IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Fontanna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość




Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -2
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 524
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5106-dahlia-e-slater
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5109-czesc-jestem-dahlia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5108-sowka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7187-dahlia-e-slater




Gracz






PisanieTemat: Fontanna   Wto Maj 21 2013, 19:55


Fontanna

W sercu parku znajduje się ogromna fontanna, mająca postać monumentalnej i trochę złośliwej rzeźby, bo oto nieostrożny spacerowicz, który przysiądzie na jej skraju, może zostać opryskany wcale nie małą ilością wody!

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Dania, Kopenhaga
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 510
  Liczba postów : 1383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6313-mathilde-olivia-villadsen#177625
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6324-zagraj-ze-mna-na-pianinie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6376-poprosze-najladniejsza-pocztowke#179438
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7164-mathilde-olivia-villadsen#204301




Gracz






PisanieTemat: Re: Fontanna   Czw Sie 01 2013, 15:31

Ojejku! Jak Math kochała wodę! Ten moment kiedy drobne krople deszczu otulały drobne ciało dziewczyny, wydawały się muzyką dla jej duszy. Wtedy potrafiła wymyślić najciekawszą kreację, która zamykała w sobie całą elegancję czarodziei, jak i innowacyjność. Math była gotowa, żeby podjąć się wyzywania, jakim było spełnienie własnych marzeń, ale czy ktoś chciał jej pomóc? Złapać za dłoń i powiedzieć, że nie jest w tym sama? Marthilde kochała swoich rodziców, braci... Ale brakowało jej Veronique. Tej zadziorności, którą emanowała bliźniaczka... Lecz to chyba nie był jedyny powód. Choć wiedziała, że rodzice się nią cieszą, to patrząc na Math widzą drugą córkę i to zawsze wywołuje ogromny ból. Czy to była normalna sytuacja, wobec której dziewczyna mogła czuć się winna?
Westchnęła. Przyszła tu na spacer, aby uwolnić się od ciążących myśli. Marzyła o długim spacerze w nieznane, gdzie nikt jej nie powie, że zrobiła coś źle. Chciała szyć... Chciała uszyć najpiękniejszą suknię ślubną dla swojej kuzynki, lecz nikt nie poświęcał jej teraz czasu. Każdy jakby zapominał, że Math ma otwarte serce, w którym jest miejsce dla wszystkich... A może było inaczej! Z chęcią korzystali z jej opieki, lecz nie potrafili zaoferować tego samego dla niej.
Uśmiechnęła się do jakiegoś przechodnia, który szedł z małym chłopcem. Na oko dwa lata. Math uwielbiała maleństwa. Było w nich tyle dobroci, niewinności, słodkości! Chciałaby kiedyś zrobić takiemu dziecku zdjęcia. Momentalnie sięgnęła po aparat, a te cudeńko wydało maleńki i cichy 'pstryk', który Olivia zwykła nazywać muzyką dla jej duszy. Ale to wszystko nic. Przejechała dłonią po włosach, które jej zdaniem były za krótkie. Właściwie Math nie była tu bez powodu. Przed chwilą był tu jej ojciec, z którym miała wybrać dom... Dom, bo córka Ministra Magii z Danii, nie może mieszkać w jakimś tam przytułku pełnym ludzi bez ambicji.
Z tym, że pomysły Math nie spodobały się ojcu. Wiele pomysłów na to, jak zagospodarować pokoje, ale nic konkretnego... Pokój do szycia, składzik materiałów, pokój do wywoływania zdjęć, studio do robienia zdjęć, pokój pełniący funkcję galerii i mnóstwo innych pomieszczeń. A przede wszystkim salon, w którym stałoby pianino. No i oczywiście ta mała komórka wystarczy, aby wstawić łóżko. Math była chora na punkcie swojego świata. Ojca to chyba przerażało, że próbowała wnieść cały światek do tego domku.
Westchnęła niezadowolona. Przecież nie chciała źle! Machnęła różdżką i magicznym sposobem jej kot zaczął iść w jej kierunku przy czym wskoczył na kolana dziewczyny. Przytuliła go mocno do siebie.
- Tylko myy... Jesteś dla mnie tylko ty. - Mruknęła zapominając, że zaraz zza rogu może wyskoczyć Kai, którego ostatnio zaczynała się bać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Newcastle, Australia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 58
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 47
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6256-nicholas-ridgeway
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6257-mr-ridgeway#176854
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6259-sowa-nicholasa#176867




Gracz






PisanieTemat: Re: Fontanna   Czw Sie 01 2013, 21:38

Nogi miały go ponieść byle gdzie i tak też się stało. Gdy tylko się obudził, czuł jak drażniąco przepływa przez niego wena, błagając o jakikolwiek upust. Nie pisał od dłuższego czasu, bo przeżywał pewnego rodzaju kryzys. Nie było to jednak nic dziwnego, choć nie zdarzało mu się nazbyt często. Potrzebował trochę odpoczynku, by potem to, co przez jakiś czas mu nie towarzyszyło, uderzyło z podwójną siłą. Dobrze mu to robiło. Właśnie w takim czasie najczęściej zdarzało mu się zacząć jakąś nową powieść. Odnajdywał wątek, który nadawał się idealnie, z którym mógł zacząć zabawę i obróbkę, dodatki i komplikacje. Wiedział, że gdy tylko wyjdzie na zewnątrz i gdzieś usiądzie, to będzie w stanie poskładać w całość wszystkie krążące myśli, które jeszcze nie tworzyły jednego, idealnego pomysłu. Był na dobrej drodze. Tym razem będzie to powieść detektywistyczna, tego był pewien. Nie chciał, by już na początku przewinął się motyw śmierci… Chodziło o coś delikatnego, może nawet sielankowego, co dopiero w połowie zostałoby brutalnie przerwane, przynosząc nagły zwrot akcji. Jeżeli jednak czytelnik myślał, że początek był bezsensowny, to miał zmienić zdanie po przeczytaniu całości. Całość miała być zgrana, a przy tym miała wyśmiać ignorancję czytelnika. Początek, rozwinięcie i zakończenie – wszystko było ważne. Nie chciał być złośliwy, co to, to nie… Ludzie potrzebowali jednak motywacji do myślenia. Szkoda tylko, że po napisaniu zapewne trafi na dno jego szafki. Ach. Dobrze, gdyby fabuła rozgrywała się w jakimś mało magicznym miasteczku, lecz pomimo tego, że wydawałoby się ono nieszczególne, miałoby jakieś ścisłe powiązanie z jakimś ważnym miejscem, jak Ministerstwo Magii, czy któryś z magicznych szpitali.
Siedział na trawie, na uboczu. Obserwowanie ludzi sprawiało mu przyjemność, bo pokazywało mu różne typowe zachowania ludzkie, a także różne charaktery, które zawsze można było poskładać i wykorzystać w literaturze. Kiedyś jakiś chłopak zapytał go, czy nie nudzi go siedzenie cały dzień w jednym miejscu… Trudno było mu wytłumaczyć, że to naprawdę relaksuje i pomaga w koncentracji jak i znajdywaniu inspiracji.
Postawił obok siebie pusty kubek po kawie, jak i swój brudnopis z piórem nań. W ręku znajdował się już papieros, którym uwielbiał się delektować. Zapalił, zaciągnął się… Wokół niego co jakiś czas ktoś przechodził… Wypuścił dym. Powinien się oduczyć. Powinien – dla zdrowia. W praktyce jednak tak bardzo to lubił, że ani myślał próbować żyć bez tytoniu. Nie zwrócił szczególnej uwagi na to, że zaczęło padać. Jego notatnik jak i tusz były specjalnie zaczarowane, by się nie zniszczyły, a on? Dla niego było to dodatkowe odprężenie. Nie był z cukru. Chłód na ciele działał pobudzająco, tylko…
-Cholera – mruknął pod nosem, kiedy jego papieros zgasł. Nie miał ochoty ponownie go odpalać. Wstał więc, trzymając go ciągle w ustach, biorąc po drodze pozostawione obok przedmioty. Na chwilę rozprostuje nogi i znowu gdzieś usiądzie. Miał jeszcze sporo czasu do zmierzchu, choć za godzinę albo dwie mógłby uciec gdzieś dalej, w jakiś lasek czy na łąkę, gdzie nikt by go nie dekoncentrował.
Tym razem rolę główną miała zagrać kobieta. Zadecydował o tym nagle, ale nie miał żadnych wątpliwości. Czy wprowadzać jakiś wątek romansowy? Nic szczególnego, żadnych gwałtownych wyznań, sama potrzeba ciała… Sam wstęp. Coś krótkiego. Działającego na zmysły.
Wyszedł zza rogu. Rozejrzał się zdezorientowany, kiedy wypowiedziane przez kogoś słowa trochę wpasowały się w jego myśli. Na pewno nie spodziewał się zobaczyć Math, mimo to ucieszył się na jej widok. Zatrzymał się parę kroków od niej i zadarł lekko głowę.
-A Ty nie na wakacjach? – zapytał uprzejmie, wciąż mając w ustach niezapalony (a raczej zgaszony) papieros. Pod pachą trzymał swój brudnopis.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Dania, Kopenhaga
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 510
  Liczba postów : 1383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6313-mathilde-olivia-villadsen#177625
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6324-zagraj-ze-mna-na-pianinie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6376-poprosze-najladniejsza-pocztowke#179438
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7164-mathilde-olivia-villadsen#204301




Gracz






PisanieTemat: Re: Fontanna   Pią Sie 02 2013, 21:54

Chociaż każdy z nas jest inny, niemalże wyjątkowy, unikalny - to nie sposób odmówić faktu, że jednak są pewne utarte modele osobowości, do których należy i po prostu to jest coś, co nas określa. Proste. Nicholas był np. typem obserwatora. Interesował go świat... Może nie chciał wszystkiego połykać własnym dotykiem, lecz nie przeszkadzało mu to w tym, aby przypatrywać się poczynaniom innych i notować. Był dość zamknięty w sobie jak zauważyła Math. Może nie otwierał się od razu i nie przepadał za słoneczkami, promyczkami czy czym tam bywali ludzie w chwilach nadmiernej radości, ale po prostu lgnęli do niego... Dziwacy. Może takimi lubił się Nicholas otaczać dlatego, że ich ciekawiej było obserwować. To już była jakaś myśl.
Math przygarnęła do siebie kota, którego głaskała powolnymi ruchami. Właściwie musiała się zastanowić czy przyjazd tutaj to rzeczywiście dobry pomysł i czy rzeczywiście chce tu zostać. Jakiś głosik w jej głowie skakał i krzyczał: Tak, Math! Zostań tutaj! Zobacz jak tu jest pięknie! Takie widoki i miejsca do zdjęć. I mnóstwo, mnóstwo przestrzeni! I jest tu Kai i Ty... I Twój kot! Tak. W głowie dziękowała Bogu, że tu nie dosięga opieka jej ojca. Math przybyła tu statkiem, w którym była jednym pasażerem obok swojego brata, który postanowił ją tutaj odwieźć. Dużo mówił o tym, że może też się zastanowi nad tym, czy oby tutaj nie studiować. Hehs. Ach ten Feliks i jego szalone pomysły. W gruncie rzeczy wiele by dała, by mieć go przy sobie. On jeden wiedział, że Math marzy o spełnieniu małych rzeczy, a nie o jakiejś wielkiej karierze... Huh. Jej życie chyba nie było wcale takie łatwe.
Math w gruncie rzeczy ucieszyła się z tego, że spotkała Nicholasa, wydawało się jej, że chłopak dużo czyta, więc może poleci jej mnóstwo książeczek, które ona zakupi z kochanego antykwariatu. Swoją drogą chętnie by się tam wybrała. Uwielbiała czuć zapach starych książek. Było w nich coś niezwykłego... Stary papier to ten, na którym ona kochała kreślić kolejne litery. I dziękowała Bogu, że jeszcze nie weszła moda na jakiś ekologiczny papier do listów, a jej znajomi przesyłali jej magiczne prezenty opatrzone zapiskami na właśnie takim tworzywie. Och, ile miłości w tym świecie!
- Ojej! Nicholas to Ty! - Poderwała się z zajmowanego miejsca na to, kiedy chłopak już byl na tyle blisko, aby ją zobaczyć i co ważniejsze... Usłyszeć!
- Ojejku wakacje! Spędziłam dwa tygodnie w Danii z rodzicami, a potem razem z Gilbertem i Feliksem byliśmy w Holandii i Szwajcarii! Nie uwierzysz jak tam jest pięknie! Mam mnóstwo zdjęć i chciałabym Ci je wszystkie pokazać! Było idealnie! Gilbert uczył mnie jeździć na rolkach, choć jestem w tym totalnie beznadziejna. A potem odwiedziliśmy mugolskie zoo... Ale dla mnie to nie było fajne, bo chciałam uwolnić wszystkie zwierzęta! Wiesz? Wiesz, że one są tam w klatkach? To mocno niesprawiedliwie! Beznadzieja! Ale małpki były fajne! Siedziały na drzewach! I rzucały w ziemię jakimiś kulkami. Kurczę, chciałam im podać, ale niestety chyba ktoś nie zrozumiał moich dobrych intencji! Poza tym wiesz! Wrócilam tutaj, bo tata mi tutaj chce kupić dom i będę szyć! Boże tyle się dzieje! - Zakręciła się wokół własnej osi, co by dać obraz tego jaka jest dzisiaj zakręcona. I chciała teraz przytulić Nicholasa, bo pewnie zasypała go wszystkim i niczym, ale to nic.
- Czy byłeś w Japonii?! Bardzo chciałam tam pojechać, ale tata wolał nie ryzykować. Mówi, że Lunarni mogliby wykorzystać fakt, że jestem jego córką... Wiesz, że mój tata uważa, że to, że jest Ministrem Magii ma jakiś wpływ na moje życie? Zero ogarnięcia, przecież to nie ma znaczenia! Lalalal! Patrz jaki ładny ptak! - I postawiła kotka na ziemię, aby wziąć do rąk aparat i zrobić piękne zdjęcie. Boże, Feliks będzie zachwycony!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Newcastle, Australia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 58
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 47
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6256-nicholas-ridgeway
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6257-mr-ridgeway#176854
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6259-sowa-nicholasa#176867




Gracz






PisanieTemat: Re: Fontanna   Pon Sie 05 2013, 19:23

Wychodziło na to, że Mathilde również potrafiła obserwować… i wyławiać wiele różnego typu informacji z ludzi. Nicholas nigdy nie myślał, w jaki sposób postrzegają go ludzie, a sam siebie również nie próbował definiować w myślach. Dziewczyna jednak, pomimo braku jakichkolwiek naprawdę mocnych więzi między nimi, dość szybko go poznała, a przynajmniej parę z wielu jego warstw, z których się składał. O ile jednak nie myślał o sobie z perspektywy osób trzecich, tak na innych zwracał naprawdę sporo uwagi, poniekąd nawet zupełnie nieświadomie. Byłby zdziwiony, ile mógłby powiedzieć o Math, gdyby ktoś go o nią spytał.
W jego opinii była niezwykle otwartą dziewczyną. Jeżeli chciała, potrafiła czytać z ludzi jak z książki… No tak, czy i z niego tak czytała? Powinien kiedyś się nad tym dłużej zastanowić. Math potrafiła zaskakiwać. Często rzucała uwagi, które miał nadzieję dobrze ukrywać. Nie brało w tym jednak udziału głupie szczęście, a raczej spostrzegawczość, której jej nie brakowało. Miała pasję, a to bardzo w niej zawsze cenił. Potrafiła rozmawiać, bawiła się często językiem, choć bywały i momenty, kiedy nie potrafił zrozumieć sensu słowotoku, który dopiero co usłyszał. Niezwykle towarzyska, roześmiana, emanująca energią, którą zarażała… To w zasadzie wstęp tego, co mógłby powiedzieć. Była jedną z tych osób, które od razu zapamiętał, gdy tylko je poznał, a to w jego ocenie naprawdę wiele znaczyło.
Przy dzisiejszej pogodzie zastąpiła słońce, którego brak było na niebie. Jej sposób gestykulacji, zmieniania tonu, prowadzenia rozmowy i poruszania się był tak żywy i jasny, że przywodził na myśl właśnie słońce, które potrafiło ogrzać, kiedy za mocno się ochłodziło. Tak, Math wyglądała na niezwykle radosną osobę. Miał w zasadzie pojęcie o tym, że nie wszystko rysowało się tak dobrze, jak mogłoby to wyglądać z jej zachowania i samego jestestwa, ale nie znał szczegółów, by ją o cokolwiek wypytywać. Zdawało się czasami, że i ona dostrzega w nim coś podobnego i próbuje wyciągnąć jego prawdziwe ja na światło dzienne, a była zbyt dobra w podstępach, by on brał za coś naprawdę niebezpiecznego rozmowę o jego utworach, które dopiero co ukończył, czy które właśnie tworzył...
Nicholas nie miał problemu z zobaczeniem jej, a tym bardziej usłyszeniem. Uśmiechnął się lekko do samego siebie, widząc jej reakcję, której mimo wszystko się nie spodziewał. Dziewczyna była w gorącej wodzie kąpana, a ochłodzić nie był jej w stanie nawet deszcz, który ciągle padał.
-Ano, ja – potwierdził, przyglądając się jej z nutą zainteresowania malującą się w oczach. Jak dziewczyna zaczęła jednak mówić, tak on unosił coraz wyżej brwi. Sposób, w jaki angażowała się w to wszystko, był naprawdę zabawny. Miał ochotę położyć jej dłoń na głowie i powiedzieć, by nieco zwolniła, ale skoro już była w żywiole, to niech kontynuuje, co mu tam. Musiał jednak bardzo się skupić, by nic mu nie umknęło. Po dłuższej praktyce nie miał z tym szczególnych problemów.
-Jak zwykle u Ciebie życie ciągle szybko się toczy. – Pokiwał głową z uznaniem. –Aż nie wiem, na co powinienem Ci pierwszej odpowiedzieć. Chyba powinnaś rzeczywiście pokazać mi te zdjęcia, co bym na dłużej zarejestrował te wszystkie miejsca, bo póki co… Szwajcaria, Dania, jakieś zoo, nie wiem już gdzie, Holandia? Tak, Holandia… Ach. – Machnął ręką z zrezygnowaniem. - Najważniejsze, że Ci się podobało.
Miała w stylu wypowiedzi coś chaotycznego, ale już nieco do tego przywykł. Poskładał więc wszystkie informacje, którymi po raz kolejny go zasypała. No tak… Teraz wie, czemu jej nie spotkał na wycieczce.
-Byłem, ale dość krótko – przyznał. –Wolałem siedzieć w domu i pracować nad nowymi pomysłami, niż bawić się w pijaństwo i nic z tego nie mieć. Wystarczy mi dziesięć miesięcy, które spędzam w szkole, serio. Nie było jednak tak źle, ponieważ jak zwykle zawsze ktoś się przypałętał, a wraz z nim różne kłopoty. Czyli normalna, hogwarcka rzeczywistość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Dania, Kopenhaga
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 510
  Liczba postów : 1383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6313-mathilde-olivia-villadsen#177625
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6324-zagraj-ze-mna-na-pianinie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6376-poprosze-najladniejsza-pocztowke#179438
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7164-mathilde-olivia-villadsen#204301




Gracz






PisanieTemat: Re: Fontanna   Wto Sie 06 2013, 12:04

Och, zdecydowanie. Tylko, że obserwacje Math różniły się od obserwacji, które prowadził Ridgeway. Dlaczego? Math obserwowała, żeby się nasycić czyimś pięknem i później za nie podziękować. Czy to w postaci obrazu czy też w jakiejś innej. Właściwie to marzyła o tym, aby kiedyś stworzyć obraz wielki jak Hogwart. Umieścić na nim wielką, piękną krainę, która ciągnęłaby się przez wieczność. Kolejnymi bohaterami tego obrazu byliby ludzie. Ludzie, którzy kiedykolwiek z nią rozmawiali. Na pewno między innymi byłby tam Nicholas. Lecz Math nie wiedziała czy dałaby mu jakiekolwiek towarzystwo. Wszakże nie potrzebował go. Wystarczyła odrobina drugiego człowieka, którego mógł połykać spojrzeniem i już. Wcale by się nie zdziwiła gdyby Nicholas okazał się człowiekiem, na którego zmysły nie działa wygląd człowieka, ale jego inteligencja. Tak. To by było coś pasującego do niego.
Perłowe włosy dziewczyny targał wiatr nie pytając oto czy rzeczywiście powinien. Taki trochę egoista z tego wiatru, ale Math nic nie mówiła. Cieszyła się, że ten żywioł ją dotyka i przypomina o tym, że jest w parku, a nie domu, którego cztery ściany już dawno przestały oddychać.
Math przejechała dłonią po swoim policzku i zaraz splotła dłonie układając je na kolanach. Patrzyła na Nicholasa, którego chyba zbombardowała ilością słów w swojej wypowiedzi. Na jej porcelanowe policzki wkroczyły rumieńce, które świadczyły o tym, że się zawstydziła. Czyżby? Czyżby speszył ją fakt, że Nicholas ominął całą jej wypowiedź mówiąc coś w stylu: "grunt, że Ci się podobało"? Może rzeczywiście powinna uważać na słowa i ograniczać je do połowy,a potem przerzucać przez sitko.
- Ach tak. Rzeczywiście. Było fajnie super bosko fajnie. Powinieneś kiedyś pojechać do Holandii. Jestem tam wspaniale. Większość czasu spędziłam nad morzem, ale to nic! Naprawdę. Plaża była świetna. Mam tylko żal do Feliksa, że zaczarował mnie i przez to się w ogóle nie opaliłam. Powiedział, że czekoladowa skóra mi nie pasuje. Szkoda. - Posmutniała. Zawsze marzyła, żeby mieć taką cerę jak inni... Lecz miała mało tej melaniny i w ogóle jeszcze ten złośliwy czar brata ograniczył ją. Ale przecież to nic takiego! Pewnie niedługo okaże się, że jest murzynkiem albinoskiem, a nie żadną Dunką.
- Opowiedz mi o Japonii! O tym, co widziałeś! - Poprosiła robiąc te dziecinne spojrzenie, które namawiało rodziców do tego, by dać jej odrobinę więcej cukierków niż innym dzieciakom. Wszakże potrzebowała dużo miłości!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Newcastle, Australia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 58
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 47
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6256-nicholas-ridgeway
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6257-mr-ridgeway#176854
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6259-sowa-nicholasa#176867




Gracz






PisanieTemat: Re: Fontanna   Sro Sie 07 2013, 12:26

Math była domyślna. Inteligencja drugiej osoby rzeczywiście w jakiś sposób go rozbudzała, choć kto wie, czy nie pozostał w nim jakiś męski pierwiastek, przez który mimo wszystko w jakiejś części zwracał uwagę na wygląd? Że w jakiś sposób również go pociągał? W odpowiednim czasie lubił rozmawiać, a rozmowa mogła otworzyć drzwi, za którymi czaiło się prawdziwe jego zainteresowanie drugą osobą. Obserwował. Widział różne style wypowiedzi, różne charakterystyczne słowa, inne dla każdego, zauważał spostrzegawczość, lub zupełny jej brak, otwartość czy zupełny konserwatyzm. Im więcej ciekawych cech wychwycił, tym bardziej był zaintrygowany. Zdarzyły się jednak przypadki, kiedy osoba wcale nie była najinteligentniejszą, ale miała w sobie coś, co sprawiało, że nie można było odwrócić od niej wzroku. Siła osobowości.
W zasadzie chłopak nie chciał jej zawstydzić. Reakcja ta nie uszła jego czujnemu wzrokowi, przez co od razu zaczął zastanawiać się, co ją sprowokowało. Chyba powinien nieco rozbudować swoją wypowiedź, by Math nie czuła się tak, jakby zawaliła go natłokiem słów. Nicholas może nie ważył każdego słowa, ale nieraz potrafił podsumować coś jednym zdaniem, czasem nawet jednym wyrazem. Nie to, że ukazywał swoją ignorancję… On już po prostu tak miał. Trudno było sprawić, by w równie żywy sposób jak ona reagował podczas rozmowy. Gestykulacja, milion pytań, szybkość, szybkość, szybkość… Wolał mówić wolniej, w sposób poukładany, choć i jemu zdarzały się odstępstwa od tej normy.
-Komu jak komu, ale Tobie naprawdę lepiej pasuje w jasnym odcieniu skóry – powiedział szczerze, a ani myślał, że w ciemnym wyglądałaby brzydko. Nieopalona była po prostu bardziej naturalna i dziewczęca. –Masz jasne włosy i stworzyłabyś sobie za duży kontrast.
Nigdy nie widział problemu w tym, by przedstawiać innym swój punkt widzenia. Nawet jeżeli dotyczyło to tak delikatnego tematu jak wygląd dziewczyn. Łatwo można było którąś zranić, czy powiedzieć coś, na co nie zareagowałaby, ale przy najbliższej kłótni wykorzystałaby przeciwko niemu. Musiał być przy tym jednak dość taktowny. Obrazić żadnej specjalnie nie chciał. Mimo to, jeżeli któraś już pytała zupełnie szczerze… Lepsza gorzka prawda niż słodkie kłamstwo. Dobrze, że Math w jego opinii naprawdę było do twarzy z bladą cerą.
-Przyjechałem później niż reszta, więc dość sporo mnie ominęło. Odbyła się podobno jakaś niebezpieczna wycieczka, na którą mogli pójść tylko pełnoletni czarodzieje. Gdy wrócili, aż dudniło we wiosce od różnych plotek. No tak. Cały ten czas głównym ośrodkiem była wioska Sakura, rzecz jasna, zupełnie magiczna. Przyglądanie się innym obyczajom, poznawanie innych ludzi, wysłuchiwanie ich łamanego angielskiego… Jedni znienawidzili Japonię, mówiąc, że Ci z krzywymi oczami są zupełnie nie z tej epoki, kiedy następni byli zachwyceni tym, jaki tryb życia był tam prowadzony. Może spanie na podłodze również nie wpadło w gust uczniom, ale musieli jakoś się do tego przyzwyczaić. – Zwrócił na krótko wzrok w niebo, jakby szukając inspiracji ku temu, co jeszcze mógłby dodać. Dla niego nic szczególnego się tam nie wydarzyło. Wycieczka jak wycieczka, ot co. –No i na koniec odbył się jeszcze festyn. Wiadomo, podczas tak długiego okresu czasu wybuchło parę skandali, to też obserwator miał ręce pełne roboty. Zupełnie jak w szkole, tyle tylko, że w nieco innym miejscu. No i bez obowiązku nauki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Dania, Kopenhaga
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 510
  Liczba postów : 1383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6313-mathilde-olivia-villadsen#177625
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6324-zagraj-ze-mna-na-pianinie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6376-poprosze-najladniejsza-pocztowke#179438
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7164-mathilde-olivia-villadsen#204301




Gracz






PisanieTemat: Re: Fontanna   Sro Sie 07 2013, 19:48

Może miał rację i Mathilde była bardziej 'urocza' z jasnym odcieniem skóry, ale ona zawsze miała swoje małe marzenia. Akurat w tamtym momencie zazdrościła wszystkim opalonym dziewczynom i tyle. A nie pozwolono jej na to by była jedną z nich. Musiała zabawnie wyglądać w swoim niebieskim stroju kąpielowym, kiedy jej skóra miała mleczny odcień. A wokół wszyscy przypominali czekoladki. Aż się Math uśmiechała szeroko do nich i pragnęła z każdym zrobić sobie zdjęcie, żeby Kai mógł potem zobaczyć jaka ona jest blada i w ogóle. Głównie dlatego przez całe wakacje robiła mnóstwo zdjęć, żeby potem mógł je zobaczyć i poczuć się tak, jakby spędzał z nią czas własnie tam... Do tej pory nie mogła pojąć jak to się stało, że spędzili oddzielnie wakacje. Nie wynikało to bynajmniej z woli jej ojca czy rodzeństwa. Po prostu chyba potrzebowała czasu, ale powoli się od niego uzależniała, więc... I tak nie mogła o nim zapomnieć. Oni wszyscy czy opaleni, czy artyści... Nie mogli cofnąć czasu. Tego Math żałowała w swoim życiu... Że nie miała zmieniacza czasu, żeby zatrzymać siebie na korytarzu i nie pojawić się w zupełnie innym miejscu... Ach. Co za świat... Nawet Math zmuszona była do analizowania tego, co widziała. A wierzcie mi, że nie lubiła tego. Wolała ten czas poświęcić na malowanie.
A właśnie! Dawno tego nie robiła! Powinna dobrać sto milionów kolorów i oto stworzyć coś genialnego, co dałaby dla Nicholasa. Z pewnością byłby jej wdzięczny, że uraczyła go dzielem, które za milion lat będzie warte co najmniej sto tysięcy galeonów. Co prawda nie o tym myślała Villadsen malując, ale miło sobie pożartować chwilę po ukończeniu dzieła. Właściwie powinna robić Skyli zdjęcia, ale ponieważ dziewczyna wylądowała w szpitalu... Musiała sobie odpuścić. Szkoda. Była świetna pogoda. Kto wie, może Nicholas zgodzi się ubrać jedną z jej sukienek, co by wyglądać nieco atrakcyjniej? Na pewno wtedy zwróciłby ktoś na niego uwage, ktoś poza ludźmi, z którymi zazwyczaj rozmawiania! Sława murowana!
- Ojej. Feliks i Gilbert też tak uważali, więc żeby mnie przeprosić kupili mi duży pucharek lodów o smaku... Własnie to były dziwne lody, bo kiedy dotykał je ich konsument to podświadomie mieszały Twoje trzy ulubione smaki. Swoją drogą zabawna historia. - Uśmiechnęła się do niego szczerze wspominając to jak zawzięcie tłumaczyli sobie czyje lody jak smakują, ale nie mogli tego porównać, bo gdy zamieniali się pucharkami lody zmieniały smak. Psikus.
- Ojejku, to całkiem ciekawie w tej Japonii. W gruncie rzeczy pojechałabym tam przywieźć sobie chociaż ze trzy kimona. Chciałaby zobaczyć czy pasuję do stylu japońskiego. Myślisz, że mogłabym spróbować? Hmmm?! - Zastanowiła się głośno wyobrażając sobie siebie w koczku przebitym patyczkiem.
- AAA! OBSERWATOR! Opowiedz mi o nim! Nie miałam okazji czytać jego wpisów, bo nie mam wizbook'a. - Posmutniała mierząc się z faktem, że jej tata prosił by tajniaczyła się ze swoim super pochodzeniem. Noi po raz kolejny: kogo obchodzi, że jest córeczką Ministra Magii? NO NIKOGO, zatem niech ten facet zluzuje pasek od spodni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Newcastle, Australia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 58
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 47
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6256-nicholas-ridgeway
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6257-mr-ridgeway#176854
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6259-sowa-nicholasa#176867




Gracz






PisanieTemat: Re: Fontanna   Sro Sie 07 2013, 23:06

Dobrze, że Nicholas nie znał szalonych pomysłów dziewczyny, które tłukły się w jej głowie. Mimo to jeden z nich na pewno by docenił, a mianowicie myśl, że chciałaby jakiś jej malunek mu podarować. Nie wątpił, że kiedyś rzeczywiście mógł mieć dobrą cenę, ale co z tego, kiedy w momencie podarunku stałby się on dla niego bezcenny? To coś, co pozostawało nam po ludziach, niezależnie od tego, jak rozejdą się drogi. Może chłopak nie zapomniałby nigdy o tym, że na świecie istniał ktoś taki jak Math, choć miał nadzieję, że będzie im dane długo kontynuować znajomość, ale tak mimo wszystko był to żywy dowód, który by mu pozostał. Potrafił cieszyć się z takich rzeczy. Wszystko, co materialne, acz wykonane własnoręcznie… To robiło wrażenie. Był na to niezwykle wrażliwy, zapewne przez to, że sam tworzył. Karta z najgorszym wymyślonym wierszem, jaki widział w życiu, mogła być dla niego niezwykłym skarbem, o ile ktoś by go wymyślił dla niego. To trochę brzmiało, jakby był romantykiem… Był po prostu cichym wrażliwcem. Może nie na wszystko, ale na sztukę… Tak, zdecydowanie tak.
-Jeżeli zaczęłaś historię, to z chęcią wysłucham jej do końca. – Zachęcił ją gestem ręki, podśmiewując się cicho pod nosem. Powiedziałby, że była nieco narwana, ale pod żadnym pozorem nie byłoby to negatywne znaczenie tego słowa. Szalona? Tak, była szalona. Zakręcona. Och, była po prostu Math. –Wydaje mi się, że kiedyś miałem okazję natknąć się na coś podobnego… Nie jestem jednak do końca pewien. W moje ręce wpadł lizak, który łączył czereśnię i truskawkę. Mugolski lizak, warto dodać. – Zabawne, że wszystko mówił dość poważnym tonem. Możliwe, że zrozumiał dziewczynę nie tak, jak chciała być zrozumiana, ale lada moment mogły z tego wyniknąć zabawne konsekwencje. Ciekawe swoją drogą, czy dziewczyna kosztuje też od czasu do czasu mugolskich słodyczy?
-Wszystkiego warto spróbować – odparł od razu, przyglądając się z jej ożywieniem. Jej emocje w jakiś sposób sprawiały, że i on był nieco bardziej niespokojny. Tak jakby wypił kubek dobrej. mocnej kawy. –Może powinnaś sobie sprowadzić taki strój, a potem się w nim sfotografować. Taki klimat można by też przelać na papier za pomocą farb. To dość ciekawy temat. – Podrapał się krótko za głową. –Nie mam jeszcze wizbooka, ale jakoś do ostatniego wpisu się dorwałem. Wiesz, wszyscy tylko mówili i mówili… W końcu mi również pokazali. Trudno mi teraz cokolwiek o nim powiedzieć, bo wiesz… Ciągle to nieco do mnie obce – przyznał szczerze, z lekką rezygnacją. –Jak tylko stworzę wizbooka, to Ci wszystko pokażę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Dania, Kopenhaga
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 510
  Liczba postów : 1383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6313-mathilde-olivia-villadsen#177625
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6324-zagraj-ze-mna-na-pianinie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6376-poprosze-najladniejsza-pocztowke#179438
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7164-mathilde-olivia-villadsen#204301




Gracz






PisanieTemat: Re: Fontanna   Pią Sie 09 2013, 11:28

Wykonane własnoręcznie rzeczy były codziennością Math. Marzyła jeszcze o nauczeniu się szydełkowania i robienia na drutach. Wszak w jej głowie już dawno zrodził się na zimową kolekcję sweterków, a brak takiej umiejętności całkowicie przeszkadzał w zrozumieniu świata. Przecież nie zleci tej roboty byle komu. Dokładnie wiedziała, że przez każdy milimetr włóczki powinny przejść jej palce. Tak, żeby poczuć pewność iż to co robi ma jakiś sens i powinno istnieć. Podobnie z szydełkowaniem! Już dano stwierdziła, że fajnie by było ozdobić sukienki właśnie tym rodzajem dodatków, acz zawsze brakowało jej czasu i stawiała na prostotę. Może czas coś zmienić? Wszak robione własnoręcznie ubrania mają tą przewagę, że takich nie spotkasz na ulicy. No chyba, że znajdzie się ktoś złośliwy, kto podpatrzy twoje zabiegi, zamknie się w domu i jak złodziej wyczaruje coś zupełnie podobnego podpisując swoim imieniem i nazwiskiem. Ale to się jeszcze Math nie zdarzyło. Oczywiście kiedyś ona i Veronique wystąpiły w identycznych sukienkach, ale to akurat dlatego, że ich rodzice chcieli je zobaczyć tak na przyjęciu. Jako słodkie i zgrane siostry. Oczywiście Math tego nie rozumiała. Bo równie dobrze Feliks i Gilbert, mogliby wypić po eliksirze wielosokowy i byłyby czworaczki jednojajowe. I kto im zabroni? Nikt raczej się nie wyrywał.
Mathilde odgarnęła kilka włosów do tyłu. Z zamyśleń oderwał ją fakt, że prosił o kontynuowanie jakiejś historii, o której Math nie miała już pojęcia. Przecież porzuciła ją w momencie przeniesienia się do świata robótek ręcznych. Posłała mu wstydliwy uśmieszek numer pięćdziesiąt sześć i oto zajęła się przejętym słuchaniem chłopaka, żeby nie uronić żadnego słowa, a potem podtrzymać konwersację!
- Och, mugolskie słodycze są świetne! Mugolski przyjaciel mojego taty zawsze przynosi koszyk smakołyków. Chciałabym zjeść wszystko na raz, ale potem lepią się ręce i trzeba tracić czas na mycie i wycieranie, zamiast na szycie. Po prostu trzeba to jakoś wypośrodkować. - Zauważyła śmiejąc się z tego, że rzeczywiście nie jada zbyt wiele słodyczy właśnie przez ten dziwny fakt.
- Och nie. Zamówione kimono to już nie to samo, co kupienie sobie na straganie. Nie ma tego klimatu, zapachu. Nie ciąży na nim klątwa dotyku obcych dłoni, które mogły widzieć ten materiał piętnaście minut temu. Nie zrozumiesz. - Dodała dwa ostatnie słowa na chwilę zakrywając dłonią usta, jakby przeraziła się czymś, a może to zwyczajnie ziewnięcie?
- Och, powinnam założyć wizbook'a. Boję się Obserwatora, ale myślę, że mogłabym tam reklamować moje projekty. - Uśmiechnęła się wstydliwie. Już od dawna o tym myślała, lecz wciąż brakowało jej odwagi, bo przecież któż to będzie oglądał?!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Newcastle, Australia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 58
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 47
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6256-nicholas-ridgeway
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6257-mr-ridgeway#176854
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6259-sowa-nicholasa#176867




Gracz






PisanieTemat: Re: Fontanna   Sob Sie 10 2013, 16:50

Dobrze było znajdować nowe rzeczy do roboty, a umiejętności raz nabyte, w przyszłości rzeczywiście mogły się przydać. Nicholas raczej skupiał się tylko na lataniu i pisarstwie, choć raz złapał się na myśli, że i on mógłby spróbować coś namalować. Podziwiał Math, bo miała rzeczywiście talent. To w jaki sposób oddawała piękno różnych rzeczy, mogło niejednego zadziwić. Miała w sobie duszę artystki i widać było, że długa bezczynność w ogóle nie wchodziła w grę. Ciągle szukała punktów zaczepu, nowych doświadczeń, a jej wyobraźnia działała non stop na pełnych obrotach. Jak widać, przychodziły momenty, podczas których zupełnie zapominała o rzeczywistości i potem nie potrafiła sobie przypomnieć, o czym właściwie rozmawiała. Było to jednak śmieszne i Nicholas od razu zauważył, że to co mówił jej umknęło. Mimo to dzielnie kontynuowała konwersację, by przez chwilowe zamyślenie jej nie urwać. Było to urocze na swój sposób i sprawiło, że Australijczyk się roześmiał.
-Chyba nie trafiłem jeszcze na takie słodycze, przez które musiałbym się myć – odparł zdziwiony tym faktem. Nie było mu nigdy dane jeść większej ilości mugolskich słodyczy, więc to zapewne dlatego. Magicznych słodyczy też raczej nie jadł. Uwielbiał za to kawę i papierosy. O, prawie zapomniał, że jednego ciągle trzymał w ustach! Chwycił go zwinnie między palce i po krótkim spojrzeniu, którym go uraczył, z zrezygnowaniem wsadził go do kieszeni. Pójdzie do kosza, no nic. Był już i tak wymiętolony i zupełnie przemoczony.
-Może masz rację – przyznał. Nie chciał upierać się, że rozumiał, kiedy ona twierdziła wręcz przeciwnie. Potrafił sobie jednak wyobrazić, jaka była jej intencja. Kupowanie przez osoby trzecie, a takie bezpośrednie, kiedy chodzi się między towarami i szuka tego jednego, idealnego produktu… Wszystko mogło być na swój sposób magiczne. –Przy okazji dokładnie możesz poznać przedmiot, za który płacisz.
Było wiele rzeczy, do których Nicholas przywiązywał wagę, choć na pierwszy rzut oka można było tego w nim nie zauważyć. Lubił być drobiazgowy, to też zdanie Math wcale go nie dziwiło. Poza tym każdy miał swoje dziwactwa, którymi się charakteryzował. Tak, tacy już jesteśmy. Mimo to uważał, że nie powinniśmy ich ukrywać. Słowa były niezwykle ważne. A zbywanie tego „nie rozumiesz” było nieco smutne. Poznawanie się nawzajem należało do tego typu przyjemności, że wiele można było się z nich nauczyć. Czy to o świecie, czy o ludziach, czy o tej jednej, konkretnej osobie.
-Myślę, że to byłby wspaniały pomysł. Wiele osób przegląda różne profile, to też łatwiej będzie Ci zwrócić na nie uwagę osób trzecich. Sam z chęcią bym Cię śledził, by wiedzieć, co nowego tworzysz – odparł entuzjastycznie i uśmiechnął się zachęcająco. To był naprawdę dobry pomysł.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Dania, Kopenhaga
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 510
  Liczba postów : 1383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6313-mathilde-olivia-villadsen#177625
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6324-zagraj-ze-mna-na-pianinie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6376-poprosze-najladniejsza-pocztowke#179438
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7164-mathilde-olivia-villadsen#204301




Gracz






PisanieTemat: Re: Fontanna   Wto Sie 13 2013, 12:23

Nie trzeba było mieć wiele talentu, aby czerpać radość z codziennych czynności. Np. malowanie. Komu nie sprawiało przyjemności maczanie pędzelka w farbkach i bezmyślnego naprowadzania na kartce kolejnych linii, ten z pewnością jest przeklęty i nie może cieszyć się życiem. Math takim współczuła. Trzeba było umieć się bawić. Przecież ona też miała w swojej karierze rysunki/malunki, które najchętniej wyrzuciłaby w czeluść wiecznego zażenowania, ale nie robiła tego. To pamiątka, to ta wolność dzięki której wciąż była sobą.
Uśmiechała się teraz do Nicholasa. Często się odłączała myśląc o czymś innym. Była zła na siebie. Wszak nie potrafiła zrozumieć własnych potrzeb i to często. Błądziła pomiędzy szeregiem myśli bez pomysłu jak je wszystkie uporządkować, aby miały swoje domki i ciepłe łóżeczka.
- W takim razie tym bardziej muszę założyć wizbooka. Może w ten sposób znajdę więcej modelek do sesji i w ogóle. Przecież są mi potrzebne. A tak głupio chodzić po korytarzu i proponować to pierwszym lepszym dziewczynom. Niektóre nawet nie mają potencjału. - Mruknęła trochę niezadowolona, że ostatnio nie wyszły jej zdjęcia. Miała spotkać się ze Skylą, ale to chyba przepadnie w czeluściach nigdy przenigdy, bo dziewczyna leżała w szpitalu. Oczywiście Math jej niesamowicie żałowała i współczuła, acz jednak czuła, że coś im nie wyjdzie w tych planach.
Nagle poderwała się z ławeczki i przywołała do siebie swojego kotka, a potem uśmiechnęła się szeroko do Ridgeway'a.
- Chodź. Pokaże Ci dom, który chciałabym wynająć. - I oto poszli. A potem już raczej nie wrócili.

[zt x2]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 28
Skąd : Francja/Paryż
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 12
  Liczba postów : 9




Gracz






PisanieTemat: Re: Fontanna   Nie Wrz 22 2013, 12:38

Właściwie nie wiedziała po co tu przyszła, ale jest w życiu taki czas, że warto byłoby przemyśleć parę spraw nad swoim nędznym życiem. Nawet ten park się jej całkiem podobał pomimo iż był na maksa kolorowy i zbyt wesoły. Denerwowało ją tyle kolorów, ale skoro już tu przyszła to nie wypada od razu stąd ''uciekać''. Westchnęła i rozglądnęła się przez chwilkę. Co widziała? Dzieciaki jedynie obściskujące się lub samotnych ludzi, który mieli dość własnego życia, a szukali na siłę atrakcji by tylko nie wracać do pustego mieszkania. Wstrętna, szara rzeczywistość po prostu. Zauważyła wielką fontannę i postanowiła się przysiąść obok niej. Wpatrywała się w przeźroczystą wodę...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Wiek : 37
Skąd : Edynburg, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1286
Dodatkowo : zaklęcia bezróżdżkowe
  Liczba postów : 216
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6209-paul-price#176049
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6219-pp#176148
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6218-growl-sowa-pp#176146
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7697-paul-price




Gracz






PisanieTemat: Re: Fontanna   Pon Wrz 23 2013, 08:40

Korzystając z chwili przerwy w szkole postanowiłem odwiedzić Hogsmade. Wspaniałe miasteczko, nie wielkie, no ale właśnie... czasami za duże.. Choć bywałem dosyć często tutaj to dziś zgubiłem się bez większych problemów. Taszcząc za sobą worek pełen przeróżności, głównie książek zakupionych w pobliskim antykwariacie, kilka było niezwykle ciekawych tytułów, znalazłem się w miejscu którego nie kojarzyłem w ogóle. Jakaś fontanna, jakieś dzieciaki, kilkoro dziadków, widocznie rodzina dzieciaków biegających wokoło. Westchnąłem pod nosem i przysiadłem na jednej z ławek przy fontannie. Nie chciałem wyciągać tutaj różdżki aby sprawdzić drogę na Pokątną, nie chciałem popisywać się iście jarmarcznymi sztuczkami dotyczącymi wskazywania drogi przez latające liście albo migoczące kulki. Siedziałem i przeglądając zdobycze z mojej torby raz po raz obserwowałem ludzi przechodzących wokoło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 28
Skąd : Francja/Paryż
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 12
  Liczba postów : 9




Gracz






PisanieTemat: Re: Fontanna   Czw Paź 10 2013, 10:58

Chwile spokoju były dla niej bardzo ważne. Przez jakiś czas cisza, spokój, przyroda i śpiew ptaków. Wszystko było idealnie, aż tu nagle gdy pojawił się dziwny mężczyzna. Westchnęła i spojrzała na niego. Postanowiła zaryzykować, w końcu musi poszerzyć swój ''krąg'' znajomych. W ogóle czy nią on będzie zainteresowany? Taką ''czarną wdowa'' jak to niektórzy uczniowie mawiają? A jego kojarzyła lecz imienia i nazwiska nie pamiętała, nie ma głowy do takich szczegółów.
- Widać, że pan profesor lubi obserwować przyrodę i od czasu do czasu odpocząć sobie od uczniów - zaczęła temat - Chyba mamy to samo czyż nie? - uśmiechnęła się nieco złośliwie - Musimy dbać również o siebie i ominąć nawet trudności w szkole.
Może ten uśmiech dziwnie wyglądał, ale ona chciała jak najlepiej. Czasami coś się nie uda, wiadomo.
- Widać, że pan profesor lubi samotność czy też się mylę? - spytała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Manchester.
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 5
  Liczba postów : 834
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6883-coco-r-watson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6885-drink-up-with-me-now
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6886-wiem-ze-chcesz-do-mnie-napisac




Gracz






PisanieTemat: Re: Fontanna   Sob Lis 09 2013, 12:16

Fakt, może i CC przećpała większość życia, no ale bez żadnej dramy, a przynajmniej nie aż takiej jak wywinął Oli. No dobra, może Coco była niedoinformowana, bo w jej mózgu to raczej się problemy szyją same i mało kto jest w stanie ogarnąć się dzieje w tym rudym łbie, ale przecież… Ona chciała dobrze dla Olivera, tam w dupie miała co się z nią działo, ale teraz… Kiedy czystym przypadkiem poznała prawdę, to było to trochę. No niezręczne. Z jednej strony Ona, nie dość, że dobra znajoma, to jeszcze coś na wzór eks Oliego. No drama taka, że sama nie ogarniam, ale… Idę w dobrą stronę, przynajmniej Coco pozna dwie wersje wydarzeń, a nie jedną.
Jak ja Ci wpierdolę gnoju… Nawet się nie podniesiesz na tych swoich patykowatych nogach, jak Ci jaja urwę, a potem wsadzę do gardła. Nie tak Cię matka wychowała… No właściwie ona to chyba w ogóle nas nie wychowała, ale żeby dodać dramaturgii to o tym też muszę przecież wspomnieć, nie? – no właśnie, i z takimi słowami Coco zmierzała do fontanny, która dla niej samej miała ogromne znaczenie. Z matką ani z ojcem nie miała dobrego kontaktu, no bo jak można mieć dobry kontakt, kiedy w domu jest tyle dzieci, i właściwie nie starcza doby, żeby ten czas każdemu poświęcić? Jeszcze pretensje, że niby ją ulica wychowała, a pewnie kurwa. Gdzie miała iść kiedy nie potrafiła się zająć młodszym rodzeństwem, albo kiedy starsze miało ją w dupie? Taka patola, że gorzej chyba już być nie może. A nie, no może… Gdyby to szanowna Coco Rosie Watson była w ciąży, a nie Juno… Znaczy dobra, Juno przecież już w tej ciąży nie była, ale kiedy Oliver miał zamiar powiadomić Coco, że była opcja bycia ciotką?!
Ubrana w legginsy na styl niby lateksowy, bo ponoć teraz taka moda. Czarne, zamszowe botki, z kwadratowym obcasem, na którym widać było ćwieki, no trzeba było dodać sobie tego pazura. I koszulka, która wskazywała na jej stan, bądź też podejdzie do kochanego „bliźniaka”. No, bo przecież bluzki z napisem „WTF r u doing with Yr fuckinn’ life?” – nie zakłada się bez powodu. Aa, tak! I jak zawsze ta ukochana koszula w czerwoną kratę, która idealnie wpasowywała się w jej czerwone kudły, no i nie zapomnę oczywiście o fullcapie.
Była wściekła, miała sporo żalu, no bo przecież musiała jakoś mu pomóc, nie mogła pozwolić na to, żeby debil sobie tak marnował życie, a już i tak przecież miał wystarczająco problemów, nie? Detoksy, terapie, i kij go tam wie – co jeszcze ma. A ileż osób mówiło Coco by wreszcie zajęła się sobą, by wreszcie ogarnęła swoje poprane życie. By wreszcie stanęła na nogi. No ale tego życia nie da się brać na trzeźwo. Ona sama nie pijąc już trzy dni czuje się jakby była w jakimś sennym koszmarze, który ją przytłacza z każdą chwilą. Absurdalne, ale jakże prawdziwe. Jedyne czego potrzebowała to ukojenia, wsparcia, ale… Ona się nie otworzy, w żaden sposób. I choćby ktoś jej dawał milion powód by zaufała, ona się zamknie w sobie jeszcze bardziej, bo przestrzeń intymna została zbyt naruszona. Podejrzewam, że ona sama nie ogarnia tego gówna co ma w głowie, dlatego też do spotkania się przygotowała jak niemal przykładna siostrzyczka, która… W torebce ma dwa skręty, dobra może nie jakieś wyszukane, ale musiała się chociaż na chwilę wyczilować. Jeśli tego nie zrobi to zejdzie na zawał przy pierwszej wypowiedzi Watsona.
-Cześć ćpunie! Znów się dałeś wyfrajerzyć, co? – Burknęła gdy wreszcie szanowna wysokość stawiła się w miejscu, w którym przecież powinien być od jakiś trzydziestu minut, no ale gdzież Oliver byłby czasowy? No właśnie, ja sama w to wątpiłem, stąd Coco mogła przemyśleć swoją jakże wzniosłą przemowę, no i oczywiście między słowotokiem znaleźć czas na to by walnąć go w ryj.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 25
Skąd : Machester
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 2728
  Liczba postów : 738
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5797-oliver-maximillian-watson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5803-lekoman-mugol-wiecznie-na-luzie#167342
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5804-interesy-i-inne-dziwne-rzeczy#167346
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7170-oliver-maximillian-watson#204318




Gracz






PisanieTemat: Re: Fontanna   Sob Lis 09 2013, 12:31

Życie zmienia ludzi. Nic nie zrobisz. Watsonowie chyba mieli to do siebie, że lubili się zabawić bez brania odpowiedzialności na siebie. Potrafili korzystać z życia, które pod nogami układało im niespecjalnie łatwą sytuację. Oliverowi właśnie udało się ogarnąć pieniądze od swoich dłużników, aby zapłacić za czynsz za mieszkanie. Wszak nikt tego za niego nie zrobi. Rodzice pewnie woleli nie wiedzieć co się u niego dzieje. Bycie dzieckiem szatana nie było dobrym tytułem, o którym chcieliby myśleć przy modlitwie. Nasz kochany Maximillian nie wydawał się tym teraz nawet przejmować. Dla niego wszystko się już skończyło. Dosłownie. Upadło tak wiele rzeczy. Nawet interes nie kręcił się jak dawniej, choć rzeczywiscie miał nadzieję, że jeśli się zaangażuje pieniędzy będzie odrobinę więcej. Niby CoCo i Charlie były takie samodzielne, ale Oli nie miał wątpliwości, że musi je wspierać. Był odpowiedzialny tylko jeśli chodziło o nie. Musiał im jakoś pomagać. Dopóki jeszcze obie nie znalazły kogoś kto się nimi zajmie. A niestety z ich charakterami to chyba nie zajmie jednej chwili lub dwóch... Tylko odrobinę więcej. Ale o tym Oliver nie chciał dyskutować. Nie dziś. Nie dziś, kiedy dostał list od CoCo, która chyba nie miała humoru, żeby planować życie. W sumie Oli i tak nie byłby najlepszym doradcą, więc może faktycznie powinien wyjechać do Rosji na wieki wieków.
Szedł przez Hogsmeade przyglądając się kolejnym wystawom sklepowym. Była to najsłynniejsza, magiczna wioska, a Oliver znał tu wszystkie puby. W niektórych z nich nawet załapał się do pracy. Udało mu się w jednym przepracować nawet trzy miesiące, zanim szef skumał, że on też tam sprzedaje swoje towary... Niby by mu to nie przeszkadzało, gdyby ktoś nie podkablował Olivera, a potem chciano zamknąć pub. Na całe szczęście wszystko skończyło się w miarę dobrze. Na całe szczęście. Na inne szczęście miał już swoją kartotekę w Ministerstwie Magii. Zdarza się.
Wreszcie odnalazł fotannę, do której miał dotrzeć. Wszak był tu pierwszy, więc spokojnie zajął miejsce naciągając rękawy skórzanej kurtki na zimne dłonie. Ostatnio ciągle było mu zimno i dostawał dreszczy. To chyba coś nie tak... Ale przecież chodził do lekarza! Dobra. Jebać. Kiedyś umrzeć trzeba. - pomyślał Oliver, a następnie zjawiła się młodsza, bliźniacza latorośl. Oli odetchnął. Ta na całe szczęście nie wydawała się być umierająca jak Charlie, więc luzik arbuzik.
- Wyfrajerzyć? Serio CoCo, powinnaś mówić do mnie w prostszy sposób, bo pierdolisz bez sensu, aż mi przykro sie robi. - Powiedział przyglądając się twarzy tego rudzielca, który wyglądał jakby się urwał z rockowego koncertu. W sumie poszedłby na taką imprezę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Manchester.
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 5
  Liczba postów : 834
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6883-coco-r-watson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6885-drink-up-with-me-now
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6886-wiem-ze-chcesz-do-mnie-napisac




Gracz






PisanieTemat: Re: Fontanna   Sob Lis 09 2013, 13:29

Jakie pierdolenie kotka za pomocą młotka. Życie zmienia ludzi? Nie, życie ich kształtuje i pokazuje by nie robić z siebie ofiary. Ofiary są skazane na porażkę, ot tak dla zasady. W przecież ani Oliver ani CoCo nie byli ofiarami, co najwyżej gdzieś się pogubili, ale nigdy nie byli ofiarami. Właściwie to już sama nie wiem, dlaczego ich życie tak się poukładało. Faktycznie przez to, że niby dzieci szatana? No pięknie, w tak pobożną rodzinę szatan ingerował, ale cóż… Pokłony przed nim, skoro i CC i Oli byli z tej samej daty, a może mieli zostać władcami świata, którzy będą najpotężniejszymi czarnoksiężnikami? Taaaak! Z pewnością!
Zresztą nie ma co się rozwodzić nad pewnymi aspektami życia codziennego skoro to wszystko i tak było gorsze niż rozmowa, którą musieli odbyć. Kiedy tylko jednak się odezwał nawet nie mogła się powstrzymać przed wymierzeniem sprawiedliwości. W końcu to on był przyczyną największych problemów Juno i spierdolił jak zwykły tchórz. Nie mogła wytrzymać dłużej, dlatego jak tylko stwierdził, że CC gada bez sensu, poczuł jak mocno boli uderzenie w twarz przez własną siostrę.
Sama nie sądziła, że wymierzy aż tak potężny policzek, no ale widocznie inaczej do niego nie dotrze, a szkoda.
-Zaraz Ci się zrobi przykro jak Ci kurwa fiuta urwę, żebyś skończył bzykać co leci, a zajął się tymi, którym naprawdę na Tobie zależy! – Warknęła ostrzej niż miała w zwyczaju. Nawet nie czekała szczególnie długo na wyciągnięcie skrętów i zapałek. Musiała odreagować, a tylko trawka dawała jej takie możliwości. Dobrze, że byli mugolami, w końcu znali te bardziej przyziemne narkotyki, które nie mają nic wspólnego z jakąkolwiek magią.
-Kiedy miałeś zamiar mnie oświecić tym, że miałeś być ojcem?! Dlaczego się puszczałeś z Kurwelią, kiedy dziewczyna która Cię tak kochała… Potrzebowała Twojego wsparcia?! Wiedziałeś, że poroniła?! Nie no na pewno wiedziałeś, ale chuja na to położyłeś… Tylko ruchać potrafisz, ale odpowiedzialności za grosz… - Wywróciła oczami w sposób dość charakterystyczny. Sam fakt, że w końcu ktoś ją objawił, był naprawdę sporym sukcesem, bo przynajmniej może CC ma większy wpływ na tego idiotę niż obca laska? Sama już nie wiem, a może to CC przesadzała? Ona sama nie była święta…
-Serio, Juno nic dla Ciebie nie znaczy?! Nie możesz ogarnąć dupy i zachowywać się jak prawdziwy facet, a nie jak frajerzyna?! – Taak, ten skręt jednak był jej potrzebny, musiała się opanować żeby go nie rozszarpać. Dobra, może i mieszkali razem, ale on ewidentnie laskę kładł na to z kim dzieli mieszkanie. Opiekować się nią chciał, ale sam nie potrafił swojego życia ogarnąć? Jemu chyba jest potrzebny jeszcze większy wstrząs niż to co zaszło między nim, a J. I gdyby tylko CC znalazła sposób, to na pewno by mu pokazała jak powinien się prawdziwy facet zachowywać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 25
Skąd : Machester
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 2728
  Liczba postów : 738
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5797-oliver-maximillian-watson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5803-lekoman-mugol-wiecznie-na-luzie#167342
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5804-interesy-i-inne-dziwne-rzeczy#167346
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7170-oliver-maximillian-watson#204318




Gracz






PisanieTemat: Re: Fontanna   Nie Lis 10 2013, 17:55

Oliver już miał jedną osobę, która rozmawiała z nim o życiu, jeśli rzeczywiście tego chciał. Nie bez kozery odwiedzał teraz tak często Munga. To tam była jego ostatnia nadzieja, choć niedokładnie wiedział co potem. W końcu nie miał szczęścia to układania tych klocków. On po prostu wierzył, że gdzieś znajdzie robotę i jakoś to będzie. Myślał nawet o założeniu własnego baru, czy coś. Liczył na jakieś finanse, utrzymanie mieszkania, utrzymanie wszystkiego. Ale nie wierzył w siebie. Nie potrafił sobie zaufać. Za bardzo zdawał sobie sprawę, że jego życie właśnie próbuje upaść. I nie chciał, aby wszyscy to widzieli, więc kręcił stare interesy, bo potrzebował pieniędzy. Ledwo powstrzymywał się przed tym, żeby nie wrócić do starych nawyków, a nawet oskarżał siebie samego, że jeszcze żyje. Juno natomiast była jedną z tych dziewczyn, która po prostu przewinęła się przez jego życie. Nie uważał, żeby zasługiwali oboje na stworzenie wspólnej, szczęśliwej rodziny. On nie był kimś komu chciałoby się zaufać. Niestety. Sam to wiedział. Jego związek z Juno nie miał szans na przetrwanie. Po prostu się rozpadł. Pewnie więcej winy leżało po jego stronie, ale nigdy ze sobą też naprawdę nie byli, więc chęć przespania się z Cornelią raczej nie była zdradą. A to już jak ona to potraktowała to przecież kompletnie nie jego broszka. Ale jednak okazało się, że miało to jakiś wpływ na obecną sytuację. Oliver tak przynajmniej myślał. Uśmiechnął się smutno do siostry, która strzelała w niego obelgami, jakby miała ich cały worek. Nigdy nie przebierała w słowach. Była dość konkretną istotką i wielokrotnie się zastanawiał skąd brała energię na ten świat. On nie umiał. On musiał ćpać, żeby odpocząć. Teraz nie mógł z sobą nic zrobić. To go przerażało. Ale kurcze zdarza się.
- Ach wakacje. Nigdy nie byliśmy z Juno w związku. - Zauważył błyskotliwie. - To ona daje się ruchać dla Vanberga i innych. A mnie to jebie. Gadałem z nią. Uwierz mi. Próbowałem to ogarnąc, ale ona już podjęła decyzję. Czas ułożyć sobie życie na nowo, a nie rozpierdalać stare sprawy. Zaufaj mi. Dla mnie to nie ma już znaczenia... Zresztą kurwa zdarza się. Nie wiedziałem, że była w ciąży. Byłem wtedy w Rosji, jak wróciłem przylazła do mnie niby pogadać, a się naszprycowała. Tak się przyszła matka nie zachowuje. Nasza matka czuła jak była ze mną w ciąży, że będzie źle, ale jakoś nie wzięła garści leczków. Naprawdę. Jak Ci tak zależy na Kavanaugh to zostań dla niej lesbijką. Może wciśnie Cię w grafik między zwiedzaniem kolejnych łóżek. - Warknął zastanawiając się po co to wszystko i przede wszystkim dla kogo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Manchester.
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 5
  Liczba postów : 834
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6883-coco-r-watson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6885-drink-up-with-me-now
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6886-wiem-ze-chcesz-do-mnie-napisac




Gracz






PisanieTemat: Re: Fontanna   Nie Lis 10 2013, 19:09

No właśnie… Oliver już miał jedną osobę. Coco zaś miała wyimaginowaną przyjaciółkę, której mogła powiedzieć wszystko, w postaci kilku durnych kartek. Tak, właśnie na tych kartkach spisywała dość konkretne słowa, których i tak nikt nie rozumiał. Nawet gdyby chciała się wygadać, to nikt by nie zczaił o co chodzi, no bo niby ten mózg już był przepity i przećpany, a ona po prostu zbierała jakieś marne obrazy, które potem opisywała w słowach.
Jednak to nie była CC. Nie taka ona była. Właściwie to chyba nie można jednoznacznie stwierdzić jaka była, skoro rodzony brat nawet nie wiedział kim jest dziewczyna, która przed nim stoi. Skąd niby miał ją znać? Nigdy nie wchodził w jej życie, mimo że byli takimi przyjaciółmi. On zawsze miał tyle na głowie, a CC jakoś nie miała siły obarczać dodatkowymi rozrywkami jakimi niesie za sobą jej życie. No ale właśnie… Tak jak wspomniałaś… Oliver widział ją jak osobę, która ma ogromne siły do tego by na trzeźwo dzierżyć to życie, szkoda, że to takie błędne podejście kochanego braciszka. A może oni wcale nie byli takim idealnym rodzeństwem? Może właściwie w ogóle się nie znali? A może to na niego spadła za duża odpowiedzialność, a na nią brak wsparcia z czyjejkolwiek strony. Nie sądzisz?
Zresztą to była Coco jej się nie da złamać, ot tak. Po prostu. Dla zasady. Nie było w stanie przedrzeć się przez tą szczelną skorupę jaka wytworzyła się wokół niej rok temu. Taka abstrakcja, co by się nam fabularnie nie nudziło.
-Daje się ruchać Vanbergowi?! I jeszcze mi powiedz, że dała się mu ruchać wtedy kiedy była… Kiedy się spotykaliście… - Trochę nie spodziewała się takiej informacji. No bo trochę tak jakby była nastawiona na to by mu suszyć głowę.
-Oliver… - No zagiął ją. Tak, zagiął CC, zwłaszcza wzmianka o matce, której tak właściwie dziewczyna nienawidziła za ten brak czasu, ale do tego nigdy się nie przyznała. Nawet bratu, a co dopiero totalnie obcej osobie. Dłoń jej się w pięści zacisnęła, i nawet nie mogła powstrzymać tego wszystkiego co się w niej kotłowało.
-Skąd wiesz o Vanbergu? Po za tym jesteś tego pewien?! Nie zauważyłeś, że w sumie naszą cechą wspólną jest podejmowanie pochopnych decyzji, których potem kurwa żałujemy? No właściwie ja też nie zauważyłam, że to nas łączy, ale coraz więcej takich fejli nam się zdarza popełniać… - Wywróciła w swój charakterystyczny sposób oczami, po czym w sumie zbliżyła się do chłopaka, jakby co najmniej coś ich łączył i przejechała od ramienia po dłoń, ręką. Tak, w takim geście nieco pieszczotliwym, a kiedy ich ręce już się złączyły, ścisnęła nieco mocniej jego palce.
-Nie trać ludzi z własnego widzimisię, stary, zresztą i tak powinieneś dostać większą zjebe, no ale widzę, że jesteś totalnie nie w humorze. Co jest grane? Jak terapia?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 25
Skąd : Machester
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 2728
  Liczba postów : 738
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5797-oliver-maximillian-watson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5803-lekoman-mugol-wiecznie-na-luzie#167342
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5804-interesy-i-inne-dziwne-rzeczy#167346
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7170-oliver-maximillian-watson#204318




Gracz






PisanieTemat: Re: Fontanna   Nie Lis 10 2013, 23:27

Oliver nie był typem przebierającym w słowach. Jak już zaczął mówić to zazwyczaj nie kończyło się to dobrze, bo pośród nie dobrze składanych zdań znajdowała się szczerość uczuć. Można by wywnioskować, że jest ciut zazdrosny o Juno, która tak po prostu dała się zaprosić na bal dla Dextera. On w sumie też poszedł i towarzyszyła mu Lunarie, ale kurczę to nie tak. Bo on potem z Lunarie nie poszedł do jej mieszkania uprawiać dziki seks. Po prostu nie. Rozeszli się w dwie strony i basta. Koniec balu. Ale kto, może Kavanaugh uznawała, że to właśnie ma być inicjacja balu? Musi się przespać z każdym ochulajcem? Oliverowi było to nie w smak, więc postanowił znaleźć sobie teraz kogoś, z kimś rzeczywiście mógłby zacząć się spotykać. Od tak. Z nudów. Ktoś nowy, z nowego otoczenia. Ktoś, kto rzeczywiście będzie miał dla niego trochę czasu i nie będzie marnował go na opierdalanie go z góry na dół jak z jedenastego piętra.
Takie życie. Hehs. A zatem racja. Może kompletnie nie mieli o sobie pojęcia. Ani Coco, o nim. Ani odwrotnie. Ale czy to nie smutne? W momencie kiedy razem mieszkali i uznawali się za kogoś, komu mogą ufać, przerwać sen o pierwszej w nocy i jeszcze nadrzeć mordy, to się nie znają? To bardzo smutne. Ułożył usta w charakterystyczny dziubek i wpuścił z ust powietrze. Co też ona mówiła? Czy ona rzeczywiście była taką kobietą, jak Juno? Zamierzała wyrzucić mu problemy całego świata i zwieńczyć to słowami: "twoja wina"? Niestety nie ten typ, bo Oliver jakoś niespecjalnie się przejmie. Ostatnio miał trochę więcej rzeczy do załatwienia niż przepraszanie Juno za to, że się urodził z pierdolcem. No kurczę. Wada genetyczna. Niektórych ścian już nie przesuniesz.
- Nie no. Jak się spotykalismy to się nie dawała nikomu ruchać, bo siedziała przy mnie. No chyba, że po wyjściu... - Zrobił tu charakterystyczną przerwę na zastanowienie po czym jednak pokręcił głową: - Sam nie wiem. Mam to w dupie. Zresztą co mnie obchodzi kto ją teraz rucha. Serio CoCo. Mam inne problemy oprócz Juno i jej łóżkowych amantów. Wiem, że ją przeruchał, bo przecież nie mogło być inaczej skoro polazła do niego do mieszkania po balu. Pewnie teraz znów przyleźe kadzić, że jest w ciąży. Ale już sprawdziłem, że ciąży nie da się przywrócić, więc to nie moje dziecko. - Przewrócił oczami. Oczywiście żartował. Może trochę się zagalopował, ale denerwowało go fakt, że się nagle wszystko pojebało.
- Jak zobaczyłem ją w mieszkaniu, że jest zajebana. Nie miałem pojęcia co zrobić, wiesz? Nie wiedziałem czy ją wrzucić do wanny czy z niej to wydrzeć zaklęciem, którego nie znałem. Zabrałem ją do Munga. Oddałem ją lekarzom, a oni ją zamknęli w drugim pomieszczeniu. Wołała mnie, ale przylazła Bloodworth to spierdoliłem. Po co miałem słuchać pierdolenia pseudo cnotki, która dała się zaliczyć pod drzewem? Sama CoCo się nad tym zastanów. Potem bałem się wrócić do tego szpitala, więc łaziłem codziennie dokoła niego nie wchodząc do środka. Potem poleciałem ledwo na złoty strzał. Zastałem Charlie w mieszkaniu, gdzie znów była zajebana. Wiedziałem, że jak ją zabiorę do Munga to mamy przejebane, więc ogarnąłem ją w domu. Ale to nic nie dało. Czułem się brudny. Poszedłem na badania do Munga. Nie mogę brać żadnego świństwa oprócz jakiś leków, które dali mi od tak, żebym czuł się lepiej. Nakurwiają we mnie obrazkami, gdzie mam opisywać emocje tych, którzy tam są. A jak nie współpracuję to siedzę na świetlicy z chorymi dziećmi. Taki jestem. POJEBANY. Nie chcesz, żebym walczył o Juno. Nie chcesz. Nie ma już o kogo. Musisz mnie kurwa CoCo zrozumieć. Chociaż Ty. - Spojrzał na nią z nadzieją w oczach.

sorry za nagromadzenie wulgaryzmów ;*
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Manchester.
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 5
  Liczba postów : 834
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6883-coco-r-watson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6885-drink-up-with-me-now
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6886-wiem-ze-chcesz-do-mnie-napisac




Gracz






PisanieTemat: Re: Fontanna   Pon Lis 11 2013, 20:39

Niby obcy, a tak bliscy.
Niby znajomi, a wcale nic nie wiedzą.
Jakież to chore! Powinni to zmienić, gdy jeszcze oni zaczną skakać sobie do gardeł, to wszystko skończy się tak jak nie powinno. Wszystko zostanie przekreślone i kiedy tylko będą potrzebować swojej pomocy nawzajem, to się odwrócą, udając, że nic się nie stało. To głupie. Fenomenalnie głupie, nie sądzisz? Oni przecież się potrzebowali… Dlaczego nie jarali już ze sobą trawki, jak co wieczór? Dlaczego nie pili razem… Dlaczego nie rozmawiali? Dobra, może i fakt, że życie obojga się piekielnie pokomplikowało. Jednak może właśnie czas na tą poważną i szczerą rozmowę? Właściwie to CC też wpadała w jedną z bardziej chorych relacji, i nie mogła sobie chyba z tym poradzić, albo za mało wciągała w ostatnim czasie. Tak, zdecydowanie to w tym leżał problem. Za mało brała, za mało paliła. Za mało piła. Oliver, co z Tobą?! Zmień to!
-Dobra, rozumiem co chcesz mi przekazać… I serio, kurwa… Czaję to! Tylko zrozum jedną rzecz. Jedną podstawową rzecz. – Warknęła ostrzej, a jej dłoń zaciskała się na ręce Olivera tak mocno, że ona sama nie potrafiła powstrzymać swojej złości. W sumie może nawet nie złości, a tego, że byli od siebie tak bardzo oddaleni. Powinna dać mu pstryczka w nos.
-Tylko Ty stary ogarnij jedną rzecz, jestem Twoją siostrą… Teoretycznie to nawet bliźniaczką, helloł… A Ty odpierdalasz jazdę! Czemu nie potrafiłeś mnie zaufać i do mnie przyjść pogadać… Odwalisz coś głupiego, sam się kiedyś naszprycujesz i co? I co ja wtedy zrobię? A o Charlie pomyślałeś idioto?! – Nie, jej się żyć nie chciało, nie w taki sposób, absurd. Naprawdę nie miała siły żyć na trzeźwo. To było dużo gorsze niż cios w plecy. Niż cios w twarz. To było gorsze od wszystkiego.
-Nie możesz się postarać dla mnie…? Dla mnie powalczyć o swoje życie… Chociaż jedno z Nas musi wyjść obronną ręką. Wiesz o tym, nie? Potrafisz to sobie wkręcić… No wiesz, tak jak te chore jazdy, które masz bez brania tabletek? No wiesz… To trochę istotna kwestia, nie wiem czy zdajesz sobie z tego sprawę. I owszem… - Przyznała mu rację, jednak nie w tym czego się spodziewał. W sumie teraz sytuacja z Juno zaczynała bardziej jej świtać, tylko co miała zrobić? Z jednej strony to kumpela, z drugiej strony to brat, któremu musiała pomóc za wszelką cenę.
-Owszem chcę żebyś się postarał, ale ustatkować swoje życie. I chce żebyś powalczył o to wszystko dla mnie, proszę… - Tak, pierwszy raz od dawna użyła tego magicznego słowa, które było takie, inne. Nieobecne. Miała żal do starych, że to wszystko tak się potoczyło, może gdyby… Może gdyby nie ruchali się jak króliki, to byłoby inaczej? Może nie byłoby CC, może nie byłoby problemów… Może Oliver miałby inne życie, na głowie miałby tylko Charlie… I wszystko by się jakoś poukładało.
-Mam dobry towar, wracamy do mieszkania… Trza Cię postawić na nogi, bo normalnie ja Cię pierdolę wyglądasz żałośnie… - Puknęła go palcem wskazującym w podbródek, po czym przytuliła się do niego. Tak jak od dawna tego nie robiła. Och, jaki to słodki obrazek. CC i Oli. Normalnie, aż zaskakujące, że się nie żarli, ale przecież oni właściwie nigdy się nie kłócili. I dobrze, przynajmniej nie musieli zgrywać złego na siebie rodzeństwa…
Oni się serio potrzebowali. A może i w końcu CC się bardziej otworzy?

/zt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 55
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 58
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6927-sophie-fox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6931-takie-tam#197578
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6928-sophie




Gracz






PisanieTemat: Re: Fontanna   Pon Lis 18 2013, 18:44

Cała ta koszmarna sytuacja przyprawiła aż o ból głowy naszą małą dziewczynkę, jaką jest Sophie. Nie wiedziała co ze sobą zrobić. Te listy, to co widziała w altance... Czy to się dzieje na prawdę? Pary razy szczypała się w rękę dla pewności - za każdym razem potwierdzało się, iż to nie sen. Jej umysł coraz bardziej się gubił. W coraz to większą popadała paranoję. Ona się mu podoba. Przecież to niemożliwe! Tyle czasu ze sobą przebywali, tyle razem spędzili czasu, a on... A on się po prostu w niej zakochał, albo chociaż zadurzył. Sama nie wiedziała co, ważne jednak, że mimo wszystko wolał ją jako bliższą osobę, niżeli przyjaciółkę!
Nie zapominajmy też o tym, że ten wstrętny Casanova miał więcej panien na swoim koncie, niż ona butów w swojej szafie. Jak on miał zamiar się z nimi wszystkimi uporać? Czy na prawdę jest aż tak zdolny do poświęcenia tylko i wyłącznie dla niej? Sam przyznanie się już było czymś mocnym, a co dopiero poddać się jego prośbie.
Czy on w ogóle ma zamiar z nią być? Czy powiedział to tylko dlatego, żeby Sophie w końcu mu dała, bo jest chyba jedyną dziewczyną na jego koncie, której nie przeleciał? Tyle pytań, a brak odpowiedzi jest strasznie frustrujący.
Czego ona w ogóle szuka przy fontannie? Szczęścia? Elliota? Spokoju? Wszystkiego na raz, najlepiej. Siadła sobie na niej, przyciągając do siebie nogi i otaczając je za pomocą rąk. Głowę schowała za nimi i tak zwinięta zastygła. Przymknęła oczy i rozmyślała. Była w kropce. Bardzo wielkiej kropce. Oby to wszystko się najszybciej rozwiązało i wyjaśniło, nie potrafiła czekać, chciała mieć to wszystko za sobą. Cały ten koszmar.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 61
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 54
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6930-elliot-james-dolan#197571
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6935-elliot-dolan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6932-elliot-dolan#197584




Gracz






PisanieTemat: Re: Fontanna   Pon Lis 18 2013, 22:44

Koszmarem było to w co się wpakował. Miało być tak pięknie, zero zmartwień, zero trosk. "Sex & Drugs & Rock & Roll" Do tego się przez swoje całe życie przyzwyczai. Taka była jego codzienność, wolna od trosk, aż tu nagle taki klops. Nie wiedział jak ma się do tego zabrać, jak ogarnąć rozwiązać sprawę. Długo myślał nad tym, z drugiej zaś strony nie powinien się obwiniać, przecież był wolny, mógł robić co chciał. Każdy facet jak ktoś dawał to brał, był taki sam z tym, że może na nieco większą skale. Miotał się długo nie wiedząc co ma zrobić. Raz kozie śmierć, trzeba to jakoś ogarnąć, choć wciąż nie wiedział czego oczekuje. Zmierzał wolnym krokiem w stronę parku. Cóż z tego, że miał ich tak wiele, równie dobrze mogła o niczym nie wiedzieć gdyby się tak z tym nie afiszował. Dobra może i jego wina, że postanowił przelecieć wszystkie dziewczyny ze szkoły, ale kurwa, miał do tego pełne prawo. Był coraz bliżej fontanny, chciał tu pomyśleć miejsce w końcu znajdowało się nieopodal jego domu, a tu nagle taka niespodzianka. Ciemnowłosa siedziała na niej. W pierwszej chwili jak ją zobaczył zawahał się, chciał zawrócić swoje stopy i czmychnąć pod kieckę jakiejś kochanki. Powstrzymał się, chrząknął i podszedł do przyjaciółki. Klapnął sobie ciężko obok niej.
-Cześć Sophie.
O proszę gdzie się podział jego zawadiacki uśmiech i zachowanie amanta? Wyparowało, nie musiał się przecież już zgrywać, wiadomo o co chodziło, po listach jakie pisali do siebie wszystko było takie... inne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 55
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 58
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6927-sophie-fox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6931-takie-tam#197578
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6928-sophie




Gracz






PisanieTemat: Re: Fontanna   Pon Lis 18 2013, 22:58

Była... Przytłoczona. Tak bardzo przytłoczona, jak jeszcze nigdy. Głowa była tylko i wyłącznie zajęta jego osobą, tym wszystkim, co się stało i to, co przeczytała. Napisała w liście o tym staraniu się o jej względy tak, żeby zrozumiał powagę sytuacji, jednak nie spodziewała się całkowitego potwierdzenia. I że miał zamiar wchodzić gdzie tylko mu się podobało. Nie wiedziała w co już ręce włożyć, czym się zająć, czy w ogóle podjąć z nim jakąkolwiek rozmowę. Normalni ludzie powinni i by to zrobili, jednak Pewnie Sophie i Elliot nie podejmą tematu. Nigdy na takie rzeczy nie dyskutowali między sobą. Wszystko się zaczyna zmieniać.
Spojrzała kątem oka, gdy usłyszała zbliżające się kroki w jej stronę. Dostrzegła właśnie tego konkretnego Ślizgona. Czyż on to specjalnie zrobił? A może chciał na prawdę z nią o tym pogadać? To by dopiero było zaskoczenie! A dzisiaj i tak już zaznała wielu atrakcji.
Bądź co bądź przysiadł do niej i przywitał się. Totalnie poważnie i rzeczowo. Chyba nie tylko z nią było źle w tym momencie. Jego twarz także nie ukazywała tej radości, jaka zawsze z niego biła. Wzięła głęboki wdech, spuszczając nogi z fontanny, stawiając je na ziemi i wyprostowała się.
- Cześć, Elliot. - przywitała się także, a jej głos wskazywał idealnie jej obecny stan. Był zdołowany, smutny, poważny, a zarazem niepewny. Nie wiedziała od czego zacząć.
- Ja... Chciałam Ci powiedzieć, że... - zacięła się. Całkowicie się zacięła, a po chwili oparła się o jego ramię głową i położyła swoją rękę na jego dłoni. Przymknęła oczy i zastygła przez chwilę w takiej pozycji. Potrzebowała tego? Jak jeszcze nigdy wcześniej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Fontanna   

Powrót do góry Go down
 

Fontanna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 7Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

 Similar topics

-
» Zamarznięta fontanna na środku parku
» Fontanna
» Fontanna Życia
» Fontanna Kupidyna
» Fontanna życzeń (MG:Nauru)

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Park
-