IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Mieszkanie 33 - Percival Follett

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4673
  Liczba postów : 970
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Gracz






PisanieTemat: Mieszkanie 33 - Percival Follett   Sob Lip 27 2013, 11:51

Mieszkanie 33- Percival M. Follett

Mieszkanko to należy do Magnusa Folletta, czyli dziadka Percivala, emerytowanego uzdrowiciela w Szpitalu Św. Munga, który kilka lat temu przeniósł się do Kanady, by zamieszkać z synem i jego rodziną. Dowiedziawszy się, że wnuk zamierza skończyć edukację w Hogwarcie, postanowił oddać mu mieszkanie do dyspozycji, zgadzając się przy tym na pewne zmiany, co Percy skwapliwie wykorzystał, zmieniając staromodne wnętrza na nieco bardziej nowoczesne i przystosowane do własnych potrzeb. Teraz wprowadził się do niego młodszy brat, przez co mieszkanie zmieniło ciut swój charakter...


Sypialnia Percivala

Sypialnia według własnej koncepcji Percivala, z której jest wyjątkowo zadowolony. Mnóstwo przestrzeni, powietrza i spokojne kolory. Minimalizm i wygoda, nad łóżkiem wiszą zdjęcia jego bliskich.


Sypialnia gościnna





Salon



Dobre miejsce na rozmowy i picie ze znajomymi. Nieraz zaprasza tu swoich przyjaciół z drużyny albo angielskich kolegów.


Kuchnia


Dawniej było to królestwo jego zmarłej babci. Przez sentyment Percy nic nie zmieniał. No może pozbył się części porcelanowych, różowych kubków w kwiatki, a raczej schował je na dnie kredensu.



Łazienka


Kolejny relikt przeszłości, który młody pan Follett zostawił w spokoju. Dawniej nad wanną wisiał napis "Uważaj, byś nie skończył jak Marat", ale dziadek go zdjął, nie mogąc znieść marudzenia babci, że straszy dzieci. Percival znalazł go po długich poszukiwaniach na dnie szafy i powiesił nad drzwiami w łazience. Ot, taka fanaberia.




Ostatnio zmieniony przez Percival M. Follett dnia Sro Lip 06 2016, 19:02, w całości zmieniany 5 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Cannes
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 0
Dodatkowo : Teleportacja, metamorfomagia
  Liczba postów : 480
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5421-zoe-champion
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5422-zoe-zaprasza-cie-do-znajomych-przyjmujesz-zaproszenie-czy-sie-boisz
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5423-albert-czyli-sowa-bez-mozdzka-zoe




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 33 - Percival Follett   Czw Sie 08 2013, 22:40

Do rozpoczęcia nauki w Hogwarcie została dosłownie chwila. Od razu po powrocie z Japonii Zoe zleciła mamie wypakowanie jej i ogarnięcie rzeczy, a sama wybrała się do Londynu na zakupy do szkoły. Jasne, mogła to zrobić równie dobrze w Paryżu, ale przecież było to wręcz rytuałem wśród uczniów Hogwartu, że przed rozpoczęciem nauki zjawiali się właśnie na Pokątnej. Nie mogło przecież zabraknąć tak cudownej persony jaką była Zoe! Pół dnia spędziło jej przeglądanie różnych sklepów i sklepików i niemalże wyszła z jednego, dzierżąc maleńkiego kuguchara w rękach. Stwierdziła jednak, że dopóki nie opuści rodziców i swojego Dormitorium nie jest wskazane kupowanie zwierząt, na które wszyscy dookoła krzywo by się patrzyli. Tak przecież właśnie było. W domu ojciec był uczulony na sierść, z kolei w Dormitorium Ślizgonek każde nowe zwierzę, które pojawiało się w niedużym pomieszczeniu było witane wściekłymi spojrzeniami, a w głowach młodych dziewcząt pojawiały się najróżniejsze myśli na temat wszelakich możliwych, szybkich i bezbolesnych śmierci. Tak, najrozsądniej było kuguchara zostawić w sklepie na swoim miejscu. Ze smutną minką, aczkolwiek dumna z siebie Zoe wymaszerowała z ostatniego sklepu i uśmiechnęła się sama do siebie, wiedząc co powinna teraz zrobić. Wyjęła z kieszeni pomiętą karteczkę i jeszcze raz przeczytała adres, który znała już na pamięć. Podał go jej kiedy jeszcze byli w Japonii, a ona przyrzekła że kiedyś go odwiedzi. Kiedyś miało nastąpić właśnie dzisiaj, dlatego z Pokątnej udała się na ulicę Tojadową, w poszukiwaniu kamienicy nr 64. Zaczęła się teraz zastanawiać jak może wyglądać jego mieszkanie. Jest urządzone w nowoczesnym stylu, czy jakimś typowym tylko dla Kanadyjczyków? Pamiętała, że było to stare mieszkanie jego dziadka, więc może wręcz przeciwnie, było urządzone w surowym stylu i pachniało stęchlizną i pleśnią? Stanęła na przeciwko całkiem ładnie prezentującej się kamienicy i przeszła z gracją przez wejście, kierując się na schody. W kilku podskokach przemierzyła wszystkie piętra i znalazła się pod numerem trzydzieści trzy, zastanawiając się jaki rodzaj powitania zaserwować. Stwierdziła po chwili, że to bez znaczenia i przecież, że mimo, że widzieli się raptem kilka dni temu, jej nie było go dość. Zastanowiła się jak to wygląda z jego strony i dłużej nie czekając załomotała donośnie do drzwi. Tak na wszelki wypadek gdyby się kąpał!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4673
  Liczba postów : 970
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 33 - Percival Follett   Pią Sie 09 2013, 11:34

Percy ostatnie kilka dni spędził na urządzaniu mieszkania dziadka. Część rzeczy zostawił, części się po prostu pozbył albo transmutował w coś bardziej... odpowiadającego jego stylowi. Nie był pewien, czy dekoracja wnętrz jest jego najmocniejszą stroną, ale był całkiem zadowolony z efektu. Poprzedniego dnia załatwił wszystkie szkolne sprawunki, które nieodmiennie śmiertelnie go nudziły, ale przynajmniej kupił wszystkie akcesoria do pielęgnacji miotły, które szczęśliwie można było dostać na Pokątnej.
Od tamtej sytuacji ze Stellą był jakiś dziwny. Może nie było tego po nim widać, ale... ale wewnątrz ciągle coś go gryzło, niepokoiło, nie bardzo wiedział, co zrobić. Sam nie wiedział, ile razy siadał, żeby napisać do Stelli list, ale nie potrafił znaleźć odpowiednich słów. Zresztą pewnie to wszystko nie miało większego sensu. Może ona już o tym zapomniała? Czuł się jak ostatni idiota, wpatrując się w pustą kartkę i gryząc koniec pióra. W końcu dawał za wygraną i z cichym przekleństwem wyrzucał poplamiony kleksami papier. Nie. Najlepiej po prostu udawać, że tego nie było. Że nigdy jej nie pocałował, że to po prostu nieistotne głupstwo, o którym należy zapomnieć.
Zoe przynosiła mu ulgę. Przy niej zapominał o dręczących go wątpliwościach, nie zastanawiał się nad przyszłością. Liczyło się to, co tu i teraz. Ich oddechy. Ciepło. Śmiech. Dotyk. Przez te kilka dni zdążył już się za nią stęsknić. Działała nie tylko na jego zmysły, ale i na psychikę- z panną Champion nie sposób się było nudzić czy martwić. Miała sto pięćdziesiąt pomysłów na minutę, a Percy uwielbiał tempo, które nadała ich relacji. Sam nie żył aż tak szybkom, ale impet Zoe niezmiennego go bawił i odprężał. Chyba dobrze się uzupełniali. Nigdy nie doszło do żadnych deklaracji, obietnic, dalekosiężnych planów, a nawet krótkiego kocham. Percivalowi to odpowiadało, bo sam nie był w stanie określić, co właściwie czuje do Zoe. Z pewnością ją uwielbiał i nie mógł się nią nigdy nasycić, ale bał się szafować słowem miłość, którego jeszcze nigdy nie używał.
Właśnie leżał na kanapie, zastanawiając się, co zrobić z nadmiarem czasu, który zawsze mu szkodził. Wyjść na miasto? Może, ale to miało większy sens dopiero wieczorem. Teraz było stanowczo za ciepło, a jemu zwyczajnie się nie chciało. Prawdę mówiąc, żałował, że zdecydował się zostać w Londynie aż do rozpoczęcia roku szkolnego w Hogwarcie. Znacznie lepiej czułby się w domu rodzinnym, a nie w mieszkaniu dziadka, gdzie za jedynych towarzyszy miał własne niewesołe myśli. Nawet nie przeszkadzały mu brudne naczynia piętrzące się na stoliku w salonie ani porozrzucane książki, z których każdą zaczynał czytać, ale żadnej nie skończył, nie mogąc się na nich skupić.
Gdy usłyszał łomotanie do drzwi, poderwał się na równe nogi i zmarszczył brwi. Nalot? Kontrola nadopiekuńczej matki? Chyba nie... ojciec by ją odwiódł od takiego pomysłu, zresztą miała dosyć zajęć w domu, żeby przejmować się czystością skarpetek swojego dorosłego syna. Więc? Tessa? Grace? A może dziadek? Te wersje wydały mu się najbardziej prawdopodobne, więc nie spojrzał nawet wizjer, spodziewając się któregoś z członków własnej rodziny. Ku jego radosnemu zdumieniu na progu stała panna Champion, uśmiechając się słodko.
- Zoe!- w jednej chwili chwycił ją w objęcia i okręcił wokół własnej osi, wciągając do środka i zamykając drzwi lekkim kopniakiem. Zjawiła się w idealnym momencie, niczyje odwiedziny nie sprawiłyby mu większej radości. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę z bałaganu, jaki panował w całym mieszkaniu. Ale to nastąpiło po długim i zachłannym pocałunku, który prawdopodobnie zatrze to złe wrażenie. Zresztą... czego się spodziewać po kawalerskim mieszkaniu dwudziestolatka?- Tęskniłem...- zamruczał jej do ucha, które po chwili ucałował, wdychając zapach jej włosów i czując miłe ciepło rozlewające się po całym ciele.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Cannes
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 0
Dodatkowo : Teleportacja, metamorfomagia
  Liczba postów : 480
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5421-zoe-champion
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5422-zoe-zaprasza-cie-do-znajomych-przyjmujesz-zaproszenie-czy-sie-boisz
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5423-albert-czyli-sowa-bez-mozdzka-zoe




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 33 - Percival Follett   Wto Sie 13 2013, 01:19

Zawrotne tempo panny Zoe było o tyle wygodne, iż nie przejmowała się tym co mówią czy też robią inni. Zazwyczaj po prostu starała się oddalać od siebie niepotrzebne uczucia, które trzymałyby ją przy ziemi. Kiedy raz po raz słyszała w odpowiedzi na swoje dziecięce marzenia śmiechy, udawała po prostu że to nie miało miejsca i dalej bujała w przestworzach, niesiona pozytywną energią. Drugą korzyścią był fakt, że przy niej mogłeś zupełnie zapomnieć o problemach, wyluzować się i poznać najpiękniejsze strony życia. Może coś obiło jej się o uszy. Ktoś kiedyś powiedział jaką reputację ma ten cały przyjezdny, ale czy ona miała lepszą? nie bez powodu jej domem był Slytherin. Jej małym, wielkim swiatem poniekąd rządził egoizm, który przejawiał się w różnych formach. Czasem zupełnie niewinnie, podczas planowania wystroju domu, trzeba było pamiętać o tym, ze Zoe nie lubi wszystkich kolorów i tak w ogóle to ona ma sto razy lepszy pomysł na wykonanie tego! No i jeszcze Freddie. Kochanie, spakuj moje walizki, bo dzisiaj wychodzę na noc. Czasem w nieco większej dozie, kiedy za punkt honoru obrała sobie wywlec brudy jednej pani na wierzch, a bo zadarła przecież z niewłaściwą osobą. Oczywiście w sposób subtelny żeby sama zainteresowana zastanawiała się czy to aby na pewno za jej sprawą do tego doszło. No nic. Taka już była i nic tego nie zmieni. Gdzie dobrotam i zło. Yin i jang i te sprawy, a wycieczka do Japonii powinna nas tego nauczyć przede wszystkim. Równowaga w przyrodzie nie ginie, więc tyle ile dobrych rzeczy potrafi ze sobą przynieść panna Champion to tyle samo złych potrafi doprowadzić czyjeś życie do ruiny. Ain't karma a bitch?
Nie ma nic lepszego jak przekonanie się czy głupie plotki są prawdą niż stawienie im czoła. Przecież to był Hogwart. Tutaj plotka rodziła się z niczego. O samej Zoe krążyły wręcz legendy, a co po niektórzy zastanawiali się czy wieczorami pije krew. Nie piła. Jednak każdy mądry próbowałby się dowiedzieć dlaczego i skąd coś takiego w ogóle się pojawiło.
Ona nie lubiła rozmawiać o uczuciach, a tym bardziej ich okazywać. W całym swoim życiu nie pamiętała żeby ot tak przytulić się do któregoś z rodziców. Zazwyczaj było to kierowane jakimiś zachciankami, które sprytnie maskowała. Jedyną taką osobą, która znała ją jak własną kieszeń, był jej brat, któremu wylewała swoje żale godzinami kłapiąc dziobem, kiedy on miał już tego serdecznie dość. Nawet kiedy próbował temu zaradzić ona i tak znajdowała złoty środek żeby przekazać mu to co ma do powiedzenia. Zazwyczaj obydwoje dochodzili do wniosku, że Ślizgonka ma problemy z rozszyfrowaniem tego co siedzi w głębi jej duszy i tego co czuje. Ciężko jej było stwierdzić czy kogoś kocha. Czy coś do niego czuje. Parę razy zdarzyło jej się w to uwierzyć, ale złudzenie pryskało jeszcze szybciej niż powstało, a mydlana bańka z której było zrobione zamieniała się w mokrą plamę, która szybciutko wyparowywała, nie pozostawiając po sobie żadnego śladu. I teraz nie była pewna jak to własciwie z Percivalem jest. Merlin jej świadkiem, że nigdy do żadnego wyznania nie doprowadzi. Ok, nigdy to może trochę za mocne słowo, ale nie była przekonana o tym, że byłaby w stanie wydusić swoje słowo na temat tego co do kogoś czuje, a zwłaszcza wyznanie miłości w jej ustach graniczyło z cudem.
Wiedziała po co tu przyszła. Stęskniła się. Okazało się, że od czasu kiedy poznała Kanadyjczyka jego imię stale się przewalało w jej głowie. I to nawet nie było tak jak z Bastianem, czy kimkolwiek innym. Nawet nie zależało jej na tym żeby urozmaicać jego życie złośliwościami. Po prostu miała ochotę się z nim zobaczyć. Lubiła przebywać w jego towarzystwie i to, że nie bał jej się postawić. Najbardziej jednak uwielbiała wyprowadzać go z równowagi. Jego zdumienie, radość czy urocza dla niej wściekłość przyprawiały ją o gęsią skórkę. Tak było i teraz. Uśmiechnęła się, rzucając mu spojrzenie spod rzęs i przechyliła głowę na bok, jak miała w zwyczaju. Zagryzła lekko wargę, obserwując jak raz za razem przez twarz chłopaka przewijają się różne emocje. Najpierw pewnośc, potem zdumienie, a za chwilę radość. Reszty już nie zdążyła dojrzeć, bo ich usta złączyły się w pocałunku, który trwał na tyle długo, żeby zdążyła zapomnieć gdzie się znajduje. Dopiero po chwili przypomniała sobie, że trafiła dzisiaj na ulicę Tojadową. Bałagan nie był dla niej przeszkodą, gdyż sama miała pokój który wyglądał jak po przejściu tornada. Właściwie to mieszkanie prezentowało się całkiem ładnie. Oryginalność i awangarda w połączeniu z przytulną, staromodną nieco klasyką.
- No hej, ja też- stwierdziła, mrucząc mu do ucha i odsuwając się na krok żeby mu się przyjrzeć czy coś się zmieniło przez te kilka dni.
- Swoją drogą nie widzieliśmy się zaledwie chwilę, a mam wrażenie jakby rok upłynał od tamtego wyjazdu. Co słychać tak w ogóle?- oparła się teraz o ścianę, studiując jego ciało krok po kroku. Ciało, które w jej mniemaniu udało jej się mieć na wyłączność i które z miłą chęcią zobaczy dzisiaj jeszcze kilka razy w pełnej krasie.
- Nie wytrzymałabym do wyjazdu, musiałam tu przyjść - uśmiechnęła się figlarnie, nie spuszczając wzroku i oblizała usta. Zgodnie z prawdą, przeczytała już ten adres tyle razy, że o każdej porze dnia i nocy byłaby w stanie wyrecytować go bez zająknięcia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4673
  Liczba postów : 970
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 33 - Percival Follett   Wto Sie 13 2013, 15:03

Z Percym to wszystko było takie... złożone. No bo niby fakt, miewał różne przygody na jedną czy dwie noce, ale nigdy nie obiecywał, że coś z tego będzie, zresztą jego najbardziej bawił sam proces uwodzenia, a jego zwieńczenie było zasłużoną nagrodą dla wytrwałego zdobywcy kobiecych wdzięków. A jednocześnie... jednocześnie umiał być uroczy, troskliwy, stawał w obronie uciśnionych, zwłaszcza dziewcząt, miał w sobie całkiem sporo dobrych cech, tyle że kochał kobiety, jako zjawisko, ale niekoniecznie jako jednostki. Jeśli ktoś nadepnął mu na odcisk, potrafił wpaść w furię, zresztą Follett w ogóle miał dość choleryczne usposobienie, co nie przeszkadzało mu być uroczym towarzyszem i dobrym przyjacielem. Po prostu trzeba było wziąć poprawkę na to, że nie grzeszy nadmiarem cierpliwości i łatwo wpada w złość. Mściwość nie leżała w jego naturze, raczej załatwiał sprawę od ręki, pięścią lub różdżką i miał święty spokój. Jego gniew zapalał się równie szybko, jak gasł. Taki już był i w sumie autorka jest bardzo zadowolona, że trafił do Gryffindoru, bo to jest jego miejsce!
Sposób w jaki go całowała, dotykała, w jaki na niego patrzyła przyprawiał Percivala o miły dreszcz biegnący wzdłuż kręgosłupa. Czuł, że Zoe rozbiera go wzrokiem, a w jej głowie powstają coraz to bardziej kuszące wizje chwil, które spędzą dziś razem. Jej pomruk sprawił, że ciałem Folletta wstrząsnął lekki dreszcz. Miał na nią ochotę, tu, teraz, w tej chwili. Potrafiła rozpalić go samym tonem głosu, nieznacznym przesunięciem języka po wargach, zalotnym spojrzeniem. Działa na niego silniej niż jakakolwiek inna znana mu dotychczas kobieta i jako jedyna potrafiła go przy sobie utrzymać. Uzupełniali się i harmonizowali ze sobą. Przede wszystkim w łóżku, chociaż momenty pomiędzy również należały do przyjemnych i niezapomnianych. Nie potrafili się ze sobą nudzić, działali na siebie silniej niż można by przypuszczać.
Uśmiechnął się do niej w sposób, któremu jakoś nigdy nie mogła się oprzeć, i przeczesał ciemne włosy opadające mu niedbale na czoło.
- Nic ciekawego. Aż do tej pory- zamruczał zmysłowo, opierając się rękami o ścianę po obu stronach głowy panny Champion i uniemożliwiając jej ucieczkę. Spojrzał jej w oczy, uśmiechając się niebezpiecznie i zatrzymując się o kilka centymetrów od ust dziewczyny. Miał ogromną ochotę po prostu złapać ją na ręce i zanieść do sypialni. Odetchnął znajomym zapachem jej ciała i również oblizał usta.
- I bardzo dobrze zrobiłaś...- wyszeptał, owiewając jej ucho gorącym oddechem i przyciskając Zoe do ściany. Dziwna sprawa, ale jego spodnie nagle stały się zdecydowanie za ciasne w kroku. Przygryzł dolną wargę i nieznacznie przesunął dłonią po brzuchu Champion, NIECHCĄCY podwijając bluzkę i rozkoszując się delikatnością jej skóry. Po chwili powędrował wyżej, czule obejmując jej lewą pierś i muskając ją opuszkami palców.- Hmm... może obejrzysz sypialnię? A ja w tym czasie przyniosę jakieś wino... białe? Czerwone?- zapytał ochrypłym głosem, wtulając nos w jej szyję i próbując choć trochę się opanować. Przychodziło mu to z wielkim trudem, bo wyobraźnia podsuwała coraz to nowe obrazy, a ciało przejmowało kontrolę nad rozumem. Jeszcze żadna kobieta nie doprowadziła go tyle razy do takiego stanu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Cannes
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 0
Dodatkowo : Teleportacja, metamorfomagia
  Liczba postów : 480
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5421-zoe-champion
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5422-zoe-zaprasza-cie-do-znajomych-przyjmujesz-zaproszenie-czy-sie-boisz
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5423-albert-czyli-sowa-bez-mozdzka-zoe




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 33 - Percival Follett   Pon Sie 19 2013, 00:19

Najbardziej podobał jej się sposób jaki określał ich relacje. Czyli żaden. Nie było nawet żadnego niepisanego schematu, w który mogliby próbować włożyć ich relacje, tak jak się wkłada element pasujący do układanki w odpowiednie miejsce. Kiedy była młodsza, jednak z koleżanek zapytała ją w kim ona się podkochuje, bo przecież wszystkie były na etapie opowiadania o swoich miłościach w postaci profesorów, graczy Quidditcha albo po prostu aktorów. Nie namyślając się w ogóle mała Zoe stwierdziła, że ona nie kocha się w nikim, bo po prostu zdolna do miłości nie jest. Niektóre dziewczynki spojrzały na nią jak na dziwadło, z kolei u innych wzbudziła pewnego rodzaju respekt, skoro tak znacząco się spośród nich wszystkich wyrózniała. Z upływem czasu panna Champion coraz bardziej upewniała się w tym, że w miłość ciężko jej uwierzyć, bo jakkolwiek by nie próbowała to żaden związek, w którym była nie odniósł zwycięstwa, a po rozstaniach z potencjalnymi kandydatami na mężów, ona po prostu odrzucała włosy do tyłu i śmiejąc się perliście wyruszała na poszukiwanie kolejnych łowów. Nie chodziło oczywiście o desperackie poszukiwania nowego chłopaka, lecz o pewnego rodzaju zabawę, którą odnalazła w zwodzeniu męskich serc i nieczystej grze.
Nasuwa się na myśl pytanie, co w takim razie robiła z Percym? Nie był przecież pierwszą tak podobną do niej osobą. Ba, nawet się od niej drastycznie różnił w niektórych kwestiach! Było przecież wielu chłopców w Hogwarcie, którzy nie chcieli się wiązać, a w głowie im był luźny tryb życia, włączając w to jednonocne przygody, które były stałym elementem ich gry. Zupełnie jak u Zoe. Czemu w takim razie ktoś taki nie skradł jej serca, skoro przeciwieństwa też nie dawały rady? Może potrzeba było jakiegoś złotego środka, który będzie potrafił połączyć do kupy porozrzucane fragmenty obydwu drużyn i stworzyć formację idealną? Może faktycznie tak było, jednak na pytanie czy Percy okazał się być właśnie tym idealnie wypośrodkowanym człowiekiem nie znajdziemy odpowiedzi, choćbyśmy jej szukali dniami i nocami. Pojęcie 'idealny' jest szeroko rozumiane i każdy z nas będzie widział je inaczej, a odbiegająca dalece od ideału Zoe z wielką trudnością potrafiłaby stwierdzić jak widzi słowo 'ideał' w swoim słowniku. Najprawdopodobniej stwierdziłaby po prostu, że takiego tam nie ma i tyle. Percy był dla niej zagadką. Zaczynając od tego, że coraz częściej budziła się z jego imieniem wypisanym na jej ustach, a wolnym czasie przyłapywała się nad tym, że przypomina ich sobie nad stawem, w Japonii czy też na tamtym fatalnym balu. Chyba jedyną naszą odpowiedź może stanowić tylko fakt, że Kanadyjczyk jest wszechobecny w jej życiu, mimo że ona wcale sobie tego nie zażyczyła. Weź tu teraz takiej dogódź. Mimo, że była to zupełna nowość w Zosinym świecie, wcale jej to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie!
- Dobrze wiedzieć, że moja osoba nadal potrafi wnieść coś fascynującego do Twojego życia- wymruczała z szelmowskim błyskiem w oku. Byli teraz tak blisko siebie, a ona nie miała zamiaru uciekać. Nie mogła się powstrzymać żeby nie uśmiechnąć się szeroko. Przybliżyłóa się na tyle na ile jeszcze było to możliwe i złożyła delikatny pocałunek na jego ustach, przygryzając lekko jego dolną wargę. Ciepły, delikatny, ale stanowczy i drapieżny dotyk, przywodził jej na myśl nadciągające tsunami, po którym zaraz następowało rozpogodzenie i cisza, szum wody i ciepłe, słoneczne promienie miło koiły zszargane nerwy. Dziwaczne porównanie, ale to było jedyne takie które potrafiło zobrazować intensywność wrażeń z jaką spotykała się Ślizgonka, będąc u boku Folletta. Ciężko było jej teraz wyzwolić się spod jego hipnotyzującego dotyku, ale wieczności przy ścianie przecież spędzić nie mogli. Zgrabnie odsunęła się i prześliznęła między jego rękami, tak że teraz stała za nim i obserwowała jego plecy.
- Jasne, z miłą chęcią, a wino poproszę białe - powiedziała powoli, szukając wzrokiem drzwi do sypialni. Wywnioskowała, że musiały być to te, na których w tej chwili spoczął jej wzrok, więc leniwym krokiem poszła w ich stronę, nie czekając na to co Percy powie, tylko na to ile czasu zajmie mu dotarcie tu do niej. Miękkim ruchem wskoczyła bez pozwolenia na łóżko i wsparła się na ramionach czekając na księcia z bajki, który przyjedzie zaraz do niej rydwanem napędzonym sfermentowanymi winogronami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4673
  Liczba postów : 970
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 33 - Percival Follett   Pon Sie 19 2013, 22:39

Percival zastanawiał się często, co właściwie łączy go z Zoe. Bo było to coś więcej niż przelotny romans, w końcu trwał z niezmienną intensywnością od kilku miesięcy i nic nie wskazywało na to, żeby miał się zakończyć. Związek? Może i związek, w końcu istniała między nimi jakaś niepisana umowa, że mają siebie na wyłączność. Ani ona, ani on nie zaakceptowaliby nawet flirtu drugiej ze stron. Percy urządziłby karczemną awanturę, potencjalnego rywala pozbawił kilku zębów, a Zoe nigdy nie wybaczył. A ona z pewnością nie byłaby lepsza, jeśli nie gorsza, bo panna Champion potrafiła się mścić i to mścić okrutnie. Percy nie był na tyle nią zaślepiony, by nie dostrzegać Zosinych słabostek, ani nie słyszeć, co się o niej mówi. Inna rzecz, że zupełnie go to nie obchodziło. Wystarczyło, że była szczera z nim, a w szczerość ich relacji nie wątpił nigdy.
On wierzył w miłość. Pewnie to kwestia jego domu rodzinnego, gdzie to uczucie kwitło mimo upływu lat i Percy nie miał najmniejszego powodu by podawać jego istnienie w wątpliwość. Po prostu sam nigdy go nie doświadczył w stosunku do kogoś spoza rodziny. I Stelli. Nigdy nie kochał kobiety. Chyba. Właściwie sam nie wiedział.
Ale z drugiej strony... z drugiej strony Zoe stała się kimś naprawdę ważnym w jego życiu. Z nią nigdy się nie nudził, a jednocześnie mógł znaleźć ukojenie, gdy natrętne myśli nie dawały mu spokoju. Zwłaszcza ostatnio, kiedy jego relacja ze Stellą się skomplikowała, a dziewczyna nie odpisywała na jego listy. Kiedy po raz pierwszy w życiu, Percy myślał o swojej przyszłości i czuł bolesną niepewność. Chciał chronić Zoe, chciał mieć pewność, że jest bezpieczna i był gotów jej bronić, mimo że nie należała do słabych dziewcząt, które mdleją na widok pająka czy kropli krwi. Zależało mu na niej, a leniwe poranki w Japonii, kiedy budził się u jej boku i mógł obserwować, jak śpi, należały do jednych z najlepszych, jakie pamiętał. Pochylał się nad Zoe i patrzył na lekki uśmiech błąkający się po jej wargach, wsłuchiwał się w jej cichutkie pomrukiwanie i napawał ciepłym zapachem skóry. Nigdy nie sądził, że jakikolwiek rodzaj stabilizacji będzie mu odpowiadał, zwłaszcza że wcale nie był pewien, co czuje do tej postrzelonej dziewczyny, o której myślał zaskakująco często i o którą był cholernie zazdrosny. A jednak tak było. Fakt, że nie musi zbierać swoich ubrań, udawać, że nic się nie stało, wykręcać się i łagodnie tłumaczyć, że jedna noc nie obliguje go do żadnych deklaracji. Nie. PONIEKNĄD byli razem. I było dobrze.
- Stale i niezmiennie- zamruczał z rozbawieniem, po czym zmarszczył brwi, oddając pocałunek. Merlinie, jej bliskość doprowadzała go do obłędu. Och, przecież wiedział. Przecież oboje lubili białe wino, a on dodatkowo lubował się w ceremoniałach i pragnął, by kobieta czuła się przy nim jak cesarzowa. Zwłaszcza taka jak Zoe. Upewnił się jeszcze, że wybrała właściwie drzwi, po czym zniknął w kuchni. Znalazł wino, kieliszki, tacę, na której postawił to wszystko i którą uniósł w powietrze za pomocą prostego zaklęcia. To było z pewnością bezpieczniejsze i bardziej eleganckie niż zwyczajne wniesienie tego wszystkiego w rękach. Tak więc Percy otworzył tylko drzwi do sypialni, a białe wino wleciało do niego samo, po czym wylądowało razem z całą tacą na łóżku, tuż obok panny Champion. Taki bajer!
Sam Follett usiadł na brzegu łóżka i zajął się nalewaniem alkoholu do kieliszków, zerkając co chwila na Ślizgonkę i dochodząc do wniosku, że żadna znana mu kobieta nigdy nie działała na jego zmysły tak silnie. Podał jej wino, sam również ujmując nóżkę kieliszka, po czym przysunął się bliżej, wolną ręką obejmując jej kark i składając na ustach Zoe zachłanny pocałunek. Oderwał się od niej i spojrzał głęboko w oczy, uśmiechając się szelmowsko.
- Za niespodziewane wizyty pięknych pań- szepnął jej do ucha, nachylając się do niego i owiewając je ciepłym oddechem. Przymknął na moment oczy, próbując opanować narastające w nim pragnienie. Przesunął dłonią wzdłuż jej talii, upijając łyk wina i zastanawiając się, co jest w niej takiego, co nie pozwala mu normalnie myśleć. Co nie pozwala mu się oprzeć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Cannes
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 0
Dodatkowo : Teleportacja, metamorfomagia
  Liczba postów : 480
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5421-zoe-champion
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5422-zoe-zaprasza-cie-do-znajomych-przyjmujesz-zaproszenie-czy-sie-boisz
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5423-albert-czyli-sowa-bez-mozdzka-zoe




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 33 - Percival Follett   Sro Sie 21 2013, 01:23

To prawda, Zoe wcale nie należała do łagodnie usposobionych kobiet, które w większości wabiły mężczyzn na swoją urokliwość i niewinny czar. Nie. Ona była szczera aż do bólu, czym odpędzała od siebie trzy czwarte absztyfikantów, którzy dawali sobie już spokój zanim ją poznali. Kolejną rzeczą było to, że potrafiła by cholernie mściwa i skrupulatnie dążyła do tego żeby ukarać każdą osobę, która zalazła jej za skórę. Potrafiła nie rozdrabniać się, ale uderzyć z należytą siłą żeby dany delikwent albo delikwentka zapamiętał do końca życia kim jest Zoe Champion. Cóż, nie brzmiało to zbyt zachęcająco. Jednak jeśli się bliżej temu przyjrzeć to dziewięćdziesiąt procent kobiet byłoby bardziej okrutnych niż Ślizgonka, mając w rękach lafiryndę, z którą zdradził je ich mężczyzna. Nieprawda? Poza tym na swój sposób Zoe potrafiła być czarująca i roztaczać nad sobą urok niczym otwierający się różany pąk. Z tą różnicą, że po prostu nie byłeś pewien czy po otwarciu wyleci z niego osa i Cię zaatakuje. Znajomość z nią była pełna niespodzianek, ale Ty wiedziałeś że nie będziesz się nudzić. Tak samo było z Percym. Jednego dnia Champion przychodziła do niego do domu, a drugiego ciągnęła go na drugi koniec świata po to tylko żeby zobaczyć zachód słońca z innej perspektywy. kiedyś marzyło jej się wsiąść na miotłę i ścigać się ze wschodem słońca. To znaczy jak była mała tak robiła. Bardzo często, zrywała się bladym świtem z łóżka, chwytała za miotłę i pędziła do lasu, gdzie mogła z dala od mugolskich spojrzeń wsiąść na miotłę, czego tak własciwie rodzice, kiedy spędzała wakacje w Cannes jej bronili. Nigdy jednak nie robiła tego z kimś, a czuła że to będzie piekne doświadczenie i chciałaby dodać je do swoich wspomnień żeby móc je odtwarzać na nowo każdego razu.
Obserwowała kiedy tak Percy siadał obok niej, demonstrując swoje umiejętności władania nad tacą bez używania do tego rąk. Doprawdy, imponujące. Podobało jej się to. Czuła się przez chwilę jak księżniczka, której don łóżka serwowano najwyśmienitsze dania. Uwielbiała wino. Wystarczyło raptem kilka kieliszków, a zaraz poprawiał jej się humor. No ok. Wielu osobom do tego wystarczał jeden, ale halo, pamiętajmy że Zoe urodziła się we Francji, która znana jest z zamiłowania do wina i winnic na co drugim podwórku.
Kiedy poczuła jego miękkie wargi na swoich, poczuła że się rozpływa i na jeden moment zapomniała o tym gdzie się znajduje. Kiedy się od siebie odsunęli musiała złapać dwa głębokie wdechy żeby móc spojrzeć mu w oczy i z konsternacją przygryźć wargę.
- Hej Percy, obiecaj mi coś... - powiedziała leniwie, robiąc na chwilę przerwę żeby nadać temu zdaniu powagi znaczenia. - Obiecaj mi, że kiedyś polecimy gonić wschód słońca - wyszeptała i zaraz uśmiechnęła się figlarnie, patrząc na niego z ukosa. Właściwie to czemu nie miałby być to on? Jej towarzysz? Jeżeli miała robić nowe wspomnienia, to czemu właśnie nie z nim?
- Za to żeby te wizyty stały się codziennością - uśmiechnęła się z niebezpiecznym błyskiem w oku, który miał sugerować to i owo. Upiła kilka porządnych łyków i odstsawiła kieliszek na szafkę obok łóżka. Uniosła teraz znacząco brwi i przysunęła się bliżej niego, kładąc mu głowę w zagłębieniu na mostku. Zaczęła zataczać palcem duże kręgi na jego torsie. POtem coraz mniejsze, sprowadzając je poniżejpępka, a potem od nowa zaczynając cały rytuał. I panie nie wódź mnie na pokuszenie...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4673
  Liczba postów : 970
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 33 - Percival Follett   Sro Sie 21 2013, 19:51

O tak, każdy dzień z panną Champion był jedną wielką niewiadomą, przygodą, której zakończenia nie sposób było się domyślić. Percy, mimo swojego wybuchowego temperamentu, nie był nawet częściowo tak postrzelony jak Zoe, mimo że fantazji mu nie brakowało. Być może dlatego stanowili tak zgraną parę- miał na tyle dużo luzu, by nie kwestionować większości pomysłów Zoe, a jednocześnie własny charakter i odrębność, czym jej imponował. Taka dziewczyna jak ona nie zniosłaby nawet kilku dni z facetem bez osobowości, który nie potrafił się jej postawić albo takim, który nie ma za grosz fantazji, w każdym razie takie odnoszę wrażenie. Percival był gdzieś pośrodku i może to przesądziło o jego powodzeniu u panny Champion.
On sam uwielbiał jej nieprzewidywalność i niezależność. Miała w sobie dużo z kota, potrafiła być urocza i przymilna, potrafiła pokazać pazury albo pójść własną drogą. Była zupełnie nieobliczalna, ale Follett doskonale wiedział, że Zoe ma do niego wyraźną słabość, którą zresztą odwzajemniał. Bawiła go, zaskakiwała i działa na jego zmysły. Czy potrzebowali czegoś więcej? A jeśli tak, to czy zdawali sobie z tego sprawę, potrafili powiedzieć o tym wprost? To już zupełnie inna historia... Percy nigdy nie był w związku, ale na podstawie obserwacji innych powoli dochodził do wniosku, że jego relacja z panną Champion niewiele różni się od tego, w czym tkwili jego znajomi, mający chłopaka czy dziewczynę. Spędzali ze sobą dużo czasu, nigdy się nie nudzili ani w łóżku, ani poza nim, byli zazdrośni o siebie nawzajem... Merlinie, czy nie było to uderzająco podobne do normalnego związku?
Widział, że sposób, w jaki podał wino, przypadł Zoe do gustu, że poczuła się rozpieszczana i doceniona. Uśmiechnął się kątem ust, bo o to właśnie mu chodziło. Nie należał do facetów, którzy okazywali swoją męskość poprzez brutalność czy mało wyrafinowane zaczepki, a kiedy już zdobyli kobietę, traktowali ją jak swoją własność. Percy lubił dawać kobietom poczucie, że są absolutnie wyjątkowe, niezależnie od tego, czy spędził z nimi jedną noc, czy więcej. Może właśnie dlatego większość byłych kochanek nie żywiła do niego wielkiej urazy, ale mile wspominała moment, kiedy czuły się jak cesarzowe świata. A Zoe była dla niego kimś niezwykłym i miał zamiar dać jej to odczuć, ilekroć będzie miał okazję.
Uwielbiał ją całować. Uwielbiał intensywność i namiętność ich pocałunków, ten dreszcz, który przenikał ich oboje. Prośba Zoe wcale go nie zaskoczyła, zdążył już przywyknąć do jej nietypowych, niekiedy bardzo romantycznych i szalonych, pomysłów, więc uśmiechnął się tylko ciepło i musnął opuszkami palców jej wargi, mrucząc ciche obiecuję.
Jej dotyk elektryzował. Wino rozpłynęło się w jego żyłach rozkosznie, a bliskość Zoe wywołała w nim falę pragnienia, które z każdą chwilą narastało, mimo że jej dotyk był tak subtelny. Może właśnie tak bardzo na niego działał. Wtulił usta w jej ciemne włosy, palcami jednej dłoni wodząc po jej ciepłej, smukłej szyi, a drugą wędrując pod jej bluzką najpierw wzdłuż brzucha, by po chwili przesunąć się na plecy i lekkim ruchem rozpiąć jej stanik. Nie cierpiał staników u młodych kobiet. Więżenie piersi, zwłaszcza niedużych albo średniego rozmiaru, wydawało mu się nieludzkim wręcz okrucieństwem. Były piękne, a nadawanie im sztucznego kształtu, ściskanie ich w klatkach biustonoszy, Percy uważał za barbarzyństwo. Przesunął obie dłonie na piersi Zoe, luźno okrywane przez miseczki stanika, i ujął je czule, najpierw głaszcząc opuszkami palców, by po chwili zacząć delikatnie masować, napawając się ich ciepłem i sprężystością. Musnął jej sutki, z zadowoleniem stwierdzając, że pod wpływem jego dotyku zaczęły twardnieć. Uśmiechnął się i pocałował delikatnie małżowinę ucha panny Champion, potem przygryzł jego płatek, by w końcu przesunąć wargami wzdłuż linii jej szczęki, wdychając głęboko zapach jej rozgrzanej skóry i białego wina.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Cannes
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 0
Dodatkowo : Teleportacja, metamorfomagia
  Liczba postów : 480
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5421-zoe-champion
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5422-zoe-zaprasza-cie-do-znajomych-przyjmujesz-zaproszenie-czy-sie-boisz
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5423-albert-czyli-sowa-bez-mozdzka-zoe




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 33 - Percival Follett   Sob Sie 24 2013, 22:24

Wygięła plecy w koci łuk, cicho jęcząc, kiedy jego dotyk elektryzował jej ciało. Uwielbiała go właśnie za tą delikatność, ale i gwałtowność, wybuchowość, która w każdej chwili mogła się u niego obudzić. Zoe niczym prowokatorka ignorowała jego zakazy, tak jak na balu idąc w poszukiwaniu bohaterskiej misji, z której jednakowoż koniec końców wybawił ją Percy, bo mogła stać jej się krzywda. Podobało jej się kiedy tak na nią krzyczał, chociaż z drugiej strony wcale nie chciała go wściekłego. Miał swoje zdanie, właśnie! To było tym czymś co odbezpieczało granat, włączało zapłon i doprowadzało świat do destrukcji. Jej świat, który wypełniony był mężczyznami niewartymi uwagi. Nudnymi, interesującymi, ale bez emocji. Kiedy Zoe chciała wyruszyć w podróż do wnętrza ziemi, oni patrzyli na nią jak na wariatkę, twierdząc że wolą zostać w łóżku. Kiedy w środku nocy budziła się z zamiarem popływania nago w jeziorze, nie było chętnych na taką wyprawę. Boże, Zoe patrz która godzina! Tak własnie wyglądał typowy świat większości nastolatków. Nudny do granic możliwość, ale od czasu do czasu nakrapiany alkoholem i imprezami, gdzie szczytem marzeń jest dostanie czegoś co nieźle trzepnie w głowę, a żeby wylecieć na orbitę nie musisz wcale ruszać się z miejsca.
Tak, to zdecydowanie odróżniało go od innych. On był w stanie spełniać z Zoe jej najskrytsze marzenia, a ona cholernie chciała poznać te które skrywał przed nią. Właściwie to sama ne wiedziała czemu nie są razem. Może po prostu żadne z nich nie chciało robić tego pierwszego kroku ku nieznanemu? W końcu jednak będzie to musiało nastąpić jeżeli obydwoje tego będą chcieli. Tylko problem w tym, że nawet sama autorka nie wie czy Zoe zdobyłaby się na odwagę żeby przyjąć do wiadomości fakt, że nagle znalazła się na głębokiej wodzie.
Nie myślała o tym teraz. Nie musiała. Byli dla siebie i to się nie miało zmienić. Nie chciała już nic mówić. Oplotła jego szyję rękoma, obdarzając ją pocałunkami, słonymi od jego potu. Wbiła mocniej paznokcie żeby przesunąć teraz nimi wzdłuż jego kręgosłupa i złapać za skraj koszulki, która chwilę później leżała już niezbyt elegancko na podłodze. Przycisnęła swoje ciało do jego nagiego torsu, czując ciepło którym promieniował. Złożyła teraz delikatny pocałunek na jego obojczyku i zaraz zmieniła pozycję, siadając teraz na nim okrakiem. Przeciągnęła się leniwie niby kotka, przygryzając wargę i wbijając wzrok w jego ciemne, czekoladowe oczy. Oblizała dolną wargę. Czuła wręcz bicie swojego serca. Przesunęła teraz dłonią po Percivalowym torsie i uśmiechnęła się delikatnie. Wino zdążyło już ją rozgrzać, toteż na policzki wystąpiły jej urocze rumieńce. Oczy błyszczały. Teraz była tylko jego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4673
  Liczba postów : 970
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 33 - Percival Follett   Nie Sie 25 2013, 17:23

Tym razem to on jęknął, zaciskając palce na jej piersiach i odchylając głowę do tyłu. Plecy Percivala były niezwykle wrażliwe na dotyk, a Zoe doskonale o tym wiedziała. Kolejną zaletą ich relacji, trwającej już kilka miesięcy, była znajomość swoich ciał, reakcji i najwrażliwszych punktów, co pozwoliło im osiągnąć niemal perfekcję w dawaniu sobie rozkoszy.
Percy pod względem kontaktów męsko-damskich, zarówno tych platonicznych, jak i zupełnie nie, zdecydowanie nie szedł z duchem czasu. Już nawet nie chodzi o jego stosunek do kobiet, o takie drobiazgi, jak przepuszczanie w drzwiach, całowanie w rękę czy w ogóle o traktowanie z szacunkiem, ale choćby o fakt, że on, w przeciwieństwie do większości facetów, mających powodzenie u płci przeciwnej, kładł nacisk na jakość, a nie ilość. Szybkie numerki nie sprawiały mu większej przyjemności, poza tą czysto fizyczną, która szybko znikała, zagłuszona czymś na kształt niesmaku dla samego siebie o to, że uległ zwierzęcemu instynktowi, odzierając stosunek z całej tej otoczki, w której się lubował. Percy uwielbiał delektować się kobietą, najpierw ją uwieść, potem przeciągać grę wstępną, doprowadzać oboje do wrzenia, poznać każdy centymetr jej skóry... pośpiech nigdy mu nie odpowiadał, zaliczenie obcej dziewczyny na pralce podczas jakiejś libacji było zupełnie nie w jego stylu. Z Zoe mógł sobie pozwolić na niespieszne pieszczoty, na granie na zmysłach, drażnienie, prowokowanie, doprowadzanie obojga do granic wytrzymałości, by w końcu osiągnąć tę szaloną intensywność, którą odnajdywali w namiętnym splocie swoich ciał, która pozwalała im osiągnąć najpełniejszą rozkosz.
Gdy przeciągnęła się prowokująco, siadając na nim okrakiem, Percy uśmiechnął się lekko, przesuwając dłonie na jej biodra i patrząc jej w oczy. Była tak oszałamiająco piękna i pociągająca, że przez jego ciało przebiegła kolejna fala prawie bolesnego pożądania. Niecierpliwym gestem ściągnął z niej bluzkę i stanik, przywierając wargami do jej rozgrzanych, kształtnych piersi i twardych sutków, które zaczął drażnić językiem i delikatnie przygryzać zębami, marszcząc przy tym brwi. Przesunął dłonią po aksamitnej skórze jej pleców, po czym wymierzył jej lekkiego klapsa, nie mogąc sobie odmówić tej przyjemności. Spojrzał jej w oczy i wyciągnął się na wznak, uśmiechając się kątem ust. Jego źrenice były rozszerzone podnieceniem, a szeroka klatka piersiowa unosiła się w niespokojnym oddechu. Delikatnie przesunął opuszkami palców między jej piersiami, poprzez brzuch, aż do guzika i suwaka jej dżinsów, które rozpiął dwoma zgrabnymi ruchami. Percival miękko wsunął palce pod materiał spodni i zahaczył o gumkę w jej bieliźnie, robiąc przy tym komicznie niewinną i zdumioną minę, po czym roześmiał się ochryple, oblizując usta i patrząc na nią chciwie.
- Jesteś boska... uwielbiam cię, Zoe... doprowadzasz mnie do obłędu- wyszeptał, muskając palcami jej podbrzusze, po czym przyciągnął ją do siebie i pocałował namiętnie w usta, rozchylając jej wargi językiem.
On też był tylko jej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Cannes
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 0
Dodatkowo : Teleportacja, metamorfomagia
  Liczba postów : 480
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5421-zoe-champion
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5422-zoe-zaprasza-cie-do-znajomych-przyjmujesz-zaproszenie-czy-sie-boisz
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5423-albert-czyli-sowa-bez-mozdzka-zoe




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 33 - Percival Follett   Nie Wrz 01 2013, 00:32

Oh tak, Zoe z pewnością pamiętała moment, w którym się poznali. Zdecydowanie był nie do zapomnienia. Chciała chyba wtedy być sama. A może i nie? Już nie pamiętała. W każdym razie nie było jej źle z tego powodu, że panicz Follett dołączył do niej i postanowił towarzyszyć w spędzaniu czasu. Nawet nie wystraszył się kolejnych przygód jakie ich tamtego dnia spotkały! Był zadziwiającym człowiekiem i bardzo atrakcyjnym mężczyzną. Łączył w sobie te dwie cechy, które na Zoe działały magnetyzująco. Nie pamiętała czy włosy miała wtedy koloru czarnego, czy tliły się w nich złote refleksy. Usta miała pełne, czy też wąskie, układające się w cienką linię. Jedno było pewne, że oczy jej błyszczały niczym droga mleczna, a każda z gwiazd miała w nich swoje odbicie. Zabrała go wtedy nad staw, nad który nie zabrała jeszcze wcześniej nikogo. O ile dobrze pamiętała hehs. Mimo, że znali się wtedy niespełna parę godzin, czuła się jakby znała go od zawsze. To nie był jeden z tych razów, po których na następny dzień udawało się, że się nie zna. Nie, Zoe kiedy zobaczyła Percy'ego kilka dni później nie zrobiła nic nie wiedzącej miny i nie odwróciła wzroku w drugą stronę. On też tego nie zrobił. Spojrzeli na siebie dokładnie tak samo jak wtedy, a elektryczne spięcia przechodziły od jednego do drugiego, nie bacząc na ludzi których pełno było na korytarzu. To chyba przesądziło sprawę, bo razem byli na balu. Mimo, że miesiąc się nie widzieli, to w Japonii kiedy zobaczyli się po raz pierwszy po tak długim czasie, Champion nie mogła opanować uśmiechu, który wyktwitł jej na ustach. Cholera Follett, jak Ty na mnie działasz.
Co Ty na to Percy, skusisz się na pogoń za panną Zoe? Będziesz w stanie nadążyć za jej dziwactwami i znieść jej częściowo podły, częściowo egoistyczny i nie wychodząc ponad normę częściowo miły charakter? Hej, to nie taka prosta sprawa! Nie martw się. My Cię odpowiednio przeszkolimy! Nawet jeśli się boisz i nie jesteś pewien, Zoe Champion nie da Ci tak łatwo uciec, a co dopiero o sobie zapomnieć. Będzie Cię nawiedzała w snach (o ile to możliwe, a raczej nie, więc to sobie darujmy, ale fajnie brzmi). No ok, będzie pojawiała się w najmniej spodziewanych miejscach, gdzie nie będzie odwrotu bez konfrontacji. Ona nauczyła się wygrywać, a przede wszystkim zdobywać, więc nie licz na łatwą ucieczkę. W ogóle jednak zastanówmy się czy warto uciekać. Po co Ci ten bieg jak możesz wygrać ją?
O tak Percy, nie wahaj się. Ona jest cała Twoja, ale o tym już wiesz.
Jemu też nie pozostała dłużna. Skoro sama skończyła bez możliwości zakrycia się chociażby listkiem figowym, teraz zaczęła walczyć z jego sprzączką. Nie było to trudne. W końcu to tylko pasek. Potem rozporek. Koszulki przecież już nie miał, a na drodze do victorii, stały już jej tylko bokserki. Skoro on tak mógł, to ona też złapała za skraj bokserek, odpowiadając mu tym samym spojrzeniem. Pełnym żądzy, podniecenia. Nachyliła się w dół i spojrzała mu w oczy znad jego pępka. Złożyła mu potem delikatny pocałunek i uniosła znowu głowę zeby teraz delikatnie się uśmiechnąć.
- Zrób coś z tym - szepnęła krótko, uśmiechając się figlarnie. Przygryzła teraz lekko dolną wargę, co tylko zadziałało prowokująco. Oh, wiedziała przecież o tym!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4673
  Liczba postów : 970
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 33 - Percival Follett   Pon Wrz 02 2013, 10:29

+ 18

Prawdę mówiąc, Percy nigdy nie poznał nikogo podobnego do Zoe. Sam nie wiedział, dlaczego tamtego dnia znalazł się na skraju lasu i zaczepił siedzącą tam dziewczynę. Owszem, była ładna, ale Percival widział już wiele ładnych pań, ubranych i zupełnie nie, więc nie to zrobiło na nim wrażenie. Raczej jej niezwykły sposób myślenia, urok i żywotność, która nie pozwalała nawet dobrze przetrawić tego, co Zoe powiedziała chwilę wcześniej. Fakt, że była zafascynowana kanadyjską dziczą, w której się wychował, i Zacharym, któremu tak bardzo chciała znaleźć dziewczynę. Zwykle uważał, że znajomości zaczynające się w łóżku, nie mają przyszłości. Błąd, bo najpoważniejsza znajomość w jego życiu zaczęła się właśnie od tego, jeśli pominąć krótką rozmowę i dziwacznego twistera, którego sprawcą były halucynogenne bombki. Ale z drugiej strony do NAPRAWDĘ bliskiego kontaktu nie doszło w łóżku, tylko wśród traw na wysepce, więc można powiedzieć, że ten przypadek nie podlegał regule, prawda? Gdyby Zoe spytaa, jak wyglądała, kiedy spotkali się po raz pierwszy, odpowiedziałby po prostu "jak żywe srebro". Od panny Champion aż biła OSOBOWOŚĆ, która zdecydowanie dobitniej ukazywała, kim jest Zoe Frida Champion niż kolor włosów czy kształt nosa, a nawet rozmiar biustonosza! Była niezwykła w swojej buńczuczności, która w żadnym wypadku nie negowała jej kobiecości, a wręcz przeciwnie- nadawała jej nowego smaku i barwy, sprawiając, że była jedyna w swoim rodzaju.
Między nimi od samego początku była jakaś niewytłumaczalna chemia, która nie pozwalała im odwrócić wzroku, gdy mijali się na korytarzu. Przyciągali się z magnetyczną siłą i nikt, kto widział ich wtedy, nigdy by się nie domyślił, że spotkali się po raz drugi w życiu. Wyglądało to na głęboką zażyłość, nie mogącą być wynikiem zaledwie kilku godzin. A jednak tak było. A potem był bal i Japonia... Zapędzali się w tę znajomość coraz głębiej, nie zdając sobie z tego sprawy. Przekroczyli już dawno granice zwykłej namiętności, która do niczego nie zobowiązywała, ale żadne z nich nie chciało się do tego przyznać.
Jeśli Percy jej nie dogoni, to kto? Jak na razie całkiem dobrze dotrzymywał jej kroku, nie męcząc się, a wręcz przeciwnie- z każdym krokiem nabierając jakby nowych siły. Czasem nawet chwytał ją za rękę i zmuszał, by zwolniła, a ona nie próbowała się wyrywać, poddając jego woli. Byli doskonałym duetem, zresztą przecież nie składali przysięgi wieczystej, jeśli pewnego dnia obudzą się z przeświadczeniem, że magia już nie działa, to nie porazi ich grom, nie wypadną wszystkie zęby ani nie stracą czucia w nogach. Więc czym ryzykują, jeśli już teraz nie pozwoliliby nikomu patrzeć na tę drugą osobę z iskrą erotycznego zainteresowania? Jeśli już teraz są tylko dla siebie i nie przejmują się resztą świata?
Oddychał ciężko, patrząc na jej ciało głodnym wzrokiem i mając wrażenie, że wszechświat nagle zacisnął się wokół ich ciał, przybliżając je do siebie bardziej, niż to możliwe. Czas się zatrzymał albo pędził obok, zostawiając ich w jakiejś dziwacznej bańce trwania. Uniósł tylko biodra, pozwalając jej na ściągnięcie spodni, a gdy spojrzała mu w oczy i ucałowała jego brzuch, poczuł, że nie wytrzyma już ani minuty dłużej. Umiał być czuł i delikatny, lubił się rozsmakowywać w jej ciele, ale tylko do pewnego momentu, kiedy to tracił kontrolę, kiedy nie miał już siły grać i rozkoszować się drobnymi muśnięciami i pocałunkami. Złapał ją mocno za biodra i przekręcił, tak że zamienili się miejscami. Dokończył dzieła Zoe, pozbywając się tych przeklętych bokserek, po czym zachłannie wpił się ustami w jej piersi, gryząc je i ssąc, jednocześnie gładząc wewnętrzną stronę jej ud i zachłystując się własnym pożądaniem. Była taka piękna, taka cudowna...
- Moja...- wyszeptał ochryple, schodząc pocałunkami coraz niżej, aż dotarł do jej podbrzusza, które zaczął ogrzewać swoim urywanym oddechem i rozpalonymi ustami. Ucałował jej kobiecość, mając wrażenie, że wszystko wokół niego obraca się w pył, że gdyby próbował znaleźć brzeg łóżka, jego ręka trafiłaby w próżnię. Że są tylko oni i ich ciała. Nic więcej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Cannes
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 0
Dodatkowo : Teleportacja, metamorfomagia
  Liczba postów : 480
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5421-zoe-champion
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5422-zoe-zaprasza-cie-do-znajomych-przyjmujesz-zaproszenie-czy-sie-boisz
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5423-albert-czyli-sowa-bez-mozdzka-zoe




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 33 - Percival Follett   Sro Wrz 04 2013, 00:44

+18

Zoe mogła powiedzieć o nim dokładnie to samo. Zazwyczaj kiedy już wybierała się żeby pobyć w samotności to rzeczywiście spędzała ten czas wyłączne ze sobą, nie robiąc dla nikogo wyjątków. Owszem zdarzało się nie raz, że ktoś jej się bezczelnie władował do jej sacrum, w którym planowała spędzić jakiś czas i wcale nie godziła się bez walki na to żeby ktoś z nią został. Na przykład wtedy kiedy ten cały Geralt Lou postanowił pójść akurat do Zakazanego Lasu, akurat w to samo miejsce co Zoe i jeszcze w dodatku wpakować ją w kłopoty, gdzie nawet przekupstwo nie dawało rady. Ehh życie było ciężkie, a zwłaszcza dla panny Zoe, która tamtego dnia otrzymała nowiusieńką kartę w szkolnych aktach, dla Hogwarckich przestępców. Zobaczycie moi mili, że keidyśtam Zoe przypadkiem zupełnie trafi do Azkabanu, a stamtąd żeby ją wyciągnąć Percy będzie miał niemały problem. W każdym razie życzymy chłopakowi powodzenia z calutkiego serca! W razie czego służymy pomocą, a Zoe i tak pewnie będzie już wtedy miała jakiś chytry, sprytny plan, który pozwoli im być razem na zawsze długo i szczęśliwie, bo przecież drugiego takiego jak Follett nie znajdzie! Ba. Pierwszy raz zdarzyło jej się poznać osobę tak żywiołową i zapaloną życiem, która dorównywała jej kroku. Był wspaniały. Fascynował ją pod każdym względem i wcale nie chciała go dodawać do żadnych kolekcji. Pragnęła żeby był jej, a ona jego. Mogłaby nawet spróbować, bo czemu nie? Może to właśnie było to? Może to przeznaczenie tknęło tą dwójkę do spędzenia tamtego dnia w lesie niedaleko Hogsmeade? Może to wcale nie był żaden przypadek z tymi halucynogennymi bombkami, a oni przeszli jakąś życiową próbę, gdzie jakaś siła wyższa sprawdzała czy rzeczywiście są dla siebie stworzeni? Jeżeli tak to miała rację, bo pasowali do siebie pod każdym względem, a panna Champion mogła być wręcz pewna, że kiedy zachce jej się podróży na księżyc, to Percy nie będzie próbował jej odwieźć od tego pomysłu tylko jeszcze poleci razem z nią żeby po drodze zebrać jej gwiazdkę z nieba i na jej cześć nazwać jakąś planetę. On z kolei mógł być pewny, że Zoe ochrzci na jego cześć drogę mleczną i zrobi mu bransoletkę z jakimś fajowym kamyczkiem, który znajdzie na księżycu. No no. Takiej kobiety to tylko pozazdrościć! Prawdopodobnie skończy się na tym, że zupełnie przypadkiem Ślizgonka wbije sobie igłę w rękę albo co gorsza w oko, ale liczą się chęci i starania, prawda?
Nawet w dziesięciu procentach Kanadyjczyk nie zdawał sobie sprawy jak działa na nią jego dotyk. Jego język na jej piersiach sprawiał, że wyginała się w łuk, nie potrafiąc przez dłuższą chwilę utrzymać się w jednej pozycji. Co kilka sekund zmieniała pozę, wijąc się na prześcieradle i chwytając je kurczowo dłońmi. Paznokciami naznaczała plecy Percy'ego, zostawiając na nich jasnoróżowe pręgi. Nie było to mocne, jednak cholernie podniecające. Jej ciało było rozpalone do granic możliwości, a każda jej komórka była tak wrażliwa, ze szokiem był nawet oddech chłopaka na jej skórze. Znowu stawali się jednością, tak jak za każdym razem kiedy się widzieli.
- Jasne, że tak... I mam nadzieję... Że z wzajemnością... - powiedziała w półszepcie zachrypniętym głosem, powoli cedząc słowa, gdyż każdy jego dotyk działał na nią tak podniecająco, że przez chwilę nie wiedziała co się dzieje. Kiedy dotarł na dół, poczuła że płonie. Tym razem to ona złapała jedną ręką za jego męskość. Rytmiczne ruchy mieszały się z jej oddechem, a ona pragnęła żeby te chwile trwały wiecznie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4673
  Liczba postów : 970
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 33 - Percival Follett   Sro Wrz 04 2013, 12:09

+ 18

Och, Percy przeprowadziłby akcję, mającą na celu uwolnienie Zoe z Azkabanu, która przeszłaby do historii, jako najbardziej brawurowa. Tristan i Izolda, Romeo i Julia, Abelard i Heloiza... oni wszyscy mogliby się schować, przy najbardziej romantycznej opowieści, która w dodatku byłaby szczerą prawdą. Percival ratujący panią swojego serca uwięzioną w najgorszym magicznym więzieniu- to by było coś! I nareszcie historie miłosne wyzbyłyby się tej nieznośnej, łzawej otoczki, jednoznaczności uczuć i podziału na dobro i zło. Oni mogliby we dwoje dokonać wszystkiego, przejść wszystkie granice, przełamać wszelkie bariery, żyć tak, jak by tego chcieli i nic nie mogłoby ich powstrzymać. Tak, może to było przeznaczenie, los, to coś, co pozwoliło im się spotkać wtedy, jeszcze zanim wskoczyli na miotły i zobaczyli się jako przeciwników. Polecieliby razem na księżyc, odkryliby nowe gwiazdy i planety, tańczyliby na mlecznej drodze i z rozbawieniem obserwowaliby tych maluczkich, którzy pozostali na Ziemi, bo brakowało im fantazji i odwagi, żeby przeżyć coś takiego. Jeśli Zoe zrobiłaby sobie krzywdę, Percy opatrzyłby czule to miejsce, a potem pocałował ją namiętnie w usta, w nagrodę za jej trud i dobre chęci, które rzeczywiście są najważniejsze! Nawet jeśli to właśnie nimi wybrukowane jest piekło.
Jeszcze nigdy żadna dziewczyna nie doprowadzała go do takiego stanu. Miał obsesję, nie mógł się nasycić ciałem Zoe, ani ją samą. Każdy jej jęk, jakże westchnienie, każdy ruch sprawiały, że chciał stopić się z nią w jedno ciało i trwać tak do końca świata. Mógłby umrzeć, będąc z nią w łóżku i wcale by nie żałował tego wszystkiego, co nie zdążyło nadejść. Zoe miała w sobie znacznie więcej z diabła niż z anioła, ale doprowadzała go na próg nieba samym dotykiem czy pocałunkiem. Syknął, gdy przesunęła paznokciami po jego napiętych plecach i przygryzł jej sutek, mając wrażenie, że zaraz się rozpadnie, wniknie w nią całym sobą, przylgnie do każdego centymetra jej ciała i może wtedy wreszcie znajdzie ukojenie. Razem tworzyli doskonałość. Gięła się w jego ramionach, oddychając ciężko, a Percy z każdą sekundą coraz bardziej tęsknił, choć miał ją przecież tak blisko.
- Oczywiście...- mruknął ochryple, nie przerywając wędrówki ust po ciele Champion.
A potem już nie wiedział, co się dzieje. Jej smak, jej dotyk, pożądanie i rozkosz, wyparły z jego głowy jakiekolwiek myśli. Bliżej, bliżej, bliżej... Nawet nie zauważył, kiedy spletli się w jedno ciało, znaleźli wspólny rytm. Iskry przeskakujące między ich ciałami. Oddech. Jeden. Drugi. Jęk. Jej? Jego? Wspólny. Usta i ręce, z którym nie wiadomo co zrobić, które powinny być w tej samej chwili wszędzie. Rozkosz, zamazująca wszystko wokół, a wydobywająca jedynie nieprzytomne z pożądania oczy i rozszerzone źrenice. Przekręcił się z nią na plecy, zaciskając palce na jej pośladkach i mając wrażenie, że zapadają się w siebie nawzajem. Spojrzał w górę, na jej rozkołysane, kształtne piersi, które otulił dłońmi i ścisnął lekko, a potem na jej pełną napięcia twarz i włosy opadające na ramiona.
Miał wrażenie, że w tej chwili są nieśmiertelni, a czas nigdy ich nie dogoni. Nie ich.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Cannes
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 0
Dodatkowo : Teleportacja, metamorfomagia
  Liczba postów : 480
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5421-zoe-champion
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5422-zoe-zaprasza-cie-do-znajomych-przyjmujesz-zaproszenie-czy-sie-boisz
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5423-albert-czyli-sowa-bez-mozdzka-zoe




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 33 - Percival Follett   Pią Wrz 20 2013, 21:27

Jak już wiele razy mówiłam, mimo że parą nie byli to tworzyli parę ponadczasową, a Zoe mimo, że sama się do tego nie przyzna nie da takiej jakiejś pierwszej lepszej zainteresować sobą bardziej niż jej osoba. No ba, przecież tak się nie da! Wierzycie w istnienie drugich połówek? Czempionka w to wcale nie wierzy, ale może gdzieś tam w gwiazdach zapisane było sto lat temu, że pojawi się taka Zoe, która okaże się być taką ćwiarteczką idealnie pasującą do Percivala. Taką zgubą właśnie, brakującą jego częścią, która działała jak zagubiona żarówka do lampki, która nigdy wcześniej nie chciała działaś? Cóż, dziwne porównanie, ale czy nie zgodzicie się? Bonnie i Clyde, Tristan i Isolda, a nawet Romeo i Julia w pełni nie oddadzą tego co siedzi w głowach tych dwojga.
Ślizgonka była święcie przekonana, że ten cały wyjazd do Japonii to rzeczywiście było to i nawet byłaby skłonna nazwać siebie zauroczoną wdziękami tego młodego pana, gdyby nie to, że żadna siła nigdy jej do tego nie przekona. Bądź co bądź, nigdy nie widziała siebie w roli królewny w opałach, spuszczającej przez okno wieży swój warkocz i wrzeszczącej na całe gardło miłosne wyznania, których powstydziłaby się nie jedna tragiczna aktorka teatru Czarodziei. Co prawda fajnie byłoby widzieć się w roli takiej koronowanej panny, w koronkowej sukni, pierścieniach, czekającej na wybawienie przez przystojnego królewicza na jakimś jednorożcu czy nawet zniewolonym centaurze. Jakby realniej na to spojrzeć to po kilku godzinach czekania pewnie by się znudziła i sama się uwolniła z jakiegoś strzeżonego smokiem, wysokiego budyneczku. Poza tym nawet nie miała długiego warkocza, po którym jej wybawca mógłby się wdrapać, więc halo, o czym my tu mówimy.
Fantazja Zoe sięgała naprawdę daleko i nie zdziwię się, jeżeli pannica już dawno odbyła podróż do innych galaktyk, o których nawet my nie mamy zielonego pojęcia. Po drodze pewnie była już astronautką, aurorem, operową śpiewaczką i tajną agentką, więc dajmy jej chwilę na złapanie tchu i ogarnięcie kim w tym momencie jest. Big Z., tak jest! Skoro więc już bliżej poznaliśmy niepowtarzalne elementy układanki, z której się składa Champion, możemy już być stuprocentowo pewni, że jest nie do podrobienia, a duplikatów nigdzie nie wydają.
Co dziwne nigdy nie potrafiła sobie wyobrazić, że też będzie za kimś tak tęsknić. Kimś kogo wcale nie znała długo. Nawet kiedy robiła te swoje superowe rzeczy, nawet wtedy gdzieś w jej umyśle paliła się czerwona lampka z napisem Percy, której długo nie dało się ignorować. Pragnęła być każdą komórką swojego ciała przy nim. Chciała krążyć dłoniami po jego nagim torsie, poznając jego ciało milimetr po milimetrze. Mogła tak spędzić nawet kilka dni. Albo i dłużej. Byleby nikt nie kazał jej wychodzić z łóżka. Stąd. Chciała też poznać jego pragnienia, jego najmroczniejsze sekrety. Na pewno takie miał. Każdy z nas je ma. Może nawet nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę... Może nawet chciałaby by być tą jego mroczną częścią, która burzyłaby jego idealny obraz, sprawiając że stawałby się on jeszcze bardziej doskonały. Właśnie z nią.
Nie musiał za nią gonić. Biegli na równi. Oddech z oddechem. Łączyły się w jedno. Sama nie potrafiła już rozróżnić, która kończyna należy do niej, a która do niego. Byli spleceni w jedno ciało, a ona na nim, jego ręce na niej i on w niej. Jęknęła głośno, kiedy objął jej piersi. Który to już raz? Kolejny ku nieskończoności. Wygięła się w łuk, zaciskając rękę na na prześcieradle, z kolei drugą wbijając mu lekko paznokcie w szyję, na której zostały ledwo widoczne, rożowe ślady. Już nawet nie pamiętała o czym była wcześniejsza rozmowa. Wiedziała tylko, że się zgodził. Ona też. Na wszystko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28790
  Liczba postów : 35041
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 33 - Percival Follett   Sro Sty 01 2014, 16:13

Sylwester moi drodzy!

Gdy tylko pojawiło się słowo „sylwester” wszyscy rozpoczęli gorączkowe poszukiwania miejsca, w którym mogliby spożyć alkohol w ilościach co najmniej niezdrowych oraz miejsca, w którym muzyka będzie łupać całą noc i zagłuszać odgłosy wyrzucania z siebie wnętrzności. Czy to się wszystkim udało? Z pomocą przyszło tajemnicze ogłoszenie o domówce, która miała stanowić niespodziankę dosłownie dla każdego. Każdy kto się wpisał na magiczną kartkę został już wciągnięty na specjalną listę, która miała ugościć każdego… Każdy otrzymywał małą buteleczkę szampana, która w dniu imprezy miała sama się otworzyć, a wypaść z niej miała karteczka z adresem mieszkania, w którym odbędzie się zabawa.  Nie można powiedzieć by tajemnicza impreza nie cieszyła się zainteresowaniem. Dużo osób się zapisało. Zarówno gwiazdy z pierwszych stron wydań Obserwatora, jak i Ci, którzy dopiero tam chcieli trafić. Bo nie oszukujmy się… To marzenie każdego ucznia/studenta/nauczyciela w Hogwarcie.
Zatem 31 grudnia wszyscy już się zestresowali na tyle, żeby szukać zastępczego miejsca. Wszak złośliwe butelki nadal nie dawały żadnej wskazówki… Wszystko stało się jasne dopiero wieczorem, gdy wybuchły… I na karteczkach napisane było, że: „Goście, goście! Londyn, ul. Tojadowa kamienica 64 z kolei, lecz mieszkanie 33”. Jak łatwo się domyśleć dwóm osobom buteleczki nadal milczały. A mianowicie rodzeństwu, które się niczego nie spodziewało, a mowa tu o Percivalu i Arthurze Follett. Otóż oni ubrani w stroje wieczorowe trzymali w dłoniach zapasy ognistej gotowi wyjść. Jakież ich zdziwienie było, gdy ktoś zaczął pukać w drzwi ich mieszkania, a gdy otworzyli… Młodzież zaczęła się do środka wlewać masowo. Dopiero wtedy ich buteleczki wybuchły głosząc: „Jesteście gospodarzami dzisiejszej imprezy. Powodzenia!”. Tajemnicze imprezowe skrzaty również pojawiły się tu z trzaskiem, aby wszędzie porozstawiać jedzenie, alkohol i jeszcze raz alkohol. Wszak łatwo nie ma, a imprezować trzeba. Nie wiadomo skąd się wzięły tutaj niby to mugolskie głośniki, ale tak zaczarowane, że muzyka sączyła się tak głośno, że już od samych dźwięków człowiek miał wrażenie, że jest pijany.
Zakochani? Odnaleźli wygodną kanapę w salonie Follettów, aby uprawiać miłość. Mniej zakochani, odnaleźli stół, który chyba traktowali jako parkiet, bo można powiedzieć, że to tam rozpoczęli taniec. Alkohol? Alkohol nie trafił już tylko do ust, ale rozlany był po całej podłodze. Chyba ktoś będzie miał tu dużo sprzątania. W pewnym jednak momencie, gdy świat nie był już tak do końca stabilny… Impreza rozkręciła się na dobre. Przybyła tu nawet zapłakana Australia, która chyba postanowiła tu lizać rany… Albo? Albo cóż… Charlie Finn miała na życie nowy plan, bo gdy tylko nawinęła się jej na oczy Neva Dryton to wszystko zostało już przesądzone. Oto ktoś na kochaną Australijkę rzucił zaklęcie agresji, a gdy tylko napotkała człowieka, który winien był każdej krzywdy wyrządzonej jej imprezie Charlie postanowiła wyrównać rachunki. Podeszła do niej, aby zacząć ją ciągać za włosy, co skończyło się ucieczką Nevy do łazienki. Lecz życie nie jest proste, bo Charlie nie takie drzwi musiała otwierać, więc dostała się tam z hukiem i oto rozpoczęła bić Nevę w wannie mówiąc, że jest „ostatnią ****” i właściwie to chyba głównie takie komplementy trafiały do „niewinnej” Ślizgonki. Do tego doszedł fakt, że do środka wbił Jim Liddle, którego postanowieniem noworocznym było mówienie każdemu co tak naprawdę o nim myśli. I zaczął wyrzucać dziewczynom, że są wulgarne, wyuzdane i ich zachowanie jest niewłaściwie. Niestety nikt go nie chciał zbytnio słuchać, bo zaraz został zepchnięty na bok, a jeden chłopiec uniósł główkę prysznica, by zacząć polewać dziewczęta wodą. Wszak dwie bijące się laski w wannie zalane zimną wodą… To widowisko, które jest marzeniem każdego chłopca. Co by nie porzucać na długo Australii można powiedzieć, że uwzięły się one na Ślizgonki, bo pijana Curtis Juvinall postanowiła dowiedzieć się nieco więcej o anatomii człowieka, ale dość niezwykłego… Otóż zainteresowały ją organy wili. I pewnie dlatego w jej sidła popadła Anneliese Golightly, do której Australijka podeszła energicznie z plastikowym nożem i patrząc na nią z pożądaniem powiedziała: „Ciekawe czy to, że jesteś wilą ma wpływ na to jak wyglądają Twoje wnętrzności…” – a to zaprocentowało późniejszymi plotkami, że Curtis handluje organami na czarnym rynku. Wila podobno próbowała uciec, ale Curtis nadal atakowała ją plastikowym nożem. Gdzieś obok Wolfgang Schlosser postanowił wszystkim zaprezentować jaka z niego gwiazda, więc wskoczył na wspominany wcześniej stół i rozpoczął śpiewanie… Oczywiście wszystko rozpoczęło się od hitów wokalisty Minerwy, a zakończyło się na Płaczącym Dementorze. Niestety publika nie chciała docenić chłopaka i to pewnie przez niego najmłodszy dzieciak Villadsen’ów – Feliks zaczął wymiotować, a ponieważ wzbudził wstręt wszystkich gości został zamknięty w sypialni Arthura, aby tam oddać się uciechom… Lecz znalazła się pośród publiczności jedna osoba, która doceniła wokal Wolfa i pchnięta przekonaniem, że „przez żołądek do serca” to bardzo, ale to bardzo prawdziwa sentencja, rzuciła się do pierwszego lepszego stolika, na którym znajdowało się jakiekolwiek jedzenie i gdy tylko się do niego dorwała to zaczęła ganiać Wolfa z łyżką by go karmić. A oczywiście, że mowa tu o Amelii Wortery, która chyba dziś była zdesperowana na tyle, by przytulić do serduszka nowego kochanka.  Nieco spóźnieni na domówkę do środka mieszkania weszli razem, równym krokiem – Dexter Vanberg i Quentin Tricheur, którzy chyba postanowili pokazać młodzieży jak się pije, bo oto zasiedli jak do wyzwania naprzeciwko siebie przy stoliku i oto rozdzieliło ich około dwudziestu butelek uścisku Merlina (wódki)… Oto zrodził się pomiędzy nimi pewien zakład, otóż wódka powinna zostać spożyta cała. Bez względu na to co się z kim stanie… I tak szedł kieliszek za kieliszkiem, lecz w pewnym momencie Dexter stwierdził, że pusto w jego życiu bez żadnej kobiety, która by przed nim swe wdzięki odsłaniała i oto poddał się… Zatem Qunetin rzucił mu wyzwanie, aby będąc w tym błogim stanie kobietę rozebrał, która ewidentnie się nudziła, lecz kompletnie nie wiedziała gdzie teraz jest. I oto prefekt Gryffindoru ruszył w stronę Margaret Reeve,  która na początku się opierała, lecz gdy Dex jej powiedział, że to dla dobra narodu, bo oto wysłuchał on przepowiedni, że jedna Gryffonka dziś musi zrzucić z siebie odzienie, by uratować cały zamek, to ona bohatersko mu nawet wskazała gdzie ma zamek od sukienki. Zatem odzieży pozbawił jej całkowicie… Na pomoc jednak rzucił się Lamar Llamas, który okrył ją firanką. Gdy Dexter, chciał wrócić ze zdobyczą do stolika by pochwalić się przyjacielowi to musiał ze smutkiem stwierdzić, ze przyjaciel osunął się na krześle, gdyż nie wytrzymał magicznej mocy napoju alkoholowego, który zrzucił go w niebyt. Dexter nie wiedząc, co ma zrobić z tą zdobyczą postanowił Qunetina ubrać w ubrania Margaret i ułożył go obok kanapy, gdzie miłość się mnożyła. Niestety nie wszystkim odpowiadała impreza, bo oto Georgina de Nevers  wpadła w szał, iż niedługo ma sprawdzian, a nic nie umie… Zatem Philippe Lorrain bohater narodowy, zabrał ja do gabinetu Follett’ów, aby wyciągnąć wszystkie książki i rozpocząć edukację, która zakończyła się na biurku, lecz chyba książki na niej nie znaleziono… Penelope Gaskartch szukała Krukonów i gdy tylko stojąc pod drzwiami zorientowała się jakie rzeczy się tam wyprawiają, to zaraz wyszła z mieszkania, lecz nie po to by rozpaczać, ale raczej po to by… By uzbroić się w zapas łajnobomb. Gdy tylko wróciła do mieszkania i zauważyła, że z gabinetu wychodzi rozanielona Georgina z Philippem to rozpoczęła obrzucanie chłopaka towarem, co rozniosło po mieszkaniu nieprzyjemny zapach i Feliks Villadsen, który dopiero co skończył wymiotować, rozpoczął proces na nowo tworząc na ścianach mieszkania Follettów wzory niezapomniane. A gdy Percival Follett próbował uspokoić koleżankę z drużyny, to zakończyło się to tylko tym, że ta go wzięła za bliźniaka Philippa i jego również zaczęła obrzucać łajnobombami, co trwało raczej do końca imprezy. Travis Stradford chcąc skorzystać z imprezy i nabić sobie znajomych na wizzbooku zaczął biegać po mieszkaniu z aparatem jak szalony, co by ze wszystkimi zrobić sobie zdjęcie. I w ten sposób uwiecznił chociażby tańczącą w firance Margaret Reeve, która opowiadała wszystkim na około, że Dexter uczynił ją panią swojego losu i zostanie ona królową, bo uratowała świat. Travis zaplątał się tez około Anneliese, którą napastowała Curtis, a że czuły był na piękno to rozpoczął całowanie dziewcząt po kolanach. Co skończyło się siarczystym policzkiem, a Curtis kopnęła go w czułe miejsce i w ten sposób zasłabnąwszy wylądował w ramionach Quentina Treichura, który i tak świadom miejsca swojego przebywania już nie był. Natomiast CoCo Watson postanowiła skorzystać z obecności Edmure Stockera, który przerażony był tym, co jego oczy widzieć muszą. Gryffonka pchnięta swoimi przeżyciami postanowiła porozmawiać z mężczyzną o tym jak ciąża przebiegać powinna czy rodzić bardziej się opłaca w domu czy w szpitalu oraz co sądzi on o życiu pozagrobowym. Nie wiadomo po co poruszyła ten ostatni temat, jednak powszechnie wiadomo, że mężczyzna postanowił uciec od namolnej kobiety, lecz tak jako natrętna istota nie dała mu zbiec zbyt daleko, bo zamknęła się z nim w gabinecie, by rozmowę dokończyć!
A gdzieś tam w rogu w najspokojniejszej dzielnicy, bo w sypialni Percivala, swe miejsce odnalazła ekipa, która grała w butelkę. A była tam mianowicie Laila Howett, Sarah Pauths, Blake Sykes i Tanya Hoover. Oczywiście same wyzwania tu padały… Bo oto Sarah musiała wypić eliksir, który uczynił ją szaloną fanką Blake, bo oto chciała przed nim zrzucić odzież, jak i również miłość swą krwią przypieczętować i w tym celu nawet nóż ukradła z kuchni, a Blake przestraszony począł uspokajać dziewczę, które zaczęło jednak tym nożem wydzierać jego portret w podłodze Percivala.  Blake chciał już poprosić Lailę o pomoc, lecz ta w tym momencie zaczęła całować się z Tanyą, co oczywiście źle zadziałało na chłopaka, lecz przerywać im nie miał serca. Wszak one i tak sobie same przerwały co nie raz chichocząc, a to zaczynając od nowa. Jak się bawić to się bawić! W pokoju obok przebywała natomiast Ursula Litwin, która wstawiona już była, a życie jej zaczęło przypominać młyn diabelski, każdy smutny człowiek to podobno jeden uśmiercony jednorożec, więc żeby ocalić populację wyciągnęła ona tajemniczy eliksir, który miała wypić, aby zmienić swoje życie. Miała stać się jednorożcem, jednak przestraszyła się, że specyfik może być niedobry, zatem podeszła do Isoldy Bloodworth, która podobno bardzo mądra była. I poczęstowała ją specyfikiem, co by najpierw ta sprawdziła czy to prawdziwe jest i działa. Jakież rozczarowanie na twarzy Ursulki było gdy się okazało, że po kilku minutach Isolda wcale się w jednorożca nie zamieniła. Z żalu przechyliła resztę fiolki, w której w pierwszej wersji niby alkohol był i oto po upływie dwudziestu minut zarówno Isolda, jak i Ursula mogły się poszczycić tym, że na ich czołach rogi wyrosły. A mianowicie jeden wielki o średnicy pięć centymetrów, a długości  piętnaście centymetrów. Przestraszona Bloodworth próbowała oderwać nowe „coś” ze swojego ciała, lecz kiedy zorientowała się, że sprawa nie jest taka prosta krzyczeć zaczęła. Ktoś ją z wieszakiem pomylił i na ten róg zawiesił kurtkę swoją. Isolda przeklinać zaczęła godzinę, w której tu przyszła, ale Ursulka najwidoczniej uznała, że to wszystko zabawne jest, bo zaczęła ciągnąć Gryffonkę do innych by pochwalić się, że są spokrewnione z jednorożcami. Natomiast z całej imprezy niezadowolona była Lunarie Deceiver, bo gdy towar się jej skończył to ruszyła do kuchni, by odnaleźć gospodarzy tej imprezy i oto zwyzywała ich od najgorszych organizatorów imprez… Lecz jej agresja przypadła do gustu Arthurowi Follettcie, a że Percival nie chciał już większej masakry tutaj to wysłał ich gdziekolwiek, a mianowicie do łazienki, w której nadal się dziewczęta w wannie biły i wciąż nie widać było końca. LSD ucieszona widowiskiem oraz tym, ze Arthur przyniósł jej trochę towaru, to zaraz usiadła na sedesie, jakby miejsca w pierwszym rzędzie miała. I oto poddała się swoim wizjom sennym co nie raz kibicując kobitkom. Lamar Llamas postanowił ludzkość uratować, bo nie podobały mu się stroje, którymi się przyodziali dzisiejsi imprezowicze, więc zrywał wszelkie zasłony w mieszkaniu, jak i z dwóch sypialni pościel skradł, aby teraz tworzyć z nich wyjątkowe kreacje, które musieli zakładać wszyscy goście, bo zmuszani do tego byli niewygodnymi zaklęciami, którymi chciał ich Ślizgon ugościć, zatem… Tak. Mieszkanie wyglądało jak pobojowisko. Do tego Elijah O’Conneght postanowił zrobić sobie herbatę, zatem przyniósł kociołek, który napełnił wodą, i wzniecił ogień ciesząc się, że drewna nie musi przynosić, bo podłoga z niego zrobiona jest… Urwał trochę firanki, która ocalała przed Lamarem, która służyła mu za podpałkę. A ponieważ większość wszystkiego wokół okna zajęła się ogniem, to Laura Blaise – nadworny strażak, rzuciła się w tamtą stronę, aby wodą wszystkich ocalić. I oto machała różdżką jak szalona atakując Elijaha, który zdenerwował się, że psuje mu ona herbatę i oto zaczął atakować ją przeciwnymi zaklęciami. Oczywiście ognia już nie było, więc wszystko ocalało, lecz przy takiej walce można się spodziewać, ze goście opuścili sypialnię Percivala, choć on sam przyszedł, żeby patrzeć na to wszystko i się rozpłakać. Venice Sue Irvine postanowiła natomiast zrzucić górną część stroju, aby pokazać wszystkim, że taniec brzucha to jej pasja. Tak się wczuła w ten klimat, że aż swymi nęcącymi ruchami zachęciła Tanner Champana, co by do niej dołączył. I oto obydwoje tańczyli na przekór ludziom, którzy zaczęli krzyczeć, by przestali i rzucali w nich kostkami lodu czy tam nawet galaretkami, których nikt nie chciał spożywać.  Do Ambroge Friday’a przyczepiła się natomiast Eliza Weatherly, która chyba wierzyła, że życie przyniesie jej dzisiaj coś nowego, a miłość nadejdzie wraz ze wschodem słońca. Gdy tak mu tłumaczyła, jak wazne są bułgarskie papierosy, to Piątek zaczął krzyczeć, że nadszedł rok 2014. Eliza nie tracąc ani chwili przywarła do niego ustami wciskając pomiędzy niekompletną rozmowę, że czytała o nim w Obserwatorze i chciałaby się dowiedzieć czy plotki są prawdą. Chłopak chyba już nie wiedział, co robić, bo odwzajemnił szalone rzeczy!  Natomiast Antoine Bonnett nawet nie zwracał uwagi na to, że nowy rok, że nowe życie… Porwał w swe ramiona Pralinne Cuthbert, która mu się z Penelopą chyba pomyliła. Zaczął jej bowiem wyznawać, że on wie, że ona jest gwiazdą i poniósł ją do sypialni Arthura, w której egipskie symbole na ścianach Feliks pozostawiał. Już ją na łóżku ułożył, już chciał prawdy życiowe opowiadać, lecz nagle do sypialni weszła Gabrielle Maxwell, której serce z żalu pękło i krzyczeć zaczęła. Rzuciła się na łóżko, aby zacząć okładać dwójkę, a że do środka dostała się Penelopa i zobaczyła, ze Gabrielle się mści na chłopaku to zaraz zaczęła rzucać łajnobombami łącząc się w bólu i krzycząc coś ciągle o tym, że faceci to świnie… Życie moi drodzy… Zmienia ludzi.

Pozdrawiamy prosto z czaro style z Arienne Levittoux, która  była pomysłodawczynią części zdarzeń oraz z Lailą Howett, która ubarwiła część scen i ubrała wszystko w słowa.

PS. Opowiadanie nie miało na celu obrażenia kogokolwiek, starałyśmy się powstrzymać od niesnasków, lecz jeśli wydaje Ci się, że jest Ci przykro to zamknij kartę i udaj, że nie czytałeś.

Szczęśliwego nowego roku Czarodzieje!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Ottawa, Kanada
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 0
  Liczba postów : 280
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6973-penelope-gaskartch
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6974-chodzcie-chodzcie-panowie-i-panie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7017-everything-i-want
http://www.redtube.com/




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 33 - Percival Follett   Czw Sty 02 2014, 21:44

Penelopa nie wyobrażała sobie tak głupiej sytuacji, że… Fakt. Czuła się fatalnie, no bo kto normalny rzuca łajnobombami w kumpla? No nikt nie powiedział, że Gaskartch jest normalna, zwłaszcza, że wzięła Folletta za Lorraina. Och, gdyby on tylko wiedział co ona miała wtedy w głowie. Gdyby wiedział, że brała go za skończonego dupka… Ale nie, to znowu nie tak. Po prostu trzeba utwierdzić wszystkich w tym, że Penelopa była cholernie naiwna. Wierzyła we wszystko i wszystkim, a każdy najmniejszy i najprzyjemniejszy dotyk sprawiał, że chciała jeszcze więcej. I tak, to właśnie dał jej Philippe Lorrain w święta, gdzie dosłownie pięć dni później ogarniał się z jakąś krukonką.
No i dobra, spoko, jego wybór!
Sam fakt, że siostra zręcznie wykorzystywała wygląd Penelopy też był nieco nietaktowny. W każdej chwili Gaskartch mogła wpaść w poważne kłopoty, a cholernie dbała o to, żeby jej prawdziwa tożsamość nie wyszła na jaw, jednak… Jak widać gryffonki – które z rozkoszą lądują w łóżkach z nieznajomymi, są studniami kłopotów. I tak było w wypadku Pralline, którą Penelopa oczywiście chciała rozszarpać. Jednak nic co złe, nie trwa wieczne, a tym razem dziewczyna mimo parszywego humoru, naprawdę chciała przeprosić w jakiś nieznany jej jeszcze sposób - Percivala. Gdyby była gryffonką z krwi i kości to pewnie oddałaby się uciechom cielesnym, ale z tego co pamiętam to miała nawet w planach założyć wizzboka i dać ogłoszenie: „Oddam dziewictwo temu, który jako pierwszy polubi ten post!” – tak głupie, że aż śmieszne. Jednak nie zrobi tego, nie odważyłaby się, no i w dodatku byłaby pośmiewiskiem. Upadłaby niżej niż co poniektóre panie z domu lwa. Takie odważne, wow.
Ubrana w białą sukienkę – uwaga, tak Penelopa była ubrana w sukienkę. W wysokie obcasy i nawet zrobiła sobie mocniejszy makijaż niż zazwyczaj. Rozumuj to jako – ozdobiła swoją gęstą siateczkę rzęs tuszem. Fakt, Percival chyba jej nigdy nie widział tak odstrzelonej, no ale chciała go ładnie przeprosić, nie mogła przyjść jak „ziomalka”, tylko jak dobra koleżanka, która miała wypić z nim kawę, ewentualnie wino. Chociaż można wywnioskować, tu przytoczę spotkanie z Vanbergiem – Penelopa po alkoholu bywała niestosownie dziwna. No tak na pierwszym, dobra… Drugim spotkanie śpiewać chłopakowi: „O baby, baby it’s fuck time!” – nie, to po prostu był przypadek.
-Percival… Naprawdę mi głupio! Nawet mam coś dla Ciebie! – Uśmiechnęła się uroczo, a biel zębów idealnie kontrastowała z czerwonymi ustami, które jak zawsze pozostawały niezmienne. No taka, przewidywalna Penelopa.
-Paaaaatrz… - Wyciągnęła z torebki butelkę mugolskiego Hennessy, no bo przecież to jeden z lepszych alkoholi jakie można było sobie wyobrazić w niemagicznym świecie, a po chwili? Po chwili bez uprzedzenia po prostu weszła i o dziwo, nawet się nie potknęła.
-Naprawdę! Percival, jest mi tak głupio, źle i w ogóle. Nie chciałam ,żeby tak wyszło, bo wiesz ja normalnie to się tak nie zachowuje, przecież mnie znasz! Ja jestem taka kochana, nikogo nie krzywdzę, nikomu się nie narażam… No po prostu nie wiem co mi strzeliło do głowy! Ten koleś to zwykły… Zwykły… Baiseur, uhhh! – Lament oraz słowotok jaki wyrwał się z jej gardła był uroczy, ale i zabawny. Dziewczyna naprawdę cholernie przeżywała to wszystko, ale co tam. Ona tak miała, tego się nie dało zmienić. Nie tym razem. Nawet fakt, że użyła francuskiego określnika na postawę Philippa o czymś świadczył.
Ona była wściekła!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4673
  Liczba postów : 970
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 33 - Percival Follett   Sob Sty 04 2014, 20:10

Percy prawdę mówiąc był zupełnie rozbity, nie, może to niewłaściwe słowo - po prostu nie wiedział, co ze sobą zrobić. Niby razem z Arthurem ogarnęli mieszkanie, które wyglądało jak po jakiejś bitwie albo przejściu tajfunu. Zdemolowana podłoga, popalone firanki, wszystko zniszczone w większym bądź mniejszym stopniu. Percival patrzył ponuro na mieszkanie, które tak bardzo lubił, i nie wierzył, że zostało zdemolowane. Snuł się to tu, to tam, ignorując Arthura i próbując wygrzebać z zakamarków pamięci zaklęcia, które pomogłyby w przywróceniu poszczególnych pomieszczeń do jakiego takiego stanu używalności.
Podłoga w jego pokoju była pokryta jakimiś płaskorzeźbami, które nie budziły jego entuzjazmu. W ogóle sam nie wiedział, co myśli, jak się czuje. Red Rocks przegrało ze Znikaczami, tym samym odpadając z rozgrywek, co dawało mu sporą satysfakcję, a jednocześnie nakładało na jego ramiona odpowiedzialność - musiał poprowadzić swoją drużynę tak, by pokazała gospodarzom, że Kanada jest naprawdę dobra, najlepsza! Zoe spędzała Sylwestra we Francji, w ogóle wszystko jakoś... dziwnie wyglądało, a on był taki zakochany!
Nie miał Pen za złe tej całej sytuacji z łajnobombami, prawdę mówiąc, to było najmniejsze zło, bo wystarczyła porządna kąpiel i jedno czy dwa zaklęcia, a smród zniknął. Nie powiem, był zaskoczony i kompletnie zdezorientowany, w końcu niczym sobie nie zasłużył na takie traktowanie, ale ludzie na imprezach robią różne dziwne rzeczy, szczególnie pod wpływem alkoholi i innych substancji.
Z całą pewnością nie prezentował się równie świeżo jak Penelope - ubrany w czarny sweter i dżinsy, pewnie, wyglądał dobrze, on zawsze wyglądał dobrze, ale po minie widać było, że nie jest w szczególnie dobrej kondycji psychicznej. Tęsknił za Zoe, jednocześnie czując jakiś dziwny, trudny do uzasadnienia niepokój. No i wygląd mieszkania! Merlinie, mimo starań i magii doprowadzenie go do stanu względnej używalności wymagało naprawdę ogromnego nakładu pracy i Percy czuł to w każdym mięśniu.
Mimo to odwiedziny Pen i jej radosny szczebiot, którym powitała go już w progu, poprawił Percivalowi nastrój. Roześmiał się tylko, wciągając ją do środka i kiwając głową na znak, że oczywiście, wie doskonale, rozumie i nie ma pretensji. Penny była kompletnie szalona i właśnie to bardzo w niej lubił.
- Już w porządku, Pen, naprawdę! Nie mam do ciebie żalu, to pikuś w porównaniu z tym, co inni wyprawiali... I nie musiałaś - dodał, patrząc na nią karcąco, ale przyjmując butelkę alkoholu, bardzo dobrego nota bene. Zaprowadził ją do salonu, który wyglądał jako tako w porównaniu z resztą mieszkania. Zaprosił ją gestem, by usiadła na kanapie, po czym zniknął na chwilę w kuchni, szukając jakichś odpowiednich kieliszków.
- A teraz powiedz, o co właściwie chodzi z tym gościem, bo zupełnie się pogubiłem... - zaproponował, uważnie rozlewając alkohol i uśmiechając się pod nosem. Cóż, może nareszcie się dowie, za co tak naprawdę oberwał tymi nieszczęsnymi łajnobombami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Ottawa, Kanada
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 0
  Liczba postów : 280
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6973-penelope-gaskartch
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6974-chodzcie-chodzcie-panowie-i-panie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7017-everything-i-want
http://www.redtube.com/




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 33 - Percival Follett   Sob Sty 04 2014, 20:46

Penelopa naprawdę była kiepska w przepraszaniu, mało tego… Naprawdę źle się czuła przez tą całą sytuację, która miała miejsce, bo naprawdę to się nie powinno stać. Znaczy owszem, zabalować, zabawić się nieco. Nawet ten seks niech ma miejsce, ale… Jednak takie jazdy jakie miały miejsce w mieszkaniu Kanadyjczyków, było kiepskie i żałosne. Zdecydowanie – nie powinni. Nikt nie powinien tak robić. Jednak nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, prawda? No właśnie! Teraz miał Penelopkę i teraz mogli się zabawić, znaczy… Oczywiście mogli wypić alkohol i nic więcej się nie wydarzy, bo Penelopa taka bardzo święta i niewinna.
Zresztą podobnie jak Percival tęskniła za Philippem, ale jak widać decyzja już zapadła i bynajmniej żadne z nich nie chciało tego naprawiać i tak było dobrze. Przynajmniej dla Gaskartch, bo mogła zapomnieć o wszystkim, mogła wrócić do Kanady i niczym się nie przejmować. Jednak serce ją bolało, że to wszystko się wydarzyło. Zaufała mu, a on to wrednie wykorzystał, a przynajmniej tak to wyglądało z jej perspektywy. Szkoda, że dziewczyna nie miała pojęcia o miłostkach Percivala, bo może byłaby w stanie mu jakkolwiek doradzić? Jest takie prawdopodobieństwo.
-No tak, ale to i tak nie powinno się stać, dobrze o tym wiesz. Znaczy wiadomo, każdy po alkoholu bzikuje, ale jednak ludzie z Hogwartu przegięli pałe. To było bardzo nie fajne! – Krzyknęła lekko zdezorientowana tym wszystkim, bo właściwie po za swoją akcją, która była naprawdę żałosna, nie kojarzyła nic. Nie wiedziała o tym, że ktokolwiek podpalił firanki, że ktokolwiek rysował na jego podłodze twarz jakiegoś ślizgona. To było naprawdę smutne, że tak ładne mieszkanie zostało zdemolowane! Wszystkich studenciaków i uczniaków ze szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie trzeba by było nauczyć manier i kultury osobistej. Chociaż… Gdy Kanada dokopie im w meczu, to wszystko potoczy się tak idealnie, że nic lepszego już nie będzie musiało się dziać, żeby im utrzeć nosa, prawda?
-A daj spokój… To krukon. Philippe. Po prostu, nie wiem – jestem głupia i naiwna, wiesz jak to ze mną jest. Chodzi po prostu o to, że zanim to wszystko co się stało na sylwestrze mnie zabolało, bo wiesz…. On… On… No on! No uhhuhu…. On po prostu był u mnie, prawie skończyliśmy… No… No… Wiesz! Rodzice nas przyłapali niemal na in flagranti! A on pięć dni później robił to z inną! – Głos Penelopy był delikatny, ale teraz tak bardzo wzburzony. Nie była już taka urocza, jedyne co to mówiła nieskładnie, i nie potrafiła ułożyć też swoich myśli, które były rozbiegane i niczym konie galopowały po stepie. To smutne, że Gaskartch była tak rozbita emocjonalnie.
-No i widzisz, mój sylwester był smutny i skończył się tak, że obrzuciłam Ci mieszkanie łajnobombami, ale ja wcale nie chciałam! Na… Naprawdę! – Spojrzała na niego smutno, robiąc minkę w podkówkę i patrzyła na niego takim niewinnym spojrzeniem, byleby ją wybaczył, nawet mu piosenkę zaśpiewa!
No, Penelopka taka kochana!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4673
  Liczba postów : 970
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 33 - Percival Follett   Nie Sty 05 2014, 19:35

Penny miała przynajmniej względną jasność sytuacji, podczas gdy Percy po prostu czuł, że coś jest nie do końca tak, jak być powinno, ale jego otumaniony pierwszym w życiu zakochaniem umysł nie bił na alarm czy też nie do końca potrafił zlepić wszystkie sygnały w jedną, spójną całość, dlatego Percivalowi do głowy nie przyszło, że jego cudowna, kochana Zoe go zdradza, w dodatku z tym sukinsynem Cesaire'em, który w mniemaniu kapitana Reemów nie był wart złamanego knuta, a konkurencji z nim samym po prostu nie wytrzymywał. W sumie to śmieszne, że z jednym z bliźniaków bardzo się kumplował, a z drugim darzyli się szczerą nienawiścią i tylko szukali okazji do zaczepki. No cóż, bywa i tak.
Pokiwał głową, nie dodając nic od siebie, na temat zachowania szalonych imprezowiczów i stanu mieszkania. Prawdę mówiąc jego wygląd mówił sam za siebie i Percy trochę żałował, że nie ma tu ani Zoe, ani Stelli, ani żadnej z jego sióstr, bo kobieca ręka z pewnością by się tutaj przydała. Arthur był koszmarnym bałaganiarzem i w momencie kiedy po podłodze nie walały się resztki obiadu, jemu było już wszystko jedno. Percy też nie należał do pedantów, ale mimo wszystko starał się utrzymać jaki taki porządek, brudne naczynia doprowadzały go do szału, podobnie jak gacie młodszego brata i dziurawe skarpetki walające się to tu, to tam. Ja rozumiem, znaczenie terytorium, ale terytorium dzielone między dwa młode samce musi pozostać neutralne. Okej, żaden z nich nie miał zamiłowania do porządków, ale są pewne granice! Percival nie widział nic złego w stosach książek i magazynów porozrzucanych po kuchni i salonie, nie wszystkie przedmioty musiały mieć też swoje stałe miejsce, ale jak już wspomniałam – wszystko ma swoje granice.
- Dobrze, że nie spalili biblioteczki dziadka - wzruszył lekko ramionami, po czym przeczesał ciemną czuprynę. - Co prawda wszystkie cenniejsze egzemplarze zabrał ze sobą do Kanady, niemniej jednak... Właśnie dlatego nigdy nie należy zapraszać obcych na domówki - podsumował jakże mądrze Percy i uśmiechnął się do Penny.
- Ua... brzmi niewesoło... - mruknął Follett, kręcąc głową i jednocześnie robią rachunek sumienia, bo ile razy jemu samemu przydarzyło się coś takiego? To znaczy wylądowanie w łóżku z jedną dziewczyną tylko po to, by kilka dni później wylądować na innym materacu i w innym towarzystwie? No cóż, często, pewnie zbyt często (oczywiście to było zanim poznał Zoe), ale on nigdy nic nie obiecywał, był uczciwy w swoim uwodzeniu. Ciekawe do jakiego stopnia zażyła była relacja Penelopy i tego całego Phillipe'a? Spojrzał na dziewczynę ze współczuciem. Bardzo to wszystko przeżywała, a Percy jakoś nie miał serca jej powiedzieć, że żyją w czasach, kiedy faceci nie tylko myślą o seksie non stop, ale i go uprawiają, bo rewolucja obyczajowa pozwoliła również kobietom rzucić się w wir uciech cielesnych. - Dupek. Przynajmniej masz pewność, że nie zasługuje na to, by traktować go poważnie. Jak chcesz, to mogę dać mu w zęby za sprawianie takich przykrości mojej zawodniczce - zaofiarował się nie do końca poważnie. - I przestań mnie przepraszać, mała, bo naprawdę się nie gniewam. Nie mógłbym, nie ma ciebie - puścił do niej oko, obdarzając jednym ze swoim słynnych, oszałamiających uśmiechów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Ottawa, Kanada
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 0
  Liczba postów : 280
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6973-penelope-gaskartch
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6974-chodzcie-chodzcie-panowie-i-panie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7017-everything-i-want
http://www.redtube.com/




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 33 - Percival Follett   Nie Sty 05 2014, 20:31

Cóż… Penelopa bardzo nie lubiła rozwodzić się nad swoim życiem, bo jakby nie patrzeć jej życie było cholernie nudne. Owszem, koncertowanie zanim jeszcze wróciła do domu, zanim skończyła szkołę, zanim została zmuszona do przeniesienia się do Hogwartu tylko po to, żeby się nie puszczała, no bo szanowni rodzice przecież by nie ogarnęli tematu, że na koncertach – wcale się nie kurwi. No poznając tam takiego Vanberga, to wcale nie było puszczanie się. Zagryzła mu tak wargę, że aż się przykro mogło zrobić, ale to była nieszczęśliwa kolej losu, naprawdę!
No i tak samo było z takim Lorrainem. To były tylko dwa dni, a wywróciły życie Penelopy do góry nogami. Tu nie chodziło o tego Quidditcha, jak już ostatnio zostało stwierdzone, ona po prostu robiła bardziej za maskotkę drużyny, podobnie jak Feliks był maskotka Australii, która odpadła – pozdrawiamy Australię. Tu chodziło o to, że ona była w stanie zostać w tym zasranym Hogu, tylko po to żeby żyć w jednym zamku z Philippem. To nie była chyba jeszcze miłość. Nie ten etap. Jednak kto ją tam wiedział… A może jakby na przykład zaczęła się puszczać to dostałaby jakiś super etat jak pewna blond włosa gryfoneczka! Pozdrawiamy wszystkich serdecznie z taką dużą dozą miłości i wsparcia. No wiecie, jednak szesnastolatka – to nie osiemnastolatka, tak? No właśnie!
-Ale Ty ich nie zapraszałeś, ani Arthur przynajmniej ja to tak ogarnęłam. Oni nie wbili Ci się po prostu do mieszkania? – Zmarszczyła lekko brwi na samo wspomnienie tej cholernej biblioteki, którą ona sama powinna spalić, a nie czekać aż ktoś łaskawie się zlituje, prawda? No właśnie! Wszyscy o tym wiedzieli. Wszyscy mieli pełną świadomość tego, że to właśnie Penelopka powinna puścić z dymem całe mieszkanie, a nie tak czekać aż ktoś w końcu się zdecyduje na spalenie tej dwójki. Tak, chodziło o Philippa i Geooooorgieee. Ciekawe jakby w sumie Lorrain wymawiał imię Gaskartch podczas seksu… „Peeeeneeeloooopaaa” – już mu współczuje, takie długie i beznadziejne. Jednak pozdrawiam oczywiście bardzo serdecznie krukona, który złamał mojemu biednemu dziecku serduszko!
-Nie brzmi niewesoło. Niewesoło by brzmiało jakbym chodziła po całej szkole i śpiewała…
Must have stabbed his fifty fucking times,
I can't believe it,
Ripped his heart out right before his eyes,
Eyes over easy, eat it, eat it, eat it

No, Penelopa bardzo się przejmowała losem Lorraina. Nie chciałaby żeby ktokolwiek zrobił mu krzywdę, bo gdyby tak stracił ząbki, to już nie byłby taki przystojny, a być może kiedyś mu wybaczy, prawda?
No i właśnie tu nastąpił przełomowy moment, w którym Penelopa zrobiła minkę w podkówkę, smutne oczka i jednym haustem opróżniła całą zawartość szklaneczki.
-Ale Percival… Ja mam osiemnaście lat! Jestem dziewicą! Ja też chcę się ruchać, a wszyscy utwierdzają mnie, że jestem aseksualna! – W jej oczach nawet łezki stanęły, bo naprawdę serduszko jej pękało, że nikt nie chciał z nią iść do łóżka. Oczywiście nikt – to ten cały Lorrain, ale to nic. Przecież nikt nie musi wiedzieć, prawda?
No właśnie… Penelopa wpadła w naprawdę kryzys całej sytuacji. Głupio jej było że jest nadal dziewicą.
Percival… Zrób z tym coś!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4673
  Liczba postów : 970
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 33 - Percival Follett   Nie Sty 05 2014, 23:41

Percy uśmiechnął się z rozbawieniem na samą myśl, że mógłby wpaść na tak idiotyczny pomysł, jak zapraszanie akurat do TEGO mieszkania bandy Hogwartczyków, którzy zachowywali się jak stado dzikusów (taaak, a podobno to Kanada przyjechała z buszu, AKURAT). Złota zasada jest taka, że super, jeśli imprezę organizuje ktoś inny, ale słabo, jeśli to ty jesteś gospodarzem, bo zazwyczaj wcale się nie bawisz, tylko pilnujesz, żeby ktoś nie puścił ci mieszkania z dymem, a przynajmniej nie zarzygał białego szlafroka twojego ojca (autentyk, szczęśliwie nie mój cyrk i nie moje małpy).
- Nie, nawet Arthurowi nie strzeliłoby coś takiego do głowy - powiedział z przekonaniem, potrząsając głową. W gruncie rzeczy cieszył się, że dzielił mieszkanie z bratem, chociaż nigdy w życiu by się do tego nie przyznał, no bo jak to - cieszyć się, że ktoś ci hałasuje, rozrzuca brudne i dziurawe skarpetki, wykłóca się o byle co i zajmuje łazienkę? A jednak. W końcu, hej, młodsi bracia są po to, żeby wkurzać, ale jednak być, prawda? (Powiedziała autorka - jedynaczka, teoretyk doskonały, praktyk beznadziejny). Zwłaszcza teraz, kiedy coś w jego związku z Zoe było nie tak, Percy cieszył się, że nie jest tak kompletnie, zupełnie sam, bo jego życie towarzyskie trochę się posypało... Stella, Bruce... Ech, aż mi go żal!
Percy właśnie upił łyk alkoholu, kiedy Penny, jego zawodniczka, którą znał, zdawałoby się całkiem dobrze, taka słodka i niewinna, wyskoczyła z tak szokującym tekstem. Naprawdę, mogła wybrać jakiś inny moment, bo zaskoczony Percival zakrztusił się gwałtownie, a oczy wyszły mu niemal z orbit. Wpatrywał się w dziewczynę, próbując odzyskać oddech i znaleźć jakąś dyplomatyczną odpowiedź na takie wyznanie, w dodatku wyrażone właśnie w taki, bardzo dobitny, sposób. Poczuł się co najmniej niezręcznie. Otarł załzawione oczy i odchrząknął.
- Słuchaj, Pen... ostatnie co bym o tobie powiedział to to, że jesteś aseksualna. Jesteś śliczna i bardzo atrakcyjna, a to że się nie puszczasz na prawo i lewo, to tylko dobrze o tobie świadczy. Może lepiej poczekać na odpowiednią osobę, bo takie pierwsze, niezbyt udane razy mogą być dużym rozczarowaniem... - Percy moralizator, nie wytrzymam. Chciał jeszcze dodać, że seks jest przereklamowany, ale aż takim hipokrytą nie był, więc upił jeszcze łyczek alkoholu, próbując jakoś się odnaleźć w tej wysoce niewygodnej sytuacji. O Merlinie, ale się narobiło... Dlaczego akurat jemu musiała wylewać tego rodzaju żale? Zwłaszcza że on był bardzo niegrzecznym chłopcem, a jak się prowadził zanim poznał Zoe, to lepiej nie wspominać, bo chociaż z uwodzenia uczynił rodzaj sztuki, to seks jest seksem, a on nigdy od niego nie stronił, wykorzystując swój urok i urodę.
- Penny... no nie płacz... - zamruczał ciepło, głaszcząc ją po kolanku i nie bardzo wiedząc, co zrobić. - Dziewictwo przez całe stulecia było powodem do chluby, nie do wstydu... to te czasy są takie głupie... Jestem pewien, że wszystko się ułoży, no ciii... - westchnął, ocierając pojedynczą łzę, która spłynęła po jej policzku. Wiedział o kobietach naprawdę dużo, ale to przekraczało jego zdolności, wiedzę... no wszystko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28790
  Liczba postów : 35041
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 33 - Percival Follett   Sro Sty 15 2014, 00:10

Sylwester taki udany, a gospodarze się nie ciesz. To przykre, bo w końcu najwięcej satysfakcji przyjmujący gości powinien brać z ich radości. A nie przejmować się jakimś tam mieszkaniem dziadka. Nie pierwsze i nie ostatnie mieszkanie w rodzinie. Z resztą gdyby choć trochę bracia poruszali główkami i otworzyli książki, to na pewno znaleźliby zaklęcia, które w mgnieniu oka wszystko odwaliłyby za nich. A potem Percival mógłby się barć za Pen, a nie na odwrót. Przecież to nie uchodzi, by gadać o seksie. To się robi. Nawet jeśli starszy Follett jest wierny jak pies tej swojej Champion, to jednak nie oszukujmy się... Nie zaliczenie Gaskartch będzie jedną z jego największych porażek. W końcu nie każda jest taka chętna. No nic! Już wam nie będę prawił morałów, bo jeszcze pomyślicie, że mam racje i poniesieni weną nie przeczytacie tego co mam dla was z zanadrzu. Gotowi? No to zaczynamy!
Gdy dwoje przyjezdnych tak sobie spokojnie rozmawiało w tym zdemolowanym mieszkaniu, nagle wszystkie okna z hukiem się otworzyły. Trudno było tego nie słyszeć, a tym bardziej nie poczuć zimnego powietrza na skórze. Przeciąg zrobił się niemiłosierny, ale nie miał już co zrzucać z półek (bo wcześniejsi goście skutecznie mu to uniemożliwili). To samo w sobie nie byłoby aż takie dziwaczne, gdyby nie napisz, który wypalił się przed ich nogami na ziemi. Oczywiście Percival, który wpierw go nie zauważył, pośród brudu, niechcący na niego wdepną, więc buta może bez najmniejszych wyrzutów sumienia wyrzucić do kosza (razem z resztą mieszkania). Chcecie wiedzieć jaki był to napis? "ODDAJCIE MI NERKI"
Przestraszeni? Pomyślcie, że jeśli nic z tym nie zrobicie to będzie tylko gorzej. Ja wszystko widzę, jestem przy was zawsze. Wiem, że mnie kochacie! Pozdrawiam.

P.S. Załóżcie kuferki, bo jak nie to ja założę czarny garnitur na wasze pogrzeby
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Ottawa, Kanada
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 0
  Liczba postów : 280
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6973-penelope-gaskartch
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6974-chodzcie-chodzcie-panowie-i-panie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7017-everything-i-want
http://www.redtube.com/




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 33 - Percival Follett   Nie Sty 19 2014, 12:05

Gdyby nie fakt, że w życiu Penelopy wydarzyło się tyle przez ostatni czas to zapewne mój post oparłabym na tym, że wszystko potoczyło się wręcz genialnie. Nie, nie potoczyło się tak, ale muszę utwierdzić moją gwiazdeczkę, że wszystko co się w jej życiu dzieje, jest cudowne i w ogóle tak powinno być. Aczkolwiek nie wiem czy niektóre sprawy naprawdę się wydarzyły, czy tam się wydarzą. Chodzi o zabawę, a jak wiadomo Penelopa była stworzona do życia na luzie, i jak to już ktoś określił „zbyt pozytywnego nastawienia do świata” – ale jak to się mówi, jak ktoś ma miękkie serce, to ma mega twardą dupę. Chociaż i z tym u Gaskartch było słabo.
Jednak wbiła wzrok w chłopaka próbując zrozumieć dlaczego zrobiła z siebie taką idiotkę. Nie, no nie zrobiła tej idiotki celowo, bo przecież jak wszyscy wiemy Penelopa słynęła z tego, że nie umiała trzymać języka za zębami. Ona po prostu musiała klepać języczkiem trzy po trzy, bo tak było lepiej. Jeszcze nikt jej chyba jakoś nie zranił zbyt mocno, bo jak wiemy… No właśnie. Jeszcze nie wiem co wiemy, ale Penelopy nie można jakoś zbyt szybko zranić, bo się dziewczę załamie i skoczy z wieży astronomicznej. W każdym razie – na pewno tego nie zrobiła jeszcze, bo nie czytała tych wrednych wpisów w obserwatorze.
-Percival… Ja wiem, że jestem śliczna, zgrabna i w ogóle. No ale na przykład wiesz… Faceci to takie tępe świnie. Ale to nie o Tobie, bo Ty nie jesteś facet, Ty jesteś Percival. To trochę inna kategoria. – Z aprobatą pokiwała głową, i jeszcze dodatkowo wyszczerzyła białe ząbki. No w końcu wpadła na fenomenalnie złotą myśl, i to całkiem sama, bez pomocy kogokolwiek! Percival nie jest facetem! To nieco zaskakujące, że dziewczę coś takiego strzeliło, ale jak już wiesz – po Penelopie można się spodziewać w zupełności wszystkiego. Oj tam, takie kochane stworzenie.
-Po za tym wiesz… No nie wiem. No przyjechaliśmy tutaj, każdy z Was kogoś ma, a ja co? A ja jakaś jestem niedorobiona. No rozumiem, że czasem za dużo mówię, ale to nie tak… że… NA MERLINOWE RÓŻOWE GACIE! – Krzyknęła gdy tylko okna się tak gwałtownie otworzyły, po czym wbiła wzrok w kumpla. To zaskakujące, że MAGIA w HOGWARCIE działa w taki sposób. Bardzo nieczysta siła chciała im poprzeszkadzać! To bardzo nieładnie ze strony kogoś tak ZAWZIĘTEGO, że rozwala życie Penelopki non stop. Rozumiem, nie ma dziewczyna szczęścia, ale żeby aż tak?! To trochę smutne.
-No Percival, to nie ja! Przysięgam! Ja tak nie umiem! – Podniosła raz jeszcze głos, a po chwili przeglądnęła się po pomieszczeniu. To było straszne, że za każdym razem gdy próbowała jakoś normalnie wybrnąć z sytuacji wszystko zostawało tak dobitnie niszczone. Dziwny zbieg okoliczności. Przypadek? Nie sądzę.

/nienawidzę Cię miszczu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Mieszkanie 33 - Percival Follett

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next

 Similar topics

-
» Mieszkanie 33 - Percival Follett
» Mieszkanie
» Mieszkanie 18 - Marceline Delacroix i Madison Richelieu
» Mały salon
» Mieszkanie Curtis Juvinall i Raphaela De Nevers

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
Ulica Tojadowa
 :: 
Kamienica nr 64
-