IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Miejsce na ognisko i altana

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next
AutorWiadomość




Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -2
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 524
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5106-dahlia-e-slater
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5109-czesc-jestem-dahlia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5108-sowka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7187-dahlia-e-slater




Gracz






PisanieTemat: Miejsce na ognisko i altana   Wto Maj 21 2013, 20:19

First topic message reminder :


Miejsce na ognisko i altana

Świetne miejsce, zarówno na kameralne spotkanie przy ognisku z kilkoma znajomymi, jak i na zorganizowanie licznie uczęszczanej imprezy plenerowej. Zarządca parku jest wyjątkowo miłym człowiekiem i ochoczo przystaje na wszelkie propozycje ożywienia parku i przyciągnięcia do niego jak największej ilości młodych, energicznych ludzi, dlatego warto do niego zagadać!

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość




Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Szkocja
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 669
Dodatkowo : ściągająca, bogini
  Liczba postów : 232
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9159-ava-venus-erskin-ave
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9161-ave
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9162-zloz-swoja-ofiare
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9163-ava-erskine




Gracz






PisanieTemat: Re: Miejsce na ognisko i altana   Pią Paź 10 2014, 20:53

Ava czerpała niesamowitą przyjemność z pisania listów z Cezarem. Ciągle się śmiała, a jej współlokatorzy pewnie zaczęli się zastanawiać, czy nie cierpi na jakąś schizofrenię. Gdy nie namówiła Ślizgona na spotkanie, spakowała się do podręcznej torby, która oczywiście była powiększona odpowiednim zaklęciem. Nie mogła zapomnieć o Ognistej Whisky. Zapowiadała mu doprawdy ogniste spotkanie i musiała to dotrzymać. Wiedziała, że tym razem trudno będzie jej się wywinąć od picia alkoholu, ale może on nie był aż tak zły jak myślała? Zdjęła wszystkie ubrania, pozostając tylko w samych majtkach. Na to oczywiście założyła prześcieradło. Gdzieś w okolicach talii związała je grubym sznurem oraz jego końce splotła w kokardę na karku. Musiała wyglądać jak prawdziwa bogini! Z włosów zrobiła warkocz, obwiązując nim głowę. Do ciasnego splotu dodała kilka gałązek jarzębiny, którą spotkała po drodze jak szła. Prezent dla Cezara znajdował się jako jedyny w torbie, gnieciony przez ciężką butelkę Ognistej Whisky. Trzasnęła drzwiami od mieszkania, czując, że wygląda doprawdy idiotycznie, mając na sobie jedynie prześcieradło oraz zimowe obuwie. Nie miała na szczęście daleko, więc nie zdążyła zamarznąć. Widząc Cezara palącego na altanie, chciała podbiec i zabrać mu papierosa. Od razu poczuła ten znajomy ścisk żołądka i juz pragnęła wyciągnąć paczkę, ale to popsułoby cały efekt. Wyjęła ognistą, którą postawiła na ławce, ogarniając dopiero teraz, że zapomniała wziąć szklaneczek do tak kulturalnego miejsca. A potem rzuciła torbą w Cezara.
- Przebierz się, wyglądasz jak plebs - rzuciła w jego stronę tak na powitanie. Od razu podeszła do ogniska, wyciągając łapki w stronę płomieni. W torbie znajdowało się kolejne prześcieradło godne samego Juliusza Cezara, jego wieniec laurowy oraz kamizelka ochronna do Quidditcha z napisem "Weatherly, kapitan".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Toronto, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1236
  Liczba postów : 468
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6002-cesaire-bernard-weatherly#171006
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6003-cezar-i-jego-rzymianie#171018
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6010-cezarowa-sowa#171255
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7381-cesaire-weatherly#207517




Gracz






PisanieTemat: Re: Miejsce na ognisko i altana   Pią Paź 10 2014, 22:26

Trzeba przyznać, że listy, które wymieniała ta dwójka, były doprawdy wyjątkowo udane. Nie tylko pod względem treści, ale również zwrotów do adresata i podpisów, które niesamowicie do siebie pasowały i były bardziej wymyślne niż „droga Avo” czy suche „pozdrawiam, Cezar”. Nie z każdym można wymieniać takie listy, nie z każdym w ogóle chce się wymieniać listy. Weatherly nie miał pojęcia jaką też niespodziankę szykuje Erskine i z pewnością nie spodziewał się, że przyjdzie odziana w prześcieradło i roślinki, niczym bogini ze starożytnego Rzymu. W pierwszym momencie, gdy ujrzał idącą przez altanę postać w dość oryginalnym stroju, po prostu prześlizgnął się po niej spojrzeniem bez śladu większego zainteresowania, by dopiero po kilku sekundach wrócić do niej i zauważyć, że to właśnie jego towarzyszka. W koronie z warkocza i dodatkach z jarzębiny wyglądała zupełnie inaczej niż zwykle, jednak wiadomo, że Cesaire nie traci nigdy, a przynajmniej prawie nigdy, rezonu, dlatego też zaciągnął się jeszcze kilkakrotnie papierosem, by ostatecznie zgasić go i przywitać swoim charakterystycznym uśmiechem dziewczynę, gdy ta doszła do ich ogniska i rzuciła w jego kierunku torbę. Złapał ją automatycznie, oczywiście, że złapał, skoro był ścigającym. Co to byłaby za afera, gdyby nowy kapitan-ścigający okazał się mieć dziurawe ręce!
- Wybacz, bogini, nie poinformowałaś mnie, że mam być w stroju wyjściowym. – halo on nigdy nie wygląda jak plebs! Zajrzał jednak z ciekawością do torby, by zaśmiać się po odkryciu jej zawartości. – Ma chérie, Venus zazwyczaj występuje au naturel. – skomentował jeszcze, nawiązując do wszystkich klasycznych dzieł przedstawiających boginię miłości jako piękną nagą kobietę na tle morskiej muszli i wzburzonych fal, z których podobno została zrodzona. Przecież właśnie w takim wydaniu powinna paradować Ava, skoro chciała być boginią, po której została nazwana! W czasie swoich dywagacji, zdjął grzecznie swoje podobno plebejskie ubranka i zastąpił je cudownym prześcieradłem, które owinął dookoła siebie i spiął na ramieniu w typowo rzymski sposób, po czym założył na głowę wieniec laurowy i kamizelkę dumnie obwieszczającą, kto jest kapitanem. Wszystko było pięknie, tylko obuwie studentów kompletnie nie pasowało, dlatego też krótkim machnięciem różdżki Kanadyjczyk zmienił ich buty na rzymianki.
- Therme Vestem! – wskazał różdżką wpierw na garderobę Avy, a następnie na swoją, rzucając na nie zaklęcia, które miały nie przepuszczać zimna. Zaraz jednak jego spojrzenie padło na ognisko i już do głowy wpadł mu pomysł na następne ulepszenie. – Iris ignis! – i w kilka chwil płomienie zaczęły się mienić wszystkimi możliwymi barwami. Kanadyjczyk podszedł jeszcze do krzesełka, na którym leżały jego wzgardzone spodnie, wygrzebał z ich kieszeni niewielką fiolkę z eliksirem otwartych zmysłów i wlał ją do ogniska.
- Chodź, chodź, będziesz mi przepowiadać przyszłość. – zarządził, chwytając lekko Erskine za ramiona i prowadząc ją do ulepszonego ogniska, by usiadła na krzesełku blisko i mogła poczuć cudowne opary, które zaczynały się unosić znad ogniska.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Szkocja
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 669
Dodatkowo : ściągająca, bogini
  Liczba postów : 232
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9159-ava-venus-erskin-ave
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9161-ave
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9162-zloz-swoja-ofiare
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9163-ava-erskine




Gracz






PisanieTemat: Re: Miejsce na ognisko i altana   Pią Paź 10 2014, 22:55

Zamykała i otwierała swoje dłonie, kierując je w stronę ogniska. To prześcieradło nie było idealnym strojem na jesienne wieczory. Miała teoretycznie tak niewiele do przejścia, a jej chude nóżki trzęsły się jak galaretka. Przeszła na stronę altanki, gdzie przebierał się Cezar. Zastanawiała się, czy ma podejść do niego i zacząć go rozbierać czy też będzie na tyle grzeczny, że się posłucha. Zabrała od niego koszulkę, którą po prostu rzuciła na krzesełko. Tak samo było z resztą ubrań. Bogini nie powinna ich składać, o co to nie. Gorzej będzie jak zdecydują się wracać do domów. On się cieplutko ubierze, a Ava dumnie w prześcieradle będzie szła przez Hogsmeade i udając, że jest tak samo ciepło jak w tropikach.
- Spotykasz się ze mną, to przecież oczywiste - odpowiedziała, zawiązując szatę na ramieniu Cezara, a następnie poklepała jego klatkę piersiową. Zaśmiała się na wzmiankę o wszystkich obrazach z boginią Venus. Skubany jak na Kanadyjczyka, który miałby pracować w Ministerstwie Magii, a jednocześnie był świetny w sporcie, był niesamowicie obeznany w Historii. Ava nie sądziła, że aż tak studiować ich rzymską opowieść.
- Bogini sama się nie rozbiera i takimi widokami obdarza nielicznych. - siliła się na powagę, ale aż cisnęło się jej na usta: dalej, Cezarze, sprawdźmy, czy oprócz rządzenia Rzymem potrafisz zając się kobietą a raczej jej ubiorem. Równie dobrze mogła powiedzieć mu, że ma się jebnąć na ryj, jeśli myślał, że będzie nago wesoło sobie hasać przez wioskę czarodziejów aż dotrze do swojego ulubionego kapitana. Ogień przyjemnie ich rozgrzewał, a gdy obydwoje byli godni do otworzenia whiskey, Ava poklepała obydwa policzki Cezara i uśmiechnęła się szeroko.
- Najdroższy, jesteśmy gotowi na wieczerze - zgrabnie odkręciła butelkę. Nim zdążyła wziąć spory łyk, wznieść toast jak tradycja nakazuje, wywróciła oczami, gdy Cezar zaczął się popisywać swoimi zaklęciami. Gdy skierował różdżkę na nią, zaczęła wypowiadać: i ty przeciwko mnie, ale szybko ugryzła się w język i cichutko podziękowała chłopakowi. Wtedy wzięła pierwszy łyk whisky. Widząc płomień w tęczowym kolorze, wypluła na ognisko cały alkohol, który miała w ustach. Języki ognia zaczęły wściekle wznosić się jeszcze wyżej niż wcześniej, a Ava tylko przepraszająco spojrzała w stronę Kanadyjczyka. Alkohol miał naprawdę paskudny smak i zapach, ale z drugiej strony, czy istniała jakaś inna osoba, z którą Venus mogłaby się tak doskonale bawić po alkoholu? Podała mu butelkę, zastanawiając się, jak ma zabić zapach. Posłusznie podeszła jeszcze bliżej ogniska, nie wiedząc, o co chodzi Weatherly'emu. Wzięła głęboki oddech i poczuła olśnienie. Myśli wirowały w głowie, łaskocząc koniuszek języka, aby wydostać się na zewnątrz.
- O wielki Cezarze, przegrasz bitwę z wojskiem z czerwonym pióropuszem - zaczęła mówić natchnionym głosem, nawiązując oczywiście do ich listów i meczów Quidditcha. Po chwili poczuła wspaniały relaks, a patrząc to na ogień to na Cezara, zaczęła odczuwać nieziemską przyjemność.
- Jutro, jutro mój panie, otuli cię wielka fala ognia, będziesz trzymał czarnowłosą dziewczynę pod rękę i skryjesz się pod rozkloszowaną sukienką i uderzysz głową o turniurę. - chyba dość kiepsko jej to szło, bo za nic nie rozumiała, jak mają przepowiadać przyszłość. Czuła niesamowite odprężenie, a to spowodowało, że przestała czuć obrzydliwy smak alkoholu i chciała tylko go więcej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Toronto, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1236
  Liczba postów : 468
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6002-cesaire-bernard-weatherly#171006
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6003-cezar-i-jego-rzymianie#171018
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6010-cezarowa-sowa#171255
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7381-cesaire-weatherly#207517




Gracz






PisanieTemat: Re: Miejsce na ognisko i altana   Pią Paź 10 2014, 23:36

Biedna Ava, zamiast przy użyciu swojego magicznego patyczka jakoś ulepszyć swój niezbyt ciepły strój bogini, niczym jugol paradowała w cieniutkim prześcieradle i niemalże szczękała zębami. Całe szczęście, że do ogniska nie miała zbyt długiej drogi, inaczej zamarzłaby gdzieś w trakcie i pewnie nawet nie wpadłaby na jakże świetny pomysł rozgrzania się poprzez picie Ognistej. A może by wpadła i zaalarmowany długim oczekiwaniem Weatherly ruszyłby na poszukiwania, by ostatecznie znaleźć brunetkę zaplątaną w prześcieradło, leżącą w jakimś rowie, pijaną jak szpadel. O powrót do domu w śmiesznym stroju Erskine nie powinna się jednak martwić, wiadomo przecież, że Kanadyjczyk dzielnie dotrzyma jej kroku i również będzie paradował przez całe Hogsmeade w swoim rzymskim stroju, pewnie jeszcze pozdrawiając wszystkich obywateli i nawołując do czczenia jedynej prawdziwej bogini, Venus.
Pokręcił lekko głową, nieznacznie się uśmiechając, kiedy usłyszał słowa Avy poprawiającej jego szatę z poważną miną. Nie powinna się dziwić, że znał się trochę na historii i sztuce, wszak w Riverside nie skupiał się tak naprawdę na karierze sportowej, tylko uczył się na wydziale prawniczym, dążąc do rozpędzenia kariery, której ścieżka prowadziła gdzieś do Ministerstwa, może do Wizengamotu.
- Oczywiście, co za faux pas z mojej strony, gdzieżby bogini miała zaszczycać takimi widokami zwykłych śmiertelników. Rozumiem, że ogólnie dostępna altana nie jest dobrym miejscem, ale przecież nie będziemy tu siedzieć ruski rok, a ja to Divius Iulius, a nie plebs. – oznajmił wyjątkowo poważnym i rzeczowym tonem. Nie ulegało wątpliwości, że oprócz rządzenia Rzymem, potrafił sobie dobrze poradzić i z Rzymiankami. Przytaknął ochoczo na hasło „wieczerza” i już chciał coś powiedzieć odnośnie wywrócenia oczami w wykonaniu Erskine, kiedy dziewczyna wypluła whisky prosto w tęczowe płomienie, które gniewnie uniosły się i zatrzaskały jeszcze głośniej, a Kanadyjczyk odruchowo chwycił Avę na wysokości talii i odciągnął do tyłu, żeby rozgniewany ogień nie dosiągł ani brunetki, ani jej ubioru. – Halo, trochę szacunku dla naszego ognia! – zarządził jeszcze, trochę zdziwiony tym, jak dziewczyna zareagowała na alkohol. Chyba jeszcze nikt powyżej piętnastego roku życia nigdy nie wypluł przy nim whisky. Uśmiechnął się do niej pokrzepiająco, jakby chciał powiedzieć „z każdym łykiem jest coraz lepiej”, po czym chwycił butelkę i pociągnął z gwinta ilość trunku godną Juliusza Cezara. Gdyby, oczywiście, ten pił whisky, zamiast wina.
- Spójrz w płomienie jeszcze raz, na pewno widzisz mnie tam niosącego głowę dowódcy wojska z czerwonym pióropuszem. – zaprzeczył, zasiadając na krzesełku obok i kilkakrotnie nabierając powietrza głęboko w płuca, by poczuć charakterystyczne rozluźnienie i euforię, jaką dawały opary eliksiru. Po chwili jednak zaśmiał się gardłowo, słysząc następną przepowiednię Venus, która nie miała w tym momencie zbyt wiele sensu. Upił jeszcze łyk Ognistej, a następnie wręczył butelkę Avie, by i ta bez wykrętów skosztowała bursztynowej cieczy.
- Jutro? A nie dzisiaj? – zapytał, dochodząc w końcu do wniosku, że takie szalone przepowiednie miały prawo ziścić się tylko na balu, który miał się odbyć tego samego wieczoru, a przynajmniej tak mu się wydawało. Średnio śledził kalendarz wydarzeń szkolnych. – Wolę togi zamiast rozkloszowanych sukienek. Na balu zostanę w moim stroju godnym imperatora. Wszystkie ognie, czarnowłose dziewczyny i turniny będą moje. – oświadczył dumnie, wykonując ręką gest zakreślający całą okolicę i kończący się na jego klatce piersiowej, w którą uderzył się ręką, niczym prawdziwy wódz mający chrapkę na zagarnięcie absolutnie wszystkiego w zasięgu wzroku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Szkocja
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 669
Dodatkowo : ściągająca, bogini
  Liczba postów : 232
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9159-ava-venus-erskin-ave
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9161-ave
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9162-zloz-swoja-ofiare
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9163-ava-erskine




Gracz






PisanieTemat: Re: Miejsce na ognisko i altana   Sob Paź 11 2014, 10:31

Ava była na tyle szalona, że szybciej wytropiłaby smoka w Hogsmeade, który mógłby ją ogrzać niźli wyciągnęła różdżkę. Korzystała z niej tylko wtedy, gdy była zagrożona, bo zaklęcia defensywne i ofensywne miała w małym placu. Lubiła się pojedynkować, zakładać i walczyć o swoją rację. Chyba zamarznięcie na śmierć nie potraktowała jako wielkiego zagrożenia, skoro hasała w samym prześcieradle. Myślała przecież, że idzie do Cezara, a ten będzie potrafił rozgrzać biedne dziewczę. Prędzej wysłałaby do niego wyjca, iż ma ruszyć swój szanowny tyłek, bo ta ma zbyt bliskie spotkanie z rowem. Ceni się jednak to, że zreflektowałby się jej szukać. Już nie mogła się doczekać powrotu, gdy Cezar będzie pozdrawiał wiernych i będzie ciągnął Avę, stojącej w wielkiej muszli. Tak jak na Venus przystało.
Z racji tego, że Erskine była jedynie miesiąc w szkole, nie zdążyła się dowiedzieć aż tak wielu rzeczy o Cezarze. Jej wiedza ograniczała się do kanadyjskiej reprezentacji. Kiedyś być może padło, że był na wydziale prawniczym, ale w Salem czegoś takiego nie było i jak ktoś poświęcał sie jednej dziedzinie, to drugie zaniedbywał. Stąd była doprawdy zaskoczona znajomością historii przez chłopaka. Sama musiała zejść do biblioteki, aby dorównać mu kroku.
- Rozważę twój wniosek - oznajmiła w taki sam sposób jakby była królową i miała pomyśleć o sprawie wagi państwowej. Mogłaby mu kazać teraz klękać i czcić boginię, ale u mówmy się, tę czynność będzie mógł wykonać za jakiś czas i niekoniecznie będą nadal tkwić w rzymskim klimacie. Nawet Cezar musi kiedyś rzucić swe szaty, aby dorównać wiecznie nagiej, pięknej Venus. Po wypluciu alkoholu spojrzała na chłopaka przepraszająco, ale nie miała zamiaru się tłumaczyć, że jest jedyną Szkotką, która gardzi alkoholem. Szarpnięta przez Cezara niekontrolowanie podeptała mu stopy.
- Dziękuję Divius Iulius za uratowanie mi życia - ukłoniła się elegancko. Dym z eliksirem otwartych zmysłów ochoczo wchodził do płuc Avy, rozluźniając wszystkie spięte mięśnie. Miała wrażenie, że teraz po raz pierwszy zupełnie inaczej spojrzała na Cezara. Wciąż było jej zimno, co wydawało się niemożliwe. Wszak jej szata była zabezpieczona przed utratą ciepła, a siła ogrzewania tęczowych płomieni na pewno była o wiele większa niż tych zwykłych. Zaczęła być tak szczęśliwa. Mogła tańczyć, śpiewać i latać na miotle zamiast na smokach. Ciało Venus tak rozluźnione nie miało siły na większe harce, więc opadła na kolana Cezara z wielkim uśmiechem. Chłopak mógłby się zastanawiać czy to jego zasługa czy może eliksiru otwartych zmysłów, ale to było oczywiste, że Ava się nie przyznałaby do tej pierwszej opcji.
- Czy rzymianie nie mieli czerwonego pióropusza? - spytała z lekkim śmiechem, bo nawet w najśmielszych snach Cezar nie mógł myśleć o zwycięstwie nad Gryffindorem, od kiedy w składzie była Ava. Erskine nawet nie sprawdziła, jak wyglądało to w ubiegłych latach, ale pewność siebie i upiór Szkotki wygrał z rozsądkiem. Przejęła butelkę, tym razem nie wypluwając ani kropli alkoholu. Miała wrażenie jakby to był zwykły sok, który teraz jest absolutnie potrzebny jej brzuszkowi. Była spragniona, głodna. Teraz czuła jakby potrafiła tak całkowicie oddychać. Odczuwała z tego fizyczną przyjemność.
- Zaraz będzie jutro, co za różnica. - wzruszyła ramionami, ale po chwili zdała sobie sprawę, zapewne od tego eliksiru, że właśnie go okłamała. - Nie, nie, to bardzo duża różnica, dziś jest nasze, a jutro? Nieważne, dziś rządzi tylko Cezar i Venus. Powinieneś złożyć mi jakieś ofiary, a ja wskoczyć do muszli i pozować. Myślałeś, ile można zrobić w kilka godzin? Zobacz, mamy super ognisko, świetną pogodę, wyglądamy doprawdy szałowo i możemy zatańczyć specjalny taniec wokół tęczy - mówiła bez ładu i składu. Chyba mieszanie tak mocnego alkoholu z eliksirem otwartych zmysłów nie było najlepszym pomysłem, bo Ava właśnie teraz wstała i zaczęła lekko kołysać biodrami na boki jakby w rytm muzyki, która grała tylko w jej głowie. Uniosła butelkę nieco nad swoją głowę, aby po chwili znów się z niej napić. Oby tylko nie skończyło się na wymiocinach, Erskine!
- To świetny pomysł, pójdziemy przebrani tak jak jesteśmy, nie będziemy musieli się szykować. Wejdziemy do wielkiej sali i wszyscy będą musieli nam się kłaniać. - wykonała wolny obrót, kołysząc wciąż biodrami i dopiero wtedy poczuła niewyobrażalne ciepło. Już mogłaby się rozebrać, zjeść nawet ławkę i wypić nawet to paskudne whisky. Butelkę oddała teraz do Cezara, któremu cała kamizelka do Quidditcha nie pasowała do stroju, więc wciąż tanecznym krokiem podeszła do niego, ściągając niepotrzebny materiał.
- Założysz ją na mecz, Cezarze - dodała, gładząc jeszcze jego tors.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Toronto, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1236
  Liczba postów : 468
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6002-cesaire-bernard-weatherly#171006
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6003-cezar-i-jego-rzymianie#171018
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6010-cezarowa-sowa#171255
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7381-cesaire-weatherly#207517




Gracz






PisanieTemat: Re: Miejsce na ognisko i altana   Sob Paź 11 2014, 15:41

Weatherly nie rozumiał ludzi, którzy mieli zdolności czarodziejskie i nie wykorzystywali ich, kiedy te naprawdę mogły być przydatne. Jasne, co innego załatwianie każdej, nawet najmniejszej i najgłupszej sprawy kilkoma machnięciami różdżką, ale jeśli ktoś był w stanie zrobić coś, co w danym momencie mogło mieć świetne skutki, dlaczego z tego rezygnować? Dobrze przynajmniej, że Ava potrafiła użyć różdżki w sytuacjach kryzysowych, chociaż z powodu ich krótkiej znajomości, Cesaire jeszcze nie wiedział, że dziewczyna na co dzień nie ucieka się do ekstra zaklęć tak ochoczo jak on sam. Ale ale, Kanadyjczyk nie będzie ciągnął gigantycznej muszli, w której będzie prezentowana bogini Venus. Od czego w końcu są niewolnicy, on był zbyt wysoko postawiony w hierarchii, by wykonywać taką pracę.
Pewnie znalazłoby się jeszcze bardzo wiele rzeczy o Cezarze, których Erskine nie zdążyła się dowiedzieć i z których większości najprawdopodobniej miała nigdy się nie poznać, w końcu nie był on osobnikiem, w którym się czytało jak w otwartej księdze ani też nie był zbyt wylewny w relacjach z innymi. Właściwie wysyłane przez niego listy zaadresowane do Avy, jak i wypowiedzi, jakimi ją raczył od jej przybycia do altanki, można zaklasyfikować do tych wyjątkowo elokwentnych jak na jego standardy. Miło jednak, że szatynka zorientowała się, że Kanadyjczyk ma w głowie coś jeszcze oprócz sportu i używek czy rozkoszy cielesnych.
- Bogini o złotym sercu! – stwierdził tonem pełnym przejęcia, niczym człowiek, który zapalczywie się modlił o coś i w odpowiedzi otrzymał znak, że jego prośby zostaną wzięte pod uwagę. Cóż, jeśli Ava faktycznie okaże się być boginią, Weatherly nie będzie miał chyba zbyt wielkiego wyboru, jak właśnie paść przed nią na kolana. W okolicznościach rzymskich czy nie, hehs.
- Gardzisz nektarem bogów. – zauważył gorzko, zupełnie nie przejmując się tym, że cofając się od ognia nadepnęła na jego stopy. Ostatnio oberwał w nogę strzałą centaura, a później na dokładkę oberwał w nie gałęzią drzewa rażonego piorunem, leciutka dziewczyna naprawdę była niczym w porównaniu z tym. – Do usług, Venus Verticordia. – również ukłonił się lekko w odpowiedzi, a następnie przymknął lekko oczy, nabierając dużo powietrza w płuca, w których poczuł przyjemne łaskotanie. Dlaczego nikt nigdy nie odkrył, że opary eliksiru mogą mieć lepsze działanie niż wypicie skoncentrowanej formuły, po której człowiek, nieprzyzwyczajony do owego eliksiru, nadawał się praktycznie tylko do leżenia lub siedzenia w jednym miejscu i kontemplowania świata, który wydawał się być nagle jedną wielką absurdalną zbieraniną dziwnych, agresywnych bodźców? Kilka wdechów i wszystko stawało się piękniejsze, wyostrzone, trochę nierealne, jednak dalej wyczuwalna była granica świata rzeczywistego, o wiele przyjemniejszego w nowej, odmienionej odsłonie. Nie wiadomo czy Erskine naprawdę zaczęła powoli przypominać kostkę lodu i czy tylko Kanadyjczykowi tak się wydawało, lecz kiedy jego ręce zetknęły się ze skórą dziewczyny, wzdłuż jego kręgosłupa aż przebiegł dreszcz.
- Bogowie, masz chyba zerowe krążenie. Pij, pij, zaraz się rozgrzejesz. – stwierdził, kiedy już Ava wylądowała na jego kolanach, a on nie analizował tego, w jaki sposób i dlaczego do tego doszło, po prostu owinął ją dodatkowo swoją jakże ciepłą rzymską szatą i właściwie pewnie bardziej mogła się ogrzać od jego nagiej skóry pod prześcieradłem niż od leciutkiej warstwy materiału. – Dawno i nieprawda. Gdyby mogli, mieliby zielone pióropusze, po prostu czerwony barwnik było łatwiej wyprodukować na tak dużą skalę. – zaprzeczył, oczywiście twardo obstając przy wersji wydarzeń, w której Gryffindor zajmuje co najwyżej drugie miejsce w szkolnych rozgrywkach, zaraz po Slytherinie. Wzruszył nieznacznie ramionami, kiedy dziewczyna zaczęła rozważania na temat dnia dzisiejszego i jutrzejszego, bo w tym momencie to naprawdę nie miało dla niego zbyt wielkiego znaczenia. Czasoprzestrzeń rozciągała się jak gumowa taśma, by zaraz zbiec się z powrotem, to nie był odpowiedni czas na wybieganie myślami w przód.
- Jeszcze nie przyniosłaś mi szczęścia, więc nie mam powodu do składania ofiar dziękczynnych. Prosić też nie mam o co. Ale mogę ci poszukać jakiś nowych wyznawców na balu, przecież ci okropni innowiercy powinni w końcu czcić prawdziwego boga. – cały Cezar, aż tak mu się nie rwało do stawiania Avy na piedestale wyższym od tego, na którym znajdował się on sam. Na równi z nim, okej, chociaż i tak z pewnymi oporami, jednak wyżej nie ma opcji. Jeden jedyny raz w życiu wyniósł niemalże do rangi świętości Marceline i było to początkiem końca wszystkich jego pozytywnych relacji w drużynie Reemów z Riverside. Drugi raz nie zamierzał popełniać takiego samego błędu, tym bardziej nie na ślepo, praktycznie nie znając Erskine. Bo żarty żartami, bawili się nieźle przy ognisku, jednak Weatherly nie rzucał nigdy słów na wiatr i prawie wszystko w jakimś tam stopniu traktował na poważnie.
Szkotka po prostu nie była przyzwyczajona do magicznych właściwości alkoholu. Ledwie co zmoczyła usta w whisky, a już zachowywała się tak, jakby wypiła coś w okolicy połowy butelki. Cóż, do wszystkiego można się w życiu przyzwyczaić, tolerancję na napoje wyskokowe również można sobie wyrobić, jeśli jest się chociaż w ułamku tak konsekwentnym jak Cesaire. Chłopak zaśmiał się krótko, gdy Ava poderwała się z miejsca i zaczęła tańczyć, jakby mieszanka eliksiru i alkoholu już nieźle jej uderzyła do głowy i również wstał, po części po to, by dołączyć do tego osobliwego tańca, a po części dlatego, żeby wyciągnąć z drobnej dłoni dziewczyny butelkę Ognistej. Upił kilka sporych łyków trunku, bujając się dookoła mieniącego się kolorami tęczy ogniska i ujął rękę Erskine, by obrócić ją dookoła własnej osi w zgrabnym piruecie. Nie oddał jej jednak butelki za szybko, najwyraźniej zauważając, niczym prawdziwy mistrz dedukcji, że jeśli szatynka utrzyma nieprzystosowane do jej norm tempo wlewania w siebie whisky, ich wieczór z pewnością nie skończy się na szpanowaniu swoją boskością na szkolnym balu. Pokiwał jeszcze głową, upijając następnego łyka alkoholu, potwierdzając tym samym, że pójście w odsłonie rzymskiej na bal jest świetnym planem. Co tam dress code, co tam motyw przewodni, oni mieli swoją alternatywną wizję i to o niebo lepszą!
- Jak sobie życzysz, Venus. – odpowiedział grzecznie, bez sprzeciwu pozwalając jej zdjąć z siebie kamizelkę kapitana, która odbiegała od reszty jego stroju. Wszak musiałby być nienormalny, żeby protestować, gdy śliczna dziewczyna go rozbiera. Taki tam menski menszczysna i jego savoir-vivre.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Szkocja
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 669
Dodatkowo : ściągająca, bogini
  Liczba postów : 232
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9159-ava-venus-erskin-ave
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9161-ave
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9162-zloz-swoja-ofiare
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9163-ava-erskine




Gracz






PisanieTemat: Re: Miejsce na ognisko i altana   Sob Paź 11 2014, 21:20

/skracam jak to jest tylko możliwe, leć na bal, bo nigdy tam nie wylądujemy!
Gdyby odwiedził hodowlę państwa Erskine, wszystko by zrozumiał. Po tym jak smok zjadł mamę Avy, domownicy starali się zachowywać cicho, przewidywalnie. Ich zachowanie nie powinno budzić strachu w zwierzętach, aby nagle nie zostali spaleni żywcem. Różdżka była narzędziem noszącym pewną nieprzewidywalność. Dzięki zaklęciom można było zaskoczyć swojego przeciwnika. A nikt nie chciałby mieć wroga ze smoka. A w Salem jak to Amerykanie nie uczyli praktyczności. Może rzeczywiście powinna więcej przebywać z Cezarem i przestałaby być taką życiową sierotą. Ma to jakiś sens.
- Mów mi, mów mi więcej, my love - dodała, ujmując kawałek szaty i wachlując się nim jakby była dwórką, która pragnie ukryć swoje rumieńce za materiałem wachlarza. Nie nastawiała się na serię komplementów, bo już zdążyła zauważyć, że Cezar nie jest zbyt wylewny w rozmowie, ale na szczęście nie jest anemiczny tylko potrafi działać. Zarzuciła rączki na kark chłopaka, wciąż bujając się w rytm wymyślonej przez siebie muzyki.
- U nas nektar bogów mniej drapie w gardło - odpowiedziała, bo kto inny może wiedzieć co jest serwowane bogom jak sama Venus? Miała delikatne gardziołko, dla którego alkohol był prawdziwym wrogiem. Już nie zabierała butelki Cezarowi, bo po tych kilku łykach i wiecznym wdychaniu eliksiru czuła się paskudnie wstawiona. Kołysała biodrami aż w końcu po prostu przytuliła się jeszcze raz do chłopaka po tych słowach, że ma zerowe krążenie. Dłonie wsunęła pod szatę Juliusza Cezara, ogrzewając jeszcze lekko zmarznięte palce.
- Zabierz mnie na bal, chodźmy tam właśnie teraz - szepnęła prosto w klatkę piersiową. Niewyobrażalne odprężenie zabrało wszystkie możliwe ograniczenia. Nie zastanawiała się, co robi. Dłońmi badała tors Cezara, dopiero po chwili sobie uświadamiając, że obmacując go nie przekona do masowej imprezy. Szybciej zrozumie, że mają udać się do mieszkania, a nie wrócić szkoły i szukać niewolników. Wysunęła dłonie spod jego szaty.
- Patrz, a jeszcze niedawno prosiłeś o nagą audiencję - zaśmiała się, nawiązując do tych treningów w stroju Adama i Ewy. Butelka pewnie niezwykle dobrze czuła się w dłoniach Cezara, a Ava nie nalegała, aby napić się jeszcze chociażby łyczka. Już czuła się pijana od alkoholu, eliksiru i samej obecności Weatherly. Zrobiła kilka obrotów, a potem znów się wtuliła tylko na chwilkę. Chwyciła dłoń Cezara, podejmując za niego decyzję.
- Idziemy na bal, Juliuszu, potrzebuję muzyki i jedzenia - jej brzuch tu ochoczo i zdecydowanie za głośno zaczął burczeć, a Ava nie mogła sobie pozwolić na więcej alkoholu bez jakiegoś posiłku. Zgasiła ogień za pomocą różdżki, o Cezarze bądź dumny, a następnie pociągnęła chłopaka w kierunku szkoły. Do murów samego Hogwartu mieli jeszcze sporą odległość, więc i Cezar zdąży się upić.
- Musimy znaleźć nowych niewolników i służbę, a niedowiarków będziemy palić na stosie - tu właśnie złapała Kanadyjczyka pod rękę i nucąc jakieś szkockie przyśpiewki co chwilę wymieniali się butelką szkockiej.
ztx2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 311
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 317
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10012-victorique-moonlight#279340
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10015-vivi-szuka-przyjaciol#279368
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10016-vivien-sowka-victorique#279369
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10017-victorique-moonlight#279371




Gracz






PisanieTemat: Re: Miejsce na ognisko i altana   Sob Sty 03 2015, 14:10

Dziewczyna przybyła jak najszybciej tylko mogła, była zdenerwowana. Nie mogła już dłużej trzymać tego w sobie, a nie miała z kim o tym porozmawiać. Tak bardzo brakowało jej kogoś bliskiego z kim będzie mogła się rozluźnić i powiedzieć wszystko co siedzi na jej serduszku. Od tego miała Klemensa, jej ukochanego braciszka. No może nie był prawdziwym bratem, ale zastępował jej całą rodzinę. W chwili totalnego załamania czuła się samotna i opuszczona, zapomniała o nic, a raczej nie chciała mu sprawiać problemów. Była przekonana, że da radę sobie sama, ale to wszystko ją przerosło tak bardzo…
Stała na mrozie rozglądając się dookoła. Nie wie już jak długo tutaj stoi, ale będzie czekała tak długo jak trzeba.
Potrzebuję cię…
Nie wiem czy chciała się wypłakać, czy po prostu wyżalić się… nie chciała już być sama z tym wszystkim.
Victorique oparła się o barierkę wlepiając podkrążone oczy w niebo. Tak bardzo bała się wszystkiego co się teraz działo, nie wiedziała co ma zrobić ze sobą i z tym wszystkim.
Potrzebuje cię
A może jednak da sobie radę sama? I nie potrzebnie histeryzuje? Może i on ma swoje własne problemy i nie ma czasu zajmować się niezdarną gryffonką? Och Boże dopomóż jej bo ja nie mogę.
W między czasie wyciągnęła z torebki notesik, w którym zapisane były dwa wiersze. Nie wiedziała jak powstały, dlaczego powstały i czy na pewno ona je napisała, po prostu gdy zamrugała były już tutaj… o tym też tak bardzo chciała porozmawiać, ale nie miała z kim.
Potrzebuję cię…
Jej myśli krążyły w jej głowie nie pozwalając dostać się niczemu innemu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Skąd : Chicago/ Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 219
  Liczba postów : 156
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10082-klemens-ares-blackburn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10111-to-ten-moze-cos
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10112-klucha




Gracz






PisanieTemat: Re: Miejsce na ognisko i altana   Sob Sty 03 2015, 14:18

Dzisiejszy dzień był troszkę zabiegany, nie powie... Tutaj ktoś przyszedł aby coś zmienić, tam aby się umówić. Szczerze? Strasznie irytowały go osoby, które swoje zdanie zmieniały coś pięć minut. A nawet nie uwierzycie, ile razy taki ktoś tutaj przychodzi... Do jego oazy spokoju, gdzie nic ani nikt nie powinien zakłócić jego spokoju. Przecież zrobił szkic poprawnie, według cholernych wytycznych i wskazówek, które były mu nasuwane tuż za uchem! To po kija gdy wracasz za pięć minut znowu coś jest nie tak? W takich momentach mógłby rzucić to w cholerę i wyjść... Serio.
Wystarczył jeden list, naprawdę jeden aby już go tutaj nie było. Teoretycznie, już dawno powinien się stąd zmyć ale widząc nawał pracy nie mógł zostawić kumpli w potrzebie... Jednak była jeszcze jedna osóbka, która potrzebowała jego pomocy, dlatego nie czekał długo. Chwycił swoją kurtkę i wyszedł... Czemu treść tego skrawka papieru mu się nie podobała? Czemu w tej całej potrzebie i wielkiej chęci pogadania z kimś wyczuł coś, co wcale mu się nie spodoba?
Kojarzył miejsce, w którym mają się spotkać, dlatego szybko zniknął gdzieś za rogiem, wszedł między dwa budynki i tyle go widziano.
Nie był fanem teleportacji, jednak to wciąż najszybszy środek transportu, niestety. Ruszył przed siebie i stanął niedaleko miejsca na ognisko, rozglądając się w poszukiwaniu małej i ciemnowłosej gryfonki. Wtedy ją dostrzegł... Stała oparta o barierki. Bez pośpiechu podszedł do niej i oparł się obok dziewczyny. Spojrzał na nią i czekał, z zmarszczką gdzieś pomiędzy brwiami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 311
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 317
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10012-victorique-moonlight#279340
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10015-vivi-szuka-przyjaciol#279368
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10016-vivien-sowka-victorique#279369
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10017-victorique-moonlight#279371




Gracz






PisanieTemat: Re: Miejsce na ognisko i altana   Sob Sty 03 2015, 14:28

Kiedy się pojawił spojrzała na niego w milczeniu i posłała mu smutny uśmiech. Nie wiedziała czemu przy nim nie czuła się zobowiązana udawać. Przy nim czuła się swobodnie, że może być sobą, dziewczyną, która jest bardzo wrażliwa, przeżywa wszystko i nie jest jej obojętne co nieco.
- Wybacz za ten niespodziewany list – wyszeptała bawiąc się notatnikiem. Nie wiedziała jak ma zacząć. Prawdę mówiąc chciała na początku po prostu się na niego rzucić i wtulić się do niego i zacząć płakać. Jednak jej reakcja zaskoczyła również nią. Czyżby nie bolało jej już to tak mocno? A może pierwszy raz to udawanie sprawiło, że stała się taka nieczuła? Nie wiedziała.
- Po prostu… pogubiłam się i potrzebowałam pomocy… twojej pomocy – odwróciła się w jego stronę i poczuła jak ma łzy w oczach, jednak uśmiech nie schodził z jej twarzy.
- Przepraszam – przy tym słowie zaśmiała się zakłopotana i otarła łezki. Nastała chwila ciszy, w której zebrała w sobie całą swoją odwagę i zaczęła w końcu mówić.
- Wiesz… moja mama… mój dom… nie… moja mama nie żyje.
Poczuła jak w jej gardle pojawiła się gula, nie umiała nic więcej powiedzieć.
- A mój dom spłonął… – odwróciła się w jego stronę i uśmiechnęła się. Nie czuła łez, wypłakała się już wystarczająco – Do tego nie wiem co się ze mną dzieję…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Skąd : Chicago/ Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 219
  Liczba postów : 156
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10082-klemens-ares-blackburn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10111-to-ten-moze-cos
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10112-klucha




Gracz






PisanieTemat: Re: Miejsce na ognisko i altana   Sob Sty 03 2015, 14:54

Przyglądał się jej i czekał. Czekał aż coś powie czy zareaguje na jego obecność. To ona w końcu chciała się spotkać, więc czemu on miałby zaczynać? Jednak wraz z momentem kiedy na niego spojrzała, to napięcie zniknęło a jego barki opadły. To nie była Moon jaką znał... Coś definitywnie musiało się stać a on już chciał wiedzieć wszystko...
Nie odpowiedział na jej słowa. Przecież nie musiała go przepraszać... To był tylko list z prośbą. A przecież wiedziała, że zawsze był gotów do niej przyjść. Już jakiś czas temu ich drogi się zeszły i połączyły... Jakby jakiś los chciał, aby ta dwójka się spotkała. Dogadali się. Czy dlatego, że mieli całkiem podobne życiowe historie? Charakter? Kto wie. Tak zostało a on czuł się niemal w obowiązku mieć nad nią pieczę... Dokładnie tak jak nad matką.
-Victor...-Mruknął cicho a zmarszczka na jego czole pogłębiła się jeszcze bardziej. Nie... To wcale nie był dobry uśmiech. Nie polubił go od razu jak tylko go zobaczył... Czuł, że coś naprawdę nie gra... Westchnął przeciągle i przytulił ją do siebie, co nigdy nie stanowiło problemu.
Ona znikała w jego ramionach i wydawać się mogło, że to zawsze pomaga... Zobaczymy. Łzy powinny płynąć... Po prostu, aby się ulotniły i dały nam już święty spokój.
Odsunął ją lekko od siebie, tylko po to aby na nią spojrzeć i dać jej dojść do głosu. W końcu jeszcze niczego się nie dowiedział!
Lekko drgnął kiedy dowiedział się, że jej matka nie żyje. Ale jak to? Kiedy? Co się stało? W jego głowie pojawiło się milion pytań a on nie wiedział od czego zacząć. Żadne jednak nie może wyjść bo patrząc na jej lekko poszarzałą twarz nigdy by się nie odważył.
Obydwoje mieli wiele rzeczy wspólnych. Ale przede wszystkim ich jedyną rodziną były ich matki... A teraz? Jego palce lekko zacisnęły się na jej skórze.-Przykro mi.-Powiedział... A było to tak cholernie nie w porządku wobec niej.
Sam nie wiedział co ma powiedzieć....
Dlatego ponownie ją przytulił. Jakby bliskość miała w czymkolwiek pomóc.
-Wiesz, że możesz zostać u mnie. Jakoś sobie damy radę...-Mruknął. Nie zostawi jej... Przecież nie mógł tego zrobić...
-Jak.. Jak to się stało?-Spytał powoli i spojrzał na nią.
Zostaje jeszcze kwestia... Czy jej ojciec nagle się nią zainteresuje skoro jej matki nie ma już w pobliżu?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 311
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 317
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10012-victorique-moonlight#279340
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10015-vivi-szuka-przyjaciol#279368
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10016-vivien-sowka-victorique#279369
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10017-victorique-moonlight#279371




Gracz






PisanieTemat: Re: Miejsce na ognisko i altana   Sob Sty 03 2015, 15:17

Kiedy ją przytulił poczuła się bezpiecznie i nic więcej nie potrzebowała. Po prostu bliskości jego. Nie chciała płakać, wypłakała się już wystarczająco. Dlaczego nie przyszła do niego wcześniej? Po prostu chciała poukładać sobie wszystko w głowie zanim z kimkolwiek porozmawia. Wzięła głęboki oddech i poczuła jak po policzkach spływają jej łzy. A jednak… Na takie coś łez nie brakuje.
- Dziękuję… znalazłam nawet jakąś pracę, żeby kupić sobie mieszkanie, ale to nie jest takie proste….
Otarła łzy i uśmiechnęła się w jego kierunku. Poczuła się lepiej, ale mimo wszystko to bolało. A jeżeli chodziło o jej ojca… to była bardzo skomplikowana sytuacja i była święcie przekonana, że nadal nie będzie zwracał na nią uwagi dla… bezpieczeństwa? Pewnie tak by to powiedział.
- To długa historia, ale zaczęło się przed wigilią… mama… przysłała mi list, że nie chce mnie widzieć w domu, a kiedy przyjechałam dwudziestego czwartego do domu… znalazłam tylko – zasłoniła usta. Znowu ten widok gruzy domu, jej matkę, wszystkich tych mugoli. To było straszne, ale przechodziła przez to już kilka razy. Wzięła wdech i wydech i spojrzała na niego.
- gruzy… dom spłoną, a moja mama najwyraźniej została uwięziona w środku. – nie chciała tego rozwijać. Musi być silna… właśnie dla niej.
- Nie zostało mi nic… nawet wspomnienia z dzieciństwa spłonęły w… – zamilkła wpatrując się w niego zszokowana. Odsunęła się na kilka kroków i otworzyła notes wpatrując się w słowa.
- Najgorsze jest to… że wymyśliłam ten wiersz kilka dni przed tym wszystkim…
Plątała się w wypowiedzi, nie wiedziała co ma mu powiedzieć, co jest istotne, a co jest głupotą, którą można pominąć. Wystawiła w jego stronę notes z wierszami. Wszystko co powstała podczas jej utrat świadomości zapisywała właśnie tutaj.
Martwa ćma w księżycowym blasku
Dziecięce wspomnienia spalone w brzasku
Przeczucie biegnącego szczura,
Którego litość wzbudza nadciągająca wichura.
Siedem bazyliszków w płomiennych obręczach
W kamiennym spojrzeniu spór swój rozjemcza.
Matczyny strach o swoje dziecię
To deszcz na twym ziemskim, ponurym świecie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Skąd : Chicago/ Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 219
  Liczba postów : 156
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10082-klemens-ares-blackburn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10111-to-ten-moze-cos
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10112-klucha




Gracz






PisanieTemat: Re: Miejsce na ognisko i altana   Sob Sty 03 2015, 20:01

Mogła od razu do niego przyjść, przecież wiedziała, że dla niej zawsze znalazłby czas. To wcale nie było takie trudne, bo w końcu jego życiu jest bardzo sporo miejsca do wypełnienia. Poza tym, był dobrą osobą do wyrzucenia z siebie wszystkiego... Tak jakby wyrzucenie tego wszystkie mu w twarz wcale nie było takie trudne. To ten wewnętrzny urok.
-Wątpię aby z tej pracy dało się wyżyć i jeszcze wynająć pokój... A co dopiero mieszkanie, wiesz?-Uniósł lekko brwi.
Nie było to besztanie... Raczej po prostu się martwił... Bo trzeba wymyślić coś, miejsce, w którym naprawdę mogłaby zostać. Obydwoje wiedzą, że u niego długo nie pobędzie, bo sama szybko wybędzie stamtąd za dwa czy trzy dni. Tyle z reguły ludzie wytrzymują. Okropny z niego współlokator... Jednak jeżeli to ma jej pomóc? Niech weźmie wszystko co jeszcze jej zostało i się wprowadza.
-Poza tym, nie możesz podejść do dyrektora? Wciąż się uczysz. Nie możesz poprosić o miejsce do spania? -Spytał spokojnie. Tam z pewnością czułaby się bezpieczniej... Wśród ludzi, których zna...
Zmarszczył lekko brwi i ponownie ją do siebie przysunął, tylko po to aby pogłaskać ją po głowie. -Już dobrze...-Powiedział cicho, tuż nad jej głową... Co to w ogóle były za słowa? Kurwa, nic lepszego nie mogłeś wymyślić Klemens? Serio?
Wiedział, że długo o tym nie zapomni. Bo przecież jak? Nie wiedział też jak on ma się zachować w tej sytuacji... Być przy niej, łatwo powiedzieć... A co jeżeli i to jest za mało? Nie powie jej przecież, że musi to przeboleć i żyć dalej...
Spojrzał na nią.-To wszystko będziesz miała tutaj.-Powiedział spokojnie i dotknął palcem jej czoła. Posłał jej delikatny uśmiech.-Nie potrzebujesz do tego pamiątek.-Mruknął a kiedy się od niego odsunęła, dopiero teraz zwrócił uwagę na notes, który trzymała... Pamiętał, że bardzo często go ze sobą nosiła...
Przeczytał... I spojrzał na nią. Nawet nie wiedział, co ma o tym myśleć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 311
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 317
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10012-victorique-moonlight#279340
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10015-vivi-szuka-przyjaciol#279368
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10016-vivien-sowka-victorique#279369
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10017-victorique-moonlight#279371




Gracz






PisanieTemat: Re: Miejsce na ognisko i altana   Sob Sty 03 2015, 20:37

Miał racje, mogła przyjść wcześniej, ale… nie mogła. Po prostu nie mogła pogodzić się z faktem, że to wszystko się stało. Przecież… przecież poinformowanie kogokolwiek o śmierci jej matki byłoby równoznaczne z tym, że zgodziła się z tą śmiercią. Ona tak bardzo chciała wierzyć, że ona żyje, że to był głupi żart i matka przytuli ją do siebie jak to miała w zwyczaju i zacznie nucić jej kołysankę…
- Masz rację… ale nie mam innego wyboru. Nie mogę przecież siedzieć Ci na głowie cały czas nieprawdaż? – zapytała z delikatnym uśmiechem. Miała rację. Chłopak może ją wspomóc, może jej dać dach nad głową, ale nie może przecież mu cały czas ciążyć. Musi zacząć sama o siebie dbać…
Jego pomysł… był dobry! Nie pomyślała o tym, spojrzała na niego zdziwiona.
- Ale… czułabym się zakłopotana mimo wszystko z taką prośbą. – wydukała pod nosem. No cóż nie potrafiła rozmawiać z takimi osobami.
No cóż może te słowa nie były odpowiednie, ale jego gesty były na tyle dobre, że dziewczyna się uspokoiła trochę. Poczuła się… bezpieczniej?
- Przepraszam Cię, naprawdę… – powiedziała w końcu – zrzuciłam część ciężaru na ciebie… ale również dziękuję… że chciałeś go przyjąć – była trochę dziwną osobą, dla niej zwierzanie się komuś było oddawaniem temu komuś ciężar tej informacji, a to się równało z kłopotem. Sama mogła dźwigać ciężar wszystkich ludzi, ale swojego ciężaru nie chciała nikomu oddawać.
- To jest tak pasujące, że aż nie mogę uwierzyć… Idiotyzm, ne? Przez chwilę myślałam, że udało mi się przepowiedzieć przyszłość, ale to nie możliwe… Najgorsze jest to, że nawet nie wiem kiedy dokładnie go napisałam. Po prostu… zamrugałam i te słowa były już na moich książkach…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Skąd : Chicago/ Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 219
  Liczba postów : 156
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10082-klemens-ares-blackburn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10111-to-ten-moze-cos
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10112-klucha




Gracz






PisanieTemat: Re: Miejsce na ognisko i altana   Nie Sty 04 2015, 15:09

Nie ma niczego złego w pogodzeniu się z tym. To brzmi okropnie, prawie tak, jakby sam nie wiedział co oznaczy tracić kogoś... Może to prawda... Bo sam nie chciałby sobie wyobrażać, co on by zrobił gdyby Pixie odeszła... Pewnie zamknąłby się z jej martwym ciałem na kilka dni, nie pozwalając aby ktokolwiek jej dotknął. Jednak wiedział, że im dłużej odwlekałby ten moment, tym sam sobie szkodził... Czasem lepiej jest komuś odejść niż trzymać go cały czas przy sobie.
A czego chciałaby jej matka dla niej?
-Masz... Na razie pomieszkasz u mnie a jak coś uzbierasz, wtedy pomyślimy nad jakimś innym lokum dla Ciebie.-Powiedział spokojnie, a nawet stanowczo.. Nie chciał słuchać wymówek... Do jego głowy wpadł jeszcze jeden pomysł, kto wie, może najlepszy na jaki kiedykolwiek by wpadł?-Jest jeszcze inna opcja... Mogłabyś zamieszkać u mnie. A raczej tam gdzie kiedyś mieszkałem. Matka nie będzie miała nic przeciwko...-Zdecydowanie przydałoby jej się towarzystwo... W końcu dziadek nie zawsze znajdzie czas aby do niej wpadać... Wzruszył lekko ramionami, to była jedynie luźna propozycja... Przynajmniej mieli jakiś plan B.
Wywrócił oczyma jakby jej słowa w jakiś sposób go rozbawiły.-Mam za Ciebie pójść? Taka dorosła, chce sobie sama mieszkanie znaleźć ale pogadać z dyrektorem to już nie może?...-Posłał jej lekki uśmiech, tak aby chociaż na moment się rozluźniła... Chociaż tyle mógł zrobić.
-Nie przepraszaj...-Powiedział spokojnie i spojrzał na nią.-Może nie wyglądam ale naprawdę się przejmuje. Możesz podejść do mnie zawsze, wiesz o tym.-Puścił w jej kierunku perskie oczko. Tego raczej ustalać nie musieli... Wobec niej był czasem nader opiekuńczy ale zawsze w dobrej mierze...
Teraz to jest ich problem. Nikt nie lubi zwalać swoich spraw na innych, jednak czasem trzeba to zrobić... Trzeba po prostu znaleźć kogoś odpowiedniego.
Przyglądał się słowom, doszukując się czegoś między każdym z nich. Nigdy nie był dobry w poezji i tego typu rzeczach, jednak zdecydowanie było to coś dziwnego. Połączenie między wydarzeniami. Zerknął na dziewczynę.
-Może jednak to ma coś z tym wspólnego... Przecież nie zawsze jesteś świadoma... Swoich wizji czy jak to się tam nazywa.-Zmarszczył lekko brwi, szukając odpowiednich słów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 311
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 317
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10012-victorique-moonlight#279340
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10015-vivi-szuka-przyjaciol#279368
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10016-vivien-sowka-victorique#279369
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10017-victorique-moonlight#279371




Gracz






PisanieTemat: Re: Miejsce na ognisko i altana   Pon Sty 05 2015, 00:45

To wszystko zaczynało być takie melancholijne. Chciała w końcu od tego odpocząć. Na razie nie chciała o tym wszystkim myśleć. Po co? Mogła to zrobić jutro, a teraz skupić się na jej własnych uczuciach.
- Nie chciałabym sprawiać problemu twojej mamie… mimo wszystko jestem niezdarna i mogłabym zniszczyć wszystko co stanęłoby na mojej drodze jak… jak… śmieciarka? – chciała trochę rozluźnić atmosferę. Już się wypłakała, już się wysmuciła, teraz chciałaby wrócić do rzeczywistości i prawdę mówiąc. Nie chciała jej zatrzymywać przy sobie na siłę, chciała żeby jej dusza znalazła spokój i nie musiała cierpieć przez jej samolubstwo.
Słysząc jego pytanie wyszczerzyła się do niego pokazując białe ząbki. Nadal jest przygnębiona, ale starała się jak mogła udawać, że wszystko jest okey. Żeby nie musiał się o nią tak martwić.
- Nie bardzo, wiesz, że jestem nieśmiała bardzo z natury – zamrugała kilka razy i spojrzała na niego niewinnym wzrokiem – przecież ja taka biedna i niewinna dziewczynka… mam prosić takiego straszliwego dyrektora o pomoc? – w jej oczach pojawiła się łezka, a po chwili uśmiechnęła się delikatnie.
- Wiem… wiem też, że zawsze mogę na tobie polegać. Jesteś dla mnie ważny – wydukała przytulając się do niego. Mimo wszystko potrzebowała tej bliskości. – Muszę trochę popłakać, bo tak chyba najlepiej pozbywać się smutków… ne?
- Przekopałam prawie całą bibliotekę w poszukiwaniu metafor, symboliki i znaczeń i… co nie co odzwierciedlało się w rzeczywistości… to jest takie… dziwne… takie skomplikowane. Nie potrafię tego zrozumieć.
Nie potrafię przyjąć do wiadomości, że mogę być wyjątkowa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Skąd : Chicago/ Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 219
  Liczba postów : 156
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10082-klemens-ares-blackburn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10111-to-ten-moze-cos
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10112-klucha




Gracz






PisanieTemat: Re: Miejsce na ognisko i altana   Pon Sty 05 2015, 12:43

Od tego raczej nie da się uciec. A przynajmniej mu się tak wydaje, bo jak to tak? Ucieczka to zło, prawie jak choroba... Później wchodzi w nawyk.
Uśmiechnął się pod nosem.-Jej samej przyda się towarzystwo. Niezdarna? Prawda, dlatego w moim starym domu nie ma niczego cennego, co mogłabyś zniszczyć.-Zaśmiał się pod nosem. I wcale nie mówił jej tego, aby ją przekonać. Taka bowiem była prawda. Klemens i Pixie nigdy nie posiadali cennych rzeczy. Jakby wiedzieli, że nigdy im się one nie przydadzą a nawet nie są potrzebne.
Poza tym, musiałoby ich jeszcze stać.
Ale to jest rzeczywistość. Od niej nie da się uciec, czy zapomnieć czy nawet przysłonić je innymi sprawami. Bo jak to tak... A udawanie jej w niczym nie pomoże. Miała prawo być smutna, miała prawo być w żałobie i nie uśmiechać się na każdym kroku. Przecież jest to zrozumiałe. I zawsze będzie się o nią martwić, bo jak raz już wejdzie raz do jego głowy to on tak szybko jej nie wypuści. Sama to na siebie sprowadziła.
-Już ja wiem jaka Ty nieśmiała potrafisz być.-Wywrócił oczyma.-Jednak pójdziesz tam, choćbym miał iść za Tobą jak cień.-Pokiwał głową, jakby naprawdę zamierzał wdrążyć ten plan w życie. Nic trudnego, prawda?
Uśmiechnął się pod nosem i objął ją ramieniem. Skoro tego potrzebowała, mogła brać ile tylko chciała. W końcu to prawie nic takiego, prawda? -Płacz ile chcesz. Ja nie narzekam. -Wzruszył lekko ramionami.
-Może musisz pójść do kogoś... Kto się na tym zna?-Spytał i zerknął na dziewczynę.-Sama raczej do tego nie dojdziesz, skoro nigdy nie miałaś z tym do czynienia. -Kolejne wzruszenie ramionami.
Nie szło mu źle na wróżbiarstwie, jednak nigdy nie był to jego konik. Podejrzewał, że nie odnalazłby znaczenia swoich słów i tego co się wydarzyło... Bo w końcu jedna rzecz, można oznaczać z dziesięć innych... A połączyć to wszystko w logiczną całość? Klemens zdecydowanie unikałby spotkania z czymś takim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 311
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 317
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10012-victorique-moonlight#279340
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10015-vivi-szuka-przyjaciol#279368
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10016-vivien-sowka-victorique#279369
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10017-victorique-moonlight#279371




Gracz






PisanieTemat: Re: Miejsce na ognisko i altana   Pon Sty 05 2015, 13:42

Ucieczka jest tylko stratą czasu. Opóźnia konsekwencje, bądź wydarzenia, które miały mieć miejsce. Ucieczka nic nie daje, ale czasami nie pozostaje nam nic innego niż ucieczka. Zmierzenie się z rzeczami, które są dla nas trudne, za trudne… może lepiej uciec, ale to nie zmieni faktu, że mogą one wrócić i w dodatku ze zdwojoną siłą. Ona nie miała siły na to wszystko. Aktualnie prosiła o chwilę ciszy i spokoju, tak, żeby nikt jej nie zawadzał, żeby nie miała takich problemów, po prostu nudne życie.
Ale nie zawsze można było dostać to o co się prosi.
- Może i masz rację… może się nauczę czegoś od twojej mamy – wyszeptała z lekkim uśmiechem. Nie chciała być dla nikogo ciężarem, po prostu chciała… nie wiedziała czego chciała. To za trudny temat na dzisiaj.
Udawanie nie pomoże? Wręcz przeciwnie. Nawet kiedy jest Ci smutno, jest Ci źle i uśmiechniesz się mimo woli, poczujesz się chociaż odrobinę lepiej. Nawet jeżeli jest ot udawane, to w naturę człowieka jest to wpojone, że przyswaja do siebie te emocje, mimo woli.
Smucenie się nic nie zmieni tylko pogłębi jej załamanie. Nic więcej.
Jeżeli skazanie na niego jest grzechem, to ona cieszy się, że dzięki temu trafi do piekła. Lubiła go. Czuła się dzięki niemu ważna i przede wszystkim kochana. Nie wiem jakby zniosła to wszystko, gdyby była sama ze sobą.
Słysząc jego słowa zaśmiała się zakłopotana i podrapała się po głowię.
- Już wolę to sama załatwić, przynajmniej nie będę, aż taka zakłopotana… chyba… – to było trudne, ale pójdzie do dyrektora i postara się to załatwić. Jest teraz w trudnej sytuacji i miała nadzieję, że to ktoś zrozumie. Chociaż gdyby mogła to by w ogóle nie prosiła o pomoc.
- Łatwo powiedzieć – wymamrotała niezadowolona – Nie znam nikogo kto by się na tym znam, nie znam nikogo kto mógłby mi jakoś z tym pomóc – westchnęła pod nosem. Czemu akurat ona trafia na takie sytuacje? Głupie życie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Skąd : Chicago/ Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 219
  Liczba postów : 156
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10082-klemens-ares-blackburn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10111-to-ten-moze-cos
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10112-klucha




Gracz






PisanieTemat: Re: Miejsce na ognisko i altana   Pią Sty 09 2015, 15:27

Nie. Ucieczka to jedynie nasz kaprys, a nie droga bez wyjścia. Zawsze istnieje coś jeszcze, tylko czasem nie dane jest nam to zobaczyć. Lub sami powodujemy, że tego nie dostrzegamy. Bywa. Strach przed zmierzeniem się z tym, co według nas powinno nas przerosnąć. Jak jest naprawdę? Ludzie się nie doceniają, jakby coś starannie ich ograniczało w tej wierze. Co? Już mówię. Ograniczeniem jesteśmy my sami, nic innego... Bo kto inny powstrzymuje nas przed zrobieniem czegoś? Zawsze zaczyna się t od naszego wew. głosiku.
Bo nie zawsze to czego chcemy, jest tym czego potrzebujemy.
Uśmiechnął się szeroko.-Będzie zachwycona! Tylko powiedz kiedy będziesz gotowa a pojedziemy tam razem.-Powiedział spokojnie, wzruszając ramionami dając przy okazji znak, że to naprawdę nic wielkiego. Ot co, przyjacielska pomoc... Przecież to nic strasznego.
Ale to idiotyzm, przecież w końcu wiesz, że to jedynie ułuda. Złudzenie, które chcielibyśmy aby było prawdziwe. Nikt nie powinien tak żyć... Racja, z czasem się do tego przyzwyczaja... Co jest jeszcze bardziej smutne. Bo jak tak można? Żyć w ciągłym kłamstwie. Dla Klemens'a to po prostu coś strasznego, bo szczerze gardzi czymś takim. Natura człowieka... Proszę Cię, nie powoduj abym się z ciebie nabijał i wyśmiał prosto w twarz.
Ma prawo być smutna i załamana... Nikt nie powie, że nie. Jak ta fala nastąpi teraz, będzie jej łatwiej później. A tak? Kumulacja tego wszystkie spowoduje, że jedynie odwlecze nieuniknione... A nawet pogłębi ten beznadziejny stan.
Gorsze od okłamywania siebie, jest okłamywanie kogoś sobie bliskiego. On wiedział jak jest, w końcu wystarczyło jedno spojrzenie na nią i wiedział... Skoro wiedział, a ona myślała, że on nie wie... Okłamuje tylko siebie? Czy jednak jest to gorsza sprawa, bo tak naprawdę on zna jej zamiar? Oh,. za dużo na raz.
-Dobrze. Więc do tego czasu będziesz spała u mnie w domu. Proste rozwiązanie.-Powiedział, uśmiechając się w jej kierunku.
Najpiękniejsze jest to, że wiedziała do kogo się zwrócić w tej sprawie. Bo jeżeli nie mamy nikogo, kto po prostu by przy nas był? Taka opcja troszkę go odstrasza... Bo samotność to nie jest coś, co temu chłopakowi jest przeznaczone.
-Użyj czasem tego czegoś, co masz tutaj.-Powiedział i popukał ją w głowę. Uniósł wysoko brwi i westchnął, jakby myśl, że dziewczyna za nim nie nadąża była całkiem irytująca... Choć tak nie jest.-Od czego masz nauczycielki wróżbiarstwa? I innego tego typu?-Spojrzał na nią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 311
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 317
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10012-victorique-moonlight#279340
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10015-vivi-szuka-przyjaciol#279368
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10016-vivien-sowka-victorique#279369
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10017-victorique-moonlight#279371




Gracz






PisanieTemat: Re: Miejsce na ognisko i altana   Sob Sty 10 2015, 10:15

My sami jesteśmy dla siebie ograniczeniem I prawdę mówiąc tylko niektórzy potrafią to dostrzec I ‘pokonać’ siebie. Wtedy świat stoi przed nimi otworem. Jednak reszta… no cóż ma pewne problemy z tym. I ona należała do drugiej grupy. Nigdy nie mogła uwierzyć w to, że jest wyjątkowa, że może zrobić coś czego inni nie potrafią. Kwestia wychowania i otoczenia, w którym dorastała. Sama sobie tego nie wmówiła bezpodstawnie. A teraz trudno się wyzbyć tych nawyków.
- Będę musiała ogarnąć trochę wolnego czasu, bo z nim ostatnio ciężko – posłała mu delikatny uśmiech, już taki normalny. Chyba powoli wracała do rzeczywistości. Była mu bardzo, bardzo wdzięczna za to, co dla niej robił. Miała w nim oparcie, a to jej wystarczyło, a jeszcze chciał jej pomóc. Czuła się najszczęśliwsza na świecie.
No cóż gdyby chłopak się z niej ponabijał ona by się pośmiała z siebie. O ile nie przekroczyłby granicy, ale… ona dobrze wiedziała, że to co robiła to czyta głupota. Nie można żyć w kłamstwie to jest… chore? To chyba dobre słowo. Ale po prostu nie wiedziała co miała zrobić. Była z tym sama, a w momencie desperacji zboczyła na ścieżkę, w której nie chciała się znaleźć. Tak o… po prostu.
Kiedy zapukał w jej głowę zaśmiała się pod nosem i podrapała zakłopotana po policzku.
- Chyba przez to co się ostatnio wokół mnie dzieje… nie myślę…
No i się zaczęło… poczuła jak po policzkach spływają ją łzy.
- Przepraszam – wydukała i zaczęła je ocierać. Wzięła głęboki oddech i wlepiła swoje spojrzenie w dal, tak nieobecnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Skąd : Chicago/ Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 219
  Liczba postów : 156
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10082-klemens-ares-blackburn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10111-to-ten-moze-cos
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10112-klucha




Gracz






PisanieTemat: Re: Miejsce na ognisko i altana   Pią Sty 16 2015, 17:27

Nie. Ograniczeniem jest nasz umysł, nie my. Nasze wyobrażenie o nas samych powoduje, że stajemy się ograniczeniem. Bo w końcu wszystko rozpoczyna się od naszej głowy, naszych myśli.
A zwalania winy na to, gdzie się urodziła i jak wychowała było smutną wymówką. I raczej nie przyjmował jej do wiadomości. Bo z tego wychodzi, że on powinien być bijącym kobiety, chlejącym, wrakiem człowieka, którego domem jest pobliski bab, a jakiś chorób nabawił się w wieku jedenastu lat, kiedy to cnotę stracił z jakąś tanią dziwką... O, dodajmy do tego kilka lat przesiedzianych w kiciu...
Nie zwalał więc winy na wychowanie i otoczenie, bo to kurwa, gówno prawda.
-Dla mnie go nie znajdziesz? No wiesz Ty co? Ja dla Ciebie olałem pracę!-Zaśmiał się i puścił jej oczko... W sumie to i tak miał wolne, więc powiedział to od tak. Ale czy wjechanie jej odrobinę na ambicję nie pomoże?
Nie siedziała w tym sama. Czy to tak trudno zrozumieć? Miała przecież jego, do cholery. To po co tutaj stał i głowił się, w jaki to sposób mógłby jej pomóc? Nie robił tego, od tak, bo taka jego natura. Lepiej aby szybko to zrozumiała, bo nie zamierzał powtarzać.
Zaśmiał się.-Okey, od dzisiaj ja będę Twoim mózgiem.-Powiedział i rozczochrał jej włosy, bo wydawało mu się to nader zabawne. Albo chciał odwrócić jej uwagę. Kto wie, jaki ma cel ten facet.
Nie, nie, nie... Tylko aby nie płakała... I co teraz? Nie był przyzwyczajony do widoku kobiecych łez. Zwykle wtedy odwracał się do nich plecami i odchodził, bo tak było najłatwiej.
-Victor...-Mruknął cicho. Pokręcił lekko głową. Przecież nie musiała przepraszać... Głupia. Chwycił ją za rękę i uśmiechnął się szeroko.-Choć... Idziemy na lody.-Powiedział i ruszył się z miejsca, pociągając ją za sobą.
Jego zadanie? Umilić jej dzień, tak, aby choć na moment odpuściła i poczuła się lepiej.
Bo od czego są starci bracia?

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28621
  Liczba postów : 31718
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Miejsce na ognisko i altana   Pią Mar 20 2015, 17:20


Konkurs w rzutach gnomami


Pierwsze dni wiosny w Hogsmeade wiązały się nie tylko z coraz cieplejszą temperaturą i częstszymi deszczami zastępującymi śnieg, powoli zaczynały kwitnąć pierwsze kwiaty... a wraz z nimi na powierzchni ziemi pojawiały się szkodniki. Czarodziejom najlepiej były znane gnomy, które pasożytniczo uwielbiały niszczyć okoliczną roślinność. Aby zapobiec ich pladze, każdy czarodziej z początkiem wiosny musiał się ich prędko pozbyć. W Hogsemade ich wyrywanie było tradycją, w której uczestniczyli uczniowie Hogwartu. Co roku pomagali oni mieszkańcom się ich pozbyć... robiąc z tego prawdziwie emocjonującą konkurencję! Czarodzieje parami łapali gnomy za nogi, przerzucając je przez stare ogrodzenie. Zwycięską zostawała ta para, która swe gnomy potrafiła wyrzucić jak najdalej, otrzymując tym samym tytuł Gnomich Królów. Gotowy, by zmierzyć się w rzucaniu pasożytami przez płot?

Gracze dobierają się w dowolne pary. Następnie każde z was rzuca jedną kostką. Sumujecie wynik waszych oczek, a następnie czytacie poniższy wynik. Koniecznie w poście umieśćcie specjalny kod, dzięki któremu później wyłonimy gnomich królów. Na zwycięzców czekają wyjątkowe nagrody! Za pierwsze miejsce każdy z was otrzyma Kompas marzeń i po 10 punktów na głowę dla domu (jeśli są dorosłymi to 10 G), za drugie jednorazowy Proszek z chochlików kornwalijskich, a za trzecie Czarodziejskie Kredki. Zachęcamy!

Dodatkowo każdy uczestnik w ramach podziękowań za pomoc w odgnamianiu miasteczka zarabia 3 punkty dla domu!


2 - Wasz gnom okazał się być niezłym złośliwcem! Od razu wam uciekł, a wy ruszyliście w pogoń za nim. Chcieliście zasadzić się na niego w pobliżu sadzawki. Niestety totalnie nie przemyśleliście tego ruchu. W czasie roztopów jest tu bowiem okropnie ślisko. Kiedy biegniecie za swoim szkodnikiem, jedno z was zaczyna się niebezpiecznie ślizgać na brzegu. Asekuracyjnie łapiecie rękę tej drugiej osoby... i oboje wpadacie do zimnej wody!
3 - Czy kiedykolwiek rzucaliście gnomami? Chyba nie, bo ewidentnie źle się za to zabraliście. Nie wiedzieliście jak złapać stwora, przez co ten nie był przez was wystarczająco mocno trzymany. Wyswobodził się i mocno was pogryzł! Rana piecze, swędzi i jest lekko napuchnięta, organizator imprezy już biegnie do was z wyjątkowo śmierdzącym eliksirem, który musicie teraz wypić. No cóż, jak mus to mus!
4 - Nie spodziewaliście się, że może wam pójść aż tak fatalnie. Niestety nie tylko nie udało wam się rzucić daleko gnomem, ale w ogóle go zgubiliście! Kiedy mieliście przejść do rzutów, szkodnik wykorzystał moment i uciekł w gęstą roślinność. Pucharu to wy na pewno nie dostaniecie, a na dodatek musicie teraz szukać zbiega.
5 - Trzeba to przyznać, nie macie zmysłu orientacji. Wspólnie złapaliście gnoma za kończyny i zaczęliście się wraz z nim okręcać, by wyrzucić go jak najdalej. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie fakt, że rzuciliście go w odwrotnym kierunku! Gnom wpadł na ganek do pobliskiej kawiarni, strasząc klientów. Właściciel ewidentnie rozzłoszczony, groźnie krzyczy w waszym kierunku. Wy za to gorączkowo zastanawiacie się, czy mimo złego kierunku naliczono wam punkty. Marne szanse!
6 -  Podeszliście do zadania bardzo poważnie. Mieliście przemyślaną taktykę i wszystko miało pójść doskonale. Kiedy jednak kręciliście się z gnomem w rękach, nie mogliście dojść do porozumienia w którym momencie nim rzucicie. Przekrzykiwaliście się "już, teraz", aż w końcu jedno z was puściło go wcześniej niż drugie. Siła była za mała, a gnom nawet nie przeleciał płotu!
7 - Załapaliście naprawdę grubego gnoma. Prawdopodobnie zdążył on wyjeść już połowę kiełkujących roślin. Właściciel ogrodu jest wam tak wdzięczny, że daje wam po torebce waniliowo-czekoladowych karaluchów. I chociaż to miły gest, to teraz musicie rzucać najcięższym z możliwych gnomów! Jak łatwo było przewidzieć mały grubas nie leci zbyt daleko. Wpada wprost na płot, którego cudem się łapie i ucieka do sąsiedniego ogrodu. Chociaż słodycze są już wasze, możecie się więc cieszyć!
8 - Jak to się mawia, "W marcu jak w garncu", na niebie raz pojawiają się ciężkie chmury, a raz oślepiające słońce. Kiedy przychodzi wasza kolej na rzut, siły natury postanawiają zagrać wprost przeciw wam. Ostre promienie rażą wasze oczy tak, że podczas okręcania się z gnomem chcecie go jak najszybciej rzucić, by móc znów zakryć oczy. Niestety z tego powodu lot szkodnika wychodzi okropnie krzywo. Zamiast na polanie, to zwierzak z hukiem ląduje na dachu starej szopy. Całe szczęście, takiej za ogrodzeniem, więc metry się liczą!
9 - Wydawało się, że wasz lecący gnom zaczepi o ogrodzenie i będziecie mieć fatalny wynik. Jednakże szczęście postanowiło wam dopisać! Gnom zgrabnie odbił się nogami od ogrodzenia (sam chciał wam podnieść wynik?) i ostatecznie wylądował naprawdę daleko. To się nazywa fart!
10 - Wasz rzut początkowo nie wzbudza fenomenu. Nie był najsilniejszy, ani super przemyślany, ot zdaje się, że zajmiecie przeciętne miejsce w tej konkurencji. Nagle jednak okazuje się, że małe drzewko rosnące w pobliżu to młoda wierzba bijąca. Uaktywnia się ona widząc zbliżającego się do jej łodyg, lecącego gnoma i mocno odbija go dalej! Wow, teraz macie szanse nawet na zwycięstwo!
11 - Obserwujecie konkurencję i szybko wymyślacie idealną metodę na rzut gnomem. Pierw kusicie go pękiem rumianku lekarskiego, który rósł w pobliżu, by posłusznie do was przyszedł. Zwierzak rzuca się na niego z ostrymi zębami, a soki rośliny momentalnie go otępiają. Jest teraz posłuszny i wiotki, więc rzucanie nim wychodzi wam naprawdę doskonale!
12 - Albo trafiliście na najgłupszego gnoma w Hogsmeade, albo często odgnamiacie swoje ogródki. Wasz stwor stał i obserwował, jak inni uczestnicy rzucają gnomami, złapaliście go więc bez najmniejszego problemu. Na dodatek, zdawało się, że nie zdążył on wyjeść wiele warzyw, bowiem był bardzo lekki i kiedy tylko wspólnie przerzuciliście go przez płot, leciał i leciał! Upadł imponująco daleko i jest pewne, że już nie znajdzie drogi powrotnej do tego ogródka. Prawdziwi z was mistrzowie!

Kod:
<retroinfo>Gnomy</retroinfo>
<og>Para:</og> wpisz i wpisz  
<og>Oczka:</og> twoje+partnera=suma
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5653
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja, pałkarz, kapitan
  Liczba postów : 2597
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Miejsce na ognisko i altana   Sob Mar 21 2015, 12:16

Odgnamianie ogrodu. Te słowa z pewnością mówiły wiele każdemu czarodziejowi, którego rodzina mieszkała na magicznych osiedlach lub w jakimś stopniu, mniejszym lub większym, hodowała czarodziejskie rośliny. Rasheed nigdy nie musiał specjalnie interesować się czymś tak trywialnym jak pozbywanie się szkodników z własnego ogrodu. Miał od tego wielu ludzi, którzy uwijali się jak małe mróweczki, a na coroczne odgnamianie nawet nie spoglądał zza okien. Ostatni rok zmienił go jednak na tyle mocno, że nagle poczuł potrzebę przeżycia czegoś nowego, a nieudane samobójstwo matki jakby nieumiejętnie pchnęło go w kierunku samodzielności. Najpierw składanie koszul na treningu, a teraz rzucanie gnomami. No cóż, to jedna z tych rzeczy nad którą nie należy się zastanawiać zbyt często, bo jak nic można się pogubić w zawiłym toku rozumowania głównego bohatera. Ciekawym było jednak to, że Julia zgodziła się zostać jego parą i razem mieli sobie porzucać tymi paskudami. To był dobry motyw na odstresowanie się i Sharker najwyraźniej tej wersji zamierzał się trzymać, gdyby ktoś miałby go kiedyś zapytać czemu wziął udział w tym wydarzeniu. Zebrali się na miejscu służącym organizacji ogniska i zaczęli rozglądać się w poszukiwaniu jakiegoś gnoma, którym mogliby miotnąć ku własnej i być może czyjejś uciesze. Rasheed bohatersko złapał gnoma, rzucając się na niego w jakimś dzikim odruchu lub napływie sił po czym warknął na dziewczynę, aby mu pomogła zanim mu palce odgryzie. Nie chciał, żeby się potem z niego nabijała, więc może ten ton miał w sobie jakieś zawoalowane ostrzeżenie? Możliwe. Chwycili razem stworzonko i obrócili się na piętach, aby wyrzucić je daleko od ogrodu. Coś jednak poszło nie tak i ich gnomo - pocisk chciał zmieść z powierzchni ziemi pobliski płot. Kiedy zdawało się już, że czeka ich kompletna porażka, stworzenie odbiło się od ogrodzenia i pomknęło dość daleko.
- Widziałaś go? - zapytał nieco nieprzytomnie swoją parę i zamrugał kilka razy, jakby nie wierzył w to co widzi. - Niezły fart, co?

Gnomy
Para: Rasheed Sharker i Julia Heikkonen
Oczka: 5 + 4 = 9
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Rumunia, Europa
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1147
Dodatkowo : Hipnoza
  Liczba postów : 455
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10037-rains-unique-nashword
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10041-co-powiesz-na-pakt-z-diablem#279660
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10040-rains-u-nash#279659
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10039-rains-u-nash#279655




Gracz






PisanieTemat: Re: Miejsce na ognisko i altana   Sob Mar 21 2015, 19:18

Okej, to było wyjątkowo głupie. Wyłapywanie brudnych gnomów tylko po to, by cisnąć nimi na odległość, nie mieściło się w żadnej definicji rozrywki, jaką znała Rains. Z pewnością pominęłaby to miejsce, gdyby nie Lockwood... Znowu. Może tylko jej się zdawało, ale wyglądał ostatnio jakoś niemrawo, a był przecież czymś w rodzaju... Tak jakby... Uch, nie najokropniejszym znajomym i głęboko wewnątrz Nashword czuła, że to istotne, by przejąć się choć odrobinę stanem jego ducha. Nawet jeśli nie zrobił tego z tym swoim głupkowatym entuzjazmem, zaproponował jej udział w rzucie gnomami, a ona najzwyczajniej w świecie nie potrafiła mu odmówić. Oczywiście przez kilka minut tłumaczyła to sobie chęcią zdobycia nagrody i wykorzystaniem Felixa ze względu na z pewnością ogromną siłę drzemiącą w jego malutkich mięśniach i nawet jeśli sama nie do końca w to wierzyła, przynajmniej mogła sprzedawać tę bajkę innym, jeśli będą później pytać. Tak czy inaczej, czując, że totalnie dała się wrobić, poszła w miarę posłusznie za Lockwoodem, chwyciła razem z nim nie najgorzej pachnącego gnoma i... Cóż, z początku wyglądało to dość tragicznie.
- Mamy przesrane - mruknęła tylko do Gryfona, gdy to małe paskudztwo zaczepiło się o płot. A jednak zdawało się mieć sporo sprytu, bo dość zręcznie odbiło się od desek i poleciało jeszcze dalej. Punkty to punkty. Zadowolona, że nie poszło im najgorzej, odruchowo klepnęła towarzysza w plecy.
- Zabiję cię, jak to rozgadasz, ale... - Czy grożenie mu, kiedy był taki zamulony, było fair? - Niezły z nas team - dokończyła miękko.

Gnomy
Para: Rains U. Nash + Felix Lockwood  
Oczka: 6 + 3= 9
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Skąd : Australia, Sydney
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1083
  Liczba postów : 333
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11763-hope-h-crowe#315635
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11768-miej-nadzieje-na#315740
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11770-nienawidz-mnie-a-zarazem-kochaj#315743
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11769-hope-h-crowe#315742




Gracz






PisanieTemat: Re: Miejsce na ognisko i altana   Nie Paź 25 2015, 00:34

Kiedy Hope skończyła kąpiel stwierdziła, że siedzenie w pokoju jest nudne. Założyła na siebie biała sukienkę i mala torebeczke. Do torebki wsadziła butelke ognistej i paczke papierosow. Wyszla z pokoju i udala sie pustym korytarzem do tajnego przejscia, ktore prowadziło do Hogsmeade. Po okolo 15 minutach znalazla sie na drodze. Skrecila w lewo i znalazla sie przy slicznej altanie z miejscem na gnisko. Usiadla na laweczce w altanie i wyjela z torebki butelke ognistej. Po odkreceniu jej upila sporego lyka i westchnela cichutko. Potrzebowala spokoju i alkoholu. To wystarczylo by sie odprężyć i zapomniec o dzisiejszym dniu. Kolejny lyk alkocholu i kolejne cichutkie westchniecie. Bylo juz bardzo późno, ale noc byla ciepła. Mijały kolejne minuty, a Hope upijala kolejne lyki alkoholu. Butelka zaczela sie powoli opróżniac. Nic dziwnego skoro pila. Z kolejnym lykiem w glowie Hope zaczelo szumiec a jej oczy zaczely swiecic jak iskierki. No coz, troche sie zalala. Nie przeszkadzalo jej to jednak. O to w koncu chodziło w piciu. Odwrocila sie w prawo by wyjac z torebki papierosy gdy ujrzała mlodego mężczyzne stojacego w progu altanki. Zmierzyła go uwaznie wzrokiem w milczeniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Miejsce na ognisko i altana

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 10Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next

 Similar topics

-
» Miejsce na ognisko i altana
» Miejsce na ognisko
» Tajemnicze miejsce w Zakazanym Lesie
» Pole biwakowe
» Miejsce na piknik

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Park
-