IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Bar "Syreni śpiew"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Nantes, Francja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 3
Dodatkowo : wężoustość, teleportacja
  Liczba postów : 450
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5176-cait-pierre
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5178-relacje-kajtka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5177-cait-pierre




Gracz






PisanieTemat: Bar "Syreni śpiew"   Sob Maj 25 2013, 22:22

First topic message reminder :


Bar "Syreni śpiew"
Wchodzisz dużymi, dębowymi drzwiami, do jednego z niezliczonej ilości barów w tym mieście. Choć mało popularne jest to miejsce, już od progu dostrzegasz bogaty bar, parę krzeseł i  duże, brązowe kanapy stojące przy niewielkich stolikach. Za barem stoi wysoki brunet, który swoim uśmiechem złamał już niejedno dziewczęce serce. W tym miejscu oprócz znakomitego jedzenia, przystojnego barmana i najlepszych alkoholi możesz znaleźć jeszcze jedno urozmaicenie – pierwsze, niepowtarzalne, oryginalnie i nadzwyczajne czarodziejskie karaoke! Na wielkiej, pustej ścianie barman jest w stanie wyświetlić tekst każdej piosenki. Nie myśl jednak, że to będzie takie proste. Przy pierwszej już piosence zorientujesz się, ze twój głos będzie subtelnie zmieniony w małpę, krowę, znajomego… Albo twoją teściową! Nigdy nie wiesz kim na ten jeden utwór się staniesz! Zaryzykujesz?

Zasady karaoke:
Piosenkę możecie zażyczyć sobie dowolną, wykonanie jednak jest kwestią przypadku. Rzucamy na to trzema kostkami.

Pierwsza kostka określa, jaki typ głosu ci się trafi:
Parzysta – głos ludzki
Nieparzysta – głos zwierzęcia

Druga kostka określa, jakie zwierzę lub osobę wylosowałeś:

Lista dla głosu ludzkiego:
1 – dowolny znajomy z Hufflepuffu
2 – dowolny znajomy z Ravenclowu
3 – dowolny znajomy z Gryffindoru
4 – dowolny znajomy z Slytherinu
5 – dowolny nauczyciel lub pracownik szkoły
6 – dowolny członek twojej rodziny lub twój głos

Lista dla głosu zwierzęcego:
1 – dowolny ssak
2 – dowolny ptak
3 – dowolne magiczne stworzenie
4 – mieszanka zwierząt (ptak z ssakiem)
5 – mieszanka zwierząt (ptak z magicznym stworzeniem)
6 – mieszanka zwierząt (ssak z magicznym stworzeniem)

Trzecia kostka decyduje, jak dobrze ci poszło śpiewanie (czym wyższy wynik tym lepszy)

Osoba śpiewająca po swojej piosence typuje kolejną osobę do karaoke ( z obecnych na miejscu, najlepiej też na forum by nie czekać na przybycie danej osoby)

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 34
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 28
  Liczba postów : 28
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12553-helen-royce
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12585-hela-ela-la
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12586-ludzie-listy-pisza#340123
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12601-helen-royce#340542




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Syreni śpiew"   Sob Maj 07 2016, 22:14

Skinęła elegancko głową w lekko teatralny sposób, siadając na odsuniętym dla niej krześle. Zaczęła wierzyć, że to jednak będzie miło spędzony czas. Nawet jeżeli wygłupi się przed Feliksem i resztą ludzi z baru. - Nie dziwię ci się - westchnęła. Sama spędzała mnóstwo czasu w szpitalu, więc doskonale to rozumiała. - Niedługo się z nimi zrośniemy - zaśmiała się. - Tym bardziej dziękuję za zaproszenie - dodała.
- Zobaczymy - odparła, unosząc jedną brew jakby wcale nie wierzyła w jego zapewnienia. Prawdę mówiąc cały czas miała wrażenie, że naprawdę potrafi śpiewać i ją zaskoczy, ale może się myliła. - Myślisz, że nie zaśpiewam? - Zapytała zdziwiona, bo jego spojrzenie właśnie tak mówiło. - Proszę cię, jestem w tym świetna - dodała, wzruszywszy ramionami jakby to było coś oczywistego. Niestety nie wytrzymała długo z tą powagą na twarzy i uśmiechnęła się szeroko, machnąwszy jedynie dłonią. Nie, nie była w tym świetna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 718
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1052
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13874-bridget-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13912-bridget#367825
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13915-bridget-hudson#367829
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Bar "Syreni śpiew"   Nie Lis 12 2017, 20:44

Bridget była bardzo podekscytowana organizowaniem spotkania integracyjnego dla prefektów. Pomysł krążył między nimi już od jakiegoś czasu, ale w związku z wydarzeniami ostatnich dni nikt, łącznie z Bridget, nie miał głowy do tego, by cokolwiek zrobić. Puchonka sama miała trochę problemów, głównie w rodzinie, ale już wszystko wychodziło na prostą, więc ona sama mogła przenieść myśli na znacznie przyjemniejsze tereny. Bar Syreni Śpiew zazwyczaj omijała, lecz któregoś dnia dowiedziała się, że w środku dostępne było super karaoke, które zmieniało głos śpiewających na głosy innych ludzi lub nawet zwierząt i Bridget nie mogła sobie wyobrazić, by spotkanie integracyjne odbywało się gdziekolwiek indziej! Jak inaczej można było się poznać, jeśli nie przy dobrej zabawie?
Zjawiła się na miejscu przed czasem i zasiadła przy stoliku, na który wykonała wcześniejszą rezerwację. Zamówiła sobie kremowe piwo i siedziała, niecierpliwie czekając, aż zaczną zjawiać się ludzie. Trochę się stresowała, nie wiedziała, jak to wypadnie, tym bardziej że z większością prefektów nie łączyły jej najlepsze relacje. Z Leonardo ciągle miała pod górkę, a chłopak wydawał się kompletnie nie trawić jej obecności - Bri nie była nawet pewna, czy Gryfon w ogóle się zjawi. Z Blaithin też się nie kolegowała, tak samo z Courtney czy którymkolwiek z prefektów naczelnych. Z Caesarem natomiast sprawa wyglądała tak, że podczas ich ostatniego, a technicznie rzecz biorąc pierwszego spotkania, Ślizgon skleił usta jej matce zaklęciem (słusznie, ale niezbyt grzecznie), wobec czego atmosfera między nimi była dosyć... Napięta. Ale pocieszała się, że pojawi się chociaż Melody i Lotta z Williamem. Siostra w końcu opuściła szpital i miała się znacznie lepiej. Puchonka była przekonana, że takie wyjście zrobi jej dobrze.
Bridget pogrążyła się w myślach.

@Caesar T. Fairwyn @Blaithin ''Fire'' A. Dear, @Courtney Hill @Voice Follett @Lotta Hudson @William Walker @Melody Kingston @Raphael de Nevers @Leonardo O. Vin-Eurico

______________________


   
   
I know I said that I was doing good and that I'm happy now
I should've known when things are going good thats when I get knocked down

   

   
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 870
Dodatkowo : prefekt fabularny, animag (grizzly)
  Liczba postów : 1290
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Bar "Syreni śpiew"   Nie Lis 12 2017, 21:01

Od momentu otrzymania listu Leośkowi cisnęło się na usta tylko jedno pytanie - "to żart?". Gdyby nie to, że wcześniej kilkakrotnie pomysł imprezy integracyjnej się pojawił, to chłopak z pewnością w ogóle by się nie zastanawiał nad przyjściem do baru na zaproszenie młodszej Hudsonówny. Zresztą nawet teraz, mając niemal pewność, że to jest normalna propozycja, niezbyt potrafił wyobrazić sobie imprezowanie u boku Bridget. Na swojej własnej zabawie pokazał, że jest w stanie się w miarę ogarnąć i nie robić scen, ale prawdę mówiąc sporo go to kosztowało i nie wiedział, czy teraz pójdzie mu tak dobrze. Z tego powodu nie podjął decyzji aż do ostatniej chwili, nie odpisując na list Puchonki i uprzedzając Ezrę, że może wrócić później... no, bo pewnie pointegruje się z jego byłą. Aż mu było trochę szkoda, bo miał akurat wywalczony wolny od pracy wieczór i mógł posiedzieć w mieszkaniu; z drugiej strony Bridget nie była jedynym prefektem w Hogwarcie. Leo wszedł do baru ze względnie optymistycznym nastrojem, w gruncie rzeczy ciesząc się na spotkanie z Fire czy Lottą, którą i tak zamierzał trochę pomęczyć. Voice również chętnie by zobaczył... gorzej z Courtney, albo Caesarem, którego najzwyczajniej w świecie nie znał.
- Bridget, hej - przywitał się, powstrzymując zrezygnowane westchnięcie. I po co się tak spieszył? Puchonka była sama. Vin-Eurico uśmiechnął się uprzejmie, siadając naprzeciwko (stół barierą!). - Wybacz, że nie odpisałem. Nie byłem pewny czy uda mi się wziąć wolne w pracy - wyjaśnił nieszczerze, ale za to całkiem pewnie i umiejętnie. Zanim dodał coś więcej, zagadała do niego jakaś uśmiechnięta od ucha do ucha kelnerka, proponująca piwo albo "coś lepszego" - Gryfon w każdym razie odmówił. Zgodnie ze swoim postanowieniem listopad miał być tym ostatecznym miesiącem żucia liścia mandragory, a do tej roślinki kompletnie żadne alkohole mu nie odpowiadały. Już samo jedzenie czy zwykłe picie były irytujące, ale posmak takiego piwa...
Leo przygryzł listek, wychwytując znowu zawieszone na nim spojrzenie kelnerki. Dałby sobie rękę uciąć, że się już znali...
- Ciekawy wybór miejsca. Śpiewasz, czy to po prostu magia karaoke do ciebie przemawia? - Palnął, chociaż w gruncie rzeczy kompletnie go odpowiedź Bridget nie obchodziła - nie potrafił wysiedzieć w takiej niezręcznej ciszy i mimowolnie zaczynał mówić, czekając ze zniecierpliwieniem aż ktoś go uratuje. Fakt, że ledwo na towarzyszkę zerkał, był chyba wystarczająco wymowny...

______________________

When I'm down on my knees


You are what I believe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 718
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1052
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13874-bridget-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13912-bridget#367825
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13915-bridget-hudson#367829
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Bar "Syreni śpiew"   Nie Lis 12 2017, 21:45

Bridget dopiero po jakimś czasie zdążyła się zorientować, że zaproszone przez nią towarzystwo, mimo że nie wykraczało poza grono prefektów, stanowiło mieszankę nieco wybuchową. I zrządzeniem losu w barze jako pierwsza pojawiła się osoba, z którą Bridget miałam największe starcia w całym swoim życiu do tej pory. Otrząsnęła się z zamyślenia, gdy drzwi wejściowe otworzyły się, a olbrzymia postać wchodząca do środka okazała się być Leonardo. Mina Bridget nieco zrzedła, w duchu wciąż liczyła, że pierwsza zjawi się Lotta z Williamem lub Melody - przynajmniej nie czułaby się tak niezręcznie i nie na miejscu. Gryfon również nie wyglądał na wielce uradowanego z jej obecności na miejscu, ale ostatecznie zbliżył się do stolika i zajął miejsce tuż na przeciwko. Bridget uśmiechnęła się do niego bardzo nerwowo, skinąwszy głową.
- Leo, cześć - przywitała się na wydechu, prostując się jak struna i splatając ręce przed sobą na blacie. Chciała sprawiać wrażenie spokojnej i zadowolonej z jego obecności, ale jedyne co jej wyszło to poddenerwowana mina, delikatny rumieniec i nieco mocniejszy szczękościsk. - Och, pewnie, jasne, nie ma problemu! I tak dobrze... Dobrze, że jestes - powiedziała i pokiwała głową na potwierdzenie swoich słów. W gruncie rzeczy się cieszyła, bowiem od jakiegoś czasu liczyła, że uda jej się w jakiś sposób zażegnać ten cichy konflikt z Gryfonem, ale do tej pory nie miała okazji... Owszem, miała, wręcz wprosiła się do niego na imprezę, ale jako że grali w butelkę na wyzwania, nie było kiedy podejść i pogadać o faktycznym problemie. A potem życie Bridget stało się problematyczne i nie miała do tego głowy. Teraz jednak, kiedy była prawie pewna, że zostali prawdziwymi sąsiadami zza ściany, o niczym innym nie marzyła, jak o pogodzeniu się. Nie miała jednak pomysłu, jak zacząć tą rozmowę ani w którym kierunku ją poprowadzić, więc odetchnęła z ulgą, gdy przy stole pojawiła się kelnerka. Szkoda tylko, że tak szybko poszła, bo Bridget znów została z Leo sam na sam, z językiem zawiązanym na supeł i sercem w gardle. Co teraz?
Vin-Eurico też nie wytrzymał tej narastającej ciszy i zadał jej pytanie, na które najpierw gwałtownie zamrugała, a potem odpowiedziała uśmiechem.
- Nie, niestety nie mam talentu do śpiewu. Pomyślałam tylko, że to będzie fajna zabawa. Podobno te mikrofony zmieniają głosy - raz śpiewasz jak pies, raz jak żaba, a innym razem jak Craine - powiedziała i parsknęła śmiechem. - Wiesz, że... W sumie to od jakiegoś czasu jesteśmy takimi prawdziwymi sąsiadami? - zagaiła niepewnie, obserwując uważnie jego twarz i próbując odczytać jego emocje - co nie powinno sprawić jej żadnego problemu.

______________________


   
   
I know I said that I was doing good and that I'm happy now
I should've known when things are going good thats when I get knocked down

   

   
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 146
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt fabularny
  Liczba postów : 517
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14801-melody-anna-kingston#394127
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14810-tanczcie-jak-wam-zagram
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14808-listy-do-m
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14809-melody-anna-kingston




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Syreni śpiew"   Nie Lis 12 2017, 21:54

Za mało się uspołeczniałam. A już na pewno za mało znałam prefektów, z którymi łączyła mnie funkcja, jaką pełniłam w szkole. Ostatnio też niewiele czasu spędzałam z Bridget, więc list od niej wywołał we mnie masę pozytywnych emocji. Uwielbiałam takie akcje. Karaoke, imprezy tematyczne - to było wszystko tak bardzo w moim stylu. A jeszcze karaoke, na którym, o dziwo, nigdy nie byłam! A to dziwne, bo przecież uwielbiam śpiewać i grałam kiedyś na pianinie, choć nie jestem pewna, kto o tym w ogóle wie. Prawie natychmiast skrobnęłam do niej kilka słów, że bardzo chętnie wpadnę i nie kryłam swojej ekscytacji. Moich "wspólników", to znaczy pozostałych prefektów znałam w większości z widzenia. Tylko z Bri łączyła mnie bliższa relacja, a z pozostałymi może kilka razy rozmawiałam, czy widziałam się na jakiejś imprezie. Dlatego poznanie ich bliżej było super pomysłem. Biorąc pod uwagę wszystko, co się ostatnio działo, bardzo chętnie bym się wyluzowała.
Zrobiłam jakiś szybki makijaż, właściwie taki, jak na co dzień, ubrałam jeden z moich wyjściowych outfitów i byłam gotowa. Rwałam się do wyjścia, więc przed barem pojawiłam się chwilę przed wyznaczoną godziną. Wpadłam do środka w zasadzie w podskokach. Na miejscu była już Bridget i Leo. Doskoczyłam do przyjaciółki.
- Czeeść - cmoknęłam ją w policzek - Ale super - nie omieszkałam dodać - Cześć Leo - uśmiechnęłam się do Gryfona, ściskając go w przyjacielskim uścisku - Wy też tak nie możecie się doczekać jak ja? - spytałam, zupełnie nie wyczuwając napiętej atmosfery między tą dwójką. Niby wiedziałam, że za bardzo między nimi nie ma nic pozytywnego, ale cóż, no nie pomyślałam o tym w tamtym momencie. Bridget chyba była mi wdzięczna za tak szybkie przybycie. Nie musiała tkwić w tej niezręcznej ciszy zbyt długo - Wszyscy będą, odpisali ci może? - spytałam ją jeszcze, bo byłam bardzo ciekawa, czy rzeczywiście cały skład prefektów pojawi się na tym grupowym robieniu z siebie głupa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 870
Dodatkowo : prefekt fabularny, animag (grizzly)
  Liczba postów : 1290
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Bar "Syreni śpiew"   Nie Lis 12 2017, 22:08

Zabawne, jak szybko zaczął żałować decyzji o przyjściu do tego baru. Gdyby ktoś oprócz nich już tutaj był, pewnie dałby radę jakoś to wszystko ciągnąć, zaczekałby na Fire, albo nawet do Lotki by się przyczepił. Martwił się o Krukonkę i wiadomość o jej wyjściu ze szpitala bardzo go ucieszyła - miał nadzieję, że na tym spotkaniu w końcu porozmawiają i przekona się na własne oczy, że z nią już lepiej. Niestety nie miał szczęścia do panien Hudson i tak oto siedział przed tą, z którą dogadywał się o wiele gorzej. Niezręczna atmosfera między nim a Bridget była niemalże namacalna i może to dlatego kelnerka tak się nimi zainteresowała? W każdym razie Leo był pewien, że kiedyś się z nią spotykał i prawdę mówiąc przyjąłby teraz nawet jakieś wypominanie głupot z przeszłości, byle nie tylko nie siedzieć tak bezczynnie z Puchonką. Dodatkowo nie mógł przetrawić tego "dobrze, że jesteś" i resztką sił powstrzymywał się od spojrzenia pełnego niedowierzania. Bujał się leniwie na krześle, mając nadzieję, że ukrywa swoje zdenerwowanie lepiej niż dziewczyna. Powoli zaczynał się zastanawiać czy odrzucenie propozycji jakiegoś procentowego napoju było dobrym pomysłem; dla zajęcia czymś swoich myśli po prostu przygryzał notorycznie listek mandragory, poświęcając całe myśli właśnie temu. Potem musiał trochę udawać, że Bridget słucha - nie było to takie trudne, bo zdążył już zmartwić się myślą, że ona ma pewnie głos jak anioł i to ją połączyło z Ezrą, który przecież śpiewał niesamowicie.
Bezwiednie odetchnął z ulgą, oficjalnie łagodniejąc. Paranoja, Vin-Eurico...
- Ha, to już trochę trauma - uznał w temacie głosu Craine'a. Zanim dodał coś więcej, dziewczyna zmieniła temat na znacznie mniej komfortowy, czym w końcu zasłużyła sobie na czujne spojrzenie czekoladowych oczu Leonardo. - Zauważyłem. Na pewno weźmiemy to pod uwagę w przypadku organizowania kolejnej imprezy. - Zamilkł na chwilę, po czym zorientował się, że to brzmiało jak pełne żalu zapewnienie, że więcej jej do siebie nie ściągną. Koniec końców gdyby wyciszyli ściany, to Bridget by do nich nie przyszła... - Albo po prostu, no wiesz. Wyślemy normalne zaproszenie - mruknął, a zaraz potem odwrócił się i przetarł dłonią twarz z niedowierzaniem i zażenowaniem. Nie lubił być niemiły, a w tym wyjątkowym przypadku obiecał Ezrze, że będzie się zachowywał przyzwoicie. To chyba oznaczało, że nie powinien sprawiać Bridget przykrości.
Uratowało ich nadejście @Melody Kingston. Leo za dobrze jej nie znał i na chwilę obecną jedyne co kojarzył, to że lubi Bridget i chyba spotykała się z Ezrą - na Merlina, w jakie towarzystwo on się wpakował? Puchonka miała wyraźnie niesamowicie dobry humor i nie tylko obdarowała buziakiem swoją koleżankę, ale nawet przytuliła Vin-Eurico. I weź tu człowieku próbuj kogoś nie lubić.
- Hej, Melody - zaśmiał się krótko, stukając palcami w blat stolika. - Imię zobowiązuje, hm? - Zerknął odruchowo w stronę drzwi, ustalając w myślach, że jeśli kolejną osobą dołączającego do ich grona będzie Courtney, to chyba dla własnego bezpieczeństwa (i zdrowia psychicznego) po prostu się stąd zawinie.

______________________

When I'm down on my knees


You are what I believe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka, UK
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 134
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 140
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14590-caesar-t-fairwyn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14620-syn-edgara-szuka-przyjaciol
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14621-cezarowe-sowki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14619-caesar-t-fairwyn#390077




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Syreni śpiew"   Nie Lis 12 2017, 22:46

Dlaczego Caesar Tobias Fairwyn był aż tak straszną bułą nie wiedział nikt.
Kiedy dostał zaproszenie na imprezę w barze, gdzie podobno ktoś czy coś miało śpiewać, przeraził się nienażarty.
W pierwszej chwili chciał odmówić, pragnął odpisać Bridget najchłodniej jak się tylko dało, wprost wyjaśniając, że nie lubi tłumów, ludzi, puchonów, gryfonów i krukonów, że przeszkadzają mu te wszystkie światła i nawet gdy już wróci do swojego dormitorium i jego oczy nie muszą reagować na nagłe rozbłyski — to ciągle ma problemy ze wzrokiem i boli go głowa, w stylu co najmniej jakby przeżywał największego kaca świata.
Największym problemem było to, że kobiecie odmówić nie potrafił. Nie znali się, Bri sprawiła na nim raczej przeciętnie normalne wrażenie i jeszcze byłby zmuszony udawać, że przeżywa najwspanialsze chwile na świecie — jednak coś w duszy, w głębi serca mówiło mu, że jeśli nie pójdzie na to zasrane karaoke, to będzie jej strasznie przykro. Może nie z powodu braku jego obecności, tylko dlatego, że najwyraźniej chciała ich wszystkich trochę wspólne zintegrować.
Przez Hogsmead szedł z dość nieodgadnioną miną, szybko starał się wymijać ludzi stających mu na drodze. Postawił przed samym sobą kilka zasad, których miał przestrzegać najpilniej na świecie. Po pierwsze, nie wypić za wiele i utrzymać względną trzeźwość umysłu, bo na tym spędzie może przydać się ktoś jeden trzeźwo myślący. Po drugie, w miarę uczestniczyć w rozmowach i może nawet samemu z siebie zainicjować jakiś temat i po trzecie wysiedzieć jak najdłużej zdoła, nie będąc pierwszą osobą, która opuści zgromadzone towarzystwo. Pozornie prosta sprawa, jednak wszystkie te założenia wymagały od Ślizgona naprawdę wielkiego wysiłku.
Właściwie całą drogę do pubu nie mógł powstrzymać swojej osoby przed ciągłym wyklinaniem siebie samego oraz tego, że tak wielką cipą jest.
Na miejscu nie był pierwszy. W oczy szybko rzuciła się Hudson, ten wielki gryfon, który kojarzy się Caesarowi tylko i wyłącznie rozgardiaszem i kompletnym nieporządkiem oraz prefekt puchonów.
Przełknął ślinę i starając się wyglądać w miarę naturalnie, dosiadł do stolika. Nawet się uśmiechał i chyba sprawiał pozytywne wrażenie, bo nie widział na twarzach swoich towarzyszy jakiejś wielkiej konsternacji.
- Cześć Wam - rzucił w ich stronę, po czym wysunął rękę do Leo, a potem do Melody i rzekł - Caesar jestem. - dziękował samemu Merlinowi za to, że postanowił założyć swą czapkę złodzieja, bo jak się domyślał jego własne uszy stały się całkowicie sine.
Te trzy cholernie krótkie słowa wywoływały w Fairwinie wielką mieszankę uczuć. Zastanawiał się, czy aby na pewno wypadł normalnie, czy nie brzmiał jak kompleta ameba, która nie potrafi zachować się w towarzystwie obcych ludzi (z szczególnym uwzględnieniem płci żeńskiej).
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 718
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1052
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13874-bridget-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13912-bridget#367825
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13915-bridget-hudson#367829
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Bar "Syreni śpiew"   Pon Lis 13 2017, 00:57

Atmosfera była tak gęsta, że można było ją ciąć nożem i dopóki w barze nie pojawiła się Melody nic nie wydawało się jej rozrzedzać. To, co początkowo zaczęła mówić Bridget, w jej głowie brzmiało jak dobry początek rozmowy, w praktyce nie sprawiło, że rozmowa toczyła się gładko. Leonardo był wyraźnie spięty, ale chyba nie bardziej niż Puchonka. Chciała jakoś pociągnąć temat, wspomnieć, że dziękuje za przyjęcie na ostatniej imprezie i jednocześnie przeprasza, że w ogóle się wprosiła, bo na dobrą sprawę nie miała zamiaru tego robić... No i zaraz potem jakoś naturalnie przejść do tego, że chciałaby się pogodzić, bo przeszkadza jej ten ciągle narastający konflikt, ale słowa, które wcześniej jakoś poukładała sobie w głowie, wyleciały i zdawało się, że nigdy nie wrócą z powrotem. Głos Melody sprawił, że Bridget (bardzo widocznie zresztą) odetchnęła z ulgą, a jej buzia od razu rozjaśniła się w szerokim uśmiechu, którym obdarzyła przyjaciółkę. Ostatnio działo się tak wiele, że żadna z nich nie miała czasu na przykładanie uwagi do pielęgnowania relacji, ale to spotkanie okazało się być bardzo dobrym momentem na nadrobienie zaległości.
- Cześć, Melody! - przywitała się z nią radośnie, również cmokając w okolicy policzka dziewczyny, po czym przesunęła się nieco, by zrobić jej miejsce przy i tak pustym stoliku. Bardzo cieszył ją entuzjazm dziewczyny, który zdecydowanie działał na wszystkich pobudzająco. Bridget, słysząc tak euforyczne emocje w jej głosie od razu się rozluźniła i sama zaczęła wypatrywać momentu, w którym będą mogli wejść na scenę. Zerknęła na zegar wiszący nieopodal na ścianie i z przykrością stwierdziła, że jeszcze dziesięć minut do umówionego spotkania. - Mam nadzieję, że przyjdą jeszcze. W zasadzie nie dostałam zbyt wiele odpowiedzi zwrotnych, ale rozumiem, że dla niektórych mógł to być problem, bo powiadomiłam was dosyć późno o tym pomyśle - powiedziała. - Leonardo mówił na przykład, że nie odpisał, bo nie wiedział, czy będzie mógł przyjść ze względu na pracę. Może inni też będą w takiej sytuacji - dodała jeszcze, zerkając ukradkiem na Gryfona, uśmiechając się przy tym delikatnie kącikiem ust.
W tej samej chwili w barze pojawił się Caesar i jeśli Bridget nie sądziła, że atmosfera mogła stać się jeszcze dziwniejsza, w tej chwili zorientowała się, że owszem, było to możliwe. Widząc twarz Ślizgona w jej głowie pojawiły się wspomnienia tej jednej, feralnej wizyty, podczas której nie dość, że Edgar Fairwyn obudził się po trzytygodniowej śpiączce, to jeszcze Caesara dopadła jakaś klątwa, w związku z którą stracił wszystkie zęby, a gdy wrócił ponownie do sali, rzucił zaklęcie wyciszające na jej matkę, co rozzłościło obie kobiety (chociaż Bridget po cichuteńku dziękowała mu w duchu, bowiem prawdopodobnie uchronił ją przed jeszcze większym upokorzeniem). Nie zaczęli najlepiej, ale chłopak wydawał się nie osądzać jej aż tak bardzo po tamtym wydarzeniu, o czym świadczyła sama jego obecność na wieczorze karaoke. Odwzajemniła uśmiech, orientując się dopiero po chwili, że prawdopodobnie był nieco zbyt ciepły i szeroki, by uznać go za zupełnie neutralne przywitanie.
- Hej, fajnie, że jesteś - powiedziała. - Wiesz, czy Courtney lub Voice się zjawią? - zapytała jeszcze. Pomyślała, że chłopak mógł wiedzieć zdecydowanie więcej na temat tego, co o spotkaniu integracyjnym sądziły dziewczyny ze Slytherinu.

______________________


   
   
I know I said that I was doing good and that I'm happy now
I should've known when things are going good thats when I get knocked down

   

   
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Manchester, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 288
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, prefekt fabularny
  Liczba postów : 455
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14149-william-walker?nid=12#373965
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14408-william-walker#381575
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14185-william-walker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14184-william-walker




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Syreni śpiew"   Pon Lis 13 2017, 15:43

Nadal nie potrafiłem do końca się pogodzić z faktem, że zostanę ojcem. Chociaż może nie w tym tkwił problem. Raczej chodziło o fakt, że nie docierało do mnie to całe ojcostwo i co ważniejsze przerażało w cholerę. Nie czułem się człowiekiem, który może cokolwiek dobrego przekazać swojemu potomstwu, ja nawet nie uważałem się za dobrego człowieka. Nie wiedziałem jak mam się zachować, niby udawałem, że wszystko jest w porządku, ale nic nie było tak jak być powinno. Wszystko miało być idealne, zaplanowane, bez żadnych niespodzianek, a tymczasem w zaledwie jednej chwili moje i Lotty życie odwróciło się o sto osiemdziesiąt stopni. Jedyną rzeczą na odpowiednim miejscu było to, że wciąż byłem z Lottą, na dobre i na złe. Z dziewczyną było coraz lepiej, oczywiście jeżeli chodziło o aspekt fizyczny. Oparzenia się prawie zagoiły, a z dzieckiem było wszystko dobrze. Aczkolwiek jeżeli chodziło o jej samopoczucie psychiczne, cóż, pozostawało wiele do życzenia. Zresztą jeśli miałbym być szczery, ja też ze świadomością wczesnego rodzicielstwa nie czułem się najlepiej, co dopiero Hudson, która nosiła nasze dziecko w swoim łonie. Niebyłem pewien czy się cieszę czy jest się z czego cieszyć. To wszystko mnie zwyczajnie przerastało. Na list od Bridget nie odpisałem. Intuicja podpowiadała mi, że @Lotta Hudson zrobiła to za mnie czy coś w tym stylu. Przez ostatnie dni trwałem przy dziewczynie, a szkołę odrzuciłem na dalszy plan, zupełnie się nią nie przejmując. Priorytety. Musiałem jednak wrócić, czy mi się to podobało czy nie. Potrzebowałem skończyć studia. Wiedziałem, że moje umiejętności były już wystarczające żeby móc pracować jako auror, ale wymagali tego idiotycznego papierka skończenia studiów. Tak więc, na wieść o imprezie prefektów trochę się ucieszyłem. Każdy powód do pica był dobry, prawda? Zresztą mogłem ponownie nieco wbić się w rytm przebywania z innymi ludźmi, nie licząc Charlotte. Czekałem na decyzję Lotty czy tam się pojawimy. To od niej zależało i od tego jak się będzie czuła. Powiedziałem tylko, że takie wyjście dobrze jej, nam, zrobi. Tak naprawdę obiecałem sobie, że nie będę pił skoro Hudson nie może, ale bądźmy szczerzy, z mojej obietnicy będą nici. Nie było opcji żebym przy takiej okazji chociaż trochę nie wypił. Trzeba było opić dziecko. No tak sobie przynajmniej mówiłem. Kiedy dziewczyna się zdecydowała, zapytałem ją chyba milion razy czy jest pewna i upewniłem się, czy na pewno wszystko w porządku. Nie chciałem być nadopiekuńczy, ale to wychodziło samo. Po prostu tak bardzo się o nią martwiłem, że wszystko inne było nieważne. Nie przyjaźniłem się z innymi prefektami. Nie licząc Lotty. Tak naprawdę jedyną osobą, z którą miałem jakiś tam kontakt była @Bridget Hudson. Przez wzgląd na Lottę starałem się być całkiem miły dla młodszej Hudsonówny. Tak miły na ile byłem w stanie, nie przeceniajmy moich umiejętności. Doszedłem do wniosku, że tego typu wydarzenie mogło być całkiem niezłym początkiem na moją "zmianę". Och, po prostu musiałem się trochę ogarnąć. Nie było żartów. Czekając aż Lotta będzie gotowa zapaliłem papierosa, mając na uwadze, że przy dziewczynie nie powinienem tego robić. Kiedy była gotowa przeteleportowałem nas przed bar. Uśmiechnąłem się lekko do Lotty i delikatnie ją pocałowałem. Była całym moim światem i to nie miało się w najbliższym czasie zmienić.
- Gotowa na powrót do świata żywych? - zapytałem przed drzwiami baru. Kiedy odpowiedziała, objąłem ją ramieniem i jakby nigdy nic weszliśmy do środka. Starałem się być jak największym oparciem dla Hudson, ale i tak wiedziałem, że doskonale zdawała sobie sprawę, że ja także się tego wszystkiego bałem. Ale powiedzmy sobie szczerze, kto by się nie bał? Najważniejsze w tek chwili było po prostu pójście na przód bez względu na to co nas tam spotka. Uniosłem brwi gdy dostrzegłem karaoke. Przyznam szczerze, że się tego nie spodziewałem. Nie byłem zbyt muzycznie uzdolniony. Może nie śpiewałem bardzo nieczysto, ale talentem tego nijak nie można nazwać. Chociaż gdyby ktoś mnie zapytał, naturalnie bym tego nie przyznał.
- Bridget, cześć. - powiedziałem i nawet zdobyłem się na całkiem ciepły uśmiech, tak mi się przynajmniej wydawało. Przeniosłem wzrok na prefekta Gryfonów. Oczywiście, że go znałem. Nie dało się nie kojarzyć dwumetrowego chłopaka, nawet jeśli miało się go kompletnie w nosie. Pamiętałem, że Lotta ma z nim całkiem dobre stosunki. Rzecz jasna nie czułem się zazdrosny, przykro mi, ale jeżeli chodzi o zestawienie mnie z kimkolwiek innym, bądźmy szczerzy, nie miałem sobie równych. Postanowiłem się z nim także przywitać. Jeśli później dojdę do wniosku, że nie opłaca mi się mieć z nim dobrych relacji, szybko sobie z tym poradzę.
- Chyba jeszcze nie rozmawialiśmy, bynajmniej nie osobiście, Will. – powiedziałem do @Leonardo O. Vin-Eurico i wyciągnąłem ku niemu dłoń, zewnętrzną stroną do góry. Niby nic nie znaczący niuans, ale doświadczony obserwator i ktoś kto zna się choć trochę na mowie ciała zauważyłby, że ten gest pokazywał, że uznawałem się za nieco lepszego. Nic osobistego, przyzwyczajenie, sam Minister Magii mógł zacząć tańczyć niczym urodzony striptizer, a nawet to nie zmieni mojego nastawienia względem innych. Jego kojarzyłem, Ślizgona nie zaszczyciłem nawet spojrzeniem, a do @Melody Kingston lekko się uśmiechnąłem i skinąłem jej głową.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Sacramento, Kalifornia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 355
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 273
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12620-courtney-hill#340983
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12621-kortni#341006
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12622-murzyn#341014
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12623-courtney-hill




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Syreni śpiew"   Pon Lis 13 2017, 16:48

Courtney naturalnie nie mogła odpuścić sobie takiej okazji - i nie chodziło bynajmniej o sam fakt integracji, lecz o to, że będzie tam jej zdecydowanie najmniej ulubiony ex facet, Leo, którego będzie mogła trochę podenerwować i wcale nie mam na myśli przyjaznego droczenia się. No i przyjdzie pewnie bez swojego wiernego chłopaka (którego Vin-Eurico też pewnie niebawem zdradzi), więc nikt w jego obronie już nie stanie, smuteczek. Postawiła sobie za cel jednak przyzwoite zachowanie, przynajmniej na początku, coby nie psuć atmosfery, choć jeśli Blaithin postanowi przyjść, będzie to wyjątkowo ciężkie zadanie.
Oprócz wyżej wymienionych znała jeszcze tylko Caesara i Melody, zaś z resztą prefektów nie miała okazji dłużej porozmawiać, będzie to więc dobra okazja, by poznać się nieco lepiej. No i karaoke zmieniające głos to prawdziwe cudo - nikt nie będzie musiał słuchać jej wycia.
- Hej Melody, hej Caesar - przywitała się ze znajomymi twarzami, obdarzając ich uśmiechem, ale przypomniała sobie o jeszcze jednym człowieku. - Cześć Leo - dodała nieco głośniej niż powinna i uśmiechnęła się jeszcze szerzej, dumna ze swojego, w końcu wzorowego, zachowania. Ależ ona miła, prawda?
Przedstawiła się jeszcze @Bridget Hudson, @Lotta Hudson i @William Walker, bo jakoś nie było wcześniej okazji by spokojnie pogadać, po czym zajęła miejsce przy stoiku, zauważając, że Fire jeszcze nie ma. I nie miałaby nic przeciwko, gdyby ten stan rzeczy się nie zmienił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 353
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 976
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13936-relki-lotki#368318
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13932-lotta-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Bar "Syreni śpiew"   Pon Lis 13 2017, 20:42

Tak naprawdę nieszczególnie miałam ochotę iść na tę imprezę - po pierwsze miałam poczucie, że moje dawne życie bezpowrotnie się skończyło, po drugie - towarzyszyło mi uczucie, że jako osoba przy nadziei (a na dodatek po bardzo poważnym wypadku) nie mogę nadwyrężać swojego organizmu. Delikatna sugestia ze strony Willa odrobinę zmieniła moje podejście - nie chciałam go ograniczać (wiedziałam, że beze mnie nie pójdzie, a trudno ukryć, że ostatni miesiąc zupełnie się odizolował skupiając się na opiece nade mną), a poza tym doszłam do wniosku, że nie mogę kłaść się do trumny tylko dlatego, że spodziewałam się dziecka. Wykorzystanie tych ostatnich miesięcy podczas których nie byłam jeszcze obciążona pieluchami i całodobową opieką nad latoroślą wydawało się całkiem logiczne, szczególnie, że na dniach wracałam na zajęcia i wiedziałam, że nie będę miała aż tyle wolnego czasu.
Pojawiliśmy się na miejscu dosyć późno - na miejscu byli już niemal wszyscy z wyjątkiem prefektów naczelnych i Fire. Zaczęłam od osób, których nie znałam (czy raczej znałam tylko z widzenia) - przedstawiłam się Ceasarowi i Courtney (która pojawiła się praktycznie w tym samym momencie co my), pomachałam wesoło @Melody Kingston, którą znałam głównie z tego, że była dobrą znajomą mojej siostry, ścisnęłam @Bridget Hudson dając jej całusa w policzek, a na końcu podeszłam do @Leonardo O. Vin-Eurico, z którym akurat witał się Will. Przytuliłam kumpla na powitanie.
- Muszę Ci coś powiedzieć, mam nadzieję, że znajdziesz później chwilkę. - powiedziałam cicho tak żeby nie zakłócać innym zabawy, ale normalnym tonem. Nie chciałam go straszyć, ani psuć mu zabawy.
Może impreza nie była najlepszym momentem, żeby informować znajomych o ciąży, ale na razie wiedziała o tym tylko moja rodzina i Will (czyli w sumie na ten moment -  tylko rodzina), a chciałam powoli przekazywać tę informację innym - ukrywanie tego nie miało szczególnego sensu, a Leo mimo że był moim byłym wciąż należał do grona najbliższych mi osób i jako mój przyjaciel zwyczajnie zasługiwał na te informację

______________________

I won't ask
for much this Christmas
I don't even
wish for snow
I'm just gonna keep on waiting
Underneath the mistletoe
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 870
Dodatkowo : prefekt fabularny, animag (grizzly)
  Liczba postów : 1290
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Bar "Syreni śpiew"   Wto Lis 14 2017, 18:45

Chyba zaczął trochę żałować, że tak wcięła im się Melody - Leo był ciekaw czemu Bridget poruszyła temat ich nieszczęsnych sąsiadujących mieszkań. Sam raczej próbował o tym zapomnieć... Nie dociekał, nie chcąc wywlekać sprawy przy drugiej Puchonce, tym bardziej, że jej obecność działała kojąco na napiętą atmosferę. Gryfon kiwnął głową na wzmiankę o jego niepewnościach co do pracy - nie planował kłamać, ale to był drobiazg i w gruncie rzeczy nie taki w pełni nieprawdziwy. Miał dzisiaj normalnie pracować i wolne dostał tylko dlatego, że jakiś czas temu wziął zmianę znajomego i ten teraz chciał się odwdzięczyć.
Wymówki.
- Leo - wtrącił jeszcze, odruchowo poprawiając Hudsonównę. Dość szybko ich niewielkie grono zaczęło się powiększać. Vin-Eurico przywitał się kulturalnie z Caesarem; nie znał go za dobrze i nawet nie miał za bardzo punktu zaczepienia. Ożywił się za to na widok @William Walker i @Lotta Hudson, którzy w końcu dotarli. Leonardo podniósł się z łagodnym uśmiechem i już miał doskoczyć do Krukonki, kiedy powitał go jego partner. Gryfon sam nie wiedział co go w tym zdziwiło, ale jakoś faktycznie nigdy styczności ze sobą za bardzo nie mieli. Zwrócił uwagę na to specyficzne podanie ręki, nie mogąc powstrzymać jeszcze szerszego uśmiechu.
- Mam pocałować? - Zapytał ze śmiechem, oczywiście ściskając lekko dłoń chłopaka. - Hej, hej. Leo. - Przytulił czule Lotkę, kiedy znalazła dla niego chwilkę. - Dobrze cię widzieć - mruknął bez krępacji, powoli wracając na swoje miejsce. Jej prośbę skwitował entuzjastycznym pokiwaniem głową, dodając, że "kiedy tylko zechce". Przeniósł spojrzenie na Courtney, która wyglądała jakby coś knuła. Powitał ją uprzejmym pomrukiem, koncentrując się bardziej na tym, że nie ma jeszcze kilku osób. Gdzie ta Fire?

______________________

When I'm down on my knees


You are what I believe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1512
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1563
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13638-blaithin-astrid-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13646-not-a-bad-girl
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13684-dziobek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13647-blaithin-astrid-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Syreni śpiew"   Sro Lis 15 2017, 18:11

No gdzie ta Fire, gdzie ta Fire.
Leżała wygodnie na swoim łóżku w dormitorium, gdzie zaglądała ostatnio bardzo rzadko. Musiała przyznać, że tą "imprezę" czy co to w ogóle było, wymyślone przez prefekta Puchonów, uważała za dość dziwny pomysł. Zawsze Szkotkę bawili ci wszyscy ludzie tak naciskający na integrację i zapoznawanie się bliżej. Jej zdaniem jeśli ktoś naprawdę chciał się z kimś poznać to znalazł na to sposób inny niż wysyłanie listów, żeby grupkę losowych ludzi zbić w jedno. Blaithin kojarzyła tylko Hudsonówny, chłopaka Lotty, który zawsze bawił dziewczynę swoim "mam-wyjebane-na-wszystko", co było i tak czystą hipokryzją z jej strony, a przy tym coś Fire świtało o synu profesora Edgara. No i Courtney. Skrzywiła się na myśl, że ktoś był tak głupi, by dać Ślizgonce odznakę. I niby miała z nią wytrzymać w jednym barze? Ale zaraz Fire pomyślała o tym, jak łatwo wtedy będzie dolać jej coś z szerokiego wachlarzu eliksirów, jakie ze sobą ostatnio taszczyła w torbie na wszelki wypadek.
Prefektów naczelnych w ogóle chyba nigdy nie spotkała. Może byli zbyt zafiksowani na punkcie szkolnych spraw, może nie sądzili, że muszą zniżać się do ich poziomu i się z nimi zapoznawać. W każdym razie, idąc przez Hogsmeade, spodziewała się, że ani Follet ani de Nevers nie stawią się na miejscu. Miejscu, które też było tak dobrane, że Fire prychnęła pod nosem, kiedy odczytywała list Bridget. Nie lubiła śpiewać, nie umiała śpiewać i nie chciała śpiewać.
Czemu w ogóle więc szła? Nie do końca wiedziała. Może to ta perwersyjna ochota zepsucia wszystkim humoru, może zepsucia go konkretnie Hill. Może chciała pośmiać się z tych wszystkich ludzi próbujących swoich sił na "scenie". Może czas było się napić.
Westchnęła, wchodząc do środka i ściągając czarny kaptur zmoczony przelotnym deszczem. Podeszła bliżej, powoli, rozglądając się po twarzach. Na widok Leo uniosła kącik ust. Prawdopodobnie jedyna osoba w tym pomieszczeniu, którą dało się znieść...
- Fire. - przedstawiła się lakonicznie osobom, które mogły jej nie kojarzyć, a głównie myślała o kasztanowłosej Puchonce. Oczywiście, nie było mowy o jakimkolwiek uścisku dłoni. - Jestem ostatnia? - zapytała, nie czując żadnej potrzeby usprawiedliwiania tego, że nie odpisała czy przyjdzie czy nie, a teraz też przyszła właściwie w ostatniej chwili.
Wtedy zauważyła Hill i zmarszczyła brwi. Łudziła się jeszcze nadzieją, że zaproszenie do niej nie dotarło, pies ją pogryzł albo coś w drodze do baru przejechało dziewczynę, ale niestety nie.
- Hill, nalać ci? - ton miała tylko nieco podsycony sztuczną uprzejmością, kiedy zdjęła płaszcz i odłożyła go na jedno z krzeseł, żeby podejść do baru. Tak czy siak, spodziewała się odmowy. W ogóle specyficznie się czuła, kiedy myślała o tym przez jak długi czas sama była barmanką w Oasis. Robienie drinków do tej pory pamiętała.

______________________


We drink the poison our minds pour for us and wonder


why we feel so sick
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 146
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt fabularny
  Liczba postów : 517
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14801-melody-anna-kingston#394127
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14810-tanczcie-jak-wam-zagram
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14808-listy-do-m
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14809-melody-anna-kingston




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Syreni śpiew"   Sro Lis 15 2017, 19:09

Byłam prawie pewna, że nic nie jest w stanie zepsuć mi humoru. Nikt nie był większym fanem karaoke niż ja. Całkiem przewidywalne - dziewczyna lubiąca być w centrum uwagi i jeszcze taka, co dobrze śpiewa na pewno odnajdzie się w takim miejscu.
- No pewnie - zaśmiałam się na słowa Leo, bo żarty o moim melodyjnym imieniu słyszałam już wielokrotnie, ale nigdy mi specjalnie nie przeszkadzały. Kicha by była, jakbym jednak nie była zupełnie uzdolniona muzycznie. Wtedy te żarty można by nazywać złośliwościami.
- Możliwe. Chociaż mam nadzieję, że wszyscy się zjawią - odpowiedziałam przyjaciółce. Moje nadzieje były coraz bliższe spełnienia, bo w międzyczasie dołączył do nas Ceasar, którego wcześniej nigdy nie poznałam. Uścisnęłam jego rękę i przedstawiłam się. Sprawiał wrażenie całkiem miłego, mimo że był Ślizgonem. Chociaż ostatnio wydaje mi się, że te stereotypy o wrednych Ślizgonach jakoś wymarły. Nie było okazji do rozmów w mniejszym grobie, bo zaraz do baru weszli prefekci Ravenclaw. Uśmiechnęłam się wesoło do Lotty i także pomachałam w jej kierunku, obdarzając przy okazji idącego przed nią Willa. Zawsze w duchu śmiałam się lekko, kiedy go widziałam, bo przypominałam sobie, jak bardzo byłam w nim zadurzona jeszcze na pierwszym roku. Ot, słodka jedenastoletnia Melody, która kierowała się głównie wyglądem swoich rówieśników. Cóż, wiele się nie zmieniło w tej kwestii. Wtedy podeszła do nas kolejna osoba - Courtney! Zupełnie wyleciało mi z głowy, że ona też została prefektem w tym roku. Wieczór właśnie jeszcze bardziej się polepszył.
- Hej, Courtney - objęłam koleżankę na przywitanie. Rozejrzałam się po przybyłych i właściwie odnotowałam, że brakowało tylko drugiego prefekta Gryffindoru i prefektów naczelnych, o których istnieniu wiedziałam bardziej w teorii. Co prawda, widywałam czasem Raphaela, bo przecież byliśmy z jednego domu, ale nigdy z nim nie rozmawiałam. Szczerze, nie sądziłam, że się zjawią. Nie miałam też pewności, czy Blaithin się pojawi. Nie wyglądała na osobę, która lubiła imprezy integracyjne. W końcu jednak przyszła do baru i od razu zaczęła stwarzać nieprzyjemną atmosferę. Nie lubiłam takich osób, które były do wszystkiego nastawione negatywnie. Przedstawiłam się jednak Gryfonce z uśmiechem, mając nadzieję, że jej zachowanie nie zepsuje mi wieczora. Kiedy ta zaoferowała Courtney drinka (co brzmiało dość złowieszczo i nie byłam pewna, czy to sympatyczna propozycja), aż się wyrwałam z miejsca.
- Właściwie to ja chętnie - uśmiechnęłam się do Fire całkiem szczerze - Pora chyba zacząć imprezę, co wy na to? - spojrzałam pytająco na resztę towarzyszy, mając nadzieję, że podzielą moje zdanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Paryż
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 897
  Liczba postów : 925
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6354-raphael-theodore-de-nevers#178291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6355-ekscentryk-i-marzyciel#178298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6356-ludzie-listy-pisza#178305
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7207-raphael-theodore-de-nevers#204480




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Syreni śpiew"   Czw Lis 16 2017, 12:25

Raphael bardzo się ucieszył z zaproszenia na wieczór integracyjny z resztą prefektów. Fakt, że dyrektor wykazał się taką wyrozumiałością i pozwolił mu zachować stanowisko prefekta, a nawet prefekta naczelnego, jakoś przywrócił mu wiarę w ludzkość i świat w ogóle. Bardzo ciężko zniósł wyjazd Sereny do Stanów, ich przyszłość chyba stała się przeszłością, a powikłania po groszopryszczce ciągnęły się za nim przez dłuższy czas. Powtarzanie roku miał jednak swoje zalety. Dopóki za murami Hogwartu czekało na niego nowe szczęśliwe życie z Sereną, wspólny dom i kariera literacka, ukończenie studiów wydawało się czymś wspaniałym. Jednak teraz nie był pewien, co zrobić ze swoim życiem, więc przeczekanie roku i udoskonalenie swoich zdolności magicznych wydawało się najlepszym planem.
W barze pojawił się jak zwykle spóźniony. Rozglądając się za resztą prefektów, potknął się o coś i narobił hałasu, wywracając krzesło i o mały włos wylewając komuś na kolana zawartość kufla. Na szczęście obyło się bez zniszczeń, ale wejście miał z całą pewnością... efektowne. W końcu dotarł do właściwego stolika i uśmiechnął się przepraszająco, zajmując wolne miejsce.
- Przepraszam za spóźnienie, jestem Raphael. Chyba z większością się jeszcze nie znamy... Salut, Lotto - zwrócił się do jedynej osoby, którą znał z imienia i nazwiska, czyli @Lotta Hudson. Twarze @Melody Kingston i @Bridget Hudson też wydawały się znajome, ale nie był w stanie ich umiejscowić ani tym bardziej przywołać ich imion. - Przepraszam, jeśli kogoś z was powinienem jeszcze znać z imienia i nazwiska... Mam fatalną pamięć. Je suis désolé, ale czasem nie pamiętam własnego adresu - wyjaśnił z rozbrajającym, lekko nieprzytomnym uśmiechem. Przywitał się z każdym, naprawdę próbując zapamiętać ich imiona. - Ah oui! Voice powinna do nas dołączyć, jeśli nie zatrzymają ją obowiązki - dodał, po czym spojrzał w kierunku sceny do karaoke. Jego ciemne oczy błysnęły zainteresowaniem. - Będziemy śpiewać? - ucieszył się. Ostatnio miał stanowczo za mało rozrywek i za mało bywał wśród ludzi, mimo że z natury był bardzo towarzyski. Pod warunkiem, że akurat nie pisał dzieła życia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2577
  Liczba postów : 1613
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Syreni śpiew"   Czw Lis 16 2017, 17:47

Voice początkowo miała w ogóle nie przychodzić. Niemal obsesyjnie myślała o ucieczce z kraju, bo wisiały nad nią kiepskie oceny, a zorganizowanie warsztatów w aptece było o wiele trudniejsze, niż początkowo myślała. Swoją zaszczytną funkcję prefekta naczelnego ograniczyła do łapania za kołnierze biegających po schodach dzieciaków, zwłaszcza że wydarzenia, które miały miejsce od początku roku szkolnego jasno sugerowały, że zaczyna się dziać coś nieciekawego i że to nie jest najlepsza pora na rozrywkę. W związku z tym, że wcale by się nie zdziwiła, gdyby bar zawalił się innym prefektom na głowy, a pan dyrektor chyba tylko dobrze się ukrywał z planami odebrania jej plakietki, postanowiła przyjść na tę nieszczęsną imprezę i w razie czego osobiście łapać spadające cegły, żeby polec na polu chwały i pozostawić mężowi wrażenie, że była dobrym człowiekiem i walczyła o jedność świata magicznego i inne rzeczy ważniejsze niż to, że nie zjadła śniadania czy to, że nie dokończyła referatu na eliksiry.
Nie myślała o niczym konkretnym. Płaszcz w biało-czarną kratę łopotał na wietrze, a szalik co chwilę gdzieś uciekał, ale jakimś cudem tuż przed deszczem udało jej się wejść do baru. Wystarczyło jednak, że odgarnęła włosy z twarzy i nieco się wyprostowała, by od razu wyglądać idealnie - jakby za oknem wcale nie kończył się świat. Zdjęła kurtkę, zostając w czarnych grubych rajstopach i białej, luźnej, bawełnianej sukience z wiązaniem na piersiach. Botki na grubym obcasie dodały jej jeszcze kilku zbędnych centymetrów. Uśmiechnęła się trochę niepewnie do zgromadzonych. Ciekawe, czy chociaż połowa wiedziała, że to ona jest tym legendarnym prefektem naczelnym.
- Cześć, kochani. Bridget, wielkie dzięki, że się tym wszystkim zajęłaś. Prawdę mówiąc ostatnio dzieje się tyle niepokojących rzeczy, że strach organizować jakiekolwiek zgromadzenia większe od randki jeden na jeden - skrzywiła się lekko, ściskając @Bridget Hudson. - Voice Follett. Gdyby ktoś jeszcze nie kojarzył - dodała niepewnie, wieszając płaszcz na krzesło obok tego zajętego przez Raphaela, do którego zresztą miała lekki żal, że nie przyszedł na ich spotkanie dawno dawno temu. Wydawała się odrobinę zagubiona, ale nie przepadała za tłumami, więc w zasadzie nie było w tym nic dziwnego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 718
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1052
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13874-bridget-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13912-bridget#367825
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13915-bridget-hudson#367829
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Bar "Syreni śpiew"   Czw Lis 16 2017, 20:33

Bridget sama nie wiedziała, co zamierzała przekazać Leonardo wspominając o byciu "prawdziwymi sąsiadami" - chyba głównie to, że Lotta zostawiła jej mieszkanie w kamienicy, ponieważ ona sama postanowiła zamieszkać z Williamem w Dolinie Godryka. Nie wiedziała jednak, na jakim poziomie wiedzy przedstawiały się informacje posiadane przez Vin-Eurico, toteż zrezygnowała z rozwodzenia się nad powodami opuszczenia przez Lottę Hogsmeade - zdecydowanie chodziło o ciążę, a jak na razie wiadomość ta rozeszła się raczej wśród członków obu rodzin. Nie będzie przecież rozsiewała plotek, prawda? No i obojgu przypomniała się ostatnia impreza organizowana przez chłopaków, która była dla niej wielkim festiwalem niezręczności. Gryfon w żadnym wypadku nie wydawał się być zadowolony z faktu, że Bridget przebywała za ścianą - więc czego ona oczekiwała w chwili rozpoczęcia tego tematu?
Chwilę potem do baru zaczęła wchodzić reszta zaproszonych przez nią osób. Wyszczerzyła się szeroko na widok starszej siostry i jej chłopaka. Odwzajemniła buziaka w policzek, a zaraz potem uśmiechnęła się ciepło do Williama. Musiała przyznać, że w ostatnich dniach jego postawa nieco jej imponowała - to znaczy nadal wydawał się być nadęty, czasem zbyt pewny siebie i momentami ze zdecydowanie zbyt ciętym językiem, ale po wypadku Lotty Bridget była pewna, że Walker od niej odejdzie. Fakt, że został i nawet postawił się jej ojcu (co wypadło niespecjalnie miło i właściwie, biorąc pod uwagę położenie ich wszystkich), sprawił, że Puchonka nieco uwierzyła w sens ich związku i żywiła wielkie nadzieje, że dobrze im się poukłada. Wydawał się być nieco spięty, ale może po jakimś kłębolocie lub szklaneczce szkockiej nieco wyluzuje?
Dziewczyna przywitała się również z przybyłą na miejsce Courtney, a następnie z Blaithin, po czym spojrzała po wszystkich obecnych i stwierdziła... Że bardziej specjalnego grona jeszcze nie widziała. Wszędzie można było wyczuć jakąś napiętą lub niezręczną atmosferę, ona sama z niektórymi osobami obecnymi w barze miała, jakby to ująć, nieciekawą przeszłość i dziwne przeżycia. Jedynie Melody zachowywała dobry nastrój przez cały czas i zdawała się być jednym wielkim wulkanem energii, wręcz tryskając entuzjazmem. Jej radość była zaraźliwa i już chwilę potem Bridget poczuła się lepiej i również się uśmiechała. A na miejscu zjawili się nawet prefekci naczelni!
- Cześć, ja to Bridget - powiedziała, przedstawiając się Raphaelowi. - O, nie wiedziałam, że znacie się z Lottą. Jestem jej siostrą - dodała jeszcze, zauważając ich przywitanie. Jeśli wcześniej jej nie kojarzył, to teraz ma już kolejny punkt zaczepienia. - Ja bardzo liczę na to, że uda nam się pośpiewać. To karaoke jest magiczne i bardzo często zmienia głosy! Jestem ciekawa, co mi się trafi. To trochę jak te fasolki, które się zjada, a potem wydaje się zwierzęce dźwięki z tą różnicą, że niestety nie dostaniemy słodyczy - rzuciła w odpowiedzi na pytanie Melody i Raphaela. Osobiście chciała poczekać, aż zbiorą się zupełnie wszyscy, lecz nie musiała czekać zbyt długo - dosłownie chwilę potem w barze zjawiła się piękna, wysoka blondynka, która przedstawiła się jako Voice Follett. Bridget odwzajemniła ten krótki uścisk i poczuła się lekko skrępowana tą sytuacją. Teraz to miała wrażenie, że jest bardziej odpowiedzialna za to zebranie niż by chciała. - Miło Cię poznać - wybąkała, uśmiechając się delikatnie. Rozejrzała się jeszcze raz, licząc wszystkich zebranych i stwierdziła, że mieli komplet! To o... dziewięć osób więcej niż się spodziewała! - Ktoś chce ze mną zacząć? - zapytała. Liczyła, że ktoś zgodzi się na duet na początek, każdemu będzie raźniej.


Dzięki wszystkim za przyjście! I love you Na początek proponuję duet, jeśli ktoś wyrazi zgodę, już jutro mogę naskrobać posta kolejnego i rzucać kostkami!

______________________


   
   
I know I said that I was doing good and that I'm happy now
I should've known when things are going good thats when I get knocked down

   

   
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 870
Dodatkowo : prefekt fabularny, animag (grizzly)
  Liczba postów : 1290
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Bar "Syreni śpiew"   Sob Lis 18 2017, 21:44

Szybko udało się wszystkim zebrać w jednym miejscu. Nie tylko Fire raczyła się pojawić, ale nawet prefekci naczelni zjawili się w barze! Leo z zaciekawieniem spoglądał na przedstawiającego się Rapahela, bo tak prawdę powiedziawszy to tylko go kojarzył i to pobieżnie. Do Voice z kolei uśmiechnął się szeroko, nie zapominając o tym, że to ona poczuła się w obowiązku wprowadzenia go pomiędzy obowiązki prefektów. Inna sprawa, że mogła zrobić to jakoś subtelniej, a nie w łazience... To jest, nie miał nic przeciwko. Gorzej, że miała wtedy narzeczonego.
Gryfon nie był pewny, czy to jest dobry pomysł z tym spotkaniem - intencje jak najbardziej doceniał, ale widział tutaj mnóstwo różnych spięć. O relacji swojej z Courtney czy Bridget wolał się nie zastanawiać, jednak panna Hill miała również problem z Fire, a Puchonkę chyba łączyło coś dziwnego z Caesarem. Lotka zdawała się wyglądać trochę nieswojo, Voice jakby nie wiedziała co ze sobą zrobić... Leo stukał sobie cicho palcami w blat, obserwując jak jego przyjaciółka z domu kieruje się po napoje. Ugryzł kilka razy listek mandragory, wmawiając sobie, że to jak guma do żucia; w rzeczywistości miał już tej roślinki dość, a jej smak zaczynał męczyć. Podniósł nieco zaciekawiony wzrok na Bridget, która zamierzała wskoczyć na scenę. Przez głowę przemknęło mu, że powinien sobie siedzieć grzecznie i ewentualnie dyskretnie wyśmiać ją w duchu... A potem przypomniał sobie, że nie chciał jakoś wyjątkowo podtrzymywać tej napiętej atmosfery. Zerknął po prefektach i poderwał się ochoczo z szerokim uśmiechem, dochodząc do bardzo prostego wniosku - tę imprezę trzeba jakoś rozkręcić. Obietnicę złożoną Ezrze traktował jako swego rodzaju wyzwanie, aby odpuścić młodszej Hudsonównie. Co lepiej łączy ludzi niż muzyka? Cóż, w świecie Leo poprawną odpowiedzią byłaby wymiana ciosów, ale...
- No, skoro byliśmy tu pierwsi - zaśmiał się krótko, podchodząc do jednego mikrofonu. Nie był pewien czy to dobry pomysł, bo nawet przy mówieniu chwilami doskwierał mu listek mandragory... Posłał Bridget zachęcające spojrzenie, orientując się przy tym, że nie jest tak źle. - To co śpiewamy? - Zainteresował się, uznając to za całkiem istotny element. Bri nie miała wiele do powiedzenia, bo uaktywnił się barman i uznał, że zabawnie będzie podrzucić tragicznie obciachowy kawałek Lady Morgany. Leo posłał mu pełne niedowierzania spojrzenie, cierpiąc bardzo, że barman nie wyczuł w nim bratniej duszy i nie rzucił jakiegoś koła ratunkowego. Tak czy inaczej melodia już leciała, a Vin-Eurico zamierzał się przede wszystkim dobrze bawić. Bez większej krępacji zaczął śpiewać, doskonale wiedząc, że jego technika pozostawia wiele do życzenia. Trochę zbił go z tropu dziwny głos, przypominający bardziej niedźwiedzi ryk - zignorowałby to nawet, gdyby nie mewie poskrzekiwania wyrywające mu się w niektórych momentach. Zbył to wszystko uśmiechem, dając z siebie wszystko i ze zdziwieniem zauważając, że brzmi to naprawdę ciekawie. Dopóki trwała dobra passa, przysunął się bliżej Bridget i pochwycił jej dłoń, aby zasugerować jej zgrabny piruet.
Merlinie, starał się jak mógł.

3, 4, 6

______________________

When I'm down on my knees


You are what I believe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 718
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1052
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13874-bridget-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13912-bridget#367825
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13915-bridget-hudson#367829
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Bar "Syreni śpiew"   Nie Lis 19 2017, 01:15

Bridget spodziewała się odpowiedzi od każdego zgromadzonego w barze, tylko nie od Leonarda. W sumie oczekiwała, że na pierwszy ogień pójdzie Melody, która była bardzo muzykalna i utalentowana, a zresztą wydawała się być najbardziej zainteresowana i podekscytowana opcją śpiewania karaoke. Słysząc jednak słowa wydobywające się z ust Gryfona, początkowo zmarszczyła brwi, nie rozumiejąc nawiązania, a po chwili olśniło ją i autentycznie opadła jej szczęka. Musiała śmiesznie wyglądać z rozdziawioną buzią, ale nie mogła powstrzymać szoku. Zaraz potem przybrała na twarz szeroki uśmiech - hej, może jednak nie było między nimi tak źle?  Bridget zdecydowanie odebrała ową zadeklarowaną chęć duetu na scenie jako wyciągnięcie ręki w jej kierunku celem zakończenia konfliktu - a jeśli nie ręki, to chociaż małego palca.
- O, super, jeśli tylko chcesz... Bo ja chętnie - powiedziała nieco zakłopotana, ale w głębi duszy czuła radość. Wdrapała się na scenę razem z ćwierćolbrzymem, czując się przy nim niezwykle mała, po czym stanęła przy jednym z mikrofonów. - Masz pomysł na piosenkę? - zapytała, lecz nie poznała odpowiedzi, bowiem sam Vin-Eurico nie miał bladego pojęcia, co mogliby zaśpiewać, natomiast barman, który nadzorował rzecz dziejącą się na podium, z niezwykłą precyzją wylosował im prawdopodobnie najbardziej obciachowy kawałek Lady Morgany. Bridget przewróciła oczami z zażenowania, po czym posłała znaczący uśmiech @Lotta Hudson - obie miały podobny stosunek do grającej w tle "artystki". Musieli jednak dać jakiś popis, prawda?
Leonardo powalił ją na kolana pierwszym rykiem niedźwiedzia. Bridget spojrzała na niego ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy, a widząc jego minę wyłącznie się wyszczerzyła. Wydawało jej się zabawne, że magiczny mikrofon postanowił przekształcić jego głos w coś takiego - szczególnie gdy do repertuaru  dołączył krzyk mewy. Bridget nigdy nie sądziła, że ktoś będzie w stanie zharmonizować te dwa dźwięki. Skubany, dobry był... Przyszedł jednak czas, by i ona przyłączyła się do śpiewania. Otworzyła usta... A z nich wydobył się głos stojącego obok Gryfona. W pierwszej chwili złapała się za usta, a następnie wybuchnęła śmiechem. Ostatecznie zaśpiewała kilka linijek razem z nim, ale prawdopodobnie szłoby jej lepiej, gdyby była w stanie opanować napady śmiechu, które nękały ją prawie przy każdym otwarciu ust. Z tego wszystkiego dała mu się obrócić, nawet dwa razy! Kto by pomyślał, że będzie się tak dobrze bawiła?
- Leon... Leo, będziesz niekwestionowaną gwiazdą imprezy - powiedziała, gdy już odzyskała swój dziewczęcy, wysoki głos i zachichotała. - Kto chce następny? Jak coś, to ja wciąż jestem chętna, było super! - dodała już w stronę reszty zebranych w barze, którzy mieli okazję zobaczyć ich popis. Posłała Gryfonowi jeszcze jeden uśmiech. Wcale nie był taki najgorszy...


kostki: 2 (ludzki) 3 (jak Leo xD)  3 (czyli meh, ale i tak zabawnie)

______________________


   
   
I know I said that I was doing good and that I'm happy now
I should've known when things are going good thats when I get knocked down

   

   
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 353
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 976
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13936-relki-lotki#368318
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13932-lotta-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Bar "Syreni śpiew"   Sro Lis 22 2017, 00:00

Mój mocno mierny humor poprawił mi się, gdy patrzyłam na niesamowite popisy Leo z głosem niedźwiedziomewy i Bridget z głosem Leo śpiewających chyba najgorszą możliwą piosenkę Lady Morgany - tak bardzo mnie to rozbawiło, że po chwili już niemal rozbolał mnie brzuch ze śmiechu. Gdy ta bardzo nietypowa para w końcu zeszła ze sceny mimowolnie podbiegłam do @Bridget Hudson - widząc jak ona dobrze się bawiła też chciałam zaśpiewać. Poprosiłam DJa o wylosowanie piosenki i okazało się, że trafił nam się straszny gniot - duet DJa Mudblooda z Lilou Smiley, z czasów gdy wokalistka występowała pod pseudonimem Nicole Mintay i świeciła dupskiem na prawo i lewo.
Gdy zaczęłyśmy śpiewać ku mojemu zdziwieniu z moich ust wydobył się głos @Blaithin ''Fire'' A. Dear - bardzo mnie to rozbawiło, gdyż koleżanka zdecydowanie nie pasowała do duetu ze szlamowatym raperem.
- Jestem jak Szekspir, lecz różdżkę dzierżę w dłoni
Znowu mam nawijkę, a Mr Pure mnie goni
Jebać Slutherin, jebać czystą krew, a tym wielkim snobom zrobię wszystko wbrew
Mam swoje miano - mówią na mnie szlama, Mudblood się już skończył - to tylko durna fama
Wrażliwość mam Whitmata, duszę Platona, kończę pierwszą strofę - teraz wchodzi ONA!
- wyrapowałam głosem Fire z trudem powstrzymując śmiech. Po chwili Bridget zaczęła wyśpiewywać równie durne linijki na temat machania tyłkiem, potem znowu przejęłam pałeczkę - i tak kilka razy. Mimo durnowatości piosenki bawiłam się tak wyśmienicie, że na chwilę zapomniałam o bezlitosnej rzeczywistości. Po chwili jednak skończyłyśmy nasz popis, a ja stwierdziłam, że to odpowiedni moment, żeby pogadać z @Leonardo O. Vin-Eurico. Zeszłam z miejsca śpiewania ustępując kolejnej osobie, w tym samym czasie dając Leo znak, żebyśmy na moment odeszli w stronę baru.


6 (ludzki), 3 (Gryfek), 4 (no chyba spoko)

______________________

I won't ask
for much this Christmas
I don't even
wish for snow
I'm just gonna keep on waiting
Underneath the mistletoe
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Manchester, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 288
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, prefekt fabularny
  Liczba postów : 455
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14149-william-walker?nid=12#373965
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14408-william-walker#381575
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14185-william-walker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14184-william-walker




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Syreni śpiew"   Pią Lis 24 2017, 21:01

W gruncie rzeczy nie dało się ukryć faktu, że byłem trochę spięty. Może i zgrywałem rozluźnionego, ale nie sądziłem, żeby ktokolwiek w tym zgromadzeniu darzył mnie większą sympatią. Lotty rzecz jasna nie liczyłem. Spojrzałem na @Leonardo O. Vin-Eurico z lekką ignorancją. Nie byłbym jednak sobą gdybym nie odpowiedział.
- Myślałem, że sam się nie domyślisz. W sygnet, rzecz jasna. – powiedziałem, mając na myśli pierścień na mojej dłoni.
Prawdę mówiąc nie był to żaden sygnet. Nawet nic w tym rodzaju. Wygrałem ten pierścień w jakimś podejrzanym klubie na Nokturnie i spodobał mi się, więc od tamtej pory go nosiłem, nic specjalnego. Moje usta jednak rozciągnął lekki uśmiech. Przeniosłem wzrok na nowo przybyłych i zaledwie rzuciłem krótkie „Will”, zupełnie nie zaprzątając sobie głowy tymi osobami. Raczej nie bardzo obchodziło mnie kto jeszcze miał przyjść. Jednak przyznam bez bicia, że widok prefektów naczelnych trochę mnie zdziwił. Voice kojarzyłem tylko z tych listów, że będę prefektem, a Raphaela – wcale. Zwróciłem uwagę na jego przywitanie z Lottą i obdarzyłem go uważnym spojrzeniem z mojej strony, które miało mówić coś w rodzaju „trzymaj łapy przy sobie”. Nie skomentowałem tego jednak i doszedłem do wniosku, że alkohol tutaj będzie niezbędny, żebym chociaż trochę dobrze się bawił. Koniec końców sam namawiałem Lottę do przyjścia na to wydarzenie, więc nie mogłem teraz być hipokrytą i ostentacyjnie pokazywać, że to chyba nie był najlepszy pomysł. Podszedłem do baru i zamówiłem Ognistą, co chyba nie było niczym spektakularnym. Pochwyciłem wzrok @Lotta Hudson i patrząc jej w oczy lekko uniosłem szklankę z trunkiem w geście toastu, który miał mówić coś w rodzaju „za nas”. Pociągnąłem ze szklanki i odrobinę się skrzywiłem, czując ogień w przełyku. Zaraz po tym kupiłem zwykłą brandy i wróciłem do reszty z kieliszkiem w dłoni, zatrzymując się przy Lotcie. Oparłem się o najbliższy stół i odwróciłem w kierunku sceny, na której stał Leonardo i Bridget. Parsknąłem śmiechem na pierwsze dźwięki wydobywające się z ust gryfona. No nieźle, karaoke doprawdy niezwykłe. Zaraz potem dołączyła Bridget. Musiałem przyznać, że całość stanowiła dość nietypowe połączenie. Powoli sączyłem alkohol i uniosłem brwi kiedy Lotta zgłosiła się do kolejnego numeru. Cieszył mnie fakt, że dziewczyna dobrze się bawiła. Patrzyłem na nią na scenie i szeroko się uśmiechałem, słysząc jaki „fantastyczny” kawałek miała do zaśpiewania. Zerknąłem na prefekt Gryffindoru, do której należał głos, ale zaraz potem z powrotem patrzyłem na scenę. Wiedziałem, że ja na niej zbyt szybko nie zawitam. Nie było mowy, musiałbym się naprawdę upić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1512
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1563
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13638-blaithin-astrid-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13646-not-a-bad-girl
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13684-dziobek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13647-blaithin-astrid-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Syreni śpiew"   Nie Lis 26 2017, 00:24

Stwarzała nieprzyjemną atmosferę? Tym, że się przedstawiła, zadała pytanie czy też może zaproponowała alkohol znajomej? My sweet summer child, Fire nawet jeszcze nie zaczęła. Uniosła delikatnie brew, przenosząc wzrok na uśmiechniętą prefekt Hufflepuffu. Cóż... właściwie to nie widziała problemu. Lubiła serwowanie drinków.
- Luz. - wzruszyła ramieniem i skierowała się w stronę baru, ale wtedy zaraz za nią otworzyły się drzwi, w których stanął jakiś chłopak. Nie zwróciłaby na niego większej uwagi, gdyby nie to, że był... niezdarny. A kiedy tylko się odezwał, rozpoznała francuski akcent i momentalnie polubiła prefekta naczelnego. Uśmiechnęła się lekko do @Raphael de Nevers. - Enchante. Je suis Fire.
Ograniczyła się do tak krótkiego powitania, kątem oka rejestrując jeszcze przybycie Follett. A była przekonana, że akurat ta para się nie zjawi. Cóż, byli w komplecie, ale Fire nie sądziła, że będą wyjątkowo zgranym towarzystwem. Podeszła do baru, żeby wyciągnąć kieliszki i pobawić się mieszaniem kilku alkoholi i dodawaniem dodatków, oczywiście tak, żeby nikomu nie zaszkodzić... była przecież miłą osobą. Kto chciał mógł skubnąć sobie coś co lubił, bo przyniosła wszystko na tacy na jeden ze stolików. Bridget wyglądała na tak optymistycznie nastawioną do całego przedsięwzięcia, że nawet nieco bawiła Blaithin. Na pytanie czy ktoś chce zacząć, oczywiście nie odpowiedziała. Musiałaby być mocno wstawiona, żeby w ogóle wejść na tę scenę...
Pierwsza próba wyszła dziwacznie i Fire patrzyła na to raczej z konsternacją. Uszy ją rozbolą, jak tak dalej pójdzie. Głos Leo rzeczywiście do śpiewania nie pasował. Fire zauważyła, że @Caesar T. Fairwyn siedział wyjątkowo sztywno, więc podsunęła krzesło do chłopaka. Postawiła przed nim szota jakiejś magicznej wódki.
- Z kim ja przebywam... Trzeba jakoś przetrwać to spotkanie. - powiedziała i wychyliła swój kieliszek szybko. Skrzywiła się nieco, ale zabawną minę miała dopiero wtedy, kiedy zaczęła śpiewać Lotta. Na początku oniemiała. Przy "jebać Slutherin" jednak nie mogła się powstrzymać i po prostu wybuchła śmiechem. Fire naprawdę od bardzo dawna nie śmiała się tak głośno i tak swobodnie. - Ja pierdolę... - wydukała, kiedy zwrotka się skończyła. To było jednocześnie tak żenujące, komiczne i głupie. Słyszeć swój własny głos, RAPUJĄCY głos, w ustach innej dziewczyny.
- Jednak będzie ciężej niż myślałam. - mruknęła, sięgając po kolejnego shota i licząc na to, że Fairwyn zrobi tak samo.

______________________


We drink the poison our minds pour for us and wonder


why we feel so sick
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka, UK
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 134
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 140
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14590-caesar-t-fairwyn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14620-syn-edgara-szuka-przyjaciol
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14621-cezarowe-sowki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14619-caesar-t-fairwyn#390077




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Syreni śpiew"   Pon Lis 27 2017, 21:21

Lekko zmarszczone czoło młodego Fairwyna mogło wskazywać konsternację. Przebywanie z ludźmi było dla niego bardzo nienaturalnie, dlatego też całkowicie nie wiedział jaką pozycję powinien przyjąć. Czy może założyć nogę na nogę, albo raczej rozepchać się, całkowicie nie przejmując innymi. Ostatecznie stwierdził, że na nic innego niż sztywniacka i dość niewygodna poza jak się potem okazało, pozwolić sobie nie jest w stanie. I oh, jakże on marzył o papierosku.
Każda kolejna osoba wywoływała u niego właściwie żadne uczucia. Nie drażnili Ślizgona swym zachowaniem, ale nie budzili w nim również tyle zainteresowania, by chociaż w niewielkim stopniu chciał dowiedzieć się o nich czegoś więcej. Znał Hill, dobrze i o spotkaniu matki panien Hudson nigdy nie zapomni, ale reszta była. No właśnie, była i tyle.
Coś tam się uśmiechał, kilka razy odchrząknął, ale głównie sączył piwo z zielonej butelki. Właściwie to dużo bardziej frapującym było to czy aby na pewno dobrał odpowiednie drzewo do rdzenia nowej różdżki, którą stworzył tamtego poranka. Działała, ale nie zadowalała go w stu procentach.
Karaoke trwało w najlepsze, a ludzie będący z nim w lokalu bawili się pysznie, śmiejąc się i dokazując, a on czuł się jak totalne piąte koło u wozu. Nie był nawet zapasowym kołem, był jakimś dziwnym małym kółeczkiem, który niby toczy się po ziemi, ale jakby go nie było, to nikt nie zauważyłby tej nieobecności. Dobrze mu było z tym, jednak nikt nie zagadywał go niepotrzebnymi i stresującymi pytaniami, a ich uwaga była zwrócona na sobie, bo jak Caesar się domyślał, znali się w większości od dłuższego czasu.
Najbardziej zaskoczyło chłopaka jednak, że jakaś ruda wsza odezwała się do niego. Zaskoczony prawie zakrztusił się końcówką piwa, które tak zawzięcie przez ostatni czas pił, zdziwiony zrobił dość dziwną minę i mocno zmarszczył czoło.
Milutka, najwyraźniej była zadowolona ze spotkania równie bardzo co on, a już chłopakowi zdawało się, że jako jedyny jest taką miękką parówą, że właściwie nie potrafił odmówić udziału w tej przaśnej zabawie.
- Zawsze mogłaś skończyć gorzej — złapał za kieliszek i szybko wychylił zawartość — na przykład na elitarnym balu dla elitarny jednostek powiązanych z ministerstwem, na którym wszyscy są dla siebie sztucznie mili i uprzejmi — wzruszył ramionami i spojrzał w stronę Bri i tego wielkiego Gryfona. Dźwięczny śmiech dziewczyny okazał się przyjemny, nie chrumkała ani nie rżała jak koń — czyli potencjalnie nadawała się na partnera wieczoru. (A podobno miał się oszczędzać) Pod wpływem tego dość kuriozalnego występu i trochę przez wesoły śmiech gryfonki, uśmiechnął się ładnie i całkowicie szczerze, chyba pierwszy raz tego wieczora. Za chwilę zrobiło się chyba gorzej, bo krukonka Hudson zaczęła rapować jakąś piosenkę o Slutherinie i czystości krwi. On sam czystość krwi miał głęboko gdzieś, za wiele naprawdę wyrazistych i zdolnych osób nieczystej krwi poznał, żeby teraz przejmować się jakimiś pierdołami o tym, że nie każdy zasługuje na miano pełnoprawnego czarodzieja. Ta, zwykłe pierdolety.
- Istnieje jeszcze opcja, że obsiądą Cię jak sępy padlinę i będą prosić o to byś zaśpiewała razem z nimi - dodał ciszej, konspiracyjnym tonem tak by tylko ona usłyszała. Alkohol zdecydowanie dodawał odwagi, bo w normalnych warunkach nie odważyłby się na taki gest, a już szczególnie do jakieś właściwie nieznajomej białogłowej. Wieczór zapowiadał się co najmniej ciekawie..
I chyba nie było wyjścia, kolejny shot skończył w ustach Fire, więc i on sam sięgnął po następny kieliszek. Dziękował Merlinowi za to, że ma te rosyjskie geny, bo gdyby był brytolem to uhhh.. Po 4 szybkich już kręciłoby mu się w głowie i pieprzyłby głupoty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Paryż
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 897
  Liczba postów : 925
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6354-raphael-theodore-de-nevers#178291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6355-ekscentryk-i-marzyciel#178298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6356-ludzie-listy-pisza#178305
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7207-raphael-theodore-de-nevers#204480




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Syreni śpiew"   Czw Lis 30 2017, 11:47

Raphael świetnie się bawił, obserwując kolejne występy. Może nie była to rozrywka najwyższych lotów, ale zupełnie mu to nie przeszkadzało. Uważał, że to zabawne i nie mógł się doczekać, kiedy sam będzie mógł wystąpić - dla kogoś tak towarzyskiego jak on, ostatnie miesiące były naprawdę trudne, mimo że nareszcie miał dużo czasu na pisanie.
Uśmiechnął się promiennie do @Blaithin ''Fire'' A. Dear, kiedy ta odezwała się po francusku, ale jakoś nie udało im się nawiązać rozmowy, bo najpierw zorganizowała alkohol, a potem zwróciła się do naburmuszonego ślizgona, którego Raphael jakoś nie kojarzył. Chociaż w jego przypadku, nie powinno to nikogo dziwić.
Voice wyglądała naprawdę pięknie, a obrączka na jej palcu na chwilę wprawiła de Neversa w melancholijny nastrój. Cóż, gdyby wszystko się potoczyło tak, jak sobie to wymarzył, być może on też byłby już szczęśliwym małżonkiem. Jednak nie wszystko układa się tak, jak tego pragniemy. Jego związek z Sereną był zawsze burzliwy, raz już ze sobą zerwali, potem do siebie wrócili, zaręczyli się... jednak chyba po prostu nie było im pisane być razem. Westchnął i potarł nerwowo palce jak zawsze, gdy miał ochotę na papierosa.
- Cieszę się, że jednak przyszłaś. I gratuluję, choć to pewnie spóźnione gratulacje - powiedział swoim miłym, miękkim głosem o wyraźnym francuskim akcencie. - Ja nigdy nie byłem dobry w doprowadzaniu spraw do końca. I z małżeństwem też mi się nie udało - dodał cicho w nagłym przypływie szczerości, tak że tylko Voice mogła go usłyszeć. Potargał swoje niesforne loki, westchnął i uśmiechnął się do niej. - Wiem, że pewnie masz do mnie żal... i słusznie. Ale coś się wtedy stało. Albo rozstałem się z narzeczoną, albo zachorowałem na groszopryszczkę. Sam już nie pamiętam, ale jedno i drugie jest całkiem dobrym usprawiedliwieniem, n'est-ce pas? - powiedział pozornie lekkim tonem, jednak jego ciemne, aksamitne oczy posmutniały. Zaraz jednak się otrząsnął z tego nastroju i spojrzał w kierunku sceny. - Zaśpiewasz ze mną? Chodź, będzie cudownie! - dodał z entuzjazmem, a kiedy nie zaprotestowała wystarczająco żarliwie, po prostu złapał ją za rękę i pociągnął w stronę sceny, po drodze potykając się o coś i niemal zrzucając ze stołu pustą butelkę po winie.
Zaklaskał @Lotta Hudson i @Bridget Hudson rozbawiony ich występem, po czym pomógł Voice wejść na scenę i poprosił DJa o jakiś ładny duet. I faktycznie - Raphael co prawda nie kojarzył ani tytułu, ani wykonawcy (zdecydowanie lepiej orientował się w mugolskiej muzyce), ale samą piosenkę znał za sprawę Sereny. Była to przyjemna ballada, ale pytanie brzmiało, jaki głos się trafi Raphaelowi. Odchrząknął i zaczął śpiewać. Na szczęście był to głos człowieka, Daniela Bergmanna, nauczyciela transmutacji, więc mimo że brzmiał zabawnie w ustach Raphaela, nie był aż tak groteskowy. Niestety sam występ nie wypadł rewelacyjnie - mimo że Raphael miał dobry słuch i znośny głos, to niestety podkład był w tonacji, która zupełnie mu nie leżała (a może Bergmannowi...?). Może nie zawodził jak szyszymora, ale nie był to z pewnością najlepszy występ. Jednak śpiewał z wielkim zaangażowaniem, uśmiechając się wesoło do Voice i naprawdę nieźle się bawiąc.

Kostki: 4 (głos ludzki), 5 (głos nauczyciela), 3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 870
Dodatkowo : prefekt fabularny, animag (grizzly)
  Liczba postów : 1290
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Bar "Syreni śpiew"   Czw Lis 30 2017, 19:17

Nie spodziewał się, że duet z Bridget wyjdzie mu aż tak dobrze, ale najwyraźniej na scenie przeznaczone było im błyszczeć nawet wtedy, gdy mieli pozmieniane głosy. Swoją drogą Leo na chwilę dostał zawału, kiedy usłyszał siebie - te mikrofony to jednak ciekawa rzecz. Hudsonówna najwyraźniej dobrze się bawiła, on zresztą również. Zeskoczyli ze sceny roześmiani i podekscytowani, a Puchonka zaraz została zaproszona do jeszcze jednego występu. Vin-Eurico odszedł tylko na chwilkę, żeby kupić sobie szklankę wody z cytryną, a potem wrócił do stołu, idealnie na czas aby jeszcze posłuchać trochę Lotty śpiewającej głosem Fire, co zdecydowanie przebiło jego występ. Pokręcił głową z rozbawieniem, dyskretnie zerkając na resztę zebranych, aby sprawdzić czy oni również przyjemnie spędzają czas. Planował zagadać Williama, który wcześniej wydawał się podchodzić do niego strasznie lekceważąco, ale wtedy @Lotta Hudson go zawołała. Chłopak podążył za nią do baru, dalej z łagodnym uśmiechem przyklejonym do ust. Oddał pustą szklankę.
- No, to się nazywa występ! Świetny rap - zaśmiał się, obserwując dziewczynę uważnie. Był strasznie ciekawy co mogło być takiego ważnego, że aż wcześniej napomknęła, że będą musieli porozmawiać. Miał szczerą nadzieję, że nie chodzi tutaj o jego drobny spór z Bridget... W końcu własnie pokazali, że bardzo starają się dogadać i nie idzie im to jakoś tragicznie. - Co tam, słońce? Jak się czujesz? - Palnął, choć zapewne było to aktualnie najbardziej znienawidzone pytanie przez Krukonkę. Nie mógł jednak nic poradzić na to, że jego głos podszyty był szczerą troską.

______________________

When I'm down on my knees


You are what I believe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Bar "Syreni śpiew"   

Powrót do góry Go down
 

Bar "Syreni śpiew"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

 Similar topics

-
» Bar "Syreni śpiew"

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
-