IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Opuszczony domek nad jeziorem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Wiek : 32
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1365
Dodatkowo : opiekun Hufflepuffu
  Liczba postów : 456
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5775-gaja-claudia-glaber
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5776-milusinscy-gaji
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5777-papierki-profesor-glaber
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7188-gaja-claudia-glaber#204389




Gracz






PisanieTemat: Opuszczony domek nad jeziorem   Pią Lip 12 2013, 23:36

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Londyn.
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 59
  Liczba postów : 68




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczony domek nad jeziorem   Sob Lip 13 2013, 22:22

No i co ona tu robiła? Przed tym opuszczonym domkiem z zabitymi drewnem oknami, przez które prześwitywały dziury. Pewnie to miejsce schadzek hogwarckich par. Kordi uśmiechnęła się do siebie i pokiwała głową z wyszczerzonymi zębami. O tak, te stare ściany na pewno gościło wielu zakochanych i niemało widziało. Dziwne jeszcze było to, że jej tu nie było. A no tak, ostatnio coś jej powodzenie się kruszyło, a ona robiła się coraz bardziej zła. Zła a może smutna? Tego drugiego nawet nie dopuszczała do myśli. Phi, smutna, bo żaden chłopak jej nie chce? Przecież to ona ich nie chciała. A jednak… Dobrze, musi przestać o tym myśleć.
Z oddali słyszała śmiechy i pluski swoich kolegów i koleżanek ze szkoły, którzy beztrosko pławili się w wodach jeziora Kawaguchi, tudzież opalając się na jego piaszczystym brzegu. Pogoda dopisywała. Kordelia spojrzała w górę. Słońce grzało dziś niemiłosiernie (tak na poprawę pogody w Polszy ;_;) i właśnie tak miało zostać. Wakacje są od tego, żeby spiec się na raka, a do szkoły przyjść spalonym jak dziecko z Afryki. Kordi miała po prostu piękne porównania, które czasami spisywała. Nie jeden czarodziejski antyrasista mógł wieszać na nią psy. Na szczęście myśli nikt nie słyszy, a te piękne porównania i metafory zachowywała tylko w swojej głowie, tudzież w dobrze ukrytym i zamkniętym zaklęciami pamiętniku.
Kordelia weszła na schodki prowadzące do domku. Ciekawe czy ktoś teraz tam jest. Ale by miała ubaw, gdyby weszła i zobaczyła jakąś scenę quasi-romansu, tudzież quasi-erotyku. A jaki wstyd dla tej dwójki! Dziewczyna parsknęła śmiechem, szkoda, że nikogo innego z nią nie ma i nie podzieli z nią tej wspaniałej dramy, którą miała nadzieję wywołać. Biedactwa. Weszła po stopniach na taras, który otaczał cały dom. Zaczęła najpierw obchodzić budynek, szukając jakiejś większej szczeliny, jednak gdy taką znalazła okazało się, że w domku jest zbyt ciemno by coś zobaczyć, a pomieszczenie, do którego zajrzała była starą kuchnią, która pachniała zgnilizną. A więc musiała wejść.
Jednak przed samymi drzwiami poczuła lęk. A jeśli to będą nauczyciele, o Boże. Miałaby przerąbane, chyba tutaj nie można było wchodzić. Nie wiedziała, nie słuchała ogłoszeń, tylko słuchała plotek o jakowejś zdradzie dziewczyny w szeregach jej koleżanek i kolegów. Osoba, która jej relacjonowała całe zdarzenie nie wiedziała na pewno czy tak było, ale ona już wyniucha co tam w trawie piszczy, w końcu do tego ma dryg. Wracając do jej lęku, coraz silniej go odczuwała. Może tego nie zrobić? Boże, czyżby zaczęła pojmować co to człowieczeństwo i względy etyczne? To nie byłaby ona, Kordelia Artichoke, królowa, która dzieliła i rządziła. Chyba, jeśli już nie straciła swojej pozycji, gdyż po wyjeździe do Japonii nic nie było pewne. Odetchnęła głośno i zaczęła się wycofywać. Chyba jednak sobie odpuści, nie będzie taka. Niech poznają miłosierdzie Artichoke.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 868
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5461-nikola-nightmare
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5463-relacje-nikoli
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5462-nikola-nightmare-puszek




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczony domek nad jeziorem   Sob Lip 13 2013, 23:04

Nikola spacerowała gdzie się tylko da by zabić czas. Na tych wakacjach było czasami tak cholernie nudno, że nie dało się robić nic innego od spacerów. Nagle dziewczyna zauważyła w dali domek, który wyglądał na opuszczony.
Ale zajebiście, może w nim straszy.
Pomyślała panienka Nightmare… chociaż nie do końca jestem pewna czy to była ona, a nie panna Blois. Jednak nie było to teraz takie ważne. Dziewczyna podążyła szybkim krokiem w stronę domku i zaczęła poszukiwać jakiegoś wejścia. Nie obchodziło ją to, czy ktoś ją złapie, czy też nie. Jeżeli w pobliżu będą jacyś nauczyciele zacznie zwiewać, jest dosyć szybka, a jeżeli ucieczka nie da się na nic to wtedy pomyślimy o jakiejś mega dobrej wymówce. Coś się wymyśli… jak będzie to potrzebne.
Tak więc dziewczyna ujrzała szczelinę, przez którą postanowiła się przecisnąć, a że była dosyć drobna, to nie miała z tym żadnych problemów. Pierwsze kroki postawiła dosyć niepewnie, a wraz z nimi pojawiło się złowieszcze skrzypienie, które słychać było w całym domu. Hmmm czyżby panna Kordelia przetrzyma strach jaki mógł nadejść z tym niespodziewanym i może nawet strasznym dźwiękiem? Nie wiadomo. Jednak Puchonka podążała przed siebie niezłamana i nieustraszona. Jednak stawiała kroki powoli i z uwagą, żeby nie nadepnąć na jakąkolwiek przegniłą deskę i nie wbić się w podłogę, gdyż byłoby to straszne.
Teraz już wiemy, że Victorique szła przez dom poznając jego sekrety z wielką ciekawością. Nagle jej oczom natrafiła się pewna gryffonka. Tak… może czas z kimś pogadać i zrobić coś głupiego. Może skoro również tu weszła to się nada. Na palcach podeszła do pleców dziewczyny i położyła rękę na jej ramieniu. Oblizała usta i wyszeptała dosyć mrocznym głosem.
- Witaj, co cię tu sprowadza panienko?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Londyn.
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 59
  Liczba postów : 68




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczony domek nad jeziorem   Nie Lip 14 2013, 00:01

Przez chwilę wydawało jej się, że słyszy jakieś kroki, ale posłuchawszy przez chwilę, nic więcej nie usłyszała. To pewnie jej chora wyobraźnia, którą ma od dziecka, daje o sobie znać. Kiedy była dzieckiem i miała gasić światło w swoim pokoju, a potem wrócić do łóżka po ciemku, była przerażona. Wszystkie stwory z przeróżnych kątów i co najgorsze – spod łóżka, mogły się na nią rzucić i zjeść żywcem. Na szczęście już się z tego wyleczyła, choć ostatni napad lunarnych przypomniał jej o swoich dziecięcych słabostkach. Zdecydowała się opuścić domek, jednak znów usłyszała te odgłosy kroków. Okej, to już nie wytwarzała jej wyobraźnia, głośno i wyraźnie słyszała szuru-buru na starych deskach domku. Na razie jeszcze nie bała się, a po co ma się bać? Pewnie to uczeń (lub parka) tak, jak ona, który/którzy chcieli zwiedzić to miejsce od środka lub spenetrować siebie, nie potrzebne można skreślić. Rozejrzała się, ale nikogo nie zauważyła. Ten ktoś jej nie zaskoczy, chyba że…
Poczuła na ramieniu czyjąś rękę i spanikowała. Na gacie Merlina i to jak spanikowała. Wrzasnęła w niebogłosy i zaczęła nieporadnie młócić rękami w powietrzu, próbując uderzyć swojego prześladowcę. A może mordercę! Nie, ona jest za ładna, żeby umierać, za dużo ludzi ją lubi i może w przyszłym roku zostanie prawdziwą królową Hogwartu. Dlaczego akurat ją to musiało spotkać? Uspokoiwszy się ciut odbiegła kilka kroków i odwróciła się z lękiem. Na Boga, to tylko ta Puchonka z jej szkoły, chyba nawet chodziły do tej samej klasy. Ta dziewczyna zwariowała czy co? Kordzia mogła ją uderzyć, a co gorsze dostać zawału na miejscu, co pogrążyłoby Hogwart w smutku na następne kilkanaście lat! Dziewczyna zmarszczyła brwi i ręką odrzuciła włosy, które zakryły jej twarz po wyimaginowanej walce z mordercą. Poczuła się trochę głupio, że tak właśnie zareagowała. Jakby była małym dzieckiem, potrzebującym mamusi, by zasnąć. Porażka, jeśli tamta się wyda to inni będą mieli z niej niezłą polewę. Już słyszy te ploty, które mówią, że prawie zesikała się ze strachu w opuszczonym domku nad japońskim jeziorem, tylko dlatego że od tyłu zaszła ją jakaś Puchonka. Meeeh, wstyd.
- Panienko? – otworzyła ze zdziwienia szeroko oczy, aż wyszły jej gałki. – Serio? Teksty ze średniowiecza chyba nie są twoją mocną stroną. Przeraziłaś mnie.
Pokiwała głową w lewo i w prawo, by tamta widziała jaką Kordzia dezaprobatą otoczyła wcześniejsze zachowanie Puchonki. Potem uśmiechnęła się. Może znalazła dziewczynę, z którą może porobić jakieś złe rzeczy. Cholerka, ale by się jej przydała taka znajoma. Dajcie spokój, idiotki, z którymi się trzymała albo bały się nauczycieli, albo nie kojarzyły co się do nich mówi. Parada głupców. I to niby czysta czarodziejska krew. Ona, mugolaczka z krwi i kości, była tysiąc razy bardziej rozgarnięta niż te zołzy. Ale to ona sobie je wybrała, tylko dlatego żeby wiedzieć o wszystkim co się ostatnio dzieje w Hogwarcie i w magicznym świecie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 868
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5461-nikola-nightmare
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5463-relacje-nikoli
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5462-nikola-nightmare-puszek




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczony domek nad jeziorem   Nie Lip 14 2013, 09:37

Tak dokładnie o taką rekcję jej chodziło. Ciosu, by bez problemu uniknęła, przecież Victorique jest cudowna i potrafi wiele rzeczy – wlicza się to również kung fu, więc zwykły cios nie dałby żadnego skutku. Jednak widząc Kordelię w takim stanie parsknęła pod nosem i po chwili zaczęła się śmiać. Nie mogła złapać oddechu, tak ją to rozbawiło. Kiedy w końcu udało się jej uspokoić spojrzała na gryffonka swoim pewnym i przenikliwym spojrzeniem.
- Jak skończyło się starcie z twoim wyimaginowanym potworem? – wysyczała nadal rozbawiona tą sytuacją. Naprawdę to wyglądało tak komicznie, że nie mogła wytrzymać… jednak niech panienka Artichoke się nie martwi. Vic ma coś w stylu honoru bądź czegoś innego, co nie powinno w niej siedzieć, a i tak jest, że nie wygada nikomu, o jej małej wpadce… może w przyszłości i ta dziewczyna stanie się pomocna i w zamian za to milczenie wyświadczy jej przysługę? Po co marnować ludzi, którzy kiedyś będą mogli jej pomóc jak wierni słudzy i zamieniać ich na wrogów? Nie warto, po prostu nie warto. Jeżeli chodzi o zawał dziewczyny, to jakoś zbytnio ją to nie obchodziło. Gdyby dostała zawału tu i teraz, to po prostu wyszłaby i posłała jakąś parkę, czy nauczyciela do domku, ze słowami, że słyszała krzyki w opuszczonym domku nad jeziorem. Nic więcej, no bo po co się wysilać? Jak na razie gryffonka nie jest warta jednego galeona. W oczach gryffonka aktualnie Kordelia była małym dzieckiem przypiętym do sukienki mamusi, ale nie musi na razie o tym mówić prawda? Kiedy dziewczyna wspomniała o słowie: ‘panienko’ drgnęła jej brew. No to chyba nie jej wina, że wychowywała się w rodzinie, w której obowiązywały te durne średniowieczne zasady i niektórych nawyków nie umiała się pozbyć. No ale cóż. Jej wyraz twarzy się nie zmienił i nie dała po sobie poznać, że trochę ją to zirytowało.
- O to mi chodziło – wspomniała na jej ostatnie słowa i podeszła do jakiegoś starego, zakurzonego wazonu, który stał na półce, obejrzała go znudzona i po chwili odłożyła na miejsce.  -  przychodząc do takiego miejsca powinnaś się liczyć z tym, że może znaleźć się tutaj coś… co doprowadzi cię do gęsiej skórki. – wyszeptała, a na jej twarzy pojawił się specyficzny tylko dla niej uśmieszek, którego znaczenia nie dało się od tak odczytać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Londyn.
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 59
  Liczba postów : 68




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczony domek nad jeziorem   Nie Lip 14 2013, 12:42

Nie lubiła, gdy ktoś się z niej naśmiewał i robił głupie żarty. W końcu to był jej żywioł, tylko ona miała do nich prawo. Dziś okazało się, że jednak i ona została postawiona w wstydliwej sytuacji. Całe jej jestestwo aż zadrżało z gniewu. Nikt nie będzie z niej szydził, o na pewno nie. Z niej? Była przecież idealna, jak nikt inny na tej planecie. No dobra, z paroma mankamentami, ale to nie robiło różnicy. Jej ego zostało uderzone w policzek i burzyło się, by wykonać kolejny krok, by kogoś zdeptać. Kordelia wyszczerzyła zęby w nieszczerym uśmiechu, którego nauczyła się jak jeszcze była dzieckiem. Ojciec mówił jej wtedy, że jest urocza niczym małe, puchate zwierzątko. I dobrze, taka ma być.
- Chyba wygrałam, to był naprawdę słaby przeciwnik, małe borsuki nie są zbyt waleczne. – zaśmiała się, podchodząc do dziewczyny wolnym krokiem, lekko się kołysząc. O tak, trzymać luz, tak, jakby nic nie zaszło. Jakby niczym nie mogłaby jej ta dziewczyna podskoczyć, bądź panią sytuacji, Kordi. – Ciekawe co Ty byś zrobiła, gdyby ktoś zaszedł Cię od tyłu… Posikała się? Uciekła z piskiem i wezwała najbliższego nauczyciela? Puchoni nigdy nie byli jakimś wielkim i walecznym domem, zawsze milutcy, grzeczniutcy i ułożeni. Może powiesz, że tylko udają. Może jako Gryfonka nie zachowałam się zbyt odważnie, ale na tyle, by odwrócić się i spojrzeć swojemu – tu na chwilę przerwała i podniosła ton głosu o oktawę – wyimaginowanemu potworowi prosto w facjatę.
Uśmiechnęła się i kiwnęła głową. Teraz dopiero przyszło jej do głowy, że gdzieś mogła słyszeć o tej dziewczynie. Jedna z jej, hm, no niech będzie, informatorek, powiedziała jej o plotkach, które chodzą wśród szóstych klas (było to jeszcze w poprzednim roku szkolnym). W domie Hufflepuffu podobno uczyła się jakaś dziwna dziewczyna. Miała chorobę umysłową? Kordelia już nie wiedziała i dokładnie nie mogła przypomnieć sobie relacji swojej informatorki, która i tak opowiadała historię, która wyglądała trochę jakby wyssana z palca. Kordi, nie wierząc w nią, nie sprawdziła także jej prawdziwości. A teraz to mogło okazać się prawdą. No proszę. Puchonka, która nie boi się wchodzić do opuszczonych domków, przecież to nowość. Ach, mogła jednak w to uwierzyć i miałaby argumenty w swojej ręce. No cóż, nie we wszystkim jednak była taka mądra.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 868
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5461-nikola-nightmare
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5463-relacje-nikoli
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5462-nikola-nightmare-puszek




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczony domek nad jeziorem   Nie Lip 14 2013, 14:14

No tak tego mogła się spodziewać. Kolejna idiotka pomyliła ją z tą dziwką Nikolą. No ale cóż poradzić? Nic z tym nie może zrobić, a nie będzie się kłóciła z ludźmi, którzy są poniżej niej, którzy nie są warci nerwów. Kiedy tak obchodziła ją z tym swoim obrzydliwym do bólu uśmieszkiem i starała się wytrącić ją z równowagi nic nie mówiła. Tylko ją obserwowała. Po chwili zaczęła się śmiać pod nosem.
- Jezus jakie to było żałosne – powiedziała sama do siebie i kątem oka spojrzała na Gryffonkę. Nie miała zamiary się specjalnie dla niej odwracać.
- Naprawdę Ci się wydaje, że wywarłaś tym na  mnie jakiekolwiek wrażenie? – spytała niewzruszona jej gadaniną. Westchnęła i pokręciła głową nie mogąc wytrzymać z dziewczyną. Było jej tak żal tej… tej… nawet nie było słowa na nią.
- Dla twojej wiadomości jestem znawczynią Karate Kyokushin – wydukała odwracając się w końcu w jej stronę. Dziewczyna ziewnęła i spojrzała znudzona na Korelię – Mam pas 3-Kyu, ale ty pewnie nie masz zielonego pojęcia co to jest. Przed zakończeniem wakacji mam zamiar zdobyć pas 2-Kyu, a do 1-Kyu niewiele mi brakuje – powiedziała z wyższością. Ona czuła się wyższa, wiedziała, że jest od niej lepsza.
- Kochana, ja nie tylko spojrzałabym wyimaginowanemu potworowi prosto w facjatę, ale bym skopała mu dupę, tak że sukinsyn bałby się wrócić do tego miejsca – wysyczała w jej stronę. No proszę, proszę. Takie słownictwo u słodkiego puchonka? No coś takiego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Londyn.
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 59
  Liczba postów : 68




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczony domek nad jeziorem   Nie Lip 14 2013, 14:36

Kiedy usłyszała o stylu walki, którym rzekomo umiała walczyć dziewczyna, zaczęła się śmiać. Boże, serio? Przemoc to alternatywa tylko dla tych, którzy nie umieli nauczyć się liczyć do pięciu, a ich stanu umysłowy był godny pożałowania. Jeśli nie jesteś inteligentny, wtedy używasz siły, żeby pozbyć się kompleksów. Gdzie ona to słyszała? Pewnie od jakiejś znajomej matki, pewnie matematyczki czy coś w tym stylu. Wcześniej nawet nie zwróciła na to uwagi, ale teraz, gdy usłyszała wymówki tej godnej pożałowania osoby… Dlaczego faceci kupują coraz większe miotły? Żeby ukryć swój mały, żałosny interes.
- Och tak, uciekaj się do tego, że mówisz mi, jak umiesz się bić, będę się bała. – parsknęła śmiechem i prawie zgięła się wpół. – Umiesz dużo mówić, ale mało robisz. Miedź brzęcząca i cymbał brzmiący. Dziewczyno, użyj mózgu, nie mięśni, mówię Ci, będziesz zadowolona. A poza tym jak możesz być blisko tego, hm, pierwszego pasa, gdy nie zdobyłaś jeszcze pierwszego? Takie przechwalanki zostaw swoim nierozgarniętym koleżką, a nie mnie. Owszem, pewnie jesteś ode mnie silniejsza i możesz mnie pobić, ach, bardzo proszę, ale to będzie początek twojego końca, mała. Więc przystopuj z tymi groźbami i przestań nadskakiwać, broniąc swojego wyrośniętego na tych fizycznych zajęciach, ego.
Na wszystkich czarodziei, przechwalać się jakąś mugolską walką w czarodziejskim świecie. Serio? Od czego mieli różdżki i tak świetnie skonstruowane zaklęcia. Od czego było Avada Kedavra, od czego Cruciatus i Drętwota? Kordi była mugolaczką, ale nigdy w życiu w pojedynku między dwoma czarodziejami nie widziała, by któryś używał jakiś chwytów fizycznych!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 868
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5461-nikola-nightmare
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5463-relacje-nikoli
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5462-nikola-nightmare-puszek




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczony domek nad jeziorem   Nie Lip 14 2013, 15:27

Ta dziewczyny z minuty na minuty stawała się coraz bardziej irytująca. Dla jej wiadomości Victorique była bardzo inteligentną osobą, która postanowiła poszerzyć swoje zdolności o sztuki walki gdyż są bardzo przydatną umiejętnością, zwłaszcza jak się jest córką z arystokrackiej rodziny i wiele osób czyha na twoje życie. Dodatkowo różdżka nie zawsze Ci pomoże, wystarczy ją złamać, żebyś była głęboko w dupie. Ta matematyczka musiała być niesamowicie głupia. Skoro lepiej dać się zadźgać jakiemuś nieznajomemu mordercy, który na sto procent nie będzie z tobą polemizował, niż nauczyć się samoobrony i uratować swoje życie. Dodatkowo nauka sztuk walk, pozwalała uzyskać harminie psychiczną i fizyczną, co jest trudne do osiągnięcia dla zwykłych ludzi. Kontrolowanie swojego ciała i psychiki w stanach zagrożenia jest bardzo ważne. Bo co z tego, że spojrzę w twarz mordercy jeżeli widząc go zesram się ze strachu i nie wykonam żadnego ruchu? Zanim ona zdążyłaby machnąć różdżką to by była już martwa. Spokój jaki osiąga się w trakcie zagrożenia jest na tyle przydatny, że mimo całego strachu – bo każdy się boi w takiej sytuacji – i stresu możemy rozsądnie myśleć i wymyśleć coś co uratuje naszą dupę.
- Posłuchaj mnie uważnie, bo nie będę powtarzać – nie wiem po co się stara wytłumaczyć cokolwiek temu bezmózgowi, ale może chciała sprawić, żeby jej życie chociaż w tej chwili nabrało sensu. Z takimi ludźmi się nie dyskutuje. Chcą pokazać jacy to oni są silni i że bardzo dobrze potrafią zjechać psychikę człowieka swoją gadaniną, a nawet nie potrafią utrzymać tego co mówią z jakąkolwiek rzeczywistą logiką.
- Po pierwsze ani razu nie wspomniałam o tym, że mam zamiar się na ciebie rzucić i Cię pobić, ponieważ Karate Kyokushin nie jest stworzone, by atakować, a by się bronić. Po drugie, nikt nigdy nie wspomniał, że człowiek inteligentny nie będzie potrzebował samoobrony, bo nawet jeżeli mózg przeważa w wielu sytuacjach to nie uratuje ci dupy kiedy będziesz miała złamaną różdżkę, a nad tobą będzie wisiało niebezpieczeństwo typu gwałciciel czy morderca. Może to jest spotkanie jedne na milion, ale skąd wiesz, że to właśnie nie ty półgłówku nie będziesz ofiarą milionową. Gdybyś nie wiedziała w każdym roku można podejść do testów do podwyższania pasa. Ja mam możliwość zdać dwa testy w ciągu roku, a dlaczego, to nie powinno cię to obchodzić. – powiedziała to wszystko tak, żeby Gryffonka jej nie przerwała. Zanim zdążyła jej towarzyszka coś powiedzieć kontynuowała – Może i się chwalę, bo jestem dumna z tego, że to co robię mi wychodzi. Dodatkowo jak już wspomniałam ani razu Ci nie groziłam – wysyczała niezadowolona i spojrzała na dziewczynę zza przymrużonych powiek. Nie potrzebowała dużo czasu, by się uspokoić. Wzięła głęboki oddech i było już wszystko dobrze, ponownie spojrzała na nią z wyższością i powiedziała – Nawet jeżeli miałabym Ci coś zrobić to bym się nie kłopotała. Ponieważ to by była stara czasu.
Świat, w którym żyjemy nie składa się tylko ze świata czarodziejskiego. Dodatkowo nie zawsze możemy użyć magii, by sobie pomóc. Dlatego trzeba brać pod uwagę wszystkie możliwości. Nie wiem czy to idiotyzm, czy kretynizm? Chyba zaklęcia niewybaczalne się tak nazywają, ponieważ nie wolno ich używać? Serio Kordelia byłaby na tyle głupia, żeby użyć jakiegokolwiek z tych zaklęć od tak? Mimo wszystko zabicie człowieka nie ważne czy w samoobronie, czy nie to zawsze zabicie człowieka i tylko istoty żałosne się posuwały na ten krok.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Londyn.
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 59
  Liczba postów : 68




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczony domek nad jeziorem   Pon Lip 15 2013, 10:37

Głupia pizda. Jasne, tłumacz się tłumacz, ale żałośnie Ci to wychodzi. Kordelia słuchała dziewczyny, otworzywszy usta i zatkawszy je dłonią tak, by wyglądać na sztucznie zdziwioną. Cały ten wywód o jakiś mugolskich pasach pasjonował ją jak uprawa ryżu na japońskich polach. Zrozumiałaby tę pasję u jakiegoś ambitnego mugola albo czarodzieja, który już nauczył się wszystkiego w dziedzinie zaklęć i próbuje „nowych smaków” w zakresie walki. Och, proszę, ale taka dziewczynka jak tamta? Aż zaśmiała się w duchu. Gdzie jej do czarodziejskich pojedynków, pewnie dobrze Alohomory nie umie wymówić, a gada o jakiś złamanych różdżkach i obronie własnej. Co jak co, ale Kordzia bardzo dobrze radziła sobie z zaklęciami. Nic innego nie wychodziło jej jak właśnie to. Z tego była dumna, ale nie będzie nikomu o tym pieprzyła. Na pewno nikomu nieznajomemu w opuszczonym domku, do tego z dala od ojczyzny. Kto teraz jest napuszony i dumny? Ona, raczej nie, a biorą ją za próżną. Teraz to ta mała Puchonka uważa się za lepszą od świata, co jest naprawdę żałosne.
- Jeśli już skończyłaś mi się zwierzać ze swoich obaw, kochana, możemy zapleść sobie warkoczyki i wypić kremowe, tak by rodzice nie zauważyli! – powiedziała słodko, kładąc głowę na ramieniu i kołysząc się w lewo i prawo. – To było takie emocjonujące, co mówiłaś, mogłabym chwalić cię godzinami. Dobrze, że nie jesteś taką chwalipiętą jak ta Kordelia Artichoke, pusta dziewczyna. Nie lubię jej! To tak wspaniale, że zaraz zrobisz drugi i trzeci pas w Karate Kyokushin!
Kordelia właśnie zdała sobie sprawę, że podoba jej się aż nazbyt ta dziwna kłótnia. Od dawna nie miała takiej, w której przeciwnik nie przegrał, pod natłokiem jej argumentów. Może jednak Puchonka nie jest taka głupia na jaką wygląda i na co wskazuje jej dom. Tak, bardzo możliwe, że ta dziewczynka będzie jej kiedyś potrzebna, bo jak to mówi mugolskie przysłowie – przyjaciół trzymaj blisko, a wrogów jeszcze bliżej. Kordzia od lat stosowała się do tej metody i sprawdzała się ona. Wrogowie byli zawsze bardziej lojalni. Dziewczyna uśmiechnęła się do tamtej, tym razem prawdziwym i szczerym uśmiechem.
- Nie spinaj już dupy, aż tak Cię wkurwiłam?
To mogłaby przyznać, wkurzająca to ona była. A raczej jej gra na pustą dziewczynkę. W rzeczywistości, głęboko w sobie nie była aż tak próżna, ale na pewno nie pusta. Działała tak tylko dlatego żeby się wybić. Boże, chyba tylko jacyś hipsterzy albo ludzie, którzy chcą przekonać innych,, że na wszystko maja wylane, a tak naprawdę srają przy każdej lepszej okazji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 868
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5461-nikola-nightmare
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5463-relacje-nikoli
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5462-nikola-nightmare-puszek




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczony domek nad jeziorem   Pon Lip 15 2013, 15:31

Rozumiem, że według gryffonka poznawanie i rozwijanie swoich pasji jest żałosną próbą zwrócenia czyjejś uwagi. Westchnęła. Ta dziewczyna była taka żałosna, że jeżeli Victorique postanowiłaby nadal kontynuować tą rozmowę to niepotrzebnie marnowałaby minuty swojego życia.
- Wiesz… – zaczęła ale się wycofała. Po się przejmować czymś takim? Niepotrzebnie. Dziewczyna rozciągnęła się i zaczęła kierować się w stronę wyjścia. Zanim jednak zniknęła z jej pola widzenia zatrzymała się i spojrzała na nią rozbawiona.
- Nie posikaj się przypadkiem ze strachu następnym razem laluniu – zaśmiała się pod nosem i wyszła. Opuściła domek nie zwracając uwagi na gryffonka, za którą szczerze już nie przepadała.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Londyn.
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 59
  Liczba postów : 68




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczony domek nad jeziorem   Pon Lip 15 2013, 17:14

No i na koniec i tak okazało się, że dziewczyna po prostu wymiękła.To było takie do przewidzenia. Kordzia uśmiechnęła się pod nosem, widząc wycofującą się dziewczynę. No cóż, nikt jednak do końca nie mógł z nią wygrać. Trochę było to smutne, a Kordi poczuła się tak, jakby była sama na świecie. Nie twierdziła wcale, że jest lepsza od innych. Była taka, jak wszyscy, też niektóre rzeczy jej nie wychodziły. Ale żeby dotej pory nie znaleźć osoby godnej pogawędki na wyższym poziomie? Absurd.
Przeciągnęła się i rozejrzała po domku. A teraz co? Pójdzie obudzić dziewczyny, może przejdą się na plażę i popracują nad opalenizną i jak każdego dnia poplotkują. Cicho pogwizdując wyszła z domku, a gdy stanęła na jego werandzie, słońce ją oślepiło. Uśmiechnęła się i zaczęła cicho nucić :
You're loving on the take
And you're always on the make
Squeezing all the blood out of men
They're all standing in a queue

Powoli zaczęła iść ścieżką w kierunku domków.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 166
  Liczba postów : 1395
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczony domek nad jeziorem   Wto Lip 16 2013, 09:14

Dokładnie poinstruowany przez kilku równieśników ze szkoły, zbliżał się do domu. Dzień był piękny. Słoneczko przygrzewało, na niebie ani jednej chmury. Było ciepło, ale nie gorąco. Również powietrze, którym dane było mu oddychać, było idealne - suche, ale z odrobiną wilgoci. Idealne dla niego.
- Rany boskie... - zagwizdał i mimowolnie uśmiechnął się na widok tej rozpadającej się, zamkniętej dla gości, budowli. Sprawiała wrażenie niedostępnej. Okna, drzwi.. Wszelakie szczeliny, otwory, którymi tylko dało się wejść do środka, były zabite deskami. Oczywiście nie przeszkadzało to pewnie tegorocznym letnikom z angielskiej szkoły, w urządzaniu małych mniej lub bardziej zakrapianych, spotkań. No i oczywiście pary. Tych pewnie też tam nie brakowało.
-Jakby tu przyjść o "odpowiedniej porze", to może i nauczyciela można byłoby nakryć na gorącym uczynku? - zastanawiał się. Szybko jednak odrzucił swoje teorie spiskowe i zajął się tym, po co tu przyszedł.
Sztalugę, którą cały czas miał niósł pod pachą, rozłożył na ziemi w odległości jakiś dwudziestu, góra dwudziestu pięciu metrów od chatki. Z plecaka wyjął płótno, które założył na prowizoryczną drewnianą konstrukcje.
Wyjął też ulubioną, drewnianą, mocno sfatygowaną, pamiętającą wcześniejsze malunki paletę. Farby położył na ziemi, obok plecaka. Nie wiedział jeszcze, jakich barw chce użyć. Wiedział za to, czego teraz potrzebował. - Papierosa! Dajcie mi papierosa! - powiedział głośno, ale nie na tyle głośno, żeby ktokolwiek mógł go usłyszeć i wesoło, sięgając do kieszeni spodni w celu wyciągnięcia paczki. Po chwili paląc ukochany, upchany w przestrzeń, którą wyznaczała bletka, tytoń, jeszcze raz patrzył na to, co chciałby namalować.
Jego wyobraźnia widziała ów widok, wypełniony wieloma kolorami, kontrastowymi, zestawionych jednak ze sobą w idealnej (jego zdaniem) harmonii..
Czym prędzej chwycił za farby, które wycisnął, na paletę. Kilka sekund później nanosił je na płótno. Uwielbiał malować w ten sposób - bez żadnego przygotowania, nakładając świeżą substancje. Tak impresjonistycznie.
Kilkanaście minut później nie widział świata poza swoją wizją chałupy oraz tym, jak wyglądała w rzeczywistości. Co rusz patrzył to tam, to na płótno.
Począł nawet pogwizdywać, sobie znaną melodię, co świadczyło o tym, że na prawdę wciągnęło go aktualne zajęcie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 112
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak lunarny
  Liczba postów : 119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5957-steven-berg#169670
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5959-steven-berg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5960-daimon-poczta-stevena#169674




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczony domek nad jeziorem   Wto Lip 16 2013, 19:13

Berg nie spał za dobrze ostatniej nocy. Nie dość, że przeszkadzały mu ciągłe wrzaski w okolicach domków mieszkalnych, to jeszcze był wzburzony zachowaniem Kordelii i Amborge’a. Nie rozumiał kompletnie uczuć takich jak miłość czy zakochanie. Jednak prawdopodobnie było to przejściowe, bo nie spotkał tej dla, której serce Ślizgona mocniej by zabiło. Długo szukał spokoju i w domku i poza nim jednak nigdzie nie mógł go znaleźć. Zawsze ktoś mu przerwał jego samotność. Wreszcie Berg po prostu miał dość. Wpadł do domku wściekły jak osa, pogrzebał chwilkę w swojej walizce i wyciągnął z niej gitarę. Nie był to jego ukochany bas ale zwykła gitara akustyczna. Berg tak miał, że jeśli nie mógł się uspokoić uciekał w świat przyrody i muzyki. Założył sobie futerał z instrumentem na plecy. Wziął swojego pluszowego podopiecznego i wyszedł z domku wcześniej mówiąc współlokatorom, że zapewne będzie późno. Po chwili już szedł w stronę opuszczonego domku nad jeziorem. Wiedział, że o tej porze nie powinno tam być żadnych parek więc sądził, że będzie to dobre miejsce by pograć w samotności. Po drodze zatrzymywały go dziewczyny i wręcz błagały by im coś zagrał ale Berg był nieugięty. Mówił, że spełni ich prośby kiedy indziej. Uczennice i studentki odchodziły zasmucone, a Steven szedł oddalał się dość szybko by nie zmienić zdania. Wreszcie dotarł na miejsce. Już miał ulokować się gdzieś w okolicy domku na jakiejś polanie gdy usłyszał, że ktoś gwiżdże. Był tym zaintrygowany. Szedł w stronę, z której dobiegał głos i gdy znalazł się na miejscu cicho jęknął. Gratuluję geniuszu. Po kiego grzyba byłeś aż taki ciekawski. warknął na siebie w myślach. Już chciał się oddalić ale futerał z gitarą zahaczył o suchą gałązkę drzewa i ją złamał. Teraz Berg nie miał wyboru musiał wyjść i pokazać się Friday’owi. Przyjął dość neutralny wyraz twarzy i wyszedł z zarośli.
-Hej. – powiedział po czym usiadł na trawie niedaleko artysty malarza i wyciągnął swój instrument. Zaczął go cichutko stroić by móc coś zagrać, choć na razie nie miał pomysłu co poprawi mu humor.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 166
  Liczba postów : 1395
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczony domek nad jeziorem   Wto Lip 16 2013, 19:25

Słońce nie zawodziło tego dnia. W zasadzie, kończył już domek. Pozostała jeszcze cała reszta.. Coś czuł, że najgorsze przed nim. Mimo to jednak nie zrażał się i nadal podgwizdując, uśmiechał się szeroko, nakładając przy tym kolejne warstwy farby.
Po jakieś chwili usłyszał trzask łamiącej się gałęzi. - Kolejna para? Matko.. Daliby sobie spokój.. Przeszkadzać artyście przy pracy.. - pomyślał. Już miał odwrócić się, by przegonić uczniaków, albo studentów, którzy przeszkadzają mu w pracy, bo niewątpliwie trzeba było to tak nazwać. Z tym, że była to praca twórcza. Twórcza, a więc piękniejsza. Piękniejsza od umysłowej oraz fizycznej..
Jak duże było jego zdziwienie, gdy zza krzaków wyszedł poznany poprzedniego wieczora człowiek ogromnych rozmiarów, budzący respekt w jego oczach, nie z powodu wzrostu, ale całej łagodności, jaką przy tym zachował, Steven.
Tak. Ewidentnie Amb podziwiał go za to. Gdyby miał kiedykolwiek mieć ciało Stevena, pewnie "kasowałby" wszystkich lewym prostym, albo prawym podbródkowym. Nokaut w pierwszej rundzie. I zapewne zgon u większości delikwentów przy użyciu nieco większej ilości siły.
- Witaj. - uśmiechnął się lekko, odpowiadając na powitanie współczesnego Heraklesa. Po chwili zobaczył, że ma ze sobą futerał i wyciąga z niego.. Tak. To była gitara! Postanowił jednak ze stoickim wyrazem twarzy rozmawiać ze Stevenem. Dlaczego nie pamiętał, by olbrzym wspominał o tym, że gra na gitarze? Bo wspominał, prawda?
- Akustyk, klasyk..? - spytał Stevena, nie przerywając poprzedniego zajęcia. W głowie zastanawiał się, co takiego potrafi zagrać oraz na jakim jest poziomie. Ciekawe było też, czy grał w jakimś zespole? A może był sesyjnym gitarzystą?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 112
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak lunarny
  Liczba postów : 119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5957-steven-berg#169670
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5959-steven-berg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5960-daimon-poczta-stevena#169674




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczony domek nad jeziorem   Wto Lip 16 2013, 19:45

Steven zaczynał żałować, że nie wziął ze sobą okularów przeciwsłonecznych i jakiegoś bezrękawnika. Wiedział jednak, że Slash gdy się boi lubi chować się za jego włosami lub też pod krawędzią rękawa jego koszulki. To, że wyglądał tak jak wyglądał nie znaczyło wcale, że musi być nie wiadomo jak silny i skory do bójek. Co prawda większość pojedynków wygrywał ale jeszcze nie pobił nikogo na śmierć. Choć był w domu Salazara Slytherina starał się hamować ze swoimi zapędami. Jednak teraz jego charakter się nieco wyostrzył i niestety Berg stał się bardziej porywczy.
- Wybacz moje wczorajsze zachowanie ale ta prefektka mnie wkurwiła. Wiesz nienawidzę wydawania mi rozkazów. A usłyszeć je od uczennicy i to do tego od Puchonki to dla mnie plama na honorze. – powiedział spokojnie patrząc na chłopaka. Berg wiedział, że jest dość dobrym rysownikiem ale nie wiedział, że potrafi aż tak dobrze malować. Pewnie gdyby pokazał mu swoje niegdysiejsze szkice to by go wyśmiał. Zresztą Steven dawno skończył z rysowaniem czegokolwiek odkąd odkrył gitarę. Berg nie wspomniał o tym, że gra. Oczywiście zapisał się do zespołu ale jako gitarzysta basowy, bo to właśnie ten instrument był jego wiodącym. Nie znaczyło to jednak, że nie potrafi grać na gitarze o sześciu strunach. Czasem uwielbiał wyciągać akustyka i coś sobie brzdąkać.
- Ta gitara to akustyk. Choć ogólnie gram na basie i to jest mój instrument wiodący. – powiedział tłumacząc swoje muzyczne zapędy. Slash wystawił swój łepek zza włosów Ślizgona i zaczął się ciekawie przyglądać okolicy. Gdy pluszowy pajączek zobaczył drugiego chłopaka pisnął cichutko i wycofał się do swojej kryjówki. Tam zaczął cichutko popiskiwać do ucha swojego właściciela.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 166
  Liczba postów : 1395
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczony domek nad jeziorem   Wto Lip 16 2013, 21:15

Chłopak uśmiechnął się pod nosem, kiedy usłyszał przeprosiny. Bez słowa odłożył pędzel i paletę. Odwrócił się do Stevena, podszedł do niego, odsłaniając tym samym widzom, patrzącym na ów płótno z innej strony w całej okazałości niedokończony jeszcze obraz. Ale już niedługo. Jeszcze ze dwie, trzy godziny góra.
- Ty przepraszasz? Haha! Jakbyś miał za co! - uśmiechnął się do niego. Po chwili jednak posmutniał - To ja powinienem Cię przepraszać. To było bardzo chamskie, kazać Ci się zaopiekować tą dziewczyną.. Wiesz. W sumie, z Kordelią, jakoś tak.. - urwał. Jakoś tak, co? O wydarzeniach ostatniej nocy nie potrafił jeszcze z nikim rozmawiać. A tym bardziej z kimś, kogo znał ledwie parę godzin. Mimo to, miał wrażenie, że Steve to równy gość. I może nawet go nie zabije. I jego czaszka będzie w całości. I może nawet się zaprzyjaźnią? I może nawet zagrają kiedyś razem w duecie? No, ale to wszystko przyszłość. A póki co, trzeba było dokonać rozliczenia z historią..
- A co do prefektki.. - zaczął. Ewidentnie widać było, że nie był zadowolony tym, co zrobiła wczoraj. Zarówno tym, co do nich powiedziała, jak i sposobem. Ona po prostu bezczelnie wyładowała na nich swoją złość. A przecież przynajmniej oni z Bergiem (tak sądził, nie pytał go o wiek) byli od niej starsi.. Cóż. Kiedy on był uczniakiem, do studentów zwracano się z należytym szacunkiem. Prefektów też to obowiązywało. - Stary doskonale Cię rozumiem. Dopiero co odrosła od ziemi, a już będzie sobie pozwalać.. - uśmiechnął się, ale doskonale wiedział, że nie chciał tego zrobić. Po prostu chciał jakoś pocieszyć Stevena. Wszak obaj, jak się dowiedział, nienawidzili gdy ktoś nimi rządził. W sumie, cały czas nie wiedział, czemu wtedy poszedł bez słowa?
Z zamyślenia wyrwały go słowa wielkoluda o gitarze. Jego oczy powiększyły się, gdy usłyszał o basie. Przyglądał się chłopakowi. Cóż. Patrząc na to, jak traktował ów sprzęt, mógł w ciemno obstawić, że zna się na rzeczy. Trwali chwilę w takiej konsternacji. Gdy nagle Amb ni z tego ni z owego wrócił do swoich zajęć.
- Strój ją szybciej, jeśli możesz. Chętnie posłucham, co potrafisz.. - powiedział z uśmiechem. Jednak takim tonem, jak gdyby rzucał mu wyzwanie. Zupełnie jakby chciał powiedzieć: "Ty grasz?! Haha. Dobre sobie. Pewnie nic nie umiesz..". Tylko bardziej przyjacielsko. Taak.. Chłopak malował, a w jego głowie pojawiła się wizja ich obu na jakimś koncercie. Na scenie, a pod nimi dziewczyny, rzucające stanikami w ich stronę, piszczących na ich widok, prawie dostając orgazmu za każdym szarpnięciem struny..
Ech, marzenia..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 112
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak lunarny
  Liczba postów : 119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5957-steven-berg#169670
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5959-steven-berg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5960-daimon-poczta-stevena#169674




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczony domek nad jeziorem   Wto Lip 16 2013, 21:39

No cóż może to i dobrze, że ani Amborge’a ani Kordelia nie potrafili jak się okazało czytać w myślach. Zresztą co do tej drugiej osóbki nie miał pewności. Zaczął się zastanawiać nad słowami wypowiedzianymi przez Friday’a. Nie miał go tak szczerze powiedziawszy za co przepraszać. Wielu ludzi uważało, że on lepiej się zajmie młodszymi przez to, że wyglądał tak jak wyglądał. Czasem wolał nie mieć postury Adonisa czy też innego mitycznego Herkulesa. Niestety to były tylko i wyłącznie marzenia.
- Spoko, nie musisz mnie za to przepraszać. Widziałem, że chciałeś zostać z Kordelią sam. Jednak opiekowanie się Puchonką raczej głupie niż chamskie. Wiesz wiele osób już mnie prosiło o zaopiekowanie się młodszymi ode mnie. Więc najlepiej będzie jak zapomnimy o sprawie i uznamy za nie byłą. Uwierz mi na słowo, nie chcę do niej wracać. – powiedział Berg spokojnie. Zdziwiło go, że Ambroge’a dręczyły wyrzuty sumienia. Z resztą wcale się nie dziwił bo chłopcy się nie znali za długo. Berg miał tylko nadzieję, że nie usłyszy zaraz wyznań miłości i nie będzie musiał doradzać w sprawach sercowych bo w takich rzeczach był po prostu ostatnią osobą, która mogła by takich porad udzielać. Nie wiedział czemu ludzie zawsze mu ufali w takich sprawach. Parę razy nawet warknął na ludzi, którzy próbowali z nim gadać o miłości.
- Tu nawet nie o to chodzi. Bardziej zastanowiło mnie to, że ta prefektka wtrącała się w nie swoje sprawy. A ton jej głosu raczej tez do najmilszych nie należał. Ciekaw jestem co chciała osiągnąć tymi groźbami. Zgadzam się, że profesor, o którym wspomniała nie jest najmilszy ale jeśli się mu nie podpadnie da się żyć. W końcu coś o tym wiem. – powiedział zanim zdołał ugryźć się w język. Kurwa Berg zamknij się zanim powiesz o dwa słowa za dużo. Nie wolno ci o tym mówić ty smętny idioto. Przecież za takie rzeczy możesz zginąć. warknął sam na siebie w myślach. Zastanawiał się na ile może sobie pozwolić przy Firday’u. Z jednej strony wydawało się Bergowi, że mogą zostać przyjaciółmi i mogą się zakumulować. Jednak z drugiej strony wrodzona nieufność chłopaka podpowiadała mu od razu milion scenariuszy, w których widział jak Ambroge go zdradza. Nie wiedział czy to przez to, że taki po prostu był czy też przez to, że czuł strach swojego pluszaczka. Nie rozumiał czego pajączek się boi. Z zamyślenia wyrwał go wreszcie głos Firday’a.
- Tak właściwie to już jest nastrojona. Zastanawiam się obecnie co mam zagrać i jakoś cholera nic nie przychodzi mi do głowy. Może ty masz jakiś pomysł? – zapytał. W końcu skoro rzucił mu wyzwanie to może miał jakąś ulubioną melodię czy też utwór. Problem polegał jednak na tym czy Berg będzie go znał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 166
  Liczba postów : 1395
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczony domek nad jeziorem   Wto Lip 16 2013, 22:17

Wydaje mi się, że jednak mam. Ale skoro tak mówisz. To jestem w stanie na to przystać. - uśmiechnął się, po czym podał koledze rękę na przeprosiny. Takie ostateczne. Po chwili wyciągnął papierosa, odpalił z małymi oporami - będzie musiał napełnić gaz - tak, że po chwili spokojnie palił. Fajnie, że chłopak nie gniewał się, nie żywił urazy i w jakiś sposób rozumiał jego chęć przebywania z Kordelią tamtego wieczora..
Miał tylko nadzieję, że nie weźmie chłopaka za jakąś ciotę, która rozpacza z byle powodu.. Nie. Normalnie miałby totalnie wywalone, na to, co chłopak by sobie pomyślał, ale polubił go i chyba z wzajemnością. Wobec tego, wolał wszystko wytłumaczyć. i za w czasu wszystko wyjaśnić.
- Wierzę. Na prawdę. Wierzę. I zapamiętam. Przynajmniej postaram się. - powiedział, jak gdyby nigdy nic. Czyli na pana profesora trzeba będzie uważać. On sam, mimo że był bardzo ciekawy, jak traktuje uczniów ten nauczyciel, wolał nie drążyć tematu. Skoro Steve nie powiedział nic więcej to znaczy, że nei chciał. Albo miał inny ważny powód. Rozumiał to. Sam byl skrytym i zamkniętym w sobie człowiekiem. Dlatego doceniał czyjeś tajemnice i nigdy nie chciał ich poznawać na siłę..
- A co do melodii.. - zagaił. Boże, jak on skakał po tematach. Raz tu, raz tu.. Ech, nie miał z nim łatwo ten Berg. No, ale. Po wczorajszej nocy? Jak mógłby skupić się na czymś innym. Najchętniej chciałby teraz zobaczyć się z Kordelią. Mogłaby tu przyjść. Niekoniecznie musiałaby go w jakikolwiek sposób "dotykać". Wystarczała mu sama obecność.
Czyżby się zauroczył? Nie. Nie. To niemożliwe! A może jednak...?
- Słyszałeś kiedyś Triciclo Peru? Taki strasznie szybki, ale świetny kawałek. Niestety nie pamiętam zespołu, ale to jakiś hiszpański. Albo południowo-amerykański.. Na prawdę nie pamiętał nazwy zespołu. Dawno nie słuchaj muzyki. Takiej muzyki. Coś ponad trzy miesiące. Koło czterech..
Oczywiście cały czas liczył na to, że Steve zaraz zagra jego ulubioną melodię, jak gdyby była to rzecz bardzo prosta i nie wymagająca jakiegoś większego wysiłku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 112
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak lunarny
  Liczba postów : 119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5957-steven-berg#169670
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5959-steven-berg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5960-daimon-poczta-stevena#169674




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczony domek nad jeziorem   Wto Lip 16 2013, 22:46

- Gdybym miał rozpamiętywać wszystkie słowa i wszystkie kłótnie czy też nieprzyjemności jakie mnie w życiu spotkały pewnie nie byłbym w stanie zaufać nikomu. Naprawdę nie chcę mieć wrogów, oni zawsze sami się znajdą, natomiast kumpli czy też przyjaciół najczęściej mam niewielu więc jeśli chcesz pozostać ze mną na stopie koleżeńskiej przestań się obwiniać. Przecież nawet taka laska jak Kordelia nie byłaby w stanie rozdzielić mnie z kimś, kogo uznam za przyjaciela. – powiedział Berg dziwiąc się skąd u niego wzięły się te słowa. Przecież Ślizgon naprawdę rzadko wyrażał aż tak otwarcie swoje uczucia. Steven starał się zrozumieć ten fenomen i naprawdę nie potrafił go na razie wytłumaczyć. Miał oczywiście parę podejrzeń ale żadne z nich nie pasowało do obecnej sytuacji. W końcu jeśli miałby analizować to co zaszło pewnie stwierdził by, że coraz bardziej się ośmiela, a to przecież było nie prawdą. Slash wyjrzał znów zza włosów Ślizgona i widząc tego drugiego chłopaka tak blisko swojego pana pisnął przeraźliwie i schował się pod bezrękawnik Berga. Steven zaśmiał się czując jak jego podopieczny go łaskocze.
- Jak dla mnie musisz zapamiętać tylko tyle, że temu profesorowi nie można podpadać i raczej należy go unikać w nocy na korytarzach. To powinno wystarczyć by nie wpaść w kłopoty. – rzekł potwierdzając swoje wcześniejsze słowa, jednak cieszył się, że Anbroge nie zauważył, że Steven musi mieć więcej informacji na temat psora, którym straszyła ich Puchonka. Swoją drogą Berg zaczął się zastanawiać co by powiedziała ta dziewczynka gdyby Steven objawił się jej w całej swojej okazałości. Sądził, że pewnie zwiałaby tam gdzie pieprz rośnie.
- Tak znam tą piosenkę. Co prawda słów nie rozumiem ale tu nie chodzi o to by ją zaśpiewać na szczęście. Postaram się zagrać partię gitarową choć wiem, ze jest dość skomplikowana. Jeśli mi nie wyjdzie to od razu proszę byś mi wybaczył. Mogę się lekko mylić. Dawno nie grałem na sześciu strunach. – powiedział i zaczął grać Triciclo Preu. Szło mu całkiem nieźle ale od czasu do czasu zdarzały się drobne potknięcia. Pajęczak zwabiony muzyką, graną przez swojego pana wyszedł spod jego koszulki i zaczął uważnie się przysłuchiwać. Po chwili zaczął nawet popiskiwać do rytmu czym całkowicie zdziwił Stevena.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 166
  Liczba postów : 1395
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczony domek nad jeziorem   Sro Lip 17 2013, 10:08

Za przyjaciela.. - zdziwił się i powtórzył w duchu. Nie miał przyjaciół. Przez lata nauki w Hogwarcie, nie poznał prawie nikogo. No, poza niektórymi duchami. Ale z ludzi.. To chyba tylko nauczyciele. Cóż, Ambroge unikał ludzi w tamtym czasie. Nie każdego ciągnęło do książek w tamtym czasie, czego niektórzy nie mogli zaakceptować. Na szczęście ci podli ślizgoni, którzy wtedy się nad nim znęcali nie poszli na studia. Byli na nie po prostu za słabi..
Uśmiechnął się lekko, słysząc te słowa. No. Wielkolud zaskakiwał go, jak dotąd nieustannie. Najpierw gitara, potem jego zdziwienie, gdy go przepraszał, a teraz to.. Czym jeszcze go onieśmieli i sprawi, że osłupieje?
-Nie podpadać! Uważać.. Okeeeej! - rzekł szeroko. Chętnie dowiedziałby się więcej od Berga na jego temat, ale skoro ten nie chce o tym mówić, nie będzie go przecież ciągnął za język. Przecież nie są dziećmi, tak? - A w nocy, mój drogi kolego. To ja śpię! - powiedział, pokazując swojemu koledze język. - Ale jakbyś mógł mi jeszcze raz przypomnieć nazwisko tego gościa.. - nie chodziło mu przecież o szukanie informacji na jego temat. Po prostu. Chciał się dowiedzieć, jak nazywa się ten despota.
Po chwili, gdy chłopak zaczął grać na gitarze Triciclo, zanucił pod nosem melodię. Zaczął ją nawet bezskutecznie pogwizdywać. Wtedy zza Stevena pojawił się pajączek. Dalej się z nim nie rozstał? Patrząc na nich, przypomniał sobie swoich towarzyszy niedoli - Xenię i Barga, dwa psy, które kochał ponad wszystko. Na samo wspomnienie o nich, zatęsknił za domem..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 112
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak lunarny
  Liczba postów : 119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5957-steven-berg#169670
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5959-steven-berg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5960-daimon-poczta-stevena#169674




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczony domek nad jeziorem   Sro Lip 17 2013, 11:43

No cóż Berg też nie miał zbyt wielu przyjaciół, a jego kontakty z rówieśnikami kończyły się najczęściej na podaniu reki i powiedzeniu cześć. Steven zastanawiał się nawet czy Amborge będzie chciał się z nim przyjaźnić lecz nie wiedział jak o to zapytać. Wydawało mu się, że chłopak się czegoś obawia jednak nie chciał pytać.
- Ten nauczyciel nazywa się Farid Sherazi. Jest nauczycielem ONMS, Dzikich zwierząt, Magii żywiołów oraz Quidditcha. Jest trochę narwany, ale da się z nim wytrzymać. Po prostu trzeba uważać by mu nie podpaść. – powiedział i spojrzał na Friday’a. Potem zamyślił się jak to było kiedy nauczyciel w postaci wilkołaka ciągnął go przez ściółkę leśna aż do wierzy. Berg przestań o tym myśleć’ skarcił się w myślach. Oczywiście lubił mieć swoje tajemnice ale nie mógł wyrazić wszystkiego.
- Ja w nocy również śpię. Choć czasem zdarza mi się łazić po nocy po różnych miejscach. – dodał i lekko się uśmiechnął. – Wiesz nie zawsze trzymam się zasad. – dodał i zaczął się śmiać. Przecież tyle razy wpadał w kłopoty, że wiedział jak to jest dostawać szlabany. Zakończył grać i spojrzał na Amborge’a. Widział, że chłopak patrzy się na jego pluszowego pajączka.
- Spokojnie on mi nic nie zrobi. Jeśli chcesz możesz go dotknąć jest całkiem miły. – rzekł Berg i pozwolił Slashowi opleść nóżki wokół swojego ramienia.
- A może chcesz jeszcze coś usłyszeć lub może sam chcesz zagrać? – zaproponował i czekał na decyzję Friday’a.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 166
  Liczba postów : 1395
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczony domek nad jeziorem   Czw Lip 18 2013, 11:04

-Farid Sherazi.. - powtórzył za nim.. - Okej. Zapamiętam.. - uśmiechnął się. A gra chłopaka wprawiła go w niemały zachwyt. Mało znał gitarzystów, którzy byli stanie zagrać Triciclo. I nie chodziło tu o chwyty, ale zwyczajnie i po prostu o tempo. Wszak momentami było bardzo szybkie. Niejeden jego znajomy, który grał, wymiękał w niektórych momentach.
W odpowiedzi na pytanie chłopaka, czy może zagrać, uśmiechnął się szeroko, a jego oczy rozbłysły - Poważnie? Mogę..? - spytał łamiącym się głosem. Matko. Kiedy on ostatni raz grał na gitarze?
Widząc, że chłopak pozwolił mu na to, wział z radością gitarę. Usiadł, szarpnął kilka strun, w celu "przypomnienia sobie" metody gry na tym instrumencie.
Pobrzdąkał chwilę, po czym zagrał sobie tylko znaną melodię. - Kurwa. - rzekł po chwili - Nie, to nie tak. Jak to szło.. - brzdąkał nadal, po czym zagrał tę melodię. No. Poszło. Grał.
Po kilkunastu sekundach dotarł do zwrotki. Nieśmiało zaczął śpiewać.

See the stone set in your eyes
See the thorn twist in your side

Zaśpiewał dwie linijki, patrząc z uśmiechem na Stevena. Ciekaw był co powie o jego grze. Bo śpiewał strasznie. I zawsze tak twierdził, choć wielu ludzi twierdziło inaczej.

With or without you
With or without you
I can't live
With or without you
With or without you...

Zaśpiewał refren nieco głośniej. I tego się trzymał. Zwrotki do siebie, jakby po cicho, natomiast w refrenie nie przejmował się niczym. Śpiewał ile sił w płucach. Po chwili skończył i z rumieńcem na twarzy oddał Stevenowi gitarę. - Nigdy więcej. Nigdy - skarcił się, oddając mu akustyka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 112
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak lunarny
  Liczba postów : 119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5957-steven-berg#169670
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5959-steven-berg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5960-daimon-poczta-stevena#169674




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczony domek nad jeziorem   Czw Lip 18 2013, 12:16

Cieszył się, ze przeszli już etap tłumaczenia kim jest Farid Sherazi. Lubił tego nauczyciela ale jeszcze bardziej zaintrygował go ten artysta. No cóż nie dość, że miał zapędy artystyczne to jeszcze lubił grę na gitarze. No cóż Triciclo nie było łatwym utworem ale Steven ucząc się grać zjadł na nim zęby dopóki nie nauczył się wszystkiego perfekcyjnie. On po prostu musiał rozpracować wszystko w najmniejszych szczegółach i siedział nad tym tak długo aż w końcu się udało i brzmiało podobnie do oryginału.
- Jasne, możesz. – powiedział patrząc na Amborge’a. Nie mógł uwierzyć, że chłopak również gra na gitarze. Wiedział doskonale, że ten instrument nie był lubiany przez grających z tego powodu, że czasem bywał trudny. Berg jednak go uwielbiał. Oddał gitarę Friday’owi i czekał na to co on pokaże. Steven usiadł wygodnie i czekał na to co chłopak pokaże. Gdy popłynęły pierwsze dźwięki With or without you Berg aż otworzył usta ze zdziwienia. Zastanawiał się jak można się nauczyć tego utworu. Słuchał z zaciekawieniem i niemałym zdziwieniem.
- Ty chyba zartujesz. Masz talent chłopie. – powiedział patrząc na Friday’a.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 166
  Liczba postów : 1395
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczony domek nad jeziorem   Czw Lip 18 2013, 18:14

- Talent.. Talent kolego to mają tacy ludzie, jak Hendrix, Cobain, Santana, Slash, czy Young.. - mógłby tak wymieniać i wymieniać. Nie miał z tym problemu. Sam Berg grał lepiej od niego. Nauczyć się Triciclo to nie byle co. Zawsze tak uważał. Ale z drugiej strony, on sam nie lubił szybkich, zbyt szybkich melodii. Od zawsze kręciła go psychodeliczna muzyka, taka spokojna, którą można było zagrać siedząc sobie w miejscu takim, jak to.
Mina Berga spowodowała duże zaskoczenie u Fridaya Wyobrażał sobie, co musiał teraz o nim myśleć. Nie dość, że maluje, to jeszcze gra. No fakt. Od zawsze ciągnęło go w kierunku sztuki. Sztuki i nauki. Kochał się uczyć, grać, śpiewać, malować.. W życiu nie zdarzyło mu się chyba tylko rzeźbić, ale całe życie jeszcze przed nim. Choć rzeźba nie bardzo go kręciła, jeśli miał być szczery. Bo rzeźba, nawet jeśli przedstawiała ruch była tylko kawałkiem kamienia, z której ktoś coś zrobił. Oczywiście bardzo cenił sobie takich artystów. Jednym z jego ulubionych w tej dziedzinie był Michał Anioł za swoją Pietę oraz Bernini. Między innymi za "Ekstazę świętej Teresy", która była jego ulubioną rzeźbą..
Chłopak wyrwał się jednak z zamyślenia. - Zostawmy talent - uśmiechnął się do chłopaka, wyciągając papierosa. Skierował też paczkę ku chłopakowi, w celu poczęstowania go - Niech każdy zajmie się tym, co wychodzi mu najlepiej. - zarządził, wstając i odpalając papierosa. Stanął przed sztalugą, której teraz bacznie się przyglądał. O czym myślał? Zapewne o tym, co można w tym dziele poprawić. Uważał, że domek nie wyszedł najlepiej. Tak. To wszystko przez kolory. No, ale tego już zmienić się nie dało. Pozostało tylko dobrać jakoś pozostałe barwy, by dodać obrazowi nieco surrealizmu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Opuszczony domek nad jeziorem   

Powrót do góry Go down
 

Opuszczony domek nad jeziorem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next

 Similar topics

-
» Opuszczony domek na drzewie
» Opuszczony domek nad jeziorem
» Rozłożyste drzewo nad jeziorem
» Opuszczony dom
» Chatka nad jeziorem

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
reszta świata
 :: 
japonia
 :: 
Jezioro Kawaguchi
-