IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Peron 9 i 3/4

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość




Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Dolina Godryka
Galeony : -16
  Liczba postów : 974




Gracz






PisanieTemat: Peron 9 i 3/4   Sob Cze 12 2010, 13:00

First topic message reminder :


Peron 9 i 3/4


Aby dostać się na ten peron znajdujący się na wielkim dworcu w północnym Londynie, należy przejść przez barierkę oddzielającą perony. To właśnie z tego peronu odjeżdża pociąg wożący uczniów do Hogwartu. Na peronie zwykle można spotkać różnych czarodziei.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5653
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja, pałkarz, kapitan
  Liczba postów : 2597
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Peron 9 i 3/4   Sob Mar 01 2014, 18:28

Jak można wyleczyć kogoś z nieuleczalnej choroby? To pytanie zadaje sobie ludzkość od naprawdę wielu lat, a w większości przypadków odpowiedź skupia się jedynie wokół postępu medycyny. Niegdyś śmiertelna - teraz prosta do przezwyciężenia. Może kiedyś, w przyszłości będzie jakiś łatwy sposób na to aby naprostować skrzywienia psychiczne w zaledwie paru krokach, a nie tak jak teraz - poprzez brnięcie w świat terapii i sesji, które nie zawsze wychodzą, a gdzieś po drodze doprowadzają człowieka do gorszego stanu niż sprzed niej. Nie sądzę aby ktoś, kto poznał go takim jaki jest i polubiłby go na tyle, aby móc nazywać się jego przyjacielem, chciał nagle sprawić by pozbył się swoich traum i nauczył żyć z innymi w pokojowych stosunkach. No bo w sumie po co miałby zmieniać kogoś kogo obdarzyłby swoją sympatią? Tak czy siak, trudno jest mi wyobrazić sobie Rasheeda, który nie byłby spaczony swoją przeszłością. Pozbawiony swojej złośliwości, wierny i ułożony byłby po prostu nudny, ale z całą pewnością Hogwart mógłby spać spokojniej, a konkretniej jego bardziej mugolska niż czarodziejska część. Na pewno by wtedy przyszedł na peron, ale oczywiście nie posunąłby się wtedy do tego, aby wziąć ją na ścianie przedziału. Porozmawiałby z nią, przejechał się grzecznie do Hogsmeade, ale to by było tyle. Teraz sam potrzebował czyjejś bliskości, a że nigdy nie hamował się specjalnie przez uprawianiem miłości z każdym kto miał na to ochotę i odpowiadał jego standardom, to trudno się było dziwić, że tak entuzjastycznie przyjął MMS w swoje ramiona. Pieprzyć humorki, pieprzyć Stone’a, pieprzyć Kanadę i do cholery pieprzyć Quidditcha. Niech się wszyscy teraz pierdolą, a świat się skończy, bo teraz liczyła się tylko ta jedyna bliźniaczka, która oddała mu siebie do dyspozycji. Nie wybrzydzała, nie strzelała fochów, nie żądała uczuć, a po prostu pozwoliła mu się odstresować i zostawić za sobą w Londynie wszystkie zmartwienia na te kilkaset minut podróży. Niech skonam, był jej za to naprawdę wdzięczny.
Pozwolił się bez większych oporów zaciągnąć na siedzenia, na które opadł z ulgą, a z jeszcze większym zadowoleniem przyjął to, że znalazła się zaraz na jego kolanach, oplatając go kończynami by wtulić się w jego nagie ciało. Objął ją ramionami chciwie, wciąż spragniony dotyku, chociaż już może nie takiego jak wcześniej. Teraz potrzebował po prostu bliskości ciała, a ona chciała mu ją dać ponownie. To było więcej niż przyjemne, znowu przycisnąć ją do swojego torsu i móc zachwycić się jej blond włosami muskającymi mu twarz. Pierdolić facetów.
Przesunął palce na jej talię, opuszkami palców kreśląc na niej delikatne linie, jakby chciał zapisać w swojej pamięci miękkość jej ciała, wszelkie jej krzywizny, jakie w tej chwili mógł mieć jedynie dla siebie. Zamruczał gardłowo sięgając do jej policzka, który musnął wargami. Raz, może dwa, ewentualnie kilka razy. Kto by się przejmował liczeniem?
- Ja od dzisiaj też - szepnął w jej ucho w taki sposób, jakby te słowa były przeznaczone wyłącznie dla jej słuchu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 441
  Liczba postów : 710
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7706-mandy-maurine-saunders#213812
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7707-no-czesc-to-ja-twoj-setny-mms#213814
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7708-sowia-mmska#213816
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7712-mandy-maurine-saunders#213857




Gracz






PisanieTemat: Re: Peron 9 i 3/4   Sob Mar 01 2014, 19:56

A czym jest miłość, żeby oboje mogli jej od siebie oczekiwać? A czym była, że tak zacnie omijali ten temat nie oczekując żadnych wyzwań tylko cielesnej przyjemności? No właśnie... Czym. Pociąg sunął po torach płynnie, co raz wyrzucając z siebie kłęby dymu, a Mandy tkwiła w jego ramionach wciąż tuląc się do niego, co raz wkładając w to jeden, czy dwa drobne pocałunki, co by nie pomyślał, że jest bierna, że zasypia tu mu... Choć kwestia tego, że mogłaby się przy nim zdrzemnąć z poczuciem bezpieczeństwa była nader nęcąca. Podobało się jej to co oboje sobie zafundowali, a teraz dla siebie jechali tu odpoczywając od aktu, w którym oboje się złączyli. Mandy przebiegływszy palcami po klatce piersiowej Rasheeda potarła kilkakrotnie jego ramię obawiając się oto, żeby nie było mu zimno, żeby ciepło którym się dzielili było równomiernie rozłożone dla obojga i mogli nadal spokojnie podróżować. Przecież od Londynu do Hogsmeade jest pewien kawałek drogi, którego na piechotę nie przejdziesz bez nie zrobienia sobie kilku przystanków przynajmniej! Jak dobrze zatem, że mieli swój środek lokomocji i chwilę na to, by po prostu odpocząć.
Mandy w tej chwili powracała do czystego analizowania pewnych spraw i zdała sobie sprawę, że niewiele wie o samym chłopaku. Przecież dawno jej nie było, przecież zniknęła i wszyscy powinni mieć prawo do tego by mieć do niej pretensje, choć nie była własnością żadnej z osób, która by zarzuciła jej brak obecności. Np. jej siostra czy Margret... [strike]Czy Merlin?[/strke] Ale Rasheed? Czy Rasheed pomyślał o niej choć raz gdy zniknęła, gdy była gdzieś indziej i nie dawała znaku życia? Może tak. Z łatwością przecież skojarzył ją z odpowiednim obrazkiem w głowie i wiedział, że powinien się tu pojawić... A teraz... Teraz jednak Mandy postanowiła się czegoś domagać. Np. rozmowy. Bo gdy już czuła się zaspokojona fizycznie i mogła znaleźć oparcie przy jego ciele, to ułożyła głowę na jego ramieniu nadal kreśląc pewne wzory na jego klatce piersiowej.
- Powiedz mi... Gdzie byłeś i co robiłeś przez ten czas, co się działo. Nie wiem czy chcę wracać do miejsca, którego nie znam. Opowiedz mi o Hogwarcie, o sobie, o ludziach. Coś mów. Ja chcę posłuchać Twojego głosu. - Dodała ciszej ostatnie zdanie... Doszukiwała się piękna w ludziach, delikatnej nici tego, co mogłoby ją zachęcić do podtrzymywania znajomości... Rasheed oprócz tego, że był przystojny miał też głos, którym mógł góry przenosić... Szczególnie gdy wypowiadał jej imię, jednak nie chciała mu tego mówić. To były jej skarby, o których istnieniu wiedziała tylko ona. Była Saunderską, doszukiwała się we wszystkim korzyści dla siebie. Nie zamierzała natomiast nigdy służyć sobą humanitarnie... Tu były ze Scarlett do siebie podobne... Nic za darmo, nawet jeśli ktoś myśli, że jest inaczej. Teraz brała coś od Rasheeda, ciepło, jego czas, pocałunki... Przejechała dłonią po jego szorstkim policzku i zahaczyła o włosy, które przypadkiem ułożyła w niebanalny sposób. A pod tą grzywą znajdowały się ciemne oczy, które jak zwykle niewiele mówiły...
Nieuleczalny... Jak Mandy. Jak każdy w zamku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5653
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja, pałkarz, kapitan
  Liczba postów : 2597
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Peron 9 i 3/4   Sob Mar 01 2014, 21:18

Miłość. Magiczne słowo znaczące tak wiele i tak niewiele zarazem. Dla normalnych ludzi, miłość potrafi być wszystkim. Słońcem, oświetlającym mroczne ścieżki życia, promieniem prowadzącym przez nie bezpiecznie, ale również raniącym, gdy coś się nie układa. Tak uszczęśliwiająca, potrafi bowiem porządnie dać w kość, co by nie było zbyt cukierkowo oczywiście. Przywiązanie, sympatia, szczęście, troska, współczucie, życzliwość. Sens życia. Cóż za bzdury! Zabawnie byłoby, gdyby Rekin uwierzył w coś tak idiotycznego i oczywiście, jego zdaniem, nieistniejącego. Świat wywróciłby mu się do góry nogami, a on biedny nie potrafiłby sobie znaleźć miejsca. Co za smutek by był, serio. Całe szczęście, że on nie potrafi kochać… a może po prostu nie wie co to oznacza? Bardzo możliwe. Tak czy siak, nie mam co się rozwodzić, bo to i tak post kończący, a ja już nawet pomysłu nie mam co mogę pisać, więc może od razu przejdę do rzeczy zamiast lać wodę wiadrami.
Wtedy jej opowiedział, a mówił długo i konkretnie, co w sumie nie było do niego podobne. Zazwyczaj wydobywał z siebie półsłówka lub mówił o czymś co zupełnie nie miało znaczenia. Trudno mu się dziwić, w końcu nie chciał dać się bliżej poznać, a czymże była rozmowa jak nie wzajemnym poznawaniem się? Teraz jednak streszczał jej to co się z nim działo i co tworzyło się w Hogwarcie podczas jej nieobecności tak długo, że praktycznie mogli już poczuć jak pociąg zaczyna zwalniać, zbliżając się do celu ich podróży. To się nagadał chłopak, nie? Wtedy skończył swoją opowieść, po czym ściągnął ją ze swoich kolan by mogli w spokoju się ubrać, a potem  wysiąść. Może nawet poszli razem do zamku? Kto wie? To tajemnica!

[zt x2]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Suneshine Coast, Australia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 23
Dodatkowo : zestaw bananów do ssania
  Liczba postów : 246
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9149-kai-alexander-young
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9152-nowe-rozdzialy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9153-znikajaca-sowa-kaia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9154-kai-a-young#256307




Gracz






PisanieTemat: Re: Peron 9 i 3/4   Pon Lip 28 2014, 00:02

Czasami rozkminiamy przeszłość, która gdzieś tam powinna umrzeć ze wszystkim co nas otaczało. Wracanie do wspomnień to najgorsza droga przez mękę. To taki rozpierdol już nie tylko na umyśle, ale też w duszy. Niby uciekamy, ale nadal wracamy do gówna, które nas otacza. Nieudacznik. Pierdolec. No co jeszcze mam usłyszeć żeby ogarnąć ile spraw zjebałem? Pieprz się. Odciąłem to grubą kreską, wiesz jak jest. Dziś ta nitka się urywa, a ja nie mam ochoty słuchać Twoich jęków, żalów. Jebnę tym o ziemię i nie podnoś tego, bo naprawdę nie chce wracać do piekła, które mnie zabiło. Odżyłem. Odrodziłem się z popiołów niczym feniks. Daj mi teraz rękę. Pociągnij w swoją stronę, pozwól mi wyjść na prostą. Pieprz konwenanse. Pieprz wszystko co nie należy w tym momencie do nas.

Wrócił do Londynu kilka godzin temu, ale nie potrafił jeszcze odejść z tego peronu, na którym przecież mógł przekręcić tę akcję zupełnie inaczej. Mógł zostać w pociągu, wrócić do jakiegoś miejsca znanego lub całkiem nowego. Mógł zrobić wszystko co nie należało jeszcze do niego, ale przecież życie chwyta teraz obiema rękami i nie pozwoli by z taką łatwością wypadło mu po raz drugi, co nie? Kolejny krok. Kolejny papieros. Kolejne kurwa. Ile jeszcze? No co ma jeszcze zrobić żeby pozbyć się ochoty na ucieczkę? Chyba to dość zabawne, ale naprawdę to przekminiał. Spierdolić jak najdalej i przestać myśleć o tym, że robi źle, ale fakt, że jest na trzecim roku, rozpieprzał go najbardziej. Dopiero teraz nawet ogarnął, że Tillie nie ma, ale może… Może to był ten moment, w którym powinna umrzeć w jego głowie? To było nierealne, takie wiecie pragnienia kolesia, który tak naprawdę nie wie już w co wierzyć. Może jednak powinien pojechać do tej chujdanii i powinien leżeć krzyżem pod drzwiami dziewczyny, za którą wskoczyłby w ogień. Jednak nie. Pokusy są silniejsze, a on musi zostać. Przynajmniej przez kilka miesięcy. Nie ucieknie. Nie tym razem.
Znów odpala papierosa. Kopie jakiegoś głupiego kamienia, który leży mu na drodze i patrzy. Przed siebie. Na kolejny odjeżdżający pociąg. Dokądś. Dokąd? Nie interesuje go to, po prostu musi jeszcze pomyśleć. Zebrać się. Mieć odwagę by wrócić do przeszłości, która rozjebała więcej niż jedno istnienie, a przecież nie tak miało być. To było najgorsze. Walczyć z tym co nie było szczęśliwe, a co najwyżej brutalne i smutne, ale… Serio? Przecież to Kai Alexander Young, a nie jakaś życiowa pizda. On musi dać radę. Przeciwstawił się ojcu. Ogarnął ten motyw. Przestał wierzyć w to, że jest zwykłą ciotą, która nic nie osiągnie, ale teraz jeszcze był martwy. Wyprany z emocjonalnej brei, która niszczy. Myślał o Math. O meczu, który przegrali, o tym, że od tamtej pory nie latał. Myślał o tym wszystkim, bo musiał naprawić to co zepsuł, ale ile siły potrzebował w to włożyć? Coco już nigdy nie spojrzy w twarz. Zrobił to trzy tygodnie temu ostatni raz i gdy zobaczył ten ogień w jej oczach, to że na rękach trzymała Summer. Wiedział, że nie jest z Villiersem, ale drogi całej trójki się rozeszły więc nie dziwota, że widok rudzielca sprawił… Uwaga, panowie i panie – Kai się uśmiechnął. Widząc ją silną, a przynajmniej pozornie. Co zrobił później? Uciekł. Wyjechał gdzieś dalej. Rosie nie pytała, a jego celem miała być Mattie, ale przecież nie miał już odwagi, a może miał? Może chodziło jednak o to, że wcale nie chciał jej ranić. Nie wiedział. Nie potrafił odpowiedzieć na żadne z pytań, które wręcz go gwałciły od środka. Minuta po minucie kończył palić kolejnego szluga, a jedyne co zmienił w swojej czynności to, to że posadził swoje kościste cztery litery na jednej z ławek.
I patrzył. Nadal patrzył gdzieś w dal, za odjeżdżającymi pociągami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 56
  Liczba postów : 38
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8379-lillian-sundstrom
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8389-lilithowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8388-lilith#236350
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8387-lillian-sundstrom#236347




Gracz






PisanieTemat: Re: Peron 9 i 3/4   Pon Lip 28 2014, 00:42

I po co to wszystko? Po co te słowa, zamieniające się w niedługie zdania, które wypadały z ust nie dlatego, że rzeczywiście chciałeś je powiedzieć, lecz dlatego, że powinny być wypowiedziane? Droga restauracja, najwyższej jakości alkohol, niezwykle drogie przekąski. W tle pobrzmiewa jeden z symfonicznych zespołów czarodziejskich. Mężczyzna dzierżący kontrabas widocznie nabrał ochoty na trunek, którym raczy się para siedząca mniej-więcej naprzeciwko niego; gra dalej, bo zostałoby uznane za niegrzeczne, gdyby choćby na chwilę ściągnął dłonie z instrumentu (nawet jeżeli za pomocą magii można było sprawić, że nie zepsułoby to melodii pobrzmiewającej w lokalu). Zastanawiam się, gdzie ja w zasadzie siedzę. Czy rzeczywiście tu jestem? Czuję się tu obco. Czuć zapach przeróżnych transakcji, które są tu dokonywane. Transakcji, spraw służbowych, handlów przedmiotami, które jako jedyne by mnie zainteresowały. W końcu zakazane, co? Spoglądam w prawo, w lewo i wiem, że w końcu muszę przenieść wzrok na ojca.
Na Erika.
Odkładam sztućce, bo nie mam ochoty na jedzenie. Nie po tym, co właśnie powiedział.

Nie powinna się spóźniać – fakt. Na pewno nie cztery dni od daty, na który wyznaczyła termin. Gdyby kazał jej przyjechać, na pewno nie ruszyłaby tyłka z wakacji, na których przebywała. Wiedziała, że o tym wie, tak jak i o tym, że specjalnie zaaranżuje spotkanie w taki sposób, by to ona wyszła z jego propozycją. No, żeby nie było, że to on kazał. Ostatecznie jej to wisiało, jako że Londyn w jakiś sposób kusił. Zobaczenie ojca było najmniej ważnym punktem, który chciała po prostu odhaczyć i mieć z głowy; jak się spodziewała, gdy już powiedziała mu, że jest skora się spotkać, z góry narzucił jej dokładny adres, który, mimo wszystko, nieco ją zaskoczył. Trochę się zmienił, ale nie dbała już o to. Nie dbała o niego, tak jak i całą resztę rodzinny. Oddalała się od niej, tak jakby dystans między nową szkołą, a starym miejscem zamieszkania, sprawił, że byli dla siebie całkowicie obcy.
Może to i dobrze?
Istnienie, które powinno zostać zatuszowane. Nie powinno jej tu być. Nie powinna stąpać po chodniku, przed siebie, w tej chwili, a przynajmniej nie z świadomością, że jest czarownicą. I niby miałaby być kimś takim, jak oni wszyscy…? Ci wokół? Mugole? Tłum, tłok, ludzie przeciskający się z torbami, często całymi rodzinami. Na uboczu płacze dziecko, a sądząc po tym, że zagaduje do niego facet w mundurze, najwidoczniej się zgubiło. Centrum miasta. Dworzec kolejowy. Tyle, że mugolski. Tutaj jest ta część, a pośród nich ona. Z różowymi włosami, wygniecioną, czarną bluzką, która odkrywała brzuch i spodniami, standardowymi jeansami ¾, skomponowanymi z butami na grubym obcasie. Szła obojętnie, z miną, która nie zdradzała ją z żadnych myśli. Peron 9, peron 10… Iść dalej, czy poobserwować życie, które toczyła matka?
Oparła się o mur. Tutaj czuła się jeszcze bardziej obco, niż tam, zaledwie dwie godziny temu. Nawet nie zwróciła uwagi, że tuż obok, po jej prawej stronie, siedział ktoś, kto był z tego samego świata… Lecz póki co jej wzrok utkwiony był w posadzkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Suneshine Coast, Australia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 23
Dodatkowo : zestaw bananów do ssania
  Liczba postów : 246
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9149-kai-alexander-young
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9152-nowe-rozdzialy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9153-znikajaca-sowa-kaia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9154-kai-a-young#256307




Gracz






PisanieTemat: Re: Peron 9 i 3/4   Pon Lip 28 2014, 01:13

I nie musisz mnie pytać o drogę. Nie odpowiem. Nie chcę zagłębiać się w jakieś emocje, bo są zbędne. Rozwalą wszystko. Rozpierdolą w drobny mak, a ja będę siedział. Będę kwitł i będę beczał, że znów coś zepsułem. Nie chcę tak. Potrzebuję spokoju. Chcę ciszy. Daj mi ją. Daj, proszę. Może jesteś jedyną osobą, która ukoi moje rozkołatane serce. I co z tego, że po spotkaniu z Tobą… Że po tym wszystkim pójdę do pubu się napierdolić? Co z tego, że złamię jako tako swoje postanowienia? Jestem tylko człowiekiem, ciągle popełniam błędy. Upadam i rodzę się na nowo, ale ileż razy można mówić, że się jest kimś zupełnie innym niż miesiąc temu? Człowiek właściwie zmienia się raz na siedem lat. Został mi więc rok do całkowitego oczyszczenia, ale wiesz co? Pierdolić to. Pierdolić wszystko, bo dziś jestem człowiekiem wolnym od przeszłości, a jedynie żyje w klatce wspomnień, które kiedyś mnie zabiją.
Lilian… Jest dla mnie nadzieja, jak myślisz?
I wiem, że nie. Dlatego milcz. Nie odpowiadaj na pytania, które nie mają żadnego sensu, nie chce słuchać Twoich słów, bo nie pokrywają się z tym co naprawdę chcę usłyszeć, ale to czego potrzebuję… Zawiera się w mym umyśle i sercu, dlatego cicho. Ciszej, chcę coś wreszcie z tych wszystkich myśli usłyszeć.

Siedział i nadal patrzył przed siebie, jakby chcąc odnaleźć drogę do przeszłości. Gdyby tylko miał zmieniacz czasu. Gdyby mógł cofnąć się o te kilka miesięcy, mając tę wiedze, którą operował teraz. Gdyby mógł zagrać na ślepym losie lepszą melodię, z pewnością brzmiałaby inaczej. Miałaby szczęśliwe zakończenie, ale nie potrafił. Nie miał takich mocy, nie miał tego głupiego magicznego przedmiotu. Posiadał wszystko, ale nie to na czym naprawdę mu zależało. I kiedy stał się pusty? Kiedy stał się bezużytecznym narzędziem w rękach egzystencjalności? A może to tylko jego wyobrażenie, jakże błędne zresztą…
Nie spojrzał na dziewczynę, która była w takim samym kurwidołku, choć wiedział kim jest. Choć nie szczędzili sobie przy pierwszym spotkaniu kąśliwych uwag. Choć tak naprawdę sprali się jak dwa strzępy, to wiedział, a przynajmniej sądził, że gdzieś tam w głębi kryje się dokładnie ktoś tak samo samotny co on. To, że ludzie nas otaczają nie znaczy, że czujemy się przez nich dobrze. Mogą się interesować. Oglądać za nami, ale nigdy nie będą w naszym życiu kimś nadzwyczajnie potrzebnym. Czyżby to zmęczenie materiału? Nie odpowiadaj. Rozważ to w głębi siebie, ale dobrze wiesz o czym przecież piszę, co nie?
Dopiero po kilku chwilach jego wzrok zawiesił się na butach na wysokim obcasie, lustrował więc sylwetkę, która stawała się coraz zgrabniejsza, a gdy tylko zawiesił spojrzenie na dziewczynie, uśmiechnął się sam do siebie; przecząco kręcąc głową.
-Śmieszne… – Powiedział niemrawo, a zaraz potem wyciągnął fajkę z opakowania, by znów zapalić i wyplewić z siebie tę obojętność. Nie wiedział czy to dobre, ale może właśnie takie było? Odejść stąd, czy zostać z kimś kto nie znaczył dla niego nic więcej niż liść, który właśnie gdzieś spada z drzewa...
-Wakacje się nie udały? Chłopak Cię olał? Nie dziwię się, skoro Twoja mordka oprócz urody nic więcej nie potrafi zaoferować, a może się mylę? –Kąśliwości. Nie potrafił się ich pozbyć. Pewnie tak dla zasady, a może… Może właśnie w tej chwili próbował poskładać w głowie pewne akcje, które chciał zrealizować, a ten wstęp miał być tylko rozwinięciem wszystkiego? Kalejdoskop zdarzeń, jednak on – nadal siedział. Nadal patrzył
Na kolejny odjeżdżający pociąg.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 56
  Liczba postów : 38
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8379-lillian-sundstrom
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8389-lilithowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8388-lilith#236350
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8387-lillian-sundstrom#236347




Gracz






PisanieTemat: Re: Peron 9 i 3/4   Pon Lip 28 2014, 14:46


Poczuła jak gorąca masa powietrza muska jej twarz, wraz z chwilą, z którą kolejny pociąg przyjechał na stację. Przez myśl przeszło jej wspomnienie dotyku, delikatnego, finezyjnego ruchu dłoni, tu, na jej policzku, wtedy, rok temu, w tę pamiętną noc, kiedy gwiazdy świeciły jaśniej niż zazwyczaj, tak samo bezwstydnie nieokryte choćby jednym obłokiem, jak ona nieokryta pościelą.
Będąc jedną z nich – gwiazdą.
Jasną i wolną, lecz przede wszystkim błyszczącą, emanującą swego rodzaju światłem, które osobiście nazwałaby szczęściem. I choć myślała, że jest tą najjaśniejszą – no właśnie. Była jedną z wielu, z tych wszystkich gwiazd, które niczym się nie wyróżniają. Nie była częścią grupy, więc nie tworzyła gwiazdozbioru, a zabrakło jej sporo punktów w rankingu, by uderzać w oczy swoim światłem na tyle, by była od razu zauważalna. W zasadzie, o czym ona teraz, do cholery, myśli? Obok masa wciąż poruszających się ludzi, ponownie ponawiany komunikat, z którego zrozumieniem nie miała już problemów, mimo że angielski wciąż mógł łatwo ją zagiąć. Krótkie zdania, które padają z ust przechodzących obok ludzi, zapach papierosów i kawy, wymieszany z różnymi woniami perfum lub potu. Sekundy mijały, tworząc minuty. Czasem pozostawiały stan rzeczy bez zmian, innym zaś razem zmieniały wszystko. Gdzie będzie o tej porze za rok?
Głos, znajomy głos, którego – gdyby tylko przejeżdżał w tym momencie pociąg – na pewno by nie usłyszała. Cholera, przecież to z prawej… Jej sylwetka, wciąż wyprostowana, acz leniwie opierająca się o chłodny mur stacji, odwróciła się w stronę, z której go dosłyszała. Z której dosłyszała Kaia. Kai. Musiał to być Kai, nie miała co do tego wątpliwości. Czego on znowu…
Siedział jakby nigdy nic. Chciał ją sprowokować? Uśmiechnęła się pod nosem kpiąco, acz pewnie, ani myśląc nie pozostawić tego bez odpowiedzi.
-Och, to tylko Ty. – Jej uśmiech drgnął i na krótki moment kąciki warg uniosły się jeszcze wyżej. Nie zdradzała się z żadnych myśli i emocji, o nie. W zasadzie, gdyby teraz na nią spojrzeć, można było pomyśleć, że prowadzi przyjacielską rozmowę. Czy kpina ustąpiła pewnej wesołości? Zdecydowanie. –Chyba skądś Cię znam? Hm, pomyślmy… - Uniosła na krótko dłoń, by potrzeć palcem o brodę. -Tya. Kai. Przynajmniej nie muszę obnosić się z fajkami, by poprawić noty w oczach innych. Wciąż nie umiem zrozumieć, czemu nawet czarodzieje uważają to za atrakcyjne? – Rzuciła krótkie spojrzenie na jego dłoń, w której trzymał papierosa, zaraz unosząc wzrok, by spojrzeć za niego, na przechodzących ludzi. –Przede wszystkim jednak, to nie ja porzuciłam tutaj coś, czemu oddałam serce. Kim jest osoba, która nie ma żadnej pasji?
I choć jej słowa zabrzmiały sucho, a twarz spoważniała, w środku, mimo wszystko, poczuła cień satysfakcji. Wzrok padł na niego, uważny i skupiony, zupełnie jakby chciała dostrzec, kiedy na jego twarzy choć jedna zmarszczka wykaże, że trafiła. 10 punktów za zadanie bólu, 20 punktów za skompromitowanie, 50 za osiągnięcie ostatecznego celu. Czasem trzeba ponieść ofiarę, prawda?
Tym razem poniesie ją ona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Suneshine Coast, Australia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 23
Dodatkowo : zestaw bananów do ssania
  Liczba postów : 246
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9149-kai-alexander-young
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9152-nowe-rozdzialy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9153-znikajaca-sowa-kaia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9154-kai-a-young#256307




Gracz






PisanieTemat: Re: Peron 9 i 3/4   Pon Lip 28 2014, 18:25

Nie wyobrażam sobie momentu, w którym rozliczę się ze wszystkich grzechów. Nie ogarniam akcji, w której stanę naprzeciwko tych, których skrzywdziłem. Nie chcę takiej konfrontacji, bo wiem, że oni mają rację. Spierdoliłem. Nie dość, że uciekłem to jeszcze przeze mnie cierpią osoby, które wcale na to nie zasłużyły. Zgasłem jak świeca, nie rozumiem dlaczego tyle osób było przeciwko mnie i tyle na mnie dmuchało, bylebym padł. Miałem się nie podnosić. Sorry, że popełniłem ten błąd, ja pierdolę.
W jej liście był zawarty cały smutek, który rozrywa mnie do dnia dzisiejszego, a ja nie potrafię przeczytać go kolejny raz, bo mam wrażenie, że wszystko jest abstrakcyjnie głupie. Myślę, że miała prawo. Powinna zrobić coś więcej, ale może nie miała odwagi? Może za bardzo ją zabolało? Rozerwała jednak wszystkie rany. Kurwa, jaki ja byłem głupi.

Dlatego lubił samotność. Dlatego chciał spędzać czas z dala od zgiełku i pomimo, że kochał ludzi. Chciał z nimi przebywać. Pomimo tego wszystkiego wierzył w to, że bezsilność, w której się pogrążył nie będzie jedynie powodem do tego, by znów zaczął pić i tonął w smutku. Przecież nie chciał tego, ani tym bardziej nie miał zamiaru przeżywać po raz kolejny odwalanych tekstów, które przepełnione jadem mają większą siłę niż broń palna. Niż pierdolona avada. Jeśli ktoś chciałby go zabić, niech po prostu to zrobi, a nie bawi się w kotka i myszkę. Nie drwi z tego co można wybrać. Chciał jednej prostej odpowiedzi. Krótkiej piłki. Podchody? To nie jest już zabawa dla niego, a przynajmniej nie w tej chwili. Był tym zmęczony jak jeszcze niczym innym, dlatego znużone spojrzenie co jakiś czas wędrowała do sylwetki dziewczęcia o różowych włosach. Uśmiechał się na wspomnienie Tillie, bo ona kotłowała mu się teraz w myślach. Jej perłowe pukle, które luźno opadały na ramiona, bądź też rozproszone na pościeli, gdy leżała pod nim, a seks? Był pewnie jednym z tych najpiękniejszych, bo przecież był z miłości. I dlaczego nie potrafił w tym trwać, tylko… Niszczyć to wszystko jak tchórz, który nie ma jaj, a co najwyżej wydmuszki.
Kąśliwość słów Lil nie zrobiła na nim wrażenia, bo miał świadomość, że dziewczę ma charakterek, pokazała to już jakiś czas temu, a on jedynie pogrążony w dalszych rozmyślaniach pociągnął kolejnego bucha i świat, który osuwał mu się z pod nóg zatracał w nim coś więcej niż tylko skamielinę emocjonalną. Nie potrafił przejawić niczego więcej niż tego cynicznego uśmieszku, który towarzyszył mu w takich chwilach jak ta. Och, jakież to jest kurewsko złe.
-Fajki? Słoneczko, tak się składa, że relaksują mnie bardziej niż seks, a skoro mam słuchać Twego głosu to lepiej umilę sobie ten czas zaciągając się po raz kolejny. Nie wszyscy potrafią zdzierżyć fochy nadmuchanych lasek. – Nie mówił tego poważnie, a może jednak? Już sam nie wiedział, ale nie potrzebował w to wbijać, bo za każdym razem miał wrażenie, że pogrąży się w jakimś dziwnym gównie i będzie w nim tak długo aż nie powie dość. Stop. Koniec. Jebać to.
Dopiero gdy weszła na niebezpieczny temat, wydobył ze swoich płuc całe powietrze. Wziął kilka głębszych wdechów, a zaraz potem rzucając petem o ziemie, zgasił go jedną nogą, by wbić spojrzenie szarawych tęczówek prosto w dziewczę, które w tej chwili wywołało lawinę, która nie powinna tak wcześnie znaleźć ujścia.
-A co Ty kurwa wiesz, co ja straciłem? Wy tak potraficie pierdolić bez sensu. Wiesz, coś jakby łysy pierdolnął grzywą o parapet, taki paradoks. Myślicie, że jesteście zajebiste, ale nie. Jesteście chujowe, a jedyne co dobrze robicie to się rżniecie, bo nie przekminiacie motywu, że to co ktoś traci nie ma dla niego już żadnej wartości, więc jeśli znów chcesz rozpocząć swoje pierdolenie… – Zawiesił nieco głos, by po chwili stanąć przy niej, położyć dłoń na jej karku i przyciągnąć do siebie, na tyle by bez trudu mógł policzyć jej rzęsy, ale co innego go frasowało. Spojrzenie Lil, w którym płonął ogień. Ogień, którym można się sparzyć, a on tego nie chciał. Było jeszcze za wcześniej.
-To lepiej zamknij swoją ładną mordkę i zajmij się czymś co chociaż jednej stronie da przyjemność.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 56
  Liczba postów : 38
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8379-lillian-sundstrom
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8389-lilithowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8388-lilith#236350
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8387-lillian-sundstrom#236347




Gracz






PisanieTemat: Re: Peron 9 i 3/4   Pon Lip 28 2014, 21:52

Ludzie patrzą, lecz nie widzą. Mówią, lecz nie rozmawiają. Słuchają, lecz nie słyszą. Bezsensownie mili, potakują sobie nawzajem, co by jak najszybciej zakończyć wszelakie formalności. Nie ma niczego, co byłoby gorsze. Kąśliwe uwagi? A może niespodziewane prowokacje? Kurwa, wszystko. To wszystko jest lepsze i, mimo wszystko, zdecydowanie szczersze. Choć nie była do końca pewna, co mogło kryć się za tymi wszystkimi słowami, nie miała zamiaru brać wszystkiego do siebie. Phe, znała przecież dość dobrze siebie, by wiedzieć, jaką ma wartość, a ktoś, z kim ledwo parę razy wymieniła zdanie, na pewno nie zmieni jej poglądu na siebie. Nikt nie zmieni, a jeżeli już, to co najwyżej ona sama. A było i tak, lecz to nie ta historia. W tej jest silna, jest niezależna i niezachwiana. Skąd te lekko zmarszczone brwi? Może jednak naruszył jej dumę, która boleśnie chciała zostać teraz podkreślona. Ale nie. Być neutralną. Póki grała, była zbyt mocno poświęcona grze, więc nie mogła przegrać.
-Póki co mówisz więcej niż ja – a powiadają, że faceci są treściwi. Może tylko ci prawdziwi? – Choć najchętniej nie wykazałaby swoją mimiką niczego, tym razem jego – wymalowany na twarzy wyraźnie, widocznie prosząc się o uwagę – jakże cyniczny uśmiech, sprowokował u niej niemalże identyczny. Na krótko. W jej głowie już tykały wskazówki zegara, zupełnie, jakby tylko czekała… Czekała, aż przycisk zaskoczy.

-Ta duma, z którą się obnosi, no i, ten, ta atmosfera. Wiesz o czym mówię? – Spojrzał na swojego towarzysza – wierną i zawsze obecną butelkę ognistej – poklepując go po szyi. Na krótko; dłoń zjechała ku kieliszkowi, który prosił się już o wypicie. Westchnął, wypił, lekko się skrzywił, odstawił. Butelka wykazywała to samo zainteresowanie, co na początku. –Jest cholernie kobieca. I ma tę, no. Grację. Wyższość. Pewnie lubi błyskotki, co? Myślisz, że jest pusta? – Pokiwał lekko głową, jakby butelka powiedziała coś nadzwyczaj mądrego. –Taaaa. Laski, one wszystkie… Ale wiesz, nie o to… Jest w końcy w Slythcie, nie? Czystokrwista, ciągnie do swoich. I wtedy, gdy tam wszedłem… Kurwa. Koleś. Nie wiedziałem… Nawet nigdy bym tak nie pomyślał. Ale widocznie nawet takie lasie mają swoje problemy. Bo wiesz. Kurwa. Ona spojrzała na siebie, wtedy, na tej imprezie, zobaczyła siebie w lustrze, no i wiesz co? Wariatka. Chwyciła lustro. Kurwa. Cisnęła nim o podłogę. Krzyknęła. Tak, tak. Co? A no to. Że nienawidzi siebie.

-Nie wiedziałam, że dmuchane lale potrafią… - Ucięła, widocznie zaintrygowana, kiedy jego słowa przecięły powietrze. Ostre jak brzytwa, mocne i dobitne. Nie zdziwiła się, nie wykazała zaskoczenia. Znała go.
Widocznie zbyt krótko.
Oczy na krótko się rozszerzyły, jego ruch był niespodziewany. Udało mu się, na ten krótki moment sprawić, by na jej twarzy zawitało zaskoczenie. Jakieś oczekiwanie? Nadzieja? Cokolwiek to było, bezpowrotnie umknęło do jej wnętrza, kamuflując się neutralną maską. Lekko rozchyliła wargi, widocznie chcąc coś powiedzieć, ale je zamknęła. Krótka chwila ciszy między nimi. Sekunda, druga, trzecia, a wokół ludzie, którzy nawet nie zwracali na nich żadnej uwagi. Kurwa, co to wszystko miało znaczyć? Słowa, znajdź słowa. Szybko, Lilith. Pamiętasz tę grę? Pamiętasz zasady, które sama ustalałaś? Hej, Lilith?
-Nie wyżywaj się na mnie tylko dlatego, że jakaś laska okazała się dziwką. Miałeś pecha do dziewczyn? Twój pierdolony problem. – Jej słowa zagrzmiały ostro. Cofnęła się, póki mogła, o jeden krok do tyłu. -A może masz problem o to, że ktoś, kto jest Ci obcy, ma zupełną rację? Taa. Lepiej nas obrazić, bo, kurwa, rzeczywiście – płeć gra ogromne znaczenie. W dupie to mam, jak postrzegasz mój gatunek. Wiesz, czym się pochwaliłeś? Ograniczeniem. Faktem, że wrzucasz wszystkich do jednego wora. A jeżeli my, według ciebie, potrafimy tylko się ruchać… - W tym momencie, mimo jadu w głosie, uśmiechnęła się wesoło. –To współczuję twoim żeńskim znajomym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Suneshine Coast, Australia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 23
Dodatkowo : zestaw bananów do ssania
  Liczba postów : 246
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9149-kai-alexander-young
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9152-nowe-rozdzialy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9153-znikajaca-sowa-kaia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9154-kai-a-young#256307




Gracz






PisanieTemat: Re: Peron 9 i 3/4   Wto Lip 29 2014, 12:16

(…)-Gdzie byłeś gdy próbowałam odebrać sobie życie? Gdzie byłeś gdy Summer po raz pierwszy płakała? Gdzie byłeś gdy jakiś fagas próbował mną obracać jak mu się żywnie podoba? Gdzie byłeś gdy mówiłam córce, że tatuś przyjdzie… W końcu przyjdzie. Gdzie byłeś przyjacielu gdy ja tkwiłam w szpitalu. Sama. Gdzie byłeś gdy błagałam o pomoc, bo potrzebowałam porozmawiać… Gdzie kurwa byłeś gdy nie było Cię w moim życiu i dokąd zmierzasz roszcząc sobie prawa do jakichkolwiek wyjaśnień? Kim jesteś żeby móc mnie oceniać?!(…) – pamiętam jej obojętny ton. Głos był przesiąknięty czymś w rodzaju bólu, ale ja stałem się nieczuły na to wszystko. Miałem wrażenie, że to ona rozjebała wszystko, ale nie. W tym wszystkim to właśnie ona była niewinna. Plotki czasem warto zdementować, ale ani ja, ani ona nie mieliśmy siły się w to bawić, bo ktoś perfekcyjnie owijał w bawełnę, kłamał, mataczył i łgał. Obłuda, kurwa jakie to znajome. Jednak kiedy do niej przyszedłem, cały ból zniknął. Żal. Gniew. Wszystko. Rozpaliła pewien ogień, ale zgasł jak świeca, gdy tylko wyszedłem z pociągu. Zawiodłem ją? Skoro żyje, to chyba jeszcze nie.

Szczerość bez niej pewnie nic nie wyjdzie.
Palił kolejnego szluga. Ile to już? Trzy. Cztery. Może pięć. Nie liczył. To nie miało większego znaczenia, bo przecież truł własne płuca, podobnie jak kilkoma używkami, które przez długi okres tkwiły w jego organizmie. Ktoś miał się ty przejmować? No chyba nie liczysz, że Young będzie oglądał się na to jak wiele zniszczeń zasiał już pod swoją powłoką. Skoro miał problem, to chyba próbował go jakoś zwalczyć. A to, że robił to destrukcyjnie, no kurwa przecież nawet spotkanie z Coco czy Mattie było takie dla niego, gdy obie wymagały szczerości i wylewności, a on wolał milczeć i wszystko przekminiać w sobie. Nie. Nie pozwoliły mu na to. Ani jednej nie powiedział tego co chciały usłyszeć, tylko morze wyrzutów. Coś na co ani jedna, ani druga nie zasłużyły, ale… Wybacz kochana, ten świat nie był dla nas.
-Pewnie byłbym cicho, gdyby nie Twoje żałosne uwagi na tematy, o których nie masz pojęcia. – Uśmiechnął się cyniczniej, a palce zacisnął nieco mocniej na karku dziewczęcia. I gdyby okoliczności były bardziej sprzyjające, z pewnością zaprosiłby ją do knajpy, a potem do dziurawego. Następnie spróbowałby ogarnąć parę akcji, byleby móc poczuć wiatr w żaglach, a noc wydłużyłaby się o kilka godzin.  Mógłby przestać przy niej odczuwać tę nienawiść do otaczającego świata, ale że ona wychodziła na tępą w jego oczach musiał plany poukładać zupełnie inaczej. Choć czy naprawdę uważał ją za idiotkę? Głupią? Czy można użyć innego epitetu w momencie gdy tak naprawdę słowa są jedynie przykrywką dla tego co naprawdę o niej myśli? Owszem. W jego myślach pięła się gdzieś do góry. Jednak nie przyzna tego przed sobą, ani tym bardziej przed nią.
Policzek. Parzy. Kurwa. Jak mogła? Uderzyła w najczulsze miejsce jakie tylko się dało. Weszła na grunt, który okazał się zbyt grząski. Spadnie. Nie zatrzyma jej. Nie chwyci, ani tym bardziej nie będzie się starał chwytać jej za przegub. Musi ponieść karę. Zachowała się bardzo niegrzecznie.
-Chuj Ci do tej panny, która jest Ci zupełnie obca. Nie wiesz, że wpierdalanie zgrabnego noska w nie swoje interesy może okazać się bardzo zgubne? Z łaski swojej… Skończ pierdolić. – Wydukał przez zaciśnięte zęby, ale nie chciał jej robić krzywdy. Powoli zsunął dłoń, bo zasady wbrew pozorom miał. Może już nieliczne, ale przecież nadal jakieś. Wbijał w nią tęczówki, po chwili jednak odpuszczał, bo wiedział, że dalsza konwersacja mogłaby zakończyć się źle. Dla obojga, bo przecież skoro władali magią, to jakim problemem było użycie zaklęcia uśmiercającego w gniewie? Oboje zdawali się być strzępkami nerwów.
-Nie możesz po prostu spierdolić, ot tak. Dla zasady? Za każdym razem będziesz pierdoliła swoje zajebiste rady, wskazówki czy cokolwiek innego? Gdybym miał nieco więcej siły, to może i dałbym się wciągnąć w tę grę słów, ale wiesz co? Nie mam. – Spojrzał na nią jakby nie potrafił sam odnaleźć dalszych słów do tego by wyrazić całą niechęć. Problem rozrywał go od wewnątrz na kawałki.
Nie zmienię nic, kurwa, super, nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : Eastleigh / Hereford / Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 5566
Dodatkowo : zaklęcia bezróżdżkowe, opiekun Gryffindoru
  Liczba postów : 1475
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5994-archibald-jeremiah-blythe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5997-archowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5998-archibaldowa-poczta#170933
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7372-archibald-blythe#207289




Gracz






PisanieTemat: Re: Peron 9 i 3/4   Pią Gru 12 2014, 02:03

Ludzie zazwyczaj wybierali się po prezenty do galerii, sklepów, salonów, kwiaciarni, czy chociażby cukierni. Arch uznał, że szukanie w tych miejscach pochłonęłoby zbyt wiele czasu, w ciągu którego musiałby znosić towarzystwo tłumów ogarniętych przedświątecznym szałem. Najdelikatniej ujmując - nie przepadał za tym. Na nerwy działało mu mnóstwo rzeczy, a że miał akurat pomysł na ominięcie tego, dlaczego by nie skorzystać? Udał się więc na dworzec King's Cross.
Nie zdołał uniknąć świątecznej atmosfery i towarzyszącej jej otoczce, ale w tym miejscu nie była ona tak przytłaczająca. Mimo wszystko postarał się pokonać odległość do peronu 9 i 3/4 jak najszybciej, wymijając ludzi, u których temat świąt i szóstego grudnia zdawał się dominować. Blythe, przewracając machinalnie oczami, gdyż właśnie usłyszał kolejny urywek rozmowy, dyskretnie przedostał się na magiczny peron. Tam było zdecydowanie spokojniej. Podszedł, niespiesznie już, do tablicy informacyjnej i przyglądał się jej przez chwilę. Przed pojawieniem się na dworcu uznał, że nie wybierze żadnego konkretnego miejsca. Liczył na szczęśliwy traf i kilka ciekawych pozycji na owej tablicy. Padło na Nową Zelandię. Udał się więc do kas, z miłym zaskoczeniem przyjmując fakt, że bilety nie były przesadnie drogie.

[spóźniony post do mikołajek, hehs]
/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : Eastleigh / Hereford / Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 5566
Dodatkowo : zaklęcia bezróżdżkowe, opiekun Gryffindoru
  Liczba postów : 1475
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5994-archibald-jeremiah-blythe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5997-archowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5998-archibaldowa-poczta#170933
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7372-archibald-blythe#207289




Gracz






PisanieTemat: Re: Peron 9 i 3/4   Sob Gru 13 2014, 01:10

Dworzec był dzisiaj wyjątkowo zatłoczony albo zwyczajnie Archibaldowi nie przyszło bywać na nim zbyt często, przez co właśnie taki mu się wydał. Przez tłumy mógłby mieć problem z odszukaniem Iry, jednak każdy, kto znał ją choć trochę, wiedział, że nietrudno ją przeoczyć, nawet wśród masy ludzi z podobnymi walizkami. Podobnymi, bo większość zwyczajnie targała je za sobą, nie oglądając się na boki i prąc do przodu w kierunku konkretnych pociągów czy innych środków transportu, bo, jak się okazało, inne również tu mieli. Arch i Irka mieli kierować się w stronę odprawy na swój samolot do Nowej Zelandii, jednak po drodze zatrzymała ich właśnie ta walizka, podobna, ale jednak inna, bo znów działy się z nią podejrzane rzeczy. Nie żeby Blythe wiązał dziwne zjawiska ze zdolnościami kobiety w dziedzinie zaklęć... Ewidentnie coś było nie tak z walizką. Mógł się przynajmniej łudzić.
- Ira, może czas na nową walizkę? Ostatnio lądowała na drzewie, dobrze pamiętam? - zapytał na powitanie, odciągając nadgarstek Węgierki, żeby powstrzymać ją przed próbą naprawy bagażu. Chwycił ją (walizkę, nie Ircię, niestety), chcąc przetransportować nieco dalej, bo czas uciekał, ale... cóż, właśnie. Szło dosyć opornie, choć udało się dotrzeć do celu; mógł użyć zaklęcia ćwierćwagi, jednak nie miało to sensu, skoro bagaż i tak był zbyt ciężki i przy kontroli wszystko by wylazło. Nie liczył na spokojny wyjazd, nawet spodziewał się, że niespodzianki pojawią się na wstępie. - Uhm, wyjeżdżamy na cały rok i zabrałaś zapasy? - zapytał, stawiając swoją walizkę obok. Była nieporównywalnie lżejsza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 35
Skąd : Węgry
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 5345
Dodatkowo : opiekun Hufflepuffu
  Liczba postów : 437
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7471-irina-magyar#210102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7483-ira-magyar#210284
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7482-ira-magyar#210282
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7484-ira-magyar#210285




Gracz






PisanieTemat: Re: Peron 9 i 3/4   Sob Gru 13 2014, 09:37

Spojrzała na swoją walizkę. Ten tobołek sporo przygód z nią przeżył. Nie pamiętała nawet kiedy dokładnie go zakupiła. Miała wrażenie, ze był z nią od zawsze. Dlatego właśnie spojrzała na Archibalda z wyrzutem, jakby od razu założyła, że powinien wiedzieć, ze to byłaby niewybaczalna zdrada.
— Moją walizkę? — upewniła się i jak na sentymentalnego człowieka przystało, zacisnęła dłoń na rączce, podsuwając bagaż w swoją stronę, jakby to miało ją uchronić przed pozbyciem się go. Chociaż Blythe nie mówił chyba poważnie z tym zakupieniem nowej walizki. — Nie chcę. Przynajmniej będziemy wiedzieć, gdzie jej następnym razem szukać, prawda?
Odciągnięta od swojej walizki miała przez chwilę wrażenie, że Blythe ma wobec jej bagażu niecne plany, dlatego patrzyła na niego podejrzliwie, dopóki przynajmniej nie znaleźli się w punkcie odprawy, gdzie jak się okazało, nie Archibald, a służbistka lotnistka chciała mieszać w jej bagażu, kategorycznie odmawiając zaakceptowania go, z racji wagi. Ira spojrzała na Blythe szukając u niego ratunku.
— Wszystko to niezbędne rzeczy. Wzięłam przewodnik po Nowej Zelandii i katalog smoków, bo zastanawiam się, czy znajdzie się tam jakieś gatunki, a smoki to dobry talizman w niektórych kulturach, wiesz? I kilka innych niezbędnych tomiszczy.
Otworzyła swoją walizkę. Normalna kobieta pewnie miałaby masę butów i ciuchów, ale te Ira upchałą chyba w swój bagaż podręczny, bo ta większa i cięższa torba wypełniona była po brzegi jakimiś księgami i karteluszkami nic dziwnego, ze można było nią łamać stopę. Wystarczyłoby żeby ten kloc spadł komuś na nogę.
— Archie…. A jak Twoja torba? — w niej pozostał jeszcze spory zapas, z tego co Magyar zdążyła zauważyć podczas ważenia. Nic dziwnego, ze pozwoliła sobie ją otworzyć i wpakować tam kilka swoich rzeczy. Przez ilka ma się rozumieć jedną trzecią książek, które posiadała. I pakowała je do jego bagażu tak długo, aż jej bagaż nie zmieścił się w granicznych ramach ważenia. Dopiero wtedy była całkowicie usatysfakcjonowana. Przynajmniej do czasu, aż nie okazało się, ze teraz torba Archibalda przekroczyła limit. Wtedy dopiero Archie musiał przeżyć szok, kiedy przy pracownicy lotniska, Irina zaczęła wygrzebywać z torby jego bieliznę i pojedyncze ciuchy, tłumacząc, ze to mu nie będzie potrzebne, że na pewno jest tu gdzieś jakaś szatnia gdzie mogą to schować. Wyciągnęła większość jego podkoszulków, dorzucając.
— I tak wszystko jest czarne. Nawet nie zauważysz, ze tego nie masz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : Eastleigh / Hereford / Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 5566
Dodatkowo : zaklęcia bezróżdżkowe, opiekun Gryffindoru
  Liczba postów : 1475
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5994-archibald-jeremiah-blythe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5997-archowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5998-archibaldowa-poczta#170933
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7372-archibald-blythe#207289




Gracz






PisanieTemat: Re: Peron 9 i 3/4   Sob Gru 13 2014, 21:48

Był przygotowany na wyrzucające spojrzenia, więc konfrontacja przebiegła z uniesionymi brwiami, przez co nawet nie musiał potwierdzać, którą dokładnie walizkę miał na myśli. Poruszył ponaglająco palcami, domagając się oddania rzeczonego bagażu, ale i tak musiał podejść bliżej, żeby odebrać go od właścicielki.
- Jasne, wystarczy że przeszukamy wszystkie drzewa w okolicy - zapewnił ironicznie, przewracając lekko oczami, jakby było to zupełnie oczywiste i naturalne. Zupełnie tak oczywiste i naturalne jak walizki rosnące na drzewach. Niewielka różnica. - Pomyśl logicznie, zamiast jej szukać, mogłabyś, przykładowo, zwiedzać nieodkryte świątynie albo szukać artefaktów - dopowiedział, a kąciki ust drgnęły mu w kierunku uśmiechu, kiedy zobaczył jej podejrzliwe spojrzenie. - Teraz i tak nie mamy czasu na szukanie nowej - skomentował przed samą odprawą, choć bardzo tego żałował, bo zapowiadało się na to, że sam będzie musiał zająć się transportowaniem walizki. Właśnie w takich momentach najbardziej doceniał magię, która zdecydowanie ułatwiała zadanie.
- Ira, nie będziesz miała czasu żeby do tego zajrzeć, zapewniam - burknął, nie do końca pewien, czy w ogóle to usłyszała, zaabsorbowana swoim bagażem.  Wyciągnął rękę, chcąc uchronić swoją torbę przed dostawą zupełnie niepotrzebnych książek, ale Magyar, jak zwykle zresztą, była szybsza, więc obserwował cierpliwie jej poczynania. Kobieta stojąca obok nich, nieco zakłopotana, również była cierpliwa. Jeszcze. Nawet kiedy toboły wagowo zamieniły się miejscami.
- Ehm - mruknął tylko pod nosem, czekając aż Irina skończy tłumaczyć istotę swoich działań, podczas gdy sam trzymał już w rękach połowę zawartości swojej torby. Spojrzał na Węgierkę, o dziwo rozbawiony. - Szczególnie ta biała marynarka, której się pozbyłaś. Masz rację, nie zauważę, a bieliznę pożyczę od ciebie - odpowiedział, przerzucając ubrania na lewe ramię żeby prawą ręką zacząć wyciągać książki ze swojej torby. - Wzięłaś cokolwiek o zagrożeniach w Nowej Zelandii? To na pewno byłoby bardziej przydatne niż egipskie hieroglify - tytuł, który trzymał w ręce musiał się zawieruszyć. A z zagrożeń i sposobów na odratowanie z opresji na pewno by skorzystali, skoro Magyar miała tendencję do wyszukiwania kłopotów. - Chyba że to jedna z lekkich lektur na drogę - zironizował, wyciągając z torby kolejne trzy książki i wrzucając z powrotem ubrania, przy okazji sprawdzając, czy nie uszkodziła jego kapeluszowej kolekcji, która sprytnie ukryła się w torbie, zabezpieczona zaklęciami, żeby przypadkiem się nie poniszczyły. Pracownica lotniska chyba zaczęła tracić swoją cierpliwość, więc Archibald uśmiechnął się do niej wesoło, perfidnie grając na nerwach. Ot, zdarzało mu się. Za nimi zaś ustawiała się mała kolejka.
- Ira, widzisz, skoro nie zabrałem ze sobą fortepianu, możesz zostawić część swojej biblioteki. Jest tu gdzieś depozyt? - zapytał, odwracając się w stronę pracownicy.*

*ee, nie wiem jak to działa bo nigdy nie byłam na lotnisku hehe
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 35
Skąd : Węgry
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 5345
Dodatkowo : opiekun Hufflepuffu
  Liczba postów : 437
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7471-irina-magyar#210102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7483-ira-magyar#210284
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7482-ira-magyar#210282
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7484-ira-magyar#210285




Gracz






PisanieTemat: Re: Peron 9 i 3/4   Sob Gru 13 2014, 22:20

Nie wierzyła w to. Ona zawsze miała czas, żeby zajrzeć do książek. Dlatego uśmiechnęła się tylko przychylnie, bo nie chciała mu zaprzeczać i wzruszyła nieznacznie ramionami. Nie zgadzała się z nim, ale to nic, wiedziała, że nie podzielał jej pasji.
— Ty może byś nie miał. – przyznała, ale nie zakończyła jak to by było z nią. Zajęła się wiadomym remanentem. Na wzmiankę o białej marynarce, aż spojrzała w tamtym kierunku, marszcząc nieznacznie brwi.
— Naprawdę? Akurat marynarka powinna być ciemna, wiesz? — uniosła wzrok, patrząc na niego podejrzliwe. Bo biała? Marynarka? Archibalda? Znaczy… no. Biała-marynarka-Archibalda. To się gryzło. Gryzłoby się mniej, gdyby była w kolorze o ton ciemniejszym od czarnego.
— Masz jakąś randkę? — spytała, na chwilę tracąc koncentrację. Wzięła od niego marynarkę i przyłożyła ją do niego, oceniając jak mogłaby na nim wyglądać. Patrzyła przez chwilę krytycznie, dopóki nie zauważyła, że on w tym czasie zdążył się dobrać do jej kochanych książek.
— Archibald… — odbierała kolejno od niego każdy z tomów i objęła je, dociskając do piersi jak własne dzieci — mam je zostawić same? — patrzyła na niego z rozpaczą wypisaną w oczach i zaprotestowała wstrząśnięciem głowy — Nie. Ja zwariuję, jak nie będę miała co robić wieczorami. Ja muszę mieć te książki — miała błagalny wzrok, jakby jej maślane spojrzenie miało go przekonać, żeby to, co nie zmieściło mu się w torbie, wrzucił do bagażu podręcznego.
— Proszę…
Przysunęła się do niego patrząc na niego z dołu i oparła wierzchy tomów na jego piersi, żeby poczuł ten obezwładniający zapach starych kartek i poczuł ciężkie grube tomy na torsie. Nie zachwycało go to w tym samym stopniu, co ją?
— Archie… — dodała tkliwie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : Eastleigh / Hereford / Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 5566
Dodatkowo : zaklęcia bezróżdżkowe, opiekun Gryffindoru
  Liczba postów : 1475
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5994-archibald-jeremiah-blythe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5997-archowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5998-archibaldowa-poczta#170933
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7372-archibald-blythe#207289




Gracz






PisanieTemat: Re: Peron 9 i 3/4   Sob Gru 13 2014, 23:00

Nie spodziewał się przychylnych reakcji, jeśli chodziło o brak czasu na czytanie albo zostawienie książek. Sam też je lubił, i nawet jeśli do podzielania pasji Iry rzeczywiście było mu daleko, zdarzało się, że zarywał noce przez ciekawe lektury. Jego zainteresowania nie ważyły zbyt wiele, jeśli odjąć od nich fortepian. Zaklęcia mieściły się w różdżce, więc nie musiał ze sobą wozić całej zawartości regałów.
- Bo? - zapytał zaintrygowany, oczekując wyjaśnienia tej dziwnej zasady. - Powinna dobrze wyglądać z czarnym kapeluszem, czyli być czarna, biała, ewentualnie gdzieś pomiędzy - odpowiedział, zapoznając ją z oczywistością swojego świata. Tylko ta jedna marynarka tak się gryzła. Cała reszta rzeczywiście była ciemna, więc powinna się cieszyć, że posiadał jedną, która tak się wyróżniała. Skrajnie.
- Będę miał, jeśli książki mnie nie wyprzedzą - uznał, korzystając wtedy z okazji i dobierając się do tomiszczy. Nie dowiedział się ostatecznie, po co chciała ciągnąć "Egipskie hieroglify" (zapewne z długim podtytułem, którego nie zdążył odczytać) do Nowej Zelandii, ale twardo znosił maślane oczka i szantaż emocjonalny, jaki próbowała mu zaserwować. Pomyślał sobie wtedy, że nie ma szans, zero litości. Ewentualnie odrobinę. W końcu nie chciał jej (i sobie, chyba szczególnie) psuć wyjazdu na samym wstępie. Miał wrażenie, że potem nie dałaby mu spokoju i musiałby się naprawdę bardzo postarać żeby zapomniała o swoich lekturach. Rozważał właśnie ma to więcej z wady, czy z zalety, kiedy poczuł zapach kartek, zmieszany z perfumami Iriny. Ten drugi chyba jednak zachwycał go nieco bardziej.
- Jeden warunek. Wieczorami nie czytasz - postanowił, uznając że to dobry interes. Co jak co, ale wieczorów marnować nie zamierzał. - I następnym razem pakujesz się pod moim nadzorem - dorzucił, odbierając od niej książki, muskając przy tym jej dłonie. Pomruki dochodzące z kolejki brzmiały bardzo ponaglająco i choć średnio to Blythe obeszło, przydałoby się w końcu załatwić sprawy związane z bagażem. Do torby zmieściła się jedna z czterech książek, szczęśliwie ta najcięższa (przeklęte hieroglify), a resztę rzeczywiście dorzucił do swojego podręcznego bagażu. Choć ostatecznie, jakimś cudem, wyszło na to, że musiał dorzucić czterdzieści galeonów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 35
Skąd : Węgry
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 5345
Dodatkowo : opiekun Hufflepuffu
  Liczba postów : 437
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7471-irina-magyar#210102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7483-ira-magyar#210284
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7482-ira-magyar#210282
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7484-ira-magyar#210285




Gracz






PisanieTemat: Re: Peron 9 i 3/4   Sob Gru 13 2014, 23:41

— Bo ładniej by Ci było w białej koszuli i czarnej marynarce — rzuciła jakby już wcześniej się nad tym zastanawiała, chociaż wymyśliła to na poczekaniu. Cofnęła się o krok i otaksowała go nawet spojrzeniem, żeby sprawdzić swoją teorię. Pokiwała z przekonaniem głową, jakby z całym profesjonalizmem chciała powiedzieć: „tak, na pewno”. Zamiast tego uśmiechnęła się tlyko w ten sposób kwitując ten temat. Dalej zachwycać się mogła tematem książek i jego randki.
— Brzmi jak ja — rzuciła ni to żartem, ni serio i dodała z przekąsem: — Oj, Archie, trochę wiary w siebie. Jakże byś mógł przegrać z książkami? To musiałaby być bardzo mocna maniaczka. Jak ja — uśmiechnęła się kątem ust, bardzo cwanie, przez co miało się wrażenie, że za jej słowami chował się jakiś podtekst, ale z uwagi na fakt, że ostatnio mało ich używała, ciężko było to wyrzuć. Za to bardzo wyraźnie Archibald mógł doświadczyć jej ust na swoim policzku, kiedy z entuzjazmem aż podskoczyła w miejscu, rzucając mu się na szyję i składając krótki, pełen energii, mokry pocałunek na jego poliku.
— Dziękuję! Jesteś wielki! — zaśmiała się wesoło, zadowolona z przejęcia kilku (nastu) książek pod jego skrzydła. Z nimi faktycznie był wielki, bo w całej tej swojej radości Irka wyskoczyła do przodu, trajkocząc o tym, jak to już przeczytała pół tomu o hieroglifach i może mu przeczytać na głos pozostałą część w samolocie to może sama więcej zapamięta. I z tego wszystkiego, zapomniała o czymś innym. O zabraniu swojego bagażu. Dlatego Blythe musiał się taszczyć ze swoim własnym i jej, obarczony sporych rozmiarów walizeczkami podręcznymi.
Na szczęście szybko dotarli do samolotu i zajęli swoje miejsca. Gdzie zajęcie swoich miejsc to było pojęcie względne, bo Ira uparła się siedzieć od okna, mimo, ze bagaże znajdowały się obok Archibalda, nad jego głową. Dlatego przewiesiła się praktycznie przez jego uda, próbując sięgnąć swojej podręcznej torby, a w niej wspomnianego, jakże sympatycznego, tysiącstronnicowego tomiszcza o hieroglifach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : Eastleigh / Hereford / Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 5566
Dodatkowo : zaklęcia bezróżdżkowe, opiekun Gryffindoru
  Liczba postów : 1475
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5994-archibald-jeremiah-blythe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5997-archowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5998-archibaldowa-poczta#170933
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7372-archibald-blythe#207289




Gracz






PisanieTemat: Re: Peron 9 i 3/4   Pon Gru 15 2014, 21:28

- Naoglądałaś się mugolskich biznesmenów na dworcu? - zapytał, choć w istocie z pytania wyszło mu bardziej stwierdzenie, a połączenie litościwo-niedowierzającego spojrzenia z tonem głosu tylko potwierdziło brak znaku zapytania. Nie miał takiego zestawu i w najbliższym czasie (tudzież nigdy!) nie zamierzał takiego posiąść. - A na wakacje gacie w hawajskie kwiatki - dołożył sucho, zdruzgotany samym faktem, że o tym pomyślał, choć jego wyobraźnia kończyła się gwałtownie gdzieś po drodze. Może wyobraziłby sobie czarne gacie w białe kwiatki (nie, chyba jednak nie na sobie), ale koloru nie był w stanie zobaczyć. Zmysł estetyczny wił się i miotał, ale wyznaczał jasną granicę. Na szczęście nie musiał się otrząsać z tej przerażającej wizji, skoro po prostu jej nie widział.
- Postępy w wyczuwaniu sugestii, jeszcze trochę i będę pod wrażeniem -  jednak doszukał się podtekstu, być może tak było mu wygodniej.
Na targanie wszystkich bagaży nie mógł zareagować entuzjastycznie, dlatego szybko uznał, że dla własnego dobra użyje zaklęcia ćwierćwagi, co by choć trochę sobie pomóc. Ciężar książek Irki nie był więc aż tak dotkliwy i w miarę sprawnie udało im się dotrzeć do samolotu - rzecz jasna Magyar była pierwsza, jak zwykle gnając przed siebie. Archibald słuchał połowicznie tego, co opowiadała o hieroglifach rozrysowanych na tysiącach stron, dopiero po dotarciu do miejsc oddychając z ulgą. Dyskretnie, bo przecież wcale się nie zmęczył! Udało mu się ulokować bagaże nad głową i usiąść, ale ledwo posadził swój zgrabny tyłek na siedzeniu, a Ira ze swoim, pewnie jeszcze zgrabniejszym, już była nad nim. Znów w złym momencie. Złapał ją w talii i pociągnął w dół - musiała wylądować na jego kolanach; przy okazji posłał jej karcące spojrzenie, nie znoszące sprzeciwu.
- Nie ma mowy. Za ciężkie. Zrzucisz mi na głowę, a książka o hieroglifach cię z opresji nie wybawi - przestrzegł, układając wygodnie splecione dłonie na jej udzie. - Przyjęłaś w końcu opiekuna? - zapytał, rzeczywiście ciekawy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 35
Skąd : Węgry
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 5345
Dodatkowo : opiekun Hufflepuffu
  Liczba postów : 437
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7471-irina-magyar#210102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7483-ira-magyar#210284
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7482-ira-magyar#210282
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7484-ira-magyar#210285




Gracz






PisanieTemat: Re: Peron 9 i 3/4   Wto Sty 06 2015, 22:48

Prawie sięgnęła już ręką bagaży, kiedy została ściągnięta w dół. Czy tego chciała czy nie, wylądowała na kolanach Blythe. Nie zostało jej nic innego, jak spróbować siła perswazji przekonać go do swojego stanowiska. Utrudnił to nieco fakt, że zanim jeszcze się zdążyła odezwać, kategorycznie odmówił jej współpracy. Zawiesiła mu ręce na szyi w wygodnej pozycji i odetchnęła krótko, jakby nieświadoma pozycji, w jakiej się znaleźli. Za to czarodzieje wokół nich cieszyli się większa roztropnością. Pewna młoda dama, wychowana chyba w porządnym domu o rygorystycznych zasadach prychnęła, zatrzasnęła czytany tomik czarodziejskiej poezji, zadarła nos do góry i ze swoim wdziękiem jedenastoletniego dziecka, oddaliła się na siedzenia dalej, w tym samym momencie, w którym Ira Magyar flirtowała z Archibaldem Blythe. Ale sam Merlin wie, że Magyar nie była zdolna do flirtu. Jej podświadomość za to, owszem.
— Nie bądź zazdrosny, panie Blythe. Jeszcze się może okazać, ze nie masz podstaw — i znów chciała podnieść się nieznacznie ponawiając próbę odzyskania jej własności, kiedy poczuła jego dłonie na udzie. Spojrzała na niego wzrokiem pytającym: „huh?”.
— Mam już jednego opiekuna. Po co mi drugi?
Ale chyba się nie zrozumieli, albo Irina udała, że nie zrozumiała Archibalda, bo spojrzała na niego, jakby poważnie myślała nad tym, czy chciał jej zapewnić nowego body-guarda.
— Archie, a chciałbyś, żebym go przyjęła?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : Eastleigh / Hereford / Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 5566
Dodatkowo : zaklęcia bezróżdżkowe, opiekun Gryffindoru
  Liczba postów : 1475
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5994-archibald-jeremiah-blythe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5997-archowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5998-archibaldowa-poczta#170933
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7372-archibald-blythe#207289




Gracz






PisanieTemat: Re: Peron 9 i 3/4   Wto Sty 06 2015, 23:36

Blythe był wystarczająco uparty, aby twierdzić, że jednak potrafiła flirtować. Był prawie pewien, że w końcu jej to uświadomi. Prawie, bo czysty rozsądek pozostawiał pozostały pierwiastek wątpliwości, zasiany przez specyficzny charakter kobiety. Na jego twarzy zagościł uśmieszek, wywołany przez trzask owego tomiku poezji, ale nie odwrócił się; towarzystwo Magyar było bardziej interesujące od pogardliwego otoczenia.
- Fakt, jestem bezkonkurencyjny - rzucił beztrosko, przyciągając do siebie Węgierkę, zaledwie kilka milimetrów. A potem spojrzał na nią, próbując zrozumieć, co miała na myśli, mówiąc o drugim opiekunie. Olśniło go przy drugim pytaniu.
- Poza tym, że opieka nad Puchonami zajmie ci czas, który mogłabyś poświęcić na naukę zaklęć, nie mam nic przeciwko - odpowiedział, naprowadzając ją równocześnie na swój tok myślenia. - Ta funkcja całkiem ci pasuje - stwierdził, skutecznie omijając w myślach fakt, że zdarzało jej się być dosyć... wiadomo, była zwyczajnie Irką. Rzeczy wokoło niej lubiły czasem spłonąć albo rozsypać się w drobny mak. - Może poza szalikiem w ich barwach - burknął, przypominając sobie tłum w paskudnych wdziankach, kiedy postanowił wybrać się na trybyny Hufflepuffu podczas jednego z ważniejszych meczy quidditcha. Był jedną z nielicznych osób bez szalika. Tylko dlatego, że żółty zawsze niesamowicie go drażnił. Nie porozmyślał sobie jednak zbyt długo o Magyar w puchońskim szaliku, bo w samolocie rozległ się głos, wyraźnie nawołujący do zapięcia pasów i zajęcia swoich miejsc.
- Wybacz - mruknął, pomagając jej przesiąść się na miejsce przy oknie, przy okazji dbając o to, by nie zdążyła w ostatniej chwili sięgnąć po książkę. Zignorował dalszą gadkę o locie, która istniała gdzieś w tle.
- Co wiesz o Nowej Zelandii? - zapytał, licząc na to, że jednak więcej niż on sam. Nie wystarczyło czasu na przejrzenie atrakcji, a jego wiedza zamykała się w obrębie kilku wulkanów i specyficznych ziółek. Tych ostatnich szczególnie. - Świątynie, wierzenia, dziwne plemiona, artefakty, charakterystyczne miejsca albo cokolwiek innego? - dodał, zapinając pasy, chcąc uniknąć upomnień od stewardessy przechodzącej nieopodal. Spodziewał się bardziej szczegółowej opowieści o Nowej Zelandii niż stwierdzenia, że nic nie wie.
A samolot zapewne już wystartował

/ztx2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Peron 9 i 3/4

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

 Similar topics

-
» Peron 9 i 3/4
» Peron 9 i 3/4
» Peron 9 3/4

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
-