IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Małe boisko

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 5 ... 7, 8, 9 ... 14  Next
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Dania, Kopenhaga
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 510
  Liczba postów : 1383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6313-mathilde-olivia-villadsen#177625
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6324-zagraj-ze-mna-na-pianinie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6376-poprosze-najladniejsza-pocztowke#179438
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7164-mathilde-olivia-villadsen#204301




Gracz






PisanieTemat: Małe boisko   Pią Gru 13 2013, 18:23

First topic message reminder :


Małe boisko

Znajduje się kilka kroków za głównym boiskiem, a prowadzi do niego wydeptana ścieżka, którą można odnaleźć bez problemów nawet w zimie! Powstało dla uczniów, którzy pragną uzewnętrznić swoje emocje w sposób fizyczny! Oczywiście nie tylko o takie kwiatki tutaj chodzi. Rozchodzi się tu również o liczne treningi, które czasem nakładały się na siebie i wymagały rezygnacji, którejś z grup młodzieży oraz przejściu na inny dzień. Nauczyciele quidditcha, zatem doszli zgodnie do porozumienia, że potrzebują trochę dodatkowego miejsca na mini boisko, gdzie można przeprowadzać rozgrzewkę i uczyć zawodników jakiś ciekawych manewrów! Zatem nie zastanawiając się długo poprosili dyrektora o zagospodarowanie części błoni. Tak też się stało.
Zatem to tutaj znajdziesz mniejsze boisko, które ogrodzone jest wysokim płotkiem, który zdobią herby czterech domu Hogwartu. Niestety boisko nie jest wyposażone we własne szatnie czy składzik, w którym przechowywane są kafle, zastępcze miotły czy ochraniacze i to jest główna niedogodność, z którą należy się uporać, czyli należy korzystać z dobudówek głównego boiska i tam pozostawiać swoje rzeczy.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Sankt Petersburg, Rosja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 145
Dodatkowo : rezerwowy pałkarz
  Liczba postów : 126
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9882-narcyza-volsen#275958
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9896-i-tak-was-wszystkich-nienawidze
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9898-i-hate-you-all
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9899-narcyza-volsen#276241




Gracz






PisanieTemat: Re: Małe boisko   Nie Lis 16 2014, 15:55

Ough, nareszcie. Dzień bez męczących obowiązków, dzień bez Złotego Sfinksa. Podobno kilka uczestników dostało już pocztę, ale do niej sowa jeszcze nie dotarła. Trudno. Poczeka. Tymczasem trzeba będzie poćwiczyć trochę przed spotkaniem z kapitanem drużyny. Mimo, że Narcyza była pewna swoich umiejętności, to jednak lepiej byłoby się przygotować.
Do tej pory dziewczyna pluje sobie w brodę, że nie zdążyła na grupowy trening. Pokazałaby tym niemotom, jak powinno się grać w Quidditcha. A nie jest to wcale zabawa. W Durmstrangu Quidditch był jedną z najniebezpieczniejszych dyscyplin i w dodatku cechował się wyjątkową brutalnością. Jakoś Narcyzie do tej pory zostało to w krwi.
Wchodząc na mniejsze boisko, już miała w głowie zaplanowany cały trening. Idealny dzień na małą rozgrzewkę. Chłodek, wiatr i w dodatku ograniczona widoczność, a wszystko przez mgłę, która sprawiała, że nawet sowa Cyzi zgubiłaby drogę.
Dziewczyna opuściła wzrok i spojrzała na swoje dłonie. W jednej z nich trzymała jedną ze szkolnych mioteł (szkoda jej używać własnej do treningów), a druga była zaskakująco ciepła jak na mróz panujący wokół.
Narcyza pochodzi z Rosji – tam wiecznie jest zimno, dlatego też tak mały chłodek nie zrobił na niej większego wrażenia. Kiedy znalazła sobie miejsce odpowiednie do rozpoczęcia rozgrzewki, z niezadowoleniem zauważyła, że ma niechcianego gościa. Zerknęła na postać, mrużąc oczy i zorientowała się, że to Naerys Rhae Anderson, która właśnie brała się do rozpakowywania skrzyni z tłuczkami. No pięknie. A miało być tak cudownie!
Narcyza zdecydowała się na zignorowanie dziewczyny, ale ostatecznie podeszła do niej i spojrzała znacząco na skrzynię. W końcu ona też przyszła potrenować, więc liczyła na to, że Krukonka łaskawie nie będzie robić problemów. Narcyza nie chciałaby, żeby pałka, która leżała niedaleko, stała się narzędziem zbrodni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 25
Skąd : Agloolik, Grenlandia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29
Dodatkowo : rezerwowy pałkarz
  Liczba postów : 76
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9617-naerys-rhae-anderson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9619-a-niech-ktos-przyjdzie#269489
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9621-listytakbardzo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9620-naerys-rhae-anderson#269490




Gracz






PisanieTemat: Re: Małe boisko   Nie Lis 16 2014, 17:55

Minął zaledwie dzień odkąd jej trener powiedział, że musi jeszcze przećwiczyć odbijanie. Gdyby byłaby dawną Naerys przyjęłaby to spokojnie i zajęła się treningiem. Ale nowa Naerys była zupełnie inna - zdenerwowała się, ale nie aż tak by walnąć trenera. Po prostu miała taką minę, że każdy kto by ją zobaczył wiedziałby w jakim jest nastroju.
Po przespanej nocy Era uspokoiła się na tyle by nie kląć na każdego kto się do niej odezwie. Był wolny dzień i, jako że nie miała zajęcia, po śniadaniu wzięła miotłę, strój i poszła na to mniejsze boisko, na którym normalnie trenuje.
Zimno zupełnie jej nie przeszkadzało. Na Grenlandii taki mróz to była pestka. Pewnie nie odczułaby by go w ogóle gdyby nie wyszła na dwór w luźnej bluzce bez rękawków.
Zdziwiło ją, że tylko ona dostała polecenie przećwiczenia umiejętności latania - przecież prawie cały Ravenclaw to banda, która nie widzi świata poza teatrem czy sztuką. Stara Naerys także taka była - przez jej rodziców.
Gdy dotarła na boisko, przebrana, rozejrzała się wokół - nikogo nie było. Nawet lepiej, nie miała ochoty teraz z kimkolwiek rozmawiać. A jednak gdy otwierała skrzynię z tyłu usłyszała kroki. Odwróciła głowę by spojrzeć kto to - jakaś dziewczyna, która najwidoczniej (Era zaważyła po stroju) także chciała dziś poćwiczyć na boisku. Po urodzie dziewczyny widać było, że jest przyjezdną - chłód panujący na boisku nie robił w ogóle na niej jakiegokolwiek wrażenia. Naerys nie wiedziała co powiedzieć - miała zacząć tu tłuc dziewczynę pałką, czy nie zwracać uwagi na nią? Raczej to drugie, Era nie miała ochotę się bić, mieć później problemy. Zignorowała dziewczynę, nie mówiąc nic.
Odwróciła się znów do skrzyni i otworzyła otwory od tłuczków, wyleciały do góry, a Naerys wskoczyła na miotłę i zaczęła szybować w powietrzu.
Myśląc o dziewczynie przypomniała sobie - chodzi z nią do klasy, jest ze Slytherinu, ale jako przyjezdny. Miała na imię... jak? Nie mogła sobie przypomnieć.
Naerys przestała myśleć o towarzyszącej jej dziewczynie, gdy tuż obok jej barku przeleciał tłuczek. Wzięła się w garść i chwyciła mocniej za pałkę cały czas lecąc oraz równocześnie odbijając tłuczki w kierunku trzech pętli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Sankt Petersburg, Rosja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 145
Dodatkowo : rezerwowy pałkarz
  Liczba postów : 126
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9882-narcyza-volsen#275958
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9896-i-tak-was-wszystkich-nienawidze
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9898-i-hate-you-all
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9899-narcyza-volsen#276241




Gracz






PisanieTemat: Re: Małe boisko   Wto Lis 18 2014, 15:45

Całkiem śmiesznie wyglądałaby sytuacja, o której chwilę wcześniej pomyślała Naerys. Okładanie Narcyzy pałką po głowie mogło być naprawdę interesującym zdarzeniem dla tej wiecznie zadzierającej nosa Ślizgonki z drużyny Zielonych. Wspólny trening z Krukonką mógł nie tylko dać Cyzi nieźle w kość, ale dzięki temu mogłaby stać się bardziej... pokorna?
Poza tym - hej! Krukoni może i są mądrzy, ale mało prawdopodobne, żeby Era zachowywała się na treningu inaczej niż podczas meczu. Tak więc trening daje Cyzi możliwość podpatrzeć, jakie to tajemnice skrywa to niewinne, genialne dziecię.
Narcyza przez chwilę przyglądała się wzbijającej się w niebo dziewczynie. Ograniczająca widoczność mgła wcale nie była jej sprzymierzeńcem i dziewczyna co chwilę rozcierała oczy, co w gruncie rzeczy i tak nic nie dawało.
Kiedy Cyzi udało się zauważyć pierwszy tłuczek, lecący przy Krukonce, uśmiechnęła się do siebie. Jakże uroczo to dziecko wyglądało na miotle. Z pałką w dłoni, w dodatku. No, Narcyza, pokaż jej jak powinno się latać!
Krótkowłosa dziewczyna weszła na miotłę, którą przywlokła ze sobą - i na skrzynię. Wzięła w dłoń jedną z pałek, podrzuciła i patrzyła, jak robi ona salto w powietrzu. Chwyciła mocno za końcówkę i wzbiła się w powietrze na miotle. Kiedy jeszcze była na ziemi, poprawiła w bucie różdżkę. To może być całkiem fajny trening...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 25
Skąd : Agloolik, Grenlandia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29
Dodatkowo : rezerwowy pałkarz
  Liczba postów : 76
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9617-naerys-rhae-anderson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9619-a-niech-ktos-przyjdzie#269489
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9621-listytakbardzo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9620-naerys-rhae-anderson#269490




Gracz






PisanieTemat: Re: Małe boisko   Sro Lis 19 2014, 01:39

Gdy zauważyła minę ślizgonki, gdy ta o mało nie dostała tłuczkiem... no Naerys wewnętrznie zaczęła krzyczeć i jeszcze bardziej wzięła się do treningu. Nie miała ochoty później na przerwach wysłuchiwać jaka to ona jest beznadziejna w Quidditchu. Zrobiła jeszcze kilka okrążeń cały czas wypatrując tłuczków - nie trudno je zauważyć, ale Era odbijała tylko wtedy, gdy jakiś się do niej zbliżał. Nie miała zamiaru gonić za tłuczkami.
Białowłosą praktycznie nie interesowało to, że techniki, które teraz Naerys użyje do treningu może podpatrzeć rywalka. Przecież to działa w obie strony, co nie?
Gdy Krukonka kątem okiem zauważyła jak Narcyza wybiła się w powietrze. Czemu w ogóle Naerys tak się nią interesowała? Przecież może w ogóle o niej nie myśleć.
Odbijała teraz każdy tłuczek coraz bardziej z narastającym poczucie, że to jest za łatwe, i że potrzebuje czegoś trudniejszego. Dlatego wymyśliła sobie zajęcie - wyczyny akrobatyczne na miotle! Narcyza może to uznać jako popisywanie się, ale myśląc o tym Era już nawet nie pamiętała, że nie jest sama na boisku. Zaczęła od beczek, od śrub i takich prostych rzeczy. Później zaczęła robić bardziej zaawansowane akrobację, typu salto oraz wiele, wiele innych fajnych rzeczy. Raz nawet udało jej się stanąć na rękach, na miotle. A uwierz mi, nie jest to takie łatwe.
Oczywiście cały czas pamiętała o odbijaniu tłuczków. Czasem specjalnie nawet nie odbijała, tylko unikała by lepiej robić zwroty etc.
Naerys sama nie brała różdżki na boisko bo nawet nie przewidywała, że kogoś spotka. A gdyby się właśnie taka sytuacja zdarzyła - że Narcyza wyjmie różdżkę w niezbyt pokojowych zamiarach do Ery to zawsze dziewczyna może uciec, schować się, albo unikać zaklęć. Ale Krukonka nawet nie próbowała jakoś sprowokować Ślizgonkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Chelsea
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 57
  Liczba postów : 37
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9962-lucy-marshall#277542
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9963-luuuuucy#277555
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9965-lusi-marszal#277598
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9964-lucy-marshall#277558




Gracz






PisanieTemat: Re: Małe boisko   Pon Gru 01 2014, 20:59

To takie irytujące. Dlaczego ci ludzie nie umieją się ogarnąć, zorganizować, tylko jak idioci tuz przed świętami biegajądo biblioteki, żeby na ostatnią chwilę nauczyć się wszystkiego zeby jeszcze przed przerwą wszytko dobrze napisać. Lucy nie potępiała ich ze względu na ich wyniki, ambicje, czy coś takiego. Po prostu w takich okresach bezbrzeżnie się nudziła. Kiedy ona ucząc się na bieżąco była w stanie napisać, zrobić, czy pokazać o co tam ją poproszą na egzaminie, wszyscy w koło wkuwają jak opętani.
Na szczęście sportowcy takie rzeczy maja w głębokim poważaniu, słusznie trenując i gorliwie latając nawet w najgorszą pogodę. Pocieszona tym faktem, w beznadziejnie brzydkie popołudnie udała się na mniejsze boisko, gdzie podobno odbywał się jakiś trening. Dodatkową motywacją, żeby wyczołgać się z ciepłego pokoju wspólnego była zasłyszana pogłoska, że na boisku będzie Robin. Za nic nie mogła odmówić sobie popatrzenia sobie na tę dziewczynę, choć przez chwilkę. Nie myślała o tym, jak o jakimś głupim zadurzeniu. Czuła raczej cichy podziw i fascynację. Sama kryjąc się za warstwą ironii uważała się za małą pokrakę, więc widok takiej dziewczyny jak Robin po prostu ją interesował.
Przydreptała więc grzecznie na małe boisko, gdzie już dzielnie latali czarodzieje. Usiadła sobie na skromnych trybunach, otuliła cieplej szalikiem i poczęła wypatrywać Gryfonki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5653
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja, pałkarz, kapitan
  Liczba postów : 2597
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Małe boisko   Wto Gru 02 2014, 12:02

Tak się jakoś złożyło, że nie było ostatnimi czasy zbyt dobrych pór na treningi. Za każdym razem, kiedy Rasheed już zabierał się do wysyłania listu Heikkonen, okazywało się, że albo lało, albo zaczynał padać śnieg. W pewnym momencie irytacja tak go już dopadła, że doszedł do wniosku, że trzeba z tym skończyć. Było dość paskudne popołudnie, ale mimo wszystko wygramolił się z domu i wysyłając Julce list nakazał ruszyć tyłek na boisko. Mieli zagrać w bludgera, więc nawet jeśli warunki nie będą specjalnie sprzyjające to z całą pewnością dodatkowy trening przed meczem im nie zaszkodzi, a i w ruchu też przy okazji się rozgrzeją. Do czego to doszło, aby drużyna musiała organizować sobie treningi samodzielnie. Sharker nie rozwodził się nad tym jakoś specjalnie długo, bo ubrany w szatę do ćwiczeń, właśnie zbiegał ze schodów i dreptał w stronę małego boiska. W jednej dłoni ściskał miotłę, a w drugiej trzymał dwie pałki, bo nie był pewien czy Ślizgonka posiada jakąś własną. Sporo ludzi dzisiaj przyszło polatać, jednak niespecjalnie się tym przejmował. W tłumie nikt nie będzie zwracał uwagi na ich ewentualne niedociągnięcia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Lahti, Finlandia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 3372
Dodatkowo : hejter narodów, obrońca, animagia (tygrys)
  Liczba postów : 907
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7262-julia-heikkonen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7263-julia-heikkonen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7264-julia-heikkonen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7265-julia-heikkonen




Gracz






PisanieTemat: Re: Małe boisko   Wto Gru 02 2014, 15:05

Jul nawet najgorsza pogoda nie przeszkadzała w tym aby wyjść i trochę polatać, gorzej jeśli miała lenia. Jak już wiadomo nie dane im było dokończenie treningu tak więc i ona nie zdążyła wyczerpać tego całego 'szału' który gdzieś tam towarzyszył zawsze wtedy kiedy wsiadała na miotłę i chociażby okładała się z kimś piłką. Już sam fakt pogrania w bludgera dawał jej satysfakcje, miło by było również wygrać ale to nie było konieczne, w końcu tym razem liczy się tylko zabawa. Można sobie zadać pytanie co to za przyjemność dostać tłuczkiem, Jul najpewniej odpowiedziałaby że dla niej takie stany i ból przez następne kilka dni jest w porządku, dodatkowo przypomina jej o tym że robiła coś mniej lub bardziej ciekawego. Dlatego preferowała też sztuki walki. Nie żeby miała sklerozę czy jakieś szczególne zamiłowanie do zadawania sobie bólu po prostu taka jest i już, w zasadzie ciężko było wytłumaczyć pewne rzeczy które były z nią związane. Uznajmy że urazy jej nie przeszkadzały, nie bała się ich i czasem nieszczególnie dbała o bezpieczeństwo.
Po otrzymaniu listu szybko ubrała się w swój wyjściowy dres nie dbając o to że ten ubiór może być nie wystarczający patrząc na pogodę, chyba wiadomo dlaczego? Dotarła na boisko tak szybko jak tylko mogła oczywiście taszcząc ze sobą miotłę i tłuczek. Jak się okazało nie byli tu sami co w ogóle jej nie przeszkadzało, zignorowała innych i podeszła do Rekina.
- Cześć, mam nadzieję że nie musiałeś czekać zbyt długo. Miś? - zapytała jakby nie mając pewności czy mogłaby to zrobić od tak , byli przyjaciółmi jednak w tej chwili poczuła że po prostu tak będzie lepiej a przy okazji od razu dowie się jaki ma humor. Taak to dało się wyczuć, lata praktyki hehs, z resztą Sharker nie był z tych którzy robią coś czego nie chcą, chyba że było to obowiązkiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5653
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja, pałkarz, kapitan
  Liczba postów : 2597
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Małe boisko   Sro Gru 03 2014, 02:03

Czekał na dziewczynę nie okazując ani odrobiny zniecierpliwienia. Przyszedł trochę przed czasem, dlatego teraz, w ramach rozrywki i przygotowania do gry, ćwiczył wymachy na lekko ugiętych nogach. Rozruszał zdrętwiałe ramiona, z zadowoleniem stwierdzając, że od czasu ostatniego treningu jeszcze nie zastały mu się kości. Byłoby trochę smutno, gdyż kilka długich minut musiałby pracować nad doprowadzeniem się do stanu względnej używalności. Nie myślał już o Matthewie czy Cezarze, teraz po prostu skupiając się na powolnych ruchach mięśni pełznących pod skórą, aż wreszcie do jego uszu dotarł znajomy głos. Opuścił pałkę, najpierw pozwalając jej odbić się od uda, a następnie wypuszczając ją z dłoni tak, aby wylądowała na suchym fragmencie ziemi. Uniósł jedną z brwi, gdy wyskoczyła z tak niecodzienną sobie propozycją… dobra, może nie niecodzienną, a po prostu bardzo mu odległą. Dawno nie proponowała wspólnego misiowania, dlatego bez słowa rozpostarł ramiona, pozwalając jej zbliżyć się.
- Hej, nie, może pięć minut. - odpowiedział, kiedy już się objęli i pogłaskał ją krótko po głowie. - Już lepiej?
Zapytał, lekko zgryźliwym tonem, ale uśmiechał się, więc nie chciał jej urazić ani nic. Wziął obie pałki w dłonie, aby jedną z nich zaraz rzucić Julce.
- Zasady znamy, więc wskakujmy na miotły. - podsumował, po czym faktycznie objął nogami kij i odepchnął się od ziemi, aby posłać pierwszą, pudłującą piłkę w stronę dziewczyny. Wiedział, ze wyszedł z formy, ale żeby aż tak? Zmarszczył nieco brwi, ale wyglądał raczej na lekko zdziwionego, niżeli na poirytowanego.

Pudlo
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Lahti, Finlandia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 3372
Dodatkowo : hejter narodów, obrońca, animagia (tygrys)
  Liczba postów : 907
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7262-julia-heikkonen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7263-julia-heikkonen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7264-julia-heikkonen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7265-julia-heikkonen




Gracz






PisanieTemat: Re: Małe boisko   Sro Gru 03 2014, 11:17

Jul chyba już tradycyjnie uznała że jej rozgrzewką będzie bieg na boisko, zazwyczaj to wystarczało jeśli chodziło o takie małe treningi. Czasami żałowała że nie jest białym tygrysem który mógłby zakamuflować się w tym całym śniegu. To dałoby jeszcze lepsze efekty, a pomarańczowy w tych warunkach nie był najlepszym kolorem i chyba nie trzeba być geniuszem żeby to wiedzieć. Oczywiście skorzystała z okazji kiedy to zgodził się na misia, objęła go i trwała w tej pozycji przez chwilę co pomagało w odgonieniu myśli które podczas gry w bludgera tylko by przeszkadzały.
- Pewnie że lepiej - powiedziała spokojnie co oznaczało to że mała misja się udała i teraz była już całkowicie gotowa do gry. Co prawda nie przyniosła ze sobą pałki (bo po prostu jej nie posiadała) ale na szczęście Rekin o tym pomyślał - Dzięki - dodała nieco głośniej podnosząc lekko pałkę aby wiedział o co jej chodzi. Sama nie stała jak kołek i również wzbiła się w powietrze. Zdziwiła się kiedy tłuczek ją ominął przy czym rzuciła pytające spojrzenie w kierunku Sharkera, chyba naprawdę potrzebowali tych treningów. Na pocieszanie przyjdzie pora po wszystkim tak więc tym razem ona odbiła w jego kierunku piłkę która trafiła go w rękę. Najwyraźniej jej udało się jeszcze nie wypaść całkowicie z formy choć oboje musieli jeszcze popracować patrząc na to że zbliżał się mecz z Krukonami.

3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5653
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja, pałkarz, kapitan
  Liczba postów : 2597
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Małe boisko   Sro Gru 03 2014, 11:24

Ucieszył się w duchu, nie z tego, że Julia potrzebowała odrobiny czułości (gdzie do cholery jest jej facet?), a raczej z tego względu, iż miał ku temu okazję. Wbrew pozorom żadne z nich nie było bez serca i mimo, że ich znajomość czasami bywała burzliwa, zawsze mogli na siebie liczyć w trudnych chwilach. Sharker mógł mieć wielu kumpli, ale stety bądź nie, na pierwszym miejscu zawsze trwała ta nieprzewidywalna pani animag. Został porwany przez kontemplacje i nim się nawet zdążył zorientować, otrzymał cios w rękę. Może gdyby to był jego pierwszy raz w bludgerze to zachwiałby się, nieco tracąc równowagę. Całe szczęście, że swego rodzaju doświadczenie już miał, między innymi zdobyte na dniu Quidditcha, na którym wygrał miotłę, którą teraz z kolei miała Gittan, więc jedynie delikatnie poruszył się w powietrzu. Cóż, pałkarz nie trafiający w bludgerze i obrońca, który to zrobił. Trzeba być sierotą, żeby to tak rozegrać, gratulujemy.
- Nieźle. - zawołał do niej, zamiast unosić się dumą i pokazał jej kciuk uniesiony ku górze. - Może na meczu zamienimy się pozycjami?
Zażartował nawet, pokazując jej język po czym pochylił się nad miotłą, wystrzeliwując w stronę zamku, lecz jednocześnie delikatnie napierając na trzonek miotły, aby skręciła. Okrążył Julkę i bezpardonowo posłał piłkę w jej plecy.

Trafienie w plecy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : San Antonio, Teksas, USA
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 298
Dodatkowo : animagia (ocelot), pałkarz
  Liczba postów : 170
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8923-robin-hunt
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8926-przejedziemy-sie-motocyklem
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8925-czarna-skrzynka-robin-hunt#250128
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8927-robin-hunt#250137




Gracz






PisanieTemat: Re: Małe boisko   Czw Gru 04 2014, 01:37

To zdecydowanie nie był jej najlepszy dzień. Właściwie nie miała nawet ochoty wstawać z łóżka, a o wiele bardziej kuszącą alternatywą wydawało się pozostanie w dormitorium i rozwijanie swojej wiedzy z zakresu uzdrawiania. A jednak doskonale zdawała sobie sprawę, że prędzej czy później nadejdzie dzień, gdy Gryfonom przyjdzie zmierzyć się z inną drużyną w sporcie o dumnej nazwie Quidditch. Choć może nie było tego widać na pierwszy rzut oka, Hunt bardzo ceniła fakt, że może stanowić jedno z ogniw tej drużyny. Robin wiedziała również doskonale, że jej kondycja nie była ostatnio najlepsza i chociaż lato zdawało się o wiele lepszą porą do naprawiania tego typu kwestii, teraz nie było sensu się tym zadręczać.
Niezbyt zachwycona parszywą pogodą dowlekła się na małe boisko. Dostrzegła kilka ćwiczących na nim osób, ale niezbyt się tym przejmowała. W końcu było dość duże dla wszystkich, prawda? Cóż, przynajmniej dopóki nie oberwie kaflem w głowę.
Rozglądając się z grubsza wokół, weszła na oprószoną niemrawym śnieżkiem murawę, ciągnąc za sobą nie najnowszy model miotły wypożyczonej z Hogwartu. Niestety w zamku trudno było znaleźć coś lepszego i Robin powoli godziła się z myślą, że swoją następną wypłatę poświęci w całości na zakup Błyskawicy. Może powinna dokupić też nowe ochraniacze? Zajęta rozmyślaniem nad wydatkami, wsunęła miotłę pomiędzy uda i powoli wzniosła się nad ziemię. Im wyżej się znajdowała, tym większa pewność siebie przebijała z każdego jej ruchu. Pierwsza pętla była ostrożna i nie tak płynna, jak chciałaby tego Hunt, a jednak następna wydawała się już całkiem przyzwoita. Miotła nabierała szybkości, a w rękach Robin zdawała się być bardziej zwrotna niż sugerowałby tak stary model. Zwolniła nieco, całkiem zadowolona z postępów. Jeszcze kilka kółek i będzie mogła wrócić na ziemię. Trenujący nieopodal Ślizgoni nie wydawali się zbyt interesującym obiektem obserwacji, toteż Hunt prawie zdecydowała się na skupienie wzroku na trzonku miotły i poświęcenie pełnej uwagi następnemu zwrotowi. Jej plan rozpłynął się jednak w niebycie niemal tak szybko, jak się pojawił, gdy na celowniku objawił się wreszcie obiekt godny zainteresowania. Choć Hunt zawsze brzydziła się uprzedmiotawianiem kobiet w ten sposób, tym razem był to jednak niewyobrażalny komplement - ktoś tak zachwycający zdecydowanie nie mógł być ludzką kobietą.
Nie widziała jej zbyt dokładnie, ale fakt, że dziewczyna zdawała się śledzić ją wzrokiem, tylko napędzał chęć popisania się. O ile mecze nie były dobrym czasem na takie numery, trening wydawał się całkiem w porządku.
Miotła przyspieszyła i uniosła się jeszcze wyżej, kierowana zdecydowanymi ruchami Gryfonki. Skręciła gwałtownie, uniosła się jeszcze trochę, runęła w dół tylko po to, by unieść się znowu, prowadzona tak zręcznie, że sama Robin była pod wrażenie tego, czego właśnie dokonała. Być może to był dobry moment na przyspieszenie jeszcze odrobinę i pokazania się tej tajemniczej dziewczynie w pełnej krasie? Nieco zbyt pewna siebie, Hunt wymogła na miotle większe tempo. Drewno zadrżało pod jej palcami, nieprzyzwyczajone do tego, że wyciska się z niego siódme poty, podczas gdy ono zwykle wymięka już przy trzecich. Trzonek drgnął niebezpiecznie i cała konstrukcja wierzgnęła mocno w powietrzu.
Szare tęczówki okażą się później jedyną rzeczą, jaką zapamięta Robin, a chęć do popisów na miotle przejdzie jej raz na zawsze.
Choć kolejna ostra utrata na wysokości lotu zdawała się niemal identyczna z tą, którą Robin wymusiła zaledwie chwilę temu, tym razem miotła nie powróciła na dawne miejsce. Spadała coraz szybciej i szybciej, a Hunt nie miała już nad nią żadnej kontroli. Chociaż chętnie zrzuciłaby wszystko na słaby model, musiała przyznać sama przed sobą, że zwyczajnie przeholowała. Być może nie do końca potrafiła łączyć gry sportowe z grą miłosną. Zanim to jednak do niej dotarło, otoczyła ją kompletna ciemność.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Lahti, Finlandia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 3372
Dodatkowo : hejter narodów, obrońca, animagia (tygrys)
  Liczba postów : 907
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7262-julia-heikkonen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7263-julia-heikkonen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7264-julia-heikkonen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7265-julia-heikkonen




Gracz






PisanieTemat: Re: Małe boisko   Czw Gru 04 2014, 15:56

Rasheed spokojnie mógł jej zadać to pytanie, przynajmniej nie musiałby się zastanawiać o co się rozchodzi. Gdzie facet? A no właśnie go nie było, a przynajmniej nie w takim sensie jakby sobie o tym pomyślał. Byli przyjaciele z czego jeden się wyróżniał i póki co to tyle. Co do burzliwości ich przyjaźni najpewniej bywało tak z powodu, iż byli całkiem do siebie podobni co czasem oznaczało małe spiny. Najważniejsze było to że relacja ciągle się utrzymywała i najpewniej utrzyma się do końca. W zasadzie co do ważności tej relacji okazuje się że Sharker zajmuje pierwsze miejsce razem z Lumią.
Gdy przyjaciel ją pochwalił ukłoniła się z uśmiechem na twarzy niczym aktorzy na końcu każdego z przedstawień teatralnych - Mi pasuje - odpowiedziała wiedząc od dłuższego czasu że faktycznie jej umiejętności pozwalały na granie również jako pałkarz. Gdyby tylko można było stworzyć własną drużynę i to bez domowych podziałów... Oczywiście było to możliwe w rozgrywkach międzyszkolnych ale tylko wtedy, niestety. W głowie już wymyślała wymarzony skład, właśnie zastanawiała się nad kapitanem Rekin czy She? Niestety nie mogła dokończyć rozkmin które przerwał tłuczek na jej plecach, od uderzenia pochyliła się nieco w stronę miotły. Skłamałaby gdyby powiedziała że to nie bolało, ale też bez przesady, zaraz po uderzeniu wyprostowała się odnalazła pana wężowego prefekta wzrokiem i tym razem ona wyraziła uznanie zacnego manewru gestem 'brawo ja' tylko skierowane w jego stronę. Przy okazji przez swoje myśli towarzyszące temu zdarzeniu ledwo powstrzymała się od śmiechu, wężowy prefekt aka Rekin aka krążownik, czyli tak jakby wrócił do oceanu nie? Jul i jej mózg, witamy.  
Jako że nadszedł czas, aby miotnęła tłuczkiem tym razem to ona popisała się podobnymi zdolnościami ponieważ przyjaciel również dostał w plecy, najwyraźniej historia w tym przypadku lubi się powtarzać.

4, plecki <3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5653
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja, pałkarz, kapitan
  Liczba postów : 2597
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Małe boisko   Pią Gru 05 2014, 00:13

Nie chciał jej o nic wypytywać, bo i niespecjalnie miał ochotę teraz tego słuchać. Tak się akurat złożyło, że w dniu treningu z Julką po prostu nie miał nastroju na rozmowy poważniejsze od „jak tam dzisiejsza pogoda?”. Wolał się nie zastanawiać i po prostu zagrać, dlatego to, że pochyliła się nad miotłą pod wpływem uderzenia jednocześnie przyniosło mu pewną satysfakcję, jak i przywołało wręcz przeciwną emocję. Minęły już chyba te czasy, w których potrafił cieszyć się z nieszczęścia kogoś bliskiego, więc Julia zdecydowanie nie zasługiwała na takie coś. Posłał jej przepraszający uśmiech, ale zaraz zmyła mu go z twarzy, gdyż też trafiła go w plecy. Prosto między łopatki, w kręgosłup. Sharker poczuł jak ostry ból przeszywa mu całe ciało, a palce zesztywniały, dlatego mocniej zacisnął je na pałce. Nigdy wcześniej nie miał problemów z kręgosłupem, dlatego teraz, gdy już ktoś go w niego trafił, czuł się nieco zdezorientowany reakcją swojego ciała. Nie dał jednak po sobie niczego poznać, szybując ponownie w powietrzu tak jak na samym początku. Wykonał kilka kontrolnych okrążeń wokół Heikkonen, zastanawiając się jak ją podejść. Szybki zwód z nurkowaniem, podczas którego przylgnął płasko do miotły, minimalizując napór powietrza na swoje ciało, po czym poderwał ją szybko w zdecydowanie niespodziewanym kierunku. Wtedy też wycelował w głowę. Piłka dosięgnęła celu szybciej niż się spodziewał i z okropnym odgłosem odbiła się od blond główki Ślizgonki.
- Arresto Momentum - warknął wtedy pod nosem Rasheed, szybko wyciągając różdżkę, bo zbyt dobrze wiedział jak może się to skończyć. Spadłaby na ziemię i zrobiła sobie jeszcze większą krzywdę, po czym wydarłaby się na niego i obdarła go ze skóry.
- Wybacz, to nie miało się tak skończyć. - powiedział, gdy już bezpiecznie sprowadził ją na ziemię i zbadał jej głowę. - Tylko obita, mamy szczęście.
Poinformował ją, po czym cofnął zaklęcie i pomógł jej wstać.
- Chodźmy do zamku, wyścigi zaliczymy innym razem. - podał jej ramię i zmusił do pochwycenia go. Nie chciał, żeby jeszcze gdzieś po drodze padła mu na twarz. Skierowali się w stronę zamku, a w sali wejściowej Rekin zaproponował Julce wycieczkę do kuchni w celu spożycia kubka gorącej, słodkiej czekolady.

Boom, headshot

[ztx2]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 19
  Liczba postów : 22
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9815-rosh-smith
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9820-rosh-smith
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9817-poczta-rosha-smita
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9819-rosh-smith




Gracz






PisanieTemat: Re: Małe boisko   Pią Gru 26 2014, 20:37

Tak jak, się umawiał z panią Kapitan. Zaraz, po skończeniu pracy domowej ruszył na małe boisko, by tam w spokoju potrenować. Zabrał ze sobą miotłę oraz ubrał ciuchy do treningu. Ale mnie wyśmieje, gdy zobaczy moje umiejętności. Słyszałem, że lubi sobie pokrzyczeć. Rozmyślał o treningu przez całą drogę. Nagle przewrócił się na kamieniu. Wstał wściekły, otrzepał ciało z śniegu i jakiś liści.
- Cholera, jeszcze tego, brakowało, abym ubrudził ubranie.
Szczerze mało, kiedy widział kapitana drużyny, a była, nim dziewczyna, młoda, bowiem rok młodsza od samego Rosha. Powolnym krokiem zmierzał ku boisku. Z daleka zauważył, iż nikogo na, nim nie ma. Popatrzył w stronę słońca, a ono właśnie zachodziło. OOOO zaraz powinna być. Obym dobrze wyglądał. Zarzucił na siebie strój Gryfonów do ćwiczeń, po czym oparł ciało o jakąś belkę w oczekiwaniu. Popatrzył, a z daleka widać, było małą postać, która zmierzała ku niemu. Chyba idzie, nareszcie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 19
Skąd : Paryż
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 278
  Liczba postów : 217
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9782-charlotte-williams
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9783-lottie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9785-poczta-charlotte
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9784-charlotte-williams




Gracz






PisanieTemat: Re: Małe boisko   Wto Gru 30 2014, 23:51

Pani Kapitan, co prawda lekko spóźniona, zjawiła się w krótce. Nieprawdą było, że lubiła krzyczeć na ludzić, aczkolwiek różne plotki o różnych osobach chadzają. Ciemnowłosa dziewczyna przydreptała na boisko raźnym krokiem, przy okazji chlapiąc błotem na różne strony i taszcząc ze sobą - tradycyjnie - sprzęt szkolny. Wywrócić się nie wywróciła, ale nie wyglądała bardzo składnie.
- Wybacz spóźnienie Smith. Najpierw jednak potrzebuję obgadać z Tobą jedną kwestię. - mrugnęła zawadiacko.
Chłopak najwyraźniej był starszy, ale podobnego wzrostu więc na szczęście nie musiała zadzierać głowy do góry. Obrzuciła chłopaka spojrzeniem swoich niebieskich oczu.
- Czy nada chcesz grać na pozycji rezerwowego obrońcy? Bo tak się składa, że takowego już mamy, natomiast brakuje pałkarza. - zapytała nieco leniwie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5653
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja, pałkarz, kapitan
  Liczba postów : 2597
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Małe boisko   Sob Mar 21 2015, 11:34

Informacja o treningu Quidditcha była zbawienna. Ślizgon zdążył się już dawno zastać, dlatego rozruszanie kości zdecydowanie było czymś co pragnąłby przeżyć w ten weekend. Nie wiedział czego może się spodziewać przy obecnym składzie drużyny, ale niespecjalnie się tym przejmował. Może zacząłby, gdyby wiedział, że kroją się jakieś rewolucje w tym temacie? Zapewne tak, ale cóż, przyszedł więc wszystko niedługo się okaże. Przybył do Hogwartu i niemalże natychmiast skierował się w stronę szatni. Przebranie się w strój treningowy wcale nie zajęło mu dużo czasu, więc przez bite pięć minut składał mugolski przyodziewek, w jakim się tutaj zjawił. Spodnie nie były trudne, o wiele gorzej szło mu składanie koszul, może dlatego, że nigdy nie musiał sam tego robić, dlatego teraz dla zabicia czasu mógł się tak pobawić. Ostatecznie wygładził kołnierzyk i wsunął ubrania do szafki dopiero wtedy, gdy mu się to znudziło, a warto pamiętać, że specjalnie fascynujące zajęcia to to niebyło. Chwycił swoją miotłę, którą tutaj przytargał oraz pałkę i powoli wyszedł na małe boisko, gdzie mieli się zebrać. Pogoda zdawała się nie być taka zła, dlatego Sharker wyłożył się bez krępacji na suchym fragmencie trawy, na który padały nieliczne promienie słońca. Uznał, że to o wiele lepszy sposób przeczekania aniżeli bezcelowe krążenie. Położył miotłę i pałkę obok swojego uda po czym podłożył dłonie pod głowę i tak o sobie leżał.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Lahti, Finlandia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 3372
Dodatkowo : hejter narodów, obrońca, animagia (tygrys)
  Liczba postów : 907
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7262-julia-heikkonen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7263-julia-heikkonen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7264-julia-heikkonen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7265-julia-heikkonen




Gracz






PisanieTemat: Re: Małe boisko   Sob Mar 21 2015, 12:03

Ojajebe trening, omatko nie powiem co jeszcze (wtajemniczeni wiedzą). Nie no w sumie to pierwsze to fajnie fajnie, bo przecież lubimy grać w grę, bronić, a czasem to komuś przyłożyć i to tak konkretnie. Niektórym to by się to przydało, oj tak, to myślenie chyba nigdy ją nie opuści, żadne tam gadanie i tłumaczenie, chociażby Rekinowa pałka była w stanie wszystko załatwić. Rasheed będzie na boisku prawda? Zawsze był i cwany zawsze przed nią, tak się spieszył, ona też ale trochę mniej. W ogóle to będzie tam ktoś jeszcze poza nimi i kapitanem? Nie żeby jej to przeszkadzało, jej do szczęścia był potrzebny tylko Sharker i jakieś fajne zadanie. Ciekawe czy kapitan będzie w stanie takie wymyślić, jak znów będzie to co zawsze to... Ey, no dobra może trenowanie polegało na powtarzaniu pewnych czynności ale bez przesady, w kwestii quidditcha możliwe było zmajstorwanie czegoś interesującego. Derpiła przebrana już w swoją super wowow koszulkę którą dostała od przyjaciela, nawet miała teraz swoje nazwisko na plecach, jakby 'hym hym' zapomniał jak się nazywa. No jakby ktoś chciał znów ją wywalić z treningu to przynajmniej będzie wyjście smoka, a raczej tygrysa. W sumie to ciekawie, Rekin to rekin i na dodatek wężowy, zwierzęta się ich trzymają. Gdy tylko weszła na boisko zrobiła sobie rundkę dookoła boiska na koniec lądując przy wyżej wspomnianym.
- Hej ho - przywitała się po czym klapnęła przy nim żeby mu nie było tak smutno samemu. Jak przewidywała nikt więcej nie raczył przyjść, ale olewka.
- Jak nastroje?
No nie przejmowała się gdzie jest ten Weatherly, najwyżej potrenuje z Sharkerem bez spin.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Rumunia, Europa
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1147
Dodatkowo : Hipnoza
  Liczba postów : 455
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10037-rains-unique-nashword
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10041-co-powiesz-na-pakt-z-diablem#279660
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10040-rains-u-nash#279659
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10039-rains-u-nash#279655




Gracz






PisanieTemat: Re: Małe boisko   Sob Mar 21 2015, 19:31

Już dawno nie miała okazji do porządnego lotu na miotle. Nie, żeby jakoś szczególnie jej tego brakowało, ale dobrze było od czasu do czasu wyrzucić z siebie nadmiar energii, a tym samym nadmiar stresu. Zadowolona, że wreszcie ktoś ruszył tyłek i zorganizował trening, postanowiła zrobić dokładnie to samo i się na nim pojawić. Wprawdzie nie należała do składu, ale może to właśnie była dobra okazja, żeby zostać zauważoną? Teraz, gdy ojciec praktycznie nie poświęcał jej czasu ze względu na dziwaczne zaginięcie matki, Nashword nie miała już planu B w postaci wykombinowania odrobiny dodatkowych środków na przekupienie paru osób. Nie zamierzała też wywalać na to galeonów, które sama zarobiła, pocąc się u Scrivenshafta przy przenoszeniu i wypakowywaniu pudeł. Że też nie mieli nikogo, kto by to robił... Pozostawało więc tylko wykazać się umiejętnościami, a to akurat szło jej całkiem nieźle.
Idąc na boisko, już z daleka zauważyła Sharkera i Heikkonen. Nie była z nimi blisko, ale ostatecznie byli z jednego Domu i trudno było się ich wypierać. Nawet jeśli wciąż nie do końca potrafiła się identyfikować z całym tym Slitherinem. Tak czy inaczej, po co miałaby srać we własne gniazdo, skoro nigdy nie zaszli jej za skórę, a ona odwdzięczyła się dokładnie tym samym?
- Wolne? - zapytała z półuśmiechem, nie czekając na zgodę i przysiadając się do nich. Jeśli nie zechcą, nie muszą gadać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 386
  Liczba postów : 235
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10310-casey-marvell
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10316-dla-odwaznych
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10318-casey
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10317-casey-marvell




Gracz






PisanieTemat: Re: Małe boisko   Nie Mar 22 2015, 11:42

O ile Casey lubił od czasu do czasu śledzić rozgrywki Quidditcha i na wszystkich meczach swojego domu zjawiał się dość często, o tyle nigdy nie zabrał się za treningi tej dyscypliny na poważnie. Latać na miotle potrafił, nawet jeśli był w tym wybitnie przeciętny i nigdy nie próbował tej sytuacji zmienić. Może dlatego w końcu pofatygował się na trening przeznaczony dla Slytherinu. Dlaczego nie? Przecież nie mógł wiecznie siedzieć zagrzebany w podręcznikach - albo inaczej, mógł, jednak chwilo naprawdę nie widział potrzeby. Zresztą, odrobina ruchu nikomu nie zaszkodziła i w końcu może weźmie się za poprawienie tych mniej związanych z nauką, a bardziej ze sportem umiejętności. Nawet nie zakładał, że dostanie się do drużyny - to byłyby pobożne marzenia, bo przecież pewna część Ślizgonów naprawdę miała do tej gry większą smykałkę i trenowała od lat, nie to co on. Trudno. Przecież na dobrą sprawę nie chodziło mu tylko o to, a skoro w treningu mógł wziąć udział każdy, dlaczego miałby w końcu nie sięgnąć po swoją zapomnianą miotłę i nie przyjść na boisko? No właśnie.
Przywitał się z Heikkonen, Nash i Sharkerem skinieniem głowy, a później zajął miejsce na suchej trawie obok nich. Na dobrą sprawę kojarzył ich tylko z Pokoju Wspólnego czy stołu w Wielkiej Sali, bo pomimo przynależności do tego samego domu nie nawiązał z nimi żadnej głębszej, czy bardziej przyjaznej relacji - byli po prostu Ślizgonami, zupełnie neutralnymi dla Casa, z którymi jak do tej pory nie miał jeszcze zbyt dużo do czynienia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Paryż, Francja
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 458
  Liczba postów : 272
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10155-sonia-rossa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10172-sonia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10173-niezawodna-sowa-sonii
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10174-sonia-rossa




Gracz






PisanieTemat: Re: Małe boisko   Nie Mar 22 2015, 20:46

Sonia lubiła Quidditcha. Naprawdę. Lubiła patrzeć jak zawodnicy latają sobie na miotłach, rzucając do siebie kaflem, strzelając tłuczkami lub – w przypadku szkującego – latając za małą piłeczką, zwaną złotym zniczem. Pokibicować na trybunach, w zielonym szaliczku, krzycząc Slytherin górą. Było to nawet miłe, mogła się przynajmniej od stresować, to była taka miła odskocznia od rzeczywistości. Nigdy jednak nie myślała o tym, żeby grać w drużynie. Wcześniej nie wydawało jej się fajne… No, bo, ej… siedzenie na wątpliwie statecznej miotle, na nie wiadomo jakiej wysokości i jeszcze czerpania z tego przyjemności. Ale… jeśli tyle osób tak bardzo lubi latać, to może jednak coś w tym jest. Sonie nie należała do osób bojaźliwych, które nie lubią próbować nowych rzeczy. Wprost przeciwnie. Ona wręcz uwielbiała to robić. Z tego właśnie powodu, gdy tylko usłyszała o dzisiejszym treningu postanowiła na niego przyjść. Drugim powodem, dla którego tu przyszła była Alpha. Tak, właśnie ona. Ta nadpobudliwa Gryfona, tak długo smędziła jej nad głową o Quidditcha, że w końcu postanowiła spróbować.
Szła powoli, delektując się wiosennym powietrzem po błoniach, w kierunku małego boiska, gdzie miał się odbywać trening. Wyszła trochę wcześniej, żeby mieć jeszcze czas na nieśpieszny spacerek. Zamiast normalnych, czarodziejskich szat włożyła swoje stare mugolskie ciuchy, gdyby miała jakiś nieprzewidziany wypadek. Gdy dotarła na miejsce, rozejrzała się, czy może przybył ktoś znajomy. Pierwszą osobą, jaką zauważyła była Rains. Przez chwilę zastanawiała się, czy może się do niej dosiądzie, jednak ostatecznie zrezygnowała. Nie miała dziś zbytniej ochoty z nią rozmawiać. Potem zobaczyła jakiś dwóch ledwie jej znanych Ślizgonów i – o zgrozo – Caseya. Do niego już nie miała najmniejszej ochoty podchodzić. Koniec z końców usiadła samotnie, poprawiła parę niesfornych kosmyków i wystawiła twarz do słońca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Toronto, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1236
  Liczba postów : 468
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6002-cesaire-bernard-weatherly#171006
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6003-cezar-i-jego-rzymianie#171018
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6010-cezarowa-sowa#171255
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7381-cesaire-weatherly#207517




Gracz






PisanieTemat: Re: Małe boisko   Pią Mar 27 2015, 16:32

Césaire pojawił się na małym boisku chyba jako ostatni z chętnych do udzielania się na treningu, a przynajmniej tak założył, obrzuciwszy spojrzeniem grupkę zebranych Ślizgonów, skoro gdzieś tam w trakcie ogłaszania planowanego spotkania zapowiedział, że mają stawić się na miejscu wcześniej i wszystko zacznie się w momencie jego przybycia. Chociaż oczywiście nie pogardziłby, gdyby pojawiło się również kilka osób ze starego składu.
- Mam nadzieję, że jesteście gotowi do działania. Nie mamy dziś zbyt wiele czasu, więc zamiast biegania rozpoczniemy od lotu wyznaczoną trasą, która biegnie od skraju boiska przez lasu i wychodzi w innym miejscu boiska. Po drodze będą krążyły tłuczki, więc pałkarze dostaną pałki i mogą je odbijać, a reszta musi ich po prostu skutecznie unikać. Są to poniekąd wyścigi, ale byłoby dobrze, gdybyście skończyli w jak najlepszym stanie, a nie zaliczali po drodze każdą gałąź i nie wiadomo co jeszcze, refleks i zwrotność jest w cenie. – oznajmił słowem wstępu, prowadząc zebranych do miejsca, gdzie rozpoczynała się wyznaczona trasa. – Widzę kilka nowych twarzy, jeśli nie będziecie dawać rady, nie forsujcie się, macie dolecieć w jednym kawałku, a nie wypruwać sobie żyły i się zrażać. Będę leciał na końcu, na wypadek, gdyby komuś coś się stało lub gdyby zgubił trasę. Jeśli nikt nie ma żadnych pytań, to ruszamy! – w ten oto sposób, bez głębszej filozofii, wszyscy wskoczyli na miotły i wystartowali, Kanadyjczyk odczekał parę sekund i ruszył za Ślizgonami, obserwując sobie uważnie kto i jak sobie radzi z lawirowaniem pomiędzy drzewami i atakującymi tłuaczkami.


Pierwszy etap – lot na miotle:
 

Obowiązkowy kod:
 

Dodatkowe informacje Żeby wszystko nie ciągnęło się w nieskończoność, proszę o w miarę możliwości sprawne odpisywanie, następny etap pojawi się, kiedy wszyscy napiszą posty, jeśli jednak ktoś będzie zbyt długo opóźniał, dostanie fabularne zt i zostanie pominięty. Jeśli ktoś chce dołączyć, a z jakiś przyczyn nie napisał tu wcześniej, proszę o PW. Jeśli macie jakieś pytania, wątpliwości czy cokolwiek – również PW!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5653
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja, pałkarz, kapitan
  Liczba postów : 2597
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Małe boisko   Nie Mar 29 2015, 13:34

Taka sytuacja i inne hemoglobiny, że Heikkonen nigdy się nie spieszyła. Dzięki temu zawsze był pewien, że mógłby wyciąć jej niezły numer w damskiej części szatni, bo przecież i tak miałby czas nawet na zajęcie dogodnego miejsca do obserwacji swojego dzieła. Nigdy jednak nic podobnego nie przeszło mu przez głowę, dlatego mogła czuć się bezpiecznie, a przynajmniej na razie. Taka myśl była dosyć absurdalna. Latanie na miotle nie jest sportem prostym i na pewno nie bezpiecznym, ale dreszcz emocji, który towarzyszy każdemu wzbiciu się w powietrze z całą pewnością wynagradzał wszystko, a niedługo właśnie tego mieli doświadczyć. Nieważne było to kto prowadził trening i czy znowu go z niego wyrzuci z powodów poprawnych czy niepoprawnych, ważny był sam fakt, że mógł trenować. Po powrocie ze Szwecji nic już nie było dla niego tak ważne jak rzucenie się w wir wydarzeń i zapomnienie o tych, które tam zostawił.
- Z lekka kiepskie, ale dam sobie radę. - odpowiedział Julii, gdy dotarł do niego jej głos. Odsłonił oczy, które do tej pory skrywał rękawem i patrzył jak zbliżają się Ślizgoni, których w większości kojarzył jedynie z widzenia. Niektórzy skinęli głowami, inni się przysiedli, inni mieli wszystkich gdzieś, nie wnikał, każdemu lekko odmachnął, może jedynie poza Rains, która przecież usiadła z nim i Julką.
- Pewnie. - rzucił w ramach odpowiedzi do Nashword i podniósł się do pozycji siedzącej, jednocześnie otrzepując się trochę z kurzu i ziemi, ale bez jakiejś specjalnej pasji. Tak czy siak mieli zaraz się ubrudzić lub pozderzać z niewidzialnymi dla nich wcześniej ścianami.
- Długo grasz w Quidditcha? - spytał dziewczynę z niejasnym zaciekawieniem, ale nie mieli zbyt wiele czasu na wymienienie uwag, bo oto zjawił się ich kapitan. Pozostało mu dźwignąć się na nogi i wysłuchawszy jego instrukcji wzbić się w powietrze. Latanie między drzewami już od samego początku wzbudzało jego wątpliwości. Parę razy w życiu już zdarzyło mu się na nie władować, a chociażby skupiał się na tym najlepiej jak tylko mógł, zwykle coś i tak szło źle. Odbił większość atakujących go tłuczków, ale parę prześlizgnęło się gdzieś pomiędzy pałką, a jego ramieniem, uderzając go w bok czy nogę. Właśnie podczas jednej z takich sytuacji zderzył się z drzewem, które nie wiadomo skąd wyskoczyło spod ziemi. Co prawda zahaczył tylko o nie nogą, ale tak go ściągnęło, że i miotła zdążyła ucierpieć. Nie był jednak ostatnim, który dotarł na metę i to mu wystarczyło. Wylądowawszy gładko na boisku, machinalnie zaczął rozcierać kość biodrową, która jako jedyna mogła rywalizować z uszkodzeniami, których doznała jego zastępcza miotła. Cóż, bez wizyty w Scopie lub Markowym Sprzęcie do Quidditcha się nie obędzie.

Wylosowana kostka: 3
Link do losowania: *klik*
Ilość punktów w kuferku: 42
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Lahti, Finlandia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 3372
Dodatkowo : hejter narodów, obrońca, animagia (tygrys)
  Liczba postów : 907
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7262-julia-heikkonen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7263-julia-heikkonen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7264-julia-heikkonen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7265-julia-heikkonen




Gracz






PisanieTemat: Re: Małe boisko   Nie Mar 29 2015, 14:27

Pośpiech nie był potrzebny skoro i tak udawało jej się dostać na miejsce przed czasem, nikomu nie zdradzała też co robiła w drodze. Kto znał jej tajemnicę, która już w coraz mniejszym stopniu nią była wiedział co zajmowało jej ten czas. Przecież nie dreptałaby tak jak głupia, a z teleportacji korzystała rzadko, zawsze wolała się przejść lub potygryskować o ile warunki jej na to pozwalały. Nie do końca była pewna tego czy dobrze zrobiła zgłaszając się do nauczyciela aby być jego asystentką w zajęciach nauki animagii. Wieść o jej umiejętności po wszystkim  szybko się rozniesie i co będzie później? Wytworzy się grupka pozytywnie i negatywnie nastawionych? W końcu tygrys to nie byle jakie stworzenie i oczywiście mogła być zagrożeniem dla innych, łącząc to z jej charakterem. I tak by nim nie była, ale reszta tego nie wie, wydarzenia z przeszłości i przynależenie do pewnej nieistniejącej już organizacji to wystarczające ryzyko, nie chciała przedwcześnie zakończyć nauki w szkole.
Żarciki Sharkera nie byłyby mile widziane,oczywiście wyjątkiem były te słowne (wszystko zależało też od jej aktualnego humoru). Cóż Juls i tak nie chodziła przed meczem do szatni, smuteczek. Zawsze przygotowywała się do treningu już w domu i przebrana szła na boisko, nawet przy minusowych temperaturach rzadko kiedy miała przy sobie kurtkę, tak więc jeśli Rekinowi przyszłoby do głowy wycięcie jakiegoś numeru to szatnia odpada. Co zrobiłaby gdyby zdecydował się na to wszystko? To zależy, wpadłaby w dziki szał? Możliwe, z resztą on sam doskonale wiedział już co mogła zrobić, chociażby na przykładzie innych ofiar.
Jeśli chodziło o drużynę miała inne podejście niż przyjaciel, przez kapitana traciła motywację do gry, przynajmniej tutaj w szkole. Nie zrzucajmy jednak na niego całej winy, inne wydarzenia również robiły swoje, musiała teraz zajmować się firmą i w dalszym ciągu użerać się z formalnościami. Gdy tylko miała kilka dni wolnego musiała wracać do domu, jednak na szczęście wszystko powoli się układało, no poza tym, że nie miała już rodziców... Było to po niej widać, na boisku była raczej obojętna, jedynie na meczach starając się wciąż pokazywać co potrafi. Miała talent, ponoć, ale co z tego kiedy coraz bardziej brakowało jej chęci. Niedobrze, no ale nic, póki co wciąż chciała być w drużynie. Skinęła głową gdy podeszła do nich dziewczyna, pozwalając jej na przycupnięcie, wciąż czekali na kapitana jednak nie odezwała się już aż do jego przyjścia. Rasheed postanowił z nią pogadać i chyba dobrze, że zadał jej pytanie, ona też chciała usłyszeć na nie odpowiedź, czasem spoglądała na nich kątem oka, jednak bardziej zajęta była patrzeniem w trawę. Kontemplacje kontemplacje.
Wyczuła ruszenie narodowe przez co i ona wstała zauważając, że Weatherly już przyszedł. Ze średnim zaciekawieniem słuchała jego monologu i kiedy tylko mogli już zacząć rozgrzewkę wzbiła się w powietrze. Na początku szło jej całkiem dobrze, do momentu kiedy znikąd pojawiło się przed nią stadko ptaszorów, no nie miały gdzie latać? W sumie to całkiem ładne ptaszory, no i masz ta myśl sprawiła, że znów popadła w przemyśleniowy nastrój, a z czym dość często miała problem. Przez chwile chciała nawet żeby leciały z nią do końca, co oczywiście nie było możliwe, bo te i tak by się jej nie słuchały. Tłuczki również nie były zainteresowane tym, że leci i to w dość wolnym tempie. Przelot przez las był jedną z lepszych rzeczy które ostatnio jej się przytrafiły, w sumie to gdyby mogła położyłaby się na miotle i leciała tak z pół dnia. Nie obchodziło ją to, że Weatherly będzie miał do niej wonty o słaby przelot, widocznie zadowolona zakończyła lot jako ostatnia z lekkim uśmiechem na twarzy lądując na ziemi i wzruszając ramionami widząc miny innych. To zdecydowanie jej pomogło, teraz mogła żyć dalej i jakoś przebrnąć przez dalszą część treningu. Zmartwiła się nieco widząc lekko potłuczonego Sharkera, mogła jedynie domyślać się co go spotkało, w końcu nie śledziła go wzrokiem, ani nikogo innego. Rzuciła mu pytające spojrzenie, niekoniecznie oczekując jakiegoś wytłumaczenia.

Wylosowana kostka: 4
Link do losowania: *klik*
Ilość punktów w kuferku: 36
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Rumunia, Europa
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1147
Dodatkowo : Hipnoza
  Liczba postów : 455
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10037-rains-unique-nashword
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10041-co-powiesz-na-pakt-z-diablem#279660
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10040-rains-u-nash#279659
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10039-rains-u-nash#279655




Gracz






PisanieTemat: Re: Małe boisko   Nie Mar 29 2015, 21:44

Zdziwiło ją nieco, gdy Sharker się do niej odezwał, ale nie dała tego po sobie poznać. Jak długo grała? No to była akurat całkiem zabawna historia. Panienkom z dobrego domu rzadko pozwalano wsiadać na miotłę, nawet jeśli buntowały się ile wlazło i nosiły ciuchy, które z powodzeniem można by uznać za strój typowej chłopczycy. Jedynie w Ardeal udawało jej się polatać, kiedy akurat mieli zajęcia, ale mało to miało wspólnego z grą w quidditcha. Podobnie zresztą tutaj, w Hogwarcie.
- Właściwie dopiero próbuję się rozwijać w tym kierunku - rzuciła, unosząc lewy kącik ust. Oczywiście i za tym stała przemożna potrzeba udowodnienia wszystkim wokół, że się sprawdzi. Musiała i nie było nawet mowy o porażce. Pośpiesznie wymienione zdania były jedynymi, które miały miejsce, bo na boisku dość szybko pojawił się kapitan drużyny i Rains podniosła się razem ze wszystkimi z murawy boiska.
- Cześć - rzuciła szybko do chłopaka i zamilkła w oczekiwaniu na listę wymagań dzisiejszego treningu. Nie była jakaś nadzwyczajna, choć Nashword miała wrażenie, że przecenia swoje umiejętności i kondycję jak na pierwszy trening od dawna. Nie miała jednak ochoty się wycofywać, dlatego złapała Pioruna, którego dostała na święta i przywlekła ze sobą na boisko - nie była to jakaś zajebistość, ale przynajmniej latała, a przy pensji u Scrivenshafta i olewactwie starszych trudno było o coś lepszego. Wierząc, że sobie poradzi, wysłuchała kapitana do końca i powoli wzbiła się w powietrze. Ruszyli w dość zwartej grupie, ale pierwszy tłuczek dość szybko trafił w jej ramię. Nie było czasu - nie wspominając już o możliwościach - na rozcieranie obolałego miejsca, dlatego tylko zacisnęła zęby i pomknęła naprzód. Wiedziała, że Weatherly jest gdzieś z tyłu, by w razie czego ich asekurować, ale nie miała w planach doprowadzania do żadnej dramatycznej sytuacji. W locie patrzyła, jak Sharker unika tłuczka o włos, ale tylko po to, by po chwili otrzeć się o naprawdę bycze drzewo. I kiedy już miała podciągnąć kącik ust na ten widok, jej Piorun władował się w równie wielkie dziadostwo. Skrzywiła się nieco, starając się zapanować nad miotłą. To i tak cud, że nie pękła i nie spadła. Tyle w kwestii nie doprowadzania do dramatów, choć nawet teraz musiała przyznać, że nie było to takie najgorsze. Ostatecznie przecież zachowała zimną krew. Nie oglądając się już na nikogo, starała się nadrobić stracony na trasie czas. Widziała siebie raczej w roli szukającego albo chociaż ścigającego, a do tego musiała być zarówno szybka, jak i zwinna. Nie było mowy o wpadaniu na cokolwiek czy kogokolwiek.

Wylosowana kostka: 3
Link do losowania: *klik*
Ilość punktów w kuferku: 2 Ing face
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Paryż, Francja
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 458
  Liczba postów : 272
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10155-sonia-rossa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10172-sonia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10173-niezawodna-sowa-sonii
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10174-sonia-rossa




Gracz






PisanieTemat: Re: Małe boisko   Pon Mar 30 2015, 20:16

Nie miała zbytniej ochoty na rozmowę w kimkolwiek, dlatego też usiadła sobie w pewnej odległości od innych. Sonia miała dość zmienny humor. Czasem wolała siedzieć sama, czasem wprost przeciwnie, choć trzeba przyznać, że częściej zdarzało się to pierwsze. Dziś przyszedł dzień, który można spokojnie nazwać dniem nie rozmawiania z innymi uczniami. Zamknęła oczy i wystawiła twarz do słońca. Z otępienia otrząsnęła się dopiero, gdy usłyszała głos kapitana. Otworzyła oczy, przywitała się skinieniem głowy i wysłuchała co ma do powiedzenia. Nie znała go za bardzo, tyle co parę razy minęli się w dormitorium.
Dopiero teraz zastanowiła się na jakiej pozycji chciałaby grać. Najbardziej wyobrażała sobie siebie na pozycji pałkarza. Wydawało się to całkiem fajne. Latasz i odbijasz tłuczkami w graczy drużyny przeciwnej. Coś dla niej. Nie była jeszcze pewna czy się do końca nadaje i czy w ogóle spodoba jej się to całe latanie, ale co tam. Wzięła jedną z szkolnych mioteł, pałkę i wzbiła się w powietrze. Poczekała, aż kapitan da sygnał i… chusz! Z całego rozpędu, na jakiego tylko było ją stać ruszyła do przodu. Dobrze widziała jak biegnie trasa. Najpierw boisko, potem przez Las. Parę razy z rozmachem uderzyła nadlatujące tłuczki. Wszystko szło wyśmienicie. Z wdziękiem omijała kolejne przeszkody, zwierzęta, rośliny… ale do czasu. W pewnym momencie wpadła w chmurę trzminiorków, które pojawiły się na drodze niewiadomo skąd. Zaskoczona ich widokiem, o mało nie spadła z miotły, a kiedy się w końcu od nich odgoniła, dopadła ją straszna melancholia i przygnębienie. Z roztargnieniem popatrzyła na pałkę w swojej ręce i nagle dotarła do niej prawda. Przecież to wszystko jest bez sensu. Jeszcze przed sekundą z zawrotną szybkością pruła przez las… ale po co? Przecież nic się nie stanie jak się odrobinę spóźni. Kiedy pomyślała o tym co czuła przed chwilą, że za wszelką cenę musi dolecieć na miejsce pierwsza, wydało jej się to po prostu śmieszne. Lecąc sobie nieśpiesznie oglądała zwierzęta pojawiające się to tu, to tam i każde po kolei drzewo i liść, jakby było niesamowicie ciekawe. Już dawno zostawiła gdzieś swoja pałkę, dochodząc do wniosku, że jest ona jej całkowicie niepotrzebna. Raz nawet przystanęła sobie na chwilę, żeby z bliska obetrzeć świecący kamień wskazujący im trasę lotu. Z całkowitą obojętnością obserwowała jak inni mijają ją, spiesząc się niewiadomo gdzie, odganiając się przy tym od tych latających piłeczek. Miała nawet ochotę do nich krzyknąć, żeby się nie spieszyli, bo to w gołe nie ma sensu, ale zrezygnowała. Kiedy wyleciała z lasu i znalazła się na otwartej przestrzeni, jeszcze bardzie zwolniła, z zachwytem podziwiając widoki i co jakiś czas machając majaczącymi na dole postaciami uczniów. Jak to możliwe, że wcześniej była tak zajęta jakimś głupim wyścigiem, zamiast zająć się tym co naprawdę ważne, czyli widokom. Kiedy dotarła na miejsce odkryła, że każdy już dotarł i tylko na nią czekają.
- Zgubiłam gdzieś ten kijaszek – oświadczyła z szerokim, lekko nieobecnym wyrazem twarzy i kiedy odłożyła miotłę. Nie przejmując się w ogóle resztą drużyny położyła się na środku boiska i zachwytem przyglądała się kształtom chmur, co jakiś czas wskazując palcem na którąś z nich i podśpiewując przy tym piosenkę.

Wylosowana kostka: 4
Link do losowania: *klik*
Ilość punktów w kuferku: 0
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Małe boisko

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 8 z 14Idź do strony : Previous  1 ... 5 ... 7, 8, 9 ... 14  Next

 Similar topics

-
» Małe boisko do koszykówki
» Małe boisko do siatkówki
» Małe boisko do koszykówki
» Boisko szkolne
» Boisko quidditch'a

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Tereny przy zamku
 :: 
boisko quidditcha
-