IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Nad jeziorem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość




Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -2
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 524
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5106-dahlia-e-slater
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5109-czesc-jestem-dahlia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5108-sowka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7187-dahlia-e-slater




Gracz






PisanieTemat: Nad jeziorem   Sro Cze 12 2013, 23:34

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 81
  Liczba postów : 93
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5889-mandy-maurine-saunders
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5890-mms#167966
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5891-mms#167967




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad jeziorem   Pon Lip 01 2013, 21:34

WRESZCIE WAKACJE! Po dramatycznych wydarzeniach z balu Mandy długo nie mogła rozkminić o co tam naprawdę chodziło. A do tego Odell... Saunders nie ukrywała, że nigdy za tą nauczycielką nie przepadała, ale to wciąż był pewnego rodzaju szok. Jednego dnia wykłócasz się z babką o ocenę, a potem bam, idziesz na jej pogrzeb. Chociaż nie, na pogrzeb nie poszła, bo miała lepsze rzeczy do roboty! Całe dwa tygodnie spędziła dość... aktywnie. Wiadomo, imprezy z dawno nie widzianymi przyjaciółmi, jakieś rodzinne spotkania. Nie nudziła się, ale co tu ukrywać, że najbardziej czekała na ten wyjazd właśnie. Była niesamowicie ciekawa, gdzie zabiorą ich w tym roku. Może jakaś słoneczna wyspa? Albo wręcz przeciwnie? Nie umiała przewidywać, więc się za to nie zabierała. Było jej trochę przykro, że Scarlett zamiast na wakacje pojechała z Cedem zwiedzać świat, ale w gruncie rzeczy to wcale jej się nie dziwiła. Niech korzysta z życia dziewczyna! A jak narazie MMS forever alone będzie się zabawiać w fajowej Japonii, a co! Niby z siostrzyczką relacje nie były idealne, ale to w końcu rodzina. Jak miały te swoje dobre chwile to i w ogień by za sobą wskoczyły, zdecydowanie.
Przydział domków co najmniej ją... zaskoczył. Vanberg, Faleroy, Pierre i Lavoiser. Nie powiem, że nie będzie ciekawie! Kiedy już zajęła swój pokój, rozpakowała się i tym podobne paradoksalnie do wcześniejszego nastawienia postanowiła wybrać się na długi spacer. Taki relaksacyjny po podróży, o! Wiadomo, ogarnięta w tych wszystkich miejscach jeszcze nie była, ale jak na razie jezioro zdawało się być naprawdę kuszące. Zwłaszcza teraz, kiedy Słońce chyliło się ku horyzontowi i zaraz miało zrobić się ciemno. Zakaz wychodzenia po dwudziestej drugiej uznała jako bzdurny, choć ustalmy, że była dopiero godzina dwudziesta, aby już w pierwszy dzień nie pakować jej w jakieś kłopoty, hehe. Droga nie zajęła jej długo czasu, a kiedy była już wreszcie na miejscu usiadła tuż przy brzegu, otwierając przewieszoną przez ramię torbę. Jej zawartość nie została jeszcze wypakowana po długiej podróży, więc znajdowała się tam jej różdżka, jakieś inne badziewka i... butelka ognistej. Mała alkoholiczka nie miała podczas podróży lepszego zajęcia, więc opróżnili ją w połowie wraz ze swoimi ziomkami. Było to jednak dość dawno temu, więc teraz próżno szukać jakichkolwiek efektów wypicia tego trunku. Przymknęła lekko oczy i oparła się rękami o trawiaste podłoże. Byleby te wakacje były fajne!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Toronto, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1236
  Liczba postów : 468
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6002-cesaire-bernard-weatherly#171006
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6003-cezar-i-jego-rzymianie#171018
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6010-cezarowa-sowa#171255
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7381-cesaire-weatherly#207517




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad jeziorem   Pon Lip 01 2013, 22:02

Nasłuchawszy się o tych wszystkich dziwnych akcjach, śmiało można stwierdzić, że Césaire nie żałował, że tamtego pamiętnego wieczoru tak ambitnie zwiedzał Hogsmeade, że zapomnieli o balu. Jasne, może gdyby tam byli, pomogliby w czymś, może River nie zostałby okresowo zmieniony w kamień, może Ted nie zostałaby zadrapana przez wilkołaka czy coś takiego. Ale równie dobrze mogłoby być jeszcze gorzej i może któryś z nich podzieliłby los tej nieszczęsnej nauczycielki, której chłopak nie znał kompletnie, więc oprócz pewnego niesmaku wywołanego faktem, że takie okropieństwa miały miejsce w podobno bezpiecznej szkole, niezbyt się przejął jej śmiercią. Początek wakacji chłopaka nie był jakiś powalający – trochę się powłóczył z bliźniakiem po Wielkiej Brytanii, potem musieli wracać do domu, więc bardzo chętnie wyjechał razem z resztą uczniów i studentów w niewiadomym kierunku, nawet jeśli byłaby to Antarktyda!
Skład jego domku? Chyba mniej zaskakujący niż w przypadku MMS, bo oprócz dwóch nieznanych mu osób, miał spędzić miesiąc w towarzystwie Camerona i jego uroczej narzeczonej! Hehe rodzinne wakacje, nie ma to tamto! Po powierzchownym obejrzeniu swojego tymczasowego lokum, postanowił trochę się wyrwać od swojej ulubionej Angielki, dlatego też chętnie ruszył na wieczorny spacer po najbliższej okolicy, chcąc jednocześnie zaczerpnąć trochę świeżego powietrza przed tą całą godziną policyjną w porze wieczorynki. W ten oto sposób dotarł do brzegu przepięknego jeziora i z charakterystycznym uśmieszkiem na ustach pochylił się i zanurzył dłoń w przejrzystej wodzie, by sprawdzić jej temperaturę. Och do pływania byłaby idealna! W tym momencie jednak co innego skupiło jego uwagę, a mianowicie pewna urocza blondynka całkiem niedaleko, którą przecież już poznał przelotnie w Anglii. Dalej lekko się uśmiechając zrobił kilka kroków w jej kierunku, a obok dostrzegł jej wielką torbę, której najwyraźniej nie powierzyła do przetransportowania skrzatom, otwartą, a w środku znajdującą się na wierzchu ładnie opróżnioną butelkę ognistej.
- Hoho moja droga, czyżby Japonia jak na razie rozczarowywała cię tak mocno, że aż pijesz w samotności? – zaśmiał się, wskazując palcem jej dobytek, po czym bez pardonu klapnął na trawę obok MMS. Bo przecież skoro już trafili w to samo miejsce, mogli sobie przyjemnie pogawędzić, prawda? Kto wie, może to spotkanie też im wywróżyli Japończycy w swoich fusach?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 81
  Liczba postów : 93
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5889-mandy-maurine-saunders
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5890-mms#167966
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5891-mms#167967




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad jeziorem   Pon Lip 01 2013, 22:44

MMS w gruncie rzeczy nie miała aż tak szalonych przygód jak Kanadyjczycy, bo ani nie trafiło jej zaklęcie, ani nie skoczył na nią wilkołak, tylko ewakuowała się niedługo po rozpoczęciu całej bijatyki. Z jej perspektywy było to chyba najlepsze wyjście z możliwych, a z mojej niestety nie, bo nie mogła się wykazać swoją pro odwagą i w ogóle! No ale cóż. Nie było tak źle, bo i fajnego partnera miała, jej bliskim nic się nie stało, a i nasłuchała się paru komplementów na temat swojej kreacji. Co jednak działo się w przeszłości zostawmy w zapomnieniu, a skupmy się na tych JAKŻE EMOCJONUJĄCYCH wydarzeniach z Japonii. Tak serio, to na razie było zupełnie spokojnie, zwłaszcza na urokliwym brzegu jeziora, które stało się miejscem spotkania dwóch, pozornie mało mających ze sobą wspólnego osób. Bo co może łączyć Francuzkę uczącą się w Hogwarcie z przyjezdnym zawodnikiem z Riverside? Poza ojcem pewnie nic, hehe. Ale oczywiście o tym jeszcze przez jakiś okres czasu nie będą mieli zilonego pojęcia. Do tej pory Césaire był dla niej... no właśnie, kim? Postrzegała go jako zwykłego znajomego, choć co tu ukrywać, że po zaledwie jednej, może dwóch rozmowach, jakie odbyli przypadł jej do gustu. I to bardzo. Mówię rzecz jasna o jego charakterze, lecz trudno zaprzeczyć, że całkiem ładny był z niego chłopak. Czuła, że gdyby poznali się bliżej, mogliby być spoko ziomkami, naprawdę.
Kiedy usłyszała za sobą czyjeś kroki, odwróciła gwałtownie głowę, chcąc sprawdzić kto zakłóca jej spokój nad miarowo falującym jeziorem. Na Merlina, byleby nie jakieś małoletnie uczniaki, które ekscytują się wszystkim co zobaczą. Jeszcze by jakiś gówniarz wleciał do tej wody i zaczął się topić, a nieszczęsna Mandy albo zostałaby jego dzielną wybawczynią (w co wątpię, bo jej umiejętność pływania była dość marna), albo świadkiem śmierci. Nie wiem co gorsze. Na szczęście był to właśnie Weatherly, na którego widok momentalnie się rozpogodziła. Doborowe towarzystwo na sam początek wakacji zawsze spoko!
- Właśnie nie, jest całkiem fajnie! (znowu entuzjastyczny post z dedykacją dla Jovena!). I dla jasności wcale nie piję, choć jeśli mi potowarzysz to możemy zacząć. - powiedziała z lekkim uśmiechem, cały czas spoglądając na Kanadyjczyka. Chwilę potem siedział już obok niej, a ona z łatwością odkręciła butelkę ognistej i niezbyt kulturalnie napiła się z niej jako pierwsza. Ale żeby nie było, moment później podała już ją jemu, aby także się poczęstował. Nie ma co, szykuje się ciekawy wieczór. Odgarnęła w tył jasne włosy i odwróciła głowę tak, aby cały czas podczas rozmowy móc utrzymywać z nim kontakt wzrokowy. To znaczy, nie jakiś tam nachalny, nie nie! Po prostu taki zwykły, aby ta ich konwersacja nie była taka... neutralna. Zresztą, zawsze trochę ją to peszyło, gdy podczas chwil ciszy łapała kogoś za spojrzenia. A co do tej Japonii, to naprawdę cieszyła się, że trafili do tak orientalnego miejsca. Lubiła poznawać nowe kultury, miejsca, ludzi. Gdyby tylko mogła to najchętniej zwiedziłaby świat, tak jak to teraz robiła jej siostrzyczka. Ech, jak będzie pamiętać to wyśle jej jakiś super wesoły list, żeby to pożałowała, że z nią nie siedzi. ZŁA MMS!
- A tobie się tu podoba? Jak ekipa z domku? Możesz mi poopowiadać wszystkie swoje wrażenia, bo lubię słuchać ludzi, hehe. - odparła, wyrażając tym swoją realną chęć, aby... chyba bliżej go poznać. Małymi kroczkami do celu, a co!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Toronto, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1236
  Liczba postów : 468
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6002-cesaire-bernard-weatherly#171006
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6003-cezar-i-jego-rzymianie#171018
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6010-cezarowa-sowa#171255
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7381-cesaire-weatherly#207517




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad jeziorem   Pon Lip 01 2013, 23:34

Hehe wychodzi po prostu na to, że los upatrzył sobie Kanadyjczyków jako swoją ulubioną grupę i dlatego od przyjazdu urozmaicał im życia dosyć osobliwymi wydarzeniami. Oczywiście to niepowetowana strata, że MMS nie mogła się popisać swoimi umiejętnościami w trakcie balu! Chociaż gdy Césaire słuchał tych wszystkich opowieści, doszedł do wniosku, że to właśnie chęć wykazania się rozpętała prawdziwe piekło na balu, ponieważ większość obrażeń zadali sobie nawzajem właśnie jego uczestnicy, rzucający zaklęciami na oślep. Nieee, nie pomyślał o tym, że to panika i lęk popchnęły tych ludzi do działania, w jego oczach wszyscy po prostu chcieli zgrywać bohaterów. Wracając jednak do bieżących wydarzeń, może na razie tej dwójki pozornie niewiele łączyło, ale my, cwane autorki wiemy, że to się zmieni! Zresztą czego można się spodziewać po tak raczkującej znajomości, ledwie co się poznali, odbyli kilka niezobowiązujących rozmów o jakiś pierdołach, w trakcie których dowiedzieli się podstawowych rzeczy o sobie. Ale fakt pozostaje faktem, że rozmawiało się przyjemnie, a urocza buźka Mandy nie zniknęła z pamięci Kanadyjczyka po pięciu minutach jak to zwykle bywa z nieznajomymi, a nawet dziś w oczekiwaniu na przydział do domków, kiedy to szukał w tłumie bliźniaka, złapał się na tym, że nie obraziłby się, gdyby dostrzegł także pewną blond czuprynę.
Tak więc dziś jest szczęśliwy dzień Saunders, bowiem zamiast gromadki sprawiających problemy dzieciaków towarzyszyć jej przybył pewniej wyjątkowo przystojny chłopak! I gdyby za to Mandy postanowiła się na przykład popluskać w wodzie i gdyby złapał ją skurcz czy coś, Césaire z pewnością ruszyłby jej z pomocą. Może nawet ratował metodą usta-usta, jeśli byłoby to konieczne hehe.
- No nie wiem, nie wiem, zazwyczaj na wyjazdy nie bierze się prawie pustych butelek! – zażartował, przekrzywiając lekko głową i znacząco spoglądając na dość niski poziom bursztynowego alkoholu w butelce. – Ale tak tak, żal byłoby trzymać taką smętną resztkę, więc z przyjemnością pomogę ci ją wykończyć! Podobno pita ze szklanek traci swoje wyjątkowe walory smakowe. Czy to prawda? – mówiąc to, obserwował z lekkim rozbawieniem pijącą z gwinta dziewczynę. Już po chwili pochwycił butelkę, którą mu podała i uniósł trochę do góry.
- W takim razie za to niezwykłe spotkanie, które na pewno ktoś wyczytał z fusów! – rzucił w ramach wyjątkowo wzniosłego toastu, po czym w podobny sposób upił sporego łyka, po którym już nie wątpił, że ognista w pełni zasłużyła sobie na swoją nazwę. Spojrzał jeszcze okiem znawcy na etykietkę, mruknął coś z uznaniem i oddał MMS butelkę. Nie miał kompletnie nic przeciwko temu, że dziewczyna utrzymywała z nim kontakt wzrokowy, wręcz przeciwnie! Nigdy nie lubił ludzi, którzy uciekali mu spojrzeniem na prawo i lewo, jakby się bali, że wyczyta z nich nie wiadomo co. Zresztą on sam nie patrzył się na nią wzrokiem gwałciciela z krzaków, tylko raczej z takim uprzejmym zainteresowaniem, choć nie zaprzeczę, że fizjonomię miała wyjątkowo przyjemną i miło mu się na nią patrzyło. A tak odnośnie SMS, o której Weatherly jeszcze nic nie wiedział, powinna żałować! W końcu jej rodzinka zacieśnia więzy na tym wyjeździe (w sensie będzie to robić), a ona gdzieś śmiga z jakimś tam chłopakiem, omijając całą zabawę i dramaty!
- Chyba bardziej mi pasuje taka okolica niż jakiś nadmorski kurort z dzikimi upałami. Na razie jeszcze niewiele widziałem, ale to co już udało mi się zobaczyć, wygląda wręcz nierealnie, jak wyjęte z jakiegoś obrazu czy coś. Rozumiesz o co mi chodzi? – spojrzał na nią ponownie, odbierając przy tym butelkę przy swojej kolejce i upijając następnego łyka. W końcu trzeba trzymać tempo, bo inaczej nie zdążą przed godziną policyjną! – Co do domku, to mam dwie jakieś obce osoby, mojego brata i dziewczynę, która jest córką znajomych naszej rodziny, więc nie jest najgorzej! – odpowiedział, oczywiście nie wdając się w szczegóły i nie mówiąc, że Cam został przymuszony do zaręczyn, że sytuacja jest napięta i blablabla. Bo w końcu to ma być luźna rozmowa, a nie poważne sprawy. Uśmiechnął się krótko, gdy Mandy powiedziała, że lubi słuchać ludzi. Cóż, chyba najlepiej nie trafiła, bo wzorem elokwencji nie był! – A ty jak? – zapytał po chwili, mając na myśli zarówno Japonię, jak i współlokatorów. I proszę zauważyć, że ZAPYTAŁ. A on przecież tego zazwyczaj nie robi. Bogowie, chyba naprawdę nie chciał przed nią wyjść na dziwaka!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28895
  Liczba postów : 36455
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Nad jeziorem   Wto Lip 02 2013, 13:02

Czy na prawdę wszyscy muszą się tak kurczowo trzymać tego wróżenia z fusów? Rozumiem, nie każdy lubi lekcje wróżbiarstwa, zwłaszcza z naszą kochana nauczycielką Afrą (która swoja drogą też wykazuje powątpiewanie w tę wróżbę), no bez przesady... Ktoś w końcu musi zrozumieć magię zaklętą w tych mały, mokrych, czarnych wiórkach na dnie filiżanki. To właśnie w nich jest moc! Założę się, że gdyby ktoś przed balem wziął je na poważnie i spróbował wywróżyć przebieg balu, to sprawa mogłaby wyglądać zupełnie inaczej! A tak to mamy nieżyjącą nauczycielkę mugoloznasta, wysłannika z Ministerstwa Magii i zadowoloną, wrogą frakcje, która tylko czeka, by zniszczyć takie cudowne, przyszłe parki jak Mandy Maurine Saunders i Césaire Weatherly. Podzieli ona zakochanych poglądami, ideami i planami, przez co ich drogi na pewno nie będą szły tak jednomyślnie jakby to sobie planowały urocze autorki ich życia. Czy jednak ja kogoś o coś osądzam, podejrzewam? Bynajmniej. Ja tylko patrze, komentuje, naprowadzam, doradzam i takie tam... Opisuje świat.
Pogoda nad jeziorem była piękna. Przyszli kochankowie zaczynali rozmowę. Oczywiście bez alkoholu nie mogło się obyć. Ah, ta dzisiejsza młodzież! Mamusia, tatuś i nauczyciele tyle czasu i trudu włożyli w wasze wychowanie, a tu nic. Powinniście się wstydzić, w końcu nie macie jeszcze nawet dwudziestu lat, a już wszędzie tylko alkohol, seksy i dramy! Co niby będziecie robić za te parę lat? W końcu kiedyś taki tryb życia wam się znudzi lub zaciążycie jak taka Villiers czy Wright (które oczywiście pozdrawiam). No po prostu aż szkoda wodę mącić!
Tak jednak w temacie mącenia wody... Wróćmy do tematu. Rozmowa nie zapowiadała się na jakąś niezwykłą. Spokojny, cichy szum wiatru nadawał jej owszem uroku, ale nic więcej nie zapowiadało największej tragedii jaka mogła przydarzyć się młodym. Tak zajęci delektowaniem się alkoholem nie zauważyli, że z otwartej torebki Mandy wysypała się puderniczka, lusterko, jakieś inne pierdoły oraz... Różdżka! Na pewno to tragiczne zdarzenie umknęłoby ich uwodzę, gdyby nie jakiś wędkarz, który choć sporo od nich oddalony, zaczął krzyczeć do nich swoim śmiesznym, cieniutkim, japońskim głosem. Co jednak zrobią z tym fantem młodzi? To się dopiero okażę!

Pierwsza osoba, która przeczyta tego posta i postanowi odpisać, rzuca jedną kostką na przebieg zdarzenia losowego:

1 lub 6 - Césaire postanawia niczym rycerz być wybawcą Mandy. Rzuca się do jeziora, by ocalić wszystkie przedmioty. Dziewczyna nie wie co robić, wpada w panikę, boi się, że chłopak utonie.
2 lub 4 - Mandy ze swoją 'pro odwagą' postanawia wypożyczyć od rybaka jego malutką łódkę (za co płaci galeona), po czym zbiera wszystkie rzeczy. Nie zapomnij odjąć sobie tych ogromnych kosztów w odpowiednim temacie
3 lub 5 - Możecie ułożyć własne zakończenie tego wypadku! Widzicie, taki ze mnie łaskawy MG, że daje wam takową szansę. Ave ja!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 81
  Liczba postów : 93
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5889-mandy-maurine-saunders
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5890-mms#167966
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5891-mms#167967




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad jeziorem   Wto Lip 02 2013, 13:34

Ona miała chyba podobnie. Wyznawała zasadę, że druga osoba musi przyciągać wyglądem, a zatrzymywać charakterem, co właśnie powoli robił z nią Weatherly. Mandy zauważyła go podczas przydziału, choć był to raczej efekt przypadku, aniżeli celowego wypatrywania. Podczas wcześniejszych rozmów powiedział jej, że wybiera się na szkolne wakacje, ale zmęczona po długiej podróży raczej nie myślała o niczym innym niż tylko rzucić się na miękkie łóżko w wygodnym, orientalnym domku. Ale wiadomka, gdyby tak magiczne fusy dopasowały ich jako współlokatorów na pewno by nie protestowała. Zwłaszcza, że wakacje traktowała bardziej jako okazję do poznawania nowych ludzi, aniżeli zacieśniania więzów z tymi, którymi znała już bardzo dobrze. A jedną z tych pierwszych był właśnie Césaire i reszta przyjezdnych, z którymi paradoksalnie się jeszcze wcale dobrze nie zapoznała. To aż dziwne, jeśli popatrzeć na jej otwartość i chęć zawierania znajomości. No cóż, wszystko jest do odrobienia. Zaśmiała się, słysząc jego stwierdzenie o piciu ognistej ze szklanek.
- Widzę, że jesteś świetnie obeznany w angielskich zwyczajach, uroczy Kanadyjczyku. W sumie to masz rację, ale i tak nikt nie zwraca na to uwagi. - powiedziała dalej nieco rozbawiona, zakładając za ucho niesforny kosmyk blond włosów. Pogoda była niezwykle przyjemna. Było ciepło, jednak nie aż tak bardzo, aby na to narzekać oraz wiał lekki wiatr, który delikatnie rozwiewał ich czupryny. Byleby zdążyli pogadać do tej dwudziestej drugiej, bo złapania szlabanu w pierwszy dzień byłoby słabe! Ach, ale co się mamy oszukiwać. Pewnie w dwójkę o tym zapomną, chociaż zobaczymy. Kiedy oddał jej butelkę, pociągnęła jeszcze jeden niewielki łyk i starannie położyła ją na trawie tuż obok nich, aby przypadkiem się nie przewróciła. Cóż to byłaby za tragedia! A co do kontaktu wzrokowego, to właśnie przez przypadek złapała go za spojrzenie, przez co kąciki jej ust uniosły się nieznacznie ku górze i chwilę potem wzrok powędrował w jakiś punkt za nim, bo jak wspominałam, troszkę ją to krępowało. Oczywiście tylko wtedy, kiedy ze sobą nie rozmawiali.
- Rozumiem, choć myślałam, że jako Kanadyjczyk wolałbyś właśnie taką ciekawą odmianę jak jakieś upały czy coś. Z tego co wiem, nie jest u was za ciepło. - odparła, wyobrażając sobie w myślach kanadyjskie krajobrazy. Nie była nigdy w tamtym kraju i raczej nie zapowiadało się, aby miała się tam wybrać. Ten kraj zawsze kojarzył jej się z lasami, górami, jeziorami, co w gruncie rzeczy zgadzało się po części z prawdą, bo Riverside właśnie w takiej okolicy się mieściło.
Uważnie wyłapywała jego słowa. Aha, miał brata. To dobrze, jedynacy są samolubni. Córka znajomych rodziny - więc nie pochodził z jakiegoś patologicznego rodu z dziwacznymi rodzicami. Wnioski były co najmniej głupie, ale co miała na to poradzić zwłaszcza, że zmęczenie po podróży potęgowało szybsze działanie alkoholu. Ale żeby nie było, nie mamy ich tu zamiaru dzisiaj upić! Po prostu powoli się rozluźniali, co jak wiadomo sprzyja zacieśnianiu wszelakich więzów. Zamyśliła się trochę po jego pytaniu. Co mogła powiedzieć o swoim domku? Nie powiem, że trochę ją to dopasowanie zaskoczyło! Cait nienawidziła z wzajemnością, do Vanberga i Lavoisier nic nie miała a Merlin... no tu mogłoby być ciekawie, choć na pewno nie zdradzi Cezaremu jakiś szczegółów znajomości z Faleroyem. To było tak niezobowiązujące, że po prostu niepotrzebne.
- Hm, poza tym, że podejrzewam, że przez niekończące się imprezy raczej się nie wyśpię to całkiem spoko. Ale wiesz, nie żeby mi to przeszkadzało. Najwyżej przyjdę do ciebie. - powiedziała trochę żartem, trochę serio. Tak naprawdę to nie wiedziała jak to wszystko będzie, a to były raczej jej luźne spekulacje. Choć propozycja wypadu do domku Kanadyjczyka na pewno mogłaby być rozważona! Upiły kolejny łyk pysznego alkoholu i usiadła po turecku twarzą do niego.
- Jak już mówisz, że te fusy wywróżyły to nasze spotkanie, to może coś mi o sobie opowiesz? Dziwnie tak siedzieć i pić z kimś, o kim prawie nic się nie wie. - stwierdziła, przymrużając lekko oczy. W tym momencie właśnie stało się to, co kochany Mistrz Gry opisał. Z torby Mandy wysypały się jej najpotrzebniejsze rzeczy. Wszystkie bzdety były niczym w porównaniu z... różdżką! Spróbowała ją złapać, jednak próba ta była zupełnie nie udana. Na ratunek przyszedł Cezar, który bohatersko rzucił się do wody, aby jej je przynieść. Ale przecież coś mogło mu się stać! Stanęła na brzegu zupełnie spanikowana również z zamiarem wskoczenia do wody, co jednak szybko zaniechała, bo zwyczajnie się bała. Jak już wspominałam, umiejętność pływania MMS była... no marna.
- Césaire, wyłaź stamtąd, błagam cię! Kupię nową różdżkę, no kurwa! - krzyknęła, chcąc jak najszybciej wywołać go z tej wody, o której nie wiedzieli nic: ani czy nie było tam jakiś dziwnych stworzeń, na ile metrów była głęboka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Toronto, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1236
  Liczba postów : 468
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6002-cesaire-bernard-weatherly#171006
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6003-cezar-i-jego-rzymianie#171018
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6010-cezarowa-sowa#171255
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7381-cesaire-weatherly#207517




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad jeziorem   Wto Lip 02 2013, 18:05

- A jak! Nie marnowałem czasu spędzonego w Anglii od momentu przyjazdu naszej drużyny, nie ma co – może lepiej się jednak nie zagłębiać w to, na co dokładnie poświęcał wolne chwile i jak rozplanowywał sobie poszczególne dni. A w końcu tych wolnych chwil jest całkiem dużo, gdy wykorzystując nieco fakt bycia zagranicznym gościem, opuszcza się prawie wszystkie zajęcia. Proszę mnie nie zrozumieć źle, pojawił się na kilku lekcjach i nawet uznał je za dość interesujące, ale to, że zaliczył rok, było głównie zasługą ocen przepisanych z Riverside, niż jego wybitnych osiągnięć naukowych w Hogwarcie. Przecież zawieraniu nowych znajomości i integrowaniu się znacznie bardziej sprzyja atmosfera na przykład melanżowa, a nie lekcyjna! Ale Césaire nie miał sobie nic do zarzucenia, bo przynajmniej sumiennie pojawiał się na każdym treningu, a w końcu to właśnie było najważniejsze, dodatkowo jeszcze pracował nad swoją formą samodzielnie, biegając codziennie i nawet kilkakrotnie pływając w hogwarckim jeziorze, niezrażony stosunkowo chłodną wodą, gdyż w Riverside bardzo często właśnie pływał, a tam temperatura wody również nie rozpieszczała, mógłby się chyba zapisać do Klubu Morsa!
Słysząc jej dalszą część wypowiedzi, potrząsnął przecząco głową.
- Zdradzę ci niesamowity sekret i musisz obiecać, że nikomu go nie wyjawisz, ale… jestem raczej zimnolubny. Jasne, nie pogardzę słoneczkiem, morzem i plażą, ale mój ulubiony krajobraz to właśnie góry, lasy i jeziora. To jest prawie jak dom tylko w innej odsłonie. I w ciekawszym towarzystwie. – przy ostatnich słowach poruszył brwiami w śmieszny sposób, choć te słowa wcale się nie mijały z prawdą. Nie miał to być oczywiście żaden dziki podryw, ale Weatherly naprawdę chętniej siedział sobie na brzegu jeziora z MMS niż w Toronto ze swoją ukochaną babcią. Brrr. – Rozumiem, że z powodu spędzania większej części każdego roku w deszczowej Anglii nie miałabyś nic przeciwko takiej odmianie? – szalony zadał następne pytanie, wiekopomna chwila!
Jaka szkoda, że chłopak nie mógł usłyszeć jej przemyśleń. Czy można było o nim powiedzieć, że nie był samolubny na podstawie posiadania brata? Z Cameronem łączyła ich tak silna więź, że Cezar nigdy nie rozpatrywał niczego tylko i wyłącznie pod kątem samego siebie, często nawet zamiast „ja”, mówiąc „my”. Nie zrobiłby niczego co mogłoby zaszkodzić bliźniakowi, ich wspólnemu dobru. Bo przecież co dotykało jednego, dotykało też i drugiego, przynajmniej w oczach Kanadyjczyka. Ale w kontekście innych, znajdujących się poza kręgiem najbliższych mu osób? Szczerze wątpię! Heh a co do nie pochodzenia z patologicznej rodziny Mandy rozminęła się z prawdą już zupełnie! Ale co to ma teraz za znaczenie, jeszcze się zdążą dowiedzieć o sobie trochę ciekawych rzeczy, jakkolwiek złowróżbnie by to nie brzmiało.
- Och w obawie o twoje zdrowie zaprosiłbym cię do naszego domku, ale wątpię, żeby było w nim lepiej – zaśmiał się pogodnie z jej słów, uznając, że pewnie w większości budynków co wieczór będą warunki niesprzyjające spaniu, a jeśli ktoś został nietrafnie przydzielony, będzie migrował po domkach swoich znajomych i wychodził z nich dopiero rano. – Ale gdybyś z kolei cierpiała na brak rozrywek, powinnaś pójść ze mną do moich ziomków z Kanady. Podobno zostali przydzieleni wszyscy razem, już mogę się założyć, że ich domek będzie godnym kandydatem do tytułu najbardziej imprezowego na tym wyjeździe. – dodał, uśmiechając się lekko. W końcu MMS powinna się w miarę dobrze dogadać z resztą jego drużyny, o ile nie przytłoczą jej na początku dziwne teksty i dramaty, które bezustannie lecą między wszystkimi, kiedy spędzają czas w większej grupie (w tym momencie pozdrawiam ekipę z początku balu, która pokazała swoje możliwości w roli mieszanki wybuchowej).
Cóż, następna wypowiedź Mandy średnio mu podpasowała, bo pomimo tego, że mile mu się z nią gawędziło i nawet udzielał się w nadzwyczajny dla niego sposób, jak na jeden wieczór wystarczyło rewolucji, a taką na pewno byłby Cez opowiadający sam z siebie o sobie. Już chciał się jakoś wykręcić i posłał jej jeden ze swoich najbardziej czarujących uśmiechów, żeby w tym czasie wymyślić dobry sposób, jednak dokładnie w tym momencie ich uszu doleciał jakiś głos, a gdy się rozejrzał, ujrzał Japończyka na małej łódeczce, machającego ręką i wskazujący jakieś przedmioty unoszące się na wodzie. Tak tak, skupili się na pilnowaniu butelki, a tymczasem z torby MMS zaczęły uciekać różne przedmioty, w tym jej różdżka! Bohaterski Weatherly niewiele myśląc, zerwał się z miejsca i ruszył pędem w stronę dryfującego dobytku blondynki, który już trochę od brzegu odpłynął, ale przecież pływać potrafił całkiem nieźle, więc cóż to dla niego! Szybciutko chwycił wszystkie przedmioty, łapiąc w pierwszej kolejności różdżkę, a nawet zanurkował, żeby wyłowić lusterko, które zaczynało już opadać na dno. Dopiero gdy się wynurzył, usłyszał rozpaczliwe krzyki Mandy i zmarszczył brwi skonsternowany, wracając na brzeg.
- Miesiąc bez różdżki? Moja droga, nie wiem czy w tym miejscu udałoby ci się nabyć nową! – stwierdził pogodnie, chyba nie do końca wiedząc, dlaczego dziewczyna tak zareagowała. Przecież popłynięcie po te przedmioty było najsensowniejszym wyjściem i nie stanowiło dla niego żadnego problemu! – Nie martw się i tak miałem zamiar dzisiaj popływać. – zaśmiał się jeszcze tak dla rozluźnienia atmosfery, podając MMS jej rzeczy, po czym usiadł sobie ponownie na brzegu i przeczesał palcami włosy, co by nie wyglądać jak zmokła kura.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 81
  Liczba postów : 93
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5889-mandy-maurine-saunders
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5890-mms#167966
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5891-mms#167967




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad jeziorem   Sro Lip 03 2013, 16:35

A taka Mands zajęć z reguły nie opuszczała, bo w końcu była przykładną Krukonką, ale jakoś jej w tym roku zupełnie nie wyszło. Żadnego wybitnego, dwa okropne - no wstyd. Matka w domu dała jej niezłą reprymendę za te wyśmienite oceny, uwierzcie. A Scarlett to chyba się nawet ucieszyła, bo miała jakiś powód, żeby jej dogryzać. No ale cóż, czasu nie wrócimy, a zawsze w następnym roku można postarać się bardziej. Zwłaszcza, że to już ostatnia klasa i takie tam inne bajery. Teraz jednak były wakacje, a tematyka edukacji tak bardzo wyleciała jej z głowy, że od czasu wyjazdu z Hogwartu naprawdę nie poświęcała jej wiele czasu. Będzie na to okazja później i wtedy będziemy się martwić.
- Kiedy zaczynacie jakieś rozgrywki? - zapytała realnie zainteresowana tematem. A w końcu zawodnik jednej z trzech przyjezdnych drużyn na pewno udzieli jej odpowiednich informacji, tak przynajmniej sądziła. Ona sama uwielbiała grać w Qudditcha i gdyby ktoś się zapytał o jej hobby, wymieniłaby tam tą grę na pewno. Chociaż wiadomo, nie ma co porównywać jej umiejętności do tego, co potrafili tacy Australijczycy, Kanadyjczycy czy Znikacze z Hogwartu chociażby. Była raczej amatorskim graczem z ambicjami na granie w drużynie swojego domu, ale jak im się temat nawinie, to może i Weatherly trochę ją poduczy, a co!
- Pewnie, żebym nie miała. Morze, plaża, jakieś drinki z palemką, no żyć nie umierać! - rozmarzyła się, wyobrażając sobie w głowie taką scenerię. Japonia też była zresztą super i temu zaprzeczyć nie mogła, ale gdyby teraz ktoś postawił ją przed wyborem, czy pojedzie tutaj, czy na jakąś słoneczną wyspę, wybrałaby tą drugą opcję. Ale oczywiście z Cezarym, co by się nie nudzić podczas długich wieczorów na plaży, hehe.
Więź Mandy i Scarlett nie była taka mocna. A już na pewno MMS nigdy nie posługiwałaby się słowem "my", bo cholera, była tak straszną indywidualistką, że wszystkie porównania, a już tym bardziej te do SMS, okropnie ją denerwowały. Być może, jeśli dziewczyny znałyby się od momentu urodzenia i całe dzieciństwo spędziły w swoim towarzystwie, byłyby teraz najlepszymi przyjaciółkami na świecie, które odczuwają te wszystkie bliźniacze połączenia i tym podobne. Miały swoje chwile: czasami kłóciły się tak, że aż się dymiło, czasami sprawiały, że jednej albo drugiej było przykro, a czasami dogadywały się wręcz cudownie. Ostatnimi czasy wszystko było w jak najlepszym porządku i w sumie taka opcja była chyba najlepsza z możliwych, ale tych wszystkich nie całkiem poważnych, złośliwych komentarzy nigdy się pewnie nie pozbędą. Zaśmiała się, słysząc opinie o jego domku.
- No to jesteśmy w takiej samej sytuacji! Najwyżej będziemy się wymykać z tych dzikich imprez, żeby jak stare dziadki posiedzieć w spokoju. - powiedziała, nie na serio rzecz jasna. Byli młodzi, niech sobie melanżują choćby codziennie. Co mam ukrywać, Mands nie należała do tych dziewczyn, które zabaw unikają jak ognia. Wręcz przeciwnie, ale też nie jakoś skrajnie, żeby z niej jakiejś alkoholiczki czy coś w tym stylu nie robić. Mówiliśmy o imprezach, a przeszłam do alkoholu, ale to w moim mniemaniu wszystko jedno! Do Kanadyjczyków to musiałby się bardziej przełamać, żeby tak w to elitarne grono się wbić, ale jak z Césaire to czemu nie. Poznałabym ją nawet z Marceliną czy coś, w końcu NOWE ZNAJOMOŚCI ZAWSZE SPOKO.
A Mandy... myślę, że lubiła mówić o sobie, ale tylko na trzeźwo, bo mogła wtedy starannie wybierać to, co chciałaby o sobie przekazać. A jakby jeszcze była w dołku, to już w ogóle drama milion, bo stawała się tak podatna na ludzi, że biedaczka zapewne by mu się żaliła do rana. Chociaż nie powiem, ostatnio jakoś nie miała w życiu większych zawirowań i powodów do złego nastroju. Odpukać!
Wtedy to właśnie odbyła się ta cała akcja z ratowaniem jej cennego dobytku, o co była mu serdecznie wdzięczna. I może dla niego problemu to nie robiło, ale MMS dobrze pamiętała jak kiedyś, jeszcze jako dziecko pojechała z rodzicami nad jakieś jezioro, gdzie na własnych oczach widziała, jak jakiś chłopak o mało nie utonął. A takie wydarzenia to potem się pamięta do końca życia, no mówię wam. Na szczęście Cezar okazał się dobrym pływakiem i musiała wcale go ratować ani nic w tym rodzaju. Teraz starannie spakowała rzeczy do torby, kładąc ją tuż za swoimi plecami, żeby przypadkiem sytuacja się nie powtórzyła.
- Może masz rację, ale lepszy miesiąc bez różdżki niż życie ze świadomością, że ktoś przez ratowanie jej by się utopił czy coś. - zaśmiała się, zaraz potem obdarzając go szerokim, wdzięcznym uśmiechem. - I naprawdę, bardzo ci dziękuję. Bardzo bardzo! Dałabym ci jakąś nagrodę dla znalazcy czy coś, hehe! Z tym może być słabo, ale w jakimś sensie jestem twoją dłużniczką.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Toronto, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1236
  Liczba postów : 468
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6002-cesaire-bernard-weatherly#171006
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6003-cezar-i-jego-rzymianie#171018
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6010-cezarowa-sowa#171255
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7381-cesaire-weatherly#207517




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad jeziorem   Czw Lip 04 2013, 00:55

- Wydaje mi się, że zaraz po powrocie do szkoły. Na razie nikomu się nie paliło, był jakiś trening łączony, pewnie przed wakacjami nam odpuścili, żebyśmy się przyzwyczaili do wszystkiego, ale na razie nikt nie podaje konkretnych terminów. – to w sumie było trochę irytujące. Wolałby mieć podaną konkretną datę, żeby się jakoś nastawić psychicznie czy nie przetrenować przedtem, a nie czekać w nieskończoność, by na trzy dni przed się dowiedzieć, że grają mecz o wszystko. Bo w końcu nie będą mieli milionów rozgrywek, drużyny były trzy i każdy mecz miał być niesamowicie ważny. A co do amatorskiego grania MMS, jestem pewna, że Cezar chętnie by jej pokazał jakieś sztuczki, których nauczył się w ciągu tych paru ładnych lat trenowania Quidditcha!
Przytaknął głową, kiedy roztoczyła wizję plaży i drinków z palemką. W sumie, gdy tak o tym mówiła, nawet Weatherly’emu spodobał się ten pomysł, szczególnie jeśli ona w tej wizji występowała, ale ciiii!
Pewnie właśnie słabsza więź Mandy i Scarlett wynikała z tego, że wychowywały się oddzielnie, nie wiedząc zupełnie o swoim istnieniu. Poznały się w wieku trzynastu lat i wszystko zaczynały budować od początku, podczas gdy Cameron i Cezar w dzieciństwie nigdy nie byli rozdzielani na dłużej niż godzinę czy dwie i byli niesamowicie ze sobą zżyci. Jasne, jak każde rodzeństwo mieli też złe momenty i wtedy nawet fakt, że wiedzieli o sobie wszystko i znali się na wylot dodatkowo wszystko potęgował, ale nie ważne gdzie byli i co robili, ten drugi bliźniak zawsze był blisko, więc z czasem coraz mocniej jego obecność wrastała w świadomość. Gdyby teraz Cameron gdzieś wyjechał, Cezar pewnie by się czuł tak, jakby pewna część jego samego zniknęła. Ach jak się poetycko zrobiło!
- Chyba tak właśnie będziemy musieli zrobić! Nienawidzę, kiedy imprezujące dzieciaki zakłócają mój spokój i nie dają mi wyrobić mojej dwunastogodzinnej normy snu – oznajmił z mocno niezadowoloną miną, powstrzymując się od roześmiania się, żeby nie popsuć całego efektu swojej jakże poważnej wypowiedzi. Tak tak, z rozmowy o imprezach przeszłaś płynnie do tematu alkoholu, ale niee, nie ma wśród nas alkoholików! Césaire z pewnością pomógłby Mandy wbić się w owe elitarne grono Kanadyjczyków. I oczywiście, uważam, że pomysł zapoznania Marcelinki z MMS jest bardzo interesujący! I w ogóle jak Cezar pójdzie z MMS do Kanadyjczyków proponuję, żeby Mandy się zapoznała z Delacroix, a w tym czasie Madison pobije się z Cezarem o Rivera, będzie dobre melo!
Hmm może więc ciekawie by było, żeby troszeczkę się podpiła i przestała wybierać to, co chciałaby mu powiedzieć? Oczywiście nie śmiem niczego sugerować, ale halo, mamy na zbyciu trochę ognistej, nie powinna się zmarnować!
- Ależ Mandy, na razie nie zbiera mi się do topienia, spokojna głowa! – zaśmiał się, słysząc jej obawy i dochodząc do wniosku, że chyba dziewczyna nie ma najlepszych wspomnień z pływaniem, normalnie mistrz dedukcji. Słysząc dalszą część, pokręcił przecząco głową. – Nie jesteś żadną moją dłużniczką, każdy normalny człowiek by tak zareagował. – zaoponował, uśmiechając się do niej lekko, po czym sięgnął po butelkę. – Ale możemy się napić za zdrowie mnie bohatera hehe. – zaproponował, podając jej ognistą, bo przecież kobiety mają pierwszeństwo.
- Ale mam inny pomysł! Moglibyśmy zagrać w butelkę, ale że w dwójkę to by trochę śmiesznie działało, możemy zagrać w „dwadzieścia pytań do” czy coś, to urozmaici nasze super picie i jak będziesz chciała, to dorzucimy też wyzwania. Co ty na to? – rzucił super pomysłem, jednocześnie chwytając w ręce brzeg swojej koszulki i wyciskając z niej nadmiar wody. Mam nadzieję, że wieczory w Japonii nie są chłodne, bo inaczej Mandy będzie musiała go ogrzewać!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 81
  Liczba postów : 93
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5889-mandy-maurine-saunders
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5890-mms#167966
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5891-mms#167967




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad jeziorem   Czw Lip 04 2013, 19:52

- To wiedz, że mimo że oficjalnie będę za Hogwartem, to tak potajemnie będziesz moim ulubionym zawodnikiem. - zaśmiała się, przymrużając lekko oczy w reakcji blask zachodzącego Słońca, które rzuciło jeden z ostatnich promieni na uroczą parkę siedzącą przy brzegu jeziora. I jeśli tak na serio była zagorzałą fanką Znikaczy, to Césaire w przyszłości miał naprawdę duże szanse, aby być tym, na kogo potajemnie patrzy, podziwiając te jego wszystkie fajowe umiejętności i w ogóle. Ale no nic. Jedno jest pewne: żadnego meczu nie opuści, choćby dlatego, żeby się właśnie odrobinę w tym swoim hobby podszkolić.
Pewnie oboje bardzo zaskoczyliby się tym, że mają bliźniacze rodzeństwo. Choć niestety z różnic, jakie tu opisałyśmy, raczej nie mogliby się podzielić tymi wszystkimi doświadczeniami w postaci chociażby paranormalnego połączenia umysłów czy czegoś w tym rodzaju. Lecz ja i tak zawsze będę zdania, że nigdy nic nie wiadomo, bo może gdyby w chwili obecnej Scarlett stało się coś złego, to czy Mandy by tego nie odczuła? Nie miałaby gorszego samopoczucia albo dziwnych wizji? To trzeba koniecznie sprawdzić, tylko jeszcze nie wiadomo czy kosztem MMS, czy SMS. Cezar miał też szczęście, że jego brat również pasjonował się Qudditchem, bo pewnie byłoby im trudno znieść tak długą rozłąkę.
No nie wiem czy tak ciekawie, bo potem biedaczka miałaby przez resztę wyjazdu wyrzuty sumienia i okropne poczucie, że się ośmieszyła. A tak mogło w gruncie rzeczy być, bo miała tendencję do plecenia wszystkiego, co ślina jej na język przyniosła. Dźgnęła go lekko w ramię, robiąc minę zatroskanego dzieciaka.
- To dobrze, bo nie chciałabym być świadkiem twojej śmierci. A poza tym mam niemiłe wspomnienia z pływaniem i tym podobne, uwierz mi! - powiedziała rozbawiona, chwytając w łapki butelkę ognistej i biorąc dość sporego łyka. Pychotka! Nawet drugi raz spróbowała, choć potem znowu położyła ją gdzieś pomiędzy nimi. Nawet udało jej się zupełnie wyluzować, co oczywiście po części było też sprawą alkoholu. Pokiwała ochoczo głową, słysząc jego propozycję. Uwielbiała takie zabawy, jeśli można byłoby to tak nazwać.
- Peeewnie! Tylko kto zacznie? - zapytała, zastanawiając się nad sposobem wyłonienia osoby, która ma zacząć. Moment później, jakby olśniona, wyciągnęła z kieszeni szortów srebrną monetę. - Jeśli wypadnie orzeł, zaczynam ja, jeśli reszka, to Ty. - i dopiero teraz zorientowałam się, że przecież oni nie używają złotówek, ale pozwól, że pominiemy tak nieznaczący fakt! I żeby nie przeciągać rozgrywki, to bam, JAKIMŚ CUDEM moneta upadła na stronę ukazującą wielkiego ptaka.
- Ha! To pierwsze pytanie. Całkiem niewinne oczywiście, tak na początek. Tęsknisz za domem? - sama nie wiedziała co ją tak naszło, uwierzcie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Toronto, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1236
  Liczba postów : 468
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6002-cesaire-bernard-weatherly#171006
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6003-cezar-i-jego-rzymianie#171018
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6010-cezarowa-sowa#171255
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7381-cesaire-weatherly#207517




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad jeziorem   Pią Lip 05 2013, 15:36

- Będę zaszczycony! Tylko trochę szkoda, że potajemnie, liczyłem na jakiś piękny transparencik czy chociaż koszulkę z moim imieniem… - zaśmiał się, na końcu swojej wypowiedzi robiąc smutną minkę, bo naprawdę byłoby miło, gdyby MMS przyszła go wspierać na meczu, a nie jakiś tam Znikaczy pffff. No ale rozumiał dobrze, że Saunders nie może sobie nagle stanąć na trybunach obok swoich koleżanek kibicujących hogwarckiej drużynie i zacząć radośnie wykrzykiwać, że Césaire jest najlepszy i na pewno wygra mecz, chociaż nie powiem, że byłby to ładny obrazek! Swoją drogą, ten zachód słońca, którego świadkami byli, też był ładną scenką. Trochę tak romantycznie, siedzieć nad jeziorem w ostatnich promieniach znikającego za horyzontem słońca, jak dobrze, że MG przysłał im rybaka-przyzwoitkę na małej łódeczce!
Całe to paranormalnie powiązanie umysłów czy jak to inaczej określić pozostawało w sferze dosyć tajemniczej, bo nie dało się tego wyjaśnić w żaden sensowny sposób. Nie byli przecież jasnowidzami ani nic, a jednak mieli czasami jakieś przeczucia, że coś się dzieje albo porozumiewali się niemalże telepatycznie, myśląc o tym samym z idealną synchronizacją. Dziwne rzeczy! W sumie zrobiła się teraz w Hogwarcie śmieszna kompilacja, w jednej szkole były aż trzy pary bliźniąt jednojajowych: Saunders, Weatherly i Blake (pomijając fakt, że Pandora gdzieś przepadła, ale oj tam oj tam!). Na pewno jednak nikt nie śmiał nawet podejrzewać, że rodzeństwo kanadyjskie i angielskie może być ze sobą spokrewnione! I śmiem twierdzić, że gdy Césaire odkryje prawdę o ich powiązaniach, ostatnią rzeczą, o której będzie myślał, to wymienianie się z Mands doświadczeniami odnośnie bliźniaczych więzi, ech biedaki z nich, już mi ich żal.
Jakie wyrzuty sumienia, jakie ośmieszenie! Proszę, przecież Weatherly jako niesamowity dżentelmen dzielnie towarzyszyłby jej zarówno w piciu, jak i alkoholowych zwierzeniach, więc pewnie oboje wyjawiliby troszkę więcej niż na trzeźwo, ale później stwierdzili, że to przecież nic takiego i wspólnie się śmiali z owych historii, które sobie opowiedzieli. Zaśmiał się, kiedy dźgnęła go w ramię, jednocześnie chwytając ją za rękę, którą go dźgnęła, żeby na niego spojrzała.
- Jestem pewny, że dzielnie byś mnie reanimowała i nawet jeśli umarłbym pomimo stosowania metody usta-usta, moje ostatnie chwile życia spędzone w twoich ramionach byłyby zdecydowanie przyjemne. – oświadczył z błyskiem wesołości w oczach, chociaż ton zachowywał jak najbardziej poważny! Ach ten Césaire co się z nim porobiło, nie minął nawet pierwszy dzień wyjazdu, a on już się zjarał i nawrzeszczał na jakiegoś chłoptasia i zaledwie trochę później podpił się troszkę z Mandy i teraz rzucał super żarcikami na prawo i lewo. Kto wie, może nie tylko Joven przejdzie niesamowitą przemianę na wakacjach? – Ale tak na serio, przykro mi, że masz niemiłe wspomnienia. Ale jeśli chciałabyś kiedyś popływać czy coś, to śmiało się zgłaszaj do mnie, masz 99,99% szans na to, że nie zafunduję ci podobnych przeżyć – dodał już bardziej serio, przecież nie chciał dziewczyny wykańczać jakimiś traumatycznymi wydarzeniami z jego udziałem. Uśmiechnął się krótko, kiedy zgodziła się na ową szaloną grę i pokiwał głową, zgadzając się na losowanie. I oj tam oj tam z tą monetą, może SMS zaczęła już rabowanie banków i zaczęła właśnie w Polsce i dlatego Mandy miała taką złotóweczkę? No nieważne, obie wiemy o co chodzi z tą złotówkową analogią (nie wiem jak autorka MMS, ale ja nie jestem takim kozakiem, żeby nazywać obie strony galeonów) i to jest najważniejsze!
- Nie. – odpowiedział natychmiast i pewnie na tym by poprzestał, gdyby rozmawiał z kimś innym, ale przy Mandy jakoś tak łatwiej mu przychodziły dłuższe wypowiedzi. – Początek wakacji w domu mi wystarczył. Mój brat jest tutaj ze mną i to się liczy, za resztą rodziny nie tęsknię. – dodał szybciutko, po czym upił kolejnego łyka. Hoho już się nie mogę doczekać tych mniej niewinnych pytań! – Okej, to hmmm…. Słyszę twój akcent, ale nie jestem w stanie go zdefiniować, więc może wyjaśnisz mi skąd on jest? – twórcze pytanie, nie ma co! No ale skoro dopiero zaczynali, to chyba nie było aż tak złe, liczmy na to, że się rozkręcą w miarę z ubywaniem ognistej!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 81
  Liczba postów : 93
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5889-mandy-maurine-saunders
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5890-mms#167966
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5891-mms#167967




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad jeziorem   Pią Lip 05 2013, 16:45

- Oj, tego niestety nie mogę ci zagwarantować. Nie to, że cię nie lubię, ale wiesz... moi znajomi z Hogwartu sprawiliby, że już bym więcej na boisko nie weszła. - powiedziała, próbując sobie wyobrazić jak bardzo dziwacznie wyglądałyby miny jej przyjaciół, gdyby nagle wyciągnęła transparent z imieniem i nazwiskiem swojego obecnego towarzysza i zaczęła wykrzykiwać jakieś salwy ku jego czci. To byłoby istne samobójstwo! A co do romantycznej atmosfery, to zaraz możemy urządzić im wieczór ze spadającymi gwiazdami, hehe. Co by to nie było, mamy pełne prawo, aby im to posiedzenie jeszcze bardziej umilać, choć może lepiej nie popadajmy w aż takie skrajności.
Kiedy Kanadyjczyk chwycił ją za rękę, spojrzała na niego uważnie, uśmiechając się lekko, aczkolwiek bardzo uroczo. Gdyby była całkowicie trzeźwa, taki gest może odrobinę by ją speszył. W końcu znali się zaledwie od niedawna. Wypity alkohol tak jednak przyjemnie zaczarował atmosferę, że będąc równocześnie w pełni świadomości, zachowywali się bardziej otwarcie, przynajmniej w przypadku Mandy. Patrząc się tak na niego stwierdziła, że śliczne, niebieskie oczy. Zawsze mówiła, że woli chłopaków z brązowymi, ale tutaj to był widocznie wyjątek. Przejechała palcem po wierzchu jego dłoni, przechylając głowę lekko w bok.
- Tak, i oglądanie twojej śmierci po tym całym usta-usta na pewno byłoby też mniej traumatyczne. - chciała powiedzieć to równie poważnie jak on, ale nie była dobrą aktorką, więc zaraz potem roześmiała się, puszczając jego rękę. W końcu nie mogli tak tkwić w tym uchwycie na wieki, prawda? Przynajmniej na razie! Mandy... ona przed każdym prezentowała troszkę inną część siebie. Nie to, żeby była nieszczera, nie! Przykładowo, było jej obojętne, czy jej najbliżsi przyjaciele zobaczą, jak podśmiewa się z jakiegoś pierwszaka albo coś w ten deseń. A tak to, przed takim Cezarym na razie wolała takich szczegółów swojego charakteru po prostu nie ujawniać. I jak na razie na jakąś wielką przemianę się nie zapowiadało, tak myślę. Może będzie o wiele bardziej ostrożna, ale to rzecz jasna jeszcze nie teraz, tylko wtedy, aż ta cała nieszczęsna drama i przeokropny zbieg okoliczności wyjdą na jaw. Tak, sądzę, że wtedy pewnie przez jakiś czas nie będzie miała humoru na jakiekolwiek flirty czy coś w tym rodzaju. Albo... wręcz przeciwnie! Zresztą zobaczymy. Jak na razie cieszyła się jakże sympatycznym towarzystwem chłopaka podczas pierwszego dnia szkolnych wakacji w Japonii. Od jakiegoś czasu wszystko układało się po jej myśli, nie miała na co ględzić i narzekać. Ach, kocham taki stan!
No i wiadomka, ta moneta mogłaby być przecież od Scarlett, która przysłała jej ją w liście. A tak na serio, to jak na razie żadnego listu do siebie nie wysłały, choć Mandy jak sobie przypomni zrobi to jeszcze dzisiaj. W końcu powiedziały sobie, że będą korespondować, trochę przynajmniej. Żeby wiedzieć, że wszystko jest w porządku. Takie niewinne słowa, pomimo braku głębszej treści przynajmniej uspokajały przyjaciół, rodzinę, że gdzieś tam podczas tych swoich wojaży nie zaginęła. Co by to była za tragedia!
Spojrzała na niego poważnie, gdy odpowiadał na jej pytanie. W międzyczasie sięgnęła znowu po butelkę ognistej i napiła się jej z radością stwierdzając, że coś tam jeszcze zostało, więc pewnie na kilkanaście łyków im wystarczy. Najwyżej się skoczą do domków po zapasy, hehe. Wywnioskowała, że miał bardzo dobry kontakt z bratem. Będzie się jeszcze musiała poruszyć potem ten temat, ale to jeszcze nie teraz. Na razie skupiła się na tym, co miała mu odpowiedzieć.
- Wychowałam się we Francji. Mój ojciec jest stamtąd, ale moja matka z Wielkiej Brytanii. I tak jakoś wyszło, że potem w trzeciej klasie z Beauxbatons przeniosłam się do Hogwartu. - to powinno mu wszystko wyjaśnić. Ech, piękna Francja. Dawno jej tam nie było, a tak bardzo kochała to miejsce. Te ulice, te domy. Wszystko kojarzyło jej się z dzieciństwem, jakie tam spędziła. Może się tam jeszcze w te wakacje wybierze? To całkiem dobry pomysł.
Hoho, teraz jej kolej. Chwilę się zastanowiła, zanim zapytała. Może to było trochę odważne posunięcie z jej strony, ale teraz jakoś o tym nie pomyślała. Gra to gra.
- Masz kogoś? W sensie, czy gdybym zrobiła ci te usta-usta, musiałabym mieć potem wyrzuty sumienia? - drugą część wypowiedziała bardziej rozbawionym tonem, żeby to nie wyjść na jakąś wścibską dziewczynę, a fu!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Toronto, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1236
  Liczba postów : 468
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6002-cesaire-bernard-weatherly#171006
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6003-cezar-i-jego-rzymianie#171018
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6010-cezarowa-sowa#171255
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7381-cesaire-weatherly#207517




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad jeziorem   Sob Lip 06 2013, 01:46

- Ech to było do przewidzenia, Anglicy nie mają za grosz tolerancji! Nie dość, że kibicują słabej drużynie, to jeszcze nie pozwalają innym kibicować zwycięzcom. – jęknął niezadowolony, bo w końcu ci podli Anglicy pozbawili go właśnie fanki! Oczywiście nie chciał tak na serio obrazić drużyny jej szkoły, której to na pewno wiernie kibicowała albo z faktycznej sympatii albo z obawy przed publicznym wyklęciem i społecznym samobójstwem. Och och, może wieczór ze spadającymi gwiazdami zostawmy na inną okazję, może bardziej romantyczną niż picie nad jeziorem hehe if you know what I mean.
Cóż, gdyby on był całkowicie trzeźwy, pewnie by nie był aż takim szalonym chojrakiem! Ale w takim razie chwała ognistej, bo najwyraźniej działała na nich wyjątkowo dobrze. Chociaż to może i lepiej, że mieli tylko pół butelki, bo śmiem twierdzić, że musiałabym odwołać te słowa o dobrym działaniu, gdyby któreś z nich skończyło rzygając w krzakach. A tak to ślicznie sobie siedzieli, rozmawiali bez speszenia, przez chwilę trzymali się uroczo za łapki i wpatrywali się w swoje oczka i w ogóle było tak pięknie, że aż zaczął się dopominać o swoje pięć minut jego nałóg, ale upsik, niestety fajki były w jego kieszeni, kiedy to bohatersko się rzucił wyławiać dobytek Mandy.
- Dokładnie! Normalnie jeszcze trochę i zacznę żałować, że nie wpadłem na jakieś udawanie tonięcia czy coś. – zaśmiał się, święcie wierząc w to, że akcja usta-usta zmniejszyłaby traumatyczność jego śmierci. A co do prezentowania różnych części siebie przed innymi, to co robiła Mandy nie było chyba nic dziwnego. Przynajmniej dla Cezara, który postępował przecież podobnie, chociażby teraz. W końcu gdyby nie wysilał się tak jak normalnie, dziewczyna pewnie z góry by założyła, że jest jakimś udręczonym ponurakiem i nie traciłaby czasu na przebywanie z nim, bo w końcu mogłaby go poświęcić na jakiś bardziej rozrywkowych znajomych. Później już pewnie nie będzie tak paplał, da się poznać od trochę innej strony, a jak się to dalej potoczy i czy ta inna strona przypadnie jej do gustu, tego nie wie nikt!
Jak to dobrze, że Cezar nie musiał do nikogo wysyłać listów! Zawdzięczał to oczywiście Cameronowi, bo gdyby ten był gdzie indziej, pewnie wymienialiby jakieś listy, a tak to tylko od czasu do czasu któryś z nich pisał niesamowicie oficjalny i czysto informacyjny list do dziadków i po sprawie. Kanadyjczyk niespecjalnie przepadał za korespondowaniem, jasne, miał kilka osób, z którymi chętnie wymieniał listy, ale w większości przypadków pisanie do innych traktował raczej jako przykry obowiązek.
Słuchał uważnie jej odpowiedzi, mając nadzieję na to, że jego już troszeczkę podpity umysł pozwoli mu ogarnąć wszelkie możliwe zawiłości. Ale tych na szczęście nie było. Francja. Beauxbatons. Później Hogwart. Zapisał sobie w pamięci to, żeby kiedyś tam może dowiedzieć się więcej na temat powodu zmiany szkół, ale teraz jakoś średnio by to wyszło. Nie chciał być wścibski, a poza tym gra toczyła się dalej!
Wyszczerzył ząbki w szerokim uśmiechu, słysząc jej pytanie. I proszę wierzyć, nie było to aż tak odważne pytanie, Cezar na pewno słyszał gorsze w swoim życiu!
- Wiedziałem, że te usta-usta będą ci zaprzątać myśli! – rzucił kolejnym super żarcikiem. Jak dobrze, że Mandy była troszkę wstawiona, pewnie gdyby było inaczej, uciekłaby już dawno od niego i jego dzikiego poczucia humoru. – Ale nie. A przynajmniej nic mi nie wiadomo o jakiejkolwiek dziewczynie, która miałaby się denerwować i robić afery itepe. – dodał po chwili, już trochę poważniejszym tonem.
- Nie będę zbyt twórczy, ale to samo pytanie. Czy jakiś chłopak robiłby ci sceny zazdrości, gdybyś ratowała mi życie? – zapytał niemalże natychmiast, bo w sumie to było dobre pytanie. Wybadanie gruntu i te sprawy hehe. Bo w sumie głupio by było, gdyby zadał inne pytanie, a potem do niej uderzał, a tu upsik, MMS zajęta!

wybacz dupność tego posta, ale nie chciałam, żebyś czekała caaaały dzień na odpowiedź :<
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 81
  Liczba postów : 93
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5889-mandy-maurine-saunders
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5890-mms#167966
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5891-mms#167967




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad jeziorem   Pon Lip 08 2013, 13:46

- No tak to już jest z tymi Anglikami, niestety. Ale drużyny mojej szkoły obrażać nie będziesz! Zobaczysz, że wygramy te mistrzostwa, zoooobaczysz. - mówiła całkiem przekonująco, bo ona naprawdę była przekonana o tym, że z jej Hogwartem to naprawdę żadna Kanada czy tam Australia nie mają szans. A jakby jeszcze ona zasiliła jej szeregi to już w ogóle zwycięstwo murowane. Taaak, widziała siebie pośród tych zawodników, choć dobrze zdawała sobie sprawę, że na razie to tylko marzenia. Hm, może pogada po wakacjach z trenerem o jakimś ewentualnym miejscu w składzie? To nie był taki głupi pomysł, proszę państwa! Już widzę jak Césaire i Mandy rywalizują razem na jednym boisku. Zakładając, że jeszcze wtedy nie wiedzieliby o swoim pokrewieństwie to pewnie byłoby całkiem uroczo, ale w tym drugim przypadku to... sama nie wiem! Tak tak, trzeba poważnie rozważyć możliwość dołączenia do Znikaczy. Jeszcze niech Weatherly da jej teraz jakieś treningi to już w ogóle wymiecie wszystkich na samym początku, haha.
Swoją drogą rzyganie w krzakach też ma w sobie coś z romantyzmu, serio. Taka MMS by się spokojnie oddawała temu zajęciu, a dzielny Cezary podtrzymywał by jej włosy, żeby sobie nic nie ubrudziła. Scena jak z prawdziwego dramatu miłosnego. Ale kurde, czytam teraz to, o czym piszę i myślę, czy wszystko ze mną okej. Mniejsza.
- To nie żałuj. - zakończyła ich dywagacje, myśląc, że nawet gdyby chciała go ratować to by jej mogło coś nie wyjść. Chyba powinna się zapisać na kurs pierwszej pomocy czy coś w tym stylu, żeby to się wykazać właśnie w takich ekstremalnych sytuacjach! I racja, Mands wcale nie wzięła go za ponuraka. Wręcz przeciwnie śmiem powiedzieć. Nie znała go za dobrze, ale zdecydowanie wywarł na niej pozytywne wrażenie. Był... taki normalny. Nie jakiś zdziwaczały, zakochany w sobie, chamski albo pseudo Ślizgoński. To znaczy, nie wiedziała, jak zachowywał się w stosunku do innych, ale czy nie najważniejsze było to, jaki był tutaj i teraz, dla niej? A chyba właśnie taką normalność ceniła w osobach płci przeciwnej najbardziej. Chociaż nie będę się wypowiadać, bo jak się mówi, że się woli ciemnookich latynosów, to potem się trafia na blondynów z niebieskimi oczami.
Co będę ukrywać, że uśmiechnęła się, raczej tak sama do siebie, kiedy usłyszała odpowiedź Kanadyjczyka. To dobrze, że był wolny. Nie lubiła flirtować czy przesiadywać samotnie w takich okolicznościach jak teraz z zajętymi. Potem same problemy z tego wychodziły. To znaczy, wychodziła z założenia, że jeśli taki chłopak woli spędzać czas z nią, niż ze swoją partnerką czy partnerem to jest coś nie tak, ale to zawsze było takie... no nie fajne w stosunku do tej drugiej osoby. Poza tym, zaśmiała się, słysząc jego komentarz o tych ustach-ustach. No wiecie, ona mogłaby spróbować. Może nie na trzeźwo, bo za krótko się znali, ale teraz czemu nie? Choć oczywiście, tak naprawdę to nie myślała o tym cały czas, bo traktowała to raczej jako zwykłe, żartobliwe przegadywanie. Żeby nie było! Podejrzewała, że zapyta o to samo, co w sumie było całkiem mądrym posunięciem.
- Nie, nie ma. Możesz być spokojny. - odparła, ruszając jakoś śmiesznie brwiami i znowu pochłaniając kolejny łyk ognistej. Teraz jej kolej. Hm, o co by tu zapytać? - Może niezbyt oryginalne, ale... co byś zabrał ze sobą na bezludną wyspę? Załóżmy, że możesz wymienić trzy rzeczy. - faktycznie nie wykazała się twórczością, ale z drugiej strony takie pytanie też może o człowieku trochę powiedzieć, no nie? Odchyliła lekko głowę na bok, czekając na odpowiedź bruneta. W sumie to była bardzo ciekawa jego osoby, naprawdę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Toronto, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1236
  Liczba postów : 468
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6002-cesaire-bernard-weatherly#171006
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6003-cezar-i-jego-rzymianie#171018
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6010-cezarowa-sowa#171255
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7381-cesaire-weatherly#207517




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad jeziorem   Pią Lip 12 2013, 19:16

- Ech przez grzeczność nie zaprzeczę. – stwierdził z całkiem poważną miną, kiedy dziewczyna zaczęła przekonywać, że Anglicy wygrają mistrzostwa. Oczywiście nie miał zamiaru obrażać jej drużyny ani nic, ale on jak to on, przecież wiedział lepiej, że będzie inaczej, bo w końcu jego drużyna była niesamowita i najlepsza na świecie i innej opcji po prostu nie było! Hmm wizja Mandy grającej w meczu przeciwko Cezarowi była dość urocza, jednak chyba byłoby fajniej, gdyby grali w jednej drużynie. O, tak jak na przykład River i Madison, oni mogli sobie podawać tłuczki, czy to nie super romantyczne, hę? Ale mimo wszystko niech może lepiej Saunders nie zdradza mu swoich marzeń o dołączeniu do Znikaczy, wtedy pewnie Césaire nie będzie z nią nawet rozmawiał o Quidditchu, nie mówiąc już o lataniu i uczeniu zagrywek, bo potem byłoby to wykorzystane przeciwko niemu!
Tak tak tak, rzyganie w krzakach jest romantyczne. Biedna blondyneczka wypruwa z siebie wnętrzności, a zmartwiony kawaler przytrzymuje jej piękne włosy. Potem okazuje się, że dziewczyna nie jest w stanie samodzielnie iść, nie potykając się przy tym o własne stopy, więc chłopak niesie ją do domku, pokazując przy tym, jak bardzo męski i silny jest. Na miejscu jednak się okazuje, że gdzieś po drodze dziewczyna zgubiła klucz, więc chłopak musi ją zabrać do siebie, bo przecież nie zostawi jej w krzakach (w których nota bene może rzygał wcześniej ktoś inny). W magiczny sposób wszyscy współlokatorzy znajdują się w innych domkach u swoich znajomych, a już wszyscy wiemy jak się kończą historie z udziałem dwójki uroczych pijanych ludzi sam na sam w pustym pokoju. Więc tak, rzyganie w krzakach może być romantyczne!
Może kurs pierwszej pomocy nie był złym pomysłem! A już na pewno nauka pływania. Wtedy Mands nie denerwowałaby się, gdy ktoś przy niej wejdzie do wody, a w pobliżu nie będzie nikogo, kto w razie potrzeby rzuciłby się na pomoc. Heh nigdy nie słyszałam tego o Latynosach, ale brzmi to całkiem logicznie i niestety chyba pokrywa się z rzeczywistością w niepokojąco dużym stopniu, więc też się powstrzymam przed słodzeniem, jaka to MMS bardzo mu się podobała i jak miło z nią spędzał czas, bo potem zapeszymy i chuj wszystko weźmie. Dobra, wiemy, że i tak wszystko weźmie, ale na razie jeszcze jest dobrze, więc ciiii!
Cudownie się składało, że żadne z nich nie miało nikogo. Na serio, Césaire był dość osobliwy i pewnie gdyby się dowiedział teraz, że Mandy z kimś aktualnie romansuje, zmieszałby się i już nie potrafił rozmawiać z nią tak normalnie, na luzie. Nie że w jego główce rodził się jakiś plan dzikiego podrywu, ale tak po prostu miał, gdy odkrywał ograniczenia w możliwości rozwijania relacji z innymi, blokada dopadała go niemalże natychmiast.
- Na bezludną wyspę? Na Merlina, nie wiem czy to nie jest za trudne pytanie na chwilę obecną… - jęknął, zastanawiając się nad odpowiedzią. W końcu byli po długiej podróży, zmiana strefy czasowej robiła swoje, a alkohol wchodził w nich jak w gąbkę, a tu takie pytanie na myślenie! – Na pewno różdżkę i modliłbym się, żeby nic się z nią nie stało, wtedy mógłbym bez problemów zbudować szałas, bronić się przed dzikimi zwierzętami i rozpalić ogień, żeby ugotować coś upolowanego, więc najważniejsze rzeczy byłyby zabezpieczone. Drugą rzeczą byłaby miotła. Nie wyobrażam sobie życia bez latania, a na takiej wyspie muszą był ładne widoki hehehe no i może kiedyś uciekłbym z wyspy na tej miotle. A trzecia… mogę potraktować ludzi przedmiotowo? Bo jeśli tak, to zabrałbym jakąś miłą towarzyszkę, kto wie, może wyspa spodobałaby nam się tak bardzo, że postanowilibyśmy się tam osiedlić, wtedy trzeba by było ją zaludnić hehehehe. A jeśli ludzi nie mogę w to wliczać, to nie wiem, może album ze zdjęciami moich najbliższych, tak sentymentalnie, o. – cóż na dłuższą wypowiedź z jego strony tego wieczoru już nie ma co liczyć, a dowodem na to powinien być następny upity przez Weatherly’ego łyk z już prawie pustej butelki. Naprawdę ślicznie im szło to pijaństwo. – Okej, to teraz z innej beczki. Co byś zrobiła, gdybyś wiedziała, że to jest twój ostatni dzień, że zaraz przyjdzie apokalipsa i będzie koniec świata i zostało ci jakieś powiedzmy pięć może sześć godzin życia? – zapytał, gdy przyszła jego kolej, bo jakoś tak to pytanie o bezludną wyspę natchnęło go do filozoficznych rozmyślań, a w sumie ciekawiło go to, co by zrobiła blondynka, gdyby to była jej ostatnia szansa w życiu, nic by się nie liczyło i nie spotkałyby ją żadne konsekwencje, bo przecież wszystko przestałoby istnieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 81
  Liczba postów : 93
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5889-mandy-maurine-saunders
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5890-mms#167966
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5891-mms#167967




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad jeziorem   Nie Lip 14 2013, 12:38

Jejku, to mam nadzieję, że nie skończy się na tym wymiotowaniu w krzakach. To było co najmniej krępujące, zwłaszcza, że znali się tak krótko. Chyba byłoby jej po prostu głupio z tego powodu, że pokazałaby koledze, jaką to jest szaloną imprezowiczką, no naprawdę. Chwyciła w rączki butelkę i jednym łykiem opróżniła ją do końca. Ognista Whisky, byłaś wspaniałą towarzyszką i łącznikiem między tą dwójką, która po dzisiejszej konwersacji na pewno wskoczy na wyższy poziom znajomości. To znaczy, koleżeński oczywiście! Ale to już więcej, niż tacy zwykli znajomi od rozmów o pogodzie.
[left]- Ups, skończyło się. - zauważyła z wielką błyskotliwością. Podniosła butelkę do góry i robiąc lekki zamach wyrzuciła ją w stronę jeziora. Naczynie wylądowało gdzieś trzy metry od brzegu, od razu wędrując na dno. Ech, jeśli większość uczniów z Hogwartu równie wspaniale dba o środowisko naturalne to serdecznie pozdrawiam. Mands oczywiście nawet nie pomyślała o takim aspekcie, a przecież wyrzucenie jej w taki sposób było o wiele wygodniejsze. Poza tym, nie było żadnego dowodu, że wypili tutaj coś, co nie do końca było dozwolone. Oj tam. Możemy zagiąć trochę czasoprzestrzeń i uznać, że ich rozmowa odbyła się dzień po przyjeździe do wioski, czyli równocześnie po tej pamiętnej imprezie z domku numer dwa. Nie ukrywam, że MMS się na niej podobało. Rzecz jasna nie wiem jeszcze, do czego tam konkretnie doszło, bo zwyczajnie nie zostało to jeszcze odegrane, ale już sam fakt, że przegrała tam w ROZBIERANEGO pokera był na tyle krępujący, że na pewno nie zacznie o tym swojemu towarzyszowi opowiadać. O, i na sto procent nie będzie go też namawiać do skołowania większej ilości alkoholu. Jeszcze by biedni skończyli podobnie, hehe. W ogóle to jestem ciekawa, jak Weatherly zareagowałby na taką naturę Mands. Chyba, że był podobny, ale to już nie wiem!
Zaplotła ręce na ramionach, bo wieczorny spadek temperatury powoli dawał się we znaki. Jednak bez obaw - szarmanckie pożyczanie bluzy na pewno nie będzie potrzebne. Zwłaszcza, że gdzieś na dnie jej torby leżał zwinięty w kłębek sweterek, po który zresztą sięgnęła i zarzuciła go na ramiona. Po wypiciu powinno jej się zrobić ciepło, ale jakoś tak wyjątkowo dzisiaj tego nie odczuła. Obróciła się przodem do Kanadyjczyka, siedząc teraz po turecku na przeciwko niego. Przyglądała mu się uważnie, gdy odpowiadał na jej pytanie, które w gruncie rzeczy faktycznie mogło jej trochę powiedzieć. Wziąłby różdżkę, czyli myśli praktycznie. Miotłę - ma pasję i to taką naprawdę wielką. A ta trzecia odpowiedź... Zaśmiała się, kiedy ją usłyszała. No cóż, Saunders nie należała do takich skromnych dziewczynek, które nie umiały odczytywać komplementów. Ten także mógł być takim rzuconym w powietrze, a ona głupia pomyślała, że był skierowany do niej. Ehehe, w sumie takie podejście też nie było do końca złe. Teraz tak myślę i stwierdzam, że moje dwie postacie są niczym ogień i woda, no naprawdę.
- Miłą towarzyszkę? Wiesz, jeśli zostalibyśmy na świecie we dwójkę to możesz na mnie liczyć. - powiedziała rozbawionym tonem z zadziornym uśmiechem, który zdecydowanie dodawał jej charakterku. Ale w takim dobrym sensie, mam nadzieję przynajmniej!
Album ze zdjęciami najbliższych? To ją zaskoczyło. Musiał strasznie kochać swoją rodzinę. To dobrze, zawsze to pozytywnie świadczyło o drugiej osobie. Teraz jego kolej. Cóż, moim zdaniem, to pytanie, które zadał co jakiś czas każdy powinien zadawać samemu sobie. Odkrywały się wtedy największe marzenia i pragnienia, nawet te, o których na co dzień się nie mówiło. Zamyśliła się chwilę.
- Trudno mi na to odpowiedzieć. Sama nie wiem, ale... na pewno zrobiłabym coś, o czym dawno marzę. Oczywiście rzecz, która nie zajęłaby dużo czasu, bo wnioskuję, że bym go nie miała. Na pewno zrezygnowałabym z tej ramowej czynności, o której z reguły wszyscy mówią, to znaczy wygarnięciu wszystkim ludziom, co o nich myślę. Jakie to miałoby wtedy znaczenie? No żadne. Żeby mieć czyste sumienie przeprosiłabym tych najbliższych za wszystko. Zwłaszcza siostrę. Potem... potem zrobiłabym coś strasznie głupiego, o czym zawsze marzyłam. Wiesz, coś w stylu skoku na bungee. I jeśli byłabym wtedy w kimś zakochana, to na pewno bym to tej osobie powiedziała. To na tyle. - ależ się rozgadała ta nasza MMS. Teraz była z nim w zupełności szczera, bo śmiem stwierdzić, że Cezary przynajmniej teraz sprawiał wrażenie bardzo empatycznego. A ona lubiła takich ludzi. Zresztą, po alkoholu, ale rzecz jasna większej ilości to miała wrażenie, że każdy jej wysłucha i pomoże. To było zgubne, niesamowicie zgubne.
- Nie wysilę się na oryginalność i za to przepraszam, ale chciałabym usłyszeć twoją odpowiedź na to pytanie. Wiesz, co byś zrobił w świetle zbliżającej się apokalipsy. A żeby nie było nudno to możesz dodatkowo mi powiedzieć, co najbardziej cenisz w innych ludziach. Taki wiesz, extra pakiet, dwa pytania za jedną kolejką.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Nad jeziorem   

Powrót do góry Go down
 

Nad jeziorem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Rozłożyste drzewo nad jeziorem
» Chatka nad jeziorem
» Pomost, na północnym krańcu jeziora
» Nad Jeziorem
» Rozłożyste drzewo nad jeziorem

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
reszta świata
 :: 
japonia
 :: 
Jezioro Kawaguchi
-