IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Nad Tamizą.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 8, 9, 10, 11  Next
AutorWiadomość




Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Galeony : 567
  Liczba postów : 614




Gracz






PisanieTemat: Nad Tamizą.   Sob 14 Sie 2010 - 17:35

First topic message reminder :


Nad Tamizą

Tamiza ma 346 kilometrów długości i jest jedną z najdłuższych rzek Wysp Brytyjskich. Uchodzi do Morza Północnego tworząc estuarium, które rozpoczyna się już w Londynie, kilkadziesiąt kilometrów od morza. Nad jej brzegiem znajduje się pełno malutkich kawiarenek, restauracji i sklepów z pamiątkami i nawet deszczowa pogoda nie jest w stanie zniechęcić turystów do spacerowania nadbrzeżem.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Lahti, Finlandia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 3505
Dodatkowo : hejter narodów, obrońca, animagia (tygrys)
  Liczba postów : 943
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7262-julia-heikkonen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7263-julia-heikkonen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7264-julia-heikkonen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7265-julia-heikkonen




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Nie 23 Mar 2014 - 18:59

Po pobycie w szpitalu czuła się tak jakby to wróciła do czasów sprzed tego ćpania, no może nie było jeszcze idealnie, ale to była tylko kwestia czasu. Od dłuższego czasu nic nie wzięła i właściwie wszystkie skutki uboczne zaczęły ustępować. W końcu się od tego uwolniła, choć przez te wszystkie lata nie uznawała brania narkotyków za coś złego, to teraz dokładnie tak sądziła. Tak jakby wróciło jej racjonalne myślenie, tym razem już na dobre. Mimo tego wszystkiego nadal nie miała dobrego humoru. Teraz trzeba było zacząć to wszystko ogarniać, treningi, relacje międzyludzkie. No i przydałoby się powiadomić Sunny o tym, że wszystko jest w porządku. Szkoda, że ta ostatnio nie miała dla niej czasu, chociaż w końcu i tak się spotkają. Nie mówiąc już o Lumii...
Gdy wyszła ze szpitala zobaczyła, że czeka na nią Sharker, a po chwili byli już nad Tamizą. Podobało jej się to miejsce, właściwie to podobało jej się każde miejsce w którym była woda. Mogłaby po prostu siedzieć tam pół dnia i wpatrywać się w rzekę, idealne miejsce na kontemplacje. Oczywiście jeśli nie ma tu zbyt dużo ludzi, a tak było teraz. Oparła się o murek, spojrzała na Rekina i uśmiechnęła się, ten jak zwykle bawił się w 'Sherlocka'.
- Poza treningiem... No więc tak byłam na odtruwaniu, bo od lat brałam narkotyki, od jakiegoś czasu już tego nie robie i sam widziałeś co się ze mną działo, ale teraz jest już o wiele lepiej.
Najwyraźniej nie chciała niczego ukrywać przed przyjacielem, bo niby po co. Może i czasem byli dla siebie złośliwi, ale Jul uznawała to jako zabawę, ot takie przyjacielskie dogryzanie sobie nawzajem. Swoją drogą była ciekawa czy jeszcze pamięta o tych przysługach. Oczywiście nie zamierzała mu o tym przypominać w końcu to jego sprawa czy to wykorzysta czy nie. Z krótkich obserwacji wywnioskowała, że z Rekinem też nie jest za dobrze i po chwili zapytała - A co tam u ciebie się ostatnio działo? Też nie wyglądasz najlepiej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5293
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2709
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Nie 23 Mar 2014 - 19:55

Słuchał jej słów zachowując nieprzeniknioną minę. Szczerze powiedziawszy nie zdziwił się zbytnio informacją o tym, że Julia brała narkotyki, wszak widywał ją nie raz ani nie dwa w stanie dość dobitnie wskazującym na to, że była naćpana. Nie wtrącał się jednak, pozwalając jej kierować swoim życiem według własnego widzimisię. To nie była jego sprawa, tak samo jak nie sprawą Julii byłoby to z kim się pieprzy i kogo hejtuje… no dobra, to była jej sprawa, bo nie raz ani nie dwa jeździł, niczym kombajnem po polu, po jej przyjaciółce Lumii. Niestety nie było nawet opcji, żeby mogli się polubić. Była z niej zwykła ćpunka - szlama, która niemożliwie przypominała mu Coco Watson. Ostatnio sporo jego spraw zaczynało mu się z nią kojarzyć. TO ŹLE.
Tak czy siak przybył sobie tutaj z dziewczyną, a był teraz wyjątkowo zrelaksowany. Najwyraźniej uspokoiła go myśl o tym, że jest z nią coraz lepiej. Wszak nie był aż tak bezduszny jakby się mogło wydawać i po prostu martwił się o nią, zwłaszcza, że znali się nie od dziś i zdążył się do niej przekonać, nawet mimo tego, że miewali przed sobą wiele tajemnic. Spąsowiał nieco, gdy zadała swoje pytanie i westchnął, również opierając się o murek, jednakże robiąc to plecami, a ręce krzyżując na klatce piersiowej. To był trochę… trudny temat. Zamknął na chwile oczy, a gdy już wypuścił ostatni, przeciągły oddech, spojrzał na nią wyjątkowo poważnie.
- Mój ojciec nie żyje. W dodatku chyba się zakochałem i… ehh, życie jest chujowe - najlepsza z tego wszystkiego była jego dygresja, ale cóż, bywa i tak.
- Widzisz - podjął ponownie, wpatrując się w szarzejące nad nimi niebo - traktowałem kogoś jak swoją własność, ale po pewnym czasie chyba poczułem coś więcej. Chciałem od tego uciec, ale zrozumiałem, że nie potrafię i… pogodziliśmy się, bo wcześniej była z tego kłótnia, a potem stary się przekręcił i chyba wtedy trochę za dużo mi się wyrwało. Wiesz, bez żadnych wyznań czy coś, ale wydaje mi się, że on wie. W każdym razie powinien, ale mam wątpliwości co do tego czy nie jest zbyt tępy jeśli chodzi o odczytywanie moich intencji. - zaśmiał się nieco złośliwie - Chociaż pewnie jestem niesprawiedliwy. Nie jest łatwo mnie rozszyfrować.

______________________

Sorrow   I love your beautiful anger
* YOU ARE MY LIGHT * EVERYTHING MY HEART DESIRES * SHOW ME YOUR BEAUTIFUL ANGER * SORROW, KEEPING ME SANE * YOU TURN MY NIGHTS INTO DAYS *


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Lahti, Finlandia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 3505
Dodatkowo : hejter narodów, obrońca, animagia (tygrys)
  Liczba postów : 943
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7262-julia-heikkonen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7263-julia-heikkonen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7264-julia-heikkonen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7265-julia-heikkonen




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Pon 24 Mar 2014 - 17:59

Cóż Julia przed przyjaciółmi raczej nie ukrywała faktu, że czasem była naćpana, ale też nie wszyscy wiedzieli, że robiła to od kilku lat. Dopiero teraz nadszedł czas, aby z tym skończyć, w sumie powinna to zrobić wcześniej, lecz zaledwie kilka tygodni temu przydarzyło się coś co ją do tego skłoniło. Jak widać skutecznie. Niestety w dalszym ciągu nie mogła powiedzieć, że wszystko jest ok, nie miała pojęcia co będzie po finale quidditcha. Miała plany, jednak nie tylko od niej zależało to czy się spełnią.
Faktycznie Jul i Rekin mieli przed sobą wiele tajemnic, chłopak nie wiedział co się u niej aktualnie dzieje poza tym, że ćpała i zdarzało jej się obrywać na treningu. W zasadzie nie spotykali się zbyt często i zdawało się, że nadszedł czas aby to nadrobić. Mimo tych wszystkich złośliwości Rasheed jednak miał jakieś uczucia (wow) i był całkiem w porządku.
Gdy usłyszała, że jego ojciec nie żyje położyła rękę na jego ramieniu w geście współczucia, przez chwilę milczała jednak po kilku minutach powiedziała - Wiesz, u mnie w domu też nie jest najlepiej, rodzice się rozwodzą, a nie mogę ich nawet odwiedzić, bo matka ma jakieś swoje widzimisię i nie chce mnie widzieć.
Zabrała rękę z jego ramienia i położyła na murku zaciskając ją w pięść. Była zła na Sofie i na to wszystko co odpierdzielała przez te wszystkie lata. Może gdyby miała dla niej choć trochę więcej czasu w dzieciństwie to Jul byłaby teraz inną osobą. Tak, wychowana przez ojca i wujka miała dość wybuchowy charakter, wolała się bić niż cokolwiek wyjaśniać. Cóż może jeszcze kiedyś nauczy się jak być mniej agresywnym.
Co do drugiej części jego wypowiedzi była trochę zdziwiona, Sharker zakochany? To dopiero. Właściwie ostatnio działo się sporo dziwnych rzeczy...
- Mówisz o tym Filipie prawda? To ten, któremu oddałam bilet na Walentynki? No cóż jedynym sposobem na to, aby się upewnić co się czuje to rozmowa. Właśnie, zdaje się, że tobie jeszcze nie mówiłam o tym, że mam dziewczynę. Może miałeś okazję ją poznać to Sunny Grimes, ta Kanadyjka z Reemów. Nie rozpowiadam tego wszystkim dookoła, ale jeśli już się spotkaliśmy i zebrało nam się na zwierzenia...
Gdy mówiła mu o tym żeby z nim porozmawiał sama przyłapała się na tym, że tak na dobrą sprawę nie powiedziała Sunny o tym co czuje. Jasne może okazywała to w czynach, ale warto by było też o tym pogadać. Tylko kiedy...
- A tu masz rację, nie łatwo jest cie rozszyfrować, znam cię już tyle czasu, a nadal miewam z tym problemy.
Czasem nie było wiadomo czy jest złośliwy bo jest zły czy może tak się tylko zgrywa. Czasem udawało jej się to odgadnąć, ale nie zawsze jej to wychodziło.
- Hmm... Wiesz skoro już tak sobie o wszystkim mówimy to jest jeszcze coś o czym nie wiesz. Ufam ci, więc wiem, że nie rozpowiesz tego całej szkole. Chodzi o to, że kilka miesięcy temu nauczyłam się zamieniać w zwierze, tygrysa. Jak do tej pory było to dla mnie najtrudniejszą rzeczą do nauczenia się, zajęło mi to sporo czasu, jednak się udało.
Przez cały czas, kiedy to wszystko mówiła wpatrywała się w odległy punkt na horyzoncie, co jakiś czas zerkając na Rekina, myślała jeszcze o czymś innym, jednak nie wiedziała czy może o tym z nim porozmawiać, nie ze względu na brak zaufania, chodziło o coś innego, to po prostu było tajemnicą nie dotyczącą tylko jej osoby.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5293
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2709
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Pon 24 Mar 2014 - 19:16

Rasheed nie był wyjątkiem w tej kwestii, nie wiedział od jak dawna Julia ćpała, ale szczerze mówiąc to niewiele go to obchodziło. Domyślał się, że w ten nałóg wciągnęła ją ta mała ruda, a on nie zamierzał wnikać w to dlaczego i w ogóle czemu dała się wprowadzić w coś tak idiotycznego. To były jej sprawy, a on, mimo tego, że lubił być poinformowany, to nigdy tak na dobrą sprawę nie naciskał na nikogo w kwestii zwierzeń. Jeśli będzie chciała, to mu o tym wszystkim opowie - taką zazwyczaj wyznawał zasadę i tego się też trzymajmy teraz.
Nie potrzebował jej współczucia. Podniósł się już po tej wiadomości na tyle, aby przy każdej wzmiance o Malcolmie, nie musieć przysiadywać na najbliższej wolnej powierzchni i nie ukrywać twarzy w dłoniach, walcząc z przytłaczającymi emocjami. Pogodził się z tym. Przecież życia nie wróci mu przez ciągłe obwinianie go albo siebie, ani to całe użalanie się nad sobą, które praktykował od jakiegoś czasu. Serio, był żałosny kiedy to robił, ale jak mógł się powstrzymać? Starał się udawać, że tak naprawdę wcale go to nie obeszło, a teraz wyszło mu to idealnie. Szkoda jednak, że aż tak późno, bo, tak na dobrą sprawę, autentycznie zdołał się już z tym pogodzić. Spojrzał na jej rękę, przygryzając dolną wargę, jakby rozważając opcję tego czy ją strząsnąć czy nie, ale zaskakująco szybko się zdecydował. Nie wykonał żadnego ruchu i po prostu westchnął cicho. Nie umiał się zachować w takich sytuacjach. Przecież nigdy, tak na dobrą sprawę, nie był ani pocieszany, ani i on nikogo nie pocieszał. No bo w sumie po co? Dawno nie czuł już jakichś wyższych emocji, dlatego ta sytuacja, w której się teraz znajdował, była dla niego trudna i nowa. Położył dłoń na odcinku lędźwiowym jej kręgosłupa i powiódł po nim delikatnie dłonią, w pocieszającym geście. Nie powinien nic teraz mówić, wiedział to aż za dobrze, bo jego słowa tylko sprawiłyby jej ból. On wiele by dał za to, żeby jego rodzice się rozwiedli. Może gdyby wreszcie byli osobno, zwróciliby uwagę na to co czuje? Wątpił w to, ale wiecie, nadzieja umiera ostatnia. Cofnął się, znowu krzyżując ręce na piersi.
- Taaak - zaczął, przeciągając samogłoskę w irytujący sposób, a potem westchnął cicho. - Rozmowa na nic się tutaj zda. Widzisz mnie rozmawiającego o uczuciach? Zresztą, już przeprowadziliśmy coś podobnego. Dałem mu do zrozumienia, że jak chociaż uśmiechnie się zalotnie do kogoś to przetrącę tej osobie kończyny - aż sam wygiął wargi w sadystyczny uśmieszek, gdy o tym opowiadał - Ciekaw jestem czy zrozumiał przekaz. Zresztą, to nie było takie trudne, ale sama wiesz.
Za to na wzmiankę o Sunny zareagował prychnięciem.
- Ta co się tak puszy i posyła aroganckie spojrzenia? Wybacz, ale jakoś nie pałam do niej sympatią. Zachowuje się jakby nas co najmniej nakryła na całowaniu będąc jakąś zazdrosną żoną. Sorry, ale chyba się nie polubimy. No, ale jeśli jesteś z nią szczęśliwa... - uśmiechnął się krzywo, sięgając po łańcuszek z oplatającymi się wężami, który dostał razem z walentynką. Nie potrafił się powstrzymać od tego aby go nie nosić, zbyt dobrze przypominał mu o tym kim jest i chodź powinno go to od niego odrzucać, to stało się wręcz przeciwnie.
Zaśmiał się cicho po jej słowach i spojrzał na nią ze sztuczną wyższością.
- Widzisz, idealnie się składa - wyszczerzył zęby, ale zaraz spoważniał, bo i oto czekało go przyjęcie na klatę kolejnej niespodzianki.
- Animagia? - zagwizdał cicho, odwracając się do niej przodem. Na jego twarzy pojawił się podziw, wymieszany z szacunkiem. Niecodzienny widok. Zaraz jednak wyszczerzył zęby w rozbawieniu, które przeszło w tajemniczy wyraz twarzy. Oho, czyżby coś knuł?
- Jeśli mi pokażesz jak się zmieniasz to ja też Ci coś zaprezentuję. Nie wiem czy już o tym nie słyszałaś, ale… no cóż, innej wymiany zaproponować nie mogę.

______________________

Sorrow   I love your beautiful anger
* YOU ARE MY LIGHT * EVERYTHING MY HEART DESIRES * SHOW ME YOUR BEAUTIFUL ANGER * SORROW, KEEPING ME SANE * YOU TURN MY NIGHTS INTO DAYS *


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Lahti, Finlandia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 3505
Dodatkowo : hejter narodów, obrońca, animagia (tygrys)
  Liczba postów : 943
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7262-julia-heikkonen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7263-julia-heikkonen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7264-julia-heikkonen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7265-julia-heikkonen




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Sob 29 Mar 2014 - 18:00

Tak na dobrą sprawę to jeszcze jakiś czas temu nikogo nie obchodziło co robi ze swoim życiem, no może ojciec i wuj się tym interesowali, ale oni byli daleko. Kiedy poznała Sunny sporo się zmieniło. Chociaż tak samo jak przyjaciel miała problem z mówieniem o emocjach.
- Nie, nie widzę cię w takiej sytuacji.
Widok Sharkera mówiącego o uczuciach byłby równie zabawny jak to, że zawsze starał się utrzymywać dystans bo bał się dostać pięścią w buźkę. Chociaż teraz najwyraźniej się to zmieniło, w końcu czemu Jul miałaby się denerwować? Całkiem miło jej się rozmawiało i Rekin nawet jej nie irytował! No cóż w kwestii zazdrości i ogólnego okazywania negatywnych emocji była teraz zdecydowanie bardziej opanowana. Może to jest tylko przejściowy stan, a może zmieniła się w ciepłą kluchę? O nie, co to to nie. Po prostu chwilowo nikt jej nie irytował złośliwymi zaczepkami, więc wszystko było w porządku. Znając życie pewnie niedługo się to zmieni, przecież nie mogło być tak fajnie.
- Cóż, przyzwyczaiłam się do tego, że nie przepadasz za pewnymi ludźmi z mojego otoczenia. I tak, jestem z nią szczęśliwa, chociaż ostatnio się na mnie wkurzyła bo zbyt długo wybierałam się do szpitala i w sumie musiałabym z nią obgadać pewne sprawy.
Fakt trochę się tego nazbierało, a pewnie spotkają się dopiero po meczu. Smuteczek.
Taak stary dobry Sharker i jego 'wyższość'. Hehs
- Tak, jestem animagiem - w sumie do tej pory sama była zdziwiona jak jej się to udało w końcu ćpanie raczej nie pomaga w nauce czegokolwiek a tu proszę bardzo.
- Pokazać? Jasne, ale chyba nie tutaj prawda? - zaśmiała się pod nosem. W końcu byli w Londynie i Jul nie bardzo chciała żeby mugole zobaczyli tygrysa na środku miasta.
- Możemy zmienić miejscówkę. Wybór pozostawiam tobie.
Spojrzała na niego mrużąc oczy, jakby go o coś podejrzewała. Była zaciekawiona tym co mógł jej zaprezentować kolega, bo chyba nie byłby to pokaz złośliwych uśmieszków prawda? Miała taką nadzieję, bo gdyby jednak... pewnie by się zirytowała i można się domyśleć jaki będzie tego finał.

z/t x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : yarmouth/londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 127
Dodatkowo : ścigający
  Liczba postów : 134
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8560-willis-lowell#241988
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15024-willisowe#399857
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8563-chodz-pomarudzisz#242056
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8562-willis-lowell#242053




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Czw 12 Cze 2014 - 23:59

Udało się. Nie rozszczepił się, ani jej nie uszkodził. Serce mu jednak mocno waliło. Po tym biegu szaleńczym, wąskimi, bocznymi uliczkami. Chwilę mu zajęło zanim w ogóle mógł coś powiedzieć. Zamiast tego na początku tylko się na nią patrzył. Oceniał może i po trochu. Miejsce na teleportację wybrał zajebiste. Na szczęście nie raz tutaj bywał i znał kilka miejsc do których ludzie rzadko się zapuszczali. Nie chciał na oczach mugoli pojawić się nagle. Brakowało mu na zwieńczenie tego dnia, aby jakiś nudny urzędnik musiał mugolom pamięć modyfikować przez jego teleportację. Oderwałby takiego od spania i zepsuł dzień cały.
- I? - spytał w końcu bardzo inteligentnie. Sam nie wiedział czy chciał wiedzieć cokolwiek. Z jednej strony to ciekawość do zżerała dlaczego tamten facet ją gonił. Z drugiej to czasem niewiedza wbrew pozorom była najlepszym wyjściem. Bardziej oczekiwał, że odpowie na pytanie co zadał je jeszcze kiedy byli w Hogsmeade. - Wiesz gdzie jesteśmy? - mogło to zabrzmieć teraz nie najlepiej. Trochę tak jakby sam nie wiedział i teraz próbował rozeznać się w terenie, bo w inne miejsce chciał się teleportować. Wyciągnął z kieszeni papierosy, których na szczęście nie zgubił podczas biegu. Podsunął jej pod nos paczkę, aby się poczęstowała. Po czymś takim bez papierosa, ani rusz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 20
Skąd : Rosja, Syberia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 3036
  Liczba postów : 1805
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8036-zilya-nikolaevna-fyodorova
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8073-syberyjska-dzikuska#225025
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8071-syberyjska-sowka#225017
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8067-zilya-fyodorova




Administrator






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Pią 13 Cze 2014 - 12:58

Zupełnie nie zdążyła Willisowi wyjaśnić co się dzieje, gdyż facet zaczął ich raczyć serią zaklęć. Migały po ulicy, niczym na wojnie o Hogwart, jakby co najmniej winni byli morderstwa połowy jego rodziny. Inaczej mówiąc, facet porządnie się wkurzył. Uciekając jedną z alejek nie mogła wyrzucić z głowy poczucia, że wpakowała się w jakieś potworne bagno. Z nadzieją rozglądała się po okolicy, licząc, że znajdą jakieś otwarte drzwi, czy sekretne przejście, którym uda się im zwiać. Jak na złość, Hogmseade najwyraźniej nie posiadało, aż tak wielu tajemniczych skrótów, co zamek nieopodal się mieszczący.
Nie była pewna o co chodzi mu, gdy tak zażądał, by podała mu rękę. Jako, że z natury nieufne z niej było dziewczę, tak odrobinę się przeraziła, że może to on teraz ją chce złapać i wydać tamtemu goniącemu facetowi, co by samemu mieć spokój. Na pewno byłaby satysfakcjonującą kartą przetargową. A jednak, zignorowawszy te czarne myśli, rękę mu podała, uznawszy, że jeśli nie zaryzykuje, to się nie przekona.
I wszystko zaraz rozkosznie (bo trzymała go za rękę i uciekali z tego miejsca) zawirowało.
Mocno stanęła na nogach, znów czując pod sobą podłoże. Wzięła kilka głębokich oddechów, jednocześnie pokonując brak powietrza po morderczym biegu, jak i próbując opanować nagłą falę mdłości po tym niespodziewanym teleportowaniu się. Warto wspomnieć, że Fyodorova dotychczas jakoś nie miała okazji korzystać z tego rodzaju środku transportu, to też jej żołądek, przerażony tym wirowaniem, właśnie okazywał swe niezadowolenie.
- Kurwa. - wydukała po chwili, czując, że blada jest jak ściana, ale jest cała i nie została złapana, co jednocześnie napawało ją ogromną ulgą. Do małych sukcesów zaliczyła też to, że udało się jej nie zrzygać teraz pod nogi. No cóż, liczą się wszystkie osiągnięcia!
Podniosła wzrok na chłopaka, słysząc jego pytania. Dopiero teraz do niej dotarło, że tak naprawdę w ogóle nie wie co ma mu powiedzieć. Rozejrzała się więc po okolicy, uznając to za znacznie łatwiejsze pytanie. Nie miała pojęcia gdzie się znajdują. Ale cieszyło ją, że jakkolwiek nie jest teraz oddalona od zamku, to nie musi oglądać gęby tamtego okropnego faceta. Pokręciła więc głową, by gestem tym dać do zrozumienia chłopakowi, że nie ma zielonego pojęcia gdzie są. To nie była Rosja, ani Hogwart, nigdzie indziej nie była.
Zabrała jednego z papierosów, chociaż co ciekawe, w ogóle nie paliła. Jakoś nie miała okazji zacząć, z resztą była jeszcze młoda, wszystko przed nią! To też odpaliła różdżką ów papierosa, zaciągnęła się i, jak na okoliczności dziewiczych papierosów przystało, kaszlnęła. To na pewno przez ten bieg!
- No wiesz, jebane konflikty interesów. Tamten chuj sądził, że powinien dostać więcej, że wiszę mu jakąś forsę. Gówno prawda. No więc, musiałam zwiać, bo chciał sobie zabrać moje rzeczy. - Niezupełnie, zegarek był dużo wart, ale przecież nie mogła się przyznawać, że rzeczywiście go zabrała! - Ten, no, dzięki ogółem, za pomoc w ucieczce. - Wygłaszanie podziękowań, nigdy nie było jej mocną stroną. Wędrując wzrokiem, między Willisem, rzeką za nimi, a swoim palącym się papierosem (którego palenie szło już jej znacznie lepiej!) zastanawiała jak powinna to ładnie ująć. - Jakbyś czegoś potrzebował, to ja się chętnie zrewanżuje, no nie wiem, jakkolwiek - zapewniła szczerze. Może w ramach podziękowań powinna mu uszyć szalik z lisa, jak Malakiasowi?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : yarmouth/londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 127
Dodatkowo : ścigający
  Liczba postów : 134
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8560-willis-lowell#241988
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15024-willisowe#399857
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8563-chodz-pomarudzisz#242056
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8562-willis-lowell#242053




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Nie 15 Cze 2014 - 12:03

Za dużo wszystkiego. Zbyt wiele działo się naraz, a Willis zatrzymał się gdzieś w momencie jak stracił butelkę. Może dalej kawałek. Do baru jak ją ciągnął, aby wypić jeszcze trochę na jej koszt. Bo nie na swój przecież. Nie przeszkadzało mu, ani trochę, że jej nie znał. Nie ma lepszego miejsca niż bar do poznania kogoś. Trudno się rozmawia jak się biega i w dodatku ucieka przed szaleńcem co zaklęciami próbuje cisnąć Ci w plecy. Musiał zapamiętać Willis, żeby więcej w taki sposób nie zaczynać znajomości! Najlepiej nie wypadł, bo teraz już niby dobrze było, ale sapał wcześniej zmęczony przebieraniem nogami. Mógł się teleportować, zanim zadyszkę złapał. Tylko nie miał wtedy sposobności, aby Zilkę za rękę złapać. Zostawiać jej z facetem, którego sam rozwścieczył bardziej, nie zamierzał. Uliczki Hogsmeade znał niby. Na wagarach się włóczył po nich, zanim mógł teleportować się dokąd tylko chciał. W takiej chwili jak tamta nawet i jego znajomość tych uliczek na nic była, bo podejrzewał, że tamten lepiej od niego je zna. Czasu nie było na wybór miejsca. Lepszego. Ostatnio spacerował tutaj z piwem w ręku, więc chyba dlatego o tym miejscu pomyślał. Mało to już teraz ważne. Najważniejsze, że facetowi uciekł. Uciekli. Dostać jednym z zaklęć jego to Willis z pewnością by nie chciał.
Mógł uprzedzić, że zamierza się z nią teleportować. Powiedzieć słowo. Cokolwiek. Nie jest to dla niektórych najprzyjemniejsza forma transportu, ale w takich chwilach nie myśli się o tym tylko działa. Tak też Willis postąpił, a teraz widząc jej bladość zrobił przezornie krok w tył. Lubił buty swoje i nie chciał, aby jakieś nieszczęście się z nimi stało.
- Tylko jak już, kurwa, będziesz musiała rzygać to w drugą stronę - jeszcze palcem pokazał jej kierunek. Niepotrzebnie, ale machał czasem łapami i zapanować nad tym nie mógł. Nawet nie chciał. Słabo by było gdyby Zilka się porzygała. Widać to tylko chwilowe uczucie było, bo zaraz wróciły jej kolory i nie była już podobna to ducha. Jak po papierosa sięgnęła to znaczyło, że wszystko w porządku było. Nic nie skomentował, kiedy kaszlnęła. Choć przyjrzał się wtedy jej uważniej niż wcześniej. Jak tylko więcej mówić zaczęła wpadł w ucho Willisa rosyjski akcent, którego z żadnym innym nie mógł pomylić. Po szkole dużo dziwnych się pałętało teraz. Z tego co słyszał to brali w czymś udział. Nie przykładał Willis wagi do tego. Tłoczniej tylko w niektórych miejscach było. Co nie zawsze mu było na rękę.
- Nie ma to jak ładować się w interesy z pierdolonym facetem, który był dwa razy większy od Ciebie. Chociaż może jakbyś miała jebaną okazję wyciągnięcia pierdolonej różdżki to pokazałabyś mu o co chodzi. Spierdalałby jeszcze w podskokach. Niemal zawsze chodzi o jebane interesy. Luz maleńka - machnął olewczo Wiliis ręką, co nic takiego nie zrobił. Sam faceta tylko rozwścieczył, a później teleportował ich tutaj. Na Tamizę - Jak potrzebował…eee? Co za gówno w ogóle wciskałaś tamtemu gnojowi? - nie miał najmniejszego pojęcia Willis czy jest rzecz taka, której potrzebowałby. Przysługa prędzej wchodziła w rachubę, ale jak na razie to nie zamierzał na siłę niczego wymyśleć.
- Z tego projektu jesteś, nie? - podejrzewał tak, bo prawda zawsze mogła być inna. W Hogsmeade mieszkać mogła, odwiedzać rodzinę, do Hogwartu się przenieść albo coś tam jeszcze mogło być.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 20
Skąd : Rosja, Syberia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 3036
  Liczba postów : 1805
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8036-zilya-nikolaevna-fyodorova
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8073-syberyjska-dzikuska#225025
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8071-syberyjska-sowka#225017
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8067-zilya-fyodorova




Administrator






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Wto 17 Cze 2014 - 20:49

Jakkolwiek jej stan objawiający się w postaci młodości i odcienia skóry zbliżonego do startych kartek pergaminu, nie świadczyłby o tym, iż teleportacja była pomysłem co najmniej miernym, tak jednocześnie Fyodorova była absolutnie wdzięczna, iż przyszło mu do głowy, by tak właśnie wyparować w niewygodnej sytuacji rozgrywającej się na Hogsmeadzkich alejkach. No. Bardziej wdzięczna to będzie już w ogóle, jak jej przejdzie chęć zwrócenia zawartości żołądka na te bajeczne ścieżki przy Tamizie.
- Nie pierdol, nic mi nie jest - burknęła pod nosem, twardo udając, że ma się wyśmienicie, jakby dopiero co przeżyła najlepszą podróż życia. Oczywiście to jak bardzo byłoby słabo, gdyby teraz się porzygała, to chyba sama zdawała sobie sprawę najlepiej. Pewnie z zażenowania rzuciłaby się z tego Tamizowego mostu. No, a przynajmniej planowałaby to przez parę pierwszych sekund. Dwie, albo trzy.
Powoli i stopniowo zaciągała się swym papierosem. Może to był jakiś czwarty, szósty, może dziewiąty w jej życiu? Przechyliła głowę, obserwując chłopaka, co swoją drogą, jestem pewna, przywracało jej trochę kolorów na buźce.
Odrobinę się uśmiechnęła, słysząc o facecie spieprzającym przed jej czarami. Och to byłby rozkoszny widok.
- Jeszcze ode mnie dostanie. I gówno mnie obchodzi ile jest większy. Łapię dzikie zwierzęta na zaklęcia, więc złapie tego chuja. A one w przeciwieństwie do niego zajebiście szybko biegają. - Uznała bardzo wojowniczo planując, że w wolnej chwili wróci na uliczkę i przywali temu facetowi. Przecież mowy nawet nie było, by wiecznie się gdzieś przed nim chowała. Akurat dziś była bardzo niedogodna sytuacja i nijak była w stanie się przed nim obronić. Następnym razem jednak zaplanuje wszystko tak sprytnie i wcześnie, że pokaże mu, iż z nią zadzierać nie można! Czasem tkwiła w niej głupiutka, gryfońska odwaga.
- No zwierzęta. Znaczy martwe, skóry, futra, mięso, albo jakieś części do eliksirów, różdżek, kto co chce. W sumie żywe też mogę zdobyć, ale kurwa, nie będę się tym opiekować, wiec trzeba je szybko odebrać - Wyjaśniła mu, tłumacząc, co może mu takiego załatwić. Jeśli chodziło o istoty żyjące w lesie, jeśli się uparła, potrafiła wszystko dorwać. Oczywiście najgorzej było to niepozornie stamtąd przetransportować, więc ograniczała się do małych istot, które mogła wsadzić do plecaka. Ale gdyby komuś zależało na czymś większym, pewnie spróbowałaby coś wymyślić. Zazwyczaj się tak nie chwaliła, czym się zajmuje, ale skoro miała tu dług wdzięczności, to sytuacja inaczej się malowała.
- Tak, tak, z tego projektu, ale wcale mi nie powiedziałeś gdzie jesteśmy - zauważyła, rozglądając się dookoła. Rzeka, jak rzeka, skoro nigdy nie była w Londynie, jak mogła skojarzyć, że jest nad Tamizą? To też przeniosła ostatecznie pytające spojrzenie na Willisa, raz jeszcze zaciągając się swym papierosem. Miała dzisiaj naprawdę sporo szczęścia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : yarmouth/londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 127
Dodatkowo : ścigający
  Liczba postów : 134
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8560-willis-lowell#241988
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15024-willisowe#399857
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8563-chodz-pomarudzisz#242056
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8562-willis-lowell#242053




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Sro 18 Cze 2014 - 18:49

Kiedy tak upierała się przy tym, że nic jej nie jest zaczął się Willis tylko głośno śmiać. Pokiwał również głową, aby dać jej do zrozumienia, że rozumie co mówi. Tylko, że się z tym nie zgadzał to już inna bajka. Nie pamiętał już jak to z nim było kiedy się teleportował po raz pierwszy. Tak mówił wszystkim. Oczywiście, że pamiętał. Później przez jakiś zapierał się, że on tylko na miotle podróżować będzie. Myślał, że nie zniesie więcej tego uczucia, które się odczuwało podczas teleportacji, ale teraz do niego przywykł. Mógł zaryzykować stwierdzenie, że mu się to podobało.
- Dobrze, że masz różdżkę, tych piąstek nie poczułby w ogóle - spojrzał wymownie na jej dłonie, które może nie były wypielęgnowane, bo skoro tak ciągle w lesie przebywała, to wagi do tego nie przykładała zbyt wielkiej. Tak mi się wydaje. Ale za wielkie to one nie były. Tamten by co najwyżej zastanawiał się dlaczego ktoś chce go łaskotać - Mistrzem sprintu to on nie był może, ale znał te kurewskie zaklęcia i coś mi się widzi, że gdyby nie musiał tak zapierdalać za tobą to dostałabyś jednym z nich w plecy.
Kopnął jakiś kamyk, który mu się pod nogami zaplątał. Teraz męczył go idąc wzdłuż rzeki. Co i raz kopał go mocniej i póki co mocno nie spaczył ze ścieżki, którą Willis obrał. Słuchał o tych dzikich zwierzętach i teraz to już w ogóle pogubił się w tym wszystkim. Słyszał co prawda o jednej takiej przed którą trzeba chować koty w Hogwarcie, ale nie spodziewał się, że to prawa. Wszyscy zazwyczaj wyolbrzymiali wiele rzeczy i tak sądził, że tym razem również będzie. Z tego co usłyszał to jednak prawdę na szkolnych korytarzach słyszał.
- No kurwa, to przed tobą wszyscy koty chowają i ropuchy. Chociaż nie wiem czy z takiej można cokolwiek pożytecznego zrobić? Chyba, że sobie zupę z nich gotujesz? Nie pierdol, że to ty. Chociaż poczekaj nie przyjrzałem ci się za dobrze - stanął tuż przed nią, zmuszając tym samym, aby się zatrzymała i oceniająco zmierzył ją wzrokiem. Wmówić mógł sobie, że nutkę szaleństwa dojrzał w jej oczach, ale tak to nie wyglądała na taką co z pupilka czyjegoś może zrobić czapkę albo zupę, deser czy cokolwiek innego. Widać miał szczęście Willis do pomagania odpowiednim osobom. Tak po prawdzie to nic mu brunetka nie zrobiła. Nie miał żadnego zwierzaka, więc pewnie dlatego nie przejął się na poważnie plotką błądzącą po szkole. - No i znów kurwa rozczarowanie. Nie masz zaschniętej krwi na rękach, ani jebanego obłędu w oczach. Wtopisz się w tłum i nikt nie będzie kurwa wiedzieć, że to ty zajebałaś mu zwierzątko - wyczuć można było, że Willis żartuje z tego wszystkiego. Z tej plotki co po szkole chodziła i głosiła te wszystkie, jak się okazało, prawdziwe rzeczy. Po części. Bo jakoś nie sądził, aby na korytarzach Zilka polowała, bo nie dość, że to nudne to i oczu za dużo  w około. Przestał już się jej tak uważnie przyglądać i taksować wzrokiem. Jeszcze poczułaby się nieswojo i poćwiczyła jedno z zaklęć, którym pomagała sobie na polowaniach na nim. A nie chciał się Willis poczuć jak zwierzyna.
- Wszyscy się teraz tym podniecają jakby było czym w ogóle. O górę cholernych galeonów walczycie czy o inne gówno? - nie wiedział Willis o co w ogóle tyle zamieszania z tym projektem. Może gdyby był wybitny z jakiegoś przedmiotu sam by startował, ale brakowało mu nie tylko chęci, ale również ambicji - Nad Tamizą. No nie gadaj, że nigdy tutaj kurwa nie byłaś - zdradził w końcu, gdzie się znajdowali. Dla niego to było oczywiste, można powiedzieć, że wychował się tutaj.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 20
Skąd : Rosja, Syberia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 3036
  Liczba postów : 1805
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8036-zilya-nikolaevna-fyodorova
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8073-syberyjska-dzikuska#225025
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8071-syberyjska-sowka#225017
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8067-zilya-fyodorova




Administrator






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Sro 18 Cze 2014 - 20:27

Posłała mu jedno ze swoich srogich spojrzeń (a raczej chciałaby spojrzeć tu na niego z góry, jednak naprawdę było mało ludzi, na których Fyodorova realnie ze swym wzrostem, mogła tu groźnie spojrzeć z góry!), gdy tak się śmiał tu z niej, nie wierząc, że ta się ma wyśmienicie. A już w ogóle swe spojrzenie niemalże spotęgowała, gdy tu wątpliwościom poddał siłę jej piąstek. I nie żeby w tym wszystkim co mówił, miał rację. Zacisnęła swe palce, patrząc na dłoń i jakby oceniając jej siłę (ignorując przy okazji, że jej sam wygląd, jak to pasuje na dzikuskę latającą po lasach, rzeczywiście nie był na miarę większości zadbanych panien z Hogwartu). Ni to stąd ni zowąd, zaciśniętą piąstką uderzyła idącego obok niej chłopaka w ramię.
- Wcale nie jestem aż taka słaba! - Zaprotestowała, zaraz po swym uderzeniu. Co prawda nie włożyła w nie wiele siły, bo przecież jej nowy kolega był dla niej całkiem dobry, więc serca nie miała, mocniej go walnąć. Ale wystarczająco co by zaprzeczyć jego potwornym słowom! - I kurwa, dam sobie radę zaklęciami. Nie będę spieprzać przed jakimś chujem za każdym razem. Walnę go zaklęciem, gdy się nie będzie spodziewać. - Oczywiście Fyodorova nie próbowała by pokonać swymi rękoma tego wielkiego faceta, który ją gonił. Na to rzeczywiście nie była wystarczająco silna. To znaczy, jasne była gotowa się z kimś pobić, ale zwykle z kimś w swoim wieku i w swoich rozmiarach. Tamtemu fagasowi zamierzała w przyszłości urządzić prawdziwy pokaz zaklęć. No, jak się z nich podciągnie.
Pogrążona w swych myślach o tym, jakie uroki rzuci na gościa, który zaszedł jej za skórę, nie ogarnęła, gdy nagle Willis się zatrzymał tuż przed nią. Dzięki czemu z gracją godną baletnicy, omal na niego nie wpadła. Zatrzymała się gwałtownie tuż przed nim, cofnęła nawet o krok, patrząc na niego pytająco i wyczekująco.
- Zupę? Jasne, kurwa. Lepiej uważaj jak masz jakąś ropuchę, bo w Hogwarcie podają chujowe żarcie, będę musiała po powrocie zapolować na obiad - rzekła obojętnie, nawet fatygując się o machnięcie dłonią. Chociaż prawdę powiedziawszy była odrobinę zaniepokojona tym, że w zamku najwyraźniej o niej mówią. Może nawet ostrzegają się wzajemnie. Może powinna przystopować z tymi polowaniami? Czuła czasem, że się zachłysnęła tutejszą fauną, chcąc upolować jak najwięcej, by zarobić dużo forsy. Jeszcze trochę i przystopuje.
Zaciągnęła się parę razy swym papierosem, który bezlitośnie się skończył, w międzyczasie, gdy chłopak wyrażał swoje zdanie na temat jej wyglądu. Jasne, może nieco nieswojo czuła się z tym, że była poddawana teraz jakiejś analizie, ale w gruncie rzeczy podobało się jej, że patrzył na nią, w jakimkolwiek celu teraz tego nie czynił. I to prawda, w szkole nie polowała. Koty były mało cenne. To znaczy, właściwie Alvie ukradła kameleona... ale to co innego! Poza tym, nawet go oddała, taka dobra bywała.
- No to chyba też, i jakieś jebane tytuły. Nie wiem, nie przyjechałam tu z własnej woli - wyjaśniła, szybko, gdy ruszyli dalej. Jak niejednokrotnie powtarzała, wolałaby nadal być w Rosji. Nie chodziło o walory estetyczne obu krajów, język, czy przyzwyczajenia. Chodziło tylko o to, że jak uważała, na Syberii była po prostu znacznie potrzebniejsza.
- Nie, zwykle jestem zajęta zmywaniem krwi z rąk i kurwa, panowaniem nad obłędem w oczach, nie podróżuję za wiele - rzekłszy te mało poważne słowa nawet lekko uśmiechnęła się pod nosem, chyba pierwszy raz tego dnia. Chociaż z tym brakiem podróży to była akurat zupełna prawda.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : yarmouth/londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 127
Dodatkowo : ścigający
  Liczba postów : 134
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8560-willis-lowell#241988
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15024-willisowe#399857
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8563-chodz-pomarudzisz#242056
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8562-willis-lowell#242053




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Czw 19 Cze 2014 - 18:31

Już przestawał się śmiać kiedy zobaczył spojrzenie brunetki. Przez chwilę jeszcze nie mógł się uspokoić i dopiero po czasie mógł spokojnie zaciągnąć się ostatni raz papierosem, aby później posłać go w kierunku rzeki. Jak zawsze za szybko się skończył, ale powoli Willis zaczynał przywykać do tego, że to co dobrze kończy się zbyt wcześnie. Nie powinien tak reagować, ale zawsze tak się działo kiedy ludzie posyłali w jego kierunku złowrogie spojrzenia! Zawsze na myśl przychodził mu wtedy bazyliszek albo inne jakieś stworzenie, które miał moc w oczach. Dobrze, że ludzie nie posiadali takich umiejętności, bo przedwcześnie Willis zszedłby z tego świata.
- W walce na pięści? Myślisz, że jednym ciosem byś go kurwa położyła - nawet sobie nie chciał tego wyobrażać, bo znów śmiechem by wybuchnął i tym razem szybko by się nie opanował - Walnę go zaklęciem, walnę zaklęciem - trochę ją zaczął przedrzeźniać i dodać coś miał błyskotliwego, ale już skończył ten temat. Nie znał dziewczyny, a może tylko teraz przez drobną chwilę nieuwagi musiała uciekać zamiast posłać ku niemu zaklęcie. Nie spodziewał się, że może zaraz mu zademonstrować swoją siłę i odruchowo złapał się Willis za ramię! - Kurwa - mruknął jedynie i oddał jej lekkiego kuksańca w bok. Możliwe, że coś źle pomyślał i mocniej ją pacnął niż początkowo zamierzał. Nie odskoczył jednak na bok tylko tym razem uważniej patrzył na jej ręce, aby w razie czego nie dać się znów walnąć. Nie zrobił tego żeby w jakikolwiek sposób ją zaatakować tylko odruch to był nad którym panować za bardzo nie umiał. Akcja - reakcja. I tyle.
- Słyszałem, że są lekcje gotowania. Może zapytam o kurs gotowania zupy z ropuchy. W ogóle na chuj to komu to nie rozumiem, ale nie ważne. Specjalnie dla przyjezdnych, aby mogli sobie podjeść jak w domu. Może nawet na takie zajęcia bym wpadł? Ja pierdole co ja w ogóle za głupoty gadam. Pierdolnij mnie jeszcze raz żebym przestał - zaczął się na głos zastanawiać, bo co jak co, ale coś takiego by mu się przydało. Gotowanie. Niekoniecznie zupy z ropuch, bo jakoś amatorem takich potraw to Willis nie był, ale czegoś bardziej odpowiadającego jego żołądkowi to i owszem. Nie całe życie ktoś mu będzie podsuwał jedzenie pod nos. Niestety. Kiedy tak patrzył oceniając nie przejmował się tym, że mogła się poczuć niekomfortowo. Dziwnie. Czy jeszcze jakoś. Zawsze mogła mu sprzedać znów z piąchy, ale tym razem w nos. Skoro stał tam przed nią i uparcie wpatrywał w jej ciało. Zatrzymał się pewnie wzrokiem zbyt długi w okolicach bioder i na piersiach, ale facetem był Willis, więc nie ma co mu się dziwić. To było silniejsze od niego i nawet jakby chciał nad tym zapanować to nie mógł. Tak zawsze było i nie ma co się łudzić, że kiedykolwiek przestanie tak robić.
- Wooo, czego to kurwa nie wymyślą. Co roku coś innego. Już się w tym kurwa gubię. Jakaś ty biedna. Siłą przysłali cię do Anglii i teraz tylko pewnie chod… czekaj, czekaj. Kurwa… - znów się zatrzymał w pół kroku, ale tym razem nie stanął przed nią, bo nie zdążył. Choć w planach miał właśnie na powrót coś takiego zrobić. Nie powiedziała co prawda o sobie za wiele, ale wystarczająco, aby Willis zaczął kojarzyć ze sobą niektóre rzeczy. Normalnie nie dawał się wciągać w takie rzeczy, ale dłuższy czas temu zaczął pisać z jedną taką co to miała do Hogwartu przyjechać - To ty do mnie pisałaś. Później to już ze mną listy. Nie wiem skąd wzięłaś tamtą pojebaną sowę, ale nie chciała mi dać spokoju. Kurwa już myślałem, że się ode mnie nie odjebie - nie było to żadne pytanie tyko stwierdzenie, ale i tak Willis oczekiwał jakiejś reakcji, która by go utwierdziła w tym, że teraz nie zrobił z siebie głupka. Kretyna czy może kogoś jeszcze gorszego. Pamięta jak któregoś nudnego dnia jakaś sowa go zaatakowała. Dosłownie, bo nie mógł się odpędzić od tego ptaka dopóki nie odwiązał listu od jej nóżki, a później nie napisał paru słów w odpowiedzi. Początkowo wydał mu się to dziwne, ale z czasem przywykł do tych listów, których kilka a może i kilka więcej ze sobą wymienili. Wciąż odkładał na później znalezienie tej osoby. Teraz to mrugał z niedowierzaniem trochę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 20
Skąd : Rosja, Syberia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 3036
  Liczba postów : 1805
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8036-zilya-nikolaevna-fyodorova
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8073-syberyjska-dzikuska#225025
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8071-syberyjska-sowka#225017
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8067-zilya-fyodorova




Administrator






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Czw 19 Cze 2014 - 20:26

W chwili, gdy tak podle się tutaj z niej śmiał, na pewno bardzo żałowała, że nie ma spojrzenia na miarę bazyliszka! Chociażby o nieco osłabionej mocy. Tak by za sprawą wzroku padł tu spertyfikowany. Co prawda, dość szybko by uznała, że jednak to nuda i lepiej jak jest bardziej żywy, no ale przynajmniej by się tu tak nie śmiał. I nie przedrzeźniał, co już było jakimś szczytem. Całe szczęście, że miała okazję mu się za to odpłacić tym uderzeniem.
- A zamknij się już. Jeszcze się zdziwisz, jak Ci powiem, że dałam tamtemu chujowi zajebistą nauczkę - machnęła na niego ręką, co by tu sobie podle tak z nią nie pogrywał, jednak mniej więcej w tym czasie, chłopak postanowił jej oddać, za tamto uderzenie. Nie, żeby się tym specjalnie przejęła. Tak naprawdę wcale nie lubiła ulgowego traktowania. Inaczej mówiąc, jako, że sama go zaczepiła uderzeniem, nie mogła mu odmówić prawa do rewanżu. Niemniej jednak, cicho jak ciele siedzieć, też jej nie pasowało. - Spieprzaj z tymi łapami - chociaż w myślach coś jej przeszło o tym, by ewentualnie wykorzystał je w innym celu, choć to już zatrzymała dla siebie.
Przez chwilę słuchała go, jednocześnie wcale tego nie robiąc. Pierdolił coś o jakimś gotowaniu, ona zaś wykorzystała ten moment by rozejrzeć się po okolicy, którą pierwszy raz miała okazję zwiedzać. Nie było tu jakoś wyjątkowo urokliwie, acz na pewno inaczej. To też swe oczy wolała napełnić tym widokiem, gdyby przypadkiem więcej nie miała się tu znaleźć.
- Pierdolnę, nie kuś mnie - ostrzegła go, spoglądając całkiem poważnie w jego oczy, co by sobie nie myślał, że będzie musiał dwa razy powtarzać. Była do wszystkiego zdolna. Szczególnie jeśli w ten sposób miała powstrzymać go przed paplaniną o jakichś kulinarnych zapędach.
- A żebyś kurwa wiedział, prawie siłą - zniecierpliwiona rzuciła odpowiedzieć. No dobra, nikt za włosy ją do Hogwartu nie zaciągnął. Ale groźby to siła psychiczna, więc też się zalicza. Już chciała przyśpieszyć, ot chyba w ramach jakiegoś zirytowania. Nie, nie na pytającego, czy na kpienie z tego, że jest tu na siłę, tylko z tego, że realnie czuła, że jest tu wbrew sobie. To zawsze ją wkurwiało. Wcale tu nie chciała siedzieć. W tym wszystkim nie zorientowała się, że chłopak zatrzymał się, coś tam mrucząc pod nosem. Zaskoczona jego brakiem, obróciła się, usiłując zrozumieć o co mu chodzi.
- O czym ty znów pierdo... aaa - urwała w pół słowa z wymalowanym zaskoczeniem na buźce układając co do niej mówił. Rzeczywiście, gdy siedziała w Rosji, załamana faktem, że musi jechać do obcej szkoły, postanowiła napisać list do kogokolwiek z Hogwartu. Kazała sowie dostarczyć przesyłkę byle komu. Początkowo głównie chodziło o sprawdzenie swojej znajomości języka w starciu z prawdziwym Anglikiem (to już wiemy od kogo się nauczyła tylu przekleństw po angielsku!). Stopniowo jednak polubiła tą dziwną wymianę notatek. Pisała różne rzeczy, o tym, że tu ma trafić, o tym, że Syberia jest jej domem, że to tam powinna być, że musi być przy rodzinie. Chociaż nie wspominała, jak to wszystko dokładnie wygląda, w końcu nawet nie napisała słowa o polowaniach. Początkowo mocno zależało jej na odnalezieniu osoby, z którą wymieniała listy. Jednak im dłużej tu była, tym bardziej miała wrażenie, że to nieważne, że Anglicy i tak są chujowi, a ona przecież nie szuka tu znajomych. Mocno zaczerpnęła powietrza, czując, że pod wpływem tych niespodziewanych wiadomości, znacznie cieplej jej się zrobiło.
- O kurwa. - elokwentnie powiedziała, czując, że to jakiś bardzo nietypowy zbieg okoliczności. Chociaż, skoro spotkała go dopiero po dwóch miesiącach, to może wcale nie aż tak wielki? - A tak liczyłam, że okażesz się jednym z tych olśniewających wilów, wiedziałam, żeby nie powierzać wybierania adresata tej zjebanej sowie. - rzekła wesoło się uśmiechając, tym razem to ona bardzo bacznie mu się przyglądając i analizując. Owszem, bała się co do adresata, ale że, co najwyżej jest flegmatycznym Anglikiem, który tylko w listach kreuje się jakkolwiek ciekawiej.
Bogowie. Gdyby wcześniej wiedziała jaki jest jej tajemniczy adresat, na pewno przynajmniej spróbowałaby go odnaleźć. Głupia Fyodorova.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : yarmouth/londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 127
Dodatkowo : ścigający
  Liczba postów : 134
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8560-willis-lowell#241988
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15024-willisowe#399857
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8563-chodz-pomarudzisz#242056
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8562-willis-lowell#242053




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Pią 20 Cze 2014 - 13:55

Nie przejmował się tym, że nie powinien tak się z niej śmiać. Zresztą nie widział powodu dla którego miałby sobie tego odmówić. I jednak dobrze, że nie miała wzroku bazyliszka, bo nie chciał skończyć w Tamizie. Padłby tutaj, a później Zilka by go po prostu tak przeturlała do rzeki. W najlepszym razie, bo prędzej kilka razy kopnęłaby jego zwłoki, aby ostatecznie z głośnym pluskiem skończył w wodzie. Nie żeby kiedykolwiek wyobrażał sobie swoją śmierć, ale na pewno tak skończyć nie chciał. W Tamizie. Czegoś już bardziej spektakularnego by się spodziewał niż powalenie wzrokiem przez dziewczynę z wymiany. Nie był zwierzyną. Nie widział się zupełnie w takiej roli.
- I jak widoki? Kurewsko nudne - ziewnął, aby tak bardziej obrazowo wyszło, że marnie się z tym miejscem teleportacji postarał. Nie miał czasu na wymyślenie czegoś lepszego. Nie chciał Willis, przez swoje myślenie oberwać zaklęciem w plecy. Wolał już znaleźć się z dala od Hogsmeade niż dalej uciekać przez facetem, którego pierwszy raz w życiu na oczy widział. Tylko oby kolejnym razem na niego nie trafił w wiosce. Sam na pewno by go nie rozpoznał, ale kto wie czy tamtej nie miał dobrej pamięci i nie chciałby się zrewanżować za to, że tak go podciął bez większego powodu. Bo tak po prawdzie to nie miał Willis takiego.
Spodobało mu się, że taka bezpośrednia była i sądził, że bez zawahania ponownie by go pierdolnęła w ramię albo może i lepsze miejsca znalazła, aby tylko mocniej poczuł. Nie lubił flegmatyków. Ani innych takich co snuli się po świecie dla samego snucia. Bez niczego. Tak tylko, aby wkurwiać innych swoim niezdecydowaniem i ruchami więcej niż powolnymi, który tylko coś sobie myśleli zamiast mówić niż działać. Z takimi to za długo nie wytrzymywał. Roznosiło go od środka na samą myśl o tym. Gdyby i ona taka się okazała to nie wykluczone, że zostawiłby ją tutaj samą. Nie było problemu, aby znów się gdzieś teleportował. Jak już w Londynie był to może do magicznej części. W sumie to w pracy chyba powinien się w końcu pokazać. Nie żeby dawno go tam nie było, ale przecież nie było lepszego pracownika od niego. Wcisnąć komuś miotłę o wiele droższą niż zamierzał początkowo kupić i do tego wszystkie inne gadżety to potrafił bez mrugnięcia okiem. Zbajerować niezdecydowaną dziewczynę również. I jeszcze mu za to płacili. Nic tylko się bić o takiego pracownika!
- To odpierdol coś głupiego, żeby Cię do domu odesłali. Tylko coś takiego, żebyś w jednym kawałku wróciła. Chyba tam na ciebie ktoś kurwa czeka - nie wiedział jak na jej miejscu by postąpił gdyby go siłą wysłali tam gdzie być nie chciał. Jednak za wszelką cenę starałby się pokazać, że jego miejsce jest gdzie indziej. Różnie mogłoby się to skończyć, ale cel swój z pewnością by osiągnął.
Dostał potwierdzenie na które czekał. Nie wyszedł tym gadaniem na natręta jakiegoś albo bajkopisarza. Gdyby wystartował z czymś takim do kogoś innego już pewnie wzięty by został za nienormalnego. Za takiego, dla którego łóżko potrzebne w św. Mungu. Tam mu się Willisowi nie śpieszyło. Zbieg okoliczności to był duży, ale jak się okazało nie niemożliwy. Próbował nawet kiedyś sobie wyobrazić dziewczynę z którą pisał. Po tym co pisała. Charakterze pisma i tej wrednej sowie. Minął się z rzeczywistością i to bardzo, ale nie czuł się rozczarowany. Przez chwilę to się obawiał, że jakieś zahukane dziewczę do niego napisało. W listach to można było wiele napisać. Papier był cierpliwy, więc dużo przyjmował.
- Spierdalaj. Olśniewających? Oni to kurwa zniewieściali są, ale jak takich lubisz - nie spodziewał się, że w takich okolicznościach spotka dziewczynę z którą pisał. Nie wiedział przez chwilę co o tym myśleć. Zawsze to ciekawsze niż specjalnie przez listy się umówić i spotkać gdzieś w zamku. Takie zbyt oficjalne mu się to wszystko wydawało. Teraz to mętlik miał w głowie, bo znał ją już trochę, a z drugiej strony te wszystkie plotki…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 20
Skąd : Rosja, Syberia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 3036
  Liczba postów : 1805
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8036-zilya-nikolaevna-fyodorova
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8073-syberyjska-dzikuska#225025
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8071-syberyjska-sowka#225017
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8067-zilya-fyodorova




Administrator






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Pią 20 Cze 2014 - 15:37

Nie określiłaby znów tych widoków mianem kurewsko nudnych. Zapewne, gdyby widywała je codziennie inaczej by na to patrzyła. Tak czy siak, była tego wszystkiego na ową chwilę dość ciekawa. Ciekawa co jest po drugiej stronie rzeki, albo jak wygląda miasto, którego odgłosy dochodziły tutaj z pewnej oddali. Jak wyglądają Ci ludzie tutaj, a czy w tych drzewach chowają się jakieś ciekawe zwierzęta. Chociaż co do tego ostatniego miała spore wątpliwości. Wszakże interesujące okazy wybierały okolice z dala od wielkich miast. To tak jak ona, też nie nadawała się do miejskiego życia.
- Pokaż mi więcej - zażądała, zamiast mówić cokolwiek na temat tego, co już widzi. - Mieszkasz gdzieś tu? Chce zobaczyć twoje miasto - odparła dość konkretnie wyrażając czego chce. Zawsze wolała mówić wprost o co jej chodzi i czego chce. Czasem tymi słowami mogła brzmieć, jakby rzucała jakieś rozkazy, ale wcale nie miała tego na myśli. Nikomu nie próbowała rozkazywać. Po prostu lubiła jasno określać jak chce by było i jasne, liczyła się z możliwością odmowy. Nigdy nie zakładała, że wszystko miałoby iść po jej myśli. Daleko było jej od rozpieszczonej panny, a przeciwności losu całkiem mocno poznała.
Tu byli bardzo zgodni. Bo i Fyodorova nie lubiła ludzi przesadnie spokojnych. Chociaż od tych, jeszcze bardziej drażniła ją obecność osób, które nie mówią tego co myślą. Jeśli ktoś realnie był flegmatyczny, ale szczery w tym co robił, to jej nie przeszkadzał. Nie potrafiła jednak znieść ludzi przybierających fałszywe pozy, zgrywających lepszy, czy też gorszych, niż byli realnie. Pewna prawdziwość, chociażby bynajmniej nie bajkowa, w ludziach pociągała ją najmocniej.
Tak czy siak, szczęście miała Zilya, że nie okazała się rozczarowująca wedle Willisowej miary, bo gdyby ten ją tu zostawił, nagle się teleportując do Hogwartu, to biedaczka pewnie nie miałaby zielonego pojęcia jak wrócić do szkoły. Oczywiście prędzej czy później by sobie poradziła (wszakże radzić potrafiła sobie w znacznie gorszych sytuacjach), ale na pewno nie byłoby spełnieniem jej snów, snucie się po Londynie i szukanie czarodziejów, którzy jej powiedzą jak wrócić do szkoły. Co za żałosne położenie.
- Ja pierdolę, to nie takie proste. Kurwa, nikt tam nie chce, żebym już wróciła. - Pokrótce wytłumaczyła nie zagłębiając się w szczegóły tej sytuacji. Ojciec wpadłby w furię, gdyby dziewczyna stawiła się w domu, oświadczając, że wysadziła pół zamku, by ją odesłali z powrotem. W całej tej sytuacji i przeświadczeniu, że musi być na Syberii, tkwiła tylko ona sama. Bo tatko nie da sobie rady.
- A może kurwa wprost odwrotnie? - początkowo już chciała się odezwać, by zacząć bronić męskich wil, zarzucając, że faceci też się ślinią do ich żeńskich odpowiedników, mimo, że te mają zjebany wygląd i tak naprawdę banalną urodę. Otworzyła jednak tylko usta i cudem chyba powiedziała coś zupełnie odwrotnego, zaplątując tym samym ów wymianę zdań. Może było odwrotnie. Może zniewieściali wile wcale na dłuższą metę ją nie kręcili i może właśnie dlatego wolałaby aby takowy okazał się tajny korespondent. Może nie chciała poznawać kogoś, kto na dłuższą metę, właśnie wpasowywałby się w jej upodobania?
- Chodźmy dalej, może się kiedyś zrewanżuję i oprowadzę po cholernej Syberii. O ile Ci nie przeszkadza jebane minus czterdzieści stopni i interesuje Cię główna atrakcja w postaci tony kurewskiego śniegu. - rzekła wskazując głową w stronę jakichś ścieżek, co by gdzieś skręcili. W gruncie rzeczy sprytnie tak porzucając poprzedni temat. Eheh, nie dziwne, że była w zielonym domu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : yarmouth/londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 127
Dodatkowo : ścigający
  Liczba postów : 134
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8560-willis-lowell#241988
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15024-willisowe#399857
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8563-chodz-pomarudzisz#242056
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8562-willis-lowell#242053




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Sob 21 Cze 2014 - 14:52

Dla Willisa to były nudne widoki. Tak dobrze je znał, że z zawiązanymi oczami świetnie by się tutaj odnalazł. Nie raz czy nie dwa wymykał się spod czujnego oka ojca, aby wtopić się w tłum mugoli, aby lepiej poznać niemagiczną część Londynu. Czasem znikał tutaj na całe dnie, więc nie trudno o to, żeby znał dobrze okolicę.
- Kurwa, najbardziej atrakcyjny kawałek Tamizy oglądasz i jeszcze mało - pokręcił głową z udawanym rozczarowaniem, że walorów tak wspaniałego miejsca nie umiała docenić. Chociaż jak sam przyznał przed chwilą nudziło go to miejsce. Londyn go nudził. Hogwart. I Hogsmeade też. Najchętniej już wybyłby na wakacje, żeby móc odreagować. Niedużo już czasu zostało. Nawet odliczać zaczął do końca roku szkolnego. Do upragnionych dni, kiedy będzie całymi dniami mógł się zajmować tym co lubił. I tak większość czasu spędzi w warsztacie ojca, ale to i tak zaliczał do tych rzeczy przyjemnych. Swoją drogą będzie musiał w końcu pokazać staruszkowi, że to on będzie najodpowiedniejszą osobą do tego, aby przekazać mu warsztat. W końcu o tym marzył odkąd tylko zajrzał pierwszy raz pod maskę samochodu. Gdyby się o tym dowiedział to już i w tej chwili rzuciłby szkołę. Nie musiałby jej kończyć. Niepotrzebne by mu to było do niczego. Nic jednak nie wskazywało na to, że to ma nastąpić w tej chwili, więc nadal pilnie się uczył. - Spoko. Postawisz mi przy okazji kilka drinków - nie zapomniał Willis o butelce, która nadal leżała potłuczona w Hogsmeade. Więc przy okazji jak już przejdą przez Dziurawy Kocioł to zaciągnie ją do jakiegoś pubu. Nie ważne, że Zilka to młoda była. Bo skoro sama teleportować się nie mogła to w takich miejscach też bywać nie powinna. Jakoś sobie z tym poradzą albo pójdą w miejsce gdzie nikt nie będzie zwracał na nich uwagi. Zawsze można trochę pokombinować, aby przypadkiem ponownie nie władować się w kanał.
- Nic kurwa nigdy nie jest proste - nie wypytywał o nic więcej. Nie tylko go to nie obchodziło, ale również nie widział sensu w wypytywaniu o takie rzeczy. Gdyby chciała sama opowiedziałaby zapewne smutną historyjkę. Bo skoro być tutaj nie chciała, a nikt nie chciał, aby wróciła to nie zapowiadała się ona na wesoło.
- Zajebiście, że na mnie trafiłaś. Już nie pierdol, że jakiegoś wila byś wolała. Zajęty byłby ciągle śliniącymi się tępymi laskami. Którym kurwa z mózgu robią jebaną papkę - może i wyglądem nie mógł z takimi się równać, ale mogli oni oczarować każdą, więc nie uważał się w jakikolwiek sposób gorszy od tych olśniewających ciał. Starał się wybrać jak najkrótszą drogę i udawało mu się to bezbłędnie. Mogło się czasem wydawać, że jak w jakiś miejscach długo się nie bywa to i zapomina się niektórych ścieżek, ale tak w przypadku Willisa nie było.
- Kurwa, nic tylko chcę tam jechać. Zachęciłaś mnie tak bardzo - nie żeby zaraz tak otwarcie z niej kpił! Po prostu przedstawiła w taki sposób Syberię, że Willis nie mógł pojąć jak ludzie mogą tam mieszkać. Skoro wszędzie jest tylko śnieg i temperatura tak bardzo na minusie - Ale, ale pewnie w chuj wódki pijecie, żeby się ogrzać - zauważył wspaniałomyślnie i jakoś pozytywniej nastawiony był do Syberii. Chociaż przed oczami miał tylko zaspy i wiecznie padający śnieg. Wódka zawsze była kuszącym elementem. Nawet teraz, wygrała z mrozem i śniegiem. Nie szli zbyt długo, przecież Willis obrał najszybszą drogę. Pić mu się chciało, a to zawsze motywowało go bardzo.

/ztx2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Seattle / Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 103
  Liczba postów : 158
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8744-ruby-stone
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8757-rubinowe#247223
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8758-jedno-wielkie-cos-czyli-sowa-ruby#247227
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8759-ruby-stone#247235




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Sro 9 Lip 2014 - 17:28

Wakacje powolnie mijały, właściwie to pozostało parę dni do rozpoczęcia roku szkolnego. Przez całe jebane wakacje zobaczyła Jaspera może z dwa razy i to ukradkiem. Nie wiem, czy byli na tyle zajęci, a może nie tęsknili? Nie mieli ochoty na swoje towarzystwo? Nie no! Co ja opowiadam! Ona tęskniła za nim całym swoim serduszkiem, dlatego raz nawet pomyliła się gdy pisała do Daniela! Przecież to jej mały słodki Jasperek którego kochała i najchętniej spędziłaby z nim całe wakacje. A tak to dupa! Ona była trochę tu, trochę tam. A co on robił, nie miała zielonego pojęcia. Przecież, nawet nie pisali. Może właśnie o to chodziło? Żeby zatęsknili za sobą? Chwila rozłąki dobrze im zrobiła? No nie wiem. Ruby szła do trzeciej klasy i nie miała pojęcia co zrobi. Przecież to ostatni rok, w którym musi zdecydować co będzie robić... A ona tak bardzo nie wiedziała. Nie chciała decydować.. nie chciała stać się dorosłym. Nawet nie miała mieszkania! Jak ona ma decydować o tym gdzie będzie pracować, co będzie robić, jeśli nie była na tyle odpowiedzialna żeby mieć mieszkanie! Powiedzmy, że o tym też chciała z nim porozmawiać. Chciała dowiedzieć się o wszystkim - co robił, czego nie robił, jak spędził wakacje, jak podobały mu się Indię... tak wiele pytań. Tak wiele tematów, ale jednak nie napisali do siebie. Wręcz olali. Owszem już w pierwszym liście napisał, że jego wakacje stały się intensywne. I coś w stylu "Całkowicie pochłania mnie pewna rzecz" i to właśnie zdanie krążyło po głowie Ruby przez cały czas. W każdy dzień i w każdą noc. Przed zaśnięciem, patrzyła w sufit i zastanawiała się czym jest ta "pewna rzecz". Wiedziała, że kiedy go spotka, od razu zapyta się go o co chodziło. Może kogoś poznał? Jakiegoś chłopaka czy coś. Może wręcz przeciwnie? Ach.. Prawdę mówiąc mogło to być cokolwiek.
Ruby przyszła wcześniej. Pospacerowała trochę, aż doszła do miejsca w którym mieli się spotkać. Jeszcze go nie było.. oparła się o jedno z drzew i zaczęła czekać. Czekać na cokolwiek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 328
  Liczba postów : 357
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8779-jasper-h-beckett#247587
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10841-hejt-drama-i-nietykalny#297301
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8782-jasper-h-beckett#247598
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8780-jasper-h-beckett




Administrator






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Sro 9 Lip 2014 - 18:07

Koniec wakacji i powrót do kraju Jasper powitał z nieskrywaną ulgą. Brakowało mu miejscowego klimatu, choć tęsknił za niektórymi chwilami w Indiach. Było minęło, jednak uczucie pozostało i miał nadzieję, że relacja między nimi nie ulegnie zmianie, a będzie się rozwijać.
Co do Rubi, z którą umówił się w mugolskiej części Londynu, mógł powiedzieć, że brakowało mu ich wspólnego siedzenia, palenia papierosów i tego specyficznego tonu rozmowy. Tak lekkiego, jakby wyśmiewanie się z innych, zwłaszcza mugoli, było czymś naturalnym. Na samą myśl o jednym z takich wspomnień, uśmiechał się. No, ale nie widzieli się przez całe wakacje, więc dziewczyna z pewnością będzie chciała wiedzieć, co mu się przytrafiło. Tego nie uniknie, tak samo jak pytań na zajęciach.
Swoje przygotowania do spotkania rozpoczął już w południe. Chciał wyglądać naprawdę reprezentacyjnie, choć tak naprawdę ponad godzinę spędził na ułożeniu włosów, a kilka niesfornych kosmyków wciąż opadało mu na czoło, tym samym zakrywając lewe oko, sięgając do kącika warg. W przypływie chwili potraktował je zaklęciem Colovaria, zmieniając barwę na zieloną. Oczywiście przebywanie w mugolskim świecie wiązało się z dodatkowym utrwaleniem zaklęcia. Nad resztą niewiele myślał. Ciemne, obcisłe jeansy z mnóstwem łańcuszków, które jego kot Harley uwielbiał łapać i szara koszulka, na którą narzucił bezrękawnik w kolorze spodni. I niezastąpione glany, nieśmiertelnik, kilkanaście bransoletek na obu nadgarstkach. Był gotów do drogi razem ze swoją poręczną torbą i różdżką, kiedy usłyszał miauczenie zwierzaka. Wziął Harleya pod pachę, przypiął skórzaną smycz do czarnej obroży i przewiązawszy ją na przedramieniu, teleportował się w jakieś bezpieczne miejsce, bliskie ich miejsca spotkania.
Wolnym krokiem szedł nad brzegiem Tamizy. Dokładnie tam, gdzie jeszcze rosły jakieś drzewa. W ustach trzymał Błękitnego Gryfa, spokojnie wydmuchując dym bez użycia rąk. Obok niego dostojnym krokiem kroczył Harley, całkowicie nie zwracając uwagi na otoczenie. Przyda mu się drobna wycieczka do świata mugoli. Musiał go przyzwyczajać, jeśli chciał zabrać kota do Hogwartu. W końcu obiecał przedstawić zwierzaka Blake'owi.
Wygiął usta w uśmiechu, dostrzegając Ślizgonkę pod drzewem. Z początku dziwnie było mu rozmawiać z kimkolwiek z Domu Slytherina, ale i do tego nawykł. Tak jak do dotyku jednej, szczególnej osoby. Wiedział, że dostrzeże go z daleka. Pośród całej masy ludzi łatwo było wychwycić czarodzieja, nawet jeśli miał na sobie najbardziej mugolskie ubrania na świecie. Pomachał jej i dotarłszy do Ruby, musnął wargami policzek, czego wcześniej nie robił. Po prostu miał naprawdę dobry humor i nie zamierzał tego tracić.
- Hej. Jak wakacje? - zdał tak oczywiste pytanie, iż skarcił się za nie we własnych myślach. - To znaczy, co robiłaś w Indiach i... w ogóle?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Seattle / Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 103
  Liczba postów : 158
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8744-ruby-stone
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8757-rubinowe#247223
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8758-jedno-wielkie-cos-czyli-sowa-ruby#247227
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8759-ruby-stone#247235




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Sro 9 Lip 2014 - 20:56

Phi, to ona całe popołudnie spędziła nad książkami. Wolała mieć wszystko ogarnięte na nowy rok, żeby jakiś nauczyciel nie wyskoczył jej z pytaniem na które nie będzie znała odpowiedzi. Tak właśnie przebiegała nauka u równie dokładnej jak idealnej uczennicy Panienki Stone. A tak całkiem serio, ona przeczyta pierwsze tematy, porobi notatki w brudnopisach i studiuje. Literka w literkę. Takim sposobem na pierwszych lekcjach jest przygotowana i zarabia dobre oceny, które krok po kroku zniżają się do Nędznych. Tak, ona dobrze wie że mogłaby tak robić cały rok, uczuć się itd, ale to nie za bardzo idzie jej na rękę. I tak dobrze wyrabia się na trójach! W tym roku miała świetne oceny! Same tróje jedną czwórkę i może z dwie dwóje. Jak na nią i na to, że prawie cały rok się nie uczy i ledwie ledwie słucha na lekcjach - Idealnie!
A co do tego, w co się ubrała jak wyglądała jej fryzura to chyba mało ważne. Chociaż ubrała się jak zawsze, glany, ciemna koszulka z zespołem Zapytaj Merlina, jasne jeansowe spodenki - podarte i postrzępione, żeby być bardziej cool. A tak całkiem serio, to nie stara się być "cool" bo jakoś ją to nie interesuje. I jakieś dodatki typu pończochy pieszczochy itd. Tak żeby to jakoś wyglądało. A jak! Trzeba być dobrze ubranym, a nie jak Kindermetal za przeproszeniem. Owszem, każdy miał swoje początki każdy powoli zaczynał odkrywać swój strój. Ruby też nie zawsze była idealnie ubrana, często zmienia swój styl. Często bywa tak, że raz ma na sobie sukienkę, a później ubrana jest tak jak dzisiaj.
Już miała odejść kiedy zobaczyła Jaspera. Boże zobaczyła go! Wreszcie, od tak dawna! Kiedy podszedł do niej i pocałował ją w policzek to za mało.
-Jasper... - Dziewczyna przytuliła go tak, że po chwili już owinęła nogi wokół jego bioder. Cieszyła się tak bardzo, że najchętniej nie puszczałaby go wcale. Nigdy. Przenigdy. -Stary... tak za tobą tęskniłam. Tak wiem że wolałbyś żeby był to facet, ale kocham Cię i nie puszczę za cholerę. -Wyszeptała mu do ucha. Uśmiechnęła się i nawet jakaś łezka poleciała jej z oczu. Postali tak chwile, aż Ruby z niego dobrowolnie zeszła, co nie oznacza że przestała go przytulać.
-Cicho. Było tak chujowo że nie chce o tym mówić. -Powiedziała prawie płacząc. Jej głos się załamał, a serce biło tak szybko i mocno, że aż sama się nie poznawała. -Nic nie robiłam, martwiłam się o ciebie. Zastanawiałam się co robisz i czemu nie piszesz. Kotku czemu nie pisałeś? -Wzięła głęboki wdech i wydech.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 328
  Liczba postów : 357
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8779-jasper-h-beckett#247587
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10841-hejt-drama-i-nietykalny#297301
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8782-jasper-h-beckett#247598
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8780-jasper-h-beckett




Administrator






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Czw 10 Lip 2014 - 11:35

Dość śmiałe zachowanie Ruby odrobinę go zaskoczyło. Przez wakacje nauczył się trochę o dotykaniu innych, tylko tego nie mógł użyć na niej, gdyż było zarezerwowane dla kogoś innego. Niemniej jednak spiął odrobinę, czując inny rodzaj uścisku, niż ten, do którego się przyzwyczaił, ale był w stanie objąć ją i jeszcze spojrzeć na Harleya. Kto wie, jak kocur mógł zareagować, gdy zawsze miał swojego pana na wyłączność. Ku zaskoczeniu Jaspera, usiadł w ten swój dystyngowany sposób i patrzył. Po prostu patrzył.
- Ciebie też miło widzieć... Ruby, dusisz mnie - wysapał, próbując się zaśmiać. Z oczywistych względów mu to nie wyszło i na dodatek papieros wyleciał mu z ust. Stojąc w objęciach dziewczyny, zdusił go nogą, całkowicie ignorując mugolski świat.
- Dobra, rozumiem - odparł, gdy już mógł oddychać i dowiedział się co nieco o wakacjach Stone. - Masz uścisk. Jak prawdziwy wąż - sięgnął do torby, wyciągając pogniecioną paczkę z Błękitnymi Gryfami. - Chcesz? Tylko jeśli masz ogień, bo odpalanie ich różdżką...[/b] - Sam wcisnął sobie między wargi jedną fajkę i, gdy Ruby była tak miła, by mu ją odpalić tym mugolskim wynalazkiem, jaki posiadała, mógł mówić dalej.
- Moje wakacje były... intensywne. Poznałem kogoś - urwał, zerkając na Ślizgonkę - i nie, nie spaliśmy ze sobą. On jest nieco staroświecki w tych sprawach. Harley, uspokój się - rzucił lodowatym tonem w stronę miauczącego kota. Palenie papierosa i trzymanie zwierzaka na rękach jednocześnie nie było czymś, co robił codziennie. Mimo to, musiał wziąć go w swoje ramiona.
- Przywitaj się, Harley - kot miauknął i wystawił lewą łapkę, po czym potarł nią pyszczek. - W tym roku chcę zabrać go do szkoły. Przejdziemy się? - Wskazał Ruby kierunek i trzymając ją pod ramię, pozwolił Harley'owi zejść na ziemię, by mógł podążać obok nich, poprowadził ją jakimś mniej znanym mu deptakiem nad rzeką.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Seattle / Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 103
  Liczba postów : 158
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8744-ruby-stone
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8757-rubinowe#247223
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8758-jedno-wielkie-cos-czyli-sowa-ruby#247227
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8759-ruby-stone#247235




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Czw 24 Lip 2014 - 14:10

To dobrze że nauczył się dotyku. Ruby bardzo denerwowało jak nie mogła go dotknąć, bo ten albo się wzdrygał albo mówił / krzyczał żeby go zostawiła. Ona wtedy rzucała fochem i było niemiło. Coś takiego jak foch było bardzo rzadkim zjawiskiem u Stone, dlatego ktoś musiał na serio ją wkurwić żeby tak się stało. A że ona kocha się przytulać, bardzo denerwuje ją kiedy ktoś mówi jej "Stop - nie lubię!". To jest w r e d n e ! Kiedy była małą dziewczynką kochała się przytulać, uwielbiała jak ktoś miział ją po ręce i nadal to lubi, więc jak taki Jasper wyskakiwał z tym swoim "nie" - dział się chaos.
No dobra! Puściła go. Co jej tam. Przed sobą mieli cały dzień, więc jeszcze nie raz go przytuli. Przykro mi, nie wymiga się. Spojrzała na niego i uśmiechnęła się promiennie.
-Wybacz. -Zachichotała. Tak to było takie mądre! Od razu pomyślała, że zachowuje się jak debilka i przestała.
-Proszę cię! To ty jesteś taki miękki! -Zaśmiała się z niego. Walnęła go lekko w ramie, potrząsając nią i dmuchając, jakby się z niej dymiło. Bo ona jest taka mocna! Kiedy zobaczyła paczkę Błękitnych Gryfów wzięła z niej jednego papierosa i wyciągnęła z kieszeni swoją mugolską zapalniczkę firmy Zippo, na której był wzorek Jack'a Daniels'a. Zawsze nosiła ją przy sobie, bo może przydarzyć się sytuacja jak ta i bez zapaliczki za dużo by nie zdziałali.
-POZNAŁEŚ KOGOŚ?! -Wykrzyczała, a bardziej wypiszczała. Boże jak ona się cieszyła! Od dawna chciała poznać kogoś z Jasperkiem, bo cholera ją brała jak widziała kiedy chłopak taki niewrażliwy i bezpłciowy chodził. Miała nadzieje że druga połówka go trochę zmiękczy i na boga! STAŁO SIĘ! Spojrzała również na kota. Uniosła jedną brew do góry. Nie patrząc na Jaspera dodała:
-Urokliwy. -Tylko to słowo przychodziło jej na myśl, kiedy patrzyła na kocurka. -To fajnie że masz kota, ale opowiadaj wszystko! W s z y s t k o! Jasne? Ile ma lat, imię i nazwisko, jaki dom w Hogwarcie i inne DLA MNIE ważne rzeczy! No hop hop! Szybciutko! -Kiedy ruszyli Ruby szła tyłem, bo chciała cały czas widzieć minę chłopka. Wiedziała że takie dopytywanie może go wkurzy, ale nie obchodziło ją to! Musiała widzieć! To była największa nowina, jaka przydarzyła jej się od paru miesięcy!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 328
  Liczba postów : 357
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8779-jasper-h-beckett#247587
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10841-hejt-drama-i-nietykalny#297301
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8782-jasper-h-beckett#247598
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8780-jasper-h-beckett




Administrator






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Czw 24 Lip 2014 - 18:38

Podążając w towarzystwie Ruby i Harleya wdzięcznie trzymającego się blisko swojego pana, Jasper mógł powiedzieć, że był zrelaksowany. Co do tego nie miał wątpliwości. Towarzystwo Ślizgonki mu służyło zwłaszcza, że nie widział jej przez cały wyjazd do Indii.
- Nie musisz obwieszczać całemu światu, że biedny Jasper kogoś poznał - odparł z przekąsem, zaciągnąwszy się papierosem. Wydmuchnął dym do góry i z uśmiechem kontynuował wiedząc, że Stone nie odpuści mu nawet rozmiaru buta albo, o zgrozo, czegoś innego.
- Blake Mayfair, Ravenclaw - posłał dziewczynie szerszy uśmiech. - Tylko rok młodszy od ciebie i jak mówiłem, odrobinę staroświecki. I, miejmy nadzieję, całkowicie mój - nastrój Krukona odrobinę przygasł, kiedy przypomniał sobie coś o wyłączności. Nie chciał tego ciągle rozpamiętywać, ale tak to już z nim było. Westchnął cicho, wyginając wargi w nieco przymuszonym zadowoleniu.
- W sumie to raz mi przyłożył i przez tydzień miałem siniaka na policzku, bo byłem straszną niezdarą. Poszło nam o moje niekoniecznie miłe podejście do... niektórych spraw. Wiesz, jak to jest. - Pospieszył z wyjaśnieniami, delektując się smakiem dymu Błękitnego Gryfa. - No i mam zakaz palenia, jeśli wiesz, co mam na myśli. - Mrugnął do Ruby z wyraźnie szelmowskim uśmiechem. Trochę dziwił się jej sposobie poruszania i w każdej chwili był gotów zareagować, gdyby miała się na kogoś lub coś nadziać. Bezpieczeństwo przede wszystkim, zwłaszcza w świecie mugoli.
- To chyba wszystko z tych ważnych spraw. Pytaj póki masz okazję. - Mógł pozwolić sobie na trochę szczerości względem dziewczyny. W końcu to nie koniec świata, podzielić się z własnymi problemami, kiedy już Blake stał się dla niego ważny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Seattle / Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 103
  Liczba postów : 158
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8744-ruby-stone
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8757-rubinowe#247223
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8758-jedno-wielkie-cos-czyli-sowa-ruby#247227
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8759-ruby-stone#247235




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Czw 24 Lip 2014 - 20:41

-Muszę! -Wręcz wysyczała. Już śmiało mogła się spodziewać porównania do węża. To czasami nie było miłe! Ale taki był Jasperek.
Jak na razie słuchała go uważnie, co jakiś czas wzdychając, albo potakując. Rok młodszy od niej. Czyli był dwa lata starszy od Jasperka. Tego się nie spodziewała. Sądziła że będzie w jego wieku, ale miłość to miłość. Ona też miała nadzieje że jest całkowicie jego, więc uśmiechnęła się promiennie na tą wzmiankę i zrobiła mały obrót. I "czegoś innego" również nie odpuści. Jeśli dowie się, że ze sobą spali - hu hu hu! Strach się bać! Będzie dręczyć go cały czas, zasypywać pytaniami itd. Jeśli jej powie, że odbyli jakikolwiek stosunek, jakąkolwiek intymność... i wtedy zatrzymała go i spojrzała mu prosto w oczy.
-Kluczowe pytanie, całowaliście się już? -Zapytała, jakby znikąd. Wiedziała, że może być to nie uprzejme i chamskie, w końcu to nie jej sprawa i nie oczekiwała od przyjaciela odpowiedzi, ale pragnęła ją usłyszeć. I to potwierdzającą.
A kiedy usłyszała że mu przyłożył, cofnęła się o krok. Zrobiła wielkie oczy, a na ustach pojawiło się jej "o". Kiedy się otrząsnęła, wiedziała dwie rzeczy. Kiedy go spotka również mu przywali, a drugą było to co właśnie powiedziała:
-Czyś ty człowieku oszalał? Gdzie miałeś tego siniaka? Specjalnie ci przywalił? Zabije sukinsyna! -Przytuliła go delikatnie, jakby był zrobiony z porcelany. Jako że był trochę niższy, przyłożyła sobie jego główkę do ramienia. Zaczęła go poklepywać jak małe dziecko podczas czkawki. Nie ona nie wiedziała jak to jest. Zostać tak mocno uderzonym za to, że coś się powiedziało! Laski się biją, czasami o sprawy błahe i bezsensowne, ale nie aż tak mocno! Prawda, wyrwała kiedyś jednej suce połowę włosów za to, że pizda powiedziała coś na temat jej ubioru i zachowania na lekcjach... ta to było błahe.. ale Ruby to Ruby! Może poszło o Mugoli? Stone wiedziała jaki miał do nich stosunek.
-O co poszło? Mów natychmiast! -Teraz to się o niego bała, a nie cieszyła! Chłopak jest od niego starszy, więc nie wiadomo czy czegoś mu nie zrobi następnym razem! Oh, ona już się postara żeby na samym początku roku szkolnego miał przejebane. Oj tak!
PS. Jakby za nią szedł jakiś przystojny mugol to niech ją przestawi tak żeby na niego wpadła, no cóż! Jej też przyda się trochę uczuć w marnym życiu miłosnym!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 328
  Liczba postów : 357
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8779-jasper-h-beckett#247587
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10841-hejt-drama-i-nietykalny#297301
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8782-jasper-h-beckett#247598
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8780-jasper-h-beckett




Administrator






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Czw 24 Lip 2014 - 21:03

- Raz Ślizgon, na zawsze Ślizgon - zaśmiał się, słysząc jej syczenie. Doprawdy, mogła to sobie darować. Na sam dźwięk tego wężowego głosu przeszedł go lekki dreszcz i to nie ze strachu przed wężami, ale przed Ruby. Ta dziewczyna była zdecydowanie nieobliczalna. Naprawdę! Jeśli zacznie wypytywać go o najbardziej intymne szczegóły, nie będzie się wahał i pośle na nią swojego kota. Fakt faktem, Harley co najwyżej obszedłby ją, zasyczał, może zadrapał. Jego kocur był dobrze wychowany.
- Tak - odpowiedział nieco zawstydzony. Może i się całkiem nieźle dogadywali. Ba, byli przyjaciółmi! Ale ciężko przychodziło mu zwierzanie się.
Poluzował smycz kota, kiedy objęła go jak porcelanową lalkę. Czy on tak wyglądał? To prawda, że nosił się tak a nie inaczej, ale to nie oznaczało, że był delikatny. Zawsze starał się pokazywać swoją siłę, by nie zostać zdeptanym. Nie potrzebował litości i choć Ruby jej nie okazywała, to przez chwilę czuł gulę w gardle. Nie wiedział, co miał jej odpowiedzieć. Zbyt dobrze ją znał, a nie chciał narażać Blake'a na starcie z nią. Wygarnęłaby mu tak, że przez cały następny semestr omijałby ją i Jaspera szerokim łukiem. W każdym razie, coś musiał powiedzieć. Przecież nie pozwoli jej na jakiś skandal. W tym duecie to on miał na imię Moralność.
- Spokojnie - mruknął, odsuwając ją od siebie. Przez kilka sekund patrzył przez jej ramię, widząc kilku mugoli idących w ich stronę. Ostrożnie ją pociągnął na bok, by żaden nie usłyszał tego, co miał jej do powiedzenia. Bądź co bądź, była to sprawa osobista.
- Całowaliśmy się i w pewnym momencie ogarnął mnie taki strach - objął się ramionami, jakby było mu zimno mimo ciepłego dnia. - Myślałem, że chciał mnie wykorzystać, ale on przestał. - Westchnął, przesuwając prawą stopę nieco do tyłu. W to samo udo klepnął dwa razy, przywołując kota. - Powiedziałem parę przykrych rzeczy, ale żaden z nas nie wiedział, że nie potrafię spiąć mięśni i tak jakoś głowa mi poleciała prosto na te marmury. - Mocniej zaciągnął się papierosem, dotykając kości policzkowej, po czym wydmuchnął dym w stronę Ruby. - To naprawdę nic takiego. Wyjaśniliśmy sobie wszystko. Nie musisz go bić, chociaż to naprawdę miłe z twojej strony, że wypatroszyłabyś go w imię naszej przyjaźni. I naprawdę to doceniam, ale powinnaś znaleźć sobie jakiegoś chłopaka... albo dziewczynę. - Uśmiechnął się, dopalając Gryfa. Całe szczęście mugole ustawiali mnóstwo tych pojemników, więc pozbył się niedopałka bez zbędnych problemów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Wielka Brytania
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 19
  Liczba postów : 19
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9181-corey-stevens#257137
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9182-czlowiek-skandal-zaprasza#257194
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9183-corey-stevens
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9185-corey-stevens#257197




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Nie 3 Sie 2014 - 0:23

Szaleńcza cisza, przerywana jedynie nieistotnymi szmerami  mimowolnie doprowadzała Corey'a do wewnętrznych katuszy, bo im dłużej ona panowała, tym trudniej było ją przerwać. Wciąż nie wiedział co ma ze sobą zrobić, miał pustkę w głowie, a przed jego oczyma tkwiło szklane odbicie pewnego ostatniego zdarzenia. Obudzenie się z transu trwało kilka sekund. Szafirowe wpół przymknięte oczy zidentyfikowały tańczące drobinki kurzu, które z przeklętą premedytacją drażniły go. W końcu podniósł się ze swojej zdezelowanej kanapy, machinalnie odwracając spojrzenie w stronę zakurzonego okna, do połowy przysłoniętego starawą zasłoną. Nie mógł bez końca siedzieć bezczynnie, tak więc postanowił nałożyć szybko swoją ulubioną kurtkę z kapturem i jak petarda wylecieć z domu. Kiedy już to nastało, szedł przed siebie, zostawiając resztę roboty swoim nogom. Szczerze mówiąc nie był dzisiaj w najlepszym humorze - możliwe, że po jego minie nie było tego widać, ale poczuł chęć wyżycia się na kimś... Ale zaraz, zaraz, co chłopak robił w świecie mugoli?! O ironio, albo właśnie przechodził przez jakiś stan depresyjny albo po prostu dalej trzymał go nieziemski kac, który był jedną z konsekwencji wczorajszej nocy. Rzecz jasna nie byłby sobą, gdyby przy okazji nie oczarował jakiejś kobiety, ale to pomińmy. Był tylko zwyczajnym przedstawicielem płci brzydkiej, świadomie zdolnym do łamania kruchych serc niewieścich i powodowania powstających potoków rzewnie wylewanych łez.
Ale wracając. Młody Stevens i tak miał szczęście, że jakimś cudem nie trafił na zbyt wiele mugoli - tak czy inaczej, patrzył ciągle na swoje stopy, więc było to bez znaczenia. Zaprowadziły go prosto nad Tamizę, gdzie usiadł na trawie i zaczął uparcie grzebać po kieszeniach, niewątpliwie szukając czegoś ważnego. Jeszcze chwila... Jeszcze chwila... I w końcu ni stąd ni zowąd po prostu odpalił papierosa ( czego nikt nie miał prawa nawet zauważyć, gdyż zrobił to umiejętnie szybko za pomocą różdżki ), zaraz delektując się jego smakiem i patrząc w dal.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   

Powrót do góry Go down
 

Nad Tamizą.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 9 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 8, 9, 10, 11  Next

 Similar topics

-
» Nad Tamizą.
» Most nad Tamizą

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
Mugolskie miejsca
 :: 
Tamiza
-