IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Nad Tamizą.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... , 9, 10, 11  Next
AutorWiadomość




Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Galeony : 567
  Liczba postów : 614




Gracz






PisanieTemat: Nad Tamizą.   Sob Sie 14 2010, 17:35

First topic message reminder :


Nad Tamizą

Tamiza ma 346 kilometrów długości i jest jedną z najdłuższych rzek Wysp Brytyjskich. Uchodzi do Morza Północnego tworząc estuarium, które rozpoczyna się już w Londynie, kilkadziesiąt kilometrów od morza. Nad jej brzegiem znajduje się pełno malutkich kawiarenek, restauracji i sklepów z pamiątkami i nawet deszczowa pogoda nie jest w stanie zniechęcić turystów do spacerowania nadbrzeżem.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2739
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Nie Sie 03 2014, 01:16

Siedziała okryta cieniem drzewa, wypatrując odblasków na wodzie. Ciemne włosy okalały jej twarz, idealnie wpisując się w tło bezgwiezdnej nocy nad głowami Londyjczyków. Ziąb panujący na dworze nie mógł ochłodzić jej temperamentu, za to idealnie odzwierciedlał jej stan ducha, względem mijających ją w oddali ludzi. Nie spodziewałaby się żadnego towarzystwa akurat tutaj. Szczególnie  tutaj. Bo spędziła kilka godzin na znalezieniu odpowiednio odosobnionego, klimatycznego zakątka z widokiem na wodę. Ba, przedzierała się przez niezliczoną ilość krzaków, żeby móc siąść na brzegu na niskiej trawie, wspierając się o konar, układający się idealnie w łuk jej pleców. Poprawiła właśnie to ułożenie, przecierając lekko ramiona, czując jak pierwsze krople londyńskiego deszczu skapują jej na odsłoniętą część skóry. Uśmiechnęła się kwaśno, unosząc głowę do góry, patrząc na prześwity w koronie drzewa.
Zajebiście — mruknęła do siebie niezadowolona, już w chwilę potem czując coraz większą wilgoć na ubraniach i we włosach, spowodowaną kroplami deszczu, którym udało przedrzeć się przez gęste liście. Jednak nie to doszczętnie zrujnowało jej nastrój. Usłyszała nagły szelest, a potem dostrzegła czyjąś sylwetkę, która śmignęła jej przed nosem. Widocznie chłopak jej nie zauważył. Bardzo nie zauważył. Bo mogła być mugolem, na jego szczęście nie była, więc widok papierosa podpalanego końcem kijka wcale jej nie zdziwił. Zmarszczyła brwi, walcząc z pierwszym w odruchu cisnącym jej się na usta, prymitywnym; „Spierdalaj”.
Zgaś to — mimo wszystko nie obyło się bez zarządzenia. Wyprostowała się lekko, pochylając się nad kolanem, opierając się na nim dłonią. Jej chłodne, niebieskie tęczówki świdrowały go spojrzeniem bez cienia zrozumienia dla gościa, który śmiał podbierać jej miejscówkę. — Chyba, ze chcesz żebym Ci to wsadziła w…  — urwała, uważnie lustrując jego twarz, rozpoznając w nim Ślizgona z trzeciego roku w Hogwarcie. Mimowolnie zacisnęła usta w zażenowaniu.
… Ślizgoński ryj — zakończyła bez zrozumienia dla ostatnio szerzonej powszechnie ŚLIZGOŃSKIEJ WRAŻLIWOŚCI. Bo miała wrażenie, że przedstawiciele Domu Salazara robią się ostatnio bardzo delikatni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Wielka Brytania
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 19
  Liczba postów : 19
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9181-corey-stevens#257137
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9182-czlowiek-skandal-zaprasza#257194
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9183-corey-stevens
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9185-corey-stevens#257197




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Nie Sie 03 2014, 14:17

Długotrwała harmonia w jego życiu została mimowolnie zaburzona wraz z tamtym dniem. Z transu obudziła go krukonka, która powitała go w niezbyt miły sposób. W zasadzie... On zrobiłby to samo, szczególnie, że dzisiejszy dzień nie napawał go nieograniczonymi pokładami szczęścia. Trudno było przewidzieć zachowanie Corey'a, pomimo częściowej, choć wciąż niewątpliwie nikłej znajomości jego skomplikowanego usposobienia. Spojrzawszy na nią nieco niemrawym wzrokiem kobaltowych tęczówek, wygiął herbaciane usta w żałośliwie nikły półuśmiech i, aby się uspokoić, począł lekko poprawiać biały kaptur od wygniecionej bluzy. W pewnym momencie nawet jego policzki nieco jakby się nadmuchały, bo próbował tamować w sobie całe to rozbawienie sytuacją i nic nie mógł poradzić na to, że robienie na złość dziewczynie dawało mu niesamowitą satysfakcję.
- She, skarbie, nie tak ostro - mruknął pod nosem, po raz kolejny zaciągając się papierosem i wydmuchując dym w jej stronę. Tym gestem albo chciał wywołać poważną sprzeczkę albo... Mhm, dmuchanie dymem w twarz drugiej osoby mogło znaczyć coś zupełnie przeciwnego. Kto wie co tak naprawdę miał wtedy w głowie. Cóż, Panna Shenae była zjawiskowo piękna, ale co mógł poradzić na to, że irytowała go jak mało kto. Oczywiście nie byłby sobą, gdyby nie dodał pieszczotliwego określenia "skarbie", całkiem świadomie, zdając sobie sprawę, że być może zaraz dostanie za to tak zwanego lepca w twarz. On sam zwykł wybierać bardziej skomplikowane rozwiązania, mógł najzwyczajniej w świecie pójść na tak zwaną łatwiznę i potraktować to tylko jako malutki szkopuł, drobne wykroczenie spowodowane dość nieoczekiwanym atakiem buzujących hormonów, chwilowego zamroczenia i niezliczoną ilością innych, składających się na to czynników.
- Widzę, że buźkę masz dalej niewyparzoną - odwrócił wzrok w zupełnie przeciwnym kierunku, z bezczelnym uśmieszkiem - jeszcze Ciebie tu brakowało, do cholery. Lepiej zniknij mi z oczu zanim dojdzie do rękoczynów, ślicznotko - dodał na koniec, kładąc się plecami na trawie i czując jak krople deszczu delikatnie muskają jego skórę. W tym samym momencie przygasł również jego papieros z charakterystycznym syknięciem, a mimo to dalej "siedział" między jego środkowym i wskazującym palcem. Wyglądało to co najmniej tak jakby ślizgon nie miał najmniejszego zamiaru się z nim rozstawać. Zadziwiające zjawisko, ot co.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2739
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Nie Sie 03 2014, 19:16

Uśmiechnęła się bardzo niewyraźnie w nieco wymuszony, słodki sposób, który tak perfidnie nabierał w jej przypadku ironicznego charakteru. Jeśli jeszcze moment temu  mogła mrozić wzrokiem atmosferę w powietrzu, tak teraz rzucała ogniem z oczu. Znaczy, to było potencjalnie magicznie możliwe, ale z uwagi na bieg ostatnich wydarzeń, musiała pozostawić to tylko w sferze wyobraźni. Przewróciła oczami na jego pieszczotliwe zwroty, jeden jeszcze bardziej wkurzający od drugiego i wstała z miejsca. Fakt, że w ogóle udało mu się ją do tego zmusić, był wyjątkowo upierdliwy.
D’Angelo — poprawiła go jak zawsze instynktownie — Czy wy faceci, macie jakiś problem z pamięcią? — nie cofnęła się nawet o krok, kiedy dmuchnął jej dymem w twarz. Splotła ręce na piersi, wpatrując się w jego twarz z tą samą zaciętością. Przymrużyła tylko mimowolnie oczy, bo dym gryzł ją w spojówki. W końcu odwróciła wzrok od jego oczu, przenosząc go na jego dłoń, w której dzierżył papierosa. Dłoń automatycznie zacisnęła jej się na różdżce, nie wiadomo kiedy, instynktownie, wyciągniętej z rękawa cienkiej bawełnianej koszulki. Nawet jeśli było jej teraz zimno, nie wyglądała jakby mogło być. Jej zawsze bladej, porcelanowa twarzy nie zakłócał żaden rumieniec, wywołany chłodem, czy innymi buzującymi w niej emocjami. Co tylko dopełniało jej chłodną, niewzruszoną pozę. Rozgrzewała ją tylko myśl o tym, co mogłaby zrobić z tą glizdą (bo cierpiała na syndrom wyzywania ślizgonów od najgorszych, kiedy miała podły humor) gdyby nie to, że znajdowali się poza zamkiem, a one zesłała już na siebie dość problemów. Właśnie to powstrzymało ją od dalszych czynności. Zacisnęła mocniej palce na drewienku i zaraz potem rozluźniła dłoń.
Nie wyraziłam się chyba dość jasno — mruknęła podchodząc bliżej, kiedy ułożył się na trawie. Pochyliła się nad nim, opierając ręce na udach. Włosy opadły jej z ramion, a jej sylwetka dała nad nim cień, okalając nim całą jego twarz i część torsu, bo kaskada z włosów stanowiła niezłą zasłonę przed i tak schowanym za gęstymi, wieczornymi chmurami światłem. — Spieprzaj, Stevens — sprecyzowała swoją wcześniejszą sugestię, nie bawiąc się w zbędne ozdobniki w wypowiedzi, co znaczyło tylko tyle, że dzisiejszego dnia była naprawdę wściekła. Jak zresztą zawsze przez ostatnie miesiące. Nie miała wyrzutów z powodu swojej ordynarności tym bardziej, im bardziej jego słowa działały jej na nerwy.
Och, proszę Cię, Stevens… — niewyparzona buźka? Może być — … to był szczyt Twoich możliwości? Ale żeś mi pojechał. Czuję już spływającą po mnie falę wstydu… czy coś. Za to Twoja morda jest tak samo paskudna jak zawsze — zagrała tą samą, prymitywną kartą, co zresztą było okrutnym kłamstwem, bo przecież twarz miał całkiem niczego sobie, ale to było jasne, że nie w gestii D’Angelo było się tym dzielić. — I język lata tak samo niepowściągnięty, jak zwykle. Zastanawiałeś się czasem czy go tak po ludzku… nie odciąć? Robiąc tym przysługę światu? — przeniosła wzrok na papierosa w jego ręku, już po zgaśnięciu i zmarszczyła brwi, wcale nie zamierzając tak łatwo odstąpić od swojego stanowiska. Jeśli Corey zamierzał jej się naprzykrzać swoją osobą, postanowiła długo nie pozostawać mu dłużna.
Co go tak pieścisz? — wskazała podbródkiem na niedopałek — Zgaduję, że tylko on chce się poddać takim zabiegom? Och. Ty, zdobywco! – rzuciła ostentacyjnie z wyraźną, aż nazbyt akcentowaną kpiną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Wielka Brytania
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 19
  Liczba postów : 19
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9181-corey-stevens#257137
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9182-czlowiek-skandal-zaprasza#257194
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9183-corey-stevens
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9185-corey-stevens#257197




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Pią Sie 08 2014, 21:12

Nie patrzył prosto w jej oczy - zdecydowanie wolał skupić się na czymkolwiek innym. Nie to, że bał się wręcz mrożącego spojrzenia kobiety, ale tego dnia wyjątkowo nie miał ochoty na nikogo patrzeć. Do cholery, co on takiego zrobił, że D'Angelo chętnie wskoczyłaby mu do gardła? Nie mniej jednak Stevens tracąc z wolna, ku swej konsternacji, kontrolę nad tą niewygodną sytuacją, uśmiechnął się impertynencko. Wziął parę głębszych wdechów i wydechów, z powrotem usiadł na trawie i zaczął lekko mierzwić swoje starannie ułożone włosy.
- Z jakiego to powodu miałbym dokładnie pamiętać imię i nazwisko osoby, która wygląda i zachowuje się tak jak Ty? - zapytał drwiąco z widniejącym niezadowoleniem na twarzy. Był doskonale świadom swoich z czasem ujawniających się i męczących wad - zdawał sobie sprawę z nieistnienia person idealnych, bo ta z kolei była tylko absurdalnym wymysłem dotkniętych chorobą ludzi, cierpiących na wiecznie doskwierające znużenie oraz brak konkretnego zajmującego cenny czas zajęcia. Jednakowoż wyganianie Stevensa w tak niemiły sposób było przesadnie infantylnym zachowaniem. W końcu siedział w miejscu publicznym, a nie na prywatnej plaży należącej do krukonki.
- A niby czemu miałbym to zrobić, księżniczko? - po raz pierwszy popatrzył prosto w jej oczy i to tylko po to, aby zobaczyć w nich chociaż nutkę zakłopotania. Nienawidził jakichkolwiek rozkazów, szczególnie takich, które wychodziły z ust kobiety. Prawdę mówiąc Corey domyślał się, że brunetka w środku była potulna jak baranek. Wymuszała na sobie złość tylko dlatego, że był ślizgonem. Słysząc wzmiankę na temat niewyparzonego języka i propozycji pozbycia się go, parsknął homerycznym, niesamowicie bezczelnym śmiechem, dalej przyglądając się jej i obserwując każdą następną reakcje. Lubił nawet okazjonalnie zgrywać skończonego idiotę, jak przystało na przedstawiciela płci męskiej, bo w gruncie rzeczy to całkiem przyjemna zabawa, która pozwalała mu odciąć się od nieco uciążliwego wizerunku intelektualisty, patrzącego na świat z odpowiednią dawką dystansu i racjonalizmu.
- Och, nie. Odcinając go, coś czuję, że wiele kobiet załamałoby się z tego powodu - odparł bez zawahania, podciągając delikatnie lewy kącik swoich ust ku górze. Można przyznać, że zdecydowanie grzeszył pewnością siebie, co na swój sposób było niesamowitym plusem. Nie czuł się potwornie niekomfortowo w takich oto sytuacjach - zawsze w zanadrzu miał parę asów w swoim rękawie.
- Mhm, już ja dobrze wiem, że zazdrościsz temu niedopałkowi - mruknął, wywalając resztkę papierosa przed siebie. Jeszcze tego brakowało, żeby krukonka kazala mu go podnieść i wyrzucić do śmietnika. Gdyby tak powiedziała, zapewne wrzuciłby ją do Tamizy, nie licząc się z późniejszymi konsekwencjami swoich poczynań. Nagle chłopak ściągnął z siebie ulubioną bluzę, zostając w samej koszulce, która była na tyle mokra, że przyklejała się do jego skóry. Deszcz zaczął padać coraz mocniej, ale Stevensowi jakoś nie bardzo przeszkadzał ten fakt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Paryż, Eze
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 27
  Liczba postów : 20
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10410-claude-lacroix
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10416-relacje-claude
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10418-pewien-slizgon
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10417-lacroix




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Nie Lut 15 2015, 12:33

Osoba wyżej jest nieaktywna, więc uznałem, że mogę tutaj wejść.
------------------------------------
Postanowił się nieco przewietrzyć, od rana pobolewała go głowa. Zimny wiatr mierzwił jego włosy i wył w czerwone już uszy. Nie zapowiadało się, żeby wyszedł z tego cały i zdrowy, raczej przeleży w łóżku kilka dni ferii. No cóż… Czasami to było potrzebne. A mawiają, że „świeże powietrze dobrze ci zrobi”. Taa… czuł się jeszcze gorzej! Pokręcił z niedowierzaniem głową, przyśpieszył kroku i ruszył do najbliższego pomieszczeni. Chciał napić się ciepłej herbaty lub kawy… A poza tym musiał coś zjeść! Sam nie potrafił gotować, a Aureolki nie należało wykorzystywać. Poza tym miał dość ciepłych parówek, które robił codziennie na śniadanie. Przejadły mu się… Jak człowiek je codziennie to samo to nie ma co się dziwić. Mógł zapisać się na jakiś kurs gotowania, ale nie, bo jest zbyt wielkim leniem, żeby ruszyć dupsko i w ogóle gdzieś pójść. To cud, że w ogóle dziś wyszedł!
Już miał wejść do pomieszczenia, gdy zderzył się z kimś głową. Czoło zaczęło pulsować, zaczerwieniło się i prawie upadł. W ostatniej chwili przytrzymał sprawcę, a raczej sprawczynię wydarzenia. Kiedy ujrzał jej twarz, parsknął śmiechem. Te włosy, ta twarz… Wszystko było takie znajome i podobne… do niej. Tak. To ta sama dziewczyna, z którą przed chwilą korespondował.
- Grace Blakley – rzucił z uśmiechem wykrzywiającym jego twarz. – Może trochę ostrożniej? Chyba nie chcesz pokiereszować mej słodkiej buźki, hm? – zapytał z nutą rozbawienia w głosie. Przez głowę przeszła mu myśl, czy zapomniała o tej czapce. Nie wiedział o jakiej mowa, chyba jej u siebie nie widział. Zresztą, należy się z nią troszkę podroczyć!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Anglia, Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 117
Dodatkowo : Pałkarz
  Liczba postów : 224
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10279-grace-blake
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10282-no-to-ten-tego-zapraszam
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10284-blake-grace




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Nie Lut 15 2015, 14:59

Grace jest osobą, która woli łazić bez celu, niż siedzieć i marudzić na nudę. Nie obchodziło ją to, że na dworze było zimno jak cholera, a ona zgubiła swoją ulubioną (SZCZĘŚLIWĄ) czapkę. Była bardzo zdenerwowana z tego powodu, ale to w jej stylu. Ciągle coś gubiła, ale zazwyczaj po paru dniach to odnajdywała. Mogła się założyć, że to Claudé ją ma!
Kartka z ostatniego listu od chłopaka ciążyła w jej kieszeni. Nałożyła kaptur na głowę, żeby jeszcze bardziej nie zmarznąć. Miała ochotę na kawę i jakieś ciastko, bo po całym dniu łażenia bez celu po mieście musiała w końcu zgłodnieć. Gdyby miała wystarczająco dużo mugolskich pieniędzy na pewno poszłaby na jakiegoś hamburgera. No, ale nie miała tyle kasy, więc starczy jej tylko na kawę i rogalika.
Schyliła głowę, ignorując całą przeszkadzającą jej ludzkość i chciała wejść do najbliższego pomieszczenia. Zimny wiatr uderzał w jej twarz.
Po chwili walnęła w jakąś potężniejszą postać. Warknęła pod nosem siarczyste przekleństwo i podniosła głowę o mało nie wywracając się na tyłek. W końcu "bohater sytuacji" przytrzymał ją, dzięki czemu nie wywróciła się jak jakaś sierota na ziemię. Widząc kto ją...uratował, dziewczyna zacisnęła zęby by nie palnąć czegoś nieodpowiedniego.
- Claudé Lacroix - po wymówieniu tych słów, niemal od razu przewróciła oczami. - I tak Ci ją kiedyś pokiereszuję. Zdajesz sobie z tego sprawę, no nie słonko? - poklepała go po policzku, jakby mówiła do dziecka. - Poza tym to Ty nie umiesz chodzić! Nie widziałeś biednej dziewczyny, której głowa marzn...Ej! Czy Ty przypadkiem czegoś mi nie wisisz? - wytknęła w jego stronę oskarżycielsko palec.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Paryż, Eze
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 27
  Liczba postów : 20
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10410-claude-lacroix
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10416-relacje-claude
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10418-pewien-slizgon
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10417-lacroix




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Pon Lut 16 2015, 11:11

Grace Blakley była niezdarną osóbką, owszem. Czasem lubił ją irytować zachowując się jak starszy brat, który wtrąca nos nawet w nieswoje sprawy. Cóż… O wszystko trzeba dbać, więc nie było żadnych wyjątków. Dla Blakley nie można było robić ich w ogóle. Takie tam ciekawe zasady… W końcu traktował ją jak siostrę, więc należało się jakieś piękne traktowanie.
- Nie odważysz się – uśmiechnął się uroczo. – Za bardzo mnie lubisz – powiedział, po czym parsknął śmiechem. Nadal rozpamiętywała stratę swojej czapki? Taa, przed chwilą rozmawiali i miałaby zapomnieć? Łudzisz się, Lacroix. – Może tak a może nie. – powiedział tajemniczym głosem. – W każdym razie nie chciało mi się ruszyć dupy i zacząć szukać. Nic nie poradzę, że jestem trochę zbyt leniwy! - Nadal musiał się z nią droczyć, chciał ją trochę podenerwować. Nie mógł przecież jej tak zostawić, czasem kłócili się jak brat z siostrą. Właściwie to zawsze zachowywali się jak rodzeństwo, które nigdy nie odpuszczało siebie na krok. Nigdy nie nudził się w towarzystwie panny Blakley. Mieli podobne charaktery i dobrze się dogadywali. – Może wiatr porwał twoją czapkę? Może tak naprawdę nadal masz ją na głowie? – rzekł, mrużąc oczy. Wiatr nadal wył mu w twarz. – A poza tym… Ty zawsze czegoś zapominasz. Nie zdziwiłbym się, gdybyś miała ją w swoim pokoju i po prostu jej nie zauważyła. Nie oszukujmy się, u ciebie wszystko jest możliwe – parsknął, patrząc w jej oczy.
Wiedziała, że po prostu z niej żartował, nie powinna się tymi wszystkimi słowami lecącymi z ust Claude, denerwować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Anglia, Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 117
Dodatkowo : Pałkarz
  Liczba postów : 224
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10279-grace-blake
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10282-no-to-ten-tego-zapraszam
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10284-blake-grace




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Sro Lut 18 2015, 17:48

Tak, wszyscy wiemy, że Grace bywa sierotą, ale przynajmniej stara się tą wadę zmienić w coś uroczego.
Och, no taka urocza niezdara! Blakely lubiła relację, która łączyła ją z Claudé. Była taka jaką powinno się mieć z bratem. Dziewczyna mogłaby nawet porównać to do jej relacji z Mark'iem - jej prawdziwym, rodzonym bratem.
Piękne traktowanie? No więc powinna mu za to dziękować.
Zawsze zachowywała się jak siostra, która wtyka nos w nieswoje sprawy albo odstrasza od niego dziewczyny! O, idealnie! Oczywiście robi mu to tylko dla żartów, ale jego koleżanki szybko uciekają.
- Nie odważę? Jesteś tego pewien? - Grace zaczęła się śmiać chwilę po nim. Zarażał ją śmiechem. - Jesteś zbyt pewny siebie. - stwierdziła i dała mu kuksańca w żebra.
Gdy wypowiedział "może nie może tak" w głowie Grace pojawił się wykrzyknik i spojrzała na niego niepewnie. Miała dwie opcje.
- Jeśli znajdę ją kiedyś u Ciebie to nie żyjesz, Lacroix. - powiedziała grobowym tonem, powstrzymując wybuch śmiechu. - Poza tym Ty jesteś bardzo leniwy! - uniosła brew.
Odpuściła temat swojej nieszczęsnej czapki. Bardziej interesowało ją co tutaj robił. Przypadek chciał, że się spotkali, więc czemu miałaby odejść? Poza tym hallo, to jest jej przyjaciel. Gdy wspomniał, że może mieć ją na głowie, przewróciła oczami.
- Wiesz, jestem na tyle inteligentna, żeby zorientować się, że nie mam na głowie czapki. - parsknęła. - Też jestem leniwa, żeby sprawdzić. Wolę, żebyś to Ty robił za mnie brudną robotę, ale na Ciebie nie ma co liczyć w tej sprawie. - zrobiła usta w "podkówkę".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Paryż, Eze
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 27
  Liczba postów : 20
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10410-claude-lacroix
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10416-relacje-claude
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10418-pewien-slizgon
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10417-lacroix




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Sob Lut 21 2015, 12:19

Trak wiele słyszał te cztery słowa z jej ust. Tak, może i był zbyt pewny siebie i nie rozumiał, że kiedyś to może go zgubić, ale nie musiała mu o tym przypominać. Ach, złośliwa Grace i tak nie sprawiała wrażenia groźnej. No cóż… Takim trzeba się urodzić, a nie stać. Chociaż niektóre wybryki mogą nas do tego ściągnąć. Ale Grace bardziej go wtedy śmieszyła nic straszyła, była po prostu zbyt słodka, żeby być niesłodka.
Z tymi dziewczynami to też prawda. Zawsze gdy próbował jakąś wyrwać to Blakley wkraczała do gry i je po prostu odstraszała. Może to z tego powodu nie miał zbyt wielu przyjaciółek?
- Prawie mnie zabiłaś! – zareagował na kuksańca, po czym parsknął tylko śmiechem. – Mogłem trafić do szpitala przez twoje niestosowne zachowanie, Blakley. Powinnaś mnie teraz przeprosić albo nie oddam ci czapki – w jego oczach pojawiły się tajemnicze iskierki. Musiała żyć w niepewności, nie mogła wiedzieć, czy ją miał czy nie miał. Po prostu lubił sobie z niej żartować. Ale pewnie znajdzie ją, gdy tylko wróci do swojego domu.
- Och, mówi to dziewczyna, której nie chciało ruszyć się tyłka do mojego domu i sprawdzenia czy naprawdę tam się znajduje – powiedział z uśmiechem wykrzywiającym jego twarz. W jej towarzystwie sam pojawiał się i zmuszał do śmiechu. Może naprawdę była dla niego tak jakby prawdziwą siostrą? Zastępowała mu ją? Aureolka coś mu tam kiedyś mówiła, że mieli siostrzyczkę, jednak ta zmarła przy porodzie. No cóż…
- Śmiem w to wątpić - uśmiechnął się łobuzerski. - Trudno, taki się urodziłem i nic nie zmienisz - wzruszył ramionami, nieco rozbawiony. - A poza tym... Muszę wiedzieć co wydarzyło się w twoim życiu. W końcu jesteś moją siostrą, hm? - zmarszczył czoło w pytającym geście. Nie czekając na odpowiedź kontynuował. - Jak mija ci dzień, masz koleżanki, chłopaka? - liczył, że to ostatnie będzie drażliwym tematem Grace!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Hereford, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1231
Dodatkowo : najmłodsza Blythe, klon Psyche
  Liczba postów : 1084
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8678-utopia-blythe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8680-utopia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8682-utopia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8681-utopia-blythe




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Nie Mar 08 2015, 21:12

Mijani przez Utopię przechodnie gapili się na nią niczym na istną wariatkę, która uciekła z cyrku. Przez moment zastanawiała się, dlaczego, posyłając im rozzłoszczone spojrzenie spod napuchniętych od płaczu oczu, przez co wyglądało naprawdę żałośnie. Po chwili uświadomiła sobie, że przecież wybiegła z domu z mokrymi włosami, spadającymi jej na twarz niczym jakieś kluchy. To by nawet wyjaśniało, dlaczego było jej tak okropnie zimno i nieprzyjemnie.
Wcisnęła ręce do kieszeni, rozglądając się wokół. Nie miała zielonego pojęcia, gdzie doszła. Rozpoznała jedynie rzekę Tamizę i Big Bena gdzieś w oddali. Do centrum czekała ją jednak jeszcze długa wycieczka, której nie chciała ryzykować, zwłaszcza w tym stanie. Zmęczona niechcianym spacerem, wyprana już niemal ze wszystkich emocji i pragnąca jedynie samotności, podeszła do najbliższej ławki i skuliła się na niej, jak gdyby to miało odgonić wszystkie koszmary. Widok godny politowania i zapewne zwróciłaby czyjąś uwagę, gdyby nie ulokowała się w cieniu, przez co niemalże wtapiała się w tło.
Jakaś łódka przepłynęła środkiem rzeki, wywołując świetlne zygzaki i fale na jej powierzchni. Chcąc, nie chcąc, uśmiechnęła się pod nosem na ten widok. Życie toczyło się dalej, nie bacząc na jej problemy, więc dlaczego miałaby nie szukać dalszej drogi do rozwiązania swoich kłopotów? Problem polegał na tym, że się zgubiła – nie tylko w przenośni, ale i dosłownie. Potrzebowała pomocy, jednocześnie nie mając ochoty ruszać się z tej ławki, mimo że od samego początku trzęsła się z zimna. Jeśli nie zamarznie tu na śmierć, pewnie nad ranem pożrą ją śmiercionośne gołębie. Albo jakaś stara wiedźma zamieni ją w kamień. Z drugiej strony lepsze to, niż przeprowadzanie poważnych rozmów z osobami, na których naprawdę jej zależało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : okolice Dundee, domostwo Penny's Haven, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1140
Dodatkowo : półwila
  Liczba postów : 569
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10397-avalon-cufferborough
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10406-abc#286919
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10407-the-princess#286920
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10408-avalon-bee-cufferborough#286921




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Nie Mar 08 2015, 21:36

Wychodząc z domu nie miała zielonego pojęcia, kim była ta jej znajoma, u której miała się na noc ulokować. Brała pod uwagę parę osób, z Echo na czele, ale w którejś chwili stwierdziła, że Utopia - która na miliardy procent nie chciała zostawać w mieszkaniu Avalon, zwłaszcza zupełnie sama - mogłaby się tam niedługo znaleźć, tworząc atmosferę jeszcze gorszą niż dotychczas, bo wciągającą w całe zamieszanie również niczego nieświadomą Lyons. Cufferborough włóczyła się więc po Londynie, opatulona w swoją najlepszą chyba kurtkę, cienki szalik i czapkę. Mocno przemyślała swój strój, bo wbrew pozorom wcale nie była skończoną idiotką, nie chciała więc doprowadzać się do stanu, w którym przez chorobę nie będzie w stanie nawet ruszyć palcem, a co dopiero podnieść ociężałe dupsko z łóżka. Ale ktoś, komu całkowicie szczerze chciała dać kilka chwil zbawiennej samotności, zdawał się zupełnie stracić rozum. Zobaczyła ją w sumie przez przypadek, bo poślizgnęła się na chodniku i prawie poleciała na twarz, w ostatniej chwili łapiąc jednak równowagę, głównie więc dlatego spojrzała w tamtą stronę. Nie była pewna, czy dobrze widzi, ale w miarę jak zbliżała się do niej, robiąc ostrożne, drobne kroki, zdawała sobie sprawę, że musiała narobić naprawdę niezłego bałaganu. Jęknęła cicho, ostatecznie przekonawszy się o tym, że Blythe'ówna siedziała z gołą, mokrą głową, drżąc przy tym z zimna najpewniej. Zerwała się do biegu, po kilku chwilach docierając do dziewczyny.
- Ty mała wariatko! - powiedziała półgłosem, prędko ściągając z siebie zarówno czapkę, jak i szalik, aby za chwilę zakładać je Utopce, czy tego chciała, czy nie - To ja zostawiam cię, żebyś sobie na spokojnie wszystko przyswoiła, żebyś mi mogła ze złości zdemolować mieszkanie, żebyś potem bez strachu o siebie przespała noc w ciepłych czterech ścianach, a ty mi robisz taki numer? Ja rozumiem, że jesteś zdezorientowana i moje łóżko to ostatnie, w czym chciałabyś się znaleźć, ale mogłaś mi chociaż ukraść czapkę, przecież wisiały na wieszaku - mówiła jak upierdliwa, starsza siostra, aczkolwiek w tych okolicznościach było to dosyć niewygodne porównanie - Wybacz, ale teraz sama to na siebie ściągnęłaś. Chodź. Wracamy do mnie, tym razem przypilnuję, żebyś nigdzie nie wychodziła w takim stanie. No już! - zakomenderowała tonem, który nie uznawał nawet istnienia czegoś takiego jak sprzeciw. Pomagała dziewczynie na wszelkie sposoby z podniesieniem się z ławeczki, a potem chwyciła ją za nadgarstek, aby zaciągnąć z powrotem do punktu wyjścia. Jak widać, plany jednej i drugiej nie miały się spełnić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Hereford, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1231
Dodatkowo : najmłodsza Blythe, klon Psyche
  Liczba postów : 1084
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8678-utopia-blythe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8680-utopia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8682-utopia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8681-utopia-blythe




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Nie Mar 08 2015, 22:00

Mogła wpaść na kogokolwiek: Echo, Neptune, Quietusa, nawet Archibalda siadającego jej na sumienie, ale nie… Musiała się jej napatoczyć jedyna osoba, której nie miała ochoty teraz oglądać i od której uciekała. Najwyraźniej los chciał, żeby załatwiła tę sprawę do końca, tu i teraz. Inaczej nie podsyłałby na tę przeklętą ławkę półwili, prawda?
Odsunęła się z niechęcią wymalowaną na twarzy, gdy tylko Gryfonka pojawiła się tuż obok. Ta najwyraźniej nie miała jednak zamiaru dać za wygraną i zaczęła owijać ją szalikiem. A to przypomniało jej wieczne gubienie własnego. I dostawanie coraz to nowszego od Quieta, który nie mógł się przyglądać, jak ta marznie.
Nie panując nad tym, jęknęła żałośnie, a po policzkach znów pociekły jej łzy, choć równie dobrze mogły to być po prostu strąki nadal mokrych włosów. Aż dziw, że nie zmieniła się jeszcze w lodową królewnę. Pewnym było jednak, że rano odczuje skutki tego spaceru, kichając i nie mogąc wypowiedzieć ani słowa – nie przez gulę w gardle wywołaną płaczem, a przez choróbsko, które prawdopodobnie złapała na tej zimnej ławce.
- Możesz mnie zatem zostawić teraz – fuknęła przez zaciśnięte zęby, choć łzy przeczyły złości, jaką na powrót zaczęła odczuwać. Próbowała z powrotem skulić się na ławce, żeby zostać tu na zawsze, ale Avalon pociągnęła ją w stronę, z której tutaj przyszła. Wolną ręką sięgnęła do wewnętrznej kieszeni kurtki, w której zazwyczaj w takich wypadkach trzymała różdżkę, ale niczego nie wyczuła. Pustka. – Zgubiłam…
Przerwała, próbując zaprzeć się nogami, niczym małe dziecko w sklepie, które pragnie słodyczy, ale mama ciągnie je w stronę kasy. Nie mogła się tak łatwo poddać. Na jej nieszczęście Avalon była od niej wyższa, silniejsza, a na dodatek znów mogła użyć czaru.
- Muszę znaleźć swoją różdżkę – powiedziała niezadowolona, a gdy uświadomiła sobie, że ta albo znajdzie się gdzieś na drodze, którą przeszła, albo – co gorsza – w mieszkaniu Avalon, spuściła nieco z tonu. – No dobra, idę.
Mimo wszystko wyrwała jej rękę, wciskając ją z powrotem do kieszeni, w której wcześniej się znajdowała. Jeśli miała rację i jej własność naprawdę znajdowała się w pokoju półwili, z niezmierną przyjemnością go zdemoluje w poszukiwaniu jej.
Dzięki czapce i szalikowi zrobiło jej się nieco cieplej. Na nowo jednak wszystko zaczęło jej się gmatwać w głowie. Co Cufferborough tu robiła, skoro miała być u znajomej? Śledziła ją? Pewnie z satysfakcją odkryła, że Blythe’ówna nie radziła sobie nawet w tak prostych czynnościach, jak powrót do domu. Ale kiedy już znajdzie różdżkę, o wiele łatwiej będzie jej uciec.
Nie odzywała się już ani jednym słowem, w milczeniu podążając tuż za Avalon, aż w końcu dorównała jej kroku, na wypadek gdyby ta podejrzewała ją o ucieczkę. Jeszcze nigdy nie czuła się tak zniechęcona i zdegustowana swoją własną głupotą.
 

z/t x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 38
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1046
Dodatkowo : Legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 273
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6892-alexander-sinclair
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6893-karty-pacjentow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6895-sowa-tantra#196517




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Nie Cze 14 2015, 21:06

Czerwcowe słońce tańcowało między przęsłami London Bridge, migocąc na powierzchni falującej wody. Światło odbijało się w nurcie Tamizy jak igrające w kąpieli najady. Matthew wpatrzony w owo niezbyt nadzwyczajne zjawisko, jakby spodziewał się za chwilę ujrzeć wynurzającą się z brudnej piany miejskiego ścieku piękną Aretuzę, stał oparty o barierkę na moście i tkwił w bezruchu od dobrej półgodziny. Niestety bogowie poskąpili mu uroków kobiecego ciała, w zamian oferując hałas zasnutego smogiem miasta i swąd brudnej, szlamowatej jak bagno, słynnej londyńskiej rzeki. Stolica Wyspiarzy zasłużyła sobie na miano alegorii ówczesnego świata. Mężczyzna darzył ją w równej mierze atencją co wstrętem, nie mogąc jednocześnie pozbyć się uczucia, że w całym tym ludzko-architektonicznym kotle nieustannie coś mu umyka. Londyn. Miasto sztuki, miasto kryminału, miasto możliwości. On widział je teraz odbijające się w wodzie jako miasto brudu, jako ludzki nowotwór narosły na czaszce Ziemi, ropiejący wydzielinami setek tysięcy małych pasożytów. Miasto to należało do wrzodów szczególnej wielkości i miało w sobie przedziwny urok destrukcyjnej masy. Może przyczyniał się do tego dynamizm, ruch, może tysiące zmieszanych bezładnie zapachów i kolorów, może mrowie rąk i nóg podążających w nieznanych nikomu kierunkach?

Avery przechylił się lekko nad barierką, wyciągając się nieco w ożywczym geście i ponownie zamarł, wtapiając się w nieruchome pozornie części architektury. W gruncie rzeczy coś takiego jak bezruch nigdy nie istniało i istnieć nie będzie. Każda cząsteczka na świecie posiada swoje drgania. Cała rzeczywistość trzęsie się w potwornej malignie istnienia. Niepokoju jakim jest życie, czy chociażby trwanie w przestrzeni.

Kobiety. Nigdy nie miał do nich szczęścia. Miał za to powodzenie. Słodka ironia losu kpiła sobie z niego, podtykając mu co lepsze, ładniejsze i bardziej soczyste kąski tuż pod nos, a kiedy już rozgryzał smakołyk, zalewała go gorycz, stęchlizna i kwasota zgnilizny. Ledwie wygrzebywał się z owej matni pełnej mętów i szumowin wątpliwej rozkoszy, a już wpadał w kolejne duszne otchłanie pazernych, a zdradzieckich alków. Nie większą przyjemność czerpałby z przymierania kolejnych trumien w wytwornych salonach pogrzebowych - bardzo pięknych po prawdzie, lecz jednakich w przeznaczeniu i symbolice. Czy faktycznie każda kobieta była jedynie spróchniałym pudłem, dobrze lakierowanym z wierzchu i obszernym we wnętrzu, czekającym na to, by zalęgła się w niej martwota i bezwstydne robactwo? Czy on sam był hipokrytą, skoro i tak owe pudła budziły jego fascynację raz po raz swoim ulotnym i pozornym wdziękiem?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Skąd : Brooklyn, Nowy Jork
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 333
Dodatkowo : animagia (wilk)
  Liczba postów : 235
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11106-nathaniel-moore?nid=3#300301
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11107-who-the-hell-are-you#300303
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11108-i-text-a-postcard-sent-to-you#300304
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11109-nate-moore#300308




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Wto Wrz 01 2015, 15:57

Próba. Kilka piw i trochę komponowania. Dobry wieczór w gronie starych kompanów. W końcu znali się jeszcze ze szkolnej ławy. Moore nie wiedział o co chodziło, ale wzięło ich na wspominanie dawnych kompanów. Jo, Sebastiana, Ritę, Arthura... i Emily! Ach, słodka Emily, szkoda tylko że w jej przypadku pamięć Nathaniela dziwnie zawiodła. Czyżby chciał się pozbyć miłosnych rozczarowań lat młodzieńczych? Wciąż miał gdzieś w głowie szalony związek z Amandą. Ta dziewczyna mało go nie wykończyła psychicznie, była marudna i absolutnie nic jej nie odpowiadało, ale w łóżku biła wszystkie jego przygodne partnerki na głowę.

No, ale z przygodnymi było mniej użerania się.

"Thought I ran into you down on the street
Then it turned out to only be a dream
I made a point to burn all of the photographs
She went away and then I took a different path
I remember the face
But I can`t recall the name
Now I wonder how whatsername has been"


Śpiewał beztrosko, obserwując zachodzące słońce rozlane czerwienią na tafli wody. Kochał Londyn, to miasto było absolutnie piękne. A po alkoholu... halo, drodzy ludzie, czy znacie piękniejsze miejsce na ziemi?

Był rozluźniony i nie patrzył specjalnie przed siebie, zagapiony w magiczny widok. Wiedziony dziwnym odruchem, przebiegał palcami po zaczepionych na moście kłódkach. Miał ten niewygodny zwyczaj macania wszystkiego dookoła i zbierania na dłoniach brudu całego miasta.

- Ouć, przepraszam pa... - "nią" uwięzło w gardle, gdy spojrzało na niego dwoje zirytowanych oczu zakotwiczonych w męskiej twarzy, znajdującej się kilkanaście cali nad jego własną. Ups? Ale to przecież nie jego wina, że zamyślił się, zapatrzył.... a przecież był wystarczająco głośno, by zleźć mu z drogi! No. Tego. - To niemądre tak zlewać się z balustradą - zażartował głupawo, zbity nieco z tropu. Futerał z gitarą wyglądał zza jego pleców wesoło, zdając się tłumaczyć: facet, zrozum, to muzyk, oni tak mają.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 38
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1046
Dodatkowo : Legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 273
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6892-alexander-sinclair
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6893-karty-pacjentow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6895-sowa-tantra#196517




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Wto Wrz 01 2015, 16:35

Zamyślił się dosyć głęboko, odpływając wraz z nurtem Tamizy w stronę swojego własnego morza pełnego wspomnień, gdy nagle wpadł na niego jakiś zupełnie skołowany człowiek. Miał cały chodnik, ale musiał iść akurat tędy, narzucając mu dotyk swojego spoconego, zapijaczonego ciała. Matthew odwrócił się momentalnie, prostując się i obdarzając przechodnia gniewnym wzrokiem, a palce zaciskając na ukrytej w rękawie różdżce. Jakie było jego zdziwienie, gdy na swojej drodze ze wszystkich ulicznych kreatur spotkał akurat Nathaniela Moore'a. Los płatał mu figle. Nie ważne jak daleko i intensywnie by uciekał, Moore sam pchał się w jego ręce - czy pamiętał o nim, czy też nie. Odkąd Avery wykasował mu pamięć o ich wspólnych chwilach, Moore zupełnie zapomniał, że go poznał. Musiał zatem grać.

- Uważaj, jak chodzisz... - mruknął z dezaprobatą, ale bez gniewu w głosie, niczym kocur, któremu ktoś nadepnął na końcówkę ogona. - ... chociaż w twoim stanie to trudno czarne od białego odróżnić.

Oparł się o barierkę plecami w nonszalanckiej pozie i wykrzywił usta w lekko ironicznym uśmiechu. Artyści, nocne wyjce, szlajające się po nocach jak bezdomne psy, a ujadające jeszcze głośniej. Nigdy nie było wiadomo, czy cię ugryzą, czy poliżą po twarzy. Przyglądał się Moore'owi, nie okazując ani śladu onieśmielenia, czy zażenowania, zupełnie, jakby ten most należał do niego, a Moore był na nim zaledwie intruzem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Skąd : Brooklyn, Nowy Jork
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 333
Dodatkowo : animagia (wilk)
  Liczba postów : 235
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11106-nathaniel-moore?nid=3#300301
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11107-who-the-hell-are-you#300303
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11108-i-text-a-postcard-sent-to-you#300304
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11109-nate-moore#300308




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Wto Wrz 01 2015, 16:48

Ton głosu mężczyzny przebiegł po jego plecach ekscytującym dreszczem. Pobrzmiewało w nim coś kusząco niebezpiecznego, wabiącego tak uzależnione od ciągłej adrenaliny osobniki jak Moore.

- Nie wmówisz mi chyba, że wierzysz w stuprocentową biel i stuprocentową czerń, gdy pośród nas tyle odcieni szarości? - odpowiedział z szelmowskim uśmiechem na drwinę ze stanu, w jakim się znajdował. Był w szampańskim nastroju i już nie potrafił się doczekać powrotu na scenę. Życie gwiazdora, życie na ciągłym afiszu odpowiadały mu w stu procentach.

Mężczyzna oparł się dłonią po jednym z boków blondyna, jak gdyby odgradzając mu drogę powrotu. Zadowolony z siebie, nie wiedzieć z jakiego powodu, podpity, rozczochrany i beztrosko nieświadomy Moore przypominał w tej chwili niesamowicie swoją animagiczną postać, panoszącą się po lesie jak jego pan i władca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 38
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1046
Dodatkowo : Legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 273
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6892-alexander-sinclair
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6893-karty-pacjentow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6895-sowa-tantra#196517




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Wto Wrz 01 2015, 17:09

- Świat jest dostatecznie brudny, bym nie mógł wierzyć w jakąkolwiek czystą barwę. Intensywny wieczór? - zadrwił Matthew, odchylając się lekko, gdy młodszy mężczyzna oparł rękę tuż obok niego. Moore po całym dniu, oblepiony wszystkim co na świecie było, nie należał do ludzi, których chciałby widzieć uwieszających się na jego bladej szyi. Czuł rozbawienie, widząc Nathaniela znów tak pewnego siebie jak na początku ich znajomości, jeszcze zanim go złamał i pokruszył na drobne kawałki, a wreszcie starł na pył. Zawsze lubił w nim tę butę i beztroskę, czasem nawet za nią tęsknił, czując jak rockman ugina się pokornie pod jego butem, metaforycznie całując mu stopy.

Powoli nadchodził zmierzch i ostatnie promienie słońca igrały na falującej tafli wody. Pomarańczowy blask drgał na rozwiewanych lekkim powiewem wiatru jasnych, prawie białych, długich włosach magomedyka. Kilka kosmyków zaczepiło o ubranie Moore'a, nawiązując niezręczny kontakt. Avery zdawał się tego nie zauważać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Skąd : Brooklyn, Nowy Jork
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 333
Dodatkowo : animagia (wilk)
  Liczba postów : 235
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11106-nathaniel-moore?nid=3#300301
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11107-who-the-hell-are-you#300303
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11108-i-text-a-postcard-sent-to-you#300304
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11109-nate-moore#300308




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Wto Wrz 01 2015, 17:34

- Wobec tego gdzie twoja ściereczka, by go oczyścić? Życie jest zbyt krótkie, by z intensywności rezygnować -stwierdził, przypominając  tej chwili ulicznego filozofa, głoszącego sobie tylko znane prawdy o świecie. Zdawał się zupełnie nie reagować na uszczypliwe komentarze rozmówcy. Lubił ten typ złośliwego humoru. - I just wanna live! - zawył, bezczelnie parodiując hit, jedyny zresztą, Good Charlotte. Nie przepadał za tym zespołem, a niby wykonywali dokładnie ten sam gatunek muzyczny. Dobre sobie.

Muzyk złapał spojrzeniem naruszoną wiatrem taflę blond włosów i wiedziony odruchem cofnął rękę, którą połaskotały. Kosmyki skojarzyły mu się z pajęczą siecią - czyżby właśnie wyrwał się z sideł tej mentalnej tłuściutkiej tarantuli? Uśmiechnął się pod nosem do swoich irracjonalnych rozważań. Wieczorna rozmowa z mężczyzną była odświeżająca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 38
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1046
Dodatkowo : Legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 273
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6892-alexander-sinclair
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6893-karty-pacjentow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6895-sowa-tantra#196517




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Wto Wrz 01 2015, 18:14

Gdyby Avery znał teledysk Good Charlotte, własnie wyobrażałby sobie Moore'a przebranego za kawałek pizzy i wyjącego "I just wanna liiiiive!", a siebie w jakże urokliwym stroju kukurydzy, przygrywającego mu na skrzypcach. Na całe szczęście Matt trzymał się z daleka od mugolskiej popkultury i nie miał pojęcia o takich groteskach.

Bezczelny i nietrzeźwy. Cały Moore. Na jakim świecie żył ten czarodziej? Avery nie miał pojęcia, ale spodziewał się, że nie różni się ów obraz od widoków przez pryzmat LSD, grzybów i mandragory. Cuchnął piwem i whisky, i tytoniem. Meliną, jak na co dzień. Jakim cudem te wszystkie młódki wskakiwały mu z taką chęcią do łóżka? Zawodził, wrzeszczał, był niski, spocony, pijany, przyćpany i niepoważny. Nieracjonalne, zupełnie. Moore miał swój urok, ale to był urok tego drugiego spojrzenia. Jak sie przedrzeć przez warstwę zbuntowanego dzieciaka, miał w sobie dużo ciepła. Matt wiedział o tym w tym momencie chyba nawet lepiej niż sam Nathaniel.

- Mam od tego ludzi - parsknął zbywającym, nieco niebezpiecznym śmiechem Avery, na kształt dumnego Don Corleone. Brakowało tylko kwestii: "A teraz przychodzisz do mnie: „Don Corleone, sprawiedliwości”. Ale nie prosisz z szacunkiem. Nie proponujesz przyjaźni. Nie zwiesz mnie Ojcem chrzestnym. W dniu ślubu mej córki prosisz, bym mordował za pieniądze." Oczywiście, że Avery'ego nie interesowało oddzielanie czerni od bieli. Lubił zamęt, w którym mógł ukryć swoje ciemne sprawki.

- Wierzę na słowo. Dokąd idziesz? - zapytał bez wyraźnego zainteresowania, od niechcenia. Gdyby Moore zmierzał do jakiegoś konkretnego, ciekawego miejsca, może mógłby się z nim wybrać. Ostatnio ludzie go drażnili, a czego matka się nie dowie... tego nie ma. Jeszcze znajdzie sobie żonę. Jak się trafi jakaś odpowiednia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Skąd : Brooklyn, Nowy Jork
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 333
Dodatkowo : animagia (wilk)
  Liczba postów : 235
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11106-nathaniel-moore?nid=3#300301
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11107-who-the-hell-are-you#300303
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11108-i-text-a-postcard-sent-to-you#300304
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11109-nate-moore#300308




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Wto Wrz 01 2015, 18:28

Może miało to coś wspólnego z urokiem niegrzecznego chłopca, z nutą adrenaliny, z możliwością "pochwalenia się" zaliczeniem znanego muzyka. A może miał coś w sobie. Ale... nie. Przecież nie był przystojny, nie klasycznie. Nie był postawny, nie był imponująco wysportowany. Nie miał ciała młodego boga, nie emanował seksem z każdym krokiem. Był rozchwianym nieco, roześmianym szczeniakiem.

- Halo, halo, nie tak szybko, bo jeszcze tam gdzie pójdę, napotkam twoich ludzi. Kim jesteś, władcza istoto? - dopytywał pół żartem, pół serio. Nie bał się ludzi, jednak zadziwiało go podejście mężczyzny. Nie znał nawet jego imienia, a pytał o sens wieczornej wędrówki. Moore wracał do domu, po prostu. Lepiej było spotkać się u perkusisty, niż żeby biedny chłop miał tachać swój instrument przez pół Londynu. Te zabawki wybitnie nie lubiły teleportacji, rozstrajały się, a w wyjątkowych przypadkach nawet pękały. Paskudna sprawa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 38
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1046
Dodatkowo : Legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 273
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6892-alexander-sinclair
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6893-karty-pacjentow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6895-sowa-tantra#196517




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Wto Wrz 01 2015, 20:41

- Magomedykiem. Mam zawodowe zboczenie odprowadzania pijanych ludzi w bezpieczne miejsca, zanim trafią na oddział zatruć i będziemy ich filtrować po tych wszystkich nalewkach z mandragory i piołunu - żachnął się Avery. Przecież nie proponował mu wyjścia do burdelu. Burdele były brudne i pełne chorób wenerycznych - tych odkrytych i tych jeszcze nie rozpoznanych. - Bądź łaskaw nie zasypiać w rynsztoku po drodze.

Nie znał jego imienia? Dobre sobie. Nawet gdyby nie łączyła ich nadzwyczajna historia, Moore był wokalistą najgłośniejszego ostatnimi czasy czarodziejskiego zespołu. Zyskał popularność Fatalnych Jędz, które w jego czasach były bożyszczami nastolatków. Któż nie znał The Landlords... Wsipankowie! Słońce zaszło za horyzont, zaświeciły się latarnie, a oni wciąż stali na moście, opierając się o barierkę. Co miał zrobić z Moore'em? Nie miał pojęcia. Ani nie miał ochoty go tu zostawiać, ani mu ulegać w jego dzikich pomysłach. Jutro rano miał dyżur w szpitalu na ostrym. Pewnie znów będzie przysypiał na kozetce, wysyłając stażystów na rozpoznanie w ramach "praktyk". Należał do rasowych pracoholików, ale i jemu od czasu do czasu zdarzał się słabszy dzień. Nadrabiał to i tak w dużej liczbie nadgodzin. Co miał robić sam jak palec w domu? Większość jego przyjaciół siedziała w Azkabanie albo leżała już dwa metry pod ziemią. Wojna zabrała mu wiele.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Skąd : Brooklyn, Nowy Jork
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 333
Dodatkowo : animagia (wilk)
  Liczba postów : 235
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11106-nathaniel-moore?nid=3#300301
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11107-who-the-hell-are-you#300303
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11108-i-text-a-postcard-sent-to-you#300304
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11109-nate-moore#300308




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Wto Wrz 01 2015, 21:06

Lekarz. Moore zamyślił się na chwilę, przeszukując twarze w myślach, przecież był na oddziale nie raz, szpital w pewnym okresie życia stał się jego drugim domem - i nie była to toksykologia! W okresie "ostrego trenowania" Moore'owi co chwila działa się jakaś przykrość - to złamał nogę, to wlazł na szkło, to naciągnął sobie coś i nie umiał chodzić. Bycie ofiarą losu miał chyba wpisane w DNA.

Zabawna mina, jaką przybrał, wskazywała na to, że myślał nad wyraz intensywnie. I nagle... Eureka! Szeroki uśmiech rozjaśnił jego oblicze, gdy na myśl przyszło odpowiednie nazwisko.

- Avery, prawda? - uśmiechnął się do blondyna dumny ze swojego osiągnięcia. - Nie wiedziałem, że poza tak namiętną pracą w Mungo jesteś też wolontariuszem - uśmiechnął się nieco złośliwie, puszczając trzymaną do tej pory barierkę. Przeszedł kilka kroków, by obrócić się się w stronę blondyna z hasłem - Jeżeli dalej zastanawia cię gdzie mi spieszno na odwyk, to zapraszam, w końcu miałeś mnie bezpiecznie odprowadzić - nuta wyzwania w głosie połączona z uśmiechem były dla Moore'a tak charakterystycznymi. Tajemniczy magomedyk całkiem bruneta zainteresował - na tyle, by zaciągnąć go w jakieś spokojniejsze miejsce i podręczyć rozmową. Ludzie byli niezwykle interesującymi istotami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 38
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1046
Dodatkowo : Legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 273
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6892-alexander-sinclair
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6893-karty-pacjentow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6895-sowa-tantra#196517




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Wto Wrz 01 2015, 21:16

Matthew doskonale wiedział, gdzie Moore lubi bywać, gdzie mieszkają jego znajomi, gdzie mieszka sam Moore. Wiedział o nim w gruncie rzeczy wszystko. Bawiło go udawanie, że jest inaczej. Pozwolił sobie na tę małą igraszkę.

- Avery, zgadza się, Moore. Nie musisz się przedstawiać, czytam gazety. Niesława cię wyprzedza - odpowiedział nieco zdawkowo, ale podążył za brunetem, wolnym krokiem odchodząc od barierki i przystając w pewnej odległości. Włóczył się, idąc nie tyle za nim, co towarzysząc, zupełnie jakby po prostu szedł w tym samym kierunku. - O ile twój odwyk nie skończy się w najbliższym pubie... przypadki beznadziejne nie wzbudzają moich zainteresowań. Nudzą mnie proste rzeczy.

Nie wypowiedział się na temat "wolontariatu". Większość ofiar jego pomocy lądowała w jego kuchni i to nie w charakterze gościa. Lubił czasem coś ugotować. Dobre dania zawsze poprawiały mu nastrój. Uwielbiał zapraszać na kolacje matkę i przyjaciół. Mięso zawsze im smakowało, w końcu był dobrym kucharzem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Skąd : Brooklyn, Nowy Jork
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 333
Dodatkowo : animagia (wilk)
  Liczba postów : 235
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11106-nathaniel-moore?nid=3#300301
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11107-who-the-hell-are-you#300303
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11108-i-text-a-postcard-sent-to-you#300304
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11109-nate-moore#300308




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Wto Wrz 01 2015, 21:28

Moore właściwie też kiedyś wylądował w kuchni. Na stole. Bynajmniej nie w charakterze przystawki... chyba że ktoś lubi zabawić się określeniami.

- Niewdzięczna kochanka. Raz jest, raz nie ma, raz namiętnie obejmie, raz da w pysk. Pchanie się w jej objęcia zakrawa na masochizm, ale widzisz, niektórych to kręci - stwierdził zupełnie beztrosko, nieświadom własnych wybryków ostatnich lat. Spojrzał w niebo i odetchnął pełną piersią. Gwiazdy mrugały do niego wesoło.

- Zapraszam zatem na wieczorne trzeźwienie w Hyde Parku. Ubierz wygodne buty, widzimy się za piętnaście minut. - I tyle było go widać, rozpłynął się w powietrzu. I już kij z gitarą, na taką odległość nie powinno się jej stać nic gorszego, niż ewentualne pęknięcie struny. Mógł tyle przeboleć. Był ciekaw, czy Matthew się pojawi, przyjmie małe biegowe wyzwanie pijanego człowieka.

z/t -> Hyde Park
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 20
Skąd : Flåm, Norwegia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 232
Dodatkowo : hipnoza
  Liczba postów : 46
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13201-erik-rasmussen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13217-daj-sie-poznac
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13204-erik-rasmussen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13203-erik-rasmussen




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   Czw Lip 28 2016, 01:32

Opuściwszy gmach londyńskiego Ministerstwa Magii, Erik znalazł się w mugolskiej dzielnicy stolicy. Przeszedł kilka przecznic, obserwując typowe zachowania niemagicznych gości - wszyscy w pośpiechu, zdenerwowani, mówiący do dziwnych urządzeń przykładanych do uszu.
W końcu dotarł nad Tamizę, gdzie z każdej strony dochodził go gwar przejeżdżających samochodów oraz rozmów dobiegających z licznych kawiarenek rozsianych po uliczkach. Nie miał zamiaru wchodzić do żadnej z nich - wszystkie wyglądały na mugolskie, a on sam nie miał zbyt wielkiego obycia, jeżeli chodzi o miejsca tego typu. Zamiast tego usiadł na ławce i rozkoszował się słoneczną pogodą, która podobno nie zdarzała się w Londynie zbyt często.

Po chwili na oparciu ławki usiadła sowa, dosłownie rzucając w Erika papierzyskami, które chłopak od razu wziął do ręki. Był to aktualny numer Proroka Codziennego, prenumeratę zapewne wykupił mu ojciec, w końcu był tam również dział ogłoszeń i anonsów, najwidoczniej miał nadzieję, że syn znajdzie tam miejsce do zamieszkania na okres poprzedzający naukę w Hogwarcie.
Uwagę Rasmussena przykuł jednak list zamknięty w ozdobnej kopercie. Jego treść głosiła o czarodziejskim ślubie na jednej z hiszpańskich wysp. Zaproszenie traktowało o przybyciu z partnerką, niestety póki co poza ojcem nie znał nikogo innego. Pomyślał jednak, że próba dostania się w tak odległe miejsce może być dobrym sprawdzianem dla jego umiejętności. Schował zatem korespondencję za pazuchę, by po chwili cieszyć się hiszpańskim słońcem.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Nad Tamizą.   

Powrót do góry Go down
 

Nad Tamizą.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 10 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... , 9, 10, 11  Next

 Similar topics

-
» Nad Tamizą.
» Most nad Tamizą

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
Mugolskie miejsca
 :: 
Tamiza
-