IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Kwiatowa Knajpa pod namiotem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Bentham
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 266
  Liczba postów : 240
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4899-drake-bennett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4900-niezla-draka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4902-drastyczna-poczta




Gracz






PisanieTemat: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Czw Maj 23 2013, 11:14

First topic message reminder :


Kwiatowa Knajpa pod namiotem

Wyjątkowe miejsce, będące prawdziwą oazą zarówno w letnie upały, jak i przyjemnym ogrodem zimowym w mroźne dni - jest to zasługa zaczarowanego namiotu, który chroni wnętrze lokalu przed zmianami temperatur i niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi. Szeroki wybór serwowanych dań i trunków pozwoli każdemu znaleźć coś dla swojego podniebienia, a dodatkowo w każdy czwartek o godzinie 18 Kwiatowa Knajpa gości zespoły, grające muzykę na żywo!

La Bella Vita
Malinowy Zawrót Głowy
Plumpki duszone w sosie miodowym
Pokusa Syreny
Smocze naleśniki
Sałatka Molly Weasley
Uśmiech kudłonia
Złocisty feniks
Stek z kołkogonka w bąbelkowym musie

Woda Goździkowa
Piwo kremowe
Ajerkoniak
Kłębolot
Jagodowy jabol  
Miętowy Memortek
Smocza Krew  
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 3632
  Liczba postów : 1796
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Moderator






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Czw Sie 07 2014, 19:17

Isolde czasami zastanawiała się, dlaczego tak jest, że ludzie uwielbiają znikać z jej życia, tylko po to, by za kilka dni, tygodni, miesięcy lub lat zjawić się niespodziewanie, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, mówiąc "tak, wiem, że zniknąłem bez ostrzeżenia, masz prawo być na mnie zła, ale tęskniłem, wiesz?". I co mogła zrobić? Tupnąć nogą? Rozpłakać się jak dziecko? Powiedzieć, że ona wcale nie tęskniła (podłe kłamstwo) i że nie można wpadać i wypadać z jej życia wedle uznania, bo ona po prostu się na to nie godzi.
Najgorsze w tym wszystkim było to, że nigdy nie chodziło o nią.
Nikt nie uciekał od kłopotów związanych z nią samą. Z relacją, w której grała pierwsze skrzypce.
No może raz. Raz jeden jedyny rzeczywiście chodziło o nią, ale zwykle była po prostu postacią drugoplanową, wiecie, tą dobrą przyjaciółką głównej bohaterki, która podpowiada jej, co robić i dzięki której akcja może się toczyć dalej. Czy dobrze, czy źle - to nie ważne. Ważne, że nie stoi w miejscu.
Nie. Starała się o tym nie myśleć, bo chyba to i tak było lepsze od ładowania się w różne kłopoty - ostatnio szło jej to całkiem nieźle. Dexter, Zachariasz... mąciła we własnym życiu jak szalona, jednocześnie tego chcąc i przeraźliwie się bojąc, że zrobi coś,z czego potem się nie wyplącze. Póki co, nieźle jej szło. Jeszcze niczego nie zepsuła dokumentnie, a jej życie nabrało barw. To chyba nie takie złe, nawet jeśli wprowadzało pewien zamęt. Czuła się dobrze, czuła się kobieco i ta aura otaczała ją jak świetlisty nimb, którego nie dało się przeoczyć.
Teleportowała się przed knajpą z cichym trzaskiem, jednocześnie poprawiając swoje jasne loki i zastanawiając się, czy bardziej się cieszy z powrotu Clary, czy jest na nią zła. Miała na sobie dżinsowe szorty i zwiewną białą bluzkę, ozdobioną przy dekolcie koralikami. Stanęła po środku knajpki, rozglądając się czujnie wokoło, a gdy dojrzała przyjaciółkę, podeszła do niej z promiennym uśmiechem i objęła mocno.
- Na Merlina, ty mała, bezduszna istoto, jak mogłaś tyle czasu nie dawać znaku życia? - spytała surowo, chociaż w jej głosie dźwięczało rozczulenie. Usiadła naprzeciwko Clary, taksując ją bacznym spojrzeniem i nie mogąc opanować uśmiechu cisnącego się na usta.

______________________

But I still haven't found what I'm looking for...

I have climbed highest mountain,
I have run through the fields only to be with you.
I have run, I have crawled, I have scaled these city walls,
these city walls only to be with you.
But I still haven't found what I'm looking for.
But I still haven't found what I'm looking for
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Bristol
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 648
Dodatkowo : rezerwowa szukająca
  Liczba postów : 982
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3996-clara-hepburn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3997-moja-mala-blondyneczko#119583
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3998-listy-do-panny-hepburn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7180-clara-hepburn




Gracz






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Czw Sie 07 2014, 20:03

Cóż, Clara nie potrzebowała żadnej rady, ani terapeutycznej rozmowy, sama doszła do tego, co powinna zrobić, ale aby to postanowić, ta ucieczka była konieczna. Chociaż raz musiała zdusić w sobie tego puchona altruistę, który kazał jej chociażby wysłać sowę do wszystkich osób, które potencjalnie mogą się martwić. Listy wysyłała tylko od czasu Mii, parę też trafiło do Marvela - miała nadzieję, iż wieść, że żyje, rozejdzie się pocztą pantoflową i wszyscy będą uważać, że opiekuje się chorym ojcem w Bristolu. Może było to okrutne kłamstwo, oczywiście względem samego taty Clary, ale w założeniu nikt nie miał się o tym dowiedzieć, więc w oczach beztroskiej Clary wyglądało to całkiem w porządku.
Teraz, kiedy plotki zaczęły krążyć, a Clara poznała poza granicami Anglii parę osób, uczestniczących w sfinksowym projekcie (na przykład Zuzankę), byłoby pewnie kwestią czasu, kiedy prawda wyszłaby na jaw. Jednakże czy oprócz jej przyjaciół, byłby ktoś, kogo bo ona obchodziła?
Nie odpowiadaj, Clara. Nie chcesz znać odpowiedzi, jakakolwiek by ona była. Wcale nie przyszedł jej na myśl żaden Rosjanin, wcale nie pojawił się w jej myślach w objęciach pięknej wili. Już nie miała prawa do takich myśli.
Tymczasem była naprawdę ciekawa co się działo u Isolde i to o niej chciała rozmawiać, najlepiej nie poruszając swojego tematu. Może kiedy przestanie o tym mówić, przestanie też o tym myśleć? Cóż, przez pół roku się nie udało, ale próbuj dalej, Clarciu.
Co prawda, kiedy gryfonka wróciła, od razu zasiadła przed księgą wizbooka, otwierając profil Obserwatora. Ostatni wpis był co prawda z kwietnia, ale naprawdę wątpiła, że tak mało się działo. W tych plotkach zawsze było ziarnko prawdy, to fakt, ale niektóre wydawały jej się tak absurdalne, że nie była w stanie w nie uwierzyć. Jakże będzie zaskoczona, kiedy dowie się, jak Is zaszalała!
Kiedy spostrzegła sylwetkę przyjaciółki, doskoczyła do niej i odwzajemniła mocny uścisk. Kiedy już usiadły, a Isolde zapytała, czemu Clara nie dawała znaku życia, gryfonka znowu wstała i dopadła do Bloodworth, siadając jej na kolanach i znowu mocno się przytulając, po czym ponownie odskoczyła, zajmując swoje miejsce.
- Myślałam, że Mia ci powiedziała gdzie jestem. - odparła, nieco wymijająco i bezczelnie, umyślnie lekceważąc fakt, iż przyjaciółka się martwiła. Zaraz jednak się zreflektowała. - Musiałam od tego odpocząć Is, nabrać dystansu. Nie chciałam, żebyście się martwili, ale było mi to potrzebne. - usprawiedliwiła się, równocześnie zdając sobie sprawę, że gdyby była na miejscu Isolde, wyśmiałaby siebie.
Claro Sissy Hepburn, czasem wychodzi z ciebie niesamowita egoistka. Prawda jest taka, że zawsze miała z tym problem. Zapominała, że ktoś może się o nią martwić i wymaga od niej odpowiedzialnej postawy. Jeżeli nawet nie troski o siebie samą, to może chociaż o to, czy ktoś nie wyrywa sobie włosów ze zmartwienia podczas nagłej nieobecności Clary.
- Co u ciebie? Jesteś opalona. - stwierdziła z uśmiechem, przyglądając się pięknej twarzy przyjaciółki, próbując odczytać z niej co Isolde mogła robić przez całe sześć miesięcy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 3632
  Liczba postów : 1796
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Moderator






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Pią Sie 08 2014, 10:52

Is mierzyła ją uważnym spojrzeniem, które pewnie wprawiło Clarę w pewne zakłopotanie, ale właśnie uderzył ją fakt, że nie wiedziała zupełnie nic.
Clara nie poinformowała jej nawet na pocztówce, nawet na strzępku serwetki, że zniknie, gdzie zniknie, dlaczego zniknie, czy i kiedy wróci. I liczyła na to, że Is po prostu dowie się od kogoś lepiej poinformowanego. Niedorzeczność. Zmarszczyła lekko brwi, starając się nie dać po sobie poznać, jaką przykrość jej sprawiło podejście Hepburn. Ale to przecież nie miało znaczenia. Mogła się czuć dotknięta, ale zawsze jakoś odpuszczała, przebaczała, nie potrafiła się długo dąsać na nikogo, a zwłaszcza na osoby, na których jej zależało. Paradoksalnie to tylko na te osoby była w stanie się dąsać, z tej prostej przyczyny, że tylko ich zachowanie mogło ją zranić. Jakie to wszystko skomplikowane...
Nawet chwila, kiedy Clara wskoczyła jej na kolana, jakoś nie poprawiła jej nastroju. Siedziała trochę spięta, za wszelką cenę starając się rozluźnić i wytłumaczyć sama sobie, że nie ma prawa obrażać się na Clarę, bo, jak już wspominałam, przecież nie chodziło o nią samą, prawda? Jednak emocje jak zwykle wzięły górę - gdzieś tam, w głębi niej - nie dały się zepchnąć w cień racjonalnemu podejściu do sprawy.
- Mhm... a przynajmniej coś ci to dało? Ta ucieczka od nas wszystkich? - zabrzmiało to nieco bardziej gorzko niż Is by sobie tego życzyła, ale nie mogła nic poradzić. Ludzie opuszczali ją z bolesną łatwością, nie siląc się nawet na pożegnania i nie chciała się z tym pogodzić. No, może i chciała, ale nie potrafiła.
- U mnie...? Nic takiego - oho, uważaj Is, bo nos ci zaczyna już rosnąć! - Biorę udział w projekcie Złoty Sfinks, może o nim słyszałaś... Opaliłam się w tych koszmarnych Indiach, bo tam miało miejsce kolejne zadanie - skrzywiła się lekko na samo wspomnienie. Nie chciała Clarze wspominać o swoich perypetiach związanych z Dexterem czy Zachariaszem. To nie tak, że jej nie ufała, czy była obrażona. Po prostu z natury była dość skryta, a tutaj nie było się czym chwalić. Przyznała się tylko Calebowi, ale Caleb był jak brat - znał ją od dzieciństwa i był powiernikiem wszystkich wstydliwych sekretów. Uśmiechnęła się delikatnie, nie chcąc, by Hepburn uznała, że Is się na nią gniewa. Gdzieś tam w głębi duszy miała do niej żal, ale ten żal powolutku zaczynał blaknąć. Cóż, może Is powinna być nieco bardziej konsekwentna... - Lepiej powiedz, gdzie właściwie byłaś!

______________________

But I still haven't found what I'm looking for...

I have climbed highest mountain,
I have run through the fields only to be with you.
I have run, I have crawled, I have scaled these city walls,
these city walls only to be with you.
But I still haven't found what I'm looking for.
But I still haven't found what I'm looking for
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Bristol
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 648
Dodatkowo : rezerwowa szukająca
  Liczba postów : 982
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3996-clara-hepburn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3997-moja-mala-blondyneczko#119583
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3998-listy-do-panny-hepburn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7180-clara-hepburn




Gracz






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Nie Sie 10 2014, 04:06

Ucieczki miały to do siebie, że przedstawiały się jako uformowana chęć odskoku od rzeczywistości. Jeżeli chciały zachować swoją ucieczkową formę, musiały spełniać parę warunków - przede wszystkim niewiele osób mogło o nich wiedzieć, inaczej, jak niegdyś stwierdziła sama Clara, mogłyby stracić swoje terapeutyczne właściwości i poczucie bezpieczeństwa, które zapewniało komfort psychiczny, iż trudno jest odnaleźć osóbkę, która zdecydowała się na tak poważny krok, chcąc przestać być częścią jednej rzeczywistości, aby stać się częścią drugiej. Większość uciekinierów chyba średnio lgnęła do łączenia tych dwóch rzeczywistości, tak też było w przypadku Clary. Jej wszystkie tłumaczenia będą zbędne, do czasu, gdy poczuje autentyczną przykrość. Teraz było jej co najwyżej niezręcznie z powodu, iż tak nieładnie zwiała i teraz musi każdemu z przyjaciół tłumaczyć, jak to było naprawdę, łudząc się po cichutku, że wybaczą jej wszystkie grzeszki. Może to dość śmiałe stwierdzenie, ale ludzie mieli tendencję do wybaczania Clarze różnorakich przewinień, jakby nie chcąc wierzyć, że to małe stworzenie też jest skore do psot i psikusów, często lekkomyślnych i głupich.
To pewnie ze względu na niski wzrost, pomyślała kiedyś Hepburn. Interesująca teoria.
- Tak Isolde, potrzebowałam tego - przyznała, uśmiechając się blado do przyjaciółki. - I dało mi to przede wszystkim dystans, jakąś namiastkę trzeźwego myślenia. Nie mogę tak ślepo ufać ludziom, do takiego wniosku też doszłam. I może stwierdzisz, że do takich wniosków można dojść i bez ucieczki, ale ona miała na mnie naprawdę zbawienny wpływ. - przyznała, mając nadzieję, że Is ją zrozumie. Nie zasługiwała na to, żeby się martwić czy denerwować, komu jak komu, ale Clara naprawdę by jej tego chętnie oszczędziła. Musiała się jednak liczyć z konsekwencjami swoich wyborów, które oddziaływały nie tylko na nią samą.
Odwzajemniła uśmiech, jakoś średnio wierząc, że przez całe pół roku Isolde zdołała jedynie zapisać się na projekt. Nie pytała jednak, mając przecież świadomość, że jeśli chodzi o własne przeżycia, Bloodworth jest raczej mało wylewna, Hepburn nie chciała zatem w żaden sposób na nią naciskać. Mimo to, nie powiem, paliła ją ciekawość, chociażby taka, czy jej przeczucia co do tego, czy Iśkowe "nic takiego" faktycznie jest niczym takim... Taka już była Clarciowa natura.
- Ależ do twarzy ci z opalenizną! - stwierdziła Clara, dalej z uśmiechem, przyglądając się dziewczynie. Hepburn odniosła wrażenie, że ciemniejszy odcień skóry wydobył z oczu Isolde jakiś błysk, samozadowolenia czy może nawet bardziej jakiejś filuterności. Może tak jej się po prostu zdawało, a może to wcale nie była robota opalenizny?
- No więc byłam we Francji, w Niemczech, byłam w Walii i Szkocji, pływałam nawet w jeziorze Loch Ness, a ostatnim punktem wycieczki była Holandia. - wymieniła po kolei, nie wspominając jednak o tym, że była też w Rosji. Co prawda na kilka dni, nie działo się też tam nic ciekawego, ale nie chciała mówić o swojej wizycie w tym kraju, bo równało jej się to przyznaniu do pewnej słabości. Gdzieś musiał umknąć jej fakt, iż to właśnie celowe unikanie rozmowy o Rosji, bardziej świadczyło o tym, że faktycznie takową słabość posiada.
Przeklęci Rosjanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 3632
  Liczba postów : 1796
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Moderator






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Nie Sie 10 2014, 21:49

Tak, to miało sens. Ucieczka musiała być spontaniczna i nieco tajemnicza, żeby zasługiwać na swoje miano. Inaczej stałaby się wyjazdem czy przejściową nieobecnością, a nie o to chodziło, prawda? Musiała mieć ten element brutalnego zerwania z rzeczywistością, która z jakiegoś powodu niosła rozczarowanie, od której chciało się... no właśnie, uciec. Nie wycofać, nie odsunąć, tylko uciec. Mimo wszystko jednak Isolde czuła się nieco urażona faktem, że nie należała do grona wtajemniczonych, a raczej tych, których Clara najzwyczajniej w świecie zostawiła za sobą. Chociaż patrząc na tego roześmianego, psotnego chochlika nie potrafiła się długo gniewać, zepchnęła gdzieś na dno serca wszystkie wyrzuty i po prostu postanowiła się cieszyć faktem, że jednak wrócił. Ten chochlik. Czyli Clarcia.
- No cóż... to najważniejsze. I chyba trochę cię rozumiem. Takie zerwanie kontaktów ze swoim dotychczasowym życiem musi być bardzo... odświeżające - westchnęła, myśląc, że może sama powinna czegoś takiego spróbować. Ale... dokąd by się udała? Zupełnie sama? W pewnym momencie na pewno zaczęłaby szaleć z tęsknoty za swoim poukładanym życiem, mimo że ostatnio działo się w nim trochę za dużo i trochę wbrew jej woli. - Ślepe ufanie ludziom jest złe, ale wieczne niedowierzanie również nie najlepsze... grunt to znaleźć złoty środek, chochliku - uśmiechnęła się łagodnie, prawie zupełnie udobruchana, zastanawiając się, dlaczego los nie oszczędza nikogo, nawet takich małych, żywiołowych iskierek jak Clara.
Is była skryta. Tak już po prostu miała, poza tym nie cierpiała, kiedy ktoś wpatrywał się w nią szeroko otwartymi oczami i wołał "nie wierzę, to zupełnie nie w twoim stylu". Dlatego zwierzała się tylko Calebowi - on znał ją od podszewki, nigdy nie mówił niczego podobnego i zawsze był gotów objąć ją ramionami i pozwolić się wypłakać. Is poczuła bolesny skurcz serca na samo wspomnienie - tak dawno go nie widziała, a miała mu tyle do opowiedzenia...!
Nie czuła się na siłach, by uśmiechnąć się niezobowiązująco i rzucić "och, przespałam się z Dexterem Vanbergiem, jakoś tak wyszło, a poza tym trochę flirtuję z dziesięć lat ode mnie starszym uzdrowicielem, który pracuje z moją mamą". Zresztą ceniła sobie prywatność, a te wszystkie małe grzeszki miały zupełnie inny smak, gdy zastanawiało się nad nimi w samotności. To nie kwestia zaufania, nie. Is po prostu tak miała.
- Dziękuję - roześmiała się, wyraźnie zadowolona z komplementu, po czym odgarnęła włosy z czoła i rozsiadła się wygodniej. Czuła się inaczej, od tamtej nocy z Dexterem wyraźnie się zmieniła, miała wrażenie, że cała jej kobiecość, dotychczas jakoś przytłumiona, nagle wybuchła, otaczając ją jakąś dziwną aurą. Ciekawa sprawa.
- Na Merlina, zjeździłaś pół Europy! Wszystko robisz z rozmachem, jak zawsze! - zawołała z rozbawieniem, patrząc na Clarcię, która widocznie zmęczyła się zagranicznymi wojażami, skoro siedziała teraz przy niej - promienna jak zawsze i taka promienna, że Is miała ochotę znów ją uściskać.

______________________

But I still haven't found what I'm looking for...

I have climbed highest mountain,
I have run through the fields only to be with you.
I have run, I have crawled, I have scaled these city walls,
these city walls only to be with you.
But I still haven't found what I'm looking for.
But I still haven't found what I'm looking for
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 24
Skąd : Helsinki
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 779
  Liczba postów : 191
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11401-joshua-mitsaen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11405-wyznawcy-i-oprawcy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11409-jezusowe-listy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11417-joshua-mistaen#306305




Gracz






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Pon Wrz 07 2015, 23:02

A zatem Knajpka pod namiotem. Tam się umówili. Dość intrygująca nazwa, to znaczy Josh pamiętał doskonale jak zareagował, kiedy pierwszy raz o niej usłyszał. Byli naćpani z Olafem w trzy dupy, tak że mało co ogarniali. I wtedy odwiedził ich kumpel ze szkoły, chwaląc sobie tamtejsze jedzenie i w ogóle klimat, bowiem obaj go spytali, czy ma jakieś miejsce godne polecenia. Młody Mistaen zanim jeszcze totalnie tam wylądował dość długo zastanawiał się, ile ta nazwa miała wspólnego z designem, albo innych tego pierdółkach. Zaskoczył się pozytywnie. Miło zatem, że Chloe wspomniała o tym właśnie miejscu bo, wstyd się przyznać, ale chłopak za bardzo nie ogarniał ani Londynu, ani też Hogsmaede, a jeśli wziąć też pod uwagę jego życiorys, chyba nie ma się czemu dziwić jakoś wybitnie. No, ale! Spotknie! Spotkanie z nią! Z Chloe. I to bez córki. Bez Rosie. Mimo jakiegoś takiego smutku, że nie będzie dane mu zobaczyć reakcji dziewczynki na zwrócenie jej fartuszka no i jakiegoś obcowania z nią, a to bardzo rezolutne dziecko było, z drugiej strony się cieszył. Będzie mógł spędzić trochę czasu z jej mamą, pogadać, pośmiać się, posiedzieć nieco dłużej niż do dobranocki (chyba, znaczy miał taką nadzieję). Nade wszystko jednak cieszył go fakt, że świat nie będzie mu tego wieczoru dobitnie przypominał o tym, że ta śliczna panienka jest w pewien sposób zajęta i ma dziecko. Nie było w tym nic złego, zwłaszcza biorąc jej sytuacje rodzinną pod mikroskop, ale.. to było coś, co ewidentnie mogłoby odrzucać.
I chociaż Jezus był naprawdę przyjaźnie usposobionym człowiekiem, darzył wielką sympatią Rosie, to jednak nadal pamiętał o tym, że była ona jej córką. Nie siostrą, przybranym dzieckiem, ale biologiczną córką. To.. wywoływało u niego poczucie dystansu, zmuszało do budowania pewnego muru, wytyczania granicy, których pewnie normalnie by nie stawiał. Normalnie? A co w niej było takiego innego, przecież ona tylko ma dziecko, to chyba bardzo naturalne. Tak, ale nie w tak młodym wieku. Przynajmniej jego zdaniem. I mimo wysokiego stopnia tolerancji, jakoś nie mógł sobie z tym poradzić, no i…. CHOCIAŻ NIE. HALO. Stop. A kto tu mówił o jakiś romantycznych związkach, chwilach pełnych uniesień, nie wiedzieć jak zażyłych relacjach? Przecież.. równie dobrze mogliby być dobrymi znajomymi, jak i największymi wrogami. Wachlarz możliwości zdawał się być niemalże nieskończony. Tak samo jak czas który poświęcił na dobór kwiatów, przed spotkaniem. Bo przecież chciał się pokazać z dobrej strony, mimo tego, że już zrobił to w kawiarni. Ale to było coś innego.. tam mógl się popisać zmysłem pedagogicznym, jakimś podejściem do dzieci, tutaj chodziło o coś innego. Tutaj chciał jej w jakiś sposób pokazać, udowodnić, że nie tylko z małymi dziewczynkami jest w stanie sobie poradzić. Dlatego też ubrał się bardzo ładnie, wyszedł z domu, kupił te kwiatki i stawił się przed knajpką. Wyczekiwał nadejścia „swojej pani”, siedząc na ziemi, przeglądając ostatnie zdjęcia i popalając sobie papierosa. No dobra, nie był to taki zwyczajny papieros, ale marihuany były w tym śladowe ilości. Poza tym już go kończył i nie wypalił od początku. Kiedy odpalił, był już tak w połowie skończony, zatem nie narkotyzował się mocno!
No, ale. Gdzie jest Chloe?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 192
Dodatkowo : prefekt, szukająca
  Liczba postów : 1258
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11413-oriane-l-carstairs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11414-male-przyjaznie-milosci-i-wrogowie-ori#306244
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11416-shadow#306304
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11415-oriane-leonie-carstairs#306303




Moderator






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Sro Maj 04 2016, 22:24

Przystała na ofertę mężczyzny choć tak naprawdę nie powinna. Od razu jak wstała powinna wrócić do mieszkania i z niego nie wychodzić, a najlepiej zapomnieć o całej tej sytuacji. Jeszcze lepszy rozwiązanie będzie jak nic nie powie Lucasowi. Wiedziała do czego jest zdolny po ostatniej bójce z Jayem, do której sama się przyczyniła. Jednak nie było co wspominać z tego. Najważniejsze, że już się pogodzili i znów byli razem. Z natury jednak dziewczyna była bardzo ciekawskim stworzenie i sam fakt, że Profesor zaproponował zmianę miejsca ją zaciekawił. Nie potrafiłaby zasnąć nie wiedząc co chciał jej powiedzieć. Jeśli ciekawość była schodami do piekła, to ona była na samym dole.
Szła spokojnym krokiem, wręcz pewna tego co robiła z wysoko uniesioną głową. Nie miała zamiaru dawać mu satysfakcji, że jego obecność ją krępuje. I w pewien sposób podnieca. Nie potrafiła tego jednak wyjaśnić. Było to zupełnie inne uczucie jak to, gdy przebywała z Lucasem. W tym momencie powietrze wokół niej było naelektryzowane i wręcz parzyło przy wdychaniu. Czyżby noc była aż tak arna? Głupie. Był przecież jeszcze maj!
Wreszcie dotarli do jednej z kawiarni w Hogsmead. Prawdę powiedziawszy nie była tutaj jeszcze. Kwiatowa kawiarnia. Nazwa była śliczna, a wnętrze wręcz bajeczne. Wszędzie można było wyczuć zapach kwiatów jak i ich sam widok wywoływał przyjemny zapach. Na chwilkę zamknęła oczy rozkoszując się doznaniami. Nie mogła jednak stać w jednym miejscu. Szybko zebrała się w sobie i podeszła do wolnego stolika siadając na jednym z krzeseł. Poczekała aż mężczyzna też usiądzie i dopiero wtedy spojrzała na niego, przechylając lekko na bok głowę i opierając ją na ręce. Wyglądało to tak, jakby Ria była znudzona bądź zmęczona.
- O czym chciał pan Profesor porozmawiać? - nawet na sekundę nie spuściła z niego swoich brązowych oczu.

______________________




{
Devil comes as everything
you have ever wished for.
}
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 31
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 64
  Liczba postów : 54
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12611-christian-wise
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12614-fanklub-profesora-wise#340764
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12675-arron#342650




Gracz






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Czw Maj 05 2016, 22:06

Nie ukrywając mężczyzna nie był zdziwiony, że uczennica przystała na jego propozycję i zgodziła się na małą pogawędkę w cywilizowanym miejscu.
Gdy dotarli podążał za kobietą, która dość szybko znikała mu z oczu. Gdy ją z powrotem odnalazł siedziała przy jednym ze stolików. Usiadł od razu na przeciwko niej. Chciał jak najszybciej wyjaśnić co nieco tej pannie. W końcu głupio się czuł, że musi być okłamywana również przez niego. Doskonale wiedział, że ich rodzice nie powiedzieli jej o swym narzeczonym. W końcu on sam miał zakaz o mówieniu o tym.
Ale w końcu trzeba powiedzieć dość i sprawę zabrać w swoje ręce.
-Jeszcze raz Cię przepraszam za moje zachowanie. Ale w sumie... -spojrzał na nią - powinnaś to zrozumieć gdy zaraz Ci coś opowiem. -W sumie nie wiedział czy dobrze robi. Nie miał pojęcia czy czasami jej nie wystraszy czy też znienawidzi go za to. -Chodzi o to, że dwadzieścia.. -wziął głęboki oddech - dwadzieścia lat temu została narzucona mi narzeczona. Piękna młoda czarownica. Z dobrego domu. Domu Carstairs-spojrzał na nią lecz nie zwracał uwagi na jej reakcję -Młoda Oriane Leonie Carstairs tego dnia została moją narzeczoną. Jednak ja z wiekiem nie wiedziałem czego chce od życia. Podróżowałem, aż w końcu obiecałem spełnić swe przeznaczenie - opowiedział jej na razie jedynie początek i wszystko w skrócie.. Miał jedynie nadzieję, ze dziewczyny prawda nie przerazi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 192
Dodatkowo : prefekt, szukająca
  Liczba postów : 1258
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11413-oriane-l-carstairs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11414-male-przyjaznie-milosci-i-wrogowie-ori#306244
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11416-shadow#306304
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11415-oriane-leonie-carstairs#306303




Moderator






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Czw Maj 05 2016, 22:23

Czekała ze zniecierpliwieniem co też mężczyzna jej powie. W końcu nie na marne ściągną ją do kawiarni. Gdyby nie było to takie ważne mogliby porozmawiać w szkole. Po zajęciach czy nawet dałby jej szlaban aby mogli porozmawiać. Dodatkowo pocałunek nie dawał jej spokoju. Wiedziała, że powinna wyrzucić to z głowy, gdyż po raz kolejny nie chciała zranić Lucasa jednak... Nie potrafiła. Od chwili, gdy tylko weszli do tej kawiarni obraz ten nie dawał jej spokoju.
Słuchała każdego jego słowa z coraz większym zdziwieniem. Jak to powinna to zrozumieć? Co niby chciał jej opowiedzieć? Oparła się wygodniej o oparcie krzesła zakładając ręce na piersi i zachęcając do dalszego mówienia. Naprawdę była ciekawa tego co ma jej do powiedzenia. A gdy to się stało nie wiedziała czy śmiać się, czy płakać. To dlatego wypytywał o jej matkę na początku? Nie wierzyła. Właśnie poznała swojego narzeczonego! W dodatku okazał się nauczycielem w Hogwarcie. Ironiczny uśmieszek zagościł na jej ustach.
- Naprawdę musiałeś wracać i sobie o tym przypominać? - teraz już nie było w niej ani grama wesołości. Niech nie myśli sobie, że prawda coś zmieni. O nie! Pogorszyła jedynie wszystko, bo to i tak nie dawało mu prawa do całowania jej. - I co to znaczy, że obiecałeś spełnić swoje przeznaczenie? - te słowa ją przerażały. Czyżby naprawdę chciał się z nią ożenić? Nie, tylko nie to. - Jestem w szczęśliwym związku i mężczyzna ten oświadczył się mi, więc nie myśl, że wyjdę za Ciebie. - o tak. Zdecydowanie nie miała zamiaru dać mu jakiejkolwiek satysfakcji. Spojrzała na niego z ognikami w oczach. Tak łatwo to ona się nie podda.

______________________




{
Devil comes as everything
you have ever wished for.
}
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 31
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 64
  Liczba postów : 54
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12611-christian-wise
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12614-fanklub-profesora-wise#340764
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12675-arron#342650




Gracz






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Czw Maj 05 2016, 22:37

Rozumiał jej zdziwienie, zakłopotanie czy jak to nazwać. Jednak jej pierwsze słowa były dla niego bolesne.. -Zważaj sobie na słowa młoda panno!- wykrzyczał jednocześnie podnosząc się z krzesła. Oparł się na stoliku i patrzył prosto w oczy czarownicy -Widocznie musiałem-powiedział po czym rozejrzał się na około. Kilka osób patrzyło się na niego więc postanowił powrócić na swoje miejsce by nie zwracać na nich zbyt wielkiej uwagi.
Na kolejne z jej pytań chciał odpowiedzieć spokojnie. Jednak jej niewyparzony język nadal siedział mu w głowie. Nie wiedział jak można być tak wredną osobą. Stop. Jak można odpowiadać tak wrednie. W końcu chciał tylko powiedzieć jej na czym stoi, a ona? Ona po prostu chciała zmieść go z powierzchni ziemi.
-Co ma znaczyć?-parchnął - to, że obiecałem swoim... Sobie, że chce poznać swoją narzeczoną. W końcu widziałem ją.. Ciebie ostatni raz dwadzieścia lat temu. No i nie sądziłem, że wyrośniesz na tak piękną i inteligentom kobietę - W sumie nie znał jej do końca. No dobra w cale jej nie znał. Ale zaimponowała go tym, że lubi Astronomię i chciała iść dalej w tym kierunku. Chciałby wiedzieć co nie pozwoliło jej na realizację tych planów. Ale ta chwila nie była odpowiednia. Więc może kiedy indziej się o to dziewczyny zapyta.
Gdy opowiadała o "szczęśliwym" związku przypomniał mu się on i piękna Sabina. Był zakochany po uszy. Oddałby za nią życie i nawet sprzeciwił się przez nią rodzicom. A ona? Ona go zostawia dowiadując się, że pozbył się swego majątku.
-Byś się nie przeliczyła. Takie szczęście nie trwa wiecznie. Prędzej czy później Ciebie zrani.. A Ty będziesz żałować straconego czau czy też zastanawiać się czemu byłaś taka głupia - spojrzał na nią -Wiem po swoich doświadczeniach. Świat i życie nie jest takie piękne jak się wydaje. Czasami trzeba się poświęcić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 192
Dodatkowo : prefekt, szukająca
  Liczba postów : 1258
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11413-oriane-l-carstairs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11414-male-przyjaznie-milosci-i-wrogowie-ori#306244
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11416-shadow#306304
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11415-oriane-leonie-carstairs#306303




Moderator






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Pią Maj 06 2016, 17:27

W tym momencie nie zważała na to czy go za bolą słowa które wypowiedziała. Była wściekła. Nie tak na niego, jak na swoich rodziców. Niestety, ich tutaj nie było tylko on. I to on stał się obiektem na który mogła wyładować swoją złość. Nie spodziewała się jednak, że może zareagować w taki sposób. Jej zdziwienie było widoczne doskonale na jej twarzy. Tym bardziej, gdy zauważyła jak parę osób spogląda na nich szepcząc coś między sobą. No pięknie, jeszcze tego brakowało aby poczuła się zażenowana. - Dobrze, rozumiem. - powiedziała dość spokojnie tylko po to, aby i on się uspokoił. Nie miała zamiaru tłumaczyć ludziom w tej kawiarni co się właśnie stało, a tym bardziej zostać wyproszoną za niestosowne zachowanie.
- Proszę, nie oszukuj mnie jak i siebie. Obiecałeś to rodzicom. - spojrzała w jego oczy przechylając głowę. Przecież było to oczywiste. Kto normalny zgodziłby się na takie szaleństwo? Jedynie jakiś wariat. - Stop! Nie jestem inteligentna, a tym bardziej piękna. Jestem zwyczajna. I niech tak zostanie. W ten sposób tylko mój narzeczony może o mnie mówić. - i tutaj ugryzła się w język. W końcu był jej narzeczonym. Może nie tym którego chciała, ale mimo wszystko. - Znaczy, Lucas. tylko on może tak o mnie mówić. - szybko się poprawiła lekko zdenerwowana. No pięknie. Jeszcze tego jej brakowało.
Słuchając jego rady na życie chciała już powiedzieć, że to przeżyła. Tyle, że to nie ona została zraniona. A na pewno nie wprost. To ona była tą która zdradziła. Kochała swojego chłopaka, a mimo to przespała się z innym. W dodatku nie mogła wybrać gorszego momentu na wyjawienie prawdy niż chwila w której się jej oświadczył. Do tej pory wspomnienie tego przyprawiało ją o ból choć znów była z Lucasem. Prychnęła ironicznie spoglądając na niego.
- Nic o mnie nie wiesz, jak i o moich życiowych przeżyciach. Jest to tylko i wyłącznie moja sprawa. Współczuję Ci jednak iż spotkało Cię coś... bolesnego. - w tej kwestii była w stanie go zrozumieć jak i wczuć się, w jakiś sposób, w jego sytuację. Choć nie wiedziała o niej nic. - I właśnie tym poświęceniem jest ślub ze mną? Dla mnie nie jest to poświęcenie. To samobójstwo. - oparła łokcie o stół aby móc spojrzeć w jego oczy jak i być bliżej niego. - Tutaj nie może chodzić tylko o ślub, prawda? Rodzice coś Ci obiecali? - była to pierwsza myśl jaka przyszła jej do głowy. Czuła, że może być błędna, jednak musiała zapytać. Ciekawość ponad zdrowy rozsądek.

______________________




{
Devil comes as everything
you have ever wished for.
}
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 31
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 64
  Liczba postów : 54
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12611-christian-wise
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12614-fanklub-profesora-wise#340764
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12675-arron#342650




Gracz






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Sob Maj 07 2016, 21:14

Możliwe, że zareagował zbyt gwałtownie. Ale nie lubił być lekceważony czy też traktowany z góry. Ona sama nic o nim nie wiedziała, a już zaczęła oceniać.
Oczywiście na początku obiecał to rodzicom, bo w końcu w zamian miał odziedziczyć ich majątek. Ale gdy ją zobaczył, gdy okazała się taka piękna jak i miała te same zainteresowania co on. No czego można więcej chcieć od swojej narzeczonej?
-Szczerze? - spojrzał w jej oczy -Na początku owszem. Obiecali mi majątek. Fajnie. Ale gdy się spotkaliśmy dzisiaj. Jak się dowiedziałem, że masz te same zainteresowania Coś pękło Przestają się dla mnie liczyć ich pieniądze.. Mogę nawet ich nie przyjąć, bo nigdy nie spodziewałem się, że moja narzeczona będzie tak Ambitna - w sumie powiedział samą prawdę. Ale nie sądził by czarownica w nią uwierzyła.
-Mało wierzysz w siebie moja droga. Jesteś piękną i inteligentną młodą kobietą. Może tak powiedzieć każdy Nie zważając na status w Twoim życiu. -westchnął i zaczął kontynuować swoją wypowiedź -Kiedyś przeszło i nawet przez głowę.. Jakieś trzy lata temu gdy byłem zakochany by Ciebie odnaleźć i owszem ożenić się. Ale tylko po to by spełnić formalności i iść własnym życiem
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 192
Dodatkowo : prefekt, szukająca
  Liczba postów : 1258
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11413-oriane-l-carstairs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11414-male-przyjaznie-milosci-i-wrogowie-ori#306244
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11416-shadow#306304
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11415-oriane-leonie-carstairs#306303




Moderator






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Sob Maj 07 2016, 22:28

Zaintrygowało ją to co powiedział, jednak faktycznie, nie uwierzyła w to. W końcu nie za bardzo wierzyła w miłość od pierwszego wejrzenia. W zasadzie w miłość też nie wierzyła i za wszelką cenę jej unikała. Ale wyszło jak zawsze. W końcu i ją dopadła.
- I myślisz, że ja w to uwierzę? - popatrzyła na niego lekko sceptycznie - Musisz jednak wiedzieć, że w ostatni czasie mój chłopak mi się oświadczył. Mam zamiar za wszelką cenę przekonać rodziców aby jednak odpuścili. - jej niepewny ton jak i wzrok mógł sugerować jedno - doskonale wiedziała, że jest na straconej pozycji i rodzice się nie zgodzą. Więc nawet nie miała co z nimi, rozmawiać. Lucas jednak obiecał zrobić to za nią.
- Wiesz... To nawet nie byłby zły układ. - mówiła całkowicie poważnie. Sama nigdy nie wpadłaby na taki pomysł aby się ożenić jak kazali rodzice, a następnie żyć swoim życiem. To mogło się udać. Jednak mężczyzna nie był już zakochany i to przykuło jej uwagę. - Co takiego Cię w niej urzekło, że byłeś gotów zostawić dla niej swój majątek. - wpatrzyła się w niego czekając na opowieść, którą miała nadzieję usłyszeć.

______________________




{
Devil comes as everything
you have ever wished for.
}
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 31
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 64
  Liczba postów : 54
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12611-christian-wise
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12614-fanklub-profesora-wise#340764
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12675-arron#342650




Gracz






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Nie Maj 08 2016, 10:22

Skąd on wiedział, że czarownica mu nie uwierzy. W sumie dam by sobie nie wierzył. Często zdarzało mu się rzucać słowa na wiatr, a później miał problem by móc je jednak spełnić. Ale w tym momencie było inaczej. Owszem na początku rodzice, majątek. Było to najważniejsze. Ale teraz raczej nie. Chciał po prostu w końcu iść własnym życiem i decydować o swojej przyszłości. A to, że ta kobieta była jego "ideałem" to już nie jego wina. Nie uważał, że jego narzeczona może być taka ambitna. Ale widzi, że jest taka sama jak on za młodu. Za wszelką cenę chce pokazać innym, że da rade i może sprzeciwiać się "sile wyższej".
-oświadczył się. Owszem fajnie. W sumie cudownie. Ale skąd możesz mieć pewność, że będziesz z nim już do końca, że nie zostawi Cie, bo się mu znudzisz? Czy też zdradzi Cię, bo nie będziesz dawać tego co by prostało jego oczekiwanią -był zdziwiony swą wypowiedzią. W końcu nie zawsze zdarzało mu się mądrze gadać.
-Co do małżeństwa dla spokoju. Zawsze byłem tego zdania. Można też żyć w wolnym związku. Mieszkamy razem. Ale każdy jednak idzie w swoją stronę. A przed Rodziną udawać jedynie szczęśliwe małżeństwo - nadal uważał, że ten pomysł jest dobry. Jednak nie wiedział czy Ria by się na to wszystko zgodziła.
Następne pytanie było dla niego dziwne. Chciała wiedzieć o jego miłości? Oh, w końcu nie powinien przed nią mieć tajemnic.
-Co mnie urzekło w Sabine? -Spojrzał w oczy kobiety -Jej inteligencja, uśmiech na twarzy. Podejście do życia. Nigdy nie bała się stawiać. Dążyła do swoich marzeń. Potrafiła wywołać uśmiech na mojej twarzy. -Uśmiechał się sam do siebie -Jednak sielanka nie trwała długo. Gdy się dowiedziała, że dla niej chce oddać majątek była z niesmaczna. Wtedy zrozumiałem, że chodziło jej tylko i wyłącznie o moje pieniądze. Myślała, że jak zwiąrze się z zamożnym facetem będzie miała życie jak królewna. -Westchnął -ale dalej o tym mówić nie chce. Przykro jest nawet na samo wspomnienie, że kobieta, za którą oddałoby się życie tak Cię potraktowała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 192
Dodatkowo : prefekt, szukająca
  Liczba postów : 1258
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11413-oriane-l-carstairs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11414-male-przyjaznie-milosci-i-wrogowie-ori#306244
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11416-shadow#306304
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11415-oriane-leonie-carstairs#306303




Moderator






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Pon Maj 09 2016, 00:35

Zaśmiała się w duchu. Szkoda, że nie wiedział tego iż był tak blisko prawdy. Baaa! On doskonale przedstawił ich sytuację. Z tym, że nie znudzili się sobą. Była to chwilowa słabość ze strony Rii. Po prostu dawne uczucie do pewnego gryfona odżyło i nie potrafiła się powstrzymać. Musiała zobaczyć, czy jest to prawdziwe. Oczywiście nie było. To Lucas był jej miłością. Jednak później i on ją zdradził. Co rusz ranili się nawzajem, po czym wracali do siebie jak bumerang. Teraz była to ich ostatnia szansa. Jeśli któreś zdradzi, to koniec.
- Nie mogę być tego pewna. Jednak jeśli nie spróbuję to się tego nie dowiem, prawda? Zresztą, wierz mi. Przeżyliśmy wiele razem i zawsze wracaliśmy do siebie. Nie ma takiej siły która by nas rozdzieliła. - spojrzała na niego pewna swych słów. Na zewnątrz. W środku jednak nie była tego aż tak pewna. Co jeśli to tylko chwilowe złudzenie które pryśnie pewnego dnia? Co jeśli Lucas jest z nią tylko dla pieniędzy...? Nie! Nie powinna tak myśleć. Ślizgon nie był taki. Znała go bardzo dobrze i wiedziała doskonale, że nie zrobiłby jej tego. Nie on.
- Czyli, że jeśli mielibyśmy wziąć już ten ślub zgodziłbyś się na takie coś? Ja mogłabym robić co chcę, być z kim chcę i Tobie byłoby nic do tego? Jakoś ciężko mi w to uwierzyć. Po pewnym czasie z pewnością jedno z nas by się przywiązało, a to nie było by dobre. - sama nie wiedziała czemu wypowiedziała to ostatnie zdanie. Potrząsnęła tylko głową wyrzucając z niej niechciane myśli. Jeszcze tego jej brakowało.
Słucha uważnie tego co opowiadał o swojej miłości. Było to urzekające w jaki sposób o niej mówił. Po mimo tego co mu zrobiła. Jeśli tak wyglądała prawdziwa miłość to za wszelką cenę chciała ją przeżyć.
- Nie będę Ciebie naciskała. Rozumiem. - oparła się wygodnie o oparcie krzesła - Mam nadzieję, że kiedyś znajdziesz sobie godną wybrankę. - i znów to samo. Wpierw powiedziała dopiero później pomyślała. Ria, naucz się używać mózgu!

______________________




{
Devil comes as everything
you have ever wished for.
}
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 31
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 64
  Liczba postów : 54
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12611-christian-wise
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12614-fanklub-profesora-wise#340764
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12675-arron#342650




Gracz






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Pon Maj 09 2016, 13:22

Z jednej strony cieszył się, że kobieta nie uciekła gdy opowiedział jej o tym, że to on jest jej wielkim wybrankiem. W sumie sam nie wiedział czy dobrze robi mówiąc jej o tym. Wiedział doskonale, że powinien rozegrać to zupełnie inaczej. Ale w sumie co? Rozkochałby ją, a później powiedział, że rodzice mu kazali? Wtedy to chyba by go znienawidziła. A on przecież tego nie chciał. Owszem chciał ślubu dla świętego spokoju. Ale... Ale miał nadzieję, że to "rób co chcesz" zamieniłoby się w "zróbmy to razem". Nie ukrywając miał małą nadzieję, że kiedyś jego.. Ich przeznaczenie się spełni i będą szczęśliwi. W końcu może przed nią otworzyć bramę na jej przyszłość. Z jej zainteresowaniami, a nie z jakimś głupim przymusem przez rodziców.
-Powiem Ci w prost. Ja osobiście nie wchodziłbym do tej samej rzeki dwa razy. Zranił raz. Zrobi to ponownie - tak! to właśnie było jego zdanie. On nigdy by nie popełnił takiego błędu. W końcu nie można ufać osobie, która będąc z Tobą pobiegła do innej, bo czegoś brakowało.
-Co do ślubu Panno Carstairs owszem.. Możemy go wziąść tylko dla świętego spokoju Ty wtedy będziesz szczęśliwa ze swoim Lucaskiem. A ja? Będę miał swój majątek jak i będę mógł znaleźć wybrankę serca - w środku się buzował. Chciał by ona nią była. Ale w końcu nic na siłę. Chce takiego życia? Nie ma sprawy. Chce żyć z takim facetem? Też nie ma sprawy -Ale byłby jeden warunek. Każde święta, każde odwiedziny rodziny.. Musielibyśmy udawać szczęśliwą rodzinę - spojrzał na nią z uczuciem -Jednak gdy wolisz się sprzeciwić rodzicom. Nie ma sprawy. Twoja decyzja. -Miał małą nadzieję, że włożył jej trochę do głowy i przemyśli sprawę ślubu.
-A co do uczucia. Nie martw się. Dotrzymuje słowa. Jeżeli chcesz być szczęśliwa z innym zrozumiem - powiedział. Jednak jego myśli były inne "Niech ten gnój Cie skrzywdzi, to już nigdy nie ozbaczy Ciebie na oczy, obiecuje".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 192
Dodatkowo : prefekt, szukająca
  Liczba postów : 1258
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11413-oriane-l-carstairs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11414-male-przyjaznie-milosci-i-wrogowie-ori#306244
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11416-shadow#306304
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11415-oriane-leonie-carstairs#306303




Moderator






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Pon Maj 09 2016, 21:02

- To nie on nie zranił. A ja jego. - spojrzała w oczy nauczyciela skruszona. Nie chciała aby źle o niej myś... Chwila! Niby czemu ją to obchodziło? Powinna wręcz go od siebie odstraszać specjalnie. - Zresztą, było minęło. Więcej nie powtórzę tego błędu choćby nie wiem co. Dostałam nauczkę. - wspomnienia dni, gdy wyglądała jak zombie zalały jej głowę tworząc kaskadę kolorów. Potrząsnęła delikatnie głową chcąc się ich pozbyć. Nie chciała ich teraz rozpamiętywać, nie przed nauczyciele.
Naprawdę myślała nad słowami Christiana długo. Fikcyjny ślub mógł być rozwiązaniem. Mogłaby bez przeszkód spotykać się z Lucasem, jednak... Co dalej? Co jeśli jedno z nich poczułoby coś więcej? Przecież byłby to problem. Ona nie potrafiłaby wtedy żyć w takim związku. A jeśli Lucas chciałby się z nią ożenić? A na pewno by chciał, skoro się oświadczył... Paln niby dobry, a jednak nie do końca. Chyba niezbyt dobrym pomysłem byłoby związanie się na takich wariackich papierach.
- Jednak nie jestem przekonana do końca co do tego ślubu. Mielibyśmy spory problem, gdyby jedna strona pokochała drugą. Nie sądzisz? - spojrzała na niego pytająco, mając nadzieję, że przytaknie. Nie chciała aby cierpiał. Choć wcześniej miała ochotę go udusić i zakopać pod swoim mieszkaniem. - Może nie rozmawiajmy już o ty. Jak na jedno spotkanie wystarczy mi rewelacji. Nie na co dzień widzi się swojego przyszłego wybranka. Szczególnie, że był on już wybrany od urodzenia mojego. - skrzywiła się z niesmakiem. Nie rozumiała jak rodzice mgoli robić coś takiego dzieciom swoim. Ona z pewnością taka nie będzie. Wręcz przeciwnie.
- Dziękuję Ci bardzo. - uśmiechnęła się wdzięczna za jego słowa. Rozejrzała się po knajpie i zauważyła, że dość mała liczba osób przebywa tutaj. Westchnęła ciężko i stwierdziła iż powinna już wracać. - Ja niestety będę się zbierać do domu. Zapewne spotkamy się na najbliższej lekcji. Dobranoc. - wstała od swojego stolika i nie czekając na jego odpowiedź udała się w swoją stronę. Przez całą drogę na Pokątną trawiła słowa mężczyzny.

z/t x2

______________________




{
Devil comes as everything
you have ever wished for.
}
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 24
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 329
  Liczba postów : 178
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14052-scorpius-alex-dear#371458
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14057-witam-z-otwartymi-rekoma#371582
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14058-scorpius-alex-dear#371584
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14056-scorpius-a-dear#371580




Gracz






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Sro Mar 01 2017, 20:51

Odkąd Cath zamieszkała na stałe w Londynie, widywał ją stosunkowo często. Zazwyczaj jednak spotykali się przypadkowo, choć oczywiście zdarzało się, że umawiali się na jakieś spotkania. Tym razem, dostał od niej list, w którym pisała, żeby spotkali się jak najszybciej. Nie wiedział, co jest powodem tego pośpiechu, ale skoro dziewczyna nalegała, nie mógł tak po prostu olać jej prośby. W końcu, nic go to nie kosztowało, a może była to sprawa życia i śmierci?
Od razu gdy otrzymał od niej wiadomość, na tym samym pergaminie napisał jej datę i godzinę spotkania. Wyznaczył ją najszybciej, jak mógł, więc miał nadzieję, że Cather nie będzie wybredna i nie będzie tego przekładał. We wspomnianej kwiatowej knajpie niedaleko Hogsmade chyba jeszcze nigdy nie był, a zatem nadarzyła się świetna okazja, by pozwiedzać okoliczne tereny.
Mimo, że to miejsce jest jakimś jednym, wielkim namiotem, w środku wcale nie było zimno. Nie było zbyt wielu ludzi, może z pięć osób, w tym wszystkie rozsiane po całej powierzchni lokalu. Usiadł przy jednym ze stolików i w oczekiwaniu na Cathie zaczął przeglądać kartę z napojami i deserami. Był późny wieczór, więc liczył, że to spotkanie nie potrwa zbyt długo. Tak czy inaczej, był w stanie rzucić dla niej wszystko, co uczynił i tym razem, dlatego miał nadzieję, że dziewczyna to doceni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Brighton, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 32
  Liczba postów : 19
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14260-catherine-roots#376515
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14262-relacje-korzonka#376525
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14261-catherine-roots#376524




Gracz






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Sro Mar 01 2017, 21:06

Catherine nie wiedziała do kogo się zwrócić ze swoim problemem i chociaż mogła w ogóle nikogo nie informować, nie chciała drugi raz zawieść Scorpiusa. Już raz uciekła, przez co chłopak chyba dalej miał do niej pewien uraz, dlatego tym razem chciała postąpić nieco inaczej.
Weszła do knajpy szybkim krokiem, wyszukując wzrokiem chłopaka a kiedy go dostrzegła, usiadła naprzeciwko. Nie wiedziała od czego zacząć, chociaż jej wyraz twarzy nie wskazywał na nic dobrego.
- Chciałam się pożegnać - powiedziała, nim Scorpius zdążył zareagować i zadać jej sakramentalne pytanie w stylu co się stało? Nie uśmiechała się a jej twarz była pozbawiona wszelkich emocji. Chłopak znał ją na tyle, by domyślić się, że stało się coś naprawdę niedobrego.
- Wyjeżdżam i tym razem nie wiem czy w ogóle wrócę, więc sam rozumiesz, chciałam postąpić trochę inaczej niż wtedy. Tym razem rodzice przesadzili i nie mam ochoty dalej z nimi mieszkać. Spakowałam wszystkie rzeczy, napisałam do ciebie i znikam - powiesiła na oparciu krzesła torbę, w której dzięki zaklęciu znajdował się cały jej dobytek życia. Starała się uśmiechnąć, ale nie wyszło jej to szczególnie ładnie.


Ostatnio zmieniony przez Catherine Roots dnia Sro Mar 01 2017, 21:40, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 24
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 329
  Liczba postów : 178
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14052-scorpius-alex-dear#371458
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14057-witam-z-otwartymi-rekoma#371582
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14058-scorpius-alex-dear#371584
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14056-scorpius-a-dear#371580




Gracz






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Sro Mar 01 2017, 21:24

Przychodząc tutaj, na pewno nie spodziewał się czegoś takiego. Od razu zauważył, że dziewczyna przynosi jakieś złe wieści, bo nie była uśmiechnięta i pogodna, jak to już na nią przystało. Cieszył go fakt, że Catherine zamieszkała w Londynie na stałe, a zatem całkiem zresztą niedaleko, przez co mógł ją widywać. A teraz, tak po prostu, po tych kilku tygodniach raptem mu oznajmia, że wyjeżdża? To jest chyba jakiś żart. Aż przypomniał mu się ten moment sprzed jakichś dwóch lat, kiedy też wyjechała. Tyle że wtedy byli razem.
Pożegnać? Gdy to usłyszał, odchylił się lekko w tył, opierając się plecami o siedzenie. Nerwowo przyjechał dłonią po włosach, a następnie wysłuchał, co Cather ma mu dalej do powiedzenia.
- Czy to jest kurwa jakiś nieudany żart, czy ja śnię? - powiedział tylko, spoglądając na nią i widząc, jak nienaturalnie się uśmiecha. Widać było, że jest równie zaskoczony, co też zły. Z tego, co zdołał wywnioskować, chodziło o to, że nie ma gdzie mieszkać. Jakby podróż dała jej raptem dach nad głową. - Gdzie zamierzasz wyjechać? - spytał, przenosząc wzrok na Cathie i spoglądając jej w oczy. Dopiero ostatnio poczuł, że tak naprawdę bardzo się za nią stęsknił. Nie chciał jej znów tak szybko tracić. A przynajmniej nie teraz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Brighton, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 32
  Liczba postów : 19
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14260-catherine-roots#376515
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14262-relacje-korzonka#376525
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14261-catherine-roots#376524




Gracz






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Sro Mar 01 2017, 21:40

Znała to spojrzenie i ten wyraz twarzy. Wiedziała, że nie będzie ani łatwo ani przyjemnie, ale już nie mogła kłamać. Catherine skrupulatnie unikała wzroku Scorpiusa, obserwując najpierw kwiatki, zielony kwietnik, czy biały obrus a na koniec zawiesiła spojrzenie na swoich paznokciach. Nie potrafiła znieść tego wzroku.
- Nie wiem, jeszcze zostało mi trochę do zwiedzenia - wprawdzie podróż nie dawała jej dachu nad głową, ale nie o to w tym chodziło. Gdyby chciała to znalazłaby sobie mieszkanie, jednak za tym szła konieczność znalezienia i wyboru pracy. A ona nie chciała decydować. Nie teraz. Mentalnie wciąż była jak wolny duch na bezdrożach, unikając konsekwencji dorosłości.
- Tym razem używali zagrywek poniżej pasa. Sam rozumiesz - uniosła nieśmiało wzrok, pozbywając się sztucznego grymasu z ust. Straciła chwilowo całą radość i blask, ale była zła. Po ludzku zdenerwowana na taki obrót spraw. - Wytknęli mi całą pomoc i pieniądze, które dostawałam. A teraz kazali mi wybrać, który zawód po nich przejmę, więc wybrałam wyprowadzkę. Próbowali nasłać na mnie wujka hipnotyzera! To dopiero było cudowne - wzruszyła ramionami, by wstać i podejść do Scorpiusa. Nie lubiła pożegnań, więc cmoknęła go przelotnie w policzek, mierzwiąc mu drugą dłonią włosy.
- Ale będę się odzywać - chciałaby, żeby wyjechał razem z nią. Jednak wiedziała, że skoro wtedy się nie ugiął, to teraz zapewne też nie zmieni zdania. Nie chciała też jakiejkolwiek pomocy, bo Scorpius znał ją i wiedział, że chora duma jej nie pozwoli sobie pomóc.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 24
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 329
  Liczba postów : 178
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14052-scorpius-alex-dear#371458
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14057-witam-z-otwartymi-rekoma#371582
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14058-scorpius-alex-dear#371584
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14056-scorpius-a-dear#371580




Gracz






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Sro Mar 01 2017, 22:04

Ewidentnie unikała jego spojrzenia, co strasznie go irytowało. Nie lubił, gdy wpatrywała się we wszystko znajdujące się naokoło, bo odnosił wtedy wrażenie, że Cath jest zamyślona i wcale go nie słucha.
- Tak. Rozumiem - powiedział. Jego ton mówił wszystko. Był zły, nie dało się zaprzeczyć. W dużej mierze chyba teź przez to, że owa sytuacja kojarzyła mu się z tą sprzed dwóch lat.
Kiedy dziewczyna nie była uśmiechnięta, jakoś traciła tę swoją aurę i blask, który zawsze wszędzie rozsiewała. Nie odzywał się zbytnio, głównie dlatego, że analizował całą sytuację. Catherine się zbuntowała, nie zamierzała słuchać swoich rodziców, więc uznała, że wyprowadzi się z Londynu i jak kiedyś zacznie swoją życiową podróż. Myślał nad tym, co mógłby zrobić, żeby jednak ją tu zatrzymać.
W normalnej sytuacji, na jej ironiczne słowa, zareagowałby uśmiechem, jednak w tym momencie nie było mu ani trochę do śmiechu. W jednym momencie, Cather siedziała przed nim, a w następnym już wstała od stolika, oznajmiając mu wprost, że najpewniej właśnie bezpowrotnie ją traci.
- Stój - powiedział stanowczo, łapiąc ją za nadgarstek i wstając z fotela. Poczuł się jakby miał teraz nad nią większą władzę, ale to chyba głównie przez to, że przewyższał ją wzrostem. - A może... zamieszkałabyś ze mną? - spytał niepewnie, spoglądając na nią z góry. Oczywiście, jeśli tak bardzo zależało jej na tej podróży, nie będzie jej przed niczym powstrzymywał, ale... jeśli chodziło tylko o kwestię mieszkania, zawsze mógł jej zapewnić dom. Liczył się z tym, że dziewczyna odmówi, w końcu, ona nigdy nie przyjmowała niczyjej pomocy, ale kto wie? Może tym razem będzie inaczej?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Brighton, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 32
  Liczba postów : 19
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14260-catherine-roots#376515
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14262-relacje-korzonka#376525
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14261-catherine-roots#376524




Gracz






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Sro Mar 01 2017, 22:21

Catherine pierwszy raz od kłótni z rodzicami uśmiechnęła się. Lekko, ale szczerze w odpowiedzi na reakcję Scorpiusa. Ujęła jego twarz w obie dłonie, przesuwając palcami po jego policzkach. Znała chłopaka nie od dziś, więc wiedziała, że zaraz coś wymyśli, jednak nie spodziewała się tego.
- Doceniam to, ale to nie jest najlepszy pomysł, Scorp - odparła, ale nie zaprzeczyła od razu, co dawało nadzieję na to, że może się ugnie. Podobno kobieta, która nie chciała zaprzeczała od razu, a ta, która się wahała chciała zostać przekonana. Ona z kolei nie wiedziała co zrobić. W jednej chwili chciała faktycznie wyjechać, co jednak wiązało się z ucieczką. W drugiej z kolei myślała nad tym, że mogła zostać i zatrzymać się u chłopaka na jakiś czas. Ale była uparta i w tym momencie rozdarta.
- Nie lubię litości. Poza tym nie powinniśmy razem mieszkać, nic z dobrego tego nie wyniknie. Doskonale o tym wiesz - zabrała dłonie, krzyżując ręce za plecami. Nie odsunęła się jednak, stykając się twarzą prawie z ramieniem Scorpa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 24
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 329
  Liczba postów : 178
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14052-scorpius-alex-dear#371458
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14057-witam-z-otwartymi-rekoma#371582
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14058-scorpius-alex-dear#371584
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14056-scorpius-a-dear#371580




Gracz






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Czw Mar 02 2017, 04:36

Gdy zobaczył, że uśmiecha się delikatnie, na jego ustach również pojawił się uśmiech. Ucieszył go ten widok, bo lubił patrzeć na ludzi, którzy emanują radością.
Dłonie miała małe i ciepłe. Znał je na tyle dobrze, że gdy ujęła jego twarz i zaczęła przesuwać palcami po jego policzkach, nie przeszedl go żaden dreszcz. Zresztą, dotyk był dla niego czymś normalnym, niezależnie czy znał tego kogoś, czy nie.
Przynajmniej doceniła jego zaangażowanie w całą tę sytuację! Sądził, że zaraz zacznie wybrzydzać, albo w ogóle wyśmieje jego pomysł. Tak czy inaczej, nawet od razu nie zaprzeczyła, co świadczyło tylko o fakcie, że się wahała.
- Gdzie ty tu widzisz litość? - spytał zdziwiony, unosząc jedną brew do góry. - Ja mogę trzymać łapy przy sobie... - dodał, wznosząc ręce w geście obronnym. A więc to tylko o to chodziło? Fakt, że był jej byłym powstrzymywał ją od zamieszkania z nim? Z takim argumentem na "nie" nawet nie zamierzał jej nigdzie puszczać. Zrobiłby to, gdyby wymyśliła coś, co rzeczywiście byłoby problemem. Wtedy, nie namawiałby jej, pożegnałby się i najpewniej wrócił do domu.
- No weź, co ci szkodzi ze mną zamieszkać? - Instynktownie uśmiechnął się czarująco, a następnie przeniósł wzrok na dziewczynę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Brighton, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 32
  Liczba postów : 19
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14260-catherine-roots#376515
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14262-relacje-korzonka#376525
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14261-catherine-roots#376524




Gracz






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Sob Mar 04 2017, 18:40

Catherine czasami sama nie wiedziała w czym widzi problem, więc często było po prostu tak, że tworzyła go w swoim małym świecie fantazji i iluzji. Fakt, że ze Scorpiusem łączyła ją kiedyś nie tylko przyjaźń, ale i coś więcej, nie stanowił dla niej problemu. Pomijając to, że oboje będą się czuli nieswojo, może nawet niekomfortowo, a w końcu "trzymanie rąk przy sobie" szlag trafi. Zdawała sobie z tego sprawę, jednak chłopak najwidoczniej wyleczył się z niej lub głupio wierzył w to, że wytrzyma.
- Ale ja niekoniecznie - odparła wzruszając ramionami, by następnie usiąść z powrotem na krześle. Mogła spróbować, nie mogła obiecać. Nie chciała nawet obiecywać, że pozostanie wobec niego obojętna, kiedy będzie ku temu powód i okazja. Chyba to był główny powód, dla którego nie chciała z nim zamieszkać - nie lubiła przywiązania a podobno pierwsza miłość nie rdzewiała... w głowie Roots toczył się teraz proces pełen sprzecznych uczuć, czego nie dała po sobie za bardzo znać.
- Muszę znaleźć pracę, to będzie ciężkie, bo nie wiem co chcę robić. A z czegoś muszę żyć - miała ukryte i odłożone pieniądze, chociaż nie chciała ich używać. Jednak czarna godzina chyba właśnie nadeszła... sama Catherine była dość pogubiona w tym całym dorosłym świecie, dlatego przestawienie się z trybu lekkoducha było dla niej nie lada wyzwaniem.
- Ja gotuję, ty sprzątasz - rzuciła pół żartem, pół serio unosząc wzrok znad swoich dłoni na Scorpiusa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Kwiatowa Knajpa pod namiotem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

 Similar topics

-
» Rybacka Knajpa
» Kwiatowa Aleja
» Gospoda pod Świńskim Łbem
» Miłosny trójkąt w lesie

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Okolice Hogsmeade
-