IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Kwiatowa Knajpa pod namiotem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Bentham
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 266
  Liczba postów : 240
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4899-drake-bennett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4900-niezla-draka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4902-drastyczna-poczta




Gracz






PisanieTemat: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Czw Maj 23 2013, 11:14

First topic message reminder :


Kwiatowa Knajpa pod namiotem

Wyjątkowe miejsce, będące prawdziwą oazą zarówno w letnie upały, jak i przyjemnym ogrodem zimowym w mroźne dni - jest to zasługa zaczarowanego namiotu, który chroni wnętrze lokalu przed zmianami temperatur i niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi. Szeroki wybór serwowanych dań i trunków pozwoli każdemu znaleźć coś dla swojego podniebienia, a dodatkowo w każdy czwartek o godzinie 18 Kwiatowa Knajpa gości zespoły, grające muzykę na żywo!

La Bella Vita
Malinowy Zawrót Głowy
Plumpki duszone w sosie miodowym
Pokusa Syreny
Smocze naleśniki
Sałatka Molly Weasley
Uśmiech kudłonia
Złocisty feniks
Stek z kołkogonka w bąbelkowym musie

Woda Goździkowa
Piwo kremowe
Ajerkoniak
Kłębolot
Jagodowy jabol  
Miętowy Memortek
Smocza Krew  
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 24
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 372
  Liczba postów : 276
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14052-scorpius-alex-dear#371458
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14057-witam-z-otwartymi-rekoma#371582
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14058-scorpius-alex-dear#371584
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14056-scorpius-a-dear#371580




Gracz






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Sob Mar 04 2017, 18:45

On pod względem problemów był raczej przeciwieństwem Cath. W niczym nigdy nie widział problemu, a jeśli już, to starał się znaleźć na to odpowiednie rozwiązanie lub w ogóle udawał, że owego kłopotu nie ma.
Czy on czułby się przy niej nieswojo? Na początku na pewno tak, ale po jakimś czasie zdążyłby się przyzwyczaić do jej obecności. Tak samo jak dziewczyna, świadom był, że po jakimś czasie ich relacje znów ulegną zmianie, a trzymanie się od siebie z daleka nie do końca może wypalić. I dlatego Scorpius był w stanie od razu zaproponować jej coś takiego. Pamiętał, że kiedy on i Cather byli jeszcze parą, był dużo szczęśliwszym człowiekiem niż zwykle. Choć może nie okazywał tego zewnętrznie, tak rzeczywiście było. Póki co, traktował ją bardziej jak przyjaciółkę, ale gdyby widywał ją codziennie, uczucie pewnie by wróciło. Kwestia czasu... bo on się z niej nie wyleczył. Scorp również nie lubił przywiązywać się do ludzi, ale z Catherine już kiedyś się zżył, więc tym razem przyszłoby mu to z jeszcze większą łatwością.
- Och, no daj spokój - powiedział, wzruszając ramionami. Gdy dziewczyna siadała z powrotem na miejsce, odprowadzał ją wzrokiem, po czym sam zajął krzesło naprzeciw niej. Spojrzał na nią z ukosa i zaczął zastanawiać się, jaką decyzję ostatecznie podejmie.
- Możesz przecież znaleźć pracę, która będzie powiązana z tym, co lubisz. Albo przynajmniej jakąś dobrze płatną, gdzie nie będziesz musiała harować po dziewięć godzin, siedem dni w tygodniu - rzucił lekko, jakby to było takie proste. Dla niego wszystko wydawało się być takie łatwe, choć zazwyczaj wcale takie nie było. - Poza tym, zawsze możemy podzielić się wydatkami... - dodał po chwili, uświadamiając Roots w tym, że razem zawsze jakoś dadzą sobie radę. On też miał trochę odłożonych pieniędzy, a w razie potrzeby zawsze mógłby złamać swoje żelazne zasady i poprosić rodziców o pomoc. Ostatnio też siedział zbyt dużo w domu i nigdzie nie wychodził. Nie było to w jego stylu, a jakby dziewczyna się do niego wprowadziła, na pewno byłoby raźniej. No i może jakoś by go rozruszała.
- Wreszcie kuchnia się do czegoś przyda... - powiedział, uśmiechając się i przenosząc wzrok na towarzyszkę. Jako, że on nie potrafił gotować, zwyczajnie tego nie robił. Umiał zrobić omlet i naleśniki, ale zawsze uważał, że za dużo przy tym roboty i nawet się za to nie zabierał. W konsekwencji, jadał poza domem, wydając na to masę pieniędzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 13
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 481
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15139-kind#403356
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Sro Lut 07 2018, 00:42

Ponoć zimowy krajobraz potrafił zaprzeć dech w piersiach - ciężko było się z tym nie zgodzić, chociaż Mefisto śmiał twierdzić, że głównym powodem takich zmian w organizmie była niemiłosiernie niska temperatura i chłodny, porywisty wiatr. Zawsze był wielkim fanem spędzania czasu na świeżym powietrzu, a jednak przy takiej zimie łatwo było o urokach spacerów zapomnieć. Kamieniste drogi i równiutkie ścieżki zupełnie zniknęły pod brudnawą pokrywą śniegu; teraz trzeba było wymijać zaspy i wydeptywać nowe dróżki, aby w ogóle gdziekolwiek się zostać. Duże śnieżynki wirowały w powietrzu, zaczepnie wpadając w oczy przechodniom, a czasem niebezpiecznie wślizgując się za kaptur. Hogsmeade wydawało się dziwnie spokojne i uśpione, uliczki jedynie niekiedy przemierzało kilku mieszkańców czy też klientów. Również patrole Magimilicji niezbyt zachęcająco wpływały na ludzi, zwyczajnie ich odstraszając. Z tych kilku powodów Mefisto wcale nie miał zbyt wiele do roboty w swojej nowej pracy - skoncentrował się raczej na tym, aby zapewnić szefa, że jego wątpliwe pochodzenie nie będzie problemem. O dziwo Ślizgon wcale nie musiał się zbytnio gimnastykować, aby zyskać względnie przychylne spojrzenie. Niechętnie zatem opuścił menażerię, postanawiając zrobić sobie mały spacerek dookoła Hogsmeade i dopiero wtedy wrócić do Hogwartu. Nie lubił tego nowego dormitorium, kiepsko się tam odnajdywał; nie miał zbyt wielkiego wyboru i bądź co bądź, musiał gdzieś spać. Gruba wojskowa kurtka nie potrzebowała zaklęć ocieplających, choć niektóre zrywy wiatru doprowadzały chłopaka do szału; przynajmniej w końcu przekonał się do szalików, teraz dumnie prezentując zielono-srebrne barwy Slytherinu. Z dłońmi w kieszeniach i głową w obłokach, po prostu ruszył przed siebie, rozważając czy zajrzenie po drodze do jakiejś knajpy będzie złym pomysłem. W końcu niby pojawiła się przed nim szansa złapania bardziej trwałej pracy... Tajemnicze uczucie chwyciło Noxa za serce, jednak chłopak szybko odrzucił od siebie myśl, że był to żal - w końcu nie miał z kim świętować, prawda?

@Liam A. Rivai

______________________


I'm at war with the world,
'Cause I ain't never gonna sell my soul.

WAŻNE!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Londyn.
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 105
  Liczba postów : 60
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15707-liam-a-rivai#423856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15777-liam#425298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15717-liam#423907
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15708-liam-a-rivai#423857




Gracz






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Pią Lut 09 2018, 00:59

Zaczynał przeklinać w duchu swoje zamiłowanie do obdarowywania bliskich, przez które wywiało go na same obrzeża Hogsmaede. Do urodzin Primrose’a zostało jeszcze kilka ładnych dni, ale Liam nie byłby sobą, gdyby nie wyruszył na łowy ze stosownym wyprzedzeniem. Nie zniechęcały go łapanki, nie odpychała go pogoda, nawet stos wypracowań, który czekał na niego w dormitorium nie rozgonił jego chęci, by rozejrzeć się po asortymencie, który miały do zaoferowania urokliwe budki na ulicach bliskiemu Hogwartowi miasteczku.
Z wyraźnie zawziętą miną opatulił się grubym szalem w barwach swojego domu i schowawszy ręce w kieszenie czarnego płaszcza, ruszył naprzeciw wszystkim minusom i przeszkodom, by wypatrzeć odpowiedni podarunek. Jedyne czego szczerze żałował, to braku towarzystwa. Christer nie mógłby z nim pójść z powodów aż nazbyt oczywistych, a akurat dzisiaj tak się nieszczęśliwie dla Liama złożyło, że pozostała dwójka, z którą dzielił sypialnię, nie mogła w dniu dzisiejszym wybrać się poza mury szkoły. Przykro, ale zamiast strzelać ogarnięte smutkiem miny, mógłby poprosić kolegów o rękawiczki. Skoro żaden z nich nie planował wycieczek, nikomu dodatkowe ocieplenie na dłonie nie byłoby potrzebne… a Liam mimo rąk beznadziejnie wciśniętych w kieszenie, nie potrafił nie czuć chłodu.
A kolory całej sytuacji blakły wraz z upływem około dwóch godzin, gdy po pieczołowitych poszukiwaniach, żadna z rzeczy nie wydała się w uznaniu szatyna odpowiednio wyjątkowa, by zasłużyć na kupno w ramach prezentu urodzinowego. Nieco przygaszony nieudanym polowaniem, szedł wzdłuż uliczek obmyślając w myślach alternatywy.
Rysunek? Nie. Co roku je ode mnie dostaje. Może opowiadanie…? Christer lubi historie. Ucieszyłby się, gdybym zużył dla niego trochę atramentu? Chociaż.. nigdy niczego nie pisałem i…. Mefistofeles?
Wyprostował się, unosząc łeb ku górze, by lepiej wypatrzeć znajomą osobę w tłumie. Upewniwszy się, że faktycznie patrzy na swojego nowego bogina, z automatu przywrócił na twarz uśmiech, wcześniej schowany pod warstewką zamyślenia. Nie zastanawiał się długo, nim nie przyspieszył kroku, próbując zrównać się z mężczyzną. Gdy był ledwie kilkadziesiąt centymetrów od niego, wyciągnął rękę i złapał poczerwieniałymi, skostniałymi od zimna palcami rękaw kurtki Noxa, próbując zwrócić na siebie jego uwagę.
- Cześć! – przywitał go ze szczerym uśmiechem, przestając rozciągać ubranie Ślizgona. Znowu wcisnął dłonie do kieszeni, przybierając na twarz nieco figlarny wyraz. – Zaniechałem flirtów z dementorami, czekając cierpliwie aż odezwiesz się w sprawie wyjścia, ale żadnej propozycji nie dostałem. Straciłeś we mnie zainteresowanie? – zagadnął, spoglądając na niego z udawanym, niemal teatralnym smutkiem odrzuconego kochanka. Zaraz parsknął cicho śmiechem i rozwiał zbudowaną zaczepkę, odlepiając od niego spojrzenie, by móc spojrzeć przed siebie. – Chyba nie zraziłem cię do siebie? Było mi trochę głupio, gdy ostatnim razem nie dałem ci dojść do słowa… - było czuć, że tę część wypowiedzi nie ubierał w żaden żart, a mówił naprawdę szczerze i poważnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 13
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 481
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15139-kind#403356
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Pią Lut 09 2018, 01:30

Mefisto uparcie tkwił w przekonaniu, że zupełnie żadnego towarzystwa nie ma i go nie znajdzie, tak więc jego jedyną opcją jest powrót do domu i siedzenie z Litką przy kominku... O ile kotka nie miała jakichś bardziej porywających planów. Łatwo było po prostu zagubić się we własnych rozmyślaniach i potem uparcie stać za przetartymi przekonaniami; na tej właśnie zasadzie z szaloną pewnością mógł stwierdzić, że samotność była mu przeznaczona. Nie zastanawiał się, czy odezwanie do Ezry to dobry pomysł, albo czy Fire miałaby ochotę kiedyś wyskoczyć coś zjeść. Te relacje były zbyt skomplikowane, a Ślizgon niezbyt miał na to ochotę. Ostatnimi czasy wszystko się pozmieniało i coraz lepiej zaczynał rozumieć o co mu chodziło, gdy pod wpływem alkoholu powiedział Ezrze, że nie chce być sobą. Ile by dał, żeby raz na jakiś czas uciec od tej swojej idealnie wykreowanej postaci nietykalnego wilkołaka, który nie pozwalał sobie na zbyt wiele emocji! Chyba wszyscy ludzie mieli w życiu momenty, w których mieli po prostu dość...
Zdziwił się niesamowicie, kiedy nagle ktoś szarpnął za jego rękaw. Błyskawicznie się rozbudził i posłał oschłe spojrzenie temu nędznemu człowieczkowi, który ośmielił się go zaczepiać - w dodatku przy takiej koszmarnej pogodzie, podczas której spacer był trudny, a co dopiero jakaś rozmowa. Złagodniał podejrzanie szybko, zamiast irytacji przywołując na twarz obojętność. Poprawił lekko rękaw, witając chłopaka skinieniem głową.
- Najwyraźniej niezbyt cierpliwie - zauważył, wzruszając lekko ramionami i tym samym zbywając to pytanie. Niby miał się odezwać, z drugiej strony nie udało mu się podjąć decyzji, czy to były żarty, czy też nie. Teraz po prostu szedł sobie i patrzył na Liama, z odrobiną zafascynowania. W końcu właśnie żalił się sobie w duchu, że nie potrafi nawet zawiązać z kimś normalnej relacji... a tu pojawiał mu się u boku słodki, rozgadany Puchon. - Trochę płakałem do poduszki, ale tylko pierwszych kilka nocy. Już jest okej - zapewnił go z cynicznym uśmiechem, który zaraz został rozwiany przez porywisty wiatr. Nox otworzył usta, aby jeszcze coś dodać (zapewne bardzo złośliwego i okrutnego, mhm), jednak w tej samej chwili przed oczami mignął mu znajomy szyld Kwiatowej Knajpy. - No, ale skoro już wyszliśmy... Dasz szansę się zrehabilitować? - I nie biorąc pod uwagę, czy Liam się gdzieś nie spieszy, po prostu doskoczył do namiotu i rozchylił nieco materiał, gestem dłoni zachęcając Puchona do wejścia do środka. - Śmiało, Horatio - dodał, zmiękczając nieco imię, o którym chłopak wspomniał mu przy ostatnim spotkaniu. Mefisto mógł narzekać, wyzłośliwiać się i nabijać, ale koniec końców był po prostu dobrym słuchaczem i tyle.
Gdy tylko weszli (w gruncie rzeczy Liam nie miał zbyt wiele do powiedzenia, bo Mefistofeles wciągnąłby go tam siłą; fakt faktem ciepło bijące z wnętrza namiotu chyba samo w sobie stanowiło niesamowitą pokusę!), mogli odetchnąć od mroźnego wiatru. U ich boku zaraz pojawił się uśmiechnięty od ucha do ucha kelner - zaprowadził nowych gości do stolika i zostawił ich na chwilę samych z kartami menu.
- Miała być kolacja i kwiaty, nie? Na piosenkę niestety musisz poczekać... - Mefisto ściągnął kurtkę i zawiesił ją na oparciu fotela, na który zaraz opadł z pytającym, odrobinę wyzywającym spojrzeniem skierowanym na Puchona. Ciekaw był jego reakcji na tę spontaniczną akcję, która bądź co bądź w dość oczywisty sposób pokazywała, że ich żarty zawierały sporo prawdy. Stolik, który im się trafił, cały był przyzdobiony bzem; Kwiatowa Knajpa była miejscem z pewnością niesamowicie klimatycznym. Liam chyba nie planował uciekać, prawda?

______________________


I'm at war with the world,
'Cause I ain't never gonna sell my soul.

WAŻNE!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Londyn.
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 105
  Liczba postów : 60
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15707-liam-a-rivai#423856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15777-liam#425298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15717-liam#423907
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15708-liam-a-rivai#423857




Gracz






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Pią Lut 09 2018, 02:58

Uwaga odnośnie jego cierpliwości tylko poszerzyła mu uśmiech. Szatyn musiał się przyzwyczaić, że Nox lubił odbijać piłeczkę i najwyraźniej nie szczędził sobie dosadnych obserwacji, jakkolwiek złośliwe by nie były. Ta konkretna nie zniechęciła go do dalszej rozmowy, toteż dalej wesoło dotrzymywał mu kroku.
- Kto by pomyślał, że jesteś taki wrażliwy. Te tatuaże to tylko przykrywka, żeby nie wydała się twoja prawdziwa delikatna natura?– rzucił nieco ironicznie, kiwając nieznacznie głową, jak gdyby sam dokonał wartościowego spostrzeżenia. Czyżby to w rzeczywistości Liam był „tym złym” w ów relacji? Zmuszać tak biedne, niezrozumiane przez świat stworzenie do wypłakiwania się w poduszkę, z powodu uniemożliwienia mu podzielenia się z innymi swoją historią czy nawet uczuciami…? Scenariusz tak okrutny. I nieprawdziwy.
W przeciwieństwie do Mefistofelesa, Liam przez cały czas doskonale wiedział w jaką grał grę; żartował ze wszystkim. Nie zmuszałby niemal obcego sobie mężczyzny do zabierania się na kolację, a niezobowiązujący flirt, który odbył się między nimi tamtejszego dnia w Wielkiej Sali, był tylko niewinną konwersacją o nieco ciekawszym zabarwieniu. Jej kontynuację uznał za ciekawy motyw rozpoczęcia kolejnej rozmowy; stąd te nawiązania w dniu dzisiejszym. Szatyn ostrożnie podchodził do takich spraw, jeżeli przymierzał się startować do kogokolwiek w pełni powagi.
Z wyżej wymienionych powodów, wydał się odrobinę zaskoczony, gdy ręka wilkołaka odsłoniła przed nim wejście pod namiot jednej z kawiarenek, której – jeśli dobrze pamiętał – nie miał jeszcze przyjemności odwiedzić. Niemniej szybko podjął kroki, by ukryć małe zmieszanie, śmiejąc się cicho pod nosem na dźwięk swojego zmodyfikowanego, niedoszłego imienia.
- Mówisz poważnie? – zagadnął jednak, spoglądając na niego badawczo. Przekonawszy się, że owszem, Mefistofeles faktycznie zamierzał zabrać go na kolację, wszedł do środka knajpki, niemal natychmiast zaznając ulgi, której nie omieszkał pokazać rozanielonym spojrzeniem. Mróz szczypał go po nosie gorzej, niż natrętny chochlik, a więc możliwość zaznania ciepła była wręcz cudowna. Zaraz wyjął skostniałe dłonie z kieszeni i zaczął pocierać, posłusznie kierując się za srebrno-zielonym szalikiem. Co prawda nie miał w planach odwiedzin jakiegokolwiek lokalu, będąc przyzwyczajonym, że jadał raczej tylko w murach szkoły, ale uznając okoliczności za niezwykle zabawne (i wygodne zważywszy na temperaturę wnętrza), dał się namówić.
- Taka okazja, a ja taki niewyjściowy… - zadrwił sam z siebie, nim nie rozplątał szalika, wieszając go na przeciwległym do Mefistofelesa krześle. Zaraz zdjął dość elegancki, czarny płaszcz i odsłonił ubranie, które chował pod odzieniem wierzchnim. Jak się okazało… nie wypadał tak źle. Liam całe dzieciństwo był nękany przez rodziców o dobrą prezentację, więc schludny ubiór miał już niemal zakodowany w genotypie.
Pomimo początkowego speszenia, oklapł na siedzeniu, wbijając niezwykle rozweselone spojrzenie w Noxa. Cała ta sytuacja wydawała mu się naprawdę śmieszna. Pozytywnie śmieszna.
- Nie można ci zarzucić, że jesteś niesłowny. – zachichotał, orientując się o jakie kwiaty chodziło rozmówcy. Oho, faktycznie spełniał wszelkie oczekiwania. – Teraz naprawdę nie mogę się doczekać tego śpiewu... wszystko się sprawdziło; prywatnego występu też nie odpuszczę. – uśmiechnął się zaczepnie, jednak wplątując w ów zdanie pewną subtelną nutę, która mogłaby uchodzić za sugestię, że Liam powoli zaczynał brać wymienione obietnice na poważnie. Rzucił krótkie spojrzenie w menu, chcąc zorientować się do jakiego typu restauracji zabrał go jego towarzysz.
Szybko jednak powtórnie podniósł na niego wzrok.
- Więc teraz będziemy się na siebie patrzeć maślanym wzrokiem i jeść z jednego talerza? – zaczepił go, odkładając na moment menu, by podeprzeć łeb ręką. – A nie! – ożywił się, nagle prostując. – Przecież byłem taki niedobry, że nie pozwoliłem ci ostatnio nic powiedzieć. Przysięgam, że teraz postaram się trzymać język za zębami i tak dużo nie gadać, żebyś też mógł dojś-… - w tym momencie zamrugał lekko skołowany. Doszła do niego świadomość, że ledwie złożył obietnicę, a już ją łamał. Uśmiechnął się niewinnie i zaczął spokojniej: - To co robisz w Hogsmeade?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 13
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 481
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15139-kind#403356
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Pią Lut 09 2018, 13:44

- Ej, brawo. A ludzie mówili, że z bystrością to u Puchonów słabo - wtrącił, nie przykładając większej wagi do tych słów; to była tylko drobna zaczepka. Mefisto niby grał, niby szukał jakiejś pewności o co w tym wszystkim chodzi. Niewinne i żartobliwe konwersacje można było łatwo zmienić w coś przyjemnie niezobowiązującego (chociaż „niewinnym” by tego nie nazwał). Z zaciekawieniem zatem obserwował jak chłopak przykrywa zaskoczenie (zakłopotanie?) śmiechem, przypominając jak słodko wyglądał przy wykonywaniu tej czynności. Ślizgon skinął lekko głową, nie analizując swoich zachowań na tyle, by zacząć się wahać. Skoncentrował się raczej na przyjemnym cieple i miłej atmosferze knajpy, do której siódmoklasista dał się zaprosić. Nox nie jadał za często na mieście - niezwykle chętnie korzystał z darmowych posiłków Hogwartu. Ze względu na swoje nazwisko, jakże kojarzone z prawnymi występkami i wilkołaczą społecznością, nie było mu wcale łatwo znaleźć pracy; większość pieniędzy zatem albo odkładał w formie oszczędności, albo wydawał na pilniejsze sprawy. Ten jeden raz bardzo potrzebował tego odpoczynku, tego klimatu restauracji i normalnego, przyjemnego wieczoru.
- Niewyjściowy? - Powtórzył, uważnym spojrzeniem lustrując swego towarzysza od stóp do głów, co zaskutkowało zaskoczonym uniesieniem brwi. Cóż, nie powiedziałby. Liam miał tę przewagę, że wyglądał po prostu schludnie; Mefisto miał w sobie coś, co dodawało każdej kreacji niedbałości. Teraz ubrany był raczej wygodnie - tak, jak powinien, pracując w menażerii. Zwyczajne ciemne spodnie i w podobnym odcieniu niski golf na krótki rękaw (zakrywający większą część tatuaży i przy okazji bandaż na przedramieniu) nie były niczym niezwykłym. Nox ośmieliłby się stwierdzić, że wyglądał po prostu nijak. Jedynym elementem, który mógł (a wręcz musiał) ściągać na niego uwagę, była kryształowa broszka przypięta na piersi. Ślizgon jednak, gdy już sobie o niej przypomniał, po prostu delikatnie ją rozpiął i uważnie wsunął do kieszeni. - Merlinie. Co by było, jakbym cię uprzedził o wyjściu? - Wzdrygnął się teatralnie, jak gdyby przed oczami przemknęły mu wizje Puchona w zwariowanych szatach wyjściowych.
- Staram się jak mogę. Nie wiem czy widać, ale romantyczne kolacje to niezbyt moje klimaty - mrugnął do Rivaia, zaraz przenosząc wzrok na menu. Z przeglądania dań wytrącił go Liam, który ani na chwilkę nie potrafił zamknąć paszczy. Ciężko stwierdzić, czy było to fascynujące i godne podziwu, czy po prostu denerwujące.
- Powiedziałbym, że to ty wychodzisz na niesłownego - mruknął, odkładając kartę. Nie musiał się długo zastanawiać; miał mocno sprecyzowany gust. Zaśmiał się, widząc konsternację na twarzy Puchona - a więc widział swój błąd! Doskonale. - Dobra. Zobaczymy, ile wytrzymasz z językiem za zębami... chociaż chyba nie przeszkadzałoby mi, gdyby był gdzie indziej... - W oku Noxa pojawił się zaczepny błysk. Chłopak odchrząknął i zastukał lekko palcami w blat stolika, zbierając myśli. Miała zamiana ról raczej nie powinna im zaszkodzić, nie? Ciekaw był, czy Liam zginie od własnej broni. - Świętuję zdobycie nowej pracy - w menażerii, kawałek stąd. Wcześniej pracowałem w innej, w Londynie, ale właściciel miał dość moich zwolnień. Bezczelnie chciałem, żeby wypuszczał mnie wcześniej w pełnię. W każdym razie, potem przez chwilę pracowałem w antykwariacie, ale powiedz mi, czy wyglądam na kogoś, kto odnalazłby się w zatęchłym malutkim pomieszczeniu z antykami? - Pytanie to było czysto retoryczne, bo Mefistofeles jedynie uśmiechnął się złośliwie i zaraz kontynuował, nie dając Liamowi możliwości na wtrącenie choćby słówka. - Chyba wychodzi na to, że perfidnie cię wykorzystuję. Samemu nie chciałoby mi się chodzić po knajpach. - Przy stoliku ponownie pojawił się kelner, tym razem dopytując już o zamówienie. Ślizgon zamówił stek z kołkogonka i miętowego memortka (jak świętować, to świętować!). Poprosił również o przekazanie kucharzowi, że stek jest dla niego - specjalnie podał nazwisko, uciekając wzrokiem gdzieś w bok, jakby wcale nie sprawiało mu to przyjemności. Gdy i Liam złożył zamówienie, Mefisto odeszła ochota na trajkotanie. To zdecydowanie nie była jego bajka - choć niby o swoich zainteresowaniach potrafił mówić godzinami... Kwestia tego, czy chciał. - Znam syna kucharza - wyjaśnił pokrótce. - Mamy podobny gust, jeśli chodzi o potrawy mięsne. - Chyba nikogo już nie dziwiły niemal surowe, krwiste przysmaki wilkołaków.
Nie mówił o niczym istotnym czy poruszającym, ale było coś satysfakcjonującego w tak prostej, niewymagającej konwersacji.

______________________


I'm at war with the world,
'Cause I ain't never gonna sell my soul.

WAŻNE!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Londyn.
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 105
  Liczba postów : 60
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15707-liam-a-rivai#423856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15777-liam#425298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15717-liam#423907
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15708-liam-a-rivai#423857




Gracz






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Sob Lut 10 2018, 01:56

Przymrużył w rozbawieniu oczy na wzmiankę o wyjściowym stroju. Wiedział, że jego ubrania prezentowały się całkiem dobrze i mógłby to ocenić w zupełności obiektywnie, porównując sobie stroje choćby kolegów z pokoju. Z całej ich czwórki tylko jemu chciało się zakładać eleganckie koszule i dbać o to, by nigdy nie były pogniecione, a mugolskie bluzy i t-shirty z nadrukami występowały w jego szafie w niemal pojedynczych sztukach. Niemniej na wyjątkowe okazje wolałby zakładać nowsze stroje, choćby dla samego poczucia, że w nieśmiganych sztukach prezentuje się lepiej, niż tych, które miał na grzbiecie pięćdziesiąty raz.
- Nie? – udał zdziwienie, jakby absolutnie nie widział w Mefistofelesie nikogo innego jak kochanka rodem z romantycznego dramatu Słowackiego czy innego Mickiewicza. Nic tylko dopuszczać go do szalonych improwizacji i samobójstw przez nieodwzajemnioną miłość. – Nie musisz się ukrywać. Przecież już rozgryzłem twoją wrażliwą duszę. Możesz nawet uronić łzę, mówiąc mi o swoich uczuciach. Przysięgam, że cię nie wyśmieję. – zapewnił, wykorzystując wszystkie swoje umiejętności aktorskie, by wykreować się na naprawdę współczującego, rozumiejącego nieuzasadnione wybuchy emocjonalne gościa. Być może wrażliwość i zamiłowanie do romantycznych kolacji przy świecach nie zawsze szły ze sobą w parze, ale Liam nie mógł powstrzymać się od tej docinki.
„Chociaż chyba nie przeszkadzałoby mi, gdyby był gdzie indziej...”
Wybałuszył na niego oczy, w pierwszej linii po prostu pesząc się na tak śmiałe spostrzeżenie. Punkt dla Mefistofelesa; szatyn nie spodziewał się usłyszeć czegoś podobnego, więc udało mu się wybić chłopaka z rytmu i zaobserwować jego zakłopotanie na dłużej, nim znowu nie utonęło w śmiechu, finalnie uznając uwagę za dość zabawną.
- Wrażliwy i romantyczny, ale jaki niegrzeczny! – rzucił mu zaczepne spojrzenie, patrząc na niego z udawaną dezaprobatą. - Śmiało szarżujesz, Mefi. – zaśmiał się cicho, pierwszy raz pozwalając sobie zdrobnić jego imię. Chyba taka wersja nie tylko ładniej dla niego brzmiała, ale i szybciej przechodziła przez gardło, niż takie płótno.
Na wzmiankę o pracy rozświetliły mu się oczy, a sam Liam aż się wyprostował, najprawdopodobniej chcąc złożyć koledze najszczersze gratulacje, ale dzielnie trwał z zamkniętą buzią, przysłuchując się dalej zdawanej relacji z coraz szerszym i szerszym uśmiechem. Pytanie retoryczne niespecjalnie takim retorycznym było w uznaniu Rivai’a, bo chłopak z łatwością mógłby rzucić swoje trzy grosze do tej wypowiedzi, a nawet zdążył się do tego przymierzyć. Już otworzył usta, gdy… Mefistofeles znowu wznowił wypowiedź. Skołowana mina Liama, gdy musiał zamknąć buzię i grzecznie podeprzeć łeb ręką, by poczekać na możliwość komentarzy była całkiem zabawna, choć chłopakowi daleko było do oburzenia. Poza tym, że był gadatliwy, słuchać również lubił.
Nim zdążył cokolwiek powiedzieć o monologu Mefistofelesa, powitał kelnera sympatycznym uśmiechem, raz jeszcze zerkając do karty dań. Szybko zorientował się, że… było tu drogo. Skrzywił się nieznacznie widząc cenę Złocistego Feniksa, na którego miał największą ochotę, ale nie chcąc być nieuprzejmym względem pracownika restauracji, niemal natychmiast przywrócił na twarz miły wyraz i poszukał dla siebie trochę tańszych alternatyw. Poprzestał na duszonych plumpkach w sosie miodowym i piwie kremowym, podawanym na zimno.
Złożywszy namówienie wrócił w końcu spojrzeniem do Noxa.
- Gratuluję! – rzucił, jakby dusił w sobie to słowo od przynajmniej trzech godzin. – Będziesz drugą znaną mi osobą, która pracuje w tutejszej menażerii. – chociaż wydawał się tak samo wesoły, mówił trochę… inaczej. Z lekkim opóźnieniem, ostrożniej ważąc słowa. No proszę, Liam póki co naprawdę starał się nie przytłaczać swoim gadulstwem, traktując daną obietnicę niemal jak wyzwanie. – Dziwne, że zwalnianie raz w miesiącu z dość oczywistych powodów było dla poprzedniego właściciela tak uciążliwe. Brzmi, jakby nie uchodził za zbyt sympatyczną osobę. – skrzywił się. – Miewałeś inne problemy w związku ze swoją przypadłością? – pociągnął go ostrożnie za język, wpatrując się w nieco z zainteresowaniem. Tak wygląda trening słowotoku?
- Poza tym przyznam się, że chyba jeszcze nie jadałem w tego typu lokalach. Samemu czy z kimś. Raz może byłem z babcią w mugolskiej restauracji, choć clown, który reklamował to jedzenie był dość przerażający… że też nie odbierał tym mugolom apetytu… ale hej, chociaż rozdawali zabawki... – wzruszył ramionami, znowu się krzywiąc. Źle, źle… nie rozgaduj się. - Ciekawią cię czasem mugole?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 13
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 481
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15139-kind#403356
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Sob Lut 10 2018, 02:28

Ta kwestia samobójstwa to jeszcze mogłaby przejść, tylko niestety Mefistofeles raczej nie ganiał za miłością. Daleko było to rozumowania mężczyzn z okresu romantyzmu; gdyby tylko bardziej zgłębił temat, zapewne uznałby ich postępowanie za wyjątkowo idiotyczne. Starał się unikać trwalszych relacji emocjonalnych głównie dlatego, że całe życie spędził w przekonaniu, że to rodzina jest najważniejsza. Krewni mieli być mu najbliżsi, jako jedyni go rozumieli i tylko dla nich potrafił opanować nieco swój cięty język. Szkoda, że luki w tej filozofii zaczął dostrzegać dopiero po czasie, gdy okazało się, że nie ma właściwie niczego.
Z zadowoleniem obserwował szczerą reakcję Liama na ten drobniutki komentarz, wtrącony zupełnie mimochodem. Nox znany był z tego typu mało subtelnych wypowiedzi - lubił stawiać na szczerość, a poza tym właśnie przez drastyczniejsze kroki łatwiej było dostrzec prawdziwe intencje. Cichy uśmiech zamarł mu na ustach, kiedy usłyszał jak jego imię zostało słodko zdrobnione. Czyli można nazywać się po upadłym aniele, po diable (w zależności od wierzeń), a i tak słuchać tego typu głupot.
- Mógłbym powiedzieć to samo o tobie, ale w innym kontekście - pokręcił lekko głową z dezaprobatą, ale o dziwo nie dodał nic więcej w tym temacie. Zaczął się przecież jego monolog, toteż przepychanki słowne (i mało przyzwoite aluzje) zostały odsunięte na bok. Ślizgon musiał przyznać, że Rivai faktycznie się starał i grzecznie milczał, a gaszenie jego nadziei było bardzo satysfakcjonujące. Kelner też przyszedł w idealnym momencie, zmuszając siódmoklasistę do walki ze swoim naturalnym potokiem słów.
- Czuję się prawie zaszczycony - odparł jedynie, domyślając się oczywiście, że pani prefekt naczelna Hogwartu była raczej rozpoznawaną osobowością. Ciekawe, bo sam na Bridget właściwie nie zwracał uwagi do momentu, gdy wplątała się w rozmowę odnośnie ataku wilkołaka. - Pewnie, że nie chodzi o jeden dzień w miesiącu. Był po prostu... uprzedzony - Mefisto skrzywił się wyraźnie, wspominając nieprzyjemnego szefa. Tak jak przyzwyczaił się już do stereotypowych i krzywdzących poglądów wielu czarodziejów, tak nic go równie mocno nie wyprowadzało z równowagi. - Przypadłością? - Powtórzył, z odrobiną rozdrażnienia ukrytą gdzieś w głosie. Nie tolerował takich sformułowań jak "cierpieć na likantropię", nie była to dla niego choroba i raczej nie nazywał tego, na Merlina, przypadłością. Miało to zdecydowanie zbyt negatywny wydźwięk, a Nox mimo wszystko wychował się w rodzinie, która czciła ten niesamowity, zwierzęcy dar. - Sporo. Jakimś cudem na tym świecie wciąż istnieją ludzie, którzy nie chcą zatrudnić wilkołaka, albo wynająć mu mieszkania - nie wiem, czego się spodziewają. Z natury sami wybieramy odosobnienie na czas pełni, nikogo nie rzuca na kolana wizja biegania po malutkiej kamienicy. - Odchrząknął i zerknął na kelnera, który przyniósł im napoje. Mefistofeles nie żalił się, a jedynie wyjaśniał; krytykował otwarcie idiotyczne zachowania niektórych ludzi, niekiedy zapominając, że z przyzwyczajenia samemu zdarzało mu się nieco uogólnić. - Nie wspominając już o zwykłej ignorancji, która się na każdym kroku może objawić. To skomplikowany temat, młody. Nie zrozum mnie źle - nie narzekam. Pod tym względem nic bym u siebie nie zmienił. - To nie on zachowywał się nieodpowiednio. Mógł być wredny, złośliwy i nawet sadystyczny, ale koniec końców krzywdy raczej ludziom nie robił. Z pewnością nie sprawiał kłopotów tak wielkich, aby zasłużyć sobie na wspomniane dopiero co zachowania. Kwestia uprzedzeń robiła swoje.
- Poważnie? A myślałem, że to taka klasyczna randka... No proszę. Następnym razem spróbujemy czegoś bardziej oryginalnego, żebyś mi się nie zanudził na śmierć - zironizował, choć w jego zielonych tęczówkach widać było, że cała wypowiedź nie miała mieć negatywnego wydźwięku. Dwudziestolatek obrócił szklankę z drinkiem w palcach, spoglądając na przelewającą się pomiędzy ściankami ciecz. - Prawdę mówiąc, całkiem sporo wiem o mugolskim świecie. Czasem jest po prostu trochę łatwiej odnaleźć się pośród ludzi, którzy nie przylepiają ci od razu łatki. - Wziął kilka łyków, by zaraz odstawić szklankę i przywołać na twarz filuterny uśmieszek. - Dobra, skarbie, wyluzuj. Świetnie ci idzie, ale jeszcze chwila i zatęsknię za tym twoim okropnym trajkotaniem.

______________________


I'm at war with the world,
'Cause I ain't never gonna sell my soul.

WAŻNE!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Londyn.
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 105
  Liczba postów : 60
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15707-liam-a-rivai#423856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15777-liam#425298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15717-liam#423907
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15708-liam-a-rivai#423857




Gracz






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Sob Lut 10 2018, 03:42

Przechylił z zainteresowaniem łeb, wysłuchując wszystkich spostrzeżeń Mefistofelesa.
Musiał przyznać, że do tej pory nie zastanawiał się nad tym jakie zdanie miał na temat wilkołaków. Ów stworzenia istniały dla niego niemal wyłącznie w książkach, tuż obok wyczerpującej charakterystyki, zawierającego przestrogi, niezachęcające opisy czy cały przebieg przemiany, który mógł uchodzić za barwny, ale z pewnością nie ładny. Likantropia była dla niego chorobą, bo tak nauczono go ją postrzegać; w każdej książce istniała jako właśnie przypadłość. Liam jednak nie zdążył wyrobić sobie bardziej personalnej opinii na temat wilkołaków… poza tym krótkim momentem tuż po spotkaniu pierwszego z osobników, gdzie myślał, że albo posika, albo rozpłacze się ze strachu… niezbyt zachęcające początki, ale hej. Miał w sobie na tyle dużo zrozumienia i empatii, by chociaż chcieć poznać drugą stronę medalu.
- Powiedziałem coś nie tak? – zapytał ostrożnie, woląc by całą sytuacja pomiędzy nimi była przedstawiona jasno i wyraźnie. Okoliczności rozmowy z kimś innym, niż mugolakiem czy czarodziejem były mu absolutnie obce, więc rozumiał, że czasem może nie wiedzieć jak się dobrze zachować. Chciał, by rolą Mefistofelesa w tym układzie było poprowadzenie go niemal za rękę i wskazanie innego spojrzenia na sytuację, niż tego suchego, o którym uczył się z książek.
- Jestem w stanie to sobie wyobrazić. – pokiwał uprzejmie głową na znak zgody. – W drugiej formie jesteś dość… duży. W moim pokoju w Londynie ledwie byś się zmieścił. – uśmiechnął się trochę krzywo, dalej kojarząc sobie Mefistofelesa w futrzanej wersji jako niezwykle przerażającą postać z krwią na pysku i zębami zdecydowanie za blisko jego twarzy. Czuł lekki dyskomfort, gdy znowu silił się na przywoływanie tego obrazu w pamięci, ale wychodził z założenia, że im więcej będzie o tym rozmawiać, tym łatwiej będzie mu w końcu się przyzwyczaić. – Jesteś zadowolony z bycia wilkołakiem? – zagadnął, nie mogąc ukryć lekko zdziwionej nuty w głosie, gdy po raz kolejny przechylał głowę w jedną stronę, jak zawsze, gdy coś zaczynało go interesować lub zaskakiwać.
Wziął łyk piwa i gdyby nie fakt, że odlatywał myślami w zupełnie inny temat, na pewno czułby się z siebie cholernie dumny – milczał dobrą chwilę, niż zdecydował się znowu coś powiedzieć.
- Może to też kwestia książek, którymi nas uczą…? Opis budzącej się w pełni księżyca „bestii”, która na domiar złego może pożywić się ludźmi, nie zachęca nikogo do zacieśniania więzów… poza tym sam mogę ci powiedzieć, że chociaż niektóre wilkołaki na pewno nie są niebezpieczne… ja się bałem. – odparł zupełnie poważnie, nawet nie zauważając, że ta beznadziejna szczerość i przyznanie się do słabości, rozwiała mu głupiutki uśmiech i zostawiła swego rodzaju nieśmiałość. Efektu dopełniło delikatnie wzruszenie ramion, gdy chłopak zdecydował się ukryć pod kolejnym łykiem piwa, przeczuwając, że może nie powinien uzewnętrzniać się ze swoimi odczuciami… choć czuł się niemal w obowiązku poinformować Mefistofelesa, że negatywne opinie ludzi nie brały się znikąd. Jego strach wziął się z tego, że sam Nox postanowił się na niego uwalić… z drugiej strony, to nie była wina Ślizgona, że w postaci wilkołaka wyglądał dla niektórych przerażająco…
Ciężki temat.
Dobrze, że mężczyzna zdecydował się zmienić nieco temat, powoli przywracając Liamowi uśmieszek.
- Nie mówię, że mi się nie podoba… choć co masz na myśli, mówiąc „bardziej oryginalnego”? – zainteresował się, już nawet nie robiąc zaczepek odnośnie samego przyznania się do chęci powtórzenia z nim randki.
A potem zachichotał, uśmiechając się naprawdę szeroko.
- Musisz chociaż przyznać, że dobrze mi szło przez te… całe pięć minut! – zrobił nieco żałosną minę, wiedząc, że to żaden wyczyn pobyć przez tak krótki czas w ciszy, ale szybko zbył podobne myśli śmiechem. – Ale cieszę się, że tęskniłeś za gadaniem, bo… ja uwielbiam mugoli! Znaczy... w większości ich nie rozumiem, ale są ciekawi! Szczególnie ci z zagranicy. Są jeszcze bardziej niezrozumiali, niż ci, których czasem mijam na ulicach Londynu. – wyraźnie zaangażował się w temat, któremu tylko krok brakowało do jego prawdziwej pasji, z której przecież czerpał tyle inspiracji na rysunki. – Nie mają różdżek, ale sobie radzą… wiedziałeś, że mają metalowe puszki, które myją ich brudne naczynia? Potwornie hałasują, ale koniec końców wyręczają ich w pracy. Godne podziwu. – rozmarzył się. – A przy tym mają taką wspaniałą kulturę… co w nich lubisz? – zagadnął szybko, nim znowu wpuścił się w wir gadulstwa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 13
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 481
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15139-kind#403356
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Sob Lut 10 2018, 04:15

To był chyba pierwszy raz, kiedy ktoś tak delikatnie poruszał temat likantropii, nie rzucając żadnymi założeniami i nie wymuszając niczego konkretnego. Mefisto przygryzł lekko wewnętrzną stronę policzka, ale w gruncie rzeczy humor miał dobry, a atmosfera była przyjemna; skoro już nazywali to randką, to Liam chyba powinien dowiedzieć się o nim kilku rzeczy, prawda? Tym bardziej, że sam dopytywał, walcząc ze swoją naturą gaduły.
- "Przypadłość" ma dość pejoratywne znaczenie - zauważył. Nie było to tak denerwujące jak "choroba", ale jednak Ślizgon nie potrafił tak po prostu tego zignorować. Nie, kiedy tyle czasu spędził na tłumaczeniu wilkołakom jak zrozumieć i zaakceptować przekazane im geny. - Bardzo. - Twarde przytaknięcie mogło przypominać nieco podążającego utartą ścieżką barana; to nie była w pełni opinia Mefistofelesa, choć przecież ostatnimi czasy o wiele więcej się nad tym zastanawiał i kwestionował swoje opinie. - Moi rodzice byli wilkołakami, ja zostałem przemieniony gdy miałem trzy lata. Mam z tym kontakt przez praktycznie całe życie i... Nie wiem. Zawsze postrzegałem to w ten sposób, że otworzyli mi oczy. To nigdy nie była choroba, kara czy przekleństwo. To było wspólne bieganie po lesie podczas pełni, opanowywanie tego niesamowitego poczucia potęgi i wolności - wzruszył ramionami, stopniowo milknąc. Ciężko było to wyjaśnić, nawet kiedy miało się tak dobrego słuchacza. Mefisto w odruchu obronnym musiał zasięgnąć po odrobinę humoru. - Wbrew pozorom, wcale nie zajmujemy się tropieniem ludzi i planowaniem, w którą część ciała najlepiej ugryźć. - Uśmiechnął się słodko, pozwalając aby wzrok na chwilę uciekł mu na szyję Liama. - To wiemy instynktownie. - Cichy śmiech Noxa rozbrzmiał dźwięcznie w powietrzu, ucichł jednak gdy Puchon zwrócił uwagę na całkiem istotny aspekt całego problemu, a przy okazji odważnie przyznał się do tchórzostwa - koniec końców wyszedł tylko i wyłącznie na plus. - Słusznie - westchnął, potrząsając głową z rozbawieniem wymalowanym na twarzy. I to był ten moment, w którym chyba miał przekreślić wszelkie szanse u tego uroczego Anglika. - Zażywam wywar tojadowy głównie dlatego, że dzięki niemu pamiętam co się dzieje - te wszystkie okropne wyobrażenia nie są nawet bliskie temu, jak dobrze wilkołak czuje się właśnie w tej formie, którą wyzwala pełnia. Nie zrozum mnie źle, bo osobiście wcale nie chcę przy okazji kogokolwiek skrzywdzić... Z tym, że wtedy chcę. Bardzo.
Przymknął się w końcu, mając wrażenie, że zagalopowali się trochę za daleko. Zrobiło się poważnie, nawet bardzo, a przecież mieli tylko napić się, zjeść coś dobrego i przyjemnie spędzić czas.
- Chyba poważnie przejąłem dzisiaj rolę gaduły - skrzywił się, kładąc zgięte łokcie na stole, aby móc podeprzeć głowę o dłonie. Bądź co bądź likantropia stała się pewnego rodzaju tarczą dla chłopaka; o wiele łatwiej było odgrywać tego złego wilka i prawdziwe dobre (niewinne?) intencje pozostawiać tylko dla tych, którzy mieli (nie)szczęście się o nich dowiedzieć z tak zwanej autopsji. Fire zatem wiedziała, że Mefisto nie planował nikogo gryźć, Ezra dowiedział się o wątpliwościach chłopaka, a Liam... Cóż, Liam jakiś cudem wyciągnął z niego wyjątkowo szczere wyznania, dodające Ślizgonowi stanowczo zbyt dużo człowieczeństwa.
- Jeszcze nie wiem, ale jedno trzeba przyznać - czarodzieje mają sporo możliwości. - Skoro już zahaczyli o temat mugoli, warto było wspomnieć o tym ogromnym plusie. Mefistofeles faktycznie wolał mugoli (znaczy, zwierzęta wciąż były na pierwszym miejscu), a jednak to czarodzieje posiadali świstokliki pozwalające na szalone podróże, a także tajemnicze eliksiry z najprzeróżniejszymi efektami. Zasłuchał się na chwilę w tym trajkotaniu, które tak drażniło; jednocześnie gdy tylko cichło, zdawało się, że go brakowało. - Lubię to, że wszystko jest bardziej realne. Tak, jakby faktycznie musieli sobie na coś zapracować. Ale jeśli chcesz konkrety... - Uniósł lekko dłonie, przypominając o swoich tatuażach. - Obstawiam przy twierdzeniu, że tatuaże to odpowiedzialność, a ją o wiele łatwiej zrozumieć, jeśli zaboli. Machnięcie różdżką nie da tego poczucia trwałości. - Był w stanie obejść się bez tatuaży zmieniających kolory czy też położenie; o wiele bardziej zależało mu na pewnego rodzaju prostocie, którą ukazać mogły jedynie rysunki na ciele naniesione igłami.

______________________


I'm at war with the world,
'Cause I ain't never gonna sell my soul.

WAŻNE!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Londyn.
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 105
  Liczba postów : 60
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15707-liam-a-rivai#423856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15777-liam#425298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15717-liam#423907
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15708-liam-a-rivai#423857




Gracz






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Nie Lut 11 2018, 01:14

Skrzywił się nieznacznie, nie do końca wiedząc czy był w stanie przyznać Mefistofelesowi rację. Nazewnictwo, którego używał (chodzi tu o słowo „przypadłość”) w jego mniemaniu już było całkiem lekkim określeniem na wilkołactwo, gdy przecież mógł zamiast tego rzucić wspomnianą chorobą lub nawet pokusić się o wyraz klątwa, bo i takie określenia czasem padały z ust nieprzekonanych do pokrytych sierścią potworów spod księżyca. Mimo wszystko Liam był dość ugodową osobą, a wplątywanie się w kłótnie o podobne, dość mało znaczące kwestie były absolutnie nie w jego stylu. Posiadł tajemną umiejętność rozumienia, że ludzie byli różni; tak samo ich zdania i przekonania. Będzie musiał pilnować się ze słowami, ale jeżeli Noxowi przeszkadza dodatkowe dookreślanie bonusowej postaci, którą przybierał w pełni, Liam ograniczy się wyłącznie do nazywania tego po prostu samym wilkołactwem lub likantropią.
Przez całą wypowiedź mężczyzny wpatrywał się w niego z zainteresowaniem oraz dość nietypową dla jego roześmianej twarzy powagą, rozumiejąc, że wyniesiony na wierzch temat faktycznie zahaczał o prywatne życie Ślizgona. Był w tym intymnym wyznaniu tak szczery, że Liamowi głupio było się dłużej szczerzyć, więc dla okazania szacunku, na chwilę przystopował ze śmiechem.
- Trzy lata…? – szepnął zaskoczony, nie potrafiąc powstrzymać się przed wybałuszeniem oczu. Miał dość… ambiwalentny stosunek do tej informacji. Przerażało go wyobrażenie małego, roześmianego chłopczyka poddanego pod kły jakiegoś potwora. Chociaż podejrzewał, że rodzice Mefisto nie byli nierównoważeni na tyle, by obgryzać własne dziecko do kości, to niestety, ale pewne stereotypowe obrazy zakorzeniły się nawet w głowie maksymalnie tolerancyjnego Puchona; zresztą nic dziwnego, zważywszy na przebieg jego pierwszego spotkania z wilkołakiem. Z drugiej strony wyobrażenie takiego szczenięcia hasającego po lesie wraz z dwójką dorosłych osobników było już zdecydowanie przyjemniejszym obrazem, jakkolwiek dalej nie uważałby, że zaplecze tej sytuacji musiało być osobliwe. Niemniej… Mefistofeles przynajmniej w jakiś sposób spędzał miło czas ze swoją rodziną. Skoro czerpał radość z tych wszystkich spacerów i nie robił żadnej osobie krzywdy… czy Liam powinien zacząć się przekonywać i uznać, że mu to nie przeszkadza…? Pokręcił delikatnie głową, próbując zważyć nabyte informacje. Wciąż wyraźnie wahał się co do swojego stanowiska, choć naprawdę nie chciał nikogo urazić własnym zdaniem, więc póki co trzymał je dla siebie.
- Ugryźć? – poczuł się wyrwany z przemyśleń, choć nie zajęło mu długo, by zorientować się co do zainicjowania zmiany atmosfery przez Mefistofelesa. Chyba tego było tutaj trzeba… naprawdę zaczynało robić się ponuro. – Nie, żebym chciał, abyś wyrywał mnie z błędu własnymi kłami… ale w twoim przypadku chyba polizać, hm? – uśmiechnął się do niego delikatnie z zaczepnym błyskiem w oku. Nie potrafił powstrzymać się od powtórnego przejechania ręką po szyi, dokładnie w miejscu gdzie wcześniej spoczął język wilkołaka. Święty Dumbledorze… to było takie dziwne przeżycie...
Ale uśmiech znikł mu z twarzy bardzo szybko. Mefistofeles wprawił go w niewygodę, sprawiając, że chłopak zdawał się odsunąć; a przynajmniej na tyle, na ile pozwalało mu na to zajmowane przy stoliku miejsce. Spłoszył go.
- Chciałeś mnie wtedy skrzywdzić?
Wysłuchał do końca jego wypowiedzi o mugolach, choć po małym zdezorientowaniu go wynikłym przez wilkołactwo tematem, zajęło mu trochę więcej czasu, by sformułować jakąś wypowiedź. Najprawdopodobniej miała wyjść nieco kulawo… ale nie zdążył się zbłaźnić, bo oto kelner wpakował im się w sam środek rozmowy, życząc smacznego. Brzdęk kładzionych na stół talerzy był jedyną odpowiedzią, której doczekał się Mefisto.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 13
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 481
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15139-kind#403356
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Nie Lut 11 2018, 01:41

Ciężko byłoby w pełni dojść do porozumienia w tego typu sytuacji. Liam słusznie zauważył, że przecież wilkołaki były przedstawiane w konkretny sposób, przez co stereotypy nie umierały. Mefisto musiał przyznać, choć z odrobiną bólu, że przecież znajdowało się w tym wszystkim cholernie dużo prawdy. Nie zniósłby nazwania likantropii "klątwą" i tak jak "przypadłość" po prostu łagodnie (jak na siebie) skomentował, tak w innym przypadku mogłoby być gorzej.
- Trzy lata - pokiwał głową, z odrobiną zamyślenia. Nie lubił przyznawać tego, jak panicznie przerażony był tamtej nocy; wszystko przez brak świadomości, oczywiście. Jako małe i niezbyt rozumne dziecko nie miał szans zorientować się, co w ogóle się działo. W tamtej jednej chwili wszystko było przerażające i przypominało najgorszą katastrofę z możliwych - chyba tylko to wspomnienie, wracające do Noxa w koszmarach, pomagało mu zrozumieć ludzi napotykających wilkołaków. Och, to musiało być przerażające.
- Polizać chciałbym i teraz - palnął bez zastanowienia, zatracając się w tej nieco bardziej pozytywnej chwili - świadczyło to o beznadziejnym wyczuciu czasu, bo wszystko zaraz zupełnie się pochrzaniło. Ślizgon nie odpowiedział na to pytanie zadane przez spłoszonego chłopca; jego spojrzenie było wystarczająco wymowne. Starał się kontynuować konwersację, zająć Puchona tematem mugoli, który przecież wzbudzał w nim tyle entuzjazmu. Szybko zorientował się, że tym razem to nie będzie takie proste. Zacisnął szczęki, czekając aż kelner zostawi ich samych z apetycznie pachnącymi daniami. Westchnął, może trochę zbyt cierpiętniczo, ale takie milczenie ze strony Liama nie było normalne. I Mefisto potrafił to stwierdzić po tak krótkim czasie wspólnie spędzonym.
- Ludzie myślą, że wypicie wywaru tojadowego załatwia sprawę. - Nieświadomie zaczął obracać nóż w dłoni, nie myśląc jeszcze nawet o jedzeniu, bo miał przed sobą tego samego dzieciaka, którego przypadkiem nastraszył w trakcie pełni. A już myślał, że pozostaną na etapie żartowania co do tego lizania po szyi... - To tak nie działa, skarbie. Nie jestem w stanie nawet powiedzieć ci ile wilkołaków nienawidzi samych siebie przez to, że kiedyś zostali ugryzieni - nie chodzi o same przemiany czy stracone noce. Chodzi o świadomość, że w tej postaci chce się krzywdzić ludzi. - Nie, żeby sam miał z tym problemy. Mefisto doskonale radził sobie z tym również wtedy, gdy tarcza księżyca nie była idealnie zaokrąglona. Nie można mu jednak było odmówić starań; przede wszystkim nie chciał wplątać się w kłopoty. Nie teraz, gdy widział, jak to mogło się skończyć. - To jest to uczucie, że można zrobić wszystko. Jestem silniejszy, szybszy, groźniejszy. Wiem, że żadne zaklęcie mnie nie ruszy, że mogę zrobić na co tylko mam ochotę. Instynkty są wyostrzone i wcale nie potrzeba dużo, żeby pragnienie udowodnienia swojej siły wskoczyło na pierwszy plan. - Ślizgon poczuł dreszcz, wstrząsający lekko jego ciałem. Zwykle tłumaczył to ludziom, aby w pewien sposób ich wystraszyć, uświadomić... Teraz jakby szukał wymówki. I choć uparcie twierdził, że chodziło jedynie o uspokojenie tego nieszczęsnego dzieciaka, to w głębi duchu i tak wiedział, że chroni samego siebie. Co, gdyby ten słodki Puchon jednak poszedł i poważnie naskarżył Swannowi? - Nie chciałem się do was nawet zbliżać, uwierz. Za duża pokusa. Planowałem po prostu przejść obok i iść dalej, tylko zapomniałem o zranionej łapie.
Zaczął kroić stek, jednak zaraz przerwał. Na jego twarzy pojawił się ten charakterystyczny pół-uśmiech, gdy uniósł spojrzenie na swojego towarzysza, poszukując kontaktu wzrokowego. Nie mógł pominąć najbardziej istotnego aspektu, który w odniesieniu do wszystkich wyjaśnień miał o wiele większe znaczenie, niż kiedykolwiek.
- Odsunąłem się.

______________________


I'm at war with the world,
'Cause I ain't never gonna sell my soul.

WAŻNE!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Londyn.
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 105
  Liczba postów : 60
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15707-liam-a-rivai#423856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15777-liam#425298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15717-liam#423907
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15708-liam-a-rivai#423857




Gracz






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Nie Lut 11 2018, 02:57

Uparcie wpatrywał się w jego twarz z tą samą poświatą niepokoju, wyjątkowo puszczając wolno okazję do pociągnięcia przyjemnego tematu. Był wesołą osobą. Uśmiechał się często, a żarty były jego odpowiedzią na niemal wszystkie pytania świata; poza tymi, przy których czuł się naprawdę nieswojo. Wiedział, że w oczach wielu wpisywał się idealnie w kanon infantylnego naiwniaka. Dziecinna natura, uroczy, trochę głupiutki uśmiech... sam pozwalał, by ludzie wyrabiali sobie o nim podobną opinię, bo łatwiej było nawiązywać kontakty z osobami, które z miejsca podchodzą do ciebie z lekkim przymrużeniem oka. Jeżeli relacja rozpoczyna się luźno, można śmiało martwić się o mniej rzeczy, że pójdą w złym kierunku… poza tym Liam naprawdę szczerze wolał się z ludźmi śmiać, niż kłócić. Niemniej potrafił myśleć za siebie i zawsze miał swoje zdanie na pewne tematy, a tylko jego była w tym wola czy je przedstawi żartem, serio czy grzecznie przemilczy.
W tym wypadku chciał puścić różnicę zdań mimo uszu, choć tematy rozbiegły się w kierunkach, których nie mógł już ignorować. Nasuwały mu się trochę ponure wnioski, przez co nie potrafił nie nabrać dystansu.
Ale siedział i cierpliwie słuchał go dalej.
- Wiesz, Mefi… - zaczął, spoglądając na zamówione jedzenie z lekkim niesmakiem. Stracił apetyt? Chciał już wyjść? – Nigdy nie spotkałem żadnego wilkołaka, ale rozumiem, że ciężko jest przedrzeć się przez te wszystkie stereotypy, którymi rzucają w was czarodzieje, niemający z likantropią wiele wspólnego. Wierzę, że napędzani strachem i motywowani niewiedzą robią rzeczy, które są kompletnie niepotrzebne, a dla was krzywdzące… - mówił wolno, próbując jasno sformułować swoje myśli, nie szczędząc sobie przy tym delikatnie kręconych kółek ręką, w ramach jakiejś drobnej gestykulacji, która prawdopodobnie pomagała mu myśleć. – Z twoich słów wynika, że nic nie jest waszą winą i oczywiście, nie mogę się z tym nie zgodzić, zważywszy na to, że trochę tępi wam się świadomość, jak - wydaję mi się - sam przyznałeś... – wzruszył ramionami, w końcu decydując się porwać widelec w dłoń. Kuszący zapach potrawy wygrał z ponurymi okolicznościami… choć trzeba Liamowi przyznać, że mimo, iż mówił absolutnie poważnie, wydawał się przy tym mniej zestrachany, niż kiedy obierał pozycję wyłącznie słuchacza. Może i wciąż czuł dreszcze na wspomnienie tamtej nocy, ale Rivai wiedział, że wypowiadając własne zdanie, drżąc ze strachu nie wypadnie szczególnie wiarygodnie, toteż siedział prosto i spokojnie. – Tylko to brzmi potwornie. „Świadomość, że w tej postaci chce się krzywdzić ludzi.” A jeszcze straszniej pobrzmiewa przy tym twoje „bardzo”, które rzuciłeś na moje pytanie o zadowolenie z przybierania drugiej postaci. – zauważył, starając się mówić naprawdę ostrożnie. Nie obrażał go. W zasadzie wyrażał tylko swoją opinię… ale wychodziło na to, że obracał własne słowa Mefistofelesa na jego niekorzyść. – Nie zapytam co ci się podoba w tej postaci, bo przypuszczam, że już udzieliłeś mi na to odpowiedzi. Jestem silniejszy, szybszy, groźniejszy. Nareszcie podniósł na niego spojrzenie, biorąc do ust kawałek potrawy z talerza, tym samym wymuszając małą pauzę w przedstawianiu swojego stanowiska. – Ale mnie to nie przekonuje co do pewności w tym zadowoleniu… wciąż wydaje mi się to po prostu przerażające. – naprawdę posługiwał się tonem głosu, który był przede wszystkim nieinwazyjny. Nie brzmiał, jakby wyrzucał Mefistofelesowi oskarżenia prosto w twarz. Wydawał się w swoich słowach niesamowicie delikatny, rękami i nogami broniąc się, żeby dyskusja nie zamieniła się w kłótnię. Niemniej… jakkolwiek miły by nie był, nie zmieniało to faktu, że Liam właśnie subtelnie dawał Noxowi do zrozumienia, że nie widział problemu w samej likantropii… ale przeszkadzało mu nastawienie Ślizgona.
- Ale wierzę ci, że też nie chciałeś, żeby tamto spotkanie wyszło, tak jak wyszło. – tutaj w końcu odrobinę się uśmiechnął. Niewymuszenie. Chociaż trochę zmienił się nastrój całego spotkania, Liam nie zamierzał niczego udawać… więc jeśli fatygował się, żeby unieść kąciki ust go góry, zawsze robił to szczerze.
Wziął drugi kęs.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 13
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 481
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15139-kind#403356
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Nie Lut 11 2018, 03:23

Zabawne, jak czasami wystarczył sam początek wypowiedzi, aby domyślić się jej końcówki. Wspaniałomyślnie zignorował to zdrobnienie, chociaż miał ogromną ochotę, aby jednak chłopaka poprawić; przesadził z tym zapewnieniem, że Liam może do niego mówić tak, jak tylko zechce. Słuchał kulturalnie, nie mogąc powstrzymać rozrastającego na swoich ustach uśmiechu. Potaknął cichym pomrukiem odnośnie świadomości, nie zamierzając bez sensu kłamać. Zrobiło mu się nagle dziwnie nieswojo - zorientował się, jak wiele powiedział. Z Puchonem wyjątkowo łatwo i przyjemnie się rozmawiało, ale Nox przecież zwykle się takimi rzeczami nie przejmował.
Drgnął niespokojnie, choć mogło to z łatwością umknąć uwadze jego towarzysza. Mefistofeles obserwował go uważnie, niezbyt rozumiejąc, czemu w ogóle poczuł się w obowiązku, aby temu chłopakowi cokolwiek wyjaśniać. Czy w ten sposób nie próbował sformułować własnej opinii? Nie szukał zdania, które miało go jakoś nakierować na odnalezienie własnego? Tak potoczyła się rozmowa z Ezrą - to po niej Ślizgon zaczął roztrząsać dawne sprawy. Teraz siedział przed Liamem i stopniowo zaczynał sobie wyrzucać chwile słabości.
- Prawidłowo - rzucił jedynie, wzruszając lekko ramionami. Wiedział, że to ludzi przeraża; to właśnie próbował wyjaśnić. Nie imponowało mu niewzruszenie Bianci czy Fire, które zupełnie nie przejęły się widokiem wilkołaka. To było po prostu głupie. O wiele bardziej cenił szczere, normalne reakcje. Nie dziwił się, że jego podejście wydawało się Liamowi przerażające. To był ten moment, w którym stało się piekielnie oczywiste, że rozmowa wcale nie pomknie gładko do przodu. Mieli za dużo do przetrawienia, natrafili na solidną przeszkodę. W gruncie rzeczy po prostu wydało się, że Mefisto nie był dobrym człowiekiem i nawet nieszczególnie starał się nim być. Przeklął swój jakże genialny pomysł odnośnie wspólnego spędzenia posiłku, bowiem nawet z całą swoją bezczelnością nie był w stanie wstać i wyjść - szkoda było mu pieniędzy. Przeniósł zatem znaczną część swojej uwagi na idealnie przyrządzone danie.
- Swoją drogą, nie powiedziałeś mi, co ty robisz w Hogsmeade - zauważył, ale w jego głosie nie było słychać zbytniego zainteresowania. Nox zerknął na siódmoklasistę w krótkim zapewnieniu, że mimo wszystko go słucha. Kwestia tego, że właśnie dowiedział się, że spora część jego osobowości nie pasuje Puchonowi - co miał robić, starać się to zmienić? Tylko dlatego, że dobrze się z nim rozmawiało i aż szkoda było porzucać relacji, na którą Mefisto spoglądał z zaciekawieniem?
Niedoczekanie.

______________________


I'm at war with the world,
'Cause I ain't never gonna sell my soul.

WAŻNE!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Londyn.
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 105
  Liczba postów : 60
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15707-liam-a-rivai#423856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15777-liam#425298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15717-liam#423907
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15708-liam-a-rivai#423857




Gracz






PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   Czw Lut 15 2018, 01:54

Może faktycznie za dużo gadał?
Ciągnął wysuwanie swoich wniosków, obserwując przy tym bacznie swojego rozmówcę. Starał się naprawdę ostrożnie dobierać słowa, choć nie potrafił odgonić od siebie wrażenia – które zresztą okazało się prawdziwe – że Mefistofeles nie był typem charakteru, z którym zazwyczaj przychodziło się Liamowi spotykać, a już tym bardziej przyjaźnić.
Spodziewał się raczej, że mężczyzna zacznie… zaprzeczać? Ewentualnie załagadzać sprawę; nie, nie, Liaś.. to poczucie siły i sama możliwość wykorzystania jej na niekorzyść słabiutkich ofiar, to nie jest coś, co naprawdę sprawia mi satysfakcję! Istotnie byłoby łatwiej bez myśli, że kołaczące się w głowie Ślizgona przekonania, wydawały się szatynowi po prostu przesiąknięte złem i samym diabłem. Gdyby tylko kojarzył kulturę chrześcijańską lub interesował się mugolakami od tak głęboko osadzonej podszewki, na pewno zauważyłby, że Los próbował go ostrzec; dokładnie w chwili, gdy Mefistofeles wypowiedział swoje imię. Mała aluzja kim był…?
„Prawidłowo.”
Nie zmazał delikatnego uśmiechu z twarzy, ale zauważalnie oklapł. Obniżył barki, wydając się może odrobinę zaskoczony otrzymaną odpowiedzią? Na pewno nieucieszony. Ten plus, że mężczyzna był z nim szczery i nie zamierzał udawać kogoś, kim nie był, byleby omotać młodszego chłopaka zabawnymi żarcikami i kąśliwym uwagami, a następnie mocno zawieść i może skrzywdzić…? Rivai to doceniał… niemniej nie potrafił nie czuć się nieco rozczarowanym postawą Ślizgona. Bo przecież… jak można myśleć, że bycie od kogoś lepszym i możliwość przekonywania o tym innych za pomocą strachu była czymś dobrym? Przecież Liam sam został wystraszony na śmierć podczas ich pierwszego spotkania, a Mefisto prosto w twarz mu mówi, że podobne zagrywki były satysfakcjonujące?
- Rozumiem. – odparł tonem wyzbytym ze szczerej wesołości, która pozostała mu już tylko na ustach, nieznacznie uniesionych ku górze. Musiał to wszystko… przetrawić. Nie chciał udawać, że było mu w porządku z takim nastawieniem Ślizgona, a jednocześnie przecież magicznie nie zapomniał, że jednak parę chwil temu miło spędzał z nim czas. Miał mieszane uczucia… i wolałby już zakończyć to spotkanie.
Ale nie wyjdzie z knajpy jak ostatni prostak. Mefistofelesowi żal byłoby pieniędzy; Liamowi miło spędzonego czasu. Spotkanie zaczęło się dobrze i choć przyniosło przykre wnioski, Londyńczyk będzie prowadzić je dalej w przyjaznej atmosferze.
Uśmiechnął się prawdziwiej na zmianę tematu.
- Och! Cóż, za kilka dni mój przyjaciel ma urodziny i poszedłem poszukać dla niego prezentu… - a później wziął wdech… i rozgadał się w swoim zwyczajowym stylu, starając się z całych sił, żeby Nox nie odczuł wielkiej zmiany po tym, co sobie oboje uświadomili. Nawet jeśli momentami naprawdę ciężko było zamaskować niezręczność, Liam nie musiał udawać tych wszystkich uśmiechów… bądź co bądź dobrze żartowało mu się z tym brutalnym gościem, także z poczuciem, że najchętniej rzucałby te psoty ostatni raz.
Gdy udałoby im się dojeść zamówione jedzenie, najpewniej Rivai nie siedziałby długo. Zręcznie doprowadził prowadzone tematy do końca i przyjaźnie pożegnał się z wilkołakiem, aczkolwiek unikając sugestii, co do kolejnych spotkań.

{ z.t + Mefistofeles }
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Kwiatowa Knajpa pod namiotem   

Powrót do góry Go down
 

Kwiatowa Knajpa pod namiotem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

 Similar topics

-
» Rybacka Knajpa
» Kwiatowa Aleja
» Gospoda pod Świńskim Łbem
» Miłosny trójkąt w lesie

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Okolice Hogsmeade
-