IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Pub Jazzowy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Bentham
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 266
  Liczba postów : 240
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4899-drake-bennett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4900-niezla-draka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4902-drastyczna-poczta




Gracz






PisanieTemat: Pub Jazzowy   Czw Maj 23 2013, 11:18

First topic message reminder :


Pub Jazzowy

Jesteś fanem stylowo urządzonych lokali? A może jazz jest Twoim ulubionym rodzajem muzyki? Lubisz posłuchać muzyki na żywo? Pub Jazzowy zaprasza! Codziennie od 18 występy okolicznej kapeli jazzowej umilą Ci spotkanie w gronie przyjaciół, a miła i profesjonalna obsługa zadba o to, by na Twoim stoliku nie zabrakło trunków!

Piwo kremowe
Ajerkoniak
Miętowy Memortek
Smocza Krew
Dymiące Piwo Simisona
Absynt
Beetle Berry Whiskey
Rum porzeczkowy
Wino z czarnego bzu
Sherry
Łzy Morgany le Fay
Rdestowy Miód

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 64
Dodatkowo : hipnoza, teleportacja
  Liczba postów : 71
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6392-grace-gabrielle-quinley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6393-dzidzi-was-kocha
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6398-mortimer




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Czw Sie 08 2013, 14:18

Jak to, przecież bycie prefektem jest takie fajne! Przynajmniej dla Gigi, która chyba lubiła się rozporządzać. Nie wiem do końca, czy w taki zły, czy dobry sposób, bo każdy odbiera to inaczej, ale lubiła mieć wszystko pod swoją kontrolą. Sprawować nad czymś piecze, organizować różne rzeczy… tak, to była bardzo kusząca perspektywa dla osoby tak obrotnej jak ta rozgadana Gryfonka. Hehe, ale chyba zdążyła się już pogodzić z tym, że raczej tego ze swoich marzeń nie spełni. Ja z mojej strony śmiem twierdzić, że jeśli panna Quinley zajęłaby takie stanowisko, to w szkole mogłyby się dziać ciekawe rzeczy. Tak więc, ten pomysł nie byłby do końca taki trafiony. Potwierdzę również, że z tą nudą u boku de Neversa to całkowita prawda. A ściślej, o braku nudy. Jakkolwiek wydawało jej się, że konwersacja z Puchonem może być tak nużąca, że prędzej zaśnie na siedząco, aniżeli w jakimś stopniu wciągnie się w rozmowę to bardzo miło się zaskoczyła. Jak na razie nie okazał się ponurakiem, który boi się odezwać. A to dobrze, punkt dla Raphaela! Pomyślała, czy jeśliby akurat w chwili wchodzenia do lokalu nie przypomniała sobie o jakże naiwnym zakładzie, też by się do niego dosiadła i zaczęła intensywnie zagadywać na różne tematy. Hm, może wtedy, kiedy nie byłoby tego przystojnego mężczyzny przy barze (który już sobie jednak poszedł, smuteczek). Ech, Gigi, wtedy oszczędziłabyś sobie całej tej przyszłej dramy, jaka to się gdzieś w nieznanej przyszłości delikatnie malowała.
- To mam nadzieję, że dobrze będę odgrywała funkcję, jako twoja muza. – mrugnęła do niego lekko, myśląc, czy on to tak wszystko na poważnie, czy też nie. W tej całej jego dziwaczności nie mogła mu odmówić pewnego rodzaju tajemniczości. Przez cały czas nie do końca wiedziała, czy chłopak akurat mówi na poważnie, czy robi sobie żarty. No cóż. Grace też oczywiście nigdy nie powtarzała klasy. Co to, to nie! Pod koniec roku zawsze załatwiała sobie jakieś korepetycje u starszych kolegów czy coś w tym rodzaju i wychodziła z opresji. To byłaby zdecydowanie za duża ujma na jej honorze, gdyby to musiała repetować jeden rok. Nawet nie chcę o tym myśleć! A jeśli Raphael jest taki dobry z astronomii, to i on mógłby trochę ją podszkolić. Co z tego, że był o całe pół roku młodszy!
- Mam rozumieć, że to swojego rodzaju zaproszenie do Paryża? Bo jeśli tak, to wiedz, że zawsze i wszędzie! – zaśmiała się, chociaż trzeba przyznać, że lubiła podróżować. W sumie można to byłoby nawet zaliczyć do jej zainteresowań. Miała już plan, że po studiach wybierze się na dłuższą wyprawę. Może dookoła świata? Ale na pewno nie samotną. Ona potrzebowała ludzi. Uśmiechnęła się w sumie troszkę filuteryjnie, kiedy poczuwa jego dotyk na swojej dłoni. To nie był jednak wymuszony uśmiech. Naturalny. Najbardziej naturalny z możliwych. Palcem delikatnie przejechała po spodzie jego męskiej ręki, aczkolwiek trwało to może parę sekund, bo nie chciała być nachalna. Gigi to nie była osoba, która popadała w skrajności. Trzeba być dziewczęcym i nieco powściągliwym, a jak!
- Monotonnie? Mogłabym się kłócić. Niektórym właśnie takie życie odpowiada. Ale nie mi. – skomentowała jego wywód, zastanawiając się, czy zapyta ją o to samo, co ona jego wcześniej. To byłoby trochę dziwne, gdyby tylko rozprawiał o samym sobie. Aczkolwiek pytanie padło, tak więc Grace westchnęła trochę, segregując w myślach rzeczy, jakie chciała mu przekazać.
- Hm. Nie mam jakiś wyjątkowych talentów, szczerze mówiąc. Może to zauważyłeś, ale jestem dość żywiołowa i czasami próbuję robić milion rzeczy na raz. Ale lubię podróżować. Tak, bardzo lubię. No i dużą frajdę daje mi granie w Qudditcha, choć to chyba faktycznie ogranicza się tylko do frajdy. – zaśmiała się, spuszczając wzrok na stół. On jej prawi takie opowieści, a ona nie do końca wie, co inteligentnego mogłaby mu opowiedzieć. – No i zwierzęta. To moje największe hobby. O nich czytam, nimi się fascynuję. W przyszłości chciałabym coś robić w tym kierunku. To wspaniałe, że one potrafią pokochać cię nie patrząc na to, jak wyglądasz, jaki jesteś. Najprostsza zasada: traktują cię tak, jak ty traktujesz je. Mogłabym dużo o tym mówić. Lubię też ludzi. Chociaż wiele z nich działa mi na nerwy. A Ty? Lubisz ludzi?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Paryż
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 798
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 918
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6354-raphael-theodore-de-nevers#178291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6355-ekscentryk-i-marzyciel#178298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6356-ludzie-listy-pisza#178305
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7207-raphael-theodore-de-nevers#204480




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Czw Sie 08 2013, 21:36

Czy on mówił to serio? Oto jest pytanie! Odpowiedzi nie znał pewnie nawet sam Raphael, który przywiązywał wagę do słów i tkanych za ich pomocą obrazów, emocji, ale niekoniecznie przejmował się ich prawdziwością. Często zapominał o rzeczach, które wydawały mu się śmiertelnie poważne, a sprawy, które początkowo traktował żartobliwie, jawiły mu się nagle jako coś ważnego i wymagającego realizacji. Jednak tym razem był dziwnie przekonany, że Grace idealnie nadaje się do tej roli, mimo że nie była eteryczną damą czy kimś takim. A może właśnie dlatego.
- Będziesz idealną muzą. Możesz nawet zapomnieć o tej roli, a i tak będziesz ją grać- zapewnił ją z subtelnym uśmiechem, obserwując ją spod na wpół przymkniętych powiek, jak zawsze kiedy czuł się odprężony i wręcz rozleniwiony przyjemną rozmową i swoją uroczą towarzyszką.
Och, de Nevers byłby przedziwnym nauczycielem, chociaż... może nawet by się sprawdził, opowiadając Gigi historie poszczególnych gwiazd i konstelacji, wywodzące się z mitologii lub jego własnej wyobraźni. Może dzięki temu wyniosłaby cokolwiek z tych lekcji, zresztą takie nocne wypady w celach naukowych z pewnością miałby swoisty urok- węszę potencjalny nowy wątek do rozegrania, ale o tym na razie cicho!
- Oczywiście. Zapraszam. O każdej porze roku, Paryż zawsze ma coś do zaoferowania, a ja potrafię wybrać najlepsze z jego ofert. Między innymi te, które dostępne są tylko pod ladą, dla stałych klientów- roześmiał się, patrząc w oczy Grace. Gdy musnęła palcami wnętrze jego dłoni, brwi Raphaela uniosły się o kilka milimetrów w górę, a uśmiech równie nieznacznie poszerzył, ale równie dobrze mogła tego nie zauważyć. Na tym też polegał flirt, na udawaniu, że niby nic, a jednak coś.
- Czy lubię ludzi? Tak, lubię, chociaż są dni, gdy potrzebuję skupienia i wyciszenia, wtedy nie chcę nikogo widzieć. Moi współlokatorzy w dormitorium mają ze mną ciężkie przejścia- roześmiał się, mierzwiąc swoją niesforną czuprynę i mimowolnie nachylając się w stronę Gigi.- Lubię barwność ludzi, fascynuje mnie złożoność charakterów, ich różne odcienie, mozaiki... interakcja, zderzenia poglądów, typów osobowości... fakt, że podobne potrafią się odpychać lub przyciągać i co o tym decyduje. To wszystko jest naprawdę fascynujące. Wieczna niewiadoma. Wieczna historia rozwijająca się w sposób, którego nie sposób przewidzieć- powiedział w zamyśleniu, po czym umilkł nagle, gdy pub wypełniła muzyka. Raphael nigdy by się nie spodziewał, że puszczą coś takiego- to był zdecydowanie dobry dzień, obfitujący w znaki, które trudno było odczytać inaczej niż pozytywnie. Francuska muzyka. Bardzo stara i bardzo niemodna, z tym swoim akordeonem i dygotem, który nie dał się pomylić z niczym innym. Akurat w tej chwili. To musiał być znak.
Wstał lekkim ruchem, prostując się na całe swoje metr dziewięćdziesiąt i z ciepłym uśmiechem podszedł do Gigi, kłaniając się z komiczną kurtuazją i wyciągając do niej dłoń.
- Sprawisz mi ten zaszczyt i zatańczysz ze mną, moja muzo?


przepraszam, skasowało mi się, kiedy już prawie kończyłam, i nie udało mi się tego ładnie odtworzyć... :'c
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 64
Dodatkowo : hipnoza, teleportacja
  Liczba postów : 71
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6392-grace-gabrielle-quinley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6393-dzidzi-was-kocha
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6398-mortimer




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Sob Sie 10 2013, 13:57

Tak, eteryczną damą to Gracie na pewno nie była. Nie pasowała do takiej roli z tą swoją spontanicznością, rozgadaniem i żywiołowością. Te cechy równocześnie przyciągały i odciągały od niej tłumy ludzi. Zależnie oczywiście od tego, jakie towarzystwo ktoś preferował. To całkiem zrozumiałe, że niektórzy wolą raczej spokojniejsze osoby, a nie takie, których jest wszędzie pełno. Aczkolwiek nie chcę robić z niej jakiejś dzikuski, bo to tak naprawdę całkiem normalna osóbka była. Potrafiła być poważna, kiedy od niej tego oczekiwali. Posłużyć dobrą radą, za najbliższym przyjacielem wręcz wskoczyć w ogień. Może wspólne milczenie, takie, jak to opisują w tych wszystkich romantycznych książkach w jej przypadku faktycznie byłoby zbyt dużym wyzwaniem, ale co tam! Jej ego (wysokie ego!) zostało mile połechtane, gdy Raphael użył wobec niej określenia "muza". W sumie dalej nie do końca wiedziała, czy on sobie tylko żartuje czy nie, ale to nie zmieniało faktu, że chyba każda przedstawicielka płci pięknej uwielbiała być adorowana. Grace nie wierzyła w zapewnienia tych wszystkich pseudo mrocznych Ślizgonek albo jakiś zapartych feministek, że mają takie rzeczy gdzieś. Każdy to lubił, bez wyjątku.
- To daj mi znać, jeśli pod natchnieniem wywołanym Twoja muzą, to znaczy mną, coś stworzysz. - powiedziała. Kurczę, dalej nie wiem, czy artyści i Gigi to dobry duet. Ona potrzebuję chyba jeszcze sporo czasu, aby przestań patrzeć na niego przez pryzmat, ekhm, trochę dziwnego człowieka. Sympatycznego i przystojnego, ale dziwnego. Co rzecz jasna nie przeszkodziło jej, aby tak niezwykle niewinnie sobie z nim flirtować. Uśmiechnęła się na jego słowa o zaproszeniu do Paryża.
- Ale wiesz, ja będę pamiętać o tym zaproszeniu. Nie, że później się wymigasz! - odpowiedziała rozbawiona, ale w gruncie rzeczy to byłoby w jej stylu: podejść do chłopaka za rok, biedak ledwo by to wszystko kojarzył, a ona wypaliłaby, że jadą razem do Francji. Pewnie nie na serio, ale na pewno byłoby śmiesznie. A Gigi lubiła sobie żartować.
- My chyba jesteśmy właśnie przeciwieństwami. - skomentowała krótko jego słowa o ludziach, pod którymi akurat by się podpisała. Miała podobne podejście do sprawy. Rzadko zdarzały jej się chwilę melancholii, aczkolwiek gdy już w nią popadała, często przyglądała się innym. Ich zachowaniom, rozmowom, emocjom. To było ciekawe, aczkolwiek jeszcze częściej robiła tak ze zwierzętami. To już w ogóle było fascynujące. Od początku przyjścia do pubu nie zwracała uwagę na muzykę, jaka była grana. Teraz pewnie też by nie zwróciła, dopóki Puchon nagle nie wstał i nie... zaprosił jej do tańca. No cholera. I jeszcze do czegoś tak obciachowego. Szczerze mówiąc, wolałaby siedzieć przy tym stole dalej. Ale... wszystko szło w tak dobrym kierunku.
- Jejku, ale ja totalnie nie umiem tańczyć. Zwłaszcza towarzysko. Serio, ośmieszymy się tu. - powiedziała, krzywiąc się trochę. Nie kłamała. Na imprezach to może wychodziło jej całkiem dobrze, ale takie bale i inne sprawy nie były jej bajką.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Paryż
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 798
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 918
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6354-raphael-theodore-de-nevers#178291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6355-ekscentryk-i-marzyciel#178298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6356-ludzie-listy-pisza#178305
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7207-raphael-theodore-de-nevers#204480




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Sob Sie 10 2013, 15:23

Raphael lubił schlebiać kobietom, zwłaszcza tym, które na to zasługiwały. Zresztą, umówmy się, był Francuzem i takie drobne uprzejmości wyświadczane paniom, jak zauważenie niezwykłego błękitu oczy albo zdumiewającej jedwabistości włosów rozświetlonych słońcem, należały do podstawowych zasad dobrego wychowania. Bon ton i te sprawy, zresztą to przychodziło mu zupełnie naturalnie, jeśli już poświęcił chwilę uwagi komukolwiek. A Grace w dodatku naprawdę mu się podobała, więc komplementy przechodziły mu przez gardło z taką naturalnością, jakby czytał je z kartki.
- Masz na to moje słowo- roześmiał się cicho. Och, Raphael przywykł do tego, że ludzie traktują go trochę jak szaleńca. Ale to przecież dobrze, to chyba świadczyło o artyzmie nie tylko jego twórczości, ale również osobowości. Byron pływał wpław weneckimi kanałami ze świeczką przytwierdzoną do deski, tresował karaluchy, Szekspir spekulował cukrem, Hemindway kupił krowę, żeby mieć mleko dla swoich czterdziestu kotów... Naprawdę, drobne dziwactwa Raphaela to przy tym błahostka, niewarta nawet uwagi! Może mówił w specyficzny sposób, może patrzył na świat zupełnie inaczej niż przeciętny człowiek, ale był miły i nieszkodliwy. Poza tym do wszystkiego można się przyzwyczaić, jeśli nie jest przykre, a po prostu odmienne od tego, co zwykliśmy nazywać normalnym.
- Dobrze, pamiętaj, bo ja, znając moje roztargnienie, mogę zapomnieć- uśmiechnął się rozbrajająco. Zdawał sobie sprawę, że jego dziurawa pamięć jest przyczyną wielu mniej lub bardziej krępujących i nieprzyjemnych sytuacji i nie miał zamiaru udawać, że jest inaczej. Naprawdę nie można od niego wymagać, by pamiętał jednocześnie skomplikowaną fabułę własnej powieści, wszystkie niuanse osobowości bohaterów, ich powiązania, a potem stawił się na randkę o umówionej porze i jeszcze w przyzwoicie wyprasowanej koszuli. Nie należał do ludzi, którzy kryją się ze swoim zacięciem artystycznym i upychają zabazgrane zeszyty pod poduszką, modląc się, by nikt ich tam nie znalazł. Litości. Raphael znał wartość tego, co pisze, i naprawdę nie miał na tym tle kompleksów. Uważał też, że jako twórcy można mu wybaczyć takie drobiazgi, które przecież na dłuższą metę nie mają specjalnego znaczenia. Niestety, mało która dziewczyna podzielała ten pogląd, ale cóż, taka karma!- Nie dlatego, że mi nie zależy, mon Dieu!- żeby podkreślić wagę tych słów, wykonał zamaszysty ruch dłonią.- Widzisz, bardzo pochłania mnie to, co dzieje się tu- postukał się palcem wskazującym w skroń i rozłożył bezradnie ręce.
- Wszystko na to wskazuje. Ale to dobrze, monotonia jest destrukcyjna- stwierdził z przekonaniem Raphael. Naprawdę był takiego zdania. Oczywiście, miał kilkoro znajomych, którzy oderwaniem od świata rzeczywistego i sposobem jego postrzegania byli podobni do de Neversa, ale poza tym różnorodność była czymś nieodzownym dla procesów twórczych.
Widział zaskoczenie w jej oczach i właściwie wcale się temu nie dziwił. W końcu kto słucha takich francuskich staroci? No, on. Ale on jak wiadomo jest inny. Z drugiej strony argumenty dziewczyny jakoś nie trafiły mu do przekonania, więc uśmiechnął się szerzej i ani myślał wrócić na swoje miejsce.
- Tu prawie nikogo nie ma. To primo. Secundo- wystarczy, że pozwolisz mi się prowadzić. Poza tym to nie rock'n'roll, żeby wymagał szczególnych umiejętności. Spraw mi tę przyjemność, Grace. Ta piosenka nosi tytuł pod niebem Paryża.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 64
Dodatkowo : hipnoza, teleportacja
  Liczba postów : 71
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6392-grace-gabrielle-quinley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6393-dzidzi-was-kocha
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6398-mortimer




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Pon Sie 12 2013, 00:56

I tak jak już mówiłam: kobiety uwielbiały, kiedy im się schlebiało. A Grace była rzecz jasna była kobietą, ale czy już przymiotnik "kobieca" można byłoby do niej dopasować, było kwestią sporną. Już jako dziecko wcale nie bawiło jej przebieranie lalek, czesanie warkoczyków koleżankom ani parogodzinne zakupy z mamą w poszukiwaniu jakiś strojnych sukienek. Nie, ona wolała biegać po podwórku wraz z kumplami z sąsiedztwa, spinać się po drzewach oraz robić inne rzeczy, których dziewczynce po prostu nie przystało. Na szczęście miała cudownych i co najważniejsze, normalnych rodziców, którzy nie mieli do niej o to pretensji, nie wytykali jej tego, ani nie kazali się zmieniać. Naprawdę, w erze tych wszystkich okropnych matek i ojców, co to wprowadzają niesłychany rygor w swoich domach, Maxime i Alphonse stworzyli wspaniale warunki do jej rozwoju. Czasami Grace myślała, zwłaszcza wieczorami, jaką osobą by była, gdyby matka nie zachorowała, ojciec nie pogrążył się w nałogu i dalej byłaby pod ich opieką. Nie umiała dojść do żadnych wniosków, bo nie pamiętała wiele z tamtego okresu. Poza bratem. Tak, brata chciałaby kiedyś spotkać. A może właśnie przez to, że w tym swoim krótkim życiu miała parę zawirowań, tak lgnęła do ludzi? Dlatego, że kiedyś jej tych najbliższych zabrano? No nic, koniec tych dywagacji! Późna pora zdecydowanie sprzyja wszelkim rozmyślaniom w postach.
- Na pewno będę pamiętać. W końcu kto zapomina o propozycji wycieczki do Paryża, hm? - ona na pewno nie zapomni, daję słowo! Jeszcze kiedyś przed nim stanie i powie, żeby się pakował, bo ona akurat nabrała ochoty na podróż. Ach, szalone życie! Również się uśmiechnęła. A jeśli już mówimy o uśmiechach, to ten Raphaela był naprawdę uroczy. Każdy ma jakieś swoje upodobania, a Grace akurat zawsze zwracała uwagę, na to, w jaki sposób ktoś okazuje swoją radość. Albo i nie radość, bo uśmiech w gruncie rzeczy mógł oznaczać wiele. Pan de Nevers w ogóle zyskiwał coraz większą jej przychylność. Może za niedługo zaakceptuje tą jego dziwaczność? Oj, dobrze by było!
- Monotonia w moim życiu nie istnieje. Tyle w temacie. - skwitowała. I cała prawda w tym była, cała prawda! Ona naprawdę starała się egzystować na tym szarym świecie tak, aby uczucie nudy nigdy jej nie dopadało. Życie było za krótkie, aby pakować się właśnie w monotonie. Była na to zbyt... szalona? Nie wiem, czy to dobre słowo. Niby marzyła o spokojnym domku gdzieś w górach, kochającym mężu i dwójce dzieci, ale to przecież nie oznaczało monotonii. Spokój i szczęście nie można było nazwać monotonią. Ona była wtedy, kiedy coś trwało długo i nie przynosiło żadnej radości ani zadowolenia.
LUDZIE, LUDZIE, czyżby Grace Gabrielle Quinley lekko się zarumieniła? Tak bardzo nie chciała wyjść na ten cholerny parkiet i ośmieszyć się przed ludźmi, który potencjalnie mogli ją znać. Ratujcie, ratujcie! Przecież ona się połamie. Albo połamie go. No kurde, to było nie fair. Argumenty panicza de Nevers były jednak takie, że trudno byłoby jej z nim polemizować. Zwłaszcza, że jakimś cudem znaleźli się już na parkiecie. A ta muzyka... no cóż, w guście Gigi na pewno nie była. Uznawała ją wręcz za obciachową, bo niestety mało w niej było wyczulenia na takie artystyczne dzieła sztuki. Ja osobiście uważam, że ten utwór jest wręcz magiczny, ale niestety: ja to nie Gigi. Może i lepiej, bo pewnie już dawno uległabym urokowi Raphaela, oj tak.
- Sprawię ci tę przyjemność, ale nie myśl, że będzie łatwo! Będziesz się musiał czymś odwdzięczyć, to pewne. Jeszcze nikt nie zmusił mnie do tak publicznego ośmieszania się, naprawdę. - jęknęła cicho, chwytając swojego partnera tak, jak to widziała na balach czy jakiś innych imprezach, gdzie ludzie tańczyli towarzysko. I ma ją prowadzić, bo inaczej to nie skończy się za dobrze!
- No, to możemy tańczyć. Nie wiem co mam robić, ale yolo, dajemy!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Paryż
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 798
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 918
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6354-raphael-theodore-de-nevers#178291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6355-ekscentryk-i-marzyciel#178298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6356-ludzie-listy-pisza#178305
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7207-raphael-theodore-de-nevers#204480




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Pon Sie 12 2013, 12:14

No cóż, Raphael nie do końca spełnił oczekiwania swoich rodziców. Miał być zwyczajnym, dobrze wychowanym i wykształconym młodzieńcem z tak zwanego towarzystwa, a... a okazał się być oderwanym od życia marzycielem, który potrafił popełnić najgorsze faux pas, bo akurat wpadł mu do głowy genialny pomysł, artystą i w dodatku czarodziejem! To było stanowczo za dużo, ale jakoś się z tym faktem pogodzili... co prawda pani Seraphine udawała sama przed sobą, że jej ukochany i jedyny syn uczęszcza do Eton, ale przecież wiedziała, że jest inny niż oni wszyscy. No i Oceane. Ona też. Oboje. Prawdę mówiąc wszystko się sprzysięgło przeciwko biednej pani de Nevers- magiczne zdolności Raphaela, jego artystyczna dusza i oderwanie od świata realnego... do tego stopnia, że zrezygnowała ze wszelkich prób kształtowania go według własnego planu, pozwalając mu na doskonalenie warsztatu literackiego i mając nadzieję, że jego talent będzie uzasadnieniem dla wszelkich dziwactw. Mimo wszystko bardzo go kochała i chciała jego szczęścia. Ojciec był raczej zaintrygowany tym wszystkim, chociaż oczywiście wolałby, żeby syn twardo stąpał po ziemi i skończył studia techniczne. Ale skoro nie było to możliwe, pragnął dowiedzieć się czegoś o świecie, do którego Raphael należał.
Uśmiechnął się ciepło do Grace, widząc jej zażenowanie. Musieli wyglądać przezabawnie choćby ze względu na różnicę wzrostu. Raphael, ku zdumieniu wszystkich, przejawiał całkiem spory talent taneczny. Nie żeby znał jakieś figury, skąd! Jego matka nigdy nie zdołała go zmusić do nauki tańca i jedynym tańcem towarzyskim, którego kroki znał, był walc angielski, ale po prostu miał dobre wyczucie rytmu i absolutnie nie przejmował się tym, co myślą ludzie, przez co jego ruchy cechował jakiś niewymuszony wdzięk. Do głowy mu nie przyszło, że mógłby się martwić, że ktoś krzywo na niego spojrzy albo uzna, że robi z siebie idiotę, dlatego ruszał się miękko i spokojnie. Objął Grace w pasie, jedną jej dłoń układając sobie na ramieniu, a drugą ujmując łagodnym gestem. Po chwili namysłu przesunął jej dłoń na swoją pierś, dochodząc do wniosku, że chyba jest trochę za wysoki i dziewczynie będzie niewygodnie, po czym zaczął się poruszać w takt muzyki, prowadząc ją delikatnie, ale pewnie. Zajrzał w oczy Grace, pochylając się nieznacznie i posyłając jej uśmmiech.
- Naprawdę się przejmujesz, co sobie pomyśli jakiś ograniczony intelektualnie imbecyl?- spytał ze szczerym zainteresowaniem.- Przecież to nie ma żadnego znaczenia... I cóż w tym ośmieszającego, hm?
Wykonał z Grace lekki obrót, rozkoszując się ciepłem jej ciała i wonią perfum, które przyjemnie drażniły jego powonienie.
- A co do odwdzięczenia się... jestem gotowy- mruknął z rozbawieniem, stwierdzając, że Grace poddaje się jego woli i porusza mniej sztywno niż do tej pory, pozwalając mu prowadzić.- O każdej porze dnia i nocy- dodał, mając nadzieję, że nie zabrzmiało to dwuznacznie, co za człowiek...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 64
Dodatkowo : hipnoza, teleportacja
  Liczba postów : 71
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6392-grace-gabrielle-quinley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6393-dzidzi-was-kocha
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6398-mortimer




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Wto Sie 13 2013, 22:22

Nawet jeśli do końca nie spełnił ich oczekiwań, to naprawdę jego rodzice wykazali się dużym zrozumieniem, zwłaszcza, że mieli co do swojego syna tak wielkie oczekiwania. Cóż, Grace pewnie by mu to powiedziała, gdyby kiedyś nasunął się w ich rozmowie taki temat, ale przecież dziewczę było przekonane, że Raphael pochodzi z rozbitej rodziny, w której to matka opuściła swoje dziecko, zostawiając jedynie pożegnalny list. Dla niej było to niewyobrażalne zło, niewybaczalny wręcz występek. Jej matka, biedna Deborah również ich zostawiła, ale tak bardzo tego nie chciała. Tak bardzo walczyła, aby móc być ze swoją rodziną. Może właśnie dlatego tak krytycznie myślała teraz o rodzicielce swojego towarzysza. Hm, a jeśli to przez to właśnie był taki trochę dziwaczny i aż nazbyt artystyczny? Łoho, kolejna hipoteza!
Co do różnicy wzrostu - to faktycznie musiało być dosyć komiczne. Grace mierzyła sobie zaledwie metr sześćdziesiąt centymetrów wzrostu, a Raphael aż trzydzieści centymetrów więcej! Jeszcze w połączeniu z jej wątłą sylwetką dawało to obraz, któremu z powodzeniem przyglądać się mogło parę osób w pubie. Ale co tam, raz się żyje.
- Masz całkowitą rację, tak! - powiedziała entuzjastycznie. No i tak, mimo wszystko powinna mu podziękować za tak trafną uwagę, bo nie lubiła w sobie tego, że co jakiś czas łapały ją momenty, kiedy przejmowała się opinią innych. Rzadko, ale jednak. A przecież to była najmniej potrzebniejsza rzecz w jej życiu. Życiu każdego człowieka, jeśli mam być szczera. - Nic ośmieszającego, no przecież wiadomka, tylko jak już mówiłam, niekoniecznie jestem przekonana co do swoich tanecznych umiejętności. - tu wykonała zgrabny obrót. Wszystko oczywiście działo się pod jego prowadzeniem, ale co tam, i tak była z siebie strasznie zadowolona! I nawet zapomniała, że na początku tak bardzo się przed tym wzbraniała. Co gorsza, zapomniała, że to wszystko miało być tylko dla żartów. Ech, ale pewnie i tak za parę minut wróci jej myśl, że przecież chodzi o zakład. O nic więcej. Myślę po cichu, że gdyby od początku nie działała pod pryzmatem swoich dziecinnych pobudek, teraz całkowicie wyzbyłaby się uprzedzeń co do Puchona. Niestety, nawet życie naszych czarodziejskich bohaterów nie jest tak kolorowe i tak nie było. Na razie. Co nie przeszkadzało jej uśmiechnąć się zupełnie szczerze i uroczo, kiedy uznała, że to wcale nie jest takie trudne. Rzecz jasna przydeptała go już parę razy, ale może tego nie poczuł? Oby!
- Ej, chyba nie jest aż tak źle, no nie? Powiedz coś, bo widzę, że ty się w tym całym tańczeniu orientujesz, a jak taka beznadziejna partnerka jak ja ma ci przynieść wstyd czy coś to lepiej usiądźmy. - powiedziała, nie na serio oczywiście. To było miłe z jego strony, że po tak krótkim czasie od momentu poznania jeszcze nie zmęczył się tą całą paplaniną rudej Gryfonki. A co do perfum to sądzę, że wyczuł woń z niedawno zresztą otrzymanego od matki prezentu. Słodką, ale nie na tyle, aby kogoś odstraszyć czy spowodować atak kaszlu albo coś podobnego. Uniosła brwi, słysząc jego zapewnienia. I naprawdę nie pomyślała o niczym dwuznacznym, to nie było w jej stylu!
- Mam nadzieję, że spotkamy się jeszcze po powrocie do Hogwartu. Szczerze mówiąc, nie miałam pojęcia, że w murach tej szarej szkoły są tak interesujące postacie jak ty. - co z tego, że była bezpośrednia. Nie przeszkadzało mu to, prawda? W końcu zakładała, że po takim spotkaniu jak teraz nie ma szans, aby w zamku nie zobaczyli się znowu. Może już nie tak niespodziewanie, tylko konkretnie umówieni? Te ich rozmowy, mimo że tak różniące się od tych, jakie prowadziła z innymi rówieśnikami był dość... wciągające. Tak, myślę, że można to określić tym przymiotnikiem. Wykonała jeszcze jeden zgrabny obrót, aby znów znaleźć się blisko jego ciała. Bardzo blisko, jeśli już opisujemy wszystkie detale.
- Mam nadzieję, że dobrze będziesz wspominał dzisiejszy wieczór, monsieur. - szepnęła, łapiąc go za spojrzenie swoimi niebieskimi oczami. I powiem wam, że ten kontakt wzrokowy był nieco dłuższy, niż te poprzednie. Ba, trwał nadal!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Paryż
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 798
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 918
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6354-raphael-theodore-de-nevers#178291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6355-ekscentryk-i-marzyciel#178298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6356-ludzie-listy-pisza#178305
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7207-raphael-theodore-de-nevers#204480




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Sro Sie 14 2013, 16:02

Głupi ten Raphael, nie ma co. Nie wiadomo po co plątał, mataczył i opowiadał głupstwa na temat swojej rodziny. Gdyby usłyszała to jego biedna, poczciwa matka, na pewno zaliczyłaby zawał i chłopak miałby ją na swoim sumieniu. Zresztą, Grace na pewno nie będzie uszczęśliwiona, kiedy się dowie, że Raphael pochodzi z tak zwanego dobrego domu, jego matka nigdzie nie uciekła, nikogo nie zostawiła, więcej- jest doskonałą panią domu i doktorem filologii francuskiej, a ojciec niewiele ma wspólnego ze sztuką, bo jest inżynierem, ale WHO CARES. Puchon miał potrzebę kreowania swojej osoby na nowo i nikt i nic nie mogło go przed tym powstrzymać. Nie myślał zbyt przyszłościowo, nieszczególnie przejmował się konsekwencjami swoich... hm, ubarwień rzeczywistości. Mówił to, co akurat wykwitło mu w głowie, robił to, na co miał w danej chwili ochotę. Dlatego właśnie bawiły go uprzedzenia Grace- ktoś zobaczy? I co z tego? Niech zazdrości, że oni tak dobrze się bawią, a on stoi jak kołek i się gapi.
Uśmiechnął się z zadowoleniem, widząc, że Gigi z każdą chwilą coraz bardziej się rozluźnia i znajduje w tańcu prawdziwą przyjemność. Prowadził ją pewnie, chociaż nie było w tym nic brutalnego. On SUGEROWAŁ, jaki powinien być jej następny ruch, a jej ciało dostosowywało się do narzuconego przez Raphaela i muzykę rytmu. Rytm był raczej wolny, więc kołysali się delikatnie, wykonując co jakiś czas lekki obrót. Nic trudnego, nawet dla kogoś początkującego. Może rzeczywiście kilka razy zdarzyło się jej przydepnąć mu palce, ale to nic! Zwłaszcza, że miała czarujące, malutki stópki, a Raphael nosił jakieś archaiczne buty, które całkiem dobrze go chroniły przed brakiem tanecznej ogłady panny Quinley. Widocznie właściciel pubu zauważył, że dobrze się bawią, bo po chwili włączył inną piosenkę Edith Piaf.
- Nie mów głupstw, Gracie. Idzie ci doskonale, naprawdę. Masz chyba wrodzony talent, skoro to nie wprawa- zapewnił ją z uśmiechem, przyciągając odrobinę bliżej i po raz kolejny dochodząc do wniosku, że pachnie naprawdę przyjemnie. I ma śliczny uśmiech. Ach. Jakby na potwierdzenie swoich słów obrócił ją dwa razy i złapał w ramiona w delikatnym przechyle. Zabawne, była taka leciutka, że bez problemu mógłby ją unieść jedną ręką. Co prawda długo by tak nie wytrzymał, to nie Percy z pięknym bicepsem, ale romantyczny Francuz, gardzący innym wysiłkiem fizycznym niż taniec, no ale!
Nie, jej bezpośredniość wcale mu nie przeszkadzała. Bardzo szybko uczył się akceptować sposób bycia różnych ludzi, a panna Quinley po prostu mówiła wprost, co myśli. I było to niewątpliwie miłe. Zawsze lubił uchodzić za kogoś niezwykłego, co nie przychodziło mu z wielkim trudem, zwłaszcza, że trudno było postrzegać go jako przeciętnego człowieka. Inna rzecz, że jednych to drażniło, innych fascynowało. Raphael szczerze się ucieszył, że w Grace jego... indywidualizm budzi ciepłe uczucia. Aż dziwne, że tak bardzo mu zależało na jej opinii.
- Ja również. Zamek jest duży, ale czy jest to przeszkodą dla ludzi, którzy chcą się spotkać?- spytał z uśmiechem. - Bo widzisz, my, interesujące postacie, kryjemy się po kątach. Tylko przeciętność rzuca się w oczy, choć może być to paradoksem. No chyba że ktoś swą barwność wewnętrzną ukazuje również na zewnątrz, jak twoja siostra. Ale ona jest jedyna w swoim rodzaju i wymyka się schematom- roześmiał się Raphael. W tonie jego głosu nie było nic, co mogłoby sugerować, że ze Skylą łączą go jakieś bliższe stosunki. Po prostu stwierdzał fakt. Gdy znalazła się tak blisko niego, wpatrując się w jego oczy, doznał dziwnego zawrotu głowy, a po ciele rozlało się miłe ciepło. Tak, kobiety to fascynujące istoty, a Grace miała w sobie tyle... hehe, gracji i wdzięku! No dobrze. Może gracji niekoniecznie, chociaż z każdym krokiem radziła sobie coraz lepiej i jeśli tak dalej pójdzie, Raphael zrobi z niej naprawdę dobrą tancerkę!
- Będę go wspominał najmilej, mon cheri mademoiselle- powiedział cicho, patrząc jej głęboko w oczy i walcząc z pokusą, by ją pocałować. Nie, jeszcze nie teraz... Za chwilę, a może innego dnia... a może...? Delikatnie odgarnął z jej policzka pasmo rudych włosów, muskając przy tym piegowatą skórę Grace.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 64
Dodatkowo : hipnoza, teleportacja
  Liczba postów : 71
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6392-grace-gabrielle-quinley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6393-dzidzi-was-kocha
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6398-mortimer




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Pią Sie 16 2013, 13:13

Oczywiście, że pocziwa pani de Nevers nie byłaby zadowolona! Która matka cieszyłaby się, gdyby jej własny syn opowiadał takie głupoty, stawiające ją w tak złym świetle. Ba, Grace tak jak już wspomniałam, też była na tym punkcie bardzo wyczulona i wyczuwam, że jeśli kiedykolwiek by się o tym dowiedziała, nie zostawiłaby suchej nitki na tym kłamliwym Puchonie. Och, nie kłamliwym, przepraszam. Ubarwiającym rzeczywistość, ot co! Panna Quinley w tym akurat wypadku nie widziała pomiędzy tymi dwoma rzeczami różnicy. Ale na Merlina, o czym my mówimy? Ona właśnie powolutku próbowała owinąć go sobie wokół swojego palca, oszukując go w o wiele bardziej wyrafinowany, bo niekoniecznie dosłowny sposób. Mała hipokrytka, która oczywiście swojej winy nie odczuwała w żadnym stopniu. Przecież trzeba się bawić, prawda? A takie niewinne jak na razie flirty z nowo poznanym Francuzem, którego skuteczne poderwanie było celem jej szczeniackiego zakładu było bardzo… przyjemne. Tak, zdecydowanie.
W sumie to nawet nie zauważyła, że piosenka zmieniła się na kolejną. Zajęta była raczej czymś innym, to znaczy tańczeniem, co wychodziło jej moi mili o wiele lepiej, aniżeliby przypuszczała. Może jednak zacznie więcej pląsać na tych wszystkich szkolnych balach? To byłoby coś, naprawdę! Grace Gabrielle Quinley w balowej sukni i delikatnych pantofelkach wirująca gdzieś na parkiecie na przykład z takim Raphaelem. Jej znajomym opadłaby szczęka, jestem tego pewna. Zaśmiała się uroczo, słysząc komplement z ust swojego partnera.
- Dziękuję. W sumie to nie jest aż takie trudne jak myślałam, no. – powiedziała cicho, robiąc jeszcze jeden obrót. Już nawet nie deptała po jego stopach tak często! To znaczy, czasami się zdarzało, bo w pięć minut to wybitnej tancerki nie zrobi się z niej za żadne skarby świata, ale doceńmy jej postępy. Bo nawet się starała, serio. Co prawda w tych swoich zupełnie nieeleganckich ciuszkach i rozpuszczonej burzy rudy włosów na pewno nie wyglądali jak para z konkursu tanecznego, ale co tam. Nie to się liczyło, prawda?
Niestety na opinii Raphaela tak naprawdę nie zależało jej jakoś szczególnie. Przynajmniej na razie. Oczywiście chciała zrobić na nim dobre wrażenie, ale chodziło o ten głupi zakład. To znaczy, była w zupełności sobą i na pewno cieszyło ją to, że nie odrzuca go jej bezpośredniość, ale gdyby tak było, szczególnie by się tym nie przejęła. Do czasu.
- Oczywiście, że nie. W zamku tym bardziej będzie do takich uroczych spotkań więcej okazji. Możemy iść na most wiszący, uwielbiam to miejsce! Albo balkon na wierzy. Upiekłabym ci specjalne muffinki bananowo-kokosowe, które próbowali tylko i wyłącznie BARWNI ludzie. – zaczęła mówić, przypominając sobie wszystkie ulubione miejsca w zamku. Śmiem twierdzić, że zebrałoby się ich jeszcze parę, ale te przyszły jej na myśl w pierwszej kolejności. Trochę go skłamała, bo babeczki bananowo-kokosowe owszem piekła, ale wcale nie były zarezerwowane dla ludzi wyjątkowych. Dla takich w swojej ofercie miała te ze śmietankowym kremem, masą karmelową i orzeszkiem w środku. W ogóle miała dużo swoich zwyczajów, które momentami były naprawdę paradoksalne. Tak jak z tymi muffinkami. Tak więc, jeśli Grace Quinley poczęstuje cię taką jak przed chwilą opisałam uwierz mi, jesteś dla niej kimś wyjątkowym.  I bardzo dobrze, że to o Skyli wypowiedział innym tonem, bo jeszcze by sobie coś pomyślała! To byłoby strasznie dziwne, kiedy okazałoby się, że panicz de Nevers kręci z jej siostrą. A wtedy z wygrania zakładu nici, bo przecież z sympatią siostry się nie flirtuje. ZA NIC.
Tańczyli sobie tak jeszcze chwilę, kiedy zaczęło pomiędzy nimi robić się coraz bardziej… intymnie? Poczuła, jak jego palce dotykają jej skóry na policzku. Hola, czyżby to wszystko nie działo się trochę za szybko? Ale no nic, jeśli jest okazja, trzeba działać. Nie zastanawiała się długo nad tym, co właśnie za chwilę zamierzała zrobić. Było to tak momentalne, tak spontaniczne, jak zresztą większość rzeczy, które w swoim życiu zrobiła. Gdy kolejny raz znaleźli się zdecydowanie zbyt blisko siebie, musnęła delikatnie jego usta. Ale tak naprawdę delikatnie, żeby nie było! Z gracją, bardzo krótko, na ułamek sekundy. Posłała mu nieco zbyt niepewne jak na nią samą spojrzenie.
- No to… do zobaczenia w Hogwarcie. – powiedziała tylko, i akurat jakby na jej życzenie piosenka zmieniła się na o wiele żywszą i nie nadającą się do tego typu tańca, jaki wykonywali. Puściła jego dłonie i wyszła z pubu, w drzwiach jeszcze zerkając na niego przez ramię. Och, to był dobry wieczór. Nawet nie chodzi o to, że mogła teraz polecieć do owej koleżanki i pochwalić się swoim osiągnięciem (to znaczy, zakład nie był jeszcze wypełniony w całości, bo trudno to nazwać skutecznym poderwaniem, ale kto by się tam przejmował!), tylko po prostu było ciekawie. Nie mogła powiedzieć, że Francuz nie był interesującym towarzystwem. I wiecie co? Pomyślała, że nawet chce jej się z nim spotkać po powrocie do zamku.

z/t
elaborat, ale co tam!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Paryż
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 798
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 918
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6354-raphael-theodore-de-nevers#178291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6355-ekscentryk-i-marzyciel#178298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6356-ludzie-listy-pisza#178305
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7207-raphael-theodore-de-nevers#204480




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Pią Sie 16 2013, 17:33

I tu nasze postaci różnią się diametralnie, bo dla Raphaela o wiele gorszą zbrodnią było to, co właśnie robiła z nim Grace (swoją drogą, szło jej naprawdę świetnie!), niż jego niewinne przeinaczenia faktów i koloryzowanie rzeczywistości. Na jego bajeczkach nikt specjalnie nie cierpiał, no, może oprócz jego zacnej matki, która w jego opowieściach była wyrodną i złą rodzicielką, pozbawioną macierzyńskich uczuć... ale przecież nawet o tym nie wiedziała, więc w czym problem? On nie bawił się uczuciami w taki sposób, jak robiła to Grace, był bardzo szczery w swoim podejściu do ludzi, co mogło w równym stopniu wynikać z jego natury, jak i z lenistwa, które uniemożliwiało mu udawanie, że kogoś lubi, gdy było inaczej. On uczucia uważał za rzecz świętą i nigdy, ale to nigdy nie pozwoliłby sobie na takie igraszki czyimś sercem! Flirt jest flirtem, oczywiście, ale powinien wynikać ze szczerego zainteresowania daną osobą, a nie chęci wygrania głupiego zakładu! Boję się pomyśleć, jak biedny Raphael się poczuje, gdy zrozumie, że padł ofiarą kobiecej kokieterii i chęci udowodnienia, że może zdobyć KAŻDEGO. Już mi go szkoda!
- To jest bardziej naturalne niż możesz przypuszczać- zapewnił ją Raphael, słuchając z uśmiechem jej beztroskiej paplaniny i prowadząc ją w tańcu. Była naprawdę urocza, chociaż wyłamywała się z jego kanonu piękna, według którego dziewczyna powinna być eteryczna, delikatna i owiana tajemnicą. Rude włosy, piegi i niesamowicie gadatliwa, bezpośrednia natura Grace zupełnie do tego nie pasowały, ale tym lepiej! Była naprawdę... inna. Fascynująca, nieznośna, intensywna... tak, to dobre słowo. Uśmiechnął się nieco szerzej, słysząc jej plany dotyczące ich kolejnych wspólnych spotkań. Nawet nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo ucieszył go fakt, że będą to powtarzać, że Grace bawi się na tyle dobrze, by spędzić z nim więcej czasu. Gdyby biedaczek wiedział, że to tylko kobieca przewrotność i zakład...! Ech, póki może, niech się cieszy i czerpie przyjemność z tego spotkania, na rozczarowania przyjdzie jeszcze pora.
- Hogwart ma wiele tajemnic... a muffinków spróbuję z prawdziwą rozkoszą- zapewnił ją z uśmiechem, delikatnie przesuwając dłonią w górę jej pleców.
Jej pocałunek, a właściwie muśnięcie warg, przyjął z miłym zaskoczeniem. Zamrugał szybciej powiekami, ale zanim zdążył oddać pieszczotę, Grace wysunęła się z jego objęć i coś powiedziała, a muzyka przestała grać... Raphael nie do końca zrozumiał jej słów, ale musiała być to jakaś forma pożegnania, bo dziewczyna ruszyła w stronę drzwi. Naciskając klamkę, obejrzała się raz jeszcze, więc Francuz posłał jej delikatny uśmiech i uniósł dłoń w geście pożegnania, czując miły zamęt w głowie i gwałtowny przypływ sił pisarskich. Tak, to był jeden z bardziej udanych wieczorów.
Niepewnie przesunął palcami po swoich wargach, niepewny, czy to wszystko prawda... zachowywał się jak smarkacz, który po raz pierwszy został pocałowany przez dziewczynę, a przecież z Raphaela był... no, może nie casanova, to za duże słowo, ale doświadczony młody mężczyzna, dla którego alkowa nie miała tajemnic, a co dopiero pocałunek! A teraz stał na środku pubu z niemądrym uśmiechem błąkającym się na ustach, bo jakaś ruda wariatka musnęła jego wargi swoimi.
Paradne.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Bristol
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 648
Dodatkowo : rezerwowa szukająca
  Liczba postów : 982
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3996-clara-hepburn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3997-moja-mala-blondyneczko#119583
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3998-listy-do-panny-hepburn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7180-clara-hepburn




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Sob Sie 24 2013, 16:57

Zajmowanie umysłu pierdółkami vol. 1 czas zacząć!
Po skończonych wykładach i wszelakich patrolach, na których to biedna Clarcia musiała używać całego swojego autorytetu, aby poskromić te małe, jedenastoletnie bestie (Henry, nie ciągnij Katie za szatę, a ty Katie, oddaj Henry'emu różdżkę!), wreszcie udała się do Hogsmeade. Naprawdę doceniała fakt, że po korytarzu nie pląsają beztroskie, ślizgońskie szesnastki ze skalpelami w dłoniach, ale to i tak był jeden z tych momentów, w których przeklinała prefekcką, brudną robotę.
Weszła do pubu, zajmując jeden stolik; swoim już zwyczajem, zajęła ten przy oknie, po czym wyciągnęła z kieszeni kurtki malutki pakunek, przypominający książeczki dla myszy. Z wewnętrznej kieszeni ubranka wyjęła też różdżkę, a za pomocą odpowiedniego zaklęcia, książeczki dla myszy zmieniły się w parę teczek, opatrzonych różnymi imionami i nazwiskami - cały poprzedni wieczór, Clara siedziała w mieszkaniu i spisywała wszystko co wie o delikwentach, którzy podejrzani byli o wrobienie jej i Charlotte w ten niecny szlaban kilka lat temu. W typowaniu podejrzanych, gryfonce naturalnie pomagała jej Mia, wszakże od tego roku szkolnego mogły już wynająć mieszkanie, teraz były w s p ó ł l o k a t o r k a m i. Ach!
Rozłożyła teczuszki na stoliku i usiadła wygodnie, a z zamawianiem jakichś napoi wolała poczekać na Charlotte. Razem rozwiążą tę zagadkę z przeszłości, o tak!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Londyn, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 198
  Liczba postów : 276
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6513-charlotte-mayfire-windsor
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7784-this-charlotte-is-not-a-harlot
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6527-charlie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7783-charlotte-windsor#216552




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Sob Sie 24 2013, 18:14

A Charlotte? Nic! Żadnych patroli, żadnych lekcji do odrobienia, żadnej trudnej formuły do zapamiętania. Hulaj dusza piekła nie ma! Dziewczyna zawdzięczała swój wspaniały stan jednej, bardzo ważnej rzeczy. Ową rzeczą było oczywiście niewychylanie się za bardzo pod względem wspaniałych uczniowskich zasług, takich jak chociażby najlepsze stopnie w klasie czy też, no nie wiem, świecenie przykładem dla młodszych czarodziei. Oj tak, ona niespecjalnie rwała się do odbierania szesnastolatkom skalpeli, żeby przypadkiem nie pocięły kogoś na kawałki. Jedyne, co by w tej kwestii zrobiła, to padnięcie ze śmiechu. Ale taki skalpel to nie to samo, co zabrana różdżka i porozciągana szata. Lotty naprawdę nie obchodziło, co pierwszoroczni robią sobie w tak błahym zakresie, więc zostawiała ich w spokoju, dając im ten fragment swobody, który i tak zostanie niedługo zabrany przez błąkającego się nieopodal prefekta. Ach, biedna Clarcia! Biedna ona, biedna Laila, biedny Elliott! Że też oni nie potrafili dać sobie na luz, odpuścić świecenia tak wspaniałym przykładem! Teraz wszyscy musieli biegać z tym jakże nędznym w dzisiejszych czasach tytułem prefekta i pilnować, żeby ledwo wyrośnięte z pieluch dzieci nie pozagryzały się nawzajem. Windsorówna bardzo im współczuła, naprawdę! Czasami nawet namawiała niektórych ze swoich znajomych prefków do zrobienia czegoś, za co zostaną im odebrane punkty, a następnie stanowiska, żeby mogli sobie wreszcie zrobić porządną przerwę. I o ile sama Charlie wolałaby trzymać się w cieniu, zdobywając jedynie pozytywne punkty dla Gryffindoru, to nadszarpnięcie reputacji... ot, takiej Clary, mogłoby się jej przydać. Wszystko w imię zdrowia i sprawnego umysłu! A skoro już po raz drugi wspomnieliśmy o panience Hepburn, to należy też wspomnieć, jak to było z tym ostatnim listem od niej. Tak więc Lots, swoim codziennym zwyczajem, odwiedziła Alexa w sowiarni, sprawdzając codzienną pocztę. Nawet nie zdziwiła ją koperta od przyjaciółki (ba, sam fakt, że komunikowały się przez listy powinien wywoływać zdziwienie, ale tak to jest, jak jedna jest prefektem, a druga się obija), zawierająca w sobie ich miejsce spotkania. Prawdę mówiąc, Charlotte wolałaby zobaczyć się w Hogwarcie, jednak detektywistyczny umysł Clary zapewne myślał o wszystkim przyszłościowo. No bo przecież ktoś może je podsłuchać, podrzucić fałszywy trop, ostrzec tego wrednego Ślizgona który przed kilkoma laty je wrobił, ir sienos turi ausis (ściany mają uszy)! Cóż, idąc tym tokiem myślenia rzeczywiście można stwierdzić, że pub jazzowy w Hogsmeade będzie lepszym miejscem. Zarzuciwszy na siebie zaskakująco lekkie ubrania, Windsorówna ruszyła do umówionej lokacji. Ach, ta wspaniała, angielska pogoda! Nawet jeśli Charlie była teraz setki kilometrów od domu, to i tak czuła się, jakby owa odległość wcale nie istniała. Najwidoczniej to jednak te małe szczegóły wpływają u człowieka na jego samopoczucie. Lots śmiała się z drżących z zimna przechodniów. Co oni, pierwszy raz w Wielkiej Brytanii? No cóż, czas się przyzwyczaić! Wracając jednak do naszej Lotty, weszła ona wreszcie do pubu. Jak łatwo przewidzieć, rozbrzmiewała w nim typowa muzyka z przewodniego gatunku. I o ile Charlotte bardziej pociągają inne klimaty, to ciekawie będzie tropić drania w takim, a nie innym otoczeniu. Czupryna Hepburnowej zamigotała brązowym oczom niemalże od razu - stolik przy oknie, na uboczu. Wygląda na to, że wszystkiego dopilnowała!
- Nie mów, że przegrzebałaś szkolne archiwa żeby znaleźć ich akta... Oj, Clarciu, musimy cię szybko zdjąć z tego stanowiska! - powiedziała żartobliwe, posyłając przyjaciółce ciepły uśmiech, a następnie siadając naprzeciw niej. Do zamawiania napojów Lotcie się wcale nie spieszyło, ale bardzo chętnie usłyszałaby, co Clarze udało się do teraz wygrzebać, oprócz wspomnianego wcześniej w listach spisu uczniów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Bristol
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 648
Dodatkowo : rezerwowa szukająca
  Liczba postów : 982
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3996-clara-hepburn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3997-moja-mala-blondyneczko#119583
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3998-listy-do-panny-hepburn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7180-clara-hepburn




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Nie Sie 25 2013, 15:06

Ech, taka to już rola, tych biednych, umęczonych przez życie prefektów! Nie, BIEDNA Clarcia nie mogła paść ze śmiechu na widok uzbrojonych w skalpel szesnastolatek, przedtem musiała załamać ręce i jako przedstawicielka rangi fioletowej aka wzór cnót wszelakich była wręcz zobligowana do pacnięcia się w czoło i uświadomienia danej delikwentce, że to nie ta bajka! Jako, że zwykle te zielone denatki były niesamowicie oporne na wszelakie próby przemówienia do rozumu, było to zadanie niezwykle trudne i wymagające cierpliwości, której u Clary można było na próżno szukać, zwłaszcza, jeśli przed chwilą babrała się we flakach, próbując ocucić nauczyciela. Owe szesnastoletnie ślizgonki (nikogo nie będziemy wytykać palcami!) dalej jednak rozpruwają brzuchy koleżankom, niepomne na to, że mają sto procent czystej krwi - skalpele i tak znajdują się w ich torebkach. Yolo. Prefekcka cierpliwość jest już naprawdę na wyczerpaniu, dlatego dobrze, że Clara nie zdążyła usłyszeć od panny ze skalpelem, iż te flaki z przedziału nauczycielskiego najlepiej byłoby oprawić w ramkę... bo słowo daję, to nie flaki pielęgniarki zawisłby na ścianie.
Oczywiście, że spotkanie w Hogs było celowe. W końcu Clara nie mogła wykluczyć możliwości, że wszystkie wspomniane w liście osoby mogły utworzyć jakąś konspirację - a ponieważ parę z nich wciąż nie miało ukończonych lat siedemnastu, do Hogsmeade bez nauczyciela wychodzić nie mogło HA HA. Co prawda mogli mieć szpiegów, dlatego spod półprzymkniętych powiek, Clara rzucała uważne spojrzenia na prawo i lewo, przyglądając się tym podejrzanym typom. Co prawda żadnego z nich nie kojarzyła, ale kto wie, czy samotna staruszka trzy stoliki dalej, nie była na usługach tych ślizgońskich nikczemników? Przecież oni byli zdolni do wszystkiego, naprawę w s z y s t k i e g o, wynajem szpiegów nie zdawało się niczym niemożliwym. I w sumie Clarze przyszło też do głowy, że zachowała się bardzo nierozsądnie, wysyłając Charlotte list z miejscem spotkania, a wcześniej, O ZGROZO, listę podejrzanych! Gdyby ktoś przejął ich korespondencję, miałyby problem. Cała akcja wzięłaby w łeb, a ponieważ, zresztą całkiem słusznie, na liście podejrzanych widniały nazwiska tylko ślizgońskie, jak to na ślizgonów przystało, pewnie szybko by się wycwanili jakimś kiepskim alibi! Bo oczywiście każdy z nich pamiętałby, co robił pięć lat temu, w poniedziałek o godzinie siódmej.
Tym razem Sherlock Hepburn nie pomyślał o wszystkim, szlag by wziął te listy, tak bardzo nie tajniacko! Ale przynajmniej się nie spóźnił, to już coś, zważywszy na to, że umówione z nią osoby musiały czekać od dziesięciu minut w porywach nawet do dwóch godzin, jeśli Clarci się niechcący zapomniało o spotkaniu. A bo ulubiona bluzka zaginęła. A bo musiała dokończyć książkę. A bo milion innych wymówek, które w większości wymyślała na poczekaniu, ech.
- Nieeeee... - było to niesamowicie szczerze, przeciągane "nie". Na dowód szczerości Clara aż zaczęła rozglądać się po interesujących ścianach, bawiąc się solniczką. Szczerość i niewinność w najczystszej clarciowej postaci. Z niewiadomego powodu uznała jednak, że Charlotte nie uwierzy w jej "nieeeee", dlatego westchnęła teatralnie. Kawalarka 600. - W większości są to informacje, które ja, ja sama, spisałam na potrzeby tej sprawy, Mia mi pomagała. - wzruszyła ramionami, podając Charlotte pierwszą z brzegu teczkę. - Chiara Ana Morello. Były prefekt, później znikła, albo chowała się wyjątkowo dobrze. Eee tak jakby wpadłyśmy na nią w Japonii i wywiązała się HM, szamotanina! - Clara Mistrz Znajdowania Wygodnych Określeń. - Co sądzisz? - uniosła brwi z satysfakcją, domyślając się, jak dumna byłaby z niej Mia, gdyby okazało się, że Clara odkopała starą sprawę Czarki i co więcej, dała jej za to szlaban! Nazwisko Czarki było na liście podejrzanych z wielu powodów, o tak! Zanim jednak Charlotte zdążyła odpowiedzieć, do ich stolika podszedł kelner. Przegryzając jakieś ciastko (co moę dua pań zuobić!) i śmiecąc tymi okruszkami na prawo i lewo, rzucił Clarze dość dziwne spojrzenie - bowiem trzeba dmuchać na zimne, więc gryfonka po prostu rzuciła się na stolik, zakrywając akta własną piersią! Gryfońska postawa, nie powiecie, że nie.
Kiedy zdziwiony, flejtuchowaty kelner odszedł od stolika z zamówieniem (Clara zamówiła kremowe piwo, o), mogły już rozpoczynać śledztwo!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Londyn, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 198
  Liczba postów : 276
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6513-charlotte-mayfire-windsor
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7784-this-charlotte-is-not-a-harlot
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6527-charlie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7783-charlotte-windsor#216552




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Nie Sie 25 2013, 16:30

I właśnie dlatego plan Charlotte był wręcz idealny. Gryffindor straci troszkę punktów, Clarcia straci trochę nauczycielskiego zaufania i fajrant! Taką sytuację można byłoby nawet uznać za pewnego rodzaju wakacje, na które nasza pani prefekt z pewnością bardzo, ale to bardzo zasługiwała. Wystarczy spojrzeć na to, jak bardzo się przyłożyła do tego ich całego śledztwa, mimo że ono samo w sobie nie miało nawet większego sensu. Jak dobrze to zostało wcześniej wspomniane, całe zajście miało miejsce dobre pięć lat temu, więc znajdowanie winnego ich głupawego szlabanu (który i tak przesiedziały bez problemu) było kwestią czysto... rozrywkową? Teoretycznie śmiesznie będzie obserwować tego wrednego Ślizgona, który ich wrobił, otrzymującego jeszcze gorszy szlaban. No i oczywiście tutaj jeszcze przyda się autorytet Clary - przynajmniej nie będzie musiała młodym czarodziejom zabierać skalpeli. No chyba że trafi im się ta szalona dziewczyna, wtedy może być... troszkę ciężko. Patrząc jednak na to wszystko ogółem, nawet jeśli zamysły Lotty się powiodą, to nasz Sherlock Hepburn i tak w końcu wróci na swoje stanowisko. Widać to chociażby po wspomnianym śledztwie. Nie jest to oczywiście jedyny aspekt jej osobowości, który - czy dziewczyna będzie tego chciała czy nie - pomoże jej odzyskać prefekciarski autorytet. Jednakże, najpierw będzie musiała go stracić. Niestety, siedząc teraz w Hogsmeade Windsorówna nie mogła jej w żaden sposób namówić do zrobienia czegoś, co zasługuje na szlaban. Wszelkie rozróby poza szkołą były chyba uważane za wyłączną odpowiedzialność ucznia i to pokrzywdzony miał obowiązek dopilnować, aby delikwenta spotkała kara, a nie kadra nauczycielska. Samo spotkanie w tym miejscu było naprawdę dobrym pomysłem - przynajmniej z punktu widzenia Charlie, która na tak maluteńkie szczegóły, jakie widziała Clara, nie zwracała wcale uwagi. Chociażby ta samotna staruszka, no kto inny jak nie nasza Sissy miałaby dostrzec w niej szpiega? Najpewniej przypisała jej też bycie pod wpływem eliksiru wielosokowego, bo jaka babcia dałaby radę podsłuchiwać rozmowę dwóch studentek ze słabnącym w miarę starzenia się słuchem? Kwestia listów też wcale nie dziwiła. Gdyby dziewczyna miała gdzieś na korytarzu potrącić Lots, aby ukradkiem włożyć jej do dłoni karteczkę z tajną wiadomością - nie byłoby to absolutnie NIC dziwnego. Wystarczy się tylko trochę z nią poprzyjaźnić, a wszelkie jej dziwactwa zaczynają być zwyczajnymi, codziennymi przypadkami. A skoro już mówimy o rutynowych wręcz zachowaniach Clary, to dobrze będzie właśnie napomknąć na temat jej spóźnialstwa. Charlotte była ofiarą wspomnianej dwugodzinnej obsuwy już trzy razy. Dlatego też cieszyła się niezmiernie, kiedy wchodząc do pubu zobaczyła przyjaciółkę już siedzącą przy stoliku. No to w kolekcji mamy już punktualność i dwugodzinną obsuwę. Co zostanie zaserwowane jako następne?
- Nie, nie, wcale. - mruknęła Windsorówna, kiwając głową i nadając swojemu głosowi wyraźny, sarkastyczny ton. Okej, Clara była naprawdę sumienna i przykładała się do otrzymanego (albo też przydzielonego samej sobie) zadania, ale bez przesady! Nie mogła tego ot tak wszystkiego spisać, jeszcze wciągając we wszystko przyjaciółkę. No bo... jak to tak? Spojrzawszy jednak na podaną jej teczkę, Charlotte traciła wiarę w swoje przekonania. Nie chodziło nawet o wyraźne pismo Hepburnowej, bo to znajdowałoby się tam nawet jeśli jednak wygrzebałaby te wszystkie akta. Nie posunęłaby się do zabierania ich z archiwów! Szczegół, który raz a dobrze spowodował, że szatynka uwierzyła w wersję przyjaciółki, to styl, w jakim napisane były wszystkie notatki. Wszelkie zapiski, skreślenia i adnotacje miały formę... monologu. A przynajmniej tak to wyglądało z perspektywy czytelnika, jakim była wtedy Lotta. Kto wie, może po prostu jej się wydawało. I tak nie miała dużo czasu na przeanalizowanie tego wszystkiego, bo po kilku chwilach Clara szarpnęła teczkę i położyła się na stoliku, zakrywając tą i wszystkie inne. Brązowe oczy wlepiły się tępo w jej czuprynę na dłuższą chwilę, ponieważ ich właścicielka została teraz już naprawdę zbita z tropu. Dopiero później zorientowała się, że podszedł do nich kelner i to jego sprawką było kolejne dziwactwo Gryfonki. Dziewiętnastolatka westchnęła cicho, zamówiła sobie to samo, co jej towarzyszka i poklepała ją po głowie, jeszcze zanim ta wróciła do pierwotnej pozycji.
- Udawaj, że zależy ci na nich trochę mniej. - mruknęła, spoglądając wtedy ukradkiem na teczki - Tak, jak się teraz zachowujesz, dajesz wszystkim wkoło znać, że jest w nich coś naprawdę ważnego. I o ile najpierw nikt się nami nie zainteresował, to teraz pół pubu się w nas wpatruje. Także uspokój się, obserwuj otoczenie od czasu do czasu, ale na Merlina, nie zakładaj, że każdy chce nam nasze małe śledztwo przerwać! - skończyła z ciepłym, uspokajającym uśmiechem.
- To teraz powiem ci, jak dla mnie wygląda sprawa z Chiarą. - zaczęła ponownie, strzepując kilka okruszków ze swojej części stolika - Skoro tak zupełnie niewinnie wdałaś się z nią w jakąś awanturę, a przy okazji całkiem niedawno straciła tytuł prefekta, to rzeczywiście może coś do ciebie mieć. Problem w tym, że zostałyśmy wrobione pięć lat temu, a wtedy nie było chyba jeszcze między wami tak źle? Bo jeśli chodzi o mnie, to nawet jej wtedy nie znałam, także... - urwała, czekając na wnioski Sherlocka Hepburna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Bristol
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 648
Dodatkowo : rezerwowa szukająca
  Liczba postów : 982
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3996-clara-hepburn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3997-moja-mala-blondyneczko#119583
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3998-listy-do-panny-hepburn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7180-clara-hepburn




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Wto Sie 27 2013, 01:58

Och jasne, to nie miało najmniejszego sensu, ale jako odpychacz złych myśli sprawdzało się idealnie! I zaangażowanie Clary wcale nie wynikało z faktycznej chęci niezaspokojonej zemsty czy odkopania jakichś prawdziwych mhroków przeszłości, zajmowanie się czymś konkretnym poza lekcjami nie pozwalało Hepburn usiąść i gapić się w ścianę, rozmyślając po raz enty nad tymi samymi zmartwieniami i dramami. Niby zawsze miło dokopać ślizgonowi i te sprawy, gryfońska codzienność, ale tak naprawdę, ta osoba, która jako dzieciak wrobiła nasze przyjaciółki w ten szlaban, nie będzie pewnie nawet pamiętać o co chodziło. A później, o ile uda im się dotrzeć do prawdy, a zakładam, iż tak właśnie będzie, wlepią ślizgonowi SZLABAN, który może dla uczniów klas pierwszych wydawał się najgorszym złem, ale dla tych starszych kolegów był już raczej, przynajmniej w większości, rutyną, którą trzeba było odrabiać, ilekroć nauczyciel przyłapał ich na jakichś psikusach czy zakazanych igraszkach. Clara miała tę smutną świadomość, że ich podejrzani niespecjalnie przejęliby się następnym wlepionym szlabanem, ale jak już wcześniej było wspomniane, to nie chodziło o powód, nie chodziło o karę, chodziło o śledztwo i jego przebieg. Zresztą w książkach, które Hepburn czytywała z taką namiętnością, detektywi zawsze odnosili sukces, a ich przygody pożerało się z zapartym tchem. Dlaczego by tak nie miało być i teraz?
Cóż, pomińmy fakt, że to jedynie książki. Ten argument chyba nigdy nie przemówi do Clary.
Jednakże zgadzam się, za samo zaangażowanie, Clara definitywnie powinna dostać nie tylko wakacje i medal, ale i własne, wypełnione galeonami konto w banku Gringotta. Co prawda nie wiem jeszcze, kto miałby ją tym kontem obdarować, ale spokojnie, to następna faza planu. Co się zaś tyczy Charlie, ona z kolei powinna dostać medal za cierpliwość. I wyrozumiałość. Bo będą jej one potrzebne w przeprowadzeniu profesjonalnego śledztwa z taką roztrzepaną Clarą u której, zwłaszcza ostatnimi czasy, ta cecha zdawała się aż nadto uwydatniać, już nawet pominąwszy te jej spóźnienia, których o właśnie, Charlie już doświadczyła.
Na pewno też okaże się, że ktoś śledzi poczynania Lotty i Clarci, a później wręczy im obu, ze łzami w oczach oczywiście, ordery za zasługi dla państwa. Może nawet pobłogosławią jego dzieci? Zostaną zaproszone na Boże Narodzenie? W końcu ujęły tak groźnego bandytę, rozkopującego grządki z ziołami i wrabiającego niewinne gryfoneczki. Co więcej, idąc już tym szlakiem paranoi, można stwierdzić, że owy ślizgon OBDARŁ JE Z TEJ NIEWINNOŚCI, o taktaktak, pokazał, iż życie nie czeka z otwartymi ramionami, a raczej podkłada nogę, z uśmiechem szaleńca wysyłając na szlaban! Zatem może było w tym coś więcej? Może nie chodziło o samo zajęcie czasu, tylko o - tak ważny dla gryfoniątek - honor? Zraniona duma, ach, bolała nawet tyle lat po zdarzeniu...
- Zależy trochę mniej? - bąknęła, marszcząc brwi i grzecznie zjeżdżając ze stołu na swoje krzesełko. Po chwili ogarnęła, że Charlotte bynajmniej nie mówi o życiowej sytuacji Clary, a jedynie tym konkretnym momencie, w którym to Hepburn ściągnęła na nie uwagę wszystkich ludzi w pubie. - Ah, jasne, masz rację! - klepnęła się teatralnie w czółko i zaśmiewając się trochę nerwowo, rozejrzała się po ludziach. Tak, ta staruszka zdecydowanie była pod wpływem eliksiru wielosokowego. Mrugała zbyt energicznie jak na swój wiek!!!! - Hehe, niewinnie. - oparła się o fotel, poruszyła brewkami i jednym ruchem odgarnęła blond czuprynę za ramię, ale ona swoim zwyczajem wróciła, znów krzyżując plany upodobnienia się do tych romantycznych bohaterek przedstawień. Gryfonka zaraz jednak przestała cwaniakować i znowu nachyliła się nad stolikiem, zwracając się do przyjaciółki w konspiracyjnym szepcie. - Masz rację, Chiarę... możemy na razie odłożyć, bo nie pamiętam, abyśmy już wtedy się znały, w moich notatkach nie ma adnotacji, że znała też wtedy Mię. - spojrzała na kartkę zapisaną dzień wcześniej, zawierającą różne, różnorakie informacje na temat Morello. Odłożyła ją jednak zaraz do teczki, a teczkę na okno. Teraz przyszedł czas na, taratatam, Caspra Villiersa! - Casper Villiers, lat siedemnaście, Slytherin. Z moich ekstra notatek wynika, że rwie każdą dupę w szkole... i zobacz Charlie, gdyby akurat ktoś go złapał, a miał ustawioną randkę. Pomiń fakt, że miał wtedy dwanaście lat, tacy narwańcy już za dziecka ukazują swoją prawdziwą naturę, o. Aleale musiał się jakoś wykręcić z tego szlabanu, który nad nim wisiał, więc wrobił w rozkopanie grządek dwie gryfonki? A i pamiętam go z tych wcześniejszych klas, dlatego postawiłabym przy jego nazwisku kropeczkę. Dużą. Czerwoną. Kropeczkę. Co sądzisz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Londyn, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 198
  Liczba postów : 276
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6513-charlotte-mayfire-windsor
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7784-this-charlotte-is-not-a-harlot
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6527-charlie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7783-charlotte-windsor#216552




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Wto Sie 27 2013, 15:51

Charlotte również nie widziała w owym śledztwie jakiegoś wielkiego, głębszego sensu, nie czuła, żeby ta ich cała zemsta miała jakikolwiek sens i prawdę mówiąc, gdyby to ktoś inny zaoferował się z czymś takim, to dziewczyna zbyłaby go jak najprędzej, próbując uświadomić danej osobie jak idiotycznym pomysłem jest szukanie kogoś, kto pięć lat temu wrobił ich w szlaban. Jednakże w przypadku Clary było nieco inaczej. Lotta uwielbiała jej towarzystwo i nawet tego szczególnie nie kryła. Gdyby preferencje Gryfonki były troszkę inne, no i gdyby oczywiście nie miała tego swojego Griga, to Charlie z pewnością podjęłaby starania, które miałyby Sherlocka Hepburna zmienić w jej kochaną przytulankę. Ale jest jak jest i nikt się nie będzie nad tym zasmucał, oprócz mnie jako autorki, bo ship Charlotte z Clarą byłby epicki, ale nie o tym teraz mowa! Szlaban, szlaban, szlaban. To wcale nie musi być szlaban! A bo to raz się komuś podrzucało jakieś ohydne rzeczy do pokoju? Możliwości jest naprawdę wiele, a znając nasz gryfoński duet, to w końcu wpadną na coś naprawdę wrednego i doprowadzą same siebie do szlabanu, a cała historia zatoczy jedno, wielkie koło. Ale czy to źle? Jak dla mnie wcale nie! Jeśli zaś chodzi o te wszystkie książki, to sądzę że nasze wątki związane z tym całym śledztwem też są czytane z zapartym tchem, więc Clarcia zupełnie nie ma się o co martwić. Tyle że czwarta ściana nigdy nie pozwoli jej na pozyskanie o tym jakichkolwiek informacji... Ale to nic, to nic.
Tak jak to już było wspominane, Charlie uwielbiała towarzystwo Hepburnowej, więc ów medal dla niej byłby co najmniej niezasłużony. Powinno się je wręczać za coś, co naprawdę wymaga jakiegoś wysiłku, a nie za coś, co przynosi radość i jest samo w sobie przyjemne. Nawet to, że dziewczyna była roztrzepana jak nikt inny, nawet to, że potrafiła się spóźnić tych wspomnianych kilka godzin, wszystko to niwelowała swoim doprawdy zabawnym i przyciągającym ludzi charakterem. Windsorównie ciężko było zrozumieć, jak ktoś taki mógł się dorobić jakichkolwiek wrogów. Przecież to głupie! Ot, chociażby taka Chiara. W sumie racja, sama była dosyć wredna i nieznośna, ale czemu miała by nie znosić naszego Sherlocka? Niektórzy to są dziwni!
Charlotte pokiwała twierdząco głową na pierwsze pytanie swojej przyjaciółki, przyjmując następnie wyraz twarzy typu "A bo to pierwszy raz mam rację?", kiedy owa racja została jej przyznana. Lubiła to uczucie. W domu to ona zawsze musiała słuchać i notować, bo przecież każdy wiedział lepiej. Oprócz taty, który chyba jako jedyny miał taki dobry wpływ na wychowanie młodej Windsorówny. Że też życie w rodzinie królewskiej wygląda tak wspaniale na zewnątrz, a wewnątrz jest takie ciężkie! Ale ale, nie o tym mowa. Szatynka była zmuszona nachylić się trochę nad stolikiem, bo do Clary nie do końca dotarło przesłanie jej ostatnich słów. Tak więc Chiara została odrzucona. Następny na liście pojawił się Casper Villers. Oj, tego to Lots dopiero znała! Był ohydny w niemalże każdym calu - chociaż niektóre tatuaże miał rzeczywiście fajne, ale tylko niektóre! - i nie byłoby to chyba kłamstwem, gdyby ktoś powiedział, że ów Casper przeleciał pół Hogwartu. Jak to było, że tyle dziewczyn na niego leciało, tego Charlie w żaden sposób nie potrafiła pojąć. Brytyjka westchnęła ciężko, kiedy Sherlock skończył wymyślanie zarzutów. Pokręciła przy tym jeszcze przecząco głową.
- Coś mi się to nie klei. Może i jest takim narwańcem... Ale jak dwunastolatek, zwłaszcza taki jak on, miałby wrobić dwie gryfonki? Zwróć uwagę, że wrabiał nas, Clara! Przecież żaden nauczyciel nie miałby do nas jakichkolwiek podejrzeń, nie pięć lat temu... Cóż, do ciebie nadal nikt nic nie będzie miał, trochę inaczej ze mną, bo jednak było tych kilka imprez... ale to szczegół! Możesz tam postawić małą kropeczkę, jeśli chcesz, ale ja nie jestem do tego zbyt przekonana. To kto jest następny? - spytała, spoglądając ukradkiem na resztę teczek. Że też Hepburnowa miała ich aż tyle!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Bristol
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 648
Dodatkowo : rezerwowa szukająca
  Liczba postów : 982
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3996-clara-hepburn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3997-moja-mala-blondyneczko#119583
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3998-listy-do-panny-hepburn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7180-clara-hepburn




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Pią Sie 30 2013, 21:54

No cóż, znając niebywałe szczęście Clary i tę skłonność do pakowania się w przeróżne problemy, która dziwnym trafem wynika sama z siebie, wcale bym się nie zdziwiła, gdyby gryfonki znowu dostały szlaban. Może znów ktoś je wrobi? Ta sama osoba? Trochę wstyd w sumie, żeby taki Sherlock Hepburn i prefekt dostał szlaban, nooo ale! Chociaż głowa do góry, ile razy Lottcie i Clarze udawało im się uciec przed jakimś nauczycielem, patrolującym wieczorem dział ksiąg zakazanych, ilekroć nasze gryfonki naszła ochota na jakąś, hm, cięższą lekturę? A WŁAŚNIE, kto zatem mówi, że spryt jest domeną ślizgonów? Zresztą, Clara to się zawsze dziwiła, że poza kilkoma wyjątkami, do domu węża mogą być przyporządkowane jakiekolwiek dobre cechy.  
Skandal.
Nie no, może ten clarciowy hejt do zielonych nie był aż tak skrajny, ale poprzez ostatnie doświadczenia stawał się coraz bardziej postępujący.
I tu się podczepię pod stwierdzenie, no jak można takiego Sherlocka nie lubić, eekhm? Jak można grozić mu skalpelem oraz strzałą w piegowatą mordkę? Jak można się rzucić z pazurami ze ee parę obraźliwych uwag? Jak można w ogóle dopuścić się perfidnej zdrady? Oprócz tego ostatniego, wszystkie okropieństwa płynęły ze strony ślizgonów, o taktaktak! Pomijając fakt, że Clara potrafiła być wybitnie wredna i uszczypliwa, jeśli ktoś tylko na to w jej mniemaniu zasługiwał, tak dla swoich znajomych i przyjaciół przecież była właśnie taką przytulanką, zapominalską, nieogarniętą, nieprzewidywalną i czasem emocjonalnie niestabilną, ale yolo, taki już był jej urok. Czasem w sumie można było na niego zrzucić też lenistwo, usprawiedliwiając się właśnie taką wadliwą pamięcią czy roztrzepaniem, heheh, nie powiem, Clarcia lubiła to wykorzystywać, ale w większości niestety wcale nie udawała. Czasem wygodniej było zrzucić odpowiedzialność na czyjeś barki, takiej właśnie naszej Charlie przykładowo! I jeśli mam być już do końca szczera, Lotta padła ofiarą jej lenistwa TYLKO RAZ, ale to było taaak dawno, że sama Hepburnowa by już pewnie tego nie pamiętała, na pewno były to jakieś nieistotne sprawki, wcale nie typu dwugodzinnego spóźnienia, nieee-ee.
Beztrosko postawiła kropeczkę przy nazwisku Caspra, aby zaraz podnieść wzrok na Charlie i doszukać się w jej brązowych oczkach aprobaty odnośnie tej beztroski z którą postawiła kropeczkę. Naprawdę starała się, aby wyszło to tylko tak, jakby strzepywała okruszki ze stołu, a nie zaznaczała nazwisko groźnego podejrzanego.
Tak jak poleciła jej Lotta; Hepburn musiała zachowywać się w sposób nie budzący podejrzeń. I oczywiście Lots miała całkowitą rację. Zresztą, jak to, Charlotte Windsor (nazwisko prawie jak WATSON, to nie może być przypadek) taki wnikliwy, przynajmniej według Clarci, obserwator, mógłby się mylić?
- Melanie Thomason. - przeczytała następne nazwisko i zaraz odchrząknęła, bo tym razem powiedziała to na tyle głośno, że parę osób znowu się obejrzało. Taaak, Clara miała wielką skłonność do przesady. Jak nie w jedną, to w drugą stronę. - Znaczy... KUPIĘ KOMUŚ KLAKSON. - dodała bardzo głośno, aby wszyscy mieli wrażenie, że z tym imieniem i nazwiskiem to się jednak przesłyszeli. I faktycznie, nie zainteresowani propozycją Hepburn, odwrócili się do swoich stolików.
Było blisko, uff.
Dlatego Sherlock znowu ściszył głos, nie wpadając jednak w ten teatralny szept.
- Znowu ślizgonka. - poinformowała przyjaciółkę z lekkim uśmiechem. - Studentka. Wróciła niedawno z wycieczki po Europie. Co prawda... w ogóle nie pamiętam jej z wcześniejszych lat, aleee to tylko dowód, jak sprawnie się kamuflowała! A później wyjechała na rok, aby uniknąć podejrzeń. Nie udało się jej. - powiedziała z niekrytą satysfakcją, trochę pół żartem, pół serio, bo oprócz tego, iż zdawała sobie sprawę, że całe śledztwo nie ma większego sensu, to i zarzuty, które udało jej się zebrać przeciwko Melanie, były wyjątkowo słabe. - Co sądzisz? - zapytała Szarlotki znad kufla piwa kremowego, które właśnie przyniósł im kelner.
Pewnie też był szpiegiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Londyn, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 198
  Liczba postów : 276
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6513-charlotte-mayfire-windsor
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7784-this-charlotte-is-not-a-harlot
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6527-charlie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7783-charlotte-windsor#216552




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Sob Sie 31 2013, 12:25

Charlotte byłaby tak naprawdę zadowolona nawet wtedy, gdyby razem z Clarą miała się wpakować w kolejny szlaban. Przecież i tak planowała jakoś uwolnić swoją przyjaciółkę od roli prefekta, więc wpadnięcie w kłopoty podczas szukania sprawcy poprzednich kłopotów nie byłoby takie znowu złe. Oczywiście był to wstyd, plama na honorze wspaniałego Sherlocka Hepburna i jego partnerki Charlotte Watson (no i mimowolnie wychodzi shipowanie z Charlie Watson, cholera), ale to w końcu wszystko w dobrym zamyśle. Zresztą, jedno niepowodzenie nikogo nie zabije. Jak to się mówi - uczeń bez kosy jak żołnierz bez karabinu, więc czemu nie powiedzieć tego samego w stosunku do detektywa? Tak w ogóle to dziwne, że wychodząc na wieczorne wędrówki po wspomnianym dziale Ksiąg Zakazanych dziewczyny nie zostały ani razu przyłapane. Jeszcze dziwniejsze, że w ogóle na takie wypady się wybierały. No bo na co dwóm wzorowym Gryfonkom czytać takie, a nie inne książki?
Lotta nie do końca wiedziała o tym, że Hepburnowej ktokolwiek groził skalpelem, albo strzałą w buźkę. Tym bardziej nie wiedziała o złośliwościach, które nasz nieco ciapowaty prefekt skierował w stronę świruski ze skalpelem. Możliwe, że gdyby owe informacje posiadała, to jej ogólne spojrzenie na Clarcię leciutko by się zmieniło, ale to nic pewnego. Jednakże z pewnością brałaby je pod uwagę, opowiadając ludziom o jednej z jej najlepszych przyjaciółek. Oczywiście nie pominęłaby tego, jaką wspaniałą jest przytulanką, jak słodkie jest jej ogólne nieogarnięcie, oraz jak wielką ma skłonność do zapominania o przeróżnych rzeczach. Ot chociażby spotkania z Charlie, bardzo dobry przykład! Wcale nie zdarzyło się to jeden raz, tylko trzy, tak jak już zresztą pisałam. Pierwszy nie był nawet tak odległy, miały w końcu razem odwiedzić Pokątną, żeby pokupować wszelkie potrzebne w szkole rzeczy, a większość tego czasu została spędzona na czekaniu na Clarcię. Czterdzieści dwie minuty. Jeszcze wcześniej, wspólna wycieczka po londyńskich sklepach w wakacje. Godzina czterdzieści siedem minut. Trzeciego razu Charlotte nie pamiętała dokładnie, ale jak łatwo się domyślić, obsuwę blondyneczki potrafiła powiedzieć nawet w środku nocy. Równo trzydzieści minut. Trochę to wredne, tak zapamiętywać dokładnie wielkość spóźnienia, ale Lots wykorzystywała to jedynie w celach żartobliwych, które nie miały w żadnym wypadku jakkolwiek Clarci urazić. Może co najwyżej naprostować.
Windsorówna udawała, że wcale nie widzi tej kropeczki będącej tworzoną przy nazwisku Caspera, aby Hepburnówna (nie brzmi coś, prawda?) mogła ucieszyć się ze swoich zdolności bycia dyskretną. Dlatego też niebieskie oczęta w brązowych doszukały się jedynie pytającego wyrazu, który dopiero po dłuższej chwili zmienił się w tak wyczekiwaną, chociaż nieco żartobliwą aprobatę. Wnikliwy obserwator zdziwił się jednak, kiedy następne nazwisko zostało wypowiedziane nadzwyczaj głośno. Nie zdziwiły go nawet wścibskie, czasem nawet poirytowane spojrzenia, które zostały skierowane w stronę ich stolika. Dziewczyna już chciała dać Gryfonce znać, że musi się uciszyć, kiedy ta niemalże na cały pub wykrzyczała coś o klaksonie. Nic lepiej nie opisze wyrazu twarzy Charlotte w tamtej chwili niż krótki filmik podlinkowany w wyrazie. Dopiero po długim "ładowaniu" niedoszła królowa zrozumiała, o co chodziło i odetchnęła głęboko z pewnego rodzaju zażenowaniem. Śmiała się cicho sama do siebie, po czym znowu zaczęła wpatrywać w Clarę, czekając na to, co chciała powiedzieć.
Zdecydowanie było blisko.
Lotta słuchała dokładnie wszystkiego, popijając w międzyczasie wspomniane piwo, robiąc dosyć nieprzekonane miny.
- Ja to w ogóle pierwszy raz słyszę takie imię i nazwisko, więc chyba nie ma sensu szukać w niej winy na siłę. No CHYBA ŻE jest jakąś dziwaczką która hejtuje nas zupełnie za nic, wtedy możemy rzeczywiście zrzucić wszystko na nią... Nie wiem, nie wiem, kogo tam masz jeszcze? Scarlett Saunders i Frederick Champion, dobrze pamiętam? - spytała, mając nadzieję że zyska sobie kilka punktów u Clary znajomością listu, który zawierał przecież całkiem pokaźny spis podejrzanych, więc jeśli Lots pokazałaby, jak bardzo jej zależy na tym ich całym śledztwie, to pewnie jeszcze bardziej polepszyłaby swoje stosunki z Hepburnową, prawda? Trzeba pokazywać, że dba się o szczegóły!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Bristol
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 648
Dodatkowo : rezerwowa szukająca
  Liczba postów : 982
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3996-clara-hepburn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3997-moja-mala-blondyneczko#119583
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3998-listy-do-panny-hepburn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7180-clara-hepburn




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Nie Wrz 08 2013, 14:44

Och, takie wypady do działu z księgami zakazanymi to zapewne dla samej adrenaliny, w końcu takie gryfoneczki jak Sherlock i Watson potrzebowały coraz to nowych wyzwań, o. A dzięki wcale nie ślizgońskiemu nienienie sprytowi, jeszcze nikt naszych ryzykantek nie złapał, wygrały życie. Dlatego tak bardzo bolał Clarę fakt, że przez jakąś chwilę nieuwagi, kilka lat temu, dały się wrobić jakiemuś cwaniaczkowi - przecież to nastawało na ich dumę i honor, obie cechy tak bardzo gryfońskie!
A to wszystko brało się z tego, że z Clarci to była osóbka po prostu bardzo impulsywna! Wystarczył byle pretekst, aby rozeźlić Clarę i spowodować wybuch awantury o byle powód. No, przynajmniej jeśli chodziło o osoby do których nie pałała wielką sympatią, bo z przyjaciółmi miało się to inaczej. Ale taka dzieweczka ze skalpelem podziałała na gryfonkę po prostu jak płachta na byka! Jej znajomi w większości brali ją za osóbkę bezkonfliktową, właśnie taką misiową przytulankę, co prawda nieogarniętą i wymagającą dozoru osób drugich, co cóż, Clarcia lubiła czasem wykorzystywać. Właśnie w przypadku usprawiedliwiania swoich spóźnień i trochę to smutne, ale przyjaciele, do których Lotta niewątpliwie się zaliczała, po prostu chyba już się przyzwyczaili.
Kiedy Hepburn doszukała się tej iskierki aprobaty w oczach przyjaciółki, uśmiechnęła się pod nosem. Taki z niej niesamowity był detektyw, o! Widząc jednak, że gryfonka przez chwilę nie załapała o co chodziło z tą przykrywką z klaksonem, już miała popędzić z DYSKRETNYMI wyjaśnieniami, ale ach, w końcu się zaśmiała, co dla Hepburnowej (nie brzmi źle!) nie było niczym szokującym, bo Charlotte przecież należała do grupy najbystrzejszych osób, które było Clarci poznać. W końcu no halo, Watsonem nie mógłby być byle kto, Lotta była zdecydowanie najodpowiedniejszą osobą, która mogła z powodzeniem pomagać w prowadzeniu tego śledztwa o wadze niemalże państwowej.
Clara naturalnie wzięła to za dobrą monetę i wcale nie wyczuła tej nutki zażenowania. Zresztą, nawet i ta nutka nie byłaby w stanie ostudzić zapału Clary co do tego całego bezsensownego śledztwa, które notabene naprawdę okazało się rewelacyjną metodą zapominania o prawdziwych problemach. Ponadto, kiedy Grig wróci z Rosji, będzie z Clary bardzo dumny, tym razem nie będzie musiał zmywać krwi z buźki Clarci, która planowała załatwić i wymierzyć karę w sposób humanitarny, nie wda się już w żadną bójkę! Chociaż wtedy to i tak Scarlett zaczęła, więc yy.
- No jest dziwaczką, ale chyba nie aż taką - westchnęła głęboko, posyłając kartotekę Melanie na parapet obok stolika jednym ruchem. Niestety kartoteka zrobiła Clarci na złość, a kartki rozsypały się na stole i na podłodze, wcale nie trafiając na kupkę z tymi odrzuconymi notatkami. Hepburn westchnęła teatralnie i wykreśliła nazwisko Melanie jednym ruchem, nawet nie wstając, aby pozbierać rozsypane arkusze. Jakoś na tę chwilę straciła zainteresowanie osobą Thomason.
Natomiast kiedy Charlotte wymieniła Scarlett, Clara wyprostowała się na krześle, przybierając zaciętą minkę. Nie chciała mieć z Saunders nic wspólnego, jej nazwisko umieściła na tej kartce z czystej przekory i złośliwości, ale po cichu liczyła, że nie będzie musiała w ogóle z tą zdzirą rozmawiać. Zwłaszcza, że teraz Scarlett JAKIMŚ DZIWNYM TRAFEM, oczywiście według samej Clary, została prefektem i wlepienie jej szlabanu wcale mogło nie być takie łatwe. Jeśli to Scarlett faktycznie miała okazać się winną, Clarcia chyba wolałaby sobie odpuścić. SMS miała talent do niszczenia życia gryfonki, lepiej nie podsuwać jej pod nos następnej okazji. Nie, żeby Clara się bała HELL NO, w razie czego mogła się kłócić i bić z Saunders do śmierci, ale w ogólnym rozrachunku nie chciała mieć z nią wiele wspólnego.
- Tak, dobrze pamiętasz - pokiwała główką, siląc się na uśmiech, ale wyszedł jakiśbardzodzwiny grymas niechęci. - Zatem co o nich sądzisz? - spytała ostrożnie, podpierając podbródek na łokciu i wlepiając spojrzenie niebieskich tęczówek w przyjaciółkę. Jeśli Charlie będzie obstawiała SMS, Hepburn będzie musiała podjąć wielką, życiową decyzję; czy ma kontynuować śledztwo?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Londyn, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 198
  Liczba postów : 276
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6513-charlotte-mayfire-windsor
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7784-this-charlotte-is-not-a-harlot
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6527-charlie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7783-charlotte-windsor#216552




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Sob Wrz 14 2013, 13:16

Pewnie tak, w końcu wtedy jeszcze nie było problemu przeklętych wilkołaków, a tym samym Hogwart był dziesięć razy nudniejszy, a co za tym idzie, wypady do Działu Ksiąg Zakazanych wydawały się być czymś podnoszącym adrenalinę do niebywale ogromnych poziomów. Ciekawe, jak by to wyglądało teraz, skoro praktycznie na każdym korytarzu jest jakiś auror, który tylko czeka na spragnionych nowych wrażeń małolatów, aby za moment ukrócić ich ambicje brutalnym, szybkim szlabanem. Nasze bohaterki najprawdopodobniej zostałyby od razu uznane za wtyki, które wilkołaki powysyłały do Hogwartu. I miałoby to w sumie sens, bo Charlotte została przecież zaatakowana, ale nikt jej wtedy nie zamordował! To samo z Clarą, chociaż ona nie została tak znowu zaatakowana, musiała jednak oglądać parę drastycznych scen. Cóż to jednak za problem, podciągnąć ją pod to wszystko? W końcu gdyby została przyłapana na wertowaniu zakazanych tomów razem z Lots, nikt by się nie zastanawiał, tylko od razu powiązałby fakty, a to, że Hepburn i Windsor to od dawna nazwiska wręcz nierozłączne - momentalnie posądziłby dziewczyny o wspólne spiskowanie. Wniosek z tego prosty - lepiej nie powtarzać tych wypadów, bo źle się to może skończyć!
Nawet jeśli wcalenieślizgoński spryt ciągle się ich trzyma. Los jest po prostu wredny.
Charlie pokiwała głową sama do siebie, kiedy ostateczny werdykt dotyczący Melanie został zatwierdzony. Spojrzała przy tym trochę zdziwiona na przyjaciółkę, która rozsypała jednak te wszystkie kartki, tym samym dając wgląd do akt osobom zupełnie do tego nieupoważnionym. Jak to tak? Nagle zaczęła traktować śledztwo wagi państwowej jak zwykłą zabawę? Niepodobne! Szatynka schyliła się, aby podnieść z posadzki kilka biednych stronic, po czym położyła je na stole, kręcąc z pożałowaniem głową. Ech, tak to już chyba z Clarcią było, że jak już przestała się czymś interesować, to raz, a dobrze. Szkoda tylko, że tym samym odpuściła trochę ten przezabawny aspekt determinacji do doprowadzenia śledztwa na koniec, tym samym dając Windsorównie do zrozumienia, że znienawidzone przez prefektównę (hehs) osoby na pewno mają więcej do czynienia z tym ich szlabanem, niż cała reszta. Dobrze jednak, że tego typu nastawienie powróciło przy rozpatrywaniu "kandydatury" Scarlett. Już z samej miny osiemnastolatki widać było, że panna Saunders zrobiła jej bardzo wiele złych rzeczy i to, że byłaby zdolna wrobić dwie BARDZO PRZYKŁADNE GRYFONKI w jakiś głupawy szlaban, było czymś zupełnie oczywistym. Lotta wiedziała jednak o problemie tytułu prefekta, który się w jej kwestii pojawił. Rzeczywiście, wlepienie takowej jakiejś kary, aby się zemścić, mogło być teraz bardzo głupie, a do tego jeszcze niewykonalne. Bo kto widział prefekta dającego szlaban innemu prefektowi? Ano właśnie, nikt! Oni wszyscy mieli dawać przykład "zwyczajnym" studentom i uczniom, wychodzi więc na to, że nawet jeśli bardzo chcieli, to po prostu czegoś takiego zrobić nie mogli.
- Saunders odpada. Nie ma mowy, żebyśmy się mogły odgryźć na prefekcie. Zresztą, ja z nią wiele wspólnego nigdy nie miałam, więc po co wrabiałaby nas obie? Wiem co mówię, nienawiść skupia się na jednej osobie, nie na kilku. Wtedy ma się najlepsze pomysły na zemstę. - mówiła z nieco złowrogim błyskiem w oku, popijając od czasu do czasu swoje kremowe piwo - To samo z Championem, tyle że on nie ma odznaki prefekta. Znasz go w ogóle? Ja jakoś nigdy o nim nie słyszałam. - dodała, dopijając tym samym to, co zostało z jej napoju. Trzeba się będzie niedługo zbierać, są takie obowiązki jak śledztwa, ale są też takie, które czasami mają jednak pierwszeństwo. Dlatego też Charlotte uświadomiła jeszcze Clarę o tym, że kiedyś w końcu tego wrednego Ślizgona znajdą, tylko muszą jeszcze poszukać, ustaliła im następne spotkanie, o którym nikt nie powinien wiedzieć bo przecież nie pisały o tym w listach, a potem wyszła z Pubu, żegnając ją czułym zmierzwieniem włosów na czubku głowy.

[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Kiedyś Edynburg, teraz Londyn.
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 7
  Liczba postów : 121
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7049-blake-j-sykes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7053-i-m-blake
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7054-sterta-papierkow-blake




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Sro Gru 25 2013, 15:08

Ogólnie rzecz biorąc, to Blake się ucieszył, że Laila napisała do niego pierwsza. Znaczyło to jedno… Też była taka napalona jak on. Ale nie. Sykes będzie udawał, że go wcale nie rusza ta wredna zołza, która ostatnio nawet nie dała mu dokończyć i po prostu wyszła, jak zakichany tchórz, o! Ale dobra, on już był do tego przyzwyczajony, że ludzie tchórzyli i uciekali przed własnymi pragnieniami i grzechami. Ale przecież to właśnie grzech rodził się tylko i wyłącznie w umyśle, i tylko w nim dopuszczał się największa świętokradztwa. No, taki z Blake’a poeta.
Jednak, dobra. Wracając do teraźniejszości. Gdy tylko chłopak znalazł się w Hogsmeade od razu miał wrażenie, że życie szykuje dla niego jakiegoś zajebistego psikusa, i że znienawidzi to życie za kolejny przypadek. Tym razem przypadkiem było to, że uległ Laili. Musiał się streszczać, bo pamiętał o June&July. Tak, dzisiejszy wieczór z dziewczynkami super kozacki zwłaszcza jak dostaną swoje prezenty. No tylko czy życie nie dawało właśnie prezentu Blake’owi? Pani prefekt sama się z nim chciała mówić. Tak, wiem. Blake jara się tym już trzeci raz. No ale co zrobić kiedy facet po prostu obsesyjnie myśli o Laili? Dobra, może w dużej mierze pod kątem seksu, ale właściwie to nie. Chciał postawić ją na nogi. Widział jaka była przybita i to było kapeczkę niesprawiedliwe. No dlaczego np. ona miała cierpieć za głupotę kogoś kto ją olał? Nie, nie będzie tak dłużej… Dlatego też Sykes za punkt honoru obrał sobie pocieszenie szanownej pani prefekt, tylko że to co się stało w trakcie tych rozważań sprawiło, że Blake prawie zemdlał.
-Laila… - Szepnął i zamrugał ze sto razy próbując zebrać własne myśli. Automatycznie rozpiął swoją kurtkę i nieco rozwiązał szalik byle go tak nie cisnął. Nie, nic mu nie stało, żeby nie było, że już ją będzie tu rżnął na środku pubu, ale no właśnie… Jego myśli skierowały się na zupełnie inne tory. I nie, na pewno Howett nie zrobiła tego celowo. Na pewno nie celowo założyła  ten seks kostium mikołajki, aczkolwiek… Taki mikołaj to mógłby do Blake przychodzić codziennie. Jednak trzeba zachować pozory, dlatego też z trudem pan Sykes przyjął poważną minę i zbliżył się jeszcze bardziej do dziewczyny. Patrzył na nią nieco z góry, a ręce wsunął do kieszeni. Tak na wszelki wypadek, gdyby cokolwiek było widać… (Cool)  - wybacz, musiałam.
-Pięknie wyglądasz, tylko nie rozumiem… Po co to zrobiłaś, i dlaczego chciałaś się spotkać. Mam niedużo czasu. I mówię to bardzo poważnie… - Jasne, oczywiście. Próbował być poważny choć uśmiech cisnął mu się na usta, i… Raz się żyje. Pokazał jej białe ząbki, w powalającym uśmiechu numer trzy, po czym pocałował ją tak po przyjacielsku w policzek. Niech Laila na nic więcej nie liczy. Choć ma ochotę zedrzeć z niej ten strój, to za żadne skarby tego nie zrobi! Nie ma takiej opcji….
Blake myśl o pomidorach, kurwa ale one też są czerwone. To nie wiem, może… O, pomyśl o swoich kozackich siostrach. Na pewno zapomnisz, że stoi przed Tobą najseksowniejsza mikołajka ever.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 0
Dodatkowo : animag (irbis), teleportacja
  Liczba postów : 1637
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5138-laila-howett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5139-laikowo-3
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5141-laikowe-papierki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7169-laila-howett#204311




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Sro Gru 25 2013, 18:04

Tak, Laila wiedziała, że to nie był jej popisowy numer, kiedy tak po prostu wyszła. Zdenerwowała się. Ale nie tyle na niego, co na siebie. Kompletnie nie wiedziała po co i dla kogo to wszystko. Starała sie to zrozumieć, rozpisać na czynniki pierwsze, a jedyne co dostała od życia to kolejny plask w twarzy. Naprawdę nie chodziło o Blake. Ona po prostu... Cóż. Jej historia życiowa, choć bardzo młodzieżowa i dziewczęca, to jednak nie należała do takich, które mogłeś przełknąć bez konsekwencji. Najpierw nieudany związek ze Stone'm. Dla kogo? Po co? Przecież do siebie nie pasowali? A może to on pasował do niej, ale ona do niego już niekoniecznie? Z westchnieniem stwierdziła, że pewne rzeczy po prostu się dzieją... Wszak związek z Charlesem też później nie był czymś przez nią planowanym, a wyszło jak wyszło... Zostawił ją. I to chyba właśnie oto chodziło. Przez to, że Sykes przypomniał jej o Gryffonie ona jednocześnie poczuła w sobie chore zobowiązanie do tego, żeby jednak z nikim się nadal nie spotykać. Do tego doszedł fakt, że przecież kiedyś kolegowała się z Blake'em. A teraz co? Teraz miała mu wskoczyć do łóżka? A jeśli on znów by ją zostawił jak Charles? Jak przyjaciele, którzy mieli po prostu być, a jednak ich nie było? Te przypadki, dokładnie poustawiane kostki domina, które teraz przewracały się dotykając co raz gwałtowniej zimnego podłoża. Nie podobało się jej to, kim jest i po co jest. To nie było to. Może dlatego gdy wróciła do domu i wypiła trochę ognistej, którą uchowała z siedemnastych urodzin, zdobyła się na odwagę, aby napisać do Sykesa. I nie chodziło już oto czy była panią prefekt, czy siostrą Alana, czy córką Adelaidy i siostrą Olara... Chodziło po prostu o rzecz. Oto, że się nudziła, zamykała się we własnym świecie i postanowiła się z nim spotkać bez względu na to, co się jeszcze zdarzy.
Jeszcze.
Ubrana w strój Mikołajki wyszła prosto z rodzinnego domu nie zwracając uwagi na ludzi, którzy się dziś do niej uśmiechali. Dziś przecież wręczała prezenty, musiała wyglądać jakoś uroczo.
A teraz siedziała w pubie przesuwając po nagim przedramieniu to w dół to w górę. Zahaczała o nadgarstek, na którym teraz znajdowała się zegarek, który dostała od rodziców na święta. Cóż, mogliby jej dać klucze od mieszkania Alana skoro nikt w nim nie mieszkał, ale najwidoczniej woleli jeszcze poczekać.
A w pewnym momencie usłyszała czyjś głos uśmiechnęła się od razu nieopacznie wyciągając rękę do Sykesa, jakby chciała go do siebie przyciągnąć, ale szybko zorientowała się, że to zbyt ryzykowny ruch, więc udała, że ściąga mu z kurtki jakiś paproch.
- Po co, co zrobiłam Blake? Miałam przyjemność bawić się w osobnika wręczającego prezenty. Uznałam, że stój będzie odpowiedni. - Wyjaśniła mu wszystko bardzo klarowanie, dokładnie. Jakby rzeczywiście badała to na jakim gruncie są i na ile może sobie dziś pozwolić.
- Szkoda, że nie masz dziś czasu. Myślałam, że mi potowarzyszysz i potem pójdziemy pośpiewać 'Last Christmas', a na sam koniec pójdziemy na spacer. Ale wiesz? Może damy radę to wszystko zrobić tylko szybciej? - Zaproponowała śmiejąc się ze swojego pomysłu. Już sobie wyobrażała jak biegną przez Hogsmeade, co by tylko zdążyć, co by nagrabić sobie najwięcej wspomnień.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Kiedyś Edynburg, teraz Londyn.
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 7
  Liczba postów : 121
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7049-blake-j-sykes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7053-i-m-blake
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7054-sterta-papierkow-blake




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Sro Gru 25 2013, 20:38

Oj, bo Laila do wszystkiego podchodziła w ten sposób, że… Wszystko miało jakiś głębszy sens. Nie, nie miało. Coś było, albo nie było. No laski są mega skomplikowane. Gdyby tak Blake myślał jak Howett to wolałby się pociąć. No bo, że niby na przykład jakaś tam laska go zostawiła, tak? Merlinie, no trudno – zostawiła, ale to znaczy, że była za mało zajebista na kogoś takiego jak Sykes, a tu – trzeba zaznaczyć, ze widocznie Charles (pozdrawiam), był za mało zajebisty na tą uroczę mikołajkę.
Tak, Blake znów widzi Lailą nago w swoim łóżku, jedynie w tej czapeczce. Och, myślże chłopie o burakach, a nie o cyckach pani prefekt, jeszcze Ci punkty za to odejmie i co będzie? No, ogólnie byłaby siara, bo przecież ślizgoni i tak cienko wybijają się wyżej i wyżej. Dobra, to po prostu kwestia tego, że w Slytherinie wszyscy byli tacy zajebiście leniwi. No Blake był na ich czele rzecz jasna. Lepiej było się obijać niż zawracać sobie głowę nauką, albo chociażby jakimś super skomplikowanym problemami. Ja to bym jej osobiście podsunęła na przykład super problemy Juny i July, one to dopiero miały schizy. No na przykład zaginiony miś, albo oglądanie nie tej bajki, na która jedna miała ochotę, bo druga była pierwsza. Albo ta chciała ubrać tą sukienkę, a tamta ją ukradła. Och, takie dojrzałe problemy. No daj spokój Laila, na pewno wolisz myśleć o tym, że ktoś Ci zakosił super ciuch, a nie o tym, że Charles (pozdrawiam), to frajer, który Cię zaliczył i zwiał. Życie, hehs.
No ale Blake nie był takim dupkiem. Po prostu Lai nie była kolejną tępą lalą, która przychodziła do kolesia by mu dać się wyruchać. Nie, do nikogo nie pije, skąd… Howett miała wszystko czego potrzebował normalny facet, no na przykład taki Blake. Nie miało znaczenia, że wyszedł na frajera, on po prostu leciał na tą mikołajkę . Merlinie! No myślże Sykes o burakach, a nie o tym jak seksownie Laila wyglądała, po za tym mieliście się tylko uczyć, i bynajmniej nie anatomii. Zresztą masz też dziewczynki na głowie.
-A ja byłem bardzo niegrzecznym chłopcem… - Chciał ją sprowokować, jednak nie da jej tej satysfakcji i nie powie o tym, że miał tak naprawdę dwie godziny. Najpierw musi wziąć coś, co zdecydowanie mu się należało, a raczej chciał jej pokazać, że nie musi tego robić tylko w swoim mieszkaniu. Może to zrobić przy ludziach, nie zwracając uwagi na kogokolwiek kto jest tu obecny. Oj tam, Blake taki słodki, że aż idzie porzygać. Ciesz się, że Laila nie trafiła na jakiegoś skurwiałego dupka.
Sykes zbliżył się do Howett, chwytając ją za przegub i nieco przyciągając do siebie. Zaraz potem ruszył z nią w stronę mniej widoczną dla ludzi, bo przecież nie może obłapiać ciężko pracującej mikołajki, gorzej niż diabelskie sidła, prawda? Przytrzymał dziewczynę przy ścianie, i naparł na nią delikatnie, rozstawiając dłonie na wysokości jej ramion. Oj tam, taki kochany ten Blake, byleby znów mu nie uciekała.
-Zapraszasz mnie tutaj. Kokietujesz. Chcesz się umówić… Ale jesteś nadal zdystansowana. Myślisz, że jestem zły o to co zrobiłaś ostatnio? Nie. Nie jestem zły. Mam żal do siebie samego, że napisałem Ci taką, a nie inną treść listu. Jednak z rozkoszą zmienię to co na samym wstępie spierdoliłem… - Nie, to nie było żadne ostrzeżenie. Po prostu coś w Blake’u się załamało w tej jednej chwili, kiedy tak się do niego słodko uśmiechała, kiedy była taka miła. Nie przeszkadzało mu to. Jarało go to. Cholernie go to kręciło. Nachylił się nad puchonką, i dzieliło ich raptem kilka milimetrów. Znowu.
-Jednak żeby znów stało się to co u mnie… Musisz zasłużyć. O której kończysz? – Uśmiechnął się przebiegle, bo chociaż miał ochotę ją pocałować, to udowodni jej, że z nim się nie pogrywa, bo pieskiem na pewno nie jest.
Chyba.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 0
Dodatkowo : animag (irbis), teleportacja
  Liczba postów : 1637
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5138-laila-howett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5139-laikowo-3
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5141-laikowe-papierki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7169-laila-howett#204311




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Sro Gru 25 2013, 21:19

Fakt, może za dużo myślała. Dlatego teraz skupiła się na wielu innych rzeczach. Wychyliła kieliszek "uścisku Merlina" i zaraz po tym uśmiechnęła się do niego szeroko... Miał piękny uśmiech. Mogłaby dotknąć jego warg, pocałować je. Ale bez strachu. Nie tak jak x czasów temu w jego mieszkaniu. Teraz zupełnie tak zachłannie, jakby oboje tego chcieli. A chcieli, tak? Nawet nie zorientowała się, kiedy tak po prostu szarpnął ją za dłoń, a potem poprowadził ją gdzieś na koniec pubu, gdzie rzeczywiście istniało nikłe zagrożenie, że ktoś tu zajrzy od tak po prostu. Może obsługa zdziwiona tym, ze chłopak poprowadził tu Bogu ducha winną dziewczynę. Może ktokolwiek inny, ale teraz mieli około pięciu minut dla siebie... Z dwóch godzin, o których nie pisnął jej ani słowa. Sto dwadzieścia minut. Pięć minut w kącie pubu... Sto piętnaście minut. Co będą robić? Czy przez sto piętnaście minut można zmienić świat? Uśmiechnęła się do niego nie jako delektując się faktem, że przygwoździł ją do tej ściany, choć zasmucił ją nieco fakt, że nie uśmiechał się już tak uroczo, jak zaraz po wejściu do pubu. Cóż, może zrobiła coś nietaktownego?
Nieświadomie przyłożyła dłoń do jego klatki piersiowej brnąc nią w górę, aby przyłożyć ją do jego szyi. Czy to przypadek, że w tej chwili wszystko pasowało idealnie? Drugą dłoń za to przyłożyła do jego policzka, a potem palcami przebiegła po jego wargach zaraz po słowie "kokietować".
- Myślę, że bardziej sugestywne będzie tu panie, o której zaczynam Blake. - Uśmiechnęła się zbliżając się do niego, aby zdjąć z niego jeden z pierwszych pocałunków dzisiejszego wieczoru. Bo zapewne nie było to ostatnie, prawda?
- Nie jesteś zły? Cieszę się. - Mruknęła, jakby była nawiną dziewczynką, która rzeczywiście nie miała pojęcia co się wokół niej dzieje... Uśmiechała się szczerze, a jednocześnie jakby z podtekstem, ponieważ już odkryła, że oboje myślą o tym samym. Chyba. Jeśli idą w tym samym kierunku, to może dobrze, żeby podróżowali tam razem, tym samym tempem?
Poczochrała go nieznacznie po włosach. Przecież wyglądał grzecznie (zazwyczaj), rządek białych ząbków, milion uśmiechów, które darował każdej dziewczynie w zamku, ale teraz to na niej się skupił. Jakby teraz wydzierał wszystko co dał tamtym dziewczynom, jakby był gotów jej to rzucić pod stopy, gdyby tylko ona byłaby wtedy gotowa zrzucić z siebie ubranie...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Kiedyś Edynburg, teraz Londyn.
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 7
  Liczba postów : 121
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7049-blake-j-sykes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7053-i-m-blake
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7054-sterta-papierkow-blake




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Sro Gru 25 2013, 22:42

Och… Gdyby tylko Laila znała prawdę. On w sumie w pewnym momencie nawet zaczął mieć wyrzuty sumienia z tego względu, że tak, a nie inaczej potraktował dziewczynę. To żałosne, ale niestety – prawdziwe. Wiedział, że ją okłamuje, był tego w pełni świadom. Jednak nie może się przyznać do pewnych aspektów własnego życia. Najbardziej go drażniło to, że okłamał dziewczynę na płaszczyźnie swoich sióstr. To było jego siostry, a nie jakiejś tępej ździry, tylko matki która się stoczyła, i której nienawidził z całego serca, ot tak dla zasady. Głupie trochę, nie?
Jednak właśnie. Dotyk smukłych palców Laili na jego wargach sprawił, że serce Blake’a zaczęło walić jak wściekłe, to było głupie i żałosne, a mimo wszystko chciał tego. Nie zabronił jej. Nie musiał, zwłaszcza, że to ona zrobiła ten pierwszy i jakże znaczący krok. Uśmiechnął się do niej, znów pokazując te swoje białe ząbki, a oczy zaczęły mu błyszczeć czymś na wzór rozbawienia?
Ona była taka słodka.
-Zatem, o której zaczynasz panno Howett? – Uśmiechnął się uwodzicielsko, po czym zbliżył się jeszcze bardziej. Wbijał w nią wzrok, szukał odpowiedzi czy zaryzkuje raz jeszcze. Czy spróbuje po raz kolejny jego ust? Była na tyle odważna? Dość ciekawa perspektywa. Zdecydowanie. Zbliżył się jeszcze bardziej, naparł na nią tak, że czuł jej niewielkie piersi na swoim torsie. Uśmiechnął się nawet gdy ta ręka tak błądziła po jego ciele, a druga drażniła skórę na szyi. Ach, niegrzeczna Laila!
-A nie sądzisz, że powinienem? Zdecydowanie, powinienem. A Ty powinnaś dostać klapsa, za to że jesteś bardzo, ale to bardzo niegrzeczną dziewczynką i grasz mi na nosie… Nieładnie. – Skarcił ją niczym małe dziecko, a jego lewa dłoń spłynęła po jej ramieniu, zahaczając o odsłoniętą skórę. Lekko zbadał jej ciało na wysokości talii, oraz jej wcięcia i można otwarcie przyznać, że był fenomenalnie zadowolony. Była kobieca mimo tej drobnej budowy ciała. Zaraz potem dłoń Blake zsunęła się na lewy pośladek Laili, ot tak – dla zasady. Miała dostać klapsa, ale się nad nią zlituję.
-Powtórz to co zrobiłaś… - Nakazał, ciut władczo może, ale podobałam mu się taka. Odważna, bezpruderyjna. Ta maska pani prefekt, skrywała coś więcej niż tylko słodkie, urocze i poukładane dziewczę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Pub Jazzowy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
-