IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Schowek na składniki

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Luksmeburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2342
  Liczba postów : 1898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2680-dexter-vanberg#91111
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2696-laboratorium-dextera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2721-dexterkowe-lisciki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7160-dexter-vanberg#204285




Administrator






PisanieTemat: Schowek na składniki   Pon 30 Wrz 2013 - 11:35

First topic message reminder :



Ten niewielki schowek przed laty został zagospodarowany przez poprzednią nauczycielkę zielarstwa, która miała nieopodal swój gabinet. Jako, że znajduje się on na jednym z końcowych pięter, został niemal przez wszystkich zupełnie zapominany. Tymczasem do dnia dzisiejszego, można znaleźć tam wiele składników przydatnych do uwarzenia najważniejszych mikstur.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : czarodziejska wioska Frihet, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 734
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 554
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8096-leonardo-taylor-bjorkson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8122-chodz-do-leosia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8123-sowka-leosia#225778
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8124-leonardo-taylor-bjorkson#225780




Gracz






PisanieTemat: Re: Schowek na składniki   Nie 31 Sie 2014 - 20:10

Leonardo nienawidził eliksirów. Wiedział, że pojawienie się nowej nauczycielki nic nie zmieni. Mimo że dziewczyna starała się ich przekonać do tego, że eliksiry są całkiem w porządku, to Gryfon i tak nie zmieni swojego zdania na temat tego ohydnego, nudnego i męczącego przedmiotu. Tak niestety zostało mu to w głowie zakorzenione, nic już nie będzie mógł z tym zrobić. Niechęć do eliksirów była tak ogromna, że gdyby nie był tak pilny, kompetentny i sumienny, to opuszczałby wszystkie, jak leci. Czy to z tym dziwnym Brendanem czy początkującą praktykantką - po prostu by nie przyszedł. Wywrócił tylko lekko oczami, gdy Amelia po raz kolejny powiedziała im, że mogą okazać się przyjemne.
- Jak dla kogo, z pewnością nie dla mnie - westchnął ciężko chłopak i gdy nadeszła jego kolej, rzucił się do schowka, gorączkowo szukając składników. Zadanie jednak odrobinę go przerosło. Nie dość, że sama lekcja eliksirów była stresująca, to jeszcze to co powiedziała panna Wotery zapadło mu bardzo mocno w pamięci. Od tego czy uda mu się znaleźć odpowiednie składniki i czy zmieści się w czasie zależy jego życie. Cudownie. Idealnie, perfekcyjnie wręcz. Wynurzył się ze schowka ze wszystkimi składnikami, ale.. to co zobaczył na zegarze sprawiło, że zrezygnował z polubienia eliksirów całkowicie. Przekroczył czas. Właśnie teraz ktoś stracił przez niego życie. Oczywiście nie naprawdę, ale wiecie. Trzeba mieć bujną wyobraźnię. Zdenerwowany i rozczarowany poszedł wolnym krokiem do klasy, zastanawiając się, jakie piekło tam na niego czeka.

Punkty w kuferku: 2
Kostka - czas: 6
Kostka – skladniki: 2

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Tønsberg, Norwegia
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 82
  Liczba postów : 121
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9174-gabriel-ivor-chaismore
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9175-gabs-ten-ladniejszy-slizgon#256875
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9176-gabi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9177-gabriel-i-chaismore#256882




Gracz






PisanieTemat: Re: Schowek na składniki   Pon 1 Wrz 2014 - 16:46

Punkty w kuferku: 20
Kostka - czas: 4
Kostka – skladniki: 6, później 1

Eliksiry! Nareszcie coś, w czym Chaismore mógł pochwalić się odpowiednimi osiągnięciami! Wszystko było zasługą lat pracy i starań, a nie rzucania nauczycielowi powłóczystych spojrzeń. To nie jakieś wróżbiarstwo, gdzie oceniano umiejętność dobrego zmyślania, lecz prawdziwe umiejętności warzenia eliksirów, a Gabriel mógł kształcić się tylko w dziedzinach wymagających czegoś więcej niż czytania książek. Prawdziwą precyzję miało się w palcach, nawet zwykłe dobieranie składników miało w sobie jakąś magię. Więc, gdy Amelia pozwoliła ruszyć na poszukiwania, wiedział, czego ma szukać. Czuł zapach i odnalezienie idealnych kłów węża, kawałka skóry ghula oraz łuski krokodinara nie było żadnym żadnym problemem.
Wyrobił się w cztery minuty, toteż szybko popędził do klasy eliksirów. Nie chciał dostać ostatniego kociołka, w którym nawet woda nie będzie wrzała. Nie dzisiaj. Miał zbyt dobry humor, by jakaś niedorajda zabrała najlepsze rzeczy.

[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Plymouth
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 1913
Dodatkowo : Ścigająca
  Liczba postów : 840
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7121-echo-merope-lyons
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7123-echo-w-lesie#203157
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7122-listy-echo#203156
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7206-echo-lyons




Gracz






PisanieTemat: Re: Schowek na składniki   Pon 1 Wrz 2014 - 17:45

Echo rzecz jasna kojarzyła Amelię, głównie z pojedynku, jaki miały okazję odbyć, i nie miała powodów aby jej nie lubić. Dziwiła się tylko trochę, że Wotery postanowiła spróbować szczęścia w Hogwwarcie. Nie żeby coś do tego miała - sama Lyons chętnie zostałaby w zamku, choć posada nauczyciela wcale jej się nie marzyła. Chodziło raczej o sam fakt, że miejsce to było wspaniałe i tak bardzo przesiąknięte magią, że próżno było szukać drugiego takiego. Gryfonka miała mieszane uczucia - nie znała Amelii zbyt dobrze, fakt, ale nie miała pojęcia jak się do niej zwracać. Nie wypadało jej przechodzić na "ty", "panią profesor" też nie była... W takim wypadku Echo przyjęła, że zwyczajnie będzie unikała jakichkolwiek zwrotów i tytułowania. Była Krukonka nie ułatwiła jej zadania - mogła chociaż powiedzieć, jak mają się do niej zwracać. Zadanie przyjęła z umiarkowanym zainteresowaniem, gdzieś w natłoku uczniów i informacji gubiąc fakt, że na znalezienie składników dostali pięć minut.
Nie rozumiała zupełnie dlaczego wszyscy się tak spieszą, robiąc niepotrzebne zamieszanie. Sama nie szukała nic w popłochu, ale na spokojnie, choć do granic możliwości zirytowana chaosem, odnalazła składniki. Jeden pominęła, nawet tego nie zauważając. Chciała wyjść stąd możliwie jak najszybciej - miała nadzieję, że przy warzeniu będzie więcej porządku.

Punkty w kuferku: 8
Kostka - czas: 1
Kostka – skladniki: 4

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : London
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 331
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 537
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9533-neptune-leighton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9536-all-in-blue#265618
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9535-tryton#265610
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9537-neptune-leighton




Gracz






PisanieTemat: Re: Schowek na składniki   Wto 2 Wrz 2014 - 22:28

Punkty w kuferku: mniej niż zero. Nie no, zero.
Kostka - czas: 5
Kostka – skladniki: 2

Oczywiście, że Neptune Leighton znalazła się na pierwszych w tym roku zajęciach z eliksirów, mimo, że była z nich kompletnym zerem. Może inaczej, nie miała do nich ręki. Regułki i polecenia większości eliksirów znała, nie miała jednak pojęcia dlaczego owe eliksiry jej nie wychodziły. Widocznie, coś w niej było nie takiego, że eliksiry jej wychodzić nie chciały. Dzisiejsze zajęcie odbywać się miały z asystentką. zapowiadało się ciekawie. Wyścig na czas po składniki? Rywalizacja, to coś, co lubiła. Dlatego też stanęła gdzieś z początku i już po krótkim czasie to ona buszowała między półkami. Znalezienie skóry Ghula zdecydowanie szło jej zbyt długo, gdy w końcu jej się to udało została jej nie cała minuta na pozostałe składniki. Złapała je i biegiem pognała do wyjścia w ostatniej sekundzie wychodząc ze schowa. Odetchnęła. Spojrzała w zebrane składniki uświadamiając sobie, że udało jej się zgarnąć wszystkie. Odwzajemniła uśmiech Amelii i ruszyła do klasy, by zmierzyć się z warzeniem eliksiru. Trudna część dopiero się zaczynała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : IV
Wiek : 18
Skąd : Z nikąd
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 74
  Liczba postów : 53
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9531-eleanora-nora-de-fiore
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9555-jestem-mala-dziewczynka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9564-chyba-mam-sowe-wiec-chyba-z-niej-skorzystam#267015
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9565-eleanora-de-fiore#267019




Gracz






PisanieTemat: Re: Schowek na składniki   Sob 6 Wrz 2014 - 21:07

Punkty w kuferku: 5
Kostka - czas: 2
Kostka – skladniki: 4

Eleanora nie tyle, że nie lubiła eliksiry. Po prostu ich nie rozumiała. Nie znaczyło to jednak, że nie chciała się uczyć i może w przyszłości, jak mówi Amelia ona, Eleanora umiłuje eliksiry. Tak więc może trochę się spóźniła lekko, ale to ją niezbyt nie zraziło. Ona często się spóźniała. Ale najczęściej ona po prostu gubi się w tej szkole. Była w niej pierwszy rok, miała prawo zabłądzić. Amelia im wytłumaczyła co mają zrobić. Było to trochę niesprawiedliwe, że ma tyle samo czasu, przecież jest dużo młodsza od innych, ale co tam.
W tych 5 minutach zmieściła się idealnie. Zabrakło jej tylko jednego składnika. Nie znalazła łuski Krokodinala, albo zbyt się spieszyła, albo jest za niska by to zauważyć. Ale było minęło, na pewno jakoś jej się uda wykonać eliksir wagi. Poszła do sali eliksirów.
[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Plymouth
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 3837
  Liczba postów : 585
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7742-seth-morpheus-lyons
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7748-porzuccie-wszelka-nadzieje-wy-ktorzy-tu-wchodzicie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7749-latajaca-menda
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7750-seth-lyons




Moderator






PisanieTemat: Re: Schowek na składniki   Sob 10 Paź 2015 - 18:40

Seth jak to Seth. Ciężko było dokładnie przewidzieć jego reakcję, skoro nawet on sam niespecjalnie miał pojęcie o tym w jaki sposób będzie ona przebiegać. Nieprzewidywalność jego zachowania brała się z zupełnego braku planowania, a w tym przypadku mogło to być jednocześnie błogosławieństwo jak i przekleństwo dla Pixie. Ponownie zmierzył ją oceniającym spojrzeniem, zupełnie tak, jak jakąś klacz na targu, co w gruncie rzeczy było dla niego dość typowe. Oceniał kierując się tym co widział, a to co dostrzegł u tej drobnej, trochę zbyt bezpośredniej panny najwyraźniej w pewien sposób go intrygowało, żeby nie powiedzieć, że mu się podobało. Nie zważając na jej słowa, wysunął wolną dłoń w stronę jej twarzy, odsłaniając niewielki tatuaż zdobiący dolną część jej skroni. Przesunął po nim palcem, aby zaraz pomknąć ku jej karkowi, z którego niedbałym ruchem odgarnął włosy. Nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że ciekawość zaprowadziła go dokładnie w to samo miejsce, w które jeszcze chwilę temu zabrnęła Cheshire. Dopiero jej wzmianka o łokciu sprowadziła go na ziemię. Oderwał spojrzenie od czarnych znaków na jej skórze, aby przez chwilę taksować nim łokieć. A co mu szkodzi. Ujął podsuniętą mu część ciała, godząc się z dzisiejszym scenariuszem, jaki napisało dla niego życie.
- Seth - rzucił burkliwie w ramach odpowiedzi na jej przedstawienie się, ale wcale nie był pewien czy w ogóle go usłyszała. Ach, kobiety. Kiedy dziewczyna zajęła się przekopywaniem stoiska z perfumami, Lyons w gruncie rzeczy nawet nie drgnął. Mandy miała tę przyjemność, aby przyzwyczaić go do swoich licznych wypadów na zakupy, podczas których na pewno nie decydowała się szybko na cokolwiek tak jak Pix. Idąc drogą wyznaczoną przez tradycję, Morpheus był raczej milczącym towarzyszem. Kiedy opuścili Wielką Salę, jego spojrzenie prześlizgiwało się leniwie po jej odsłoniętych ramionach i fragmencie piersi, jakiego nie ukrywał zwiewny materiał sukni. Nawet stamtąd wychylały się leniwie cienkie języczki tuszu. Nawet nie zdawał sobie sprawy, że w pewnym momencie przesunął językiem po dolnej wardze. Przeszli się po zamku, zanim zdecydowali się na dobrnięcie do celu podróży. Wycieczka przez lochy wydawała się Sethowi obowiązkowa, a chociaż bardzo chciał wejść do środka, okazało się, że klasa eliksirów została zamknięta na trzy spusty. Nie pomogło proste zaklęcie otwierające, więc po prostu zrezygnował z prób sforsowania zamka, woląc, aby drzwi pozostały w zawiasach. Inaczej mogłoby się to skończyć nieco nieprzyjemnie, a przecież żadne z nich nie pragnęło robić burdy w starym, dobrym Hogwarcie. Powędrowali więc dalej, po ruchomych schodach, aż przez kilka pięter. Potrzebowali odpowiednich ingrediencji do stworzenia odplamiacza, a skąd lepiej się je zabiera od schowka na szóstym piętrze? O dziwo, te drzwi okazały się prostsze do otworzenia. Różdżka co prawda nie załatwiła całej sprawy, ale wystarczyło trochę siły, aby Lyons mógł dostać się do środka, przytrzymując też drzwi przed Pixie.
- Czego potrzebujesz? - zapytał, rozglądając się za czymś, co wydałoby mu się pomocne przy usuwaniu śladów po winie. Sam niespecjalnie orientował się w tym temacie, więc była to raczej obserwacja wynikająca z ciekawości, aż do czasu, w którym czarnowłosa podrzuci mu nazwy lub chociaż wygląd składników. Potem już sobie poradzi z ich oszukaniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Wiek : 26
Skąd : Ennis, Irlandia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 2253
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 215
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10504-pixie-alkyone-cheshire-budowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10523-pikselkowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10521-pacnij-sowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10522-pixie-alkyone-cheshire#289292




Gracz






PisanieTemat: Re: Schowek na składniki   Sob 10 Paź 2015 - 21:47

Brak planowania zupełnie nie wchodził Pixie w paradę. Sama wolała spontaniczne działania, myślenie po czasie i nieracjonalne decyzje, choć tą nieodpowiedzialnością nieraz sobie zaszkodziła. Dlatego, tym najprostszym sposobem, nie rozdrabniając się na minusy, który mogły za tym iść, wolała spontanicznego Setha. Zignorowała oceniające spojrzenie, nie zrażając się tym. Miała w sobie wystarczająco wiele optymizmu, aby wykrzesać nadzieję, że gdzieś ponad tym spojrzeniem kryje się coś więcej. Wiecie, nic zobowiązującego - nie traktowała nowo poznanych ludzi jako materiał na dobry związek (do którego tak na dobrą sprawę nawet nie dążyła), ani nie wrzucała do worka idealnych partii na jedną noc. Nie szukała też przyjaciół na całe życie, czy znajomości, które mogłyby zaowocować czymś więcej. Nie chodziło nawet o puste relacje typu "widzimy się na następnym melanżu". Chciała spędzić czas dobrze w tej chwili, a tym co miało być później nie przejmowała się wcale. Dlatego właśnie liczyła na to, że pod malowanymi labiryntami istnieje coś więcej niż stereotypowy facet, dążący do jednego, chociaż... Nawet jeśli, to co? Właśnie - nic. Póki co wystarczało jej, że gdyby ściągnęła z niego trochę ciuszków, miałaby co obserwować. Interesowała się jego tatuażami, tak samo, jak pytała o tatuaże Avalon. Czysta, niewinna ciekawość.
Znieruchomiała, jedynie na sekundę utrzymując swoją wątłą czujność, znikającą razem z dotykiem palców na karku. Pozwoliła mu na bezkarne przebadanie swojego ciała. Skoro byli powodowani tą samą ciekawością, nie było w tym nic złego.
- Brzmi demonicznie - skwitowała, jak zwykle mając coś do powiedzenia. O dziwo - nie miała zielonego pojęcia jak to imię zdrobnić. Może lepiej. Po niedługim czasie zawalania sobie myśli tym nieważnym zagadnieniem uznała, że takie krótkie, suche i konkretne imię nawet do niego pasuje.
Drogę umilały im głównie monologi i wtrącenia samej Cheshire, która w sprawie zamkniętej klasy eliksirów niewiele mogła poradzić, ale moment był idealny do wyłożenia komentarza na temat hipotetycznej sytuacji - uznała bowiem, że na pewno ktoś przejął klasę, wypatrując idealną okazję, jako że wszyscy byli na dole. Nie widziała innego wyjścia niż jakiś super tajny romans nauczycieli, ale nie rozwodziła się nad tym tematem. Nie przepadała za plotkami. Była zadowolona, że udało im się dostać przynajmniej do schowka. Receptura, jak sądziła, nie była trudna, choć zamierzała improwizować. Z pewnością wystarczyłyby składniki z klasy, dlatego Hogwart tego wieczoru nie powinien zbytnio ucierpieć na drogocennych ingrediencjach.
- Hmm - mruknęła, rozglądając się najpierw za kociołkiem, który umieściła na stelażu. Wypełniła go do połowy wodą. - Na pewno przyda się składnik standardowy, pół gryzącej cebuli, dwa korzonki stokrotki, lawenda i skrzydła nietoperza - oceniła, rozglądając się w międzyczasie za wszystkimi przydatnymi przyborami. Było tu trochę ciasno, a kociołek rozstawiony na środku niekoniecznie ułatwiał przeciskanie się do odpowiednich półek. Gotująca się woda wypełniała pomieszczenie parą, ale do sauny było jeszcze daleko. - Trochę soli - przypomniała sobie. W zasadzie na upartego można było walczyć z plamą tylko solą i wrzątkiem, jak głosiły mugolskie sposoby, ale skoro znała się na eliksirach - wolała skupić się na swoich umiejętnościach. Sięgnęła jeszcze do kilku półek, biorąc dosłownie po szczypcie popiołów, ziół i innych sypkich rzeczy, po czym delikatnie przesypała je spomiędzy palców do kociołka.
- Zgaduję, że zwiałeś już z Hogwartu. Niejasno cię kojarzę - przyznała, obserwując go znad kociołka, nad którym akurat się pochylała, mieszając wolno pierwszą partię ziółek. Pamiętała niewiele. Mignął jej kilka razy w pokoju wspólnym, ale był młodszy (nie była w stanie określić, ile), zaś ona miała na głowie mnóstwo spraw, pochłaniających uwagę niemalże całkowicie, a na studia się nie porwała. Pamiętała też, że miał młodszą siostrę, której nie dawał nikomu tknąć. Mała blondynka. Bywała dosyć pyskata i często chodziła uwalona farbami. - Więc co robisz poza chodzeniem na wiosenne bale w środku jesieni? - zapytała, podsuwając mu pod dłonie deskę i nóż. Beztrosko, bo jak inaczej? - Możesz je równo pokroić - poleciła, przejeżdżając palcem po korzonkach stokrotki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Plymouth
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 3837
  Liczba postów : 585
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7742-seth-morpheus-lyons
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7748-porzuccie-wszelka-nadzieje-wy-ktorzy-tu-wchodzicie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7749-latajaca-menda
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7750-seth-lyons




Moderator






PisanieTemat: Re: Schowek na składniki   Sob 10 Paź 2015 - 22:52

Odpowiadanie na podobne stwierdzenia nie było w jego stylu. Wszystkie swoje przemyślenia wolał zachować wewnątrz siebie, a uzewnętrznił się jedynie poprzez krótkie muśnięcie palcami wnętrza prawej dłoni, które zapewne i tak pozostało niezauważone. Trudno było mu nie zareagować w podobny sposób, skoro całe jego ciało stanowiło swego rodzaju demoniczny ołtarz twarzy i symboli. Był ciekaw jakim epitetem określiłaby nie tylko imię, ale i jego samego, gdyby miała okazję na dokonanie oględzin tatuażu na plecach. Spotykał się z wieloma opiniami, ale nie miał okazji ku temu, aby takową uzyskać z ust osoby o tak charakterystycznym wyglądzie jak Cheshire. W sumie, nie żeby kiedykolwiek się nimi przejmował, ale zawsze dobrze było widzieć co „reszta” o tobie sądzi.
Nie przeszkadzał mu jej monolog. Ba, można było nawet powiedzieć, że w pewnym sensie go uspokajał. Ona mogła sobie mówić, a on udawać że słucha, nawet jeśli w pewnym sensie znaczenie jej świergotu do niego docierało. Po prostu nie czuł potrzeby, aby jej przerywać, zdecydowanie preferując skupienie się na obserwacji murów i ruchomych obrazów. Setek schodów, pojedynczych duchów, które mknęły spóźnione na bal oraz całej reszty magii, jaką zawsze widział w tym zamku. Szkoda, że zaczął go doceniać dopiero wtedy, kiedy musiał na stałe opuścić to miejsce, szukając dla siebie kąta gdzieś poza tym wszystkim. Niestety nie we własnym studio, a wśród barów i tego całego nudnego świata rozrywki. Rynek był kapryśny, a on wybrał bezpieczną opcję, czemu zresztą nietrudno się dziwić. Teoretycznie powinien mieć możliwość zarabiania wystarczająco dużej ilości galeonów, aby móc w pewnym sensie sprawować pieczę nad siostrami, a tak praktycznie to i tak wszystko wkładał albo w dom, albo swoje zainteresowania. Nowszy sprzęt do tatuowania czy szkolenia pod okiem bardziej doświadczonych, podróże. No, a tak poza tym to mało w jego życiu było miejsca na te wszystkie rozrywki. Zdecydowanie więcej pracy przy biznesach, jakie przejął i o stokroć więcej trudu, jaki musiał wnieść w pracę nad sobą. Po co mu to było? Nad tym zastanawiał się do tej pory.
Odnajdywanie składników było przyjemne, a Morpheus nie miał chęci na kolejne nieprzyjemności w dniu dzisiejszym. Wystarczyło mu zniszczenie ubrania, a i może to pójdzie w niepamięć, ilekroć tylko uda im się nad tym popracować. Starał się sięgać po kolejne wymieniane ingrediencje z gracją, jaką nigdy poza parkietem się nie odznaczał. Wychodziło mu to różnie. Udało mu się zbić pojemnik z jakąś oślizgłą, purpurową breją, kiedy starał się dosięgnąć lawendy i co najmniej dwa razy był bliski strącenia kolejnych. Ciasny składzik w połączeniu z bulgocącym kociołkiem i zdecydowanie dużym facetem musiał doprowadzić wreszcie do jakiejś katastrofy, nic już nie mówiąc o kilku potłuczonych szkłach. Kiedy wydawało mu się, że powyciągał już wszystko, odwrócił się do niej przodem (nie bez większego trudu) i wpatrzył się najpierw w jej ciemną czuprynę unoszącą się gdzieś wśród pary, a potem w jej palce, którymi ubarwiała wrzątek ziołami.
- Dobry strzał. - odpowiedział, pozwalając aby ich spojrzenia skrzyżowały się na kilka sekund, ale to byłoby chyba na tyle w kwestii odpowiedzi. - Nie mam pamięci do twarzy.
Dorzucił jeszcze, jakby w ramach usprawiedliwienia tego, że on sam jej ani nie znał ani nawet nie kojarzył. Zabawnym było to, że w ogóle poczuł potrzebę, aby to powiedzieć. Może po tym wszystkim uda im się nawiązać ciekawszą znajomość niż tylko na płaszczyźnie zwykłego „cześć” rzuconego podczas mijania się na ulicy i bladego wspomnienia dotyczącego tworzenia odplamiacza? Brakowało mu znajomych, odczuwał to ostatnio aż nazbyt wyraźnie, więc może powinien jakoś bardziej się postarać?
Dobrze, że Pixie pytała. Było mu łatwiej odpowiadać niż samemu zagajać rozmowę, w tym nigdy się nie sprawdzał.
- To chyba pierwszy raz. - powiedział, jakby nie chcąc, aby przypięła mu łatkę imprezowicza. Zupełnie tak, jakby widział w niej coś złego. Nieco zbity z tropu przyjął od niej deskę, czując, że to będzie bardzo ciekawa improwizacja krojenia na kolanie. Uniósł nogę i oparł te całe korzonki o udo, szykując się do krojenia. Był taki skupiony kiedy to robił. Całą uwagę poświęcił operowaniu nożem i być może tylko dlatego udało mu się nie odciąć sobie palców. Kiedy skończył, przypomniało mu się, że nie odpowiedział na jej pytanie. Wręczył Pixie deskę i wpatrzył się w jej brązowe oczy.
- Pytasz o to co lubię robić czy to z czego muszę się utrzymywać?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Wiek : 26
Skąd : Ennis, Irlandia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 2253
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 215
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10504-pixie-alkyone-cheshire-budowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10523-pikselkowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10521-pacnij-sowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10522-pixie-alkyone-cheshire#289292




Gracz






PisanieTemat: Re: Schowek na składniki   Nie 11 Paź 2015 - 19:15

Epitety mogły być tu całkowicie zbędne, choć trzeba przyznać, że Cheshire często posiłkowała się słowami. Mówiła dużo, mniej lub bardziej przemyślanie, bezpośrednio i bez oporów. Ludzie mogli zaprzeczać i zapierać się na każdy możliwy sposób, ale fakt faktem - wiele w ten sposób ułatwiała. Nie każdy mógł poszczycić się takim talentem do odganiania niezręcznej ciszy. Zazwyczaj jednak, jeśli już miała jakieś uwagi, dedykowała je chwili, uzależniając komentarze od danej sytuacji. Możliwe, że właśnie w ten sposób podsumowałaby tatuaże. Jedno było pewne - czachy i demony nie odpychały jej. Wręcz przeciwnie - więcej do oglądania, więcej do wypytywania, więcej czasu, poświęconego oględzinom.
Refleksyjne myśli nie trzymały się Pixie. Obserwowała zamek tak samo, jak podczas nauki w nim. Nie wspominała z rozrzewnieniem zimowych dni, spędzanych przy kominku. Witała się tylko z postaciami z obrazów, zaszczycając je szerokim uśmiechem, na co reagowały różnie - raz oburzeniem, raz entuzjazmem. Zdawało się, że z Cheshire ciężko było o półśrodki. Albo się ją lubiło, albo nie. Nie chciała tu wracać - nie dlatego, że nie lubiła Hogwartu, raczej ze względu na ograniczenia, które narzucał. Mimo wszystko spotkała się tu z wieloma negatywnymi słowami i nieodpowiednim podejściem. Mieszanka błędów swoich oraz ludzi, którzy byli nad nią, sprowadziły ją na drogę imprez, oprylaka i życia wyłącznie z dnia na dzień. Jedynym dobrym znakiem po ukończeniu podstawowych siedmiu lat były umiejętności z eliksirów.
Śmiech Irlandki zmieszał się z dźwiękiem tłuczonego szkła. Obserwowała z niemałym rozbawieniem, jak Seth sięga po składniki i usiłuje przemieszczać się pomiędzy rozrzuconymi wszędzie przyborami. Zignorowała rozbite szkło, nie odchodząc od kociołka, w międzyczasie podpowiadając Lyonsowi, gdzie znajdzie składniki.
- Też zawsze sądziłam, że nie mam - odpowiedziała. Wszystko zmieniło się po skończeniu szkoły, bo okazało się, że pamięta tych twarzy nawet więcej niż by chciała. Uśmiechnęła się jeszcze lekko. Zdążyła zauważyć, że nie mówi zbyt wiele, ale póki co nie unikał pytań, co również wróżyło dobrze, a przynajmniej lepiej niż gdyby uparł się na bezwzględne milczenie. Nie doszukiwała się żadnych łatek, ale też nie odłączyła go od obrazu imprez, na których często gościła. Wiedziała zbyt mało, aby wyciągnąć konkretniejsze wnioski. Czasami zdarzało jej się wbić w rolę dobrego obserwatora, innym razem - niekoniecznie. Przyglądała się chwilę Sethowi, kiedy tak kroił korzonki, poświęcając temu zajęciu maksimum swojej uwagi. Wyglądał przezabawnie. Korzonki w jego palcach zdawały się miniaturkami.
- Właściwie o wszystko - stwierdziła, przedłużając na moment spojrzenie, kiedy oplatała deskę palcami. Coś było nie tak. Zbyt wyraźnie widziała kolor jego tęczówek, zdawało się nawet, że pomieszczenie pachnie wszystkim jakoś... bardziej. Czuła kurz, wywar, czuła Setha i... fioletową breję? Zmarszczyła nieznacznie brwi, po czym rozejrzała się, aby móc zlokalizować stłuczony pojemnik. Zgarnęła nożem pokrojone korzonki do kociołka, ignorując mieszanie na rzecz nienaturalnych reakcji organizmu, domagającego się różnych, dziwnych rzeczy.
Fioletowa breja. po oględzinach Pixie, okazała się maścią na zapalenia - była jednak źle przyrządzona. Charakterystyczne żółte plamki, przypominające kwiatowy pyłek, dodawały jej co prawda przyjemnego zapachu - subtelnego i nienarzucającego się - ale bardzo aktywnego. Wystarczająco, aby w przeciągu kilku chwil zdążyli go poczuć pięć razy mocniej.
- Ktoś pomylił figi abisyńskie z jagodami - poinformowała. - Zapach wyostrza niektóre zmysły. Najpierw węch, potem wzrok, po dłuższej chwili słuch, na końcu dotyk, za to smak niweluje. I zaburza zdolność równowagi - wyliczyła na palcach, odginając po kolei każdy, z pominięciem równowagi. - Trzeba to zneutralizować zanim nas otumani - zarządziła. - Musimy znaleźć mleko takiego śmiesznego... - zaczęła, przechadzając się powoli po wolnej przestrzeni, wyciągając szyję, aby dojrzeć buteleczki na półkach. - Tamto w wysokiej buteleczce - wskazała, opierając się dłonią o ramię Setha i stając na palcach. Było wysoko, za wysoko nawet dla Lyonsa, a drabiny, ups, nie było. Nawet niekoniecznie miała ochotę jej szukać. - Podsadzisz mnie? - zapytała.
Najprostsze rozwiązania górą, szczególnie gdy wadliwa maść na zapalenia zaburza zmysł równowagi, w pobliżu stoi rozgrzany kociołek, na półkach błyszczą się szklane buteleczki, a pod stopami walają się metalowe pręty, deski i nożyki. Cheshire, czyżby maść działała też ujemnie na wskaźnik myślenia?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Plymouth
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 3837
  Liczba postów : 585
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7742-seth-morpheus-lyons
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7748-porzuccie-wszelka-nadzieje-wy-ktorzy-tu-wchodzicie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7749-latajaca-menda
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7750-seth-lyons




Moderator






PisanieTemat: Re: Schowek na składniki   Nie 11 Paź 2015 - 21:46

Ten śmiech zginął gdzieś w brzęku tłuczonego szkła, a Seth zdawał się nawet nie zwracać uwagi na to jak śmiesznie musi wyglądać, kiedy tak się wyciąga w górę, próbując sięgnąć ingrediencje ułożone na najwyższych półkach. To było dla niego tak typowe. Oddanie się bez reszty aktualnie wykonywanej czynności, aż do zapomnienia się w tym. Nie wiedział nawet co strącił, a zresztą nie obchodziło go to. Błonia Hogwartu były pełne najróżniejszych roślin, więc chłopak był pewien, że nawet jeśli odczuje się nieobecność tego purpurowego paskudztwa to w miarę szybko uda się odbudować zapasy. Mimo wszystko nie spodziewał się, że ktokolwiek szybko zauważy brak kilku ingrediencji ze schowka. Kosmiczny bałagań i źle opisane regały towarzyszyły temu miejscu odkąd tylko Lyons skończył piętnaście lat, a warto wspomnieć, że często zdarzało mu się gościć nie tylko tutaj, ale i w sali eliksirów. Zanim odkrył transmutację, był to jego ulubiony szkolny przedmiot, także było mu dość łatwo przewidzieć reakcję nauczyciela na strzaskany pojemnik. Jeśli tylko po sobie posprzątają, ich obecność w tym miejscu mogła okazać się niemalże niemożliwą do wykrycia, a nawet jeśli ktoś pomyśli o włamaniu do schowka to na pewno nie usytuuje zniknięcia ingrediencji w czasie odpowiadającemu balowi. Ich zabawa w chemików mogła więc być na tyle beztroska, na ile beztroski mógł okazać się Seth. Kto wie, może jeszcze Pixie uda się go rozruszać.
Oddając jej korzonki, wpatrzył się w jej ciemne oczy, z początku nie zauważając żadnych zmian, dlatego po prostu odpowiedział:
- Aktualnie szukam swojego powołania. Sądziłem, że odnalazłem je już wcześniej, ale mimo wszystko, gdy już przyszło do skończenia studiów, próbowałem odnaleźć się w czymś nowym. Do tej pory próbuje nowych rzeczy. - w gruncie rzeczy była to mało konkretna odpowiedź i nawet Morpheus zdawał sobie z tego sprawę. Być może miał zamiar drążyć temat (na co wskazywałaby jego mimika twarzy), gdyby nie informacja ciemnowłosej. Zmarszczył brwi i wciągnął w nozdrza dym, unoszący się w powietrzu wokół nich i dopiero teraz spostrzegł tę subtelną zmianę. Był od Pixie o wiele cięższy, więc szybko przypisał swoją nieuwagę właśnie tej większej odporności na działanie tajemniczych oparów.
- Gdyby pozbyć się zaburzeń, byłby to całkiem ciekawy stymulant. - podsumował, nawet nie czując, że na twarz wpełza mu nieznaczny uśmiech. Nie wydawał się być w żaden sposób skrępowanym, że fioletowa breja wyostrzała mu zmysły w pobliżu niemalże nieznajomej kobiety, z którą spędzał czas wolny w niemożliwie ciasnym schowku, a raczej sprawiał wrażenie odrobinę podekscytowanego. Chyba nietrudno się domyślić o czym sobie pomyślał, że właśnie tak zareagował. Nie odczuwał dotyku na swoim ramieniu z jakąś szczególną intensywnością, co odpowiadałoby opisowi Pix, któremu dopiero teraz postanowił w stu procentach zawierzyć, zwłaszcza już, że do jego nozdrzy szybko dotarł silny zapach jaśminu - perfum, którymi dziewczyna spryskała się przed opuszczeniem Wielkiej Sali.  Woń mieszała się dziwnie z zapachem ziół wydobywającym się z kociołka oraz delikatną wonią potu i kobiecej skóry. Cała ta mieszanka wydała mu się bardziej otumaniająca od samego zapachu felernej fioletowej pulpy spoczywającej na podłodze. Nie odpowiedział na jej pomysł z podsadzaniem. Po prostu wystawił przed siebie splecione dłonie, w duchu wysyłając modły do Bogów, w których ani trochę nie wierzył o tę odrobinę zgrabności dla nich obojga. Nie chciał, aby Ally utopiła się we wrzątku.
- Jesteś pewna, że chcesz się tego pozbyć? - zapytał jeszcze, zanim Pixie przymierzyła się do skorzystania z jego „krzesełka”. Minę miał dość enigmatyczną, ale oczy lśniły mu mieszanką ekscytacji oraz zaciekawienia. - Możemy sprawdzić jak działa wyostrzony dotyk. Jedyna, niepowtarzalna okazja.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Wiek : 26
Skąd : Ennis, Irlandia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 2253
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 215
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10504-pixie-alkyone-cheshire-budowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10523-pikselkowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10521-pacnij-sowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10522-pixie-alkyone-cheshire#289292




Gracz






PisanieTemat: Re: Schowek na składniki   Nie 11 Paź 2015 - 23:37

Samym ubytkiem ingrediencji czy buteleczek Pixie nie przejmowała się wcale. Na dobrą sprawę nawet efekty fioletowej mazi były jej obojętne, o ile nie stanowiły czynnika działającego jej na rękę - lubiła, kiedy robiło się ciekawie i niestandardowo. Nie miała problemu z wykorzystaniem sytuacji sprzyjającej flirtowi, a ta zdecydowanie taka była. Niestety okoliczności nie pozwoliły jej dowiedzieć się więcej na temat aktualnej sytuacji życiowej Setha i jego powołania, ale coś podpowiadało jej, że ich ścieżki mogą się w jakiś sposób przecinać. Może nie w konkretny i dosłowny, ale jednak - jakieś części wspólne na pewno posiadali. Więcej niż oboje sądzili? Tylko czas mógł pokazać. Póki co, zapowiadało się coraz bardziej obiecująco. Nie zdążyła nawet skomentować, że próbowanie nowych rzeczy to dobre podejście, zaaferowana zapachem i przytłaczająco pociągającą mieszanką wyostrzonych zmysłów.
- Całkiem - przyznała, również pozwalając kącikom ust unieść się lekko. Skrępowanie nie było jej znane. - Może wystarczy... hm - mruknęła do siebie, zastanawiając się, czy zapach będzie miał stały efekt, narastający nawet po zniwelowaniu źródła, czy może tylko, gdy będą poddani jego działaniu. Potrzebowałaby pergaminu i pióra, aby rozpisać kilka obliczeń, ale nie miała na to ani czasu, ani ochoty. Przerwała wątek, skupiając się ponownie na uzyskaniu antidotum. Tak czy inaczej - ich stymulant zaczął już działać i o ile początkowe efekty były w porządku, dwa ostatnie niezbyt chciała odczuć. Zmieszanie ich wszystkich nie pomogłoby w niczym. Uniosła dół sukienki, odsłaniając nogi i wiążąc supeł na biodrze, aby nie przeszkadzała jej przy wspinaniu się na dłonie Setha. Na szczęście był silny. Zdążyła postawić jedną stopę, którą również zdobił czarny tusz, na spleceniu, kiedy uraczyła go konkretnym spojrzeniem, w którym dało się wyczuć minimalną nutkę wyzwania. Uśmiechnęła się uroczo, bez krępacji pochylając się, z dłońmi opartymi o, dalej zasłonięte, ramiona towarzysza. Przejechała nosem po szyi Setha, przygryzając w rozbawieniu wargę. Dozowanie zmysłów w ten sposób było świetną grą, której nie poprowadziła zbyt długo. Ustawiła drugą stopę obok pierwszej, podnosząc się z niespodziewaną gracją, przy okazji omiatając palcami część policzka i ucha chłopaka, kiedy unosiła rękę, aby oprzeć się o półkę za nim. Zerknęła w dół, zaczesując włosy za ucho - momentalnie wróciły na swoje miejsce. Supeł z sukienki rozplątał się, spuszczając materiał w dół, omiatając nadgarstki Setha i roznosząc wokół zapach perfum. Zaśmiała się, wracając do pytania, które padło chwilę wcześniej. Warto wspomnieć, że dotyk zdecydowanie miała już wyczulony.
- Mówisz? Zobaczymy - odpowiedziała przekornie, przeczesując krótko jego włosy, aby moment później sięgnąć po potrzebną buteleczkę. Udało jej się chwycić w tej samej sekundzie, w której świat wydał jej się bardziej chwiejny. - Chyba coś pochrzaniłam, najpierw odpada równowaga - poinformowała, przejeżdżając krótko językiem po ustach. Smaku jeszcze nie straciła. Dziwiła się tylko, że Seth stoi jeszcze stabilnie, ale najwyraźniej masa robiła swoje, tak jak z poprzednimi zmysłami. - Uoo - mruknęła, przechylając się do tyłu i automatycznie opierając ręką o szafkę za nią. Musieli przewędrować kilka kroków Lyonsa w poszukiwaniu utraconej równowagi. Dwie buteleczki zachwiały się niebezpiecznie na krawędzi, ale nic się nie stłukło, zaś Pixie dalej dzielnie trzymała mleczne antidotum. Zerknęła na nie, oceniając jak daleko znajduje się fioletowa plama. Niedaleko, ale wirowała, więc wymierzenie dystansu szło wybitnie opornie. Rzuciła jednak w tamtym kierunku fiolkę, a chwilę później ogłuszył ich brzęk szkła, rozbijającego się o kamienną posadzkę. Trafiła, nieco na lewo, ale mleko rozpływało się w kierunku brei, neutralizując ją z przenikliwym sykiem. Cheshire zdała się na umiejętności i refleks Setha, dzięki którym prawdopodobnie nie wylądowała ani w kociołku, ani na posadzce.
- Chyba wystarczająco, żeby sprawdzić - mruknęła z niewinnym uśmieszkiem, wodząc palcem po tatuażach, które już zdążyła poznać, na koniec zahaczając koniuszkiem o materiał jego koszulki, ignorując  przez chwilę alarmujące bulgotanie kociołka. Uniosła wzrok. - Proponuję przetestować odplamiacz.
Kręciło jej się w głowie, ale chyba zakończyła działanie brei. Nawet nie wiedziała, czy nieudana maść wytrąciła też Setha z równowagi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Plymouth
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 3837
  Liczba postów : 585
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7742-seth-morpheus-lyons
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7748-porzuccie-wszelka-nadzieje-wy-ktorzy-tu-wchodzicie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7749-latajaca-menda
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7750-seth-lyons




Moderator






PisanieTemat: Re: Schowek na składniki   Pon 12 Paź 2015 - 1:08

Seth nie zastanawiał się nad trwałością efektów wywoływanych przez nieudolnie przygotowaną maść. Tak po prawdzie to było mu to lotto czy może stać w pionie czy niekoniecznie. Zwykle nie podobałaby mu się taka utrata kontroli, ale dzięki zachwianiu równowagi może mógłby poczuć się trochę jak po alkoholu? Ciekawiła go ta kwestia. Nigdy nie pozwalał sobie na przekraczanie pewnych granic, woląc trzymać się założenia, według którego procenty tylko mu szkodziły, co nie przeszkadzało mu w fantazjowaniu na ich temat. Ciekawość jest nie tylko pierwszym stopniem do piekła, ale również czynnikiem popychającym ludzi ku postępowi. Czy Lyons będzie miał dzisiaj okazję na przeżycie, swego rodzaju, progresu? Wszystko dopiero miało się okazać, a on wcale nie chciał analizować tego ani w tym momencie ani w innym.
Wystarczyło, aby zamierzyła się do uniesienia dołu sukienki, a chłopak powiódł spojrzeniem za jej dłońmi, obserwując jak pomagają wydostać się nogom spod warstw materiału. Naturalna reakcja, a przynajmniej dla niego. Może i obserwowałby je dłużej, gdyby zaraz nie skoncentrowała jego wzroku najpierw na wzorach oplatających jej stopę, a potem na jej samej. Nie rozluźniał palców, chociaż miał na to wielką ochotę. Czując dotyk jej nosa na swojej szyi, odchylił głowę nieznacznie w drugą stronę, jakby chciał udostępnić jak największy jej fragment, jednocześnie czując jak wzdłuż kręgosłupa przebiega mu przyjemny dreszcz. Nie był zadowolony kiedy się odsunęła, ale nic nie powiedział, pozwalając nieświadomie na to, aby jego twarz ozdobił odpowiedni grymas. Nie od dzisiaj był nieprzyzwoicie łasy na czułości, nawet najmniejsze, więc nietrudno jest się dziwić jego reakcji, jeśli tylko się o tym wie. Kiedy wreszcie wspięła się wyżej, a jej nogi ponownie otulił materiał sukienki, Morpheus bardzo się starał, aby utrzymać ją w pozycji pionowej. Teoretycznie było to dosyć proste, ale nie dla kogoś, kto chyba zaczynał odczuwać skutki dziwnej, fioletowej substancji wciąż spoczywającej na posadzce. Z początku szło im nieźle. Pixie udało się chwycić to całe mleko jakieś tam, ale nie odbyło się bez chwili grozy. Kiedy dziewczyna się zachwiała, starał się przesunąć tak, aby wciąż mogła oczekiwać od niego stabilnego wsparcia. To wcale nie okazało się tak proste, jakby oczekiwał. Mięśnie nie chciały z nim współpracować, z sekundy na sekundę odbierając Sethowi zdolność utrzymania się w pionie. Nie miał zielonego pojęcia czy Cheshire trafiła w sprawcę wszystkich dzisiejszych niepowodzeń czy nie. Po prostu nie był w stanie tego odnotować, gdyż skupił się na łapaniu jej zanim wpadłaby do odplamiacza. Dziko się zachwiał, a kiedy starał się złapać równowagę i jednocześnie podtrzymać Pixie, uderzył nogą w stelaż, prawie rozlewając gorący wywar na swoje stopy. Ostatecznie skończył oparty o półkę z ingrediencjami, po której właśnie się zsuwał, wciąż uparcie trzymając partnera w zbrodni, tym razem już nie za stopy. Obejmował palcami jej ramiona, poddając się nieznacznemu dotykowi, jaki ponownie mu zaserwowała. Czuł go tak wyraźnie, jakby wręcz uciskała jego skórę. Zastanawiało go to, w istocie. Może powinien w domu uwarzyć więcej takich felernych maści i rozważyć narkotyzowanie się nimi? Była jedna luka w planie. Tam nie było komu go dotykać. Odchrząknął nieznacznie, ale tym razem nie odtrącał jej rąk.
- Okej. - odparł tylko, jednocześnie sugerując jej, że tak, może już albo zsunąć się z jego kolan, na jakich wciąż ją trzymał, dopóki teraz nie rozluźnił uścisku, albo odsunąć się na tyle, aby mógł się rozebrać i nie uderzyć jej przy tym łokciem w twarz. Kiedy jeden z warunków został spełniony, Seth zrzucił najpierw kurtkę, a dopiero później koszulkę, odsłaniając cały szereg linii, pokrywających całą jego klatkę piersiową, ramiona, a także plecy, których nie mogła jeszcze dostrzec. Wygładził materiał, odnajdując plamę po winie i spojrzał wyczekująco na Pix.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Wiek : 26
Skąd : Ennis, Irlandia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 2253
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 215
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10504-pixie-alkyone-cheshire-budowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10523-pikselkowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10521-pacnij-sowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10522-pixie-alkyone-cheshire#289292




Gracz






PisanieTemat: Re: Schowek na składniki   Nie 18 Paź 2015 - 0:29

Jeśli tego wieczoru nie zaznałby postępu w kwestii odczuć podobnych do stanów zmniejszonej trzeźwości umysłu, Pixie na pewno pokazałaby mu kilka sposobów na uzyskanie ich. Jej eliksiry, częściej eksperymentalne niż przyrządzane według ścisłych przepisów i  regułek, miały różne właściwości, ale zazwyczaj działały... jakby to ujęła Cheshire - poszerzając horyzonty. W jakiś pokręcony sposób wierzyła, że z ich pomocą umysł otwiera się na różne efekty i uniesienia. Lubiła ten stan. Nauczyła się uciekać w niego, kiedy świat stawał się zbyt mało kolorowy.
Pixie była dosyć szczodra w czułościach i nie żałowała ich ani sobie, ani osobom w swoim otoczeniu. Otwarcie oswajała innych ze swoim dotykiem, wychodząc z założenia, że jest po to, aby z niego korzystać i czerpać przyjemność. Zasady, które większość ludzi uznałaby za absurdalne albo odpowiednie tylko dla wyznaczonych grup czy jednostek, Cheshire często stosowała do wszystkich. Nie rozdrabniała się. Co wcale nie znaczyło, że nie potrafiła sprawić, aby określona osoba czuła się wyjątkowo. Łączyła swoje cechy, niejednokrotnie absorbując trafione okazje, bardzo sprawnie, dążąc do ogólnego zadowolenia. Przez myśl by jej nie przemknęło, że Lyons mógłby zaprotestować przy tak niewinnej pieszczocie. Uparcie wierzyła we wspólne korzyści. Nie wiedziała jednak o tym, że potrzebował czułości. Mogła to tylko wyczuwać, ale póki co, największym osiągnięciem przy rozpracowywaniu go, było uznanie, że pod tym mrukiem musi kryć się coś więcej. A że lubiła wyciągać wnioski... Zapowiadał się ciekawy wieczór.
Zaśmiała się, niekoniecznie adekwatnie do sytuacji. Spadała, czując jak serce przyspiesza, dudniąc donośnie w uszach, ale poza chwilową dawką adrenaliny, nie było w tym nic zaskakującego ani strasznego. Gdyby kalkulowała w myślach, dałaby Sethowi dziewięćdziesiąt procent na złapanie. Nie kalkulowała, więc myśli miała wolne - w sam raz, aby zając je skoncentrowaniem się na palcach, zaciśniętych mocno wokół jej rąk. Tak jej się przynajmniej wydawało, bo równie dobrze mógł lekko muskać jej ramiona. Machinalnie przytrzymała dłonie na torsie chłopaka, mierząc się chwilę z tym dziwnym doznaniem. Ze zdziwieniem stwierdziła, że nigdy nie wyostrzyła zmysłu dotyku. Zamrugała i odsunęła się posłusznie, przyglądając się kolejnym tatuażom, odsłanianym masowo. Skomentowała je tylko zadowolonym uśmiechem, wystawiając niespiesznie rękę, aby móc odebrać koszulkę, ale ostatecznie poruszyła tylko palcami, rozmyślając się. Dwuznaczny gest przerwała momentalnie, odwracając się, aby móc odnaleźć fiolki i miarki. Przelewała chwilę eliksir, skupiając się na tym wyjątkowo intensywnie, choć świadomość, że ma tyle do obejrzenia, nieco ją rozpraszała. Mogła wyczuć niemalże każdy składnik. Nieistotne, że mikstura zachlapała posadzkę. Wyminęła ją, w dwóch krokach, bo więcej w tym małym pomieszczeniu nie było potrzebne, aby dotrzeć do Setha. Wylała na koszulkę kilka kropel odplamiacza i roztarła go lekko palcami, po czym odebrała własność Lyonsa i zawiesiła ją na półce obok, przytrzymując solidnymi słoikami z ingrediencjami. Obejrzała się, spoglądając na towarzysza i uśmiechając się sama do własnej myśli, którą od razu postanowiła wypowiedzieć na głos.
- A co, jeśli zrobiłam to specjalnie? - zapytała, z wielką niewinnością układając palce na ramieniu Setha i przebierając nimi krótko, stykając delikatnie opuszki z wytatuowaną skórą.
- Jakich nowych rzeczy próbujesz? - zapytała, wracając do wcześniejszego tematu. - I co z powołaniem? - dorzuciła, skupiając się na niższych częściach tatuażu, łączącego się idealnie z kolczykami, które przebadała powoli. Kolejny raz nie myślała, że mógłby mieć coś przeciwko.

rzuć kostką!
1 - eliksir jest be, wypala dziurę w koszulce
3 - eliksir jest be, odbarwia koszulkę
reszta - eliksir jest super, koszulka zostaje odplamiona, ale kto by się przejmował koszulką!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Plymouth
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 3837
  Liczba postów : 585
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7742-seth-morpheus-lyons
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7748-porzuccie-wszelka-nadzieje-wy-ktorzy-tu-wchodzicie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7749-latajaca-menda
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7750-seth-lyons




Moderator






PisanieTemat: Re: Schowek na składniki   Nie 18 Paź 2015 - 22:14

Nie przyszłoby mu to nawet do głowy. Seth zazwyczaj nie afiszował się ani ze swoimi uczuciami (chyba, że była mowa o chęci zdominowania kobiety), ani ze swoimi pragnieniami czy prywatnymi sprawami. Nie było chyba nikogo na świecie, kto wiedziałby czy ma ochotę skosztować takiego eliksiru, ale kto wie czy losy nie splotą go jeszcze z Pixie? Może odkryje jej tajemnicze eksperymenty, a może nawet zostanie królikiem doświadczalnym? Odkąd tylko ponownie głowę zwykł zasnuwać mu mroczny woal szaleństwa, przywykł uciekać się do stosowania różnych, nowych odwracaczy uwagi, byle tylko nie wracać znów do terapeuty. Już dawno przestał mu pomagać, stając się jedynie koniecznym obowiązkiem, a Morpheus, jak wiadomo, nie lubił przymusu. Być może właśnie dlatego tak chętnie poszedł za Pixie. Nie musiał ratować tej koszulki, bo chociaż pozostał oszczędny, teraz wiedział, że i tak może sobie pozwolić na nową. Ba, nie tylko na jedną, ale i na całą garderobę, a ta świadomość zaskakująco mu ciążyła. Niemniej jednak, nieznajoma wprowadziła go w inny świat, niż ten, w jakim przyszło ostatnio mu obcować, a on przyjmował to z niejasnym zadowoleniem. Niejasnym, bo niezrozumiałym dla niego samego. Co było interesującego w strącaniu słoików, warzeniu odplamiacza i ratowania kobiet przez utopieniem się we wrzątku?
Towarzystwo.
Bardzo brakowało mu znajomych. Odkąd tylko przyszło mu samotnie wrócić, nie był pewien jak długo czasu zagrzeje w Londynie czy Hogsmeade. Mimo, że te tereny były mu bardzo bliskie, wszyscy jego znajomi przychodzili, aby następnie odejść, pozostawiając po sobie jedynie pustkę. Zaczynał przyzwyczajać się do tego dziwnego uczucia, jakie zawsze mu przy tym towarzyszyło. Samotność? Odrzucenie? Może tak, a może to coś innego? Sam nie potrafił tego nazwać. Tymczasem teraz była przy nim i okazywała mu pewne zainteresowanie. Jak mógłby nie cieszyć się, więc, z jej bliskości? Nawet jeśli sam nie wiedział jak ma się zachować, najwyraźniej postanowił próbować ustrzelić właściwą odpowiedź. A przynajmniej właściwą dla siebie i to wyłącznie w tym momencie.
Śledził uważnie jej ruchy, odkąd tylko wręczył jej koszulkę. Szczerze mówiąc, nie zauważył efektów, ale to pewnie kwestia tego, że ubranie było nie dość, że wilgotne to ciemne. Może dopiero jak wyschnie to okaże się, że Cheshire jest dobrym alchemikiem i powinien częściej dawać oblewać się winem w jej obecności? Zobaczymy. Tymczasem sytuacja zaczęła robić się skomplikowana. Nie dlatego, że ciemnowłosa wróciła do tematu sprzed chwili, a raczej z powodu niemożności skupienia przez niego uwagi na czymś innym niż na jej dotyku. Spoglądał na nią uważnie, bardzo starając się odzyskać skupienie, ale wychodziło mu to mniej więcej tak, jak utrzymanie równowagi.
- Specjalnie oblałaś mnie winem? Czy specjalnie spadłaś w stronę wrzątku? Chciałaś zedrzeć z siebie skórę? - zdaje się, że ten głos, tak samo jak i jego właściciel, nie znali czegoś takiego jak ton odpowiedni żartowi czy jakiegokolwiek poczucia humoru. Potem przyszło mu odpowiedzieć na coś poważniejszego, gdyż chodziło o jego skomplikowane, mętne jak naturalny sok jabłkowy, życie. Zmarszczył brwi, wyciągając przed siebie rękę, aby w „odwecie”, pogłaskać Pixie po policzku. Uśmiechnął się przy tym półgębkiem.
- Kupiłem niedawno dwa lokale. Próbuje je prowadzić w taki sposób, żeby chociaż trochę zarabiały. - wyznał jej, przesuwając kciukiem wzdłuż jej dolnej wargi. - A to powołanie… kiedyś tatuowałem.
Wyznał, zupełnie tak, jakby przy jego wyglądzie mogło stanowić to jakieś ogromne zaskoczenie.

4
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Wiek : 26
Skąd : Ennis, Irlandia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 2253
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 215
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10504-pixie-alkyone-cheshire-budowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10523-pikselkowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10521-pacnij-sowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10522-pixie-alkyone-cheshire#289292




Gracz






PisanieTemat: Re: Schowek na składniki   Pon 1 Lut 2016 - 2:33

Pixie, gdyby się postarała, również mogłaby pozwolić sobie na całą garderobę. Nie starała się, bo nie przywiązywała do tego żadnej wagi, zdecydowanie wybierając alternatywne przyjemności. Część pieniędzy odkładała do skrytki w banku Gringotta, ale było tego niewiele. Większość wydawała na jedzenie i imprezy. Nie gotowała sobie sama, bo nie miała kuchni, a to zmuszało do częstego przebywania w barach i kombinowania. Na towarzystwo (jego brak) jednak nie narzekała, a nawet jeśli, zdarzało się to raczej w skórze Alkyone. Nie było to żadne rozdwojenie jaźni. Pixie i Alkyone doskonale wiedziały o swoim istnieniu, jednak obydwie mentalne części osobowości Cheshire spychały "tę drugą" na margines. Nadmiar rozkoszy czerpanej z dnia teraźniejszego zmuszał Pixie do głębszych rozmyślań, zaś ich przesyt skutkował powrotem do typowej hulanki, wypełnionej szumem kaca i intensywnych doznań. Alkyone była niemalże czysta. Było to o tyle dziwne, że psychologia działała wystarczająco silnie, aby w postaci dwudziestoośmioletniej kobiety problem odstawienia i uzależnienia tracił rację bytu. Znikał. Równocześnie w postać Alkyone nie dało się "wejść" kiedy się miało ochotę. Sama wybierała swój czas, wyczuwając zmęczenie Pixie. Być może metamorfomagia miała predyspozycje do wpływania na organy wewnętrzne, a ona o tym nie wiedziała. Nawet nie zauważyła, że po zmianie giną problemy, które w logiczny sposób powinny pozostać na swoim miejscu. Może była o krok od rewolucji medycznej, ale nie miała wiedzy i ochoty na demaskowanie się przed swoim uzdrowicielem i resztą świata.
- Jestem zbyt przywiązana do swojej skóry, żeby ją z siebie zdzierać. Nieistotne - odpowiedziała, śmiejąc się krótko i uroczo, nie drążąc tematu tego, co zrobiła specjalnie. - Specjalnie zagoniłam cię w kąt - rzuciła ni to prowokacyjnie, ni to obojętnie - zwyczajnie. Przypatrywała mu się, z typowym zainteresowaniem i szczenięcymi oczami. Choć pakowała w siebie dużo śmieci, była czystą i dobrą osobą. Zazwyczaj właśnie to wyczuwało się w jej spojrzeniu. Nadzieja i wiara dla świata nieco chwiały się w posadach, ale zdawała się dzielnie przy tych posadach pracować, aby nie runęły zbyt szybko.
Przygryzła wargę, niecelowo usuwając ją spod palców Setha, którymi właśnie po niej wodził. Zerknęła jeszcze raz w dół, przyglądając się zarysom znaków na torsie Lyonsa, ale wirowały nieco, przez co uśmiechnęła się i uniosła wzrok ponownie w górę, dopiero wtedy wyswobadzając dolną część ust spod swoich równych ząbków. Wciąż fascynował ją efekt zwielokrotnionego uczucia dotyku, który zdawał się palić, ale nadal był przyjemny.
- Kiedyś? - dopytała ciekawa, bo sama chętnie zakręciłaby się w tych terenach. - Znudziłeś się? - dodała z zastanowieniem. Było w nim coś, co odczuwała jako pragnienie nowości, ale nie wystarczająco wyraźnie, aby wyciągać upragnione wnioski. Ogólnie miała wrażenie, że było w nim bardzo dużo. Jakby balansował na jakiejś szalonej granicy, ukrytej, ale jednak wibrującej lekko w powietrzu. Nie była przyzwyczajona do ostrożności, ale instynktownie spowalniała swoją otwartość, z niewiadomych przyczyn widząc w tym jakieś rozwiązanie. Stanęła na palcach, unosząc się lekko i chwiejnie, ale w dziwny sposób zachowując równocześnie swoją grację, aby objąć go nienachalnie i przytknąć nos w okolicach obojczyka, kierując swój głos w stronę jego szyi. - Albo coś straciłeś.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Plymouth
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 3837
  Liczba postów : 585
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7742-seth-morpheus-lyons
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7748-porzuccie-wszelka-nadzieje-wy-ktorzy-tu-wchodzicie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7749-latajaca-menda
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7750-seth-lyons




Moderator






PisanieTemat: Re: Schowek na składniki   Pon 1 Lut 2016 - 17:51

A czy i on był przywiązany do własnej skóry? Być może niekoniecznie, ale nie potrafił tego wyraźnie stwierdzić. Seth z reguły potrzebował się nad czymś zastanowić, nim określał to w jakiś sposób, ale jego podejście do wszystkiego wokół zazwyczaj wyraźnie określało sfery życia, które były dla niego ważne. Własne „ja” raczej było kwestią poboczną, a przynajmniej w tym mniej ogólnym znaczeniu, bo jeśli o nie chodziło, to każdy człowiek był w jakimś stopniu egoistą. Mniejszym czy większym, to już szczegóły. Wsłuchał się w śmiech, jaki wydarł się z jej gardła, a następnie zmarszczył brwi, jakby zastanawiał się nad istotą jej słów.
- Bawi Cię to? - zapytał w końcu, najwyraźniej nie wiedząc w jakim celu ktokolwiek mógłby chcieć go w taki kąt zaganiać, ale chyba nie chciał się nad tym zbyt długo zastanawiać. Po prostu pokręcił głową na boki, wzdychając. „Kobiety”, chciałoby się rzec, gdyby nie to, że takie komentarze to też nie był Seth. On swoje wszystkie wątpliwości skierowane względem logiki świata koncentrował w sobie i teraz wcale nie było inaczej. Właśnie to szczenięce spojrzenie nagle wzbudziło w nim dziwny, niejasny niepokój. Może dlatego, że paradoksalnie skojarzyło mu się z tym, jakie prezentowały mu jego drogie siostry? A w kontekście takiego zbliżenia, nieoczekiwanie elektryzującego, nie było to specjalnie fortunne odkrycie. Prawie tak samo jak to, że gdzieś w swojej świadomości już miał gotowe następne posunięcie, mimo iż z początku wcale nie chciał brać go pod uwagę. To był jednak najstarszy Lyons i w jego przypadku nie było to coś względnie niespodziewanego. Przytaknął w ramach odpowiedzi, a jednocześnie rzucił jakieś krótkie zaprzeczenie.
- I tak i nie. - wyjaśnił wreszcie, starając się odnaleźć jakieś logiczne wyjście z tego pytania. Bez skutku. - Chyba nie byłem do końca pewien czy to jest to, czego tak naprawdę chcę, chociaż przez całe studia nie myślałem o niczym innym. Czy to ma jakiś sens?
On sam nie był tego taki pewien. Tymczasem jego ręce same poddały się chwili. Objął ją wysoko w talii i nagle, zupełnie niespodziewanie podniósł, aby nie musiała wspinać się na palcach. Jedną rękę podłożył pod jej pośladki, a druga umiejscowiła się niebezpiecznie blisko biustu, niemalże muskając go kciukiem.
- Może i to ostatnie miało coś z tym wspólnego. Ostatnimi czasy tracę cholernie dużo. - mruknął wprost w jej ucho, owiewając je ciepłym oddechem, gdy nachylił się nad nim i nawet uszczypnął je zębami, co przez eliksir musiało dać dość intrygujące wrażenie zmysłowe. Jednakowoż chyba wreszcie musiał w pewnym stopniu rozładować to nieszczęsne napięcie między nimi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Wiek : 26
Skąd : Ennis, Irlandia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 2253
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 215
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10504-pixie-alkyone-cheshire-budowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10523-pikselkowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10521-pacnij-sowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10522-pixie-alkyone-cheshire#289292




Gracz






PisanieTemat: Re: Schowek na składniki   Wto 2 Lut 2016 - 0:30

Ona zaś wręcz przeciwnie - często mówiła bez zupełnego zastanowienia, ale nieczęsto tego żałowała. Żyła w przeświadczeniu, że pierwsza myśl jest myślą najszczerszą i najbardziej prawidłową, a do tego sama szczerość zdecydowanie szła z Cheshire w parze. Jako rasowa Gryfonka (choć te podziały domów wciąż wydawały jej się trochę absurdalne i nie dało się jej odmówić sztandarowych cech również z innych domów) wysuwała się i wszelkie sprawy na front. Bezpośrednia konfrontacja nie zawsze była bezpiecznym wyjściem, ale zawsze zgodnym z nią samą. Nie potrafiła tłumić i tłamsić się w sobie. Lubiła czystą ekspresję.
Właśnie, może to zawężona ekspresja Setha była tym, co budziło w niej jakiś irracjonalny niepokój? Nie bała się go. Na świecie było niezliczenie więcej rzeczy straszniejszych od Setha Lyonsa. Przerażenie w ogóle nie było tu odpowiednim słowem. Lęk też był zbyt karykaturalnym określeniem. Czegoś jej zwyczajnie... brakowało. A że lubiła docierać do ludzi, miała ogromną ochotę w jakiś sposób uzupełnić owo zbrakowanie. Na jego pytanie, w jakiś sposób ofensywne, zareagowała chwilowym odrętwieniem. Sekundowy bezruch i pytające spojrzenie były wstępem do jej słów, które z kolei poprzedził jeszcze krótki śmiech, ale nie z tych głośnych. Raczej z tych wyśmianych pod nosem.
- Rozwesela - poprawiła. - Z góry zakładałam, że na tej dziwnej, hogwarckiej imprezie będę mogła zanudzić się na śmierć - wyjaśniła, tym samym chcąc skończyć temat. - Hej, czy ty się czasem śmiejesz? - zapytała, kolejny raz szczerze i bez ogródek.
Wysłuchała go cierpliwie, zastanawiając się chwilę i otwierając usta, aby odpowiedzieć, ale niespodziewanie poczuła, jak unosi się do góry, czując dłonie Lyonsa nieprzyzwoicie mocno. Poruszyła się lekko, usadawiając wygodnie w tej specyficznej pozycji, bardzo ochoczo wsłuchując się w ton głosu towarzysza. Przeklnijcie ten zamek i zdolności Pixie, wyostrzone zmysły były przecudownym doświadczeniem, a dziewczyna była wręcz pewna, że wykorzysta zdobytą dziś wiedzę w przyszłości. Mruknęła krótkie "aww" w reakcji na szczypnięcie w ucho, pozostawiające po sobie niemalże odrętwienie. Jakby miliony mikroskopijnych punkcików szumiały w jednym miejscu. Zanim odpowiedziała, minęła chwila.
- Jakiś tam sens ma - odparła. - Znudziłeś się życiem i nie widzisz sensu nawet tam, gdzie jest - podrzuciła. - Więc to idealny czas żeby zacząć coś... zyskiwać - uznała, dopiero teraz otrząsając się z obezwładniająco cudownego doznania. A taki, kurczę, drobiazg. Zdecydowanie trzeba było się odpłacić pięknym za nadobne. - Nawet nie do końca sensownego. Zyskiwanie zawsze jest lepsze od tracenia - dokończyła, podpierając się dłońmi na jego torsie, z wielkim zainteresowaniem podążając palcami po brzegach tatuaży, gdzieniegdzie podrapując paznokciami, aby ostatecznie przyłożyć jedną dłoń do jego policzka, a drugą umiejscowiając na ramieniu.
- Chociaż nie mogę zaprzeczyć, że utrata koszulki wyszła ci na złe - palnęła optymistycznie, przekładając dłoń nad jego kark i zwieszając ją tam swobodnie. Wytrwała tak chwilę, ale później postanowiła zbadać jego włosy. Była cholernie ciekawa, jak jej wyczulone opuszki zareagują na taki bodziec. O Merlinie, żywy eksperyment.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Plymouth
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 3837
  Liczba postów : 585
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7742-seth-morpheus-lyons
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7748-porzuccie-wszelka-nadzieje-wy-ktorzy-tu-wchodzicie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7749-latajaca-menda
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7750-seth-lyons




Moderator






PisanieTemat: Re: Schowek na składniki   Wto 2 Lut 2016 - 20:11

Nie wiedział co ma o niej myśleć. Z perspektywy czasu, każdy człowiek wydawał się Sethowi dziwny, nawet jeśli z początku był fascynujący czy wręcz absorbował jego uwagę. Nie łatwo utrzymać go przy sobie, nawet jeśli z początku mogłoby się tak wydawać. Zamknięty w sobie i mrukliwy mógł sprawiać podobne wrażenie, zwłaszcza, jeśli kiedyś widziało się go w towarzystwie Mandy lub sióstr. Nieprzyzwoicie nietypowa uległość była wtedy jego znakiem rozpoznawczym, ale chyba już dawno zgubił gdzieś tę część siebie… ale czy na pewno? W zasadzie tak mu było lepiej. Znaczy, wiecie, uginać się pod czyimś naciskiem tylko po to, aby zdobył to, czego chciał. Lyons nie wiedział czego chciał odkąd skończył szkołę, a jeśli już wydawało mu się, że czegoś chce to najpewniej wcześniej czy później i tak to tracił, nierzadko jeszcze przed samym zdobyciem. Dlaczego więc nie mógł pozwolić innym na to, aby czerpali coś jego kosztem? Nie jawiło mu się to jako złe, a przynajmniej nie z tego miejsca, w którym znajdował się teraz. Gdzieś pomiędzy tymi cholernymi kropkami, o których miała mu powiedzieć Isolde za jakiś czas. Kropek jest dużo, ale linii nie ma nigdzie. Zaginął gdzieś w świecie. Mały chłopiec w dużym ciele, pełen dziecinnych pragnień o szczęściu, bo chyba to pojęcie rozumiał lepiej niż „miłość”. Właściwie to od jakiegoś czasu nie był pewien czy kiedykolwiek wiedział co tak naprawdę oznacza to słowo.
Mina Pixie, taka… zbita z pantałyku, zaskakująco go rozbawiła. Chociaż to chyba trochę za dużo powiedziane. Po prostu uniósł kąciki warg ku górze w czymś co najpewniej powinno być uśmiechem.
- Wystarczy dobrze poszukać rozrywki… - odpowiedział, być może niepotrzebnie, mierząc ją ostrożnym spojrzeniem. Cóż to było w ogóle za pytanie? Właściwie to całkiem uzasadnione, Seth.
- Czasem. - przyznał po chwili milczenia, wiedząc, że to chyba najlepsze określenie, jakie tylko może pasować do stanu, jaki sobą prezentował. - Ciężko mnie rozbawić.
O proszę, nawet się przed sobą do tego przyznał. No, ale nie dało się ukryć. Seth Lyons był okrutnie ciężkim przypadkiem… chyba, ze lubiło się żartować z krwi i fruwających w powietrzu flaków, wtedy był nie tylko duszą towarzystwa, ale prawdziwym znawcą tematu.
- Możesz próbować. - dorzucił jeszcze, obojętnie wzruszając ramionami, chociaż w ten sposób rzucił jej niejako wyzwanie. Tylko od Pixie zależało czy je podejmie, on nie zamierzał jej w żaden sposób do tego zachęcać… no chyba, że zachęcała ją właśnie obojętność i brak wiary. Wtedy zachęcał ją jak cholera.
- Nie za wiele tutaj chętnych do zyskiwania. - stwierdził, ale to było kłamstwo. Nie celowe, oj nie. On po prostu nie wiedział, że jest wprost przeciwnie. Gdyby chciał, mógłby wielu ludzi zaintrygować, chociażby tak banalnym dla niego tematem jak jego tatuaże. Poza tym od razu założył, że chodzi o ludzi. Tego właśnie mu brakowało? Towarzystwa? Bardzo możliwe. Nawet największy samotnik czasami cierpi z powodu wyalienowania.
Zamiast skupiać się na myśleniu, Seth bardzo rozpraszał się jej dotykiem. Nigdy nie był kimś, kto swój temperament trzymałby na wodzy, a dłonie kobiety zaczynały powoli rozniecać w nim coś, co zaczynało przekraczać granicę ignorancji i poczęło dawać o sobie znać.
- Chciałbym, żeby wyszła po prostu na dobre. - zadecydował, czując jak powoli dłoń spełza z jego twarzy, aby zniknąć we włosach. Czuł każde pociągnięcie palcami jakie mu ofiarowała, a to doznanie było na tyle zniewalające w swej prostocie, że niemalże zamknął na moment oczy, chłonąc tę pieszczotę samym sobą. Kiedy wreszcie je otworzył, błyszczało w nich coś, co od dawna w nich nie gościło, a co było tak pierwotne i naturalne, chociaż w gruncie rzeczy nie zrobili nic, co mogłoby tak nań zadziałać. Jednakże to był Lyons, jemu nie trzeba było wiele, zwłaszcza już po takim eliksirze. Nie myśląc długo, przesunął rękę wyżej, zawadzając o wspomnianą wyżej pierś Pix, ale nie interesował się nią długo. O wiele bardziej skusiły go jej usta, które rozchylił delikatnym ruchem kciuka, jakby chcąc zobaczyć czy poddadzą się jego dotykowi.
- Chcę Cię zyskać. - stwierdził bezpośrednio, chyba bardziej przed samym sobą niż przed nią, a potem po prostu się nachylił, aby złączyć ich usta. Nie był to pocałunek, a bardziej muśnięcie. Warto jednak pamiętać, że owo muśnięcie zostało tak zwielokrotnione, że musiało dać porażający efekt zmysłowy, co zresztą, o dziwo, odbiło się na twarzy mężczyzny. Wypłynęło na nią zaskoczenie, przypominające lekki szok, a następnie dezorientacja, wymieszana z czymś, co dotąd zarezerwowane było prawie wyłącznie dla Mandy Maurine Saunders.
- Umiałabyś ponownie uwarzyć coś takiego?
Chyba był pod wrażeniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Wiek : 26
Skąd : Ennis, Irlandia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 2253
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 215
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10504-pixie-alkyone-cheshire-budowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10523-pikselkowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10521-pacnij-sowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10522-pixie-alkyone-cheshire#289292




Gracz






PisanieTemat: Re: Schowek na składniki   Sob 6 Lut 2016 - 14:35

Samo określenie "dziwny" wywoływało u Pixie uprzejmy, z deczka pobłażliwy, uśmiech. Zdążyła usłyszeć je, rzucane pod swoim adresem, niezliczoną ilość razy i choć z początku było drażniące, później udało jej się przywyknąć i wypracować na jego temat swoje zdanie. Nadała mu trochę pozytywnego znaczenia, usuwając negatywny wydźwięk, bo właściwie nie miała pojęcia, jak jest być "normalnym" człowiekiem. Nie była nim, dlatego nie miała pojęcia, ale co więcej - nie wiedziała także, jaki człowiek jest normalny. Nigdy nie opierała się na tej sztucznej selekcji. Używała słowa "dziwny", ale było już tak wyprane, że nawet nie myślała o tym, by się przejmować, czy ktoś ma ją za dziwną, czy też nie. Ludzie i tak nie wiedzieli zbyt wiele, oceniać mogli tylko po tym, co sami mogli wyłapać. W większości przypadków "dziwność" była czymś podyktowana i może dlatego po pewnym czasie Sethowi wszyscy wydawali się dziwni. To działało w dwie strony. Dziwny po poznaniu stawał się normalny, a normalny - dziwny.
Z Pixie nie było zbyt dobrej... właściwie to żadnej myślicielki, ale wiedziała, że w tym świecie więcej jest osób zagubionych, niż takich, którzy z łatwością się odnaleźli. Ona starała się nie rozpatrywać siebie w żadnej z kategorii, bo wpasowanie się w świat, który lubił ją wyrzucać przy sprzyjających i niesprzyjających okolicznościach, nie malowało jej się wcale tak dobrze. Może przez to zawieszenie nie szukała miłości, jak szukali jej inni ludzie. Na słowo "hedonistka" skrzywiłaby się z niechęcią, ale przez odrzucanie podstawowych wartości, to w tę stronę bardziej ją zrzucało. Każdy miał w życiu jakieś nieprawidłowości. Ona zakodowała sobie, że nie ma czasu na przejmowanie się, ba, ma go tak mało, że należałoby go dobrze wykorzystać.
- Ano, właśnie rozrywkę sobie znalazłam - dorzuciła dziarsko, kiedy już dowiedziała się, że może próbować go rozbawić, uzupełniając wcześniejszą kwestię. Przechyliła lekko głowę, zastanawiając się chwilę nad swoim podejściem do rozbawiania, bo do tej pory żadnego sobie nie wyrobiła. - Na siłę zawsze jest zupełnie bez sensu. Raczej nie lubię robić z siebie błazna na pokaz - uznała, uśmiechając się lekko i unosząc brwi. - Ale możemy przyjąć, że wezmę to za punkt honoru, to już jakiś początek - dodała, licząc na to, że kiedyś przypadkiem trafi w jakiś punkt zapalny. Nic na siłę, ale wciąż optymistycznie. Uwagę o ilości rzeczy do zyskiwania zbyła tylko uśmieszkiem, bo nie do końca się z nią zgadzała, a chyba nie byli w najlepszym położeniu do prowadzenia dyskusji na ten temat. Ale nawet niewielu chętnych do zyskiwania było w porządku. Na początek dobry był nawet jeden osobnik, a taki właśnie się znalazł.
Cheshire miała chyba jakieś zapędy, o których nie była świadoma, albo przywykła do spacerowania po granicach tak bardzo, że nawet nie zastanawiała się, kiedy kolejny raz to robiła. Uległa zainteresowaniu i dziecinnej fascynacji, podłapując temat i chcąc drążyć go dalej. Mały odkrywca zatriumfował bezgłośnie, błyszcząc tylko lekko w oczach, kiedy obserwował reakcję Lyonsa. Pixie zaś nie poruszała się, dając sytuacji rozwinąć się swoim torem, niezmiernie ciekawa, w jaką stronę popłynie. Wstrzymała oddech, zdezorientowana i zszokowana reakcją swojego ciała. Mrugnęła raz, odpowiadając na echo nieprzewidywalnie porywającego uczucia. To nie było tak, że czuła jakby było go więcej... raczej jakby dotyk był bardziej pełny, ogarniający, wręcz otulający i rozpływający się dalej, poza granice punktu, w jakim zaistniał. Nie zdążyła dojść do siebie po krótkim smagnięciu ust ani przebrnąć przez słowa, kiedy posunął się dalej, opóźniając jej reakcję o jeszcze kilka chwil. Nawet nie zdążyła dostrzec zdumienia, które malowało się na jego twarzy, ani zorientować się, że wyglądała dokładnie tak samo. Nawet nie wtrąciła charakterystycznego "wow", ale milczała jak zaklęta. Ktoś znalazł sposób żeby ją uciszyć. Choć w tym wzięła też spory udział, warząc eliksir. Mimo wszystko - i tak należały się gratulacje.
- Zyskać możesz, byleby nie posiąść - stwierdziła, dorzucając jeszcze za moment, przytomniejąc trochę. - Właściwie to zyskałeś. Da się to uwarzyć, ale musiałabym pokombinować żeby trochę bardziej to ukierunkować. Efekty uboczne przenieść na zastosowanie, a później wyeliminować inne efekty uboczne - wyjaśniła rzeczowo, a że nie była najlepszym przykładem postawy "uciekanie w używki nie jest rozwiązaniem", nie dodawała nic więcej. Poruszyła tylko lekko palcami, które teraz trzymała na karku Setha.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Hogsmeade
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 779
  Liczba postów : 979
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12489-harriette-morana-wykeham#336490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12490-ettie#336602
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12491-poczta-ettie#336603
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12492-harriette-wykeham#336605




Gracz






PisanieTemat: Re: Schowek na składniki   Wto 30 Maj 2017 - 0:28

Wychodząc z lekcji run ani na chwilę nie spuściła wzroku z Wittenberg. Miała roboczy plan śledzić tak długo, aż zostaną same i wtedy przyprzeć ją do muru, ale jak to często bywało w jej przypadku, będąc czymś bardzo zaaferowana, zapominała uwzględnić pewnych oczywistych faktów. Chociażby tego, że w tym samym czasie z klasy wyjdzie jeszcze kilkanaście osób, zmierzających w mniej więcej tym samym co one kierunku, tego, że inne korytarze też będą zapełnione, bo była przerwa, czy tego, że zanim zostałyby same Krukonka mogła wyjść sobie poza teren Hogwartu, teleportować się i tyle by ją widziała.
Na szczęście improwizowanie szło jej znacznie lepiej niż planowanie, dlatego, gdy tylko zobaczyła tłumek kłębiący się przy wyjściu z sali, szybko doszła do powyższych konkluzji i wymyśliła inną strategię.
Podbiegła do Wittenberg na korytarzu i chwyciła ją ramię.
- Hej, pomożesz mi z czymś? Chodzi o zaklęcia - była tak skupiona na tym, żeby jak najszybciej zaciągnąć jaw ustronne miejsce, że nawet nie zauważyła, że kłamie. To było chyba pierwsze kłamstwo w jej życiu, które wyszło jej naturalnie. Jak ci się podoba mydlenie oczu teraz wstrętna szujo? - Tylko nie tak przy wszystkich... - dodała konspiracyjnym szeptem i otworzyła nieprzypadkowe drzwi. O tym schowku wiedziało niewiele osób i Ettie była pewna, że nikt niezaproszony im nie przerwie. Ona podkradała stąd czasem (a nawet dość często) składniki na lekcję, kiedy nie chciało jej się zdobywać własnych i nigdy na nikogo się nie natknęła.
Z całej siły wepchnęła Krukonkę do środka tak, że dziewczyna wpadła na regał i wskoczyła za nią zatrzaskując drzwi. Była chudziutka, niewysoka i w ogóle raczej niepozorna, ale ramiona wyrobione na boisku miała silniejsze niż niejeden by przypuszczał.
- To co?! - rzuciła wściekle przez zęby - Nadal interesują cię książki Fairwyna, czy tylko to jak wywołać u niego śpiączkę?!

@Ruth Wittenberg
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Schowek na składniki   Pią 2 Cze 2017 - 22:27

Ruth po wyjściu z sali była myślami już w zupełnie innym miejscu, zastanawiając się, czy zdąży zobaczyć jeszcze tulipany w ogrodzie botanicznym, jeśli wybierze się tam dopiero w czerwcu (wcześniej niestety nie miała czasu nawet na podlanie kwiatków u siebie na parapecie, a co dopiero na jakieś wycieczki). Szła więc spokojnie korytarzem, błądząc w głowie po umajonych łąkach, kiedy nagle podeszła do niej jakaś osobistość, szarpnęła gwałtownie za rękę i zanim Szwedka się zorientowała, została bezceremonialnie wepchnięta do schowka. Oczywiście rozpoznała Harriette i oczywiście nie miała w planach z miejsca zacząć się z nią szarpać, ale ten gest… To wepchnięcie Wittenberg do małego, ciemnego pomieszczenia i zatrzaśnięcie drzwi przypomniało jej o czymś, czego zdecydowanie nie chciała pamiętać. Po ziemi potoczyły się fiolki z dziwnymi substancjami, kilka z nich rozbiło się o kamienną podłogę, a sama Ruth, z twarzą zasypaną swoimi własnymi włosami, po rzuceniu nią jak workiem ziemniaków w regał w sekundę wyjęła różdżkę i… Cisnęła nią w sufit.
Magiczny przedmiot ścisnęła w dłoni tak mocno, że aż zbielała jej skóra, wyczarowując kilka ogromnych, świetlnych kul, które sprawiły, że teraz w tym niewielkim pomieszczeniu było jasno jak na przesłuchaniu. W istocie, to chyba było przesłuchanie, choć Ruth w pierwszej chwili bardziej była zajęta nie straceniem różdżki i uwolnienia się od wpędzającej ją w obłęd ciemności. Dopiero po chwili zaczęły doń trafiać słowa młodszej koleżanki.
-Słucham? Jaką śpiączkę, co ty… Co?! – wyrzuciła w końcu z siebie, jedną ręką odgarniając włosy, a drugą wciąż zaciskając kurczowo na czarnym hebanie różdżki, który wyglądał w tym jasnym świetle jak wypalone piksele na tym przedziwnym obrazie dwóch uczennic w schowku na składniki.
Ruth miała to do siebie, że nie traciła czasu na zbędne wyjaśnienia czegoś, co nie jest celem spotkania, a przynajmniej tak to sobie tłumaczyła. Nie do końca bowiem wiedziała, że powinna w pierwszej kolejności porządnie nawrzeszczeć na smarkulę za wpychanie Bogu ducha winnych ludzi w tak niedelikatny sposób do zamkniętego pomieszczenia. Dlatego właśnie mimo obolałych pleców i dziwnego pyłu z potłuczonej fiolki na ubraniu nie zaczęła drzeć się jak szalona na Gryfonkę, tylko spróbowała pojąć bezsens sytuacji. No cóż, nie było to łatwe zadanie, szczególnie po tym, co Harriette raczyła jej przekazać.
-Nie interesuje mnie ani on, ani tym bardziej jego śpiączki – powiedziała chłodnym, stanowczym tonem, choć w gruncie rzeczy było to tylko stwierdzenie faktu -Nie wiem, co ci odbiło Harriette, ale wydaje mi się, że jestem ostatnią osobą, która celowo próbowałaby podnosić ciśnienie nauczycielom… - dodała po chwili już łagodniej, wciąż kompletnie nie mając pojęcia, o co dziewczynie chodzi. Fairwyn naprawdę jej nie interesował. Interesowała ją klątwa, o której on dobrze wiedział i wszystko, co kobieta pisała, czytała i sprawdzała było związane z nią. Choroba nauczyciela była wyłącznie dodatkiem naprowadzającym na cel, choć łącząc fakty Ruth doszła do pewnej szczególnej konkluzji, która faktycznie mogła stwarzać ogromne niebezpieczeństwo dla szanownego pana Edgara Tobiasa. A ją samą stawiało – z perspektywy osoby trzeciej – jako winowajczynię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Hogsmeade
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 779
  Liczba postów : 979
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12489-harriette-morana-wykeham#336490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12490-ettie#336602
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12491-poczta-ettie#336603
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12492-harriette-wykeham#336605




Gracz






PisanieTemat: Re: Schowek na składniki   Nie 11 Cze 2017 - 22:33

Ettie była tak zaaferowana całą akcją, że wyleciało jej z głowy, że w schowku było ciemno. Kiedy zatrzasnęły się za nimi drzwi w panice zaczęła szukać różdżki, nagle zapominając, w której kieszeni zawsze ją trzymała.
W końcu zacisnęła palce na jej drewnie i wyciągnęła ją przed siebie, zanim jednak zdążyła cokolwiek zrobić, Wittenberg wyczarowała światło.
- Oł… - wyrwało jej się, ale natychmiast odzyskała rezon i wycelowała w Krukonkę; nadal trochę drżała, ale tylko trochę, a na jej twarz zaczęły wracać kolory – Opuść różdżkę… szmato – głos załamał jej się przy obeldze. To był prawdopodobnie pierwszy raz, kiedy kogoś tak nazwała i w jej głowie wydawało się to dużo prostsze. Nie mówiąc już o tym, że nigdy wcześniej nie groziła nikomu w ciasnej, ciemnej komórce i nie do końca wiedziała jak to powinno wyglądać, chociaż starała się jak mogła.
Wyprostowała się i powtórzyła pytanie, które zadała, zanim zamknęła drzwi. Szwedka nadal ściskała różdżkę, ale Ettie nic w związku z tym nie zrobiła, oprócz trzymania swojej w gotowości. Wcale nie uznawała wyższości Krukonki w rzucaniu zaklęć. Ona tylko… po prostu Wittenberg była starsza. Gdyby też miała dodatkowe trzy lata nauki i doświadczeń, na pewno byłaby lepsza!
Nie miała, więc póki co trzymała się rozmowy.
- Serio? – udała zaskoczoną – Najmocniej przepraszam. Odniosłam mylne wrażenie, kiedy… no wiesz… ZAPYTAŁAŚ MNIE O NIEGO W LIŚCIE! - świetnie. Nie dość, że oszukała ją wtedy, to najwidoczniej sądziła, że jest aż tak naiwna, że kupi jej obronę. Za kogo ona się w ogóle uważała? Ettie automatycznie szlag trafiał, kiedy ktoś zaczynał traktować ją z góry - Powiedz, często robisz notatki o rzeczach, które cię nie interesują? To już chyba jakaś nerwica.
Przypomniała sobie o różdżce w ręku Krukonki. Jak już mówiłam wcale się jej nie bała. Niczego się nie bała, tylko… zachowywała niezbędne środki ostrożności. Możliwe, że Wittenberg była psychopatką. Poza tym, to ona wepchnęła ją do schowka, więc logika nakazywała, żeby to ona miała przewagę. Krukonka zupełnie nie czuła klimatu i psuła jej moment.
- I kazałam ci schować różdżkę – warknęła. Na pięści miałaby z nią znacznie większe szanse. Może gdyby spróbować jej ją wyrwać? W schowku było ciasno – wystarczyłby jeden niespodziewany ruch. Zawsze to jakiś plan B.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Schowek na składniki   Wto 13 Cze 2017 - 21:38

Harriette zawsze wydawała jej się być przemiłą, uroczą osobą. Oczywiście Ruth nie oceniała ludzi po wyglądzie ani tym bardziej po ich wynikach w nauce, ale był pewien istotny szczegół, o którym Gryfonka zdawała się nie mieć pojęcia… Wittenberg od około trzech lat dorabiała na recepcji w Mungu. Siłą rzeczy znała wszystkich pracujących tam uzdrowicieli, w tym ojca panny Wykeham, który zawsze opisywał córkę w samych superlatywach, opowiadając, jaki jest z niej dumny i jaką jego kochana córka jest zdolną, młodą czarownicą. Aż tu nagle ta sama Harriette bezczelnie wpycha Ruth do schowka na składniki i wyzywa ją od szmat. Krukonka uniosła jedną brew na tę obelgę, ale nie odezwała się słowem do zakończenia monologu rozmówczyni.
Chwilę jej zajęło, żeby dobrze skojarzyć fakty i dojść do poprawnego wyjaśnienia sytuacji, ale najważniejsze w tym wszystkim było to, że czegokolwiek by nie wymyśliła, nie mogła powiedzieć Wykeham o klątwie. Miała szesnaście lat i właśnie udowodniła, jak bardzo niestabilną emocjonalnie i nieprzewidywalną jest osobą. Ruth uznała więc, że przekazanie jej tego typu informacji (jak zresztą komukolwiek innemu) będzie zwyczajnie niebezpieczne. Mimo to chyba należały się jej jakieś wyjaśnienia, choć Szwedka wcale nie była zadowolona z tego, że jakaś obca osoba zagląda jej przez ramię i czyta sobie bez pozwolenia jej notatki. Bez przesady, a jakby wypełniała rozliczenie podatkowe? Albo podanie o kredyt? Nie no, żartuję, ale niektóre informacje są po prostu prywatne i czytanie cudzych zapisków było dla krukonki najzwyczajniej w świecie niekulturalne.
-Twój tata nie szczędzi nad tobą zachwytów w pracy, a ty się tak zachowujesz? Wyobrażałam sobie ciebie dokładnie taką sympatyczną, jak o tobie opowiadał pan Harrison, ale teraz to już naprawdę nie wiem, co myśleć – przyznała, celowo nie mówiąc nic w stylu „twojemu tacie byłoby wstyd”, bo to był według niej cios poniżej pasa. Zwyczajnie nie potrafiła ogarnąć rozumem tego niezwykłego zachowania Harriette.
-Pierwsza sprawa jest taka, że czytanie cudzych notatek jest co najmniej nie na miejscu, ale skoro już pozwoliłaś sobie rzucić okiem na moje zapiski, to jestem skłonna wyjaśnić ci to chore nieporozumienie. Spotkałam się z Fairwynem przez przypadek, a sama rozmowa trwała może pięć minut i była w zasadzie o niczym, ale powiedzmy, że… Zainteresował mnie jednym tematem.
Naprawdę nie chciała mówić nic więcej, ale po zachowaniu Etki na runach trudno było nie dostrzec, że jest wierną fanką runiarza i jeśli Ruth tak zostawi odpowiedź to dziewczyna najpewniej się na nią rzuci, a ostatnią rzeczą, na którą Ruth miała ochotę była jakaś szarpanina.
-Zapytałam cię o tę przerwę w pisaniu, bo czułam, że coś ukrywa i założyłam, że jest związane z tym, czego szukam. Jego choroba podsunęła mi rozwiązanie i… To w zasadzie tyle. Nie wiem, co dokładnie wyczytałaś w tych notatkach, ale mogę cię zapewnić, że nie jestem seryjnym mordercą nauczycieli. Więcej – Fairwyn jest inteligentny, wie co robi i z całą pewnością nie potrzebuje ochroniarza w postaci nadgorliwej szesnastolatki – skończyła neutralnym tonem, naprawdę wyglądając, jakby kompletnie nie czuła tej „kryzysowej sytuacji”, w której się znalazła. Nie opuściła, oczywiście, różdżki, ignorując dwukrotne polecenie Harriette. I polemizowałabym co do położenia jej od razu na łopatki – może nie była pałkarzem w Krukolandii, ale od czasu porwania dziadek właściwie zmuszał ją do wojskowych treningów (kp, bez zmyślania xD), jednak na litość, to była Ruth – ostatnia osoba, która rzuciłaby się na drugą uczennicę z pięściami. Nie chciała tutaj wszczynać burdy, tylko wyjaśnić sprawę i sobie pójść. Była umówiona z Dorienem, wcześniej miała wpaść do Pandy na ciasto a tu jakaś Gryfonka zamyka ją w składziku i gada głupoty o zamachu na Fairwyna. No fajnie, pobawiła się, ale teraz koniec przedstawienia i rozchodzimy się do domów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Hogsmeade
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 779
  Liczba postów : 979
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12489-harriette-morana-wykeham#336490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12490-ettie#336602
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12491-poczta-ettie#336603
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12492-harriette-wykeham#336605




Gracz






PisanieTemat: Re: Schowek na składniki   Sro 21 Cze 2017 - 3:58

Nie musiała mówić, że jej tacie byłoby wstyd – Ette wiedziała o tym bardzo dobrze. Zazwyczaj nie zawracała sobie tym głowy, ale kiedy już dopuszczała do siebie krytyczne myśli o własnym zachowaniu, dochodziła do wniosku, że była dla niego wyłącznie problemem i rozczarowaniem. Zamiast jednak próbować się w związku z tym poprawić, brnęła w zupełnie odwrotnym kierunku.
Miała sześć lat, kiedy dowiedziała się, że po jej urodzeniu i śmierci mamy, tato początkowo nie chciał mieć z nią nic wspólnego. Chyba nietrudno domyślić się co taka informacja robiła z głową kilkuletniego dziecka. Nieważne ile troski okazywał jej później, poczucie, że była dla niego przykrym obowiązkiem siedziało w niej jak drzazga. Nie przestał przecież tęsknić za Bernadette, a więc logicznym było, że nadal wolałby, żeby Harriette się nie urodziła.
Nie ulegało wątpliwości, że Ettie potrafiła być przesympatycznym i milusim stworzonkiem. Takim jakim była jej mama. W tym tkwił problem: na każdym kroku słyszała, że jest podobna do Bernie. Kiedy przy okazji zachowywała się uprzejmie, zachwytom nie było końca. Miała wrażenie, że wszyscy widzą w niej jej kopię. W pełni sobą czuła się tylko wtedy, kiedy ją krytykowano.
Wzmianka o jej tacie naprawdę zbiła ją z tropu. Przez bardzo krótki moment wyglądała na zawstydzoną, ale kiedy tylko to sobie uświadomiła, wróciła irytacja.
- Nie mieszaj w to mojego taty – obruszyła się – Zwariowałaś, czy co?
Bardziej niż zła była chyba zaskoczona, że w ogóle musiała to mówić. Opuściła nawet różdżkę, patrząc na Krukonkę jak na idiotkę. Serio? Zamierzała prawić jej morały? Nawet jej nie znała, a chciała się bawić w autorytet. Ettie potrzebowała go teraz zapewne bardziej niż kiedykolwiek, ale na pewno nie w osobie zaledwie kilka lat od niej starszej dziewczyny.
Naprawdę nie liczyło się już co Wittenberg powie. Ettie niemal zapomniała już, że z początku chodziło o Fairwyna. Słuchała jej tłumaczeń, ale zamiast cieszyć się, że nie pomogła w zamachu na ulubionego pisarza, była coraz bardziej podenerwowana. Najgorsze zaś było to, że sama nie do końca wiedziała dlaczego.
- O, czyli czytanie cudzych notatek jest nie na miejscu, ale szperanie w cudzym życiorysie, żeby dowiedzieć się co ukrywa już tak? – rzuciła sarkastycznie, szukając na siłę czegoś, czego mogłaby się przyczepić. Była już tak wściekła, że w środku cała się trzęsła. Zacisnęła pięści i zbliżyła się o pół kroku do Szwedki, wciskając ją na półki.
- To może następnym razem proś bezpośrednio - wysyczała przez zęby – Napisałaś mi to, co chciałam przeczytać, żebym tylko na pewno ci pomogła. Jesteś obleśną manipulatorką z przerośniętym ego!
Miała ochotę splunąć jej pod nogi, ale nie było za bardzo gdzie. Przeszło jej przez myśl, że może w twarz, ale nie miała odwagi. Nie mogąc się zdecydować co zrobić, podeszła jeszcze jeden mały kroczek, już niemal wchodząc na Krukonkę, patrząc jej w oczy z wściekłością. Nie, nie była sympatyczna. Przykro mi, ale muszę rozczarować.

Do pierwszej wypowiedzi jest z dedykacją dla @William Walker, żeby wiedział co legilimencić ;p
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Schowek na składniki   Pią 23 Cze 2017 - 18:16

Ruth naprawdę chętnie skończyłaby to mało śmieszne przedstawienie, ale Gryfonka była z tych, co musieli mieć ostatnie słowo, jak głupie by ono nie było. Choć tak po prawdzie to stanie w zamknięciu z atencyjną uczennicą tak znudziło Szwedkę, że nawet gdyby zaczęła jej wygłaszać elaborat o siłach pozornych w układach nieinercjalnych to mimo szczerego zainteresowania tematem, chyba by jej tam zasnęła.
-Zamknęłaś mnie w schowku, bo twoim zdaniem jestem mordercą nauczycieli, ale to ja zwariowałam – pokiwała głową z niedowierzaniem, już nawet nie siląc się na udawanie, że jej ta sytuacja nie nudzi. I kiedy myślała, że mała wojowniczka da już jej spokój ta zaczęła dalej ciągnąć swoje mądrości, wciskając jej i tak już dobrze leżące w regale ciało w głąb półki. Oczywiście poskutkowało to rozbiciem kolejnych fiolek ze sproszkowanymi roślinami, w tym lawendy, pokrzywy i dużego słoja ciemiernika czarnego. Ruth miała niewielkie zadrapania na barkach od tego wgniatania przez Et w meble, więc szczęśliwie zaliczyła posypanie popiołem pokrzywowym podrażnionej skóry.
Już nie wspominając o tym, że od teraz wdychały powietrze z cząstkami ciemiernika.
-Uspokój się – wzruszyła ramionami, totalnie nie czując „klimatu grozy”, który próbowała wywołać Gryfonka. – I zejdź ze mnie, bo mój facet będzie zazdrosny – przewróciła oczami na coraz dalsze wciskanie się Harriettte w jej biust.
-Dobrze, jestem manipulatorką, masz rację. Mogłabyś być teraz tak łaskawa i… - zaczęła dla świętego spokoju zgadzać się ze wszystkim, co mówiła Et, ale nagle poczuła, jak skóra coraz bardziej ją piecze, a oczy swędzą, jakby ktoś je posmarował klejem. Zaniosła się astmatycznym kaszlem, przez dłuższą chwilę nie mogąc uspokoić i pochylając do przodu, właściwie zmuszając Wykeham do zrobienia kroku w tył. Wiedziała już, że to pokrzywa i jak za chwilę nie weźmie leków, to Etka nawet swego dopnie, ale na ziemi zobaczyła też potłuczony słój ciemiernika, którego proszek częściowo pokrywał rękę i ubranie Harriette. Czyli poduszą się obie, no fajnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Schowek na składniki   

Powrót do góry Go down
 

Schowek na składniki

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

 Similar topics

-
» Schowek na miotły
» Składniki eliksirów
» Eliksiry
» Schowek
» Schowek na miotły

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Wielkie schody
 :: 
szóste pietro
-