IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Kąpielisko

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Anglia, Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1292
  Liczba postów : 1621
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5219-casper-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9145-nowy-poczatek-jest-koncem-czy-jeszcze-nie#256103
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9144-nowa-sowa#256102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7167-casper-villiers#204308




Gracz






PisanieTemat: Kąpielisko   Sro 10 Lip 2013 - 20:33



Podobno ta część jeziora jest jakoś połączona z gorącymi źródłami i stąd ciągle ciepła woda nawet w zimniejsze dni!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Glasgow
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 156
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 158
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5885-josephine-d-artois#167879
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5886-josephine
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5887-szekspir-sowa-josephine#167907




Gracz






PisanieTemat: Re: Kąpielisko   Czw 11 Lip 2013 - 14:57

Nie chciała się sama przed sobą przyznać, do tego co czuje. Tak było właściwie zawsze, emocje spychała gdzieś na dno, tłumiła je i uważała, że tylko zdrowy rozsądek ma rację bytu. W końcu to właśnie on odpowiadał za porządek w domu, którego jej mężczyźni, czyli ojciec i brat, jakoś nie potrafili utrzymać. To nie tak, że była bezduszna albo pozbawiona serca. Dla bliskich miała go bardzo dużo, ale nauczyła się robić bilans zysków i strat, a emocje zazwyczaj dokonywały spustoszenia, na które nie mogła sobie pozwolić. To również nie tak, że nie potrafiła się śmiać i bawić. Przeciwnie, uśmiechała się bardzo często, lubiła też zabawę, ale dopóki była pewna, że niczym to nie grozi.
KONSEKWENCJE. Słowo, które zawsze dźwięczało jej w uszach, ilekroć musiała podjąć nawet najbardziej błahą decyzję. Nie wierzyła w miłość, w każdym razie nie w taką, która mogłaby przetrwać wszystkie próby, i nie wyglądała swojego księcia z bajki. Nie marzyła o wielkiej miłości, to znaczy oficjalnie. Bo nieoficjalnie gdzieś tam na dnie duszy chciała być dla kogoś całym światem, pozwolić by czasem ktoś podejmował za nią decyzje, by nie musiała brać całego ciężaru życia na własne barki. Żeby mogła się nim z kimś podzielić.
Ślub Ellie i Drake'a wytrącił ją z równowagi bardziej, niż mogłaby przypuszczać. Nie podzieliła się z nową panią Bennett swoimi wątpliwościami, w końcu i tak nic by to nie dało, prawda? Poza tym, Ellie musiała być pewna swojej decyzji, co nie zdarzało się właściwie nigdy. Konkluzja- musiała bardzo kochać Drake'a i być przekonana o jego wzajemności. Josephine się bała. Bała się, że małżeństwo Ellie odsunie ją na dalszy plan, że nie będą sobie już tak bliskie, że nie daj Merlinie, pojawi się ciąża, pieluchy, że życie Bennettów nabierze tempa, a ona zostanie w tyle. Sama. Jak zawsze. Może powinna znaleźć sobie faceta. O cholera. Może tak? Nie, to było nieracjonalne. Zupełnie. Póki co, Jossie naprawdę boleśnie odczuwała fakt, że ma puste łóżko. Że zupełnie odpuściła sobie relacje damsko-męskie, zajęta... no właśnie, czym? Nauką. Merlinie, litości.
Ktoś jej wspomniał o tym miejscu. Miała ochotę spłukać z siebie wszystkie wątpliwości, odzyskać wreszcie wewnętrzną równowagę, przekonać się, że wszystko jest dobrze, że Ellie nie mogła trafić lepiej i że w naturze jej przyjaciółki nie leży porzucanie. Miała ochotę jeszcze raz sobie powtórzyć, że nie potrzebuje miłości, że to wcale nie zazdrość kąsa ją bez przerwy, że to tylko pożądanie, z którym nie ma co zrobić. Jasna cholera, cholera, cholera!
Zrzuciła z siebie białą sukienkę, pod którą miała pasiasty dwuczęściowy kostium i wskoczyła do wody. Nie pieściła się ze sobą, nie bawiła w oswajanie z temperaturą, zresztą podobno były tu gorące źródła. Potrzebowała zmiany. Teraz. Już. Zamknęła oczy, wpadając z impetem pod powierzchnię. Jej włosy zakotłowały się jak splątane wodorosty. Uderzyła kilka razy stopami i wychynęła z wody, parskając i plując. Tak. Tak było zdecydowanie lepiej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Potters bar
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 236
Dodatkowo : Ćwierć-wil, rezerwowy obrońca
  Liczba postów : 492
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3560-merlin-faleroy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3561-abdrakadabry-merlina
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5349-glupia-sowa-merlina
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7199-merlin-faleroy#204423




Moderator






PisanieTemat: Re: Kąpielisko   Czw 11 Lip 2013 - 21:26

Pobyt w Japonii był naprawdę przyjemny dla Merlina. Co prawda trafił do pokoju z Dexterem Vanbergiem, w obliczu tak wielu, ciekawszych opcji, ale i tak miło było czasem posiedzieć z muzykiem, który przynajmniej nigdy nie odmawiał alkoholu. Niestety przez to Faleroy budził się każdego dnia z potwornym kacem, nie chcąc wstawać z łóżka, aż do późnego popołudnia. Ale przecież i tak, jeśli wychodził zbyt wcześnie, jedynie musiał walczyć ze słońcem. A Merlin raczej nie opalała się na złocisty kolor. Może z czasem. Na początku był czerwony, a jego wilowa skóra chyba wcale nie była przystosowana do ciągłego wystawiania się na promienie słoneczne. Okropne naprawdę.
Niestety Faleroy nie miał takich rozważań jak Jossie. Nie miał zielonego pojęcia, że Bennettowie wzięli ślub, a nawet jeśli by się dowiedział, nic innego niż kpiny z pary puchonków nie przyszłyby mu do głowy. Oczywiście nie to, że nie wierzył w miłość! Ona musiała istnieć! Ale taka, że ludzie się zakochują, tworzą rodzinę, znajdują stateczną pracę, dom i oczywiście dzieci do końca życia? Nie, tak to nie może wyglądać. Miłość musi być piękniejsza. Najlepiej nieosiągalna, pozornie na wyciągnięcie ręki, ale tak naprawdę niemożliwa do chwycenia. Leżenie pod gwiazdami, wymienianie się myślami, czasem odchodzenie od siebie, tylko po to by zatęsknić. I oczywiście idealne zgranie w łóżku, to bardzo ważna rzecz dla osoby jak Merlin, tak bardzo nastawionej na fizyczne przeżycia. No a na koniec okrutny ból, kiedy w bardziej lub mniej delikatny sposób wszystko się kończy. Och, idealna wizja!
Ale to było pewnie ostatnie o czym Faleory myślał w tej chwili. Aktualnie po pierwsze w ich niesamowitym domku skończył się alkohol i to on został wysłany, by uzupełnić zapasy. A biedny Merlin nie miał pojęcia gdzie ma tutaj znaleźć sklep! Co prawda ktoś mu wytłumaczył, ale wciąż się złościł na Vanberga, który zrobił taki burdel w ich pokoju! Bo przecież to nie mogła być wina Ślizgona, że żeby wyjść z domku, musiał przesuwać stertę brudnych bluzek. Faleroy zaniepokojony brakiem orientacji w terenie, szedł sobie, co chwila poprawiając czarne okularki i popalając papieroska. Miał jakiś dziwny staw o którym nie miał pojęcia, kiedy zorientował się, że parę kroków przed nim jakaś dziewczyna zrzuca sukienkę. Zdziwiony zatrzymał się czekając na resztę poczynań, ale niestety to by było na tyle, bo ta wskoczyła do wody. Wil podszedł do miejsca w którym przed chwilą stała i uśmiechnął się widząc, kto wynurza się z tego jeziorka.
- Nie jest ci zimno, Jossie? – zapytał uśmiechając się niewinnie do dziewczyny, po czym sam kucnął, by sprawdzić temperaturę wody. Och, jaka cieplutka. Faleroy zdjął klapki i usiadł na brzegu, mocząc nóżki.
- Nie przeszkadzaj sobie, ja tylko tu posiedzę i odpocznę – powiedział zaciągając się papierosem i podziwiając świetne widoki, w postaci krukonki w kostiumie kąpielowym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Glasgow
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 156
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 158
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5885-josephine-d-artois#167879
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5886-josephine
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5887-szekspir-sowa-josephine#167907




Gracz






PisanieTemat: Re: Kąpielisko   Sob 13 Lip 2013 - 22:18

Josephine w przeciwieństwie do Merlinka lubiła słońce. Oczywiście nie w nadmiarze, ale jej skóra szybko nabierała bursztynowego blasku i opalała się na wyjątkowo ładny kolor. Była zadowolona ze swoich współlokatorek, które były wyjątkowo sympatyczne i mimo że nie nadmiernie narwane, to jednak rozrywkowe. Było w porządku.
Słysząc głos Faleroy'a wzdrygnęła się i uniosła głowę. Jej uczucia względem ćwierć-wila oscylowały wokół intensywnej niechęci i nieufności. Denerwował ją. Był nieznośny. Zachwycony sobą, a jednocześnie dekadencki. Te cholerne geny wili sprawiały, że ludzie zupełnie głupieli w jego obecności. Ach, Merlin jest taki cudowny. Śliczny. Uroczy. Do obrzydzenia. Josephine miała uczulenie na ludzi zbyt pewnych własnych walorów, zadufanych i rozpieszczonych przez otoczenie, które na każdy ich ruch reagowało aplauzem. Z miejsca ich skreślała, uważając, że muszą być absolutnie do niczego- zepsuci i niewarci jej uwagi. A Faleroy drażnił ją bardziej niż ktokolwiek inny z tą swoją egzaltacją i... i w ogóle! Najgorsze było to, że urok wila wcale nie był tak nieodczuwalny, jakby sobie życzyła, co budziło w niej jeszcze większą niechęć i złość.
Odrzuciła mokre włosy na plecy i zmarszczyła lekko brwi, ciesząc się w duchu, że nie przyszło jej do głowy coś tak głupiego, jak kąpanie się nago. Szczęśliwie to Jossie, a nie Percy, w końcu pływanie na golasa to jego domena, hehe. Uśmiech Merlina bardzo ją rozdrażnił. Ona tu szuka samotności, wytchnienia, a ten nieznośny wil nie umie tego uszanować!
- Dziękuję za troskę, Merlinku- mruknęła ironicznie, starając się opanować. Owszem, nie lubiła go, nie życzyła sobie jego obecności, ale wywoływanie otwartego konfliktu nie miało większego sensu. Z drugiej strony fakt, że siedzi tu i bezczelnie obserwuje jej ciało naprawdę się Jossie nie podobał. Nie miała kompleksów, była zadowolona z siebie, ale do cholery kobieta powinna mieć jakiś wpływ na to, kto ogląda ją nago lub prawie nago!
- Czymże się tak utrudziłeś? Całonocnym piciem?- spytała, unosząc brwi w przesadnym zdziwieniu i rozkoszując się ciepłem wody. Dobra, Faleroy był najmniej pożądanym dodatkiem, ale samo miejsce było wspaniałe i D'artois nie pozwoli, żeby jakiś tam Ślizgon zepsuł jej tak przyjemne chwile.- Może nierozsądnie jest przerywać tak dobrą passę, bo jak mniemam jest niezwykle korzystna, sądząc po twoim wyglądzie?- Krukonka spojrzała na niego drwiąco. Merlin zawsze był szczupły, a papierosy i picie, któremu oddawał się od kilku dni w swoim domku poprawiały jego wyglądu. Oczywiście, był pociągający- w końcu miał w sobie ćwiartkę krwi wili, ale z pewnością nie można było go określić mianem imponującego okazu zdrowia. Ech, Faleroy, doprawdy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Potters bar
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 236
Dodatkowo : Ćwierć-wil, rezerwowy obrońca
  Liczba postów : 492
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3560-merlin-faleroy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3561-abdrakadabry-merlina
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5349-glupia-sowa-merlina
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7199-merlin-faleroy#204423




Moderator






PisanieTemat: Re: Kąpielisko   Wto 16 Lip 2013 - 20:40

Miała szczęście, on nie mógł wysiedzieć długo na słońcu. Chociaż swoją droga nawet lekko spalony na czerwono wil nie mógł wyglądać bardzo źle. Przynajmniej tak mi się wydaje, że trudno, żeby kiedykolwiek udało mu się wyglądać brzydko.
Ach, jakie to smutne, że tak nie lubiła Faleroy’a. On za to był fanem mądrych, ładnych krukonek. Nie był nieznośny, zachwycony sobą, może tylko odrobinę dekadencki. To przecież nie jego wina, że miał geny wili! On na to nieustannie marudził, twierdząc, że to przekleństwo i chcąc nie chcąc używał tego często nieświadomie. Ale faktycznie był rozpieszczany przez otoczenie poniekąd. Ludzie wybaczali mu jego wybryki, kiedy się czarująco uśmiechnął. Tylko raz coś nie zadziałało i nie zdał w jednej klasie, więc halo, miał czasem pod górkę.
A szkoda, że nie pływała nago, to byłoby dopiero super! W każdym razie on tutaj siada sobie spokojnie na brzegu, chcąc pogadać sobie z koleżanką, kiedy ta zwróciła się do niego po imieniu. On tu miło zagaduje, wsadza już nóżki do wody, żeby potowarzyszyć bardzo samotnej Jossie, a ta zwraca się do niego per MERLINKU. A warto przypomnieć, że Faleroy nienawidził jak ktoś się do niego zwraca po imieniu. Naprawdę, niczego nie wymagał, tylko, żeby ludzie mówili do niego po nazwisku. Więc w sumie właśnie wywołała otwarty konflikt, tym jednym początkowym słowem. Oczy wila z jasnobłękitnych zamieniły się w ciemnoniebieskie, kiedy geny harpii dały o sobie znać. Zamrugał gwałtownie i zaczął wstawać z miejsca, nie odpowiadając na pytanie krukonki. Zmrużył oczy, wykrzywiając się na jej kolejne słowa.
- Po co zadajesz mi kolejne głupie pytania, skoro już na początku udało ci się mnie zdenerwować, rzucając beztrosko zdrobnieniem mojego imienia – zapytał zaciągając się papieroskiem. Nie będzie tutaj stał z kimś kto tak do niego mówi. Przecież od pierwszej klasy przedstawiał się Faleroy, tylko wyjątkowo złośliwi nauczyciele mówili do niego Merlin.
- Nie mam pojęcia co ci zrobiłem i dlaczego uważasz się za lepszą od wszystkich. Miłego kąpania – powiedział rozzłoszczony wil, mrugając oczami, jak to miał w zwyczaju, kiedy miał jakąś świadomość tego jaki kolor mogą mieć teraz jego tęczówki. Niestety kiedy ruszał klapek wpadł mu do wody. Zirytowany Ślizgon sięgnął po różdżkę, ale wtedy zorientował się, że tak z niego czarodziej, że wziął jedynie jakieś zapałki Vanberga do zapalania papierosów, a różdżka musiała zostać gdzieś w ich burdelu w pokoju. Merlin zaklął pod nosem, zdjął drugiego klapka, ściągnął koszulkę i chciał zsunąć spodnie. Ale uznał, że nie ma ochoty rozbierać się do bielizny przed tą okropną dziewczyną, więc nie patrząc nawet na nią wskoczył do wody. Pewnie na brzegu nie była głęboka, ale i tak nie łatwo mu było znaleźć swojego bucika. Więc więcej kląkł i przecierał pociemniałe oczy, niż faktycznie wychodziły mu poszukiwania. Mimo to uparcie ignorował stojącą gdzieś tam obok niemiłą krukonkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Glasgow
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 156
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 158
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5885-josephine-d-artois#167879
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5886-josephine
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5887-szekspir-sowa-josephine#167907




Gracz






PisanieTemat: Re: Kąpielisko   Wto 16 Lip 2013 - 21:41

Ojej, Josephine nie chciała AŻ TAK mu dopiec. No dobrze, może trochę chciała. Nie lubiła Faleroy'a i nie miała ochoty na jego towarzystwo. Była złośliwa. No niestety, taki jej wątpliwy urok. A jednak widząc oburzenie Ślizgona, poczuła coś na kształt wyrzutów sumienia. Może nie powinna być aż tak zjadliwa? Ale przecież sam się o to prosił, zaczepiając ją przy każdej okazji, a teraz jeszcze uniemożliwił jej relaks! No bo jak się relaksować, kiedy na brzegu siedzi wil i się gapi na jej prawie obnażone, urocze ciałko?
Ech, wiedziała przecież, że tego nie lubi. Może to właśnie była najbrzydsza rysa na jej charakterze- zwykle wiedziała, jak uderzyć, żeby zabolało. Ale jego reakcja była jeszcze bardziej gwałtowna niż przypuszczała. Mimo wszystko Merlin był uroczy. W swoim zachowaniu przypominał trochę duże, niezdarne i wyjątkowo czarujące dziecko, które wygina usteczka w podkówkę, bo ktoś ośmielił się nim nie zachwycić. Więcej- sprawić przykrość! Sama nie wiedziała, skąd się nagle w niej wzięła potrzeba udobruchania go.
- Ej, to całkiem ładne imię. Nie bądź dzieckiem- rzuciła ugodowo, odrzucając włosy na jedno ramię i kładąc się na plecach. Nie chciała, żeby się na nią boczył. Nawet jeśli za nim nie przepadała. W końcu był słodkim wilem i prefektem. Jego kolejna uwaga trochę ją rozzłościła. - Ja się uważam za lepszą? To ty jesteś rozpieszczonym przez kobiety dzieciakiem, któremu się wydaje, że jest pępkiem świata i wszyscy powinni za tobą biegać- fuknęła. Nawet się nie zorientowała, kiedy obrażony wil pływał razem z nią, próbując złapać swojego klapka. Co za ofiara losu, naprawdę. Jossie nie była pewna, czy bliżej jej do wybuchnięcia śmiechem, czy pogardliwego prychnięcia. No dobrze, Merlin miał ładne oczy. To fakt.
- A więc... panie Faleroy- nie mogła sobie darować zaakcentowania jego nazwiska.- może panu pomogę w tej nierównej walce?- miała nadzieję, że Faleroy doceni jej zawoalowany gest, mający oznaczać zakopanie topora wojennego. Oczywiście nie mogła sobie darować tej drobnej złośliwostki, ale przecież już taka była. Śmieszne. Pływa sobie w wodzie z prefektem Slytherinu, który jest na nią śmiertelnie obrażony. Ech, dzieciak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Potters bar
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 236
Dodatkowo : Ćwierć-wil, rezerwowy obrońca
  Liczba postów : 492
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3560-merlin-faleroy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3561-abdrakadabry-merlina
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5349-glupia-sowa-merlina
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7199-merlin-faleroy#204423




Moderator






PisanieTemat: Re: Kąpielisko   Sob 20 Lip 2013 - 19:31

Boże, ale ona jest okropna, naprawdę, on jest przy niej istny aniołem. Merlin nigdy nie dopiekał innych, chyba, że wcześniej oni mu coś zrobili. A przecież on był zupełnie bez winy! Po prostu nie podobał jej się jego styl bycia, bo przecież nie znała go nawet za dobrze, pewnie sprytnie unikając jego super gadek. No normalnie się relaksować! Kiedy jest na plaży siedzi miliony takich Merlinów i podziwia jej nagie ciałko, więc dlaczego teraz miałaby się wstydzić? Bez sensu, naprawdę.
Faktycznie, jeśli chodziło o jego imię, Faleroy zawsze zachowywał się jak obrażone dziecko. Ale wcale nie był taki zawsze! Często śmiał się, kiedy ktoś mu dokuczał i wszystko co ktoś mówił traktował jako żart. Tylko tą jedną sprawę nigdy nie traktował obojętnie, lub z rozbawieniem. Z pewnością Josephine by nie uwierzyła, że Faleroy zazwyczaj nie obraża się kiedy ludzie się nim nie zachwycają. Ale kiedy mówią MERLIN, halo, co może zrobić. Tylko tupnąć noga, bo w końcu kobieta.
- Mogę uważać, że dziwka to ładne określenie dla dziewczyny, ale powstrzymuję się od mówienia tak na was, bo wątpię, że byście były szczęśliwe – powiedział obojętnie Faleroy wchodząc właśnie do wody w poszukiwaniu swojego klapka. Oczywiście wcale nie podobało mu się to słowo, ale co tam, to tylko jego odrobinę tylko wyolbrzymiony przykład, ale z odpowiednim w miarę przekazem. Nie spojrzał na nią wygłosiła swoją krótką tyradę. Wzruszył jedynie obnażonymi ramionami, na chwilę zaprzestając szukanie, bo jakimś cudem dojrzeć w wodzie, czy nie ma już ciemnych tęczówek.
- Wygląda na to, że mnie doskonale znasz – mruknął trochę ironicznie pod nosem, po czym wywrócił oczami. Pewnie to nie była nowość, że ktoś go w ten sposób ocenił. W końcu czy to nie przychodzi pierwsze na myśl, kiedy widzi się pięknego, podrywającego dziewczynę wila?
Szczerze mówiąc Faleory średnio docenił ten gest, głównie przez tą jej drobną złośliwość. Uznał, że mogłaby sobie odpuścić i zostawić ten niesamowity dowcip, na kiedyś tam, kiedy będzie spokojny.
- Masz różdżkę? – burknął jednak do niej w odpowiedzi, wchodząc coraz głębiej i mocząc już całkiem swoje spodenki, co za życie. Odwrócił się odrobinę do niej, machając długimi kończynami w wodzie. Jak on dawno nie pływał w takim ciepełku! Odgarnął mokrą ręką włosy i dryfował sobie patrząc z wyczekiwaniem na dziewczynę. Nie miał zamiaru tam dziko nurkować, a obecnie już nie dosięgał swojego klapeczka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Glasgow
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 156
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 158
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5885-josephine-d-artois#167879
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5886-josephine
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5887-szekspir-sowa-josephine#167907




Gracz






PisanieTemat: Re: Kąpielisko   Nie 21 Lip 2013 - 21:18

No fakt, Jossie jest raczej trudna w pożyciu. Nie dlatego żeby była specjalnie złą istotą, po prostu czasami nie potrafi opanować swojego ostrego języka, kiedy kogoś nie lubi, a Merlin drażnił ją niezmiennie i od lat. Właściwie teraz żałowała swojej złośliwości, ale cóż...! Cóż, faktycznie, można na to było tak spojrzeć, to znaczy na kwestię plaży i tak dalej. Ale Josephine wymarzyła sobie odrobinę samotności, którą Merlin bezczelnie zniszczył!
Krótko mówiąc panna D'artois i pan Faleroy jakoś nie mogli się dogadać. On za bardzo chciał się z nią zaznajomić, a ona zapierała się rękami i nogami i była do niego uprzedzona. W sumie szkoda, bo po prostu nie mieli do siebie wzajemnie podejścia, ale co tam! Może w końcu dojdą do porozumienia i wszystko będzie pięknie!
Słysząc jego ripostę, wywróciła oczami i westchnęła.
- Wiesz, jeśli spojrzeć na pole semantyczne słów "dziwka" i "Merlin", to mimo twojej subiektywnej oceny mają zupełnie inny wydźwięk. Dobrze, już dobrze- dodała szybko, nie mając ochoty dłużej z nim się kłócić.- Faleroy. Może być i Faleroy, skoro ci tak zależy. I najwyraźniej znasz mnie równie dobrze, skoro z miejsca oceniasz- prychnęła, ale w jej głosie nie było już tyle złości, co początkowo. Chyba zaczynała się godzić z faktem, że Merlina uraziła i że jeśli chce zachować z nim w miarę poprawne stosunki, to nie da się go pozbyć. Szczerze mówiąc trochę jej go było szkoda- sama miała nietypowe imię, ale właściwie je lubiła i nie miała do rodziców żalu, że takim ją obdarzyli. Chyba nie miała siły z nim wojować, chyba w tym dniu nie chciała z nikim toczyć bojów, wojen i bitew. Ona chciała sobie tylko popływać! Różdżkę zostawiła na brzegu, razem z sukienką, no bo co? Miała sobie ją wsadzić w majtki czy w stanik od kostiumu?
- Z czego ty masz te klapki?- spytała z czymś na kształt zainteresowania, no bo zwykle klapki unosiły się spokojnie na powierzchni wody, a nie tonęły! Wyglądał naprawdę nieporadnie, jego biała skóra odcinała się od ciemnej toni jeziora i Jossie po raz kolejny poczuła, że ten nieznośny wil budzi w niej jakieś cieplejsze uczucia, mimo że nadal doprowadzał ją do szału. Nie lubiła popularnych ludzi, uważała, że jeśli zdołali zyskać poklask zwykłych zjadaczy chleba, masy, to znaczy, że potrafią zadowolić najniższe gusta. Oczywiście było to bardzo krzywdzące, ale Josephine wolała ludzi, którzy trzymali się nieco na uboczu i stanowili jakąś tajemnicę. Jak na przykład Wolfgang.
Złożyła się w zgrabny scyzoryk i zanurkowała. Jej długie włosy falowały w wodzie jak wodorosty. Woda była na tyle przejrzysta, że otworzyła oczy i dostrzegła zarys klapka Faleroy'a, opadającego na dno. Wykonała kilka silnych ruchów ramion i dosięgnęła niesforny but. Wypłynęła na powierzchnię, jedną ręką odgarniając niesforne włosy, które oblepiły jej twarz. Uśmiechnęła się triumfalnie i podała klapek Ślizgonowi.
- Voila! Trzymaj, Faleroy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Kąpielisko   

Powrót do góry Go down
 

Kąpielisko

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
reszta świata
 :: 
japonia
 :: 
Jezioro Kawaguchi
-