IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Karuzela na tafli jeziora

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : paris/london/hogwart
Czystość Krwi : 10%
Galeony : -1
  Liczba postów : 294
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6728-georgina-oceane-de-nevers#190424
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6988-zostaniesz-moim-problemem-badawczym#199545
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6989-straca-sie-osad-widzisz-to#199546
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7182-georgina-oceane-de-nevers#204381




Gracz






PisanieTemat: Karuzela na tafli jeziora   Wto Sty 21 2014, 21:08



Wydaje Ci się to być bardziej urocze czy szalone? Karuzela jest obsadzona na ogromnym jeziorze za pomocą magii. Gdy tafla jest zamarznięta masz przyjemność po prostu podejść do karuzeli i wsiąść na jednego z koni, lecz w letnią porę należy przygotować się na przeprawę łódką. Zabawa jest jednak niezapomniana. Chyba warto spróbować! Z tym, że uważaj, bo każdy z koników ma inną naturę.

1 - 6 - Wydaje Ci się, że wybrałeś najładniejszego z koni. Wszak jest srebrny, dostojny, uśmiecha się do Ciebie... Lecz gdy tylko dosiadasz jego, a karuzela rusza to wcale nic nie jest już takie bajkowe. Koń podrzuca Cię do góry, jakby kompletnie mu się nie podobało, że to Ty na nim siedzisz. Nie do wiary, ale udaje się to mu... Spadasz z karuzeli gdzieś na twardą taflę jeziora i czujesz, promieniujący ból w ramieniu i w kolanie. Chyba powinieneś wybrać się do okolicznego uzdrowiciela lub poprosić kogoś o pomoc.
2 - 4 - Taka wspaniała okazja, koniki takie miłe. Tylko wsiadać i jeździć, kręcić się w kółko. Zatem siedzisz spokojnie i śmiejesz się gdy tępo przyspiesza, lecz w pewnym momencie chyba rozumiesz, że Twój obiad chce wyjść na światło dzienne i rzeczywiście... Jak karuzela zatacza koło, tak samo i Twoje wydzieliny promieniście rozłożyły się po śniegu. Ale wstyd, ale może nikt nie rozpozna, że to Ty?
3 - 5 - Kompletnie nie wiesz, co Cię podkusiło, żeby tu przyjść i wziąć udział w cudownej przejażdżce na rozkapryszonych konikach. Wsiadasz na błękitnego i dla swojego bezpieczeństwa od razu łapiesz za lejce. Koń prycha i nabiera tępa w przebieraniu nogami w powietrzu przez co karuzela kręci się naprawdę bardzo szybko. A ty długo po zejściu z niej nie możesz dojść do siebie, bo kręci Ci się w głowie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Indie,Amritsar
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 848
  Liczba postów : 418
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5991-nadish-narayanan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6613-indyjskie-relacje-hindusa#186167
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6073-sowa-brandy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7183-nadish-narayanan#204383




Gracz






PisanieTemat: Re: Karuzela na tafli jeziora   Pią Sty 31 2014, 19:49

Nadish ubrany w zimową kurtkę i naciągniętą na głowę czapkę, jak tylko opatrzył sobie rękę zaraz pobiegł na karuzelę,urocze a zarazem szalone czyż nie prawda?
Puchon po prostu podszedł  do karuzeli i wsiadł na jednego z koni. Zabawa będzie raczej niezapomniana. Chyba warto spróbować!
No cóż  może chłopakowi wydaje się,ze to najładniejszy z koni.Cały srebrny taki ładny  dostojny i uśmiecha się do Nadisha wesoło.
Aha lecz jak tylko Puchon chce dosiąść jego,a karuzela rusza to wcale nic nie jest już takie bajkowo i uroczo.Rzekł bym nawet ze,szalenie.
Nagle koń podrzucił młodego hindusa do góry, jakby kompletnie się podobało,że to chłopak na nim siedzi a nie kto inny.
Po kilku minutach jednak udaje się to mu...Nie do wiary.Ale co to znowu Puchon spadł z karuzeli gdzieś na twardą taflę jeziora i czując, promieniujący ból w ramieniu i w kolanie.
Chyba czas się wybrać do uzdrowiciela lub poprosić kogoś ze znajomych lub najlepiej do jakiegoś nauczyciela o pomoc w końcu to oni chyba dbają bezpieczeństwo na feriach.
No chyba od samego rana chodzą za mną jakieś wypadki jak nie ręka nad źródełkiem to teraz karuzela co jeszcze mnie złego spotkać.
Co to piątek trzynastego dziś -rzekł udając się do motelu kulejąc.

Z/T
1
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Skąd : Bolton Abbey
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 37
  Liczba postów : 32
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7394-minerva-mine-sorensen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7395-wasza-ukochana-wariatka-sorensen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7397-mine-sorensen




Gracz






PisanieTemat: Re: Karuzela na tafli jeziora   Nie Lut 02 2014, 22:10

Po obiedzie. Karuzela na tafli jeziora. Liścik od Titi na tyle zaniepokoił biedną Mine, że z tą notatką  zawierająca zaledwie parę słów postanowiła  z listem nie rozstawać się nawet na chwilę, by zminimalizować do zera ryzyko zapomnienia przekazu. Kieszeń nie była dość pewnym schronieniem, stwierdziła więc, że najlepiej będzie po prostu przyczepić skrawek papieru do pióra. Pomysł okazał się dość trafiony -  gdyż nie zgubiła go i zaraz po zakończeniu posiłku Mine wypadła jak szalona, pośpieszając w stronę karuzeli.
No, no kto by się spodziewał, że Panna Sorensen, tak dużą wagę przykłada do nie spóźniania się na spotkania..  A więc, biegła, lecz pech, za pechem chciał, że trafiła akurat na dosyć obfite opady śniegu gdyż była dosłownie oślepiona śniegiem.  Był on tak gęsty, że ledwo widziała na dziesięć kroków przed sobą, a lodowaty wiatr smagał nim po oczach tak, że łzawiły z bólu.
Gniewnie pokręciła głową, nakazując sobie nie zwracać uwagi na ból, na zimno, na drętwiejące palce stóp i dłoni, ignorować protesty buntującego się ciała. Chciała umorzyć wszystko poza koniecznością zwiększenia odległości, jakby goniło ją tuzin ścigających ją bydlaków na tyle, na ile leżało to w ludzkiej mocy. Musiała zapomnieć o wszystkim, poza biegiem. Kilka ścieżek dalej droga była zupełnie zaśnieżona, a podmuchy gwałtownie zbijały w powietrze kłęby białego puchy. Nagle, żeby tego było mało jej nogi w butach o skórzanych podeszwach rozjechały się na pokrytych cienką warstwą śniegu kocich łbach, przez co wpadła do wielkiej, głębokiej zaspy, ślizgając się na kolanach i dłoniach. No i po co budują to kocie łby. Niech to szlag, jeszcze tego jej brakowało. To nie była pora na uleganie słabości. Nie teraz, kiedy była prawie po pas w śniegu, a z rozciętej dłoni sączyła się krew. Musiała zahaczyć o chodnik, upadając. Może biały puch ukryje odciski jej butów i ślady krwi… Błagała, prosiła cicho o to, aby przestało padać i wiać.  I tak spali się ze wstydu, bo widoczny ślad, wywiniętego orła, wyraźniej się odznaczał, na alejce prowadzącej do karuzeli.
Dziewczyna nie miała nawet czasu szukać rękawiczek czy szalika,  tak jej się śpieszyło przez co narzuciła tylko na siebie zimowy płaszcz, lecz nie wystarczył, aby ochronić przed zimnem twarz i dłonie. Jeśli ten, ktoś ją zobaczy, ucieknie znowu, pomyśli, że jest wariatką kompletną. To było istne szaleństwo, godząc się na to. Co jej strzeliło do głowy. Jak tylko wróci do Titi, dopiero da jej do wiwatu.
Jeszcze ta, cholerna karuzela.  
Wieczór zapowiadał się doprawdy uroczo...
Nawet przeszło jej przez myśl, żeby spróbowała wycofać się i schować gdzieś między drzewami, po chwili jednak uznała, że to co najmniej głupie, bo nachodząca osoba widziała by zapewne tak samo dobrze, jak ona go.  Czyżby bała się się konsekwencji? Sumienia? Mogłoby się tak zdarzyć - szczególnie zważając na pogodę - że dziewczyna po prostu się tutaj, zgubiła, zasypał ją śnieg i wcale nie jest tym za kogo się podaje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Doncaster, Anglia
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 269
  Liczba postów : 327
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6085-allistair-silverstone
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9682-allistair
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6088-wyplosz-allistaira
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7312-allistair-silverstone




Gracz






PisanieTemat: Re: Karuzela na tafli jeziora   Nie Lut 02 2014, 22:35

Mathilde niewiarygodnie poprawiła mu tym listem humor. Przynajmniej w ten sposób mógł się jakoś oderwać od swoich problemów i spędzić miło czas w towarzystwie osoby, która nie brała udziału w żadnym z tych wydarzeń. I to jeszcze jakiej osoby! Może to uśmiech losu po wielkiej burzy z Faridem i amortencją w tle? A może zwykły zbieg okoliczności? W każdym bądź razie Villadsen była jego dobrą wróżką i – choć nieświadomie – sprawiła mu tym ogromną radość.
Po obiedzie pospieszył w stronę jeziora, gdzie znajdowała się karuzela. Miał nadzieję, że to miejsce spodoba się Mine. W końcu zwracało na siebie uwagę równie mocno, co ta dziewczyna. A jeśli nie? Chyba się załamie, ale powinien przystać na jej propozycję spędzenia tego dnia. O ile nie ucieknie, kiedy tylko go zobaczy. Ciągle mu się wydawało, że Krukonka irytowała się jego obecnością bardziej, niż wszyscy inni wokół, a on po prostu starał się być miły i pomagać, gdy nastała taka konieczność. Poza tym co mógł poradzić na to, że ją lubił i to nawet bardziej, niż się spodziewał, mimo że tak naprawdę byli sobie praktycznie obcy?
Śnieg padał tak obficie, że wydawało mu się, iż zgubi się gdzieś pomiędzy drzewami. W Lynwood był po raz pierwszy, ale zdołał już je nieco poznać, przechadzając się tu ze znajomymi. Zresztą Mathilde wierzyła, że Allistair spisze się wyśmienicie w roli organizatora rozrywek i nie chciał jej zawieźć. W końcu tyle dla niego robiła, a on tylko marudził jej w listach na swoje problemy, zamiast starać się ją wspierać.
Jęknął, dostrzegłszy, że Mine już na niego czekała. Czuł się głupio z myślą, że się spóźnił, a dama musiała marznąć. Przyspieszył jeszcze bardziej, starając się nie poślizgnąć. Niemalże biegł, a gdy znalazł się przy niej, uśmiechnął się wesoło.
- Cześć – przywitał się, przyglądając się jej z zaciekawieniem. Nie ubrała się specjalnie ciepło jak na taki mróz, co go zdziwiło. No ale to była Mine – ona zawsze wyróżniała się na tle innych. Mimo wszystko chciał być Supermenem, tak jak pisał Tillie w liście, więc zdjął swoje rękawiczki i podał je dziewczynie. – Tobie się bardziej przydadzą.
Czuł się trochę niepewnie. Nie sądził, że w ogóle zdoła ją złapać na tych feriach, tyle tu było osób i miejsc. Ale jednak stała tu przed nim w całej swej okazałości.
- To jak? Gotowa na odrobinę rozrywki? – zapytał, a uśmiech nie schodził mu z twarzy. – Przejedziemy się czy wolisz pójść gdzieś indziej?
Wskazał na karuzelę, która kusiła go od dość dawna. Przypominała mu dzieciństwo, choć ta z pewnością będzie o wiele lepsza, bo w końcu – magiczna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Skąd : Bolton Abbey
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 37
  Liczba postów : 32
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7394-minerva-mine-sorensen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7395-wasza-ukochana-wariatka-sorensen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7397-mine-sorensen




Gracz






PisanieTemat: Re: Karuzela na tafli jeziora   Nie Lut 02 2014, 23:30

Coś tak cichego, jak kroki i to nie ważne kogo idącego po śniegu, który przecież dodatkowo tłumił wszelkie dźwięki, człowieka, nie mogło przedrzeć się przez nieustępliwą zawieruchę. Nic nie zakłóciłoby jej skupienia, gdyby nie fakt, że osoba, która nagle nadeszła od strony miasteczka, władowała się w sam środek  jej wizji, ucieczki, skutecznie ją uniemożliwiając.
Płaski krajobraz całej okolicy,  gdzie sięgnąć wzrokiem przeobraził się w jedną wielką falującą pustynię śnieżną. Porywisty wiatr, tylko przybierał na swojej sile. A to był dopiero początek tego co miało nadejść, a co raz większe pogorszenie się pogody, tylko utrudniało jej racjonalne myślenie.
Bo co głupia wychodziła w taką pogodę na dwór. Sam fakt, że cały czas tkwiła w tej beznadziejnej pozycji, nie czując nic, o tym właśnie świadczył. Czas się zatrzymał. Już zaczęła wywlekać same czarne scenariusze i myśleć o najgorszym. Gdy, rozpoznała z początku obcego Allistara, była nim szczerze zdumiona..  
Był to Puchon, który ostatnio działał jej nerwy i który, od  pewnego czasu, skutecznie jej unikał.
Że też sama na to wcześniej nie wpadła. A po noć, była w domu, którego cechuję inteligencja. No jak sama, mogła się nie domyśleć, że to będzie on, przecież był blisko z Tillie i się, że sobą przyjaźnili, więc nic w tym dziwnego, że wysłała właśnie jego.
Tak, naprawdę był człowiekiem, zupełnie jej obcym, kojarzyła go ze szkolnych korytarzy, ale jako że była mało zainteresowana i jeszcze na dodatek z innego domu, to nie miała dotychczas zbyt wiele okazji, żeby stanąć z nim tak naprawdę samej oko w oko. Parę razy chyba rozmawiali, ale raczej przypadkowo, kiedy trafili na siebie w szkole albo na ulicy.  Z resztą - zawsze miała problem z bliższymi relacjami, poza tym nie przywiązywała do tego wielkiej wagi. Postarała się nieco uspokoić - bo to wszystko była też wina jej furii i frustracji, które w niej narastały od paru chwil, a dzisiaj osiągnęły punkt kulminacyjny..
Czuła, jak chłód przejmuje jej  ciało, jak drętwieje od mrozu, który panuje na zewnątrz. Zamienia się powoli w lodowy, zimny posąg. Jak te konie z karuzeli.
Przyjrzała się mu uważniej. Znała go z widzenia na tyle, żeby wiedzieć, że pod płaszczem kryje się raczej szczupła nie rzucająca się w oczy sylwetka.. Miał krótkie, przycięte, jasno brązowe włosy i  oczy, które przypominało jej teraz płynne złoto, błyszczały z podekscytowania na jej widok.
Nie mogła tego nie zauważyć, ale były wyraźniej kontrastujące z otaczających ich zewsząd zimnem. Chyba nie zdawała sobie z tego wszystkiego sprawy jak idiotycznie musi wyglądać, przyglądając się mu jak ciele na malowane wrota i tym z swoim żałosnym wyglądem. Nigdy nie dbała o swój ubiór, ale rzeczywiście nie ubrała się dzisiaj zbyt ciepło, a brak rękawiczek i szalika, tylko mógł świadczyć o jej idiotyźmie. Była cała pokryta śniegiem i gdyby cofnął się od niej więcej, niż dziesięć kroków, wątpiła, by  czy rozpoznałby choćby jej kontury. Mogła teraz  zniknąć, rozpłynąć się teraz w powietrzu i odejść w swoją stronę. Musiała trochę ochłonąć.
Chciała nawet gdzieś w głębi serca powiedzieć coś w stylu "wybacz". Nie zwykła jednak przepraszać.
Uśmiechnęła się delikatnie, choć w jej przypadku wyszedł trochę grymas niż uśmiech i również się przywitała, nadal się na niego gapiąc - Cześć -  Może trochę przepraszająco z widocznym zażenowaniem. Nie potrafiła ocenić, bo przecież śnieg pokrywał wszystko dookoła.  Gdy, nakrył jej dłonie swoimi rękawiczkami, miała ochotę, przewrócić oczami i trzepnąć go w ramię, ale w tej chwili nie było to możliwe. Gdyby nie zimno, pewnie cała była by czerwona ze złości i irytacji. Krępowała się takich gestów. I mimo, że wciąż gotowało się w niej od negatywnych emocji. Może nawet trochę się go bała?. Mimo wszystko przyjęła od niego rękawiczki - Zamarzniesz. - Wychrypiała w końcu cichym, ochrypiałym  trochę chłodnym głosem, który ledwo przedzierał się przez gardło. - Jeśli chcesz, możemy tutaj zostać - oczywiście zaprzeczając samej sobie, stanęła bliżej niego, unosząc głowę wyżej i patrzeć, na jeden z koszmarów jej życie. I
nie wiadomo jak bardzo była by magiczna, zasada ta sama, kręci, się dookoła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Doncaster, Anglia
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 269
  Liczba postów : 327
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6085-allistair-silverstone
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9682-allistair
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6088-wyplosz-allistaira
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7312-allistair-silverstone




Gracz






PisanieTemat: Re: Karuzela na tafli jeziora   Pon Lut 03 2014, 14:11

Pamiętał, jak pierwszy raz w życiu jechał karuzelą. Miał wtedy chyba sześć lat i ojciec zabrał jego i Olivera do wesołego miasteczka. Jeden z niewielu dni, który mogli spędzić razem, ważny dla Allistaira równie mocno, jak wycieczka do zoo całą rodziną. Potem, przez wyjazd do Hogwartu, utracił te chwile już na zawsze i widywał rodzinę tylko w wakacje lub święta. I to nie zawsze, bo w końcu zapragnęło mu się zwiedzać świat i wyruszać razem z uczniami szkoły w tajemnicze miejsca w najróżniejszych zakamarkach świata. Mimo wszystko to wspomnienie utkwiło mu w głowie i nie miało opuścić jej już nigdy. Letnie podmuchy morskiej bryzy wędrowały między myślami, które przywoływały po kolei jaskrawe barwy atrakcyjnych dla małych chłopców zabawek, irytującą melodyjkę z pozytywki, przy której stał starszy mężczyzna z skrzeczącą papugą na ramieniu i okrzyki sprzedawców kukurydzy i hot dogów, którzy czasem wędrowali na plażę po drugiej stronie brukowanej drogi, by opchnąć swoje produkty opalającej się młodzieży. W porównaniu z mrozem Kanady, to była istna ostoja dla duszy, która wprawiała go w jeszcze lepszy nastrój. Konie, słoniki i inne zwierzaki, kręcące się w kółko i mieniące wieloma barwami stały się ważną częścią tego wszystkiego. To pierwszy raz, kiedy ojciec zgodził się na to, aby chłopcy robili wszystko, na co mieli ochotę, nie martwiąc się o to, ile pieniędzy będzie musiał na to przeznaczyć. Wygrał na loterii pięćdziesiąt funtów i choć mógł je przeznaczyć na coś konkretnego, chciał sprawić frajdę swoim dzieciom. Złoty człowiek, który zasługiwał na jak najlepsze życie i który potrafił się cieszyć tym, co miał, pomimo przeciwności losu, jakie go dotykały. All chciał brać z niego przykład i było mu wstyd przed samym sobą, gdy robił coś, co mogło zawieźć jego rodziców. Ale się starał, a chęci też się liczyły, nieprawdaż?
Potrząsnął głową, odganiając wspomnienie i spojrzał na Mine, która pomimo niechęci przyjęła jego rękawiczki. Ucieszył się z tego, ponieważ przez moment obawiał się, że dziewczyna po prostu nimi rzuci i sobie pójdzie. Może też nie chciała zawieźć Tillie, która tak bardzo się postarała, aby znaleźć dla niej towarzystwo?
- Nie zmarznę – powiedział jej na przekór i wcisnął ręce do kieszeni kurtki. Nawet jeśli doskwierało mu zimno, to przecież nie mógł pozwolić, by Krukonka marzła. To nie było godne zachowanie, a on mimo wszystko chciał jakoś odpokutować grzechy pierwszego tygodnia wyjazdu.
- Widzę, że nie podoba ci się ta karuzela, więc chodźmy gdzieś indziej – zaproponował. Było mu trochę przykro, bo chciał się przejechać i odrodzić wspomnienie, które przed chwilą powróciło na moment, gdy ujrzał kolorową atrakcję Lynwood. Ale rozpoznał po minie Sorensen, że chyba nie odpowiadał jej ten rodzaj rozrywki, więc mogli się stąd ulotnić.
Spojrzał tęsknie na karuzelę, po czym ruszył kilka kroków w stronę miasteczka. Po chwili jednak przystanął i odwrócił się, znów spoglądając na dziewczynę.
- Idziesz? – zapytał.

Jeśli chcesz stąd iść, to zrób zt i pisz w innym miejscu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Skąd : Bolton Abbey
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 37
  Liczba postów : 32
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7394-minerva-mine-sorensen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7395-wasza-ukochana-wariatka-sorensen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7397-mine-sorensen




Gracz






PisanieTemat: Re: Karuzela na tafli jeziora   Pon Lut 03 2014, 14:53

Ograniczyła myślenie do minimum. Mróz zaczął robić swoje i jej mózg zaczynał pracować na niższych obrotach. Chciałaby już móc wtulić się w kołdrę i trochę rozgrzać. Chociaż wolała zimno, to nie mogła oszukać swojego organizmu - zbyt długo wystawiała już go na niską temperaturę.
Wiatr...
Uciekała z wiatrem.
Jednak miałaby zapomnieć o rzeczywistości? Wolała nie zastanawiać się nad tym co by zrobiła lub czego nie zrobiła wcześniej. Nigdy nic nie wydawało jej się tak rzeczywiste, jak na tym mrozie, kiedy ból jest tak realny, że zmusza do racjonalnego myślenia: NIE MA żadnego tam, później, wcześniej. Jest tylko teraz. Tu i teraz. Teraz rozstrzygają się wszystkie decyzje, Po przecież dał jej wolną rękę to tego, aby zadecydowała czy chce tu zostać czy pójść. Dlaczego więc widząc jego tęskne spojrzenie, właśnie przypomniała sobie jak ważne jest to tu i teraz. Nie ma znaczenia NIC oprócz tego, więc gdy COKOLWIEK by teraz  nie zrobił, to nie miało znaczenia. Konsekwencje tak naprawdę się nie liczyły. Była jednak spokojna i lubiła myśleć racjonalnie. Rachowała swoje potencjalne korzyści i nie widziała żadnego zysku w czynieniu jakichkolwiek głupich gestów, czy złośliwości. Bo i po co, już i tak robiła dużo zamieszania swoją osobą- Słuchaj jeśli chcesz możesz się przejechać, a ja zrobię ci zdjęcie - Lakoniczna wypowiedź. Jak zwykle. Nie używała zbyt wielu słów. Werbalizowała tylko myśli, które naprawdę chciała z siebie wyrzucić, bo przecież żaden język nie jest w stanie oddać tego, co siedzi jej aktualnie w głowie.. - Powinieneś. - Ktoś mógłby stwierdzić, że to zdawkowe stwierdzenie,  mówi po to, żeby zrobić mu przyjemność, ale ona już taka po prostu była. Całe może negatywne wrażenie, które musiała na nim wywrzeć, było tak naprawdę konsekwencją jej charakteru. I może chciała się trochę zmieniać, choć było jej to nie na ręka, zaważając na obecny stan.
- To dla Tillie - Dodała po chwili milczenia, potwierdzając tym samym, samej sobie, że to tylko dla tego, że zrobiło mu się go żal. Czy może starała się choć raz być normalna.
Trudno to ocenić. Bo nigdy nie umiała się dogadywać z ludźmi i coś tak normlanego i ludzkiego przecież, jak bawić się na karuzeli  jest jej zupełnie obce i kojarzy się ze smutnymi wspomnieniami z dzieciństwa, które nigdy nie było tak kolorowe jak ta karuzela.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Doncaster, Anglia
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 269
  Liczba postów : 327
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6085-allistair-silverstone
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9682-allistair
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6088-wyplosz-allistaira
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7312-allistair-silverstone




Gracz






PisanieTemat: Re: Karuzela na tafli jeziora   Pon Lut 03 2014, 20:04

Allistair posłał jej zdziwione spojrzenie i cofnął się, by znów stanąć obok Mine. Nie sądził, że pozwoli mu przejechać się na karuzeli. Myślał, że będzie chciała jak najprędzej się stąd zmyć, odbyć swoją „karę” i uciec od niego. Zgodnie z prawdą powiedzieliby Mathilde, że się spotkali, ale na tym by się skończyło.
- Naprawdę mogę? – zapytał z niedowierzaniem, a na jego twarzy znów wykwitł szeroki uśmiech. Kochał się śmiać, to było takie niewiarygodne uczucie. Przepełnienie radością i szczęściem kojarzyło mu się z promieniami słońca, które prześwitują przez burzowe chmury, zwiastując nastanie lepszego jutra. To tak, jak po biblijnym potopie, gdy deszcz nagle przestał padać, a gołąb dał znak, że gdzieś tam jest ląd, świadczący o nowym istnieniu.
- Ale potem zdjęcia robię ja! Trzeba pokazać Mattie, że i Ty się dobrze bawiłaś.
Miał nadzieję, że dziewczyna naprawdę po jakimś czasie się rozweseli. Nie mógł znieść tej jej irytacji i niezadowolenia. Robiło mu się smutno na samą myśl, że tak ciężko ją zadowolić. Była dość trudna, ale właściwie czy nie mógł tego uznać za nowe wyzwanie? Przecież lubił się pakować w skomplikowane sprawy, a jeśli skupi się dostatecznie mocno na Sorensen, wszystko inne pójdzie w zapomnienie. Chociaż nie chciał odrzucać z głowy swoich przyjaciół. W ogóle ich nie chciał odrzucać! Musiał po prostu zastanowić się, co począć dalej i porozmawiać z nimi dość poważnie – zwłaszcza z Jimem.
- Tillie się ucieszy! – Dodał ochoczo i podszedł karuzeli, przyglądając się z uwagą koniom. Spodobał mu się srebrny. Był jak pegaz z bajki o Herkulesie, którą tak uwielbiał. W dzieciństwie obejrzał chyba wszystkie, które się dało. Nadal był małym chłopcem – takim Piotrusiem Panem, który nie chciał dorosnąć, a pragnął jedynie się bawić i ucierać nosa złym piratom.
Wskoczył na swoje miejsce, a gdy karuzela ruszyła, znów ogarnęła go nieziemska radość. Poczuł się jak wtedy, gdy miał sześć lat i razem z Oliverem kłócili się o to, który będzie jechał na tygrysie. I tak w końcu ojciec się zdenerwował i posadził tam ich obu, ale frajda pozostała taka sama.
Nagle konik oszalał i podrzucił go do góry, przez co Allistair wylądował na lodzie, ślizgając się po nim trochę w stronę Mine. Roześmiał się, zawstydzony tym, że tak się to skończyło, ale miał za swoje. W końcu to on chciał wchodzić na karuzelę. Całe szczęście, że dziewczyna postanowiła jednak zostać na lodowisku, bo inaczej też pewnie gruchnęłaby w ziemię.
Spróbował się podnieść i poczuł okropny ból, rozprzestrzeniający się w ramieniu. Do tego doszło jeszcze kolano. Niech to szlag! Jęknął z bólu, próbując jakoś się z tym uporać. I tak wyszedł już na totalną ofiarę losu przed Krukonką.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Skąd : Bolton Abbey
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 37
  Liczba postów : 32
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7394-minerva-mine-sorensen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7395-wasza-ukochana-wariatka-sorensen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7397-mine-sorensen




Gracz






PisanieTemat: Re: Karuzela na tafli jeziora   Wto Lut 04 2014, 17:50

Ręce włożyła w kieszenie popielatego płaszcza. Choć trochę chroniąc je przed, nieprzyjemnymi podmuchami wiatru, które bez trudy przedostawały się pod ubrania. I jeśli, dzięki tej przygodzie nie złapie jakiegoś choróbska to będzie istny cud.  Widziała doskonale jego zdziwione spojrzenia i naprawdę, narastała w niej co raz większa złość i niepewność, bo co, ona nie mogła pokazać sobą, że też potrafi się normalnie zachowywać i, że nie jest chorą psychicznie wariatką, która wyładowuje swoją złość na wszystkim co się rusza, żyje i okazuje jej jakiekolwiek zainteresowanie. Niech on się jej nie dziwi też, że zachowuje się tak, a nie inaczej. Ludzie naprawdę potrafią być czasem okropnie wredni i wstrętni jeśli ktoś, aż za nad to się wyróżnia na ich tle. Nie chciała przecież tego wszystkiego, bo może ni  wiedziała, ale pod tą warstwą przeróżnych  dziwactw -  ukryta była bardzo wrażliwa i delikatna dziewczyna, skrzywdzona  wiele razy przez słowa i krzywdy innych. Więc skoro on sam się nią zainteresował, powinien był to zauważyć, a może pomimo tego nie chciał, tego dostrzec. I gdyby nie ingerencja Mathy, czy w ogóle by okazał jej jakiekolwiek zainteresowania, i jeśli go tak strasznie, cały czas od siebie odpychała to czy pomimo tego całego trudu, spróbowałby choć raz zdobyć jej zaufanie.
Nie była dla nikogo ważna, nikt o niej nie pamiętał, nikomu nie była potrzebna i gdyby nawet coś jej stało, to czy kogoś by to obeszło. Nie była popularna, a nikt tak naprawdę nie starał się nigdy jej poznać. Więc taki Allistair wydał się być dla niej poważnym zagrożeniem.
- Tak, pewnie - zapewniła, go swoimi słowami, aby zrobił to o czym teraz, tak skrycie marzy. Nie była  przecież ślepa. Widziała jak mu na tym zależy. Zresztą może chciała się przekonać, że ta cała karuzela nie jest tak zła i za jego na mową, spróbuje przełamać swój strach. Ostatni raz, gdy siedziała na karuzeli o mało nie rozbiła sobie głowy o kamień, gdy wypadła z krzesełka, wepchnięta siła przez kolegów z sąsiedztwa. Myślała, wtedy, że umrze, że to przyszedł jej czas, bo karuzela, kręciła się, kręciła i wcale nie chciała przestać, a ona ostatkami sił się, kurczowo,  trzymała się krzesełka.. To było bardzo dawno temu, ale w chwili gdy zobaczyła, jeden z koszmarów jej dzieciństwa, wspomnienia odżyły na nową - Mając je teraz przed oczami.
Po za tym, zupełnie go nie znała go. Nie wiedziała jaki był, ani też nie mogła go oceniać. Jednak była pewna, że dobrze zrobiła, decydując się, żeby jeszcze chwilkę tutaj zostać.. Nawet odważyła się nieznacznie unieść lekko, prawy kącik ust góry, aby na jej twarzy pojawił się delikatny, łagodny uśmiech. Co w całej sytuacji wydawało się być, nie mal groteskowe. Bo otoczenie wcale nie było takie przyjazne, a dokuczliwe zimno tylko pogarszało całą sytuację. Chcąc  dodać mu tym większej pewności siebie i żeby  w końcu to zrobił, było już naprawdę zimno, wręcz lodowato.
- Zobaczymy, co będzie dalej - powiedziała dalej się delikatnie się uśmiechając.
Czuła obecność Allistara, gdy ten przeszedł obok niej, aby dojść do karuzeli, ale nie odważyła się obrócić i spojrzeć mu znowu w otchłań jego oczu. Umysł Mine zaczynał wariować, bo zdawało jej się, że zaraz stanie się coś złego i nie będzie wstanie tego powstrzymać i będzie miała sobie za złe, że jednak nie poszli sobie stąd.
Dobrze słyszała, jak wsiadał, na jednego z koni i gdy wybrał jednego z najbardziej rzucającego się jej zdaniem wierzchowca już od razu wiedziała,  że nie jest to zbyt dobry wybór. Zdążyła tylko sięgnąć do kieszeni po aparat, gdy usłyszała dziwne, głuche uderzenie  o ziemie i zobaczyła, chłopaka leżącego na lodzie obok karuzeli.
W pierwszej chwili poczuła dziką ochotę, aby zacząć wrzeszczeć, zatkać oczy i zrobić cokolwiek, byleby ten widok zniknął jej z przed oczu. Zacisnęła mocniej zęby, walcząc z szaleństwem.
Skrzywiła się lekko, gdy jej noga znowu zapadła się głęboko w śnieg, jednak nie mogła go tutaj zostawić, samego i z silną determinacją, widoczną na twarzy, podbiegła do niego, pomagając mu się podnieść. Był taki bezradny, kiedy nie mógł się podnieść, walcząc ze swoim ciałem
- Allisatair, wszystko dobrze?.. Nic ci się nie stało -zapytała z niepokojem i strachem, który znowu do niej powrócił i utrudniał racjonalne myślenie - Zrobiłeś sobie coś. Gdzie ciebie boli.- Zadawała mu pytania niczym karabin maszynowy jeden za drugim, jakby to miału mu  to pomóc.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Doncaster, Anglia
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 269
  Liczba postów : 327
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6085-allistair-silverstone
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9682-allistair
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6088-wyplosz-allistaira
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7312-allistair-silverstone




Gracz






PisanieTemat: Re: Karuzela na tafli jeziora   Czw Lut 06 2014, 14:01

Życie spławiło Allistairowi psikusa, zapoznając go w większości ze złymi kobietami. Poza Mathilde czy Echo, wszystkie dawały mu w kość, nic więc dziwnego, że pomimo swojej sympatii do Mine, nie ryzykował i postrzegał ją w taki, a nie inny sposób. Z czasem zapewne się przekona, że to naprawdę wrażliwa i inna niż wszystkie dziewczyna, ale póki co gnębiło go uprzedzenie. Przecież Cornelia znienawidziła go już po poznaniu, Sarah przyłożyła w twarz, Shenae zrobiła prawie to samo, a i Victorique – choć nie prawdziwa – dała mu kiedyś popalić. Mimo to wszystkie były dla niego ważne i może właśnie dlatego pozwalał im na to, aby całkowicie pozbawiły go męskiej dumy.
All był dość specyficznym człowiekiem, który niewiele myślał na temat tego, co robił i mówił. Jednak gdy jego czyny w jakiś sposób raniły drugą osobę, sumienie nękało go tak długo, aż odzyskał zaufanie tego kogoś. W końcu kłótnie z przyjaciółmi to nieodłączna część jego egzystencji i nie mógł tak po prostu się bez nich obyć. Potrzebował ich, nawet jeśli to oni wyżywali się na nim. Chyba popadł w skłonności masochistyczne, skoro tak łatwo do tego wszystkiego lgnął.
On zdecydowanie nie był normalny i do ludzi nienormalnych go ciągnęło. Choć dziwactwa Mine były tylko zbroją, za którą kryła się przed społeczeństwem, fascynowały go i przyciągały do siebie niczym zapach amortencji, ukazujący najpiękniejsze rzeczy w życiu człowieka.
Chłopak nie miał pojęcia, że karuzela była tak strasznym wspomnieniem dla Krukonki. Gdyby był tego świadom, zapewne wybrałby inne miejsce na spotkanie, trzymając się z daleka od lynwoodzkiego jeziora. W końcu jemu kojarzyła się z czymś miłym – z bajkowym życiem szczęśliwego dziecka, któremu zupełnie nic nie grozi. Dzieciństwo Allistaira było właściwie tak magiczne, że nie mogło się równać nawet z Hogwartem, który wprowadził zamęt. To właśnie ta szkoła zmusiła go do pozostawienia ukochanych krewnych, aby wpakować go w totalne kłopoty, z którymi w ogóle sobie nie radził. Ale i tak nie oddałby magii nawet za jeden dzień zwyczajnego życia. Marzył o przygodach herosów z komiksów i zyskał szansę na bycie jednym z nich. Szkoda tylko, że nie wykorzystywał tej możliwości i był zwyczajnym błaznem, którego każdy miał dość. Nie wykazywał się ani trochę inteligencją, mimo że w głębi ducha był mądrym i sprytnym chłopakiem, potrafiącym wyjść z wielu opresji, wymagających interwencji różdżki. Zrobił sobie maskę klauna i dążył do tego, aby każdy tak o nim myślał. Bezmyślny dzieciak, nie ukazujący ani krzty dojrzałości. Ta otoczka naprawdę utrudniała mu wszelkie znajomości, ale chyba niespecjalnie chciał od tego odchodzić. Przynajmniej mógł dać innym nadzieję, że byli od niego lepsi.
Konik na karuzeli zaskoczył go. Przeczuwał, że to będzie magiczna karuzela, sprawiająca innym psikusy, ale nie sądził, że aż tak bolesne. Miał wrażenie, że ten dzień skończył się, nim jeszcze na dobre zdołał się rozkręcić, a wszystko przez to, że po prostu był kompletnym idiotą. Powinni od razu stąd pójść, gdy tylko dostrzegł minę Mine. Przecież ona pozwoliła mu się przejechać tylko i wyłącznie dlatego, że nie krył się ze swoim pragnieniem, a teraz tak potwornie się załatwił. Zniszczył jej szansę na normalne zwiedzenie czegokolwiek i przy okazji zawiódł Mathilde. Ponoć liczyły się dobre chęci, ale jemu po raz kolejny coś nie wyszło. Nowa porażka, którą mógł sobie wpisać w cv. A było dość bogate, jeśli chodzi o ten dział.
- Wszystko w porządku – powiedział i spróbował się podnieść, ale noga bolała go tak mocno, że tylko jęknął, znów opadając w śnieg. Ofiara, zwykła ofiara, nie mogąca choć przez chwilę zachowywać się jak zdrowy na psychice człowiek.
Nie, nic nie jest w porządku. Nie chciał jej pokazywać swoich słabości, ale w tym momencie to po prostu nie było do wykonania. Uśmiechnął się do niej słabo.
- Możemy pójść do pielęgniarki? – Zapytał. – Albo najlepiej się teleportować.

z/t

Wybacz zt, wyjeżdżam na 2tyg.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Kanada, Trois-Rivières
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1827
Dodatkowo : metamorfomagia, rezerwowy pałkarz
  Liczba postów : 707
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5525-madison-chloe-richelieu#160262
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5529-pancake-karma-is-coming-after-you#160278
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5528-madisonowa-sowa#160270
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7198-madison-richelieu




Gracz






PisanieTemat: Re: Karuzela na tafli jeziora   Sro Lut 12 2014, 21:17

Richelieu uwielbiała karuzele. Wszelkiego rodzaju, te małe i te duże, wolniej czy szybciej się poruszające, uwielbiała je do szaleństwa. Nie rozumiała zupełnie, dlaczego niektórym robi się niedobrze od samego patrzenia na wirujące elementy karuzeli, dlaczego wykrzywiają twarze w niezadowoleniu słysząc słowo „karuzela”, jakby od samego myślenia o niej skręcały im się nieprzyjemnie wnętrzności. Może trochę absurdalnie, ale po przejażdżce na karuzeli zawsze czuła się lepiej, jakby w trakcie wirowania gubiła po drodze wszystkie problemy. Kochała moment, w którym całe otoczenie zlewało się w całość, zostawiając jedynie smugi odcinających się od siebie barw, a ona rozglądała się dookoła nic nie widzącymi oczyma, w których malował się zachwyt. Kolory. Wszystko sprowadzało się do kolorów. I nic innego nie miało znaczenia, kiedy karuzela nabierała szaleńczego tempa, a ona czuła się lekka jak piórko, jak gdyby grawitacja przestawała istnieć.
Tego dnia nie myślała o niczym innym, szła przez Lynwood ciągnięta hipnotyczną wizją wirującego świata pozbawionego zmartwień, a ona nawet nie próbowała się przeciwstawiać. Madison nie potrafiła nawet zliczyć ile razy w trakcie całej swojej nauki w Riverside tutaj przychodziła, ale teraz ani przez chwilę nie musiała się zastanawiać nad tym, którego kolorowego konika wybrać, po prostu już doskonale wiedziała, który jak się zachowuje. Małe, zdradzieckie koniki, ciekawe ile przyjezdnych z Hogwartu straciło sympatię do karuzeli. Kanadyjka pogłaskała delikatnie szyję wybranego przez nią błękitnego konika i chwyciła lejce, całkiem rozważnie zresztą, bo ten już po chwili zerwał się z miejsca, nadając tempa całej karuzeli.

Drgnęły madonny
I orszak konny
Ruszył z kopyta.
Lata dokoła
Gramofonowa
Płyta,
Taka
       płyta:  
Migają w krąg anglezy grzyw
I lambrekiny siodeł,
I gorejące wzory bryk
Kwiecisto-laurkowe.


Gdy świat już zaczął powoli zwalniać, a z barwnych smug ponownie wyłoniły się kształty i krawędzie, Richelieu zsunęła się z błękitnego konika, którego uprzednio z wdzięcznością ucałowała w czubek głowy, po czym dość chwiejnym krokiem podeszła do pobliskiej ławeczki, uśmiechnięta szeroko, jak gdyby to był najlepszy dzień jej życia. Położyła ramiona na oparciu ławki i odchyliła lekko głowę do tyłu, by jeszcze przez parę chwil, zanim wszystko wróci do normy, nacieszyć się wirującym nad jej głową niebem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gość












PisanieTemat: Re: Karuzela na tafli jeziora   Czw Lut 13 2014, 16:01

Nie pytajcie mnie jak Lukas się tutaj znalazł, powiedzmy że sobie wyszedł z motelu i ruszył tam gdzie go poniosą nogi. Zatrzymał się dopiero przy karuzelach spoglądając na osoby które się tam znajdowały, jego wzrok spoczął na jednej dziewczynie. Taka duża a bawi się na karuzeli. Uśmiechnął się delikatnie gdy przypomniał sobie ich ostatnie spotkanie. Nie skończyło się natomiast tak jak powinno, dlatego tym bardziej to spotkanie mogłoby być niezręczne. Oczywiście dla niej, ponieważ Lukas chciał tego pocałunku (tak załóżmy że tak się to skończyło, to był ten moment w którym Madi uciekła z jego gabinetu).
Stał tak jeszcze przez chwilę, ech naprawdę była mu potrzebna więc wypadałoby ją przeprosić, lecz Lukas nie był mężczyzną który podejdzie i powie prosto z mostu przepraszam, to było dla niego zbyt trudne zadanie. No ale co innego miał zrobić, podejść i powiedzieć "cześć", a może, "co słychać". O tak to by było takie głębokie przywitanie. Chyba pierwsza wersja będzie najlepsza.
Zaczerpnął świeżego powietrza, dlaczego tak się przejmował? W końcu Madi miała być jedynie zabawką w jego rękach. Nagle więc coś się zmieniło? Można powiedzieć że pierwszy raz dostał kosza, nie zdarzyło mu się by dziewczyna uciekła z zastawionych przez niego sideł.
-Cześć. Zaczął niepewnym tonem, stojąc tuż za jej plecami.
Powrót do góry Go down



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Kanada, Trois-Rivières
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1827
Dodatkowo : metamorfomagia, rezerwowy pałkarz
  Liczba postów : 707
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5525-madison-chloe-richelieu#160262
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5529-pancake-karma-is-coming-after-you#160278
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5528-madisonowa-sowa#160270
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7198-madison-richelieu




Gracz






PisanieTemat: Re: Karuzela na tafli jeziora   Czw Lut 13 2014, 19:04

Lucasowi pewnie też się marzyła karuzela, tylko wstydził się do tego przyznać i przyszedł tu z nadzieją na to, że w okolicy nie będzie nikogo, kto by się z niego naśmiewał i będzie mógł niepostrzeżenie wskoczyć na jednego z szalonych koników! Na pewno tak właśnie było, tylko los mu nie sprzyjał, bo w tym pięknym dniu po zamarzniętym jeziorze kręciło się całkiem sporo ludzi. Richelieu siedziała sobie spokojnie na ławeczce, czekając aż wciąż wirujący świat zatrzyma się w miejscu i pozwalając przy tym promieniom słońca przyjemnie ogrzewać jej twarz, a w jej głowie wcale nie było miejsca na wydarzenia z kilku ostatnich tygodni. Kanadyjka miała osobliwy system wypierania z pamięci rzeczy, o których wolałaby nie pamiętać, a do tych niestety zaliczało się spotkanie w gabinecie Godfreya, z którego uciekała w dość zaskakującym tempie, kiedy sprawy wymknęły się spod jej kontroli, a Lucas z niewiadomych powodów ją pocałował. Znaczy hehe powody były wiadome, bo Madison jest cudowna, piękna i w ogóle idealna, kto by jej nie chciał, ale przecież ściąganie jej do siebie pod pretekstem wyjaśnienia rujnujących reputację plotek o ich romansie, a później jawne przystawianie się do niej, było czymś szalonym i nie potrafiła tego ogarnąć. Kiedy usłyszała głos tuż za sobą, odchyliła głowę jeszcze trochę do tyłu, by spojrzeć na znajdującą się tam postać do góry nogami i uśmiechnęła się, jakby nigdy nic się nie stało.
- Polecam niebieskie. Są absolutnie najlepsze ze wszystkich. – oznajmiła zamiast przywitania, wskazując przy tym palcem znajdującą się za nią karuzelę, jakby naprawdę wierzyła w to, że Godfrey przyszedł tu w podobnym celu co ona. Bo przecież nie będzie robiła afery na pół jeziora.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Karuzela na tafli jeziora

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Karuzela na tafli jeziora
» Magical Girl Aisha
» Pomost, na północnym krańcu jeziora
» Jezioro
» Brzeg jeziora

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
reszta świata
 :: 
lynwood
 :: 
yellow lake
-