IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Kwiatowa Knajpa pod namiotem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Bentham
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 266
  Liczba postów : 240
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4899-drake-bennett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4900-niezla-draka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4902-drastyczna-poczta




Gracz






PisanieTemat: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Czw Maj 23 2013, 11:14

First topic message reminder :


Kwiatowa Knajpa pod namiotem

Wyjątkowe miejsce, będące prawdziwą oazą zarówno w letnie upały, jak i przyjemnym ogrodem zimowym w mroźne dni - jest to zasługa zaczarowanego namiotu, który chroni wnętrze lokalu przed zmianami temperatur i niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi. Szeroki wybór serwowanych dań i trunków pozwoli każdemu znaleźć coś dla swojego podniebienia, a dodatkowo w każdy czwartek o godzinie 18 Kwiatowa Knajpa gości zespoły, grające muzykę na żywo!

La Bella Vita
Malinowy Zawrót Głowy
Plumpki duszone w sosie miodowym
Pokusa Syreny
Smocze naleśniki
Sałatka Molly Weasley
Uśmiech kudłonia
Złocisty feniks
Stek z kołkogonka w bąbelkowym musie

Woda Goździkowa
Piwo kremowe
Ajerkoniak
Kłębolot
Jagodowy jabol  
Miętowy Memortek
Smocza Krew  
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Uczeń Slytherin
Wiek : 21
Skąd : Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 187
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 196
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6722-angven-lukrecja-shay
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6723-same-slodkosci
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6733-prosze-nie-wstydz-sie




Gracz






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Sob Maj 03 2014, 13:57

/już siedziała w fotelu :P


Zdziwiony? Nie przesadzajmy. To, że on jej nie odpisał na ich ostatnią wymianę listów, ukrywał przed nią wiele rzeczy i najwyraźniej chciał zakończyć tę znajomość(no co, właśnie tak to wyglądało) nie oznacza, że miała zrezygnować i ona... Jak mówiła, przede wszystkim był jej przyjacielem... I nie przesadzajmy, niczego od niego nie oczekiwała ani nie chciała... Może z wyjątkiem chwil szczerości i nie mydlenia jej oczu. Bo tego nie wybaczy i mógłby zderzyć się z jej złością i pięścią, mógł się śmiać ale w tym niewielkim ciele jest wiele pokładów energii i siły. Kiedy tylko zechce.
Jej ramiona lekko opadły kiedy zakrył jej oczy. Uśmiechnęła się kącikiem ust, jakby całe to zachowanie ją nieco rozbawiło. Cóż, chyba już raz też się tak z nią przywitał, prawda? Lubił chyba nachodzić dziewczyny od tyłu i zaskakiwać swoją obecnością. A to zaszczyt, że będzie teraz przebywała w jego towarzystwie...
Tylko lekka różnica. Długie włosy zawsze ją irytowały a robiły się coraz dłuższe... Nawet nie zauważyła kiedy to się stało a już sięgały za jej ramiona. A strój? Może zrobiła to specjalnie, aby mógł na co popatrzeć.
-Jak zwykle przesadzasz.-Powiedziała.-Kochanie, nie mam nic innego do roboty tylko szukać sobie kolejnego... Kolegę? Za to ja słyszałam, że Ty się świetnie bawiłeś.-Puściła mu oczko. -Poza tym... Ja nie rezygnuję tak szybko.-Powiedziała spokojnie.
Przeprosiny? Co jej po pustych słowach? Tym były dla niej przeprosiny. Czymś, co MUSI nastąpić. Czego się oczekuje... A tego nie chciała. Nie zmuszała go, nie chciała aby na jego barkach spoczął jakikolwiek obowiązek z jej strony.
I nie była jakąś idiotką, która robi sceny w miejscach publicznych czy też na osobności. Czyżby całkowicie zapomniał, jaka jest? Może czasem nieprzewidywalna ale nie popadajmy w paranoję. Nie była pieprzoną diwą, myślącą jedynie o swoim tyłku.
-Ja wiem, że wszystkiego nie możesz mi powiedzieć.-Uśmiechnęła się szeroko.-Zacznijmy od twojego pytania z listu. Co się ze mną dzieje? Nic. Rozwiązywałam sprawy rodzinne, sam wiesz.-Powiedziała spokojnie i spojrzała na kelnera, który przyszedł i przyjął od niech zamówienie. Oczywiście nie powstrzymała się przed spytaniem, czy nie mają czegoś słodkiego. Uwielbiała słodycze.-A zajęcia? Mimo, że mnie na nich nie ma, wiem co się dzieje.-Wzruszyła lekko prawie nagimi ramionami. Spojrzała na niego i lekko przekrzywiła głowę.-Teraz powiedz mi wszystko to, co chcesz mi powiedzieć. Czego mi nie powiedziałeś a chciałeś i mogłeś... -Wciąż na jej ustach widniał delikatny, subtelny uśmiech. Stęskniła się. Nie chciała aby czuł się niekomfortowo czy czuł się w jakikolwiek sposób osaczony. Kij w dupie to chyba niezbyt fajne uczucie.
Po prostu się urwała? Powiedz, przez co...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Sofia, Bułgaria
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 765
Dodatkowo : szukający
  Liczba postów : 682
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6588-tanner-chapman
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6591-tannerowe#185457
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6592-sowka-tannera#185458
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7242-tanner-chapman




Gracz






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Sob Maj 03 2014, 15:02

Niestety, odrobina szczerości nie jest tym, co może dać jej chłopak. To znaczy, może jej opowiedzieć całe swoje życie od momentu, gdy wyszedł z Miodowego Królestwa, ale nic co działo się wcześniej. Jeśli nie dogadają się jakoś w tej kwestii, to ich znajomość się rozleci. Tanner mógłby powiedzieć jej o wszystkim, gdyby nie ta głupia przysięga. No i naprawdę chciał się tym z kimś podzielić. Bał się, że cała sprawa wyjdzie na jaw. Nie chciał trafić do Azkabanu pełnego dementorów. Zresztą, kto chciałby znaleźć się w takim strasznym miejscu? Chyba nikt.
- Czy w tym zamku nic nie może zostać tajemnicą? - bąknął trochę niezadowolony, zerkając na nią z rozbawieniem. Skoro wiedziała o jego przygodzie w Pokoju Życzeń, to było mu o niebo łatwiej z nią rozmawiać. Nie zrobił tego na złość Angven. Przecież to właśnie o niej myślał biedaczek codziennie, od momentu pogorszenia się ich relacji, co niewątpliwie było w dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach jego winą. - To nie tak, że zrezygnowałem. Za chwilę Ci wszystko opowiem, możemy tu siedzieć dzisiaj całą noc - mrugnął do niej wesoło, zastanawiając się czy naprawdę mogą. Co prawda pierwsze zadanie w projekcie Złoty Sfinks było zaliczone, ale co, jeśli właśnie za pięć minut przyleci do niego sowa z kolejnym zadaniem? Oczywiście musiałby wtedy zostawić biedną pannę Shay i gnać na spotkanie z przygodą. Szkoda, że ona nie brała udziału w projekcie. Byłaby zabawa! - O sprawach rodzinnych wiem tylko tyle, że napisałaś mi, że rezygnujesz z tej całej misji. Szkoda wielka.. ale może powiesz mi coś więcej? Udało Ci się czegoś dowiedzieć? - Chapman wiedział, że sam odpowiednio nie zawalczył o to, żeby dziewczyna pojechała do Londynu rozwiązać swoje problemy, jednak, jak widać, poradziła sobie wyśmienicie bez niego. Z jednej strony był zadowolony, że dała sobie radę, z drugiej.. odrobinę się martwił! Tak, on, Tanner Chapman, martwił się o kogoś innego, a nie o swój własny tyłek. Zdumiewające, ale prawdziwe. - Mimo że wiesz co się na nich dzieje, to i tak wiele tracisz. Wiesz, jaka opieka nad magicznymi stworzeniami może być świetna? Ale o tym za chwilę, jeśli będziesz miała ochotę - tak, po tej lekcji Tanner zmienił całkowicie swoje podejście do życia szkolnego i do zajęć. Widział, że nauczyciele starają się, coby im dogodzić i zainteresować ich jakoś swoim przedmiotem. Podobało mu się to i zamierzał jak najczęściej brać udział w lekcjach! O dziwo, mimo tego, że jest Ślizgonem, a nie jakimś Krukonem.
- Co mogę Ci powiedzieć. Spartoliłem zadanie i nie złapałem znicza w najważniejszym meczu w moim życiu. O tym pewnie jednak słyszałaś. Pisali o tym w każdej pieprzonej gazecie - burknął trochę zdenerwowany tym, że akurat właśnie w tym momencie przypomniał sobie o tym pechowym meczu. Właściwie, nikomu nie mówił, jak się z tym czuje. Nikogo to nie interesowało. Cała drużyna była na niego zła, więc nie miał nawet z kim porozmawiać. - Odkąd dowiedziałem się o Złotym Sfinksie, stwierdziłem, że chcę spróbować swoich sił. Jestem w grupie Notcis, z eliksirów, co nie powinno Cię dziwić - zaśmiał się cicho, przypominając sobie ile jego pierwsze zadanie miało wspólnego z eliksirami. Nic! - W ostatnim zadaniu miałem odnaleźć znak zodiaku mojego przyjaciela. Spędziłem na wieży astronomicznej cztery noce i nic. Wyglądałem jak zombi. Aktualnie już trochę odespałem, ale dalej nie czuję się najlepiej. No i właśnie czekam na drugie zadanie z projektu - to była chyba najdłuższa wypowiedź w życiu, którą ktoś mógł usłyszeć od Chapman'a. Opowiedział Angven w telegraficznym skrócie o jego życiu przez ostatnie kilka tygodni, a teraz czekał na rewanż. Chciał dowiedzieć się czegoś od niej. Bardzo chciał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Wiek : 21
Skąd : Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 187
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 196
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6722-angven-lukrecja-shay
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6723-same-slodkosci
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6733-prosze-nie-wstydz-sie




Gracz






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Sob Maj 03 2014, 15:29

Odrobina szczerości nie oznacza, że zaraz ma wylać wszystko na zewnątrz. Po prostu niech ominie te sprawy, o których nie może powiedzieć i po sprawie. Tylko o to chodziło. Szczerze? Nie obchodziło ją dokładnie, co to takiego jest. Dopóki może z nim porozmawiać jak z normalnym człowiekiem jest dobrze. Każdy ma swoje sprawy, to proste.
Zaśmiała się i wzruszyła ramionami, jakby to nie była jej wina, że się o tym dowiedziała... Nie powie, że nie było to... Dobra, wróć. Nie przechodźmy do tego tematu i już. Choć wieść, że była zastąpiona... Bolało.-Ściany w tej szkole mają swoje własny oczy i uszy... I usta, skoro wyszło to na jaw.-Powiedziała spokojnie i uśmiechnęła się lekko.-Po prostu musisz się nauczyć lepiej kryć z takimi sprawami i po problemie. -Powiedziała. Dziewczyno, czy Ty właśnie powiedziałaś to, co powiedziałaś? Jesteś jakaś dziwna.
Pokręciła lekko głową.-Robisz mi nadzieje, wiesz o tym? Nie lubię wodzenia za nos. Ale z chęcią cię wysłucha,m, jak zawsze.-Oparła się wygodniej i cały czas wpatrywała się w jego osobę, jakby chcąc dowiedzieć się czy powinna w to wszystko wierzyć i czy to jest prawdziwe. Nie powinna tego robić, przyszło to niespodziewanie i niespodziewanie szybko pozbyła się tego uczucia...
-Niewiele... Choć o dziwo, zdołałam pociągnąć za język dziadka a nie ojca czy babkę. Nienawidził mnie a jak się okazało, był chyba bardziej po mojej stronie niż ktokolwiek inny.-Uśmiechnęła się lekko, przypominając sobie minę dziadka, kiedy zamknęła za sobą drzwi w jego gabinecie.-Osoba, która siedzi w tym całym zakładzie to moja rodzina. Tylko jeszcze nie wiem, kim dokładnie może być. Jednak jedno jest pewne. Znaczy wiele dla ojca, a niekoniecznie dla reszty rodziny... Tak, jakby nikt o niej nic nie wiedział... Tylko ich trójka.-Wzruszyła lekko ramionami.-Stwierdziłam, że odstąpię od tej sprawy bo tak naprawdę... Nie potrzebuję tego. Chcę się skupić na tym co mam a nie na tym, co było kiedyś.-Mruknęła choć w jej głosie nie było słychać takiego pełnego przekonania. Zawsze była ciekawa i uparta... Ale jeżeli miałaby stracić ojca, nie wybaczyłaby sobie za nic w świecie.
Miał swoje sprawy, był już zestresowany przy ich ostatnim spotkaniu. Jak mogła zawracać mu głowę swoimi sprawami? Rozumiała, że mógł się martwić czy... Być przy tym... Choć niczego konkretnego się nie dowiedziała.
-Wiesz, że nie wytrzymałabym tam długo.-Zaśmiała się.-Opieka nad Magicznymi Stworzeniami? Nawet mnie to nie interesuje... Wybacz ale co może być w tym fajnego? Nie wiem ale chyba bardziej interesuje mnie brudzenie się smarem i grzebanie pod maskami samochodów.-Powiedziała z zapałem. Uwielbiała to robić, mimo, że już kilka lat temu dostała zakaz bawienie się w tym syfie.
Uniosła delikatnie brwi, gdy mówił jej o czemu. No tak. Chyba nie wspominała mu, że nie była na żadnym meczu i nawet nie wsiada na miotłę?... Nie, to na bank mu mówiła. Pochyliła się lekko do przodu i oparła łokcie na kolanach. Spojrzała na niego.
-To tylko znicz... Jeden mecz. Byliby źli na każdego, tu niekoniecznie chodzi o Ciebie...-Wzruszyła lekko ramionami.-Zrozumiałe jest, że każdy chce wygrać te meczę ale nie powinieneś się tym zadręczać... Będą inne mecze. Poza tym, wiem na co Cię stać, a Tanner Chapman nigdy się nie poddaje.-Puściła mu oczko i uśmiechnęła się pocieszająco. Mogła jedynie spróbować poczuć to, co on... Nie wiedziała co powiedzieć jednak coś zdołała, prawda?
Ją interesowało, i wiedział o tym. Nie mówiłby tego, gdyby sądził inaczej. Cały czas się lekko uśmiechała. Była zadowolona... To było chyba więcej niżeli chciała. Mówił wszystko tak szybko i z takim przejęciem, że nie śmiała mu przerywać. Jej słowa się potwierdziły. On nigdy się nie poddaje.
-Czy możesz korzystać z drobnej pomocy? Chodzi mi o jakieś rady dotyczące tych zadań... W końcu skoro jedno zadanie zajęło Ci tak długo czasu...-Wzruszyła lekko ramionami.-W sumie, to ten cały projekt nieco mnie przeraził. Znowu są tutaj obcy ludzie... Tak jak nie rozpoznawałam większości to teraz praktycznie wszystkich... To troszkę dobijające.-Powiedziała i podrapała się po policzku, a dłoń zatrzymała na szyi.-Ale cieszę się, że masz jakieś zajęcie. Robisz coś, co chcesz robisz... Bo w końcu nie zapisałabyś się, gdybyś tego nie chciał... Chyba, że zrobiłeś to specjalnie aby uciec.-Powiedziała i ponownie wzruszyła ramionami. Ug, dziewczyno wymyśl coś nowego, dobra?
Po chwili kelner przyniósł jej sok oraz talerz z małymi czekoladkami. Dodał, że w środku są niespodzianki w postaci różnych smaków. Zastanawiała się, czy jest to coś w stylu fasolek wszystkich smaków. Mhm.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Sofia, Bułgaria
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 765
Dodatkowo : szukający
  Liczba postów : 682
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6588-tanner-chapman
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6591-tannerowe#185457
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6592-sowka-tannera#185458
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7242-tanner-chapman




Gracz






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Sob Maj 03 2014, 18:05

Ominąć coś, co jest praktycznie częścią życia Chapman'a? No tak się niestety nie da. Lunarni ukształtowali jego osobowość, to jaki jest teraz i jaki będzie za rok czy dwa. To jak wiele czasu upłynie od momentu przykrych wydarzeń w Hogsmeade nie ma żadnego znaczenia. Tanner dotarł tam do swoich granic, poznał, do czego jest zdolny i właściwie to go najbardziej przeraża. Porozmawiać zawsze z nim można, nie ma żadnego problemu. Chyba, że chce się za bardzo ingerować w jego przeszłość. Wtedy może być ciężko. Najlepiej nie wracać więcej do tego tematu.
Teraz to Tanner zaśmiał się głośno i z jakąś nutką rozczarowania w głosie. Może chciał, żeby zrobiła mu awanturę? Może chciał, żeby była chociaż odrobinkę zazdrosna? A ona, tak po prostu, doradziła mu, żeby lepiej się z tym krył. Przykre.
- Najwidoczniej jest tak jak mówisz. Następnym razem dopilnuję, żeby nic nie wypłynęło na wierzch. Zresztą, wybrałem taką osobę, o której wszyscy faceci w szkole mówią, więc.. - zdecydował, że powiedział stanowczo za dużo i po prostu zamknął usta, nie kończąc zdania. Fakt, Katherine była osobą, o której plotkowało się w męskiej łazience, pod prysznicem. Nigdy nie spodziewał się, że dołączy do kręgu jej ofiar, a tu proszę, taka ogromna niespodzianka. Jednak co było to było, Tanner odreagował tylko ból i dobrze się bawił. Miało to tak mało wspólnego z uczuciami, jak tylko się dało. Na szczęście. Tanner wysłuchał opowieści dziewczyny, zastanawiając się, co on zrobiłby na jej miejscu. Gdy skończyła mówić pokręcił lekko głową i spojrzał na nią z troską w oczach. - Poprę każdą Twoją decyzję, ale.. czy nie będziesz tego później żałowała? Teraz masz okazję dowiedzieć się o co tak naprawdę chodzi. Za kilka miesięcy możesz już jej nie mieć. Wydaje mi się, że chciałbym wiedzieć. Jestem zbyt uparty i ciekawski. Zresztą, jak wszyscy Ślizgoni - zaśmiał się cicho, dając tym do zrozumienia, że ona z pewnością także taka jest. Nie można być Ślizgonem bez tych dwóch cech. Przecież żadne z nich nie jest stworzone do poddawania się, prawda? Zawsze osiągną swój cel. Zawsze. Bez względu na to jak wiele siły mają na to zmarnować i jak wiele czasu muszą poświęcić. Tylko prawda zawsze ma znaczenie. Nic innego się nie liczy. Przynajmniej w życiu Chapman'a.
- Znicz, nie znicz. Nieważne. Mam nadzieję, że więcej nie dam takiego ciała jak podczas tego meczu. Mieli świetną szukającą, swoją drogą - mrugnął do niej wesoło. Miał jeszcze jej powiedzieć jedną rzecz, jednak teraz wyleciała mu kompletnie z głowy. Pewnie przypomni mu się po jakimś czasie, podczas ich rozmowy. Wracając do szukającej.. faktycznie była świetna. Szkoda, że nie dane było im się poznać bliżej, może nauczyłby się czegoś od tej dziewczyny. Teraz przecież nie wyśle do niej nagle sowy z prośbą "cześć, naucz mnie jak być takim zajebistym jak Ty, ponieważ jestem do niczego". To by było głupie. - Nie wiem, nie zastanawiałem się nad tym. No i raczej nie miałem kogoś poprosić o pomoc. Następnym razem może poproszę właśnie Ciebie - zaśmiał się cicho, zerkając na dziewczynę. Byłby z nich zgrany duet. - Właśnie! Przyjezdni. Jest tu wielu ludzi z mojej dawnej szkoły, wiesz? Miałem cichą nadzieję, że mój przyjaciel także weźmie udział w Złotym Sfinksie. Nie widziałem go już tak długo.. a na listy nie odpowiada - wzruszył tylko ramionami, zakładając ręce na piersi, jakby był obrażony na cały świat. Bardzo brakowało mu tego chłopaka i miał nadzieję, że gdzieś go tu spotka. Niestety, na razie nie poznał nawet kogoś, kto wiedziałby co się z nim dzieje. Smutne.
- Trochę uciekam. Muszę, inaczej bym zwariował - teraz to on wzruszył bezradnie ramionami. Wielka szkoda, że nie mógł z nią szczerze porozmawiać. Nie wiedział, dlaczego zapisał się do Sfinksa. Może chciał udowodnić właśnie sobie, że nie jest jednym, wielkim, pieprzonym zerem? A może nie chciał już po prostu dłużej myśleć o tym, co dzieje się w jego życiu? To nie było istotne. Teraz był zawodnikiem i siedział w tym całym sobą. Zaangażował się i sprawiało mu to przyjemność. Na szczęście. Poprosił kelnera o sok dyniowy dla niego i patrzył smutnym wzrokiem za odchodzącym chłopakiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Wiek : 21
Skąd : Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 187
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 196
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6722-angven-lukrecja-shay
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6723-same-slodkosci
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6733-prosze-nie-wstydz-sie




Gracz






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Nie Maj 04 2014, 11:05

Czyli co mu pozostaje? Żyć w samotności? Odizolowanie od ludzi, bo nie może niczego wyjawić? I skoro jest to tak wielką częścią jego życia, to co tutaj tak w ogóle robią? Nie będzie mówił nic a ludzie, którzy się przy nim pojawią będą jedynie przechodniami. Tego chciał? O czym myślał w momencie przypieczętowania swojego losu?
Oczywiście, że wyczuła tę nutkę rozczarowania... No to popatrz, jak się może czuć Ang, kiedy tak się okazało, że latał za jakimiś laskami aby po prostu się świetnie bawić. Bo najwidoczniej w jej towarzystwie nie potrafił tego uczynić.
-I to w jakikolwiek sposób Cię tłumaczy?-Uniosła delikatnie brwi.-Trzeba było wybrać kogoś, kto jest kompletnie nieznany i nawet ściany hogwartu się nią nie interesują.-Powiedziała nieco ostrzej, niżeli chciała ale cóż, bywa. Niech wie, że nie spływa to po niej jak po kaczce.-Następnym razem? Liczyłam, że sam powiesz, że "następnego razu" nie będzie.-Mruknęła i chwyciła swój napój, przystawiła słomkę do ust i na tym temat się chyba zakończył z jej strony. Nie będzie robiła awantury jak idiotka, ale niech wie, że nie jest jej to obojętne.
Nie obchodziła ją ta dziewczyna, bo niby czemu miałaby sobie zawracać głowę kimś, kto jak powiedział, był przedmiotem rozmów praktycznie każdego męskiego osobnika. To było zdecydowanie nie warte uwagi. Chyba najbardziej uraził ją fakt, że to nie ją wtedy wybrał... Skoro miał czas aby zabawiać się z jakąś laską, czemu nie poszedł do niej? Przecież wiedział, że nieważne czy by rozmawiali czy milczeli... Mógłby po prostu przyjść.
Wywróciła oczyma, kiedy zauważyła tę jego troskę. Nigdy nie lubiła takiego spojrzenie, które widziała za każdym razem u ludzi, którzy próbowali litować się nad tobą. Oczywiście, jego troska była w zupełnie inny sposób odbierana, ale nie mogła się powstrzymać.
-Żałować? Nie wiem. Nie chcę większego zamieszania, nie jest mi to potrzebne. Bo ja wiem, że to czego się dowiem, zrobi z mojego życia większe gówno. A ja lubię to, co mam teraz. Nie zamierzam tego tracić i już. Nie będę żyć tym, co było kiedyś bo to idiotyczne.-Mruknęła.-Moja ciekawość została zaspokojona rozmową z dziadkiem... Powinno mi to wystarczyć.-Nie wystarczało ale już postanowiła.
Nie poddała się, nie nazwałaby tego przynajmniej w ten sposób. Stwierdziła, że nie jest jej to do szczęścia potrzebne i tyle.
Tylko prawda się liczy? I mówi to on? Proszę cię...
-Zepnij tyłek i po sprawie.-Powiedziała i lekko zmarszczyła brwi.-Masz chyba pojęcia, że całkowicie nie znam się na tym sporcie.-Zaśmiała się i przeczesała palcami włosy. Taka była prawda.-Jak widzę miotłę, uciekam.-Wzruszyła lekko ramionami i zjadła jedną z czekoladek. Mhm, miała nadzienie czekoladowe, zaskakujące.
-Mnie? Przeceniasz mnie, mój drogi. Ja mogę wpaść i na Ciebie popatrzeć, nie licz, że tknę się czegoś co ma tak wielkie znaczenie.-Powiedziała i uśmiechnęła się lekko.-Jeszcze bym coś spaprała a nie chcę abyś potem mi to wytykał.-Spojrzała na niego, bo tak naprawdę było. Jeszcze doszłoby do tego obwinianie siebie samej, wyrzuty sumienia a z tym nie radzi sobie najlepiej. Przyjaciel? Coś jej zaświtało, jednak coś jej mówiło, że na jego temat nie mówił zbyt wiele.-No to może wywieś list gończy... Albo spróbuj znaleźć go w momencie, kiedy wszyscy zbiorą się w jednym miejscu. Wiesz czemu nie odpisuje na listy?-Ta część ją zaintrygowała. Gdyby chciał, pewnie dawno sam by do niego napisał czy coś... Więc, dlaczego?-Nie chcesz go odwiedzić, kiedy to wszystko się skończy?-Uniosła lekko brwi i posłała mu szeroki uśmiech. Dopilnowałaby, aby stanął pod jego drzwiami i nie zwiał. Pojechałaby z nim, gdyby tylko rzucił jakąś aluzję dotyczącą jej udziału... Gdyby chciał.
Lekko się wyprostowała, kiedy tak mówił... Wydawał się, taki inny. Cicho westchnęła i bezceremonialnie wstała, zrobiła kilka kroków i znalazła się w jego fotelu. Przytuliła go do siebie, a nawet zmieściła w luce swój tyłek. Fotele były całkiem spore. Po prostu jego mina i słowa spowodowały, że musiała to zrobić. Nie zważając na jakieś protesty, słowa, nic. Nie musiał jej mówić dokładnie o co chodzi. Jebać to. Niech po prostu wie. Chciała być kimś, przy kim może zapomnieć o tym co go dręczy.
Mocniej zacisnęła ramiona na jego szyi, jednak wciąż za mało aby go udusić, więc niech się nie obawia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Sofia, Bułgaria
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 765
Dodatkowo : szukający
  Liczba postów : 682
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6588-tanner-chapman
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6591-tannerowe#185457
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6592-sowka-tannera#185458
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7242-tanner-chapman




Gracz






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Nie Maj 04 2014, 14:11

Nie, nie to było celem życiowym Tanner'a. Nie chciał odtrącać od siebie każdego, a w szczególności Angven. Chciał, żeby jak najwięcej ludzi było przy nim, blisko, nie pytając o nic. Chciał mieć kogoś, kto po prostu będzie. Może właśnie dlatego wracał do panny Shay za każdym razem, nawet po tych jednorazowych przygodach, które chociaż na chwilę zwracały mu wolność? On nie robił tego dlatego, że był złym człowiekiem. Po prostu panienki, które dobierał sobie na jedną noc nigdy nie pytały o jego przeszłość. Właściwie, w ogóle nie rozmawiali. Chociaż wiedział, że unikanie problemów nie doprowadzi do niczego dobrego, to mimo wszystko czasem ciągnęło go do totalnego luzu, oderwania się od rzeczywistości za pomocą dużej ilości alkoholu i sex'u. Nie znał innego sposobu, ponieważ nikt go tego nie nauczył. Nie miał okazji przekonać się o tym czy w ramionach Angven znajdzie to samo poczucie wolności i zachce mu się krzyczeć "chwilo, proszę, bądź wieczna".
Zerknął na dziewczynę, widząc, że mimo tej całej postawy "mam to w nosie" jednak jej zależało. Zrobiło mu się trochę lżej na sercu. Dobrze, że nie robiła mu żadnych awantur. Tego by nie zniósł, odstraszyłoby to go jeszcze bardziej. Dłużej nie chciał uciekać.
- Nie mogę Ci tego obiecać, ale zamierzam skończyć z naturą męskiej dziwki - mrugnął do niej wesoło. Może zbyt wesoło jak na tak poważny temat? Skoro Angven już się upomniał o słowa, które miały wypłynąć z jego ust nieco później, to teraz i tak nie zabrzmiałyby szczerze. Zażartował więc z tego, jak zawsze urywając temat w najmniej odpowiednim momencie. Zamiast od razu przeprosić dziewczynę za to, że nie zwrócił się do niej, a do jakiejś innej Ślizgonki, o której wiedział tylko tyle, że jest "modliszką". Na szczęście na niego jej urok nie działał. Właściwie, powinno tu paść pytanie: dlaczego nie poszedł do Angven? Niby wiedział, że może.. ale nie chciał przy niej wyjść na słabeusza. Była osobą, w której oczach chciał wypaść jak najlepiej. Wiedział, że robiąc to co zrobił z pewnością tak nie będzie, ale wolał to, niż postrzeganie go jako nie dość silnego, by uporać się z własnymi problemami.
- Jeśli tak zdecydowałaś. Pamiętaj, że jeśli będziesz potrzebować pomocy, z czymkolwiek.. jestem. Nie zamierzam już nigdzie znikać. Teraz cały mój wolny czas należy do Ciebie - powiedział, patrząc przy tym w oczy jego towarzyszce. Czy naprawdę tak będzie? Może to kolejna z jego słodkich sztuczek, żeby zatrzymać przy sobie pannę Shay na dłużej? Tego nie wiedział nikt, nawet sam Chapman. Był osobą, której trzeba było albo wierzyć na słowo, albo nie wierzyć w ogóle. Niestety, przy nim nic nie było pewne, w każdej chwili mogło się coś zmienić. Nie był materiałem na chłopaka, niestety. - Cały czas o tym zapominam! - uderzył się otwartą dłonią w czoło, że niby był załamany. - Wszyscy znają się na Qudditch'u. Będę Cię musiał kiedyś podszkolić - powiedział, marszcząc brwi i spoglądając groźnie na dziewczynę. Swoją drogą, trening z Tanner'em mógłby być całkiem interesujący. O ile nie skończyłby się pobytem Ślizgonki w skrzydle szpitalnym, oczywiście.
- Skoro tak mówisz. Miałem nadzieję, że będziesz odrobinę bardziej odważna.. - uśmiechnął się złośliwie, chcąc obudzić w niej chęć rywalizacji, którą z pewnością posiadała. Może była ukryta gdzieś bardzo, bardzo głęboko? - Nie wiem czy zauważyłaś, ale nie jestem osobą, którą wini kogokolwiek innego za własne błędy - fakt, dużo można było zarzucić Tanner'owi, ale nie to. Na szczęście był osobą, która obwiniała tylko siebie za błędy całego świata. Może przez to ciągle chodził taki niezadowolony, zdenerwowany i zrezygnowany?
- Nie mam pojęcia. Kontakt urwał się nam kiedy się przeniosłem.. to znaczy, kiedy mój popaprany ojciec zdecydował, że przeniesiemy się do tego brudnego, śmierdzącego i smutnego miasta Londyn - westchnął ciężko, krzywiąc się i przytulając w pasie dziewczynę, która w momencie gdy mówił usadowiła mu się na kolanach. Nie wiedział dlaczego chłopak tak go potraktował, w końcu on sam nie chciał go zostawić. - Byliśmy nierozłączni. Może złamałem mu serce moją przeprowadzką? - zaśmiał się cicho, mówiąc to pół żartem, pół serio. Sam przez pewien czas odczuwał ból po rozłące z najlepszym przyjacielem. On musiał czuć to samo. Tylko Tanner nie chciał zerwać kontaktu z chłopakiem. Były listy, on każde wakacje z pewnością spędzałby w Bułgarii. Może nawet zaprosiłby go do swojego domu, do Londynu? - Chciałbym, tylko nie sądzę, że on chce mnie widzieć - mruknął Tanner, przytulając twarz do piersi dziewczyny. W jego oczach przez moment można było dostrzec łzę, kręcącą się gdzieś tam, głęboko. Na szczęście nikt tego nie widział.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Wiek : 21
Skąd : Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 187
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 196
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6722-angven-lukrecja-shay
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6723-same-slodkosci
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6733-prosze-nie-wstydz-sie




Gracz






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Sob Maj 10 2014, 12:45

Ale to robił. Czy była tutaj jakaś logika? A czy mu tego nie dawała? Dobrze, może czasem chciała wiedzieć co u niego ale to chyba nie wymaga jakichkolwiek wielkich zwierzeń. Dawna określiła, że jest... Jeżeli będzie chciał, może przyjść i po prostu pomilczeć...
Cóż, te panienki mogła w jakiś sposób zrozumieć, choć kobieca logika chyba zmierza w zupełnie innych kierunku niż ta u facetów ale to nic. Już o nich zapomniała, naprawdę. Nie były warte jej uwagi i tego się trzymała. Nie miała prawda oceniać Tanner'a za to co robił. W końcu ona nie była jakaś święta, choć odkąd go zna, stała się chyba grzeczniejsza... Co jest dosyć dziwne i nawet podejrzane. Może nie chciała zawieść i siebie i jego?
Zaśmiała się i wzruszyła lekko ramionami.-Prawdziwa męska dziwka jest taką w ukryciu... Poza tym, płacą Ci za to?-Uniosła wysoko brwi i spojrzała na Tanner'a. Czy było jej łatwo o tym rozmawiać? Kto to wie. Nie wiedziała dokładnie co czuje w tym momencie, bo było tego tak dużo, że wolała to zostawić. Aby sobie robiło co chce. Nie rozumiała jedynie tego, że skoro nie chciał z niej rezygnować, czemu robił wszystko aby ją zwodzić? Bo inaczej nie da się tego nazwać. Nie będzie czekać jak jakaś skończona kretynka, gdy ten pieprzy się z jakąś laską... I nawet nie chodziło o to, że miał być nazywanym jej "chłopakiem", nie lubiła tego ograniczającego słowa. Wiązało się z wieloma rzeczami. Ona chciała odrobiny szacunku? Mhm. Odrobiny.
Faceci i ich idiotyczna duma. Skąd pomysł, że wzięłaby go za słabeusza? Właśnie gdyby widziała, że potrafi przyznać się do błędu czy po prostu ma zły dzień, bardziej doceniłaby to niż ten wyidealizowany obraz chłopaka z krwi i kości. Ideały nie istnieją, a ci którzy w nie wierzą są idiotami i ślepcami.
Przeczesała włosy palcami i wydała lekko wargi. Spojrzała na niego, jakby zastanawiała się nad jego słowami bardzo poważnie. Z jednego powodu, bardzo chciała aby to była prawda, naprawdę... Jednak z drugiej strony, ile razy to słyszała? Doskonale wiedział, że nie chciała aby tak mówił i składał jakieś dziwne obietnice, nawet takie, które są całkiem niewielkie i wręcz normalne. Ona nie robiła tego w jego przypadku więc niech odwdzięczy się tym samym. Dlatego to przemilczała. Wierzyć czy nie? Ona nie zaliczała się do grona tych osób. Nie wchodziła do żadnych z tych szufladek i już.
Uśmiechnęła się szeroko.-Wiesz, że to będzie baaardzo trudne i męczące zajęcie?-Uniosła lekko brwi i rozczochrała jego włosy, uśmiechając się do siebie... Od tak. Bo mogła to zrobić i nikomu nic do tego, nawet jemu.-Musisz znaleźć jakiś dobry sposób abym mogła się skupić.-Spojrzała na niego i ściszyła nieco głos, jakby w tym momencie o czymś konspirowali. Uśmiechnęła się szeroko.
Zmrużyła lekko oczy i zrobiła naburmuszoną minę. Wiedziała do czego dąży Tanner... Nie da mu tej satysfakcji, nigdy. Za to podeszła go z innej strony.-Mi odwagi nie brak... Za to Ty posiadasz jej za mało.-Powiedziała spokojnie. A co czego piła, niech sam się domyśli, choć zapewne i tak w końcu mu to powie. Wzruszyła lekko ramionami i uśmiechnęła się niemalże niewinnie... -Zauważyłem. Jednak ja bym sobie tego nie wybaczyła... W końcu ten projekt to spora rzecz.-Pokiwała głową, jakby dla zapewnienia siebie o tym. I jego również. I powinien sobie w tej sprawie odpuścić... W końcu nie popadajmy w paranoję, prawda? A to obwinianie się o wszystko to już lekka paranoja.
-Ale chyba przenosiny nie były aż takie złe...-Mruknęła i spojrzała na chłopaka.... Nie mogło być aż tak tragicznie, prawda?-Nie odbierz tego negatywnie... Ale skoro urwał kontakt, to znaczy, że po prostu tego chciał... Może nie był takim przyjacielem za jakiego go uważasz... A może to tylko sprawiałoby więcej bólu, takie rozmowy na odległość. Czasem z góry wiesz, że nie dasz sobie z tym rady.-Wzruszyła lekko ramionami i ponownie przeczesała jego włosy, nie wiedziała czy dla uspokojenia go czy dlaczego. Później po prostu oparła podbródek na jego głowie. Cicho westchnęła.-Nie możesz się za to obwiniać. To nie była Twoja decyzja. Jeżeli jest Twoim prawdziwym przyjacielem, powinien to zrozumieć... Chyba. Nie znam się na tym.-Powiedziała szczerze. Jak w ogóle mogła mu coś takiego mówić, skoro nie wiedziała jak to jest? Cóż, wydawało jej się to najrozsądniejszym wyjściem i tyle.
-Nie dowiesz się, jeżeli nie spróbujesz.-Powiedziała i przejechała kciukiem po jego policzku, z delikatnym uśmiechem. Jakby chcąc go zachęcić. Pocałowała go lekko w usta i ponownie przytuliła. Tutaj zdecydowanie się z sobą zgadzała. Nie dowie się, jeżeli nie zobaczy tego na własne oczy. Swojego przyjaciela i jego reakcji.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Sofia, Bułgaria
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 765
Dodatkowo : szukający
  Liczba postów : 682
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6588-tanner-chapman
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6591-tannerowe#185457
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6592-sowka-tannera#185458
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7242-tanner-chapman




Gracz






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Pon Maj 12 2014, 16:31

Robił to, oczywiście, że to robił. Przecież nikt nigdy nie nauczył go inaczej. Z domu nie wyniósł tego, że może do kogoś przyjść z prośbą o pomoc w swoich kłopotach. Jego rodzina nauczyła go radzić sobie samemu, ze wszystkim, nieważne jak bardzo to zadanie wykraczało poza możliwości Tanner'a. Często żałował tego, że nie potrafił zwrócić się z problemem do kogoś innego. Żałował, że miał takich rodziców. To już jednak inna sprawa i kompletnie nie dotycząca jego aktualnych przemyśleń. Dziewczyny? Nic dziwnego, że tak się zachowywał, skoro w domu brat przyprowadzał co weekend inną panienkę, a ojciec zdradzał mamę na prawo i lewo. Nie, żeby Tanner się w ten sposób usprawiedliwiał, broń Cię panie Boże. Po prostu częściowo trzeba mu wybaczyć fakt, że był takim ohydnym babiarzem.
- Nie wiedziałem. Ukrywać się nie zamierzam. Czy mi płacą? Jeszcze nie, ale może powinny zacząć - mrugnął do dziewczyny wesoło, pozwalając sobie chyba na zbyt wiele. Nie chciał, żeby uznała to za jakąś obrazę i żeby pomyślała sobie, że naprawdę tak myśli. Chciał tylko obrócić wszystko w żart, bo rozmowa o jego łóżkowych podbojach z dziewczyną, na której bardzo mu zależało nie była czymś o czym dzisiaj marzył. Właściwie to czuł się dość niezręcznie, gdy Angven, siedząc mu na kolanach i całując go, mówiła o tym, że ktoś powinien mu płacić za seks. Wzruszył nieznacznie ramionami, przyciągając dziewczynę do siebie i uśmiechając się słodko. - Zdaje się sobie sprawę, jednak chcę sprostać temu zadaniu. Możesz mnie męczyć ile tylko tylko chcesz - gdy to mówił, przybliżał twarz do ucha dziewczyny, samą końcówkę zdania szepcząc już do niego i chuchając na nią ciepłym powietrzem z jego ust. Jakie to miłe, że mogli tak sobie siedzieć i żartować, nie przejmując się niczym. Dlaczego wcześniej nie wpadł, że bycie z kimś na stałe może mieć swoje plusy, a nie tylko masę ogromnych minusów? - Znam sposób, żebyś przestała być skupiona. Na skupienie jeszcze nic nie wymyśliłem - uśmiechnął się lekko pod nosem, cały czas mówiąc do ucha dziewczyny. Dopiero teraz odsunął swoją twarz od jej szyi, zerkając na nią z pewnej odległości. Wygląda na to, że wszystko może się jakoś ułożyć, prawda?
- Przenosiny? Wiesz, to najgorsza rzecz w życiu, jaka mi się przytrafiła. Długo walczyłem o to, żeby tak nie było, ale ja po prostu nie należę do tego świata. Całe moje życie było tam, w Bułgarii. Tutaj czuję się jak dziecko we mgle. Mimo tego że poznałem Ciebie i tak chciałbym tam wrócić - może odrobinę przesadził ze szczerością. Zdał sobie sprawę, że dziewczyna pewnie nie zrozumie go do końca i może poczuć się urażona, ale nie zamierzał cofnąć ani w jakikolwiek sposób załagodzić tego, co powiedział. Tak po prostu czuł. To, że raniło to czyjeś uczucia.. co on może poradzić na to, że spotkała go w Hogwarcie najgorsza tragedia w jego życiu i pragnie jak najszybciej go opuścić, uciec, zniknąć? Pokręcił głową, słuchając dalszych słów dziewczyny. Niby miała rację odnośnie jego przyjaciela, ale on wiedział, że chodzi o coś więcej. Znał go zbyt dobrze. Był pewien, że nie zrobiłby takiej rzeczy z własnej woli. - Odwiedzę go na pewno. Nie wiem tylko kiedy. Aktualnie martwię się OWUTemami. Może nie wyglądam, ale naprawdę zależy mi na tym, żeby jak najszybciej skończyć tą szkołę. Chcę stąd wiać.. - mruknął cicho, zerkając na nią z prośbą o wybaczenie w oczach. Mówił, jakby nie chciał spędzić z nią więcej czasu. Chciał. Tylko nie tutaj, nie w tym zamku.. po prostu nie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Wiek : 21
Skąd : Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 187
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 196
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6722-angven-lukrecja-shay
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6723-same-slodkosci
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6733-prosze-nie-wstydz-sie




Gracz






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Pią Maj 16 2014, 19:10

Niech nie zwala tego na wychowanie... Gdyby od tego wszystko zależało... Byłaby po prostu odrażająca. Surowa. Bezwzględna i pewnie nie miałaby żadnego życia prywatnego... Pozbawiona humoru. A to przecież kompletne przeciwieństwo Ang, prawda?
Nie zawsze da się zwrócić do rodziny z problemem. Ona nigdy tego nie robiła, bo trójka, która ją wychowywała to emocjonalne wraki. Przynajmniej ojciec i dziadek... A jak inaczej sobie z tym radzić? Trzeba znaleźć coś, co nam to ułatwi. Coś, w co możemy wyrzucić wszystko to, co nam tam siedzi. Brzmi łatwo? A jest cholernie trudne. Ale ona znalazła. Nawet kilka rzeczy.
Nie. Nie można tego od tak wybaczyć, usprawiedliwiając go braciszkiem i tatusiem. Jest zdania, że wszystko należy od nas. I zawsze trzeba brać odpowiedzialność za swoje czyny, a nie, zwalać na kogoś innego. Tak jest łatwiej. Cóż, uwielbiała Tanner'a i to pewnie jego urok spowodował, że jeszcze nie leży na ziemi z rozkwaszoną szczęką. Taka tam, urocza ślizgonka.
Uderzyła go lekko w ramię.-Na pewien okres czasu, daruj sobie wyprawy do kobiecych łóżek.-Powiedziała i to nawet całkiem poważnym tonem, choć jej oczy najzwyczajniej się śmiały. Choć w tej całej sytuacji było coś nienormalnego. I dobrze, że się tak czuł. Nawet bardzo dobrze... Może było to okropne ale też musiał nieco pocierpieć. Nawet tylko w takiej formie.-Prędzej czy później i tak trzeba przejść na emeryturę.-Uśmiechnęła się lekko i puściła mu oczko. Czy była samolubna? Tak. I nie przeszkadzało jej to w tym wypadku. Czemu niby miałaby czuć się źle w związku z tym? Dajcie mi jeden dobry powód.
-Jesteś tego pewien? Bo wiesz. Jak już się za coś zabieram, nie rezygnuję z tego.-Powiedziała i przeczesała z wolna jego włosy. Uśmiechnęła się niemalże kokieteryjnie. Wygięła się lekko i utkwiła w nim swoje spojrzenie. Czy był świadom tego, co jej mówił?
Cóż, jeszcze nie byli razem... Tak na stałe, prawda? Żadne nic takiego nie powiedziało, może były jakieś znaki... Jednak nie potrzebowała zdeklarowania tego co między nimi było. Wiedziała, że zepsułoby to bardzo wiele... A tego nie chciała. Więc niech tego nie robią. Co nie oznaczało oczywiście, że może sobie łazić od jednej brunetki do jeszcze innej blondynki.-Tak? A jaki to znasz sposób? Bo widzisz, ja żadnego takiego nie znam.-Wzruszyła delikatnie ramionami, jakby naprawdę nie miała bladego pojęcia o czym Tanner do niej mówił. Uśmiechnęła się szeroko, choć wciąż subtelnie. Prowokowała go aby pokazał jej więcej. Nie wiedziała ile jeszcze mają czasu, postanowiła więc wykorzystać to co ma i już.
Przegryzła lekko wargę i przyjrzała mu się. Teoretycznie nie miała prawa wypowiadać się na ten temat skoro nie była w takim położeniu jak Tanner i jego przyjaciel. Mogła jedynie spekulować, może jakoś wczuć się w to... Jednak to wciąż nie będzie to samo. Oczywiście, podczas swoich podróży z ojcem zostawiała w tych miejscach choć jedną osobę, z którą zżyła się bardziej niż z kimkolwiek innym. W końcu wyjazdu jedynie z nazwy były z ojcem... Uśmiechnęła się delikatnie, dokładnie w tym momencie, w którym mówił o tym, że chciałby tam wrócić.
-To wrócisz. A jeżeli będziesz chciał, mogę Ci towarzyszyć. Nawet jeżeli jedynie jako przyjaciółka.-Powiedziała spokojnie a ta decyzja przyszła zaskakująco szybko i spokojnie. Jakby była to najnormalniejsza rzecz. Bo tak w zasadzie było. Nie miała swojego miejsca. Anglia? Mimo, że się tutaj urodziła i wychowała... Nie czuła, że należy do tego miejsca. Wszystko ładnie pięknie ale co dalej, tak? Nie czuła tego specyficznego przywiązania do miejsca. Może jeszcze go nie znalazła, a może go po prostu nie ma?-Poza tym... Nie przypominam sobie abym była w Bułgarii... Mmm.-Wydęła lekko wargi, zastanawiając się nad tym. Cóż, sporo tych wypadów było... Jednak chyba nie tam.
Nie uważała, że powinna w jakikolwiek sposób sądzić go za szczerość. W końcu sama często było aż za bardzo szczera... A ranienie ludzkich uczuć? Nie przesadzajmy. Nie była pępkiem świata, choć od czasu do czasu miło się nim poczuć, nie powie, że nie.
-Naprawdę? Cóż, nie przejmowałabyś się, jeżeli cały rok spędziłbyś na bieżącym powtarzaniu materiału. Jeżeli się uczysz a nie obijasz, nie masz się czego bać.-Wzruszyła lekko ramionami i uśmiechnęła się pocieszająco. Była tego tak pewna, jak tego, że jest niesamowita w doradzaniu i słuchaniu... Jednak gdy idzie to w drugą stronę, jest po prostu fatalna.
W końcu nie są na terenie zamku, nieprawdaż? Jeżeli nie chciał... Dobrze! Ang ma wiele pomysłów, trzeba je jedynie zrealizować.

[z/t dla Ang i Tannera]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 25
Skąd : Kempsey, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 20
  Liczba postów : 8
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8503-amelia-stein
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8515-amelia-stein
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8711-gwiezdna-skrzynka#245990
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8505-amelia-stein




Gracz






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Pią Cze 06 2014, 17:58

Siedziała w swoim gabinecie przygotowując się na jutrzejsze zajęcia z piątym rocznikiem. Przygotowywała dla uczniów materiały i jakieś ciekawostki. Chciała wprowadzić ich w świat astronomii, pokazać jego piękno i może obudzić w niektórych taką miłość do gwiazd jaką sama odczuwała. Choć to ostatnie to raczej marzenie. Przybyła do szkoły by dzieli się swoją wiedzą i pasją, ale jak na razie nie uzyskała żadnego odzewu ze strony uczniów. W nikim nie widziała tej iskry. Czuła, ze dla jej uczniów astronomia to wciąż tylko zajęcia prowadzone po zmroku, nie pozwalające im spać smacznie we własnych lóżkach. Niezmiernie ją to frustrowało. Postawiła ostatnią kropkę na pergaminie i odłożyła pióro zapadając się głębiej w swój fotel. Odchyliła głowę do tyłu i wyjrzała za znajdujące się za nią wielkie okno. Zbliżał się wieczór. Sadząc po pozycji słońca była jakoś około osiemnastej.
-Może w wiosce coś się dzieje….- mruknęła sama do siebie wstając i rozciągając, zastałe od długiego siedzenia mięśnie. Przebrała się szybko i wolnym krokiem opuściła zamek. Wiedziała, że w małej restauracji, czy raczej knajpie na obrzeżach miasteczka odbywają się występy na żywo. Potrzebowała odpoczynku, no i była bardzo ciekawa kto będzie dzisiaj występował.
Gdy znalazła się na miejscu, cudem unikając gwałtownej burzy, która rozpętała się dokładnie w momencie, gdy przekroczyła próg namiotu, jakby czekała na ten właśnie moment. Uśmiechnęła się pod nosem zadowolona i zajęła jeden ze stolików w cieniu, ale niedaleko sceny, by widzieć występy. Gdy podszedł do niej kelner powiedziała tylko:
- Dzień dobry. Poproszę wodę goździkową- skinęła głową i rozsiadła się wygodnie w fotelu czekając na realizację zamówienia. Gdy jej napój został jej przyniesiona podziękowała lekkim uśmiechem i zaczęła obserwować obecnych w knajpie popijając wolno. Widziała jakąś parę tak zajętą sobą, ze nie zauważali świata wokół. Zaśmiała się cicho pod nosem widząc zbulwersowane miny staruszków obok. Chyba uważali zachowanie zakochanych za niestosowne. A Amelia… chciałaby aby jakiś mężczyzna patrzył na nią tak jak ten kochanek patrzył na swoją partnerkę. Jakby była najcenniejszym skarbem… wszystkim czego potrzebuje do szczęścia. Młoda nauczycielka westchnęła cicho uśmiechając się z melancholią sama do siebie. Przeżyła w swoim krótkim życiu kilka związków, ale żaden nie był wielką miłością, raczej… desperackim tej miłości poszukiwaniem. Poszukiwaniem, które wciąż trwa. Dalej siedział jakiś samotny mężczyzna popijając chyba piwo. Na scenie zespół szykował się do występu. A między stolikami uwijali się kelnerzy. Spokojny wieczór. Oby nic go nie zniszczyło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Skąd : Wolverhampton
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 14
  Liczba postów : 5




Gracz






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Pią Cze 06 2014, 18:25

Kląc siarczyście rozejrzał się ponownie i otarł twarz, mokrą od deszczu. Gdzieś w oddali huknęło, błysnęło, aż zrobiło się jaśniej. Pomimo w miarę wczesnej godziny, słońce schowało się za chmurami, tworząc niemiły, chłodny półmrok. Dla Daniela huki błyskawic nie były niczym miłym. Nie, żeby bał sie burzy - raczej nie prepadał za hukliwym odgłosem piorunów. Przemoczony do suchej nitki wszedł do knajpy i otrząsnął się z wody, zmieniając mokre ubranie zaklęciem na suche (Trzeci Strój). Ponoć grali tu na żywo, lubił takie miejsca. I to się pobawisz, i to się napijesz... Podszedł do baru i przeczesał dłonią delikatnie włosy, które od deszczu pokręciły się jeszcze bardziej. Jego policzki pokrywał dwutygodniowy, zadbany zarost. Uśmiech rozjaśnił mu twarz, kiedy spojrzał na AMelię, wyłapując jej anjomą sylwetkę na kanapie nieopodal. Zamówił szklaneczkę szkockiej i podszedł do... przyjaciółki? Czy no... No do Amelki, na Bogów!
- Mogę się przysiąść?
Uśmiechnął się lekko, odzywając się swoim zwykłym, melodyjnym, delikatnie zachrypniętym głosem. Stał obok niej ze szklanką w dłoni i oczekiwał na odpowiedź. W końcu przecież mogła nie mieć ochoty na towarzystwo. Każdy miewał takie dni...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 25
Skąd : Kempsey, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 20
  Liczba postów : 8
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8503-amelia-stein
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8515-amelia-stein
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8711-gwiezdna-skrzynka#245990
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8505-amelia-stein




Gracz






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Pią Cze 06 2014, 19:16

O mało się nie zakrztusiła woja wodą widząc jak do namiotu wchodzi Daniel. W dziecinnym odruchu, który był wynikiem pewnego przyzwyczajenia miała ochotę wstać i schować się gdzieś lub nawet wybiec w burze. Deszcz jej nie przeszkadzał. Może to się niektórym wydać bardzo dziwne, ale ona wprost kochała gwałtowne, przepełnione hukiem piorunów i blaskiem błyskawic burze, może dlatego, ze kojarzyły jej się z wolnością, której zawsze w jej życiu brakowało. Całe życie więziona w pętli intryg rodziny, nie mogąc mówić otwarcie o własnych poglądach czuła nieodparty pociąg do wszystkiego co choćby minimalnie kojarzyło się z wolnością. Teraz znów czuła się spętana- własnymi sprzecznymi pragnieniami. Z jednej strony chciała zostać i posłuchać zespołu, z drugiej wyjść i znaleźć się jak najdalej stąd. A wszystko przez jednego wysokiego mężczyznę. Co w nim było takiego, że gdy tylko zjawiał się w zasięgu jej wzroku chciała się gdzieś ukryć i nerwowo zaczynała poprawiać włosy? W tej chwili też jej ręka powędrowała do długich kosmyków odgarniając je za ucho. Schyliła głowę modląc się, by Daniel jej nie zauważył. Jednocześnie spod rzęs obserwowała go, całą swoja uwagę skupiając tylko na nim.
Widząc jego szeroki uśmiech wiedziała już, ze za chwilę nie będzie już sama i ochota by wstać i wyjść w deszcz jeszcze się wzmogła. Pokonała ją.
„ Przestań! To tylko Daniel. Nic ci nie zrobi! Siedź na tyłku i się uśmiechnij”- rozkazywała sama sobie.
Zadrżała słysząc jego melodyjny lekko zachrypnięty głos. Ukuła ją dziwna, niespodziewana myśl, ze tęskniła za tym głosem. Że tęskniła za Danielem. Nieznacznie, niemal niezauważalnie potrząsnęła głową i biorąc głęboki wdech uniosła głowę, przywołując na usta delikatny, sympatyczny uśmiech. Czuła jak na policzki wpływa jej czerwony rumieniec, gdy tylko spojrzała w oczy Daniela.
„ Nosz na na brodę i wąsy Merlina Wspaniałego! to tylko facet! Znajomy! czemu się głupia rumienisz?!”- karciła sama siebie w myślach.
- Jasne- powiedziała cicho swoim delikatnym , ale ciepłym i głębokim głosem. Spuściła wzrok patrząc na swoje dłonie, w których trzymała szklankę. Nastała chwila ciszy wypełniona dźwiękami muzyki i szeptami innych gości knajpy.
- Co tam u ciebie?- spytała niepewnie. Normalnie cisza jej nie przeszkadzał. Lubiła ją, ale ta która zapadła miedzy nimi, była dziwna. Krępowała ją i czuła nieodpartą potrzebę… usłyszenia jego głosu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Norwegia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 187
  Liczba postów : 599
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8544-gregers-colton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8549-no-moze-sie-dogadamy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8551-pisz-do-coltona-spokojnie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8550-gregers-colton#241644




Gracz






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Wto Cze 10 2014, 18:42

Gregers i Naya dotarli do knajpy.
Usiadł na przeciwko dziewczyny, by dobrze ją widzieć. Lubił obserwować rozmówcę. Jego gesty, sposób, w jaki patrzy. To dużo mówiło o człowieku. Jednakże, Naya oprócz tego, była po prostu przyjemna dla oka. Miło się na nią patrzyło. Cóż, tego nie potrafił ukryć. Kiedy całkiem ładna, blond włosa, jednakże pewnie tępa, jak większość innych kelnerka podeszła przyjąć zamówienie, chłopak wziął dwa piwa kremowe. Oczywiście dostał zniżkę. Ma się ten urok osobisty, nie? To trzeba go wykorzystywać.
- Chcesz coś zjeść? - Zapytał, kiedy na stole pojawiły się kufle. Alkohol zdecydowanie pomagał w rozluźnieniu i oczyszczeniu umysłu. No, przynajmniej jemu. Właściwie, to źle zrobił. Może jego towarzyszka nie lubiła piwa? Cóż. Najwyżej wypije dwa, a dla niej zamówi coś innego. Bywa.
W knajpie rozlegał się dźwięk przyjemnej muzyki. Nie wiedział, jaki to zespół, ale gatunek bardzo mu odpowiadał na chwilę obecną. Łagodna, spokojna muzyka. Ot taka na rozluźnienie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Edynburg, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 220
  Liczba postów : 372
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8167-naya-valley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8170-naya
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8173-napisz-do-nayi#226719
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8172-naya-valley




Gracz






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Wto Cze 10 2014, 22:38

Ta niesamowita pewność siebie, która biła od Gregersa, momentami naprawdę mogła wkurzyć. Jednakże miało to też swoje dobre strony, jak na przykład teraz, gdy po złożonym zamówieniu dostał zniżkę za bajerowanie naiwnych kelnerek. Naya skomentowała to jedynie gestem, który wpadł jej już w nawyk, czyli uniesieniem brwi i popatrzeniem się na chłopaka jak na kompletnego debila.
-No no no... -Skomentowała i rozsiadła się wygodniej na krześle. -Chyba muszę częściej się z tobą gdzieś wybierać, skoro chcę dostawać takie zniżki. Chyba, że zacznę kręcić z właścicielami... -Dodała, trochę ciszej, jakby sama do siebie.
Pokręciła przecząco głową na zadane przez chłopaka pytanie i rozejrzała się po lokalu. W sumie całkiem tu przyjemnie. Uśmiechnęła się pod nosem i wzrokiem znów wróciła do rozmówcy.
-Nigdy tu wcześniej nie byłam, wiesz? -Zapytała i zaczęła sączyć swoje piwo kremowe, raz na jakiś czas spoglądając na Ślizgona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Norwegia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 187
  Liczba postów : 599
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8544-gregers-colton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8549-no-moze-sie-dogadamy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8551-pisz-do-coltona-spokojnie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8550-gregers-colton#241644




Gracz






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Wto Cze 10 2014, 23:29

Widząc pogardę w spojrzeniu towarzyszki, Gregers roześmiał się. Przywykł do tego. Naya nie lubiła, jak zachowywał się niczym Casanova. No, ale w końcu ma to jakieś plusy, nie? Właśnie dzięki jego A może jakiś rabacik?, dostali 20 % zniżki na piwo, którego łyk właśnie Colton upił. Było całkiem dobre. Zresztą, on lubił piwo, więc nic w tym dziwnego.
- Mi to odpowiada. - Powiedział z uśmiechem, gdy dziewczyna stwierdziła, że musi z nim częściej wychodzić. Ostatnie jej zdanie już mniej pasowało Ślizgonowi, ale nie skomentował tego. Z uśmiechem upił kolejny łyk piwa kremowego, delektując się jego smakiem.
- Ja też nie. - Przyznał, wzruszając ramionami. Prawda była taka, że gdzieś od któregoś kumpla usłyszał dobrą opinię o tym miejscu. Ponoć był tam z dziewczyną. No, a Nayę lepiej zabrać do ładnego, przyjemnego miejsca, niż do pubu Pod Miotłami, gdzie pijani faceci ( często łącznie z nim samym ), oglądają się za fajnymi dziewczynami, a jego towarzyszka zdecydowanie taka była. No i jeszcze by się wdał w jakąś nieprzyjemną dyskusję. Choć mogłoby to być całkiem ciekawe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Edynburg, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 220
  Liczba postów : 372
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8167-naya-valley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8170-naya
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8173-napisz-do-nayi#226719
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8172-naya-valley




Gracz






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Sro Cze 11 2014, 15:35

Taka już natura Ślizgona, że często zachowują się w taki, a nie inny sposób. Naya w sumie już do tego przywykła, ale nadal nie pochwalała takiego zachowania. Popatrzyła na chłopaka spode łba, jednak ciągle z uśmiechem i ciężko westchnęła.
-Wiesz..w zasadzie, nie mam zielonego pojęcia czemu do cholery ja się z tobą zadaje. -Powiedziała, uśmiechając się jeszcze szerzej i upiła łyk piwa. -Oświeć mnie. Tylko nie mów mi, jaki to super inteligentny i przystojny jesteś, bo to już wszyscy wiemy. -Dodała i popatrzyła mu w oczy. Lubiła się z nim tak droczyć, jednak w tym wypadku mówiła prawdę. Bo przecież i inteligenty i przystojny był. Nie ma się co oszukiwać.
Po chwili siedzenia, na parkiecie pojawiło się parę tańczących osób. A dziewczyna tańczyć lubiła, toteż gdy dokończyła swoje piwo, wstała z krzesła i podeszła do Ślizgona.
-Chodź, zobaczymy jak tańczysz. -Rzuciła i pociągnęła go w stronę niedużej grupki ludzi. Trzeba przyznać, że całkiem niezła z niej tancerka, jednak teraz chciała zobaczyć jak radzi sobie z tym Gregers.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Norwegia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 187
  Liczba postów : 599
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8544-gregers-colton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8549-no-moze-sie-dogadamy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8551-pisz-do-coltona-spokojnie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8550-gregers-colton#241644




Gracz






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Sro Cze 11 2014, 15:46

Wzruszył ramionami, rozłożył ręce i zrobił minę człowieka, który zupełnie nie wie, o co chodzi, po czym zaśmiał się.
- No nie wiem, nie wiem. - Westchnął ciężko. - Zabrałaś mi mój najlepszy argument! Chociaż, oprócz tego, jestem też zabawny. Wystarczy? - Puścił dziewczynie oczko i uśmiechnął się przyjaźnie. To prawda, miał wygórowane ego, ale tym razem zabrzmiał, jakby żartował. No cóż, miało to zabrzmieć zabawnie, aczkolwiek rzeczywiście tak uważał. Chociaż, ludzie często mówili, ze jego poczucie humoru jest żałosne, albo głupie, albo przykre ( jak może być przykre? ). Bywa. On je lubił.
Colton rozejrzał się po sali. W knajpie było całkiem sporo osób, no i muzyka zrobiła się bardziej skoczna. Spojrzał na swoją towarzyszkę, która właśnie zerkała na parkiet. Od razu domyślił się, co zamierza zrobić. Był dobrym tancerzem, ostatnio już miał okazję to udowodnić. W zasadzie, dużo tańczył w ostatnim czasie.
- Wiedziałem. - Odparł niemalże natychmiast i uśmiechnął się łobuzersko tak, jak to miał w zwyczaju, po czym wstał i podał Nayi rękę. - Mogę prosić?
Ruszyli na parkiet. Gregers czuł się pewnie, choć w towarzystwie właśnie tej Puchonki nie aż tak pewnie, jak zwykle. Jednakże wciąż całkiem nieźle. Poruszał się zwinnie i dość szybko. Adekwatnie do muzyki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Edynburg, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 220
  Liczba postów : 372
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8167-naya-valley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8170-naya
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8173-napisz-do-nayi#226719
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8172-naya-valley




Gracz






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Sro Cze 11 2014, 16:12

Gdy tylko zaczęła lecieć trochę bardziej skoczna muzyka, Naya przymknęła oczy i z początku nawet nie patrząc się na chłopaka zaczęła poruszać się w jej rytm. Po chwili przypomniała sobie, że nie przyszła tu jednak sama i leniwie otworzyła oczy. Popatrzyła się na chłopaka i uśmiechnęła pod nosem, widząc jak dobrze radzi sobie na parkiecie.
-No no, całkiem dobrze Ci idzie. -Stwierdziła i nieco się do niego przybliżyła. Wzrokiem omiotła stojące za nim kelnerki, które dosłownie rozbierały go wzrokiem. Na jej widok jednak trochę się speszyły i wróciły do pracy. Nie wiedziała czemu, ale miała jakąś dziwną obawę, że ktoś im przeszkodzi. A dzisiaj nie chciała się nim z nikim dzielić. Dzisiaj była tylko Naya i Gregers.
Jako para przyjaciół oczywiście. Chciała, żeby tak było. Naprawdę chciała. Wmawiała to sobie. Ale cóż poradzić na to, że czuła się przy nim nieco inaczej niż przy zwykłych przyjaciołach?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Norwegia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 187
  Liczba postów : 599
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8544-gregers-colton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8549-no-moze-sie-dogadamy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8551-pisz-do-coltona-spokojnie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8550-gregers-colton#241644




Gracz






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Sro Cze 11 2014, 16:41

Oczywiście, przecież jestem świetnym tancerzem.
- A, dziękuję. - Uśmiechnął się szarmancko. - Tobie też świetnie idzie.
Rzeczywiście, Naya bardzo dobrze tańczyła. Poruszała się pewnie, a równocześnie z właściwą sobie gracją i delikatnością. W zasadzie, jeszcze nigdy nie miał okazji tego widzieć. Pierwszy raz tańczył z panną Valley. Widząc, że Puchonka odwróciła się lekko, również skierował wzrok w tamtą stronę. Zobaczył kelnerki, które wpatrzone w niego, chichotały i szeptały coś między sobą. Już chciał posłać im piękny uśmiech, czy też dwuznaczne spojrzenie. W końcu może dostać kolejną zniżkę, więc warto, ale powstrzymał się od tego. Spojrzał ponownie na Nayę i uśmiechnął się do niej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Edynburg, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 220
  Liczba postów : 372
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8167-naya-valley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8170-naya
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8173-napisz-do-nayi#226719
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8172-naya-valley




Gracz






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Sro Cze 11 2014, 17:46

Odwzajemniła uśmiech i spojrzała Gregersowi prosto w oczy. Często to robiła, kiedy chciała coś z nich wyczytać. Można się dzięki temu dowiedzieć wielu rzeczy o człowieku. Mówiło się przecież, że oczy są odzwierciedleniem duszy. Było w tym trochę prawdy. Ślizgon przecież z pozoru wydawał się być chamem. Po prostu zwykłym chamem. Typowym Ślizgonem. Jednak, gdy poznało się go nieco lepiej okazał się być zupełnie innych człowiekiem. Ściągał maskę, którą codziennie zakładał. Oczywiście, widząc jego zachowanie na szkolnych korytarzach, wiedziała, że nie wszyscy mają taki przywilej, aby poznać jego prawdziwe ja.
-Często udajesz kogoś kim nie jesteś. -Rzuciła, jeszcze zanim zdążyła ugryźć się w język. Super. Zachciało jej się rozmowy. A akurat zaczęła lecieć wolniejsza piosenka, więc można było spokojnie porozmawiać. -Nie rozumiem tego. Teraz jesteś zupełnie inny, niż na co dzień, w szkole...W stosunku do innych. -Dodała, bo akurat ona nie mogła skarżyć się na zachowanie Gregersa wobec jej osoby.
Rzeczywiście nie rozumiała tego. Chłopak nigdy tak szczerze niczego jej nie wyznał. Może miał jakiś uraz z dzieciństwa? A może nie chce o tym rozmawiać? W tej chwili toczyła jakaś dziwną wewnętrzną bitwę- pomiędzy samą sobą, a jej szalonymi myślami. Niby chciała znać powód jego zachowania, jednak z drugiej strony wiedziała, że nie wypada pytać się o takie rzeczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Norwegia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 187
  Liczba postów : 599
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8544-gregers-colton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8549-no-moze-sie-dogadamy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8551-pisz-do-coltona-spokojnie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8550-gregers-colton#241644




Gracz






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Sro Cze 11 2014, 18:08

Gregers zamyślił się na chwilę. W zasadzie, to już przywykł do swojej maski, a tylko momentami odzywała się gdzieś tam z głębin, jego druga twarz, a raczej szczątki jego drugiej twarzy. Te, które jeszcze się zachowały. Ostatnio może nawet za często dochodziła do głosu, a Colton nie chciał na to pozwolić. Jednakże, były osoby, wobec których nie potrafił być tym aroganckim, złośliwym Ślizgonem. A może nawet nie chciał dla nich taki być. W końcu, niczym sobie na to nie zasłużyli. Nie to, co ta cała Banda idiotów ze szkoły. Już ostatnio to komuś tłumaczył. Teraz zastanawiał się, czy chce o tym rozmawiać. Odpowiedź brzmiała - nie.
-Jestem, bo niektórzy ludzie nie są warci szacunku. - Odpowiedział trochę wymijająco, ale to była prawda. Gregers wobec ludzi, których nie znał, był po prostu nieprzyjemny. Z zasady. A większość ludzi ze szkoły znał tylko z wymiany złośliwych uwag. - A inni są. Nawet są warci czegoś więcej, niż szacunek. - Uśmiechnął się do Nayi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Edynburg, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 220
  Liczba postów : 372
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8167-naya-valley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8170-naya
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8173-napisz-do-nayi#226719
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8172-naya-valley




Gracz






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Sro Cze 11 2014, 18:34

Nie zgadzała się z chłopakiem. Jej zdaniem każdy zasługiwał na szacunek. Niektórzy na większy, niektórzy na mniejszy, ale każdy na niego zasługiwał. Tu właśnie pojawiała się przepaść między Puchonką, a Ślizgonem. Inne charaktery, inne postrzeganie świata... A mimo to lubiła go. Nawet bardzo.
-Rozumiem. -Odpowiedziała i również uśmiechnęła się do przyjaciela. Tym razem jednak trochę nerwowo. Tak jej się wydawało przynajmniej. Bo chłopak chyba nie chciał o tym rozmawiać, a ona jak głupia palnęła co pierwsze przyszło jej na myśl. Myśl czasem, zanim coś zrobisz.
Po dłuższej chwili tańczenia i nieodzywania się do siebie, puściła chłopaka i podeszła do baru. Zamówiła sobie coś mocniejszego i stanęła przy ladzie, czekając na zamówienie. A gdy dostała już jakiegoś drinka, sączyła go powoli, cały czas obserwując Gregersa. Jak będzie chciał to podejdzie, zmuszać go przecież nie będzie. A ona sama po prostu musiała się czegoś napić. I trochę odetchnąć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Norwegia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 187
  Liczba postów : 599
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8544-gregers-colton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8549-no-moze-sie-dogadamy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8551-pisz-do-coltona-spokojnie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8550-gregers-colton#241644




Gracz






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Sro Cze 11 2014, 19:26

Gregers widząc, że Naya idzie do baru, ruszył za nią. W końcu też trzeba zamówić sobie coś mocniejszego, nie? No bo Samym piwem się nie najebiesz, jak to kiedyś komuś powiedział, słusznie zresztą. Podszedł do lady, a kiedy jego towarzyszka coś zamawiała, on przeglądał listę dostępnych alkoholi. Ale bieda... Cóż, jednak coś trzeba było wziąć, nie? Wyjął więc parę galeonów i zamówił ajerkoniak. Średnio za nim przepadał, wolał ognistą, ale co zrobić.
Wrócił za Nayą do stolika, bo jak się okazało, kelnerzy przynoszą zamówienia. Nie trzeba czekać przy barze, ku radości Gregersa.
- Pomogłem Ci trochę zapomnieć o egzaminach? - Zapytał, opierając łokcie na blacie i wpatrując się w Puchonkę. Cóż, starał się, a to rzadkość. Z reguły dbał wyłącznie o swoje dobro, nie przejmując się innymi. No chyba, że chodziło o przyjaciół, wtedy był zdolny coś tam wykombinować, by umilić im życie. Również dziś.
Gregers zorientował się, że jest już ciemno, więc powinni wracać. To znaczy, on mógłby zostać i pewnie wymknie się jeszcze dziś z zamku, ale Naya pewnie chciałaby się jeszcze pouczyć przed egzaminami. Nie może przecież sprowadzać jej na złą drogę, prawda?
- Musimy już iść. Zobacz, ciemno jest. A Ty pewnie chcesz jeszcze się pouczyć do tych egzaminów. - Ostatnie słowo wypowiedział z nutką ironii. Nie rozumiał tego poruszenia, on podchodził zupełnie inaczej do takich spraw, ale cóż. - Chodź, odprowadzę Cię. - Powiedział, po czym ruszył w stronę wyjścia.

z.t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Edynburg, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 220
  Liczba postów : 372
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8167-naya-valley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8170-naya
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8173-napisz-do-nayi#226719
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8172-naya-valley




Gracz






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Sro Cze 11 2014, 20:10

Nie dane było im dłużej porozmawiać, bo wkrótce zrobiło się naprawdę ciemno. W sumie, ciekawe ile tu siedzieli. Odkąd usiedli przy stoliku, Naya zdążyła tylko wypić do końca swój trunek, który swoją drogą był całkiem dobry i szybko odpowiedzieć na pytanie chłopaka.
-Cóż, właśnie mi o nich przypomniałeś. -Odpowiedziała z lekkim uśmiechem. I w zasadzie naprawdę, chociaż na chwilę udało jej się zrelaksować i całkowicie zapomnieć o stresie przed egzaminami.
Była trochę zawiedziona, że już idą. Z chęcią zostałaby jeszcze trochę, ale skoro Gregers chciał już wracać, widocznie miał ku temu swoje powody. Przynajmniej już wie, że jeżeli chce dostać jakaś zniżkę, musi pójść do Ślizgona!
-Nie będę się już do nich uczyć. -Odparła i ruszyła w stronę wyjścia. -Nie popadajmy w paranoje, aż takim kujonem chyba nie jestem. -Dodała, słysząc lekką ironie w głosie chłopaka, której tak bardzo nie lubiła.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Bristol
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 648
Dodatkowo : rezerwowa szukająca
  Liczba postów : 982
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3996-clara-hepburn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3997-moja-mala-blondyneczko#119583
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3998-listy-do-panny-hepburn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7180-clara-hepburn




Gracz






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Czw Sie 07 2014, 17:54

Oh.
Teleportacji Clary towarzyszył cichy trzask. Czuła się dziwnie obco wracając do tych znanych miejsc, które porzuciła. Obecnie mieszkała w Bristolu, u ojca. Miała urzędować tam do czasu, kiedy nie zacznie się rok szkolny. Mijka wyjechała, a sama Clara nie dałaby sama utrzymać ich mieszkania - na szczęście z pomocą przyszedł Marvel. Definitywnie musieli już zacząć czegoś szukać, o ile chcieli znaleźć coś w rozsądnej cenie do rozpoczęcia roku.
Clara nie miała prawa żałować decyzji o wyjeździe - dużo zwiedziła, nabrała dystansu - to ukształtowało jej obecną formę. Nieco zrezygnowaną, bardziej zamyśloną. Uciekającą w świat fantazji i ideałów znacznie częściej, niż przed wyjazdem. Hepburn bardzo wydoroślała, nie tylko fizycznie. Przed ucieczką nie czuła się dobrze w swoim towarzystwie, na każdym kroku wytykała sobie każdy błąd, który popełniła, popełnia i prawdopodobnie zaraz popełni, doprowadzając tym siebie i przyjaciół do szału. Tak bardzo chciała się zmienić, dostosować i nabrać wartości w swoich oczach, że kompletnie zgubiła drogę.
Ostatni rok studiów miał być sprawdzianem siły emocjonalej, tym razem Clara postanowiła nie stchórzyć. Planowała znowu zostać szukającą gryfonów i tym razem wygrać mecz, planowała zakończyć edukację z wyróżnieniem, a jakiekolwiek odstępstwo od planu byłoby tchórzostwem.
Clara Sissy Hepburn nie była tchórzem. Jedynie tęskniącą za światem z bajek i książek idealistką, która w pewnym momencie swojego życia zapomniała, że wcale nie jest księżniczką, której największym, życiowym dramatem byłoby porwanie przez smoka. Kiedyś nawet wypatrywała zielonej bestii, która by ją porwała - byłby to dowód, że wszystko toczy się w ustalonym przez bajkopisarzy porządku.
W końcu przecież każdą księżniczkę, przed bestią, ratował książę.
Oh.
Clara klapnęła na jednym z krzeseł, rozglądając się nerwowo, jakby obawiając się, na czyją twarz może natrafić. Niecierpliwie zaczęła bębnić paznokciami o stół, oczekując swej utęsknionej towarzyszki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Kwiatowa Knajpa pod namiotem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

 Similar topics

-
» Rybacka Knajpa
» Kwiatowa Aleja
» Gospoda pod Świńskim Łbem
» Miłosny trójkąt w lesie

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Okolice Hogsmeade
-