IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Kuchnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 5, 6, 7 ... 13 ... 20  Next
AutorWiadomość



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Tokio
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 121
  Liczba postów : 161




Gracz






PisanieTemat: Kuchnia   Nie Maj 20 2012, 22:41

First topic message reminder :

Chyba każdy ma problemy z nazywaniem uczuć. Ale niektórzy mają się trudniej, ponieważ mają ogromne problemy z zrozumieniem swoich emocji. A szczególnie ona. Niewiele przeżyła, niewiele mogła tak naprawdę określić. Jedyna jej wiedza na temat związków bierze się z romansów, z opowieści Ikuto. Przez to w jej głowie funkcjonuje jedynie pojęcie, że wszystko zawsze dobrze się kończy, miłość zawsze zwycięża i jeszcze wiele innych głupot, które chyba tylko zranienie tego dziecka mogłoby wyperswadować. Choć ją często zranić. Chyba, że fizycznie... Kyaaa, aż jej się przypomniało, jak Dracon brutalnie uderzył nią o ziemię! Momentalnie zakończyła smutne tematy i uśmiechnęła się niezwykle wesoło. Odwróciła się w stronę Finna uchylając wargi.
- Finn... Eto... Kojarzysz może takiego chłopaka... Draco – No nie mogła nie zapytać. Miała ochotę przeprosić za to, że schodzi na taki temat, ale ją aż tak strasznie korciło, że aż ją przechodziły ciarki. Jeju! Ona by powiedziała, że przy takiej rozmowie, gdzie się dowie jak cudny jest Dracon nie zliczy orgazmów. Kyaaaa!
- Nie pouczaj mnie, bo wiem lepiej niż ty. Co ty możesz wiedzieć o holenderskim ty ty... HOLENDRZE! - Powiedziała wytykając lekko język w jego stronę, uśmiechając się zabójczo po tym sztucznie patrząc na niego z wyższością, bo przecież ona wie lepiej i rybak nie będzie w stanie podważyć jej inteligencji i genialności O!
Sama również zaczęła jeść chociaż zdecydowanie wolniej, jakby zastanawiając się nad każdym kęsem. Jajecznicę lubiła jeść, delektować się nią nawet w towarzystwie. W innym wypadku nie chciałaby z kimś jeść, ponieważ... Ta dziewczyna wstydzi się tego, że używa sztućców na odwrót, a więc widelec w prawej ręce, a do tego dzieli danie od tego, co najmniej smaczne do tego co najsmaczniejsze i w takiej kolejności wszystko je nigdy nie mieszając dwóch rzeczy ze sobą.
- Nie nauczę cię, bo ten przepis to ogromna tajemnice. Zdradzę go tylko mężowy, bo on mi będzie robił takie wykwintne śniadanka do łóżka – Skomentowała zadowolona, że jak zwykle jakże najprostsza do zrobienia potrawa robi ogromną furorę. Powinna zostać kucharką!... Haha! Dobreee! Nie no, Van w kuchni. Szkoda gadać. Skrzaty to by chyba już tutaj nie wróciły, gdyby zaczęła pichcić coś „dobrego”.


Ostatnio zmieniony przez Agavaen Brockway dnia Sro Maj 23 2012, 16:54, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 15
Skąd : się biorą dzieci?
Galeony : 30
  Liczba postów : 27
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6430-samantha-blackcrow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6433-u-wrony#180569




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Pią Sie 30 2013, 21:10

Drobna istotka nie zareagowała w żaden sposób, gdy chłopak zajął miejsce nieopodal. Istotnie, jej niewinny umysł nie dostrzegł w tej sytuacji żadnych niepokojących, ukrytych znaczeń - może jedynie zdziwił ją nieco fakt, że uczeń wyraźnie dużo starszy od niej chce z nią rozmawiać. Zwykle uczniowie wyższych klas zupełnie ignorowali pierwszorocznych.. W dzieciństwie przywykła jednak do pogawędek z osobami zarówno młodszymi, jak i starszymi od siebie, więc nadal pozostawała pogodna i rozluźniona. Uśmieszek znikał z jej twarzy jedynie wtedy, gdy pociągała ze szklanki kolejny łyk soku dyniowego. Wyraźnie nie przyzwyczaiła się jeszcze do jego smaku.
Brązowe tęczówki dziewczynki wciąż wędrowały od twarzy rozmówcy do jego zadziwiającego posiłku. Sammy nie widziała jeszcze, aby ktoś przyrządzał podobne kanapki; nic więc dziwnego, że propozycja chłopaka wydała się jej kusząca.
- Właściwie to chętnie spróbuję. Jeśli chcesz się podzielić. - rzekła pospiesznie. W jej głosie słychać było ciekawość, której nawet nie próbowała ukryć. Po chwili jednak jej spojrzenie stało się nieco bardziej przytomne, gdy Wrona czujnie obrzuciła nim rozmówcę.
- O ile nie są zatrute, czy coś. Lub zaczarowane. - dodała szybko, pamiętając, jakie zasady wpajano jej do głowy od najmłodszych lat i biorąc na nie małą poprawkę.
Oczy brązowowłosej wniosły się ku powale, gdy ta wyrecytowała pogodnie:
- "Nie przyjmuje się przekąsek od nieznajomych".
Powiedziawszy to, dziewczynka parsknęła cichym śmieszkiem i po chwili wyciągnęła rękę, aby uścisnąć podawaną jej dłoń (już bez musztardowej wkładki).
- Ja jestem Sam. Czyli Samantha. W skrócie Sam. - przedstawiła się zawile, ściskając lekko rękę Thomasa. Na jej twarzy, przez moment stężałej w wyrazie wzniosłej powagi, ponownie zaigrał chochlikowaty uśmiech. - No, to teraz już się znamy. Nadal częstujesz kanapkami?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Bruksela
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 217
  Liczba postów : 226
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6542-thomas-alexander-hill
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9384-jak-to-dobrze#261043
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6552-thomas-alexander-hill




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Pią Sie 30 2013, 23:36

Czemu miałby się nie podzielić? W zasadzie, jak tylko usłyszał pytanie, czy ma zamiar zjeść kanapkę z tyloma składnikami to zakodował w głowie, żeby zrobić o jedną więcej dla tej młodej damy. A gdy już się dosiadł, zdziwiła go jej śmiałość. Widać trafiała na nieco bardziej niż on w jej wieku, starszych uczniów. Jego zawsze zlewali, odsyłali z kwitkiem, niejednokrotnie wytykając niski wzrost i młody wiek. No, cóż. Albo zatem ta mała nie trafiała na takich ludzi, albo trafiała, ale średnio się zrażała takimi słowami. Chwaliło jej się to. Przynajmniej w jego oczach. Thomas bowiem cenił sobie ludzi odważnych i uśmiechniętych. A taka właśnie zdawała się być ta dziewczynka. Dodatkowo rozważnych, skoro nie poczęstowała się kanapką od nieznajomego..
- Daj spokój. Wiem, że to może dziwnie zabrzmieć, ale nie otrułbym młodszej ode mnie osoby. W dodatku Puchonki – posłał jej ciepły uśmiech, już któryś raz. Fajna dziewczynka. Taka mogłaby być jego siostra. Właśnie taka. Uśmiechnięta. Niestety, Thomas był jedynakiem, czego zawsze zazdrościł osobom z wielodzietnych rodzin. Zasadniczo nie musiałby mieć całej gromadki rodzeństwa. Starczyłaby mu siostra, albo brat chociaż. – Samanta… Będę Ci mówił Sam, o ile to nie problem? – zapytał, potrząsając lekko rękoma. – Zasadniczo. To ja nazywam się Thomas Alexander. Ale możesz mi mówić, jak chcesz. – dodał po chwili. A talerz, na którym leżały spokojnie kanapki przesunął bardziej w jej stronę. – Twoje kanapki.. – powiedział, bardzo niestety niewyraźnie, bowiem akurat przeżuwał. – Właśnie.. może też bym się czegoś napił.. – rzekł, wstając i udając się w stronę lodówki. – Panno Samantho. Czego też Pani się napije? Albo co Pani szczególnie poleca? – zadał jej kolejne pytanie, tym razem stojąc i zastanawiając się co wybrać. A brzmiał, jak prawdziwy gentleman. Z resztą tak był nauczony. Mama zawsze powtarzała mu, że młodsze od niego dziewczyny, szczególnie tak młode, jak Sam zdawała się być, trzeba traktować zupełnie inaczej. Może nie adorować, ale zwracać się do nich inaczej, dbać o nie. Zabierać pod swój parasol, kiedy pada i w ogóle opiekować się, żeby im się krzywda w Zamku nie stała. Thomas długo nie mógł poznać takiej panny. Teraz jednak skoro już znali się z Samanthą mógł spróbować być gentlemanem w pełnym tego słowa znaczeniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 15
Skąd : się biorą dzieci?
Galeony : 30
  Liczba postów : 27
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6430-samantha-blackcrow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6433-u-wrony#180569




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Sob Sie 31 2013, 10:10

Wrona wzruszyła ramionami, słysząc słowa chłopaka.
- Wszyscy mówią mi Sam. No, może poza takimi formalnymi sytuacjami. I moim tatą, kiedy się złości.
Dziewczę wdzięcznie przyjęło ofiarowaną jej kanapkę i ze skupieniem godnym lepszej sprawy zaczęło badać jej smak. Przekąska okazała się zaskakująco dobra. Niezwykłe połączenie musztardy z pozostałymi składnikami dało nadzwyczaj zaskakujący efekt.
- Gdybyś chciał mnie otruć, pewnie też byś tak mówił. - zauważyła rezolutnie w przerwie pomiędzy kolejnymi drobnymi kęsami. Rozprawiała się ze swoim posiłkiem o wiele wolniej, niż Thomas. Może postanowiła pobawić się w konesera? Lub zwyczajnie nie była aż tak głodna. Tak czy inaczej, pomimo braku pośpiechu widać było, że danie jej smakuje.
Na moment jedzenie zeszło na dalszy plan, gdy Sammy zamyśliła się nad kolejną wypowiedzią swego rozmówcy.
- Jeśli nazywasz się Thomas Alexander, to powinnam chyba tak się do Ciebie zwracać, ale to za długie. Ja nie mam drugiego imienia i dobrze mi z tym. - tu wyszczerzyła się radośnie, jakby ten fakt naprawdę ją cieszył. - Naprawdę traktujesz to drugie imię jako swoje, czy jest tak po prostu "na doczepkę"? Mam na myśli to, czy myślisz o sobie "jestem Thomas Alexander", czy raczej "jestem Thomas". A może myślisz po prostu "jestem"..?
Ciemnowłosa zmrużyła po kociemu swe brązowe ślepka, wodząc spojrzeniem za towarzyszem. Gdy ten zbliżył się do lodówki (o ile w Hogwarcie są lodówki) lub jej najbliższego, magicznego odpowiednika i zadał pytanie, Sam nie powstrzymała cichego rechotu.
- Polecam cokolwiek, co nie jest sokiem dyniowym. - rzekła z rozbawieniem. - Mam już dość tego paskudztwa, ale wszystkie szafki są wysokie i ciężko mi było je przeszukać. Tylko sok dyniowy był dla mnie dostępny.
Mała czarodziejka pomachała w powietrzu nogami, aby podkreślić swój niewielki wzrost. Jej stopy nawet nie dotykały ziemi, gdy siedziała na krześle.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : V
Wiek : 18
Skąd : Nowy Jork
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 91
  Liczba postów : 65
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6422-anabeth-black
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6423-poczta-an




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Nie Wrz 15 2013, 18:26

Humor tego wieczoru jej nie dopisywał. Deszczowa pogoda za oknem sprzyjała raczej siedzeniu przy kominku i spijaniu gorącej czekolady, z ciekawą lekturą w ręku. Niestety Anabeth musiała dziś stawić się na swój szlaban. Na skazanie, została odprowadzona przez swojego kota, któremu o dziwo zechciało się ostatnio ruszyć z łóżka. Patch błąkał się pomiędzy jej nogami i mruczał, dodając w ten sposób otuchy. Korytarze wydawały się jeszcze mroczniejsze, niż zazwyczaj. Światło pochodni zdawało się złowrogie. Postacie z obrazów obserwowały ją ze wszystkich stron. W Hogwarcie wieści szybko się roznoszą. Nie wiedziała jak wszyscy dowiedzieli się o jej wybryku, ale nawet nie chciała o tym myśleć.
Wkroczyła do kuchni w swoich poprzecieranych, dżinsowych rurkach i starej, szarej bluzie. Jej włosy, tym razem były proste i związane w niechlujny kucyk. Ktoś mógłby powiedzieć, że w takim stroju nikt nie może wyglądać ładnie, ale nawet nie wie jakby się pomylił. Anabeth była piękna bez względu na wszystko i nie potrzebowała do tego stroić się jak choinka.
Nie minęła minuta, jak otoczył ją wianuszek skrzatów domowych, które witały ją i proponowały najróżniejsze przysmaki. W końcu dała się namówić na gorącą czekoladę. No i proszę... Nawet kominek i poduszka się znalazły. Skoro i tak już miała czekać... Usadowiła się, wpatrując w ogień i rozmyślając o wszystkim co ją ostatnio spotkało, o ludziach, których spotkała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Bruksela
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 217
  Liczba postów : 226
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6542-thomas-alexander-hill
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9384-jak-to-dobrze#261043
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6552-thomas-alexander-hill




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Nie Wrz 15 2013, 18:30

Ciekawe. Ta mała dziewczynka, była nad wyraz dojrzała jak na swój wiek. Wprawdzie, nie wiedział ile wiosen sobie liczy, ale nie wyglądała na więcej niż trzynaście lat. Sama uwaga o jego imieniu. I co on miał odpowiedzieć? Zasadniczo, nigdy się nad tym nie zastanawiał. OKEJ, to drugie imię było jego. No, nie do końca. Zasadniczo, większość zwracała się do niego, używając jedynie tego pierwszego. Niemniej, rodzice nadali mu oba. Choć to drugie.. Było na doczepkę? Kto wie. Na pewno było swoistą tradycją. Jakby nie patrzeć to Thomas był ze szlacheckiego rodu. Może nie był jego członkiem, takim pełnoprawnym, ale nosił z dumą swe nazwisko i posługiwał się herbem. Na to jednak, jak mówi jego babcia, musi poczekać. W sumie, to nawet dobrze. Przynajmniej w międzyczasie dowie się czegoś o swoich przodkach. – Wiesz. To trochę skomplikowane.. przedstawiam się zazwyczaj jednym i drugim.. Ale możesz mi mówić Thomas, jeśli chcesz – odwrócił się w jej stronę, po czym posłał jej jeden z wielu swoich serdecznych uśmiechów.
Roześmiał się natomiast, słysząc uwagę o soku dyniowym. Fakt, był paskudny. Prawie tak samo, jak pomidorowy. – Potworność. – skomentował smak napoju, a na plecach czuł złowrogie ciarki. Na samo wspomnienie tego smaku, tak znienawidzonego przez niego, wzdrygnął się lekko. – Dlaczego nie zastosujesz zaklęć? Wiesz, jakby nie patrzeć, to jesteśmy czarodziejami.. – dziwna dziewczynka. Być w Szkole Magii i Czarodziejstwa i nie korzystać ze swojej różdżki. Na pewno znała już kilka zaklęć, nawet jeśli była młoda. W końcu one nie są zbyt skomplikowane. Przynajmniej ich znakomita większość. Thomas zdawał sobie sprawę, że może nie każdy tak jak on lubił czarować i nie każdemu tak wychodziło, no ale. To chyba nie jest skomplikowane, prawda?
Rozmyślając o tym, wyjął sok pomarańczowy, po czym nalał go do szklanek dla Sam i dla siebie. – Widzę, że smakuje – rzekł, wracając na poprzednie miejsce i widząc, jak dziewczynka zjada kanapki. Tak. Poczuł się uznany. Jakby nie patrzeć to jego dzieło. Ta kanapka w sensie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Lille
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 312
Dodatkowo : legimilencja & oklumencja, teleportacja
  Liczba postów : 302
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6535-gabriel-lacroix
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6536-show-off#183243
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6537-moxie#183261




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Nie Wrz 15 2013, 18:51

Ledwo Gabriel wrócił do szkoły ze swego zawieszenia a już dostał list z datą i miejscem swego szlabanu. No cóż pozostawał dylemat iść czy nie iść? Ale biorąc pod uwagę fakt, co zamierzał wkrótce zrobić oraz fakt przyłączenia się do tej całej drużyny „A” jak to, by głupio nie zabrzmiało… Tak czy inaczej, nie wypadało mu się nie wstawić.
Tak, więc Gabriel ubrał się, jak zwykle na czarno i postanowił ruszyć na ów szlaban, karę czy jak to nazwać. Nie zastanawiał się nad tym, co będzie musiał robić oraz co będzie zmuszony wysłuchiwać, bo jakoś go to mało obchodziło. Po drodze mijał nienawistne spojrzenie kierowane w jego stronę z czymś obie świetnie radził. Jeden malutki uśmiech i spojrzenie posłane takowej osobie wystarczyłoby mieć już spokój. Doprawdy ludzie sądzili, iż Gabriel zachowa się, jak ranny jeleń i będzie oczekiwał aż ktoś go dobije? Wręcz przeciwnie Gabriel był teraz mocniejszy psychicznie niż przedtem po za tym chcąc czy nie w tym wszystkim nie był sam. Była Astrid, Amelia, Daina, a nawet Bell i kila innych osób nie wartych, by wspomnieć. Tak czy inaczej, dzięki, nim ten okres był zabawniejszy niż mógł się tego spodziewać zwłaszcza przez, a raczej dzięki Amelii.
Tak, więc Gabriel wszedł do kuchni, gdzie z miejsca potraktował wszystkie skrzaty swoim jakże delikatnym spojrzeniem dając, im do zrozumienia, że ich nie potrzebuję.
- No proszę pięknie się urządziłaś. – Mruknął posyłając jej lekko kpiący uśmiech z zaistniałej sytuacji. – Jak tu zaraz wejdzie nauczyciel na pewno będzie zachwycony widząc ciebie na tych poduszkach. – Tak szydził, ale tak tylko delikatnie, bo w końcu i tak miał to gdzieś. W końcu Gabriel oparł się o ścianę niedaleko drzwi i czekał na przybycie Profesora. No cóż lepiej niech mają to już za sobą, bo na Gabriela czeka… A nie ważne!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : V
Wiek : 18
Skąd : Nowy Jork
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 91
  Liczba postów : 65
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6422-anabeth-black
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6423-poczta-an




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Nie Wrz 15 2013, 19:30

Usłyszała za sobą głos. Dobrze znała ten głos i czując jego spojrzenie na sobie przeszły ją ciarki.
- Wiesz... Nauczyłam się ostatnio od pewnego "Ktosia", żeby mieć w dupie to co mówią ludzie. Zresztą ten auror, z którym mamy odbywać szlaban, nie jest osobą, na której przychylności mi zależy. Uważam, że od dawna ma o mnie wyrobione zdanie. Po cholerę więc się przejmować?- powiedziała upijając kolejny łyk czekolady.- Zresztą to nie poduszki, tylko jedna poduszka proszę pana.- dodała pokazując mu zaczepnie język.
Nagle znów czuła się swobodnie, tak jak wtedy na trybunach i potem w tej sali. Tak po prostu, nabrała jakiejś energii.
Odstawiła kubek i przeciągnęła się jak kotka.
- No i jak? Ciekawie spędziłeś ten tydzień bez szkoły?- zagadnęła siadając po turecku i poprawiając kucyk.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 51
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 31
  Liczba postów : 19
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6627-benedict-zauser#186316




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Nie Wrz 15 2013, 20:05

Benedict miał misję. Nie tylko zlikwidować lunarnych, ale i naprostować uczniów, z którymi ci wszyscy nauczyciele zdawali się momentami nie radzić. A dobrze wam wiedzieć, moi czarodzieje, kiedy Zauser wyznaczał sobie jakieś cele, konsekwentnie dążył do osiągnięcia ich.
I tak było też tym razem. Nie był co prawda zwolennikiem łączonych szlabanów, bo jeśli ten huncwot, Lacroix, chciał dokonać aktu pedofilii na tej dziewczynce, czemu teraz muszą odpracować karę razem? Mimo to, Benedict był też fanem rozwiązań niekonwencjonalnych, przekonany o tym, że takie najbardziej trafiają do młodzieży.
Zjawił się zaraz po Gabrielu i Ann, niosąc pod pachą jakiś pakunek. Zaraz za nim szedł również skrzat, WOLNY SKRZAT zaznaczam. Wchodząc do kuchni, Benedict głośno i wyraźnie przywitał się z feralną dwójeczką, po czym zmierzył dziewczynkę nieprzychylnym spojrzeniem.
- Wstań dziecko, wilka się nabawisz. - powiedział, po czym położył pakunek na blacie, skrzat natomiast znikł w czeluściach spiżarni. Kiedy Gabriel i Anabeth podeszli do stołu ustawionego na środku kuchni, Zauser wyjął z paczki... dwa rzeźnicze fartuchy. I dwa piękne czepki kucharskie, wyglądające mniej więcej tak. Rozdał po zestawie swoim dzisiejszym podopiecznym.
- No już, już, zakładajcie, to podstawy bhp - oznajmił im z powagą. - Aha, poproszę też o wasze różdżki, na czas szlabanu zakaz używania magii! - wreszcie i skrzat wrócił ze spiżarni, niosąc wiadro, pod którym niemalże się uginał. Auror zatem odebrał od swojego przyjaciela tajemnicze wiadro i postawił je na stole.
- Golonka, żeberka, biodrówka, ogon, boczek, karkówka, schab, polędwiczka i parę kurczaków, gęsi, jedna przepiórka, trzy bażanty. - wyrecytował i wysypał wartość sporego wiadra na stół, po czym odwrócił się jeszcze do jednej z szuflad, wyjmując dwa tłuczki do mięsa. - Proszę. - wręczył je Anabeth i Gabrielowi, po czym sam przysunął sobie krzesło i usiadł na nim wygodnie, wbijając spojrzenie w szlabanowiczów.
- Przez następne parę godzin będziecie ubijać mięso. A uwierzcie mi, w spiżarni jest go jeszcze więcej. Radzę się uwinąć przed nocą, bo wszystko musi być gotowe na jutro. Odkąd Red Rock i Riverside tutaj stołują, popyt na posiłki mięsne znacznie się zwiększył. I obok też jest panierka. Obtaczajcie, obtaczajcie.
Oj tak. Nie bez powodu Benedict Zauser nazywany był rzeźnikiem.


kosteczki:
parzysta - ubijasz mięso i panierujesz je całkiem nieźle
nieparzysta - ups, chyba nie masz rzeźniczego zacięcia, tłuczek spada ci na stopę!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : V
Wiek : 18
Skąd : Nowy Jork
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 91
  Liczba postów : 65
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6422-anabeth-black
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6423-poczta-an




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Nie Wrz 15 2013, 20:22

Anabeth na widok aurora zrobiła skrzywioną minę. Jednak kiedy zobaczyła co mieli robić wybuchła niepohamowanym śmiechem. Robienie obiadu?! Serio?! To miała być kara?! Gorszą dostała za wypad do Zakazanego Lasu. Oddała różdżkę, założyła fartuch i czepek. Wzięła jeden z garnków i przyjrzała się swojemu zniekształconemu odbiciu.
- No cóż... Słyszałam, że skrzaty domowe mają po tym nieźle wyrobione mięśnie.- wyszczerzyła się i złapała bez cienia obrzydzenia za kawałek mięsa.
Zaczęła dokładnie je ubijać. W sumie niezłe zajęcie, można wyrzucić z siebie negatywne emocje. Szło jej to całkiem nieźle. Kolejne kawałki były panierowane i już po paru minutach, można było zobaczyć zadowalające efekty.
- Proszę pana, jestem ciekawa, kto był pomysłodawcą tej kary?- zagadnęła z szerokim uśmiechem. Gotowanie, jakiekolwiek, sprawiało jej zawsze wielką frajdę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Lille
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 312
Dodatkowo : legimilencja & oklumencja, teleportacja
  Liczba postów : 302
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6535-gabriel-lacroix
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6536-show-off#183243
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6537-moxie#183261




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Pon Wrz 16 2013, 12:24

Gabriel już nie zdążył odpowiedzieć dziewczynie, bo wpadł profesor czy tez Auror a w każdym bądź razie dorosły, który natychmiast przeszedł do sedna sprawy. Gabriel jakoś się nie zachwycił karą, jaką dla nich przygotował, bo, o ile gotować lubił i nie był w tym najgorszy, chociaż też nie najlepszy to szybko zdał sobie sprawę z sedna tej sprawy. O, ile przez pierwszą godzinę ta kara mogła się zdawać lekka i przyjemna to po kilku godzinach z całą pewnością krukonka zmieni zdanie. Co ważniejsze Gabriel miał przeczucie, iż to potrwa zdecydowanie dłużej niż kilka godzin, a po wszystkim nie będą mogli spojrzeć na mięso. I z skąd to wrażenie, że to jest dopiero wstęp do ich prawdziwej kary?
Gabriel nie odezwał się słowem w duchu przysięgając sobie, że, skoro tak ładnie nauczył już dziewczynę, by miała powszechną opinię innych ludzi głęboko gdzieś i zawsze robiła wszystko zgodnie ze swym sumieniem i z własnym biciem serca tak będzie ją musiał jeszcze nauczyć, by umiała się zamknąć. Właściwie to dziwne jak diametralnie zmienił do niej swój stosunek, bo przecież jeszcze tydzień temu byli w takich, a nie innych sytuacjach tak dzisiaj patrzył się na nią jak na swego rodzaju młodszą siostrzyczkę lub kogoś w po dobie. Kogoś, kogo trzeba ochraniać i wszystko tłumaczyć, co ważniejsze nauczać. Nigdy nie sądziłem, że Gabriel tak na kogoś spojrzy i, że jest on do czegoś takiego zdolny a tu taka niespodzianka!
Chłopak bez zbędnych słów wziął się za swoją pracę i z początku szło mu dzielnie, lecz krukonka wyprowadziła go nieco z równowagi i skończyło się tym, iż tłuczek wylądował na jego nodze. Gabriel przemilczał kilka przekleństw, które najchętniej, by w obecnej chwili użył i podniósł tłuczka z ziemi biorąc się dalej za swą syzyfową pracę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 15
Skąd : się biorą dzieci?
Galeony : 30
  Liczba postów : 27
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6430-samantha-blackcrow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6433-u-wrony#180569




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Wto Wrz 17 2013, 17:07

Sammy w zadumie skinęła głową, wysłuchawszy odpowiedzi Thomasa Alexandra. Poważny wyraz szybko zniknął jednak z jej buzi, gdy sama również wyszczerzyła się radośnie. Wdzięcznie przyjęła ofiarowany jej sok pomarańczowy i wypiła spory łyk; być może chciała w ten sposób zamaskować delikatny rumieniec, który wykwitł na jej twarzy, gdy rozmówca wspomniał o zaklęciach. Czy raczej była to jedynie gra świateł i cieni? W końcu gdy uniosła wzrok znad szklanki, Sam wydawała się odprężona i zadowolona. Jedynie pojawienie się nieznanych osób zaburzyło nieco jej spokój wewnętrzny, lecz nie na tyle, by z jej twarzy zniknęła subtelna sugestia uśmiechu, igrającego gdzieś w kącikach ust.
- Nie znam jeszcze zbyt wielu zaklęć - odpowiedziała niespiesznie. - Czarodziejką jestem chyba tylko z nazwy.
Wrona zachichotała cicho, przyglądając się własnym dłoniom.. czy może raczej przestrzeni wokół nich. Tak często zdarzało się jej prostym gestem wywołać zjawisko, które dla innych było niewytłumaczalne. Ona sama także nie wiedziała, skąd bierze się ta zdolność - ta magia, poprawiła się w myślach. Nie musiała jednak tego wiedzieć. Wystarczało, że czuła. A teraz nawał nowych wiadomości, reguł do zapamiętania, zwyczajów do opanowania, prac domowych oraz słów, których musiała się nauczyć sprawił, że stan, w którym za skinieniem dłoni spełniały się najbardziej niesamowite pragnienia wydawał się coraz bardziej odległy.
- Jak sądzisz, dlaczego chcą nas uczyć czarowania z różdżką, a nie mówią o tej magii, która nie wymaga jej posiadania?
Pytanie Sam mogło być skierowane zarówno do Thomasa, jak i do samej siebie. Dziewczynka milczała jeszcze przez chwilę po tym, jak je zadała. Zdawała się zamyślona. W pewnym momencie jednak zwróciła oczy ku nowo przybyłym i jej tęczówki znów zaskrzyły się radośnie. Znać w nich było zarówno radość, jak i zdumienie.
- Cóż to za niezbyt wysokie istotki? - zapytała swego towarzysza ze szczerą ciekawością, jednak ściszając nieco głos; jakby się bała, że pytanie kogoś urazi. Raczej nie miała tu na myśli Gabriela ani Anabeth. Wątpliwe także, aby wypowiadała się w ten sposób o nadzorującym ich Panie Z. A to oznaczałoby, że Sammy nigdy jeszcze nie widziała skrzata..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Luksmeburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2343
  Liczba postów : 1899
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2680-dexter-vanberg#91111
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2696-laboratorium-dextera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2721-dexterkowe-lisciki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7160-dexter-vanberg#204285




Administrator






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Sob Paź 05 2013, 17:29

Pozostało mu lekko wzruszyć ramionami, usłyszawszy, iż to nie racjonalizm, a egocentryzm przez niego przemawia. Nigdy tak naprawdę nie próbował się wybielać i udawać, że nie posiada tych jakże mocnych wad. Bo owszem, był egocentryczny. Po pierwsze był jedynakiem, po drugie, wychował się przy ojcu, który zawsze skupiał na sobie spojrzenia, a z czasem to i Dexem zaczął się interesować świat. Prawdę powiedziawszy lubił być w centrum zainteresowania, a z nawyku, czy raczej z wygody, rzeczywiście myślał tylko o sobie. Nie próbował ani zaprzeczać złośliwym słowom blondynki, bo wiedział doskonale, iż ma rację. Tylko no właśnie, raczej nie specjalnie martwiło go określanie takim właśnie mianem.
W pewnym stopniu bawiła go niedostępność Isolde. Jej dystyngowanie silnie kontrastowało z jego znajomymi, które bywały bardzo bezpośrednie. I oczywiście osobiście wolał osoby rozrywkowe i raczej luźno traktujące konwenanse, jako, że łatwiej z takimi odnajdywał wspólny język, to jednak obserwowanie Bloodworth było dla niego po prostu ciekawe. Ot, coś innego.
- No dobra, ale wiesz, będziemy musieli wiele razy próbować, bo może mi się nie udać tak od razu zajść w ciążę - stwierdził poważnie, acz jakże niewinnie, przypadkiem nawiązując do najciekawszego elementu w tym posiadaniu i tworzeniu dzieci, czyli do samego ich robienia. Widząc u blondynki to zupełne rozbawienie poprzez wizję ich wspólnej rodzinki  i on nie mógł zachować dłużej tej poważnej miny, ojca planującego idealną rodzinę.
Obserwował poczynania Isolde, która stopniowo oswajała ich dziecko z jej zapachem, zdając sobie doskonale sprawę z tego, że być może i on sam powinien był się do tego podobnie zabrać. Chyba zmyliło go podobieństwo do kota, a jako, że żaden z takowych go nie podrapał, nie zakładał, że mały gryf może być tak agresywny.
- Skoro raz mnie podrapał, to wiem, że nie tędy droga, tyle mi wystarczy - skomentował instrukcje blondynki, bo sam wiedział, że jeżeli zwierzakowi (czy oby na pewno mówimy tylko o nim?) raz nie spodobało się jak próbował do niego podejść, to o ile tylko, chce się nim zajmować, to nie zaczynając tak gwałtownie. Bez przesady, jednak miał pewne wyczucie i domyślał się jak postępować w pewnych przypadkach (to pewnie stąd Is nie mogła przez dłuższy czas się na niego gniewać!).
- O tak, to będzie bardzo pikantny artykuł, Rodzina na Spacerze, myślę, że cały zamek czeka na takie plotki. Powinniśmy po drodze się upić i zasnąć na korytarzu, żeby rzeczywiście przyciągnąć jakichś czytelników - stwierdził spoglądając na tą niezupełnie wiarygodną, obojętną mimikę dziewczyny. Swe słowa rzekł, jakby całe życie liczyło się dla niego tylko to, by zajmować pierwsze strony gazet. Tymczasem Dex jakoś raczej nie czytywał obserwatora, plotki zupełnie nigdy go nie interesowały. Ani nie ciekawiło go co piszą o nim, może dlatego, że z artykułami na swój temat (często jakże absurdalnymi), spotykał się od wczesnych lat.
Dziecko postanowił zabrać wraz z całą skrzynką, bo obawiał się, że bez niej byłby totalnie pogryziony i podrapany, tak też w trójkę udali się w podziemia szkoły, by tam przez tajne przejście, dostać się do Hogwarckiej, obecnie pustej, kuchni. Stworka postawił na jednym z wolnych blatów, a sam ruszył na przeszukiwania szafek.
- Nie wiem, gdzie oni tu trzymają mięso, ale wiem za to, gdzie wino - zawołał w pewnym momencie, wyłaniając się zza blatów. Hej, no, prawie idealnie poszło mu przeszukiwanie tych szafek. Z butelką w ręku, zabierając jeszcze korkociąg, ruszył w stronę swojej rodzinki, bardzo uważnie rozglądając się po pomieszczeniu, kombinując, gdzie na boga, trzyma się surowe mięso. Taki był z niego urodzony kucharz, że znał się tylko na przetrzymywaniu alkoholi. No hej, nie można wiedzieć wszystkiego. A poza tym, jakoś nie zdarzyło mu się dotychczas przychodzić tu, by wykraść surowe steki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4015
  Liczba postów : 1809
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Moderator






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Sob Paź 05 2013, 21:23

O tak, Isolde zdecydowanie należała do niedostępnych kobiet, w których łaski trudno było się wkraść. Ona mogła być miła, uprzejma i prowadzić niezobowiązującą rozmowę, ale jasno ustalała granice- nie lubiła niedomówień, sytuacji, o których nie do końca było wiadomo, co sądzić, poza tym była lojalna, a przynajmniej starała się być. Była z Marcelem, kochała go i mimo że ostatnio mieli pewne zgrzyty, nie miała zamiaru go zdradzać ani nawet flirtować z nikim innym, bo to nie byłoby wobec niego fair. Chociaż czy on był w stosunku do niej zupełnie uczciwy, upijając się z jakąś dziewczyną, nawet jeśli była tylko przyjaciółką? Zawsze drażnili ją ludzie, którzy zbyt lekko podchodzili do relacji międzyludzkich i szafowali uczuciami, ciałem i czasem. To nie było w jej stylu. Lubiła poczucie stabilizacji, bezpieczeństwa. Zdobycie jej zaufania nie było łatwym zadaniem, bo dobrze wiedziała, jak łatwo się przywiązuje do ludzi i angażuje w znajomość całym sercem, które kilka razy zostało już w ten sposób złamane. Zresztą zawsze bardziej ceniła wąskie grono przyjaciół, za którymi poszłaby w ogień, wiedząc, że oni byli gotowi na to samo, niż stada znajomych, którzy zostawiają człowieka samego na placu boju, kiedy kończy się alkohol i muzyka, a zaczynają prawdziwe problemy. Była wierna swoim zasadom i przekonaniom, nawet jeśli musiała za to zapłacić wysoką cenę, wychodząc z założenia, że lepiej umrzeć niż się zeszmacić i zdradzić samą siebie. Najbardziej męczyło ją wrażenie, że zachowała się nie tak, jak powinna, a niesmak utrzymywał się przez długi czas, nie dając Isolde spokoju. A spokój bardzo ceniła.
Gdy Vanberg wspomniał o licznych próbach przy produkowaniu małych Dexold i Isolderów, Bloodworth pomyślała, że sama jest sobie winna, że zeszli w końcu na ulubiony temat pana prefekta. Uśmiechnęła się powściągliwie, czując, że znów się rumieni. Jak ona nienawidziła swojej jasnej cery, która nie pozwalała na ukrycie rumieńców i sprawiała, że wyglądała jak wstydliwa panieneczka, a nie dumna, dorosła kobieta!
- No cóż, jeśli efekty byłyby zadowalające, gra jest warta świeczki...- uśmiechnęła się lekko, nie spuszczając wzroku- tak nisko jeszcze nie upadła! Było to wszystko trochę kłopotliwe i niezręczne, ale co tam, trzeba sobie radzić, zwłaszcza, że większość facetów prędzej czy później zaczyna rzucać aluzjami. Zresztą, czemu się dziwić- w końcu dzieci nie biorą się z kapusty, a temat zakładania rodziny jakoś samoistnie wypłynął.
Gdy już dotarli do kuchni, Isolde została przy małym gryfie, obserwując go z fascynacją i rozczuleniem, mając nadzieję, że Dexter znajdzie coś odpowiedniego na kolację dla ich podopiecznego. Oczywiście, przeliczyła się. Vanberg wyglądał na bardzo zadowolonego z siebie, jak zwykle zresztą, jak przypomniała sobie Isolde, kiedy trzymał w ręku butelkę z alkoholem. Westchnęła cicho i posłała mu uśmiech, zastanawiając się z głupia frant, jak zachowywałby się mały gryf po kilku łykach wina, ale szybko odegnała tę myśl.
- Czerwone czy białe?- spytała rzeczowo, dochodząc do wniosku, że strofowanie prefekta za jego lekkie podejście do tematu pustego żołądka małego gryfa, niewiele da, a tylko zagęści atmosferę. Zabrała się za poszukiwania na własną rękę- nie była zbyt częstym gościem w zamkowej kuchni, zwłaszcza od czasu, kiedy miała własną. W końcu znalazła bladoróżowe zwłoki kurczaka. Złapała je za skrzydełko i obejrzała podejrzliwie, dopiero po dłuższej chwili dochodząc do wniosku, że są godne, by wypełnić żołądek ich podopiecznego. Wrzuciła je więc do pudła i z satysfakcją obserwowała, jak gryf rzuca się na mięso, szarpiąc je dziobem i wydając pełne zadowolenia okrzyki. Zupełnie zapomniała o obecności Dextera, pochłonięta swoim podopiecznym.

______________________

But I still haven't found what I'm looking for...

I have climbed highest mountain,
I have run through the fields only to be with you.
I have run, I have crawled, I have scaled these city walls,
these city walls only to be with you.
But I still haven't found what I'm looking for.
But I still haven't found what I'm looking for
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Luksmeburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2343
  Liczba postów : 1899
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2680-dexter-vanberg#91111
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2696-laboratorium-dextera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2721-dexterkowe-lisciki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7160-dexter-vanberg#204285




Administrator






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Nie Paź 06 2013, 17:01

Wąskie grono znajomych nie było dla niego. Oczywiście, nie to, żeby nie cenił przyjaciół, których posiadał, czy tam nie lubił przebywania w ich gronie, ale po prostu takie siedzenie w trójeczkę, czy czwóreczkę, po dłuższym czasie było nużące. Prawdopodobnie konieczne były dla niego mocne czynniki zewnętrzne urozmaicające dane spotkanie. Dlatego ze swoimi kumplami najczęściej po prostu szedł na dobrą imprezę, zamiast zostawać w mieszkaniu. Nudne gadanie o pogodzie, plotkach i innych pierdołach, znacznie chętniej zastępował sytuacjami najlepiej podnoszącymi poziom adrenaliny.
Och Dexter wprost kompletnie nie potrafił pojąć takiego surowego trzymania się pewnych zasad moralnych. Dla niego wszystkie te granice, były jak zupełnie niepotrzebne kraty, które tylko ograniczały człowieka. Nigdy nie myślał w kategoriach "czy tego dnia zachował się tak jak powinien", robił to co chciał, to na co miał akurat ochotę. Poza tym, kto ustalał jak powinien się zachowywać? Dlaczego niby miałby przyjąć, że akurat to, a nie co innego jest właściwie? Prawdopodobnie ojciec wpoił mu do głowy, że wszystko to tylko bzdury, niewidzialne, ciasne gorsety, a ludzie powinni robić tylko to na co mają ochotę. Hedonizm pełną piersią.
Ach, rumieńce Isolde były wprost urocze, zupełnie jak u grzecznej, porządnej i niewinnej panienki z dobrego domu. Pozostało mu tylko zapewnić blondynkę, że ich dzieci na pewno byłyby bardzo zadowalające (ach tak, kto by nie marzył o małych, kłopotliwych Dexterkach?), więc gra jak najbardziej jest warta świeczki. I, gdy już wyjawił blondynce te przemyślenia, ruszyli w stronę dolnych pięter Hogwartu.
- Czerwone - powiedział po tym, gdy otworzył butelkę i spróbował trochę karmazynowego trunku. Dopiero wtenczas rozejrzał się za kieliszkami, niestety takowych nie było pod ręką, a jedynie udało mu się wypatrzyć dwa ogromne kubki, do których bardziej pasowało kakao niż alkohol. Niezrażony tym niedopasowaniem, student bogato nalał im alkoholu. Dziewczyna jednak już wtedy była tak zajęta obserwowaniem ich potomka, że i muzyk postanowił nachylić się w stronę zwierzaka, zajmując miejsce blisko Isolde. Powinien pogratulować dziewczynie tak sprawnego odnalezienia kawałka mięsa, które najwyraźniej pasowało gryfowi. Swoją drogą, nawet nie powinna go strofować! Być może nie zadbał zbyt dobrze o to, by podopieczny się najadał, ale jednak, nie pozwoli by jego rodzice umarli z pragnienia! Nie odrywając wzroku od zajadającego się gryfa, pierw delikatnie szturchnął znajomą ramieniem, by oderwała się od swego obiektu obserwacji, następnie podając jej trunek.
- Nie co dzień się zostaje rodzicami. Musimy wypić jego zdrowie - rzekł przenosząc spojrzenie od stworzenia i kierując je ku blondwłosej, zaraz delikatnie uderzając swoim kubkiem z winem o ten jej. - I oczywiście za te wszystkie kolejne, nasze wspólne, wspaniałe dzieci. - Musiał dodać lekko się uśmiechając do towarzyszki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4015
  Liczba postów : 1809
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Moderator






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Nie Paź 06 2013, 19:02

To nie tak, że Isolde nie lubiła od czasu do czasu się oderwać i spędzić czasu w większym gronie- wbrew pozorom była całkiem dobrą towarzyszką, choć może nie do zalewania się w pestkę i wypróbowywania nowych, podejrzanie wyglądający eliksirów, ale potrafiła prowadzić lekką, ciekawą rozmowę i w większości przypadków była w stanie dogadać się niemal z każdym. Oczywiście, zdarzali się ludzie, do których czuła antypatię od pierwszego spojrzenia albo wypowiedzianego przez nich zdania. Niemniej jednak najlepiej się czuła otoczona przez starych, wypróbowanych przyjaciół, przy których nie musiała się na nic silić, nic udawać ani maskować. Nie musiała zgrywać twardszej niż była w rzeczywistości ani bardziej opanowanej. Ceniła pewien constans, chociaż jego nadmiar był równie szkodliwy jak niedobór.
Ech, Isolde miała zasadniczo dobre serce. Nie znosiła ranić ludzi, nie cierpiała być w stosunku do nich nie fair, nienawidziła kłamania dla własnych korzyści... Miała zdecydowanie za dużo empatii i ilekroć stawiała się na miejscu cierpiącego, obiecywała sobie, że nigdy, ale to nigdy nie dopuści, żeby przez nią ktoś był równie nieszczęśliwy. Zresztą gdzieś tam podświadomie wierzyła w dobrą energię, która wraca i trafia człowieka w plecki. Dotychczas zwykle się to sprawdzało, zresztą lepiej naprodukować sobie ludzi życzliwych niż wrogich, chociaż wiadomo- to nieuniknione. Gdyby każdy robił to, na co ma ochotę, na świecie panowałby niewyobrażalny chaos. Isolde nie lubiła chaosu. Nie lubiła też gwałtownych zmian, chyba że rzeczywistość naprawdę dała jej w kość.
Skinęła głową, przyjmując kubek wina. Chciała mu powiedzieć, co sądzi o takim nieuprzejmym szturchaniu jej łokciem, ale odpuściła. Jeśli mają wspólnie zajmować się gryfkiem, to trzeba wypracować jakiś kompromis i żyć w zgodzie. Oderwała spojrzenie od ich podopiecznego i uśmiechnęła się kątem ust. Co prawda zawsze wolała białe wino, ale nie będzie narzekać.
- Jestem za. Ale wiesz, wypadałoby go jakoś nazwać- powiedziała pogodnie, trącając się z nim kubkiem. Nachyliła się ponownie nad gryfem, który zawarczał groźnie, widocznie przekonany, że Isolde zabierze mu kurczaka i sama go zje. Brr, paskudztwo. Pomyślała nagle o Marcelu. Nie byłby zadowolony, gdyby ją tu teraz zobaczył z Dexterem. Nagle w Isolde odezwał się duch przekory. Tak? Nie byłby zadowolony? A czy on o tym myślał, upijając się z tą całą Dany, czy jak jej było na imię? Upiła duży łyk i westchnęła, czując miłe ciepło rozchodzące się po jej ciele. Wino miało przyjemny aromat. Spojrzała na Dextera pytająco. - To jak nazwiemy naszego pierworodnego?

______________________

But I still haven't found what I'm looking for...

I have climbed highest mountain,
I have run through the fields only to be with you.
I have run, I have crawled, I have scaled these city walls,
these city walls only to be with you.
But I still haven't found what I'm looking for.
But I still haven't found what I'm looking for
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Luksmeburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2343
  Liczba postów : 1899
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2680-dexter-vanberg#91111
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2696-laboratorium-dextera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2721-dexterkowe-lisciki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7160-dexter-vanberg#204285




Administrator






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Pon Paź 07 2013, 14:38

Vanberg raczej przy wszystkich zachowywał się tak samo. Jeżeli istniały jakieś wyjątki, to raczej pojawiały się nieświadomie. Cenił sobie pewną prawdziwość w postępowaniach. Uważał, że jeżeli ktoś ma go akceptować, to powinien zarówno w tym najgorszym, jak i najlepszym wydaniu. Nie lubił, gdy ktoś udawał kogoś kim nie był, chociaż otwarcie właściwie tego nie potępiał. Wiedział wszakże, iż każdy ma swój sposób na życie. Naprawdę był bardzo tolerancyjny.
Dex nie kłamał wiele, wychodząc z założenia, że nie ma nic do ukrycia i wszystko mu jedno, jak będą go postrzegać, nie raczył innych żadnymi obłudnymi obietnicami. Nie kręciło go obiecywanie gruszek na wierzbie, tylko po to, by ktoś zrobił coś co on sobie życzył. O wiele bardziej preferował zaznaczanie z góry, że nic nie może obiecać, a ta szczerość najwyraźniej też działała, bo raczej nieczęsto spotykał się różnymi odmowami. Ach, po prostu był z niego prawy Gryfon! Tylko, że taki, nigdy nie martwiący się o innych. Bo jednak te wszystkie złote gadki o nieoszukiwaniu kręciły się wokół tego, iż to on nie chciał tworzyć bzdurnych historii i później słuchać wyrzutów, aniżeli, nie chciałby ranić innych. Isolde miała absolutną rację z tym egocentryzmem.
A Dex wolał w ogóle whiskey, ale zapasy w kuchni były ograniczone, więc musiało im wystarczyć czerwone wino. Sklepy były bardzo daleko stąd.
- To chłopiec? - Zapytał blondwłosą, jakby w sumie zakładając od razu twierdzącą odpowiedź. Przecież pierwsze dziecko musi być chłopcem! - Za to podrapanie powinniśmy go nazywać kapitan hak - uznał zaraz upijając trochę wina. Litości, w ogóle nie znał się na imionach jedyne co kiedyś nazwał, to swój zespół. Ale z wszystkich książek, których przeczytał bardzo mało, najbardziej lubił właśnie tą, gdzie występował kapitan hak i Piotruś, który nigdy nie chciał dorosnąć. Wziął sobie do serca tą bajkę z dziecięcych lat. Ba, nawet jego patronus, którego jeszcze nie potrafił wyczarować, do niej nawiązywał. W międzyczasie zaczął się kręcić po pomieszczeniu, szukając czegoś dobrego, co sam mógłby zjeść. Gdy natrafił na półmisek winogron, wrócił z nim do dziewczyny, zjadając parę i czekając, aż ta zaaprobuje bądź, sama wymyśli jakieś imię. Wszakże to w sumie było mu kompletnie obojętne, równie dobrze mógłby stale na niego mówić "gryf", albo "stwór". Mniej więcej wtedy do jego głowy wpadł idealny pomysł, więc po zerwaniu paru winogron, z pozostałej, małej gałązki, zawiązał pętle. Niespodziewanie złapał Is za wolną rękę, bez pytania wsuwając jej na palec ów niewiarygodną obrączkę.
- Musisz teraz zostać moją żoną, chyba nie chcesz żeby nasze dziecko wychowywało się w rozbitej rodzinie? Szczególnie, że już odrzuciłaś moją propozycję z alimentami - Zapytał, jednocześnie nawiązując do swojej pierwszej reakcji na widok gryfa, który mieli się opiekować. Właściwie nie czekał na jej odpowiedź, tylko dał jej ten piękny pierścionek. W końcu teraz mieli dziecko, tu nie ma żartów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4015
  Liczba postów : 1809
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Moderator






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Wto Paź 08 2013, 12:45

U Isolde przybieranie różnych masek nie wiązało się z chęcią przypodobania się komukolwiek, ale raczej strachem przed zranieniem. Wbrew temu, co sądziło wiele osób, które nie znały jej dobrze, Is była nadwrażliwa i zdumiewająco delikatna, choć nie znaczyło to, że przejmowała się opinią byle kogo. Wszystko to było bardziej złożone niż można by przypuszczać. Ona wręcz obsesyjnie broniła swojej prywatności, swojego prawdziwego ja, swoich zmartwień i wątpliwości. Nie zwierzała się nowo poznanym osobom, nabranie zaufania zabierało jej sporo czasu i zawsze denerwowali ją ludzie, którzy wywlekali swoje osobiste sprawy na forum. Nie pojmowała, jak można otwarcie opowiadać o swoich erotycznych doświadczeniach z najmniejszymi detalami, plotkować o umiejętnościach w tej dziedzinie swoich partnerów i odzierać tę sferę z intymności... Isolde była opanowana. Isolde nie okazywała swoich uczuć w towarzystwie ludzi, których nie znała. Pomijając jej wrodzoną niechęć do odsłaniania swoich słabych punktów, dużą rolę odegrały tu nauki jej ojca, który zawsze kładł córce do głowy, że emocje, to prywatna sprawa i nie należy ich okazywać w towarzystwie, bo to nie uchodzi. Nie był sztywniakiem kurczowo trzymającym się zasad dobrego wychowania, w kręgach magicznych wyższych sfer uchodził nawet za wyjątkowo czarującego enfant terrible, ale niektóre zachowania były dla niego nieakceptowalne. Uśmiech i spokój, tak, nawet w pracy aurora okazywało się to przydatne i Cedric Bloodworth swoją karierę zawdzięczał niemal w równym stopniu profesjonalizmowi, wiedzy i umiejętności właściwego zachowania się w każdej sytuacji.
Skinęła z uśmiechem głową. Tak, właściwie jedyna wskazówka jaką Farid zawarł w swoim liście dotyczyła płci małego gryfa. Słysząc propozycję Vanberga parsknęła śmiechem, ale nie było w tym nic szyderczego, przeciwnie- ten pomysł nawet się jej spodobał, chociaż nie bardzo wiedziała, jak można zdrabniać takie imię. Haczyk? Jaka była jej ulubiona bajka z dzieciństwa...? Właściwie trudno powiedzieć, bo najbardziej uwielbiała historie swojego ojca, który straszliwie koloryzował, ale właśnie dzięki temu potrafił stworzyć niezwykłą atmosferę. Radośnie plątał fakty z wyssanymi z palca bujdami, rozpędzał się coraz bardziej, roztaczając przed swoją malutką, jasnowłosą i błękitnooką córeczką niezwykłe wizje, które na dobre zakorzeniły się w jej pamięci, mimo świadomości, że to tylko fantazje jej taty. Lubiła bajki, w których dobro i zło były oddzielone od siebie grubą kreską, gdzie dzielni bohaterowie walczyli z przeciwnościami losu głównie z altruistycznych pobudek... i to pewnie sprawiło, że była kim była- nieuleczalną idealistką.
- To całkiem dobre imię. Ewentualnie Kapitan Szpon, ale to już wariacja...- uśmiechnęła się do Dextera. Kiedy złapał ją za rękę, cofnęła się odruchowo, patrząc na niego z nieufnością. Jej uśmiech zniknął błyskawicznie, a w oczach zabłysnął niepokój, który wcale nie ustąpił, kiedy dotarło do niej, co pan prefekt wymyślił. Oczywiście, wiedziała, że to tylko żart, kontynuacja tej niewinnej gierki, którą zaczęli w Pokoju Wspólnym, ale są żarty, które mają niezbyt przyjemne konsekwencje i Isolde wcale nie była pewna, czy ten przypadkiem do nich nie należy. To nie byłoby lojalne wobec Marcela. W ogóle fakt, że była tutaj, w środku nocy, sam na sam z Vanbergiem (gryf się nie liczy), pijąc wino i bawiąc się w dom, jak mała dziewczynka, już podchodził pod nielojalność, co odczuła teraz z całą mocą. A z drugiej strony nie chciała wyjść na pozbawioną poczucia humoru idiotkę. Wyswobodziła dłoń z uścisku Dextera, pokrywając niepokój niezobowiązującym uśmieszkiem. Pierścionka nie zdjęła, było jej jakoś głupio i niezręcznie.
- Wiesz, pobieranie się tylko ze względu na dziecko nigdy nie kończy się dobrze- powiedziała z uśmiechem, bawiąc się tą oryginalną biżuterią, jaką podarował jej Vanberg i walcząc z pokusą natychmiastowego ściągnięcia jej z palca. Chciała powiedzieć coś na temat Lyonsa, ale jakoś nie potrafiła, zresztą czy Dextera w ogóle to obchodziło? Szczerze wątpiła.

______________________

But I still haven't found what I'm looking for...

I have climbed highest mountain,
I have run through the fields only to be with you.
I have run, I have crawled, I have scaled these city walls,
these city walls only to be with you.
But I still haven't found what I'm looking for.
But I still haven't found what I'm looking for
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Luksmeburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2343
  Liczba postów : 1899
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2680-dexter-vanberg#91111
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2696-laboratorium-dextera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2721-dexterkowe-lisciki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7160-dexter-vanberg#204285




Administrator






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Wto Paź 08 2013, 14:27

Obrona przed zranieniem oczywiście wcale nie była obca Vanbergowi. Tylko tu tkwiła ta drobna różnica, iż Is raczej przyjmowała maski, by wydać się twardszą, bardziej niezłomną. Dexter po prostu nie dopuszczał w pewien sposób ludzi do siebie. Z jednej strony był tak bardzo otwarty i towarzyski, ale tak naprawdę mało kto był na tyle blisko niego, iż kiedykolwiek miałoby męczyć go ewentualne zniknięcie danej osoby. Był obojętny emocjonalnie, co zapewniało w sporym stopniu święty spokój od niepotrzebnych komplikacji. To pokrótce tłumaczyło, dlaczego w całym swoim życiu był w oszałamiającej liczbie związków, równej dwa. W tym jeden zupełnie nie ważny, drugi, dla równowagi, trochę za bardzo. No cóż, każdy popełnia głupstwa, teraz żyło mu się znacznie przyjemniej.
Przywykł do tego, że ludzi interesuje prywatność innych, zwłaszcza, gdy wychowuje się pod skrzydłami człowieka, który zawsze ściągał na siebie uwagę. W przeciwieństwie do ojca Isolde, ten jego, uważał, że nie istnieją zachowania nieakceptowalne. Z resztą, gdyby tylko był przykładniejszy, prawdopodobnie zupełnie nie osiągnąłby aż takiego sukcesu, przynajmniej medialnego.  
W dzieciństwie Vanberg od bajek z mocno oddzielonym dobrem od zła, wolał takie o niewiarygodnych krainach, o światach pełnych przygód. Jednak w Piotrusiu podobał mu się po prostu pomysł, by nigdy nie dorastać, by za sprawą magicznego proszku niewiarygodnie latać do krainy, gdzie wszyscy na zawsze zostają dziećmi, walcząc z szalonymi piratami i pływając z syrenami. To po prostu brzmiało przyjemnie beztrosko. No, ale to tyle z fantazji na temat dziecięcych historyjek.
- Szpon, hak, i tak i tak jest dobrze, ważne, że ma tytuł kapitana - powiedział spoglądając do skrzynki, gdzie układał się, zapewne do snu, najedzony gryf. Rzeczywiście, prawdopodobnie to imię nie było najlepsze do skracania, ale Dex już przyjął, że będzie go nazywać po prostu Kapitan.
Spoglądał na studentkę bacznie, obserwując jej reakcje na tak prozaiczną czynność, jaką było to niewinne złapanie za dłoń i wręczenie pierścionka z winogron. Widział jej cofnięcie się, jak i nieufność i aż uśmiechnął się delikatnie, z pewnym niedowierzaniem. Isolde zachowywała się, wedle niego, wprost niewiarygodnie.
- Zachowujesz się jakbyś się mnie bała. - Zauważył, oświadczając to bardzo wprost. Bo o ile ona zamierzała udawać, iż wcale nie reaguje istnym spłoszeniem na cokolwiek uczyni, tak on ów kwestię jak najbardziej chciał poruszyć. Podciągnął się na rękach, siadając na blacie, obok winogron i ich dziecka. Biorąc do ręki parę owoców i zajadając je w międzyczasie zupełnie swobodnie obserwował Bloodworth, zastanawiając się czy ona jest taka płochliwa wobec wszystkich, czy tylko on zasłużył sobie na takie niezwykłe traktowanie.
- Obiecuję, że nie jestem Hogwarckim gwałcicielem, podstępem zaciągającym uczennice do podziemi zamku i możesz mi ufać, jestem grzeczny - przyłożył rękę do serca, drugą unosząc, na znak, iż zaiste, przysięga. Po tej przysiędze zjadł jeszcze kilka winogron, analizując pokrótce sytuację w jakiej się znaleźli. - Ten pierścionek też nie jest oczekiwaniem na noc poślubną, no, oczywiście, chyba, że byś chciała, wówczas mógłbym to ewentualnie przeanalizować - dodał niezupełnie poważnie, lekko się uśmiechając i zaraz podrzucając jedno z fioletowych owoców. Naturalnie, że wcale by się nie pogniewał, gdyby ot tak teraz tu mieli skonsumować swoje małżeństwo.
- Albo, to sobie nie ufasz - zauważył bardzo sprytnie znów spoglądając na blondynkę. Właściwie najzwyklej w świecie nie rozumiał jej zachowania, bo przecież nie robił nic aż tak strasznego, ani nie oczekiwał nie wiadomo czego. Pewnie rzeczywiście średnio zainteresowałby go fakt, że blondynka posiada jakiegoś tam chłopaka. Takie drobnostki nigdy go nie ciekawiły.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4015
  Liczba postów : 1809
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Moderator






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Wto Paź 08 2013, 15:30

Isolde nie lubiła być zaskakiwana. Nie lubiła sytuacji, w których nie wiedziała, jak się zachować- nic nie doprowadzało ją do rozstroju nerwowego tak, jak niepewność i piętrzące się wątpliwości, zwłaszcza że nie należała do osób, które machną ręką na drobiazgi, wzruszą ramionami i zapomną, że coś takiego w ogóle miało miejsce. Była trochę zła, że Dexter wyskoczył z tym pierścionkiem z winogronowej szypułki, czy co tam mają winogrona. Nie zdołała ukryć nieufności, nad którą przecież starała się panować, ani strachu, ani wątpliwości. Była jak otwarta księga, z której Vanberg mógł wyczytać wszystkie emocje, które nią targały. A to nie wróżyło nic dobrego, przynajmniej w Isoldowym pojęciu. Nerwowym ruchem założyła za ucho pasmo włosów i odchrząknęła, umykając gdzieś wzrokiem. Co miała mu powiedzieć? Że czuje się nie fair wobec swojego chłopaka? Że... że wszelkie przekraczanie granic, nawet w zabawie, budzi w niej niepokój? Że siedzi tu w środku nocy z właściwie obcym facetem i pije wino? Bez sensu... Więc trzeba się uciec do jakiejś ładnej półprawdy. Upiła łyk wina, które odrobinę poprawiło jej samopoczucie.
- To nie tak. Ja po prostu... jestem zdystansowana- fakt, że tak szybko znalazła właściwe słowo, trochę ją pocieszył.- Gdybym się ciebie bała, wcale bym tu nie przyszła, to raz. A dwa.... mnie nie jest łatwo przestraszyć. Raczej zaskoczyć. I... hm...- przygryzła dolną wargę, zastanawiając się, co jeszcze powiedzieć. Drażnił ją fakt, że on sobie z tego nic nie robił, a ona wiła się jak piskorz, próbując jakoś wyjaśnić, co tak naprawdę się z nią dzieje. Podciągnęła się na rękach i usiadła obok niego, próbując zachować jakąś równowagę. Zignorowała jego wypowiedź o nocy poślubnej, to znaczy nie do końca, bo skwitowała ją leciutkim uśmiechem. Właściwie nawet mu zazdrościła tej lekkości bycia, nieprzejmowania się niczym, ale z drugiej strony... ona by tak nie potrafiła. Taki tryb życia wymagałby od niej kompletnego przewartościowania, zmiany wszystkiego, co dotąd miała zakodowane w podświadomości, świadomości, sercu, duszy, mózgu... Nie, Isolde potrzebowała stabilizacji. Zawsze taka była i raczej to się nie zmieni.
- Nie mam żadnych traumatycznych przejść ani nic w tym rodzaju, ale po prostu... po prostu potrzebuję dużo prywatnej przestrzeni. Nie umiem tańczyć z nikim obcym, dostaję szału, kiedy ktoś nieznajomy klepie mnie po ramieniu, a już nie daj Boże plecach...- wzdrygnęła się na samą myśl i skrzywiła lekko. Och tak, z bliskością zawsze miała problemy. Zawsze czuła się koszmarnie zniewolona i nieszczęśliwa, kiedy jakiś względnie znajomy lub bezwzględnie obcy facet próbował wciągnąć ją do tańca. Wyglądała wtedy jak połączenie nastroszonego, prychającego kota i kija od szczotki, a jej oczy zdradzały, że nie może się doczekać, kiedy piosenka dobiegnie końca, a ona ucieknie na drugi koniec sali, schowa się za Juno albo kimś ze znajomych i będzie udawać niesamowicie pochłoniętą rozmową.- Poza tym w ogóle nie powinno mnie tu być. Nie o tej porze i nie z tobą... Bez urazy- dodała z lekkim uśmiechem, machając nogami w powietrzu i sięgając po winogrono, które w zamyśleniu włożyła do ust. Spojrzała na Dextera z ukosa, po czym westchnęła. - Gdyby mój chłopak się dowiedział o naszej eskapadzie i małżeństwie- tu zamachała "zaobrączkowaną dłonią- z pewnością nie byłby szczęśliwy. Wiesz, włóczenie się nocą po zamku, picie wina i zaręczanie się gałązką od winogrona z najbardziej pożądanym facetem w Hogwarcie nie jest najlepszym pomysłem- dodała z ironicznym uśmieszkiem, po czym zajrzała do pudła z małym gryfem, który zdążył zwinąć się w kłębek i zapaść w głęboki sen. Skoro bawili się w szczerość, niech będzie. Zresztą co miała do stracenia. Poza tym zwierzakiem nic ich przecież nie łączyło.

______________________

But I still haven't found what I'm looking for...

I have climbed highest mountain,
I have run through the fields only to be with you.
I have run, I have crawled, I have scaled these city walls,
these city walls only to be with you.
But I still haven't found what I'm looking for.
But I still haven't found what I'm looking for
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Luksmeburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2343
  Liczba postów : 1899
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2680-dexter-vanberg#91111
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2696-laboratorium-dextera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2721-dexterkowe-lisciki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7160-dexter-vanberg#204285




Administrator






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Wto Paź 08 2013, 17:08

Zapewniam, że Vanberg nie był jakimś mistrzem w dostrzeganiu drobnostek w zmianie zachowania, delikatnych i minimalnych drgnięć, ani nie czytał z nikogo jak z otwartej księgi. Często przeoczał różne niuanse, ale jednak jako, że w tej chwili dość bacznie przyglądał się blondynce, która w stosunku do jego przyjaciółek, zachowywała się niekonwencjonalnie, po prostu zauważał niepewne spojrzenie, czy nerwowe zakładanie włosów za uszy. Po za tym, to w pewnym stopniu kontrastowało. Nie znaczy to, że nie miał styczności z porządniejszymi dziewczynami, oczywiście znał i takie, tylko, że zazwyczaj go nudziły, bo nigdy jakoś mocno nie kręciło go szaleńcze uganianie się za kimś. No przeważnie.
Słuchając jej wypowiedzi sięgnął do kieszeni czarnych spodni, by wyciągnąć z niej lekko pomiętą paczkę fajek. Kojarzył już, że Is nie pali, więc nawet jej nie proponował, samemu sobie jednak nie żałując tej drobnej przyjemności. Poza tym, to zajęcie dłoni i skupienie się na odpaleniu papierosa też odciągnęło go od prób wejścia jej w słowo, i zapewne słusznie, gdyż najwyraźniej miała trochę do powiedzenia. Upił jeszcze nieco wina, po tym sięgając po butelkę, by dolać nieco ów alkoholu im do kubków.
- Jak to, zaręczanie się z najbardziej pożądanym facetem w Hogwarcie nie jest najlepszym pomysłem? Obiektywnie patrząc, to jest jeden z najlepszych pomysłów, a już nie wspomnę, jaki prestiż na łamach plotkarskiego portalu - stwierdził wypuszczając kłęby dymu z ust, do tego aż kręcąc głową z niedowierzaniem, iż Is uznała przeciwnie. Oczywiście czynił to wszystko z lekkim rozbawieniem, już ani nie kwestionując czy oby rzeczywiście jest tym najbardziej pożądanym facetem w zamku. No, skoro ona tak go określiła, to przecież nie będzie tego podważać!
- A powinien być szczęśliwy, przecież tylko ze mną siedzisz i pijesz wino. Nie wolno tego robić w związkach? Nawet nasze małżeństwo pozostaje zupełnie niewinne, a co najważniejsze, zamiast dać się porwać nocy poślubnej gadasz o tym swoim chłopaku, który nie wiadomo gdzie jest, że aż musiałaś sama spać w salonie. Naprawdę powinien być szczęśliwy, grzeczna z Ciebie dziewczyna - powiedział nie mogąc sobie podarować tego gestu, którym było delikatne poklepanie dziewczyny po nodze, mimo tego, że jeszcze parę sekund temu wyjawiała, jak to nie lubi kontaktu cielesnego z nieznajomymi.
- I teraz nie jesteśmy takimi nieznajomymi, więc już powinnaś ze mną nawet zatańczyć - dodał trochę nawiązując do gestu, na który sobie pozwolił, a i odwołując się do jej słów o tańczeniu z nieznajomymi. W gruncie rzeczy Dex i Is jakiś już czas mieszkali razem w Gryffindorze, zdarzyło im się pogadać w Japonii, byli też oboje na wycieczce w Rumunii, no i teraz jeszcze zostali rodzicami. Kiedy ta magiczna granica "dla nieznajomych", przestawała obowiązywać?
- Wyluzuj Is, nie robisz nic, a to, przecież tylko zabawa - powiedział sięgając do jej ręki i lekko obracając dookoła jej palca winogronową obrączkę, którą jeszcze jakiś czas temu sam tam umieścił. No właśnie, to wszystko było przecież tylko ot takimi wygłupami i naprawdę niepotrzebnie martwiła się tym co jej chłopak teraz by pomyślał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4015
  Liczba postów : 1809
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Moderator






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Wto Paź 08 2013, 20:52

Nie była zachwycona faktem, że Dexter wyciągnął papierosy, ale życie nauczyło ją, że tłumaczenie palaczom, że papierosy oprócz swojego zgubnego wpływu na zdrowie, portfel i takie tam, po prostu koszmarnie cuchną, zwłaszcza dla kogoś, kto nie pali, nie ma najmniejszego sensu, chyba że bardzo chce się zepsuć atmosferę. Oczywiście nie dotyczyło to bardzo bliskich znajomych, ale BARDZO BLISKIMI ZNAJOMYMI to oni chyba jeszcze nie byli. Isolde zmarszczyła tylko nos i dalej kontynuowała swój wywód.
Upiła łyk wina i spojrzała na Vanberga niepewnie, ciekawa jego reakcji. W sumie nie wiedziała, co jej przyszło do głowy, żeby być aż tak szczerą, ale jak na razie nie żałowała. Kolejny łyczek. Jeszcze jeden. Na jej bladych policzkach wykwitły urocze rumieńce, a oczy zalśniły.
- Och, tak, marzę, żeby zostać główną bohaterką jednego z wydań Obserwatora. I marzę, żeby któraś z twoich fanek mnie otruła albo zrzuciła ze schodów- mruknęła z lekkim rozbawieniem, obejmując obiema dłońmi kubek z winem i kołysząc nim lekko, podobnie jak robi się na eleganckich przyjęciach, tyle że z kieliszkiem. No przecież większość Hogwartu dałaby się posiekać, żeby siedzieć tu w tej całkiem miłej, intymnej atmosferze, sam na sam z Dexterem Vanbergiem i popijać w miarę niezłe wino.
- Ech, wolno... teoretycznie. A praktycznie... praktycznie to byłby strasznie zazdrosny. A z tym spaniem w salonie, to nie było tak. Przegapiłam godzinę policyjną- uśmiechnęła się kątem ust, jakby nieco śmielej. Właściwie może Dexter miał rację? Nie, nie miał, ale nie zmieniało to faktu, że poczuła się odrobinę lepiej. W sumie sympatyczny z niego facet.- No poślubna w kuchni? Wiesz, to nie wróży mojej roli w tym związku zbyt dobrze. Chociaż gotować lubię i podobno umiem- roześmiała się cicho, dmuchając na kosmyk włosów, który opadał jej na czoło. Kiedy poklepał ją po nodze, wzdrygnęła się mimowolnie i spojrzała na niego z lekkim wyrzutem.- Czy ty mnie w ogóle słuchałeś? Nie tykamy kończyn, pleców, biustu ani twarzy- pouczyła go jak małe dziecko, ale widać było, że nie robi tego do końca serio i w sumie nie ma mu za złe. Aż taka okropna nie była!
- Nie chciałbyś tego- roześmiała się szczerze i potrząsnęła głową.- Do tej pory bezkolizyjnie tańczyłam tylko z dwoma facetami... w pozostałych przypadkach równie dobrze mogli tańczyć z kijem od miotły- przyznała z rozbrajającą szczerością. Tym razem pozwoliła mu wziąć się za rękę. Milczała przez dłuższą chwilę, patrząc na jego palce, delikatnie obracające jej winogronowy pierścionek. W końcu uśmiechnęła się ciepło i skinęła głową, prawie przekonana.
- Wiem... po prostu... za dużo myślę. Jak już zauważyłeś, jestem grzeczną dziewczyną, ale nie dlatego, że martwię się, co powiedzą ludzie. W końcu zawsze i tak robię po swojemu. Bardziej się martwię o to, co powie mój wewnętrzny głos- powiedziała cicho, nie patrząc mu w oczy i machając nogami w powietrzu.- To przez to jestem... taka zasadnicza.

______________________

But I still haven't found what I'm looking for...

I have climbed highest mountain,
I have run through the fields only to be with you.
I have run, I have crawled, I have scaled these city walls,
these city walls only to be with you.
But I still haven't found what I'm looking for.
But I still haven't found what I'm looking for
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Luksmeburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2343
  Liczba postów : 1899
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2680-dexter-vanberg#91111
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2696-laboratorium-dextera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2721-dexterkowe-lisciki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7160-dexter-vanberg#204285




Administrator






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Sro Paź 09 2013, 13:11

Taki przykry nawyk z tym paleniem. Vanberg papieroski bardzo lubił, więc palił je dość często, a że w kuchni posiedzieli już trochę czasu, właśnie  nadeszła pora na kolejnego szluga. Pewnie nawet nie zwrócił zbytniej uwagi na delikatne skrzywienie się Isolde, z resztą jedyne co mógł uczynić, to nie dymienie w jej kierunku, co tak czy owak raczej praktykował. Popijane wino przyjemnie rozgrzewało w ten chłodny dzień, a zasłuchany Dex w słowach Is, zupełnie zapomniał o ich dzisiejszym podopiecznym. Taki z niego był świetny ojciec. Z resztą gryf chyba już spał, no miejmy nadzieję. Swoją drogą, to z tymi fankami nie było aż takie głupie, kiedyś z sms przed nimi uciekali!
Dex może w pewnym sensie nie rozumiał zazdrości Marcela, o której wspomniała Isolde. Kiedy był sto lat temu w związku z Morello, miał świadomość, że poza tym, iż są ze sobą mogą robić co chcą, a takie picie z innym kumplem nie było niczym złym. Nie był typem faceta, który bywał piekielnie zazdrosny okazując przy tym, że tak naprawdę mocno mu zależy na danej osobie. Pewnie taka nuta tego uczucia była pożądana w związkach. Może dlatego, że nie okazywał jej zbyt mocno, Morello postanowiła go dość brutalnie zdradzić? Tym bardziej  w stosunku do tego, jak on wówczas oberwał po tyłku, Isolde wydawała się mu naprawdę bardzo grzeczna. Trochę inaczej na to wszystko spoglądał, trochę miał inne podejście do wierności w związkach.
- I nie czujesz się przez to ograniczana? – Zapytał zupełnie rzeczowo, lekko unosząc brwi, bo po prostu go to dziwiło. Martwienie się, że ta druga osoba coś zrobi to jedno, ale by musiała ona rezygnować z pewnych rzeczy, bo nieustannie zapala się w głowie lampka ostrzegająca o zazdrości partnera to zupełnie coś innego. Osobiście, chyba by oszalał.
- O, czyli widzę, że idealnie trafiłem. Nie chcę Cię martwić, ale potrafię ugotować jedynie zupę z proszku, więc w naszym małżeństwie chyba rzeczywiście nie tylko noc poślubną spędzisz w kuchni… ale na rocznicę kupię Ci skrzata domowego, nic się nie martw – mrugnął do niej okiem, wypowiedziawszy te niezbyt poważne słowa. Swoją drogą, serio Dex nie potrafił nic gotować, ale wszakże od czego były knajpy, czy restauracje? Zrobił komicznie przerażoną minę, gdy dziewczyna go ponownie ostrzegła, że nie wolno jej klepać, ani dotykać, jakby zupełnie o tym zapomniał. Taktak, zapomniał tak, że już po chwili bawił się pierścionkiem na jej palcu.
- Wewnętrzne głosy czasem dobrze jest ignorować, można od nich zwariować – przypadkiem, istnym przypadkiem, Dexterowe palce, które jeszcze przed sekundą okręcały pierścionek, podczas tych słów bardzo lekko, niemal ledwo wyczuwalnie sunęły po dłoni Is. Jak tu się oprzeć, skoro te tak zupełnie niewinne gesty, posiadały bardzo przyjemne napięcie? Ach, uparty był i nieznośnie nie chciał słuchać co się do niego mówiło. Jednak po tym cofnął rękę, by jak gdyby nigdy nic, wypić trochę wina. - Czasem trzeba robić to, na co ma się ochotę, a nie, to co trzeba, odrobina zdrowego egoizmu czy krótkiego zapomnienia nie jest niczym złym. Każdy czasem musi się oderwać – rzekł dość lekko. Swoją drogą, wiele mówił, ale sam znów miał tu trochę inne podejście. Dex w ogóle nie myślał o żadnym wewnętrznym głosie moralizatorskim. Kiedyś tam jeszcze posiadał pewien wyznacznik, nie chciał być swoim ojcem. Ale z biegiem czasu i to przestało mieć jakiekolwiek znaczenie.
- Tym mówieniem, że tak źle tańczysz, tylko mnie kusisz, żeby się przekonać, czy rzeczywiście jest aż tak źle – przyznał spoglądając na blondynkę i zastanawiając się, czy to możliwe, że tańczyłaby aż tak tragicznie. W międzyczasie Vanberg dokończył swojego papierosa, z braku lepszych perspektyw gasząc go po prostu na brzegu stołu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4015
  Liczba postów : 1809
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Moderator






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Sro Paź 09 2013, 20:42

To wszystko było koszmarnie poplątane. Do tego stopnia, że czasem sama Isolde miała wątpliwości, czy rozumie pobudki swoje i Marcela. Ona sama była o niego zazdrosna- może nie jakoś obsesyjnie, ale ostatnio odstawiła niezłe przedstawienie, przekonana że oto właśnie została perfidnie wykorzystana i zdradzona. A Marcel... cóż, chyba potrafiła zrozumieć skąd to ciągłe poczucie zagrożenia, obawa, że ktoś mu ją odbierze. Wiedziała o pierwszej prawdziwej miłości Lyonsa, która nie miała happy endu... Czy może być coś bardziej paskudnego niż podwójna zdrada- ukochanej i najlepszego przyjaciela? Chyba nie. I chyba nic nie zostawia tak trwałych blizn. Zresztą, trzeba przyznać, że związek Isolde i Marcela w ogóle był dość specyficzny, początkowo związany z jednostronną miłością stanowił raczej pewien układ, który dopiero później przerodził się w odwzajemnione uczucie... Znała wrażliwość Lyonsa i dobrze wiedziała, że stała się jego najczulszym punktem. Sama nie wiedziała, co o tym myśleć, bo z jednej strony czuła, że naprawdę mu zależy, ale z drugiej... z drugiej bywało to ciężarem.
- Czasami...- przyznała, po czym uśmiechnęła się lekko.- Ale wiesz, nie ma co demonizować. Nie trzyma mnie pod kluczem ani nie robi awantur, tego bym nie zniosła. Zresztą ja też nie czułabym się najlepiej, gdyby on spędzał wieczory z jakąś olśniewającą pięknością. To chyba normalne- wzruszyła ramionami, po czym upiła kolejny łyk wina.
Parsknęła śmiechem, słysząc deklarację Dextera. Och, byliby z pewnością świetnym małżeństwem. Nie bardzo sobie to wyobrażała, ale staliby się żywą ilustracją powiedzenia, że przeciwieństwa się przyciągają.
- Tylko wiesz, nie gwarantuję, że obiad będzie zawsze na ciebie czekał, bo czasem mam zamiar ścigać złoczyńców i ogólnie odwalać całą tę aurorską robotę. Więc skrzat bardzo mile widziany i to już na pierwszą rocznicę albo najlepiej na Gwiazdkę, bo do niej bliżej- uśmiechnęła się niewinnie i słodko, jak to tylko ona potrafiła.
- To nie takie łatwe- zauważyła nieco poważniej, dopiero po chwili zdając sobie sprawę, że palce Dextera suną ostrożnie po jej skórze. Po plecach przebiegł jej dreszcz, choć nie umiała powiedzieć, czym wywołany. Chyba poczuciem jakiegoś niejasnego zagrożenia, przekraczania granic, które przed chwilą sama ustanowiła. Uparty z niego człowiek, to prawda. Już chciała coś powiedzieć, ale w tej chwili Vanberg cofnął dłoń, więc zagryzła usta i uznała sprawę za niebyłą.- Tylko że wszystko ma swoje konsekwencje. A ja bardzo nie lubię konsekwencji, zwłaszcza gdy mogą popsuć coś, nad czym długo pracowałam, jakąś relację... nie potrafię postawić wszystkiego na jedną kartę. Ja zawsze analizuję- w jej głosie zabrzmiało coś, co można by ostatecznie uznać za nutkę żalu. Zapatrzyła się w jakiś martwy punkt, po czym potrząsnęła głową, jakby chcąc odpędzić natrętne myśli.
- Jestem koszmarnie sztywna... Oszczędź sobie i mnie...- poprosiła, przygryzając dolną wargę i nie patrząc na niego. Och, to zawsze była jej wielka bolączka- jak można nie umieć tańczyć? Nie chodziło o brak wrodzonej gracji czy poczucia rytmu. Po prostu Isolde nie mogła ścierpieć, by dotykał ją ktoś, kogo słabo znała i to jeszcze w tak intymny sposób, w dodatku musiała się biernie poddawać, akceptować fakt, że jako kobieta nie ma prawa prowadzić. Była zbyt niezależna, żeby pozwolić podejmować za siebie decyzje jakiemuś facetowi, nawet jeśli chodziło tylko o taniec.

______________________

But I still haven't found what I'm looking for...

I have climbed highest mountain,
I have run through the fields only to be with you.
I have run, I have crawled, I have scaled these city walls,
these city walls only to be with you.
But I still haven't found what I'm looking for.
But I still haven't found what I'm looking for
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Luksmeburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2343
  Liczba postów : 1899
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2680-dexter-vanberg#91111
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2696-laboratorium-dextera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2721-dexterkowe-lisciki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7160-dexter-vanberg#204285




Administrator






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Czw Paź 10 2013, 17:14

Przyjaciele, czy tam inni bliscy, czasem zdradzają, czasem się tak zdarza. Vanberg też potrafiłby coś na ten temat powiedzieć, ale jednak, on był w takiej sytuacji, że końcem końców z tym, który to zawiódł jego zaufanie naruszając jego związek, musiał się pogodzić. Jasne, pewien żal, czy nieufność pozostały, pewne rzeczy nieodwracalnie się zmieniły, ale w końcu dotarło do niego, że nie powinien dziwić się temu co wówczas się wydarzyło. Jakkolwiek dziwnie to brzmiało. Z czasem to po prostu przestało mieć znacznie, chyba. Kontaktów z tamtą dziewczyną natomiast nigdy nie odbudował, nie mając ochoty na dalsze utrzymywanie znajomości. Sam czasem nie potrafił powiedzieć, na kogo wówczas był bardziej zły, kto był wówczas tym gorszym. Dziś już się nad tym nie zastanawiał. Jako, że niespecjalnie chciało mu się analizować jak doza zazdrości w związkach jest normalna, tak na słowa Is po prostu wzruszył ramionami. Każdy to pewnie jakoś oceniał po swojemu, w każdym układzie panowały inne zasady.
- Nie chcesz być matką dla naszego dziecka oraz panią domu przez dwadzieścia cztery godziny na dobę? - Zapytał trochę rozczarowany. Przecież mieli stworzyć idealny, przykładny dom! Taka klasyczna żonka nie powinna pracować, a już na pewno nie próbując łapać jakichś potwornych złoczyńców. - No dobrze, obiady nie muszą być codziennie, bo w końcu będę w trasach koncertowych, albo będę musiał zapewniać nieco swego towarzystwa tym wszystkim fankom, co by zaniedbane, nie próbowały podpalić naszego domu, czy zrzucić Cię z schodów - zapewnił troskliwie, bo przecież spotykałby się z tymi jego wielbicielkami tylko i wyłącznie po to, by te się czasem nie mściły na jego rodzince!
Pamiętał o wyznaczonych przez nią granicach, wciąż miał świadomość tego, co jeszcze przed chwilą blondwłosa mówiła. Tylko, że takie bardzo drobne przekraczanie progów, było piekielnie kuszące. Jakby stąpał po bardzo cienkim lodzie, sprawdzając, czy oby ten zaraz się pod nim nie ugnie.
- Nieustanne analizowanie jest zbędne i tak nie da się wszystkiego kontrolować. A kto nie ryzykuje, ten nie zyskuje, stawianie wszystkiego na jedną kartę nie zawsze jest równoznaczne z samymi stratami, czasem dzięki temu można się znaleźć w znacznie lepszym położeniu - ach, co za filozoficzne pogawędki sobie tu ucinali. Aż w międzyczasie musiał dolać im wina, tym samym opróżniając już zupełnie butelkę, którą jakiś czas temu przyniósł. A może to właśnie od tego alkoholu zeszli na tak niesamowicie poważne tematy? Słysząc jej zapewnienia o sztywności uśmiechnął się krótko pod nosem.
- Nienie, tak łatwo mnie nie zniechęcisz, poza tym może miałaś okropnie sztywniackich partnerów do tańca. Będę pamiętać, że jesteś mi winna nasz pierwszy weselny taniec, który nigdy się nie odbył - po upiciu alkoholu, podparł się rękoma, wciąż siedząc na blacie i przekręcając się odrobinę, by mieć lepszy widok na Is. Och, jeszcze wykorzysta fakt, że wzięli ślub, a na weselu nie było tańców! Jednak spokojnie, to nie dziś, nie przy nastawieniu z góry tak bardzo negatywnym i z pewnym niepotrzebnym spięciem. Przecież to też tylko zabawa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4015
  Liczba postów : 1809
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Moderator






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Czw Paź 10 2013, 21:41

Isolde spojrzała na niego, robiąc przy tym bardzo groźną minę. Gdyby stała, z pewnością wzięłaby się jeszcze pod boki, ale siedzenie na blacie kuchennym i beztroskie machanie nogami jakoś do tego nie pasowało.
- Och, czy ja ci wyglądam na typową kurę domową?- spytała z oburzeniem, zakładając za ucho kosmyk włosów, który uparcie opadał jej na twarz.- No to trzeba będzie sporządzić grafik, mój drogi. Innego wyjścia nie widzę, w końcu jako ojciec też powinieneś się opiekować naszą latoroślą- stwierdziła bardzo poważnie, upijając kolejny łyk wina. Zmierzyła Vanberga wzrokiem, czekając na ewentualne obiekcje. Och, tak, oczywiście! Musiał dbać, żeby jego fanki nie czuły się odepchnięte czy niechciane, w końcu bezpieczeństwo rodzinnego gniazdka najważniejsze!
Sama nie wiedziała, czy to naruszanie granic naprawdę tak bardzo ją denerwowało. Dexter robił to z wyczuciem i tak jak normalnie Isolde zareagowałaby pewnie bardzo gwałtownie, a przynajmniej bardzo zdecydowanie, jako że lubiła, kiedy jej słowa traktowano serio, tym razem... jakoś nie czuła takiej potrzeby. Może to ta miła atmosfera, może wino, a może późna godzina i drzemiący w pudełku mały gryf działały na nią tak kojąco. Tym razem Dexterowi się upiekło. W głowie Isolde zaświtała nawet dziwna, przelotna myśl, że ciekawe, jak by to było, gdyby ją pocałował. Nie chciała tego, ale zastanowiło ją, jakby się czuła potem. Pewnie koszmarnie winna. Przesunęła dłonią po policzku, próbując przywrócić sobie trzeźwość myślenia i nie poddać się tej dziwnej atmosferze. Właściwie... właściwie to zaczynała odczuwać skutki wypitego przez nich alkoholu. Wyglądało to tak, jak zawsze, to znaczy poszło w błędnik, sprawiając, że myślała tak jak zwykle, poruszała się tak jak zwykle, tylko świat zaczął się kołysać i wydawać się wyjątkowo niestabilnym miejscem. Szczęśliwie ten niezbyt chwalebny stan mogła zatrzymać dla siebie, bo chodziła prosto. Nigdy nie rozumiała, jak to możliwe, ale pytała kilku zaufanych osób i wyglądało na to, że to co się dzieje w jej głowie, nie ma żadnego przełożenia na pewność stąpania. Dziwne.
- Ja nie umiem ryzykować. To znaczy... hm...- przygryzła na moment dolną wargę, szukając najwłaściwszych słów.- Potrafię działać w sytuacji trudnej, kryzysowej i tak dalej, ale podejmowanie ryzyka w normalnych warunkach zupełnie nie leży w mojej naturze. Lubię stabilność- wzruszyła ramionami, po czym uśmiechnęła się pod nosem, bo znów zakręciło się jej w głowie. Merlinie, co za głupia sytuacja!
- Ty nigdy nie odpuszczasz, co? Dobrze, jak tak, to chodź teraz. Nie mamy muzyki, nie mamy nic, ale przynajmniej będziesz jedynym świadkiem mojej ostatecznej hańby- oświadczyła nagle Isolde, po czym zeskoczyła z blatu z dziwnie zdeterminowaną miną. Prawdę mówiąc, wolała żeby to wszystko odbyło się tu i teraz, niż gdyby Vanbergowi strzeliło coś takiego do głowy w jakiejś większej grupie albo, nie daj Boże, przy Marcelu, który chyba by go rozniósł. Spojrzała na niego wyczekująco, czując, że posadzka kołysze się w idiotyczny sposób. Merlinie, co za noc.

______________________

But I still haven't found what I'm looking for...

I have climbed highest mountain,
I have run through the fields only to be with you.
I have run, I have crawled, I have scaled these city walls,
these city walls only to be with you.
But I still haven't found what I'm looking for.
But I still haven't found what I'm looking for
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Kuchnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 20Idź do strony : Previous  1 ... 5, 6, 7 ... 13 ... 20  Next

 Similar topics

-
» [P2] Kuchnia ze spiżarnią
» Kuchnia z jadalnią
» Kuchnia
» Kuchnia
» Kuchnia z jadalnią na parterze

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Podziemia
 :: 
kuchnia
-