IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Ogromne drzewo

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4205
  Liczba postów : 1816
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Gracz






PisanieTemat: Ogromne drzewo   Nie Sty 12 2014, 10:13


Ogromne stare drzewo, z którego korony masz wspaniały widok na malowniczą okolicę.
Rzuć kostkami, by przekonać się, czy będzie ci dane napawać się urodą tego miejsca.


1,3 - twoim patronusem nie jest wiewiórka, prawda? Obsunęła ci się noga i zamiast dotrzeć na czubek drzewa, leżysz pod nim - trochę poobijany, ale cały. Szczęśliwie śnieg zamortyzował upadek.
2,5 - dobrze ci idzie, jednak w połowie drogi popełniasz błąd, patrząc w dół. Nagle dociera do ciebie, że masz lęk wysokości i nie możesz się ruszyć. Co teraz zrobisz?
4,6 - zwinnie pokonujesz kolejne gałęzie, aż docierasz na sam czubek drzewa, skąd roztacza się cudowny widok na zamarznięte jezioro i całą okolicę. Czujesz każdy mięsień, ale chyba było warto!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 28
Skąd : Ajaccio, Korsyka - Francja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 146
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 35
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7407-raphael-d-ornano#208703
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7408-raphael
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7409-d-jak
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10211-raphael-d-ornano#282871




Gracz






PisanieTemat: Re: Ogromne drzewo   Pon Lut 03 2014, 11:24

Ach, cóż za szczęście! Dopiero rozpoczął pracę, jako nauczyciel, a już miał wolne! Tylko czemu musiał spędzać ten czas akurat tutaj?! Wszędobylski śnieg i zimno powoli doprowadzały go do szału. Angielski klimat był już dla niego wyzwaniem, ale ten w Kanadzie?! Jak ludzie mogli tu wytrzymać! Stanowczo można stwierdzić, że aktualnie nie cieszył się z tego wyjazdu. Ciekawe co za idiota wpadł na pomysł by tu przyjechać? Ferie nie mogły odbywać się... no nie wiem! Może gdzieś, gdzie jest ciepło? I ten śnieg! W życiu nie widział tyle śniegu w jednym miejscu. Nie wiedzieć czemu, Raphaël postanowił opuścić ciepły, jak na tutejsze standardy, motel i udać się na spacer. Głupi. Przez całe to podziwianie natury zgubił się. Rozglądał się przez chwilę, by znaleźć jakieś miejsce, gdzie mógłby usiąść. Nic, wszędzie biały terror zwany śniegiem oraz drzewo, bardzo stare i duże drzewo. Z braku lepszego pomysłu postanowił oprzeć się o nie. Nie chciał ryzykować wspinania się na nie, o nie. Nigdy nie był w tym za dobry, czyli w wszelkiej aktywności fizycznej. Cicho mamrotał coś pod nosem, czyżby zaczynał mówić sam do siebie, a może drzewa? Ciekaw jestem, która opcja jest gorsza. Nie ważne do kogo, ważne co. W tej chwili narzekał na straszne zimno, które mimo odpowiedniej warstwy ubrań, kurtki, czapki, szalika i rękawiczek, i tak mu doskwierało! Przeklęta Kanada, przeklęta zima! Wbrew wszelkiej logice, jaka istnieje na tym zamarzniętym świecie, postanowił wspiąć się na drzewo. Może z jego korony uda mu się ujrzeć drogę powrotną? Nie zastanawiając się długo, zaczął się wspinać. O dziwo nie szło mu tak tragicznie. Dość szybko pokonał połowę dystansu, jaka dzieliła go od najwyższych gałęzi drzewa, aż tu nagle noga mu się poślizgnęła. Nie, nie spadł, spojrzał za to w dół. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, jak wysoko był. Nie wiedzieć czemu mięśnie odmówiły mu posłuszeństwa... Co teraz? Przecież nie zacznie wołać o pomoc! Przeklęta zima, Kanada, śnieg, zimno i... drzewo!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 32
Skąd : Saloniki, Grecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 37
  Liczba postów : 30
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7419-avertantur-argyros
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7423-centaury-chimery-i-ludzie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7422-avertantur-argyros
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7424-avertantur-argyros




Gracz






PisanieTemat: Re: Ogromne drzewo   Pon Lut 03 2014, 17:24

Przechadzając się po białych terenach wokół Yellow Lake, Avertantur jeszcze nie wiedział, że nie tylko on narzeka na powszechny klimat Kanady. On, Grek z krwi i kości, ledwo znosił zwyczajne, europejskie ochłodzenie, a co dopiero mówić o kilkunastocentymetrowym śniegu i mrozie! Co prawda podczas swoich podróży zaprawił się trochę, jednak swojej natury się nie zmienia. Dlatego kiedy postanowił wyjść z motelu, ubrał najpierw pod spodnie ciepłe kalesony (bo czemu by nie?) i dwa grube swetry. Na to dopiero narzucił płaszcz i pelerynę, po czym opuścił Mandragorę. Wybrał okolice najbardziej opustoszałe, mając po ciuchu nadzieję, że natrafi na jakąś ciekawą, zimową istotę lub chociaż miejsce jej żerowania. Zacisnął palce na pasku od torby przewieszonej przez jego ramię i ruszył spokojnie przed siebie, mrużąc oczy od porażającej bieli śniegu. Wpatrywał się raczej w ziemię, szukając jakiś śladów, dlatego w pewnym momencie zwrócił uwagę na ludzkie odciski butów, które kończyły się... przy drzewie? Rozejrzał się i wreszcie podniósł głowę. Zobaczył jakąś postać kurczowo trzymającą się jednej z gałęzi. Zaśmiał się krótko, lecz nie był to śmiech złośliwy, a jedynie pełen niedowierzania.
- To jest jedna z tych zasad, których ludzie nigdy się nie nauczą - powiedział, rozbawiony. - Nie wchodzimy na drzewa, jeśli nie potrafimy z nich schodzić.
Wyszczerzył zęby do nieco przerażonego chłopaka.
- Nie powinieneś teraz korzystać z przyjaciółmi z wolnego czasu zamiast uczyć się łazić po drzewach? - zapytał, bo chłopak wyglądał raczej na ucznia.
I oczywiście, jak to roztrzepany Averty, wziął się pod boki, kompletnie nie zwracając uwagi na to, że powinien mu pomóc.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 28
Skąd : Ajaccio, Korsyka - Francja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 146
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 35
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7407-raphael-d-ornano#208703
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7408-raphael
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7409-d-jak
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10211-raphael-d-ornano#282871




Gracz






PisanieTemat: Raphaël d'Ornano   Pon Lut 03 2014, 18:09

Czas dłużył się nieubłaganie. Chłopakowi, wiszącemu na drzewie, zdawało się, że sekundy trwają tyle co minuty, a minuty tyle co godziny. Nie był pewien, ile czasu spędził tam u góry. Do tego ten wiatr, który smagał go niczym bicz po całym ciele, a w szczególności po odsłoniętej twarzy. Niby miał szalik, lecz ten nie wystarczał, na domiar złego nie mógł go poprawić. Gdyby to zrobił, znając swoje szczęście, pewnie zaliczył bliższe spotkanie z ziemią. Chociaż śnieg mógłby zamortyzować upadek. Aktualnie nie miał ochoty sprawdzać tej tezy, może kiedy indziej. Cholera, jakby już nie miał wystarczającego pecha! Ktoś tam był. W sensie że na dole, pod drzewem. Raphaël zaryzykował szybkim spojrzeniem w jego kierunku. Nie zdążył się dokładnie przyjrzeć, ale najprawdopodobniej to był jakiś student, chociaż ręki by sobie nie dał uciąć. Och, mądrala. Niech tylko zejdzie z tego przeklętego drzewa i znajdzie się na w miarę stabilnym gruncie! Już on mu pokaże! Lecz teraz musiał jakoś wyjść z tego z twarzą. Przecież, jakby okazało się, że jest nauczycielem! Co za kompromitacja!
Och, ależ stąd jest wspaniały widok na okolice! - krzyknął głośno, starając się by ton był całkiem radosny. Powiedzmy, iż mu wyszło. - Przepraszam? - rzucił po francusku.
Czas wolny spędzany z przyjaciółmi? Hola, hola! Czyżby on myślał, że d'Ornano jest jakiś głupim uczniakiem, który przyjechał się tu bawić?! On... Przyjechał tu, by wspinać się po drzewach? Chyba później przydałoby się ustalić, po co on tu przyjechał... ale to później! Teraz musi jakoś zleźć z tego piekielnego drzewa! Mógłby poprosić o pomoc, a później uciec, jak najdalej... Zawsze jakiś plan! Nie, nie, coś mniej kompromitującego. Zawsze może wyczyścić mu pamięć, też jakiś sposób. W sumie to później się nad tym zastanowi! Teraz ważne jest, by w jakiś sposób znaleźć się tam na dole.
Emm, masz zamiar długo... - zaczął mówić, tylko że znowu po francusku. Gdyby nie to, że potrzebował dwóch rąk, by utrzymać się na drzewie, pewnie by uderzył się dłonią w czoło. - Masz zamiar długo jeszcze tam stać? - tym razem używał już właściwego języka. - Może byś sobie w końcu poszedł! - dodał oburzonym tonem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 32
Skąd : Saloniki, Grecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 37
  Liczba postów : 30
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7419-avertantur-argyros
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7423-centaury-chimery-i-ludzie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7422-avertantur-argyros
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7424-avertantur-argyros




Gracz






PisanieTemat: Re: Ogromne drzewo   Pon Lut 03 2014, 19:37

Stojąc tam pod drzewem, Avertantur zaczynał odczuwać, że powoli odmarzają mu palce u stóp. Patrząc wciąż w górę, opatulił się szczelnie kapturem, dokładnie zasłaniając szyję, choć mimo to jego ciało zaczęło zamieniać się w lodową statuę. Zaczął więc chodzić wokół drzewa, choć nic nie dawało mu już ciepła. Dotyk jego własnych ciuchów na skórze był nawet lodowaty. Kiedy usłyszał odpowiedź chłopaka, rozejrzał się dokładnie, omiatając wzrokiem białe otoczenie.
- Taak, w to nie wątpię. - I znów wyszczerzył swoje białe zęby, celując uśmiechem w koronę drzewa.
Ton głosu chłopaka nieco zbił go z tropu. Dlaczego się tak oburzył? Powiedział coś nie tak? Averty jeszcze zbytnio nie zna się na wszystkich zasadach panujących w Hogwarcie, ale chyba takim tonem nikt się nie zwraca do profesorów. No, chyba, że to chłopak z innej szkoły. Z resztą, Avertantur nie należy do tych, co by się takimi rzeczami szczególnie przejmowali. Gdy chłopak znów zaczął do niego mówić, Averty udał, że głęboko się nad tym zastanawiał.
- Pójść sobie? - zapytał, jakby wyrwany z transu - Ach, jasne, tak chciałem sobie postać chwilę przy tym akurat drzewie. No... - I ruszył przed siebie, stawiając pierwsze kroki, oddalające go od drzewa. - ... to na razie!
Nie pokonał jednak dwóch metrów, kiedy odwrócił się i jeszcze raz spojrzał na chłopaka. Od samego początku poznał, że ten nie ma pojęcia jak zejść z tego drzewa. Wyprostował się, wypiął pierś i zrobił iście profesorską minę, którą nauczył się od swoich bardziej doświadczonych i starszych kolegów z pracy (co z resztą zawsze sprawia mu ogromną przyjemność).
- Dobra, koniec żartów. Jestem nauczycielem i muszę ci teraz pomóc, czy to ubliży twojej godności czy nie.
Wyciągnął zza peleryny swoją jesionową różdżkę i wycelował w chłopaka. Choć podczas swoich podróży nauczył się wspinać na drzewa po mistrzowsku, nie dałby rady sprowadzić tego chłopaka na ziemię własnoręcznie.
- Szykuj się, w odpowiednim momencie musisz puścić gałąź. - I machnął różdżką, mówiąc jednocześnie: - Wingardium Leviosa!
Czując lekką satysfakcję, ze spokojem patrzył jak chłopak unosi się w powietrze, następnie pokierował nim i najdelikatniej jak potrafił sprowadził go na twardy grunt. Przerwał zaklęcie dopiero wtedy, gdy stopy tamtego musnęły warstwę śniegu.
- No, załatwione. Jesteś z Hogwartu? - zwrócił się do niego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 28
Skąd : Ajaccio, Korsyka - Francja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 146
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 35
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7407-raphael-d-ornano#208703
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7408-raphael
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7409-d-jak
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10211-raphael-d-ornano#282871




Gracz






PisanieTemat: Re: Ogromne drzewo   Pon Lut 03 2014, 21:36

Och, czyżby podziałało? Zaskakujące! Przez krótką chwilę chłopak zaczął się cieszyć, że tamten odchodził, ale szybko przestał, bo ten wrócił. Aż miał ochotę krzyknąć na niego i zbluzgać przy okazji w kilku językach. Nie zrobił tego, nauczycielowi nie wypadało, nie przed prawdopodobnie-uczniem-studentem-bądź kimś innym. Kolejny raz mężczyzna spod drzewa zaskoczył go. Nauczyciel? Na brodę Merlina! Gorszy już by tylko był dyrektor! Chociaż, z dwojga złego... nie jest tak źle. W sensie, że nie jest jedynym młodym nauczycielem. Oczywiście nie był pewien, czy uczą w tej samej szkole, no ale zawsze coś. Postanowił nie odzywać się, po prostu słuchał. Ciekaw był, co też pan nauczyciel, o zabawnym wyrazie twarzy, wymyśli. Kiedy ten wyjął różdżkę, d'Ornano lekko się przestraszył, a po plecach przeszły mu ciarki, a może to przez ten cholernie zimny wiatr? Kto wie. Sugestia puszczenia gałęzi nie spodobała się chłopakowi. Nie ufał nowo poznanemu, a co jeśli spartaczy robotę i zaklęcie, jakiekolwiek ono miało być, nie zadziała? A co jeśli rzuci jakiś nieodpowiedni czar, przez który Francuz zawiśnie głową w dół pięć metrów nad ziemią, hę?! Chociaż, chyba to lepsza opcja, niż wyrzucenie go jakieś dwadzieścia metrów dalej albo zamiana w świnie. Pamiętajcie drogie dzieci, zawsze uważajcie na wymowę zaklęć i nie machajcie tym przeklętym badylem jak popadnie! To nie jest pałka do Quidditcha! Zaryzykował, dziwne, puścił się gałęzi. Jak się okazało, nie było tak źle, nic mu nie odpadło, ani nie przybyło. Wylądował w sporej ilości śniegu. Powoli zbliżył się do swojego wybawcy, masując przy tym obolałe ręce.
- Dziękuję. - powiedział szybko i bardzo cicho, starając się unikać kontaktu wzrokowego.
Zatrzymał się niecały metr przed swoim rycerzem w lśniącej zbroi. Brakowało tylko białego rumaka i lśniącej zbroi... Bez tych szczegółów można by uznać go za rycerza, chociaż ta fryzura. Mniejsza. Zarumienił się, gdy zorientował się, że od jakiegoś czasu przyglądał się nieznajomemu wybawcy.
- Można tak powiedzieć. - uśmiechnął się lekko.
Niby teraz miał się przyznać, że uczy tam, a w sumie to będzie tam uczył? Niedoczekanie! Dłonią odszukał różdżki schowanej w kieszeni. Powoli rozpisywał sobie w głowie wszystkie możliwości, było ich sporo, od wymazania pamięci, po zamianę w wiewiórkę. Na razie darował sobie takie zagrania. Zamaszyście dobył różdżki i machnął nią nad głową.
- Aexteriorem. - wymówił nazwę zaklęcia, jakby od niechcenia.
Jakiś metr nad ich głowami zaczęła się formować bariera, szybko opadła. Mroźny wiatr przestał wiać. Uśmiechnął się, tym razem jakby do siebie, a nie do rozmówcy. Najwidoczniej nie miał zamiaru na rozmowę, czemu? Może, dlatego że nic nie mówił? Wodził wzrokiem po okolicy, skrupulatnie omijając tajemniczego nauczyciela.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 32
Skąd : Saloniki, Grecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 37
  Liczba postów : 30
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7419-avertantur-argyros
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7423-centaury-chimery-i-ludzie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7422-avertantur-argyros
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7424-avertantur-argyros




Gracz






PisanieTemat: Re: Ogromne drzewo   Pon Lut 03 2014, 22:38

To zabawne, bo jeszcze kilkanaście sekund temu korciło go, żeby ściągnąć chłopaka z drzewa za pomocą zaklęcia Levicorpus, a następnie zmniejszeniem jego wagi (Niech sobie spada mięciutko w śnieg, pomyślał), ale kiedy ten wylądował już na ziemi i podszedł do niego, Averty w myślach pochwalił swoją decyzję. W przeciwieństwie do nieznajomego, Avertantur wpatrywał się w niego bez przerwy. Nigdy nie widział nic złego w patrzeniu się na ludzi, zwłaszcza kiedy się z nimi rozmawia. A jego pewność siebie i bezpośredniość jeszcze mu w tym pomagały.
- Ależ to dla mnie drobiazg. - Skłonił się nisko, jak zwykle szarmancki i dobrze wychowany. - Ale następnym razem, proszę, jeśli będziesz chciał pooglądać widoki, wejdź na jakąś wierzę ze schodami lub nie wiem...
Puścił do niego przyjaźnie oko, lecz chłopak nie zauważył tego bo oczywiście wpatrywał się w swoje buty. Teraz, kiedy nieznajomy stał na ziemi nie był już taki nerwowy i przez to również wcześniejsza irytacja Averty'ego powoli znikała. Jednakże, jakieś konsekwencje trzeba wyciągnąć, prawda?
- Slytherin, Ravenclaw? - ciągnął. - Radziłbym ci następnym razem nie odzywać się w taki sposób do nauczycieli, niektórzy mogą być naprawdę przewrażliwieni na tym punkcie. Nie chcesz chyba pozbawić swojego domu kilku punktów, he?
Uśmiechnął się i tym razem nie umknęło to chłopakowi, ponieważ nie odrywał od niego spojrzenia. Kiedy Avertantur zobaczył, że ten wyciąga różdżkę, odruchowo zacisnął mocniej palce na własnej. Coś było nie tak z tym chłopakiem, jakiś fragment układanki, którego on jeszcze nie poznał. Skrzyżował ręce.
- Jak to mówią: osoby tajemnicze, to osoby najciekawsze. Prawda? - Uniósł brwi, spoglądając na nieznajomego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 28
Skąd : Ajaccio, Korsyka - Francja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 146
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 35
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7407-raphael-d-ornano#208703
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7408-raphael
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7409-d-jak
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10211-raphael-d-ornano#282871




Gracz






PisanieTemat: Raphaël d'Ornano   Wto Lut 04 2014, 08:14

Zdziwiło go to pytanie na temat domów, naprawdę wyglądał, jak jeden z uczniów? Wiedział, że wygląda dość młodo i ludzie czasami nad tym myśleli, ale serio? Ten nawet się nie zawahał. Do tego jeszcze te domy. Zawsze myślał, że raczej pasuje na Puchona, niestety nigdy nie miał okazji sprawdzić. Zgodnie ze swoimi niepisanymi zasadami, patrzył w dół na stopy, którymi nerwowo poruszał. Starał się, jakoś wyciągnąć je ze śniegu. Marne starania.
- Och, wyglądam na Ślizgona lub Krukona? - odezwał się cicho, niczym jakiś przestraszony uczeń, wybrany z tłumu do odpowiedzi na pytanie, na które nie zna odpowiedzi. - Dobrze wiedzieć. - dodał trochę pewniejszym głosem.
Przez kilka krótkich chwil przyglądał się mężczyźnie i temu dziwnemu uśmieszkowi. Szybko zrezygnował i skierował wzrok w innym kierunku. Na przykład w stronę wszędobylskiego śniegu, który był tak bardzo ciekawy, tiaa... Pan nauczyciel był bardzo ciekawski, w sumie to sam by się tak zachowywał, jakby spotkał jakiegoś dzieciaka na drzewie. Nie, wróć! Znając Raphaël pewnie by kogoś takiego olał i poszedł sobie lub w najlepszym przypadku zrugał, za niszczenie drzew. Jego spojrzenie zatrzymało się na wysokości skrzyżowanych rąk nauczyciela. Widać, że tamten przeszedł odpowiednią lekcję gestów i mimiki nauczycielskiej. Chociaż do tego drugiego nie miał pewności, rzadko przyglądał się jego twarzy.
- Mówią też... - zawahał się przez chwilę, nie był do końca pewien, jak przetłumaczyć ten cytat na angielski. - A, tak! - powiedział radośnie i spojrzał w kierunku jego twarzy. - Mówią: ciekawość zabiła kota.
Na jego twarzy pojawił się nikły uśmiech. Przyglądał się cały czas nauczycielskiej twarzy, czekał na jakąkolwiek reakcję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 32
Skąd : Saloniki, Grecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 37
  Liczba postów : 30
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7419-avertantur-argyros
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7423-centaury-chimery-i-ludzie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7422-avertantur-argyros
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7424-avertantur-argyros




Gracz






PisanieTemat: Re: Ogromne drzewo   Wto Lut 04 2014, 15:25

Coś w głowie Avertantura zaczynało przeskakiwać. Czyżby był aż tak mało spostrzegawczy, a chłopak podawał się za kogoś innego? Ale przecież... Jasne, on sam jest młodą osobą, a mimo to uczy w Hogwarcie, lecz nieznajomy wygląda jeszcze młodziej od niego. No wykapany student! Zaczął się zastanawiać nad swoją wcześniejszą wypowiedzią. Może nie powinienem tak mówić?, pomyślał. Nie miał zamiaru okazać, że faworyzuje jakikolwiek z domów, choć zawsze sam uważał, że gdyby w latach swojej nauki chodził do Hogwartu, na pewno trafiłby do Hufflepuffu lub Gryffindoru.
- W cale nie twierdzę, że wyglądasz na Ślizgona lub Krukona - wyjaśnił spokojnie. - Ale odzywasz się w sposób, jaki im dość często się zdarza...
Sam już nie wiedział co ma myśleć. Powoli, obserwując chłopaka stąd, z bliska, coraz silniej odnosił wrażenie, ze nieznajomy jednak nie jest uczniem. Te jego odzywki i pytania. W dodatku jeszcze ani razu nie zwrócił się do Avery'ego ,,panie profesorze", co po prostu płynęło we krwi uczniów Hogwartu.
- Szkoda kota - podsumował i wzruszył ramionami.
Rozejrzał się, jakby sprawdzając co tak bardzo interesuje tego chłopaka w otaczającej ich bieli. I nie było zaskoczeniem, gdy nic takiego jednak nie znalazł. Bardziej służyło to pokazaniu, że dobrze zna takie sztuczki odwracania wzroku.
- To skoro się jeszcze nie znamy... Jestem profesor Argyros - powiedział z uśmiechem po dłuższej chwili ciszy, patrząc wprost na nieznajomego i wyciągając do niego rękę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 28
Skąd : Ajaccio, Korsyka - Francja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 146
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 35
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7407-raphael-d-ornano#208703
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7408-raphael
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7409-d-jak
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10211-raphael-d-ornano#282871




Gracz






PisanieTemat: Re: Ogromne drzewo   Wto Lut 04 2014, 17:16

Czyżby udało mu się zasadzić w rozmówcy ziarenko niepewności? A może to tylko wyobraźnia płatała mu figle? Może ta nikła niepewność, która zagościła na twarzy jego wybawiciela, tylko mu się przywidziała. Ciężko stwierdzić, szczególnie, że starał się nie przyglądać jego twarzy. Po raz kolejny został zaskoczony przez mężczyznę. Więc mówił, jak typowy Krukon albo Ślizgon? Nie mógł zaprzeczyć, ani potwierdzić. Nie znał ich za dużo, większość z tych co znał dawno pokończyła szkołę. Przyjrzał się uważnie nieznajomemu, chyba pierwszy raz tak otwarcie, no w każdym razie pierwszy raz celowo.
- Ciężko stwierdzić, że tak nie jest. - powiedział obojętnym tonem. - Nie znam żadnego. - twarz ozdobił nikły uśmieszek.
Nie, nie skłamał. Powiedział półprawdę, a to jest duża różnica. Chociaż chyba nawet nie to. Teoretycznie nie znał żadnego przedstawiciela jakiegokolwiek domu w Hogwarcie. Znał paru byłych uczniów, którzy kiedyś należeli do nich. Fakt faktem, że większość była w wiek jego ojca, czyli bardzo starym. Teoretycznie nie skłamał, ani nie powiedział prawdy, ot taka zagwozdka. Nie zrobił na nim wrażenia mugolskim cytatem, szkoda. Liczył na małą bitwę na powiedzenia i cytaty, mogło być ciekawie. Oczywiście dobrze wiedział, że wygrałby takie starcie. Poznał mało osób, które mogłyby sprostać mu w wyzwaniach nawiązujących do książek. O ile nie polegały na rzucaniu takowymi bądź noszeniu, jak największej ilości książek na głowie i chodzenia w kółko, które przerywały różne dygnięcia oraz zakręty. Takie tam zabawy uczniów w jego starej szkole. Ciekaw jestem, jak uczniowie spędzają czas wolny w Hogwarcie... Och, lekkie zaskoczenie wkradło się na twarz Raphaëla. Jeśli dobrze skojarzył to nazwisko pana profesora po grecku oznaczało srebro, ale ręki by sobie nie dał uciąć, nigdy jakoś nie przepadał za tym językiem. Czyżby, jak on, był obcokrajowcem?
- Miło mi. - ogarnął swoją twarz i odpowiedział uśmiechem na uśmiech.
Złośliwi mogliby powiedzieć, że usłyszeli jeszcze znacznie cichsze "powiedzmy", ale nie potwierdzam, ani nie zaprzeczam. Wyciągnął rękę w jego kierunku i uścisnął ją w oryginalny sposób. Mianowicie użył tylko palca wskazującego i kciuka. Cała akcja trwała, mogłoby się wydawać, jedynie ułamek sekundy. Chłopak szybko cofnął rękę.
- Nazywam się... - zamilkł na chwilę, chyba się nad czymś zastanawiał. - Profesor d'Ornano. - zawahał się lekko przy użyciu słowa na "p".
Ten tytuł brzmiał jakoś tak... staro.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 32
Skąd : Saloniki, Grecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 37
  Liczba postów : 30
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7419-avertantur-argyros
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7423-centaury-chimery-i-ludzie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7422-avertantur-argyros
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7424-avertantur-argyros




Gracz






PisanieTemat: Re: Ogromne drzewo   Wto Lut 04 2014, 18:03

- Nie znasz?
Teraz to porządnie się zdziwił. Czyli jednak prawidłowo zaczął przypuszczać, że ten chłopak nie jest uczniem, a już na pewno nie uczęszcza do Hogwartu. W innym wypadku znałby swoich rówieśników, nawet jeśli nie należałby do Ravencalwu czy Slytherinu. Aventartur poczuł się jednak lepiej, kiedy okazało się, że zrobił dobrze, nie próbując odjąć mu punktów za zachowanie. To byłaby dopiero gafa. Z powodu zaklęcia nieznajomego, wiatr nie smagał już ich po uszach, lecz Averty nie usłyszał złośliwego komentarza chłopaka. Nie był jednak głupi, już samym swoim zachowaniem tamten pokazał, że raczej go nie polubił. Choć oziębłe zachowanie nie odstraszy go, wręcz przeciwnie, nada sens kontynuowania znajomości (bynajmniej dla niego). Zdziwił się trochę niespotykanym gestem chłopaka, ale pozwolił sobie na to tylko przez ułamek sekundy. Tyle samo również zajęło mu zaakceptowanie tego, jak nieznajomy się nazwał. Zaraz po tym uśmiechnął się szeroko i - może trochę za mocno - klepnął kolegę w ramię.
- No, profesorze, nie dało się tak od razu? - zaśmiał się. - Utknąć na drzewie to nie wstyd. Najlepszym się to zdarza!
Oczywiście, to co powiedział było żartem. Chciał jakoś rozładować to napięcie, które profesor d'Ornano tworzy wokół siebie (i to ze zdwojoną siłą). Od razu jednak spoważniał i z jedynie delikatnym uśmiechem na ustach odezwał się:
- Proszę mi wybaczyć. Ja jestem w Hogwarcie niezwykle krótko. Ledwo tam zawitałem jako nowy nauczyciel, wystartował ten wyjazd - nie mówił tonem nieśmiałym, czy przepraszającym. Po prostu opowiadał. - Ale muszę przyznać, że naprawdę wygląda pan, profesorze, na uczniaka. Z resztą, pewnie tak jak ja!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 28
Skąd : Ajaccio, Korsyka - Francja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 146
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 35
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7407-raphael-d-ornano#208703
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7408-raphael
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7409-d-jak
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10211-raphael-d-ornano#282871




Gracz






PisanieTemat: Re: Ogromne drzewo   Wto Lut 04 2014, 18:32

Szeroki uśmiech na twarzy rozmówcy trochę go przeraził. Cóż poradzić, nie przepadał za takimi rzeczami. Nie wiem czemu, ale tak już miał. Zawsze mówił ludziom, którzy tak się uśmiechali, że wyglądają, jak psychopaci albo potencjalni gwałciciele. Nie żeby było to prawdą, przynajmniej w większości przypadków, po prostu był wredny. Tym razem jednak powstrzymał się od takich uwag. Lepiej nie psuć sobie opinii w nowym miejscu pracy. Najlepiej odczekać jakiś czas. Kiedy się zadomowi pozwoli sobie na takie zagrywki, teraz po prostu przemilczy parę komentarzy. Nie wszystkie, tylko kilka. Zaskoczyło go to przyjacielskie, przynajmniej tak mu się wydawało, klepnięcie. Nie był przyzwyczajony do takiego spoufalania. Ludzie, którzy tak robili, najczęściej kończyli jako żaby lub po prostu otrzymywali krótką wiązankę na swój temat. Jeszcze to słowo na "p". Naprawdę brzmi staro. Mężczyzna mógł ujrzeć niewielki grymas na twarzy Francuza. Nie musiał przypominać mu tej sprawy z drzewem, jeszcze pamiętał o niej i te słowa litości, brr! Przemilczał ten żart, o ile nim był. Nigdy nie był za dobry w odgadywaniu takich rzeczy. Przysłuchiwał się opowieści profesora Argyrosa. Nie dał po sobie poznać, że jest w tym momencie szczęśliwy. Okazało się, iż nie tylko on był nowy. Skrzywił się lekko na wzmiankę o swoim młodym wyglądzie. Szybko zastąpił nieprzyjemny dla oka wyraz twarzy uśmieszkiem.
- Skądże znowu, patrząc na rozpiętość ramion, budowę anatomiczną... - przerwał nagle i podrapał się po głowie. - Mniejsza.
Przyglądał się jeszcze przez jakiś czas mężczyźnie, analizując wszystkie szczegóły budowy jego ciała. Niczym rzeźnik patrzący na kawał mięsa... lub nauczyciel zielarstwa oglądający nową roślinkę w kolekcji. Czysto fachowe zboczenie. Kiedy zorientował się, że robił to od dłuższej chwili, zarumienił się i odwrócił głowę w bok. Sam nie wiedział czemu.
- Także... - spróbował rozpocząć rozmowę na nowo, ale coś mu nie wyszło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 32
Skąd : Saloniki, Grecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 37
  Liczba postów : 30
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7419-avertantur-argyros
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7423-centaury-chimery-i-ludzie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7422-avertantur-argyros
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7424-avertantur-argyros




Gracz






PisanieTemat: Re: Ogromne drzewo   Wto Lut 04 2014, 19:15

Może mu się tylko wydawało, ale jakby dystans między nim a d'Ornano zmniejszył się. Milimetr lub dwa, ale to zawsze coś, kiedy się poznaje nowe osoby. Chłopak przestał już ukrywać się ze swoimi kwaśnymi minami i teraz darzył go takim wyrazem twarzy z każdym komentarzem Avertantura. Cóż, dobre i to. Argyros nie przejmował się zbytnio tymi chwilami, kiedy młody profesor zapominał się i wpatrywał się w niego natarczywie. Nie przeszkadzało mu to, a nawet schlebiało. Skoro chce, niech się patrzy. Averty uwielbiał wywierać na ludziach wrażenie, sprawiać, że zastanawiali się skąd taki typ się wziął. Może zachowanie d'Ornano było trochę dziwne, ale czy on sam też nie jest dziwny? Tacy ludzie przynajmniej nie są nudni, a w dodatku nowo poznany profesor to swoista zagadka.
- Także to mi odmarzają stopy - powiedział żartobliwie, choć była to prawda, zerkając na stopy kolegi. Nawet nie wiedział, że źle ułożył zdanie. - Radziłbym nam się w końcu ruszyć. Chyba, że chce pan jeszcze pooglądać jakieś widoki, profesorze...
Czy to ostatnie zdanie było dwuznaczne? Nie, raczej nie, prawda? Taki ot głupi żart a propos wydarzeń sprzed kilkunastu minut. Avertantur wsadził ręce do kieszeni płaszcza i powoli ruszył przed siebie, kierując się w stronę jeziora. Było to zagranie ryzykowne, ale odezwał się do profesora, pewny, że ten ruszył za nim. W końcu chciał chyba trafić z powrotem do motelu, prawda?
- A więc... czego pan uczy, profesorze?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 28
Skąd : Ajaccio, Korsyka - Francja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 146
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 35
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7407-raphael-d-ornano#208703
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7408-raphael
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7409-d-jak
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10211-raphael-d-ornano#282871




Gracz






PisanieTemat: Re: Ogromne drzewo   Wto Lut 04 2014, 19:50

Ucieszył się trochę na wzmiankę o marznących stopach, dziwna reakcja, ale tak było, cóż poradzić. Cieszył się, dlatego że okazało się, że nie tylko jemu przeszkadzała obecna pogoda. Zawsze jakiś plus, lepsza tykwobulwa niż nic! Wybaczcie, taki żarcik nauczycielski. Nie skomentował złej budowy zdania, jemu też to się zdarzało. To nic zabawnego.
- Nie, dziękuję. - odpowiedział z lekkim sykiem niezadowolenia w głosie. - Na dzisiaj już mi wystarczy. - ton jego głosu wrócił do normalności.
Można by pomyśleć, że był ciut żartobliwy, ale tylko ciut. Nie wiedzieć czemu, ale zarumienił się. Był całkowicie podatny na różne podteksty i dwuznaczności, taka jedna z jego tajemnic. Skrzyżował ręce na wysokości klatki piersiowej, po czym bez słowa ruszył za profesorem. To nie tak, że zależało mu na towarzystwie, po prostu... nie pamiętał drogi powrotnej. Nie, on się nigdy nie gubił! . Zawsze doskonale wiedział, gdzie się znajduje, czasem tylko nie była pewien, gdzie jest wszystko inne. Tak, to bardzo duża różnica. Na początku trzymał się trochę z tyłu, jakieś dwa metry za nim, lecz szybko się z nim zrównał. Znów się skrzywił na wzmiankę o profesorze. W końcu będzie musiał się przyzwyczaić do tego słowa.
- Zie... - zawahał się na krótką chwilę. - Zielarstwa. - dokończył szybko.
To nie tak, że było coś złego w przedmiocie, którego uczył. Po prostu wielu czarodziejów nie doceniało go, a w szczególności uczniowie. Przecież, co może być ciekawego na lekcji, gdzie raczej nie rzuca się zaklęć? Żadnych przemian w borsuki, dorabianie świńskich ogonów czy też strzelania ognistymi kulami. Dobrze pamiętał zachowania, niektórych uczniów na lekcjach tego przedmiotu. Ale jak wiadomo, uczniowie nie przejawiają zbyt dużej chęci do myślenia, jakiegokolwiek. Miał jedynie nadzieję, że profesor Argyros nie należał do tego typu ludzi. Zerknął w kierunku jego twarzy i uśmiechnął się. Nie, nie wyglądał na takiego.
- A pan? - wyczuć można było w jego głosie dość ciepłą nutę. - Panie profesorze. - dodał szybko już normalnym, tym obojętnym tonem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 32
Skąd : Saloniki, Grecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 37
  Liczba postów : 30
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7419-avertantur-argyros
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7423-centaury-chimery-i-ludzie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7422-avertantur-argyros
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7424-avertantur-argyros




Gracz






PisanieTemat: Re: Ogromne drzewo   Wto Lut 04 2014, 20:40

No przepraszam, ale Avertantur nie mógł odmówić sobie tych złośliwych żarcików na temat przygody d'Ornano z drzewem. Kto jak kto, ale on na pewno się nie odczepi (tak jak d'Ornano od drzewa, he he) od tej historii i pewnie będzie go nią prześladował przy każdej nadarzającej się okazji. Kiedy młody profesor zawahał się przy podaniu swojej profesji, Averty spojrzał na niego spod zmarszczonych brwi. Czyżby znów zachciało mu się kłamać? Nie, chyba nie, bynajmniej jego mina była poważna, a żaden mięsień twarzy nie zadrgał ze zdenerwowania. W sumie było tak zimno, że i tak Averty by tego nie dostrzegł. Za to przedmiot, który wymienił jego kolega, niezwykle go ucieszył.
- Zielarstwo?! A niech mnie! - niemal krzyknął. - Całkiem podobnie do mnie. Ja uczę, a właściwie to jeszcze nawet nie zacząłem, opieki nad magicznymi stworzeniami. To moja największa pasja, choć nie ukrywam, że od zawsze lubiłem też czarodziejskie rośliny. W czasie kiedy...
Już zaczął, wpadając w ten trans, kontrolowany jedynie podnieceniem i zachwytem nad nauką, lecz nagle umilkł. Zaciskał już nawet rękę na swojej torbie. Nie, dlaczego ma wszystko od razu mówić? D'Ornano jest zdystansowany, mówi tylko tyle ile trzeba i ani krztyny więcej. Żadnych szczegółów, dodatków, tylko suche fakty i proste odpowiedzi. Więc niech też się trochę pomęczy, poznając Avertantura. Wcale nie musi się dowiadywać, jak ogromna, wspólna pasja ich łączy. Zielarstwo i opieka nad magicznymi stworzeniami to dwa podobne do siebie przedmioty. Oba kręcą się wokół magicznych obiektów, w obu trzeba mieć doświadczenie, nie tylko wiedzę książkową, oba odnoszą się do pracy fizycznej, nie rzucania zaklęć.
- O, widać już Mandragorę - powiedział z lekką ulga. Już myślał o grzanym, kremowym piwie, ciepłym pokoiku i miękkim łóżku. - Wracając do tematu... czemu podjął pan pracę w Hogwarcie? Bo zdążyłem zauważyć, że nie jesteś Angilkiem, profesorze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 28
Skąd : Ajaccio, Korsyka - Francja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 146
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 35
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7407-raphael-d-ornano#208703
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7408-raphael
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7409-d-jak
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10211-raphael-d-ornano#282871




Gracz






PisanieTemat: Re: Ogromne drzewo   Wto Lut 04 2014, 21:16

Szkoda, że przestał gadać. To nie tak, że to ci mówił było ciekawe czy coś w tym stylu. Po prostu miło się słuchało. Znaczy się, w sensie, chodziło mi o to, że podczas słuchania opowieści d'Ornano nie myślał o wszechogarniającym chłodzie. Wybijcie sobie z głowy te głupie myśli o tym, że niby podobał mu się jego głos albo coś w tym stylu. Zajmijcie się czymś pożytecznym, a nie jakimiś dyrdymałami! Twarz Francuza rozpromieniła się, ale bez przesady, żadnego szału nie było. Lubił rośliny i rzeczywiście ich przedmioty nauczania były zbliżone do siebie. Opieka nad magicznymi zwierzętami była jak zielarstwo, tylko zamiast roślin były zwierzaki. Przez chwilę zastanawiał się, dlaczego mężczyzna przestał opowiadać. Nie doszedł do żadnego sensownego wniosku.
- To fajnie. - powiedział z nutką radości w głosie i nikłym uśmieszkiem na twarzy.
Wypalił to tylko po to, by przerwać niezręczną ciszę, jaka wkradła się między nich. Dopiero teraz zwrócił uwagę na pewną część jego wypowiedzi. Jeszcze nie zaczął uczyć, hmm. Mieli ze sobą dużo wspólnego. Nie widział powodu, by zdradzić mu, że też jeszcze nie przeprowadził nawet jednej lekcji, bo po co? Niby co zrobiłby z taką informacją, ano nic. Nie lubił gadać po próżnicy, a w szczególności z nieznajomymi, którzy widzieli go w niezręcznej sytuacji. Z rozmyślania wyrwała go wzmianka o mandragorze. Głupi myślał, że profesor zauważył gdzieś roślinkę. Ucieszył się, jak dziecko i zaczął rozglądać z gigantycznym uśmiechem na twarzy. Nic nie widział. Po chwili przypomniał sobie, jak nazywał się ich motel. Zarumienił się i w duchu miał nadzieję, że Argyros nie widział jego reakcji. Nawet jeśli widział to co z tego? Przecież nie mógł wiedzieć, dlaczego tak się ucieszył.
- Dla pieniędzy. - odpowiedział bez większego przekonania, udając, że jego uwagę przykuwał budynek motelu. - Tak, można tak to ująć. - dodał cicho po włosku, chyba skierował te słowa do siebie, a nie do rozmówcy.
Hehe, użył włoskiego. Czyżby chciał zmylić rozmówcę? Jakby francuski akcent nie zdradził go do tej pory. Uśmiechnął się lekko, tak bardzo w swoim stylu.
- Jestem Francuzem, ty upierdliwy dryblasie, o ładnych oczach. - dodał po hiszpańsku.
Na jego twarzy zagościł uśmiech, inny niż reszta, które do tej pory pokazał. Można było wyczuć w nim nutkę triumfu albo coś w tym stylu. Nagle opamiętał się, strzelił buraka i zwiesił głowę. Dopiero teraz do niego dotarło, że ten facet może znać hiszpański! Skarcił się w myślach i ruszył przed siebie, w stronę budynku.
- Cc-chodźmy! - mruknął, nie odwracając głowy. - Bo zaraz tu zamarznę!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 32
Skąd : Saloniki, Grecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 37
  Liczba postów : 30
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7419-avertantur-argyros
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7423-centaury-chimery-i-ludzie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7422-avertantur-argyros
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7424-avertantur-argyros




Gracz






PisanieTemat: Re: Ogromne drzewo   Sro Lut 05 2014, 16:14

Avertantur myślał, że d'Ornano jakoś bardziej ucieszy się, słysząc czego on uczy. W końcu mieli naprawdę o czym rozmawiać, tyle wspólnych tematów, a przecież było widać, że młody profesor interesuje się nauką. Potem jednak zrozumiał, że w sumie nie potrzebnie spodziewał się jakieś uciechy. Jego nowy kolega taki już był - wulkan kipiący energią to raczej określenie Averty'ego, a nie tego drugiego. Nie umknęła jego uwadze wesoła reakcja d'Ornano na słowo mandragora. To się dopiero nazywa radość, pomyślał, również ucieszony. Udał jednak, że tego nie wiedział i szybko odwrócił wzrok. Nie chciał, żeby profesor czuł się jeszcze bardziej skrępowany w jego obecności. Dwie gafy w ciągu godziny? Avertantur nie był aż tak dowcipny, żeby mu dokuczać. Przełknął więc głośno ślinę, odchrząknął i dopiero po tym spojrzał na kolegę. Stanął jak wryty, kiedy usłyszał, że młody profesor mówi coś w obcym języku. Próbował coś wyłapać, jednak nic nie zrozumiał. Wpatrywał się w niego szeroko otwartymi oczami, marszcząc czoło. Powiedział tylko:
- Mam nadzieję, że mnie pan nie wyzywa, profesorze.
I uśmiechnął się. Ruszył dalej, po chwili stali już pod Mandragorą. Zziębnięci, okryci białą warstwą śniegu, zaczęli tupać w wejściu by zrzucić z butów kawałki zamarzniętego śniegu.
- No to chyba czas poszukać swoich pokoi - podsumował, po czum pozwolił d'Ornano wejść do środka pierwszemu.

[zt]


Ostatnio zmieniony przez Avertantur Argyros dnia Sob Mar 01 2014, 22:45, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 159
Dodatkowo : ścigająca
  Liczba postów : 352
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5618-quinn-d-ladris
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8559-zapraszam-mordki#241950
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5657-q-ladris#163226




Gracz






PisanieTemat: Re: Ogromne drzewo   Sob Lut 15 2014, 15:24

Wycieczka bez Quinn to marna wycieczka, więc - żeby ludzie nie płakali - Quinn postanowiła się zlitować i pojechać. W sumie to nie miała nic lepszego do roboty. Już wolała pojechać niż siedzieć sama w Hogwarcie bo pewnie większość ludzi pojechało. Przez ostatnie dni Quinn pewnie gdzieś sobie łaziła albo siedziała w pokoju. Dzisiejszego dnia postanowiła udać się na spacer nie wiadomo gdzie. Quinn zaczęła iść przed siebie nie wiedząc gdzie dojdzie. W końcu zobaczyła przed sobą jakieś wielkie drzewo. Za nim był już tylko śnieg i tylko śnieg. Skoro już tu zawędrowała to nie będzie się przecież wracać po paru minutach. Spojrzała na drzewo. Wyglądało na bardzo stare. Zastawiała się czy gdy będzie się wspinać to czy gałęzie się nie połamią? Ale co to jest dla Quinn? najwyżej coś sobie złamie. Zaczęła powoli wchodzić na pierwsza gałąź. Ta tylko się lekko ugięła pod ciężarem Quinn jednak się nie łamała. Dziewczyna zaczęła powoli wspinać się dalej. W końcu dotarła na górę. Nie wiedziała czy było warto tu wchodzić bo dla Quinn każdy krajobraz jest podobny. Nie umie ocenić tak jak inny czy jest on ładny czy nie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5653
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja, pałkarz, kapitan
  Liczba postów : 2597
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Ogromne drzewo   Sob Lut 15 2014, 16:08

Rekin był dzisiaj w wyjątkowo paskudnym humorze. Naprawił swoją chorą rączkę i to było dobre, ale z drugiej strony spotkał też szlame, co z kolei doprowadziło go do takiego stanu, w jakim jest obecnie. Co prawda ledwo ją zobaczył, a już wyszedł, jednak nawet chwilowe przebywanie w towarzystwie tej ćpunki i zdrajcy krwi jednocześnie nie należało do przyjemnych doznań. Być może właśnie to skłoniło Sharkera do przechadzki po śniegu i zawędrowania pod drzewo. Nie od dziś bowiem wiadomo, że wysiłek fizyczny pomaga w rozładowaniu emocji, a on sam wyznawał zasadę, że łażenie po tym okropnie mokrym puchu zdecydowanie jest męczące, a wiedział o czym mówi, w końcu wychowywał się w Szwecji. Dreptał sobie tak więc tak długo, aż wreszcie dotarł pod naprawdę ogromne drzewo i o dziwo spostrzegł, że nie jest tam sam. W normalnych warunkach jeszcze bardziej by się wściekł i wyklinając przodków osoby, która zajęła jego spot, odwróciłby się na pięcie i polazł w cholerę. Dzisiaj jednak nie było o tym mowy, gdyż niemalże od razu rozpoznał osobę, która wspięła się na górę po gałęziach. Uśmiechnął się złośliwie pod nosem, wsuwając dłonie do kieszeni czarnego płaszcza, a potem postanowił do niej zawołać:
- Hej mała!
Ciekaw był jak zareaguje… zresztą jak zwykle. Większość ich rozmów opierała się właśnie na tym, że wzajemnie się prowokowali, a potem obserwowali swoje reakcje. Raz więc niemalże dochodziło do rękoczynów, tak bardzo sobie działali na nerwy, a innym razem z kolei nie mogli się od siebie oderwać, bo wiecie, Sharker lubił obejmować Quinn i to zdecydowanie nie był braterski uścisk. Może jednak ten dzień nie będzie taki zły jak sądził?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 159
Dodatkowo : ścigająca
  Liczba postów : 352
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5618-quinn-d-ladris
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8559-zapraszam-mordki#241950
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5657-q-ladris#163226




Gracz






PisanieTemat: Re: Ogromne drzewo   Sob Lut 15 2014, 19:47

Quinn natomiast miała chyba taki normalny dzień. Nie przytrafiło jej się nic za co mogłaby się złościć na cały świat ani nic takiego wspaniałego. Normalny, nudny dzień.
Ślizgonka po takim spacerze byłaby jeszcze bardziej przybita niż była wcześniej. Najwyraźniej Rekin i Quinn inaczej odreagowują takowe sytuacje. Dziewczyna w takich chwilach najchętniej by się na kogoś powydzierała.
Po chwili ktoś zawołał z dołu. Spojrzała w tamta stronę marszcząc brwi.
- Co się tak szczerzysz?- krzyknęła- Pojebał cię do reszty? -zapytała - Ja jestem na wierzchołku drzewa, a ty się drzesz- pokręciła głową. Co za wredota z niego- Chcesz żebym spadła?- zapytała. Oczywiście Quinn nie jest taką niezdarą żeby od razu spadać kiedy ktoś krzyknie ale zawsze warto chłopaka postraszyć. Odwróciła się, jednak po chwili znów spojrzała a w dół. Wcześniej nie pomyślała o tym jak zejdzie. Na pewno wejście na górę było łatwiejsze niż schodzenie. Teraz tym bardziej mogła się obawiać, że jakaś gałąź się złamie albo poślizgnie się na jej powierzchni pokrytej lodem. Przygryzła wargę. Po chwili westchnęła i postawiła nogę na najbliższej gałęzi. Ta lekko zaskrzypiała jednak się nie złamała. Mimo to Quinn cofnęła nogę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5653
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja, pałkarz, kapitan
  Liczba postów : 2597
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Ogromne drzewo   Sob Lut 15 2014, 20:22

Zaczął się śmiać i był pewien, że nie takiej reakcji oczekiwała Quinn, jednakże cóż zrobić na niemożność powstrzymania się. Nie byłby chyba jakoś zmartwiony tym jeśli by spadła, w końcu to był taki typ człowieka, który martwił się jedynie o to czy w danej chwili jest mu dobrze i tak, teraz było mu bardzo dobrze. Stał sobie na pewnym gruncie i grzejąc dłonie wewnątrz kieszeni, obserwował Quinn i jej trudne sprawy. To było takie typowe, jak dla kotów. Najpierw wspinają się na szczyt drzewa, jest wszystko fajnie i w ogóle wow, a potem zdębiałe siedzą tam godzinami i przeraźliwie miauczą, nie mogąc zejść na ziemię. Był jednak absolutnie pewien tego, że dziewczyna nie zachowa się tak jakby tego oczekiwano po bezradnym zwierzęciu. Nie łudził się jednak też, że poprosi go o pomoc, ale mimo tego nie mógł sobie odmówić tego by po prostu nie popatrzeć jak się męczy.
- A co? Może miałem poszeptać do drzewa żebyś zwróciła na mnie uwagę? - odkrzyknął do niej, cofając się o kilka kroków od tego pomnika przyrody, co by jej do głowy przypadkiem nie przyszło żeby spaść na niego. W końcu, jak to mawiają ludzie przezorni? Bezpieczeństwo przede wszystkim, zwłaszcza jeśli chodzi tutaj o swoje własne.
- Może Ci pomóc? - zapytał ją, wciąż uśmiechając się złośliwie. Oj, dobrze powinna wiedzieć, że to oznaczało kłopoty. Jeśli Rekin chce komuś pomóc, to zazwyczaj oznacza to tyle, że chce on otrzymać z tego jakieś korzyści, dlatego nic więc dziwnego, że można było jego pytanie różnie odebrać. W każdym razie nie chciał tez żeby tam tkwiła cały dzień, a jakby jej pomocy nie zaoferował to w sumie mogłoby się to różnie skończyć, między innymi nawet tym, że boczyłaby się na niego tygodniami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 159
Dodatkowo : ścigająca
  Liczba postów : 352
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5618-quinn-d-ladris
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8559-zapraszam-mordki#241950
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5657-q-ladris#163226




Gracz






PisanieTemat: Re: Ogromne drzewo   Sob Lut 15 2014, 21:03

Quinn spojrzała na niego unosząc brwi. - Ale z ciebie świnia- krzyknęła- Jak możesz się tak śmiać?-zapytała. Gdyby Q spadła to zapewne coś by sobie złamała, a Rasheed byłby podejrzany o to, ze to on zrobił to Quinn gdyż był w pobliżu zdarzenia wiec niech lepiej się zainteresuje. Ona porównywana do kota? Pff, już lepiej do geparda albo do pumy.
- Tak by było najlepiej- mruknęła nie wiedząc czy chłopak to dosłyszał. Dziewczyna spojrzała na niego kiedy ten się cofał. Jak zwykle martwi się tylko swój tyłek. Quinn zgromiła go wzrokiem.
- Nie, poradzę sobie - krzyknęła zakładając zbłąkane kosmyki włosów za uszy. Wprawdzie mogła użyć magii tylko nie wiedziała jakie zaklęcie mogłaby teraz użyć. Żadne jakoś nie przychodziło jej do głowy. Dobra, trzeba normalnie zejść. Najwyżej się trochę połamie. Postawiła nogę na innej gałęzi niż wcześniej, nieco grubszej. Następny krok postawiła na cieńszej gałęzi. Próbowała się nie patrzeć w dół gdyż wiedziała, że napotka tam złośliwe spojrzenie chłopaka, które już całkiem by ją wyprowadziło z równowagi. Schodziła powoli, ostrożnie stawiając kroki. W końcu znalazła się już niedaleko ziemi. Z takiej wysokości nawet jeśli by spadła to nic by sobie nie zrobiła. Zeskoczyła zgrabnie na ziemie. Spojrzała z triumfem na chłopaka. Przeczesała włosy ręka i uśmiechnęła się.
-Proszę bardzo, tak to się robi- powiedziała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5653
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja, pałkarz, kapitan
  Liczba postów : 2597
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Ogromne drzewo   Sob Lut 15 2014, 21:32

Jej wypowiedz poskutkowała jedynie tym, że spojrzał na nią z politowaniem.
- Pytasz zupełnie tak jakbyś sama nie znała odpowiedzi - stwierdził i wzruszył ramionami. Naprawdę, powinna przecież wiedzieć, że on taki był. Cóż go interesowało czyjeś cierpienie czy problemy? Był przecież sobą. Rekinem pełnym sprzeczności, który przecież dbał o swoje własne dobro najlepiej jak potrafił, a reszta… reszta nie była ważna w obliczu jego szczęścia. Poza tym był też po prostu wredny. Z łatwością mógłby jej pomóc, ale mimo tego dobrze mu się stało i patrzyło jak sama stara się zejść na ziemię, zwłaszcza, że sama nie chciała jego pomocy. Prychnął tylko cicho pod nosem, niczym rozjuszone zwierzę, ale nic nie powiedział. Proszę bardzo, niech sobie zejdzie sama. Pani-tak-bardzo-jestem-zaradna-wow męczyła się schodząc bardzo po mugolsku i bardzo powoli, a on sam obserwował ją z ciekawością. Był całkowicie pewien tego, że nie będzie miała najmniejszego problemu z ponownym zawitaniem na ziemi, dlatego też jedynie taksował ją spojrzeniem, koncentrując je w miejscach, w które z cała pewnością nie powinni zaglądać sobie przyjaciele. Ich jednak nie łączyła zwykła, oklepana znajomość tak charakterystyczna dla połowy Hogwartu, a coś bardziej skomplikowanego. Jak to się działo, że w jednej chwili potrafili się na siebie wydzierać, a w drugiej dogadywali się tak dobrze jakby postradali zęby na wspólnych wygłupach? Ciężko było powiedzieć czemu jeszcze się nie pozabijali. Uśmiechnął się drwiąco w reakcji na jej triumfalną minę, a potem zmierzył ją oceniającym spojrzeniem.
- Rzeczywiście jesteś w jednym kawałku. Czy powinienem paść w pokłonach? - jego słowa były pełne kpiny, ale Quinn dobrze powinna wiedzieć, że wcale się z niej złośliwie nie nabija, zwłaszcza, że zaraz wyciągnął do niej rękę, jakby przywołując ją do siebie władczym gestem.
- Przybądź moja królowo - zaintonował swe słowa na rozkaz, co wcale trudno mu nie przyszło przekręcając przy okazji jej imię - nie widzieliśmy się przecież trochę.
No cóż, to była prawda. Mimo, że mogli się widywać na korytarzach to raczej nie mieli ostatnio sporo okazji do pogadania, a więc wypadałoby to zmienić skoro już na siebie wpadli, nieprawdaż?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 159
Dodatkowo : ścigająca
  Liczba postów : 352
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5618-quinn-d-ladris
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8559-zapraszam-mordki#241950
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5657-q-ladris#163226




Gracz






PisanieTemat: Re: Ogromne drzewo   Nie Lut 16 2014, 18:38

Quinn zacisnęła lekko usta,
- Czasami się zastanawiam jak takie świnie jak ty mogą chodzić po świecie- powiedziała-Zapewne twoja matka musiała się natrudzić. O ile w tworzeniu ciebie nie było problemów i było w miarę miło- przerwała i posłała w jego stronę jedne ze swoich złośliwych uśmieszków- To w wydawaniu cię na świat musiała się już o wiele bardziej natrudzić. W końcu weź tu urodź taką wredną szumowinę jak ty- powiedziała poprawiając włosy.
Spójrzmy prawdzie w oczy. Gdyby byli normalną parą przyjaciół jakich jest wiele w Hogwarcie to ich życie byłoby strasznie mdłe. A tak, nikt do końca nie wie czy w danej chwili są przyjaciółmi czy wrogami.
- Tak, zastanawiam się dlaczego tego jeszcze nie robisz- powiedziała. Poprawiła płaszczyk. Zignorowała jego wyciągniętą rękę i spojrzała na niego. Prychnęła lekko- Nie mów, że aż tak za mną tęskniłeś- zaśmiała się.
- No więc, udało ci się wyrwać kolejne dziewczyny? - zapytała- A tak szczerze to muszę ci powiedzieć, że strasznie ci wychodzi to flirtowanie. Musisz jeszcze trochę poćwiczyć- powiedziała uśmiechając się- Najlepiej ucz się od mistrza- powiedziała wskazując siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5653
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja, pałkarz, kapitan
  Liczba postów : 2597
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Ogromne drzewo   Pon Lut 17 2014, 11:12

Przyjmował jej słowa z niewzruszoną minę i faktycznie, ciężko byłoby powiedzieć, że cokolwiek co powiedziała jakoś szczególnie go obeszło. Przywykł do wszelkich obelg pod swoim adresem, zwłaszcza, że sam podobne wyrzucał z rękawa niemalże na każdym kroku, będąc jednocześnie nieprzyjemnym w obejściu. Tak zwane zahartowanie w boju.
- Quinn, taka piękna, a taka okrutna dla mojego serca - podsumował ją jednym zdaniem, teatralnie chwytając się za płaszcz w miejscu, w którym funkcjonował narząd pompujący jego, aż do przesady, Ślizgońską krew. Nie przyszło mu z wielką trudnością zaintonowanie tonu swojego głosu tak, jakby rzeczywiście mogła sprawić mu swoimi słowami jakąkolwiek przykrość, jednakże nie było co się łudzić, że naprawdę mogłaby to zrobić. Można by raczej powiedzieć, że wydawał się być zadowolony z tego co powiedziała, bo uśmiechał się, po swojemu i jakże standardowo, z jawną kpiną. Zlustrował ją taksującym spojrzeniem i przeczesał dłonią włosy, czego nigdy nie robił. No cóż, najwyraźniej odgrywanie kapryśnego księcia trzeba było kontynuować?
- Jeśli tylko mógłbym paść, przed Tobą ma pani, na kolana wystarczająco wiele razy by rozkruszyć lodową pokrywę tłamszącą Twe gorące uczucia, zrobiłbym to natychmiast, nie wahając się ani sekundy dłużej! - tak, dobry był z niego aktor. Intonował swoje słowa, jakby rzeczywiście był w teatrze i właśnie grał główną rolę w jakimś arcyważnym przedstawieniu, a Ślizgonka jako jego partnerka, musiała odgrywać swoją w równie realistyczny sposób. Zbliżył się nagle do niej, zgrabnie unikając zapadnięcia się w śniegu i niespodziewanie chwycił ją w ramiona, wykonując z nią jeden pełny obrót, uprzednio złączywszy ich dłonie w taki sposób, jakby zaraz miał zamiar porwać ją do tango.
- Ja miałbym kogoś wyrywać? Och, przestań tak mnie ranić ma królowo! - przechylił swoją partnerkę, podtrzymując ją mocno, więc nie miała powodów do obaw, że ją upuści. Po sekundzie również zgiął kręgosłup, przylegając do niej w uścisku by wyszeptać jej do ucha, owiewając je ciepłym oddechem - Dobrze wiesz, że w moim sercu jest miejsce tylko dla Ciebie.
Ledwie to powiedział, a już się wyprostował, ciągnąc również dziewczynę do stabilnej, pionowej pozycji i rozluźnił dłonie, którymi ją chwycił, zostawiając jej już pewną swobodę. Wydawał się być więcej niż rozbawiony swoim przedstawieniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Ogromne drzewo

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Rozłożyste drzewo nad jeziorem
» Drzewo Zapomnienia
» Drzewo życzeń
» Hamaki na drzewach
» Wierzba Bijąca

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
reszta świata
 :: 
lynwood
 :: 
yellow lake
-