IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Pub Jazzowy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8
AutorWiadomość



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Bentham
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 266
  Liczba postów : 240
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4899-drake-bennett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4900-niezla-draka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4902-drastyczna-poczta




Gracz






PisanieTemat: Pub Jazzowy   Czw Maj 23 2013, 11:18

First topic message reminder :


Pub Jazzowy

Jesteś fanem stylowo urządzonych lokali? A może jazz jest Twoim ulubionym rodzajem muzyki? Lubisz posłuchać muzyki na żywo? Pub Jazzowy zaprasza! Codziennie od 18 występy okolicznej kapeli jazzowej umilą Ci spotkanie w gronie przyjaciół, a miła i profesjonalna obsługa zadba o to, by na Twoim stoliku nie zabrakło trunków!

Piwo kremowe
Ajerkoniak
Miętowy Memortek
Smocza Krew
Dymiące Piwo Simisona
Absynt
Beetle Berry Whiskey
Rum porzeczkowy
Wino z czarnego bzu
Sherry
Łzy Morgany le Fay
Rdestowy Miód

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 30
Skąd : Edynburg, Szkocja
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 29
  Liczba postów : 20
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15331-jack-greywolffe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15347-po-prostu-jack#411394
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15348-niezawodny-czarnuch#411398
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15331-jack-greywolffe




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Pon Paź 30 2017, 14:48

Jack zdziwił się nieco, słysząc, że mężczyzna nie uczył się w Hogwarcie. Oczywiście to samo w sobie nic nadzwyczajnego, Hogsmeade można w końcu nazwać nawet atrakcją turystyczną, więc obecność obcokrajowców byłaby zupełnie normalna. Człowiek ten wszakże wyglądał na  t u t e j s z e g o, a jednak twierdził, że dopiero poznaje te okolice. Jack nie podejrzewał kłamstwa, przeciwnie, wyczuwał raczej szczerość, i dlatego jego zaciekawienie rozmówcą wzrosło. Nie okazał swojego zdziwienia w jakiś rażący sposób, może nieznacznie uniósł w górę jedną brew, ale nic ponad to. Dodatkowo informacja, że nieznajomy nie pochodzi stąd, dała Jackowi wskazówkę, jak z nim rozmawiać. Z Anglikiem czy Szkotem mógłby już pewnie przejść na “ty”, ale z obcokrajowcem lepiej pozostać na formie “pan”. Kto wie, jakie zasady panują w jego ojczyźnie?
A jeśli mowa o grzeczności, to w sumie rozmowa zaczynała się powoli rozkręcać i wypadałoby przestać być dla siebie nieznajomymi i się przedstawić. Zaproponowanie tego przypadało jednak w udziale starszemu rozmówcy, zgodnie z etykietą, którą akurat Jack pamiętał. Dlatego powstrzymał się od zapytania o imię czy wymienienia swojego i zamiast tego zainteresował się pochodzeniem mężczyzny.  
- O, to ciekawe. Można zatem zapytać skąd pan pochodzi? Sam dużo podróżuję i zawsze chętnie posłucham o obcych krajach.
To rzekłszy, oparł się wygodniej na dużym, ciekawego kształtu krześle, które wybrał sobie ze względu na wysokie oparcie, pasujące do jego sylwetki. Było ono proste, złożone z kilku przęseł, bez miękkiej poduszki pośrodku, za to z bogato rzeźbionym szczytem. Siedzisko krzesła zostało zrobione z lekko wklęsłej sklejki, również pozbawionej poduszeczki, zaś cztery grube nóżki wyginały się od wewnątrz. Średnio wygodne, jednak twarde podłoże nigdy Jackowi nie przeszkadzało, w przeciwieństwie do zbyt niskich oparć. Kiedy już było mu wygodnie, wziął do ręki kufel piwa i wsłuchał się w odpowiedź rozmówcy, przebijającą się przez delikatnie akompaniującą jej jazzową muzykę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 682
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 599
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Wto Paź 31 2017, 08:38

Lubił zagłębiać się w tematykę podróży - wynikało z niej często wiele ciekawych wspomnień; sam przemieszczał się chętnie, odwiedzał różnego rodzaju miejsca - chociaż ograniczony był (dotąd) wyłącznie do ram Europy. Mężczyzna nie bez powodu przywodził więc Bergmannowi na myśl osobę często pozostającą w ruchu - liczył, że już niedługo, choć odrobinę mgła tajemnicy opadnie i dowie się czegoś więcej; nie oczekiwał wiele, wszak czas łączącej ich znajomości dało się ledwie oszacować w minutach. Rozmowa jednak, z której coś wynikało, zawsze była miłym wtrąceniem w biegu wolnych momentów - a on przyszedł się zrelaksować po dniu pełnym zajęć, wykładania swym podopiecznym zaklęć oraz niekiedy zapanowaniu nad wyjątkowymi przypadkami, pragnącymi za wszelką cenę przeszkodzić w bezproblemowym przebiegu nauki. W Hogwarcie rozpoczynał swój drugi rok kariery nauczyciela - i musiał przyznać, sporo rzeczy różniło się tutaj od Trausnitz; nie działało to niemniej na niekorzyść - gdyby zapadło pytanie - nie żałował tej przymuszonej zmiany.
- Mój ojciec był Niemcem - wyjaśnił, wymieniając czas przeszły gładko, bez jakiegokolwiek uczucia. To również nie należało do wielkich, skrywanych pod ogromem warstw oszustw sekretów. Nie czuł się Brytyjczykiem, bynajmniej nie w zupełności. - Chciał, abym kontynuował tradycję - dodał krótko, aby doprecyzować. W jego odczuciu wszystko stawało się jasne - dlatego wydawał się tak brytyjski, tak perfekcyjnie dopasowany w schemat - i rzeczywiście, jego część niezaprzeczalnie zakorzeniła się na tej wyspie. Rozsiadł się wygodniej na krześle, opierając swoje plecy o stosunkowo twarde, stworzone z drewna oparcie.
- Wystarczy Daniel - powiedział, nie chcąc kreować przesadnego dystansu - zwłaszcza, że same w sobie okoliczności były dość luźne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 30
Skąd : Edynburg, Szkocja
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 29
  Liczba postów : 20
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15331-jack-greywolffe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15347-po-prostu-jack#411394
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15348-niezawodny-czarnuch#411398
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15331-jack-greywolffe




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Wto Paź 31 2017, 16:45

- Jack. - Greywolffe również się przedstawił i wyciągnął nad stołem rękę na powitanie. Jego dłoń było twarda i szorstka, a uścisk - mocny i szczery. Zwrócił oczywiście uwagę, jaki był uścisk jego rozmówcy. Równie mocny? Czy bardziej śledziowaty?
- Więc jesteś z Niemiec. Byłem tam kiedyś. Ładny kraj, szczególnie ten region, który nazywacie Bawarią. Piękne góry! I to powietrze, kiedy jesteś na szczycie! U nas na wyspach nie można tego doświadczyć. Zazdroszczę, pewnie mogliście całkiem często robić sobie takie górskie wycieczki. Pamiętam, jak pierwszy raz tam przybyłem… - kiedy mówił, jego oczy skierowały się nieco w bok, patrząc obok Daniela, jakby w coś lub kogoś, co znajdowało się tuż za nim. Uczucie, jak Jack wielokrotnie już słyszał, było dla jego rozmówców co najmniej dziwne. Jak gdyby widział on za ich plecami swoje wspomnienia, o których mówił, i mówił bardziej do tych właśnie wspomnień i do samego siebie niż do osoby przed nim. - Szczyty we mgle, nagie skały sterczące ponad chmury, ani ludzkiego oddechu w okolicy i tylko przytłaczająca obecność natury i magicznych dzikich stworzeń... - zanim rozkręcił się bardziej, zmitygował się i urwał w pół zdania. Czasem zdarzało mu się tak rozmarzyć, szczególnie podczas gadania o podróżach. Niezbyt to w sobie lubił. Trochę była to wina genów, z dziada pradziada większość Greywolffe’ów miała tendencję do tracenia kontroli nad sobą, w mniejszym lub większym stopniu. Ojciec Jacka był tak porywczy, że czasem można było wręcz powiedzieć, że wpadał w bojowy szał jak dawni szczkoccy berserkerzy. W sumie łowca nie mógł zatem narzekać. Pod kątem opanowania i tak był na całkiem innym poziomie. Bardziej przypominał swojego wuja, który dawał się ponieść jedynie podczas poszukiwania informacji, niekiedy zatracając się w stertach książek i zapominając o śnie i jedzeniu. Jack był więc w najmniej chyba szkodliwy sposób dotknięty tą charakterystyczną cechą temperamentu.
- Taaaak, eeemmm… - znów opanowany, trochę niezręcznie powrócił do rzeczywistości.  - Więc, co sprowadza Cię do Anglii?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 682
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 599
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Sro Lis 01 2017, 14:07

Dłonie - w charakterystycznym, wyrytym na twarzach tablic społecznych reguł - geście, uścisnęły się powitalnie wraz z ujawnieniem imienia; jego uścisk z kolei wpasowywał się w kanon pewnego, aczkolwiek wyważonego ruchu, bez wkładania weń niepotrzebnych pokładów siły. Twarz rozświetlał mu delikatny uśmiech, kiedy jedna dłoń opuszkami wnikliwie przekonywała się o fakturze naczynia - owe drobne zajęcie nie przeszkadzało jednakże w skupieniu większej uwagi na wypowiedzi już-nieco-mniej-nieznajomego towarzysza przy stole. Wywód ten nie był irytującym bełkotem, wprawiał w pewnego rodzaju zadumę, sprowadzał określone wspomnienia wyłaniające się z wyobraźni, spostrzegane wewnętrznym wzrokiem.
- …dystans. Świadomość, jak wszystko inne staje się mało istotne - dopowiedział od siebie. Uwielbiał ten widok - rozpostarty ze wzniesień, ze znalezienia się wręcz na krawędzi, skąd jeden, nieodpowiedni krok był w stanie sprowadzić nieszczęsne ciało wprost w przepaść. - Niemniej z częścią stworzeń wolałbym się bezpośrednio nie zetknąć - oznajmił półżartobliwie, co zresztą w zupełności zgadzało się z wyznawaną prawdą. Nigdy nie ciągnęło go do niebezpiecznych kreatur; nie umiał pojąć fascynacji choćby smokami - które - niezaprzeczalnie majestatyczne, nie zachęcały jednak do jakiejkolwiek współpracy.
- Moja matka - zaczął wyjaśniać tuż po rozbrzmieniu pytania, dotyczącego dlaczego znalazł się tutaj - pochodzi z Wielkiej Brytanii. Dużo czasu spędziłem w Londynie. - Czuł się związany z ową deszczową stolicą - jak z całym państwem, szarym, spokojnym, o flegmatycznych w stereotypach mieszkańcach. Zanim został nauczycielem, zajmował się tutaj karierą naukową, wydając różne artykuły i prace - co również zdarzało mu się do dzisiaj.
- Podróżowałeś kiedyś poza granice Europy? - zapytał, zaintrygowany pierwszy raz spotykanym rozmówcą. Wiedział już, że z pewnością - w temacie odwiedzania nieznanych wcześniej terenów - miałby on wiele do powiedzenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 30
Skąd : Edynburg, Szkocja
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 29
  Liczba postów : 20
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15331-jack-greywolffe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15347-po-prostu-jack#411394
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15348-niezawodny-czarnuch#411398
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15331-jack-greywolffe




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Sro Lis 01 2017, 22:58

- Och, nie wątpię, z częścią z nich mało kto chciałby mieć do czynienia! - Jack zaśmiał się lekko. - Śmiertelnie są niebezpieczne. Ale jakie piękne... Majestatyczne. To moja praca - dodał, biorąc kolejny łyk piwa. PORZĄDNY łyk. Wkrótce będzie musiał skoczyć po następne. - polowania na magiczne stwory. Uwielbiam te wspaniałe zwierzęta, lecz to, co mogą one dać ludziom, jest mimo wszystko ważniejsze. Zawsze traktuję je z szacunkiem, nawet kiedy jestem na łowach. A ty gdzie pracujesz?
Wreszcie zadał pytanie, które pragnął zadać od początku, ale nie chciał wyrwać się jak Filip z konopii. Jeśli okaże się, że Daniel jest nauczycielem, Greywolffe będzie mógł dowiedzieć się czegoś, co tyczy się jego małego śledztwa.
- No to można powiedzieć, że jesteś bardziej tutejszy niż ja - skwitował informację o matce swojego rozmówcy. Sam pochodził ze Szkocji i spędził tam całe swoje dzieciństwo, zaś po ukończeniu Hogwartu był w ciągłym ruchu i rzadko zaglądał na Wyspy. - Taaak - Oczy Jacka znów przybrały ten niepokojący, marzycielski wyraz. - Nie raz i nie dwa, chociaż i tak nie tak wiele, jak bym chciał. Najdalej byłem w Australii. O, tam mi się podobało! Na wybrzeżu wielkie i mniejsze miasta, ale im głębiej w ląd, tym więcej dzikiej przyrody i wielkich stepów i pustyń. Tropiłem tam Tebo, który uciekł handlarzowi. Trudne zadanie, bo te bestie potrafią stawać się niewidzialne. Na szczęście miałem go tylko wytropić i nie zgubić, kiedy handlarz sprowadzał ekipę do złapania go żywcem. Ciężko było wytrzymać w tym palącym słońcu, ale widoku Uluru na horyzoncie nie zapomnę chyba do końca życia. - Skończenie swej krótkiej opowieści Jack przypieczętował wychyleniem do dna swojego piwa. Kiedy kelner przechodził obok, poprosił o następne. Znak, że rozmowa jeszcze trochę potrwa. Greywolffe zdecydowany był dowiedzieć się tego, po co tu przyszedł. Wbił wzrok w Daniela i czekał na jego odpowiedź, szczególnie tę dotyczącą pracy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 682
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 599
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Czw Lis 02 2017, 09:17

Był w stanie bez najmniejszego problemu powiedzieć jedno.
- Mógłbym zostać uznany za przeciwieństwo - stwierdził, nadal zręcznie balansując po cienkim moście między granicą pozostawania poważnym a zwyczajnego żartu. - Nie mam ręki do zwierząt. - Prawda, najczystsza prawda, z jaką był pogodzony - co więcej! na jakiej w ogóle jemu nie zależało. Nigdy nie przejawiał ogromnej miłości w stosunku do zwierząt, nie marzył o własnym pupilu, a jego niezbędna w sprawach korespondencji sowa (nieudany urodzinowy prezent po odejściu poczciwego, znoszącego mężczyznę, upierzonego staruszka) zwąca się Krebs, nawet ona nie przepadała za nim. Osobiście do różnych zazwyczaj-czworonogów odnosił się całkowicie neutralnie - nie tępił ich, nie przeszkadzały jemu kręcące się na patykowatych odnóżach insekty, nie przeszkadzały mu psy znajomych albo wcześniejsze lekcje opieki nad magicznymi stworzeniami. Po prostu sam - zainteresowania miał skierowane w zgoła odmiennym kierunku.
- Zajmuję się transmutacją - wyjaśnił, bez najmniejszego problemu zaspokajając ową ciekawość. - Oprócz tego uczę w Hogwarcie - uzupełnił dopiero na drugim miejscu; nie bez przyczyny, ponieważ zawsze na piedestale znajdowała się własna kariera naukowa - dopiero dalej, motywująca ją praca. Jak często powtarzał, nauczycielem z powołania nigdy, ale to nigdy nie był - oraz nie miał zamiaru pozostać.
- Sam chętnie bym się tam wybrał - skomentował jeszcze - to zrozumiałe - australijskie widoki z pewnością trwale zakorzeniały się wewnątrz gleby pamięci. Nie tylko zresztą Australii, choć należało przyznać - była ona na swój sposób wyjątkowa, manifestując swoją odmienność jako ogromnej wyspy umieszczonej na przeciwległej półkuli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 30
Skąd : Edynburg, Szkocja
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 29
  Liczba postów : 20
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15331-jack-greywolffe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15347-po-prostu-jack#411394
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15348-niezawodny-czarnuch#411398
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15331-jack-greywolffe




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Pią Lis 03 2017, 09:10

- O, to szacunek - z pełną szczerością powiedział Jack. - ja w Hogwarcie zawsze miałem problem z transmutacją. Profesor Mcgonagall była... cóż, bardzo surową nauczycielką, a ten przedmiot nie był moją najmocniejszą stroną. Szkoda. Teraz chciałbym nadrobić ten czas i się transmutacji nauczyć. W wielu sytuacjach mogłaby bardzo mi się przydać.
Miał na myśli oczywiście sytuacje swoich polowań. Wychowanie Greywolffe'ów sprawiło, że był bardzo sprawny fizycznie i często odwoływał się właśnie do działań fizycznych zamiast do magii. A próbując złapać jakieś stworzenie w zwykłą sieć, zamiast operować magią i próbować je ogłuszyć, chętnie skorzystałby czasem z dodatkowego narzędzia, które mógłby stworzyć z pomocą transmutacji.
- Ciekawy jestem, jak obecnie wygląda praca w Hogwarcie. Kiedyś myślałem nad aplikowaniem na nauczyciela ONMSu, ale uznałem że mógłbym się tym znudzić. Niemniej teraz chyba nie jest tak nudno, prawda? Uczyć rzucania czarów, kiedy wokół te wszystkie zakłócenia... Co o tym myślisz? - nie skłamał zbytnio, faktycznie kiedyś, choć krótko, rozważał możliwość nauczania Opieki nad Magicznymi Stworzeniami. Pewnie gdyby obecność Greywolffe'ów w Hogwarcie była konieczna, spróbowałby swoich sił. Obecną sytuację dało się jednak badać z zewnątrz i Jack bardzo liczył na w miarę szczegółowa odpowiedź Daniela, który zdawał się być człowiekiem inteligentnym, mającym własne zdanie na przeróżne tematy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 682
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 599
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Nie Lis 05 2017, 00:08

Odkąd pamiętał - w szkole - ciekawiła go transmutacja; nie zdołał wynieść tej pasji z domu - stamtąd swe źródło miało poniekąd zamiłowanie do sztuki - matka, dziennikarka, również zgłębiała ten niemal bezbrzeżny temat.
- To specyficzna dziedzina - przyznał; nie od dziś pozostawał świadomy, że nie była zdolna ona porwać każdego - zafascynować, jak często czyniły zaklęcia czy też obrona przed czarną magią. Ale i one posiadały niezaprzeczalne wyjątki. - Nigdy nie jest za późno - dodał z delikatnym uśmiechem. Spodobało mu się określenie przydatności, ponieważ część uczniów czy nawet studentów uparcie zaprzeczała tej kwestii, przychodząc na same zajęcia z negatywnym już nastawieniem - machinalnie, nie spoglądając na temat albo prowadzącego lekcję.
- Przy okazji, przeglądałeś ostatnie wydanie jedynej słusznej gazety? - dodał, a w jego głosie specjalnie tkwiła ironia; gardził Prorokiem Codziennym, szczególnie po ostatnio obecnych tam artykułach. Szanował Minerwę McGonagall - jak zresztą każdy - trudno nie było słyszeć tego słynnego nazwiska, zwłaszcza zajmując się takim nie innym przedmiotem.
- Nie uznaję poglądu poprzestania na samej teorii - oznajmił, w odpowiedzi na jego wątpliwość. - Niezależnie od nastawienia innych. To nie byłaby transmutacja. - To byłaby kpina, wypowiedział dla siebie w myślach. Ów przedmiot - jak zresztą większość - nie istniał bez przełożenia na kwestie praktyczne. Wówczas mógłby spokojnie porzucić pracę.
- Nie zawsze jest łatwo, podobnie jak w codzienności. Jeśli Ministerstwo coś wie, niezwykle dobrze ukrywa fakty - może nie odpowiadał wyczerpująco, lecz sam nie miał wiedzy w owym temacie.
Jak każdy. Tyle, że częściej niż inni - prawdopodobnie - miał okazję doświadczać tych skutków.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 30
Skąd : Edynburg, Szkocja
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 29
  Liczba postów : 20
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15331-jack-greywolffe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15347-po-prostu-jack#411394
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15348-niezawodny-czarnuch#411398
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15331-jack-greywolffe




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Czw Lis 09 2017, 14:24

Wybacz, że tak późno ;/

- Na naukę nigdy nie jest za późno, to prawda - Jack powtórzył te słowa z lekkim namysłem. - Pytanie nie brzmi "czy", lecz "jak". Nie tak łatwo znaleźć kogoś, kto by chciał poduczyć takiego starego konia jak ja... - Uśmiechnął się do siebie na te słowa. Kiedy tyle lat życia już mu minęło? I na co je roztrwonił? Miał tą trzydziestkę na karku, a co udało mu się osiągnąć? Czasem wciąż czuł się jak student, który czasem pomyśli z jakąś refleksją o przyszłości, ale potem znów da się wciągnąć w wir zdarzeń teraźniejszych. I płynie z tym nurtem, nie bardzo nawet wiedząc, dokąd. Jack nie miał rozległych znajomości wśród szanowanych czarodziejów ani nawet wśród szaraczków. W sumie, niewiele miał znajomości w ogóle. W Hogwarcie się nie udzielał, więc szkolni koledzy pewnie już o nim zapomnieli. A co do poznawania nowych ludzi po ukończeniu edukacji... kontrakty z jego pracy i ludzie, od których się uczył, to wszystko. A i te kontakty ciężko nazwać bliższymi znajomościami czy nawet koleżeństwem. Zwykła relacja handlowa. Oni płacili za robotę, on ją wykonywał. On płacił za nauki, oni mu ich udzielali. Trzydzieści lat i żadnej własnej rodziny, przyjaciół... Cholera, nie miał nawet własnego zwierzaka! Tylko ojciec i wuj, dwaj zgorzknieli mężczyźni, których relację można było określić jako trudną, mimo łączących ich więzów krwi. Oni go wychowali. Oni go STWORZYLI, takim jakim jest teraz. A on próbował do pewnego stopnia się zbuntować. I skończył gdzieś pomiędzy. Nie w pełni oddany rodowej misji, ale i nie w pełni od niej uwolniony. Niepozbawiony chęci i potrzeby towarzystwa, ale upośledzony, jeśli chodzi o zawiązywanie relacji. To, co udało mu się ze sobą zrobić, pozszywać jakoś skrawki surowego, choć szczęśliwego dzieciństwa, fragmenty samotnej w gruncie rzeczy edukacji i chwile spędzone na łonie przyrody, ze zwierzętami, które były jego najlepszymi przyjaciółmi, a równocześnie największymi wrogami... wiele pracy włożył Jack w swój rozwój, w próbę stania się bardziej "normalnym". Ale to, na co on musiał tak bardzo pracować, innym przychodziło zupełnie naturalnie. Był zacofany względem innych ludzi, tak jak jego pradawny klan, znajdujący się już na skraju upadku, był zacofany względem innych czarodziejskich rodów. Jack zamrugał, otrząsając się z zamyślenia. Jego spojrzenie odzyskało ostrość i przenikliwość.
- Nieeee, gazety to ostatnie miejsce, w którym można odnaleźć choćby odrobinę prawdy - stwierdził, zgodnie ze swoim przekonaniem. - A cóż takiego tam napisali? - zapytał od niechcenia. Kiedy Daniel kontynuował o tym, jak naucza transmutacji, Jack pokiwał głową z uznaniem. Praktyka zamiast teorii, tak. Szanował takie podejście.
- Słusznie - powiedział. - Sama teoria niczego człowiekowi nie da. Co masz na myśli, że nie zawsze jest łatwo? Jak konkretnie wyglądają takie zakłócenia w Hogwarcie? - Jack był ciekawy, czy może w tak szczególnym miejscu, jakim jest Szkoła Magii i Czarodziejstwa, zakłócenia objawiają się w inny sposób niż na przykład w Londynie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 682
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 599
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Sob Lis 11 2017, 00:29

nic się nie dzieje, sama mam częściową nieobecność < 3

Leniwy uśmiech ponownie wstąpił na jego usta - cóż, w takim razie powinien przemawiać z zaświatów. Czasami, ścigany przez melancholijny grad myśli - czuł rzeczywiście się staro, zazwyczaj jednak nie rozważał liczby przeżytych lat, raczej zagłębiając się w poszczególnych zdarzeniach, w przywoływanej raz po raz przeszłości - która, od samego początku odciskała na jego postaci wyraźne piętno. Nie dostosowywał się niemniej jednak do presji - mimo przekroczonego Rubikonu lat trzydziestu, kolejno trzydziestu pięciu, ani myślał o uzyskaniu stabilizacji; całe szczęście, nauczycielska, naukowa profesja niejako chroniła jego sylwetkę od krzywych, ciskanych spojrzeń i komentarzy (którymi - tak czy inaczej - nie przejmowałby się ani trochę).
- Artykuł, właśnie na temat dawnej dyrektorki Hogwartu - doprecyzował. Stwierdził, że jeśli zaintryguje Jacka, z pewnością sięgnie po ów egzemplarz. - W sumie, nie sądzę, abyś cokolwiek tracił. - Wzruszył lekko ramionami. Sam nie potrafił wyjaśnić konkretnie, dlaczego wciąż czytał tego szmatławca - aby się zirytować? Zabić czas? Aby po prostu wiedzieć, być na bieżąco z wypisanymi bzdurami? Przyzwyczaił się do owego rytuału podczas poranków, jeszcze przed zajęciami - i jakoś nigdy nie umiał przestać, gdy sowa przylatywała z określonym pakunkiem zwiniętej w rulon gazety.
- Wszędzie wyglądają tak samo. Wiesz pewnie, co mam na myśli - odpowiedział. - W końcu każdy ich bez wyjątku doświadcza. - Nie zauważył niczego szczególnego; częstości nie szło ocenić, zaś wszędzie nagminnie przewijały się odmowy w zaklęciach albo ich całkowicie odwrotne efekty. Zainteresowanie mężczyzny nie wzbudzało w Bergmannie mimo wszystko podejrzeń - nie miał powodów do czucia się zagrożonym, mówił ponadto o oczywistościach - które interesowały też jego. Każdy dzień rozpoczynał z - być może - naiwną nadzieją skończenia się komplikacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 30
Skąd : Edynburg, Szkocja
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 29
  Liczba postów : 20
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15331-jack-greywolffe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15347-po-prostu-jack#411394
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15348-niezawodny-czarnuch#411398
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15331-jack-greywolffe




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Nie Lis 12 2017, 20:43

Kelner wreszcie przyniósł Jackowi kolejny kufel Dymiącego Piwa Simisona. Świeżo nalane, naprawdę porządnie dymiło. Jack z przyjemnością upił duży łyk.
- Ciekawe, może zajrzę. - Nie lubił plotek, ale profesor Mcgonagal nie była osobą, o której by wiele plotkowano. Więc jeśli coś już o niej napisali, to mogło to być coś ciekawego.
A co do głównego tematu, zakłóceń magii, odpowiedź Daniela zupełnie nie usatysfakcjonowała Greywolffe'a. Więcej nawet, wzbudziła w nim niejakie podejrzenia. Nie względem Bergmanna - on zdawał się być w porządku gościem - lecz względem sytuacji w Hogwarcie.
- No tak, występują wszędzie, ale cóż... Myślałem, że Hogwart podejmie jakieś kroki. Wiesz - Jack wziął kolejny głęboki łyk piwka. - nie jest to bezpieczne dla uczniów. Weźmy takie proste zaklęcie jak Anapneo. Odbije ci przez zakłócenia i można kogoś udusić. A z zaklęciami z transmutacji to już w ogóle... wyobrażam sobie, że wszystko może się zdarzyć - Greywolffe uśmiechnął się lekko na samą myśl o tym, co mogło się stać, kiedy zaklęcia transmutacji odbiło w czarującego. - A może już stało się coś interesującego?
To pytanie nie miało akurat na celu wyłudzenia jakichś informacji od Daniela. Jacka tak rozbawiła myśl o powikłaniach zaklęć, że z czystej ciekawości posłuchałby o takim wypadku, który rzeczywiście się zdarzył.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 682
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 599
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Czw Lis 16 2017, 13:10

Myśl o zamówieniu czegoś dodatkowego - nieistotna, niedoceniana - mignęła i równie prędko oddaliła się spośród krawędzi umysłu; niestety, nie mógł sobie pozwolić na więcej (zwłaszcza przez wzgląd na dość słabą głowę i beznadziejne znoszenie późniejszego zatrucia). Szklanka z whisky pobłyskiwała już pusta; jedynie resztki roztopionego lodu stwarzały miniaturową warstwę.
- Najwyraźniej - stwierdził - wszyscy po równo tkwimy w niewiedzy.
Tak, nie inaczej - z tego, co zdołał zaobserwować - prezentowała się prawda. Oczywiście pozostawał świadomy, jak negatywny miało to wpływ na nauczanie w Hogwarcie, niemniej zarówno on jak pozostała kadra nauczycieli pozostawali związani przez nieubłaganą bezsilność.
- Na jednej z pierwszych lekcji miałem zademonstrować zaklęcie cofające efekty transmutowania, Enutitatum - postanowił opowiedzieć. Historii w zanadrzu miał więcej, acz wolał nie przywoływać przypadków, niekiedy łączących się z nie-mądrością niektórych uczniów, przez wzgląd na fakt znajdowania się w często odwiedzanych przez ich postaci miejscach. - Zamiast tego, pobliskie przedmioty przemieniły się w drobne zwierzęta.
Pamiętał doskonale tę irytację, usiłującą go zalać - prędko stłumioną w zachowaniu rozwagi, która pomogła zapobiec autentycznej porażce.
- Całe szczęście za drugim razem przebiegło bez komplikacji - ponieważ Bergmann nigdy sam z siebie nie popełniał głupich po prostu błędów, nie w tak banalnych zaklęciach, nie w transmutacji, dla której poświęcił wszystko.  
- Często tu bywasz? - spytał, ciekawy, rozpatrując prawdopodobieństwo ujrzenia się kiedy indziej.

bo w sumie dużo się wydarzyło w zakłóceniach Cool
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 30
Skąd : Edynburg, Szkocja
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 29
  Liczba postów : 20
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15331-jack-greywolffe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15347-po-prostu-jack#411394
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15348-niezawodny-czarnuch#411398
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15331-jack-greywolffe




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Pią Lis 17 2017, 12:47

- Na to wygląda - Jack westchnął i wziął kolejny łyk piwa. W sumie szybko osuszał ten drugi kufel, niewiele już w nim zostało. Czyli niczego w sumie się nie dowiedział. Tylko tyle, że Hogwart też boryka się z tymi problemami i ani dyrekcja, ani nauczyciele nie znaleźli wyjścia. - Ha, to musiało być zabawne, łapać później te zwierzątka w klasie, kiedy każde zaklęcie może nie wypalić! - Nie roześmiał się w głos, ale uśmiechnął dość szeroko, jak na siebie. - Ale grunt, że w końcu się udało.
Wypił piwo do dna, widząc, ze szklanka Daniela jest już pusta, a mężczyzna nie spieszy się z zamówieniem kolejnej. Dla Jacka był to wymowny znak, że rozmowa zbliża się do końca. Był Szkotem. Pojęcie słabej głowy było mu nieznane.
- Na pewno jakiś czas spędzę w Hogsmeade - Jak na razie był to najlepszy trop w śledztwie, jaki mógł znaleźć. - Raz tu, raz tam... Szlajam się trochę po knajpach. Ale...! - nagle wpadła mu do głowy pewna myśl. Trochę sam się sobie dziwił. To znaczy, nie miał w sumie ku temu żadnych podstaw, ledwo co poznał Daniela... Lecz ostatnimi czasy jego dawna nieśmiałość trochę się ulotniła ustępując miejsca pewnemu nieprzystosowaniu społecznemu. Innymi słowy, Jack nie miał już oporów, żeby się odezwać, pogadać, ale czasem mówił rzeczy, nad którymi ktoś inny by się dwa razy zastanowił. - Słuchaj, Daniel, jakbyś miał jakieś wolne od szkoły, to może znalazłbyś trochę czasu, żeby wpaść tu do Hogsmeade i pouczyć mnie trochę transmutacji?
W sumie Greywolffe niewiele mógł zaoferować w zamian. Chyba że Daniel chciałby mieć jakieś magiczne zwierzątko, wtedy Jack mógł je złapać. Niemniej jego szansą było to, że transmutacja była chyba prawdziwą pasją Bergmanna, więc ze względu na to mógł on być chętny, żeby go pouczyć.

Będzie dwa w jednym pogadamy o zakłóceniach i będą punkty do kuferka za lekcję xD
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 682
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 599
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Sob Lis 18 2017, 16:49

Nie sądził, że luźne - z początku - wspomnienie przerodzi się w coś konkretnego; może to dobrze? nie narzekał nigdy na przebywanie w temacie transmutacji, rozwijanie tej kwestii - zwłaszcza, że uchodziło z korzyścią również dla niego. A Daniel Bergmann nigdy nie robił nic bez powodu, z a w s z e oczekiwał on czegoś w zamian, niekoniecznie materialnego, choć - z racji pozostawania twardo stąpającym po ziemi człowiekiem, nie należało również tego wykluczyć. Na pewno nie był poświęcającym się w każdej chwili wolontariuszem - jak zresztą każdy.
Ówczesny świat posiadał pewne restrykcje.
- Zobaczę, co da się zrobić - odpowiedział jednakże, ponieważ z samą w sobie nauką nie zakładał - po odpowiedniej organizacji - powiązanych problemów, czy też, Merlinie broń, niechęci. - Wyślij mi sowę, możesz zaadresować na Hogwart. Daniel Bergmann - przedstawił się już oficjalnie, co dopełniało wzmianki o pochodzeniu.
- Wtedy ustalimy dokładniej - powiedział jeszcze z lekkim, podobnym do uprzedniego uśmiechem. Różnego rodzaju zajęcia pozwalały mężczyźnie pozostać bliżej ulubionej dziedziny, ponieważ zaprzestał badań przez wzgląd na utrudnienia zakłóceń - każda z prac naukowych wydanych teraz nie byłaby zbyt wiarygodna. Oddalił się później w spokoju, ruszając w objęcia chłodnych porywów jesiennego powietrza.

raczej nie dostanę za to punkcików, ale symboliczne galeony od ciebie mile widziane! xd

| zt x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 166
  Liczba postów : 1395
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Wto Gru 26 2017, 23:21

Ach cóż to była za zima tego roku! Taka śliczna, taka biała, tak deszczowa i ciepła! Typowa, typowa angielska pogoda. Aż się smutno człowiekowi robiło - choinki i wszystko przystrojone, wszyscy czekają na prezenty, a za oknem śniegu nie było. Szczęśliwie zima zaczęła atakować i wszystko miało wyglądać, tak jak powinno o tej porze roku. Szkoda, że tak późno, ale cóż. Friday jakoś za dużo powodów do smutku nie miał, bo właśnie wracał z dobrze znanego mu zamku i był naprawdę niewiele od załatwienia tam wszystkich swoich sprawunków na swoją korzyść. Jednak teraz, cóż. Cóż, teraz miał na głowie rzeczy o wiele ważniejsze. Dawno nie był przecież w Hogsmaede. W zasadzie, to dawno nie był gdziekolwiek. Na kilka miesięcy zupełnie zniknął z Wysp, pracując ciężko z mamą i pomagając jej w pracy. Cudownie spędzony czas, naprawdę. Nie dość, że pomógł ludzikom, to jeszcze oderwał się na chwilę choć od swojej szarej i depresyjnej londyńskiej codzienności. Może właśnie dlatego niekoniecznie chciał tak szybko wracać do mieszkania(?).
Cóż. To nie była rzecz, którą warto było się przejmować, zwłaszcza teraz, gdy leniwa jazzowa melodia odbija się od ścian, a Beetle Berry smakowała tak dobrze. Aż się chciało nic nie robić, tylko spędzać czas tutaj, chłonąć te wszystkie dźwięki i czekając co przyniesie czas i życie, obserwować wszystkie myśli, które zaczną pojawiać się w głowie wraz z każdym kolejnym łykiem. Nawet palić się nie chciało, takie to było wspaniałe i miłe. Ej, chyba przez całe życie za bardzo zaniedbywał Hogsmaede, kosztem Londynu. A przecież to tutaj było tyle wspaniałych widoków, tyle genialnych szkicy, akwareli i olejnych obrazków stworzył przesiadując w tutejszych parkach, na placach, kawiarniach, pubach i innych miejscach.
Taka nostalgia. Aż się robiło przykro człowiekowi. I tylko ta stara dobra Beetle Berry, która smakowała tak dobrze i leniwa jazzowa melodia odbijająca się od ścian jakoś zatrzymywała go przy tym stoliku, nie pozwalając wyjść na zewnątrz...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 20
Skąd : Hogsmeade
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 59
  Liczba postów : 106
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8785-lilian-emerald
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8787-lilka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8788-sophie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8789-lilian-emerald




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Sro Gru 27 2017, 00:03

Najświeższy plan dnia okazał się wyjątkowo łaskawy dla Puchonki, która od samego ranka czuła, że jej największym osiągnięciem będzie opuszczenie rozgrzanego kokonu własnej kołdry. Pragnienie przygarnięcia do siebie złoto-czarnej pościeli z miniaturowymi borsukami było na tyle silne, by zatrzymać ją w łóżku do stosunkowo późnej godziny, lecz kiedy w końcu wypełzła z niego z miną zbitego psa, podjęła plan produktywnego wykorzystania reszty leniwego dnia.
Jako rasowy zmarzluch, ubrała się ciepło, starannie dobierając każdą z warstw odzieży, którą zwieńczyła musztardową puchówką. Zabawne, jak przywiązana była do własnego domu i jak ogromną darzyła go sympatią, skoro swoją przynależność do borsuczego grona wyrażała w każdej dziedzinie swego życia. Nawet coś tak banalnego, jak dobór kurtki okazał się dla niej misją, ale znajomość mugolskich wynalazków umożliwiła jej zamówienie takiej najbardziej odpowiadającej jej wyobrażeniom. I tak, w pełnej puchońskiej okazałości, opuściła bezpieczną chatkę tutejszej sprzedawczyni akcesoriów kuchennych, niegdyś darzącej ogromną sympatią jej świętej pamięci rodzicielkę. Aktualnie pomieszkiwała u niej, opłacając swoją obecność pomocą w sklepowym magazynie, co stało się dla niej wręcz naturalnym sposobem uiszczania opłat za odgrywanie roli nadprogramowego lokatora. Jak przez mgłę pamiętała, że to właśnie dziś w Pubie Jazzowym próbę miał mieć jeden z jej ulubionych zespołów, więc skończyło się na tym, iż pędziła na łeb na szyję przez zaludnione uliczki Hogsmeade. Do celu dotarła bez większego problemu – w końcu jakiś czas temu to właścicielka lokalu udzielała jej chwilowego schronienia, a nieco dłużej pracowała tam jako kelnerka. Wpadła do wnętrza pubu ciężko dysząc, z policzkami lekko zarumienionymi od mrozu, co nie było zbyt widoczne przez stosunkowo ciemną karnację, jaką uraczyła ją w spadku smagła pani Emerald. Głęboka rozpacz ścisnęła ją w klatce piersiowej, gdy zarejestrowała, iż mimo nie tak późnej pory wszystkie stoliki były zajęte, a sterczenie na środku parkietu w trakcie występu nie było raczej szczytem uprzejmości. Bez zastanowienia pomknęła w kierunku jedynego wolnego krzesła przy pobliskim stole, gotowa na wszelkie upokorzenia czy potyczki słowne, o ile miały być one jedyną rzeczą dzieląca ją od obserwacji muzyków. Ze wzrokiem utkwionym w scenie na niewielkim podwyższeniu wymacała oparcie i wślizgnęła się na miejsce, które jakby czekało na nią, jednocześnie rozpinając grubą kurtkę.
- Przepraszam, czy to miejsce jest wolne? – Wymamrotała w roztargnieniu podczas siadania, chociaż teraz była w stanie walczyć o krzesełko jak lwica, nawet, gdyby gość pubu czekał właśnie na kogoś znajomego. Ach, właśnie… Gość! Zamrugała szybko, jak gdyby wybudzając się z głębokiego snu i przeniosła wzrok na siedzącego obok mężczyznę… I na tym się skończyło. Cała reszta wydała się nagle zaskakująco mało interesująca, kiedy pojawiła się szansa obserwacji tak intrygujących rysów twarzy nieznajomego. Czy to zasługa światła, czy jego oczy były tak urzekająco zielone, jak podpowiadała percepcja? Ogólna aparycja przypadkowego towarzysza zaabsorbowała ją tak bardzo, że aż zawstydziła się śmiałością własnego spojrzenia, lecz wszelkie próby przerwania kontaktu wzrokowego zawiodły, kiedy mózg odmówił jej posłuszeństwa. Miała mętlik w głowie i podlegała czemuś na kształt paraliżu niewiadomego pochodzenia, który musiał czynić ją w jego oczach skończoną idiotką, acz teraz niewiele obchodziło ją to, co myślał, dopóki nie podejmował zdecydowanej próby ucieczki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 166
  Liczba postów : 1395
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Sro Gru 27 2017, 15:03

Ocknął się dość szybko, ponieważ z nieznanych mu powodów do lokalu zaczęła nagle napływać masa ludzi i tak z przyjemnie zaludnionego przybytku, zmienił się on w gwarny, częściowo pełen podpitych indywiduów lokal, w którym ludzie coraz częściej deptali sobie po piętach, kelnerki już nawet nie zadawały sobie trudu z obsługą gości i tak dalej. No tak, w końcu to pub, a nie jakaś ustronna kawiarenka, do której przychodzą zakochani. Ta zmiana, mimo iż nieprzyjemna dla uszu Fridaya, okazała się jednak znośną. Być może to z powodu nie tak nagłego zaludnienia, to działo się bardzo stopniowo, ludzie nie wdarli się tutaj wielką falą, szukając schronienia i zalewając kolejne wolne kąty. No i było całkiem przyjemnie nawet już teraz, bo wstyd się przyznać, Piątek trochę tęsknił za takim gwarem, ludźmi, natłokiem spraw, głosów i inszych elementów barowej rzeczywistości. Jakoś zatracił się w tym stanie, choć nie było mu tak błogo jak jeszcze przed chwilą, obserwując nowoprzybyłych, ale także tych już przebywających w pomieszczeniu. Stąd zauważył dziewczę idące w jego stronę, jednak przez myśl mu nie przeszło, aby w ogóle mogła dosiąść się do niego. Bądźmy rozsądni - śliczna dziewczyna, przychodząca do lokalu na pewno miała tu zapewnione towarzystwo, tak też rozumował Piątek, stąd jego zdziwienie gdy okazało się, iż dziewczę kieruje się dokładnie w jego stronę.
- Tak, oczywiście
Odparł z uśmiechem, ale chyba nie bardzo była zainteresowana rozmową z nim. Może i lepiej, bo sam Friday do najbardziej rozmownych tego dnia zdecydowanie nie należał. Mimo wszystko, jakoś cisnęło mu się na usta pytanie, co to za zespół i czy ich zna i tak dalej. Jakoś nie siedział w tym magicznym muzycznym świecie, zresztą nie było w czym, biorąc pod uwagę jego ostatnie muzyczne upodobania. Jakoś nie wyobrażał sobie klubu czarodziejskiego, w którym dj gra na konsoli, uprawiając jakieś harde ambienty, albo inne techniawy. No sorry, pewne rzeczy były po prostu zarezerwowane dla mugoli i nic nie można było z tym zrobić i bardzo dobrze! Nieco różnorodności każdemu by się przydało, o czym chyba w ostatnich czasach wszyscy zaczęli zapominać. Wypijmy więc za to!
- Ekhem. Przepraszam, coś nie tak?
Spytał z uśmiechem swoją nową stolikową znajomą, bo unosząc szklankę spostrzegł, iż patrzy na niego dziwnie. Okej. Okej. Fajnie. I też średnio zdawała się słuchać tego, co do niej mówi. Miał teraz straszną ochotę pstryknąć palcami, albo pomachać jej przed oczami, jednak doszedł do wniosku, że to nie byłoby najlepsze i najbardziej taktowne rozwiązanie, biorąc pod uwagę miejsce, w jakim się znajdowali. Zamiast tego, po prostu trącił delikatnie jej nogę, a kiedy wróciła już do rzeczywistości z uśmiechem powtórzył swoje pytanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 20
Skąd : Hogsmeade
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 59
  Liczba postów : 106
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8785-lilian-emerald
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8787-lilka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8788-sophie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8789-lilian-emerald




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Czw Gru 28 2017, 00:43

Odpowiedź mężczyzny, puszczona mimo uszu przez wrażenie wywołane jego niecodzienną prezencją, uspokoiła jednak nieznacznie tę część Lilian, która aktywnie przyswajała napływające z zewnątrz informacje. Ciemnowłosa była bowiem skupiona przede wszystkim na łagodnym ruchu kącików jego ust, kiedy te unosiły się w uśmiechu, nadając jego twarzy o wiele bardziej przyjaznego wyrazu. Czy to dobrze, czy źle, nie potrafiła obiektywnie stwierdzić, gdyż (jeszcze) nieznajomy zdawał się jej zanadto intrygujący w tych dwóch odsłonach. Przedziwne wrażenie wypełniało jej myśli, jakby pomimo pierwszego spotkania z przypadkowym towarzyszem, znała go już wiele, wiele lat i ujrzawszy jego oblicze poczuła nieopisaną ulgę. Coś na kształt kłębu wątpliwości, otaczającego dawnego znajomego z dzieciństwa, który dorastał w dzielnicy z największym odsetkiem niewyjaśnionych porwań, a na którego wreszcie wpadasz po dekadzie na środku zatłoczonej, londyńskiej ulicy. Kamień z serca. Emerald zapewne uśmiechnęłaby się serdecznie, jednak niepokojem napełniał ją jeden szkopuł – właściciel tej trwożąco interesującej twarzy ani przez sekundę nie był jej znajomym z młodszych lat. Tychże było zadziwiająco niewielu, stąd przypuszczenie, że gdyby jakiegokolwiek napotkała ponownie, rozpoznałaby go w mig.
Kimże więc mógł być tajemniczy jegomość? Nieznajomy poruszał wargami, a jego przyjemny głos docierał do Lilian jakby z innego wymiaru, z opóźnieniem i bez konkretnego przesłania, prawdopodobnie w locie gubiąc sens uformowanych wcześniej słów. Mówił coś? Najwyraźniej, jednak dopóki nie domagał się odpowiedzi w bardziej angażujący rozmówczynię sposób, ta postanowiła nie walczyć z paraliżującym transem fascynacji. Obiekt zainteresowania zastygł ze szklanką w połowie drogi do lekko rozchylonych warg, co mogło oznaczać, że zastanawiał się nad brakiem odzewu z jej strony. Miała ochotę cicho się roześmiać przez komizm tej sytuacji, który sama dostrzegała, ale, jak na ironię, nie mogła ruszyć się choćby o milimetr. Mózg pozostawał głuchy na wszelkie próby wyrwania się z uścisku problematycznego bezruchu i dopiero, gdy dziewczyna poczuła dotyk nieznajomego, ocknęła się błyskawicznie.
Mrugnięcie. Jedno, drugie, trzecie. Powolny, leniwy uśmiech i wyraz otwartego zainteresowania, które zajęło miejsce ekscytacji wywołanej próbą ukochanej grupy. Muzycy z pewnością by jej wybaczyli, gdyby byli  w stanie dostrzec pastelowy pejzaż wielorakich emocji, które tymczasowo przejęły nad nią kontrolę. Tak samo, jak ona okazywała wyrozumiałość w przypadku mniej porywających utworów jazzowych, tak samo oni rozumieliby ten kryzys. W końcu ten także dla niej był jeszcze zagadką.
- Właściwie to ciężkie pytanie – mruknęła dziewczyna z wyraźnie dostrzegalnym namysłem, nieco pochylając się nad blatem, by jej słowa bezproblemowo docierały do uszu odbiorcy. Uśmiechnęła się odrobinę szerzej, sprytnie, choć był to jedynie zafałszowany obraz wewnętrznej paniki. – Dotknąłeś mojego kolana swoim kolanem, a to poważniejsza sprawa, niż możesz sobie wyobrażać. Mijamy codziennie setki ludzi i nawet nie zwracamy uwagi na tę część ciała, zwykle bezdusznie pomijaną, ignorowaną – ciągnęła bezmyślnie, składając z trudem zdania z ochłapów racjonalnego myślenia, które wiele ją teraz kosztowało. – A ty, nie znając nawet mojego imienia, nawiązałeś tak odważny kontakt między naszymi kolanami. Może przynajmniej je sobie przedstawimy, jak sądzisz? Kolano Lilian z pewnością wykazuje się teraz pełnym poparciem dla moich słów – zaakcentowała jedno słowo z uśmiechem, lecz wyraz jej oczu pozostawał poważny. Któż mógł teraz wiedzieć, czy to jedynie żart, czy autentyczna prośba? Puchonka bywała aktorką idealną, czasem zdolną oszukać nawet samą siebie, a w tejże chwili poczuła silną chęć podzielenia się z kimś szczegółami teorii kolanowej. Czy to źle? Była gotowa na każdą reakcję i mimo świadomości trudu wywołania u drugiej osoby śmiechu, naprawdę liczyła na to, że w trakcie tej drobnej konfrontacji rozmówca zdąży jeszcze zaprezentować jej ten dźwięk, mówiący sporo o swoim stwórcy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 166
  Liczba postów : 1395
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Czw Gru 28 2017, 19:47

- Zainicjowałem ten kontakt kolankowy między nami, ponieważ z niewiadomych przyczyn nie reagowałaś na żadne bodźce. Nie wiem, co się stało, patrzyłaś tak tępo. Chciałbym tutaj powiedzieć, że na mnie, ale nie jestem chyba tak butny i pyszny w swoich twierdzeniach, żeby zawrzeć taką opinię.
Rzekł z uśmiechem, z niewiadomych przyczyn wciągając się w tę dziwną dyskusję. W zasadzie powody były dwa - albo miał przed sobą osobę niezwykle ciekawą, która w ten oto dziwny sposób komunikowała się ze światem, samej pozostając w swoim dziwnym, kolorkowym światku własnych odczuć, emocji, spraw, poglądów, wyobrażeń; albo po prostu ów dziewczę nie miało nic ciekawego do powiedzenia, a w ten sposób próbowała ten fakt skrzętnie zatuszować. No i zawsze mogła orbitować wzdłuż osi prawdopodobieństwa opcja, że jest zwyczajnie pod wpływem eliksirów, albo mniej czaromagicznych substancji otępiających, ogłupiających, narkotycznych. Dość ciekawe, że Friday chciał się przekonać które rozwiązanie jest tym właściwym. Cóż, cóż. Czemu miałby sobie nie umilić wieczoru? Przecież i tak nie miał nic lepszego, ani ciekawszego, do roboty.
- Obawiam się, że Stefan, to znaczy moje kolano, nie wykazuje takiej chęci. Nic osobistego, po prostu jest nieśmiałe. Znam go już kilka lat i jakoś tak wiem, co mówię. On nigdy nie należał do najbardziej śmiałych i otwartych kolan, z jakimi przyszło mi kiedykolwiek nawiązać znajomość. Przepraszam?
Powiedział od niechcenia, skrzętnie ten fakt ukrywając. Bo to nie tak, że nie chciał poznać tej dziwnej nieznajomej. Chciał i to bardzo, ale… ta rozmowa o kolanach wydała mu się błahym i dość nietrafionym pretekstem do rozmowy. A poza tym, jeśli już naprawdę chciała poznać jego personalia, mogła zwyczajnie zapytać, albo sama się przedstawić. Cóż, widać może była nieśmiała i poraz kolejny skrzętnie ten fakt ukrywała? Kto wie, ale jednego jej nie można było zabrać - była na swój sposób zajmująca. Niestety nie bardziej od niego - Friday doskonale wiedział, że ta twarz jest mu obca, nie silił się na jakiekolwiek wycieczki we wspomnienia, co by rozważać, gdzie i czy w ogóle mógł ją zobaczyć, poznać, spędzić trochę czasu. No, może znali się ze szkoły, minęli gdzieś kiedyś na korytarzu. A może właśnie nie? Zresztą, czy to miało jakiekolwiek znaczenie? Być może, jednak z pewnością nie dla Fridaya.
- Przepraszam, ale obawiam się, że z poznania naszych kolanek niewiele wyniknie. - rzekł ze smutkiem, przenosząc wzrok ze swoich schowanych pod stolikiem nóg na twarz dziewczęcia - Stefan już tak ma. Ale wiesz, kocham to kolano, jak własne. I nie dyskryminuję go, choć to prawda, że czasem potrafi wprawić mnie w zakłopotanie, jak teraz na przykład.
Skończył swoją myśl z niewiadomych przyczyn się uśmiechając. Nawet się zaśmiał. Krótko i dość cicho, ale jednak. Potem z całą powagą, jakby bardzo wstydził się tej cechy Stefana, wyjaśnił jej, na czym polega ów wprawianie w zakłopotanie, posługując się przykładem sprzed chwili, gdy to właśnie przez Stefana i jego niesubordynacje nawiązał się między nimi kontakt kolankowy, a którego widać Stefanek nie potrafił jakkolwiek udźwignąć. No cóż, zdarza się. O ile sam Piątek do osób nieśmiałych nie należał z pewnością, o tyle… nie mógł odpowiadać za każdy element swojego ciała, zwłaszcza w duchu tej teorii, gdy każda ważniejsza część jego anatomii zyskiwała pewną podmiotowość.
- Tak więc, wybacz mi proszę. Obiecuję, że to już się więcej nie powtórzy. A teraz, wybacz mi ponownie, ale muszę.
Nie skończył myśli, jakoś w głowie naturalnie wiedział co chciał zrobić, dopełnienie tego zdania było zbyt naturalne. I tak, pozostawiając swoją rozmówczynię w pół zdania wstał od stołu, wyciągając ze swojego płaszcza paczkę papierosów. Zbyt długo nie palił. A tu w lokalu nie było niestety tej możliwości. Oby tylko nie pomyślała, że chciał się od niej oddalić. Zwłaszcza, że oczywiście gdyby chciała mu towarzyszyć, nie miałby żadnych obiekcji. Zawsze to lepiej się pali w towarzystwie, niż samotności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 20
Skąd : Hogsmeade
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 59
  Liczba postów : 106
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8785-lilian-emerald
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8787-lilka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8788-sophie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8789-lilian-emerald




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Pią Gru 29 2017, 00:38

Zaskoczenie. Uczucie tak rzadko goszczące w życiu Lilian, że niemal odeszło w zapomnienie, czyniąc poszczególne pasma zdarzeń wyjątkowo przewidywalnymi. Nie było to, oczywiście, nic dobrego, bo co ekscytującego tkwiło w egzystencji, która nie zapewniała żadnych niespodzianek? Mężczyzna szczerze zaskoczył młodą Puchonkę, zwinnie podłapując zainicjowany przez nią temat, przez co dotychczasowy uśmiech zamarł na jej wargach. To nie wróżyło niczego dobrego – ktoś taki, jak gość pubu, człowiek, który wyglądał tak, jak on, a jednocześnie śmiało dawał porywać się abstrakcyjnym rozważaniom nie zdarzał się zbyt często, żeby nie powiedzieć nigdy. Z miłym zadziwieniem brunetka zaobserwowała, że przyczyniła się do pojawienia się uśmiechu na twarzy nieznajomego, w efekcie czego ogarnęło ją rozkoszne ciepło, jak zawsze, gdy udawało się uczynić coś dobrego w pojęciu ogółu.
- Jest to w pełni zrozumiałe, aczkolwiek sama nie mam pojęcia, co było przyczyną tego zachowania – odezwała się, teraz nieco ostrożniej, chociaż iskierka zaintrygowania przeistaczała się powoli w coraz potężniejszy płomień. Zabawne, że w miarę kontynuacji tej niepospolitej konwersacji, zaczęła wręcz łaknąć odpowiedzi kogoś, kto gotów był przez krótką chwilę zapomnieć o tym, co stosowne, na rzecz równie interesującej wymiany zdań. Teoria kolanowa, co prawda, po raz pierwszy ujrzała światło dzienne i, szczerze mówiąc, powstała parę chwil wcześniej, lecz Lilian wiedziała, że niewiele osób potrafiłoby przynajmniej pozornie zainteresować się jej punktem widzenia. Na starcie nieznajomy wydał się jej dzięki temu miłym człowiekiem, choć póki co nie było żadnych podstaw, by dywagować o jego usposobieniu. – Stefan – powtórzyła bezgłośnie, ledwie poruszając wargami, kiedy utrwalała sobie w myślach to imię. Nie potrafiła stwierdzić, czy mężczyzna improwizował równie sprawnie, co ona, czy w ciągu swojej doli wpadł już na nazwanie własnego kolana, ale ta informacja mogła się jeszcze kiedyś przydać. Może? Prawdopodobnie to jedynie efekt zamiłowania do zapamiętywania kompletnie nieistotnych szczegółów, któremu ciemnowłosa nigdy nie potrafiła się oprzeć. To właśnie te drobiazgi często nadawały błahym chwilom ulotnej magii, a ich przytoczenie zapominalskiemu rozmówcy kilka lat po fakcie bywało wyśmienitą rozrywką. Nieśmiałość Stefana wyraźnie kontrastowała z wygadaniem swojego właściciela, co samej Lilian odpowiadało aż zanadto. Czy to jedynie pozorna pewność siebie, czy zupełnie autentyczna, było jej to obojętne, dopóki między nimi można było wyczuć tę szczyptę swobody, tak rzadko spotykanej w trakcie konfrontacji z nieznajomymi. Ten siedzący naprzeciwko okazał się w dodatku godnym podziwu aktorem, kiedy opowiadał z zaangażowaniem o Stefanie, który chcąc, nie chcąc, musiał przysłuchiwać się abstrakcyjnej rozmowie. Dziewczyna w pewnej chwili nie zdołała powstrzymać odruchu cichego śmiechu i odchyliła się lekko na krześle, mimo to nie odrywając wzroku od mężczyzny. Rada na przyszłość: nie wykorzystywać teorii kolanowej po raz kolejny, potrafi wprawić w zakłopotanie. Zaskoczyło ją jednak, jak prędko spełniło się jej życzenie związane z uwielbianym przez nią atrybutem otaczających ją ludzi – śmiechem. Otrzymała jakby rozczulającą próbkę tegoż, ale nawet ona, krótka i niepozorna, napełniła Lilian niewyjaśnionym szczęściem, gdyż los sprzyjał jej przynajmniej w tej dziedzinie. Prośby o wybaczenie zwyczajnie ją rozbawiły i potraktowała je jako element żartu, gdyż ani przez ułamek sekundy nie czuła się urażona. Wręcz przeciwnie – liczyła na to, że Stefanowi i Lilian będzie dane pewnego dnia przezwyciężyć obustronne opory. Minęło kilka długich, cholernie długich sekund od zakończenia wypowiedzi mężczyzny, zanim zrozumiała kryjącą się w jego słowach otwartą propozycję. Myślała sobie przez moment nad tym, o co mogło chodzić, dopóki nie dojrzała znajomego pudełeczka, znanego jej jako przedstawiciel czołówki ludzkich uzależnień. Ów przykry nałóg po raz pierwszy nie wydał się jej zniechęcający – w jakiś niewytłumaczalny sposób pasował bowiem do nieznajomego i dopełniał jego wizerunek.
- Ach, tak! – Lilian wydała z siebie ten nagły okrzyk zrozumienia, po czym zerwała się z miejsca, poniekąd zadowolona, że nie zdążyła jeszcze złożyć żadnego zamówienia. Dopiero wtedy ogarnęła ją delikatna niezręczność: co powinna teraz zrobić? Obrała najbezpieczniejszą z opcji i chyba tę, która niepotrzebnie nie przeraziłaby potencjalnego znajomego, czyli podjęcie wędrówki w stronę wyjścia przez zatłoczony lokal. Ludzie nie tłoczyli się w przejściu, ale zajmowali gęsto rozstawione przy stolikach krzesła, niejednokrotnie podwędzone od innych gości, by pomieścić przybywających w grupkach znajomych. W drodze Lilian zapięła kurtkę i wsunęła dłonie do kieszeni, raz po raz oglądając się przez ramię celem zlokalizowania znajomej i nieznajomej jednocześnie twarzy. Wyjście na świeże powietrze było zapewne celem mężczyzny jeszcze przed jej przybyciem, przez co uderzyły w nią lekkie wyrzuty sumienia. Zapewne zatrzymała go w środku na te parę cennych minut dłużej, niż sobie planował. Nie rozumiała żadnego z tych nałogów, acz potrafiła zrozumieć, jak ciężko było wytrzymać takiemu, dajmy na to, palaczowi bez przerwy na papierosa. Mogło mieć to pewien związek z jej bezgraniczną miłością do słodyczy, bez których nie potrafiła się obyć. Nikotyna, glukoza, co za różnica, kiedy zarówno o jedno, jak i drugie piekielnie dokuczliwie potrafił upominać się ludzki organizm? – Stefan to tylko imię twojego kolana czy może je ze sobą dzielicie? – Rzuciła z zaciekawieniem, kiedy mężczyzna opuścił pub i posłała mu niepewny uśmiech, jakby wciąż nie wiedząc, czy aby faktycznie życzył sobie jej towarzystwa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 166
  Liczba postów : 1395
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Wto Sty 02 2018, 23:11

Zatem wyszli oboje. Kilka przepychanych chwil później oboje znaleźli się na zewnątrz. Piątek oczywiście zapomniał o swoim płaszczu, nie mogąc cały czas przyzwyczaić się do faktu pewnej różnicy temperatur w miejscach, w których ostatnio przebywał. Oby tylko na zewnątrz nie było tak zimno! Oby tylko koleżanka Lilian(?) pozwoliła w razie czego przytulić się do siebie, bo inaczej będzie miał dwie opcje - albo będzie musiał palić szybciej, dotkliwie odczuwając ten mróz i chłód, albo też zmuszony zostanie do wejścia, ponownego przepychania się przez tych wszystkich ludzi i powrót, tym razem z płaszczem. Żadna z tych opcji nie pociągała niegdysiejszego krukona zbyt wybitnie. No cóż, no cóż. Będzie się tym martwił za chwilę. Póki co, jakoś nie było mu zbyt zimno. Z pudełeczka wyciągnął przedstawiciela pierwszego truciciela ludzkości, po czym z nieukrywaną przyjemnością zaciągnął się dymem. Mimo tego nie był jakoś szczególnie ukontentowany, zapewne z powodu panującej właśnie zimy i ogólnie nie najprzyjemniejszej aury.
Popatrzył jeszcze zza chmury dymu na swoją nową towarzyszkę i uśmiechnął się lekko. Nie potrafił sobie przypomnieć, kiedy ktoś w jego życiu podobnie często zerkał w jego stronę, co ona, kiedy wychodzili z tego lokalu. Czyżby się bała że ucieknie? Nie byłaby to zła opcja, gdyby było jeszcze kilka wyjść, choć… może było, a Piątek zwyczajnie nie wiedział o tym, bo przecież nie był jakimś zbyt stałym bywalcem lokali w Hogsmaede, bądźmy poważni i rozsądni.
- Nie, nie. Imię Stefan, zgodnie z wolą mojej matki, od urodzenia było zarezerwowane dla tego oto gentlemana.
Odpowiedział na pytanie swojej nowej koleżanki, jednocześnie klepiąc się delikatnie po kolanku. Powinien jej się teraz chyba przedstawić, co nie? Tak, chyba tak.
- Ja mam na imię Ambroge, ale to w sumie bez znaczenia. Zdecydowana większość moich znajomych i przyjaciół woli zwracać się do mnie po nazwisku, a więc per “Friday”, czy “Piątku”. Proponuję to samo.
Dodał po krótkiej chwili z delikatnym uśmiechem. Jakoś nie miał za bardzo powodu, ani ochoty by szczerzyć się jak głupi od ucha do ucha. Czemu? Dobre pytanie, jednak obecność panienki Lilian(?) z całą pewnością w żaden sposób nie dyktowała jego lekko apatycznego usposobienia tego wieczoru, bo cóż mogłoby być lepszego od dyskusji na temat swoich kolanek i tak dalej. Spojrzał krótko na papierosa. Rzucił nim gdzieś w przestrzeń, po czym odpalił następnego. Ciekawe, czy to też jej się spodoba, bo póki co chyba zrobił na niej nieodparcie dobre wrażenie. Zobaczymy co będzie za kilka minut, godzin, dni, tygodni, czy miesięcy. Jak o nim gdzieś tam usłyszy i tak dalej, może zmieni zdanie na temat poznanego niegdyś w Pubie Jazzowym mężczyzny. Póki co jednak ważniejszym było wypełnić czymś tę ciszę, jaka panowała między nimi.
- Dziwnie grają dziś. Jakoś chyba im nie idzie. No i to smutne, że nie reprezentują jakiegoś super poziomu. Słyszałem o wiele lepsze aranżacje od tych, które proponują oni tam na scence. A Ty jak sądzisz? Podoba ci się ich muzyka?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   

Powrót do góry Go down
 

Pub Jazzowy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 8 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
-