IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Staw na obrzeżach Hogsmeade

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Cannes
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 0
Dodatkowo : Teleportacja, metamorfomagia
  Liczba postów : 480
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5421-zoe-champion
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5422-zoe-zaprasza-cie-do-znajomych-przyjmujesz-zaproszenie-czy-sie-boisz
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5423-albert-czyli-sowa-bez-mozdzka-zoe




Gracz






PisanieTemat: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Pią Cze 07 2013, 00:23


Staw na obrzeżach Hogsmeade
W okolicach Hogsmeade, tam gdzie już nie słychać gwaru rozmów z głównych ulic, a gdzieniegdzie tylko stoją piękne domy z mnóstwem wolnego miejsca wokół siebie, gdzieś za grupą drzew, na uboczu, znajduje się spory staw.  Niejedna osoba zapewne nazywa go jeziorem, ale to jest sztuczny zbiornik, a w jego lewej części znajduje się niewielka wysepka. Można do niej podpłynąć, ewentualnie przejść, jednak jeżeli ktoś bierze ze sobą jakieś rzeczy, należy trzymać je wysoko w górze, gdyż woda przeciętnej osobie w najgłębszym miejscu stawu sięga do połowy szyi. Niewiele osób też wie o jego istnieniu, bo uczniowie niechętnie zapuszczają się w tą pustą, 'wiejską' okolicę, zaś mieszkańcy... jakoś rzadko tam zaglądają i tyle.



Ostatnio zmieniony przez Zoe F. Champion dnia Pią Cze 07 2013, 00:52, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Cannes
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 0
Dodatkowo : Teleportacja, metamorfomagia
  Liczba postów : 480
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5421-zoe-champion
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5422-zoe-zaprasza-cie-do-znajomych-przyjmujesz-zaproszenie-czy-sie-boisz
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5423-albert-czyli-sowa-bez-mozdzka-zoe




Gracz






PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Pią Cze 07 2013, 00:47

Och tak, Zofia do wyjątkowych osób należała i mimo wielu upokarzających sytuacji jakie miała przyjemność zaznać, potrafiła wyjść z nich z twarzą. Jak zapewne wielu z was zdaje sobie sprawę, jednym z najbardziej przerażających ludzkim koszmarów jest znalezienie się wśród kupy ludzi w stroju takim jakim was pan Bóg sam stworzył. Niejedna osoba ze wstydu w takiej sytuacji zapadłaby się pod ziemię, uciekła do innego miasta, czy cholera wie co jeszcze by tam sobie wymyśliła. Zoe też by się tym przejęła, bo jakoś nie miała jeszcze w planach obnażania się przy wszystkich, ale jakby już do tego doszło (oczywiście nie z jej własnej nieprzymuszonej woli!), to cóż zdarza się. Rozbitej skorupki z powrotem nie skleisz, a i panna Champion najprawdopodobniej zruszyłaby tylko rękami. Żenujące, ale niech się wstydzi ten kto widzi, nie? Ona nie miała nic do zarzucenia swojemu tyłeczkowi i w ogóle całokształtowi , z którego szczerze powiedziawszy była niezmiernie dumna. Oczywiście istnieje jeszcze milion innych sytuacji, które też potrafiłaby obrócić w żart itd. Nie lubiła płakać nad rozlanym mlekiem. Tak naprawdę rozlałaby go jeszcze więcej i zaczęła się na nim ślizgać. Nawyk z dzieciństwa hehe.
Całe szczęście jej towarzysza również cechowało poczucie humoru i męskość, więc nie zachował się jak ostatnia cipa i nie zaczął biadolić nad swoim marnym, GÓWNIANYM żywotem, tylko przyłączył się do jej śmiechu. Tak trzymać, strzał w dziesiątkę, winszuję i ogólnie brawa dla tego pana.
- Jasne, że jestem - odkładając na bok fakt, że oboje byli w nieco nieciekawej sytuacji, wydobyła z siebie jeden z tych seksownych, niskich, chrapliwych tonów i spojrzała mu twardo w oczy. To dobrze, że nie pytał ile ma lat. Właściwie już była prawie dorosła. No bo HALO siedemnaście lat pannica miała, a gdyby to od niej zależało mogłaby i mieć piętnaście, a i tak na swój wiek potrafiła więcej niż te typowe małoletnie półgłówki. Fred już jej zafundował w dzieciństwie szkołę życia, dlatego zazwyczaj dostosowywała się do poziomu starszego brata niż brat do jej. O ile wiecie co mam na myśli.
Zresztą nawet gdyby miał coś przeciwko, ona już by sobie z tym poradziła. Lubiła narzucać własne zdanie, ale nigdy nie swoją wolę. Po prostu zawsze jakimś magicznym trafem udawało jej się przekonywać osoby, które z jakiś powodów miały ochotę na co innego.
Złapała go pewnie za wyciągniętą dłoń, no bo przecież gorzej już być nie mogło, a w końcu zaczynała oswajać się z faktem że na powrót z jej dłoni wyrastają palce, więc czemu by z tego nie skorzystać? Zacisnęła więc te swoje długie palce na jego dłoni i pozwoliła mu zostać porwanym. Przez nią oczywiście. Znała jedno takie fajne miejsce, gdzie nie będą musieli mieć obaw że ktoś gwizdnie im ubrania albo co gorsza - bezczelnie się do nich wklei. Nie, nie. To była jej ukochana miejscówa. Kiedy udało im się przebrnąć przez las i wyjść na puste polany, na których gdzieniegdzie stał jakiś dom, Zoe przystanęła na chwilę, a żeby rozejrzeć się czy nikt przypadkiem nie idzie, bo wstyd przecież takiemu śmierdzącemu, brudnemu i w ogóle fujka wyjść wśród ludzi. O tyle, o ile cuchnęli jak nieczyszczony przez rok wybieg dla smoków, o tyle dalej byli piękni, młodzi, seksowni i wolni hehe. Fartownie się złożyło, że akurat nikt nie szedł, dlatego z narastającą ulgą dotarli wreszcie na miejsce.
- TADA! - tutaj Ślizgonka musiała puścić jego rękę i rozpostarła dłonie, prezentując mu wielki, staw, z małą wysepką na środku i otaczającymi go drzewami. Raj na ziemi proszę państwa.
- To co? Kto pierwszy do wody? - spojrzała na niego spod ukosa, prezentując kolejny, zadziorny uśmiech. Bieg do wody z przeszkodami w postaci latających ubrań? Aha, czemu nie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4873
  Liczba postów : 969
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Gracz






PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Pią Cze 07 2013, 10:17

Percival miał poczucie humoru, oczywiście dopóki ktoś nie ubliżył jego męskiej dumie i honorowi, no ale...! Mało kto by się na coś takiego zdecydował, Follett budził respekt, zwłaszcza jeśli ktoś znał go na tyle długo, by wiedzieć, że umie się tłuc zarówno na różdżki, jak i na pięści. Nie był zbyt awanturniczy, ale czasem po prostu trzeba pokazać, kto tu jest samcem alfa i że nie pozwoli się obrażać, tak?
Zazwyczaj nie lubił nadmiernie zdecydowanych i pewnych siebie pań, ale dla Zoe robił wyjątek- była jedyna w swoim rodzaju. Umiała go rozbawić, zaintrygować i była po prostu cholernie ładna. Dobrze się czuł w jej towarzystwie i gdyby ta idiotyczna sytuacja przytrafiła mu się z kimś innym, byłby pewnie bardziej spięty i rozdrażniony. Panna Champion obróciła to wszystko w żart i miała rację, bo traktowanie tego głupiego numeru inaczej nie miało większego sensu. Można powiedzieć, że to wszystko ich zbliżyło bardziej niż jego sztuczki, uśmiechy i półsłówka, więc właściwie... należało się cieszyć! Dostrzeganie pozytywów i takie tam!
Gdy ujęła jego dłoń, poczuł się w pełni usatysfakcjonowany. Okej, śmierdzieli nieludzko, ale przynajmniej oboje, co trochę łagodziło ten fakt. Dał się jej poprowadzić z największą rozkoszą- dłoń dziewczyny była ciepła i delikatna, a Percy miał to miłe przeczucie, że kolejne chwile nie będą już tak śmierdzące i upokarzające.
Rozejrzał się wokoło i uśmiechnął do niej szeroko. Miejsce było naprawdę wspaniałe, a ta wysepka! Tam raczej byliby już bezpieczni, nikt nie płatałby im głupich dowcipów, poza tym nareszcie mogli liczyć na odrobinę prywatności. Zajrzał Zoe w oczy, nie mogąc zapanować nad łobuzerskim uśmiechem, który cisnął mu się na usta.
- Hm, wiesz, moja miła, panie mają pierwszeństwo...- zamruczał z rozbawieniem, starając się nie taksować jej zbyt ostentacyjnie wzrokiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Cannes
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 0
Dodatkowo : Teleportacja, metamorfomagia
  Liczba postów : 480
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5421-zoe-champion
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5422-zoe-zaprasza-cie-do-znajomych-przyjmujesz-zaproszenie-czy-sie-boisz
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5423-albert-czyli-sowa-bez-mozdzka-zoe




Gracz






PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Nie Cze 09 2013, 01:00

Po pierwsze i najważniejsze, trzeba było zastanowić się nad tym co zrobić z ciuchami! Nigdy nie wiadomo kiedy jakie licho wyjdzie zza krzaków i cupnie im ubrania. Przy ich specyficznym szczęściu akurat dzisiaj banda okolicznych dzieci wybierze się nad staw akurat z zamiarem zabrania im ich jedynego ekwipunku. Może i teraz śmierdział, ale przecież mieli w planach go wyczyścić! Po coś tych czarów przecież się uczą, nie? Zaletą tego wodnego zbiornika była właśnie ta wysepka, którą Percy zdążył już zauważyć. Chociaż brunetka miała ogromną ochotę popędzić do wody, rozrzucając za sobą ubrania, to to mogło być nieco ryzykowne. Nieraz się zastanawiała jak to by było gdyby ktoś rzucił jej wyzwanie przebiegnięcia się nago po korytarzach zamku, nie mniej jednak nigdy się czegoś takiego nie doczekała i w sumie śpieszno też jakoś jej nie było. Po kilku ciężkich aczkolwiek szybkich kalkulacjach jakich dokonała w głowie, stwierdziła że warto dzisiaj zapomnieć o zaklęciu, które by wspomogło suszenie ubrań i po prostu ich nie moczyć! Ha patrzcie no jaka spryciula z niej. Zmarszczyła nos w zamyśleniu i przechyliła głowę na prawo. Tak naprawdę to chyba żadne z takich zaklęć jej nie przychodziło do głowy. Tam już toczył się wielki bal, na który miała zabrać ze sobą Percivala.
- Prawdziwy dżentelmen - stwierdziła pół żartem, pół serio, spoglądając na niego spode łba z figlarnym uśmiechem na twarzy. Przy nim czuła się niezwykle 'niestosownie' i okropnie jej się to podobało! Wiecie dirty minds i te sprawy. To co się jednak działo w wyobraźni Czempionki pozostawmy w spokoju, bo przecież i jej odrobina prywatności od czasu do czasu się przyda. Dała mu lekkiego kuksańca w bok i nim się zorientował już pędziła w stronę wody.
- Łuuuuuuhuuuuuu! - zawyła radośnie w biegu. - Kto ostatni ten zgniłe jajo! - wrzasnęła, a jej krzyk rozpłynął się w powietrzu. Lubiła ten tekst przez wzgląd na prostotę i infantylność jaką niósł. Czasem tęskno jej było do tych lat kiedy po głowie chodziły jej tylko coraz to nowe pomysły na psikusy dla współlokatorów albo nauczycieli. Tak, tak przecież niezłe ziółko z niej było, a zwłaszcza za młodu. Chociaż to nie tak dawno temu, ale każdy wie o co chodzi.
- Pamiętaj żeby nie zmoczyć ubrań - przerwała swój szaleńczy bieg żeby na niego spojrzeć i uśmiechnąć się jak prawdziwa kokietka z obietnicą tajemnicy w oczach, a potem dalej go kontynuować. W międzyczasie zdążyła ściągnąć już z siebie bluzkę, a potem szorty, choć przy tej czynności o mały włos a by się zabiła. Teraz została jej jeszcze tylko bielizna, a wody miała już za łydki. Odwróciła się jeszcze raz żeby posłać mu długie spojrzenie i poleciała dalej, a to co jeszcze ją wcześniej zakrywało nie stanowiło teraz problemu, trzymane z resztą ubrań wysoko nad jej głową. Chyc, chyc, teraz już chyba jak każdy się domyśla, dziecinka zaczekała na towarzysza, a potem najpraktyczniej było rzucić na brzeg wyspy ciuchy, nie wychodząc z wody, która służyła za jedyne zakrycie. Mieli się bawić? To teraz mieli całe pole do popisu! Albo i staw.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4873
  Liczba postów : 969
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Gracz






PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Nie Cze 09 2013, 10:31

Percival patrzył na nią z fascynacją, nie mogąc powstrzymać szerokiego uśmiechu, który cisnął mu się na usta. Nawet ten kuksaniec nie zabolał, a nie mógł marzyć o lepszej towarzyszce doli i niedoli, jaka go dzisiaj spotkała.
Podbiła jego serce swoimi wygłupami, a jej kokieteryjna... hm, hm, hm, bezpruderyjność była absolutnie zachwycająca. Nie była ani skromnisią, ani wyuzdanym wampem w rodzaju "bierz mnie, gryź mnie", co w Percivalu wzbudzało jedynie niesmak. Zoe była taka... jedyna w swoim rodzaju, to pewne! Z zapartym tchem śledził jej ruchy, w momencie, kiedy pozbyła się bielizny, uznał, że świat jest cudowny, a jeśli ktoś twierdzi inaczej, to najprawdopodobniej nigdy w życiu nie widział tak pięknego, młodego (i nagiego) ciała. Dla tego widoku mógł nawet zostać zgniłym jajem, niech tam!
Ruszył za nią powoli, ściągając przez głowę koszulę, mocując się przez chwilę z paskiem, a potem dżinsami, które jakoś nie chciały dać się zdjąć. Zdecydowanie lepiej mu wychodziło rozbieranie pań niż samego siebie, hehe. Zwinął ubrania w kłębek i ruszył w stronę Zoe, zanurzając się coraz głębiej. W krytycznym momencie pozbył się reszty ciuchów i wcisnął je w zwinięte dżinsy, które trzymał na głowie. Nie mam pojęcia, jak tego dokonał, bo ja bym się już pięć razy zabiła i nałykała wody, ale to w końcu mój cudny Percy! Staw nie był zbyt głęboki, przynajmniej w tym miejscu, ciekawe czy uda im się dopłynąć do wysepki, nie zmoczywszy ubrań! Percy upewnił się, że różdżka trzyma się mocno w nogawce dżinsów i na wpół podpłynął, a na wpół podszedł do panny Champion, rzucając jej dwuznaczny uśmieszek i przesuwając spojrzeniem po jej ramionach.
- To co? Do wyspy?- zamruczał, walcząc z chęcią objęcia jej i pocałowania w te zmysłowe usta. O tak, ten dzień z pewnością zapamięta...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Cannes
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 0
Dodatkowo : Teleportacja, metamorfomagia
  Liczba postów : 480
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5421-zoe-champion
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5422-zoe-zaprasza-cie-do-znajomych-przyjmujesz-zaproszenie-czy-sie-boisz
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5423-albert-czyli-sowa-bez-mozdzka-zoe




Gracz






PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Pon Cze 10 2013, 00:12

Mimo, że pora wcale nie była już wczesna, a nawet można by powiedzieć że robiło się już całkiem późno, to wcale nie zapowiadało to końca niespodzianek jakie zaplanował im wszechświat. Albo po prostu Zoe, której głowa wręcz kipiała od nadmiaru rozmaitych, szalonych pomysłów. Wiecie, zachodzące słońce i te sprawy miały niedługo pojawić się na niebie i dodać smaczku dwójce poszukiwaczy przygód! W końcu halucynacje i dochodzenie do siebie po nich musiało troszeczkę czasu im zająć, a co najważniejsze wcale nie cierpieli na jakieś ohydne pohalucynacyjne odmóżdżenie, zejście czy co to tam temu towarzyszy. Dalej cieszyli się życiem. Prawie jak hipisi, w których historii też można było odnotować pełną swobodę i konfrontację z naturą, ha. Chociaż Ślizgonka nigdy nie była tak pokojowo nastawiona jak ten dawny ruch społeczny, to cośtam z hipisowskiego stylu życia pewnie liznęła, nawet jeśli nieświadomie. Może to tez była sprawa tych filmów, których się naoglądała albo po prostu wszystko razem wzięte z jej pozytywnie skomplikowaną osobowością dawało właśnie taki rezultat. Chodź, chodź cukiereczku, ja Ci życie pokażę!
Jakże rozkosznie było czuć chłodną wodę, cudownie zmywającą z niej ten bród, którego nabawiła się w lesie. Jej oczy błyszczały radośnie, a ona napawała się każdą chwilą. Swoją drogą o wiele seksowniej prezentowała się w wodzie, naga bez wszechogarniającego smrodu. Co ważniejsze, dalsza kolej losu wskazywała na to, że Percy prezentował się równie apetycznie! Brnąc przez wodę w kierunku wyspy, co jakiś czas obracała się prezentując chłopakowi swoją roześmianą, jeszcze odrobinkę umorusaną pyłem buźkę. Mówią, że z niej zimna sucza von sucz? A to by się teraz maluczcy zdziwili! Owszem, czasem zdarzały jej się napady złośliwości, a czasem kiedy ktoś przypadkowo z nią zadarł, nie wahała się przed wbiciem noża w plecy, wyjęciem go, a potem wbijaniem jeszcze raz po raz, aż jej ofiara nie padła bez tchu na kolana. Przysłowiowo oczywiście! Z Zosi przecież nie jest taka wredna raszpla co nie po kolei w głowie ma i na dodatek ubytek w psychice jakiś reprezentuje. Poukładana z niej dziewuszka. Rzuciła w końcu swoje ubrania na brzeg, jeszcze bardziej się radując, bo tylko jej zawadzały. Raz nawet but jej wpadł do wody, ale cudownie udało się go wyłowić. Uff.
- Widzisz, wygrałam - odwróciła się w stronę chłopaka z przeuroczą, triumfalną miną. Była naprawdę blisko, bliiisko brzegu. Wyspa akurat tak się składało miała piaszczyste, plażowe wejście tylko z dwóch stron, a z reszty była po prostu jak kawał kloca wrzucony do wody. Trzeba było się wdrapywać w jakiś sposób, dlatego też woda subtelnie w miejscu w którym stała Zoe zakrywała jej piersi. Nie żeby od razu jakoś cudownie zniknęły, bo wystarczyło żeby Percy zrobił w jej kierunku tylko dwa kroki, a podwodne krągłości byłyby, ekhm, no widoczne. Zaczekała aż sam odłoży swój ekwipunek, bacznie obserwując każdy jego ruch. W tym czasie mogła się napatrzeć na jego dobrze zbudowane plecy i klatę, które od czasu do czasu wynurzały się z wody, prezentując pracę napiętych mięśni. Opanowała ochotę oblizania ust. Może i wyglądał jak smakołyk, ale to nie on będzie w tej chwili daniem.
- Teraz... - tu zrobiła przerwę, patrząc mu znowu w oczy. - Czas na moją nagrodę! - gdyby nie to, że to była Zoe Champion, napisałabym że zaszczebiotała wdzięcznie. Jednak to właśnie była ona, więc z tym szczebiotem nie przesadzajmy hehe. Wbiła teraz świdrujące spojrzenie w niego, czekając na jego ruch. Zasługiwała przecież na nagrodę no nie? Pierwsza dopłynęła do wyspy, a on otrzymał miano zgniłego jaja, teraz jej kolej żeby coś dostać!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4873
  Liczba postów : 969
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Gracz






PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Pon Cze 10 2013, 12:54

Percy rzucił kłąb swoich ubrań na brzeg, nie przejmując się faktem, że rozwaliły się w chaotyczny sposób i wyglądały jak byle szmaty. Nie to było istotne w tej rozkosznej chwili. Odwrócił się przodem do Zoe i uśmiechnął się szeroko, patrząc na nią z góry. Och, teraz doskonale widział jej urocze krągłości, ukryte pod wodą, odcinające się od niej wyraźną bladością. Przez chwilę walczył z pokusą ujęcia ich w dłonie i muśnięcia opuszkami palców jej sutek, Percy, ty zbereźniku! Ale nie ma się czemu dziwić, w końcu jest tylko facetem, w dodatku wyjątkowo łasym na kobiece wdzięki. Jakoś się opanował i przygryzł lekko dolną wargę, po czym zanurkował tylko po to, by wypłynąć jeszcze bliżej panny Champion. Przez chwilę miał okazję podziwiać pod wodą jej czarujący brzuszek, uda i ich okolice. Woda w stawie była zaskakująco czysta, co zdecydowanie odpowiadało Follettowi. Wyłonił się z wody, parskając jak młody mors i odrzucając do tyłu mokre włosy, oblepiające jego czoło i policzki. Krople toczyły się szybko po jego mocnym torsie. Daleko mu było do kulturysty, ale właściwie to działało na korzyść Percivala. Pod jego skórą drgały mięśnie, klatka piersiowa i barki były szerokie, a ręce mocne, ale widać było, że nie spędza całych dni rzeźbiąc je na siłowni. W jego ruchach była jakaś naturalna gracja, był wysoki i silny, chociaż nie napakowany. Po prostu wyglądał jak zdrowy, wysportowany młody mężczyzna.
- Nie miałem z Tobą szans... a jakaś... nagroda pocieszenia dla mnie?- zamruczał cicho, patrząc na Zoe z uśmiechem i przysuwając się do niej tak blisko, że słyszał jej oddech. Uwielbiał wodę, pływał jak foka, a niska temperatura nigdy nie robiła na nim specjalnego wrażenia. Był zahartowany i twardy, nie miał nic wspólnego z mieszczuchami, które boją się zmoknąć, a poślizgnąwszy się w błocie do końca dnia narzekają na zniszczone ubrania. Percy zbuduje szałas w środku lasu i spędzi całą noc na posłaniu z gałęzi, śpiąc jak zamordowany, a rano obudzi się świeży i wypoczęty. Stanowiło to zabawny kontrast z jego manierami, którymi niejednokrotnie podbijał nawet najzimniejsze niewieście serca. A teraz panna Champion była tak blisko, na wyciągniecie ręki, ciepła i kusząca. Trzymanie się z dala od jej ciała było prawdziwą torturą, ale Percival się nie poddawał, chociaż jego wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach. Zoe była taka... nieprzewidywalna i chyba to go tak w niej zafascynowało, podobnie jak jej poczucie humoru i uroda. Nie chciał czegoś zepsuć, nie chciał też jej dać zbyt szybko satysfakcji, że pozwala się wodzić za nos. Widząc jej uśmiechnięte usta i kształtne piersi niemal wychodził z siebie, miał tak cholerną ochotę przygarnąć do siebie to ciepłe, młode ciało...- Co mogę pani zaproponować, mademoiselle...?- szepnął, nachylając się w jej kierunku. Ich wargi dzieliło może dziesięć centymetrów, a Percy nie robił nic, by zmniejszyć ten dystans. A tak bardzo chciał! Dzielny chłopiec!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Cannes
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 0
Dodatkowo : Teleportacja, metamorfomagia
  Liczba postów : 480
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5421-zoe-champion
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5422-zoe-zaprasza-cie-do-znajomych-przyjmujesz-zaproszenie-czy-sie-boisz
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5423-albert-czyli-sowa-bez-mozdzka-zoe




Gracz






PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Wto Cze 11 2013, 22:41

Z uśmiechem na ustach i coraz bardziej rosnącym podekscytowaniem obserwowała jak chłopak rzuca niedbale swoje ciuchy i coraz szybciej zbliża się w jej stronę. Czuła się jak pięcioletnie dziecko, które zaraz miało dostać prezent. Oczy jej błyszczały, a serce łomotało w piersi. Nie miała pojęcia co to spowodowało. Czyżby radość na myśl o szalonym wieczorze i świetnym towarzyszu, czy jego ciało ociekające wodą, mieniące się blaskiem zachodzącego słońca? Tak naprawdę dobrze wiedziała co się z nią działo, ale nie należała do tego typu osób, które tak łatwo się przyznawały do takich rzeczy nawet przed samym sobą. Prawdę mówiąc była bardzo skomplikowana, bo mimo że uwielbiała dawać się ponieść emocjom, nie zawsze je pokazywała. Ciężko było odgadnąć co siedzi w tej małej, ciemnowłosej głowie. Przygryzła lekko wargę, zaciskając kurczowo ręce w pięści i próbując uspokoić nieco oddech. Było to trudne zadanie, bo w jej głowie roiło się od mnóstwa różnych myśli i obrazów z Percym w roli głównej. Wiedziała co robi, kiedy zaproponowała im szaleńczy bieg do wody i przedarcie się bez ubrań na wyspę. Nie zdawała sobie jednak sprawy z tego jak to rozpali jej zmysły! Podobało jej się w chłopaku, że nie zadawał głupich pytań jak to robiła większość. Na ogół zaczynało się to od pytania na temat wieku, a kończyło się na rozmiarze stanika. Wtedy też do akcji wkraczała jej bojowa natura, no bo jak to tak bezczelnie wkraczać na Zosiowe terytorium. Osobnik otrzymywał zazwyczaj odpowiedź adekwatną do zadanego wcześniej pytania, w postaci podbitego oka albo czegoś bardziej finezyjnego, co nie pozwalało mu przez pewien czas złapać tchu. Już się domyślacie o co chodzi? Klasyka. Percy był inny. Miał gdzieś to czy jego ubrania będą wymięte (chociaż pewnie w ich obecnym stanie to raczej niewiele by zmieniło), czy woda będzie za zimna, a na wyspie nie znajdą kolejnych ćpuńskich krzaków. Czuła, że mogłaby z nim konie kraść, a sama myśl o tym sprawiała, że znów przyspieszyło jej tętno. Niedobrze, niedobrze, opanuj się!
Kiedy zanurkował, miała ochotę do niego dołączyć, a najlepiej przyciągnąć go mocniej do siebie i skończyć w namiętnym, podwodnym tańcu. Odepchnęła tymczasem tą myśl na bok i skupiła się na swoim celu. Miała przecież dostać nagrodę! Postarała się, no nie? On dostanie swoją nagrodę pocieszenia w stosownym czasie, a do tego momentu chciała zobaczyć cóż to takiego wymyśli, a żeby ją za jej cudne starania nagrodzić!
Wynurzył się zaledwie kilka centymetrów obok, a ona poczuła jak krew dudni jej w uszach. Podobało jej się panujące napięcie. Powoli przejechała wzrokiem od dołu do góry, jeszcze bardziej zwalniając na wysokości torsu, a kończąc na ustach. Tam zrobiła dłuższą chwilę, obserwując ich kształt i zastanawiając się nad tym jak smakują i jakie są w dotyku. Znowu przygryzła wargę wcale nie taka dumna ze swoich myśli. Jego oczy teraz otrzymały w prezencie jej przenikliwe spojrzenie.
- Twoją nagrodą zajmiemy się zaraz - wymruczała cicho, nie spuszczając z niego wzroku. Podniosła dłoń i oparła ją o swoje usta. Wyglądała teraz jak rasowa kokietka, acz zupełnie nieświadomie!
- S'il vous plaît, monsieur! Obędzie się bez podpowiedzi - w jej oczach pojawił się tajemniczy błysk. - Liczę na Twoją inwencję i wierzę, że bez wątpienia mnie zaskoczy - tego była pewna. Był niekonwencjonalny, a to przede wszystkim najbardziej przyciągało ją w ludziach. Zdawało się, że odkrywał karty za nią samą. Przekrzywiła głowę w oczekiwaniu na swoją nagrodę, a że dzieliło ich zaledwie kilka centymetrów, ten niewinny ruch sprawił, że droga od jej twarzy do jego, zmniejszyła się przynajmniej o kolejne trzy. Ups.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4873
  Liczba postów : 969
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Gracz






PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Sro Cze 12 2013, 11:03

No i pięknie. Teraz nie mógł zawieść Zoe, nie mógł po prostu jej pocałować. Rozpaczliwie zastanawiał się, co zrobić, by nie wypaść z roli. Czuł, że długo nie wytrzyma, jego rozum zaczął milknąć, a kontrolę przejmowało ciało. Zoe była tak cudownie pociągająca, kusząca... grała w jego grę, grali w nią razem, zwodząc się wzajemnie, przyciągając.
Percy nie wiedział, co robić. Miał ją zaskoczyć? Chciałby, ale dudnienie krwi w skroniach utrudniało myślenie, a jego ciało żądało jej ciała. To było zbyt trudne, pokusa zbyt wielka, by jakikolwiek mężczyzna mógł się jej oprzeć. Follett zdecydował się więc na półśrodek- pocałował ją mocno, zachłannie, przyciskając na chwilę do siebie, po czym chwycił na ręce i rzucił się razem z nią na głębszą wodę. Jej usta miały cudowny smak, były tak rozkosznie miękkie i delikatne, a jej ciało tak kruche, że gdyby ścisnął mocniej, mógłby ją złamać wpół. Znalazłszy się pod wodą, odnalazł znów jej wargi i ucałował je namiętnie. Zimna woda powinna ostudzić nieco jego zapał, jednak tak się nie stało. Napięcie wciąż rosło, Percival z trudem nad sobą panował, ale był za dobry w tę grę, zwaną uwodzeniem, by dać się ponieść emocjom już teraz.
Po chwili wynurzył się, wciąż trzymając pannę Champion na rękach. Zajrzał jej w oczy z łobuzerskim uśmiechem, spojrzenie miał nieco nieprzytomne- jego ciemne oczy lśniły dziwnym blaskiem. Wyglądała uroczo z mokrymi włosami oblepiającymi jej zgrabną główkę. Trzymając ją w ramionach czuł się władcą świata.
- Hmm... to była Twoja nagroda, mon petit... czekam na swoją- wyszeptał jej do ucha, owiewając małżowinę Zoe gorącym oddechem, jednak nie dotykając jej wargami.

(przepraszam, że tak krótko i marnie... :c)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Cannes
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 0
Dodatkowo : Teleportacja, metamorfomagia
  Liczba postów : 480
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5421-zoe-champion
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5422-zoe-zaprasza-cie-do-znajomych-przyjmujesz-zaproszenie-czy-sie-boisz
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5423-albert-czyli-sowa-bez-mozdzka-zoe




Gracz






PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Sro Cze 12 2013, 21:49

STAŁO SIĘ. To przed czym dzisiaj tak bardzo się wzbraniała. Cholera. Zrobił dokładnie to na co miała ochotę. Właściwie to czuła się z tym wyśmienicie, a na dodatek ON to zrobił PIERWSZY. Wiedziała, że to może zabrzmieć dziecinnie, ale w głębi duszy czuła się jak usatysfakcjonowany tygrys, któremu udało się wyczaić jakąś fajną kolację. Wszak już kilka razy udało jej się porównywać Precy'ego do jedzenia, więc nie ma co się dziwić, prawda? W pierwszym momencie poczuła zaskoczenie. Wiedziała, że to w końcu nastanie. Czuła narastające napięcie, które tworzyło się między nimi z każdą chwilą. Mimo wszystko jednak, w momencie kiedy jego usta zetknęły się z jej ustami to było jak długo wyczekiwana niespodzianka. Na Merlina, jak ona teraz bardzo chciała zedrzeć z niego ubranie (z pominięciem faktu, że zrobiła już to wcześniej siłą sugestii) i rzucić go na trawę albo na delikatny piasek, który znajdował się na brzegu wyspy, u zejścia do wody. Chciała teraz czerpać z niego garściami, a on rozpalał jej wszystkie zmysły. Jej serce biło jak szalone. Dawno tak się nie czuła. Właściwie nigdy. Większość mężczyzn jakich spotykała, nudzili ją już po pierwszych kilku godzinach. Ci, którzy dotrwali do 'związku' z nią również nie przetrwali za długo. Ona była zbyt dynamiczna, potrzebowała wybuchu emocji, jak przy otwarciu puszki Pandory. Interesowały ją osoby nieprzeciętne, znające swoją wartość, ale nie obnoszące się z tym. Takie, które będą w stanie powiedzieć 'dawaj uciekamy na drugi koniec świata teraz już' i potrafiły to zrealizować. Lubiła przygody, w dobrym tego słowa znaczeniu. Dla niej istniały dwa rodzaje namiętności. Taki który czuła przy narastającym pożądaniu, taki który nie przetrwałby dłużej niż jedną noc oraz ten, który sprawiał że jej głowa eksplodowała, a ona czuła się jakby mogła w tej chwili zostać panią świata. Ten właśnie miał siłę przebicia. 
Pomimo uczuć jakie nią zawładnęły, potrafiła pozostać opanowana. Wymagało to cholernej siły woli, a ta słabła u niej z każdą sekundą, ale wykrzesała z siebie resztki i oddychając powoli, spojrzała mu głęboko w oczy. Rany, chciała żeby znów ją pocałował. I jeszcze, i jeszcze póki nie wykończą się nawzajem i nie padną tam na zielonej trawie, wśród gęstwin. Rozpierała ją duma, że wpadła na tak genialny pomysł jakim było zabranie Folletta nad ten staw. Normalnie nie dosyć, że zołza, to jeszcze i geniusz! Oczy jej błyszczały pełne ekscytacji, a ona oblizała wargi, rozkoszując się wspomnieniem dotyku jego ust. 
- Nieźle to wymyśliłeś - rzuciła półszeptem pochwałę w jego stronę. Nie musiała mówić głośno. Przecież trzymał ją w ramionach. Gdyby mogła roztopiła by się w nich tu i teraz. Trzymała jednak pewien pion i odchyliła teraz nieznacznie głowę, kiedy musnął jej ucho swoim ciepłym oddechem.
- Mówisz - stwierdził, niby to pytając niby to rzucając niczym słowo na wiatr. Nie była jednak osobą, która nie wywiązywała się ze swoich obietnic. Zoe to kobieta honorowa była, a i jakoś całkiem spodobał jej się fakt, że miała mu teraz ona dać nagrodę. Co prawda kusiło ją  żeby dać mu w nagrodę to samo co i on jej dał, jednak w zamyśle miała odrobinę finezji. Może i nie był to jakiś wyszukany pomysł, ale liczyła się dla niej jego realizacja. Paliło ją żeby przycisnąć go jak najmocniej tylko potrafiła, jednak ona zbliżyła tylko swoją twarz ku jego i złożyła na niej subtelny, acz głęboki pocałunek. Wyśliznęła się z jego ramion i leciutko niczym płatek zaczęła spływać w dół, w głąb jeziora, muskając przy tym ustami jego obojczyk, klatę, a potem pępek i zupełnie niknąc w wodzie. Wcieliła się teraz w postać nimfy i powoli opłynęła go tak, że teraz wynurzyła się dokładnie za jego plecami, podziwiając kształtny tyłek i dobrze zbudowane plecy. Korciło ją żeby go uszczypnąć albo ścisnąć za pośladek, ale z miną profesjonalisty zaniechała tej czynności. Jeszcze nie teraz hehheh. Wznoszac się do góry przejechała opuszkami palców, podążając od jego kości ogonowej ku miejscu między łopatkami. Złożyła teraz delikatny pocałunek na jego szyi, a zaraz potem drugi, bardziej intensywny, przy którym wpiła się w jego skórę na dłużej. Chciała mu powiedzieć 'masz mnie' jednak wydukała tylko:
- Starczy - potem odwróciła go do siebie, tak że stali teraz twarzą w twarz. No dobra, ona stała twarzą w jego tors, bo wysoka szczególnie jakoś nie była, no ale mniejsza. Uśmiechnęła się z nonszalancją, posyłając mu zalotne spojrzenie. Zosinka kokoszka wbiła teraz palec w miejsce jego splotu słonecznego i popukała w nie kilka razy. Oczywiście nie za mocno, więc tchu mu raczej nie odjęło. No chyba, że na jej widok, to co innego! 
- To była nagroda pocieszenia, kto wie jak by wyglądała gdybyś wygrał - wywróciła oczami niby od niechcenia, a na jej twarzy pojawił się uśmiech typowy dla każdego chochlika. W jej oczach pojawiły się niebezpieczne iskierki. Przygryzła nerwowo wargę. No już, już. Koniec tego dobrego, kobietą z klasą była, więc nie mogła się rzucić na niego jak pierwszy lepszy chłop na ciągnik.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4873
  Liczba postów : 969
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Gracz






PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Czw Cze 13 2013, 09:51

+ 18

Och, jego nagroda pocieszenia w pełni go usatysfakcjonowała. Jej delikatny dotyk, jej pocałunki spadające na wrażliwą szyję Percivala były czymś absolutnie cudownym, co odebrało mu resztki rozsądku i zdolności panowania nad sobą. Gdy wodziła opuszkami wzdłuż jego kręgosłupa, nie mógł się powstrzymać przed gwałtownym wciągnięciem powietrza i zaciśnięciem dłoni w pięści, żeby nie chwycić jej i nie zachować się jak skończony brutal. Miękkie wargi Zoe pieściły szyję Percy'ego, który z każdym ich muśnięciem coraz bardziej pragnął zakończenia tych gierek, które, mimo że bardzo przyjemne, odwlekały chwilę, na którą oboje czekali. Odchylił głowę do tyłu, rozkoszując się jej dotykiem i próbując zapanować nad wyobraźnią, która podsuwała mu coraz to nowe obrazy z nim i Zoe w roli głównej.
Gdy stanęła na powrót przed nim z tym swoim uroczym, psotnym uśmiechem, Percival nie miał już nawet siły zastanawiać się nad tym, jak mogłaby wyglądać główna nagroda. Była zachwycająca i niech tylko ktoś spróbuje zaprzeczyć, a dostanie od Folletta w zęby. Zachwycająca mała kokietka, która rozpaliła w nim ogień pożądania, który zaczął go spalać od środka. Nie powiedział już ani słowa, może to niezbyt grzeczne z jego strony, ale teraz czuł głęboką potrzebę działania. Objął więc Zoe mocno i pocałował zachłannie w usta, dając upust namiętności, którą wyzwoliła w nim panna Champion. Bezwstydnie położył dłonie na jej zgrabnych pośladkach i zacisnął lekko palce, rozkoszując się ciepłem i sprężystością ciała dziewczyny. Nie potrafił już utrzymać rąk przy sobie, błądziły więc po ciele czarującej Ślizgonki, badając miękkość jej skóry, wszystkie zagłębienia i wypukłości, aż zatrzymały się na piersiach dziewczyny, które Percy zamknął w swoich ładnych, długopalcych dłoniach. Po chwili pochylił się, właściwie ukląkł, i zaczął chciwie całować te dwie doskonałe w swoim kształcie półkule. Całe jego wcześniejsze opanowanie zniknęło bez śladu i teraz nic nie mogło powstrzymać jego wybuchu namiętności. Wreszcie wyprostował się i wziął dziewczynę na ręce, równocześnie gorąco ją całując, po czym ruszył w stronę brzegu wysepki. Serce waliło mu jak młotem, a wszystkie myśli wywietrzały z głowy. Liczyła się tylko jego śliczna zdobycz. Ułożył Zoe na trawie, rozkoszując się widokiem jej nagiego ciała, jasnych piersi unoszących się w rytm przyspieszonego oddechu. Zawisł na moment nad jej zmysłowymi ustami, po czym pocałował ją ponownie, nie mogąc sobie odmówić tej przyjemności. Jego dłonie badały zarys jej piersi, bioder, a potem wewnętrznej strony zgrabnych ud... Oderwawszy się od ciepłych ust dziewczyny, zajął się całowaniem jej dekoltu, a potem piersi, błądząc po nich językiem i drażniąc zębami. Nie mógł się opanować, panna Champion w końcu się doigrała, ale raczej nie powinna mieć nic przeciwko temu...
- Jesteś cudowna, Zoe...- wyszeptał ochryple, wdychając zachłannie zapach jej rozgrzanego ciała i czując bolesne wręcz pożądanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Cannes
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 0
Dodatkowo : Teleportacja, metamorfomagia
  Liczba postów : 480
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5421-zoe-champion
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5422-zoe-zaprasza-cie-do-znajomych-przyjmujesz-zaproszenie-czy-sie-boisz
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5423-albert-czyli-sowa-bez-mozdzka-zoe




Gracz






PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Sro Cze 19 2013, 01:19

Mówią żeby uważać zanim się wejdzie do jaskini lwa. Takiego lwa z kolei Percival obudził u kruchej brunetki, która teraz przelewała mu się w rękach między westchnieniami rozkoszy. Na co dzień stanowcza i przebiegła, w jednej chwili uwolniła skrywaną pod połami złośliwości namiętność, a burza uczuć zaczynała z każdą chwilą coraz bardziej szaleć. Mimo, że często towarzyszyła jej paląca potrzeba przejmowania nad wszystkim kontroli, tym razem pozwoliła się poddać uczuciom. To on zrobił kolejny ruch, przenosząc ją na trawę. Niewinne wpierw pocałunki, zaczęły płonąć pożądaniem, a każda sekunda spędzona z nim była jak w oceanie perła. Tak naprawdę czuła się jakby szybowała gdzieś nad tymi wszystkimi polami, niczym nimfa, a potem z boczku przysiadła i tylko przyglądała się temu co się dzieje obok. Jedyne co przemawiało za tym, że to się dzieje właśnie teraz i tu, była żądza która trawiła jej ciało. Sto procent czystej krwi i rodzice, którzy za wszelką cenę próbowali sobie z nią poradzić dało się w końcu we znaki. Była przecież damą. Nie mogła ot tak po prostu zrobić tego czego chciała. No dobra, mogła. Zawsze robiła to co jej się żywnie podobało  i nie miała z tym najmniejszego problemu. To było w niej właśnie takie piękne. Nie przejmowała się tym co myslą inni. Nie ją obchodziły przykre konsekwencje. W życiu starała się niczego nie żałować, bo co jakby kiedyś zrobiła coś inaczej? Może wtedy nie tarzałaby się tutaj w trawie, szczęśliwa z życia. Może coś co  jej mniemaniu zrobiłaby lepiej, zmieniłoby tor jej teraźniejszego życia i skonczyłaby jak o stara panna pożarta przez chorego na wściekliznę czy jakieś inne, bardziej magiczne choróbsko gumochłona. Kto wie. Nigdy nie możemy być pewni swojej przyszłości, a kto inny o niej zadecyduje jak nie my? Bang! To właśnie Zosiowa recepta na szczęście. Nie przejmować się niczym, carpe diem i te wszystkie fajne rzeczy, o których przecież tak często słyszymy, a boimy się z nich skorzystać. Hehs. 
Spod przymkniętych oczu obserwowała kazdy jego ruch, a każdy pocałunek  komentowała cichym jęknięciem albo mruknięciem z rozkoszy. Zatoczyła palcem duże koło na jego plecach , a potem lekko wbiła paznokcie prawej ręki w jego łopatkę. Miała ochotę wbić je głębiej i przyciągnąć go do siebie. A potem nie puszczać. Mogłaby tak spędzić całą wieczność, zasypując go pocałunkami.  Ale chciała jeszcze więcej. Klops. Mówi się, że nie można miec wszystkiego, ale ona to miała gdzieś. Chciała mieć to wszystko.  Najlepiej tu i teraz. Z facetem, którego tak samo obchodziły narzucane zasady jak ją. Każdy inny już dawno zawróciłby naburmuszony po wcześniejszych incydentach albo zażądałby kilku butelek wina przed wkroczeniem nago do jeziora. Hmmm w tym momencie nabrała jeszcze więcej ochoty na to przed czym się powstrzymywała tak usilnie. Wspomnienie jego naprężonych pleców i szelmowskiego uśmiechu działało na nią jak płachta na byka.  Wpiła się ustami w jego szyję i w międzyczasie przeciągnęła dłoń z wbitymi paznokciami, z łopatki w dół, kierując się ku jego nagim posladkom. Korciło ją żeby wymierzyć mu lekkiego klapsa, ale postanowiła złapać mocno za jeden z nich i przytrzymując go tak, obsypać kolejnym tuzinem pocałunków.  Teraz z szyi podążyła szlakiem ku jego ustom. Nie złożyła na nich jednak pocałunku. Odchyliła się lekko do tyłu ( na tyle na ile pozwalała jej  pozycja ) i lśniące z podniecenia oczy wbiła w jego twarz.  Na usta wypełzł jej koci uśmiech, a jej warga znowu znalazła się w pozycji, którą tak bardzo mała szelma uwielbiała. Czyli przygryziona. 
- Mówisz? - szepnęła widocznie zadowolona z siebie, a jednocześnie w jej dosłyszalnym jedynie dla Follettowych uszu tonie zawarła odrobinę tajemnicy i rozmarzenia, które stanowiły idealne odzwierciedlenie jej osoby.
- Teraz cała Twoja - stwierdziła z uśmiechem kokietki. Nie była to oczywiście obietnica długoterminowa, bo Zoe  Champion nie tak łatwo się udawało obdarzyć kogoś zaufaniem. Trudno jej się też było przyznać do tego przed samą sobą, ale chyba trochę bała się prawdziwych związków. jeszcze nigdy nie znalazł się nikt kto podbiłby serce Czempionki i może to strach przed właśnie tym nieznanym wzbudzał u niej niechęć do tego typu przedsięwzięć.

[aaa sory, że tak późno i że taki słaby, ale mam rozwalony komputer, a ten z którego teraz korzystam działa jak mocno nadpsuty maluch xd]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4873
  Liczba postów : 969
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Gracz






PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Czw Cze 20 2013, 00:00

+ 18


Życie Percivala było właściwie idealne. Miał wszystko o czym może marzyć przeciętny człowiek- kochającą rodzinę, przyjaciół, pasję, niewątpliwe powodzenie, urodę i takie tam. Sęk w tym, że Percy nigdy nie kochał. Nie był draniem pozbawionym uczuć, robił to, co chciał, ale nie lubił ranić. Ba, wręcz nie cierpiał, co wcale nie ułatwiało mu kariery casanovy. Każda zapłakana dziewczyna wzbudzała w nim bolesne poczucie winy, chociaż przecież od początku niczego nie obiecywał. Oczywiście zdawał sobie sprawę z faktu, że płeć piękna ma tendencję do idealizowania i przypisywania pewnym zdarzeniom przyczyn dalece bardziej skomplikowanych niż jakikolwiek facet mógłby sądzić. Mimo wszystko czuł się okropnie, widząc zapłakaną twarz i rozdygotane ręce, kilka razy obiecywał sobie, że to koniec, zostanie mnichem albo wyjedzie na Biegun Południowy, gdzie szanse złamania komuś serca są znacznie mniejsze. A figę. Nigdy nic z tego nie wychodziło- na horyzoncie pojawiała się kolejna urocza dama i Percy nie byłby sobą, gdyby się z nią bliżej nie zaprzyjaźnił. A jednak chciał się kiedyś zakochać, właściwie nie kiedyś, a teraz. Lubił zbierać doświadczenia, a to było podobno piękne, więc dlaczego wciąż go omijało? Starał się nie ranić, wbrew pozorom miał dobre serce, ale nie zawsze wszystko wychodziło zgodnie z planem. Takie życie, taka karma. On nigdy nic nie obiecywał, nigdy nie kłamał, można powiedzieć, że w tym swoim uwodzeniu był bardzo uczciwy. Lubił szaleństwa, chociaż znał umiar i potrafił w porę powiedzieć „stop”. Ale dzisiaj nie miał zamiaru się zatrzymywać.
Westchnienia, pomruki i jęki Zoe doprowadzały go do szaleństwa. Bardziej niż gdyby to ona przejęła inicjatywę, zwłaszcza że Percival bardzo lubił dominować. Nie zawsze, rzecz jasna, ale poczucie władzy nad kobietą, fakt, że każdy jego ruch wywołuje natychmiastową reakcję jej ciała, były dla niego czymś wspaniałym, szalenie motywującym. Panna Champion była idealną partnerką do tego typu przedsięwzięcia, gdyż nie była ani zbyt agresywna, ani zbyt nieśmiała. Dawała przyjemność i potrafiła ją przyjmować. Absolutny ideał. Czując jej paznokcie na swojej skórze, syknął cicho i wygiął się w lekki łuk. Plecy były najwrażliwszą częścią jego ciała, każde muśnięcie odczuwał znacznie wyraźniej niż można by przypuszczać, a Zoe doskonale wypośrodkowała tę pieszczotę- wzbudziła w nim jeszcze większe pożądanie, o ile to było możliwe, nie sprawiając przy tym bólu. Teraz to Percy mruczał cichutko, gdy obsypywała jego szyję namiętnymi pocałunkami. Gdy zacisnęła palce na jego pośladku, uśmiechnął się niebezpiecznie, owiewając gorącym oddechem jej ucho i starając się jeszcze przez chwilę nie poddać żądzy, która zawładnęła jego ciałem i umysłem. Nie mógł już dłużej kontynuować tej gry, jego opanowanie też miało pewne granice, do których właśnie dotarli.
- Cała...? Z każdym... wzgórkiem i zagłębieniem...?- szepnął Percival, zaglądając w oczy Zoe i oddychając niespokojnie. Lekkim ruchem rozchylił jej ciepłe uda i stopił się z nią w jedno ciała, wydając przy tym cichy jęk rozkoszy. Odetchnął głęboko zapachem jej skóry, przywierając wargami do jej szyi i poruszając się powoli. Czuł się szczęśliwy, trzymając w ramionach tę kruchą istotkę, oddychając z nią w jednym rytmie. To było ukoronowaniem tego dziwnego, choć fascynującego dnia, który spędził razem z panną Champion, a który zaostrzył mu apetyt na uroczą Ślizgonkę.
nie ma sprawy, komputer to istota złośliwa! Mój mało wydarzony, przepraszam, ale chyba przemęczenie po szalonym dniu...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Cannes
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 0
Dodatkowo : Teleportacja, metamorfomagia
  Liczba postów : 480
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5421-zoe-champion
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5422-zoe-zaprasza-cie-do-znajomych-przyjmujesz-zaproszenie-czy-sie-boisz
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5423-albert-czyli-sowa-bez-mozdzka-zoe




Gracz






PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Sro Cze 26 2013, 13:41

Była dużą dziewczynką i była również pewna tego, że ze złamanym sercem też by sobie poradziła. Nigdy jednak jeszcze coś takiego się jej nie przytrafiło, a ją nazywano suką bez serca. Tak, to było okrutne nazewnictwo, zwłaszcza że Zoe nic na to poradzić nie mogła. Czasem nawet miała chwile zwątpienia, w których zastanawiała się czy może rzeczywiście podczas procesu jej powstawania, ktoś zapomniał o dołączeniu pakietu uczuć wraz z umiejętnością ich używania. Na to odpowiedzi nigdy nie znalazła, a i jakoś specjalnie sę tym wcale nie przejmowała. Może i państwo Champion potrafili dbaći troszczyć się o swoje dzieci, ale oprócz Zosiowego prawdopodobieństwa braku organu w postaci serca, u Fredysia prezentował się on inaczej. Tutaj wręcz można było być pewnym, że serducho zamienił na przelicznik korzyści. Chociaż kiedy spotykał się z Zoe, braciszek wyciągał na ręce swoje resztki tegoż walentynkowego kształtu. Jednym słowem można określić rodzinę Championów za najzwyczajniej w świecie dziwną. A czemu tak? Ponieważ wszystko co nowe i nie do nieodgadnięcia w większości ludzie uznawali za złe, dziwne i w ogóle fujka. Wcale nie traktowali tego z fascynacją godną każdej mistycznej tajemnicy fascynacją. Nie, po prostu od razu spisywali to na straty.
także jeżeli chodziło o miłość, Ślizgonka była w tym równie nowa jak Kanadyjczyk, z tą jedną różnicą że ona nigdy nie mówiła stop. To znaczy wiecie, nie w tym znaczeniu ladacy, co nie mówi stop za kazdym razem kiedy ktoś sugeruje jej rozwarcie nóg. Po prostu nie bardzo zdawała sobie sprawę z tym, że ktoś może jednak przez nią cierpieć. Mimo jej wielu cudownych cech, które zachęcały do poznawania życia, miała w sobie co nieco egoizmu. Nikt nie jest idealny, a ona tym bardziej. 
Teraz z kolei była rozpalona do cna i tylko czekała aż jej płomień będzie mógł wybuchnąć gorącą lawą, która spali wszystko dookoła. Jej ręce błądziły  po ciele Folletta w celach czysto poznawczych, sprawdzając każde jego zagłębienie na ciele, każdy pagórek, pieprzyk. 'Chciałabym, żebyś miał ulubiony pieprzyk, który potajemnie byś kochał, dlatego, że jest w ukrytym zakamarku, którego nikt inny nie może zobaczyć.' Wojownicza księzniczka Zoe może i nie wyglądała na taką i broń Cie Merlinie, nikt o taką jej by nie posądził, ale miała w sobie odrobinkę ckliwości, a ten cytat należał właśnie do tej drobiny. 
Już dawno przekroczyła granicę, po której tak ochoczo balansowali. . Sen teraz stał się jawą, a jej nie było nic w stanie powstrzymać. Teraz była w stanie obdarować go całą namiętnością, którą zgromadziła w sobie przez ten cały czas. Zachłannie zbierała pocałunki z jego ust, nie przestając wbijać lekko paznokci w jego plecy, za każdym gwałtowniejszym momentem. Pomruki i ciche jęki, zastąpił teraz przyspieszony oddech i chęć pochłonięcia go całego. Magiczna chwila zdawała się narastać z sekundy na sekundę, wypełniając powietrze swoim magicznym pyłem.
- No przecież mówię, że cała - szepnęła, marszcząc brwi w udawanym gniewie. Nie była przecież w stanie się teraz złościć, a i nie miała o co. Przycisnęła go mocniej do siebie, jakby teraz jej marzeniem było połączyć ich w jedno. Czuła rosnącą żądze i fascynację, które wzbierały w niej przez cały dzień. Nikt y nie pomyslał, ze tak potoczy się obrót spraw, że wylądują dzisiaj na jej ukochanej magicznej wyspie, magicznej w sentymentalnym tego słowa znaczeniu. Chyba nikogo jeszcze tu wcześniej nie przyprowadziła. Sama nie wiedziała. Nie była teraz w stanie myśleć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4873
  Liczba postów : 969
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Gracz






PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Czw Cze 27 2013, 21:43

+18

Percival uwielbiał kobiety. I nie chodziło tylko o doprowadzenie do takiej sytuacji jak ta, w której obecnie znajdowali się z Zoe, chociaż stwierdzenie, że miał coś przeciwko takim zwrotom akcji, byłoby kłamstwem. Uważał, że bycie kobietą, to stan umysłu, a nie tylko figura, ciuchy i inna budowa narządów płciowych, więc fascynowały go panie wszystkich kształtów- byle miały osobowość. Uwielbiał zarówno miękkość rozmiaru 44, jak i kruchość 36. Był też wielkim miłośnikiem wszystkich owoców- jabłek, gruszek, pomarańczy, melonów, a nawet mandarynek, jeśli harmonizowały z resztą ciała. Piegowate, śniade, ciemnoskóre, blade i rumiane- podziwiał je wszystkie, jeśli miały w sobie coś, co wyróżniało je spośród innych. I niekoniecznie musiała być to uroda.
Nagle wszechświat zacieśnił się do ich dwojga, do splecionych ciał, przyspieszonych oddechów i głębokich pomruków. Przesunął jedną dłonią po aksamitnym udzie Zoe, po raz kolejny w swoim życiu dochodząc do wniosku, że ciało kobiece jest największym cudem natury, szczytem doskonałości. Przywarł do niej mocniej, a z jego ust wyrwał się cichy jęk rozkoszy. Percival zaczął delikatnie kąsać szyję i ramiona Zoe, wdychając chciwie zapach jej rozgrzanej skóry i zupełnie zatracając się w ich wspólnym rytmie. Przesunął koniuszkiem języka po jej obojczyku, mając wrażenie, że rozpada się na drobne kawałki, które oblepiają ciało dziewczyny. Czuł każde jej drgnienie, oddychał w tym samym rytmie co ona, a ich westchnienia i ciche pomruki zlewały się ze sobą w jeden dźwięk.
Była taka krucha, taka filigranowa, że bał się przygnieść ją zbyt mocno do ziemi. Ale teraz nie miał siły o tym myśleć, nie w obliczu tego cudownego splotu ciał, jej zapachu i narastającej żądzy.
- Nauczę się... na pamięć każdego... wzgórka i każdego... zagłębienia- wyszeptał jej ochryple do ucha, muskając je językiem i owiewając gorącym oddechem. Właściwie w tej chwili mógłby nastąpić koniec świata, a oni nawet by tego nie zauważyli. Z każdą minutą stawało się coraz ciemniej, coraz chłodniej, ale ich rozgrzewała namiętność, która wciąż przybierała na sile. Pocałował Zoe zachłannie, marszcząc brwi w uniesieniu i palce jednej dłoni zaciskając na jej gładkim udzie. Nie był w stanie myśleć o czymkolwiek innym niż o pragnieniu, żeby być jeszcze bliżej niej, stopić się w jedno ciało i tak trwać. Poruszył się mocniej i przygryzł wargę Zoe, patrząc jej w oczy z pożądaniem, które zupełnie odbierało mu klarowność myślenia.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Romford
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 203
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 202
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6086-charles-cartwright#172522
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6089-charles#172568
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6090-sowa-charlesa#172571




Gracz






PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Pią Lip 19 2013, 02:19

W przeciągu tak krótkiego czasu wszystko wywróciło się do góry nogami. Zabawne. Co jak co, ale los zawsze potrafił zaskoczyć, momentami bardziej, niż byśmy się tego spodziewali. Całej sytuacji Charles nie chciał już nawet sobie przypominać… Wszystko działo się szybko, a rezultaty swoich działań mógł teraz podziwiać. Już było mu wszystko obojętne. Wrócił poprzedniego dnia do swojego domu w Romford, zaskakując swoją obecnością babkę i matkę. Cóż, nie spodziewały się go już raczej zobaczyć aż do następnych wakacji… Pech. Może pobita twarz chłopaka ucieszyła przynajmniej najukochańszą Elizabeth Cartwright, może nawet na pewno. Nie chciał jednak o tym myśleć, nie chciał w ogóle wychodzić z swojego pokoju, nie chciał iść na to głupie spotkanie, które wyznaczył mu profesor Farid. Nie miał jednak zamiaru teraz go unikać, bo jego sytuacja i tak była niestabilna. Nie miał jednak pojęcia, czego oczekiwać. Mowy moralizatorskiej, pragnienia usłyszenia wyjaśnień co do sytuacji, czy może jakichś nowych konsekwencji?
Nieważne. Chciał mieć to za sobą i mieć spokój, po prostu… Im mniej obowiązków na głowie, tym lepiej.
Zjawił się w wyznaczonym miejscu o wyznaczonej godzinie, według informacji zawartych w liście, który otrzymał. Nikogo jeszcze nie było. W zasadzie, jeśliby popatrzeć na zegarek, to zjawił się parę minut przed czasem. Pewnie to dlatego. No nic, zaczeka. Stał więc spokojnie, z założonymi rękoma na piersi, rozglądając się leniwie wokoło. Nie czuł stresu, ani strachu, nie było też śladu radości czy smutku. Chyba w obliczu tych wszystkich zdarzeń takie spotkanie nie robiło już na nim większego wrażenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Kanada, Hamilton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 716
Dodatkowo : pałkarz, kpt
  Liczba postów : 658
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5551-filip-stone#160789
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5553p60-fiflaka-mafia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5558p15-fifi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8421-filip-stone#238190




Gracz






PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Pią Lip 19 2013, 22:49

W jego życiu też się troszkę namieszało. Jednego dnia miał dziewczynę, a drugiego już nie. No proszę was. Najdłuższy związek ever. Podejrzewam nawet, że stosunek niektórych par trwa dłużej. No ale, nie wnikajmy. Filip wrócił do domku wściekły i od razu spakował walizki, jeszcze zanim otrzymał wiadomość o szlabanie. List od nauczyciela go raczej nie zaskoczył, ale dał pretekst by wynieść się z tej przeklętej Japonii, jak najszybciej. Chyba prędko tu nie wróci.
Rodzice, jak i bracia Filipa byli nieco zaskoczeni jego wcześniejszym powrotem, ale gdy wyjaśnił sytuację, o dziwo- nie byli wściekli. Nie na niego. Raczej na Lailę. Bowiem nasz Fifi opisał wszystko ze szczegółami. O tym, że zgodziła się z nim być, a potem zdradziła, uprawiała seks z innym. Bracia, pierwszy raz od dawna, mu współczuli. I go nawet przytulili. Jak uroczo!
A potem musiał zjawić się w Hogsmead. Miał ochotę olać ten cały szlaban, ale matka mu nie pozwoliła. Powiedziała, że musi to załatwić i tyle. Stawił się więc w wyznaczonym miejscu i stanął sobie gdzieś z boczku, jak najdalej od Charlesa, nawet na niego nie patrząc. Bo i po co? Był tylko ciekaw, czy jego nos jest już w porządku. Jeśli tak, to Filip z przyjemnością mu go znów rozkwasi.
Nie no, dobra, to tylko jego myśli, złe myśli. Nie zrobiłby tego jeszcze raz. Wystarczy, że nie może grać w pierwszym meczu. To jakoś przeżyje, ale jak zawieszą go na cały semestr, to równie dobrze może wracać do Riverside. Ostatnio zaczął poważnie rozważać tą kwestię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 46
Skąd : Afganistan
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 194
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak lunarny
  Liczba postów : 163
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3419-relacje-farida-sherazi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3550-farid-sherazi#108437




Gracz






PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Pią Lip 19 2013, 23:39

Głupie bachory, bezsensowne decyzje. Brak jakiejkolwiek ogłady. Kiedyś dzieciak przyszedł na skargę to tylko w twarz dostał z otwartej i jeszcze polano go ukropem, żeby czuł nie chęć i resztę negatywnych uczuć. Dziś? Dziś każdy gówniarz potrafi pokazać "na co go stać". Niech by tylko przy nim tak się zachowali, to aż avada się w kieszeni otwiera. Nie wierzył, że Aden dał się im sponiewierać. Sam nie wyruszył do Japonii, bo miał inne sprawy do załatwienia. A teraz Hampson mu pisze, żeby się zajął chłopakami. A co to znaczy? Ma się zajmować dziećmi? Skoro bachory były głupie, to jakie z tego inne wyjście, jak nie rozrąbać czaszki i wstawić tam jakiś zaklęć, które wspólnie pozwolą im na większe myślenie niż to, co tam teraz mają. Warknął wściekły przyglądając się papierom. Już on musiał dowiedzieć się z kim będzie miał do czynienia. Jeden to oczywiście z Riverside. Jakiś przyjezdny. Farid nie rozumiał po co Gareth nazwoził tutaj tej gówniarzerii. Ni to ładnie, ni to przepięknie. Żeby jeszcze grali dobrze w quidditch'a, ale Ci "zapaleni sportowcy" na trening przyszli garstką. A zatem widać było kto się sportem interesuje. Przyjechali zajmować łóżka i marnotrawić czas, bo na nic innego ich stać nie było. A jakże. Wszyscy buntownicy tacy, że aż dech w piersiach zapiera. A drugi? Drugi to ten Charles Cartwright z Gryffindoru. Farid musiał przyjrzeć się aktom chłopaka, bo oczywiście nie pamiętał jego twarzy z korytarzy. Tak to jest jak się człowiek nie wyróżnia z tłumu to niknie.
Ale teraz Farid szedł na to spotkanie pewny tego, że zaraz ich wszystkich zabije. Co ta za pomysł, żeby to on miał ich zabawiać? Niby miał im dać grzechotki posadzić w piaskownicy i rozmawiać: "a teraz drogie dzieci nauczycie się rozwiązywać konflikty bezstresowo"? Nie. Nienawidził tego. Nie był dobrym psychologiem. Sprawa była grubsza. Farid orientował się o kogo im poszło. Widział w Howett potencjał na Lunarną. Tym bardziej teraz, kiedy obaj jej faceci okazali się beznadziejni w walce. Może nawet pozwoli jej zostać wilkołakiem lunarnym? Trzeba będzie to dobrze rozegrać. W końcu to był prefekt. Żałosne tytuły osobników, którzy noszą te plakietki jakby co najmniej ktoś im wsadził diamenty w pewną część ciała. Już dawno mówił, żeby to znieść, ale w pewnym momencie zorientował się, że to jest dobry sposób na zaobserwowanie ich charakterów w walce. A zatem nie sprzeczał się z Hampsonem. Niech sobie będą Ci prefekci.
Odzywanie się do nauczyciela wulgarnie? Zdając sobie sprawę, że zaraz na niego rzucą się z pięściami szedł z wypiętą piersią jak na wojnę. A niech im będzie. Niech czują strach. W końcu doskonale chyba znali możliwości Farida. Tym bardziej, że będąc sam na sam poza murami szkoły może ich nawet... Torturować.
- Dobry wieczór. - Warknął zirytowany widząc, że stoją tu jak dwa kozły ofiarne gapiąc się na siebie jak na dwa knuty na ulicy. Jak dla Farida facet to ma być facet i ma walczyć o coś co chce zdobyć, a skoro Stone znał tylko sposób na pobicie przeciwnika... Trzeba jednocześnie wykonywać dwa ruchy. Może kiedyś go tego nauczy. Farid mistrz podrywu? Raczej umiał manipulować ludźmi.
- Wy. Wyskakiwać z ubrań. Czeka was kąpiel w stawie, w którym jest bardzo zimna woda. Uważałbym, bo dno jest pokryte ostrymi kamieniami. Ale macie być bosi. Macie iść prosto przed siebie. Jeśli któryś się zatrzyma to przysiegam, że poczuje na plecach magiczne zaklęcie. - Warknął nie pytając o ich wytłumaczenia. Chcieli się bawić? Proszę bardzo. Miłej zabawy.
- To was może nauczy, że język trzyma się za zębami. Dla przykładu, każdy krzyk, jęknięcie czy coś... Będzie nagradzane jakby prądem w wasze plecy. Też uważałbym. Milczenie jest złotem.

kostki:
* parzysta - wchodzisz do wody i idąc przed siebie rzeczywiście czujesz, że ostre kamienie przecinają Ci skórę, ale chyba musisz iść dalej
* nieparzysta - przecież nie będziesz wchodził do wody! To jakaś kpina! Po chwili jednak "przypadkiem" zostajesz zepchnięty w bagna, co przywodzi Ci na myśl, że nauczyciel nie żartował i przystępujesz do dziwnego zadania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Romford
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 203
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 202
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6086-charles-cartwright#172522
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6089-charles#172568
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6090-sowa-charlesa#172571




Gracz






PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Nie Lip 21 2013, 22:57

Obecność Filipa najzwyczajniej w świecie ignorował. Wolał udawać, że go nie widzi, niż po raz kolejny wdawać się w sprzeczki. Już wystarczyło mu problemów na głowie, a nigdy nie wiadomo, jak łatwo tym razem obaj daliby się sprowokować. Zmarszczył brwi, kiedy zauważył, że Farid w końcu idzie w ich stronę. Nie rozumiał, czemu tak się puszy (cała jego postawa była jakaś dziwna, jakby chciał podkreślić, kto tu rządzi), ale nie skomentował tego, ani nie zareagował w żaden inny sposób, że zwrócił na to uwagę. Po prostu stał. Niech powie co ma powiedzieć, zrobi co ma zrobić i w końcu ich wypuści.
-Dobry wieczór – odpowiedział głosem wypranym z emocji, z czystej grzeczności. Niesamowite, jak bardzo stał się na to wszystko obojętny. Poniekąd jakby to wszystko wcale go nie dotyczyło.
W zasadzie powoli się ściemniało. Nie powiedziałby też, że było szczególnie ciepło, tak mimo wszystko. Może dlatego tak zdziwiły go następne słowa nauczyciela… Nie, one zadziwiały same w sobie. W jego głosie słychać było pewnego rodzaju słodką zemstę, tylko za co? Charles nic mu nie zrobił, nigdy nie skierował do niego niemiłych słów, generalnie mało co go znał. No i jeszcze… Grożenie zaklęciami? Czy to w ogóle było zgodne z czarodziejskim prawem i regulaminem szkoły? Od kiedy nauczyciele mieli takie przywileje? Chyba naprawdę go powaliło. Widocznie wiedział, że każde nieprzyjemne słowo skierowane w jego stronę może złożyć się do wydalenia Charlesa z szkoły, a Filip… Cóż, go też. Nie mogli się stawiać, nie mieli tu świadków, a w dodatku byli daleko poza terenami szkoły. No i było nie było trwały wakacje. Cała sytuacja była po prostu nienormalna. Charles w jednej chwili był tak obojętny, że patrząc z perspektywy osoby trzeciej, zapewne najzwyczajniej w świecie by siebie nie poznał, a w drugiej wszystko znowu w niego uderzyło, cała ta złość, która towarzyszyła mu pod koniec bijatyki z Filipem. Choć nie, to był tylko jakiś jej pierwiastek. Wtedy naprawdę stracił nad sobą panowanie, jak nigdy wcześniej w życiu… Odpyskowałby brzydko, ale musiał się hamować. Dlatego ugryzł się w język. A po chwili, gdy przemyślał wszystko, mógł w końcu się odezwać.
-Proszę pana profesora, nie wejdę do tej wody. Nie będę sprawiał panu zabawy. Ta kara jest po prostu śmieszna i… - No tak. Nie spodziewał się tego, że facet brał to zupełnie na poważnie. A gdy Charles się sprzeciwił, jakimś cudem od razu wylądował w super bagnie. Świetnie, naprawdę świetnie. Zaraz zacznie w niego rzucać zaklęciami, a nie zdziwiłby się, gdyby był zdolny do jakichś naprawdę nieprzyjemnych. Nie powiedział już nic, poza cichym przeklęciem pod nosem, kiedy cały nasiąknął błotem.
Musiał wstać i jakoś się stamtąd wygrzebać, by potem zdjąć ciążące na nim ubrania, które nagle były zupełnie niewygodne nie tylko pod względem ciężkości, ale i wilgotności. Zdjął bluzę, którą rzucił niecierpliwie na ziemię. Potem koszulkę, również buty, skarpetki i spodnie. Został w samych bokserkach, starając się nie drżeć z niespecjalnie przyjemnego chłodu. Kto jak kto, ale jeżeli on się zaparł, to dawał radę. Tym razem również da, nie podaruje mu radości i przyjemności z tej sytuacji. Zrobi co ma i spada. Idiota, po prostu idiota. Ale nie, nie naskarży na niego nikomu. To byłaby plama na jego męskiej dumie. Skoro chce to załatwić w taki sposób, to bardzo proszę. Rzucił mu tylko chłodne spojrzenie i ruszył w stronę jeziora. Zajebiście, o tak. Zajebiście. Nie odezwie się choćby nie wiem co.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Kanada, Hamilton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 716
Dodatkowo : pałkarz, kpt
  Liczba postów : 658
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5551-filip-stone#160789
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5553p60-fiflaka-mafia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5558p15-fifi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8421-filip-stone#238190




Gracz






PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Czw Lip 25 2013, 17:44

Oni przecież na siebie nawet nie patrzyli. Pfff. Filip i Charles wzrok mieli utkwiony albo gdzieś przed siebie albo na ziemię pod nogami. Tacy byli cwani. A ten nauczyciel co? Od razu wchodzi i się rządzi? Echeś, super. W ogóle to tyle mnie nie było i ciężko mi teraz to wszystko ogarnąć, ale się postaram!
-Dobry wieczór- przywitał się równie grzecznie, co Charles, tonem tak samo pozbawionym emocji, z rękami skrzyżowanymi za plecami. O co chodziło temu facetowi? Przecież Filip i Charles nic mu nie zrobili. Ci nauczyciele z Hogwartu to w ogóle byli jacyś drażliwi. Nawet woźny Riverside miał więcej poczucia humoru i dystansu do siebie, niż oni.
Na marginesie, co ma włażenie do zimnej wody do trzymania języka za zębami? Ten mężczyzna naprawdę myślał, że w ten sposób nauczy ich, że do nauczycieli się nie pyskuje? Chyba nie tędy droga. Podejrzewam, że lepszą metodą byłoby wyrwanie im lub poparzenie języków, no ale... co ja tam wiem. Niech im się wbija to cholerstwo w stopy, to na pewno ich czegoś nauczy. Tiaa.
Czy on im właśnie groził? No ja pierdziele. Myślałam, że kary cielesne, a także groźby już dawno wyszły z mody. I że są niezgodne z prawem. Filip i Charles byli jeszcze niepełnoletnimi czarodziejami (raczej), a ten tutaj wyraźnie się nad nimi znęcał. I to za co? Bo odezwali się nieładnie do jego kolegi? A może Farid stawał w obronie swego kochanka? Soł romantic! Filip był ciekaw, czemu nie pojawił się ten cały jak mu tam, który ich wtedy przyłapał, a Farid. Nie miał odwagi, czy jak? To tylko takie tam domysły Filipa, nie moje.
Miał ochotę parsknąć śmiechem słysząc jego następne słowa. Jak nic im groził. Stłumił ten odruch i tylko zmarszczył lekko brwi, po czym, widząc co dzieje się z Charles, z własnej woli wyskoczył z ubrania i złożył je ładnie na brzegu, wchodząc do wody za Gryfonem. Farid serio myślał, że to zrobi na Filipie wrażenie? On był przecież z Kanady! Tam ich treningi były ostrzejsze niż ta cała kara. Serio. Mówię wam. Woda co prawda mogłaby być ciemniejsza, a pod stopami mógł czuć przyjemny piaseczek a nie to coś, ale da się wytrzymać. Gorsze rzeczy się w życiu robiło. Miał ochotę powiedzieć coś Charlesowi, że wszystko będzie w porządku, czy coś, niemalże go podtrzymać na duchu, jak prawdziwy kumpel, którym nie był, ale się powstrzymał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 46
Skąd : Afganistan
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 194
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak lunarny
  Liczba postów : 163
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3419-relacje-farida-sherazi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3550-farid-sherazi#108437




Gracz






PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Pon Lip 29 2013, 11:50

Drogie dzieci! Chyba się nikt nad wami nie znęcał! Bezstresowego wychowania się zachciało, kiedy każdy bach niewinny i ukarać nie można, bo polityka nowa. Rodzina na swoim! No Farida, aż trzęsło kiedy dowiadywał się o nowych przewinieniach tych upierdliwych dzieciaków, a potem jeszcze wychodziło, że są na tyle beznadziejni, że nie dało się im nic przetłumaczyć. No cóż. Żałość w sercu tego człowieka.
Kary cielesne najbardziej przemawiają do człowieka, bo złych doświadczeń nie chce się powtarzać. I taką zasadę wyznawał Sherazi. I oni się mieli za sportowców? Niby kogo chcieli oszukać? Kogo chcieli omamić? Wielki Stone? Wielki Cartwright? Byle obtarcie, a już ktoś biegnie ich opatrzyć. To nie byli zwycięzcy, którzy powinni nosić medale.
To było dno, do którego Farid nie chciał się zbliżać. Kiedy już widział, że zbliżają się do takiego poziomu wody, że muszą się zwracać machnąć różdżką, co by rzeczywiście zaczęli iść w jego stronę. Podałby im veritaserum, co by odkryć ich myśli, ale akurat zapas zostawił w domu i musiał się poszczycić tym, że wiedział iż teraz wyzywają go w myślach od najgorszych, lecz nie mają na tyle odwagi, co by jeszcze dyskutować o tym na głos.
Dobrze. Milczenie jest złotem. Farid machnął ręką na ich żałosne sylwetki i zniknął w cieniu. Pewien, że tyle tortur wystarczy by ich przekonać, że w życiu ponosi się konsekwencje.

[zt x3]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Francja, Gelihan
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 324
  Liczba postów : 568
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6444-adrienne-lorrain
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6446-adrienne-zaprasza
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6502-adi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7517-adrienne-lorrain#210708




Gracz






PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Sob Sie 10 2013, 21:18

Było ciężko. Jej życie od zawsze nie było usłane różami. Dziewczyna ostatnio miała wiele podejrzeń, że obecna jej matka to nie jest jej prawdziwa matka. Niby Boris ojciec dziewczyny temu zaprzeczał, ale ona mu nie wierzyła. Nie była do niej podobna, w ogóle, a jednak coś po matce powinna odziedziczyć, prawda? Do Borisa nieco była podobna, nawet nie kiedy charakter miała do niego podobny, lubiła go, a nawet kochała. W końcu to był jej ojciec, ale matce nie wierzyła i nie była za bardzo za nią. Powinna czuć chyba więź pomiędzy matką, a córką a tak nie było. Nie kiedy czuła się całkiem jej obca. Dziwne, ale jak najbardziej prawdziwe. Czasami wykorzystywala ją i sprzątała w domu za nią, dlaczego skoro jest czarownicą nie użyje magii, aby wszystko za nią robiono? Czuła się jak ten cholerny kopciuszek, ale co poradzić. Nie mogła opuścić swojego 'rodzinnego' domu, bo gdzie by się podziała? Jednak jak tylko będzie mogła wyprowadzi się gdzieś. A Philippe i Sophie? Jej przybrane rodzeństwo. Kochała ich, ale była bardzo naiwna i bardzo szybko wierzyła ludziom. Oni nie pokazywali tego, ale czuła w głębi duszy, że również jest ich służącą. Może to minie, a może i jej się coś pokręciło w głowie. Ale wiele razy widziała ich w korytarzach szkolnych i jak tylko podeszła do nich widziała ich zmieszanie na twarzy, a więc coś musiało być na rzeczy. Jakoś da radę. Pchała się do ich towarzystwa i często chodziła za nimi jak cień, w końcu to jej przybrane rodzeństwo i musiała mieć z nimi jakiś kontakt. Z Sophie miała nieco mniejszy, nie wiadomo dlaczego, ale z Philippe nie było takiej tragedii, jakoś się tam dogadywali. Byle jak, ale się dogadywali. Ale czy przyjdzie czas, że Ci ją zaproszą kiedyś do Miodowego Królestwa, czy też do Świńskiego Łba? Zazwyczaj to sama namawiała ich na wspólne wyjście, często się zgadzali.
A jeśli chodzi o Hogsmeade, to właśnie tutaj dzisiejszego dnia zawędrowała Adrienne. Nie pojechała do Japoni, bo nie czuła takowej potrzeby. Słyszała, że wakacje w Japoni dobiegają końca dlatego też udała się tutaj, bo miała nadzieję, że kogoś tutaj spotka, ale idąc główną ulicą nikogo ciekawego i godnego uwagi nie dostrzegła, dlatego zaszła do obrzeży wioski. Staw na który często przychodziła ze swoją przyjaciółką uważała za bardzo dobry pomysł na spędzenie wolnego czasu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Wiek : 23
Skąd : Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 237
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 361
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6357-anthony-roberts
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6358-jak-sie-bawic-to-na-maxa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6359-lucek




Gracz






PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Sob Sie 10 2013, 21:52

Piękny, letni dzień, nieprawdaż? Ulice Hogesmeade są prawie puste, z wiadomego powodu. Były wakacje, czyli większość ludzi gdzieś wybywała aby miło spędzić ten czas. Tę ciszę przerwały odgłosy rozbijanego szkła, okrzyków i przewracanych się mebli.
-Nie wracaj tutaj więcej!-Ktoś krzyczał, trzymając młodego chłopaka za kark. Jedno szybkie i mocne pchnięcie spowodowało, że znalazł się za drzwiami pubu.
-Już... Już...-Warknął i uniósł dłonie do góry, jakby w geście obrony. Naprawdę! Tym razem był całkiem grzeczny, to tamten facet zaczął się rzucać. Nie będzie sobie pozwalał na takie zachowanie, nawet jeżeli był młodszy. Ludzie muszą znać swoje miejsce, a to, że ktoś ma kilka lat więcej... Oraz więcej promili we krwi? Za bycie idiotą się płaci. Tamten wiele zapłacił.
Otrzepał koszulkę i mruknął coś niezrozumiałego, pewnie jakieś obelgi. Już nawet w tym miejscu go nie chcieli. Czasem po prostu nie wytrzymywał... I wybuchał. Bo co to wszystko ma znaczyć? Czemu ludzie zachowują się, jakby wszystko do niech należało? On też tak robił. Ale znał pewną granicę. Czy z niej korzystał? Zależy czy mu pasowało.
Wyciągnął papierosa z paczki fajek, które teraz były w stanie naprawdę krytycznym. Już miał odpalić zapalniczkę, gdy jego oczom ukazała się znana mu postać. Coś się odezwało, coś w żołądku. Nie wiedział czy to ból po kilku przyjętych ciosach, z głodu czy może... Nie. Zapomnij Anthony. Schował zapalniczkę a papierosa wsadził za ucho. Poprawił czapkę, dzięki której wyglądał bardziej jak menel i ruszył za ów osóbką. Wyglądał jak zawsze. Troszkę niechlujny a do tego widoczne ślady po bójce. Nawet poczuł krew, gdzieś w kąciku wargi. Wytarł ją, co pewnie było bezskuteczne. Zastanawiał się dokąd zmierzała i jak zawsze... O czym rozmyślała. Czasem mógł to stwierdzić od razu, bez używania zaklęć czy pytań. Niekiedy jest to widoczne na twarzy, czasem w ruchach. A był dobrym obserwatorem. To można mu przyznać. Wsunął dłonie do kieszeni spodni i przyspieszył nieco kroku. Nie musiała wiedzieć, że za nią podążał.
Po chwili, gdy doszli na miejsce nawet pozwolił sobie na słaby uśmiech. Staw? No ładnie. Stanął za nią i nachylił się nad głową dziewczyny.
-Ładne dziewczyny nie powinny chodzić same w takie miejsca.-Mruknął swoim niskim, dziwnie brzmiącym ale nawet przyjemnym głosem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Francja, Gelihan
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 324
  Liczba postów : 568
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6444-adrienne-lorrain
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6446-adrienne-zaprasza
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6502-adi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7517-adrienne-lorrain#210708




Gracz






PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Sob Sie 10 2013, 22:06

Dziewczyna na prawdę nie spodziewala się, że ktoś tutaj będzie, a tym bardziej, że ktoś będzie za nią szedł. Była tak zamyślona, że nawet nie spostrzegła, że ktoś za nią idzie. Może to i nie rozsądne przychodzić tutaj sama, ale z kim miała tutaj dzisiaj przyjść? Nie miała najmniejszej ochoty siedzieć z ojcem i macochą w domu, jeszcze jakby było jej przybrane rodzeństwo to inaczej by to wyglądało, ale pod ich nieobecność ta kobieta zachowywała się kompletnie inaczej, jednak była na tyle bystra, że nie miała zamiaru tego im mówić, bo po co? Pewnie i tak by jej nie uwierzyli. Może i jej nie lubili, ale chyba nie myśleliby, że ona taka moglaby być. To było nieco przerażające, ale na szczęście rok szkolny się zbliża i będzie mogła trochę oddychnąć. Na prawdę szkola to był jej pierwszy ten kochający dom. Miala tutaj znajomych i przyjaciół na których zawsze mogła liczyć, to był jej prawdziwy dom. Owszem, jeśli Boris był sam z nią zupełnie inaczej się zachowywał nawet czuła, że jemu na niej zależy, ale przy tej kobiecie jakby zmieniał postać, jakby zdjął tę dobrą maskę. Nie wiedziała, że tak samo jest z Sophie czy Philippe, ale mało ją to interesowało. Nawet trochę odetchnęła jak dowiedziała się, że jej przybrane rodzeństwo wyjeżdża do Japoni na prawdę. Kochała ich, ale trochę rozłąki dobrze im zrobi. Jednak nie liczyła się z konsekwencjami tego czego chciała.
Teraz miała na myśli paru uczniów ze szkoły za którymi na prawdę tęskniła, a musi sie przyznać do tego, że pierwszą osobą o której pomyślała był właśnie Anthony. Zbliżyli się ostatnio bardzo do siebie, ale nie wierzyła, że coś z tego będzie. Była nieco nieśmiała, aby powiedzieć mu wprost co o nim myśli, że miałaby jakiekolwiek propozycje, czekała na jakieś ruchy z jego strony, ale czy się doczeka?
Nagle poczuła oddech na swojej szyi. Wzdrygnęła się, ale przymknęła oczy, przez chwilę myślała, że to jakiś powiew wiatru, ale usłyszała głos przez który prawie wyskoczyła ze spodni.
- Anthony! Nie rób tego więcej. - powiedziała do niego i przymknęła oczy aby się trochę uspokoić. Jednak nie była na niego w ogóle zła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Wiek : 23
Skąd : Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 237
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 361
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6357-anthony-roberts
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6358-jak-sie-bawic-to-na-maxa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6359-lucek




Gracz






PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Sob Sie 10 2013, 22:30

On nie spodziewał się, że ją znajdzie. Gdyby ktoś mu powiedział, że wyląduje tutaj z Ad, wyśmiałby go a potem postawił kolejną kolejkę. Była to miła niespodzianka. W końcu to z nią lubił przebywać, gdy humorek mu się pogarszał. Czasem nawet Em i El tego nie potrafią. Dwie, najbliższe osoby jego serca. Emily, mała i całkiem bystra dziewczynka, z którą łączą go więzy krwi i Elsie, nieznośna piętnastolatka, jego "siostra", ze szkoły. Równie bliska jak ta pierwsza. Ale ona? W jego życiu przewinęło się, i przewija... Wiele kobiet. To dlaczego zawsze to jej szuka? Nie wiedział. I cholernie nie chciał poznawać odpowiedzi. Być może dlatego, że jego podświadomość ją znała ale nie przyjmowała. Człowiek musi się z tym pogodzić... Ale chyba nie chciał jej tego zrobić. Ponieważ znał ten schemat. A ruchy z jego strony? Czy było go na więcej stać? Oczywiście! Chciał tego... Oczekiwał nawet... I jak na ironię, wiedział co o nim myślała dziewczyna. Zawsze dostawał to, co chciał. Należało mu się to? Wiele pytań pozostawionych bez odpowiedzi. Kto takie lubi?
Chwilę tak stał, spokojnie wdychając jej zapach. Troszkę to psycho, nie powiesz? Ale ona też się nie odwracała... Jakby to im pasowało. Nie musieli na siebie patrzeć, aby wiedzieć jak zareaguje drugie. A nawet nie chciał aby teraz go widziała, lekko spuchnięty policzek, ślady krwi na wardze, której nawet nie wyczuł. I właśnie dlatego, zasługiwała na więcej. Oparł dłonie na jej ramionach i skrzywił się, widząc lewą dłoń. Knykcie miały lekko zdartą skórę i były zaróżowiałe.
-Wiesz, że i tak to będę robił.-Powiedział spokojnie i zaśmiał się cicho.-Siadamy?-Spytał i uniósł brwi.
Oh, wiele razy powodował, że dziewczyny wyskakiwały z spodni. Teraz jednak było bardziej zabawniej. Choć czasem i zwykłe słowa wystarczyły... Ah, Anthony! Przestań! No nic. Sam ją pociągnął na ziemię, nawet nie czekając na odpowiedz z jej strony. W końcu chyba nie chciała cały czas stać, prawda? Przygarnął ją ramieniem i spojrzał na staw.
-Co więc tutaj robisz? Mhm? Mam nadzieję, że nie przeszkadzam w jakieś schadzce-Zerknął na Ad. A uśmiech sam zagościł na jego bladej twarzy. Zaciekawiony był jej odpowiedzią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   

Powrót do góry Go down
 

Staw na obrzeżach Hogsmeade

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 8Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

 Similar topics

-
» Droga do Hogsmeade
» Stacja kolejowa w Hogsmeade
» Cukiernia w Hogsmeade
» Pomost, na północnym krańcu jeziora
» Gabinet Pielęgniarski

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Okolice Hogsmeade
-