IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Małe boisko

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 5, 6, 7 ... 10 ... 14  Next
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Dania, Kopenhaga
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 510
  Liczba postów : 1383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6313-mathilde-olivia-villadsen#177625
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6324-zagraj-ze-mna-na-pianinie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6376-poprosze-najladniejsza-pocztowke#179438
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7164-mathilde-olivia-villadsen#204301




Gracz






PisanieTemat: Małe boisko   Pią 13 Gru - 18:23

First topic message reminder :


Małe boisko

Znajduje się kilka kroków za głównym boiskiem, a prowadzi do niego wydeptana ścieżka, którą można odnaleźć bez problemów nawet w zimie! Powstało dla uczniów, którzy pragną uzewnętrznić swoje emocje w sposób fizyczny! Oczywiście nie tylko o takie kwiatki tutaj chodzi. Rozchodzi się tu również o liczne treningi, które czasem nakładały się na siebie i wymagały rezygnacji, którejś z grup młodzieży oraz przejściu na inny dzień. Nauczyciele quidditcha, zatem doszli zgodnie do porozumienia, że potrzebują trochę dodatkowego miejsca na mini boisko, gdzie można przeprowadzać rozgrzewkę i uczyć zawodników jakiś ciekawych manewrów! Zatem nie zastanawiając się długo poprosili dyrektora o zagospodarowanie części błoni. Tak też się stało.
Zatem to tutaj znajdziesz mniejsze boisko, które ogrodzone jest wysokim płotkiem, który zdobią herby czterech domu Hogwartu. Niestety boisko nie jest wyposażone we własne szatnie czy składzik, w którym przechowywane są kafle, zastępcze miotły czy ochraniacze i to jest główna niedogodność, z którą należy się uporać, czyli należy korzystać z dobudówek głównego boiska i tam pozostawiać swoje rzeczy.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Buenos Aires, Argentyna
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 406
  Liczba postów : 371
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8029-phoenix-iris-faraas
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8103-pif-paf
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8222-colorado#227644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8106-phoenix-i-faraas




Gracz






PisanieTemat: Re: Małe boisko   Nie 15 Cze - 21:26

Nie było wyjścia. Była z Argentyny. Musiała umieć dobrze latać na miotle. To się samo przez się rozumiało. Argentyńaskie dzieci rodziły się z umiejętnością utrzymywania się na miotle. Prawie wszystkie. Ja jakoś los ominął. Jakby nie dość, że zrobił grubą, to jeszcze asportować. No ale, sytuacja się zmieniła. Obóz pomógł zrzucić zbędne kilogramy, jednak strach do latania pozostał. Phoenix jednak wychodziła z założenia że każdy strach da się przezwycięży i skoro udało jej się schudnąć to i latać na miotle wyśmienicie się nauczy.
Początki były okropne. Spadała z tej miotły co chwila. Wcześniej na nią w ogóle nie wsiadała, bojąc się, że ta złamie się pod jej ciężarem. Teraz w swojej mini wersji nie musiała już się tego obawiać. Nie zmieniało to faktu że nadal właśnie tego się bała. Że miotła złamie się pod jej ciężarem. Może i wyglądała inaczej, ale w środku nadal była tą wielką grubaską. Westchnęła i spojrzała na boisko z miotłą u dłoni. Czas najwyższy był by rozpocząć cowieczorny trening. Jak na razie udało jej się unikać innych ludzi, sama nie wiedziała jakim cudem, miała jednak nadzieję, że własnie tak pozostanie. Nie czuła potrzeby tłumaczenia, czemu ćwiczy latanie. Zwłaszcza, że już dawno powinna to umieć.
-No to zaczynamy. - mruknęła do siebie i weszła na miotłę, unosząc się w górę. I już wiedziała, że dzisiejszy dzień nie należał do jej szczęśliwych. Para oczu właśnie wpatrywała się w nią z ziemi. Nix zgrzytnęła zębami i skierowała miotłę ku ziemi. Zamierzała po prostu ruszyć do zamku próbując zignorwać osobnika. Miała tylko nadzieję że ten, nic do niej nie powie. Jakże sromotnie się myliła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Galihan, Francja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 695
  Liczba postów : 952
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6249-philippe-dominique-lorrain
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6250-filipowy-natlok-ludzi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6251-zrobie-sobie-poczte-stac-mnie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7181-philippe-dominique-lorrain#204379




Gracz






PisanieTemat: Re: Małe boisko   Nie 15 Cze - 22:03

Zakończenie roku, kolejny bal, kolejne kobiety. Wszystko wracało do normalności. Nawet Adrienne zdawała się nieco zmądrzeć, zacząć interesować czymś więcej niż czubek jej własnego nosa. Rodzina... Co z Soph? Tego nikt nie wie. Wiedziałby, gdyby otaczający go świat był światem idei, a nie ludzi. Mógłby wtedy znaleźć informacje w jakiejś eteryczniej formie, bez bawienia się w listy i przechwytywania ich przez Celie, która ostatnio coraz bardziej działa Philowi na nerwy. Rodzina... Jej się niestety nie wybiera. Za miast tego mógł zadecydować o sposobie spędzania wolnego czasu. Już nie chciał czytać, pochłonięty jakimś ogromnym smutkiem po wyjeździe Penelopy. Los tak chciał, tak miało być. Quiddith? Tak, to dziś dla niego była dobra forma na popołudnie. Trzeba było spróbować!
Choć nigdy nie był fanem tego sportu, to jednak go uwielbiał. Fakt, ze jako opanowany i melancholijny człowiek, raczej nie chętnie się do tego przyznawał. Niestety, ludzie z równie wielki zamiłowaniem do tego sportu co on najczęściej okazywali się bezmózgimi karkami, którzy mają trudności z przedstawieniem się, a co dopiero z powiedzeniem paru sensownych zdań. Nie to, by mu przeszkadzała ludzka głupota, po prostu wolał być z nią nie kojarzony. Juz wolał uchodzić za ćpuna od trawki, który w swoim świecie ideałów zapomina o rzeczywistości. Choć pewnie i tak przez większość był odbierany jako prefekt. Śmieszne, że ci ludzie na prawdę widzieli w nim dobrą osobę na to miejsce. W końcu nie raz i nie dwa łamał regulamin szkolny w najpaskudniejszy sposób, czyli świadomie. Teraz na szczęście nie mieszkał na zamku, wielu nie wiedziało o jego grzeszkach.
Przyszedł na boisko, ze zdziwieniem stwierdzając, że ktoś miał równie dziwny pomysł jak on i próbował śmigać na miotle to tu to tam. Czy on równie źle sobie z nią radził? Chyba nie, jednak wolał nie sprawdzać. Latał ostatnio... Eh, kiedy to było. Wierzył jednak, że takich rzeczy się nie zapomina, a skoro wiara czyni cuda, to może i dziewczynie pomoże?
Nagle przyglądał się, jak przy samej ziemi jej wiodła nie do końca jej słucha, a samo lądowanie nie należy do najbardziej udanych. - Wszystko w porządku? - Podjął temat, jakby z poczucia obowiązku, że musi odpowiadać za tę bandę osób ze szkoły. Zam z siebie w końcu nie robił za duszą towarzystwa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Buenos Aires, Argentyna
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 406
  Liczba postów : 371
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8029-phoenix-iris-faraas
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8103-pif-paf
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8222-colorado#227644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8106-phoenix-i-faraas




Gracz






PisanieTemat: Re: Małe boisko   Wto 17 Cze - 17:28

Samotność. Tego chciała? Czy oczekiwała zbyt dużo? Wychodziło na to, że jednak tak. I nie to nie tak, że potrzebowała być sama, by przemyśleć jakies wielkie sprawy w swoim życiu, albo na świecie. Nie, ona pop prostu potrzebowała być sama bo nie lubiła gdy ktoś oglądał jak robiła rzeczy, które nie wychodziły jej zbyt dobrze. Wolała uchodzić za osobe, która jak się za coś bierze, to robi to idealnie. To jej pomogało w zyciu. Gdy była gruba, ludzie często podchodzili do niej sceptycznie. Musiała zawsze wszystko udowadniać. To, że jest fajna, to ze mądra, to że coś potrafi. urodziwych z góry uważano za miłych, choć często nie było to prawdą. Latanie było jej piętą achillesową, znamionem i chciała dojść do poziomu którym mogłaby latać wśród ludzi bez bezgranicznego wstydu nad swoją umiejętnością. Niestety wszyscy jej to zgrabnie uniemożliwiali. Zsiadła niezdarnie z miotły., którą rzuciłą na ziemię. Uniosła dłonie i poprawiła kitkę, w którą związała wcześniej włosy.
Wszystko w porżadku? - zapytał jej intruz. OCZYWIŚCIE, ŻE NIE. W głowie się nie mieści, jak z kogoś ust momgło wyjść ttakie pytanie. Nie, nie było w porządku. Miała być tutaj sama. Własnie dlatego wybrała własnie tą porę. Ale nie!Bo po co zająć się sobą w samotności.
-Litości-mrukneła do siebie w swoim jeżyku wywracając oczami, ale chłopak nie mógł tego zobaczyć. Przestąpiła z nogi na noggę. Była zła. Ale nie potrafiła się też długo gniewać, bo nie byłaby sobą.
-Myślałam, że bedę t sama.-mruknęła do niego z lekko nutą wyrzytu, ale nie jakoś tak wrednie, tylko tak po Nixowemu. Co zrobić, że przyszedł jej przeszkadzać, przecież to nie jej wina, że trochę ją wkurzył, nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Galihan, Francja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 695
  Liczba postów : 952
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6249-philippe-dominique-lorrain
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6250-filipowy-natlok-ludzi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6251-zrobie-sobie-poczte-stac-mnie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7181-philippe-dominique-lorrain#204379




Gracz






PisanieTemat: Re: Małe boisko   Wto 17 Cze - 22:32

Ona chce litości? Jakby co najmniej robił jej zdjęcia do obserwatora jak to beznadziejnie lata. Już leciał, na pewno chciał jej sprawić "bul i rzal"... A tak na serio, to po prostu się spotkali. Czysty przypadek, jak wiele innych które jeszcze oboje w życiu czeka. To los steruje naszym życiem, nie można mieć wszystkiego zaplanowane, a nawet najlepsza pora dnia dobrana na latanie nie gwarantuje sukcesu. Skoro mieli się spotkać, to tak wyszło, siła wyższa i nic więcej. Na prawdę, z takim podejściem wszystko jest prostsze. Philippe na przykład już niejednokrotnie z tego korzystał, by powiedzieć sobie, ze to na tych zajęciach nie przyszło mu być, to tamtego miał najwyraźniej nie zrobić, skoro mu się nie udało. Zero pretensji do eteru, piękne nie? Pozwalające wyluzować, wziąć w dech, pomyśleć o tym co się w takim razie zrobi z monetę, którzy przyszło przeżyć. Fakt, rozmyślanie co byłoby gdyby się nie spotkali jest melancholijne, zdarzało się czasem Philowi, ale szybko zostało wypierane przez myśl "Co by było, gdyby ten moment był idealny?" czyli zawarty w świecie idei, gdzie wszystko ma swoją postać, a nie konkretne cechy. W nim to łóżko jest łóżkowate, drzwi drzwiowate... Nie trudno powiedzieć, nie? A teraz spróbuj to sobie wyobrazić, znaleźć tego istotę. Niech książka nagle straci kształt, fakturę, barwę, objętość. Zostanie książką uniwersalną, która może zawierać każdą treść, bo jest wszystkim i niczym jednocześnie. Tak... Właśnie takie podejście towarzyszyło też temu spotkaniu. Philippe nie był zły, że dziewczyna burczała coś pod nose, że w sumie nie powiedziała mu nic, czego nie dało się domyślić. Był krukonem, wiedział co to szukać samotności, znał najróżniejsze sposoby dążenia do niej. Teraz chciał po prostu odreagować. Również ten brak osób sobie najbliższych.
- To chyba nieco nierozsądne trenować samemu. Gdyby ci się coś stało nie miałby kto nawet wezwać pomocy, co? - Stwierdził, ciągle obarczonym ciężarem bycia prefektem. Powoli przyzwyczajał się, że to sposób myślenia, a nie tylko plakietka przy mundurku szkolnym, który swoją drogą prędzej mógłby służyć do wycierania kibli niż noszenia na ramionach.
Wbrew pozorom Philippe nie szukał zwady, nie chciał się wywyższać, upominać czy tworzyć innych nieprzyjemnych sytuacji. Zawsze było mu daleko do przejmowania się teraźniejszością. Po chwili więc zmienił ton, nie mogąc dłużej zachowywać się jak jakiś nadęty dupek, który gdy był mały zwracał mu na wszystko uwagę. Wtedy jeszcze uważał, że prefekci to brzydcy frajerzy... Eh, jak ten czas szybko leci.
- Z resztą, co ja ci tróje. Wyglądasz na dużą dziewczynę, dasz sobie rade. A tak w ogóle to Philippe jestem. - Wstąpił na nieco bardziej towarzyską stopę rozmowy. Nie kojarzył dziewczyny, więc pewnie była kimś z nowych uczniów z wymiany. Choć może nie? W sumie krukon mało kogo kojarzył. Z twarzy mu się zdarzało, imion nigdy nie pamiętał. Czase nawet zastanawiał się czy jeszcze pamięta imię "Taitiane", które swego czasu sporo zmieszania w jego życiu wprowadziło. Nie wspominając o takiej Cornelii czy Chairze, które tylko czasem przemykały przez jego myśli, bardziej jako twarze niż imiona. Tyle osób się przez jego życie przetoczyło, że wolał nie pamiętać wszystkich. Jeszcze przemijanie wprowadziło by go w rozmyślanie, a tego nikt by nie chciał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 212
  Liczba postów : 195
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3264-nauczyciele-fabularni
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6623-lazare-osiris-limier#186310




Specjalny






PisanieTemat: Re: Małe boisko   Sro 18 Cze - 14:40

//misiaczki, przepraszam, ale trening był zaklepany wcześniej, niż zaczęliście, zapraszam na lekcję prezent dla Nev ^^


Lazare już od dłuższego czasu był zaangażowany w treningi drużyn Quidditch’a. Od dłuższego czasu chciał też zorganizować jakiś trening, jednak cały czas coś mu wypadało. Wiecie jak to jest, praca, praca, no i jeszcze raz praca. Żadnego życia prywatnego, cały czas Hogwart. Jednak gdy zobaczył co dzieje się na treningu Krukonów, postanowił, że nie może dłużej czekać. Przekraczało to wszelki granice, żeby kazać uczniom grać w buldgera, który był nielegalny, żeby „podszkolić ich umiejętności” – a raczej na pewno posłać ich do szpitala? Tak nie mogło dłużej być. Postanowił o tym wspomnieć na dzisiejszych zajęciach z latania. Gdy wszedł na boisko, stało tam już kilku uczniów, czekających na pana profesora. Poczekał jeszcze jakieś dziesięć minut i rozpoczął swój wywód, wywracając przy tym raz po raz oczami na znak, że nie jest w stanie pojąć, jak można wpaść na taki pomysł.
- Witajcie na kolejnej w tym roku lekcji latania. Kto jakimś cudem jeszcze o mnie nie słyszał, nazywam się Lazare Limier i uczę Was śmigania na miotle dookoła boiska – mruknął, zerkając na uczniów wpatrzonych w niego z lekkim znużeniem. Nie wiedział po co to mówi, większość nie przyszła tu słuchać o pierdołach, W rzędzie przed uczniami leżały miotły, każda obok siebie. Dzisiaj nie ma równych i równiejszych, wszyscy latają na tych samych miotłach, starych, zużytych, szkolnych. – Mam nadzieję, że żadnemu z kapitanów drużyn nie przyjdzie do głowy kazać grać swojej drużynie w buldgera na treningu. Ostrzegam, jeszcze jeden taki numer, a inaczej sobie porozmawiamy. Przejdźmy jednak do właściwej części zajęć. Proszę stanąć przy miotłach, każdy po lewej stronie swojej. Zaczniemy od czegoś, czego chyba nigdy z Wami nie trenowałem, a co powinniście umieć. Wyciągacie rękę nad miotłę i mówicie do mnie. Do mnie! – dodał nauczyciel, żeby zaprezentować jak powinno wyglądać dobrze wykonane zadanie. – Teraz wasza kolej, do dzieła – uśmiechnął się szeroko i zaczął chodzić dookoła uczniów, patrząc, jak idzie im zadanie.

Miotła:
 


Limier dał im na wykonanie zadania około pięciu minut, nie za mało, nie za dużo. Komu miało się udać, temu się udało. Kto nie potrafi sobie poradzić z prostym przywołaniem miotły do siebie może nie powinien w ogóle przychodzić dzisiaj na te zajęcia? Rozczarowanie w jego oczach mówiło tak wiele.. jednak starał się tego po sobie nie pokazywać i po upłynięciu wyznaczonego przez siebie czasu postanowił, że teraz potrzeba im rozgrzewki. Krótkiej, niezbyt intensywnej, ponieważ ważniejsze jest skupienie się na grze, niż na kondycji. Nad tym każdy powinien pracować sam. – Dobrze, teraz wskakujcie na miotły i do dzieła. Waszym zadaniem jest przebycie boiska w jak najkrótszym czasie. Uważajcie jednak, ponieważ tłuczki cały czas na Was polują! – Limier zaczarował kilka tłuczków tak, by celowały idealnie w uczniów, próbujących pokonać slalom z tyczek ustawionych na całej długości boiska. Nie wznosili się na dużą wysokość, bo jakieś 5-6 metrów, jednak jeśli spadnie się z takiej wysokości, pobyt w Skrzydle Szpitalnym z pewnością gwarantowany.

Rozgrzewka:
 

Profesor obserwując starania uczniów co jakiś czas poprawiał zaklęciem tyczki, które oni uparcie cały czas przesuwali. Slalom nie jest przecież aż tak trudny, prawda? Przynajmniej tak wydawało się profesorowi do momentu, gdy zobaczył jak wygląda on w wykonaniu jego uczniów. Załamany po skończonej rozgrzewce podszedł do nich, starając się brzmieć spokojnie. – W porządku, teraz kolej na właściwy trening. Jak widzicie, boisko podzieliło się już na trzy części. W jednej z nich będą pałkarze, którzy mają za zadanie trafić w zaczarowane manekiny latające na miotłach. W drugiej części ścigający będą ćwiczyć podania. W trzeciej części obrońca będzie natomiast bronił trzech miniaturowych pętli przed zaczarowanymi kaflami, które są pomniejszone i wielkością przypominając raczej mandarynkę. Szukający natomiast ma do dyspozycji całe boisko. Jego zadanie, jak zawsze, jest złapanie złotego znicza. Powodzenia! – Limier odsunął się na lewą stronę boiska, doglądając bacznie treningu i co chwilę rzucając jakieś uwagi w stronę zawodników. Po zakończeniu treningu udał się do zamku, myśląc, jakby tu zachęcić ich do większej mobilizacji.

Pałkarz:
 

Ścigający:
 
Obrońca:
 

Szukający:
 

Limier po zakończonym treningu podziękował wszystkim i ruszył wolno w stronę zamku.

Robicie zt, czas na napisanie macie do soboty, do godziny 10:00, wszystkie posty napisane po tym terminie nie będą już liczone. Miłej zabawy! Jeśli ktoś jest już w drużynie, gra na swojej pozycji, jeśli nie jest, może sobie wybrać ewentualną, na jakiej chciałby być.

Kod:
<zg>Kostki - miotła:</zg>
<zg>Kostki - rozgrzewka:</zg>
<zg>Kostki - pałkarz/obrońca/ścigający/szukający (wybierz odpowiednie):</zg>
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 134
  Liczba postów : 158
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8568-lindsey-e-windstow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8569-ponura-linds
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8570-lindsey-ma-sowe-wow#242139
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8571-lindsey-windstow#242145




Gracz






PisanieTemat: Re: Małe boisko   Sro 18 Cze - 15:12

Lindsey pojawiła się na boisku, idąc spokojnym krokiem i rozglądając się po okolicy. Lekcje latania zawsze jej się podobały, a Quidditch uważała za przyjemny i zabawny sport, niemniej pomimo swoich zamiłowań nie była w drużynie, bo może i umie grać solo, ale nie idzie jej, gdy trzeba współpracować. Zawsze to jednak fajnie wyjść i polatać trochę, nawet, jeżeli to lekcja - bo czemu nie? Tym bardziej, że nie mogła przypomnieć sobie, kiedy ostatni raz latała, tak więc nawet jeżeli nie pójdzie jej zbyt dobrze, to ćwiczenia będą przyjemną odmianą. Dzisiaj była także bardziej wyspana niż zazwyczaj, bo udało jej się zasnąć już po północy. Nie była pewna, czemu poczuła aż takie zmęczenie, ale tym lepiej dla niej - w końcu to więcej energii do wykorzystania. Po raz kolejny pojawiła się w miejscu wyznaczonym na lekcję dość wcześnie, co za przypadek, bo nawet nie starała się pospieszyć. W końcu się spóźni i dostanie za swoje lenistwo, ale póki nic się nie stało, to nic się z tym nie zrobi.
Zastanawiała się, kto pojawi się na lekcji. Na pewno nie zobaczy tu Meadow, dziewczyna nie lubi latania. Lindsey zaśmiała się złośliwie na wspomnienie tego, że jej siostra spada z miotły prawie za każdym razem, gdy już na nią wsiądzie.
Stanęła w rogu boiska i zapatrzyła się w niebo z zamiarem czekania na wszystkich, bo co innego miałaby w tym czasie robić - a na pewno niedługo przyjdą, prawda? Po jakimś czasie na boisku pojawiło się kilku uczniów, a w ciągu kolejnych dziesięciu minut - nauczyciel. Dziewczyna odetchnęła z ulgą. Wysłuchała profesora, po czym z łatwością przywołała do siebie miotłę jednym, zdecydowanym "Do mnie!". Z miotłą poszło jej dobrze, to już coś!
Niestety rozgrzewka to już inna bajka. Białowłosa nie umiała w ogóle zapanować nad miotłą i chyba cudem żaden tłuczek jej nie trafił. Starała się, ale widać, że długie niećwiczenie nie wyszło jej na dobre. Gdy ledwo dysząc w końcu zsiadła z miotły, skuliła się pod spojrzeniem nauczyciela.
Po niefortunnej rozgrzewce zaczął się właściwy trening, co dziewczyna przyjęła z ulgą. Teraz już coraz lepiej udawało jej się sterować miotłą i parę razy widziała znicz kilka metrów od siebie, ale zawsze uciekał, nim dziewczyna w ogóle się do niego zbliżyła. W pewnym momencie o mało co nie spadła z miotły podczas rozpaczliwej próby złapania skrzydlatej piłeczki, ale na szczęście nic jej się nie stało. Jednak przez cały ten czas nie udało się jej nic złapać. Co za szkoda.
Gdy w końcu zeszła na ziemię, była wymęczona po długich i bezowocnych próbach pochwycenia znicza, ale uśmiechała się szeroko. Jednak latanie to jest to! Nie rozumiała, jak Meadow może nie lubić tego sportu. Podziękowała nauczycielowi za zajęcia i wyszła z boiska, dalej z zadowoleniem na twarzy.

Kostki - miotła: 3
Kostki - rozgrzewka: 1
Kostki - szukający: 3 + 6 = 9

/zt


Ostatnio zmieniony przez Lindsey Windstow dnia Sro 18 Cze - 18:39, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 128
Dodatkowo : ścigający
  Liczba postów : 155
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8507-matthew-temples
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8508-gryze-drapie-ryje-banie-ale-moze-ktos-sie-skusi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8528-sowka-matta#241270
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8526-matt#241268




Gracz






PisanieTemat: Re: Małe boisko   Sro 18 Cze - 15:44

Yaay! W końcu lekcja latania czyli jedyna okazja kiedy Matthew mógł zapomnieć o otaczającym go świecie i wyszaleć się za wszelkie czasy! Na lekcje pojawił się punktualnie zupełnie jak nie on i do tego z wielkim bananem na twarzy. Na szczęście profesor zjawił się szybko więc Matt nie musiał się długo niecierpliwić.
-Do mnie! - powiedział stanowczo do miotły. W sumie zanim skończył mówić miotła już spoczywała w jego dłoni. Ach, nie ma to jak władczy pan Temples. Poczekał chwilę na dalszą część zadania i już mu się podobało to pole z przeszkodami. I te tłuczki... nie ma to jak nutka adrenaliny. Szybko wskoczył na miotłę i ruszył.
Jak się okazało nie miał najmniejszych problemów z tłuczkami jednak tyczki trochę mu przeszkadzały i zdarzyło mu się zahaczyć o niektóre z nich. Ech, co za wstyd! Będzie musiał się katować aż poprawi koordynację!
Na właściwy trening wybrał pozycję szukającego czyli swoją ulubioną. Generalnie był w tym niezły ale chyba jednak nie dziś bo ani razu nie dostrzegł znicza (bo z dogonieniem go nie powinien mieć problemu). Przynajmniej na trawie coś błysnęło i kiedy podleciał okazało się, że znalazł jednego galeona. Ale za to ten wzrok profesora... co za obciach! Na szczęście trening zleciał mu szybko i mógł iść pospacerować po terenie zamku.
/zt

Kostki - miotła: 3
Kostki - rozgrzewka: 3
Kostki - szukający: 3 i 3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 26
Skąd : Palermo, Italia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 701
Dodatkowo : Wilkołactwo
  Liczba postów : 545
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2688-fabiano-francesco-martello
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6689-no-chodz-wilczku-kici-kici#189311
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2698-poczta-fabiana
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8636-martello




Gracz






PisanieTemat: Re: Małe boisko   Sro 18 Cze - 15:53

Nie wnikając w powody dość długiej absencji Martello w treningach Quidditcha, należy zaznaczyć, iż nie była ona spowodowana zachcianką chłopaka. Do niedawna (jakieś pół roku temu) grał na pozycji pałkarza, zrzucając z mioteł szkolnych badboyów. Obecnie, choć nie zjawiał się na treningach, a jego forma cóż, powiedzmy nie była zbyt dobra postanowił zjawić się na lekcji latania, choć niektórzy pewnie będą uważać, że takiej nie potrzebuje. Zabrał więc swój włoski tyłek i przytargał go aż na małe boisko. Skinął głową profesorowi i stanął sobie tuż przed nim jakby nigdy nic, jakby ostatnio nie był tutaj taki szmat czasu. Huh, Fabiano musiał być daleko w tyle ze szkolnymi nowinkami, często był niedzisiejszy. Naprawdę jacyś idioci grali tą beznadziejna grę w ramach treningu? Włoch ograniczył się do pobłażliwego uśmiechu. Następnie, wziął pierwszą lepsza miotłę i wziął się za wykonywanie polecenia nauczyciela. Przez chwilę miał wrażenie, że znów jest na pierwszym roku. Nie skomentował jednak poziomu tego ćwiczenia, najwyraźniej komuś jest ono potrzebne. wyciągnął standardowo rękę nad miotłę i mruknął władczo umówioną formułkę. Ku zdziwieniu Włocha, miotła ani drgnęła! Fabiano, trochę zniecierpliwiony, powtórzył czynność, jednak wciąż bez skutku. Uniósł wysoko brwi, zły na siebie, po czym prawie niezauważalnie podniósł jak ostatni mugol miotłę z ziemi. Starał się przy tym nie mieć zawiedzionej miny, żeby w razie czego udawać, że nic właściwie się nie stało. Wzruszył ramionami, nie do końca pozbywając się lekkiego zdenerwowani, które najwyraźniej wpłynęło na następne zadanie. Rozgrzewka, którą było jak najszybsze przebycie slalomem  boiska, unikając atakujących tłuczków nie zaliczała się do najtrudniejszych, chociaż Fabiano spotkał się z niecodzienna dla siebie sytuacją unikania tych ruchliwych piłek - zazwyczaj to on nimi kierował. Szło mu całkiem nieźle, choć druga połowa dystansu nie wyszła mu najlepiej.
W końcu Limer przeszedł do właściwej części treningu. Fabiano zajął swoją cześć boiska, otrzymał przedmiot, bez którego czuje się nieswojo w tym miejscu i [przystąpił do dzieła. Wyszło mu oczywiście świetnie. To jest to, w czym jest naprawdę dobry. Mógłby jeszcze poćwiczyć nad motoryka, która uległa prawie zanikowi przez tą okropną przerwę. Fabiano poczuł, że Quidditch jest własnie tym, czego teraz mu trzeba. Może warto znowu zapisać się do drużyny? Choćby jako rezerwowy.
Skończywszy swoje ćwiczenie, pożegnał sie z profesorem, odłożył palkę i miotłę, po czym udał się do szatni.
zt

Kostki - miotła: 4
Kostki - rozgrzewka: 3
Kostki - pałkarz 4
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 98
  Liczba postów : 99
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8009-nina-goldrey#224330
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8133-ukocham-kazdego
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8367-nina-goldrey#235625
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8134-nina-goldrey#226097




Gracz






PisanieTemat: Re: Małe boisko   Sro 18 Cze - 15:56

Nina może i lubiła gry miotlarskie, nawet bardzo ale raczej jako kibic. Treningi zdecydowanie nie były dla niej. Może i to sobie wmawiała albo naprawdę była kompletną sierotą ale nie sądziła by miała do tego odpowiednią kondycję. Była raczej krucha i nieporadna, tłuczek by ją chyba zabił gdyby zdjął ją z miotły. No ale czasem musiała się pojawić nawet na zajęciach, które wymagały wysiłku fizycznego, a nie tylko psychicznego. Dodatkowo zmotywował ją fakt, że ich pan profesor był niezłym ciachem. Dla niego mogła się trochę poobijać.
-Do mnie! - krzyknęła na miotłę. Dziś miała naprawdę bojowe nastawienie. Ale to chyba podziałało na jej korzyść bo miotła niemalże od razu wskoczyła jej w dłoń. Zadowolona zaczęła słuchać dalszych instrukcji i przetwarzać tą wiedzę.
Na rozgrzewce naprawdę musiała uważać na tłuczki bo spotkanie z nimi dla takiej drobnej osóbki naprawdę byłoby bardzo niebezpieczne ale o dziwo oprócz unikania śmierci udało jej się też doskonale manewrować między tyczkami! Była naprawdę pod wrażeniem swojej koordynacji, czego by się po sobie w życiu nie spodziewała. Haha nawet ciasteczkowy profesor był pod wrażeniem.
Po udanej rozgrzewce przyszedł czas na właściwy trening. Sama nie wiedząc czemu wybrała pozycję obrońcy. Ta część też poszła jej całkiem nieźle bo udało jej się złapać aż trzy na pięć kafli. No, no, ten dzień nieźle zaskoczył Ninę!
/zt

Kostki - miotła: 5
Kostki - rozgrzewka: 6
Kostki - obrońca: 4, 5, 2, 3, 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 493
Dodatkowo : wilkołactwo
  Liczba postów : 846
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2239-amelia-wotery?highlight=Amelia+Wotery
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2243-amelia-wotery
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5271-sowka-amelii
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7243-amelia-wotery




Gracz






PisanieTemat: Re: Małe boisko   Sro 18 Cze - 17:20

Po ostatnim treningu na jakim była, pannie Wotery wcale nie chciało się tu dzisiaj przychodzić. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że to własnie profesor Limier uratował ich przed wylądowaniem w Skrzydle Szpitalnym, a ich panią kapitan przed zlinczowaniem, stwierdziła, że zaszczyci go swoją obecnością. Podczas gdy witał się ze wszystkimi i wygłaszał jakąś przemowę o nielegalnych rzeczach, które dzieją się na treningach, Amelia prawie w ogóle nie słuchała. Zareagowała jednak żywo na słowa "do mnie". Nie sądziła, że jeszcze ktoś będzie uczył ich kompletnych podstaw. Jak się okazało - bardzo dobrze, że profesor od tego zaczął. Chociaż Amelia dobrze wiedziała, że ma z tym problem, stwierdziła, że na pewno tym razem jej wyjdzie.
- Do mnie! - powiedziała z całkowitym spokojem i pewnym siebie głosem, wyciągając rękę nad miotłą. Jakże się myliła! Oczywiście tym razem, tak samo jak zawsze, nie udało jej się przywołać do siebie miotły. Na jej policzkach pojawił się olbrzymi rumieniec, a profesor Limier patrzył na nią z pogardą. Przez moment zechciała znaleźć się w jakiejkolwiek innej przestrzeni, tylko nie na treningu Quidditcha, na którym robiła z siebie pośmiewisko. Na szczęście panny Wotery rozgrzewka poszła jej całkiem dobrze. Nie dość, ze udało jej się uniknąć uderzenia tłuczka, to jeszcze całkiem sprawnie pokonała slalom. Profesor był wyraźnie pod wrażeniem. Potwierdziła tym tylko swoją pozycję w drużynie. Uśmiechnęła się do niego szeroko i gdy wytłumaczył im ostatnią część treningu, szybko ruszyła na swoją pozycję, czekając na zaczarowane kafle, które miały lecieć w jej stronę. To zadanie z kolei poszło już jej zdecydowanie gorzej. Widziała, jak profesor Limier patrzy się na nią ze smutkiem w oczach. Jak mogła złapać tylko jednego kafla? Reszta bezceremonialnie wleciała do pętli, nie robiąc sobie nic z tego, że panna Wotery próbowała je zatrzymać. Zrezygnowana i niezadowolona z tego, jak poszedł jej trening, wolnym krokiem ruszyła do zamku, zostawiając miotłę na boisku.

/zt

Kostki - miotła: 4
Kostki - rozgrzewka: 6
Kostki - obrońca: 3, 4, 1, 5, 5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1477
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 1345
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7531-katherine-nadia-russeau#211124
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7534-kat-russeau
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7533-poczta-kat-russeau#211125
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7535-katherine-nadia-russeau




Gracz






PisanieTemat: Re: Małe boisko   Sro 18 Cze - 17:33

Kostki - miotła: 1
Kostki - rozgrzewka: 2 -> 4
Kostki - pałkarz: 3

Katherine uwielbiała latać na miotle. Quidditch był całym jej życiem. Miała nawet własną miotłę, nawet jeśli nie była ona najlepsza i nie była też jej szczytem marzeń ponieważ ojciec uznał, że nie zasługuje na tak drogi prezent od niego więc musiała sobie ją sprezentować sama. Zwłaszcza od momentu śmierci Benjamina, rodzice rodzeństwa Russeau niezbyt przychylnie patrzyli na akrobacje dziewczyn na miotłach. Ubrana była w swój sportowy strój do latania, a w prawej dłoni trzymała swojego Nimbulusa.
Wysłuchała uważnie co mówił profesor i gdy tylko skończył, położyła swoją miotłę na ziemi i stanowczo pomyślała to co powinna do niej powiedzieć.
-Do mn...- zaczęła i uśmiechnęła się do siebie ponieważ miotła już elegancko tkwiła w jej wyciągniętej dłoni. Widocznie jej umiejętność podporządkowania sobie innych była na tyle silna, że nawet miotła nie była w stanie odmówić i oprzeć się jej rozkazowi. Dostrzegła, że profesor Limer był zadowolony z jej prawidłowo wykonanego zadania, bo lekko się do niej uśmiechnął gdy spojrzała w jego kierunku.
-Przebyć boisko w jak najkrótszym czasie i unikać tłuczków? Drobnostka- powiedziała bardziej do siebie niż osób się tutaj znajdujących, a jako iż siedziała już na miotle to wzbiła się szybko w powietrze.Slalom był dla niej pestką, jednak tak bardzo się na nim skupiła, że nie zauważyła jednego, jedynego tłuczka lecącego w jej stronę. Na szczęście nie ucierpiała zbyt mocno, dostała tylko w lewą stopę. Aż syknęła z bólu. Uderzenie tłuczkiem bolało jednakże takie były realia tego sportu, że po grze często miewało się fioletowe sińce. Z upływem czasu i lotu zapomniała jednak o bolącej stopie dzięki czemu zakończyła swój lot z całkiem dobrym wynikiem. Znowu profesor był z niej zadowolony, a ona dumna niczym ten paw, sam jeden w wielkim ogrodzie. Na koniec miała zagrać na jednej z pozycji, a że była w drużynie pałkarzem to właśnie na niej się skupiła. Jej zadaniem było trafić do latających na miotłach manekinów. Skutecznie i celnie. W drużynie była dość cennym zawodnikiem i skutecznym, zwłaszcza gdy dzierżyła pałkę w dłoni. Szło jej doskonale, każde uderzenie w tłuczek było mniej lub bardziej celne, niemniej jednak, za każdym razem trafiała idealnie w manekina wręcz go unieszkodliwiając. Bingo dla niej samej. Była najlepsza i sama siebie za taką uważała, wywyższając się aż za bardzo. Dostrzegła uniesione w górę kciuki profesora. Oczywiście po skończonym treningu wylądowała na ziemi, udała się do szatni by tam się przebrać i wróciła do zamku.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : czarodziejska wioska Frihet, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 734
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 554
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8096-leonardo-taylor-bjorkson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8122-chodz-do-leosia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8123-sowka-leosia#225778
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8124-leonardo-taylor-bjorkson#225780




Gracz






PisanieTemat: Re: Małe boisko   Sro 18 Cze - 18:12

Leonardo uwielbiał latać. Naprawdę to lubił. Nie to, że to było coś co mógł robić w wolnym czasie. On pragnął to robić. Pragnął wzbijać się w powietrze codziennie, zdobywać nowe umiejętności, doskonalić te stare. Dlatego gdy tylko usłyszał o lekcji latania organizowanej przez profesora Limiera przybył tu najszybciej jak potrafił. Chciał nauczyć się czegoś nowego, przydatnego, świetnego. Wszyscy zrozumieją więc, jakie było jego zdziwienie, gdy profesor kazał im przywołać miotły leżące po ich prawej stronie. Uśmiechnął się lekko i wyciągnął rękę nad miotłą.
- Do mnie! - jak się okazało, jemu nie sprawiło to żadnej trudności, ale wiele osób po prostu schylało się po swoje miotły. Wzruszył ramionami robiąc minę pod tytułem "jak można nie potrafić przywołać do siebie miotły?!". Zrezygnował jednak z zastanawiania się nad tym aspektem i wskoczył na miotłę, starając się poprawnie wykonać slalom. Nie był to jednak najlepszy pomysł. Powinien być bardziej skupiony. W pewnym momencie, gdy tłuczek prawie uderzył go w twarz Leonardo stwierdził, że lepiej będzie olać slalom i dolecieć bezpiecznie do końca boiska. Wykonał swoje zadanie i wtedy to zobaczył - politowanie w oczach profesora Limiera. Zrobiło mu się wstyd, więc odwrócił wzrok i zabrał się za następne zadanie. To wychodziło mu już o niebo lepiej. Był stworzony do roli pałkarza. Bezbłędnie uderzał w manekiny latające na miotłach, trafiając je za każdym razem. Nic dziwnego, że był w drużynie Quidditcha właśnie na tej pozycji. Po skończonym treningu Leonardo zwrócił swój wzrok na profesora, który.. unosił w jego kierunku dwa kciuki. Humor od razu mu się poprawił i mimo kiepskiej rozgrzewki trening uznał za udany. Zeskoczył z miotły i zostawił ją gdzieś obok innych, razem z resztą klasy udał się w stronę zamku, coby zająć się innymi przedmiotami, równie ważnymi jak latanie.

/zt

Kostki - miotła: 4 -> 3
Kostki - rozgrzewka: 1 -> 1
Kostki - pałkarz: 2 -> 4
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 184
  Liczba postów : 101
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8417-laurent-snow-riggs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8419-snow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8420-pisz-pisz-do-snowa#238150
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8418-snow-riggs#238139




Gracz






PisanieTemat: Re: Małe boisko   Sro 18 Cze - 19:24

Snow wyczekiwał tych zajęć już od dawna. Myślał też o tym, żeby dostać się do drużyny tylko nie wiedział co na to wszystko powie kapitan Puchonów. Nie znał za dobrze chłopaka, ale podobno był w porządku. Nie mógł tak jednak się po prostu Snow zapisać. Musiał poćwiczyć zanim pokaże, że jednak coś potrafi. Bo potrafił. Może nie był mistrzem, ale z każdym treningiem uważał, że lepiej mu to wszystko wychodziło. Na boisku zjawił się przed czasem i ze zniecierpliwieniem wyczekiwał reszty uczniów, jak i nauczyciela. Był ciekawy czy przyjdzie też kapitan drużyny żeby mógł pokazać od razu i przed nim, że dobry jest w lataniu na miotle i naprawdę będzie dobrym zawodnikiem!
- Do mnie! - zawołał Snow jak tylko rozpoczęła się lekcja. Miotła od razu znalazła się w jego posiadaniu. Inaczej być nie mogło. Do rozgrzewki podszedł ambitnie. I dobrze, bo tłuczki na samym początku udawało mu się omijać bezbłędnie. Ani jeden w niego nie trafił! Zadowolony był bardzo Snow z siebie. Za bardzo niestety. Bo ze slalomem już gorzej mu szło. Później, bo początkowo to wszystko było ekstra. Zahaczył o coś, ale wyratował się i nie wylądował na ziemi. Po tym jednak głupio mu się zrobiło. Nie jakoś bardzo, ale niesmak mimo wszystko pozostał. To chyba nie dziwne, że chciał, by mu poszło jak najlepiej. W dodatku jeszcze wtedy kiedy starał się dostać do drużyny. To znaczy na razie jakoś bardzo to nie miał parcia na to, bo zaraz wakacje, ale po nich na pewno poczyni kroki w tym kierunku. Najlepiej będzie jeżeli do tamtego czasu sam zapomni o tym drobnym incydencie.
Kiedy przyszedł czas na dalszą część zajęć to pomyślał Snow, że spróbuje się na pozycji ściągającego. Pozycja pałkarza czy obrońcy jakoś nigdy go nie interesowała. Szukanie znicza również. Dlatego zaczął się rozglądać po innych, który jak i on podlecieli do tej części boiska. Przywitał innych z uśmiechem i od razu został mu kafel podany. Złapał go pewnie i wypatrzył osobę do której podał. Podobało mu się bardzo! Czuł się wyśmienicie. Co było zresztą widać. Łapał każdego kafla bez zawahania i podawał równie pewnie. Mógł tak bez końca latać po boisku, ale trening dobiegł końca. Szkoda, bo tak świetnie mu szło. Miał tylko nadzieję, że tak już zawsze będzie. Zszedł z boiska z uśmiechem na ustach i jeszcze dostał pochwałę od profesora Limiera! Poczuł się jeszcze lepiej niż na początku. Zapomniał nawet o tym, że na rozgrzewce zahaczył ten nieszczęsny słupek. Widać nie miał co się wahać tylko musiał starać się o przyjęcie do drużyny.

/zt.
Kostki - miotła: 1
Kostki - rozgrzewka: 3
Kostki - ścigający: 6
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 20
Skąd : Lille (France)
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1570
Dodatkowo : ścigająca
  Liczba postów : 879
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8601-sunny-oriana-saltzman#242812
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8623-chcesz-ze-mna-relacji#243345
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8622-marudz-az-ci-sie-znudzi#243339
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8624-sunny-oriana-saltzman#243354




Gracz






PisanieTemat: Re: Małe boisko   Sro 18 Cze - 19:27

Weszła na boisko do Quidditcha i zmierzyła wzrokiem wszystkich zebranych. Przyjrzała się profesorowi, który prowadził lekcję. Nigdy go nie widziała, ale miło się patrzy. Uśmiechnęła się sama do siebie i słuchała go uważnie. Stanęła koło swojej miotły i wyciągnęła nad nią rękę.
-Do mnie! -wykrzyknęła. Miotła od razu uniosła się do jej ręki. Ale fajnie! Zajęcia z latania są świetne. Zaczęła się rozgrzewka. Oo tutaj miała większe problemy. Mimo, ze unikała tłuczków slalom w ogóle jej nie wychodził. To sprawiało, że od razu się denerwowała i nie mogła się skupić na wykonywaniu polecenia nauczyciela poprawnie. Cały trening był nie udany. Zmęczona Sunny podreptała załamana do swojego dormitorium. Ta lekcja była jej życiową porażką w 10000 %.

[ z / t ]

Kostki - miotła: 1
Kostki - rozgrzewka: 3
Kostki - ścigający:5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Wielka Brytania, Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 394
  Liczba postów : 280
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7892-leah-aristow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7896-leah-aristow#220816
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7895-leah-aristow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7894-leah-aristow




Gracz






PisanieTemat: Re: Małe boisko   Sro 18 Cze - 19:32

DZIĘKI MERLINIE ZA TAKĄ ŁASKĘ!- krzyczała cała dusza Leah. Wreszcie będzie w swoim żywiole.  Nie poszła, a pobiegła na lekcję. Nie mogła ukryć uśmiechu w momencie pojawienia się nauczyciela. Zaczął mówić, a ona słuchała uważniej niż na żadnej dotychczasowej lekcji. Gdy dotarło do niej  polecenie była lekko zdziwiona. Coś takiego? Gdzie haczyk? A potem uświadomiła sobie, że może jej się nie udać. Wyobraźnia dopisała sobie resztę. Przecież gra w drużynie i miałaby... Nie!  Stanowczo odepchnęła od siebie taką myśl i z opanowaniem powiedziała: Do mnie! Nim wypowiedziała ostatnią sylabę miotła znalazła się w jej dłoni. Ulga, radość i pewność zagościła w jej sercu na dobre. Była tak szczęśliwa, że nie dało się niezauważyć, iż Leah, która z zasady trzyma się w oddali obecnie miała gdzieś wszystko dookoła siebie i jest wśród ludzi. I to chyba właśnie ludzie ją zgubili , ponieważ jak już spostrzegła gdzie utknęła była okropnie zestresowana. A co jeśli coś popsuje? Jak spadnie? Przez to rozgrzewka poszła jej fatalnie. Nigdy w życiu nie podejrzewała siebie o tak makabrycznie słabe zdolności. Zbierało jej się na płacz, ale wiedziała, że ma przed sobą jeszcze dalszą część lekcji. Musi spróbować wrócić do normalnego stanu i pokazać na co ją stać. Może nie była specjalnym talentem, wszystko co osiągnęła w jakim kolwiek kierunku było zasługą tylko i wyłącznie jej pracy, ale ma pewność, że potrafi latać. Jest w drużynie! Jest szukającą i wie na ile ją stać! Całe boisko stało dla niej otworem. Kochała to uczucie. Mogła być wszędzie, miała być szybka i sprytna. Tym razem jednak okazało się, że ma tylko dobry wzrok (choć potem nie było widać, czy to na pewno prawda). Widziała znicz. Wystarczyło tylko wyciągnąć rękę i już miała go mieć, a tutaj zawitało tylko wielkie rozczarowanie. W ostatniej chwili zniknął tak szybko jak się pojawił. Potem nie widziała go ani razu.  Gdy zsiadła z miotły miała ochotę tylko szlochać i zapaść się pod ziemię. Miała ochotę przeprosić nauczyciela za marnowanie jego czasu i robienie takiego wstydu. Obeszła się jednak bez tego i tylko kulturalnie i nieco chłodno go pożegnała. Czuła się do niczego. Zawsze im bardziej się starała tym bardziej wszystko chciało uprzykrzyć jej życie.

/zt


Kostki - miotła: 3
Kostki - rozgrzewka:1
Kostki - szukający: 5+3=8
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 166
  Liczba postów : 116
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7891-jane-stark
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7900-jane-stark
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7902-jane-stark#221001
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7901-jane-stark




Gracz






PisanieTemat: Re: Małe boisko   Sro 18 Cze - 20:40

Trening Qudditcha? Bomba! Stark leciała jak strzała na jedną ze swoich najulubieńszych lekcji. Jak można nie kochać latania? Rudego chyba nigdy tego nie pojmie. Gdy przybyła sporo osób już było przed nią. Profesor zaczął od rzeczy najprostszej z najprostszych.
- Do mnie - rzuciła ruda, a już po ułamku sekundy poczuła miotłę w dłoni. Uśmiechnęła się, a profesor odpowiedział jej tym samym. Dobra, czas na drugą część zadania. Hmm wydawała się o niebo ciekawsza. Jane wskoczyła na swoją miotełkę i pomknęła przed siebie. Wiatr we włosach, ogólna radość, zachwyt... To wszystko wpłynęło na to, że Stark się rozproszyła. Ledwo uniknęła wyjątkowo wrednego tłuczka, który obrał sobie za cel rozbić jej głowę jak arbuz. W połowie slalomu dziewczyna pomyślała, że prędzej czy później takim sposobem oberwie od piłki, więc leciała już prosto. No cóż, nie był to chyba najbardziej honorowy pomysł sądząc po spojrzeniu profesora jakim obdarzył Stark.
Przyszedł czas na właściwy trening. Jane zebrała się w sobie, ale nie dało to rezultatów. Znicz latał jak szalony, nawet nie mogła go zauważyć! Wcześniej nie próbowała być szukającą, może dlatego miała z tym takie problemy? I tak zrobiło jej się bardzo wstyd. Ale nic nie mogło być do końca całkiem beznadziejnie... Zamiast znicza wyłapała wzrokiem coś błyszczącego. Podleciałam tam, w końcu i tak nie miałam pojęcia, gdzie jest znicz. Okazało się, że znalazłam galeona. No cóż, może to nie znicz, ale co z tego. Profesor patrzył na mnie, jakby się za mnie wstydził. A ja miałam to w nosie, bo mogłam polatać, a to kochałam. 
Gdy lekcja dobiegła końca raźno poszła do szatni i na kolejne lekcje.


z/t

Kostki - miotła: 1
Kostki - rozgrzewka: 1
Kostki - szukający:  3 +1 = 4
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Sofia, Bułgaria
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 765
Dodatkowo : szukający
  Liczba postów : 682
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6588-tanner-chapman
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6591-tannerowe#185457
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6592-sowka-tannera#185458
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7242-tanner-chapman




Gracz






PisanieTemat: Re: Małe boisko   Sro 18 Cze - 21:42

Tanner był dzisiaj w wyjątkowo dobrym humorze. Większość osób, które znały go dość dobrze, mogły powiedzieć, dlaczego tak właśnie się dzieje. Trening Quidditcha! Chociaż Chapman był wyjątkowo podekscytowany faktem, że dzisiaj kolejny raz wsiądzie na miotłę i będzie czuł się jak młody bóg, starał się tego nie okazywać. Widać jednak gołym okiem, że coś jest nie tak, a chłopak jest niesamowicie szczęśliwy. Na trening prawie przybiegł, uśmiechając się szeroko na powitanie do profesora Limiera. Długo zastanawiał się czy jego przemowa nie dotyczyła treningu drużyny Ślizgonów, jednak gdy zobaczył miny drużyny Ravenclawu i wymowne spojrzenie profesora w ich stronę, zorientował się, że to o Krukonów chodzi. Wywrócił tylko oczami, pukając się w czoło i zastanawiając się, jak można dać się złapać? Jednak nie miał czasu na myślenie, gdyż musiał zająć się treningiem. Na początek przywołanie miotły - pestka, przynajmniej tak mu się wydawało.
- Do mnie! - powiedział władczo, z lekkim uśmiechem na twarzy, a miotła grzecznie wylądowała w jego wyciągniętej dłoni. Rozejrzał się po swoich kolegach i koleżankach, krzywiąc się lekko. Z trudem musiał przyznać, że zdecydowanej większości nie udawało się zapanować nad swoją miotłą. Wywrócił oczami, upominając się w duchu, że kolejny raz nie może wygłosić swojej opinii na temat szlam i mieszańców w Hogwarcie. Po co znów ma się denerwować? Na jego szczęście w połowie tych rozmyślań profesor zarządził rozgrzewkę. Tanner uśmiechnął się lekko i wskoczył na miotłę, żeby zmierzyć się z przeszkodami jako jeden z pierwszych. Oczywiście, zbytnio się nie przechwalając, poszła mu świetnie. Nawet sam Limier był pod wrażeniem jego umiejętności. Ciekawe czy wszyscy widzieli, jak cudownie uniknął zderzenia z tłuczkiem? O mało co nie popadł w samozachwyt. Może to wszystko sprawiło, że nie udało mu się złapać znicza? Był naprawdę blisko, już o mały włos nie miał go w swojej dłoni, gdy ten nagle zmienił kierunek swojego lotu. Później nie mógł go już nigdzie dostrzec. Zdenerwowany wrócił do szatni, a z niej udał się prosto do zamku, przeklinając pod nosem szkolne miotły. To na pewno ich wina!

/zt

Kostki - miotła: nie muszę, bo 20 punktów
Kostki - rozgrzewka: 6
Kostki - pałkarz/obrońca/ścigający/szukający (wybierz odpowiednie): 10 -> 3 -> 9
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Anglia, Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 405
Dodatkowo : ścigająca, kapitan
  Liczba postów : 235
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8460-ivy-haden
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8482-przygarniesz-pufe#240070
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8480-ivy-haden-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8481-ivy-haden-kuferek#240059




Gracz






PisanieTemat: Re: Małe boisko   Sro 18 Cze - 22:46

Kostki - miotła:3
Kostki - rozgrzewka:1
Kostki - pałkarz/obrońca/ścigający/szukający (wybierz odpowiednie):11

Ivy czuła się dzisiaj pełna energii. Limier też wyglądał na całkiem świeżego, kiedy się pojawił. Szybko pouczył kapitanów drużyn quidditcha, po czym przeszedł do zajęć. Ivy była wyjątkowo skupiona i zdeterminowana. Czuła się dobrze w dormitorium, pisząc kolejne wypracowania. Pisanie było czymś, co naprawdę lubiła. Teraz czuła jednak potrzebę wykazania się w czymś bardziej… ekstremalnym. Poza tym zawsze marzyła, żeby wykształcić sobie tyłek podobny do tych, jakie posiadały inne dziewczyny z zawodowych drużyn quidditcha. To byłoby coś. Nie, żeby Ivy kiedykolwiek narzekała na swoje ciało. Spokojnie mogła je nazwać szczupłym i wyjątkowo zdyscyplinowanym. Teraz jednak nie było czasu na rozmyślanie. To był czas na akcję.
- Do mnie! – powiedziała zdecydowanie, wyciągając rękę ponad miotłą i wyobrażając sobie, jak wznosi się ponad ziemią. Trzon błyskawicznie znalazł się w jej dłoni. Zacisnęła palce, dumna z dobrze wykonanego zadania. Uśmiechnęła się do Limiera. Inni jeszcze przez chwilę męczyli się z własnymi miotłami. Cóż, najwyraźniej duża dawka skupienia pomagała. Po chwili Limier zarządził rozgrzewkę. Z zadowoleniem Ivy objęła miotłę udami, wznosząc się trochę ponad ziemię. Nie robiła tego od wieków. Brakowało jej poczucia wolności, które miała za każdym razem, kiedy latała. Tłuczki nie brzmiały jednak zbyt zachęcająco. Jeśli jednak Ivy faktycznie chciała należeć kiedyś do drużyny quidditcha, musiała do nich przywyknąć. Była dość odważna, by podjąć się zadania. Nie uśmiechała jej się jednak ponowna wizyta w skrzydle szpitalnym. Po akcji z różdżką w oku naprawdę miała dość na jakiś czas. Podczas treningu spełnił się jednak najgorszy zakładany przez nią scenariusz. Tłuczki uparły się tak bardzo, że nie dawała już rady wymijać tyczek i chociaż bardzo nie chciała rozczarować zadowolonego wcześniej Limiera, wolała zmienić kierunek lotu niż oberwać jedną z tych wrednych piłek. Przynajmniej miała szansę, żeby zostać na resztę zajęć. Chociaż Limier nie był zbyt szczęśliwy, kiedy zakończyła swój lot, nie tylko Ivy miała problemy podczas treningu. To w jakimś stopniu podnosiło ją na duchu. Nauczyciel szybko przedstawił im zasady właściwego treningu. Haden szybko wybrała sobie wymarzoną pozycję. Wzniosła się nad ziemię, wypatrując złotego znicza. Skupienie, które towarzyszyło jej na początku zajęć, okazało się tym razem tak samo kluczowe. Dostrzegła go w oddali – złota, trzepocząca skrzydłami kulka. Trofeum, o którym marzy każdy na tej pozycji. Zaciskając uda mocniej na miotle pognała naprzód, zdeterminowana złapać swoje trofeum. Udało jej się to z taką samą łatwością, z jaką na początku zajęć przywołała miotłę. Tego dnia była z siebie wyjątkowo zadowolona. Nieco zmęczona, ale szczęśliwa, pognała z powrotem do zamku. Marzyła o gorącym prysznicu.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1304
Dodatkowo : ścigająca
  Liczba postów : 545
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7393-katniss-johnson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7396-niezrozumiana-przez-nikogo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7406-tutaj-katniss-johnson-zostaw-wiadomosc
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7405-katniss-johnson




Gracz






PisanieTemat: Re: Małe boisko   Czw 19 Cze - 1:29

Ścigającej Gryffindoru nie mogło zabraknąć na lekcji latania. Dawno nie miała okazji do polatania, a każdy trening, nawet lekki, jak lekcja, był przydatny i odświeżał umiejętności już nabyte, często ucząc, jak posiąść kolejne. Ustawiła się więc z miotłą na ziemi i wyciągając rękę. -Do m...-nie zdążyła dokończyć, a miotła już leżała jej w dłoni.-..nie. Hm, dzięki, miotło. -Dodała, uśmiechając się do profesora, który właśnie na nią spojrzał.
Rozgrzewka to połowa sukcesu, jak mawiają przodkowie. To zdanie powtarzała sobie Johnson, kiedy wsiadała na miotłę. Slalom był jej piętą achillesową, zwłaszcza z polującymi tłuczkami, ale co poradzić? Pokonała go zadziwiająco bezbłędnie, może dlatego, że nie czuła się tak bacznie obserwowana przez kapitana swojej drużyny, który tylko czekał, aż coś zrobi źle? W każdym razie, dziewczyna zręcznie unikała tłuczków, omijając słupki z uśmiechem na ustach. Kiedy skończyła, obróciła się na miotle i poleciała w stronę tej części boiska, gdzie mieli zebrać się ścigający. Podania. Najróżniejsze. W locie, z obrotu, w miejscu... Wszystko, co trzeba umieć. Dziewczyna łapała każdy kafel, nawet będąc w tych najmniej wygodnych pozycjach. kilka razy o mało co go nie upuściła, złapała go jednak opuszkami palców i po chwili zacieśniła uchwyt. Wyszło jej to tak dobrze, że profesor Limier po skończonych zajęciach pogratulował jej refleksu.
Zadowolona z siebie, Katniss skierowała się do zamku, podskakując delikatnie. Dawno nie odbyła tak pożytecznego i udanego w jej wykonaniu treningu!

zt


Kostki - miotła: 2->3
Kostki - rozgrzewka: 6
Kostki -ścigający): 3->2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5579
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2621
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Małe boisko   Czw 19 Cze - 3:07

Nie mam siły. Nie mam już kurwa jego mać siły na ogarnianie tego wszystkiego. Zaklęcia, opieka, zaklęcia, runy - sruny, nie ide na ten badziew, zaklęcia, kurwa mać i latanie. TRANSMUTACJA też. Pierdole. Czemu ten zjebany, stary pierdolec nie mógł zginąć później? Tak jakoś PO OWUTem’ach? Miałbym może wtedy chociaż małą chwilę na to, aby wypić kawę w spokoju. Listy, listy, listy. Wszędzie, kurwa, listy. Do kierownika zmiany, do działu kadr, do zarządu. Ogarnij to i ogarnij tamto, a przy okazji nie pozwól, aby życie spierdoliło Ci się na głowę.
Może i by marudził dłużej, gdyby nie to, że autentycznie był wypompowany. Jego lista obowiązków z dnia na dzień była coraz dłuższa, a, nie oszukujmy się, on naprawdę nie miał na to zupełnie czasu. Najłatwiej byłoby się położyć w trumnie i umrzeć. Niech się wszystko, kurwa mać, zrobi samo. Da się? Da!
W każdym razie zjawił się na lekcji latania, którą organizował Limier, ale niespecjalnie był z tego zadowolony. O ile latanie uwielbiał, tak opcja tego, że będzie musiał spędzać swój czas z takimi kretynami, którzy miotły przywołać nie umieją skutecznie go osłabiała i demotywowała do życia. Nie patrzył więc na innych, skupiając się wyłącznie na sobie i mając nadzieję, że dzięki temu pójdzie mu dobrze. Miotła pomknęła ku jego dłoni z taką łatwością, jakby urodził się wykonując właśnie taki numer. Drugie zadanie było nieco trudniejsze, ale w sumie czego on się spodziewał? Praktycznie na każdych zajęciach z latania musiało mu się coś przytrafić, a tym razem to musiała być noga. Skupiony na slalomie, dostał całkiem mocno tłuczkiem i po zmięciu przekleństwa, jakie cisnęło mu się na usta, udało mu się ukończyć slalom z dobrym wynikiem. Nie lądował, ciesząc się, że jeszcze nie musi stawać na stałym gruncie. Mimo tego, że specjalne nie bolało, to wolał trochę zaczekać, aby być pewnym, że znowu czegoś nie odwalił. W miarę machania ramionami, przy odbijaniu, czuł się coraz lepiej, zwłaszcza, że na końcu Limier ukazał mu dwa uniesione kciuki. Bardzo dobrze. Nie zniósłby jakiejkolwiek porażki przy tej bandzie amatorów. Ostrożnie wylądował, stwierdzając, że z jego stopa ma się już lepiej. To świetna wiadomość! Być może to właśnie pod jej wpływem opuszczał boisko w lepszym nastroju?

[zt]

Kostki - miotła: nie dotyczy
Kostki - rozgrzewka:2 -> 4
Kostki - pałkarz: 5 ->1 -> 4

______________________

Sorrow   I love your beautiful anger
* YOU ARE MY LIGHT * EVERYTHING MY HEART DESIRES * SHOW ME YOUR BEAUTIFUL ANGER * SORROW, KEEPING ME SANE * YOU TURN MY NIGHTS INTO DAYS *


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 224
  Liczba postów : 1379
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: Małe boisko   Czw 19 Cze - 13:18

No bo i jak mogło go nie być? Ostatnimi czasy przecież zainteresował się tą grą, więc.. Czemu nie? Inna sprawa – Quidditch serio go wciągał, może nie tak jak malowanie, ale na pewno nie nudził się latając na miotle, na treningach itd. Inna sprawa, że prowadził dzisiejszy profesor Limiere. Jeśli o Piątku można powiedziec, że miał jakieś autorytety, w jakiejkolwiek dziedzinie, trzeba powiedzieć, że właśnie ten człowiek nim był. On i Pani Kapitanowa Drużyny Kruczków. Z ich zdaniem zgadzał się zawsze, a każde uwagi traktował bardzo poważnie, bo i były one bardzo cenne. Tak więc dlatego też pojawił się na treningu. I tak miał wolny dzień, więc prawdopodobnie spędziłby cały w łóżku, odsypiając jeśli nie jakieś bardziej nerwowe dni, gdzie nie dane było mu cieszyć się snem, to na zapas. O, bo i tak można było! Zatem ze spokojnym wyrazem twarzy, nie zdradzającym ani trochę przejmującego podniecenia, ani też narastającej ciekawości tego, co się wydarzy, wchodził ze swoją niedawno zakupioną miotłą, oczekując jednocześnie rozpoczęcia treningu.
A zaczęli tak, jak kiedyś, na pierwszych zajęciach. Przywołując miotłę. Ambroge przez chwilę obserwował poczynania swoich rówieśników, niby to oceniając fachowym okiem, serio jednak nie chcąc się przyznać do faktu, że owej formuły zapomniał. No, ale w końcu ogarnął co i jak. Spróbował i stała się rzecz dziwna – nie skończył jeszcze wszystkiego, a miotła znalazła się w jego dłoni. Kiedy tę część treningu mieli za sobą, nakazano mu lecieć slalomem. Okej, slalom. Prosta sprawa w sumie. Z tym, że Friday zamiast skupić się na ewentualnych zagrożeniach, za bardzo chciał pobić swój osobisty rekord czasowy. Za bardzo chciał to zrobić, więc nadlatujący w jego kierunku tłuczek zauważył dopiero, gdy był jakieś pół metra od niego. Szczęśliwie, nie tracąc przy tym na szybkości, wykonał odpowiedni manewr, obrywając jednak w stopę. Bolało jak diabli, ale musiał zapomnieć o bólu, bo o czas chodziło. W końcu udało mu się pobić dotychczasowy rekord, jednakże nadal bez rewelacji.
Gdy wszyscy mieli już to za sobą, przyszła pora na sprawdzanie swojej przydatności na danych pozycjach. Oczywiście chłopak w ciemno rzucił, że gra na pałce – tak jak Pani Kapitanowa mu doradziła, ale.. trening nie przyniósł w zasadzie niczego dobrego. Nic tylko obrywał tłuczkami, albo je wybijał, jednak w kierunku innym niż trzeba. Masakra. Niezbyt zadowolony z ostatniej części, Piątek wylądował, by po zakończeniu treningu wrócić do domu.

Kostki - miotła: 5
Kostki - rozgrzewka: 4
Kostki - pałkarz: 6 ;x
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Coventry
Galeony : 118
  Liczba postów : 643
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4780-alexis-sky
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9009-look-upon-the-sky#252327
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4801-alexis
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7859-alexis-sky#219883




Gracz






PisanieTemat: Re: Małe boisko   Czw 19 Cze - 21:06

Nie mogło jej zabraknąć na lekcji latania przeciez. Miała nadzieję, że tutaj będzie mogła w koncu odpocząć. Wyżyć się. I co najważniejsze, miała nadzieję nie zobaczyć Cezara. A jeśli już by się pojawił celem jej było kategoryczne unikanie go, zwłaszcza po tej całej akcji na zaklęciach. Na razie jednak była pozbawiona jego towarzystwa i wcale z tego powodu nie zamierzała płakac. Pojawiła się na zajęciach o dziwo punktualnie. Kto by się spodziewał, prawda?
Przywołanie miotły? Pryhnęła lekko pod nosem. Żartuje sobie chyba pan psor, myśląc, że takie zadnie może w jakikolwiek sposób sprawić jej problem.
-Do..- zaczęła i już trzymała w dłoni miotłę. Uśmiech wyższości pojawiłs się na jej ustach. Już od pierwszego zetknięcia z lataniem Alexis nie miała problemów z przywoływaniem swojej towarzyszki lotu.
Rozgrzewka? W końcu zaczynamy prawdziwe zajęci. Leiwy usmiech z domieszką wyższości nie schodził z jej ust. Leniwy.. Chyba nauczyła się go od Cezara. Myśl ta wyprowadziła ją na chwilę z równowagi. Postanowiła skupić się na slalomie. Jednak za bardzo skupiła się na nim bo nie spojrzała w otoczenie i dostała tłuczkę w stopę. Skrzywiła się z bólu, ale nie przerwała lotu i z dobrym wynikiem znalazła się na mecie.
A próba ścigającego? Nic prostszego! Naprawdę. Dziś był jej dniem zdecydowanie. Każdy kafel trafiał dokładnie w jej dłonie a ona posysłała go dokładnie tam, gdzie chciała. Widać było od razu, że nie bez przyczyny dostała pozyję w drużynie. Sam Lazaire pogratulował jej refleksu. Uśmiech, uśmiech w końcu towarzyszył ją dłuższą ilość czasu. Z zadowoleniem zsiadła z miotły i powlokła się do zamku.

Kostki - miotła: 3
Kostki - rozgrzewka: 1>4
Kostki - ścigający 6
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Bukareszt
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 264
Dodatkowo : ścigająca
  Liczba postów : 441
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5579-daenerys-nymira-anderson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5581-dna-is-ready
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5580-dela
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7923-dna




Gracz






PisanieTemat: Re: Małe boisko   Czw 19 Cze - 21:22

Dany zjawiała się wszędzie i zawsze. Nigdy i nigdzie nie mogło jej brakować. A jakże by inaczej. Taka już byla. Wszędobylska. Dlatego też na zajeciach się pojawiała. Wszystkich, bez wyjątku. Wszak kształcić się trzeba, nie?
Nie naleźał ten dzień jednak do jej najlepszych. No bo przecież potrafiła miotłę przywołać. Udawało jej się wcześniej. A teraz ta nawet nie drgnęła. Chyba robiła jej specjalnie na złość. Coby ją skompromitować. Schyliła się w końcu cała czerwona po miotłę i postanowiła sobie, że dalej pójdzie jej lepiej.
Ale dalej nie szło jej wcale lepiej. Właściwie było tylko gorzej. Wgylądała jakby pierwszy raz w życiu wsiadła na miotłę. Doprawdy, a spojrzenie profesora pełne politowania sprawiło jej zawód. Kompletnie nie rozumiała co się z nią dzisiaj działo. Miała jednak ostatnią szanę pokazania, że na coś się nadaje.
Pokazała i to jak! Jeśli chodzi o kafle to to była jej bajka. Złapała każdy i każdy bezbłędnie podała. Można by się dziwić skąd takie wahania formy. Tragiczna normalna rozgrzewka i idealne przyjęcia. Cholera wie, jak to z Dany jest. Ważne, że swoim ostatnim występem zagrała na nosie profesorowi i zamiast patrzeć z politowaniem zerkał na nią z uznaniem. Trening więc zaliczyła jednak na poczet udanych.

zt

Kostki - miotła: 2
Kostki - rozgrzewka: 1
Kostki - ścigający 6
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Leeds, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 31
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 50
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8687-meredith-de-candina
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8688-mercia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8765-nie-lubie-wyjcow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8689-meredith-de-candina#245225




Gracz






PisanieTemat: Re: Małe boisko   Czw 19 Cze - 21:59

Meredith zawsze z utęsknieniem czekała na kolejną lekcję latania. Quidditch upodobała sobie jeszcze będąc w pierwszej klasie i od tego czasu regularnie ćwiczyła. Co prawda nie była w drużynie, ale ubiegała się o stanowisko rezerwowej. To już coś! Dziewczynie niespecjalnie się śpieszyło, gdyż w naturze zbytniego pośpiechu nie miała. Spokojnym krokiem przybyła na małe boisko, rzecz jasna z typowym dla siebie znudzonym wyrazem twarzy. Nawet nie starała się rozpoznać żadnej znajomej twarzy spośród zgromadzonych. Zjawiła się dokładnie wtedy, gdy profesor zaczął witać się z uczniami. Starała się go słuchać, ale wciąż zajęta była swoimi myślami. Dopiero gdy miała przystąpić do pierwszego zadania, a więc naturalnie złapanie miotły, ocknęła się. Trochę wytrącona z równowagi stanęła obok miotły i wyciągnęła sztywno rękę.
- Do mnie - mruknęła mało wyraźnie. Miotła jednak ani drgnęła. To trochę dziewczynę zdenerwowało, bowiem miotła zawsze jej się słuchała. To nie wina Meredith, tylko tej beznadziejnej miotły, ot co! Takie to nadają się tylko do połamania i spalenia, wiadomka. - Do mnie! - krzyknęła tym razem groźnie, ale to też nie dało jej żadnych rezultatów. Dziewczyna poczuła straszne upokorzenie, kiedy ostatecznie musiała sama schylić się po miotłę. Rozejrzała się wokół siebie chcąc sprawdzić, czy ktoś aktualnie jej się przyglądał, ale ku jej rozpaczy, to właśnie Limier patrzył na nią z politowaniem. Krukonka poczuła, że zaraz zacznie się czerwienić ze wstydu, więc zwiesiła głowę zasłaniając twarz włosami i spojrzała ponownie z nienawiścią na miotłę. Zaprze się. Rozgrzewka i trening wyjdą jej idealnie. Była pewna, że jej się uda. Wszystko nadrobi.
Ponownie wysłuchała profesora, tym razem skupiając się tylko i wyłącznie na jego słowach. Wciąż była wytrącona z równowagi przez taką zniewagę, dlatego dosiadła miotły o mało jej nie łamiąc. Rozgrzewka wyglądała na tak banalną, że dziewczynę opuścił w pewnym momencie cały ten gniew, a wręcz podeszła do rozgrzewki obojętnie. Przynajmniej na zewnątrz. Wewnątrz była całkowicie skupiona, nawet do tego stopnia, że przestała widzieć i słyszeć innych uczniów. Tak było najlepiej. Musiała pokazać, na co ją stać...
I to też zrobiła. Meredith, nie mogąca pozwolić sobie na porażkę, wykonała bezbłędny slalom przy okazji nie przestając obserwować tłuczka. Kilka razy musiała go ominąć, ale to nie zniszczyło ani trochę jej idealnego wręcz slalomu. Osiągnęła już połowę sukcesu. Z podniesioną wyżej głową zsiadła z miotły i obserwowała chwilę innych uczniów, szczególną uwagę zwracając na tych, którzy nie umieli sobie poradzić. Frajerzy, przeszło jej przez myśl.
Pora na następną część. Na wzmiankę o właściwym treningu, na jej ustach pojawił się lekki uśmiech. Była chętna, właśnie po to tu przyszła! Udowodni jaką jest zajefajną pałkarką i odejdzie z boiska czując rozpierającą ją dumę!
Meredith szybko i ochoczo przystąpiła do zadania. Od razu wiedziała, że idzie jej znakomicie. No bo jakby inaczej? Miała sobie nie poradzić z głupim uderzeniem w tłuczek? Większość uderzeń było celnych, a nawet za każdym razem udało jej się trafić w manekina. Schodząc z miotły uśmiechnęła się promiennie widząc, że profesor pokazuje jej dwa uniesione kciuki. Pełna wygrana. Mogła teraz odejść spokojnie z boiska, ale została jeszcze na chwilkę, aby popatrzeć na resztę, w jej mniemaniu, nieudaczników, którym już tak dobrze nie szło. Tych, którzy sobie radzili, oczywiście ignorowała, bo tylko się popisują albo mają szczęście, ot co. W końcu znudzona patrzeniem na poczynania innych westchnęła cicho i opuściła boisko wciąż dumnie się uśmiechając. Teraz naprawdę czuła się jak profesjonalistka. Jak ktokolwiek mógłby w nią nie wierzyć?

Kostki - miotła: 6
Kostki - rozgrzewka: 6
Kostki - pałkarz: 3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 27
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 0
  Liczba postów : 144
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8396-cassidy-darkwood#237240
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8411-szatan-cie-opetal#238027
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8412-cassie-darkwood#238028
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8410-cassidy-darkwood#238024




Gracz






PisanieTemat: Re: Małe boisko   Pią 20 Cze - 10:56

Kostki - miotła: 2,3 (wybrałam 3)
Kostki - rozgrzewka: 5
Kostki - szukający : 8

Cass przybiegła na zajęcia zadowolona, że będzie mogła przyjść na dość nietypową dla niej lekcję. Lekcje Quidditcha. Przebrana i rozgrzana szybkim biegiem w stronę boiska i gdy pojawiła się przed Lazarem uśmiechnęła się na wspomnienie z treningu. Po długim wytłumaczeniu co mają zrobić Cassidy wzięła się do roboty. Popatrzyła na miotłę przed sobą i rzekła zdecydowanie:
- Do mnie - Miotła do niej przyleciała, a Cass momentalnie uśmiechnęła się triumfalnie, choć wiedząc, że żaden to wyczyn. Następnie wskoczyła na miotłę i jak najszybciej poleciała. Leciała znakomicie, jak najszybciej umiała, jak widać treningi z dawnych lat się opłaciły. Gdy wylądowała zobaczyła ledwo zauważalny uśmiech Lazara. Dla niej była to pochwała godna króla. Ta lekcja poprawiła jej humor diametralnie. Później miała łapać znicza. Ciągle miała z tym problemy, mimo, że podczas złodziejstwa ma pewną rękę i kiedyś miała także, podczas treningów i meczów, teraz łapanie znicza idzie jej trochę gorzej niż kiedyś. Latała z wielką szybkością, ale złapać znicza nie mogła. Cóż, pewnie za kilka treningów wróci do swojej świetności. Teraz po zakończeniu lekcji pożegnała słodko Lazara i ruszyła w stronę zamku

/zt/
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Małe boisko

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 14Idź do strony : Previous  1 ... 5, 6, 7 ... 10 ... 14  Next

 Similar topics

-
» Małe boisko do koszykówki
» Małe boisko do siatkówki
» Małe boisko do koszykówki
» Boisko szkolne
» Boisko quidditch'a

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Tereny przy zamku
 :: 
boisko quidditcha
-