IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Ławki pod wielkim drzewem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Luksmeburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2342
  Liczba postów : 1898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2680-dexter-vanberg#91111
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2696-laboratorium-dextera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2721-dexterkowe-lisciki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7160-dexter-vanberg#204285




Administrator






PisanieTemat: Ławki pod wielkim drzewem   Wto Paź 01 2013, 20:14


Lawki pod wielkim drzewem

W północno-wschodniej części dziedzińca na parterze stoi wysokie i wiekowe drzewo pod którym można znaleźć kilka ławek. Są one zwykle licznie oblegane w czasie cieplejszych dni. Na niektórych z nich można znaleźć pamiątki pozostawione przez uczniów: tajemnicze podpisy, klasyczne serduszka, czy charakterystyczne inicjały autorów, które po dodaniu sumują się w "wielką miłość".

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Wielka Brytania, Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 71
  Liczba postów : 83
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5607-adelaide-perry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5608-brzydale-add
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5614-poczta-add#162775




Gracz






PisanieTemat: Re: Ławki pod wielkim drzewem   Sob Paź 05 2013, 16:22

Rety, przepraszam, że tak długo zabierałam się za tego posta! Ale mam dobre usprawiedliwienie, bo przez dzień, czy dwa nie miałam neta, potem przytłocz mnie natłok rzeczy do zrobienia, bo wkraczam w wielki świat, życie studenckie ssie. No, ale jestem w domku, Internet mi nie muli i mogę spokojnie napisać posta, bo rodzice poszli na spacer. No to szybko.
Adelaide bardzo chciała porozmawiać z Cameronem, choć zupełnie nie wiedziała, jak ma się za to zabrać. Od czasu, gdy dowiedziała się, że Cezar to tak naprawdę Cameron i odwrotnie czuła się co najmniej dziwnie. Ilekroć widziała któregoś z bliźniaków na korytarzu robiła unik i znikała w najbliższej klasie albo łazience, byleby tylko nie dopuścić do spotkanie. Bo co miała im powiedzieć? I tak brawa dla niej, bo zdobyła się na odwagę, by napisać do Camerona list, w któym i tak nie wyraziła nawet połowy swego żalu i rozczarowania tą sprawą. Nie potrafiła załatwiać takich spraw inaczej niż fejstufejs. Musiała go zobaczyć, spojrzeć mu w oczy i usłyzeć to wszystko jeszcze raz. To, co pisał jej w liście i jeszcze więcej, taką miała przynajmniej nadzieję. Chciała się przekonać, czy jest mu choć trochę głupio lub przykro z tego powodu, dlaczego to zrobił, czy on ją w ogóle lubi i szanuje. Czemu nie powiedział jej od razu, wtedy, gdy siedzieli w tej cholernej Japonii u pielęgniarni. A zresztą! Miał też milion innych okazji! W końcu dzielili jedną sypialnię. A oni, on i ten jego brat świadmie i z premedytacją trzymali ją w niewiedzy, mając pewnie przy tym niezły ubaw.
Jako, że dziedziniec na któym mieli się spotkać został zajęty to przenoszę się tutaj, bo tuta jest ławeczka i tutaj leżał Cedric. Hłe hłe. Biedny Cedric. A więc Add opatuliła się sweterkiem i szaliczkiem, i podreptała w stronę wyjścia z Hogwartu. O tej porze dnia i roku na zewnątrz było jeszcze wielu uczniów, którzy postanowili łapać ostatnie promienie słońca i wylegiwywali się na trawie, śmiejąc się i rozmawiając. Nasza Krukoneczka zajęła wolną ławkę pod drzewem, wsunęła dłonie pod uda, by je trochę rozgrzać i czekała grzecznie na Camerona. Mam nadzieję, że na Camerona! Bo jeśli przyjdzie Cezar... nie, nie, Adelaide już nauczyła się ich jako tako rozróżniać. Chociażby po sposobie chodzenia lub gestykulacji. Wtedy myślała, że to Cezar tak macha rękami, a Cameron ma dołeczki w policzku, ale teaz musiała to wszystko poprzestawiać, co wcale nie było takie łatwe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 222
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 290
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7138-rose-nelson#203959
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7140-relationships#203996
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7139-nelsonowna#203992
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7208-rose-nelson#204501




Gracz






PisanieTemat: Re: Ławki pod wielkim drzewem   Sro Sty 15 2014, 23:14

Puchonka miała dzisiaj wyjątkowo parszywy humor. Postanowiła wyjść na świeże powietrze, żeby trochę się dotlenić. Zarzuciła na siebie tylko czarny płaszcz. Przeszła się po dziedzińcu właściwie nie myśląc o niczym, nuciła tylko piosenkę, której tytułu nie potrafiła sobie przypomnieć. Czasem zdarzało jej się mieć zły humor tak po prostu, bez żadnego konkretnego powodu.Tak było też dzisiejszego dnia. Nie miała ochoty totalnie na nic: na naukę, rozmowy, czytanie, nawet na jedzenie, a najmniej na siedzenie i nic nie robienie.
W końcu znudziło jej się bezcelowe spacerowanie. Dotarła do pierwszej z brzegu ławki stojącej pod wielkim drzewem i usiadła na niej. Dopiero teraz poczuła, że moknie i w zasadzie to właśnie zmoczyła sobie cały tyłek. Tylko chwilkę tu posiedzi i wróci do cieplutkiego dormitorium i spróbuje się ogarnąć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Kopenhaga, Dania
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 82
  Liczba postów : 78
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6605-felix-axl-villadsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6606-favourite#185969
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6608-agresywny-potwor-zwany-sowa#185992




Gracz






PisanieTemat: Re: Ławki pod wielkim drzewem   Pią Sty 17 2014, 17:05

Felix też czuł się paskudnie. Przegrany mecz, Sylwester spędzony na obrzygiwaniu ścian (no comment)... no i taka brzydka pogoda. Fuj. Chyba był meteoropatą chociaż po babce, bo zawsze gdy niebo ciemniało i padał deszcz Fel czuł się fatalnie. Najchętniej by się zamknął w pokoju i przespał cały dzień czy coś w tym stylu, ale ambitnie postanowił lepiej poznać okolice Hogwartu, tak więc wyszedł na ulewę i choć to wydaje się niemożliwe, to jego super loczki od razu zaczęły się bardziej kręcić i tracić na objętości. W efekcie na głowie miał coś co wyglądało jak krótkie czarne serpentyny. Hmmm. Wziął różdżkę i mruknął Silverto. Zaklęcie od razu go osuszyło, ale niestety nie zapewniło żadnej ochrony. Zrezygnowany usiadł na najbliższej ławce i zaczął się wpatrywać w krople deszczu rozpływające się w kałuży. Plum. Plum. Plum.
Wtedy nagle poczuł zimno i wilgoć. Wstał zaskoczony i zaczął się otrzepywać z kropli wciąż pozostających na jego ubraniu. Powtórzył zaklęcie, by nie chodzić z dziwną plamą na tyłku. Dość już sobie narobił obciachu na Sylwku, chyba na cały rok ma dosyć imprezowania. Obejrzał się i zobaczył, że na ławce parę metrów od niego siedzi dziewczyna która kilka razy mu mignęła w Pokoju Wspólnym, na zajęciach... Wydawała się bardzo miła i pełna życia, teraz zaś miała dość smutną minę. No i wtedy w Felixie obudził się Pocieszyciel Smutasów, dlatego też cicho powiedział "Orchideus" i wykonał ruch różdżką, starając się, by Puchonka go nie zauważyła. Podszedł do niej powoli, skradając się, a gdy był tak blisko, że nie sposób nie usłyszeć jego kroków, ukłonił się od pasa i wręczył kwiaty.
- Pani pozwoli, że zapytam, ale co taka piękna dama robi na dworze w taką pogodę?- Jejku, jejku, jak on uwielbia się bawić w dżentelmena! To przecież takie super. Dziewczyny się uśmiechają, lekko rozbawione, można to zabawnie zaakcentować... same plusy! Ogarnął dziewczynę uważnie wzrokiem. Miał rację, to była Puchonka, ale jak miała na imię...?
- A tak poza tym, jestem Felix. Felix Villadsen. Miło mi. - uśmiechnął się lekko, spod włosów opadających mu uporczywie na twarz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 222
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 290
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7138-rose-nelson#203959
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7140-relationships#203996
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7139-nelsonowna#203992
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7208-rose-nelson#204501




Gracz






PisanieTemat: Re: Ławki pod wielkim drzewem   Pią Sty 17 2014, 17:28

Rose wpatrywała się w mokrą ziemię. Była już przemoczona do suchej nitki, już nawet bielizna jej zamokła. Westchnęła ciężko i już miała wstać, żeby wrócić do dormitorium, kiedy usłyszała głos. Nie zauważyła wcześniej chłopaka. Nawet nie usłyszała jak do niej podchodzi. Naprawdę musiała się nieźle wyłączyć. Podnosząc głowę do góry zmierzyła wzrokiem całą postać młodego chłopaka. Kiedy dotarła do jego twarzy mogła stwierdzić, że kojarzy go z kilku miejsc i sytuacji w szkole, ale jeszcze nigdy nie miała okazji z nim porozmawiać. Jej wzrok powrócił na jego dłoń, w której trzymał wyciągnięty przed siebie bukiecik kwiatów. W pierwszym momencie otworzyła usta ze zdziwienia i nie wiedziała do końca jak ma się zachować, pierwszy raz w życiu była w takiej sytuacji. Nie zdążyła się nad tym rozwieść, ponieważ chłopak zadał pytanie. Pod wpływem użytych słów i doboru słownictwa Rose automatycznie się uśmiechnęła. I to całkiem szeroko.
- Witam pana. - Dygnęła grzecznie. Postanowiła wczuć się w sytuację, podobnie jak brunet. - Miałam ochotę zaczerpnąć świeżego powietrza. - Wstała, żeby lepiej móc się przyjrzeć jego twarzy. Jeszcze nie miała okazji do tak bliskiego spotkania, postanowiła to wykorzystać. Był bardzo reprezentatywny, chociaż Rose uważała, że ma jeszcze dość dziecięce rysy twarzy.
- Mam na imię Rose. - Odwzajemniła uśmiech. - Również mi miło. - Ukłoniła się delikatnie po czym wymownie spojrzała na bukiecik kwiatów przez niego trzymany.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Kopenhaga, Dania
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 82
  Liczba postów : 78
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6605-felix-axl-villadsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6606-favourite#185969
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6608-agresywny-potwor-zwany-sowa#185992




Gracz






PisanieTemat: Re: Ławki pod wielkim drzewem   Nie Sty 19 2014, 17:32

No tak. Wyraz twarzy Rose wcale nie zdziwił Fela, ani początkowe zdziwienie, ani piękny uśmiech, którym go obdarzyła, gdy już szok minął. Ten uśmiech był chyba największą nagrodą jaką można było dostać za bukiecik kwiatków i kilka miłych słów... I skłamałabym, gdybym powiedziała, że wcale nie zawrócił Felixowi w głowie chociaż na chwilkę. Chyba miał jakąś słabość do blondynek, albo po prostu do dziewczyn moknących w deszczu. Heh, bywa.
-Zaczerpnąć świeżego powietrza? W taką pogodę? - udał oburzenie, podkreślając je lekko komicznym wyrazem twarzy.Gdy zobaczył wzrok dziewczyny, która patrzyła na bukiecik, wręczył go jej, po czym się zaczął tłumaczyć. - Pomyślałem, że może chociaż te kwiaty rozjaśnią pani twarz, wyglądałaś bardzo smutno.
Gdy spojrzał na ubrania dziewczyny, które przesiąkły wodą tak, że z nogawek i rękawów ciekły strugi jak z wodospadu, przyszedł mu do głowy pomysł.-Accio parasol.- powiedział i machnął różdżką. Zaraz po tym usłyszał cichy szum powietrza i ujrzał szybującą nad domami w Hogsmeade parasolkę, na której zostało jakieś szkło. Najwyraźniej wyleciała przez okno w jego pokoju, ups. Była to chyba najbardziej przywołująca wspomnienia rzecz, jaką posiadał - kupił ją tego dnia, gdy dowiedział się, że Vera spadła z klifu. Miał to być dla niej prezent, dla Math kupił taką samą, tylko w innych kolorach. Very była kolorowa i gdy spadały na nią krople deszczu, zmieniała kolory na czerń i biel, oraz odcienie szarości, a Mattie wręcz przeciwnie. Szkoda, że nigdy już nie miał okazji jej tego wręczyć. Zachował ją dla siebie, aby pamiętać, by życie może się zakończyć w każdej chwili. Że któregoś dnia kropla śmierci może sprawić że kolory życia znikną.
Wszystkie wspomnienia wróciły, gdy tylko zobaczył nieszczęśliwy przedmiot. Może dlatego też pogrążył się w rozmyślaniach i nie zauważył nawet, gdy przedmiot w niego uderzył. W efekcie wylądował na mokrej ziemi, przyduszony przez parasol. Odetchnął powoli, po czym zwrócił się do Rose. - Pani pozwoli. - wręczył jej parasol, po czym dźwignął się na nogi i wstał, uśmiechając się przepraszająco.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 222
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 290
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7138-rose-nelson#203959
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7140-relationships#203996
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7139-nelsonowna#203992
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7208-rose-nelson#204501




Gracz






PisanieTemat: Re: Ławki pod wielkim drzewem   Pon Sty 20 2014, 23:54

Rose uśmiechnęła się pod nosem.
- Cóż, zły humor nie wybiera pogody. - Odpowiedziała. - A szkoda, bo najlepiej czerpałoby się powietrza w jakiś cieplejszy i mniej deszczowy dzień. - Mówiła to delikatnie się uśmiechając. Starała się poprawić sobie samopoczucie. Miała wrażenie, że osoba Felixa może jej w tym pomóc. Wystarczyło już to, że był na tyle szarmancki, że podszedł do niej i to z bukietem kwiatów! To jej imponowało. Nie każdego byłoby stać na takie zachowanie. Przyjęła kwiaty z dużym uśmiechem. Naprawdę było jej już coraz lepiej. Poza tym te dziwne stany załamań emocjonalnych nie trwały u niej jakoś specjalnie długo, szczególnie, kiedy ktoś pomagał jej z nich wyjść. Tak naprawdę to ona sama nakręcała się na negatywne myślenie. Teraz pomału przestawała się na tym skupiać.
- Dziękuję. - Powiedziała rozradowana i przytuliła krótko Felixa, tak w formie dopełnienia podziękowania. Gest ten był dla niej jak najbardziej naturalny, nawet się nad nim nie zastanawiała. Zaczęła dokładnie oglądając bukiecik kwiatków. Był bardzo kolorowy, a przecież Rose tak bardzo lubi kolory!
Rose znów była bardzo wdzięczna nowo poznanemu chłopakowi, gdy ten przywołał do siebie parasol. Ona jakoś nie zwracała na to uwagi, ale naprawdę była już przemoczona i zaczynała się trząść z zimna. Lecąc, parasola uderzyła prosto w twarz Felixa. Puchonka krzyknęła ze strachu, ale szybko zrobiła krok w przód, żeby pomóc wstać chłopakowi. On zamiast dać sobie pomóc, wręczył jej do ręki parasol. Wstał z ziemi prawie natychmiast. Rose przyjrzała się mu. Chyba nic mu się nie stało. Pomyślała. Za to całe jego ubranie było pokryte brązowym, gęstym błotem. Uśmiechnęła się szeroko, bo widok Felixa był naprawdę zabawny. Rozłożyła parasol i przysunęła się do chłopaka, żeby on też już dłużej ni mókł, chociaż przecież właśnie leżał w kałuży.
- Nic ci nie jest? - Popatrzyła na niego troskliwie. - Może chcesz iść do skrzydła szpitalnego? - Zorientowała się, że swoim ramieniem dotknęła jego obłoconego ramienia. Jęknęła cicho. - Dopiero go czyściłam. - Mruknęła do siebie. Od razu pomyślała o tym, co działo się dzisiejszej nocy. Na samą myśl zrobiło jej się słabo. NIGDY WIĘCEJ WYŚCIGÓW MIOTLARSKICH, NIENIENIE!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Kopenhaga, Dania
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 82
  Liczba postów : 78
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6605-felix-axl-villadsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6606-favourite#185969
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6608-agresywny-potwor-zwany-sowa#185992




Gracz






PisanieTemat: Re: Ławki pod wielkim drzewem   Czw Sty 23 2014, 19:50

-Myślę, że te rzeczy są ze sobą powiązane.- odpowiedział Felix, lekko zamyślony. - Widzisz, jak jest ładna pogoda, to większość problemów i tak nie ma wpływu na twoje samopoczucie. A gdy pada deszcz...- Spojrzał w niebo.- To nawet nie mając problemów czujesz się przygnębiona. To tak jakby obok ciebie ktoś siedział i płakał... - zakończył nieco refleksyjnie. A potem dodał:- Albo może być też na odwrót. Może po prostu gdy jesteś smutna niebu też robi się smutno i płacze... - Ah, te jego piękne, pełne refleksji i filozofii wywody! Lubił czasem tak się zastanawiać nad życiem, nad pogodą, nad sensem istnienia... ale nie za często. Bał się trochę, że gdy zacznie odpowiadać na tego typu pytania, zagłębi się w dawanie na nie odpowiedzi, i przez to trochę zmarnuje swoje życie. Wolał raczej, żeby jego życie było na nie odpowiedzią.
Nie no, chyba Fel zatrudni się jako "zawodowy ofiarodawca kwiatów smutnym dziewczynom". To mogłaby być nawet niezła fucha! Uśmiechy, przytulasy i podziękowania, wszystko co najbardziej lubił w kontaktach międzyludzkich. No i może jeszcze całusy. No ale na całusa raczej nie liczył, za krótko się znali. Ale może kiedyś... Oj tam, takie gdybanie. Nie przejmuj się, Rose.
Gdy się uśmiechnęła po tym, jak się przewrócił i pięknie wytaplał w błocie, zrozumiał, że musi wyglądać nieco zabawnie. Od czego jednak są czary? -Chłoszczyść!- wypowiedział zaklęcie i machnął różdżką. - Nie, wszystko w porządku. - odpowiedział, uśmiechając się i otrzepując lekko ubranie. - Aż tak źle wyglądam? - wyszczerzył się, gdy usłyszał zaniepokojone pytanie Rose. Trochę go ta troska rozczuliła i rozbawiła. To  miłe, że ktoś się o ciebie troszczy. Nawet w takim stopniu. A kiedy zauważył, że dziewczyna zmartwiona spogląda na swój rękaw, postanowił jej również pomóc. -Chłoszczyść! Silverto! - Bądź co bądź, Puchonka wciąż była przemoczona, tak więc skoro miała już parasol, to można ją było trochę osuszyć.
- Może pójdziemy już do Pokoju Wspólnego? Nie wiem jak ty, ale ja mam dość świeżego powietrza na dzisiejszy dzień.- uśmiechnął się szeroko. Nagle uświadomił sobie, że z pani przeszedł na ty. No trudno, w końcu kiedyś trzeba było, no nie?


/sorki że takie krótkie, ale podobno mamy kończyć wątki, więc wiesz ://
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Plymouth
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 1913
Dodatkowo : Ścigająca
  Liczba postów : 840
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7121-echo-merope-lyons
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7123-echo-w-lesie#203157
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7122-listy-echo#203156
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7206-echo-lyons




Gracz






PisanieTemat: Re: Ławki pod wielkim drzewem   Pon Mar 03 2014, 00:33

Echo nie mogła doczekać się powrotu do Hogwartu już od dłuższego czasu. W Kanadzie zaczynała czuć się nieswojo, choć na brak rozrywek czy nudę narzekać nie mogła. W ciągu ferii zdążyła zrobić mnóstwo szkiców, rysując nawet w najkrótszych wolnych chwilach. Do szkoły wracała z masą nowych pomysłów, szczególnie tych związanych z teatrem Nickodema. Do samego pomysłu pochodziła bardzo entuzjastycznie i miała nadzieję, że wszystko wypali, że uda im sie zebrać odpowiednią ilość osób i ostatecznie będą w stanie doprowadzić swoje pierwsze przedstawienie do skutku. Póki co zapowiadało się na przeogromną ilość pracy, jednak Lyons nie zrażała się tym, wręcz przeciwnie, chęci rosły razem z tą świadomością. Miała nadzieję, że uda im się zająć Mathilde na tyle, aby mogła na chwilę zapomnieć o swoich troskach.
Pochłonięta myślami związanymi z teatrem dotarła na miejsce, w którym umówiła się z Loganem. Wciąż miała mały mętlik w głowie i nie wiedziała jak nazwać ich relację. Wyglądało na to, że zmierzali w stronę czegoś, co ciężko było nazywać zwykłą przyjaźnią, a przynajmniej Echo nie widziała swoich uczuć w ten sposób. Nie była pewna co sądzić o całej tej sprawie, więc obrała najlepszą z możliwych dróg. Bowiem jeśli chce się czegoś dowiedzieć, najlepiej spotkać się z tym twarzą w twarz. Wysłała list do Ruthvena, licząc na to, że nie będzie chory i zgodzi się na spotkanie. I tak oto zasiadła na ławce po turecku, jak zwykle że swoim szkicownikiem, w którym bazgrała sobie dla zabicia czasu, oczekując Gryfona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Skąd : Stirling, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 556
  Liczba postów : 266
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7370-logan-darren-ruthven
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7389-ten-fajniejszy-blizniak
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7390-lisciki-milosne-logana
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7391-logan-d-ruthven




Gracz






PisanieTemat: Re: Ławki pod wielkim drzewem   Pon Mar 03 2014, 02:07

Jako, że cała dzisiejsza akcja dzieje się tuż po spotkaniu na ulicy Pokątnej, Logan był raczej mało rozrywkowy ostatnimi czasy. Jedyne co w ciągu ostatniego tygodnia potrafiło go ucieszyć to fakt, że nie zaraził się groszopryszczką, co jednak nie ominęło Ryana. Miał z tego powodu trochę śmiechu, nawet jeśli na ciele jego bliźniaka było naprawdę niewiele krost, a przede wszystkim cieszył się, że chociaż raz nie będzie mógł zrzucić winy na Felixa - w końcu to on spędzał z nim więcej czasu, a był zdrowy, a jako, że ostatnio miał humor taki, a nie inny to nie rozstawał się z nim wręcz na krok. Trudno się więc dziwić, jeśli znało się jego obecne położenie, że kot dreptał za nim z dumnie podniesionym ogonem po śniegu i najwyraźniej niewiele sobie robił z tego, że jest zimno i mokro.
Był strasznie wściekły i rozgoryczony obecną sytuacją, a jedynie perspektywa spotkania się z Echo nieco poprawiała mu humor. Nie kazał jej na siebie długo czekać, nie mógłby tak, więc ledwie zaczęła rysować coś w szkicowniku, a blondyn już zaszedł ją od tyłu, zaglądając jej przez ramię.
- Hej - przywitał się, natychmiast po spojrzeniu w kartkę wycofując się, gdyż przez kilka sekund zdecydowanie znajdował się zbyt blisko. Jego nadszarpnięte, po trzaśnięciu Antka w twarz, nerwy dość boleśnie przypomniały mu o tym, że ani trochę nie miał teraz ochoty na jakąkolwiek bliskość. Przycupnął na ławce obok niej, a miejsce wybrał tak by siedzieć blisko, ale jednocześnie nie naruszać jej przestrzeni prywatnej. Strasznie był teraz na to wyczulony, a miał tylko nadzieję, że Echo nie odbierze tego jakoś negatywnie. Zaraz za nim na ławkę wskoczył jego kot, który usadowił się na jego kolanach, najwyraźniej stawiając sobie za cel życiowy nie dać Loganowi spokoju. Nie przeszkadzało mu to i machinalnie gładząc zwierzę po sierści, zastanawiał się czy i dziewczyna nie będzie miała nic przeciwko. Spojrzał na nią i uśmiechnął się przyjaźnie, nawet nie zdając sobie sprawy z tego jak się za nią stęsknił przez te kilka dni. W ogóle to nie ogarniam położenia w czasoprzestrzeni Walentynek, więc może uznajmy, że nie minęło dużo czasu?  
- Co porabiałaś przez resztę ferii?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Plymouth
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 1913
Dodatkowo : Ścigająca
  Liczba postów : 840
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7121-echo-merope-lyons
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7123-echo-w-lesie#203157
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7122-listy-echo#203156
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7206-echo-lyons




Gracz






PisanieTemat: Re: Ławki pod wielkim drzewem   Pon Mar 03 2014, 18:18

Nie zdążyła skończyć projektu, którym właśnie się zajęła. Szkicowała wnętrze sali teatralnej, marząc o przystrojeniu całej przestrzeni, nie tylko sceny. Pomyślała bowiem, że przedstawienie świetnie byłoby rozplanować na większej przestrzeni niż kilka desek, aktorzy mogliby wchodzić z różnych miejsc, w pewien sposób wywołując interakcję z widzami. Mogło to pomóc w zyskaniu uwagi tych bardziej wybrednych i mniej przekonanych do inscenizacji. A poza tym było po prostu ciekawsze. W mugolskim teatrze sprawdzało się całkiem nieźle, zaś tu, w szkole magii, mogli jeszcze dodać zaklęcia, które urozmaiciłyby dodatkowo występ.
Echo zdecydowanie miała zbyt dużo pomysłów. Notowała je szybciutko między szkicami, żeby nie zapomnieć najważniejszych rzeczy. Najlepsze zawsze przychodziły do głowy w niespodziewanych momentach. Logan przerwał jej właśnie zapisek dotyczący zaklęć, które wypisywała kolejno nierównym i nieco chaotycznym pismem. Uśmiechnęła się promiennie i poczuła, że serce przyspiesza jej w jakiś dziwny sposób. Echo była zbyt zaabsorbowana kminieniem tego, co działo się w jej głowie, dlatego nie odbierała nic jako negatyw. Zaś Logan za bardzo się przejmował, co na pewno by mu powiedziała, gdyby tylko miała o tym jakiekolwiek pojęcie!
- Hmm, zwiedzałam Lynwood - stwierdziła. - Mieli tam sporo fajowych miejsc, świetna odmiana, ale mimo wszystko dobrze być już w Hogwarcie. Byłoby jak w domu, gdyby nie ta zaraza. Oby rzeczywiście zamknęli to w Skrzydle i izolatce - skrzywiła się i wzdrygnęła lekko. Czarodziejskie choroby wciąż ją przerażały, były jakoś bardziej okropne niż te normalne, znane jej z dzieciństwa. Różyczka, ospa, pff, czym to było w porównaniu do groszopryszczki!
- U, nie wiedziałam, że masz kota! - wtrąciła, wystawiając do zwierzaka rękę. Koty były cudne, kiedy mruczały. Nie dało się znaleźć podobnego dźwięku! - A ty? - zapytała, przekrzywiając lekko głowę. - Nie widziałam cię nigdzie pod koniec, nie mów, że siedziałeś w pokoju - albo co gorsza w jakichś podejrzanych barach, hehe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Skąd : Stirling, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 556
  Liczba postów : 266
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7370-logan-darren-ruthven
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7389-ten-fajniejszy-blizniak
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7390-lisciki-milosne-logana
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7391-logan-d-ruthven




Gracz






PisanieTemat: Re: Ławki pod wielkim drzewem   Pon Mar 03 2014, 19:49

Ciekawe jakby na to zareagowała, gdyby wiedziała czym tak naprawdę się przejmuje. Jego problemy ze zdefiniowaniem uczuć, pochłaniały większość jego uwagi, przez co teraz nawet nie wyglądał najlepiej. Był niewyspany po pobudce w nocy, a przecież ledwie udało mu się zasnąć. Nerwy splatały jego wnętrzności w ciasny supeł przez co zupełnie nie mógł się zrelaksować. Jeszcze kilka takich dni i by po prostu oszalał, dlatego bardzo się ucieszył, że Echo do niego napisała. Teraz, w jej towarzystwie nadal zdawał się być nieco spięty, aczkolwiek i tak nieco mu ulżyło.
- Może być ciężko - stwierdził sceptycznie, marszcząc czoło. - groszopryszczka jest piekielnie zaraźliwa. Wystarczy, żeby któreś z chorych wyszło ze Skrzydła Szpitalnego i może się roznieść na resztę szkoły.
Westchnął ciężko, opierając się łokciem o oparcie ławki i wpatrując się na nią z uwagą by po kilku sekundach uśmiechnąć się przekornie.
- Mam nadzieję, że się ode mnie nie zarazisz - pokazał jej język, ale zaraz spoważniał - Ryan jest chory, a śpimy razem w dormitorium. Nie wiem jakim cudem tylko jeden z nas jest w fioletowych bąblach.
Wydawał się być więcej niż zaciekawiony tą dziwną sytuacją, ale nie ciągnął tego dalej, spuszczając wzrok na Felixa, wygodnie rozciągniętego na jego nogach. Mruczał głośno, ale i obserwował uważnie rękę Echo, która się do niego zbliżała.
- Ostrożnie - ostrzegł ją Logan, z lekkim niepokojem zerkając to na nią, a to na kota. Nie było tajemnicą to, że jego kot miewa humorki w najmniej spodziewanych momentach. Felix jednak dał się dotknąć, obwąchując dłoń Lyons, jednak taki stan rzeczy nie trwał długo. Wyciągnął łapkę i położył ją na jej ręce, odpychając od siebie. Ruthven zaśmiał się cicho.
- Humorzasty - skomentował - Lubię koty. Mimo, że chadzają własnymi ścieżkami, odpowiednio traktowane potrafią być bardzo lojalne.
Zerknął na nią, najwyraźniej przez chwilę zastanawiając się nad odpowiedzią.
- Tak było - potwierdził w końcu - miałem pewne… problemy i nie bardzo miałem ochotę na to by wychodzić gdziekolwiek.
Wyznanie jej czegoś takiego stanowiło dla niego wyzwanie, ale mimo wszystko zrobił to. Nie zamierzał jednak dodawać tego, że w dzień wyjazdu był tak zmordowany kacem, że ledwo to przeżył.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Plymouth
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 1913
Dodatkowo : Ścigająca
  Liczba postów : 840
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7121-echo-merope-lyons
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7123-echo-w-lesie#203157
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7122-listy-echo#203156
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7206-echo-lyons




Gracz






PisanieTemat: Re: Ławki pod wielkim drzewem   Wto Mar 04 2014, 20:07

Właśnie dlatego Echo wyznawała zasadę "zmęcz się za dnia, padnij wieczorem, wstań rano i powtórz". Większość swojej energii starała się zużyć na rzeczy pozornie błahe, na zabawę, której beztrosko szukała w różnych miejscach, często nieodpowiednich; na naukę, choć preferowała niekonwencjonalne metody, żeby się za szybko nie znudzić; na rysowanie lub malowanie, które wbrew pozorom również pochłaniało energię. Dzięki temu pozostawała pozytywna, wesoła, nie martwiła się na zapas, rzadko chodziła niewyspana, a do tego potrafiła zachować swoje "ja". Problem w tym, że teraz jej "ja" dostało w łeb. Aktualnie głowiła się czym oberwała - norką europejską czy sprayem? Coś jej nie pasowało, coś jej zawadzało i zaburzało lekko sprawdzoną strategię działania, uporządkowaną tylko pozornie.
- Mówisz? Nie wiem zbyt wiele o tej chorobie - zorientowała się, mówiąc trochę niepewnie. - Chyba powinnam ogarnąć wreszcie jakieś opisy, żeby potem nie być zaskoczona - dodała, marszcząc brwi. Magiczne choroby mieściły się w wielkim kręgu rzeczy, których nie zdążyła jeszcze poznać. Nie stykała się z nimi często, nie wpadła też wcześniej na pomysł zapoznania się z ich przebiegiem i skutkami.
- Na pewno nie! - odrzekła pozytywnie, przekonana, że mimo choroby brata, Logan jest zdrowy.
- Jak kot - odpowiedziała z uśmiechem, zabierając posłusznie rękę, gdy Felix postanowił ją odepchnąć. - Ale zostałam zaszczycona, dał się dotknąć - dodała, udając poważną i kiwając głową. Była taka przekonywująca, to się ceniło, nie?
- Problemy? - zapytała, zanim ugryzła się w język. Zamiast tego, prawie natychmiast po pytaniu, przygryzła dolną wargę. Zorientowała się, że pytanie nie było na miejscu. - Ale jest już lepiej, prawda? - dodała, nie chcąc wyjść na wścibską i niefajną osobę, która nie wie, kiedy może wtrącić nosek w nie swoje sprawy. Spojrzała na Gryfona nieco zmartwiona, gdyż owszem, zauważyła jego zmęczenie.
- Może wolisz iść do kuchni? Skrzaty na pewno coś nam skombinują, a poza tym będzie cieplej. I mają herbatę! - zaproponowała. Z malinami, idealna na problemy! Złapała się też na kombinowaniu, co ciekawego można zrobić w kuchni. Drogą dedukcji doszła do oczywistości. Brawo, Lyons! - Albo sami coś ugotujmy. Raczej nie jestem w tym mistrzynią, ale potrafię ładnie ozdobić babeczki! - pochwaliła się. Niestety nie wiedziała, że Ruthven nie lubi słodyczy. Gdyby wiedziała, pewnie specjalnie pomyliłaby cukier z solą!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Skąd : Stirling, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 556
  Liczba postów : 266
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7370-logan-darren-ruthven
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7389-ten-fajniejszy-blizniak
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7390-lisciki-milosne-logana
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7391-logan-d-ruthven




Gracz






PisanieTemat: Re: Ławki pod wielkim drzewem   Sro Mar 05 2014, 01:43

Zabawne, że Logan zdawał się być tym radośniejszy, im częściej mógł dzielić się swoją wiedzą. Nieczęsto miał ku temu okazję - wszakże nie było tajemnicą to, że nie przepadał za przymusem, jaki nałożono na wszystkich uczniów, w związku z uczęszczaniem na zajęcia i nieczęsto się na nich zjawiał… oczywiście ostatnio zaczynało się to zmieniać, co można przypisać w zasłudze właśnie Echo. Pierwszy raz zwrócił na nią uwagę właśnie na lekcji i od tamtej pory dziwnie go do niej ciągnęło, a sam zainteresowany nie potrafił sobie tego logiczniej wytłumaczyć. W każdym razie wystarczyło tylko to, aby Gryfonka wspomniała o swojej niewiedzy, a blondyn już służył jej odpowiedzią. To trochę tak, jakby nosić ze sobą żywą wyszukiwarkę Google.
- Na szczęście masz mnie - powiedział, raczej niezbyt nieśmiało, ale wyraźnie rozbawiony tym, że nie po raz pierwszy przytacza jej gotową, zapamiętaną w trzy sekundy formułkę.
- Groszopryszczka to poważna choroba wywoływana przez grzyba. Objawia się wściekle fioletowymi bąblami na całym ciele, które mają tendencję do ropienia i pękania. W późniejszym stadium grzyb może zaatakować aparat mowy i chory traci głos. Zaleca się odizolowanie chorego od osób zdrowych, gdyż jest to niebywale zakaźna choroba. Leczenie jest długotrwałe, ciężkie i może odbywać się w domu, więc ciekaw jestem ilu Hogwartczyków zdecyduje się na taki krok. Zawsze lepiej w domu, niż w szkole, zwłaszcza jeśli możesz przekazać swoim przyjaciołom takiego paskudnego grzyba. - skrzywił się nieco, już na samą myśl o tym, powracając do machinalnego gładzenia lśniącego futerka Felixa. Roześmiał się dźwięcznie słysząc jej słowa. To była właśnie jedna z tych rzeczy, które w niej cenił - fakt, że potrafiła go rozbawić nawet w chwilach, w których większość pomyślałaby, że jest to niemożliwe, a sprawa zbyt poważna by móc się cieszyć.
- Na to wygląda. Ogólnie to się nim nie przejmuj, nie lubi nikogo - wzruszył ramionami, a jego ton głosu zdradzał, że już niejeden raz musiał tłumaczyć się z zachowania swego kota, który teraz jak gdyby nic odwrócił się na grzbiet, domagając się pieszczot na brzuchu, które zresztą otrzymał. Logan za bardzo go kochał, aby mu ich odmówić, a zresztą cóż mu się dziwić. Gdy inni mieli Cię w poważaniu - zwierzak zawsze z Tobą był. Felix zdecydowanie zasłużył sobie na lepsze traktowanie. Przez chwilę nic nie mówił, najwyraźniej namyślając się nad odpowiedzią, a warto wspomnieć, że nie była ona łatwa.
- Nie do końca, ale dam sobie radę - była to sama prawda. Straszliwie się obwiniał za to, że wyładował na chłopaku Margaret swoją frustrację i ta myśl, że złamał mu nos wcale nie ułatwiała mu pogodzenia się z nie tylko swoimi uczuciami. Dziewczyna miała go dosyć aż tak bardzo, że musiała rzucać się na szyje innym kiedy tylko był w pobliżu. No cóż, był żałosny - musiał to przyznać nawet przed samym sobą. Zresztą, on naprawdę lubił Echo, a po tej sytuacji na Pokątnej, uświadomił sobie wreszcie, że nie ma co pchać się tam gdzie go nie chcą. Może kiedyś Margaret przypomni sobie o nim i zatęskni? Nie obchodziło go już to. Znowu posłał jej uśmiech, tym razem wywołany jej propozycją. Wizja kubka gorzkiej herbaty była naprawdę zachęcająca, zwłaszcza w tak doborowym towarzystwie.
- Z wielką chęcią, trochę tutaj zimno - zauważył równie oczywiście, jak Echo, gdy stwierdziła, że mogą w kuchni coś pogotować.
- Ostatnim razem jak próbowałem zrobić babeczki to nieomal nie spaliłem piekarni - przyznał się jej, rozbudzając sennego kota paroma tyknięciami w brzuch i zdejmując go ze swoich kolan. Postawił go na ziemi i odgonił kilkoma niecierpliwymi ruchami ręki.
- Razem damy radę - rzucił optymistycznie, a potem wstał, by pociągnąć dziewczynę za sobą. - Narobimy dla Ciebie tyle babeczek, że będziesz je mogła rozdawać w dormitorium.
Ktoś tutaj wyraźnie odzyskał dobry humor. Nic więc dziwnego, że gdy zbierali się w stronę zamku, uśmiechał się i zagadywał ją o błahostki. Po co rozpamiętywać przeszłość skoro szczęście czekało tuż za rogiem?

[zt x2]

//Zabierz ich do kuchni <3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 43
  Liczba postów : 56
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7864-alec-r-walkin
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7868-alec-r-walkin




Gracz






PisanieTemat: Re: Ławki pod wielkim drzewem   Sro Kwi 02 2014, 00:38

Ostatnia impreza odbiła się aż nazbyt na Alecu, który pokutował teraz jednym z większych kaców, jakie kiedykolwiek miał. Na dodatek zaatakowało go słońce, kiedy tylko wyszedł z zamku. Przymknął oczy, osłaniając je jedną ręką, drugą przeszukując kieszenie w poszukiwaniu okularów przeciwsłonecznych, które przezornie ze sobą zabrał z dormitorium. W końcu pełnym tryumfu gestem wyciągnął je z tylnej kieszeni spodni (wsadzenie ich nie należało do najlepszych pomysłów, bo usiadł już w ten sposób na dwóch parach) i włożył. Zadowolony z tego, że wcześniej przemyślał wyjście na dwór, opuścił podwinięte rękawy bejsbolówki i ruszył w stronę ławek.
Pewnie by tam dotarł sam, położył się, zamknął oczy i modlił, aby przestało go mdlić. Niestety (a może i stety) dostrzegł okazję do rozrywki w postaci D'Angelo.
To nie tak, że jej nie lubił. W zasadzie gdyby przestał ją irytować i zaczęliby rozmawiać o Quidditchu, typach mioteł i drużynach, mogliby znaleźć wspólny język. Ale w tym nie było zabawy. Łatwo było ją zdenerwować i Walkin korzystał z tego na pełnych obrotach.
Podszedł do niej, uśmiechając się szarmancko i objął ją, ciągnąc w stronę ławek. Miał w sobie trochę siły, więc nawet to, że się opierała nie robiło na nim wrażenia. Zastanawiał się czy podniesienie jej nie byłoby łatwiejsze, ale wtedy mogłaby go uderzyć. Co w zasadzie i tak nie było mało prawdopodobne.
- D'Angelo - zaczął radosnym tonem, tym z kategorii mówienia o wiośnie, lecie i słońcu. - Mój skarbeczku, unikasz mnie ostatnio?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2739
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Re: Ławki pod wielkim drzewem   Sro Kwi 02 2014, 00:54

Wyszła na błonia, poprawiając pasek ciężkiej torby na ramieniu. Kierowała się niekoniecznie w stronę ławek. W zasadzie chciała umknąć gdzieś dalej, poza teren obarczony niebezpieczeństwem spotkania kogoś przypadkowego. W zasadzie, dzień miała już zrujnowany jeszcze zanim miała okazję paść ofiarą spotkania z Aleciem. Ale jej samopoczucie prawdopodobnie i tak osiągnęłoby ten sam poziom niezadowolenia, jak tylko znalazłby się w zasięgu jej wzroku. Aktualnie jeszcze przez wspaniałe, błogie kilka sekund, nie zaobserwowała jego obecności. Dopiero kiedy poczuła jego dłoń na talii, a zaraz potem zobaczyła ten wcale niezaskakująco irytujący uśmiech na jego ustach, pokazała mu reakcję godną spotkania jego osoby. Machinalnie przewróciła oczami, zapierając się w miejscu, działając mu na przekór już tylko z przyzwyczajenia, bo nawet nie zdążyła się zorientować w jakim kierunku chciał ją zaciągnąć. Gdziekolwiek by to nie było, była pewna, że był to słaby pomysł. Gryfon nie miewał dobrych. Co do tego nie miała wątpliwości. I utwierdziła się w tym przekonaniu, kiedy przystanęli w miejscu, przy zwykle najbardziej zatoczonych, aktualnie jeszcze pustych ławkach. W tym momencie udało jej się wyrwać z pod splotu jego ramienia, albo pozwolił jej to zrobić. Jako, że na nazwisko miała D’Angelo, a pochodziła z rodu Drake, wierzyła jednak, ze to jej zasługa. I ta duma ze swojego samozaparcia pozwoliła jej posłać mu nienawistne, pełne pogardy spojrzenie.
— Unikam Cię nie tylko ostatnio, Walkin. Jakieś… — próbowała zrobić pauzę, ale nie za długą, nie chcąc w tym zabrzmieć zbyt autentycznie, jakby rzeczywiście zastanawiała się nad swoimi możliwościami. — … zawsze — zakończyła w końcu, zaciskając smukłe palce na pasku torby, tylko dlatego, żeby nie zrobić tego, czego się właśnie spodziewał. Nie sprzedać mu siarczystego policzka.
— Chcesz czegoś? Czy dla zasady, jak zawsze, marnujesz tu tylko mój cenny czas?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 43
  Liczba postów : 56
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7864-alec-r-walkin
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7868-alec-r-walkin




Gracz






PisanieTemat: Re: Ławki pod wielkim drzewem   Sro Kwi 02 2014, 17:49

Jedno z mott życiowych Walkina traktowało o tym, aby zawsze pozytywnie odnosić się do innych, jeśli tylko nie byli Ślizgonami i zazwyczaj świetnie mu to wychodziło. Shenae spotkała go po raz pierwszy kiedy był bardzo wierny tej zasadzie, dlatego też pomimo ich wzajemnych dogryzań była osobą, z którą chętnie rozmawiał. Szkoda tylko, że bez wzajemności. Poza tym, według Aleca, jego pomysły zawsze były świetne. Niekoniecznie jednak wychodziły tak, jak tego chciał.
Przeczesał palcami włosy i poprawił okulary na nosie, nadal uśmiechając się szeroko, jakby w ogóle nie usłyszał jej komentarza. Uśmiech mówił jedno, ale jest słowa odnosiły się pomimo tego do jej wcześniejszej wypowiedzi.
- To ciekawe, bo ciągle na mnie wpadasz, She - zauważył, a potem przyłożył palec do ust, jakby naprawdę się zastanawiał. - Chociaż ja ciebie nie unikam. Może to ma jakiś związek. A może żadnego. Cóż. Czymże jest zastanawianie się nad tym dlaczego cały czas się widujemy, skoro to robimy.
Radość Aleca mogłaby być zaraźliwa, gdyby rozmawiał z kimś innym. Na D'Angelo to nie działało.
- Nie musisz być od razu niemiła - odpowiedział, ale nie wydawał się urażony. Właściwie zdawał się rozbawiony całą tą sytuacją i kierunkiem w jakim zmierzała ich rozmowa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2739
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Re: Ławki pod wielkim drzewem   Sro Kwi 02 2014, 18:22

Nie miała nawet siły się z nim spierać. D’Angelo. Nie mająca siły. Mógł to sobie zapisać w pamiętniku. Przewróciła oczami, mijając go i siadła na ławce, splatając ręce na piersi. Patrzyła na niego sceptycznie, w bardzo dobrze znany mu sposób, który chyba nigdy, niezależnie od jej nastroju, dobrego czy złego, się nie zmieniał. Jego uśmiech był jak zawsze, niezmiennie, frustrujący.
— Walkin… jakkolwiek wielkiej przyjemności nie sprawia mi udowadnianie Ci, że jesteś idiotą… tym razem nie mam na to ochoty. Jak pytam się Ciebie: „Chcesz coś?”, to wydaje mi się, że to wyraźna aluzja do: „Spadaj”.
Spoglądała na niego bez wyrazu, krzywiąc się na tą jego naturalną beztroskę, jaką zwykle tryskał. Coś, co jej od zawsze było obce. I czego mu koniec końców z racji charakteru nie zazdrościła, ale dla zasady postanowiła z tego względu go gnębić. Żeby czasem nie odejść od narzuconego schematu swoich rywali na każdych możliwych płaszczyznach.
— Trudno nie wpadać, kiedy wozisz się po całym zamku, rozpychając się ze swoją marną podróbką dumy na szerokie odległości. Zdejmij ten kurewsko irytujący uśeich z gęby, Walkin.
Skrzywiła się znów. Tym razem dlatego, ze miał lepszy humor od niej. Zawsze w sumie, ale dzisiaj wyjątkowo miała mu to do zarzucenia.
— Jeśli liczyłeś na miłą pogawędkę, polecam Twój Pokój Wspólny, może jakieś psychofanki, co? Ewentualnie, jakieś dobre duszyczki z Hufflepuffu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 43
  Liczba postów : 56
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7864-alec-r-walkin
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7868-alec-r-walkin




Gracz






PisanieTemat: Re: Ławki pod wielkim drzewem   Czw Kwi 03 2014, 17:29

Prawdziwi mężczyźni nie piszą pamiętnika, toteż Alec nie miał gdzie tego zapisać. Co najwyżej na liście 'rzeczy i osób zaliczonych', jakkolwiek by to nie brzmiało. Na jego szczęście nie posiadał takiej listy, bo mógłby stracić za nią głowę i inne przydatne narządy. Przesunął okulary na czubek głowy. Przez chwilę patrzył na She tak, jak ona na niego, tylko, że mierzył ją z góry. Przybrał poważną minę i zmarszczył brwi, ale stwierdził, że zupełnie mu się to nie podoba. Ten wyraz twarzy pasował tylko do wrogów i momentów, kiedy miał zły humor. Dlatego poklepał ją po głowie, rezygnując z gry na nieprzyjemne spojrzenia.
- Gdybym był idiotą, wylądowałbym w Slytherinie - zauważył, wzruszając ramionami. Nieszczególnie przejmował się jej oskarżeniami. Chyba już do nich przywykł po tylu latach znajomości. W sumie, pomimo znacznej różnicy wieku, dokuczał jej odkąd tylko zobaczył ją na korytarzu, chociaż w jego uznaniu była to oznaka sympatii.
Zmarszczył brwi.
- Powinnaś wyluzować, serio. Nigdy nie widziałem cię bez niezadowolenia na twarzy. Nabawisz się od tego zmarszczek. O, tutaj. - Wyciągnął palec i dotknął miejsca między jej prostymi brwiami.
Opuścił okulary na nos i uśmiechnął się szeroko.
- Nie wiesz nic o życiu, skarbie, co? Moje psychofanki nie mają możliwości mówienia. Ich usta są zajęte czymś innym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2739
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Re: Ławki pod wielkim drzewem   Czw Kwi 03 2014, 21:36


Podciągnęła jedną nogę na ławkę, obejmując ją rękoma w kolanie. Nie przerwała ich spojrzenia Utrzymała je od początku do końca, bez choćby najmniejszego drgnięcia. Ale spierniczył. To był Walkin. On zawsze musiał coś schrzanić. Znudziło mu się i zepsuł zabawę. Drań. Uciekła głową, kiedy skierował w jej kierunku dłoń. Niemożliwie, paskudnie, perfidnie, nieznośny dzieciak.
Czasami się nad tym zastanawiam, Walkin… i za każdym razem dochodzę do wniosku, że jesteś odważny w swojej głupocie. Dlatego Gryffindor — wyjaśniła mu, wykładając mu swoją nowopowstałą właśnie w jej głowie teorię na ten temat. Bo oczywiście, kiedy nie trzeba było, nie zajmowała nim sobie głowy. I tak dość skutecznie zajmował jej czas, kiedy pojawiał się na horyzoncie. Tak jak teraz, dopuszczając się gestów, które musiał wiedzieć, że mocno działały jej na nerwy.
Siądź, u diabła! Stoisz nade mną jakby Ci się stado elfów osadziło w tyłku.
Złapała go za przegub dłoni, zaciskając na niej szczupłe palce w złości.
Jak trochę zbrzydnę to mi nie zaszkodzi — bąknęła wyraźnie narcystycznie, nie mając na razie żadnego zarzutu do swojego wyglądu, póki co. Walkin jednak wiedział, ze z tym jednym. Poczuciem zadowolenia z własnej aparycji nie miała najmniejszego problemu. Patrzyła na niego z chłodem, spowodowany równo jego osobą, jak i jej samopoczuciem.
Alexandrze Romulusie Walkin — obracanie się w towarzystwie tych samych, czystokriwstych rodzin miało jeden plus. Oprócz tego ogromnego minusa, że on znał jej prawdziwe nazwisko, ona z premedytacją używała jego pełnego imienia. — Łapy przy sobie, „skarbeńku” — sparafrazowała jego słowa i w końcu puściła przegub jego dłoni. — No tak, Walkin. Zapomniałam, ze wszystkie Twoje psychofanki są poniżej poziomu, zupełnie niezdatne do rozmów. Zrób mi przysługę. Znajdź sobie dziewczynę, Walkin. A może będziesz miał mniej czasu na zawracanie głowy innym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 43
  Liczba postów : 56
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7864-alec-r-walkin
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7868-alec-r-walkin




Gracz






PisanieTemat: Re: Ławki pod wielkim drzewem   Czw Kwi 03 2014, 22:31

Postawa obronna. Shenae nie czuła się dobrze w jego obecności, dlatego przyjęła postawę obronną, która miała wzmocnić jej bezpieczeństwo, chociażby w jej głowie. Posiadanie sędziny jako matki dało mu ciekawą wiedzę na temat ludzi. Której właściwie nie wykorzystywał, bo najczęściej nie myślał nad interakcjami międzyludzkimi, nie widząc w tym najmniejszego sensu.
- Myślisz już o mnie, D'Angelo. To pierwszy krok do prawdziwej miłości. Drugim będzie sprawienie sobie biustu. - Jego usta wykrzywiły się w lekko ironicznym uśmiechu. Cóż, ciężko było dostrzec coś, czego nie było, a była to jedna z głównych rzeczy, na jakie Alec zwracał uwagę w kobietach. Osobiście uważał, że wylądował w Gryffindorze z zupełnie innych powodów, ale Shenae chyba nie była osobą, z którą chciał rozmawiać na ten temat.
Parsknął śmiechem, nawet tego nie kryjąc.
- Myślę, że twoja wiedza na temat magicznych stworzeń właśnie weszła na nowy poziom. Przy lekcji o elfach nikt mnie nie poinformował, że mogą mi wejść w tyłek, kiedy będę nad tobą stać. - Uniósł oczy ku niebu, co zapewne przyniosłoby lepszy efekt, gdyby nie fakt, że miał na sobie okulary przeciwsłoneczne.
- Jak trochę zbrzydniesz, to nie będzie już na co patrzyć - rzucił, ponownie nawiązując do jej braku posiadania kobiecych krągłości. Poza biustem właściwie Alec nie był zainteresowany innymi aż tak bardzo, ale nadszedł czas na nabranie trochę wredności w stosunku do Krukonki. Skrzywił się na dźwięk swojego pełnego imienia.
- Merlinie, Drake- mruknął pod nosem, jednak na tyle głośno, że nie miał wątpliwości co do tego, że go usłyszała. - Jestem jedynym facetem, który dotknął cię kiedykolwiek? A, tak, pewnie jestem - zakpił, nagle czując się nieco zniesmaczony. Imię założyciela Rzymu nie należało do jego ulubionych.
Nagle Alec odczuł potrzebę zapalenia papierosów, z którymi starał się nie mieć styczności. Odpalenia papierosa, wydmuchania dymu prosto na poirytowaną twarz Krukonki i uśmiechnięcie się tak radośnie, aby ją zemdliło.
- Nie przyszło ci do głowy, że to lubię? Powiem ci więc, moja młoda, niedoświadczona koleżanko, żebyś przestała udzielać się w tej kwestii, bo nie masz o niej pojęcia. Wszyscy o tym wiedzą. Dlatego szkoda mi było postawić galeona na to kto w końcu cię przeleci. - W jego wypowiedzi nie było chłodu, po prostu stwierdzał fakt. Jego celem też nie było zranienie jej, ale nawet on wiedział, że to kończy rozmowę. Zasalutował jej, wykrzywiając usta, ni to radośnie, ni ironicznie, po czym odszedł w stronę krużganków.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : paris/london/hogwart
Czystość Krwi : 10%
Galeony : -1
  Liczba postów : 294
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6728-georgina-oceane-de-nevers#190424
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6988-zostaniesz-moim-problemem-badawczym#199545
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6989-straca-sie-osad-widzisz-to#199546
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7182-georgina-oceane-de-nevers#204381




Gracz






PisanieTemat: Re: Ławki pod wielkim drzewem   Wto Kwi 22 2014, 12:46

Nie czuła się dobrze. Każdego dnia była co raz słabsza. Przecież była chora. Może dla jednych epidemia była miłym przerywnikiem od seksu w kantorku, ale ją to kosztowało zdecydowanie więcej. Wylądowała w szpitalu, we Francji, w rodzinnej Francji. Każdego dnia czuła się co raz gorzej, jakby coś pożerało ją od środka mówiąc o tym, że powinna się położyć w ciemny dół, co by zaoszczędzić pracy innym. Mogłaby sama tam skoczyć, przygarnąć się ziemią i zasnąć. Nie czuć więcej bólu, który był tak despotyczny wobec każdej komórki jej ciała. Gdzieś tam w środku właśnie więdła  gdy nie mogła chodzić, gdy siedziała na fotelu cicho odliczając kolejne sekundy tykającego zegara, który jakby zwalniał. Po co? Każde szarpnięcie nerwów kosztowało ją przygryzanie warg, które już były pokryte metalicznym posmakiem krwi. Nie umiała sobie z tym radzić. Była przestraszona tym co się z nią działo. Wypadały jej włosy, czuła że to moment, w którym umrze, że nie poradzi sobie z tym. Nie przeskoczy tego całego problemu ze sobą i po prostu padnie zanim zdąży wypić obowiązkowo poranną szklankę wody. Kręciła się wokół własnych wyrzutów sumienia stawiając się na najróżniejszych stanowiskach by w końcu usiąść spokojnie i się rozpłakać. Napady delirki były co raz częstsze z nie wiadomych przyczyn. O ile rodzice sądzili, że to postępująca choroba, to ona wiedziała, że smak alkoholu zabrałby wszystkie smutki hen daleko. Ale jak mogła im to powiedzieć. Ich jedyna córka, pociecha, inteligentka... Miała powiedzieć: przynieście mi wódkę. Była zwierzęciem, potrzebowała chorych rzeczy, które zarezerwowane były dla marginesu. Odczarowywała włosy, a one za każdym razem wyglądały inaczej. W końcu zdecydowała się na ścięcie ich i stworzenie grzywki, która choć w połowie przykryłaby twarz, której nienawidziła. Była chuda, zbyt chuda, by wyglądać kobieco. Wciąż upadała. Zamykała się w pułapce wspomnień cicho jęcząc coś pod nosem. Nie przyjmowała tabletek, odkładała je pod poduszkę godząc się ze śmiercią. Codziennie ją witała, ale ta zawsze umykała do innej sali. Doskonale wiedziała, że potrzebuje innego rodzaju używki. Gdyby przynieśli jej alkohol... Gdyby tylko to zrobili. Ale czemu nie potrafili się przełamać? Z trudem przełknęła ślinę po raz pierwszy przyjmując kolorowe tabletki. I dzień za dniem prowadził ją do tego, że była w stanie już chodzić, oddychać... Aż wreszcie wrócić do szkoły. Przecież tak wiele straciła.
Teraz w zbyt luźnym swetrze topiła się drobna sylwetka dziewczyny, która z trudem oddychała. Była przestraszona wizją wejścia do zamku. Nie było nikogo, kto by ją w tym wsparł... Nikogo. Wszyscy zniknęli. Nawet świadomość, że gdzieś w środku jest Raphael nie była w stanie jej pomóc. Nie czuła się gotowa zarzucić go swoim ciężarem, choć ważyła tak niewiele. Zamknęła czekoladowe oczy, które potraktowała magicznym zaklęciem szkieł kontaktowych. Była inna, obca. Zimne dłonie ukryte w długich rękawach swetra, znów przygryzanie wargi, żeby powstrzymać łzy.
Pustka moi drodzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Barcelona/Ottawa
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 582
Dodatkowo : legilimencja & oklumencja
  Liczba postów : 623
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7536-jack-reyes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7543-black-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7537-big-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7539-jack-reyes




Gracz






PisanieTemat: Re: Ławki pod wielkim drzewem   Czw Kwi 24 2014, 08:41

Życie było szalone. W jednej chwili coś masz, w drugiej prześlizguje ci się to między palcami. I zostajesz z zupełnie czymś innym, albo w ogóle z niczym. Tak ostatnio czuł się Jack Reyes. Ten, który żarliwie zapewniał pewną pannę o swych uczuciach, mając jednocześnie nadzieję, że jakoś się to między nimi ułoży. Nie ułożyło się. Dokonała innych wyborów, on też trochę zbaczał z drogi w kierunku mniej skomplikowanych sytuacji. Które ostatecznie i tak pod naporem nie wiadomo czego przeistaczały się w jakieś dziwny splot zdarzeń, których nie potrafił rozsupłać. Wszystko wymykało się spod kontroli. Ludzie robili z nim co chcieli, a on dawał się zeszmacić. Nie rozumiał tego, ale to było ponad jego siły. Nie chciał dociekać, jakim cudem znalazł się nagle w tamtym obskurnym pomieszczeniu z ludźmi, którzy chcieli go zniszczyć. Choć przed paroma chwilami sączył herbatę w pubie. To nie miało żadnego sensu. Nie potrafił się doszukać sensu w tym wszystkim. Życie było kruche, tak, teraz to wiedział. Co jeśli to była banda Oshie'go, która jakimś cudem go dorwała tutaj, w Wielkiej Brytanii? Chyba powoli zaczynał popadać w jakąś głupią paranoję, choć nie okazywał tego na zewnątrz.
W zasadzie powierzchownie nic się w nim nie zmieniło. Wciąż wyglądał tak samo. Wciąż wydawał się być antypatycznym gburem, który nie ma ochoty na żadne pogawędki. W środku coś jednak kruszało, coś uwierało i nie dawało spać. Tak jak wcześniej martwił się o byt swojej rodziny, tak teraz martwił się o swą duszę. Że zaprzedał ją diabłu. Diabeł zwał się kobietą. Zawsze przez jego życie przewijała się taka, która potrafiła zniweczyć wszystko, co wcześniej budował. Wprowadzała chaos i zamęt. Ale paradoksalnie to właśnie do takich osób go ciągnęło. Trudnych, skomplikowanych, pokrętnych. Jak on sam. Łapał się ich jak ostatniej deski ratunku, a potem dziwił się, że ma pokaleczone i zakrwawione ręce. Ale to był jego świat. Pełen potrzeby silnych emocji. Dominacji też, lecz ta rozpływała się z każdym uśmiechem, trzepotem rzęs i czułym słówkiem skierowanym w jego stronę. Było dziwacznie. Szczególnie teraz, kiedy miał wrażenie, że został z niczym. Ale szedł dalej. Brnął w to wszystko, choć miał wrażenie, że brakuje mu sił. Był zbyt uparty, zbyt zahartowany i zbyt ambitny, aby się poddać. I zostawić wszystko tak rozpierdolone. Poczuł silną potrzebę ułożenia sobie tego wszystkiego.
Nie miał pojęcia, dlaczego tu szedł. W czym mogłyby mu pomóc te dziwne spacery, których się ostatnio dopuszczał. W samotności. Kiedy ciężar dnia opadał, on zamiast położyć się do łóżka, otulać się kotarą snu, wolał maszerować przez kolejne metry zamku czy błoni. Jak gdyby nie chciał odpocząć. Lecz było wprost przeciwnie. Nie mógł zaznać spokoju, ponieważ kiedy wreszcie miał szansę, aby ułożyć się do snu, wtedy wszelakie myśli i problemy uderzały w niego z zaskakującym natężeniem, niepozwalającym na osiągnięcie błogiego stanu świętego spokoju. Sądził, że kiedy to wychodzi, padnie po prostu ze zmęczenia, nie zastanawiając się gdzie i po co. I tak teraz szedł bez celu, zwiedzając skrzydło zachodnie, w którym bywał stosunkowo rzadko. Potem swe kroki skierował zaś na parter i dziedziniec, na którym z kolei bywał nieprzyzwoicie często. Miał ochotę zapalić. Tak ogromną. Drżały mu ręce, lecz postanowił się nie ugiąć. Podszedł do jednej z ławek, na której czasem przesiadywał, lecz ta była zajęta. Jednak cały czas do niej zmierzał, lustrując bacznie osobę siedzącą na niej. Nie znał jej. Był o tym przekonany. Może zdziwiłby się, gdyby się dowiedział z kim ma do czynienia. Tymczasem jednak spokojnie posadził swój tyłek obok, patrząc gdzieś przed siebie. Wsadził ręce do kieszeni swej bluzy, aby nie zdradzać ich silnego drżenia. Nie mówił nic, nie zwykł tego robić, szczególnie, gdy kogoś nie znał. Co, jeśli przyczepi się, że ma spadać, bo ona była tu pierwsza? Jeszcze nie wiedział, ale nawet nie chciał się nad tym zastanawiać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : paris/london/hogwart
Czystość Krwi : 10%
Galeony : -1
  Liczba postów : 294
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6728-georgina-oceane-de-nevers#190424
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6988-zostaniesz-moim-problemem-badawczym#199545
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6989-straca-sie-osad-widzisz-to#199546
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7182-georgina-oceane-de-nevers#204381




Gracz






PisanieTemat: Re: Ławki pod wielkim drzewem   Pią Kwi 25 2014, 17:52

Czasami się nawet nie spodziewamy tego, jak szybko możemy wpaść do przepaści, która jest paszczą smoka prowadzącą do serca problemów, upadków, rozstań, rozczarowań. Georgina nie była taka jak wszyscy, którzy mogli bawić się do białego rana. Nigdy nie pamiętała poprzedniej nocy, czuła jak uciekają jej wspomnienia. By oddać sobie namiastkę człowieczeństwa uczyła się na samych wybitnych szczególnie z Historii Magii, gdzie w głowie miała każdą datę, każde zdarzenie. Znała na pamięć życiorys Albusa Dumbledore'a, nie potrafiła przywołać najszczęśliwszych chwil ze swojego z życia z zeszłego roku. Przypominał się jej jedynie pulsujący ból głowy, rozpadając się dłonie, ból w klatce piersiowej, kilka nieudanych spotkań, niezaliczonych testów i kręcąc się wokół własnej osi staczała się w dół i w dół. Nie wiedziała skąd te wszystkie dziewczyny brały siłę na granie kogoś kim nigdy nie będą. Jak mogły karmić kłamstwami nie tylko siebie, ale też innych, choć doskonale wiedziały, że nic nie mogą obiecać. Georgina wypłakiwała sobie oczy gdy była sama, gdy patrzyła w lustro z odrazą. Jeszcze kilka tygodni temu stała wychudła przed lustrem w szpitalu ze zniszczonymi włosami. Trzymając w rękach nożyczki dokonała egzekucji. Blond kukle kolejno opadły na podłogę, a ona zabrała się z miejsca zbrodni poruszając się na palcach. W końcu jednak odczarowała włosy, ale po magicznym leczeniu te odrosły inne, a i nie mogły przewyższyć wysokości ramion, zatem nie mogła na siebie patrzeć. Musiała mieć grzywkę, musiała też zaakceptować, że po prostu trzęsły się jej dłonie. I teraz próbowała każde z tych wspomnień zaszufladkować gdzieś w głowie, po drodze wypierając z siebie fakt, że w ogóle powinna jakoś inaczej rozpocząć pierwszy dzień powrotu na studia. Jakby na ten wewnętrzny przytyk wsunęła mocniej dłonie złożone w pięści do kieszonek ramoneski tym samym gniotąc plan lekcji. W końcu spojrzała nagle w prawo, a jej wzrok napotkał pewną sylwetkę. Powróciła natychmiast do oglądania wybrukowanego kawałka chodnika. Nie mogła patrzeć, nie jeśli się znali. Kimkolwiek był bez krępacji zajął miejsce tuż obok niej. Rozłożył się, jakby był u siebie. W istocie nie podpisała ławki. Nie potrzebowała też zbyt wiele miejsca by tu przycupnąć. W końcu bezsensownie pociągnęła dłonią po udzie i uniosła spojrzenie na niebo tym razem powodując, że włosy odsunęły się z jej twarzy. Kątem oka napotkała jego twarz, wydawał się znajomy? Pamiętała? Szaleńcza radość zatańczyła w głowie szukając jego imienia, szukając czegokolwiek co zidentyfikuje choć jeden dzień sprzed epidemii. Ale nic takiego nie nastąpiło nawet po kilku minutach intensywnego rozmyślania. W końcu jednak otworzyła nieśmiało usta:
- Cześć? - Rzuciła czując jak głupi to początek rozmowy. - Czemu Cię skądś kojarzę? - Spytała krytykując samą siebie w głowie za tak głupie rozpoczęcie tej rozmowy, za w ogóle jakiekolwiek rozpoczęcie. Przecież nawet jej głos brzmiał teraz obco, zimno... Co najmniej jakby rzeczywiście była już kimś innym, ale wciąż miała na imię Georgina.
A ty pamiętasz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Barcelona/Ottawa
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 582
Dodatkowo : legilimencja & oklumencja
  Liczba postów : 623
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7536-jack-reyes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7543-black-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7537-big-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7539-jack-reyes




Gracz






PisanieTemat: Re: Ławki pod wielkim drzewem   Pon Kwi 28 2014, 16:46

Czasem chciałby potrząsnąć sobą, tak jak potrząsał innym ludźmi, w nadziei, iż ci się wreszcie opamiętają, lub pójdą po rozum do głowy i zrozumieją. On także chciałby zrozumieć. Zrozumieć ten cholerny świat i tych wszystkich ludzi przewijających się w jego życiu. Co nimi kieruje? Dlaczego idą w tą, a nie inną stronę? Jakie mają ku temu powody? Nie miał pojęcia. Nie potrafił czytać z tych wszystkich twarzyczek, nie potrafił się dopatrywać odpowiedzi z pięknych oczu, szalonych gestów. Nie lubił się bawić w owijanie bawełny. Nie był myśliwym, który lubił zapolować na swoją ofiarę. I sam nie chciał być ofiarą słodkich słówek, podchodów, owijania wokół palca. Był człowiekiem w gruncie rzeczy prostolinijnym i do szpiku kości pragmatycznym. Wolał jasne sytuacje, wykładanie kawy na ławę, potęgę rozumu aniżeli uczuć. Gdy nie dostawał czegoś bez opakowania mającego na celu zmyłkę, dostawał szału. I bywał brutalny. Nie tylko w stosunku do innych, ale także w stosunku do samego siebie. Musiał pierdolnąć ręką w ścianę z całej siły, by dotarła do niego beznadziejność położenia, w którym się znajduje. Nie stronił od przemocy, chciał walczyć. Dlaczego to najczęściej było siłowaniem się z niewidzialnym losem?
Chciał i nie chciał pamiętać. Z jednej strony te wszystkie rzeczy były po prostu zbyt przykre i komplikujące sprawę, z drugiej zaś to była część niego. Część jego egzystencji. Nie miał nadzwyczajnej pamięci, ale czasem lubił zerknąć wstecz na chwile, które napawały go radością. Sport. Nigdy nie zapomni momentu, gdy o własnych siłach, za pomocą własnych mięśni przeskoczył z jednego dachu na drugi. Nie zapomni też momentu szybowania w przestworzach na miotle. Miał mało radosnych przeżyć, ale te starał się zapalczywie pielęgnować, jak gdyby zaraz ktoś miał mu je zabrać. I tak w zasadzie było. Życie odbierało mu powoli, acz systematycznie wszystkie powody, dla których mógłby coś ze sobą zrobić. Jednocześnie dało mu ostatnio bardzo ważną lekcję o tym, że jest także cholernie kruche, więc należy o nie walczyć z całych sił. Jednak pociąg do adrenaliny był zbyt silny, aby mógł de facto całkowicie zrezygnować z niebezpieczeństw losu. Taki już był, dark and twisted, heehehs.
Tymczasem zaś siedział na ławce, z osobą, której nie zna. I milczą sobie, dopóki tamta jednak nie nabiera odwagi, aby coś do niego powiedzieć. Zna go, rzekomo. Chyba. Odwrócił głowę i spojrzał w jej kierunku, unosząc brwi ze zdziwienia. Kojarzyć? Jego? Przyjrzał się jej ponownie, ale nie. Nie miał pojęcia, kim jest ta dziewczyna. Jeszcze nie miał pojęcia, czy go to w ogóle interesuje.
- Cześć - rzucił w końcu od niechcenia, przyjmując poprzednią pozę, czyli patrzył przed siebie, wciąż trzymając drżące dłonie w kieszeniach.
- Nie wiem. Może. Chociaż wątpię, bo przyjechałem z Riverside, Kanady w sensie. Może jeżeli interesowałaś się quidditchem, to kojarzysz mnie z boiska. A tak to nie wiem, mało prawdopodobne - mruknął. Ohohho, się chłop rozgadał, winszujemy Georginie, może czuć się wyjątkowa. Nie mniej nie wspomniał o tym, iż on jej totalnie nie pamięta, nie kojarzy i w ogóle. Uznał to za zbędne, cały Reyes.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Ławki pod wielkim drzewem   

Powrót do góry Go down
 

Ławki pod wielkim drzewem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 8Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

 Similar topics

-
» Ławki pod wielkim drzewem
» Centrum Zakazanego Lasu
» Na Wielkim Dębie
» Pod Wielkim Dębem

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Parter
 :: 
dziedziniec
-