IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Ogromny pomost nad jeziorem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Anglia, Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1292
  Liczba postów : 1621
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5219-casper-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9145-nowy-poczatek-jest-koncem-czy-jeszcze-nie#256103
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9144-nowa-sowa#256102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7167-casper-villiers#204308




Gracz






PisanieTemat: Ogromny pomost nad jeziorem   Sro Lip 10 2013, 20:32



Tu przesiadują wszyscy, którzy chcą odbyć jakąś rozmowę i potrzebują klimatu i groźby, że zaraz wrzucą Cię do wody.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28895
  Liczba postów : 36466
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Ogromny pomost nad jeziorem   Pią Lip 12 2013, 00:18

Podobno młodzież nie przepada za tym mostem, bo często przesiadują tu starsi Japończycy ze swoimi wnuczętami, więc nawet nie można skorzystać z dobrodziejstw, którymi natura obdarzyła dziewczynkę i chłopca, o alkoholu w ogóle czasem trzeba zapomnieć, a ogólnie to jak w habicie tu przyjedziesz to może Cię nie wyrzucą!
Inaczej ma się już sprawa z personelem Hogwartu, który chętnie tu przychodzi, żeby zaczerpnąć świeżości. Tak, żeby poczuć pełnię lata, gdzie nie trzeba wypatrywać czy któraś panna już nie chodzi ze sporym wybrzuszeniem i kartką: 'za 9 miesięcy wszystko stanie się jasne'. Wiadomo, że Japonia była wspaniałym krajem, który za wróżbami skoczyłby w ogień, ale... Ale jednak takie przepowiednie lepiej, żeby sobie niektórzy darowali.
Z pewnością właśnie przed takimi tematami uciekała szkolna pielęgniarka, która na ten pomost szła z nie wiadomych przyczyn z koszem w ręce, a co tam było? Liczymy, że Robin Schetbatsky nie zawiedzie nas ze swoją opinią twórczą, a Archibald Blythe jej pomoże jeśli nie w niesieniu kosza to... W ratowaniu Japończyka, który chyba zaczął się topić! O zgrozo! Przecież wszyscy wiedzą, że tu jest głęboko! Co robić?

Archibald, zaczynasz!
* kostka parzysta - rzucasz się do wody i udaje Ci się wyciągnąć staruszka z wody
* kostka nieparzysta - coś słabo Ci idzie wyciągnie staruszka z wody i sam zaczynasz się w wodzie szamotać. Może Robin Ci pomoże?

ROBIN!
Jeśli Archibald uratuje staruszka, to Ty mu udzielasz pierwszej pomocy!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 0
Dodatkowo : animag (irbis), teleportacja
  Liczba postów : 1637
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5138-laila-howett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5139-laikowo-3
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5141-laikowe-papierki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7169-laila-howett#204311




Gracz






PisanieTemat: Re: Ogromny pomost nad jeziorem   Pią Lip 12 2013, 01:10

Howett po przeczytaniu ostatniego listu była zmuszona wreszcie podnieść się z łóżka i po cichu odnaleźć jakieś ubrania tak, aby nie obudzić Rainiera. Wylosowali dwójkę. Pozdrawiają z Japonii. Laila ziewając siedziała teraz przy domku zastanawiając się czy rzeczywiście chce tam iść. Jezioro było gdzieś tam dalej, a ona nie chciała pojawiać się nigdzie po zmroku. Ścisnęła mocniej różdżkę. Zabroniono im wychodzić z domków po dwudziestej drugiej, ale... Ale może powie, że po prostu musiała kogoś znaleźć i musiała się zapuścić w nieznane tereny? A jeśli będzie miała kłopoty, to najwyżej wróci do domu. Nikt nie będzie płakał. Poczuje się uwolniona i chętnie posłucha krzyku matki, który mniej więcej brzmiałby tak: "Boże, jak mogłaś. Ja w twoim wieku kładłam się spać o siódmej wieczorem i jeszcze mi czytano bajki. A Ty szlajasz się gdzieś o drugiej i nawet nie dajesz sobie wytłumaczyć, że popełniasz błędy. Jak ja Cię wychowałam?!". I tak dalej, i tak dalej, i tak dalej.
Howett idąc w tamtą stronę miała wrażenie, że zaraz się zwróci. Ostatnim co chciała teraz zaliczyć to kolejną kłótnię z Charles'em, który chyba za punkt do zdobycia obrał sobie zdenerwowanie jej. Zacisnęła pięści wsuwając je w kieszenie bluzy i starała się nie myśleć o tym... Wszystkim. Co ją ciągnęło do idiotów? Masakra. Podziwiać ich nie było za co, chamscy byli, a jeszcze potem nieczysto grali, a ona musiała to znosić. No pozdrawiamy. Howett rzeczywiście chyba zwariuje.
Idąc do jeziora chyba zrozumiała, że powinna się zwrócić. Dlatego zatrzymała się bez powodu na drodze i stała tak przez kilka minut zastanawiając się jak uciec i potem wyjaśnić mu, że po prostu jest idiotą, którego nie chciała widzieć. W sumie słaba wymówka. Było ciemno, więc widoczność i tak ograniczona. Acz coś ją popchnęło by jednak tam iść. Była tam chyba sama. Stanęła równo z krawędzią mostu i przypatrywała się ciemności. Uroczo się wkopała. Uroczo. Powinna spać i zapominać o tym, a ona wolała przyjść i wesoło rozmawiać. Żałość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Romford
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 203
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 202
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6086-charles-cartwright#172522
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6089-charles#172568
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6090-sowa-charlesa#172571




Gracz






PisanieTemat: Re: Ogromny pomost nad jeziorem   Pią Lip 12 2013, 01:28

Zwinnie i cicho wymknął się z pokoju, który dzielił z młodszym Gryfonem i Ślizgonem. Teoretycznie powinien zostać w domku i umówić się na spotkanie dopiero jutro, w dzień, ale nie miał ochoty dłużej z tym zwlekać. Był już wystarczająco niewyspany po ostatniej nocy, a niepewność stosunków między nimi za bardzo nad nim ciążyła. Narzucił na siebie bluzę, nawet jej nie zapinając, biorąc jedynie jeszcze różdżkę, którą dla bezpieczeństwa trzymać miał całą drogę w ręku. W zasadzie obawiał się, że po ich „godzinie policyjnej” będą bardziej pilnowali ich domków, ale dla jego zdziwienia na zewnątrz było cicho i pusto. Może przypuszczali, że po sławnym balu sami z siebie będą bali się ciemności. Charlesa jednak tam nie było. Czuł się pewnie, ale jak to się mówi, przezorny zawsze ubezpieczony. Dlatego ścisnął mocniej różdżkę i ruszył przed siebie.
Nie wyglądał najlepiej, ale jakoś nie miał sił się tym teraz przejmować. Pokonywał drogę, biegnąc ile sił w nogach. Nie chciał, by Laila czekała tam sama, bo jeżeli miał się już o kogokolwiek bać, to właśnie o nią. Może powinien być nieco bardziej ostrożny i pójść pod jej domek, by potem wybrać się na jakiś w miarę bliski spacer, ale oczywiście o tym nie pomyślał. Może Laila miała rację i jest skończonym idiotom? Sam pomysł wyjścia o tej porze nie był w końcu najmądrzejszy. Nie potrafił jednak czekać, był niecierpliwy. A cała ta sytuacja, która zaszła między nimi, po prostu nie dawała spokoju jego myślom. Dobra, powiedział coś źle… Ale ona również. Dojdą do tego słownie. Tym razem bez wrzasków, żeby nie zwrócić na siebie uwagi w tej ciemni. Oboje ochłonęli, a on tym razem nie da wyprowadzić się z równowagi, o ile znowu nie dostanie w twarz – bo to naprawdę było przegięciem. Ale już dobra, nie będzie tego jej wiecznie wypominać. Choć nie zapomni napomknąć o tym jeszcze w trakcie tej rozmowy, którą zaraz stoczą. Oby tylko nie był to gwóźdź do trumny do ich przyjaźni.
Dobiegł do celu w miarę szybko i był całkowicie pewien, że znajdzie się tu przed Lailą. Jakimś cudem stała ona jednak już w wyznaczonym miejscu, obecnie patrząc gdzieś przed siebie. Stała na krawędzi mostu. Chwilę przypatrywał się jej tak, regulując oddech po biegu. No, miejmy to już za sobą.
-Jestem… za Tobą. Przepraszam, że musiałaś na mnie czekać – powiedział i podszedł do niej bliżej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 0
Dodatkowo : animag (irbis), teleportacja
  Liczba postów : 1637
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5138-laila-howett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5139-laikowo-3
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5141-laikowe-papierki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7169-laila-howett#204311




Gracz






PisanieTemat: Re: Ogromny pomost nad jeziorem   Pią Lip 12 2013, 01:39

Po prostu czasami coś się nie udaje. Porażka. Przecież minęło sporo czasu od tego, w którym byli słodkimi dzieciakami, które chętnie ganiały się po szkolnych korytarzach. Howett nawet nie przypominała już tego blondasa, który solidarnie z Charles'em chciał ściąć włosy, bo matka mu kazała. Howett miała większy problem. Adelaida pofatygowała się do szkoły, aby wytłumaczyć Laili, że jest dziewczynką i nie może się identyfikować z Charles'em w każdej jego niedoli. To chyba dotyczyło też przyszłych. Pomimo to... Howett bardzo przeżywała niemożność wspierania chłopaka.
A teraz nie czuła nic. Głównie przez nienawiść. Nigdy nie czuła się przy nim uprzedmiotawiana, bo zawsze miała wrażenie, że on ją postrzega tylko jako Lailę, a nie nosicielkę żeńskich dobroci natury i w ogóle nie będzie miał o niej o nic pretensji. Może rzeczywiście była o niego zazdrosna i nie chciała się nim dzielić i to stąd wynikały jej intrygi przy kolejnych dziewczynach? Trudno się jej było dzielić kimś, kogo znała od zawsze. Może nie z pobudek miłości czy innych dodatków. Laila nie mogła sobie na to pozwolić. Po prostu nie. Ale dzielić się nie chciała, bo zazwyczaj jak ktoś sobie znajdywał drugą połówkę to okazywał się totalnym kretynem i zapominał o Bożym świecie. Co prawda teraz była z Filipem, ale... Ale Filipa jakby nie było. Spędzał cały czas z Kanadą. Czuła się jak ta dziewczynka z drugiej klasy, której chodzenie z chłopakiem było nieśmiałym wręczaniem sobie prezentów z okazji urodzin i czasem pocałowaniu w policzek. To zabawne, że teraz zaczynała się czuć jak ktoś na pokaz. Choć z pewnością nikt nie miał wobec niej takich intencji.
Było tu cicho.. Dobrze. Przyjemnie. Mogła uspokoić myśli, które zaraz rozgorzeją i wypalą cały wewnętrzny spokój. Serio. To było kurewsko beznadziejne.
Potem usłyszała czyjeś kroki. Uprzedził ją o swojej obecności. Mocniej zacisnęła pięści nie odwracając się w jego stronę.
- Jeśli mógłbyś szybko powiedzieć, co masz do powiedzenia to będzie miło. Naprawdę jestem zmęczona. - Mówiąc szczerze rzeczywiście tak było. Jakoś nie miała ochoty na stanie nad jeziorem i wesołe rozmowy. Chciała jak najszybciej zasnąć. Właściwie powrót do domu nie byłby złą opcją. Laila buntownik!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Romford
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 203
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 202
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6086-charles-cartwright#172522
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6089-charles#172568
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6090-sowa-charlesa#172571




Gracz






PisanieTemat: Re: Ogromny pomost nad jeziorem   Pią Lip 12 2013, 02:04

-Mówiłem już, że powinniśmy oboje sobie wszystko wyjaśnić. Nie będę więc mówił tylko ja. – Westchnął cicho i również podszedł do barierek, by objąć je dłońmi i spojrzeć gdzieś mętnie przed siebie.
Trudno było mu poprowadzić teraz wszystko na dobre tory. Po ostatniej rozmowie pamiętał, że każde słowa mogły być wykorzystane przeciwko niemu. Była naprawdę drażliwa, a to działało zdecydowanie na jego niekorzyść. Jak więc miał wyciągnąć z niej informacje o tym, jak ona widziała tę sytuację, jednocześnie przedstawiając też swój punkt widzenia, skonfrontować to, a przy tym nie dopuszczając do jeszcze gorszej kłótni? Dobrym znakiem był fakt, że w ogóle tu przyszła. Gdyby już jej w ogóle nie zależało, to miałaby go w dupie i zostałaby w domku. Nie wątpił, że znalazłaby sobie nowych przyjaciół na jego miejsce, bo w końcu to była Laila, a ją bardzo łatwo można było polubić. Z drugiej strony czy pomimo całej tej wściekłości nie czułaby pewnego rodzaju pustki?
-Dopóki nie wyjaśnisz mi Twojej złości, nie zrozumiem Cię. A próbuję to zrobić – zaczął ostrożnie. Również był nieco zmęczony, co można było usłyszeć w jego głosie. –Więc pokłóciliśmy się. Tak. – Pokiwał lekko głową. Stwierdzanie faktów oczywistych – jakoś trzeba było to rozkręcić. –Rozłożyłem więc tę sytuację na czynniki pierwsze, przeanalizowałem ją punkt po punkcie, więc coś tam poniekąd znalazłem. Więc wyjaśnijmy wszystko po kolei, tak jak szła kłótnia. A zaczęło się od biustu. – Tu wziął nieco głębszy wdech. Poniekąd bał się, że ponownie rozdrapie ten niewygodny temat. Że znowu się wkurzy. Że może to był główny czynnik tej złości? –Nie przykładam do tego takiej wagi jak dziewczyny. Być może powinienem zdać sobie sprawę, że to nieco delikatny temat. Dorastałem z Tobą i poniekąd byłaś dla mnie jak najlepszy kumpel, bo płeć odchodziła na dalszy plan. Zapomniałem, że… takie słowa, jakie wczoraj padły… w Twoim odbiorze mogły brzmieć nieco inaczej, bo nie jesteś facetem, tylko dziewczyną. Nawet jeżeli wiem, że fizycznie nią jesteś... O ile to zrozumiesz, bo to nieco zakręcone rozumowanie.
Dał jej chwilę, by przetrawiła te słowa. Poszło mu całkiem nieźle, przynajmniej w jego opinii. Przedstawił rzeczywisty punkt widzenia, jego widzenia, który powinna znać. Żeby tylko miała w miarę dobry humor na takie rozmowy…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 0
Dodatkowo : animag (irbis), teleportacja
  Liczba postów : 1637
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5138-laila-howett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5139-laikowo-3
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5141-laikowe-papierki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7169-laila-howett#204311




Gracz






PisanieTemat: Re: Ogromny pomost nad jeziorem   Pią Lip 12 2013, 11:31

- Tak. Nie mam problemu z tym, aby stwierdzić, że fizycznie jestem dziewczyną. Zapewne psychicznie już nie. Życie jest takie skomplikowane. Prawda Cartwright? - Rzuciła z ironią przyglądając się tafli jeziora, acz nadal nie spoglądając na niego, nie żeby brakowało jej odwagi. Po prostu starała się wypracować sobie linię obrony. Bo człowiek bez własnego mentalnego adwokata jest bezużyteczny w każdej rozmowie. Howett machnęła głową słuchając kolejnych jego słów. Po prostu wiedziała, że teraz bardzo się stara nie zepsuć niczego jeszcze bardziej,a ona nie mogła się powstrzymać przed tym, aby nie utrudniać mu tego. Nie wiadomo skąd to wynikało, ale może gdzieś wewnątrz była tą dziewczyną i po prostu lubiła utrudniać pewne "proste' sytuacje.
Wszystko, co powiedział skomentowała lekkim uśmiechem, choć w tej ciemności chyba nie dałby rady tego zauważyć. Westchnęła, kiedy wyszło na to, że on oczekuje od niej wyjaśnień. Niby jakich? Niby po co.
- W porządku Charles. Wybacz, że myślałam, że jesteś ponadto. Jesteś taki jak wszyscy faceci. Co nie zmienia faktu, że masz do mnie pretensje o próbę ułożenia sobie czegokolwiek. Wiesz, że mi to sprawia trudność, bo nie jestem przyzwyczajona od uzależnienia siebie od kogokolwiek. Jestem odrębną jednostką. Dla mnie związek to obowiązek. Jeśli jesteś zazdrosny o Filipa. Wystarczyło powiedzieć zamiast wystawiać teatrzyk. - Teraz on zaprzeczy, ona tego posłucha i za kilka minut dla świętego spokoju powie, że ma rację. Kolejna kłótnia była ponad jej siły. Naprawdę marzyła tylko o tym, aby pójść spać i nie ułatwiał tego fakt, że nie miała nawet ochoty teraz gdziekolwiek się ruszać. Zasnęłaby tutaj.
Wreszcie na niego spojrzała. Wydawał się przejęty. Zauważyła jak ściska barierkę. Przyłożyła swoją dłoń do jego dłoni i zacisnęła uścisk.
- Po prostu mi powiedz. - Mruknęła cicho nie do końca wiedząc, co by teraz chciała usłyszeć, ale cokolwiek to było to właśnie teraz miał na to czas, więc niech tak naprawdę się zastanowi zanim... Zanim no wiecie. Wyjdzie, że rzeczywiście o wszystkim trzeba będzie zapomnieć i nie przyjdzie im do głowy, aby do tego wracać. Hm. Uroczo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : Eastleigh / Hereford / Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 5566
Dodatkowo : zaklęcia bezróżdżkowe, opiekun Gryffindoru
  Liczba postów : 1475
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5994-archibald-jeremiah-blythe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5997-archowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5998-archibaldowa-poczta#170933
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7372-archibald-blythe#207289




Gracz






PisanieTemat: Re: Ogromny pomost nad jeziorem   Pią Lip 12 2013, 12:00

Japonia z pewnością była ciekawym miejscem, a Archibald odnajdywał się w niej. Mógł spacerować w swojej wszechobecnej melancholii i samotności, która tym razem złapała go na cały tydzień, nieco utrudniając przyłapywanie uczniaków na swawolnych harcach. Pozapisywał kilka mało istotnych rzeczy i wysłał raport do Ministerstwa Magii, dopisując krótką wzmiankę o tym, że wilkołaki jakby usnęły, czekały na kolejną okazję.
Tym razem stopy poniosły go w spokojne miejsce, zupełnie na przekór zmieniającemu się humorowi. Miał ochotę pouśmiechać się i wypić lampkę dobrego wina, w spokoju, owszem, ale nie pogardziłby czymś ciekawym, a herbata i fusy najwyraźniej go posłuchały. Usłyszał krzyk tubylca, który ciężko byłoby pomylić z jakimkolwiek innym, zważając na wysokość dźwięku, jakim się posługiwał. Rozejrzał się niechętnie, aby zlokalizować w jakim miejscu szamocze się starzec i ruszył, średnio szybkim tempem, w kierunku chlupoczącej wody, pryskającej na wszelkie strony. Na Merlina, czy tak ciężko nauczyć się pływać?
Blythe niechętnie zdjął z siebie niepotrzebne warstwy ubrań, nie pozbywając się jednak niczego, co mogłoby odkryć nagość w jakimkolwiek stopniu (czytaj spodnie i tiszert heh) i wskoczył całkiem zgrabnie do wody, nabierając powietrza. Nie użył różdżki do uratowania Japończyka, bo Mistrz Gry nie dał takiego wyboru, przyjmijmy więc że był na tyle zaniepokojony mugolstwem topielca, że wolał nie ryzykować.
Podpłynął z trudem do mężczyzny i chwycił go mocno, dostając przy tym kilka razy po pysku, pewnie w ramach podziękowania. Po owych kilku razach Japończyk postanowił zachłysnąć się wodą i zamilknąć, a Archibald przyspieszył na miarę swoich możliwości i wydostał się na pomost razem z nieprzytomnym idiotą. Blythe klęknął przy nim i patrzył chwilę zastanawiając się co zrobić. Szkoda, że nigdy nie interesowała go medycyna, skupiał się raczej na innych zaklęciach. Zamrugał więc kilka razy, i klepnął Japończyka po policzku, próbując go ocucić, a jednocześnie śmiejąc się z siebie, przecież miał wodę w płucach. No cóż.
- Erhehrhhrm, pomocy? - zapytał, rozglądając się nieco bezradnie wokoło, ze zdziwieniem dostrzegając kobietę z koszykiem, która najwyraźniej dopiero zaczęła obserwować zdarzenie. Machnął do niej ręką. Przy okazji krępując się, że całe ubranie przylega do niego, a nie ma czasu go wysuszyć. Różdżki zresztą też, zostawił ją w pelerynie, którą zrzucił z siebie żeby nie pójść na dno. No taka świetna peleryna, dajcie spokój, co za dzień, teraz nawet jej nie widział!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 31
Skąd : Canada
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 29
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 24
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6157-robin-scherbatsky
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6161-hej-ty-to-co-moze-jakas-relacyjka#174532
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6162-halo-tak-tu-sowia-poczta-szczerbackiej#174533




Gracz






PisanieTemat: Re: Ogromny pomost nad jeziorem   Pią Lip 12 2013, 12:34

Robin wyjrzała za okno swojego pokoju i westchnęła. Dziś musiała wyjść ze swojego pokoju, przecież nie mogła cały czas siedzieć pod kołdrą albo pilnować uczniów na korytarzach. Od kilku dni męczyły ją mdłości, widocznie japońskie jedzenie niezbyt dobrze na nią wpływało. Gdzie pączki, gdzie syrop klonowy?! Zapas, który wzięła ze sobą do torby dawno już się skończył i była skazana na japońskie zieleninki. Dziś jednak czuła się lepiej. Może dlatego że nic nie jadła? Tak, to mógło być to. A więc musiała wyjść i złapać trochę słońca oraz rozwiać plotki uczniów, uważających ją za krwiożerczego wampira.
Musiała jednak coś zjeść, gdyż pielęgniarka przewracająca się z głodu nie byłaby dobrym przykładem dla młodziaków, spacerujących pośród japońskich wspaniałości. Wstąpiła więc do kuchni i do małego koszyka włożyła najbardziej neutralne jadalne rzeczy - kilka warzyw, owoców, sucharów i tabliczkę czekolady, co do której miała największe obawy. Tak, bała się tej czekolady, ale chęć na smakołyki przełamała wstręt. Odetchnąwszy wyszła z pomieszczenia na świeże powietrze, w którym unosił się zapach kwiatów. Usłyszała kłócące się dzieciaki, ale nie zwracała na to uwagi, niech się zabawią, przecież to wakacje.
Szła dróżką do jeziora, gdzie co rusz spotykała nauczycieli, uczniów i innych pracowników szkoły, którzy kiwali jej przemoczonymi głowami. Robin odpowiadała im nikłym uśmiechem, ale z nikim nie rozpoczęła rozmowy. Nie znała tu prawie nikogo,a ludzie jakoś omijali ją wzrokiem. Nie umiała wbijać się do elit, więc tego po prostu nie robiła.
Wreszcie doszła na pomost. Stąd widoczne było całe jezioro. Jednak coś zakłócało spokój dotąd sielankowego widoku. Robin zaczęła obracać się i szukać źródła pisku i zbyt głośnego chlupotu wody. Wreszcie, po wytężeniu swoich niezbyt już dobrych oczu dostrzegła, że ktoś się topi. Otworzyła usta, bo sama nie umiała pływać. Chciała krzyczeć o pomoc, jednak już ktoś skoczył do wody i holował na brzeg topiącego się Japończyka, który wrzeszczał i młócił rękami o wodę, próbując nie zniknąć pod lustrem wody. Kobieta pobiegła w tamtą stronę i gdy była już blisko, nieznajomy, który uratował staruszka z jeziora, próbował udzielić mu pierwszej pomocy. Okej, jego próby nie wyglądały zbyt dobrze. Robin rzuciła koszyk.
- Niech pan się przesunie. - powiedziała spokojnym głosem. Tak, była opanowana, przecież już tyle razy to robiła. Z zimną krwią przesunęła nieznajomego i opadła na kolana przy starszym Japończyku. Złożyła dłonie na klatce piersiowej poszkodowanego i zaczęła miarowo ją uciskać. Po trzydziestu razach pochyliła się i zatkała Japończykowi nos. W tym samym momencie otworzyła mu usta i wykonała dwa spokojne wdechy, przy każdym zatrzymując się. Japończyk otworzył oczy i wykrztusił wodę, która zalegała mu w ustach. Pielęgniarka podniosła go, tak by starzec mógł usiąść. Zaczęła masować mu plecy, by mógł się rozgrzać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Romford
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 203
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 202
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6086-charles-cartwright#172522
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6089-charles#172568
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6090-sowa-charlesa#172571




Gracz






PisanieTemat: Re: Ogromny pomost nad jeziorem   Pią Lip 12 2013, 12:46

-Nie powiem, że nie. Oboje byliśmy cały czas przy sobie, więc może ta nagła luka czasowa sprawiła, że zauważyliśmy tę różnicę – dorośliśmy. Jakkolwiek beznadziejnie to brzmi – rzucił smętnie. Choć kątem oka na nią spojrzał, poza tym wpatrywał się przed siebie. Nie przeszkadzało mu to, że nie gadają twarzą w twarz – znał ją na tyle dobrze, by wychwytywać wiele z jej głosu. Choć ostatni wybuch naprawdę go zaskoczył, ale, jak to się mówi, człowiek uczy się przez całe życie.
Ciekawe czy to kwestia ochłonięcia, czy może nocnej pory, ale tym razem żaden z nich nie wybuchnął, nawet jeżeli któreś z nich rzucało zjadliwe uwagi. Charles nie miał sił wykłócać się teraz o takie szczegóły. Poniekąd miała rację, nie powinien mieć o to do niej żalu, ale czy w ogóle go miał? Trudno było mu stwierdzić, czy ta uwaga, którą rzucił pod wpływem wściekłości, była prawdziwym odzwierciedleniem jego odczuć, czy może tylko złośliwością, która miała ją zranić. Chciałeś ją zranić, draniu? Nie, nie chciałem jej zranić, a to wszystko coraz gorzej mi ułożyć w jedną, współgrającą z sobą całość. Czy był zazdrosny? Kolejne pytanie, na które nie znał jednoznacznej odpowiedzi. Dobra, Charles, wdech i wydech. Więc jak to widzisz?
-Przyznaję, że uwaga odnośnie Filipa była moim beznadziejnym błędem. Jesteś moją przyjaciółką i niezależnie co mnie skłoniło do tych słów, masz prawo być o nie zła. To nie tak, że, no nie wiem, jestem o niego zazdrosny czy zły, że będę chodził do ludzi i go obgadywał, bo przecież koleś nic mi nie zrobił. To chyba jedna z tych uwag, które wychodzą z ust, gdy nie panujemy nad sobą. Może nie miałem innego argumentu. Może było mi przykro, że uderzyłaś mnie w twarz. –Tutaj aż nieznacznie się skrzywił. –Może ciągle jesteś dla mnie Lailą, która była dla mnie, a ja byłem dla niej. Jak znajdę sobie kogoś, zobaczysz, że to nie takie łatwe.
Chłód nocy pieścił go po twarzy, ale bynajmniej nie działał kojąco. Gdyby mógł, to nie poruszałby w ogóle tego tematu, ale skoro sama go zaczęła, nie mógł go zignorować. Choć ciągle dobierał ostrożnie słowa, nie wiedział, czy nie doszuka się w tym jakiegoś ukrytego znaczenia. Kto tam wiedział kobiety… Zauażył, że trochę go zapraszała do odkrycia tajemnic, tylko nie miał pojęcia, o co dokładniej jej chodzi. Łatwiej byłoby, gdyby zadawała konkretne pytania. Uważasz mnie nadal za przyjaciółkę? Tak. Jesteś zazdrosny o Filipa? No, nie. Ewentualnie trochę, ale to działa wbrew mi. Czy lubisz słuchać muzyki klasycznej? Kurczę, to mnie zaskoczyło, ale nie, nie słucham takiej. Proste pytanie, prosta odpowiedź. Co ona właściwie chciała usłyszeć? Nie był pewien i to nieco go niepokoiło. W tej sytuacji łatwo mógł coś zepsuć. Coś, co było między nimi.
-Powiem wszystko, co tylko chcesz, tylko sformułuj to w jakieś konkretne pytanie, Lail – zachęcił ją swobodnie. Ciągle trzymał w dłoniach barierki, jak gdyby miało mu to w czymkolwiek pomóc. No, miał przynajmniej co robić z rękoma. Nerwowi ludzie zawsze mieli problem, co z nimi robić. –Jeżeli chcesz zapytać o to, czy… No nie wiem… - Zawahał się na chwilę. Czy powinni podjąć temat, który wisiał nad nimi niczym czarne chmury? –Nie jestem pewien, czy nie chodzi Ci o jakieś dalej sięgające uczucia, niż tylko przyjaźń. W sensie czy chcesz, bym wypowiedział się w tej sprawie. – Wyrzucił tak zdawkowym tonem, jak tylko umiał. A zobojętnienie w tej sytuacji rzeczywiście nie przychodziło łatwo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : Eastleigh / Hereford / Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 5566
Dodatkowo : zaklęcia bezróżdżkowe, opiekun Gryffindoru
  Liczba postów : 1475
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5994-archibald-jeremiah-blythe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5997-archowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5998-archibaldowa-poczta#170933
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7372-archibald-blythe#207289




Gracz






PisanieTemat: Re: Ogromny pomost nad jeziorem   Pią Lip 12 2013, 13:11

Archibald nie mógł mówić o elitach nie tylko w Japonii, pośród hogwarckiego grona pedagogicznego, ale ogólnie w całym swoim życiu. Raczej stronił od ludzi przebywających w takich kręgach, odcinał się i nie miał ochoty zwracać na siebie niepotrzebnej uwagi, zresztą łatwo było to zauważyć. I niespecjalnie mu to przeszkadzało. Wolał trafiać na pojedynczych ludzi, ale za to godnych zaufania i poświęconego czasu. Najlepiej pijących wino! Na Merlina, jak mu się ostatnio chciało wina.
Szybko przesunął się na bok, kiedy kobieta wkroczyła do akcji. Obserwował ją spokojnie, dziwiąc się, że takie czynności mogą pomóc topielcom. Zdecydowanie wolał posługiwanie się zaklęciami. Ewentualnie ocucać najlepszym sposobem, który tym razem się nie sprawdził. Arch zostawił na chwilę nieznajomych i bez słowa poszedł szukać swojej peleryny, która okazała się leżeć dalej, niż mu się wydawało. Szybko wyciągnął różdżkę i użył mocnego Silverto, aby pozbyć się wody z całego ubrania i włosów. Dopiero wtedy wrócił na miejsce zdarzenia. Spojrzał na, przytomnego już, Japończyka i pokręcił głową z dezaprobatą.
- Proszę bardziej uważać, chyba powinien pan wiedzieć, że ta woda jest głęboka - powiedział, siadając na deskach nieopodal kobiety i staruszka. Zastanawiał się przy okazji, czy jakimś cudem w koszyku nieznajomej nie zawitało wino. Choć zawsze zostawały skrzaty, może potrafiły jakoś skołować ten trunek.
- Archibald - przedstawił się kobiecie, skłaniając lekko głowę. Nuta niezręczności przewinęła się gdzieś w powietrzu, ale co tam!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 0
Dodatkowo : animag (irbis), teleportacja
  Liczba postów : 1637
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5138-laila-howett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5139-laikowo-3
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5141-laikowe-papierki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7169-laila-howett#204311




Gracz






PisanieTemat: Re: Ogromny pomost nad jeziorem   Pią Lip 12 2013, 13:43

Howett słuchała go bez drgnięcia. Rzeczywiście ta rozmowa ją przerastała, chociażby dlatego, że wyrosła z niczego i teraz tak jakby próbowała ich oboje wymęczyć. Jeśli by ja sobie odpuścili Lailę zżerałyby wyrzuty sumienia, że nawet nie spróbowali tego wyjaśnić. W sumie po to tu przyszła. Chyba wolałaby już z dwojga złego w ogóle tu nie przychodzić niż robić sobie jakiś wielki problem, którego nikt nie rozumie. Nawet oni. Ona nie potrafiła do końca wyjaśnić dlaczego była na niego wściekła. Może to wynikało z tego, że nigdy nie musiała się przejmować, że zaraz ją oceni pod względem kobiecości, że nie potraktuje jej jako kogoś, kogo chciałby przelecieć. A teraz? Teraz zdała sobie sprawę, że może ją wypuścić tej bańki ochronnej i traktować tak jak wszystkie dziewczyny. I wcale nie oczekiwała, że w tym momencie wszystko się rozwiąże na dobre. Westchnęła. Jeśli coś było trudne to właśnie ta rozmowa.
- Tak Charles. Chyba chciałabym, żebyś... Żebyś mi o tym opowiedział. - Teraz ścisnęła mocniej jego dłoń, co by wesprzeć go w tym i zaraz spróbować to ogarnąć. Nie wiedziała czy to się uda. Wiedząc, że będzie potrzebował chwili na zebranie myśli wzięła głęboki oddech i odparowała:
- Gdybyś... Gdybyś nie czuł do mnie oto żalu, to zapewne byś tego nie powiedział. Nawet w złości. Musi coś w tym być. Coś. Nie mówię, że coś wielkiego. Atak. Może racja, może powinnam Ci o tym powiedzieć, ale tak naprawdę zgodziłam się na to bycie razem dopiero po przyjeździe do Japonii. Tak naprawdę nawet nie próbowałam tego rozwiązać. Wszystko mi się plącze Charles. - Powiedziała trochę bezsensu, ale jednocześnie grając na czas. Teraz puściła jego dłoń i pochyliła się przez barierkę mając nadzieję, że... Że wszystko się rozpłynie w tafli wody, ale ponieważ nic z tych rzeczy się nie stało to przejechała dłonią po kilku pasmach włosów i zaczęła je nawijać na palec. Boże, ona chyba naprawdę była zagubiona i nie wiedziała od czego zacząć naprawę świata. Czasem tak jest. Czasem tak się zdarza, ale... Ale to chyba się naprawić? Stanowili taką jedność. Czyżby teraz miało się okazać, że Howett straci każdego? Może źle to interpretowali. Dorastali, uczucia się zmieniały, były inne plany , marzenia. Inne role, które narzucali swoim znajomym. Jeśli teraz się coś zmieniało, to co może jej narzucić Charles... To chyba będzie trochę trudne być taką inną wersją przyjaciółki.
Przechyliła się w jego stronę widząc, że chyba nadal się zbiera do wypowiedzenia tych paru zdań. No dalej Charles. Możesz teraz wszystko zakończyć, jak i rozpocząć. Twój ruch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Romford
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 203
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 202
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6086-charles-cartwright#172522
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6089-charles#172568
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6090-sowa-charlesa#172571




Gracz






PisanieTemat: Re: Ogromny pomost nad jeziorem   Pią Lip 12 2013, 15:12

No tak, nie było to wcale takie łatwe. Gdy już wyrzucił z siebie to pytanie, co wydawało się najgorsze, szybko przekonał się, że przed nim jeszcze większe przeszkody. Jak miał jej powiedzieć co o tym myśli, by było to jednocześnie zgodne z nim samy, ale w taki sposób, by zrozumiała jak to wygląda z jego perspektywy? Czasami obieranie czegoś w słowa jest naprawdę ciężkie, szczególnie wówczas, gdy sami nie wiemy, co definiujemy. Charles odczuwał coś w tym rodzaju. Znał Lailę od wielu lat, więc jego uczucia względem niej były specyficzne. Miała w sobie wiele ról, a wychwytywał momenty, w których je dostrzegał. Czasami była dla niego przyjaciółką, by zaraz potem być jak siostra. Nie mógł też zaprzeczyć, że w ciągu tylu lat nie miał momentów, w których by nie dostrzegał w niej dziewczyny. Jednak nigdy nie zastanawiał się nad tym jakoś szczególnie, bo w końcu nie przekraczali bezpiecznej granicy, wiedząc, gdzie się kończy. Niczym cicha umowa.
Czas mijał tu wyjątkowo powoli, być może dlatego, że rozmowa ta była dla niego pewnego rodzaju męką. Pomimo późnej pory próbował uruchomić wszystkiego swoje zakątki mózgu, by potem nie żałować jakichś słów. Zdawał sobie sprawę, że dla Laili również nie była to komfortowa rozmowa, jak jakaś pogawędka. To był jakiś punkt zwrotny w ich przyjaźni, choć nie rozumiał jak do tego doszło, że dosłownie przed chwilą jedli frytki w knajpce, a zaraz potem na siebie wrzeszczeli. Pomiędzy nimi nigdy wcześniej nie wybuchła taka kłótnia, a to było niepokojące. Naprawdę.
-Laila. – Musiał odchrząknąć, gdy usłyszał własny głos, niepodobny do tak dobrze mu znanego. –W zasadzie nie wiem, co mógłbym powiedzieć, bo… -Urwał, prostując się teraz. Zbieranie myśli w ogóle mu nie wychodziło, ale nie chciał dłużej milczeć, no bo ile można? –Powiem to raz, będę zupełnie szczery. Nie miej mi więc za złe słów, które teraz padną, dobrze? Lepiej będzie, gdy w końcu je przytoczę, niż jeśli pozostaną niewypowiedziane. To nie jest tak, że czuję zazdrość o Filipa, bo chciałbym być na jego miejscu. Nieważne z jakiej strony na to patrzę, wiem, że to co jest między nami, nie można nazwać miłością w rodzaju tych, które jawią się między parami. Tam, kocham Cię, ale na dzień dzisiejszy tak jak przyjaciółkę czy siostrę. Myślę, że ku takim wyznaniom potrzeba więcej czasu spędzonego z tą świadomością, że kiedyś w końcu te słowa padną. Nie bierz mnie za obrzydliwca, kiedy powiem, że sądzę, że jesteś bardzo atrakcyjną dziewczyną. Nie chodzi tylko o Twój wygląd, bo wewnątrz też jesteś wspaniała.
Opuścił ręce gdzieś za barierkę, a jego twarz przybrała dziwnie smutny wyraz. Laila i tak na niego nie patrzyła, a nawet gdyby, ciężko byłoby jej coś zauważyć. Pozostawił na krótko między nimi ciszę, która miała na celu dać czas Laili na przetrawienie pierwszej garści informacji. Zabawne, jak słowa łatwo wypływają z ust, gdy już przełamiemy jakąś barierę. Jeszcze trochę, a przekona sam siebie, że może jednak czuje do niej coś więcej. Sam nie wiedział, w którym miejscu jest.
-Balansuję pomiędzy tymi dwoma wartościami – zaczął już mniej pewnie. Sam nie wiedział, czemu to wszystko teraz z siebie wyrzuca. Nie lubił obnażać się z swoich uczuć, a teraz… -Z jednej strony widzę tylko zdrową przyjaźń, a z drugiej już coś więcej. Nie, Laila, nie sądzę, by było to spowodowane tym, że jestem głupim facetem z buzującymi hormonami. Chodzi o coś poważniejszego. Czy chciałbym z Tobą być? To chyba pytanie, które facet powinien zadawać dziewczynie. Póki co nie jestem na to pytanie gotowy, choć nawet nie wiem, czy jest ono jakoś szczególnie ważne. Poza formalnością nie zmienia się nic. A jacy my byliśmy przez cały ten czas, Lail? Zachowywaliśmy się bardziej jak para, czy jak para przyjaciół? Jak myślisz? No i pozostaje niedopowiedziane, co czujesz Ty. Bo to także musisz mi powiedzieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 0
Dodatkowo : animag (irbis), teleportacja
  Liczba postów : 1637
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5138-laila-howett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5139-laikowo-3
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5141-laikowe-papierki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7169-laila-howett#204311




Gracz






PisanieTemat: Re: Ogromny pomost nad jeziorem   Pią Lip 12 2013, 15:35

Nieświadomość potrafi być zabójcza. Niszczyć. To trochę takie skomplikowane. Podobno przyjaźń damsko-męska nie istnieje. Jeśli byli najlepszym dowodem na to, by temu zaprzeczać to chyba teraz zmieniali swoje stanowiska... Chyba stawali się kimś kto potwierdzał tą starą prawdę życiową. Może przyjaźń taka istniała dopóki żadne z nich nie zaczynało dojrzewać i dostrzegać to... Że partner ich rozmowy jest chłopcem, albo dziewczynką. I... I to zaczynało odgrywać ważną rolę. Laila nie była pewna czy chce uczestniczyć w świecie tego dorastania. Bała się głębszych uczuć. Nie chciała nikim manipulować, ani zabawiać się każdym w Hogwarcie. A przecież mogła. Mogła być lekkomyślna i podrywać wszystkich kolegów Alana, którzy z pewnością by jej nie odmówili porzucając nad ranem jak najgorszą... I jak w tym wszystkim odnaleźć siebie? Jak zrozumieć, że można jednak dalej z tym iść? Bo niby uczucia nie są takie ważne, ale Howett nigdy nie musiała wykształcać mechanizmów obronnych czy uczyć się miłości na nowo czy coś. Ona ją miała. W domu rodzice zachowywali się w porządku wobec siebie, Laila zawsze była ich córką, która nie musiała patrzeć na losowe patologie rozsiane po innych rodzinach. W szkole zawsze otaczała ją spora grupa przyjaciół. Wszyscy to rozumieli... Przecież była pełna życia. Dopiero niedawno zaczęła poznawać smak odrzucenia, pokomplikowanych sytuacji, kiedy relacje z ludzi nie polegają już na rozmowach.
Stała tu i próbowała udać, że nie słucha. Próbowała temu zaprzeczyć. Ale chyba nie wszystko mogło być takie proste. On mówił... On miał rację. Ona też go kochała. Kochała go na sto różnych sposobów. Jak brata, jak przyjaciela, jak kogoś kto może Ci pomóc wstać... Ale czy kochała go jak kogoś obok, którego chciałaby się budzić? W sumie budziła się przy nim nie raz. Może kilka razy znaleźli się w dwuznacznej sytuacji, ale udawali, że to nic. To przecież tylko Laila i Charles. Przyjaciela na zawsze. Zatem czego Ci ludzie od nich chcą? To przypadek. A przypadek można pokonać.
Przymknęła powieki... Zacisnęła mocniej pięści.
- Ja... - Ja nie wiedziałam, ja nie chciałam, ja nie potrafię tego wyjaśnić, ja przepraszam, ja naprawdę nie chciałam wywołać burzy w szklance wody, Boże nie rozmawiajmy o tym... - taka burza myśli przechodziła przez jej głowę próbując wywalczyć miejsce, aby wyjść z jej ust. - Ja muszę iść Charles. Muszę... Muszę zająć się swoimi obowiązkami. - Kłamała. O drugiej w nocy żaden z prefektów nie miał żadnych obowiązków, poza spaniem i sprawdzaniem czy jego poduszka leży równo, a czy oby nie znalazła się gdzieś dalej. Ruszyła żwawo do przodu nie oglądając się za to czy idzie za nią czy nie. Jeśli ktokolwiek teraz mógłby ją zatrzymać... Nie. Nie istniała taka osoba. Howett zawsze robiła to na co miała ochotę. Zatem kiedy już zniknęła z linii widoczności zaczęła biec... Biegła... Aż zatrzymała się na ścieżce i przykucnęła przestraszona. Jesteś głupia Laila. Naprawdę jesteś prawdziwym... - ale własnej krytyki tez nie chciała słuchać.
Zatem wzięła głęboki oddech, zatem zawróciła się... Zatem posilając się tym, że była druga w nocy, albo trzecia znów szła na pomost. Tym razem przestraszona tak bardzo, że mógłby ją spłoszyć najdrobniejszy ruch... Ale jak na złość była cisza. Nic nie miało zamiaru wpłynąć na jej decyzję...
Nadal tam stał. Nic dziwnego. Przez te trzy, cztery minuty... Nie mógłby odejść daleko. Położyła mu dłoń na ramieniu, a drugą dłoń przyłożyła do jego policzka przysuwając się do niego delikatnie, aby spojrzeć mu w oczy.
I właśnie w tej chwili... Miała wrażenie, że każda komórka jej ciała spina się, jakby za chwilę miała wybuchnąć. Nie rozumiała tego nowego stanu rzeczy. Że każda jej część chce czegoś innego. Rozsądek, emocje... Mając przed sobą metr dziewięćdziesiąt wzrostu wspięła się na palce zmuszając go też, aby pochylił się..A ona? Ona złożyła delikatny pocałunek na jego ustach. Może kilka pocałunków, może jeden po drugim stawał się co raz bardziej intensywny.
- Boję się. Boję się, że Cię straciłam. - Powiedziała cicho zachowując się teraz jak głuptas... Bo opuszkami palców dotknęła swoich ust, a potem jego... Nadal wszystko było na miejscu... Pozornie. Bo teraz wszystko było inaczej.
Odsunęła się od niego na krok. Patrząc przestraszonymi oczami na jego reakcję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 31
Skąd : Canada
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 29
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 24
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6157-robin-scherbatsky
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6161-hej-ty-to-co-moze-jakas-relacyjka#174532
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6162-halo-tak-tu-sowia-poczta-szczerbackiej#174533




Gracz






PisanieTemat: Re: Ogromny pomost nad jeziorem   Pią Lip 12 2013, 16:45

Robin popatrzyła na oddalającego się nieznajomego. Najpierw myślała, że zrobił swoje i opuszcza ich, pozostawiając ją z tym zdezorientowanym staruszkiem, mamroczącym coś po japońsku i patrzącym na nią jak na kogoś, kto chciał zabić mu rodzinę. Dopiero później zobaczyła, że mężczyzna poszedł tylko po swoją pelerynę i zaraz wrócił. Sama w tym czasie wyjęła różdżkę i delikatnie dotknęła nią ramienia starca, szepcąc pod nosem: "Aestus", zaklęcie rozgrzewające. Potem kojąco uśmiechnęła się do Japończyka, a potem głośno i wyraźnie powiedziała do niego po angielsku:
- Czy mówi pan po angielsku? - Japończyk w końcu się uspokoił. Spojrzał na nią już nie zabójczym, a nieco zlęknionym wzrokiem. Wtedy odezwał się nieznajomy. Staruszek pokręcił głową i uniósł dłonie.
- Ja dużo nie mówić po angielska. - wydusił z siebie w końcu. Robin westchnęła. Tego się spodziewała, starszy człowiek po prostu nie mógł się z nimi porozumieć. Nie dziwiła się, że mężczyzna obawia się ich. Odwróciła głowę i poszukała wzrokiem swojego koszyka. Kiedy go odnalazła szybko wstała na nogi i podbiegła do niego. Złapawszy go, powróciła na swoje dawne miejsce. Otworzyła klapkę i wsunęła do niego rękę. Po chwili znalazła to czego szukała. To była czekolada. Odpakowała ją z folii i połamała, podając kawałek starszemu mężczyźnie, który popatrzył na nią najpierw sceptycznym wzrokiem, ale potem wziął od niej słodycz i wsunął ją do buzi. Robin uśmiechnęła się pod nosem. Starsze osoby i dzieci uwielbiają czekoladę.
- Jestem Robin. - odpowiedziała mężczyźnie i wysunęła do niego czekoladę. Ach, jak pięknie częstować się czekoladą na pomoście. Czysty raj, jeszcze tęcza i muzyka rodem z jakiś tanich, mugolskich romansideł, które oglądała z matką. - Tak, wiem, że to dość niezręczne, pewnie przydałby się nam alkohol, ale cóż, nie mam go pod ręką...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Romford
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 203
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 202
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6086-charles-cartwright#172522
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6089-charles#172568
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6090-sowa-charlesa#172571




Gracz






PisanieTemat: Re: Ogromny pomost nad jeziorem   Pią Lip 12 2013, 16:55

Dla Charlesa wyglądało to zupełnie inaczej. Gdy był w domu, czuł tylko bezradność i pewnego rodzaju nienawiść, nawet jeżeli szanował swoją matkę. W końcu to była jej decyzja, by oddelegować ojca, by wyczyścić mu pamięć, by nie miał pojęcia o synu, bo w końcu tak miało być lepiej, a było tylko gorzej. Kto wie, czy nie ma teraz gdzieś rodzeństwa na świecie? Wolałby już mieszkać z ojcem, którego nie znał, niż z tą cholerną babką, która tylko truła mu nad głową o tym, jak bardzo jest znienawidzony w rodzinie. Miłość, którą powinien obserwować od najmłodszych lat, była po prostu czymś niezrozumiałym. Czy ktoś kiedyś pytał go, co czuje? Jego zdanie w domu nie miało najmniejszego znaczenia, dlatego tak rzadko poruszał tematy o sobie, bojąc się, że będzie to tak samo nieistotne jak tam, przy nich. Spotkał jednak Lailę, a ona pokazała mu, czym jest przyjaźń. Poznał coś miłego, coś co sprawiło, że nie stoczył się na dno. Mógłby w tym momencie kochać się z różnymi kobietami, ale nabrał do nich ogromnego szacunku właśnie dzięki niej, przy okazji ucząc się też tego szacunku do samego siebie. Czy w ogóle kiedykolwiek jej za to dziękował? Nie poruszał tego tematu. Może będzie musiał, bo powoli widać, jakie skutki przynosi trzymanie większości myśli wewnątrz siebie. Teraz, kiedy to wszystko balansowało na granicy, czuł się słaby jak nigdy wcześniej. Ale tego również nie chciał jej powiedzieć, dusząc to uparcie w sobie.
Usłyszał te słowa, ale dotarły do niego jak przez mgłę. Czy więc ją stracił? Teraz już na zawsze? Za słowa, których być może nie miał wypowiadać, które powinny być więźniami jego umysłu, tak jak reszta. Przełam się raz, pokonaj siebie, a nagroda będzie Ci dana. Szkoda tylko, że w postaci takich słów. Aż zawirowało mu w głowie. Charles, jesteś facetem, musisz się ogarnąć. Nie możesz się zamałać. Ona…
Ona poszła. Poszła sobie, a Ty nie masz sił jej doganiać i nie zrobisz tego. Bo ona chce iść. Być może to jej ostatnie słowo. Przyklęknął. Nie miał sił. Nie wiedział nawet, jakie to okropne uczucie. To bolało. To szarpało jego wnętrznościami. Gdyby mógł, sam by uciekł, ale nie miał gdzie. Zostanie tu. Przemyśli to. Charles, jesteś największym kretynem na Ziemi. Zasłużyłeś na to. Czego w ogóle oczekiwałeś? Myślałeś, że po tych wszystkich słowach nic między Wami się nie zmieni? Że porozmawiacie sobie spokojnie, jakby nigdy nic, o sprawach, które od zawsze były pewnym tabu, a potem wrócicie do starego trybu, udając, że tego nie było? Bywały już takie sytuacje. Pamiętał, jak raz, po jakiejś imprezie, obudzili się w jednym łóżku. Ona bez bluzki, on tylko w bokserkach, a nie umiał sobie przypomnieć, czy do czegoś doszło. Ale raczej nie… Wyszło tak, jakby tego nie było. Żeby to była jeszcze jedna sytuacja… Oddychał ciężko, nieco się trząsł. Sam nie rozumiał, czemu reagował w taki sposób, ale to wszystko działo się już wbrew niemu. Nie był zły, nie był smutny, nie czuł nawet samotności. To było jak wielka pustka, która pożera całe jego wnętrze. Stało się nieprzyjemnie zimno, ale poza lekkim drganiem ciała, w ogóle na to nie reagował. Chyba dopiero teraz, kiedy to wszystko stało się bez krzyków, zrozumiał powagę sytuacji. Lada moment to wszystko może się zmienić, może nawet staną się dla siebie obcymi. Dlaczego do tego doszło…
Wstał w końcu, czując jak łomocze mu w głowie. To było okropne, jak gdyby wypił za dużo, a teraz miał wracać w tym stanie do domu. Odszedł parę kroków, byle dalej od tej barierki, przy której przed chwilą jeszcze była. Nie chciał nawet analizować tej rozmowy w głowie po raz kolejny. Przeżyć to raz było i tak wystarczające.
Usłyszał kroki. Czyżby wróciła? Odwrócił się, bardzo powoli. Delikatny uścisk na ramieniu, odczuwalna woń jej perfum, które znał doskonale. Serce waliło mu jak oszalałe, w głowie czuł jeden, wielki zamęt. Laila… Tak przestraszona, tak niewinna i krucha. Bał się, że dziewczyna lada moment się rozpłacze. Że przewróci się, lub załamie, tak jak on przed chwilą. Gdy jednak dotknęła jego policzka, aż zadrżał, wiedząc już, co to oznacza. Nie musiała nic mówić. Po prostu stanęła, pocałowała go jeden raz, drugi, trzeci… Wirowało mu w głowie. Nie miało to już znaczenia. Patrzyła na niego, a słodki smak ciągle pozostawał na jego wargach. Może nie powinien, ale…
Odnalazł jej ręce, by spleść ich palce razem, impulsem ściskając ich dłonie razem. Nachylił się nad nią powoli, ostrożnie, nie chcąc jej spłoszyć. Pocałował ją lekko, przez krótką chwilę pozostawiając wargi przy wargach. Czuł jej oddech, wsłuchiwał się w niego, kiedy czekał tak z zamkniętymi oczyma. Nie był pewien, ale chyba lekko się uśmiechnął.
-Jestem przy Tobie – wyszeptał tylko, wypuszczając z płuc drżące powietrze. Kolejny pocałunek, teraz już nieco dłuższy i namiętniejszy, następny, jeszcze jeden… Nie chciał odsunąć się od niej, rozkoszując się tym słodkim smakiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 0
Dodatkowo : animag (irbis), teleportacja
  Liczba postów : 1637
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5138-laila-howett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5139-laikowo-3
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5141-laikowe-papierki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7169-laila-howett#204311




Gracz






PisanieTemat: Re: Ogromny pomost nad jeziorem   Pią Lip 12 2013, 17:36

Tak. Rzeczywiście. Nigdy nie rozmawiali jakoś szczegółowo o jego rodzinie. Nie było takiej potrzeby. Laila wiedziała tyle ile potrzebowała. Przecież nie oczekiwała, że jej to zaraz wszystko wypisze na kartce, a ona uzna, że trzeba mu pomoc. Chyba Charles nie chciał litości i może dlatego jej tego nie powiedział tak od razu. Po prostu potrzebował czasu. Czasu dla nich, żeby zbadać czy ich więź jest silna, czy może runie jeśli zaraz się pokłócą. To możliwe, nie? W końcu była kłębkiem wszystkich emocji, które nijak miały się do rzeczywistości. To niesprawiedliwe. Czemu inni mogli byś ustabilizowani psychicznie, kiedy ona... Ona musiała mieć pakiet wszystkiego po trochu. Ale wychowywała się z nim. Jak z kimś z kim można robić dosłownie wszystko. Inne dziewczyny miały szereg koleżanek, a ona oprócz tego miała jeszcze Charles'a. Zawsze uważały, że pomiędzy nią, a Cartwright'em coś jest. Bo w końcu Howett tak łatwo się z nim dogadywała. To było takie proste... Po prostu rano wstawała z łóżka, zakładała mundurek i była jak wszyscy, ale z Charles'em nie musieli nikogo przed sobą udawać. Może dlatego kiedy wszyscy rzucili się w wir szukania pary... Ona tego nie potrzebowała? Jej para to był najlepszy przyjaciel, z którym czuła się bezpiecznie. To ile ich łączyło... Było chyba historią, której nawet najlepszy pisarz nie byłby gotowy opisać. To jedna wielka mieszanka emocji... A jeśli miała mieć tragiczne zakończenie? Co jeśli własnie teraz psuli wszystko?
Jakby na znak tych obaw mocniej ścisnęła jego dłoń i oddała się kolejnym pocałunkom, ale potem po prostu do niego się przytuliła. Nie chciała się ruszać. Wiedziała, że jeśli stąd pójdzie... Będzie musiała to przemyśleć. Przemyśleć milion spraw. Przemyśleć i zaplanować. Stawić czoła konsekwencjom, które mogą być dość... Szalone. To chyba by jej przeszkadzało... Deszcz decyzji do podjęcia. Właściwie w tej chwili... Nie wiedziała, co ma zrobić. Filipa znała od niedawna, ale wiedziała, że narobiła mu nadziei... A Charles? Charles'a znała od zawsze. Od maleńkości. Była z nim połączona sytuacją praktycznie każdego rodzaju, a nie mogła pozbyć się wrażenie, że teraz wszystko będą przeżywać na nowo.
Miał rację. Nie chciała stąd odchodzić. Nie chciała go zostawić. Wiele by dała, żeby teraz zatrzymać czas. Chociażby do momentu, w którym będzie wiedziała, co powinna zrobić. Jego cicha obietnica, która zaprzeczyła jej przeczuciu straty, tańczyła gdzieś w myślach zadowolona... Ale z czego? Z czego tu się cieszyć? Laila próbując to uciszyć zacisnęła mocniej powieki tym samym wzmacniając uścisk. Nie chciała go puścić, bo wiedziała, że wtedy spotykają się ich oczy. Może ktoś z nich zada kłopotliwe pytanie, może dojdzie do czegoś w stylu: "zapomnijmy o tym" choć żadne z nich nie zapomni. Howett namieszała. Znowu. Może nie robiła wody z mózgu tylko jemu, może sobie też. Może mieszali jednocześnie.
I choć przytulała go już milion razy. Choć zbierał ją nie raz z podłogi kiedy płakała, to nigdy to nie dotyczyło tak bardzo ich. I teraz miała wrażenie, że ten uścisk, ten pocałunek. Zdecydowanie znaczy coś więcej... Wzniosła głowę delikatnie ku górze próbując wyczytać emocje z jego twarzy. Znów powoli wspięła się na palce, by zwrócić jego uwagę na swoją obecność. Choć niemożliwym było, żeby zapomniał...
Chyba swoją obecnością wypełniali całą rozległą przestrzeń. Howett musnęła go delikatnie w policzek.
- Cokolwiek... Cokolwiek się stanie. Musisz wiedzieć... Że dziękuję Ci za wszystko, co dla mnie zrobiłeś. Wiem, że nigdy nie stracę tych wspomnień. - I może od zawsze byłeś kimś kogo chciałam znaleźć. - Laila opiekunka. Znów stanęła na swojej normalnej wysokości i głośno westchnęła... Nie chciała o tym myśleć. Choć noc była złośliwa i chciała przynieść poranek, który będzie obfitował w szeroki bilans strat. Wolną dłonią ścisnęła krawędź jego koszulki bawiąc się nim.
I kim ona teraz dla niego była? A kim on? Nawet nie mogli zrzucić ten na alkohol. Oboje byli cholernie trzeźwi. A Laila drżała, bo chyba po raz pierwszy w życiu miała wrażenie, że coś się dzieje naprawdę i nie zdoła uciec od konsekwencji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : Eastleigh / Hereford / Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 5566
Dodatkowo : zaklęcia bezróżdżkowe, opiekun Gryffindoru
  Liczba postów : 1475
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5994-archibald-jeremiah-blythe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5997-archowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5998-archibaldowa-poczta#170933
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7372-archibald-blythe#207289




Gracz






PisanieTemat: Re: Ogromny pomost nad jeziorem   Pią Lip 12 2013, 17:58

Archibald nieprzerwanie obserwował czynności wykonywane przez kobietę, nawet subtelnie się uśmiechając. Starzec mógłby się zastanowić przed wskakiwaniem do wody; gdy Blythe przechodził pomostem nie widział tu nikogo innego. Choć ostatecznie nie znał powodu, dla którego Japończyk wylądował w jeziorze, nie miał też jak go poznać, skoro ciężko było się z nim porozumieć.
- Nie, dziękuję - odmówił, nie mając ochoty na czekoladę. Spojrzał wymownie na starca i dał znać kobiecie, że powinni go odprawić z tego miejsca wspólnymi siłami. Zapewne nie patrzyłby na nich zbyt przychylnie, gdyby okazało się, że dorośli załatwiają sobie alkohol, gdy w pobliżu może być młodzież. Demoralizacja, łamanie zasad i te sprawy.
Ostatecznie przekonali go, że przyda mu się spacer, porozumiewając się na migi i śmiejąc w duchu z samych siebie. Musieli wyglądać komicznie pokazując różne wyrazy. Takie rzeczy raczej nie leżały w zwyczajach Archibalda, ale za bardzo chciało mu się wina, zdecydowanie. Miewał takie momenty, peszek.
- Trochę tępy, ale przynajmniej zrozumiał - stwierdził, gdy staruszek chwiejnie oddalał się pomostem, zachwycając się czekoladą.
- Mam nadzieję, że skrzaty rozumieją trochę lepiej niż on - dodał, po czym mruknął pod nosem - yamato - zapamiętał przydatne zaklęcie przywołujące japońskie skrzaty domowe.
- Serdecznie proszę o wybranie wina - skłonił się uprzejmie, zanim skrzat teleportował się przy ich stopach. - Byle nie wytrawne - dodał jeszcze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Romford
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 203
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 202
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6086-charles-cartwright#172522
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6089-charles#172568
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6090-sowa-charlesa#172571




Gracz






PisanieTemat: Re: Ogromny pomost nad jeziorem   Pią Lip 12 2013, 18:26

Miał wrażenie, że tępe pulsowanie w głowie ustaje, a cały ten wir w końcu się porządkuje. Nie dlatego, że wiedział, co powinien zrobić, o nie. Szczerze powiedziawszy wiedział, że tym, co zrobili, coś zmienili. Przekroczyli barierę przyjaźni, której niemo obiecali strzec. Ona miała Filipa, a Charles ją całował. Przed chwilą Laila była jeszcze wrogo do niego nastawiona, a teraz muskała jego policzek. Gdy odejdą stąd, nic nie będzie takie, jakie było przedtem. Czy będą w ogóle o tym rozmawiać, czy może milczeniem będą reagować na każde wspomnienie tej chwili? W dodatku to okropne uczucie, że nie wie, czego właściwie od niej chce… A jednak czuł się spokojny, przynajmniej teraz, kiedy z nią był. Nie zawracał sobie tym głowy, jeszcze nie musiał. To co zrobi, jak uporządkuje te myśli, będzie należało do zadań przyszłego Charlesa. Teraźniejszy Charles skupiał się obecnie na czymś innym.
Więc jednak coś do niej czujesz? Jego twarz nie zdradzała toczących w głowie wojnę myśli. Nie znaczyły jej zmarszczki żadnego grymasu, żadnych uczuć, niczego. Nie wiedział, co o tym myśleć. Nie wiedział, nie wiedział, nie wiedział… Te słowa pobrzmiewały złośliwie, niczym echo, w jego myślach. Niesamowite, że pomimo tego był taki opanowany i… (Szczęśliwy?) Bujał się z nią, gdy wtulała się tak w niego, wyznaczając regularny rytm. Tak było dobrze, tak. Schylił się jeszcze trochę, by było jej nieco łatwiej. Pogładził jej policzek, potem przejechał palcami delikatnie wzdłuż jej szyi, zatrzymując dłoń na ramieniu. Nie mógł jednak dłużej na nią nie patrzeć, bo to było niczym przeciągająca się męka. Oddalił nieco swoją twarz, by utonąć w jej spojrzeniu. Chciał w nim uchwycić wszystkie emocje, nawet te najbardziej ukrywane. Chciał zrozumieć, co czuje, bez mówienia tego na głos. Poniekąd chciał po prostu tak wpatrywać się w jej tęczówki, dla samego spoglądania. Sam nie rozumiał, dlaczego to robi. Dlaczego po prostu nie odejdzie, dlaczego to kontynuuje. Nie potrafił jednak jej puścić, jak gdyby miało się to równać oddaniu jej całemu światu. A teraz, kiedy była tu, tak blisko, była w jakiś sposób jego, tylko i wyłącznie.
-Ciii – powiedział cicho, przykładając usta do jej czoła. Przymknął powieki, palcami jeżdżą po jej plecach i ramieniu, spokojnie, nieco drażniąco. Zwinnie przesunął je na obojczyki, gdzie popłynął wprost z ich linią, by na końcu niemal tanecznie objąć jej szyję. –To ja Ci dziękuję, Lail. I przepraszam Cię. Za wszystko. Za wszystko… - powtórzył nieco ciszej, po czym zamilkł. Bał się, że gdy ich usta ponownie się złączą, nie będzie umiał już nad tym panować. Teraz czuł spokój, ale gdy tylko ich wargi dotykały się nawzajem, w jego głowie wszystko się przewracało. To było jak natychmiastowy narkotyk, którego działanie można było przerwać w każdej chwili – gdy tylko się odsuwała, gdy zaprzestawali tej bliskości.
-Jeżeli miałabyś mieć przez to problemy, to powiedz, że to ja. Że to ja Cię całowałem, że to ja nie chciałem wypuścić Cię ze swoich objęć – powiedział nieco bardziej trzeźwo. Jego myśli poszybowały już w odłamy przyszłości, w której przez to, co zrobili, Laila mogła mieć kłopoty. Choćby na tle jej chłopaka. A nie chciał, by to wszystko zepsuło jej związek, który dopiero się rozkręcał. -Słyszysz, Laila? –Chwycił jej twarz w dłonie, by spojrzeć jej w oczy. –To, co się tu wydarzyło, a także to, co się wydarzy możesz, a wręcz powinnaś, zarzucić mojej osobie. Jeśli chodzi o mnie, nie będę się wypierał tego, co miało tu miejsce. Ciii. Nawet nie próbuj zaprzeczać – powiedział miękko, spoglądając ukradkiem na jej usta, które jeszcze przed chwilą kosztował. Nie mógł się powstrzymać. Raz jeszcze ją pocałował, delikatnie, lecz zupełnie pewnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 31
Skąd : Canada
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 29
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 24
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6157-robin-scherbatsky
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6161-hej-ty-to-co-moze-jakas-relacyjka#174532
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6162-halo-tak-tu-sowia-poczta-szczerbackiej#174533




Gracz






PisanieTemat: Re: Ogromny pomost nad jeziorem   Pią Lip 12 2013, 18:32

Staruszek był upierdliwy jak małe dziecko. Z trudem udało się go namówić na opuszczenie pomostu. Robin uważnie odprowadziła go wzrokiem, by znów nie wpadł do wody, gdyż chwiał się na wszystkie strony. Potem odetchnęła z ulgą.
- Ech, ci Japończycy i to do tego starzy . - powiedziała ze śmiechem tak, jakby znała ten naród od przynajmniej kilkunastu lat. Wstała z kolan i otrzepała swoją szatę, pozbywając się z niej drobinek piasku. Nie wiedziała, że ten dzień będzie aż taki... dziwny. Nie mogła powiedzieć, że ekscytujący, bo to byłoby dość nietaktowne, gdyż mogło się to skończyć katastrofalnie. No cóż, dobrze, było to było i więcej nie chciała się spotkać z tym staruszkiem. Założyła się jednak, że jeszcze go gdzieś spotka, gdy będzie spacerować gdzieś w okolicach. - Dobrze, że go wyłowiłeś. Gdybyś tam nie był, nie pomogłabym mu. Nie umiem pływać.
Nie umiała. Wiele razy uczono ją tego, ale po prostu nie umiała. Bała się zanurzyć głowę pod wodę, nienawidziła wody w uszach i nosie. I nikt nie przekona ją do tego, że woda jest super. Oczywiście, myła się. Poziom wody w wannie nie był dla niej wyzwaniem. Chyba była z tego dumna.
- Wina? Yyyy... - otworzyła szeroko oczy. Okej, nigdy nie piła jakiegoś dobrego wina, tylko jakieś sikacze za kilka knutów, które można było kupić od sprzedawców na ulicy Pokątnej. Od tego wszystkiego wolała Ognistą Whiskym, jej ulubiony napój na każdą porę dnia. On leczył! Uzdrawiał wszystko i wszystkich. - No wiesz, nie jestem jakimś tam sommelierem, nie wiem nic o rocznikach, bukietach czy tych innych sprawach...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 0
Dodatkowo : animag (irbis), teleportacja
  Liczba postów : 1637
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5138-laila-howett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5139-laikowo-3
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5141-laikowe-papierki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7169-laila-howett#204311




Gracz






PisanieTemat: Re: Ogromny pomost nad jeziorem   Pią Lip 12 2013, 19:25

Howett czuła się zagubiona. Jej uczucia nie były jednoznaczne. Nie marzył się jej koniec przyjaźni z Charles'em, a byli tak zagubieni, że żadne z nich nie potrafiłoby teraz zaproponować jakiegoś logicznego rozwiązania. W momencie pocałowania Charles'a cały świat Laili znów sobie wesoło upadł.Właśnie zraniła Filipa, który pewnie spał, w którymś z domków, albo i pił z innymi Kanadyjczykami... Nieważne. Cokolwiek robił, pewnie czuł, że u niej wszystko w porządku, że rano się spotykają, a Laila będzie tak samo uśmiechnięta jak zawsze. Przecież nic nie może popsuć ogólnie panującej sielanki. Right?
I z każdą myślą tego rodzaju co raz mocniej się w niego wtulała. Co raz mocniej wyczuwała jego zapach chcąc go chłonąć przez najbliższych kilka lat świetlnych. Słuchała teraz bicia jego serca zastanawiając się czy działa tak szybko jak jej. Ciekawe na jakiej zasadzie porusza się ten mięsień i czym tak naprawdę się kieruje. Howett uniosła głowę do góry, kiedy on do niej mówił. Coś o poniesieniu winy, coś o tym, żeby wszystko zrzuciła na niego. Gdzieś pomiędzy tymi słowami znalazło się miejsce na kolejny pocałunek, który odwzajemniła ze znaną im od niedawna intensywnością. Objęła jego szyję dłońmi, kiedy tylko on skończył swój wywód.
- Nie mogę Charles. Zawsze dzieliliśmy się wszystkim. Pozwól mi... Pozwól mi nie kłamać. Wiem, że to wszystko jest trudne. Ja nie chcę grać świętej. - Powiedziała czując, że jej oczy powoli się zaszkliły, jakby wyczuwając, że ich czas dobiega końca. Pierwsze promienie słońca postanowiły wstać, aby wraz z innymi ogłosić, że nadszedł nowy dzień. Ciemność odchodziła w niepamięć, a ona z biegiem tego czasu potrafiła wyostrzyć wzrok, by dostrzec każdy element jego twarzy. Pamiętała ten przejęty wyraz i nigdy... Nigdy nie dotyczył jej. To był znak, że trzeba mu pomóc. To był znak, że ma go przytulić. Sprawę komplikowały chyba drogi, którymi kroczyli. Były inne... On przecież też chyba nie był świadomy, że ktoś oprócz Laili może coś do niego czuć gotów się nim zaopiekować. Wyskoczyć z domku chociażby nad ranem... A Laila? Ciężar, który sprawiło jej teraz sumienie... Nie. Tego nie da się naprawić.
Machnęła głową widząc, że rzeczywiście jest już ranek... A raczej zaraz nadejdzie. Spojrzała na linię horyzontu. Oderwała się od niego, by stanąć przy barierce i wsunąć obie dłonie w kieszenie... Lecz długo nie wytrzymała i zaczęła odrzucać do tyłu włosy, które jak na złość chciały znaleźć się na jej ramionach.
- Charles. Ja muszę mu powiedzieć. Niezależnie od tego.. Co będzie z nami. Ja nie mogę go okłamywać. On jest... Wyjątkowy Charles... A teraz zdaję sobie sprawę, że jestem taka sama jak te rozchwiane emocjonalnie nastolatki, które najchętniej uwiesiłyby się na każdym chłopaku. Powiedz mi... Powiedz mi, że chociaż Ty nikogo dzisiaj nie zraniłeś. - Jej głos wyrażał bardziej błaganie, bo teraz chyba przyszło coś gorszego. Już teraz wiedziała, co on może do niej czuć i nie mogła zaprzeczać, że wzięło się to z jednostronnej relacji.
- Potrzebuję czasu Charles. Potrzebuję twojej obecności, ale jednocześnie wiem, że tylko myśląc o tym sama... Zdobędę się na odwagę, żeby jakoś to zaakceptować? Ale... - Pisnęła ostatnie słowo upadając na pomost i zaraz zwijając się w kłębek.
Zagubiona Laila, w skomplikowanej sytuacji, kiedy nie chciała rzucać żadnego z chłopaków na pożarcie. Płakała. Płakała cicho, zastanawiając się co musiało się stać, aby nie widziała wcześniej swoich uczuć do Charles'a i pozwoliła natomiast zranić Filipa... Cokolwiek się stanie w przyszłości. Tu coś się zmieniło.
Japonio. Cóż za cudowne wakacje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Romford
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 203
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 202
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6086-charles-cartwright#172522
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6089-charles#172568
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6090-sowa-charlesa#172571




Gracz






PisanieTemat: Re: Ogromny pomost nad jeziorem   Pią Lip 12 2013, 19:57

Nie sądził, że ta noc tak szybko przeleci. Nie mogli przecież stać tu w nieskończoność… Mógł tylko przypuszczać, jak ciężki dzień zaczynał się wraz z wstaniem słońca. Bo jeszcze nie wiedział. Choć pierwsze obawy już go chwytały, być może dlatego, że Laila wymykała się już z tego, co przez chwilę stworzyli między sobą. Charles, czas się ogarnąć. Nie możesz sobie za dużo wyobrażać. Nie możesz jej niepotrzebnie ranić… A nie zraniłeś jej już teraz?
-Laila. – Zgrabnym ruchem ręki zaczesał swoje włosy do tyłu. W myślach zbierał słowa, budując z nich niezgrabne zdania. –Rozumiem Cię, ale tak będzie łatwiej, uwierz mi. Do czasu, aż wszystkiego dobrze nie przemyślisz… I ja też. Nie chcę obiecywać Ci czegoś, czego potem nie będę mógł Ci dać. To dla mnie równie ciężka sytuacja, naprawdę. –Puścił ją, gdy odeszła do barierek, ale sam nawet nie ruszył się z miejsca. Obserwował ją z poczuciem pustki, zbierając się na znalezienie jakiegokolwiek rozwiązania. Czy był jednak w stanie cokolwiek wymyślić? Nie, raczej nie, przynajmniej nie teraz, nie w chwili, kiedy było to świeże.
-Nie możemy tego powtórzyć… Wiesz o tym. Nie chcę Cię ranić, nie chcę też psuć Twojej szansy na szczęśliwą przyszłość. Będę przy Tobie, będę zawsze, niezależnie w jakiej roli, ale nie zostawię Cię z tym wszystkim samej. Obiecuj mi, Lail, że postarasz się naprawić to wszystko z Filipem. Proszę Cię o to… z całego serca.
Upadła. Usłyszał jej płacz.Nie. Nie. Nie. Proszę, Laila, proszę, nie…
Rzucił się ku niej, by momentalnie wziąć ją w swoje ramiona. Nie robił tego już w sposób podobny do tego, jak przed chwilą. Robił to jak przyjaciel, którym zawsze był. Znał ten stan, nieraz już zbierał ją z podłogi, ale… Ale to było inne. Wiedział, że miał w tym swój udział. Że to poniekąd przez niego. To budziło odrazę do samego siebie, ale nie miał czasu się nad tym zastanawiać. Tulił ją mocno, uspokajająco, nie mógł jej wypuścić, to Laila, Laila nie płacz, proszę Cię, tak nie może być, spokojnie, spokojnie, już lepiej, co, trochę chociaż, nie płacz, nie płacz, nie płacz, nie płacz, proszę…
Wtulił twarz w jej włosy, tworząc z ramion bramę między nią, a światem. Jej łzy spływały na jego koszulkę, która piła je wszystkie zachłannie, pozostawiając mokre plamy w różnych miejscach. Już nie liczyło się to wszystko, teraz najważniejszy był tylko jej stan, ważne było tylko to, by więcej nie płakała. Chciał jej uśmiechu, jej szczęścia i radości.
-Nie płacz, ciii, proszę… Jestem przy Tobie, obiecałem, prawda? Wszystko się ułoży, nieważne jak źle jest… Szkoda Twoich łez, Lail, nie płacz, proszę, nie przeze mnie, dobrze, bo to wszystko, ta sytuacja, my, on, ty, nie płacz, nie płacz… - mówił tak szybko, że sam nie nadążyć za tymi myślami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 0
Dodatkowo : animag (irbis), teleportacja
  Liczba postów : 1637
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5138-laila-howett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5139-laikowo-3
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5141-laikowe-papierki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7169-laila-howett#204311




Gracz






PisanieTemat: Re: Ogromny pomost nad jeziorem   Pią Lip 12 2013, 20:26

Howett machnęła głową. Znów ją objął, a ona drgnęła. Musiała stąd już iść. Każda sekunda, która przedłużała jej pobyt tutaj, wcale nie działała dobrze na jej psychikę. Serio. Wstała powoli z pomostu i teraz patrzyła na niego z góry (chyba po raz pierwszy dzisiejszej nocy).
- Masz rację. Kocham Cię. Ale... Ale chyba nie możemy być razem. I nie tylko przez Filipa. To jest w nas głębiej. Żadne z nas nie załatwiło swoich spraw. Żadne. Byliśmy dla siebie wsparciem. Byliśmy Charles. Kłamałabym gdybym powiedziała, że wszystko będzie jak dawniej. Wiem, że to jednorazowa akcja. Wiem, że nie mogę być kimś więcej dla Ciebie. Ja wiem. Ja po prostu muszę iść. - Wzruszyła ramionami i zaczęła energicznie iść do końca pomostu, gdzie zgrabnie zeskoczyła na ścieżkę, ale już się nie obracała. Kiedy ostatnio to zrobiła zaczęli się całować. Gdyby rzeczywiście byli sobie pisani chyba by się to zakończyło inaczej, ale ponieważ... Ponieważ było właśnie tak, to musiała wrócić do domku. Pójść spać. Ubiec plotki i powiedzieć Filipowi. Potem go przeprosić, że nie umie się zdecydować i bawi się ludźmi jak zawsze. Żenada.
Szła co raz szybciej próbując uspokoić skaczące nerwy. Ale chyba nic nie pomagało. Wstąpiła do swojego domku i zamknęła drzwi z hukiem nie zwracając uwagi na niezywych lokatorów. Wyciągnęła z kufra butelkę ognistej i nalała trochę do szklanki obserwując brunatną ciecz... To ostatnia rzecz, po którą powinna sięgnąć, ale dzięki temu szybciej zaśnie, zapomni i tyle.

[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Romford
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 203
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 202
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6086-charles-cartwright#172522
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6089-charles#172568
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6090-sowa-charlesa#172571




Gracz






PisanieTemat: Re: Ogromny pomost nad jeziorem   Pią Lip 12 2013, 20:43

Nie miał sił, by ruszyć się z miejsca. Zastanawiał się, co było gorsze: stan złowrogości w stosunku do siebie, czy rozpoczęcie nowego rozdziału, który prawdopodobnie nie będzie miał swojej kontynuacji. Nie przeszkadzało mu to, w końcu Filip… Gdyby z nim zerwała z jego powodu, nienawidziłby siebie już zawsze. Odbijanie dziewczyny, zupełnie nie pasowało do męskiego kodeksu. Nie znał chłopaka osobiście, ale nie zrobiłby tego ani jemu, ani jej, ani sobie. Nikomu. Może lepiej będzie, jak to on usunie się w cień tego wszystkiego? Jak rzeczywiście da Laili spokój? Gdyby go nie było, miałaby szczęśliwy, niczym niezakłócany związek. A tak najwspanialszy Charles wkopał w to swoje brudne paluchy.
Był przygotowane na różne zwroty akcji, ale na pewno nie na taki. Mimo to nie zapomniał wziąć ze sobą paczki papierosów, trzymanej w torbie na jakieś przyszłe imprezy. Siedząc ciągle na podłodze, w miejscu gdzie jeszcze przed chwilą uspokajał Lailę, wysunął z paczki papierosa i zapalił go spokojnie. Może nieco drżały mu palce. Czuł pustkę. I czuł się słaby. Wdech, powolny wydech, szary dym… Idealne zakończenie nocy.
Gdy skończył, zgasił niedopałek o ziemię i wstał, nie strzepując z siebie kępek trawy czy brudu. Tak jak stał, nieco wstrząśnięty, ruszył w stronę domków. Musiał pomyśleć, co dalej. Obiecał, że jej nie zostawi, jednocześnie wiedząc, że lepiej będzie bez niego. Sam nie wiedział, co powinien zrobić. Nie wiedział.

[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : Eastleigh / Hereford / Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 5566
Dodatkowo : zaklęcia bezróżdżkowe, opiekun Gryffindoru
  Liczba postów : 1475
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5994-archibald-jeremiah-blythe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5997-archowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5998-archibaldowa-poczta#170933
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7372-archibald-blythe#207289




Gracz






PisanieTemat: Re: Ogromny pomost nad jeziorem   Pią Lip 12 2013, 21:49

Uśmiechnął się (szalony jakiś tego dnia z tymi uśmiechami na prawo i lewo), najwyraźniej wciąż rozbawiony sytuacją. Dawno nie grał w mugolskie kalambury. Może powinni spróbować tego po kilku łykach wina? Nie mam pojęcia jak Robin, ale Arch na pewno świetnie by się bawił, choć wino zwykł traktować dosyć poważnie. Zazwyczaj nie wykorzystywał go do wprowadzania się w stan zwany upojeniem, szkoda dobrego trunku, kiedy można znaleźć bardziej podrzędny, lepiej się do tego nadający.
- Nie mam pojęcia, jak się tam znalazł. Z kolei gdybyś Ty przypadkiem się nie pojawiło, moje ratowanie poszłoby zupełnie na marne, nie znam się na medycynie - odrzekł. - Zresztą, chyba to zauważyłaś - dodał, wykonując w powietrzu gest, mający sugerować uderzanie nieprzytomnego Japończyka, pełnego zbędnej wody, w policzek, aby go ocucić. Ach, te zdolności!
Po raz kolejny uśmiechnął się, gdy wybór wina tak ją speszył. No cóż, sam próbował już wielu, zarówno tych z wyższej półki, jak i tych podrzędnych, jeśli nic innego nie było pod ręką.
- Pozwolisz więc? - zapytał, jakoś zapominając, że wypadałoby najpierw zapytać, zanim przejdzie się na "ty". - Białe wino, półsłodkie. Dwa kieliszki. I serwetka - poinstruował skrzata, który posłusznie zniknął. Nie było sensu rozwodzić się nad rocznikami i bukietami, Arch niestety nie wiedział co może zaproponować japońska winiarnia, tudzież piwnica ich świetnego ośrodka wypoczynkowego. Coś mieć musieli, skoro skrzat zniknął, a tyle Blythe'owi wystarczało.
- Co pijesz, skoro nie pijesz wina? - zapytał, żeby jakkolwiek zacząć rozmowę. - Wino jest najlepsze - dodał od siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Ogromny pomost nad jeziorem   

Powrót do góry Go down
 

Ogromny pomost nad jeziorem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Pomost, na północnym krańcu jeziora
» Rozłożyste drzewo nad jeziorem
» Chatka nad jeziorem
» Nad Jeziorem
» Rozłożyste drzewo nad jeziorem

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
reszta świata
 :: 
japonia
 :: 
Jezioro Kawaguchi
-