IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Gospoda pod świńskim łbem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 10 ... 17, 18, 19  Next
AutorWiadomość




Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Dolina Godryka
Galeony : -16
  Liczba postów : 974




Gracz






PisanieTemat: Gospoda pod świńskim łbem   Pią Cze 11 2010, 23:02

First topic message reminder :


Gospoda pod Świńskim Łbem

Jest to niewielki, składający się tylko z jednego pomieszczenia, obskurny bar, zawsze przyciągający tajemnicze i niezbyt sympatyczne osoby. Wewnątrz panuje mroczna atmosfera, a w powietrzu czuć dziwną woń. Poprzez małe, brudne okna wdziera się mało światła, a i słabo palące się świece niewiele go dają. Od czasu zmiany właściciela, stan lokalu trochę się poprawił, część mebli wymieniono i podobno zatrudniono kogoś do sprzątania, jednak daleko jeszcze do ideału. Uczniowie Hogwartu raczej rzadko wybierają ten bar na spędzenie w nim swojego wolnego czasu.

Jagodowy jabol
Miętowy Memortek
Dymiące Piwo Simisona
Absynt
Boddingtons Pub Ale  
Beetle Berry Whiskey
Stokrotkowy Haust
Ognista Whisky
Sherry
Malinowy Znikacz
Kłębolot
Papa Vodka
Tuică
Zezowaty Iwan

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1433
  Liczba postów : 312
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8911-zachariasz-smirnov#249539
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8912-lecze-serca
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8913-porada-uzdrowiciela
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8922-zachariasz-smirnov#249871




Gracz






PisanieTemat: Re: Gospoda pod świńskim łbem   Sob Gru 06 2014, 13:38

Ach, nie ma to jak w Mikołajki załatwiać wszystkie prezenty! Zachariasz ledwo wyszedł ze szpitala, a już musiał ogarniać wszystkie sprawy. Nie dość, że musiał wrócić do Antykwariatu, to jeszcze wyjść na to pieruńskie zimno. Trzęsąc się i trzymając w dłoni papierosa, którego przecież nie mógł zapalić skierował się do Gospody pod Świńskim Łbem. Było tu pełno znajomych, więc co chwilę podawał komuś rękę i odmawiał "jednego kieliszeczka". Gdy podszedł do baru, miał ochotę powiedzieć: podwójny burbon, byle szybko, ale nie mógł alkoholu. Po zawale? Nierozsądny człowiek! Chrząknął, podrapał się po brodzie.
- Daj mi całą butelkę ognistej - rzucił trzynaście galeonów na blat, a następnie schował swoje zamówienie pod kurtkę. Zmarznięte dłonie wsunął do kieszeni i pożegnał się z barmanem.
[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 21
Skąd : Petersburg, Rosja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 139
  Liczba postów : 347
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6781-neva-r-drayton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6784-come-as-you-are
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6785-nevowa-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7201-neva-ruby-drayton




Gracz






PisanieTemat: Re: Gospoda pod świńskim łbem   Nie Gru 28 2014, 15:45

I po co było wracać?
To pesymistyczne pytanie zakorzeniło się w umyśle Drayton, kiedy tak przemierzała szczelnie opatulone białym puchem Hogsmeade, próbując nie wpaść w żadną z licznych zasp. I nie chodziło już nawet o tą zaawansowaną zimę, przecież była przyzwyczajona do większych mrozów, mając w sobie rosyjską krew. Jej dość marudna postawa wynikała raczej z faktu, że wróciła do szkoły w momencie, w którym jej wszyscy dawni, starzy znajomi, a przynajmniej większość z nich, ruszyła dalej, wkraczając w świat pracy, obowiązków i generalnie pojętej dorosłości. W zamku pełno było nowych ludzi, mijała na korytarzach samych nieznajomych i w gruncie rzeczy to czuła się odrobinę samotnie. A wszystko przez to, że rok temu postanowiła wyjechać w spontaniczną podróż życia z kimś, kogo już przy niej nie było. Westchnęła, podciągając nieco wyżej szalik, by zakryć pół twarzy. Dostawała teraz po dupie za niezbyt trafną decyzję, ale musiała przyznać.. bawiła się świetnie. Może nie był to wcale taki zły wybór?
Przestań analizować.
Krótki rozkaz wydany samej sobie i voilà, od razu jakoś lepiej. Nogi zaprowadziły ją w okolice Świńskiego Łba. Sama nie była pewna po co tutaj przyszła, ale skoro już jest, to może szklaneczka Ognistej nie zaszkodzi? Na taki mróz jak znalazł! Uśmiechnęła się do wspomnień, wracając w nich do tych naprawdę surowych nocy w Petersburgu podczas ferii, kiedy alkohol był jedynym sposobem rozgrzania. Trafiała wówczas ze znajomymi do jakiegoś obskurnego pubu, pili jednego za drugim, a kolejni goście tego czegoś, czego lokalem nazwać nie wypada, przyłączali się do nich. Później były śpiewy, barwne opowieści i głośne śmiechy. Taki swojski obrazek zagościł w jej pamięci, to były miłe chwile. Powinna kiedyś tam wrócić, może życie cofnęłoby się do etapu „łatwe”.
Neva, przejęta swoimi myślami, nie zauważyła nawet, kiedy zrobiło się tak ciemno. Jak to zimą, szybciutko zapadł zmrok, a że pora była wieczorowa, to czerń sprawnie zdominowała okolicę. Śnieg ładnie odcinał się na tym tle, czyniąc krajobraz naprawdę pięknym. Drayton poprawiła ułożenie rozpiętego płaszcza. Przez tę drogę wśród zasp zrobiło jej się ciepło. Gdy dotarła już pod budynek gospody, przystanęła, znęcona chęcią zapalenia fajki. Lubiła tak postać sobie w ciszy i spokojnie poobserwować co się dzieje, powoli wypuszczając spomiędzy ust dym. Wyjęła więc głęboko schowaną w kieszeni papierośnicę i wsadziła jednego z trucicieli między wargi, a kiedy zamykała srebrne puzderko, dłoń jakoś jej się omsknęła i skubany przedmiot wpadł gdzieś w śnieg. Zaklęła cicho, szukając różdżki żeby sobie poświecić. Jak pech to pech, no co za świat!
- Lumos.
Światełko pobudziło śnieg do migotania. A papierośnicy jak nie było, tak nie ma! Doprowadzona do granic cierpliwości, Drayton schyliła się i szukała swojej zguby w zaspie, poświęcając temu całą uwagę. Złośliwość rzeczy martwych naprawdę istnieje. Kiedy tak buszowała w śniegu, do jej uszu ledwo dochodziły szepty, gdzieś w ciemności chyba za gospodą, w bynajmniej niedużej odległości. Aż znieruchomiała, zaciekawiona brzmieniem tej rozmowy i jakąś nietypową konspiracją.
- … zgubić. Pilnuj tego.
- Wiem.
- Już był w użyciu, ból będzie mocny.
- Na to liczę.
Drayton, wciąż zgięta wpół, zgasiła natychmiast światło zaklęcia, prostując się. Podsłuchana rozmowa sprawiła, że przebiegł ją dreszcz, ale nie mogła odpuścić. Ciekawość wzięła górę, dlatego też ruszyła w kierunku szeptów, starając się robić to najciszej, jak tylko umiała. A trzeba przyznać, że ze względu na skłonność śniegu do skrzypienia, była to nie lada misja.
- Nie obchodź się z tym, nie przechwalaj się bo skończysz z poderżniętym gardłem, rozumiesz?
- Trzymaj.
W ciszy coś zabrzęczało, jakby woreczek pełen monet. Neva ostrożnie wychyliła się zza ściany budynku, tylko by zobaczyć rozmówców. Dwóch mężczyzn, na pewno dorosłych, wymieniało się pakunkami. W tej ciemności nie mogła dostrzec nic więcej, poza krótkim błyskiem tajemniczego przedmiotu, zanim został wsadzony do futerału czy czegoś w tym stylu. Drayton zaczęła się wycofywać, wiedziała, że lada moment mogą ją zobaczyć.
Kilka kroków w tył.. postój.. krok.. obrót na pięcie i.. cholera! Papierośnica właśnie się znalazła, wydając dźwięk pod naciskiem buta Drayton. W tej ciszy było to niemal jak wrzask. Już po niej..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : USA, Moira
Galeony : 582
Dodatkowo : wilkołak
  Liczba postów : 1123
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12242-vittoria-brockway
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12245-szufladki-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12243-poczta-titi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12244-vittoria-brockway




Gracz






PisanieTemat: Re: Gospoda pod świńskim łbem   Nie Kwi 03 2016, 11:59

Tylko tutaj nie wyróżniała się za bardzo z tłumu. Obskurny bar, to i klienci o wiadomym wyglądzie. Ona natomiast przypominała dzisiaj jakąś ofiarę próby gwałtu. Jej włosy były rozczochrane, oczy podkrążone. Miała na sobie poszarpane spodnie, zielony sweter i bluzkę z siateczką na ramionach. Szkoda jej było stracić w nocy jakieś lepsze ubrania. Dlatego po rozstaniu się z Lilith przeszła się do domu, by się przebrać. Chciała być już gotowa, bo za parę godzin musi spotkać się z Frederickiem. Tymczasem ostatnie chwile przed postanowiła spędzić właśnie w barze. Nauczyciel prosił ją, by zachowała świadomość. Dlatego zamiast alkoholu, który ostatnio i tak unikała wzięła piwo kremowe i siedziała w przyciemnionym kącie obserwując ludzi. Każdą osobę, która próbowała do niej podejść od razu odrzucała złowrogim spojrzeniem, to też udało jej się pozostać tutaj samej. Mogła w spokoju rozkoszować się ostatnimi chwilami nim... Nim to się stanie. Upiła jeszcze jeden łyk sprawiając, że kufel był już do połowy pusty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Anglia, Cotgrave
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 308
  Liczba postów : 331
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12277-edward-harper#327635
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12284-ktos-chce-cos-od-harpii#327714
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12283-kwiaty-tanatosa#327713
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12285-edward-harper#327718




Gracz






PisanieTemat: Re: Gospoda pod świńskim łbem   Nie Kwi 03 2016, 12:20

Sytuacja wyglądała tak. Kiedy tylko usłyszał słowa, które wypowiadała mała gryffonka, myślał, że wściekłość rozniesie go na wszystkie kawałki. Uderzył pięścią w drzwi dając znać parze, że wszystko słyszał, po czym bez zastanowienia zbiegł po schodach. Skoro ta mała diablica widziała się z nią przed chwilą, to znaczy, że powinna być gdzieś w okolicy. A nawet jeżeli nie, to będzie szukał jej tak długo, aż znajdzie. Nie ma przebacz. Ludzie, którzy zauważali go na ulicy, ustępowali mu miejsca. Wyglądał naprawdę przerażająco i widocznie lepiej było go teraz nie drażnić. Chłopak wpadł już po pewnym czasie do gospody po świńskim łbem i rozejrzał się posyłając rozjuszone spojrzenie bo każdej osobie w tym obskurnym miejscu. W końcu ją dostrzegł. Nie czekał, nie wahał się. Wsadził ręce do kieszeni i podszedł do niej szybkim krokiem. Uderzył dłonią o blat pozostawiając dosyć szczodrą zapłatę za jej trunek i warknął tonem, który nie znosił sprzeciwów.
- Idziesz ze mną – żeby tego było mało, nie czekał na jej słowa, nie zwracał uwagi na to jak wygląda. Po prostu wziął ją pod pachę i nie zwracając uwagi na gapiów opuścił pomieszczenie.

z\tx2 Zapraszam na Ulicę główną
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Hrabstwo Somerset
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1669
  Liczba postów : 324
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7898-arcellus-s-greengrass
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7903-arcellus-greengrass
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8235-arcellus-s-greengrass#228042
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7911-arcellus-s-greengrass#221187




Gracz






PisanieTemat: Re: Gospoda pod świńskim łbem   Wto Maj 24 2016, 19:24

Lepiej było nie pytać jakim sposobem Arcellus znalazł się w Hogsmeade, skąd miał informacje o tym, kiedy i w jakiej dokładnie lokacji Zilya Fyodorova spotykała się ze swoim klientem tego też nikt nie wiedział. Być może lepiej było do tego nie dochodzić i nie próbować znaleźć nieszczęśnika, którego miejsce Arcellus zastąpił. Siedział rozłożony na jednym z krzeseł, wyraźnie znużony czekaniem. Stukał palcami o blat wpatrując się w sufit przez chwilę, zanim usłyszał czyjeś wejście. Drzwi zaskrzypiały, chociaż weszła przez nie ta osoba, której oczekiwał. Gospoda o tej godzinie była zawalona czarodziejami, dlatego mężczyzna szukający wolnego miejsca podszedł do jego stolika, bezpardonowo przysiadając się naprzeciwko. Arcellus co prawda mógł zająć dwuosobowy stolik w rogu pomieszczenia, ale… wcale nie chciał. Odezwała się w nim duma Greengrassa, która nie pozwalała mu siedzieć z plebsem. Wyprostował dłoń, bezwładnie uderzając nią o stolik i wpatrywał się chwilę w nieznajomego w milczeniu. Jego wzrok w tym momencie wydawał się jadowity, niczym bazyliszkowy. Ich zieleń zdawała się kąsać nieszczęśnika, ale bardziej niż ona, boleśniejsze wydało się oberwanie niewerbalnie rzuconym zaklęciem. Reducto wyrzuciło typka w powietrze. Jego ciało uderzyło bezwładnie o ścianę obok drzwi, a chwilę potem oszołomiony mężczyzna stracił przytomność. Właśnie dlatego nie przysiada się do Greengrassa bez usłużnie zadanego wcześniej pytania o zgodę. Udzie w Gospodzie obrócili się na Arcellusa, ale zaraz wrócili do picia swoich trunków. Bijatyka w Gospodzie Pod Świńskim Łbem to nie była żadna nowość.
Zilya weszła do pomieszczenia w perfekcyjnym momencie. Ciało nieszczęśnika zdążyło właśnie opaść ze ściany i zsunąć jej się pod nogi, kiedy wkroczyła. Arcellus rozdrażniony patrzył na nią ze swojego miejsca, chowając różdżkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 19
Skąd : Rosja, Syberia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 2801
  Liczba postów : 1654
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8036-zilya-nikolaevna-fyodorova
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8073-syberyjska-dzikuska#225025
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8071-syberyjska-sowka#225017
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8067-zilya-fyodorova




Administrator






PisanieTemat: Re: Gospoda pod świńskim łbem   Wto Maj 24 2016, 19:46

Interesy wzywały ją do jednej z gospód umieszczonych w Hogsmeade. Przeważnie, to właśnie tutaj załatwiała tego typu sprawy, było to wygodne przede wszystkim, dla niej samej. Dwa lata spędzone w Hogwarcie i dostarczanie elementów zwierząt z zakazanego lasu, pozwoliło jej zyskać stałych klientów, którzy ją potrzebowali. A kiedy tak się stało, to ona mogła dyktować warunki, przynajmniej w kwestii miejsca spotkania. Pieniądze również się poprawiły. Szczególnie zauważalne było to w ostatnim okresie, gdy listy z galeonami, które wysyłała do ojca w Syberii, wracały do niej. Ostatnio poczta na trasie Wielka Brytania - Rosja, działała w wyjątkowo zły sposób. Aż korciło brunetkę, by się dostać w rodzinne rejony i dowiedzieć, czym jest to wszystko spowodowane.
Jej długie, zwisające, złote kolczyki, na końcach ozdobione futerkiem z śnieżnego królika, gwałtownie zakołysały się pod wpływem podmuchu wiatru, gdy nieznajomy mężczyzna gwałtownie spadł przed jej nogami. Cofnęła się o pół kroku, by facet nie wylądował na jej czystych, skórzanych, czarnych butach, które choć wyglądały na cienkie, to idealne były na wiosenne gonitwy po zakazanym lesie. Nie chciała być brudna z jego krwi, która niewątpliwie toczyła się z jego nosa, po zderzeniu ze ścianą. Nie tylko nie było to dla niej zanadto ekscytujące ze względu na to, że tego typu wydarzenia popularne były w tym pubie, ale i ponieważ przywykła do nich w Rosji. Dopiero przekroczywszy jego nieprzytomne ciało, rozejrzała się po zebranych.
Nie widziała swojego stałego klienta, widziała za to Arcellusa, który ją obserwował. Zbieg okoliczności? Szybko uznała go za mało prawdopodobny. Podeszła do jego stolika, w pewien władczy sposób opierając się o blat dłońmi, bogato przyozdobionymi kradzionymi pierścionkami. Jeden z nich błyskał równie zielonym kolorem, co oczy tej dwójki.
- Odległy wybór knajpy jak na piwo po robocie - powiedziała do niego, cofając ręce i rozpinając guzik w czarnej narzucie, którą miała na sobie. Oczywiście nie mogła założyć, że przyszedł tu do niej. Dlatego dla pewności rozejrzała się raz jeszcze za mężczyzną, którego miała tu zobaczy, a po którym ślad zaginął.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Hrabstwo Somerset
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1669
  Liczba postów : 324
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7898-arcellus-s-greengrass
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7903-arcellus-greengrass
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8235-arcellus-s-greengrass#228042
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7911-arcellus-s-greengrass#221187




Gracz






PisanieTemat: Re: Gospoda pod świńskim łbem   Wto Maj 24 2016, 20:12

Nie spuszczał z niej wzroku, kiedy wchodziła do środka. Jego znużenie zdawało się powoli ustępować w momencie, w którym zbliżyła się do jego stolika. Nie poruszał się. Pracowały tylko jego tęczówki oczu. W jakiś sposób jednak jego postawa zdawała się wcale nie sztywna, a wręcz rozlużniona. Głowę obrócił dopiero, kiedy była już za blisko, żeby patrzyć na nią pod tym samym kątem. Przechylił ją wtedy na bok, aż lekko mu strzyknęło w karku. Rozmasował go niedbałym ruchem, a kącik jego ust drgnął w lekkim skrzywieniu na jej słowa. Odpowiedział, tylko dlatego, że w gruncie rzeczy nie próbował ponaglać rozmowy, przynajmniej na razie.
W dobre dni można po drodze złapać kilka Twoich naiwnych rówieśniczek dla zabawy — patrzył na nią bezczelnie, spuszczając tylko na chwilę wzrok na jej dłonie, ozdobione gustowną biżuterią. Mimochodem na myśl nasunęły mu się rodowe kosztowności Greengrassów, które na smukłych kobiecych palcach prezentowały się bez porównania lepiej do każdych innych świecidełek. Nie żeby był szczególnie mocno zorientowany w kanonie mody. On po prostu wszystko, co wiązało się z rodziną traktował, jako coś lepszego. — Może tez przyszłaś się zabawić?
Nie dało się wyczuć sarkazmu w jego tonie, wszystko rzucał nieznośnie tym samym obojętnym tonem. Chwilę potem podążył za jej wzrokiem, rzucając z wolna:
Szukasz kogoś? Twój goguś kazał mi Cię pozdrowić. Coś mu dzisiaj wypadło. I jutro i pojutrze pewnie też… — Podciągnął jedną nogę na górę, opierając stopę o stolik, a łokieć wsparł na kolanie, pochylając się lekko w jej stronę — Wygląda na to, że jesteś skazana na mnie. Ognistą?
Nie czekając na odpowiedź wstał z miejsca, ruszając do baru złożyć zamówienie. W gruncie rzeczy często zadawał pytania retoryczne. Zresztą i one brzmiały jak stwierdzenie, w szczególnych przypadkach, jak polecenie czy rozkaz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 19
Skąd : Rosja, Syberia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 2801
  Liczba postów : 1654
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8036-zilya-nikolaevna-fyodorova
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8073-syberyjska-dzikuska#225025
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8071-syberyjska-sowka#225017
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8067-zilya-fyodorova




Administrator






PisanieTemat: Re: Gospoda pod świńskim łbem   Wto Maj 24 2016, 22:35

Nawet przez chwilę nie wątpiła w jego słowa słowa. I bynajmniej nie kierowała się tu jakąkolwiek łatwowiernością, której być może na jakiejś płaszczyźnie związanej w kontaktami z mężczyznami (zwłaszcza z ojcem), nie wyzbyła się zupełnie, a faktem, że Hogwart realnie pełen był głupich dziewuch. Spojrzała jednak na wolne krzesło na przeciw niego, co jednocześnie kłóciło się z jego słowami. Albo raczej podkreślało, że dziś to nie nieletnie siksy, go tu ściągnęły.
- Widać, nie dziś - skomentowała odnosząc się do faktu, że siedzi tu samotnie, a Gospoda raczej też nie była miejscem na zapoznawanie małolat. Zwykle kręcili się tu zapijaczeni faceci, rzadziej, młodzi Ślizgoni, uważający to miejsce za prawdziwe i pasujące do ich natury... ale jednocześnie Ci zawsze przychodzili tu grupowo, jakby obawiali się, że tutejsi stali bywalcy nie będą popierać zajmowania przez małolatów, zabrudzonych stolików.
Zabawić się? Och ludzie, kiedy ona ostatnio się bawiła? Chodziła poważna i ponura jakby, gdziekolwiek nie poszła, stąpała po rozżarzonych węglach. Choć ostatnio, jakby lżej jej było.
- No. W zamku wszyscy są przewidywalni, więc nocami chodzę tutaj szukać rozrywek - słyszała sarkazm w jego głosie, więc butnie rzucając tą zupełnie nieprawdziwą odpowiedzią, patrzyła z góry w jego zielone oczy, czekając aż wyłapie w tym fałszywą nutę. Albo i tego nie zrobi.
Zaraz później zajęta bardziej wyłapaniem swego realnego rozmówcy na ten wieczór, rozejrzała się raz jeszcze po smętnych twarzach zebranych, nim usłyszała słowa Arcellusa. Powinna była od razu się domyślić. Nie mógł się tutaj pojawić przypadkiem. Odwróciła na niego wzrok, spoglądając przez chwilę na niego w milczeniu. Zsunęła z ramion czarną narzutę (na końcach delikatnie zdobioną czarnym futerkiem), zawieszając ją na oparciu krzesła, będącego na przeciw Greengrassa. Tym samym pozostała w czarnych spodniach i równie ciemnej bluzce z ludowym, czerwonym haftem, przebiegającym delikatnie przez całą długość. Nie odpowiedziała mu na pytanie o ognistą, bo tak naprawdę, nie wyglądało na to, by chciał poznać jej odpowiedź. Wydawał się być jednym z tych, którzy nie zdają zbyt wielu pytań i którzy rozdają karty. W pewien podświadomy sposób podobało jej się to. Przyjęła szklankę z alkoholem, po chwili zamaczając w niej usta. Trunek był mocny, jak pewnie każdy, który kiedykolwiek mogła pić na wschodzie.
- O co więc chodzi? - Zapytała niecierpliwie, znów obserwując swojego rozmówcę. Rozumiała, że z jakichś, najwyraźniej istotnych powodów, wysłał faceta będącego jej łącznikiem, w daleką podróż. I nie mogła ukryć - było to dla niej bardzo kłopotliwe. Dlatego też, tak długo milczała, by ostateczne słowa wypowiedzieć nieprzychylnym tonem. Oczekiwała wyjaśnień, chyba nie psuł jej interesów dla zabawy?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Hrabstwo Somerset
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1669
  Liczba postów : 324
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7898-arcellus-s-greengrass
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7903-arcellus-greengrass
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8235-arcellus-s-greengrass#228042
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7911-arcellus-s-greengrass#221187




Gracz






PisanieTemat: Re: Gospoda pod świńskim łbem   Wto Maj 24 2016, 23:21

Arcellus dzisiaj był wyjątkowo potulny względem Zilyi. Wyraźnie widać było, ze miał do niej jakiś większy interes niż tylko królicze łapki, czy co to za badziew mu ostatnio przyniosła, który bez jej ślicznej buzi w jego sklepie wcale nie chciał się sprzedawać. W wyrazie dobrej woli postawił w końcu przecież ich dwójce butelkę alkoholu i nawet nalał jej pierwszą szklankę, dalej stawiając szkło pomiędzy nimi, w końcu oboje mieli rączki, których umieli korzystać. Spojrzał na Fydorovą z początku w milczeniu, patrząc jak kosztuje Ognistej, a sam uniósł kącik ut bardzo sardonicznie, zanim pochłonął większość szklanki na jednym hauście, odkładając ją obok siebie. Wrażenie palącego go gardła tylko dodawało mu chęci do dalszego picia, nawet jeśli alkohol zdawał się wręcz odbijać na nim zdartym gardłem, co było słychać, kiedy odezwał się bardziej chrypliwym tonem, co zapewne zignorował.
W Hogsmeade nie ma innych miejsc dla takich chucherkowatych stworzeń jak ty, Fyodorova? — zakpił jeszcze zanim przeszedł do interesów. Nie musiała mu dwa razy powtarzać pytania. Był wręcz stworzony do ukracania rozmów, jeśli była na to szansa i przechodzenia od razu do sedna. Każde inne gadki-szmatki wprowadzały go w bardzo podły nastrój i budziły wrażenie straty jego czasu. Dlatego jej pytanie brzmiało tu bardzo na miejscu.
Dzisiaj w nocy wyjeżdżamy do Słowacji — oznajmił, nie pytał. W końcu uprzedził ją już wcześniej  liście. Nie wpadł na to, żeby poinformować ją o dokładnej dacie czy choćby powiadomić ją, że powinna zacząć się pakować. Teraz nie miała na to wiele czasu, a i nie zapowiadało się, żeby od razu miała opuszczać gospodę, ale jeśli o Greengrassa chodziło, miał wrażenie, że mógłby ją zabrać i z miejsca. Tylko, że to znaczyłoby potem zatrzymywanie się po drodze po jakieś szpargały, które zwykle nosiły ze sobą kobiety. Instynktownie jego wzrok zsunął się na jej szczupłe palce, po drodze najpewniej wyłapując też kilka innych strategicznych punktów, na które nie powinien się patrzyć tak bezpośrednio, jak to zrobił.
Zabierz ze sobą te swoje świecidełka — wskazał podbródkiem na jej kolczyki, czy pierścionki, trudno powiedzieć co miał na myśli — tam gdzie jedziemy się na pewno przydadzą. Dopił swoją whiskey, zauważając, ze i szklanka Zilyi była już prawie pusta. Nie dawała mu zapomnieć o swoich korzeniach. Nie wypowiedział głośno żadnych słów uznania, ale łaskawie polał jej kolejny raz – to powinno być dostatecznie wymowne.
I… weź ze sobą jakąś kieckę Fyodorova.
Po chwili zastanowił się nad tym. Czy ona w ogóle nosiła jakieś kiecki? Arcellus nie pamiętał jej ze szkoły, a okoliczności w jakich się spotykali ograniczały jej strój do czegoś dalekiego od takich kreacji. Dlatego zmrużył oczy, dodając.
Nieważne, ja się tym zajmę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 19
Skąd : Rosja, Syberia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 2801
  Liczba postów : 1654
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8036-zilya-nikolaevna-fyodorova
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8073-syberyjska-dzikuska#225025
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8071-syberyjska-sowka#225017
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8067-zilya-fyodorova




Administrator






PisanieTemat: Re: Gospoda pod świńskim łbem   Sro Maj 25 2016, 00:01

Tymczasem ona postanowiła opuścić rozmowy o tym, co tak naprawdę robi w Hogsmeade o tej porze (zwłaszcza, że oboje doskonale wiedzieli, że to nie zabawy, a forsy, tu szukała), skupiając się wyłącznie na tym, co Greengrass od niej chciał. Jego wcześniejszy list pozostawił ją na dłuższy okres bez odpowiedzi, więc założyła, że tamta sprawa jest już dawno nieaktualna. Dlatego przytoczenie propozycji wyjazdu, nieco ją zaskoczyło. Wciąż jednak było to intrygujące. Szczególnie pieniądze, którymi mógł za jej czas, zapłacić.
Słuchała go, badając wzrok, którym ją pochłaniał. Poczuła na plecach delikatny dreszcz, sygnalizujący, że to nie jest wygodna sytuacja. Być może wcale nie przywykła, do bycia szczegółowo obserwowaną, ale jednocześnie wiedziała, że to nie miało teraz znaczenia. Miała pewną świadomość, zupełnie życiowo nabytą, że w przypadku interesów, granica była płynna. On oczekiwał od niej spełnienia pewnych kryteriów, które prawdopodobnie były potrzebne do wykonania tego, co mieli do zrobienia. Ona zaś oczekiwała odpowiedniej do tego sumy. Automatycznie poprawiła pierścionki zdobiącej jej palce, gdy wspomniał, że ma zabrać je na wyprawę. Była to dziwna prośba, jednak dalsze słowa, mówiące o eleganckiej sukni, wskazywały na to, że szykuje się im spotkanie, prawdopodobnie, w wyższych sferach. Nie była najlepsza jeśli chodziło o obcowanie w dostojnym towarzystwie. Cóż ona o tym mogła wiedzieć, była tylko jakąś prostą dziewczyną z drugiego końca świata. Na szczęście posiadała nie najgorszy zmysł obserwacyjny. Uniosła brew na wspomnienie, że on się zajmie sukienką. Oczywiście, że pewne posiadała. Uwielbiała sukienki. Tylko zazwyczaj inni ludzie nie byli tak zachwyceni jej wyborem kreacji, jak ona sama. Rozbieżność gustów.
- Sporo wymagań. To będzie kosztować - zauważyła wreszcie, biorąc szklankę, w której znów był alkohol. - Ryzyko, że w drodze zgubię coś z biżuterii, fakt, że muszę założyć coś cholernie niewygodnego, a już nie wspomnę o nocnym uciekaniu ze szkoły oraz tym, że mam tam... właściwie co mam robić? - Zapytała nie dostając wciąż najważniejszego wyjaśnienia całego tego biznesu. Miała wrażenie, że po swym rozmówcy może się spodziewać dosłownie wszystkiego. Wolała więc mieć ustalone, co się będzie działo. O ile to w ogóle było możliwe. Trudno było jej przewidzieć, jaką ma w tym rolę. Było mnóstwo dziewczyn, które na pewno były bardziej czarujące i lepiej nadawały się na przynętę, czy kogoś w tym stylu.
Z drugiej strony, dawała mu do zrozumienia, że przystanie na to. Oczywiście, jeśli się jej to opłaci. Choć prawdę powiedziawszy, dla niej każdy grosz miał znaczenie. Za jaką sumę miałaby odmówić?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Hrabstwo Somerset
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1669
  Liczba postów : 324
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7898-arcellus-s-greengrass
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7903-arcellus-greengrass
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8235-arcellus-s-greengrass#228042
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7911-arcellus-s-greengrass#221187




Gracz






PisanieTemat: Re: Gospoda pod świńskim łbem   Sro Maj 25 2016, 00:35

Zilya miała wrodzony talent do wciskania największych ściem. Arcellus najpewniej na większość takich jej ściem się łapał, bo był osoba, która, kiedy było mu to wygodne, nie selekcjonowała informacji, które były mu wysyłane. Nie pilnował ani pieniędzy, które przepuszczał przez palce, ani nie miał do nich szczególnego szacunku. Przywykł do liczności galeonów, bez nich prawdopodobnie dopiero wtedy odczułby ich siłę, ale takie okoliczności najpewniej jego nigdy nie dotkną. Teraz, na jej nieszczęście, zachował czujność. Zmarszczył brwi, przekręcając szklankę z Ognistą w ręce, przewiercając się żywą zielenią oczu przez jej tęczówki. Jej wzrok był tak samo niezbity, tak samo świdrował jego osobę i chociaż część osób poczułaby pod jego wpływem trwogę, Arcellus najpierw się wyprostował, a potem oparł się rękoma na stole, pochylając się nad nią.
— Nie przeginaj, Fyodorova. Coś zgubisz, to sam dopilnuję żeby w Twoje ręce trafiło coś o podwójnej wartości , o ile sama wypierdolisz gdzieś swojej biżuterii, a wtedy na pewno będę o tym wiedział.
Zastanowił się nad kolejnymi jej argumentami. Nie słuchał ich tak, jak powinien, bo tym razem żaden argument do niego nie dotarł. Arcellus przyjmował tylko to co chciał, słowa innych nie miały na jego decyzje żadnego wpływu. Prychnął trochę zdegustowany kierunkiem, w jakim poszła rozmowa.
— To załatwię Ci wygodną kieckę — wzruszył ramionami, jakby to było oczywiste. Najpewniej po prostu zrzuci tą odpowiedzialność na swoją siostrę, ale jeśli był ktoś, kto znał się najlepiej na porównywaniu w noszeniu ciuchów wygodnych i dobrze wyglądających i jeszcze lepiej wyglądających, ale wybitnie niewygodnych, to na pewno była to Saphona — nie wymyślaj — bąknął, bo w przeciwieństwie do niej, nie miał teraz ochoty negocjować cen.
— Dla mnie jesteś dość tania, złotko — dorzucił dość bezczelnie, dając jej do zrozumienia, że cena nie była dla niego w tym wszystkim istotna — a za uwolnienie Cię od budy powinnaś mi jeszcze zapłacić — dodał jeszcze mrukliwie, dopijając alkohol ze swojej szklanki. W gruncie rzeczy i tak już jej załatwił papier o praktykach w sklepie. Dyrektor łatwo to łyknął, widocznie zadowolony, ze Fyodorova rozwija swoje ambicje.
— Drażnisz mnie — oparł się za sobą, splatając ręce na piersi i przerzucił wzrok na drzwi gospody. Nie miał pojęcia jak wytrzyma to biadolenie przez cały okres jaki spędzą z granicą. Zilya tak perfidnie trzymała się kwestii pieniędzy, że Arcellus wydawał się tym już zwyczajnie znudzony.
— Za niezadawanie pytań zapłacę Ci ekstra. Dowiesz się wszystkiego w swoim czasie.
W tym momencie wstał z miejsca, opierając się rękoma o stół, tak, jak ona przy początku spotkania, patrząc na nią z góry.
— Za trzy godziny czekam pod bramą Hogwartu — oznajmił.

| Brama wejściowa
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Swansea, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 360
  Liczba postów : 478
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13567-padme-a-naberrie?nid=1#361355
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13571-zapraszam-dzielny-padawanie#361359
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13572-padme-a-naberrie#361360
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13573-padme-a-naberrie#361371




Gracz






PisanieTemat: Re: Gospoda pod świńskim łbem   Czw Lis 10 2016, 19:17

Po ostatnich wydarzeniach Padma szybko wróciła do swojego cukierkowego świata, chociaż nie zapomniała o Shawnie, z którym w wyniku dziwnego zwrotu akcji zaczęła się prawdopodobnie spotykać. Prawdopodobnie, bo odkąd tamtego dnia wyszli z jej mieszkania minęło trochę czasu, jednak żadne z nich nie poczyniło żadnych kroków do umówienia się na kolejne spotkanie.
Rozważała nawet wycieczkę na Nokturn, tak niby przypadkowo, ale chęć napicia się alkoholu po pracy zwyciężyła. Dlatego też od dobrej godziny Padma siedziała niemal nieruchomo w drugim końcu sali przed do połowy pełną szklanką ognistej. Z głową opartą o dłoń, tkwiła przed naczyniem jakby odrętwiała przez długie i daremne czekanie nie wiadomo na co. W oprawie naturalnych, ciemnych opadających luźno do ramion włosów miała twarz nimfy i pełne spokoju, niewinne oczy, całkowicie nie pasujące do baru, w którym się znalazła; nadrabiała to wszystko wyglądem - dziś wyjątkowo była ubrana w całości na czarno (w końcu czarny to taki kolor zła). Małym mankamentem było to, że nie wzięła pod uwagę faktu, że ubranie spódnicy i butów na obcasie może zwrócić na nią szczególną uwagę w tym miejscu, ale idąc za głupią odwagą i lekką naiwnością doszła do wniosku, że przecież nikt jej krzywdy nie zrobi, a i ludzie pracujący w Hogsmeade kojarzą się z widzenia.
Padma była dość blada na twarzy od wieczornego chłodu i przemęczenia, które w połączeniu z mało sprzyjającą jesienną aurą dawało jej się we znaki. Zastanawiała się nad wakacjami, o ile wakacjami można było nazwać dwudniowy weekend, ale z drugiej strony było tyle miejsc, które chciała odwiedzić, że nie mogła się zdecydować. Wrodzony introwertyk podpowiadał jej, by została w domu, kamuflując się z podręcznikiem do czarnej magii między pościelą a poduszkami, z kolei strona cukiernik-pseudo-podróżnik wręcz nakazywała ruszyć jej chude cztery litery za granicę. Najlepiej w ciepłe kraje, a tak, żeby dodać sobie trochę polotu i finezji w życiu. Obejrzała rdzawy płyn w swojej szklaneczce, jednocześnie kątem oka zauważając jak dwóch niezbyt ciekawych mężczyzn się jej przygląda od dłuższej chwili. Zapowiadał się zabawny wieczór - póki co nie zareagowała na paskudne uśmieszki i grymasy, chcąc w spokoju sobie dopić trunek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Islandia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 75
  Liczba postów : 74
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13187-matthias-orn#352612
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13215-matthias-bo-orn#353054
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13212-deus-meus-kosmateus#353047
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13213-matthias-orn#353048




Gracz






PisanieTemat: Re: Gospoda pod świńskim łbem   Sob Lis 12 2016, 21:57

Dźwięk naciskanej klamki, a następnie skrzypienie otwieranych drzwi dało się usłyszeć w całej gospodzie. Chłopak chociaż raz w życiu pamiętał, aby być dżentelmenem i przepuścił w drzwiach Rosjankę. To naprawdę była jego uprzejmość, wcale nie miał zamiaru spojrzeć na.. ekhm. Kiepska ta pogoda dzisiaj, prawda? Chłopak strząchnął parę kropel z podeszwy swojego buta, irytował go fakt że ma przemoczone... właściwie to wszystko. Zaraz, zaraz! Przecież dzisiaj Matt patrzy na wszystko optymistycznie! Spotkanie Ślizgonki, deszcz orzeźwił jego włosy, ma wodę w każdym miejscu! Same plusy! Cóż, wzrok Krukona powędrował w najciemniejszy zakątek gospody. Romantyczność kojarzyła się chłopakowi jedynie z ciemnością oraz tajemniczością. Tylko to potrafiło podsycić w nim ekscytację, a także czasami obdarowywało odrobiną adrenaliny.
- Romantyczna knajpka powiadasz? - Powiedział niezbyt przekonująco młody Islandczyk nadal bacznie obserwując wszystkie stoliki. Szczególnie wzbudziły w nim zainteresowanie pary patrzące sobie głęboko w oczy, nie widzące nic poza sobą. Co za obłęd. Czy to miłość, czy może jeszcze zauroczenie? Zakochanie oraz inne bzdety z tym związane to chyba najbardziej filozoficzne zagadnienie znane chłopakowi.
- Siądźmy gdzieś tam. - Powiedział wskazując wcześniej obserwowane miejsce. Cichy kącik, praktycznie odizolowany od reszty ludzi. Chwila spokoju oraz oderwania od monotonnej codzienności. Dobrze jest mieć do kogo się odezwać, szczególnie że ta osoba nie wybuchnie na ciebie jeśli powiesz coś złego. Smutek wywołał w chłopaku fakt, że będzie musiał się ograniczać w swoich odruchach. Najchętniej w tym momencie położył by obie nogi na stolik i jak to mówią mugolskie dzieci - wychillował.
- Sasha, co porabiałaś pod tamtym przepięknym szyldem? - Powiedział spokojnie nadal rozglądając się we wszystkie strony po karczmie. Dużo ozdobień, bardzo dużo nowych mebli. Zdecydowanie ogrom zmian pojawił się odkąd ostatni raz Matthias zawitał u progu tej gospody. Młodzieniec przymknął oczy i na chwilę wyłączył świadomość przenosząc się w tamte właśnie czasy...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Rosja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 198
  Liczba postów : 26
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13447-sasza-tiereszkowa#358291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13449-konszachty-saszy-tiereszkowej#358312
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13452-sowa-sniezna-saszy-tiereszkowej#358424
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13454-sasza-tiereszkowa#358441




Gracz






PisanieTemat: Re: Gospoda pod świńskim łbem   Sob Lis 12 2016, 22:30

Gospoda Pod Świńskim Łbem nikomu o zdrowych zmysłach nie mogła kojarzyć się z niczym dobrym, a co dopiero romantycznym. Nawet jeśli zupełnie nie w stylu Rosjanki były falbanki i tiulowe zasłonki, stanowiące szczyt kiczu, to pub, wypełniony dymem i ostrym smrodem mocnego alkoholu, z pewnością nie rozpalał w niej zmysłów. Pytanie, czy na świecie istniało cokolwiek, co sprawiłoby, że bicie jej mroźnego serca przyśpieszy.
- No cóż, może trochę podkoloryzowałam żeby ci zrobić większą niespodziankę - przyznała wreszcie z nutą rozbawienia, gdy - jak prawdziwy gentleman - przepuszczał ją w drzwiach gospody. Wrodzona intuicja jej nie zawiodła; podrzędnej kategorii lokal okupowali w dużej mierze stali tubylcy, choć - ku swojemu zdumieniu - mogłaby przysiąc, że gdzieś w tłumie mignęła jej twarz, którą kojarzyła z zajęć. Ostatecznie uznawszy, że to nie jej interes, posłusznie skierowała się do miejsca, które upatrzył sobie Matthias.
- Niech zgadnę, nikt tutaj nie zauważy, gdybym nagle zniknęła? Strateg z Ciebie, Örn - przyznała na tyle głośno, by podchmielony mag ze stolika nieopodal wyszczerzył się w szczerbatym uśmiechu. - Czyżby kolega po fachu? - dodała uszczypliwie, już ciszej. Zwracanie na siebie uwagi w tego typu miejscu mogło być ekscytujące, zgoda, ale nie w momencie, kiedy w pubie byli inni uczniowie. Finał mógłby być tragiczny w skutkach, a przecież ona całkiem lubiła kształcić się w Hogwarcie.
Rosjanka ochoczo zrzuciła z siebie przemoczony płaszczyk, przewieszając go przez oparcie chybotliwego krzesła. W głębi duszy - czy tego, co z niej pozostało - pogratulowała sobie, że porzuciła wszystkie dziewczęce fatałaszki na rzecz klasycznych jeansów i kraciastej koszuli, o wiele bardziej adekwatnych do miejsca tejże schadzki.
- Czekałam aż kłopoty same mnie znajdą, a wtedy pojawiłeś się Ty, przypadek? - odparła z niewymuszoną kokieterią, wreszcie miękko opadając na miejsce. Jej niecierpliwe dłonie szybko odnalazły poplamione menu, ograniczone tak naprawdę do kilku pozycji. Gdy jej wzrok napotkał na interesujący wiersz, zaczęła zastanawiać się, czy jej towarzysz w ogóle pije.
- A Ty? Dlaczego latasz po wiosce porozbierany? Gonisz anginę? Dziewczyna Cię rzuciła? Chciałeś kogoś złapać, przywiązać i torturować? - podsuwała beztrosko, podpierając brodę na dłoni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Islandia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 75
  Liczba postów : 74
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13187-matthias-orn#352612
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13215-matthias-bo-orn#353054
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13212-deus-meus-kosmateus#353047
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13213-matthias-orn#353048




Gracz






PisanieTemat: Re: Gospoda pod świńskim łbem   Sob Lis 12 2016, 23:00

Faktycznie, choć z początku Matt tego nie zauważył, w barze znajdowało się wiele ludzi, którzy powoli tracili swoją świadomość przez zbytnie degustowanie alkoholu. W poniektórych miejscach co prawda przesiadywało kilka uczniów, jednakże główną klientelę stanowili ludzie, których nazwę dorosłymi, żeby się nie pomylić w rozumowaniu. Przecież wiek nie świadczy o tym czy jesteś osobą dojrzałą, prawda? Cóż, dziewczyna postanowiła zrzucić swoje wierzchnie odzienie. W głębi duszy chłopak jej zazdrościł, zakładając jedynie bluzę wykazał się ogromną głupotą. Widocznie przesiadywanie w mokrym ubranku to będzie jego kara.
- Jeszcze nic nie zrobiłem, a Ty już zrzucasz swoje ciuszki. Tego się nie spodziewałem. - Odrzekł ze złośliwym uśmiechem robiąc jednocześnie "kółeczko" swoimi oczami. Po chwili wzrok Krukona powędrował ku starszemu Panu, o którym bardzo brzydko wypowiedziała się jego towarzyszka. Żarówka znajdująca się nad stolikiem dwojga studentów złowrogo zamigotała. Gdyby był to film grozy prawdopodobnie zaraz wszedłby jakiś mroczny czarodziej wykrzykujący, że pozabija wszystkich tutaj zgromadzonych, jednakże nic takiego się nie wydarzyło. Trzeba przyznać, że taka sytuacja na pewno zapewniłaby niesamowitą rozrywkę.
- Ja pojawiam się tam, gdzie mnie potrzebują. A co do chodzenia po wiosce... Gonię anginę, dziewczyna mnie rzuciła oraz chciałem wyżyć się na jakiejś bezbronnej osóbce. Marzą mi się takie tortury na Ślizgonce. - Dodał po chwili nieco złośliwie chłopak. Z pewnością wiedział, że takie żarciki z jego strony zostaną odebrane we właściwy sposób. W głębi duszy zapragnął żeby dziewczyna go zripostowała, przecież jest do tego zdolna. Długie lata spędzone na uprzykrzaniu sobie oraz innym życia nieco zbliżyły te dwie młode osoby do siebie. Można by chyba pokusić się o stwierdzenie, że zostali czymś w rodzaju dobrych znajomych. Matt skierował swoje opuszki palców na stół i uderzył nimi parę razy wystukując przypadkowy rytm. W tej gospodzie brakuje jedynie muzyki...
- Saszka, pochwal się ile to ostatnio osób pokarałaś! - Rzekł zachęcająco chłopak, w końcu mieli te swoje zawody w uprzykrzaniu życia innym, prawda? Zwiodła go ku temu także jego ciekawość, chciał sprawdzić jak kształtuje się charakter jego ulubionej Rosjanki. Abstrahując od tematu, chłopak naprawdę chciałby sprawdzić jak twardą głowę ma dziewczyna, jednakże wtedy i on prawdopodobnie musiałby wypić coś mocniejszego...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Hiszpania, Galicja, Lugo
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 794
Dodatkowo : Kapitan Drużyny Ślizgonów
  Liczba postów : 281
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12840-lope-feliciano-mondragon#345714
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12874-ten-od-wesela#346531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12864-buho#346290
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12875-lope-mondragon#346540




Gracz






PisanieTemat: Re: Gospoda pod świńskim łbem   Nie Lis 13 2016, 19:15

Lope miał dosyć kiepski humor po niedawnym pobycie w domu. Napomknął przy obiedzie o tym, że poszukiwał Reyny przez ostatnie trzy miesiące, co zostało przyjęte z dość zniesmaczonym spojrzeniem ojca i smutkiem w oczach matki. Chłopak nie zamierzał się poddawać, nawet jeśli jego rodzice już dawno to zrobili. Co z tego, że minęło już parę lat? Miał po prostu zapomnieć o własnej siostrze? Powiedzieć sobie "żyje się dalej, teraz najważniejsze są studia"? W myślach parsknął śmiechem. Nigdy.
Zależało mu na znalezienie miejsca, gdzie nie przebywają uczniowie z Hogwartu. Swoją drogą, wkurwiali go. Zupełnie inny sposób myślenia niż ten u ludzi z Calpiatto. Jakby trafił do innego wymiaru i nie mógł się tu odnaleźć. Denerwował go angielski akcent, denerwowała go ta brzydka pogoda w Anglii i fakt, że nie mógł zbyt często nosić ukochanych okularów przeciwsłonecznych, bo jak na złość tutaj wszystko przysłaniały chmury. Denerwowała go obecność Caramelo, którą zdawał się o wiele zbyt często widywać na korytarzach. A przecież unikał miejsc, gdzie może ją znaleźć!
I nadal tęsknił. Musiał coś ze sobą zrobić, potrzebował snu, a ciągle nie mógł zasnąć. W lochach brakowało mu tlenu, a z twardych ścian zdawało się przenikać w niego zimno. Ślizgon nie przejmował się kompletnie tym, że dyrekcja nie pochwalała wymykania się o tak późnej porze. W końcu co mogli mu zrobić? Zawsze wycierał się nazwiskiem i tak byłoby w tym wypadku, gdyby jednak ktoś się przyczepił. Ale nikt go nie zatrzymał, gdy wsiadł na miotłę i pomknął ku Hogsmeade. Dziwna wioska, ale łatwo znaleźć ciemne, miłe miejsca. Choć w sumie zależy od tego, jak definiuje się "miłe". Lope zatrzymał się w jednej z gospód, w których bywał już parę razy. Co prawda, mógł wybrać się do Bazyliszka, gdzie załatwiony miał dla siebie darmowy alkohol, ale po pracy w tym miejscu, nie chciał przebywać w nim więcej niż musiał. Zamówił sobie Ognistą Whisky, jedyny alkohol, jaki mógł przełknąć. Tęsknił za drinkami z Hiszpanii. Obserwował wchodzących i wychodzących ludzi, obrzucając ich niezbyt przychylnymi spojrzeniami. Nie dbał o to, na kogo wygląda, gdy tak wypijał szklankę za szklanką. Nie powinienem się upijać. Wiedział jednak, że nie ma za bardzo wyboru. Wracać do narkotyków na razie nie zamierzał. Jeszcze się tu nawet nie rozeznał.
Dostrzegł kątem oka coś, co zapowiadało się na aferę. Mógł poszczycić się całkiem niezłą intuicją, a wyraźnie widział, jakim spojrzeniem dwójka typków wpatrywała się w jakąś panienkę. Idiotkę, sądząc po jej ubraniu. Albo chciała kłopotów albo była odważna, co w mniemaniu Lope równało się z "głupia". Tak czy siak, pchany jakimś dziwnym odruchem (może ruszyło się sumienie), ruszył w ich stronę, kiedy typki podniosły się ze swoich siedzeń. Hej, mała, może się przysiądziemy? Lope wykrzywił twarz w obrzydzeniu widząc uśmiech grubszego mężczyzny. Złapał go za ramię i odepchnął. Alkohol sprawił, że trochę huczało mu w głowie.
- Spadać. - mruknął, nie mając ochoty na dłuższe pogawędki i wyciągnął różdżkę. Nie na pokaz, jedynie po to, żeby ją zobaczyli. Tamci cofnęli się, klnąc po nosem. Lope usiadł na miejscu obok dziewczyny, czując że po poprzedniej, ciężkiej nocy boli go kark. Rozmasowując go sobie, spojrzał na nią krytycznie.
- Chyba nie masz za grosz rozumu, przychodząc tu tak ubrana. Albo jesteś zdrowo porąbana. - zerknął na to, co piła. - Jak można pić te szczyny... - po czym oparł się tyłem o ladę, pozwalając żeby włosy opadły mu trochę na czoło. Merlinie, co za duszna noc. Przynajmniej nie leje. Anglia naprawdę nie miała nic więcej do zaoferowania? Machnął ręką na ładną kelnerkę i nie skupiając na niej wzroku, rzucił, że ma podać jeszcze dwie butelki Ognistej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Swansea, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 360
  Liczba postów : 478
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13567-padme-a-naberrie?nid=1#361355
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13571-zapraszam-dzielny-padawanie#361359
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13572-padme-a-naberrie#361360
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13573-padme-a-naberrie#361371




Gracz






PisanieTemat: Re: Gospoda pod świńskim łbem   Nie Lis 13 2016, 20:31

Wieczór może i był zabawny, ale tylko do momentu, w którym panowie do niej nie podeszli. Oczywiście nie przejęła się nimi z początku, z prowokującym uśmiechem odpowiadając na zaczepki, jednak w momencie, w którym jeden z panów chwycił ją za ramię zrozumiała, że musi potajemnie poszukać pomocy. Pech chciał, że dzisiejszą zmianę miała znajoma kelnerka zamiast znajomego kelnera, ale nie sądziła, że dziewczyna w jakikolwiek sposób jej pomoże. Cóż więc innego jej pozostało, poza wykorzystaniem kilku ruchów zaczerpniętych prosto z mugolskiej książki o samoobronie? Plan był prosty: jednego kopnie w kostkę, a buty miała do tego idealne, a drugi złapie kopniaka w kolano albo zmarnuje resztę alkoholu, oblewając mu nią twarz. Uradowana w duchu ze swojej niezależności i pomysłowości jednocześnie, chciała przejść do działania, kiedy niespodziewanie na horyzoncie pojawił Lope - Hiszpan, z którym wymieniła może w życiu kilka zdań. W każdym razie wiedziała jak ma na imię, jednak widząc jego stan wątpiła, że będzie pamiętał kim ona jest.
Nie rozumiała dlaczego jej pomógł. Jedną z ewentualności był fakt, że może akurat chciał sobie poszukać zaczepki na ten piękny, jesienny wieczór, gdy ten zamiast dalszych przepychanek usiadł obok spowodował, że dopiero teraz w głowie Padme ruszył ciężki proces myślowy. A gdy się odezwał spojrzała na niego wzrokiem, który gdyby mógł, to właśnie zmieniłby go w kupkę popiołu.
- Zdrowo porąbana. Może miałam ochotę komuś skopać tyłek a strój miał tylko sprowokować? Najprościej jest oceniać po wyglądzie - prychnęła oschle, dopijając resztę ognistej. Zauważyła też, że ostatnimi czasy trafiała na samych dupków. Z tym, że jeden w miarę upływu czasu pokazał, że wcale nie jest taki zły a ten tutaj... Krukonka zmierzyła wzrokiem Ślizgona od stóp do głów na koniec z powrotem przyglądając się - tym razem - pustej szklaneczce. Ta wydała jej się smutniejszym widokiem, niż pijany chłopak. Z drugiej strony zastanawiała się od dłuższej chwili czy ma ochotę się upić tak, żeby z pewnymi trudnościami trafić do domu albo nie trafić do niego wcale, jednak nie dane jej było zadecydować. Gdy kelnerka wróciła z whiskey, Padma nie ruszając się z miejsca posłała jej porozumiewawczy uśmiech.
- Lope, nie powinieneś więcej pić tych... szczyn - powiedziała spokojnie, stukając pomalowanymi na czerwono paznokciami w drewniany i nierówny blat. Wiedziała jednak, że na nic zda się jej gadanie, bo chłopak i tak robi swoje a i przy okazji na nią nakrzyczy, żeby się nie wtrącała. Dlatego też chcąc uniknąć kolejnej przykrej sceny tego wieczoru, Padma machnęła ręką, tym gestem przekreślając swoje wcześniejsze słowa nim ten zdążył jakkolwiek zareagować.
- Zresztą, rób co chcesz. Tylko się podziel - i bez oczekiwania na pozwolenie dolała sobie bursztynowego trunku do szklaneczki. Może sobie razem zapiją smutki w ciszy? Z pewnością to lepsza perspektywa, niż picie do lustra. Krukonka również nie była dzisiaj w nastroju do rozmawiania, dlatego zaglądanie wgłąb szklaneczki powodowało, że zapomniała na moment o obecności Hiszpana. W końcu uznała, że nie powinna być niegrzeczna, chociaż przez chwilę udając zainteresowaną jego obecnością.
- Co ci jest? - spytała, leniwie wlepiając złote tęczówki w siedzącego do niej bokiem Mondragona.
- Wyglądasz jak obrzygana sierota. Z pewnością wianuszek twoich fanek byłby załamany tym widokiem - siląc się na suche żarciki, zamoczyła równie wyschnięte wargi w whiskey, która bez lodu faktycznie smakowała paskudnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Hiszpania, Galicja, Lugo
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 794
Dodatkowo : Kapitan Drużyny Ślizgonów
  Liczba postów : 281
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12840-lope-feliciano-mondragon#345714
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12874-ten-od-wesela#346531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12864-buho#346290
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12875-lope-mondragon#346540




Gracz






PisanieTemat: Re: Gospoda pod świńskim łbem   Wto Lis 15 2016, 21:36

W mniemaniu Lope owa dziewczyna była jedynie kolejną, naiwną panienką, jakich spotkał w swoim życiu mnóstwo. Twarze ich wszystkich zlewały w jedną, niemal zupełnie bezbarwną. Banalne gierki, które kiedyś prowadził, już go znużyły i sprawiły, że odciął się na dłuższy czas od płci pięknej. Między innymi przez Pru zaczął patrzeć na związki pod innym kątem... Tyle, że ona zniknęła z życia Lope. Takie puste panienki pałętały się po podejrzanych miejscach tylko po to, żeby spotkać jakiegoś rycerza, który łaskawie rzuci się na pomoc, zarzuci lwią grzywą i zaopiekuje się biedaczyną. Nie, Lope taki nie był. On właściwie robił tylko to, na co miał ochotę, a przynajmniej tak sobie wmawiał. Chciał coś zrobić, to robił to, chciał coś mieć, to kupował to. Nie wymagało to większego procesu myślowego. Teraz i tak nie miałby na niego sił.
Trafił się ktoś o dość ostrym języku. Lope stwierdził, że to dobrze, tylko tego brakowało, żeby ta mała się go przestraszyła i uciekła. Zerknął na nią, by poczuć, jak wbija w niego te swoje oczy o dość dziwnym kolorze, jak zauważył. Dopiero teraz skupił na niej wzrok, by ją bezczelnie ocenić. Hiszpanowi zdawało się, że dostrzega w niej coś znajomego, ale nie miał ochoty przypominać sobie teraz, gdzie też się spotkali. Przyjrzał się przyciętym, ciemnym włosom i wysłuchał oschłego tonu. Widział, że dziewczyna także mu się przygląda i nawet uśmiechnął się półgębkiem.
- Bardzo słaba ta prowokacja. - stwierdził swobodnie, podążając wzrokiem tam, gdzie ona. A więc także piła, zresztą co innego mogła tu robić? Nawet nie zauważył, że piła to samo co on, uznając, że to prostu jeden z tych babskich trunków, jak określał słabe, słodkie alkohole. Lope nawet trochę zaciekawiło, z jakiego powodu topi tu smutki. Nie wyglądała, jakby bywała w takich miejscach często. - Skusi jedynie typków takich, jak tamci. Ale może to cię jara, nie wnikam.
Wzruszył ramionami, obojętne rozglądając się po lokalu. Jak zwykle kręciło się tu niewielu ludzi. Nie zastanawiał się nad tym, dlaczego zainterweniował, dlaczego sobie nie poszedł, dlaczego nadal tu tkwił, zamiast w końcu wrócić do dormitorium. Na razie chyba zwyczajnie nie chciało mu się wstawać.
- Spoko, mamo. - mruknął, odgarniając włosy i zwracając uwagę na to stukanie paznokciami. Zabawne, że Caramelo robiła tak samo. Rozkojarzył się na chwilę, podczas gdy dziewczyna poczęstowała się jego alkoholem. Równie zamyślony położył galeony na ladzie, dając zdecydowanie za duży napiwek. Zapadła cisza, która absolutnie nie przeszkadzała Lope. Mógł beznamiętnie gapić się na swoją szklankę, w której lśniła whiskey. Ocknął się dopiero, kiedy nieznajoma postanowiła coś powiedzieć. Obrzygana sierota? Przeczesał włosy palcami, myśląc o tym, że uraczono go już o wiele gorszymi epitetami.
- Jeśli chcesz mnie skomplementować to rób to lepiej. - powiedział, upijając krótki łyk i bawiąc się szklanką w dłoniach. - Nie wyglądasz na załamaną... chociaż... - przejechał po jej ciele wzrokiem równie aroganckim, jak cała jego postawa. Przyjemnie patrzyło się na ciemnowłosą i nie zamierzał się przed tym powstrzymywać. Najwyżej dostanie w twarz za jawne gapienie się. Lope lubił bawić się emocjami innych, nawet jeśli to nie było w porządku z jego strony. Jeszcze kiedy myślał trzeźwo, łatwiej było mu nad tym panować, ale teraz po prostu robił to, co pierwsze wpadło mu do głowy.
- A tobie co się stało, mała? Skoro jesteś zdrowo porąbana oczekuję jakiejś ciekawej odpowiedzi. - uniósł wyzywająco brew, jakby chciał, by podjęła jego grę. Sięgnął po jej szklankę, by samemu pociągnąć z niej łyka. Starał się nie spuszczać wzroku z ciemnowłosej, choć z koncentracją nie było u Lope najlepiej. Zaraz po tym oddał jej ognistą, którą ponownie napełnił. - Za co pijemy?- rzucił jej pytające spojrzenie, bo nadal nie przypomniał sobie imienia owej dziewczyny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Swansea, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 360
  Liczba postów : 478
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13567-padme-a-naberrie?nid=1#361355
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13571-zapraszam-dzielny-padawanie#361359
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13572-padme-a-naberrie#361360
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13573-padme-a-naberrie#361371




Gracz






PisanieTemat: Re: Gospoda pod świńskim łbem   Wto Lis 15 2016, 22:47

W mniemaniu Padme chłopak był kolejnym zbyt siebie pewnym człowieczkiem, który stawiał się na równi z Bogiem. Doskonale wiedziała, że wystarczył jeden ruch któregoś z dwóch przyklejonych do niej wcześniej gburków, by powalić go na ziemię. I różdżka niewiele by mu pomogła, skoro najprawdopodobniej najlepiej wychodziło mu świecenie ładną buźką i latanie na miotle. Praca w cukierni miała dużo plusów - jak na przykład dostęp do najświeższych plotek. Czasami przysłuchiwała się rozmowom uczniów, nawet nie z premedytacją a z nudy, dlatego sporo wiedziała o Ślizgonie. A jak mawiał pewien francuski filozof: wiedza to władza. Nie planowała tego w żaden sposób wykorzystywać przeciwko niemu, jednak miała wyrobioną pewną opinię na temat chłopaka, który swoim zachowaniem tylko umacniał ją w niej. Z drugiej strony był tak przystojny, że mogła go posłuchać i się napatrzeć do woli. Tak, hedonistyczne zapędy znowu brały górę.
Na słowa Lope uśmiechnęła się jawnie rozbawiona. Miała go komplementować? Dobre sobie. A ta anegdotka o przyciąganiu typków jak tamci? Krukonka zgarnęła luźny pukiel włosów za ucho.
- Mówisz? Myślałam, że ty też się skusiłeś, skoro tu siedzisz - odparła pół żartem pół serio, posyłając mu cyniczne i wyjątkowo pewne siebie pojrzenie. Szybko jednak kontynuowała swój wywód.
- Skarbie, to nie ja tu jestem od komplementów - zwróciła mu uwagę na to jak bardzo przestawił porządek w relacjach damsko-męskich. Nie zaprotestowała, kiedy zabrał jej szklaneczkę, chociaż modliła się w duchu, by miał wytrzymałą głowę. Nie chciała bowiem zaprowadzać kolejnego ledwo stojącego na nogach niedobitka do domu - tym razem miała wyższe obcasy niż wtedy, kiedy ratowała Ambrożego, więc mogłoby się to skończyć katastrofą i pokiereszowaniem ułożonych od linijki włosów Mondragona. Gdy ten przesunął wzrokiem po jej ciele, Padma prowokująco zwróciła się do niego przodem, układając stopę na drewnianej belce stołka, na którym siedział. I wbrew pozorom Krukonka była całkiem charakterna, dlatego nie odwróciła speszona wzroku, jak pewnie zrobiłaby cała masa innych dziewcząt płonąc na twarzy dziewiczym rumieńcem, a zamiast tego podjęła grę, prowadząc z nim walkę na spojrzenia.
- W zasadzie nic mi się nie stało - wzruszywszy ramieniem, oparła się ostrożnie bokiem o blat. - Lubię takie miejsca. Po kilku godzinach pracy w różowym królestwie cukierków i ciast dla równowagi muszę posiedzieć w jakieś dziurze, żeby nie zwariować - rzekła, wygłaszając pierwszą odpowiedź, którą ślina przyniosła na język. Sama nie wyglądała tak, jakby w to wierzyła, jednak nie sądziła, że chłopak będzie na tyle spostrzegawczy by to wyłapać.
- I czasami lubię się napić... a strój był przypadkowy. Nie szukałam sobie rycerza w srebrnej zbroi, który obroni mnie przed jakimiś półgłówkami - wyjaśniła, bezczelnie odczytując jego myśli. Sama w tej kwestii miała podobne zdanie, wiedząc, jak czasami działają kobiety, ale jeśli to była ostatnia deska ratunku to cóż miały zrobić?
- Za dobrą zabawę - wypiła na raz uzupełnioną whiskey, dochodząc w myślach do wniosku, że skoro już chciała się upić, to musiała się postarać i przede wszystkim nadgonić Lope. Potem uzupełniła szklaneczkę, przesuwając palcem po jej rancie.
- A ty? - spojrzała nań ponownie, uśmiechając się urokliwie. Nie przeszkadzało jej ani spojrzenie, ani nawet ten arogancki uśmieszek chłopaka a w zasadzie podobało jej się to. Jak cholera. A te dołeczki w policzkach, gdy się uśmiechał...
- Dlaczego pijesz i masz taki przykry humor? - ponowiła pytanie, lustrując niewinnymi oczętami twarz Ślizgona. Wyłapała nawet lekko widoczną bliznę przy jego wardze, zawieszając się nieopatrznie wzrokiem na jego ustach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Hiszpania, Galicja, Lugo
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 794
Dodatkowo : Kapitan Drużyny Ślizgonów
  Liczba postów : 281
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12840-lope-feliciano-mondragon#345714
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12874-ten-od-wesela#346531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12864-buho#346290
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12875-lope-mondragon#346540




Gracz






PisanieTemat: Re: Gospoda pod świńskim łbem   Czw Gru 08 2016, 14:55

Rozmyślania Padme wcale tak bardzo nie mijały się z prawdą, bo ego Lope należało do tych naprawdę wybujałych. Ale rzeczywiście, odnajdywał się na miotle doskonale i nawet planował powiązać z tym swoją przyszłość. Oczywiście, jeśli ojciec nie uprze się na Ministerstwo. Wtedy najwyżej spieprzy z Hiszpanii i poszuka szczęścia w jakiejś odludnej mieścinie. Lope natomiast nie za bardzo interesował się innymi osobami, dlatego przypomnienie sobie, kim jest owa dziewczyna siedząca z nim przy barze zajęło mu sporo czasu. Z pewnością duży wpływ miał na to ten lekki szum w głowie, który odrobinę rozpraszał Hiszpana. Nie mniej niż towarzystwo dziewczyny, która najwyraźniej nie miała zamiaru pozostawać dłużną w kwestii potyczek słownych.
- Siedzę tu, bo zamawiam Ognistą. - odparł szybko, nawet nie chcąc się usprawiedliwiać. Po prostu uświadamiał owej panience, którą kojarzył z babeczkami (gra słów he he), że to nie jej zasługa. Było blisko baru, mógł wygodnie usiąść, porozmyślać o sensie życia, gapiąc się w kieliszek. A to, że towarzystwo Padme nie przeszkadzało Lope to inna sprawa. Swoją drogą, jakim cudem miała go skusić? Może i był trochę pijany, ale nie aż tak.
- Gdyby jeszcze one ci wychodziły... - odparł, przewracając lekko oczami z uśmiechem. Tak więc miał ją komplementować? Skupił wzrok na dziewczynie, starając się dostrzec coś, na co warto zwrócić uwagę. Jakiś wyjątkowy szczegół, zwykłą drobnostkę, która jednak czyniła ją piękną. Spojrzał prosto w złote oczy Padme, kiedy tak odważnie postąpiła, po części wtargnąwszy w jego sferę prywatną. Nie tak łatwo dawał się sprowokować, aczkolwiek nie było to czymś niemożliwym. Zwłaszcza, gdy prowokowano tak subtelnie. - Lepiej uważaj. - ostrzegł ją, zniżając nieco głos i przyglądając się uważnie zgrabnej nodze, która była na wyciągnięcie ręki. Uśmiech zniknął z twarzy Lope. To niebezpiecznie pakować się do jaskini smoka, ale Padme mogła nie być tego świadomą. I tak też traktował ją Lope. Jako dziewczynę, która nie wiedziała z kim naprawdę ma do czynienia.
- Nie sądzę, żeby tak to działało. Ale nie oceniam. Oszukiwanie się czasami nie jest takie złe. Bylebyś nie uwierzyła w swoje własne kłamstwa, Padme. - odparł, wymawiając imię dziewczyny szczególnie miękko. - Padme... - powtórzył dość mało przytomnie, dotykając opuszkami palców jej kolana. Lope starał się by odczuła to jako zaledwie muśnięcia. Naga skóra dziewczyny zdawała się ciekawić Hiszpana, który po chwili przeniósł z powrotem wzrok wyżej i sięgnął po swoją szklankę, nadal trzymając dłoń delikatnie na jej nodze. - A co złego jest w szaleństwie?
Wypił za dobrą zabawę, żeby poczuć, jak gorąco pali jego płuca. Lubił Ognistą, choć naprawdę nie powinien przesadzać. Tylko, że naprawdę chciał się upić. Tak, żeby ostatnie resztki rozsądku poszły w niepamięć. Żeby mógł wstać następnego dnia i z trudem przypomnieć sobie zaklęcie na kaca. Żeby móc się dobrze zabawić, tak jak sobie tego przed chwilą życzyli.
- To dobrze, bo z pewnością nie trafiłaś na rycerza. Tak samo ty nie jesteś żadną ksieżniczką - oznajmił bez ogródek, zabierając dłoń z kolana dziewczyny, żeby przeczesać swoje włosy, które tylko bardziej się przez to zburzyły. Obserwował, jak Padme chyba próbuje dogonić chłopaka, co go nieco rozbawiło. Nie przepadał za widokiem pijanych dziewczyn, ale jakoś chciał zobaczyć akurat tę Krukonkę w takim stanie. Ludzie stawali się wtedy zazwyczaj nieco inni.
- A ja... - zastanowił się chwilę, spoglądając na nią i mieszając delikatnie alkohol w kieliszku. - Powinnaś częściej się tak uśmiechać. Od razu bardziej znośna. Widzisz, prawię komplementy. - powiedział, odwzajemniając się równie uroczym gestem, choć nie wyszedł do końca tak, jak miał przez rozproszenie chłopaka. Zwłaszcza, że musiał powstrzymywać się od spoglądania na jej nagie udo. Miał ochotę ponownie go dotknąć, przesunąć palcem aż do linii spódnicy, żeby zaczepnie ją podciągnąć. Lekko, zaledwie trochę. A potem znów się wycofać. Lope ciekawiło, czy Padme lubiła takie drażnienie.
- Życie dało mi parę solidnych kopów w mój seksowny tyłek i trochę boli. I nie ma nikogo kto by go pomasował. - pożalił się ze śmiechem, bo bynajmniej nie zamierzał płakać nad swoim losem. Wiedział, że nie ma najgorzej na świecie, choć i tak czasami egoistyczne myślenie kazało mu sądzić inaczej. - Taka dziewczyna nie powinna marnować czasu siedząc w tym barze i rozmawiając ze mną. - mruknął dość niewyraźnie, odstawiając na razie kieliszek. Humor właściwie zmieniał mu się jak w kalejdoskopie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Swansea, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 360
  Liczba postów : 478
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13567-padme-a-naberrie?nid=1#361355
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13571-zapraszam-dzielny-padawanie#361359
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13572-padme-a-naberrie#361360
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13573-padme-a-naberrie#361371




Gracz






PisanieTemat: Re: Gospoda pod świńskim łbem   Czw Gru 08 2016, 17:27

Niespecjalnie starała się prawić mu komplementy, dlatego jego docinek skwitowała wzruszeniem wątłych ramion skrytych pod czarnym swetrem. Gdyby chciała, to umiałaby mu powiedzieć coś miłego i to w taki sposób, że pragnąłby więcej. Ale nie chciała sprawiać mu tej przyjemności, przynajmniej na razie.
Spoglądała chłopakowi prosto w oczy, zastanawiając się o czym myślał. Miała uważać? Zaciekawił ją bardziej, a kobiety miały to do siebie, że kiedy coś je ciekawiło to nic nie potrafiło stanąć im na przeszkodzie, żeby zaspokoić swą ciekawość.
- Lubię parzyć sobie palce – stwierdziła dalej pewna siebie, kiedy jednak chłopak wymówił jej imię, zdziwiła się. Nie wiedziała skąd w zasadzie mógłby ją znać, ale nie zamierzała o to dopytywać jak podniecona piątoklasistka. Uśmiechnęła się tylko, opuszczając spojrzenie na szklankę, którą trzymała w dłoni a zaraz po tym na jego dłoń, spoczywającą swobodnie na jej kolanie. Nie strąciła jej, czując tylko, że ciekawość wobec tego człowieka niebezpiecznie wzrasta, jednak skupiła się w tym momencie na słowach, które wypowiedział. Przecież ona siebie wcale nie oszukiwała, więc nie wiedziała skąd ten zarzut. Trochę przekoloryzowała prawdę. A prawdą było, że musiała zapić smutki i nękające jej głowę myśli na temat pewnej osoby. Unikanie Shawna, jako osoby, wychodziło jej wręcz idealnie, głównie przez to, że miała co robić, ale myślenie o nim doprowadzało ją na skraj szaleństwa.
- Nie ma nic złego w szaleństwie, Lope. O ile nie doprowadza cię do skrajnej rozpaczy albo schizofrenii – nie patrzyła na niego od dłuższej chwili, ale nie wyglądała na skrępowaną jego zachowaniem, gestami, czy samym faktem jego obecności obok. - Szaleństwo nawet jest dobre, bo tylko wariaci są coś warci w naszym świecie. Tak mówią – zapiła swoje słowa bursztynowym trunkiem, wzdychając cicho. Nawet nie spostrzegła, w którym momencie zabrał dłoń, ale jej uwagę przykuły niemal idealnie ułożone włosy, które nawet po przeczesaniu ich palcami wyglądały lepiej.
- Tak wyglądasz... znośniej – nie zdołała powstrzymać się od komentarza, wskazując podbródkiem na jego włosy. Zawsze zastanawiało ją to, dlaczego niektórzy faceci tak dbali o swój wygląd, podczas gdy ona – niewątpliwie kobieta – czasami lubiła nie robić ze swoim wyglądem absolutnie nic. Szybko dochodziła do wniosków, że płeć była przecież tylko konstruktem społecznym, w którym kazano im żyć a pewne zachowania były automatycznie i od dziejów przypisywane do danej płci. To się zmieniało. Nie wiedziała tylko czy na szczęście, czy na nieszczęście, czy na miłość boską.
- Nie umiałabym udawać księżniczki, przykro mi, jeśli cię w jakiś sposób rozczarowałam – udała skruszoną swoim wyznaniem, ale paradoksalnie do tego uśmiechając się jeszcze szerzej, uśmiechem, który potrafił z pewnością oczarować. Przeważnie się tak uśmiechała, chociaż w ostatnim czasie nie miała zbyt dużo powodów do szczerzenia buzi na każdym kroku, dlatego Ślizgon był pierwszą od kilku dni osobą, która ujrzała ten szczerzy, niewymuszony niczym uśmiech.
Wysłuchała jego powodów i była skłonna przybić mu piątkę, ale nie miała ochoty żalić się na swój los. Nie należała do tego typu dziewczyn, które robiły z siebie ofiary i nienawidziła, gdy ktoś się nad nią litował. To jedynie ją frustrowało. Gdy chciała się odezwać, kolejne słowa Hiszpana spowodowały, że zamilkła.
- Co to znaczy taka dziewczyna? - zmarszczyła czoło, spoglądając na niego ponownie. Nie wiedziała też dlaczego tak się zirytowała tym określeniem, gdy chyba powinna się właśnie cieszyć. Nachyliła się ostrożnie w jego stronę, ruchem ręki pokazując, by się przybliżył, jakby chciała wyznać mu największy sekret. I gdy to zrobił, gdy spotkały się ich oddechy a jej rozpuszczone, krótkie włosy, musnęły delikatnie jego policzek, wyszeptała mu do ucha:
- Ustalmy sobie coś, Lope. Jestem zwyczajną dziewczyną, która przyszła się zwyczajnie napić, tak jak ty. A że akurat ze sobą rozmawiamy, to inna kwestia. Najwidoczniej magiczna, skoro znaleźliśmy się w tym samym miejscu, o tej samej porze – jednocześnie nieświadomie oparła dłoń o jego kolano zaciskając na nim palce, by się nie wywrócić na barowym stołku. Mógł poczuć woń jej delikatnych perfum zmieszaną z przyjemnym ziołowym zapachem szamponu do włosów i same zresztą włosy, które wciąż łaskotały go po twarzy. Nie trwało to długo, bo Padme szybko wróciła do wcześniejszej pozycji, ponownie wlepiając w twarz Hiszpana swoje hipnotyzujące, złote tęczówki.
- Jeśli masz ochotę, to możesz mi powiedzieć co cię skopało. Umiem słuchać, a ty chyba potrzebujesz się wygadać. Rzadko mi się to zdarza, ale najwidoczniej zaciekawiła mnie twoja osoba. A czy masz seksowny tyłek... nie miałam okazji tego sprawdzić – oparła dłoń o zaróżowiony od alkoholu policzek a łokieć o drewniany blat, przypatrując mu się z uwagą. Faktycznie interesowało ją to, co takiego złego spotkało Mondragona, skoro przeważnie takie osoby nie miały zbyt skomplikowanego życia.

O dziwo rozmawiało im się tak dobrze, że nawet nie zauważyli kiedy zniknął cały alkohol. Oczywiście nie poprzestało na samej rozmowie i nic nie znaczących gestach oraz sugestiach - po wyjściu z baru w wyniku dziwnych okoliczności znaleźli się w mieszkaniu dziewczyny. A potem... potem można się domyślić, że spędzili ze sobą bardzo przyjemną i upojną noc.

zt oboje
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Wielka Brytania, Dolina Godryka
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 473
  Liczba postów : 304
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13688-aleksander-cortez
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13705-anty-temat-z-relacjami
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13741-cortez-aleksander-korespondencja
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13704-aleksander-cortez




Gracz






PisanieTemat: Re: Gospoda pod świńskim łbem   Nie Kwi 23 2017, 23:40

Dawno nie odwiedzał tego przybytku, to też dzisiaj, po teście z transmutacji postanowił się jakoś rozluźnić i zresetować, jak to mawiali mugole. Cokolwiek to znaczyło...
Wymknął się z Hogwartu tajemnym przejściem i z narzuconym kapturem dotarł do Świńskiego Łba. Tutaj mógł zdjąć bez problemu kaptur. Mógł mieć pewność, że tutaj jak zwykle nic nikt nigdy nie widział i każdy trzymali swój nos przy samym kuflu, gdzie faktycznie oczy cały czas obserwowały każdą nową osobę wchodzącą, każdego podejrzanego typa, czy w końcu ucznia który to wymknął się z zamku by się napić czegoś lepszego nisz kremowe pomyje. Mógł z dumą zaliczyć się do tych osób, które chętniej zjadłyby robaka niż wypiły cały dzban tego czegoś co śmiało się nazywać piwem.
A Cortez ze względu na swoje pochodzenie bardzo cenił wysokoprocentowe trunki, a ostatnimi czasy docenił i pana Ivana. Więc nic dziwnego, że tym razem jego wybór padł na zezowatego Ivana. Który przy jego ostatniej popijawie z Dymitrem wchodził jak zwyczajna ognista. Niby coś tam popaliła, ale dało się to znieść.
Rozejrzał się po gospodzie, ale nikogo ciekawego nie zauważył tylko same stare, zachlane pyski stałych bywalców Prosiego Łba.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 20
Skąd : Mexico City
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 276
  Liczba postów : 269
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6246-karin-cortez
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6247-kto-kochanek-a-kto-wrog
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6248-poczta-karin




Gracz






PisanieTemat: Re: Gospoda pod świńskim łbem   Nie Kwi 23 2017, 23:53

było zimno, mokro i pochmurno. Karin nie spała od dwóch dni, więc po dzisiejszych zajęciach chciała się trochę przespać, ale znów nie mogła. Zrobiła więc sobie szybki, mocny makijaż, żeby choć trochę zamaskować zmęczone oczy i wyszła pobiegać.
Dziewczyna nie miala pojęcia ile czasu minęło gdy stwierdziła, ze nie da rady biec dalej. W każdym razie robiło się ciemno, wiec weszła do najbliższego lokalu, który się nawinął. Tak się składa, ze była to "Gospoda pod Świńskim Łbem".
Gdy była juz w środku zdjęła przemoczoną bluzę z kapturem i powiesiła ją na wieszaku przy rozpalony kominku. Teraz miała na sobie ciemne spodnie z dresu, trochę ubłocone u dołu, oraz białą bluzkę bez rękawów, która również była przemoczona, przez co widać było czerwony biustonosz, który miała pod spodem.
-Dymiące piwo- rzuciła siadając przy barze i nie patrząc na nikogo.
Mokre włosy zebrała do tyłu i związała w kitkę gumką, którą zawsze ma na ręce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Wielka Brytania, Dolina Godryka
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 473
  Liczba postów : 304
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13688-aleksander-cortez
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13705-anty-temat-z-relacjami
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13741-cortez-aleksander-korespondencja
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13704-aleksander-cortez




Gracz






PisanieTemat: Re: Gospoda pod świńskim łbem   Pon Kwi 24 2017, 00:18

Nagle do baru podeszła jakaś blondynka. Niby to trochę obojętnie spojrzał w jej kierunku, a jednak nie mógł się powstrzymać od tego by nie zwiesić na niej dłużej oka. Zwłaszcza, że teoretycznie się nie znali, to jednak bardzo dobrze wiedział kim była. Znał jej imię, a już tym bardziej nazwisko.
- Cześć Karin - rzucił niby to luźno, a jednak odwrócił się w jej stronę na obrotowym krześle.
- Na brodę Merlina wyglądasz jakbyś właśnie stoczyła pojedynek z mantykorą - rzucił z lekkim uśmiechem obserwując jej stanik przez kilka sekund, opamiętał się jednak w porę i wrócił wzrokiem do góry w stronę jej oczu.
Nagle wyciągnął w jej stronę rękę jakby nic i się przedstawił:
- Aleksander Cortez - zaakcentował nazwisko i uśmiechnął się szerzej. Nie miał pewności, czy ona w ogóle go kojarzy. W końcu rodziną nie byli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 20
Skąd : Mexico City
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 276
  Liczba postów : 269
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6246-karin-cortez
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6247-kto-kochanek-a-kto-wrog
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6248-poczta-karin




Gracz






PisanieTemat: Re: Gospoda pod świńskim łbem   Pon Kwi 24 2017, 00:27

Jeszcze zanim dostała swoje zamówienie zauważyła, że chłopak siedzący obok jej sie przygląda. Dlatego też nie zdziwiła się słysząc jego głos.
-Znamy się?-spytała mierząc go wzrokiem i podnosząc do ust butelkę, którą właśnie podał jej barman.
Stłumiła śmiech wywołany jego następną wypowiedzią.
-Nie wiesz, że nie grzecznie jest wytykać dziewczynie zły wygląd?- spytała.
Osobiście nie znała chłopaka. Widziała go może kilka razy na korytarzach Hogwartu, ale osobiście nigdy z nim nie rozmawiała. Był o niej młodszy, a z takimi raczej rzadko miała do czynienia.
Jej rozmówca w końcu się przedstawił.
-Ach, to ty...- powiedziała podajac mu rękę. On jej imię znał, więc nie dodała nic więcej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Gospoda pod świńskim łbem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 18 z 19Idź do strony : Previous  1 ... 10 ... 17, 18, 19  Next

 Similar topics

-
» Gospoda pod świńskim łbem
» Gospoda pod Świńskim Łbem
» Gospoda Pod Świńskim Łbem
» Gospoda Pod Świńskim Łbem
» Gospoda Kirilija

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
-