IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Aleja mostów nad jeziorem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Anglia, Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1292
  Liczba postów : 1621
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5219-casper-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9145-nowy-poczatek-jest-koncem-czy-jeszcze-nie#256103
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9144-nowa-sowa#256102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7167-casper-villiers#204308




Gracz






PisanieTemat: Aleja mostów nad jeziorem   Pon 8 Lip 2013 - 12:47



Magiczne miejsce, które podobno zna każdy mieszkaniec wioski! Tutaj podobno Japończycy zwykli puszczać lampiony, a obok znajduje się przecież polana, na której można spotkać niesamowite zwierzęta. Wbrew pozorom aleja mostów nie jest miejscem przeznaczonym tylko dla zakochanych par. Tu przecież rozegrała się wielka kłótnia Japończyków, gdzie jedno i drugie stanęło na obydwu mostach i rozpoczęło walkę na zaklęcia. Jedno z nich niestety wpadło do wody. Dlatego ten fragment jeziora jest symbolem straty, przepadania.

Wrzuć monetę do jeziora, aby przekonać się czy Twoje przedsięwzięcie się powiedzie...
kostka parzysta - tak. Szczęście Ci dopisze własną historię.
kostka nieparzysta - nie. Niestety, ale los Ci nie dopisze szczęśliwego zakończenia.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Lincoln, USA
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 38
  Liczba postów : 79
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5903-danielle-blackwell
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10930-gdzie-pan-z-tym-kundlem-tutaj#298873




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja mostów nad jeziorem   Pon 8 Lip 2013 - 22:40

Pierwszy raz była tak daleko od domu. Na dodatek Azja to najmniej jej znany kontynent, który kojarzył jej się wyłącznie z kaczką po syczuańsku, daifuku z centrum handlowego i śmiesznymi reklamami. Na dodatek enigmatyczna kultura i odmienne zachowanie tutejszych wprawiało ją w konsternację - bo jak można czuć się swobodnie, gdy wychodząc ze sklepu towarzyszy ci sprzedawca i jeszcze kłania ci się za każdym razem gdy się obrócisz, czekając aż znikniesz mu z oczu. Okey, tego jeszcze nie załapała, choć przyswoiła już parę podstawowych zwrotów i zdecydowanie NIE oswoiła się z kuchnią. Jedyne co mogła zjeść bez nieprzyjemnego skurczu w okolicach żóładka to delikatny bulion cholera wie z czego. Bodajże czymś się zatruła, albo nie przystosowała się jeszcze do zmiany klimatu.
Pod wieczór przeszła się do ogrodów, aczkolwiek już na początku świat zrobił jej na złość a los spłatał figla - buty okazały się jakieś lewe, więc w połowie drogi musiała je zdjąć i zasuwać boso, przykładem miejscowych. I w sumie nie wyszło jej to na złe, mogłaby z ręką na sercu przyznać, że to nie najgorszy sposób.
Jedną z rzeczy jakie przypadły jej do gustu jeśli szło o pobyt tutaj, był spokój. Daleko tej wiosce było do tłocznego Londynu, a gdy zagłębiła się między labirynt mostów, nie spotkała nikogo przez imponująco długi okres czasu.
Przysiadła pod rozłożystą, kwitnącą na biało glicynią i na moment rozkjarzyła się przez lepko-słodki zapach. A potem ktoś mignął jej przed oczami i równowaga świata, tai chi, fluidy, feng "szuje" i inne jakkolwiek to się tam zowie, zostały naruszone.
-Huh?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 20
Skąd : Londyn; Anglia
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 18
  Liczba postów : 13
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6137-amanda-vippers#173997




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja mostów nad jeziorem   Pon 8 Lip 2013 - 22:53

Amanda lubiła Japonie! Takie kolorowe miejsce, tyle rzeczy do obejrzenia i powąchania. A najlepsi byli tutaj Ci ludzi. Tacy zabawni, wyrachowani i w ogóle, że hej. Dziewczyna szła szybko przed siebie z bananem na twarzy. Od ucha do ucha, jak się mówi. Była dzisiaj bardzo zadowolona. Związała sobie lekko grzywkę, ubrała białą koszulkę z kolorowym drukiem. Do tego założyła oczywiście różową spódniczkę. Założyła kokardki jakieś na głowę, dodała naszyjniki i bransoletki. Teraz szła, bez butów zadowolona z życia. Wtem ujrzała pewna dziewczynę. Przeszła szybko przed nią, a następnie usiadła obok niej z swoim uśmieszkiem na twarzy.
-Cześć! Jestem Amanda! A ty? Jakie masz śliczne włosy… Hi hi hi… Zabawne nie? Tyle tutaj ciekawych rzeczy, zupełnie innych niż w Londynie. A Ci ludzie! Eh… Uwielbiam Japonie. Jest tak kolorowo i wesoło. Najbardziej podobają mi się rybki. Robią chlup, chlup – przez cały czas swojego szczebiotania śmiała się. Patrzyła swoimi dużymi oczami na obcą zupełnie jej dziewczynę w najlepsze gadając, prawie jak z przyjaciółką. Podobało jej się to. Lubiła rozmawiać i poznawać ludzi. Eh! Co za życie. Takie wspaniałe – Jestem z Hufflepuff . A ty? Założę się, że tak czy siak musisz być strasznie zabawna! Lubię Ciebie, wiesz? O boże! Jak ja kocham z tobą rozmawiać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Lincoln, USA
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 38
  Liczba postów : 79
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5903-danielle-blackwell
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10930-gdzie-pan-z-tym-kundlem-tutaj#298873




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja mostów nad jeziorem   Pon 8 Lip 2013 - 23:05

W miarę monologu dziecka szczęścia, jakie uplasowało się obok i nawijało jak nakręcona katarynka, brwi Krukonkiunosiły się wyżej... wyżej. Zaraz uciekną, stop klatka, czekaj. O czym ona mówi?
-Ktoś dolał ci chyba czegoś do soku... eliksiru euforii... albo...
Niech to diabli, jak to właściwie sklasyfikować? Czy ta tutaj miała ze sobą jakiegoś opiekuna? Cokolwiek? Danielle rozejrzała się, uniosła na łokciu. Nie, pusto. Jeśli to jakieś zwidy, to było to bardzo zręczne szalbierstwo zakrawane na jej biedną, przepracowaną psychikę, która również posiadała limity i nie chłonęła wszystkiego jak popadło.
Podrapała się po policzku, potarła palcami brzeg trójkątnej, łagodnie zarysowanej szczęki. Cholera, co teraz zrobić z tym power flower?
-Taaak... rybki są okej.
Darowała sobie onomatopeję, uznała że krótkie podsumowanie wywodu nieznajomej o dźwiękach wydawanych przez stworzenia zamieszkujące jezioro jest wystarczające i nie wymaga uzupełnienia.
Uśmiechnęła się krzywo, ale szeroko, starając się ukryć niezdecydowanie; wewnętrzny weltschmerz między "Czy mam zawołać jakąś pomoc" a "Może być zabawnie" nadal wirował jej w głowie w rytmie cza-cza. I grał na kolorowych, kubańskich marakasach.
- Hufflepuff, powiadasz... no. To by naprawdę wiele tłumaczyło. Ile masz lat?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 20
Skąd : Londyn; Anglia
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 18
  Liczba postów : 13
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6137-amanda-vippers#173997




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja mostów nad jeziorem   Pon 8 Lip 2013 - 23:16

-Ile mam lat? Cóż to bardzo zabawne pytanie! Widzisz urodziłam się dwudziestego piątego lutego tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym siódmym. Czyli jeśli dobrze obliczymy to wyniknie, że mam szesnaście lat! Jeżeli patrzeć na rocznikowo to za niedługo siedemnaście. Bardzo fajnie, nie mogę się już doczekać tej magicznej liczby, jaka jest siedemnasta. Zresztą każda liczba jest taka… Inna, co prawda numerologia jest nudna, ale to wina nauczycieli! Nie wszyscy potrafią ciekawie uczyć, prawda? A ty ile masz lat? – wzięła wdech – Wiesz, pewnie dużo, bo w sumie wyglądasz na starszą ode mnie, ale nie bierz tego do siebie! Nie wyglądasz też staro. Tak na oko jesteś ode mnie o rok lub dwa lata starsza! Zabawnie nie? O boże, jakie masz piękne włosy – dotknęła jej włosów i zaczęła zaplatać mały warkoczyk – Ja z natury mam brązowe, ale były nudne. Dlatego rok temu pofarbowałam je sobie na wiśniowy. Moja mama była strasznie niezadowolona, ale trudno się mówi. Teraz wyglądam tak słodko, jak owoc! Czyż nie? Lubisz owoce? Ja zwłaszcza maliny i truskawki, są takie słodkie. Prawda? Jak ja uwielbiam się pytać. Można tyle się dowiedzieć, a ty jak uważasz? Ładnie tutaj, lubię to miejsce – widać coś brała, albo po prostu była androidem. Jej buźka nie zamykała się. Ciągle kłapała i kłapała od czasu do czasu też chichotała. Dziewczyna była zachwycona, że kogoś poznała, ale to zapewne już można było zauważyć. Amanda skończyła zaplątać jeden warkocz i zabrała się za drugi. Bardzo lubiła czesać komuś włosy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Lincoln, USA
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 38
  Liczba postów : 79
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5903-danielle-blackwell
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10930-gdzie-pan-z-tym-kundlem-tutaj#298873




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja mostów nad jeziorem   Wto 9 Lip 2013 - 0:28

Okej. Mogła w to uwierzyć, szesnaście lat. Wiek trudny, dorastanie i te rzeczy. Ale cholera, to na poważnie? Jak to możliwe, że to dziewczę w ogóle radzi sobie w życiu samodzielnie? A może ktoś ją tylko wkręca i zza najbliższych krzaków oleandra wyskoczą jacyś "przezabawni" Gryfoni? Tak czy inaczej, odetchnęłaby z ulgą.
Pozwoliła jej się zająć pleceniem warkoczy i głupot, zarówno pierwsze jak i drugie opanowała do mistrzostwa. Ale po jakimś czasie jej radosne szczebiotanie mijało się gdzieś z uszami blondynki, więc zamknęła oczy i oparła czoło na kolanach. Nie zamierzała być niemiła, zwłaszcza, że nieznajoma naprawdę mogła mieć coś nie halo z głową.
-Mam osiemnaście, na ten moment.
Przyznała, nie bardzo wiedząc, jak reagować na nawał tych nieistotnych, szczegółowych informacji. No cóż, nie miała lepszej alternatywy, a i nad wymówką nie chciało jej się myśleć. Więc została, dotrzymując towarzystwa dziwnej Puchonce. Z czymś takim jak żywo jeszcze się nie spotkała. I nie była jeszcze do końca pewna, jakie ma zdanie w tym temacie.
-A nazywasz się...?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 20
Skąd : Londyn; Anglia
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 18
  Liczba postów : 13
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6137-amanda-vippers#173997




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja mostów nad jeziorem   Wto 9 Lip 2013 - 9:53

-Masz osiemnaście! Jak słodko…. Pewnie bardzo się cieszyłaś, jak miałaś urodziny, co nie? Ja bym się cieszyła… Bo wiesz każda liczba jest magiczna. Ale chyba już o tym mówiłam! Nieważne. Zobacz, jaki śliczny robaczek – oderwała się od włosów i wskazała długiego oraz wijącego się robaka – Policzmy ile ma nóżek. Jeden, dwa… No weź się nie ruszaj! – zachichotała – Jakie ma te nóżki zgrabne! Prawie, jak twoje! Jakie masz ładne łydki, moje są nieco pulchniutkie. Ale moja mama mówi, że co z tego… W sumie prawda! Jakbym została gdzieś sama i nie miała, co bym jeść, to nie głodowałabym! – to był żart, miejmy nadzieję – Na imię mam Amanda. Prawda, że ładne. Chociaż ja bym wolała coś w stylu Cornelia! Albo Diana! To są takie piękne imiona, kojarzą mi się z księżniczkami i jakimiś damami. A tobie? Mam nadzieję, że też z czymś takim staroświeckim. Mój ojciec cieszy się, że jestem staroświecka, wiesz? Powiedział – tutaj Amanda zaczęła udawać gruby głos – Cieszę się, że nie będę miał twojego bobasa na głowie – powróciła – Zabawne nie? A ty jesteś staroświecka? Jak masz na imię? Pewnie jakieś ładniejsze ode mnie! Bo moje jest paskudne. Amanda… Co to w ogóle za imię jest? – zrobiła zasmuconą minę, ale po chwili ponownie się uśmiechała. Dla kogoś, kto ja pierwszy raz widzi, w sumie też dla Danielle, musiała wyglądać na cóż… chorą psychicznie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Lincoln, USA
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 38
  Liczba postów : 79
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5903-danielle-blackwell
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10930-gdzie-pan-z-tym-kundlem-tutaj#298873




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja mostów nad jeziorem   Wto 9 Lip 2013 - 11:00

Dobra, przełknęła jakoś porównanie do robaczka. I nie pocieszało wcale, że była od niego "trochę ładniejsza". Nie ważne.
Nie nosiła warkoczy, odkąd pierwszego września w wieku lat jedenastu rodzice puścili ją do Hogwartu. Tak, trochę czasu minęło, jakieś siedem lat. Nie żeby się w ich ciągu nudziła.
-Nie takie złe imię. Co chcesz od Amandy? To chyba nie jest ważne, jak się nazywasz, czy jakie masz nazwisko. To tylko etykietki, nie powiedzą, kim jesteś.
Przestała zwracać na podobne szczegóły uwagę już jakiś czas temu. W końcu jakie to ma znaczenie, czy wołają na Ciebie Eliza czy Kadma? Zmrużyła oczy cierpliwie, modląc się o cierpliwość i pogodę ducha, bo przy tej tutaj ciężko było zachować zarówno pierwsze jak i drugie. Danielle szybko się denerwowała, dlatego miała nadzieję, że po robaczkach i rybkach nie przejdą na analizowanie pchlich zwyczajów godowych, czy relacjonowaniu, jak dobierają się w pary tukany.
-Danielle, wszyscy mówią Danni. Krócej.
Owszem, można było odnieść wrażenie, jakoby Puchonka była co najmniej niezrównoważona. I nie chodziło już nawet o jej zachowanie, ale i wygląd zewnętrzny. Feeria ozdóbek we włosach, stricte dziecięcych, niedobrane kolory ubrań, nieskoordynowane, gwałtowne ruchy. No pięknie, pięknie jej przyszło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 20
Skąd : Londyn; Anglia
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 18
  Liczba postów : 13
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6137-amanda-vippers#173997




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja mostów nad jeziorem   Wto 9 Lip 2013 - 13:23

-Ale ładne! Danielle, Danni, Danielka, Danieczka, Dunieczka…. O boże! Można tyle wymyślić, czyż nie? Na pewno więcej by się dało radę. O zobacz! Motyl – dziewczyna patrzyła, jak małe białe coś przeleciało przed nimi i zniknęło po kilku minutach – Ale był śliczny! Wdziałaś te jego czółka? A skrzydełka? Och te barwy! Uwielbiam kolory, są takie przeróżne, a ty? Założę się, że też! Wyglądasz tak wesoło z warkoczykami! Tez bym chciała, ale moje się od razu psują, bo włosy mam kręcone. „Mówi się trudno i płyni się dalej. Rybka lubi płyywać, dopóki jest żyywa!”– zachichotała – To z filmu „Gdzie jest Nemo”. Zabawne nie? Uwielbiam Doris, która tam sobie pływa. Jest taka, niebieskaaaaaa!- ona oszalała, prawda? – Oglądałaś to? Bardzo fajne. Bardzo mi się podobały błazenki, a rekiny przerażały. Brrr… Nie lubię komputerowej wody, jest strasznie sztuczna, co nie?
Dziewczyna chichrała się, machała rączkami i swoimi włosami. Od czasu do czasu zabierała się za robienie warkoczyków nowej znajomej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Lincoln, USA
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 38
  Liczba postów : 79
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5903-danielle-blackwell
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10930-gdzie-pan-z-tym-kundlem-tutaj#298873




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja mostów nad jeziorem   Czw 11 Lip 2013 - 20:36

Przy "Dunieczce" schowała twarz w dłoniach; kiedyś nazwała ją tak jedna z tych najmniej lubianych, starych ciotek - po raz pierwszy i ostatni, bo jako dwunastolatka była wielce porywcza i obrażalska. Więc "Dunieczka" niewiele myśląc, przefarbowała ulubionego pudla Henrietty na soczyście czerwony kolor, za co przed parę następnych lat siostra ojca trzymała się od ich domu z daleka, powtarzając każdemu, że ta mała diablica to zło wcielone i ostateczne. Z tym mogła się jeszcze zgodzić.
-Prawdę mówiąc... nie. W ogóle nie oglądam takich filmów, ja wolę te akcji. Bękarty wojny obejrzałam ze trzy razy.
Zdało jej się, że przyciąga chyba same nieszczęścia i najdziwniejsze dziwności, skoro ktoś tego pokroju zaszedł w głowę, by zająć czas właśnie jej i właśnie tutaj. Cholera jasna, powoli zaczynała mieć wrażenie, że to ponad jej siły, i że dłużej nie zniesie paplaniny na tematy ogólnie oderwane od rzeczywistości i wypłukane z jakiegokolwiek sensu. Nawet tego pobocznego.
Rozczesała sobie włosy palcami, pozbywając się warkoczy i niechcianego wizerunku "podlotka", potem oparła się przedramieniem o pochyłe drzewo, po czym wstała, zerkając na boki, czy aby na pewno nikt nie siedzi w krzakach z kamerą i dyktafonem. Nobody. Okej, to znaczy, że ona tak na poważnie i chyba najwyższy czas się stąd zwijać.
-Fajnie było. Dowiedziałam się mnóstwa rzeczy, o których... tsh. Pojęcia nie miałam. To dobre określenie. Dzięki. Ale będę się już zbierała, ciemno się robi, te sprawy.
Nie chciała sprawiać jej przykrości, więc starała się ubrać to w jak najsubtelniejsze słowa. Uśmiechnęła się nawet czarująco, niemal protekcjonalnie, po czym pomachała jej jakoś tak niezaradnie i obróciła się szybko na pięcie.
-Trzymaj się, do... kiedyś tam. Właśnie.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Kanada, Hamilton
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 279
  Liczba postów : 420
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5479-river-quayle#159453
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5482-indianski-wigwam-riverka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5483-rzekowa-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7165-river-quayle#204302




Administrator






PisanieTemat: Re: Aleja mostów nad jeziorem   Sob 20 Lip 2013 - 1:04

To były póki co naprawdę udane wakacje. Domek, to że trafił do niego z Madison, Tedem, Filipem i Marc tak naprawdę tylko podkreślał dopasowanie ów wyjazdu. Oczywiście mógłby tylko znaleźć sobie nieco więcej rozrywek, ot przywalić komuś, albo spróbować jakichś wyścigów. I naprawdę żałował, że nie wybrał się na tamtą wycieczkę na górę Fudżi. Och, już on by tam rozgromił tych szalonych japońskich kanibali! No nic. Całe szczęście, że chociaż załapał się na picie tych magicznych i jakże tajemniczych eliksirów. Ba, ten, który on sam wylosował, spodobał mu się na tyle, że zaczął od razu gorączkowo rozmyślać nad tym, po pierwsze, jak mógł się nazywać, a następnie, jakie były do niego potrzebne składniki. Może zamiast częstować swoimi indiańskimi ziółkami zacznie handlować eliksirami euforii? Kolejny pomysł na biznes życia, tylko, że z miksturami to już istnieje pewna konkurencja na rynku Hogwartu. Chyba jednak zostanie przy ziołach.
Tego dnia, River wystrojony naprawdę zwyczajnie jak na niego (jeansy sięgające za kolana, szalona, koralowa koszula w liściaste wzory, pięćset koralików na nadgarstkach, na szyi, a nawet w koku na czubku głowy, takie tam, zwykłe Riverowe klimaty), wskoczył na miotłę, udając się na podróż po Sakurze. Prawdę powiedziawszy cholernie długo już nie miał okazji wzbić się w powietrze, a nie wspomniawszy już o bludgerowym laniu się z kimś. W obawie, że jeszcze zapomni jak się lata, zabrał swoją miotłę i z nią ruszył na podbój okolicy. W pokoju zostawił jednak karteczkę dla Madison, która to pewnie gdzieś szlajała się z Tedem, bo to teraz niemal bbf wszakże są, by gdy wróci, wpadła nad jezioro. Co więcej, na ów notatce narysował jej nawet super mapkę, co by na pewno nie zabłądziła! Chociaż River dzielił z Madison pokój, to mimo wszystko nie miał za wiele okazji na długie pogaduszki z blondynką. W domku mieszkały też inne osoby, więc wolne chwile częściej spędzali w całej grupie, a na dodatek Mads ostatnio rozbijała się wiecznie ranna po lecznicach. A to przez wycieczkę, a to przez animaga (jestem pewna, że Riverek za każdym razem robił jej ziółka, które od razu ją uzdrawiały!). Niestety tym samym więc chłopak nie proponował jej gry w bludgera, co by nie nabawiła się kolejnych siniaków.
Wzbił się w powietrze przelatując nad wszystkimi domkami mieszkalnymi, oraz wspólnymi, kierując się w stronę góry, a dokładniej, jeziora, które przy niej się rozciągało. Nim stanął na ziemi, wykonał kilka szalonych kółek dookoła jeziora, tuż nad jego taflą, gnając, jakby dopiero co brał udział w wyścigach. Heh, trzeba ćwiczyć to może wygra kolejne! Wylądował gwałtownie dopiero po jakimś czasie, perfekcyjnie zatrzymując się na pobliskim mostku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Kanada, Trois-Rivières
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1827
Dodatkowo : metamorfomagia, rezerwowy pałkarz
  Liczba postów : 707
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5525-madison-chloe-richelieu#160262
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5529-pancake-karma-is-coming-after-you#160278
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5528-madisonowa-sowa#160270
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7198-madison-richelieu




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja mostów nad jeziorem   Sob 20 Lip 2013 - 13:38

Wprost niesamowite było to, jak bardzo te wakacje odbiegały od wyobrażeń Richelieu. Spodziewała się, że całą ekipą będą szaleć całymi dniami, chodzić się kąpać w jeziorze, śmigać po okolicy na swoich miotełkach, zażerać się orientalnym jedzonkiem i puszczać wieczorami lampiony czy coś, a tu proszę, owemu wyjazdowi daleko było do spokojnego. Przynajmniej dla Madison, która w przeciwieństwie do Rivera miała aż zanadto rozrywek i wracała do domku z coraz to dziwniejszymi obrażeniami. Jak nie prawie rozbity nos po origami albo cała zabandażowana głowa po wycieczce w góry, to krwawa miazga zamiast nogi po aferze przed festynem, normalnie biła wszelkie rekordy, aż strach pomyśleć co będzie następne. Urocze było to, że wszyscy w kanadyjskim domku troskliwie się nią zajmowali, nawet Teddra, po której by się tego w życiu nie spodziewała, więc dziewczyna nie miała na co narzekać, chociaż oczywiście wakacje w roli ofiary losu i ostatniej łamagi nie były w jej planach. A co do festynowych eliksirów, te, które wylosowali, były naprawdę spoko, ale jednak po indiańskich mieszankach ziółek nie występowały dziwne efekty uboczne jak łapanie wszystkich dookoła za nosy, więc ziółka wydają się być lepszą opcją i Riverek powinien zostać zdecydowanie przy nich!
Dalej nie mogę się nadziwić temu, że na festyn Mads wystroiła się w króciutkie szorty, zapominając całkowicie o swoich poranionych nogach, które wprawiały wszystkich w osłupienie. Ale co tam, taki drobny szczegół, łatwo przeoczyć! Tym razem również miała odsłonięte nogi, wszak słoneczko pięknie grzało, a ona już miała nogi całe i zdrowe, więc ubrała luźną koszulkę i szorty w dżunglowe printy, wręcz idealne na wakacje. Na jej nadgarstku znajdowało się kilka rzemyków i zielona bransoletka, co pewnie prezentowało się dość ubogo z całą serią Riverowych koralików, ale co tam, najwyżej znowu przyozdobi jej szyję jednym ze swoich sznurów ozdóbek, tak jak ostatnim razem! Richelieu uśmiechnęła się sama do siebie, gdy po powrocie z następnej szalonej wyprawy po wiosce znalazła karteczkę z notatką i śliczną mapką, po czym niewiele czekając udała się zgodnie z instrukcjami nad jezioro. Ta mała ilość wyczerpujących rozmów, czy to z Indianinem, czy z Marc była następnym zaskakującym aspektem ich wyjazdu, przecież mieszkali wszyscy razem, a dziewczyna cały czas miała wrażenie, że ma tyyyyyle do obgadania, tylko wciąż brakuje im czasu albo odpowiedniej okazji. Wszak nawet nie porozmawiali o tygodniowym powrocie Fifiego do domu, a przecież był ich współlokatorem! Chociaż pewnie większość wspólnych chwil Madison spędzała chillując, bo po jej ostatnich przygodach wieczory spędzała dość w emerycki sposób, piła herbatkę i grała w karty albo walczyła z origami, po postanowiła, że wyjeżdżając z Japonii będzie w stanie złożyć latającego żurawia, no i pewnie dzielnie się kurując przy pomocy Riverkowych ziółek, który kochany jej dzielnie szykował!
Nie byli umówieni na konkretną godzinę, więc gdy Richelieu pojawiła się na mostku, przez kilka chwil oglądała jeszcze śmigającego nad jeziorem Indianina, opierając się o barierkę i dalej walcząc zawzięcie z arkuszem papieru, który od rana był jej ofiarą i oczywiście miał wyewoluować w pięknego ptaka na miarę tych składanych przez starą złośliwą Japonkę w sali o wyjątkowo zdradliwej i śliskiej podłodze. Kiedy Quayle wylądował nieopodal, od razu ruszyła w jego kierunku.
- Ładniutkie miejsce znalazłeś, ale dobrze, że zostawiłeś mapkę, bo nie wiem czy bym trafiła tak szybko. O, i patrz, idzie mi coraz lepiej! - powiedziała pogodnie, machając dumnie żurawiem, który wyglądał w miarę porządnie, tylko miał trochę krzywe skrzydło, po czym uściskała Riverka i pocałowała go uroczo na powitanie, jak na przykładną dziewczynę przystało. - Słyszałeś, że Filip nie będzie mógł grać w najbliższym meczu? I że podobno nie będzie już wracał do Japonii po tym jak go odesłali? - zapytała po chwili, ujmując jego łapkę i ciągnąc go gdzieś tam, żeby sobie usiedli i porozmawiali o tych wszystkich dziwnych sprawach, które ostatnio ich spotykały.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Kanada, Hamilton
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 279
  Liczba postów : 420
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5479-river-quayle#159453
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5482-indianski-wigwam-riverka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5483-rzekowa-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7165-river-quayle#204302




Administrator






PisanieTemat: Re: Aleja mostów nad jeziorem   Sob 20 Lip 2013 - 14:24

Doprawdy, byłoby skandaliczne, gdyby przez cały pobyt w Japonii, gdzie dzieli ze sobą sypialnię, nie mieli okazji na jakieś większe pogawędki! Kto by pomyślał, że wakacje potrafią być aż do tego stopnia pochłaniające? A co z tymi, które to leniwie powinno się spędzać leżąc plackiem na plaży i nie robiąc absolutnie nic? Właściwie, może to był sposób dyrektora na to, by uczniowie zapomnieli o wydarzeniach z balu? Wszakże mając tyle zajęć ciężko było znaleźć chwilę dla siebie, a co dopiero na zastanawianie się o tym, dlaczego banda wilkołaków napadła na Hogwart! Z drugiej strony nic nie robienie na wakacjach też nie było w stylu szalonego Indianina. Również tą część wakacji, którą spędzał w domu, nie mógł zaliczyć do spokojnych. No ale kto by się spodziewał, że w domu gdzie mieszka czterech szalonych braci może być w ogóle jako tako grzecznie?
- To pewnie jeden z moich licznych indiańskich talentów, do wyszukiwania najlepszych miejscówek w okolicy. Co prawda nie ma tu wina, nie widzę też za wiele przydatnych ziółek, no ale jest jezioro i super ekstra romantyczne mostki - stwierdził absolutnie zgadzając się z Madison, że znalazł super miejsce na spotkanie. Ba, zawsze przecież takie znajdował! Opuszczone klasy to to może nie były, ale myślę, iż mimo wszystko nie było najgorzej. - Brawo, brawo, nasza przyszłość w Japonii jako zawodowi składacze origami nie jest jeszcze przekreślona! - Zawołał wesoło widząc prawie udanego żurawia Madison. Oczywiście w ramach gratulacji, albo i przywitania, albo po prostu dlatego, że chciał, dał jej słodkiego buziaka. Kiedy usłyszał o Filipie jego uśmieszek na chwilę znikł, a zamiast tego nieco spochmurniał. To jednak była pewna spora strata dla drużyny, jakiekolwiek zmiany w wybranym składzie mogły zaważyć na ich wygranej, a przecież przyjechali tu, żeby rozgromić Australijczyków i Anglików!
- Jaki to jest lamus, no ja nie wierzę po prostu - powiedział wykonując przy tym jeszcze głośnie pacnięcie się otwartą dłonią w czoło, bo po prostu nie wierzył, że ten dziad dał się tak złapać i teraz miał nie grać, a do tego zrobiło się im wolne miejsce w pokoju (chociaż to akurat nie było aż takie straszne, heh!). - Pojadę do Kanady i mu skopię tyłek, że się tak złapać, no nieno, jak przegramy to na pewno przez niego - zaczął jeszcze trochę dramatyzować i marudzić, co by wyraźnie podkreślić jak mu się nie podoba, że Stone nie będzie w najbliższym meczu grać. Na pewno mu przywali, szczególnie, że ten mieszka na tej samej dzielni, odwiedzi go więc, jak tylko wróci do Kanady. Złoty plan. - Niech lepiej zaniesie jakiś wieniec dyrektorkowi, to może złagodnieje - kontynuował swój słowotok, rozważając, czy jednak ich ziomka nie dałoby się mimo wszystko wkręcić na najbliższy mecz. W pewnym momencie jednak przeniósł wzrok z tych pięknych terenów, na Madison, jakby sobie dopiero teraz przypominając, że wcale lepsza od ich przyjaciela nie jest.
- Hej, Ciebie też mogli wywalić po tym co Ted gadał. Madison, agresywna dziewczyno, pewnie to wszystko było zamierzone i chciałaś uciec stąd z Filipem - skrzyżował ręce wysnuwając tak niepoważne wnioski, tak naprawdę będąc ciekaw co blondynka mogłaby mu powiedzieć o tamtych wydarzeniach z Filipową laską. Co to się działo, co to za straszne dramy! Jak dobrze, że on miał tak pięknie ułożone życie, a jeśli z kimś się bił to przeważnie bez powodu!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Kanada, Trois-Rivières
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1827
Dodatkowo : metamorfomagia, rezerwowy pałkarz
  Liczba postów : 707
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5525-madison-chloe-richelieu#160262
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5529-pancake-karma-is-coming-after-you#160278
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5528-madisonowa-sowa#160270
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7198-madison-richelieu




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja mostów nad jeziorem   Sob 20 Lip 2013 - 17:38

Hmm a może wakacje w Japonii miały zrównoważyć czas spędzony wcześniej w domu? To by mogło mieć sens, skoro River wakacje spędzane w Kanadzie miał szalone, a teraz w Japonii omijały go dziwne przygody, a Madison miała zupełnie na odwrót – pierwsze chwile wynudziła się w rodzinnym domu, bo w końcu nie miała ani rodzeństwa, ani nawet żadnego zwierzaka, a okolica nie była zbyt rozrywkowa, ale za to na wyjeździe szkolnym na każdym kroku coś się działo!
- Kurczę, wy, Indianie, jesteście takimi multitalentami, że po prostu wygrałam życie, wiążąc się z Tobą – zaśmiała się, chociaż to była w stu procentach prawda i ci Indianie naprawdę byli wybitnie uzdolnieni na wszystkich płaszczyznach! - Och dziękuję, dziękuję, starałam się. – ukłoniła się, po czym żeby zakończyć eksperyment z najnowszym dziełem origami, rzuciła na niego zaklęcie „di siki”. Przez chwilę żuraw krążył nad ich głowami, ale niestety już w następnej sekundzie wleciał prosto do wody i zakończył swój żywot, co Richelieu skwitowała smutną minką i mruknięciem „no cóż, może następnym razem”. Wtedy spojrzała ponownie na Rivera, który nie miał zbytnio zadowolonego wyrazu twarzy, ale to już z pewnością nie było podyktowane przez papierowego zwierzaka.
- Podobno naburczał na jakiegoś nauczyciela i go szturchnął czy coś takiego. Wyobrażasz to sobie? Filip? To do niego takie niepodobne! – stwierdziła, dalej średnio sobie mogąc wyobrazić taką sytuację. Rozumiała jego gniew, rozumiała jego bójkę z tamtym chłopakiem, ale żeby ruszać na nauczyciela? – No co Ty, nie przegramy przecież! – oburzyła się nieco, nie dopuszczając do siebie nawet innej opcji. Bo jak to, przecież wszyscy wiedzieli, że ich drużyna była najlepsza, udowodnił to nawet łączony trening z Australijczykami, którzy nie potrafili nawet grać w zbijaka, nie mówiąc o Quidditchu! Chociaż jakby nie patrzeć, River i Fifi lali się już tyle razy dla rozrywki, że jeden raz w tą czy w tą nie zrobiłby nikomu żadnej różnicy! – Nie wiem o kogo chodziło, ale to raczej nie dyrektora trzeba przykupywać. – oznajmiła smutno, burząc tym samym pomysł chłopaka na ugłaskanie dyrektora wieńcem.
- O nie, przejrzałeś moje niecne zamiary! Pozazdrościłam mu licznej rodziny i chciałam do niej dołączyć! Ale tak na serio to eee no wiesz to nie zostało wszystko dobrze przedstawione! Nie nie nie, ja wcale nie jestem agresywna! – zaprotestowała, kiedy powrócił do niej temat dramy, o której Ted wspomniała na festynie, a którą River po eliksirze euforii uznał za super śmieszną historię. – To wszystko strasznie głupio wyszło. Ja na nią nasłałam ptaszki, ale przecież coś takiego robią nawet dzieciaki, to nie jest avada czy coś. Potem ją jeszcze zterramoravantisowałam, ale ona się zaczęła dusić, bo sama na siebie rzuciła języlep, to naprawdę nie byłam ja. Straaaasznie głupio to wyszło, wiem, nie poszłabym tam z Teddem drugi raz. Zrobiła z siebie ofiarę, nie broniła się ani nic, więc się wycofałyśmy, bo przecież nie chodziło o znęcanie się ani żadną rzeź, takich rzeczy się po prostu nie robi, nie? Nie komuś, kto ją traktował jak księżniczkę i wielbił bezwarunkowo, nie komuś tak dobremu. Rozumiesz, prawda? Jesteś na mnie zły? – paplała coraz szybciej, wyrzucając z siebie słowa trochę w chaotyczny sposób, ściskając kurczowo Riverkową rękę i wbijając w niego spojrzenie, jakby się spodziewała, że zaraz powie coś strasznego i od niej ucieknie, bo jest jakimś agresorem i sadystą czy coś. - Tylko ona najwyraźniej jest animagiem, jak już prawie byłyśmy na zewnątrz, a ona się na nas rzuciła, myślałam, że mnie rozszarpie albo przynajmniej odgryzie nogi, na serio, to ona jest niebezpieczna nie ja. – dodała jeszcze na zakończenie, jakby to, że Laila odegrała się na niej jeszcze gorzej, miało wybielić jej czyny. O nie, w ten oto sposób ta urocza dwójeczka ma następną poważną rozmowę! Szkoda tylko, że w porównaniu z tą pierwszą, nie ma szansy za bycie przyjemną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Kanada, Hamilton
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 279
  Liczba postów : 420
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5479-river-quayle#159453
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5482-indianski-wigwam-riverka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5483-rzekowa-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7165-river-quayle#204302




Administrator






PisanieTemat: Re: Aleja mostów nad jeziorem   Pon 22 Lip 2013 - 1:19

- No wiesz, skromność jest przereklamowana, więc nie będę zaprzeczać - machnął luzacko dłonią, jednocześnie potwierdzając, że owszem, Mads wygrała życie się z nim wiążąc. Pewnie powinien był po jej słowach złapać ją za dłonie i drżącym głosem rzec, iż to on niesamowicie wygrał w chwili, gdy zgodziła się z nim być, ale jak wiadomo był z niego taki romantyk stulecia, że wolał przyznać, że to ona była tu główną zwyciężczynią, a on najlepszą z możliwych nagród. Chociaż wcale nie znaczy, iż tak myślał. Prawdę powiedziawszy naprawdę sądził, że wiążąc się z blondynką trafił niemal nieco nieprawdopodobnie. Przecież on, jako największy amant z Kanady, miał wcześniej może aż jedną dziewczynę! Czasem zdarzało mu się zastanawiać jak stało się, że Mads serio się z nim związała, szczególnie, że zaproponował jej to tak, jakby mówił o wspólnym chodzeniu na bludgera. Chyba dał jej wówczas jakąś mocniejszą mieszankę swoich ziółek, która ją otępiła. Naprawdę.
Początkowo River bardzo uważnie obserwował tego nieszczęsnego papierowego ptaka, którego żywot zakończył się, gdy tylko zbliżył się do tafli jeziora.
- To ten profesorek miał metr pięćdziesiąt, że Filip tak sobie odważnie go szturchał? - Zapytał całkiem rozbawiony wizją swojego ziomka, który podbija do jakiegoś nauczyciela i przywala mu z bara. Szczególnie, że tym ziomkiem był Filip, któremu Riverek już nie raz troszkę, ot tak w ramach sympatii, uroczo wlał. Westchnął jedynie na słowa, iż wręczanie kwiatów dyrkowi nic nie da. A już sobie wyobraził, jak Stone wręcza staremu Garethowi wielki bukiet lilii, czy tam tulipanów. Cała jego wizja legła w gruzach! - Szkoda, ponoć ich dyrektor lubi młodych chłopaczków, bo wybiera na prefektów samych pogromców serc. Pewnie ich podgląda w tej łazience prefów, gdzie była pierwsza impreza. Znaczy, wiem, że jemu daleko do pogromcy, no ale może w duecie z bukietem kwiatów zmiękczyłby serce staruszka? - Aż się zagalopował w swoim gadaniu, wysuwając te dość szalone teorie, jednocześnie zdejmując jedną z bransoletek i bawiąc się koralikami w niej. Oczywiście wygłaszał to z ogromną powagą, zerkając tylko na reakcje Mads, czy może podziela jego wyjątkowe spostrzeżenia, które bez dwóch zdań, były trafne! Szybko jednak przerwał gadanie o tych błahych rzeczach, gdyż panna Richelieu zaczęła sporo mówić na temat wydarzenia z Lailą w roli głównej. Chłopak nawet tak się zasłuchał, że wygodnie oparł się o barierkę, wbijając wzrok w blondynkę, a co by go nie pokusiło, by jej przerwać, zaczął gryźć swoje drewniane koraliki.
Gdy padło pytanie, czy jest może zły na nią, za dłoń, którą cały czas go trzymała, przyciągnął ją do siebie, obejmując ją w pasie i dając jej delikatnego buziaka w mały nosek.
- Trzeba było dać znać, żebym do ziółek na rany zrobił Ci też takie na uspokojenie - rzekł troskliwym, acz niezupełnie poważnym tonem. Właściwie zaskoczyła go tamta historia, miał blondynkę za osobę nieco bardziej spokojną, czy też zdystansowaną. Zupełnie nie dziwiło go, że Ted poszedł przywalić tej lasce, ale już znaczniej, że Mads rzucała na nią jakieś szalone zaklęcia. - Na bogów, parę razy złamałem nosy własnym braciom, kiedy przywaliłem im tylko za to, że powiedzieli coś idiotycznego, naprawdę byłbym strasznym hipokrytą oceniając teraz Ciebie. Chociaż dla pewności będę Ci dolewać ziółka do herbatki, żebyś mnie nie zavadowała - rzekł to wszystko rzeczywiście dość szczerze, bo owszem, zdarzało mu się trochę niechcący uszkadzać swych biednych braciszków, czego potem odrobinę się wstydził, bo to nic chwalebnego na pewno nie było. Klasyczny narwaniec.
- Ładnie Cię proszę, nie chodź więcej pojedynkować się beze mnie, bo nie chcę mieć więcej okazji do dawania Ci leków na rany, poza tym, to tyle frajdy! Czemu ten Filip nie chciał żebym wlał temu fagasowi? Mnie by nie przyłapał nauczyciel, albo przynajmniej nie próbowałbym go szturchać - powiedział delikatnie ujmując jej podbródek i uważnie na nią spoglądając. I chociaż swą wypowiedź rzeczywiście zaczął dość poważnie, to jednak pod koniec jak zwykle się trochę za bardzo rozgadał, pewnie burząc tą jakże podniosłą atmosferę. Życie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Aleja mostów nad jeziorem   

Powrót do góry Go down
 

Aleja mostów nad jeziorem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Rozłożyste drzewo nad jeziorem
» Aleja Kwitnących Wiśni
» Chatka nad jeziorem
» Pomost, na północnym krańcu jeziora
» Nad Jeziorem

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
reszta świata
 :: 
japonia
 :: 
Jezioro Kawaguchi
-