IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Pub Zimowy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Bentham
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 266
  Liczba postów : 240
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4899-drake-bennett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4900-niezla-draka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4902-drastyczna-poczta




Gracz






PisanieTemat: Pub Zimowy   Czw 23 Maj - 11:08

First topic message reminder :


Pub Zimowy

Lokal dobry na każdą porę roku, nie tylko zimę! Przyjdź i zajmij miejsce przy ogromnym kominku, w którym wesoło skaczą magiczne płomienie i który zimą wytwarza przyjemne ciepło, a latem, o dziwo, działa niczym najlepsza klimatyzacja i chłodzi wnętrze. W pubie obowiązuje zakaz palenia, nie kupisz tu również wyrobów tytoniowych.

Grzane wino z korzeniami i koglem−moglem
Ognista Whisky
”Najlepsza Stara Whiskey Campbell'a”
Wino skrzatów
Wino z czarnego bzu
Sherry
Piwo kremowe
Miętowy Memortek
Absynt
Rum porzeczkowy
Malinowy Znikacz
Rdestowy Miód
Łzy Morgany le Fay
Papa Vodka  

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Bentham
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 151
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 294
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4667-eileen-maggie-hemingway#136668
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4668-ziomki-ellci#136692
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4670-poczta-ellie#136733




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Zimowy   Pią 21 Cze - 17:14

Krukonka nie musiała długo czekać, bowiem parę chwil po jej wejściu do pubu, w drzwiach stanęła też Ellie. Rozejrzawszy się po pomieszczeniu, od razu natrafiła na niesforną czuprynę Jossie, do której też zaraz spokojnym krokiem podeszła. Klapnęła na krzesełko naprzeciwko, rozglądając się nieco niespokojnie po pozostałych klientach lokalu. Czyżby obawiała się, że kogoś tutaj spotka, hehehs? Upewniwszy się, że w pomieszczeniu nie ma gryfona, z którym mogłoby dojść do bardzo krępującej sytuacji, lekko odetchnęła z ulgą.
- Cześć! - w końcu przywitała się z przyjaciółką, uśmiechając się doń szeroko. Była przecież bardzo szczęśliwą mężatką, chyba nie dało się ukryć, że po prostu nabrała tej ochoty do życia, której tak bardzo brakowało jej w tym roku. Co prawda już się zdążyli z Drake'iem o Jiro pokłócić i na dobrą sprawę kłótnia się jeszcze nie skończyła, aby stwierdzić czy pani Bennett powinna być z tego powodu jakoś bardzo smutna. Podejrzewam jednak, że tragedii nie będzie, dlatego szczerzyła się do Jossie wesoło. Szczerze mówiąc jednak, trochę obawiała się reakcji przyjaciółki na wieść o ślubie... podejrzewała, że D'artois może nie być specjalnie zachwycona, zwłaszcza, że Ellie poinformuje ją już po fakcie... niemniej jednak, musiała jej w końcu o tym powiedzieć! Po cichu liczyła, że przyjaciółka jednak podzieli jej szczęście, przecież znała puchonkę, wiedziałaby, że gdyby nie była do końca pewna, nie wyszłaby za Drake'a.
- Co tam, Jossie? Daaawno nie rozmawiałyśmy! - rzuciła, bardzo niewinnie. W ogóle chciała też opowiedzieć krukonce o tym wszystkim, o co się z Drake'iem tak naprawdę posprzeczała... o powód tego, dlaczego siadając, rozejrzała się nerwowo. Wszystko zostało wyjaśnione, to fakt, ale Ellie wciąż męczyły wyrzuty sumienia w stosunku do Moore'a... nawet pomimo tego, iż wiedziała, że po prostu nie mogła zrobić inaczej, chciała po prostu raz na zawsze zamknąć tamten rozdział w swoim życiu. Zastanawiała się tylko, czy nie postąpiła zbyt bezwzględnie, informując go od razu o ślubie. Wierzyła jednak w to, że Jiro to przełknie, wmawiała sobie też, że przesadza, zresztą tak jak zwykle. Prawdopodobnie w istocie tak właśnie było, przesadzała! Ten typ tak ma, co poradzić, dla Ellie każda pierdoła była wagi państwowej. Dlatego z wielką ochotą posłucha, co o tym wszystkim myśli Joshepine - bo Drake to wiadomo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Glasgow
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 156
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 158
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5885-josephine-d-artois#167879
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5886-josephine
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5887-szekspir-sowa-josephine#167907




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Zimowy   Pią 21 Cze - 19:16

Josephine zauważyła niespokojny wzrok przyjaciółki, ale nie przejęła się tym specjalnie. Wszystkie reakcje Ellie zwykła dzielić przez dwa albo i trzy, znając jej nadwrażliwość i skłonność do przesady. Może dlatego się przyjaźniły- przeciwieństwa się uzupełniają i takie tam.
- Cześć, Ellie- Josephine uśmiechnęła się szeroko, z zadowoleniem stwierdzając, że jej przyjaciółka wygląda lepiej niż kiedykolwiek. Nie umiała powiedzieć, na czym to polega, ale z jednej strony promieniała, a z drugiej wydawała się czymś zdenerwowana. Oj, od razu widać, że panna D'artois będzie tu miała sporo do roboty! Kiedy się dowie o szalonej decyzji Drake'a i Ellie będzie się działo... no, ale nie uprzedzajmy faktów, jeszcze nic nie wie, patrzy na swoją przyjaciółkę z uśmiechem, ciesząc się, że ją widzi i próbując oszacować, od jak dawna nie miały okazji, by spokojnie porozmawiać. Zdecydowanie powinny spędzać razem więcej czasu, ale jakoś się nie składało... Fakt, że Ellie dziesięć razy musiała przeanalizować sytuację, zanim podjęła decyzję, miał swoje dobre i złe strony. Dzięki temu Jossie czuła się potrzebna, a Puchonka nie ładowała się w kłopoty... zazwyczaj. Minus był taki, że Ellie cierpiała z powodu swoich wiecznych wątpliwości i rozterek.
- Tak i musimy koniecznie to nadrobić!- stwierdziła Josephine, machając na kelnera i zamawiając dwa soki, nawet nie pytając Ellie, czy na jaki ma ochotę, bo przecież i tak znała odpowiedź.- U mnie? U mnie nic. Est mihi cura futura. Nie mam z kim iść na bal, jestem głupsza niż myślałam, czego dowodzą moje wyniki końcoworoczne, łóżko mam zimne i samotne i przepuszczam czas między palcami- oświadczyła D'artois bez nadmiernej egzaltacji, za to z krzywym uśmiechem. Po chwili rozpogodziła się i przechyliła głowę, patrząc na Ellie.- Lepiej mów, co u ciebie, cara.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Bentham
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 151
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 294
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4667-eileen-maggie-hemingway#136668
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4668-ziomki-ellci#136692
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4670-poczta-ellie#136733




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Zimowy   Pią 21 Cze - 23:02

To była bardzo dobra taktyka, jeśli chodzi o podejście do Ellie. Puchonka miała przeogromną tendencję do wyolbrzymiania, przejmowała się wszystkim, no słowem taki nadwrażliwiec - dlatego obok siebie, potrzebowała raczej osoby konkretnej, myślącej bardziej trzeźwo od tej naszej tutaj puchoneczki.
Cóż, ostatnio się tyle w życiu Ellie działo, że siłą rzeczy zaniedbała nieco i naukę i kontakty z innymi ludźmi - chociaż cóż, nie było ich szczególnie wiele. Po prostu wszystko było takie... piękne no, u niej czas się zatrzymał. Szkoda, że tylko u niej, bowiem egzaminy, testy i zaliczenia wciąż czekały - i szczerze mówiąc, nie poszły Ellie szczególnie dobrze. Bolało to ambitną dziewczynę, bo w pierwszym półroczu bardzo się starała, chodziła niemalże na wszystkie zajęcia, po całej dramie z Jiro dosłownie rzuciła się w wir nauki, chcąc nią w jakiś sposób zastąpić tę pustkę i cały żal... hehe, świetny sposób, Ellie Bennett poleca. Widocznie jednak nie trwało to długo, rola małżonki była wymagająca! 
- Zaproś kogoś, kogokolwiek, byle miłego! - rzuciła szaloną propozycją, na której realizację nigdy przenigdy sama by się nie zdobyła. - Wyniki końcoworoczne, mówisz? - westchnęła, kręcąc głową z lekkim uśmiechem. - Nawet mi nie mów. - prychnęła lekko, bo wiedziała przecież, że jej świadectwo w tym roku również nie będzie prezentowało się szczególnie ekhm... przyzwoicie. Z początku naprawdę się starała!
- U mnie? - ależ zaskakujące pytanie, NAPRAWDĘ CHOLERNIE. Ellie zamrugała kilkakrotnie, zastanawiając się nad sformułowaniem odpowiedzi. - Cudownie. - powiedziała po prostu, odgarniając niesforne kosmyki za ucho. - Wyszłam za Drake'a, wiesz? - ohohoh, gratki Ellie, szybko to z siebie wydusiłaś! Przyglądała się bacznie Jossie, czekając na jej odpowiedź. Naprawdę była ciekawa reakcji przyjaciółki.... chyba się na nią nie obrazi, że jej wcześniej nie powiedziała... prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Glasgow
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 156
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 158
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5885-josephine-d-artois#167879
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5886-josephine
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5887-szekspir-sowa-josephine#167907




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Zimowy   Pią 21 Cze - 23:45

Josephine spojrzała na Ellie z tym swoim słynnym tkliwym pobłażaniem i westchnęła. Miłego? Ech, ilu ona znała miłych facetów, którzy w ostatecznym rozrachunku nie okazali się skończonymi świniami? Na przykład taki Gavrilidis, niech go piekło pochłonie, wydawał się całkiem uroczy. Może trochę przemądrzały, ale w końcu to Krukon, prawda? Nie chodziło nawet o to, że im nie wyszło- łączyły ich raczej wspólne sprawy łóżkowe, ale fakt, że skrzywdził Mię... bydlę, no po prostu bydlę. Jossie nie miała zbyt dobrego mniemania o płci przeciwnej. Co prawda nie uważała, że wszyscy są źli, niegodni zaufania i myślą tylko o jednym, to znaczy jedzeniu, ale te wszystkie romantyczne mrzonki jakoś do niej nie przemawiały. Może to zbawienny wpływ matki, która przez swoją wielką miłość do nieciekawego urzędniczyny z Ministerstwa Magii rzuciła męża i dwójkę dzieci? Nie, raczej to nie to. Josephine zwątpiła bardziej w miłość niż w facetów, ale wcale się sobie nie dziwiła, bo co jest warta miłość, nawet ukoronowana narodzinami dwojga całkiem udanych dzieci, co jest warte małżeństwo, obrączki i obietnice, jeśli wystarczy jeden człowiek, by zrujnować to wszystko. Cały dorobek uczuciowy, całe życie. Bez sensu. Może nie trafiła na odpowiedniego faceta. Wielce prawdopodobne. Była kilka razy zauroczona, ale nie były to wielkie szalone miłości. Zawsze czegoś brakowało.
- Ellie, nie mam kogo, nie mam pomysłu, nie mam ochoty. W ogóle zastanawiam się, czy pójść na to targowisko próżności- westchnęła, wodząc palcem po krawędzi szklanki z sokiem, którą w międzyczasie przyniósł kelner.- Pewnie pójdę. A że w masce, to i tak nikt nie zauważy, że przyjdę sama.
Kolejne oświadczenie panny Hemingway, a właściwie to pani Bennett, zrobiły na Josephine piorunujące wrażenie. Najpierw była pewna, że się przesłyszała, bo jak to- ślub? Ellie? Drake? Decyzja? Poważna decyzja podjęta bez niej, bez Josephine D'artois? Nie chodziło o to, że była zazdrosna, po prostu to nie mieściło się jej w głowie. Po chwili skonstatowała, że Puchonka mówi poważnie, całkiem poważnie i naturalnie, jakby codziennie rozsądne osiemnastolatki wychodziły za swoich równie "dorosłych" chłopaków. Jossie wciągnęła ze świstem powietrze i przymknęła oczy, próbując sobie to wszystko ułożyć. Ślub. Ślub, ślub, ślub, małżeństwo. Stało się, kropka. Ta mała, niedobra Puchonka nawet jej nie powiedziała, nawet nie zaprosiła! No cóż, jeśli byłby to ktoś inny, Jossie podejrzewałaby wpływ alkoholu, ale nie w przypadku Drake'a i Ellie! Musieli to dobrze zaplanować. Jeśli tak było, to Ellie musiała być pewna, tego co robi. Ellie pewna czegokolwiek! Niebywałe. Więc to musiała być miłość. Taka poważna, a nie szczeniackie zauroczenie. No cóż, no cóż, stało się. Teraz nie ma co rwać włosów z głowy, bo to przecież i tak nic nie da. Męża od biedy można zmienić, ale póki co chyba jeszcze nie minął nawet ich miesiąc miodowy, prawda?
D'artois odetchnęła głęboko i spojrzała na panią Bennett z uśmiechem- lepiej robić dobrą minę do złej gry, zwłaszcza, gdy grającym nie jesteśmy my, a nasz przyjaciel. Zaglądanie komuś w karty i powtarzanie, że z takimi, to nie ma żadnych szans, jest po prostu paskudne. Ale dlaczego nawet jej nie zaprosili? Musieli mieć jakiś poważny powód. Krukonka uznała, że robienie Ellie awantury nie ma żadnego sensu, zwłaszcza że najwidoczniej nie żałowała swojej decyzji. Więcej- była rozanielona.
- Ach- wymamrotała z niemądrą miną.- To lepiej powiedz o wrażeniach z nocy poślubnej... zresztą, jak uważasz, tylko... cóż, zaskoczyłaś mnie. Kompletnie. Chyba powinnam pani pogratulować, pani... Bennett? Cieszę się, że jesteś szczęśliwa! Tylko dlaczego się wcześniej nie przyznałaś?- spytała, jednak w jej głosie nie było pretensji, a jedynie niepewność. Chyba po raz pierwszy role się odwróciły i to Jossie była zagubiona w gąszczu życia. Jeśli takim brakiem rozsądku wykazuje się osoba, której wyważenia w podejmowaniu decyzji jesteśmy pewni, to właściwie nie ma nic stałego na tym świecie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Bentham
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 151
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 294
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4667-eileen-maggie-hemingway#136668
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4668-ziomki-ellci#136692
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4670-poczta-ellie#136733




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Zimowy   Sob 22 Cze - 13:51

Gavrilidis? Ellie się go po cichu bała, zwłaszcza, że niegdyś bardzo lubił wyładowywać na niej swój wiecznie zły humor, różnymi docinkami i takimi innymi. Pamiętała jeszcze zresztą wciąż jego dziwaczną tyradę na Starożytnych Runach, doprawdy, dziwny człowiek... Chyba nie chciała, aby Jossie się z nim zadawała. Chociaż kto wie, może to były jedynie pozory, a Janek to po prostu bardzo smutny krukon, wyładowujący swoją frustrację na innych? WHO KNOWS. Jednakże Ellie i tak chyba wolała nie wchodzić mu w drogę, smutek.
Ha, Ellie by się nie zgodziła! Znaczy może w połowie, bo niegdyś, po tym jak się dowiedziała, że była dla Jiro jedynie obiektem zakładu, zwątpiła w facetów i w ogóle, generalnie miała o nich zdanie podobne do Jossie, z tym, że ona naprawdę uważała, że są źli i w ogóle niedobrzy, z jakimiś tam małymi wyjątkami, bo z drugiej strony nie chciała tak wszystkiego uogólniać. Zawsze też miała obok siebie Drake'a i on definitywnie taki nie był. I z Ellie była wielka romantyczka, taka prawda, a że Jossie wręcz przeciwnie, to tylko ukazuje, iż przeciwieństwa naprawdę się przyciągają. No i chyba też nie muszę dodawać, że w miłość też oczywiście wierzyła, przecież mając zaledwie osiemnaście lat, wyszła za mąż, z miłości właśnie! That's the point, Josephine z pewnością nie natrafiła po prostu na kogoś odpowiedniego, Ellie była gotowa postawić się za tą hipotezą. A Ellie Drake był po prostu przeznaczony, święcie w to wierzyła, była przecież przykładem, że takie wielkie, szalone miłości naprawdę się zdarzały.
- Choodź, a nuż właśnie kogoś poznasz? - uniosła brwi i uśmiechnęła się lekko, próbując jednak przekonać dziewczynę. Kto wie, może faktycznie na kogoś trafi? I później będzie tylko; ach, dzięki Ellie, że mnie przekonałaś! Hehe.
I co dziwne, Eileen wcale długo nie zastanawiała się nad podjęciem takiej decyzji. To przyszło jej wręcz naturalnie, chociaż nie powiem, i ona była zdziwiona. Jednakże, jeden, jedyny raz w życiu była naprawdę czegoś pewna. Niestety nie mogła poinformować Josephine, tak jak Drake nie mógł o tym powiedzieć swoim braciom. To miała być tajemnica, dopiero później mieli o tym wszystkich powiadomić. To, że Jiro się jednak dowiedział... no cóż, to było co innego. Fakt, dobrze to sobie zaplanowali, bowiem nie chcieli, aby ktoś "rozsądniejszy" przerwał ceremonię czy coś w tym stylu. Oni byli pewni, kochali się i w ogóle, ale z pewnością zaraz znalazłby się ktoś, kto uważałby, że popełniają błąd. Taki Cedric. Tacy rodzice.
Odetchnęła jednak trochę z ulgą, widząc uśmiech na twarzy Josephine. Jedna mądra przynajmniej, nie próbowała wmówić Ellie, że źle postąpiła, przecież i tak by nic nie zmieniła. Szkoda, że takiego podejścia nie miał brat Drake'a, ech.
- N-nocy poślubnej? - wykrztusiła, czerwieniąc się automatycznie. Chyba pominie fragment, kiedy już zemdlała! - Było hmmm, było eeey - tutaj zrobiła ruch, jakby chciała odgarnąć kosmyk włosów, chociaż grzecznie siedział założony za ucho. - Było... było bardzo w porządku, bardzo przyjemnie! - wypaliła w końcu, czerwieniąc się jeszcze bardziej. Ach, to cnoctwo wrodzone, nie ma takiego słowa, ale who cares. - Chcieliśmy to utrzymać w tajemnicy, nawet bracia Drake'a nie wiedzieli - powiedziała cicho, biorąc łyk soczku, który przyniósł barman. - Jesteś bardzo zła, że ci nie powiedziałam?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Glasgow
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 156
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 158
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5885-josephine-d-artois#167879
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5886-josephine
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5887-szekspir-sowa-josephine#167907




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Zimowy   Nie 23 Cze - 0:06

Tak, być może Jossie jeszcze nie trafiła na swojego księcia z bajki, ale nie liczyła specjalnie, że coś takiego się jej przydarzy. Była przedwcześnie dojrzała, trochę odarta ze złudzeń, patrzyła na świat trzeźwym okiem i nie miała zamiaru zakładać, że gdzieś czeka na nią idealny facet. Ech, może kiedyś znajdzie kogoś, z kim będzie jej naprawdę dobrze- może bez wielkich romantycznych uniesień, ale ze spokojem i zaufaniem. No cóż, sprawy łóżkowe też nie były takie znowu bez znaczenia, Josephine nie miała zamiaru nikomu wmawiać, że ta sfera absolutnie nic nie znaczy. Uważała, że dopiero zaspokoiwszy swoje potrzeby biologiczne, do których należy również akt seksualny, można myśleć o rzeczach bardziej wzniosłych i w końcu osiągnąć szczęście. Bolesny racjonalizm, ale co zrobić?
- Tak, oczywiście. Ujrzy mnie w masce, przetańczymy całą noc, nie znając swoich tożsamości, a potem będziemy się szukać po całym Hogwarcie. Okaże się, że jest to niepozorny chłopak, którego znam od lat, a który dopiero z maską na twarzy może ukazać swoje prawdziwe oblicze i jest o wiele bardziej wartościowy niż najbardziej pożądani faceci w tym zamku. Oj, Ellie- Josephine porzuciła swój ironiczny ton i uśmiechnęła się lekko. To brzmiało bardzo ładnie, ale było tylko bajeczką dla małych dziewczynek. Bajeczką w stylu Kopciuszka.- No dobrze, pójdę...
Zakłopotanie Ellie rozczuliło ją i rozbawiło zarazem. Uwielbiała w niej tę wstydliwość i niewinność, zwłaszcza że sama jej raczej nie miała. Ech, pomyśleć, że jej przyjaciółka tak szybko dorosła! Nie dość, że wyszła za mąż, to jeszcze odbyła noc poślubną!
- Bardzo się zatem cieszę! Jeszcze jedno... przepraszam, że pytam, no ale... hm. Ellie, zabezpieczyliście się, prawda? Bo małżeństwo to jedno, a dziecko to drugie- Jossie spojrzała na Puchonkę z uwagą. Miała nadzieję, że odpowie twierdząco...- Zła? Nie. Co najwyżej jest mi trochę przykro, ale skoro to była taka konspiracja... nie ma o czym mówić- uśmiechnęła się lekko, chociaż w głębi duszy naprawdę było jej trochę smutno, że nie sypnęła ryżem ani nawet nie ucałowała panny młodej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Bentham
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 151
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 294
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4667-eileen-maggie-hemingway#136668
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4668-ziomki-ellci#136692
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4670-poczta-ellie#136733




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Zimowy   Pon 24 Cze - 2:03

Z pewnością Ellie chciałaby od razu wyperswadować przyjaciółce tak pesymistyczne myślenie! Bo według niej takie właśnie ono było, pesymistyczne, o. Nie realistyczne, bo skąd Jossie mogła wiedzieć, że gdzieś nie czeka na nią jakiś książę z bajki? Ech, Ellie, gotowa była się z nią spierać o to, choć nie da się ukryć, że to jednak Josephine, o wiele bardziej trzeźwo spoglądająca na świat mogła mieć więcej racji. Chociaż, kto wie? Puchonka też w sumie znalazła miłość w miejscu, w którym z początku jej nawet nie szukała - jeszcze zaledwie rok temu, nie powiedziałaby, że teraz będzie mężatką. Bo według Ellie, Josephine również zasługiwała na coś więcej, niż na relację opierającą się głównie na stwierdzeniu "z braku laku będziemy razem, fajnie też, że jesteś dobry w łóżku", bo i chociaż faktycznie, aspekt seksualny w związku też był ważny, to zdecydowanie nie tylko on go budował. No bolesny ten racjonalizm, bolesny, dlatego Ellie z pewnością zaraz by się sprzeciwiła. Cóż jednak, wierząc tak ślepo w ludzi, w miłość, chyba nie można było uniknąć rozczarowań, o czym się zresztą Ellie boleśnie przekonała i trochę jej jednak zajęło, zanim zdążyła odbudować tę swoją wiarę w ludzi. Jednakże były też osoby, na których nie zawiodła się nigdy.
- A skąd wiesz, że tak nie będzie? Zgubisz różdżkę i on będzie poczuwał się do obowiązku, żeby ci ją zwrócić, znajdzie cię i bam, wspomnisz moje słowa! - pół żartem pół serio, ale naprawdę i z całego serca Eileen życzyła przyjaciółce takiego partnera na balu. I wierzyła, że coś takiego może się wydarzyć... naiwne? A i owszem. Jak zresztą cała postawa Ellie, ale taka już po prostu była. - No i świetnie! Zobaczysz, będzie miło! - zapewniła ją entuzjastycznie, niczym pani wydzwaniająca kilka razy dziennie z ofertą przyjścia na pokaz pościeli czy innych garnków. W tych swoich namowach też była pewnie zresztą niemniej irytująca niż taka paniusia, ech.
No, nie da się ukryć, że Ellie odbyła ostatnio przyśpieszony kurs dorastania. Jednakże! Wszystko przecież świadomie i naturalnie, bo decyzja o ślubie, chociaż wysoce spontaniczna, nie była lekkomyślna, przynajmniej w osądzie samej Bennett. To, że inni mieli dziwne zdania na ten temat... to ich sprawa, o.
Następne pytanie Josephine sprawiło, że Ellie już do końca spiekła raka, co chwilę odgarniając za ucho pasemko, które jak na złość wcale nie było takie irytujące jak zwykle!
- Ale ja lubię dzieci - wymruczała w końcu, ale wiedząc doskonale przecież o co Jossie tak naprawdę chodzi, postanowiła jednak trochę ją uspokoić. - Spokojnie, w-wszystko pod kontrolą - uśmiechnęła się niemrawo, ten temat ją naaprawdę wysoce krępował. Nawet przy Josephine! Chociaż, na samo wspomnienie tamtych chwil, uśmiechnęła się jakoś pewniej. I wróciła wzorkiem do Jossie, ponownie nabierając tego swojego spokoju i animuszu. - Wybacz Jossie, gdyby to wyglądało inaczej, z pewnością byłabyś moją druhną! - zapewniła ją. Nie chciała, żeby krukonce było przykro z tego powodu, absolutnie nie! Sytuacja była taka, a nie inna i cóż! - Zastanawia mnie jeszcze tylko, jak ja o tym powiem rodzicom... - westchnęła w końcu. Jeszcze nie miała okazji poinformować swojej rodzinki, ale na szczęście, nie gryzło jej to, aż tak strasznie. Dadzą z Drake'iem radę, prawda? Jak zawsze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Glasgow
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 156
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 158
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5885-josephine-d-artois#167879
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5886-josephine
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5887-szekspir-sowa-josephine#167907




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Zimowy   Pon 24 Cze - 14:17

Nie, to nie było negatywne myślenie i pesymizm- po prostu Jossie nie wierzyła w trwałość uczuć, więc wolała temperaturę letnią niż ukrop, żar i płomienie, które mogą sparzyć, a potem zgasnąć. Oczywiście, niektórym udawało się znaleźć swoją połówkę i być razem do końca swych dni, ach, ale chyba jednak więcej związków się rozpadało niż trwało. Josephine wolała się za bardzo nie angażować, wolała rozstać się bez dramatycznych scen i zachować poprawne stosunki towarzyskie. Różnie to wychodziło, ale chyba jeszcze nigdy nie miała złamanego serca. Po rozstaniu odczuwała oczywiście pewien dyskomfort, ale jej świat nie obracał się w ruinę. Wolała unikać takich sytuacji. Zresztą możliwe, że jeszcze nikogo tak naprawdę nie pokochała.
Czy Jossie naprawdę marzyła o takim związku? Chyba nie, chyba w głębi duszy liczyła, że czeka na nią ktoś wyjątkowy, ale przyjęła taką zimną filozofię, by bronić się przed zranieniem i rozczarowaniem, gdy jej wielka miłość nigdy nie nadejdzie. I w sumie całkiem dobrze na tym wychodziła. Jak dotąd. Nie lubiła gwałtownych emocji, chyba przez matkę, której ognisty romans doprowadził do rozpadu rodziny, porzucenia dzieci i złamania mężowi serca. Bała się, że może ją spotkać to, co spotkało ojca- pokocha, zaufa, a potem zostanie na lodzie, nie potrafiąc ułożyć sobie życia na nowo. Nie. Zdecydowanie wolała spokojny układ, oparty na zrozumieniu, tolerancji i sypianiu ze sobą. Trudno. Nie lubiła ryzyka. Nigdy.
- Oj, Ellie- Jossie roześmiała się cicho i odgarnęła z czoła swoje niesforne loki. Jej przyjaciółka była urocza w tej swojej naiwnej wierze we wszystko, co dobre i ładne. Krukonka czasem zazdrościła jej tego podejścia do życia, które z jednej strony owocowało rozczarowaniami, a z drugiej niosło pewną nadzieję. Ale cóż! Ona tak nie umiała i tyle.
- Ja też je lubię, cara mia. Co nie zmienia faktu, że nie chciałabym ich mieć teraz- zaznaczyła D'artois, upijając łyk soku i bawiąc się szklanką, na której został kolorowy osad. Widząc skrępowanie przyjaciółki, uśmiechnęła się ciepło i ujęła jej dłoń.- Ej, spokojnie. Ja wiem, że to dosyć intymny temat, ale po prostu... nadal jestem zaskoczona. Przywykłam, że myślisz i zachowujesz się zupełnie inaczej niż ja, ale tego się nie spodziewałam. Poza tym, dziewczyno, to sprawa zupełnie naturalna i nie ma się czego wstydzić. Cieszę się, że jesteś szczęśliwa- dodała łagodnie, gładząc wierzch jej dłoni kciukiem. I naprawdę tak było! Miała nadzieję, że Drake dobrze się zajmie swoją świeżo poślubioną żonką i Puchonka znajdzie w nim oparcie. Naprawdę, dobrze się złożyło. Może decyzja o małżeństwie nie była najbardziej utrafiona, przynajmniej w mniemaniu Jossie, ale jeśli oboje tego chcieli i zrobili to świadomie... no cóż, to ich życie i związek, prawda? Słysząc jej przeprosiny, wzruszyła jednym ramieniem, uśmiechając się pogodnie.- No dobrze, już dobrze. Wiem. Jak szaleć, to na całego, prawda, pani Bennett? A co do rodziców... hm, no cóż. Myślę, że będą... zaskoczeni. Znają Drake'a? Jeśli mogę ci coś doradzić... im szybciej, tym lepiej. Chociaż nie wiem, czy będą uszczęśliwieni, że stawiasz ich przed faktem dokonanym...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Bentham
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 151
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 294
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4667-eileen-maggie-hemingway#136668
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4668-ziomki-ellci#136692
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4670-poczta-ellie#136733




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Zimowy   Wto 25 Cze - 16:56

Niestety Ellie już miała złamane serce, właśnie przez tę swoją wiarę w ludzi, wielką miłość, te sprawy, ale cii! I chociaż sama przeżywała już chwile zwątpienia, zwykle udawało jej się wychodzić zwycięską ręką i jej pozytywne postrzeganie świata wcale tak bardzo nie ucierpiało - chociaż sama niejednokrotnie psioczyła na tę swoją naiwność. Znała też podejście Jossie do związków i uważała je za całkowicie niesłuszne - o ile większe były szanse na to, aby wydarzyło się coś cudownego, kiedy podchodziło się do sprawy optymistycznie i z wiarą, przynajmniej w mniemaniu Ellie. Bolesne rozczarowania pomińmy, taaaa, takie tam, nic nie znaczące, ehe! Tak jak niegdyś Eileen była święcie przekonana, że spotka swoją drugą połówkę na całe życie, tak sądziła też, że i Josephine uda się odszukać taką osobę.
Ellie, chociaż nieśmiała i taka, do której naprawdę trudno dotrzeć, chociaż bardzo broniła się przed zranieniem, niemal panicznie i tak uległa Jiro, mając go za kogoś godnego zaufania, odpowiedzialnego i opiekuńczego, przeżyła największe rozczarowanie w swoim życiu, kiedy okazało się, iż tak naprawdę była dla niego tylko obiektem zakładu. Może więc coś w tym było, w tej nadmiernej ostrożności? Tak się jednak czasem zdarza, że pomimo tego co podpowiada rozum, po prostu brniemy dalej, ryzykując - w przypadku Ellie efekty były tragiczne i oczywiście nie życzyła Jossie, aby ta popełniła te same błędy, ale... warto może jednak czasem było zaryzykować?
- Ja wiem, wiem... - odparła, marszcząc brwi i patrząc gdzieś po tej interesującej szklance. Rumieniec wciąż nie schodził z jej twarzy, aczkolwiek w kącikach ust błąkał się też uśmiech. - Naprawdę Jossie, nie masz się czym martwić - w końcu, kiedy przyjaciółka dotknęła jej dłoni, Ellie podniosła wzrok. Mimo wszystko i tak się krępowała! Noc poślubna była po prostu dla Ellie bardzo intymnym i osobistym wydarzeniem, to wszystko. Chyba nie była w stanie opowiadać o czymś takim, był to temat całkowicie zarezerwowany dla Drake'a i dla niej, w mniemaniu puchonki oczywiście. - Znają Drake'a od dziecka, lubią go, aleee... no jednak to będzie trudne, bo lubienie lubieniem, a ślub... w końcu i tak to zaakceptują, będą musieli - wzruszyła ramionami, jakby tamten temat był dla niej obojętny czy coś... chociaż wcale tak nie było, ech. Umilkła na chwilę, zastanawiając się nad czymś usilnie. Nie chciała zamęczać Josephine milionem rewelacji ze swojego życia, bo chociaż potrzebowała przyjaciół, rady, wsparcia... z pewnymi rzeczami chciała też zmierzyć się sama. Cóż z tego, że wychodziło jak wychodziło, heheh. - I wiesz, Jiro wrócił - powiedziała w końcu, najbardziej beznamiętnym tonem na jaki było ją w tym wypadku stać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Glasgow
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 156
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 158
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5885-josephine-d-artois#167879
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5886-josephine
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5887-szekspir-sowa-josephine#167907




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Zimowy   Wto 25 Cze - 21:44

Josephine stwierdziła, że może trochę przeholowała z tym pytaniem o noc poślubną i zachowane środki ostrożności. Ona była zdystansowana, gdy chodziło o obcych, ale w rozmowach z przyjaciółmi pozwalała sobie na otwartość i pewną... bezpruderyjność. Nie należała co prawda do dziewczyn, które opowiadały szczegółowo o swoich doznaniach i miłosnym kunszcie, bo to było niesmaczne, ale nie udawała, że seks nie istnieje albo jest czymś wstydliwym. Był miłą częścią życia, intymną, to prawda, ale nie aż tak, jak uważała Ellie. Jossie powinna wziąć poprawkę na nieśmiałość i delikatność przyjaciółki, ale w tej sytuacji bardziej martwiły ją konkrety niż wstydliwość świeżo upieczonej pani Bennett. Odpowiedź przyjaciółki ją uspokoiła- D'artois rozluźniła się trochę i uśmiechnęła. Nie chciała żadnych zwierzeń, chciała mieć tylko pewność, że wszystko jest dobrze. Mogły spokojnie porzucić ten niewygodny dla Ellie temat, bo ciągnięcie go byłoby równie krępujące dla nich obu.
- No wiesz, to już coś. Nie jest całkiem obcy, poza tym czują do niego sympatię. Na pewno zniosą to lepiej, niż gdybyś wyszła za jakiegoś nieznanego im człowieka- stwierdziła rzeczowo Josephine. Naprawdę tak uważała, zresztą było to całkiem logiczne. Jeśli państwo Hemingway znali Drake'a, powinni łatwiej przełknąć fakt, że został ich zięciem.- Nic się nie martw, wszystko będzie dobrze. Pewnie uznają, że jesteście za młodzi, skądinąd słusznie, ale klamka zapadła i wszyscy powinni uszanować waszą decyzję. Takie jest moje stanowisko- Josephine uśmiechnęła się krzepiąco, obserwując mimikę przyjaciółki. Och, dobrze wiedziała, jak bardzo Ellie to przeżywa, nie dała się zwieść wzruszaniu ramionami i jej minom. Za dobrze ją znała.
- To... bydlę?- Josephine odstawiła zdecydowanym ruchem swoją szklankę i spojrzała na Ellie z niepokojem. Za tamto co jej zrobił, najchętniej urwałaby mu to i owo w dolnych partiach ciała, a potem nabiła go na pal.- Miałam szczerą nadzieję, że poszedł do diabła, zacne towarzystwo, w sam raz dla niego- prychnęła z wyraźną niechęcią, ale szybko wbiła wzrok w twarz Puchonki, czując, że nie powiedziała tego tak bez powodu. Widocznie coś ją w związku z tym męczyło.- I...?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Bentham
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 151
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 294
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4667-eileen-maggie-hemingway#136668
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4668-ziomki-ellci#136692
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4670-poczta-ellie#136733




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Zimowy   Sro 26 Cze - 1:45

Nieee, nie, to było normalne pytanie, zwłaszcza patrząc na przyjacielską relację Ellie i Jossie. To puchonka znacznie przesadzała z tą wstydliwością, jednakże patrząc na to, jak puchonka traktowała takie właśnie różne intymne sprawy, jej podejście wcale nikogo nie powinno tak zanadto dziwić. Jak już pisałam, były to sprawy dla Ellie nierozłączne z jej sferą uczuciową, intymne, osobiste i... zbyt świeże, aby Bennett mogła o nich w ogóle swobodnie rozmawiać. Ten typ tak ma, nic się na to nie poradzi, zbyt wstydliwe dziewczę było! Miała wrażenie, że w tym temacie rozumie ją tylko Drake, nie ujmując oczywiście nic jej przyjaźni z Josephine. Ona również się wreszcie rozluźniła, kiedy Jossie się uśmiechnęła. Widocznie wreszcie poczuła się usatysfakcjonowana odpowiedzią, uff!
- Tak, też tak uważam... - odparła z wahaniem. Słowa Jossie brzmiały w sumie przekonująco i logicznie, zresztą, Drake miał podobne podejście do tej sprawy... może faktycznie nie miała się co martwić? Było to przecież jej życie, jej wybory, była dorosła, no halo. - Nawet gdyby chcieli mnie wyrzucić z domu, to już trudno, Drake załatwił nam mieszkanie - dodała szybko, pół żartem, pół serio, dokładając następną rewelację. Ach, sprytna była, tak bardzo jak większość mhrocznych ślizgonek z Hogwartu!
O, czyli Jossie miała stosunek do Jiro podobny do Drake'a! Chyba nie miała siły już przekonywać kolejnej osoby, że gryfon był w stanie się zmienić.
- Mhm, mniej więcej - odparła zatem, wzdychając; sama dokładnie nie wiedziała na co. Na ogólną sytuację z Moorem, zapewne! Jak dobrze, że było to już za nią. Wszakże zamknęła tamten rozdział i postanowiła doń już nie wracać. Nigdy. - I... ech, rozmawiałam z nim i powiedziałam mu o ślubie, bo... no, żeby wiedział, że jego powrót niczego nie zmienia - powiedziała w końcu cicho, mają nadzieję, że Jossie zareaguje na tę wieść mniej emocjonalnie i ze złością niż Drake. W końcu D'artois również znała Eileen, jej naiwność w podejściu do ludzi i tego, że potrafią się tak zmienić. Oczywiście, tamten rozdział jej życia był już zamknięty i Ellie tego absolutnie nie żałowała, nie potrafiłaby utrzymywać z Jiro jakichkolwiek kontaktów, ale mimo to... życzyła mu jak najlepiej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Glasgow
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 156
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 158
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5885-josephine-d-artois#167879
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5886-josephine
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5887-szekspir-sowa-josephine#167907




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Zimowy   Czw 27 Cze - 10:23

- Tak, już widzę, jak twoi rodzice wyrzucają cię za drzwi, a twoje rzeczy przez okno, tylko dlatego, że związałaś się z kimś nie tylko uczuciowo, ale i formalnie. Zwłaszcza, że Drake to taki łobuz, hulaka i obibok, że mózg staje dęba- zakpiła Jossie, nie mogąc sobie podarować tej niewinnej ironii.- No, no, widzę, że pan Bennett nie traci czasu- w jej głosie zabrzmiało uznanie. Fakt, zaradność była czymś, co zawsze wzbudzało jej szacunek.- Szybko wam uwił gniazdko miłości, jestem pod wrażeniem.
A jaki inny stosunek mogłaby mieć do tego wieprza, który potraktował Ellie jako przedmiot zakładu, oszukał, zwiódł, zranił? To było coś tak obrzydliwego, że nie mieściło się w głowie Josephine, podobnie jak dobroduszność Ellie. Jak to możliwe, że Puchonka nie mówiła o nim ze złością, wstrętem, a raczej z czymś na kształt żalu? Na gacie Merlina, czy ona go żałowała...?!
- Słuchaj mnie, cara. Nie rozumiem, po co w ogóle dopuściłaś tę świnię do swoich prywatnych spraw- powiedziała stanowczo.- Uważam, że powinnaś go unikać i trzymać na dystans. Gdyby nie był taką szują, być może byłby teraz na miejscu Drake'a, a ty urodziłabyś mu w przyszłości skośne dzieci- Josephine skrzywiła się z niesmakiem.- Ale zachował się w sposób obrzydliwy, ohydny. Nie wiem, czego oczekiwał po tym powrocie. Nie jestem mściwa, Ellie, w każdym razie nie za bardzo- dodała po chwili namysłu.- Ale na twoim miejscu wykreśliłabym go z pocztu nawet dalekich znajomych jednym zdecydowanym ruchem i nie tykała więcej tej sprawy. Niech sobie żyje, byle z dala od ciebie i twojego małżeństwa, bo w przeciwnym razie będzie miał ze mną do czynienia. A myślę, że twój szanowny małżonek udzieli mi wsparcia.
Wszystko to powiedziała niezwykle spokojnym tonem, z rozmysłem stawiając przecinki i kropki dla nabrania oddechu i uporządkowania myśli. Jossie uważała, że ludzie błądzą. Owszem, to zdarza się każdemu. Ale czynienie zła z premedytacją, bawienie się cudzymi emocjami jest z gruntu złe i ma oczywiste skutki, więc wytłumaczenie w stylu "nie sądziłem, że tak się to potoczy" nie ma racji bytu. Spojrzała na Ellie z powagą, nawijając na palec kosmyk włosów.
- Żadnego odpuszczania win, Ellie. To znaczy odpuścić możesz, ale nie zapomnieć i nie wmawiać sobie, że teraz on będzie przez ciebie cierpiał czy coś w tym rodzaju. Zapracował na to i dobrze o tym wiesz. Dystans, powtarzam, dystans.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Bentham
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 151
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 294
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4667-eileen-maggie-hemingway#136668
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4668-ziomki-ellci#136692
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4670-poczta-ellie#136733




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Zimowy   Czw 27 Cze - 22:50

Puchonka uśmiechnęła się lekko, słysząc Jossie. Zabawne to było, kiedy tak wesoło rozprawiały, ale kiedy Ellie faktycznie wyobraziła sobie scenkę o której opowiadała Josephine... cóż jednak, Eileen skłonna była prędzej uwierzyć, że rodzice zareagują jednak w sposób spokojny. Byli to ludzie wyrozumiali i chociaż z kontaktami pomiędzy nimi, a Ellie bywało różnie, swoją córkę znali na tyle dobrze, że wiedzieli chyba, iż Ellie musiała być pewna, aby podjąć tak ważną decyzję.
- Tak, też już to widzę - odparła z przekąsem. - Będę czarną owcą rodziny, a za parę lat, kiedy bliźniaki będą się pytać, kim jest ta blondynka na zdjęciach, rodzice odpowiedzą, że nie wiedzą. - smutny byłby taki los biednej Ellie, ale i ona znała swoją rodzinkę, nic by się takiego nie zdarzyło! Hemingway'owie z pewnością nie byli tak popędliwi i temperamentni jak Bennettowie, ich rodzinne spotkania odbywały się raczej bez rękoczynów i obelg. Pomimo tego, obydwie te rodzinki były chyba ze sobą w równie mocnym stopniu związane!
Nie zdziwiła się już, słysząc monolog Jossie. Poniekąd krukonka miała rację, świętą rację, ale czy... czy mimo wszystko, to co zrobił Jiro, skreślało jego osobę do końca życia? Ellie, chociaż pamiętliwa i nieufna, nie mogła zrozumieć dlaczego Josephine i Drake tak bardzo wzbraniają się przed przyjęciem do wiadomości, że Moore jednak odrobinkę się zmienił. Nie mówiła im przecież nic tak absurdalnego jak to, że chce się z nim przyjaźnić czy chociażby utrzymywać kontakt, nie! Nie potrafiłaby przecież, nie po tym, co zrobił. Pomimo niegdysiejszych, usilnych starań wybaczenia mu... nie była w stanie tego zrobić.
- Jossie, spokojnie, ja po prostu nie chciałam, żeby... żeby myślał, że może coś wskórać? - zapytała, chyba bardziej nawet sama siebie. - Im szybciej i w bardziej klarowny sposób dojdzie do niego, że nie ma co mieć nadziei... tym lepiej. Nie chcę, żeby to się ciągnęła. - westchnęła, musząc znowu to tłumaczyć. Nie była też świadoma, iż wiadomością o ślubie, niewiele u Moore'a wskórała. Nie mogła być pewna czy on coś tak naprawdę do niej czuł kiedykolwiek, cóż jej po zapewnieniach? Zwłaszcza po jego? Teraz to się jednak już naprawdę nie liczyło, po prostu chciała mu też oszczędzić niektórych przykrości, mimo wszystko. I widocznie tylko ona miała na ten temat takie zdanie. I Josephine i Drake utrzymywali, że Jiro nie zasługiwał na jakąkolwiek taryfę ulgową. Mieli rację...? Troska o Ellie zaślepiła im obiektywne postrzeganie sprawy, tak, jasne. - Tak, myślę, że by ci go udzielił, bo... pokłóciliśmy się też trochę ostatnio, o Jiro właśnie - powiedziawszy to, zaczęła przestawiać to szklankę, to solniczkę, to pieprzniczkę, tworząc z nich różne szlaczki. Interesujące zajęcie Ellie, w sam raz na radzenie sobie ze stresem, doprawdy. Przestała jednak na chwilę, ponownie wzdychając.
- Wiem. I nie wybaczyłam mu, nie potrafię. Bo nie potrafiłabym mu uwierzyć. Mimo to Jossie, chociaż ty mnie zrozum, nie próbuję go usprawiedliwiać, bo to co zrobił było... największym świństwem - przyznała z ociąganiem. - Nie chcę jednak, żeby ktokolwiek już cierpiał przez to co się wtedy zdarzyło. - ach, idealistka i wielka dobrodziejka! Aż krzywię się pisząc to, bo Ellie powinna kopnąć Jiro i modlić się, żeby doleciał na księżyc! Mimo to, tak się nie działo. Ten typ tak ma, chlip.


Ostatnio zmieniony przez Ellie Bennett dnia Sob 29 Cze - 1:07, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Glasgow
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 156
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 158
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5885-josephine-d-artois#167879
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5886-josephine
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5887-szekspir-sowa-josephine#167907




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Zimowy   Pią 28 Cze - 15:33

Josephine roześmiała się swobodnie, odrzucając na plecy swoje gęste włosy i patrząc na przyjaciółkę z rozczuleniem. Bardzo ją kochała. Naprawdę. Podobnie jak Mię, tyle że Mia nie potrzebowała jej w takim stopniu, jak Ellie. A ona musiała czuć się potrzebna. Doskonale się uzupełniały, chociaż czasem wydawało się niemożliwe, by osoby o tak skrajnie różnych charakterach mogła łączyć taka zażyłość.
Była dziwnie spokojna co do reakcji państwa Hemingway- w końcu bez przesady, Ellie może i była młoda, ale wyszła za porządnego chłopaka, którego w dodatku znali i lubili, nie po pijanemu i nie była w ciąży, więc lepiej się z tym pogodzić i życzyć młodej parze dużo szczęścia!
Spojrzała na Ellie uważnie i westchnęła. Ech, to chyba był beznadziejny przypadek osoby o złotym sercu, której się wydawało, że wszyscy są tak samo dobrzy jak ona.
- Okej, powiedzmy, że rozumiem. Znając ciebie, jestem w stanie zrozumieć twoje pobudki, chociaż nie uważam, żeby ten cały... Jiro- powiedziała, krzywiąc się, jakby zjadła coś wyjątkowo paskudnego- zasługiwał na takie względy. Ale cieszę się, że nie masz zamiaru go rozgrzeszać, Ellie.
Pociągnęła łyk soku i spojrzała na przyjaciółkę w zamyśleniu. Widziała, jak bardzo jej zależy, by znaleźć choć częściowe poparcie i chyba mogła go udzielić.
- Rozumiem. Chciałaś zamknąć tę sprawę raz na zawsze, wyjaśnić... może i nie był to zły pomysł, ale nie jestem pewna, czy pan Moore jest kimś, kto uszanuje świętość związku małżeńskiego- westchnęła cicho Jossie. Nie chciała martwić Ellie, ale nie miała też zamiaru kłamać.- Niedobrze, że się o niego pokłóciliście, ale rozumiem złość Drake'a. Którą zresztą podzielam. Ellie, na miłość boską, po co mu o tym mówiłaś? To znaczy Bennettowi? Jak już musiałaś się z tą szują spotykać, to mogłaś chociaż zrobić to dyskretnie...- zmarszczyła brwi, ale nie wyglądała na zagniewaną, raczej zatroskaną. Niedobrze, że już pierwszy okres ich małżeństwa został zmącony kłótnią o innego faceta.- Dobrze, nieważne, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Ellie, ty jesteś po prostu za dobra jak na te czasy i w ogóle ten świat- westchnęła, sięgając po dłoń przyjaciółki i przerywając jej tym samym układanie szlaczków z solniczek i szklanek.- Może masz rację, chcąc to wszystko ostatecznie zakończyć. Tak czy inaczej... uważaj, dobrze? Nie podoba mi się ten cały Jiro i nie wierzę, że coś w nim drgnęło. Jeśli ktoś raz zachował się jak ostatnie bydlę i to nie przez głupotę, a z premedytacją, to jest duża szansa, że się to powtórzy. Ale my z Drake'iem nie damy cię skrzywdzić- dodała z uśmiechem, puszczając do niej oko.- Mąż i przyjaciółka to mocna ekipa, nie sądzisz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Bentham
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 151
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 294
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4667-eileen-maggie-hemingway#136668
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4668-ziomki-ellci#136692
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4670-poczta-ellie#136733




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Zimowy   Sob 29 Cze - 1:22

Przeciwieństwa się przyciągają, hehs. Sądzę, że to właśnie przez to, iż tak świetnie się dopełniały, stwarzały taki harmonijny duet. Pomimo tego, że Ellie zaraz by się sprzeciwiła, mówiąc, że tak naprawdę opieka nad nią jest zbędna, to przecież i tak wiadomo było, że potrzebuje Jossie. Jej rady, wsparcia... tak, ona również kochała swoją przyjaciółkę, która czasem śmiesznie przypominała jej własną matkę! Oczywiście tylko w samym stosunku do Eileen, charakterologicznie jednak trochę się różniły.
- Może i nie zasługuje, może to ja tak bardzo chcę wierzyć w jego zmianę... - zastanowiła się przez chwilę, bo już naprawdę miała co do tego wszystkiego wątpliwości. Czyżby znowu dorabiała jakieś teorie? Bardzo możliwe, pomyślała, Drake i Jossie przecież mają na ten temat całkiem inne zdanie! Wciąż jednak też obstawała przy opcji, że są zwyczajnie zaślepieni niechęcią do Moore'a i patrzą tylko i wyłącznie przez pryzmat krzywdy jaką niegdyś wyrządził Ellie. Cóż jednak, to, że to po prostu najbardziej realny i logiczny osąd sytuacji, też przyszło do głowy Bennett.
- Tak dokładnie, tego chciałam. - pokiwała energicznie głową, widząc, że Jossie stara się znaleźć sposób, aby ją poprzeć. Bardzo to doceniała, naprawdę! - Nie wiem Jossie, ja po prostu... gryzło mnie to bardzo i chciałam być z Drake'iem szczera - wyjaśniła cicho, wzruszając ramionami. Nie było to jednak tak, że był to gest lekceważący, wręcz przeciwnie!
- Będę uważać. - przyrzekła, całkiem poważnie. - Nie przewiduję z nim jednak następnych spotkań. - rzuciła jeszcze ot tak, na uspokojenie D'artois. Szeroko uśmiechnęła się na jej następne słowa. - Zdecydowanie, mój mąż i moja przyjaciółka to najlepsza ekipa ze wszystkich! - poparła entuzjastycznie, chyba głównie też po to, aby zatuszować wzruszenie, które lekko ścisnęło ją za gardło. I jeszcze tak rozmawiały, rozmawiały, śmiejąc się przy tym, zapewne też trochę wspominając, bo naprawdę Ellie trochę wzruszenie wzięło, wrażliwa z niej bardzo dziewuszka była. Oczywiście nie zapomniała później nadmienić, że nie jedzie na wakacje z Hogwartem i niestety nie będą się widzieć przez dwa miesiące, bowiem razem z Drake'iem planują podróż poślubną, aż dwa miesiące miodowe! Obiecała jednak, że będzie pisać, po czym wyszły z pubu, pod rękę.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Paryż
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 794
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 902
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6354-raphael-theodore-de-nevers#178291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6355-ekscentryk-i-marzyciel#178298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6356-ludzie-listy-pisza#178305
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7207-raphael-theodore-de-nevers#204480




Moderator






PisanieTemat: Re: Pub Zimowy   Sob 17 Sie - 22:51

Właściwie to było pierwsze miejsce, jakie przyszło Raphaelowi do głowy. Specyficzny wystrój, nastrój i wszystko, co się z tym rymuje, sprawiały przytulne wrażenie, zachęcały do spokojnej rozmowy, chwili relaksu. Nie lubił tych nowoczesnych wnętrz, neonów, szkła i metalu, które wydawały się sterylne, odpychające i bezosobowe. Wysiedziane fotele, trzaskający w kominku ogień i ta swojskość, która pomagała przełamać pierwsze albo i drugie lody. A chyba właśnie tego im było potrzeba.
Wprowadził Curtis do środka i poprosił, żeby wybrała odpowiednie miejsce, jednocześnie machając na znajomego kelnera i wykonując dłonią znak, który oznaczał dwie Ogniste. Hehe, widać, że Raphael całkiem dobrze się tu czuje, wręcz jest zadomowiony. No cóż, ten pub dziwnie sprzyjał jego natchnieniu- nie cieszył się nadmierną popularnością wśród zwolenników głośnej muzyki czy dizajnerkach wnętrz (ale wśród moich postaci owszem, to już trzeci wątek, który tutaj prowadzę, hehe).
Kiedy w końcu zasiedli naprzeciwko siebie, a przed ich nosami pojawiły się dwie szklanki z bursztynową zawartością, Raphael uśmiechnął się łagodnie i spojrzał w oczy Curtis, zastanawiając się, co powiedzieć. Zazwyczaj nie miał kłopotów tej natury, zazwyczaj słowa były mu najbliższe, zazwyczaj z kobietami też nie miał problemów. A tu taka niespodzianka, ech.
- Chciałem tylko powiedzieć, że... że bardzo doceniam, to co zrobiłaś. Wiem, jakie to bolesne i... no cóż, dziękuję- powiedział cicho, unosząc szklankę. - Twoje zdrowie, wybawicielko niewinnych paryżan!- uśmiechnął się i upił łyk alkoholu, czując jak rozgrzewa jego wnętrze. Westchnął i odstawił szklankę. W tej samej chwili lunęło, a w chwilę potem dobiegł ich potężny grzmot. Raphael pokręcił głową z uznaniem.- Wygląda na to, że zdążyliśmy w ostatniej chwili.

______________________


I put a spell on you 'cause you're mine
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Coffs Harbour, Australia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 213
  Liczba postów : 492
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6488-curtis-laura-juvinall?highlight=Curtis+Juvinall
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6490-zapraszam-bo-inaczej-john-po-was-przyjdzie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6489-jakub-zjem-twoja-okreznice




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Zimowy   Nie 18 Sie - 1:02

Wnętrze pubu wydało się Curtis niesamowitą odmianą po zwiedzaniu tych wszystkich obskurnych pubów i klubów w Londynie - zwłaszcza po tym na Nokturnie, który odwiedziła tylko i wyłącznie w celu zaczerpnięcia inspiracji. W końcu takie miejsca były wręcz idealne, aby uczynić z nich miejsce akcji swoich opowiadań, poza tym ci ludzie - dla większości nieciekawi i cóż, odrzucający nie tylko wątpliwą moralnością - również często trafiali na zapisane przez Juvinall strony jako główni bohaterowie.
Wybrała stolik pod oknem (być może ten sam, przy którym przed wakacjami siedziały Jossie i Ellie, chlip!) i kiedy widocznie znajomy Raphaelowi kelner położył przed nimi szklaneczki z bursztynową zawartością, Curtis od razu podniosła swoją do ust, przechylając znaczną część zawartości. Skrzywiła się nieznacznie, po jej ciele rozlało się przyjemne, znane ciepło. Odwzajemniła spojrzenie De Neversa, uśmiechając się leciutko. Szerokie uśmiechy zdecydowanie nie były domeną Australijki, chociaż dzisiaj i tak nauśmiechała się za pół życia! Po prostu przy niektórych osobach, Juvinall automatycznie się otwierała - przy Mathilde, przy Georgii, przy Nicholasie. Do tego grona ostatnio dołączył ten mugol, który, o zgrozo, zaintrygował Curtis (dobrze, że już się nigdy nie spotkają, nie wiadomo co by to mogło wyniknąć!) i Raphael, który ech, również zainteresował Curtis. Tym spojrzeniem, sposobem mówienia, wybuchem wściekłości... o tak, chyba musiała go poznać!
- Czyli teraz już możesz udawać, że zakończenia nie było? - odpowiedziała, stukając się szklanką z towarzyszem. - Uratowała ich dokładnie ta sama osoba, która ich wypatroszyła. - westchnęła, nie mogąc powstrzymać następnego uśmieszku, igrającego gdzieś w kącikach ust. Odwróciła wzrok do małego okna, spoglądając na ulewę. Gdzieś tam deszcz właśnie zmywał atrament z zapisanych przez nią stron. Upiła następny łyk.
- Jesteś z Paryża?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Paryż
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 794
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 902
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6354-raphael-theodore-de-nevers#178291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6355-ekscentryk-i-marzyciel#178298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6356-ludzie-listy-pisza#178305
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7207-raphael-theodore-de-nevers#204480




Moderator






PisanieTemat: Re: Pub Zimowy   Nie 18 Sie - 10:12

Raphael wzruszył lekko ramionami i uśmiechnął się kątem ust. Niezobowiązująco, lekko...
- Wiesz, teraz muszę przynajmniej spróbować. Nie mogę pozwolić, żeby twoje poświęcenie poszło na marne- powiedział już nieco poważniej, obserwując Curtis swoimi ciemnymi, aksamitnymi oczami, ocienionymi długimi rzęsami i nadającymi jego twarzy rozmarzony wyraz.
Alkohol przyjemnie rozgrzewał od środka i pomagał odzyskać wewnętrzną równowagę. W każdym razie jemu, ale miał nadzieję, że dziewczyna ma podobne odczucia. Westchnął cicho i spojrzał w okno, zastanawiając się, czy uda mu się odtworzyć tamto zakończenie, które powstało w jego głowie już dawno temu. Czy fakt, że Curtis zaingerowała w jego opowiadanie, ale potem zniszczyła owoc swojej pracy, wystarczy, by mógł je spokojnie dokończyć? Czy tak, jak myślał przedtem, sama próba zmienienia jego koncepcji naznaczyła tę historię, uniemożliwiając mu zrobienia wszystkiego po swojemu? No cóż, musiał się o tym przekonać, po prostu pisząc, innego wyjścia nie było.
Mon Dieu, naprawdę była śliczna. I taka... inna. Może gdyby nie to koszmarne poczucie humoru, nie odniósłby takiego wrażenia, a w każdym razie nie byłoby ono tak mocne i wyraziste.
- Owszem. Dumny paryżanin od kilku pokoleń wstecz, może nawet kilkunastu- potwierdził.- Między innymi dlatego tak bardzo się cieszę, że w masakrze nie zginęli moi sąsiedzi albo znajomi. Prawdziwa ulga, wierz mi- uśmiechnął się ponownie, zwijając brzeg serwetki w rulonik. Miał długie, szczupłe palce uwalane atramentem.
- Byłaś tam kiedyś? I skąd jesteś? Jak tam jest?

______________________


I put a spell on you 'cause you're mine
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Coffs Harbour, Australia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 213
  Liczba postów : 492
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6488-curtis-laura-juvinall?highlight=Curtis+Juvinall
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6490-zapraszam-bo-inaczej-john-po-was-przyjdzie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6489-jakub-zjem-twoja-okreznice




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Zimowy   Pon 19 Sie - 4:06

Curtis odwzajemniła niezobowiązujący uśmiech.
- Chyba nie pozwolisz, aby biednych, dopiero co powstałych z popiołów Paryżan, wrzucić na dno szuflady, gdzie być może spotka ich los gorszy niż w moim zakończeniu? - niby śmiechy i hehy, ale Curtis naprawdę liczyła, że Raphael dokończy opowiadanie. I oczywiście da jej później przeczytać! W końcu musiała wiedzieć dla kogo i w imię jakich wydarzeń poświęciła swojego mordercę i jedną z najlepszych, krwawych masakr, które udało się Juvinall stworzyć.
- A może wymyślisz jeszcze inne zakończenie, jeszcze lepsze? - uniosła brwi i delikatnie wzruszyła ramionami, popijając alkohol. Zbawienny wpływ, doprawdy! Pomysłopędny. Z każdą minutą Juvinall stawała się coraz bardziej rozluźniona, spychając gdzieś w niebyt przejmujący smutek, który przyczepił się do Australijki, kiedy ta pozbyła się swojej wersji zakończenia historii. Co prawda miała już parę nowych pomysłów, które zakończyłby życie Huberta w sposób bardziej spektakularny od samobójstwa, ale mniej inwazyjny od krwawej masakry na połowie ludności francuskiej stolicy, ale... stop. To nie było jej opowiadanie, ingerencja w nie już raz nie skończyła się zbyt dobrze. Teraz jednak chciała się ot tak podzielić pomysłami, zupełnie niezobowiązująco! Curtis szczyciła się swoją wyobraźnią, wbrew pozorom przez tę postrzeloną łepetynkę nie przewracały się same horrory! Chociaż były one znaaaczną większością, stanowiły jakieś dziewięćdziesiąt pięć procent jej pomysłów i jeśli historia miała być dobra, Juvinall koniecznie musiała do niej domyślić chociażby lekki wątek kryminalny.
- Hubert mógłby poznać trzecią kobietę. Przyjechała zza granicy, niemalże nie zna języka, ale on się w niej zakochuje, chociaż jej praktycznie nie zna. Kobieta również zwraca na niego uwagę i planują wspólną ucieczkę. W międzyczasie, w kancelarii odczytują list od zmarłego ojca Huberta - okazuje się, że jego syn miał siostrę. Która została jednak oddana do adopcji przez matkę zaraz po urodzeniu dziewczynki, a dziwnym trafem nikt nic o tym nie wie. I wiesz co? Okazuje się, że ta kobieta, ta w której się zakochał, to jego siostra! I bum, ona jest w ciąży. Z nim. Co zrobi Hubert? - wplotłaby w to jeszcze jakieś wątki poboczne, rodzinną zbrodnię, intrygę i dużo krwi, której nie udało się zidentyfikować, ale... - Ale to oczywiście twoje opowiadanie. - rumieńce, które przed chwilą wystąpiły na jej policzkach, nieznacznie przygasły, a dziewczyna wbiła spojrzenie szarych tęczówek w szczupłe palce Raphaela, znęcające się nad serwetką. Curtis dopiła swój trunek, uśmiechając się usłyszawszy wzmiankę o ocalonych znajomych i sąsiadach.
- Nie, nie byłam, ale cumowałam w porcie we Francji. Bo widzisz, mój ojciec jest marynarzem. Ostatnie pół roku spędziłam na morzu, słuchając morskich opowieści z prawdziwego zdarzenia. - powiedziała z niekrytą dumą. Dla niej owa historia była bardziej ekscytująca niż te o patologicznej rodzinie, które wciskała różnym nowo poznanym - wciskała im je, bo wydawało się, że ciekawią one ich bardziej. Australijka miała wrażenie, że pewnych rzeczy po prostu niektórzy nie są w stanie zrozumieć, zwłaszcza, kiedy nie wiedzą z kim mają do czynienia. Raphael wydał się jednak inny, taki odpowiedni, taki po którym można się spodziewać zrozumienia.
Dziewczyna przerwała na chwilę, przypominając sobie te wieczory, kiedy ignorując zimny wiatr, wraz z ojcem i starym, bezzębnym wilkiem morskim Thomasem siadali, wsłuchując się w szum fal i własne opowieści. Te opowiadane przez Thomasa były dla Curtis prawdziwą inspiracją. Zdecydowanie przeżyła na morzu magiczne chwile, słuchając tych opowiastek. - Znasz to uczucie, kiedy wieczorem wychodzisz na pokład statku, wszystko zdaje się uśpione, nawet ty czujesz potrzebę ułożenia się wzdłuż burty? Jeśli jesteś głodny, możesz udawać, że jesz światło, które rzuca księżyc. Po prostu podchodzisz tam, gdzie światła jest najwięcej i otwierasz i zamykasz usta, zupełnie jak sporych rozmiarów flądra. Jadłeś kiedyś światło księżyca, Raphaelu? - ostatnie pytanie zadała tonem równie beztroskim i normalnym, jak gdyby pytała o zwyczajną potrawę. - Nie można znieść tylko tego zapachu ryb. I potu. Uroki podróżowania u boku wilków morskich. - wzruszyła ramionami, sprawiając wrażenie, jakby wreszcie ocknęła się z jakiegoś transu. - Ale jestem z Australii. Coffs Harbour. Nie mamy wieży Eiffla, a w szufladach nie trzyma się noży do serów, którymi ktoś mógłby wybić pół miasta. Sąsiedzi bezpieczni! - głębiej zapadła się w fotelu, przymykając na chwilę oczy. - Ale kiedyś odwiedzę Paryż. I nie wrócę z pustymi rękami, o nienienie, wrócę z nożem do serów należącym do jakiegoś mieszkańca. - szalone te pomysły, hoho! Otworzyła oczy, uśmiechając się kącikiem ust. W końcu taka żartownisia z niej była! - Masz u siebie taki nóż? Wiesz, nie musiałabym się kłopotać z szukaniem po szufladach całego miasta!

pewnie jakis elaborat zycia wyszedl czy cos, wybacz :c
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Paryż
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 794
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 902
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6354-raphael-theodore-de-nevers#178291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6355-ekscentryk-i-marzyciel#178298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6356-ludzie-listy-pisza#178305
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7207-raphael-theodore-de-nevers#204480




Moderator






PisanieTemat: Re: Pub Zimowy   Wto 20 Sie - 12:35

- Cóż, tyle przeszli, że chyba rzeczywiście nie powinienem zostawiać ich na pastwę losu i jakiś podłych istot, które z pewnością zamieszkują moje szuflady i wysysają mi tusz z długopisów i piór- powiedział Raphael prawie z powagą.
Tak, naprawdę tak uważał. To znaczy, że nie może zostawić paryżan własnemu losowi, a nie że w jego szufladzie mieszkają jakieś dziwne stworzenia żywiące się tuszem, litości! Aż tak szurnięty nie był! Za dużo serca włożył w to opowiadanie, włożyli w nie oboje, żeby teraz po prostu je porzucił. Musiał przynajmniej spróbować, był to winien sobie, był to winien swoim postaciom i, paradoksalnie, było to winien Juvinall, która zniszczyła własne zakończenie, żeby on mógł doprowadzić akcję do końca w taki sposób, w jaki planował od początku.
- Być może- zgodził się Raphael, upijając łyk Ognistej, która zapiekła go w gardle. Widział, że się przez chwilę wahała, po czym zaczęła snuć swoją koncepcję dotyczącą nowego zakończenia, tym razem szczęśliwie nie tak makabryczną jak poprzednia. De Nevers oparł głowę na dłoni, słuchając jej w skupieniu i nie odrywając wzroku od twarzy Curtis, która nagle się rozświetliła niezwykłym entuzjazmem. Znał ten stan i rozumiał go lepiej niż ktokolwiek inny. To ten moment, kiedy głowa ni stąd ni zowąd wypełnia się nowymi pomysłami, nowymi koncepcjami, które gonią jedna drugą, namnażają się w zastraszającym tempie, budząc to specyficzne uczucie euforii i ekscytacji. Może ten pomysł nie był taki zły? Może Hubert jednak zasługiwał na życie i na romans z własną siostrą? Kto wie? Pewnie w jakiś sposób by zmodyfikował pomysł Curtis, ale nadal nie był pewien, czy w ogóle go wykorzysta. Nagle przyszło mu do głowy, że może ich współpraca nad innym opowiadaniem mogłaby dać naprawdę ciekawe efekty. Spojrzał na dziewczynę uważniej i dostrzegł, że jej policzki przybladły, kiedy powiedziała, że to jego opowiadanie. Poczuł się prawie winny. Ale nie! Przecież właśnie tak było! To ona bezprawnie dokończyła jego opowiadanie, a on miał prawo zrobić z nim, co chciał.
- Zastanowię się nad tym. Może rzeczywiście przed śmiercią Huberta należałoby trochę namieszać w jego życiu- uśmiechnął się lekko, zapadając głębiej w swój fotel i patrząc w oczy dziewczyny.
Tak, historia o patologicznej rodzinie nie zrobiłaby na Raphaelu takiego wrażenia, jak ta prawdziwa. Córka marynarza! Spojrzał na nią z uwagą, a w jego oczach błysnęło coś więcej niż zainteresowanie, niemal fascynacja. Gdyby próbowała mu wcisnąć kolejną krwawą historyjkę, tym razem dotyczącą jej dzieciństwa, pokiwałby ze smutkiem głową, w głębi duszy uważając, że to po prostu blef, ale dziewczyna ma do niego święte prawo. W końcu robił to samo.
Słuchał jej w milczeniu, wpatrując się w nią jak w zjawisko nadprzyrodzone. Nie sądził, że ktoś, kto opisał krwawą masakrę Paryża, może mówić tak pięknie, odczuwać tak głęboko, być tak wrażliwym. Miał wrażenie, że dostrzegł zupełnie nową twarz Curtis, w czym nie było właściwie nic dziwnego, bo przecież nie znał jej dobrze. Tego dnia spotkali się po raz pierwszy w życiu i to w dość... niesprzyjających okolicznościach. Kiedy skończyła opowiadać, uśmiechnął się do niej ciepło.
- Nie, nigdy nie jadłem światła księżyca. Ale je piłem. Nocami, kiedy siedzisz na tarasie, balkonie, rozmawiasz o metafizyce, wdychasz zapach Paryża, światło księżyca wlewa się do kieliszka białego wina i miesza z nim. I wszystko zaczynasz inaczej postrzegać... Latarnie świecą inaczej, jakby się... rozpływały, traciły kontury. Ludzie są inni, jakby bardziej... wolni. Sekwana połyskuje i w takich momentach chciałbym umrzeć, bo jestem szczęśliwy- powiedział w zadumie.- Nigdy nie płynąłem statkiem, nie przepłynęliśmy nawet kanału La Manche, tylko przelecieliśmy nad nim samolotem- powiedział z wyraźnym żalem, po czym wzruszył ramionami.- Moi rodzice są mugolami. Matka doktorem filologii francuskiej, ojciec inżynierem... Nic ciekawego, zazdroszczę ci- powiedział poważnie, przymykając na moment oczy.- Morze... nigdy nie byłem na pełnym morzu, jestem szczurem lądowym. A co do Paryża... przyjedź. Myślę, że moja matka trzyma w kuchni wszelakie noże i taki do sera również się znajdzie- zapewnił Curtis ze śmiechem, po czym dopił swoją Ognistą. I zamówił kolejną kolejkę.- Taki nóż do sera to szalenie niebezpieczna broń, więc może nawet lepiej, jeśli zniknie z mojego domu...

______________________


I put a spell on you 'cause you're mine
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Coffs Harbour, Australia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 213
  Liczba postów : 492
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6488-curtis-laura-juvinall?highlight=Curtis+Juvinall
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6490-zapraszam-bo-inaczej-john-po-was-przyjdzie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6489-jakub-zjem-twoja-okreznice




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Zimowy   Wto 20 Sie - 22:35

- A widzisz! Słyszałam o tych bezczelnych istotkach. Podobno ta francuska odmiana wysysacza tuszu jest najgroźniejsza. Czasem, kiedy opowiadanie siedzi za długo z wysysaczami, odbierają one też wenę i chęci na jego dokończenie. - odrzekła tonem równie poważnym, kiwając głową w zamyśleniu jak na prawdziwego eksperta przystało. Oj zdecydowanie, nie mógł zostawić tego opowiadania na pastwę takich nikczemników, nie po tych dramach z zakończeniem! Raphael miał rację, za dużo serca włożył w nie i on i Curtis.
Uśmiechnęła się lekko, słysząc, że chłopak zastanowi się nad koncepcją, którą, o dziwo, NIEMALŻE bezkrwawo zaproponowała mu Juvinall. Uniosła do ust kończącą się już Ognistą, czując jej rozluźniające efekty. Idąc za przykładem towarzysza, również zapadła się w swój fotel głębiej.
- Tak, chyba na to zasługuje. - pokiwała głową w zamyśleniu, odkładając na stolik pustą szklankę. Gdyby Hubert miał zginąć jeszcze jakąś krwawą, brutalną śmiercią, Curtis już w ogóle byłaby w siódmym niebie, ale teraz, nawet ona i nawet po małej dawce Ognistej, nie śmiałaby mu tego zaproponować. A w życiu. Paryż został uratowany, a Hubert może ze spokojem popełnić samobójstwo, czy co innego mu tam De Nevers zgotuje. De Nevers, nie ty, Juvinall.  
Och, miała całkowitą rację. Zrozumiał ją. Był z rodzaju tych osób, które nie musiały słuchać żadnych krwawych i drastycznych historii o dzieciństwie Curtis. Był z tego rzadkiego rodzaju, któremu można było opowiedzieć o rzeczywistości i wydawała się ona mu równie fascynująca, co więcej! Sam również potrafił opowiedzieć o rzeczywistości. Doprawdy, Juvinall nie znała chyba, oprócz Nicholasa i teraz Raphaela, żadnej osoby, która potrafiłaby zaintrygować ją słowami oddającymi detale codzienności w taki sposób, że wydawała się ona ciekawsza od najbardziej krwawej masakry w dziejach Paryża, nawet od najdoskonalszego kłamstwa, obleczonego w takie absurdy, które Curtis uwielbiała wymyślać i uwielbiała o nich słuchać. O ile kłamstwo w ustach kogoś przeciętnego brzmiało o niebo ciekawiej niż prawda, tak w przypadku Raphaela było na odwrót. Chociaż kto wie, może blefował? Dziwnym trafem pasowałoby to do niego, chociaż co ona tam wie?, wszakże znali się od... godziny może? Miała wrażenie, że będzie to dziwnie nietypowa znajomość.
Wpatrywała się w niego jak zaklęta, słuchając o Paryżu. Jeśli to na mieszkańców takiego miasta rzuciła masakrę, nic dziwnego, że Raph się wkurzył!
- Muszę się kiedyś napić światła księżyca. - postanowiła. - I wiesz, w takich momentach po prostu nie da się umrzeć. Jakkolwiek szczęśliwi jesteśmy, nie da się. Wtedy czas się pętli, zaczynasz się cofać, ale nawet tego nie zauważasz. To znaczy, nie jest to widoczne, ale to odczuwasz. Ludzie są wolniejsi, światło księżyca można zjeść i wypić, wszystko traci swoje kontury. Tylko dlatego, że się cofamy. Robimy to na tyle powolnie, że mamy chwilę czasu, zanim pętla się przerwie, ale na tyle szybko, że takich doznań nigdy nie jest dość. Coś tak prozaicznego jak śmierć nie przerwie pętli. - odparła. - Chociaż w dzień trochę trudno jest się zacząć cofać. To raczej domena wieczoru albo nocy. Koniecznie musisz zjeść światło księżyca, ale obawiam się, że można to zrobić jedynie na statku. Ja za to muszę je wypić, dlatego oprócz noży do serów, możesz mi w Paryżu zaproponować też balkon. - teraz czuła się już całkowicie rozluźniona. Nie wiadomo czy na wskutek Ognistej, czy to ze względu na opowiadanie Raphaela i swoje wspomnienia, które nawet teraz napawały ją spokojem i jakąś zadumą. - Mój ojciec też jest mugolem, jak i jego cała załoga. Moja matka to czarodziejka, chociaż mam wrażenie, że gdyby było na odwrót, ojciec znacznie lepiej potrafiłby wykorzystać magiczne zdolności. - to chyba trochę zdradziło jej stosunek do rodziców, zwykle nie mówiła wprost. Chociaż teraz i tak chyba zbyt się otworzyła, zdradzając najintymniejsze myśli. Trochę szlag by to, ale będzie się przejmować później. Albo nigdy? Zobaczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Paryż
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 794
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 902
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6354-raphael-theodore-de-nevers#178291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6355-ekscentryk-i-marzyciel#178298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6356-ludzie-listy-pisza#178305
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7207-raphael-theodore-de-nevers#204480




Moderator






PisanieTemat: Re: Pub Zimowy   Sro 21 Sie - 19:56

Pokiwał w zadumie głową, słuchając jej teorii dotyczącej pętli, która powstaje, gdy człowiek jest szczęśliwy.
- Szkoda. Naprawdę. Umrzeć ze szczęścia... to byłoby coś pięknego, zmieniającego oblicze świata, nie sądzisz? Ludzie zazwyczaj umierają przez choroby, starość, złamane serce albo sami odbierają sobie życie, kiedy przestaje mieć ono sens, kiedy przytłacza ich rzeczywistość, kiedy cierpienie staje się nie do zniesienia. Śmierć ze szczęścia byłaby czymś pięknym, doskonałym. Osiągnięciem nirwany...- Raphael zamyślił się na moment i uśmiechnął sam do siebie.- Ale z drugiej strony... nie wiem, czy czytałaś Fausta Goethego. To niezwykła historia, niemiecka, mugolska, preromantyczna. W wielu momentach zupełnie niestrawna, ale zawiera głęboką mądrość... Tytułowym bohaterem jest człowiek niezwykle wykształcony, który odrywa, że wiedza nie daje nic- ani szczęścia, ani odpowiedzi na dręczące go pytania. Że nie potrafi dotrzeć do... jądra świata, wszechświata. Do prawdy- Raphael upił łyk Ognistej, wpatrując się w Curtis lśniącymi ekscytacją oczyma. Wyglądał trochę niesamowicie, jak natchniony, nawiedzony, niecierpliwym gestem rozwichrzył sobie włosy i uniósł do góry wskazujący palec.- Zawiera pakt z diabłem, z Mefistofelesem. Który jest duchem zaprzeczenia, negacji, śmierci. I, co ciekawe stagnacji, która jest równoznaczna ze śmiercią. Tak. Jeśli Faust wypowie formułę „trwaj chwilo, jesteś piękna”, bo diabeł ukarze mu coś tak wspaniałego, pozwoli przeżyć coś, co sprawi, że Faust będzie pragnął, by moment ten trwał wiecznie, straci duszę- mówił coraz bardziej chaotycznie, w większym podnieceniu, kalecząc angielski francuskim akcentem i wyraźnie pragnąc jak najszybciej dotrzeć do puenty.- Nie sama historia jest najbardziej fascynująca, ale koncepcja, skądinąd słuszna, że stagnacja, spoczynek, bezruch są równoznaczne ze śmiercią. Więc nie powinniśmy pragnąć zatrzymania chwili, bo przemijanie świadczy o tym, że wciąż żyjemy... fascynujące, nie uważasz?- spojrzał na nią wyczekująco, uśmiechając się jasno.
- Balkon, taras... co tylko zechcesz- zapewnił ją pogodnie.- A ty poczęstujesz mnie kiedyś światłem księżyca na statku, dobrze? Pokażę ci Paryż- rozmarzył się de Nevers, wbijając wzrok gdzieś w sufit i uśmiechając się nieprzytomnie.- Pokażę ci najdziwniejsze miejsca, pokażę ci, jak bawi się paryska bohema, pokażę ci miękkość światła o północy, kiedy otula Notre Dame, zacierając wszystkie ostre łuki, zęby gargulców... kiedy samotny akordeon otula objęte pary swoim zaśpiewem, kiedy Paryż pachnie poranną kawą i pieczywem. Jak odbijają się światła w wodach Sekwany, usianych drobnymi błyskami, jak rybią łuską zaplątaną w sieci... - po chwili wrócił do normalności, potrząsnął lekko głową i spojrzał na Curtis z przepraszającą miną, jak zawsze, kiedy zdarzyło mu się odlecieć w najmniej odpowiednim momencie.
- U mnie podobno jakiś pradziad był czarodziejem. I widocznie po nim ja i moja siostra odziedziczyliśmy magiczne zdolności- wzruszył ramionami.- Moja matka jest... hm, mówiąc najłagodniej, rozczarowana faktem, że nie uczęszczałem do Eton, jak dzieci jej znajomych. I sama sobie próbuje wmówić, że jest inaczej. Udaje, że jestem NORMALNY, więc nie chce słyszeć o przedmiotach szkolnych, a tylko o ludziach... Zresztą niewiele z nią rozmawiam, mam inne rzeczy do roboty, a ona pisze książkę o Zoli- skrzywił się lekko. Kochał matkę, ale czasami bardzo go drażniła. Mimo że zajmowała się literaturą, wydawała mu się boleśnie ograniczona.- A mojego ojca raczej to bawi i ciekawi. Jak czarodzieje radzą sobie z rzeczami, do których mugole potrzebują takich jak on- inżynierów i tak dalej...- powiedział zaskakująco rzeczowym tonem. Nie miał nic do ukrycia, jeśli już zdecydowali się mówić sobie prawdę, to nie było sensu owijać w bawełnę.

______________________


I put a spell on you 'cause you're mine
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Coffs Harbour, Australia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 213
  Liczba postów : 492
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6488-curtis-laura-juvinall?highlight=Curtis+Juvinall
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6490-zapraszam-bo-inaczej-john-po-was-przyjdzie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6489-jakub-zjem-twoja-okreznice




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Zimowy   Czw 22 Sie - 17:02

- Tak to powinno wszystko wyglądać. - przyznała mu rację. - Czemu, zamiast szukać szczęścia, staramy się uciec przed nieszczęściem? Gdyby wyglądało to inaczej, gdyby wyglądało to poprawnie, człowiek nie traktowałby śmierci jako ostateczności, jako końca. To powinien być stan nirwany, nagroda za wszystko, za osiągnięcie szczęścia i szczęście najwyższe, a nie ucieczka i mara, której wszyscy się obawiają, albo stosują jako karę. - również się zamyśliła, a kiedy Raphael zaczął opowiadać o tej mugolskiej książce, skierowała spojrzenie jasnych tęczówek prosto na niego, chłonąc każde słowo. Ona nie czytała tej historii, odkąd w wieku jedenastu lat dostała list z Red Rock, miała do czynienia głównie z literaturą magiczną, ewentualnie pojedynczymi dziełami, które podsuwał jej pod nos ojciec, ale były to raczej takie tytuły jak Stary Człowiek i morze, do których, szczerze mówiąc, Curtis zrażała się już na początku. Chyba naprawdę dużo straciła. - W takim razie, picie i jedzenie światła księżyca wcale nie oznacza stania w miejscu, wtedy nie moglibyśmy się cofnąć, ponieważ bierne egzystowanie wyklucza jakikolwiek ruch. Chwila trwa, dlatego zaczynamy się cofać. Wciąż żyjemy, bo się nie zatrzymamy, chwile, które stoją to iluzja. I wiesz, mam wrażenie, że taka wieczna chwila mogłaby mi się znudzić. - przyznała, przygryzając wargę. - Obserwowanie tego byłoby półegzystowaniem, staniem w miejscu, bierną obserwacją, której nie można wykorzystać. Przyzwyczajenie Rahpaelu, przyzwyczajenie jest najgorsze, bo wszystko traci sens i szansę na rozwój. A bez niej, bez tej szansy, umieramy w sposób zwykły, uciekając przed nieszczęściem, a wcale nie szukając szczęścia. Nic nie poradzę na to, że świat jest skonstruowany tak jak jest i wcale nie chcę umrzeć. Gdyby śmierć osiągało się wraz ze szczęściem, chyba byłabym nieśmiertelna. - zamrugała oczami, kiedy uświadomiła sobie, jak blisko chłopaka się nachyliła. I ile mu wyznała. Dlatego odsunęła się, wbijając spojrzenie w stolik, słuchając o Paryżu. Widocznie noże do serów wcale nie były tam jedyną atrakcją.
- To jest całkowite przeciwieństwo Coffs Harbour. Bo chociaż plaże tam są najpiękniejsze w całej Australii, brak temu temu miejscu jakiegokolwiek polotu, atmosfery, którą w zarodku niszczą sami mieszkańcy. W większości śpią jednak o piątej rano, kiedy to ośmielone słońce jest najłagodniejsze i najdelikatniej załamuje się na morzu, wychodzi, próbując nadać Coffs charakteru. Ale tylko wtedy i tylko wtedy można tam coś napisać. - skrzywiła się, wzdychając ciężko nad swoim ciężkim losem. Gdyby nie to, że byłaby to następna bajeczka, a z ich opowiadania Curtis dzisiejszego wieczoru zrezygnowała, dodałaby, iż to przez wychowanie właśnie w takim miasteczku, lubuje się teraz w mordowaniu swoich papierowych bohaterów. - Z kolei mój ojciec, mugol, lubuje się w słuchaniu historii o Red Rock, odkąd mój brat, a poźniej ja, poszliśmy do tej szkoły. Tata przy obiedzie ustępuje w opowiadaniu morskich opowieści, abyśmy my mogli opowiedzieć o szkole. Z kolei matka, czarodziejka, ma już tego dość. - uśmiechnęła się lekko, wywracają oczyma. Według niej, Ruby również była ograniczona. Nawet pomimo tego, że sama przecież była czarodziejką. To Cooper był zawsze otwarty na wszystko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Paryż
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 794
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 902
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6354-raphael-theodore-de-nevers#178291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6355-ekscentryk-i-marzyciel#178298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6356-ludzie-listy-pisza#178305
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7207-raphael-theodore-de-nevers#204480




Moderator






PisanieTemat: Re: Pub Zimowy   Pią 23 Sie - 9:29

Słuchał jej w skupieniu, zastanawiając się, jak to możliwe, że nareszcie spotkał kogoś, kto bez najmniejszego wysiłku podąża torem, którym biegną jego własne myśli. Kogoś, kto nie tylko je rozumie, ale i rozwija, wzbogaca i poszerza o kolejne aspekty. Merlinie, mimo że znał wiele osób, które podobnie jak on uchodziły za nieco oderwane od rzeczywistości, ba, nienormalne i postrzelone, nigdy nie trafił na kogoś, kto tak dokładnie rozumiałby te metafizyczno-filozoficzne subtelności.
- Tak... wygląda na to, że iluzoryczność może mieć swoje dobre strony- zgodził się po chwili namysłu.- Zresztą, żeby poznać szczęście, trzeba doświadczyć bólu. To oczywiście straszliwy truizm, ale... trudno go ominąć, nie sądzisz? To niezwykłe, jak wszystko jest względne, jak odmienna może być percepcja zależnie od doświadczeń... Gdyby chwila szczęścia przestałaby być chwilą, zamieniając się w constans, straciłaby swoją wartość. Ulotność jest widocznie potrzebna, gdyż, jak słusznie zauważyłaś, przyzwyczajenie odbiera działaniom sens- umilkł, a słysząc ostatnie wypowiedziane przez nią zdanie, spojrzał Curtis uważnie w oczy. - Nie umiesz być szczęśliwa?- tak, może było to osobiste pytanie, ale skoro doszli do tego momentu, skoro wypili już tyle i tyle sobie powiedzieli, to chyba... chyba nie popełnił straszliwego faux pas, zadając jej takie pytanie.
- Czyli... jedynym, co stwarza atmosferę Coffs Harbour jest natura, a ludzie niweczą jej starania, czy tak?- uniósł lekko brwi, słuchając jej z zajęciem i próbując wyobrazić sobie takie miejsce. Potrząsnął lekko głową i zamyślił się na moment.- To ciekawe. Ciekawe, bo o klimacie Paryża decydują właśnie jego mieszkańcy. Ich rozmowy, gesty, woń perfum czy świeżo zaparzonej kawy, muzyka... Gdyby nie paryżanie, Paryż byłby martwym miastem. Jak... jak Wenecja. To straszliwe miejsce, nie licząc zabytków, ale czymże są one, jeśli miasto straciło duszę, jeśli jest po prostu kurą znoszącą złote jajka, o którą jednak nikt nie dba z czystej czułości, a jedynie dlatego, że im lepiej jest karmiona, tym wyższa próba złota? Wybacz to porównanie- uśmiechnął się kątem ust.- Wiesz, najzabawniejsze jest to, że całe wakacje spędzane w Paryżu, muszę udawać mugola. Mam w tym pewną wprawę, zwłaszcza, że do jedenastego roku życia byłem po prostu dziwnym mugolskim dzieckiem... Tak mi żal moich przyjaciół, którzy nie znają Ognistej Whiskey. Załoga twojego ojca wie, że jesteś czarownicą?

______________________


I put a spell on you 'cause you're mine
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Coffs Harbour, Australia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 213
  Liczba postów : 492
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6488-curtis-laura-juvinall?highlight=Curtis+Juvinall
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6490-zapraszam-bo-inaczej-john-po-was-przyjdzie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6489-jakub-zjem-twoja-okreznice




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Zimowy   Sob 24 Sie - 2:47

I Curtis dziwiła się ogromnie, bo Raphael był osobistością niewątpliwie unikatową. Ich, artystów, szczególnie parających się literaturą, najlepiej potrafili zrozumieć inni artyści. Przekonała się o tym na przykładzie Nicholasa z którym przyjaźniła się już od tylu lat, a teraz, jak zahipnotyzowana, wpatrywała się w De Neveresa. Znali się od... godzinki? Ich jakże niefortunny zaczątek znajomości wydawał się już jednak przeszłością, a szumiąca w głowie Australijki Ognista, zdawała się tylko potwierdzać tę tezę, zapewniając, że było to zwyczajne n i e p o r o z u m i e n i e, które widocznie musiało wystąpić, aby mogła wpaść na Raphaela.
- Owszem, nie doświadczając bólu, nie przekonasz się, ile tak naprawdę szczęście jest warte. Truizm stary jak świat, ale jakże prawdziwy! Zdaje nam się, że chcielibyśmy zatrzymać chwilę, zmienić ją w owy constans, ale gdybyśmy naprawdę otrzymali taką szansę, nikt by z niej nie skorzystał. Nie odebrałby sobie szansy na przeżycie innych chwil. Ich ulotność jest smutna, ale tylko do czasu, bo kiedy uświadamiamy sobie, że tym samym odbieramy jej wartość, a co więcej, uniemożliwiamy sobie przeżycie nowych momentów... każdy by zrezygnował. - pod koniec wypowiedzi, lekko wzruszyła ramionami. Kiedy zaś Raphael zapytał o to, czy nie potrafi być szczęśliwa, zasępiła się, wzdychając. - Może ludzie po prostu mają talent do bycia szczęśliwymi? Ja po prostu... takiego talentu nie mam. - znowu wzruszyła ramionami, kierując spojrzenie gdzieś w bok. Ten temat był naprawdę dla Curtis delikatny. O tym, dlaczego jest jaka jest, nie rozmawiała raczej z nikim. Sama oczywiście zdawała sobie sprawę, że podcina sobie skrzydła, uciekając przed jakimiś bardziej wiążącymi relacjami czy znajomościami, czemu unika jakichkolwiek szans na poprawę. Ten chaos, który mógłby wybuchnąć, gdyby zapomniała się chociaż na chwilkę, byłby jednak zbyt destrukcyjny w skutkach. Tak przynajmniej jej się wydawało. Zwyczajnie nie chciała cierpieć. Tchórz. - Nie rozumiem sposobu w jaki jestem. Mam po prostu wrażenie, że nie uda mi się uniknąć pewnych konsekwencji, nie uda mi się zapomnieć na tyle, aby być szczęśliwą. Wolę uciec. Ominąć. Zapomnieć. Zbyć. - o tak, definitywnie tak robiła, odpychając od siebie bliskie osoby. Riley? Teraz nawet nie potrafiła z nim porozmawiać. Ale, o zgrozo, paradoksalnie, kiedy mieli dobry kontakt, Curtis miała wrażenie, że jest gorzej. Że zbliża się koniec, który odbije się na nich obu. Dlatego ukróciła to szybciej, według niej w miarę delikatny sposób... taaaa. - A ty, potrafisz być szczęśliwy?
Wreszcie podniosła wzrok na Raphaela, uśmiechnąwszy się lekko.
Przysłuchiwała się z zaciekawieniem jego opowieści o Paryżu, kiedy już przytaknęła na pytanie o Coffs Harbour.
- Mieszkańcy Coffs Harbour już dawno sprzedali je jak kurkę i to bynajmniej nie taką, znoszącą złote jajka. Zwykłe białe ot co, ograniczeni. Po prostu nie potrafili zetrzeć tej białej skorupki, aby dostrzec złotą otoczkę. - kiedy Raph zaczął opowiadać o tym, jak musiał udawać mugola, Curtis aż klasnęła w dłonie. - Nie, załoga ojca nie wie, w udawaniu mugolki jestem już zaprawiona! Poza tym, to całkiem śmieszne, udawać kogoś niemagicznego. Kilka dni temu w Londynie poznałam kogoś z kim spędziłam cały wieczór. Był mugolem. To czasem miła odmiana, oderwać się od magii. - oczywiście mówiła o Calebie, który mugolem RACZEJ NIE BYŁ, ale w tym momencie Juvinall szczęśliwie jeszcze o tym nie wiedziała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Pub Zimowy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 10Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next

 Similar topics

-
» Pub Zimowy
» Bal Zimowy
» Zimowy pałac.
» Pałac zimowy

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
-