IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Pub Zimowy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 9, 10, 11
AutorWiadomość



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Bentham
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 266
  Liczba postów : 240
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4899-drake-bennett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4900-niezla-draka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4902-drastyczna-poczta




Gracz






PisanieTemat: Pub Zimowy   Czw Maj 23 2013, 11:08

First topic message reminder :


Pub Zimowy

Lokal dobry na każdą porę roku, nie tylko zimę! Przyjdź i zajmij miejsce przy ogromnym kominku, w którym wesoło skaczą magiczne płomienie i który zimą wytwarza przyjemne ciepło, a latem, o dziwo, działa niczym najlepsza klimatyzacja i chłodzi wnętrze. W pubie obowiązuje zakaz palenia, nie kupisz tu również wyrobów tytoniowych.

Grzane wino z korzeniami i koglem−moglem
Ognista Whisky
”Najlepsza Stara Whiskey Campbell'a”
Wino skrzatów
Wino z czarnego bzu
Sherry
Piwo kremowe
Miętowy Memortek
Absynt
Rum porzeczkowy
Malinowy Znikacz
Rdestowy Miód
Łzy Morgany le Fay
Papa Vodka  

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Bibury, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 101
  Liczba postów : 334
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15046-maximilian-blackburn#400967
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15048-max#401002
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15050-max#401008
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15049-maximilian-blackburn#401005




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Zimowy   Czw Wrz 21 2017, 13:06

Max ucieszył się widząc w drzwiach przyjaciela. Ten już od samych drzwi rozpoczął wywód - oj tak, tego Blackburnowi zdecydowanie brakowało, tej zabawnej, ale nie bezsensownej paplaninki. Uśmiechnął się szeroko i uścisnął przyjaciela - Dzięki stary! Jednak nie jesteś takim starym dziadem - zaśmiał się.  W końcu byli teraz równolatkami.
Cytat faktycznie zrobił na nim wrażenie - Ajschylos? - zapytał niemalże pewien, że Caspar nawet nie zwróci uwagi na pytanie. Rozgadał się na dobre i to Maximiliana zdecydowanie cieszyło. Włożył mu w rękę pakunek - no pięknie, urodziny to prezenty. Prawie zapomniał, ale to miło otrzymać coś więc uśmiechnął się ciekaw, cóż to Krukon postanowił mu podarować.
- Raczej niewiele, Ty, Alice i Lúthien - przedstawił niezbyt długą listę gości. Nie chciał wielkie imprezy, nie należał do organizatorów hucznych przyjęć i pewnie wszyscy by się zdziwili gdyby odwalił coś większego. Takie kameralne grono najbliższych mu osób zdecydowanie cieszyło go najmocniej - Może szkocka czekając na dziewczyny? - zaproponował przyjacielowi i nie czekając na odpowiedź zamówił dwie szklanki. Toast wypiją gdy wszyscy przyjdą. Dziś nie liczył pieniędzy, będą pili do woli, jednak troszkę zaszaleć można.
- Zegarek? Nie, raczej nie - zdziwił się. Cóż, rodzice nic mu nie dadzą, he he. Właściwie prezent od Caspara był pierwszym, jaki otrzymał urodzinowo, więc nie bardzo miał o czym opowiadać. Gdy już miał zabierać się za jego odpakowanie do pubu weszła Alice. Max uśmiechnął się szeroko na jej widok i pomachał ręką by wskazać, gdzie siedzą. Tłumów nie było, ale chciał się od wejścia przywitać, czy coś.
Uścisnął przyjaciółkę mocno i ucałował w policzek przyjmując życzenia - Dziękuję! - wykrzyknął szczerze i wesoło - Czego się napijesz Alice? - zapytał gdy usiedli. Mógł niby coś naprzód zamówić, ale chyba lepiej, żeby każdy zdecydował na co ma ochotę. Za Caspa zdecydował sam, bo nie sądził by przyjaciel dokonał innego wyboru.
Gdy usiedli rozpoczął odpakowywanie prezentów. Postanowił zacząć od podarunku od Alice, bo jednak była dziewczyną. Delikatnie rozchylił papier ozdobny w który coś zostało zapakowane i wytrzeszczył oczy - Czy to...? - nie, na pewno nie! - Kredki...? Magiczne? - był w szoku. Skąd wiedziała że bardzo chciał je mieć? Przecież zawsze rysował ołówkiem, ach, z tej Alice jest prawdziwy skarb! - Ale czad! Dziękuję! - jego radość była taka szczera, taka niekłamana! Raczej nie reagował entuzjastycznie, ale tym razem nie potrafił inaczej. Uścisnął przyjaciółkę raz jeszcze z wdzięcznością widoczną nawet w oczach.
Teraz przyszedł czas na podarunek przyjaciela. Najpierw odpakował mniejszą paczuszkę i nie miał wątpliwości co się w niej kryło - sakiewka ze skóry wsiąkiewki - MEGA! - skomentował krótko, ale szczerze zadowolony. Miał już kilka pomysłów co będzie w niej nosił, z pewnością przyda mu się bardzo. Następnie przeszedł do drugiej części - kształt pozwalał stwierdzić że to książka, ale jej tytuł pozostawał zagadką. Odpakował - Dopiero wyszła, dzięki Casp! - uśmiechnął się i zbił pionę z kumplem. Na moment zadumał się, cudownie mieć takich przyjaciół!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Plymouth
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 149
  Liczba postów : 84
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15147-caspar-whitley#404082
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15162-lece-bo-chce?nid=4#404143
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15163-poczta-kaparka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15157-caspar-whitley




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Zimowy   Pon Wrz 25 2017, 00:42

Uwielbiał spędzać czas z Maksem – zwykle poddawali się chłodnym dyskusjom, ale przez większość czasu to Caspar mówił, a Maks słuchał. O ile jego przyjaźń z Brandy i ich rozmowy polegały na przekrzykiwaniu się nawzajem, o tyle z Maksem miał okazję na wyciszenie się i spokojną rozmowę. To właśnie uwielbiał w przyjacielu; Blackburn potrafił słuchać jak nikt inny i raczej nie przeszkadzała mu paplanina Whitley'a. Wręcz przeciwnie – na pewno lubił dowiadywać się nowych rzeczy o czarodziejskim świecie, skoro wychował się w sierocińcu i do jedenastego roku życia nie miał styczności z żadną magią, nie licząc kilku sytuacji, kiedy objawiały się jego magiczne zdolności. Jednak zapewne nawet wtedy Maks nie zdawał sobie sprawy z tego, że to on jest sprawcą tych wszystkich dziwnych wypadków i na pewno był niezmiernie zaskoczony, gdy dowiedział się prawdy o swoich rodzicach. Sam Caspar miał ogromną wyobraźnię, ale nie wiedział, w jaki sposób by zareagował, gdyby przez całe życie byłby wychowywany przez mugoli, a nagle w wieku jedenastu lat dowiedziałby się, że jest czarodziejem, a jego rodzice nie żyją. Czuł się jak szczęściarz, kiedy przez większą część dzieciństwa był wychowywany przez oboje rodziców, na dodatek czarodziejów. Magiczne zegary i samozmywające się naczynia nie były dla niego niczym nowym. Doskonale pamiętał wakacje w trzeciej klasie, gdy zaprosił do siebie Maksa na kilka tygodni, a on podziwiał każdy element w magicznej posiadłości Whitley'ów.
Bardzo prawdopodobne, nie pamiętam – wzruszył Caspar ramionami i usiadł naprzeciwko przyjaciela. Skinął głową, słysząc propozycję dotyczącą szkockiej, a zaraz potem w jego oczach pojawił się błysk. – To te ładne, nie? – rzucił pod nosem, puszczając przyjacielowi perskie oczko. Oczywiście, Caspar niczego nie sugerował. W końcu był znany z rzucania głupich uwag, które nie wnosiły niczego szczególnego do rozmowy. – A, ten... Nie zaprosiłeś Lowell? – dodał zaraz od niechcenia Whitley, spuszczając wzrok i krzyżując stopy pod stołem. Polubił tę drażliwą Ślizgonkę i wiedział, że przyjaźni się z Maksem, dlatego powinna się tutaj pojawić, prawda? Chyba że wypadł jej jakiś bardzo ważny egzamin i musiała zacząć się na niego uczyć, ponieważ miała zaledwie dwa tygodnie na opanowanie materiału, który de facto opanowywała od miesiąca. To ciężki przypadek. – No i tak, zegarek. Rodzice przed śmiercią nie zostawili ci zegarka? Każdy czarodziej na siedemnaste urodziny dostaje magiczny zegarek – powiedział Caspar zaskoczony, jednocześnie prostując się nieco, kiedy do pubu weszła Alice. Uśmiechnął się do niej i przyglądał się, jak wręcza Maksowi prezent, a zaraz potem mocno go przytula na powitanie. Też by się dał tak przytulić. – Hej, Alice – odparł z szelmowskim uśmiechem na ustach. Był otoczony przez Ślizgonów, ale nie czuł się ani trochę nieswojo. Może dlatego, że w centrum zainteresowania czuł się jak ryba w wodzie? Chociaż dzisiaj gwiazdą powinien być Maks, w końcu to jego urodziny. Następnie przyszła pora na przyjemniejszą część imprezy; Blackburn zaczął rozpakowywać prezenty. Caspar uśmiechał się szeroko na widok szoku, niedowierzania i szczerej radości na twarzy przyjaciela. Co jakiś czas zerkał też na Alice. Czy to ona nie była dobrą przyjaciółką Carmen? – Nie ma sprawy, przyjacielu. Cała przyjemność po mojej stronie – dodał na koniec, kiedy kelnerka przyniosła im szkocką i postawiła ją na stole. – Czekamy z toastem na Luth? – spytał jeszcze, posyłając kumplowi pytające spojrzenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Szkocja, Aberdeen
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 144
  Liczba postów : 114
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15045-luthien-tari-lanceley#401631
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15082-slowik-zaprasza#401644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15083-listy-czarodziejki#401673
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15058-luthien-tari-lanceley




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Zimowy   Pon Wrz 25 2017, 15:07

Doskonale pamiętała jak obiecała Maxowi dać mu na urodziny czerwoną szatę. Był to raczej żart z jej strony jednak nie mogła się powstrzymać przed zakupieniem jej. I oto leżała, owinięta czarnym papierem w srebrnym pudełku przewiązana czerwoną kokardą. Jednak nie ona miała być głównym prezentem.Nie. Miał nim być tort, który sama upiekła, i... To była niespodzianka. Przeważnie takich nie robiła, jednak to były siedemnaste urodziny Maxa. Nie mogła dać zwykłego prezentu. Chociaż i tak już nie był zwykły.
Zamiatając ulicę swoją długą peleryną doszła pod wskazany adres. Pub zimowy zawsze lubiła i często przychodziła tutaj z przyjaciółmi. Zapach drewna i dźwięk trzeszczącego drewna w kominku pokochałby każdy. Spytacie pewnie co w tym takiego wyjątkowego skoro to wszystko można mieć w pokoju wspólnym? Otóż w pokojach wspólnych nie sprzedają alkoholu, a tutaj można dostać go bez problemu.
Trzymając mocno trzy pudełka, od największego na samym spodzie do najmniejszego na samej górze, weszła do środka. Odczekała kilka sekund aż jej oczy przyzwyczają się do światła panującego w pubie i odszukała wzrokiem znajomych. Znalazła ich bez problemu. Siedzieli i rozmawiali. Wyglądali na szczęśliwych przez co Luu nie potrafiła oderwać od nich wzroku. Kiedy to ona była ostatni raz tak szczęśliwa? DOŚĆ! Nie czas, miejsce i pora na takie przemyślenia. Dziewczyna zdobyła się na uśmiech i podeszła żwawo do stolika.
- Wszystkiego najlepszego Max. - postawiła pudełka tuż przed nim po czym mocno uściskała. Chciała dać mu buziaka w policzek ale się powstrzymała. Sama do końca nie wiedziała dlaczego. Chcąc jakoś zapanować nad sobą sięgnęła po ostatnie pudełko, to na samym dole. - Pomyślałam, że nie mają tutaj czegoś takiego jak tort więc sama go upiekłam. - mówiąc to otworzyła pakunek przedstawiając swoje dzieło. Nie był duży, jednak dla ich czwórki wystarczył w zupełności. Następnym pudełkiem które chciała aby chłopak otworzył było to środkowe zawierające pelerynę, jednak się powstrzymała. Każdy coś pił tylko nie ona. A skoro to urodziny... Gdzie jej kremowe piwo? Od razu zadbała o to aby i ona miała coś do picia. Dopiero gdy już mogła zaspokoić swoje pragnienie spojrzała na pozostałych posyłając w ich stronę uśmiech. Lekko z dawkowany ale jednak uśmiech. - Cześć kompani do zabawy. - grzecznie poprosiłą Maxa aby się posunął aby i ona mogła usiąść. Chwilę rozglądała się po pubie i coś sobie uświadomiła. Gdzie Carmen? - Max? Czy ty nie zapomniałeś przypadkiem o kimś? - było oczywiste o kim mówiła, a przy najmniej dla niej. Z Carmen miała dobry, nawet bardzo dobry kontakt i mimo różnicy wieku potrafiły ze sobą rozmawiać na wszystkie tematy. Nawet znała jej tajemnice.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Skąd : Bradford
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 48
  Liczba postów : 56
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15122-carmen-lowell#402975
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15129-ziomki-i-poziomki-carmen#402984
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15128-sowa-carmen#402983
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15123-carmen-lowell#402971




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Zimowy   Pon Wrz 25 2017, 19:46

Generalnie nie lubiła takich imprez. Sama nie obchodziła swoich urodzin i w ogóle nie sądziła, by ktokolwiek w zamku oprócz jej rodzeństwa był w posiadaniu wiedzy na temat tego, w jakim dniu jej urodziny tak naprawdę przypadają. Zapraszanie znajomych, sztuczne uśmiechy, które musiałaby im posyłać, nietrafione prezenty... Do tej pory nikt jej też nigdzie nie zapraszał i Carmen lekko się zdziwiła otrzymawszy sowę od Maxa.
Próbowała. Szukała w głowie miliona wymówek, nie chciała w ogóle tam iść, nie mówiąc już o tym, że nie miała pomysłu ani funduszy na prezent. Dopiero myśl, że ślizgon na pewno zaprosił też Caspara sprawiła, że dziewczyna zaczęła się zastanawiać. Może jednak warto było się wybrać? To dziwne, ale tak bardzo jak kiedyś unikała towarzystwa tego nienormalnego krukona, tak teraz go wręcz pragnęła. Towarzystwa znaczy, a nie samego krukona, żeby była jasność. Wystarczyła jedna głupia gra, by zmienić poglądy panny Lowell na niektóre sprawy. Wyjście do ludzi przecież jej nie zabije, chyba czas najwyższy trochę spuścić z tonu. Poza tym, oprócz Caspara na pewno będą sami wychowankowie domu Salazara toteż prawie, jakby była u siebie prawda?
No ale jeszcze kwestia prezentu. Wydała całe swoje fundusze na ten miesiąc by zakupić eliksir postarzający tylko po to, by spełnić swoje ambicje i wziąć udział w jakiejś niosącej postrach grze. Nie miała pojęcia co takiego mogłaby podarować chłopakowi, nigdy nie musiała nic takiego wymyślać. Jako, że czas naglił, Carmen stworzyła mu magiczną kartkę, całą w odcieniach seledynu i zieleni, w której srebrnymi literami napisała życzenia. Nie trzeba było ich nawet czytać, bo kartka śpiewnym tonem recytowała je jak tylko się ją otworzyło. Następnie zeszła do kuchni i przy pomocy uczynnych skrzatów upiekła niewielki, ale bardzo słodki tort czekoladowy, polany zielonym lukrem, na którym widniało "Wszystkiego najlepszego Max". Całe szczęście, że ślizgon miał tak krótkie imię, bo x ledwo się już zmieściło.
Tak zaopatrzona ruszyła do Hogsmeade, by świętować urodziny kolegi.
Ubrała się w lekki płaszcz, odpowiedni na tę porę roku. Mimo to, gdy tak szła z zapakowanym tortem i kartką pod pachą poczuła chłód nadchodzącej jesieni. Niechybnie zacznie mocno lać, wiać i co tam jeszcze lubiło w tych okolicach. Należało korzystać z pogody, póki jeszcze była, choć Carmen musiała przyznać, że wprost nie mogła już doczekać się zimy. Kochała biały puch spowijający ziemię. Uwielbiała tę atmosferę, uwielbiała spoglądać na lekcjach za okno i widzieć niczym nie zmąconą białą taflę zamarzniętego jeziora...
Nim się spostrzegła już była w wiosce. Skierowała swoje kroki prosto do pubu i gdy tylko przekroczyła jego próg od razu dostrzegła znajome twarze przy jednym ze stolików.
- Max, to dla ciebie - powiedziała podając mu kartkę i ciasto. - Improwizowałam - dodała jeszcze posyłając powściągliwy uśmiech Alice, Luth i Casparowi, po czym ściągając płaszcz usiadła obok dziewczyn i dopiero wtedy to dostrzegła. Na stoliku stał już jeden tort. Co za niefart! Ewidentnie nie była osamotniona w swoim pomyśle, a przecież taka była z siebie zadowolona! Gdyby tylko kogoś spytała...
- Jak widać mamy nadmiar słodyczy - zauważyła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Bibury, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 101
  Liczba postów : 334
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15046-maximilian-blackburn#400967
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15048-max#401002
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15050-max#401008
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15049-maximilian-blackburn#401005




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Zimowy   Pon Wrz 25 2017, 21:53

//sorki @Alice Wildfire bo chyba Twoja kolejka, wjebię się

Nie było to częste, ale tego dnia Maximilian był wesoły. No dobrze, może nie wesoły, to określenie nigdy go nie definiowało, ale był szczęśliwy. Sam sobie się dziwił, że celebruje urodziny, ale wszedł w dorosłość i w niewielkim gronie bliskich osób chciał jakoś to uczcić. Uczcić miłym spędzeniem czasu, nie oczekiwał prezentów, a jednak dostał ich tak wiele i każdy przerósł jego oczekiwania.
Wulkan energii Caspara wybuchnął, co wyjątkowo Maxa nie zirytowało. Tzn. Krukon właśnie wyjątkowo nigdy nie irytował go takim zachowaniem, w odróżnieniu do reszty ludzkości zachowującej się podobnie. Dobrze się czuł w jego towarzystwie, masę świetnych wspomnień mieli razem. Whitley miał może lekkie ADHD, ale był dobrym człowiekiem i wyjątkowo zgrany duet tworzyli, wbrew wszystkim racjonalnym czynnikom. Pewnych rzeczy zwyczajnie nie da się wyjaśnić.
- Zaprosiłem - odpowiedział krótko przyjacielowi, jeszcze zanim trzy Ślizgonki nadeszły - Czyżbyś czekał z utęsknieniem? - dopytał z drobnym przekąsem. Z pewnym rozbawieniem obserwował zmieniające się w ostatnim czasie relacje pomiędzy nimi.
- Hmmm, nie, raczej nie - odpowiedział na temat zegarka, nie znał tego zwyczaju i nie poczuł braku. Pogodził się ze swoją sytuacją i mimo, że miał żal do ojca, że wybrał taką drogę, że zachował się jak tchórz i egoista przepracował już te emocje. Nie miał żadnych oczekiwać wobec niego, nawet źle by się czuł, gdyby tamten coś mu pozostawił. Albo się kogoś porzuca i podejmuje decyzje nie mając względu na dziecko, albo nie. Prezenty pozostawione na dorosłość dobrze, że sobie darował, bo mimo pogodzenia z losem prawdopodobnie cisnąłby takim zegarkiem gdzieś w głębokie morze.
Wreszcie w pubie pojawiła się Lúthien - nie przyznał się przed samym sobą, ale co jakiś czas zerkał w stronę drzwi, wypatrując jej, zmartwiony, że może nie przyjdzie, że może wyskoczyło jej coś ważniejszego. Odczuł lekką ulgę i obdarzył przyjaciółkę uśmiechem. Przyjął życzenia i prezent, a własnoręcznie pieczony tort naprawdę go wzruszył! Doceniał taki osobisty wkład, a efekt był naprawdę imponujący - Dzięki, jest przepiękny, zaraz kroimy, choć szkoda niszczyć! - wyrzucił z siebie w ciągu sporą zbitkę słów, kto by się spodziewał takiej wylewności. Przytulając panienkę Lanceley zrobił to, na co ona się nie zdobyła. Pocałował przyjaciółkę w policzek i choć niby to nic, to jego uszy lekko się zaczerwieniły, liczył, że nieco dłuższe włosy pozwoliły mu ukryć ten niechciany symptom... no właśnie, czego?
Przyszedł czas na pelerynę - zaśmiał się na głos odpakowawszy ją - Nie żartowałaś, teraz będziemy czerwonymi kapturkami - odpakował ją i od razu zarzucił na ramiona i głowę - owinął kaptur blisko przy twarzy, jak babulinki na wsiach i okręcił się prezentując efekt przyjaciołom.
Poprosił przy barze o nóż, jednocześnie prosząc o dopisanie piwa Lúth do swojego rachunku, zamówił jeszcze trunek dla Alice i wrócił do stolika. Postanowił pokroić tort gdy zgromadzą się już wszyscy, i nie musiał długo czekać - idąc z (cotamAlicebędziechciała) i nożem do stolika spostrzegł Carmen. Położył więc wielki tasak, który dał mu barman i przywitał ją. Bardzo cenił jej powściągliwość, nie emanowała afirmacją życia, nie zacieszała jak głupi do sera, nie emocjonowała się. Miała wg Blackburna kojącą osobowość i dobrze się czuł w jej towarzystwie - bez wewnętrznego przymusu do uśmiechu czy zadowolenia, ale nie można też powiedzieć, że byli smutasami rozpaczającymi nad losem, bo zdecydowanie nie.
Wręczyła mu piękną kartkę i... tort. Maxowi jednak nawet przez myśl nie przeszło, że to nietrafiony prezent, czy jakiś niefart. Ucieszył się szczerze - Mmmm, cudownie, słodkości nigdy za wiele - skomentował jej stwierdzenie. Nie jadał słodyczy zbyt często, ale bardzo je lubił - Dzięki Carmen, a kartka jest przepiękna - dodał i uścisnął koleżankę z wdzięcznością. Nie musiał mówić nic więcej, wiedział, że ona czuje, że bardzo podoba mu się otrzymany prezent.
Poprosił o (cotamCarmenchcepić) dla Carmen i zabrał się za krojenie tortów. Nie miał wprawy, a nóż który mu dano był ogromny, ale czy to jakiś problem? Pokroił obydwa ciasta na kawałki, każdemu dając po jednym takim i jednym takim - nie były to może najbardziej równe kawałki świata, ale jak na kuchennego ignoranta wyszło mu chyba nieźle. Usiadł wśród przyjaciół, wziął kolejnego łyka szkockiej i złapał za swoją łyżeczkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Skąd : Aberdeen, Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 390
  Liczba postów : 253
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14784-alice-wildfire
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14796-alice-i-nieprzyjaciele
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14797-alice#394118
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14795-alice-wildfire




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Zimowy   Pon Wrz 25 2017, 22:05

Uśmiechnęła się, gdy przyjaciel znów ją uścisnął. Była naprawdę zadowolona, że trafiła z prezentem. Znaczy, wiedziała, że Max lubi rysować i tak dalej, ale ludzie przecież mają różne techniki, nie zawsze, są nimi kredki. No ale wprawienie w ruch swojego dzieła musiało być jednak naprawdę niesamowite, widocznie Max podzielał te zdanie.
Oparła się wygonie o oparcie kanapy i wzięła do ręki kartę trunków. Nikt z towarzystwa nie przejmował się, że była nieletnia, a ona sama tak często była częstowana alkoholem, że sama zapomniała, że jest jeszcze przed tą legalną granicą. Uroki posiadania w większości starszych przyjaciół i znajomych. Nawet się nie obejrzysz, a już cię rozpijają.
Parzyła na listę, starając się wybrać jeden trunek, przy okazji, przypominając sobie, by nie mieszać. Chociaż i tak się może różnie skończyć.
- Dla mnie malinowy znikacz - stwierdziła w końcu. Miała ochotę na słodkie.
Nim dostała swój alkohol, do pubu weszła Lúthien, niosąc przy okazji trzy paczki. Widać dziewczyna naprawdę chciała sprawić wielką niespodziankę Maxowi.
- Cześć Luth - uśmiechnęła się do dziewczyny. - Połóż te paczki, zanim cię przeważą - zaśmiała się. Miała naprawdę dobry humor. Idealny na świętowanie urodzin przyjaciela.
Spojrzała na tort, upieczony przez koleżankę. Wyglądał naprawdę apetycznie, a dziewczyna musiała się sporo nad nim napracować.
- Pobiłaś nasze prezenty na głowę - stwierdziła szczerze. W końcu było to coś zrobione własnoręcznie i z sercem, a nie po prostu kupione w sklepie. Przynajmniej takie miała zdanie.
A jeśli chodziło o kolejny prezent, to peleryna była naprawdę piękna, i nawet pasowała Maxowi.
Barman przyniósł jej alkohol, oraz wielki tasak, który mieli pokroić tort. Zmarszyła brwi, widząc maksa trzymającego ostry nóż i na myśl, nasunęła się jej przez to wszystko dziwna wizja.
- Wyglądasz trochę jak mordercza wersja czerwonego kapturka, która własnie ma zamiar zamordować wilka - wydusiła przez gardło ściśnięte śmiechem.
Domyśliła się, że druga Ślizgonka, mówiąc o brakującej osobie, miała na myśli Carmen. Co prawda nie widziała przez parę ostatnich godzin swojej współlokatorki, ale czy przyjdzie? Ręki nie dałaby sobie uciąć. Niby dziewczyna stroniła od takich imprez jeszcze bardziej od niej samej, ale w końcu pojawiły się tu osoby, które w miarę tolerowała. Więc czemu by nie?
O wilku mowa- pomyślała, gdy do pubu weszła kolejna osoba. Pomachała ręką Carmen na przywitanie, jednocześnie dając znać, gdzie siedzą. Czyli jednak postanowiła przyjść. Przesunęła się, robiąc jej więcej miejsca przy stoliku. Jak tak teraz pomyślała, to zrobiła się z nich spora, prawie ślizgońska grupka. Uśmiechnęła się, widząc kolejny tort postawiony na stoliku.
- Słodkiego nigdy dość- stwierdziła, na uwagę Carmen o ilości ciasta.
Szczególnie dla niej. Lubiła słodycze, szczególnie te zawierające czekoladę.
Max zaczął kroić wypieki dziewczyn i wręczać kawałki ciasta. Szkoda jej się trochę zrobiło tych misternych ozdób, mogli przynajmniej zrobić im zdjęcie. Dostała swój kawałek tortu, i już miała zaatakować go łyżeczką, gdy nagle sobie o czymś przypomniała.
- Hej, a mamy świeczki? - zapytała, po chwili zastanowienia. Bo co to za impreza urodzinowa bez wypowiadania życzenia? Spojrzała po wszystkich zebranych osobach, unosząc lekko brwi.

Może być bez ładu i składu ale 2 osoby mi się wrąbały podczas pisania posta :P
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Plymouth
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 149
  Liczba postów : 84
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15147-caspar-whitley#404082
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15162-lece-bo-chce?nid=4#404143
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15163-poczta-kaparka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15157-caspar-whitley




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Zimowy   Sro Wrz 27 2017, 13:01

Zapowiadała się interesująca pogaducha w towarzystwie Ślizgonów. Brandy chyba by go zabiła, gdyby się dowiedziała, że jej najlepszy przyjaciel zamiast obracać się w towarzystwie czerwonych towarzyszy woli przesiadywać obok jednego Ślizgona i trzech Ślizgonek, bardzo urodziwych zresztą, jeśli wliczać w to pannę Lowell, która pojawiła się w pubie jako ostatnia. Akurat przyglądał się tortowi, jaki przyniosła Luthien, kiedy drzwi do pubu otworzyły się i stanęła w nich Carmen z rozwianymi włosami, nieco zziębnięta przez wichurę panującą na zewnątrz. Twarz Caspara momentalnie się rozpromieniła i na pewno wszyscy obecni mogli ujrzeć pewną zmianę w jego zachowaniu. W sumie nie wiedział, dlaczego tak zareagował – może cieszył się, że będzie miał się z kim droczyć? Carmen zawsze tak zabawnie reagowała na wszelkie zaczepki. – Czekałem, Max, już nie muszę – odparł Whitley, nie odrywając spojrzenia od blondynki. Westchnął teatralnie. – Jak miło, że przyszłaś, Carmen. Nie zjadł cię po drodze żaden centaur? – spytał, niby od niechcenia, ale bardzo celowo nawiązując do ich ostatniego spotkania w toalecie. Szkoda, że nie robili tam nic innego oprócz rzucania zaklęć z magicznego notesiku, ale mniejsza. W końcu odwrócił głowę od Lowell, ponieważ przyszła pora na odpakowywanie reszty prezentów. Tort, czerwona peleryna, kartka, kolejny tort... Zaraz? Czerwona peleryna? Przyglądał się z pobłażliwym uśmiechem, jak uradowany Maks przymierza szatę podarowaną przez Luth. Na komentarz przyjaciela dotyczący czerwonych kapturków parsknął śmiechem. – Aż tak wam śpieszno do Gryffindoru? Przecież to takie narwane półgłówki. Wliczam w to Brandy – stwierdził Caspar, mając nadzieję, że wszyscy kojarzą jego nieodłączną towarzyszkę, Gryfonkę, z którą często można go było zobaczyć. A jak nie kojarzą, to może i lepiej? Chociaż trudno byłoby przeoczyć tę niesforną czuprynę składającą się z loków. Zaraz zawtórował śmiechem Alice – Maks jako mordercza wersja czerwonego kapturka? Caspar był pewien, że pewnie nie skrzywdziłby nawet muchy. – Taki z niego morderca jaki ze mnie kujon – parsknął. Maks w tym czasie pokroił oba torty i nałożył po dwa kawałki na talerzyk każdego z obecnych. Whitley chwycił w dłoń łyżeczkę i spróbował najpierw każdego z tortów; a dopiero później przeniósł wzrok na Alice. Świeczki? A po co im był... A, no tak, Maks miał urodziny! Sięgnął do kieszeni i wyjął jedną, różową świeczkę. Był pewien, że wcześniej była czerwona. Zmarszczył brwi. – Możemy zadowolić się tym albo polecę do Miodowego Królestwa – zaproponował, a widząc niepewne spojrzenia obecnych wstał i opatulił się szalikiem. – To ja polecę, zaraz wrócę – zadecydował, nie czekając na opinię reszty. Chwilę go nie było; w Miodowym Królestwie najpierw miał problem ze znalezieniem odpowiedniego działu, a później ze zdecydowaniem się na kolor i smak świeczek, bo okazało się, że w Miodowym może dostać nawet ananasowe, jadalne świeczki. Jeju. Ostatnie zgarnął siedemnaście jabłkowych, zielonych świeczuszek i wrócił do pubu i przyjemnie rozgrzewającego wnętrza.
Coś mnie ominęło? – spytał, kładąc na stole świeczki i licząc na to, że ktoś zajmie się wkładaniem ich w tort. Jednocześnie skorzystał z okazji i usiadł na krześle obok Carmen, sięgając przez cały stolik, aby odzyskać swój talerzyk. Uśmiechnął się do niej, licząc na to, że nie oberwie kopniakiem pod ławą od Maksa albo wyżej wymienionej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Bibury, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 101
  Liczba postów : 334
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15046-maximilian-blackburn#400967
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15048-max#401002
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15050-max#401008
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15049-maximilian-blackburn#401005




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Zimowy   Pon Paź 02 2017, 18:00

Atmosfera była przemiła! Rozmawiali, pili, a teraz jeszcze tyle ciasta... Max rzadko bywał tak szczęśliwy, jak tego dnia - Wszyscy jesteście niesamowici, dzięki! - podziękował szczerze zadowolony. Nie dostał ani jednego nietrafionego prezentu. Część była bardzo praktyczna, jak kredki czy sakiewka, część interesująca jak książka, był element humorystyczny w postaci pelerynki i oczywiście - dane z serca ciasta oraz kartka. Trudno wyobrazić sobie lepszych przyjaciół i Max wyglądał na tak szczęśliwego, że musieli czuć jego wdzięczność. Rozbawiła go uwaga Alice na temat jego wyglądu, bo obawiał się, że może być trafna.
Caspar zanim ktokolwiek zdążył cokolwiek powiedzieć pobiegł po świeczki, ale nie kazał na siebie za długo czekać i już po chwili przyniósł garść zielonych, iście ślizgońskich ozdób wypieków. Szybko znalazły one swoje miejsce w torcie - część w jednym, część w drugim i zapłonęły. Czas na życzenie pomyślał i mimowolnie spojrzał w stronę Lúthien. Powinien trochę się ogarnąć, bo zaczynało go to wkurzać. Trochę za bardzo mieszała mu w głowie.
Whitley natomiast szybko zrobił sobie miejsce obok Carmen. Przypadek? Nie sądzę. Max posłał mu tylko porozumiewawcze spojrzenie, ale ponownie skupił się na jego powinności solenizanta. Zapatrzył się w skaczące płomienie, podczas gdy przyjaciele wyskoczyli z krótkimi happy birthday to you (wymuszam to na Was, wybaczcie XD). Nabrał haust powietrza i jednym przeciągłym dmuchnięciem ugasił wszystkie płomyczki.

//@Caspar Whitley, @Lúthien T. Lanceley, @Alice Wildfire, @Carmen Lowell - ciągniemy ten wątek czy go jakoś zakończyć? Bo trochę podupadł, jak nie chcemy go kontynuować to mogę go w tym poście jakoś zamknąć, dajcie znać na pw, albo jak ktoś chce to napiszcie posta :P
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Skąd : Bradford
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 48
  Liczba postów : 56
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15122-carmen-lowell#402975
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15129-ziomki-i-poziomki-carmen#402984
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15128-sowa-carmen#402983
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15123-carmen-lowell#402971




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Zimowy   Czw Paź 05 2017, 22:57

Czuła się tu, o dziwo, całkiem przyjemnie. Nie spodziewała się, że nie będzie odnosiła wrażenia, że jest tu wśród zgromadzonych piątym kołem u wozu, a wręcz przeciwnie – towarzystwo ślizgonów, których dobrze znała i lubiła całkiem dobrze na nią działało. Ten dodatkowy krukon, który, choć z pozoru mogło się wydawać, że do nich nie pasował, całkiem dobrze się z nimi dogadywał i jako przyjaciel solenizanta był oczywiście odpowiednią osobą w odpowiednim miejscu. Nawet sama Carmen musiała przyznać, że kiedy Caspar wyszedł, ukradkiem spoglądała w stronę drzwi zastanawiając się jak długo będzie trwała jego nieobecność. Chyba powoli docierało do niej to, co ostatnio Max tak usilnie starał się jej uświadomić. Zależało jej i to wcale nie tak trochę.
Całe szczęście wrócił. Mało tego, wcale nie usiadł na swoim poprzednim miejscu, za to zajął krzesło tuż obok jak zwykle ocierając się o nią, przez co Lowell o mało nie zwariowała. I znów tak dobrze pachniał. Dziewczyna posłała mu lekko speszony uśmiech nie wiedząc jak się zachować. Na Merlina, nigdy wcześniej nie była w takiej sytuacji, powinna coś powiedzieć? Zagadać?
Spojrzała na Luthien. Ona na pewno wiedziała, co teraz kołowało się w głowie koleżanki. Zresztą Carmen też zwróciła uwagę jak gęsta atmosfera wytwarzała się między brunetką a Maxem. Jedynie Alice nie miała obecnie w tym pubie żadnych sercowych rozterek i Lowell szczerze mówiąc, chyba jej trochę zazdrościła.
Gdy śpiewali Blackburnowi „sto lat” śmiała się. Patrzyła z rozrzewnieniem na to jak zdmuchuje świeczki. W jednej chwili stwierdziła, że urodziny to jednak nie jest wcale taka straszna sprawa i chociaż sama nadal nie miała ochoty na wyprawianie swoich to nachyliła się w stronę Caspara i spytała:
- A kiedy zaprosisz mnie na swoją imprezę?


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Skąd : Aberdeen, Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 390
  Liczba postów : 253
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14784-alice-wildfire
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14796-alice-i-nieprzyjaciele
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14797-alice#394118
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14795-alice-wildfire




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Zimowy   Wto Paź 10 2017, 12:56

Tylko zdążyła zapytać o świeczki, a Caspar od razu zaproponowała, że się po nie wybierze do Miodowego Królestwa. Naprawdę, zastanawiała się skąd miał tyle energii. Nie dość, że ciągle gadał jak najęty, to jeszcze sam z uśmiechem na ustach wybiegł z baru. Był zupełnym przeciwieństwem raczej statecznej i trochę flegmatycznej Alice. Pokręciła głową w rozbawieniu.
- Jakby był nakręcany, nie może się ani na chwilę zatrzymać - stwierdziła i wróciła do swojej szklaneczki z alkoholem.
Po chwili jednak Caspar wrócił, niosąc siedemnaście, naprawdę ładnych, zielonych świeczek. Mrr, Ślizgońsko. Uśmiechnęła się, pomagając przy wtykaniu świeczek w ich dwa, już trochę rozczłonkowane torty. Lubiła tą część urodzin. Mimo iż wiedziała, że pomyślenie życzenia było tylko głupim przesądem, to gdzieś w głębi duszy miała nadzieję, że naprawdę, dmuchanie świeczek pomaga spełnić to, o czym się wtedy pomyśli.
Przyłączyła się do radosnego śpiewania "Sto lat", dorzucając do chórku swój melodyjny głos. Lubiła śpiewać, ale w swoim mniemaniu jej to w ogóle nie wychodziło, dlatego rzadko to robiła. No ale urodziny przyjaciela były tym momentem, kiedy nie ma się wyboru.
Max zdmuchną świeczki, jednocześnie, co nie umknęło Alice, spoglądając na Luthien. Uniosła brwi, zastanawiając się, co tu się święci pomiędzy tą dwójką. Oczywiście, nie żeby nie wiedziała, że Luth coś do Maxa ciągnie. Uśmiechnęła się i przeniosła wzrok na Carmen i Caspara, którzy także wdali się w pogawędkę. Zdziwiła się w duchy, że te dwa odmienne charaktery zaczęły się dogadywać.
W cichy przenosiła wzrok od jednej do drugiej pary znajomych, czując w powietrzu coś dziwnego. Zamówiła kolejnego znikacza, widząc jak jej szklanka opustoszała.
- Przydałaby się nam muzyka - stwierdziła nagle. Cóż, prawdopodobnie sama by o to zadbała, niestety nie mogła czarować poza Hogwartem, więc jedyne co mogła to napomknąć o tym starszym znajomym. Mimowolnie przypomniała sobie taniec z Maxem na błoniach, uśmiechając się do tego wspomnienia. - Nie dość, że umili to nam trochę czas, to będzie można się trochę poruszać - mrugnęła porozumiewawczo do solenizanta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2
  Liczba postów : 91
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15536-lorenzo-t-sorrentino#417060
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15538-lorenzo#417079
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15539-lorenzo#417131
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15535-lorenzo-t-sorrentino#417046




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Zimowy   Pon Gru 11 2017, 17:20

Potrzebował małej przerwy. Dlaczego akurat wybrał Hogsmeade? Nie jest mu po drodze do domu. Miał tutaj swoją pracę. Od tygodnia kogoś śledził i bacznie obserwował, lecz na dzisiaj skończył już swoje obserwacje. W wolnym czasie postanowił iść do Pubu. Musiał się czegoś napić. Zazwyczaj chodził do Pabu koło swojego mieszkania, ale akurat tędy przechodził, więc nic nie stoi na przeszkodzie by też napić się w innym. Może też będzie interesujący. Wszedł do środka, rozpiął płaszcz i podszedł do baru.
- Ognistą poproszę. - powiedział stanowczym i zdecydowanym głosem wyciągając kilka drobniaków i stawiając na blat. Gdy już otrzymał swój trunek postanowił usiąść przed kominkiem, wcześniej ściągając z siebie płaszcz, szalik i rękawiczki, które odwiesił na wieszak. Rozkoszował się smakiem whiskey, gubiąc wzrok w płomieniach. Rozmyślał, o wszystkim i o niczym. Raz na miesiąc dopadał go taki stan, w który musi podsumować swoje wszystkie osiągnięcia, decyzje. Czy były dobre? Czy coś osiągnął? Dokąd to go zaprowadzi? Starał się odpowiedzieć na te pytania, lecz z miernym skutkiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 24
Skąd : Nowy Jork, USA obecnie Londyn, UK
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 5
  Liczba postów : 71
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15498-rosaline-cordelia-zakrzewski?nid=2#416487
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15504-elo-elo-3-2-0#416527
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15505-borowka#416528http://czarodzieje.my-rpg.com/t15505-borowka#416528
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15499-rosaline-cordelia-zakrzewski




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Zimowy   Pon Gru 11 2017, 22:11

Rosaline choć już kilka dni była zatrudniona w Hogwarcie to ani razu (nie licząc tego razu kiedy przyjechała do Hogsmeade po raz pierwszy i została grzecznie odeskortowana przez Bergmanna do zamku) nie była w magicznej wiosce. Kompletnie nie wiedziała co tam jest, co warto zobaczyć i co można kupić, więc kiedy tylko nadarzyła się okazja ruszyła nieśpiesznym krokiem prosto z zamku w kierunku wioski. Ubrana w ciepły płaszcz z szyją owiniętą szalikiem i z kompletnie nie pasującymi do tego wszystkiego adidasami mimo panującej na dworze zimy. I początkowo ani trochę jej to nie przeszkadzało. Niezwykle ceniła sobie wygodne, sportowe obuwie. Tak samo jak dżinsy z wysokim stanem i białe podkoszulki. I kardigany. I to wszystko miała dziś na sobie. Włosy miała rozpuszczone i starannie wyczesane, żeby broń Merlinie się nie poplątały. Poplątane włosy to naprawdę słaba sprawa.
Mniej więcej w połowie drogi do wioski postanowiła zagęścić ruchy, bo już czuła, że skarpetki z jednorożcami wcale nie działają tak jak powinny, bo stopy powoli zaczynały zamarzać.
Tuż przed wioską wiedziała już, że musi znaleźć bar.
Jak weszła do wioski to od razu wiedziała, że trzeźwa do domu to dzisiaj nie wróci. Na szczęście nie musiała martwić się zajęciami z Fairwynem, bo dzisiaj nie było nic do roboty oprócz sprawdzania prac które sam zadał. Sam też jej kulturalnie kazał spadać więc... Tak. Trzeba się schlać. Weszła więc do pierwszego lokalu który miał w nazwie słowo "Pub". Rozwiązała płaszcz od razu kiedy uderzyło ją ciepło panujące w środku i uśmiechnęła się szeroko. Tak. To dobre miejsce. Chociaż zdecydowanie za dużo czasu spędza nad...
- Ognistą whiskey, proszę - a to może prowadzić do uzależnienia, a uzależnienie do problemów, a problemy do bezrobocia, bezrobocie do nędzy, a nędza do zgonu. Tak więc...
- Podwójną. - a co! Raz się żyje. Zapłaciła od razu po czym poszła odwiesić swoje wierzchnie okrycie na wieszak. Omiotła spojrzeniem prawie pusty o tej porze bar po czym wzięła szklaneczkę i ruszyła do miejsca naprzeciwko młodego mężczyzny.
- Przepraszam, wolne? - zapytała miłym dla ucha głosem z akcentem wręcz krzyczącym "Jestem z Nju Jork, bejbe".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2
  Liczba postów : 91
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15536-lorenzo-t-sorrentino#417060
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15538-lorenzo#417079
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15539-lorenzo#417131
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15535-lorenzo-t-sorrentino#417046




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Zimowy   Wto Gru 12 2017, 13:48

Cały czas rozmyślał co jeszcze będzie musiał załatwić w tym tygodniu. Trochę rzeczy było, ale miał nadzieje, że ze wszystkim się wyrobi. Niestety Ministerstwo nie ułatwia w jego zadaniu. Magimilicja to wrzut na dupie, pełna skorumpowanych ludzi, którzy mają gdzieś swoją prace. Lorenzo się to nie podobało, bo on traktował ją bardzo poważnie. Zastanawiał się, czy byłby w stanie coś z tym faktem zdziałać.
Z zadumy wyrwał go głos dziewczyny, która chciała obok niego usiąść. Pierwsze co zrobił to spojrzał na nią, a do jego mózgu dostało się pełno niechcianych informacji. Przeanalizował jej strój i stwierdził że jest w jakimś stopniu związana z mugolami. Auror był wychowywany w bardzo starej filozofii zachowywania czystości krwi. Nie miał nic przeciwko mugolom, ale też się z nimi nie zaprzyjaźniał. Pewnie to był błąd, bo mógłby się czegoś od nich nauczyć.
- Proszę bardzo. - powiedział mile, wskazując na miejsce obok. Po jej głosie poznał, że nie była Brytyjką. Lorenzo był Włochem z imienia i nazwiska. Urodził i wychował się w Anglii, więc mówił z brytyjskim akcentem. Jej akcent brzmiał jak na kogoś z Ameryki. Miał już mały obraz tej dziewczyny.
- Często tutaj przychodzisz? - zapytał się chcąc podtrzymać rozmowę. Zachowywał się jak rasowy auror, pierwsze co zrobił to zadał pytanie, niczym na przesłuchaniu, a był już po służbie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 24
Skąd : Nowy Jork, USA obecnie Londyn, UK
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 5
  Liczba postów : 71
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15498-rosaline-cordelia-zakrzewski?nid=2#416487
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15504-elo-elo-3-2-0#416527
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15505-borowka#416528http://czarodzieje.my-rpg.com/t15505-borowka#416528
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15499-rosaline-cordelia-zakrzewski




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Zimowy   Sro Gru 13 2017, 00:50

Wyglądał na Włocha, był przystojny i wydawał się być o niebo lepszym towarzystwem na dzisiejszy dzień niż reszta klienteli która miała już swoje towarzystwo inne niż szklaneczka wybornego trunku. Poza tym Rosalie lubiła ludzi na tyle, żeby zagadywać. W sumie to bardziej niż ludzi lubiła rozmowy. Uważała, że konwersacje są o wiele większą skarbnicą wiedzy wszelakiej niż mugolski Internet któremu już nie raz uległa. Trudno się dziwić- pokusa wielka, a wychowana przez mugolów cały niemagiczny świat miała w najmniejszym palcu. O wiele chętniej ubierała się w sieciówkach niż u Madame Maklin, ale i tak zawsze starała się, żeby jej strój był dopasowany do okazji. Nawet teraz wyglądała jakby chciała się kulturalnie napić, ale bez przesady. Gdyby chciała z przesadą to z pewnością założyłaby jeden z tych staników zbierających piersi, wydekoltowaną sukienkę i nie musiałaby się przejmować rachunkiem, bo zawsze znalazłaby kogoś kto chciałby zostać sponsorem na ten jeden raz licząc na coś w zamian. Ale nie chciała przesadzać. Była w końcu grzeczną dziewczynką. Potrzebowała jedynie towarzystwa. Kogoś do kogo można otworzyć gębę, bo picie na Stańczyka to nie jej ulubiony sposób spędzania wolnego czasu.
Opadła na miejsce obok niego, posłała mu szeroki uśmiech i upiła łyczek swojej Ognistej. Niestety trunek ten podrażniał jej gardło już tyle razy, że ostry smak alkoholu nie wywołał u niej skrzywienia. Musiała nauczyć się pić jak mężczyzna. W podejrzanym światku do którego uchyliła już drzwi ta umiejętność była niezwykle istotna. Jednak jej masa i płeć robiły swoje i nie potrzebowała zbyt dużo żeby jednak skapitulować. No cóż... przynajmniej ekonomicznie!
- Nie wiem jeszcze. Jestem tu pierwszy raz. Nie chodziłam do Hogwartu - powiedziała jakby to miało wyjaśniać wszystko. Chociaż zapewne się tego domyślił. Wiele rzeczy mogła wymyślić i skłamać, ale niestety nie mogła oszukać, że nie jest Amerykanką. Chociaż lubiła swój wyrazisty nowojorski akcent. Przynajmniej można było ją łatwo zrozumieć.
- A ty? Nie wyglądasz na stałego bywalca? - odbiła piłeczkę i upiła kolejny łyczek bursztynowego trunku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2
  Liczba postów : 91
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15536-lorenzo-t-sorrentino#417060
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15538-lorenzo#417079
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15539-lorenzo#417131
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15535-lorenzo-t-sorrentino#417046




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Zimowy   Sro Gru 13 2017, 18:19

To czy Lorenzo lubił ludzi zależało od dnia. Raz mógł z nimi gadać praktycznie cały czas, nawet i o głupotach, lecz czasem miał dość całego świata i dla dobra ludzkości wolał przebywać sam. Jaki był dzisiaj dzień? Jeżeli pozwolił jej obok siebie usiąść i sam zagadał to ten pierwszy.
Nie znał się w ogóle na świecie mugolskim. Nie wiedział co to internet, telefon, czy komputer i szczerze go to nie interesowało. Można go było nazwać nudnym, ale jakoś nigdy mugolski świat go nie zachwycił. Wolał swoją, magiczną rzeczywistość. Nie wchodził mugolom w drogę i tego samego chciał z ich strony.
Włoch często pił. Czy to whiskey, czy wino, lubił wszystkie alkohole. Zdarzało mu się pić w samotności, lecz picie do lustra nigdy nie jest przyjemne. Miło było mieć towarzystwo do wypicia.
- To miasteczko ma swój magiczny urok zimą, zwłaszcza po zmroku. - powiedział spokojnie, rozglądając się po lokalu. Chodząc do Hogwartu często przychodził do Hogsmeade. Było tutaj dużo ciekawych miejsc, które warto było odwiedzić.
- Racja, pierwszy raz jestem w tym pubie. Jestem otwarty na nowości. - dodał po chwili dopijając pierwszą kolejkę, lecz od razu wziął drugą. - Nazywam się Lorenzo Sorrentino, miło mi poznać. - wreszcie się przedstawił wyciągając do dziewczyny dłoń na powitanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 24
Skąd : Nowy Jork, USA obecnie Londyn, UK
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 5
  Liczba postów : 71
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15498-rosaline-cordelia-zakrzewski?nid=2#416487
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15504-elo-elo-3-2-0#416527
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15505-borowka#416528http://czarodzieje.my-rpg.com/t15505-borowka#416528
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15499-rosaline-cordelia-zakrzewski




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Zimowy   Pon Gru 18 2017, 01:59

Rosaline miała wrażenie, że to miasteczko owszem, ma swój magiczny urok, ale jedynie dla mieszkańców Hogwartu dla których było jedyną ucieczką od szkolnych murów. Na niej samej nie robiło, aż tak wielkiego wrażenia co zamek, bo widziała już niejedną magiczną wioskę i miasteczko i o wiele bardziej wciskało ją w fotel to co zrobili dla siebie czarodzieje z Meksyku niż Brytyjczycy. To była zwykła wioska, jedyne co ją odróżniało od innych wiosek to fakt, że tu każda witryna była urządzona z magią i wyczuciem. Meksykanie za to nie bawili się w pozory normalności i mieli lewitujące domostwa, a wszędzie latali ludzie na miotłach załatwiający swoje sprawunki. Całość była oczywiście niedostępna dla mugoli, a czarodzieje którzy tam mieszkali prześcigali się w kreatywności byleby udekorować swoje domostwo lepiej od sąsiadów. Naprawdę z rozmachem. W porównaniu do tego Hogsmeade wypadało dość ubogo. Zdążyła się jednak zorientować jak bardzo Brytyjczycy są zakochani w tym miejscu więc nie chcąc popełnić żadnego towarzyskiego nietaktu uśmiechnęła się i kiwnęła głową kłamiąc gładko:
- Oj tak - bo wiedziała, że wszelkie dyskusje nie mają sensu. Hogsmeade pany i tyle w temacie.
- Och, ja uwielbiam nowości. Szczególnie cenię sobie nowe miejsca. Dlatego teraz mieszkam w Londynie, ale pewnie za rok mnie tutaj nie znajdziesz - przyznała dopijając swoją kolejkę i zaraz wskazała barmanowi, że szklaneczka jej się zepsuła i trzeba ją jak najszybciej uzupełnić.
- Rosaline Zakrzewski. Mnie również - uścisnęła mu dłoń w typowo męski sposób, bo jakby nie patrzeć byli teraz kumplami od picia i uśmiechnęła się do niego szeroko.
- Więc czym się zajmujesz, Lorenzo? - zapytała z wyraźną ciekawością.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2
  Liczba postów : 91
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15536-lorenzo-t-sorrentino#417060
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15538-lorenzo#417079
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15539-lorenzo#417131
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15535-lorenzo-t-sorrentino#417046




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Zimowy   Wto Gru 19 2017, 14:40

Prawdą jest, że Lorenzo patrzył na Hogsmeade przez pryzmat wspomnień. Dla chłopaka, który uczył się w Hogwartcie to miejsce było fajną odskocznią od rzeczywistości. Lubił tutaj przebywać, zwłaszcza w czasie świąt. Nigdy nie był poza granicami wysp, więc nie wie jak wyglądają inne kraje, czy magiczne miasta. Nie miał jakoś głowy do podróży, a chętnie by odwiedził Włochy. Choć mogłoby to się źle dla niego skończyć.
- Poszukiwaczka przygód? Podróżniczka? Musisz mieć interesujące życie. - powiedział popijając ognistą i spoglądając na dziewczynę. Nie powiedziałby, że wygląda na podróżniczkę, lecz wygląd potrafi mylić, ponieważ wielu może wątpić w jego pracę aurora.
Uścisnął jej dłoń. Tak... teraz byli kumplami od kieliszka. Coś czuł, że na dwóch, czy trzech szklaneczkach się nie skończy. Miał ochotę na więcej, a z tego co zaobserwował jego nowo poznana koleżanka także, sobie nie żałuje.
- Jestem aurorem. A ty? Zajmujesz się jakimś wolnym zawodem, że nie masz zamiaru zostawać w Londynie na stałe? - szczerze? Nie wiedział jak zareaguje na fakt, że jest aurorem, niektórzy nimi gardzili, niektórzy ich podziwiali, a jeszcze inni mieli na to totalnie wylane. Ciekawiło go jakie poglądy miała, a może zaskoczy go czymś zupełnie innym?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 24
Skąd : Nowy Jork, USA obecnie Londyn, UK
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 5
  Liczba postów : 71
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15498-rosaline-cordelia-zakrzewski?nid=2#416487
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15504-elo-elo-3-2-0#416527
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15505-borowka#416528http://czarodzieje.my-rpg.com/t15505-borowka#416528
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15499-rosaline-cordelia-zakrzewski




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Zimowy   Nie Gru 24 2017, 03:38

Rosaline nie była ani poszukiwaczką przygód ani podróżniczką. Była raczej osobą której ciężko zapuścić korzenie, bo nie czuła jakby miała jakąś narodowość. Owszem, mówiła o sobie, że jest Amerykanką i całe swoje młodzieńcze lata spędziła w Stanach, ale nie była też stuprocentową Amerykanką. Jej ojciec był Brytyjczykiem, co czyniło ją w połowie Brytyjką, ale nie miała żadnych sentymentalnych odczuć związanych z tym krajem. Jednak jej nazwisko było typowo polskie, bowiem jej ojciec miał polskie korzenie więc w jakimś tam procencie była też Polką. Dlatego też wolała rozpatrywać siebie w kategoriach obywatela świata co sprawiało, że dość często zmieniała miejsce pobytu niezbyt przejmując się przywiązywaniem do danych miejsc. Badanie kamieni runicznych rozrzuconych po całym świecie, poszukiwanie magicznych artefaktów które można sprzedać za dobre pieniądze i podrzędne hotele swego czasu były całym jej życiem, które poniekąd balansowało na granicy legalności. A ona na tej granicy nie chciała już balansować. Chciała żyć tak, żeby pozbyć się tego uczucia wstydu które mimowolnie pojawiało się kiedy w rozmowie wypływała kwestia związków i pracy. Tak jak teraz. Jej policzki delikatnie się zaróżowiły co można było śmiało zrzucić na alkohol który krążył już w żyłach i wydychanym powietrzu. Auror. Brzmi interesująco.
- Aktualnie jestem asystentką nauczyciela starożytnych run. Ogólnie zajmuję się runami, więc to poniekąd trochę wolny zawód. Dużo podróżuję właśnie w celach badawczych. Kiedyś się jednak osiedlę i będę grzecznie uczyć nowe pokolenia o tym co było. A ty? Chciałeś zostać superbohaterem, ale łatwiej o posadę aurora? - puściła mu oczko upijając kolejnych kilka łyków złotego płynu, kiedy do jej głowy wpadło kolejne pytanie. Może nie do końca taktowne, ale hej! Byli przecież kumplami do picia, a taki rodzaj relacji ma daleko przesuniętą granicę taktu.
- Jak Włoch nauczył się tak płynnie bełkotać jak Brytyjczycy? - taktownie i dyskretnie jak rzut cegłą w czoło. Proszę bardzo, oto Rosie. Przynajmniej była szczera, a to w jej przypadku nie zawsze jest regułą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2
  Liczba postów : 91
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15536-lorenzo-t-sorrentino#417060
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15538-lorenzo#417079
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15539-lorenzo#417131
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15535-lorenzo-t-sorrentino#417046




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Zimowy   Wto Gru 26 2017, 14:20

Lorenzo także nie był w "stu procentach" jednej narodowości. Był pół Brytyjczykiem, pół Włochem, lecz całe swoje życie spędził na wyspach. Odziedziczył po matce włoską urodę, lecz od urodzenia uczył się angielskiego, a jakiego dodatkowym językiem był włoski. Nigdy jednak nie myślał o tym, żeby się stąd wyprowadzać. Dobrze tutaj miał, kochał ten kraj i pewnie dlatego postanowił pracować w Ministerstwie Magii, żeby pomóc przy zmienianiu świata.
Słysząc, że jest asystentką nauczyciela starożytnych run, lekko się zaśmiał pod nosem. Nie dlatego, że gardził tym przedmiotem, ale dlatego że przypomniał sobie jaki miał z nim problem w szkole. Niby ten kto zna dwa języki powinien bez problemu poradzić sobie z tłumaczeniem innych, ale w jego przypadku to nie działało.
- Pamiętam jakie to było wyzwanie dla mnie, żeby uczyć się starożytnych runów. Często musiałem brać korepetycje. - powiedział z nostalgicznym uśmiechem, a także popił swój trunek. Zaśmiał się także, gdy wspomniała o superbohaterze. - Tak... można tak powiedzieć. Obawiam się, że nie do twarzy byłoby mi z czerwoną peleryną i gaciami na spodniach. - czy Lorenzo uważał siebie za bohatera? Nie, nawet w nie w najmniejszym stopniu. Lubił pomagać innym, lubił łapać przestępców. Uwielbiał tą robotę i nie zamieniłby jej na nic innego, no chyba że chcieliby go na Ministra Magii, to e w e n t u a l n i e, z bólem serca mógłby się zgodzić.
- Mam tylko Włoskie imię, nazwisko i urodę. Urodziłem się na Wyspach, tutaj wychowałem i jestem ich obywatelem. Angielskiego uczyłem się równolegle do co języka włoskiego i częściej korzystam z tego pierwszego. - lubił szczere osoby, bo tylko one były coś warte w tym świecie. Sam nie lubił owijać w bawełnę.
- Od zawsze interesowały cię starożytne runy? Co skłoniło cię, żeby się nimi zajmować? - naprawdę go to interesowało. Zastanawiał się co takiego w runach widzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 24
Skąd : Nowy Jork, USA obecnie Londyn, UK
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 5
  Liczba postów : 71
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15498-rosaline-cordelia-zakrzewski?nid=2#416487
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15504-elo-elo-3-2-0#416527
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15505-borowka#416528http://czarodzieje.my-rpg.com/t15505-borowka#416528
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15499-rosaline-cordelia-zakrzewski




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Zimowy   Pią Gru 29 2017, 02:10

Oj tak. Nikt nie mówił, że runy należą do najłatwiejszych i najprzyjemniejszych przedmiotów. Rosaline natrafiła na nie jedynie przez swoją mało społeczną naturę w czasach Salem, więc miała mnóstwo czasu na bibliotekę i "nudne" przedmioty. Lubiła też strasznie historię magii i czasem zastanawiała się, czy wpajanie młodzieży zawiłych alfabetów i mówienie o czymś co aktualnie istnieje jako czysta teoria tak naprawdę ma aż tak wielki sens. O wiele łatwiej byłoby zostać historykiem z wigorem który organizuje wycieczki, pokazuje dużo ciekawych rzeczy i obrazuje miejsca na świecie które warto zobaczyć właśnie ze względu na historię. No właśnie... byłoby łatwiej. A ona nie chciała wcale żeby było aż tak łatwo. Była ambitna, ciągle miała wiele do udowodnienia światu, wiele do udowodnienia samej sobie.
- To nie jest dla wszystkich. Trzeba być odpornym na nudę - zażartowała obracając w palcach swoją szklaneczkę.
- Wiesz, zawsze mógłbyś ustalić swój własny dress code. Kreatywność jest bardzo mile widziana. Świat potrzebuje superbohaterów, Enzo! Jak mogłeś tak łatwo się poddać - i znów żartowała. Lekki uśmiech na dobre zagościł w kącikach jej ust, a ona sama upiła kolejny łyk whiskey. O tak, tak można żyć. Jak dobrze, że zdecydowała się do niego dosiąść.
- Tylko czy może jednak aż? Przepraszam, sama nie jestem zbyt dobrym przykładem spójności narodowościowej. Mam polskie nazwisko od ojca Anglika, urodziłam i wychowałam się w Ameryce, a dużą rolę w moim wychowaniu spełniła Meksykanka. Coraz częściej wydaje mi się, że w naszych czasach nie brakuje obywateli świata, a kultury mieszają się ze sobą tak bardzo, że nie ma już czerni i bieli - jak widać whiskey potrafi obudzić w niej także nutkę filozoficzną którą normalnie nie dzieliła się zbyt często ze światem, bo jej futurystyczne wizje świata ani trochę nie były optymistyczne, a przecież za optymistkę uchodzić chciała.
- Nie byłam duszą towarzystwa. Wolałam spędzać czas w bibliotece, a runy wymagają czasu i determinacji które miałam aż w nadmiarze. Dlatego szło mi z nimi całkiem nieźle. Na tyle nieźle, że zostawiłam Salem po siódmym roku i na studia poszłam do Meksyku. Tam trafiłam na naprawdę fajnych ludzi którzy robili to z pasji, a nie z obowiązku i umieli się tą pasją dzielić. Potem już nie widziałam zbytnio innej opcji niż kontynuowanie tej ścieżki kariery. A ty? Od zawsze marzyłeś o byciu aurorem? Chociaż chyba dzieci bardziej chcą zostać Ministrem Magii - puściła do niego oczko i znów upiła łyczek bursztynowego trunku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2
  Liczba postów : 91
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15536-lorenzo-t-sorrentino#417060
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15538-lorenzo#417079
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15539-lorenzo#417131
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15535-lorenzo-t-sorrentino#417046




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Zimowy   Sro Sty 03 2018, 11:13

Lorenzo zazwyczaj nie był aspołeczny, zwłaszcza w czasach szkolnych. Miał wielu znajomych i wrogów, ale po szkole wielu z nich poszło swoimi drogami. Potracił kontakty. Na szczęście z najważniejszymi cały czas utrzymywał. Jedyne rzeczy jakie zna i uczył się z historii magii to były historie czarnoksiężników. Ich początki zdobywania potęgi i upadki. Znał wielu z nich i każdy kończył tak samo... zamordowany. Użytkownicy czarnej magii nigdy się nie nauczą, będą dalej próbować zdobyć jak największą moc, ale biała magia ich zwycięży.
- Moimi superbohaterami są aurorzy, czyli w moim mniemaniu ja też. - powiedział ze szczerym uśmiechem. Ego plus sto. Z jego ego trzeba było uważać, by za bardzo się nie rozrosło. Mógłby być wtedy wkurzający i to bardzo.
- Więc możemy wypić za takie mieszanki kulturowe jak my. - wzniósł szklaneczkę wyżej i przybił się z jej szkłem. Następnie upił większego łyczka. Rzadko kiedy można było powiedzieć, że Enzo był optymistą, uchodził raczej za realistę, bo analizował każdy plus i minus. Jeżeli coś nie miało szansy powodzenia to się za to nie zabierał.
- To dobrze, że masz pasje w życiu. Dzisiejszej młodzieży tej właśnie pasji brakuje i sami nie wiedzą co chcą robić. A ja? Tak... od zawsze w marzyłem o tej robocie. Byłem bardzo dobry z zaklęć i obrony przed czarną magią, dlatego miałem predyspozycje by dołączyć do tego elitarnego grona. Choć nie powiem... miałem co do tego obawy. Zostać aurorem to nie taka łatwa sprawa, wręcz dla wielu pewnie niemożliwa. Minister Magii ma władzę, pewnie dlatego wielu chciałoby nim zostać, ale czy mógłbym z łapacza czarnoksiężników zamienić się w polityka? Nie mam pojęcia. - bardzo miło mu się z nią gawędziło. W końcu nie zdarza się codziennie spotkać kogoś tak interesującego i odmiennie spoglądającego na świat.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Pub Zimowy   

Powrót do góry Go down
 

Pub Zimowy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 11 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 9, 10, 11

 Similar topics

-
» Pub Zimowy
» Bal Zimowy
» Zimowy pałac.
» Pałac zimowy

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
-