IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Staw na obrzeżach Hogsmeade

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Cannes
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 0
Dodatkowo : Teleportacja, metamorfomagia
  Liczba postów : 480
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5421-zoe-champion
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5422-zoe-zaprasza-cie-do-znajomych-przyjmujesz-zaproszenie-czy-sie-boisz
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5423-albert-czyli-sowa-bez-mozdzka-zoe




Gracz






PisanieTemat: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Pią Cze 07 2013, 00:23

First topic message reminder :


Staw na obrzeżach Hogsmeade
W okolicach Hogsmeade, tam gdzie już nie słychać gwaru rozmów z głównych ulic, a gdzieniegdzie tylko stoją piękne domy z mnóstwem wolnego miejsca wokół siebie, gdzieś za grupą drzew, na uboczu, znajduje się spory staw.  Niejedna osoba zapewne nazywa go jeziorem, ale to jest sztuczny zbiornik, a w jego lewej części znajduje się niewielka wysepka. Można do niej podpłynąć, ewentualnie przejść, jednak jeżeli ktoś bierze ze sobą jakieś rzeczy, należy trzymać je wysoko w górze, gdyż woda przeciętnej osobie w najgłębszym miejscu stawu sięga do połowy szyi. Niewiele osób też wie o jego istnieniu, bo uczniowie niechętnie zapuszczają się w tą pustą, 'wiejską' okolicę, zaś mieszkańcy... jakoś rzadko tam zaglądają i tyle.



Ostatnio zmieniony przez Zoe F. Champion dnia Pią Cze 07 2013, 00:52, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Francja, Gelihan
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 324
  Liczba postów : 568
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6444-adrienne-lorrain
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6446-adrienne-zaprasza
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6502-adi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7517-adrienne-lorrain#210708




Gracz






PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Sob Sie 10 2013, 22:58

Niby Adrienne tak samo myślała, że nigdy by się nie spodziewała tutaj spotkać ślizgona, ale miała dziwną nadzieję, że chłopak na prawdę się tutaj pojawi i ją chociaż przytuli. Nie odwracała się, dlatego też nie widziała jego twarzy. Nie wiedziała, że chłopakowi cokolwiek się stało. Patrzyła przed siebie, tak dobrze go znała, jego zapach, jego głos, że nie potrzebowała na niego patrzeć, aby go rozpoznać.
Osoby najbliższe jej sercu to bylo jej przybrane rodzeństwo, przybrane, ale na prawdę kochała ich może i była z tym bardzo naiwna, ale nic na to nie mogła poradzić, że była tak bardzo ufna, przecież tego się zmienić nie da. Taki już puchonka miała charakter i musiała się z tym pogodzić. I w stosunku do Anthony'ego było tak samo, również szybko mu zaufała nie wiedziała czy dobrze robi, ale czym jest życie bez ryzyka, prawda? Nie lubiła ryzykować, bo to nie jest w jej charakterze, ale postanowiła tutaj zaryzykować, a nawet o tym nie myślała. Do tego chłopaka ją po prostu ciągnęło, a gdy tylko pojawiał się obok serce dwa razy szybciej zabiło, a brzuch lekko ją pobolewał.
No można i powiedzieć, że wciąganie zapachu człowieka to było nieco dziwne, ale najwyraźniej do siebie pasowali, bo i ona tak miała. Poczuła jego dotyk na sobie. Nawet się ucieszyła, bo chłopak nie często tak robił. Bardzo rzadko i za bardzo nie miała kiedy się do tego przyzwyczaić.
- Wiem. - mruknęła jedynie.
No tak, po co ona w ogóle to mówiła? Przecież skoro ślizgonowi mówi się, żeby czegoś nie robił ten robi zupełnie odwrotnie. Nagle poczuła dotyk chłopaka przez który dziewczyna była zmuszona usiąść. Patrzyła cały czas przed siebie.
- Nie. Nie przeszkadzasz. Tylko dziwi mnie co Ty tutaj robisz, jeszcze w dodatku sam. - powiedziała i dopiero wtedy na niego spojrzała. Przeraziła się. okropnie się przeraziła. Co się mu stało?
- Anthony... - chyba to wystarczyło, aby chłopak zrozumiał, że chciałaby usłyszeć jakieś tłumaczenia z jego strony. Ale czy będzie chciał się przyznać co takiego zrobił? Równie dobrze mógł jej powiedzieć, że podrapał go jej kot, chociaż w to by nigdy nie uwierzyła, bo jej kotek był bardzo wychowany. Palcem zgarnęła jego krew z wargi, która i tak nadal ukazywała się w tym miejscu. Wyjęła różdżkę, jednak najpierw przed rzuceniem zaklęcia spojrząla na niego pytająco. Przecież jednym machnięciem różdżki mogła spowodować zniknięcie tych ran, ale to już zależało tylko od niego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Wiek : 23
Skąd : Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 237
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 361
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6357-anthony-roberts
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6358-jak-sie-bawic-to-na-maxa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6359-lucek




Gracz






PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Nie Sie 11 2013, 12:19

Najwidoczniej palant, który go zaczepiał w barze, wyświadczył mu wielką przysługę. Pewnie siedziałby tam do teraz, w sumie nie do końca rozumiejąc co tam dokładnie robi. Może grałby w karty, przegrał coś, czegoś nawet nie posiada? Jednak hazard go nie kręcił. Kiedyś, jak ponownie spotka tego faceta, może nawet mu podziękuje... Najpierw musisz dokładnie poznać znaczenie tego słowa, racja?
Ah ta rodzina, mimo tego, że chociaż miał te dwie osóbki, nie czuł jakby to było właśnie to. Nawet im, pewnych rzeczy nie mówi. Tak, wiele rzeczy chowa dla siebie, aby nikogo nie martwić. W końcu nie był aniołem, bardziej bliżej mu do podziemi. O ile cokolwiek istnieje po naszej marnej egzystencji na ziemi. Rodzina to zawsze nie była jego bajka. A po śmierci rodziców nic się nie zmieniło, oprócz tego, że odebrali mu Em i wyrzucili... Jakby naprawdę nie był nic wart. W tamtym momencie nawet nie liczył na pomocną dłoń, bo co miałoby się zmienić? Osoby, które nienawidziły go, odkąd się pojawił od tak nie podałyby mu dłoni... Tak, obeszło go to.
Zaufała mu? Co do tego miałby mieszane uczucia... Raczej nikt o zdrowych zmysłach tego nie robi. Tak z reguły. Nie z większej przyczyny. Zaufanie wiążę się z odpowiedzialnością, której nie wie czy potrafiłby stawić czoła. To po prostu nie było dla niego.
Tak, byli dziwakami. Idealnie, prawda? I gdyby pozwoliłby jej się przyzwyczaić, bardziej by bolało. Ale nie mógł tego sobie zrobić, był cholernym egoistą.
Nieprawda! On robił po prostu to co chciał, i musiała już się do tego przyzwyczaić. I to wcale nie mówiło o jego ślizgonowości (dziwnie to zabrzmiało) On też bałby się go teraz zobaczyć. Ale nie było tak źle! Za kilka dni jego śliczna buźka znów będzie śliczna. Teraz ma jakiś taki dodatkowy urok, ot co.
-Jestem facetem... Ja mogę. Jednak dziewczyna nie powinna... Od dzisiaj, będą Twoją eskortą, co ty na to? Nie słyszę sprzeciwu... Oczywiście, liczę na jakąś formę zapłaty. Za darmo nie pracuje.-Uśmiechnął się i położył podbródek na jej ramieniu. Uśmiechnął się lekko. Oczywiście, mógłby ją nawet nosić za darmo. Po primo, sama przyjemność po secudno, nic chyba nie ważyła.
Oh i musiał unieść głowę. A było tak miło. Nie chciał jej martwić. Co on sobie myślał? Odwrócił wzrok i skrzywił się lekko. Dłoń zacisnęła się w pięść.
-Lubię jak wypowiadasz moje imię...-Jego twarz przeszył dziwny grymas. Jakby sam był zdziwiony, że to powiedział. Człowiek pełen niespodzianek? Mhm?-Nic mi nie jest... Jakiś facet się na mnie rzucił... Bez powodu! Siedziałem sobie i rozmawiałem z barmanem a ten się uczepił... Ale gdybyś widziała jego. Potem mnie wyrzucili... Ale dzięki temu dostrzegłem Ciebie.-Zaśmiał się gorzko.-Powiedz mi, czemu tak jest? Mam na twarzy wypisane "Chodź, pójdźmy w tango z pięściami"?-Uniósł lekko brwi i teraz odwrócił się w jej kierunku. Tak, to troszkę głupio zabrzmiało ale mniejsza. Wzruszył lekko ramionami i pokręcił przecząco głową. Opuścił jej różdżkę dłonią. Nie chciał aby cokolwiek naprawiała. To kilka zadrapań. Nadal to był on, ten przystojny wariat. I skromny, ofc.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Francja, Gelihan
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 324
  Liczba postów : 568
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6444-adrienne-lorrain
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6446-adrienne-zaprasza
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6502-adi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7517-adrienne-lorrain#210708




Gracz






PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Nie Sie 11 2013, 22:30

Ciekawiła ją reakcja rodzeństwa na tę wycieczkę do Japoni. Ciekawe czy im się w ogóle tam podobało. Pewnie Adrienne czułaby się lepiej jakby jednak nie chwalili tego wyjazdu, ale kto tam wie jak było. Adrienne i tak nadal nie żałowała, że tam wcale nie pojechała. Każda wycieczka wyglądała tak samo, więc pojechanie tam jeszcze samej to nie byłoby jej marzeniem. Pewnie gdyby miała chłopaka wyglądałoby to całkiem inaczej, wtedy chociaż musiałaby go pilnować, aby nie zrobił czegoś głupiego. Nie tolerowała jakiejkolwiek zdrady, była naiwna więc możliwe, że by to mu wybaczyła, ale na pewno byłoby trudno.
Nie znała rodziny Anthony'ego, jednak z widzenie znała jego siostrę. Może raz z nią rozmawiała, ale na pewno nie mieli dobrych stosunków. Adrienne niby nie patrzyła na dom, ale jakoś tak miała uprzedzenia do ślizgonów, jednak co do Anthony'ego miala inne zdanie i miała nadzieję, że nie będzie zmuszona nigdy tego zdania zmieniać. Podkochiwała się w nim i jakby jej zaproponował coś wspólnego na pewno by się nie zawahała, owszem jakieś wypady do Hogsmeade na piwo kremowe miały miejsca, ale wtedy to wyglądało zupełnie inaczej. Czuła, że to ona powinna zrobić ten pierwszy krok, ale nie zrobi. To chłopak ma się o nią starać i nie ma innej rady. Zawsze tak sobie mówiła i nie ma innej rady.
Owszem zaufała mu być może to było naiwne z jej strony, ale ona nawina była. Zaufanie na pewno jest to sporą odpowiedzialnością i jak najbardziej w tym przypadku Adrienne odpowiedzialność za to brała. Może i się sparzy, ale w końcu takie jest życie nie zawsze jest usłane różami, ale jej życie takie nie było więc może dlatego była bardziej odważna w tych sprawach.
Marzyła o tym aby Anthony'emu choć trochę zależało na Adrienne. Niby się często spotykali, ale może tylko dlatego, że lubił jej towarzystwo. Byli przyjaciółmi to na pewno, bo inaczej chłopak nie spotykałby się z nią, a na pewno nie tak często jak teraz. Bo ostatnimi czasy spędzali ze sobą na prawdę ogrom czasu, a co jak co, ale dziewczynie to na prawdę się bardzo podobało i nie miala najmniejszego zamiaru tego zmieniać.
- Zapłata? Aż się boję powiedzieć co Ty ode mnie oczekujesz, ale dobrze przełamię się i powiedz mi co chcesz w zamian. - powiedziala do niego. Zawsze to taki obrońca jest wielką sprawą. Nie raz spotykała tutaj typów którzy za wszelką cenę chcieli ją wykorzystać, oczywiście dziewczyna nie dała się, ale jak przyjdzie ktoś kto na prawdę tego będzie chciał to ona nie będzie miała za wiele do gadania.
- To trzeba było nic nie mówić, bo teraz będę próbowała temu nie sprostać. - mruknęła i wystawiła mu język.
Spojrzala na niego dziwnym wzrokiem. No na pewno jakiś powód musiał mieć nie zawsze jest to ogromny, ale coś Anthony musiał zrobić nie w jego guście, aby mężczyzna go zaatakował, ale nie miała zamiaru o to wypytywać, bo czy on powie jej prawdę?
- No szczerze powiedziawszy jak się przyjrzysz to może i masz wypisane. - szepnęła i zaśmiała się. No co miała ochotę na takie zachowanie, miała jedynie nadzieję, że ślizgon nie będzie na nią zły.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Wiek : 23
Skąd : Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 237
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 361
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6357-anthony-roberts
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6358-jak-sie-bawic-to-na-maxa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6359-lucek




Gracz






PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Nie Sie 11 2013, 23:05

Wycieczka w Japonii? Było całkiem fajnie... Cóż. Przynajmniej on nie narzekał, w sumie mało kiedy na coś narzekał. Było tam całkiem ładnie. Oczywiście, nie wspomni o tym, że domek dzielił z czterema babami. Tutaj faktem pocieszającym jest to, że nie spał tam ani jednej nocy. Tak jak przyszedł, tak za chwilę go nie było. Elsie miała za to wyrzuty... Miał spędzać z nią więcej czasu, zabierać ją na swoje podróże tygodniowe. No wicie jak to on ma w zwyczaju. Znika na długi czas i nikt nie wie, gdzie jest. On sam nie ma pojęcia, gdzie się uda i na kogo trafi. To czyni z tego jeszcze bardziej ekscytujące zdarzenie.
Jedynie mogła poznać Elsie. Do Emily nie mógł się zbliżać a jego rodzice... Cóż, już dawno wąchają kwiatki od innej strony. Ale chyba nie będziemy mówić o jego zmarłej rodzice, która i tak nie miała dla niego większego znaczenia. Zawsze czuł... Zawsze czuł, że to nie jego miejsce. Tak, jakby miał odegrać rolę jakiegoś kolesia, którym nie jest. Dziwne, prawda?
Uprzedzenie do ślizgonów? No ładnie. I co teraz? Był przegrany na całej linii? Doskonale wiedziała, że nie był jak większość ślizgonów... Był uprzedzony do tego szufladkowania ludzi i domów. To chore, jakby z góry ktoś narzucał nam, jacy mamy być. Tak, z tym to od zawsze, szczerze walczył. Ale Adrienne nie musiała się go obawiać. Musiała również wiedzieć, że była dla niego naprawdę kimś wyjątkowym... Bo to nie było tak, że chciał zostać na tym niezbyt pewnym gruncie. Zdawał sobie sprawę, jak on na nią wpływał... Ale był jaki był i nigdy się nie zmieni. Kobiety zwyczajnie same od niego odchodziły. Czemu więc tego nie zrobisz, Anthony? Przecież zawsze wiesz, co się w takich sytuacjach robi. To takie wkurzające! Nie lubił jak coś mu mieszało w głowie. Zatupałby nawet nóżkami, jak rozpieszczony dzieciak.
I w ogóle, skąd pomysł, że mu nie zależy? Do cholery! Normalnie nie pozwala sobie aby ktoś tak bardzo namącił mu w głowie. Wiedział, że mu ufa i dlatego nie chciał jej narazić na to, co ją czeka będąc z nim. Miał burzliwe życie. Przeszłość, przyszłość i czas teraźniejszy... To naprawdę nie są przelewki. A tak, dziewczyna mogła mieć normalnego, miłego chłopaka. Nie takiego jak ON. Wiecznie nieobecny. Mający różne humorki. Nieznośny. Palący. Narwany. Można by czegoś jeszcze poszukać.
-Mhm... No wiesz...-Mruknął coś po nosem i delikatnie chwycił jej podbródek, unosząc jej głowę do góry, aby mogła spokojnie na niego spojrzeć. Nachylił się nad nią...-Zależy, co jesteś w stanie mi zaoferować, Liljo.-Mruknął cicho. Niemalże szeptem. Doskonale wiedział co by chciał. W tej sprawie nigdy się nie zmieni. Ten sam, bezczelny typ. Pełen uroku i magnetyzmu. I czemu liljo? Uważał, że to są piękne kwiaty. Ich znaczenie nie było dosyć powszechne. Może kiedyś jej powie.
A Anthony z wielką przyjemnością spotkałby się z tymi panami, nieźle przeforsowując ich facjaty. Co jak co, ale mężczyźnie się tak nie godzi zachowywać! Ug, jak tylko pomyśli co im mogło chodzić po głowie...
Jakiś powód? Siedział spokojnie i rozmawiał z barmanem, że w następny piątek przyjdzie i mu pomoże w rozładowaniu towaru. A tamten, zaczął się rzucać jakby Anthony coś mu zrobił. Krzyczał, że oberwę za to... Zapewne było to za dużo alkoholu we krwi. Tyle. I coś w tym było, że miał ten napis na twarzy. Nic na to nie poradzi. Nie będzie się uśmiechał bo ktoś tak chce.
-Powinnaś... Być... Po... Mojej... Stronie.-Zaśmiał się i zaczął ją łaskotać. Ta zniewaga, krwi wymaga! Ot co! Nie no, zły nie był. Nie potrafił. Kolejna rzecz, przez którą można się bać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Francja, Gelihan
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 324
  Liczba postów : 568
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6444-adrienne-lorrain
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6446-adrienne-zaprasza
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6502-adi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7517-adrienne-lorrain#210708




Gracz






PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Nie Sie 11 2013, 23:25

Adrienne miała niesamowitą wadę była bardzo zazdrosna, jeśli Anthony coś przeskrobie będzie miał na prawdę przerąbane. Pewnie nie raz zrobi mu awanturę, nawet jak nic z tego nie wyjdzie. Na pewno nie będzie tolerowała tego, że chłopak będzie się spotykał z innymi dziewczynami w jej towarzystwie, a na pewno wtedy kiedy będzie rzucał do nich jakieś dziwne spojrzenia. Adi dobrze go znała i wiedziała, że może na coś takiego się porwać, ale na razie o tym nie myślała, w ogóle ostatnio często nie mogła złożyć swoich myśli w całość. To było na prawdę bardzo denerwujące, ale niestety nic na to nie mogła poradzić. Kiedy chciala się jakoś ogarnąć to coś jej przeszkadzało i kolejne inne myśli wplątywały się w te i wychodziło takie masło maślane.
Elsie, bo tak nazywała się siostra chłopaka. Wiedziala, że ta jej nie lubi. Niestety nic z tym nie mogla zrobić, bo niby co miała zrobić? Na pewno nie będzie błagała jej na kolanach, żeby ta normalnie się do niej odzywała, o na pewno nie. Owszem, pewnie zależałoby jej na pozytywnych relacjach z jego siostrą, ale co miała w tej sytuacji zrobić. Jedynie mógł w to ingerować Anthony, ale jego siostra była tutaj na prawdę bardzo zbędna.
Nie, nie na pewno nie był przegrany na całej linii. Nie lubiła ślizgonów, ale zdarzały się wyjątki, rzadko kiedy określała ludzi po wyglądzie czy też po tym w jakim domu się znajduję, ale jeśli zna o kimś opinię to na pewno jest na przegranej pozycji. O Anthonym wcześniej nic nie słyszała dlatego też mają teraz takie ralacje jakie mają i na pewno dziewczyna nie będzie przez to ubolewała, bo zależało jej na cały czas pozytywnych relacjach ze ślizgonem, ale zobaczymy jak to będzie.
Ślizgon również był dla niej kimś wyjątkowym, nie sądziła, że wyjdzie z tego coś mocniejszego, bo jak na razie to grali w jakąś dziwną grę w którą Adrienne się bardzo wciągnęła, nie lubiła takich gier, ale jak na razie nie potrafiła jej rozszyfrować, bo nadal nie wiedziała o co ślizgonowi chodziło, bo jeśli chodziloby mu tylko o seks pewnie już robiliby to w jakimś miejscu, a jak na razie Anthony nie robił nic w tym kierunku.
Każdy ma burzliwe życie na swój sposób, jej życie jest jak tornado, cały czas jest coś źle. Dlatego też potrzebowałaby osoby do której mogłaby się przytulić, który będzie w stanie ją pocieszyć. Na razie mogła jedynie zwrócić się z tym do koleżanek, ale one dokładnie nic nie wiedziały, coś tam wiedziały, ale nie tyle co mogłyby. Pewnie jakby się jej popytali ta odpowiedziałaby, ale najwyraźniej te nie były aż tak bardzo tym zainteresowane, zresztą nie ma się co dziwić, bo kazdy ma swoje życie i pewnie nie jedna z nich miała jeszcze gorszą przeszłość od niej, a wcale się z nikim tym nie dzieliła.
- Liljo? - zapytała śmiejac się.
- Skąd to wytrzasnąłeś? - kolejne pytanie wydobyło się z jej ust, a i uśmiech z jej twarzy jej nie schodził. Owszem, domysliła się co może mieć ślizgon na myśli, jednak dziewczyna nie była taka łatwa. Na pewno nie wskoczy mu do łóżka kiedy ten tego zapragnie. Owszem kochała go, ufała mu, ale bez przesady. Na to jeszcze przyjdzie kiedyś odpowiedni moment.
- Na ten moment jestem Ci w stanie zauferować soczystego buziaka w policzek. - powiedziała do niego, chciała po prostu to sprostować, żeby sobie nie pomyślał, że jest pierwszą naiwną.
- Ależ ja jestem po Twojej stronie... - mruknęła, ale ten po chwili zaczął ją łaskotać, dziewczyna tego strasznie nie lubiła, bo miała niesamowite łaskotki i zaczęła się tarzać po ziemi jakby conajmniej ją ktoś raził zaklęciem crucio.
- Przestań! - krzyknęła nadal się śmiejąc. Ona mu się za to jeszcze odpłaci.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Wiek : 23
Skąd : Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 237
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 361
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6357-anthony-roberts
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6358-jak-sie-bawic-to-na-maxa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6359-lucek




Gracz






PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Pon Sie 12 2013, 00:17

Jeżeli nie będzie mu robiła afer o jakieś wyimaginowane panienki? Może być. Przesadna zazdrość jest niezdrowa. Poza tym, sama była świadoma tego, co brała. Anthony lubił towarzystwo kobiet, z nimi zwykle lepiej się dogadywał z racji tego, że nie były facetami o mózgu wielkości swojego penisa. Zna niewielu facetów, którzy naprawdę mają choć troszkę oleju w głowie. Choć sam nie był ideałem! Uwielbiał się wygłupiać. Ale też z tym nie przesadzajmy. Choć mało kiedy, obchodziło go zdanie innych... Dla Adrienne zrobiłby wyjątek. Tak, może się czuć wyjątkowa. Ale nie będzie się ograniczał do rozmów z jedną osobą, to by była paranoja. Nikt nie będzie ustawiał mu życia... Naciskał go, czy coś narzucał. Tego nie zniesie.
I ah ten Anthonowy dar, lubi mieszać ludziom w głowach. Był czasem sadystą, nie powie. Naprawdę chciała kogoś takiego? Niezrównoważonego psychola?
A co do Elsie? Nie musiała się nią przejmować. Mało kto, jest w stanie zrozumieć to zbuntowane dziewczę. Ona i Anthony byli do siebie bardzo podobni, tacy niedostępni dla innych... I dlatego właśnie się polubili. W niektórych sprawach oczywiście, byli różnic. Jak w tej. On przynajmniej każdemu daje choć odrobinę szansy. Ten cień. Chociaż zarys. Trwa to sekundę ale zawsze. Mało kto, rozumie ślizgonkę. A on to potrafi, dlatego ona toleruje i jego. Ale dla Anthonego? Nie musiały się lubić. Elsie nie wybiera mu dziewczyn, czy innych znajomych. Nie ma prawa. Wkurzyłby się. Tak, naprawdę ma obsesje na tym punkcie. No wicie. Zdanie z góry narzucane i cała ta reszta. Grr. Była zbędna? Więc niech o niej nie wspomina. Koniec tematu.
Oh. Nie doszły ją słuchy o jego osobie? To dobrze. Pewnie zakryłby jej uszy, gdyby cokolwiek miała usłyszeć. Mało ma problemów. Jeszcze doszłoby do tego, że dziewczyna spojrzałaby na niego... No właśnie. Jak każdy. Stopniowo, zaczęłaby trzymać się z daleka. Prawdą było, że nie był dobrym chłopcem. Nie miał na myśli ocen. I tutaj właśnie znów pojawiają się wątpliwości. Byli kompletnymi przeciwnościami. A jednak, siedząc tutaj, przy niej, czuł, że tak powinno być.
Racja, każdy. Jednak on do swojego nikogo nie wpuszczał. Z dość prostej przyczyny. A jeżeli miała jakiś problem, przecież zawsze mogła mu to powiedzieć. Był naprawdę dobrym słuchaczem. Czasem nawet zwykłe towarzystwo pomaga, racja? O dziwo, z chęcią by jej pomógł. Jednak nie był pewien czy dopuściłby ją do swoich spraw, nie chciałby jej tym wszystkim obarczać. Prosiłby o zbyt wiele.
-Kiedyś Ci powiem, co to znaczy...-Powiedział cicho. Chyba, że chciałaby teraz... Wystarczyło tylko zadać głupie pytanie. I już. Wzruszył lekko ramionami. Może i było to głupie, ale się tym nie przejmował. K... Ko... Ko...? To było dla niego zbyt trudne słowo.
I wcale nie chodziło mu o łóżko. Anthony, co się z tobą dzieje? Ah te kobiety. Co one z tobą robią chłopie.-Policzek?... A mogę prosić o dwa?-Zrobił zbolałą minę. A zraniony policzek dodawał uroku tej całej scenerii. Wiedział, że je dostanie... I tyle.
-Nie jesteś! -Zaśmiał się. Kochał doprowadzać ludzi do szału. Łaskotał ją jeszcze dłuższą chwilę, samemu popadając w ten stan chichotu. Nachylił się nad nią, wijącą się jak mała dziewczyna na ziemi. Zaśmiał się i odgarnął jej włosy z twarzy. Teraz wyglądała o niego lepiej. Oj tak.
-Wybaczysz?-Spytał cicho, jeszcze nie pozbywając się tego głupkowatego wyrazu z twarzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Francja, Gelihan
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 324
  Liczba postów : 568
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6444-adrienne-lorrain
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6446-adrienne-zaprasza
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6502-adi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7517-adrienne-lorrain#210708




Gracz






PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Pon Sie 12 2013, 06:07

Nie no jej zdanie choć troszkę powinien brać pod uwagę, co jak co, ale każdy powinien mieć coś do powiedzenia, a skoro tutaj chodziło też o nią to na pewno nie da sobie w kasze dmuchać, ale nie. Nie miała najmniejszego zamiaru trzymać go na smyczy, to na pewno nie dla niej. Jednak Anthony nie widział jej jeszcze złej, ani zazdrosnej, a wtedy jest na prawdę zupełnie inna. Na sto procent chłopak się o tym przekona, bo puchonkę dość łatwo sprowokować. Jej największą wadą jest to, że uwielbia rozdawać zaufanie na prawo i lewo i to jest właśnie jej największy błąd, ale po prostu kocha ludzi, nie potrafiłaby siedzieć sama. Może i od czasu do czasu tak, bo chyba każdy ma jakieś takie ciche dni, ale na przykład trzy dni bez rozmowy z kimkolwiek, o nie. Nie życzyłaby tego nikomu, a najbardziej sobie. Nie lubiła ciszy, lubiła gdy coś się w okół niej działo. Miała się czuć wyjątkowa, ok. Dla niej nie jest to żaden problem. Nie słyszała nigdy od chłopaka, że jest wyjątkową dziewczyną. Jedynie od swojej najlepszej przyjaciółki, która była w stanie wiele razy ją pocieszyć, ale to jednak nie było to samo, o wiele bardziej milej jest gdy dowie się o tym od chłopaka tym bardziej jeszcze od chłopaka na którym jej zależy, a takim chłopakiem był obecnie siedzący przy niej ślizgon.
Niezrównoważony psychol. Brzmi nieźle. Dlaczego miałaby go nie wziąć, skoro miała taką okazję? Miała nadzieję, że ten dzisiejszy dzień będzie jakimś przełomem w jej życiu, ale kto wie czy Anthony się odważy? Chociaż czy tutaj chodzi właśnie o odwagę? Znali się już na tyle, że jeśli im na prawdę na sobie zależy powinni coś z tym zrobić, ale Adi na pewno nie będzie na niego naciskała.
Tak, tak. Zdanie jej siostry go na prawdę nie interesowało i w tej sprawie to nawet jej przyszywanego rodzeństwo nie będzie miało na nią żadnego wpływu, bo nie raz ją przekonali do czegoś, a potem tego żałowała. No ale cóż, jak już było wcześniej wspomniane puchonka jest niesamowicie naiwna i bardzo łatwo ją przekonać, a więc jak Anthony miałby zamiar spotykać się z innymi to jedynie wystarczą dwa słowa zapewnienia i jest wszystko dobrze. Ale Cii...
Miała nieco problemów, ale na razie musiała się z tym sama uporać, nie chciała nikogo wplątywać w takie chaszcze w jakich siedzi teraz Adrienne. Chciałaby żyć w normalnej, kochającej się rodzinie. Zawsze pragnęła mieć kochającą siostrę, a gdy ją dostała to nie dogadywały się. Adi do niej ciągnęło, ale Sophie miała ją głęboko gdzieś i najchętniej pewnie poraziłaby ją zaklęciem po którym już by nie wstała, no ale na to nic nie poradzi.
- Kiedyś, dlaczego nie teraz? - zapytała.
Spojrzała na niego proszącym wzrokiem, a więc pewnie Anthony jej ulegnie, a przynajmniej miała taką pewność, ale kto wie co tam ślizgonowi chodzi po głowie. Dla niej słowo 'kocham' jest dość dużym znaczeniem. Rzadko go używała, zresztą nie lubiła oceniać uczuć po tym co się mówi. To raczej po czynach się takie rzeczy poznaje, bo mówić sobie może mówić każdy.
- Zastanowię się. - powiedziała, ale oczywiście nie miała nic przeciwko. Coraz bardziej to łaskotanie zaczynało ją denerwować, bo nie potrafiła na to nic poradzić. Gdy tylko przestał spojrzała na niego udającym złowrogim spojrzeniem, które o dziwo dobrze jej wyszło.
- Teraz się pytasz czy wybaczysz? Po tym co mi zrobiłeś? Dobrze wybaczę, ale właśnie straciłeś dwa pocałunki w policzek. - wystawiła mu język, ciekawe co teraz cwaniak zrobi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Wiek : 23
Skąd : Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 237
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 361
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6357-anthony-roberts
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6358-jak-sie-bawic-to-na-maxa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6359-lucek




Gracz






PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Pon Sie 12 2013, 15:25

Oczywiście, że brałby jej zdanie pod uwagę... Wait a minute. Czy on właśnie stwierdził, że przejąłby się zdaniem innej osoby? Naprawdę brał to pod uwagę? Szczerze? To będzie trudne. Bo nie przyzwyczaił się do tego. Nawet gdy miał jakieś dziewczyny, cóż, znajomość przebiegała w zupełnie inny sposób. W zasadzie, to tylko nad Adrienne tak długo się zastanawiał. Analizował... A to nie było w jego stylu i to tak bardzo mu przeszkadzało. Bowiem, nie chciał być kimś, kim nie jest. Choć wyzwalała w nim, to co chyba najlepsze. Nie zaprząta sobie głowy tymi wszystkimi, okropnymi rzeczami, tak jak to robił wcześniej. Nie zamyka się już w tej swojej skorupie, gdzie było mu najlepiej.
Co jest dosyć zabawne, lubił samotność. Lubił spokój i tę przejmującą ciszę... Jednak gdy siedzi w niej za długo, jego własny świat zaczyna go coraz bardziej pochłaniać... Tracąc wszystko. Nie gardził towarzystwem, oj nie, był nawet duszą towarzystwa ale jak sama to powiedziała... Każdy ma takie dni. Tylko z nim to bywało różnie, w każdej kwestii. Co było dosyć przerażające, jakby miał dwie osobowości.
O odwagę tutaj nie chodziło, to było raczej zbyt prymitywne. Problem był większego kalibru ale jak się nad tym dłużej zastanawiał... Stwierdzał, że będzie co będzie... Lubił niespodzianki. A w tym przypadku, zapewne będzie ich wiele. Dziewczyna nie była taką szarą myszką... Tryskała energią a to bardzo dobrze. Nie chciał jej traktować jak jakieś chwilowej odskoczni. Dałby głowę, że oberwałby za coś takiego. Zapewne od samej Adrienne. Lepiej więc nie ryzykować. Jeszcze jego śliczna buźka zostałaby oszpecona, a tego jego wierne fanki by nie zniosły.
Nie chciałby, aby ktokolwiek zmuszał ją do tego... Aby z nim było, czy cokolwiek poświęcała. Nie, nie, nie. Miała robić wszystko podświadomie, nie lubił ludzi, którzy są jak dobrze wytresowane pupilki. Nie mają być na każde zawołanie. Mają go skrzyczeć, postawić do pionu. Takie posłuszeństwo i cała reszta była dosyć nudna. On w takie coś się nie bawił.
Rodzina nigdy nie jest taka, o jaką byśmy prosili. Z pewnością każdy kiedyś zastanawiał się, jakby to było u kogoś innego. Albo jakie byłoby życie, w tej idealnej rodzinie, o jakiej zawsze myśleliśmy. Trzeba po prostu jak najszybciej pogodzić się z rzeczywistością bo inaczej nie ruszyć do przodu, będziesz stać w tym samym miejscu przez długi czas. Dopiero po czasie zauważysz, jak wiele rzeczy Cię ominęło, bo przejmowałeś się tą jedną, jedyną.
-Lilie mają wiele znaczeń... Oznaczają czyste uczucia...-Wzruszył lekko ramionami.-Jest to jedyny kwiat, jaki kiedykolwiek mógłbyś komuś kupić... Nie jestem romantykiem, jak wiesz.-Powiedział spokojnie.-Podobno mówią też "Czy potrafisz mnie pokochać?"...-Kolejne wzruszenie ramionami.-Czy coś w tym stylu. Gdzieś to czytałam. Zapewne jeszcze w magazynach mojej mamy.-Powiedział. Tak, bardzo często przeglądał jej rzeczy, po... Po tym, co się stało. Lubił to robić. Jakby tam gdzieś były zachowane wspomnienia o niej. W sumie to o niej nigdy nie mówił i właśnie się na tym złapał. Wyprostował się i nasunął niżej wełnianą czapkę.
Zaśmiał się i spojrzał na dziewczynę.
-Wiedziałem, że wybaczysz.-Powiedział spokojnie, naprawdę pewny z siebie. -Co?! No nie...-Mruknął i zaczął się niespokojnie kręcić aż w końcu położył się na trawie. Jakby podłamany.-Dziewczyno... I co ja teraz zrobię? Nie mam po co żyć... A może. Może jak spełnię jakieś Twoje życzenie... Moje dwa całusy wrócą?-Podniósł się energicznie na łokciach, pełen nadziei. Uśmiechnął się tak, jak to tylko on potrafił. Wręcz uroczo.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Francja, Gelihan
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 324
  Liczba postów : 568
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6444-adrienne-lorrain
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6446-adrienne-zaprasza
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6502-adi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7517-adrienne-lorrain#210708




Gracz






PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Pon Sie 12 2013, 18:56

To chyba dobrze, że chłopak się jednak nad nią zastanawiał, a nie olał ją od razu. Dziewczynie tak bardzo na nim zależało, że dałaby wszystko, aby mieć go tylko dla siebie. Jednak zrozumiałaby, jakby on tego nie chciał, na pewno nie latałaby nadal za nim. Rozumiała co do niej ludzie mówią, skoro powiedziałby, że nic z tego nie będzie ona sobie da z nim spokój, pewnie byłoby jej trudno, ale zamknęłaby się w pokoju na kilka dni i byłoby wszystko w porządku. Oczywiście wspomnienia i myśli o nim na pewno by wracały, ale próbowałaby o nim zapomnieć, o ile to w ogóle byłoby możliwe. Bo kto wie czy chłopak nie będzie cały czas w jej głowie do końca jej dni? Jeszcze tak bardzo się nie zakochała w żadnym chłopaku jak w nim. Pewnie dziewczyna by to widziała, ale czy Anthony jest w stanie to spostrzec? Cieszyłaby się ogromnie jakby powiedzial jej o swoich prawdziwych uczuciach na jej korzyść. Chyba skoczyłaby do nieba i szybko z niego nie wróciła razem z nim.
No wlaśnie, Adrienne potrafi się zamknąć w pokoju i z niego wyjść po jakimś czasie, ale współczuję tym osobą co jednak wejdą do pokoju i potem coraz trudniej jest im z tego wyjść. Zamknąć się w sobie to jest chyba najgorsze co mogą zrobić. Adrienne była bardzo blisko takiego stanu, ale wtedy zawdzięczyła to swojej najlepszej przyjaciółce, teraz są pokłócone, sama nie wiedziała co takiego zrobiła, że ta nie chciała z nią już rozmawiać. Może też zakochała się w Anthony'm czy co? Bo prawdę mówiąc jej ciche dni z nią zaczęły się kiedy zaczęła spędzać czas ze ślizgonem. Ale co jej język zawiązało? Przecież mogła się do niej w tej sprawie odezwać i na pewno razem by coś zdziałały, ale skoro siedziała cicho na pewno nie miała zaprzestać spotykania się z chłopakiem. Co to to nie. Na pewno nie zostawi go, bo jej przyjaciółka ma z tym problem, to niech lepiej sama swój problem rozwiąże niżeli miałaby w to wszystko ingerować. Gdyby zrobiłaby coś głupiego co zmusiłoby ślizgona do odejścia od Adrienne nie wybaczyłaby jej tego do końca życia, nawet jakby miała bardzo dobre argumenty, które usprawiedliwiały jej zachowanie.
Niespodzianki?
A czego on się spodziewał? Pewnie parę takowych będzie, ale niech nie liczy na dużo. Na to to trzeba zasłużyć, a na razie chłopak nie zasługiwał.
Jak to mówią rodziny się nie wybiera, ale ona jednak chciałaby mieć normalną rodzinę, nie zawsze jest to możliwe, nie kiedy nawet myślała o zamieszkaniu albo samej, albo z jakimś współlokatorem, bo to zawsze jest jednak łatwiej, ale zmienić rodzinę nie chcialaby. Skoro się już tam wychowała to nie miała już nic do powiedzenia w tej kwestii. Ale dość o rodzinie, bo w jej przypadku jest to bardzo dołujące.
- Skąd Ty to wiesz co? - zapytała spoglądając na niego nieco podejrzliwie. Chyba sam sobie tego nie wymyślił, normalnie patrzyła na niego jak na jakąś wielką encyklopedię, która ma wszystkie informacje na temat kwiatów, bo o nich teraz była mowa.
Nachyliła się nad nim. Dosłownie tak, że czuła jego oddech na swoich ustach.
- Pocałuj mnie... - no co, chciał spełnić życzenie to ona mu je powiedziała. Liczyła jedynie na jej spełnienie, gorzej będzie jeśli chłopak nie będzie chciał tego zrobić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Wiek : 23
Skąd : Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 237
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 361
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6357-anthony-roberts
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6358-jak-sie-bawic-to-na-maxa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6359-lucek




Gracz






PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Pon Sie 12 2013, 20:03

Musiała zrozumieć, że on taki nie był. Nie myślał o innych. Nie przejmował się nimi. Dla niego to wszystko jest obce, niezrozumiałe. Dotychczas przejmował się jedynie swoją malutką siostrą, choć ta i tak dawała sobie bez niego świetnie radę. Może o to chodziło. Nikt nie potrzebował jego, więc po prostu dał z tym sobie spokój? Mhm.
Nie chciałby aby tak myślała. Aby jego osobą dręczyła ją do końca dni. Zapomni o nim szybko. Choć nie chciałby aby to stało się teraz. Nie powie, że nie przyzwyczaił się do niej. Jak spędzasz z jedną osobą dość sporo czasu, to wasze rozstanie staje się coraz trudniejsze. A on nie chciał aby myślała o jakimkolwiek odchodzeniu. Miała tu z nim zostać, chyba jest egoistą bo pewnie zrobiłby to, gdyby ona chciała inaczej. Chodziłby za nią, dzień w dzień... Aż w końcu by się przemogła. Jeżeli tak się stanie, poradzi, że trzeba mu walnąć prawdę prosto w twarz i się facet odczepi. Jego duma nieco ucierpi, ale się pozbiera. Jak zawsze. Był w końcu twardy, i całkiem niezły w te klocki. Był szczery do bólu ale jeżeli chodzi o rozmowę z samym sobą, był niezłym kłamcą.
Przyjaciele? Kim byli? Co ich cechuje? Miał mieszane uczucia. Choć posiadł El i Matt'a... Nie wiedział, czy byliby w stanie pojąć to, co się dzieje w jego głowie. Znalazłby kilka rzeczy, którym z pewnością ich nie zdradził. Nikomu. Nawet przed samym sobą tego nie przyznaje, bo chce o tym zapomnieć. Są pewne rzeczy z jego życia, których nie chciałby ujawniać. Wiedział, że niektórzy mają gorzej... Ale to było po prostu... Straszne. Nikt nie chciałby posiadać takiej przeszłości... Takiej rodziny i powiązań. Co z tego, że zawsze mieli wszystko, czego tylko potrzebowali a nawet i więcej? Co mu zostało po znajomościach, władzy? No właśnie. Lepiej do tego po prostu nie wracać. I właśnie o tym, raczej nie wie nikt. Bo nie jest to nikomu potrzebne, jemu tym bardziej.
A jej przyjaciółka? Jeżeli miała coś do niego i przez to nie odzywała się do Adrienne... Idiotyzm. Jego zdaniem. Nawet jej nie znał! Nigdy jej nie widział. Nie mógł być powodem zachowania tamtej dziewczyny. Poza tym, nawet nie byłby zainteresowany. Podziękuje. Naprawdę uważał to za dosyć głupie, aby zachowywać się w ten sposób. To nie przedszkole aby robić takie akcje. Nie miał nic więcej na ten temat do powiedzenia. Szkoda było słów na takie coś. Jeżeli dziewczyna się nie odezwie do niej, to znak, że tak naprawdę nią chyba nie była. Gdyby była, wiedziałaby, że może przyjść do niej z każdym problemem, nie?
Jak to nie zasługiwał! Był grzeczny! Pomijając łaskotki, których nie lubiła. Ale nikt ich nie lubił. To normalne.
Skończmy lepiej o rodzinie. Najwidoczniej obydwoje nie przepadali za tym tematem. Coś ich łączy, miło, nieprawdaż? Wzruszył lekko ramionami i uniósł podbródek do góry, jakby dumny z siebie.
-No wiesz... Wie się to i owo.-Powiedział spokojnie.-Raz przeczytałam w piśmie o kwiatkach... Nie pytaj-Zmarszczył lekko brwi, skomplikowana historia.-Jestem dobrym słuchaczem. Pewnie coś mi się obiło o uszy... Ale coś w tym było. Te znaczenia całkiem do nich pasują, mhm?-Poruszył lekko brewkami. Naprawdę są to jedynie kwiaty, jakie mógłby komuś ofiarować.
Po chwili zobaczył nad sobą jej twarz. W sumie, nie byłby tak zdziwiony gdyby nie jej następne słowa. Ten lekki szok szybko minął, ustępując łagodnemu wyrazowi twarzy. Dość odważna prośba panienko Lorrain. Przesunął palcami po jej policzku i przysunął jej twarz drugą dłonią. Była taka piękna, to była jedyna myśl jaka teraz zakrzątała mu głowę. Bezceremonialnie złożył na jej ustach, delikatny, subtelny pocałunek. Nie chciał jej wystarczyć. Od dawna chciał to zrobić... A nawet nie zastanawiał się, jak. Dopiero po chwili, pocałował ją jeszcze raz. Zupełnie inaczej, niż poprzednio, jakby z większym wyczekiwaniem. Już nie była to jej prośba, tylko jego własna. Niewypowiedziana.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Francja, Gelihan
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 324
  Liczba postów : 568
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6444-adrienne-lorrain
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6446-adrienne-zaprasza
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6502-adi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7517-adrienne-lorrain#210708




Gracz






PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Pon Sie 12 2013, 21:01

Ona wręcz przeciwnie. Przejmowała się innymi i jak tylko ktoś przyjdzie do niej z jakimś problemem będzie chciała pomóc jak tylko będzie się dalo, oczywiście nie mówi się tutaj o wrogach, chociaż im pewnie by uległa. Nie raz się to zdarzało, ale wtedy była jeszcze małą dziewczynką chodziła podajrze do pierwszej czy drugiej klasy, a więc wszystko dla niej było takie oczywiste. Zawsze kochała ludzi, zawsze uwielbiała z nimi przebywać i na pewno nie odstawi kogoś na pierwszy rzut oka tylko dlatego, że ktoś jest ślizgonem czy też gryfonem. Dlaczego gryfonem? W wieku dwunastu lat, gdy była w drugiej klasie jeden z tych uczniów bardzo jej zaszedł za skórę, chodził za nią jak cień i za każdym razem podkładał jej nogę. Próbował jak najbardziej uprzykrzyć jej życie i do tej pory ma do nich spory dystans. Oczywiście nie do wszystkich, bo każdy zasługuje na szanse, ale do nich ma taki dystans, że jeśli z którymś rozmawia stara się go jak najlepiej poznać. Na pewno nie czułaby się doskonale w ich towarzystwie. Przyjaciół tam nie miała, o wiele bardziej wolała Ravenclaw, czy też Slytherin. Już z tym domem bardziej się dogadywała niżeli z gryfonami. Zresztą tutaj jest żywy dowód tego co myśli. Anthony był ślizgonem, a na prawdę na takiego nie wygląda. Mimo iż jej przyszywana siostra jest w tym domu to nie znaczy, że musiała ich lubieć, bo z siostrą nie miała doskonałych relacji, a na prawdę bardzo tego żałowała. Kochała ją, jak własną siostrę, ale ta ją olewała do potęgi. Było to na prawdę bardzo przykre, ale nic z tym fantem nie mogła zrobić, niestety.
Teraz na pewno o nim nie zapomni. Pewnie wiele dni będzie go prześladowała, zresztą on obiecal jej, że będzie jej eskordą, więc to mówi samo za siebie, prawda? Miał ją chronić i być przy niej cały czas. Oczywiście wiadomo, że tak nie będzie, bo kto wie co im się może przydarzyć. Na pewno będzie miała go na oku, bo kochała go i musiała się o niego troszczyć. Pewnie za parę dni on będzie miał jej dosyć, bo do tej pory to on bardziej chodził za nią niżeli ona za nim, ale to teraz się zmieni bez wątpienia.
Właśnie dlatego skreśliła od razu tę dziewczynę. Była również z Hufflepuff na tym samym roku co ona, dlatego tak trudno było jej ją zrozumieć, bo jednak będą się widzieć każdego dnia. Nie było innej możliwości. Chyba, że ona rozstanie się z tą szkołą, szczerze powiedziawszy tak by wolała, bo patrzeć na nią każdego dnia to będzie kolejny cios w serce. Uwielbiała ją, znały się od pierwszej klasy od razu wpadły sobie w gust i spędzały ze sobą ogrom czasu, dlatego też uwielbiala jej towarzystwo, ale najwyraźniej będzie musiała się z tym pogodzić, nie będzie się tym przejmowała tak jak doradzał jej obecny ślizgon. Na pewno miał rację, jeśli nie mogła tego zrozumieć to to nie była prawdziwa przyjaciółka. Wcześniej nigdy by nie powiedziała, że ich przyjaźń przestanie istnieć tylko dlatego, że pokochały jednego faceta. Tylko jak ona mogła się w nim zakochać w ogóle go nie znając? Adrienne chociaż spędzała z nim wiele czasu i to było normalne, że pewnego dnia serce jej o wiele szybciej zabiło.
- No to lepiej nie będę się pytała. - powiedziała do niego.
- Pewnie masz rację. - mruknęła.
I nadszedł ten moment na który dziewczyna czekała od paru tygodni. Chłopak w końcu ją pocałował i o dziwo pocałował ją nieco niepewnie, ale oczywiście nie miała nic mu do zarzucenia był na prawdę bardzo dobry w te klocki. Ale za drugim razem chłopak bardziej się skupił na tym co robił. Odwzajemniła jego pocałunek i wpadła na niego po prostu. Ręcę odmówiły jej posłuszeństwa. Wreszcie dostała to co chciała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Wiek : 23
Skąd : Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 237
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 361
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6357-anthony-roberts
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6358-jak-sie-bawic-to-na-maxa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6359-lucek




Gracz






PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Wto Sie 13 2013, 17:21

Można by rzec, że interesowały go osoby z jego otoczenia. W końcu nie był aż takim egoistą. Zawsze mogli do niego przyjść, powiedzieć co im na duszy leży a on z pewnością coś wymyśli. Jak zawsze. Znajdzie sposób na wszystko. W gruncie rzeczy, wszystko staje się o wiele prostsze gdy na to spojrzy osoba druga. W końcu razem jest o wiele łatwiej coś rozwiązać. Jeżeli chodzi o inne osoby, to już nawet nie trzeba tłumaczyć, prawda?
Jeżeli mu się spokojnie przyjrzysz, owszem, nie zauważysz takiego typowego ślizgona. Inni mogą go za takiego brać, nie widział ku temu przeszkód a nawet nie chciałoby mu się tego wszystkiego naprostowywać. Jeżeli ludzie wolą wydawać o kimś opinie, nawet go nie znając. Życzę powodzenia. Nigdy nie obchodziło go to, jaki kto kolor nosi. Nie powiedziałaby nawet, że dany dom oznacza to, co wszyscy myślą. W końcu nawet wśród nauczycieli, te selekcje są dobrze widoczne. Oni też wolą patrzeć na coś tak, jak się to wszystkim wydaje. Czyli co, to że ktoś został przydzielony do Slytherinu oznacza, że jest arogancki i wredny? Nie. Znał wiele uczniów, którzy zaprzeczają tej idiotycznej teorii. A co, krukoni to niby takie wybitne dzieci? Bujda! To nie dom mówi o tym, kim jesteśmy, racja? Owszem, często się to zgadza ale czy to od razu coś oznacza? Nie sądzę.
Będzie go prześladowała? No to powinno być zabawnie. Choć o wiele bardziej by wolał aby szła u jego boku a nie gdzieś, za filarem. Jednak jeżeli jej odpowiada taka odległość, to proszę bardzo. Jednak jest ona troszkę problematyczna, prawda? Prześladowanie wiążę się z jakimiś siedzeniem całą noc pod oknem, czy coś... Mhm. Da się załatwić. Kupi jej nawet coś do jedzenia i kocyk, coby nie zmarzła. Oczywiście, że będzie jej bodyguard'em. Jak przyjdzie co d czego, obrobi komuś ładnie facjatę. W końcu nie pozwoli aby ktoś postawił na niej swoje łapy. Troszczyć o niego? Pf. Daje sobie jakoś radę. Od zawsze dawał radę, ale w końcu nie musi o tym wiedzieć, racja? Może się o niego troszczyć, a on może żyć sobie w tej błogiej nieświadomości.
Powiedziałby, że znajdzie jeszcze taką jedną... Ale nie okłamałby jej, cóż może to i nie kłamstwo ale sam uważał, że takich dobrych przyjaciół nie ma za wielu. W swoim życiu spotkasz najwyżej czterech. On osobiście nie lubił tego słowa. Miał co do niego mieszane uczucia, ale to wszystko przez te stare dzieje, których nie sposób zapomnieć. Nigdy nie wiesz, co do końca będzie cię czekać. Może stać się coś dobrego ale i też, niekoniecznie. Tak samo jest tutaj. Nie znajdzie takiej samej, ale być może lepszą... Poza tym, komu przyjaciółka jak ma się takiego Anthonego! Nie rozumiem! Miało jej to wystarczać i już! Nie no... Nie chciał aby zamykała się tylko na niego... Byłoby to samolubne... Choć zapewne częsta ta cecha będzie u niego wychodziła.
-Ale kiedyś możesz... -Powiedział spokojnie. Tak, chciał jej wszystko opowiedzieć. Nawet tych rzeczy, których jeszcze nie mówił... Ale sam musiał się do tego przygotować. Zajmie mu to sporo czasu ale chyba zdoła poczekać?
O nie, nie, nie. Nie da sobie wmówić, że było to niepewnie! Było bardzo pewnie, tylko, że  z nutką delikatności. To już nie można? Jedno trzeba było mu przyznać, pewności siebie mu nie brakuje. Zaśmiał się i objął dziewczynę, bo by się jeszcze sturlała na ziemię. Spojrzał na nią i pokręciła głową.-Spokojnie, nie ucieknę Ci tak szybko.-Mruknął cicho i pocałował ją w czoło. -Jeszcze jakieś życzenia? Mam dzisiaj niesamowicie dobry humor...-Dodał i przyjrzał się jej, przekrzywiając lekko głowę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Francja, Gelihan
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 324
  Liczba postów : 568
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6444-adrienne-lorrain
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6446-adrienne-zaprasza
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6502-adi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7517-adrienne-lorrain#210708




Gracz






PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Sro Sie 14 2013, 06:12

Oczywiście, zawsze lepiej jest komuś coś powiedzieć i żeby ktoś dał Ci jakąś radę niżeli sam masz wszystko na głowie. Nie raz znalazła się w takiej sytuacji, że kompletnie nie wiedziała co robić. Owszem, osoby z innego otoczenia nawet jej pomogły rozwiązać ten problem, ale czy zawsze można im ufać? Nie kiedy doradzę całkiem odwrotnie, całkiem nie tak jakby się tego oczekiwało.
Może jak Antony był nieco młodszy i uczęszczał wtedy do drugiej klasy Adrienne się go nieco obawiała znała go z widzenia i wtedy ślizgoni wydawali jej się takimi huliganami, zdanie jednak bardzo szybko zmieniła, bo na jej dotychczasowej drodze nie stanął taki prawdziwy ślizgon z krwi i kości, który był wredny i zły. Ale tutaj ślizgon miał rację, nie można patrzeć na kogoś tylko dlatego, że nosi na piersi odznakę węża, bo można się bardzo grubo pomylić. Wiadomo, że nie zawsze do Gryffindoru przyjmowani są ludzie odważni, szlachetni, którzy chcą czynić samo dobro. Tiara, owszem przydziela do domu, ale jeśli miałaby tak na prawdę przydzielić osobę z charakter na przykład Roweny Ravenclaw to musiałaby szukać po całym świecie, a i tak znalazłaby garstkę.
Oczywiście dziewczyna nie miała na myśli tego, że będzie chodziła za nim ukrywając się za każdym drzewem. Po prostu nie chciala, aby ten ją zostawiał na dłuższą metę. Chodzenie za kimś to jej specjalność, nie raz chodziła za swoim rodzeństwem, ale teraz wydaje się jej być to bezsensowne, będzie musiała tego zaprzestać. Tak zachowują się dzieci, a nie ludzie którzy idą już do ostatniej klasy. Adrienne bardzo szybko minął czas pobytu w szkole. Tutaj czuła się jak w domu. Miała nadzieję, że przyjmą ją tutaj na studia, nie chciała iść nigdzie indziej, nie chciała zostawiać przyjaciół, koleżanek, kolegów i przede wszystkim Anthony'ego. Kto wie co będzie z nimi za rok czasu, ale miała nadzieję, że jednak trochę ze sobą wytrzymają. Ona z nim na pewno, ale czy on wytrzyma z nią? Teraz byla bardzo dobrą dziewczyną, ale co się okażę za jakiś czas? Z nią zawsze nic nie wiadomo.
- Kiedyś na pewno wrócimy do tej rozmowy. - powiedziała do niego. Chciala sobie zostawić coś na później, a skoro on musiał się przygotować to chyba lepiej i dla niej, bo i ona może się do tego jakoś lepiej przyszykuje. Potrafiła słuchać, ale nie zawsze potrafiła cokolwiek poradzić w danych sprawach. Może i miałaby parę pomysłów, ale nie zawsze uważała je za doskonałe. Nie chciała przez to skrzywdzić drugiej osoby, a na pewno Anthony'ego.
Może i to było niepewnie, ale Adrienne tak wlaśnie czuła, ale się z tego cieszyła, bo chyba lepiej jak ich pierwszy raz wyglądał tak niżeli miałby ją przypadkowo udusić, prawda?
- Nie życzeń już nie mam żadnych, to jedno zdołałeś spełnić, może teraz w ramach rekompensaty ja spełnię Twoje? - zapytała. Obawiała się nieco tego co Anthony ma jej do zaoferowania, ale nie musiała spełniać tego teraz, tak? Spełnienie jego marzenia nie musiało nastąpić teraz, może później, kiedyś na pewno.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Wiek : 23
Skąd : Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 237
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 361
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6357-anthony-roberts
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6358-jak-sie-bawic-to-na-maxa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6359-lucek




Gracz






PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Pią Sie 16 2013, 20:57

Wolał tego nie rozkładać, przynajmniej nie widział w tym najmniejszego sensu. Ludzie mieli, mają i będę mieli problemu, to rzecz normalna i na porządku dziennym... Całego świata nie zbawisz. Może zabrzmi to jak egoizm... Ale nim nie jest. Czasem lepiej jest zadbać o swoje interesy, bo po co zaczynać pomoc innym skoro nawet swoich spraw, nie potrafi się załatwić? Mhm. Tak właśnie sądzi. Osoba, która ni jest zdolna do rozwiązania swoich problemów, nie ma prawa rozwiązywać problemów innych...
Miał wiele opinii... Od ciebie zależy jaką wybierzesz, bo ludzie zwykle wolą brać to, co im się podaje zamiast zajrzeć gdzieś głębiej. Ale nie przejmował się tym szczególnie. Tak, jak zawsze na wszystko ma wylane. Bo po co się ma przejmować... Strata jakże cennego Anthonowego czasu. Ot co. Jest to po prosty kwestia przyzwyczajenia. Cicho westchnął i spojrzał na Adrienne. Wiedział, że ona wcale nie postrzega go tak, jak inne osoby. W końcu nie pozwoliłby na to. Ale zawsze, w tym co ludzie opowiadają, jest choć ziarnko prawdy. W tej sprawie, również tak było. Nie był wyjątkiem. Jednak im później dziewczyna się o tym dowie, tym lepiej. I nie wiedział czy teraz przemawia przez niego egoizm czy jednak dobro drugiej osoby. Nie chciał, ale wiedział, że prędzej czy później Ad się dowie... I już od niej będzie zależało, co na to powie. Teraz wolał o tym nie myśleć. Zaczesał kilka jej kosmyków za ucho i uśmiechnął się dziwnie.
Za rok? Równie dobrze mógł gryźć ziemię, bardzo możliwe. Niech nie wybiega aż tak daleko w przyszłość. On tego z teguły nie robi, bo nigdy nic nie wiadomo. Wolał nie myśleć "co by było, gdyby"... Przyjmował wszystko takie, jakie jest. A zamiast jej odpowiedzieć, po prostu ją pocałował. Teraz będzie robił to bardzo często, za bardzo mu się spodobało... I za długo czekał na nią aby teraz tego nie wykorzystać. Oparł czoło o jej czoło i uśmiechnął się lekko. Kiedyś zdradzi jej te kilka rzeczy, zobaczymy jak to będzie. Coś myślał, że nie będzie z nim tak źle. Był nieprzewidywalny, ale też nie przesadzajmy.
Udusić? Brzmi dziwnie... A jeszcze dziwniej wygląda w jego wyobraźni.
-Ja? Nie posiadam żadnych...-Powiedział spokojnie i przyjrzał się jej. -Nie potrzebuje ich...-Dodał i rozejrzał się.-Widzę, że spodobało Ci się leżenie na mnie-Zaśmiał się i przekrzywił głowę w bok.
No to w końcu racja, on cały czas leżał na trawie a ona, chyba nie musi opisywać, jak jest ustawiona. Uniósł łobuzersko kąciki ust. Oczywiście, mu to nie przeszkadzało, jednak nie wiadomo jak z nią. Uważał to bardziej za zabawne... Nigdy jakoś nie przyszło mu nic takiego do głowy... Jeszcze z niego taki potwór nie był... Chyba.



// Sorki ale mało czasu i weny Razz Poprawię się!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Francja, Gelihan
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 324
  Liczba postów : 568
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6444-adrienne-lorrain
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6446-adrienne-zaprasza
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6502-adi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7517-adrienne-lorrain#210708




Gracz






PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Pią Sie 16 2013, 23:36

No oczywiście, tutaj ze ślizgonem trzeba się zgodzić w stu procentach. Nie da się rozwiązać problemów innych skoro nawet nad swoimi ma się problem. Adrienne zazwyczaj nie miała problemu z rozwiązywaniem swoich, ale nie kiedy potrzebowała czyjeś pomocy. Zazwyczaj to były jej przyjaciółki, bo w rodzeństwie nie miała takiego oparcia, chyba że chcieliby jej zrobić na złość to wtedy tak, wtedy doradzaliby jej najgorzej jak tylko mogą.
Zawsze to łatwiej kiedy to Anthony by się do wszystkiego przyznawał, bo wtedy Adrienne patrzyłaby na niego z jakimś tam żalem i może szybciej by jej przechodziła złość. Zawsze to lepiej jak sam by się przyznał do swoich czynów, niżeli miałaby się dowiedzieć od osób trzecich. Na razie o tym nie myślała, ale w głębi serca czuła, że wiele razy takie coś będzie miało miejsce. Ufała mu i pewnie oddałaby za niego życie jakby tylko mogła, ale hola, hola na razie nie jest aż tak bardzo do niego przywiązana. Jeszcze minie parę miesięcy zanim tak na prawdę się do niego przywiążę, ale wtedy chłopak będzie jak na smyczy, ale kto wie co będzie za dwa, trzy miesiące, może oby dwoje będą już całkiem sobie obcy. Obawiała się tego, ale potrafiła to przyjąć do wiadomości, może to jest przelotny romans, może niezobowiązujący flirt z jego strony, ale to nic. Dla niej się na prawdę liczył i nie traktowała go jak chłopaka do zabawy, na pewno nie.
Oczywiście bardzo się cieszyła z tego, że Anthony coraz to bardziej się zagłebiał w tych pocałunkach, za każdym razem czuła, że ten się do niej jakoś tam przywiązuje i że traktuje ją na poważnie, ale to jeszcze jest za wcześnie stwierdzić o tym dowiedzą się dopiero za parę tygodni, jeśli wytrzymają taką próbę czasu będzie można myśleć o przyszłości, bardzo chciałaby wiązać z nim przyszłość, ale na razie jest na to za wcześnie i musi jeszcze z tym trochę poczekać.
- Na pewno tam jakieś posiadasz powiedz, może jednak zdołam je spełnić... - mruknęła do niego i zaśmiala się. No tak, ona nadal na nim leżała. Pewnie jakby ktoś ich zobaczył pomyślałby jednoznacznie, dlatego też jak tylko ten o tym przypomniał ta z niego spełzła i usiadła obok niego.
- Przepraszam. - powiedziała. Może faktycznie trochę się zapędziła. Od razu na niego wskakiwać? Ale to było przypadkowo, po prostu ręka jej się ześlizgła i dlatego też wylądowała na nim.
- Nie mogę się doczekać kolejnego roku szkolnego. - mruknęła. Na prawdę tak bardzo nie mogła się doczekać. Jeszcze trochę czasu zostało, ale wiedziała, że to szybko zleci. Co prawda jeśli się czegoś bardzo oczekuje to się długo na to czeka, ale czas jednak leci i nic się na to nie poradzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Wiek : 23
Skąd : Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 237
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 361
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6357-anthony-roberts
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6358-jak-sie-bawic-to-na-maxa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6359-lucek




Gracz






PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Czw Sie 22 2013, 12:55

W takim razie, skoro jest możliwość, że mogą jej robić na złość... W ogóle do niech idzie po radę? Skoro byli tacy, jak sama mówiła, czemu chciała się jeszcze z nimi zadawać? Aby była przyjemna atmosfera w domu, czy rodzinie? Sztuczna jest jeszcze gorsza, niech wierzy lub nie. Znał się na tym doskonale, lepiej od razu pokazać na czymś się stoi, bo jeżeli będziemy żyć w złudnych marzeniach, do niczego nie dojdziemy. A tak, będzie przynajmniej jeden problem z głowy.
Jaka złość i jaki żal? Nie było mowy o czymś takim. Nie zabił nikogo... Teoretycznie. Sama doskonale wie, w co się pakuje, bo nigdy niczego nie ukrywał. Czasem można z niego czytać jak z otwartych kart, tylko trzeba wiedzieć w jakim jest to momencie... Zawsze był otwarty. Nie udawał nikogo, kim nie jest. Jeżeli te ploty, które ludzie mówią, w jakikolwiek sposób dotrą do dziewczyny a ona w nie od tak uwierzy... To chyba nie mamy o czym mówić. Nie musiał się z niczego tłumaczyć, bo naprawdę niczego takiego nie było. To, że miał przeszłość, kilka niemiłych spraw... Kiedyś jej powie. Ale na to musi przyjść czas, musi znać ją dłużej może nawet i lepiej. To nie jest coś, do czego chciałoby się wracać. Tak naprawdę, nie chciał tego robić... Nienawidził wracać do przeszłości. Nie wracał do niej, bo to co się stało, to co było... Nie da się tego zmienić. Nawet, gdybyśmy tego bardzo chcieli. Dlatego żyje z dnia na dzień. Nie przeszkadza mu to, bo gdyby mu przeszkadzało, pewnie obrałby inną dewizę.
Jak na smyczy? Chyba nie sądzi, że na to pójdzie... Oczywiście, zrobiłby dla niej cokolwiek ale nie będzie chodził jak jakiś pantoflarz za swoją dziewczyną, bo ona tego chce. Tak, co do jednego się nie zmieni. Kazania, rozkazy... Rządzenie drugim człowiekiem to nie jego interes. Choć nie powie, że u niego, objawiało się w tej formie, że to nie on był tym uwiązanym... I nie było to z własnej woli! To też, długa i niezbyt przyjemna historyjka z życia Anthony'ego Roberts'a. Nie dało się nim po prostu manipulować. Był chyba na to, zbyt sprytny. Albo przewrażliwiony.
Od razu zaznacza, że dzieci nie chciał posiadać. Nie dlatego, że był to jakiś problem (w sumie to był... ale to inna sprawa). Było to raczej coś bardziej głębszego niż się może wydawać. Wiedział, że nigdy nie był swoim ojcem, jednak był do niego za bardzo podobny aby to zmienić. To nastawienie odnośnie poważniejszych związków, czy posiadania dzieci... Uh. Okropny temat. I na tym zakończmy. A czy wytrzymają te kilka tygodni? On to bezproblemowy człowiek, nie robił niczego wielkiego... To wszystko raczej zależy od dziewczyny. Niektóre po prostu nie dawały sobie rady, co było dosyć smutne. Ale jak tak przyglądał się Adrienne, coś czuł, że nie będzie z nią tak łatwo jak z innymi. I dobrze. Wyzwania zawsze go pociągały.
-Naprawdę. Nie potrzebuje marzeń... Mam wszystko, czego chcę... -Powiedział i uniósł dziwnie kąciki ust. Znów ten podejrzany wyraz twarzy.-Jeżeli czegoś pragnę, po prostu po to sięgam...-Mruknął cicho i znalazł jej dłoń, którą teraz zaczął się bawić. Utkwił w tej niewielkiej łapce wzrok.-A może po prostu wolę nie marzyć. Tak, jest chyba lepiej.-Dodał po chwili zastanowienia. Zrobił dziwną minę gdy z niego zeszła. Może nawet troszkę zbolałą.-Aż tak się mnie wstydzisz?-Zaśmiał się i dopiero teraz, spojrzał na dziewczynę. Zabawnie było oglądać, jak sparzona siada obok niego, gdy ten wciąż się wyleguje na trawie.
-Nie przepraszaj...-Powiedział i zaśmiał się cicho. Była zabawna, naprawdę. I co z tego, że ktoś by ich zobaczył i pomyślał Bóg wie co? Olać ich. I po sprawie. Zmarszczył lekko brwi, jakby to co powiedziała go poruszyło.
-Naprawdę? Widzę, że bardziej ciągnie Cię do książek niż do mnie.-Zaśmiał się i czekał na jej reakcję. Lubił się droczyć a wiedział, że z nią może. Tak właściwie... To na czym teraz stali? Byli razem... Czy to wszystko, to była tylko mała farsa mająca jakoś bardziej go poruszyć?-Wiedziałem, że z nimi nigdy nie wygram.-Pokręcił głową.

/Anthony wrócił do gry Effcia z balonikiem 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Francja, Gelihan
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 324
  Liczba postów : 568
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6444-adrienne-lorrain
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6446-adrienne-zaprasza
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6502-adi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7517-adrienne-lorrain#210708




Gracz






PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Pią Sie 23 2013, 23:13

Łatwo powiedzieć trudniej wykonać. Anthony tak na prawdę nie miał pojęcia jak w jej rodzinie jest wszystko dziwnie ułożone. Bardzo chcialaby żyć w normalnych stosunkach ze swoim przyszywanym rodzeństwem i rodzicami. Niby wszyscy udawają, że jest wszystko w porządku, ale nikt głupi nie jest, aby tego nie zauważyć, tak? Chyba na prawdę jedynie ślepa osoba mogłaby to przeoczyć. Kochała ich, bo jednak znała ich od dziecka i się do nich bardzo przywiązała. Żałowała jedynie braku kontaktu z Sophie, bo to jest jednak jej jedyna siostra co z tego, że przyszywana ale siostra. Adrienne oczywiście nie miała do niej nic, ale ona najchętniej wyrzuciłaby ją z domu i jeszcze pewnie rzuciłaby na nią jakimś niewybaczalnym zaklęciem.
Plotki uczniów czy innych ludzi były dla niej wcale nie ważne. Zawsze była zdania, że dopiero jeśli sama czegoś nie zobaczy to nie uwierzy. Jest ufna, owszem, ale w innych sprawach. Jeśli ktoś powiedziałby jej, że Anthony ma wiele innych dziewczyn na raz nie uwierzyłaby dopóki by się sama o tym nie przekonała. Pewnie dla niego to jest lepsze, ale kto wie, może ślizgon się przełamie i nie będzie jej zdradzał? Na razie były początki ich związku, a jej już sie bardzo podobało, a kto wie ile to jeszcze potrwa. Pewnie, chciałoby się żeby jak najdłużej. Była ciekawa zdania Sophie, bo na pewno Anthony'ego znała, a teraz jak się dowie, że są razem? Pewnie niedowierzy. Bardzo chciała zobaczyć jej minę.
Oczywiście gdyby Anthony był posłuszny do pewnego stopnia jej by to pasowało, bo chyba każdej dziewczynie by to pasowało, ale jednej do czasu. Na pewno po jakimś czasie zrobiłoby się to nieco drażniące, więc o to ślizgon martwić się nie musial, jeśli nie będzie czegoś chcial zrobić czy cokolwiek innego, ona na pewno nie będzie za nim biegala. Lubi ubiegać się o swoje, na pewno o tym doświadczyło jej przyszywane rodzeństwo, ale jeśli chodzi o tego ślizgona nie będzie za nim chodziła, jeśli sam tego nie będzie chciał. Zresztą tutaj będzie nieco inaczej, bo to jej chłopak, a nie brat. To on ma się za nią ubiegać, tak? Taka jest kolej rzeczy. Przynajmniej tak jej się wydawało.
Dzieci... Jest na pewno na to jeszcze za młoda. Sama jest ponoć jeszcze dzieckiem więc o tym nie było mowy. Nie chciała ich jeszcze mieć, jednak jakby miała znaleźć się w sytuacji, że okazałoby się, że jest w ciąży na pewno by się go nie pozbyla. Wychowałaby go w miarę swoich możliwości, ale jak na razie nie miała takiego problemu i miała nadzieję, że takowego nie będzie mieć. Chociaż z ciekawości chcialaby zobaczyć reakcję ślizgona jakby się o tym dowiedział, co by takiego zrobić. Ale to nie jest wcale głupi pomysl, przecież zawsze mógłby to być żart, on z pewnością by się z tego nie ucieszył, a nawet byłby zły, że była w stanie wymyśleć coś takiego, ale to zawsze ciekawa koncepcja. Łatwo? Na pewno nie będzie, ale o tym na pewno kiedyś się dowie, może nawet nie kiedyś tylko niebawem.
- Masz wszystko czego chcesz? Co Ty powiesz... - mruknęła kiwając lekko głową. Pewnie, że ciekawiło ją co mial na myśli to mówiąc, ale jak na razie dała temu upust i nie chciała go o to wypytywać. Na razie to mogłaby się jedynie domyśleć co mial na myśli. Jeśli chodzi o ich związek to o to nie chciała się jak na razie pytać. Zobaczymy co będzie mówił po paru dniach, tygodniach, a może i miesiącach związku. Na prawdę chciałaby, aby ten związek był długi i bardzo przyjemny, bez żadnych problemów, ale chyba takich nie ma. Nawet w najlepszych związkach zdarzają się konflikty.
- Wstydzić? A czego? - spojrzała na niego lekko pytająco. No nie wypadało po prostu, aby po pierwszym pocałunku od razu na nim leżeć, co z tego, że to był mały wypadek przy pracy. Zdarza się.
Prychnęła do niego i uderzyła go pięścią w pierś, oczywiście tak, aby nie sprawić mu bólu, zresztą to był facet, więc musialaby się na prawdę wysilić, a na to teraz nie miała najmniejszej ochoty.
- Spadaj... - przekręciła głowę na bok z udawaną obrazą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Wiek : 23
Skąd : Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 237
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 361
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6357-anthony-roberts
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6358-jak-sie-bawic-to-na-maxa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6359-lucek




Gracz






PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Sob Sie 24 2013, 18:04

Nie miał pojęcia, bo nawet o to nie pytał. Każda rodzina jest inna... Jego była po prostu śmieszna. W bardziej smutnym, tego słowa znaczeniu. Jednak nie powracał do tego, bo to chyba nie miało najmniejszego sensu. Ale czemu dziewczyna miała udawać, że wszystko w jej rodzinie jest dobrze? Udawane szczęście... Znał to aż za dobrze. Więc wiedział o czym mówi... I po swoim doświadczeniu mówił, że nie można robić niczego na siłę. Skoro ktoś Cię nie chce, nie pchaj mu się na siłę bo jedynie pogorszysz tę sytuację. Nawet jeżeli to bardzo Cię boli... W końcu nie wszystko jest usłane różami. A on nie chciał, aby zaprzątała sobie tymi sprawami teraz głowy. Niech chociaż raz, pomyśli o czym innym... Bo ciągnięcie dłużej tego tematu, naprawdę nie miało sensu.
I doskonale! Dobrze, że nie wierzyła plotkom, bo nie wiedział jakby mógł wyjść z tego żywy. Ludzie mówili, mówią i będą to robili... Bez względu na wszystko. Jak bardzo byśmy tego nie chcieli... Trzeba to jedynie sobie uświadomić i się z tym pogodzić bo innego rozwiązania nie widać. Przynajmniej on jest tego zdania, że nie warto tego ruszać. Jeżeli coś się zmieni, super... Ale na zmiany potrzeba wiele czasu oraz cierpliwości... Anthony jednak nie będzie się w to bawił. Nie czuł takiej potrzeby. Ale jak ktoś chce to zmieniać... Proszę bardzo. Oj i nie będzie za nim chodziła? W sumie, tak będzie lepiej. Już kiedyś był w takiej sytuacji i nie powie, że było przyjemnie. Przynajmniej dla tamtej dziewczyny... Nie miała łatwo.
Nie, nie, nie. Niech nie myśli o dzieciach... Proszę! To zbyt przerażający temat. Dzieci są okropne... Krzyczą, płaczą... Robią pod siebie... Nie żeby był do nich negatywnie nastawiony... Nie, jednak jest do nich negatywnie nastawiony. Może to trauma po opiece nad siostrą? Choć ona była istnym aniołem. W takim razie, musiało to być coś zupełnie innego. Był za młody aby o tym myśleć! Jednak wiedział, że takowych nie będzie posiadał. Po prostu. Umrze pewnie przed trzydziestką. Przynajmniej tak zakładał. A czemu tak uważał? Prosta sprawa. Styl jego życia jasno dawał do zrozumienia, że nie pożyje długo. I to nawet mu pasowało. Nie będziemy się jednak w to zagłębiać, może nie dzisiaj.
-Tak, panno Lorrain.-Powiedział spokojnie i zaśmiał się. Usiadł normalnie i spojrzał na dziewczynę.-Nie jest to nic trudnego... Wystarczy mocno czegoś chcieć... I już... -Wzruszył lekko ramionami.-Nie powiem, że nie obędzie się bez jakiegoś większego wysiłku... Jak chodzi o większą sprawę.-Powiedział spokojnie i przekrzywił lekko głowę.
-No wiesz... Mam podbite oko, zadrapania na dłoniach... Ogólnie wyglądam jak ostatni menel...-Zaśmiał się -Porządna dziewczyna nie powinna prowadzić się z takim typkiem... Nie wiadomo co ma w głowie!-Powiedział i wzruszył lekko ramionami. Choć Anthony się tym nie przejmował, nie oznacza, że ona nie... Jednak teraz raczej się z nią droczył, niż mówił na poważnie.
Uniósł dłonie, jakby w obronnym geście. -Ja niczego nie zrobiłem.-Odburknął i przysunął się do niej. Oparł podbródek na jej ramieniu i chuchnął lekko powietrzem w jej szyję. Uśmiechnął się lekko.-Nie dąsaj się... -Powiedział i objął ją rękoma. Cicho westchnął i teraz czołem opierał się o jej ramię. -Wiesz... Dobrze, że nie było Cię w tym pociągu z Japonii... Nie było tam za wesoło.-Mruknął cicho, bardziej do jej pleców niż do samej dziewczyny.
Nie wiedział, co by zrobił gdyby coś jej się wtedy stało. Czyżby martwił się o kogoś więcej, niż tylko o siebie? Nawet wolał nie myśleć, co by było gdyby miał ją teraz odwiedzać w Skrzydle Szpitalnym... Nie byłoby za miło. Źle reagował na komplikacje... Przecież jak się dowiedział, że El oberwała zamiast ją jakoś wesprzeć, nawrzeszczał na nią, jak ostatni idiota... Każdy sobie radzi jak tylko potrafi, tak? Proszę, nie oceniajmy go tak surowo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Francja, Gelihan
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 324
  Liczba postów : 568
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6444-adrienne-lorrain
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6446-adrienne-zaprasza
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6502-adi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7517-adrienne-lorrain#210708




Gracz






PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Sob Sie 24 2013, 20:35

I bardzo dobrze, że chłopak o to nie pytał, chyba jej rodzina nie miała żadnego znaczenia, tak? Bardzo się cieszył, że jak na razie nic się na ten temat nie odzywał, oczywiście obawiała się tego, że jednak mu się o tym przypomni, ale po co? Lepiej, żeby o tym w ogóle nie myślał, bo to na prawdę nie miało żadnego sensu. Owszem, jeśli by zapytał, ona by mu o tym opowiedziala. Z pewnością wiedzial i znał nawet jej przyszywane rodzeństwo, a przynajmniej z widzenia. Sophie na pewno, a i Philippe znał, bo przecież chdzili na te same lekcje, byli z tego samego roku, więc tego nie dało się uniknąć. Miała nadzieję, że ten dobrze wie o co chodzi w jej przyszywanym rodzeństwie więc o wiele mniej opowiadania. Moze i Anthony miał teraz rację, aby nie myśleć o swoim przyszywanym rodzeństwem, ale jakby nie patrzeć to jest jej przyszywane rodzeństwo i musiała się nimi interesować. Owszem, oni nie chcieli nigdy jej pomocy, nigdy nie spytali o radę, ale co ona miała zrobić w tej sytuacji? Przecież sama nie będzie za nimi chodzić, aby Ci zwierzali jej się ze swoich problemów, bo z pewnością nic by jej nawet nie powiedzieli.
Chodzić za nim nie będzie, bo niby po co? Niech sobie robi co chce, na pewno nie chciałaby takiego związku, aby oby dwoje nie rozstawali się na krok, bo na prawdę było bez sensu. Pewnie ona i chciałaby sie wszystkiego dowiedziec, ale wiadomo, że o wszystkim wiedzieć nie może, a jakby on za nią chodzil? Zawsze patrzyła na tę drugą stronę, przecież wtedy i ona żadnych tajemnic przed nim nie mogłaby mieć. Miała przed nim parę tajemnic, ale one w żadnym stopniu nie przyczepiały się do niego.
Pewnie jakbty ona miała młodsze rodzeństwo myślałaby podobnie do niego, ale nie miała, miała jedynie siostrę w tym samym wieku, a więc na pewno było to nieco łatwiejsze. Od małego dziewczynka na nią najeżdżała i nic z tym za bardzo nie mogła zrobić, a nawet jak poszła na skargę do ojca to nic to nie dało, wiadomo nie wiedział biedny po której stronie stanąć.
- Ja jeśli czegoś chcę to muszę na prawdę się o to postarać, szczerze powiedziawszy to jestem w szoku, że Tobie tak łatwo wszystko przychodzi... - mruknęła do niego. Wierzyła mu, że tak właśnie jest, bo dlaczego miałaby mu nie wierzyć? Po co miałby kłamać? Przecież to nie jest żadna sprawa ze zdradą czy czymś co mogłoby dziewczynę doprowadzić do szału.
- To najwyraźniej ja nie jestem porządnym czarodziejskim obywatelem. - powiedziała i udała minę lekko zrezygnowanej. Na pewno nie odeszlaby teraz od niego, bo jest zadrapany. Niby powiedział jej dlaczego akurat tak wygląda, ale kto wie czy mówil prawdę? Teraz jednak o tym nie myślała.
- No przecież chciałam Cię wyleczyć z tych ran to nie chciałeś. - burknęła pod nosem. Przecież oferowała pomoc w tej sprawie. Znała dobrze zaklęcie, w końcu jest w siódmej klasie, a więc znała wiele zaklęć, tym bardziej że była uczennicą uważającą na lekcjach. Spojrzała na niego pytająco, nawet o niczym nie wiedziała, bo niby skąd? Jej przyszywane rodzeństwo samo z siebie z nią nie rozmawiało.
- A co tam się stało? - zapytała podejrzliwie, a nawet z czystej ciekawości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Wiek : 23
Skąd : Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 237
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 361
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6357-anthony-roberts
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6358-jak-sie-bawic-to-na-maxa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6359-lucek




Gracz






PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Sob Sie 24 2013, 21:37

Ale po co ma drążyć ten temat? Powiedziała już bardzo dużo... Nie było sensu dalej tego ciągnąć, bo to co było powiedziane, w zupełności wystarczy. Po co miała mówić, ciągle o tym samym? Będzie się jedynie tym zadręczać, cały czas. Dobrze... Chciała posiadać jakiś normalny kontakt z rodzeństwem. Może nawet czuć potrzeba, bycia dla niech potrzebną. Jednak tak nie było, odkąd tylko dziewczyna pamięta. Nie lepiej w końcu się z tym pogodzić? Tak byłoby lepiej. Dla niej... Powinna pomyśleć o sobie, a nie ciągle o innych. I to wcale nie będzie objaw egoizmu... Ale może jest jeszcze za wcześnie, aby to zrozumiała. Kiedyś Anthony jej to wyperswaduje z głowy. Ale teraz nie chciał schodzić na niezbyt przyjemne tematy... Bo jak dojdą do jej rodziny, pewnie zaczną też o jego... Tak zawsze było. Wszystko się jak zwykle odbija...
Może niech znajdzie sobie jakiegoś przyjaciela, któremu będzie mogła powierzyć rolę siostry czy brata... On tak właśnie zrobił. Nie mógł przebywać z Emily tak długo, jakby chciał więc Elsie idealnie pasowała do postaci młodszej i zadziornej siostry.
Powiedzmy sobie szczerze, dziewczyna nie dałaby rady wytrzymać z nim 24/h. Naprawdę był popieprzoną sobą. Czasem znikał na całe tygodnie, nie wiedząc nawet gdzie dokładnie się udaje... Taki był. Lubił ryzykować. I z pewnością nie chciałby, narażać na to i jej. I sam jej nie powstrzymywał przed robieniem tego, co lubi, czy chce robić... Nie dawał żadnych ograniczeń czy granic. A tajemnice? Niemożliwe jest aby dowiedzieć się o drugiej osobie, dosłownie wszystkiego. Poza tym, z czasem stawałoby się to nudne. A tajemnice zawsze były ciekawe. A każdy kto zna tego chłopaka wie, że nienawidzi nudy.
Zajmowanie się Em nie było dla niego jakimś koszmarem. Po prostu nie wyobraża sobie tego wszystkiego... Przyszłości. Nigdy o niej nie myśli, uważając, że nie ma takiej potrzeby. "Żyj dniem", jedna z jego dewiz, których ma jeszcze kilka.
-Nie powiedziałem, że wszystko... Jak mówiłem... Po niektóre rzeczy, muszę się naprawdę wysilić... Zwykle wszystko łatwo mi przychodziło... Nie oznacza to jednak, że nie znam uczucia walki o coś z całych sił... Nie jestem jakimś cholernym księciem, któremu wszyscy podają wszystko na tacy.-Mruknął cicho.
Nigdy tak nie było. Już ojciec o to zadbał aby nie wyrósł na rozpieszczonego chłopca. I nawet był mu za to wdzięczny, choć do wszystkiego i tak dochodził sam. Tak, ten dystans między nimi zawsze był widoczny... Ale nie wracajmy do tego.
-Mi to pasuje.-Powiedział z uśmiechem.-Choć jak Cię poznałem, byłaś całkiem grzeczna... Czyżbym Cię zepsuł?-Zaśmiał się i spojrzał na nią.
-I nadal nie chcę... Mi się podobają... A Tobie?-Spytał spokojnie. Choć przydałaby mu się pielęgniarska opieka... -Ale jak chcesz pobawić się w moją pielęgniarkę... Nie pogardziłbym taką pomocą.-Zaśmiał się i dźgnął dziewczynę palcem, między żebra. Lubił się droczyć, ah, nawet nie wiedziała jak bardzo. W sumie był ciekaw, jak ona to odbierze.
-Wilkołaki zaatakowały chyba jakiś przedział. Podobno jedna ofiara śmiertelna... Kilka osób oberwało ale ich rany już się chyba zagoiły... -Powiedział i zmarszczył lekko brwi. Objął ją mocniej i przegryzł mocno dolną wargę.-Obiecasz, że nie będziesz robiła jakiś głupot?-Spytał cicho, w jej ramię. Zabawne. Zawsze żąda od innych obietnic... A sam nigdy żadnej nie składa. Odwrócił dziewczynę w swoją stronę, aby spokojnie się jej przyjrzeć. Chciał ją mieć przed oczyma. Był poważny i opanowany. Jak zawsze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Francja, Gelihan
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 324
  Liczba postów : 568
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6444-adrienne-lorrain
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6446-adrienne-zaprasza
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6502-adi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7517-adrienne-lorrain#210708




Gracz






PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Sob Sie 24 2013, 22:39

Łatwo powiedzieć. Adrienne jest właśnie takim typem człowieka, że przejmuje się wszystkim i o wszystkich. Na pewno to jest jeden wielki minus, ale co na to poradzi? Taka już jest. Na pewno Anthony się o tym przekona, bo nie raz będzie się o niego zamartwiać, a potem wyzywać go gdzie to się włóczył i dlaczego nie dał żadnego znaku życia. Chociaż tutaj będzie chodziło o niego to normalne, że będzie się o niego troszczyła i zamartwiała. Taka jest kolej rzeczy. Ale czy on będzie się zamartwiał o nią? Szczerze powiedziawszy nie chciałaby tego, ona w przeciwieństwie do niego nie jest zdolna do jakiś głupot, chociaż kto wie co jej przyjdzie jeszcze do głowy. Sama siebie nie kiedy nie mogła poznać. Była zmienna jak pogoda, ale właśnie tym się kobiety różniły od mężczyzn, a on przecież zna kobiety i doskonale o tym wie, a na pewno wie to, że kobietą nie da się dogodzić, choćby nie wiadomo co. Zawsze będzie coś źle.
Oczywiście, miała dwie bardzo dobre przyjaciółki i na prawdę bardzo zależało jej na tym, aby ta przyjaźń jeszcze bardziej kwitła. Bonnie, jedna z nich puchonka z jej roku, były przyjaciółkami, ale czy powiedziałaby jej swój największy sekret? Raczej nie. Owszem, ufała jej, ale nie na tyle. Jednak druga z puchonek taka właśnie była. Były przyjaciółkami na śmierć i życie. Wiele ze sobą przeszły. Może dlatego, że z nią znała się od pierwszej klasy, zawsze byly razem, a z Bonnie jednak kontakt załączył się dopiero w trzeciej klasie. Dwa lata różnicy to jednak bardzo wiele.
I właśnie tego się najbardziej obawiała, że chłopak zostawi ją na długi okres czasu i odejdzie. Dla niej na pewno to będzie trudne. Ale jak tak zrobi to ona już mu pokażę gdzie jest jego miejsce. A gdzie? A tu, przy niej, obok niej. Ona nienawidziła rozłąk na dłuższy okres czasu. Nawet w wakacje musiała się spotkać parę razy ze swoimi przyjaciółkami, bo inaczej by nie wytrzymała, a co dopiero jeśli chodzi o chłopaka. Chyba by uschła z tęsknoty.
- No chyba nie ma takiego człowieka, któremu wszystko podają na tacy jak powiedziałeś, ale większość jest dla Ciebie na wyciągnięcie ręki, a ja o wszystko muszę się starać. - powiedziała. Owszem, nic nie ma za darmo, nic nie ma za nic, ale nie którym przychodzi coś z łatwizną, a ona zawsze musiała się starać, nie kiedy w duchu przeklinała właśnie to.
- Zepsuł? Być może... - spojrzała na niego. Szczerze powiedziawszy trochę się zmieniła od kiedy zaczęła się z nim spotykać, ale pewnie nikt nawet tego nie spostrzegł, a przepraszam. Spostrzegł. Jej najlepsza przyjaciółka od razu wyczuła, że coś jest na rzeczy, a Adrienne nie mając przed nią tajemnic od razu powiedziała jej o chłopaku. Jednak ona nie była z tego faktu bardzo zadowolona, tym bardziej, że on jest ślizgonem. Niby też nie miała nic do nich, ale była nieco uprzedzona i radziła jej, aby na niego uważała. Oczywiście Adrienne ją posłuchała, ale nie na długo. Była jedynie zdystansowana do pewnego razu, a potem już jej przeszło. Jakoś bardzo szybko chłopakowi zaufała. Może i tutaj zrobiła błąd, ale o tym jeszcze nie wiedziała i miała nadzieję, że się na tym nie sparzy i że nie przyjdzie jej przyznania jej zdania.
Prychnęła na jego słowa. No bardzo śmieszne, potrafił sprawić, że dziewczyna odpowie to co on chciał usłyszeć.
- Szczerze powiedziawszy jesteś o wiele przystojniejszy jeśli nie masz tych ran na sobie. - wystawiła mu język. Oczywiście żartowała sobie. Jednak rzeczywiście chciała mu pomóc, aby te rany zniknęły, ale skoro wcześniej na to się nie zgodził to nie interweniowała. Spojrzała na niego, gdy ten dźgnął ją palcem i zaśmiała się.
- Na mnie to nie działa. - mruknęła.
- Co?! Osoby ranne...? - spojrzała na niego nieco przestraszona. Nie widziała się jeszcze z dziewczynami, ze swoim przybranym rodzeństwem. Od razu do jej głowy naszły dziwne myśli. Wiadomo w takich sytuacjach od razu martwi się o drugie osoby.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Wiek : 23
Skąd : Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 237
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 361
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6357-anthony-roberts
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6358-jak-sie-bawic-to-na-maxa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6359-lucek




Gracz






PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Pią Sie 30 2013, 17:46

Nie łatwo powiedzieć (choć dla niego? w sumie jest) Oj, czyli będą mieli spory problem. Dziewczyna chyba już wiedział, że potrafił znikać na tygodnie. Tak po prostu, w jednym momencie mógł zniknąć a potem, po dwóch tygodniach wrócić, wyglądając jak siedem nieszczęść. Ale taki już był. I zmieniać się nie będzie dla nikogo, niekiedy trzeba zaakceptować rzeczy takimi jakie są. I czemu to niby kobieta, miała zamartwiać się o niego? No ludzie... Proszę was! Będzie się o nią martwił... Nie dlatego, że była "łatwym" celem czy coś takiego... Lub, że nie wierzył w kobiety. Szanował je i doceniał, jednak... Nic na to nie poradzi. Naprawdę ją lubił i nie chciałby w pewnym momencie dowiedzieć się, że wpadła w jakieś kłopoty czy też coś jej się stało. On naprawdę potrafił o siebie zadbać. Cholerny dupek! Potrafił sobie poradzić w każdej sytuacji.
Ah te przyjaźnie... Dobrze, że miała kogokolwiek. Z pewnością Anthony nie chciałby aby dziewczyna obracała się jedynie wokół jego towarzystwa. Musiała żyć swoim życiem. Posiadać coś innego. W końcu z czasem sama rozmowa z nim się znudzi. Nie mógł pozwolić, aby Ad cały czas polegała jedynie na nim. Nie pozwoli aby jej życie takie było. Nie chciałby tego dla nikogo... W końcu ten człowiek potrafi zniszczyć, nawet najsilniejszą osobę. Już to przerabiał. Powinna czerpać z życia jak najwięcej... A przyjaciółki, jakiekolwiek miałyby być, jej w tym pomogą. Poza tym, ile można patrzeć na tego samego człowieka!
Od razu mówi, że to on ją zostawi i odejdzie... Może jeszcze wypnie się do niej i zacznie śmiać z jej naiwności? Dla niego cokolwiek, co ma związek z drugą osobą wymaga wiele wysiłku... Nie był w tych sprawach dobry, oczywiście jeżeli mu na czymś zależało bardziej niż normalnie. A jeżeli będzie tego bardzo potrzebowała, będzie przy niej... Jak długo będzie tego potrzebowała.
-Czy to ze mnie złego człowieka?-Spytał spokojnie i spojrzał na dziewczynę.-Wiem co to znaczy, walczyć o coś... Do wszystkiego doszedłem sam.-Powiedział i uśmiechnął się lekko. Nie był rozpieszczonym bachorem, który domaga się więcej ilekroć mu nie wyjdzie. Dostaje to co che, ponieważ wie jak to zdobyć. Nigdy nie polegał na innych, bo jest to niemożliwe. Ludzie prędzej czy później Cię zawodzą, jest to normalna kolej rzeczy, z którą się pogodził już za młodu. Było to okrutne z strony ludzi, którzy jeszcze z nim były... Ale teraz chyba rozumiał, że zrobili to specjalnie.
-Mi się podoba taka Adrienne... Choć mam nadzieję, że jest to ta prawdziwa.-Powiedział cicho, pocałował jej brodę i lekko się uśmiechnął... Przejechał palcem po tym miejscu, gdzie złożył lekkie muśnięcie.-Sam niczego nie udaje... I oczekuje też tego od innych.-Mruknął szeptem.
Nie była zadowolona z tego, że to akurat on zainteresował się Ad? Nie pchał się w to na siłę. Adrienne najwidoczniej sama też tego chciała, bo w końcu nie zmuszał nikogo do niczego. Było to wbrew niemu. Ale w jednym miała rację... Trzeba było na niego uważać, bo nie wiadomo co temu świrowi przyjdzie do głowy. Był nieprzewidywalnym, zepsutym i szalonym człowiekiem. Z kijem nie podchodź. Dosłownie.
Zaśmiał się cicho i przysunął ją do siebie.
-Tak? Jak bardzo jestem przystojny? Mhm?-Uniósł lekko brew, chciał usłyszeć jej odpowiedz. Po prostu lubił droczyć się z nią. I dlatego też zaczął jeździć palcem po jej szyi, niby od niechcenia. Jednak w jego kącikach ust, krył się łobuzerski i nawet całkiem uroczy uśmieszek.
Był ciekawy, czy żartowała co do ran czy co do jego przystojności... Brzmi to komiczne. Nigdy jakoś nie zwracał na to większej uwagi, może też dlatego nie robiły na nim wrażenia zadrapania. Ale niech nie mówi, że nie dodają tego uroku... Według niego tak było.
-Naprawdę chcę abyś została moją pielęgniarką... Mam sobie specjalnie zrobić krzywdę aby tak się stało? Mhm?-Mruknął cicho. Byłoby zabawnie! No...
-Adrienne... Wszystko jest już dobrze... -Powiedział spokojnie i spojrzał na nią.-Wiem, że to dla Ciebie trudne... Jednak nie musisz się już martwić.-Mruknął.
Mógł poniekąd zrozumieć jej obawy. Może dlatego, że była tam El? Tak, tylko dlatego zainteresował się tą sprawą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28650
  Liczba postów : 32468
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Pią Gru 06 2013, 16:27

Cóż to za logika w głowie nauczycieli, aby prosić dwójkę Ślizgonów o zaniesienie jakiejś paczki do uzdrowiciela, którego domek jest gdzieś za wioską, tam na rogu, za górami. Takie instrukcje są dość obrazowe, więc Ślizgoni sobie na pewno by poradzili... Gdyby nie śnieg i przedświąteczne zamieszanie, które zaczęło opanowywać Hogsmeade. A poza tym to może serio nie znali dobrze drogi? Pewnie dlatego najpierw wysłano Patric'a Rhodes'a, a dopiero potem Faye Grey bo to przecież bardzo odpowiedzialna dziewczynka i z pewnością zaopiekuje się młodszym kolegą!!! Ale kiedy już go zauważyła na horyzoncie, to chłopiec był już bez pakunku przeznaczonego do dostarczenia. Czyżby odnalazł kogoś, do kogo miał to zanieść? Nie mniej jednak ładnie, ładnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : V
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 52
  Liczba postów : 46
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6947-patric-rhodes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6951-patric-rhodes#198069
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6953-patric-rhodes#198073




Gracz






PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Pią Gru 06 2013, 19:32

Ktoś z nauczycieli kazał mu i komuś jeszcze zanieść paczkę do uzdrowiciela. Ciekawiło go co jest w środku, ale nie zaglądał, wiedział, że to nie będzie ładnie z jego strony, nawet bardzo nie ładnie. Nie zaglądał. Drogę miał bardzo długą do przybycia. Nawet nie wiedział ile, ale już mu się nie chciało iść. Nie dość, że śnieg sypał prosto w oczy to jeszcze ludzie się pałętali po ulicach, tak że nie mógł swobodnie przejść. W dodatku nie wiedział jak i gdzie iść. Po prostu nie znał grogi. Chyba by musiał się wydarzyć jakiś cud by tam trafił. Szedł jakieś 30 minut, i myślał, że nigdy nie dojdzie na miejsce. Śnieg przecież mógł zmoczyć pakunek. Pakunek? Jaki pakunek? Dopiero teraz zorientował się, że nie ma żadnego pakunku. I co teraz będzie? Wpadł w panikę. Nauczyciele go chyba zabiją jak się dowiedzą. Zaczęły mi się trzęś dłonie i łzy skapywały na biały, puszysty śnieg. Został popychany przez różnych ludzi. I stał tam nie ruchomo zastanawiając co powinien teraz zrobić, bo przecież i tak ten pakunek musiał być już zasypany przez śnieg.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : York
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 117
  Liczba postów : 155
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6491-caleb-loudshoot
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6492-caleb-wspanialy#182176
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6987-smieszka#199468
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8852-caleb-loudshoot#248512




Gracz






PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Nie Gru 15 2013, 17:19

Merliniewniebiosach, czym on się tak denerwował?
To, że był przeładowany euforią było u niego normalne. Nikt nie dziwił się, widząc Caleba targanego zbyt dużą ilością radosnej energii, śpiewającego głośno na korytarzach Hogwartu, tańczącego w dziwny sposób, wymachującego różnymi kończynami albo po prostu śmiejącego się zbyt głośno. Wszyscy już się do tego przyzwyczaili, tak samo jak do jego pomysłów, by wprawić ludzi w osłupienie, co kończyło się dziwnymi czynami. Ale zdenerwowany dawno nie był. Śmiał się z tego, owszem. Śmiał się sam z siebie, odrzucając po kolei swoje nienormalne pomysły, jak przeistoczenie poszukiwań mordercy w szalony piknik na śniegu albo coś równie głupiego - było tego dużo. W końcu zarzucił wszystkie plany, stwierdzając, że i tak będą się dobrze bawili, w końcu Curtis była taka fajna i się z nią nigdy jeszcze nie nudził. I poszedł, tak jak stał, we flanelowej koszuli w kratę, w której Jeremiasz wygryzł kilka małych dziurek na piersi, niemożliwie powycieranych dżinsach, zniszczonych trampkach, wytartym płaszczu i grubym różowym szaliku, który kiedyś zarąbał siostrze. Wysłał szybko notkę do Curtis, instruującą dokładnie, jak dojść do stawu i poszedł. W drodze naszło go milion myśli, takich jak ta, że Curtis nie przyjdzie, bo miała już coś zaplnowane, a jemu nagle zachciało się wyciągać ją na poszukiwnia Jeremiasza, albo że odbierze wiadomość dopiero jutro rano, bo już gdzieś wyszła. Ale i tak poszedł, usiadł w śniegu i czekał, z papierosem zwisającym z ust, lepiąc ze śniegu małe miasteczko małych, śniegowych ludzików. Nawet minował jednego z nich burmistrzem, wsadzając mu w czubek głowy przemarznięte źdźbło trawy i zabrał się za robienie śniegowego, małego ratusza. Tyle rozrywki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Staw na obrzeżach Hogsmeade

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

 Similar topics

-
» Droga do Hogsmeade
» Stacja kolejowa w Hogsmeade
» Cukiernia w Hogsmeade
» Pomost, na północnym krańcu jeziora
» Gabinet Pielęgniarski

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Okolice Hogsmeade
-