IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Pub Jazzowy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Bentham
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 266
  Liczba postów : 240
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4899-drake-bennett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4900-niezla-draka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4902-drastyczna-poczta




Gracz






PisanieTemat: Pub Jazzowy   Czw Maj 23 2013, 11:18


Pub Jazzowy

Jesteś fanem stylowo urządzonych lokali? A może jazz jest Twoim ulubionym rodzajem muzyki? Lubisz posłuchać muzyki na żywo? Pub Jazzowy zaprasza! Codziennie od 18 występy okolicznej kapeli jazzowej umilą Ci spotkanie w gronie przyjaciół, a miła i profesjonalna obsługa zadba o to, by na Twoim stoliku nie zabrakło trunków!

Piwo kremowe
Ajerkoniak
Miętowy Memortek
Smocza Krew
Dymiące Piwo Simisona
Absynt
Beetle Berry Whiskey
Rum porzeczkowy
Wino z czarnego bzu
Sherry
Łzy Morgany le Fay
Rdestowy Miód

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Dallas
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 326
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 379
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3778-jiro-izo-moore
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5554-i-dziro-tez#160904
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5555-zla-sowa#160908




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Pon Cze 10 2013, 21:41

Jak smutno. Biedny, biedny Jiro. Wciąż chyba się nie pozbierał i wmawiał wszystkim, że jest tylko chory, że to nic takiego. A tak naprawdę chciało mu się płakać. I chętnie wsparłby się na czyimś ramieniu. Ale przecież mężczyźni nie płaczą! Tak nie wolno. A smutki można zatopić w alkoholu. Takie właśnie zdania był Jiro, gdy któregoś pięknego wieczora postanowił wyjść na "jednego" drinka. Wiedział dobrze, że na jednym się nie skończy i będzie musiał czołgać się z powrotem do Zamku, ale w tamtej chwili nie było to ważne.
Narzucił na grzbiet cienką kurtkę, gdyż wieczory były jeszcze z reguły dość chłodne i wsunął na nogi buty, po czym wręcz w podskokach udał się w stronę Hogsmead. Długo rozglądał się za jakimś tanim, opustoszałym barem lub innym pubem. Nie chciał natknąć się na kogoś ze szkoły, a i patrzenie na gruchające parki chyba nie sprawiłoby mu radości. A pomyśleć, że w jednym z takich barów mógł siedzieć wraz z Ellie! Ona była taka grzeczna i słodka, ale Jiro był wręcz pewny, że dałaby się namówić na piwo kremowe w najbardziej obskurnej melinie na świecie. I piliby razem, śmialiby się i gadali całą noc. Fajnie mieć marzenia.
Pub jazzowy wydał mu się odpowiednim miejscem, do tego by upić się w samotności i ostatecznie (taki miał plan) wybić sobie z głowy Ellie. To ten wielki dzień! Dzisiaj, moi państwo, Jiro Izo Moore kończy z użalaniem się nad sobą.
Siadł przy barze i zamówił jedną kolejkę. Potem drugą. I następną. Aż zaczęło mu przyjemnie szumieć w głowie, a barman jakoś rozpływał mu się przed oczyma. Tak było w porządku. Taaak... W porządku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 30
  Liczba postów : 30




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Wto Cze 11 2013, 12:31

Kto by powiedział, ze Frans znajdzie się w pubie jazzowym? Nie jego muzyka, nie jego klimaty. Ogółem to od początku gardził barami, pubami i takimi tam, twierdził, że jak komuś zależy na tym, aby się uchlać, powinien zrobic to w domu tudzież w pokoju, aby nie obarczać nikogo swoja, upita osoba. No, ewentualnie na imprezie, w jakimś klubie, gdzie można dodatkowo potańczyć, a ochroniarze wyrzucają zezgonowane osoby przed wejście i ich nie pilnują. Tak, to bylo najlepsze. Także, dlaczego Francisco naraz znalazł się wieczorem w pubie jazzowym? Może intuicja, może szosty zmysł, który posiadaja kobiety i geje. Może. A może po prostu chęć schowania się na moment w cieplym pomieszczeniu, kiedy szlo się tylko w cienkim ubraniu, a na zewnątrz robiło się chlodniej i zaczął kropić deszcz? Zapewne kieliszek whisky bądź jakiejs dobrej nalewki, nie wiem, ratafii na przykład, rozgrzeje go na tyle, aby wrócić do Zamku ze swojej małej wycieczki po Hogsmead. Wszedł dziarskim krokiem, nie spoglądając nawet na iosoby wokół, które zapewne byly tak pijane, że nie ogarniają czy to realne życie czy sen. Usiadł przy barze i zamówił wspomniane whisky, bujając się na barowym krześle.
W oczekiwaniu na zamowienie zaczął przyglądać się ludziom. Przeważali mężczyzni, część duzo starsza od niego. Większość grala w karty i krzyczała do siebie przekleństwa. Było też parę przystojnych kolesi, za których Frans mogłby się brać. Nawet chłopak, który siedział przy barze, obok niego, z profilu zdawał się byc przystojny. I znajomy. Przyglądnął mu się i gdy ten delikatnie odchylił głowe w jego stronę, Shadow poczul, jak obiad wywraca mu się w żołądku.
- Znowu ty?- Krzyknął do niego z grymasem na twarzy. Szczęście, że własnie barman przyniósl mu jego zamówienie, także Shadow wybił duszkiem whisky i zamówił następne, bo stwierdził, że potrzebuje czegoś silniejszego. Co było z Jiro nie tak, ze ciągle się spotykali?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Dallas
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 326
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 379
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3778-jiro-izo-moore
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5554-i-dziro-tez#160904
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5555-zla-sowa#160908




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Wto Cze 11 2013, 13:43

W Zamku? To tak nieładnie. Poza tym tam nie można było pić. Nauczyciele trzymali rygor, ale i tak większość studentów nic sobie z tego nie robiła i łamała zakaz regularnie, na różnego rodzaju imprezach. Jiro wolał jednak nie ryzykować, zwłaszcza tak bez okazji i w samotności, że zostanie przyłapany. Wizja szlabanu jakoś mu się nie uśmiechała. Dlatego właśnie przyczłapał tutaj, w nadziei, że alkohol faktycznie okaże się pomocny.
I znowu pudło. Czy ktoś sobie z niego żartował? A może to właśnie sprawka alkoholu? Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że, jakby spod ziemi, wyrósł przed nim Frans? Rety, czy ten chłopak zawsze musi pojawiać się, gdy Jiro najmniej tego pragnie? To znaczy, pfff, jakby w ogóle chciał go oglądać.
-Wiesz...- mruknął, przesuwając palcem po krawędzi szklanki. -Ja tu byłem pierwszy- dokończył, jakby to wszystko tłumaczyło po czym zamówił niemrawym tonem głosu kolejną szklankę. Barman patrzył na niego dziwnie już dwie kolejki temu, ale nic nie mówił, za co Jiro był mu wdzięczny. Zapytał jedynie "dziewczyna?", a Gryfon przytaknął, choć w innych okolicznościach na pewno kazałby mu zostawić się w spokoju.
-Chcę się nad sobą poużalać- stwierdził cicho, opierając czoło na ramieniu Fransa. -Na chwilę... -dodał, równie cicho i mało wyraźnie. To ten alkohol. Tak, to na pewno musi być to. Nie myślał trzeźwo. Rety, on nawet nie był w stanie teraz wstać. -Chciałem się upić żeby zapomnieć o takiej jednej... Rzuciła mnie. Tak myślę. Zasłużyłem... na to. No ale... kochałem ją. Dziewczyny są... zbyt wymagające.
ALKOHOL.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 30
  Liczba postów : 30




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Wto Cze 11 2013, 14:16

Hmn, dla Francy raczej przepisy i regulaminy nie stanowiły bodźca hamującego. Zasady są po to, aby je łamać, chyba proste, co nie? Przynajmniej takie było motto Francisco. Zawsze można było znaleźć sobie albo usprawiedliwienie albo dobrą miejscowkę. Przecież nie trzeba było pić w Zamku, ale na terenie Hogwartu, aby nie było cos nie tak. No i duzo zapewne zależało od tego, kto by cię złapał. Ale, z drugiej strony, co by ci zrobili? Chyba nie wyrzucają za takie cos. Co, rąbnęliby ci jakies ujemne punkty? A co do tego to, who cares? Przynajmniej Frans miał takie podejście. Punkty tylko były wyścigiem szczurów i zaostrzaniem atmosfery wśród uczniów.
- Co nie tłumaczy tego, że non stop jestes tam gdzie ja.- Mruknał zrezygnowany. - Pierwszy, nie-pierwszy. I tak sam nie wrócisz do Zamku. Nareszcie! Może tu zostaniesz i już więcej nie wejdziesz mi w drogę.- Przewrocil oczami. Nawet spodobała mu sie ta wizja.
A gdyby tak...? Hm, w sumie niezły pomysł, skoro Jiro i tak jest zalany i dodatkowo zaczyna sie kleić.
- Dziewczyny nie zasluguja na takich facetów jak my.- Palnał bez zastanowienia. Czy on własnie powiedział, że oni w dwojkę są ponadto? Bo co do siebie nie mial takie wątpliwości, ale swoimi słowami porównal siebie do Jiro. Tylko nie wiedział czy siebie poniżył czy jego wywyższył. No, ale skoro już w to wszedl to musiał brnąć.
- Dlatego... jestem zdania, że dwójka facetów lepiej się dogaduje. Ci przynajmniej nie łamią sobie serc. W razie rozstania załatwiają sprawę po męsku, bez emocji. - Stwierdził gładząc Jiro po policzku. Co mu szkodzi? Chlopak i tak rano nic nie będzie pamiętał, a Frans może coś zyskać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Dallas
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 326
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 379
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3778-jiro-izo-moore
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5554-i-dziro-tez#160904
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5555-zla-sowa#160908




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Wto Cze 11 2013, 14:46

Niby tak. I Jiro też wyznawał taką zasadę. Tylko, że... Jakoś tak mu się nie chciało pić w towarzystwie. Bo co jakby go wyrzucili? Gryfon nie miał pojęcia, czy takie przewinienie jest karane tylko odjęciem punktów, czy może czymś więcej i jakoś nie kusiło go, by to sprawdzić. Jego ojciec wpadłby w szał, gdyby się dowiedział, że JEGO syn został wyrzucony ze szkoły. Na pewno wykłócałby się z dyrektorem, a na koniec sprał Jiro porządnie.
-Tia... moooże- burknął, wciąż wsparty na jego ramieniu. Miał ochotę zamówić jeszcze jednego drinka, a potem następnego, ale nie był w stanie. Poza tym nie chciało mu się nawet podnosić głowy, bo czuł, że gdyby tylko to zrobił, zaraz zwróciłby śniadanie, obiad i te drinki na podłogę. Mało kusząca wizja.
-Pieprzysz... A co z tą... twoja laska. Co z nią?- spojrzał na niego kątem oka i chyba dopiero wtedy uświadomił sobie, co właściwie robi. O rany. Przecież to Frans. A on mu się tak po prostu zwierza. I nawet go dotyka. A co ważniejsze- Frans mu na to pozwala.
-Gejuch- skomentował jedynie i nawet zaśmiał się cicho, czując jego dłoń na swoim policzku. To było całkiem miłe. Bardziej niż całkiem. To było cholernie miłe.
-Czyli, że co... że faceci nie mogą się kochać?- zapytał, wtulając twarz w jego ramię, troszkę naburmuszony. Ohoho, czyżby Jiro stawał w obronie biednych i uciśnionych? Coś w tym stylu. -Że faceci nie mają uczuć? Założę się... założę, że pierwszy złamie tobie serce. Na... pewno- powiedział, wyciągając do niego lewą dłoń, prawą trzymając się oparcia jego krzesełka i wciąż przytulając się do jego boku. -Przegrany zostanie ze złamanym sercem.
Ależ to odkrywcze!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 30
  Liczba postów : 30




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Wto Cze 11 2013, 15:39

No, skoro nie miał takiego towarzystwa, które wyznawalo zasadę "pijemy bez zbędnych pytań" to w sumie racja, że tutaj przyszedł.
Frans zamówił sobie jeszcze ze trzy kolejki, bo skoro mieli rozmawiać to stwierdził, że lepiej, żeby i on nie za wiele pamiętał.
I Francisco zapewne kiedyś sprawdzi jak to jest pić w Zamku. Jakoś nie wierzył, że można za to wylecieć. To było za banalne. Tak myślał.
- Jaką dziewcz....?- Po raz kolejny miał taką reakcje. Po raz kolejny Jiro wyjeżdżał z tekstem o Zoe, a Frans za późno się orientował o co chodzi. - A, Zo... a co ma z nią być? - zapytał, bo nie do końca rozumial. Zacmienie ? A może alkohol? A Zoe żyje i ma się dobrze.
Chłopak zignorował wyzwisko jednak jeśli Jiro zamierza to powtórzyc, Shadow zapewne go nie oszczędzi. Nienawidził tego, nienawidził jak ludzie uważali gejow za podgatunek.
- Mogą... mają uczucia.- Mimo poprzednich słów, Frans nagle przypominał sobie uczucie, jakie towarzyszyło mu przy kończeniu burzliwego i krótkotrwałego romansu z Pernillem. Nie wyszedł im związek na zdrowie, a już na pewno nie wychodziła im na zdrowie ich terazniejsza relacja. Jednak pamiętał jaki chodził przybity po zerwaniu. Nawet teraz spojrzał na Jiro ze współczuciem. I nie zabrał ręki, a zaczął wodzic swoimi paznokcami po karku chłopaka. Pamiętał, jak to bardzo podniecalo Pernilla.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Dallas
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 326
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 379
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3778-jiro-izo-moore
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5554-i-dziro-tez#160904
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5555-zla-sowa#160908




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Wto Cze 11 2013, 15:52

Nie chodziło o to, że Jiro uważał gejów za podgatunek. On po prostu do niedawna był przekonany, że jest całkowicie hetero. No, ale już nie był tego taki pewny. Ale nawet to nie zmieniało faktu, że nie wyobrażał sobie poważnego związku z drugim facetem. Po co w ogóle pakować się w coś takiego? Skoro nie można mieć dzieci, hucznego wesela, wnuków to po co to wszystko? Nie rozumiał, jak facet może kochać drugiego faceta. Przecież to nie miało żadnego sensu. Przynajmniej według Jiro.
-No nie wiem... myślałem, że z nią jesteś. Nie powinieneś teraz siedzieć z nią i no ten... no, być z nią? Czy coś?- zapytał, opuszczając tą swoją biedna lewą dłoń, która nie została uściśnięta (!) na kolano Ślizgona. Właściwie to ona sama tam opadła. Widocznie i ona była już pijana.
-Pewnie nie... będzie szczęśliwa, jak się dowie, że ty tu ze mną, ten tego... Że się upijasz. Nieładnie- bąknął i drgnął lekko, gdy chłopak dotknął jego szyi. Nie tyle go to podnieciło, co bardzo zaskoczyło i trochę... przeraziło. Ale mimo wszystko, nie odsunął się. Lepiej trzymać głowę na ramieniu Ślizgona niż na tym brudnym barze.
-A ty? Masz uczucia? Boisz się, że przegrasz?- wciąż gadał, jak najęty, trochę bez składu i laku, ale co tam. -Na pewno... jestem od ciebie lepszy. We wszystkim- czknął cicho, po czym przytulił się do niego jeszcze mocniej, teraz przenosząc głowę na jego pierś.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 30
  Liczba postów : 30




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Pią Cze 14 2013, 00:26

To w takim razie Jiro jeszcze zupełnie nie znał życia. A przynajmniej nie TEGO życia. Francisco mogłby mu pokazać. Jakby chciał. I tak, zdecydowanie istnieje coś takiego jak miłość faceta do faceta. Jednak, nie jest to łatwa miłość, bo faceci zazwyczaj są uparci i zaborczy.  No i ich kłótnie wyglądają nieco inaczej niż kłótnie w standardowym związku. Jednak, nie kryjmy, że faceci, którzy są razem, raczej prowadzą względnie spokojne i zgodne życie. Mówię względnie, bo zawsze są różne sytuacje, ale taka prawda. 
Można mieć dzieci, można mieć huczne wesele. Gej też człowiek, ma takie same prawa, a przynajmniej powinien mieć, jak zwykły heteryk.
- Nie... nie. Zdecydowanie nie. Jest już dużą dziewczynką, poradzi sobie sama.- Pokiwał głową i o dziwo nie strącił dłoni Gryfona. Niech sobie tam leży, nie jest niebezpieczna. Raczej. Jakby tylko spróbował nią coś zrobić, Frans na pewno by zareagowal i to ostro. Chociaż...
- Czego nagle zacząłeś się nią przejmować?- Zapytał wprost, bo zaczął odczuwać to jako czepianie się Zoe. Jakby jeszcze był powód... Ale takiego nie było.
- Ja... ja nie wiem.- Wtrącił mu, zastanawiając się. Czy Jiro mówił wlaśnie o strachu oprzed związkiem, miłością i zaagnażowaniem? Jeśli tak, to miał rację. - Czy to ci podniosło samooocene?- Zapytał chłodno, ale spokojnie. Nienawidził jak ktoś się wywyższał. A juuż na pewno jak ktoś się wywyższał, poniżając jego osobę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Dallas
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 326
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 379
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3778-jiro-izo-moore
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5554-i-dziro-tez#160904
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5555-zla-sowa#160908




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Pią Cze 14 2013, 13:29

Może nie znał, faktycznie. Bo do tej pory nie był w żadnym związku z chłopakiem. Może od czasu Lizarda niektórzy mu się podobali; oglądał się za kolesiem w szortach na ulicy, uśmiechał się do sprzedawcy w księgarni, ale nigdy nie było to nic poważnego. No bo... jakoś tak dziwnie mu było na samą myśl, że miałby się z którymś związać. Ale zawsze musi być ten pierwszy raz. 
-Jesteś okropnym chłopakiem. Skoro zostawiasz taką dziewczynę- burknął, ocierając nos o przód jego bluzki. Och, Jiro, jakie to seksowne! -Ja na jej miejscu bym się obraził- dodał jeszcze, podnosząc na niego wzrok. Uśmiechał się szeroko, zupełnie głupkowato. Chyba dawno się tak nie uśmiechał, bo szczęka zaczęła go boleć. I nieważne, czy to przez alkohol, Fransa, czy jedno i drugie. 
Ale z boku zapewne wyglądają, jak para. I Jiro wcale to nie przeszkadza. Przynajmniej dzisiaj. 
-Masz uczucia- zapewnił go spokojnie, wciąż obejmując go ramionami. Oparł brodę na ramieniu Ślizgona i przymknął oczy. -Chyba... upiłem się. Odprowadź mnie. Proszę. Albo nie. Lepiej mnie pocałuj. W sumie... to skoro jesteś gejem, to powinieneś się na mnie rzucić, co nie? I zgwałcić. Niee... ja nie pozwolę się zgwałcić. W ogóle... to jak to jest? No wiesz, z facetem. Nigdy tego nie robiłem. Nie z facetem. Kto był twoim pierwszym? To był twój chłopak... A co z... no, z Zoe. Bo jak wolisz chłopaków to wiesz, ona nie jest chłopakiem. Chyba. Ja tam nie wiem. Ale nie wygląda. To jak to jest z tobą? Wolisz mnie, czy Zoe?
Dopiero teraz się zamknął. Zaschło mu w ustach i na oślep zaczął szukać szklanki, ale wszystkie były puste, a nie miał już siły otwierać buzi, by prosić o kolejną kolejkę. Poza tym, coś czuł, że jeszcze jedna a padnie na miejscu. Chyba naprawdę nie warto topić smutków w alkoholu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 30
  Liczba postów : 30




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Wto Cze 18 2013, 17:10

Frans był w związku. Jednym, drugim, trzecim. Ale chyba tylko jeden był tak na serio. I jeden mu jak na razie wystarczył. Teraz bawiły go romanse i flirty. I to mu na razie wystarczyło. Nie chciał się angażować. Wolał się bawić i hulac. Za bardzo bolały go poranione serca po związkach na poważnie. Po związkach na niby już nic nie bolalo. A wręcz przeciwnie. 
- Nie zostawiam jej przecież.- Zbuntował się przewracając oczami. Zawsze mogła na niego liczyć, także jej nie zostawiał. - Na szczęście nie jest taka jak ty.- Odrzekł odsuwając się lekko, bo jednak nie bawiła go osmarkana koszulka.
To zdanie Gryfona, że ma uczucia, sprawiło, że Frans uśmiechnął się lekko. Tak, podniosło mu to samoocenę. Nie wiedział do końca czy ma uczucia, ale sporo inni tak twierdzą? Na przykład upity Jiro?
- Zdecydowanie jesteś spity.- Potwierdził i odczekał, aż Jiro skończy swoją litanię. - Jednak skuszę się bardziej na odprowadzenie cię. Zoe.. chłopak... był chłopak. Nawet jeden w Hogwarcie. - Stwierdził, bo fakt to fakt. Później uśmiechnął się lekko. - Nie wiesz jak to jest z facetem, huh? A.. może chcesz spróbowac?- Zapytał wprost. Wiedział, że chłopak może się nawet zgodzić, bo i tak był nieźle spity. Zauważył, że chłopak szuka czegoś do picia. Zamówił mu zwykłą wodę i podał ją Jiro.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Dallas
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 326
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 379
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3778-jiro-izo-moore
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5554-i-dziro-tez#160904
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5555-zla-sowa#160908




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Wto Cze 18 2013, 19:10

Z kobietami to co innego. Jiro wyrwał nawet nauczycielkę! Kól, nie? I jeszcze bardziej kól, że nikt się o tym nie dowiedział, bo wtedy i ona i on zostali by zapewne wywaleni ze szkoły. Miał też dwie dziewczyny, które były naprawdę urocze i fajne, a potem był z Ellie. No, tak jakby... bo to pogmatwane. 
-No. Masz szczęście- przytaknął. No ba, że na miejscu Zoe by się wkurzył. On lubił mieć drugą osobę na własność. Lubił świadomość, że nikt inny nie zna tej osoby tak dobrze, jak on, że nikt nie widzi tylu jej uroczych twarzy i był strasznie zaborczy, jeśli ktoś kradł przeznaczony dla nich czas. Romantyczny Jiro!
-Czuję się zazdrosny. Kim był ten chłopak?- burknął, unosząc na niego spojrzenie ciemnych oczy i wydymając wargi, jak niezadowolone dziecko. Och, jaki rozkoszniutki widoczek. -Pff- prychnął mu prostu w twarz i założył ramiona na piersi, demonstrując tych samym swoje "obrażalstwo". -Ja już się całowałem. Nawet z facetem. Był taki jeden. Rety. Zrobił ze mnie jakiegoś homo- położył głowę na blacie baru i uderzył nią lekko, kilkakrotnie. Potem na oślep sięgnął po szklankę z wodą, omal jej nie rozbijając i przyciągnął do swojej czupryny, która wciąż spoczywała na barze. Minęła chwila, nim ją podniósł i znów spojrzał na Ślizgona. 
To były sekundy, dosłownie, a Jiro już dobierał się do chłopaka. Dobra, dobierał się to złe określenie. Zacisnął obie dłonie na skraju swojego krzesełka i wychylił się w stronę Fransa, całując go dość nieśmiało i raczej powoli. Chyba troszkę wyszedł z wprawy, ale co tam. Może Ślizgon tego nie zauważy?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 30
  Liczba postów : 30




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Sro Cze 19 2013, 01:52

Kobiety tylko i wyłącznie raniły i myslały, że zrobią sobie z faceta chłopca na posyłki i żywy wibrator. Z facetami było inaczej. Owszem, w związku z facetem ważniejszy był chyba seks niż w związku z kobietą, ale facet przynajmniej nie wykorzystywał drugiego i nie owijal sobie jego wokół palca. Nie miał być na każde zawołanie i pstryknięcie palcem.  Nie miał spełniać tysiąca zachcianek. Miał motywować do pracy.
Kiwnął tylko głową na jego słowa. Nie zamierzał się kłócic, bo Zoe nie była nawet jego dziewczyną czy kochanją. A przyjaciółką, grunt to umieć rozróżniać obie kwestie.
- Zazdrosny?- Spojrzał podejrzliwie. - Taki jeden, jest uczniem, jestem rok od niego starszy.- _ A co, Jiro i tak nie zapamięta. Póxniej Francisco zamienił się w słuch i probował nie parsknąć śmiechem. Nie ma to jak wyczyny.
Zaskoczył go dość... niezręczny i pełen nieprofesjonalizmu pocałunek. Jednak Slizgon szybko się ogarnął i odpowiedział całkiem nieźle na to zachowanie. Nie, nie zamierzał przerywać. Dawno się nie całował, a dodatkowo wiedział, że  Jiro i tak nie będzie o niczym pamiętal. Zawsze to mogł być hak na niego. Frans nie czekał za długo. Wstał i, nie przerywając pocałunku, zaciągnął Gryfona do pubowej łazienki. Tam, blokując drzwi, przyparł go do ściany, atakując jego usta i szyję pocałunkami, a dłonią odnalazł drogę do jego spodni, a nastepnie bokserek, gdzie zacisnął swoją dłoń wokół jego męskości. Tak, Frans był napalony. Niekoniecznie na tego typa, lecz ogólnie, wstrzęmięźliwość zaczęła mu dokuczać i wiedział, że musi coś zrobić, bo jak nie, to był skazany sam sobie ulżyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Dallas
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 326
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 379
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3778-jiro-izo-moore
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5554-i-dziro-tez#160904
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5555-zla-sowa#160908




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Pon Cze 24 2013, 12:25

Nie no, nie bądźmy tacy surowi. Wszystko zależy od drugiej osoby. Przecież facet też potrafi być upierdliwy, chamski i małostkowy. Facet też może wymagać od innych, by go uwielbiali, podziwiali i byli na każde jego zawołanie. Tak, jak Jiro. Może dlatego nie wychodziło mu z żadną dziewczyną? Ale rety, nie wychodziło mu też z facetami. Bo jego serduszko wciąż krwawiło. Huhuhu. Smuteczek. 
-O ciebie? Eheś...- mruknął, wywracając oczyma i wzruszając lekko ramionami. -To trochę, jak molestowanie, co? Lubisz młodszych?- zapytał, ale i tak nie czekał na odpowiedź, bo już jego usta były zajęte czymś innym.
I wszystko było naprawdę okej, dopóki Frans nie dorwał się do jego spodni. Przez chwilę nawet do Jiro to nie docierało i pozwalał mu na to, zupełnie poddając się jego pocałunkom i sprawnym dłonią, ale w pewnym momencie oderwał się od niego i spojrzał w dół. I zamarł. Nagle też jakby wytrzeźwiał. 
-Co ty wyprawiasz?- syknął i zatoczył się lekko, próbując wydostać się z łazienki. Bezskutecznie, bo drzwi były zablokowane, a ręce Jiro wciąż drżały, jak i on sam- wszystko przez alkohol.
-Wypuść mnie- wręcz warczał i niewiele brakowało, by zaczął też pluć jadem. -Ty...- jęknął, znów się zataczając i omal nie potykając o własne nogi, jak ostatnia sierota. -Nawet nie próbuj...- nie dokończył, bo znów szarpnął za klamkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Paryż
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 790
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6354-raphael-theodore-de-nevers#178291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6355-ekscentryk-i-marzyciel#178298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6356-ludzie-listy-pisza#178305
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7207-raphael-theodore-de-nevers#204480




Moderator






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Pią Sie 02 2013, 22:03

Przesunął palcami po twarzy i zagapił się w okno, próbując zebrać myśli. Chętnie by zapalił, ale kelnerka uświadomiła mu, że to nie najlepszy pomysł, palnęła litanię na temat zdrowia, szkodliwości nałogu i potencjalnych dziur w obrusie i dywanach, więc dał sobie spokój i zapatrzył się w kufel kremowego piwa. Merlinie, jacy ci Anglicy prymitywni. Niby muzyka dobra, ale lokal zupełnie pozbawiony klasy, intymności bardziej wyrafinowanej niż kuchnia babuni, a do wyboru miał Ognistą, bourbona albo piwo kremowe. Miał fatalny humor, od kilku dni nie mógł napisać niczego, co zasługiwałoby na miano prozy. Nie. To wszystko jakaś żałosna amatorszczyzna, kompletny zastój twórczy, nie wiedział, co ze sobą zrobić.
Brak weny zawsze wyprowadzał go z równowagi, drażnił i sprawiał, że był jeszcze trudniejszy w obejściu niż zwykle. Czuł się gorzej niż gdyby odebrano mu na czas nieokreślony papierosy, niż gdyby odmówiono wszystkiego. Musiał pisać, ale nie byle jak, jak zwyczajny grafoman, który musi przelać na papier swoje uczucia. To było poniżej godności pana de Nevers. On nie skupiał się na własnych emocjach, zresztą nie doświadczał zbyt często jakichś szalonych uniesień, nie. Raphael obserwował, wyłapywał emocje innych, ich zabarwienie, sposób, w jaki je okazywali. Drgnienie kącika ust, nagłe spuszczenie wzroku, trzepotanie rzęs, muśnięcie podbródka, przygryzienie wargi. On kolekcjonował to wszystko, bez ładu i składu, zbierał obrazy zapisane w jego mózgu, by potem wkomponować je we własną opowieść, przemycić do fabuły i ożywić nimi swoje papierowe postaci.
Nerwowymi ruchami zaczął składać serwetkę, czując, że jakaś myśl jest niepokojąco bliska, a jednocześnie zbyt ulotna i niesprecyzowana, by mógł ją uchwycić. Zamarł na moment w bezruchu, po czym upił łyk piwa i zapatrzył się w okno.
Tęsknił za Paryżem. Jego ruchliwością, elegancją i swobodą. Anglicy wydawali się tacy... przaśni. Mimo że od szóstego roku życia mieszkał w tym kraju, nadal uważał Francję za swoje miejsce na ziemi, do Paryża wracał na święta i wakacje, kiedy cała rodzina de Neversów tam się przenosiła, oddychając z prawdziwą ulgą niezbyt czystym, ale jakże znajomym, paryskim powietrzem.
Miał ochotę na papierosa.

______________________


I put a spell on you 'cause you're mine
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 64
Dodatkowo : hipnoza, teleportacja
  Liczba postów : 71
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6392-grace-gabrielle-quinley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6393-dzidzi-was-kocha
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6398-mortimer




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Pią Sie 02 2013, 23:24

A Gracie za to była w wyśmienitym humorze, naprawdę. I wcale nie żałowała, że wybrała wakacje z rodziną, aniżeli wyjazd z rówieśnikami do Japonii. Może na początku trochę obawiała się tego, że wiele ją ominie, ale perspektywa dwóch miesięcy na wojażach z najbliższymi wygrała z tym, co mogło czekać ją w kraju Kwitnącej Wiśni. W Hogsmeade pojawiła się jednak kilka dni przed planowym rozpoczęciem roku szkolnego. Miała do załatwienia kilka spraw: musiała kupić brakujące podręczniki, naprawić pokiereszowaną przez lato miotłę do Qudditcha i... no tak, mieć okazje na spędzenie paru chwil bez nadzoru ani matki z ojcem, ani nauczycieli. W świetle magicznego prawa była rzecz jasna dorosła już od grudnia zeszłego roku, ale przecież to nigdy nie jest tak, że człowiek staje się pełnoletni i bam, wszyscy przestają się interesować jego poczynaniami. Dla takich Maxime i Alphonsa dalej była uroczą córeczką, w dodatku nieco zakręconą i na pewno nie taką, której można byłoby pozwolić na samodzielne życie. Ach, to mogło być trochę irytujące, ale szczerze mówiąc to Grace również nie czuła się jak ktoś, kto może mieć w każdej kwestii wolną rękę. Dzisiejszy dzień spędziła na pieczeniu imbirowych ciasteczek (kto tam się by przejął, że to raczej zimowe smaki!) i wspomnianymi zakupami ostatnich, najpotrzebniejszych rzeczy. Z wielkim rozczarowaniem przyjęła wiadomość, że jej koleżanka z domu nie da rady spotkać się w klubie jazzowym, jak to sobie przed paroma dniami zaplanowały. No i cały plan poszedł w dupę, a panna Quinley przecież nie mogła się nudzić. To nie było jej godne! Po krótkim zastanowieniu postanowiła więc z uśmiechem pomaszerować do lokalu sama z nastawieniem, że albo spotka tu kogoś znajomego, albo po prostu do kogoś zagada. Co to za problem! Weszła do środka, ubrana w najzwyklejszą, szarą bokserkę i czarne szorty niedbale związane paskiem. Rozglądnęła się bacznie po wnętrzu, szukając w garstce obecnych tu ludzi jakiejś znanej twarzy. Byleby kogoś kojarzyła! A jak nie, to najwyżej zapozna się z tym przystojnym blondynem, co to właśnie zamawiał kremowe przy barze. Spojrzenie bystrych oczek zatrzymało się jednak na jednym ze stolików, przy którym siedział... Raphael de Nevers! Uśmiechnęła się szeroko sama do siebie (jakkolwiek dziwnie by to wyglądało), bo właśnie przypomniała sobie, jak to przed wakacjami dla żartów założyła się z koleżanką, że poderwie tego wyjątkowo dziwnego chłopaka. Stało się to podczas jednej z ostatnich sobót w zamku, podczas której nie mogły opanować śmiechu, kiedy zobaczyły Puchona chcącego przyjść na jakąś lekcję w dzień wolny od zajęć. Ach, ci rozmarzeni z Hufflepuffu zawsze poprawiali jej humor. A że przez wakacje jakoś zupełnie o tym zapomniała, to teraz żwawo podeszła do chłopaka, siadając na przeciwko niego.
- No kogo my tu mamy! Może nie wiesz, ale cię znam. Nazywam się Grace. Grace Quinley i wiesz, chodzimy razem do szkoły. Mam nadzieję, że na nikogo nie czekasz albo nie masz jakiejś specjalnej potrzeby samotności, bo postanowiłam ci dzisiaj potowarzyszyć. W końcu krąg znajomych trzeba zawsze poszerzać, nie sądzisz? - mówiła ciągiem, oplatając bruneta uroczym spojrzeniem. W tym momencie podszedł do nich kelner. - Dwie ogniste poproszę! - zamówiła, aby zaraz potem znów zwrócić się do Rafałka: - Nie wiem, czy lubisz, ale jest naprawdę dobre. Jak nie masz forsy to zapłacę za nas oboje, nie ma problemu. Poza tym, jak minęły wakacje? Byłeś w Japonii? - jejku, jeśli faktycznie jest w złym humorze, to wcale nie zdziwiłaby się, gdyby popukał się w czoło i po prostu sobie poszedł. W końcu właśnie zagadała do niego jakaś nazbyt energiczna rudowłosa, którą mógł kojarzyć co najwyżej z wyglądu. Ale co tam, raz się żyje!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Paryż
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 790
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6354-raphael-theodore-de-nevers#178291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6355-ekscentryk-i-marzyciel#178298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6356-ludzie-listy-pisza#178305
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7207-raphael-theodore-de-nevers#204480




Moderator






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Sob Sie 03 2013, 11:02

Raphael miał problemy z zapamiętywaniem ludzi i twarzy. Chociaż może nie, miał problemy z łączeniem tego wszystkiego w spójną całość, z dopasowywaniem osoby, imienia i jej historii. Nie koncentrował się na takich sprawach, nie miały większego znaczenia. Owszem- historia była istotna, bo mógł przekuć ją we własną opowieść, zaczerpnąć inspirację. Twarz mógł przypisać jednej ze swoich postaci, podobnie jak charakterystyczne gesty, zachowania, powiedzonka, nawet dźwięk głosu. Jednak zlepienie tego w jedną, prawdziwą osobę stanowiło dla Raphaela nie lada wyzwanie, którego prawdę mówiąc nie miał zamiaru podejmować. Po co mu to wszystko? Świat własnych wyobrażeń był znacznie ciekawszy niż rzeczywistość, która wymykała się z rąk i nie dawała kształtować tak, jak byśmy tego sobie życzyli. Był nieuleczalnym marzycielem i nie miał zamiaru nic z tym faktem robić. Było mu dobrze w tym wcieleniu, nie przeszkadzały mu wygniecione koszule, niewypastowane buty, które znały lepsze czasy i postrzępione apaszki, które zdarzało mu się wiązać na szyi. Jego wygląd był źródłem nieustannych zmartwień jego matki, która chciała, żeby jej jedyny i ukochany syn wyglądał jak człowiek cywilizowany, dobrze urodzony i wychowany. Niestety, Raphael zawodził. Nie uczył się w Eton, bo okazało się, że jest czarodziejem, nie potrafił prowadzić smalltalków, bo albo zamieniały się w monologi, albo utykały w martwym punkcie, kiedy de Nevers tknięty jakąś niespotykaną myślą zagłębiał się w świat własnych wyobrażeń i koncepcji artystycznych. Do kwestii ubioru podchodził z bolesnym lekceważeniem. Palił, pisał i marzył. Seraphine miała nadzieję, że rzeczywiście pewnego dnia jej syn zostanie sławnym pisarzem, co wytłumaczy jego ekscentryczne zachowania i podejście do życia.
Zaskakujące, ale z kobietami radził sobie całkiem nieźle. Nie był może typem szalonego casanovy, ale jego marzycielska natura potrafiła zjednać mu przedstawicielki płci pięknej. Potrafił ładnie się wysławiać i snuć niestworzone historie, kształtując je tak, by trafiły do uroczej słuchaczki. Czasem koszmarnie zmyślał, ale nie ze złej woli, tylko z... pewnego braku kontroli, niekiedy nie do końca wiedział, gdzie stykają się dwa światy- jego wyobrażeń i ten rzeczywisty. Mało która dziewczyna mogła wytrzymać z nim dłużej, bo kiedy okazywało się, że on naprawdę nie pamięta, kiedy są jej urodziny, jakie perfumy lubi najbardziej albo że ma uczulenie na lilie, cały czar pryskał. Kobiety mają tendencję do zakochiwania się w swoim wyobrażeniu o facecie albo w wizji, którą stworzyła ich wyobraźnia. Jakby oczami duszy widziały, jak go przerobią, jak zmienią, przystosują do swoich potrzeb. Z Raphaelem to nie wychodziło. Był zbyt pochłonięty własną twórczością, własną fantazją. Nie był nadmiernie emocjonalny, chłonął uczucia, ale w nim samym trudno je było wzbudzić, dopóki nie chodziło o jego pisanie. Kilka razy był zakochany, poza tym miał na swoim koncie kilka przelotnych związków, takich na dwa intensywne tygodnie, kiedy to okazywało się, że de Neversa trzeba albo zaakceptować, albo zostawić. Nie stronił też od przygód na jedną noc, chociaż nie można go nazwać łajdakiem bez moralności i draniem czyhającym na kobiecą cnotę. Nic na siłę.
- Tak? Być może- zgodził się bez większych oporów, patrząc na rudowłosą dziewczynę nieco nieprzytomnym wzrokiem.- Raphael de Nevers. Ognista. Może być, ja zapłacę- wymruczał, przenosząc wzrok na nieokreślony punkt w przestrzeni i pocierając palcami o siebie, jak zawsze, kiedy miał ochotę na papierosa. Nie. To beznadziejne, ta wariatka spłoszyła mu natchnienie. A było tak blisko...! Czy on w ogóle kojarzył tę pannicę? Może... ach, miała ładny biust, to fakt. I ta żywiołowość, paplanina. Może kiedyś dostrzegł ją na korytarzu, chyba zwrócił uwagę na jej śmiech, ale równie dobrze mogła być to jakaś Krukonka z klasy niżej. Naprawdę on nie zwracał uwagi na takie detale.- A więc Glorio...- tak miała na imię, prawda?- Byłem w Japonii. Dziwne miejsce, zupełnie odmienne od Europy...- w innej sytuacji pewnie by się rozgadał, ale tym razem był poirytowany i mówił bardziej w przestrzeń niż do niej. Po chwili wyciągnął z wewnętrznej kieszeni notes i zaostrzony ołówek i zaczął wertować karki, zaciskając przy tym wąskie usta i marszcząc brwi. Właśnie, właśnie... pewnego dnia, właśnie w Japonii przyszło mu do głowy takie sformułowanie... tylko nie mógł go teraz znaleźć, niech to! Czy ta dziewczyna naprawdę nie mogła zaczepić go za kilka godzin? Dni? Tygodni...?

______________________


I put a spell on you 'cause you're mine
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 64
Dodatkowo : hipnoza, teleportacja
  Liczba postów : 71
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6392-grace-gabrielle-quinley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6393-dzidzi-was-kocha
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6398-mortimer




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Sob Sie 03 2013, 16:42

Mam nieodparte wrażenie, że Grace i Raphael byli osobami tak diametralnie różnymi od siebie, że naprawdę ciężko byłoby znaleźć podobną dwójkę. Stanowili po prostu przeciwieństwa. Ona - wesoła, niesamowicie energiczna, trochę zakręcona, choć nie żyjąca w świecie marzeń. On - zamyślony, wyważony, mający swój prywatny, artystyczny światek. Gigi nie mogła zaliczać się do artystów, choć kiedy była mała, zawsze o tym marzyła. Żeby pochwycić w dłonie pędzel, kartkę i żyć tak beztrosko, jak to dowiadywała się z wielu książek, które czytała jej mama. Teraz jednak, kiedy miała te swoje szczeniackie siedemnaście lat, wiedziała, że marna byłaby z niej artystyczna dusza. W gruncie rzeczy doszukałam się jednej sprawy, która naszą uroczą dwójkę mogłaby w jakiś sposób połączyć: oboje przez pewien krąg ludzi mogli być uznani za dziwaków. Tylko rzecz jasna z całkiem innych przyczyn. Ją zawsze śmieszyli tacy marzyciele. Pochłonięci we własnych myślach dziwacy, którzy nie kontaktowali z rzeczywistością. Ach, Grace, hipokrytko. Sama zachowujesz się jak postrzelona, a masz czelność śmiać się z kogoś, kto w przeciwieństwie do ciebie nie lata z kąta w kąt i nie trajkocze 24/7. Rodzice mimo wszystko byli z niej chyba dumni. To znaczy, przybrani rodzice. Nie piła, nie ćpała ani nie robiła żadnych innych problemów wychowawczych. Kochana Maxime nie przejmowała się tragicznymi wręcz ocenami, bo obie były pewne, że przecież i tak coś w życiu osiągnie. Chwała jej za to!
A jeśli chodzi o sprawy damsko-męskie, to wbrew pozorom nie była aż taka beznadziejna. Wszakże była jeszcze dziewicą i nie miała za sobą jakiś przelotnych romansów na jedną noc, ale przecież w swoim życiu posiadała kilku chłopaków. Takich na serio, żeby nie było. Potrafiła kochać, ale ona chyba wszystko traktowała zbyt żartobliwie. Nie potrafiła wyobrazić sobie siebie w jakiejś naprawdę poważnej sytuacji. Rzecz jasna była skora do wielu poświęceń, ale czy wyznawanie wprost komuś miłości nie było takie sztywniackie? Może właśnie dlatego chciała teraz wypełnić swój zakład. Bo przecież to wszystko było tylko dla zabawy, kto by się tam przejmował ewentualnymi konsekwencjami, o których teraz nie wiedział nikt, poza przebiegłymi twórczyniami naszych postaci, hehe! Na początku trochę zbiła ją z tropu AŻ TAK BARDZO OBOJĘTNA reakcja Francuza, ale co tam, ona sobie nie da rady? Zawsze daje sobie radę. A kokietować też potrafi, choć to jeszcze nie teraz. Na razie musi złapać z nim wspólny temat, co jak na chwilę obecną wydawało jej się okropnie trudne. No ale zobaczymy.
- Och, wiem jak się nazywasz. No i to bardzo miło z Twojej strony. Kiedyś się odwdzięczę, na przykład zaproszeniem na kolejną ognistą, rzecz jasna. - powiedziała uśmiechając się lekko i wpatrując bystrymi oczętami w zamyśloną twarz Raphaela. Ugh, kiedy pomylił jej imię, aż skrzywiła się lekko, zdając sobie sprawę, że to naprawdę dziwny typ z tego chłopaka. Przedziwny. No ale nie będziemy się zrażać, jeszcze nie teraz. Zwłaszcza, że jak już mówiłam, Gigi od rana towarzyszył dobry humor. I pewnie nawet, gdyby kompletnie ją olał, coś by sobie tam wesoło trajkotała.
- Nazywam się Grace, słońce. Ale to nie szkodzi, ja też mam słabą pamięć do imion. - brzydka kłamczucha! Akurat do ludzi i twarzy miała pamięć wyśmienitą, uwierzcie. Prawie wszystkich z Hogwartu rozpoznałaby poza murami zamku, dodatkowo mówiąc w jakim są domu i jak się nazywają. Sama nie wiedziała, skąd w niej taka umiejętność. Co jak co, było to niesamowicie przydatne.
- Ja nie pojechałam, ale nie żałuję. Pewnie i tak dowiem się o wszystkim z jakiś relacji. Ty też mógłbyś coś poopowiadać. Zakładam, że choć trochę ci się tam podobało? - Japonia, Japonia, wszyscy gadają o Japonii. Biedna dziewczyna niestety nie mogła zabierać w tym temacie głosu, ale za to z chęcią posłucha, co takiego ciekawego wyprawiali tam jej rówieśnicy. A już ze słodkich usteczek panicza de Nevers zwłaszcza. Kiedy wyciągnął notes spostrzegła, że może lepiej wyjdzie, gdyby się troszeczkę uspokoiła. Ciekawie zaglądnęła, co on tam interesującego notuje.
- Jesteś artystą czy kimś w tym rodzaju? Ech, też kiedyś chciałam. Malować. Ale nie mam talentu, wiesz? Trochę szkoda, bo czasami mam dobre pomysły, tylko nie umiem ich przelać na papier. Poza tym, zostałeś w gruncie rzeczy skazany na moje towarzystwo przez najbliższy czas. No opowiedz mi coś o sobie, proszę! - powiedziała lekko i wesoło, aczkolwiek już nie tonem pomylonej, nazbyt energicznej nastolatki. Może uda im się złapać jakiś wspólny temat? Byłoby świetnie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Paryż
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 790
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6354-raphael-theodore-de-nevers#178291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6355-ekscentryk-i-marzyciel#178298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6356-ludzie-listy-pisza#178305
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7207-raphael-theodore-de-nevers#204480




Moderator






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Sob Sie 03 2013, 21:22

Do Raphaela na początku wcale nie dotarły słowa Grace. Wlatywały jednym uchem, a wylatywały drugim, pozostawiając w jego głowie coś na kształt mętnego zarysu jej ogólnej myśli. Japonia. Ach, miał jej opowiedzieć o Japonii? Spojrzał na nią nieco uważniej i odłożył notes, dochodząc do wniosku, że to chyba było z jego strony niegrzeczne. Zwykle nie przejmował się takimi detalami, ale tym razem... tym razem może powinien trochę się pozbierać, wykorzystać jakoś to dziwne spotkanie z tą rozgadaną, energiczną dziewczyną, która zaatakowała go ni stąd ni zowąd potokiem słów i wydawała się szczerze zainteresowana jego osobą. Miała ładnie wykrojone usta. I miękki zarys twarzy, w ogóle sprawiała wrażenie czarującej trzpiotki. Biust. Miała bardzo ładny biust. Nie żeby Raphael był jakimś koszmarnym erotomanem, co to to nie! On po prostu zwracał uwagę na takie walory, a tych z pewnością nie można było odmówić pannie Quinley.
Quinley, Quinley... To nazwisko coś mówiło, chociaż nie mógł jednoznacznie stwierdzić, co. W końcu w jego wiecznie zamglonym dziwnymi fantasmagoriami umyśle rozbłysło światełko.
- Jesteś siostrą Rajskiego Ptaka? Skyli?- spytał z czymś, co od biedy można było uznać za zainteresowanie. Właściwie powinna być z niego dumna, zazwyczaj nie zaprzątał sobie głowy takimi drobiazgami jak czyjeś nazwisko, a już na pewno nie jego rodzinne koneksje. Jednak Skyla była zbyt barwną osobą, by można ją było przeoczyć, zapomnieć. Zresztą mieli naprawdę dobry kontakt! Oryginały albo się trzymają razem, albo szczerze nie znoszą. W tym wypadku relacja Raphaela z panną Quinley była bardzo pozytywna.- Grace... w porządku, to ładne imię. Japonia? Zdumiewające zderzenie barwności i przeciętności. Japończycy jako naród wydają się niezwykle kolorowi, mam tu na myśli ubiór, wystrój wnętrz, malarstwo... nawet światło sprzyja tam tworzeniu pewnego unikalnego klimatu, a jednak... jednak brakuje indywidualizmu, wszystko wydaje się podobne, jak odbite na mugolskim powielaczu. Człowiek odnosi wrażenie, że znalazł się w środku jakiegoś spektaklu, gdzie wszyscy panicznie boją się wypaść z roli i nawet wtargnięcie kogoś z zewnątrz nie jest w stanie zakłócić porządku ich gry. Brak emocji. Sztuczność. Gwałt dokonany na ludzkiej wyjątkowości, indywidualizmie, więc... nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć, czy mi się tam podobało, czy nie. Było inaczej. Jakbyś funkcjonowała wśród uśmiechniętych, doskonale wychowanych manekinów, które zamiast duszy i serca mają trociny. Niewątpliwie było to ciekawe doświadczenie- podsumował swój wywód, po czym zamyślił się głęboko. Jego wzrok padł na notes, co przypomniało mu o poprzednim pytaniu dziewczyny.- Jestem pisarzem. Jeszcze nic nie wydałem, ale bycie pisarzem to stan ducha, umysłu, tożsamości... a nie nakład w wydawnictwie. Urodziłem się w Paryżu, mój ojciec jest malarzem, matka odeszła pewnego listopadowego poranka, zanim jeszcze się obudziłem. Chyba chciała oszczędzić nam bólu rozstania. A właściwie sobie, więc odeszła w milczeniu, wychodząc z naszego życia z dwiema walizkami i zostawiając list z nakreślonymi trzema zdaniami. C'est fin- zapatrzył się w okno, przesuwając palcem wskazującym po swoich brwiach. Kłamał. Nie, nie kłamał. Kreował swoją historię, kreował siebie, STWARZAŁ SIEBIE NA NOWO w oczach tej rudej dziewczyny o zaraźliwym uśmiechu, który jednak nie potrafił do końca rozproszyć jego zadumy. Nie mógł pisać. Merde! Nie mógł pisać i na nic jej uśmiechy, na nic słodkie oczy, chociaż... chociaż z każdą chwilą budziła coraz większe zainteresowanie. Hm, może jednak coś z tego będzie?

______________________


I put a spell on you 'cause you're mine
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 64
Dodatkowo : hipnoza, teleportacja
  Liczba postów : 71
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6392-grace-gabrielle-quinley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6393-dzidzi-was-kocha
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6398-mortimer




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Nie Sie 04 2013, 14:12

Grace potrafiła słuchać. Chłonęła słowa innych niczym gąbka, aczkolwiek nie zawsze coś sobie z nich robiła. Była jednak spostrzegawcza i tego nie sposób było jej odmówić. Może nie jeśli chodziło o wszystkich, ale przynajmniej u swoich przyjaciół z reguły zawsze potrafiła dostrzec, że kogoś coś trapi. Słowa Raphaela również nie pozostawały jej obojętne, bo przecież właśnie po to się do niego dosiadła. Żeby porozmawiać. A rozmowa niezmiennie od wieków polega na tym, że mówią dwie osoby i nie ignorują się, słuchając się wzajemnie. Miała nadzieję, że nie będzie tak oporny na jej zagadywania, żeby to bezczelnie olać ją i dalej kreślić sobie w tym swoim notatniku. To nie było godne Grace G. Quinley. Coś chyba jednak posunęło się do przodu, bo właśnie zapytał o jej siostrę. A to dobry znak! Oczywiście byłoby lepiej, gdyby kojarzył raczej Gigi, aniżeli Skyle, ale wiadomka, cieszmy się z małych rzeczy. Trochę ją przeraził z tym całym rajskim ptakiem, bo kto normalny nazywa tak ludzi, no ale...
- Tak, masz rację. Sky to moja siostra. Miło, że skojarzyłeś. Jest niesamowita, prawda? Taka barwna i w ogóle. Kumplujesz się z nią jakoś bardziej czy po prostu kojarzysz? - dociekała, uśmiechając się lekko i popijając niewielkie łyki ze swojej szklaneczki. Co jak co, ale ognistej whisky nigdy nie potrafiła sobie odmówić. Zresztą, głowa Gigi była jak na takie drobne dziewczę wyjątkowo mocna. Może dopiero po trzech, czterech kolejnych zaczęłaby wygadywać jakieś głupoty. Wolę nie myśleć, co wtedy by wygadywała, jeśli momentami na trzeźwo zachowywała się tak, jak gdyby była pod wpływem jakiegoś alkoholu. Otworzyła lekko usta w geście zaskoczenia, kiedy wygłosił swoją mowę o Japonii. To było... dziwne. No serio. Grace to czasami normalnie bała się takich ludzi. Ale nie ma co się zrażać, przynajmniej zaczął mówić. Co z tego, że w sposób, którego ona do końca nie rozumiała. Ach, ci artyści. Biedna Gigi chyba nigdy ich nie zrozumie, aczkolwiek po części ją to fascynowało. Fakt, że ktoś ma tak nierówno pod sufitem. To momentami było naprawdę słodkie!
- To... to fajnie. Zaczynam żałować, że tam nie pojechałam. Mogło być całkiem interesująco. Aczkolwiek uważam, że w tym co mówisz jest sam urok Japonii. Zawsze kojarzyła mi się z takimi obrazami, jakie opisujesz. Może trochę przesadzasz z tym całym brakiem indywidualizmu i gwałcie na ludzkiej odrębności. Wydaję mi się, że to tylko zabiegi czysto turystyczne. Żeby wiesz, utrzymywać takie przekonanie o tym kraju, jakie ma większość społeczeństwa. Ale nie będę polemizować, bo rzecz jasna mnie tam nie było. - och, Gracie zaczyna gadać coś od rzeczy. Ja już mówiłam, ona głupia nie była! Mimo, że oceny niestety były po prostu tragicznie, to panna Quinley miała w głowie nieco oleju. To, że nie zawsze wykorzystywała go na co dzień było oczywiście inną sprawą. A teraz zauważyła, że z jej obecnym towarzyszem nie da się inaczej, niż tylko być bardzie poważnym. Odrobinkę chociaż.
- Pisarzem? Jestem pod wrażeniem. Koniecznie pokaż mi kiedyś coś swojego, to z miłą chęcią przeczytam. No i przykro mi z powodu twojej mamy. To musiało mieć duży wpływ na ukształtowanie się twojego charakteru, jestem pewna. - nawet przez myśl jej nie przemknęło, że właśnie przed chwilą sprzedał jej kłamstwo. A kłamstwo było złe. Gracie nie lubiła kłamstwa. Co z tego, że mała hipokrytka właśnie chciała powoli zabierać się za wypełnianie swojego zakładu. Ale czy to można uznać za kłamstwo? Odgarnęła w tył rude włosy, jeden kosmyk niedbale wkładając za ucho. Zatrzymała spojrzenie oczu na twarzy bruneta zastanawiając się, jaki temat teraz poruszyć. Był strasznie dziwny, ale w jakimś stopniu nawet ją zaintrygował. Choć jeszcze nie wiem, czy w sposób pozytywny, czy negatywny.
- W ogóle przepraszam, że nie zapytałam na początku, ale mam nadzieję, że nie czekasz na nikogo? Nie byłoby za ciekawie, gdyby wparowała tu teraz twoja dziewczyna, chłopak czy ktoś w tym rodzaju. To znaczy, bardzo miło się nam rozmawia, ale znam przypadki takich chorych zazdrośników co to o najgłupszą rzecz się awanturują. No idioci normalnie, serio. - i znowu się rozgadała. Żeby tylko nasz Rafałek się nie zniechęcił!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Paryż
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 790
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6354-raphael-theodore-de-nevers#178291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6355-ekscentryk-i-marzyciel#178298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6356-ludzie-listy-pisza#178305
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7207-raphael-theodore-de-nevers#204480




Moderator






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Nie Sie 04 2013, 21:57

Cóż, Raphael też potrafił słuchać. Zazwyczaj. Chyba że akurat sam mówił, ale przecież słuchanie było jedną z kluczowych spraw w byciu pisarzem. Nie koncentrował się na głupstwach, ale starał się wyłowić interesującego go szczegóły, historie, w które mógł wkomponować własne postaci. Rzeczywistość była jak masa plastyczna, którą mógł dowolnie formować i właśnie za to tak uwielbiał bycie twórcą. De Neversa i pannę Quinley łączyło coś jeszcze- ich monologi potrafiły zamęczyć na śmierć, mimo że oboje mówili o czymś zupełnie innym i w zupełnie inny sposób.
- Niewątpliwie wyróżnia się z tłumu, jest zdumiewająca i nie mieści się w żadnych ramach- stwierdził w zadumie, przesuwając palcami po swoich zmierzwionych włosach. Tak, nazywał ją Rajskim Ptakiem, bo żadne inne określenie nie oddawał wyjątkowości Skyli. Lubił ją obserwować, lubił z nią rozmawiać, bo oboje byli inni niż przeciętny uczeń Hogwartu i dobrze się czuli w swoim towarzystwie. Jeśli jej siostra była równie szalona, to to spotkanie mogło mieć naprawdę interesujący przebieg! W serce Raphaela wstąpiło coś na kształt nadziei, więc uśmiechnął się lekko i przechylił głowę, obrzucając Grace kolejnym nieprzytomnym, marzycielskim spojrzeniem.- Czasem rozmawiamy, czasem próbujemy ubarwić rzeczywistość.
Jej wywód na temat Japonii, w której nawet nie była, zbył krótkim "być może", po czym zadumał się głęboko nad czymś. Dopiero jej po chwili się z niej ocknął.
- Może kiedyś. Ludzie przychodzą i odchodzą, a moja matka zawsze była silną i niezależną kobietą. Mam tylko nadzieję, że nie żałuje tej decyzji, bo teraz i tak nic by to nie zmieniło- stwierdził Raphael, rozkoszując się swoją nową rolą. Bo właśnie wcielił się w porzuconego przez matkę chłopca, syna francuskiego malarza, od którego odeszła żona. Po chwili przypomniał sobie, że właściwie wypadałoby wcisnąć do tej historii jeszcze jego młodszą siostrę, więc dodał.- Myślę, że najbardziej odbiło się to na mojej młodszej siostrze, Oceane... brak kobiecej ręki w domu...- zadumał się głęboko. W swoim przekonaniu wcale nie kłamał, on po prostu kształtował rzeczywistość wedle własnej koncepcji artystycznej i nie widział w tym nic złego! No pięknie, ledwie się spotkali, a już cała ich znajomość opiera się na kłamstwie i nieszczerości, co za ludzie...
- Spokojnie. Czekam na muzę, a ona nie należy do zazdrosnych- odpowiedział, unosząc na nią wzrok i uśmiechając się ujmująco.- Być może przyjęła twoją postać. Mam nadzieję, bo czekam już stanowczo zbyt długo.- pochylił się w jej kierunku, a na jego wąskich ustach igrał wesoły, niemal dziecięcy uśmiech. Puścił do niej oko. - Przyznaj się...? To ty, Kalliope?

______________________


I put a spell on you 'cause you're mine
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 64
Dodatkowo : hipnoza, teleportacja
  Liczba postów : 71
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6392-grace-gabrielle-quinley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6393-dzidzi-was-kocha
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6398-mortimer




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Pon Sie 05 2013, 14:55

Tak jak już mówiłam, byli od siebie całkowicie różni. Ale jak tak teraz myślę, to chyba najciekawsze relacje stwarzane są właśnie pomiędzy takimi osobami. Które mogą dzielić się swoimi różnymi poglądami na świat, pozwalać temu drugiemu zanurzyć się w całkiem innym postrzeganiu otoczenia. Z jednej strony Grace przydałaby się taka ogłada, jaką prezentował Raphael. Spokój, zadumanie, artystyczne zacięcie. Jemu natomiast na pewno nie zaszkodziłoby, gdyby stał się bardziej spontaniczny, wygadany i roześmiany. Tak, zdecydowanie mogli uczyć się od siebie wielu rzeczy. W po połączeniu cech tej dwójki mogłoby powstać coś naprawdę interesującego, uwierzcie. Uśmiechnęła się lekko na słowa, jakimi opisał jej siostrę.
- Masz całkowitą rację.  Skyla jest bardzo ciekawą osobowością, też tak uważam. No i to moja siostra. – spuentowała, notując gdzieś w krańcach umysłu, żeby zapytać dziewczyny, czy ona również ma podobne zdanie o tym uczniu Hufflepuffu. Hehe, a może też uważa go za pomyleńca? Choć myślę, że nie. Ona lubiła takich ludzi, przynajmniej tak sądziła Grace. Zatrzymała dłużej swój wzrok na brązowych tęczówkach chłopaka. Pomimo tego, że był dla niej totalnym dziwolągiem, nie mogła zarzucić mu niczego innego. Wręcz przeciwnie w gruncie rzeczy. Był przystojny i trudno byłoby temu zaprzeczać. Poza tym miał oryginalny nos. Tak, jego nos dodawał mu charakteru. I oczywiście zmierzwione włosy. Gigi lubiła, gdy chłopak tak układał swoją fryzurę. Tak więc koniec końców, nie było tak źle. Jak była młodsza też założyła się, że poderwie pewnego chłopaka. Tyle, że był to jeden z nielicznych zakładów, jakie przegrała. Brr, aż dreszcze ją przechodziły, gdy przypominała sobie tłuste kudły tamtego delikwenta i jego niekulturalne zachowanie. Oceane, Oceane. Coś kojarzyła. Dziewczyna chodziła do Ravenclaw z tego co było wiadome rudowłosej. Ale wolała zakończyć temat problemów rodzinnych panicza de Nevers, bo szczerze mówiąc, nie był on zbyt komfortowy.
- Muzę powiadasz… Wiesz, podoba mi się to Twoje artystyczne zacięcie. Serio, uroczy jesteś! – ach, ta nasza bezpośrednia Gracie. Upiła spory łyk bursztynowego trunku i skrzyżowała nogi po turecku na miejscu, które zajmowała. Zaśmiała się, kiedy zasugerował, że to ona może być jego muzą. Postępy, postępy! -  Jeśli uznasz, że nadaję się na twoją muzę z chęcią przyjmę tą rolę. W ogóle zastanawia mnie, dlaczego wcześniej nigdy się nie spotkaliśmy. Nie widziałam cię nigdy na żadnej imprezie ani czymś w tym rodzaju. A może nie lubisz tego typu zabaw? Wiesz, zawsze moglibyśmy iść razem na jakąś w Hogwarcie. Jestem pewna, że by ci się spodobało! - tak jak już wspominałam, bezpośredniość zawsze spoko. Szczególnie połączona z porozumiewawczym mrugnięciem i jakby od niechcenia nawijaniem rudego kosmyka na drobniutki palec.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Paryż
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 790
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6354-raphael-theodore-de-nevers#178291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6355-ekscentryk-i-marzyciel#178298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6356-ludzie-listy-pisza#178305
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7207-raphael-theodore-de-nevers#204480




Moderator






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Wto Sie 06 2013, 20:16

Raphaelowi panna Quinley również przypadła do gustu z tą swoją porażającą intensywnością bycia. Te jej minki, żywa gestykulacja i niepowstrzymany potok słów w połączeniu z niespotykaną urodą, której nie dało się nie zauważyć, stwarzały postać niewątpliwie oryginalną i wesołą. Miała w sobie ten urok, który cenił w kobietach, chociaż zwykle przyjmował on mnie... ognistą formę. Grace wręcz bombardowała go swoją kokieterią, co sprawiało mu dużą przyjemność. W końcu był facetem i Francuzem! Co dziwne, zapomniał już o swoim złym humorze, kaprysach weny, chęci zapalenia i innych niedogodnościach, koncentrując się wyłącznie na swojej rudowłosej towarzyszce.
Jej pochlebstwo mile połechtało ego Raphaela, chociaż on nigdy nie myślał o sobie w takich kategoriach. Może raczej... intrygujący? Wyróżniający się z tłumu? Ale uroczy...? Tak czy inaczej było to miłe i de Nevers poczuł potrzebę zrewanżowania się równie sympatycznym komplementem.
- Ty za to masz niebywały talent do rozpraszania ciemnych myśli. To chyba przez ten promienny uśmiech- zauważył ciepło, przeczesując długimi palcami swoją niesforną czuprynę, po czym upił łyk Ognistej.- Widzisz, sam fakt, że pojawiłaś się niespodziewanie akurat wtedy, gdy czekałem na muzę, jest znakiem od losu, fatum lub czegoś jeszcze innego, że postanowiła mnie jednak nawiedzić, przyjmując twoją, jakże czarującą formę, co bardzo mnie cieszy- podsumował zgrabnie, błyskając zębami i zaglądając Grace w oczy. Jej towarzystwo naprawdę zaczęło sprawiać mu przyjemność!- Imprezy? Czasem na nich bywam, lubię obserwować, a pijani ludzie to dobry materiał... Prędzej spotkasz mnie gdzieś w kącie sali ze szklanką Ognistej i notesem niż na parkiecie, chociaż i tam bywam- uśmiechnął się kątem ust, przypominając sobie ostatnią imprezę, kiedy to wylądował w łóżku ze śliczną blondynką, której pieprzyki na wewnętrznej stronie uda układały się w gwiazdozbiór Feniksa. Co prawda nie pamiętał jej imienia, ale w myślach nazywał ją dziewczyną z feniksem.- Ale nocne, niespokojne życie prowadzę głównie w wakacje, w Paryżu. Gdy miasto lśni od świateł latarni i neonów, a nad tym wszystkim góruje rozświetlona wieża Eiffla... wtedy widać jego inne oblicze. Kiedy w głowie wiruje od słów, obrazów, alkoholu i perfum pięknych kobiet... to jest zupełnie co innego niż tutaj, w Hogwarcie- westchnął, przybierając zadumany wyraz twarzy. Dopiero po chwili dotarło do niego, że dziewczyna ewidentnie go podrywa i namawia na wspólną imprezę. Uśmiechnął się do niej łagodnie i skinął powoli głową.- Z miłą chęcią, podobno znośnie tańczę.

______________________


I put a spell on you 'cause you're mine
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 64
Dodatkowo : hipnoza, teleportacja
  Liczba postów : 71
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6392-grace-gabrielle-quinley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6393-dzidzi-was-kocha
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6398-mortimer




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Wto Sie 06 2013, 22:18

Zastanawiam się, jak to jest, że Grace równocześnie pasuje mi i do Gryffindoru, i do Slytherinu. Z jednej strony jest dumna, wesoła, przyjacielska i pomocna. A z drugiej... spryt to zdecydowanie było jej drugie imię. Poza tym przebiegłość, jakieś zakłady, czasami podśmiewanie się z innych. Co z tego, że najczęściej nie robiła tego w złej wierze? Może właśnie ta cecha przeważyła, kiedy zakurzona tiara głośno wykrzyknęła nazwę domu lwa. To, że z reguły nie chciała zrobić nikomu krzywdy, a raczej ubarwić życie. Co z tego, że w sposób, który na końcu mógłby okazać się śmieszny tylko dla jednej ze stron. Gigi rzecz jasna swój dom uwielbiała i miała nawet ambicje, żeby zostać jego prefektem. Miejsce DLA NIEJ zajęła jednak Clara, smuteczek. Poza tym, to bardzo miło, że Grace podobała się Raphaelowi. Nie każdy lubi tak specyficzne, żywe osóbki, jakich przedstawicielem była właśnie panna Quinley. Ale bądźmy szczerzy: czy to właśnie nie w towarzystwie takich person jest zawsze najciekawiej? Nudziarze to zło szatańskie! Intrygujący... w jakiś sposób na pewno Rafałek taki był. Na razie Gigi postrzegała go trochę jako dziwaka, więc trudno byłoby jej się skusić na taką opinię, aczkolwiek wszystko zawsze może się zmienić. Ale już koniec, nie będę wybiegać w przyszłość i niepotrzebnie spoilerować!
- To... to miłe. Naprawdę. - uśmiechnęła się uroczo, szczerze ucieszona, że coś zaczęło powoli posuwać się w przód. Na Merlina, może nie pójdzie tak opornie, jak sobie myślała na samym początku? Zwłaszcza, że nie musiała się szczególnie wysilać, aby zaczynać kolejne tematy rozmów z tym uroczym Puchonem. Co było dużym sukcesem, naprawdę. Śmiałabym powiedzieć, że konwersowało jej się z nim całkiem przyjemnie.
- Nigdy nie byłam niczyją muzą. Nawet nie wiem, co mam robić. - zaśmiała się, bo oczywiście nie mówiła na poważnie. Nie chciała wyjść na kompletną idiotkę, którą przecież nie była. Lubiła czytać, dało pomówić się z nią o czymś poważniejszym, ale tak jak już gdzieś tam wspominałam, zupełnie nie przelewało się to na jej oceny w Hogwarcie. Cud w ogóle, że zechcieli przyjąć ją na te studia. Matka i ojciec byli bardzo dumni. Nawet zafundowali z tej okazji nową miotłę (którą zdążyła zepsuć, ale kto by się tam przejmował)! Gracie nie bała patrzeć się ludziom w oczy, chociaż nie robiła tego nagminnie, bo w nadmiarze nic nie jest dobre. Teraz jednak chyba nic nie stało na przeszkodzie, aby co jakiś czas zatrzymywać spojrzenie na brązowych, bardzo ładnych zresztą tęczówkach Raphaela. Chłopcy z brązowymi tęczówkami byli przystojni. Tak, zdecydowanie.
- Śmiem twierdzić, że prawdziwy z ciebie lew towarzyski. Aczkolwiek sama przyznam, że też czasami wolę tak spędzić imprezę. Alkohol, dobre towarzystwo i wcale nie trzeba tańczyć, aby się dobrze bawić. - co prawda to prawda, choć akurat Gigi nawet trunków nie potrzebowała, żeby to jakoś zabawnie sobie potańczyć. Lubiła to. Lubiła wyluzować się wśród swoich znajomych. Głośno się pośmiać, poplotkować. Trzeba cieszyć się życiem, nieprawdaż?
- Nigdy nie byłam w Paryżu i trochę ci zazdroszczę. Chciałabym kiedyś na własne oczy zobaczyć to, o czym mówisz. Za to przez parę lat, w dzieciństwie, mieszkałam w Norwegii. Też było wspaniale. Wiesz, zorza polarna i te sprawy. Bardzo miło wspominam tamten okres i gdybym tylko mogła, to każdemu poleciłabym przyjechanie tam na parę dni w roku. To świetne miejsce, ale nie tak popularne, jak Paryż właśnie, czy inne znane miasta. Spokój, cisza i taka specyficzna atmosfera. Mogłabym tam spędzać więcej czasu, o tak. - sama lekko rozmarzyła się, wspominając piękne, skandynawskie krajobrazy. Faktycznie dobrze jej się tam żyło. Szkoda, że zdecydowali się na przeprowadzkę. Wielka szkoda.
- Ja nie wiem czy znośnie, ale jakoś tańczę! Ostatnio miałam wielką ochotę na jakieś balety podczas balu, a tu ewakuowali mnie, zanim wszystko się na dobre rozpoczęło. Złe rzeczy dzieją się w naszej szkole, bardzo złe. - powiedziała poważnie. Zbyt poważnie, jak na nią. Tą sprawą realnie się niepokoiła, a i również wiele zdążyła wywęszyć. Nadal ubolewała zresztą nad tym, że jedyna nauczycielka, którą jako tako lubiła, umarła. To był cios dla wszystkich, a zwłaszcza tych, których sytuacja w Hogwarcie jako tako interesowała. Upiła kolejny, niewielki łyk ze swojej szklaneczki, ponownie uśmiechając się lekko do swojego towarzysza.
- A... co lubisz robić, poza pisaniem oczywiście? Jeśli już się poznajemy, to możemy załatwić wszystkie formalności typu hobby i tym podobne na samym początku! - powiedziała rozbawiona, przyglądając się mu z ową szklanką w ręku. Robiło się coraz bardziej ciekawie. I luźno, a to bardzo ważne.

przepraszam za taki elaborat, ale jakoś tak samo wyszło :cc
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Paryż
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 790
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6354-raphael-theodore-de-nevers#178291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6355-ekscentryk-i-marzyciel#178298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6356-ludzie-listy-pisza#178305
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7207-raphael-theodore-de-nevers#204480




Moderator






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Sro Sie 07 2013, 10:33

No cóż, taki Raphael pasuje mi wyłącznie do Hufflepuffu, nie żeby był naiwny, czy coś w tym guście, ale przez to swoje wiecznie nieogarnięcie, odlatywanie w świat marzeń i własnych fantazji. A poza tym... jakie on ma właściwie cechy właściwe dla Puchonów? Chyba żadnych- pracowity jest, i owszem, ale tylko dopóki chodzi o jego własną twórczość, podobnie rzecz ma się z dokładnością. Lojalność? Właściwie nie można mu zarzucić jej braku. Poza tym z całą pewnością był spokojny i pokojowo nastawiony do świata, dopóki ktoś nie skrytykował jego utworu w sposób niesprawiedliwy albo zdradzający brak znajomości tematu. Właściwie to w ogóle nie przepadał za krytyką, chociaż konstruktywną był jeszcze w stanie znieść. Gdyby się dowiedział, że Gigi marzyła kiedyś o zostaniu prefektem, pokręciłby z niedowierzaniem głową. Przecież to śmiertelnie nudne! Jego nigdy nie interesowały takie sprawy, nie potrafił ogarnąć samego siebie, a co dopiero innych, którzy niewiele go obchodzili jako całość.
Uśmiechnął się kątem ust, widząc, że jego komplement został odpowiednio przyjęty i że sprawił Grace przyjemność. Do Raphaela trzeba było się przyzwyczaić, jako że był naprawdę specyficzną osobą i nie wszyscy potrafili przejść nad jego dziwactwami do porządku dziennego, ale jedno trzeba było przyznać- trudno się było przy nim nudzić.
- Bycie muzą to nic trudnego. Pewnie byłaś nią już nie raz, tylko po prostu nikt cię o tym nie poinformował- zapewnił ją z uśmiechem, upijając łyk Ognistej i napawając się miłym ciepłem rozlewającym się po całym ciele.- Po prostu... bądź sobą, uśmiechaj się, poruszaj i mów tak jak zwykle.
Raphael był... odrealniony. Tak. Prawdę mówiąc, nikt, nawet on, nie wiedział, jakim cudem udaje mu się zdobywać w miarę przyzwoite oceny. On po prostu czerpał z tego, co kiedyś gdzieś przeczytał albo co sam wydedukował. I dawało to naprawdę niezłe efekty! Nauczyciele z żalem kręcili nad nim głowami, dochodząc do wniosku, że gdyby tylko zechciał, mógłby być naprawdę jednym z lepszych uczniów. Ale Raphael nigdy jakoś nie zechciał, za bardzo pochłonięty swoimi historiami i obserwacjami. Jedynym przedmiotem, do którego uczył się chętnie i na który stawiał się bez względu na wszystko, była Astronomia- nauka zbyt odległa, by de Nevers mógł nazwać ją przyziemną, i niezwykle romantyczna, odpowiadająca jego marzycielskiej naturze. Tu jego oceny stanowiły pasmo sukcesów, wahając się od W do P i nigdy niżej. No cóż, z innymi przedmiotami bywało różnie, zwłaszcza z eliksirami, którymi gardził, jako czymś żałośnie prozaicznym. A jednak jakoś udawało mu się zdawać wszystkie egzaminy, nigdy nie powtarzał klasy, a jego świadectwa wyglądały nawet przyzwoicie, chociaż szału nie było.
Spojrzał w jej niebieskie oczy i doszedł do podobnego wniosku, jak Grace- dziewczęta z niebieskimi oczami miały zdecydowaną przewagę nad całą resztą. Modre spojrzenie było absolutnie zniewalające i urocze, zwłaszcza w przypadku panny Quinley.
- Norwegia... zawsze chciałem tam pojechać... a co do Paryża. Przyjedź kiedyś, pokażę ci najpiękniejsze, nieznane zakątki, poznam z tamtejszą bohemą artystyczną... zobaczysz co to prawdziwe, niczym nieskrępowane życie. Kiedy czas przestaje istnieć, a są tylko barwy, słowa i zapachy. Kawiarnie, muzyka i alkohol, chociaż nie jest niezbędny, jak sama zauważyłaś. Tam w powietrzu unosi się czysta magia, nawet mugole ją w sobie mają, co może wydawać się dziwne. To miasto ma duszę- szepnął w zadumie, a przez jego twarz przemknął cień zadumy. Och, kochał Paryż, kochał jego niepowtarzalną atmosferę i szczerze współczuł tym hordom turystów, poganianych przez przewodników wymachujących plastikowymi kwiatkami albo parasolkami, którzy nie mogli napawać się prawdziwym czarem tego miasta, tylko zaliczali wieżę Eiffla, Luwr i Pola Elizejskie. Tak bardzo tęsknił za tym miastem miłości i artystów. Deszczowa Anglia i jej bolesna przyziemność. Merlinie, za co...
- Tak... zagnali nas do Salonu Wspólnego jak stado baranów. Zobaczymy, jak to wszystko się rozwinie- westchnął ciężko. No cóż, normalnie nie był na bieżąco ze szkolnymi nowinkami, jednak to było zbyt poważne, by mogło nie dotrzeć do de Neversa.- Ale jestem dziwnie dobrej myśli, Grace. Mimo wszystko nie wierzę, by Lunarni mogli przejąć kontrolę nad Hogwartem. Nie martw się- pogłaskał jej delikatną dłoń, po czym uśmiechnął się lekko.- Może nie rozmawiajmy o tym? To i tak nic nie da, a psucie tak miłej atmosfery to prawdziwa zbrodnia.
Słysząc jej pytanie, zamyślił się na moment.
- Co lubię robić... lubię malarstwo, chociaż sam nie mam w dłoniach ani krzty talentu. Lubię muzykę, chociaż mój głos można przy odrobinie dobrej woli określić jedynie mianem "znośnego". Lubię teatr. I papierosy. Uwielbiam literaturę, ale to pewnie cię nie zaskoczyło... Widzisz, większość życia spędzam rozmawiając, obserwując, czytając i pisząc. Dosyć monotonnie- skrzywił się lekko, ale w jego oczach migotały iskierki uśmiechu.- Fascynuje mnie Astronomia, niewyobrażalne odległości, potęga i piękno kosmosu. I wpływ gwiazd na życie tu, na ziemi. A teraz opowiedz mi coś o sobie.

nie przepraszaj, bo tym razem odwdzięczyłam się równie długim postem xD jak ja nierówno piszę... raz lakonicznie, a raz dostaję słowotoku...

______________________


I put a spell on you 'cause you're mine


Ostatnio zmieniony przez Raphael de Nevers dnia Czw Sie 08 2013, 20:11, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Pub Jazzowy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 7Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
-