IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Stacja kolejowa w Hogsmeade

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next
AutorWiadomość




Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Dolina Godryka
Galeony : -16
  Liczba postów : 974




Gracz






PisanieTemat: Stacja kolejowa w Hogsmeade   Pią Cze 11 2010, 22:55

First topic message reminder :


Stacja kolejowa w Hogsmeade

Niewielka stacja kolejowa znajdująca się się w wiosce zawsze kojarzy się z początkiem roku szkolnego, kiedy pełna jest uczniów przyjeżdżających do Hogwartu. Jednak na co dzień widuje się tu niewielu ludzi. Pociąg do Londynu kursuje tu każdego dnia, rzadziej można tu natrafić na te odjeżdżające w innych kierunkach.


    Bilet pociągiem do Londynu (podróż trwa ok. pół dnia) – 7gBilet Błędnym Rycerzem do Londynu (podróż o wiele szybsza) – 9g




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość




Nauczyciel
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Nowy Jork
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 82
  Liczba postów : 87
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8114-jackie-olympia-braxton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8129-good-job#225991
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8130-napisz-mi-cos
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8131-jackie-olympia-braxton#225993




Gracz






PisanieTemat: Re: Stacja kolejowa w Hogsmeade   Sob Maj 17 2014, 20:29

Bliskość Zielińskiego była dla Jackie.. odurzająca. Przyciągał ją do siebie tak skutecznie, że nie potrafiła się oddalić, choć niejednokrotnie wiedziała, że powinna. Ten typ człowieka był niebezpieczny, a ona nie była wielką ryzykantką, czy masochistką. Na co dzień starała się unikać wszelkich kłopotów i żyć w miarę bezproblemowo. Jeśli już coś ją dopadało, mierzyła się z tym, ale świadomie nie pakowała się w poczucie zagrożenia. A przy Wojtku.. cóż, powiedzmy, że lubił serwować jej wybuchowe mieszanki emocji. Teraz otaczał ją ramieniem, przytulał do siebie, a ona absurdalnie czuła się bezpiecznie, choć przecież przed kilkoma sekundami przez myśl przeszło jej, że chłopak planuje skoczyć razem z nią pod pędzący pociąg. Albo traciła rozum, albo darzyła go wyjątkową sympatią.
- Chcesz się licytować? – spytała z nutą rozbawienia, unosząc brew. Rozmawiając z nim i chcąc utrzymać kontakt wzrokowy, musiała zadzierać głowę. Wszystko przez ten jego ogromny wzrost. Myślę, że dla kogoś, kto ma 203 centymetrów, każdy jest niski. Jackie zbyt duża nie była, a wręcz przeciwnie. Smukła, raczej drobna, całkiem uroczo musiała wyglądać w towarzystwie takiego giganta. Lub komicznie, co kto woli.
Właściwie to Braxton nie wiedziała, jakie są jej wrażenia względem Zielińskiego. Nie mogła szczerze powiedzieć, że go lubi bądź nie. Ich relacja była tak jakby ponad to, wykraczała poza te wszystkie przeciętne znajomości i sfery. Momentami, mimo swojej anielskiej cierpliwości, a wręcz obojętności, miała ochotę go udusić, innym razem Wojtek był osobą, z jaką chętnie by się zobaczyła i poprzebywała, tak po prostu. Całkiem to było skomplikowane, więc może faktycznie lepiej było tego nie analizować.
Słysząc jego pytanie, wymownie przewróciła oczami.
- Dobrze wiesz.
Proste, krótkie stwierdzenie, bo nie widziała potrzeby tłumaczenia. Resztę znał, a jeśli nie, cóż, mógł ją sobie dopowiedzieć. Pozwalała mu na dowolność wyboru. Uparcie patrzyła w jego oczy, choć jego tęczówki wyraźnie ześlizgnęły się na jej usta. Atmosfera powoli zaczynała zmieniać się w dość napiętą. Powietrze wokół elektryzowało, tylko patrzeć, jak pojawi się iskra. Iskra, która wszystko wysadzi w cholerę. I może to był właśnie idealny moment na ucieczkę. Gdyby tylko Jackie potrafiła uciec.
Baw mnie.
- Zadowolony? – spytała, nie próbując nawet zwiększyć dystansu między nimi. Jej twarz przybrała jakiś tajemniczy wyraz, tak znamienny dla jej osoby, a jednocześnie zupełnie nieodgadnięty. Wyciągnęła przed siebie dłonie, układając je na torsie chłopaka. Zarówno jakby go chciała odepchnąć, jak i przyciągnąć. Czuła bicie jego serca.
Zepsuj lub zbaw mnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Kraków, Polska
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 244
  Liczba postów : 185
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8355-wojtek-zielinski
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8357-kloc-sie-ze-mna#235046
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8358-skoro-juz-musisz#235049
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8356-wojtek-zielinski#235042




Gracz






PisanieTemat: Re: Stacja kolejowa w Hogsmeade   Nie Maj 18 2014, 19:43

Zieliński wiedział. Wiedział doskonale, że gdyby nie wpadł na nią tutaj na stacji już siedziałby w pociągu. Wziąłby ten urlop od życia. Pojechał daleko. Wysiadłby na jakiejś stacji i wsiadł w kolejny pociąg. By być jak najdalej od życia. Braxton była… Od początku wiedział, żeby trzymać się z daleka. Od niej. Działała na niego. Przy niej Zieliński nie zawsze czuł się pewnie. Inaczej niż przy innych. Odpychał ją od siebie, a jednocześnie chciał, aby pozostawała jak najdłużej. Ukradkiem szukał Jackie wzrokiem. Na obozie zaczął. I nawyk ten pozostał mu do teraz. Nie mieszkali w jednym domu. Nie w jednej wieży. Blisko niby, a jednocześnie daleko. Czasem tak myślał, że w piżamie, w potarganych włosach, zaraz po przebudzeniu musiała wyglądać pociągająco. Chciał i nie chciał zobaczyć ją taką. Bezbronną, ziewającą, niewinną. W głowie miał taki obraz. Niebezpiecznie pojawiał się on częściej. Zieliński spychał go daleko, próbując zapomnieć. Tylko trudne było to całe zapominanie. Teraz. Wpadał na nią i nie umiał pamiętać o tym, że nie pamiętać.
- Nie musimy. Ja nienawidzę Ciebie bardziej - powiedział cicho. Krzyczeć nie musiał. Pociągu nie było. Śmiać się nie śmiał, ale tylko uśmiechał. Niemal wszyscy z którymi rozmawiał musieli zadzierać wysoko głowę, chcąc utrzymać kontakt wzrokowy. Schylił się nawet nieznacznie Zieliński chcąc ułatwić Jackie to niewątpliwie trudne zadanie. Zadzieranie głowy. - Kark Cię rozboli. Będziesz później marudzić - chciał stanąć za nią. Rozmasować mięśnie, które niezwyczajne były do takiej pozy. Chciał. I na tym się zakończyło. Nie kiedy tak uparcie wpatrywała się w wojtkowe oczy. Jakby chciała z nich coś wyczytać. Dowiedzieć się więcej niż sam mówił. Bez problemu mógł to przerwać, ale nie chciał Zieliński tego robić. Sam próbował odnaleźć w jej tęczówkach odpowiedzi na niezadane pytania. Na głos, bo w myślach padały nie raz.
- Bardzo. No dalej. Odepchnij mnie - powiedział, kiedy tylko poczuł jak ręce położyła na jego torsie. Tak lepiej by było dla Zielińskiego, dla Braxton też. Przerwałaby kontakt wzrokowy, przerwałaby powstałe napięcie. Pozwoliłaby iść Wojtkowi dalej, a zamiast tego tkwił z nią tutaj. Na stacji kolejowej. Miejsce niesprzyjające niczemu na co teraz ochotę miał Zieliński. - Odepchnij mnie - powtórzył zmniejszając dzielący ich dystans. Chciał żeby to zrobiła. Chciał zostać odepchnięty. Bo wtedy nie zrobiłby tego. Nie ująłby jej twarzy w dłonie i złożył na tych rozchylonych, zachęcających wargach pocałunku. Nie jednego z tych powolnych, kiedy para poznaje siebie nawzajem. Była w nim dzikość i szaleństwo. Tak jak wtedy kiedy przez długi czas nie można czegoś zrobić, a później dostaje się przyzwolenie. Nie myślał Zieliński o tym co będzie później. Teraz się liczyło. Pocałunek w który wkładał wiele uczucia, który zapierał mu dech w piersi. Jakby więcej miał Zielińskie nie poczuć smaku jej ust. Jakby to miał być jedyny pocałunek, który złożył na wargach Jackie. Brakowało mu oddechu, ale nie przerywał. Nie mógł oderwać się od tych ust, które w myślach pojawiały się od dawna. Przeciągał moment w którym miał wszystko zakończyć. Nie chciał tego robić, ale nie mogli tak stać na tej stacji bez końca. Więc przeciągał Zieliński. Całował ją zachłannie, miażdżąc jej słodkie usta swoimi. Szaleńczo i dziko. Namiętnie.
Było mnie odepchnąć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Nauczyciel
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Nowy Jork
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 82
  Liczba postów : 87
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8114-jackie-olympia-braxton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8129-good-job#225991
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8130-napisz-mi-cos
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8131-jackie-olympia-braxton#225993




Gracz






PisanieTemat: Re: Stacja kolejowa w Hogsmeade   Pon Maj 19 2014, 20:03

Spotkania dwóch niebanalnych osób musiały być takie same – niebanalne. I tak to też w ich przypadku działało. Zawsze jakieś niedomówienie, przeciągłe spojrzenie, wymowna cisza. Byli magnesami o przeciwnych biegunach. Przyciągali się więc, ale też notorycznie łamali prawa fizyki, od czasu do czasu odpychając. Dziwacznie to wszystko funkcjonowało, ale dlaczego niby miało być normalnie? Przecież to Braxton i Zieliński. To wszystko wyjaśniało.
Jackie nie miała pojęcia o tych wszystkich spostrzeżeniach Wojtka względem jej osoby, bo i skąd miała wiedzieć. Należał do tych skrytych, których myśli niejedna usiłowała odgadnąć. Amerykanka również chciała, ale już na obozie po kilku dniach zrozumiała, że to bezcelowe. Nigdy nie uda jej się zbliżyć do niego na tyle, by ją do siebie w pełni dopuścił. Przynajmniej tak stwierdziła, może była w błędzie, nie wiadomo. W każdym razie, tak było lepiej. Miał swoje sekrety, był intrygujący. Poznanie tego, co w nim siedziało, byłoby swego rodzaju barbarzyństwem. Nie chciała odbierać mu tej znamiennej aury tajemniczości. Zupełnie, jak nie chciała oddać swojej. To był element osobowości, należało to zaakceptować.
Jego twarz znalazła się jeszcze bliżej, gdy schylił się w trosce o jej kark. Oddech dziewczyny stawał się nierówny. Była jak sarna na drodze, tak zahipnotyzowana światłami samochodu, że nie była w stanie uciec. Choć mogła zostać brutalnie rozjechana. Coraz dziwniejsze te moje porównania, o rany.
- Och, czy kiedykolwiek Ci na coś marudziłam? – obruszyła się, przechylając głowę w pytaniu. Właściwie to nie oczekiwała odpowiedzi. Powoli przestawała zwracać uwagę na to, o czym i co mówią. Bicie serca Zielińskiego tuż pod jej prawą dłonią skutecznie ją rozpraszało. Jak wiele innych rzeczy. Jego oczy, uśmiech, zapach.. Generalnie on cały.
- Daj spokój. – mruknęła, słysząc jego pierwsze namawiania, by go odepchnęła. Nie chciała. Chyba. Sama już nie wiedziała. Wciąż patrzyła w jego oczy, udając, że nie widzi, jak on zmniejsza między nimi dystans, jak stawia ją niemalże pod murem i zmusza do reakcji. Czyżby prowokował uroczą Jackie?
Powtórzył to jeszcze raz, a ona zamrugała. Zamiast myśleć o tym, co właśnie ma miejsce, zastanowiła się, czy jego usta są tak miękkie, na jakie wyglądają i jakie w dotyku są te wystające kości policzkowe.
- Pieprz się.
Czas na chwilę zastygł, a później ruszył pędem. Po ciszy przychodzi burza i pocałunki takie, jak ten. Płomienne. Ociekające wszystkimi pragnieniami, myślami, niewypowiedzianymi słowami. Intensywne, że aż brakuje tchu, ale przestać nie można. Jego pocałunek był agresywny, gwałtowny, mocny. I ani trochę jej to nie przeszkadzało, odpowiadała z równą żarliwością. Kontrastowo, jego dłonie, które ujmowały jej twarz, były tak delikatne, przyjemnie chłodne. Nie mogąc się powstrzymać, dotknęła tych kości policzkowych, przeszła na kark, muskając go opuszkami palców i powróciła w okolice torsu, gdzie mocno owinęła fragment jego koszulki, przyciągając Zielińskiego jeszcze bliżej. Jej umysł poszedł spać, została tylko potrzeba. Potrzeba wykorzystania tej chwili maksymalnie. Bo może to właśnie był jedyny pocałunek. Przygryzła jego wargę, luźno obejmując jego szyję.
No dalej, złam mnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Kraków, Polska
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 244
  Liczba postów : 185
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8355-wojtek-zielinski
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8357-kloc-sie-ze-mna#235046
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8358-skoro-juz-musisz#235049
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8356-wojtek-zielinski#235042




Gracz






PisanieTemat: Re: Stacja kolejowa w Hogsmeade   Wto Maj 20 2014, 20:05

To ona była wszystkiemu winna. Braxton, bo nikt inny nie mógł. Spotkanie z nią na obozie Zieliński zapamiętał. W większości przypadków twarze rozmywały mu się w dziwnie niekontrolowany sposób. Coś w niej jednak było. Musiało. Skoro wodził za nią wzorkiem. Szukał jej. Chciał wiedzieć. Gdzie jest. Z kim jest. Nie powiedział głośno tego Zieliński, że wkurwiało go kiedy wokół niej kręcili się inni. Faceci. Mężczyźni. Płeć brzydka. Kutasy. Chłopcy. Ktokolwiek kto nie był Zielińskim. Nie mówił tego głośno. Ukradkiem robił wszystko. Tak po cicho, żeby nikt nie wiedział, że to on. Że on robił wszystko, aby nikt się przy Braxton nie kręcił. Bo Zieliński nie chciał się nią dzielić. Nie mógł powiedzieć, że była jego. Nie była. I on to wiedział. Nigdy nie chciał, aby ktoś jego był. Chciał tylko mieć Braxton blisko. I daleko. Sprzeczne to było, ale nie walczył z tym. Unikał jej, ale wzorkiem jej szukał. Nie rozumiał Zieliński dlaczego tak się działo, ale tak było. Dziwnie było. Bał się. Tak najzwyczajniej w świecie się bał. Jak już zrobi coś więcej niż to wodzenie wzrokiem czar pryśnie. Wszystko się posypie i Braxton stanie się kolejną rozmytą w tłumie twarzą.
Pieprz się.
- Ale tylko z Tobą - zdążył jeszcze Zieliński powiedzieć zanim zatopił się w jej ustach. Słodkich. Proszących o więcej. Chętnych. Nie został odepchnięty. Prosił o to, a ona tego nie zrobiła. Dobrze. Niedobrze. Nie był w stanie Zieliński trzeźwo myśleć. Jakby ktoś podał mu jakiś eliksir po którym rozsądek znika. Bo zniknął. Liczyły się tylko te usta, które nadal zachłannie całował. Drobne palce, które czuł na karku. Ona się liczyła. Braxton. Zostawił je twarz, poznawał ją palcami, ale szybko przestał. Delikatny dotyk zniknął kiedy zjechał dłońmi niżej. Na ramiona, plecy, biodra. Zniknęła delikatność zastąpiona chęcią poznania. Zatrzymał się na pośladkach Zieliński i złapał ją mocniej powoli unosząc w górę. Pozwalając, aby Braxton oplotła go nogami w pasie. Bliżej była niż wcześniej. Tego chciał Zieliński. Przeklinał tylko w myślach miejsce. Przeklinał i siebie, że olał egzamin na teleportację łączoną. Przeklinał i Braxton, że go nie odepchnęła. Powinna. Wtedy, bo teraz już nie mogła. Już za późno było. Korzystał z tej chwili jakby miała się ona zaraz skończyć. Zniknąć i więcej nie powtórzyć. Nie mogło tak być. Nie teraz kiedy już wiedział Zieliński, że jego strach był bezpodstawny. Nie zniknie mu w tłumie. Nie rozmaże się z kolejnymi mijanymi twarzami, których tak wiele teraz było. Nie była jedną z tych co zniknie.
W co się wpakowałeś, Zieliński?
Zrobił krok w tył i kolejny. Później jeszcze jeden. Dopóki za plecami nie poczuła Braxton tablicy informacyjnej w którą wbiły się jej łopatki. Trzymał ją nadal Zieliński za pośladki, ściskał je mocniej i nadal miażdżył jej usta. Tchu mu w końcu zabrakło i oderwał się od niej, aby go zaczerpnąć.
- Pieprz się, Braxton - powtórzył jej słowa i zaraz zaczął całować odsłonięty kawałek szyi. Nie powstrzymywał się. Nie chciał. Nie umiał. Inny czas i miejsce. Miejsce. Czas zawsze był zły. Postawił ją na ziemi Zieliński, schylając głowę nisko, aby nie odrywać od niej ust. Na chwilę nawet nie przerywał. Nie chciał. - Chodźmy stąd - złapał ją za rękę i pociągnął w stronę zejścia z peronu. Nie patrzył dokąd idzie. Na niej skoncentrował swoje spojrzenie. Na jej twarzy. Bo teraz liczyła się Braxton. W tej chwili. W tej sekundzie. Nie wiedział co będzie jutro, za tydzień, miesiąc. Dzisiaj. Tu i teraz. Na niej się koncentrował. Objął ją Zieliński ramieniem przysuwając bliżej. Nie mówił. Drażnił oddechem odsłoniętą szyję. Płatek ucha. Policzek. Nie dając się Jackie skupić. Pomyśleć o niczym poza sobą.
/zt x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Plymouth
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 3837
  Liczba postów : 585
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7742-seth-morpheus-lyons
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7748-porzuccie-wszelka-nadzieje-wy-ktorzy-tu-wchodzicie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7749-latajaca-menda
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7750-seth-lyons




Moderator






PisanieTemat: Re: Stacja kolejowa w Hogsmeade   Nie Cze 15 2014, 20:18

Seth dotrzymywał obietnic. Jakże mógłby odmówić damie pomocy, nawet jeśli okazała się kłamliwa i uciekła od niego, gdy tylko wytłumaczył jej co z nim jest nie tak? Czuł się oszukany i zraniony. Nie wiedział czy prawidłowo, ale tak było i nie umiał sobie z tym poradzić. Przeklinał też swoją słabość. Z jednej strony nie chciał jej widzieć, czując się źle z tym, że jednak zdecydował się po nią przyjechać, a z drugiej nie potrafił sobie tego odmówić. Zranienia się po raz kolejny, bo przecież tylko tego teraz oczekiwał po ich spotkaniu. Przyjedzie i co? Powie mu, że jest potworem, iż nie zasługuje jednak na jej miłość i akceptację. Odtrąci go i zniknie tak jak kiedyś, a tego już jego serce nie zniesie. Pęknie wzdłuż szwów, a potem rozpadnie się na tysiące kawałeczków, zupełnie jak lustro, które dzisiejszego ranka potraktował pięścią. Nie mógł na siebie patrzeć, więc co teraz? Siedem lat nieszczęścia? Zniesie to ze stoickim spokojem, o ile tylko to spotkanie nie zniszczy go całkowicie. Podczas wydłubywania kawałków szklanej tafli z ręki, czuł się jednak na tyle dobrze, że teraz, na wspomnienie poranka dreszcz podniecenia przebiegał mu po plecach. Ból był wspaniały, niejednokrotnie się o tym przekonywał i to właśnie on pozwalał mu się teraz uspokoić. Wbijał paznokcie we wnętrza dłoni, gdy zbliżał się już do peronu. Miał na sobie jedną z koszulek bez rękawów, czarną i gładką oraz spodnie bojówki i glany. Wszak było już dość ciepło. Miał również obandażowaną lewą rękę. Wyglądał w nich na takiego chuligana, że absolutnie się nie dziwił, że ludzie na jego widok, okrążali ławkę szerokim łukiem. Tak, przysiadł sobie, dochodząc do wniosku, że niczego nie zmieni wydeptywanie dziury w chodniku. Splótł ze sobą palce i oparł łokcie na kolanach, przyginając kręgosłup i w ten sposób nieco odgradzając się od świata. Czekał i myślał. Tylko te dwie rzeczy mu teraz pozostały.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 441
  Liczba postów : 710
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7706-mandy-maurine-saunders#213812
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7707-no-czesc-to-ja-twoj-setny-mms#213814
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7708-sowia-mmska#213816
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7712-mandy-maurine-saunders#213857




Gracz






PisanieTemat: Re: Stacja kolejowa w Hogsmeade   Nie Cze 15 2014, 22:07

Mandy przegrała. Doskonale o tym wiedziała. Przegrała z ambitnymi planami pokrojonymi przez Wendy niczym tort urodzinowy. Musiała uciec. Nie miała pewności, że wróci. Nie miała pewności, że gdy wróci coś będzie jeszcze takie samo. A gdy tylko wstała pewnego ranka i zaczęła się pakować, rozhisteryzowana kobieta wpadła z krzykiem do pokoju wyrzucając rzeczy na powrót z walizki. Maurine ją uderzyła, a później rozpłakała się pękając co raz bardziej i bardziej, jakby coś ją niszczyło. Zjadało od środka, a ona nie mogła się zregenerować. Już nie. Lecz gdy tylko powróciła do pakowania się nie było w mieszkaniu już nikogo. Napisała tylko jeszcze list wiedząc, że jest za późno na naprawę czegokolwiek. Pozwoliła sobie jednak zwrócić jego uwagę. Napisać... A gdy tylko się zgodził zaciskała co raz mocniej pięści, gdy tylko znalazła się na peronie w małej mieścinie, gdzie mogła kupić bilet na magiczną kolej.
Czekaj na mnie, proszę. - Powtarzała w myślach jak mantrę. Jakby ta litania mogła coś zmienić. Tak naprawdę nie zmieniała nic. Wszystko zależało od niego. Już nie od niej. Z łatwością udowodniono jej, że nic nie znaczy... Teraz władowała się z torbą na ramieniu do przedziału, gdzie ukryła twarz w dłoniach ignorując zaczepki jakiegoś mężczyzny, który za wszelką cenę chciał się od niej dowiedzieć, która jest godzina. Jechała tym pociągiem ignorując szum, stukot, aż wreszcie czas. Wszak podróż trwała cały dzień, a ona pomimo zmęczenia nie dała rady zasnąć ani na chwilę. Stresowała się co zrobi jeżeli go tam nie będzie, jeżeli nie będzie na nią czekał. Co zrobi jeśli uciekła z piekła do piekła? Chciała się rozpłakać, ale na to nie miała też sił. Dojeżdżała do Londynu i skręcała na Hogsmeade biorąc głęboki wdech. Podróż wydawała się nie być osadzona w czasie, tylko w sercu i stresie. Mandy Maurine Saunders miała serce? Miała. Było czarne, małe, zanikające, ale wciąż istniało i biło... Jak oszalałe. Jakby za wszystkie lata gdy uśpione spoczywało w miejscu, którego położenia nie była w stanie określić Krukonka. W końcu jednak gdy pociąg się zatrzymał na stacji przebrnęła koniuszkiem języka po suchych wargach i wolno podniosła się z siedzenia wychodząc na wąski korytarz, by po drodze minąć się z jakimś mięśniakiem, który obdzielił ją spojrzeniem dość jednoznacznym. Cóż, strój Mandy w postaci krótkich jeansowych spodenek z wystającymi kieszeniami i biały podkoszulek z prześwitującym stanikiem... Nie był zbyt grzeczny. Mimo to nie brała tego pod uwagę. Nie zapisywała jako coś złego. Poprawiła zatem torbę na ramieniu i wyszła z pociągu mrucząc "do widzenia" do konduktora, który obserwował ją teraz czujnym wzrokiem... MMS straciła go jednak z oczu, gdy tylko zauważyła na ławce kogoś znajomego... Kogoś, kogo tak dobrze znała... Kogo tajemnicą miała się zaopiekować, a zwiała.
Tego nie da się naprawić Mandy, nie bądź głupia. - krzyczały jej myśli, jednak ona nabrała już rozpędu biegnąc w jego kierunku, gdzieś po drodze pozwalając torbie, by upadła z hukiem na kafelki, gdy ona uderzyła w niego swoim ciałem przytulając się do niego nagle i zaciekle... Zacisnęła również powieki zastanawiając się czy to jej ostatni raz gdy może sobie na to pozwolić.
- Przepraszam. - Rzuciła krótko w powietrze, ale jednak do niego. Dopiero teraz miała siłę by płakać. Miała powód. Miała jego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Plymouth
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 3837
  Liczba postów : 585
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7742-seth-morpheus-lyons
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7748-porzuccie-wszelka-nadzieje-wy-ktorzy-tu-wchodzicie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7749-latajaca-menda
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7750-seth-lyons




Moderator






PisanieTemat: Re: Stacja kolejowa w Hogsmeade   Nie Cze 15 2014, 23:03

Ile razy można oddać komuś serce i doznać zawodu? Seth nie wiedział, nie znał tego uczucia. Zwykle to on był tym, który sięgał po coś, nawet jeśli nie należało do niego, a po odpowiednim długim rozerwaniu się, wyrzucał niczym zniszczoną zabawkę. Teraz jednak było inaczej. Można by rzec, że zaczął wszystko oglądać z drugiej strony, patrząc właśnie na taką… drugą stronę medalu. Był zaślepiony swoim egoizmem, dziką potrzebą dostosowywania wszystkiego pod siebie, dlatego nie rozumiał tego jak ona mogła mu to zrobić. Jak mogła go opuścić i uciec. Był pewien, że nie wróci i raz na zawsze odejdzie, pozostawiając go z krwawiącą dziurą zamiast serca, które wyrwał sobie z piersi i wsunął jej w dłonie. Teraz jednak nie wiedział co ma o tym myśleć. Z jednej strony rozgoryczony, wściekły wręcz na to jak go potraktowała, a z drugiej strony naprawdę tęskniący. Nie umiała mu powiedzieć tego w twarz i musiała wysłać list, tak? Szkoda, że nie zerwała z nim przez wizbooka - to już byłby szczyt wszystkiego. W sumie co to by był dla niej za problem? Podejść do pierwszego, lepszego fagasa i wsunąć mu język do gardła, by zrobić sobie z nim selfie. Pewnie by nie oponował, wszak Mandy była ładną dziewczyną. Wystarczyło aby ubrała się bardziej prowokacyjnie, a już pół ulicy się za nią oglądało. Seth nieświadomie zazgrzytał zębami, gdy wyobraził sobie jak ktoś obejmuje ją swoimi oślizgłymi łapskami. Nikt nie miał prawa jej dotykać w ten sposób. Ona była jego, tak samo jak on był jej. Może wreszcie to zrozumiał? Ciężko powiedzieć. Teraz emanował tak złą energią, że równie dobrze wszystko mógł widzieć jedynie w czarnych barwach. Kto wie, czy już sobie nie wkręcił tego, że go zdradziła? Znając możliwości Lyonsa, równie dobrze mógł dojść do takiego wniosku i tak na dobrą sprawę wściekać się na Saunders, ledwie by ją zobaczył.
Siedział drętwo, pogrążając się w swoich rozmyślaniach, chociaż wcale nie mając na to ochoty. Dobrze więc, że nie czekał tak długo, a przynajmniej takie miał wrażenie. Gdy się jest pesymistą, czas mija nieubłaganie szybko, pozwalając jeszcze szybciej przeżyć chwile, o które się martwimy. Był właśnie w trakcie rozpamiętywania ich ostatniego spotkania w mieszkaniu. Może wtedy powiedział coś niewłaściwego? Kto wie, wszak on dość często miał problemy z tym, aby zapamiętać co powiedział. Raz jedno, a raz drugie, chyba wszyscy, którzy go znają coś o tym wiedzą. Niemniej jednak nie miał zbyt dużo czasu na takie debaty z samym sobą, bo coś w niego… wleciało. Nie spodziewał się tego i uniósł zaskoczony wzrok. Był tak zamyślony, że nawet jej nie spostrzegł. Zmrużył nieco oczy, ale jej nie odepchnął, więc można to było uznać za dobry znak. Zacisnął palce na materiale okalającym jej szczupłe plecy i przez moment nie wypuszczał jej z objęć.
- Dlaczego? - zapytał ją po chwili, gdy już pociągnął ją do tyłu za ciuchy, rozdzielając ze sobą dość brutalnie. To jednak wszystko dlatego, że znowu poczuł się źle z tym co robili. Jakże mógł ją po prostu tak ciepło przywitać?
- Opowiedz mi wszystko. - zażądał, ale zaraz znowu postąpił wbrew temu co nakazywał mu umysł i znowu ją do siebie przyciągnął, zmuszając ją do tego, aby na nim usiadła. Objął ją ramionami i przytulił jej głowę do swojej piersi. Nie potrafił jej od tak odtrącić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 441
  Liczba postów : 710
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7706-mandy-maurine-saunders#213812
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7707-no-czesc-to-ja-twoj-setny-mms#213814
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7708-sowia-mmska#213816
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7712-mandy-maurine-saunders#213857




Gracz






PisanieTemat: Re: Stacja kolejowa w Hogsmeade   Nie Cze 15 2014, 23:59

Nie panowała nad tym co się działo. Najpierw zaproponowano jej przecież kolejną sesję zdjęciową. Tym razem taką do magicznego magazynu. Miała jechać na tydzień do Paryża i wrócić szybko... Dlaczego zatem te plany upadły na rzecz zachcianek Wendy nad którymi już nie panowała? Płakać się jej chciało, gdy tylko dowiedziała się, ze znów wyjeżdżają. Saunders jako jej utrzymanka musiała się dostosować, bo przecież nie inaczej. Nie inaczej, gdy za wszelką cenę chciała się uwolnić, a matka nie wyobrażała sobie podróży bez niej... Bolała ją chyba świadomość, ze córka kończy osiemnaście lat, że ma już kogoś, kto ją wspiera, że odnawia stosunki z siostrą, że układa się jej, bo jest w stanie wyjść na prostą dzięki Złotemu Sfinksowi. I kiedy to przychodzi moment, gdy matka jest zazdrosna o córkę? Wendy Saunders przecięła ich rodzinę na pół, a teraz wyciągała ręce po rzeczy, które nigdy nie będą do niej należały. W ten sposób ściągnęła Mandy do siebie zmuszając do bycia kimś, kim Maurine nigdy być nie chciała. Nie wyrażała posłuszeństwa, a pomimo to rzeczywiście musiała wyruszyć w podróż do umierającej ciotki... By tam skończyć na krawędzi, bo z tej złości spiła się do nieprzytomności prawie lądując na kolanach u faceta, którego nie znała. W porę jednak czmychnęła i to własnie był zwrotny moment dla decyzji o powrocie. Życie w tej niewielkiej mieścinie nie należało do niej. Ona nie czuła się nigdy zależna od matki, a urodziny były idealnym momentem by zacząć wychodzić na prostą. Chciała naprawdę spróbować być tą Mandy, która znał Seth. Wszak słabości należało zabijać tuż u zarodka... Dlaczego więc nie dostosowała się do własnej rady pozwalając matce zdeterminować ostatnie tygodnie jej istnienia? Nie miała pojęcia. Może ta chwila zagubienia naniosła na jej oczy ciemną opaskę? Całkiem możliwe. Było jej tego wszystkiego żal.
A teraz siedziała na kolanach u faceta, którego pewnie rozpierała złość. Złość całkiem uzasadniona, którą MMS próbowała objąć całymi ramionami i ścisnąć tak, by pękła i zniknęła. Teraz wdychała przyjemny zapach jego perfum wsłuchując się w chrapliwy ton jego głowy. W końcu przebiegła dłonią po jego włosach zostawiając rękę na jego karku i spojrzała mu spokojnie w oczy.
- Moja matka postradała zmysły. Chyba myślała, że zostanę z nią w tym dziwnym domu. I jeszcze ta umierająca ciotka... Nie wiem. Chyba chciała, żebym to wszystko rzuciła w cholerę i tam została. Tam też jest szkoła magii w pobliżu. Miała plany. Przedstawiła mi je. Ale jednak nie mogłam tego ogarnąć. Miałam wyjechać ze Scarlett, naprawić nasze stosunki, ale interwencja Wendy znów wszystko zniszczyła. Dziś ją uderzyłam... Kiedy nie pozwoliła mi się spakować, bo nie chciała żebym wyjeżdżała. Tak bardzo się boję... Że nie sprostam oczekiwaniom Wendy, Scarlett... Niczyim. Teraz siedzę tu z Tobą, a wiem że jesteś zły. I nie mam pojęcia jak mogłabym Cię przeprosić. - Uśmiechnęła się smutno.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Plymouth
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 3837
  Liczba postów : 585
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7742-seth-morpheus-lyons
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7748-porzuccie-wszelka-nadzieje-wy-ktorzy-tu-wchodzicie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7749-latajaca-menda
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7750-seth-lyons




Moderator






PisanieTemat: Re: Stacja kolejowa w Hogsmeade   Pon Cze 16 2014, 01:04

Chciał móc jej powiedzieć, że już wszystko zepsuła i że ma odejść. Nazwałby ją wtedy tak, jak nigdy by się nie odważył. Byłaby nic nie wartą szmatą, kurwą, która na pewno odeszła aby pieprzyć się po kątach bez jego nadzoru, bo przecież w Hogwarcie ściany mają uszy. Tutaj każdy mógł ją przyłapać i wszyscy by wiedzieli jaka z niej niewierna zdzira. Złość buzowała w nim w taki sposób, że aż dziwił się, że potrafi zdusić ją w zarodku. Czuł mrowienie pod skórą. Było zupełnie tak, jakby jego żyły wypełniała teraz rozżarzoną do czerwoności lawa, a nie krwinki czerwone, zapierdalające wesolutko i  transportujące tlen do wszystkich partii jego ciała. Tymczasem Seth miał takie wrażenie, jakby gdzieś po drodze te erytrocyty szlag jasny trafił, niczym pierdolone kaczki na polowaniu. W jednej chwili lecą, może nawet do rodziny, nakarmić pisklęta, a w drugiej spadają na ziemię niczym nieloty, zestrzelone w powietrzu przez sprawnego myśliwego. Skąd takie wrażenia? Ano stąd, że jego serce rozdzielał ból, spowodowany żałością tak wielką, że nie potrafił sobie z nią poradzić. Był silnym mężczyzną, o jeszcze silniejszym charakterze, co prawda dziwacznie rozwarstwionym, ale jednak, a teraz co? Nie potrafił pogodzić się z tym, że dziewczyna której zaufał, w jednej chwili to zniszczyła i opuściła go wysyłając list. Zły i rozżalony Lyons to mieszanka wybuchowa, więc jakże wielkie szczęście miała Mandy! Kochał ją, więc nie potrafił uderzyć jej tak, jak kiedyś by to zrobił. „Strzeliłby” ją w twarz aż miło, po czym odszedł, pozostawiając ją samą, zranioną i cierpiącą. Chciałby by się czuła winna, ale czy wtedy miałby w ogóle tę możliwość? Nie wróciłaby do niego. Uciekłaby od tyrana, którym przecież był. On się nie zmienił, a jedynie zagłuszył swoje sumienie, sprawiając, że nie myślał już o tym co ma być, lub co chciałby aby było. Żył chwilą, starając się dążyć do tego, aby było jej z nim dobrze, aby nie krzywdził jej swoim zachowaniem, a teraz gdy już się otworzył… miała z nim odwiedzić specjalistę. Czy jeszcze będą mieli ku temu okazję?
Zmrużył lekko oczy z przyjemności, gdy dziewczyna podrażniła jego kark dłonią, wsłuchując się następnie w jej słowa i ton głosu. Lubił, gdy dużo mówiła, to pomagało mu się uspokoić, a chociaż wypowiadała wiele nieprzyjemnych słów, opowiadając o swojej trudnej sytuacji, on i tak nieco się odprężył. Chociaż może jednak to miało związek z tym, że nie uciekła specjalnie? Taksował ją uważnym spojrzeniem, starając się znaleźć w jej wyrazie twarzy coś, co powiedziało mu, że go okłamuje. Siedział tak kilkadziesiąt sekund, ale nie doszukawszy się niczego, przerwał ciszę.
- Też nie wiem, próbuj. - powiedział po prostu, przyjmując na twarz wyraz całkowitej obojętności do swoich uczuć względem odzyskiwania jego zaufania. Niech robi co chce. Jeśli jej zależy to to ukaże, jeśli nie to czas najwyższy będzie, aby skończyć tą farsę. Potem uśmiechnął się nieco ironicznie.
- Zdaje się, że ktoś to ma dzisiaj urodziny. - zauważał jakże odkrywczo, macając się po kieszeni i wyciągając małe pudełeczko. - Kupiłem go już dawno temu i po prostu czekał na okazję, więc nie czuj się do niczego zobowiązana.
Otworzył je, aby pokazać jej pierścionek i zasugerować tym samym, że należy teraz do niej. Nie mógł sobie jednak odmówić odrobiny złośliwości.
- Najlepszego, uciekinierko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 441
  Liczba postów : 710
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7706-mandy-maurine-saunders#213812
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7707-no-czesc-to-ja-twoj-setny-mms#213814
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7708-sowia-mmska#213816
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7712-mandy-maurine-saunders#213857




Gracz






PisanieTemat: Re: Stacja kolejowa w Hogsmeade   Wto Cze 17 2014, 15:36

Powiedziałaby coś. Powiedziałaby coś mocniejszego na swoją obronę, bo widziała to za mało. Ale jednak wystarczyło, aby przygarnął ją do siebie ramieniem i usadził na kolanach. Mimo to czuła się jak na ostrzu noża z uczuciem, że zaraz spadnie w przepaść. Niektóre sprawy być może lepiej było przemilczeć, na razie jednak pragnęła, by to wszystko się gdzieś tam uzupełniało, a on mógł na niej polegać. Straciła jego zaufanie. Było jej przykro i słabo. Nie chciała tego. Ale czy to wystarczyło, by powstrzymać lawinę zawodu jego umysłu? Najwidoczniej nie. Klucząc pomiędzy słowami, jak między czterema stronami świata, w końcu skupiła wzrok zielonych oczu na jego twarzy, która nie wyrażała żadnych emocji. To było złe, bo nie odczytując niczego nie wiedziała co powinna dalej robić. Gdyby tylko mogła otworzyć jego umysł. Wyciągnąć to co należało i odczytać powoli ucząc się na pamięć pewnych schematów zachowań Lyons'a. Ale nie mogła, nigdy by jej tego nie wybaczył. Zatem pozostało jej jedynie muśnięcie go w czoło suchymi wargami, które zaraz zwilżyła językiem, gdy tylko to on zajął głos swoją jakże lakoniczną odpowiedzią. Spochmurniała dosyć wzdychając, bo naprawdę nie wiedziała co teraz powinna ze sobą począć. Paląc za sobą mosty rzeczywiście sprawiła, że nic nie mogła teraz zrobić. Bo niby co? Miała wrócić do matki? Do Scarlett? Wszak mało jej zostało z tego poczucia stabilizacji, w którym chowała się gdy tylko było źle. I tak wstyd było przyznać, że jej jednym oparciem był teraz Gryffon, który rzeczywiście mógłby, a może i powinien ją zostawić. Może nie tylko on ma problemy? Może ona też nie wiedząc czego chce, jednocześnie chce wszystko, a w efekcie nie ma nic. Nie ma nawet pieprzonej pewności, że gdy tylko spoważnieje na chwilę, to stanie prosto na nogach. Jednak gdy tylko wyciągnął ku niej pudełeczko, to ona zbierała się do powiedzenia kolejnych ciężkich słów i w kontraście z tym co się działo w końcu zamilkła układając usta w charakterystyczny obłoczek... W natłoku zdarzeń zapomniała jakimś świętem miały być jej osiemnaste urodziny. Wspólne urodziny, nowe mieszkanie ze Scarlett, huczna impreza i nie miała do tej pory zamiaru nikogo skrzywdzić. Wszystko rozpadło się jak domek z kart. Uśmiechnęła się cierpko na słowo "uciekinierka" i podniosła wieczko pudełeczka, a gdy tylko zobaczyła zawartość wpierw cmoknęła Lyons'a w policzek, a potem zwyczajnie objęła jego szyję ściślej dłońmi, by zmusić do pocałunku o wiele dłuższego i intymniejszego, niż tak grzecznego, by starsza kobieta dwie ławki obok nie zacmokała z dezaprobatą. MMS zachichotała przytulając się po chwili mocno do Gryffona ledwo powstrzymując łzy, gdyż oczy miała już zaszklone.
- Bardzo za Tobą tęskniłam Seth. Ale nie panuje nad tym wszystkim. Chcę naprawić, ale nie umiem. - I chyba po raz pierwszy przyznała się do słabości, do czegoś co nie powinno istnieć w zespole cech Mandy Maurine Saunders.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Plymouth
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 3837
  Liczba postów : 585
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7742-seth-morpheus-lyons
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7748-porzuccie-wszelka-nadzieje-wy-ktorzy-tu-wchodzicie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7749-latajaca-menda
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7750-seth-lyons




Moderator






PisanieTemat: Re: Stacja kolejowa w Hogsmeade   Sro Cze 18 2014, 00:33

Nie potrafił jej teraz odtrącić. Mogła od niego uciekać i wiecznie mamić go ładnymi słowami, ale nieważne ile razy by go nie zraniła, Seth wracał do jej nogi niczym wierny kundelek, aż nazbyt zdając sobie sprawę z tego, że była to po prostu ogromna słabość. Nie chciał dać się tak omotać, ale czy to zależało od niego? Już po ich pierwszym rozstaniu, Lyons wiedział, że to co wtedy zrobił było złe, ale czy potrafił nad tym panować? Nie chciał tego co się stało i w sumie do tej pory żałował, że to wszystko się tak skomplikowało, ale z drugiej strony jakoś go to uspokajało. Wychodziło bowiem na to, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Mandy wiedziała, że jest chory i go nie odrzuciła. Gdyby nadal byli razem, wtedy, po tej zdradzie, Morfeusz zapewne nigdy by jej niczego nie powiedział i ostatecznie rozstawaliby się zapewne jeszcze wiele razy. Chociaż może MMS po prostu by uciekła, zostawiając go samemu sobie? Nie potrafił zaakceptować w swoim umyśle takiej wizji. Czuł się dziwnie bezsilny, gdy tak na nią teraz patrzył. Z jednej strony chciałby być dla niej lepszym człowiekiem. Umieć się starać i wstawać każdego ranka nie dlatego, że tak trzeba, a dlatego, że chce, a potem wszystko robi myślą, że ją zobaczy. Zobaczy ją i przytuli do swojej szerokiej piersi, gładząc po włosach i wiedząc, że to właśnie jest szczęście. Czy potrafiłby powstrzymać swoją rękę? Opanować wściekłe wybuchy agresji i niezdecydowania oraz momenty, w których ma ochotę wziąć ją gdziekolwiek, chociażby w najbardziej brutalny sposób? To będzie okrutnie ciężkie i zdawał sobie z tego sprawę, ale warto było walczyć, chociażby po to, aby zobaczyć na jej twarzy uśmiech.
Mogła znikać, naruszać jego zaufanie czy go okłamywać, ale był zbyt miękki. Zbyt miękki w swojej twardości. Zbyt zakochany i pewny tego uczucia, aby odrzucać możliwość powrotu do starego stanu rzeczy. Być może właśnie dlatego nie drążył tematu, pozwalając swoim myślom na chwilę odpoczynku. Na ogarnięcie tego co się działo, na zrozumienie, że wróciła i może tym razem nie odejdzie znów tak szybko…
Jej mina tylko go rozbawiła. Zasługiwała na to określenie, wszak znikała z jego życia już dwukrotnie, a to, jakby nie patrzeć, o dwa razy za dużo. Nie męczył jej tym jednak, obserwując uważnie jej reakcję na prezent. Zaśmiał się cicho i chrapliwie, gdy cmoknęła go w policzek, a potem wylądowała w jego objęciach. Uśmiechnął się pod wpływem jej pocałunku i wpił się w jej wargi z żarliwością, z niezadowoleniem odnotowując to, kiedy ich zbliżenie zostało przerwane. Na kobietę nawet uwagi nie zwrócił! W tej chwili istniała dla niego tylko Mandy.
- Czyli rozumiem, że się podoba? - zapytał zaczepnie, ale poczuł się jednocześnie trochę dziwnie. Trochę, jakby właśnie się jej oświadczał. Och, on taki niemądry!  
- Po prostu nie uciekaj… - zamruczał do jej ucha, aby zaraz pocałować ją delikatnie w czoło. - Nigdy, nigdy więcej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 441
  Liczba postów : 710
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7706-mandy-maurine-saunders#213812
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7707-no-czesc-to-ja-twoj-setny-mms#213814
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7708-sowia-mmska#213816
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7712-mandy-maurine-saunders#213857




Gracz






PisanieTemat: Re: Stacja kolejowa w Hogsmeade   Sro Cze 18 2014, 22:42

Mandy wiedziała. Wiedziała, że on nie jest prosty, że nie ma w sobie schematu, w którym mogłaby kluczyć i modyfikować wedle potrzeby wszystko. On był ustalonym zespołem, którego muzyki Mandy nie rozumiała, ale chciała jej słuchać. Bo im dłużej w niej tkwiła, tym bardziej rozumiała, że grają dla niej. Pewnie z tego powodu siedziała mu teraz na kolanach oddając się pocałunkom, które wydawały się jej najwłaściwszymi przeprosinami, które mogła mu zaserwować. W każdym razie zajmując się jego ustami w końcu zapomniała o tym, ze powinna podziwiać pierścionek... Cóż, nie brała pod uwagę, że mogłyby być to zaręczyny z prostej przyczyny. Nie mógł się jej oświadczyć. Oboje nie potrafiliby żyć z obietnicą bycia ze sobą na zawsze. Choć obiecali sobie, że będą, to związek w którym funkcjonowali wydawał się być o wiele bardziej wiążący niż dwie złote bądź srebrne obrączki. Czymże to byłoby na palcu Lyons'a? Przecież coś jej już obiecał, o wiele więcej niż Scarlett, Wendy, ktokolwiek. Czy to nie wystarczyło? A może wciąż była za mało dojrzała by oto prosić? Czy kiedykolwiek zdobyłaby się na to, by samej do niego podejść i powiedzieć: "Seth, potrzebuję żebyśmy byli małżeństwem". Nie... Chyba nie. Z trudem pewnie funkcjonowałaby z nazwiskiem, które identyfikowała tylko z nim. To wszystko byłoby wiele nowe, obce dla niej... Czy "na zawsze" rzeczywiście wtedy byłoby według nich czasem nieokreślonym żadnymi ramami czasowymi? Nieważne. Wciągała jego zapach zamykając go w uścisku, tak było jej najlepiej. Idealnie wręcz.
- W porządku. Obiecuję. - Rzuciła muskając go w policzek, bo przecież to był najlepszy manewr do tego, by zapewnić kogoś o swoich uczuciach. W tym wypadku nie miała wątpliwości. Już żadnych. Jeśli wróciła, to miała powód. Jeśli wyjechała, to też miała, ale zdecydowanie mniejszy, tym bardziej że rzadko pisała ckliwe listy, a jemu przecież napisała całkowicie pokładając nadzieję w tym, że ten jeden raz przeczyta na czas, przetworzy we właściwy sposób.
- Zabierz mnie stąd. - Poprosiła czując, jak robi się zimno, jak nie może dłużej w tym wszystkim tkwić z torbą rzuconą gdzieś w kąt. A przecież nie miała nic złego na myśli, tylko po prostu chciała już iść. Pociąg przecież odjechał na kolejną stację. Zastanawiała się gdzie powinna wrócić, więc jeszcze przez dłuższą chwilę nie ruszała się z jego kolan... By wreszcie kontynuować dalej.
- Gdziekolwiek. Odstaw mnie chociażby pod wieżę Ravenclawu. Dobrze? - I tu spojrzała mu w oczy opierając czoło o jego i patrząc mu w oczy. Rzeczywiście zmartwiło ją to wszystko.

[ztx2]
zakładamy, że gdzieś poszli i zaczniesz gdzieś? Cool
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 25
Skąd : Helsinki
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 779
  Liczba postów : 191
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11401-joshua-mitsaen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11405-wyznawcy-i-oprawcy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11409-jezusowe-listy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11417-joshua-mistaen#306305




Gracz






PisanieTemat: Re: Stacja kolejowa w Hogsmeade   Wto Paź 06 2015, 01:42

No więc. Tak. – Cześć… -
rzucił cicho, jednak dość śmiało. Uśmiechał się przy tym ciepło,
nawet pomachał łapką na dzień dobry.
- Przepraszam, że pytam, ale pomyślałem, że lepiej zapytać zanim wszystko więc.. – dodał po chwili, bardzo krótkiej chwili, trwającej niemalże kilkanaście sekund. Zaraz mówił dalej.
W międzyczasie dobywał z torby swojego aparatu. – Czy mógłbym Ci zrobić zdjęcie? – zapytał.
Grzecznie, wyciągając z torby swój kochany aparat, co by wiedziała, że jego propozycja jest bardzo na miejscu, bardzo serio i bardzo aktualna.
- Najlepiej, taka jak teraz jesteś. Po prostu się nie ruszaj. –rzekł, do niej. Była w bardzo dogodnej pozycji. Cudowne zdjęcie mogło z tego wyjść i wcale nie jakoś ładnie ustawiane.

No, ale.
Po kolei, bo chyba tak będzie najlepiej.

A właśnie było po kolei.
Po kolei, albo raczej po Błędnym Rycerzu, na którego to Joshua się spóźnił. A szkoda, wielka szkoda, bo miał parę rzeczy dziś do załatwienia. Między innymi, zanieść drugi obiektyw do czyszczenia,
zdjęcia do wywołania, kawę do kupienia, z Yerbą podobnie, no i się trochę powłóczyć. W końcu jesień w pełni. Październik te sprawy, tak cudownie, żółto. Ale nie za żółto, zbyt pomarańczowo, czerwono.
Ostatnie blaski lata nie pozwalały się tak szybko przyćmić, co napawało go niemałym optymizmem.
Z drugiej strony, kto by się nie cieszył? Było dość ciepło stosunkowo, jak na Anglię, mało deszczowo.
Aż się z piersi młodej wyrwać chciało „Trwaj chwilo, jesteś piękna!”.
No i właśnie. Stanęło na tym, że się spóźnił. Pociąg o dziesiątej odjechał godzinę temu, kolejny za godzinę. Wyjazd w południe nie należał jednak do dobrych pomysłów, bo właśnie pół dnia straciłby na samą podróż. Zatem (!) pozostawał Don Kichot. Ten miał swój odjazd za niespełna czterdzieści pięć minut. Cóż, tyle był w stanie wysiedzieć.
Na stacji się pojawił. Nie było na niej nic nie zwykłego. Przynajmniej tak można było sądzić. Jego samego osobiście bardzo to miejsce intrygowało, niejako zajmowało, przede wszystkim zachwycało.
Było takie… inne. Nieprzystające do całego Hogsmaede, noszące ślady jakieś bardziej inwazyjnej urbanizacji, namiastkę metropolii, którą przy małej w dodatku magicznej wiosce był mieszany Londyn. Zdecydowanie, stolica była bardzo nierówna. Pełno było w niej zarówno ładnych miejsc, typowych dla tak dużego miasta, jak i.. małych, nieco odstających od szarej miejskiej estetyki.
Czy to czyniło to miasto wyjątkowym? W żadnym razie, bo jakby się nad tym zastanowić, to jest to cecha jakiegokolwiek większego skupiska ludzkości.
Natomiast Hogsmaede..
Odbiegało. Znacznie odbiegało, co tylko przyprawiało go o radość. Było totalnym odwróceniem wspomnianego miasta. To własnie tutaj, typowo wielkomiejskie ośrodki można było zwiedzić na ośmiu raptem palcach – a może tylko Josh miał tą przyjemność, bo nie poznał większej ich ilości (?) – obu rąk, co dodawało temu i tak przepełnionego magią miejsca, swoistego czaru.
No, ale.
Na stacji się pojawił. Spóźniony. Pociąg o dziesiątej odjechał godzinę temu, kolejny za godzinę. Wyjazd w południe nie należał do dobrch pomysłów, z powodu półdniowego transportu. Pozostawał Don Kichot. I właśnie na niego czekając, młody Mistaen dostrzegł Ją.
Ją? Tak, Ją. Przepraszam, ale nie wiem, jak inaczej mógłbym o Niej mówić, w chwili gdy nie byli sobie przedstawieni. Siedziała sobie spokojnie, oparta o ścianę, totalnie gdzieś mając wszystkie ławki służące do usadowienia się na niej. Jednak nie to było piękne.
Piękno odkrył w całej kompozycji, jaką niepodziewanie stworzyła Owa Nieznajoma, albowiem jakiś kawałek od niej miało miejsce ciekawe bardzo graffiti. To wszystko tak go zaciekawiło, że postanowił jej zrobić zdjęcie.
Więc podszedł z zamiarem zapytania. Reszta znana z początku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Cambridge, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 185
  Liczba postów : 290
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11655-destiny-sharewood
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11693-to-chyba-przeznaczenie#312638
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11673-des
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11678-destiny-sharewood




Gracz






PisanieTemat: Re: Stacja kolejowa w Hogsmeade   Wto Paź 06 2015, 21:46

Miała jechać do Londynu, nic pilnego, chciała się zobaczyć z dziatkami, ponieważ przyjechali na kilka dni. Oczywiście ze szczęściem Destiny,  pociąg uciekł jej sprzed nosa. Następny miał być za czterdzieści pięć minut, dlatego zdecydowała się poczekać. Była dzisiaj wyjątkowo spokojna i cicha.
Dopiero co zaczął się nowy rok szkolny, a Des już tęskniła za wakacjami. Nie potrzebne były szaliki i czapki, a co najważniejsze… Było ciepło! Przynajmniej cieplej niż jesienią, czy każdą inną porą roku. Dlaczego ze wszystkich kolorów na świecie to musi być właśnie pomarańczowy?! Sharewood naprawdę nie lubi tego koloru, a kiedy spaceruje po błoniach Hogwartu, ma ochotę uciekać z krzykiem.
Usiadła pod ścianą (bo po co komu ławka?), a torbę postawiła obok. Trzeba być głupim, żeby myśleć, że da się wytrzymać czterdzieści pięć minut, siedząc i patrząc się w ziemie, ewentualnie w sufit. Te kilkadziesiąt minut będzie się ciągnąć w nieskończoność.
Po rozpoczęciu roku ruch na stacji zmalał. Rzadko kiedy można tu kogokolwiek spotkać. Jej wybawcą był jakiś gość, którego jeszcze nigdy nie widziała. Cóż lepszy on niż głucha cisza.
-Hej?- uśmiechnęła się i odmachała. MATKO BOSKA DES CO SIĘ Z TOBĄ DZIEJE?- Jasne… Dlaczego by nie?- zaśmiała się krótko i powróciła do swojego poprzedniego zajęcia, to znaczy do nie robienia zupełnie niczego.  Była trochę zaskoczona pytaniem chłopaka. Przecież nie zawsze ludzie się pytają czy mogą ci zrobić zdjęcie. Jednakże nie przeszkadzało jej to, skoro tak bardzo mu się spodobała Des (w pewnym sensie oczywiście)  to wręcz przeciwnie. Może kontynuować tą spontaniczną sesję zdjęciową.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 25
Skąd : Helsinki
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 779
  Liczba postów : 191
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11401-joshua-mitsaen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11405-wyznawcy-i-oprawcy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11409-jezusowe-listy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11417-joshua-mistaen#306305




Gracz






PisanieTemat: Re: Stacja kolejowa w Hogsmeade   Wto Paź 06 2015, 23:41

Jasne? Dlaczego by nie?

Merlinie, jak cudownie było to słyszeć. Zaprawdę powiadam Wam, bardzo cudownie.
Mało łatwe do wysłowienia uczucie radości go ogarnęło w tamtym momencie. Mimo tego bardzo profesjonalnie podszedł do sprawy. I tak,
ustawił się w odpowiedniej odległości,
odpowiednio przykucnął, by było mu wygodnie,
zdjął zaślepkę z obiektywu, przystawił go do oka, by następnie
zrobić zdjęcie. Tak. Było calkiem dobre. Znaczy miał taką nadzieję.
Musiało być. Zwłaszcza, że umawiali się tylko na jedno.
Mimo wszystko, miał dziwne wrażenie, że tamto mogło się nie udać, nie wyjść najlepiej i tak dalej i tak dalej. Dlatego więc właśnie. Popatrzył na nią. I zapytał.
- Mogę jeszcze jedno? Obiecuje, że już ostatnie. – zapewnił, po czym w sumie nie czekając na odpowiedź zabrał się za kadrowanie. – Ale uśmiechnij się do mnie. Na pewno masz piękny uśmiech.

I uśmiechnęła. I zdjęcie powstało. I zapewne było całkiem ładne. Znaczy miał nadzieję. Nie no.
Z pewnością wyszło, jak powinno. Podziękował pięknie za zdjęcie, po czym spojrzał na zegarek.
Zbyt dużo czasu nie minęło. Cholera! A był pewien, że to już czas, kiedy osławiony Błędny Rycerz się zjawi. Nic z tych rzeczy jednak. Cóż, trudno, trudno. Przysiadł się więc obok dziewczyny, wyciągnął papierosa, po czym w najlepsze odpalił. – Reflektujesz? – spytał, wyciągając ku niej paczkę.
Dobre. Kawowe, dodał po chwili, jakby chciał ją dodatkowo zachęcić do złego. Nastepnie podzielił się
myślą. Że napiłby się kawy. Oj tak, ale takiej naprawdę dobrej kawy.
- Ej, jak sądzisz.. Jesteś ciekawym człowiekiem? – zapytał nagle, w przerwie między buchem, a buchem, próbując jakoś przełamać ciszę, która zapadła.
Tylko bez raczej, albo nie wiem. Albo może. Tak, albo nie? Jesteś ciekawym człowiekiem? -
doprecyzował pytanie, albo raczej możliwe warianty odpowiedzi, następnie z ciekawością w oczach patrzył na dziewczę, oczekując jakiejkolwiek odpowiedzi na zadane przez siebie pytanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Cambridge, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 185
  Liczba postów : 290
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11655-destiny-sharewood
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11693-to-chyba-przeznaczenie#312638
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11673-des
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11678-destiny-sharewood




Gracz






PisanieTemat: Re: Stacja kolejowa w Hogsmeade   Sro Paź 07 2015, 20:56

Uśmiechnęła się widząc radość na twarzy chłopaka. Może i Des była nieznośną suką, ale jak widać od czasu do czasu lubiła uszczęśliwiać innych. Starała się zachować spokój i nie robić nic. Kiedy nieznajomy poprosił o uśmiech natychmiast to wykonała. To zdjęcie nie może być takie złe, skoro Sharewood jest na nim. Nie uważała, że wygląda perfekcyjnie, ale wiedziała, że jest jedną z ładniejszych dziewczyn. Zaśmiała się sama do siebie i sprawdziła godzinę. Dużo nie minęło od poprzedniej kontroli czasu, na co westchnęła.
- Nie…- Skrzywiła się.- Dzięki.- Odsunęła się trochę. Papierosy to jedna z wielu znienawidzonych rzeczy przez Destiny. Nie obchodziło ją, że niszczą płuca, skóra i co tam jeszcze. Ją odrażał smród. Ten nieznośny, obrzydliwy smród. To już alkohol lepiej pachnie!
- Poszłabym do jakiejś kawiarni- przez chłopaka miała jeszcze większą ochotę na kawę. Od kilku dni nie miała okazji się napić, dlatego chciała skorzystać z pierwszej, lepszej okazji. Lekko się zdziwiła na pytanie chłopaka.- Pewnie!- odpowiedziała od razu.- Umarłabym z nudów, gdyby moje całe życie miało by wyglądać, jak te kilkanaście minut. Serio… Nie wytrzymałabym… Współczuję każdemu, co całymi dniami siedzi przy książkach, albo wykonuje inną bezsensowną czynność, która nijak mu się przyda, a na stare lata będzie wspominał, jak to się uczył o roślinkach na Zielarstwo, albo o jakimś innym gównie. Tacy ludzie są po prostu… Nudni- odpowiedziała. Idiotko, on chciał zwykłej odpowiedzi, tak lub nie. Skarciła się w myślach.- A ty?
Sharewood lubiła się wypowiadać o różnych tematach, a jeszcze bardziej o nich rozmyślać. Najlepiej nocą… Na błoniach pod gwiazdami…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 25
Skąd : Helsinki
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 779
  Liczba postów : 191
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11401-joshua-mitsaen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11405-wyznawcy-i-oprawcy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11409-jezusowe-listy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11417-joshua-mistaen#306305




Gracz






PisanieTemat: Re: Stacja kolejowa w Hogsmeade   Sob Paź 10 2015, 19:39

Zatem Pani Ładna nie była z tych palących. Cóż, okej. Nie wzięła, nie reflektowała. Nie paliła.
Albo rzucała? Kto wie, cóż pewnie ona.
W każdym razie, gdy zobaczył, jak się już od niego odsunęła, on sam poczynił to samo. Szybko się jednak zreflektował i wstał, by ewentualny dym unosił się do góry, czy też rozwiewał, ale nie leciał w żadnym wypadku w twarz, czy ubranie dziewczęcia. Ej właśnie, nie wiedział jak ma na imię. Ale wiedział za to, że Błędny coraz bliżej. Bardzo, ale to bardzo dobrze. W sensie, towarzystwo było zaiste cudowne, niemniej. Miał do załatwienia kilka spraw, dość ważnych spraw. A niektórych nie dało się załatwić o zbyt późnych porach, inna sprawa. No, chciałby się wyspać chłopak, zwłaszcza, ze ostatnimi czasy pracował zdecydowanie za dużo. Dobrze, że ogłoszenie poszło. No, a kawy to też by się napił. Ale takiej dobrej. Na prawdę dobrej. Szkoda, że tutaj nikt takiej nie potrafił zaserwować. Tato, gdzie jesteś, kiedy jesteś potrzebny? Napiliby się z koleżanką dobrej kawy, parzonej przez Ciebie, a tak..? Cóż mieli zrobić. Siedzieć o suchych ustach, że tak się nieładnie wyrażę.
A jej wywodu dotyczącego ciekawości słuchał z uwagą. No tak, sam w sumie nigdy nie miał pojęcia, jak ludzie mogą prowadzić taki tryb życia. Sam Jezus oczywiście by nie wytrzymał i jak widać, nie był jedyny. Cóż, cóż. Podobno wszystko to kwestia temperamentu. Widać oni mieli bardzo duży lub zwyczajnie potrzebowali odrobiny, może nieco więcej, ekspresji w swoim życiu. – Ja? Ciekawy…? Skąd. Ja tylko robię kawę, coś tam poczytam, no i czasem poimprezuje. Ale generalnie, nie jestem zbyt ciekawą osobą. Stawiam się raczej w przeciętności. Mocnej przeciętności. – rzekł spokojnie, uśmiechając się doń blado. – A Ty... Jesteś ciekawa… Bo prowadzisz ciekawy tryb życia? Jedno chyba nie ma nic wspólnego z drugim, jak sądzę… - powiedział, wyraźnie pogrążając się w rozmyślaniach. Nie wiedział za bardzo, jak ma się ustosunkować do tych informacji. Po kilku minutach bezruchu i głębokiego procesu myślenia, nagle wyprowadził się z niego, drgając lekko. – Nieważne, nieważne… - machnął lekceważąco ręką, by następnie wyciągnąć gałąź w jej kierunku i przedstawiając swoje imię, Joshua.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Cambridge, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 185
  Liczba postów : 290
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11655-destiny-sharewood
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11693-to-chyba-przeznaczenie#312638
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11673-des
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11678-destiny-sharewood




Gracz






PisanieTemat: Re: Stacja kolejowa w Hogsmeade   Sob Paź 10 2015, 22:57

Patrzyła jak chłopak wstaje z miejsca, a ona poszła w jego ślady. Nie lubiła, a wręcz nienawidziła, kiedy ktoś nad nią stał. Czuła się wtedy niekomfortowo i nieprzyjemnie.
Po krótkim czasie pobytu na peronie zaczynała żałować, że nie wzięła niczego do picia. Kto jest taki głupi, że nie bierze żadnego napoju na podróż pociągiem? Zdaje się, że ona. Nie mogła znieść poczucia, że jej gardło wysycha.
- Skoro o kawie mowa... Nie masz może czegoś do picia? Czuję się, jakbym miała tu zaraz uschnąć na śmierć.- uśmiechnęła się, a w głębi duszy modliła, aby chłopak jej pomógł. Nie lubiła prosić o przysługi, bo nigdy nie wiadomo co ktoś będzie chciał w zamian. Jednakże to była sytuacja awaryjna, gdzie koniecznością było zwrócenie się o pomoc.
- Cóż, jestem zdania, że jedno wiąże się z drugim.Sam w sobie człowiek nie szczególnie może być ciekawy. Przejawia to swoimi czynami. Tak więc, jeśli masz ciekawe życie to powinieneś się cieszyć, że nie gnijesz nad książkami.- podsumowała. Zapadła grobowa cisza, a Des się zastanawiała, czy to co powiedziała ma jakikolwiek sens. Zdaje się, że nie, ale kogo to obchodzi?
Wypowiedziała swoje imię i uścisnęła dłoń, ale szybko go puściła, ponieważ wiedziała, jak lodowate są. Miała ten problem od kilku lat. Nie ważne co się działo, Des zawsze miała zimne ręce i nie chce, aby ktoś to czuł, a tym bardziej zwrócił na to uwagę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 409
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 497
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: Stacja kolejowa w Hogsmeade   Nie Gru 03 2017, 19:33

Chłód był nieznośny.
Jego dłoń jednak - niewzruszenie podtrzymywała palącego się papierosa - jedyną wówczas rozrywkę podczas oczekiwania na przyjazd. Zaciągał się gryzącymi oparami tytoniu, powoli wydmuchując spomiędzy ust mgiełkę. Zawsze pojawiał się szybciej.
Nawet, jeżeli sprawa bezpośrednio nie zahaczała o jego postać.
Jasna cholera, pomyślał jeszcze z początku - słysząc nieszczęsne wieści. Dzisiaj został zmuszonym zastąpić pana Fairwyna (niezmiernie nie-lubianego jeszcze od czasów Trausnitz); który - dałby sobie uciąć dwie ręce! - wykręcił się niczym wąż, a jemu, Danielowi Bergmannowi, najzwyczajniej nie wypadało odmówić. Zakładał dwie opcje - albo zastanie osobę pokroju samego nauczyciela starożytnych run, odporną na jadowitość, albo na kogoś, kto jeszcze nie wie z jaką specyficznością przyjdzie się jemu zmierzyć. Daniel Bergmann był bardzo tolerancyjny, choć Edgar Fairwyn najwyraźniej nie lubił pozostawać przy błogiej płaszczyźnie neutralnej; preferował wszystkich traktować tak samo.
Został postawiony przed nowym, niezapowiedzianym zdarzeniem; jedynym, czego absolutnie był pewnym - było pojawienie się w Hogsmeade o określonej godzinie, kiedy to na peronie mieściny powinien zawitać pociąg; a także kogo powinien szukać. Donośny stukot przejeżdżającej po torach maszyny po jakimś czasie dotarł do jego uszu. Końcówka papierosa wydała ostatni żywot swej smugi, gdy mrużąc oczy, podszedł już bliżej oraz rozglądał się, usiłując nawiązać wzrokowy kontakt.
- Panna Zakrzewski? - dopytał zmierzającą w jego stronę kobietę; poinstruowany oraz kierujący się intuicją, która wskazywała na zbytnią, kierującą nieznajomą personą niepewność. Nazwisko nie było w żadnym stopniu obce - wiedział jednak, że miała pierwszy raz się pojawić w tych murach. Odruchowo strzepnął pył z niedopałka, a za nim - wrzucił całość już do śmietnika. Twarz rozjaśnił mu lekki, serdeczny uśmiech. Niezobowiązujący.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 23
Skąd : Nowy Jork, USA obecnie Londyn, UK
Czystość Krwi : 10%
Galeony : -15
  Liczba postów : 49
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15498-rosaline-cordelia-zakrzewski?nid=2#416487
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15504-elo-elo-3-2-0#416527
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15505-borowka#416528http://czarodzieje.my-rpg.com/t15505-borowka#416528
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15499-rosaline-cordelia-zakrzewski




Gracz






PisanieTemat: Re: Stacja kolejowa w Hogsmeade   Nie Gru 03 2017, 20:13

Kiedy tylko zjawiła się w Londynie już żałowała, że zdecydowała się na tą pracę. Owszem, to swego rodzaju spełnienie jej marzeń i owszem, cholernie chciała uczyć się od autorytetu, ale z drugiej strony nie była gotowa na Anglię i zdała sobie z tego sprawę w chwili kiedy teleportowała się w ciemnym zaułku mugolskiej części Londynu, tuż obok mieszkania należącego do "złotego" rodzeństwa. Chłód uderzył ją prosto w nieco opaloną twarz, a wilgoć zalała stopy, bo a jakże by inaczej, teleportowała się w sam środek kałuży. Wbiegła szybko ze swoją torbą do domu, przebrała się i kwadrans później łapała już taksówkę na King's Cross. Tam zgodnie ze wskazówkami które dostała od dyrekcji szkoły udała się na peron 9 i 3/4, kupiła bilet i ruszyła w stronę Hogwartu. Według otrzymanych przez nią informacji ktoś miał na miejscu już na nią czekać, więc spokojnie rozłożyła się w przedziale i zasnęła. Obudziła się pół godziny przed wysiadką i upewniła się, że wygląda dobrze. Wyczesała swoje długie blond włosy, poprawiła makijaż i przetarła chusteczką swoje czarne kozaki. Do tego miała czarną spódnicę, białą koszulę, a na to wełniany szary płaszcz. I wyglądała z pewnością elegancko i profesjonalnie. I właśnie tak chciała wyglądać, a nie jak gówniara która uciekła od odpowiedzialności na meksykańskie plaże gdzie uczyła się surfować, pić hektolitry taniego alkoholu i spać z obcymi mężczyznami, choć niezaprzeczalnie tak wyglądał jej ostatni miesiąc. Teraz powrót do świata dorosłych, do bycia dorosłą.
Hogsmeade okazało się nieco zimniejsze od Londynu, ale była już na to mentalnie przygotowana. Zapięła płaszcz pod samą szyję i ostrożnie wyszła z pociągu podążając niepewnym krokiem przed siebie bo tak naprawdę wcale nie wiedziała dokąd ma iść. Nigdy nie była w Hogwacie. Nigdy nie była w Hogsmeade. Nie miała bladego pojęcia o tym miejscu, a od teraz miało być jej rzeczywistością.
Panna Zakrzewski? - słowa wypowiedziane przez nieznajomego mężczyznę zatrzymały ją w miejscu tuż obok niego, a jej pełne wargi wygięły się w szerokim uśmiechu pełnym ulgi. Została wybawiona.
- Tak zgadza się. Dobry wieczór! Rosaline Zakrzewski, miło mi poznać, panie...? - i w tym momencie zdała sobie sprawę, że nie wie z kim ma do czynienia. Jedno wiedziała na pewno, to nie Fairwyn- tamtego widziała parę razy na zdjęciach które umieszczono na końcu jego książek i artykułów wraz z imponującą notką biograficzną. Na tyle imponującą, żeby schować dumę do kieszeni i robić za pannę przynieś-podaj-pozamiataj w zamian za odrobinę wiedzy. W każdym bądź razie wyciągnęła jeszcze dłoń na przywitanie w jakże amerykańskim stylu, równie widocznym co i słyszalnym w jej głosie.
- Przepraszam, że musiał pan po mnie wychodzić w taki ziąb, ale kompletnie nie znam tego miejsca, bo nigdy nie miałam styczności z Hogwartem. Jestem bardzo wdzięczna, że nie zostałam zostawiona sama sobie - powiedziała jeszcze miłym dla ucha głosem i znów uśmiechnęła się ciepło. Taka już była Rosaline, po prostu miła. Ktoś musiałby jej naprawdę nadepnąć na odcisk, żeby zrzuciła tą maskę uprzejmości i wszystko wskazywało na to, że już niedługo to się stanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 409
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 497
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: Stacja kolejowa w Hogsmeade   Nie Gru 03 2017, 21:44

Pierwsze z podejrzeń postanowił odrzucić - kobieta nie wydawała się w żadnym stopniu (przynajmniej w pierwszym wrażeniu) podobna usposobieniem do wkrótce-przełożonego; to nawet dobrze, ponieważ krótkie zetknięcie oraz podróż przez wioskę mogłyby już się okazać czymś nieprzyjemnym.
Uścisnął dłoń w powitalnym geście, zyskując sposobność do przyjrzenia jej się dokładniej. Uśmiech odrobinę poszerzył się w czas tego gestu; chwilę później wrócił do poprzedniego, niemniej wciąż serdecznego wyrazu.
- Bergmann - przedstawił się. - Daniel Bergmann. - Niewerbalnie zachęcił kobietę, aby powoli ruszyć. Stawiał kroki bez przesadnego pośpiechu, choć nie poruszał się niczym w trakcie wydłużanego spaceru - podczas którego zachwyt paść musiał na każdy dostrzegalny element. Zachwyt - łączący się z kontemplacją, co dodatkowo zwalniało tempo. On zaś - naturalnie oraz z pewnością obrał konkretną drogę. Rola przewodnika nie była w końcu tragedią, nad którą powinien był się użalać, bluzgając wokół niewybrednymi komplikacjami przekleństw. Zwłaszcza, że jego obecna towarzyszka była w aktualnym odczuciu sympatyczną kobietą.
Kiedy na nią spoglądał (a czynił to nienachalnie; wolał uniknąć błędnej interpretacji natarczywego wzroku) - zauważał nieprzypadkowość w posiadanym nazwisku. Wszyscy Zakrzewscy, jakich tylko kojarzył (i uczył) odznaczali się jasną barwą kosmyków. W niektórych z nich płynęła również krew wil - czy aby podobnie u niej? Patrząc przez męski pryzmat nieuchronnej słabości do wszelkich kobiet (a urody pani asystentce oraz dobrze dobranych ubrań, nie dało się oczywiście odmówić), nie zajmował się dłużej tą kwestią. Najlepiej było skoncentrować się na tym, co aktualne. Co dzieje się teraz. Co jest najbardziej istotne.
- Tak słyszałem. Profesor Fairwyn niestety nie mógł się zjawić - przekazał tę smutną wieść (w zasadzie nurtowało go, czy wiedziała oraz czy była przygotowana). - Nic kłopotliwego. Rok temu przeżywałem to samo - zapewnił ją, zresztą wyznając prawdę. Nie lubił niepotrzebnego napięcia oraz niekomfortowych zgrzytów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 23
Skąd : Nowy Jork, USA obecnie Londyn, UK
Czystość Krwi : 10%
Galeony : -15
  Liczba postów : 49
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15498-rosaline-cordelia-zakrzewski?nid=2#416487
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15504-elo-elo-3-2-0#416527
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15505-borowka#416528http://czarodzieje.my-rpg.com/t15505-borowka#416528
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15499-rosaline-cordelia-zakrzewski




Gracz






PisanieTemat: Re: Stacja kolejowa w Hogsmeade   Nie Gru 03 2017, 22:52

Daniel Bergmann.
Uśmiechnęła się szeroko po czym włożyła dłonie do kieszeni płaszcza, ażeby wyciągnąć z niej skórzane rękawiczki. Jeszcze nie zdążyła ich naciągnąć, a już gestem dał jej do zrozumienia w którą stronę zmierzają. Oczywiście bez żadnego słowa skargi ruszyła za nim wciąż zakładając rękawiczki. Mężczyzna wydawał się być sympatyczny i nie wyglądał też na kolekcjonera ludzkich zwłok, więc poczuła się nieco pewniej, bo już nie musiała się martwić drogą do zamku. Gorzej by było trafić na jakiegoś niemowę, dręczyciela lub co najgorsze- gbura. Ten na gbura absolutnie nie wyglądał.
Normalnym tempem, bez zbędnego przeciągania, ale także nie biegiem ruszyli przez magiczną wioskę, a Rosaline zdawała się wszystko chłonąć spojrzeniem swoich ciemnoniebieskich tęczówek, jednocześnie w głowie starając się ułożyć mapę w której mogłaby ulokować każde miejsce tak, że kiedy zdecyduje się zwiać ze szkoły to jej ucieczka pociągiem będzie jak najbardziej realna. Chociaż tak naprawdę w przyszłości zdecyduje się już na starą dobrą teleportację, która pomimo ogólnych problemów z magią zdawała się mieć bardzo dobrze.
- Och, więc pan też nie jest rodowitym Hogwartczykiem? - pytanie czysto retoryczne, ale mimo to wymknęło jej się z ust zanim to przemyślała. Zaraz jednak uśmiechnęła się i postanowiła ciągnąć temat:
- Jest pan nauczycielem, panie Bergmann? - bo skoro mężczyzna wykazywał chęć rozmowy to ona nie widziała nic przeciwko w tym, żeby tą rozmowę ciągnąć. Zauważyła też jego spojrzenie i przez chwilę zastanawiała się czy on się zastanawia czy ona nie ma wilowatych krewnych tak jak jej rodzeństwo. Ciekawe czy też zna Zakrzewskich, co o nich myśli, czy dostrzegł między nią a nimi jakieś rodzinne podobieństwo. Sama oprócz prostych nosów i złotych włosów nie widziała niczego innego. Chociaż francuskie wersje Tadzia Zakrzewski (znaczy się- szanownego pana ojca) nie były jasnowłose to i tak miały proste nosy i białe zęby. W sumie nie najgorsze geny przekazywał- znaczy się, że dobry z niego reproduktor. Może to i dobrze, że tak chętnie te geny rozdawał po świecie.
- Zna pan moją rodzinę? - zapytała w końcu wprost unosząc jedną brew nieco wyżej spoglądając na niego z wyraźną ciekawością. Lennox napisał jej, żeby nie wspominała o tym przy swoim mentorze, ale pan Daniel B. z pewnością jej mentorem nie był i z pewnością nie przypięłaby mu łatki specyficznego po pięciu minutach znajomości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 409
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 497
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: Stacja kolejowa w Hogsmeade   Pon Gru 04 2017, 07:21

Nie był przesadnie gadatliwym człowiekiem - zyskiwał w niedługim czasie opinię raczej tajemniczego i konkretnego, który to nie zwykł snuć opowieści bez sensu. Równie z tym - jak na człowieka sprzeczności przystało - poruszał się doskonale w międzyludzkich kontaktach, wiedząc, których używać słów oraz znając praktyczne pojęcie taktu oraz nietaktu. Nawiązywać znajomości zaś lubił - tworzenie ich było zdecydowanie lepsze od poruszania się w mdłym, nieprzyjemnym milczeniu. Zwłaszcza, że na swój sposób przyjdzie im obok siebie pracować. Pewnie nie raz zdołają minąć się wśród korytarzu zamku; Hogwart, mimo swych gabarytów, w rzeczywistości potrafił połączyć ludzi - jak widać - nawet ludzi niepowiązanych wpierw, niewychowanych w tych murach oraz barwach mundurków.
- Uczę transmutacji - odpowiedział bez większych zastanowień kobiecie. Fakt, mogliby przysłać woźnego bądź gajowego - wiedział jednak, że polityka nakazywała świeżych pracowników (a raczej stażystów) nie darzyć demotywacją; o to zatroszczy się inny człowiek.
Jakby czytała mu w myślach.
Z drugiej strony - to wszystko było logiczne. Zmierzała tam, gdzie przebywała spora część jej rodziny? Hogwart był specyficznym miejscem - chociaż on nie żałował w gruncie rzeczy przenosin, nawet jeśli były one poniekąd na własne życzenie, związane z pokątnym łamaniem regulaminów (o czym nikt postronny w rzeczywistości nie wiedział). Grunt to sprawianie pozorów. Sprawianie pozorów szło mu nadzwyczaj dobrze. Czy jednak kłamał cały czas? Błąd; choćby jego sympatia do nowo przybyłej nie była czymś udawanym i narzucanym przez społeczną uprzejmość.
- Oczywiście, że znam - potwierdził tę niepodważalną prawdę. - Niektórych nawet spotkałem w Trausnitz - dodał. Już jego nazwisko mogło wskazywać na pochodzenie - i rzeczywiście, od strony ojca płynęła w nim krew niemieckiego narodu. Lysandra i Biancę wówczas na pewno uczył - nie potrafił wyodrębnić większej ilości spośród magazynów pamięci. To wszystko?
- Obawiam się jednak, że jest to nasze zupełnie pierwsze spotkanie - oznajmił paradoksalnie serdecznie - dziwnym by było, gdyby obawiał się w rzeczywistości. Fakt faktem panna Zakrzewski z pewnością do tych dwóch szkół nie zdołała uczęszczać. Nie minęli się, w choćby krótkim spojrzeniu (w końcu nie musiał ją uczyć) - tego był pewnym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 23
Skąd : Nowy Jork, USA obecnie Londyn, UK
Czystość Krwi : 10%
Galeony : -15
  Liczba postów : 49
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15498-rosaline-cordelia-zakrzewski?nid=2#416487
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15504-elo-elo-3-2-0#416527
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15505-borowka#416528http://czarodzieje.my-rpg.com/t15505-borowka#416528
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15499-rosaline-cordelia-zakrzewski




Gracz






PisanieTemat: Re: Stacja kolejowa w Hogsmeade   Pon Gru 04 2017, 14:59

Transmutacja... No Rose, co wiesz na temat transmutacji? No, Rose wiedziała niewiele. Wiedziała, że do tego potrzebna jest różdżka, że jest to cholernie trudne, a jak ktoś naprawdę się zajara tą sztuką i będzie cholernie zdeterminowany to może...
- Opanował pan animagię? - wypaliła znów zanim jej mózg to przetworzył. Bo kiedy tylko wypowiedziała te słowa zdała sobie sprawę, że to cholernie nietaktowne. Tak jakby brak tej umiejętności świadczył o tym, że jest jednak słabym belfrem od transmutacji. A może umie, tylko nielegalnie? A może umie, ale nie chce mówić o tym nowo poznanym.
- Przepraszam, nie musi pan odpowiadać! To zbyt osobiste, wiem, wiem - szybko z siebie wyrzuciła kiedy już ogarnęła swój nietakt. Na jej opalonej buźce wykwitły dwa rumieńce i pojawił się też ewidentny wyraz zawstydzenia. Tego się właśnie obawiała. Tego, że jej amerykańska bezpośredniość wyssana z mlekiem matki może okazać się problematyczna w chłodnej Anglii. Obiecała się pod tym względem mocno kontrolować. Jak zwykle wyszło... jak zwykle.
- Biancę i Lysa. Złote rodzeństwo. Są faworytami ojca. - uśmiechnęła się czule na wspomnienie o rodzinie. Bo wbrew wszelakim pozorom niezmiernie swoją rodzinę kochała. Przynajmniej rodzeństwo. W jej odczuciu nie powinna mieć do nich żadnych pretensji, bo to nie oni ją odsunęli tylko ojciec. Dlatego do ojca miała całe morze, ba, cały ocean pretensji, zaś do rodzeństwa choćby kropli żalu. Nawet cieszyła się, że jest ich aż tyle. To gwarantowało wesołe święta, dużo urodzinowych prezentów i pewność, że nawet jeśli nie założy własnej rodziny to i tak nie będzie pochowana samotnie i tak ktoś też będzie o niej pamiętał po śmierci. A to bardzo pokrzepiające dla osoby która martwi się życiem pośmiertnym, a Rose zdecydowanie była taką osobą.
- Wątpię, żebyśmy się spotkali wcześniej. Chodziłam do Salem, studia w Meksyku, sama jestem z Nowego Jorku. Trochę czasu spędziłam w Londynie i włócząc się po świecie, ale raczej wcześniej się nie spotkaliśmy panie Bergmann. Z pewnością bym zapamiętała. Mam pamięć do twarzy, run i imion - powiedziała pogodnie i zaraz korzystając z tego, że ma do czynienia z osobą mówiącą, a nie uporczywie milczącą zapytała:
- Zakrzewscy mają jakąś opinię w Howgarcie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 409
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 497
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: Stacja kolejowa w Hogsmeade   Wto Gru 05 2017, 09:25

Miał ochotę uśmiechnąć się nieco szerzej - acz wewnątrz wytworzyła się nieuchronnie obawa o niewłaściwości oraz możliwym do (złego) odczytania charakterze prześmiewczym. Ciekawe. Doprawdy ciekawe. Panna Zakrzewski zdawała się być towarzyską oraz sympatyczną kobietą - w związku z tym przeciwieństwem swego przełożonego. Nie; z pewnością nie miała pojęcia, pod czyją pieczą będzie mieć wkrótce okazję się znaleźć.
A on, Daniel Bergmann, będzie obserwować to wszystko z odpowiedniego dystansu.
- Nie w moim przypadku - przyznał na jej urocze? zakłopotanie, chcąc ją tym razem zapewnić o niepopełnieniu nietaktu. - Jestem zarejestrowanym animagiem. - Wiedzieli o tym nieomal wszyscy uczniowie, niektórzy zaś znali formę zwierzęcia - ukrywanie tego oczywistego faktu nie przetrwałoby długo i byłoby co najmniej bezpodstawne oraz dziwaczne. Daniel Bergmann nie wyobrażał sobie własnej kariery w dziedzinie pozbawionej opanowania tej jakże ważnej (i na swój sposób prestiżowej) umiejętności. Chociaż to - wcale nie było końcem. Istniały o wiele bardziej złożone i niedostępne gałęzie.
- Wobec tego mamy już dwie rzeczy wspólne - oznajmił. Niestety z runami tak doskonale nie było - na swój sposób w szkole lubił uczęszczać na przedmiot podobnie jak na historię magii; niemniej nie robił nic z tego ponadto (nawet, jeżeli szkoła dokładnie w tym obierała specjalizację).
- Nie zajmuję się opiniami - odpowiedział jej szczerze (wolał uniknąć późniejszych nieporozumień). Z reguły trzymał się z boku - choć swoje wiedział, w rzeczywistości było to niczym stąpanie po grząskim gruncie. I, prawdę mówiąc, niezbyt wzbudzało jego zainteresowanie. - Wszystko zależy, kogo obdarzyłaby pani pytaniem - zaznaczył szczerze. A to, czy zapytać o Selmę Fairwyn, półwilę, czy słynnego Pattona Craine’a - wywołałoby dwie, niesamowicie oddalone skrajności. Był to w istocie temat rzeka, niezwykle względny i chwiejny.
- Nie będzie pani przeszkadzać, jeśli zapalę? - dopytał, odruchowo sprawdzając, w której kieszeni zostawił paczkę. Wiedział niemniej, jak niektórzy reagują na papierosy. - Polecam w przyszłości równie uważnie się przyjrzeć Hogsmeade - postanowił zachęcić; w końcu szli główną, pełną sklepów oraz lokali ulicą, mieniącą się od barw szyldów przybitych przy niskich budynkach - nierzadko o stromych dachach. - A w Hogwarcie uważać na schody.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Stacja kolejowa w Hogsmeade   

Powrót do góry Go down
 

Stacja kolejowa w Hogsmeade

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 8 z 9Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

 Similar topics

-
» Stacja kolejowa w Hogsmeade
» Opuszczona stacja kolejowa
» Stacja kolejowa Hogsmeade
» Stacja kolejowa
» Stacja kolejowa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Okolice Hogsmeade
-