IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Kuchnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 12 ... 20, 21, 22
AutorWiadomość



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Tokio
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 121
  Liczba postów : 161




Gracz






PisanieTemat: Kuchnia   Nie Maj 20 2012, 22:41

First topic message reminder :

Chyba każdy ma problemy z nazywaniem uczuć. Ale niektórzy mają się trudniej, ponieważ mają ogromne problemy z zrozumieniem swoich emocji. A szczególnie ona. Niewiele przeżyła, niewiele mogła tak naprawdę określić. Jedyna jej wiedza na temat związków bierze się z romansów, z opowieści Ikuto. Przez to w jej głowie funkcjonuje jedynie pojęcie, że wszystko zawsze dobrze się kończy, miłość zawsze zwycięża i jeszcze wiele innych głupot, które chyba tylko zranienie tego dziecka mogłoby wyperswadować. Choć ją często zranić. Chyba, że fizycznie... Kyaaa, aż jej się przypomniało, jak Dracon brutalnie uderzył nią o ziemię! Momentalnie zakończyła smutne tematy i uśmiechnęła się niezwykle wesoło. Odwróciła się w stronę Finna uchylając wargi.
- Finn... Eto... Kojarzysz może takiego chłopaka... Draco – No nie mogła nie zapytać. Miała ochotę przeprosić za to, że schodzi na taki temat, ale ją aż tak strasznie korciło, że aż ją przechodziły ciarki. Jeju! Ona by powiedziała, że przy takiej rozmowie, gdzie się dowie jak cudny jest Dracon nie zliczy orgazmów. Kyaaaa!
- Nie pouczaj mnie, bo wiem lepiej niż ty. Co ty możesz wiedzieć o holenderskim ty ty... HOLENDRZE! - Powiedziała wytykając lekko język w jego stronę, uśmiechając się zabójczo po tym sztucznie patrząc na niego z wyższością, bo przecież ona wie lepiej i rybak nie będzie w stanie podważyć jej inteligencji i genialności O!
Sama również zaczęła jeść chociaż zdecydowanie wolniej, jakby zastanawiając się nad każdym kęsem. Jajecznicę lubiła jeść, delektować się nią nawet w towarzystwie. W innym wypadku nie chciałaby z kimś jeść, ponieważ... Ta dziewczyna wstydzi się tego, że używa sztućców na odwrót, a więc widelec w prawej ręce, a do tego dzieli danie od tego, co najmniej smaczne do tego co najsmaczniejsze i w takiej kolejności wszystko je nigdy nie mieszając dwóch rzeczy ze sobą.
- Nie nauczę cię, bo ten przepis to ogromna tajemnice. Zdradzę go tylko mężowy, bo on mi będzie robił takie wykwintne śniadanka do łóżka – Skomentowała zadowolona, że jak zwykle jakże najprostsza do zrobienia potrawa robi ogromną furorę. Powinna zostać kucharką!... Haha! Dobreee! Nie no, Van w kuchni. Szkoda gadać. Skrzaty to by chyba już tutaj nie wróciły, gdyby zaczęła pichcić coś „dobrego”.


Ostatnio zmieniony przez Agavaen Brockway dnia Sro Maj 23 2012, 16:54, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Dolina Godryka
Galeony : 64
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 113
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15493-prince-arthur-s-shercliffe#416253
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15502-can-t-let-you-pass-me-by#416498
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15503-szambelan#416502
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15491-prince-arthur-s-shercliffe




Moderator






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Sob Gru 23 2017, 15:40

Kuchnia była miejscem wyjątkowo często odwiedzanym przez Princetona - z taką żarłocznością nie było to nic dziwnego. Miał doskonały układ ze skrzatami, bowiem pozwalał im się dokarmiać i tak, na Merlina, współpraca wyglądała cudownie. Puchon zawsze z uśmiechem witał pracowników Hogwartu, a ci wiedzieli kiedy podsunąć mu paczkę orzeszków, a kiedy przygotować krakersy z czekoladą. Tego dnia akurat chłopak wcale nie planował większej wycieczki do dobrze znanego miejsca, rano zwinął tylko słoik masła orzechowego i postanowił się nim objeść zaraz po drobnym treningu. Dopiero kiedy cały zgrzany po skakaniu na lodzie (pomyślałby kto, że będzie zmarznięty!) wszedł do Hogwartu, zabrakło mu niebiańskiego napoju do zwilżenia gardła. Kurtkę przewieszoną miał przez niesioną na ramieniu torbę, włosy były w całkowitym nieładzie, a sam Shercliffe w koszulce o podwiniętym krótkim rękawku wyglądał dość letnio. Tak czy inaczej energia go rozpierała i nie psuł tego nawet fakt, że związane sznurówkami łyżwy obijały mu się o klatkę piersiową. Zawieszenie ich na karku przynajmniej zapewniało, że nie zgubią się w zwodniczych czeluściach torby - Prince zawsze bardzo przeciwny był twierdzeniu, że damskie torebki były prawdziwym chaosem. Chyba nikt nie zaglądał do jego...
Gwiżdżąc pod nosem i zajadając się masłem orzechowym wszedł do kuchni, a skoro paszczę miał zaklejoną, to witał skrzaty pomrukami. Skręcił od razu w stronę stolików, bo tam zawsze przygotowywał kawę, ale kompletnie zatkało go na widok ekipy Puchonek radośnie tam imprezujących.
- O żesz w róg buchorożca - wymamrotał, czując się teraz wyjątkowo niewyjściowo. Obrócił w palcach słoik, przywołując na twarz wesoły uśmiech i zawieszając spojrzenie na @Bridget Hudson. I po co tak pędził prosto po treningu? Mógł zajrzeć do dormitorium, ogarnąć się... Ale słodka Morgano, kawa!
- Impreza? Prywatna? Bo ja tu tylko po kawę, także wiecie. Udawajcie, że mnie tu nie ma, plotkujcie dalej... babskie pogaduszki? Ignorujcie mnie, serio. Nic nie słyszę. Jakbyście kogoś obgadywały, to spoko. Tak tylko zarzucę, że ten taki jeden student z Huffu, wiecie, łyżwiarz... - zdjął torbę z ramienia i łyżwy, aby odstawić je na bok - ...to niezłe ciacho. Ale no, wasze opinie najważniejsze. To ja sobie kawkę zrobię, może komuś coś?... - Mrugnął do prefekt naczelnej, przemykając pomiędzy paniami do blatu i odnajdując ukochaną filiżankę. Po drodze powitał też wszystkie Puchonki personalnie - „Pani Kapitan” do @Gemma Twisleton, „Maleńka” do @Maili Lanceley, „Scar, słońce” do @Lilyanne Scarlett Craven, „Melodyjko najdroższa” do @Melody Kingston, „Offie, piękna” do @Ophélie Zakrzewski i „Honey, kochana” do @Honey A. L. Ford. Wszystkie zostały ogarnięte cieplutkim uśmiechem, połączonym z grzecznym skinieniem głową.

Robię za maskotkę domu! Komuś kawy? <3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 20
Skąd : Hogsmeade
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 60
  Liczba postów : 114
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8785-lilian-emerald
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8787-lilka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8788-sophie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8789-lilian-emerald




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Wto Gru 26 2017, 00:03

Każdy dobrze wie, że w życiu należało jak najlepiej korzystać z ofiarowywanego przez los czasu. Magia, napędzająca strumień wydarzeń naszej egzystencji, mogła przecież wyczerpać się w dowolnym momencie, więc szczytem nierozważności byłoby marnowanie jej na coś tak idiotycznego, jak…
Lenistwo?
Ach, tak… O, słodkie lenistwo, czymże byłaby Lilian Emerald, gdyby nie twoje silne ramiona, tulące jej spragnione odpoczynku ciało w opiekuńczym uścisku! W pojęciu tego wielbiącego bezczynność ludzkiego odpowiednika chochlika, nie było niczego lepszego od chwili spędzonej z wspaniałymi ludźmi i smacznym jedzeniem. Wspaniały zbieg okoliczności pokierował puchońskimi myślami tak umiejętnie, że spotkanie żeńskiej części borsuczego domu wzięło swój początek w szkolnej kuchni, miejscu o wiele bardziej czarującym, niż lwia część zamkowych pomieszczeń. Wyłączając niesamowite wyposażenie oraz organizację kuchennej pracy, niepowtarzalną atmosferę zapewniały mniejsze ciałem, acz większe duchem skrzaty domowe, zawiadujące tutejszą produkcją pyszności. Ciemnowłosa Puchonka wodziła za nimi rozanielonym spojrzeniem, z wielką chęcią porwania ich wszystkich z ziemi i zamknięcia w objęciach, które odzwierciedliłyby umiejętnie jej niespotykaną miłość do wszelkich stworzeń niebędących reprezentantami gatunku Homo sapiens. Powstrzymywały ją przed tym tylko regularne, ostrzegawcze zerknięcia zapracowanych kucharzy, bowiem ci, jakby wiedząc, co się święci, z najwyższą ostrożnością unikali zbliżania się do niej bardziej, niż wymagała tego sytuacja. Rozmowa dziewcząt trwała w najlepsze, jednak Emerald nie mogła skupić się na żadnym z podejmowanych tematów, właśnie przez niewyjaśnione rozczulenie, które budzili w niej mniejsi towarzysze. Na ogół określani normalnymi przedstawiciele społeczeństwa miewali instynkt macierzyński, a Lily doznawała plejady różnorodnych emocji na widok domowych skrzatów. Mógłby być to równie dobrze którykolwiek z omawianych na lekcjach ONMP gatunków, a jej reakcja byłaby z grubsza podobna, za to strach pomyśleć, co zrobiłaby na widok niemowlęcia. Wieczór zapowiadał się beztrosko, a przez to wyśmienicie – Lilian odwołała, co prawda, lekcję łyżwiarstwa figurowego z sympatycznym kolegą z tego samego domu, wybielając się kiepskim samopoczuciem, ale to byłoby przecież prawdą, gdyby lenistwo określić tymże eufemizmem. Kiełkujące poczucie winy zagłuszała symfonią coraz to nowych smaków, wygrywaną przez jej kubki smakowe, którym z troską dostarczała szeregu nowych wrażeń. W obawie przed jej niosącymi czułość dłońmi, domowe skrzaty zajmowały uwagę Puchonki rozmaitymi słodkościami, a ta z zapałem zapełniała nimi swoje policzki, upodabniając się przy tym do któregoś z gryzoni, widzianego parę lat temu w mugolskim sklepie ze zwierzętami. Co poradzić, tak miała w zwyczaju konsumować, niezależnie od wartości estetycznej wspomnianego procesu. W poszukiwaniu rurek z kremem znikła w głębi pozostawionej jej woli spiżarni, dokładnie w chwili, w której jej znajomy pojawił się w pomieszczeniu. Nie tak długo później wyłoniła się zza drzwi umiejętnie wkomponowanego w kuchnię schowka i stanęła jak wryta na widok Prince’a. Na brodę Merlina, czy to parszywe szczęście nie odpuszczało choćby na moment? Nie mogło dać jej nacieszyć się jednorazową, błogą labą, bez jednoczesnego demaskowania lenistwa w oczach surowego trenera? Przez myśl przemknęło jej jak na zawołanie każde skomplikowane sformułowanie, jakie wypłynęło z ust chłopaka w trakcie wszystkich dotychczasowych lekcji i na wszelki wypadek zapewniła się bezgłośnie, że jest gotowa na ewentualne przetestowanie wiedzy. Z godnością poprawiła musztardowy, męski T-shirt z ozdobą w postaci plamy z waniliowego kremu, który przed chwilą konsumowała i powróciła do grupy swoich koleżanek, odważnie zatrzymując się nieopodal łyżwiarza.
- To nie tak, że po prostu mi się nie chciało – pospieszyła do chłopaka z wiarygodnymi zapewnieniami, nie zawracając sobie głowy czymś tak banalnym, jak powitanie, bo trenerska bura czaiła się przecież tuż za rogiem. – Naprawdę kiepsko się poczułam, ale stwierdziłam, że nie wypada zostawiać dziewczyn, kiedy zapraszają mnie na… Spotkanie tak wielkiej wagi, jak widzisz, więc… - Wymówki wyraźnie nie przynosiły efektów, więc westchnęła tylko cicho w formie bezradnej kapitulacji. – W skali od jednego do dziesięciu, jak okropną jestem uczennicą?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Glasgow/Dolina Godryka
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 149
  Liczba postów : 201
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15401-maili-o-l-lanceley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15404-in-mollis-sonus-est-difficile-verba
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15407-listy-do-m
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15402-maili-o-l-lanceley




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Wto Gru 26 2017, 01:57

Maili spojrzała na @Melody Kingston błyskiem w oczach, kiedy ta powiedziała, że jej serce również należy do fortepianu. To wcale nie było tak, że nie chciała włączać do rozmowy innych, ale po prostu nie mogła się powstrzymać od napomknięcia chociażby o tym. Spotkała inną pianistkę!
- O Morgano! Naprawdę? Dlaczego ja o tym nie wiedziałam... Co lubisz grać najbardziej? Idziesz w nowoczesnych kompozytorów czy raczej preferujesz tych starszych, bardziej klasycznych? Osobiście wolę tych klasycznych, ale czasami coś innego też się przyda, więc zawsze mam w programie coś współczesnego. – powiedziała na jednym wdechu, bardzo szybko jak to Maili miała w zwyczaju.
Naprawdę nie spodziewała się, że Melody gra na fortepianie. Wiedziała, że kilka osób w jej domu było muzykalnych, ale co innego spotkać kogoś kto brzdąka na gitarze, a kogoś kto tak samo jak ona kochała białe i czarne klawisze. Nic więc dziwnego, że od razu zasypała ją swoim własnym monologiem.
Zaczęła grać na gitarze bliżej nieokreśloną melodię, która była kompletną improwizacją, ale chyba nawet coś jej z tego wyszło. Maili miała to do siebie, że jej słuch absolutny był widoczny prawie zawsze kiedy chwytała się za jakiś instrument. Wystarczyło, że raz usłyszała jakąś melodię, a już potrafiła ją odtworzyć na strunach, uwielbiała to. Podniosła wzrok na Bridget, kiedy prefekt zaproponowała coś do jedzenia. Maili na właściwie nie była głodna, nie była @Prince A. S. Shercliffe, który prawie bez przerwy coś jadł. Kiedy tylko to pomyślała jej wzrok padł na chłopaka, który wszedł do kuchni i oczywiście miał w rękach coś do jedzenia, a jednak nie pomyliła się co do tego, że ciągle coś jadł. Pokręciła głową z niedowierzaniem.
- Ten jeden student z Huffu umrze na nadciśnienie jak tak dalej pójdzie. – powiedziała, komentując fakt, że chłopak zamierzał pić kawę, kolejną, znowu.
Mailia miała swoja przygodę z kawą, po której kompletnie odrzuciła ten napój ze swojego jadłospisu. Wiele osób próbowało ją przekonać, żeby chociaż spróbowała „napoju śmierci”, ale jeszcze nikomu nie udało jej się przekonać. Nikomu nie życzyłaby takiego stanu w jakim ona była. Skąd mogła wiedzieć, że mocna kawa w połączeniu z syropem klonowym była jak czysta kofeina podana dożylnie? W każdym razie kołatanie serca i trzęsących się rąk nie wspominała zbyt dobrze.
- Ja bym wypiła herbatę. – rzuciła i słodko uśmiechnęła się do chłopaka. – Zieloną, bez cukru. - dodała mimo, że doskonale wiedział jaką piła, skoro już robił...
Wzrok dziewczyny przeniósł się na @Lilian Emerald, która najwyraźniej znała Prince’a. Zmarszczyła lekko brwi nie przypominając sobie, żeby chłopak cokolwiek o niej mówił. Doszła do wniosku, że później będzie musiała przycisnąć tę bułę, by powiedział jej o co chodziło.
- To co, jakieś życzenia? – zapytała, mając na myśli życzenia piosenek, które miałaby zagrać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Cannes, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 145
  Liczba postów : 78
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15512-ophelie-e-zakrzewski#416665
http://czarodzieje.my-rpg.com/f164-powiazania-postaci
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15516-poczta-ophelii
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15513-ophelie-zakrzewski#416669




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Czw Gru 28 2017, 15:24

Rozejrzała się po pomieszczeniu, dostrzegając kręcące się po nim skrzaty. Czy była dzisiaj  aż tak zmęczona, że tak wiele rzeczy docierało do niej z opóźnieniem? Możliwe. Albo po prostu skupiła się teraz na towarzyszkach, nie biorąc pod uwagę otaczającego ją świata. Zdarza się i tak. Podwinęła rękawy bordowego sweterka, żeby jej nie przeszkadzały. W dormitorium co prawda mogła jeszcze związać włosy, ale zadowoliła się odgarnięciem niesfornych kosmyków za uszy. W Kuchni powoli zaczynało gromadzić się coraz więcej dziewczyn z Hufflepuffu. Niektóre były jej bardziej znajome, z innymi miała okazję spędzić czas dopiero po raz pierwszy. Nie można przecież znać każdego, nawet jeśli jest się z tego samego Domu. Z westchnieniem zajęła jedno z wolnych miejsc, kiedy w wejściu pojawiła się @Gemma Twisleton. Ophe osobiście jej nie znała, ale wiedziała, że dziewczyna jest kapitanem ich drużyny quidditcha. W końcu sama w niej była, więc jak mogła tego nie wiedzieć. Przywitała się z nią uprzejmie i przedstawiła, a następnie z szerokim uśmiechem pomachała do @Honey A. L. Ford.
- Hej, Honey! - wstała i podeszła do koleżanki, żeby ją przytulić na powitanie. Tym samym chciała dodać jej trochę otuchy, bo dziewczyna zdawała się być zagubiona. Wchodząc do kuchni zastała w niej rozmawiające Puchonki, więc nic dziwnego, że czuła się lekko zakłopotana. Ophe jednak czuła, że to nie będzie trwać długo, nie w takim towarzystwie.
- Wiem, kto pierwszy będzie zaraz jadł. - posłała znaczące spojrzenie @Lilyanne Scarlett Craven i parsknęła śmiechem. Chyba każdy wiedział, jak wielką miłością ta Puchonka darzyła jedzenie. Nie to, że to było coś złego, absolutnie! Zakrzewski sama uwielbiała jeść, ale chyba wszyscy uczniowie Hufflepuffu posiadali tą wspólną cechę.
Spojrzała w stronę wejścia słysząc, że ktoś wszedł. Czyżby kolejna towarzyszka do ich zacnego grona? Widząc, jak bardzo się pomyliła opuściła głowę w dół i uśmiechnęła się. Towarzyszka okazała się być towarzyszem, ale jakim! Przed nimi stał nie kto inny, jak @Prince A. S. Shercliffe. Zarumieniła się, gdy chłopak powiedział do niej "piękna". Co ona może poradzić na to, że on tak na nią działał? Poza tym był miły, przystojny, zabawny, przystojny, koleżeński i przystojny...
- Skoro już pytasz, to chętnie bym się napiła gorącej czekolady. - powiedziała z szerokim uśmiechem, a jej ślinianki na samą myśl o tym napoju zaczęły pracować na podwójnych obrotach. Początkowo chciała poprosić o herbatę, ale uznała, że coś innego od czasu do czasu będzie miłą odmianą. Do opanowanej przez Puchonów kuchni weszła kolejna dziewczyna. Znały się? Chyba nie... A jeśli nie, to będzie doskonała okazja na zawarcie znajomości! - A co do piosenek, to zdaję się na was. Wybaczcie, ale jeśli chodzi o muzykę, to znam się na niej tak bardzo, jak na eliksirach. - przyznała zgodnie z prawdą. O ile w miarę kojarzyła poszczególne zespoły muzyczne, tak z ich piosenkami było gorzej. Zupełnie jak z eliksirami. Znała je, ale uwarzenie ich sprawiało jej niemałe problemy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 58
  Liczba postów : 60
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14991-delilah-garver#399044
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15187-delilah-garver#407395




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Sro Sty 24 2018, 22:31

//nowa gra

Dzisiejsza noc była dla Delilah okropna. Przewracała się z boku na bok i tak naprawdę to niewiele spała, bo więcej wyklinała w swoich myślach albo liczyła baranki. Nad ranem już kompletnie nie spała, nie dawała rady nawet się zdrzemnąć, przez co cały dzień chodziła przymulona, a na zajęciach była skłonna powtykać sobie zapałki w powieki, żeby tylko nie zasnąć na lekcji. Bo nie były one nudne, naprawdę wyjątkowo była bardzo zaciekawiona tym, co profesorowie mówili, ale... No ale było to dla niej trudne. Więc też chowała się w każdej wolnej chwili, raz poszła nawet do sypialni się zdrzemnąć, przez co zaspała na eliksiry.
Po wszystkich lekcjach ucięła sobie krótką przerwę na kolejną dawkę snu, żeby zaraz po tym - a dokładniej po pół godzinie walczenia ze sobą, wreszcie zwlokła się z łóżka, aby z księgą do zielarstwa poszukać sobie w zamku spokojnego miejsca, ale przy tym takiego, gdzie ktoś ją może znaleźć i uratować od nauki. Bo chciała chociaż przed sobą grać na pozory, że jest super pilna, a tak naprawdę szukała każdej możliwej ucieczki, żeby znowu nie przysnąć, ale tym razem nad pracą domową.
Więc wylądowała w kuchni, siadając tam na jednym z krzeseł i trzymała książkę w dłoniach, zmieniając co chwilę pozycję, żeby nie przysnąć w miejscu dość publicznym.
Bo po co iść na udaną drzemkę do biblioteki?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 39
  Liczba postów : 63
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14992-daniel-garver#399049
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15005-daniel#399648
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15006-danielowa-poczta#399403
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15010-daniel-garver#399569




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Wto Lut 06 2018, 16:59

To jest naprawdę beznadziejny miesiąc.
I to wcale nie tak, że Daniel nie widział żadnych plusów w swoim życiu.
Wydawać się po prostu mogło, że każda rzecz, każda osoba i każda możliwa siła wyższa uparła się, aby w jak największym stopniu uprzykrzać życie Danny’emu. Zaczynając od serii niezadowalających wyników w nauce, przechodząc przez kompletny brak życia towarzyskiego, idąc w głąb pojedynczych wypadków w bibliotece i na lekcjach, a kończąc na jego smętnych rozmyślaniach o swojej przyszłości. Niemalże jak mugolski maturzysta. Wszystko to sprawiało, że jego humor sięgał dna, od którego spodu pukał do niego życiowy dołek.
Choć z całego serca starał się być podporą dla swojej siostry czy dla nie do końca zdrowego psychicznie przyjaciela, to definitywnie zawalał ostatnio swoją rolę w tej całej szkolnej szopce. Nawet Youngjae zniknął gdzieś w wirze swojego zwariowanego życia i nie pokazywał się mu tak często jak wcześniej; a Dan wcale go za to nie winił, w końcu sam na jego miejscu zrobiłby podobnie.
Tego dnia po zajęciach, Daniel zdecydował się pogadać z siostrą, która od pewnego czasu chodziła jak pod wpływem jakiejś dziwnie usypiającej substancji. Na lekcji przesypiała, próbując zachowywać pełną trzeźwość umysłu, a gdy tylko wracała do dormitorium, biegła do pokoju, aby przespać kolejne godziny. Chłopak zaczął się zastanawiać, czy przypadkiem nie zachorowała, bo to po prostu nie było w jej stylu. Zazwyczaj była pełna energii i werwy, więc nic dziwnego, że najzwyczajniej w świecie zaczął się o nią martwić. A poza tym sam chciał pobyć w miłym towarzystwie i mieć pewność, że nie znudzi się drugiej osobie po kilku minutach prostej rozmowy. Wziął ze sobą książkę do eliksirów, będąc stuprocentowo pewnym, że Delilah tego popołudnia również zdecyduje się na odrabianie prac domowych lub zwykłą naukę. Tak, więc gdy wyszła z pokoju wspólnego, poszedł za nią. Nie dogonił ją, będąc niesamowicie ciekawym, gdzie zamierza się schować. Gdy weszła do kuchni, odczekał parę minut i dopiero wtedy również pojawił się w środku.
Dan poprawił włosy, które dzisiaj wyjątkowo starannie ułożył. Ostatnio zaczął o siebie dbać bardziej niż zwykle; znudził mu się image osoby, która ma na wszystko wylane. Dopiero wtedy, podszedł do siostry i usiadł na krześle obok niej, opierając swoje wypolerowane lakierki na rakach pod blatem.
- What’s up, Del?  - zapytał, szturchając ją lekko łokciem. - Co robisz nocami, że teraz wyglądasz jak zombie? To nie tak, że dziewczyny powinny być ładne o każdej porze dnia i nocy? - parsknął, otwierając książkę i nawet nie zaszczycając ją spojrzeniem. - Dobrze, że Hoseoka tu nie ma, zaraz wytknąłby ci, że uciekasz wieczorami od nas i zacząłby snuć jakieś porąbane wizje - dorzucił, przewracając strony. Nie czekając na jej odpowiedź, wyprostował się nagle i zmarszczył brwi. - Tak właściwie to gdzie ten chory człowiek znowu jest? Znowu próbował uciec na Alaskę? Ja nie będę za nim nigdzie jeździł, niech sobie, dziadek, nie myśli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Wowo, Anglia
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 39
  Liczba postów : 42
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15268-hoseok-wang#407662
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15763-nie-jestem-psycholem#424983
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15292-geez-nie-pisz-do-mnie#408507
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15269-hoseok-wang#407666




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Sob Lut 10 2018, 22:52

Hoseok dzisiejszego dnia poczuł, że powinien nadać swojemu życiu kolorów. Czuł, że powinien nadać całą paletę barw nie tylko swojemu życiu, ale również podkręcić standard życiowy swojej kochanej dwójce bliźniorów z którymi znał się od zawsze. Znali się tak długo, że nie zaskoczyłaby go nawet informacja, że kołyskę i wspólną matkę pewnie również dzielili wspólnie - chociaż z pewnością Daniel nie byłby zadowolony z tego powodu. On głupimi kaktusami nie chce się dzielić, a co tutaj rozprawiać o wspólnej dziecięcej leżance.
Ma szczęście, że przynajmniej papierosami i whisky się z nim dzieli.
O! Z siostrą też się dzieli! I to w dobrym tego słowa znaczeniu, bo chociaż Hoseok, a niekiedy Wonho (ostatnio coraz częściej jako pan W.) bywa dość nieobliczalny w swoim zachowaniu - tak Taehyunga (i jego cnotę ostatnimi czasy) oraz Delę i Zelo, pilnuje niczym swoje kochane i najprawdziwsze rodzeństwo. Ot, po prostu ich buzie powodują w nim napływ braterskiej miłości i uczucie, aby ochronić te trzy biedactwa przed mocno zdemoralizowanym Danielem, który jest na tyle wyuzdany emocjonalnie, że bez problemu sobie tatuuje klatę.
A to już jest niebotycznie wysoka demoralizacja.
A Hoseok nie chciałby, aby przykładowo Dela również sobie machnęła jakiś wzorek gdzieś na brzuchu. Była ładna bez takich artystycznych malunków - i to była coraz częstsza myśl Wonho.
Dela jest ładna.
Nigdy jednak nie wypowiedział tych słów na głos w obawie, że gdyby Danduś się o tym niechcący dowiedział to z pewnością w pierwszej chwili wyrwałby mu z głowy wszystkie włosy, a w drugiej kolejności pozbawił go skóry z całego ciała. Bo Daniel czasami bywał socjopatą i jest to informacja prawdziwa! Z pierwszej ręki! Już raz mu się naraził jak miał te marne trzynaście lat i złamał mu dwa kaktusy, które sobie kwitły w żółtych doniczkach na jego parapecie.
Jak go Daniel dopadł w złości, to taka się między nimi wojna wywiązała, że Hoseok nie mógł normalnie na dupie przez dwa tygodnie usiąść.
Dlatego właśnie Daniel jest socjopatą (i psycholem, bo Wonho łaskawie sam go zdiagnozował)

Jako, iż każdy zdiagnozowany przypadek przez Wanga bywa w stu procentach prawdziwy, toteż, gdy jego kumpel wylazł z dormitorium - to Hoseok z podejrzliwą gębą ruszył zaraz za nim. Musiał pilnować chorego człowieka. Nie mógł też zapomnieć o tym, że Daniel to przecież człowiek z pechem nad głową. Ostatnio jak spotkał się z Delą to mu z gęby ząb wypadł - a to jest tylko kolejne potwierdzenie, że czasami los również nienawidzi Daniela i to dokładnie tak samo jak życie nienawidzi jego samego.
Mówi się, że niby ciągnie swój do swego. A to nie może być zwykły przypadek, że ich cała trójka ot tak się przyjaźni.
To jest po prostu coś więcej niż przeznaczenie! To wszystko od samego początku było zapisane w gwiazdach.
A skoro gwiazdy tak mówią, to jednocześnie dają mu pozwolenie na śledzenie tego durnia.
Toteż lazł za nim, aż doczłapał się do kuchni. Chwilę podsłuchał jak wita się z siostrą (nazwał ją zombie!) i nie mogąc zdzierżyć tego, że tak brzydko ją nazywa; w pełnej krasie pojawił się w kuchni z jakże oburzoną miną.
- Te zombie boy, nie przeginaj pały, bo się zlękniesz jak ona kiedyś trzaśnie. A Deli ma prawo do bratobicia. Sam ją uczyłem jak porządnie się bić! Prawda, Deli? - zapytał ją retorycznie i uśmiechając się do niej nadzwyczaj szeroko, nadstawił otwartą dłoń w jej kierunku, aby mu dała super piątkę stworzoną tylko dla takich super ludzi jak oni. Daniel jest zaś tylko w połowie super - i to tylko wtedy, gdy nie chce mu wyrwać tchawicy z gardła w ramach ich ułomnej miłości do siebie. Ostatecznie do Daniela też wyciągnął łapę i mrugając oczami rozejrzał się po kuchni.
- To co pysie moje słodkie misie. Popijawa na dzień dobry? Albo na dobrą noc? Alkohol jest zdrowy na szarą i białą istotę mózgową, ja wam to mówię. Daniel pije na umór i zdaje co roku! A takie winko ryżowe z naszych regionów jest fantastyczne na ładną cerę. -obwieścił mądrze i szturchnął Dandusia w biodro - Ej Danielo, poszukajmy więc ryżówki. Nie chcę mieć starej gęby jak jakiś dziad za czasów Merlina. Ty też se chlapnij bro, bo inaczej kolagen ci wyschnie czy inna materia co tam w skórze siedzi, a musimy być ładne chłopaki, nie? Dela, musimy ładnie wyglądać, no nie?  - dodał jeszcze do swojej dziewczynki, której musi pilnować i zazwyczaj separować od demoralizującego ją braciszka.
- A tak szczerze, to co u ciebie? Dajesz radę z lekcjami? Może jakieś ziółka chcesz na poprawę humoru? Z Nokturnu wszystko da się załatwić, słowo daję!
Powiedział radośnie i potarmosił jej włosy, co by się biedna chociaż raz do niego milo uśmiechnęła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 58
  Liczba postów : 60
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14991-delilah-garver#399044
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15187-delilah-garver#407395




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Nie Lut 11 2018, 20:01

Zastanawiające było to, czemu dzisiaj wybrała naukę w kuchni a nie kolejną drzemkę w dormitorium. Chyba już nudziło ją samo drzemanie. Nudziło ją jej życie, które w ostatnim czasie krążyło wokół tych samym czynności.
Nauka, sen, nauka, jakieś spotkanie ze znajomymi, sen.
Czy to z nudów aż przysypiała?
Zrzucała winę na jakieś przesilenie zimowe - jeśli takie w ogóle istnieje - i zdecydowany brak słońca, a to naprawdę potrzebowała. Wszyscy teraz tego potrzebowali. Bo ile można siedzieć w śniegu, pośród zachmurzonych chmur, z których padał deszcz i śnieg na zmianę albo na raz? Każdy był osłabiony, a to wszystko przez brak tych małych promieni słonecznych, od których, jak widać, zależy bardzo wiele. Nie mogła doczekać się wiosny, kiedy zrobi się cieplej, będzie słońce, a poza tym natura wtedy wygląda cudownie. Była to jej ulubiona pora roku, podczas której i ona się budziła ze snu zimowego, w który zapadała pod koniec jesieni. Ludzie rozkwitają jak kwiaty i jej zdaniem wtedy jest wszystko o wiele lepsze.
Od tej drzemki w kuchni uratował ją jej kot, który wskoczył na nogi Delilah akurat w momencie, kiedy dziewczyna prawie całkowicie zasnęła. Wzięła głęboki oddech i zaczęła głaskać kota po białych włosach, kiedy leniwie wyciągał się na jej kolanach. I naprawdę kilka sekund po tym słyszała szmer obok siebie, a po chwili poczuła czyjś łokieć w swoim ramieniu. Spojrzała w bok, otwierając trochę szerzej oczy, znowu je mrużąc praktycznie od razu przez światło okropnych lamp.
- Co z tobą nie tak, że mówisz mi takie rzeczy? To nie tak, że bracia powinni chwalić urodę sióstr nawet jak wyglądają okropnie? - zapytała retorycznie, mamrocząc cierpiętniczo, że chyba nie w tym życiu i oparła głowę na ręce, zauważając, że Hoseok właśnie wparował do kuchni. - Prawda, prawda,ze mną i moimi umiejętnościami kungfu i innymi nie ma żartów. Chociaż nie wiem, czy mam jakiekolwiek szanse jako zombie - westchnęła i spojrzała na kota, który z jej nóg przeniósł się na blat, aby rozłożyć swoje białe kudły na jej podręczniku. - Dlatego od was uciekam wieczorami. - Uniosła palec do góry, kiedy tylko Hoseok wspomniał o nocnej popijawie. - Ktoś w tym trio musi uchodzić za ułożonego, skoro wy już jesteś całkiem zdeprawowani. - Oparła się głową o ścianę i tylko kiwając z rozczarowaniem głową wysłuchiwała namówień Wanga, żeby to Daniel zgodził się na małą libację winem ryżowym, które ponoć miało pomóc na ich skórę. I zaśmiała się cicho, słysząc pytanie o tym, że muszą przecież ładnie wyglądać. Cóż, odpowiedź sama się nasuwała… - Nie chcę was martwić, ale i tak wam już nic nie pomoże. Jesteście zgubieni. Zwłaszcza ty, Danduś, bo on to się jeszcze jakoś trzyma. - Mrugnęła do ich starszego kumpla i wyciągnęła nogi, kładąc je na tych Daniela, który idealnie siedział obok niej. Uśmiechnęła się do niego niewinnie i znowu przeniosła wzrok na Hoseoka, tudzież na Wonho.
- Nie ma trag… Ejjjj… - mruknęła oburzona, kiedy potarmosił jej włosy, przez co zamiast miłego uśmiechu to spojrzała na niego spod byka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 39
  Liczba postów : 63
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14992-daniel-garver#399049
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15005-daniel#399648
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15006-danielowa-poczta#399403
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15010-daniel-garver#399569




Gracz






PisanieTemat: Re: Kuchnia   Nie Lut 11 2018, 22:22

- Jaki zombie boy, chyba worldwide handsome - odpowiedział nad wyraz leniwie, opierając podbródek na dłoni i przymykając ze znużeniem oczy, wsłuchał się w wywód Hoseoka.
Dlaczego on się jeszcze z nim przyjaźni?
Zadawał sobie to pytanie za każdym razem, gdy jego kumpel robił lub mówił coś głupiego, absurdalnego lub absurdalnie głupiego, a zdarzało się to wyjątkowo często. Regularnie zastanawiał się też, czy Wang powoli nie zamieniał się w jego cień albo drugiego bliźniaka, bo rzeczywiście notorycznie za nim łaził. No ale okej, zdarzało się też, że to Daniel nie dawał spokoju Hoseokowi.
Dan westchnął teatralnie do swoich myśli, tworząc w głowie długi monolog albo wywód, którym dzielił się ze samym sobą. Czy był szalony?
Wracając jednak do sedna sprawy, ciemnowłosy krukon rzeczywiście niemal od maleńkości stanowił ich nierozłączną część. I Daniel nie zdziwiłby się, gdyby naprawdę okazało się, że są trojaczkami, ale wtedy przeklinałby los i rodziców za to, że dali mu kogoś takiego za brata. Nie cierpiał go, wkurzał i nie raz miał ochotę sprać go na kwaśne jabłko, ale prawda była taka, że naprawdę kochał go jak brata, bo rozumieli się bez słów i nie raz pomagali sobie w ciężkich chwilach na swoje dziwne sposoby. I im dłużej o tym myślał, tym bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że ich relacja jest mocno pokręcona, ale tym lepiej dla Daniela. Przynajmniej się z nim nie nudził, a to już w Hoseoku traktował jak ogromną zaletę.
W tej chwili miał jednak ochotę wywalić go z kuchni. Ot, taki kaprys. Garver niechętnie przybił mu piątkę i to nie dlatego, że nie chciał spędzić z nim czasu. W sumie sam nie wiedział, czemu dopadł go taki podły humor. A może…?
- Wiecie - zaczął, odwracając się do nich na krześle i kładąc dłonie na nogach Delilah, która oparła je na jego kolanach. Jego twarz była jeszcze bardziej posępna niż zwykle. - Chyba potrzebuję czegoś mocniejszego niż ryżówka. Wiecie, że od tygodnia nie miałem nic w ustach? - zapytał, niemal ze łzami w oczach, mając oczywiście na myśli alkohol. - Takie przerwy wcale nie robią dobrze dla organizmu! Mam wrażenie, że usycham. Jeszcze trochę i będziecie musieli zaprowadzić mnie do skrzydła szpitalnego, żeby podłączyli mi kroplówkę z whisky albo soju. - Spojrzał na siostrę ze smutkiem, po czym wydął dolną wargę jak nieszczęsne dziecko. - Delcia, Delcia, powiedz, że skitrałaś pod łóżkiem jakieś soju od papy, gdy był w Korei, proszę - zawył, co w jego wykonaniu brzmiało… strasznie. Odchrząknął, krzywiąc się, bo głos w stylu aegyo w ogóle mu nie pasował. Wrócił do swojego niskiego tonu i przeniósł wzrok na Hoseoka. - Dobry pomysł, Horse. Chodźmy się najebać, woo~ - zawołał “optymistycznie” wyciągając pięść ku górze. - Wcale nas nie wyleją jak będziemy pili w takim ogólnodostępnym miejscu, woo~ - powtórzył ruch dłonią i spojrzał beznamiętnie na kumpla. Gdy ten potargał włosy Deli, Dan otaksowął ją spojrzeniem i westchnął ciężko, mamrocząc pod nosem “tak się nie robi, patrz”, po czym sam przygładził włosy dziewczynie, przez co wyglądała jeszcze gorzej. Skrzywił się lekko, powstrzymując parsknięcie i pociągnął ją lekko za kosmyk włosów jak to miał w zwyczaju robić w dzieciństwie. - Ty mi lepiej powiedz, co ty nocami robisz, księżniczko. I mam nadzieję, że ty nie masz z tym nic wspólnego i nie wyciągasz ją na nocne przygody - burknął, wyciągając wskazujący palec w kierunku Hoseoka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Kuchnia   

Powrót do góry Go down
 

Kuchnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 22 z 22Idź do strony : Previous  1 ... 12 ... 20, 21, 22

 Similar topics

-
» [P2] Kuchnia ze spiżarnią
» Kuchnia z jadalnią
» Kuchnia
» Kuchnia
» Kuchnia z jadalnią na parterze

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Podziemia
 :: 
kuchnia
-