IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Niesamowicie dobrze ukryty bunkier

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Bentham
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 490
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 486
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5248-cedric-casper-bennett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5249-nazwa-przykuwajaca-uwage
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5250-sowka-cedrika




Gracz






PisanieTemat: Niesamowicie dobrze ukryty bunkier   Sro Sie 14 2013, 19:43

First topic message reminder :


Niesamowicie dobrze ukryty bunkier

Bunkier znajduje się gdzieś na obrzeżach Hogsmeade, jest ukryty bardzo, ale to bardzo dobrze! Niewielu zna jego położenie, wśród porastających go krzewów i drzew jest trudny do zauważenia. Jeśli uważnie słuchałeś na historii magii, będziesz wiedział, że bunkier prawdopodobnie pochodzi z czasów wojny z goblinami - w takiej i w podobnych kryjówkach, czarodzieje często znajdywali schronienie.

UWAGA: Aby wejść obowiązkowo należy rzucić kostką w pierwszym poście.
4, 6 – udaje Ci się wejść
1, 2, 3, 5 – niestety nie udaje Ci się wejść.
Jeśli już raz odkryjesz lokację możesz odwiedzać ją bez ponownego rzucania kością. Zezwala się zdradzić lokalizację tematu dwóm osobom towarzyszącym.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Cambridge, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 399
  Liczba postów : 443
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6942-faye-grey
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8001-ale-ze-jak-to-nie-chcesz#223967
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8018-napisz-do-mnie-chociaz-ty-3#224585
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8002-faye-grey#224012




Gracz






PisanieTemat: Re: Niesamowicie dobrze ukryty bunkier   Czw Lis 28 2013, 12:19

-Oj nie przesadzaj, aż tak źle chyba by nie było. -powiedziała uśmiechając się delikatnie. Spojrzała na Niego unosząc do góry jedna brew.
-Ok, zgoda. -dodała i uśmiechnęła się ponownie. Wstała powoli z materaca. Złożyła koc i schowała go do szafki w której w nocy go znalazła. Wzięła z podłogi swoją różdżkę.
-A więc do dzieła, ja nie mogę teleportować więc przenoś nas. -powiedziała patrząc na niego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Wiek : 25
Skąd : Obecnie Londyn...dawniej Tokyo Japonia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 903
Dodatkowo : teleportacja, wężoustość
  Liczba postów : 881
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4177-kamenashi-seo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6949-kamenashi-seo




Gracz






PisanieTemat: Re: Niesamowicie dobrze ukryty bunkier   Czw Lis 28 2013, 12:39

Kame uśmiechnął się lekko i objął dziewczynę delikatnie w pasie. Dawno już nie był w domu. Niby mógł by mieszkać u siebie w domu, ale wolał w szkole. Przynajmniej miał niezagwarantowane wyżywienie i nie musiał się martwić o to co zjeść. Przymknął delikatnie o czy i skupił się na miejscu docelowym. A po chwili obydwoje zniknęli z głośnym trzaskiem.
z/tx2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Skąd : Bristol/UK
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 323
  Liczba postów : 149
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9168-forian-dominic-grey
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9169-to-moja-specjalnosc-rycie-psychy-na-wlasna-odpowiedzialnosc#256793
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9170-listy-do-f#256795
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9582-florian-dominic-grey#268036




Gracz






PisanieTemat: Re: Niesamowicie dobrze ukryty bunkier   Wto Wrz 09 2014, 00:40

Nie był dobry w te klocki. Jeżeli ktoś liczył na romantyzm z jego strony to się przeliczył pewnie z milion razy. Z kreatywnością też było niewiele lepiej. Aczkolwiek pomysł był oryginalny. Chyba nie każdy ma okazję na seksi schadzki w jakimś opuszczonym bunkrze. Przynajmniej nikt ich tu nie znajdzie, a ostatnio w modzie jest wtykanie nosa w cudze życie, więc prywatność jest w cenie. Za to powinien dostać szóstkę albo złoty medal, jak kto woli. Wadą ów konstrukcji był niezbyt przyjemny wygląd i panujący w środku chłód, ale halo, byli niesamowicie bezpieczni! Żaden nalot goblinów nie jest im groźny. Tak właściwie to jemu. Po raz kolejny Florian Grey udowodnił wszem i wobec, że mimo, iż ciężko odnaleźć mu się w czasoprzestrzeni udaje mu się od czasu do czasu przyjść na czas. Dużą zasługę ma w tym jego sowa, która została wysłana dopiero tuż przed jego wyjściem, a dziewuszka z którą tu miał się widzieć przecież powinna mieć czas na ogarnięcie się, założenie seksownej bielizny, przypudrowanie noska i sprawienie żeby jej nóżki jak u sarenki nie były tak bardzo włochate jak u tego uroczego zwierzątka.
Trochę go nawet rozpierała duma. Już drugi raz nikt na niego nie czeka. Wszystko na propsie. Mógł więc spokojnie rozejrzeć się po tej super miejscówie, a i odłożyć butlę ognistej, którą ze sobą przyniósł. Wiedział, że to trochę afrodyzjak. Chociaż może to kwestia tego, że procenty sprawiały że ludzie się łatwiej otwierali? I z zewnątrz i wewnątrz. Jak leci. Tak czy inaczej to powinien być chyba miły gest z jego strony. Tego był wręcz pewien, serio. Usiadł więc sobie gdzieśtam na jakimś siedzisku, czekając aż gwiazda wieczoru w końcu zabłyśnie w wejściu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Coventry
Galeony : 118
  Liczba postów : 643
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4780-alexis-sky
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9009-look-upon-the-sky#252327
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4801-alexis
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7859-alexis-sky#219883




Gracz






PisanieTemat: Re: Niesamowicie dobrze ukryty bunkier   Wto Wrz 09 2014, 00:59

Alexis nudziła się. I to niebagatelnie wręcz. Nie był więc dziwnym pomysł napisania do kogoś w celu załatwienia sobie rozrywki. Padło na Grey'a. Miał swoje wzloty i upadki w wielu kwestiach, ale przynajmniej w jednej byli zgodni, potrafił się nie odpowiednio zająć.
Ostatnią sowę czytała z lekkim zaskoczeniem, jednocześnie jednak na jej twarz wpełzł lekki leniwy uśmiech, który idealnie łączył się z uniesioną brwią. Opuszczony bunkier? Widocznie Florian był dziś w szczycie swoim kreatywnych możliwości. Mimo iż Anglia nie rozpieszczała swoich mieszkańców w kwestii pogody zdarzały jej się dni, które Lexi nazywała dobrym humorem. W takie właśnie dni panowała pogoda ładna, wręcz przyjemna.
Przygotowanie się do wyjścia nie zajęło Alexis za dużo czasu. Dziękowała jakiejś starej mądre wiedźmie, która wymyśliła zaklęcie depilujące, które pozbawiało niechcianych włosów bezboleśnie i na długi okres czasu. To zdecydowanie zaoszczędzało jej cenne życiowe minuty, które mogła spożytkować na coś innego, przyjemniejszego.
Jeśli zaś chodzi o dotarcie do bunkru. Zaraz po otrzymaniu listu Lexi zeskoczyła z łóżka i ruszyła do szafy uznając, że w tak przyjemny i ciepły wieczór jak dziś pokusi się o sukienkę. Przyodziała więc uroczą błękitną sukienkę rozpuszczając włosy i pociągając jedynie rzęsy tuszem. Prezentowała się niczym śmiertelna kopia jakiegoś anioła, ostatecznie cnotki. Jak wiadomo wszystkim jednym ani drugim nie była. Dojście do bunkru znała. Obracanie się głównie w towarzystwie mężczyzn powodowało, że znało się więcej miejsc, niż normalnie poznaje się przy pomocy dziewcząt. Zresztą sama Alexis lubiła poszwendać się czasem na jakiś czas zostawiając cały świat za sobą.
I tak, jakiś czas później Sky dotarła do bunkra. Pewnie weszła do niego i już po chwili znalazła Floriana. W jednej dłoni trzymała fajki, w drugiej butelkę ognistej. Uśmiechnęła się lekko, widząc że i jej dzisiejszy towarzysz w swoim ekwipunku zawarł ten trunek.
-No no Grey, Ty to wiesz gdzie zabrać dziewczynę. - rzuciła na początek, jak to ona, nie mogła powstrzymać się przed komentarzem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Skąd : Bristol/UK
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 323
  Liczba postów : 149
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9168-forian-dominic-grey
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9169-to-moja-specjalnosc-rycie-psychy-na-wlasna-odpowiedzialnosc#256793
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9170-listy-do-f#256795
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9582-florian-dominic-grey#268036




Gracz






PisanieTemat: Re: Niesamowicie dobrze ukryty bunkier   Wto Wrz 09 2014, 02:11

Ostatnio zalatany chłopak był i prawie, że zapomniał jak Alexis wygląda. Na szczęście była tu, przyszła, w idealnym momencie żeby go odkuć z jakiegoś otumaniającego zamyślenia, w które wpadł wyczekując jej przyjścia. Normalnie już dawno otworzył by flaszkę, a może nawet i ją kończył, ale dzisiaj naprawdę był bardzo zadowolony z siebie i z tego, że wszystko idzie tak dobrze, bo wiecie zero spóźnień, zero pretensji.... W jego życiu to było coś!
Sukienka dodawała jej dziewczęcego uroku, który skutecznie był skrywany na co dzień pod powłoką zdecydowanych zachowań z jej strony. W każdym razie do twarzy jej było w tym kolorze, a jeszcze lepiej byłoby bez tej sukienki i jestem wręcz pewna, że Florian zadbał by o to żeby nie zmarzła. Uwielbiał z nią spędzać czas. Dawała radę jako ziomek, a kiedy nadchodził ten czas stawała się momentalnie kobieca. Idealne połączenie ku temu żeby ciągnąć tą znajomość bez przeszkód.
- Polecam się na przyszłość - wyszczerzył się w odpowiedzi i poklepał miejsce obok siebie. Było go dużo serio. Cały bunkier, bo krzeseł tu chyba zabrakło.
- Patrz, gusta i asortyment mamy taki sam cudnie, tylko mam nadzieję, że Twoja paczka jest pełna, bo moja się kończy, a tak bardzo nie chciałem się spóźnić, że nie zdążyłem już kupić nowej. Jak Ci się podoba romantyczna aranżacja? Super jest nie? Pasuje eee... Do Twojej sukienki - zakończył nieco niezgrabnie, gapiąc się jej perfidnie w dekolt. W jego głowie pojawiło się już mnóstwo sposobów na pozbawienie jej odzienia, ale najpierw musiał wyłonić zwycięzcę. Tak naprawdę to gdzieś między myślami o cyckach i o alkoholu zabrakło miejsca na potrzeby pierwszej wagi takie jak kończące się pety. What a shame.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Coventry
Galeony : 118
  Liczba postów : 643
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4780-alexis-sky
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9009-look-upon-the-sky#252327
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4801-alexis
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7859-alexis-sky#219883




Gracz






PisanieTemat: Re: Niesamowicie dobrze ukryty bunkier   Wto Wrz 09 2014, 12:55

Sama Lexi miała swoje sprawy i zajęcia. Właściwie to w ostatnich dniach większość czasu pochłaniała jej praca. Niby było granie w pubie, lecz za barem w tym pubie stał Weatherly, a to prędzej, czy musiał musiał skończyć się źle. Lexi całym siłami powstrzymywała się od swoich wcześniejszych zachowań względem niego, by nie wylecieć z roboty, to znów kompletnie wykańczało ją. Pieprzone koło zataczało krąg.
Dlatego też uznała, że przyda jej się jakaś odskocznia, odpoczynek od tego całego gówna w którym musiała się paprać. Florian był doskonałym wyborem, jednocześnie z racji swojej zajebistej osobistości jak i wszystkich innych argumentów, które z pewnością przemawiały za nim.
Rzuciła w jego stronę fajki, dzisiaj postanowiła standardowo i klasycznie kupić Volde-morty. dopiero potem ruszył w stronę Grey'a. Rozejrzała się i skrzywiła. Założyła taką ładną sukienkę. Całości dopełniały czarne botki, które dodawały całej kreacji lekko zadziornego uroku.
Zamiast więc siadać obok niego, na tej miernej jakości podłodze Alexis przestąpiła nad nim lewą nogą i chwile później sadzała już swój tyłek na jego nogach. Po coś w końcu mężczyźni są więksi i silniejsi prawda? Tym czymś z pewnością jest dźwiganie kobiet.
-Zaczniemy? - zapytała chyba tylko w ramach cholera wie czego, bo butelkę zdążyła już w tej chwili odkręcić i napić się z niej, by chwilę później podać ją Florianowi, jednocześnie ocierając ręką usta. Rozejrzała się raz jeszcze po całym bunkrze z udawanym zaciekawieniem.
-Nie zabieraj tu kobiet Grey- poradziła Sky, jak to na dobrego kumpla przystało. - To bardziej przypomina kryjówkę Kubu Rozpruwacza niż romantyczną jaskinie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Skąd : Bristol/UK
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 323
  Liczba postów : 149
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9168-forian-dominic-grey
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9169-to-moja-specjalnosc-rycie-psychy-na-wlasna-odpowiedzialnosc#256793
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9170-listy-do-f#256795
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9582-florian-dominic-grey#268036




Gracz






PisanieTemat: Re: Niesamowicie dobrze ukryty bunkier   Wto Wrz 09 2014, 15:40

Sprawy sercowe z pozoru nie dotyczyły Floriana, ale było mnóstwo innych rzeczy, które działały zwodniczo na jego instynkty i pociąg do robienia tego czego nie powinien. Dobry przykład stanowiły kobiety, z którymi ostatnio się spotykał. Na przykład taka Eiv, na której widok wszystko twardniało, a faceci ustawiali się w kolejce. Oczywiście bezskutecznie, bo była dziewczyną jego kumpla, a tych się nie rusza przecież. Jak na ironię przypadło nawet poczuwał się wręcz żeby dawać po pysku każdemu, który chciał by ją tknąć. Oczywiście tak żeby się nie dowiedziała, Noel też, bo już to mogłoby zaszkodzić jego opinii złamanego fiutka. Następna zaraz za nią była Flora. Jego niegdyś przyjaciółka, do której w momencie kiedy zaczął żywić jakieś bliższe uczucia zmieszał ją z błotem i wymazał z pamięci. Tak też można. W każdym razie teraz dobra dupa się z niej zrobiła, więc w planach miał ją przelecieć, a najlepiej to rozdziewiczyć. Czemu to nie on miałby zgarnąć najbardziej rozchwytywane ciasteczko w menu? Kolejny niefart, bo ona z kolei spierdzieliła mu sprzed nosa. Jeszcze gorzej. Zażartował sobie parę razy na temat jej brata i ta teraz rozważa czy w ogóle będzie chciała jeszcze się z nim spotkać. głupie baby. Tak ciężko się z nimi dogadać. Tak właściwie to Alexis była jedną z nielicznych w tym momencie normalnych dziewczyn, z którymi się teraz kręcił. Dopóty dopóki nie padnie słowo wyłączność mógłby ją nosić nawet na rękach, więc niech siada sobie wygodnie na jego kolankach. Doskonale wiedział, że to wyrażenie raczej nigdy nie odwiedzi ich relacji, więc przy niej mógł się czuć swobodnie. Być zjebanym sobą, który nie umie odpowiednio dobrać miejsca do spotkania.
- Jasne, czytasz mi w myślach Sky - pokiwał głową z uznaniem i wyrwał jej butelkę z rąk. Może nie był to najdelikatniejszy gest, ale wiecie, głodne zwierzęta i te sprawy. Wziął kilka porządnych łyków i wsadził trunek z powrotem w jej drobne ręce, bo przecież niedobrze tak tylko na jedną nóżkę. Jeszcze mu z tych kolan się wychyli i spadnie i szlag trafi jej niebieściutką, czystą sukieneczkę wobec tego wszechobecnego bunkrowego brudu.
- Będę miał to następnym razem na uwadze, ale nie mam nic przeciwko rozpruciu tego i owego - wychrypiał jej do ucha w odpowiedzi. To nie było najlepsze miejsce romantycznych schadzek, aczkolwiek on i Kuba mieli jedną wspólną cechę. Obydwoje byli pojebani, a Florian z wielką chęcią rozprułby delikatny materiał na ciele Alexis, a żeby tylko w ułamek sekundy móc ją mieć tutaj nagą. Kobiety. Piękne ciała. Tyle słabości. Tyyyle słabości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Coventry
Galeony : 118
  Liczba postów : 643
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4780-alexis-sky
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9009-look-upon-the-sky#252327
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4801-alexis
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7859-alexis-sky#219883




Gracz






PisanieTemat: Re: Niesamowicie dobrze ukryty bunkier   Wto Wrz 09 2014, 16:44

Sprawy sercowe? Właściwie nie było co u nich wspominać, ale chodzi o Alexis. Lexi nie wierzyła w miłość, a co za tym idzie w wiązanie się w pary. Wierzyła natomiast w czystą, ludzką namiętność i pożądanie, które niestety niektórzy mylnie określali miłością. Dlatego też nie było jej żal tego, że nie ma "chłopaka", którego mogłaby prowadzać za rękę i przedstawiać znajomym. Nie potrzebowała kogoś takiego. Wtedy podpisywałaby się tylko pod jednym męskim osobnikiem, a przecież tylu innych chętnych chodziło po ulicach Londynu i w murach Hogwartu, że głupstwem byłoby się tak ograniczać. Poza tym, Alexis już dawno zauważyła, że każdy facet potrafił dostarczać przyjemność na swój unikalny i jedyny sposób. Zdarzało się też tak, że nie umiał tej przyjemności sprawiać w ogóle zajęty tylko sobą nawet nie zwracał uwagi na potrzeby Alexis byle tylko zanurzyć swojego małego w jej ciele. Potem pchnął trzy razy i kończył zanim ona zdążyła się w ogóle rozgrzać. Byli egoistycznymi dupkami i nie mieli tego szczęścia by móc ponownie dotknąć jej ciała.
Nie przejmowała się tym, co gadali o niej, czy co pisał o niej Obserwator. Faceci zaliczający laski niczym golfiści dołki nie byli wytykani palcami. Byli po prostu facetami. Ona zaś, ze swoją lubością do seksu była postrzegana za zwykła dziwkę. Na te oskarżenia wzruszała lekko ramionami i uśmiechała się półgębkiem. Robiła co chciała. Ale ludzie gadają, gdy sami by chcieli, ale się boją.
Lexi oddała butelkę, a za chwilę przyjęła ją z powrotem ponownie zanurzając usta w trunku, który rozgrzał jej gardło. Rozejrzała się i sięgnęła po fajki, które leżały obok Grey'a. Wyciągnęła jedną i wsadziła sobie w usta, zaraz jednak sięgnęła po drugą i wepchnęła ją w papę chłopakowi. Potem odpaliła im obu papierosa i zaciągnęła się.
Gdy schylił się i wypowiedział jej zdanie wprost do ucha odchyliła lekko głowę i zaśmiała się kręcąc lekko głowa. Bawił ją. Lubiła go i cieszyła się, że zdecydowała się wystosować dzisiaj do niego sowę.
-Ten syndrom Hulka' też porzuć. -dodała ponownie zaciągając się papierosem i zaraz potem upijając z butelki, która skierowała znów w stronę. - Mogę ściągnąć ją od razu. - powiedziała wypuszczając dym. - Albo możesz mi w tym pomóc. - dodała jeszcze po czym jak to ona wzruszyła ramionami wyrażając swoje stałe "whatever". - Wątpię jednak, żebyś skupił się na rozmowie, z miałam zamiar zapytać, co u Ciebie?
Zakończyła ponownie wtykając papierosa w usta i wciągając zaczarowany dym do swojego ciała. Spojrzenie skierowała wprost na Floriana, by zaraz potem wypuścić dym w jego twarz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Skąd : Bristol/UK
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 323
  Liczba postów : 149
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9168-forian-dominic-grey
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9169-to-moja-specjalnosc-rycie-psychy-na-wlasna-odpowiedzialnosc#256793
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9170-listy-do-f#256795
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9582-florian-dominic-grey#268036




Gracz






PisanieTemat: Re: Niesamowicie dobrze ukryty bunkier   Sro Wrz 17 2014, 18:19

Florian nie był typem osoby, która ocenia ludzi. Jasne, zdawał sobie sprawę z tego, że po świecie chodziły laski puszczalskie, ale nie zaliczał wcale do nich Lexie. Co innego mieć z tego dobrą zabawę, a na przykład robić loda za napisanie wypracowania. Chyba, że ta czynność byłaby ofiarowana jemu to co innego. Nie znalazł przecież chuja w śmiechach żeby wkładać w byle jaką procę. On mimo, że miał opinię jednego z naczelnych hogwarckich kutasów to lubił te wszystkie dziewczyny. Jego problem bowiem tkwił po prostu w przywiązywaniu się do kogoś. To bylo dla niego kompletnie zbędne. Nie sprawiloby mu więc żadnej przyjemności zwykłe załadowanie i wypróżnienie. Grey chciał dawać, bo gdy dajemy to poprawia nasze samopoczucie i mamy z tego o wiele lepszą frajdę. Nic więc dziwnego, że kobiety wcale nie protestowaly przed pójściem z nim do łóżka, bo mimo tamtej słabej opinii miał jeszcze jedną i bynajmniej nie dotyczyła ona flaka w spodniach.
Cenił sobie to w niej, że była ponadto, że nie obchodziło jej to co gadali inni. Jego też nie i to było super. Mogli się zatracać w chwili, nie bacząc na konsekwencje. Bo niby na jakie? Ile to osób zamartwia się ciągle nad cudzą opinią, ale po co? Po to żeby wiecznie podporządkowywać się trendom? Żeby zdobyc uznanie? Za co? Za bycie marionetką? No to gratulacje, serio, ale takie osoby już z miejsca były stracone w jego oczach. Totalny nie wypał, zero szału i staniki zdecydowanie nie latały.
- Kurwa lala, mogłabyś kiedyś zostać moją żoną. Doskonale znasz moje potrzeby. Szkoda, że obydwoje tego nie chcemy... Chociaż to i dobrze - skwitował kiedy znienacka wsadziła mu papierosa w usta i jeszcze odpaliła. Pełen serwis. Gratulacje panno Sky, plus dziesięć punktów dla Slytherinu. Zaraz jednak się zamknął i mocno zaciągnął petem, przeciągając żar niemalże na kształt marchewki.
- Okej, okej, może innym razem dasz się namówić na zabawę w King Konga i Jane czy jak jej tam - uśmiechnął się do niej półgębkiem i wziął butelkę, którą wysuneła w jego stronę. W tym tempie ich 'kolacja' przeciągnie się do śniadania.
Trochę przesadziła z tym wszystkim, bo teraz Florian kompletnie nie mógł się zdecydować na tym co należałoby zrobić. Gdyby jeszcze w ogóle się zastanawiał nad tym co nalezy. W każdym razie jego zmysły wariowały, a on byl jak wygłodzony psiak, ktorym ktoś macha kostką przed nosem, a zaraz potem chowa ją za plecami i wie, ze może za nią pobiec, ale to może zrujnować jej zdobycie. Biedaczek.
- Ja zawsze jestem chętny do pomocy, więc wiesz, możesz na mnie liczyć, jedno Twoje slowo, gest, skinienie, a juz jej nie ma - odpowiedział po chwili, przesuwając dłonią po jej ramieniu żeby zaraz objąć ją obydwiema rękami w talii. Jasne, on tez chciał skupić się na rozmowie, dlatego teraz na jej sukience na wysokości uda zaczął worzyć palcem większe i mniejsze kręgi, a chyba każdy wie jakie to przyjemne, aww.
- U mnie? Na dobrą sprawę nic się nie działo az do teraz, a u Ciebie? - zapytał, tym razem kładąc jej glowę na prawym ramieniu, lapiąc przy okazji łyka i odstawiając butelkę na ziemię, ot taki niedobry.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Sault Ste. Marie, Kanada
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 172
Dodatkowo : hipnoza, obrońca
  Liczba postów : 156
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9595-elsa-christabel-llewellyn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9596-podejdz-blizej-moze-nie-zlamie-ci-nosa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9597p15-jak-ci-sie-nudzi-to-napisz-cos-do-mnie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10570-elsa-llewellyn#290282




Gracz






PisanieTemat: Re: Niesamowicie dobrze ukryty bunkier   Pon Lis 03 2014, 18:30

(zt.)
- Więc nie jesteś gejem. - stwierdziła z ciekawską miną i mrugnęła do niego filuternie jak przystało na rasową gryfonkę. Potem się przeciągnęła i twierdząc, że jest jej zimno, nieprzyjemnie a na dodatek słysząc coraz to narastające odgłosy z pobliskiego lasku - Elsa wykrzywiła nieznacznie swoją buzię i raz-dwa podniosła się na nogi, jednocześnie podpierając się na pierzastym i jemu także pomagając wstać. Taka z niej dobra bestia, no. Dopiero wtedy zadarła swój płowy łebek do góry w stronę ciemnego nieba i przechylając głowę to w jedną stronę to w drugą - dla własnego bezpieczeństwa oparła się o ramię Alana i wydęła zabawnie dolną wargę.
- Wiesz co, krynico hogwarckiej elokwencji? Nie wiem jak się dostać do Hogwartu w tych ciemnościach. - jęknęła z dość niemrawą miną po czym zamrugała gwałtownie jakby to miało rozjaśnić jej umysł, który ewidentnie był pod wpływem niemałych procentów i koniec końców, westchnęła ciężko i od razu szturchnęła go palcem w żebra.
- Ale zaskoczę Cię i powiem, że wiem gdzie jest taki czadowy bunkier, istniejący jeszcze z powstania goblinów w XVII wieku gdy, Ulric Okrutny zawziął się na swojego bratanka Ulrica Brzydkiego! Wtedy nastała okropna wojna, mówię Ci! Bili się strasznieee. I to o jakieś klejnociki, no wiesz rubiny i takie tam! Ale ogółem one są takie brzydkie i przypominają mi skrzaty tylko, że mają takie spiczaste zęby i podobno żywią się krwią!  Bajer, mówię Ci. Prawie jak w Star Wars! Ciekawe czy mają swojego Yodę! Mają? - spytała, marszcząc nos i stawiając coraz to nie pewniejsze kroki, ciągnęła go w stronę owego bunkru. Oczywiście jak ta leśna rusałka, podskakiwała bądź przeskakiwała mniejsze konary, odginając tym samym od siebie mniejsze gałązki drzewek i coraz to weselszym tonem głosu tylko pośpieszała biednego krukona. Gdy w końcu dotarli  do tego cudownego, leśnego zakątka porośniętego mchem - Llewellynowa zachwyciła się  i z rozmarzonym spojrzeniem, zerknęła na profil Payne ’a.
- Piękny jest prawda? - szepnęła miękkim głosem i dopiero wtedy coś zaświtało w jej łepetynie i raptownie hamując, równie energicznie się odwróciła przodem do niego i wycelowała palcem prosto w jego nos, który złamała mu już - ojoj! - setki razy.
- Payne, nie kocham się w Tobie! - jęknęła zdruzgotana, oczywiście nadając swojej wypowiedzi teatralną nutkę i łypnęła na niego groźnie.
- A poza tym nie mogę Cię podrywać, gdyż jestem na cenzurowanym i brat by mnie oskalpował a Ciebie by chyba zakopał w Zakazanym Lesie. - wymruczała do siebie i spojrzała na niego zadziornie gdy,  mrużąc oczy przysunęła się z rozbawioną miną do ów czystokrwistego panicza.
- A TY chyba mnie nie podrywasz, co Payne? - spytała ze śmiertelnie poważną miną, jak krukon parę chwil wcześniej i po chwili zachichotała złośliwie. Ach no wolała się dopytać! Chyba nic, by już jej nie zaskoczyło! Prawda jest taka, że pomimo ich wszystkich drakońskich kłótni.. lubiła tego pierzastego kujona a co gorsza! - uważała, go za jednego ze swoich dobrych przyjaciół! I właśnie tych chwil w sobie nie lubiła. Nienawidziła się do nikogo przywiązywać - bo zawsze, naprawdę  ZAWSZE  - kończyło to się tak samo. Czyli nieprzyjemnie. Spoglądając teraz z bliska na tegoż chłopaczynę, zacisnęła lekko wargi i uśmiechnęła się półgębkiem.
- A poza tym na tym całym balu, chyba wyrwałeś jakąś pannicę, co?  Rozgarnięta jakaś? - spytała, przybierając jednocześnie na swą twarzyczkę cwaniacki uśmieszek i prychnęła cicho- a parę chwil później, nucąc pod nosem stary przebój, mianowicie Dziewczynę Aurora - ruszyła powolnym krokiem do tego skalnego schronienia, ówcześnie zabierając z łap Alana - butelkę swojego trunku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 54
  Liczba postów : 243
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9550-alan-christopher-payne
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9551-alan-christopher-payne
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9552-moj-listonosiciel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9553-alan-christopher-payne




Gracz






PisanieTemat: Re: Niesamowicie dobrze ukryty bunkier   Sro Lis 05 2014, 22:21

-Więc nie jestem gejem. Przyznał z lekko znużonym tonem głosu. W sumie, przyznał rację Elsie w tym, że robiło się coraz zimniej i najlepiej poszedłby do swojego ciepłego łóżka i puścił w niepamięć dzisiejszą noc, ale tak chyba się nie dało. Pozostawało westchnął tylko na wspomnienie swojej kołderki i wstać z pomocą Gryfonki. Kiedy zadarła głowę do góry, Alan zrobił to samo w nadizej, że jej uwagę przykuło coś ciekawego... jakiś smok... czy coś... Ta... jasne... Mruknął do siebie, patrząc w pustkę. Widok blondynki, która opierała się o jego ramię był... bardziej zajmujący... tam się przynajmniej coś działo.
-Kiedy w końcu wrócimy do szkoły i porządnie się wyśpię, przypomnij mi... Zaczął, przyglądając się Llewellyn, mrużąc nieznacznie oczy, co nie wróżyło nic dobrego. ...przypomnij mi, żebym cię zabił. Tu chyba była luka w jej idealnym i nieskazitelnym planie wyciągnięcia go z Hogwartu i upicia. Nie zaplanowała drogi ucieczki.
-Bunkier?! Wypalił nagle, gdy usłyszał jej pomysł. Mieli nocować w bunkrze? Taki był jej plan? Star... co? Kto to jest Yoda? W połowie tej całej opowieści nieco się pogubił. Nagłe wyskoczenie z historią po pijaku nieco go zmyliło, ale jak zaczęła mówić o jakimś mugolsim filmie... czy czymś... to już w ogóle popłynął ze swoją mieszanką niewiedzy ze zdezorientowaniem.
Nawet nie zauważył, kiedy go zaczęła ciągnąć do tego bunkra. Raz, czy dwa potknął się o jakiś konar, choć one nie były największym zagrożeniem jakie na niego czyhało.... największym była ona... Elsa, kiedy odginała tak gałęzie i zapominając że ktoś idzie za nią, puszczała je beztrosko, a młodemu Payn'owi pozostawało tylko unikać złowieszczych gałęzi. Jakby mierzył się z samą bijącą wierzbą. Nie trafiłaś. Jestem tutaj. Mruknął w końcu w jej kierunku, rozdrażnionym głosem.
-Cudowny... Wydał werdykt, po ujrzeniu celu ich podróży. Kiedy Gryfonka nagle się do niego odwróciła, Alan już automatycznie cofnął się o krok, spodziewając się kolejnego ciosu w twarz. Przy niej można było wyrobić sobie parę ciekawych odruchów. A kto tu mówi o kochaniu? Spytał zaciekawionym głosem, wychylając się zza jej dłoni. Trzeba było przyznać, że Alan nie był zupełnym przeciwieństwem swojego brata.
-Przecież twojego brata tutaj nie ma, chyba że czai się w jakimś krzaku... bo nie czai się... prawda? Aż musiał rozejrzeć się, czy aby czegoś nie widać... czy ktoś nie krył się w mroku... czyiś brat? Chłopak i dziewczyna, sami w opuszczonym bunkrze. Taką sytuację można było różnie interpretować, a Alan chciał jeszcze trochę pożyć.
-Ciebie? A myślał, że blondynce nie uda się już go zaskoczyć, a tu proszę. To pytanie go zaskoczyło. Nawet bardzo, bo przez chwilę nie wiedział co powiedzieć... czy w ogóle coś mówić. Do ciebie trudno się zbliżyć, nie zasłaniając twarzy przed ciosem. Odparł z uśmiechem, łapiąc ją za podbródek, żeby przybliżyć się nieco. Fakt, antypatie wbrew pozorom cholernie zbliżały do siebie ludzi. Alan też na swój sposób lubił tą Gryfonkę i pomimo tych wszystkich złamanych nosów i siniaków, gdy przez dłuższy czas jej nie widział po prostu zaczynało mu brakować jej obecności.
-Czyżby... czyżby była to zazdrość? Spytał z rozbawieniem, rzucając w Elsę badawczym wzrokiem. Ciekaw był co na to odpowie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Sault Ste. Marie, Kanada
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 172
Dodatkowo : hipnoza, obrońca
  Liczba postów : 156
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9595-elsa-christabel-llewellyn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9596-podejdz-blizej-moze-nie-zlamie-ci-nosa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9597p15-jak-ci-sie-nudzi-to-napisz-cos-do-mnie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10570-elsa-llewellyn#290282




Gracz






PisanieTemat: Re: Niesamowicie dobrze ukryty bunkier   Sro Lis 05 2014, 23:59

- Yoda to Yoda! Czyś Ty telewizji nie oglądał, chłopie. Coś jak krzyżówka waszego skrzata z druzgotkiem, tylko dorzuć do tego miecz świetlny.  - wymamrotała, marszcząc niepewnie nos.  A idąc przez ten las tak nieostrożnie.. Ach, no oczywiście, że nie WIEDZIAŁA ani co gorsza nie WIDZIAŁA, żeby gałęzie mogłyby w jakikolwiek sposób  uszkodzić bądź naruszyć, ciało krukona. W końcu wybaczycie wszyscy ale, ten oto młody panicz trafił do Ravenclawu a nie ona - ELSA. Ona wraz z pierwszym przydziałem na swym piątym roku stała się prawdziwą lwicą! Nieco wygadaną i impulsywną ale jakże odważną! Dlatego nie bojąc się wszelkich złych istot ani tym bardziej nieco wciętych pierzastych chłopców - uśmiechnęła się z rozbawieniem.
- Bunkier to super sprawa. Nie spałam nigdy w bunkrze, a Ty?  - wymamrotała pocierając powieki niczym senne dziecię (a może pijane dziecię?) i parsknęła głośnym, dźwięcznym śmiechem gdy dosłyszała całkiem ciekawą wzmiankę o jej ukochanym braciszku.
- Ajajaj Alan! Szatan znaczy się Stan, notorycznie mnie pilnuje! Nie zdziwiłabym się gdyby mi GPS- a zamontował i mnie śledził w tej chaszczy.   - jęknęła z pewnym siebie uśmiechem i całkiem zgrabnie powtórzyła jego ruch, niczym najprawdziwszy detektyw! Najpierw obadała swym niezbyt przytomnym spojrzeniem jeden podejrzanie wyglądający krzak po prawej. Później drugi krzak z lewej strony i na samiutki koniec, prześlizgnęła się swoimi tęczówkami po koronach drzew, jakby się bała, że Stan zaraz zeskoczył z jednej z gałęzi i będzie próbował zaszlachtować biednego Payne ’a. A trzeba przyznać, że i takie zabawne sytuacje się zdarzały w ich rodzimym domu!  Natomiast na wieści o kochaniu - zachichotała ta niewiasta i grzecznie oraz jakże mądrze pokiwała łepkiem, że ma rację.
- A cóż byś Ty biedaku zrobił, gdyby nagle się tu zjawił? Powiedz, żeś by mnie bronił przed tym dość .. emocjonalnym osobnikiem przynależącym także do Gryffindoru! Wtedy mi będzie lżej na duszy bo jakoś odechciało mi się wszelakich kłótni.. nawet z Tobą! Toć to taki dzień a może noc dobroci? Chociaż ja na ogół, przejawiam dla całego świata miłość, szlachetność i dobroć! Hej waćpan! Ja istota nieskalana! I wcale nie jestem trudna. Znaczy się jestem trudna! Oczywiście, że jestem! Nawet bardzo trudna, jeśli chcesz wiedzieć, o! Jestem prawie jak łamigłówka! Ach, jak specjalna zagadka dla krukona z prawdziwego zdarzenia! Powiedz, że lubisz łamigłówki. Każdy krukon je lubi, wiem o tym, nie oszukasz mnie.  - zakończyła na jednym wydechu swój jakże pijacki monolog i wykonując krótki ukłon, godzien samej Godrykowej (o ile by takowa istniała!) uśmiechnęła się na wpoły przekonująco a na wpoły z przekorą czającą się w jej oczętach. Ach! Trzeba przyznać, że jej sztuczki hipnotyzerskie zazwyczaj w niebywały sposób przytępiały się, gdy ta lwia bestia, zazwyczaj nieznacznie szalała z przeróżnymi używkami.  Czasami ta cała hipnoza ją przytłaczała. Była jak najprawdziwszy narkotyk. Jeżeli raz się spróbowało kogoś zahipnotyzować – tak naprawdę zahipnotyzować  - i poczuć jaką wtedy się siłę oraz władzę odczuwa.. to dziwne. W sumie niepojęte a co gorsza - pragnie się tego więcej i więcej i z czasem człowiek nie panuje nad tymi umiejętnościami. Teraz nawet gdyby zechciała, nie potrafiłaby zmusić bądź poprosić   o cokolwiek Alana. Jednakże nie wszystko poszło  w las, spokojna głowa! Jej spojrzenie nadal jednak z pewnością działało na drugą osobę. Jak to mówił jej nauczyciel i przyjaciel w jednym  - tego nie wytępisz, młoda. Albo masz do tego dryg albo, nie.  Elsa zdecydowanie, miała. I nawet teraz, gdy początkowo miała skierować kroki w stronę tej kamiennej budowli, zatrzymało ją coś tak nagłego, że nie wiedząc co począć - po prostu pozwoliła mu się złapać za podbródek, chociaż poczuła się w tym momencie jak takie onieśmielone dziecko. Mimowolnie wygięła swoje wargi w krzywy, uśmieszek - rodowy u Llewellynów!  - i autentycznie zachichotała cicho.
- Nie musisz osłaniać swojej twarzy, Al! Dzisiaj mnie bolą dziwnym trafem ręce, więc nic Ci nie połamię. Obiecuję!  - wyznała wesołym głosem a korzystając z okazji, że krukon się do niej przybliżył.. ta równocześnie zerknęła na jego nos. Nie był przesadnie przekrzywiony w żadną stronę! W sumie to można stwierdzić, że nadała mu oryginalny kształt! (wyglądał normalnie, bez obaw!) Później nastało dość kłopotliwe choć przyjemne dla ucha milczenie, gdy tak na nią spoglądał i nagle wypalił pierwsze lepsze pytanie, na które Elsa nie wiedziała, czy ma się śmiać czy tez płakać bądź zacząć się krztusić! ELSA ZAZDROSNA? Chyba po raz pierwszy tego wieczoru zrobiła dość głupią i zdezorientowaną minę, gdy poderwała brew do góry.
- Zazdrość? Ach do licha, nie wiem!  Swoją drogą to zadajesz mi dzisiaj skomplikowane pytania a sam odpowiadasz niczym dyplomata! - burknęła z naburmuszeniem i nieco tupnęła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 54
  Liczba postów : 243
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9550-alan-christopher-payne
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9551-alan-christopher-payne
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9552-moj-listonosiciel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9553-alan-christopher-payne




Gracz






PisanieTemat: Re: Niesamowicie dobrze ukryty bunkier   Czw Lis 06 2014, 20:10

-Nie, wyobraź sobie, że telewizja, to mugolskie badziewie, więc jej nie oglądałem, a miecz świetlny... to jakaś lepsza różdżka? Spytał niepewnie, drapiąc się po głowie. Choć trzeba przyznać, że po opisie Elsy w jego głowie szyko zaczął klarować się obraz przyjaznego, małego i zielonego jegomościa z długimi, poziomymi uszami i mówiącego od rzeczy. Ona to potrafiła zobrazować swoje myśli! A jak do tego dochodził alkohol. Cuda można było zdziałać.
-To nie jest bunkier... to ruiny bunkra... zimne i ciemne. Odparł, by nieco ostudzić jej entuzjazm. Skoro historia bunkra działa się w przeszłości, sam bunkier musiał być opuszczony, więc nikt o niego nie dbał... więc był zapuszczony. Może był dziwny, ale jakoś nie uśmiechało mu się nocować w zapuszczonym, przedpotopowym bunkrze.
-Dżi... pi... es... to coś jak namiar? Przecież masz już skończone 17 lat... no chyba, że o czymś nie wiem... przyznaj się gówniaro ile masz lat! No i znów dały o sobie znać różnice między nimi. Niestety Elsa i Alan w pewnym sensie należeli do dwóch różnych światów... i za nic nie chcieli zrozumieć siebie nawzajem. Alanowi dobrze było jako (prawie) czystokrwisty czarodziej, a Elsa... miała dziwną dla niego awersję do magii. Poza tym co to był za diabelny wynalazek mugoli ten GPS?
-Ooo... tak. Ta miłość jest silna... nieraz miałem przez nią złamany nos... Odparł masując się po wcześniej wspomnianej części ciała. W końcu miłość czasem bywała trudna... kolejny argument za tym, że Elsa go podrywa! Faktycznie, lubimy, ale trudno rozwiązywać łamigłówkę bez konkretnego pytania, ani podpowiedzi.
-Nigdy nie przypuszczałem, że będę cieszył się nieszczęściem innych... ty mnie demoralizujesz. Odparł wesołym tonem, puszczając podbródek Gryfonki, a jego nos był taki, jaki być powinien. Głównie za sprawą zaklęć leczniczych i eliksirów, ale był!
Elsa, jestem Krukonem. To dla mnie normalne. Odparł, gdy wspomniała o tych trudnych pytaniach i... takie tam. Po prostu miał to we krwi i nic nie dało się zrobić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Sault Ste. Marie, Kanada
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 172
Dodatkowo : hipnoza, obrońca
  Liczba postów : 156
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9595-elsa-christabel-llewellyn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9596-podejdz-blizej-moze-nie-zlamie-ci-nosa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9597p15-jak-ci-sie-nudzi-to-napisz-cos-do-mnie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10570-elsa-llewellyn#290282




Gracz






PisanieTemat: Re: Niesamowicie dobrze ukryty bunkier   Czw Lis 06 2014, 21:14

Uśmiechnęła się wyniośle do niego i cofając się o parę kroków, zmierzyła Alana przeciągłym spojrzeniem swoich pochmurnych ocząt i naraz zmrużyła delikatnie powieki. Pomimo wszechogarniającego chłodu,  zacisnęła swoje palce na suwaku od kurtki i nieśpiesznie ją rozsunęła do połowy. Z namysłem wydobyła z wewnętrznej kieszeni MUGOLSKI  wyrób tytoniowy czyli najlepsze Marlboro na świecie  a nie żaden czarodziejski szpon - czy jak to się zwie w ich świecie. Także z powrotem podniosła na niego, swoje roziskrzone od rozbawienia spojrzenie i wygięła wargi w drapieżny uśmiech, który najczęściej serwowała swojemu ukochanemu bratu.  
- Więc sugerujesz, że lubisz gdy dziewczyna jest dominująca, ta? - wymruczała złośliwie i od niechcenia podrzuciła srebrzystą zapalniczkę do góry i zręcznie ją złapała - a ową rzecz znalazła w odmętach jednej ze swych obszernych kieszeń kurty. - a myślałam, że wychowankowie Domu Roweny to tacy.. - przechyliła lekko głowę  i przewierciła go swoimi oczami na wylot, gdy parsknęła nagle cichym śmiechem. - tacy ułożeni, Alan. Chociaż trzeba przyznać, że język zrobił Ci się cięty i nie można odmówić Tobie błyskotliwości, a to już samo w sobie powoduje, że wydajesz się być prawie inteligentny, Payne.  Jak na Krukona, oczywiście. Na szczęście się nie uwsteczniasz! - stwierdziła przekornie i mrugnęła do niego a chwilę później wsunęła sobie pomiędzy wargi papierosa i unosząc brodę do góry w stronę bezgwieździstego nieba - zacnie podpaliła tą maleńką a jakże przyjemną używkę. Przez dłuższy czas wpatrywała się w niebo i tylko jej ciche westchnienie mogło dać sygnał krukonowi, iż Elsa jeszcze go słucha chociaż niezbyt uważnie. Taka jej gryfońska natura, cóż na to poradzić. Gdy w końcu ponownie raczyła na niego spojrzeć, obdarzyła go nieco łagodniejszym spojrzeniem i stanowczo mu przerwała w połowie zdania.
- Nie. - stwierdziła z typową dla siebie lekkością w głosie i uchylając nieznacznie wargi, wypuściła z nich szary obłoczek tytoniowego dymu.
-  Bunkry zazwyczaj kryją w sobie tajemnice, ale nie dziwi mnie Twoja.. odraza do nich. Wszakże panicz, żyje w domostwie z pewnością dwupoziomowym. Niech zgadnę, poczekaj! - kolejne delikatne zaciągnięcie się i spojrzenie mu w oczy z typowym dla siebie, butnym uśmieszkiem. - macie .. dwadzieścia siedem sypialni, ta? Ewentualnie obstawiam trzydzieści jeden bo to taki standard dla bogaczy z rodowodem. Jadalnia oczywiście musi mieć rozmiary basenu olimpijskiego a tłumacząc na twój czarodziejski język - z pewnością powinna mieć wymiary Wielkiej Sali w Hogwarcie. Niesamowite!  - skwitowała ze wzruszeniem ramion i po chwili potarła nieznacznie swój policzek. - Nie demoralizuję Cię Alan.  Jeżeli chcesz stać się zły i siać zamęt w szkole, to najlepiej zwróć się do pierwszego lepszego ślizgona .. bądź ślizgonki. Im w głowach tylko jedno się kołacze. - prychnęła ze zniesmaczoną miną i wzniosła swoje oczy w stronę  nocnego nieba. Ach nie przepadała za żadną przedstawicielką tutejszych hogwarckich domów. A zwłaszcza za ślizgonkami.  Nie raz i nie dwa, słyszała od nich na korytarzu pieszczotliwe - Witaj szlamo. Co dziwota, później lądowały w Skrzydle Szpitalnym z mniejszymi bądź większymi obrażeniami, ale co tam! Ach i jak tutaj polubić tą całą magię, gdy ¾ społeczności czarodziejskiej uparcie twierdzi, że się zabrało - ukradło! - im moc. A później trzeba to wszystko tłumaczyć, innym osobnikom typu Payne. Mimowolnie wygięła wargi w grymas i utkwiła swoje spojrzenie gdzieś w dali. Zabawne, że zatrważająca większość uczniów Hogwartu, nie ma nawet pojęcia, że Elsa zna perfekcyjnie każde zaklęcie. Czy to ofensywne, czy defensywne a nawet transmutacyjne, lecznicze! Nie lubi się z tym po prostu afiszować. Czy to złe? Nie wiedziała. Teraz wzruszając nieznacznie ramieniem, kopnęła mały kamyk, który potoczył się pod gęste zarośla.
- Dziewiętnaście, Payne. - zamruczała z jako - takim uśmieszkiem i obracając się na pięcie, ruszyła powolnym krokiem w stronę tegoż zakurzonego miejsca. W jednej dłoni butelka najmocniejszego mugolskiego trunku – Smirnoffa -  w drugiej ręce papieros.  Wypisz, wymaluj Elsa stanowiła w tejże chwili, wcielenie wszelkich swoich gryfońskich przymiotów.
- Ach nos złamałam Ci jedynie czterdzieści dziewięć razy. I chyba z tego wyrosłam. A zagadki są ciekawe, mówiąc całkiem ogólnie. - stwierdziła z cieniem słabego uśmiechu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 54
  Liczba postów : 243
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9550-alan-christopher-payne
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9551-alan-christopher-payne
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9552-moj-listonosiciel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9553-alan-christopher-payne




Gracz






PisanieTemat: Re: Niesamowicie dobrze ukryty bunkier   Sob Lis 08 2014, 21:26

-Co? Mruknął tylko, gdy usłyszał jej stwierdzenie, że lubi dominujące kobiety. Skąd ona mogła wytrzasnąć taki niuans? Przecież tylko powiedział, że jej miłość jest czasem zbyt silna... a ona... ona... dopowiedziała resztę. A może dominujących facetów od razu... wiesz... wcześniej byłem gejem... teraz już sam nie jestem w stanie powiedzieć, co mi wmawiasz... zaraz dowiem się, że jestem psychopatą, albo coś gorszego... politykiem... Zaczął coś nie składnie zaprzeczać. Chyba nigdy nie usłyszał od nikogo takiego stwierdzenia. On lubi być dominowany. Może... Mruknął na końcu tak, że Elsa ledwo ledwo mogła to usłyszeć.
-Dzięki... chyba... Odpowiedział na stwierdzenie, że jest prawie inteligenty... jak na Krukona. Alan powoli zaczynał przyzwyczajać się do tych komplementów, jakimi obłaskawiała go Gryfonka. Już prawie rozumiał co ma na myśli... o ile znowu nie wywlekała czegoś od mugoli. Jeszcze parę takich spotkań, a stanę się mistrzem ciętej riposty. Zauważył, krzywiąc się nieznacznie na widok papierosa. Ok, sam od czasu do czasu palił, ale to nie znaczy, że wdychał z upodobaniem każdy siwy dym, zawierający choć szczątkowe ilości nikotyny.
-Musisz palić to gówno? Spytał bez zbędnego owijania w bawełnę. Czasem musiał być stanowczy... i nieco wulgarny, żeby osiągnąć oczekiwany rezultat. Tajemnic... parę nawet znam... mogę ci powiedzieć. Te tajemnice to zimno, wilgoć i trochę mchu... bardzo tajemniczego mchu. Powiedział ze szczególnym naciskiem na słowo "bardzo". Nadal nie rozumiał jej fascynację ruinami, choć może dlatego, że historia magii nie była jego ulubionym przedmiotem. Po prostu nie rozumiał tej fascynacji historią. To co było kiedyś już dawno się skończyło. Po co to rozpamiętywać? Dla twojej wiadomości, mój dom nie mam trzydziestu jeden sypialni... tylko dwadzieścia pięć... po co nam aż tyle łóżek? Spytał zdziwiony jej pewnością siebie. Oooo... nie. W życiu nie wybiorę się do Ślizgonów. Jeden Ślizgon w rodzinie wystarczy. Alan nigdy nie rozumiał tego całego gadania o Szlamach. Czemu czarodziej miał być gorszy od innych, bo miał za rodzica, czy dziadka Mugola? Alan też miał w rodzinie Mugola. Pradziadka... albo prapradziadka.... albo praprapradziadka... nie ważne! Chodzi o to, że był tolerancyjny.
-Więc ten GPS, to nie namiar. Mruknął jeszcze, gdy dowiedział się ile ona miała lat. Swoją drogą to trochę niepokojące, że spotykał się z dziewczyną o dwa lata starszą od siebie... nawet jeśli nic między nimi nie było. Lepiej później, niż wcale... Skomentował fakt, że ELsa wyrosła z łamania nosów. Lubisz zagadki, to może jakąś opowiesz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Sault Ste. Marie, Kanada
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 172
Dodatkowo : hipnoza, obrońca
  Liczba postów : 156
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9595-elsa-christabel-llewellyn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9596-podejdz-blizej-moze-nie-zlamie-ci-nosa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9597p15-jak-ci-sie-nudzi-to-napisz-cos-do-mnie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10570-elsa-llewellyn#290282




Gracz






PisanieTemat: Re: Niesamowicie dobrze ukryty bunkier   Pon Lis 10 2014, 18:28

Co się dzieje w przypadku, gdy dany osobnik ma zajęte obydwie ręce a musi otworzyć przed sobą drzwi? Co prawda istnieje wtedy kilka, normalniejszych rozwiązań lecz Elsa była w zupełności ponadczasowa i z pewnością nie mieściła się w granicach jakiejkolwiek normy. Dlatego też, pchnęła tą mierną imitację, skalnych drzwi kolanem i z łatwością się dostała do środka. Zmarszczyła nieco nos, na widok który bardziej by sobie upodobali, jacyś krwiożercze krasnoludy aniżeli ktoś człowieko-podobny jednakże niewiele się zastanawiając, przyklapnęła sobie wygodnie pod jedną ze ścian, tonącą w przyjemnym półmroku i odstawiła butelkę alkoholu. Co za dużo, to nie zdrowo jak mawiał jej dziadek. Wojskowy.. Okropne wspomnienia. Mimowolnie potrząsnęła swoją jasną głową i skrzywiła się sama do siebie, przybierając tym samym kwaśną minę. Rękoma się opatuliła a kaptur od wojskowej kurty ponownie zaciągnęła na swój łepek, co by ukryć swoje spojrzenie. Bądźmy szczerzy - pijackie i dość nierozgarnięte spojrzenie. A trzeba przyznać, że ówcześnie zrobione na styl - byle jak aby było - dwa biedne i potargane warkocze, dodawały jedynie Llewellynowej, uroku przemieszanego z pozą ważniaka. Czy słuchała Payne ’a? W sumie nie za bardzo. Dziwnym trafem nagle poczuła się ociężale i niesamowicie sennie. Uniosła jedynie kciuk do góry, że bardzo cieszy się, że ma aż tyle pokoików w swoim kochanym domostwie i mrugając, nagle uniosła nieco brodę do góry i parsknęła śmiechem dostrzegając jego zdziwioną mnę, odnośnie jej wieku.
- Payne, nie wiem już czy tak świetnie udajesz, czy naprawdę w swoim krukolandzie nabawiłeś się kretynizmu. Znamy się chłopie PIĘĆ LAT. Powinieneś znać takie szczegóły! Chociażby jak mój wiek lub drugie imię! Aż dziwne, że po takim czasie dalej wiesz, jak wyglądam. Nie-sa-mo-wi-te. Jednakże niewolnika z Ciebie nie zrobię. Jesteś tylko o te parę miesięcy od mnie młodszy, wybacz. Och, no o rokk. - wymamrotała cicho, gdy ziewnęła przeciągle i bardziej się osunęła na podłogę, by móc podziwiać w pełnej krasie zakurzony i zabrudzony, kamienny sufit. Przypominając sobie o niedopalonym papierosie, zrugała w myślach samą siebie i wyciągnęła rękę z ów używką do góry jakby chciała dosięgnąć gwiazd. Ach, teraz doprawdy wyglądała jak wariatka. Po chwili jednak z powrotem ugięła swoją łapkę w łokciu i uniosła nieco głowę by móc na niego spojrzeć. - Gówno? Nawet nie masz pojęcia z czego się składa, ten papieros! A te twoje świńskie eliksiry? Tylko Merlin jeden wie, co ty do nich dodajesz. I z pewnością to nie są same stokrotki a jakieś obrzydliwe wnętrzności ptaków czy innych mutantów. Spróbuj, ulżyj sobie Payne. W końcu o ile dobrze zrozumiałam z twojej przemowy, to mam Cię demoralizować, no. - kolejny uśmiech rozjaśnił nieco jej buzię, jednakże tak samo jak szybko się pojawił - tak samo szybko zniknął, pozostawiając to samo nieprzystępne oblicze młodocianej gryfonki, co parę chwil wcześniej. Z powrotem się położyła i zamykając oczy, odruchowo parsknęła zduszonym śmiechem. Zagadek mu się zachciało! Nie miała głowy do takich rzeczy, a zwłaszcza do wymyślania na poczekaniu jakichś wierutnych rzeczy specjalnie dla kogoś, kto posiada na karku łeb typowego krukona! Co prawda mogłaby zadać mu coś z zakresu mugoloznastwa i zapewne by jej odpowiadał do końca świata a i tak by nie zgadł o co jej chodziło. A skoro to by było nie fair, to cóż jej innego pozostawało?
- Jaki mam więc kolor oczu, Payne. Jak zgadniesz, to nie złamię Ci nosa więc wiesz.. to raczej niezła motywacja, by dobrze odpowiedzieć. - rzekła ze złośliwym, niemalże chochlikowatym uśmieszkiem i by nie wpadł mu przypadkiem do głowy, głupi pomysł by podnieść jej powiekę do góry - przysłoniła sobie dodatkowo, zamknięte oczęta dłonią. Ktoś by pomyślał, że to całkiem łatwe pytanie. Ha, zależy jak dla kogo! Bo odpowiedź z pewnością nie była jednoznaczna. By sobie na spokojnie rozmyślał bądź co zabawniejsze zgadywał - na oślep podała mu papierosa do łapy a sama ziewnęła cicho. A jaki Elsa, miała kolor ocząt? Dla ciekawskich - iście pochmurne. A gdy perfekcyjnie opanowała sztuczki hipnotyzerskie, to już ogółem niezła zabawa się rozpoczęła z rozpoznaniem u niej koloru. W końcu nie u każdego, spojrzenie raptownie ciemnieje jakby się było zwierzem na głodzie. U Elsy niestety, tak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 54
  Liczba postów : 243
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9550-alan-christopher-payne
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9551-alan-christopher-payne
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9552-moj-listonosiciel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9553-alan-christopher-payne




Gracz






PisanieTemat: Re: Niesamowicie dobrze ukryty bunkier   Sro Lis 12 2014, 17:38

-Kiedyś coś sobie złamiesz, bo nie będzie ci się chciało powiedzieć: "Alan, możesz zrobić to za mnie?" Ach to jej uporczywe pokazywanie, że Alan jest jej absolutnie niepotrzebny do funkcjonowania. Bo w końcu lepiej użyć nogi do otwierania drzwi, niż poprosić o to kolegę, który stoi obok. Al naprawdę nie lubił tego w Elsie... w ogóle we wszystkich dziewczynach. Czy on kiedyś śmiał się z tego? Choć z drugiej strony można było tak analizować każdą cechę Gryfonki... każdej dziewczyny.
-Czy ty mnie w ogóle słuchasz? Spytał ostrym tonem, gdy zobaczył kciuk uniesiony w górę. Ewidentny znak, że właśnie tak nie było. Jak zwykle Alan coś mówił, a Elsa zajęła się rozmyślaniem na filozoficzne temat... czy o czym tam myślała... ważne było, że nie jego słuchała!
-Twoje drugie imię? Pamiętam, że było podobne do mojego... na tą samą literę... i w ogóle jakoś podobnie się wymawiało. No i masz. Wyszła jedna z jego cech... chyba najbardziej przez niego znienawidzona... a dokładniej Alan miał krótką pamięć jeśli chodzi o imiona. Naprawdę krótką, a chyba nie trzeba wspominać, że było to niejakim utrudnieniem w zawieraniu nowych znajomości? No tak, masz dziewiętnaście lat. Jak mogłem zapomnieć? Odparł beztroskim tonem.
-Zabawne, że porównujesz MOJĄ znajomość składu tego... czegoś i moich eliksirów. Ja w przeciwieństwie do ciebie wiem co dodaję do moich eliksirów, a ty możesz powiedzieć to samo o sobie? Wiesz co jest w tym papierosie? Za to uklęknął przed Elsą, gdy ta zaproponowała mu spróbowanie papierosa. Przez chwilę zastanawiał się nad tą propozycją. Z jednej strony nie lubił samego dymu papierosowego, ale z drugiej... w końcu to jeden papieros, co się może stać? Może gdy parę razy się zaciągnie, to dym przestanie mu tak przeszkadzać?
-Szare. Wypalił swoim typowym, męskim tokiem rozumowania. Bo w końcu który mężczyzna rozdrabniałby się na parę odcieni szarości, gdy można było po prostu powiedzieć "szary"? Ziewasz? Już jesteś zmęczona? Tylko mi tu nie zaśnij... nie chcę sam siedzieć ze śpiącą dziewczyną. Odparł, biorąc od niej papierosa. Ryzyk fizyk. Zaciągnął się i... niemal od razu zaniósł się kaszlem, który oczywiście mężnie zniósł... nie będzie gorszy od dziewczyny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Wiek : 32
Skąd : sandavágur, wyspy owcze
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 152
  Liczba postów : 87
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11454-bastian-madsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11456-uwarze-dla-ciebie-specjalny-eliksir#307898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11457-co-dzis-potrzebujesz#307899
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11458-bastian-madsen#307901




Gracz






PisanieTemat: Re: Niesamowicie dobrze ukryty bunkier   Sro Wrz 09 2015, 10:45

Tak jak opisała to Chloe. Rozbite szkło, pety, puste butelki… Zadziwiająco wszystko przypominało twoją ścieżkę życia. Tak zgadłeś. Podręczę cię trochę zanim dotrzesz na miejsce. Znów nie zagrzałeś miejsca w pracy na dłużej niż kilka tygodni. Momentami nawet ją lubiłeś, więc nie rozumiem dlaczego po raz kolejny doprowadziłeś do takiego stanu. Widać lubisz go i jak za długo jest w miarę stabilnie musisz to zmienić. Pamiętaj, że teraz nie masz gdzie warzyć swoich eliksirów, a zapas który masz w plecaku szybko się skończy, więc lepiej zamiast chować się po bunkrach… Mam się zamknąć? Tylko później chłopie nie płacz, że nie masz co do gęby włożyć. Podnieś się kaleko! Masz różdżkę, więc wyciągnij ją i zrób z niej użytek. Idziesz lasem, po ciemku i jeszcze klniesz na wystające korzenie o które musiałeś się przewrócić. Mądrze. A teraz przyznaj się, że wcale nie jest ci od tego lepiej. Łono natury. Świeże powietrze, ptaszki i inne dzikie zwierzęta. Rozejrzyj się, sama rozkosz.
Po ostatnich nocach kiedy budziłeś się przesiąknięty dymem papierosowym, będzie to odmiana. Czy miła to się dopiero okaże, może przy odrobinie szczęścia złapiesz jakąś paskudną chorobę i położą cię w mungu na kilka dni. Ciepło, jedzenie podawane do łóżka, same plusy. Jeszcze jak trochę pooszukujesz to może dostaniesz dodatkowy eliksir przeciwbólowy albo inne cudo? Kombinuj, tylko to ci pozostało. Jesteś tak żałosny, że czasem już nie mam siły ciebie kopać. Żadna to przyjemność wyżywać się na leżących prawie zwłokach. Na początku jeszcze czasem pokazywałeś, że się mylę. Walczyłeś. Teraz nawet tego nie chce ci się robić. Zacznij walczyć, zrób coś żeby sprawiało mi przyjemność kopanie ciebie. Stój! Skręć teraz w lewo i jesteś na miejscu. Tak wiem, że jest tam ciemno, ale chyba się nie boisz?
Chloe miała rację. Bunkier i resztki ognistej. Teraz dziękuj Merlinowi za głupotę dzieciaków. Uspokój się, nie będziesz rozpalał ogniska. Tak użyj różdżki póki jeszcze możesz, bo później będziesz zbyt pijany, aby odróżnić jej jeden koniec od drugiego. A jednak ognisko. Dobra rób co chcesz. Tylko nie spal sobie brwi, bo będziesz wyglądał jak pedał. Już zrobiłeś wszystko, a teraz usiądź spokojnie i poczekaj na Chloe. Znając życie zdążysz już sobie nieźle wypić zanim księżniczka się zjawi, ale to w niczym nie przeszkadza. Masz ognisko, ognistą i pod ręką plecak z którego w każdej chwili możesz wyciągnąć coś co sprawi, że ten dzień nie zakończy się tak gówniano. Tylko nie śpiewaj. Proszę cię tylko o jedno. Będziesz grzeczny? Słyszysz? Chyba ktoś idzie.
- Księżniczko znasz jeszcze takie miejsca? Możesz mi teraz narysować mapę, dokąd i gdzie tylko zechcesz - na potwierdzenie swoich słów ściągasz koszulkę i uśmiechasz się bezczelnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Liverpool, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 185
  Liczba postów : 74
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9630-chloe-lucienne-marshall
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9631-chodz-pojde-z-toba
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9632-tu-przesylamy-zaproszenia-do-picia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9637-chloe-lucienne-marshall




Moderator






PisanieTemat: Re: Niesamowicie dobrze ukryty bunkier   Sro Wrz 09 2015, 13:02

Idzie szybko, bardzo szybko. Niszczy buty o walające się po ziemi odłamki szkła, potyka się o korzenie, zupełnie jakby różdżka nie rozświetlała jej drogi. Coś ją śledzi, goni, nie daje spokoju. Czyżby koszmary ciepłej nocy letniej? Własny cień? Zmory przeszłości? Triumfalna mina jej matki, gdy brała małą Rosie na ręce, perfidnie pytając, czy wraca do zawodu i martwi się, że z dzieckiem jej do klubu nie wpuszczą? Wciska lewą dłoń do kieszeni krótkich, jeansowych spodenek. Zaciska ją w pięść, wbijając pomalowane na czerwono paznokcie w skórę. Musi się obudzić. Nic jej nie grozi. Nic. I chociaż w myślach uparcie powtarza, że wszystko jest w porządku, przyspiesza kroku. Rękaw czarnej, skórzanej kurtki zaczepia się o gałąź, bo dziś świat nie jest dla niej przychylny. Kolejna walka, tym razem nie z demonami przeszłości, a z głupim drzewem, za którym czai się złośliwy los z szerokim, kpiącym uśmiechem na ustach. W końcu jednak Chloe może iść dalej.
Nieco zwalnia, wygładza materiał białego podkoszulka, poprawia ramiączko czarnego stanika, zmusza się do uspokojenia oddechu. Chce wyglądać na przykładną, młodą mamę, spokojną i odpowiedzialną. Taką, która nie pije alkoholu, nigdy nie tańczyła na rurze, nigdy nie sprzedawała swojego ciała, byleby zarobić jeszcze galeona, jeszcze dwa, jeszcze trzy. Szkoda tylko, że niewielu w to uwierzy. Plotki rozchodzą się szybko, zwłaszcza te o dziwkach. Może i Marshall była księżniczką, ale chyba klubów. Księżniczką obdartą z godności, która teraz dzielnie walczy o swój honor i dziś zamierza zrujnować jego resztki, znów pijąc. Znów biegnie, a w końcu potyka się ponownie, upuszczając różdżkę, której panicznie szuka, klnąc i żałośnie pojękując. Drżącymi dłońmi błądzi po ziemi, a ugięte kolana bolą ją jak po wielu godzinach klęczenia. W końcu jednak natrafia palcami na patyk, który w rzeczywistości patykiem nie jest, a liche światełko na powrót rozświetla mroki nocy, przywołując w jej pamięci neony z Luny, które malowały wielobarwne plamy na ciele, skutecznie oślepiając, doprowadzając do nieprzytomności, pozwalając zapomnieć, jak bardzo to wszystko jest upokarzające. To tam poznała Bastiana. Tam spierdoliła tak wiele rzeczy.
Jeszcze jeden zakręt. Z daleka dostrzega przedzierające się przez gąszcz światło ogniska. Więc jednak namiot i pedalskie piosenki? Z resztą, nieważne. Książę na nią czeka, i może ma coś, co na chwilę zmieni życie w lekkie, przyjemne w dotyku piórko. Chloe chowa różdżkę do niewielkiego plecaka, który ściąga jej barki do dołu, jakby przypominając, że ze wstydu powinna już zapaść się pod ziemię i przykryć kupką kamieni resztki godności. Ale nie, ona stawia chwiejny krok za chwiejnym krokiem, w końcu stając całkiem blisko bunkra, w kręgu ciepła. Rzuca plecak gdzieś na bok, powoli zdejmuje kurtkę, nie przejmuje się galopującym sercem. Podchodzi do niego, uśmiecha się uwodzicielsko, siada, od razu zbliżając usta do jego szyi.
- Znam mnóstwo niesamowitych miejsc. Chcesz, żebym ci je dzisiaj pokazała, książę? - szepcze cicho, omiatając ciepłym oddechem jego skórę. Palcami jednej dłoni sunie od obojczyka w dół, od czasu do czasu zatrzymując gdzieś opuszki. Ostatecznie jednak unosi głowę, odrywa rękę i sięga za siebie, wyjmując z plecaka butelkę absyntu, który tak bardzo lubi, więc ukradła go komuś, kto uważał ją za przyjaciółkę na dobre i na złe. I przyjaciółką jest, ale nie tylko jego, ale też absyntu. - Chcesz to, czy ognistą?

//wybacz długość, ale gdy się denerwuję to po prostu stukam jak najwięcej ;/
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Wiek : 32
Skąd : sandavágur, wyspy owcze
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 152
  Liczba postów : 87
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11454-bastian-madsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11456-uwarze-dla-ciebie-specjalny-eliksir#307898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11457-co-dzis-potrzebujesz#307899
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11458-bastian-madsen#307901




Gracz






PisanieTemat: Re: Niesamowicie dobrze ukryty bunkier   Sro Wrz 09 2015, 13:38

Lubi ten moment kiedy oddechem omiatasz jego szyję, kusisz tak mocno, że nie raz miał ochotę przelecieć cię na barze. Na oczach wszystkich żeby mu zazdrościli. Do dziś zachodzi głowę dlaczego tego nie zrobił i przegapił tak zajebistą okazję. To nie to samo co tarzanie się po leśnej ścieżce gdzie co najwyżej wilkołaki z ukrycia przyglądałby się wszystkiemu. Nie wiem co dziś brał, ale nie działa to dobrze na jego mózg. Obraz mu się zamazuje i przestaje powoli kontaktować. Ten stan lubi najbardziej. Żadnych zbędnych myśli, przeszłości i przyszłości. Tylko tu i teraz. Nic więcej. Chloe którą zdążył rozebrać już w myślach trzy razy i butelka od której nie może się oderwać. Książę Bastian. Król życia. Jak żałośnie to brzmi kiedy teraz się na ciebie patrzy.
- Księżniczko, wszędzie za tobą pójdę. Tylko żeby na końcu tej ścieżki był burdel albo coś równie miłego - jeszcze wie gdzie jest, ale zaraz może się to zmienić. Miał podły dzień i nie zamierza jego końcówki spędzić na użalaniu się nad sobą. Wyciąga z kieszeni spodni papierosy, zajebał je jakiemuś małolatowi, który miał nieszczęście wpaść na niego. Jakieś gówno, ale zawsze to lepsze niż nic. Nie będzie narzekał, przynajmniej na razie. Trzyma chwilę paczkę przed Chloe, a później za pomocą różdżki podpala papierosa. Najlepszy jest pierwszy buch, zawsze. Żaden kolejny nie równa się z nim i tak naprawdę nie wie dlaczego. Jest zbyt zajebany, aby dłużej się nad tym zastanawiać. Przechyla głowę, aby spojrzeć na to co Chloe ze sobą przytargała. Przygryza wargę jak to ma w zwyczaju, ale widać, że podjął już decyzję. Była ona bardzo prosta - Komu zajebałaś? - pyta bez ogródek, bo wie doskonale, że jej na to nie stać. Pod tym względem są do siebie podobni. Z tym, że on wszystko przegrywa w karty, a ona przeznacza na dzieciaka. Dobrze, że jego małe klony są rozsiane po świecie. Jest ich coś koło dwóch tuzinów, a może i więcej. Nie przejmuje się tym, są rzeczy ważniejsze niż to komu zrobił dzieciaka.
- Płynne szczęście, eliksir euforii a może masz ochotę na fruwosidło? Czy zdasz się na los? - jemu to bez różnicy, byle się zajebać. Sam absynt by mu wystarczył, ale dlaczego ma sobie odmawiać innych przyjemności i to w tak doborowym towarzystwie? Nie widzi ku temu powodów. Nie czeka na odpowiedź tylko wyciąga z kieszeni fiolkę, w której widać przelewający się niebieski płyn. No proszę na dziś przypadł mu eliksir euforii. Już miał zająć się fiolką, ale przypomniał sobie i manierach - Księżniczki pierwsze. Znasz Hogs Cafe? Podobno szukają tam kogoś do roboty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Liverpool, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 185
  Liczba postów : 74
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9630-chloe-lucienne-marshall
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9631-chodz-pojde-z-toba
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9632-tu-przesylamy-zaproszenia-do-picia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9637-chloe-lucienne-marshall




Moderator






PisanieTemat: Re: Niesamowicie dobrze ukryty bunkier   Sro Wrz 09 2015, 15:48

Uwodzi. Już trochę z przyzwyczajenia, bo noc i mężczyźni to nieodłączni partnerzy, którymi swego czasu dzień w dzień się upajała. Kocha to. Uzależniła się od tego. Uwielbia czuć dłonie na swoim ciele, uwielbia spojrzenia pełne pożądania. Uwielbia zapach ciemności. Nie potrafi zapomnieć, jak to kiedyś było. Nie potrafi zapomnieć mieszanki rozkoszy i upokorzenia, wstydu i zadowolenia, chęci i konieczności. Lubi sprzeczności, żyje sprzecznościami. Przykładna mama, która daje dupy za pieniądze. Pilna uczennica, która zapija każdą myśl, nie zważając już na to, czy jest ona pięknym snem, czy koszmarem. Dziś chce tam wrócić. Chce wrócić do życia sprzed roku, gdy przyjemności pozwalały zapomnieć o istnieniu pór roku. Bastian to dobry środek odurzający. Dziś weźmie całą porcję.
- Burdel? A moje ramiona cię satysfakcjonują? - pyta wprost, bo odwaga ma zaprowadzić ją do piekła. Dobrze wie, że nawet po jebanej śmierci przyjdzie jej cierpieć katusze, znosić pieprzniętą matkę i codziennie na nowo przeżywać stare lęki i grzechy. Fobia za fobią. Cios za ciosem. Koszmar za koszmarem. Wyścig szczurów, w którym zawsze jesteś przegranym, żałosnym, pokaleczonym robakiem, który na dziesięć miejsc ląduje na jedenastym. Cudowności losu są nieprzebrane, czyż nie? Dlatego też po raz pierwszy od dawna Marshall sięga po papierosa i sugeruje księciu, żeby i jej odpalił. Zaciąga się mocno. Czuje, jak zapach dymu powoli przesiąka jej włosy i ubrania, mieszając się z subtelną wonią perfum. Wypełnia dziwną pustkę w sercu i wypiera ją tak, by przeszła do głowy, pozostawiając Chloe wolną od wątpliwości. Wolną od całego tego syfu, który non stop próbuje wedrzeć się pomiędzy nią a szczęście, pomiędzy nią a spokój. I wcale nie ma ciężko, bo szczęście i spokój są daleko, bardzo daleko, i nie widać ich nawet na horyzoncie. Ale życie jest piękne, pamiętaj o tym! Z tym, że nigdy nie twoje. Ty zawsze musisz mieć pod górkę.
Patrzy, jak przygryza wargę. Wygląda wtedy tak... Ciężko to opisać. Hipnotyzująco.
- Dawna koleżanka ma za dużo pieniędzy i zbyt pełny barek, więc postanowiłam trochę ograniczyć jej skłonność do całonocnych libacji alkoholowych - wzrusza ramionami, bo faktycznie cała ta akcja nie wzbudza w niej żadnych emocji. Ktoś ma pełny portfel, ktoś ma pusty; tak to już jest. Robin Hood zabierał bogatym i dawał biednym. Nie ma go, więc biedni muszą dawać sobie sami. Żeby wygrać trzeba grać, w dodatku nie fair. Pierwszy milion trzeba ukraść i te sprawy.
- Los jest najgorszym doradcą, a nam już nic nie może bardziej zaszkodzić - prawda? Dlatego też Chloe ze spokojem przygląda się wyjętej przez księcia fiolce. A więc euforia. No i księżniczki mają pierwszeństwo. - Znam. Pracuje tam mój... Przyjaciel. Joshua - odpowiada jeszcze, a chwilę później sięga po eliksir. Za zdrowie chorych, za chorobę zdrowych, za szczęście nieszczęśliwych i nieszczęście szczęśliwych. Za nasz chory los. Co nie, Madsen? Tak więc Chloe odkorkowuje buteleczkę i bierze kilka drobnych łyków. Nienawidzi tego smaku, więc oddając fiolkę Bastianowi ponownie zbliża się do jego szyi, by pocałować ją raz, drugi, trzeci, ścierając nieprzyjemny aromat. - Nienawidzę roboty w Rozbłysku. Już wolałam Lunę - pomrukuje cicho wprost do jego ucha, powoli zdejmując koszulkę, bo jest ciepło, a nie wypada pozostawić mężczyzny samego bez górnej części odzieży, czyż nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Wiek : 32
Skąd : sandavágur, wyspy owcze
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 152
  Liczba postów : 87
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11454-bastian-madsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11456-uwarze-dla-ciebie-specjalny-eliksir#307898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11457-co-dzis-potrzebujesz#307899
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11458-bastian-madsen#307901




Gracz






PisanieTemat: Re: Niesamowicie dobrze ukryty bunkier   Sro Wrz 09 2015, 16:39

Już zapomniał jak to było kiedy pracowali razem. Jak wlepiał w ciebie oczy i odganiał natrętnych klientów wlewając im w kieliszki to co miał pod ręką. Sam jeszcze wtedy myślał inaczej, snuł jakieś plany, myśląc, że wszystko ułoży się inaczej. Zastanawiał się dlaczego to robisz, teraz sam oddałby swoje ciało za kilka galeonów. Pewnie spróbuje za jakiś czas. Pytanie tylko czy padnie na podstarzałą czarownicę, która przez chwilę chce się poczuć młoda czy może kolesia, który będzie błagał o to, żeby go wypierdolić w dupę. Na myśl o jednym i drugim chce mu się rzygać. Robił wiele rzeczy, o większości nie chce pamiętać, więc dlaczego niemiałby uzupełnić tej listy o nową pozycję?
- W burdelu większy wybór - mówi bez sensu, składając pocałunek na twoim ramieniu, później szuka ustami obojczyka, a na sam koniec przygryza twoją dolną wargę. Nie do krwi, na razie delikatnie, później przyjdzie czas zabawę. Bo lubisz tak, prawda? Ostro, do utraty tchu, pamiętaj tylko, że Bastian w zamian nie zostawi obok garści galeonów. Zaciąga się ostatni raz i wrzuca niedopałek do ogniska, a przynajmniej tak myśli, bo nie odwraca od ciebie wzroku. Skupił się na tobie i na chwilę świat przestał wirować - Zależy czy jesteś tak dobra jak opowiadali - nasłuchał się swojego czasu o tym co Chloe potrafi. Przychodzili później do baru jej klienci i gadali bez końca. Zawsze śmieszyły go zwierzenia barmanowi. Jakby naprawdę nie miał lepszy zajęć od słuchania, przytakiwania i udawania, że sensem jego istnienia jest wysłuchiwanie tego monologu. Często musiał się znieczulać w pracy. Wypić, zapalić cokolwiek, aby być ponad to, a jednocześnie gdzieś niżej. Staczając się z każdym kolejnym dniem.
- Przyjaciel… - powtarza po niej i wybucha śmiechem. Liczył na to, że powie coś więcej, ale nie chce dać po sobie znać, że zależy mu na tej robocie. Nie myśli już zresztą o tym, ma przyjemniejsze zajęcia. Zawsze takie ma. Wszystko tylko nie praca, nie polepszenie swojego losu czy ogarnięcie życia. To odkłada na później, zdąży. Zawsze jest od tego kolejny dzień, miesiąc czy rok. Nie można mieć wszystkiego naraz, więc należy się bawić i korzystać póki można. Odbiera od niej fiolkę i jednym łykiem wypija resztę. Zna ten smak aż za dobrze. Ten stan zresztą też. Jeszcze łyk absyntu, drugi, trzeci i kolejne pięć, a będzie w swojej bajce. Zabierze cię ze sobą z dala od tego nędznego bunkra. Do rana będzie jego księżniczką, a później… Nie ma później.
- Chyba każdy wolał Lunę. Chociaż Chloe też nie pogardzę - odpowiada bez składu, nie zważając na to, że to co powiedział nie miało najmniejszego sensu. Na przyjemny widok odpowiada uśmiechem, a później wolno, zmieniając pieszczoty w tortury zaczyna poznawać każdy odsłonięty kawałek ciała. Trzeba pocierpieć, nie ma lekko. A wszyscy którzy mówili inaczej kłamali. Pierw opuszkami palców wyznacza linię od obojczyków po linię szortów, ledwo muskając delikatną skórę. Później tą samą trasę przemierza ustami. Nie zważa na miejsce w którym się znajdują. Kto by się tym teraz przejmował. Rozkoszuje się smakiem i zapachem twojej skóry. Nie jest pewien ile rzeczy z tego wszystkiego jest prawdziwe, ale to mało ważne - Smakujesz… Lepiej niż euforia - zaczyna bawić się guzikiem od spodenek, ale porzuca to na chwilę, aby wprawnym ruchem pozbawić cię stanika. Nie patrzy na ciebie pytająco. Nie musi mieć pozwolenia na to, aby zacząć pieścić twoje piersi. Nie pamięta momentu w którym przeturlaliście się na trawę. A może od samego początku znajdowaliście się na niej i teraz dopiero do niego to dotarło. Językiem zatacza kółka wokół prawego sutka, a lewą pierś pieści dłonią. Musi przyznać przed samym sobą, że teraz smakujesz jeszcze lepiej. Dasz mu więcej? Nie musisz. Sam weźmie więcej, ale to zaraz. Po torturuje cię jeszcze powolnymi pieszczotami. Delikatnym muskaniem skóry i wrażeniem niezdecydowania czy chce więcej. A chce…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Liverpool, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 185
  Liczba postów : 74
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9630-chloe-lucienne-marshall
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9631-chodz-pojde-z-toba
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9632-tu-przesylamy-zaproszenia-do-picia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9637-chloe-lucienne-marshall




Moderator






PisanieTemat: Re: Niesamowicie dobrze ukryty bunkier   Sro Wrz 09 2015, 20:22

podchodzimy pod +18? w sumie lepiej za wcześnie niż za późno

Luna... Zlepek wspomnień i ludzi. Charlie, kochana Charlie, która mogła osiągnąć znacznie wyższy szczyt, niż szczyt rury i głupoty. Jupiter, zupełnie jak starszy brat, którego trzeba kopać w dupę z całych sił. Prince, który był jej zupełnie obojętny, dopóki pewna Gryfonka nie połączyła jego imienia z przekleństwem. No i Bastian. Barman, którego z początku nie zauważyła, bo neonowe światła zasłaniały wszystko to, co warte uwagi. Barman, który niemalże wyrwał jej z dłoni pierwszego drinka; który pytał, czemu wypina się w stronę jakiś idiotów. Miała wtedy zaledwie osiemnaście lat. Nawet naga, z rozmazaną szminką na policzku zachowywała się jak księżniczka tego gówna. Uwielbiała pozować na dumną, opanowaną, oswojoną z tym wszystkim. Uwielbiała udawać, że chce tam być i kłaść dłonie na ramionach zupełnie obcych, sporo starszych od niej mężczyzn.
- I gorsza jakość. - Nawet przez chwilę nie wątpi w te słowa. Wie, co potrafi. Wzdycha cicho, zachęcająco, gdy książę zajmuje się jej wargą. Potrzebuje go. Jego ciała, dłoni, ust, męskości. Siły, pewności, niepytania. Nie chce pieniędzy, tylko kilku chwil zapomnienia, drżącego oddechu. Chce księcia bez białego jednorożca, bez zamku, bez skrupułów. Zaciąga się... Któryś już raz, z pewnym smutkiem wyrzucając niemalże wypalonego papierosa do ogniska. Trafia w sam środek, a Chloe może przez ułamek sekundy podziwiać, jak jasne płomienie trawią to, co przed chwilą pozwalało wypełnić pustą przestrzeń między nią a jej córką, która gdzieś tam w Liverpoolu znosiła swoją babcię.
- Jestem lepsza, niż opowiadali. - Znów się nie waha. W końcu jest Chloe Marshall, a nie zagubioną piątoklasistką. Nawet wtedy nie była zagubiona. Nawet wtedy wiedziała, jak dostać to, czego chce.
Nie odpowiada, ale jej twarz wykrzywia kpiący uśmiech. Przyjaciele... Kim są? Sekundą? Ciężarem? Momentem. W końcu z taką łatwością przyszło jej zostawienie Charlie i Jupitera bez słowa... To była chwila. Impulsywna decyzja. Walizka pełna zdjęć i ubrań, kilka zaklęć, bilet, pociąg, Liverpool, matka, córka. Zakopany w piasku nad Atlantykiem Hogwart. Podmuch wiatru, który wyrwał jej ostatnie zdjęcie Charlie i Jupitera. Nowy ciężar, który pozwolił jej zapomnieć o problemach Kacpra. Żyła z myślą, że każda minuta oddychania wynagradza każdą sekundę duszenia się w klatce złych wyborów. A wybory z reguły bywają złe lub jeszcze gorsze. A najważniejsze to nie żałować.
Fakt, nie ma lekko. Nie można latać. Trzeba mozolnie taszczyć na plecach swój bagaż doświadczeń, historię swojego życia, wszystkie błędy, grzechy, przewinienia, wszystkich ludzi, których pozostawiliśmy z ranami. Chloe powoli łamie się na pół, chociaż mogłoby się wydawać, że jest tak niewinną i ciepłą osobą, że nawet lodowce ulegną... Zabawne, do jakiego stopnia pozory mylą. Ale to teraz nieważne. Wodzi opuszkami po jego szyi, a potem spokojnie przesuwa palce na kark. Zaledwie go trąca, muska, od czasu do czasu delikatnie gładząc. Niewinnie. Wygina się w nieznaczny łuk, rozchyla wargi. Chce go teraz, tutaj, natychmiast, z wszystkimi zaletami i wadami. Jej usta niemo wypowiadają jego imię, gdy sięga dłonią do jego twarzy, by dotknąć policzka, podrażnić opuszki zarostem, a w końcu przesunąć czubkiem palca po wargach, by następnie przenieść ich smak na swoje, językiem trącając własny kciuk.
- Daj mi spróbować siebie... - prosi cicho, nieznacznie unosząc biodra do góry w geście aprobaty, a gdy stanik ląduje gdzieś na ziemi, nie potrafi powstrzymać ledwo słyszalnego jęku. Niesamowicie go potrzebuje, a każda pieszczota rzeczywiście staje się torturą, ale księżniczka chce więcej i więcej, a przede wszystkim chce tego, czego chce książę. Zaciska szczupłe palce na jego ramionach, gdy zajmuje się jej piersiami, a nogi lekko zgina w kolanach, by zaczepić butami o jego spodnie i nieco zsunąć je w dół. Po co mu one? W końcu wilgotna od rosy trawa tak przyjemnie studzi rozgrzane ciało...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Wiek : 32
Skąd : sandavágur, wyspy owcze
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 152
  Liczba postów : 87
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11454-bastian-madsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11456-uwarze-dla-ciebie-specjalny-eliksir#307898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11457-co-dzis-potrzebujesz#307899
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11458-bastian-madsen#307901




Gracz






PisanieTemat: Re: Niesamowicie dobrze ukryty bunkier   Sro Wrz 09 2015, 21:24

może tak +18

Wszystko przyjemnie wiruje. Góra miesza się z dołem, a twoje ciało smakuje coraz przyjemniej. Nie umie określić czym, ale wie, że zapamięta to na długo. Co oznacza w jego przypadku do rana. To nie jest teraz najważniejsze. Doznania są ważniejsze, drżenie ciała z każdym kolejnym dotykiem. Ciche jęki wydobywające się z twojego gardła. Na nich skupia swoją uwagę i każdym dotykiem chce wydobyć ich z ciebie coraz więcej. Torturowanie ciebie przechodzi w torturowanie samego siebie, nie wytrzymuje długo z delikatnymi pocałunkami. Unosi biodra, aby pomóc pozbyć się swoich spodni i nim zdążysz podążyć za nimi wzrokiem, obok już znajdują się twoje szorty. Zdecydowanie zbędę w tym momencie. Tak teraz jest o wiele lepiej.
- Dlaczego do tej pory tego nie robiliśmy? - pyta, choć nie oczekuje odpowiedzi. Sam nie wie czy pytanie kieruje w twoją stronę, czy może przypadkiem wypowiedział je na głos. Nie przestaje jednak pocałunkami zasypywać twojego nagiego ciała, specjalnie omijając miejsca, które dotyku najbardziej się domagają - Poproś - bawi się z tobą, choć sam już chce się znaleźć w tobie. Przedłuża wszystko, bo sprawia mu to dziwną przyjemność, a może sprawdza siebie. Już dawno zapomniał jak masz na imię czy jak długo się znacie. Wszystko zlało się w jedno, a absynt przyjemnie w tym pomógł. Jeszcze przed chwilą spijał jego krople z twojego rozgrzanego ciała. A już chce to powtórzyć, ale wie, że jeszcze zdąży. Rozchyla twoje uda i znajduje między nimi idealne miejsce dla siebie. Przestaje już być delikatnym kochankiem, oczy zachodzą mu mgłą i jednym mocnym pchnięciem znajduje się w tobie. Łapie za nadgarstki i przytrzymuje je mocno nad twoją głową. Drażni się z tobą, przyspiesza i zwalnia, abyś tylko za szybko nie doznała rozkoszy i abyś nie pomyślała na początku, że w ogóle jej zaznasz. Samym oddechem drażni skórę na policzku i szyi. Porusza ustami jakby mówił twoje imię, ale tak naprawdę już dawno je zapomniał. Co najwyżej nazwie cię księżniczką. Bo jesteś nią, co nie?
- Mówili, że jesteś najlepsza. Powoli zaczynam rozumieć dlaczego - szepcze urywanym oddechem zanim złącza wasze usta w pocałunku. Tym razem mocniej przygryza twoją wargę, na pewno przeciął ją zębami, bo zaraz czuje w ustach metaliczny posmak. Nie przejmuje się, że ma na ustach twoją krew, którą zaraz rozmazuje na twoich piersiach. Tak pięknie wyglądasz kiedy wyginasz ciało w łuk, że chciałby zapamiętać ten widok na dłużej niż do rana. Może za którymś razem mu się uda. To nie jest najważniejsze. Jutro już będziesz niewyraźnym wspomnieniem jak wszystkie, a może robiliście już to wcześniej, a on tego nie pamięta? Przyjemność, tylko ona ma teraz znaczenie. Schodzisz w tym wszystkim na dalszy plan. Przestajesz być księżniczką o ile kiedykolwiek nią byłaś. I dobrze, one są przereklamowane, delikatne, a ty jesteś prawdziwa. Mogą się jedynie uczyć od ciebie, ale to innym razem. Dzisiaj jesteś z nim i nie spieprz tego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1477
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 1347
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7531-katherine-nadia-russeau#211124
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7534-kat-russeau
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7533-poczta-kat-russeau#211125
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7535-katherine-nadia-russeau




Gracz






PisanieTemat: Re: Niesamowicie dobrze ukryty bunkier   Pon Mar 28 2016, 11:09

Miała się tutaj spotkać po zajęciach z Lucasem. Obiecała, że z nim porozmawia. Chwilami była zbyt dobra dla ludzi, którzy ją otaczali, a później po prostu przy pierwszej okazji ignorowali przy innych na zajęciach. Słyszała o jakimś bunkrze ale jedyne o co zapomniała zapytać Slizgona to fakt, gdzie dokładnie ten bunkier się znajduje. Wiedziała, że jest na obrzeżach Hogsmeade więc tam też się udała. Nigdzie jednak nie znalazła wejścia więc usiadła na pobliskim kamieniu. W torbie miała dwie butelki ognistej whiskey. Miała nadzieję, że w zupełności wystarczy. Była ciekawa co też dokładnie nabroił Lucas i ile informacji dzisiaj wypłynie z jego ust. Ziewnęła mimowolnie po czym wyciągnęła z torby słodycze. Zajadała się teraz kwaskowymi cukierkami. Chociaż odrobinę od życia chciała mieć nim przyjdzie chłopak. Miała ze sobą jeszcze w torbie dyniowe paszteciki, bo przecież jedzenie na pusty żołądek było złym pomysłem.

kostka: 3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Niesamowicie dobrze ukryty bunkier

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

 Similar topics

-
» Ukryty Pub niedaleko wieży
» Celestia | Silver Ticket
» Domek na drzewie
» Będzie dobrze!
» Pałacyk ukryty w leśnej gęstwinie [Sikilsdalshorn]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Okolice Hogsmeade
-