IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Obserwatorium astronomiczne

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Wiek : 32
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1365
Dodatkowo : opiekun Hufflepuffu
  Liczba postów : 456
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5775-gaja-claudia-glaber
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5776-milusinscy-gaji
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5777-papierki-profesor-glaber
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7188-gaja-claudia-glaber#204389




Gracz






PisanieTemat: Obserwatorium astronomiczne   Sob Cze 15 2013, 17:55


Obserwatorium astronomiczne
Do wieży nie łatwo trafić, zwłaszcza nocą. Oddalona jest bardzo od zamku, by kopuła nie odbijała światła wychodzącego z okien szkoły. Dodatkowo sama nie jest w jakiś specjalny sposób z zewnątrz oświetlona, by obraz jaki obserwują w trakcie wieczorów był wyraźny i niezakłócony. Wieża nie jest specjalnie wysoka, na szczęście nie znajdują się w jej okolicy żadne drzewa. Jest z zewnątrz prawie cała szklana, w środku zaś wyłożona wełną skalną, przez co wszystkie pomieszczenia są doskonale wyciszone, dodatkowo nie roznosi się w nich echo. Dach w kształcie komuły w nocy pozwala na idealny obraz nieba, w dzień zaś pod wpływem promieni zaciemnia salę, niczym okulary przeciwsłoneczne. Na parterze wierzy oprócz małej biblioteki astronomicznej znajduje się gabinet profesor astronomii. Uczniowie są w tym budynku mile widzianymi gośćmi, choć z doświadczenia nauczycielka wie, że rzadko poza zajęciami przychodzą w to miejsce.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 32
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1365
Dodatkowo : opiekun Hufflepuffu
  Liczba postów : 456
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5775-gaja-claudia-glaber
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5776-milusinscy-gaji
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5777-papierki-profesor-glaber
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7188-gaja-claudia-glaber#204389




Gracz






PisanieTemat: Re: Obserwatorium astronomiczne   Nie Cze 23 2013, 19:31

Wstała niezgrabnie z popołudniowej drzemki. Włosy miała rozczochrane, koszulę wymiętą, tusz do rzęs rozmazany... No po prostu obraz nędzy i rozpaczy. Nie zastanawiając się więc długo, podeszła do lustra by za pomocą chusteczek wilgotnych, tuszu i paru prostych zaklęć doprowadzić twarz, koszulę oraz długą, zwiewną spódniczkę do ładu. Po dłuższej chwili była już gotowa na wieczorne zajęcia z Astronomii.
Tylko w ogóle po co jej to? Przecież chyba każda przytomnie myśląca osoba nie chodziła na zajęcia, a zwłaszcza na taką astronomię z roztrzepaną Glaber. To bardzo proste... Ona naiwna miała nadzieje, że przez ten rok zdołała zainteresować kogoś pięknem nieba, jego ukrytą duszą, tak jak to ona pewnego wieczoru pokochała niebo. Oczywiście, większość uczniów pewnie po usłyszeniu o zajęciach uznało ją za wariatkę... Ale mniejsza z tym, niech się dzieje co chce, ona jest gotowa przeprowadzić tę lekcję nawet dla jednej osoby!
Wspięła się na szczyt wierzy, by jeszcze raz przyjrzeć się dokładnie wszystkiemu. Sprzęt potrzebny do jej zajęć rozstawiła już dobry tydzień temu. Otworzyła książkę, przeglądając jeszcze, czy wszystko co powinno im być potrzebne w ramach lekcji uczniowie tam znajdą - bo oczywiście choć prosiła o przypomnienie wiedzy, nie sądziła, by ktokolwiek to zrobił. Jak zawsze nauczycielka miała za dobre serce, by ich za to karać, wierzyła też, że są na tyle zdolni, ze znajdą to w pięć minut i po problemie.
Tak więc siedziała sobie, jak zawsze spokojnie oczekując na przyjście jej ulubieńców i przekazanie im już ostatnich mądrości w tym roku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 21
Skąd : Irlandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 34
  Liczba postów : 37




Gracz






PisanieTemat: Re: Obserwatorium astronomiczne   Nie Cze 23 2013, 20:04

Otworzyła drzwi i weszła do obserwatorium. Przyszła wcześniej, bo zawsze gubiła drogę do tego miejsca. Uwielbiała małą bibliotekę znajdującą się na parterze. Nie słysząc żadnych głosów oznajmiających, że ktokolwiek może już być na lekcji, podeszła do jednej z półek i zaczęła przeglądać książki. Były niesamowite. Stella najchętniej przeczytałaby je wszystkie. Zaczęła właśnie czytać jedną z nich, gdy jej zegarek na ręce cicho zadzwonił. Było to przypomnienie o lekcji. Stella czasem zapominała o niektórych zajęciach. Jako że była już 20.00, dziewczyna odłożyła tom na miejsce i wspięła się schodami na górę. Rozejrzała się po wnętrzu sali. Sprzęt stał już rozstawiony, a nauczycielka siedziała za biurkiem. Stella poprawiła włosy i zajęła sobie miejsce.
- Dobry wieczór. - Powiedziała z uśmiechem do zatopionej w lekturze pani profesor. Przez szklaną kopułę zauważyła, że niebo jest dziś piękne, doskonałe do obserwacji. Była ciekawa, czego się dzisiaj nauczy. Przed wyruszeniem na zajęcia sprawdziła tylko swój znak zodiaku. Ciągle zapominała o tym, że jest Bykiem. W razie czego, zapisała to sobie na nadgarstku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 32
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1365
Dodatkowo : opiekun Hufflepuffu
  Liczba postów : 456
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5775-gaja-claudia-glaber
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5776-milusinscy-gaji
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5777-papierki-profesor-glaber
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7188-gaja-claudia-glaber#204389




Gracz






PisanieTemat: Re: Obserwatorium astronomiczne   Nie Cze 23 2013, 20:31

Spojrzała na dziewczynę, najwyraźniej tak jak myślała niewielu jest w stanie poświęcić popołudnie, by wgramolić się do sporo oddalonej od zamku wierzy i posłuchać na temat jednej z najcudowniejszych rzeczy na ziemi, o tym co daje im schronienie, co jest początkiem i końcem... O gwiazdach, planetach i innych ciałach niebieskich.
Nie zamierzała odwlekać zajęć, spóźnialscy będą musieli jakoś sobie poradzić (choć na nich nie liczyła). Uśmiechnęła się do Puchonki, która najwyraźniej była zadowolona z miejsca, w którym się znajdowała. Czyżby w tym roku zaraziła kogoś miłością do gwiazd?
- Moja Droga, najwyraźniej nikt do nas już nie dojdzie - Wstała jak to miała w zwyczaju energicznie, podeszła do nietypowego teleskopu, po czym delikatnie dotknęła go różdżką. 
Kopuła zmatowiała, a drobne wiązki światła tworzyły na niej całą gamę znaków zodiaków. Były one dobrane kolorystycznie ze względu na żywioły jakie symbolizowały, jednak to by się tym przejmował.
- Przyjrzyj się uważnie - Powiedziała, po czym zauważyła, że dziewczyna wyraźnie patrzy się w stronę wiosennych znaków. 
Obraz pokazywał się jeszcze dłuższą chwile, po czym stopniowo bladł, na końcu ukazało się zwyczajne, ciemniejące, wieczorne niebo.
- Twoim zadaniem jest na podstawie zapamiętanego obrazu, oraz wiedzy narysować alternatywny wygląd twojego znaku zodiaku. - Powiedziała wesoło wiedząc, że zadanie należy do banalnych - Potem jeśli tylko będziesz chciała poobserwujemy niebo.
Wszystkie potrzebne materiały znajdując się już na ławkach, są tam różne przybory plastyczne, magiczne proszki i płyny. Przy odrobinie szczęścia uda się z tego zrobić przepiękną całość.

Zadanie jest proste, miłe i przyjemne. Za pomocą Silk rysujemy znak zodiaku (może być jako zbiór gwiazd, może być jako abstrakcja), po czym rzucamy jedna kostką na sprawność wykonania pracy:

1 - Wyszedł ci benkart, ni to woda ni ryba. Dodatkowo ubrudziłaś się wszystkim z czym miałaś/łeś do czynienia w trakcie wykonywania pracy
2- niszczysz przypadkowo całe swoje dzieło, rozlewając zawartość kubełka obok ręki
3- chyba nie jesteś zbyt uzdolniony, bo choć stworzyłeś arcydzieło, to jest pomięte od ciągłej próby upiększenia go
4- Cel został osiągnięty, szału nie robi, ale ważne, że coś jest
5- Jesteś zadowolona ze swojego osiągnięca, wygląda na prawdę nieźle, choć czasem łapie cie wrażenie, że jeszcze można w nim coś poprawić
6 - Ta praca to istne działo sztuki, jak najszybciej pochwal się nim nie tylko nauczycielce, ale i całej grupie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Manchester
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 215
  Liczba postów : 264
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5316-madeleine-ford
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5361-kolorowe-karteczkii
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5319-sowa-jarzebata-bestia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7200-madeleine-ford#204427




Gracz






PisanieTemat: Re: Obserwatorium astronomiczne   Nie Cze 23 2013, 21:01

Nadszedł i moment, kiedy nastała noc i na niebie doskonale było widać gwiazdy. Na tą porę czekała młoda Gryfonka  z tej racji, że miała nadejść kolejna lekcja. Ah tak, nie ma to jak usiłowanie by wbić coś  do głów. 
Kiedy weszła na wieżę rozejrzała sie szukajac wolego miejsca tuz za kolezanką
-rzekła ciche przepraszam za spoznienie po czym,podeszła do jednego z teleskopów i zaczęła  obserwować gwiazdy w oczekiwaniu aż zaczną się schodzić uczniowie. Chociaż jak dla niej mogli w ogóle nie przychodzić. No tak, tylko pewnie nie chcieli mieć potem "T" na wypracowaniach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 21
Skąd : Irlandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 34
  Liczba postów : 37




Gracz






PisanieTemat: Re: Obserwatorium astronomiczne   Nie Cze 23 2013, 21:41

Dziewczyna zdziwiła się trochę widząc, że nikt inny nie przyszedł na zajęcia. Dla niej astronomia była szalenie ciekawa. Te wszystkie gwiazdy, każda coś znaczyła. Stella uwielbiała nocą leżeć na trawie i wpatrywać się w niebo zastanawiając się, co tam się teraz dzieje i co to wszystko oznacza. Gdy usłyszała, jakie ma na dziś zadanie od razu się ucieszyła. Nareszcie jakieś zajęcia, gdzie może wyrazić swoją artystyczną duszę. Od razu wiedziała, że w jej przypadku będzie to raczej abstrakcja. Zaczęła przypatrywać się Bykowi. Po chwili w głowie miała już wizję swojej pracy. Widziała dokładnie każdy szczegół. Nie zwlekając zabrała się do dzieła. Z lekko przymrużonymi oczami i przygryzioną wargą, zawzięcie pracowała. W jej oczach byk malował się dziś groźnie, jako znak waleczny i nieustępliwy. Chciała jednak ukazać też, że nawet takie zwierzęta potrafią być wrażliwe.  Narysowała więc symbol byka kolorem ognistym i na obu końcach znaku dodała parę dość wściekłych oczu. Jednak w środku symbolu, niebieskim płynem dorysowała swoją małą abstrakcję. W rzeczywistości była to jej własna wersja symbolu oznaczającego w Irlandii wrażliwą duszę i spokój. Po ukończeniu pracy wpatrywała się w nią jeszcze przez chwilę i myślała, czy by jeszcze czegoś nie dodać ale w ostateczności uznała, że już skończyła. Wzięła swoją pracę i podeszła do nauczycielki. Podała jej pracę i rzuciła kośćmi. 
Kod:
file:///C:/Documents%20and%20Settings/dom/Pulpit/Byk.htm
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 45
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 136
Dodatkowo : teleportacja, metamorfomagia
  Liczba postów : 174
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5936-bartolomew-cubbins
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5937-bartolomew-cubbins
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5938-fobos-puchacz-bartolomewa




Gracz






PisanieTemat: Re: Obserwatorium astronomiczne   Nie Cze 23 2013, 21:52

Bartolomew nie miał zbyt wiele ostatnio do roboty. Nawet nie wiedział co ma z sobą zrobić. Wycieczki do zakazanego lasu choć były dość ciekawe przestały go na tą chwilę interesować, bo nie mógł być tam sam. Zauważył, że zbyt wielu uczniów ostatnio tam przebywa. Miał nadzieję, że w zamku znajdzie się coś ciekawego do roboty. Jednak gdy przechodził korytarzami nic ani nikt nie podszedł do niego. Cubbins był na tyle znudzony, że nawet nie zauważył tego, że w swoich poszukiwaniach znalazł się w okolicach obserwatorium astronomicznego. Gdy usłyszał jakieś głosy stwierdził, że pewnie coś się tam dzieje. Cicho otworzył drzwi i wszedł do klasy. Usiadł gdzieś w ostatniej ławce i czekał czy go zauważą. Zastanawiał się co może pamiętać z lekcji astronomii.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Manchester
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 215
  Liczba postów : 264
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5316-madeleine-ford
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5361-kolorowe-karteczkii
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5319-sowa-jarzebata-bestia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7200-madeleine-ford#204427




Gracz






PisanieTemat: Re: Obserwatorium astronomiczne   Nie Cze 23 2013, 23:06

Spojrzała przez teleskop i zaczęła kreślić to co kazano.
Wyciągnąwszy z torby arkusz pergaminu bez słowa przystąpiła do polecenia spoglądając w teleskop i nanosząc rysunek na papier.
Symbol ryb koloru błekitnego morza i na  końcach znaku dodała parę pomaranczowych oczu. 
Jednak w środku ryby fioletowym proszkiem i żłotym płynem wypełniła zeby to miało i wygladało ze ma ciało czy cos 
Zadowolona ze swojego osiągnięca, wygląda na prawdę nieźle, choć czasami miała wrażenie, że jeszcze można w nim coś poprawić to tu to tam.
Z uśmiechem godnej artystki świadomego narodzin arcydzieła dokonywała właśnie ostatnich poprawek.Generalnie zrobiła to porządnie przez co skończyła dopiero prawie pod koniec zajęć. 
Wymazując niepotrzebne linie pomocnicze, złożyła arkusz z pracom na biurko po czym powróciła do balustrady celem poobserwowania nocnego nieba. 
Tym razem bez teleskopu i dla własnej tylko przyjemności.

http://r.weavesilk.com/?v=4&id=uvf8ejjd0p

była  5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 32
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1365
Dodatkowo : opiekun Hufflepuffu
  Liczba postów : 456
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5775-gaja-claudia-glaber
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5776-milusinscy-gaji
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5777-papierki-profesor-glaber
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7188-gaja-claudia-glaber#204389




Gracz






PisanieTemat: Re: Obserwatorium astronomiczne   Pon Cze 24 2013, 14:47

Hm... Zajęcia trwały w najlepsze. OK, w prawie najlepsze, w końcu 2 uczestników to też coś nieważne, że jedna zachowywała się jak całkowicie obłąkana, podchodziła do teleskopu, choć nie było wyraźnie o tym mowy. Gdyby Glaber była restrykcyjna co to przedmiotu na pewno zwróciłaby jej na to uwagę, ale jako, że sama była lekko dziwna postanowiła nie przeszkadzać tamtej. I w ogóle halo jaka balustrada? Jesteśmy w końcu w ŚRODKU kopuły!
Przyglądała się obu uczennicą z zadowoleniem, gotowa w każdej chwili pomóc. Wszystko szłoby najzwyczajniej w świecie, gdyby do sali nie wszedł jakiś zabłąkany... Nauczycie? Mugoloznastwa? Nie jesteście w stanie wyobrazić sobie zdziwienia nauczycielki, w końcu kto by tak późna porą tu przychodził, by usiąść w ostatniej ławce w milczeniu? Doprawdy... Pewnie to kolejny z dziwnych, mugolskich zwyczaj, a przynajmniej takie podejrzenie padło od strony nauczycielki.
Spojrzała na obecnych w sali, po czym na oddane prace.
- To już koniec oficjalnej części zajęć, czy może nasunęły się Wam jakieś pytania odnośnie gwiazdozbiorów związanych z zodiakami? - Bo oczywiście mogły jej tu zadać miliard pytań związanych z Plejadami, w końcu jedna z dziewcząt jest spod Byka, tak ja kolejne tyle o pierdoły typu przestępność znaków.
- Chciałabym wam zaproponować, byście spojrzały na niebo i zastanowiły się, czy jakiś konkretny gwiazdozbiór jesteście w stanie zobaczyć, a także przyjrzały się księżycowi. - Bo chyba żadna z nich nie zwróciła uwagi, że zajęcia odbywają się w noc świętojańską, a co za tym idzie księżyc jest w charakterystycznej fazie. - Madeleine jest tam coś zaskakującego? - zaczekała moment na odpowiedź dziewczyny, po czym wesoło zapytała - Stella chciałabyś się do tego jako odnieść?

Wyniki z prac wyśle wkrótce, jak tylko Stella poprawi parę rzeczy. W razie problemów PW i będziemy myślały ;)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 21
Skąd : Hiszpania, Gijón
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 71
  Liczba postów : 63
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5435-alma-de-wade-van-allen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5441-relacje-almy-de-wade-van-allen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5440-alma-de-wade-van-allen-xd




Gracz






PisanieTemat: Re: Obserwatorium astronomiczne   Pon Cze 24 2013, 15:33

Wbiegła zdyszana do obserwatorium. Kompletnie zapomniała o tym lekcjach.  Miała nadzieje, ze jednak nie jest za późno. No, ale jednak, gdy wbiegła zdyszana była pewna, że już za późno. 
- Dzień dobry.. Przepraszam za spóźnienie. -Wydyszała patrząc na nauczycielkę.
 - Ma nadzieje, ze jeszcze nie jest tak bardzo późno... Usiadła w ostatniej ławce rzucając zebranym przepraszające spojrzenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 45
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 136
Dodatkowo : teleportacja, metamorfomagia
  Liczba postów : 174
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5936-bartolomew-cubbins
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5937-bartolomew-cubbins
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5938-fobos-puchacz-bartolomewa




Gracz






PisanieTemat: Re: Obserwatorium astronomiczne   Pon Cze 24 2013, 16:21

Barth spokojnie obserwował reakcję nauczycielki i uczennic. Dziwił się, że żadna go nie zauważyła. Zresztą właśnie na tym mu zależało. Co prawda nigdy nie był wścibski i nie wtykał nosa w nie swoje sprawy ale czasem lubił przyjść na lekcje innych profesorów. Widywano go czasem na różnych zajęciach. Nie był to żaden zwyczaj Mugoli i choć Cubbins był od nich specjalistą nie przejmował ich zwyczajów. Co prawda styl ubierania bardzo mu się podobał. Potrafił nawet wpaść na swoje własne lekcje ubrany w koszulkę z krótkim rękawem i jeansy. Gdy usłyszał, że można zadawać pytania wstał i podszedł do kobiety.
- Jeśli można to ja mam pytanie. Nikt, nigdy nie potrafił mi wytłumaczyć skąd się wzięły nazwy tych gwiazd. Wiem, że są jakieś Plejady czy Leonidy, ale nie spotkałem jeszcze osoby, która potrafiła powiedzieć skąd się wzięły te nazwy. Może pani podejmie się odpowiedzi. – powiedział spokojnie patrząc na kobietę. 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Manchester
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 215
  Liczba postów : 264
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5316-madeleine-ford
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5361-kolorowe-karteczkii
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5319-sowa-jarzebata-bestia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7200-madeleine-ford#204427




Gracz






PisanieTemat: Re: Obserwatorium astronomiczne   Pon Cze 24 2013, 16:46

- Przepraszam, ale to zajęcie jest takie fascynujące... - mruknęła, oczarowana patrząc w niebo, lecz nie odkleiła się od teleskopu. 
Najprawdopodobniej  próbowała zapamiętać położenie swojego zodiaku ich sasiadów a ksiezyc przygladała sie mu jakoś nie specjalnie na to zwrocila uwage.
Może była trochę niecierpliwa, jeśli o patrzenie w niebo chodziło, ale z drugiej strony, nauczycielka ma wreszcie na lekcji osobę, która po prostu uwielbia ten przedmiot.
-gwiazdozbiory sąsiadujące z naszymi zodiakami ?To pytanie też nie było jakoś specjalnie trudne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 45
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 136
Dodatkowo : teleportacja, metamorfomagia
  Liczba postów : 174
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5936-bartolomew-cubbins
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5937-bartolomew-cubbins
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5938-fobos-puchacz-bartolomewa




Gracz






PisanieTemat: Re: Obserwatorium astronomiczne   Nie Cze 30 2013, 21:52

Barth chciał doczekać się odpowiedzi od nauczycielki astronomii, jednak jej przedłużające się milczenie pozwoliło mu sądzić, że kobieta go nie zauważyła lub też postanowiła nie zwracać na niego uwagi. Wcale nie dziwił się temu faktowi. W końcu on zakończył już dawno edukację i powinien coś na ten temat wiedzieć. Prawda była jednak inna. Barth spoglądając w niebo wypartywał zwykle czegoś innego niż gwiazdy. W końcu jak by nie było astronomia nie leżała w kręgu jego zainteresowań choć czasem bardzo chciał się czegoś na ten temat powiedzieć. Trudno, nie będę tu stał jak słup soli i czekał aż ta nauczycielka się obudzi i łaskawie zechce mi odpowiedzieć powiedział do siebie w myślach i skierował swoje kroki do wyjścia z obserwatorium. W drzwiach minął się ze spóźnioną uczennicą, której szczerze nie lubił. Zresztą w tym przypadku była to relacja odwzajemniona. Po chwili zamknął drzwi i ruszył szybszym krokiem do siebie.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Skąd : Cambridge, UK
Galeony : 142
  Liczba postów : 238
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6105-mini-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6155-ona-jest-maniaczka-maniaczka-nie-tylko-na-parkiecie#174325
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6156-pani-sowa-ed-pewnie-od-drugiego-imienia-zartownisia#174328




Gracz






PisanieTemat: Re: Obserwatorium astronomiczne   Czw Wrz 19 2013, 22:08

O czym myślała Liudvika kiedy wstała? Zapewne tym dystraktorem, działającym na korzyść jej nieuwagi była Minkowa twarz, która pojawiała jej się przed oczami, czule na nią patrząc jak ostatniego razu kiedy widziały się na dachu. To nie była ta sama Mins, która za nic miała Ludkowe uczucia, a elementem otrzymującym jej najwyższe uznanie była właśnie zabawa takimi kruchutkimi serduszkami, które pękały na milion kawałeczków, których potem już nie dawało się złożyć. Możecie stwierdzić, że to genetyczne, a ja nie zaprzeczę, bo sama nie wiem, ale byłabym skłonna ku temu kierować hipotezy.
Dzisiejszy poranek nie należał wcale do najpiękniejszych. Temperatura na zewnątrz zdecydowanie nie była tym na co Villiersówna miała ochotę, a i sama w sobie pogoda do najpiękniejszych nie należała. Śmiem nawet twierdzić, że była okropna, a Mini przecież tak bardzo chciała dzisiaj sobie pochodzić po błoniach! Nie było to najlepszym pomysłem chyba, że miała zamiar odpuścić sobie poranny prysznic na rzecz tego ekologicznego, wprost z nieba. Nie, to zdecydowanie nie był najlepszy pomysł. Trzeba było jednak coś wymyślić, bo przecież po lekcjach nie miała zamiaru siedzieć w zimnych, nudnych lochach z nosem w książkach. Coś jednak namawiało ją do pójścia na zewnątrz, dlatego zarzuciła na siebie szeroki sztormiak w kolorze żółtym, mając pełną świadomość tego, że jej czarne conversy po powrocie do zamku nie będą nadawały się do chodzenia, a ona mogłaby ich użyć w celu stworzenia przenośnych basenów. A co tam! Raz kozie śmierć. Kto nie ryzykuje, ten się nie bawi, a przecież o zabawę tu teraz chodziło, nie? Powolnym krokiem przeszła wszystkie korytarze i znalazła się na dworze. Zimne krople deszczu rytmicznie spadały na jej płaszcz, mocząc przy okazji buty, które zrazu przemokły. Ok. To chyba nie był najlepszy pomysł, ale przecież niedaleko było obserwatorium, a ona tak bardzo dzisiaj nie chciała siedzieć w zamku, a tym bardziej w lochu! To było jakieś rozwiązanie, dlatego zaczęła niestrudzenie brnąć przez tą całą breję, w jaką zmieniły się hogwarckie błonia. Cóż, okazało się że budynek wcale nie był tak niedaleko jak jej się zdawało, a trafić do niego też nie było łatwo, jednak skoro już tyle przeszła to bez sensu byłoby zawrócić prawda? W końcu dotarła do niewielkiej wieży, której drzwi uchyliły się pod wpływem nacisku jej ręki. Idealnie. Właściwie to w tym momencie każde suche miejsce było idealne, ale tutaj było ciemno, panowała cisza, a poza tym mogła się jak głupia pogapić w niebo. Uchyliła drzwi, bo przecież nie wolno palić i te sprawy, a jej płuca domagały się nikotynowego wsparcia, toteż odpaliła papierosa i głęboko się nim zaciągnęła. W międzyczasie postanowiła wysłać sowe do jej wspaniałego lekarstwa na wszystko, z którym przecież na dachu ostatnio tak dobrze się bawiła. Szkoda jednak, że musiały tak szybko się zwijać. A może to i dobrze? Mins nie była palcem robiona i dobrze wiedziała do czego zmierzała rozmowa zanim Lou zmieniła taktykę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Wilno, Litwa
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 87
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 244
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6585-liudvika-stankeviciute#185242
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6587-ludwika#185383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6586-ludkowy-listonosz#185369




Gracz






PisanieTemat: Re: Obserwatorium astronomiczne   Pią Wrz 20 2013, 18:28

Gdyby Ludka miała komuś opowiedzieć swoje poranne myśli, to najpewniej nie wspomniałaby o Minervie z czystego wstydu, który przejawia się za każdym razem, kiedy do jej blond główki dociera fakt, że one tak właściwie wcale ze sobą nie są i że nie może rozpowiadać na prawo i lewo, że w jej myślach siedzi tylko ta jedna, konkretna osoba. Gdyby jednak miała owe poranne myśli opowiadać samej Mins, to nagięłaby rzeczywistość z czystej, miłosnej złośliwości. Mówiąc jej całą prawdę, najpewniej tylko podbudowałaby jej już i tak całkiem spore ego (które przejawiało się chociażby w tych tytoniowych pocałunkach, które Lou zarówno uwielbiała jak i nienawidziła), a tego potrzebowała najmniej. Zresztą ona i tak wiedziała, że jest głównym tematem myśli naszej Litwineczki, więc nikt nie potrzebował jej o tym w żaden sposób upewniać. Poza tym, oprócz osoby tej jakże urokliwej Ślizgonki, Ludce dzwoniła też w łepetynie piosenka, która wiązała się z nią bardziej, niż którakolwiek inna piosenka z którąkolwiek inną dziewczyną.

"Wracam do niej biegiem,
Wracam do niej biegiem,
Porzucę wszystko,
i wracam biegiem, jestem pewna,
Wracam biegiem do niej"


No i hej, o ile po polsku nie brzmi to tak ładnie i składnie jak po angielsku, to słowa naprawdę dobrze się mają w stosunku do listu, który nie tak znowu dawno przyszedł do Lou. Dziewczyna uśmiechnęła się mimowolnie sama do siebie, czytając "nie wiem co teraz robisz, ale rzuć wszystko", po czym spojrzała na stos książek, który leżał akurat na biurku. Wszystkie te podręczniki czekały na zostanie dokładnie przestudiowanymi, bowiem otrzymawszy ostatnio zaledwie "Nędzny" z Magii Leczniczej (pomijając Wybitny z eliksiru, no ale) nasza bohaterka postanowiła wziąć się solidnie do roboty i ów stopień naprawić kolejnymi, o wiele lepszymi. Miała jednak takie nieodparte wrażenie, że coś, a konkretniej ktoś bardzo dla niej ważny, bez najmniejszego kłopotu zmieni jej plany jednym, króciutkim zaproszeniem. Blondyneczka westchnęła błogo, podchodząc do najbliższego okna z widokiem na Hogsmeade. Na jej twarz wpełzł wyraźny grymas, kiedy spostrzegła krople deszczu obijające się o szybę. Znała jednak Mini na tyle, że nawet na chwilę nie zwątpiła w aktualność ich spotkania. No tak, musiały jeszcze zaliczyć pocałunek w deszczu, problem w tym, że takie odbywają się w lecie, a nie jesienią, kiedy jest zimno, ciemno a wkoło tylko szarość, tak? Ach, ach, trzeba sobie jednak jakoś poradzić, bowiem nie można zostawić Villiersówny samej sobie, aby tam w tym obserwatorium zmarzła. Zresztą, ot tak zaprzepaścić okazję na tulenie? To przecież zupełnie nie w stylu Stanki, która co jak co, ale obściskiwanie się z tą panną uwielbiała ponad życie.
Krukonka ubrała się więc ciepło, wychodząc na dwór z różdżką w górze. Zaklęcie "Aexteriorem" okazało się być chyba najprzydatniejszym, jakie do tej pory w ogóle znała. Deszcz, o ile pozostanie w takiej sile, a nie innej, będzie mógł dziewczynie jedynie naskoczyć, zaś ona, pobiegnie w podskokach do swojej ukochanej. Wybrane przez Minerwę miejsce nie było nawet specjalnie dziwnym, wszak zewnętrzne obserwatorium okazywało się z reguły całkiem ciężkim do znalezienia, a co za tym idzie, panny będą miały całkiem dużo chwil dla siebie. Zresztą, definitywnie ich potrzebowały, zwłaszcza ta starsza. Biedna, bardzo chciała wreszcie skorzystać z rady Raphaela i raz na zawsze usunąć ten wielki znak zapytania znad relacji z Panią Wąż, jednak nie było to takie proste. Ostatnio na dachu przekonała się o tym, jak łatwo potrafi ulec atmosferze, jak łatwo potrafi ulec samej Mins i jak łatwo cała, śliczna randka może się zmienić za sprawą jednego, króciutkiego pytania. Że też ludzie byli tak skłonni do ładowania się w jakieś zawiłe, dziwaczne sytuacje, z których ciężko im się było wygrzebać!
Blondyneczka w naprawdę dobrym humorze wpadła do obserwatorium. Nie czuła się dzisiaj tak źle, aby mieć potrzebę udawania przed swoją ukochaną tej dorosłej, zdecydowanej i gotowej na wszystko Liudviki, czując się bardzo dobrze jako nieco dziecinna, nieporadna i przeurocza Ludka, która oburzyła się niezmiernie wonią dymu tytoniowego, który to dym wydobywał się z papierosa trzymanego przez jej kochaną Minervę. Litwineczka zaczęła powoli iść w jej stronę, wydając z siebie jeden, ciągły jęk, aby na końcu swej podróży wpaść w objęcia młodszej panny.
- Zgaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaś! - mruknęła przeciągle, znowu chowając łepetynę w swoich włosach, zupełnie tak jak to robiła przez pewien czas na dachu. Uznała to za karę, którą Ślizgonka będzie musiała odbywać tak długo, aż papierowy zabójca nie zostanie wyrzucony. W końcu czas na ustalenie zasad, tak?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Skąd : Cambridge, UK
Galeony : 142
  Liczba postów : 238
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6105-mini-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6155-ona-jest-maniaczka-maniaczka-nie-tylko-na-parkiecie#174325
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6156-pani-sowa-ed-pewnie-od-drugiego-imienia-zartownisia#174328




Gracz






PisanieTemat: Re: Obserwatorium astronomiczne   Nie Wrz 22 2013, 23:40

Trochę smutny wydawał się być fakt, że Mini miała w nosie to czy Ludka ma się uczyć, a jej ocena może się okazać być zagrożona. Tak naprawdę, to Mins rzadko się czyms przejmowała, a zwłaszcza czyimiś problemami. Pod tym względem potrafiła być wyjątkowo nieludzka. Chociaż, czy dbanie o własną dupę jest takie bardzo nieludzkie? Zastanowiłabym się nad tym troszeczkę, zważywszy na obecne czasy i na to, że obecnie prędzej ktoś Cię stratuje niż Ci poda rękę żebyś wstał. No a nie jest tak? Villiers może i by nie stratowała, bo po co. Ręki jednak też by nie podała. Najpewniej tylko zaśmiałaby się pod nosem, że takie łamagi w ogóle chodzą po świecie i że krzywdę mogą jej zrobić, bo co jeśli by nie zauważyła i się potknęła na przykład o cudzą głowę albo stopę? Dramat ludziska, dramat. Sugeruję więc żeby po prostu nie wymagać od Ślizgonki wyjątkowej troski czy też pamięci, bo ona po prostu się do tego nie nadaje, a w genach zapisali jej fajne cycki, pojemny mózg i Slytherin forewa, ale o tych podstawowych cechach typu większe współczucie, czy też miłosierdzie najwidoczniej zapomnieli. Co prawda kiedy już się rozkminiło ten zawikłany móżdżek panny Mini to całkiem trafnie dało się strzelić strzałą amora i wtedy to już była niczym ptaszek w garści, a Ty mogłeś z powodzeniem złamać jej serduszko na tyle sprytnie żeby potem nie była w stanie go zebrać z podłogi i posklejać. Jednak ona też była cwana, a życie na takie ewentualności ją przygotowało, dlatego skrzętnie unikała jakichkolwiek zobowiązań i bardziej skłonna była komuś łamać serca niż samej skończyć ze złamanym. Jeżeli chcesz śmiałku zdobyć jej zaufanie na tyle żeby wkraść się do jej serduszka, to życzę Ci z całego serca powodzenia, bo nieważne jak się niewinny będziesz wydawać, a Twoje jelenie oczka będą się mienić milionem kolorów, to Villiersównę najprawdopodobniej wystraszysz swoją zachłannością na jej osobę i będzie uciekać szybciej niż się pojawiła.
No dobra, to teraz znasz już wszystkie zasady tej gry, w której nie ma zasad, więc jeśli dalej chcesz w nią grać, to musisz zdobyć się na niemożliwe, czyli najpewniej złamać jej serce, a to będzie oznaczać, że jest cała Twoja, badum. Zdziwiony?
Z drugiej strony Mins wcale nie zależało na łamaniu serc. Ona potrzebowała mieć kogoś kto będzie przy niej, a nawet i ona miała w sobie ludzkie uczucia, które pozwalały na płacz i na uśmiech. Nieważne jak bardzo miała w nosie egzaminy Stanki, to ta nie pozostawała jej wcale taka obojętna. Po prostu ona nie była tym typem, który zapewniłby jej spokojną miłość do końca życia. Nikt nie potrafił jej sobie wyobrazić kiedykolwiek starzejącej się przy kominku w kapciach w kratę. Najprawdopodobniej kiedy siwizna pokryje jej wszystkie włosy, ona nawet tego nie zauważy, taka zajęta będzie ściganiem się w pubie z małolatami, kto wypije więcej szotów pod rząd hehe. Co więc robiła tutaj Mini, czekając na Ludkę? Czemu to właśnie do niej napisała, a nie do kogo innego? Wiecie, nikt nie zrobi lepiej kobiecie dobrze niż druga kobieta...Oh Mini! Nie to jednak tym razem było powodem! Po prostu Liudvika była tą osobą, którą Mins chciała mieć zawsze pod ręką, a gdyby jej nagle zabrakło... Sama nie wiem. Pewnie poczułaby się dziwnie pusta. Ona sama nie umiała tego nazwać. Może to było pewnego rodzaju uzależnienie, a Krukonka działała jak remedium.
Na nic się zdały protesty i jęki. Papieros to świętość no ludzie zrozumcie! Zwłaszcza, że Ślizgonka była akurat w tym wieku, w którym nie tak jeszcze łatwo jej było zdobyć te wyroby tytoniowe (ta, jasne) i nie zamierzała pozbawiać się chociażby tych kilku ostatnich wdechów. Nie zapomniała jednak obdarzyć Ludkę jednym ze swoich tytoniowych pocałunków, które tak otwierały dziewczynie nóż w kieszeni, ajt. Zaciągnęła się jeszcze kilka razy i wyrzuciła obiekt protestów poza obręb budynku.
- Wiedziałam, że przyjdziesz - stwierdziła z zadowoleniem i podeszła do Stanki. Niespecjalnie przejęła się nawet tym, że tamta była teraz na nią obrażona i za nic nie chciała wyłonić twarzy zza kurtyny włosów. Skoro tak chce grać to niech tak będzie. Mini zagra w tą grę! Nic sobie z tego nie robiąc, wyciągnęła do niej rękę i objęła drobną dziewczynę ramieniem, przyciągając ją do siebie.
- No już, nie dąsaj się. Powiedziałabym, że Ci z tym wyrazem nie do twarzy, ale wiesz... Nie chcesz mi jej pokazać, to nie mam za bardzo pola do manewru - pokręciła głową, bo zupełnie nie rozumiała czemu Lou się tak dąsa, skoro i tak zaraz będą się razem śmiać. Jak zawsze. Bo przecież inaczej być nie mogło. No Minerva w ogóle sobie nie wyobrażała żeby to ktoś mógł się na nią obrazić! A nawet jeśli tak się zdarzyło to po prostu nie przyjmowała tego do wiadomości i tamten w tę, a ona we w tę.
- A tak w ogóle to ciesze się, że przyszłaś. Nie chciało mi się dzisiaj siedzieć w zamku. W sumie pogoda jest beznadziejna, ale przyznaj, że sama też nie chciałabyś siedzieć w durnej wieży, a tym bardziej w tych depresyjnych, ślizgońskich lochach. Boże, no naprawdę. Ja to kiedyś wpadnę w depresję, nie ma bata - wytrajkotała, dalej stojąc i obejmując dziewcznę, w nadziei na to, że w końcu postanowi pokazać jej tą słodką buzię i będą mogły usiąśc, bo Mins już zaczynały boleć nogi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Wilno, Litwa
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 87
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 244
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6585-liudvika-stankeviciute#185242
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6587-ludwika#185383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6586-ludkowy-listonosz#185369




Gracz






PisanieTemat: Re: Obserwatorium astronomiczne   Pon Wrz 23 2013, 18:38

Ależ to wcale nie smutne! Nieważne jak wiele egzaminów, zaliczeń, przepytywań, kartkówek i innych pierdół miałaby mieć Lou w nadchodzącym tygodniu, i tak przyleciałaby do Mins bez mrugnięcia okiem. Może racja, że dawała się wykorzystywać, ale tak na dobrą sprawę to była całkiem zaradną i pojętną dziewczyną, która nawet bez siedzenia w książkach całymi wieczorami mogłaby zapracowywać na bardzo dobre stopnie. Był to jeden z czynników, które zawsze brała pod uwagę na chwilę przed podejmowaniem decyzji o wyjściu. Cóż, nie miał on zbyt wielkiego wpływu na całokształt wyboru, ale inaczej się patrzy na wybywanie z domu z perspektywy bycia w czepku urodzonym w kwestiach szkoły, a inaczej z perspektywy bycia kompletną nogą ze wszystkich tych przedmiotów, z których niedługo ma się sprawdziany. Ludka lubiła panikować, mimo że z reguły patrzyła z tego pierwszego wymienionego punktu. W jej łepetynie tkwił jakiś taki instynkt, że zawsze uczy się za mało i że zawsze potrzebuje co najmniej dwudziestu minut więcej, aby móc czuć się w pełni spokojną. Cóż jednak poradzić, że wizja fajnych cycków Minerwy zawracała jej w głowie na tyle, że nawet jej wrodzony niepokój znikał raz na zawsze? W sumie to skoro już jesteśmy przy tym temacie, to dobrze byłoby wspomnieć, że nasza Litwineczka bardzo chciała się nauczyć rozpracowywać ludzkie mózgi. Uważała to za pierwsze wrota do czyjegoś serca, a skoro te należące do jej ukochanej Ślizgonki było zamknięte na dwieście spustów, to dobrze byłoby zacząć właśnie od jej móżdżka. Trudne to było zadanie, nie powiem. Jak na razie to Mini zdawała się znać wszelkie mechanizmy kierujące Ludwiką na wylot, wkradając się do nich po kryjomu i dodając jeden, malutki trybik, który blokował wszystkie inne, jeśli próbowały one podjąć decyzję na rzecz odpuszczenia sobie Pani Wąż. Ów fakt był o tyle niebezpieczny, że biedna blondyneczka miała strasznie małe szanse na rozkochanie jej w sobie, a w związku z tym raczej zerowe prawdopodobieństwo wytworzenia między nimi wspaniałej, szczęśliwej relacji, która nie musiałaby nawet trwać do ich starości, o nie! Przecież to jasne, że jedna w końcu opuści drugą, idąc w swoją stronę, a może nawet obie się nawzajem opuszczą! W końcu takie są z reguły koleje losu, czyż nie?
Tak więc, jeśli złamanie serca Mins miałoby oznaczać przywłaszczenie jej sobie, to Ludka mogłaby nawet zacząć chodzić na lekcje do Kacpra, taki z niego zimny drań.
Zasada "Nikt tak dobrze nie zrobi kobiecie jak druga kobieta" była wbrew pozorom jedną z głównych, które kierowały życiem Stanki, co zresztą dało się zauważyć w jej orientacji seksualnej. Aczkolwiek to pojęcie jest troszkę szersze, a w związku tym zaprzecza trochę temu, jak dziewczyna dobierała sobie przyjaciół. Piętaszek i Raphael nie byli wcale dziewczynami, a przecież robili jej całkiem dobrze, i to wcale nie w tym zboczonym znaczeniu, które wszystkim dzwoni w głowach. Cieszyła się, przebywając z nimi, pozując jednemu do rysunków, a drugiemu pomagając w wymyślaniu coraz to nowych historii, a po spędzeniu na tych rzeczach kilku godzin czuła się jak nowo narodzona, pełna energii i życia. Jednakże to spotkania z Villiersówną dawały jej największą satysfakcję, radość oraz poczucie spełnienia, mimo że to przez nie czasami płakała bez powodu w poduszkę, rojąc sobie, że to wszystko jest udawane, a sama Mini bawi się nią tak, jak Casper bawi się połową miejscowych dziewcząt. Taka wizja była okropna, ale przechodziła momentalnie, chociażby wtedy, kiedy przychodził kolejny list od tej jakże zagadkowej panny.
Oczywiście, że to wiedziała! Gdyby miała choć cień niepewności, to w ogóle nie tkwiłaby tu w taką pogodę, zresztą znała Lou na wylot, więc mówienie czegoś tak oczywistego było jak stwierdzenie faktu, że po nocy przychodzi zawsze dzień i na odwrót. Wiedziała też, jaka będzie reakcja na typowy już dla niej tytoniowy pocałunek, więc nie powinien jej wcale zdziwić stłumiony przez złączenie ust krzyk i głośne "EJ NO!" już po wszystkim. Kryjąc się ciągle w swoich bujnych, ślicznych włosach uśmiechnęła się szeroko, zostając na siłę przyciągniętą do Ślizgonki. Przecież to wszystko było na pokaz, miało sprawiać pozory, że Stanka ma jeszcze jakieś resztki wolnej woli i nie ma zamiaru dawać się bez mrugnięcia okiem truć. Tak naprawdę dochodziła jednak do momentu, w którym przeżyje wielką rewolucję i nawet chętniej będzie przyjmowała całusy przepełnione posmakiem tytoniu. Nie oznacza to oczywiście, że zacznie o nie prosić, bo ów posmak nadal był ohydny, ale jej miłość do Minerwy powolutku przekraczała wszelkie granice. Nic tylko czekać, jak będzie chciała nauczyć się palić, żeby jej w ten idiotyczny sposób zaimponować!
- Masz przecież wyobraźnię, ty niepoprawna realistko ty! - rzuciła, podnosząc łepetynę i obejmując dziewczynę w pasie. Swoimi dwukolorowymi oczętami zajrzała głęboko do jej piwnych, jakby szukając tam odpowiedzi na pytanie, które zadała sobie w myślach. Trwała w takiej pozycji przez kilka dłuższych chwil, aby potem zupełnie znikąd cmoknąć Mini w usta i uśmiechnąć się szeroko.
- Z tobą to mogłabym siedzieć nawet na tym deszczu, zresztą na depresję mamy całkiem dobre sposoby, nie sądzisz? - spytała z figlarnym uśmieszkiem, tym, którym nie raczyła nikogo zbyt często. Villiersówna najprawdopodobniej zobaczyła go pierwszy raz od poprzedniego września, kiedy to znalazły się w podobnej sytuacji. W sumie to Ludka mogłaby stać tak jeszcze z godzinę, ale nie miała zamiaru specjalnie oponować, gdyby jej ukochana zechciała sobie przycupnąć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Skąd : Cambridge, UK
Galeony : 142
  Liczba postów : 238
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6105-mini-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6155-ona-jest-maniaczka-maniaczka-nie-tylko-na-parkiecie#174325
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6156-pani-sowa-ed-pewnie-od-drugiego-imienia-zartownisia#174328




Gracz






PisanieTemat: Re: Obserwatorium astronomiczne   Czw Wrz 26 2013, 00:26

Najgorsze we wszystkim było to, że większość z góry oceniała ją jak zimną sukę, której w głowie była tylko zabawa. No dobra, może niewiele się mylili, ale ona wcale specjalnie nie chciała Ludkowej główki, zapłakanej pakować w poduszkę! Ej, gdyby o tym wiedziała to zapewne nakrzyczałaby na Krukonkę, no bo co to za mazgajenie ma być? Mini koniecznie musi dać jej zaznać ślizgońskiej szkoły życia, w której takie chwile słabości były po prostu niedopuszczalne. Mins już dawno nauczyła się, że kiedy życie daje po dupie trzeba mu oddać mocniej, a potem najlepiej obwinić za wszystko brata, który odda ze zdwojoną siłą, toteż ten kto dał po dupie, zapamięta tę lekcję do końca życia! Ale, ale. Robi się tu już zbyt sentymentalnie, a ja chyba Minkowe brudy z przeszłości zaczynam wyciągać. Chociaż może był to moment przełomowy, bo o ile pamiętam to wtedy przez pewien krótki okres w swoim życiu, Mins unikała facetów jak ognia i kojarzyli jej się tylko ze złem koniecznym. Nawet kilka razy kiedy była podchmielona, rodził jej się dość odważny pomysł wślizgnięcia się do Stankowego dormitorium i wyśpiewania jej tego zyciowego okropieństwa, którego doświadczyła. No dobra, może i nie była wcale podchmielona, ale zalana w trupa, a plan zazwyczaj wyparowywał z jej głowy jeszcze szybciej niż się w niej pojawił, bo a to jakieś głosy wołały ją na następną kolejkę, a to znowu ktoś ciągnął ją za rękę, bo chciał zaprezentować łazienkę. Jeżeli już na pójście do owego przybytku Villiersówna się godziła to była oznaka, że osobnik rączki jedynie położy na jej włosach, a żeby je trzymać kiedy będzie rzygać. Morał był krótki. Mini nie powinna pić wódki.
Z Ludką jej to jednak nie groziło, bo ta raczej nie traktowała takich rzeczy jak przedniej zabawy. Chociaż może gdyby Mins ją bardzo ładnie poprosiła to obie urżnęłyby się w trupa wtedy na dachu i przy większym wietrze z niego pospadały. Dzięki Ci Merlinie za to, że obdarzyłeś Litwinkę rozwagą, której Angielce z kolei było brak. Były zupełnie od siebie inne, a jednak Lou tak mocno pragnęła skraść to niedostępne Minkowe serduszko. Ta druga z kolei widziała w niej wszystko to czym ona nie była i wiedziała, że nigdy nie będzie. Po prostu różniły się diametralnie, ale to było w Villiersowym pojęciu naprawdę fajne. Taka odskocznia od codzienności, a poza tym dopełniały się wzajemnie, bo to czego nie miała dostawała od Lou.
- Wyobraźnia to nie to samo - burknęła pod nosem, układając usta w dzióbek żeby zacząc dmuchać na kosmyk włosów, który jak szalony wpadał jej do oczu i zaniechał pójścia.
- W wyobraźni możesz mieć długi czerwony nos, a z ust może Ci cieknąć ślina, a to wierz mi, wcale nie jest seksi. I w ogóle to czy pomyślałaś może co by było gdybym taki obraz zapamiętała i nie daj Boże za każdym razem kiedy będę na Ciebie patrzeć, będę musiała powstrzymywać się od śmiechu albo wymiotów? Fujka! Niemądra jesteś! No przyznaj, nie przemyślałaś tego. Zupełnie do głowy Ci to nie przyszło - spojrzała teraz na nią z triumfalnym uśmiechem, dumna ze swoich teorii wysnutych na poczekaniu, które to miały skłonić Ludkę do natychmiastowego odsłonięcia twarzy. Co prawda może obrazy były nieco nieprawdopodobne, a Mini zwisałoby czy dziewczyna ma długi czerwony nos, czy krótki zielony, ale warto tak na zaś ją postraszyć co by nie myślała sobie, że Mins jej pozwoli tak za każdym razem na fochowanie się w jej towarzystwie!
- Na deszczu, też coś - prychnęła niczym kotka, ale na jej usta wkradł się uśmiech prawdziwej szelmy, taki w odpowiedzi na ten którym obdarzyła ją Stanka. - na deszczu to jest zimno i mokro, więc nie gadaj głupot. Tutaj w sumie do pełni szczęścia brakuje jakiejś fajnej, wypasionej poduchy, albo jakiegoś materaca, a najlepiej to w ogóle łóżka na którym mogłybyśmy się rozłożyć!- stwierdziła bardzo rzeczowo, bo jak już miałaby przycupnąc to nie na zimnej, kamiennej podłodze, a właśnie na czymś mięciutkim i fajniutkim. Zresztą kto by nie chciał!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Wilno, Litwa
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 87
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 244
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6585-liudvika-stankeviciute#185242
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6587-ludwika#185383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6586-ludkowy-listonosz#185369




Gracz






PisanieTemat: Re: Obserwatorium astronomiczne   Sob Paź 05 2013, 12:46

Kto wie, może Ludka wyciągnęłaby z tej ślizgońskiej szkoły życia jakieś bardzo poważne wnioski, które zmieniłyby jej życie na lepsze? Oprócz tego, że stałaby się nałogową palaczką, to może zaczęłaby przywiązywać do wielu rzeczy mniejszą wagę, tym samym zdobywając się w końcu na odwagę w kwestii skończenia tej pokręconej relacji z Mins. Nie trzeba nawet specjalnie się rozwodzić nad tym, że gdyby do tego doszło to wreszcie miałaby spokój. Spokój w tym sensie, że jej głowy nie zaprzątałyby w większości myśli związane jedynie z tą konkretną dziewczyną, a ona sama mogłaby się wreszcie obejrzeć na kogoś, kto naprawdę uczyniłby ją szczęśliwą. Ale jest też druga strona medalu. Znalazłszy tego kogoś zaraz po przejściu ślizgońskiego treningu, pewnie wplątałaby się w związek z odwróconymi rolami. Teraz to ona byłaby taką Mini, a ta druga byłaby taką Lou. Oczywiście ona sama nie chciałaby tego zauważyć, a każdy kto podjąłby próby uświadomienia jej w tym fakcie, dostałby pewnie w łeb. Z deszczu pod rynnę? Nie do końca, bowiem osoba raniąca doświadcza o wiele lepszej relacji niż ta raniona. No, chyba że raniona jest właśnie Liudvika, bowiem ta biedna istotka ma to do siebie, że będąc zakochaną, niezmiernie mocno stara się być ślepą na wszystkie ciosy wyprowadzane w jej stronę.
"Ale to nic" - powtarzała sobie.
Gdyby Villiersówna miała tak pewnej nocy wpaść do dormitorium Krukonów i zacząć wylewać w Litwineczkę wszystkie swoje smutki, to nie dość, że ona nie egzekwowałaby żadnego - najmniejszego nawet - sprzeciwu, to jeszcze bałaby się w ogóle odezwać, żeby przypadkiem nie obudzić reszty śpiących tam osób. Jeśli Minerva miałaby się za głośno zachowywać, pewnie zamknęłaby jej w jakiś wymyślny sposób usta i wyprowadziła na zewnątrz. A potem, kto wie. Dobrze jednak, że ktoś zawsze odwracał uwagę Ślizgonki, przez co od tego typu zwierzeń zostawała skutecznie odciągnięta. Raz, że mogłoby to wpakować Stankę w kłopoty, a dwa, że Lou mogłaby zobaczyć w Pani Wąż jakąś ofiarę losu, od której już na pewno nie chciałaby odejść, bojąc się skrzywdzić ją jeszcze bardziej. Nawet, jeśli już raz a dobrze zdecydowałaby się z nią skończyć, to po prostu nie mogłaby. Bo jak to tak, dobijać leżącego? Zupełnie nie w jej stylu!
No właśnie! To fakt, że dziewczęta tak bardzo się od siebie różniły sprawił, że wylądowały razem w Hali Wstydu, zaraz po zupełnie nietrafionej parze złożonej z Huana i Marigold. One same kierowały się chyba zasadą wzajemnego przyciągania przeciwieństw, dzięki czemu nawet jeśli każdy miałby i jednej, i drugiej odradzać taki związek (chociaż to też pojęcie względne, bo w ujęciu Mini to nawet nie był związek) to one tak czy inaczej lgnęłyby nawzajem do siebie, czasem mocniej, czasem słabiej. Gdyby Ludka była troszkę bardziej trzeźwa w swojej ocenie, gdyby ten naturalny eliksir miłosny, który wytworzył się cudem w jej głowie przestał działać, to może dostrzegłaby w swojej ukochanej wszystkie te cechy, których u ludzi z reguły nienawidziła, tym samym albo przyjmując podobną postawę w postaci uważania się za wzajemne dopełnienia, albo po prostu zaczęłaby kombinować, jak to wszystko skończyć. Bo trzeźwa Liudvika z pewnością nie chciałaby trwać w tak dziwacznej relacji z kimkolwiek, z kim nie miała zbyt wielkich sentymentów. Problem jednak tkwił w tym, że z Mini właśnie takowe sentymenty posiadała. Może niewiele, ale zawsze były. A to już i tak wystarczająco wszystko utrudniało.
- Oj tam oj tam. - skwitowała, nie mając żadnych dobrych kontrargumentów ani teorii, które mogłaby przeciwstawić wspaniałemu wywodowi. Rzeczywiście, wizja czerwonego nosa i obślinionych ust nie była za ciekawa, wręcz przeciwnie, ale chyba troszkę zbyt mało wiary wkładamy w pannę Villiers, bo raczej nie powinnyśmy myśleć, że właśnie w ten sposób wyobrazi sobie naszą blondyneczkę, co? Nie zmienia to niestety faktu, że Lou troszeczkę - aczkolwiek tylko troszeczkę - się zmartwiła, więc podniesienie głowy było nieco szybkie. Ha, czyli lekcja mająca na celu pokazanie, kto tu nosi spodnie nie została wystosowana wobec Mini, tylko wobec Ludwiki! No ale cóż, nie jest to nawet niczym specjalnie dziwiącym dla każdego, kto chociaż trochę zna charakter tej dziewczyny, która zresztą roześmiała się, słysząc kocie prychnięcie swojej towarzyszki. Odkleiwszy się od niej, zaczęła spacerować po obserwatorium, z głową uniesioną w górę.
- Sama wybrałaś to miejsce, teraz musisz sobie radzić! - powiedziała zadziornie, dwukolorowymi oczętami błądząc gdzieś w przestrzeni, splatając również dłonie za plecami. Wyglądała teraz troszkę jak takie duże, przeurocze dziecko, które będąc zagubione w sklepie ze słodyczami, nie ma pojęcia co ze sobą zrobić. Z jednej strony bazyliard wspaniałych rzeczy do wzięcia z niebywale wielkich półek, a z drugiej zagubiona mama, która przecież miała za to wszystko zapłacić. I weź tu podejmij decyzję!
- Powiedz mi coś ładnego. - rzuciła, zwracając się na chwilę w stronę Mins, tęczówki wlepiając w jej twarz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Skąd : Cambridge, UK
Galeony : 142
  Liczba postów : 238
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6105-mini-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6155-ona-jest-maniaczka-maniaczka-nie-tylko-na-parkiecie#174325
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6156-pani-sowa-ed-pewnie-od-drugiego-imienia-zartownisia#174328




Gracz






PisanieTemat: Re: Obserwatorium astronomiczne   Wto Paź 08 2013, 01:19

Wszyscy tak gadają na tą Mini jaka to ona zła, a w rzeczywistości dobre było z niej dziecko, tylko trochę na opak wychowane. Nie powiecie przecież mi, że w normalnych rodzinach mamy krzyczą, a rodzice leją się na wzajem żeby potem tatusiowie zapijali smutki, moralniaki czy co to tam ich męczyło. Jeszcze kiedy w takiej rodzince pojawiało się jakieś rodzeństwo, sprawę można jeszcze było wygrać o ile wcześniej wspomniane osobniki nie odmawiały współpracy, a tak to właśnie wyglądało u Minkowego brata, który nienawidził ją od pierwszego oddechu poza matczynym łonem. Między innymi to właśnie to miało duży wpływ na to, że Villiers na okrągło Ludwikę raniła, nie mając zielonego pojęcia jak ta musi się czuć kiedy z jednej strony Mini odmawia wszelakiej współpracy w tworzeniu związku, a z drugiej wysyła do niej sowy żeby się natychmiast pojawiła, bo Ślizgonka nie wytrzyma bez niej ani chwili dłużej. To się nazywa popapranie, a biedna Litwineczka znalazła się w samym środeczku jego epicentrum. Gdyby tylko ktoś znał sposób na okiełznanie Mini to z pewnością Stanka byłaby pierwsza w kolejce po przepis na sukces. Pewnie i ta nieznośna Minerva byłaby pełna zapału do ogarnięcia takiej sytuacji, gdyby wiedziała ile ta niosła za sobą korzyści.
Pomarzyć zawsze sobie można, bo raczej nie zanosiło sie na to żeby ktoś taki konkretny w pobliżu tej dwójeczki się znalazł. Chyba, że Litwinka posiada jakieś przejawy zainteresowania psychologią (nie zdziwiłabym się jakby do tego wymagana była kliniczna!) to może i mogłaby pokombinować coś z namieszaniem w Minkowym życiu. Obecnie jednak tak jak już zostało wspomniane zostały mocno zhejtowane przez świat i wpisane na ścianę wstydu, a każde spojrzenie na ubywającą liczbę głosów przemawiało za tym żeby to dobić i zacząć pieprzyć system, a co. Tworzyły niepowtarzalną, jedyną w swoim rodzaju parę, która nie była nawet formalnie związkiem, jedna ze stron była pokarana uczuciem, a druga z kolei pozbawiona jakichkolwiek oporów. W ciągu ostatniego czasu Mini otrzymała od brata multum listów, w których twierdził w skrócie, że jest pojebaną lesbijką. No cóż, życie. Brunetka jakoś specjalnie się tym nie przejęła. Nie żeby przejmowała się w ogóle czymkolwiek, bo z tym też miała niewielkie problemy. Jednak udawało jej się przejąć, a jak konkretnie to już na dalszych stronach Dziwnych Losów Mini Villiers
Ha, udało się! Na twarzy Ślizgonki pojawił się uśmiech pełen satysfakcji z tego jak sprytnie udało jej się przechytrzyć Ludkę, która właśnie odsłoniła swoją piękną buzię, rozbawiona zwierzęcymi odgłosami, które wydawała jej ukochana. To było o wiele lepsze niż przywracanie jej obrazu sobie w myślach. Ten kto powiedział, że siła wyobraźni może wszystko mógłby teraz oficjalnie possać Mini jajka. Oczywiście gdyby je miała. Bez takich tutaj. Ona była święcie przekonana, że wszystko co może zobaczyć i czego może doświadczyć jest o niebo lepsze niż senne marzenia na ich temat. No zresztą kto by odmówił sobie dajmy na to seksu, na rzecz samotnego siedzenia w łóżku i ślinienia się do obrazów, które pojawiałyby się w głowie. No halo, wyobraźnia nie przyprawi Cię o orgazm! No dobra, wróćmy jednak do meritum sprawy, bo już trochę zboczyłam w sensie dosłownym i w przenośni hehhes.
- O, ale czy ja powiedziałam, że ta pełnia szczęścia musi koniecznie nastąpić? Zresztą... Tutaj z Tobą też mi jest dobrze. I w ogóle to nie podoba mi się fakt, że poszłaś sobie ode mnie gdzieś łazić - fuknęła z miną pełną dezaprobaty dla przechadzającej się Liudviki. No jakby nie mogła po prostu grzecznie usiedzieć na dupsku i dalej się kleić do Mins. Jej by to w zupełności nie przeszkadzało. Lubiła tak sobie spędzać z nią czas, wdychać jej słodki zapas i głaszcząc po włosach.
- Powiedziałabym, że lubię patrzyć się w Twoje oczy i zastanawiać się jakiego są koloru zielonego, błękitnego, a może nawet brązowego czy w ogóle jakieś fioletowe, a potem dać Ci długiego, solidnego całusa żeby się dalej nad takimi bezsensownymi dywagacjami nie męczyć. Ale nie powiem, bo sobie poszłaś - pokręciła głową, udając obrażoną. Na jej usta wypełzł figlarny uśmiech, a sama splotła ręce i wyciągnęła do góry żeby wyprężyć się niczym kot. Lubiła się droczyć z Krukonką. Ogólnie lubiła to robić, ale z nią sprawiało jej to tym większą przyjemność, że słodka Lou robiąc swoje urocze minki zachodziła w głowę co by tu zrobić żeby się nie dać. Kiedy udawało jej się przekręcić samą mistrzynię przekrętów, Mins była jeszcze bardziej wniebowzięta, bo nie każdemu to się udawało przecież.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Wilno, Litwa
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 87
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 244
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6585-liudvika-stankeviciute#185242
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6587-ludwika#185383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6586-ludkowy-listonosz#185369




Gracz






PisanieTemat: Re: Obserwatorium astronomiczne   Sob Paź 12 2013, 09:49

I w ten właśnie sposób zostało nam wszystkim pokazane, jak ślizgońska szkoła życia oddziałuje na zupełnie bezbronne osoby. No bo przecież takie dobre dziecko jak Mini, poddane od samego urodzenia brutalnym lekcjom, utrudnianym jeszcze przez nienawiść ze strony brata, nie miało żadnych szans na obranie jakiejkolwiek innej drogi, a co za tym idzie, biernie chłonęło multum okropnych cech, codziennie podawanych jej na brudnym widelcu. Szkoda, oj szkoda, że tego typu karmienie rozpoczęło się tak wcześnie, kończąc się tak późno! Gdyby Villiersówna została wychowana choć trochę inaczej, to może rozkochałaby w sobie Ludkę jeszcze mocniej (o ile to w ogóle możliwe), a może nawet sama wreszcie poczułaby do niej coś więcej. Ale hej, to zawsze mogłoby pójść w zupełnie inną stronę. Przecież razem ze zmianą sytuacji w rodzinie Pani Wąż powinna się hipotetycznie wiązać zmiana jej charakteru. A co, jeśli stałaby się nieznośnie nudną, nieśmiałą panną? Albo gdyby w ogóle była tak sadystyczna, że zamiast Litwineczkę polubić, to usiłowałaby ją jak najmocniej okaleczyć? To na tyle straszne, że aż zastanawiam się, czy obecna sytuacja nie jest w miarę dobra. No bo w sumie dziewczyny darzyły się tą swoją dziwaczną sympatią, widywały się, tylko czasem narodziło się kilka ran, ale nie były one fizycznymi, a to zawsze lepsze niż ogromna nienawiść połączona z prawdziwym kłuciem, dźganiem, cięciem. Z drugiej strony to właśnie kłucie, dźganie i cięcie ciągle miało miejsce wewnątrz Lou, a celem tych zabiegów było jej biedne serduszko. Och, nie mam pojęcia, a tym bardziej nie ma go nasza blond bohaterka, która tak na dobrą sprawę powinna po prostu zerwać jakikolwiek kontakt z tą Ślizgonką, bowiem dotarcie z nią do szczęśliwego związku wymagało chyba ze stu lat studiowania psychologii klinicznej albo uświadomienia zainteresowanej tego, jak wspaniale jest dać się ponieść zakochaniu, zwłaszcza wtedy, kiedy ma się stuprocentową pewność, że ta druga osoba też jest zakochana po uszy. No i oba te rozwiązania były poza zasięgiem Stanki. Raz, nie miała aż stu lat na studiowanie, bo albo ona w tym czasie sobie zemrze, albo Mini, a to nawet nie jedyna okoliczność, która może zajść przez jeden, pełny wiek, a dwa, nie miała zielonego pojęcia jak uświadomić jej tą wspaniałość bycia z kimś. Tak na poważnie. Dlatego też - chcąc nie chcąc - tkwiła w tym swoim nie do końca pozytywnym położeniu, przylatując na każde zawołanie Minervy. Dawała się sobą bawić, dawała się wykorzystywać, dawała się ranić. A wszystko tylko po to, żeby ona gdzieś przypadkiem nie uciekła.
Ludwika znów chytrze przechytrzona, ale czy to coś nowego? Abstrahując od faktu, że ich cała relacja była jednym wielkim przechytrzeniem, to owe codzienne droczenia pełne były takich przebiegłych chwytów, które misternie układane plany Ludki rujnowały w maksymalnie dziesięć sekund. Gdyby to nasze osiemnastoletnie dziecko było troszkę bardziej asertywne i chytre, pewnie nie odpowiadałoby tym samym przez zupełny przypadek, a raczej poprzez własny zamysł. Bo przecież - jak to już mamy wspomniane - dziewczę od czasu do czasu wygrywało te ich bitwy na podstępy, zadowalając tym samym Villiersównę bardziej niż kiedykolwiek. Ach, szkoda że nie miała zielonego pojęcia, jak ona to w ogóle robi!
Krukonka wyszczerzyła się słodko, słysząc skargę swojej ukochanej. Jaka z niej wielka królewna, patrzcie państwo! Nie utrzyma jej siłą w miejscu, tylko będzie stała nieruchomo i czekała, aż przytulanka sama, posłusznie do niej wróci. Blondyneczka zaczęła powoli zataczać koło w swoim spacerku, kierując się już ostrożnie z powrotem w stronę Mins, słuchając tego "ładnego czegoś", o które poprosiła. I o ile wzmianka o wpatrywaniu się w oczy była dosyć zachęcająca, to perspektywa solidnego całusa sprawiła, że dziewczyna przyspieszyła kroku.
- Wracam, już wracam! - powiedziała rozbawiona, biorąc to jednak troszeczkę w swojej naiwności do serca. Nie żeby miała się już bać o swoje względy, no ale wątpliwość zdołała się pojawić. Dlatego też, ukrywając wszelkie sygnały, które jej oczęta mogły dać Mini i upewnić ją, że ciągle ma pełną władzę, Litwineczka przystanęła naprzeciwko niej w odległości jednego półkroku, dłonie nadal trzymała splecione za plecami, a bujając się w miejscu to w przód, to w tył, patrzyła w jej piwne patrzałki. Od razu można się było domyślić, czego chciała. Nawet przygryzła troszeczkę wargę, aczkolwiek na tyle, żeby młodsza od niej dziewczyna ledwie mogła dostrzec jakikolwiek ruch w rejonie ust.
Teraz miała krótką chwilę na dokładniejsze przyjrzenie się pannie, która praktycznie jednym ruchem dłoni wyjęła jej serce z piersi, chowając je gdzieś głęboko w kieszeniach i nie mając najmniejszego zamiaru go oddać.
Jej twarz przybrała w danej chwili wyraz ogromnego, arystokratycznego oburzenia, takiego, jakie zwykle pojawia się w stosunku do służącej nie wykonującej swoich poleceń, ale będącej na tyle zaufaną osobą, że nie ma się serca ukarać jej tak, jak to się naprawdę powinno zrobić. Ciemna grzywka opadała nieco na czoło, fragmentarycznie zasłaniając brwi, które - lekko ściągnięte - uwydatniały wspomniany przed chwilą wyraz całego lica ich właścicielki. Pod nimi błyszczało dwoje oczu, o kolorze zdradliwym niemalże tak bardzo, jak zdradliwą była heterochromia obserwatorki. Nie dało się opisać go typowym określeniem, jak na przykład zielone czy brązowe. Były mieszanką. Były piwne. Cera Mins jawiła się dziś jako troszkę bledsza niż zwykle, czyniąc jej ogólne rysy nieco delikatniejszymi, przy okazji tworząc też kontrast z jej ustami, dziś czerwieńszymi niż zazwyczaj. Lou popadła w błogie rozmarzenie, podziwiając sobie nieśmiało (a może właśnie bardzo śmiało?) wszelkie cechy wyglądu swojej towarzyszki, a ja chyba właśnie skończyłam lanie wody, które miało wydłużyć troszkę tego posta.
Wybacz jej, królewno Minervo!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 27
Skąd : Chicago
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 163
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 168
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5756-afra-cordelia-corvin
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5933-afra
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5757-lucas
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9867-afra-corvin




Gracz






PisanieTemat: Re: Obserwatorium astronomiczne   Czw Gru 12 2013, 17:54

Postawiła spotkać się z Gają. Dawno jej nie widziała, i zaskoczyła samą siebie, że chciałaby zobaczyć ją jeszcze przed nadejściem nowego roku... Tak, jakby już nie miała tutaj wrócić a to była jedyna okazja, aby porozmawiać. Choć pewnie nie będzie to szczególnie żywa rozmowa. Jak zawsze, Gaja jej będzie opowiadać co przeżyła, co ją spotkała i czego nowego się nauczyła. A Af w spokoju jej wysłucha, pokiwa głową i może doda coś od siebie. Lubiła słuchać, szczególnie ludzi, którzy z zapałem opowiadają o najzwyklejszych rzeczach. Pewnie w innych przypadkach, mruknęłaby coś kąśliwego pod nosem i odeszła. Kto to wie? Taka była. Dziw, że w ogóle wyszła z swojego gabinetu, w którym koczowała już jakiś czas... Dość długi, swoją drogą. Czasem wyjście i odetchnięcie świeżym powietrzem jest dobre, przynajmniej tak mówią inni. Każdy czasem musi odetchnąć, aby skóra nabrała nieco słońca. To chyba nie dotyczyło jej osoby. Blada jak ściana, jakby w jednym momencie miała się pod sobą zapaść.
Poprawiła kilka pasm włosów, które wychodziły z jej luźnego koka. Pozwoliła sobie na zdjęcie szaty i ubranie się tak, jak jej było najwygodniej. Dzisiejszy dzień, będzie dniem przełomowym. Najwyraźniej coś się zmieniło w jej nastawieniu, już samo pofatygowanie się w to miejsce było szczytem jej poprzednich możliwości. Nie wiedziała jeszcze dokładnie, jakie sprawy przybiorą obrót ale coś wierciło się w jej żołądku. To chyba znak, że powinna wyrzucić z siebie wiele rzeczy. Oczywiście, pewnie będzie to jednorazowy wybryk... Ale zawsze coś. Jeżeli miała choć odrobinę się odkryć, to właśnie przed tą kobietą. Chyba jedyna, która mogła spokojnie powiedzieć, że jest jej dobrą znajomą... To aż dziw, że kobieta wytrzymała z jej paskudnym charakterem. To musi być jakiś dar, który ktoś jej podarował.
Weszła do obserwatorium i ruszyła w dobrze sobie znanym kierunku. Nie uważała aby musiała pukać, dzwonić czy cokolwiek. Zapowiedziała się w liście.
Na jej bladych wargach wystąpił słaby uśmiech, jakby aura tego miejsca była kojąca dla jej potarganych myśli. Znajomy zapach i znajome widoki. Odetchnęła cicho i stuknęła raz palcami w drzwi, a więc posiada troszkę manier. Po chwili, nacisnęła na klamkę i weszła do gabinetu. Uśmiechnęła się szerzej, już bardziej jak ona i zamknęła z sobą drzwi.
-Gaja! Mam nadzieję, że masz przygotowane wino na specjalne okazje.-Powiedziała i rozejrzała się za kobietą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 32
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1365
Dodatkowo : opiekun Hufflepuffu
  Liczba postów : 456
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5775-gaja-claudia-glaber
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5776-milusinscy-gaji
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5777-papierki-profesor-glaber
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7188-gaja-claudia-glaber#204389




Gracz






PisanieTemat: Re: Obserwatorium astronomiczne   Sob Gru 14 2013, 19:03

Gaja w ten magiczny okres w czasie roku mogła spodziewać się wszystkiego, w końcu jak cuda to tylko w grudniu! Mogła wtedy swój nadmiar energii przeznaczyć na nic nie warte pierdoły, typu dekorowanie pierniczków, wróżenie z fusów, robienie łańcuchów niczym jakiś mugol z papieru czy wieszanie bombek na czymś, co miało przypominać choinkę, a tak na prawdę było tylko paroma gałązkami postawionymi w wazonie. Nie rozumiała jak można nie lubić tych wszystkich szpargałów stawianych w domu zaledwie na parę dni. W końcu gdyby nie one, na pewno wiele osób nie mogłoby spędzić choć chwili ze swoimi rodzicami czy przyjaciółmi, trudno byłoby wierzyć w bezinteresowną pomoc innym, dobroć ludzką, a dla tych bardziej pesymistycznych dodam, że nie mieliby tych 3 dni w kalendarzu, w których mogą się najeść, po czym poleżeć do góry brzuszkiem.
Tak więc Gaja w całej swojej radości nie spodziewając się nikogo, wyglądała dość uroczo. Mianowicie miała na sobie trochę za duży, ale za to bardzo ciepły sweter, świąteczne leginsy oraz bamboszki, które dostała w prezencie od ukochanych rodziców jeszcze rok temu. Tak, to właśni oni nauczyli ją przeżywać te parę dni w wyjątkowy sposób.
Afra weszła w chwili, gdy Glaber zawieszała ostatni sznur różnokolorowych lampek na framugach od drzwi. Oczywiście pomagała sobie różdżką, bo przecież z jej brakiem jakiekolwiek rozgarnięcia życiowego wchodzenie na drabinę mogłoby się źle skończyć.
- Witaj kochana - Przywitała ją, gdy tylko dostrzegła tę chudą piękność w swoim progu. Oczywiście wszystkiemu towarzyszył promienny uśmiech i zwykła ludzka życzliwość. Jeśli szukasz powodu dlaczego Afra właśnie przed Gają mogła się otworzyć, to chyba te cech są najlepszym powodem. W tych czasach ludzi takich jak nasza pani astronom jest garstka.
- Tak, jak zawsze pod półką z książkami. Nie przestrasz się tylko zbytnio, tam może być wszystko - Powiedziała, przypominając sobie, że ostatnio porządki nie są jej najmocniejszą stroną. Jak można jednak się dziwić, skoro w zimę gwiazdy na niebie pojawiają się o wiele wcześniej i po prostu nie można ich przegapić. To prawie tak, jakby zostawić swoje malutkie dzieci na pastwę złego. Niedopuszczalne.
- Za chwilkę do ciebie przyjdę, tylko schowam pudło świąteczne. Rozgość się - Powiedziała wesoło, rozglądając się za miliardem rzeczy, które powinna schować do kartonu, by czasem ich nie zniszczyć. Oczywiście zdajemy sobie obie sprawę, ze wcześniej czy później ona w całym swoim uroczym roztargnieniu i tak je zgubi/upuści/zniszczy/zapomni o nich (niepotrzebne skreślić). Tak więc po co to wszystko? Nawet ja tego nie rozumiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 27
Skąd : Chicago
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 163
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 168
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5756-afra-cordelia-corvin
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5933-afra
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5757-lucas
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9867-afra-corvin




Gracz






PisanieTemat: Re: Obserwatorium astronomiczne   Czw Gru 19 2013, 17:01

Dobra. Cuda, nie cuda. Z tym zwierzaniem nie przesadzajmy kochana... Aż tak bardzo źle z nią nie jest, musiałaby być kompletnie inną osobą. Po prostu powie więcej niż zawsze, może uda jej się wprawić w zakłopotanie Gajkę. Nie wygląda ale lubi zaskakiwać ludzi, choć pewnie tylko tych wybranych. W końcu nie wszyscy znajdują się w jej niewielkim kręgu zainteresowania.
Wciąż nie rozumiała zafascynowania kobiety tymi świętami, przecież to tylko kolejny kłopot na głowie... Jakieś stroiki, odpowiednie potrawy... Prezenty i cała ta reszta, widzisz? Nawet nie potrafiła tego wszystkiego wymienić. Jak ona w ogóle znalazła na to wszystko czas? Właśnie! W tym całym przedświątecznym okresie, ludzie są w ciągłym pośpiechu i stresie. A Af tego unikała... Nie lubiła stwarzać sobie kolejnych problemów. Ale lubiła to w Gaji, były całkowicie różne a jednak potrafiły się dogadać, jakoś. Nie lubiła monotonicznych rozmów, gdy coś się dzieje jest o wiele zabawniej. Kobiety łączyła jedynie praca, choć pewnie i w tym aspekcie znalazły by się spore różnice. Przykładowo: Afra nawet nie stara się w tym zawodzie... Nigdy nie ukrywała tego, że wzięła pierwszą wolną posadę. A Gaja? Wkładała wszystko w swoją pracę. No dobrze, przestań się nad tym zastanawiać, bo jeszcze dojdziesz do niepożądanych wniosków a jedyne co będziesz robić to pluć sobie w brodę, czego również nie robisz i tu pojawia się kolejny problem! Jak sama widzisz, najlepiej jak zostanie tak, jak jest.
Spojrzała na to cudo, które wieszała a jej brew powędrowała do góry.
-Widzę, że Ciebie również musiał dopaść ten szał?-Uniosła lekko kącik ust, jej "uśmiech" pewnie dla innych wydałby się kąśliwy, jednak Gaja doskonale wie, że jest naprawdę szczery. Jak na nią. Nie wymagajmy wiele od tego zera emocjonalnego. I tu musiała jej przyznać rację. Może panna Corvin potrzebuje właśnie takiej osoby? Tak właściwie, to czemu Gaja cały czas trzyma się po jej stronie? To ją nawet zastanawiało.
-Czy byłaś kiedyś w moim gabinecie?-Pytanie retoryczne, które ostatnio bardzo często zdarzało jej się mówić. Ruszyła w wyznaczonym kierunku, o dziwo, nie zapomniała gdzie co jest i praktycznie po kilku sekundach znalazła się przy odpowiedniej półce. Otworzyła ją i wyjęła wino, choć musi przyznać, że chwilę jej zajęło zanim dokopała się do czegoś porządnego... Chwyciła jeszcze jakieś dwa kielichy. Uśmiechnęła się do siebie i lekko opuściła ramiona. Tak, jakby aura i zapach tego miejsca działał na nią kojąco a wszystkie mięśnie, dotychczas spięte rozluźniły się... Aż dziwne, że czuła się dobrze w czyimś kącie.
-Gdybyś napisała wcześniej, może bym Ci pomogła...-Powiedziała i otworzyła jednym szybkim ruchem butelkę. Rozlała ciemny płyn do naczyń i odłożyła butelkę. Po chwili cicho prychnęła, co miało być jedynie cichym śmiechem. Ten pomysł z pomocą, brzmiał jeszcze gorzej jak go wypowiedziała na głos. Skinęła lekko głową na jej słowa i znalazła sobie miejsce, gdzieś między tymi wszystkimi rzeczami. Łohohoho, naprawdę był to jeden wielki szał z tymi świętami. Przyjrzała się kobiecie i upiła łyk z swojego naczynia.
-Może życzyłabyś sobie coś na święta?-Uniosła lekko brwi i przekrzywiła głowę w lewo, jak to miała gdy nad czymś się zastanawiała. Tak właściwie, nie widziała problemy w zrobieniu czegoś dla Cloudii. Tak, o wiele bardziej wolała jej drugie imię. Jako lepiej dla niej brzmiało.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 32
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1365
Dodatkowo : opiekun Hufflepuffu
  Liczba postów : 456
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5775-gaja-claudia-glaber
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5776-milusinscy-gaji
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5777-papierki-profesor-glaber
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7188-gaja-claudia-glaber#204389




Gracz






PisanieTemat: Re: Obserwatorium astronomiczne   Nie Gru 22 2013, 17:56

Święta i kłopot? Ona to widziała raczej jako coś, co może obchodzić, ale nie musi. Nie musi być miliard potraw czy świec na choince, liczy się sam klimat, gest. W końcu i tak w rodzinnym domu wszystko już będzie idealnie naszykowane, gdy pojedzie ich odwiedzić. W obserwatorium tworzyła jedynie coś, co miało dać jej poczucie nadchodzącej gwiazdki. Tak więc tam nie było miejsca na problemy. Wszystko miało być przyjemnością. Gdyby te bombki czy łańcuchy nie dawały jej tego, pewnie zamknęłaby się w komórce, unikając świąt niczym ognia.
Owszem, były całkowicie różne i pewnie właśnie to sprawiało, że w jakiś mniejszy czy większy sposób do siebie lgnęły. W końcu przeciwne się przyciąga, fizyka nie raz i nie dwa udowodniła to ludzkości. Tak więc nic dziwnego, ze ich podejście do pracy było diametralnie różne. Z resztą... Gdyby obie były nadgorliwe to w wyścigu szczurów, który panuje w każdej profesji po prostu by się nie odnalazły. Gdyby natomiast były obie niezaangażowane, to w końcu ktoś by się zorientował, że z ich lekcji uczniowie jedyne co mogliby wynosić to suchą herbatę i pewnie któraś by pożałowała. A ta to panuje symbioza, której nawet najczarniejsze myśli nie są w stanie zaburzyć.
- Nie inaczej. W końcu to tak ślicznie wygląda, że jakimś ogromnym nieporozumieniem byłoby tego nie zawiesić - Powiedziała wesoło, patrząc jak wszystkie ozdoby idealnie do siebie pasują. Wybierała je jeszcze, gdy jedynym światem Kim nie było dziecko i zawsze dało się ją wyciągnąć na świąteczne zakupy. Teraz jednak musiała obyć się wspomnieniami tamtej znajomości pozostawionymi w wspólnie nabytych przedmiotach, czy ludziach typu Clemens, którymi obie się otaczały i mogła z nich wyciągnąć najpiękniejsze chwile tamtych dni. Nie mogła jednak zapomnieć o tym, ze to co teraz powinno być priorytetem, dlatego Afrę na pewno trzymała równie głęboko w serduszku co wcześniej wymienione osoby. W końcu pani astronom po prostu była taka, że nie zastanawiała się nad tym czyją stronę trzyma ,a czyją powinna. To kim się otaczała było w jej przypadku bardzo naturalne, biorące się z potrzeby serca, które kazało jej obcować z ludźmi, który na swój specyficzny, ktoś mógłby powiedzieć, że wręcz dziecięcy sposób kochała.
- Chyba nie, choć wiesz jaką mam zawodną pamięć. Możliwe, choć czy to ważne? - Tak, zdecydowanie najwyższy czas, by Gajka zajęła się gościem. Afra jest w końcu ważniejsza niż jakieś tam bibeloty. Jak można jednak wcześniej przeczytać radziła sobie świetnie u panny Glaber, bez większej pomocy czy instrukcji. To wcale nie dlatego, że wszystko tam było logicznie poustawiane. Szybciej to kwestia przyzwyczajenia, która w jakiś sposób cieszyła Gajkę. W końcu jeśli zna się jakieś miejsce, to szybciej można się w nim odprężyć, poczuć bezpiecznie.
- Nie chciałam ci zawracać głowy, w końcu wszyscy nauczyciele przed świętami mają sporo na głowie. Oceny semestralne to istny koszmar. - W końcu Gaja nie postrzegała Afry jako nauczyciela który nic nie robi. Jej przyjaciółka po prostu nie poświęcała temu aż tyle czasu co Gaja. Glaber czasem nawet sądziła, że to pewnie kwestia jakiś zdolności, które jej bliska sercu dostała z gwiazd. Każdy w końcu ma jakieś swoje mocniejsze i słabsze strony. Gaja nie wyciągała na zewnątrz tych drugich, bo niby po co?
- Mi chyba już nic nie potrzeba. Spójrz wokół. Mam wszystko, co taka osóbka jak ja może sobie wymarzyć. - Spojrzała z zadowoleniem na kanapę, półkę z książkami i parę innych mebli. Nie można powiedzieć, że życie jej się nie udało. Miała więcej niż mogła sobie wymarzyć w młodości. A najważniejsze chyba w tym wszystkim było zadowolenie z tego, co robiła. Tak, zdecydowanie to mogło być źródłem jej pogody ducha.
- A ty masz coś już upatrzone pod choinkę? - Spojrzała na Gaję przypominają sobie, ze przecież mogłaby zadać jej jeszcze miliar pytań. Nie wiedziała od którego zacząć, cała ona. Dlatego to które wyszło z jej ust brzmiało nadzwyczaj normalnie. - I w ogóle jak ci minął ten semestr? Strasznie długo się nie widziałyśmy. Opowiadaj!

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Obserwatorium astronomiczne   

Powrót do góry Go down
 

Obserwatorium astronomiczne

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next

 Similar topics

-
» Obserwatorium
» Obserwatorium

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Tereny przy zamku
 :: 
blonia
-