IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Nad Tamizą.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 7, 8, 9, 10, 11  Next
AutorWiadomość




Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Galeony : 567
  Liczba postów : 614




Gracz






PisanieTemat: Nad Tamizą.   Sob Sie 14 2010, 17:35

First topic message reminder :


Nad Tamizą

Tamiza ma 346 kilometrów długości i jest jedną z najdłuższych rzek Wysp Brytyjskich. Uchodzi do Morza Północnego tworząc estuarium, które rozpoczyna się już w Londynie, kilkadziesiąt kilometrów od morza. Nad jej brzegiem znajduje się pełno malutkich kawiarenek, restauracji i sklepów z pamiątkami i nawet deszczowa pogoda nie jest w stanie zniechęcić turystów do spacerowania nadbrzeżem.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Sofia, Bułgaria
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 765
Dodatkowo : szukający
  Liczba postów : 682
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6588-tanner-chapman
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6591-tannerowe#185457
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6592-sowka-tannera#185458
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7242-tanner-chapman




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Pon Gru 09 2013, 16:26

Nie chodzi tu o żadną nutkę tajemnicy ani o udawanie kogoś innego. Jeśli nie spędzi się odpowiedniej ilości czasu z daną osobą, nie można mówić, że się ją zna. Przedstawienie się, wygłupianie czy nawet pójście do łóżka nie oznacza, że się kogoś zna. Przynajmniej w mniemaniu chłopaka. Jeśli chce się kogoś naprawdę, ale to naprawdę, poznać, oznacza to wiele, wiele godzin spędzonych na rozmowach, przeżywanie razem trudnych i dobrych chwil, strasznie dużo śmiechu i jeszcze więcej płaczu. Taka była definicja na poznanie kogoś zdaniem Tannera. Co dziwne, do tej pory unikał tego jak ognia, a z dziewczyną.. cóż, chciał, żeby udało jej się go poznać. Od każdej strony. No, może poza jedną, malutką tajemnicą, której chyba nigdy nikomu nie zdradzi. Dziewczyna powinna się przyzwyczaić, że ma jakieś swoje mroczne sekreciki.
- Żebyś wiedziała - pokazał zęby w szerokim uśmiechu, trzymając dziewczynę za nadgarstki. Jednak po chwili, nawet nie wiedząc kiedy, jej ręce znalazły się wolne, a chłopak stał z głupią miną, zastanawiając się jak mogło się to stać. Czy naprawdę jeden, mały, niewinny buziak aż tak na niego działał i potrafił rozproszyć jego uwagę? Dziwne, niespotykane wręcz. - Nie chciałabyś się przekonać o tym, że wcale nie jestem taki miękki na jakiego wyglądał - puścił jej oczko, zastanawiając się przez chwilę nad sensem swoich słów. Nie odniósł tego do ich sytuacji, ale do sytuacji, w którą był wplątany już od dłuższego czasu i o której nie powinien nawet myśleć, jeśli nie jest w stu procentach pewny, że ktoś nie wedrze się do jego umysłu. Westchnął ciężko, przekrzywiając lekko głowę i skupiając swój wzrok na dziewczynie.
- Wiesz, prościej byłoby różdżką.. - nie zdążył jednak dokończyć tego zdania, gdy dziewczynie udało się otworzyć scyzorykiem butelkę z winem. Przez chwilę przyglądał się, jak siłowała się z korkiem, nie trwało to zbyt długo oczywiście. Uśmiechnął się i wziął butelkę do ręki, upijając łyk i oddając ją znów dziewczynie. - Ładnych to rzeczy uczyłaś się na wakacjach. Zechcesz mi coś o nich opowiedzieć? - uniósł lekko brew, przekręcając głowę i zakładając ręce na ramiona. - Bo z tego co zauważyłem, nie jesteś wcale taką grzeczną dziewczynką, na jaką wyglądasz - tak, to dokładnie to, co zaczęło przyciągać chłopaka do dziewczyny. Z pozoru wydawało mu się, że Ślizgonką stała się przez przypadek, jednak im dłużej z nią przebywał, tym bardziej czuł, że doskonale pasuje do tego domu. Kolejny przykład, że nie należy oceniać książki po okładce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Wiek : 21
Skąd : Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 187
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 196
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6722-angven-lukrecja-shay
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6723-same-slodkosci
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6733-prosze-nie-wstydz-sie




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Czw Gru 12 2013, 17:17

Nie chodziło jej też o to. No ale przynajmniej dowiedziała się czegoś nowego. Miała podobne zdanie... To nawet nie trzyma się kupy, nie można poznać kogoś w kilka chwil. Ale pozostaje też kwestia czy dana osoba, w ogóle chce dać się poznać. Można kogoś znać, ale poznać? To dwie różne rzeczy. Bardzo często mylone. A od Tanner'a niczego nie oczekiwała. Raczej nie robi tego w żadnym przypadku. Jeżeli miał swoje tajemnice, rzeczy, które wolał zachować dla siebie... Proszę bardzo. W końcu sama nie wyszłaby z podobną inicjatywą. Uważa, że niektóre rzeczy jednak powinny zostać zachowane dla własnej wiadomości. Poza tym, każdy potrzebuje czegoś swojego.
Zaśmiała się.-Jesteś zbyt pewny siebie.-Powiedziała spokojnie i lekko przymrużyła powieki. Jakby była to jakaś przeszkoda, lub lepiej, wyzwanie, którego musi się podjąć. Mówiła, że ma swoje sposoby... Najwidoczniej to nie będzie żadnym wyzwaniem. Na jej ustach pojawił się dziwny, może nawet figlarny uśmiech. Tak, jakby nie zrobiła niczego złego... W końcu nie zrobiła...
-Jeszcze zobaczymy...-Mruknęła i podniosła wzrok na chłopaka.-Na razie, to dziewczyna otwiera za faceta wino.-Pokazała mu język i zaśmiała się. Zmarszczyła po chwili lekko brwi jakby wyczuwając, że coś  się kryło za tą fasadą. Cóż, nie wnikaj w to Ang, jak będzie chciał, sam ci kiedyś powie.
-Nie rozumiem, czemu miałabym pozbawić się tej jakże małej przyjemności w samodzielnym otwieraniu butelki?-Powiedziała cicho... To było jedno z pytań retorycznych. -Zawsze mnie bawiło to, że niektórzy tak bardzo uzależniają się od magii, że nie potrafią samodzielnie podetrzeć sobie tyłka... Za przeproszeniem.-Uniosła kąciki ust do góry... Jakby to naprawdę ją bawiło. I w istocie tak właśnie było. Bo co by było, gdybyśmy nagle stracili tę moc? Podejrzewa, że niektórzy zwyczajnie nie daliby sobie radę.
Przechwyciła butelkę i okręciła ją w dłoniach. Na jej wargach pojawił się lekki uśmiech, zamyślony. Jakby wspomnienia były całkiem przyjemne i nie chciała już wracać do rzeczywistości.-Może i bym chciała...-Powiedziała i podniosła wzrok.-Jednak nie wiem czy Tannerowe uszy są wstanie tego wysłuchać.-Zaśmiała się i poklepała miejsce obok siebie, na ławce. Bo chłopak, jakby nie patrzeć, cały czas nad nią stoi.-A wyglądam?-Uniosła lekko brwi i wzruszyła lekko ramionami. Już nie raz, nie dwa słyszała mylne opinie na jej temat. Ale co tu się dziwić. Nigdy nie starała się patrzeć na ludzi, właśnie przez pryzmat domu czy wyglądu... Oczywiście, nie jest w tej sprawie ideałem ale z reguły po prostu zbywała te sprawy. Dla wygody, bo kto by sobie tym wszystkim zaprzątał głowę?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Sofia, Bułgaria
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 765
Dodatkowo : szukający
  Liczba postów : 682
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6588-tanner-chapman
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6591-tannerowe#185457
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6592-sowka-tannera#185458
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7242-tanner-chapman




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Czw Gru 12 2013, 19:12

Wzruszył tylko ramionami i parsknął cichym śmiechem. Zbyt pewny siebie? Owszem, jest zbyt pewny siebie. Tylko w sytuacjach, w których wie, że może taki być. Pewność siebie jest dość mocno ceniona w dzisiejszych czasach. Jednak chłopak całkiem często czuje się wystraszony i oszukany, przy czym jego pewność siebie.. nagle gdzieś umyka. Niespodziewanie, nie ma jej. Zniknęła. No i jak ma sobie bez niej poradzić? Czym ma zasłonić swoją jakże nagą bez tego duszę? Nie da się. Właśnie w takich momentach chłopak daje się zbałamucić, okręcić wokół palca i dać zaprowadzić, gdzie tylko ktoś zechce. Westchnął ciężko. Za dużo myślenia, zbyt mało działania! Przysunął się do dziewczyny, opierając się rękami o jej kolana.
- Może dlatego, że wolą ułatwiać sobie życie zamiast je utrudniać? Nam różdżka służy do prawie wszystkiego, mugole mają tysiąc niepotrzebnych wynalazków. I po co zaśmiecać tym świat? Po co cały czas odkrywać coś nowego? Skoro jest tyle przyjemniejszych rzeczy na świcie - uśmiechnął się lekko, mrugając do dziewczyny wesoło. Oczywiście, że ma rację, jak mógłby jej nie mieć. Po co tracić czas na otwieranie butelki jakimś tam ich urządzonkiem, skoro wystarczy jedno machnięcie różdżką? Przecież to takie nielogiczne. Skoro może coś zrobić szybciej, to po jakiego grzyba się z tym męczyć? W życiu jest naprawdę, naprawdę wiele przyjemniejszych rzeczy. Jak na przykład całowanie dziewczyny. Myśląc o tym ugiął ręce, tak, że jego twarz znalazła się na wysokości twarzy panny Shay. Cmoknął ją delikatnie w policzek i znów wyprostował ręce, oddalając się od niej z milutki uśmiechem na twarzy.
- Zapewniam Cię, że słyszały gorsze rzeczy - wymruczał cicho, po raz kolejny zbliżając się do dziewczyny poprzez ugięcie rąk, lecz tym razem całując jej twarz tuż przy uchu. - Nie wyglądasz z pewnością na kogoś, kim jesteś. To dobrze - mówiąc to, prostował ręce, tak, żeby mógł spojrzeć w oczy dziewczyny.
On też nie oceniał nikogo po wyglądzie. Znacie jednak to uczucie, że zachowanie tak bardzo nie pasuje do twarzy albo ogólnego wyglądu danej osoby? Tak było w przypadku Angven. Z pozoru wydawałoby się, że nie jest taka wygadana i pyskata, a tu proszę. Po kilku rozmowach okazuje się całkiem coś innego. Ciekawe, co jeszcze skrywa w sobie ta mała duszyczka i czy Tannerowi uda się ją rozgryźć?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Wiek : 21
Skąd : Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 187
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 196
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6722-angven-lukrecja-shay
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6723-same-slodkosci
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6733-prosze-nie-wstydz-sie




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Pią Gru 13 2013, 22:49

Lubiła pewnych siebie ludzi... Lubiła obracać się w ich towarzystwie... Lubiła ten błysk w oku, którzy mieli gdy stali zaparcie przy swoim. Ich towarzystwo było kojące. I miał rację, że jest to jedna z cech jaką teraz ludzie sobie cenią. W końcu, ktoś kto nie jest pewny swojej wartości, długo nie pożyje... Lub po prostu załamie się. Znała takie przypadki, może nawet z jednym jest spokrewniona? I choć nie wie o tym, nigdy nie dopuściłaby siebie do tego stanu. Najwidoczniej odziedziczyła tę mocną stronę od jednego rodzica. Dzięki BOGU! Miała jedynie nadzieję, że nie będzie za nią łaził, jak ten przydupas... Gardziła ludźmi, którzy tępo za kimś idą. Czy dają się omotać.
-Czyli jednym słowem, w pewnym momencie przestaniesz robić cokolwiek samodzielnie. Urośnie Ci wielki bęben i za wszystko będziesz obwiniał wszystko i wszystkich... Tylko nie siebie -Powiedziała spokojnie.-Ludzie leniwi i idący na łatwiznę, nie należą do moich zmartwień. Nie interesują mnie, tak to powiem... Ale każdy robi to, co mu odpowiada. Rób co chcesz...-Wzruszyła lekko ramionami, wciąż się lekko uśmiechając. Coś jednak się zmieniło... Jakby jakaś dziwna aura znalazła się nad jej osobą. Odległa i zimna. A może to ton? Mimo tego uśmiechu, był z lekka złośliwy.
Oczywiście, w tej całej łatwiźnie i całej reszcie, miała na myśli takie zwykłe przyziemne rzeczy... To smutne, jak niektórzy ludzie nie potrafią sobie radzić, w zwykłych, naprawdę łatwych sprawach. A to, że ktoś idzie na łatwiznę... Proszę bardzo. Później to wyjdzie. Jeżeli chłopak tego nie zrozumiał. Bo najwidoczniej jej wcześniejszej wypowiedzi nie zrozumiał, raczej nie będzie się powtarzać. Nawet dla niego.
Zaśmiała się głośno, gdy tak zaczął się do niej zbliżać. Upiła łyk wina, które ponownie wylądowało w jej ślicznych dłoniach. Spojrzała na Tanner'a i odstawiła butelkę na bok, cicho westchnęła i ponownie przeniosła swoje spojrzenie na chłopaka. Ujęła jego twarz w dłonie i uśmiechnęła się jak 5-latka.
-Czyżbym wyczuwała niepewność Mój Drogi?-Uniosła lekko brwi. Miał stawiać na swoim, miał pokazywać, że to on w tym duecie ma jaja. Faceci wiedzący, czego chcą to jej typ.
Była taką osobą. Naprawdę można się zdziwić... A ona lubiła zaskakiwać. Była jedną, wielką(bądź małą, jak co dla niektórych) niespodzianką. Równie dobrze, może być słodka w środku jak i posiadać tam bombę. Nigdy nie wiesz, co odkryjesz. A czy mu się uda choć trochę ją rozgryźć? W dużej mierze zależy to od niego.
-A dziękuje.-Skinęła lekko głową i ponownie przechwyciła wino, którego kilka skromnych łyków wylądowało w jej żołądku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Sofia, Bułgaria
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 765
Dodatkowo : szukający
  Liczba postów : 682
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6588-tanner-chapman
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6591-tannerowe#185457
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6592-sowka-tannera#185458
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7242-tanner-chapman




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Sob Gru 14 2013, 10:26

No i zrobiło się dość groźnie i nieprzyjemnie, prawda? Tanner z pewnością nie był typem osoby, która się stara. To znaczy, starał się na swój sposób. Nie pokazywał nikomu, że mu na kimś zależy słowami. Nie umiał pięknie mówić i wygłaszać różnych dziwnych rzeczy. Po prostu.. pokazywał to czynami. Sam przykład dzisiejszego dnia. Gdyby mu chociaż odrobinkę nie zależało na dziewczynie, z pewnością nie przyprowadziłby jej tutaj, nie kupił tego wina, a teraz nie starał się być miłym, chociaż odrobinkę bardziej niż jest zawsze. Właśnie, wino. Wziął od dziewczyny butelkę i upił łyk, uśmiechając się lekko. Zatrzymał ją w dłoni, nie oddając jej butelki.
- To nie jest tak, że nie potrafię czegoś zrobić. Potrafię. Tylko nie widzę sensu w robieniu tego, jeśli istnieje rzecz, która mi to ułatwi - nie zgadzał się z jej opinią. Rozumiał o czym mówiła, ale miał inne zdanie. Koniec, kropka. O gustach się nie dyskutuje, prawda? - A wielkiego brzucha nie będzie, ponieważ prawie codziennie rano biegam - wyszczerzył zęby w uśmiechu. Chciał jeszcze pochwalić się dziewczynie, że został nowym kapitanem Znikaczy, jednak gdzieś w głębi duszy coś nie kazało mu tego mówić. Westchnął ciężko, przekręcając głowę na bok i biorąc kolejnego, wielkiego łyka wina. W porównaniu z tym, co wypiła dziewczyna, a co chłopak, była dość znaczna różnica. Postanowił na razie wstrzymać się z podpijaniem wina. Odłożył je na ławkę, zerkając na dziewczynę, która trzymała jego twarz w dłoniach.
- Nie, skarbie - uśmiechnął się pewnie. Nic w jego twarzy nie drgnęło, nic w oczach się nie zmieniło. Nie miał wątpliwości co do niczego w tym momencie. Wiedział, że powiedział to, co naprawdę siedziało w jego głowie i że miał rację. Często ją miał. Czasem miewał też dziwne przeczucie, które mówiło mu o tym, że się myli. Ale przecież chyba każdy tak miał, prawda?
- Czemu nie jesteś w drużynie Quidditcha? - zmienił nagle temat, mrugając do niej wesoło z lekkim, tajemniczym uśmiechem. Chciał dowiedzieć się czy dziewczyna w ogóle lata na miotle, a jeśli tak, namówić ją do zapisania się jako rezerwową, bo przecież mieli naprawdę mało czasu do pierwszego meczu, a rezerwowych za to jak na lekarstwo. Że też ludzie, którzy uwielbiają latać na miotle nie zapisują się do drużyny. Przecież to, swojego rodzaju, zaszczyt, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Wiek : 21
Skąd : Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 187
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 196
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6722-angven-lukrecja-shay
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6723-same-slodkosci
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6733-prosze-nie-wstydz-sie




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Czw Gru 19 2013, 17:36

Poważnie, groźnie? Nie przesadza troszkę? Nie zamierzała wprowadzi takiego nastroju. Miała jedynie nadzieję, że chłopak zdawał sobie sprawę, że niczego od niego nie żąda? Chciała po prostu miło spędzić czas, a że spędzanie czasu z nim należy do całkiem przyjemnych, to już swoją drogą. Nie oczekiwała nawet, że zabierze ją w takie ładne miejsce... Nie była typem romantyczki, czy dziewczyny, która jakoś specjalnie przejmuje się tymi sprawami... W tej kwestii, była raczej facetem, nieważne jak to dziwnie brzmi.
Zaśmiała się cicho. Uwielbiała spotkanie się różnych zdań. Pokręciła lekko głową.
-Wciąż nie rozumiesz tego, co mówię... Okey, ja też często ułatwiam sobie pewne rzeczy gdy mam taką sposobność... Ale nie we wszystkim... Ty mówisz to tak, jakby całe życie miał sobie dogadzać, tylko dlatego, że masz ku temu okazje. A co z wyzwaniami? -Uniosła lekko brwi.-Nawet nie wiesz, jak bardzo podniecające może być to, że coś zrobiłeś sam... Mimo, że mogłeś sobie jakoś to ułatwić... Wiedza, że jesteś ponad czymś jest niesamowita...-Wzruszyła lekko ramionami.
-Nie o to chodziło, głupku.-Powiedziała i popukała go lekko palcem w czoło. Zaśmiała się cicho i spojrzała w kierunku wina. Uniosła lekko brwi a potem znów przeniosła swoje spojrzenie na jego śliczną buźkę.-Tak właściwie, czemu nie podobały Ci się moje blond włosy?-Spytała spokojnie, wciąż go nie puszczając. Doskonale wiedziała, że nie przypadły mu do gustu... Takie rzeczy się czuje, albo Tanner jest niezbyt dobrym kłamcą. Spodobało jej się takie trzymanie, poza tym, mogła w skupieniu obserwować jego reakcje i całą resztę, która jej się podobało.
-Nie mów do mnie skarbie.-Powiedziała i mówiła w tym momencie całkiem poważnie... Nienawidziła gdy ktoś tak do niej mówił, "słonko", "skarbie" i cała ta reszta. Nie ma nic przeciwko, gdy mówi tak do niej Nem czy Lou. Z nimi była w zupełnie innych relacjach... Tanner rządził się innymi prawami, nie będzie go w końcu wrzucała do tego samego worka. Każdy miał swój własny, specjalny.
Zmarszczyła lekko brwi, jakby jego pytanie było zupełnie od czapy... Bo w sumie było. Wzruszyła lekko ramionami. Puściła jego policzki i schowała dłonie do kieszeni kurtki, wiedząc, że zaraz jej palce ponownie będą lodowate.
-Nie latam na miotle.-Powiedziała spokojnie i spojrzała na chłopaka, jakby chcąc doszukać się jakieś ukrytej reakcji. W końcu nie słyszy się od czarodziei, że nie latają na miotle. Było to dla nich normalne, tak jakby już od urodzenia wiedzieli co zrobić z miotłą. Oczywiście, nie mówiła tutaj o jakiś niesamowitych zdolnościach ale o samej wiedzy, jak latać. A jej słowa nie wyjaśniały niczego, nie powiedziała, że nie umie czy też umie... Mm. Zaszczyt? Każdy patrzy na to, jak chce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Sofia, Bułgaria
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 765
Dodatkowo : szukający
  Liczba postów : 682
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6588-tanner-chapman
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6591-tannerowe#185457
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6592-sowka-tannera#185458
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7242-tanner-chapman




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Czw Gru 19 2013, 18:59

On też nie oczekiwał od niej niczego. Cieszył się, że ma kogoś, z kim może pożartować, pośmiać się, pokłócić, czasem poprzytulać czy dać sobie buzi. Lubił mieć takie dziewczyny wokół siebie. Nie był typem chłopaka, który zakochiwał się w każdej panience tylko dlatego, że ta zechciała zwrócić na niego swoją uwagę. Miło rozmawiało mu się z panną Shay, ich różne zdania często przeradzały się w zabawną rozmowę. Czasem może troszeczkę się na nią denerwował, ale ogólnie było mu całkiem przyjemnie, więc po co to dalej rozdmuchiwać? Niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba, prawda?
- Doskonale rozumiem. Po prostu.. wyzwania są super. Owszem, zgadzam się z tym w stu procentach. Jednak wyzwaniem nie są dla mnie rzeczy, które robi się codziennie - mrugnął do niej z lekkim uśmiechem, wpatrując jej się w oczy. Lubił bezpośredniość. Był bezpośredni, nie uciekał przed kontaktem wzrokowym, wiedział, że patrząc komuś w oczy można zauważyć różne jego reakcje, a często wykryć małe kłamstewko albo koloryzowanie jakiejś sytuacji. Śmieszne było jednak to, że ludziom, na których mu zależało, nie patrzył w oczy tak często. Ciekawe czemu? Czyżby miał przed nimi wiele do ukrycia? - Dla mnie nie jest to coś niesamowitego, a zwykła strata czasu. Jakkolwiek to rozumiesz, właśnie tak uważam i raczej nie zmienię zdania. Błahe rzeczy nie są wyzwaniami - zakończył swoją wypowiedź zdaniem, które według niego idealnie odnosiło się do jego osoby i do tego, jak podchodził do życia.
- Blond włosy.. były takie zwyczajne. Nie jesteś zwyczajna - no, może to nienajlepsze wytłumaczenie, ale naprawdę tak sądził. Nie było to żadne słodzenie ani próba podlizania się dziewczynie. Do jej charakteru nie pasowały spokojne kolory ani nic z tych rzeczy. Blond włosy w szczególności. Takich dziewczyn były tysiące, nie ma w tym nic fajnego.
- O proszę, oburzyłaś się - uśmiechnął się złośliwie, dotykając przy tym jej ręki swoją dłonią. Mówił skarbie.. bo tak właściwie nic to dla niego nie znaczyło. A było całkiem dobrym określeniem. Zwracał się tak w większości do koleżanek, niż do swojej byłej dziewczyny. Dla śmiechu, zabawy, rozluźnienia atmosfery. Nie było w tym żadnych ukrytych podtekstów.
- Też nigdy nie latałem. To znaczy, do momentu, w którym byłem zmuszony przenieść się do Londynu i uczęszczać do tej dziwnej szkoły, która podobno jest najlepsza - westchnął ciężko, przypominając sobie czasy, kiedy miał przy sobie swojego najlepszego przyjaciela i świat, który znał, rozumiał i kochał. Teraz w jego oczach można było dostrzec iskierkę smutku. Jednak tylko wtedy, gdy wpatrywało się w nie dość uważnie. Nie był pewny czy Angven ją zauważyła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Wiek : 21
Skąd : Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 187
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 196
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6722-angven-lukrecja-shay
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6723-same-slodkosci
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6733-prosze-nie-wstydz-sie




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Nie Gru 22 2013, 15:10

A czemu się na nią denerwował? Spójrzmy na nią... Nie można się na nią gniewać, wystarczy jedno spojrzenie w kierunku jej kochanej twarzyczki.
-Nie rozumiesz... Uhh.-Mruknęła i pokręciła głową a jej mina mówiła, jakby odebrano jej ochotę na dalsze tłumaczenie. Przecież to oczywiste! Czemu więc nawiązuje do tego?-Nie mówię o jakiś zwykłych, codziennych rzeczach...-Wywróciła oczyma. No nic, najwyraźniej nie dogadają się w tym temacie a ona nie będzie marnowała na to czasu, uznała więc, że to jest koniec tej bezsensowej rozmowy. Choć nie nazwałaby tego nawet rozmową.
A jej się już znudziło to patrzenie sobie w oczy. Tak, jakby chłopak odebrał wszystko co jeszcze ją tu trzymało. Cicho westchnęła i postanowiła policzyć do dziesięciu... Najwidoczniej poruszyło ją to, że nie potrafił tego zrozumieć... Nieważne Ang, niektórzy nie rozumieją się w locie. Uśmiechnęła się do siebie i spojrzała na chłopaka, przy okazji biorąc butelkę i upijając z niej łyk... Oblizała dolną wargę, jakby musiała zgarnąć słodkawy smak i z tamtej części.
Zaśmiała się głośno i oparła na ławie, jakby jego słowa naprawdę ją rozbawiły. Jej głowa ponownie zaczęła się kręcić, jakby chcąc wyrzucić nowe informacje, które dostała.
-Nie dowiedziałeś się o mnie niczego nowego.-Powiedziała spokojnie i uśmiechnęła się jak dziecko.-Choć moim zdaniem, całkiem prosta i zwykła ze mnie osóbka.-Dodała po chwili, jednak jej słowa zabrzmiały raczej jak słaba próba oszukania siebie samej. Nie była normalna, fakt, to jednak nie mówiło, że jest jakaś niezwykła... -Ojcu podoba się mój naturalny kolor, a miałam się z nim spotkać... Przed naszym spotkaniem. Czasem trzeba się poświęcić.-Powiedziała... Tak, jakby początek ich spotkania miał miejsce jakieś miesiące temu.
-Powiedzmy, że mojej osoby nie określa się mianem "skarbie" itp... To po prostu nie trzyma się kupy. Patrzysz na mnie i wcale tego skarba nie widzisz... -Pokiwała głową, doskonale wiedziała o czym mówi. Znała siebie zbyt dobrze a osoba, która śmie się z tym nie zgadzać po prostu kłamie lub próbuje wybrnąć z swojej własne gafy.
-Nie powiedziałam, że nigdy nie latałam.-Uśmiechnęła się lekko i uniosła lekko brwi. Racja, nic takiego nie powiedziała a nawet nie zasugerowała. Dlaczego więc pierwszą rzeczą, o której pomyślał to to iż nigdy nie latała? Strasznie trzymał się schematu.
Zauważyła tę lekką zmianę, która bardzo szybko gdzieś zniknęła. Jednak nie zamierzała w to wnikać, kiedyś może jej powie... O ile zechce. Nie zamierzała naciskać, cała ona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Sofia, Bułgaria
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 765
Dodatkowo : szukający
  Liczba postów : 682
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6588-tanner-chapman
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6591-tannerowe#185457
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6592-sowka-tannera#185458
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7242-tanner-chapman




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Pon Gru 23 2013, 17:02

Wywrócił tylko oczami, na znak, że zgadza się z dziewczyną. Ach te baby! Przecież logiczne jest, że czasem nie da się dogadać, zrozumieć i "nadawać na tych samych falach". Jeśli chodziło o coś błahego, to w porządku, nie trzeba się przejmować. Gorzej, jeśli nie dogadywało się z kimś w sprawach bezpośrednio wpływających na życie. Wtedy już kiepsko, trzeba albo wiać dokąd tylko można, albo udawać, że rozumie się o czym mówi druga osoba. Z Angven akurat dzisiaj nie udało mu się porozumieć, toteż zrezygnował z próby zrozumienia jej, a ona jak widać z próby wytłumaczenia mu, co ma na myśli. Może miała dziś jeden z kiepskich dni, tych babskich, które każdą kobietę wyprowadzają z równowagi? Tanner postanowił nie drążyć tematu. Wolał skupić się raczej na dalszej rozmowie, żeby uratować sytuację.
- Nie musiałem dowiadywać się niczego nowego. Od momentu, w którym po raz pierwszy się spotkaliśmy, jakkolwiek kiczowato to brzmi, wiedziałem, że jesteś mało normalna i inna od wszystkich. Dlatego zdecydowałem się w ogóle do Ciebie odezwać - uśmiechnął się złośliwie, dając do zrozumienia dziewczynie, że miała ogromne szczęście, że w ogóle zwrócił na nią uwagę. Właściwie, to dość prawdziwe, biorąc pod uwagę dawny charakter Tannera. Z drugiej strony, aż tak bardzo się nie zmienił, nie zwraca uwagi na większość ludzi, dostrzega tylko tych, którzy go czymś zaintrygują. Lepiej jest chyba jednak nie przyznawać się do tego na głos. Połowa tych śmiesznych dziewczynek, które nagle garną się do niego, odkąd został kapitanem drużyny, jest bezbarwna, nijaka. Nigdy nie chciałby mieć z nimi nic do czynienia. Może poza szybkim numerkiem. Takie szare myszki najlepiej się do tego nadają. - Faktycznie, nie ma to jak spotkanie z tatusiem, dla rodziny robi się wszystko - kiwnął głową, uśmiechając się po raz kolejny, tym razem cieplej i z lekkim podziwem wręcz. Podziwiał ludzi, którzy mieli dobry kontakt ze swoją rodziną i potrafili się dla nich poświęcić. On taki nie był, niestety, bo może teraz mógłby siedzieć z matką, pijąc gorącą czekoladę jak dawniej. Przykry temat, szczególnie dla kogoś, kto od zawsze uczony był, że rodzina jest najważniejszą rzeczą na świecie i trzeba o nią dbać.
- Źle to powiedziałem. Chodziło mi o to, że ja także przez długi czas nie latałem na miotle, nie lubiłem tego po prostu - mrugnął do niej wesoło, mając nadzieję, że zrozumie co spróbował sprostować. Jeszcze tego brakowało, żeby nie dogadali się właśnie teraz w kolejnej sprawie. Zerknął na wino bez jakiegoś większego entuzjazmu, przenosząc wzrok, po raz kolejny na twarz dziewczyny. - A Ty? Nie lubisz latać czy po prostu nie masz na to czasu? - zapytał, chociaż odpowiedź była chyba prosta i logiczna. Przecież gdyby ktoś lubił latać, z pewnością znalazłby na to czas. Zawsze uważał, że pasja jest jedną z najważniejszych rzeczy w życiu człowieka. Określa ona, kim się jest.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Wiek : 21
Skąd : Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 187
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 196
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6722-angven-lukrecja-shay
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6723-same-slodkosci
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6733-prosze-nie-wstydz-sie




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Sro Gru 25 2013, 12:53

Ha! Przecież nie chodziło jej o to, aby we wszystkim się zgadzać... Sama już dawno wygłosiła mowę na ten temat i raczej nie będzie jej się chciało znowu produkować. A jak nie mogła się dogadać z kimś, przy tych poważniejszych sprawach... Nie wszystkim da się dogodzić. Nie to nie. Nic na siłę.
Dla facetów to proste, prawda? Ona nie używała wymówki typu "kobiece dni", to raczej jest przeznaczone dla kobiet, które serio mają problem z ogarnięciem swojego temperamentu... Najwidoczniej Tanner idzie na łatwiznę i zwala to na TE dni... Szkoda.
-Tak, brzmi to kiczowato... Na to mnie nie złapiesz.-Puściła mu oczko. Trzeba czegoś więcej niż ckliwych gadek. W sumie, to chyba raz komuś przywaliła za to... Chyba jednak czasem ma problem z opanowaniem hormonów. -Z tego co pamiętam... Chyba sceptycznie podszedłeś do rozmowy ze mną, prawda?-Uniosła lekko brwi. Podniosła wzrok, jakby chcąc przypomnieć sobie tę chwilę w starej sali teatralnej. Wyczuwała wtedy dystans, jednak jak zawsze obeszła to bez problemu.
Wywróciła oczyma, teraz pewnie jeszcze powinna się cieszyć z tego, tak? Skakać, rzucać się na szyję i w ogóle? Jeszcze czego. Musiałaby być chora, aby doszło do czegoś takiego.
W końcu teraz jest sławny, prawda? Musi się przyzwyczajać do tłumu fanek, które jedynie czekają aż rzuci im choć jedno, nawet znudzone spojrzenie. Będzie po prostu pożerany... Będzie dostawał listy od tych wszystkich, nijakich i bezbarwnych dziewczyn. To normalne. Sława się z tym wiąże. Pewnie chłopak nie znajdzie już dla naszej Ang czasu, będzie musiała się z tym bidulka pogodzić... Straszne.
-Nie powiedziałabym... Poza tym, do spotkania nie doszło.-Powiedziała spokojnie i wzruszyła lekko ramionami. Pewnie nigdy nie miało do niego dojść, ale już dawno się pogodziła z tym, że ojciec jest zapracowanym człowiekiem. Szanowała to. A nawet, potrafiła zrozumieć. Odkąd dziadek odstąpił swojego miejsce w rodzinnej firmie z powodów zdrowotnych wszystko spłynęło na jej ojca, oczywiście był na to gotów jednak... Pewnie myślał, że jego ojciec pociągnie nieco dłużej. Znając życie, dziadek i tak wtrąca nos w firmowe sprawy... Odszedł z stanowiska jedynie z nazwy.
Picie czekolady z matką? Nie można zazdrościć czegoś, czego nawet się nie zna, prawda?
-Ale nie powiedziałam też, że nie latałam długi czas na miotle.-Pokazała mu język i przekrzywiła lekko głowę. Oczywiście, rozumiała go... Jednak nie powie, że łapanie za słówka ją nie bawiło. Czasem bywała okrutna, nawet w takich pierdołach.-Nie chcą zagłębiać się w tej sferze... -Mruknęła spokojnie. Naprawdę tego nie chciała. Nie potrzebowała aby na nowo powracać do tamtej sytuacji, sprzed roku. Jak już coś powie, będzie musiała się z tego tłumaczyć a nie było jej to potrzebne. Przyjdzie na to czas, aby i tę historię mu sprostować... O ile chłopak dotrwa do tego czasu.
-Pewnie mam się czuć zaszczycona, będąc w obecności członka drużyny, hm?-Uśmiechnęła się szeroko.-Mam nadzieję, że żadna fanka nie rzuci się na mnie z pazurami.-Powiedziała. Oczywiście, dałaby jej radę... Ale i tak wypowiedzenie tych słów było zabawne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Sofia, Bułgaria
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 765
Dodatkowo : szukający
  Liczba postów : 682
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6588-tanner-chapman
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6591-tannerowe#185457
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6592-sowka-tannera#185458
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7242-tanner-chapman




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Sro Gru 25 2013, 22:53

Najwidoczniej, skoro Tanner zwalał wszystko na "te dni", trafiał w swoim życiu na mało odpowiednie kobiety. Jeśli któraś z jego znajomych sugerowała mu w jakikolwiek sposób, że jest dziś niedysponowana, wolał zwiać gdzie pieprz rośnie niż rozmawiać z nimi i w ogóle przebywać w ich towarzystwie. Niestety, taka smutna prawda, że baby z reguły używają tego jako wymówki na ich nieodpowiednie, złośliwe czy też denerwujące zachowania. Może mają do tego prawo? Kto nie ma jajników i macicy, nie powinien zabierać głosu w tej sprawie. Tak samo, jak żadna z dziewczyn nie powinna śmiać się z bólu, jaki odczuwa facet, gdy zostanie uderzony poniżej pasa. Jeśli nie miało się okazji czegoś doświadczyć, nie powinno się wypowiadać na ten temat.
- Zawsze podchodzę dość sceptycznie do nowych znajomości. Nie znaczy to, że nie jestem zainteresowany - mrugnął wesoło do dziewczyny, starając się nie przesadzać z mówieniem o sobie. Po co? Nie chciał, żeby rozważania o jego dziwnym charakterze zepsuły to przemiłe spotkanie. Brzmi kiczowato? Może brzmieć nawet zbyt słodko, tragicznie, mało zabawnie.. niestety było prawdą. Jeśli dziewczyna mu nie wierzyła, trudno, może i przyjdzie na to czas, że uwierzy mu w takie słowa wypowiedziane w jej kierunku. Na początku znajomości zawsze brzmią one śmiesznie i tandetnie. Dopiero po jakimś czasie nabierają znaczenia i smaczku.
- Mogę zapytać dlaczego? Wszystko w porządku? - dziewczyna nie powiedziała tego zmienionym głosem, z rozczarowaniem czy też rozżaleniem. Jednak Tannerowi wydawało się, że coś jest nie tak. Skoro ktoś aż tak się stara, zmienia kolor włosów, umawia, a ktoś nie przychodzi.. to na pewno musi czuć się rozczarowany. Przynajmniej takie odczucia miałby Chapman. Angven nie wydawała się tym jakoś specjalnie przejmować. Może nie chciała tak naprawdę spotykać się z ojcem? Po co snuć domysły. Zadał pytanie, otrzyma odpowiedź. Zbyt wiele rzeczy komplikował. Nie nauczył się jeszcze, że najprostsze relacje są najlepsze, najzdrowsze i najbardziej przyjemne dla otoczenia. Szkoda, bo powinien to wiedzieć już od wielu, wielu lat. - Mam nadzieję, że kiedyś mi powiesz - uszanował oczywiście jej wolę, nie drążył tematu. Sam nienawidził, gdy ktoś wypytywał go o sprawy, o których nie mógł nikomu mówić. Nie mógł czy też nie chciał, bo właściwie lepiej pasuje do niego ta druga wersja. Wziął butelkę wina i upił z niej łyk, podając je pannie Shay. Alkohol rozwiązuje język, jeśli będzie chciała się wygadać, pewnie prędzej zrobi to po pijaku.
- Nie wiem, ale jeśli się rzuci, to obronię Cię. I tak, zdaję sobie sprawę z tego, że nie będę musiał, bo sama doskonale sobie poradzisz, pani wszystko-zrobię-sama - uśmiechnął się lekko i pocałował dziewczynę w czoło. A tak, żeby było zabawniej. - Nie masz może ochoty pośpiewać trochę kolęd? - uniósł lekko brew, uśmiechając się szeroko. Nagle przypomniało mu się, że w pewnym barze widział takie właśnie ogłoszenie. Nie był pewien czy to aby na pewno dzisiaj, ale.. zawsze można spróbować. Mimo iż widok był stąd porażający, ile do cholery można patrzeć się na rzekę? Swoją drogą, całkiem dobry był w zmienianiu tematu, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Wiek : 21
Skąd : Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 187
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 196
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6722-angven-lukrecja-shay
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6723-same-slodkosci
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6733-prosze-nie-wstydz-sie




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Pią Gru 27 2013, 20:33

Ale nie przesadzajmy. Nie wkładajmy wszystkich do tego samego wora. Jej zdaniem jedynie, jest to pójście na łatwiznę... Oczywiście, wiedziała, że wiele kobiet nie potrafi się pohamować i korzysta z tego, jakiej to płci jest i jaka to przypadłość ją dopadała. Trzeba znaleźć umiar... Nigdy nie zrozumie mężczyzn, a tym bardziej kobiet. Zwykle starała się omijać ten grunt, który naprawdę jest niestabilny. Ale, która się z tego śmieje? Skąd ten idiotyczny pomysł? To normalne, że jak trafi się w COKOLWIEK to boli... A co dopiero w czułą rzecz... Ten argument był głupi.
-No dobrze... Ale wyczuwałam pewną niechęć... I nie zaprzeczysz!-Powiedziała i zakryła jego usta dłońmi, coby nie miał prawa mówić nic więcej. Uśmiechnęła się lekko i pokręciła głową, jakby dając dodatkowo znać, że nie powinien zaprzeczać. Wiedziała co czuła, może to tylko jej wyobraźnia, jednak całkiem dobrze szło jej wyczuwanie ludzkich nastroi... Nie była specjalistką, nie posiadała daru ale było to po prostu doświadczenie. W końcu nie w jednym towarzystwie przebywała.
Jakim dziwnym charakterze? Był specyficzny... Ona po prostu nie lubi takich słów, nie widziała w wypowiadaniu ich jakiegoś sensu. Nadanie większego znaczenia? Podkreślenie ważności tej chwili? Nie... Nie widziała w tym nic takiego. Może to dlatego, że nie była do tego przyzwyczajona? Po prostu nie lubiła słodzenia. Jest przesadne...
-Czemu miałoby być coś źle?-Zmarszczyła lekko brwi, jakby nie rozumiała zadanego pytana. -Po prostu ojciec ma wiele spraw na głowie... Wiem, że jestem jego oczkiem w głowie, choć nie widać tego na pierwszy rzut oka. A ja nie jestem samolubna... To naprawdę ciężka praca a ja umiem docenić pracę ojca, gdyby przez moją chciwość ktoś straciłby pracę... Nie wybaczyłabym sobie tego. A tak właśnie może się stać, gdy ojciec zostawi coś na później.-Wzruszyła lekko ramionami i posłała mu zniewalający uśmiech.-Poza tym, nasza relacja jest skomplikowana i trudna do zrozumienia dla innych-Inaczej było z ich strony. Wydawała się prosta, ale prawdą jest, że nikt nigdy nie zrozumie ich i tego co do siebie czują. Szczególnie, co czuje ojciec wobec niej... Tak... Ich historia była skomplikowana. Ale nawet ona nie ma o tym pojęcia.
I dobrze, że został tę sprawę. Nawet nie chciałoby się jej tego opowiadać. Za dużo, za mało czasu.-Jak będziesz grzeczny... Może.-Pokazała mu język. Pokręciła lekko głową na znak, że teraz nie chce wina. Zawsze dziwnie się po nim czuła. Dziewczyna raczej nie z tych, co rozkoszują się trunkiem...
Zaśmiała się głośno.-Ja nic takiego nie powiedziałam!-Powiedziała głośno.-Ale masz rację.-Dodała szeptem, tak konspiracyjnie. Zaradne z niej dziewczę, nic na to nie poradzi.
-Kolęd? Ja raczej nie obchodzę takich tradycyjnych świąt.-Powiedziała spokojnie i pokiwała głową. Też racja. Święta to dla niej prawie takie same, normalny dni, jak każde.-Ale możemy gdzieś iść bo tyłek mi zamarza... A nie chcemy tego.-Zaśmiała się cicho. Jej piękny tyłek musi się teraz wygrzać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Sofia, Bułgaria
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 765
Dodatkowo : szukający
  Liczba postów : 682
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6588-tanner-chapman
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6591-tannerowe#185457
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6592-sowka-tannera#185458
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7242-tanner-chapman




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Sob Gru 28 2013, 17:42

Pokręcił tylko głową, uśmiechając się do siebie lekko pod nosem i starając się przypomnieć sobie ich pierwsze spotkanie. Hm.. nie przypomina sobie, żeby nie podobała mu się ta oto dziewczyna. Może faktycznie nie był dość chętny do zawierania nowych znajomości, ale to akurat tylko przez jego charakter, który.. cóż, nie był dość łatwy. Tamtego dnia miał okropny humor i nie miał ochoty rozmawiać z kimkolwiek. Nie tylko akurat z tą dziewczyną, zwaną Angven.
- To nie tak. Nie chodziło konkretnie o Ciebie, do każdego byłbym nastawiony tego dnia tak samo. Z Tobą udało mi się normalnie porozmawiać, nie wiem co by się wydarzyło, gdyby to był ktoś inny - mrugnął do niej wesoło, ciesząc się, że potrafił tak pięknie ubrać to w słowa i wytłumaczyć pannie "ciekawskiej" Shay, o co mu dokładnie wtedy chodziło. To było przecież tak dawno.. już nawet nie pamiętał, o co mu wtedy tak naprawdę chodziło. Był to jeden z jego pierwszych tygodni w tym zamku, nic mu się tu nie podobało, był nastawiony anty do całego świata. W sumie to się nie zmieniło. Dalej nie jest nastawiony tak, jakby sobie tego życzył. Kwestia czasu? U innych być może, u Tannera to się chyba po prostu już nigdy nie zmieni. Może to i dobrze. - Nie wiem, myślałem, że skoro ojciec wystawił Cię do wiatru, to czujesz się rozczarowana? - uniósł lekko brew, zastanawiając się czy tylko on potrafił się tak czuć, czy może dziewczyna pozbawiona była jakichś głębszych uczuć. - To dość miłe, że może powiedzieć to tak pewnie. Ja właściwie nie wiem, jakie mam relacje z moją rodziną. Aktualnie nie rozmawiamy ze sobą od jakiegoś miesiąca - rzucił od niechcenia, nie komentując tego w żaden inny sposób, jakby przedstawiał jakieś suche fakty, a nie mówił o swoim ojcu i matce. Właściwie nigdy nie miał takich odczuć jak dziewczyna, nigdy nie czuł, że jest kochany w stu procentach i akceptowany przez swoją rodzinę. Oh, to takie przykre. Chłopak otrząsnął się z tych dziwnych myśli i ponownie skupił na słowach dziewczyny.
- Zawsze jestem grzeczny - wyszczerzył zęby w złośliwym uśmiechu, zerkając na dziewczynę z rozbawieniem. Oczywiście kłamał. Nigdy nie był grzeczny. - W takim razie, zapraszam - uśmiechnął się szeroko, chowając ręce do kieszeni kurtki, do jednej z nich wkładając wino. Mogli iść. Ciekawe, dokąd ich ten spacer zaprowadzi?

/zt x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : York
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 98
  Liczba postów : 60
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7673-rosalie-casta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7678-rose
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7914-rose-casta#221238
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7687-rose#213540




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Sob Lut 22 2014, 19:39

/początek/

Tego było za wiele dla niej. Powinna teraz siedzieć przy kominku albo sztucznie wyczarowanym ogniu. To byłby wypoczynek. Ale nie, musiała wyjść, aby zapalić. Co za okropne ferie. Kto w ogóle wymyślił, że aby dobrze się bawić muszą wyjechać w najzimniejsze miejsce w jakim była? Dlaczego nie mogli pojechać i posiedzieć nad Dunajem w umiarkowanie ciepłej aktualnie Rumunii? A potem jeszcze dostała list od matki, że ma natychmiast przyjechać do Londynu i się z nią natychmiast zobaczyć.
Zrezygnowana usiadła na jakiejś ławce, patrząc ostro na Tamizę, jakby to ona była wszystkiemu winna. Nie potrafiła nawet podziwiać piękna Londynu, była na to zbyt zirytowana. A jej irytacja tylko wzrosła, kiedy uświadomiła sobie, ze usiadła na ośnieżonej ławce. No i Londyn jakoś niespecjalnie ją interesował.
- Na Merlina - prychnęła, czując jak robi się wściekła. Odgarnęła mokrą, zimną breję z drewna i ponownie usiadła, odpalając papierosa od zapalniczki. Tak, zapalniczki. Z nieznanych jej powodów, a może z przyzwyczajenia po wakacjach, lubiła odpalać papierosy tradycyjnie, po mugolsku, nie od różdżki. Poza tym chyba nie byłoby to zbyt mądre, aby wyciągać różdżkę w samym środku mugolskiego miasta. Zaciągnęła się mocno i kiedy dym dotarł do jej płuc, powoli zaczęła się rozluźniać. To był niezawodny sposób na relaks. Chociaż nadal było jej zimno. I nadal w tym mieście leżał śnieg.
Spotkanie z matką nie przebiegło dobrze. Usłyszała, że jest za chuda, trzykrotnie, że śmierdzi papierosami dwa razy, a potem jeszcze dowiedziała się, że jej oceny są mierne. Niekoniecznie dowiedziała się czegoś nowego, poza tym, że sama musi zarobić na swój pobyt w Rumunii. Tak, życie było piękne, nieprawdaż?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : York
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 117
  Liczba postów : 155
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6491-caleb-loudshoot
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6492-caleb-wspanialy#182176
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6987-smieszka#199468
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8852-caleb-loudshoot#248512




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Sob Lut 22 2014, 21:06

Prawdopodobnie w ostatnim czasie Calebowi wykształcił się nowy narząd służący do namierzania swoich nieszczęśliwych przyjaciółek. Tak przynajmniej pomyślał, bo oto idąc sobie przez Londyn po nieprzespanej nocy spędzonej na jakiejś nudnej imprezie (klasyka: najpierw dużo kozaków, potem dużo alkoholu, na koniec dużo rzygania) coś go tknęło, by przejść się nad Tamizę. Zazwyczaj nie zapuszczał się w tamte rejony, bujał się raczej w okolicach większych placów zabaw, oryginalnych pubów albo magicznej części Londynu, dziś jednak poczuł, że tam właśnie powinien teraz być. I już z daleka zobaczył, spacerując z rękoma wbitymi w kieszenie i niezapalonym papierosem gangstersko wetkniętym między zęby i zwisającym w kąciku ust, że rudowłosa postać to jak dwa do dwóch jego kochana Rose, najwyraźniej niepocieszona, a przynajmniej taki wniosek można było wysnuć, słysząc jej subtelne przekleństwo wypowiedziane w stronę Bogu ducha winnej rzeki.
Szedł w jej stronę, bo w końcu nie było do niego podobne, by pozostawić cierpiącą duszę samej sobie, a już zwłaszcza, gdy ta dusza należała do jednej z najbliższych mu osób!
- Nie pal tyle, Płaszczko! - rzucił swoim zwyczajem, gdy był już odpowiednio blisko, szczerząc do niej zęby na przywitanie, a potem podszedł, by zarzucić jej rękę na szyję. Pochylił się, by bez pytania zespawać swojego szluga od jej, a potem zaciągnął się, spoglądając wyczekująco na Rose, w bardzo jasny sposób dając do zrozumienia, że chce już, teraz i natychmiast usłyszeć od niej, z jakich powodów nie wygląda na najradośniejszą istotę we wszechświecie, tak jak powinien wyglądać w mniemaniu Loudshoota każdy jeden człowiek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : York
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 98
  Liczba postów : 60
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7673-rosalie-casta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7678-rose
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7914-rose-casta#221238
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7687-rose#213540




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Sob Lut 22 2014, 22:02

Jeśli nie Rumunia, to chociaż Hogwart. Postanowiła spalić papierosa i wrócić do zamku, jeśli tylko nie znajdzie sobie rozrywki tutaj, na miejscu. Mogłaby odwiedzić ulicę Śmiertelnego Nokturnu, aby znaleźć towarzystwo i normalnie by to zrobiła, ale chyba nie miała dzisiaj na to chęci, normalnie było coś, co mogłoby ją pocieszyć. Wysoka blondynka o ciele modelki, butelka Ognistej, może trochę papierosów z dodatkiem sproszkowanych łusek smoków. Słysząc znajomy głos, uśmiechnęła się. Caleb mógł jej zastąpić wszystkie te rzeczy. Odwróciła głowę, aby nie czuć jego przenikliwego spojrzenia i oparła głowę o jego ramię, oddychając z ulgą.
Włożyła papierosa do ust i machnęła oswobodzoną ręką.
- Widzisz to? - zaczęła zrezygnowanym tonem. - Jest zima. Brak ognia, brak słońca, brak ciepła. - Wygięła usta w smutną minę. A potem zrezygnowała z tej pozy i w jej jasnych, zielono-szarych oczach pojawiła się irytacja. - Moja matka uświadomiła mi po raz kolejny jak bardzo nie pasuję do jej wizji jedynej córki - wyrzuciła z siebie z czymś na kształt zniecierpliwienia. Oczywiście, że nie był to pierwszy raz, gdy to usłyszała. Ale ten był kroplą przepełniającą czarę.
Zacisnęła wargi, odrzucając niedopałek, który zniknął gdzieś w śniegu.
- Co tu robisz, Loudshoot? - zapytała cicho, chcąc zmienić temat.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : York
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 117
  Liczba postów : 155
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6491-caleb-loudshoot
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6492-caleb-wspanialy#182176
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6987-smieszka#199468
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8852-caleb-loudshoot#248512




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Sob Lut 22 2014, 23:03

Lubił, gdy jego ukochani ludzie się uśmiechali, więc na widok uśmiechu Rose sam się wyszczerzył, zadowolony, że samą swoją obecnością zdołał ją pocieszyć i nie musiał uciekać się do publicznego ośmieszania się, żeby wywołać jej rozbawienie, do czego był nietylko zdolny, ale co zdarzyło mu się w życiu nie raz i nie dwa razy. Z dumą potargał jej włosy ręką, którą ją obejmował, a potem przyciągnął ją bliżej siebie, uważając tylko, żeby nie poparzyć się jej papierosem i samemu się nie poparzyć. Zaciągnął się potem po raz kolejny i zrobił kilka perfekcyjnych kółek z dymu, momentalnie rozwianych jednak przez lekki wiatr.
- A ja widzę trochę ognia - stwierdził, niezręcznie chwytając obejmującą ją ręką kosmyk jej włosów, by pomachać nim przed jej oczami, uśmiechając się przy tym z nonszalancją. Gdy kontynuowała, zabrał kosmyk sprzed jej oczu, ale wciąż się nim bawił, nawijając go sobie na palec.
- Na to mam idealną radę: pierdolić jej opinię - zawołał beztrosko, szczerząc zęby do przyjaciółki. - Nie daj sobie wmówić, że nie jesteś idealna taka, jaka jesteś, bo jesteś - dodał z prostotą, stwierdzając najoczywistszy fakt pod słońcem. Znał się na tym przecież - jak radzić sobie z niepochlebną opinią matki o własnym dziecku - bo czegokolwiek nie sądzili by o nim wszyscy wokół, kiedyś się tym niesamowicie przejmował, nie dawał sobie tego po prostu poznać. Teraz było mu tylko trochę przykro, że jest, jak jest i nic się z tym nie da zrobić, ale był na tyle mądry, by nie zawracać sobie głowy zmienianiem się dla kogoś, kto nie akceptuje go w pełni takim, jaki był, a już zwłaszcza, gdy to była jego własna matka.
- A, wiesz. Usłyszałem, jak mnie panicznie wzywasz, to przyszedłem. - Posłał jej uśmiech.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : York
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 98
  Liczba postów : 60
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7673-rosalie-casta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7678-rose
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7914-rose-casta#221238
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7687-rose#213540




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Nie Lut 23 2014, 00:04

Zaczęła się powoli rozluźniać, przez co sięgnęła po kolejnego papierosa, aby podtrzymać ten efekt. Nic nie poprawia humoru jak szlugi, alkohol i seks. Na samą tę myśl Rosalie uśmiechnęła się krzywo pod nosem, zastanawiając się jak to możliwe, że nagle myśli o takich rzeczach, skoro kiedyś omijała je z daleka. Wszystko się zmienia, prawda?
Zmarszczyła brwi i spojrzała na niego ostrzegawczo. Przypominanie jej o tym, że jest ruda chyba nie było najlepszym sposobem na poprawę jej humoru. Przekrzywiła nieznacznie głowę, stwierdzając, że podoba się jej mimo wszystko to, że bawi się jej włosami i darowała sobie ostrzejszy komentarz, który padłby w normalnych okolicznościach.
I wtedy padło coś, czego Caleb mógłby nie mówić. Jej wypracowana pewność siebie nie reagowała na wymuszone komplementy i pochlebstwa, ale to, że jest idealna było w ustach jej przyjaciela proste i szczere. Spojrzała na niego, czując się dziwnie poruszona. Jego następne słowa dotarły do niej jak przez mgłę i dlatego też rzuciła coś, co nawet nie było odpowiedzią.
- Potrzebowałam ognia.
Pozornie jej słowa były zupełnie bez sensu i sama chyba też nie była pewna dlaczego to powiedziała. Zamrugała oczami i odwróciła wzrok, czując się nagle nieswojo. Po latach przyjaźni i znaniu się od dziecka nagle zechciała go pocałować. Ale Caleb nie był jednym z tych ładnych chłopców, których mogła uwieść na imprezie, a następnego dnia zignorować, nie dbając o to, co będą o niej mówić. Jemu nie mogłaby tego zrobić.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : York
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 117
  Liczba postów : 155
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6491-caleb-loudshoot
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6492-caleb-wspanialy#182176
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6987-smieszka#199468
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8852-caleb-loudshoot#248512




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Nie Lut 23 2014, 01:28

W odpowiedzi na jej ostre spojrzenie uśmiechnął się jedynie głupkowato, jak to miał w zwyczaju, ciągnąc lekko za kosmyk jej włosów. Na chwilę zapadła cisza, która chyba tylko jemu, przez jego męską niespostrzegawczość, wydała się beztroska i przyjemna. Patrzył w wodę, niespiesznie paląc, rozkoszując się dymem i bliskością swojej ognistej Rose.
Kiedy się odezwała, spojrzał na nią przeciągle, ale odwróciła wzrok. Caleb dziwnie się poczuł, tą jedną wypowiedzią zmieniła nastrój i chłopak bardzo chciał wiedzieć, co chodzi jej teraz po głowie. Puścił jej włosy, żeby ustawić się do niej przodem i lekko popukać ją palcem w czoło, w ten dziwny, calebowy sposób chcąc przywoła jej spojrzenie. Chwycił potem ponownie pukiel jej włosów, tym razem przeciągając po nim ręką, jakby w geście pocieszenia, bo miał wrażenie, że przyjaciółkę coś gryzie i nie mógł tego znieść. Nie opuścił ręki, jakoś nie mógł utrzymać ich dzisiaj przy sobie. Objął Castę w talii, tak jak robił milion razy wcześniej. Ale tym razem coś było inaczej, tak czuł. Niemniej jednak był tylko facetem, nie rozumiał niedopowiedzeń, nie umiał rozszyfrowywać niewypowiedzianego i przyjrzeć się nieuchwytnemu.
- Hej? - spytał więc, trącając czołem jej czoło. Tak jak robił milion razy wcześniej. Ale tym razem coś było inaczej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : York
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 98
  Liczba postów : 60
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7673-rosalie-casta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7678-rose
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7914-rose-casta#221238
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7687-rose#213540




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Nie Lut 23 2014, 01:50

Całe zachowanie Caleba, tak niewinne z natury było dla niej jak kopniak w brzuch. Nie mogła nic na to poradzić, że nagle chciała go zwyczajnie zaciągnąć do łóżka, a z drugiej strony to przecież nie miało być tak. Ta znajomość z gruntu była czysta i prosta. Zamknęła na chwilę oczy, starając się powstrzymać te głupie myśli. Nazywała się Rosalie Casta i nie komplikowała sobie życia.
Ich fizyczny kontakt był całkowicie normalny i na porządku dziennym, a jednak odbierała go inaczej. I przeklinała się za to w duchu, czując się winną za te niewielką, ale jakże ważną zmianę. Mogła albo mu to wyjaśniać, albo nie zareagować na jego pytanie. Co więc było na miejscu?
Otworzyła oczy i spojrzała wprost na niego. Zbyt twardo jak na całą sytuację. Ale kiedy tylko to zrobiła, momentalnie zmiękła, uświadamiając sobie, że nie może po prostu zdławić w sobie emocji i zalążków pociągu fizycznego. To trzeba po prostu zabić, aby nie przyniosło jakichś niedopowiedzeń.
Dlatego też zrobiła coś zupełnie irracjonalnego. Przechyliła głowę i pocałowała go. Najpierw delikatnie, a później z wyczuciem, dotykając jego szczęki i śladu zarostu. Nie wiedziała dlaczego to robi. Może po prostu potrzebowała dzisiaj towarzystwa, może chciała zapomnieć. A może dlatego, że chociaż raz na jakiś czas chciała się czuć naprawdę wyjątkowa, a nie jak dziewczyna na jedną noc, co najczęściej jej nie przeszkadzało. Po krótkiej chwili odsunęła się na tyle, że nadal stykali się czołami, a ona dotykała jego twarzy, z lubością czując pod palcami zarost chłopaka.
- Przepraszam - wyrzuciła z siebie na wydechu cicho i ze skruchą, ponieważ nagle poczuła, że nie powinna tego robić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : York
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 117
  Liczba postów : 155
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6491-caleb-loudshoot
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6492-caleb-wspanialy#182176
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6987-smieszka#199468
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8852-caleb-loudshoot#248512




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Nie Lut 23 2014, 02:25

Cierpliwie czekał, aż Casta się odezwie, nie chcąc jej popędzać. Widział, że tkwi w rozterce, nie miał jednak pojęcia, o co może chodzić, mógł mieć tylko przeczucie.
Trafne, jak się okazało, bo nie do końca dał się zaskoczyć pocałunkiem. Zaskoczony był tylko odkryciem, że nieświadomie sam o tym myślał. Nie odsunął się, nie wykonał żadnego ruchu, lekko tylko zacisnął dłonie na talii Rose, nieznacznie pochylił w jej stronę. Nie spojrzał na nią, gdy się odsunęła, wpatrywał się w jej brodę, podążał wzrokiem za ruchem warg, gdy go przepraszała. Za co go przepraszała?
- Nie przepraszaj - powiedział cicho, nie chcąc mącić powietrza między nimi; intensywnie wpatrywał się w oczy rudowłosej. Niespiesznie wyciągnął rękę, żeby założyć jej włosy za ucho. Wciąż nie rozumiał, co się dzieje, nie przyswoił jeszcze zmiany, która właśnie między nimi zaszła. Nie był jednak człowiekiem, który zadaje sobie pytania, zanim coś zrobi, który potrzebuje zrozumienia, by działać. Nauczył się, że warto podążać za przeczuciem, które teraz mówiło mu, by całować Rose, by pewniej chwycić ją za talię i przyciągnąć do siebie. I tak zrobił. Nie miał zamiaru za nic przepraszać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : York
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 98
  Liczba postów : 60
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7673-rosalie-casta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7678-rose
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7914-rose-casta#221238
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7687-rose#213540




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Nie Lut 23 2014, 03:00

Ulga. Po raz pierwszy w życiu ulżyło jej, ponieważ nie wiedziała czy facet jej nie odtrąci. Było w tym coś tak absurdalnego, że aż uśmiechnęła się pod jego wargami. Gdyby zdarzyło się jej to na imprezie, przyznałaby, że chyba niechcący nawdychała się za dużo oparów na Eliksirach i potrzebuje porządnie uderzyć się w głowę, dopóki sobie tego nie wybije. Ale teraz była trzeźwa i aż nazbyt świadoma tego, co robi. Czuła jego zapach, smak spalonego tytoniu na jego języku i wargach i mróz na policzkach.
Miała świadomość, że wybrała beznadziejne miejsca na okazanie swojego zainteresowania nim. Ale nic już nie mogła na to poradzić.
Nie wiedziała ile tak trwali w tym stanie, kiedy wszystko wydaje się w porządku i jest cudownie. Bo Rose czuła się dobrze i komfortowo w jego ramionach. Nie musiała niemalże walczyć o dominację, aby czuć się swobodnie. To był Caleb i wszystko po prostu jej przychodziło. Zacisnęła mocniej palce na jego skórze, przysuwając się, chętnie przyjmując ciepło jego ciała i nagle czując, że to właśnie z nim powinna już dawno znaleźć się w swoim łóżku. Albo jakimkolwiek innym, w sumie czy to była różnica?
Odsunęła się na tyle, aby nadal czuć jego wargi na swoich. Oddychała wolno, z przejmującym uczuciem relaksu.
- Nie wiem czy powinniśmy - wyszeptała, nadal nie otwierając oczu, zbierając myśli z zaskakującą prędkością. - Ale z drugiej strony nie chcę się nad tym zastanawiać - dodała po chwili, wsuwając dłoń pod jego rozpiętą kurtkę, aby ogrzać zmarzniętą skórę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : York
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 117
  Liczba postów : 155
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6491-caleb-loudshoot
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6492-caleb-wspanialy#182176
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6987-smieszka#199468
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8852-caleb-loudshoot#248512




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Pon Lut 24 2014, 23:33

Nie miał pojęcia, co robi. To wydawało się absurdalne, w istocie. Ta sytuacja. On i Rose. Znali się przecież od zawsze i byli prawie jak rodzeństwo, nigdy wcześniej nie pomyślałby nawet o tym, że mógłby ją całować. Że chciałby ją całować. A jednak tak było i Calebowi przeszło przez myśl, że musiał przeoczyć to pragnienie, które tkwiło w nim przez długi czas, z każdym dniem się nasilając. Równie dobrze jednak mogło być też tak, że to stało się dopiero teraz, kiedy Casta przedarła się przez granice wyznaczane przyjaźnią. W końcu Caleb nigdy nie miewał wątpliwości a propo relacji międzyludzkich. Miał wiele przyjaciółek i przyjaźń zawsze była dla niego tylko przyjaźnią, niczym mniej ani więcej.
Aż do teraz. Nigdy wcześniej mu się to nie przydarzyło i Loudshoot miał ochotę się śmiać z tego absurdu, prawie jakby robili to wszystko dla żartu.
- Nie ma po co, bo się już przecież nie cofniemy w czasie, prawda? - spytał, nie oczekując odpowiedzi. Przesunął rękę, która obejmowała do tej pory jej skroń na kark, wplatając sobie rude włosy między palce. Odsunął się, przelotnie całując powiekę jej zamkniętego oka i obrócił w stronę rzeki, tak jak wcześniej. Szlug, którego palił, zdążył zgasnąć. Loudshoot włożył go sobie między zęby, uśmiechając się głupkowato w stronę rzeki. Nie musieli się nigdzie spieszyć, prawda? I chyba potrzebowali trochę czasu, żeby poukładać sobie wszystko w głowie. On potrzebował.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : York
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 98
  Liczba postów : 60
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7673-rosalie-casta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7678-rose
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7914-rose-casta#221238
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7687-rose#213540




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Pon Mar 03 2014, 23:11

Nagle Rose opuściły wszelkie wątpliwości, jakie miała wcześniej. Wszystko po prostu złożyło się w spójną całość i było dla niej po prostu jasne, naturalne i właściwe. Nie miała nawet innych określeń na to, co się stało. Nie chciała nawet o tym myśleć. Bo zastanawianie się nad tym a układanie sobie tego w głowie to dwie różne rzeczy. A teraz musiała znaleźć dla Caleba nową rolę. Nie jej najlepszego przyjaciela, już nie.
Odgarnęła z twarzy rude pasma, które zasłaniały jej widoczność i uśmiechnęła się na jego słowa, jednak nie odpowiedziała. Przymknęła oczy pod wpływem jego dotyku i rozluźniła się. Cała jej irytacja, spowodowana różnymi czynnikami, przestała mieć znaczenie. Nawet zimno nie było już aż tak dokuczliwe, jak wcześniej.
Pomimo całej przyjemnej i sielankowej atmosfery, Rose nie miała na to czasu, a przynajmniej nie dzisiaj. Przed powrotem do Hogwartu musiała zadbać o swój wyjazd do Rumunii w wakacje. Poza feriami nie mogła wyjść ze szkoły i po prostu teleportować się do innej części Europy. Dlatego też po kilku minutach siedzenia w komfortowej ciszy, podniosła się.
- Muszę się zbierać. Do zobaczenia w Hogwarcie - rzuciła swobodnie, ledwo muskając jego usta swoimi, po czym deportowała się, patrząc mu w oczy.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5293
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2709
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Nie Mar 23 2014, 18:28

No i wreszcie nastał ten dzień. Rasheed pamiętał to jakby to było wczoraj. Znalazł Julkę w parku i zaciągnął do szpitala w dość niekonwencjonalny, a przynajmniej dla niego, sposób. Wziął ją na barana i zaciągnął na izbę przyjęć żeby się okazało, że Betty nie zjadła batonika. To była przykra chwila, ale cóż zrobisz? Julia była w kiepskiej kondycji, a on nie mógł jej tak zostawić. Przyjaźnili się w końcu, chyba, prawda? W każdym razie poszedł po nią, aby odebrać ją ze szpitala i za pomocą teleportacji łącznej znaleźli się nad Tamizą. To było pierwsze miejsce jakie w tej chwili przyszło Ślizgonowi do głowy, ale chyba żadne z nich nie powinno ubolewać nad tym, w końcu było całkiem wyludnione o tej wczesnowiosennej porze roku i mogli porozmawiać w spokoju. Puścił jej rękę, cofając się trochę i zmierzył ją uważnym spojrzeniem.
- Wyglądasz lepiej - zauważył jakże odkrywczo, a potem uśmiechnął się złośliwie, czyli tak, jak już od dawna nie miał okazji. Czyżby wracał do formy?
- Co Ci się stało? Wyglądałaś jakby stratowały Cię jednorożce. Znaczy wiesz, pamiętam, że jebłaś na ziemię na treningu, ale dlaczego leżałaś na odtruwaniu?

______________________

Sorrow   I love your beautiful anger
* YOU ARE MY LIGHT * EVERYTHING MY HEART DESIRES * SHOW ME YOUR BEAUTIFUL ANGER * SORROW, KEEPING ME SANE * YOU TURN MY NIGHTS INTO DAYS *


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   

Powrót do góry Go down
 

Nad Tamizą.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 8 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 7, 8, 9, 10, 11  Next

 Similar topics

-
» Nad Tamizą.
» Most nad Tamizą

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
Mugolskie miejsca
 :: 
Tamiza
-