IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Ścieżka w parku

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość




Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -2
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 524
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5106-dahlia-e-slater
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5109-czesc-jestem-dahlia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5108-sowka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7187-dahlia-e-slater




Gracz






PisanieTemat: Ścieżka w parku   Wto Maj 21 2013, 19:39


Ścieżka w parku

Urocza ścieżka, ciągnąca się przez cały park. Co jakiś czas na jej uboczu znajdują się wygodne ławeczki, na których można przysiąść, by spędzić trochę czasu na świeżym powietrzu i posłuchać radosnych treli ptaków, których występuje tu wyjątkowo dużo!

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28822
  Liczba postów : 35509
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Wto Maj 21 2013, 21:19

Zaczynało się ściemniać, kiedy niezbyt donośny trzask oznaczający teleportację, oznajmił przybycie Jacoba Villiersa do nowootwartego parku w Hogsmeade. Tak, tak zbieżność nazwisk nieprzypadkowa, chodziło właśnie o ojca naczelnego rozrabiaki i ruchacza Hogwartu! I chociaż Jacob mógł nie być wcale lepszy od swego syna za swych szczenięcych lat, to wiadomka, zapomniał wół jak cielęciem był! Zresztą, nie chodziło o jakieś zwykłe upominanie chłopaka, bo Villiers już dawno zrezygnował z prób naprowadzenia chłopaka na dobrą drogę... ech. Tym razem chodziło o coś innego. Na samą myśl o niedawnej rozmowie ze swoją córką, Cornelią, Jacob miał ochotę zamknąć Caspra w jakiejś komórce i już nigdy nie wypuścić... nie pierwszy raz wykazał się niesamowitą lekkomyślnością i nieodpowiedzialnością, ale na Merlina, teraz to już się starszemu Villiersowi w głowie nie mieściło. JEGO SYN ZROBIŁ JAKIEJŚ DZIEWCZYNIE DZIECKO, o ile wierzyć plotkom, które zaniepokojona Cornelia przekazała rodzicom.
Wysłał do Caspra sowę, wskazując miejsce spotkania. Czekał zniecierpliwiony, co kilka chwil kopiąc irytujące kamyki. Miał nadzieję, że jego syn powie mu, że to nieprawda. Że okaże się, iż to jedynie głupie plotki... aż mu się z tych całych nerwów zapalić zachciało! Ale nie, nie, Julie nie lubiła, kiedy wyciągał papierosy... dlatego zacisnął pięści, czekając na swą rozbrykaną, starszą latorośl.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Anglia, Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1292
  Liczba postów : 1621
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5219-casper-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9145-nowy-poczatek-jest-koncem-czy-jeszcze-nie#256103
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9144-nowa-sowa#256102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7167-casper-villiers#204308




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Wto Maj 21 2013, 21:31

To, jak bardzo Villiers nienawidził ojca mieściło się w kategorii: "niemożliwe". Niemożliwe, jak dziecko... Pierwszy syn, mógł nienawidzić tego, który sprzyjał faktowi, aby zapłodnić jego matkę. Tego nie dało się opisać i się nie chciało. Pomiędzy nimi była tylko nienawiść. Villiers często opowiadał dziewczynom, że jest sierotą, aby poszły z nim do łóżka. Kiedy dowiadywały się, że to nie jest prawda zaraz robiły szum i krzyk. Ale on przecież nie kłamał. Mentalnie był sierotą. Jego ojciec był beznadziejną szmatą. Połączeniem smalcu i najgorszego kału. To była jednostka, którą on chciałby zabić już za to, że Jacob pożera powietrze, które jest niezbędne komuś duszonemu. No cholera. No i po co ten typ się jeszcze próbował wtrącać do życia Caspra? Jasne, że idealna córeczka Cornelia miała swoje wzloty i tylko wzloty, same zalety, ale skoro tak to niech ją sobie wsadzi w najciemniejszą część ciała, a Caspra się wyrzeknie. Prawnie nie miał już do niego żadnych roszczeń od dwóch lat. Młody Villiers wyobrażał sobie, że w jego siedemnaste urodziny ojciec poszedł pić i tańczyć. Pozbył się kanalii... Własnego odbicia w lustrze. Kretyn. Dno. Człowiek, który zapłodnił Julie i tym ją związał. Jego matka była łatwowierna, zbyt naiwna... Ale to ile razy próbowała ich pogodzić. Ile energii w to włożyła... Casprowi było jej tak żal, że aż przestał wracać do domu i właściwie nie było go tam od dwóch lat. To proste. Matka pisała listy? Wyrzucał je do śmieci. Jego ostatnie relacje rodzinne? Rozmowa z Cornelią. A ta afera z dziewczyną? Ojciec pewnie i jego obwiniał za gwałt na córce, ale mało osób wiedziało, że młody Villiers zemścił się na tym pieprzonym padalcu, który wykorzystał Cornelię. Nie doceniali go. Nienawidzili. Nie chcieli go nigdy. Julie tylko go kochała. A on nie znał miłości. Nie chciał znać. Podobnie z Cass... Zaszła w ciążę. Co mógł zrobić? Obiecać jej duży dom, ogród i dużo miłości? A jutro? Jutro miał jej przynieść śniadanie do łóżka? Miał osiemnaście lat i był sam, jak palec. Bez przyjaciół, bez rodziny, bez miłości, bez jakiejkolwiek bliskości, bez czegoś, co nazywamy szczęściem. Całe życie na fuksie, na krawędzi, z której upadek to wieczność. On po prostu kiedyś jebnie.
I akurat te wszystkie emocje skumulowały się, kiedy otrzymał list od ojca. Miał nie iść. Miał to olać. Ale jeśli chodzi o matkę? Nie chciał rozmawiać z Cornelią. Nie chciał jej pytać. Nie wiedział co się kroi. Poszedł... Praktycznie na śmierć? Pieprzony egoista z tego Jacoba. Villiers pojawił się w parku i grzecznie stanął w odległości kilku metrów.
- Czego? - Wzruszył ramionami opierając się o drzewo, nie zapominając, żeby wyjąć fajki i odpalić. - Chcesz? Ach nie. Przecież Ty w przerwach, jak bijesz matkę udajesz doskonałego męża. - No kurwa żarcik kosmonaucik.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28822
  Liczba postów : 35509
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Sro Maj 22 2013, 22:29

Nie trudno było się Jacobowi domyślić, jak syn go postrzega. Jednakże przestał próbować zmienić zdanie ślizgona już dawno. Zastanawiał się za to, za co najbardziej Casper go nienawidzi. Czyżby za to, że w przypływie złości pozwalał sobie, aby uderzyć Julie? Może za całokształt, może za wpływ, a raczej jego brak, na życie chłopaka. Niemniej jednak, kiedy usłyszał od swojej biednej, skrzywdzonej (tak, uważał, że gdyby Casper w ogóle interesował się czymś własnym poza czubkiem zdartego nosa, ustrzegłby Cornelię od gwałtu) córeczki, jakiego to tym razem jego nieznośny dzieciak narobił bigosu, postanowił działać. Zlewał równo wiele potrzeb syna, kiedy ten był dzieckiem i już nieco bardziej dorosłym dzieckiem, tłumacząc się tym, że chce przygotować dzieciaka do życia - nie wyszło, żal i ból. A tak naprawdę, nigdy nie dbał o dobre stosunki ze starszym z rodzeństwa. Uważał go za leniwego ignoranta... czyżby czasem Casper nie przypominał Jacobowi, jaki sam był, kiedy był młody? Jednakże, znacząco się różnili... ale o tym to lepiej pewnie wiedział sam Casper.
- Nie chcę - zacisnął pięści, nie dać się sprowokować. Fakt, nie miał nad synem prawnie żadnej kontroli... jednakże chętnie by mu dał nauczkę, naprawdę. - Dowiedziałem się, że zrobiłeś jakiejś dziewczynie dziecko... czy to prawda?! - zapytał prosto z mostu, czując, że jego głos staje się coraz głośniejszy. Trudno mu było panować nad emocjami, ale nie było to nic nowego... o czym jego rodzina chyba doskonale wiedziała. Zwłaszcza Julie, która cierpliwie trwała u jego boku.
Na razie nie chciał też mówić, skąd wie o tym wszystkim w co prawdopodobnie wpakował się jego syn. Nie chciał, aby i Cornelia miała nieprzyjemności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Anglia, Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1292
  Liczba postów : 1621
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5219-casper-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9145-nowy-poczatek-jest-koncem-czy-jeszcze-nie#256103
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9144-nowa-sowa#256102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7167-casper-villiers#204308




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Sro Maj 22 2013, 23:39

Na chwilę spoważniał obserwując jego reakcję. Lepiej będzie dla ojca, jak się nie będzie zbliżał z łapami, ani innymi zabawkami. Skoro uważa, że bicie Julie od święta jest wspaniałym pomysłem na spędzenie gwiazdki to kurwa pozdrawiamy z wariatkowa i życzymy miłego pobytu do końca życia. Dla Caspra jeśli jest nienormalny, że uznaje takie zachowanie za odstające od normy, albo dla ojca, który chyba sobie za dużo pozwalał. Spłodził syna, zasadził drzewo, zbudował dom... I finito? Koniec zabawy? Skoro tak świetnie mu szło to czemu zjebał? Czemu okazał się kretynem, jak ich mało. Casper nigdy nie czuł do niego nic poza bólem i pretensjami. Nigdy tego nikomu nie ogłaszał. Nienawidził każdej cząstki swojego ciała, którą po nim odziedziczył i dlatego mimowolnie przejechał dłonią po kruczoczarnych włosach, które niestety miał... po nim. Wzruszył ramionami ignorując jego pytanie choćby na chwilę... Musiał zaciągnąć się fajkiem i dopiero potem spojrzeć na tego pleba, co się za ojca podawał.
- To zabawne, jak Cornelia potrafi szybko się z Tobą skontaktować. Ciekawe, jak szybko zajmie jej zebranie swoich rzeczy zanim ją znajdę. - Uśmiechnął się kpiąco wiedząc, że poświęci całą swoją energię by dobić tego bachora, który wszędzie musiał się wtrącał. Jak jej miał wyjaśnić, że nie byli żadną rodziną? Że nazwisko, które oboje nosili to zwykłe zrządzenie losu, bo dwójce ludzi zachciało się seksu i się urodziło. No kurde. Więzy krwi nie są równoznaczne z więzami rodzinnymi, więc po co kurwa... Poleciała do Jacoba z informacją o obcym dla siebie człowieku? Czy kiedykolwiek zrobiła cokolwiek dla niego, albo odwrotnie? No kurwa żarcik kosmonaucik. Aż zal. I doskonale wiedział, że to chodzi o nią, bo raczej nikt inny nie umawiał się na pogaduszki z ojcem wspaniałym Jacobem. Bum.
- Ale tak. Zostaniesz dziadkiem. Masz jakiś problem? - Udał, że i jego informacja nie ruszyła. Jeszcze nie wiedział czy to będzie jego dziecko i czy w ogóle ono przyjdzie na świat ze względu na stan fizyczny Cassandry... Wciąż liczył na jakiś znak, ale czy to nie jest dobra okazja, żeby zdenerwować Villiersa? Niech pokaże jaki jest naprawdę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 79
  Liczba postów : 97




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Czw Maj 23 2013, 22:34

Życie Cornelii zdecydowanie się uspokoiło. I szczerze mówiąc, było całkiem fajnie! Uczęszczała sobie na lekcje, spotykała z przyjaciółmi, co jakiś czas chodziła na imprezy. Nic specjalnego wszakże, ale jakże miła to była odmiana po tych sześciu miesiącach, które spędziła poza zamkiem. Powoli zamykała się na sprawy z przeszłości, przynajmniej tak jej się wydawało. W ogóle nie myślała o tym, co ją spotkało i tak było zdecydowanie lepiej. Najwspanialej by było, gdyby napadła ją gromada amnezjatorów, choć zdawała sobie sprawę, że niestety nie jest to nie możliwe. Wtedy wszystkie komplikacje, których zresztą na chwilę obecną i tak nie było zbyt wiele odeszłyby w niepamięć i już ostatecznie mogłabym stwierdzić, że wszystko wróciło do normy! Ha, nie licząc oczywiście wiadomości, która całkiem przypadkiem doszła niedawno do jej uszu i... no nie powiem, nieźle zszokowała. Będzie ciocią. Kacper ojcem dziecka jakiejś laski z Hufflepuffu. No śmiech na sali, naprawdę. Na początku to się upewniała, żeby nie było, że ktoś jej podał niesprawdzoną informację, ale niestety (a może stety) wszystko wskazywało na to, że za pewien czas w rodzinie Villiersów pojawi się jakiś mały, śmierdzący człowieczek. Nie była wybitną fanką małych dzieci, ani w ogóle jakichkolwiek dzieci, więc nawet jeśliby jej brat miał trzydzieści lat to by na taką nowinę nie wpadła w euforie. Ale on miał, na brodę Merlina, osiemnaście! Cóż się dziwić jednak, jeśli zalicza wszystkie panienki w zamku, hehe. Pewnie za te przyjezdne też się już zabrał, trzeba będzie to sprawdzić!
Wkurzał ją i to niemiłosiernie. Bez żadnych uczuć też nie była i długo zastanawiała się, czy wygadanie wszystkie ojcu będzie dobrym posunięciem, ale... Tak, zrobiła to. Z pełną świadomością konsekwencji, które zresztą były dla niej zupełnie obojętne. Casper też by to zrobił i jestem tego w zupełności pewna! Tak więc, takim o to sposobem, pewnego wieczoru jej sowa wyleciała w podróż do Cambridge, aby zanieść wszystkim tą jakże radosną nowinę. Reakcja ojczulka była dokładnie taka, o jaką jej chodziło. To się mu dostanie!
Szczerze mówiąc, w ogóle nie planowała, aby spotkać się z Jacobem, ani tym bardziej być świadkiem konfrontacji ojca z synem. Jeszcze by była świadkiem jakiegoś mordu czy coś! Wieczorny spacer do Hogsmeade był jednak stałym punktem w jej tygodniowym rozkładzie, więc nikogo nie zdziwiło, że zmierzała w tą stronę ubrana w ciepłą, szarą bluzę i obcisłe jeansy. Już z pewnej odległości dobiegły ją podniesione odgłosy rozmowy. I to nie byle jakiej, proszę państwa. Nie trudno było jej rozpoznać głosy członków swojej rodziny. Już miała się wrócić, gdy pomyślała, że jeśli jakimś cudem się tu już znalazła, to może znaczyć, że coś odgórnego nakazuje jej tu zostać, a co! Automatycznie wykrzywiła usta w uśmiechu i pomknęła w kierunku obu mężczyzn, przytulając się do Jacoba.
- Czeeeeść tato, w czymś wam przeszkodziłam? Zupełnie nie wiedziałam, że tu będziecie. - powiedziała, uśmiechając się słodko do ojca. Kacperka to w sumie zignorowała, ale na pewno dostrzegł na jej twarzy cień... no właśnie czego? Chyba pewnego rodzaju podstępu. Była pewna, że od razu domyśli się, że to ona jest sprawczynią całego zamieszania, więc specjalnie nie kryła tego, co zrobiła. Co jak co, ale jej brat nie był głupi. Niby kto inny mógłby poinformować ich rodziców o "niespodziance"? Z poważną miną stanęła obok taty, lustrując wzrokiem Caspra. Teraz w jej złowieszczym planie było udawanie, że to wszystko było DLA DOBRA JEJ BRATA, a jakże.
- Casper, tak mi przykro... Zawsze możesz liczyć na moją pomoc, wiedz o tym. - odparła, smutno spuszczając spojrzenie na ziemię i robiąc niezwykle smutną minę. A uwierzcie, aktorką była dobrą!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28822
  Liczba postów : 35509
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Pią Maj 24 2013, 00:19

Absolutnie nie uważał, że te "kilka" razy, kiedy uderzył Julie, są dobrym sposobem na spędzenie gwiazdki... jednakże za często dawał się ponieść nerwom, a ta kobieta nie zawsze przecież była taka ugodowa, za jaką chciała uchodzić! Denerwowało go szczególnie, że kiedy temat schodził na Caspra, jego żona od razu spoglądała na niego z wyrzutem. On jej już dawno to mówił, ich syn się ich wyrzekł, nie była to jej wina... cóż, była to wina samego Jacoba, ale on wolał oczywiście mieć pretensję do syna, nie do samego siebie. On był bez zarzutu, ehe! Przede wszystkim zarzucał synowi brak chęci poznania własnego ojca... nie zdawał sobie sprawy, że teraz on bardziej powinien postarać się o naprawdę stosunków? Chociaż, teraz pewnie i tak było za późno, Casper był zbyt uparty... zupełnie jak jego ojciec! Ale Jacob zaraz tę wizję przegonił, bowiem nienawidził dostrzegać w Casprze swoich cech... tak jakby i on wyrzekł się ojcostwa!
- Wyobraź sobie, że mam - zacisnął pięści, mierząc chłopaka wzrokiem. - Ja już wiem jak to będzie, ja wiem, że ty leniwcze, olejesz obowiązki ojca, a ewentualne wydatki zrzucisz na mnie i matkę. Chciałbym cię jednak poinformować, że... - nie zdążył jednak dokończyć, bowiem hohoh, coż za zbieg okoliczności, jego malutki aniołek również się zjawił!
- Cześć Cornelko - przywitał się z córką, nie spuszczając jednak czujnego spojrzenia z syna. Jakby bał się, że przez jego nieuwagę, ten może wziąć nogi za pas, a pozostali Villiersowie już nigdy go nie zobaczą... chociaż, czy była to aż tak zła opcja?
- Nie wiem czy on zasługuje na czyjąkolwiek pomoc... - rzucił ponuro, w odpowiedzi na słowa córki. - Za swoją nieodpowiedzialność i głupotę trzeba płacić, Casper - dodał, kręcąc głową z dezaprobatą.
- Jeśli mielibyśmy zaoferować pomoc, to nie myśl sobie, że byłaby to pomoc dla ciebie, raczej zależałoby nam na dobrze tego bękarta... - westchnął - Której to w ogóle on to dziecko zrobił? - zwrócił się do Corneli, niejako ignorując obecność swej starszej latorośli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Anglia, Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1292
  Liczba postów : 1621
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5219-casper-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9145-nowy-poczatek-jest-koncem-czy-jeszcze-nie#256103
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9144-nowa-sowa#256102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7167-casper-villiers#204308




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Pią Maj 24 2013, 15:13

Każdego dnia przestawał wątpić w to, że cokolwiek kiedykolwiek będzie dobrze. Że kiedykolwiek będzie zadowolony ze swoich czynów, że będzie mu dobrze we własnej skórze. Tak obrzydliwie było się budzić rano i wiedzieć, że każdy kto stoi obok ciebie jest fałszywy. To wszystko się zdarza, no ale naprawdę go denerwowała tylko jego "rodzina", choć w stosunku do określenia klanu Villiers'ów te słowo było sporym nadużyciem, jeśli nie żartem. To przerażało. Czemu? Kiedyś Casper myślał, że rzeczywiście to wszystko to jego wina, że pogodzenie się z ojcem powinno być jego celem, ale zrezygnował. Jego płonna nadzieja była tak stała w swoim istnieniu, jak kostka lodu na rozżarzonym słońcu. Ot co. Uśmiechnął się ironicznie na kolejne słowa Jacoba. Serio? Tutaj pretensje o takie rzeczy? Że się nie zajmie dzieckiem? No kurwa odezwał się wzór.
- Spoko. Chociaż racja do Ciebie nigdy nie dorównam. Nienawidzenie własnego dziecka musi być chujowo szlachetnym zachowaniem w ojcostwie. - Tutaj przerwał i zmrużył wzrok widząc nadchodzącą dziewczynę, którą chciałby zabić i pogrzebać na najbliższym cmentarzu nie biorąc pod uwagę żadnych obrzędów. Zaśmiał się gorzko, kiedy ta proponowała pomoc. Uważała go za głupca? Kiedy ta rozmowa się zaczęła wiedział skąd Jacob ma te informacje, ale w sumie nic na tym nie ugrała. Dlaczego? Jasne, że i tak sam by musiał powiedzieć Julie o swoich kłopotach. Chociażby dlatego, że była jedyną kobietą w jego życiu, kiedy podarował nie dlatego, że musiał, ale dlatego, że chciał jej podziękować. Tylko szkoda, że tylko on wiedział, że to prezent na pożegnanie. Wyrzekł się jej. Nie dlatego, że nie chciał jej opieki, słów, przytulenia. On nie chciał walczyć z Jacobem i Cornelią. Wiedział, że w ich umyślę rodzina była trzyosobowa i nie było na tej liście jego osoby. Smutno? Niekoniecznie. Nie podobały mu się każde święta zwieńczone kłótnią. Zbieranie matki z podłogi, kiedy starego Villiers'a poniesie. To było zabawne, kiedy Cornelce wręczał kolejne prezenty, żeby przeprosić za to co zrobił, a Casper już wtedy go nienawidził, więc jedyne, co dostawał od ojca to odwzajemnione uczucie. Wzór wzorem. Żałosne... A teraz to wszystko wracało, każde wspomnienie, każda myśl... Wracała z brutalnością.
- Spierdalaj. - Powiedział uśmiechając się słodko w stosunku do siostry. Zaraz po tym przeniósł wzrok na ojca. - Muszę Ci powiedzieć, że jestem kurwa pod wrażeniem. Fatygowanie się tu dla mnie musiało nieźle cię podkurwić, bo w sumie nienawidzisz mnie. Pokaż to jak mnie nienawidzisz. Niech Twoja KOCHANA córka to zobaczy.
Przeginał i doskonale o tym wiedział, ale już ściągnął skórzaną kurtkę i cisnął nią w podłogę.
- Uważasz się za ojca? Męża? Pracownika? Ogrodnika? Spójrz kurwa. Jesteś taki jak ja. Nienawidzisz mnie. Muszę Ci powiedzieć, że z wzajemnością. Moje dziecko będzie mogło przynajmniej powiedzieć, że kiedykolwiek zostało przytulone szczerze. Nie dlatego, że kurwa rodzina i święta, ale dlatego, że je będę kurwa kochał. TY W OGÓLE OGARNIASZ DEFINICJĘ SŁOWA "KOCHAĆ"? Ty i Cornelia. Jakaś popieprzona relacja. Jesteście popieprzeni. Cassandra nigdy nie będzie się wić z płaczem pod ścianą, bo "mnie poniesie". A jeśli dostanie kwiaty to nie na przeprosiny, ale w ramach podziękowań. A ty kurwa będziesz tylko patrzył. Bo stworzę coś, co dla Ciebie było popieprzonym marzeniem. Moje dziecka... - Tu zwrócił wzrok na Cornelię, która była godną pożałowania dziewuchą, którą zabije potem. - Mojego dziecka nikt nie zgwałci, nie zrobi mu krzywdy. Wiecie kurwa czemu? BO BĘDZIE ZAJEBIŚCIE NORMALNE. Pokaż jej jaki jesteś Jacob. TATO. - Wybuchł śmiechem gorzkim, jak nigdy. To było dużo za dużo? Już czekał na łzy. No wzruszył się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 79
  Liczba postów : 97




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Pią Maj 24 2013, 17:55

Cornelia... ona sama nie potrafiła ogarnąć relacji w ich rodzinie. Miała spaczony umysł, zdecydowanie. Od dziecka wychowana na kolankach tatusia i w jego wielkiej miłości kiedyś nie rozumiała, dlaczego Casper ma z nim tak złe relacje. W końcu jej tata był dobry. Potrafił powiedzieć przepraszam, czego Casper nie zawsze umiał. Potrafił poradzić, wspierać. Może gdyby nie omamił jej tak tym całym przesłodzonym uwielbieniem, kiedy była o wiele młodsza, miałaby całkowicie inny pogląd na sprawę. Może również nienawidziłaby starego Villiersa, który podczas swoich wybuchów podnosił rękę na ich matkę? Może stałaby teraz obok Caspra i razem z nim wyrzucałaby ojcu wszystkie błędy i przewinienia? Może, może. Tak wiele domysłów, które jeśli Cornelia nie przejrzy na oczy, nigdy nie ujrzą światła dziennego. Agresywność ojca tłumaczyła sobie zawsze tym, że matka też nie była bez winy, a on zwyczajnie nie wytrzymywał, mając na głowie całą rodzinę. Tak, myśl tak dalej, głupia Kornelko, daleko zajdziesz! Przez te pół roku, jakie spędziła w domu, wcale nie było tak źle. Awantury zdarzały się niezwykle rzadko. Może dlatego, że nie było z nimi Caspra? Możliwe, ale to nie znaczy, że nie uważała go za swoją rodzinę. Śmiem nawet twierdzić, że jej uczucia w stosunku do niego były dość okazałe, ale za nic w świecie by mu tego nie powiedziała. Owszem, kochała go. Nie tylko z tego powodu, że był jej bratem. Nie miała jednak zamiaru rzucać się w mu w ramiona, prosić o pomoc na każdym kroku... W ogóle tego nie robiła, bo żyła w przekonaniu, że sama zawsze sobie poradzi. Co prawdą niestety nie było, o czym boleśnie przekonała się chociażby felernej nocy kilkanaście miesięcy temu. Zresztą, właśnie tamte wydarzenia i pamiętna rozmowa na balkonie sprawiły, że trochę zmieniła swój stosunek do brata. Co nie oznacza, że nadal nie miała go za niedojrzałego emocjonalnie gówniarza.
Stała tam teraz i czuła się niczym piąte koło u wozu. Nie powinna tu być, nie powinna słuchać tych wyzwisk. Nie cierpiała kłótni ojca z bratem. Zawsze wszystko kończyło się w ten sam sposób, a dzisiaj będzie chyba wyjątkowo nieprzyjemnie. Zwłaszcza, że Casper już tracił nad sobą panowanie. Widziała to w jego gestach i słyszała w ostrych słowach, jakie sypały się z jego ust. Czy była na nie odporna? Myślę, że tak. Może nie w stu procentach, ale na pewno bardziej niż kiedyś. Stworzyła wokół siebie pewnego rodzaju skorupę, która w pewnym sensie pomagała jej w codziennym funkcjonowaniu.
Nawet nie zdążyła odpowiedzieć ojcu na jego pytanie, bo brunet zaczął swój monolog. Z poważną, skonsternowaną miną przyglądała się dziejącym się na ścieżce wydarzeniom. Nie wiedziała, że dojdzie do tego, że jej brat powie takie słowa. Nie twierdzę, że nie wywarło to na niej wrażenia. Tego się akurat po nim nie spodziewała, choć pewnie i tak, w jej mniemaniu, Casper tysiąc razy zmieni swoje podejście do całej sytuacji.
Przesadzał. Nie będzie słuchała, że jest nienormalna.
- Uspokój się, Casper. Nie masz do nikogo szacunku. Nigdy go nie miałeś i dlatego zawsze wmawiasz sobie, że nie ma dla Ciebie miejsca w naszej rodzinie. Biedny, tragiczny bohater, któremu mają wszyscy współczuć. O to ci chodzi? Nawet jakby ludzie mieliby Ci nieba uchylić, to byś dalej zgrywał pseudo buntownika. Bo co, laski na to lecą? Wymyślasz tylko wyzwiska na mnie, na ojca, na wszystkich, a nie widzisz tego, jaką opinie sam sobie wyrobiłeś. Wiesz co o Tobie mówią? Że jesteś gównem, pieprzonym lowelasem, który wykorzystuje pierwsze lepsze dziewczyny. I śmiesz jeszcze twierdzić, że jesteś lepszy od ojca. Jesteście identyczni, rozumiesz? IDENTYCZNI. Z tą różnicą, że Ty nie umiesz przepraszać. - ostatnią część niemal wykrzyczała i od razu tego pożałowała. Nie powinna mówić tak na swojego ojca. Przecież był jej kochanym tatusiem, zawsze i wszędzie. Popatrzyła na Jacoba przepraszającym spojrzeniem. On zrozumie, na pewno.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28822
  Liczba postów : 35509
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Sob Maj 25 2013, 20:05

Nie da się ukryć, iż aktualnie to Casper był głównym powodem ich domowych kłótni - Julie broniła syna coraz bardziej zaciekle, co doprowadzało Jacoba do szału... no i trochę było widać efekty jego furii, niestety. Jednakże, naprawdę starał się nie ponosić emocjom! Uważał je za zgubne, dlatego nieczęsto zdarzało mu się je okazywać w tak widoczny sposób. Niestety i tym razem zaczynał tracić panowanie... wiedział, doskonale wiedział, iż Casper chce go sprowokować! Może w ogóle ta cała sprawa z ciążą była marną prowokacją jego syna, który za wszelką cenę chciał zwrócić na siebie uwagę ojca? Żałosne, doprawdy... niedoczekanie Caspra! Tak, tak przynajmniej tak sobie na razie Jacob powtarzał, zaciskając pięści z wściekłości. To co mówił jego syn... nie mijało się znacząco z prawdą, tak szczerze mówiąc. Znowu chłopak tak bardzo mu siebie przypominał... oboje byli popędliwi, nawet aż za bardzo. Casper również nie przebierał w słowach, nie miał oporów z wykrzyczeniem Jacobowi prawdy w twarz.
- Zamknij się - wycedził w końcu, próbując nie wybuchnąć. Niestety już z autopsji wiemy, iż jego cierpliwość ma wyraźnie zaznaczone granice... Bolały go słowa ślizgona, bardzo... szczególnie te o tym zgwałconym dziecku, bowiem wciąż nie mógł przeboleć, iż ktoś zrobił jego małej Cornelce taką krzywdę.
- Nic nie wiesz, ani o mnie, ani tym bardziej o moim pojęciu tej twojej miłości, gówniarzu - oohohho, ostro! Nie no, może jeszcze nie aż tak bardzo, ale już niedługo...
Przemilczał połowę słów Cornelii, które również go zabolały. Nie da się ukryć, iż były one prawdą, Casper i Jacob byli identyczni, ale oboje wzbraniali się przed przyznaniem do tego...
- Już dobrze, Cornelio... - zwrócił się do córki, nie będąc zaskoczonym jej nagłym wybuchem. Akurat tego, iż ona jest do niego podobna, wyrzekać się nie musiał!
- Jesteś tchórzem, po prostu wzbraniasz się przed jakimikolwiek relacjami, które coś by cię mogły kosztować - wycelował w Caspra oskarżycielsko palec - I tak samo będzie z dzieckiem, Casper.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Anglia, Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1292
  Liczba postów : 1621
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5219-casper-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9145-nowy-poczatek-jest-koncem-czy-jeszcze-nie#256103
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9144-nowa-sowa#256102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7167-casper-villiers#204308




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Sob Maj 25 2013, 21:29

Byli żałośni. Casper im współczuł. Współczuł np. Cornelii tak płytkiego spojrzenia na świat i ślepej miłości do potwora. Ona serio nie widziała matki, która płacze po nocach? Może i była za mała, żeby ogarnąć, że to ona darła twarz na cały dom, kiedy Julie próbowała ją uspokoić, a tamten już polował na moment, żeby się dobrać do żony, bo się mu zachciało. Szkoda tylko, że ta się mu postawiła i skończyło się jak zawsze. Trzaśnięcie nie tylko w drzwi, ale też i w twarz kobiety, która na pewno wtedy była łudząco podobna do Cornelii... Skąd Casper to pamiętał? On po prostu kiedyś usłyszał to, jak Julie to wypomniała ojcu. Sam był za mały, żeby to zrozumieć. Po prostu miał nadzieję, że wszystko się ułoży. Nie ułożyło się nic. Proste. On wyjechał do zamku, zaczął nowe życie. Jacoba nigdy to nie interesowało, więc po co się zgrywał? Powiedział Julie? A może to Julie go tu wysłała? Nie. Ona nie zrobiłaby mu tego. Na pewno nie. Ona na pewno sama by tu przyjechała. Nie puściłaby tego idioty samego. Zdecydowanie brakowało tylko jej. Może kurwa zrobiliby sobie rodzinne zdjęcie. Oczywiście Casper później pokazałby to swojemu synowi: "Zobacz synu, tutaj kłóciliśmy się oto, że jestem takim samym frajerem, jak twój pseudo dziaduszek. Lovki. A to Twoja ciotka od siedmiu boleści. Opiekunka dziewic. Nie wspominając o twojej babuszce, która w wolnym czasie robi za worek treningowy. A to ja. Zakała rodziny, bo mam swoje życie." - na tym by zakończył przytulając malucha. Może nawet nie zionąłby wtedy alkoholem.
- Nie. To Ty zamknij mordę. Nie jesteś nawet godny, żeby do mnie mówić Ty stary padalcu. - Powiedział wyciągając kolejnego papierosa i spojrzał z politowaniem na siostrzyczkę. - Już widzę, jak lecisz pierwsza mi nieba uchylać. Ale masz pieprzoną rację. Nie mam do was szacunku, bo zwyczajnie na niego nie zasługujecie. Spójrzcie w lustro. Jesteście tak bardzo zjebani, że aż żal mnie ściska. - Następnie przerwał, coby wypalić troszeczkę papieroska kochanego.
- Szczerze mówiąc... - Ciągnął dalej. - To mam szczerą nadzieję, że żadne z was nigdy nie pozna mojego syna. Nie chciałbym, żeby dorastał w tym samym syfie, co ja. Nawet przez płot. - Stwierdził. Naprawdę tego nie chciał. On się zajmie małym. On już to wie. Mały będzie go kochał. Przecież dzieci potrafią kochać, dzieci są do tego stworzone.
- Jestem tchórzem. - Powtórzył cicho. - Nie kurwa. Okłamujesz mnie. Całe życie mnie okłamywałeś.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 79
  Liczba postów : 97




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Sob Maj 25 2013, 22:03

Gdyby ona sama widziałaby to wszystko z perspektywy Caspra, też by sobie współczuła. Zaślepiona miłością do ojca, który nigdy nie podniósł na nią głosu, przytulał ją i dawał prezenty nie potrafiła zauważyć w ich rodzinie pewnego rodzaju patologii. Może gdyby jej brat przemówił jej do rozumu? Ale nie, on zawsze miał wszystko w dupie. Teraz ma pretensje, choć nigdy wcześniej nie starał się, aby wpoić Cornelii, że Jacob nie jest wcale takim dobrym ojcem, jakiego gra przed swoją córką. Odtrącał ją, nigdy nie grał roli dobrego brata. Szczerze mówiąc, nie oczekiwała tego i wcale ją to nie martwiła, ale dobrze pamięta, że kiedy miała może jedenaście, dwanaście lat zawsze zazdrościła koleżankom, którymi czasami nawet za bardzo opiekowali się ich starsi bracia. On, gdy ją spotykał, albo udawał, że jej nie zna, albo dogryzali sobie nawzajem jakimiś docinkami. To wszystko było tak popieprzone, że gdyby obserwowałaby takie relacje w jakiejś innej rodzinie, z perspektywy osoby trzeciej, pewnie nie wahałaby się nad dzwonieniem do jakiejś opieki społecznej! Zdążyła się jednakże przyzwyczaić do charakteru Kacpra. Był zatwardziały, chłodny, ale to dalej był jej brat. W przeciwieństwie do niego, cały czas uznawała go za swoją rodzinę i nie chciała się go w jakikolwiek sposób wyrzekać. To znaczy, nie chodzi o okazywanie tego przed ludźmi, nie. To raczej chodziło wewnętrzne odczucie, że cały czas ma kogoś, z kim łączą ją więzy krwi, tak jak setki innych rodzeństw w Hogwarcie. Co się jednak łudzić, oni nigdy nie byli i nie będą normalni.
Stała tam tak i stała, i powoli coraz bardziej czuła, że nie powinna tu być. Ojciec był zbyt nerwowy i nie zachowywał się tak, jak zwykle zachowywał się w stosunku do niej. Nie lubiła go w takiej odsłonie. Nie lubiła, gdy krzyczał na matkę, gdy kłócił się z Casprem. To było tak sprzeczne temu, co pokazywał, gdy był z nią sam na sam. Co to znaczyło? Który "on" był prawdziwy? Ten agresywny i bezwzględny, czy ten przytulny i opiekuńczy? Może gdyby w nerwach podniósł na nią rękę, przejrzałaby na oczy. Zawirowanie w głowie było zbyt wielkie. Oczywiście, Cornelia miała te swoje szesnaście lat i było dziwne, że wciąż nie ujrzała tego, co naprawdę stary Villiers sobą reprezentuje. Czemu się jednak dziwić, jeśli od małego była w taki sposób wychowana? Tak to już bywa, że jeśli dziecko od początku jest w czymś uświadamiane i nikt nie próbuje temu zaprzeczać, to potem naprawdę trudno jest te wszystkie przyjęte za młodu założenia odrzucić. Tak, to było naprawdę nie fair, że wciąż miała zaślepki na oczach. Widziała po bracie, że jest blisko skraju, że zaraz albo doskoczą sobie do gardeł, albo jeszcze coś gorszego. Takie domowe awantury zawsze napajały ją lękiem, który teraz również pojawił się w jej serduszku. Ciekawe czy ktokolwiek z jej znajomych przypuszczałby, że relacje w jej familii są tak chore, że w gruncie rzeczy trudno jest się jej samej z tym wszystkim zmierzyć. Cornelia Villiers była zawsze nieskazitelna, nie okazywała słabości. A oni wszyscy, nawet włącznie z jej matką, nigdy nie domyślili się, że to może ona, która paradoksalnie nigdy nie była powodem tych awantur, przeżywa to najbardziej?
Co nie zmienia faktu, że Casper cały czas przekraczał wszelkie granice. Nie będzie pozwalać, żeby takie słowa padały w jej kierunku. Wycofała się lekko. Stała teraz centralnie między nimi, jak jakiś mediator, którym w rzeczywistości jednak nie była. Kto ma racje? Brat, który nie ma do niej żadnego szacunku, czy ojciec, który nie może znieść porównań do syna.
- Casper, przestań... - teraz nie miała już tak wiele do powiedzenia. Słowa, jakie cały czas wypowiadał były... dobitne. Tak, to dobre słowo. Już dawno obelgi, który wyrzucał przestały ją dotykać. Jeśli by tak było, pewnie wisiałaby na jakimś drzewie czy coś. Trzeba się uodparniać, niestety. Wzięła głęboki oddech i spojrzała po nich obojgu, ignorując, że to co mówi jej brat, jest też kierowane przeciwko niej samej.
- Oboje się uspokójcie. Nie zauważyliście, że te wszystkie awantury to wasza wina, nikogo więcej? Ranicie matkę, ranicie mnie, siebie nawzajem. Daj mu spokój, tato. I ty daj spokój ojcu, Casper. Zejdźcie sobie z drogi najlepiej. A poza tym, braciszku, zawsze miałeś w dupie, że ktokolwiek chce Twojego dobra. Wszystko inne było ważniejsze, tylko nie rodzina. Pewnie masz racje, że stworzysz temu dziecku lepszą, ale ciekawe, czy Twoja dziewczyna ucieszyłaby się wiedząc, jak traktujesz bądź co bądź, swoich najbliższych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28822
  Liczba postów : 35509
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Nie Maj 26 2013, 20:38

Słuchał dwójki swoich dzieci, intensywne od gniewu spojrzenie wbijając w czubki swoich butów. Nie chciał wybuchnąć, nie mógł dać się wyprowadzić temu gówniarzowi z równowagi. Casper chciał go sprowokować przy Cornelii, to jasne. Chciał zrazić ją do swojego własnego ojca, Jacob był tego absolutnie pewien. Pomimo, iż sam ślizgon nie miał z Kornelką zbyt pozytywnych relacji, widocznie tak swojego ojca nienawidził, że nawet ją, małe słoneczko Jacoba, niewinny promyczek chciał przeciągnąć na swoją stronę! Niedoczekanie, tak! Cornelia z pewnością wiedziała, jak to naprawdę wygląda... wszakże ona w domu była nieporównywalnie częściej niż Casper! Co prawda podczas jej wizyt, świąt i wakacji Jacob i Julie zachowywali się trochę inaczej niż wtedy kiedy byli sami, a już na pewno inaczej, niż wtedy, kiedy do ich trójki dołączał Kacper. Mimo to, Jacob nie dostrzegał w swojej rodziny jakiejś znaczącej patologii - chociaż może po prostu udawał, że nie widzi tych ich wszystkich toksycznych relacji? No cóż, był człowiekiem, który sądził, że jeśli swojej uderzonej przez niego uprzednio żonie, kupi kwiaty, wszystko będzie w porządku, a oni wszyscy dalej będą mogli udawać szczęśliwą i zgraną rodzinę! Ach, piękny obrazek, doprawdy.
- Nie mów tak do siostry - kto by pomyślał, żeby brat się tak do własnej siostry zwracał? W dodatku nie do byle jakiej siostry, do Cornelii, która była oczkiem w głowie Jacoba.
- To ty, nieodpowiedzialny gówniarzu zrobiłeś jakiejś dziewczynie nieplanowane dziecko w wieku osiemnastu lat! - żyłka, która wyskoczyła na czole Villiersa niebezpiecznie drżała, kiedy ten, kierowany złością coraz bardziej podnosił głos.
- Jesteś dzieckiem Casper, dzieckiem które sądzi, że kiedy urodzi mu się mały bobas, będzie tylko pięknie, ty i twoja dziewczynka zamieszkacie w domu z ogródkiem, a ty bez jakichkolwiek konsekwencji sobie poruchasz następne naiwniaczki, widzące w tobie kogoś więcej niż tego kim faktycznie jesteś - nie panował już nad sobą, dłonie pobielały mu od zaciskania.
Próbował wyrównać oddech, kiedy usłyszał wypowiedź jego córki. Miała rację, cholerną rację.
- To nie moja wina, Cornelio - zaczął, próbując się jakoś wybronić przed celnymi słowami nastolatki - To on, to Casper odcina się od rodziny, robiąc z siebie jakiegoś gównianego buntownika!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Anglia, Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1292
  Liczba postów : 1621
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5219-casper-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9145-nowy-poczatek-jest-koncem-czy-jeszcze-nie#256103
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9144-nowa-sowa#256102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7167-casper-villiers#204308




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Pon Maj 27 2013, 16:09

Jak już wspominałam, użycie określenia "rodzina" w stosunku do Villiers'ów będzie sporym nadużyciem. Jednak nie jestem tu po to, aby się powtarzać. Kacperkowi do szczęścia wystarczyłaby jedynie świadomość, że z mężczyzną, który przed nim stoi łączy go tylko wspólny dom. Tyle. Ale niestety. Los zarządził się inaczej. Młody Villiers może i był "gównianym buntownikiem", ale nigdy nie chciał sobą zaprzeczyć czemuś i się od kogoś odciąć. Najwidoczniej po prostu ich charaktery się rozchodziły. Nie byli oni na tyle spokojni, aby usiąść przy okrągłym stole i rozmawiać. To ich by zmęczyło. Nabuzowane ciała gorzką energią, która spływa po ich twarzach wyrzucając kolejne przekleństwa. Gotowi dbać, ale tylko o opinię innych ludzi o sobie. Kacper dał sobie rękę uciąć, że gdyby Cornelia choć na chwilę dorosła, nie mieliby problemów. Ojciec jeszcze by nie wiedział, albo i przez długi czas żył w błogiej nieświadomości, bo co do kasy... Nie ma co ukrywać, że Cassandra pochodziła z rodziny majętnej, więc pewnie po ich ostatniej rozmowie nie będzie go chciała widzieć, bo po co? Po co jej taki ktoś, jak on? Jego życie jest wysadzane zaliczaniem kolejnych i płaczem nad losem ludzkim, który jest żałosny i kruchy. Zalewa to schłodzoną wódką, którą chętnie by wypił do dna, ale chyba jeszcze nie dziś. A ta cała rozmowa z ojcem i siostrą. Po co? Denerwowało go to. Bardzo. Nie potrafił uporać się z samym sobą. Wydawało mu się, że zbyt wysoką poprzeczkę sobie postawił, a teraz niemrawo dosięga do niej opuszkami palców. I co? Jest bezradny. Nie potrafi ogarnąć tego co się stało, ale na pewno nie chciałby ulec ojcu. Nigdy. To byłoby przegięcie. Zaprzeczenie zasadom, które nie były spisane, ale odnosiły się do dystansu, który był pomiędzy mężczyznami. Może i Kacperek miał osiemnaście lat, ale czy to mało? Mało wobec tego, co zdążył zobaczyć w "domu"? Czemu nikt nie rozpatrywał tego w kategoriach, że to nie musi być jego wina, że to może poza, poza obronna przed światem. Nie wyniósł z domu dobrych wzorców, a oni wszyscy mieli do niego szereg pretensji. Zresztą nie chodziło tylko o niego. Nie trudno ogarnąć, że Cornelia też stała się ofiarą sideł tej "rodziny". Czy gdyby było normalnie Kacper pozwoliłby, aby doszło do takiej sytuacji, jak ta sprzed roku? Czy to on nie wstałby i jej nie zagarnął w ramiona, aby odprowadzić ją do dormitorium. A on rzucał wyzwiskami. Zapierał się nogami i rękoma. Krzyczał, jak dziecko uwięzione w klatce. Wolał nienawidzić. Wolał nie akceptować Cornelii, choć może te donosy... Może ona próbowała zwrócić na siebie uwagę? Ale nie w tym złym sensie. Może pragnęła, aby Kacperek zobaczył w niej kogoś, kogo może odwiedzić i powiedzieć z dumą: "to moja siostra". Tego jej pożałował, nie dał, zabronił rozkoszować się tym smakiem. Zresztą... Miłość i on, to chyba uczucie, którego pożałował każdemu, ale czy na pewno?
Gdyby chociaż raz w życiu był gotowy usiąść i zagrać rolę brata, udać się z nią gdzieś i pobyć sam na sam. Jakaś wycieczka, z paktem, że nie zaczną się drzeć. Może znalazłby w niej sojusznika. Ale on nigdy nie pokazał jej prawdziwego oblicza Jacoba... Po prostu doszedł do wniosku, że skoro ma oczy i sprawne zmysły to powinna to ujrzeć sama, ale on (ojciec) zaślepiał ją. Zaślepiał Julie, która pewnie teraz była z nim tylko z litości. Właśnie teraz zaczął się bać, że ta idealna rodzina, o której mówił, mogłaby być czymś, czego on desperacko potrzebował... Ale jeśli Cassandra kiedys mu wybaczy, a między nimi zaiskrzy to czy nie spełni się najgorszy koszmar? Czy nie będzie taki, jak Villiersowie? Boże broń. On już tyle przeżył. To nie dla niego. Przygotujcie reżyserowie coś lepszego. Naprawcie to.
- Nie jesteś wieczny Jacob. Spójrz na nią i powiedz, że jesteś dumny z tego, jak ją wychowałeś i co zrobiłeś ze mną. Spójrz na nią wiedząc, że będzie matką twoich wnuków. Zastanów się, jakim skurwielem jesteś, że spartaczyłeś psychikę matce i Cornelii... Cieszę się kurwa, że mam sprawne oczy i nie uległem temu czemuś, co wokół siebie roztaczasz. Może pieprzyć trzy razy dziennie, jaki błąd popełniłem. Ale gdybyś kurwa zdał sobie sprawę, jaka jest rola ojca to byłbyś w stanie zapobiec temu i innym zdarzeniom dokładnie osiemnaście lat temu. Ale widziałeś tylko siebie. Widzę Cię i rzygam. Rzygam Tobą. Rzygam wszystkim, co o Tobie słyszę. "Dobry pracownik, wspaniały ojciec, doskonały mąż", a w domu? CHUJ. - Uśmiechnął się kpiąco widząc, że ma polot, ale nie złapał się jeszcze na tym, że chyba teraz zdradzi za dużo...
- Rok temu po zgwałceniu Cornelii... Nie miałeś odwagi się nią zająć. "Córcia skrzywdzona". To ja. Twój pokraczny syn, musiałem się zająć kimś, kto ją doprowadził do nędzy. A wiesz kurwa czemu? Bo pomimo wszystko. Pomimo tego, jak bardzo jej nienawidzę za to, że Ci wszystko wygadała... Ona jest kurwa moją siostrą. A to zobowiązuje mnie do takiej zasady, jakby: "chronić tych, którzy są Ci bliscy". Być może to tylko nazwisko, ale to mnie na to było stać. Mówisz, że będę złym ojcem? Gorszym od Ciebie już na pewno nie. Wychował mnie Hogwart, wychowała mnie Julie. To najlepsze, co od Ciebie dostałem - zapis do tej szkoły. Zabierz tą swoją męską gadkę. Pierdoli mnie Twoje wsparcie, tak samo, jak Twoje zdanie. Nie masz prawa. Dno. Jesteś dnem. To cię określa. - Splunął i wyrzucił niedopałek papierosa gniotąc go stopą. Uśmiechnął się blado do Cornelii przez chwilę, jakby w szczerych intencjach:
- Nigdy z Tobą nie rywalizowałem. Miałem to w dupie. Dopięłaś swego, ale nie mam pojęcia, co chciałaś osiągnąć. Miałem coś stracić? Chyba resztki szacunku do Ciebie. O ile jeszcze je miałem. - I znów spoważniał. Stał się chłodny i zły. Nie ogarniał życia... Ale przeniósł chłodny wzrok na Jacoba.
- Masz rację. Odcinam się. Więcej mnie nie zobaczysz. Zatem pozwolisz do kurwy, że już skończymy te przedstawienie i pójdę. - Pytające spojrzenie padło na tę dwójkę. Przecież nie wolno opuszczać kłótni. Ale no... Nie chciał tu być. Chciał się napić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 79
  Liczba postów : 97




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Pon Maj 27 2013, 17:25

Tak, psychika Cornelii zdecydowanie była podniszczona. Przez relacje w ich rodzinie, przez to co stało się pól roku temu. Czy kumulowanie tego wszystkiego w sobie było dobrym posunięciem? Może lepiej wyszłaby na tym, jeśli wybuchnęłaby kiedyś i wyrzuciła wszystkim swoim winowajcom wszelkie żale i pretensje? To byłoby zdecydowanie lepsze niż to co robiła przez całe swoje życie. To dbanie o swoją opinię było chyba rodzinne, bo jej rodzice, a zwłaszcza ojciec zawsze przywiązywali wagę do tego, co myślą o nich inni. Opinia musi być nienaganna, a jakże. Co by sobie pomyśleli sąsiedzi, jeśli dowiedzieliby się, że nieskazitelny Jacob to tak naprawdę tyran, który terroryzuje swoją rodzinę? Tu nawet nie chodziło o ten fizyczny aspekt tej przemocy, jaki przejawiał w stosunku do Julie. Czy przypadkiem jego manipulowanie zagubioną Cornelią nie było najczystszym przykładem psychicznego znęcania się nad człowiekiem? Oczywiście, ona tego tak nie odbierała. Przynajmniej jak na razie. Wiadomym było, że czuła, iż nie wszystko jest normalne, tak jak w innych rodzinach. Zawsze jednak znajdywała jakieś wytłumaczenie, a gdy jej się to nie udawało, tak owe podsuwał jej ojciec. Tak naprawdę, to pod tą całą jej przykrywką, kryła się bardzo wrażliwa osoba. Wszystko zdecydowanie zbyt mocno na nią oddziaływało. Kiedy była w towarzystwie przyjaciół, jeśli w ogóle teraz mogłaby tak kogokolwiek tak nazwać, wcale nie rozmyślała o tej całej swojej popieprzonej rodzinie. Jeśli się kogoś za długo udaje, takim się już staje, panno Villiers. A ona coraz częściej dochodziła do wniosku, że trochę się zmieniła. Ale kto to ma zauważyć, jeśli wszyscy tak bardzo mają ją w dupie. Zresztą, mała hipokrytko, ciebie też nie interesowało szczególnie życie Kacpra, czyż nie? To znaczy, wszelkie plotki - owszem, ale jakoś nigdy nie przyszłoby do głowy, że myślenie jej brata może wychylać się poza granice wybierania kolejnej panienki do zaliczenia. Chyba oceniała go zbyt pochopnie. Lecz jak ma go tak naprawdę poznać, jeśli cały czas oboje nawzajem się odtrącają i traktują gorzej niż źle? Zdecydowanie żadne z nich nie było bez winy. Ciekawe, czy jeśli by się o to postarali, potrafiliby stworzyć od nowa całkiem inną relację od tej, która obecnie między nimi panuje. Takiej... normalnie. Nic nie jest niemożliwe, ale na pewno byłoby to niezwykle trudne. Może zwrócenie na siebie uwagi faktycznie było motorem napędowym tego całego donosu? Może, może. Za dużo tych wszystkich domysłów. Czasami sama Cornelia nie wiedziała już, o co jej chodzi. Za dużo na raz do ogarnięcia.
O nie. Casper nawiązał do tego, co tak starannie próbowała usunąć ze swojej pamięci. Wychodziło jej to, nie powiem, że nie. Starała sobie czasami wmówić nawet, że tak naprawdę wcale ją to nie spotkało, że to w ogóle nie miało miejsca. Tak strasznie nie chciałaby, aby dowiedział się o tym ktoś inny. Aktualnie o całym zajściu wiedzę miał jedynie jej brat, no i rodzice. Niesamowicie mocno strzegła tej tajemnicy i dawno postanowiła sobie, że w życiu to nie ujrzy światła dziennego. Akurat w tej kwestii całkiem zaufała Casprowi, jeśli można użyć tu tego słowa. Momentalnie jej wzrok powędrował gdzieś na ziemię. Nie cierpiała o tym słuchać.
- Proszę cię, skończ. - powiedziała głośno i jak na jej gust, nawet stanowczo, choć tylko głuchy nie usłyszałby w tonie jej głosu wręcz paniki i zwyczajnego błagania. Nie odważyła się, aby uraczyć Ślizgona spojrzeniem. Może bała się, że zobacz pełne pogardy oczy? To było całkiem możliwe. Słuchała jego kolejnych słów, a głosik w głowie rozkazywał jej nie wypadać z rytmu. Nie będzie się pod nim uginać, oj nie!
- O co ci znowu chodzi? Jaką rywalizację? O co miałabym z tobą rywalizować, hm? O ojca, który i tak cię nienawidzi? Niczego ci nie zazdroszczę, zrozum. - kłamała. Bo zazdrościła mu tej... wolności. Nigdy nie przejmował się tym, co wolno, a co nie. A dla niej niestety, zdanie rodziców, a zwłaszcza Jacob'a było ważne. Chore. Przewidywała zwykłą kłótnię, a doszło do wytykania sobie najgorszych wad, do tak ostrych słów, których usłyszenie mogłaby sobie zwyczajnie podarować. Poza tym, ojciec tracił nad sobą panowanie i doskonale to widziała. A nie chciała być tego świadkiem, uwierzcie. Pomyślała, że może to dzisiejsze spotkanie do taki definitywny koniec ich "rodziny". Teraz to już pewnie nigdy się w takim gronie nie spotkają. Może to i dobrze? Nie, na pewno nie. Nie chciała tak nagle stracić brata, bo jak sam przed chwilą stwierdził, była kurwa jego siostrą. A to do czegoś zobowiązuje. Mimo wszystko była mu wdzięczna za to, co zrobił. Czuła wobec niego pewnego rodzaju dług, który kiedyś będzie musiała spłacić, a to uczucie okropnie jej ciążyło. Jej karta nigdy nie będzie pusta, jego zresztą też.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28822
  Liczba postów : 35509
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Sro Maj 29 2013, 14:04

W obecnej sytuacji zwyczajna dyskusja przy stole by nie przeszła. Zaraz zaczęłyby latać solniczki, sztućce i talerze, taka to rodzinka Villiersów była ugodowa! Przynajmniej teraz nie mieli czym w siebie rzucić... chociaż, gdyby się uparli? Niemniej jednak zdecydowanie lepiej by było, gdyby jeszcze przez chwilę się z tym wstrzymali.
Chociaż w przypadku Jacoba... było to trudne. Słowa Caspra, chcąc nie chcąc, coś w sobie miały. I być może młody Villiers przesadzał, ale przecież nie wymyślił sobie wszystkiego ot tak, prawda? Podobnie jak Jacob, jego syn nie był typem, który trzyma w sobie urazę, nie pozwalając jej znaleźć ujścia. Nie, był na to stanowczo zbyt popędliwy. I po prostu szczery, nawet jeśli tą całą rzeczywistość nieco przerysowywał, przynajmniej w mniemaniu starego Villiersa.
- JESTEM KURWA DUMNY - wywrzeszczał więc w odpowiedzi, tracąc już chyba resztki swojego i tak wątpliwego (no, może nawet znikomego) ojcowskiego autorytetu. Przynajmniej w oczach Caspra, bo wciąż miał nadzieję, iż Cornelka nie da się zmanipulować swemu demonicznemu braciszkowi i również zbuntować się przeciwko ojcu. Jej wyprowadzi by po prostu nie zniósł, no nie ma szans. Dlatego z całej siły próbował się powstrzymać i nie przypierdolić Casprowi, chociaż jak już z autopsji wiemy, Jacob bardzo często tracił cierpliwość i pozwalał swojej niehamowanej wściekłości wręcz szaleć... przekonała się o tym biedna Julie, na przykład. Czy była wciąż przy nim, ponieważ było jej Jacoba żal? No nie wiem, ale Mistrz chylił by się bardziej ku teorii, iż Julie była po prostu zbyt dobrą kobietą, dającą zbyt wiele szans. Jednakże w końcu i jej cierpliwość się kiedyś skończy... chyba.
- Gdybyś faktycznie tak ją "chronił" w ogóle do niczego by nie doszło! Ja wiem, ja też spieprzyłem, ale mimo to STARAM się odbudować to wszystko co było kiedyś, zanim chociażby do łba ci przyszło, żeby tak się zacząć odcinać od RODZINY - wycedził, kręcąc głową. Kontury zaczęły się zamazywać, stateczny (hehe) ojciec rodziny naprawdę tracił kontrolę!
- Cornelia ma rację, skończ - pozorny spokój? Ach, chyba tak. Nie zdążył jednak niczego dodać, bo ten mały gówniarz już naprawdę przesadził...
- Dno?! Kto tu jest dnem na Merlina! - wrzasnął i generalnie następne słowa jego syna spowodowały, iż zapominając nawet o obecności swojej ukochanej córeczki, zamachnął się i trafił swojego jedynego syna prosto w twarz. UPS.

parzysta - trafienie
nieparzysta - nietrafienie
:3


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Anglia, Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1292
  Liczba postów : 1621
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5219-casper-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9145-nowy-poczatek-jest-koncem-czy-jeszcze-nie#256103
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9144-nowa-sowa#256102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7167-casper-villiers#204308




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Sro Maj 29 2013, 18:41

Zamierzał już serio stąd iść. Nudziła go ta rozmowa. Powiedział wszystko, co miał do powiedzenia. Nawet był tak miły, że nie obrażał ich jeszcze bardziej,a zmieszanie ich z błotem sprawiłoby mu wielką frajdę. Szczególnie dziś. A nie zrobił z tego, więc po co takie rzeczy okropne robić i komplikować wszystko? Po co? Po gówno. I oni chyba nie ogarniali tego, albo im bardzo zależało na tym bogactwie. Nie mniej jednak warto pamiętać, że to co później się stało miało chyba zadecydować o wszystkim. Albo zgarniasz wszystko i jesteś zwycięzcą, albo jesteś frajerem i nie masz nic. Osobiście Casper miał nadzieję, że to Jacob okaże się frajersem, który zaraz zmiecie się stąd z podkulonym ogonem, ale kiedy już chciał triumfować doszło do czegoś całkiem większego. Jacob bezczelnie wyciągnął do niego łapy. KURWA PO CO? Co on chciał teraz tym pokazać? Zero ogarnięcia w sytuacji, a żeby uśmiechać się słodko i dalej to przepuszczać.
- Tak jesteś kurwa dnem. I nie dotykaj mnie, ty pedofilu jebany. - Ale zaraz odwdzięczył się prostym strzałem prosto w twarzyczkę, który miał nadzieję przestawić nos staruszkowi. Oh zdecydowanie. Doskonale. Szał na mieście i w ogóle staniki latają. Villiers pokazał, że umie się bić, a jego staruszek? Też miał jeszcze niezły strzał, ale masakra, bo przecież niekoniecznie chciał tego spróbować. Ale chyba nie miał już wyjścia. Ukradkiem spojrzał na Cornelię i krzyknął:
- Masz swojego ojca. Masz co chciałaś. - I zaraz potem przewalił Jacoba na ziemię wymierzając mu jeszcze jeden cios. Aż popłynie krew... Aż tamten zrozumie, że nie jest godny swego syna, ani córki, ani żony. Az pojmie, że śmierć to dla niego najlepsza terapia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 79
  Liczba postów : 97




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Czw Maj 30 2013, 22:04

A Cornelia dalej czuła, że powinna jak najszybciej ulotnić się z tego miejsca. Padały słowa, których zdecydowanie wolałaby nie usłyszeć. Jakaś siła trzymała ją jednak w tamtym miejscu, pomiędzy dwoma w gruncie rzeczy bardzo ważnymi w jej życiu osobami. Pomijając to, że z tą drugą, mam na myśli Caspra, jej kontakty były wręcz tragiczne. Była rozdarta między słowami ojca, a tym, co mówił Ślizgon. Obaj mieli po części racje, oczywiście w jej mniemaniu, tylko że starszy brat wyrażał to wszystko zbyt... gwałtownie? Pewnie myślałaby tak cały czas, gdyby nie nagły wybuch starego Villiersa. Szczerze mówiąc, zupełnie się tego nie spodziewała. Była wręcz pewna, że jej kochany, nieskazitelny tatuś zachowa spokój, klasę i nie rzuci się na syna z pięściami. A to już ją po prostu przeraziło. Nie lubiła być świadkiem takich sytuacji, a jeśli chodziło o jej rodzinę, to już w ogóle. Nie miała pojęcia, co ma zrobić. Słowa osiemnastolatka przyjęła zwyczajnie przenosząc wzrok na ziemię. Czyżby ten pieprzony buntownik miał rację? Nie, na pewno nie.
Może gdyby dali sobie spokój po uderzeniu w twarz, ale nieeee! Kacper dał się ponieść wściekłości i dosłownie powalił ojca na ziemię. A co ona miała robić? Przecież fizycznie nic nie zdziała, to pewne. Z jej chudą sylwetką i wzrostem ledwo ponad sto sześćdziesiąt centymetrów trudno było się porównywać do jednego i drugiego mężczyzny, którzy zaraz, jeśli nie zainterweniuje, pewnie się pozabijają!
- Przestańcie, no kurwa, przestańcie. Rozmawiacie o waszych pieprzonych poziomach, a zachowując się tak, jeszcze bardziej pokazujecie, że jesteście na tym samym. - jakaż ona mądra była! A przecież sama mogła sobie wiele zarzucić. Bo przecież to właśnie dzięki niej działo się teraz to, co się działo. Gdyby siedziała cicho, do tej szarpaniny zwyczajnie by nie doszło. Taa, Cornelia i to jej wieczne szukanie usprawiedliwienia na wszystko i obwinianie samej siebie. Jej psychika nie była w dobrym stanie, oj tak.
Choć, prawdę mówiąc, reakcja Jacob'a okropnie ją rozczarowała. Można byłoby powiedzieć, że teraz czuła się wręcz upokorzona w oczach Caspra. Tak zawzięcie broniła starego Villiersa, zapewniała jaki to on dobry nie jest, a teraz staruszek zachowuje się dokładnie tak, jak Kacper przewidział. To było nie fair, zdecydowanie.
- Tato, uspokój się. Nie jesteś taki, przestań! - już prawie krzycząc błagalnie zwróciła się do mężczyzny. Czemu oni muszą to rozwiązywać w taki sposób, grrr!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28822
  Liczba postów : 35509
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Pią Maj 31 2013, 19:53

Ojojoj, ależ się porobiło! Tak to właśnie wyglądało, kiedy za każdym razem na ciele Julie pojawiały się jakieś siniaki. Odmienne zdania, wściekłość i oto mamy sposób rozwiązywania konfliktów według Jacoba Villiersa! I pomimo, iż już za chwilę tego bardzo żałował, to niestety nie da się cofnąć przeszłości.
Reakcja syna oczywiście go nie zdziwiła, ale nie myślał w kategorii przecież sam bym tak zrobił. Dawno wyrzekł się wszelkiego podobieństwa do tego niewdzięcznego szczeniaka... taa, cóż z tego, przecież nie zmieni swojego charakteru, a co tu w ogóle mówić o charakterze Caspra, który z nim nie rozmawiał... mimo to, Jacob nie mógł znieść, jeśli ktokolwiek zwracał mu uwagę na jakąś jego cechę, dzieloną z synem. Sam oczywiście nic nie zauważał, oczywko. Wolał wmawiać sobie, że są całkowicie inni.
Dopiero po chwili dotarło do niego, jak musi wyglądać w oczach Cornelii... teraz wyszło na to, że Casper miał rację, szlag. Było już jednak za późno, stróżka krwi z rozwalonego nosa wolno spływała staremu Villiersowi po twarzy. Energicznym ruchem zrzucił z siebie syna, po czym z paniką spojrzał na swoją córkę. Nie wiedział co ma powiedzieć, jak się wytłumaczyć, jak usprawiedliwić się przed Cornelią... cholerny szczeniak go do tego sprowokował, przecież Kornelka słyszała!
Zachował się jak ostatni tchórz, ale po prostu teleportował się z powrotem do domu. On z Cornelią naprawdę porozmawia, z Casprem... zresztą też.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Anglia, Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1292
  Liczba postów : 1621
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5219-casper-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9145-nowy-poczatek-jest-koncem-czy-jeszcze-nie#256103
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9144-nowa-sowa#256102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7167-casper-villiers#204308




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Nie Cze 02 2013, 18:06

"Cześć! Jestem Kacper i mam wszystko w dupie, więc nara!" - tak powinna zaczynać się każda jego rozmowa. Już nawet teraz to nie chodziło o sam fakt tej historii rodzinnej, która była patologiczna i przerażająca do szpiku kości, bo kto chciałby się wychowywać w takim domu? Kto chciałby takim ludziom mówić, że ich kocha i spędzać z nimi do świata? Niech będzie chwała Bogu, że jedynie go wychowali i nie zagłodzili czy coś. Niech będzie chwała, bo Kacper tak naprawdę ma za co dziękować. Tu już chodziło o coś więcej. Oto, że on jest uparty i nie da sobą pomiatać. Doskonale zdaje sobie sprawę, że laski na niego lecą, w kątach cicho kwilą do koleżanek, jaki on jest zły i niedobry. W tej kwestii nie tylko on ma brudne ręce. Przecież żadna nie obiecała mu, że mu jakoś pomoże. Żadna nie wróciła po kłótni. Cassandra pewnie też nie wróci. Była piękna pomimo tej anorektycznej obwódki, była piękna nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Nosiła w sobie wnętrze, które to on naznaczył swoimi genami. I teraz miał wrażenie, że w Cassandrze ukryty jest cały jego świat. Jedyny znaczący ślad, który zostawi na świecie po tym jak kiedyś będzie zmuszony odejść. To może być trudne. To może ranić... Ale on po prostu czuł się tak bardzo zniszczony przez tych ludzi, że ich nienawidził. On spadał z pewnego urwiska już od osiemnastu lat. I ciągle w dół z tym, że kiedy wydawało się, że dotknął już dna to okazywało się, że może lecieć jeszcze niżej. Dobrze wiedział, że to jest pewne dno, ale nie da się przecież uderzyć. Przyrzekł sobie, że ojciec nigdy go nie dotknie, że nigdy nie dotknie Cornelii pomimo tego, jak bardzo jej nie lubił. A Julie? Julie sama się pchała w jego ramiona. On nie potrafił zatrzymać kogoś kto chyba uwielbiał ból. Ból jej przyjacielem w każdym momencie.
Zatem przywalił mu jeszcze raz i piznął jeszcze pięścią w drzewo, kiedy dłoń zaczęła mu krwawić zaklął pod nosem.
- Kurwa. Jesteś zjebany. Życzę Ci kurwa, żebyś zdechł w męczarniach! - Krzyknął za nim. A potem nawet zabrakło mu odwagi by spojrzeć na Cornelię. Uniósł jedynie wzrok do nieba. Zgiął rękę w łokciu i modlił się, aby ból nie wywiercił dziury w całym ciele. Boże proszę... I poszedł.

[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 79
  Liczba postów : 97




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Nie Cze 02 2013, 19:30

Wszystko działo się zdecydowanie za szybko. W ogóle nie sądziła, że dojdzie do takiej bijatyki, jaka właśnie miała miejsce na jej oczach. Na szczęście, jej prośby poskutkowały przynajmniej po części, tylko że zupełnie zbiło ją z tropu to, że jej ojciec niczym ostatni tchórz zwyczajnie się teleportował. Uciekł, olał ją po prostu. Nawet się nie pożegnał. Nie tego się po nim spodziewała, zdecydowanie. Przecież powinien stanąć teraz na przeciwko syna, popatrzeć na niego z wyższością czy coś w ten deseń i uświadomić, że młody nie dorasta mu do pięt. No przepraszam, co to miało być? Zawiodła się, to pewne. Poza tym, cała ta sytuacja zrujnowała jej humor i w ogóle postrzeganie świata, przynajmniej chwilowo. No bo jak to, tatuś przecież tak nie robi, co jest? No w szoku była! Kacper dalej był wściekły, nawet wyładował swoją złość na jakimś drzewie. Ona stała tam jednak, zupełnie nie wiedząc, o co im wszystkim chodzi. Kiedy jej starszy brat zniknął z pola widzenia, sama postanowiła zrobić to samo, z tą różnicą, że nie wiedziała gdzie iść. Hogsmeade? Nieee, po wydarzeniach z przeszłości zwyczajnie się tego miejsca bała i nie zapuszczała się w jego odmęty samotnie. No nic, zostaje wrócić do zamku. I tak właśnie zrobiła.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Kanada, Hamilton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 716
Dodatkowo : pałkarz, kpt
  Liczba postów : 658
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5551-filip-stone#160789
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5553p60-fiflaka-mafia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5558p15-fifi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8421-filip-stone#238190




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Pon Cze 10 2013, 17:07

Filip, tuż po wysłaniu listu do Mar, wsunął na nogi wygodne buty i narzucił na ramiona cienki sweter, coby nie zmarznąć przypadkiem albo użyczyć do swojej siostrzyczce, gdy będzie jej zimno. Potem wyszedł przez Zamek i po kilkuminutowym przestępowaniu z nogi na nogę w końcu w wielkich drzwiach pojawiła się Mar, do której nasz Filipek zamachał radośnie i z wielkim uśmiechem na ustach przytulił ją krótko, po czym oboje ruszyli w stronę wioski.
Filip całą drogę nawijał tylko o jednym: o Laili, rzecz jasna. Mówił o tym, o czym już napisał jej w liście. O tym, jaka jest fajna i miła, i jak bardzo chciałby by była jego dziewczyną, właśnie ona. Opowiedział jej też o ich pierwszej "randce" i o Sali Końca, do której zaprowadziła go Puchonka. Raz jeszcze powtórzył swoje obawy dotyczące tego kumpelskiego traktowania, które podsumował mniej więcej tak:
-Jestem przecież mężczyzną. Nie jestem tylko dobrym kumplem!
A po chwili, gdy byli już w parku, dodał, wsuwając dłonie w kieszenie spodni i garbiąc się lekko:
-Wiesz... myślę, że gdybym z nią był... to zacząłbym studiować w Hogwarcie. Wiem, że to może się wydawać pochopną decyzją, ale ja serio o tym myślałem. I... nie chciałbym zostawiać tu mojej dziewczyny. Nie chciałbym się z nią rozdzielać. Znasz mnie.
Otóż to. Mar znała go, jak nikt inny i na pewno wiedziała o tej romantycznej, nieco ciapowatej, ale zdolnej do wielu poświęceń stronie swojego przyjaciela. Gdy już był w związku, nieważne, czy z dziewczyną, czy z chłopakiem, angażował się w niego całym swoim małym serduszkiem. Wiedziała, że dla swojej wybranki zrobiłby wszystko, nawet jeśli owy związek trwałby tydzień albo miesiąc. Może i było to głupie, ale on taki już był. Dawał całego siebie, nie oczekując w zamian nic.
-Ale, ale! Najpierw muszę ją o to poprosić. I kupić te bajeranckie czekoladki- szturchnął Mar lekko w bok i przez chwilę nawet milczał, dając dziewczynie dojść do głosy. A potem, nie wiadomo czemu, zapytał:
-Jak z tobą i Jovenem?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Toronto, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 244
  Liczba postów : 452
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5569-marceline-ava-delacroix
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5570-let-s-make-friends-with-marceline
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5573-poczta-marceline
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7266-marceline-delacroix




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Pon Cze 10 2013, 17:58

Marceline bardzo cieszyła się perspektywą wspólnego wypadu do Hogsmeade, naprawdę. Już zaraz po wysłaniu ostatniej sowy z miejscem i godziną spotkania pomknęła do dormitorium, aby ubrać na siebie coś cieplejszego i jak najszybciej wyruszyć w drogę. Filip był osobą, którą znała niemalże od... zawsze. Nie no, pewnie gdzieś tak od pierwszej klasie. Razem się trzymali, grali w drużynie, spotykali czasami na wakacjach. Istniała między nimi pewna nić porozumienia, która mimo widocznych różnic w ich charakterach sprawiała, że uwielbiali przebywać w swoim towarzystwie. Tak więc jeśli nadarzała się ku temu okazja, Mar zawsze z chęcią z niej korzystała. Dzisiaj również już po chwili była na miejscu spotkania, w którym Stone na nią czekał. Zapowiada się na niezłą rozmowę, nie ma co! W gruncie rzeczy od przyjazdu do Hogwartu nie widywali się tak często. Każdy z drużyny chciał poznać nowych ludzi, nową szkołę, a już zwłaszcza Ci tak otwarci jak Fiflak. Ostatnim razem widziała się z nim na imprezie, jednak jak to na melanżach, pogadać tam zbytnio się nie da, bo każdy ma w głowie inne rzeczy, hehe.
Słuchała go oczywiście bardzo uważnie, jak to zresztą miała w zwyczaju. Kiwała głową, kiedy opowiadał o wszystkich obawach i tym całym zachwyceniu Lailą. Szczerze mówiąc, sceptycznie podchodziła do całej sprawy. Znała swojego przyjaciela dobrze i wiedziała, że jest niesamowicie podatny na amory. Tak jak na przykład z Mads ostatnio. Biedaczek dostał kosza, bo ta wybrała Rivera, ale również wpadł po uszy, zakochując się w niej na potęgę. Trzeba być bardziej ostrożnym, zdecydowanie! Całkiem na rzeczy mówił z tym całym postrzeganiem go jako kumpla, bo faktycznie dużo dziewczyn właśnie tak na niego patrzyło. Marceline zauważyła to nawet wśród dziewczyn z Riverside. Kurde, przecież jakby na przykład jej teraz wyznał miłość, też musiałaby powiedzieć mu, że jest świetny, ale tylko jako przyjaciel. Choć w ich przypadku było to zupełnie nie możliwe, bo... no bo tak! Byli niemalże jak rodzeństwo i jestem pewna, że żadne z nich nie patrzyło na siebie w sposób inny niż przyjacielski. Westchnęła cicho i z lekkim uśmiechem, ale starannie dobierając słowa, powiedziała:
- Kurczę, Filip... Ile razy Ty z nią w ogóle rozmawiałeś? Jestem pewna, że ona cię bardzo lubi i faktycznie warto spróbować, to nie podlega dyskusji, ale studia? Chłopaku, ogarnij się. Na razie przyjechaliśmy tu na parę miesięcy a ty już chcesz tu zostawać dla kogoś, kogo dopiero poznałeś. Nie chcę, żebyś potem się przejmował, tak jak było z Mads. - pomyślała, że może trochę za dużo powiedziała, ale przecież on świetnie wiedział, że z jej strony może liczyć tylko i wyłącznie na szczerość. Nie miała w nawyku sztucznego pocieszania i owijania w bawełnę, tylko raczej trzeźwe ocenianie sytuacji.
- Nie mówię, że wiesz, to jest skazane na porażkę, bo na pewno nie jest, tylko po co znowu tak bardzo się angażujesz? Wybiegasz w przyszłość tak, że pewnie po kolejnej randce obmyślisz imiona waszych dzieci, a po następnej kolor ścian w sypialni. Jakkolwiek to wszystko dobrze świadczy o Tobie, to potem możesz się zwyczajnie rozczarować. - dodała, akcentując zwłaszcza ostatnie zdanie. Czasami zadziwiała ją ta jego uczuciowość i romantyczność. Naprawdę, był gorszy niż nie jedna dziewczyna! Ale to naprawdę była tylko zaleta jego charakteru, która po prostu w pewnych sytuacjach obracała się przeciwko niemu. Ale co tam, i tak był kochany! Poklepała go po ramieniu, żywo potwierdzając jego słowa:
- Tak, te czekoladki koniecznie musisz kupić!
Kiedy usłyszała jego kolejne słowa, spojrzała na niego pytająco. Momentalnie pomyślała, że może ich, na Merlina, ktoś na tej Polanie podglądał. Ale nie, to niemożliwe przecież! Filipek głupi nie był i na pewno zauważył, że to pytanie wybiło ją lekko z tropu.
- Hm, ale czemu pytasz? Bo trochę nie rozumiem. Dobrze wiesz, że nie jesteśmy już razem. I to od pół roku jakoś, myślałam że zauważyłeś. - ostatnie zdanie powiedziała nawet rozbawionym tonem, żeby wyszło, że to już dawno i nie prawda, i że o Indianie już nie myśli ani nic. Ale powiem wam, że ostatnio myślała z podwójną częstotliwością.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Kanada, Hamilton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 716
Dodatkowo : pałkarz, kpt
  Liczba postów : 658
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5551-filip-stone#160789
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5553p60-fiflaka-mafia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5558p15-fifi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8421-filip-stone#238190




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Pon Cze 10 2013, 18:35

To fakt, że w Riverside był znany i lubiany, jak większość chłopaków z drużyny. Dziewczyny kręciły się koło niego niczym rój pszczół i niektóre nawet piszczały na jego widok. Ale one nawet nie znały Filipa. Otaczały go kółeczkiem w czasie przerwy i prześcigały się w komplementowaniu jego i jego gry. To było miłe i łechtało ego Stone'a, ale nic poza tym. Pewnie każda z nich zgodziłaby się na randkę z Filipem, po której zostaliby przyjaciółmi. Bo on nie był typem amanta, czy casanovy. Nie miał też jakieś powalającej urody i pewnie gdyby nie był w drużynie Riverside to zainteresowanie wzbudzałyby co najwyżej jego tatuaże. Był naprawdę kiepski w uwodzeniu! Jeśli mu zależał- od razu to pokazywał i to przerażało większość przedstawicielek płci pięknej. Bo, czy chłopak, który wystaje pod twoją klasą z bukietem kwiatów i czekoladkami może być normalny? Na bank ma coś z głową. Bo ponoć one lubiły być zdobywane, mamione i ciągane za nos. Każda z nich zarzekała się, że lubi miłych chłopaków, ale gdy przychodziło co do czego, to wybierały tych badasiów. A Filip z badasia miał tylko te tatuaże.
Dziewczyny lubiły, gdy chłopak zgrywał niedostępnego, a im gorzej je traktował tym lepiej. Im mniejszą uwagę na nie zwracał, tym bardziej one o niego zabiegały. Filip nigdy nie pojmował tej pokrętnej dziewczęcej logiki. Ale one usilnie wierzyły, że z menela i rozrabiaki zrobią wrażliwego, dobrego męża i ojca swoich dzieci. Warto mieć marzenia. Filip za to zupełnie odbiegał od tego schematu; dbał, troszczył się i przytulał przy kolegach. Tęsknił i odliczał dni do kolejnego spotkania i może faktycznie był jak wiecznie zakochana trzynastolatka, z głowa w chmurach.
Na szczęście miał Marceline i mógł z nią pogadać o wszystkim, tak mu się przynajmniej wydawało. I nie było strachu, że któreś mogłoby coś do drugiego poczuć. Oni znali się niemalże od pieluch (no bo przecież jedenaście lat to prawie, jak roczek...) i traktowali się, jak rodzeństwo. Filipa na samą myśl o pocałunku z Mar przechodził jakiś dziwny dreszcz. Nie żeby była brzydka! Ale była jego siostrą. Prawie. I to byłoby troszkę... dziwne.
-Wiem... Mówiłem, że to wydaje się pochopne. I takie jest. Ale związki na odległość są do bani- wydął wargi, niczym niezadowolony pięciolatek. -Nie wybrałbym koloru ścian! Ja już to zrobiłem- odciął się z wrednym uśmieszkiem na ustach, ale zaraz potem roześmiał się krótko. -To nie tak, że ją kocham. Że tak na zabój, do grobowej deski, na zawsze i do końca. Nie chce jej prosić o rękę! Tylko jest fajna. Nie spieszno mi do ślubu i dzieciaków, ale taka myśl, że jest ktoś, kto może też o tobie myśli jest całkiem przyjemna. Wiem, jak było z Mads, nie musisz mi przypominać- mruknął, troszkę zły, ale jedynie na samego siebie. -Nie chcę się znowu... rozczarować- przyznał w końcu, spoglądając w niebo, a potem znów na przyjaciółkę. -Więc powinienem chyba przystopować, prawda?- pokiwał głową, jakby sam dając sobie odpowiedz.
Otóż to. Głupi nie był i wciąż uważał, że Marceline była najszczęśliwsza wtedy, gdy była z Jovenem. A on też wydawał się wtedy troszkę milszy i bardziej "tykalski" niż zazwyczaj. Niestety, ta dwójka się rozstała, co wcale nie podobało się Filipowi. Jakby był matką, która właśnie znalazła dla córki wymarzonego partnera, a ta go odrzuciła. Ech.
-No. Zauważyłem- przytaknął i wzruszył lekko ramionami. -Ale chyba nigdy nie powiedziałaś mi, dlaczego się rozstaliście. A z nim naprawdę... no. Chyba byliście zgraną parką, co nie? O tyle dobrze, że teraz nie skaczecie sobie do gardeł- zaśmiał się znów krótko i uśmiechnął do niej, jakby chciał zachęcić do zwierzeń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Toronto, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 244
  Liczba postów : 452
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5569-marceline-ava-delacroix
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5570-let-s-make-friends-with-marceline
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5573-poczta-marceline
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7266-marceline-delacroix




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Pon Cze 10 2013, 20:00

Było w tym wiele racji, oj tak. Każda dziewczyna zarzekała się, że chce miłego i sympatycznego chłopaka, ale jeśli już by się taki przytrafił, to w pojedynku z nim zawsze wygra jakiś tajemniczy i niedostępny. Można by rzec, że ją samą po części coś takiego pociągało u płci przeciwnej i chociażby Joven był tego przykładem. Przynajmniej w oczach Kanadyjki (ale pewnie innych również), szczególnie podczas pierwszego wrażenie, należał do tej drugiej grupy. Ale nie o tym teraz. Pozycja w drużynie faktycznie dawała chłopakom większe pole do popisu. Wiadomo, fanki i te sprawy. Choć jakoś trudno byłoby jej sobie wyobrazić Filipka, który otoczony tłumem dziewczyn flirtuje z każdą po kolei. On w jej oczach był najprościej mówiąc dobry. Taki czuły, opiekuńczy, no ideał po prostu! I niech Laila wie, że jak Marceline ją dorwie to nic innego tylko będzie chwalić jaki to ten nasz Fiflak jest fajny. On, zdaniem szatynki, naprawdę zasługiwał na to, żeby wreszcie jakaś dziewczyna (ale też taka, do której sam brunet coś czuje oczywiście!) wzięła go pod swoje skrzydła i w ogóle. Na pewno byłby szczęśliwszy! Może mu kiedyś skombinuje jakąś randkę w ciemno, no serio! Lecz tylko wtedy, kiedy nie uda mu się z jego obecnym obiektem westchnień, a szczerze mam nadzieję, że stworzą bardzo uroczą parę!
- Ej, ale na razie nie ma żadnego związku jeszcze, wiesz. Nie nastawiaj się tak, proszę. Nie myśl za dużo na razie, po prostu idź na spontana. - powiedziała spokojnie, patrząc na niego uważnie. Szkoda jej go trochę było, bo zawsze istniała ta ewentualność, o której sam wcześniej mówił: że Howett ma go tylko za kolegę. A wtedy byłoby całkiem nie fajnie, bo smutny Fifi był jednym z najbardziej przygnębiających obrazów, jakie jej dane było w życiu oglądać, uwierzcie. Kiedy wspomniał o Madison, pomyślała, że zapyta może, czy wie coś więcej o jej związku z Riverem, ale to byłby istny cios poniżej pasa. Zostawimy to na potem, zdecydowanie!
- Ja też nie chcę żebyś się rozczarował. Przystopuj z tym wybieganiem w przyszłość po prostu. Spotykaj się z nią, ale znowu nie czekaj codziennie rano pod dormitorium z kwiatami, bo weźmie cię za idiotę. Wiem co mówię! - trajkotała dalej, aby zaraz, po chwili milczenia, przystanąć chwilkę i zupełnie jakby nagle ją coś oświeciło, stwierdzić:
- Albo wiesz co? Bądź sobą. Nawet z tymi kwiatami możesz stać jak uznasz to za właściwe. Byłaby totalną idiotkę, gdyby cię takiego nie wzięła, serio! - powiedziała z uśmiechem, teraz już zupełnie pewna swoich słów. To był klucz do sukcesu! Chyba, że Laila okaże się jaką bezduszną dziewczyną, ale wtedy też coś poradzimy.
Czy w trakcie jej związku z Jovenem była najszczęśliwsza? Pewnie tak. Teraz też nie było źle, może po prostu inaczej. Żyła z dnia na dzień i kiedy miała dużo zajęć, nie myślała o wszystkim w taki sposób i tak dużo, lecz właśnie takie rozmowy skłaniały ją do zastanowienia się nad pewnymi rzeczami.
- To dobrze, że zauważyłeś. Tak serio to... nie wiem. Trudno powiedzieć. To była raczej wspólna decyzja, tak sądzę. Trochę się nie zgadzaliśmy i tak jakoś wyszło. - odpowiedziała. Miała do niego zaufanie i tak naprawdę mogłaby się teraz u niego poradzić, ale na razie coś wewnątrz ją hamowało. Nie była zbytnio wylewna, ale Fiflak to Fiflak, nie miała przed nim wielkich tajemnic i nic by się nie stało, gdyby podzieliła się z nim swoimi rozmyślaniami i w ogóle. Ale czy nie były one po prostu głupie? Sama nie wiem. Nawet nie zauważyła, że trochę się wyłączyła.
- Zgraną? Tak, chyba tak. - skwitowała szybko. - Haha, no masz rację, nie skaczemy sobie do gardeł. - tylko leżymy na sobie w środku lasu, ale tego już nie dodała!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   

Powrót do góry Go down
 

Ścieżka w parku

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 7Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

 Similar topics

-
» Ścieżka górska
» Numerologia
» Studnia w środku parku
» Główne wejście do parku
» Zamarznięta fontanna na środku parku

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Park
-