IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Kolorowa Kawiarnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3 ... 9, 10, 11  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Bentham
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 266
  Liczba postów : 240
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4899-drake-bennett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4900-niezla-draka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4902-drastyczna-poczta




Gracz






PisanieTemat: Kolorowa Kawiarnia   Czw Maj 23 2013, 11:17


Kolorowa Kawiarnia

Urocza kawiarnia, zapraszająca w swoje skromne, acz wyjątkowo kolorowe progi wszystkich przechodniów. Zapach świeżo parzonej aromatycznej kawy można poczuć już na ulicy i trzeba mieć naprawdę nieludzkie pokłady silnej woli, by mu się oprzeć i nie zboczyć ze swojej wyznaczonej trasy na małą przerwę przy kawałku domowego ciasta.

Imbirowa mątwa
Cytrynowy Raj
Malinowy Chruśniak
Wiśniowy Gryf
Chochlikowe cappuccino
Bazyliszkowe Macchiato
Syrenie Latte
Porcja dowolnego ciasta
Porcja lodów
Ciastka do kawy




 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Oia, Santorini, Grecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 598
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 1448
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3715-mia-rizpah-ursulis
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3717-mia-nie-przemia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3718-mia-r-ursulis
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11213-mia-r-ursulis#302428




Gracz






PisanieTemat: Re: Kolorowa Kawiarnia   Pią Maj 31 2013, 21:42

Naprawdę lubiła swoje spokojne życie. Dlaczego nie mogło takie zostać, zamiast przewracać się non stop z góry na dół? Teraz na przykład dowiedziała się, że ma siostrę!
To przynajmniej nie było bardzo niemiłym zaskoczeniem. Właściwie Mia nie wiedziała, co ma o tym myśleć, chociaż już od wiosennej imprezy z marzanną podejrzewała, że właśnie tak się to skończy. Nadal jednak nie oswoiła się z tą myślą - że nie jest sama że swoją grecką rodziną, że wytęskniona za młodzieńczych lat matka jest teraz na wyciągnięcie ręki, tak jak drugi owoc jej łona, którym okazała się Gryfonka, za którą wcześniej Mia nawet nie bardzo przepadała. Ech, świat jest dziwny!
Kiedy już dzięki inicjatywie Claruńci wszystko stało się oczywiste, umówiły się z Dahlią. Kawiarnia była zdecydowanie dobrą opcją. Będą mogły sobie spokojnie porozmawiać - chociaż tak na dobrą sprawę Mia nie miała pojęcia, o czym mogłyby mówić i trochę ją to przerażało!
Przyszła na miejsce za wcześnie. Może ta dodatkowa chwila pomoże jej ochłonąć! Albo zamiast tego Mia się zestresuje, nie wiedzieć czemu, bo de facto się z Dahlią znały! Zdjęła turkusowy płaszczyk i przewiesiła go przez oparcie krzesła, zajmując miejsce przy dwuosobowym stoliku w głębi kawiarni, w zacisznym miejscu, idealnym. Zastanawiała się, czego się napić, ale ostatecznie postanowiła poczekać z zamówieniem na... no, na siostrę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -2
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 524
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5106-dahlia-e-slater
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5109-czesc-jestem-dahlia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5108-sowka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7187-dahlia-e-slater




Gracz






PisanieTemat: Re: Kolorowa Kawiarnia   Pią Maj 31 2013, 22:34

To było... dziwne. Naprawdę nie sądziła, że będzie mieć jeszcze jakąś siostrę poza Victorią. To było... tak abstrakcyjne! Że niby jej super idealna matka miała kiedyś romans z jakimś... mugolskim Grekiem?! Ona oczywiście nie miała nic przeciwko, jednakże po prostu ciężko jej było sobie wyobrazić taką sytuację z Samanthą w roli głównej. Ta pseudoidealna, czystokrwista, wyniosła ślizgonka zrobiła coś tak szalonego? Nie mieściło jej się to w jej małej, rudej główce. W dodatku nigdy nie wskazałaby sobie Mii jako rodzeństwa... były od siebie kompletne inne i generalnie im dłużej Slater nad całą sprawą myślała, to... dochodziła do wniosku, że nic je nie łączy. Nie są do siebie ani krzty podobne. Jak więc to możliwe, że płynęła w nich podobna krew? I w dodatku obie były metamorfomagami? To brzmiało tak nieprawdopodobnie, że z początku w ogóle nie uwierzyła w tę całą teorię spiskową, uznając, że niektórzy po prostu mają bujną wyobraźnię. Jednakowoż dowody zostały przedstawione, a ona nie miała na to żadnych kontrargumentów. Ogółem najpierw sądziła, że to niezły żart, potem, że może jednak dziwny sen, a na koniec... próbowała się oswoić z myślą, że nie są z Victorią jedyne. Rany, co za dziwaczna sytuacja!
Nie mniej jednak była trochę podekscytowana faktem, że ma starszą siostrę. Naiwnie wierzyła, że jej relacje z krukonką się zatem ocieplą i kto wie? Może kiedyś się zaprzyjaźnią? Och, płonne to nadzieje. Jednakże nasza gryfonka była takim dużym dzieckiem, wierzącym we wszystko i wszystkim. No, dobra, wcale nie. Bo była cholernie podejrzliwa. Ale czasem po prostu bardzo chciała, aby coś się ziściło i nie patrzyła na prawdopodobieństwo spełnienia tego marzenia. Podobno chcieć to móc. Czemu więc nie próbować?
Ubrana jak zwykle, czyli niczym chłopak, w zniszczonych trampkach, spodniach oraz bluzie przydreptała na umówione spotkanie. Pchnęła ciężkie drzwi, by od razu uderzył w nią zapach parzonej kawy. Rozglądnęła się dookoła i widząc swoją siostrę (!) uśmiechnęła się przyjaźnie, by ostatecznie do niej podejść.
- Cześć! - przywitała się entuzjastycznie, jednocześnie lustrując towarzyszkę wzrokiem. No cóż, sądziła, że naprawdę przegapiła jakieś podobieństwa. Tymczasem więc próbowała uchwycić cokolwiek. I oczywiście usiadła na przeciwko Ursulis. - Też tak umiesz? - spytała, sprawiając, że jej nos zrobił się trochę bardziej krzywy niż zazwyczaj. EHEHEH, takie właśnie rzeczy się mówi, czy tam o takie rzeczy się pyta, kiedy dowiadujesz się nagle, że masz przyrodnie rodzeństwo! - A poza tym... to wszystko tak na serio? - dopytała jeszcze, chcąc być absolutnie przekonaną. A potem podparła głowę na łokciach i wpatrywała się wyczekująco w krukonkę, tak jak rozemocjonowane dziecko pyta rodzica, czy dostanie coś na urodziny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Oia, Santorini, Grecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 598
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 1448
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3715-mia-rizpah-ursulis
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3717-mia-nie-przemia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3718-mia-r-ursulis
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11213-mia-r-ursulis#302428




Gracz






PisanieTemat: Re: Kolorowa Kawiarnia   Sob Cze 01 2013, 00:13

No tak, Mia była w przeciwieństwie do Dahlii w o tyle łatwiejszej sytuacji, że mogła się spodziewać, że jej matka po przygodzie na Santorini ułożyła sobie życie i że ma dzieci. Może tylko trochę mniej spodziewała się tego, że okaże się, że to właśnie Slater jest jej rodziną. I w ogóle przestała oczekiwać, że kiedyś ją pozna. Swoją rodzinę, znaczy. Już nie pamiętała, kiedy ostatnio wyobrażała sobie, jak może wyglądać jej przyrodnie rodzeństwo, żeby wypatrywać go na szkolnych korytarzach, ale miała wtedy jeszcze mleko pod nosem i szybko wyrosła z tych bajdurzeń, nawet nie wyrażając już jakichkolwiek chęci, by Samanthę poznać, w końcu ona miała Mię gdzieś, więc vice versa!
Nie miała też pojęcia, jakie miałaby mieć z Dahlią relacje. Kiedyś uważała ją za strasznie dziecinną i denerwującą i z reguły ignorowała jej obecność, zwyczajnie nie zawracała sobie głowy Gryfonką, z przekonaniem, że nawet że względu na Clarcię nie mogłaby się z nią zaprzyjaźnić. A teraz? Sama nie wiedziała, ale jej nastawienie się zmieniło. Chociaż swojej matki, a raczej wyobrażenia o niej, dalej nie znosiła, to Dahlia dostała czystą kartę i właściwie wszystko było możliwe. Mia przede wszystkim chciała ją poznać, była ciekawa swojej siostry. Kto wie, może faktycznie się zaprzyjaźnią?
Kiedy Dahlia się pojawiła, Ursulis uśmiechnęła się lekko.
- Cześć - odparła, z nieco mniejszym entuzjazmem niż Gryfonka, właściwie dość niemrawo, ale wynikało to z tego wciąż dominującego nad nią skołowania. Nadrobiła to, a przynajmniej się starała, serdecznym uśmiechem. - Mogłabyś się ode mnie uczyć - skomentowała z przekory, na chwilę nadając swojej twarzy azjatyckich rysów. Heheh, musiała śmiesznie wyglądać, Mia-Chinka! Tylko jej zielone oczy psuły efekt, ale never mind. - Raczej na serio. Nie mam w zwyczaju robić sobie takich żartów. Ale nie martw się, mi też trudno w to uwierzyć. - Mało powiedziane. Dopiero po tych słowach przywróciła swój normalny wygląd. Przygładziła włosy i oparła się łokciami o stół. - Masz jeszcze młodszą siostrę, prawda? - zapytała. Cośtam jej się obiło o uszy. Cóż, dostała dwie siostry w cenie jednej!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -2
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 524
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5106-dahlia-e-slater
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5109-czesc-jestem-dahlia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5108-sowka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7187-dahlia-e-slater




Gracz






PisanieTemat: Re: Kolorowa Kawiarnia   Sob Cze 01 2013, 01:19

Nie da się ukryć, że pod tym względem Mia była w nieco lepszej sytuacji. Przynajmniej w lepszej do przetrawienia tego i uwierzenia w drugą historię Samanthy. W końcu i nawet ktoś taki podejrzliwy jak Dahlia przyjął do wiadomości, że to najprawdziwsza prawda. Chociaż i tak zamierzała się jeszcze upewnić u Mii, bo w końcu może jednak wkradł się jakiś błąd czy coś! Szczególnie, że naprawdę ciężko było w tych dwóch dziewczynach szukać podobieństwa. Zresztą, sama Slater nie była podobna nawet do żadnego z rodziców. Przynajmniej charakterowo, bo z wyglądu była wykapanym ojcem. Pewnie pierwiastek niegdysiejszej panny Hastings gdzieś zaniknął i objawił się jedynie w postaci przekazania swym córkom genu metamorfomagii. I jedynie za to gryfonka była jej wdzięczna. Zresztą, nie chciałaby być podobna do matki w żaden sposób. Czy to psychiczny czy fizyczny. Ursulis przypominała już ją bardziej, szczególnie z oczu. Dlatego nic dziwnego, że rudzielec się w nie wpatrywał, wciąż nie mogąc wyjść z podziwu, że naprawdę krukonka ma coś z Samanthy. Bo nie mogła odziedziczyć takich oczu po Greku, tak przynajmniej bystrze sądziła Dahlia. Cóż, sama nie do końca pamiętała tęczówek swojej matki, nie miały nigdy specjalnie zażyłych relacji. Gdyby ktoś się jej spytał o kolor oczu Patty, to bez wahania by je opisała! W każdym razie na pewno było w nich coś znajomego. W tych Mii, oczywiście. Co z początku nie pozwoliło jej oderwać od nich wzroku.
W każdym razie ta ich wzajemna ciekawość siebie chyba pozwalała na spróbowanie budowania jakichś wartościowszych relacji niż po prostu niechęć. Rodzice rodzicami, ale to nie wina tych obecnych tu dziewczyn, że tamci popełniali w życiu tyle błędów i zachowywali się co najmniej nieodpowiedzialnie. Choć teoretycznie Ursulis miała jednak więcej powodów do ewentualnego wrogiego nastawienia do swojej siostry niż Slater. Ona po prostu nie znała historii swej matki, a krukonka zaś została przez nią porzucona. Choć czy gryfonka mogła myśleć o Sam w kategorii rodzica? Tak naprawdę wychowywała ją Patty, potem trochę babcia. Ze swą rodzicielką kontakt miała sporadyczny i też niezbyt emocjonalny, więc równie dobrze można uznać, że obie były pół sierotami. Choć rudzielec pół ze względu na swoją opiekunkę robiącą za jej matkę, a nie dlatego, że niby jej ojciec był taki świetny i się nią zajmował.
- Ale super! - zawołała, kiedy Mia zamieniła się na chwilę w zielonooką Azjatkę. Ona oczywiście też umiała robić podobne rzeczy, aczkolwiek może niekoniecznie zawsze jej to wychodziło, albo miała idealnie takie efekty jakie chciała. Zazwyczaj jednak szło jej całkiem nieźle. Nie mniej jednak mogła ją uczyć! - To jak chcesz możesz mnie trochę podszkolić - rzuciła jakże śmiałą propozycją, a potem pokiwała z wolna głową. - To super. Chciałam mieć w sumie starszą siostrę. Bo tak, mamy jeszcze młodszą. Ma na imię Victoria i ma trzy latka. Jest urocza, lubię się z nią bawić jak jestem w domu! Ale chyba nie jest metamorfomagiem, przynajmniej nikt niczego nie dostrzegł. Ale równie dobrze może się to objawić później, chyba - paplała sobie wesoło, kiedy do ich stolika podszedł kelner pytając, czy coś zamawiają.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Oia, Santorini, Grecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 598
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 1448
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3715-mia-rizpah-ursulis
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3717-mia-nie-przemia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3718-mia-r-ursulis
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11213-mia-r-ursulis#302428




Gracz






PisanieTemat: Re: Kolorowa Kawiarnia   Sob Cze 01 2013, 02:33

To fakt, w ogóle nie były do siebie podobne pod żadnym względem. Właściwie były swoimi przeciwieństwami, z charakteru zwłaszcza - Dahlia taka żywiołowa i energiczna, Mia za to zrównoważona, cicha i raczej spokojna, czasami tylko dawała się Clarze namówić na coś głupiego, jak wyprawa na testrale, w czasie kiedy Slater miała spore zadatki na prowodyrkę takich eskapad. Ktokolwiek pomyślałby, że są siostrami?
Właściwie Mia całe życie myślała, że jest podobna do swojej matki, kiedy patrzyła na swojego ojca, który miał ciemne włosy i oczy i był bardzo wysoki. Może rysy twarzy miała jego, ale jeśli chodzi o resztę, Mia była pewna, że jest sprawą genów Hastkingsów. Może jakiejś babci albo dalekiej ciotki, jeśli nie Samanthy? Trudno powiedzieć, skoro nigdy nawet jej nie poznała. A to, jak wyglądało życie Dahlii jako właściwie półsieroty były kolejnym dowodem na to, że absolutnie nie było po co! Najwyraźniej Samantha nie nadawała się do roli matki pod żadnym względem. Wyrzeczenie się bękarta półrwi spłodzonego z przypadkowym Grekiem podczas wakacji dało się zrozumieć, ale brak zainteresowania dla córek mieszkających z nią pod jednym dachem już absolutnie nie, nawet Mii ze szczątkowym instynktem macierzyńskim trudno byłoby zrozumieć coś takiego! A to, że została zostawiona jako berbeć wcale nie przeładało się na jakąkolwiek niechęć w stosunu do Dahlii lub drugiej siostry. Przecież nie były małymi kopiami Samanthy, nawet nie zostały przez nią wychowane. W końcu Ursulis też była jej córką, a raczej jej - oby! - nie przypominała, czyż nie?
Mia uśmiechnęła się szerzej, gdy Dahlia tak entuzjastycznie zareagowała. Jednak to cudowne odnalezienie rodziny były czymś bardziej optymistycznym, niż się spodziewała! Nie podejrzewała się o to, że tak z miejsca polubi Slater, skoro okazało się, że są siostrami, a tu proszę. Widocznie potrzeba było chociaż trochę dobrej woli, żeby polubić niektórych, których na samym początki Ursulis skreśliła. Przy okazji nauczy się czegoś dobrego! Aczkolwiek prawdopodobnie w praktyce będzie z tym gorzej, to jednak można póki co pominąć.
- Pewnie niewiele więcej umiem, niż ty, nie używam tych zdolności jakoś szczególnie często, ale mogę dać ci parę rad - zgodziła się. Uważnie słuchała o Victorii; trochę przeraziło ją, że ma dopiero trzy lata, bo dzieci poniżej dziesiątego roku życia z reguły trochę ją przerażały, ale pewnie do tego też wystarczyło trochę inne nastawienie. Z tym, że prawdopodobnie gdyby zechciała poznać swoją najmłodszą siostrę, nie obeszłoby się też bez spotkania z rodzicielką, a tego chyba Mia wolała na dłuższą metę uniknąć. Niemniej jednak przyjemnie się słuchało tego trajkotania Dahlii!
- Chcesz coś? - spytała, gdy przyszedł kelner. - Ja stawiam - dodała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -2
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 524
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5106-dahlia-e-slater
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5109-czesc-jestem-dahlia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5108-sowka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7187-dahlia-e-slater




Gracz






PisanieTemat: Re: Kolorowa Kawiarnia   Nie Cze 02 2013, 01:28

Myślę, że generalnie tę dwójkę dziewczyn chyba zestawiliby na samym końcu w kategorii "siostry"! Ale z drugiej strony może to i lepiej? Mogą się wzajemnie uzupełniać. I z pewnością ciężko byłoby im się ze sobą nudzić! Dahlia ciągałaby ją po jakichś podejrzanych miejscach, a Mia by ją podszkalała w czymś... no idealnie.
Zastanawiała się, dlaczego nigdy nie zauważyła tego, że w sumie oczy Ursulis ma podobne do tych Samanthy? Może nigdy tego po prostu nie szukała, a może nie pamiętała jak wyglądają oczy matki, bo niezbyt często miała okazję je oglądać. Ciekawie było jednak dostrzegać kolejne podobieństwa do ich rodzicielki - włosy na pewno miała również po niej, a przynajmniej były bardzo podobne! Cóż, ona wyglądała jak wykapany ojciec, czyli piegi, rude włosy i nieokreślonej barwy oczy. Jednakże zawsze cieszyła się, że to właśnie do niego jest podobna, a nie do niej. Sama nie wiedziała, czemu większą niechęć żywi do Sam aniżeli do Juliana, którego widywała jeszcze rzadziej niż kogokolwiek innego z jej krewnych. Może to była kwestia tego, że sądziła, iż jej ojciec tak naprawdę jest dobrym człowiekiem, a jej nie dane było go po prostu poznać? A niegdysiejsza panna Hastings to po prostu niezłe ziółko z niej było. Jak widać na załączonym obrazku. Porzucić własne dziecko? Och, jak widać typowe. Ją z Victorią zapewne też by zostawiła, gdyby nie to, że rodzina zmusiła ją do zamążpójścia z powodu tej afery z Grecji. Ale wychowanie ich zwaliła na opiekunkę, więc w sumie efekt był porównywalny. Gryfonce się to oczywiście nie podobało, ale... przywykła do tego już dawno i ogarnęła ją znieczulica. Nie przeżywała tego w żaden sposób i nie umartwiała się z tego powodu. Nie zazdrościła też innym dzieciom normalnej rodziny. Przeszła nad tym do porządku dziennego. Szybko zrozumiała, że to nie rodzina, a po prostu jacyś znajomi. Tęskniła za to za Patty... z pewnością polubiłaby i Mię!
Cóż, Dahlia z początku również nie była entuzjastycznie nastawiona, bo Ursulis wyraźnie jej nie lubiła i ona to wyczuwała, sama jakoś tak odruchowo stając się do niej uprzedzona. Potem zaś uznała, że to nie ma sensu, muszą się do siebie przekonać, skoro już los skazał je na siebie, bo były rodziną! I to dosyć bliską. Dlatego szybko nastawiła się do tego wszystkiego optymistycznie.
- Świetnie - rzuciła zatem zadowolona. Nauki nigdy za wiele w końcu, czyż nie? Vanessa z pewnością by się zgodziła... stop. Jednakże zdziwiło ją trochę, że nie pytała więcej o ich najmłodszą siostrę, ale nie wnikała. Chociaż ona by zarzucała krukonkę gradem pytań! Generalnie miała już to robić, ale padła propozycja zamówienia czegoś. Slater nie była żadnym pasożytem, ale kłócić się teraz o pieniądze to też głupio. - To ja poproszę lody! - powiedziała zatem entuzjastycznie. - Patty mówiła, że w sumie lody powinno się jeść jak jest trochę chłodniej, a nie podczas upału, bo wtedy jest mniejsza różnica temperatur i nie jest tak łatwo zachorować - wygłosiła swój monolog, jak gdyby tłumacząc się dziewczynie ze swojego wyboru. I cóż, tak się zagalopowała, że nie skojarzyła, iż osoba opiekunki gryfonki jest jej kompletnie nieznana!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Oia, Santorini, Grecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 598
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 1448
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3715-mia-rizpah-ursulis
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3717-mia-nie-przemia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3718-mia-r-ursulis
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11213-mia-r-ursulis#302428




Gracz






PisanieTemat: Re: Kolorowa Kawiarnia   Nie Cze 02 2013, 14:56

Tak, i razem będą nie do pokonania, z siłą charakteru Dahlii i jej szaleństwem plus rozsądkiem i inteligencją Mii! Pewnie los to dla nich zaplanował, dlatego były tak bardzo od siebie różne, miały wspólnie wygrać życie, dając sobie wsparcie i będąc przeciwnymi biegunami tego samego magnesu, dwiema nogawkami tych samych spodni, dwiema gałkami lodów w tym samym rożku czy też dwoma końcami tego samego kija! Zmyślne!
Mia też przyglądała się Dahlii i nie widziała między nimi żadnych podobieństw. Trudno jej było w sumie powiedzieć, czy Gryfonka była czy też nie była podobna do ich matki, bo nigdy w życiu nie widziała jej na oczy, no bo jakim cudem, ale za to nie miała chyba nic wspólnego z jej własnym odbiciem w lustrze. Chociaż może miały podobną manierę w gestach, pomimo tego, że te Dahlii były dużo bardziej energicznie i usta układały się w podobny sposób podczas mówienia... Dopiero teraz, przy bardzo dokładnych oględzinach dało się to dostrzec, a kiedy już się dostrzegło, zdawało się być czymś tak oczywistym, że aż dziwne, że żadna nie zauważyła tego wcześniej! I sprawa z pokrewieństwem zaczęła się wydawać naturalna, chociaż wcześniej nawet pomimo niepodważalnych dowodów trudno było w to uwierzyć!
Pewnie to jej optymizm zaraził Mię, która wyjątkowo mu na to pozwoliła. Na samym początku, kiedy tylko się dowiedziała, że Dahlia być może jest z nią blisko spokrewniona, jakoś nie potrafiła patrzeć na to w ciepłych barwach, ale, jak się okazuje, jej siostra mogła jej wiele dać, nawet jeśli żadna nie będzie sobie z tego zdawać sprawy!
Z lekkim uśmiechem wysłuchała radosnego monologu Gryfonki, a potem zamówiła dla niej puchar lodów w różnych smakach, dla siebie mocną, czarną kawę i znowu zwróciła się w jej stronę. Na usta cisnęło jej się tyle pytań, że sama nie wiedziała, od którego zacząć, które porusza najważniejszą kwestię. Długo pewnie nie da Slater spokoju, chcąc wszystkiego się dowiedzieć, ale zamiast zasypywać gradem pytań, będzie sukcesywnie wyciągać z niej wszystko po kolei.
- Kim jest Patty? - zaczęła, bo może to był ktoś jeszcze z jej rodziny? No i to był dobry start, chociaż trochę korciło, by najpierw wypytać o Samanthę. Miała jednak na to bardzo dużo czasu, jeśli nie dzisiaj, to kiedy indziej!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -2
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 524
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5106-dahlia-e-slater
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5109-czesc-jestem-dahlia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5108-sowka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7187-dahlia-e-slater




Gracz






PisanieTemat: Re: Kolorowa Kawiarnia   Pon Cze 03 2013, 13:17

Kto wie, może będą jak mugolscy Pinky i Mózg? I kiedyś zawładną światem? Właśnie dzięki swoim różnym charakterom, które jednak się będą uzupełniać? Ha! To właśnie było bardzo zmyślne! Ktokolwiek tak pchnął je do siebie, to miał niewątpliwy zmysł organizacyjny! Bo co by było, gdyby obydwie były za bardzo energiczne albo za bardzo ciche? Możliwe, że w życiu by się nie dogadały!
Cóż, zapewne gdyby obydwie wiedziały czego szukać, to możliwe, że by znalazły. A tak? Dahlia na pewno nie zastanawiała się nad tym, jakie gesty wykonuje Ursulis i czy aby na pewno są podobne do jej gestów, no bo po co? Były zwykłymi znajomymi, w dodatku takimi, które za sobą nie przepadają. Bez sensu byłoby więc się zastanawianie nad podobieństwem do tej drugiej. Dopiero kiedy sytuacja uzmysłowiła im, że są spokrewnione, to dopiero wtedy to wszystko zaczynało nabierać sensu i być oczywistą oczywistością. I teraz Slater miała to szczęście, że mogła Mię przyrównywać do ich matki. Z początku, kiedy się dowiedziała o tym, że jest jej siostrą to rzeczywiście przemknęło jej przez myśl, że krukonka jest do niej bardzo podobna, na pewno z charakteru! Taka niemiła, wyniosła i zdystansowana. Dopiero teraz przekonała się, że to wcale nieprawda. Że ona jest po prostu dosyć cichą i rozważną osobą, ale mimo wszystko całkiem sympatyczną. Nie jest taką wiedźmą jak Samantha. Ale ta wiedza też przyszła z czasem. Jak widać, nie można oceniać książki po okładce! Od razu, co przyszło gryfonce na myśl, to to, że widocznie Ursulis musiała mieć dobrego ojca i dzięki temu nie została zepsuta przez geny Hastingsów. Z drugiej zaś strony to samo ominęło Dahlię, aczkolwiek to wynikło bardziej z chęci buntu już od maleńkiego i chęci zwrócenia na siebie uwagę wiecznie niezainteresowanych nią rodziców. W końcu sobie odpuściła, robiąc wszystkim na złość i tylko w ten sposób zdołała się odciąć od tej sztywnej, ślizgońskiej atmosfery. Kto wie, jaka by była, gdyby od początku pogodziła się ze swoim losem i przejęła zachowanie swych rodzicieli? Z drugiej zaś strony to wszystko i tak było wątpliwym scenariuszem, bowiem jej opiekunka była tak wspaniałą kobietą, że na pewno nawet, gdyby Slater zachowywała się początkowo jak typowa nadęta snobka, to przy niej zmiękłoby jej serce i stałaby się innym człowiekiem. Ciekawe jednak, czy to by nastąpiło przed pójściem do Hogwartu czy dopiero po tym? I czy w przypadku drugiej opcji dostałaby się do Slytherinu, gdzie wszystkie dobre cechy wpojone przez panią Johnson nie uleciałyby z niej bardzo szybko? Albo czy właśnie nie czułaby się źle w otoczeniu osób bezwzględnych, wrednych, kiedy ona prezentowałaby już zgoła inną postawę? Ach, tyle gdybań i żadnej sensownej odpowiedzi! Ale tak można byłoby wymyślać historie bez końca.
Tymczasem zaś działo się to, że siedziała ze swoją starszą siostrą w kawiarni, jako gryfonka z optymistycznym i nieco dziecinnym spojrzeniem na świat, gadając coś o jakiś lodach. Ona też w zasadzie miała mnóstwo pytań, ale za każdym razem, kiedy wypowiadała je w swoich myślach, sądziła, że tylko nimi urazi Mię. Bo mimo wszystko zostanie bez matki nie było przyjemne.
- A! No tak, przecież nie wiesz - zaśmiała się. - Ale to nikt ważny z twojego punktu widzenia. Dla mnie to była najwspanialsza kobieta na świecie. Patty była moją opiekunką, ale tak naprawdę to matką i przyjaciółką w jednym. Czasem bardzo za nią tęsknię - powiedziała spokojnie, wbijając spojrzenie w swoje dłonie znajdujące się na blacie. Nie, nie zamierzała płakać, wypłakała się w dniu śmierci pani Johnson i od tamtej pory nie uroniła ani jednej łezki. Z jej powodu. Bo potem przyszło jej płakać z powodu tej okropnej sytuacji z Christianem. Jednak rudzielec był bardzo twardym osobnikiem i rzadko miewał chwile załamania. Rozpłakała się dwa razy w ciągu całego życia (pomijając lata wczesno dziecięce, gdzie przecież maluchy często płaczą, a to z głodu, a to z powodu mokrej pieluszki, wiadomo!), to chyba całkiem niezły wynik jak na szesnastolatkę. - No, ale nie mówmy o przykrych rzeczach. Jaki jest twój tata? - spytała w końcu, podnosząc głowę i opierając ją na łokciach, by znów wpatrywać się w krukonkę. Chciała chyba posłuchać o tym, że był dobrym i troskliwym człowiekiem i odpłynąć na chwilę w krainę marzeń, że ona także jest jego córką. To byłaby super sprawa!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Dania, Kopenhaga
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 510
  Liczba postów : 1383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6313-mathilde-olivia-villadsen#177625
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6324-zagraj-ze-mna-na-pianinie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6376-poprosze-najladniejsza-pocztowke#179438
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7164-mathilde-olivia-villadsen#204301




Gracz






PisanieTemat: Re: Kolorowa Kawiarnia   Sob Sie 03 2013, 11:59

Mathilde właśnie oglądała kolejny dom na alei Amortencji, kiedy zaatakowała ją kochana sówka i oto zaraz oddała jej list od Raphaela. Oczywiście, że kojarzyła chłopca, ale w Hogwarcie była od niedawna! Wszakże nie uczestniczyła w szalonej wycieczce od początku, a dopiero ostatnio do niej dołączyła. Tragedia rodzinna była jednocześnie zwolnieniem kłódki, ale i ciężarem na serce Villadsen. I tak oto stała w Hogsmeade szukając sobie odpowiedniego domku. Choć właściwie oponowała za mieszkaniem, to jej ojciec nie był zbytnim fanem tego pomysłu gdyż córka Ministra powinna mieszkać w godziwych warunkach... Oh tak. To wszystko brzmiało mniej więcej tak jakby była Czarodziejką na ziarnku grochu... Z tym, że ona po prostu nie chciała tego bogactwa i wyróżnienia. Równie dobrze mogła spać w dormitorium... Ale to studia, przecież musiała się uczyć, a w domu będzie miała zupełnie inne warunki. Głuptas. Głuptas nie rozumiał, że jej dom jest w Danii przy Feliksie i Gilbercie. Nie wyobrażała sobie innego domu... Bez nich. Bardzo za nimi tęskniła. W gruncie rzeczy wiele by dała, aby byli tutaj. Bez tej całej otoczki, która przypomina jej Veronique...
Westchnęła. Jako jedna z niewielu otrzymała pozwolenie chwilowego zatrzymania się w Hogwarcie. Póki nie odnajdzie swojego domu i nie będzie bezpieczna. Bo oprócz tego, że to będzie jej mieszkanie, to musi być jeszcze otoczone milionem zaklęć, które będą takie słodkie jak pączki i wszyscy lunarni będą mogli ją pocałować w nos! Ale Math chciała mieć blisko siebie zaledwie maszynę do szycia i ukochane biurko, na którym mogłaby projektować... Czemu oni tego nie rozumieli?
Przytuliła do siebie swojego kota, który po chwili postanowił zbiec z miejsca zdarzenia. Math otuliła się cienkim sweterkiem, który dziś zatrzymał się w tonacji delikatnego błękitu. Chyba powinna iść się spotkać z Rapahel'em w końcu to kolega z dormitorium, a ona trafiła do przytulnego Hufflepuff'u. Czy nie powinna zacieśniać więzi z nowymi znajomymi? Wszakże oto chodzi w tej wymianie uczniowskiej! Pierwsze koty za płoty! Schowała aparat do torby i wrzuciła sakiewkę z pieniędzmi.
Ojciec się mylił. Nikt nie patrzył na nią złośliwie i nikt nie podstawiał jej nóg. Wszyscy mieli głęboko gdzieś, że jest córką Ministra Danii, właściwie to zupełnie dziwna sprawa, ale ojciec uważał, że to takie ważne w jej życiu,a to głównie on ją ograniczał. Nikt nigdy nie zwracał na to szczególnej uwagi. No może w Red Rock, no ale proszę ja was. To było takie tylko tam dogryzanie.
No nic. Math szła przez magiczną wioskę i zaszła nawet do sklepu z pamiątkami, żeby kupić coś ładnego, co by mogła wysłać dla Feliksa. Przecież uwielbiał pamiątki z różnych podróży, podobnie jak ona pocztówki! Kurczę pocztówki jej miłość! I oto udało się jej znaleźć wioskę zamkniętą w śnieżnej kuli, lecz bardziej ucieszyła się z pudełka kolorowych koralików, którymi na pewno będzie mogła ozdobić najnowszy jej projekt.
I tak oto wpadła do Kolorowej Kawiarni uśmiechając się szeroko. Zamówiła ogromny kubek kakao ignorując fakt, że przecież jest lato i powinna "modnie" zamówić piwo jak reszta kochanego towarzystwa. W głębi duszy cieszyła się, ze kolega ją tu zaprosił! Przecież tyle w tym uroku! Tylko gdzie on się podziewa?!!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Paryż
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 790
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6354-raphael-theodore-de-nevers#178291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6355-ekscentryk-i-marzyciel#178298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6356-ludzie-listy-pisza#178305
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7207-raphael-theodore-de-nevers#204480




Moderator






PisanieTemat: Re: Kolorowa Kawiarnia   Sob Sie 03 2013, 21:56

W jakim stopniu słowa zawarte w liście do Mathilde były prawdą, a w jakim tylko zgrabnymi pochlebstwami? To trudniejsze pytanie niż mogłoby się wydawać. Raphael widział kilka razy, jak dziewczyna szkicowała coś w zamyśleniu na serwetce, uśmiechając się przy tym leciutko i mrucząc coś do siebie. Była w tym zaskakująco podobna do niego samego, gdy wpadał w szał twórczy, gdy doskonałe pomysły roiły się w jego głowie i nie mógł nadążyć z ich spisywaniem. Lubił osoby, u których dostrzegał tę samą pasję twórczą, zwłaszcza kiedy były ładnymi dziewczynami i nie stanowiły dla niego konkurencji, zajmując się inną dziedziną sztuki. Poza wszystkim innym Mathilde była naprawdę miła i uważał, że może stanowić pierwowzór dla jakiejś postaci, szalonej, czarującej malarki albo projektantki, jeszcze nie był pewien.
Między innymi dlatego chciał mieć możliwość oglądania jej przy pracy- chciał zaobserwować sposób w jaki przebijała igłą poszczególne materiały. Jak wygląda  to przy sztruksie, jak przy jedwabiu, a jak przy bawełnie? Dbał o detale, o realizm, zależało mu na wiarygodności. Ale nie mógł się spodziewać, że dziewczyna z miejsca się zgodzi. Do tego trzeba podchodów, oswajania się ze sobą, zdobywania zaufania i innych. Dlatego też zaprosił ją do tej kawiarni. Wydawała się najodpowiedniejszym miejscem do przełamywania lodów. Ani zbyt intymna, ani zbyt krzykliwa. Swojska, przytulna i wesoła. Nie chciał, by wyglądało to zbyt zobowiązująco, miał nadzieję, że Mathilde będzie zadowolona.
Tego dnia odkrył, jak powinien rozwiązać skomplikowaną kwestię uczuciową swoich postaci. Zdecydował, jak potoczą się dalej ich losy. Przez cztery godziny nie potrafił oderwać się od biurka, początkowo dyktując ochrypłym głosem swojemu samonotującemu pióru, by w końcu wziąć sprawy we własne ręce i sięgnąć po zwykły, mugolski długopis. Gdy spojrzał na zegarek, poczuł przypływ irytacji. Za kwadrans powinien zjawić się w jakiejś kawiarni. Sęk w tym, że nie był gotowy, wszystkie koszule wyglądały jak wyjęte psu z gardła, a miał dziwne wrażenie, że tym razem powinien prezentować się nieco lepiej niż zwykle, tak przynajmniej kładła mu do głowy matka. Oczywiście zapomniał zaklęcia wygładzającego zagniecenia. Ledwie zdążył wziąć prysznic i uznać, że jego włosom i tak nic nie pomoże, więc po co się trudzić. Narzucił na siebie wygniecioną, czarną koszulę, wciągnął najmniej wytarte spodnie i pognał do Hogsmeade. Cholera, kobieta nie powinna czekać. Na domiar złego nie mógł sobie przypomnieć, gdzie znajduje się ta przeklęta kawiarnia. Koniec końców spóźnił się niecały kwadrans. To przecież nic takiego, prawda? Powinna mu wybaczyć, w końcu był w szale twórczym!
- Witaj, mademoiselle- rzucił, wchodząc do kawiarni nonszalanckim krokiem i muskając wargami jej delikatną dłoń.- Wybacz spóźnienie, czas to rzecz niezwykle względna i elastyczna, nie sądzisz?- spytał z uśmiechem, siadając na przeciwko niej i żałując, że nie wypalił chociaż jednego papierosa przed tym spotkaniem. Jego oczy jak zawsze zasnuwała mgiełka rozmarzenia.

______________________


I put a spell on you 'cause you're mine
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Dania, Kopenhaga
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 510
  Liczba postów : 1383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6313-mathilde-olivia-villadsen#177625
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6324-zagraj-ze-mna-na-pianinie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6376-poprosze-najladniejsza-pocztowke#179438
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7164-mathilde-olivia-villadsen#204301




Gracz






PisanieTemat: Re: Kolorowa Kawiarnia   Nie Sie 04 2013, 11:08

Villadsen już do tej pory doceniła piękno wnętrza i przychylność ludzi, którzy co raz posyłali jej nieśmiałe uśmiechy. I to chyba był sekret ciepłej temperatury panującej wewnątrz. Po prostu nie dało się z tym dyskutować. Było tak uroczo. Tak ciepło. Tak dobrze. Splotła dłonie kładąc je na stole. Z zainteresowaniem obserwowała wzory na serwetce. Może i układały się w kolejne bezsensowne kształty, ale Mathilde już dostrzegła, że pomiędzy nimi jest pewien schemat połączeń i tworzą obraz. Przypomniała się jej nagle wycieczka do Szwajcarii z ojcem, gdy miała osiem lat. Czy oby nie takie wzory egzystowały na płaskorzeźbie zdobiącej wielki gmach? Właściwie nie pamiętała tego jakoś bardzo dobrze, ale fantazjowała, że rzeczywiście tak jest i może ten sam pan, który zaprojektował tamten budynek przerzucił się na projektowanie serwetek i oto taka powstała!
Piękna... Math nie umknęło, że serwetka miała żółty, jaskrawy kolor, a następna, która leżała w pudełku była już niebieska. Przyłożyła ją do poprzedniej z pięknymi wzorami i zaczęła je razem składać zauważając, że jeśli mocno się postara to może będzie to nawet wyglądało elegancko. I tak zgięcie za zagięciem i jeszcze jedno zgięcie... I powstała pewna całość. Zamyślona przejechała koniuszkiem języka po suchych ustach i nagle przestała kontynuować swoje dzieło. Spojrzała szybko na wszystkich obecnych, lecz nikt nie zwrócił szczególnej uwagi na jej dziwactwo. Math podniosła się od stolika i podeszła do pewnej staruszki uśmiechając się słodko. Spytała czy mogłaby pożyczyć zieloną serwetkę, bo trzeba wiedzieć, że na każdym stoliku były inne kolory!
Powróciła zatem ze swoją zdobyczą i zaczęła w torbie szukać wstążeczki. Znalazła jakąś nitkę, która całkowicie wystarczyła do tego, aby w połączeniu trzech serwetek uzyskać coś na kształt sukienki... Math żałowała, że nie ma tu nikogo, kto by był na tyle malutki, żeby założyć jej nową kreację, w sumie ta osoba musiałaby też lubować się w noszeniu serwetek. Możliwe, że jest to bardzo wygodne, lecz Math jeszcze nigdy nie próbowała.
Dziewczyna odstawiła "dzieło" na środek stolika i przygarnęła do siebie kubek napojem obserwując drzwi kawiarni, a wtedy do środka wszedł spóźniony Raphael. Przysiadł obok niej i szybko zaczął coś mówić, na co Math odparła skinieniem głowy.
- Nic się nie stało. - Ktoś jej przecież kiedyś mówił, że spóźnienie mogło wyniknąć z jakiegoś ważnego powodu, a człowiekowi trzeba dać tą uprzejmość by "przeoczyć" jego małe błędy!
- Zapewne masz rację Raph, ale żadna ze mnie myślicielka by to oceniać. W sumie nie lubię wypowiadać się o rzeczach, których nie znam. Co innego jeśli już ich dotknę. - Powiedziała z rozmarzeniem zastanawiając się co zamówi Raphael. Ciekawe czy to w jakiś sposób świadczy o osobowości człowieka! Oh ta Math.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Paryż
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 790
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6354-raphael-theodore-de-nevers#178291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6355-ekscentryk-i-marzyciel#178298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6356-ludzie-listy-pisza#178305
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7207-raphael-theodore-de-nevers#204480




Moderator






PisanieTemat: Re: Kolorowa Kawiarnia   Nie Sie 04 2013, 12:16

- Zamów wszystko, na co masz ochotę, ja stawiam- uśmiechnął się lekko, gdy do ich stolika zbliżyła się kelnerka w fartuszku w kolorowe, wesołe groszki. Właściwie już zdążył zapomnieć o fakcie, że się spóźnił, że Mathilde musiała na niego czekać, co było dowodem jego niezbyt dobrych manier, a raczej koszmarnego roztargnienia. Poczekał aż Mathilde złoży zamówienie, po czym sam poprosił o filiżankę mocnej, czarnej kawy i croissanta. Od pewnych rzeczy trudno się odzwyczaić. Dopiero po chwili zauważył serwetkową sukienkę w odważnych, żywych barwach. Uniósł lekko brwi i lekkim ruchem obrócił dookoła, chcąc obejrzeć ją ze wszystkich stron. Najwyraźniej oględziny wypadły pozytywnie, bo uśmiechnął się i pokiwał z uznaniem głową.- C'est magnifique- stwierdził, unosząc wzrok na jasnowłosą Dunkę. Miała taką delikatną, niewinną urodę, która aż prowokowała. Mało było takich dziewczyn, a już na pewno nie w Hogwarcie, czy Paryżu, gdzie za każdym gestem czy spojrzeniem czaiła się kokieteria. Wyglądało na to, że panna Villadsen była równie odrealniona, jak on sam, co przyniosło Raphaelowi pewną ulgę. Użeranie się z realistami, stąpającymi twardo po ziemi, czcicielami szkiełka i oka nie należało do przyjemności.
- Rozumiem. Jesteś zwolenniczką empiryzmu? To rozsądne, to znaczy... hm. Dotyk jest chyba najmniej zwodniczym ze zmysłów, przynajmniej ja tak sądzę. Ja staram się przemawiać do wyobraźni, ty do zmysłów- zamyślił się na chwilę, mimowolnie przesuwając opuszkami palców po kantach serwetkowej kreacji.- Skąd czerpiesz natchnienie? Ja obserwuję ludzi. Potem splatam ze sobą różne obrazy, różne wrażenia, historie... zszywam je w jedną całość. Postępuję podobnie jak ty z tymi serwetkami- dodał po chwili z wyraźnym rozbawieniem i spojrzał jej w oczy.- Wybacz, mam nadzieję, że cię nie zanudzam? Mam niemądry zwyczaj wypowiadania większości myśli na głos, to może być uciążliwe... C'est la vie!-- podsumował w końcu, rozkładając lekkim ruchem dłonie i prawie wytrącając kelnerce z rąk tacę. Własna niezręczność odrobinę go zirytowała, zmarszczył brwi i splótł palce obu dłoni, jakby były winne temu nieprzyjemnemu zajściu. Spojrzał na kelnerkę i uśmiechnął się do niej z zakłopotaniem, wstając i odbierając od niej tacę.- Pardon, excuse-moi- powiedział z czarującym, odrobinę nieprzytomnym uśmiechem, po czym zaskakująco wprawnie podał zamówienie Mathilde, potem swoje własne, a na koniec oddał tacę zdumionej dziewczynie w fartuszku w groszki. Och, był trochę postrzelony, bardzo ekscentryczny, ale co z tego! Jak mawia przyjaciel autorki- NORMALNOŚĆ JEST NUDNA, dlatego też de Nevers najpierw się spóźnił, na spotkanie przyszedł w wymiętej koszuli, potem zaczął filozofować, prawie oblał wszystkich kawą, a na koniec sam ją podał. Tak, tak, oto cały pan de Nevers, to było bardzo typowe zachowanie!

______________________


I put a spell on you 'cause you're mine
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Dania, Kopenhaga
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 510
  Liczba postów : 1383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6313-mathilde-olivia-villadsen#177625
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6324-zagraj-ze-mna-na-pianinie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6376-poprosze-najladniejsza-pocztowke#179438
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7164-mathilde-olivia-villadsen#204301




Gracz






PisanieTemat: Re: Kolorowa Kawiarnia   Nie Sie 04 2013, 12:56

Mathilde poprawiła rąbek swojej spódniczki, który ewidentnie nie chciał być dziś posłusznym, bo ozdobna koronka majtała się we wszystkie strony. Może trzeba ją poprawić i jednak doszyć tu parę innych ciekawych węzłów? Z tego nie była zadowolona. Kupuje się gotowe 'coś', co powinno służyć człowiekowi, a okazuje się, że to wymaga poprawki. Math zdegustowana przygryzła dolną wargę starając się ignorować fakt, że zajęła uwagę czymś innym niż rozmówcą, który przecież już przyszedł!
Prosił, żeby zamawiała, ale ona i jej kubek kakao mieli się przecież dobrze! No nic! Uśmiechnęła się do kelnerki i poprosiła jedynie o dolewkę napoju z czego rzeczywiście ją po kilku sekundach dostała. Odetchnęła z ulgą siadając wygodniej na krześle i przypatrując się Raphelowi. Zabawiał ją rozmową i milionem pytań z czego ona na każde odpowiedziałaby najchętniej w postaci eseju monologowego, bo przecież nie zatrzyma się w zdaniu pojedynczym, aby skrócić cała opowieść! Ależ to okropne!
- Wydaje mi się, że nie... Empiryzm ogranicza. W ogóle tytuły ograniczają. To straszne. Lubię być zależna tylko od siebie. - Uśmiechnęła się zawstydzona. Nie chciała określać swojego charakteru i tego czy jest bardziej podobny do tego czy tamtego. Jasne, że nie wierzyła w wszechobecną wolność, bo wiadomo, że ludzie nauczyli nakładać na siebie kajdany, ale... Ale ona żyła w swoim świecie i tam mogła oszaleć dla siebie. W rysunkach, projektach, malowanych lalkach. I chyba w tym kryła się odpowiedź na kolejne złożone przez niego pytanie.
- Ja myślę, że... Że to właśnie przez to ograniczanie. Ja chcę tylko uwolnić myśli. Widzę, że np. masz źle zagięty kołnierzyk od koszuli. - Powiedziała pewnym głosem, ale potem speszyła się tym, że zwróciła uwagę chłopakowi. Kurczę, naprawdę nie powinna! Przecież to niekulturalne! - Przepraszam. - Dodała pospiesznie.
- Nie chodziło mi oto, że to wygląda niechlujnie! Chodziło mi oto, że np. już wiem, że temu kołnierzykowi można by było zmienić barwę. Może nawet coś do niego dołączyć. Będzie wtedy inny, cudowny. Nawet jeśli zagięty. - Taka z niej artystka, że gdy miała cztery lata to pomalowała ojcu wszystkie białe koszule plakatówkami, gdyż uważała, ze za mało w nich życia i materiał na pewno jest smutny! Najgorsze jednak było to, że nikt nie pochwalił jej dzieła! Kurczę!
- To trudne. Po prostu siadam i robię coś na co mam ochotę. Lubię tworzyć, bo to przyjemne. - Stwierdziła zacnie i jakże 'inteligentnie'.
- Natchnienie jest chyba tutaj. Wszędzie. - Poprawiła się ostatnim słowem, które wypowiedziała. Jeśli on z nią wytrzyma to będzie prawdziwy cud.
- Serwetka... Z czym mnie zszyjesz? - Spytała zaciekawiona. Może ujmie ją teraz we wspomnieniu na tle kolorowej kawiarni?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Paryż
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 790
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6354-raphael-theodore-de-nevers#178291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6355-ekscentryk-i-marzyciel#178298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6356-ludzie-listy-pisza#178305
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7207-raphael-theodore-de-nevers#204480




Moderator






PisanieTemat: Re: Kolorowa Kawiarnia   Nie Sie 04 2013, 22:25

Podobało mu się to, co mówiła. Obserwował ją z wyraźną przyjemnością, rejestrując każdy gest, zniecierpliwienie z jakim majstrowała przy swojej sukience czy też spódniczce (Raphael nigdy nie mógł zapamiętać, jaka jest różnica). Przy nim nie powinna się krępować- sam de Nevers nie miał oporów, by opowiadać o swoich przemyśleniach i koncepcjach. Sam lubił słuchać, lubił wyłapywać słówka, sformułowanie, myśli. Lubił patrzeć na mówiących ludzi, ich gestykulację.
Pokiwał skwapliwie głową.
- Właściwie masz rację. Ograniczanie się i zamykanie w ramach jest najgorszym, co może spotkać twórczą duszę. Tytuły, nazwy, pojęcia i prądy... to wszystko nie ma większego znaczenia. Tak, tak...- zamyślił się głęboko, drgnął dopiero słysząc jej kolejną wypowiedź. Spojrzał zezem na swój kołnierzyk i poprawił go lekkim ruchem. Widząc jej zakłopotanie, roześmiał się cicho i swobodnym ruchem pogłaskał ją po grzbiecie dłoni.
- Nie przepraszaj. Nie masz za co. Rozumiem, chyba rozumiem. Właściwie to ja powinienem przeprosić, widzisz... widzę to, co na zewnątrz, analizuję rzeczywistość i moje własne wyobrażenia, naprawdę nie zwracam uwagi na takie drobiazgi... wszystko, co istotne, mam tu- lekkim ruchem postukał się w skroń i spojrzał na Mathilde z sympatią.- Widzisz, jestem zbyt pochłonięty własnymi myślami, procesami twórczymi, by dbać o coś, co w żaden sposób nie zmieni mojego sposobu postrzegania świata! Bo jaki wpływ ma mój kołnierzyk na to, jak widzę rzeczywistość? Czy od tego zależy cokolwiek? Czy spojrzę inaczej na ciebie, na twoją grzywkę, spod której ledwie widzę te szmaragdowe oczy? Ja jestem jakby poza tym wszystkim, nie jestem częścią rzeczywistości, ja ją tylko... analizuję i dostrzegam- podsumował, po czym uśmiechnął się łagodnie, patrząc na nią swoimi ciemnymi, wiecznie rozmarzonymi oczami.- Jeśli chcesz, zajmij się tym kołnierzykiem.
Jej pytanie poruszyło najwrażliwszą część Raphaela, to znaczy jego nadmiernie wybujałą wyobraźnię, która natychmiast zaczęła pracować na najwyższych obrotach. Zmrużył oczy, po czym zaczął mówić, ostrożnie dobierając słowa i jakby badając ich smak.
- Zszyłbym cię z morzem. Sztormem. Wiatr szarpiący twoje jasne włosy na tle nieba, skłębionych, ołowianych, ciężkich chmur. I ty. Delikatna, filigranowa. Potęga żywiołu, twoja kruchość, słony smak wiatru, zimny piasek pod stopami. I ktoś jeszcze. Nie wiem kto, widzę go tylko jako ciemną, wysoką postać. Może pianista. Tak. Pianista, który mieszkał nad tobą i doprowadzał cię do szału Sonatą Księżycową, której nie cierpisz. Nie cierpisz, a on robił to dla ciebie, bo uważał, że ona do ciebie pasuje. Tylko do ciebie. Nie wiem, dlaczego jesteście nad morzem, dlaczego on jest pianistą i dlaczego akurat grał to, a nie coś innego. Nie wiem. To tylko kadr, tylko jeden obraz, który nie ma większego znaczenia osobno, ale może mieć sens zszyty z innymi obrazkami- dokończył, po czym zmarszczył brwi. Nie był z siebie zadowolony, nie. Mathilde umieściłby jeszcze w jakiejś innej scenerii, ale potrzebował więcej czasu, by wpasować ją w coś doskonałego.

______________________


I put a spell on you 'cause you're mine
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Dania, Kopenhaga
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 510
  Liczba postów : 1383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6313-mathilde-olivia-villadsen#177625
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6324-zagraj-ze-mna-na-pianinie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6376-poprosze-najladniejsza-pocztowke#179438
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7164-mathilde-olivia-villadsen#204301




Gracz






PisanieTemat: Re: Kolorowa Kawiarnia   Nie Sie 04 2013, 23:33

Nigdy nie była pewna swoich słów. Mogła przecież powiedzieć skrajną głupotę. Wszakże bardziej kierowała wyobraźnią niżeli zwracała uwagę na to co mówi, a dla niego - pisarza, to z pewnością miało wielkie znaczenie. Dla niej niekoniecznie. I dlatego często po tym, jak powiedziała jakąś głupotę przepraszała bardzo długo, acz i to nie wystarczało, więc zazwyczaj zmuszała się do przemyślenia swojego zachowania i zaplanowania jakiegoś prezentu, który wykona własnoręcznie. Przecież wszyscy bardzo lubili jej robótki ręczne i wiele innych rzeczy, które wykonywała swoimi zgrabnymi rączkami. Z wielkim żalem przyjęła np. informację, że w Japonii uczniom dane było uczyć się origami, a ona nie mogła spróbować. W tej chwili miała ochotę napisać do ojca list pochwalny, że zniszczył jej życie... Ale tu chyba wracamy do momentu, kiedy mówiłam, że Math powinna zacząć uważać na słowa.
Ale to nic. Na razie go jeszcze nie uraziła i z pewnością będzie starała się tego nie zrobić. Wszakże Raphel to bardzo miła osoba, która z pewnością nie chce mieć jeszcze miliona powodów, żeby się na nią obrazić. Tak przynajmniej myślała. Uśmiechnęła się delikatnie słuchając tego co mówi. Był szczerze zainteresowany tematem i wydawał się zainspirowany tym wszystkim... Dokładnie wszystkim.
Math instynktownie sięgnęła dłonią po serwetki, które uprzednio złożyła i teraz zaczęła gładzić ich powierzchnię opuszkami palców. Do tego sięgnęła po łyk ciepłego kakao i przytaknęła głową gdzieś pomiędzy piętnastym słowem jego wypowiedzi, a czwartym oddechem, który zdążyła zauważyć.
- Twój kołnierzyk... Już wszystko z nim w porządku, lecz jeśli podrzucisz mi tą koszulę postaram Ci się poprawić mankiety i pomyśleć też o nowych guzikach, bo te są całkowicie nie w porządku. Dostrzeżesz różnicę później! - Zaproponowała ochoczo zastanawiając się czy nie posuwa się za daleko z ową propozycją. Przecież nie codziennie na pierwszym spotkaniu proponowało się komuś, że zaraz się poprawi jego garderobę, albo zrobi operację stylówę. Zdecydowanie nie codziennie. Zatem co ją podkusiło? Cholera, czasem wymyka się dziecko spod kontroli.
- Oczywiście jeśli będziesz miał ochotę. - Dodała pospiesznie w głowie układając wspomnienia tak, a zeby przypomnieć sobie gdzie widziała guziki, które pasowałyby do stroju chłopaka. Och, chyba nawet już sobie przypomniała!
- Wiesz. Wbrew pozorom kołnierzyk może zmienić ludzkość. - Mrugnęła do niego dając znak, że kompletnie nie ma racji z tym bagatelizowaniem szczegółów. Detale... Detale opowiadały historię.
- Emmm... - Mruknęła bezsensownie słuchając jego opowieści o tym z kim właściwie by ją połączył. Ciekawiło ją to. Wszakże sama grała na pianinie i była pewna, że gdyby mężczyzna ją irytował zagrałaby mu coś pogrzebowego, żeby zdał sobie sprawę, że dni jego będą policzone. I nie była mściwa. Po prostu podczas kąpieli w oceanie o wschodzie słońca, najzwyczajniej w świecie zostawiłaby go gdzieś pomiędzy falami. Zdarza się. Przypadek goni przypadek.
- To miłe. Właściwie kocham wodę. Niewiele się pomyliłeś o ile w ogóle. - Zauważyła szczerze zaskoczona własnym wnioskiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Paryż
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 790
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6354-raphael-theodore-de-nevers#178291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6355-ekscentryk-i-marzyciel#178298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6356-ludzie-listy-pisza#178305
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7207-raphael-theodore-de-nevers#204480




Moderator






PisanieTemat: Re: Kolorowa Kawiarnia   Wto Sie 06 2013, 21:43

Raphael niespecjalnie przejmował się wszelkimi faux pas czy to popełnionymi przez niego samego, czy też przez drugą osobę, oczywiście dopóki nie dotyczyły jego pisarstwa. Oczywiście, skrajnej nieuprzejmości nie znosił, potrafił się dąsać jak dziecko, ale szybko zapominał o urazach i w ogóle o całej sytuacji, gdyż jego myśli zaprzątały zupełnie inne rzeczy!
To prawda, Raphaela inspirowało wszystko. Był uzależniony od świata zewnętrznego, musiał obserwować, czuć, dotykać... był wciąż spragniony nowych doznań, wrażeń, mozaik ludzkich charakterów i cech. On nie potrafił stworzyć czegoś z niczego, to znaczy... sytuację owszem, ale wszystko to stanowiło precyzyjną kombinację jego doświadczeń i obserwacji, zasłyszanych historii, poznanych ludzi, skosztowanych potraw i znanych woni. Zaczerpnąwszy inspiracji z zewnątrz, potrafił siedzieć cały dzień albo dobę i pisać, przelewać na papier, spinać w jedną całość świeże wspomnienia i te zwietrzałe, łączyć, dopasowywać, modelować... ale potem znów musiał zanurzyć się w życie, które zdawało się go nie dotyczyć. Zwykle stał z boku. Patrzył.
Zerknął na swoją wymiętą czarną koszulę i posłał Mathilde lekki uśmiech. Właściwie czemu nie? On nie miewał specjalnych oporów, gdy chodziło o niecodzienne pomysły. Miał tylko nadzieję, że nie skończy się to tak, jak wtedy, gdy pozwolił Skyli zmienić kolor swoich włosów. Do końca dnia paradował po Hogwarcie w jaskrawo błękitnej fryzurze, bo jakoś zapomniał o zabiegach Quinley. Zorientował się dopiero następnego dnia podczas golenia, kiedy spojrzał w lustro i uznał, że to pewna przesada, nawet jak na jego standardy. Ale jedna koszula...? Zresztą Mathilde wydawała się mieć dobry gust, a może jakiś powiew świeżości w jego garderobie nie jest takim znowu złym pomysłem?
- Z chęcią zobaczę, co wyczarujesz z tej koszuli- zapewnił ją z uśmiechem, zastanawiając się, jakie to wszystko dziwne. Jak los potrafi być poplątany, że ta miła Dunka, ucząca się w Australii przybyła do Hogwartu i dziwnym zbiegiem okoliczności rozmawia teraz z nim, rodowitym Francuzem o modzie. Niebywałe. Raphael lubił rozmyślać o takich rzeczach i dochodzić do wniosku, że los jest równie szalonym demiurgiem jak on sam! Było to oczywiście bardzo próżne, ale de Neversowi bawienie się tą myślą sprawiało prawdziwą przyjemność.- Ach tak? Opowiedz mi o tym, Mathilde. Opowiedz mi o kołnierzyku, który zmienił świat- poprosił ją z rozbawieniem, opierając głowę na dłoni i wpatrując się w dziewczynę ze szczerym zaciekawieniem.
- Naprawdę? Cieszę się. Snucie takich... improwizacji literackich nie jest takie proste, zwłaszcza gdy nie znam jej bohatera zbyt dobrze- przyznał Raphael, przesuwając palcem po swoim długim, typowo francuskim nosie i puszczając dziewczynie oko. To było miłe popołudnie, w miłym towarzystwie, spędzone na miłe rozmowie. Było naprawdę... miło.


______________________


I put a spell on you 'cause you're mine
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Dania, Kopenhaga
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 510
  Liczba postów : 1383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6313-mathilde-olivia-villadsen#177625
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6324-zagraj-ze-mna-na-pianinie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6376-poprosze-najladniejsza-pocztowke#179438
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7164-mathilde-olivia-villadsen#204301




Gracz






PisanieTemat: Re: Kolorowa Kawiarnia   Sro Sie 07 2013, 20:49

Math dostrzegała piękno w drobnych rzeczach. Kiedy rysowała szkic sukienki/bluzki/spodenek/czegokolwiek to kształt nie był istotny. Wiadomo jak wygląda bluzka, spodnie... Zatem cóż nam po kształcie? Grunt to zmiana tego kształtu w ten sposób, aby szokował i przywodził na myśl zupełnie coś innego. Np. jak rośliny... Mnóstwo roślin, a każda inna. Pomimo to upchnięte w jednym królestwie roślin. Nikt nie mógł tego zmienić. Math uwielbiała bawić się szczegółami. Miała ogromny słój z nalepką: "little things", a tam składowała dosłownie wszystko. Począwszy od unikalnych guzików do niebanalnych wstążeczek, koronek i wielu innych. Wszak była czarodziejką, wiec używała zaklęcia zmniejszającego. I czasem było już tam tak wiele 'prezentów' od losu, że az musiała je wszystkie obejrzeć i zdecydować się coś z nich wyczarować. Uśmiechała się wtedy szeroko do siebie pamiętając pierwszą kreację z pociętej sukienki mamy. Oczywiście najgorsze bylo akurat to, że ubrała się w to na uroczystą kolację, a wszyscy goście myśleli, że dziewczynka ma jakiś wewnętrzny problem i nikt już jej z tego nie wyciągnie. Jej bliźniaczka Veronique przecież była taka genialna, taka piękna, taka inna, a jednak identyczna. Math nigdy nikogo nie chciała skrzywdzić swoimi przeróbkami. Po prostu była ciekawa świata i przede wszystkim inności. Każda rzecz w jej garderobie nosiła na sobie znamię jej pracy. Nie mogła sobie tego odmówić.
Uśmiechnęła się słabo do Raphaela błądząc myślami w swojej pracowni. Kiedy już je pozwolił przerobić koszulę, to przecież musiała mieć w głowie plan. Oczywiście, że da sobie radę. Przecież miała w głowie plan. Dobry plan. Plan, który był jak cudowny sen.
- Dobrze. Popracuje nad tym. - Mrugnęła do niego zastanawiając się czy morski kolor będzie pasował do cery chłopaka. Do osobowości tak, ale tu chodziło przecież o czynniki zewnętrzne!
- Och, naprawdę nie słyszałeś o kołnierzyku, który zmienił świat? - Udała zaskoczoną, bo przecież każdy szanujący się czarodziej powinien znać taką ważną historię dla czarodziei. Ach, ten Raphael był taki zajęty własną sztuką, że chyba nie słuchał najnowszych wiadomości. Math upiła łyk kakao ze swojego kubka i przeniosła czujny wzrok szmaragdowych oczu na Puchona.
- Zatem Kołnierzyk obudził się pewnego dnia tuż po wschodzie słońca. Nie podobało mu się to, że żadna koszula nie chce go przyjąć do siebie i sprawić, że zostanie razem z nią sprzedany w cudownym sklepie pana Klausa. Wszak pan Klaus sprzedał koszule tylko dla dobrych ludzi, których serca były tak ciepłe jak świeży kubek z herbatą! Kołnierzyk był smutny, że nikt nie chciał go do siebie przyjąć. Przecież miał na sobie wiele koronek i niebanalny odcień... A mianowicie fiolet. Problem w tym, że nikt nie chciał tego kołnierzyka, bo przecież białe koszule wstydziły się takiego partnera. Wolały być eleganckie i jednocześnie takie jak wszystkie. Który pan z dobrym sercem chciałby nosić fioletowy kołnierzyk z koronkami? I przez to odrzucenie Kołnierzyk cierpiał. Aż pewnego dnia pewna pani zobaczyła fioletowy Kołnierzyk upchnięty na półce z koszulami z zeszłego sezonu. Spytała krawcowej dlaczego żadna koszula nie chce mieć na sobie takiego pięknego Kołnierzyka! I wtedy zrodziła się nadzieja w sercu Kołnierzyka. Ktoś dostrzegł jego piękno, przecież był inny niż wszyscy... A taki kochany. Kołnierzyk uśmiechał się szeroko, a jego fioletowy materiał połyskiwał...A wtedy z szeregu wyszła jedna z koszul, która była tak piękna, że każdemu zapierało dech w piersiach. Poprzeszywana księżycowymi nićmi wydawała się najukochańsza. Lecz była niekompletna. Żaden kołnierzyk nie chciał do niej dołączyć, bo każdy czuł się zbyt zwykły i to ona przygarnęła fioletowy Kołnierzyk z koronkami.. - Tu przerwała uśmiechając się delikatnie, żeby upić kolejny łyk kakao.
- Przez długi czas nikt nie chciał kupić tej koszuli. Wszak na spotkania biznesowe się nie nadawała, lecz po długim czasie zakupił ją pewien muzyk, który grał najpiękniejsze melodie... Lecz brakowało mu odwagi. Wiary w siebie... I to właśnie ten Kołnierzyk wyróżnił go z tłumu na przesłuchaniach do upragnionej akademii, a połyskująca koszula przypominała o tym, że muzyk jest najwspanialszy, najlepszy... Morał z tej historii jest prosty i niektórym znany. Kołnierzyk sprawi, że uwierzysz w siebie. - Zwieńczyła zastanawiając się czy na końcu tej historyjki powinien być rym. Przez chwilę patrzyła na minę Raphael'a.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Paryż
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 790
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6354-raphael-theodore-de-nevers#178291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6355-ekscentryk-i-marzyciel#178298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6356-ludzie-listy-pisza#178305
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7207-raphael-theodore-de-nevers#204480




Moderator






PisanieTemat: Re: Kolorowa Kawiarnia   Czw Sie 08 2013, 10:34

Wpatrywał się w Mathilde w milczeniu, notując w pamięci każde jej słowo, każde drgnienie powiek idelikatny uśmiech, błąkający się na jej ustach. Mówiła tak ładnie, z takim bezpretensjonalnym wdziękiem, że Raphael nie mógł oderwać od niej oczu. Historia o fioletowym kołnierzyku podbiła jego serce swoją finezją i prostotą zarazem. Stary jak świat schemat baśni dla dzieci- jednostka wyjątkowa, zbyt wyjątkowa, jak na warunki, w których się znalazła, nie może znaleźć zrozumienia i swojego miejsca na świecie, gdy nagle pojawia się ktoś równie niedopasowany do ogółu, docenia wyjątkowowść głównego bogatera i razem dokonując czegoś wspaniałego. A jednak w opowieści Mathilde było coś świeżego, uroczego i wywołującego u słuchacza ciepły uśmiech.
De Nevers milczał przez chwilę, po czym lekkim, bardzo naturalnym ruchem ujął dłoń dziewczyny i złożył na niej subtelny pocałunek, czy raczej muśnięcie warg.
- Dawno nie słyszałem niczego równie uroczego. Oddaję ci we władanie całą moją nędzną garderobę, jeśli tylko zechcesz, a także moje serce, które zawojowałaś, Mathilde. A może zostaniesz moją żoną?- spytał z ciepłym uśmiechem, pół-żartem, pół-serio, wpatrując się w śliczne, szmaragdowe oczy dziewczyny. Czasem składał takie propozycje, spotykał się z różnymi reakcjami, ale nigdy nie brał ich do siebie, zwłaszcza że dosyć szybko zapominał, którą dziewczynę prosił o rękę, a której jeszcze nie. To nie tak, że mu nie zależało! Zależało, ale... tylko przez pewien czas, dopóki na nowo nie wpadł w wir własnej twórczości. Tak naprawdę zakochany był może trzy razy, ale niewątpliwie panna Villadsen miała wszystkie możliwe przymioty, którymi mogła go zauroczyć.
Szkoda tylko że nie udało się jej zrymować zakończenia, skoro już pokusiła się o użycie tego klasycznego zwrotu, zamykającego historię, ale to przecież detal! No cóż, zwykle zwracał uwagę na detale, ale chyba tym razem może nieco zmienić zasady...

______________________


I put a spell on you 'cause you're mine
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Dania, Kopenhaga
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 510
  Liczba postów : 1383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6313-mathilde-olivia-villadsen#177625
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6324-zagraj-ze-mna-na-pianinie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6376-poprosze-najladniejsza-pocztowke#179438
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7164-mathilde-olivia-villadsen#204301




Gracz






PisanieTemat: Re: Kolorowa Kawiarnia   Pią Sie 09 2013, 11:16

Math po skończonej opowieści odgarnęła do tyłu część kosmyków perłowych włosów. Już od dawna myślała o zmianie ich koloru. Znudziły się jej. Potrzebowała zmian, ale to właśnie te włosy odróżniały ją od tłumu brunetek i zwykłych blondynek. Uśmiechała się delikatnie czekając na reakcję Raphael'a. Na pewno go w jakiś sposób rozśmieszyła. Miał rację. Wyjątkowa jednostka nie znajdująca zrozumienia, aż wreszcie okazja gdy ktoś dostrzega jej piękno i... w kółko. Do happy end'u. Nic nadzwyczajnego. Ale Math właśnie się tak czuła. Gdy ktoś jej nie rozumiał zaraz odnajdywał się ktoś, kto chciał z nią spędzić choć trochę czasu z racji... No nie wiadomo z jakiej racji, ale zawsze była to jakaś przyjazna duszyczka.
Math powinna nauczyć się tego, że nie wszystko co robi/mówi będzie akceptowane, ale cóż. Ona po prostu sobie szyła i nie miała nic przeciwko temu szyciu. Oj nie.
- Dziękuję. - Dodała odrobinę zawstydzona wtrącając się po między, którąś sylabę z wypowiedzianych przez Puchona. A potem usłyszała resztę zdania i roześmiała się dźwięcznie zastanawiając się nagle jakby to było, gdyby małżeństwa nadal były poustawiane, a ona znałaby już swojego męża od lat. Czy jakiś arystokrata zaakceptowałby jej tok myślenia? Math nieco zawstydzona automatycznie poprawiła jedną z falbanek spódnicy. Może i leżała dobrze, ale dzięki temu zyskała jakieś pół sekundy na odpowiedź.
- Och. Żoną? - Udała nieco zaskoczoną. - A co to znaczy być czyjąś żoną? Czy miałabym jakieś specjalne obowiązki? A może obowiązywałby mnie jakiś tajny traktat? Wszak moja ciotka jest żoną i właściwie całymi dniami siedzi w kuchni. Co prawda lubię piec babeczki, ale wolałabym już chyba siedzieć w pracowni. Czy siedzenie w kuchni wiążę się z byciem żoną? Co to za instytucja? - Spytała zarzucając go głupimi pytaniami. W sumie nie raz się nad tym zastanawiała. Nie mogły jej zaspokoić puste definicje. Prosiła o wytłumaczenie praktyczne. Wytłumaczenie, w które byłaby w stanie uwierzyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Paryż
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 790
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6354-raphael-theodore-de-nevers#178291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6355-ekscentryk-i-marzyciel#178298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6356-ludzie-listy-pisza#178305
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7207-raphael-theodore-de-nevers#204480




Moderator






PisanieTemat: Re: Kolorowa Kawiarnia   Pią Sie 09 2013, 14:41

Mało było takich dziewczyn jak ona. Takich... niewinnych. Nieepatujących źle pojętą zmysłowością, nie próbujących prowokować. Raphael wpatrywał się w nią jak w cudowne zjawisko z innego świata, zastanawiając się, co ona właściwie tu robi? To znaczy nie konkretnie tutaj, w tej kawiarni, z nim, ale na tym padole nędzy i małostkowości. Jak piękny motyl siadający na zgliszczach cywilizowanego świata.
Urocze. Speszyła się i roześmiała, zamiast popukać w głowę i powiedzieć, że chyba spadł z księżyca albo coś jeszcze bardziej brutalnego i niemiłego. Raphael czuł się naprawdę dobrze w jej towarzystwie, chociaż nie czuł szaleńczego łomotu serca, motylków w brzuchu czy czegoś równie banalnego. Czuł błogość, spokój i zrozumienie. Mathilde patrzyła na świat trochę tak jak on, nie traktując go dosłownie, nie przejmując się tym, co namacalne i rzeczywiste, nie biorąc tego wszystkiego do końca serio. Mogli sobie opowiadać te niewinne głupstewka i spotkać się ze zrozumieniem z drugiej strony. Niezwykle kojące uczucie.
- Hm, no cóż... to kwestia do ustalenia. Ja na przykład mógłbym robić kolacje, a ty śniadania, a na obiady byśmy chodzili do restauracji... z pewnością musielibyśmy razem zamieszkać- powiedział z udawaną powagą, chociaż kąciki jego ust drgały niebezpiecznie, jakby miał zaraz wybuchnąć śmiechem. Chociaż z drugiej strony... pytanie było głębsze niż można by początkowo sądzić.- Ja bym pisał, ty byś szyła... a, i nie moglibyśmy się zdradzać, bo byłoby nam wzajemnie przykro i mogłoby się to bardzo niemiło skończyć- pokiwał w zadumie głową.- Tak. O, i bylibyśmy naznaczeni, nosząc obrączki! Poza tym mogłabyś mówić o mnie z dumą, kiedy by wydano moje powieści, a ja mógłbym się chwalić, że moja żona jest słynną projektantką. No i... zmieniłabyś nazwisko na moje. Mathilde de Nevers brzmi naprawdę ładnie, nie sądzisz?- spojrzał na nią wyczekująco po czym kontynuował swój wywód.- Poza tym byłoby nam miło, ciepło i dobrze. Pilibyśmy razem dużo kakao i pocieszali się w listopadowe noce, kiedy na dworze jest brzydko i przygnębiająco. I mogłabyś na mnie zawsze liczyć, a ja na ciebie! Zamieszkalibyśmy w Paryżu... bo to w końcu miasto, które żyje modą, prawda?

______________________


I put a spell on you 'cause you're mine
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Dania, Kopenhaga
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 510
  Liczba postów : 1383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6313-mathilde-olivia-villadsen#177625
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6324-zagraj-ze-mna-na-pianinie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6376-poprosze-najladniejsza-pocztowke#179438
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7164-mathilde-olivia-villadsen#204301




Gracz






PisanieTemat: Re: Kolorowa Kawiarnia   Pią Sie 09 2013, 20:58

No właśnie Math, co tutaj robisz? Kim jesteś? Dokąd idziesz? Czemu siedzisz z tym Puchonem w kawiarni zamiast... No właśnie... Zamiast czego? Zamiast szycia? Malowania?
Uśmiechnęła się delikatnie. Nigdy nie słuchała głosów w swojej głowie. Ignorowała je. Miała swój własny świat i pełne prawo by z niego korzystać. Nie czuła się wyróżniona na tle tej cywilizacji. Po prostu zajmowała się tym co lubi. Akurat się zdarzyło, że świat ją lubił i w związku z tym mogła się tym parać. W innej bajce maszyna do szycia, farby... Byłyby nieosiągalne. Może musiałaby w wakacje pracować zamiast zwiedzać inne kraje. Ale ona urodziła się jako jedna z córek Ministra Magii... I miała wszystko na pstryk. Uśmiechała się do innych, a ludzie dziękowali za uśmiechy. Pomimo to nie była próżna. Mogła dzięki temu egzystować w swoim małym światku pełnym wielu odcieni jej ulubionego koloru.
Teraz przypatrywała się twarzy Raphaela. Wszak zaczął odpowiadać na jej arcy trudne pytanie. Uwielbiała takie zadawać. Budziły rozbawienie. Albo rozmówca udzielał bezsensownej krótkiej odpowiedzi, albo dokładał do tego własną historię. I takie wieczory Math kochała najbardziej. Kiedy siadała obok zmęczonej matki z Gilbertem i pytali ją chociażby oto jak dzisiaj pachniało pranie. Czasem wyrzucała ich spać zmęczona ciągłą gadaniną, lecz kiedy miała humor uwielbiała im opowiadać o takich drobnostkach. Może dlatego Mathilde jest zakochana w drobnostkach.
Nigdy się nie zastanawiała czy kiedyś mogłaby wystąpić w roli żony, matki czy kogoś tam poważnego. Pasowała jej rola córki. Uważała, że jest za mało odpowiedzialna, żeby sprawować jakąś taką ważną funkcję. Choć przypuszczała, że jeśli dziecku poświeciłaby tyle uwagi, co szytym sukienkom, dziecko byłoby najważniejszą gwiazdeczką na świecie.
- Ojej. Naprawdę? - Wtrąciła z niedowierzaniem, a kiedy wspomniał o kakao natychmiast ścisnęła swój kubeczek i przygarnęła go do siebie. Bacznie ją obserwował, wiele już zobaczył, lecz wciąż jeszcze miał po co prowadzić obserwacje. Dziewczyna pociągnęła łyk z kubeczka i odstawiła go grzeczni na stolik.
- Hm. No tak. Zdrada nie wchodzi w grę. - Pomachała głową na znak, że rozumie powagę sytuacji, a potem słuchała dalej. - Ach. A czy jako żona będę mogła widywać się z innymi ludźmi? Nie uwzględniłeś tego. - Zauważyła. Niby żartowała, lecz śmiesznie było poprawić taką poważną rozmowę na niby. Gdyby ktoś ich teraz usłyszał wziąłby ich za wariatów. Kto wie, może nawet miałby rację.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Paryż
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 790
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6354-raphael-theodore-de-nevers#178291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6355-ekscentryk-i-marzyciel#178298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6356-ludzie-listy-pisza#178305
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7207-raphael-theodore-de-nevers#204480




Moderator






PisanieTemat: Re: Kolorowa Kawiarnia   Pią Sie 09 2013, 22:01

Tak, Raphael też miał w życiu raczej łatwo. Szczęśliwe, dostatnie dzieciństwo, stabilna sytuacja rodzinna, potem magiczne zdolności, z którymi jego rodzice jakoś się pogodzili... Sielanka. Warunki wprost wymarzone do tworzenia, chociaż Raphael naprawdę nie zwracał uwagi na takie drobiazgi. Grunt, żeby miał na kawę, papierosy i tony papieru do rękopisów, wszystko inne nie było tak istotne. Mógł czuć się fantastycznie w towarzystwie znajomych, pijąc najgorszego jabola, mógł umierać z nudów przy Don Perignonie. Prawdę mówiąc fakt, czy jadł akurat kawior czy kebaba był mu doskonale obojętny, oczywiście dopóki chodziło wyłącznie o jego żołądek, a nie o konieczność poznania smaku konkretnego specjału, by odpowiednio realistycznie opisać jego smak. Zresztą on często w ogóle zapominał o rzeczach tak przyziemnych jak jedzenie, zwłaszcza gdy wpadał w twórczy szał. Kiedy był na etapie zbierania materiałów- owszem, dobre espresso, croissant, de volaille, filet Mignon były czymś miłym i z pewnością godnym polecenia, ale mógł się bez nich obejść. Kiedy pisał- takie drobiazgi jak sen, czy jedzenie nie miały znaczenia. Żył w swoim świecie, nie musiał zarabiać ani martwić się, czy jego młodsza siostra nie przymiera głodem, więc mógł w pełni poświęcić się największej pasji swojego życia- tworzeniu.
Merlinie- Raphael ojcem? Nigdy w życiu, jemu taki projekt nawet do głowy nie przyszedł! Owszem, lubił dzieci, bo ich fantazja była niczym nieujarzmiona, dzika i fascynująca, skojarzenia niezwykłe, jeszcze niewtłoczone w ramy cywilizacyjne, ale żeby mieć coś takiego na własność? Pieluchy, kolki i herbatki koperkowe we wczesnym stadium, a potem kapryszenie, bałaganienie i hałasowanie? Mon Dieu! Gdyby jakieś dziecię ośmieliłoby się spłoszyć mu natchnienie, z pewnością zamknąłby je na balkonie, niezależnie czy lato, czy zima.
Ha, z tym kakao trafił w dziesiątkę. Nie odpowiedział, tylko pokiwał z przekonaniem głową. Och, żeby małżeństwo polegało głównie na piciu kakao, świat byłby pięknym miejscem!
- Oczywiście, że będziesz mogła! Po to są obrączki- żeby wypuszczać współmałżonka z domu bez obawy, że ktoś uzna go za wolnego i sobie przywłaszczy! Chociaż oczywiście byłoby dobrze, gdybyś unikała przystojnych brunetów... zdradzę ci w sekrecie, że potrafią być bardzo niebezpieczni dla mężów, a tego byś chyba nie chciała...?- spojrzał na nią z udawaną nieufnością.- No dobrze, a jak ty to widzisz?
Rzeczywiście, para nieszkodliwych wariatów. Ale to urocze...!

______________________


I put a spell on you 'cause you're mine
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Dania, Kopenhaga
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 510
  Liczba postów : 1383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6313-mathilde-olivia-villadsen#177625
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6324-zagraj-ze-mna-na-pianinie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6376-poprosze-najladniejsza-pocztowke#179438
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7164-mathilde-olivia-villadsen#204301




Gracz






PisanieTemat: Re: Kolorowa Kawiarnia   Wto Sie 13 2013, 00:10

Math słuchała Raphaela z uwagą. Zwykle gdy pojawiała się w kawiarni ze swoim rodzeństwem, zwykła czasem z nudów przysłuchiwać się rozmowom osób siedzących obok. Czasem mieli kłopoty, a miejsce publiczne pomagało im opanować nerwy. Czasem w takich kawiarniach zdarzało się bardzo wiele. Zimne lody rozpuszczały się zbyt szybko i nie miały już przyjemnego smaku. Czułe spojrzenia innych siedzących przyprawiały Cię o wrażenie, że przerywasz jakieś intymne spotkanie. I choć byli tu inni, oni chyba uważali, że są jedyni. Ale zamknięci u siebie. Może właśnie tak teraz czuła się Mathilde... Zamknięta u siebie. Może ktoś, jak kiedyś ona, prowadził skrupulatne obserwacje i doceniał każdy jej ruch, uśmiech. A było ich wiele. Raphael zwyczajnie ją rozbawiał. Uśmiechała się niewinnie przymykając często powieki, gdy rzęsy rozkładały się jak wachlarz. Całkiem uroczo.
- Och, zdecydowanie muszę przemyśleć Twoją propozycję. - Odparła przyciągając do siebie kubek i żałując, że czas dobiega końca, że musi biec dalej, że nie ma nic co by ją zatrzymało tutaj na zawsze. Bo chciałaby tego. Tak wiele obowiązków ze świata dorosłych chciało ją wyrywać z tego dziecięcego świata. I pewnie dlatego powoli wstała naciągając na ramiona różany sweterek. Grzecznie pożegnała się z Raphaleem i dygnęła przed nim jak na prawdziwą Francuzkę. Pozostawiła mu serwetkowy strój baletnic i jeszcze jedną serwetkę z napisem: "kocham Paryż - Math". Czy oby to była zachęta? Może drobne zaproszenie? A może zwykła informacja.

[zt x2]

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 26
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 620
Dodatkowo : metamorfomag
  Liczba postów : 1718
http://czarodzieje.my-rpg.com/t171-cassandra-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6690-thanks-for-loving-me#189323
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4274-cass




Gracz






PisanieTemat: Re: Kolorowa Kawiarnia   Nie Wrz 15 2013, 18:48

Czy łatwo jest zaczynać wszystko od nowa? Cassandra winna wstać rano, nakarmić dziecko i pomyśleć sobie, że od dnia dzisiejszego każdy element będzie obcy. Rozsypało się wiele znajomości. W zasadzie kiedy możemy mówić o kimś per: nieznajomy? Ile potrzeba kłótni albo niewypowiedzianych słów? Chciała nauczyć się organizować swoje życie. Mogłaby nadać mu trochę stabilności, nudy. I tu na pewno w myślach nie pojawił się pomysł na kolejnego męża. Czy jej relacje zawsze musiały kończyć się wielką dramaturgią? Cassandra posiadała niesamowitą umiejętność wyobrażania sobie zbyt wiele. Zakochiwała się we własnych fantazjach, a potem pojawiał się zawód, z którego trudno było jej wyjść. Czy są na to jakieś eliksiry?
To wszystko pewnie miałoby większy sens, gdyby nie przebijający się przez ścianę płacz dziecka. Siedziała przy biurku, sprawdzając wypracowania, które nie miały sensu, gdy w głowie Cassandry wirowały myśli. Skreśliła kartkę, przeklinając cicho. Kto wymyślił te głupoty? Odsunęła kartki na bok. Przez przypadek przycięła sobie skórę, automatycznie uniosła palec do ust, zaczynając go lekko ssać.
Dziecko, dziecko, czy ono było jej do szczęścia potrzebne? Każdy dzień przypominał obóz survivalowy. Nie było wiadome, czy się przeżyje. Bała się, że będzie złą matką. Ile razy można było szeptać do dziecka bajki? Kiedy powinna powiedzieć, że Oli nigdy nie pozna swojego ojca? Cassandra sama nie wiedziała, czy dobrze robi. Co jeśli powinna zadbać o kontakt z Casperem?
I stop.
Malec spojrzał na nią błękitnymi oczami i pierwszy raz się uśmiechnął. Cassandra nie odczuła tego osobiście. Dzisiaj miała ochotę usiąść, płakać oraz pić tanie wino. Nieznacznie, mało szczerze, uśmiechnęła się do Olivera, biorąc go na ręce.
- Hej, maluchu, będziesz chociaż trochę do mnie podobny? Lepiej nie, rodziców to masz wystarczająco pokręconych… – szepnęła. Głos jej drżał tak samo jak dłonie. Zawsze to czuła, gdy podnosiła dziecko. Każdego dnia bała się, że je straci. I każdego dnia też modliła się o stratę. Czy nie było w niej za dużo sprzeczności i wątpliwości? Spakowała go do wózka, pytając samej siebie: czego Ty w ogóle chcesz? Cassandra nie potrafiła się podnieść. Samotne wychowywanie niemowlaka i anoreksja wyniszczały ją od środka do tego stopnia, że zaczęła wierzyć, iż stała się bezduszna. Nie chciała ani przyjaźni ani miłości. Liczyło się to co jest tu i teraz. Co jeśli nie podniesie się z tego? Czy Oliver chciałby mieć matkę hipiskę? Już miał ją mocno wyluzowaną…
Każdego dnia jak wychodziła ze swojego gabinetu bała się, że spotka kogoś ze sfory Caspera albo nie daj boże Morpheusa. Naprawdę, powinna podpisać kontakt z diabłem, że nigdy w życiu nie zwiąże się z facetem. Koniec ze związkami. Błoto na dworze wcale nie pomagało jej z prowadzeniem wózka. Cassandra zdążyła przytyć już co nieco, lecz nadal była za szczupła. Chucherko z dzieckiem – przekomiczny widok.
Na szczęście Kolorowa Kawiarnia wcale nie znajdowała się daleko od Hogwartu. Do niej prowadziła już ładna ścieżka ozdobiona kostką. O wiele łatwiej prowadziło się wózek. Po drodze tylko skoczyła do domu, w którym zamieszkał Chuck Lancaster, starszy brat. To właśnie mu lub jego żonie (o zgrozo kiedy wzięli ślub) zostawiała dziecko. Małżeństwo miało też już swojego potomka nieznacznie starszego od Olivera więc mogli wbrew pozorom się razem bawić. Chuck był jedynym przykładem mężczyzny dla syna Cassandry. Czy był to dobry wzorzec? Nie sądzę.
Gdy już nie musiała pchać wózka, włożyła swoje dłonie do jagodowego płaszcza. Umówiła się z Charlotte, chociaż nie zbyt miała ochotę na towarzystwo. Podczas tej krótkiej drogi powtarzała sobie, że troski powinna odłożyć na bok i nie przejmować się. Dlaczego nie mogłaby po prostu zacząć żyć?
Weszła do środka, rozglądając się po wnętrzu. Nie widziała jeszcze Lotty. Nie była to knajpa dla arystokracji, nie chciała jednak zabierać przyjaciółki do Londynu. Byłyby jeszcze na językach. Kawiarnia wieczorami zamieniała się w mały pub. Przebywało tu o wiele spokojniejsze towarzystwo niż w Gospodzie Pod Świńskim Łbem. W dodatku kolory dodawały trochę otuchy. Cassandra nawet się uśmiechnęła. Zajęła miejsce pod oknami, zerkając na ulice pogrążoną w jesieni. Deszcz kojarzył jej się tylko z jedną osobą. Ależ nastały melancholijne czasy!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Kolorowa Kawiarnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 11Idź do strony : 1, 2, 3 ... 9, 10, 11  Next

 Similar topics

-
» Kolorowa Kawiarnia
» Kawiarnia Solace
» Kawiarnia Lacciato
» Kawiarnia
» Kawiarnia 'Petit Appetite'

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
-