IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Wrzeszcząca Chata

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 12 ... 19, 20, 21
AutorWiadomość




Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Dolina Godryka
Galeony : -16
  Liczba postów : 974




Gracz






PisanieTemat: Wrzeszcząca Chata   Pią Cze 11 2010, 23:07

First topic message reminder :


Wrzeszcząca Chata
Jest to stary, ponury i od dawna opuszczony dom, znajdujący się na wzgórzu. Okna w nim są zabite deskami, a zarośnięty ogród otacza drewniany płot. Uczniowie nie zapuszczają się w jego kierunku, każdy dobrze wie, że to najbardziej nawiedzony dom w całej Anglii, a historie na jego temat krążą po całym kraju. Przerażające odgłosy wydobywające się z chaty od dawna napawały strachem mieszkańców okolicy, zwiedzających, a nawet duchy zamieszkujące Hogwart omijają ten dom. Jeśli wierzyć plotkom, w czasie pełni noc spędzają tu wilkołaki, zamieszkujące pobliskie tereny.



Ostatnio zmieniony przez Rose Stuner dnia Wto Wrz 21 2010, 15:54, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Oslo, Norwegia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 176
  Liczba postów : 314
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10512-atria-amelia-ashworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10536-animagiczny-anonimowy-alkoholik#289574
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10529-lisner
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10537-atria-amelia-ashworth#289575




Gracz






PisanieTemat: Re: Wrzeszcząca Chata   Sob Lip 09 2016, 18:15

Chyba spokojnie możemy stwierdzić, że w kwestii śledzenia trafił prawie swój na swego. No dobrze, niech ego Gilla zostanie połechtane, uznajmy, że byli na równi. Pewnie gdyby Rais obrał sobie za cel kogoś innego, ten nawet nie dostrzegł by anomalii w otaczającym go świecie. Jednak Atria była nauczona by być wyczulona na te małe, drobniutkie jak ziarenka piasku zmiany w zachowaniu człowieka. Poza tym, zawsze ufała swoim instynktom. Było coś specyficznego w tym, gdy ktoś zaczynał Cię śledzić. Trudno to określić dobrze słowami, ale atmosfera jakby tężała, jednak tylko odrobinkę, dlatego tak łatwo było to przeoczyć.
Nie wiedziała co spowodowała, że została obiektem jego zainteresowania. Choć wiele różnych myśli i możliwości przebiegło jej przez głowę, gdy kierowała swe kroki w stronę Wrzeszczącej Chaty to najwięcej czasu spędziła nad jedną możliwością. Jednak wydawała się ona na tyle nieprawdopodobna, że wręcz zakrawała dla niej na absurd i coś, co przecież nigdy nie umknęłoby jej ojcu. Czyżby chłopak, parał się tym samym zajęciem co jej rodzina? Istniała taka możliwość. Jednak na pewno nie pochodził z rodu assasynów jak ona. Wiedziałaby o tym, wszyscy wtajemniczeni znali siebie nawzajem. Mógł być najemnikiem, to tłumaczył by fakt, że nie miał całkowicie opanowanej sztuki śledzenia i skradania za ofiarą. Jeśli jednak którakolwiek z tych tez była prawdziwa, kto zlecił zabicie jej. W końcu była tylko nic nie znaczącym pionkiem w grze. A może to nie ona a Alexsander był celem ich poszukiwań i mieli nadzieję, że Atria doprowadzi do niego?
Nie czekała długo. Już po chwili drzwi skrzypnęły ponownie a w środku zjawił się ślizgon. Zmierzyła go od góry do dołu w myślach odbywając już odpowiednie przeliczenia i prześwietlając możliwe drogi zajść, które mogły nadejść. Kompletnie zignorowała jego pytanie. W żadnym wypadku nie miała zamiaru udzielać mu odpowiedzi, czy też rad. Nie był jej przyjacielem, nie był też współpracownikiem, poza tym, nie wiedziała, czy nawet któremuś z tych dwóch podarowałaby jakąś radę.
-Czego chcesz? - zapytała nie spuszczając z niego spojrzenia chłodnych orzechowych ślepi. Skierowała różdżkę w jego kierunku przygotowana na to, że i on, zamiast odpowiedzieć po prostu zaatakuje.


kostki:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Chatou/Manchester
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 80
  Liczba postów : 79
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12996-gilles-de-rais
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12998-how-about-a-magic-trick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12997-listy-do-gillesa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12999-gilles-de-rais




Gracz






PisanieTemat: Re: Wrzeszcząca Chata   Nie Lip 10 2016, 17:35

A więc unikała informacji na swój temat - dobrze, niech i tak będzie. To bardzo sprytne i nawiasem mówiąc słuszne podejście - na jej miejscu też niechętnie dzieliłby się sekretem, po czym właściwie go wyczuła.
Ujrzał różdżkę w jej dłoniach i przywdział na usta jeden ze swoich lodowatych, sztucznych uśmiechów - a więc dziewczyna już od początku chciał się zabawić w ten sposób, no proszę - całkiem nieźle jak na przypadkowo wybraną ofiarę, na pewno będą mieć całkiem niezły ubaw. Rozłożył więc ręce, zupełnie jakby chciał ukazać że nie ma wobec niej złych zamiarów - w końcu nie miał w dłoni własnej, o ile więc dziewczyna nie była nadmiernie impulsywna to raczej małe szanse że bez żadnego powodu postanowi go zaatakować. To był też pewien sposób, na sprawdzenie jej psychiki - powoli zaczął wędrować w jej stronę, cały czas utrzymując swoje ręce na widoku, szeroko rozłożone, mając świadomość że jest na celowniku, że jej różdżka jest wycelowana właśnie w niego i że nie będzie miała najmniejszych problemów z załatwieniem go. Jednakże czy istota która nie jest pozbawiona instynktu, faktycznie tak chętnie zaatakuje kogoś kto nawet nie ma zamiaru się przed tym bronić? To była prosta gra psychiczna - znacznie bardziej przerażający potrafi być ktoś nieuzbrojony, kto najwyraźniej nie zważa na to że może stać mu się krzywda jeśli nie postanowi się bronić, niż ktoś kto od razu sięga po różdżkę by atakować, by ranić.
- Nie widzę najmniejszego powodu, by reagować w taki sposób. Gdybym zamierzał Cię skrzywdzić, prawdopodobnie już byś była rozsmarowana po ścianach - powiedział obojętnie, cały czas zmniejszając dystans. Oczywiście nie była to prawda, jednakże nawet tak perfidne kłamstwo może być wiarygodne, jeśli brzmi wystarczająco logicznie. Oczywiście nie można było wykluczyć, że dziewczyna postanowi że najlepszą obroną jest atak, jednakże nawet jeśli dosięgnie go jakieś zaklęcie, nawet jeśli ryzykował właśnie życiem - czy miało to jakieś większe znaczenie? Czy bez chłodnego oddechu śmierci na karku, można właściwie poczuć co naprawdę oznacza "żyć"? Zbliżył się więc do niej i ujął jej podbródek w swoje długie palce (zakładając że Atria nie postanowiła po drodze poczęstować go jakimś nieprzyjemnym urokiem, jeśli tak się stało to pomiń).
- Jesteś całkiem urokliwa. Przykro by było, gdyby coś się stało komuś z tak piękną twarzyczką - rzucił chłodno, patrząc jej w oczy. Czekał, z jakiegoś nawet sobie nieznanego powodu czekał, aż dziewczyna czymkolwiek się zdradzi, aż wykona jakikolwiek gest który da mu o niej więcej informacji. To było klasyczne rozpoznanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Oslo, Norwegia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 176
  Liczba postów : 314
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10512-atria-amelia-ashworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10536-animagiczny-anonimowy-alkoholik#289574
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10529-lisner
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10537-atria-amelia-ashworth#289575




Gracz






PisanieTemat: Re: Wrzeszcząca Chata   Nie Lip 10 2016, 23:29

Oczywiście, że słuszne. Nie trzeba było jej tego mówić. Włożono jej to do głowy jeszcze zanim zaczęła szkołę. Im mniej ludzie o Tobie wiedzą tym lepiej dla Ciebie i dla nas, zwykł mówić jej ojciec. I nie mówiła o sobie, nigdy. Czasem nawet zapytana udzielała tylko tych informacji, które znali już wszyscy. Nigdy nie, co czuła, czy jaka była.
I nie, nie chciała się zabawiać. Właściwie pojęcie zabawy było jej całkowicie obce. Swój czas rozdzielała między nauką, treningami i samodoskonaleniem. Wolną chwile, jeśli raz na jakiś czas się znalazła spędzała na tańczeniu, choć nikt o tym nie wieddział i tak też miało pozostać.
Noe ruszuła się nawet o milimetr gdy rozłożył dłonie, pokazując jej że są puste. Zarejestrowała ten fakt kątem oka, spojrzenia nie spuszczając z jego twarzy. Nie ruszyła się też, gdy ruszył w jej stronę. Pewnie gdyby wpadł na nią z cztery lata temu już dawno leżałby rozłożony na ziemi. Dziś jednak potrafiła panować nad swoimi zapędami do bijaczki wiedząc, że czasem bierność przynosi więcej korzyści.
Na jego komentarz uniosła tylko brew ku górze. Za duża pewność siebie może zgubić. Jego pierwszy błąd, założył, że tylko dlatego, że jest większy, szybciej by Atrią załatwił. Nawet nie wziął po uwagę, że może mieć jakieś umiejętności, których nie wziął pod uwagę. Sama nawet na chwilę nie zamierzała go zlekceważyć. Uścisk na różdżce zelżał i opuściła dłoń. Pozornie oddając swoją przewagę. Zbliżył się jeszcze bardziej a ona nie mówiła nic. Stała tylko, uważnie lustrując każdy jego ruch i gest. Gdy ujął jej podbródek ostatkiem sił zwalczyła chęć zanurzenia swojej pięści w jego brzuchu. Zamiast tego, jej różdżka dźgnęła go brzuch, wyraźnie nakreślając przestrzeń między nimi. Jego niby to komplement, połączony z groźbą nie zrobił na niej żadnego wrażenia. W żaden sposób nie zareagowała na jego słowa, nawet puls jej nie przyśpieszył. Już po wejściu do chaty odgoniła do siebie wszystkie niepotrzebne i gówniarskie emocje, które ostatnio za często zaprzątały jej głowie.
-Czego chcesz? - spytała raz jeszcze mocniej naciskając na różdżkę. Jego dotyk nie rozprosił jej. Nie był Riencem, nie miał takiej siły. Druga dłoń przygotowywała się na możliwość, że będzie musiała użyć siły. W jej oczach nie gościła nawet odrobina strachu. Nie miała czego się bać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Chatou/Manchester
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 80
  Liczba postów : 79
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12996-gilles-de-rais
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12998-how-about-a-magic-trick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12997-listy-do-gillesa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12999-gilles-de-rais




Gracz






PisanieTemat: Re: Wrzeszcząca Chata   Pon Lip 11 2016, 01:11

Gilles jakby nic sobie nie robił z tego, że dziewczyna dźga go różdżką w brzuch, jednakże pozory mogą mylić - gdzieś w jego wnętrzu zapaliła się ostrzegawcza lampka. Zdecydowanie nie lubił, gdy ktoś robił coś co w jakikolwiek sposób mogło go naruszyć, gdy tykał go bez jego pozwolenia w sposób który nie sprawiał mu przyjemności. Jego soczewki powoli zaczynały zmieniać kolor, przechodzić z łagodnego, chłodnego niebieskiego do krwistej czerwieni, zwiastującej same nieprzyjemności - nic specjalnego, jednakże czujny obserwator zauważy że coś może być nie tak. Sięgnął do kieszeni, wyciągając z niej papierosa...a przynajmniej tak to wyglądało. Z racji że dziewczyna była zainteresowana aktualnie jego twarzą, raczej nie powinna zauważyć że jego prawdziwy cel jest inny. Otóż Gilles miał bardzo pojemne kieszenie i miał tam wiele ciekawych rzeczy, specjalnie przygotowanych na każdą okazję. Tak też było tym razem, bowiem gdy wyciągał papierosa, jednocześnie wsunął dwa palce w uprzednio przygotowaną pętelkę, z węzłem pozwalającym na swobodne rozwieranie jak i zaciskanie. Garota tnąca, z gatunku tych naprawdę cienkich - bardzo ciężka do zauważenia, jednakże definitywnie skuteczna. Gdyby de Rais nie nosił rękawiczek, prawdopodobnie w tej chwili z jego palców trysnęła by krew, jednakże doskonale wiedział co robi i nie naciskał zbyt mocno, delikatnie zaczepiając pętlę o zewnętrzne strony swojego palca środkowego i wskazującego. Szybko wsunął papierosa do ust, drugą ręką sięgając po zapałki, by wprawnym ruchem odpalić go bez większych ceregieli, chwilowo ignorując dziewczynę. Dopiero gdy już wciągnął sporą chmurę dymu, rozpoczął swoje przedstawienie. Odsunął się nieznacznie i nim ta zdążyłaby wykonać jakiś gwałtowniejszy ruch, położył dłoń, odginając ją pod dziwnym kątem, na jej różdżce. Przesunął po niej, trzymając różdżkę dziewczyny pomiędzy środkowym i wskazującym palcem - otóż tak, pomiędzy pętlą. Zatrzymał się dopiero, gdy owa pętelka była już bezpiecznie ulokowana na jej nadgarstku i ścisnął ją mocno, puszczając pętle, zostawiając ją póki co swobodnie zwisającą. Odsunął rękę dziewczyny tak, aby nie celowała już w niego (i przede wszystkim go nie dźgała, to było strasznie irytujące) i gdy już jego małe przedstawienie zostało dokończone, dopiero rzekł:
- Na pewno nie kulturalnej dyskusji, bo znalazłbym kogoś innego. Zut! Gdzie Twoje maniery? - spytał chłodno, mając świadomość że każdy jej gwałtowniejszy ruch napnie wąską linię, której końcówka była bezpiecznie zaczepiona o metalową część rączki noża w jego kieszeni, co spowoduje że pętla się zwęzi...chyba nie trzeba tłumaczyć co dalej. Póki co, to swobodnie palił swojego papierosa, czekając. Czekając na moment, w którym Krukonka zorientuje się że poruszanie się jest błędem. A czy jest lepszy nauczyciel niż ból?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Oslo, Norwegia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 176
  Liczba postów : 314
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10512-atria-amelia-ashworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10536-animagiczny-anonimowy-alkoholik#289574
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10529-lisner
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10537-atria-amelia-ashworth#289575




Gracz






PisanieTemat: Re: Wrzeszcząca Chata   Pon Lip 11 2016, 02:06

Nie pozostawiał jej wyboru. Chociaż z pozoru to, że jej dotknął nie sprawiło jej żadnego problemu ani nie wzruszyło ją jakoś szczególnie, to w środku niej powoli do życia budziała się furia. Zdecydowanie zbyt mocno naruszył jej przestrzeń osobistą i już dawno powinien dostać porządnego sierpowego, albo oberwać jakimś zaklęciem. Naparła na różdżkę i widziała subtelną zmianę w jego oczach, jednoczośnie kątem oka rejestrując to, co robi z dłońmi. Nie była głupia przecież.
A przynajmniej tak myślała. Rzeczywistość zadawała się jadnak z niej mocno kpić, choć jeszcze o tym nie wiedziała. Chyba zbyt mocno przeceniała siebie. A może za mało doceniała innych. Założyła, że stojący na przeciw niej ślizfgon pozbawiony będzie jakiejkolwiek finezji, czy też umiejętności logicznego myślenia. Z góry założyła, że wie więcej i lepiej, a przewagę daje jej nie pozorny wygląd, zapominając o podstawawowej zasadzie, by nie lekceważyć zawodnika.
Gil sięgnął po papierosa, a ona nie ruszyła się w ogóle. Poza, w której zosatygła pozostawała niezmienna. Potrafiła godzinami zachować przybraną pozycję, jednocześnie nie tracąc refleksu. Jej ojciec miał sposób by nauczyć tego ją i jej braci. Nie pytajcie jaki. Nie był przyjemny i zdecydowanie nie powinny doznawać taich atrakcji dzieki. Jego dłoń ruszyła, najpierw po różce, a wędrówkę swą skończyła na nadgarstku. Atria odprowadziła ją, wzrokiem, marszcząc tylko na ułamek sekundy czoło. Coś nie grało. Nie, nie wiedziała tego. Nie była pewna. Ale jej intuicja wręcz darła się w niebogłosy, że coś jest nie tak, choć nie mogła jeszcze połączyć wątków i wysnuć konkluzje co to jest. Miała za mało informacji. Pozwoliła odsunąć swoją dłoń w której trzymała różdżkę.
-Szkoda mi na nie czasu. - odpowiedziała mu zgodnie z prawdą. Jakby chcąc kupić sobie chwilę, którą będzie mogła poświęcić na myślenie. Coś było nie tak, nie mogła jednak dostrzec jeszcze co to było. Postanowiła tkiwć w tej pozycji w której była. Bez ruchu, tak jak potrafiła. Tkwić i obserwować. Bo jak mawiał ojciec, obserwacja w ponad pięćdziesięciu procentach odpowiadała za powodzenie misji. Spojrzała na Gila kompletnie nie zauważając garoty. Znała ją od dawna, a jednak tym razem przegapiła. Los był naprawdę świetnym komikiem. - Tak samo, jak szkoda mi go na to bezwartościowe spoktanie. Masz ostatnią szansę, żeby powiedzieć czego chcesz. - stwierdziła na koniec, jednak jakby wątpiąc, że uzyska odpowiedź na zadanie pytanie. Im dlużej tu stała tym coraz bardziej nabierała przeczucia, że sam zainteresowany ni wie do końca czego chce. A to napawało ją lekkim niepokojem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Chatou/Manchester
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 80
  Liczba postów : 79
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12996-gilles-de-rais
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12998-how-about-a-magic-trick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12997-listy-do-gillesa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12999-gilles-de-rais




Gracz






PisanieTemat: Re: Wrzeszcząca Chata   Pon Lip 11 2016, 02:27

Rybka połknęła haczyk. Mimo że odnosił dziwne wrażenie, że jego dzisiejsza ofiara jest na znacznie wyższym poziomie niż ludzie na których zazwyczaj zaciska swe sidła, to nie mógł sobie odmówić dobrze wykonanego zadania. Ba, może właśnie z tego powodu powinien czuć się lepiej, bo całkiem nieźle sobie poradził? Teraz nadeszła tylko kulminacyjna scena, jednakże nie zamierzał jej pośpieszać.
- To niedobrze, maniery są istotne - powiedział cicho, posyłając jej pusty uśmiech.
Wtem dotarły do niego kolejne słowa dziewczyny. A więc szkoda jej czasu? Najwyraźniej będą musieli nieznacznie przyśpieszyć ich mała zabawę. Przecież nie mógł być niekulturalny i nakazać damie czekać zbyt długo. Nie przystoi to przecież komuś takiemu jak on, urodzonego w tym zafajdanym rodzie - musiał zachować się kulturalnie i z klasą, a skoro panienka tak bardzo prosiła się aby przyśpieszył wyjawianie swoich celi i planów, to miał zamiar to uczynić. Jego oczy już nie były w fazie przejściowej - soczewki błyszczały groźnym szkarłatem, zwiastując że w jego wnętrzu narodziło się coś wyjątkowo nieprzyjemnego, dodając mu weny twórczej - ba, w końcu czy to co robił na co dzień, to nie była sztuka? Może dość nowoczesną, może wysublimowaną, dla wąskiego grona odbiorców, ale jednak...sztuką. Niektórzy mogliby nazwać go psychopatą, ale to błąd - on był wrażliwym artystą, który uwielbiał otaczające go piękno...a jeszcze bardziej, rajcowało go tworzenie postapokaliptycznych wizji, które to piękno rozwiewało, zostawiając tylko nędzne resztki. To dopiero był piękny obraz.
- Jak sobie życzysz - syknął i spojrzał jej głęboko w oczy. Wypuścił dym, przez półprzymknięte usta, wąskim strumieniem w twarz dziewczyny, po czym sięgnął do kieszeni po nóż - tak, ten nóż, do którego rękojeści przytroczona była jego mała zabaweczka. Nie zamierzał nim oczywiście zrobić czegokolwiek Atrii - po prostu go odrzucił. Konkretniej, rzucił go w ścianę. Garota tnąca którą posiadał była na tyle długa, żeby rozwijać się przez około trzy czwarte tego dystansu - potem, lot noża już tylko zaciskał pętlę na nadgarstku Krukonki, wbijając się głębiej i głębiej. Czas oczekiwania zakończony, w końcu dama nalegała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Oslo, Norwegia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 176
  Liczba postów : 314
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10512-atria-amelia-ashworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10536-animagiczny-anonimowy-alkoholik#289574
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10529-lisner
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10537-atria-amelia-ashworth#289575




Gracz






PisanieTemat: Re: Wrzeszcząca Chata   Sro Lip 13 2016, 16:07

Była głupia. Ah, jakże wielką ignorantką była i nawet jeszcze o tym nie wiedziała. Bo to wszystko dopiero okazać się miało. Niby miała za sobą lata treningów i to nie takich zwykłych i normalnych, mało który pięciolatek zostaje zostawiony na całą noc w lesie sam i rzadko który nastolatek przechodzi egzamin, w którym stawką jest jego życie. A jednak dała się podejść i tak w tak błahy sposób, gdyby jej ojciec się o tym dowiedział z pewnością wyrzuciłby ją na zbity pysk z domu.
Oczywiście, że szkoda jej było czasu na jakiś wyszukany savoir vivre. Znała go na wylot, a jej babka katowała ją zajęciami z tego głupstwa odkąd pamiętała. Całkiem nieźle łączyło się to z zajęciami z aktorstwa, czy może raczej z zajęć "zmiany tożsamości", które też prowadziła z nią i jej braćmi babka. Potrafiła grać wyszukaną damę i słodką idiotkę na zawołanie. I nie były to jakieś udawanki dla przedszkolaków, to były konkretnie obmyślone charaktery z całym zapleczem historii, która miała uwiarygodnić postać i pozwolić w nią wejść. Tu w Hogwarcie miała i mogła być sobą, choć tak naprawdę sama do końca nie wiedziała kim jest.
Obserwowała go uważnie. Czuła w głębi duszy, że wielkim błędem była zgoda na to, by ją dotknął. I zrozumiała to chwilę później. Gilles wyciągnął nóż, na którego widok Atria nawet nie drgnęła. A gdy go odrzucił wszystko jakby zwolniło, choć może i jednocześnie zaczęło dziać się w zawrotnym tempie. Obserwowała nóż w locie i wtedy niewyraźnie mignęła jej garota. Promień słońca, który wpadał do Chaty odbił się od noża wprost na nią. Atria rozszerzyła w zdumieniu źrenice, ale nie miała czasu na to, by dziwić się zbyt długo. Jej myśli weszły na najwyższe obroty, a ciało przygotowało się do fali bólu, która miała nadejść i której wiedziała, że choć w małym stopniu będzie musiała doświadczyć, bowiem nadal nie miała pojęcia gdzie koniec garoty znajduje się i w jakiś sposób ślizgon ją wykorzystał. Standardowo używano jej do podcinania gardeł, to jednak nie wchodziło tutaj w grę. Czyżby w Chacie do razu była ustawiona pułapka? Nie, to nie mogło być możliwe, nie wiedział, że tutaj skieruje kroki. Tak więc musiał znaleźć jakiś punkt zaczepienia, obok, albo na niej. Coś, co przegapiła. Nie ruszała się, wiedząc, że tym sposobem tylko może przyśpieszyć działanie zabójczego sznura. Nóż minął magiczną granicę, a stalowa nitka naciągnęła się, boleśnie wbijając się w jej nadgarstka. Atria nawet nie drgnęła ani nie jęknęła. Czuła już w swoim życiu gorszy ból. W jedne wakacje na przemian łamano i leczono jej kości, by przywykła do bólu, nauczyła się go i zaakceptowała. Musiała działać szybko, a nie ograniczona przez ból doskonale wiedziała co robić. Przełożyła różdżkę do lewej ręki, trochę słabszej magicznie, ale wystarczającej do tego, co zamierzała zrobić. Wycelowała dłonią w swój nadgarstek.
- Lacarnum Inflamarae - mruknęła, a z różdżki wyleciał niewielki płomień, który zaskwierczał w kontakcie ze skórą. Nie miała innego wyjścia. Przecinanie garoty umiejscowionej w tak innowacyjny sposób było ryzykowne, mogła stracić dłoń. Spalenie jej było bardziej logiczne, choć musiała spalić go jednocześnie przypalając sobie skórę dłoni. Sznurek puścił i w końcu przestał zagłębiając się równomiernie w jej skórę. Krzywda jednak się już dokonała. Czuła, jak krew wypływa z jej dłoni. Ale w tej chwili nie mogła się nią całkowicie zająć.- Haemorrhagia iturus- rzuciła, by zatamować krwawienie. Wyswobodzona z garoty i właściwie pewna już momentu, w który została na nią założona spojrzała na chłopaka, szybko analizując fakty i dochodząc do wniosku, że drugiej nie był w stanie założyć. Oby się nie myliła, bo niewiele myśląc, mocno zła ruszyła w jego stronę. Miała jeszcze chwilę, zanim będzie musiała zająć się dłonią. Czuła ból, który jej doskwierał, ale nie dopuszczała go do siebie. Tylko dlatego mogła nadal funkcjonować. Widziała zaskoczenie w jego oczach.
-Episkey - rzuciła znów zaklęcie na swoją rękę, choć doskonale zdawała sobie sprawie, że jest ono za słabe by wyleczyć tego typu ranę. Zaatakowała Gillesa tak szybko, że pewnie się nawet tego nie spodziewał. Mając wyjęte z walki obie dłonie musiała zaatakować nogą.
-Czego chcesz? - powtórzyła raz jeszcze i po raz pierwszy dzisiaj można było dostrzec emocję w jej źrenicach. Nie był to jednak strach, ani ból. Była to złość. I choć mała i niepozorna w tej chwili z wykrzywioną w grymasie twarze mogła przypominać trochę wilę.

Rzuć że pan kostką sobie:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Chatou/Manchester
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 80
  Liczba postów : 79
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12996-gilles-de-rais
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12998-how-about-a-magic-trick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12997-listy-do-gillesa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12999-gilles-de-rais




Gracz






PisanieTemat: Re: Wrzeszcząca Chata   Pon Lip 18 2016, 21:51

(wyniki kości: 4,1 w tej kolejności)
Szczerze mówiąc - udało jej się go zaskoczyć. Nie spodziewał się że tak szybko zorientuje się że ma na sobie jego małą zabaweczkę, a także że przeciwdziała jej tak sprawnie, jednocześnie uszkadzając się trochę bardziej. Najwidoczniej nie trafił na byle kogo - cała sytuacja zaczynała mu się podobać coraz bardziej, poczuł bowiem wyzwanie - miał tą świadomość, że zdecydowanie będzie wyjątkowo zabawnie, a to sprawiało że nawet nudny dzień mógł stać się wspaniałym wspomnieniem. W nagrodę pozwolił jej na podleczenie się nieznacznie. Miał wystarczająco dużo czasu, żeby przełamać resztki jakiegokolwiek oporu podczas gdy dziewczyna wyswobadzała się z jego sideł, jednakże nic nie zrobił. Czekał. Mimo tego że poziom zagrożenia z jej strony wzrósł, niespecjalnie go to obchodziło - mógł zaryzykować, bowiem czy naprawdę ktoś jeszcze był w stanie go skrzywdzić? Żaden ból, niezależnie od tego jak doskwierający już nigdy nie będzie w stanie dopiec mu wystarczająco. Jeśli w rozgrywce stawiał swoje zdrowie lub życie i była to jedyna stawka, to stawał się niesamowicie groźnym przeciwnikiem ponieważ ze swojego punktu widzenia nie miał absolutnie nic do stracenia. A nie ma nic groźniejszego niż ktoś, komu już nie można zaszkodzić. Po wychowaniu jakie przeszedł, jak mógłby obawiać się kogokolwiek lub czegokolwiek? Miał zbyt wiele czasu by nauczyć się że ból to tylko ból, że rany się goją, a blizny nawet jeśli pozostają to nie są niczym więcej niż śladem. Czekał więc, dawał jej chwilę dla siebie, chociaż wątpił by to dostrzegła że najzwyczajniej w świecie dał jej fory. Nie obchodziło go to za bardzo, bowiem doskonale wiedział że jest na wygranej pozycji, niezależnie od tego jak bardzo sprawna w samoobronie jest dziewczyna - on już wygrał psychicznie, teraz wystarczyło to wykorzystać.
Krukonka również się przeliczyła. Mimo że jej cios był błyskawiczny, wręcz doskonały, zapomniała najwyraźniej wziąć pod uwagę że dała mu nadmiar czasu na przygotowanie się na ewentualny kontratak, a co za tym szło, jej wysiłki spełzły na niczym. Obronił się, parując jej nogę dłonią. Trzeba było przyznać, że cios był na tyle silny by go poczuł - gdyby zaatakowała go od razu, bez zbędnego zwracania uwagę na to w jakim jest stanie, prawdopodobnie nie miałby najmniejszych szans na obronę. Jednakże to była jego przewaga - nieznaczna, ale jednak. Gdy dziewczyna została zraniona, potrzebowała chwili żeby się wyleczyć. On nie miał takich problemów, bowiem w swoim szale wszelkie zadane mu rany nie były znaczące - był przystosowany do sprawnego poruszania się, stojąc na granicy śmierci - można wręcz rzec, że już za młodu się przyzwyczaił. Co za tym idzie, nie marnował czasu w ten sposób. Można wręcz nazwać go berserkerem, jednakże czy czyniło go to chociaż trochę mniej groźnym? Nie, wręcz przeciwnie. Sięgnął do kieszeni i po czym uderzył ją pięścią w ramię. Tak w każdym razie to wyglądało. Prawda była trochę inna - Gilles wyjął z kieszeni malutką pinezkę z cienką, acz wytrzymałą nitką i wsunął ją między palce, podczas uderzenia przybijając ją do ubrań Krukonki (jeśli mu się oczywiście udało)
- Ponoć poprzednim razem była ostatnia szansa. Nie lubię ludzi niesłownych - mruknął, zwiększając dystans pomiędzy nimi. Wiedział już, że Atria jest lepsza od niego w walce wręcz, co za tym idzie wolał nie walczyć z nią na tym polu. Wyciągnął z kieszeni dwa noże, tym razem znacznie mniejsze niż poprzedni. Chwała mu za to, że zawsze miał ze sobą pełen arsenał, w przeciwnym razie nie miałby najmniejszych szans, zdał sobie bowiem sprawę że różdżka w wypadku tego konkretnego spotkania jest mało istotnym patyczkiem. W konfrontacji z kimś tak szybkim, nie było czasu na rzucanie zaklęć.
Nóż który wyjął nie był oczywiście zwykłym kawałem żelastwa, bez żadnej finezji - proszę nie obrażać pomysłowości Gillesa. Wszystko miało w sobie jakiś większy cel. Otóż, jeśli ktoś pamięta akcję z nitką przed chwilą - noże na rękojeści miały dziurki, przez które przewleczona była owa nitka, której jeden koniec był aktualnie (oczywiście jeśli się udało) przybity do Atrii. Jak uniknąć rzutu, który sam się naprowadza na daną osobę? Zaraz będzie miał okazję się dowiedzieć. Rzucił oba noże w jej stronę. Jeśli wszystko szło po jego myśli, musiała być aktualnie dość mocno zaskoczona, widząc jak niezależnie od tego jak by nie próbowała unikać, nożyki wędrują za nią.

kości dla pani:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Oslo, Norwegia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 176
  Liczba postów : 314
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10512-atria-amelia-ashworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10536-animagiczny-anonimowy-alkoholik#289574
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10529-lisner
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10537-atria-amelia-ashworth#289575




Gracz






PisanieTemat: Re: Wrzeszcząca Chata   Wto Lip 19 2016, 02:03

Atria była zła na siebie. Głównie dlatego, że dała się tak podejść. Potem zaś dlatego, że aż tyle czasu zajęło jej zorientowanie się w co dała się złapać. Krzywda już się dokonała i doskonale wiedziała, że je prawa dłoń będzie jej doskwierać przez jakiś okres. Zwykłe zaklęcia nie były w stanie od tak wyleczyć takiej rany. Zwłaszcza, że jej mięśnie musiały się na nowo połączyć. Jeśli odzyska czucie w dłoni z końcem tygodnia będzie to nie lada osiągnięciem. Wiedziała też, że będzie musiała ruszyć na Nokturn, by zdobyć składniki potrzebne do uważenia eliksiru, którego przygotowanie zajmuje kilka dni. Wściekła, była po prostu na siebie wściekła. Dobrze, że dzięki przezorności swojej oraz jej trenera w postaci ojca wyszkoliła w sobie umiejętność korzystania z obu dłoni. Choć prawa była jej dominującą ręką, lewą nadal była w stanie rzucać zaklęcia i wykonywać inne czynności.
Jej uderzenie nie poskutkowało i była na to gotowa, głownie dlatego, że zawsze istniało małe prawdopodobieństwo fartu, czy też jak kto wolał szczęścia. To dzisiaj widocznie dopisywało ślizgonowi, bo udało też mu się uderzyć ją w ramię. Odskoczyła prawie natychmiast, wiedząc, że wchodzenie z nim w kontakt nie jest dobrą opcją. Zmarszczyła brwi i zmierzyła go spojrzeniem z drugiego końca chaty. Wielki zwolennik broni białej połączonej z fikuśnymi nitkami. Miała ochotę prychnąć z pogardą, jednak powstrzymała się. Gdyby nie fakt, że jego tanie sztuczki miały swoje mankamenty, być może oberwałaby którymś z noży. Na następny raz zdecydowanie powinien zadbać o lepszy sprzęt. Nic zerwała się a Atria sprawnym ruchem uchyliła się przed lecącymi w jej stronę nożami, które już po chwili wbiły się z charakterystycznym dla siebie dźwiękiem w ścianę za nią.
-Ja zaś takich, którzy marnują mój czas. - mruknęła w odpowiedzi. Już wcześniej dochodząc do wniosku, że nie była do niego nikim więcej niż zabawką. A on nawet nie miał pojęcia kim była. Nie znał jej pochodzenia. Ba, imienia pewnie nawet nie znał. Nie mógł więc nic od niej chcieć. - Drętwota - rzuciła w niego zaklęciem, przed którym nie był w stanie się obronić, bo w ich całej potyczce kompletnie postanowił pominąć różdżkę. Prostym? Jak drut. Banalnym? Nie inaczej, nie zamierzała prezentować mu szerokiej gamy umiejętności, które posiadała. Zarówno tych w walce wręcz, jak i tej na różdżki. Gilles zastygł. A ona uniosła swoją prawą dłoń do oczu mierząc krytycznym spojrzeniem. Tak, eliksir był niezbędny. Czary nie były w stanie wyleczyć tych uszkodzeń. Oczywiście, że mogła w jakiś wymyślny sposób zastawić na niego pułapkę, którą aktywował by zaraz po tym, jak ściągnęła z niego zaklęcie. Tylko po co? Nie zależało jej na tym ani trochę. I mimo, że była zabójcą, to nie chciała nikogo zabijać, póki nie będzie musiała. Doszła do wyjścia Wrzeszczącej Chaty, po czym odwróciła się i zwróciła spojrzenie z powrotem na Gillsa. - Znajdź sobie inny obiekt do eksperymentów. Ja nie jestem zainteresowana. - dodała jeszcze na odchodne. Zdjęła z niego zaklęcie krótkim Finito. Po czym zrobiła kilka kroków od Wrzeszczącej Chaty i teleportowała się do Londynu. Nokturn był pierwszym miejsce do odwiedzenia na jej liście.

Kostki 4 i 5
/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 533
Dodatkowo : szukająca
  Liczba postów : 1322
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11413-oriane-l-carstairs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11414-male-przyjaznie-milosci-i-wrogowie-ori#306244
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11416-shadow#306304
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11415-oriane-leonie-carstairs#306303




Gracz






PisanieTemat: Re: Wrzeszcząca Chata   Pon Kwi 24 2017, 13:36

Większość osób omijało to miejsce szerokim łukiem nie przyjmując nawet możliwości, iż mogliby znaleźć się w środku tej starej chaty tylko po to aby pozwiedzać czy się pobawić. Sama również jeszcze myślała kilka godzin temu. Używając tajnego przejścia w konarze bijącej wierzby dostali się do tego opuszczonego miejsca. Samo przejście nie było jednak łatwe na jakie wyglądało. Dobrze jednak, że nauczyła się odpowiedniego zaklęcia do znieruchomienia drzewa. W przeciwnym razie wylądowali by co najwyżej w Skrzydle szpitalnym.
Na Historii Magii mogli dowiedzieć się jak był oto ważne miejsce dla samego czarnego Pana. Lecz były to już zamierzchłe czasy i raczej nikt nie uprawił tutaj czarnej magii. Chociaż nigdy nic nie wiadomo. Na sto procent człowiek nie może być pewny.
Wchodząc po skrzypiących schodach na samą górę wypowiedziała ciche Lumos aby widzieć gdzie dokładnie stąpa. Schody były stare i mocno zniszczone. W niektórych miejscach miały nawet dziury na wylot. Widok parteru lekko przerażał z tej wysokości. Mimo to Ria szła dalej. Ścisnęła mocniej różdżkę popchnęła pierwsze drzwi jakie tylko mijali. Pierwsze co rzucało się w oczy to stary, zakurzony fortepian od czasu do czasu dający o sobie znać cichym kliknięciem klawiszy. Odwróciła się w stronę swojego towarzysza.
- To chyba będzie dobre miejsce do picia, jak uważasz? - uśmiechnęła się do niego po czym rozejrzała za jakimiś poduszkami czy czymś innym na czym będą mogli usiąść. Było tutaj nawet sporo miejsca i znalazła się również stara kanapa, ale było na niej tyle kurzu, że nie zamierzała ryzykować siadaniem na niej. Zamiast tego uniosła różdżkę do góry.
- Duro- je koniec skierowała w stronę kamieni tworzących kiedyś ścianę odgradzające to pomieszczenie od drugiego. Teraz jednak zamiast gruzu było w tym miejscu kilka wygodnych, dużych poduszek na których spokojnie mogli usiąść. Zadowolona z siebie postanowiła skorzystać z okazji i zamienić kilka mniejszych kamieni w małe smoki. - Draconifors - małe stworki od razu zaczęły latać po pomieszczeniu tworząc małe zamieszanie. Było ono jednak kojące biorąc pod uwagę w jakim miejscu są.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Londyn, magiczna ulica
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 575
  Liczba postów : 719
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5147-maximilian-lamberd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5148p15-serducha-maxa#256539
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9166-sowa-maxa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9158-maximilian-lamberd#256541




Gracz






PisanieTemat: Re: Wrzeszcząca Chata   Pon Kwi 24 2017, 22:04

Można powiedzieć, że Ori działała na mnie ostatnio jak magnez. Non stop byłem przy niej. Bardzo się z tego cieszyłem, bo kto wie co będzie robiła po szkole i czy będziemy mogli się tak często spotykać, na pewno nie. Byłem tego przekonany, bo gdyby Ori nie była na studiach to z pewnością nasze spotkania nie miałyby miejsca w mojej chatce. Cieszyłem się, że ją mam, więc jak tylko zaproponowała mi pójście do Wrzeszczącej Chaty bez wahania się zgodziłem, bo bardzo chciałem z nią spędzić trochę czasu, a może się czegoś jeszcze ciekawego od niej dowiem? Co prawda wiedziałem wiele, Ori bądź co bądź dużo rzeczy mi mówiła, ale jednak przy odrobinie alkoholu może dowiem się czegoś więcej? Co ona robiła w gabinecie mojego przyjaciela? Tego się najbardziej obawiałem, obawiałem się jej odpowiedzi. Chyba nie miała z nim romansu, prawda? Modliłem się w duchu, że takiej odpowiedzi nie będzie jeże nadarzy się okazja na takie pytanie. Ale to była praktycznie noc i co ona u niego robiła o tej porze? Zamiast dać jej szlaban czy odjąć punkty domowi ten widać było, że być zwyczajnie zadowolony z jej obecności. Sam również wyciągnąłem różdżkę, ażeby wspomóc samemu sobie i dziewczynie, ale ta doskonale znała wszystkie zaklęcia, ażeby unieruchomić bijącą wierzbę. Dlatego zaśmiałem się pod nosem i jedynie ciche Lumos umożliwiło mi widzieć nieco lepiej. - Wiesz co myślałem, że w bardziej przyjazne miejsce mnie zabierzesz... -mruknąłem ale gdy dziewczyna działała cuda swoją różdżką uśmiechnąłem się rozglądając na boki. - Teraz to zmienia postać rzeczy... - mruknąłem do niej i westchnąłem. Miałem nadzieję, że nikt już tutaj więcej nie przyjdzie, chyba Ori powiedziałaby mi, że spodziewają się jeszcze jakieś zbłąkane duszyczki. Wyciągnąłem butelkę i oczywiście literatki które zabrałem po kryjomu z domku. Postawiłem na posadzce i wlałem od razu po jednym, głębszym łyku. Picie z siostrą, jak za dawnych dobrych lat.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 533
Dodatkowo : szukająca
  Liczba postów : 1322
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11413-oriane-l-carstairs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11414-male-przyjaznie-milosci-i-wrogowie-ori#306244
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11416-shadow#306304
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11415-oriane-leonie-carstairs#306303




Gracz






PisanieTemat: Re: Wrzeszcząca Chata   Wto Kwi 25 2017, 14:08

Parskając śmiechem usiadła na poduszkach aby w następnej chwili wziąć od swojego brata szklankę z płynnym ogniem. Swego czasu nie przepuściła żadnej okazji aby się napić tego trunku, jednak teraz... Ostatnio doszła do wniosku, że nie ma czasu aby z kimś się spotkać i napić. Nauka, praca i uczenie Gryzka mówienia do niej po imieniu. To wszystko zdawało się ją w jakiś sposób przytłaczać i wprowadzać wolnymi krokami w rutynę z której nie wiedziała w jaki sposób się wyrwać.
- Nie liczy się miejsce mój kochany, a to z kim w nim jesteś. - wygłosiła swoje słowa poważnym tonem po czym wybuchnęła śmiechem. Tak dawno nie czuła beztroski, że już zapomniała jak to jest się śmiać. Na feriach owszem, śmiała się i bawiła wraz z innymi, ale czuła, że nie tylko to robiła. Czuła stres i jakiś niepokój przypominając sobie o nich. Teraz jednak nie musiała tego robić, więc po cholerę o nich myślała? Ogarnij się Ria i ciesz chwilą. Nie wiadomo kiedy nastąpi druga taka.
Widząc jak jeden ze smoczków siada na jej udzie uśmiechnęła się lekko. Delikatnie pogłaskała go palcem po grzbiecie i skierowała swoje spojrzenie na brata. - Will wrócił do Londynu. - musiała mu to powiedzieć. Chciała aby wiedział, że jego kuzyn jest w pobliżu. - Ciekawe czy będzie chciał zostać u mnie w domu. Jeśli tak to będzie to niemożliwe. - wypiła cały swój trunek odstawiając szklankę na podłogę przez co obłoczek kurzu wzbił się w powietrze. - Szkoda, że nie ma tutaj octu. Znam świetne zaklęcie na zamienienie go w wino. Chociaż nie mam pojęcia skąd je znam.... - to był jedynie delikatny przebłysk mający za zadnie pobudzić jej pamięć do pracy. Bo nie mogła pamiętać, że po raz pierwszy użyła go z Lucasem w chatce w zakazanym lesie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Londyn, magiczna ulica
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 575
  Liczba postów : 719
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5147-maximilian-lamberd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5148p15-serducha-maxa#256539
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9166-sowa-maxa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9158-maximilian-lamberd#256541




Gracz






PisanieTemat: Re: Wrzeszcząca Chata   Wto Kwi 25 2017, 18:16

Ja również nie miałem na to zwyczajnie czasu. Nie zawsze jest tak jakbyśmy tego chcieli. Praca i przede wszystkim odpowiedzialność. Pracowałem w Hogwarcie więc nie mogłem sobie pozwolić na jakiekolwiek wygłupy z mojej strony. Byłem jednak odpowiedzialnym czarodziejem i nie po to walczyłem o tę posadę, ażeby szybko się z nią pożegnać. Co prawda nie była to moja wymarzona rola, bo jednak najbardziej chciałbym uczyć, być nauczycielem, ale cóż. Dobre i to. A może z czasem przekupi dyrektora i będzie mógł nauczać? Znajomości są bardzo ważne, a nawet nie wiem czy nienajważniejsze. - Wiem, masz rację. - mruknąłem do niej. Nie chciałem już dalej wypytywać o te jej problemy z Lucasem. Nie chciałem psuć atmosfery, a z pewnością bym ją wtedy popsuł. Spojrzałem na siostrę kiedy ta wspomniała o Willu. Fajnie. Nie miał nic do niego, ale na pewno nie łączyła ich taka relacja jak z Ori. Może różnica wieku, a przede wszystkim poglądów. Był idealnym ślizgonem swojego czasu, Ori odstępowała od reszty ślizgonów, przynajmniej przy mojej osobie. A co ona tam dalej robiła to już nie wnikał. - A czemu? - zapytałem. Dlaczego nie mógł z nią zamieszkać? Szczerze powiedziawszy nie chwaliła mi się nigdy gdzie, ani z kim mieszka, bo to były zbędne informacje. Widywaliśmy się w szkole i to im wystarczało. - No niestety za moją pazuchą była tylko ta jedna butelka. - mruknąłem do niej i uniósł szklankę w geście toastu i łyknął całą zawartość. Des kolejny raz się do mnie nie odzywała. Niby przepraszała, że już nie będzie i w ogóle, ale po naszym pierwszym spotkaniu po jej zniknięciu zniknęła po raz drugi. Czemu? Może znowu coś się stało. Chciałem jej jakoś pomóc, ale przecież nie mogłem się wiecznie domyślać co się u niej takiego dzieje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 533
Dodatkowo : szukająca
  Liczba postów : 1322
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11413-oriane-l-carstairs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11414-male-przyjaznie-milosci-i-wrogowie-ori#306244
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11416-shadow#306304
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11415-oriane-leonie-carstairs#306303




Gracz






PisanieTemat: Re: Wrzeszcząca Chata   Pon Cze 05 2017, 22:42

Nie zastanawiała się długo nad odpowiedzią. Alkohol potrafił skutecznie rozwiązać język i człowiek mówił wtedy nie myśląc nad swoimi słowami. Czasami przydatna była ta umiejętność, jednak wiadomo jak to z nimi była. Często wymykają się z pod kontroli.
- Nie mam ochoty na jego kazania i słuchanie jak to on się nie przejmuje mną. W sprawie zaręczyn nawet słowem nie pisnął. A Christian nadal gdzieś tam jest. Może nie w szkole, ale czasami mam wrażenie, że stoi pod moimi drzwiami mając zamiar zaraz zapukać. - i jak to była z alkoholem we krwi często nie umiesz trzymać się jednego tematu. Zaczynasz kolejny chociaż nie ma on związku z pytaniem twojego towarzysza od butelki. Czemu akurat wzmianka o jej narzeczonym mimo woli? Bo tak. A czemu nie. Niby kto jej zabroni?
- Coś wymyślimy. - mrugnęła do niego nalewając sobie trunku do szklanki. Dziś miała naprawdę dobry dzień na picie. I dobrze jednak, że nie robili tego w chatce gajowego. NIe chciałaby aby to przez nią jej ukochany brat wyleciał z pracy.
- Ty mi lepiej powiedz kochany co zamierzasz zrobić w związku z Destiny. - spojrzała na niego wymachując szklanką na lewo i prawo. Tak dawno nie piła, że kilka łyków i już mogła śpiewać serenady pod oknami nauczycieli. Więc tym lepiej, że nie byli w szkole. - Bo chyba nie dokończyliśmy tego tematu....
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Wrzeszcząca Chata   

Powrót do góry Go down
 

Wrzeszcząca Chata

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 21 z 21Idź do strony : Previous  1 ... 12 ... 19, 20, 21

 Similar topics

-
» Serce zakazanego lasu
» Wrzeszcząca Chata
» Za Wrzeszczącą Chatą
» Chata szalonego szamana
» Tymczasowa "Chata Wróżki"

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Wrzeszczaca chata
-