samym początku Saltzman poczuła lekkie zawroty głowy, a chwilę później unosiła się już w powietrzu. Ciekawe co na to Fabiano?

Zaczyna którekolwiek z Was.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 20
Skąd : Lille (France)
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1570
Dodatkowo : ścigająca
  Liczba postów : 881
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8601-sunny-oriana-saltzman#242812
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8623-chcesz-ze-mna-relacji#243345
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8622-marudz-az-ci-sie-znudzi#243339
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8624-sunny-oriana-saltzman#243354




Gracz






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Pią Cze 20 2014, 17:44

Kolejny dzień zaczynał się wspaniale, słońce coraz częściej świeciło co wprawiało Panienkę SOS w świetny nastrój. Po wzięciu porannego prysznica, doprowadzeniu się do porządku i przebraniu się stanęła przed lustrem i zmierzyła swoje odbicie brązowymi oczkami.
-Idealnie. -powiedziała sama do siebie i wzięła torbę do której schowała ołówki różnego rodzaju. Otworzyła kilka szuflad w poszukiwaniu szkicownika, ale nigdzie nie mogła go znaleźć. Zaczęła biegać po pokoju szukając swojej zguby.
-Nie, nie! Nie mogłam go zgubić! -krzyczała przerażona. Po chwili wślizgnęła się pod łózko szukając zeszytu. Znalazła, uff! Odetchnęła głęboko ucieszona i wsunęła go do torby. Zapięła ją, przerzuciła sobie przez ramię i wyszła z dormitorium.
* * *
Po około 50 minutach dotarła na swoje ulubione miejsce. Na szczęście nikogo tu nie było, usiadła na ławeczce i wyjęła z torby szkicownik oraz ołówek. Spojrzała w niebo odchylając delikatnie głowę w tył. Uśmiechnęła się delikatnie czując promienie słońca muskając jej twarz. Westchnęła cichutko i po 10 minutach takiego siedzenia otworzyła szkicownik. "No to do roboty" powiedziała w myślach uśmiechając sie do siebie. Nareszcie miała czas na swoje ulubione zajęcie - rysowanie.
* * *
Słysząc jakieś śmiechy oderwała się od rysowania i spojrzała przed siebie. Ujrzała małe gryfoniątka biegające i bawiące się śmiejąc głośno. Nagle poczuła maleńkie ukłucie i zakręciło jej się w głowie. Kilka sekund później unosiła się już w powietrzu. Przerażona tym, ze ma lęk wysokości zaczęła piszczeć.
-Nienawidzę was małe bachory! -wrzeszczała rozwścieczona. Nie wiedziała co ma zrobić, unosiła się coraz wyżej. Do jej oczu napłynęły łzy a w jej głowie zaczęły pojawiać się przebłyski wspomnień gdy to omal nie zabiła się lecąc na miotle. Miała wtedy bardzo poważny wypadek, w którym o mało nie straciła życia. Nie zwracała na nic uwagi, zacisnęła powieki a krzyki zamarły jej w ustach nie mogąc wydobyć z siebie żadnego dźwięku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 26
Skąd : Palermo, Italia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 701
Dodatkowo : Wilkołactwo
  Liczba postów : 545
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2688-fabiano-francesco-martello
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6689-no-chodz-wilczku-kici-kici#189311
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2698-poczta-fabiana
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8636-martello




Gracz






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Pon Cze 30 2014, 15:36

Bycie dorosłym nie jest takie łatwe, serio. Szczególnie, jak kończysz studia (gdzie rok kiblowałeś), a nie masz gdzie mieszkać. Trzeba być skończonym idiodą (wyższy level od idioty), żeby stracić mieszkanie, serio. Fabiano co prawda nie był głupi, ale czasami, w chwilach zaciemnienie umysłu był gorzej nieporadny od pierwszoroczniaka. No i się stało. Koczuje teraz znowu w dormitorium, prosząc Merlina, żeby ta pielęgniarka odpowiedziała mu na list. Wynajęli by razem mieszkanko, może być ciekawie Zawsze to trochę inne doświadczenie.
Szedł sobie własnie niespiesznie do Hogs, aby w spokoju obejrzeć mieszkanie, które miał zamiar nabyć. Skręcił sobie przez park, coby drogę sobie skrócić i umilić. był tak już prawie na jego skraju, gdy zauważył małe zamieszanie w okolicach jet ukrytej ławki, na której migdalą się nastolatkowie. Otóż z tamtego kierunku biegło stado dzieci, za nimi coś bzyczało, a tuż przy ławce jakąś dziewczyna wyglądała, jakby miała za chwilę zemdleć. Fabiano przystanął na chwile i widząc, ze dziewczyna zaczyna się lekko unosić, puścił się biegiem w jej kierunku. Będąc bliżej, zauważył, że to Sunny padła ofiarą niewybrednego dowcipu. Miał niezły dystans do pokonania, więc gdy dobiegł, musiał podskoczyć, aby dziewczynę złapać za kostkę.
- Sunny! Trzymam cie, spokojnie. Cześć. Słyszysz mnie? - prawie wykrzyknął (sam był trochę przerażony), zadzierając głowę, próbując nawiązać kontakt wzrokowy. - Pomogę ci, tylko się uspokój, proszę. Trzymam cie mocno, nigdzie nie polecisz. - trzymając pewnie Puchonkę za kostkę sam pozwolił, aby zdenerwowanie go choć trochę opuściło. Zdecydowanie nie wiedział, jak jej doraźnie pomóc.
- Chodź, przetransportujemy cię do Skrzydła Szpitalnego, tam zaraz ci pomogą. Jestem tu i trzymam cię mocno, słyszysz? - pewnym, opiekuńczym tonem, Fabiano próbował uspokoić koleżankę. Ruszył, trzymając wciąż Sunny za nogę, uważając, aby przypadkiem nie zahaczyła o nic. Z boku musiało wyglądać to komicznie - tak jakby Fabiano miał balona w formie człowieka. Z punktu widzenia dziewczyny takie komiczne pewnie nie jest.
W drodze do skrzydła przypomniał sobie, że najpewniej spotka tam swoja przyszłą lokatorkę, z którą w ostatnim liście przeszedł na 'ty'. Szedł własnie na pierwszą wizytę w ich przyszłym mieszkanku, na drugą mieli pójść razem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 20
Skąd : Lille (France)
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1570
Dodatkowo : ścigająca
  Liczba postów : 881
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8601-sunny-oriana-saltzman#242812
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8623-chcesz-ze-mna-relacji#243345
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8622-marudz-az-ci-sie-znudzi#243339
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8624-sunny-oriana-saltzman#243354




Gracz






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Czw Lip 10 2014, 11:38

Unosiła się tak w powietrzu nie mogąc wydobyć z siebie żadnego głosu. Gdy ktoś zaczął krzyczeć i biec w jej kierunku spojrzała w dół i zobaczyła Fabiano. Gdy złapał ją za nogę odetchnęła cichutko.
-Proszę Cię, tylko szybko.. Mam lęk wysokości. -powiedziała cichutko i zamknęła oczy by nie patrzeć w dół. Te dzieci jeszcze będą błagać o wybaczenie, kiedy Sunny już znajdzie się na ziemi a nie będzie unosić się w powietrzu jak jakiś balonik. Nagle zaczęła sobie wyobrażać jak to musiało strasznie wyglądać gdy Fabiano biegł trzymając ją za kostkę a ona unosiła się w górze jak balon w kształcie niedużej dziewczyny. PFF! Nie to jest straszne, boże jak ona mogła tak się dać tym dzieciakom. Sunny im tego nie daruje!
-Szybciej. -wyszeptała łamiącym się głosem. Czuła jak gorące powietrze owija jej twarz i zalewa jej policzki gorącem sprawiając, że pojawiły się na nich czerwone plamy zwane rumieńcami.
Po co ona w ogóle poszła na tą ławkę? Nie mogła posiedzieć w swoim dormitorium? Przecież było tyle innych miejsc w których mogła odpocząć i porysować, ale nie musiała iść akurat tutaj! Aaaa! Była na siebie wściekła tak samo jak na te małe bachory, które jej to zrobiły. Jeśli Sunny gdzieś je spotka to będzie już po nich, nigdy im tego nie daruje. Zemsta będzie słodka, oo tak. Aż na samą myśl tej zemsty brunetka się uśmiechała co sprawiało, ze zaczynała unosić się wyżej.
-Fabiano, chyba unoszę się wyżej.. -powiedziała niepewnym i przestraszonym głosem otwierając oczy. Spojrzała w dół i zobaczyła, ze chłopak trzyma ją dosłownie za koniuszek bucika. O nie! A co jeśli on ją puści a ona sobie poleci nie wiadomo gdzie?! Nieee, na pewno ktoś ją złapie.. Chyba..

[z/t x2]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 29
Skąd : Zagrzeb, Chorwacja
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 318
  Liczba postów : 68
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9405-viktor-knezevic
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9413-popatrz-smoki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9415-sowka-viktora
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9416-viktor-knezevic




Gracz






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Sob Sie 23 2014, 14:39

Czuł, że nie powinien. To się źle skończy, to się źle skończy. Próbował uspokoić swoje myśli. Dziś postawi wszystko na jedną kartę, a nie był w tym mistrzem. Nie lubił podejmować tak poważnych decyzji, a podjęcie tej zajęło mu dobre parę miesięcy. Rozważał wszystkie możliwości, każde za i każde przeciw. Wymyślał scenariusze, analizował sytuacje, bał się. Po prostu, jak każdy człowiek, bał się odrzucenia. Kompromitacji. Szedł teraz w stronę ukrytej ławki, gdzie pierwszy raz poczuł, że Fanny stała się dla niego kimś więcej, niż tylko przyjaciółką. Wybrał to miejsce, bo był romantykiem. Miało dla niego znaczenie sentymentalne. Tam, gdzie wszystko się zaczęło, tam może się skończyć. A może nie? Może Fanny odwzajemnia jego uczucia? Przecież ona była kobietą, która pragnęła wolności, jak niczego innego. Viktor przymknął na chwilę powieki, chcąc się wyciszyć. Rzadko kiedy bywało tak, że cały się trząsł z nerwów, a teraz czuł, że jego ciało drży. Choć mogło mu się tylko wydawać. W każdym razie, miał ochotę wrócić. Uciec. Co jakiś czas przystawał nawet i robił krok w tył, by po chwili skarcić siebie samego i ruszyć znów do przodu. Podjąłem decyzję, muszę się jej trzymać. Ponieść wszelkie konsekwencje przegranej, albo wygrać. On nie porzucał tego, co powziął, dlatego niepewnie, ale stawiał kolejne kroki na przód. Wydawał się nie widzieć przechodzących obok niego ludzi, nie słyszeć dźwięków. Był pogrążony w swoich myślach, którym poświęcał teraz całą uwagę. Wiedział, że jeśli spotka się z odmową, przez wiele dni, a może nawet miesięcy będzie tego żałował. Wiedział, ile ryzykuje i, że stawia przyjaźń z Fanny pod znakiem zapytania, ale równocześnie nie potrafił tego dłużej ciągnąć. Uczucia już od dawna dawały o sobie znać, zapełniały jego myśli, spędzały sen z powiek. Chciał z nią być. Wspierać i być wspieranym. Kochać, być kochanym i troszczyć się. Dbać o nią, pomagać, po prostu stworzyć coś stałego. Marzył o prawdziwym uczuciu. Dotarł na miejsce. Usiadł na ławce i westchnął ciężko. Jej jeszcze nie było. Miał nadzieję, że przyjdzie, choć może lepiej byłoby, gdyby list w ogóle do niej nie dotarł? Może ta rozmowa nie powinna się odbyć? Nie wiedział nawet, czy będzie w stanie wydusić z siebie cokolwiek. Może głos odmówi posłuszeństwa? Zamknął oczy, wziął głęboki oddech i postanowił nie myśleć więcej. Wyostrzył zmysły. Wsłuchał się w kojący szum wiatru i poczuł, jak wszystko zaczyna płynąć. Powoli. Myśli już nie biegną, już ich nawet nie ma. On po prostu czuł. Obcował z naturą, rozkoszował się nią, wyciszał. Docierał do niego każdy dźwięk, każdy zapach. Jakże wspaniały sposób na odcięcie od rzeczywistości, przed którą tak bardzo chciał uciec.


Ostatnio zmieniony przez Viktor Knezevic dnia Sob Sie 23 2014, 16:35, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 30
Skąd : Framlingham, Suffolk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 697
  Liczba postów : 120
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9252-fanny-o-redford#258952
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9253-fanny-be-tender-with-my-love#259028
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9254-for-me#258977
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9255-fanny-o-redford#258984




Moderator






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Sob Sie 23 2014, 15:18

Ten list wzbudził w Fanny lekki niepokój, ale w końcu Viktor znał ją już całkiem nieźle i być może chciał z nią porozmawiać o czymś dla niego istotnym. Miała nadzieję, że nie poczuł do niej czegoś głębszego, że tych kilka zalotnych spojrzeń, którymi szafowała nieco zbyt hojnie, odrobina niewinnej kokieterii i ciepło, które jak zwykle od niej biło, nie stworzyły iluzji, nie sprawiły, że Viktor najzwyczajniej i po ludzku się w niej zakochał.
Cóż, podobał się jej. Był taki tajemniczy, przystojny i odważny - odważni ludzie zawsze jej imponowali, zwłaszcza że sama była straszliwym tchórzem, nie potrafiła walczyć z własnymi obawami i dlatego zawsze miała przy sobie amulety. W formie breloczka, naszyjnika, bransoletki czy czegokolwiek innego - by stawić czoła życiu, musiała mieć przy sobie jeden z tych przedmiotów, które odpędzały od niej złe moce, które pozwalały jej mieć wrażenie, że w jakiś sposób panuje nad losem, że nie padnie jego ofiarą. A przecież była urodzoną ofiarą z tą swoją niewinną dziewczęcością, gapiostwem i bezgraniczną ufnością, jaką pokładała we wszystkim i wszystkich. Przecież jej amulety musiały być skuteczne, przecież nie mogły jej zawieść - gdyby tak było, przez jej sklepik nie przewijałoby się tylu klientów, zarówno czarodziejów, jak i mugoli. Chciała pomagać im w walce z pechem, złym spojrzeniem czy urokiem, rzuconym przez kogoś nieżyczliwego.
Kochała wolność, kochała czerpać z życia pełnymi garściami, próbować nowych rzeczy (oczywiście, jeśli nie były niebezpieczne) i chociaż nie wykluczała, że pewnego dnia się ustatkuje, znajdzie tego jedynego, spłodzi z nim kilkoro uroczych, jasnowłosych dzieci, to póki co nie myślała o tym poważnie, pochłonięta swoją pracą, swoimi przelotnymi romansami i ogólnie zachłystywaniem się swoją młodością. Nie chciała nikogo ranić, a na pewno nie Viktora, który był czarujący w tej swojej powadze i tajemniczości. Nie wiedziała, że marzy o wielkiej miłości, bo przecież takie marzenia są domeną kobiet. Ona chciała po prostu przyjemnie spędzić czas - i nieważne, na czym miałoby to polegać. Dla niej równie dobrze mogli wylądować w łóżku, bawiąc się swoim pożądaniem, wspólnie gotować, pływać nago w jeziorze, jak i spacerować za rękę, opowiadając sobie niemądre dowcipy.
Ubrała się w czarne rurki, podkreślające jej zgrabne nogi, i trochę za dużą flanelową koszulę, którą pewnie odziedziczyła po którymś ze swoich mężczyzn - nie była pewna, po którym, a właściciel nigdy nie próbował jej odzyskać. Umalowała się - tylko troszeczkę, wzięła kilka amuletów - tak na wszelki wypadek, które zawiesiła sobie na szyi, i w balerinkach pomknęła na spotkanie.
Oczywiście musiała się spóźnić, bo jakoś tak wyszło, że pomyliła drogę, spotkała jakąś małą dziewczynkę, która rozbiła sobie kolano i której koniecznie trzeba było pomóc, a potem jeszcze potknęła się o krawężnik i upadła, zdzierając sobie skórę z dłoni.
W końcu jakoś dotarła na miejsce - Viktor już na nią czekał, siedząc z zamkniętymi oczami. Zakradła się do niego cichutko i bez ostrzeżenia władowała się na jego kolana, śmiejąc perliście i zapominając o obolałych dłoniach. Pocałowała go w ucho, zachwycona własnym dowcipem.
- Czeeeeść, przepraszam, że się spóźniłam, ale jeszcze nie wymyśliłam amuletu na własną niezdarność. O, zobacz, co sobie zrobiłam - z miną skrzywdzonego dziecka pokazała mu trochę brudne i zakrwawione dłonie, po czym roześmiała się pogodnie i spojrzała mu w oczy. - Co tam? O czym chciałeś ze mną pogadać?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 29
Skąd : Zagrzeb, Chorwacja
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 318
  Liczba postów : 68
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9405-viktor-knezevic
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9413-popatrz-smoki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9415-sowka-viktora
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9416-viktor-knezevic




Gracz






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Sob Sie 23 2014, 16:08

Ach, gdyby Viktor wiedział, co chodziło Fanny po głowie. Gdyby był pewny, że spotka się z odmową... Już by go tu nie było, ale dopóki gdzieś w jego głowie tliła się iskierka nadziei, wierzył. I walczył. Tak już miał, że nie odpuszczał, nie potrafił. A tym bardziej, kiedy w grę wchodziły uczucia. On nie był jednym z tych, którym łatwo było kogoś pokochać. Równocześnie był kimś, kto nie potrafił tak szybko zgasić tego, co kiedyś płonęło. Uczucia trzymały się go tygodniami, miesiącami, a nawet latami. Kochał całym sobą, a po stracie drugiej osoby, odczuwał głęboką pustkę i dziwną, obezwładniającą niemoc. Już dawno nie obdarzył nikogo wielkim uczuciem. Ostatnio pięć lat temu. Wiązał z tą kobietą przyszłość. Ona także kochała smoki. Chciał wyjechać z nią do Norwegii, ale w pewnym momencie stwierdziła, że to jednak nie to i zostawiła Viktora z pustką w sercu i natłokiem wyniszczających myśli.
- O, cześć. - Poczuł, jak w gardle rośnie mu wielka gula, a serce zaczyna bić szybciej. Tym bardziej, że Fanny właśnie siedziała na jego kolanach, ustami muskając ucho Knezevica. Możecie być prawie pewni, że Viktor właśnie zrobił się cały czerwony na twarzy, choć może się mylę? Może potrafi już kontrolować swoje reakcje? Kiedy zapytała, o czym chciał porozmawiać, poczuł, że resztki jego spokoju odeszły gdzieś hen, daleko stąd. Myśli znów zaczęły przyspieszać. Przebierał w słowach, przeglądał scenariusze, a na twarzy musiał mieć wypisane przerażenie. Chciał wstać, wrócić do domu i znów zająć się smokami. Chciał poczuć ten wewnętrzny spokój, który prawie nigdy go nie opuszczał. Ostatecznie, chciał zapaść się pod ziemię. Jednakże siedział tutaj z roześmianą, tak bardzo nieświadomą Fanny na kolanach i gonitwą myśli w głowie. Milczał dobre parę minut, nie mogąc znaleźć odpowiednich słów. Czuł, że wyrazy po kolei ulatują z jego umysłu, nie zostawiając po sobie nic, oprócz strachu. Nabrał powietrza, jakby chciał coś powiedzieć, ale już po chwili wypuścił je ze zrezygnowaniem. Czy jest jakakolwiek szansa, że Fanny coś czuje? Próbował myśleć racjonalnie. Logika, logika, logika. Coś podpowiadało mu, żeby się nie poddawał. Że ich wszystkie spotkania, jej słowa i spojrzenia znaczą więcej. Z kolei rozum mówił, że nie. Że przecież ona ma kokieterię we krwi, a takie zachowanie leży w jej naturze. Viktor rozdarty między sercem, a głową, nie mówił nic. Milczał. Ach, o wiele łatwiej byłoby, gdyby miał inne podejście do sprawy. Gdyby oczekiwał wyłącznie zabawy. Gdyby nie był tym uczuciowym romantykiem.
- Co byś... - Zawahał się na chwilę, mając wrażenie, że serce zaraz wyskoczy z jego piersi. Spojrzał na Fanny, jakby chcąc dostrzec coś w jej oczach. Jakąś podpowiedź. Wierzył, że oczy są zwierciadłem duszy, ale te nic mu nie podpowiadały. A może był tak rozdarty, że zwyczajnie zatracił umiejętność analizowania? Może te dwa niebieskie punkciki mówiły wszystko? - Co byś powiedziała, gdybym... - Próbował wziąć się w garść i postawić wszystko na jedną kartę, ale czuł, że nie powinien. Tracił resztki pewności siebie. Odwrócił wzrok i wziął głęboki oddech. Teraz, albo nigdy. Decyzję podjąłem już dawno. - Gdybym wyznał, że poczułem do ciebie coś więcej? - Ze świstem wypuścił powietrze i na chwilę ukrył twarz w dłoniach. Czuł, że całe jego ciało drży, a w głowie miał nieopisany wręcz mętlik. To koniec?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 30
Skąd : Framlingham, Suffolk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 697
  Liczba postów : 120
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9252-fanny-o-redford#258952
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9253-fanny-be-tender-with-my-love#259028
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9254-for-me#258977
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9255-fanny-o-redford#258984




Moderator






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Sob Sie 23 2014, 21:33

Może Fanny jeszcze nie trafiła na tego jedynego, który uzależniłby ją od siebie, bez którego jej życie nie miałoby sensu. A może po prostu nie podjęła decyzji, że jest gotowa na coś poważniejszego. Jej zegar biologiczny jak na razie siedział cicho, nie tykał zbyt głośno, przypominając, że to już czas, czas, czas. Była jeszcze młoda, chciała spróbować tylu rzeczy, które macierzyństwo postawiłoby pod znakiem zapytania, poza tym nie była pewna, że jest w jej życiu ktoś, na którym szczególnie jej zależy. Że byłaby gotowa budzić się przy tej osobie przez resztę życia, a przynajmniej znaczną jego część, że byłaby gotowa dostrzegać w dorastających dzieciach cechy zarówno swoje, jak i jego. Zobowiązania chyba nie były dla niej, jeszcze nie teraz, kiedy nie mogła obiecać, że za tydzień nie uzna, że to wszystko stało się zbyt poważne i przestało ją bawić. Po co sprawiać sobie ból, łamać obietnice, jeśli na ich dotrzymanie nie ma się wpływu? Przecież o wiele mądrzej dawać sobie przyjemność, rozmieniać wielkie uczucia na drobne, kochać się w wannie, jeść truskawki, siedzieć na dachu i czekać na deszcz spadających gwiazd albo tańczyć i śpiewać fałszywie ulubioną piosenkę. A kiedy to wszystko straci czar, po prostu się pożegnać, podziękować za miłe chwile i rozejść z dobrymi wspomnieniami i bez żalu.
Viktor był jakiś nieswój, choć nie umiała powiedzieć, na czym to polegało. Wiedziała, że jest dosyć zdystansowany, nigdy dotąd nie próbował jej pocałować ani zaproponować czegoś więcej, nie do końca potrafił podłapać jej niezobowiązujący, lekki ton, nie był mistrzem flirtu, a teraz miała wrażenie, że jej bliskość sprawia mu w jakiś sposób przykrość. Wyglądał, jakby przypuszczał, że Fanny chce mu zrobić krzywdę, może nie powinna była tak mu się narzucać? W końcu nie wszyscy ludzie lubią tak bliski kontakt, może powinna to uszanować? Widząc, że Viktor uparcie milczy i jest mu najwyraźniej bardzo źle, zsunęła się z jego kolan, na twarzy mając wypisane poczucie winy. Nie chciała go zakłopotać, to nie miało być tak - po prostu pod wpływem chwili pozwoliła sobie na taki przejaw sympatii, a on najwyraźniej źle to odebrał. Usiadła obok niego na ławce, składając dłonie na kolanach z miną psotnej dziewczynki, która chwilowo udaje posłuszną i dobrze ułożoną, by za chwilę znów wykręcić jakiś numer.
Było jej żal Viktora, który wydawał się taki udręczony, ale była pewna, że to chwilowe, że zaraz minie i doceni kolejny z jej niewinnych żarcików, który pewnie pojawi się zupełnie niespodziewanie, wyskoczy jak biały królik z kapelusza. Chciała, by w końcu wyrzucił z siebie to, co tak bardzo go dręczyło - nie była może najlepsza w pocieszaniu, mądre słowa otuchy jakoś nigdy się jej nie trzymały, ale potrafiła rozweselić i zaszczepić irracjonalne przekonanie, że wszystko będzie dobrze.
- Och... - tego się nie spodziewała i nie miała gotowej odpowiedzi. Spojrzała na niego ciepło i ze smutkiem, nawijając na palec kosmyk jasnych włosów. - Ile... więcej...? Bo wiesz... ja nie chciałabym ci za dużo obiecać, bo nie jestem pewna, czego oczekujesz, i nie chciałabym cię zranić, ale boje się, że nie jestem za dobra w... w związkach. Jesteś dla mnie ważny, naprawdę, bardzo ważny, ale nie chciałabym ci sprawić przykrości, jeśli chciałbyś kogoś bardzo na serio, na dobre i złe, to nie wiem, czy jestem dobrą kandydatką i to nie chodzi o ciebie, tylko o mnie - wyrzuciła z siebie na jednym wydechu, delikatnie zamykając jego dłoń w uścisku i patrząc na niego zarazem badawczo i błagalnie, nie chcąc, by ją źle zrozumiał, bo to naprawdę była tylko jej wina, a on był cudownym facetem. - Ja też czuję coś więcej, ale nie można tego zważyć ani zmierzyć i nie chciałabym, by się okazało, że ty czujesz więcej, a ja mniej i będziesz przez to smutny, a ja bezradna. Ale jeśli nie chcesz tak dużo, tylko trochę, to... to ja mogę dać ci tyle siebie, ile zdołam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 29
Skąd : Zagrzeb, Chorwacja
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 318
  Liczba postów : 68
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9405-viktor-knezevic
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9413-popatrz-smoki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9415-sowka-viktora
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9416-viktor-knezevic




Gracz






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Sob Sie 23 2014, 22:49

Uśmiechnął się smutno na jej słowa. Nie wyśmiała go, nie obrzuciła pogardliwym spojrzeniem, nie odeszła bez słowa, ale z pewnością nie była także zadowolona. Raczej zakłopotana, a on nie chciał wprawiać jej w zakłopotanie. Nie chciał też, by robiła cokolwiek z litości. Poczułby się wtedy doprawdy żałośnie. Usiłując zachować twarz, kiwał tylko głową na kolejne jej słowa. Tak na potwierdzenie, że wszystko zrozumiał. W zasadzie, mógł spodziewać się takiej odpowiedzi. W końcu Fanny tak bardzo ceniła wolność. On z kolei pragnął stabilności. Dwa przeciwieństwa. Byli zupełnie, jak ogień i woda. Co zatem tak bardzo ciągnęło Viktora do Redford? W zasadzie, nigdy się nad tym nie zastanawiał. Dopiero teraz, kiedy rozważał wszelkie opcje, zaczął rozmyślać nad tąż kwestią. Ludzie mówią, że to właśnie ci o zupełnie różnych charakterach, absurdalnie, pasują do siebie najbardziej. Może mają rację? W każdym razie, Knezevic wiedział, że to właśnie z Fanny chce być. Że to ją pokochał taką, jaką była i to z nią chciał dzielić zarówno radości, jak i smutki. Budzić się i zasypiać koło niej. Cóż poradzić, że był tym niepoprawnym momentami, romantykiem?
- Przede wszystkim. - Wziął głęboki oddech, a słowa dobierał niezwykle ostrożnie. Tak, by jak najtrafniej opisywały to, co działo się w jego wnętrzu, choć wiedział, że nie będzie potrafił tego w odpowiedni sposób wyrazić. - Przede wszystkim, to nie chcę cię zasmucać, Fanny. I nie chcę, żebyś przeze mnie czuła się zakłopotana. Nie wiń siebie za nic, bo tutaj nie ma niczyjej winy.- Mówienie o uczuciach zawsze przychodziło Viktorowi z trudem, a teraz miał wrażenia, że każde kolejne jego słowo broni się, jak może przed koniecznością wyjścia na powierzchnię i ujawnienia się. Mówił jeszcze ciszej, niż zazwyczaj. Tak nieśmiało, czasami wręcz niedosłyszalnie. - Chciałbym być z tobą na poważnie. To znaczy, chciałbym mieć pewność, że jesteś tylko moja, po prostu. Choć wiem, że takie wymagania z pewnością cię przytłoczą. - Na jego twarz znów wpłynął smutny uśmiech. Kiedy wyznała, że również czuje coś więcej, spojrzał na nią badawczym wzrokiem. Poczuł dłoń Fanny na swojej dłoni i wiedział, że pragnie więcej takich momentów. Że byłyby dla niego magiczne, niesamowite i nadawałyby sensu każdemu porankowi. Tylko, czy ona była szczera? Czy nie mówiła tego wszystkiego ze zwykłej litości i poczucia winy? Och, to tak bardzo do Fanny nie pasowało, ale Viktor zawsze rozważał wszystkie opcje. Bo w przeciwieństwie do zdecydowanej większości romantyków, on starał się kierować jednak rozsądkiem i słuchał czasami jego głosu. Nawet, jeśli serce krzyczało dużo głośniej.
- Byłabyś gotowa na związek? Taki prawdziwy. - Spojrzał na nią, mrużąc lekko oczy. - To znaczy, nie, żebym chciał zaraz się tobie oświadczać! Nie bój się. - Parsknął nawet cichym, nerwowym dość śmiechem. - Jedyne, czego od ciebie oczekuję, to uczucia. Chciałbym wiedzieć, że będziesz mi wierna. - Chciał coś jeszcze dodać, ale głos odmówił mu posłuszeństwa, dlatego teraz Viktor milczał, czekając na reakcję Fanny. Nie było aż tak źle, prawda? Gdzieś tam w jego głowie odezwał się głos, dodający otuchy. Ostatecznie, nie skreśliła go na samym wstępie, więc nadal miał nadzieję na pomyślne zakończenie. Nie wiedział, czy ich partnerstwo byłoby udane, ale wiedział, że tego chce. A w pewnych sytuacjach, nie dało się ignorować głosu serca, który bywał strasznie nachalny. Szczególnie w przypadku Viktora.
- Pamiętaj też, żeby nie robić czegokolwiek przez współczucie. - W tonie jego głosu można było usłyszeć powagę. Rzeczywiście nie chciał, by Fanny zmuszała się do czegokolwiek. - Czułbym się okropnie źle, gdybyś dokonała wyboru wbrew sobie. - Doprawdy nie rozumiał tych, którzy na siłę zatrzymują przy sobie drugą osobę, błagając o uczucie. Czyż to nie była ujma na honorze, a do tego  brak szacunku wobec partnera? Viktor wierzył w związki oparte na obustronnym zaangażowaniu i taki też chciał stworzyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 30
Skąd : Framlingham, Suffolk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 697
  Liczba postów : 120
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9252-fanny-o-redford#258952
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9253-fanny-be-tender-with-my-love#259028
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9254-for-me#258977
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9255-fanny-o-redford#258984




Moderator






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Nie Sie 24 2014, 19:53

Fanny rzeczywiście czuła się zakłopotana i gdyby nie fakt, że nie za bardzo miała taką możliwość, uciekłaby stąd czym prędzej. Nie dlatego, że propozycja Viktora napawała ją odrazą czy coś w tym rodzaju - skąd! Po prostu nie znosiła podejmowania ważnych decyzji, tchórzyła i gdyby mogła, po prostu zaszyłaby się gdzieś i czekała, aż Knezevicowi wywietrzeją z głowy te romantyczne mrzonki. Ale nie było takiej opcji - musiała stanąć twarzą w twarz z tym wszystkim, co ją przerażało, i jakoś sobie poradzić. Odruchowo zacisnęła palce na swoim "oku proroka", przyczepionym do bransoletki i przełknęła ślinę, myśląc sobie, że chyba naprawdę mu na niej zależy, skoro jej oświadczenie nie zniechęciło go z miejsca. Zaczęła się nerwowo kręcić na swoim miejscu, próbując obliczyć, czy większe straty będą, jeśli go zrani teraz, odrzucając propozycję, czy później, kiedy już sobie uzmysłowi, że ona naprawdę nie nadaje się do poważnych związków. Znajdowała się między młotem a kowadłem i nie potrafiła podjąć żadnej decyzji, bo jedna była gorsza od drugiej.
Był taki uroczy i przystojny! Wcale nie chciała go tracić, a jeśli jedynym sposobem, by choć przez pewien czas zatrzymać go przy sobie, było zgodzenie się na związek, który nie miał większych szans na przetrwanie, to... to chyba warto było zaryzykować? Słuchała go z pewnym wzruszeniem, czując, że jest jej naprawdę bardzo przykro, że upatrzył sobie właśnie ją - tyle dziewczyn byłoby szczęśliwych, gdyby usłyszały takie piękne słowa od takiego mężczyzny jak Viktor. Ale nie - on musiał wybrać właśnie Fanny, Fanny, która nie potrafiła się odnaleźć w stałym związku, która była swawolna i wiecznie roztrzepana, która uwielbiała żyć chwilą, wyciskać z dnia wszystko co najlepsze, uciekając od niepotrzebnych rozczarowań, żali i złamanych serc. Czy mogła mu obiecać, że będzie należała tylko do niego, że będzie mu wierna? Z wielkim bólem, ale chyba tak. Choć przecież serce nie sługa, jak mogła mu zagwarantować, że za tydzień czy miesiąc nie zapała wielką miłością do jakiegoś przystojnego uzdrowiciela, zawodnika quidditcha albo pozornie szarego urzędnika Ministerstwa Magii, który odsłoni przed nią tajemnice życia, których dotąd nie znała?
- Ja... hm... - miotała się, nie mogąc znaleźć właściwej odpowiedzi, nie chcąc go stracić, a jednocześnie bojąc się straszliwie, że Viktor chce jej spętać skrzydła. - Ja... mogę spróbować... To znaczy. Och, na Merlina, to takie trudne! - rozżaliła się, nie puszczając jego dłoni i wyginając ust w podkówkę, by zaraz znów się uśmiechnąć, choć nieco boleśnie. - Ja po prostu... och, boję się, że cię zranię. I nie wiem, czy zranię cię bardziej teraz, czy potem i to jest takie okropne, bo wcale nie chcę, byś był przeze mnie smutny. Chciałabym z tobą spędzić wiele radosnych chwil, ale boję się zobowiązań, bo one odbierają wolność, poza tym kiedy coś nie wychodzi, ludzie mają do siebie żal i wymazują wszystko, co było dobre i piękne i zostaje tylko złamane serce, a tego bym bardzo, bardzo nie chciała. I jest mi tak miło i jednocześnie tak smutno, że chcesz być właśnie ze mną, która zupełnie nie umiem działać w związku, w czymś poważnym. Ale jeśli chcesz zaryzykować i być ze mną, to będę ci wierna tak długo, jak długo będzie nam ze sobą dobrze, a jeśli już nie będzie, to po prostu pocałujemy się na "do widzenia" i rozejdziemy bez żalu, okej? To znaczy nie zdradzę cię, nie, nie, nie, ale nie mogę ci obiecać, że będę cię kochać do końca świata i jeden dzień dłużej - wyjaśniała gorączkowo, gestykulując i chcąc, by wszystko dobrze zrozumiał. Na jej policzki wystąpiły rumieńce, a oczy błyszczały przejęciem. - Och, to dobrze, że mi się nie oświadczasz, bo wtedy naprawdę musiałabym powiedzieć "nie", choć wcale tego nie chcę, ale sam rozumiesz... to wszystko jest bardzo trudne, właściwie nie wiem, dlaczego nie potrafię być taka, jak większość kobiet, bo przecież każda umierałaby ze szczęścia, gdybyś jej zaproponował poważny związek, a ja się boję i stawiam jakieś absurdalne warunki... tak mi wstyd, ale chcę być z tobą uczciwa, Vik - wyrzuciła z siebie szybko, patrząc mu w oczy i uśmiechając się nieśmiało, trochę przepraszająco. - Chcę być z tobą. Może nie tak poważnie, jakbyś sobie tego życzył, ale jeśli chcesz, spróbujmy. Ja chcę. Ale wiesz, to wszystko jest obarczone ryzykiem - westchnęła, głaszcząc go po policzku i mając wielką ochotę go pocałować w usta. Stop, Fanny, stop, to niewłaściwy moment.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 29
Skąd : Zagrzeb, Chorwacja
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 318
  Liczba postów : 68
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9405-viktor-knezevic
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9413-popatrz-smoki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9415-sowka-viktora
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9416-viktor-knezevic




Gracz






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Pon Sie 25 2014, 13:49

- Wiesz, zobowiązania nie muszą odbierać wolności. - Zaczął, kiedy przerwała i nie bardzo wiedział, do których jej słów powinien się najpierw odwołać. Ona tak dużo mówiła, z takim przejęciem i może właśnie ta cecha była jedną z tych jej ujmujących zalet? W każdym razie, Viktor dużo ostrożniej dobierał słowa. Stawiał na ich jakość, a nie ilość, nie pozwalając, by wymknęły się spod jego kontroli. W takich sytuacjach szczególnie starał się nie mówić nic, przed wcześniejszym tego przemyśleniem. - To znaczy, czasami odbierają, ale póki ta druga osoba nie podcina ci skrzydeł i nie robi awantury a każdego wyjścia do pubu, to chyba nie jest tak źle, co? A nawet po takich kłótniach, wciąż pamiętałbym te dobre chwile, wcale nie wymazując ich z pamięci. Mam wrażenie, że na dziwnych mężczyzn trafiałaś w przeszłości, skoro wykształcili w tobie taki obraz związku. - Posłał jej lekki uśmiech, pozwalając sobie otoczyć dziewczynę ramieniem. Rozumiał to, że nic nie jest w stanie mu obiecać. To znaczy, nic oprócz wierności. Tymczasowej. Nawet romantycy nie powinni przysięgać miłości wiecznej. Trzeba zachować choć odrobinę racjonalnego myślenia, a Fanny w tym momencie ją zachowała. Choć może nie w tym sensie, w jakim chciałby Viktor, ale jednak. - Postaram się nie mieć do ciebie żalu, choć tutaj z kolei ja nie mogę nic obiecać. Wiesz, czasami starać się, to jedno, a zrobić, to drugie. W każdym razie, możesz mieć pewność, że jeśli zdecydujesz się odejść, to uszanuję twój wybór i nie będę w żaden sposób uprzykrzał ci życia. - Wzruszył ramionami tak, jakby ta kwestia od zawsze była dla niego oczywista. Poniekąd była. Nie rozumiał mężczyzn, którzy nie potrafiąc pogodzić się z decyzją kobiety, mszczą się i niszczą jej życie na wszelkie możliwe sposoby. To takie okropne. Jak można odbierać szczęście komuś, kogo się niegdyś kochało? Roześmiał się, słysząc jej kolejne słowa. Ach, na oświadczyny, było jeszcze zbyt wcześnie!
- Całe szczęście, że nie jestem jakimś szaleńcem, który oświadcza się dziewczynie po tak krótkim czasie trwania znajomości. - Parsknął cichym śmiechem i utkwił swoje łagodne spojrzenie w Fanny. No bo miłość miłością, ale by decydować się na spędzenie całego życia z drugą osobą, trzeba ją naprawdę dobrze poznać. Viktora przerażały dawne zwyczaje, które pozwalały rodzicom dobierać partnera dla dziecka. Coś strasznego... - Może gdybyś była taka, jak większość kobiet, teraz nie siedzielibyśmy tu razem w takiej sytuacji? - Zamyślił się na chwilę. Może właśnie ta pewnego rodzaju nieuchwytność, nieobliczalność, była w Fanny taka fascynująca? Może nie pokochałby kogoś, biorącego życie zupełnie na serio? Może potrzebował swojego przeciwieństwa? Uśmiechnął się sam do siebie, świadomy tego, że sprawy obrały właściwy kierunek. - Bądź więc ze mną, jeśli właśnie tak chcesz. Wiem, że to ryzykowne i jeśli nie przekonasz się do naszego związku, dam ci wolną drogę. Mam jednak nadzieję, że wszystko będzie dobrze i dopóki będziemy razem szczęśliwi, żadne z nas nie odejdzie. - Spojrzał prosto w jej oczy i, jak w filmie, pocałował dziewczynę na znak utrwalenia decyzji.
- Wiesz, mógłbym zabrać cię do Chorwacji. - Powiedział po chwili tonem dość rozmarzonym, nieobecnym wręcz. - To piękny kraj i są tam smoki. Koniecznie musisz je zobaczyć. - Skierował na Fanny swój wzrok i uśmiechnął się szeroko. Wszak smoki, to niegdyś pierwsza, a teraz już druga z największych miłości Viktora. Chciał podzielić się nią ze swoją partnerką. Był szczęśliwy. Pomimo świadomości ryzyka, kotłującej się gdzieś w jego głowie. Pomimo wszelkich zastrzeżeń i niepewności, czuł radość. Wiedział, że od dziś każdy, nawet ten najbardziej pochmurny dzień, nabierze zupełnie innego znaczenia. Wszystko będzie miało głębszy sens. Teraz ma o kogo się troszczyć, z kim dzielić zarówno smutki, jak i radości. Szczęśliwe i mniej szczęśliwe chwile. Bo czyż to nie miłość jest dla romantyka najsilniejszą ze wszystkich, motywacją?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 30
Skąd : Framlingham, Suffolk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 697
  Liczba postów : 120
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9252-fanny-o-redford#258952
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9253-fanny-be-tender-with-my-love#259028
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9254-for-me#258977
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9255-fanny-o-redford#258984




Moderator






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Pon Sie 25 2014, 18:55

Właściwie fakt, że ona mówiła tak dużo, a on tak treściwie, sprawiał, że się uzupełniali - Fanny wypełniała swoją radosną paplaniną chwile milczenia, których Viktor potrzebował, by wszystko przemyśleć i dobrze dobrać słowa. Mogło być to męczące, ale dopóki budziło jego rozczulenie, a nie irytację, to wszystko było w najlepszym porządku. Może to dobrze, że tak bardzo się różnili, ona więcej gadała niż myślała, on wręcz przeciwnie, ona miała do życia stosunek niezbyt poważny, on zaś bardzo... tworzyli specyficzną mieszankę cech, która albo zadziała, albo wybuchnie, raniąc odłamkami wszystkich wokoło - wielka niewiadoma, ale może właśnie to było tak pociągające.
Pokiwała poważnie główką, słuchając go uważnie i z ulgą pozwalając mu się objąć ramieniem. Nie zastanawiając się długo, oparła głowę na jego piersi, pozwalając mu dalej mówić. Jak to możliwe, że Viktor zawsze mówił z sensem i wyważeniem? Może powinna się tego nauczyć zamiast trzepać językiem bez ładu i składu...? Nie, wtedy nie byłaby sobą i pewnie straciłaby ten dziecięcy urok, który niezmiennie działał na otoczenie.
- Dobrze, zatem mamy umowę - powiedziała z namaszczeniem i niemal całkowitą powagą. Tylko w jej oczach błyskały figlarne iskierki, ale tego Viktor nie mógł widzieć. - Po prostu postaramy się być ze sobą szczęśliwi. I bez siebie też, oczywiście w razie czego - dodała pospiesznie, żeby nie pomyślał sobie, że z miejsca skazuje ich związek na porażkę. Nie, nie, nie, ona naprawdę chciała, by to wypaliło, po prostu nie była pewna, czy potrafi stać się taką kobietą, o jakiej marzył Viktor. Ale cóż, trzeba było spróbować, prawda?
- Och, wiesz, ostatnio byłam zmuszona odrzucić oświadczyny faceta, który znał mnie raptem miesiąc czy coś takiego - powiedziała, a w jej głosie pobrzmiewała wyraźna dezaprobata dla takiego postępowania. Na samo wspomnienie robiło się jej jakoś nieprzyjemnie. - Wymyślił sobie, że będę idealną matką dla jego dzieci i że nie będę musiała pracować, bo on mi zapewni wszystko. A ja uwielbiam mój sklepik i wcale nie chcę nikomu rodzić dzieci! Jeszcze nie daj Merlinie odziedziczyłyby po mnie tę okropną diastemę! To znaczy wiesz, to nie tak, że zupełnie odrzucam ideę macierzyństwa, nic z tych rzeczy, ale po prostu na razie o tym nie myślę, bo właściwie dlaczego miałabym myśleć? W każdym razie powiedziałam mu, co o nim myślę, a możesz mi wierzyć, że nie pomyślałam nic przyjemnego... Tylko nie myśl, że podejrzewałam cię o takie szaleństwo, skąd! - zreflektowała się natychmiast, nie chcąc, by Viktor się poczuł urażony, że mogła coś takiego o nim pomyśleć, po czym pocałowała go czule w policzek. - Ty jesteś taki rozsądny, wiesz, to chyba dobrze, bo czego jak czego, ale rozsądku niestety mi brakuje... - westchnęła, po czym uśmiechnęła się słodko i łobuzersko zarazem, unosząc się lekko i patrząc mu w oczy.
- Może masz rację? Może to właśnie dlatego siedzimy tutaj razem? - zamyśliła się na chwilę, nawijając na palec pasmo jasnych włosów. - Dobrze, dobrze, umowa stoi! - zawołała entuzjastycznie, po czym pocałowała go w usta, a raczej oddała jego pocałunek, śmiejąc się przy tym radośnie, jakby właśnie postanowili spłatać komuś niewinnego psikusa.
- Nigdy nie byłam w Chorwacji! Macie tam jakieś specjalne amulety? Może mogłabym rozszerzyć moją ofertę o chorwackie amulety? Och, to byłoby cudowne! Ojej, smoki? - spytała z ciekawością i lekkim niepokojem, przygryzając dolną wargę, jak zakłopotane dziecko. - A nie zrobiłyby mi krzywdy? Są przecież takie wielkie i zieją ogniem i... i... i... i chyba strasznie bym się bała, chyba że byś mi obiecał, że nic mi się nie stanie i mnie obronisz w razie czego, bo chyba nie wiadomo, co taki smok sobie pomyśli, prawda? - zatrzepotała rzęsami, patrząc na niego z podziwem i czułością. Odważni ludzie zawsze jej imponowali, a czego jak czego, ale odwagi Viktorowi nie można było odmówić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 29
Skąd : Zagrzeb, Chorwacja
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 318
  Liczba postów : 68
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9405-viktor-knezevic
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9413-popatrz-smoki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9415-sowka-viktora
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9416-viktor-knezevic




Gracz






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Czw Sie 28 2014, 21:50

Uśmiechnął się tylko i kiwnął głową na słowa Fanny o tym, by potrafili być szczęśliwi zarówno razem, jak i osobno. To dla niego oczywiste. We wszystkim trzeba zachować umiar i zdrowy rozsądek. Te cechy leżały w jego naturze, były nieodłączną częścią osobowości Viktora.
- Mówiłem, że na dziwnych mężczyzn trafiałaś. - Odparł, kiedy skończyła mówić. Przez chwilę milczał, jakby chcąc przemyśleć kolejne słowa, po czym dodał. - Wiesz. Na wszystko przychodzi czas. Na zabawę, na pracę, na macierzyństwo też. Nie wolno tego przyspieszać. A w ogóle, co to za facet? Mam go ustawić do pionu? - Posłał jej lekki uśmiech i spojrzał gdzieś w dal. Nie miał pojęcia, jak to jest, że niektórym ludziom tak się do wszystkiego spieszy. W ten sposób powstają nieprzemyślane decyzje, które mogą skomplikować bardzo wiele spraw. A małżeństwo? Przecież teoretycznie wiąże dwójkę osób na całe życie. Jak można więc decydować o tak ważnej kwestii po miesiącu znajomości? Absurd.
- Mówią, że przeciwieństwa się przyciągają. - Rzucił i spojrzał w oczy Fanny. Oni byli idealnym tego potwierdzeniem. Uczyli się od siebie nawzajem, uzupełniali. Czy to nie piękne? Kiedy związek dwójki ludzi nie polega tylko na pocałunkach, słodkich słowach i czułych gestach, ale także ich doświadcza? Wnosi w życie coś nowego? Zmienia choć odrobinę punkt widzenia? - I uważam, że mają rację. Takie związki są dużo, hm, ciekawsze. Takie kształcące.- Posłał jej ciepły uśmiech, a kiedy zaczęła mówić o Chorwacji, uśmiechnął się jeszcze szerzej i jeszcze bardziej promiennie. Smoki. Większość zwierząt można choć po części oswoić, a Viktor coś o tym poniekąd wiedział. Wszystkie te kursy, na które uczęszczał, wszystkie staże, właśnie podczas ich trwania miał nauczyć się, jak poskromić te piękne, a równocześnie niebezpieczne istoty.
- Amulety... - Zmarszczył brwi, próbując przypomnieć sobie, czy kiedykolwiek czytał coś o chorwackich amuletach. Albo, czy je widział. Wzruszył lekko ramionami. - Nie mam pojęcia, ale sprawdzę to dla ciebie. A smoki, wiesz. Możesz czuć się bezpiecznie, uwierz mi. - Pocałował ją czule w policzek i zamyślił się na chwilę. - Do nich trzeba odpowiednio podejść. Każdy ma jakieś słabe punkty i każdego można ujarzmić. Niektóre na przykład lubią muzykę, a kiedy zaczniesz grać na flecie, stają się potulne, jak baranki. Pokażę ci kiedyś taką sztuczkę. - Ludzie mawiali, że Viktor ma podejście do zwierząt. Taki wrodzony dar, ale on stale zaprzeczał. Uważał, że każdy może to osiągnąć, ale potrzeba ćwiczeń. Lata praktyki nawet z największego laika, zrobią prawdziwego mistrza. Nie ma rzeczy niemożliwych, niewykonalnych, o ile człowiek włoży w to serce i mnóstwo pracy. A na to nie każdego stać.
- Tyle rzeczy chciałbym ci pokazać, tyle zwiedzić... Zawsze marzyłem o tym, żeby zobaczyć Norwegię. - Wyznał rozmarzonym tonem, a jego twarz momentalnie złagodniała. Jeszcze bardziej. Norwegia była takim Viktora celem. Gdyby miał sporządzić listę rzeczy, które chce zrobić przed śmiercią, z pewnością znalazłaby się tam podróż do tego właśnie kraju. I wielu innych. - Przyłączysz się do mnie? To znaczy, nie wiem, kiedy, ale po prostu chciałbym. Wiem, że pewnego dnia się uda. - Posłał jej ciepły uśmiech, mając nadzieję, że usłyszy twierdzącą odpowiedź. Ach, to byłoby piękne! Spełniać marzenia z ukochaną osobą przy boku. Przekraczać kolejne metaforyczne i dosłowne, granice. Odkrywać i zgłębiać. To tak, jakby narodzić się na nowo, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 30
Skąd : Framlingham, Suffolk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 697
  Liczba postów : 120
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9252-fanny-o-redford#258952
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9253-fanny-be-tender-with-my-love#259028
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9254-for-me#258977
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9255-fanny-o-redford#258984




Moderator






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Sob Sie 30 2014, 22:31

Patrzyła na niego z uśmiechem, a w oczach błyszczały wesołe iskierki i jakieś ciepło, którym chciała go otulić, bo przecież zasługiwał na to! Wgramoliła mu się na kolana, po czym pocałowała go w usta, śmiejąc się radośnie i machając nogami w powietrzu.
- Wiem, wiem. W każdym razie to nie jest czas na macierzyństwo ani na obrączki. Tylko na podróże, miłość i przygody. I pracę, ale praca, którą się kocha, to hobby, które przynosi dochody, prawda? - powiedziała z niezachwianą pewnością w głosie, po czym pocałowała go mocno w usta, obejmując za szyję jedną ręką, a drugą przeczesując z czułością jego jasne włosy. Przez myśl jej przemknęło, że ich wspólne dzieci prawie na pewno miałyby jasne włosy, no chyba że gdzieś tam po drodze zaplątałby się jakiś gen dziadka albo babci ze strony Viktora. Państwo Redford oboje byli blondynami, choć w różnych odcieniach, więc z jej strony można było liczyć przede wszystkim na "jasne" geny. Musi koniecznie spytać Viktora, jak wyglądają jego rodzice. Nie wiadomo, po co, bo przecież absolutnie nie planowała zakładania rodziny, ale czasem lepiej wiedzieć niż nie wiedzieć. Prawda? - Och, taki jeden, w ogóle się nie warto nim przejmować. Chociaż podobno przesiaduje teraz w jakiejś knajpie na Nokturnie, pije i opowiada, że złamałam mu serce i zniszczyłam przyszłość. Ale na pewno mu przejdzie - stwierdziła niefrasobliwie, po czym jeszcze raz musnęła wargi Viktora, dochodząc do wniosku, że sprawia jej to naprawdę dużą przyjemność. Nie myślała o tamtym świrze, zupełnie się nim nie przejmowała, bo przecież teraz w jej życiu zjawił się Knezevic, to on grał pierwsze skrzypce, a ona nie miała w zwyczaju zbyt długo roztrząsać nieprzyjemnych spraw. Może inna dziewczyna na jej miejscu czułaby się niekomfortowo - myśl, że ktoś uważa, że złamała mu życie, nie należy do najprzyjemniejszych, ale Fanny wychodziła z założenia, że nie jest niczemu winna, bo niczego nie obiecywała, a on po prostu ubzdurał sobie coś, co z biegiem czasu uznał za prawdę. I tyle.
- Och, no pewnie, że tak! Na przykład ja mam dużo entuzjazmu, może nawet za dużo, a ty masz dużo zdrowego rozsądku, który bardzo mi się podoba, bo mnie go brakuje. Ty jesteś odważny, a ja jestem strasznym tchórzem. Ale wierzę, że mnie obronisz i to jest fantastyczne - powiedziała szczerze, patrząc mu w oczy z nieskrywaną radością i głaszcząc go po policzku. Już zapomniała, że jeszcze przed chwilą miała jakiekolwiek zastrzeżenia, co do tego związku. Właściwie wcale by się nie zdziwiła, gdyby ktoś nagle zaczął ją przekonywać, że to ona sama na to wpadła, że może ona i Viktor do siebie pasują.
- Cudownie! Koniecznie sprawdź! A jak nic nie znajdziesz, to sama będę chodzić i pytać. Tylko będziesz musiał być moim tłumaczem, bo jeśli chodzi o amulety, to najbogatszym źródłem wiedzy o nich są staruszki z małych wiosek, a one zwykle nie znają obcych języków, a już zwłaszcza angielskiego, co właściwie wcale mnie nie dziwi. Wiesz, tam tradycja najlepiej się zachowała, dlatego jest największa szansa, że dotrze się do samych korzeni wierzenia i pozna właściwy rytuał i tak dalej! To niezwykle istotne, jeśli amulet ma być skuteczny... a nieskutecznych przecież nie sprzedaję! - zakończyła triumfalnie, po czym roześmiała się cicho i spojrzała na niego z nieskrywanym podziwem. - Podejść smoka... to musi być naprawdę trudne i naprawdę niebezpieczne. Nie jestem pewna, czy potrafiłabym zachować spokój, będąc blisko takiego wielkiego i groźnego stworzenia. Obawiam się, że nie mam amuletu przeciwko konfrontacji ze smokiem, w każdym razie nie sądzę, żeby był wystarczająco skuteczny - westchnęła, po czym oplotła ramionami jego szyję i wtuliła w nią twarz, oddychając zapachem skóry mężczyzny. Przyjemnie pachniał, choć nie potrafiła określić, co składało się na ten zapach. Słuchała go z przyjemnością. Nie zdawała sobie sprawy, że mają tak podobne marzenia, że oboje lubią podróżować, choć każde z innych powodów. To była kolejna rzecz, która mogła sprawić, że Viktor zostanie w jej życiu na dłużej, a powoli chodziła do wniosku, że chyba nawet tego chce.
- Norwegia! Bardzo bym chciała, tam mnie jeszcze nie było! Jestem pewna, że jest tam fantastycznie, chociaż zimno. Ale jak jest się we dwoje, to chłód nie jest takim dużym problemem - zatrzepotała filuternie rzęsami, po czym potarła nosem o jego nos, uśmiechając się tak szczerze i promiennie, jak tylko ona potrafiła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 29
Skąd : Zagrzeb, Chorwacja
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 318
  Liczba postów : 68
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9405-viktor-knezevic
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9413-popatrz-smoki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9415-sowka-viktora
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9416-viktor-knezevic




Gracz






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Pon Wrz 01 2014, 22:07

Jej pocałunki sprawiały, że czuł przyjemne ciepło na sercu. Takie, jakiego już dawno nie miał okazji doświadczyć. Brakowało mu tego ciepła, które dać mogła tylko ukochana osoba u boku. Posłał jej lekki uśmiech.
- Tak. - Kiwnął głową, dając znak, że rzeczywiście rozumiał, co miała na myśli. Istotnie, na wszystko był odpowiedni moment. Na małżeństwo też, a tymczasem... Tymczasem trzeba robić to, co się kocha. Ci, którzy umiłowali sobie podróże, powinni podróżować, a inni z kolei, dla których ważna i satysfakcjonująca jest praca, niech pracują. Ważne, by się spełniać i dążyć do określonego celu. By nie stać w miejscu, a iść na przód, oczywiście z pewną dozą rozwagi, którą zawsze należy zachować. - Wiesz, najważniejsze, żebyś robiła to, co kochasz. Tylko wtedy będziesz czuła się spełniona. - Cały Viktor, który ze swoich wszystkich myśli, wybierał jedynie te najistotniejsze kwestie, mając nadzieję, że Fanny zrozumie, co chodziło mu po głowie. W końcu była niezwykle inteligentną kobietą. Kiedy zaczęła mówić o tym mężczyźnie, uniósł nieznacznie brwi. To było doprawdy dziwne, że miał czelność opowiadać takie bzdury. W końcu, jeśli znali się niespełna miesiąc, relacja nie zdążyła nawet nabrać stałości i powagi, a była jedynie powierzchowną znajomością. Pokręcił głową z niedowierzaniem.
- To naprawdę dziwne. - Zamyślił się na chwilę, patrząc gdzieś w dal, po czym skierował swoje spojrzenie  na Fanny i pocałował ją czule w usta. - To dobrze, że wiesz, kim powinnaś się przejmować, a kim nie. Ten facet rzeczywiście nie jest warty jakichkolwiek rozmyślań. Jeśli jednak będziesz potrzebowała interwencji, daj znać. Zawsze mogę postraszyć go smokami. - Uśmiechnął się szeroko.
Poniekąd lubił kobiety, którym brakowało odwagi. Choć trochę. Czuł się wtedy potrzebny, wiedział, że powinien o nie dbać i bronić w razie takiej potrzeby i to było właśnie piękne.
- W końcu to rola mężczyzny, żeby chronić swoją ukochaną, prawda? Możesz być pewna, że jesteś bezpieczna. - Gdzieś po jego twarzy błąkał się pojedynczy uśmiech. Ach, rzeczywiście nie należał do tchórzy. Prawdopodobnie nawet bardziej dbałby o bezpieczeństwo drugiej osoby, niż swoje własne, co często było dość ryzykowne. Niestety, bądź stety, on się tym nie przejmował. Miał tak głęboko wpojone wartości, że takie kwestie stały się dla niego czymś zupełnie naturalnym. Wysłuchał z uśmiechem na twarzy jej kolejnych słów. To było takie urocze i ujmujące, ta jej rozmowność, doprawdy.
- Oczywiście, zostanę twoim tłumaczem. - Kiwnął głową na potwierdzenie swoich słów i delikatnie zmierzwił jasne włosy Fanny. - Starsze panie z pewnością nie będą znały angielskiego, bo i skąd. Wiesz, im nie są potrzebne obce języki. Żyją swoim życiem, w małym środowisku, które stało się dla nich całym światem. - Wzruszył lekko ramionami i spojrzał jej prosto w oczy, odnajdując w tych niebieskich punkcikach podziw. Spuścił na chwilę wzrok, po czym uśmiechnął się lekko. To prawda, takie kwestie wymagały wprawy i ciągłego przekraczania granic. Odwagi i siły. W szczególności tej psychicznej, ale był pewien, że Fanny nic nie zagraża. Nie wtedy, kiedy stoi w bezpiecznej odległości u jego boku.
- Nie przejmuj się. - Na jego twarz wpłynął błogi wręcz, uśmiech, kiedy twarzą dotknęła jego szyi. Czuł piękny zapach, który roztaczał się wokół Fanny, a jej delikatna skóra wprawiała go w niemały zachwyt. - W odpowiedniej odległości, nic ci nie zagrozi. - Objął ją nieco bardziej silnie i stanowczo tak, by poczuła bezpieczeństwo w ramionach Viktora. Poczuł ciepło na sercu, słysząc zdecydowany entuzjazm w jej słowach. To było takie piękne, że chciała realizować marzenia wraz z nim. Ona potrafiła przedstawić wszelkie kwestie w jasnych barwach, a negatywy trochę przyciemnić. Była optymistką, a Viktorowi to bardzo odpowiadało. Potrzebował takiej kobiety.
- Ogrzejemy się nawzajem. - Kąciki jego ust uniosły się nieznacznie, kiedy ich nosy zetknęły się. To było urocze, takie niewinne. - Tam jest pięknie, wiesz? Tak malowniczo, bardzo chciałbym zwiedzić Norwegię. Jeśli wybierzesz się ze mną, to obiecuję, że nie będziesz zawiedziona. Masz  moje słowo. - Szepnął prosto do jej ucha.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 30
Skąd : Framlingham, Suffolk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 697
  Liczba postów : 120
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9252-fanny-o-redford#258952
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9253-fanny-be-tender-with-my-love#259028
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9254-for-me#258977
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9255-fanny-o-redford#258984




Moderator






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Wto Wrz 02 2014, 17:43

Lubiła w nim tę rozwagę i tendencję do kondensowania myśli. Sama tak nie potrafiła, myśli płynęły zbyt wartkim strumieniem, by zdążyła wyłowić z nich to, co naprawdę istotne, dlatego też zalewała swojego rozmówcę potokiem słów, a wyłowienie sensu należało już do niego. Wbrew pozorom wcale nie była głupia, po prostu w jej głowie panował potworny chaos, kłębiło się w nim od wielu spraw, przy czym te istotne plątały się z tymi zupełnie pozbawionymi znaczenia, tworząc jakiś absurdalny węzeł, dlatego musiała ubrać je wszystkie w słowa, by nareszcie nabrały sensu. Viktor był zupełnie inny - te chwile milczenia, kiedy czuła, że intensywnie myśli, były na swój sposób... fascynujące, trochę jak w mugolskich teleturniejach, kiedy prezenter zwleka z podaniem poprawnej odpowiedzi albo ogłoszeniem nazwiska zwycięzcy. Jako dziecko często odwiedzała swoich dziadków ze strony matki - mugoli, którzy przyjęli fakt, że świat magii naprawdę istnieje i w dodatku rości sobie prawa do ich córki, Jane, z prawdziwym entuzjazmem. Lubiła spędzać czas przed telewizorem, wlepiając wzrok w mały ekranik i z napięciem śledząc losy bohaterów filmów, ale najbardziej na świecie uwielbiała teleturnieje, w których gracze popisywali się swoją wiedzą. Daisy, jej młodsza siostra, niewiele z tego rozumiała i kaprysiła, żeby przełączyć na jakąś bajkę dla dzieci, ale Sinclair, najstarszy z ich trójki, nie odzywał się ani słowem przez cały odcinek, wpatrując się z uporem w ekran i tylko co jakiś czas kiwają głową, kiedy prawidłowa odpowiedź była tą, którą sam typował. Tak czy inaczej, Viktor był prawie takim samym mistrzem suspensu jak tamci i w Fanny budził tym zachwyt, bo każde słowo nabierało znaczenia.
Roześmiała się radośnie i oddała pocałunek, a w kącikach jej oczu pojawiły się drobniutkie zmarszczki.
- Nie martw się, naprawdę niewiele jest rzeczy, którymi się przejmuję. Oprócz pająków, smoków, szczurów, jadowitych węży, ciem, cenaturów, hipogryfów, czerwonych kapturków, bazyliszków i kilku innych stworzeń i burzy, to nie boję się prawie niczego. A najmniej natarczywych facetów - zapewniła go prawie poważnie. - Ale gdyby jeszcze kiedyś coś ode mnie chciał, to mu powiem, że mój mężczyzna poszczuje go smokiem, jak się nie odczepi - zachichotała radośnie, zachwycona tym pomysłem i brzmieniem tej groźby. Och, prawie zapragnęła, żeby tamten świr znów zaczął się jej naprzykrzać!
- Wiem, że przy tobie jestem... - zamruczała mu czule do ucha, wtulając się w niego jak kocię i uśmiechając się słodko. Jasne pasmo włosów przykleiło się do jej wilgotnych od pocałunków warg, ale nic z tym nie zrobiła.
- To cudownie, jesteś kochany! Wiesz, czasami się zastanawiam, czy one coś tracą... ale pewnie nie, bo potrzeby zależą od wychowania, pewnej zachłanności, którą nam nasze środowisko wpoi bądź nie, może takie zamykanie się w swoim małym świecie, w którym znasz każdy kamień w chałupie i każdego psa na podwórku jest w jakiś sposób kojące... no ja się tego nie dowiem, bo kocham podróże, ale... - zmarszczyła nosek, myśląc głęboko.
Fanny zawsze podziwiała odważnych ludzi, bo sama, mimo że zawsze kochała Hufflepuff, była zafascynowana Gryffindorem. Tymi wszystkimi dzielnymi ludźmi, którzy nie bali się niczego i choć może postępowali nieraz głupio i nieroztropnie, to przecież byli dzielni i mężni. Ona sama miała zajęcze serce, byle co przyprawiało ją niemal o zawał serca, nie potrafiła nawet pokonać bogina, który głupiał na jej widok i nie mógł zdecydować, jaką formę przybrać, bo nie istniała jedna rzecz, której bała się najbardziej na świecie. Były ich dziesiątki.
Podobała się jej ta rola strachliwej, delikatnej dziewczyny w ramionach dzielnego pogromcy smoków. To było takie bajkowe i wspaniałe, że Fanny doszła do wniosku, że podjęła najlepszą możliwą decyzję. Viktor obroni ją przed wszystkimi podłymi stworzeniami, które spróbują nawiedzić jej sklep, obroni ją nawet przed wielkimi jaszczurami, a poza tym da mnóstwo ciepła, czułości i poczucia, że jest najważniejszą istotą na świecie. Jego silny uścisk podziałał na nią jak najskuteczniejszy afrodyzjak. Wtuliła się w niego z westchnieniem ulgi. To prawda, Fanny była optymistką, lubiła myśleć o jasnych stronach życia, bo czarne i tak jakoś same człowieka dopadną. Dlaczego więc poświęcać im więcej uwagi niż to konieczne?
- Jak wróble w zimie? - spytała jeszcze ze śmiechem, mając w pamięci śmieszne napuszone kulki, tulące się do siebie w czasie mrozu. - Wybiorę się z tobą dokąd tylko zechcesz - zapewniła go z radością, po czym pocałowała mocno w usta.
I jeszcze raz.
I kolejny.
Właściwie mogłaby spędzić tak cały wieczór, jednak w końcu chłód wieczoru zdołał ich rozdzielić. Oczywiście nie na długo, ale to już zupełnie inna historia...

z/t x 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2072
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1554
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Administrator






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Pią Lut 20 2015, 20:56

Walona Syberia. I walona ta dziwna wioska (a może miasto? Cholera!) do którego dojechali. Nawet teleportacja tam nie działała. Lloyd cieszyła się, że poprzedniego wieczoru postanowiła przebrnąć przez te kilka kilometrów i znaleźć miejsce, z którego będzie mogła szybko się przedostać gdzie indziej. Nie wiedziała, po co i dlaczego. Coś kazało jej wstać i to zrobić. Miała dziwne przeczucie, że będzie jej to potrzebne. I było.
Wrócił. Zawsze wracał. Był pieprzonym dupkiem. Co wieczór płakała, nie jadła, wypalała tylko tony papierosów, mieszała drogą whisky z lodem. W mieszkaniu, które miało być ich. Chodziła w jego bluzie, spała po jego stronie łóżka, z każdym kolejnym dniem tęskniła coraz mocniej. Nie mogła się pozbierać... Aż do chwili, gdy dostała list od kogoś, kto przedstawiał się jako osoba wpływowa i prosił ją o opuszczenie nieswojego mieszkania, które zostało zamknięte, a nowe klucze miały być przekazane dopiero właścicielowi. Klęła, płakała coraz mocniej, wciskała tylko najpotrzebniejsze rzeczy do małej walizki, w tym dwie jego bluzy i wszystkie listy, które jej podarował. Wszystkie listy, które miały być dowodem miłości. Z tym, że Voice z każdym kolejnym dniem coraz bardziej wątpiła w tę miłość. Potwornie schudła, prawie dziesięć kilogramów, wydawała się o wiele słabsza, mizerniejsza, bardziej bezbronna. Paznokcie miała lekko poobgryzane, włosy wysypywały się z kłosa, głowa była lekko pochylona... I tylko oczy miała bardziej błękitne, a jej serce biło mocniej. Miała go znowu zobaczyć. Nie potrafiła go nie kochać.
Usiadła na oparciu ławki. Czarny płaszcz był rozpięty i odsłaniał czarną koszulkę z białym napisem take my hand, a czerwone spodnie podkreślały wychudzone nogi. Zasłoniła na moment twarz dłońmi, po czym skupiła wzrok na swoich paznokciach. Na jej szyi błyszczał się wisiorek, który wcześniej należał do jego matki. Nigdy go nie zdejmowała.
Pieprzyć rozsądek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Moravská Třebová, Czechy
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 449
  Liczba postów : 412
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8128-leos-vladyslav-priborsky
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8142-czeska-chalwa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8171-krecik#226694
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8169-leos-priborsky#226690




Gracz






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Pią Lut 20 2015, 21:17

Co on w ogóle najlepszego wyprawiał? Co sobie wyobrażał? Po co do niej pisał? Po co do niej wracał? W głowie się nie mieści jakim był skurwielem. Ale znów się pogubił, gdy mogło się wydawać, że wszystko jest już na swoim miejscu. Już sam nie wiedział o co mu w tym wszystkim chodziło. Miał wyjechać na chwilę, ogarnąć swoją siostrę, matkę. A potem do niej wrócić. Tydzień, maksymalnie dziesięć dni. Obiecywał. A jak się skończyło? Jak zawsze. Nie umiał udźwignąć tego, że matka co wieczór w ataku schizofrenii wrzeszczała na Jarkę. Diabelskie pomioty. Leoś jej nie poznawał. Gdy ostatnio u niej był, przecież wszystko było dobrze. Była z niego dumna, że znalazł sobie dziewczynę, że próbował sobie ułożyć życie. Nawet miał pracę! On Leoś Priborsky miał pracę! Nie sądził, że matczyne słowa mogą mieć taką moc. Moc tak niszczycielską. Poczuł się ściągnięty do parteru i skopany. Ale miała rację. Miała rację, że jest nic nie wartym skurwielem. A patyczkiem, to niech sobie wymachuje na emeryturze. Dlatego został. Bo nie chciał dawać tego Voice. A raczej nie dawać. Stara śpiewka, wróciły wszystkie wątpliwości. Przecież… Ona na pewno znalazła sobie kogoś lepszego. Nie napisał pierwszego listu, nie był w stanie gdy po raz kolejny ją zostawił. To chyba jakaś więź między bliźniętami popchnęła Jarkę do napisania do blondynki. Gdy Leoś dostał następnego dnia list, kompletnie nic nie rozumiał. Był gotów to wszystko odwołać, spalić list i nie odpisywać na rozmazane łzami słowa. Siostra uświadomiła mu, jak cholernie go to wszystko niszczy. Jak schudł, jak zapadła mu się twarz, stracił swój łobuzerski uśmiech. Chodził tylko i pracował. Spał, nie jadł. Palił papierosy. Nie była głupia, umiała rozpoznać, ze jej brat się zakochał. A jemu nie trzeba było dwa razy powtarzać. Nic nie miał, dlatego też nic nie zabrał. Od razu teleportował się w okolice Hogesmed. Modlił się, żeby zastać ją w mieszkaniu; mieszkaniu do którego nawet nie mógł się dostać. Wypił dwie kolejki w Trzech Miotłach czekając aż w końcu się pojawi. Miał na sobie tylko przetarte jeansy i ciemną bluzę z kapturem, to nie było mądre posunięcie. Gdy w końcu mu odpisała, niemal wypadł z pubu. Musiał ją zobaczyć. Po prostu musiał. Pod zniszczonymi trampkami trzeszczał żwir, gdy szybko przemierzał alejki. Zawsze chciał ja zabrać w to miejsce.
Była tam. Ciepła, dużo chudsza. Poczuł okropne ukucie w dołku. Jak mógł ją zostawić? Podszedł, trzymając dłonie w tylnich kieszeniach spodni.:
-Voice…- wyszeptał przez ściśnięte gardło. W oczach pierwszy raz od dawna błyszczały mu łzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2072
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1554
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Administrator






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Pią Lut 20 2015, 21:41

Każda sekunda jej się dłużyła, brzuch bolał ją ze stresu, w głowie się kręciło, słyszała tylko bicie swojego serca. I głos jakiegoś pijaka, który rzucił w jej stronę chamską zaczepkę, gdy przechodził obok. Może powinna zrezygnować. Nie spotykać się z nim. Zgodzić na aranżowane małżeństwo, być posłuszną żoną jakiegoś bogacza, rodzić mu dzieci. Może powinna zmądrzeć i uświadomić sobie, że nigdy nie będzie mogła być pewna, co następnego dnia strzeli mężczyźnie jej życia do głowy. Mógł odejść w każdej chwili. Mógł wrócić lub nie. A Voice... Voice cierpiała. Ale nie chciała już się poddawać.
Bała się, że nie przyjdzie. Że udowodni jej, jak cholernie jest naiwna i bezwartościowa. Drżała, ale nie z zimna, a z ogromnego bólu fizycznego i psychicznego, który nagle na nią spadł. Łzy wypełniły jej oczy. Usłyszała trzask żwiru i podniosła przerażona głowę. Kolejny pijak? Na początku go nie poznała. Nie poznała faceta, przy którym po raz pierwszy w życiu spokojnie zasnęła. A później usłyszała także swoje imię. Z trudem wstała, drżąc, i niepewnie, na miękkich nogach, podeszła do niego. W pewnym momencie jednak po prostu wręcz na niego padła, tuląc się do niego z taką tęsknotą. Łzy spłynęły gorącymi smugami po jej policzkach.
- Kurwa, nie zostawiaj mnie. Błagam. Błagam. Zrobię co zechcesz. Nie odchodź. Kocham cię i pragnę. Całym sercem i ciałem. Proszę, nie odtrącaj mnie, błagam, błagam... Leoś, kurwa, błagam - gubiła się, gorączkowo ściskała bluzę na jego plecach. Kolana się pod nią uginały, jakby lada moment miała upaść. Mówiła z zaciśniętym gardłem i dopiero pod koniec podniosła głowę, by spojrzeć mu w oczy. Nawet one prosiły tylko o to, by został. Czuła zapach alkoholu. Pił. Schudł. I chyba więcej palił. Tak jak ona. Serce tłukło się w jej piersi coraz szybciej.
Cholera.

______________________

S U N
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Moravská Třebová, Czechy
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 449
  Liczba postów : 412
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8128-leos-vladyslav-priborsky
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8142-czeska-chalwa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8171-krecik#226694
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8169-leos-priborsky#226690




Gracz






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Pią Lut 20 2015, 22:04

Gdy podniosła się z ławki, był pewien że go uderzy. Wymierzy mu siarczysty policzek i każe znikać. Może to byłoby lepsze rozwiązanie? Gdy niemal wpadła mu w ramiona objął ją mocno, jakby zaraz miała się rozpłynąć. Zniknąć jak znikała każdej nocy, gdy budził się z krzykiem w ciasnym łóżku w Czechach. Nie znikała, coraz mocniej się w niego wtulając. Co on takiego miał, za co ona go tak kochała. Czuł jej żebra, która boleśnie zahaczały o jego żebra. Czuł jakby chciała stać się z nim jednym ciałem. Objął ją pewnymi ramionami, tworząc wokół jej ciała ciasny kokon. Nie zamierzał jej nigdzie wypuścić. Gdy usłyszał jej zduszony głos, po jego policzkach potoczyły się ogromne, słone krople:
- To ja powinienem Cię o to wszystko prosić, Mała… To ja…- zamknął oczy kręcąc głową. Po chwili jednak je otworzył, żeby móc spotkać na ich drodze jej oczy. Oczy które kochał. Pochylił się i po prostu ją pocałował. Jakby nie widzieli się lata, dekady. Jakby ktoś zaraz miał mu ją wydrzeć z objęć. Z oczu cały czas ciekły mu łzy, których się nie wstydził. Oderwał swoje usta od jej, chowając głowę w zagłębieniu jej szyi.:
-Złożę przysięgę wieczystą, zrobię wszystko… Słyszysz? Zrobię wszystko. Tylko już nie płacz Mała, błagam. Jakim ja jestem kurwa idiotą… Kocham Cię, kurwa kocham!- wyrzucił to wszystko prosto w jej szyję. Czuł się pierwszy raz od dawna znów na swoim miejscu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2072
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1554
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Administrator






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Pią Lut 20 2015, 22:33

Widziała tą obawę. Zupełnie tak, jakby sądził, że go odepchnie.... Nie. On na pewno tak sądził. Przecież ją jeszcze kochał, prawda? Wciąż była dla niego ważna. A przynajmniej miała nadzieję, że tak jest. Nocami nie spała, dniami starała się nie myśleć, nie wspominać. Każdy sen był koszmarem i w każdym pojawiał się on. Ale nie jako ten najgorszy. Jako ten najlepszy. Zawsze budziła się przerażona i instynktownie usiłowała w niego wtulić. Ale nie było go obok. Łóżko było cholernie zimne i puste. W takich chwilach dławiła się łzami i powstrzymywała, by nie zacząc wrzeszczeć z bezsilności. A teraz... Teraz znowu był obok. Próbowała nasycić się jego obecnością. Bolały ją żebra i piersi, gdy tak mocno do niego przylegała. Mimo to nie poluzowała uścisku. Otaczało ją kojące ciepło jego ramion. Była bezpieczna. Nikt nie mógł zrobić jej krzywdy, nie pozwoliłby na to. I ona nie pozwoliłaby, żeby ktoś wyrządził krzywdę jemu. Bała się, że nagle ją puści i powie, że to już koniec. Ale nie zrobił tego.
Podniosła głowę, gdy tylko zaczął mówić. Zobaczyła duże, srebrne łzy na jego policzkach. Priborsky płakał. Ciekawe, jak wiele lat tego nie robił...
- Nie odejdę... Ja... - błądziła wzrokiem po jego twarzy. A gdy znów otworzył swoje głębokie oczy, przechyliła delikatnie głowę i już po chwili z zachłannością i miłością odwzajemniała pocałunek, rozluźniając uścisk, uspokajając się. Był tuż obok, silny, ciepły, jej. Oderwał się od niej, a już po chwili jego łzy spływały po jej szyi, wędrując w stronę wisiorka.
- Żadnej przysięgi wieczystej. Żadnej. Będziesz mi mógł przysięgać wieczność razem tylko za milion lat przed ołtarzem, jeśli się na to zdecydujesz. Kocham cię. Zasłaniasz mi cały świat. Nie odchodź już. I nie płacz... - mówiła dość cicho, uspokajająco, jedną dłonią przytulając jego twarz do swojej szyi.
Wszystko już było dobrze.

______________________

S U N
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Moravská Třebová, Czechy
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 449
  Liczba postów : 412
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8128-leos-vladyslav-priborsky
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8142-czeska-chalwa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8171-krecik#226694
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8169-leos-priborsky#226690




Gracz






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Pią Lut 20 2015, 23:16

Nie sądził, że łzy mogą być takie oczyszczające. Nigdy nie płakał, po prostu nigdy. Najśmieszniejsze w tym wszystkim było to, że Leoś o tym wiedział. Wiedział, że z Voice są jak jabłko które ktoś przeciął brutalnie nie pół. Powinien sobie za swoją własną głupotę wystawić pomnik.
Nie liczył nawet na to, że odwzajemni jego pocałunek. Poczuł, jakby pod długiej wędrówce w deszczu, w końcu chmury rozpłynęły się po niebie dając w końcu wyjrzeć słońcu. Gdy tak przytulała jego twarz do swojej szyi poczuł, że już wszystko jest dobrze. Tylko łzy nadal uparcie płynęły po jego policzkach. Nadal mocno ja obejmował, gdzieś na wysokości jej lędźwi. Nie chciał już jej nigdy z tych objęć wypuszczać. Podniósł głowę słysząc jej cichy uspokajający głos. W oczach czaiło się nie zrozumienie. Naprawdę, wszystko mu wybaczyła? Nie chciała gwarancji, że już nigdy jej nie zostawi? Wypuścił ją z objęć żeby znów pocałować. Namiętniej, zachłanniej. Objął jej drobną twarz dłonie, wplatając dłonie w blond włosy. Była tylko jego.:
-Już nie płaczę, zobacz już nie…- wyszeptał prosto w jej usta. Jej usta smakowały jego łzami. Nie chciał ich takich zapamiętać. Otarł policzki, na których zły wydrążyły tunele. Oczy pod wpływem kropel jego oczy zdawały się być jeszcze bardziej niebieskie. Palcami, delikatnie przejechał od czoła dziewczyny, poprzez skroń, linię żuchwy. Krótko jeszcze raz ją pocałował:
-Teraz naprawdę będę Cię przepraszał do końca życia…- powiedział trochę smutno. Wiedział, że zawiódł, że znów ją zranił. Złapał ją za rękę kiwając głową w prawo:
-Chodźmy na spacer, będzie cieplej- przygryzł wargę patrząc na najpiękniejszą kobietę w jego życiu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2072
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1554
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Administrator






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Pią Lut 20 2015, 23:43

Wypuściła z cichym świstem powietrze, po raz pierwszy od tak dawna oddychając pełną piersią, bez głupiego lęku. Zaciągała się jego zapachem, dotykała jego ciała, całowała jego usta. Znowu był obok. Chciała codziennie cieszyć się nim tak, jakby widziała go po raz ostatni. Chciała zamknąć teraz oczy i odpłynąć w jego ramionach, albo zatańczyć z nim, albo się z nim kochać, albo długo rozmawiać z nim o głupotach. Chciała spędzić z nim jak najwięcej czasu.
Dostrzegła to niezrozumienie w jego oczach. Zdziwiła go, doskonale o tym wiedziała. Ale nie potrzebowała nic poza nim. Nie potrzebowała gwarancji, obietnic, umów. PotrzebowŁa jego słów i rąk, jego zapachu, jego ciepła. Gdy wypuścił ją z objęc przestraszyła się, by po chwili słodko westchnąć z ustami tuż przy jego ustach, odwzajemniając pocałunek, z każdą chwilą coraz zachłanniej, namiętniej, mocniej. Przesunęła dłonią po jego torsie, ramionach, karku, pogładziła jego szyję, szczękę, policzek. Umiejętnie mieszała czułość, subtelność, miłość, namiętność, pragnienie i tęsknotę. Chciała pokazać mu wszystkie swoje uczucia jednym pocałunkiem.
- Kochanie... - szepnęła, ale nie skończyła, zatapiając się po raz kolejny w jego ustach. Teraz nic nie było ważniejsze od tej dwójki. Spojrzała głęboko w jego piękne, niebieskie oczy. Przymknęła powieki, gdy tak delikatnie dotknął jej twarzy. Jeszcze na sekundę chwyciła jego wargi.
- Bądź ze mną do końca życia. Obiecaj mi, że będziesz - poprosiła, chwytając delikatnie jego rękę. Niczego więcej nie potrzebowała do szczęścia.
- Prześpimy się dzisiaj w Dziurawym Kotle, co? Jutro odzyskamy klucze do mieszkania. Tak ciężko mi bez ciebie było... - szeptała, idąc z nim za rękę tylko w jemu znanym kierunku. Długi kosmyk jasnych włosów wysunął się z upięcia. Była szczęśliwa. Naprawdę.

______________________

S U N
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Moravská Třebová, Czechy
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 449
  Liczba postów : 412
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8128-leos-vladyslav-priborsky
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8142-czeska-chalwa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8171-krecik#226694
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8169-leos-priborsky#226690




Gracz






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Sob Lut 21 2015, 16:24

Mógłby tylko ją całować. Oddychanie stawało się prostsze gdy była obok. Gdy oddychała tym samym powietrzem co on. Co on miał z głową nie tak, że odchodził od kogoś kto jako jedyny dawał mu chociaż trochę spokoju? Już musiało być dobrze. Ciągle było mu za mało. Gdy już złapała go za rękę, prosząc o mogło się wydawać tak niewiele, pocałował ją czule w czoło. Bardzo jej potrzebował. Panicznie, histerycznie:
-Nie pozwól mi już nigdy wyjechać. Bo wszystko się kończy, gdy tracę Cię z pola widzenia Mała…- ruszył przed siebie alejką, czując jak zimny wiatr przedziera się przez dziury na kolanach i cienki materiał bluzy. Wyjął paczkę papierosów, która wyglądała jakby w jego kieszeni przeżyła drugą wojnę światową. Odpalił od razu mocno się zaciągając:
-Odzyskamy klucze? Co się stało? Nie rozumiem…- zmarszczył brwi, patrząc na Voice. Jego Voice. Piękną, materialną. Po raz kolejny zaciągnął się, patrząc na dziewczynę:
-Schudłaś trochę. Na Syberię was wywieźli w tej szkole czy co?- uniósł brew, żeby znów ją pocałować w policzek. Czuł się jakby ktoś przykleił mu skrzydła do pleców. Mógł latać. Objął ją ręką w pasie, chcąc mieć jak najbliżej. Przetarł wolną dłonią twarz, która wydawała się być naprawdę przemęczona ale szczęśliwa:
-Dziurawy Kocioł? To jest chyba w Londynie prawda? To dobry pomysł, chodź…- przyśpieszył kroku, żeby zniknąć za wysokimi krzakami. Zatrzymał się, żeby ją objąć. Pocałował ją po raz kolejny, krótko, tęsknie. Długo nie będzie miał dość:
-Ja już nie umiem bez Ciebie żyć…- potem rozległ się trzask a oni stali już pod Dziurawym Kotłem. Razem.

// zt x2 napisz już w dziurawym kotle co?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Ukryta ławeczka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next

 Similar topics

-
» Ukryta ławeczka
» Ukryta, zarośnięta łączka niedaleko cieplarni
» Dur-Shurrikun
» Ukryta polana
» Ukryta Komnata

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Park
-