IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Kuchnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 11 ... 18, 19, 20
AutorWiadomość



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Tokio
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 121
  Liczba postów : 161




Gracz






PisanieTemat: Kuchnia   Nie Maj 20 2012, 22:41

First topic message reminder :

Chyba każdy ma problemy z nazywaniem uczuć. Ale niektórzy mają się trudniej, ponieważ mają ogromne problemy z zrozumieniem swoich emocji. A szczególnie ona. Niewiele przeżyła, niewiele mogła tak naprawdę określić. Jedyna jej wiedza na temat związków bierze się z romansów, z opowieści Ikuto. Przez to w jej głowie funkcjonuje jedynie pojęcie, że wszystko zawsze dobrze się kończy, miłość zawsze zwycięża i jeszcze wiele innych głupot, które chyba tylko zranienie tego dziecka mogłoby wyperswadować. Choć ją często zranić. Chyba, że fizycznie... Kyaaa, aż jej się przypomniało, jak Dracon brutalnie uderzył nią o ziemię! Momentalnie zakończyła smutne tematy i uśmiechnęła się niezwykle wesoło. Odwróciła się w stronę Finna uchylając wargi.
- Finn... Eto... Kojarzysz może takiego chłopaka... Draco – No nie mogła nie zapytać. Miała ochotę przeprosić za to, że schodzi na taki temat, ale ją aż tak strasznie korciło, że aż ją przechodziły ciarki. Jeju! Ona by powiedziała, że przy takiej rozmowie, gdzie się dowie jak cudny jest Dracon nie zliczy orgazmów. Kyaaaa!
- Nie pouczaj mnie, bo wiem lepiej niż ty. Co ty możesz wiedzieć o holenderskim ty ty... HOLENDRZE! - Powiedziała wytykając lekko język w jego stronę, uśmiechając się zabójczo po tym sztucznie patrząc na niego z wyższością, bo przecież ona wie lepiej i rybak nie będzie w stanie podważyć jej inteligencji i genialności O!
Sama również zaczęła jeść chociaż zdecydowanie wolniej, jakby zastanawiając się nad każdym kęsem. Jajecznicę lubiła jeść, delektować się nią nawet w towarzystwie. W innym wypadku nie chciałaby z kimś jeść, ponieważ... Ta dziewczyna wstydzi się tego, że używa sztućców na odwrót, a więc widelec w prawej ręce, a do tego dzieli danie od tego, co najmniej smaczne do tego co najsmaczniejsze i w takiej kolejności wszystko je nigdy nie mieszając dwóch rzeczy ze sobą.
- Nie nauczę cię, bo ten przepis to ogromna tajemnice. Zdradzę go tylko mężowy, bo on mi będzie robił takie wykwintne śniadanka do łóżka – Skomentowała zadowolona, że jak zwykle jakże najprostsza do zrobienia potrawa robi ogromną furorę. Powinna zostać kucharką!... Haha! Dobreee! Nie no, Van w kuchni. Szkoda gadać. Skrzaty to by chyba już tutaj nie wróciły, gdyby zaczęła pichcić coś „dobrego”.


Ostatnio zmieniony przez Agavaen Brockway dnia Sro Maj 23 2012, 16:54, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 306
  Liczba postów : 675
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14140-golum#373559
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14139-calum-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Nie Kwi 09 2017, 01:02

Popatrzyłem na nią lekko zdziwiony, a potem rozpromieniłem się. Całkiem spoko? To chyba najlepszy komentarz, jaki mogłem usłyszeć od nowo poznanej osoby w kierunku mojej pracy i zainteresowań. Co prawda nie przyznałem się tak wprost, że interesują mnie sprawy związane z wróżbiarstwem i amuletami, ale Devi najwidoczniej odebrała to w ten sposób, słuszny zresztą, i najwyraźniej w ogóle jej to nie przeszkadzało. Była to miła odmiana, ten jeden raz poczuć się w jakiś tam sposób zaakceptowany takim, jakim jestem. Wiem, że trochę to wszystko nad interpretuję w tym momencie, ale sam fakt, że dziewczynie zupełnie zwisało, czy sprzedawałem amulety, czy bułki w piekarni, był bardzo pokrzepiający. Rzadko kiedy przyznawałem się, że wróżbiarstwo było moim zainteresowaniem - jeśli ktoś zwracał uwagę na to, że całkiem nieźle mi idzie, tłumaczyłem, że po prostu łatwo przychodzi mi zmyślanie bzdur, podczas gdy naprawdę przykładałem się do sprawy.
Nie mogłem jednak być bogatym chłopcem na utrzymaniu rodziców, bo starzy prędzej czy później wysłaliby mnie do pracy. Teraz jeszcze nic nie wiedzą, żyją w przekonaniu, że spędzam wolny czas na intensywnej nauce do szkoły. Od dawna mi folgowali i pozwalali się obijać, głównie ze względu na moje słabe zdrowie, toteż nie nalegali, bym jako student zaczął zarabiać na siebie, wyprowadził się z domu itp. Zresztą matka chyba dostałaby szału, gdybym jej wyfrunął z gniazda.
- Darujmy sobie tą wróżkę - powiedziałem ze śmiechem i nie zdążyłem się uchylić przed jej palcami, które zatopiły się w moich włosach, mierzwiąc je. Musiałem przyznać, że było to bardzo miłe odczucie.
Szybko wrócili jednak do tematu imprezy.
- Widzisz, bo to wszystko trzeba rozważyć pod wieloma względami i spojrzeć z każdego strony. Tu się przydaje takie wróżkowe gdybanie - rzekłem i puściłem jej oczko, po czym wgryzłem się w skrzydełko. - Ogólnie trzeba będzie znaleźć jakiś lokal, w którym będzie miejsce zarówno na zespół, jak i na wszystkich uczniów i studentów. Mam wrażenie, że całkiem sporo osób by się zebrało na miejscu, więc trzeba to dokładnie rozplanować - dodałem jeszcze, już powoli układając sobie w głowie plany. Nie uważałem się za świetnego organizatora, ale pomysł Devi wydawał mi się na tyle wart uwagi, że od razu zmobilizowałem mózgownicę do pracy.
- Jaki tam rozrabiaka. Tyle co miałem do czynienia z fruwosidłami i pykostrąkami. Szczylem będąc, oczywiście, w jakieś tam formie buntu. Ale nie ukrywam, że chętnie spróbowałbym czegoś mocniejszego. Nie żebym od razu chciał władować sobie jad bazyliszka, ale takim lulkiem to bym się natarł - powiedziałem. - O, zapomniałem, paliłem oprylaka. Niestety tylko raz i prawie wpadłem, więc na terenie szkoły już się nie podkładam. A Ty? - zapytałem, chcąc dowiedzieć się co nieco o przygodach mojej rozmówczyni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : São Paulo
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 0
  Liczba postów : 240
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14318-devi-alfaiate
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14329-diaboliczna-krawcowa-czyha-na-relki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14373-parotka-devi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14327-devi-alfaiate




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Nie Kwi 09 2017, 13:59

- Co do lokalu to myślę, że najbardziej będzie nadawało się „Oasis". Krukoński, niebieski wystrój, żeby było wiadomo, że organizatorami są krukoni.
Na chwilę zastanowiła się nad tym, jak zapanować nad anonimowością, przecież chciała, żeby wszyscy się ze sobą złączyli i pojednali — mugol z arystokratą, jak brat z bratem. - A może spiszemy ich, jak będą wchodzić do lokalu. Każda bransoletka będzie miała przypisany numer odpowiadający danemu uczniowi. No i poprosimy kogoś dobrego z zaklęć, to nam rzuci takie, przez które nie będzie możliwości jej zdjęcia. Dorośli to nie nasza sprawa. - Jestem genialna, przemknęło jej jeszcze przez głowę.
Słysząc pytanie płynące z ust chłopaka, głośno przeklęła ślinę. Delikatnie się zestresowała, bo nie chciała, by on w jakiś sposób przez to, co miał za chwilę usłyszeć, odwrócił się od niej. Musiała napić się chociaż trochę na rozluźnienie. Przywołała do siebie jednego ze Skrzatów i poprosiła o coś na rozluźnienie i zaraz podał jej jakiś dziwny, niezidentyfikowany napój, który wypiła jednym haustem. Zdecydowanym ruchem wytarła usta ręką i wróciła do swojego monologu.
- Wiedz, że po tym, co teraz Ci opowiem, możesz zmienić o mnie zdanie. - uprzedziła go i zaczęła mówić.
- Gdy miałam szesnaście lat, uciekłam z domu. Widzisz, trzymali mnie w zamknięciu, pod kopułą, a jedyni ludzie, z którymi miałam kontakt, byli moją rodziną — smutno wzruszyła ramionami — Uczyłam się w domu, do szkoły nie chodziłam, a znajomi w moim wieku właściwie dla mnie nie istnieli. Niestety nie przemyślałam tego, że będę musiała żyć na ulicy. Oczywiście byłam za dumnym szczylem, żeby wrócić do domu — uśmiechnęła się smutno — więc poniewierałam się po ulicach. Po jakimś czasie poznałam ludzi, mugoli — wpadłam w nieciekawe towarzystwo i tak mi się wydaje, że tylko jakaś opaczność sprawiła, że żyję. Moim jedynym źródłem zarobku było szycie, to szyłam, a że potrzebowałam dużo kasy — szyłam ciągle. Po jakiś czasie byłam wyczerpana, być może szycie za pomocą magi wydaje się łatwe, jednak takie nie jest. Więc głupia zaczęłam się pobudzać.
Trwałam w takim stanie aż przez całe jeden i pół roku i pewnego dnia poczułam, że muszę powrócić. I wróciłam do domu. Dziwię się, że rodzice przyjęli mnie z powrotem, w końcu sama zadecydowałam, że chcę żyć sama. Ale starzy znajomi mnie znaleźli, grozili. Więc wyjechałam i wylądowałam tutaj. -
zakończyła. Zdecydowanym ruchem wytarła twarz, teraz mokrą od pojedynczych łez. Nawet nie zorientowała się, gdy zaczęła płakać. - Wybacz, nie powinnam się nad sobą użalać. - dodała po chwili — Teraz palę tylko raptuśnik i czasem piję Eliksir Euforii. No i mugolska marihuana. W nic poważniejszego nie wchodzę, nie stać mnie, zresztą nie chce się całkowicie stoczyć. - Devi znów uśmiechnęła się smutno i wepchnęła w swoje usta frytkę. Taka spowiedź była jej bardzo potrzeba. W sumie to nikt nie wiedział o tym, co się z nią działo, gdy była na ulicy.
- Ale może przestańmy gadać o mnie — rzekła szybko, bo zmienić temat — Skoro chcesz być wróżkiem, to dlaczego nie spróbujesz wkręcić się w organizacji lekcji w Hogwartcie z nauczycielem? Albo jakieś prywatne lekcje. Widzisz z tą bandą tępaków, bardzo trudno jest rozwinąć się, jeśli chodzi o jakieś zaawansowane arkany tej magii. Więc może byś się dzięki temu jeszcze więcej nauczył — zaproponowała. Była strasznie ciekawa na to, co odpowie jej chłopak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 306
  Liczba postów : 675
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14140-golum#373559
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14139-calum-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Nie Kwi 09 2017, 14:55

- Oasis - przyjąłem do wiadomości i pokiwałem głową. Skoro uważała, że to było odpowiednie miejsce, możliwe, że miała rację. Ja sam nie znałem się aż tak bardzo na miejscówkach w Hogsmeade, ale Oasis jako tako kojarzyłem i faktycznie, miało niebieski wystrój. - Okej, czy jak dla mnie postanowione! Trzeba się tylko dogadać z ludźmi stamtąd, że zamierzamy im przyprowadzić mnóstwo ludzi i że mogą na tym zarobić dużo kasy. Może zniżyliby ceny na barze. Wiesz, jak ludzie sobie popiją to od razu impreza lepiej się kręci, a i integracja zachodzi sprawniej - powiedziałem, wspominając ferie zimowe i beznadziejny bal walentynkowy, na którym rzeźbiłem z Isilią w lodzie. Prawdopodobnie gdyby nie szybko wypite kłęboloty nigdy nie poznałbym imienia tej dziewczyny. - Może znajdziemy kogoś, kto jest na tyle dobry z zaklęć, żeby nam to zrobić. Można pokombinować tak, żeby to nie były koniecznie numerki, bo chodzić po ludziach i pytać o numerek - to może być źle odebrane - zażartowałem i mrugnąłem do niej prawym okiem. - Bransoletki mogłyby się wzajemnie przyciągać, jak magnesy - zaproponowałem. Jakoś tak lepiej to sobie wyobrażałem. Przypisywanie numerków ma to do siebie, że wcześniej wypadałoby mieć jakąś listę. Sam nie byłem na tyle dobry w zaklęciach i tego typu kombinowaniu, żeby stworzyć listę chętnych, która automatycznie by się aktualizowała o nowe osoby. Ze zbieraniem podpisów też jest taki problem, że osoby mogą się zadeklarować i nie przyjść - wtedy ktoś zostaje bez pary lub też ktoś zostanie zaciągnięty na doczepkę i również nie ma nikogo do przydziału. Wszystko to należało jeszcze dokładniej obgadać, ale już zaczynałem być optymistycznie nastawiony do tego pomysłu. - A wiesz może, czy Enema w ogóle funkcjonuje? Ostatnio widziałem plakaty i ulotki, że poszukują gitarzysty bądź gitarzystki i przez kilka ostatnich tygodni się o nie obijam, więc chyba nikogo jeszcze nie zwerbowali. Z nimi też trzeba będzie pogadać, bo byliby chyba główną atrakcją imprezy - dodałem jeszcze, drapiąc się w zamyśleniu po brodzie. Zdążyłem przez moment zapomnieć, że mam przed sobą skrzydełka, które zdążyły już wystygnąć. Jeden ze skrzatów czuwał nad sytuacją i nie minęła minuta, gdy przyniósł mi świeżą dostawę, tym razem z takimi samymi frytkami na boku, jakie dostała Devi. Wziąłem jedną i zacząłem jeść, jednocześnie słuchając tego, co dziewczyna miała mi do powiedzenia.
Początkowo nie sądziłem, że moje pytanie wywoła u niej taki potok słów oraz nie spodziewałem się usłyszeć tego typu odpowiedzi. Co prawda zdążyła mi powiedzieć na lekcji czy też napisać na kartce, że nie chodziła do szkoły, że trzymali ją w zamknięciu, coś o ulicy i szyciu, ale nie sądziłem, że sprawa była aż tak poważna. Z jednej strony wydawało mi się to mega nierozsądne, taka ucieczka z domu. Rozumiałem potrzebę wyjścia do ludzi i uczucie bycia ograniczonym przez swoich bliskich, ale nie sądziłem, że uczucia te mogą doprowadzić do ucieczki tak młodej osoby z domu. Starałem się przypomnieć sobie, ile razy miewałem podobne odczucia i ilekroć rezygnowałem z podobnych pomysłów. Podziwiałem ją teraz trochę, że miała w sobie tyle odwagi, by jako tak niedojrzała i niezaradna życiowo osoba jednak spiąć dupę i spróbować się utrzymać. Niestety trafiła na złe towarzystwo, tak, to nieuniknione w takich historiach i akurat tym mnie nie zdziwiła. W złe towarzystwo można było wpaść nie tylko tułając się po ulicy, ale też w szkole. Sam w pewnej chwili zadawałem się ze starszymi, podejrzanymi typkami. Żaden z nich nie kontynuował późniejszej nauki i prawdopodobnie po kolei staczali się dalej. Nie ma też o czym mówić w moim przypadku, nigdy nie byłem ostrym graczem i wiedziałem, że istnieją pewne granice - poza tym jakby mój ojciec się dowiedział, wpadłby w szał i prawdopodobnie ten dzień, w którym dostałaby wiadomość o moich narkotykowych przygodach, byłby ostatnim dniem w Hogwarcie dla mnie.
- Mugolskie co? - zapytałem, nie dosłyszawszy pełnej nazwy. O mugolskich prochach i zielskach nie miałem pojęcia, bo nigdy nie miałem z nimi do czynienia. - Nie musisz się obawiać, że zmieniłem o Tobie zdanie. Nadal uważam, że jesteś fajną laską. To, że życie Cię nie rozpieściło, nie znaczy, że miałbym się odwracać - powiedziałem na koniec jej opowieści. Nie chciałem za bardzo komentować jej wyznania, już wystarczająco imponowała mi jej szczerość wobec mnie. Nie ukrywam, dużo ryzykowała, opowiadając mi to wszystko, bo równie dobrze mogłem iść w pierony i nigdy się do niej nie odezwać, a przy okazji naopowiadać o niej co nieco - cóż, ma farta, że nie jestem takim człowiekiem.  - Doceniam twoją szczerość i chyba jestem Ci winny to samo - rzekłem, słysząc jej pytanie. - Widzisz, ja też nie mam tak lekko jakby się mogło wydawać. Wiem, że możesz mnie wyśmiać, bo porównywanie mojego i twojego życia mija się z celem, ale musisz wiedzieć, że niełatwo jest nazywać się Dear - zacząłem, odsuwając od siebie talerz frytkami. Skoro miałem jej co nieco opowiedzieć, nie mogłem zajmować się jedzeniem. - Mój ojciec jest bardzo wymagającym człowiekiem o ściśle sprecyzowanych planach na przyszłość swoich dzieci. Dla niego liczy się wyłącznie podążanie za swoimi durnymi ideami oraz to, żeby jego dzieci szły jego śladem. Już widziałem, co się działo w domu, jak mój najstarszy brat postanowił zostać nauczycielem - ojciec chyba w rezultacie go wydziedziczył, wywalił z domu, wyparł się wszelkich powiązań. Moją domową wersją planów na przyszłość jest polityka i tylko tak odpowiadam, jak ktoś się mnie pyta, czym będę się zajmował. Póki nie mam własnego zaplecza, nie mogę sobie pozwolić na bunt - powiedziałem i zorientowałem się, jak durnie brzmi to w obliczu tego, co przed momentem wyznała mi Devi, która jako szesnastolatka uciekła na ulicę, by żyć po swojemu, a ja, biedny dziewiętnastolatek bałem się odcięcia od domowej krypty w banku. - W każdym razie nie wystawiam się i nie mówię publicznie, że mam nieco inne plany na przyszłość. Po pierwsze, ludzie uznają to za mało męskie zajęcie, a mi nie chce się pieprzyć z tymi wszystkimi idiotami w zamku, a jest ich dość sporo, jeśli jeszcze nie zauważyłaś. Do tego nie chcę, żeby ktoś podkablował rodzicom. Nawet moje rodzeństwo i kuzynostwo nie wie - dodałem, patrząc na nią znacząco. W tej chwili dostąpiła zaszczytu, poznając moje sekrety. Może było to nieodpowiedzialne, mówić o takich rzeczach świeżo poznanej osobie, ale naprawdę czułem, że jestem jej coś winny po jej wcześniejszym wyznaniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : São Paulo
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 0
  Liczba postów : 240
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14318-devi-alfaiate
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14329-diaboliczna-krawcowa-czyha-na-relki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14373-parotka-devi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14327-devi-alfaiate




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Pon Kwi 10 2017, 21:58

- Co do Enemy, to gadałam z tą rudą, wredną puchonką, która gra u nich na basie i podobno znaleźli kogoś nowego. Kurde, trochę nie pasuje mi ich repertuar, ale może jak ją poproszę to mi zagra jakąś Nirvane albo inne mugolskie Rage Against The Machine. - wyznała mu szczerzę. Jak dla niej grali zdecydowanie z spokojnie, jednak sama opcja dania im szansy była dla niej genialnym pomysłem. Mogła ich wypromować i od razu stać się lepiej rozpoznawalną. Może zostałaby menagerką, w końcu jest taka świetna w organizowaniu takich imprez - pomyślała całkowicie bezpretensjonalnie.
Słysząc jego słowa dotyczące rodziny i to, że chłopak zdecydowanie podupada na duchu postanowiła go w jakis sposób pocieszyć, a przecież nic nie pociesza bardziej niż zrobienie z siebie durnia.
- Powiedz z którym kuzynem lub kuzynką mam się rozprawić - zaśmiała się serdecznie - Jak coś to załatwię to sprawę i będziesz mógł sobie robić co będziesz chciał - rzekła, ocierając przy okazji pojedynczą łzę spływającą po jej twarzy. - Ojcu też mogę przypierdolić, może jestem mała, ale jak dobrze podskoczę to dosięgnę do twarzy. - westchnęła głośno.
- Ale tak na serio to jeśli chcesz to mogę Cię kryć. Modelowanie jest chyba mniej gejowskie. - wzruszyła delikatnie ramionami.
- O właśnie, ap-ropo modelowania. Widzę, że jesteś ładnie zbudowany, nie chciałbyś żebym Ci coś uszyła? - spojrzała na niego pełna nadziei. Ostatnio trochę brakowało jej roboty, a on był jej szansą na zaczepkę i może nawet mogłaby osiągnąć dzięki temu rozgłos. - Rozbierzesz się, ja Cię pomierzę i zaraz coś Ci stworzymy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 306
  Liczba postów : 675
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14140-golum#373559
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14139-calum-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Pon Kwi 10 2017, 23:06

- Masz na myśli Twisleton? - zapytałem, parskając śmiechem. Co prawda nie wiedziałem o niej zbyt wiele, była ode mnie młodsza i do tego była z Hufflepuffu, a w tym domu miałem chyba najmniej znajomych, także nie byłem w stanie stwierdzić, czy Devi mówi poważnie o tym byciu "wredną rudą", ale jakoś tak nie mogłem sobie wyobrazić wrednego Puchona. To chyba nie leży w ich naturze. Może Gemma była wyjątkiem potwierdzającym regułę? Słysząc jakieś dziwne nazwy tylko pokręciłem głową z niezrozumieniem. - Niestety muszę Cię zawieść, ale kompletnie nie znam się na mugolskich zespołach i nie mam pojęcia, o czym mówiłaś przed momentem. Ba, ja się w ogóle nie znam na muzyce. Dla mnie to obojętne, kto i co będzie grało, bo i tak nie będzie mnie to zbytnio interesowało - przyznałem i wzruszyłem ramionami. Nigdy nie przepadałem za muzyką, moja miłość do niej została zduszona w zarodku przez matkę i jej głupawe pomysły, żeby mnie zapisywać na tańce i naukę gry na instrumentach, kiedy w ogóle nie wykazywałem tym zainteresowania. Zamiast wzbudzić we mnie pasję, zniechęciła mnie. Do tego postawiła w moim pokoju samogrającą harfę. Przez lata planowałem, jakie okropne rzeczy z nią zrobię...
A przechodząc do tematu rodziny, cóż, nie był to temat prosty ani przyjemny, a mi niespecjalnie było do śmiechu, kiedy musiałem opowiadać o tym, jak bardzo jestem nierozumiany i jaka spoczywa na mnie presja. Nie musiałem się jednak długo martwić tym nagłym obniżeniem nastroju, bo Devi skutecznie wybiła mi z głowy wszelkie rozterki. Zaśmiałem się krótko. Wizja dziewczyny spuszczającej wpierdol mojemu ojcu była bardzo kusząca, ale wiedziałem, że w tej sprawie ktoś postronny nie ma nic do gadania. To był wyłącznie mój problem i sam musiałem sobie z nim jakoś poradzić.
- Doceniam propozycję, ale niestety nie skorzystam. Mogłabyś nie przeżyć tego starcia, a chyba za bardzo Cię polubiłem, żeby tak swobodnie wepchnąć się do paszczy lwa - powiedziałem. Ponownie poczęstowałem się frytkami. - Wiesz co, nie wiem, czy mniej gejowskie. Zależy, o czym dokładnie mówisz - rzekłem, nie do końca czając jej punkt odniesienia, ale szybko przypomniałem sobie, że przecież powiedziała już wielokrotnie o tym, że szyje, więc machnąłem ręką, dając jej sygnał, że przemyślałem wszystkie te głupoty, które wydostały się z moich ust chwilę temu. - Schlebiasz mi, ale nie wiem, czy nadaję się na twojego modela. Poza tym ciężko jest mi uszyć cokolwiek, ale skoro jesteś w stanie podjąć się tego zadania, ja chętnie spróbuję - odparłem na jej propozycję. Przyznam, nieco połechtała mi ego tym "ładnym zbudowaniem" - oczywiście wiedziałem, że chodzi jej raczej o proporcje ciała niż o faktyczny wygląd mojej sylwetki. Może w ubraniach nie było tego tak widać, ale w rzeczywistości byłem suchy jak patyk i bardzo kościsty. Zasługa słabego zdrowia, szybkiego wzrostu i rodzinnych genów, bo chyba nikt od pokoleń w mojej rodzinie nie miał problemów z nadwagą. - Namawiasz mnie do złego. Tak przy skrzatach? - zapytałem, uśmiechając się zawadiacko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : São Paulo
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 0
  Liczba postów : 240
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14318-devi-alfaiate
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14329-diaboliczna-krawcowa-czyha-na-relki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14373-parotka-devi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14327-devi-alfaiate




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Pon Kwi 10 2017, 23:54

- Oh, kochanie, nie myślałam, że zaprosisz do igraszek jeszcze skrzaty - uśmiechnęła się wrednie i delikatnie poklepała go po ramieniu - Ale jeśli Cię to jara to spoko, ja mogę przystać na takie ekscesy. - zabierając rękę niby niechcący zaczepiła nią o jego policzek i delikatnie przejechała po nim. Naprawdę, nie mogła się powstrzymać flirtowaniem. Jednak po chwili udała, że zdarzenia nie było i wróciła do tematu.
- Jeśli masz jakieś stare ciuchy, w których nie chodzisz, bo są za małe, za duże, to chętnie z nimi popracuje. No ale, powiedz, jakie kolory lubisz, co Cię interesuje. Coś bardziej eleganckiego, a może odwrotnie. Lubisz mugolskie wpływy? Ja osobiście najlepiej odnajduje się gdzieś pomiędzy. - rzekła - To co mam pod szatą - zdecydowanym ruchem ręki podciągnęła do góry szatę w której musiała paradować na większości lekcji - uszyłam sama.
Pod spodem nosiła czarne i porwane obcisłe spodnie oraz zwykły biały podkoszulek, odsłaniający pępek, w którym mienił się teraz niebieski kolczyk. Na koszulce narysowany był kot, który bawił się kawałkiem włóczki lub biegał po jej piersiach. Dodatkowo przepasała sobie biodra ciemnoniebieską koszulką w kratę. Lubiła akcenty związane z ich domem. Może niekoniecznie krawat - bardziej arafatki czy chustki w niebieskim kolorze. Lub koszule. Ich miała bardzo dużo.
- Wiadomo nie jest to nic specjalnego - podsumowała szybko swój strój, jednak zaraz dodała - Ale masz jakiś przykład moich zdolności. Ogólnie to spodnie powstały z starej koszuli, zmieniłam kolor, trochę przerobiłam i wyszło. Tyle dobrze, że jestem krótka to nie potrzebuje dużo materiału. - uśmiechnęła się delikatnie. - Spoko, z Ciebie też coś jeszcze zrobimy. - Bardzo entuzjastycznie podeszła do całej sprawy. "Zapał" chłopaka wzbudził w niej dodatkowe pokłady weny, która to kryła się gdzieś w zakamarkach jej ducha, najwyraźniej potrzebowała prawie dwu metrowego bodźca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 306
  Liczba postów : 675
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14140-golum#373559
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14139-calum-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Wto Kwi 11 2017, 00:33

- Ty to powiedziałaś, kochanie - powiedziałem ze śmiechem, celowo naciskając na ostatnie słowo. Przyznam, że jeszcze nie spotkałem dziewczyny, która byłaby tak odważna w stosunku do mnie i która tak otwarcie podejmowałaby się flirtu ze mną. Pomijam już fakt, że mało która w ogóle pokusiłaby się kiedykolwiek na flirt ze mną (o czym Devi wiedzieć nie musi). Zastanawiałem się gdzieś tam wewnątrz, co ona próbuje przez to osiągnąć i czy przypadkiem nie chce mnie do czegoś wykorzystać. Wkrótce stało się dla mnie jasne, że w pewien sposób i o to chodziło, bowiem bardzo płynnie przeszła od flirtu do sprawy szycia ubrań. Poważnie traktowała moje służenie za manekin? Powątpiewałem nieco w swoje predyspozycje pod tym względem, ale słysząc, z jaką pasją opowiada o tym, co robi i jak chętnie pokazała mi swój biust strój pod szatą (miała niezłe ciało, nie umknęło to mojej uwadze, a szczególnie długo patrzyłem na niebieski kryształek przy jej pępku, który chyba był kolczykiem, o ile się nie myliłem), wywnioskowałem, że musi mówić zupełnie serio.
- Wolę eleganckie rzeczy, krawaty też są w porządku. Raczej nie noszę mugolskich ubrań, bo po pierwsze nie mam ich zbyt wiele, a po drugie nie znam się na tym. Ty wyglądasz dobrze, ja już niekoniecznie muszę godnie prezentować tego typu stylówki - odparłem w odpowiedzi na jej pytanie i jako komentarz do stroju, który mi zaprezentowała. Nie chciałem być zbyt wylewny, bo zaraz bym się pewnie wygadał, że dostałem oczopląsu. - No na mnie musiałabyś zużyć więcej materiału. Może jestem chudy, ale wzrost to rekompensuje - przyznałem. Byłem dumnym posiadaczem prawie metra dziewięćdziesięciu, więc Devi musiałaby się bardzo postarać, żeby cokolwiek do mnie dopasować. - To co? Chodź gdzieś indziej, to Ci zrobię ten striptiz - powiedziałem, dokańczając swoją porcję frytek i wycierając ręce w podsunięty przez skrzata ręcznik.
Podziękowaliśmy im grzecznie i poszliśmy się rozbierać.
Gdzieś.

//ztx2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Hiszpania, Walencja
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1721
  Liczba postów : 908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12573-candida-feliciana-miramon#339796
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12577-cukierek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12578-lluvia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12581-candida-feliciana-miramon




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Nie Kwi 16 2017, 00:40

Przyszłam wreszcie skończyć ten wątek!

Spojrzała krytycznie na przyjaciółkę. Zastanawiać się? Teraz? Dobre żarty. Uniosła znacząco brwi – Saga nie miała już wyjścia. Najbliższe spotkanie spędzi na gadaniu o tym, czego dowiedziała się z ostatniej historii magii. Nie skomentowała tego jednak, zbyt skupiona na wróżeniu. Dojrzała ten dziwnie wygięty kciuk, a Saga, nawet jeśli miała obiekcje, milczała. Może dlatego, że nic lepszego nie widziała, a może dlatego, że chciała dać wykazać się Candidzie. Mało prawdopodobne, żeby to naprawdę był kciuk, ale kto go tam wie?
Nie? – zapytała w roztargnieniu. – Dlaczego nie? – Dopiero po tym pytaniu uświadomiła sobie, o czym tak naprawdę rozmawiają i parsknęła pod nosem. – Wszyscy wielcy czarodzieje chociaż raz w życiu cos podpalili. Cos ważnego – stwierdziła wszechwiedzącym tonem, który w jej wykonaniu brzmiał komicznie – na co dzień go nie używała. – Ale wiesz – kontynuowała – zwykle potem tym ludziom przytrafiają się same dobre rzeczy i osiągają wszystko. – Rzeczywiście starała się pocieszyć Sagę, ale w taki sposób, żeby dziewczyna się nie zorientowała. Akurat o tym wielkich czarodziejach za bardzo nie zmyślała. Nie wszyscy, ale znaczna większość osiągnęła w życiu wiele, więc i Ślizgonka powinna w siebie uwierzyć.
Nastała długa chwila ciszy, a Candy nie wiedziała, co mogłaby jeszcze powiedzieć, żeby przyjaciółka poczuła się lepiej. Żartowanie nie szło jej najlepiej, Islandka częściej śmiała się, ponieważ żarty Hiszpanki były tak denne, a nie zabawne. Na szczęście to młodsza uczennica odezwała się pierwsza, a studenta prawie wypluła herbatę.
Si, si – mruknęła w ojczystym języku. – Amando Sago… – dodała jeszcze, a potem westchnęła i wróciła do rozmowy ze Ślizgonką. – Jesteś moją przyjaciółką – stwierdziła. Saga powinna się domyślić, o co chodzi. – A co do Wizengamotu… wolisz pakować ludzi do Azkabanu czy ich uniewinniać?
Rozmawiały jednocześnie na dwa tematy – jeden rozluźniał Candy, drugi Sagę, jednak to nie pomagała Hiszpance opowiadać o sobie. Ze zdenerwowania czekoladowe karaluchy popijała herbatą i tak się zapychała, żeby móc jak najdłużej myśleć nad odpowiedzią.
Ale zawsze na niego wpadam. Na weselu, na meczu… nawet na lekcjach jesteśmy w parach! Napisał nawet do mnie list, a potem przestał odpisywać – wyjaśniła z gwałtownością. Nie tylko nie odpowiedziała na to, jakoby robili jakieś podchody, ale celowo to zignorowała. Jakby czuła, że pytanie, o co Sadze chodzi, tylko by ją pogrążyło. Odetchnęła głęboko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Islandia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 438
  Liczba postów : 404
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12513-saga-demantur?nid=4#337640
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12526-saga-o-ludziach-magii
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12543-poczta-sagi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12535-saga-demantur




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Sro Kwi 19 2017, 23:35

Uniosła wysoko brwi słysząc ten podniosły ton Krukonki. Nie na długo udało jej się powstrzymać parsknięcie śmiechem.
- Tak, podpalanie rzeczy to tylko pierwszy etap na drodze do wielkości i sławy - powiedziała nie siląc się już nawet na poważny ton.
Saga właściwie od zawsze wzorowała się na wielkich czarodziejach, interesowała się ich życiem, historią, tym jak udało im się tyle osiągnąć. Nie miała wątpliwości, że wystarczy tylko odkryć właściwy klucz do właściwych drzwi, właściwy sposób postępowania, tę drogę, którą podążali oni wszyscy... aż do teraz. Wątpliwości pojawiały się w jej głowie w sposób naturalny. Młoda dusza u progu niezależności chciała się zbuntować. Nagiąć zasady i wytyczyć własną drogę. Saga jednak wiedziała, że nie warto ryzykować. O wiele pewniejsza była ścieżka ciężkiej i systematycznej pracy. A właśnie taką widziała w Wizengamocie. Nawet jeśli wiązało się to z koniecznością zostania w Wielkiej Brytanii, na bardzo bardzo długo.
Nie odezwała się, może nie chciała przyznać, że rozumie. Postarała się jedynie o spojrzenie, pełne przekonania, że faktycznie jest jej przyjaciółką. Zupełnie jak szczeniaczek, który cieszy się, że jego pani go zauważyła (no dobra, może nie aż tak, wszystko w granicach właściwej Sadze powściągliwości).
- Zależy czy są winni czy nie, muszę być sprawiedliwa. - Wzruszyła ramionami po czym sięgnęła po kolejnego już karalucha. Robale były zdecydowanie zbyt pyszne. - Ale chyba o wiele fajniej byłoby wpakowywać tam ludzi. - Zaśmiała się krótko. To zaskakujące jak starała się połączyć w sobie przyszły profesjonalizm z psotną naturą.
- Chcesz powiedzieć, że spotkałaś go na JEGO weselu, na meczu ze ŚLIZGONAMI i na lekcjach z TWOIM rocznikiem? - zapytała, starając się ukryć pobłażliwy ton. W końcu to ona była tu tą młodszą siostrą, chociaż akurat w temacie uczuć mogła poszczycić się chłodniejszym rozsądkiem i miała pełne prawo upomnieć Caramelo. - Jeśli przestał to chyba po problemie. Nic na siłę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Skąd : Edinburgh
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 122
  Liczba postów : 94
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14431-peter-pierre-borthwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14446-zwiedzanie-hogwartu-z-pierrem#382296
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14445-poczta-pierra#382295
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14444-peter-pierre-borthwick#382294




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Nie Kwi 23 2017, 11:13

Szybki wypad do kuchni... gdzieś tutaj był ten bar Irka. Niestety tylko o nim słyszałem. I tyle z planu podarowania Berenice V. Cairndow butelki wina w podziękowaniu za pomoc na transmutacji. No nic trzeba sobie radzić. Łapie jednego ze szwendających się tu i ówdzie skrzatów i przedstawia listę życzeń:

- Potrzebuję dwie butelki lemoniady hm... może być z rabarbaru i coś na wynos dla dwóch osób. - Zanim Peter zdąży się spostrzec, przed jego oczami zostają ustawione butelki i tacka elegancko zapakowanych kanapek. Chowa wszystko do szkolnej torby i czym prędzej pędzi na spotkanie na błoniach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Hiszpania, Walencja
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1721
  Liczba postów : 908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12573-candida-feliciana-miramon#339796
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12577-cukierek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12578-lluvia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12581-candida-feliciana-miramon




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Nie Lip 09 2017, 17:56

Trzymam cię za słowo i mam nadzieję, że coś podpalimy w najbliższym czasie. – Puściła Sadze oczko. Nie wiedziała, jak prorocze będą te słowa. Sławy i wielkości może tak szybko nie zyskają, ale wszystko powinno iść etapami. Najpierw coś podpalą, a potem zajmą się tym, żeby ktoś uznał to za wielki wyczyn. Patrzyła przez chwilę na przyjaciółkę z uśmiechem, a potem obserwowała, jak ta zamyśla się – być może myślała o wielkich czarodziejach albo już snuła plan podpalania szkoły.
Herbata, którą przygotowała Saga, prawie wystygła, więc Candy dopiła pospiesznie resztę i spojrzała na fusy. Wiedziała, że nic z tego nie wyjdzie, bo przecież to powinna być specjalna filiżanka, ale i tak spróbowała. Początkowo, jak zawsze, nic nie wiedziała, ale gdy skupiła się bardziej, zaczęła dostrzegać fosy układające się w pewien kształt. Gdy uświadomiła sobie, co to jest, natychmiast odstawiła kubek na stół i spojrzała na Sagę jak gdyby nigdy nic.
Jak mnie tam wpakujesz, to będziesz mogła odwiedzać to świetne miejsce – wtrąciła. Na dnie naczynia fusy ułożyły się w literę L. Postąpiła jak Saga, i sięgnęła po kolejnego karalucha. Rzadko robiła magiczne słodycze, ale po dzisiejszym dniu chyba będzie sięgała po przepisy poznane w Calpiatto znacznie częściej. Oblizała usta, które umazane były czekoladą. Gdy usłyszała pobłażliwy ton Sagi, aż się uśmiechnęła. – Masz rację, jutro zakradnę się do jego sypialni. To nie może być tak, że to on zawsze mnie zaskakuje! – odparła w żarcie. Nigdy w życiu by tego nie zrobiła, ale Saga skutecznie poprawiła jej humor. Właśnie wkładała kolejnego karalucha do ust, gdy do kuchni wpadł jakiś dzieciak i oznajmił, że potrzebuje lemoniady, a potem zwiał. Obie z Sagą zamrugały oczami, a potem wybuchneły śmiechem. Rozmawiały jeszcze chwilę o błahych tematach, a potem, gdy skończyły się karaluchy, opuściły kuchnię.

[zt obie]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Wielka Brytania, Dolina Godryka
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 525
  Liczba postów : 396
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13688-aleksander-cortez
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13705-anty-temat-z-relacjami
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13741-cortez-aleksander-korespondencja
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13704-aleksander-cortez




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Nie Wrz 03 2017, 13:01

Do zamku trafił mocno po uroczystej uczcie, więc był głodny jak wilkołak i mógłby wszamać nawet jakiegoś trzeciorocznego ucznia. Nic dziwnego więc, że wybrał się do kuchni po coś do jedzenia. I nie były to bynajmniej przekąski, ani coś do przegryzienia. Tylko pełnowartościowe i kilkudaniowe posiłki. Pyry, z trzema roladami do tego dwie sałatki z buraków i kapusty. Zaś zamiast zupy skrzaty zaserwowały mu jakiś krem, chyba z dyni, sądząc po kolorze i smaku. Nie narzekał, zresztą jak nigdy jeśli chodziło o jedzenie. Zjadł zupę, po czym zabrał się za kolejną potrawę i tak jadł, jadł popijając od czasu do czasu z kielicha wypełnionym sokiem mandarynkowym - to chyba oczywiste, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Liverpool, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 272
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 446
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13398-andrea-jeunesse
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13431-andzia-gandzia-zaprasza
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13420-andrea-jeunesse
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13421-andrea-jeunesse




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Nie Wrz 03 2017, 19:40

Tamtej nocy nic nie było w porządku. Świat stanął na głowie, wywracając jej dotychczasowe - względnie - spokojne życie do góry nogami. Brak dbania o siebie i ciągłe powstrzymywanie wizji pokazało nieznane dotąd strony w postaci krótkiego zaniku pamięci zaraz po ocknięciu się dziewczyny. Niby nic, niby dałoby się to wytłumaczyć racjonalnie w inny sposób, choćby nagłym szokiem, czy osłabieniem organizmu. Pamiętała, że tamtej nocy odczuwała szczególnie dziwny niepokój. Niepokój, który miał odzwierciedlenie w rzeczywistości: nagły ból głowy, urywek wizji, krew, która strużką spłynęła po jej śnieżnej twarzy brudząc szatę i utrata przytomności na podłodze w łazience. Później obudziła się w szpitalu, w ciasnej i nieprzyjemnej, pustej sali. Nie była pewna na którym z piętr się znajduje; przesiąknięta nieznaną aurą, zapachem strachu i z pewnością smrodem poprzedniego pacjenta sala nie zachęcała jej do snu. Chciała pobyć sama, ze swoimi myślami i poczuciem porażki, choć nagłe odwiedziny ciotki jej nie zdziwiły. Wiedziała, że przyjdzie. I tamta doskonale wiedziała, że była oczekiwana - w końcu miały silne przeczucie i proroczy sen, czyż nie?
Po wyjściu ze szpitala nie wróciła od razu do szkoły; ponoć ciotka zajęła się wszystkim, a zamieszkanie u niej nie było sielankową wizją spędzenia rekonwalescencji. Po kilku dniach odpoczynku, ciotka zaczęła pracować nad jej stanem, samopoczuciem i podejściem do jasnowidzenia, a sporo potem - nad nauką, by zaliczyła bez problemu klasę. Czas leciał i chociaż nie minęło go zbyt wiele, Andrea odnosiła wrażenie, że zniknęła ze świata żywych na co najmniej kilka lat. Sama z swoimi myślami zdążyła poukładać sobie wszystko - w miarę - na nowo.
Nowy rok szkolny rozpoczął się jak zwykle: wielką, nudną ucztą, po zakończeniu której wymknęła się z sali kierując wprost do podziemi, gdzie czuła się najswobodniej. Wiedziała, że prędko nie zaśnie ani tym bardziej nie pobędzie w samotności, wszak pokój wspólny obfitował w świeżutkie kółka różańcowe uczniaków, którzy działali jej na nerwy. Skierowała więc swoje kroki do kuchni, a widok postaci nieopodal początkowo przywołał na jej blade wargi zrezygnowany grymas. Dopiero potem uświadomiła sobie, kto pochłaniał w samotności kolację.
- Aleks... - Odezwała się cicho, by wreszcie bez pozwolenia podejść i wtulić się w szyję chłopaka. Nie pamiętała w jakiej sytuacji widzieli się ostatnio, nie wiedziała też na czym stoi ich relacja, ale była pewna tego, że stęskniła się za nim, niezależnie od tego co było kiedyś.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Wielka Brytania, Dolina Godryka
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 525
  Liczba postów : 396
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13688-aleksander-cortez
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13705-anty-temat-z-relacjami
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13741-cortez-aleksander-korespondencja
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13704-aleksander-cortez




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Pon Wrz 04 2017, 10:44

Tego mu zazwyczaj brakowało podczas tych wielkich wspólnych uczt - niezmąconego niczym spokoju. Zdecydowanie wolał towarzystwo skrzatów krzątających się po kuchni, stukających co chwilę garnkami, wydającymi raz po raz jakieś komendy do sobie podobnych. I pomimo tego, że tutaj również nie było cicho, to nikt mu nie przerywał posiłku, nie musiał rozmawiać z zupełnie nikim.
Wyciszył się, od czasu ostatniego pobytu w szkole, ale to w zasadzie nic nowego prawda? Przecież ostatnim razem Meksyk i powtórka z historii sprawiała, że czarnowłosy zdawał się być inną osobą. A zwłaszcza uodpornioną na wszelkie zaczepki ze strony innych, jakże obojętnych mu osób. Na karku, lekko poniżej siódmym kręgiem na prawo od niego miał wytatuowany, nadal świeży znak. Literkę Z z podłużnym ogonkiem jak do litery y, a po obu stronach tego znaku widniały dwa takie same nakłucia w formie niewielkich kropek.
W końcu ktoś przerwał mu posiłek i choć wpierw nawet nie zainteresował się kto wszedł do kuchni to doskakująca do niego dziewczyna, która wtuliła się w niego spowodowała, że zadławił się małym kęsem jedzenia. Zakasłał kilka razy, mimo wszystko odwzajemniając jej czuły gest.
- No cześć - wydusił z siebie jedynie jak to już zdołał złapać dech. Po czym mocniej wtulił się w dziewczynę obracając się jednocześnie na krzesełku w jej stronę.
Po chwili odsunął od niej głowę by się przyjrzeć swojej dziewczynie. Bo przecież nadal nią była prawda? Nie pamiętał by zrywali ze sobą, a może już kogoś innego sobie znalazła pod jego nieobecność? To spowodowało, że nie okazał większego uczucia niż to sprzed chwili i jedynie szeroko się uśmiechnął spoglądając na jej twarz.
- Wszystko w porządku? Bo wydaje mi się, że jesteś jeszcze bardziej blada niż zazwyczaj - powiedział z nutką troski w głosie i jakby na potwierdzenie tego przejechał dwoma ugiętymi palcami po policzku Andrei w stronę ucha, zagarniając przy okazji napotkane włosy za ucho.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Liverpool, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 272
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 446
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13398-andrea-jeunesse
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13431-andzia-gandzia-zaprasza
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13420-andrea-jeunesse
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13421-andrea-jeunesse




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Sro Wrz 06 2017, 00:11

Chyba była dalej jego dziewczyną, bo - chyba - ich relacja nie zmieniła się na gorsze. Ogółem, całą ich znajomość od pewnego momentu nazwałaby jednym, wielkim "chyba". Chociaż nie wiedziała na czym teraz stali, pamiętała, że był z nią nawet po rozstaniu, gdy podczas ferii znalazła się w dość kiepskim położeniu damsko-męskim. Był z nią też później, ale mimo to nie wiedziała czy uwierzył wreszcie w zdolność do jasnowidzenia - kadzidła trwogi ostatecznie nie udało się przecież zademonstrować. Ów przeklęty przedmiot - być może przyczyna wszystkich problemów - leżał bezpiecznie na dnie kufra, zakryty stertą ubrań, byleby nikt niepowołany nie dorwał go w ręce.
- Chyba tak. - Naturalnie, nie było w porządku, ale o tym wiedzieć wcale nie musiał. Zamiast tego nadstawiła mu swój policzek i wreszcie bez pytania usiadła bokiem na jego kolanach. - Gdzie byłeś? - Teraz, w wakacje, jak po prostu zniknąłeś bez słowa. Nie miała mu tego za złe, bo sama do lepszych nie należała, choć nie raz ani nie dwa zastanawiała się czemu nie pisał.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Wielka Brytania, Dolina Godryka
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 525
  Liczba postów : 396
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13688-aleksander-cortez
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13705-anty-temat-z-relacjami
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13741-cortez-aleksander-korespondencja
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13704-aleksander-cortez




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Sro Wrz 06 2017, 13:39

Najdziwniejsze było zawsze to, że żadne nigdy nie powiedziało prostego zdania, które miałoby świadczyć o tym, że definitywnie ze sobą zerwali. Nie ważne ile razy by do tego miało dochodzić. Nadal, nieprzerwanie byli parą.
Czarnowłosy nie odrywał od niej spojrzenia, może trochę za ciężkiego i wyczekującego, aż powie prawdę. Ale słysząc taką odpowiedź zrezygnował. Z doświadczenia już wiedział, że przy niej nie ma nic na siłę. Jeśli będzie chciała się w końcu otworzyć, to zrobi to.
W odpowiedzi nie wydał z siebie żadnego dźwięku, nawet zwykłego "Yhym" lub "Aha", nie widział sensu w udawaniu kłamstwa, bo oboje wiedzieli, że zna prawdę. Więc jedynie przysunął swoje usta do jej policzka by złożyć na nim ogromnego buziaka.
Po tej czynności gdy znów odsunął od Andrei twarzy swoją twarz ponownie się uśmiechał. Objął dziewczynę kiedy usiadła mu na nogach i błyskawicznie, jakoś tak automatycznie oszacował, że schudła.
- Ja byłem w Meksyku, z całą swoją szajbniętą rodziną. W zasadzie to miałem tam zostać, dokończyć tam naukę - studia. Ale nie zgodziłem się z tym, nie potrafiłem i nie chciałem opuszczać w taki sposób Anglii, no i Ciebie. Wiesz, że nie lubię pisać listów, więc co dopiero byłoby napisanie w nim takich informacji - odpowiedział, po czym błyskawicznie się zreflektował, bo zdał sobie sprawę z tego jak to mogło jej zabrzmieć.
- Aleeee, spokojnie, spokojnie. Nie, nie zamierzam stąd się wyprowadzać. Pomimo, że to właśnie tam jest część mojej historii, to ktoś z Cortezów musi mieć oko na Was wszystkich tutaj, na Wielką Brytanię. - Po dodaniu tego wtulił swoją twarz w szyję z lewej strony kładąc podbródek na ramieniu angielki i przytulając się do jej prawej strony twarzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Skąd : Bradford
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 43
  Liczba postów : 49
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15122-carmen-lowell#402975
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15129-ziomki-i-poziomki-carmen#402984
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15128-sowa-carmen#402983
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15123-carmen-lowell#402971




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Czw Wrz 28 2017, 01:00

-Byłaś świetna – kołatało się w jej głowie podczas tej wcale nie tak długiej drogi do kuchni. Cokolwiek robił Caspar trafiało to na podatny grunt, chociaż daleka droga była do tego, by ostatnie okruszki lodu stopniały na sercu Carmen. To nie takie łatwe z dnia na dzień zmienić czyjeś nastawienie, choć tu ewidentnie coś się kroiło i pewnie byłoby o wiele szybciej i łatwiej, gdyby panna Lowell sama się przyznała do tego, że ten niekontrolowany przytulas spodobał się jej aż za bardzo. Nie strzeliła mu wtedy w ryj, nie kazała mu spieprzać, nie odepchnęła go nawet od siebie, jednym słowem nie zrobiła nic, ale to już było jednak coś.
- Ale istnieje ryzyko, że przegram, chociaż tego oczywiście nie zakładam, więc nie chciałabym, żebyś to oglądał – odpowiedziała, gdy chłopak wykazał chęć kibicowanie jej w następnym etapie. A jak trafi na kogoś o wiele od siebie starszego i bardziej uzdolnionego? Szczęście w kostkach to jedno, ale jednak magia to magia. Jeśli ktoś dysponował większą wiedzą to zawsze będzie szło mu lepiej.
Cieszyła się, że jej twarz wróciła do swojego naturalnego wyglądu. Nie miała pojęcia, jakby miała się komukolwiek wytłumaczyć z tego, że została oblana przez eliksir postarzający i wygląda teraz jak mamuśka. To, że ślizgonka nie miała problemów, by ściemniać innym w jakimkolwiek temacie nie oznaczało, że w stosunku do nauczycieli było tak samo. Dziewczyna jakoś zawsze miała wrażenie, że któryś z profesorów w końcu ją przejrzy i nie skończy się to dla niej dobrze, a nie chciała utracić wizerunku dobrej uczennicy, który przez tyle lat wypracowała. Nie darowałaby tego sobie.
Kuchnia po kolacji mającej miejsce dawno temu była już opustoszała. Nawet skrzaty muszą kiedyś odpocząć, toteż gdy tylko ta dwójka znalazła się w środku, cisza jaka tam panowała była aż kojąco przyjemna i Carmen poczuła błogość na myśl, że jeszcze przez chwilę nie musi wracać do lochów, w których mieszka.
Usiadła na kamiennym cokole przy kominku, który obecnie był ugaszony, ale w ciągu dnia z pewnością ogień w nim buchający musiał dawać się skrzatom we znaki. Caspar obiecał jej gorącą czekoladę z piankami, więc czekała teraz grzecznie na czekoladę z piankami nie mówiąc nic. Jakoś tak, poczuła się przez moment, że nie musi nic nikomu udowadniać, znaczy, może się w końcu wyluzować. Oparła skroń o bok kominka i przymknęła oczy.
- Wyczerpała mnie ta gra. Psychicznie i fizycznie - powiedziała w końcu po kilku długich minutach milczenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Plymouth
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 109
  Liczba postów : 85
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15147-caspar-whitley#404082
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15162-lece-bo-chce?nid=4#404143
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15163-poczta-kaparka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15157-caspar-whitley




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Czw Wrz 28 2017, 02:16

Gdy Carmen nie wyraziła żadnego niezadowolenia ani nie strzeliła Caspara w mordę, kiedy ją przytulił, uznał to za zachętę do dalszych działań. Idąc w kierunku kuchni, ocierał się o ramię Ślizgonki; niby przypadkiem, niby niechcący, ale pilnował, aby iść blisko Lowell i nie dać jej odczuć, że Whitley'a obok nie ma. Było już późno. Dawno powinni być w dormitoriach, ale organizator Therii na pewno nie przejmował się czymś takim jak cisza nocna albo szansa na szlaban. Oni sami byli już na siódmym roku i doskonale wiedzieli, którą drogą powinni iść, aby nie zostać przyłapanym. W gruncie rzeczy dopiero teraz do Krukona dotarło, że nigdy nie podejrzewałby Carmen o udział w tej chorej grze, ani tym bardziej o to, że po skończonej zabawie uda się razem z nim do kuchni, w dalszym ciągu łamiąc szkolny regulamin. Przecież Lowell była taka grzeczna, poukładana i posłuszna – kto skłonił ją do robienia tych wszystkich, niezgodnych z zasadami rzeczy? Owszem, namówił ją na gorącą czekoladę po Therii, ale ktoś o tej Therii musiał ją poinformować, a następnie nakłonić do udziału. I niestety, nie był to Caspar.
Możesz przegrać tylko wtedy, gdy będziesz miała pecha w kostkach. Pamiętaj, że każdy uczestnik jest wyposażony w notes z przydatnymi zaklęciami. W końcu umiesz czytać, więc w czym problem? – mruknął, kiedy już przysiedli w okolicach kominka. Siedział przez chwilę, wpatrując się w zamyśloną dziewczynę, ale chwilę później wstał – w końcu to on zaprosił ją na tę czekoladę, nie ona jego, dlatego powinien wziąć się do pracy. Ze swojej ulubionej szafki wyjął dwa kubki ozdobione małymi miniaturkami zniczy, a zaklęciem podgrzał mleko i dodał do niego kilka łyżeczek brązowego proszku, prosto z Miodowego Królestwa. – To będzie najlepsza czekolada, jaką miałaś okazję pić – stwierdził z uśmiechem, ponownie machając różdżką i sprawiając, że mleko znalazło się w kubkach. Później sięgnął do jednej z szuflad i wyjął z niej pianki, tym razem będące dziełem skrzatów, i wrzucił po kilka do obu kubków. Zamieszał i voilà, czekolada gotowa. Nie mógł sobie przypomnieć, ile razy spotykał się w nocy razem z Brandy i przemykali ukradkiem do kuchni, aby przygotować coś gorącego do picia. Zwłaszcza w zimowe wieczory. Ujął oba kubki w ręce i jeden z nich podał Carmen, siadając od razu obok niej. Znowu ich ramiona się stykały; miał wrażenie, że dziewczyna była nieco chłodniejsza niż wcześniej. Czyżby to była wina zgaszonego paleniska? – Uważaj, gorące – uprzedził ją, a zaraz potem skrzywił się nieco. – Te dwa kubki są moje. Moja przyjaciółka kupiła mi je na urodziny w piątej klasie, specjalnie, mimo że doskonale wiedziała, że nienawidzę quidditcha – dodał nieco przepraszającym tonem, wzdychając. No, bo co było atrakcyjnego w uganianiu się za kaflem, uciekaniem przed tłuczkiem i w łapaniu małej, złotej piłeczki ze skrzydełkami? Nic. Absolutnie nic.
Też jestem zmęczony, ale tak jakoś... Wydaje mi się to nierealne. Naprawdę chciałem wyskoczyć przez okno? – parsknął, upijając łyk ciepłego napoju. Był pyszny. Jak za każdym razem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Skąd : Bradford
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 43
  Liczba postów : 49
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15122-carmen-lowell#402975
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15129-ziomki-i-poziomki-carmen#402984
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15128-sowa-carmen#402983
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15123-carmen-lowell#402971




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Czw Wrz 28 2017, 10:01

Lowell była absolutnie i kategorycznie niegrzeczna. Caspar widocznie padł ofiarą iluzji lub stereotypów, skoro sądził inaczej. Owszem, dziewczyna uczyła się dobrze, odrabiała zawsze swoje prace domowe z wyprzedzeniem, nie opuszczała lekcji, świeciła przykładem… Miała w tym jednak swój ukryty cel, jakim było zamydlenie oczu nauczycielom, a skoro nawet uczniowie dają się na to nabrać, to chyba się jej udało, nieprawdaż?
Carmen niejednokrotnie już łamała szkolny regulamin. Mało tego, od dawien dawna planowała, całkiem zresztą nielegalnie, udać się którejś nocy do Zakazanego Lasu w sobie tylko znanym celu. Jej przepisem na sukces było to, że nie dawała się złapać. Tak, czy siak uwielbiała ten dreszczyk podniecenia, bo czy w przeciwnym razie, zgłosiłaby się do Therii? Mało tego, czy ryzykowałaby zdemaskowanie przez kogokolwiek, że jest zbyt młoda na grę, bo nie skończyła jeszcze siedemnastu lat? To, że miała dość świadczyło jedynie o brutalności tej gry. Ślizgonka nie sądziła, że zwykłe przesuwanie pionkami da się jej tak we znaki, jednak musiała przyznać, że ten nadmierny wybuch emocji bardzo nią wstrząsnął. Nadal odczuwała lekkie skutki rozpaczy, choć łazienkę jęczącej Marty zostawili już dawno za sobą.
- No ale wiesz, co mi po tym, że będę znała zaklęcie, skoro nigdy go na przykład nie rzucałam i nie będę wiedziała jak to się robi? - drążyła dalej. Nawet do tak banalnego czaru jak Wingardium Leviosa trzeba poprawnie ułożyć nadgarstek, oraz wiedzieć jak to wymówić. Caspar chyba nie zdawał sobie sprawy jak bardzo poważnie traktowała Carmen sprawę zaklęć. To nie jest coś, co się recytuje jak wierszyk dla dzieci.
Panujące w kuchni przyjemne ciepło było całkiem miłą odmianą od chłodnej podłogi w toalecie na piętrze, a półmrok – lepszą alternatywą dla ciemności rozjaśnionej jedynie przez różdżkę krukona. Było tu po prostu idealnie, a panna Lowell sądziła, że lepszym miejscem w tej chwili mogło być jedynie własne łóżko, do którego się niechybnie niedługo uda. Obserwowała chłopaka przygotowującego gorący napój i musiała przyznać, że podobało się jej to. Znaczy, nigdy jeszcze nie przebywała z żadnym chłopakiem sam na sam dłużej niż kilka minut a tu proszę – nie dość, że na Therii trochę im zeszło to jeszcze przedłużyli wspólne chwile, a Carmen wcale nie miała jeszcze ochoty iść do swojego dormitorium! Dziwne rzeczy działy się z tą dziewczyną, nie poznawała sama siebie. Przyjemnie było jednak myśleć, że oto siedzi sobie wygodnie a ktoś tam przygotowuje coś specjalnie dla niej.
Przyjęła kubek gorącego płynu, ale nie wzięła łyka od razu. Najpierw chwyciła łyżeczkę i zaczęła zatapiać po kolei pianki w czekoladzie, bo robiła tak od dziecka. Kochała, gdy były takie rozmoczone, choć niektórzy często marszczyli nos na ten widok. Czy jednak Carmen przejmowała się czyjąkolwiek opinią? Niekoniecznie.
Coś ją jednak uderzyło. Wypadałoby chyba coś powiedzieć, coś, czego ślizgoni na co dzień nie mówią, a Carmen to już w ogóle. Westchnęła mimowolnie. Na Merlina, do czego ten chłopak ją zmuszał.
- Dziękuję. I za buty też dziękuję – prawie wyszeptała, spoglądając mimochodem na idealnie białe trampki, które miała dziś znów na sobie. Gdyby nie Caspar, to by je pewnie wyrzuciła. Może to jednak dobrze, że się wtedy na nią natknął…
Przyjrzała się kubkowi, który trzymała teraz w dłoniach. Po jaką cholerę ktoś dawał w prezencie DWA kubki, a nie jeden? Albo ślizgonka urodziła się w jakimś innym świecie, albo ta jego cała przyjaciółka była mugolką, a z tymi to nie wiadomo nigdy. Dziwne mają pomysły.
- Witaj w klubie. Nie cierpię quidditcha. Czarodziej, który wymyślił latanie na miotle i rzucanie jakąś szmatą przez obręcz był chyba czymś odurzony. A dodać do tego jeszcze fakt, że złapanie złotej kulki przerywa mecz i daje zwycięstwo utwierdza mnie w przekonaniu, że musiał być chyba wiecznie skonfundowanym idiotą. Po co w ogóle ta cała gra? Najlepiej, żeby drużyna składała się z samych szukających, znicza można wypuścić w Zakazanym Lesie. No, taką rozgrywkę bym chętnie pooglądała.
Czekolada była przepyszna, ale nie powiedziała tego na głos. Nie chciała łechtać Whitley’owi ego, niech się cieszy, że w ogóle z nim tu przyszła i z nim rozmawia. Dziewczyna zresztą nie była dobra w prawieniu komplementów, toteż może to nawet i lepiej, że nie skomentowała jego zdolności, bo skutek mógłby być odwrotny od zamierzonego.
Wróciła myślami do wydarzeń z łazienki. Caspar zadał pytanie, przez które spojrzała na niego z dezaprobatą marszcząc przy tym czoło.
- Oczywiście, że chciałeś, kretynie. Nie przypominaj mi nawet. Na co dzień też masz takie głupie pomysły? – spytała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Plymouth
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 109
  Liczba postów : 85
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15147-caspar-whitley#404082
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15162-lece-bo-chce?nid=4#404143
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15163-poczta-kaparka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15157-caspar-whitley




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Czw Wrz 28 2017, 19:58

Nawet jeśli próbowała jedynie mydlić oczy tym sposobem, miała w tym jakiś cel. Pytanie brzmiało – jaki? Skoro przez mniej więcej szesnaście godzin dziennie sprawiała wrażenie milusińskiej podopiecznej, a przez pozostałą część doby spała, to kiedy planowała robić rzeczy niezgodne z regulaminem? Miał wrażenie, że Theria zdecydowanie się do tego nie zaliczała; w końcu Carmen sama stwierdziła, że ta gra jej się nie podoba i każdą rozgrywkę będzie chciała skończyć jeszcze zanim ją w ogóle zacznie. Jeśli Lowell usiłowała dmuchać na zimne, aby w razie czego odpędzić od siebie podejrzenia, to wtedy jej zachowanie miało sens. Jednak Caspar nie potrafiłby udawać grzecznego tak długo. Uwielbiał cięte riposty, nawet takie, po których ktoś mógł się obrazić. Owszem, Carmen również nie przebierała w słowach, ale taki był jej urok. Powinno się ją zaakceptować taką, jaką była, a nie czekać, aż zacznie robić słodkie oczy do wszystkich w Hogwarcie. Nawet teraz, gdyby poszedł do jednego z nauczycieli i powtórzył mu słowa Carmen, jakie padły chociażby na spotkaniu na pierwszym piętrze, nie uwierzyłby. W końcu Carmen była pilną, niesprawiającą problemów uczennicą. Prawda? Nie znał jej jeszcze. Nie wiedział, że dziewczyna, zupełnie tak samo jak on, uwielbia adrenalinę. Nie wiedział, że również przemyka się nocami po szkolnych korytarzach w poszukiwaniu dreszczu emocji. Miał jednak nadzieję, że niedługo dowie się o niej wszystkiego – to, dlaczego chciał znać ją lepiej niż ona sama, ciągle pozostawało dla niego zagadką.
Mało rozsądnych osób bierze udział w tej grze, Carmen, bo mogę ci tak mówić, nie? Nawet jeśli trafisz na kogoś starszego, jest duże prawdopodobieństwo, że będzie na takim samym poziomie jak ty i ten notes będzie jedyną szansą dla was obojga. Dam ci przykład. Do dzisiaj nie sądziłem, że kiedykolwiek będę musiał rzucać zaklęcie przeciw wymiotom. Serio. Nawet po dużej ilości Ognistej mi się to nie zdarza – powiedział, wzruszając przy tym ramionami. Był szczery. Nie uważał, że temat wymiocin był idealny na randkę, ale to nie była randka. To było zwykłe, niezobowiązujące spotkanie w kuchni, podczas którego siedzieli obok siebie, stykali się ramionami i pili gorącą czekoladę z piankami przygotowaną przez Whitley'a. Swoją drogą, Caspar czuł się tutaj jak u siebie w domu. Odkrył kuchnię jeszcze w drugiej klasie, kiedy razem z Brandy szukał odpowiedniego miejsca na przygotowanie ciasta czekoladowego z okazji jego urodzin. Już wtedy Whitley zaczynał krzątać się między szafkami jak u siebie w domu, z wiekiem nieco szkoląc swoje umiejętności kulinarne. Nie znał się jeszcze co prawda na magicznym gotowaniu, ale potrafił przyrządzić ciasto, sałatkę albo coś pysznego do picia. Z kolei nie chciał przyznawać, że ów kubki Powell kupiła dla nich. Dla Caspara i dla Brandy. Miał wrażenie, że ta informacja mogłaby zepsuć cały nastrój.
Buty? – Caspar uniósł jedną brew do góry i spojrzał na nią pytająco. Dopiero wtedy przeniósł wzrok na jej trampki. Uśmiechnął się. Pamiętała. – Drobiazg. Czekolada to też drobiazg. Należy się nam po tym, co niedawno przeszliśmy. Co cię najbardziej zaskoczyło? Mnie najbardziej zdziwiło to, że ta gra mogła wpływać na nasze... myśli i emocje – zmarszczył brwi i ponownie upił łyk przyjemnie rozgrzewającego napoju. Nadal pił do tego, że usiłował wyskoczyć z okna. Okna w Łazience Jęczącej Marty. Może dołączyłby do niej po śmierci, gdyby mu się udało? Dopiero teraz doszło do niego, jak bardzo ta gra była niebezpieczna. Nic dziwnego, że tylko dorośli czarodzieje mogli się z nią mierzyć. I ryzykantki typu Carmen, która zażyła eliksir postarzający. – Moja przyjaciółka prawie co tydzień, gdy udaje jej się złapać mnie na śniadaniu, męczy mnie przyśpiewkami zagrzewającymi przed meczem quidditcha. Już transmutacja jest ciekawsza od tego, jak te półgłówki latają po boisku i usiłują nie spaść z miotły – przytaknął dziewczynie. Potrafił latać na miotle, owszem, ale uważał, że to bardzo niewygodny środek lokomocji. Szybsza była teleportacja, bezpieczniejsza podróż siecią Fiuu. A latanie? To było marnowanie cennego czasu.
Na co dzień jestem o wiele gorszy – parsknął i posłał jej rozbawione spojrzenie. Trącił ją ramieniem. – Nie próbuj mi wmówić, że nigdy nie robiłaś niczego szalonego. Czyżby udział w grze to był szczyt twoich możliwości? Mam w to uwierzyć, Carmen? – spytał, odwracając głowę w bok i zerkając z góry na dziewczynę. Gdyby spojrzała mu prosto w oczy spostrzegłaby, że był bardzo, bardzo blisko. O wiele za blisko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Skąd : Bradford
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 43
  Liczba postów : 49
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15122-carmen-lowell#402975
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15129-ziomki-i-poziomki-carmen#402984
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15128-sowa-carmen#402983
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15123-carmen-lowell#402971




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Nie Paź 01 2017, 12:55

- Nie, proszę mi mówić panienko – powiedziała poważnie, ale zaraz potem kąciki jej ust uniosły się zdradzając kolejny już tego wieczora żart. Carmen się rozluźniła, oto co się stało. Była sztywna jeszcze dwie godziny temu, potem przyszły emocje, trochę strachu i rozpaczy i proszę – ta filigranowa ślizgonka porwała się na dowcip i tym razem zrobiła to z premedytacją.
- No ja rozumiem. W sumie powinnam się z tym liczyć, że wszyscy w tej grze będą ode mnie starsi, bo przecież ja trochę oszukiwałam. Tylko widzisz, to oszukiwanie trochę mi się przydało, bo gdybym nie wypiła wcześniej eliksiru postarzającego to pewnie nie sprawdziłabym w razie czego zaklęcia hamującego jego skutek. Dobrze, że je pamiętałam, bo pewnie potem byś pocieszał starą czarownicę i byś miał jeszcze gorsze wspomnienia z tej gry niż masz – powiedziała.
Ona również nie uważała, żeby była na randce. Mimo, że byli tu sami, było cicho, ciepło i panował przyjemny półmrok, a także popijali słodką i gorącą czekoladę to z pewnością nie była randka. To było po prostu coś, czego Carmen wcześniej nigdy nie robiła przez co wciąż gdzieś tam cichy głosik w jej głowie zadawał jej pytanie, co u licha ona wyprawia i czy już przypadkiem całkiem nie zgłupiała. Caspar może i nie był idealnym według jej standardów kandydatem (znaczy, bo preferowała raczej towarzystwo uczniów Slytherina), ale jednak nie mogła powiedzieć, żeby robiła teraz coś wbrew sobie, albo co się jej nie podoba. Owszem, krukon siedział trochę za blisko, a sama Carmen czuła na sobie jego wzrok czasem zbyt długo, ale dało się to wytrzymać. Trochę ją tym wszystkim peszył i Lowell zastanawiała się jak to się stało, że się czegokolwiek wstydzi.
Podobało się jej to, że póki co, nie było między nimi nawet sekundy krępującej ciszy. Konwersacja następowała niezwykle płynnie i gładko i nie była wcale wymuszona lub sztuczna. Dziewczyna zastanowiła się przez chwilę nad pytaniem zadanym przez Caspara. Czy cokolwiek ją zdziwiło? No chyba tylko to, że rozpacz Whitley’a sięgnęła tak daleko, że chciał skakać z okna, bo poza tym…
- Nie, chyba nic mnie nie zaskoczyło. Czułam, że może być hardcore i przygotowałam się na najgorsze. To po prostu trochę nie na moje nerwy, ale jak już w to weszłam, to doprowadzę to do końca – stwierdziła. – Ciekawe jak zareagowałaby szkoła, gdybyś zginął. Nie mogliby zakazać tego, co i tak jest zakazane, więc co by mogli zrobić? Wyrzuciliby tego, kto to organizuje?
Wciąż miała widok krukona na tle otwartego okna. Wciąż dźwięczał jej w uszach jej własny krzyk, gdy groziła mu śmiercią jeśli wyskoczy. Poczuła w sercu lekkie ukłucie, tak jakby przerażał ją fakt, że to tyczyło się akurat tego konkretnego Caspara, a nie jakiegoś anonima. Jedyne co mogli teraz zrobić to cieszyć się, że nic się nie stało.
Nie powiedziała już nic na temat quidditcha. Nie lubiła tej gry na tyle, by uważać za marnowanie czasu nawet rozmawianie o niej. Najchętniej rzucałaby zaklęcie confundus gdzieś z trybun na każdego zawodnika podczas meczu, to by dopiero była zabawa!
Przewróciła oczami, gdy poddał pod wątpliwość jej grzeczność. Oczywiście, że miał rację. Zbyt mało jeszcze o niej wiedział, ale czy to był idealny moment na to, by mu o sobie opowiadać? Zresztą, po co?
- Nie chcę się przechwalać, bo jeszcze okaże się, że przy mnie jesteś zwyczajnym kujonem i mamisynkiem. Ale wiesz jaki jest mój sekret? Ja wszystko zawsze robię SAMA. Tylko sobie mogę ufać, dlatego nie biorę sobie na barki nigdy kogoś, kto w każdej chwili może mnie zdradzić, zachować się zbyt głośno przez co zostanę złapana. Tyle razy ile wymykałam się do wioski nikt nigdy nie pomyślałby przez sekundę, że to ja, Carmen Lowell, która dziś zarobiła trzy wybitne – wyjaśniła, po czym upiła łyk czekolady i spojrzała w bok, na chłopaka, który tak się składało akurat intensywnie się w nią wpatrywał. Na ułamek sekundy utonęła w jego oliwkowym spojrzeniu ale nagle stało się coś, co całkowicie przerwało romantyzm tej chwili. Kichnęła. Zdążyła zasłonić usta dłonią, ale i tak poczuła się niezwykle głupio. A może to ją uratowało przed czymś, czego potem by żałowała?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Plymouth
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 109
  Liczba postów : 85
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15147-caspar-whitley#404082
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15162-lece-bo-chce?nid=4#404143
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15163-poczta-kaparka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15157-caspar-whitley




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Sro Paź 04 2017, 01:14

Uśmiechnął się pod nosem, słysząc żart Carmen. Jak zdążył już zaobserwować – dziewczyna dopiero co się rozkręcała. Powoli poznawał ją coraz lepiej i wiedział, jak skłonić kąciki ust dziewczyny do uśmiechu; poznawał, których tematów powinien unikać, a na które mogli rozwlekać się na całe godziny. Tak przynajmniej Caspar planował – chciał spotykać się ze Ślizgonką chociażby na neutralnym gruncie i najzwyczajniej w świecie rozmawiać, w asyście gorącej czekolady i pianek. Miał wrażenie, że dzisiejszy wieczór miał charakter symboliczny. W jego mniemaniu Theria sprawiła, że zamiast znienawidzić się coraz bardziej i wytworzyć między nimi nić rywalizacji, utworzyła się między nimi innego rodzaju więź – więź, która podpowiadała im, że zaczynało im na sobie nawzajem zależeć. Nie dbaliby o siebie w taki sposób, w jaki dbali podczas gry, gdyby zależało im tylko na zwycięstwie. Carmen nie zasugerowałaby Whitley'owi, że w razie czego, gdyby zrobiło się bardzo, bardzo źle, mógłby użyć również jej fiolki z eliksirem leczniczym. – Niech tak będzie, panienko – zaśmiał się, kiwając przy tym głową w dość komiczny sposób, jakby chciał pokazać swoją uległość względem dziewczyny. Jakby Carmen faktycznie była panienką z XVIII wieku, a on zaledwie jej... lokajem. – Wspomnienia? Mam świetne wspomnienia. Byłaś blisko. To się liczyło, wiesz? Swoją drogą, masz świetne perfumy. Szkoda, że zniszczyłaś sweterek. A ten... Nawet gdybyś zaczęła przypominać starą babcię, na pewno przypominałabyś moją babcię, więc czułbym się prawie jak w domu. Brakowało tylko, żebyś zaczęła piec ciasteczka – rzucił znowu Krukon, tłumiąc śmiech.
Może gdyby Caspar zdecydował się na nieco bardziej śmiałe gesty albo zmieniłby tok rozmowy na nieco bardziej romantyczny, mogliby to nazwać randką. Może gdyby odważył się odgarnąć ten zbłąkany kosmyk włosów z twarzy Carmen albo gdyby ujął jej dłoń swoją ręką, może wtedy nadaliby temu spotkaniu bardziej intymny charakter. Co prawda, Whitley chciał to zrobić; jednak teraz nie było ważne to, czego on chce. Musiał liczyć się z tym, że zaledwie wczoraj Carmen gnoiła go za samą myśl, że mógłby jej się podobać. Gdzieś w głębi ducha chyba zdawał sobie sprawę, że nie ma u dziewczyny – przynajmniej na chwilę obecną – żadnych szans. Właśnie dlatego trzymał rączki przy sobie i pozwalał sobie jedynie na te krótkie spojrzenia i ocieranie się o ramię Ślizgonki. Nie obchodziło go, że byli brudni, zmęczeni. Dla niego liczyła się sama obecność Carmen. To już było nie lada osiągnięcie.
Nie wiem, Carmen. Swoją drogą... wiele osób już ginęło podczas tej gry, może właśnie dlatego wprowadzili ograniczenie wiekowe? Pewnie ktoś to narzucił organizatorom. Może szkoła, kto wie. A skoro jesteś dorosły, a i tak decydujesz się na udział, to już twoja głupota i twój problem – wzruszył ramionami. Upił znowu łyk czekolady; została mu niecała połowa kubka. Nagle coś do niego dotarło. Carmen wygrała. Wygrała i miała wziąć udział w następnym etapie Therii. Serce mu się ścisnęło na samą myśl. A co, jeśli coś jej się stanie? Albo, co gorsza, trafi na jakiegoś dżentelmena, który będzie wypełniać za nią każde zadanie, aby się jej przypodobać i zaprosić na prawdziwą randkę? A nie taką, w kuchni, kiedy wyglądają koszmarnie i ów spotkanie ma charakter bardziej grzecznościowy niż osobisty? Właśnie? Co jeśli Carmen zgodziła się tu z nim przyjść tylko dlatego, że jak raz nie chciała być niegrzeczna? Zbyt dużo pytań, zbyt mało odpowiedzi.
Nawet gdybym chciał, nie mogę być maminsynkiem – wtrącił jej się w słowo, nawet nie siląc się na jakiś szczególny ton. Ot, wtrącił się, normalnie. I tyle. Chwilę później zmarszczył brwi. – Nie no. Musisz mieć jakąś przyjaciółkę, której zwierzasz się ze wszystkiego. Przykładowo Max, znasz go pewnie, wie o mnie wszystko. A ja wiem wszystko o nim – powiedział, zerkając z góry na dziewczynę. Interesowała go coraz bardziej. Nielegalne schadzki poza terenem szkoły? Brzmiały... kusząco. – Możesz mi zaufać, jeśli tylko będziesz chciała. Nigdy bym cię nie zdradził – dodał chwilę później po zastanowieniu, posyłając jej długie spojrzenie swoich oliwkowych oczu. Trochę go kosztowało, żeby to powiedzieć – na co dzień niby się nie stresował i sprawiał wrażenie wyluzowanego, a tu proszę. Taka krótka deklaracja sprawiła, że Caspar zapomniał języka w gębie i stracił wątek rozmowy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Skąd : Bradford
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 43
  Liczba postów : 49
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15122-carmen-lowell#402975
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15129-ziomki-i-poziomki-carmen#402984
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15128-sowa-carmen#402983
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15123-carmen-lowell#402971




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Wto Paź 17 2017, 22:46

Carmen sama nie wiedziała skąd jej się to wzięło, że zachowała się tak, a nie inaczej w łazience Jęczącej Marty. Że była gotowa oddać chłopakowi swój osobisty eliksir uzdrawiający, chociaż sama mogła go potrzebować. Może jej serce wcale nie było wykute z lodu jak do tej pory sądziła. Zresztą, wpatrując się w twarz krukona czuła się jakby topniała, co też było nowym odkryciem. Niech on przestanie na nią zerkać. Niech on przestanie ją komplementować. Lowell zaczynała się tu czuć aż za dobrze, w jego towarzystwie. To było nadzwyczaj niebezpieczne, groziło złamaniem jej osobistych ślizgońsich zasad, których nigdy nawet nie zdobyła się nagiąć.
Zdążyła zauważyć, że oczy Caspara mają intensywny kolor. Dostrzegła też, że podoba się jej bardziej kiedy się uśmiecha. Znaczy, w ogóle uśmiech miał ładny i spojrzenie wtedy takie pogodne. Na Merlina, to wszystko działo się zbyt szybko, ale Carmen choć nie chciała tego wcale przyznać to musiała w pewnym momencie być już świadoma tego, że po dawnej nietolerancji do tego chłopaka nie pozostał nawet ślad, a na jej miejscu pojawila się sympatia, a nawet lekka fascynacja.
Ale nie okaże mu tego na pewno. Nie ma opcji, by zauważył, że patrzy w jego stronę trochę częściej niż powinna. Miała nadzieję, że nie jest tego świadomy. Jeśli się zorientuje to niechybnie to wykorzysta i... pewnie zaraz byliby parą, a to nigdy nie może się wydarzyć.
Spojrzała w dół po sobie, oglądając ten nieszczęsny sweterek, który, choć już wcale nie najnowszy, należał do jednej z ulubionych części jej garderoby. Nie był aż tak zniszczony. Zaledwie jedno naciągnięcie przy nadgarstku. Kilka plam...
- Przecież siedzę obok najlepszego wywabiacza takich rzeczy w zamku. Uratowałeś moje buty, możesz uratować również mój sweterek - zauważyła z uśmiechem, zastanawiając się, czy Caspar podejmie się wyzwaniu. Trochę go chciała wykorzystać, w końcu, mimo, że była lekko odmieniona, nadal pozostawała przede wszystkim ślizgonką. Nie spodziewała się, że jej ubranie ucierpi w grze, a nie chciała się z nim jeszcze żegnać.
Pokiwała głową, jakby w pełni zgadzając się ze stwierdzeniem, które wypowiedział. Ograniczenie wiekowe zostało nałożone na wszystkich chętnych graczy. Carmen miała to za nic, jak zresztą wszystko. Chyba ma szczęśćie, że nie dość, że wyszła z tego cało, to jeszcze przeszła dalej.
- Może jakiś obraz z twoją podobizną zawisłby wtedy na którymś z korytarzy i straszyłbyś mnie przed każdą lekcją, ża to, że nie udało mi się ciebie uratować - wyobraziła sobie. Gdyby cokolwiek poszło nie po jej myśli, pewnie nie siedzieliby teraz w tej przytulnej kuchni popijając czkoladę. Lowell najpewniej już traciłaby zmysły, a Caspara próbowaliby jakoś poskładać do kupy. Rozpłaszczone członki na ziemii pod zamkniem? Nawet czarami byłoby ciężko.
Spojrzała na niego. Przyjaciółka? Carmen owszem, miała koleżanki, którym coś tam opowiadała, ale żeby którąkolwiek nazwać przyjaciółką, to już gruba przesada. Alice i Luth były jej najbliższe, jednak nie sądziła, by one chciały być z nią AŻ tak blisko. Carmen na dłuższą metę robiła się nie do wytrzymania...
-Nie mam. Po prostu. Nie każdy musi mieć - odparła więc na jego pytanie, jednocześnie kiwając głową na jego kolejne słowa. - Nieee, Caspar, ty i twoja nadpobudliwość wydalibyście mnie w kilka sekund. Nie podejmuję takiego ryzyka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Kuchnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 20 z 20Idź do strony : Previous  1 ... 11 ... 18, 19, 20

 Similar topics

-
» [P2] Kuchnia ze spiżarnią
» Kuchnia z jadalnią
» Kuchnia
» Kuchnia
» Kuchnia z jadalnią na parterze

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Podziemia
 :: 
kuchnia
-