IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Sklep Zonka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość




Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Dolina Godryka
Galeony : -16
  Liczba postów : 974




Gracz






PisanieTemat: Sklep Zonka   Pią Cze 11 2010, 22:59

First topic message reminder :


Sklep Zonka

Bogaty asortyment dla wielbicieli płatania dowcipów, przyciąga wielu uczniów Hogwartu. Wewnątrz jest bardzo kolorowo i zawsze jest w nim pełno klientów, w końcu to jedyny tego rodzaju sklep w miasteczku. Na wielu półkach widać łajnobomby, cukierki wywołujące czkawkę czy mydełka z żabiego skrzeku, oraz wiele innych akcesoriów uwielbianych przez uczniów.

Cukierek wywołujący czkawkę – 3g
Mydełko z żabiego skrzeku – 10g
Łajnobomba – 13g
Kubek gryzący w nos – 15g
Sok Dyniowy – 5g
Filiżanka dowolnej herbaty – 5g
Kawa – 5g
Piwo kremowe – 7g
Dzbanek dowolnej herbaty – 10g
Dzbanek kawy – 10g
Maska komiczna - 40g
Rozmach Grubej Damy - 40g

Rozliczeń dokonuj w tym temacie.


   
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 676
Dodatkowo : Animag (testral)
  Liczba postów : 889




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep Zonka   Nie Wrz 26 2010, 20:22

- A co mu się stało? - Zapytała w związku z kotem i sama zapłaciła za zakup. Miała rację, sprzedawca zeszedł do dwóch galeonów. Oni tutaj zbijali nieziemski utarg. - A teraz może menażeria? Oglądniemy te feniksy i inne zwierzęta! - Ucieszyła się, przy okazji rozglądając się jeszcze za innymi rzeczami w sklepie.
Zrobiła kilka kroków w stronę drzwi, a przy otwieraniu znowu usłyszały dźwięk dzwonka. Może ten dźwięk byłby przyjemny, gdyby nie fakt, że co chwilę ktoś wchodził, albo wychodził.
- Chyba, że masz inne plany? Zjadłabym lody, ale pewnie Miodowe Królestwo jest całe zapchane...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : V
Wiek : 22
Skąd : Francja
Galeony : 217
  Liczba postów : 215




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep Zonka   Nie Wrz 26 2010, 20:42

- Mój kuzyn testował na nim zaklęcia.Miał wtedy chyba jakieś trzynaście lat. - Powiedziała nie kryjąc urazy do chłopca. Gdy przypominała sobie jak znalazła sztywne ciało swojego pupila na środku salonu, łzy same cisnęły się jej do oczu. Lubiła udawać twardą, więc jakoś powstrzymała się od spowodowania powodzi w sklepie. - Gdy go znaleźliśmy było już za późno by go jakoś wyratować. - Po chwili była gotowa by zmusić się do wesołego uśmiechu i beztroskiego tonu.
-Może najpierw pójdziemy do menażerii, a potem skoczymy na coś słodkiego. Co o tym sądzisz? - Zapytała kierując się w stronę drzwi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Go??












PisanieTemat: Re: Sklep Zonka   Sob Lis 27 2010, 22:00

Okularnica otworzyła cicho drzwi od sklepu. Rozejrzała się. W środku nie było ruchu; to dobrze, bo nie cierpiała tłumu. Zdecydowanie wolała samotność. Dziewczyna oglądała dokładnie towar, który leżał na półkach. Nie mogła się zdecydować co kupić, a musiała. Koniecznie. Puchonka jednak zdecydowała się zakupić paczkę cukierków wywołujących czkawkę. Zaśmiała się pod nosem, wyobrażając sobie minę ''wrednej kuzynki'', której nie cierpi. Podeszła do lady i zapłaciła za towar.
Powrót do góry Go down



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Seoul
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 237
Dodatkowo : wilkołak lunarny
  Liczba postów : 511
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1020-twan-nguyen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1029-relacje-tlana-n
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1021-twanowa-poczta




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep Zonka   Sob Lis 27 2010, 22:10

Twan energicznie wszedł do sklepu i od razu zaczął szukać tego, po co tu przyszedł. Skakanki. Była mu koniecznie potrzebna, jeśli nie skakanka to przynajmniej jakaś lina... długi sznurek... z której dałoby się zrobić idealny węzeł samozaciskajacy. O tak.
Przeszukiwał wzrokiem pułki, nie oszczędzając również rąk, przez co po chwili na pólkach zrobił się niezły bałagan. Normalnie, pewnie zainteresowałby się też czymś innym, ale teraz potrzebna my było tylko i wyłącznie skakanka! A jak na złość, musiała gdzieś się schować. Nawet nie przyjmował do wiadomości, że najzwyczajniej mogłoby jej tu nie być.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Go??












PisanieTemat: Re: Sklep Zonka   Nie Lis 28 2010, 10:13

Dziewczyna zauważyła, że chłopak robi coś dziwnego przy półkach. Postanowiła się temu przyjrzeć. Oczywiście tylko tak zaglądała przez okulary. Dziwnie się chłopak zachowywał, ot co. Zauważyła również, że jest z Gryffindoru, gdyż na jego szacie został wyszyty herb tego domu. Cóż. Do Gryfonów nic nie ma, ale gorzej by było gdyby to byłby Ślizgon. Wtedy na pewno jej tutaj by nie było.
- Co Ty robisz? - pisnęła dziewczyna, wychylając się zza półkę. Spojrzała na niego nieco dziwnym wzrokiem. Tak jakby się bała.
Powrót do góry Go down



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Seoul
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 237
Dodatkowo : wilkołak lunarny
  Liczba postów : 511
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1020-twan-nguyen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1029-relacje-tlana-n
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1021-twanowa-poczta




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep Zonka   Nie Lis 28 2010, 16:06

Nawet nie zauważył, że ktokolwiek mu się przygląda, tak był zajęty poszukiwaniami. No, to niech gdzieś się znajdzie!
- Szukam skakanki - automatycznie odpowiedział na pytanie, nie odwracając się w stronę osoby która je zadała. Nie za bardzo go to teraz obchodziło... O! Jest! W głębi półki, za stertą innych, niby to bardziej interesujących gadżetów, dostrzegł czerwoną linę, z dwoma kawałkami plastiku na obu końcach. Natychmiast ją z stamtąd wygrzebał, nie przejmując się, że przez to nieco przedmiotów spadło na podłogę. Ktoś to posprząta.
- Znalazłem - oświadczył z szerokim uśmiechem, dopiero teraz przenosząc wzrok na dziewczynę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Go??












PisanieTemat: Re: Sklep Zonka   Nie Lis 28 2010, 18:51

- Szukałeś głupiej skakanki? - wymruczała dziewczyna. W tej zabawce nic nie widziała nadzwyczajnego, od co. Zwykła zabawka.
- Po co Ci zwykła skakanka? - dopytywała się Puchonka cały czas. Wpatrywała się w twarz młodzieńca, jakby chciała go zapamiętać. Może faktycznie tak było. Dziewczę poprawiło okulary i schowała paczkę ''cukierków'' do torebeczki, jaką miała przy sobie.
Powrót do góry Go down



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Seoul
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 237
Dodatkowo : wilkołak lunarny
  Liczba postów : 511
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1020-twan-nguyen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1029-relacje-tlana-n
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1021-twanowa-poczta




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep Zonka   Pon Lis 29 2010, 21:11

- Zobaczysz. - Najpierw chciał ze spokojem oświadczyć do czego też potrzebna mu skakanka, ale w ostatniej chwili pomyślał sobie, że... dziewczyna mogłaby być trochę zaskoczona.
Podszedł do kasy i dał aż jednego, całego galeona. Nie, nie było nawet tak drogo jak się spodziewał.
- Chodź ze mną nad jezioro w Hogwarcie, to ci pokarzę! - rzekł z entuzjazmem, wciskając zakupiony przedmiot do niewielkiej kieszeni białej kurtki. Założył jeszcze czapkę, upewniając się, że uszy ma dokładnie zasłonięte, opatulił się szalikiem i otworzył drzwi na dwór.
Wuuu, wiejnęło! Tak mocno, że aż się zachwiał, a to, że od razu oblepiły go płatki śnieg, to rzecz drugorzędna. Bez tego i tak był biały.
Poczekał aż dziewczyna wyjdzie, po czym ruszył drogą w stronę zamku.

[zacznij na drodze do Hogsmeade]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Bordeaux, Francja
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 142
Dodatkowo : fachowe robienie zdjęć lucjanowi pod prysznicem ♥
  Liczba postów : 270
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1323-lilyanne-wayland#35758
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4290-lils-w
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1312-lilyanne-wayland?highlight=Lilyanne+Wayland




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep Zonka   Sro Gru 29 2010, 17:12

Weszła do sklepu, trzymając pod rękę Kath i słuchając jednej z jej opowieści. No, może nie tak do końca. Prawda jest taka, że prawie w ogóle jej nie słuchała. Owszem, słyszała jej uroczy głos, ale żadne słowo z jej ust do niej nie docierało. Głowę miała zajętą piosenką, która kojarzyła jej się... z latającą hulajnogą? O losie. W każdym bądź razie, za nic nie mogła wyrzucić tej melodii z głowy.
Musiała przyznać, że o dziwo, nie panował tutaj zbyt wielki ruch. Unosząc bródkę dumnie do góry ruszyła w stronę półek, rozglądając się za łajnobombami dla Kath, ale wiedziała, że ta i tak ją wyprzedzi. Bardziej orientowała się w terenie.
- Kathie, czego aktualnie słuchasz? - spytała, marszcząc nosek, bo nadal nie mogła wyrzucić z łba tej durnej piosenki! Męczyło ją to strasznie i rozpraszało. Jak tu się skupić na rozmowie, kiedy cały czas słyszysz brzdąkanie gitar i wycie ( no dobra, on wcale nie wył!) jakiegoś gościa? Czekając na odpowiedź towarzyszki, zdjęła swój ukochany berecik, bo w pomieszczeniu było duszno.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Gryffindor
Wiek : 22
Galeony : 304
  Liczba postów : 799




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep Zonka   Czw Sty 27 2011, 18:34

Tak, tak! Nareszcie w Zonku! Uśmiechnęła się do sprzedawcy, który swoją drogą bardzo dobrze ją znał i dawał najlepszy towar, jaki miał w sklepie oraz od razu podeszła do kasy.
- To co zwykle - poprosiła. Łajnobomby.. Gdzie by tu je podstawić ? Może do klasy eliksirów ? Nie, po pierwsze miesięczny szlaban i sprzątanie klasy, a po drugie tata nie byłby zadowolony, że wyniszcza tak cudowne miejsce. Czy zna ktoś większego maniaka od Briana Gardnera ? Nie, bo nie ma, ha ha ha!
Czego aktualnie słucha ? To jest pytanie, na które nie można odpowiedzieć tak szczegółowo, jakby chciała Lil. Kath nie ma określonych faz na dany zespół czy gatunek. Nigdy nie odstępuje cudownej, klasycznej Frani. Ciągle coś nuci, wystukuje rytm, śpiewa. Ach, dziecko muzyki, owszem. A jak się dorwie do pianina to już dopiero.. Zapomina gdzie jest. Tylko dźwięki, klawisze i ona. Wygrywa to, co akurat gra w jej sercu, co jej przypomina przyjaciół, wspomnienia. Komponuje własne myśli i przelewa je do świata zewnętrznego w kształcie czarnych nutek.
- Muzyka klasyczna - odparła zupełnie szczerze. Do tej pory jeszcze nikt nie odważył się zaśmiać, gdy usłyszeli o tym, jaki ma gust muzyczny. Owszem, nie gardzi innymi gatunkami, aczkolwiek same dźwięki znacznie bardziej oddziałują na jej wyobraźnię. Powiedzcie sami, czy wolicie się uczyć i myśleć przy ostrych brzmieniach czy też delikatnych tonach pianina ? O gustach się nie dyskutuje, prawda, jednakże trzy czwarte wybierze drugą opcję. - A ty ? - spytała cicho.
Kathleen znała dziewczynę na wylot, ale ta miała ciągle zmienne zdanie w związku z pasją Gardner. Chciała się dowiedzieć o niej wszystkiego co możliwe. Poznać całkowicie. Odkrywać coś nowego. Po prostu znać i uwielbiać za to, jaka jest. Mądra decyzja, Melonie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Bordeaux, Francja
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 142
Dodatkowo : fachowe robienie zdjęć lucjanowi pod prysznicem ♥
  Liczba postów : 270
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1323-lilyanne-wayland#35758
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4290-lils-w
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1312-lilyanne-wayland?highlight=Lilyanne+Wayland




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep Zonka   Czw Sty 27 2011, 20:33

A więc Kath otrzymała kartę stałego klienta. Powinni jej dać jakąś zniżkę, skoro sprzedawca już wie, co ma dla niej szykować, kiedy tylko ją zobaczy! Trzeba będzie o tym poważnie pomówić, w końcu „Klient - Nasz Pan”, a zasady tej trzeba przestrzegać!
Tak więc stanęła za Kathleen, która czekała na towar, a sama zaczęła rozglądać się po wnętrzu. Po co? Sama tego nie wiedziała. Znała ten sklep na pamięć, wiedziała gdzie co się znajduje, pamiętała na którą deskę nie należy stawać, bo ze starości popękała tu i ówdzie, przez co łatwo było się potknąć. Lubiła zapamiętywać takie nieistotne szczegóły. Ale widocznie coś tu poprzestawiali, bo nie bardzo wiedziała w tej chwili, co gdzie jest. Przemeblowali sklep! Często tu przychodziła, razem z Melonikiem, który uzupełniał zapasy, twierdząc, że nie ma pojęcia, gdzie te wszystkie łajnobomby wcięło, co wywoływało wybuch śmiechu u dziewczyny. A teraz dupa blada, schowali gdzieś wszystko! Albo przyszła dostawa i dopiero wszystko poustawiają.
- Hej, Kath, chcesz trochę tych... tego czegoś? - spytała, rzucając w stronę dziewczyny jakimiś dziwnymi kulkami w różnych odcieniach. Co to do licha jest?
Podeszła do lusterka, które wisiało na ścianie i skrzywiła się, widząc swoje odbicie. Z westchnięciem wsunęła włosy za ucho, bo leciały jej do oczu tak, że nie widziała otaczającego ją świata. A nuż z krzaków wyłoniłby się jakiś pedofil z młotkiem, a ona by go nie zauważyła przez to, że połowa jej twarzy była zasłonięta czymś, co zwie się włosami, ale bardziej przypomina siano?
- Muzyka klasyczna. - powtórzyła. Cóż, wiedziała to od dawna, powinna jaśniej sprecyzować pytanie. Chodziło jej o utwór. Ale Melonik sam przecież komponował. Powinna ponazywać jakoś te swoje dzieła, na wypadek, gdyby odkrył ją jakiś łowca talentów i zaproponował kontrakt. Nie raz widziała Kath przy gitarze, która była ósmym cudem świata, zdaniem Gardner, oczywiście. I nic dziwnego. Wyprawiała takie rzeczy, które nie mieściły się... w pale, ślicznie mówiąc. A jak fajnie się słuchało melodii, wychodzącej spod jej dłoni. Kto by pomyślał, że szarpiąc struny w określonej kolejności można stworzyć coś tak przyjemnego?
- Ja? Baroku, oczywiście. - odpowiedziała na pytanie Gryfonki, uśmiechając się do niej szeroko. Prawdę mówiąc, Lil słuchała wszystkiego po trochu... No, może nie do końca wszystkiego. Ale Kathie wiedziała dokładnie, co jej się spodoba, a co nie, więc pomińmy tę kwestię.
- Wiesz, że wielkość kciuka jest wprost proporcjonalna do wielkości nosa? Albo, że serce żyrafy waży piętnaście kilo? A co roku czterdzieści tysięcy ludzi robi sobie krzywdę, korzystając z toalety? - poinformowała Panienkę Gardner. Lubiła wiedzieć coś, czego nikt nie wiedział. Niby nikogo to nie obchodziło, to takie nieistotne szczegóły. Ale zaskakiwały.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Francja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1
  Liczba postów : 201




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep Zonka   Nie Lut 13 2011, 12:44

Kubki gryzące w nos... Niby taki banalny zestaw, a jednak można było nabrać większość balowiczów ! Constantine układał w głowie jakiś niecny plan dotyczący zrobienia rozróby w cukierni, toteż przez resztę drogi praktycznie nie odzywał się do Lei. Kompletnie zapomniał nawet o tym, że kiedyś był z nią bliżej związany. Cóż, uczucie przelało się aktualnie na inne osoby, więc nie ma sensu się nad tym zastanawiać!
- Lecimy do Zonka - zarządził oficjalnie, puszczając ślizgonce oczko, które miało na celu uświadomienie jej, że wpadł na genialny pomysł - a potem wrócimy do cukierni. Nie martw się, nudno nie będzie - dopowiedział z uśmiechem. W końcu powóz przystanął w miejscu, dlatego Brown zeskoczył i stanął twardo nogami na ziemi, aby móc pomóc wyjść dziewczynie. Ach, no tak, dobre maniery - czegoś go jednak mamusia nauczyła. Dwójka pognała uliczkami Hogsmeade do odpowiedniego sklepu, a kiedy znaleźli się u Zonka, Constantine zaczął rozglądać się w celu znalezienia czegoś odpowiedniego. Niestety mało było konkretów, dlatego chyba będą musieli się zdać na boską moc cukierków wywołujących czkawkę czy gryzących kubków.
- Widzisz coś ciekawego ? - zapytał, krzywiąc się odrobinę, bo szczerze mówiąc nieco się rozczarował. Jeśli odpowiednich gadżetów brak, to będzie musiał powziąć odpowiednie kroki... Skorzystać z własnej głupoty i wydostać z siebie niedorosłe, nieodpowiedzialne 'ja'. Wystarczyło stanąć na środku cukierni, krzyknąć coś bezsensownego i tańczyć do niesłyszalnej muzyki - już wtedy obserwatorzy nie mogli odwrócić od niego wzroku! Pewnie wszyscy zastanawiali się stąd ten młodzieniec bierze tyle energii. Ano... Pije dużo mleka!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Skąd : Rumunia.
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 193
Dodatkowo : Legilimencja i oklumencja, teleportacja
  Liczba postów : 238




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep Zonka   Nie Lut 13 2011, 13:10

Ha! Czyli dobrze myślała, zawsze znajdzie się coś do zrobienia, nawet przy tak formalnych okazjach. A właściwie, to co tu pamiętać? Było fajnie, przynajmniej się nie nudzili i mieli kogoś, kto umilał czas. Większość związków dziewczyny wyglądało tak, a nie inaczej, bo była osobą, która nie szukała nikogo na siłę. Jeśli znalazł się ktoś, z kim dobrze się bawiła - tak samo się składało. Lubiła potem wspominać, przeglądać zdjęcia... Miała frajdę. A często nawet nie pamiętała, o co poszło. Zresztą, po takich luźnych związkach warto było zachować przynajmniej neutralne stosunki, aby nie gryźć się na każdym kroku.
- Że też na to nie wpadłam - pochwaliła pomysł Gryfona.
Chwilę potem byli już na miejscu. Regałów było sporo, a wybór... rzeczywiście, Weasley'owie bili Zonka na głowę.
- Niekoniecznie, ale da się wykombinować coś z tego, co tu jest - powiedziała, sięgając po cukierki wywołujące czkawkę. Skoro przyjęcie było w cukierni, pewnie było tam sporo słodyczy, a można było dołożyć jeszcze kilka tych. Może nie było to genialne, ale widok pary, która właśnie chce się cmoknąć, a dziewczyna nagle dostaje czkawki był bezcenny. - Kubki gryzące w nos to świetny pomysł - powiedziała, nieświadoma, że Constantine wcześniej o nich myślał. - I łajnobomby, dla zabicia słodkiego zapachu - uśmiechnęła się, wyobrażając sobie zamieszanie, jakie miało tam zapanować.
- Zawsze można odwiedzić Weasley'ów, może też coś znajdziemy - dodała, szukając jeszcze wzrokiem jakichś ciekawszych rzeczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Francja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1
  Liczba postów : 201




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep Zonka   Nie Lut 13 2011, 13:25

Zerkał przez ramię kobiety na cukierki wywołujące czkawkę, uśmiechając się typowo łobuzersko. Chyba jednak nie było tak źle, zawsze można było wykombinować nowe zastosowanie tych gadżetów... W tym akurat Brown był nienagannie dobry.
- Zwykłe mydła w łazienkach można zamienić na mydełko z żabiego skrzeku. Myślę, że to co tu jest, nada się idealnie. Noc jest długa, ale nie opłaca się teraz lecieć do Weasley'ów, nie uważasz ?
I tak zrobią wystarczające zamieszanie, by wykurzyć stamtąd większość uczniów. Zapewne ktoś ich potem nakryje, a w rezultacie zostaną skazani na męczący szlaban, ale właśnie to była największa frajda, mieszająca się z niesamowitą satysfakcją. Przechodząc szkolnymi korytarzami większość ludzi kojarzyła wtedy daną osobę z dobrą zabawą na imprezach, więc o zaproszenia nie było później trudno.
Constantine chwycił kolorowe kubki z różnymi wzorami, wykładając je na ladę obok sprzedawcy. Zagarnął też pozostałą część gadżetów, niezbędnych do zaczęcia zamieszania i uśmiechnął się zaczepnie do Lei.
- To nam wystarczy. Teraz lecimy na bal - skomentował, płacąc za wszystko i zmierzając w stronę wyjścia. No to wieczór zapowiadał się obiecująco, trzeba przyznać. Brown z chęcią poobserwuje reakcję uczniów na nagłą zmianę w ich planach. Cóż, nie zawsze jest aż tak pięknie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Skąd : Bułgaria
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 35
  Liczba postów : 27




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep Zonka   Pią Lis 30 2012, 18:17

Co przywiało tutaj tą rudowłosą, przedziwną i czasami mówiącą do siebie osóbkę? Z pewnością nie wiatr, a tym bardziej nie chęć do zrobienia komuś psikusa. To takie płytkie, niezabawne, nie w jej stylu. Co innego pośmianie się w duchu z czyjegoś nieszczęścia! Ah, Katarina, zła dziewczynko... Dlatego nikt cię nie lubi, ale tak, tobie to nie robi różnicy, bo sama nie znosisz takich człeków.
Tak, czy inaczej, nasza Ślizgoneczka w rozpuszczonych i nijako ułożonych włoskach, wkroczyła do sklepu Zonka. Wyglądał tak przyjaźnie i miło, że na początku miała zamiar go ominąć, no, ale chęć ujrzenia tych nabranych i ufajdanych min była silniejsza. Dziewczynka miała na sobie białą koszulę wciśniętą w zielone (ah, te ślizgońskie kolorki!), przylegające do nóg spodnie oraz jakieśtam buty, które, gdy była mugolem, nazywała trampkami. Ciuchy nie mają znaczenia!
Akurat stawiała nóżkę w progu kolorowego sklepu, gdy potknęła się i postawiła kolejne parę kroków przed siebie, zataczając się i ledwie utrzymując równowagę.

ZAREZERWOWANE DLA MORGANA
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Glasgow
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 17
  Liczba postów : 24




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep Zonka   Pią Lis 30 2012, 19:05

Morgan zaszczycił to miejsce swoją obecnością już nieco wcześniej i właśnie przeglądał kolorowe regały w poszukiwaniu peruwiańskiego proszku natychmiastowej ciemności. Z delikatna nutką irytacji minął kolejny kąt z różnej maści łajnobombami - te go nigdy jakość szczególnie nie bawiły. Przejechał dłonią po zmierzwionych czarnych jak smoła włosach, wprawiając je w jeszcze większy artystyczny nieład. Nie planował dzisiaj żadnego specjalnego podrywu, z nikim też się nie umawiał. to miał być szybki wypad do Hogsmead po najważniejsze rzeczy i natychmiastowy powrót do zamku. Darował więc sobie układanie fryzury, nie zrezygnował jednak z eleganckiej ciemno-zielonej (grunt to utrzymywać tonację swojego domu) koszuli i czarnych spodni. Skórzane buty ładnie podkreślały strój i nadawały mu nieco życia. Za pasek wsunął ładnie wykonaną różdżkę, tak by w każdej chwili swobodnie mógł do niej sięgnąć. Postanowiwszy udać się na drugą stronę sklepu, zmuszony był przejść obok wejściowych drzwi. to właśnie wtedy uaktywniły się w nim dżentelmeńskie odruchy i nijak nie mógł pozwolić upaść uroczej dziewczynie, którą jak sądził kojarzył z Hogwartu. Być może ze domu węża, choć nie był do końca pewny. Ostatecznie nie spotkał jej wśród grupki dziewcząt z którymi regularnie rozmawiał. Chwycił ją w dłońmi w pasie, co wcale nie było takie trudne, bowiem biedaczka chwiała się wyraźnie w jego stronę i istniało pewne niebezpieczeństwo, że zaraz poleci na deski. Morgan nie mógł się oprzeć wrażeniu, że ostatnio coraz częściej zdarza mu się być świadkiem (czasem przyczyną) kobiecych upadków i zachwiań równowagi. Zachichotał cicho na tę myśl i gdy nabrał pewności, że Ślizgonka może stanąć już mniej więcej pewnie zdjął ręce z jej talii.
-Nic ci nie jest?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Skąd : Bułgaria
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 35
  Liczba postów : 27




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep Zonka   Pią Lis 30 2012, 19:25

Właśnie obok dziewczyny przeszedł przystojny czarnowłosy chłopak, o równie rozmierzwionej fryzurce, co ona. Ni drgnęła. Właściwie, drgnęła, bo leciała na podłogę, kiedy jego twarz śmignęła przed jej oczami, ale niespecjalnie przejęła się rysami i wyrazem buźki Gryfona. Czy go kojarzyła? Nie, ona nikogo nie kojarzyła. Ona znała każdego, prowadzi w swoim móżdżku mini- akta, w których czasami szpera, szukając jakiś informacji o danej osóbce... Tak, jest dziwna, dlatego nie zmiękczył jej serducha (którego chyba nie ma) Morgan.
Poczuła, jak coś, a raczej ktoś, chwyta jej zgrabną talię. Po co? Weźże te łapska! To jest Katarina, ta zła, która nigdy się nie zakochała, której nie wolno dotykać! Tylko ci nic nie zrobi, zabije cie tylko w swoim umyśle.
Dobrze, dobrze. UpadłaBY na podłogę, taką wygodną i w ogóle. Ale nie, to straszne, złapał ją umięśniony Gryfon! To straszne, co ona teraz zrobi? Skoczy z mostu, o!
Sukhorukov, jak to ona, odepchnęła od siebie Rackharrowa, biednego Rackharrowa, który chciał tylko pomóc, i przebyła kilka kroków w głąb sklepiku tak, żeby zachować jakiś dystans.
- Wszystko okej, ale nie musisz mnie macać! - odparsknęłą. Złość piękności szkodzi, Kat.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Glasgow
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 17
  Liczba postów : 24




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep Zonka   Pią Lis 30 2012, 19:47

Roześmiał się, przyciągając prawą dłoń do torsu,a lewą opierając na biodrze. Co za niepoważna myśl.
-Koleżanko, gdyby chciał sobie kogoś pomacać z pewnością byłby to ktoś, kto ma do zaoferowania więcej niż abstrakcyjny kolor włosów.
Puścił do niej oczko, dalej nie przestając się uśmiechać. Rzadko zdarzały mu się takie sytuacje, co nie najgorzej świadczyło o płci pięknej, bowiem większość nie miała o sobie tak absurdalnego mniemania, żeby sądzić aby każdemu facetowi chodziło tylko o macanie. Prawda sam Morgan nie miałby nic przeciwko, uważał bowiem, że jedną z głównych przyczyn istnienia kobiet, jest właśnie możliwość obcowania z jej pięknym ciałem. Niemniej było o wiele więcej rzeczy, które bawiły go w tymczasowych towarzyszkach niż tylko ładne cycki.. Choć trzeba przyznać, że to tez było ważne.
Gdzieś w myślał doszukiwał się obrazu dziewczyny i coraz bardziej stawiał na to, że była ona jednak ze Ślizgonek... Choć z drugiej strony obraz był nadal dość mglisty i mogła być równie dobrze z Hufflepuffu. Z drugiej strony takie pyskate stworzenia to tylko w zielonym. Ta ich nienormalna chęć robienia ludziom na złość czyniła je w oczach Morgana uroczymi, natomiast pozwoliła mu także snuć w wolnych chwilach pewne przypuszczenia, jakoby dziewczęta Slytherinu charakteryzowały się jakimś subtelnym skrzywieniem psychiki. Wariatów w Hogwarcie nigdy dość.
-A skoro już przestałaś wpadać ludziom pod nogi, pozwól że zabiorę swoje paskudne i zboczone, w twoim mniemaniu, łapska i udam się w swoją stronę, wściekła wiewiórko.
Uśmiechną się do siebie na myśl o własnie wymyślonym przezwisku. Mógł pozostać przy wiewiórce, ale ognisty kolor włosów, a także paskudny temperament nie pozwolił mu nie podejrzewać wścieklizny czy innego rodzaju choroby.
Dłonie miał ułożone na biodrach, palce wskazujące nonszalancko wepchnięte do kieszeni. Irytacja gdzieś znikła, a to impertynenckie stworzenie w jakiś dziwaczy sposób poprawiło mu humor. Planował jednak ruszyć dalej w poszukiwaniu umyślnego proszku, sądząc że dziewczyna nie będzie chciała kontynuować tej wymiany zdań. Katem oka dostrzegł niewielką wystawkę na drugim końcu sklepu, na którym wyłożono niewielkie woreczki,a także większe otwarte worki, w których majaczyły kolorowe proszki, na pierwszy rzut oka przypominające jedynie przyprawy. nie cieszyło się ono większym zainteresowaniem, więc istniała możliwość że Morgan będzie mógł spokojnie tam pobuszować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Skąd : Bułgaria
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 35
  Liczba postów : 27




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep Zonka   Sob Gru 01 2012, 16:16

Roześmiał się, przyciągając prawą dłoń do torsu,a lewą opierając na biodrze. Co za niepoważna myśl.
-Koleżanko, gdyby chciał sobie kogoś pomacać z pewnością byłby to ktoś, kto ma do zaoferowania więcej niż abstrakcyjny kolor włosów.
Czemu on się z niej śmieje? Nie, tak być nie może. Ona, porządna i bezwzględna Ślizgonka ma się przejmować takim czymś?! Nienienienienienienienienienie! No, najwyraźniej jej twarde serducho z kamienia powoli zamieniało się w takie normalne. Śmiech Gryfona wywołał uśmiech na jej twarz, co widokiem było niecodziennym, rzecz jasna. Zboczeniec, macanie mu tylko w głowie? To tylko twoje chore wyobrażenia, kochana. Nie każdy facet jest taki, jak twój ojciec, zapamiętaj.
Niestety na obelgę Morgana odpowiedziała tylko cichym „phi!” i skierowała wzrok na jego trzymającą tors dłoń. Co to w ogóle za gesty, co? Widać, że podrywacz, dużo Kataryna słyszała o nim od SMS- ki. Ha, nic się przed nią nie ukryje!
Puszczanie oczek, macanie? Tu jest coś nie tak! Oczywiście tak myśli tylko Sukhorukova „wiewiórka”, która nie wie co to flirt, znaczy się wie, ale tylko w teorii, co nie? A to nie było macanie, ja to wiem, tworzycielka Morgana to wie, ale Kataryna tego nie wie, więc oświećmy ją, co? Tu i teraz, żeby sobie większego wstydu nie narobiła.
Wariatów w Hogwarcie nigdy dość? To ona wiedziała już od dawna, jest zabawnie i jest o czym rozmawiać, jak dla niej! Tylko, czy rudzielec wie o tym, że to o niej tak mówią? „Wariatka”? E tam, przecież ona nie przejmuje się takimi glistami, których reszta zwykła nazywać ludźmi. Tak?
- Wściekła wiewiórka? Patrz na siebie… Całoroczny bałwanie! – suchary w ciągu dnia nie są bezcenne, suchary zjada się na śniadanko, ewentualnie na kolację. Czy musi jej się tak jęzor plątać?
To przezwisko jest żałosne, i w ogóle nie pasuje do Kataryny! Paskudny temperament? Jaki paskudny? Wyrazisty i niezapomniany!
Zaczęła latać w okół niego, machając rękami przed jego oczami, zwróconymi w stronę wystawy. W świecie Jugoli na woreczki i worki, zwykła mówić narkotyki. Jej wina, że w takim środowisku się wychowała? Ah, Rosja…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 50
  Liczba postów : 41
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14994-demetrius-benjamin-garver#399288
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15002-krukonski-smieszek#399299
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15003-poczta-demetriusa#399305
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15004-demetrius-garver#399328




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep Zonka   Sro Wrz 06 2017, 23:24

Praca u Zonka nie należała do najcięższych. Właściwie była bardzo przyjemna, bo zawsze się coś działo. A to jakiś dzieciak zepsuł fałszoskop, a to ktoś inny rozrzucił kilka łajnobomb i było sporo sprzątania. Tak zresztą było i tego dnia. Na początku zmiany Demetriusa przyszła nowa dostawa, którą zupełnie ogarnąć, rozpakował, idealnie wręcz poukładał. I wszystko było naprawdę dobrze dopóki nie przyszedł jakiś niezdarny dzieciak z wioski, zapewne jeszcze nie miał jedenastu lat, bo był małym brzdącem, można by powiedzieć. Garver zapytał go o to, czy potrzebuje pomocy, a chłopiec odpowiedział, że nie, że sam sobie poradzi i znajdzie coś dla brata. Powiedział to sepleniąc, a Dem niekoniecznie uwierzył w jego słowa, dlatego też stojąc za kasą bacznie go obserwował. Bo tego jeszcze brakowało, żeby rozrzucił poukładane idealnie kremowe piwa w butelkach, roztłukł kubki gryzące w nos lub przypadkiem rozrzucił łajnobomby... Obserwując chłopca jednak nie przypuszczał, że stanie się cokolwiek złego. Dzisiejszego dnia w sklepie ruch był... No cóż, słaby, nie ma się co oszukiwać. Krukon tak się nudził, że aż usiadł na najbliższym krześle za ladą i zaczął czytać książkę. Dokładnie w tej samej chwili, w której kończył trzecią stronę, usłyszał jak ktoś wchodzi do środka. Od razu się wyprostował i uśmiechnął od ucha do ucha, gotowy pomóc we wszystkim niczym prawdziwy pracownik miesiąca. Gdy klientka podeszła do kasy, od razu sprzedał jej kilka kremowych piw i nawet nie zauważył, że ten chłopiec wciąż jest w sklepie. Możliwe, że jednak nie był pracownikiem miesiąca, skoro przeoczył coś takiego... No ale, gdy sprzedawał kremowe piwa kobiecie, dzieciak stał akurat przy łajnobombach. Demetrius czuł lekko niepokój, bo nie  wiedział w końcu dlaczego chłopiec tak się im przypatruje, ale z początku był zajęty obsługą klientki. Gdy ta jednak wyszła, od razu podszedł do chłopca, który trzymał jedną łajnobombę obiema dłońmi. Delikatnie dotknął jego ramienia, ale chłopiec się zwyczajnie wystarczył i upuścił kulkę na podłogę, która już po chwili była cała usyfiona. Zaczął przepraszać, a Garver tylko zacisnął usta, mówiąc wcześniej, że nic się nie stało, ale musi za to zapłacić. Chłopiec posłusznie wyjął należną kwotę i wybiegł, przepraszając jeszcze kilka razy. Krukon tylko westchnął z wyraźną rezygnacją i przejechał dłonią po swojej twarzy. Musiał to teraz posprzątać... Problem tkwił tylko w tym, że nie chciał ryzykować z rzucaniem zaklęcia, wiedząc o problemach z magią, które pojawiły się na wycieczce do Grecji. Postawił więc na tradycyjne sprzątanie, po mugolsku. Spróbuje rzucić zaklęcie czyszczące dopiero w ostateczności, ale na pewno nie teraz... Miał tez nadzieję, że nikt ze znajomych nie zobaczy jak biedak sprząta łajnobombę...

@Daniel Garver wbijaj, stary
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 29
  Liczba postów : 48
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14992-daniel-garver#399049
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15005-daniel#399648
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15006-danielowa-poczta#399403
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15010-daniel-garver#399569




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep Zonka   Czw Wrz 21 2017, 21:48

Daniel zrobił sobie odświeżający spacerek po Hogsmeade. Rok szkolny zbliżał się wielkimi krokami, więc brunet zamierzał spędzić jak najwięcej czasu ze swoją rodziną i roślinkami, którymi porządnie się zajął przez całe wakacje, więc nie musiał się teraz martwić, że jego mama w jakiś niechcący sposób im zaszkodzi. Kaktusy były teraz przygotowane na wszystko! No więc, nie ukrywając, Dan spędził wakacje z rodzeństwem, rodzicami i przyjaciółmi; były dobre, dużo odpoczywał, ale nie było w nich nic fascynującego. Jakoś nigdy nie działo się nic szczególnego, co zaczęło go powoli nużyć. Starał się jednak myśleć pozytywnie, żeby już zupełnie się nie zdołować - BO W KOŃCU ZAWSZE MOGŁO BYĆ GORZEJ.
Tak więc przechadzając się po miasteczku w bliżej nieokreślonym kierunku, przypomniał sobie, że jego brat ma zmianę w sklepie Zonka i z czystej ciekawości zdecydował, że go sprawdzi; ot, jak sobie chłopaczyna radzi. Nie odwiedzał go często w pracy, właściwie to chyba zrobił to tylko raz, gdy Demi dopiero zaczynał, więc to była idealna okazja, żeby się zobaczyć.
Zbliżając się do drzwi wejściowych, coś uderzyło w niego z impetem. Raczej nie coś, tylko ktoś - jakiś dzieciak, który szybko uciekł ze środka. Daniel wszedł do środka i niemal parsknął śmiechem na widok swojego przybranego brata z miotłą w ręce; i tym razem to nie była miotła, na której mógłby grać w Quidditcha.
Brunet oparł się bokiem o framugę drzwi i zaczął bić brawo, uśmiechając się głupkowato.
- Już myślałem, że zapomniałeś jak się używa miotły i zmiotełki - zaśmiał się, wreszcie się odzywając, aby Demetrius zwrócił na niego uwagę. - Niezłego syfu tutaj narobiłeś. Nastraszyłeś tego smarkacza czy co, że tak uciekał? - zapytał, unosząc brwi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 50
  Liczba postów : 41
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14994-demetrius-benjamin-garver#399288
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15002-krukonski-smieszek#399299
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15003-poczta-demetriusa#399305
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15004-demetrius-garver#399328




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep Zonka   Sro Wrz 27 2017, 21:59

Danny był chyba ostatnią z osób, które Demetrius chciał w tej chwili widzieć. Albo raczej ostatnia osoba, którą Dem chciał, aby zobaczyła go podczas sprzątania. W końcu rzadko można było go zagonić do robienia porządków w domu czy jego własnym mieszkaniu. Mógł być perfekcjonistą, ale nie znaczyło to tego, że lubił odkurzać, łazić z mopem czy też zmiotką i wszystko sprzątać. To go chyba trochę dyskwalifikowało w byciu perfekcjonistą, ale na jego obronę powiem, że gdy miał poukładane wokół siebie książki, wszystkie musiał ułożone mieć wręcz równiutko jak od linijki. Gdy było inaczej, dostawał istnego obłędu, ładnie mówiąc, bo są na to znacznie gorsze określenia. Lepiej ich nie używać. Krukon, słysząc głos swojego brata, zrobił zrozpaczoną minę i zacisnął usta w cienką kreskę.
– Jesteś kretynem – odparł, słysząc jak zaczął bić mu brawo. Naruszył tym jego dumę, choć na ogół niesamowicie by się ucieszył, gdyby ktoś zaczął to robić, bo, cholera!, zostałby uznany. W  innej sytuacji pewnie w pozytywnym tego słowa znaczeniu, ale nie teraz. Nie, w tej chwili na pewno nie czuł się uznany przez kogokolwiek. Właściwie to był zdruzgotany postawa brata. I po co się z nim kiedykolwiek dzielił swoimi fasolkami? Co po dawał mu karty z Czekoladowych Żab, które mu się powtarzały, a których Daniel zaciekle szukał? – Ja nic nie zrobiłem. Ja tylko... Drogi Merlinie, ten chłopiec po prostu wystarczył się, że na niego nakrzyczę, gdy zrzucił łajnobombę. Ja nawet nie wiem po co dokładnie przyszedł, bo nie chciał mi powiedzieć. – Agresywnie zamiótł podłogę. Przecież nie był strasznym człowiekiem. Przecież... Przecież zwykle wyglądał na przyjaznego. Jeśli nie zawsze! On sam twierdził, że zawsze był przyjazny i potrafił doradzić w kwestii zakupu jakiegoś prezentu dla drugiej osoby. Znał się na tym. I nie był groźny. Impulsywny, ale nie groźny. Przecież by na tego dzieciaka nie nakrzyczał, nie był gburem. – Powiedz mi, czy ja wyglądam przerażająco? Mam się inaczej czesać? Nosić jeszcze bardziej kolorowe skarpetki, żeby uchodzić za przyjazną osobę, którą w gruncie rzeczy jestem i zawsze byłem? – popatrzył na Daniela. W sumie cieszył się z tego, że w sklepie był tego dnia tak słaby ruch. Z drugiej jednak strony w każdej chwili mógł spodziewać się dostawy towaru. I musiał uregulować sprawę zniszczonej łajnobomby. Jednak najpierw musiał posprzątać.
– Jako, że jestem wspaniałym pracownikiem, pracownikiem miesiąca wręcz, muszę zapytać. Czy pomóc w wyborze zakupów? Szukasz czegoś konkretnego czy przyszedłeś po prostu pognębić i upokorzyć swojego przybranego brata? – zapytał, opierając podbródek o sam czubek kija od miotły.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 29
  Liczba postów : 48
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14992-daniel-garver#399049
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15005-daniel#399648
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15006-danielowa-poczta#399403
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15010-daniel-garver#399569




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep Zonka   Czw Wrz 28 2017, 11:52

Daniel też, tak prawdę mówiąc, nigdy nie był wielkim fanem sprzątania i cały bałagan zazwyczaj zostawiał swojej siostrze bliźniaczce; chyba nigdy nie zapomni tego, jak głośno potrafi wyklinać to, jak wielkim bałaganiarzem potrafi być. A mówią, że Dan to najwolniejsza osoba w całym Londynie! Wychodzi na to, że kiedy trzeba to potrafi uciekać z prędkością światła. Szczególnie przed mamą albo wściekłą Delią. Tak, więc ani on, ani tym bardziej Demi nie byli zbyt skłonni by złapać miotłę lub ścierkę i ogarnąć w domu, choć nie ukrywajmy, Demetrius tak czy siak przewyższał Daniela w byciu czystym perfekcjonistą. To znaczy nie - Garver nie był brudasem! O swoją higienę dbał bardzo. Gorzej było z rzeczami wokół niego. Lepiej nie wspominać o tym jak wyglądało jego łóżko w dormie czy w domu.
- Ale za to jakim przystojnym kretynem - poprawił go, uśmiechając się szeroko i ukazując szereg prostych zębów. Wiedział, że wjechał mu na dumę, a przecież nic tak bardzo nie uwielbiał jak irytowanie Demiego. Robił się taki czerwony, kiedy tak na maksa się na niego wkurzał. - Chyba nie zostaniesz pracownikiem miesiąca - zacmokał, przybliżając się do swojego przybranego brata i wbrew pozorom, najlepszego przyjaciela. - Biedne dzieci, co jeśli teraz zacznie się żalić swojej mamie o nieprzyjemnej obsłudze? - zapytał retorycznie, wzdychając ciężko. - Nie potrafisz być delikatny dla dzieci. - Brunet zmarszczył zabawnie nos i widząc jak jego równolatek opiera podbródek na miotle, złapał za jej trzonek i pociągnął w swoją stronę przez Demetrius niemal poleciał do przodu, gdyby nie wyciągnięta ręka Dana, który przytrzymał go za ramię. - Widzisz jak się o ciebie troszczę, braciszku? - parsknął. - Przynieś zmiotkę. Pieprzysz się z tym od dziesięciu minut, ja na twoim miejscu już dawno miałbym to zrobione - dorzucił, pomagając mu w ogarnięciu bałaganu. Gdy głupi uśmiech zszedł mu z ust, odchrząknął znacząco, patrząc bratu w oczy. Byłoby to głębokie, gdyby nie to, że Daniel zaraz znów parsknął głupim śmiechem. Ach, jakże on miał dziś dziwny humor. Podwinął rękaw czarnej, zdecydowanie za dużej koszuli i teraz sam oparł się brodą o końcówkę miotły.
- Przyszedłem, bo muszę cię o coś zapytać - powiedział wprost. - I przy okazji cię pognębić, żebyś się przypadkiem nie zanudził, skoro nie masz tu ruchu, nie licząc nadpobudliwych dzieciaków. - Czekając aż Demi przyniesie zmiotkę i wreszcie wyrzucą ten cały syf, westchnął teatralnie jakby coś naprawdę ciążyło mu na sercu. - Po pierwsze - Wyciągnął najmniejszy palec ku górze. - Czy przed powrotem do szkoły kupisz mi cztery doniczki, które dostałem od ciebie przed początkiem wakacji, bo nigdzie nie mogę ich znaleźć i powoli zaczyna mnie to wkurwiać, a przecież Petunia czuje się w nich znakomicie. - Wyciągnął drugi palec. - Po drugie, czy pójdziesz ze mną na zakupy do szkoły, bo zgubiłem swoją listę zakupów. - Wyciągnął trzeci palec - I nie uważasz, że Delilah ostatnio dziwnie się zachowuje? - zapytał, nieco bardziej zmartwiony. To tak jakby nie znał swojej własnej siostry bliźniaczki, ale ostatnio wydawała się być taka trochę bardziej wycofana.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 50
  Liczba postów : 41
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14994-demetrius-benjamin-garver#399288
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15002-krukonski-smieszek#399299
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15003-poczta-demetriusa#399305
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15004-demetrius-garver#399328




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep Zonka   Pią Wrz 29 2017, 22:33

Między perfekcjonizmem, a pedantyzmem była przepaść, w której mieścił się właśnie Demi z tym swoim osobliwym dziwactwem, które składało się na sprzątanie tylko w sytuacjach, które sprzątania od niego wymagały. Szczególnie w takich skrajnych. Jak na przykład w pracy. No bo wciąż chciał być super pracownikiem. Liczył na podwyżkę. Liczył też na to, że prędzej czy później znajdzie nową robotę, lepiej płatną. W końcu musiał kupić sobie nowy strój do Quidditcha i nową miotle, ponieważ jego stara zaczęła jakiś czas temu strasznie ciągnąć go w lewo.
Popatrzył na Daniela z powątpiewaniem. Jasne, może gdyby Dem nie był chłopakiem, W DODATKU JEGO BRATEM (co z tego, że przybranym), Danny by mu się podobał. Ale to tylko gdybanie, bo przecież Dem był raczej hetero. No i zwykle raczej utwierdzał brata w tym, że nie jest ani trochę przystojny. Musiał dbać o ego tego idioty, prawda? - Jesteś zabawny, Danny - odparł, kręcąc przy tym głową z rozbawieniem. Krukon spiorunował brata wzrokiem, gdy ten stwierdził, że nie zostanie pracownikiem miesiąca. - Zostanę - odpowiedział, ale pościł wzrok, robiąc przy tym trochę smutną minę. Oczywiście niekontrolowanie. - Jesteś najgorszym bratem na całym świecie, wiesz? Zero, kuźwa, wsparcia z twojej strony. Doceniam jak cholera, Danka - mówiąc to patrzył na Daniela z widocznym rozbawieniem. Jak on kochał zdrabniać jego imię w te różne sposoby. Kochał, naprawdę. Danny, Danusia, Daniela, Danka. Mógł tak godzinami rzucać zdrobnieniami imienia Daniel, Daniela i Danuta. Poza tym, lubił patrzeć jak uroczo denerwuje się jego brat. Wydawał się wtedy robić cały czerwony i wyglądał wprost przeuroczo! Chociaż to chyba tylko Demiemu sprawiało taką frajdę…
Krukon nie spodziewał się tego zagrania brata. Prawie wywalił się przez tego kretyna na twarz. Przeklął w myślach, gdy Daniel go przytrzymał po tym, gdy wyrwał mu miotłę. Zrobił smutna minę, tym razem w stu procentach udawaną. - Nie zwykłem pieprzyć się z miotłą, ale nie osądzam. Teraz przynajmniej mogę się domyślić tego, gdzie podziewają się wszystkie miotły, które zginęły mamie… - odpowiedział, teatralnie wywracając oczami, ciesząc się z tego, że nikogo innego nie ma w sklepie. Och, jak dobrze, że nikt nie słyszał ich posranej, typowo braterskiej rozmowy. Typowej dla nich, dla jasności! Demetrius westchnął jednak cicho, słysząc, że ma przynieść zmiotkę. Od razu po nią poszedł, a nie była zbyt daleko, bo jedynie pod ladą. Schylił się, bez przerwy słuchając słów Daniela. Zmarszczył lekko brwi, ale postanowił odpowiedzieć na wszystko za jednym zamachem. Na ogół był straszna gadułą, ale w takich sytuacjach po prostu nie chciało mu się tracić energii na wtrącanie się w długą wypowiedź brata. - Po pierwsze - zaczął, podnosząc się zza lady ze zmiotką w dłoni. Podszedł do brata w ciszy i podał mu ją, unosząc lekko brwi w zdziwieniu, bo dopiero teraz zaciekawiło go to, dlaczego Dan nie zamierza użyć zaklęcia. Przecież tak było łatwiej… Dem nie chciał tego robić tylko dlatego, że nie lubił ryzykować, a obawiał się, że przez te dziwne zakłócenia rozwali calutki sklep, bo zaklęcie zamiast posprzątać, zabrudzi. - Chyba już do końca zwariowałeś, jeśli sądzisz, że ponownie kupię ci ten sam prezent tylko dlatego, że jesteś sierota, która go zgubiła. Jak można zgubić cztery doniczki? Po drugie - w tej chwili na moment przerwał, patrząc na brata z rozbawieniem i z całej siły powstrzymujać śmiech, którym jednak po chwili wybuchnął. Po tym jedynie cicho odchrząknął, odzyskując powagę - Nie mam pojęcia co ma piernik do wiatraka. Jestem ci potrzebny do sporządzenia listy zakupów czy w trafieniu na ulice pokątną? Czy na tej liście znajdowały się łajnobomby, maski komiczne lub mydełka z żabiego skrzeku? Je możesz kupić właśnie tutaj! Mam doradzić? - Uśmiechnął się przyjaźnie, choć wcześniejsze słowa wypowiedział tonem przepełnionym sarkazmem. Na słowa o Del, przygryzł jedynie dolna wargę. - Dawno z nią nie rozmawiałem. Tak samo jak i z Dianą. To okropne, wiesz? To, że tak się oddaliliśmy od własnych bliźniaczek. To, że oboje mamy bliźniaczki też jest okropne… - odparł, choć tak naprawdę kochał całe swoje rodzeństwo, a z Diana łączyła go więź szczególna. W końcu… Nie mogłoby być inaczej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Sklep Zonka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Sklep Zonka
» Sklep Zonka
» Sklep z ubraniami Gladraga
» Sklep Madame Malkin
» Sklep z eliksirami J. Pippin's

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
-